Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
253 Posty 11 Uczestników 10.5k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Arthur FleckA Niedostępny
    Arthur FleckA Niedostępny
    Arthur Fleck jako Delilah le Fey
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #230

    Delilah le Fey

    Zostawiła Nadia przed zaryglowanym wejściem do hyperspalni i ruszyła prosto do ambulatorium, żeby przygotować się na spotkanie z Purcellem. W cichej, sterylnej przestrzeni mogła w końcu poukładać myśli.

    Delilah wiedziała, że próbują ratować trupy. Hannigan był martwy, reszta też. Po prostu żaden z tych głupców jeszcze o tym nie wiedział. Wyłożyła Rosjance pozbawioną znieczulenia prawdę, której ta nie była w stanie przyjąć do wiadomości. Volkova funkcjonowała w dziecinnej nadziei i wierzyła, że jej zaginieni koledzy jakimś cudem unikną losu dziesiątek marines z Blainerta. Nie rozumiała chyba jeszcze, że Delilah nie jest ani dobrą samarytanką ani samobójcą. Ocali nędzne życie nawigatorki, ale nigdy nie pozwoli wrócić reszcie załogi na statek. Chyba, że będzie miała w tym interes. Pomyślała o mutantach, które polowały na ludzi. O broni biologicznej, która wymknęła się spod kontroli. Coś co jest w stanie wybić do nogi całą załogę kosmicznych marines musi być warte fortunę.

    O’Collan co chwilę skamlał przez interkom i nawoływał Nadię do powrotu na mostek i była to najpiękniejsza melodia jaką może usłyszeć człowiek. W uszach Delilah brzmiał jak zdradzony mąż, który właśnie pojął, że jego ukochana towarzyszka życia, której bezgranicznie ufał puściła się z jego największym wrogiem. Poczuła lodowatą satysfakcję. Człowiek, który próbował ją zabić i rzucał kłody pod nogi, teraz patrzył jak jego cały świat obraca się w popiół. Kompani umierali w ciemnościach obcego statku a jedyna osoba, na którą liczył, odwróciła się od niego dla agentki Lassalle. Uśmiechnęła się w duchu. Zastanawiała się, czy dokładnie taką samą radość czuł biblijny wąż, gdy nagiął wolę Ewy a potem patrzył jak Adam stacza się razem z nią prosto w przepaść.

    Otrząsnęła się z myśli i omiotła wzrokiem sterylną przestrzeń. Wszystkie leki i środki psychoaktywne spoczywały w pojemnikach zabezpieczonych biometrycznie przez syntetyka. Maszyna została zniszczona, dostęp do nich był zablokowany, ale Delilah nie zamierzała tracić teraz czasu na siłowanie się z zabezpieczeniami. Zamiast tego zgarnęła kilka leżących pod ręką trytytek i podeszła do stojących przy ścianie noszy na kółkach. Zwolniła blokadę, chwyciła za ramę i wyprowadziła wózek z ambulatorium na korytarz.

    Nadia wykonała swoją robotę, wrota hyperspalni stały otworem. Delilah przetoczyła nosze przez próg, dokładnie przez tę samą śluzę, która zaledwie kilkadziesiąt minut temu omal nie przecięła jej i Williama na pół. Chwilę później znalazła się przy jedynej zajętej kriokomorze. Jeremiah Purcell leżał za pancernym szkłem, pogrążony w głębokim kriośnie. Delilah odwróciła się do Rosjanki i Williama, z kieszeni bluzy wyciągnęła czarne trytytki.

    – Zanim cokolwiek zrobimy pamiętajcie, że to przeszkolony żołnierz z ciężkim PTSD - zaczęła, rzucając opaski zaciskowe na krawędź noszy. – Kiedy zacznie wracać mu świadomość, może zrobić się nieprzyjemnie.

    Wskazała skinieniem na pulpit komory.

    – Uruchomię procedurę wybudzania a jak tylko drzwi kapsuły się otworzą, wchodzicie wy. Nadia, ty bierzesz nogi, ty William nadgarstki. Zaciskacie opaski ciasno, do oporu, a potem natychmiast przenosicie go na nosze.

    Powolnym ruchem pociągnęła za suwak bluzy. Rozpięła ją na tyle, by mogli zobaczyć M4A3 ukryty w kaburze.

    – Wy robicie swoje, a ja pilnuję, żeby ten człowiek nie zrobił nikomu krzywdy. Wszystko jasne? Zaczynajmy.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ♥
    3
    • GreKG Niedostępny
      GreKG Niedostępny
      GreK jako Siergiej Kalashnikov
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #231

      Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

      text alternatywny

      Bleinert

      — n-i-e-o-t-w-i-e-r-a-c-z-a-g-r-o-z-e-n-i-e

      Sadza odczytał wystukany komunikat i zamarł.

      A więc ktoś tam był. Człowiek czy maszyna - nevazhno. Ktoś próbował go ostrzec. A skoro ostrzegał, musiał coś wiedzieć.

      I właśnie dlatego Sadza nie zamierzał wracać.

      Na górze ponaglali. Stary chciał, żeby wrócił. Na co czekali? Dlaczego, do cholery, jeszcze nie zabrali się stąd w cholerę?

      — Da dat' mne minutu, blyat'! Potrzebuję chwili!

      — k-i-e-d-y-p-o-m-o-c — odstukał młoto-kluczem w kabinę, po czym dodał — k-t-o

      Przyłożył ucho do metalu.

      Cisza.

      Sekunda.

      Druga.

      Nic. Żadnej odpowiedzi.

      — Blat'!

      Walnął kluczem w drzwi

      — k-t-o-t-y

      I znowu przyłożył ucho do metalu.

      Tym razem czekał dłużej.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • KetharianK Online
        KetharianK Online
        Ketharian jako Alien
        Obsługa Moderator Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #232

        Środkowy pokład Bleinerta


        Pełna złowieszczych niedopowiedzeń cisza wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Hannigan zatrzymał się na chwilę w połowie serwisowej drabinki, wstrzymując oddech i bacznie nasłuchując. Zadzierając w górę głowę napotkał badawcze spojrzenia Holta i Gleesona, zaglądających do szybu ponad lufami trzymanych kurczowo karabinów.

        Przez myśl przeminęło mu wrażenie, że ich lufy wydawały się mierzyć niepokojąco blisko jego własnej osoby.

        Od zejścia na dach kabiny dzieliły Caleba dwa szczeble. Poprawiając ułożenie palców na wąskim pręcie, kapitan przeniósł prawą stopę niżej i wtedy przez ciszę szybu przebiegł ostry dźwięk uderzenia metalem o metal, dobiegający nie bezpośrednio z kabiny windy, a z pewnego oddalenia, z głębi pomieszczenia, do którego winda prowadziła.

        Jedno uderzenie, drugie, trzecie…

        …i wtedy rozpętało się piekło.


        Hyperspalnia Kardashiana


        Osłona kapsuły pojechała w górę z przeciągłym wizgiem odsłaniając jej lodowate wnętrze i tkwiącą w nim w bezruchu ludzką postać, pogrążoną w otchłani farmakologicznego snu.

        Nadia i William posłuchali rozkazu Delilah bez zbytecznego zająknięcia, natychmiast wywlekając nieprzytomnego wojskowego z kapsuły i spinając jego kończyny otrzymanymi wcześniej trytytkami.

        - Poczekaj aż się Holt dowie, że schowałaś przed nim gnata - stęknęła Rosjanka podnosząc Purcella i wrzucając go na spółkę z równie sapiącym Biscuitem na nosze - Skopie ci zadek.

        Le Fey poprawiła silnym pchnięciem pozycję rozbitka pośrodku noszy, a potem opięła go szerokimi pasami bezpieczeństwa. Nie zamierzała mężczyźnie dać najmniejszych szans na odzyskanie kontroli nad własnym ciałem, dopóki ona sama o tym nie zdecydowała.

