Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Wielki Cthulhu
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft (Anna White)
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgizew cthulhu
139 Posty 7 Uczestników 4.4k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • LubeszL Niedostępny
    LubeszL Niedostępny
    Lubesz
    napisał ostatnio edytowany przez
    #123

    Gdy przeszedłem przez drzwi, które nie stawiały oporu, zobaczyłem korytarz. Odgłosy dawenej sali od razu przycichły z kliknięciem drzwi. Do moich uszy dobiegł dźwięk bardziej...itrygujący, w złym tego słowa znaczeniu. Szedłem dalej przybliżając się do młodego mężczy, do którego z poważną miną oddałem wizytówkę. Próbując zachować zimą maskę szedłem za nim chłonąc każdy szczegół który mógłby mi się później przydać, inne drzwi, ile potencjalnych ludzi, ile tych...niebezpiecznych.
    Mijając stoliki, zorietowałem się gdzie jestem, baza hazartowa dla mafii. jestem w cetrum kłopotów. Niezauważalie przełkąłem ślinę. Oddychanie lekko stało się trudne przez nerwy i przez dym tytoniowy, ale musiałem wciąż zachowywać spokój.

    Wkońcu doszliśmy do oddaloej części sali, co jedak nie było uspokajające, gdy zobaczyłem do kogo mnie przyprowadzono. Wiedziałem o takich taułażach, i ciarki przeszedły przez moje ciało. Serce uderzyło klika razy w klace tłumiąc dźwięki. Szybko jednak odzyskałem władzę nad ciałem.

    Za poleceniem usiadłem, lekko się kłoiąc z grzeczości. Gdy dostałem mały kubeczek, zorietowałem się co to jest, lecz jeszcze po nie go, choć wiedziałem że przez szacuek do gościności będę musiał po iego sięgąć. Wzmiaka o innym traktowaniu jakbym był wrogiem nie uspokoiła mnie mocno.
    -Tak... Ścieszki losu są dziwnie pokręcone.- Przyzałem z lekkim uśmiechem. - Miło mi słyszeć, że nie jestem wrogiem- znów lekko uchyliłem głowę w ramach szacuku. -Zgaduję iż Panie...- Zmarszczyłem brwi, gdyż się on nie przedstawił, jak by powiedział teraz swoje imię to bym je wypowiedział i ciągął dalej -...wiesz co mnie tutaj sprowadza, raczej zrobiłeś szybkie rozeznanie gdy wręczono mi wizytówkę.- uśmiechąłem się wiedząc że to prawda -Ale rozumiem że chcesz to usłyszczeć od mnie. Poszukuję konkretego człowieka, który ma mieć informację które są nam potrzebne do podróży.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • AgnesA Niedostępny
      AgnesA Niedostępny
      Agnes jako Violet Shane
      napisał ostatnio edytowany przez Agnes
      #124

      Violet z zainteresowaniem spoglądała przez ramię Eleonory na odczytywane w skupieniu przez nią symbole, choć oczywiście znaki nic jej nie mówiły. Słowa odczytane przez kobietę zdawały się kryć za sobą fascynującą tajemnicę, dlatego dziewczyna ucieszyła się, że Walter chce wypróbować działanie maski.
      -Tylko, co ona może nam dać? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Szczególne umiejętności aktorskie chyba na niewiele się nam zdadzą. Chyba, że pomogą nam przekonać jeszcze bardziej pułk... - Violet ugryzła się w język - żołnierzy czy innych stróżów prawa, gdyby znów zdarzyło nam się nieprzyjemne spotkanie z nimi - spojrzała znacząco na Eleonorę. - A może potrafi spełnić inne marzenia? - rozmarzyła się. - Jak złota rybka albo lampa Aladyna? Jest magiczna? Czy ja też mogłabym spróbo...? - spojrzała pytająco na Waltera, wyciągając dłoń w stronę maski. Jednak urwała i zamarła w napięciu, gdy zobaczyła, że mężczyzna zakłada już maskę.
      Nie tak dawną odwagę i ciekawość, zastąpił lęk.

      @kaworu @cygan

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥
      1
      • GordianG Niedostępny
        GordianG Niedostępny
        Gordian jako Wielki Cthulhu
        napisał ostatnio edytowany przez Gordian
        #125

        WALTER, ELEONORA I VIOLET

        Madame Beaumont obserwowała Waltera z zainteresowaniem, siedząc na skraju łóżka z kolejnym kieliszkiem armaniaku w ręce. Jej policzki były już mocno zaróżowione, a lekko przymrużone oczy zdradzały, że alkohol zaczął coraz bardziej brać nad nią górę.
        Jeśli pan chce... - zaczęła, przeciągając słowa i uśmiechając się szeroko. - ...to niech pan próbuje. Najwyżej zostanie pan aktorem... - zarechotała, oblewając się zawartością trzymanego kieliszka.
        Walter uniósł maskę i przyłożył ją do twarzy. Przez pierwszą sekundę nie działo się absolutnie nic. Drewno było chłodne i gładkie. Widział Eleonorę, Violet i madame patrzące na niego, zupełnie normalnie, przez otwory na oczy. Cała ta historia zdawała się być dokładnie tym, za co inżynier ją uważał - zwykłą bajką wymyśloną przez handlarza, aby podnieść cenę egzotycznego produktu.
        A potem maska zaczęła robić się ciepła. Walter początkowo mógł uznać, że to jedynie temperatura jego własnej skóry. Ta jednak powoli, lecz nieustannie rosła. Po kilku sekundach drewno stało się już nieprzyjemnie gorące, jakby się paliło, choć żadnych płomieni na nim nie było. Potem zaś... w ogóle przestało być drewnem.
        Obserwatorki widziały, jak Walter najpierw zaczyna walczyć z maską, próbuje ją zdjąć, choć z jakiegoś powodu sprawiało mu to wielką trudność. Jego ciało wyglądało, jakby inżynier wpadł w obłęd. Zaczął krzyczeć i szamotać się po pokoju. Macki wyrzeźbione wokół ust nagle się poruszyły. Walter poczuł, jak przysysają mu się do szyi, a następnie we wszystkich tych miejscach - delikatne ukłucie.
        Ból nie był wielki. Znacznie gorsze było to, co przyszło później. Ssanie. Nawet nie pod powierzchnią skóry - głębiej. Dziesiątki niewielkich ust wgryzły się w jego ciało. Jego serce gwałtownie przyśpieszyło. Nogi uginały się pod nim i zaczęły się trząść. Krew odpłynęła z jego twarzy tak szybko, że świat wokół zaczął mu się kołysać przed oczami. Siatka żył uwidoczniła się nagle pod skórą. A maska nabierała koloru.
        Ciemne drewno maski zaczynało jaśnieć. Jego powierzchnia stała się cielista, wilgotna i miękka. Walter po chwili nie czuł już nic. Wszystkie uczucia towarzyszące przywdziewaniu maski nagle ustąpiły. Inżynier czuł się już zupełnie normalnie, a nawet... lepiej, niż normalnie. Violet, Eleonora i madame widziały zaś przed sobą... Waltera. Po prostu Waltera. Bez maski. Inżynier cały czas czuł maskę na swojej twarzy, dotykającą go w zwyczajny sposób w jaki czuje się na sobie teatralną maskę. Z zewnątrz wyglądało to jednak tak, jakby nie było już jej na twarzy Waltera, tak jakby... wrosła w nią.
        A potem przyszło coś jeszcze. Coś zupełnie innego, jakby całkowicie odrealnionego. Walter poczuł nagle niezwykłą lekkość. Tak jakby zupełnie nieoczekiwanie przyszło do niego jakieś trudne do określenia przekonanie, że teraz coś, czego wcześniej mu brakowało, nagle zrobiło się dokładnie takie, jakim być powinno. Madame patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Nawet nie wydawała się teraz pijana, lecz jakby... zachwycona. Violet i Eleonora szybko zrozumiały co wprawiło gospodynię w taki stan. Walter również odruchowo niemal zerknął na swoje odbicie w lustrze zawieszonym nad toaletką.
        Patrzył na własną twarz, na której nie było już maski, choć czuł, że ma ją na sobie. Twarz, na którą patrzył, bez choćby najmniejszej wątpliwości należała do niego. Miał dokładnie te same oczy, włosy, szczękę, te same rysy, które widział każdego ranka podczas golenia. A jednak... wyglądał inaczej. Trudno było wskazać jedną, konkretną rzecz, która się zmieniła. Jego nos był identyczny jak wcześniej, ale jednocześnie tak jakby w jakiś niewytłumaczalny sposób bardziej pasował do twarzy. Idealnie wręcz układał się z wargami i kośćmi policzkowymi. Szczęka była ta sama, tylko jej linia wydawała się jakby znacznie bardziej wyraźniejsza. Oczy nie zmieniły swojego koloru ani kształtu, a jednak jego spojrzenie stało się jakby niemal hipnotyzujące. Każdy szczegół jego twarzy zaczął współgrać z pozostałymi z niemożliwą wręcz harmonią. Dla Waltera nie wyglądało to tak, jakby stał się nagle kimś innym. Wyglądało to tak, jakby stał się właśnie tym, kim powinien być zawsze, a nie był.
        Madame nagle odstawiła kieliszek na stolik i szła ku Walterowi zupełnie spokojnie, jakby zahipnotyzowana.
        Mon Dieu... - wyszeptała. - Monsieur Walter... - urwała i zaczęła patrzeć się na niego jak na niemal jakieś bóstwo, nie umiejąc znaleźć na to słów. Violet i Eleonora najzupełniej w świecie to rozumiały. Oto stał przed nimi Walter. Ale nie ten Walter, którego znały. Ten Walter był Walterem przez duże W, i to nawet nie ze względu na to, że było to jego imię, które zapisuje się wielką literą. Wyglądał wręcz olśniewająco. Każda, nawet najmniejsza jego część, choć na pierwszy rzut oka się nie zmieniła, wprawiała w zachwyt tak wielki, że ten aż zapierał dech w piersiach. Wszystkie trzy kobiety nie mogły oderwać od niego wzroku, nie były w stanie choćby myśleć o niczym innym w obecności tak... cudownej istoty, jaką był w tej chwili Walter. Całkowicie zapomniały o Nakamurze, o profesorze Chance, o tym po co tu właściwie są. Liczył się tylko Walter i jego boska obecność tutaj.

