Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje D20
  3. Rozgrywka
  4. Jakub zwany Puchatym
Stubramie
Janusz PodziemiJ
Janusz Podziemi jako
Bezimienny Król
Mistrz Gry
Dust MephitD
Dust Mephit jako
Jakub „Puchaty”
AgapeA
Agape jako
Pluskwa
NabuchodonozorN
Nabuchodonozor jako
Ystyriaeth
Leszek DyskietkaL
Leszek Dyskietka jako
Notturno-09-REM

Jakub zwany Puchatym

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
jakub
12 Posty 2 Uczestników 200 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Janusz PodziemiJ Niedostępny
    Janusz PodziemiJ Niedostępny
    Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
    Mecenas
    napisał ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
    #3

    4b5fecaf-d041-417b-b759-019bead7bc21-image.jpeg

    CON ST DC 12 = 10+5 -> sukces!

    Magister staje po drugiej stronie paleniska. Kazał ci patrzeć na stal, ale kątem oka i tak go widzisz. Jest wysoki i chudy. Ma wąską, zapadniętą twarz, z której nie da się wyczytać wieku. W blasku żaru jego bladoniebieska skóra wydaje się szara jak popiół. Długie siwe włosy unoszą się nad nim, choć w kuźni nie ma przeciągu. Nosi kilka warstw szat w kolorach fioletu i szarości, haftowanych złotą nicią przy wysokim kołnierzu i rękawach. Brzegi szat są postrzępione i podarte w pasy, jakby wiatr, który go otacza, szarpał je od lat. Kiedy czarodziej się porusza, strzępy falują razem z włosami.

    Na piersi wisi mu złoty medalion z gwiazdą. U pasa, na łańcuszkach, pobrzękują mosiężne tuby na zwoje, sakiewki i flakony. Między nimi kołysze się mała kula zrobiona z mosiężnych obręczy, jedna wewnątrz drugiej, jakby model nieba. Wysokie buty ma zdarte, szare od pyłu z ulic Miechów.

    Wyciąga lewą dłoń nad żar. Palce ma długie i kościste. W prawej unosi szklaną kulę, a burza w jej wnętrzu zaczyna krążyć szybciej. Potem zaczyna mówić.

    Inkantacja trwa dłużej, niż się spodziewałeś. Słowa Magistra nie przypominają żadnego języka, który słyszałeś na schodach Miechów. Nawet jeśli ich nie słuchasz, docierają do ciebie jako dźwięk: krótkie i twarde, jakby ktoś stukał młotkiem w cienką blachę. Przy każdym z nich wiatr wokół czarodzieja przybiera na sile, a płomień kładzie się płasko na węglach i obejmuje głownię z obu stron.

    Żar wchodzi w szczypce. Najpierw czujesz go w dłoniach, potem w przedramionach, wreszcie w barkach. Pot spływa ci po brwiach. Stal zmienia kolor z wiśniowej czerwieni w pomarańcz, a potem w jasną żółć. Ostrze nie drga.

    W zbroczach pojawia się światło. Jest bladsze niż żar wokół, niebieskawe jak niebo tuż przed burzą. Przepływa rowkami od nasady do sztychu i z powrotem, raz, drugi, trzeci, jakby czegoś szukało. Przez moment masz wrażenie, że to nie ty patrzysz na stal, tylko ona na ciebie.

    Magister milknie. Wiatr opada, a płomień prostuje się i znowu jest zwykłym ogniem.

    Czarodziej unosi szklaną kulę. Głownia sama wysuwa się ze szczypiec, podnosi nad palenisko i wisi w powietrzu, sycząc i stygnąc. Światło w rowkach gaśnie. Zostają po nim dwie linie, ciemniejsze niż reszta stali. Puste.

    Magister pochyla się nad nimi, potem przenosi wzrok na twoje dłonie.

    — Nie drgnąłeś. — Brzmi to jak stwierdzenie, nie pochwała. — I nie słuchałeś. Widziałem po oczach. Byłeś gdzie indziej. — Po chwili dodaje: — Tak trzeba.

    Terion odkłada młot i przygląda ci się tak, jak przygląda się żelazu przed kuciem. Nic nie mówi.

    Galatea stoi pod ścianą. Wciąż ma tę samą złotowłosą twarz.

    Głownia opada na płótno. Magister owija ją starannie, pieczęcią z dwiema twarzami do góry.