        Medyczny android Kardashiana przed umieszczeniem Purcella w komie podał mu szeroki wachlarz leków i stymulantów mających przywrócić równowagę organizmu mężczyzny po wyczerpującym miesiącu spędzonym w kapsułe ratunkowej i czymkolwiek z farmakologicznego punktu widzenia był ten zestaw, zadziałał doskonale.

        - Kim ty kurwa jesteś? - zapytał Jeremiah Purcell wbijając niemal całkowicie trzeźwe spojrzenie w twarz pochylonej nad nim Delilah.


        Kabina windy na Bleinercie


        Coś uderzyło bez ostrzeżenia w zamknięte drzwi kabiny, z niewyobrażalnym wręcz impetem, który wstrząsnął windą i wypełnił jej wnętrze ogłuszającym łoskotem. Sadza cofnął się odruchowo o krok i podniósł w górę motoklucz, kompletnie zaskoczony brutalnym rozwojem wydarzeń. Drugie uderzenie nastąpiło zaraz po pierwszym, z równie mrożącą krew w żyłach siłą. Solidne drzwi kabiny wygięły się nieznacznie do jej środka, w miejscu zetknięcia ich połówek pojawiła się wyraźna szczelina, która po góra dwóch dalszych ciosach z podobnie silnym impetem mogła otworzyć Kalashnikovowi przestrzeń umożliwiającą wyjrzenie do pomieszczenia po przeciwnej stronie.

        Wszystko to wydarzyło się w nie więcej niż cztery sekundy. Pierwszy oficer uderzył odruchowo w przycisk panelu windy, ale kabina tylko drgnęła przy wtórze jęku i opadła ponownie, zablokowana zniekształceniem drzwi.

        - Czorty! - wrzasnął Sadza unosząc głowę w stronę sufitu kabiny i wbudowanej weń klapy wyjścia ewakuacyjnego.

        Coś przygrzmociło w drzwi ponownie, wyginając je o dalszy centymetr przy wtórze maltretowanego metalu. W poszerzonej szczelinie coś się znienacka pojawiło przyciągając w hipnotyczny sposób spojrzenie pierwszego oficera.

        Był to długi czarny palec przechodzący w szpon, wsuwający się w szczelinę drzwi niczym ślepy wąż, macający ostrożnie po wewnętrznej krawędzi wejścia.

        Zaraz po nim pojawił się drugi i trzeci.

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        👽
        3
        • GreKG Niedostępny
          GreKG Niedostępny
          GreK jako Siergiej Kalashnikov
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #233

          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

          text alternatywny

          Bleinert

          Szpony.

          Sadza wpatrywał się w czarne palce wsuwające się przez szczelinę, jakby jego mózg potrzebował dodatkowej sekundy, żeby zaakceptować to, co widziały oczy.

          — Blyat'...

          Wyciągnął pistolet i wsunął lufę w powstającą szparę. Dwa strzały huknęły w ciasnej kabinie, zagłuszając jęk wyginanej blachy. Nie czekał, żeby sprawdzić, czy zrobiły na czymkolwiek wrażenie.

          Drzwi nie wytrzymają.

          — Nu, davay, suka!

          Odwrócił się i dopadł klapy w suficie. Młoto-klucz zgrzytnął o krawędź, ześlizgnął się, zakląłby jeszcze raz, gdyby miał na to czas. Za plecami rozległo się kolejne uderzenie. Metal zawył.

          Szarpnął narzędziem, zapierając się całym ciężarem ciała. Klapa ustąpiła z suchym trzaskiem.

          Wcisnął pistolet do kieszeni, zaczepił młoto-klucz o zapięcie i podciągnął się do otworu. Wychylił głowę. Szyb windy tonął w półmroku, ale na drabince, tuż nad dachem kabiny, dostrzegł znajomą sylwetkę.

          — Durak! — ryknął, gramoląc się przez otwór.

          Za plecami drzwi zadrżały ponownie.

          — Da vy izdevayetes'...

          Nikołajewicz wgramolił się na dach kabiny i poderwał wzrok na Starego.

          — Idi na chuj! Spierdalaj w górę! Chyorty!

          Nie miał zamiaru czekać, aż chyort wyważy sobie wejście. Ani chwili dłużej.

          — Bystro! Bystro!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          😱
          3
          • ReRebirthR Niedostępny
            ReRebirthR Niedostępny
            ReRebirth jako Joshua Gleeson
            napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
            #234

            Chłód bijący z szybu windy mieszał się z duszącym odorem kwasu i starej krwi. Jego dłonie dygotały w spazmatycznym, niekontrolowanym rytmie. Patrzył w dół, na ostrożnie schodzącego po drabince Hannigana i czuł całkowity mętlik. Z jednej strony podziwiał dowódcę za próbę wyciągnięcia podwładnego z gówna, z drugiej - uważał to za skrajny, samobójczy idiotyzm. Zwłaszcza że stawką było życie kogoś takiego jak Sadza.

            Gleeson nigdy nie trawił pierwszego oficera. Siergiej był głośny, prostacki, chlał na potęgę i był niestabilny niczym zubożony uran. Nawet teraz, gdy pierwsze emocje po ucieczce z korytarza opadły, Joshua uważał wyciągnięcie broni i celowanie w dowódcę za absolutnie kretyński wybryk, który mógł ich wszystkich zabić. Rosjanin, ze swoją brawurą i impulsywnością, wydawał mu się tutaj po prostu... OBCY.

            Technik odwrócił na sekundę głowę, łapiąc spojrzenie rannego oficera bezpieczeństwa, który ubezpieczał szyb z drugiej strony.

            – Trzymasz się, chłopie? – szepnął chrapliwie Gleeson. – Bo mi się łapy trzęsą jak cholera. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam... Czemu wciąż jesteśmy w tym cholernym grobowcu?

            Odpowiedź przyszła z dołu. I too w najgorszej możliwej formie. Dźwięk uderzenia metalu o metal przerwał ciszę, a zaraz po nim rozpętał się koszmar, a w zasadzie jego drugi akt.
            Ogłuszający łoskot, zgrzyt wyginanej, pękającej pod niewyobrażalnym naciskiem stali i trzask maltretowanych grodzi uderzyły w nich echem z głębi szybu. Chore serce Joshuy podskoczyło prosto do gardła, dławiąc oddech. W ułamku sekundy dotarło do niego coś potwornego. Ten okręt nie padł ofiarą awarii. On nie został po prostu zaatakowany przez lokalną faunę. Bleinert został w pełni zdobyty. Ktokolwiek lub cokolwiek tam było, traktowało te pancerne grodzie jak zamek z piasku. Hannigan, wiszący na drabince, oraz Sadza, zamknięty w stalowej puszce, mieli w tym momencie absolutnie, nieodwracalnie przesrane.

            ​– Kurwa! Chyba robicie sobie pierdolone jaja! - wrzasnął Joshua w głąb szybu, a jego głos złamał się w połowie.

            Rozpaczliwie zaparł kolbę karabinu o ramię, próbując zgrać przyrządy celownicze z włazem w dachu kabiny. Ale jego ręce skakały na wszystkie strony. Lufa M41A tańczyła w mroku, kreśląc chaotyczne ósemki, a drżenie mięśni było tak silne, że niemal uniemożliwiało utrzymanie palca na spuście bez ryzyka przypadkowego wystrzału.

            ​– Elias, obserwuj tyły! - krzyknął do medyka, nie odrywając przekrwionych oczu od celownika, po czym rzucił desperackie spojrzenie na Holta. – Cholera mać, Holt. Tylko tam, kurwa, nie schodź, błagam... Zastrzelę skurwysynów, choćby nie wiem co!