        Cała trójka musi wykonać rzut na poczytalność na zasadach, które opisałem w komentarzach. W przypadku Violet i Eleonory - zdany test powoduje utratę 1 punktu poczytalności, a w przypadku Waltera utratę k6 poczytalności. Niezdany test u Violet i Eleonory powoduje utratę k6 poczytalności, a u Waltera k12 poczytalności. Zasady nabywania czasowego obłędu i traum oczywiście obowiązują. Walter (na czas noszenia maski) podnosi swoją statystykę wyglądu do 130. Oznacza to, że każdy test interpersonalny będzie w tym momencie kończył się sukcesem, ale i tak warto rzucić, bo rzut na 1/2 lub 1/5 może podnieść jeszcze bardziej jego efekt. Poza tym, Walter traci 1 punkt wytrzymałości (wypicie krwi).

        JOHN

        Policjant wysłuchał tłumaczenia Akity, po czym spojrzał na położone na biurko banknoty. Akita również spojrzał na nie, wybałuszając oczy. Chwilę rozmawiali po japońsku, John zauważył że policjant sprawia wrażenie nieco zakłopotanego.
        Panie Carter - Yashinoto zwrócił się w końcu do Johna. - Powiedział, że nie może przyjąć tych pieniędzy i żeby nie próbował pan podobnego rozwiązania innym funkcjonariuszom, bo mogliby... opatrznie zrozumieć pańskie intencje.
        Policjant przesunął banknoty z powrotem w stronę Johna.
        To nie łapówka! - krzyknął Sam. - John chciał tylko...
        Stul pysk, komuchu jebany
        - rzucił mu przez zęby Red.
        Sam się zamknij, brutalu! - odpowiedział mu Sam zza krat. Ten pewnie by się rzucił do bójki (lub jakiejś jej formy), gdyby policjant nie uderzył pałką w kratę i ich nie rozdzielił, mówiąc coś szybko po japońsku. Akita zamienił z policjantem jeszcze kilka zdań. Tym razem rozmowa trwała dłużej. Funkcjonariusz pokręcił głową, wskazał na lezące na ladzie papiery, a następnie na zatrzymanych.
        Nie chodzi o chuligaństwo - powiedział w końcu tłumacz. - Zatrzymano ich za prowadzenie agitacji politycznej wśród portowych robotników. Rozdawali ulotki nawołujące do... - tu spojrzał na jeden ze skonfiskowanych arkuszy - ...zjednoczenia robotników wszystkich narodów przeciwko kapitalistycznym ciemiężycielom i imperialistycznej propagandzie - Akita westchnął. - Obawiam się, że w Japonii nie jest to najlepszy sposób na... nawiązywanie znajomości.
        Policjant powiedział jeszcze parę słów, a Rosa nadal próbowała przekonywać Johna do tego, że przecież nie zrobili nic złego, tylko po prostu rozmawiali z ludźmi.
        Ponieważ są obcokrajowcami, formalnie grozi im deportacja, ale wcześniej... - zaczął Yashinoto, ale...
        Co tu się dzieje? - przerwał mu głos z tyłu. Przy wejściu stał mężczyzna, który zanim zaczęło się to zamieszanie rozmawiał z komendantem, ale teraz przemówił po angielsku. Zdjął wojskową czapkę i trzymając ją pod pachą rozejrzał się dokładnie, omiótł wzrokiem całą scenę z wyrazem umiarkowanego zainteresowania. Yashinoto aż zesztywniał. Policjant natychmiast wyprostował się i zaczął coś wyjaśniać. Tanaka słuchał, od czasu do czasu spoglądając na Johna, potem na trójkę zatrzymanych, aż w końcu na leżące na stole ulotki. Kiedy funkcjonariusz skończył, wojskowy podszedł do lady, wziął jedną ulotkę z ręki i zaczął czytać. Powiedział coś po japońsku, na co dyżurny odpowiedział z wyraźnym wahaniem. Tanaka powtórzył swoja słowa, tym razem wyraźnie ostrzej.
        Hai, Tanaka-taisa - policjant wyprostował się jeszcze bardziej. Akita stał obok Johna zupełnie nieruchomo. Jego wcześniejsza niechęć gdzieś zniknęła, kryjąc się pod powierzchnią strachu.
        Ten człowiek kazał ich wypuścić - szepnął do Johna. Zamek szczęknął po tym, jak policjant przekręcił w nim kluczyk. Pierwsza wyszła Rosa, za nią Nate, a na końcu Sam, który poprawił rozpiętą koszulę i spojrzał na Tanakę z mieszaniną podejrzliwości i zaskoczenia. Tanaka zaś zwrócił się do Johna po angielsku.
        Pan chyba był z tymi uroczymi dziewczynami na balu u madame Beaumont, zgadza się? - uśmiechnął się nieco. Mówił bardzo dobrze, choć z wyraźnym japońskim akcentem. Wyciągnął rękę w kierunku Johna. - Pułkownik Kenzaburo Tanaka, miło mi. Proszę wybaczyć naszym funkcjonariuszom. Japonia przechodzi ostatnio przez... ciekawe czasy. Nie wszyscy potrafią jeszcze odróżnić prawdziwych, niebezpiecznych rewolucjonistów zagrażających Cesarstwu od podróżnych z zagranicy, którzy po prostu mają zbyt wiele wolnego czasu... - spojrzał przy tym na Sama. Trudno było odgadnąć jego intencje. - Pańscy przyjaciele są wolni. Proszę jednak, aby do zakończenia pobytu w naszym kraju powstrzymywali się od działalności politycznej. Następnym razem może mnie nie być w pobliżu... Życzę państwu przyjemnego pobytu w Japonii! - ukłonił się lekko, po czym odwrócił się i ruszył w stronę policjanta, z którym John rozmawiał wcześniej. Ten zdawał się znacznie mniej zadowolony z obecności pułkownika, niż jeszcze kilka minut temu. Tanaka powiedział do niego coś cicho i wskazał drzwi prowadzące do jednego z bocznych gabinetów, za którymi za moment obaj zniknęli.
        Pierdolony faszysta... - burknął Sam i splunął na ziemię.
        To jest właśnie Kempeitai, panie Carter - odezwał się w końcu Akita, po którego twarzy spływały strużki potu. - Proszę zapamiętać to, co pan właśnie zobaczył. Zatrzymano troje cudzoziemców na podstawie prawa. Potem ten człowiek wszedł tutaj, powiedział kilka słów i już nagle prawo przestało obowiązywać.
        Nie dodał nic więcej. Ticky tymczasem patrzył na Sama z dość dużym rozbawieniem.
        I co, czerwony? Obaliliście już cesarza? - zadrwił z niego. Sam już był gotowy rzucić się do bójki z nimi, ale znów zostali powstrzymani przez policjanta. Akita westchnął ciężko i spojrzał na Johna.
        Klub Kurohane znajduje się w dzielnicy portowej. Jeśli pan Watanabe naprawdę poszedł pod ten adres, prawdopodobnie właśnie tam go znajdziemy. Co pan planuje, panie Carter?