    — Mistrzu. Jeśli usłyszysz cokolwiek o tej skrzyni, daj znać. Bez niej tracimy tu tylko czas. Almutułat zapłaci.

    Zbiera się do wyjścia. Na progu wiatr znów podnosi mu włosy, a płomień w palenisku pochyla się za nim jak pies za panem. Magister zatrzymuje się i spogląda przez ramię.

    — Stoisz, jakbyś chciał o coś zapytać, nowy. Pytaj teraz. W Almutałacie nie przyjmą cię wyżej niż w sieni, a tam nikt ci nie odpowie.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    👁
    3
    • Dust MephitD Niedostępny
      Dust MephitD Niedostępny
      Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
      napisał ostatnio edytowany przez Dust Mephit
      #4

      Jakub skinął głową w podziękowaniu. Nad paleniskiem, ręce miał suche od gorąca. Teraz zdawało mu się jednak, że strasznie się pocą. Trudno było mu stwierdzić, czy to od trzymania szczypiec, czy też osoba samego magistra wywoływała w nim jakiś rodzaj przestrachu, podobnego do tego, który można spotkać u zwierząt, w kontakcie z ogniem. Słyszał wcześniej co prawda o magii. Teraz jednak, za sprawą czarodzieja, zadziały się rzeczy, których nie potrafił zrozumieć. Unosząca się w powietrzu głownia, była jedną z nich.

      Osmolone dłonie złożył między klatką piersiową a brzuchem.

      • Panie... Magistrze...

      Wybąknął Puchary.

      • Mnie też tego dnia okradziono. Pomógłbym chętnie z tą skrzynką i może przy okazji swoją zgubę znalazł. Nie godzi się tak napadać na ludzi na drodze. Popytać mogę. Może u kupców? Pewno będą mieli co do powiedzenia. Tylko musiałbym wiedzieć gdzie szukać. Jak trzeba, to bić się też potrafię i łajdakom skórę złoić.

      Jakub zrobił krótką pauzę. Rzadko zdarzało mu się mówić tyle na raz. Zastanawiał się nad reakcją czarodzieja i nad tym, czy nie zapędza się za bardzo.

      • Jak więcej chętnych by się znalazło - kontynuował - to tym większa szansa że szajkę rozbijemy. A i przekaz będzie też dla reszty, że rabowanie towaru Almutałatu źle się dla każdego kończy.
      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      👁
      2
      • Janusz PodziemiJ Niedostępny
        Janusz PodziemiJ Niedostępny
        Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
        Mecenas
        napisał ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
        #5

        Magister słucha do końca. Nie przerywa ci ani razu, choć wiatr wokół niego szarpie strzępy szat, jakby się niecierpliwił. Przy słowach „tego dnia” unosi wzrok. Kiedy kończysz, patrzy na twoje osmolone dłonie, potem na twarz. Dłużej, niż patrzył na stal.

        — Tego samego dnia — mówi powoli. Nie pyta o nic. Odkłada to sobie gdzieś, jak monetę do sakiewki. — Trzeba przyznać, że Trzewik zbiera spod bram różne rzeczy.

        Dopiero potem wraca do tego, co powiedziałeś.

        — Przekaz dla reszty — powtarza. Kącik ust mu drga. — Podoba mi się. Szkoda, że nikt go jeszcze nie wysłał.

        Obraca szklaną kulę w palcach. Burza w środku zwalnia.

        — Kupców raczej nie znajdziesz. Najpewniej wyjechali, zanim zaczęło im się w tym mieście podobać, ale możesz popytać w karawanseraju przy bramie zachodniej. Wiem za to dwie rzeczy. Od sześciu tygodni nikt nie przyniósł do żadnego pasera skrzyni z pieczęcią Almutałatu. I nikt nie wniósł jej przez bramę do miasta. Pytałem. — Unosi brew. — Skoro nikt jej nie sprzedał, rabusie wciąż ją mają. A skoro nie weszli bramą, to weszli inaczej. Albo wcale.

        Podchodzi krok bliżej. Płomień w palenisku wychyla się za nim.