            Palec na spuście drżał. Wiedział, że w tym stanie nie trafiłby nawet w ścianę stodoły z dziesięciu kroków, ale te słowa... Te słowa były jedynym pancerzem, jaki mu jeszcze pozostał. Musiał blefować już nawet przed samym sobą, by po prostu nie zwariować.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            😎 🤐
            3
            • Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur Fleck jako Delilah le Fey
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #235

              Delilah le Fey

              Gdy Nadia wspomniała o Holcie kącik ust Delilah drgnął.

              O ile w ogóle pozwolę mu wrócić na ten statek.

              Rosjanka nie grzeszyła intelektem. Rzucanie otwartych gróźb w stronę agentki nie było zbyt rozsądne. Nadia nie zdawała sobie sprawy, że takimi słowami podpisuje wyrok na własnych ludzi. Dlaczego Delilah miałaby wpuszczać na pokład najemnika, który jak to ujęła nawigatorka skopie jej tyłek co w tłumaczeniu na mniej prymitywny język oznaczało kajdanki i izolatkę? Delilah nie zamierzała ratować ani jednego z tych nieudaczników, dopóki nie zobaczy w tym zysku. A na razie jej jedynym zyskiem był człowiek leżący na wózku i to co miał w głowie.

              Zbliżyła się do noszy, ale zachowała minimalny, bezpieczny dystans. Skrępowany więzień wciąż miał czoło, którym mógł zmiażdżyć czyjś nos i zęby, którymi mógł wyszarpnąć kawałek policzka. Zwłaszcza, jeśli był wyszkolonym żołnierzem. Zmierzyła Purcella wzrokiem. Nie wyglądał na mężczyznę w szczytowej formie, ciało było wiotkie, wyniszczone a skóra miała szary odcień choroby. Mimo to Delilah nie potrafiła odmówić mu szacunku. Spędził ponad trzydzieści dni w kapsule niewiele większej od trumny z rozkładającymi się zwłokami. Nie strzelił sobie w łeb ani nie popadł w obłęd. To wymagało nieludzkiej odporności i ktoś taki nie był zwykłym rozbitkiem, lecz bezcennym, rzadkim aktywem. Zastanowiła się, ile sama by wytrzymała. W programie Ubermensch nigdy nie poddano ich podobnym próbom. Musieli przetrwać wiele testów by zasłużyć na żeton do automatów z przekąskami, ale nikt nie założył scenariusza, w którym negocjator będzie zmuszony spędzić trzydzieści dni w izolacji z trupem.

              ​– Kim ty kurwa jesteś? ​– zapytał Jeremiah Purcell wbijając niemal całkowicie trzeźwe spojrzenie w twarz pochylonej nad nim Delilah.

              Dobre pytanie.

              – Kimś, kto dopilnuje, żeby nie stanął pan przed sądem wojskowym za dezercję – odpowiedziała cicho, niemal czule. – O ile będzie pan współpracował.

              Nie czekała na jego ripostę. Odwróciła się, zwolniła stopą nożną blokadę wózka i chwyciła poręcz. Skinęła do Nadii i Williama by poszli za nią po czym pchęła nosze przed siebie. Wyprowadziła spętanego Purcella przez śluzę hyperspali i ruszyła korytarzem prosto do ambulatorium. Chwilę później wjechała do środka sali medycznej, ustawiła nosze przy konsoli i zablokowała koła czubkiem tenisówki. Ściągnęła z wysięgnika monitor i rozerwała sterylne opakowanie z elektrodami. Nożyczkami z tacy rozcięła kombinezon Purcella od obojczyków aż do mostka. Nałożyła na klatkę piersiową trzy elektrody a na ramię mankiet ciśnieniowy. Na palec wskazujący wcisnęła klips pulsoksymetru. Pracowała szybko i w skupieniu. Nadia mogłaby wręcz pomyśleć, że pokładowy medyk zmartwychwstał i odrodził się w ciele blondynki. To co zamierzała jednak zrobić Delilah le Fey nie miało nic wspólnego z ratowaniem życia. Przygotowywała dla Purcella starannie wyreżyserowany w głowie teatr by złamać jego wolę.

              Spojrzała w monitor, na którym pojawiły się nierówne linie i cyfry, z pomiarami tętna, ciśnienia i saturacji. Delilah obróciła ekran tak, by Purcell nie mógł go zobaczyć i dopiero wtedy na niego spojrzała.

              – Niestety nie mamy na wyposażeniu statku wykrywacza kłamstw - zaczęła spokojnie. - Ale przy obecnej technologii, można odpowiednio skalibrować urządzenia tak by z dokładnością zegara atomowego rejestrowały reakcje ludzkiego organizmu.

              Improwizowała, ale brzmiała tak jakby naprawdę wierzyła w to co mówi. Przysunęła obrotowy stołek i usiadła tuż poza zasięgiem jego głowy.

              – Jesteś świadoma, że w marynarce wojennej uczono pana, jak oszukać przesłuchującego o czym przekonał się już kapitan Hanningan. – Uśmiechnęła się. – Mnie w Lassalle, uczono jak oszukać pana. Zgadnie pan, które szkolenie było droższe?

              Odpowiedź była oczywista, lecz treningi Delilah nie obejmowały sytuacji w których musiała przesłuchiwać kosmicznych marines. Purcell nie musiał jednak o tym wiedzieć.

              – W pana zainwestowano kilka tygodni szkolenia, we mnie kilkanaście lat – To akurat nie było kłamstwem i może dlatego zabrzmiało tak przekonująco.– Proszę więc nie zmuszać mnie bym pokazała czego mnie nauczono w Lassalle. Możemy to załatwić bezboleśnie.

              Spojrzała mu z powagą w oczy. Delilah nie nauczono jak wyciągać tajemnice z wojskowych, którzy zazwyczaj woleli zabierać je do grobu niż się z nimi dzielić cywilami. Ale uczono ją łamać ludziom kręgosłupy. Wykorzystywać ich marzenia i koszmary. Nie wiedziała jakie marzenia ma Jeremiah Purcell, ale znała jego największy koszmar.

              – Zasady są proste panie Purcell. Pan mówi prawdę, a ja dotrzymuję obietnicy, którą złożyłam w hyperspalni. Jeśli pan skłamie, nie wróci pan do lodówki. Zastosujemy wariant alternatywny. Pański towarzysz z kapsuły z tego co mi wiadomo wciąż jest na pokładzie tego statku. – spojrzała kątem w oka w monitor by sprawdzić jego reakcję – Mogę wam załatwić wspólną izolatkę. Do Borodino zostały co najmniej trzy miesiące lotu. Będzie pan miał dość czasu, żeby dokończyć z nim niezałatwione sprawy.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              👄
              3
              • MarrrtM Niedostępny
                MarrrtM Niedostępny
                Marrrt jako Caleb Hannigan
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #236

                Caleb Hannigan

                Wciągając przeklinającego inżyniera na dach windy, Hannigan również dostrzegł to co próbowało dostać się do wnętrza windy. Czarny zarys niezupełnie humanoidalnej ręki, której palce przypominały raczej noże niż ludzki organ. Do tego wszystkiego dochodziła niczym niepohamowana brutalna siła, przy której miękkie aluminium wrót musiało w końcu ulec. I to w przeciągu paru następnych sekund. A po jeszcze kilku następnych monstrum sforsuje właz i dostanie się do szybu. Nie mają szans tego przeżyć. Żadnych. Nawet gdyby mieli broń, nic by to nie dało. Potrzebna by była siła znacznie większa od tej która wdziera...

                Coś przeskoczyło w głowie kapitana. Szansa.

