Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
253 Posty 11 Uczestników 10.5k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • ReRebirthR Niedostępny
    ReRebirthR Niedostępny
    ReRebirth jako Joshua Gleeson
    napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
    #244

    Wąski, metaliczny snop latarki z karabinu Holta przeciął mrok szybu, oświetlając dach zniszczonej kabiny. Kiedy górny właz windy wyrwało z zawiasów z ogłuszającym hukiem, to, co z niego wypełzło, zamroziło krew w żyłach Gleesona. Nie było to nic, co jego umysł, nawykły do widoku korporacyjnej maszynerii, błota z kopalni czy żołnierskiego rynsztunku, potrafiłby sklasyfikować. To był żywy, płynny cień, ucieleśnienie najczystszej, nieskrępowanej niczym dzikości. Czarny kształt przelewał się przez poszarpaną stal z przerażającą, niemal senną gracją. Połyskiwał w świetle, jakby pokryty lepką, smolistą wydzieliną, a giętkie kończyny i nieludzka, obła, pozbawiona jakichkolwiek widocznych oczu głowa zdawały się pochłaniać samo światło.

    ​Zamiast sięgnąć po broń, zamiast wrzeszczeć, albo icieka,
    Joshua po prostu... Znieruchomiał.

    To było jego pierwsze zderzenie z prawdziwie obcą, pozaziemską formą życia i przez jedną, długą sekundę był całkowicie, absolutnie zahipnotyzowany. Wlepiał szeroko otwarte, przekrwione oczy w to koszmarne, surrealistyczne cielsko, czując niewytłumaczalną fuzję panicznego strachu i patologicznej fascynacji. Co za przeklęte środowisko mogło zmusić naturę do ewolucji czegoś tak doskonałego w zabijaniu? Ta jedna chora myśl przemknęła przez jego przegrzany umysł, kiedy z mroku wysunęły się długie, zakrzywione szpony.

    ​Trans przerwał ostry zgrzyt kół. Gleeson drgnął konwulsyjnie, oderwał wzrok od ksenomorfa i w całkowitej, odruchowej panice rzucił się w tył, padając ciężko na metalową podłogę ładowni. Odepchnął się nogami, niemal wpełzając w ciemność, dławiąc się świszczącym oddechem. I wtedy kątem oka dostrzegł Eliasa. Nawet nie zwrócił uwagi, że siedzi na czyiś szczątkach. Widział jak zdesperowany doktor nadludzkim wysiłkiem pchał w stronę otwartego szybu ciężki wózek transportowy z roztrzaskaną szklaną kapsułą. ​Joshua chciał uciekać dalej. Chciał wczołgać się pod najbliższy kontener i zamknąć oczy. Ale widząc zmagającego się Crowe'a – jedynego człowieka na tym przeklętym statku, który okazał mu chociaż krztę zrozumienia i z którym nawiązał bladą namiastkę więzi – coś w nim pękło. Nie zapytał, co doktor robi. Nie kalkulował, czy zrzucenie tego na bestię w ogóle odniesie jakikolwiek skutek. Empatia wygrała z egoizmem. Z mroczkami przed oczami, dygocząc cały, wgramolił się na równe nogi i doskoczył do wózka, zapierając się obok Eliasa.

    ​Ale sił po prostu nie było. Kaskada adrenaliny zaczęła zbierać mordercze żniwo. Chore, nadwyrężone serce skurczyło się boleśnie, wchodząc w dziki, nieregularny rytm. Ciśnienie tętnicze leciało w dół na łeb na szyję, a obraz przed oczami Joshuy zaczął niebezpiecznie pulsować czernią. Pchał ten przeklęty ciężar naprzód, resztkami woli, czując, jak nogi uginają się pod nim z każdym centymetrem. W jego otępiałej, dotleniającej się z coraz większym trudem głowie kołatała się już tylko jedna ponura myśl: co ostatecznie go zabije:
    Rozszarpujące wszystko szpony tej lśniącej czarnej bestii z szybu, czy jego własny, przegrzewający się właśnie organ pompujący krew... ?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • MarrrtM Niedostępny
      MarrrtM Niedostępny
      Marrrt jako Caleb Hannigan
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #245

      Wspinając się po drabince, Hannigan starał się nie oglądać za siebie. Zresztą słuch podpowiadał dostatecznie dużo. Poszycie windy przegrywało nierówną walkę z istotą na parterze. Istotą, która wydawała się rozwścieczona. Wizgi, piski i syki niosły się przeklętym echem w szybie Bleinerta. Ale kapitan nie zatrzymywał się tylko pieczołowicie krok za krokiem wspinał do otworu, z którego nawoływali Holt i Gleeson.