        — Pieczęć Almutałatu nie jest ze zwykłego wosku. Kto ją złamie albo zdrapie, nosi ją potem na dłoniach. Czarne ślady, które nie schodzą przy myciu. — Spogląda na twoje ręce, czarne od węgla, i parska. — Nie takie jak twoje. Twoje zmyjesz. A jeśli znajdziesz skrzynię, nie otwieraj jej. Za każdą wiadomość o skrzyni Almutałat płaci. Za samą skrzynię zapłaci tyle, że twój mistrz przestanie odkładać ci na pogłówne.

        Wychodzi na schody, a wiatr idzie razem z nim. Po chwili powietrze w kuźni znowu stoi.

        722e706f-8d5e-45b1-b781-4837d2a15346-image.jpeg

        Terion podchodzi do drzwi. Musi się przy tym schylić, bo rogi zahaczają o belkę. Staje w progu pod światło. Jest ogromny, szerszy w barkach niż drzwi kuźni. Brązowa sierść jest na łbie i karku gęsta i skołtuniona, szara od sadzy, a niżej, na ramionach, starta prawie do skóry od lat noszenia ciężarów. Rogi zawijają się do przodu, jasne i gładkie jak stara kość. Prawy jest ukruszony, a przez jego koniec biegnie cienkie pęknięcie. Nosi skórzany fartuch, tak przepalony iskrami, że więcej na nim łat niż skóry. Przedramiona ma owinięte grubymi skórzanymi mankietami, od łokci po nadgarstki. U pasa, na żelaznym kółku, wiszą przecinaki i małe szczypce. Nie stoi na stopach, tylko na kopytach, i nawet one są czarne od węglowego pyłu.

        Stuka paznokciem w tabliczkę cechu, w twoje imię wypisane kredą.

        — Za trzy dni stoisz na murze przy zachodniej bramie. Stamtąd widać, którędy wchodzi się do miasta, a którędy nie powinno. Będziesz mógł się rozejrzeć.

        Wraca do kowadła i bierze młot. Rozmowa jest dla niego skończona.

        Galatea odrywa się od ściany i staje przy tobie, bliżej, niż trzeba.

        — Słyszałeś? „Weszli inaczej” — szepcze. — Mówiłam ci o dziurze w bruku za rogiem. Nikt mi nie wierzy.

        Twarz zaczyna jej się zmieniać, ale po chwili wraca do złotowłosej.

        — Po robocie mogę ci pokazać. Jeśli chcesz.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        👁
        3
        • Dust MephitD Niedostępny
          Dust MephitD Niedostępny
          Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
          napisał ostatnio edytowany przez Dust Mephit
          #6

          Jakub, przypominając sobie, że czeka go jeszcze nocka na murze, kiwa głową minotaurowi. Patrzy na tabliczkę zastanawiając się, co czeka go na warcie.

          – Tak zrobię - odpowiada krótko.

          Nie dopytuje więcej, choć w głowie pojawiją się kolejne pytania. Wie, że musi sam znaleźć na nie odpowiedzi. Kiedy Terion idzie do kowadła, to dla niego sygnał, że czas wracać do pracy. Chwyta za worek z węglem. Wie, że niedługo trzeba będzie dorzucić do ognia.

          Pochylony patrzy na podchodzącą do niego Galateę.

          – Dziura za rogiem?

          Powtarza przesypując trochę węgla do wiadra, po czym uśmiecha się do dziewczyny.

          – Ta, co prowadzi do królewskiego skarbca? Pamiętam. Jak masz czas po robocie, to bym ją z tobą zobaczył. ­­Myślisz, że ciagnie się aż za Stubramie?

          Puchaty prostuje się, poprawiając przy tym jeden z zakasanych rękawów. Ociera czoło wierzchem dłoni, rozcierając na nim trochę sadzy i zaklina pod nosem.

          – Szlag, zapomniałem zapytać go o imię. W głowie się miesza przez te jego czary...

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          👁
          2
          • Janusz PodziemiJ Niedostępny
            Janusz PodziemiJ Niedostępny
            Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
            Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
            #7

            Galatea jest prawie tak wysoka jak ty. Włosy ma złote i kręcone, związane byle jak na karku, a kosmyki i tak wymykają się jej na czoło i przyklejają do spoconej skóry. Twarz ma jasną, o wysokich kościach policzkowych, i uśmiecha się szeroko, z lekko uchylonymi ustami, jakby zawsze była w pół zdania. Zwykle jest. Nosi lnianą koszulę, kiedyś białą, dziś w kolorze popiołu, z rękawami podwiniętymi do łokci. Na nią zakłada skórzany fartuch, za duży o dwa rozmiary, sięgający jej poniżej kolan, dwa razy opasany rzemieniem z żelazną klamrą. Dół ma poszarpany i przepalony w kilku miejscach na wylot. Spodnie wpuszcza w stare, rozczłapane buty z cholewami, które ktoś kiedyś nosił przed nią.