                Zignorował popędzanie Sadzy. Gdy tylko Kalashnikov znalazł się na dachu, Hannigan odwrócił się ku górze i wrzasnął.
                - Wezwijcie windę na mój znak! To rozkaz!
                Nie miał czasu wyjaśniać załodze szczegółów. Nigdy zresztą tego nie robił co wielokrotnie nie przysparzało mu sympatii. Patrzył przez właz na rozdzierane coraz mocniej drzwi. I czekał. Aż w strzępach aluminium zacznie pojawiać się coś więcej.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                👽
                4
                • GreKG Niedostępny
                  GreKG Niedostępny
                  GreK jako Siergiej Kalashnikov
                  Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #237

                  Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                  text alternatywny

                  Bleinert

                  — Stary, spierdalaj!

                  Sadza dopadł Hannigana i szarpnął go za szmaty, próbując ściągnąć go w stronę drabinki. Za plecami metal znowu jęknął. Rozdzierana blacha trzeszczała przy każdym uderzeniu, a z kabiny dobiegał zgrzyt, od którego cierpła skóra.

                  — Kabina się zakleszczyła!

                  Nie zamierzał tłumaczyć drugi raz. Nie było na to czasu. Drzwi długo już nie wytrzymają, a kiedy chyort wedrze się do szybu, nie będzie miało znaczenia, kto miał rację.

                  Stary coś kombinował. Oczywiście, że kombinował. Ale Sadza nie zamierzał czekać, aż jego pierdolony wielki szachista rozegra kolejne posunięcie.

                  Puścił Hannigana i dopadł drabinki. Chwycił szczebel, postawił stopę na następnym i ruszył w górę.

                  — Bystro!

                  Rzucił to przez ramię, nie oglądając się za siebie. Nad nim szyb ginął w ciemności. Pod nim metal zawył po raz kolejny.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • PiołunP Niedostępny
                    PiołunP Niedostępny
                    Piołun jako Elias Crowe
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #238

                    Huk dobiegający z szybu rozwiał resztki nadziei Crowe’a, że sprawa na dole skończy się na wymianie komunikatów. Z każdym kolejnym uderzeniem kabina odpowiadała długim, przeciągłym jękiem maltretowanego metalu, a Elias przez chwilę patrzył w ciemność szybu, mając przed oczami dokładnie ten sam czarny kształt, który jeszcze niedawno przyjął na siebie serię z karabinu Holta i mimo wszystko ruszył dalej.
                    Dopiero krzyk Gleesona wyrwał go z tego odruchowego zapatrzenia. Crowe odwrócił się od szybu i uniósł detektor, przesuwając jego emiter w stronę wejść do ładowni. Skoro Holt i Joshua pilnowali tego, co mogło wyjść z dołu, ktoś musiał patrzeć w przeciwną stronę. Po tym, co wydarzyło się wcześniej na Bleinercie, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowali, było kolejne stworzenie pojawiające się za plecami dokładnie w chwili, gdy wszyscy skupiali się na jednym miejscu.
                    – Pilnuje tyłu. Pomóżcie Siergiejowi – rzucił do nich, a po chwili już ciszej do siebie, pod nosem – Ja Pierdole, wszyscy tu umrzemy.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    👽
                    3
                    • ReRebirthR Niedostępny
                      ReRebirthR Niedostępny
                      ReRebirth jako Joshua Gleeson
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #239

                      Metaliczny wrzask rozdzieranej stali potęgował się z każdą sekundą. W mroku szybu, rozświetlanym jedynie chaotycznymi snopami latarek taktycznych, Joshua widział wyraźnie, jak Sadza pnie się po drabince z desperacją zaszczutego zwierzęcia. Siergiej był szybki, brutalnie zdeterminowany, by przeżyć – minął Hannigana, niemal po nim depcząc, i parł w górę, prosto pod lufy karabinów Gleesona i Holta.

                      ​Ale kapitan... Kapitan zdawał się na ułamek sekundy zamrożony w czasie. Utknąwszy na dachu kabiny, wyglądał jak skazaniec czekający na egzekucję. Próba uruchomienia windy z poziomu dachu kabiny była skazana na porażkę. Joshua wiedział to od razu. Wygięte do środka grodzie zablokowały czujniki nacisku. Mechanizm bezpieczeństwa odciął napęd. Puszka była martwa, a bestia, która właśnie się do niej dobijała, zaraz rozerwie Caleba na strzępy.
                      Palce Gleesona drżały na spuście M41A, a oddech rzęził w krtani. I nagle...

                      Nagle pośród tego paraliżującego chaosu, tej całej symfonii chaosu i szarżującej śmierci, w umyśle inżyniera coś przeskoczyło. Jakby niewidzialny kluczyk przekręcił się w stacyjce, a zardzewiałe zębatki jego wypartego doświadczenia z lądowiska nagle wskoczyły na właściwe miejsce.
                      ​
                      Tak! Przecież znał ten typ przemysłowych wind towarowych! Weyland-Yutani montowało je na każdym kroku, wszystkie hurtowo niczym z fabryki. Miały potężny udźwig, tak by służyły do przewozu ludzi i uzbrojenia (chyba mieli jakąś obsesję), a co oznaczało jedno: gigantyczną, wielotonową przeciwwagę ukrytą w prowadnicach szybu. Przeciwwagę, która była cięższa niż sama pusta kabina. Strach wyparował, ustępując miejsca inżynieryjnej, desperackiej kalkulacji.

                      ​– Hannigan! – wrzasnął Joshua na całe gardło, a jego głos echem odbił się od ścian szybu, zagłuszając na sekundę łoskot uderzeń ksenomorfa. Lufa jego karabinu przestała na moment drżeć, gdy wskazał nią na system nośny windy. – Zostaw tę jebaną drabinkę! Winda nie ruszy, czujniki są zwarte!

                      ​Inżynier wychylił się niebezpiecznie nad przepaścią.

                      ​– Chwyć liny nośne! Te grube, stalowe kable nad kabiną! – ryczał, gestykulując gorączkowo. – Owiń ręce i nogi, i odstrzel z karabinu główne zaczepy na dachu!

                      ​Z punktu widzenia fizyki i brutalnej mechaniki był to plan tyleż genialny, co samobójczy. Jeśli Caleb zdoła przestrzelić trzpienie łączące liny z klatką windy, ciężka uwolniona od balastu, wielotonowa przeciwwaga zacznie bezwładnie spadać w dół swoimi prowadnicami, z potworną siłą wyciągając liny nośne w górę szybu. A że winda jest na dole, to efekt będzie niczym uruchomiona katapulta w myśliwcu.

                      ​– Zrób to, a przeciwwaga wyciągnie cię tu jak z katapulty! – darł się Gleeson, ocierając pot z oczu. – Trzymaj się kurwa mocno i odstrzel zaczepy, a na naszym piętrze skacz ile sił! Spróbujemy cię zlapać! Słyszałeś Holt? Elias?

                      Dla Gleesona to czysta, brutalna, robotnicza inżynieria. Pomysł był jednak dość ryzykowny. Choć mniej, niż zostanie tam w dole choć minutę dłużej...

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KetharianK Online
                        KetharianK Online
                        Ketharian jako Alien
                        Obsługa Moderator Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #240

                        text alternatywny


                        Szyb windy na Bleinercie


                        - Szybciej! - krzyknął Marcus Holt przesuwając się o kilka kroków wzdłuż krawędzi szybu, aby postacie wspinających się w górę mężczyzn nie zasłaniały mu widoku na wciąż zamknięty górny właz windy.

                        Hałas w dole nie ustawał, słyszalny w najmniejszym szczególe dla ratowników, którzy wciąż nosili zdjęte wcześniej hełmy na zaczepach kombinezonów. Huk i łoskot odkształcanego metalu wzbogacił się o nową nutę, przerażający już ludziom w szybie znajomą - nieludzki skowyt, upiorny na każdy możliwy sposób i budzący w umysłach mężczyzn pierwotną wręcz trwogę.