      Sadza dotarł... pozostało półtora metra. Obejrzał się jednak. Właz windy właśnie puścił z trzaskiem gniecionej blachy i stukiem wystrzeliwanych śrub, a wewnątrz ukazała się istota. Ta sama. Czarna. Połyskliwa. Nieludzki bezoki łeb przywodzący na myśl cyliner. Miotający się w błyskach uszkodzonego oświetlenia wnętrza windy.

      Jeszcze kawałek.

      Wydostał się.

      W jego stronę sunął podnośnik gąsienicowy pchany przez trójkę mężczyzn. Dobry plan. Stanęli z Holtem w otwartym wejściu. Istota musiała ich widzieć jeśli miała dać się złapać w pułapkę.
      - Strzelamy bliżej tylnej ściany - powiedział do Holta - żeby właził tuż pod nami!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • KetharianK Online
        KetharianK Online
        Ketharian jako Alien
        Obsługa Moderator Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #246

        text alternatywny


        Szyb windy na Bleinercie


        Hannigan zaczął strzelać krótkimi seriami, Holt poszedł natychmiast w jego ślad. Koszmarna istota w dole szybu tańczyła w pajęczynie smugowych pocisków, iskier rykoszetów i błyskach płomieni wylotowych Armatów. Wrzask bezokiego drapieżcy mroził krew w żyłach kapitana, doskonale słyszalny ponad hukiem wystrzałów i metalicznym stukotem uderzających o ściany szybu łusek.

        Czarny potwór poruszał się z nieprawdopodobną gracją i szybkością, skacząc od ściany do ściany w zawziętym wyścigu do góry, w stronę otwartych drzwi szybu na środkowym pokładzie. Niektóre pociski wystrzelone z broni kapitana uderzyły w połyskliwy korpus bestii w tej samej sekundzie, w której ewidentnie przerażony bliskością stwora Marcus Holt uniósł w górę lufę karabinu w zamiarze zmiany magazynka.

        Drapieżnik zawisł na ułamek chwili na rozpórce konstrukcji szybu, trzymając się metalowej belki jedną szponiastą łapą i balansując ogonem. Z otworów w jego gibkim ciele wybitych kulami Caleba pociekła zielonkawa krew. Obnażone szkliste zęby stwora pokryte były kleistą śliną. Ciężki but Holta oparł się o krawędź szybu. Zwolniony z chwytu magazynek Armata zaczął spadać na dach windy. Sunąc lufą w ślad za drapieżnikiem kapitan nacisnął spust trafiając czarnego czorta w dolną część drgającej konwulsyjnie paszczy.

        Karabin Hannigana umilkł po wystrzeleniu dwóch pocisków wieszcząc wyczerpanie amunicji. Stwór zaczął spadać w dół w tej samej chwili, pryskając na wszystkie strony kroplami żrącej krwi i rozkładając szeroko długie kończyny. Wylądowawszy z nieludzką gracją na dachu uszkodzonej kabiny zwinął się w kłębek niczym wąż i ześlizgnął do środka znikając w jednej chwili z pola widzenia oblanego zimnym potem Hannigana.

        - Cofnij się! - krzyknął ktoś z tyłu i ledwie Caleb z Marcusem odskoczyli na boki, do szybu wpadł ciężki gąsienicowy wózek z przymocowanymi do niego szczątkami szklanej kapsuły.

        Pojazd runął w dół i gruchnął z ogłuszającym hukiem w dach windy, zarywając go częściowo i zapadając się do połowy w pękniętej obudowie włazu.

        - Żryj stal, skurwysynu! - wrzasnął Joshua.

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        3
        • MarrrtM Niedostępny
          MarrrtM Niedostępny
          Marrrt jako Caleb Hannigan
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #247

          Z broni automatycznej strzelał dopiero trzeci raz. Z czego ostatni jakieś 10 lat temu. Nawet nie wiedział, czy prawidłowo odbezpieczył mechanizm. Jak się okazało prawidłowo. Resztę zrobiło opanowanie. Seria była idealna. Żadnej zabłąkanej kuli. Wpierw zaporowo od ściany szybu, by przykleić padalca pod nimi gdzie strzaska go sunący podnośnik. Jakby nie wierząc, że może trafić. Trafił jednak bezbłędnie. W korpus i łeb. Mimo to istota z piskliwym wrzaskiem niekłamanej agonii, który poniósł się po szybkie, zdołała umknąć z powrotem do windy.

          Usnunął siebie i Holta z drogi podnośnika, który przypieczętował los windy.
          - Już nas nie zlekceważy - mruknął z westchnieniem ulgi. Palce mu drżały. W tym drżeniu był strach przed nieznanym, które mimo srogich batów przeżyło. Ale też sprawczość. Choć nie miał wątpliwości, że już takiej serii nie powtórzy. Mimo chwili triumfu zaraz zwrócił się do chemika - Elias, miernik ruchu, sprawdź. Joshua, zamknij na razie drzwi do windy.

          Po czym spojrzał na Kalashnikova. Pchnął go w ramię by ten stanął z nim twarzą w twarz po czym odezwał się chłodno.
          - A ty Sadza... Kto. Myślał. O załodze?
          Widać było, że sprawa między nimi raczej nie skończy się na tym pytaniu.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          👍
          4
          • GreKG Niedostępny
            GreKG Niedostępny
            GreK jako Siergiej Kalashnikov
            Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #248

            Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

            text alternatywny

            Bleinert

            Chwilowo byli bezpieczni.

            Adrenalina powoli odpuszczała, zostawiając po sobie drżenie mięśni i ciężar, który nagle przygniatał go do podłogi. Sadza czuł teraz każdy przebyty szczebel drabinki, każdy szarpnięty mięsień, każde dodatkowe uderzenie serca. Jeszcze przed chwilą ciało robiło, co mu kazano. Teraz najwyraźniej uznało, że dość tego dobrego.

            Nie miał już dwudziestu lat. Ani nawet trzydziestu.

            Przetarł twarz dłonią. Palce wciąż lekko mu drżały. Na dole coś przeżyło serię z karabinu, strzały Starego, zrzucenie na łeb cholernego wózka. A oni stali tutaj, bez pewności, czy stalowa pułapka rzeczywiście zatrzymała bestię, i próbowali udawać, że sytuacja jest pod kontrolą.

            Wtedy Hannigan pchnął go w ramię.

            Sadza powoli podniósł głowę. Spojrzał na kapitana zmęczonym wzrokiem. Przez chwilę milczał, jakby ważył, czy ma jeszcze siłę na kłótnię.

            Nie miał. Ale to nie znaczyło, że zamierzał odpuścić.

            — Miałeś ich stąd zabrać. Chronić.

            Mówił cicho, bez dawnej szorstkiej furii. Każde słowo kosztowało go więcej, niż powinno.

            — Jesteś kapitanem, Hannigan. To TY odpowiadasz za załogę. Nie za to, kto pierwszy dopadnie do karabinu. Nie za to, kto bohatersko zdechnie na drabince. Za wszystkich.

            Opuścił wzrok na swoje dłonie. Zacisnął je na moment, ale zabrakło mu ochoty, by podnosić głos. Zamiast tego osunął się na podłogę i oparł plecy o ścianę. Podciągnął kolana, położył na nich przedramiona. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest wypruty z sił.

            — I po chuj tam schodziłeś?

            Podniósł wzrok z powrotem na Hannigana.

            — Miałeś ich stąd wyciągnąć. Wszystkich. A sam wlazłeś prosto pod to kurestwo. Gdybyś nie zdążył się wspiąć, co by się z nimi stało? Kto by ich stąd wyprowadził?

            Pokręcił głową. Nie było w tym triumfu ani nawet satysfakcji z tego, że mógł powiedzieć Staremu, co zrobił źle. Tylko zmęczenie i wściekłość, która nie miała już siły wybuchnąć.

            — Jebanyy velikiy shakhmatist... — wymamrotał. — Tyle ruchów naprzód, a o własnych ludziach zapomniałeś.

            Oparł głowę o ścianę i przymknął oczy na krótką chwilę. Potem uniósł wzrok na Hannigana.

            — I co teraz, Stary? Zdegradujesz mnie za niesubordynację?

            Kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie. Nie był to uśmiech.

            — Jak skończysz, to może ustalimy, jak stąd wyjść. Zanim to kurestwo znajdzie sobie nową drogę na górę.

            Nagle otworzył oczy. Coś jeszcze nie dawało mu spokoju. Uniósł rękę i wskazał palcem zamknięte drzwi windy.

            — Tam... To coś, ktoś... twierdził, że pomoc jest w drodze. Tylko coś mu kurewsko długo schodzi. Blyat'!

            Oparł głowę o ścianę i ponownie przymknął oczy. Nie zasypiał. Po prostu próbował zebrać siły, zanim znów będą musieli uciekać.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥
            3
            • MarrrtM Niedostępny
              MarrrtM Niedostępny
              Marrrt jako Caleb Hannigan
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #249

              Hannigan nie przerywał technikowi. Rzadko kiedy przerywał ludziom. Nawet jeśli gadali od rzeczy, mieli prawo się wypowiedzieć. A Hannigan cenił sobie zdanie załogantów. Nawet głupie. Nawet pozornie głupie. Technik w kosmosie był kimś ważnym. Był sto razy ważniejszym niż sto agentek Le Fey. Oczywiście agentka mogłaby sobie kupić na planecie stu techników. Ale W TRAKCIE LOTU życie załogi było w rękach techników. W kosmosie non stop coś się psuło. I nie można tu było kupić nowej rzeczy. Albo się to zreperowało i doleciało na oparach, albo próżnia pokazywała ile warte jest ludzkie życie w temperaturze zera absolutnego. Jeden opar ostatniego tchu. Dlatego wysłuchał Sadzy do końca z uwagą. Po czym powtórzył.
              - Kto. Myślał. O załodze, Sadza? - powtórzył twardo i z naciskiem. - Joshua. W 5 sekund obszedł blokadę i otworzył drzwi. Elias. Informował cię z miernikiem na bieżąco. Holt. Osłaniał nas. Ty. Zabrałeś jedyną windę. I poszedłeś ratować toster. Kto. Myślał. O załodze, Sadza?

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              4
              • GreKG Niedostępny
                GreKG Niedostępny
                GreK jako Siergiej Kalashnikov
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #250

                Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                text alternatywny

                Bleinert

                Sadza patrzył na kapitana spod ciężkich powiek. Przez chwilę milczał, jakby naprawdę rozważał jego słowa. Albo po prostu próbował zebrać siły, żeby odpowiedzieć.

                — Joshua otworzył drzwi. Elias informował. Holt osłaniał. Dobrze. — Przesunął językiem po spierzchniętych wargach. — A kto miał pilnować tego, co wsiądzie do windy?

                Skrzywił się i pokręcił głową.

                — Kazałeś zesłać kabinę na dół. Jak sobie to wyobrażałeś? Coś wsiadłoby do środka i gdyby na górze się okazało, że to chyort, to byśmy mu powiedzieli, że pomylił piętra?

                Przetarł dłonią oczy. Nie próbował nawet ukrywać zmęczenia.

                — Toster? Może. Nieważne czy człowiek czy droid. Ale to coś, co mogło nam powiedzieć, co się tu, kurwa, dzieje. To coś co przeżyło wystarczająco długo. Co zna statek. Mogło dać nam przewagę. Podjąłem to ryzyko.

                Podniósł wzrok na Hannigana.

                — A ty, Stary? Po co zszedłeś na dół? Żeby też ratować załogę? Czy żeby samemu sprawdzić, co tam siedzi?

                Nie podniósł głosu. Nie miał już na to siły.

                — Nie mówię, że zrobiłem wszystko dobrze. Ale nie wciskaj mi, że tylko ja podejmowałem ryzyko. Ty jesteś kapitanem. To ty masz pilnować, żebyśmy nie musieli wszyscy naraz robić za bohaterów. Nie ryzykuj życia wszystkich za jednego. Oni cię potrzebują Hannigan. Jak nigdy wcześniej.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                🤝
                4
                • MarrrtM Niedostępny
                  MarrrtM Niedostępny
                  Marrrt jako Caleb Hannigan
                  Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                  #251

                  Ponownie wyciągnął ramię, ale tym razem już nie pchnął, a złapał mocno. Lekko potrząsnął. Ale nie agresywnie. Raczej otrzeźwiająco. Jak pijanego kompana. Łowiąc jego zmęczony i zniechęcony do tej wymiany zdań wzrok. Bezlitośnie łowiąc i łapiąc.
                  - Zszedłem po ciebie Sadza. Jesteś moją załogą. Jesteś starszym technikiem i pierwszym oficerem. Nie z dupy. Z mianowania i z logicznego pionu dowodzenia. Ciebie też potrzebują. A ty jak się przekonałeś, ich. Nie ryzykujesz więcej. Ani ich życia, ani mojego. Ani swojego. Na dole mógł być toster Weylanda. To najlogiczniejsze. Nikt żywy nie przeżyłby w otwartej przestrzeni Bleinerta. Jeśli są tu żywi, to schowani. I napewno nie wędrują w pojedynkę niosąc pomoc. Poza tym... - zastanawiał się nad jeszcze jedną możliwością. I czy mówić o niej załodze. Nie zrobiłby tego normalnie, ale tym razem byli w sytuacji kryzysowej. I obiecał. - To może być Adam. Ale nie pomożemy mu. Nie teraz. On akurat ma większe szanse w pojedynkę. Jeśli jeszcze działa.
                  Westchnął i zwrócił się do pozostałych mężczyzn.
                  - W szybie jest drabinka. A my musimy być w ruchu. Elias - przeszedł dość gładko na zwracanie się do reszty po imieniu - Jeśli na mierniku spokój to pójdziemy nią na górę - Holt, poprowadzisz. Za tobą Joshua, żeby otworzył drzwi. Zrobisz mu tam miejsce. Potem Elias, Sadza i ja.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥
                  4
                  • ReRebirthR Niedostępny
                    ReRebirthR Niedostępny
                    ReRebirth jako Joshua Gleeson
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                    #252

                    Kiedy ciężki wózek runął w przepaść szybu, pociągając za sobą huk gniecionego metalu, z Joshuy uszły absolutnie wszystkie siły. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Opadł ciężko na zimną, usianą łuskami podłogę ładowni tuż obok dyszącego Eliasa, opierając plecy o stalową grodź. Był całkowicie otępiały, wyprany z jakichkolwiek emocji poza miażdżącym zmęczeniem. Całkowicie zignorował wybuchającą właśnie nad krawędzią szybu wściekłą kłótnię między powracającym kapitanem a Sadzą.

                    ​– Doktorze? – wychrypiał, nie patrząc nawet na naukowca, wlepiając pusty wzrok gdzieś w mrok pomieszczenia. – Ja chyba nie dam już rady. Co mogę jeszcze zrobić? To za dużo... Za dużo.

                    Serce w jego klatce piersiowej przypominało zacierający się tłok, odzywając się tępym bólem przy każdym, najpłytszym wdechu. W mroczkach przed oczami zamajaczyła mu pokryta smarem twarz siostry i wspomnienie obietnicy, którą złożył jej przed wylotem. Obiecał, że wróci z kredytami, że w końcu wyrwie ich oboje z rdzewiejących trzewi kolonii. Tylko to jedno wspomnienie, niczym napięta stalowa linka, trzymało go jeszcze w ryzach, nie pozwalając mu po prostu zamknąć oczu i oddać się ciemności.

                    Przez otępienie przebił się w końcu twardy, wojskowy ton Hannigana, wydającego kolejne rozkazy. Wspinaczka w górę. Zablokowanie drzwi. Joshua zacisnął zęby, zaparł się dłońmi o pokład i z ogromnym wysiłkiem dźwignął na drżące nogi. Powłócząc stopami niczym wrak człowieka, ruszył powoli w stronę szybu. Mijając dowódcę, zatrzymał się na ułamek sekundy i spojrzał na dymiącą lufę jego karabinu

                    ​– Zabiłeś to? – zapytał głucho, ze zrezygnowaniem. Nie czekał nawet na odpowiedź. Znał ją, widząc napięcie na twarzach dowódcy i Holta. Koszmar wciąż żył.

                    Podszedł do wyrwy i oparł dłoń na obudowie roztrzaskanego wcześniej panelu. Spojrzał w dół, na zablokowany zrzuconym wózkiem i przysypany gruzem dach zrujnowanej windy, a następnie zadarł głowę w czarną gardziel szybu, szukając wzrokiem zarysów wyższego pokładu. Wypuścił z płuc długie, bolesne westchnienie.

                    ​– Kapitanie – odezwał się spokojnym, pozbawionym złudzeń głosem – Nic z dołu tu przez windę nie wyjdzie. Nasz wózek zaklinował wyjście z kabiny na amen. A jeśli chodzi o wspinaczkę... Na górze są dokładnie takie same, żelaznr drzwi szybu jak tu. Tyle że ich panel sterowania znajduje się po drugiej stronie, na korytarzu tamtego pokładu. Nie znam się na telepatii, więc jeśli nie mamy palnika plazmowego albo sprzętu do siłowego otwarcia grodzi, to nie przejdziemy na piętro. Może spróbujmy inną drogą?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • PiołunP Online
                      PiołunP Online
                      Piołun jako Elias Crowe
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #253

                      Crowe osunął się na moment przy grodzi obok Joshuy. Tylko na moment. Tylko by złapać oddech. Dopiero kiedy plecy dotknęły chłodnego metalu, poczuł, jak bardzo przepychanie podnośnika wyssało z niego siły. Mięśnie ramion pulsowały tępym bólem, dłonie drżały od przeciążenia, a oddech wciąż nie chciał wrócić do właściwego rytmu. W uszach dudnił mu jeszcze huk ciężkiej platformy spadającej w dół szybu, zwielokrotniony przez metalowe ściany statku tak mocno, że przez kilka sekund miał wrażenie, jakby całe wnętrze Bleinerta nadal nieco drżało.

                      Gdy technik odezwał się obok niego, Elias odwrócił ku niemu głowę. Przez chwilę nic nie mówił. Gleeson wyglądał źle, znacznie gorzej niż jeszcze kilka minut wcześniej. Nie chodziło nawet o pot, drżenie dłoni czy ten charakterystyczny, urywany oddech, kiedy zbyt długo funkcjonuje się na samej adrenalinie. W tonie głosu dało się wyczuć, że jest blisko krawędzi. Należało go od niej odciągnąć i tego właśnie spróbował.
                      – Nie musisz teraz robić wszystkiego – odezwał się cicho, zmęczonym głosem, bardziej rzeczowo niż pocieszająco. – Wystarczy, że zrobisz następną rzecz. Dasz radę, Gleeson.

                      Może nie wspiął się na wyżyny erudycji, by dodać mu otuchy, ale też nie miał teraz do tego głowy. Potrzebował po prostu, żeby Joshua uwierzył w te słowa jeszcze przez kilka następnych minut. Być może tylko tyle dzieliło ich wszystkich od wydostania się z tego miejsca. Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo głos Hannigana ponownie rozległ się w ładowni i przywołał Crowe’a do obowiązków. Elias sięgnął po detektor, oparł dłoń o gródź i podniósł się z wyraźnym wysiłkiem. Uruchomił kolejny skan, tym razem spokojniej, metodycznie przesuwając urządzenie tak, by objąć możliwie największą część ładowni i przestrzeń wokół szybu. Jeszcze niedawno pusty ekran uznałby za dobrą wiadomość. Teraz patrzył na niego z podejrzliwością.

                      Kapitan chciał wspiąć się po drabince, ale kiedy Joshua zwrócił uwagę, że drzwi wyższego poziomu mają panel po niewłaściwej stronie, nie sposób było odmówić mu trzeźwego myślania. Przez moment śledził wzrokiem kolejne szczeble drabinki niknące w półmroku, próbując wyobrazić sobie całą grupę wiszącą tam jeden za drugim, zamkniętą pomiędzy stalowymi drzwiami nad głowami a tym czymś, co przed chwilą potraktowali karabinem i gąśienicową platformą. Nie spodobał mu się ten obraz.
                      – Joshua ma rację. Szybem możemy wejść wyżej, ale bez możliwości otwarcia tych drzwi tylko zamienimy jedną pułapkę na drugą – rzucił do Hannigana, znów opuszczając wzrok na ekran detektora. – Trzeba znaleźć przejście z tego poziomu.

                      Przez chwilę jeszcze obserwował odczyt, nie ufając ani pustce na wyświetlaczu, ani względnemu spokojowi, który zapadł wokół nich. Po tym, co zobaczyli na tym statku, żadna droga nie wydawała mu się już naprawdę bezpieczna. Mogli co najwyżej wybrać tę, która dawała im trochę więcej czasu.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3

                      Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                      Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                      Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                      Zarejestruj się Zaloguj się
                      Odpowiedz
                      • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                      Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                      • Najpierw najstarsze
                      • Najpierw najnowsze
                      • Najwięcej głosów


                      • Zaloguj się

                      • Nie masz konta? Zarejestruj się

                      • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                      Powered by NodeBB Contributors
                      • Pierwszy post
                        Ostatni post
                      0
                      • Kategorie
                      • Ostatnie
                      • Tagi
                      • Popularne
                      • Świat
                      • Użytkownicy
                      • Grupy
                      • Strona startowa