            Przedramiona i dłonie ma pokryte oparzeniami. Stare są blade i błyszczące, nowsze różowe, najświeższe jeszcze się łuszczą. Układają się w pasy od nadgarstków w górę, tam, gdzie żar dosięga ręki, kiedy trzyma się szczypce za blisko przegubu. A ona zawsze trzyma je za blisko przegubu.

            Przez sześć tygodni nauczyłeś się, że złotowłosa twarz to twarz do kuźni. Nie jedyna, jaką widziałeś. Pierwszego tygodnia przyszła raz o świcie jako piegowaty chłopak z krótko ściętymi rudymi włosami i dopiero po głosie poznałeś, że to ona. W dzień wypłaty, kiedy Terion odliczał monety, stała przy ławie ciemnowłosa kobieta z ostrym nosem, starsza o dziesięć lat, która wyglądała, jakby przyszła się targować. Wszystkie te twarze łączy jedno: oparzenia na rękach są zawsze te same, w tych samych miejscach. Twarz zmienia, kiedy chce, a czasem, kiedy nie chce. Dłoni nie zmienia nigdy. Nie wiesz, czy nie potrafi, czy nie chce.

            543cc09e-ab28-44f2-9aae-fbc54debe1a9-image.jpeg

            — Tę samą dziurę — mówi Galatea i aż się prostuje. Na twoją propozycję twarz jej się rozjaśnia, ale tym razem sama z siebie, bez żadnej zmiany rysów. — Po robocie. Obiecujesz?

            Od strony kowadła młot Teriona uderza, a potem nie uderza. Mija jeden takt, może dwa. Potem kucie idzie dalej, równe jak przedtem. Minotaur nie podnosi głowy.

            — Czy ciągnie się za Stubramie? — Galatea zniża głos. — Oczywiście, że tak. Bezimienny Król kazał kopać pod całym miastem, a potem pod górami, aż do Hyrkanii. Żeby móc uciec, jakby co. Tylko że nie zdążył, bo go wymazali. Wszyscy o tym wiedzą. — Po chwili dodaje z pełnym przekonaniem: — Stamtąd są Krętowiska. To te same korytarze, tylko z drugiej strony gór.

            O Krętowiskach słyszałeś nie jeden raz. To jaskinie, które odchodzą w bok od Czarnych Urwisk i podobno ciągną się przez całe pasmo, aż na drugą stronę gór. Mówi się, że ginie się w nich od potworów albo od tego, że trzy razy skręciło się źle i nie wiadomo już, którędy się przyszło.

            Kiedy ocierasz czoło i klniesz pod nosem, że zapomniałeś zapytać o imię, Galatea macha ręką, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.

            — Hermogenes. Magister Hermogenes. Przychodzi tu co miesiąc.

            — Hermodor — mówi Terion od kowadła. — I przychodzi drugi raz w życiu.

            Twarz Galatei zaczyna płynąć. Nos się wydłuża, złote włosy na chwilę ciemnieją u nasady. Galatea odwraca się do beczki z wodą i coś w niej poprawia, choć nie ma tam czego poprawiać. Kiedy się odwraca z powrotem, jest znowu złotowłosa.

            Terion uderza jeszcze dwa razy, zanim znowu się odzywa.

            — Zresztą Hermodor to nie imię. To imię z wieży. Dostają je, kiedy zostają przyjęci do Almutałatu, a swoje zostawiają za progiem. — Obraca żelazo na kowadle. — Prawdziwego imienia żadnego z nich nikt nie zna.

            — A czemu? — pyta Galatea, już zapomniawszy o urazie.

            — Bo kto zna twoje imię, ten może cię przywołać. — Terion uderza młotem. — Nawet jak nie chcesz przyjść.

            Reszta dnia mija jak zwykle. Węgiel, miech, woda z rowka przy schodach, o którą kowal z sąsiedniej kuźni kłóci się z Terionem dwa razy przed zmierzchem. Głownia leży na stojaku owinięta w płótno, pieczęcią do góry, i nikt jej nie dotyka.