                        Sadza dosłownie wystrzelił ponad krawędź szybu, na kolanach pokonał następny metr odepchnięty butem asekurującego go Marcusa. Pierwszy oficer dyszał ciężko, a jego szeroko otwarte oczy nie rozpoznały w pierwszej chwili równie sensu poczynań zasapanego Eliasa, z nadludzkim wysiłkiem pchającego w stronę windy jeden z gąsienicowych wózków z rozbitą szklaną kapsułą.

                        - Pomóżcie mi! - wydyszał Crowe - Zrzućmy to do szybu!

                        Sadza podniósł się na nogi, wychylił się w kierunku windy spoglądając ponad ramieniem Joshui w dół. Hannigan piął się w górę w szaleńczym tempie, wydającym się przeczyć ograniczeniom nakładanym na jego ciało przez wagę i ciasne rozmiary kosmicznego skafandra.

                        Zatrzymał się w połowie drogi, walcząc przez chwilę z paskiem nośnym karabinu zabranego z miejsca jatki pod strzaskanymi kapsułami. Trzymając się drabinki lewą ręką, prawą oparł kolbę Armata o bark i bez ostrzeżenia zaczął strzelać w kierunku dachu windy.

                        Kilka pocisków przebiło cienką konstrukcję dachu, parę zrykoszetowało o grube stalowe linki wysięgnika, ale spora część podziurawiła skrzynkę uchwytu przeciwwagi.

                        Fragment dachu wydał z siebie jęk dartego metalu, a uwolnione od stanu maksymalnego naciągu linki zaśpiewały donośną nutą chłoszcząc niczym stado wściekłych węży ściany szybu.

                        Klatka windy opadła z przeraźliwym zgrzytem o jakiś metr, uderzyła w dno szybu nieruchomiejąc w pozycji, w której miała pozostać aż do czasu solidnej naprawy.

                        Hannigan zarzucił karabin z powrotem na ramię i ruszył w górę mierząc się z ostatnimi czterema szczebelkami drabiny.

                        Kabina w dole zatrząsła się na nowy sposób - jakby jakiś ogromny drapieżnik pochwycony w ciasnotę myśliwskiej pułapki miotał się w jej wnętrzu obijając niewyobrażalnie mocarnym cielskiem ściany.

                        - Jest w środku! - krzyknął ponad głową Caleba Marcus i jakby punktując jego słowa, górny właz kabiny otworzył się z gromkim hukiem odsłaniając wnętrze kabiny.

                        Docierający do otwartych drzwi szybu kapitan przekręcił głowę i spojrzał w dół, na spowitą półmrokiem przestrzeń klatki windy i podświetlany lampami kabiny czarny kształt, który wydawał się przelewać przez otwór włazu ruchami pełnymi zatrważającej gracji i drapieżnej zwinności, niczym połyskliwa plama giętkich kończyn i wilgotnych kłów.

                        Wielka, obła i pozbawiona rozpoznawalnych narządów wzroku głowa uniosła się w górę podążając śladem stającego na krawędzi szybu Hannigana.

                        -\ Zabij to, Holt! - wrzasnął histerycznym głosem Joshua - Zajeb to!


                        text alternatywny


                        Ambulatorium kombajnu


                        Jeremiah Purcell milczał przez długą chwilę, całą swoją uwagę skupiając na osobie korporacyjnej negocjatorki. Biegła w czytaniu mowy ciała Delilah dostrzegła w jego mimice i gestach kilka krytycznie ważnych detali: szybkie otrzeźwienie, determinację, ostrożność. Sposób, w jaki napierał na swoje więzy sprawdzając ograniczenia swobody ruchu, w jaki kątami oczu zlustrował otoczenie, w jaki otaksował wzrokiem ją samą.

                        - Przedstawicielka Lasalle - powiedział przeciągając lekko słowa jakby smakował każde z nich z osobna - Na przemysłowym statku górniczej spółki. Nie pamiętam, żebyśmy się widzieli za pierwszym razem, więc chyba coś się w międzyczasie zmieniło. Bez względu na nowe okoliczności, wciąż obowiązuje mnie tajemnica służbowa, z której zwolnić może mnie wyłącznie wyższy rangą wojskowy.

                        Purcell oblizał spierzchnięte usta, ale wbrew oczekiwaniom Delilah nie poprosił jej o napój, co jawnie dowodziło jego zaskakująco wysokiej samodyscypliny.

                        - Tak czy owak, groźba umieszczenia mnie na trzy miesiące w izolatce z martwym ciałem brzmi jak całkiem wyrafinowane tortury - dodał rozbitek - Groźba wygłoszona w obecności dwóch świadków oraz elektronicznego podsłuchiwacza. Nie podoba mi się takie traktowanie. Żądam natychmiastowej rozmowy z kapitanem. Jak długo trzymaliście mnie w śpiączce?

                        Nadia Volkova otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła widząc napominające spojrzenie le Fey.

                        - Nie udzielę żadnych dodatkowych informacji bez obecności kapitana tej jednostki.

                        Delilah obserwowała mężczyznę w skupieniu, nie dając po sobie poznać, o czym myślała. Większość zwyczajnych ludzi poczułaby na dźwięk jej starannie dobranych gróźb poważne obawy zaczynając przechodzić od razu do fazy kooperacji, ale Purcell nie był zwyczajnym człowiekiem - co nie zmieniało wrażenia Delilah, że zaczynał wpadać w panikę szukając dla siebie bezpiecznej asekuracji pod postacią Hannigana.

                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        👽
                        4
                        • GreKG Niedostępny
                          GreKG Niedostępny
                          GreK jako Siergiej Kalashnikov
                          Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #241

                          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                          text alternatywny

                          Bleinert

                          Niosła go adrenalina. Nawet nie wiedział, kiedy pokonał ostatnie szczeble. Ręce pracowały same. Buty szukały oparcia. Ciało parło w górę. Jakby ktoś wyciągnął z niego resztki sił, o których istnieniu dawno zapomniał.

                          Przez ułamek sekundy wróciła kopalnia.

                          Trzask pękającego stropu. Chmura pyłu. Ludzie uciekający wzdłuż chodnika, kiedy podpory zaczęły składać się jak zapałki. Do wnęki było za daleko. Wiedział, że nie zdąży. A potem serce wyrwało się do szaleńczego galopu, zmęczenie zniknęło, a nogi poniosły go szybciej, niż wydawało się to możliwe. Pamiętał uderzenie o metalową osłonę i smak pyłu w ustach. Reszta była nieważna. Przeżył.

                          Teraz też nie było czasu na zastanawianie się, skąd brały się te ostatnie rezerwy.

                          Wypadł z szybu, pchnięty butem Mienta, i wylądował ciężko na podłodze. Przez moment tylko łapał powietrze.

                          Potem przekręcił się i spojrzał w dół.

                          Zerwane linki wiły się w szybie, a kabina znieruchomiała na dnie z metalicznym zgrzytem. Z jej otwartego włazu wyłaniał się czarny, nieludzki kształt. Nawet z góry trudno było pomylić go z czymkolwiek, co powinno żyć. Chyort był w środku. I nie zamierzał tam zostać.

                          — Hannigan! — wyrwało mu się, kiedy dostrzegł Starego tuż pod krawędzią.

                          Nie czekał na odpowiedź. Rzucił się do przodu. Chwycił kapitana za kombinezon i szarpnął go w górę, pomagając mu wydostać się na krawędź. Zaraz potem pociągnął go na bok, z dala od szybu.

                          — Dawaj, dawaj! — warknął, odwracając się już w stronę pozostałych.

                          Mient wciąż był przy krawędzi, a Chimik siłował się z gąsienicowym wózkiem z rozbitą kapsułą. Sadza ruszył do niego bez chwili wahania.

                          — Ra-zem! Pchaj jak swoją starą!