        REN

        Kiedy Ren powiedział kogo szuka, starszy mężczyzna powoli odstawił swoją czarkę na stół i lekko podniósł wzrok.
        Kazuo Nakamura... - powtórzył. Przez chwilę przyglądał się Renowi w zupełnym milczeniu. - A więc jednak... - niespodziewanie się uśmiechnął. Był to uśmiech przypominający pewien wyraz satysfakcji, kiedy ktoś usłyszy dokładnie to, czego się spodziewa. - To nazwisko pojawia się ostatnio zdecydowanie częściej, niż powinno. To... interesujący człowiek. Jeszcze bardziej interesujące jest jednak to, że po takim czasie przyjeżdża ktoś z drugiego końca świata właśnie po to, żeby go odnaleźć... I zaczyna pan od urzędu meldunkowego - uśmiechnął się lekko i upił nieco ze swojej czarki. Jeśli chciał dać Renowi znać, że on i tak o wszystkim wie, niewątpliwie właśnie to osiągnął. - Nie ganię pana, panie Watanabe. Każdy zaczyna tam, gdzie najłatwiej jest znaleźć odpowiedź. Problem polega tylko na tym, że urzędy meldunkowe są dobre tylko w znajdowaniu ludzi, którzy... powiedzmy, chcą być znalezieni.
        Przez kilka sekund słychać było tylko shamisen oraz dochodzące zza parawanu odgłosy kasyna. Nikt jednak nie zwracał na nie najmniejszej choćby uwagi.
        Pan Nakamura pozostawił po sobie wiele pytań. I muszę wiedzieć dlaczego właściwie chce pan znaleźć pana Nakamurę. Co pana interesuje w związku z jego osobą? - odstawił czarkę i spojrzał Renowi prosto w oczy, a wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej zimny i groźny. - Proszę powiedzieć, panie Watanabe. Słucham.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        ♥
        2
        • AgnesA Niedostępny
          AgnesA Niedostępny
          Agnes jako Violet Shane
          napisał ostatnio edytowany przez
          #126

          Z początku wydawało się, że nie dzieje się nic szczególnego. Violet miała już ochotę roześmiać się z tej ich irracjonalnej powagi i obaw, gdy nagle maska zdała się ożyć, obrzydliwymi mackami wypijając się w twarz Waltera. Ktoś wrzasnął z przerażenia. Nie była pewna, która z kobiet krzyczy. A może sama też krzyczała? Sparaliżowana lękiem nie wiedziała, czy powinna rzucić się na ratunek szamocącemu się Walterowi, czy raczej chwycić Eleonorę i uciekać.

          Ta przerażająca chwila, w której Violet nie była w stanie wykonać najmniejszego ruchu, zdawała się trwać wieczność. Utkwiła w Eleonorze błagalny, pełen poczucia winy wzrok. Bała się. Tak bardzo się bała, że Walterowi coś się stanie przez jej głupotę i układy z pułkownikiem. Walter zaczął się uspakajać, choć pobladł nieco. A maska... Co się właściwie stało z maską? Spadła gdzieś w tej szamotaninie? Violet nigdzie nie mogła jej dostrzec. Za to z twarzą Waltera coś było... nie tak. A raczej wręcz przeciwnie. Choć nie potrafiła wychwycić zmiany rysów, jego twarz pierwszy raz wydała się Violet naprawdę przystojna. Wcześniej, gdy inżynier uczył ją obsługi szlifierki, zupełnie nie zwróciła na to uwagi. Jednak teraz, gdy przypomniała sobie dotyk jego szorstkiej dłoni, gdy korygował jej chwyt, ogarnęło ją niespodziewane ciepło, a kolana nieco jej zmiękły. Nie mogła oderwać wzroku od jego oczu. Na chwilę przestało się liczyć wszystko, co wydarzyło się przed momentem. Niemal bezwiednie sięgnęła po aparat otrzymany od Waltera i pragnąc zatrzymać wspomnienie tej ulotnej, przecudownej chwili, zrobiła mu zdjęcie.

          Na skraju umysłu Violet zamajaczyła nieprzyjemna świadomość, że nie tylko ona z ubóstwieniem wpatruje się mężczyznę. Oprzytomniała nieco i spytała rzeczowo, choć w jej głosie pobrzmiewała nadal nutka rozmarzenia i zawodu:
          -Gdzie jest maska?

          @cygan @kaworu

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥ 😱
          2
          • LubeszL Niedostępny
            LubeszL Niedostępny
            Lubesz
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #127

            Ren

            Przyglądałem sie uważnie i badawczo ruchom rozmówcy próbując z jego postawy wywnioskować czy jestem w tarapatach czy nie. W sumie jestem u Yakuzy czyli muszę sie obawiać. Lecz wolałem o tym nie myśleć aż tak mocno, gdyż mógłbym zrobić coś głupiego. Kolejny raz sie spotkałem z tym określeniem że to nazwisko sie zbyt często pojawia. Czyżby aż tak byl znany? Możliwe, Możliwe też że był nie wygodny dla innych, dlatego go znają.
            Gdy ocenił moje postępowanie, mimowolnie mu przytaknąłem, gdyż to była prawda. Nie mniej jednak mialem nadzieje ze urząd jednak lepiej dbał o informację. Faktem jest że kto bedzie chcial sie ukryć znajdzie sposób na to.

            Z tego wszystkiego zaschło mi w ustach, wziąłem czarke, upiłem łyk, ale nie mały aby nie obrazić gospodarza próba 'odhaczenia' gościnności, ale też nie głębokim, jakbym nie miał oglady.
            Odłożyłem naczynie na stół, po czym znów spojrzałem na rozmówcę.
            -"Cóż..."- zacząłem marszcząc brwi warząc slowa -"Pan Kazuo Nakamura jak pewnie słyszałeś opowiadał o dziwnych zjawiskach czy też istotach."- zamilklem myslac czy skłamać, ale wiedziałem ze teraz to nie ma sensu -"wraz z drużyną ktora zebrał profesor idziemy śladem naszego poszukiwacze przygód. Czy są prawdziwe czy też nie te historie, to on może podać nam miejsce na syberi gdzie byśmy mogli zacząć swoja przygodę. Może damy dowody jego słowom, a może tylko będziemy mieli niezapomniany camping surwiwalowy na tamtych terenach. Nie mniej, informacja gdzie widział owe stwory i gdzie mozna wystartować bardzo nam by sie to przydało. Oszczędziło by nam to przeszukania całej syberii

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KaworuK Niedostępny
              KaworuK Niedostępny
              Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #128

              Eleonora spoglądała na Waltera z przerażeniem w miarę, jak starał się zdjąć maskę ,która wbiła mu swoje macki (!) w jego ciało (!!!). Zastanawiała się nawet, czy do niego nie podbiec i mu nie pomóc, ale… co, jeśli zerwanie maski z jego twarzy sprawi mu większy ból?

              Tak więc tylko stała i patrzyła, pełna lęku i współczucia.

              Gdy jednak maska zakończyła swoje akcji, spoglądanie na Waltera stało się… znacznie przyjemniejsze?

              Naprawdę, Walter był tak szalenie przystojny teraz, ciężko było od niego oderwać wzrok. Nigdy w swoim życiu Eleonora nie widziała równie przystojnego mężczyzny.

              - Ja… em… - nie wiedziała co powiedzieć – na pewno istnieje jakieś racjonalne wyjaśnienie tego wszystkiego. Musi istnieć. Tylko… żadne nie przychodzi mi do głowy – przyznała rozżalona.

              - Co zaś do maski, droga Violet. Ja… myślę, że Walter dalej ma ją na sobie. Nie spadła. Zmieniła jego twarz w tak przystojną, jak jest teraz. Nawet, jeśli bardzo ciężko jest nam w to uwierzyć.

              - Walterze? – zwróciła się do przyjaciela – Może lepiej ją zdejmij? Nie wiemy, czy nie ma jakiś efektów ubocznych i czy dłuższe jej noszenie nie jest… szkodliwe dla organizmu, być może?

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • CyganC Niedostępny
                CyganC Niedostępny
                Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #129

                Cały ból związany z szarpaniną nagle zniknął, co w cale nie uspokoiło Waltera. Stał w pokoju cały zdyszany, a kobiety wokół niego zamiast wyglądać na tak samo przerażone jak on, zdawały się zadowolone? Coś było z pewnością nie tak. Inżynier z zdezorientowaną miną spojrzał w lustro by dowiedzieć się czemu każdy się tak w niego wpatruję. W odbiciu widział dowód na istnienie magii, bo jego twarz wyglądała tak dobrze, że Walter przez chwilę podejrzewał lustro o oszustwo. ledwo zdążył się obrócić, a oślepił go błysk aparatu. Wzrok tylko mu wrócił a przy nim już stała Madame.
                - Czy możecie dać mi chwile? - Powiedział przytłoczony ilością bodźców Walter. Przetarł twarz i po chwili którą o dziwo dostał zaczął tłumaczyć.
                - Czuje maskę na twarzy jakbym nosił zwykłą teatralną maskę. - Odpowiedział na pytanie Violet.
                - Nie wiem co myśleć o tym... - Oczy Waltera nagle się rozszerzyły a on sam jakby odpłynął na chwilę. Teraz przed sobą widział tylko kartkę z treścią "Decyzje najlepiej podejmować szybko. Masz czas do wieczora. Cena jest wysoka, ale przecież warto! T." Inżynier uświadomił sobie, że ma na sobie artefakt, który ktoś inny bardzo chce.
                Słowa Eleonory brzmiały bardzo rozsądnie, szkoda tylko, że Walter nie mógł ściągnąć z siebie maski nie ważne jak mocno próbował.
                - Masz rację, ale chyba widziałaś, że ściągnięcie tej maski nie jest takie proste. - Zwrócił się do Eleonory - Co do tych teorii o magii też nie chce mi się w to wierzyć, ale możemy pomyśleć o tym jak już ją ze mnie ściągniemy. Jedyne co mi przychodzi do głowy to zimna woda. Maska bardzo się rozgrzała podczas transformacji, może zimno odwróci efekt?

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • KetharianK Online
                  KetharianK Online
                  Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                  Obsługa Moderator Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #130

                  Uliczki Yokohamy


                  John opuścił posterunek z uczuciem wielkiej ulgi doprawionej lodowatym dreszczem przeczucia, że tylko dzięki dużemu szczęściu zdołał uniknąć nieszczęścia - lęk emanujący od młodego tłumacza dowodził tego dobitnie.

                  Myśliwy wciągnął w płuca haust przepełnionego egzotycznymi zapachami powietrza, po czym odwrócił się raptownie w stronę wyciągniętych z aresztu komunistycznych agitatorów.

                  - Banda tępych durni! - syknął zaciskając dłonie w pięści - Wynocha do hotelu, natychmiast. Do chwili wyjazdu z Japonii macie nie opuszczać swoich pokojów. Jestem odpowiedzialny za bezpieczeństwo tej ekspedycji razem z tymi tutaj dżentelmenami. Jeśli uznam, że swoją głupią bezmyślnością znowu wystawiacie na szwank powodzenie przedsięwzięcia profesora, zostaniecie wyrzuceni na zbite pyski.

                  Dał Samowi i jego kompanom chwilę na uświadomienie sobie, że nie żartuje, po czym machnął dłonią za siebie.

                  - Wynocha do hotelu, zanim zmienię zdanie.

                  Wciąż rozgniewany, John przeniósł swoją uwagę na Akitę, przywołał na twarz wyraz opanowania stojący w sprzeczności z targającymi nim emocjami.

                  - Pan wybaczy, głupota tych ludzi jest porażająca - oznajmił przepraszającym tonem - Proszę, niech nas pan zaprowadzi do tego klubu, sami ani tam nie trafimy ani nie zdołamy się porozumieć.

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • GordianG Niedostępny
                    GordianG Niedostępny
                    Gordian jako Wielki Cthulhu
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #131

                    REN

                    Yakuza słuchał Rena w milczeniu, jedynie od czasu do czasu obracając czarkę sake pomiędzy palcami.
                    Rozumiem. Zatem nie sam Nakamura was interesuje, ale jego podróż na Syberię... - ciągnął, a Ren skinął głową na potwierdzenie. - A pańscy towarzysze? Co z nimi? Wiedzą, że pan tu jest? - na twarzy mężczyzny dało się odczytać lekkie zaniepokojenie.
                    Nie - odpowiedział Ren spokojnie. - Odłączyłem się od nich rano. Miałem znaleźć Nakamurę, a profesor z całą resztą dostał zaproszenie na przyjęcie do madame Beaumont i zapewne tam pójdą wieczorem. Dołączę do nich, jeśli... - yakuza nagle przywołał na twarz wyraz zdumienia, a jego ręka z sake znieruchomiała. Mężczyźni siedzący przy stoliku z Renem zaczęli spoglądać po sobie, jeden po drugim, co trwało być może sekundę, a potem ten, z którym Ren rozmawiał, przerwał mu:
                    U madame Beaumont... - powtórzył cicho. - Rozumiem. A zatem wasz profesor obraca się dziś w znacznie ciekawszym towarzystwie... - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, po czym natychmiast wrócił do wcześniejszej pozy, niczym robot. - Wróćmy jednak do Nakamury. Zostawił on po sobie dziennik, który prowadził przez wiele lat. Są tam różne ciekawe zapiski. Między innymi dotyczące Syberii.
                    Macie go?
                    - spytał Ren, a serce zabiło mu szybciej.
                    Mamy - odpowiedział spokojnie yakuza.
                    Mogę go dostać?
                    Oczywiście!
                    - takiej odpowiedzi Ren się nie spodziewał, i tak karcąc się w duchu, że zadał to pytanie tak entuzjastycznie, zanim jego mózg zdążył powstrzymać mowę. - Oczywiście nie za darmo... - dodał yakuza szybko z uśmiechem. - A zatem zamierzacie się wybrać do Związku Radzieckiego... jak właściwie zamierzacie się tam dostać? - Ren nie spodziewał się takiego pytania. Właściwie to nawet się nad tym nie zastanawiał. Przecież to profesor Chance kieruje tą ekspedycją, więc pewnie coś zaplanował. Tylko... czy oby na pewno? Ren już dostał dziś rano świadectwo jego... lekko mówiąc, niefrasobliwości. Wcale by się nie zdziwił, gdyby Chance w ogóle nie miał żadnego planu. Chociaż z drugiej strony... przecież wszyscy dostali od niego fałszywe papiery. Te raczej nie były przeznaczone na pobyt w Japonii.
                    Nie wiem - odpowiedział szczerze Ren.
                    No właśnie... - odrzekł yakuza z uśmieszkiem na ustach. - A my wiemy, że przekroczenie granicy nie jest takie proste. Sowieci... łagodnie to ujmując, nie przepadają za cudzoziemcami kręcącymi się po ich wschodnich rubieżach. Każdego obcokrajowca uważają za potencjalnego szpiega, jak to oni nazywają, "kontrrewolucji". Zwłaszcza, jeśli taszczycie ze sobą takie wielkie skrzynie... - zaśmiał się cicho. A więc i on wiedział o przewożonej przez profesora skrzyni na giganteusa, a właściwie to o ładunku drewna... Było to o tyle niepokojące, że cały ładunek pozostał na okręcie, nie zabieraliście go ze sobą na ląd. A jednak wiedział... No cóż, yakuza naprawdę wie o wszystkim, co się dzieje w porcie. - Na szczęście, mamy pewien sposób na rozwiązanie tego problemu. I pana, panie Watanabe, w tym głowa, żeby dopilnować, aby pański profesor wybrał akurat tę zaproponowaną przez nas drogę. W przeciwnym razie uznam naszą umowę za niewypełnioną... - yakuza był uprzejmy, ale w jego głosie wyraźnie był słyszalny nacisk. - Za dwa dni z Jokohamy wyruszy barka należąca do... pewnego przedsiębiorcy, z którym utrzymuję dobre stosunki. Płynie do Władywostoku. Przewozi jakieś maszyny, narzędzia, trochę towarów przemysłowych - nie wiem dokładnie, nie znam się na tym i nie dbam o to. Kapitan jest człowiekiem, który... nie zadaje niepotrzebnych pytań, odpowiednio opłacony. A my opłacamy go od lat. Ruscy też go znają, nie będą robić problemów, o ile czegoś nie spartaczycie. Pańska ekspedycja również znajdzie się na jej pokładzie, wraz z całym wyposażeniem. Nikt nie będzie się interesował pańskim bagażem, i to po obu stronach morza - tego już dopilnuję. Ale wśród waszego bagażu musi znaleźć się jeszcze jedna skrzynia. Nie jest duża. Zostanie wmieszana w wasze wyposażenie, jeśli dobrze to pan rozegra, nawet członkowie pańskiej ekspedycji się nie zorientują. We Władywostoku spotka się pan z pewnym człowiekiem. Proszę się nie przejmować, on na pewno pana znajdzie. Odda mu pan tę skrzynię i na tym zakończy się pańskie zadanie - powiedział spokojnie, acz autorytatywnie.
                    A co jest w środku? - zapytał Ren, choć już spodziewał się odpowiedzi.
                    Ach, panie Watanabe... - po sekundzie yakuza roześmiał się cicho. - Jest pan prawnikiem. Doskonale pan wie zatem, że istnieją pytania na które czasem lepiej nie znać odpowiedzi...
                    Ren spuścił nieco wzrok, rozważając to wszystko. Dziennik, transport, skrzynia - naprawdę nie musiał być prawnikiem, żeby domyślić się o co w tym wszystkim chodzi. Ta sprawa cuchnęła na kilometr, ale nie można było odwracać oczu od tego jak wiele rozwiązywała. W końcu kiwnął głową na znak, że się zgadza.
                    Doskonale! - uśmiechnął się yakuza. Wyciągnął rękę do Rena, a ten ją uścisnął.
                    Co w takim razie z Nakamurą? - spytał.
                    Och, ależ spokojnie - yakuza kiwnął głową na jednego z siedzących obok mężczyzn. - Dostanie pan to i znacznie więcej, niż się pan spodziewał po przekroczeniu progu tego lokalu.
                    Po kilku minutach mężczyzna wrócił. Wręczył Renowi gruby, mocno zużyty notes oprawiony w ciemną skórę. Jego okładka była porysowana, narożniki starte, a część kartek wystawała spomiędzy innych. Ren dostrzegł na nich gęste szeregi japońskiego pisma, gdzieniegdzie przerywane rysunkami i notatkami wykonanymi innym kolorem atramentu.
                    Dziennik Kazuo Nakamury - powiedział spokojnie yakuza. - Od tej chwili należy do pana.
                    Ren przyglądał się książce, którą trzymał w drżących dłoniach. Miał to. Miał wreszcie to, po co przyjechali do Japonii. Zamierzał wydostać się stąd teraz jak najszybciej, dać to profesorowi i pchnąć wyprawę naprzód. Choć Japonia była jego ojczyzną, po tych wszystkich wypadkach nie czuł się tu zbyt pewnie. W Rosji nigdy jeszcze nie był, słyszał dużo o tym kraju, miał jednak nadzieję, że przynajmniej tam nikt nie będzie go śledził i ścigał...
                    Dziękuję. Zatem będę już wracał do... - Ren próbował wstać, ale yakuza cicho się zaśmiał, a drugi z mężczyzn przytrzymał go ręką.
                    Ach, panie Watanabe... Przychodzi pan do mojego domu po wielu latach nieobecności w Japonii, pije pan ze mną jedną czarkę sake, zawiera pan ze mną interes, dostaje ode mnie to, czego szukał od przyjazdu, a teraz chce pan natychmiast wyjść? - pokręcił głową, a potem dał jednej z gejsz znak, aby napełniła czarkę Rena. - Proszę zostać z nami. Zje pan, wypije, zagra... Kurohane jest znacznie przyjemniejszym miejscem, jeśli nie przychodzi się tu wyłącznie w interesach.
                    Uśmiech yakuzy pozostał uprzejmy. Formalnie nie padła tu żadna groźba, ale jednak gesty mafiosów były bardzo wyraźne - właśnie otrzymał zaproszenie, któremu nie wolno odmówić. Kilka minut później siedział już przy jednym ze stolików kasyna. Dziennik Nakamury spoczywał bezpiecznie w kieszeni jego marynarki, a obok niego leżała dość spora sterta żetonów, które yakuza obiecał zapisać na swój własny rachunek. Pierwsze rozdanie poszło Renowi fatalnie, drugie nieco lepiej. Pojawiło się kolejne sake, potem sushi, gejsze grały na shamisen i siadały obok niektórych klientów, delikatnie ich masując. Czas płynął bardzo powoli. Ren stale się denerwował, bo wszystko w nim chciało opuścić ten lokal, niemniej nie mógł tego zrobić tak łatwo. W końcu przyszedł wieczór. A wraz z nim zauważył znajome twarze właśnie wchodzące do lokalu...

                    JOHN

                    Akita przez chwilę patrzył za oddalającą się grupką komunistów, jakby zastanawiał się czy faktycznie wykonają polecenie Johna, po czym przeniósł z powrotem wzrok na trapera.
                    Oczywiście, Kurohane znajduje się niedaleko stąd - odpowiedział, wskazując kierunek. - Ale jeśli ten policjant miał rację co do tego miejsca, radziłbym zachować pewną... powściągliwość. Ludzie tego rodzaju bardzo dbają o uprzejmość i bardzo źle reagują, kiedy ktoś jej nie okazuje... - ostatnie zdanie wypowiedział nieco głośniej, spoglądając znacząco na towarzyszących Johnowi "pałkarzy".
                    Co się gapisz? - burknął Biggy, na co Akita jeszcze raz spojrzał na Johna znacząco, ale nie powiedział już ani słowa. Ruszył, a w ślad za nim cała reszta.
                    Droga prowadziła ich coraz bliżej portu. Eleganckie kamienice i sklepy ustępowały magazynom, warsztatom i niewielkim domom stojącym jeden obok drugiego. Pomiędzy nimi pojawiały się jednak lokale, które dopiero teraz zaczynały naprawdę ożywać. Papierowe lampiony rozświetlały wejścia do restauracji i herbaciarni, zza drzwi dobiegała muzyka, śmiech i brzęk szkła. Po ulicach kręcili się marynarze najróżniejszych narodowości, robotnicy portowi kończący pracę, rikszarze i elegancko ubrani mężczyźni, którym towarzyszyły kobiety - jedne z barwnych kimonach, inne w zachodnich sukniach.
                    Po kilkunastu minutach Akita zwolnił. Stanął przed piętrowym budynkiem stojącym pomiędzy restauracją a sklepem z importowanymi towarami. Z wnętrza dobiegały dźwięki muzyki i gwar rozmów.
                    To tutaj - powiedział w końcu Japończyk. - Proszę pozwolić mi mówić, kiedy pojawią się jakieś problemy. I naprawdę proszę pańskich ludzi, żeby nikogo nie zaczepiali.
                    Akita otworzył drzwi. Uderzyła w nich fala ciepłego, ciężkiego powietrza przesyconego dymem papierosowym, perfumami i alkoholem. Po gwarze ulicy wnętrze wydawało się niemal przytulne. Lampy osłonięte czerwonym materiałem dawały przygaszone światło, przy stolikach siedzieli Japończycy i cudzoziemcy, a na niewielkiej scenie kwartet grał spokojny jazz. Przy barze tłoczyli się marynarze, dalej kilka par tańczyło na niewielkim parkiecie. John mógłby łatwo uznać, że trafili pod zły adres. Kurohane bardziej przypominało modny nocny lokal niż miejsce spotkań organizacji przestępczej.
                    Kiedy John przesunął wzrokiem po sali, w końcu go zobaczył. Przy jednym ze stolików, nieco dalej od głównego parkietu, siedział Ren Watanabe. Nie był związany, pobity, nie wyglądał też na więźnia. Wręcz przeciwnie, wydawał się świetnie bawić. Przed nim stała czarka sake, kilka talerzyków z resztkami jedzenia oraz pokaźna sterta żetonów. Przy stoliku trwała właśnie jakaś gra hazardowa, a obok Rena siedziała młoda kobieta w kunsztownym kimonie, pochylająca się ku niemu i nalewająca mu alkoholu. Nieco dalej druga grała cicho na shamisenie.
                    Ja pierdolę... - wyrwało się Redowi. - To my pół miasta za tym skurwielem obeszliśmy, a on sobie tutaj...
                    Wtedy wzrok Johna i Rena napotkały się.

                    VIOLET, ELEONORA I WALTER

                    Madame Beaumont przez chwilę jeszcze patrzyła na Waltera nieobecnym, rozmarzonym wzrokiem, jakby słowa o zimnej wodzie docierały do niej z ogromnym opóźnieniem.
                    Zimna woda... oui... oui, bien sûr... — wymamrotała wreszcie i poderwała się z łóżka nieco zbyt gwałtownie. Zachwiała się, odzyskała równowagę, po czym zniknęła za drzwiami niewielkiej umywalni. Po chwili wróciła z porcelanową misą pełną wody i postawiła ją na toaletce.
                    Walter zanurzył w niej dłonie, a następnie przyłożył je do twarzy. Doznał niezwykle osobliwego wrażenia. Woda nie dotknęła jego skóry.
                    Poczuł wyraźnie chłód rozlewający się po gładkiej powierzchni maski — tej samej, której Violet, Eleonora i madame nie były w stanie zobaczyć. Krople spływały po czymś niewidzialnym, a jednak w lustrze wyglądało to zupełnie normalnie, jakby po prostu obmywał twarz. Spróbował ponownie i tym razem poczuł coś jeszcze.
                    Pod opuszkami palców pojawiła się krawędź. Jeszcze przed chwilą, gdy w panice próbował zerwać maskę, nie było jej wcale. Teraz Walter bez najmniejszego problemu wsunął palce pomiędzy własną skórę a niewidzialny przedmiot. Pociągnął, a wówczas maska zeszła z jego twarzy - lekko, niemal bez oporu.
                    Efekt był natychmiastowy. Violet, Eleonora i madame zobaczyły, jak cudowna harmonia twarzy Waltera rozpada się w przeciągu zaledwie sekundy. Nie było żadnego błysku ani gwałtownej przemiany. Po prostu każdy szczegół wrócił na swoje dawne miejsce. Oczy były nadal tymi samymi oczami, szczęka tą samą szczęką, nos tym samym nosem, tylko nagle wszystko przestało układać się w tę niemożliwą, niemal nadnaturalną doskonałość. Przed nimi znowu stał zwyczajny Walter.
                    Równocześnie coś zaczęło pojawiać się w jego dłoniach. Najpierw zarys, potem cielista, wilgotna powierzchnia zaczęła ciemnieć i twardnieć. W ciągu kilku sekund trzymany przez niego przedmiot ponownie przypominał drewno. Macki znieruchomiały, przyssawki przestały wyglądać jak żywe, oczy znów stały się jedynie wyrzeźbionymi oczami. Maska ośmiornicy wróciła dokładnie do takiego stanu, w jakim znajdowała się przed eksperymentem. Na jej wewnętrznej stronie pozostała tylko jedna różnica - czerwone znaki były teraz znacznie ciemniejsze.
                    Madame patrzyła to na maskę, to na Waltera. Przez chwilę milczała, aż wreszcie wypaliła:
                    Mon Dieu... - podeszła bliżej i bezceremonialnie złapała Waltera za podbródek, oglądając jego twarz z lewej i prawej strony. - Znowu jest pan normalny... Znaczy... nie, że wcześniej pan był... - urwała, najwyraźniej orientując się, że właśnie zabrzmiała wyjątkowo nieuprzejmie. - Był pan... toujours très charmant, monsieur Walter. Tylko przed chwilą był pan... beaucoup plus - rozłożyła ręce, jakby zabrakło jej angielskiego słowa.
                    Dopiero teraz mogła wrócić trzeźwiejsza refleksja nad tym, czego właściwie byli świadkami. Na biurku nadal leżały papiery, w które zapakowano maskę, a pośród nich kartka, którą wcześniej zauważył Walter: Decyzje najlepiej podejmować szybko. Masz czas do wieczora. Cena jest wysoka, ale przecież warto! T.
                    A Violet miała jeszcze jeden problem. Pułkownik Tanaka nadal czekał w ogrodzie na odpowiedź dotyczącą przedmiotu, którego działanie właśnie zobaczyła na własne oczy.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    ♥
                    1
                    • KaworuK Niedostępny
                      KaworuK Niedostępny
                      Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
                      #132

                      Eleonora była szczęśliwa, że Walterowi udało się zdjąć maskę bez większych problemów. Sama jednak teraz miała spory kłopot.

                      - Madame… - zaczęła powoli i wyraźnie. Wiedziała, że kobieta jest pijana, a chciała jej wyjaśnić coś bardzo ważnego – pewien pan imieniem Tanaka-san chciał się czegoś dowiedzieć o tej konkretnej masce. Nie jestem pewna jego intencji. Jest to jednak bardzo ważny ma-magiczny – zająknęła się przy tym słowie – artefakt i możliwe, że pan Tanaka, jeśli się dowie, jakie posiada możliwości, zechce go pani ukraść. Powinna pani być tego świadoma. Tanaka-san zechce też otrzymać troszkę informacji o tej masce i nie jestem pewna jak dużo, jeśli cokolwiek, powinniśmy mu powiedzieć. Maska należy do pani i to pani powinna o tym wszystkim zadecydować. I chcę, żeby miała pani jak najlepsze rozeznanie, zanim podejmie pani jakąkolwiek decyzję.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • KetharianK Online
                        KetharianK Online
                        Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                        Obsługa Moderator Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #133

                        Klub Kurohane, Yokohama


                        Stojący na wprost stolika Rena John wydawał się nieporuszony niczym polodowcowy głaz, ale w jego głowie galopował cały tabun myśli. Myśliwy nie wiedział praktycznie niczego o yakuzie, nie miał żadnego pojęcia o świecie przestępczym Kraju Kwitnącej Wiśni, a mimo to wyczuwał szóstym zmysłem jakiś cień zagrożenia dryfujący tuż pod sielankową powierzchnią klubowego wieczoru. Reed i jego ziomkowie w żaden sposób nie pasowali do tego miejsca, byli niczym nieposkromiony grubiański żywioł gotowy w jednej chwili sprowokować jakieś pożałowania godne nieporozumienie.

                        A John Carter miał serdecznie dosyć wrażeń jak na jeden wieczór w obcym mieście po drugiej stronie kuli ziemskiej.

                        Alaskańczyk cofnął się o krok, zrównał ze spoglądającym obleśnie na najbliższą gejszę Reedem i ścisnął palcami jego ramię.

                        - Uzbrojeni goście, wmieszani dyskretnie w klientów - skłamał siląc się na niespokojny szept - Chyba rozpoznaję jednego z tych tajniaków z policji wojskowej z nabrzeża. Mogą tylko czekać na to, żebyśmy się dali sprowokować. Głąbie, nie rozglądaj się, tylko słuchaj. Wyjdźcie jak gdyby nic na zewnątrz i stańcie po drugiej stronie ulicy, najlepiej w ciemnym miejscu. Obserwujcie wejście i zaułki po obu stronach budynku.

                        Wymawiając kolejne słowa Carter zaciskał dłoń coraz mocniej na ramieniu Reeda, z niesmakiem wciągając w nozdrza zapach pomady do włosów drugiego mężczyzny.

                        - Spróbuję wyciągnąć stąd Watanabe po dobroci, ale jeśli nie wyjdziemy do kwadransa, dwóch z was czeka na rozwój spraw, a dwóch zapierdala do hotelu zaalarmować profesora, jasne? Reed, liczę na was, nie chcę zgnić w japońskim więzieniu. Zrób dokładnie tak jak powiedziałem i zrób to teraz.

                        Alaskańczyk puścił ramię pałkarza, wygładził palcami pomięty materiał jego rękawa i odwrócił się ponownie w kierunku stolika zajmowanego przez japońskiego członka ekspedycji.

                        I napotkał jego słane poprzez wypełnioną dźwiękami muzyki salę spojrzenie.

                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • LubeszL Niedostępny
                          LubeszL Niedostępny
                          Lubesz
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #134

                          Rozmawialiśmy o informacjach jakie miał Nakamurę, a dokładnie o informacjach dotyczących wyprawy do syberii. Był człowiekiem któy prowadził dziennik z wyprawy co było dobrym posunięciem, a dla mnie idalną zdobyczą. Fizyczna forma jego myśli i informacji które nie były by tylko ulotnymi słowami w pamięci. Chciałem ten dziennik, musiałem go zdobyć, moja ekscytacja i entuzjazm zbyt szybko wyszedł z moich ust, za co się skarciłem w duchu. Uspokój się. To jest yakuza, nic nie daje za darmo, na pewno będe im dłużny. Wziąłem głeboki wdech, a tytoniowe powietrze z aromatem alkoholu uderzyło mi w nozdrza, przez co lekko zakręciło mi się w nosie, ale powstrzymałem się od szybkiego parśnięcia nosem, zamast tego zrobiłem wydech ustami lekko się uśmiechając jakbym spodziewał się odpowiedzi że nic nie ma za darmo.

                          Wcześniejszą wzmankę o madam Beaumot odchaczyłem w głowie, czując iż i tam... powinno być ciekawie i cóż może trochę niebezpiecznie jeżeli yakuza mówi o ciekawym towarzystie, chyba że mówi o tajemnicach i informacjach które może posiadać owa Beaumot. Wiem że będę musiał przepytać towarzyszy co znaleźli, i czego się tam dowiedzieli. Uwaga yakuzy wydaje mi się jakoś powiązana z Nakamurą, a raczej z dziwnymi zachowaniami czy też historiami owych osób.

                          Wracając myślami do dziennika, szybko rozmówca tematem wpłynął na nasz plan przedostania się do Związku radzieckiego. Ta... luka w planie którego nie do końca znałem udeżyła mnie dość mocno. Serce przyspierzyło, lecz nie zrobiłem gwałtownego ruchu. Odpowiedziałem szczerze że nie wiedziałem , tą... sprawą miał się zająć profesor, który nie kwapił się z zdradzaniem swoich...planów do ostatniego momentu, lub kazał nam wymyślić jak się tam dostać. Ba! Pewnie po to jesteśmy mu potrzebni, aby jakoś mógł sobie poradzić z czymś z czym to on nie dał by rady lub nie wpadł na pomysł.
                          Posiadana wiadomość o dokładnym wyposażeniu statku przez rozmówcę mnie lekko znów niezaniepokoiła, lecz się tego spodziewałem. Yakuza była... potężna, bardzo potężna i dobrze doinformowana, dlatego też musiałem uciekać, choć czułem wciąż za granicą jej wzrok.
                          Słychałem o planie przedostania się do ZR, konkretna trasa, konkretny kapitan i barka. Anonimowość i 'prywatność' podczas podróży bez pytań była dobrą opcją, i obstawiałem po porstu siedzenie jak mysz pod miotłą i nic nie robienie i nie wystawiania się niepotrzebne. Mały dodatkowy bagaż, niby nic... zaufany dostawca, lecz nowe twarze na pokładzie. Z ludzmi na pokładzie raczej nie byłby problem, ale czułem pod skurą igły strachu przez przekroczeniem granicy i dopłynięciu na ląd. Nowe twarze mogą wzbudzić podejrzenia... z moich ust wypadło pytanie nie odnośnie ludzi rządu ZR a o pakunek, mimowolnie, co znów uderzyłem się mentalną pięścią w głowę za otwartość. Ale odpowiedziałem uśmiechem do rozmówcy rozbawiony tym pytaniem, jakby to pytanie musiało paść, tak z reguły a nie z samej chęci poznania zawartości. Moja głowa analizowała wszystko... i musiałem się zgodzić na propozucję. Była cóż...nie do odrzucenia. Nie to że byłem w paszczy lwa i jeden wie czy nie pąłknął by mnie jakbym podmówił.