            Kiedy słońce schodzi za dachy, Miechy cichną. Paleniska przygasają jedno po drugim, na schodach robi się pusto. Czarne Urwiska nad dzielnicą ciemnieją szybciej niż niebo i przez chwilę setki otworów w skale wyglądają jak okna, w których ktoś zgasił światło, a nie jak okna, w których nikt go nigdy nie zapalał.

            Terion przysypuje żar popiołem. Potem zbiera spod ściany trzy drzewca i podnosi klapę w podłodze za paleniskiem. Z dołu wieje chłodem. Zatrzymuje się na pierwszym stopniu, z drzewcami na ramieniu, i patrzy na was, na ciebie i na Galateę, która już stoi w drzwiach.

            Sięga ręką za siebie, zdejmuje z haka latarnię i stawia ją na progu.

            — Nie zapuszczajcie się za głęboko. Nie dalej niż do pierwszego zakrętu — mówi.

            Nie mówi, do jakiego zakrętu ani skąd wie, że jakiś tam jest. Może to po prostu wymyślił. Schodzi w dół, a klapa opada za nim z głuchym stuknięciem.

            Galatea bierze latarnię i prowadzi. Niedaleko jest miejsce, które znasz z widzenia, bo mijasz je codziennie. Dziura w bruku, wielkości koła od wozu, obstawiona czterema kamieniami i owinięta sznurem. Kamienie są stare, szare i obtłuczone. Sznur jest nowy. Bruk wokół wydeptany na gładko, bo wszyscy ją omijają i robią to od dawna.

            — Jeszcze tydzień temu wisiał tu stary sznur — mówi Galatea. — Zgniły, szary. Ktoś go zmienił.

            Stajecie nad krawędzią. Latarnia Galatei oświetla kamienną ścianę i niewiele więcej. Ty widzisz dalej, bo twoje oczy nigdy nie potrzebowały wiele światła. Dziura opada pionowo na wysokość dwóch, może trzech wzrostów. Na dnie leży gruz, a z boku zaczyna się korytarz z dopasowanych bloków, starszy niż bruk nad nim. Opada łagodnie w stronę, w którą ciągną się Urwiska.

            Z dołu płynie chłodne powietrze. Pachnie kamieniem, wilgocią i łojem. Pod tym jest coś jeszcze, słabego, czego nie umiesz nazwać: ciepły, słodkawy zapach, trochę jak kadzidło, a trochę jak żywe zwierzę, ale żadne, które kiedykolwiek czułeś.

            Na dwóch z czterech kamieni widać świeże, jasne otarcia. W tych samych miejscach, po przeciwnych stronach dziury, jakby ktoś niedawno opuszczał po nich coś ciężkiego na linie.

            Galatea klęka przy krawędzi i wyciąga latarnię nad ciemność. Przez chwilę nic nie mówi, co u niej zdarza się rzadko. Potem zerka na ciebie. Uśmiech ma ten sam co zawsze, tylko trochę za szeroki.

            — No i? — pyta. — Mówiłam, że prowadzi w dół.

            Jej twarz drga, jeden raz, i wraca do siebie.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            👁
            3
            • Dust MephitD Niedostępny
              Dust MephitD Niedostępny
              Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Dust Mephit
              #8

              Puchaty drapie się po głowie wpatrując się w dół i przyglądając otarciom na skale. Korytarz na dole wzbudza w nim ciekawość. Zastanawia się, ile z tego, o czym mówiła Galatea, może okazać się prawdą.

              — Większa niż myślałem — komentuje rozglądając się jednocześnie za czymś, do czego mógłby przywiązać linę. — Ktoś nią ostatnio schodził. Ciekawe po co?

              Odległość na sam dół, może i nie jest zbyt duża, jednak ewentualny upadek na gruz, mógłby skończyć się nieprzyjemnie. Jakub przygląda się też ścianom dziury. Próbuje ocenić szanse na wspinaczkę z powrotem. Tak na wszelki wypadek, gdyby z jakichś powodów nie mógł wspiąć się po linie.