                          Nie czekał, aż potwierdzi. Naparł całym ciężarem, próbując przepchnąć wózek do krawędzi szybu, zanim chyort znajdzie drogę na górę.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥
                          4
                          • PiołunP Niedostępny
                            PiołunP Niedostępny
                            Piołun jako Elias Crowe
                            Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #242

                            Crowe nie miał czasu zastanawiać się, czy pomysł był dobry. Po prostu zobaczył dużą gosięnicową platformę, a reszta zadziała się bez udziału jego świadomości. Platforma stała wciśnięta w kąt pomieszczenia i wydawała się ciężka oraz solidna. W dodatku nic nie blokowało jej podwozia. Kiedy Sadza dopadł do niej od drugiej strony, Elias tylko przesunął dłonie po zimnej krawędzi ramy, poprawił oparcie stóp i naparł na nią całym ciężarem.
                            Początkowo wózek stawiał opór i już się bał, że plan wziął w łeb. Gąsienice drgnęły jednak po chwili, a wraz z nimi zaskrzypiała rozbita kapsuła stojąca na platformie. Crowe poczuł, jak napięcie w barkach przechodzi w tępy ból, ale nie zwolnił. Każdy kolejny centymetr miał znaczenie, zwłaszcza że z szybu dobiegały ich niepokojącę odgłosy, a on ni chuja nie chciał dowiedzieć się co je wydaje. Oczyma wyobraźni widział opadające żelastwo. Wyobraził się co taki ciężar powinien zrobić z ciałem i we własnej wyobraźni usłyszał mokre plaśnięcie.
                            – Jeszcze kawałek! – wyrzucił z siebie przez zaciśnięte zęby. Dyszał z wysiłku.
                            Platforma toczyła się coraz łatwiej, nabierając powoli bezwładu. Crowe zerknął tylko raz w stronę szybu, upewniając się, że Hannigan zdążył wyjść z linii spadania. Nie zamierzał ratować jednego człowieka kosztem zmiażdżenia drugiego przez kilka ton wojskowego złomu.
                            Kiedy przednie krawędzie gąsienic dotarły do progu, ciężar kapsuły zaczął robić resztę za nich. Elias jeszcze raz naparł ramieniem na metalową ramę, czując, jak ta przechyla się coraz wyraźniej ku pustce.
                            – To będzie bolało – rzucił krótko i pchnął po raz ostatni.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            3
                            • Arthur FleckA Niedostępny
                              Arthur FleckA Niedostępny
                              Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #243

                              Delilah le Fey

                              Słyszała kiedyś, że psy atakują tych, którzy się boją. Nie dlatego, że są okrutne, lecz dlatego, że strach zdradza im, kto już przegrał. Wtedy wzruszyła na to ramionami. Teraz rozumiała psy lepiej, niż chciałaby to przyznać. Purcell się bał. Widziała to mimo całej tej jego wojskowej dyscypliny i było to cudowne uczucie. Gdyby miała kły, rzuciłaby się na nosze, wgryzła w jego kości, w mózg. Wyszarpałaby z niego każdy sekret. Zamiast tego posłała mu litościwy uśmiech, którego wcześniej oszczędziła Nadii Volkov.

                              – Dezerterów nie obowiązują żadne przysięgi. A pan jest dezerterem, panie Purcell. Opuścił pan swoich towarzyszy broni i jako jedyny uciekł z tonącego okrętu, choć ten okręt wcale nie zatonął jak nieszczęsny Nostromo dawno temu. Wciąż wisi w próżni. W normalnych okolicznościach stanąłby pan przed sądem wojskowym, ale okoliczności są takie, że teraz jest pan w moich rękach. I to nie jest dobra wiadomość. Jeśli pragnę coś zdobyć, potrafię być bardzo zdeterminowana, a w tej chwili bardzo pragnę się dowiedzieć, jakie sekrety kryją się pod tą twardą czaszką.

                              Postukała go pomalowanym paznokciem w skroń. Cofnęła dłoń, zanim zdążył szarpnąć głową.

                              – Proszę nie szukać ratunku u kapitana Hannigana, ponieważ nie ma go na statku. Nie ma tu też pierwszego oficera ani czterech innych członków załogi Kardashian. Wszyscy są w tej chwili na Bleinercie i potrzebują pańskiej pomocy.

                              Kątem oka sprawdziła monitor. Cokolwiek tam zobaczyła, jej twarz nie zdradziła niczego. Wróciła wzrokiem do żołnierza.

                              – Jeśli nie wrócą w jednym kawałku, dowództwo nad statkiem przejmie obecna tu Nadia Volkov.

                              Skinęła na Rosjankę, która chyba nie była gotowa na taki obrót sprawy. W jej kurzym móżdżku plan był prosty: wyciągnąć Purcella z lodówki, a reszta potoczy się sama. Żołnierz otworzy oczy, przeprosi za kłopot i wyśpiewa każdy sekret Bleinerta. Delilah wiedziała, że to dopiero początek. Skoro ani kapitan, ani Holt nie złamali tego drania, ona musi to zrobić. Każdym możliwym sposobem.

                              – To ona spuściła psa… czy może, jak pan woli, sukę ze smyczy, by ratować swoich przyjaciół. Zapamięta, kto swoim milczeniem przyczynił się do ich śmierci. Jak pan myśli panie Purcell, czy powstrzyma mnie przed losem, który właśnie panu zapowiedziałam? Czy ktokolwiek przejmie się losem operatora systemów elektronicznych? Czy ktokolwiek upomni się o sprawiedliwość dla pana w obliczu katastrofy, jaka spotkała Bleinerta i sześciu załogantów Kardashian, w tym kapitana i pierwszego oficera?

                              Uśmiechnęła się do niego niemal serdecznie. A potem ten uśmiech zgasł bez ostrzeżenia, jak światła dryfującego w przestrzeni statku, któremu nagle odcięto zasilanie. Została tylko twarz a za nią pustka, w której nikt nie usłyszy własnego krzyku.

                              – Jeszcze raz, żebyśmy się jasno zrozumieli. W momencie gdy mnie pan okłamie, gdy przyłapię pana na tym, że chce mnie pan oszukać albo próbuje zasłaniać się tajemnicą wojskową i złożonymi przysięgami, odwiozę pana do izolatki. To nie jest blef. Jeśli uznam, że jest pan bezużytecznym kłamcą, za kilkanaście minut znów spotka się pan ze swoim współpasażerem z kapsuły.

                              Wstała, pochyliła się nad noszami i docisnęła kciukiem elektrodę, która odkleiła się przy mostku.

                              – Nie wierzę w biblijne piekło, panie Purcell, ale wierzę, że ktoś bardzo kreatywny, ktoś, kto nie posiada sumienia i potrafi liczyć tylko zyski i straty, jest w stanie stworzyć je dla drugiego człowieka. – Poprawiła mankiet ciśnieniomierza na jego ramieniu a potem przesunęła klips pulsoksymetru głębiej na palec. Robiła to z troskliwością pielęgniarki czuwającej nad pacjentem, choć każdy w tym pomieszczeniu, włącznie z więźniem, już wiedział, że ma do czynienia z katem. – Prawdziwą gehennę, trwającą bez końca, godzina po godzinie, dzień po dniu. Gdzie nie ma możliwości, by w rozpaczy rozwalić sobie czaszkę o ścianę ani przegryźć zębami żył.

                              Dociągnęła pas przy noszach o jedną dziurkę, żeby nie było wątpliwości, że Purcell będzie żyć tak długo, jak zechce ona, a nie on.

                              – Zadam teraz jedno pytanie i od niego zależy, czy zadam kolejne.

                              Nachyliła się nad nim powoli, z czułością kochanki, która jeszcze nie zdecydowała, czy podaruje mężczyźnie noc, jakiej nie zapomni, czy taką, po której nigdy już nie zobaczy wschodu słońca. Zatrzymała twarz kilka centymetrów od jego twarzy, dokładnie na granicy zasięgu. Spojrzała mu głęboko w oczy.