                          Do ręki dostałem gruby notes, a moje ręce drżały od niewypełzających emocji. Dotknąłem go jak skarbu który poprowadzi nas dalej... z daleka od Japoni...od yakuzy. Próbowałem wstać, lecz ręka na ramieniu powtrzymała mój ruch, a serce prawie wyskoczyło z klatki piersiowej z paniki.
                          -Oczywiście, przepraszam , iż chciałem wyjść. Chciałem przekazać rozwiązanie dotarcia do ZR, ale rzecz jasna to może zaczekać. Za dwa dni odpływa barak, więc jest trochę czasu, a gościnności się nie odmawia

                          Czas mijał nieobłagalnie przy grze, która mi nie szła, może dlatego że wciąż byłem w stresie? Saske nie pomagało, powodowało iż niby organizm miał się wyluzować, to głowa jednak pracowała, co robiło dyzosnans, który przyrawiał mnie o lekki ból głowy. Jadłem z grzeczności lecz także w sumie aby zajeść lekko stres i panikę. Jednak paranoja nie znikała i czekałem aż inny gość będzie się częstował abym sam mógł jeść. Skończyła się partia, żetony przeszły z kupki do różnych kupek w zależności od wygranej. Mała chwila na rozejrzeniu się wymasowaniu skroni i odpoczęciu oczu od gry. Wtem mój wzrok spotkał się z znajomymi oczemi, moje oczy jeszcze bardziej się zwęziły znad nalewającej kobiety której wydawało mi się nie zauważać. To był Josh. Współ...współkompan podróży, który odwrócił się do mężczyzny obok i coś do niego mówił. Moje czoło zmarszczyło się z lekkiego niezrozumienia.

                          Odwróciłem się do stołu, a mistrz gry już rozdawał kolejną partię, więc nie byłem jak się...wymigać. Ukradkiem spojrzałem na Josha.
                          _Czy mogłby się do mnie dosiąść mój przyjaciel do stolika na tą ostatnią moją parię? - zapytałem innych graczy z którymi grałem. Nie mogłem w trakcie parti wyjść, a tak to udało mi się głatko poinformować że to jest moja ostatnia partia i mam znajomego z którym, w tej okoliczności mozna było zrozumieć byśmy mogli pójść na inną grę hazardową.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥
                          1
                          • AgnesA Niedostępny
                            AgnesA Niedostępny
                            Agnes jako Violet Shane
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #135

                            Violet z zapartym tchem śledziła ruchy Waltera póki nie udało mu się zdjąć maski. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą. I natychmiast w jej głowie zaświtał pomysł. Puściła niemal mimo uszu wywód niezwykle praworządnej Eleonory. Zirytowała się tylko na to, że ta nie potrafi dotrzymać sekretu, tylko wszystko musi załatwiać szczerze i uczciwie. Violet pożałowała, że wtajemniczyła ją w sprawę zamiast udać, że nie chce się mieszać w śliskie interesy pułkownika. Cóż, następnym razem będzie musiała uważać, komu się zwierza. Ciekawe, jak w takiej sytuacji zachowałby się prostolinijny John. Czy też powiedziałby w prost madame o pułkowniku, czy jednak dotrzymał powierzonego mu sekretu. Odgoniła te myśli, nie wiedząc, czemu naszły ją nagle w takim momencie.

                            Zdecydowanym ruchem wyciągnęła rękę w stronę Waltera.

                            • Skoro wiemy już, jak zdjąć maskę, to i ja spróbuję. Ciekawe, czy też stanę się piękna niczym bogini. Na wypadek gdyby tak się stało, może pan wziąć aparat. - uśmiechnęła się, puszczając oko do mężczyzny.
                              Walter niechętnie podał jej maskę, a Violet szybko powtórzyła jego wcześniejsze działania, kropiąc maskę własną krwią. Wolała działać szybko, gdyby Eleonora chciała ją powstrzymać. Wreszcie przyłożyła maskę do twarzy i czekała w napięciu.
                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • CyganC Niedostępny
                              CyganC Niedostępny
                              Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #136

                              Maska zeszła, co oczywiście było powodem do radości. Jednak Walter nie mógł oderwać oczu od symboli, które pociemniały. Zazwyczaj, gdy coś ciemnieje to słabnie albo nawet przestaje działać. Madame była zbyt pijana żeby myśleć trzeźwo, ale inżynier doskonale zdawał sobie sprawę, że Kobieta mogła właśnie stracić fortunę. Walter zbladł jeszcze bardziej niż po utracie krwi. Przełknął ślinę i poszedł w stronę butelki armagnaku.
                              - Muszę się uspokoić - Powiedział podając kieliszek Madame i sam biorąc łyk z swojego. Antropolożka wypiła już wiele tego wieczoru, sen zdawał się kwestią czasu. Takie rozstanie nie było wymarzonym, ale Walter nie będzie ryzykować życia dla kobiety którą zna nie cały dzień.

                              Kiedy Walter brał już pierwszy łyk alkoholu Violet wyskoczyła z prośbą równie szaloną jak zarazem interesującą. Dziewczyna musiała stracić zmysły jeśli chce założyć maskę po całej sytuacji. Walter chciałby sądzić tak samo, jednak doskonale rozumiał ciekawość Violet po zetknięciu się z czymś takim. Jeszcze przez chwilę trzymał zaciśniętą dłoń, ale w końcu puścił wygrała ciekawość.
                              - Uważaj tylko proszę. Po założeniu maski możesz bardzo się przestraszyć, ale pamiętaj, że nic ci nie grozi. - Odłożył kieliszek i wziął miskę z zimną wodą. Jeśli uznasz, że to dla ciebie za dużo po prostu zanurz maskę w wodzie, wtedy powinna odpuścić. - Patrzył jeszcze na chwilę na Violet jakby chciał ją powstrzymać, ale wiedział, że to bezsensu widząc jak podekscytowana jest.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • GordianG Niedostępny
                                GordianG Niedostępny
                                Gordian jako Wielki Cthulhu
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                                #137

                                WALTER, ELEONORA I VIOLET

                                Violet ledwie zdążyła przyłożyć maskę do twarzy, kiedy powtórzyło się to, czego byli świadkami ledwie kilka minut temu. Tym razem jednak nikt już nie miał wątpliwości do tego, co za moment nastąpi. Znów drewno na twarzy dziewczyny się rozgrzało, macki drgnęły i oplotły jej twarz, a niewielkie przyssawki wbiły się w jej skórę, pobierając daninę z krwi. Ciemne drewno ponownie nabrało cielistego koloru, a potem znikło, wtapiając się w twarz Violet, choć ta nadal czuła obecność maski na twarzy.
                                Oto przed Walterem, Eleonorą i madame Beaumont stała... Violet Shane. Ta sama Violet Shane, którą znali, z tymi samymi rudymi włosami, piegami - nie zmieniło się w niej absolutnie nic. Przeszło ich wówczas ukłucie zaskoczenia, nawet samą Violet, która w lustrze widziała dokładnie tę samą siebie, co wcześniej. Może maska na nią nie działa... Tylko czy aby na pewno?
                                Violet opuściła oczy w wyrazie smutku, i w ten sposób jej wzrok w naturalny sposób padł na aparat, który jeszcze przed chwilą trzymała w dłoniach. I wtedy to przyszło. Jeszcze kilka minut temu wiedziała o tym aparacie tyle, że robi zdjęcia. Nie miała bladego pojęcia o tym, w jaki on właściwie sposób działa, i właśnie dlatego tak ją fascynowały opowieści Waltera, który zdawał się wiedzieć o takich rzeczach wszystko. Ale teraz... teraz wszystko wydawało się być zupełnie inne, takie... proste. Śmieszne wręcz, że ona mogła tego nie wiedzieć! Mechanizm migawki, przysłona, układ soczewek, sposób prowadzenia kliszy, zależność czasu naświetlania od ilości światła - jak w ogóle ktokolwiek może tego nie wiedzieć? Nawet nie trzeba rozkręcać aparatu, żeby wiedzieć co znajduje się w środku - przecież to jest banalnie proste, nawet mały bobas to wie i rozumie dlaczego każde z tych rozwiązań działa właśnie w taki sposób i co należy zmienić, jeśli chce się osiągnąć inny rezultat. Przecież to jest wręcz banalnie proste!
                                I wtedy przypomniała sobie szlifierkę, którą "pożyczyła sobie" ze sklepu rodziców. Uśmiechnęła się pod nosem. Przecież zasada działania silnika elektrycznego była tak banalna... Nawet sposób, w jaki Walter pokazywał jej jak należy trzymać szlifierkę stał się oczywisty, wiadomo przecież że kierunek obrotu tarczy, wszystkie siły działające podczas kontaktu z materiałem czy ryzyko odrzutu - wszystko to było ze sobą połączone w tak prosty i logiczny sposób, że tego się nie da nie wiedzieć.
                                Podniosła głowę, na której malował się teraz uśmiech, i rozejrzała się dookoła. Dostrzegła obraz wiszący na ścianie pokoju madame. Wystarczyło na niego popatrzeć i już wiedziała o nim absolutnie wszystko: płótno lniane, grunt klejowo-kredowy, farby olejne, warstwy nakładane w kilku etapach... Spojrzała poniżej. Biurko - orzech, fornir na tańszym drewnie konstrukcyjnym, francuska robota, II połowa XIX wieku. Szuflada po lewej była naprawiana, a ktoś użył tam innego materiału. Fotel - mahoniowy. Dywan - perski, wełna, ręcznie wiązany, wzór charakterystyczny dla konkretnego regionu - Violet nie musiała się nawet tego uczyć. Ona to wszystko po prostu wiedziała.
                                Przenosiła wzrok z przedmiotu na przedmiot, włącznie z całą resztą swoich towarzyszy, patrząc na ich ubiór i akcesoria, które nosili. To nawet nie tak, że ona sobie teraz nagle o tym wszystkim przypomniała. Nawet nie zastanawiała się nad tym skąd ona właściwie ma wszystkie te informacje, nie przypominała sobie żadnej książki, wykładu ani niczego w tym rodzaju - ona to po prostu wiedziała.
                                Najdziwniejsze było jednak to jak bardzo banalne jej się to wydawało. Jeszcze przed chwilą nie wiedziała nic lub prawie nic o otaczającym ją świecie. Teraz - wystarczyło spojrzeć, i nagle wszystko stawało się jasne.
                                Reszta obserwowała jej poruszającą się we wszystkich kierunkach z wypisaną na niej fascynacją twarz. Oczekiwali przekształcenia jej w boginię piękna, tymczasem zupełnie tego nie dostrzegli. Nie dało się jednak nie spostrzec, że coś się z nią jednak zadziało. Coś o wiele bardziej subtelnego, niż w przypadku Waltera, ale nadal widocznego.
                                I...? - w końcu odezwała się pijanym głosem madame. - Co się stało?

                                Violet otrzymuje WYKSZTAŁCENIE 130 na czas noszenia maski oraz testuje poczytalność (strata 1 pkt przy sukcesie lub k8 przy porażce). Może ją teraz zdjąć dokładnie tak samo jak Walter. Walter, Eleonora i madame wykonują test MOCY. Violet również wykonuje test MOCY, jeśli spróbuje maskę zdjąć lub zgodzi się ją komuś oddać. Nieudany test nie zmusza automatycznie nikogo do konkretnego działania, oznacza natomiast, że pragnienie posiadania/noszenia maski staje się na tyle silne, że powinno zostać uwzględnione w odgrywaniu postaci.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • AgnesA Niedostępny
                                  AgnesA Niedostępny
                                  Agnes jako Violet Shane
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                                  #138

                                  Pierwsze uczucie po założeniu maski było okrepne, ale była na nie o wiele lepiej przygotowana niż Walter. Dlatego nie spanikowała, gdy macki zaczęły wypijać się w jej twarz. Gdy maska dopasowała się do twarzy, dziewczyna spojrzała w lustro na swój rudy i piegowaty wizerunek z lekkim rozczarowaniem. Jednak po chwili zalała ją fala zrozumienia i wiedzy, której nigdy nie spodziewała się posiąść. Wszystko stało się jasne i oczywiste.

                                  Violet niczym w transie otworzyła szufladę biurka w poszukiwaniu czegoś do pisania. Nie pytając Madame o zgodę, wzięła plik zapisanych jednostronnie kartek i rozłożyła je na podłodze. Zaczęła w szalonym tempie pokrywać je obliczeniami oraz szkicami, mamrocząc pod nosem: śnieg... same gąsienice nie będą wystarczające... A może pług?... trzeba odpowiednio dobrać moment obrotowy... koła muszą być szersze... To przecież oczywiste, że w pierwotnym projekcie znajdował się błąd... Rychło doprowadziłby on do zakopania się wehikułu.

                                  Przełożyła z irytacją kartkę z dywanu, na którym trudno było jej pisać, na parkiet.

                                  -Bardzo ładny dywan - rzuciła mimochodem - tkacze z Shirazu doprawdy wspaniale wykonali swą pracę. W przeciwieństwie do tego holenderskiego malarza - wskazała na obraz - tutaj w trzeciej warstwie akwamaryna jest rozmieszana bez należytej dokładności. Nie mam pojęcia, jak można tak zaburzyć estetykę ubiegłegowiecznego biurka, łącząc orzech z elementami dębowymi, które nie współgrają z jego pierwotną formą. Przyprawia mnie to o irytację.

                                  Po zakończeniu pracy, zgarnęła kartki z powrotem w plik, otrzepała spódnicę i wyręczyła notatki Walterowi.

                                  -Ten projekt w mojej opinii pozwoli nam zbudować pojazd pozbawiony wad pierwotnego projektu - podsumowała. - Mam nadzieję, że obejmiesz umysłem wprowadzone przeze mnie modyfikacje. W przeciwnym wypadku lepiej, abyś spróbował uzyskać odpowiedź nim zdejmę maskę z mego lica. Czy życzą sobie Państwo pomocy w rozwiązaniu jeszcze jakiegoś problemu? A może jakieś pytanie spędza Państwu sen z powiek? To niebywała okazja, żeby poznać odpowiedź, zanim... zapomnę- dodała, przechodząc wzrokiem po zdumionych towarzyszach.

                                  W tym momencie pierwszy raz zwątpiła, czy powinni zdradzać taką tajemnicę pułkownikowi. Nadzwyczajna aparycja to nic takiego, może co najwyżej doprowadzić parę kobiet do szaleństwa i obsesji. Ale niczym nieograniczona wiedza? Przecież w niewłaściwych rękach mogłaby doprowadzić do straszliwych wynalazków.

                                  -Masz rację, Eleonoro, nie wiem, ile powinniśmy zdradzić pułkownikowi. Nie jesteśmy przecież pewne jego intencji. Gdybyśmy powiedziały mu o wszystkim, być może zapragnąłby posiąść maskę, której możliwości są olbrzymie. Niewłaściwe użycie tej potęgi mogłoby prowadzić do zaiste przerażających skutków.

                                  @cygan @kaworu

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  😱 ♥
                                  1
                                  • KetharianK Online
                                    KetharianK Online
                                    Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                                    Obsługa Moderator Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #139

                                    Klub yakuzy


                                    Reed i jego kompani nie potrzebowali dodatkowej zachęty - słysząc zamierzenie złowrogie słowa trapera natychmiast wzięli nogi za pasy, w drodze do wyjścia strzelając na wszystkie strony oczami.

                                    Carter odczekał, aż wszyscy opuszczą lokal i dopiero wówczas przeciął ostrożnym krokiem zadymioną i pełną orientalnych dźwięków przestrzeń klubu w drodze do stolika zajmowanego przez Watanabe.

                                    Był świadomy niejednoznacznych spojrzeń innych siedzących przy stoliku mężczyzn, kiedy stanął obok krzesła Reba i z przepraszającą miną pochylił się ku uchu.

                                    - Profesor Chance bardzo się martwi pańską nieobecnością, Watanabe-san.

                                    @lubesz

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0

                                    Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                    Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                    Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                    Zarejestruj się Zaloguj się
                                    Odpowiedz
                                    • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                    Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                    • Najpierw najstarsze
                                    • Najpierw najnowsze
                                    • Najwięcej głosów


                                    • Zaloguj się

                                    • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                    • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                    Powered by NodeBB Contributors
                                    • Pierwszy post
                                      Ostatni post
                                    0
                                    • Kategorie
                                    • Ostatnie
                                    • Tagi
                                    • Popularne
                                    • Świat
                                    • Użytkownicy
                                    • Grupy
                                    • Strona startowa