              — I ten zapach... Zejdę i sprawdzę ten korytarz na dole- do pierwszego zakrętu, tak jak rzekł Terion. Chcesz iść ze mną? — Zaproponował Galatei ściągając jednocześnie plecak z zamiarem wyciagnięcia liny — Dobrze, jakbyś została na górze przypilnować, ale twoje towarzystwo na dole też może się przydać.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              😱 👁
              3
              • Janusz PodziemiJ Niedostępny
                Janusz PodziemiJ Niedostępny
                Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Janusz Podziemi
                #9

                Na rogu, tam gdzie schody Miechów rozszerzają się w mały placyk, stoi stare kowadło. Pęknięte przez środek, wpuszczone w bruk tak głęboko, że nikt go już nie wyrwie. Woźnice przywiązują do niego muły, bo wytarte jest od tysięcy sznurów, a dzieciaki siadają na nim okrakiem. Lina sięga od niego do krawędzi dziury z dużym zapasem. Galatea patrzy, jak ją wiążesz.

                — Wiedziałam, że zejdziesz — mówi. — Nikt tego jeszcze nie zrobił. Wszyscy tylko obchodzą. A skarbiec tam jest, tylko ktoś musiał się w końcu odważyć!

                Kiedy jesteś już w połowie liny, nad krawędzią pojawiają się jej buty. Latarnię przypięła sobie do rzemienia fartucha i światło kołysze się teraz pod nią, rzucając na ściany długie, skaczące cienie. Schodzi niezgrabnie, trzyma linę za blisko przegubów, tak samo jak szczypce. Raz się zsuwa i syczy przez zęby. Nie mówi nic, póki nie stanie na gruzie obok ciebie. To najdłuższa cisza, jaką u niej słyszałeś.

                Na dole zapach jest mocniejszy. Łój, wilgoć, kamień, a pod tym ten ciepły, słodkawy ślad, jakby coś dużego leżało tu niedawno i zostawiło po sobie trochę ciepła. Gruz pod liną jest rozepchnięty na boki, a pył przy wejściu do korytarza zdeptany tyloma stopami, że nic się z niego nie da wyczytać. Między dwoma kamieniami gruzu, tuż pod liną, coś leży. Pióro. Długie jak twoje przedramię, szarozłote, z miękką, gęstą chorągiewką. Dudka jest ucięta równo, prosto, jednym cięciem nożyc, i to nie wczoraj, bo brzeg cięcia zdążył się wygładzić i ściemnieć. Kto je obciął, robił to dawno i z rozmysłem.

                Galatea wyjmuje ci je z ręki i ogląda pod latarnią.

                — Gryf — mówi z przekonaniem. — Królowie trzymali gryfy, do pilnowania skarbca. Wszyscy to wiedzą. — Obraca pióro w palcach. — Tylko że gryfy są brązowe... — Oddaje ci je, trochę zbyt szybko.

                2d8353a6-5c80-4d55-82c3-a235d69561c1-image.jpeg

                Korytarz jest zbudowany z tych samych dopasowanych bloków co dół dziury. Nie ma w nim zaprawy, a szczeliny są tak wąskie, że nie wsunąłbyś w nie noża. Strop jest niski, ale się mieścisz. Opada łagodnie. Twoje oczy widzą go daleko w głąb, szarego, bez koloru, jak wszystko, co widzisz w ciemności. Latarnia Galatei oświetla tylko kilka kroków, ale na tych kilku krokach kamień jest żółty i ciepły. Po kilkudziesięciu krokach w ścianach zaczynają się pojawiać wnęki. Płytkie, wielkości człowieka, puste. Nad każdą jest wykuta w kamieniu tabliczka i każda jest wygładzona, jakby ktoś długo pocierał ją kciukiem, aż zostało tylko gładkie zagłębienie. Galatea przesuwa po jednej palcem i szybko cofa rękę.

                — Skarbnicy — szepcze. — Tu chowali skarbników. Tylko oni wiedzieli, kto ile ukradł. Zabrali tę wiedzę do grobów.

                Jej twarz w świetle latarni zaczyna płynąć. Nos się wydłuża, policzki zapadają, przez moment patrzy na ciebie ta ciemnowłosa kobieta z dnia wypłaty. Galatea chyba tego nie zauważa. Idzie dalej, a po kilku krokach znów jest złotowłosa.