                              – Jeremiahu Purcell, czy wciąż obowiązuje pana tajemnica służbowa, z której zwolnić może pana wyłącznie wyższy rangą wojskowy? Proszę się rozważnie zastanowić nad odpowiedzią. Ale nie za długo, bo mamy na Bleinercie ludzi do uratowania.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              ♥ 👄 😊
                              4
                              • ReRebirthR Niedostępny
                                ReRebirthR Niedostępny
                                ReRebirth jako Joshua Gleeson
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                                #244

                                Wąski, metaliczny snop latarki z karabinu Holta przeciął mrok szybu, oświetlając dach zniszczonej kabiny. Kiedy górny właz windy wyrwało z zawiasów z ogłuszającym hukiem, to, co z niego wypełzło, zamroziło krew w żyłach Gleesona. Nie było to nic, co jego umysł, nawykły do widoku korporacyjnej maszynerii, błota z kopalni czy żołnierskiego rynsztunku, potrafiłby sklasyfikować. To był żywy, płynny cień, ucieleśnienie najczystszej, nieskrępowanej niczym dzikości. Czarny kształt przelewał się przez poszarpaną stal z przerażającą, niemal senną gracją. Połyskiwał w świetle, jakby pokryty lepką, smolistą wydzieliną, a giętkie kończyny i nieludzka, obła, pozbawiona jakichkolwiek widocznych oczu głowa zdawały się pochłaniać samo światło.

                                ​Zamiast sięgnąć po broń, zamiast wrzeszczeć, albo icieka,
                                Joshua po prostu... Znieruchomiał.

                                To było jego pierwsze zderzenie z prawdziwie obcą, pozaziemską formą życia i przez jedną, długą sekundę był całkowicie, absolutnie zahipnotyzowany. Wlepiał szeroko otwarte, przekrwione oczy w to koszmarne, surrealistyczne cielsko, czując niewytłumaczalną fuzję panicznego strachu i patologicznej fascynacji. Co za przeklęte środowisko mogło zmusić naturę do ewolucji czegoś tak doskonałego w zabijaniu? Ta jedna chora myśl przemknęła przez jego przegrzany umysł, kiedy z mroku wysunęły się długie, zakrzywione szpony.

                                ​Trans przerwał ostry zgrzyt kół. Gleeson drgnął konwulsyjnie, oderwał wzrok od ksenomorfa i w całkowitej, odruchowej panice rzucił się w tył, padając ciężko na metalową podłogę ładowni. Odepchnął się nogami, niemal wpełzając w ciemność, dławiąc się świszczącym oddechem. I wtedy kątem oka dostrzegł Eliasa. Nawet nie zwrócił uwagi, że siedzi na czyiś szczątkach. Widział jak zdesperowany doktor nadludzkim wysiłkiem pchał w stronę otwartego szybu ciężki wózek transportowy z roztrzaskaną szklaną kapsułą. ​Joshua chciał uciekać dalej. Chciał wczołgać się pod najbliższy kontener i zamknąć oczy. Ale widząc zmagającego się Crowe'a – jedynego człowieka na tym przeklętym statku, który okazał mu chociaż krztę zrozumienia i z którym nawiązał bladą namiastkę więzi – coś w nim pękło. Nie zapytał, co doktor robi. Nie kalkulował, czy zrzucenie tego na bestię w ogóle odniesie jakikolwiek skutek. Empatia wygrała z egoizmem. Z mroczkami przed oczami, dygocząc cały, wgramolił się na równe nogi i doskoczył do wózka, zapierając się obok Eliasa.

                                ​Ale sił po prostu nie było. Kaskada adrenaliny zaczęła zbierać mordercze żniwo. Chore, nadwyrężone serce skurczyło się boleśnie, wchodząc w dziki, nieregularny rytm. Ciśnienie tętnicze leciało w dół na łeb na szyję, a obraz przed oczami Joshuy zaczął niebezpiecznie pulsować czernią. Pchał ten przeklęty ciężar naprzód, resztkami woli, czując, jak nogi uginają się pod nim z każdym centymetrem. W jego otępiałej, dotleniającej się z coraz większym trudem głowie kołatała się już tylko jedna ponura myśl: co ostatecznie go zabije:
                                Rozszarpujące wszystko szpony tej lśniącej czarnej bestii z szybu, czy jego własny, przegrzewający się właśnie organ pompujący krew... ?

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                2
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt jako Caleb Hannigan
                                  Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #245

                                  Wspinając się po drabince, Hannigan starał się nie oglądać za siebie. Zresztą słuch podpowiadał dostatecznie dużo. Poszycie windy przegrywało nierówną walkę z istotą na parterze. Istotą, która wydawała się rozwścieczona. Wizgi, piski i syki niosły się przeklętym echem w szybie Bleinerta. Ale kapitan nie zatrzymywał się tylko pieczołowicie krok za krokiem wspinał do otworu, z którego nawoływali Holt i Gleeson.

                                  Sadza dotarł... pozostało półtora metra. Obejrzał się jednak. Właz windy właśnie puścił z trzaskiem gniecionej blachy i stukiem wystrzeliwanych śrub, a wewnątrz ukazała się istota. Ta sama. Czarna. Połyskliwa. Nieludzki bezoki łeb przywodzący na myśl cyliner. Miotający się w błyskach uszkodzonego oświetlenia wnętrza windy.

                                  Jeszcze kawałek.

                                  Wydostał się.

                                  W jego stronę sunął podnośnik gąsienicowy pchany przez trójkę mężczyzn. Dobry plan. Stanęli z Holtem w otwartym wejściu. Istota musiała ich widzieć jeśli miała dać się złapać w pułapkę.
                                  - Strzelamy bliżej tylnej ściany - powiedział do Holta - żeby właził tuż pod nami!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  2
                                  • KetharianK Online
                                    KetharianK Online
                                    Ketharian jako Alien
                                    Obsługa Moderator Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #246

                                    text alternatywny


                                    Szyb windy na Bleinercie


                                    Hannigan zaczął strzelać krótkimi seriami, Holt poszedł natychmiast w jego ślad. Koszmarna istota w dole szybu tańczyła w pajęczynie smugowych pocisków, iskier rykoszetów i błyskach płomieni wylotowych Armatów. Wrzask bezokiego drapieżcy mroził krew w żyłach kapitana, doskonale słyszalny ponad hukiem wystrzałów i metalicznym stukotem uderzających o ściany szybu łusek.

                                    Czarny potwór poruszał się z nieprawdopodobną gracją i szybkością, skacząc od ściany do ściany w zawziętym wyścigu do góry, w stronę otwartych drzwi szybu na środkowym pokładzie. Niektóre pociski wystrzelone z broni kapitana uderzyły w połyskliwy korpus bestii w tej samej sekundzie, w której ewidentnie przerażony bliskością stwora Marcus Holt uniósł w górę lufę karabinu w zamiarze zmiany magazynka.

                                    Drapieżnik zawisł na ułamek chwili na rozpórce konstrukcji szybu, trzymając się metalowej belki jedną szponiastą łapą i balansując ogonem. Z otworów w jego gibkim ciele wybitych kulami Caleba pociekła zielonkawa krew. Obnażone szkliste zęby stwora pokryte były kleistą śliną. Ciężki but Holta oparł się o krawędź szybu. Zwolniony z chwytu magazynek Armata zaczął spadać na dach windy. Sunąc lufą w ślad za drapieżnikiem kapitan nacisnął spust trafiając czarnego czorta w dolną część drgającej konwulsyjnie paszczy.