                Korytarz skręca w lewo. Ostro, pod kątem prostym, jakby ktoś, kto go budował, nagle zmienił zdanie. Zanim Galatea dojdzie do zakrętu, ty już widzisz, co jest za nim. Ta sama szara posadzka, ten sam strop, a na posadzce ciemne plamy. Drobne, okrągłe, w nierównych odstępach, jakby ktoś szedł z czymś, co kapało. Ciągną się dalej, w dół. Tuż za rogiem, pod ścianą, leży coś podłużnego, wielkości palca. Potem dochodzi Galatea, latarnia wychyla się za róg i wszystko nabiera koloru. Plamy są czerwone. Ciemnoczerwone, prawie brązowe, zastygłe w twarde kropki. Pod ścianą leży ogarek świecy z tego samego czerwonego łoju, złamany wpół, z knotem zdeptanym płasko, jakby wypadł komuś z kieszeni i ktoś inny na niego nadepnął. Galatea pochyla się nad nim, a ciebie dolatuje zapach łoju, ten sam, który czułeś z góry.

                Z głębi korytarza ciągnie powietrze, odrobinę cieplejsze niż tu. Galatea prostuje się i wyciąga rękę z latarnią w stronę, w którą biegną krople. Uśmiech wrócił, tak samo za szeroki jak nad dziurą.

                — Tędy — mówi. — Widzisz? Ktoś znaczył drogę. Do skarbca zawsze się znaczy drogę.

                Za wami jest zakręt, ten pierwszy. Przed wami krople ciągną się w ciemność, dalej niż sięga twój wzrok.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                👁
                3
                • Dust MephitD Niedostępny
                  Dust MephitD Niedostępny
                  Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Dust Mephit
                  #10

                  Jakub przykuca nad posadzką. Patrzy na zaschnięte krople marszcząc brwi. Przeciera jedną z kropli dłonią, po czym rozciera ją między palcami.

                  – Pewno krew. Tylko czyja? – Mruczy do siebie.

                  Po chwili odrywa wzrok, by spojrzeć w głąb tunelu. Nasłuchuje- sam nie wie czego. Może kogoś, kto pozostawił ten ślad, a może czy nie ma tam grupy, która niedawno musiała schodzić przez dziurę. Na chwilę zerka na Galeteę, która mówi do niego z przekonaniem o gryfach. Lubi ją, jednak nauczył się już podchodzić do jej rewelacji z przymrużeniem oka. Za często się myliła, a tu na dole mogło to kosztować więcej niż poparzone dłonie. Spogląda jeszcze raz na rozepchany gruz. Nie bardzo ma ochotę mierzyć się sam na sam z czymś tej wielkości.

                  – Popytamy na górze czy to faktycznie gryf – zwraca się do Galatei łapiąc za pióro. Przygląda mu się jeszcze przez chwilę. Nigdy nie miał głowy do szczegółów, z rzadka jednak, udawało mu się zidentyfikować ślady zwierząt.

                  – Skarb, czy nie, głupio byłoby dać się czemuś zaskoczyć i wpaść w tarapaty. Łój, krew, pióra, kamienie jeszcze ciepłe... Po mojemu, to za dużo się tu dzieje żeby złazić głębiej tylko we dwoje. Przygotujemy się lepiej, może zorganizujemy więcej ludzi i wrócimy tutaj, co? Chodźmy, na dzisiaj wystarczy.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  👁
                  3
                  • Janusz PodziemiJ Niedostępny
                    Janusz PodziemiJ Niedostępny
                    Janusz Podziemi jako Bezimienny Król
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #11

                    Rozcierasz kroplę między palcami. Nie kruszy się jak skrzep. Mięknie od ciepła skóry, rozmazuje się i zostawia na opuszkach tłusty, czerwonawy ślad. Pachnie tak samo jak złamany ogarek pod ścianą. To nie krew, tylko łój. Ktoś szedł tędy ze świecą, chyba czerwoną.

                    Nasłuchujesz. Latarnia Galatei syczy cicho. Gdzieś daleko kapie woda, w równych odstępach. Przeciąg niesie ten słodkawy zapach i nic więcej.

                    Pióro jest lżejsze, niż wygląda. Wygląda jak lotka celowo przycięta ptakowi, żeby uniemożliwić odlot.

                    Galatea słucha cię do końca i ani razu nie wchodzi ci w słowo.

                    — Jasne — mówi. Za szybko. — Więcej osób. Pewnie, że tak.

                    Twarz zaczyna jej płynąć i tym razem trwa to dłużej niż zwykle. Odwraca się w stronę, w którą biegną krople, i przez chwilę stoi z wyciągniętą latarnią. Potem schyla się, podnosi obie połówki ogarka i chowa je do kieszeni fartucha.

                    — Na dowód — mówi. — Żeby nikt nie gadał, że zmyślam.

                    Wracacie tą samą drogą, wzdłuż pustych wnęk z wygładzonymi tabliczkami. Lina trzyma. Galatea wspina się gorzej, niż schodziła, i na górze długo ogląda swoje dłonie.

                    Miechy są już ciemne. W czterech kuźniach żar tli się pod popiołem. Żelazny olbrzym siedzi tam, gdzie siedział, a gnomka i krasnolud dawno poszli. Galatea odzyskuje głos, zanim odzyska oddech.

                    — Tylko nie myśl, że to nam ucieknie. Kubły tej dziury nie zamurują tak szybko, co ty. Im się nie chce przykryć studni, jak ktoś do niej wpadnie. Przyjdą za miesiąc z jedną deską.

                    Kubły znasz z widzenia. Nocna straż od ognia, wody, brudu i trupów: skórzane wiadra, bosaki, latarnie na długich kijach. Służą w niej sami nieobywatele. Co wieczór po zmierzchu idą schodami Miechów pod górę i sprawdzają, czy wszystkie paleniska są przysypane.

                    — A właściwie — Galatea prostuje się nagle — po co czekać? Kubły mają liny. Mają latarnie. Jest ich zawsze kilku. Zagadamy ich dzisiaj i zejdziemy większą kupą. Chciałeś ludzi, to masz ludzi.

                    Lina wciąż wisi w dziurze, przywiązana do pękniętego kowadła. W dole schodów, daleko, kołysze się rząd świateł. Kubły. Idą powoli, od kuźni do kuźni.

                    Galatea patrzy na ciebie i uśmiecha się szeroko.

                    — No?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    👁
                    3
                    • Dust MephitD Niedostępny
                      Dust MephitD Niedostępny
                      Dust Mephit jako Jakub „Puchaty”
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #12

                      Przez moment Jakub milczy. Przypatruje się Galatei zastanawiając się, czy jej ciekawość jest jedyną motywacją, by sprawdzić, co jest za kolejnym zakrętem tunelu. A może jest coś, o czym nie mówi?

                      – Powinnaś zadbać o te ręce – zmienia na chwilę temat, jakby liczył, że odciągnie jej uwagę od dołu, który naprawdę mógł prowadzić do kretowiska – Jak będzie się za długo goić, to może jakie zakażenie się wdać. Może jakiś znachor z maścią znajdzie się w Stubramiu, albo o bandażu trza będzie pomyśleć.

                      Puchaty odwraca wzrok w stronę Kubłów. Zapada chwila ciszy. Liczy, że może chociaż jednego z nich kojarzy bliżej. Przygląda się też, czy mają przy sobie broń w razie konieczności. W końcu wzdycha wiedząc, że znów ulega namowom Galatei. Woli jednak zejść z nią i grupą Kubłów teraz, niż dowiedzieć się za jakiś czas, że czeladniczka postanowiła zejść tam sama i nie wróciła.

                      – Ech, no dobra. Pogadam z nimi, ale potem powiesz mi, co cię tak ciągnie do tych korytarzy. Zgoda? – odpowiada zmiennokształtnej, po czym spokojnym krokiem podchodzi bliżej nocnej straży.

                      – Dobry panowie! Widzieliście tą dziurę? – Jakub wskazuje kciukiem za plecy – Z roboty właśnie wracałem z przyjaciółką. Jakieś ślady tam zobaczyliśmy. Ktoś tam na pewno złaził i tera zastanawiamy się, czy czego sobie nie zrobił. Nie chcielibyście nam pomóc sprawdzić?

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      👁
                      1

                      Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                      Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                      Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                      Zarejestruj się Zaloguj się
                      Odpowiedz
                      • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                      Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                      • Najpierw najstarsze
                      • Najpierw najnowsze
                      • Najwięcej głosów


                      • Zaloguj się

                      • Nie masz konta? Zarejestruj się

                      • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                      Powered by NodeBB Contributors
                      • Pierwszy post
                        Ostatni post
                      0
                      • Kategorie
                      • Ostatnie
                      • Tagi
                      • Popularne
                      • Świat
                      • Użytkownicy
                      • Grupy
                      • Strona startowa