                                    Karabin Hannigana umilkł po wystrzeleniu dwóch pocisków wieszcząc wyczerpanie amunicji. Stwór zaczął spadać w dół w tej samej chwili, pryskając na wszystkie strony kroplami żrącej krwi i rozkładając szeroko długie kończyny. Wylądowawszy z nieludzką gracją na dachu uszkodzonej kabiny zwinął się w kłębek niczym wąż i ześlizgnął do środka znikając w jednej chwili z pola widzenia oblanego zimnym potem Hannigana.

                                    - Cofnij się! - krzyknął ktoś z tyłu i ledwie Caleb z Marcusem odskoczyli na boki, do szybu wpadł ciężki gąsienicowy wózek z przymocowanymi do niego szczątkami szklanej kapsuły.

                                    Pojazd runął w dół i gruchnął z ogłuszającym hukiem w dach windy, zarywając go częściowo i zapadając się do połowy w pękniętej obudowie włazu.

                                    - Żryj stal, skurwysynu! - wrzasnął Joshua.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • MarrrtM Niedostępny
                                      MarrrtM Niedostępny
                                      Marrrt jako Caleb Hannigan
                                      Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #247

                                      Z broni automatycznej strzelał dopiero trzeci raz. Z czego ostatni jakieś 10 lat temu. Nawet nie wiedział, czy prawidłowo odbezpieczył mechanizm. Jak się okazało prawidłowo. Resztę zrobiło opanowanie. Seria była idealna. Żadnej zabłąkanej kuli. Wpierw zaporowo od ściany szybu, by przykleić padalca pod nimi gdzie strzaska go sunący podnośnik. Jakby nie wierząc, że może trafić. Trafił jednak bezbłędnie. W korpus i łeb. Mimo to istota z piskliwym wrzaskiem niekłamanej agonii, który poniósł się po szybkie, zdołała umknąć z powrotem do windy.

                                      Usnunął siebie i Holta z drogi podnośnika, który przypieczętował los windy.
                                      - Już nas nie zlekceważy - mruknął z westchnieniem ulgi. Palce mu drżały. W tym drżeniu był strach przed nieznanym, które mimo srogich batów przeżyło. Ale też sprawczość. Choć nie miał wątpliwości, że już takiej serii nie powtórzy. Mimo chwili triumfu zaraz zwrócił się do chemika - Elias, miernik ruchu, sprawdź. Joshua, zamknij na razie drzwi do windy.

                                      Po czym spojrzał na Kalashnikova. Pchnął go w ramię by ten stanął z nim twarzą w twarz po czym odezwał się chłodno.
                                      - A ty Sadza... Kto. Myślał. O załodze?
                                      Widać było, że sprawa między nimi raczej nie skończy się na tym pytaniu.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      👍
                                      4
                                      • GreKG Niedostępny
                                        GreKG Niedostępny
                                        GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                        Mecenas
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #248

                                        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                        text alternatywny

                                        Bleinert

                                        Chwilowo byli bezpieczni.

                                        Adrenalina powoli odpuszczała, zostawiając po sobie drżenie mięśni i ciężar, który nagle przygniatał go do podłogi. Sadza czuł teraz każdy przebyty szczebel drabinki, każdy szarpnięty mięsień, każde dodatkowe uderzenie serca. Jeszcze przed chwilą ciało robiło, co mu kazano. Teraz najwyraźniej uznało, że dość tego dobrego.

                                        Nie miał już dwudziestu lat. Ani nawet trzydziestu.

                                        Przetarł twarz dłonią. Palce wciąż lekko mu drżały. Na dole coś przeżyło serię z karabinu, strzały Starego, zrzucenie na łeb cholernego wózka. A oni stali tutaj, bez pewności, czy stalowa pułapka rzeczywiście zatrzymała bestię, i próbowali udawać, że sytuacja jest pod kontrolą.

                                        Wtedy Hannigan pchnął go w ramię.

                                        Sadza powoli podniósł głowę. Spojrzał na kapitana zmęczonym wzrokiem. Przez chwilę milczał, jakby ważył, czy ma jeszcze siłę na kłótnię.

                                        Nie miał. Ale to nie znaczyło, że zamierzał odpuścić.

                                        — Miałeś ich stąd zabrać. Chronić.

                                        Mówił cicho, bez dawnej szorstkiej furii. Każde słowo kosztowało go więcej, niż powinno.

                                        — Jesteś kapitanem, Hannigan. To TY odpowiadasz za załogę. Nie za to, kto pierwszy dopadnie do karabinu. Nie za to, kto bohatersko zdechnie na drabince. Za wszystkich.

                                        Opuścił wzrok na swoje dłonie. Zacisnął je na moment, ale zabrakło mu ochoty, by podnosić głos. Zamiast tego osunął się na podłogę i oparł plecy o ścianę. Podciągnął kolana, położył na nich przedramiona. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest wypruty z sił.

                                        — I po chuj tam schodziłeś?

                                        Podniósł wzrok z powrotem na Hannigana.

                                        — Miałeś ich stąd wyciągnąć. Wszystkich. A sam wlazłeś prosto pod to kurestwo. Gdybyś nie zdążył się wspiąć, co by się z nimi stało? Kto by ich stąd wyprowadził?

                                        Pokręcił głową. Nie było w tym triumfu ani nawet satysfakcji z tego, że mógł powiedzieć Staremu, co zrobił źle. Tylko zmęczenie i wściekłość, która nie miała już siły wybuchnąć.

                                        — Jebanyy velikiy shakhmatist... — wymamrotał. — Tyle ruchów naprzód, a o własnych ludziach zapomniałeś.

                                        Oparł głowę o ścianę i przymknął oczy na krótką chwilę. Potem uniósł wzrok na Hannigana.

                                        — I co teraz, Stary? Zdegradujesz mnie za niesubordynację?

                                        Kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie. Nie był to uśmiech.

                                        — Jak skończysz, to może ustalimy, jak stąd wyjść. Zanim to kurestwo znajdzie sobie nową drogę na górę.

                                        Nagle otworzył oczy. Coś jeszcze nie dawało mu spokoju. Uniósł rękę i wskazał palcem zamknięte drzwi windy.

                                        — Tam... To coś, ktoś... twierdził, że pomoc jest w drodze. Tylko coś mu kurewsko długo schodzi. Blyat'!

                                        Oparł głowę o ścianę i ponownie przymknął oczy. Nie zasypiał. Po prostu próbował zebrać siły, zanim znów będą musieli uciekać.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ♥
                                        3
                                        • MarrrtM Niedostępny
                                          MarrrtM Niedostępny
                                          Marrrt jako Caleb Hannigan
                                          Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #249

                                          Hannigan nie przerywał technikowi. Rzadko kiedy przerywał ludziom. Nawet jeśli gadali od rzeczy, mieli prawo się wypowiedzieć. A Hannigan cenił sobie zdanie załogantów. Nawet głupie. Nawet pozornie głupie. Technik w kosmosie był kimś ważnym. Był sto razy ważniejszym niż sto agentek Le Fey. Oczywiście agentka mogłaby sobie kupić na planecie stu techników. Ale W TRAKCIE LOTU życie załogi było w rękach techników. W kosmosie non stop coś się psuło. I nie można tu było kupić nowej rzeczy. Albo się to zreperowało i doleciało na oparach, albo próżnia pokazywała ile warte jest ludzkie życie w temperaturze zera absolutnego. Jeden opar ostatniego tchu. Dlatego wysłuchał Sadzy do końca z uwagą. Po czym powtórzył.
                                          - Kto. Myślał. O załodze, Sadza? - powtórzył twardo i z naciskiem. - Joshua. W 5 sekund obszedł blokadę i otworzył drzwi. Elias. Informował cię z miernikiem na bieżąco. Holt. Osłaniał nas. Ty. Zabrałeś jedyną windę. I poszedłeś ratować toster. Kto. Myślał. O załodze, Sadza?

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          4

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa