XIII - Martwa godzina
-
Let's talk
Vivienne, Alejandro

Agenci zajęli miejsca przy stoliku. Obaj obdarzyli parę kolejnym wymuszonymi i sztucznie przymilnymi uśmiechami. W ich aparycji i zachowaniu było coś zimnego, apatycznego i budzącego naturalną chęć ucieczki. Trudno powiedzieć, czy tak działał sam autorytet odznaki agenta federalnego, czy stało za tym coś innego.
-Prowadzimy śledztwo w sprawie zaginięcie pana Dereka O’Hary - zaczął wyjaśniać Dominic Cole - Na początek chciałem zapytać w jaki sposób poznaliście pana Granta i w jakim celu się z nim umówiliście?Mężczyzna zrobił długą pauzę. Cisza, jaka zapanowała przy stoliku napawała oboje agentów XIII-tki, dziwnym niepokojem. Oboje mieli wrażenie, że za Cole’em stoi tajemnica, która mrozi krew w żyłach. Być może uczucie to było przesadzone, lekko paranoiczne i wynikające z nagłego pojawienia się FBI na miejscu spotkania, ale krótka wymiana spojrzeń pozwoliła im utwierdzić się w przekonaniu, że oboje czują to samo.
-Proszę się nie obawiać - wtrącił drugi agent, Tomas Bender - Przepraszam za ton głosu mojego partnera. Dominic może i jest szorstki w obyciu, ale musicie państwo wiedzieć, że nikomu tak nie zależy na odnalezieniu Dereka, jak jemu. Mam świadomość, że osobiste zaangażowanie w sprawę często przeszkadza w jasnej ocenie sytuacji, ale dlatego jestem tu z nim, aby pomóc mu trzymać emocje na wodzy.
Cole lekko zmrużył powieki i posłał pełne złości spojrzenie swojemu partnerowi. Gra służb stara, jak świat. Dobry i zły glina w wersji - “jestem wredny, bo Derek to mój kumpel. Lepiej mówcie prawdę, bo nie ręczę za siebie”.
-
– Derek przyszedł do mnie kilka miesięcy temu, bo interesowały go rozkłady tarota – odezwała się, zanim Alejandro zdążył odpowiedzieć. Jej spojrzenie zatrzymało się na Cole’u. – Początkowo były to zwykłe konsultacje. Rozmawialiśmy o kartach, ich znaczeniu. Zaczął przychodzić częściej.
Na moment zawiesiła głos, nadal nie odrywając swojego przenikliwego spojrzenia od agenta.
– Mieliśmy się jeszcze zobaczyć, miał opłacone sesje. Derek nie pojawił się na umówionym spotkaniu i przestał się odzywać. Zaczęłam się martwić, więc poprosiłam o pomoc kolegę – dodała, wykonując delikatny ruch głowy w stronę Alejandro, nadal jednak świdrując spojrzeniem agenta od którego biła nieprzyjazna aura. – A teraz zastanawiam się w jakie kłopoty się wpakował skoro szuka go FBI?
-
Let's talk
Vivienne, Alejandro
Po słowach Vivienne, mężczyźni wymienili szybkie spojrzenia. Jej odpowiedź wyraźnie ich zaskoczyła. Szybko jednak obaj na powrót przybrali pokerowe miny. Nie odpowiedzieli od razu. Przez chwilę przyglądali się Vivienne, jakby próbowali rozstrzygnąć, czy rzeczywiście nie rozumie ona powagi sytuacji, czy też świadomie omija część pytania.
-Szanowna pani - odezwał się w końcu Cole - Nie pytałem o to, w jaki sposób poznała pani Dereka O’Harę. Interesuje nas w tej chwili Lionel Grant.
Bender lekko przysunął się z krzesłem do stolika, tym samym skracając dystans do kobiety. Przelotnie zerknął na Hernandeza, jakby to głównie jego reakcja interesowała go w tym momencie najbardziej.
-Rozumiemy, że zniknięcie O’Hary jest dla pani niepokojące. Nam także przede wszystkim zależy na odnalezieniu Dereka. Jesteśmy jednak tutaj, ponieważ chcemy ustalić, co łączyło państwa z Grantem i czego miało dotyczyć to spotkanie?Cole odchylił się na oparcie. Wykonał ten gest, jakby tym samym chciał potwierdzić, że wiodącą rolę w przesłuchaniu przekazuje swojemu partnerowi.
W tym momencie Hernandez kątem oka zauważył ruch na balkonie, który przykuł jego uwagę. Kiedy obrócił głowę w tamtą stronę, dostrzegł mężczyznę chowającego się za kolumną. Teksańczyk wyraźnie widział w jego dłoniach aparat fotograficzny. -

H. Washington Library Center
Alejandro udał, że nie zauważa dyskretnego fotografa, zmienił pozycję na krześle opierając obie ręce łokciami o krawędź stolika i splatając dłonie palcami.
- Szukamy kogoś, kto miał jako ostatni kontakt z Derekiem O’Harą i kto mógłby rzucić więcej światła na jego zniknięcie. Jestem prywatnym detektywem z licencją i pewnymi kontaktami w tym mieście. Nie było trudnym do ustalenia, że Lionel Grant jest jednym z ostatnich osób, do których dzwonił O’Hara. On sam w niczym nas nie interesuje, tylko jego związek ze znajomym mojej klientki. Sprawdzamy źródła informacji, Grant wydaje nam się najbardziej obiecującym.
Hernández przesunął wzrokiem po twarzach obu agentów, potem spojrzał uspokajająco na Vivienne.
- Oczywiście w tych okolicznościach na usta ciśnie się pytanie czy Grant jest dla nas wciąż osiągalny i dlaczego zamiast niego spotykamy się z agentami Biura? Podsłuchujecie jego telefon? Jest objęty federalnym dochodzeniem?
-
That’s all
Przez kilka chwil trwała niema wymiana spojrzeń ponad kawowym stolikiem. Hernandez starał się dodać otuchy Vivienne. Ta podejrzliwie zerkała na agentów, próbując jak najwięcej wyczytać z ich twarzy, mowy ciała i bijącej od nich energii. Cole i Bender patrzyli natomiast na siebie, jakby prowadzili poważny dialog bez użycia słów.
Ktoś stojący z boku mógłby odnieść wrażenie, że oto rozgrywa się partia psychologicznych szachów. I po prawdzie tak właśnie było.
Dominic Cole wymownie uniósł brwi, dając partnerowi znak, by to on zabrał głos.
-W innych okolicznościach zapewne docenilibyśmy pana przenikliwość i dociekliwość, panie Alvarez. Niestety sytuacja jest zbyt poważna, żebyśmy mogli pozwolić sobie na podobną swobodę. Dlatego jesteśmy zmuszeni poprosić państwa, abyście powstrzymali się od dalszych poszukiwań Dereka O’Hary i nie podejmowali prób kontaktu z Lionelem Grantem.Bender zrobił krótką pauzę, po czym spojrzał na Vivienne.
-Odnalezieniem Dereka zajmiemy się my. Proszę mi wierzyć, traktujemy tę sprawę priorytetowo i dokładamy wszelkich starań, żeby jak najszybciej ustalić, co się z nim stało. Natomiast Grant… cóż, choć ma pan rację, panie Alvarez, że był jednym z ostatnich ludzi, którzy widzieli O’Harę, to nie jest to człowiek, z którym powinniście mieć do czynienia na własną rękę. Jest niebezpieczny i nieobliczalny. Lepiej, żebyście…
-Nie ma co owijać w bawełnę - przerwał mu Cole, wyraźnie zniecierpliwiony przydługą tyradą. -To zwykły ćpun, który za działkę cracku sprzedałby własną matkę. Ćpun i wariat. I zanim zaczniecie się zastanawiać, czy nie przesadzam, ma na to papiery. Nie mówię tego, żeby go obrażać.Cole wstał i szybkim ruchem sięgnął do kieszeni płaszcza. Wyjął wizytówkę i położył ją na stoliku.
-Gdybyście przypadkiem czegoś się dowiedzieli, proszę zadzwonić.
Rzucił porozumiewawcze spojrzenie partnerowi. Bender również podniósł się z krzesła.
-Z naszej strony to wszystko na ten moment - powiedział. - Liczę na państwa rozsądek i rozwagę.
Skinął głową na pożegnanie.
-Do widzenia - rzucił Cole i ruszył za partnerem.
-
Przez chwilę w ciszy spoglądali za oddalającymi się sylwetkami dwóch agentów. Dopiero gdy oddalili się na tyle, by znaleźć się poza zasięgiem słuchu, Viv spojrzała na wizytówkę leżącą na stole i sapnęła, targając z frustracją rude loki:
– Ugh, nie podoba mi się aura tego człowieka – mruknęła, patrząc na spoczywającą na stoliku wizytówkę tak wrogo, jakby ta osobiście ją uraziła.
– Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? – mówiąc to, rozejrzała się niespokojnie po atrium, marszcząc brwi. W końcu ponownie zwróciła się do Alejandro:
– Możemy stąd iść? Nie wiem dlaczego, ale czuję się nieswojo.
-
Tomas jeszcze raz spojrzał na mapę, po czym odchylił się na krześle i potarł zmęczone oczy. Im dłużej analizował zebrane dane, tym trudniej było mu uwierzyć, że wszystkie te zaginięcia nie miały ze sobą nic wspólnego. Poszczególne tropy nadal pozostawały niepewne, ale coraz więcej z nich zdawało się prowadzić w okolice tego samego punktu. Nie miał jeszcze podstaw, by wyciągać ostateczne wnioski. Potrzebował kogoś, kto pomoże mu zweryfikować przynajmniej część informacji.
Sięgnął po telefon i odszukał numer Debbie.
— Słuchaj, mam jeszcze jedną prośbę — zaczął, gdy policjantka odebrała. — Mówiłaś, że O’Hara pożyczał pieniądze. Wiesz może, gdzie ostatnio bywał? Mam na myśli jakieś bary, lokale, miejsca, w których mógł spotykać się ze znajomymi.
Wysłuchał odpowiedzi, od czasu do czasu przytakując.
— Dobra, dzięki. A gdybyś mogła jeszcze ustalić, czy Barry Gaetz znał go prywatnie, czy raczej łączyły ich interesy, byłbym wdzięczny. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków na podstawie samych plotek.
Po zakończeniu rozmowy Tomas przez chwilę obracał telefon w dłoni. Nie zamierzał od razu konfrontować Barry’ego z podejrzeniami ani tym bardziej wspominać o swoich analizach. Jeśli mężczyzna rzeczywiście miał coś wspólnego z O’Harą, bezpośrednie pytania mogły jedynie sprawić, że zamknie się w sobie.
Lepszym rozwiązaniem wydawało się spotkanie w neutralnym miejscu. Zwykły bar, swobodna rozmowa i odpowiednio dobrana historia mogły dać mu szansę na poznanie człowieka, zanim zacznie zadawać właściwe pytania. Mógł przedstawić się jako ktoś, kto znał O’Harę z dawnych czasów i próbował odnowić z nim kontakt, być może jako dawny współpracownik. Nie musiał od razu odsłaniać wszystkich kart.
Oczywiście, pozostawała kwestia tego, czy Barry w ogóle zechce się z nim spotkać.
Tomas wrócił do komputera i otworzył dokument z notatkami. Na górze strony dopisał nazwisko Gaetza, a pod nim krótką listę pytań, które chciał zadać podczas rozmowy. Przede wszystkim interesowało go, kiedy Barry ostatnio widział O’Harę, w jakich okolicznościach pożyczył mu pieniądze i czy przed zaginięciem wydarzyło się coś nietypowego.
Reszta mogła poczekać.
Najpierw musiał doprowadzić do spotkania.Tomas spojrzał na ekran telefonu, na którym wciąż miał zapisane namiary na Barry’ego Gaetza. Przez chwilę obracał urządzenie w dłoni, zastanawiając się, jak poprowadzić rozmowę, żeby nie zabrzmieć zbyt oficjalnie ani nie wzbudzić niepotrzebnych podejrzeń. Nie miał pojęcia, jakim człowiekiem okaże się Barry. Wiedział jedynie, że pożyczył O’Harze sporą sumę pieniędzy, a to czyniło go jednym z niewielu ludzi, którzy mogli wiedzieć coś o ostatnich dniach zaginionego.
W końcu odnalazł numer i nacisnął zieloną słuchawkę.
Po kilku sygnałach usłyszał męski głos.
— Barry Gaetz?
— Przy telefonie. Kto mówi?
— Tomas Jefferson. Dzwonię w sprawie O’Hary.
Przez moment zamilkł, dając rozmówcy czas na skojarzenie nazwiska.
— Z tego, co słyszałem, znacie się całkiem dobrze. Pracuję dla niego i od kilku dni nie mogę się z nim skontaktować. Na początku pomyślałem, że może po prostu gdzieś wyjechał albo ma coś pilnego na głowie, ale zaczyna mnie to niepokoić. Nie należy do ludzi, którzy znikają bez słowa.
Tomas zerknął na dokumenty rozłożone na biurkuTomas spojrzał na ekran telefonu, na którym wciąż miał zapisane namiary na Barry’ego Gaetza. Przez chwilę obracał urządzenie w dłoni, zastanawiając się, jak poprowadzić rozmowę, żeby nie zabrzmieć zbyt oficjalnie ani nie wzbudzić niepotrzebnych podejrzeń. Nie miał pojęcia, jakim człowiekiem okaże się Barry. Wiedział jedynie, że pożyczył O’Harze sporą sumę pieniędzy, a to czyniło go jednym z niewielu ludzi, którzy mogli wiedzieć coś o ostatnich dniach zaginionego.
W końcu odnalazł numer i nacisnął zieloną słuchawkę.
Po kilku sygnałach usłyszał męski głos.
— Barry Gaetz?
— Przy telefonie. Kto mówi?
— Tomas Jefferson. Dzwonię w sprawie O’Hary.
Przez moment zamilkł, dając rozmówcy czas na skojarzenie nazwiska.
— Z tego, co słyszałem, znacie się całkiem dobrze. Pracuję dla niego i od kilku dni nie mogę się z nim skontaktować. Na początku pomyślałem, że może po prostu gdzieś wyjechał albo ma coś pilnego na głowie, ale zaczyna mnie to niepokoić. Nie należy do ludzi, którzy znikają bez słowa.
Tomas zerknął na dokumenty rozłożone na biurkuJeśli Barry miał jakieś informacje, łatwiej byłoby je uzyskać podczas zwyczajnej rozmowy niż przez telefon, kiedy każde pytanie mogło zabrzmieć podejrzanie.
— Pomyślałem, że moglibyśmy spotkać się gdzieś na mieście. Jest taki bar, The Rusty Nail, niedaleko centrum. Można spokojnie usiąść, zamówić coś do picia i pogadać bez pośpiechu. Może przypomni sobie pan coś, co pomoże mi go znaleźć. Co pan na to? Dzisiaj wieczorem miałby pan chwilę? Kolejka oczywiście na mój koszt.
Tomas umilkł i przyłożył telefon mocniej do ucha, czekając na odpowiedź. Nie zamierzał naciskać, jeśli Barry odmówi. Na razie zależało mu przede wszystkim na tym, by doprowadzić do spotkania i dowiedzieć się, co mężczyzna miał do powiedzenia o zniknięciu O’Hary.
-
Daniel przez dłuższą chwilę patrzył na zapisane przez nich informacje, a potem ponownie na czarną skrzynkę ukrytą we wnęce. Im więcej odkrywali, tym dziwniej wyglądała cała sprawa. Komputer O’Hary nie był po prostu samotnym stanowiskiem schowanym na strychu. Regularnie łączył się z czymś poza mieszkaniem, a wszystko wskazywało na to, że Derek miał dostęp do części sieci XIII, do której raczej nie powinien móc dostać się sam. Ktoś musiał mu w tym pomóc albo przynajmniej dokładnie go poinstruować.
– Chyba jestem za drugą opcją – odezwał się w końcu, zerkając na Simona. – Może spróbujmy najpierw ustalić, co jest po drugiej stronie tego połączenia.Nie widział większego sensu w dalszym grzebaniu w zabezpieczeniach tylko dlatego, że być może byli w stanie je obejść. Im bardziej skomplikowany okazywał się cały system, tym mniej podobał mu się pomysł sprawdzania metodą prób i błędów, co O’Hara przygotował na wypadek nieproszonego gościa. Wiedzieli już, że jego komputer regularnie komunikował się z czymś poza mieszkaniem. Teraz ważniejsze wydawało się ustalenie, gdzie prowadziło to połączenie i kto znajdował się po jego drugiej stronie.
– Jestem cholernie ciekawy, kto mu to zbudował i dał dostęp do sieci XIII. Masz jakieś pomysły? – zapytał, zabierając się do pracy. Odsunął się nieco od stanowiska i jeszcze raz spojrzał na poprowadzone wokół niego przewody. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak kolejny element technicznego bałaganu, ale po bliższych oględzinach było dokładnie odwrotnie.Daniel już otwierał usta, żeby zasugerować, jak najlepiej zabrać się do dalszej pracy, kiedy z dołu dobiegł ciężki głos.
– FBI! Otwierać!
Zamilkł natychmiast i posłał szybkie spojrzenie w stronę Simona. Nie spanikował. Lata spędzone w wojsku nauczyły go, że w takich chwilach najgorsze, co można zrobić, to pozwolić zaskoczeniu przejąć kontrolę. W jego głowie coś przeskoczyło niemal automatycznie i z technika przeobraził się w wojskowego. Pojawienie się federalnych drastycznie ograniczało ich możliwości. Daniel zerknął w stronę włazu prowadzącego na korytarz. Z dołu dochodziły kolejne głosy oraz odgłosy poruszających się ludzi. Nie wiedział jeszcze, ilu dokładnie agentów znajdowało się w budynku, jak szybko dostaną się do mieszkania ani kiedy zainteresują się samym strychem, ale jedno było już jasne. Czas na spokojne oględziny właśnie się skończył.Daniel przez moment jeszcze patrzył na stanowisko, szybko przeliczając w głowie, co właściwie mogli zrobić w czasie, który im pozostał. Zostawienie wszystkiego w obecnym stanie oznaczało ryzyko, że za kilka minut dostęp do sprzętu O’Hary zostanie im całkowicie odcięty. Z drugiej strony nie mieli już warunków, żeby spokojnie rozbierać całą instalację. Spojrzał na Simona.
– Ile z tego jesteśmy w stanie zabrać na szybko? – zapytał cicho. – Mamy najwyżej parę minut.Sam zaczął już zbierać ich własny sprzęt i upewniać się, że wszystkie przechwycone dane zostały zapisane. Jeśli mieli wynieść coś więcej, wolał zostawić Simonowi decyzję, które elementy da się odłączyć bez ryzyka ich uszkodzenia. Czarna skrzynka, nośniki danych, może któryś z dodatkowych modułów. Cokolwiek, co później pozwoliłoby im odtworzyć część pracy O’Hary albo dokładniej przeanalizować jego połączenia.
– Skup się, Simon, i pryskamy stąd. Musimy zniknąć, zanim ktoś na dole przypomni sobie, że ten budynek ma też strych.
Daniel jeszcze raz spojrzał w stronę włazu. Jeśli droga na korytarz pozostawała wolna, zamierzał zejść z Simonem i spróbować opuścić budynek, zanim sytuacja zdąży się bardziej skomplikować. W najgorszym razie mogli udawać, że po prostu wychodzą z jednego z mieszkań. W końcu żaden z nich nie miał wypisanego na czole „agent XIII”. Pakując naprędce swoje graty, poczuł, jak mocno serce tłucze mu się w piersi. Dawno nie działał pod taką presją czasu i z tak wyraźnym zastrzykiem adrenaliny, ale gdzieś pod napięciem czaiło się też coś jeszcze. To ryzyko i balansowanie na ostrzu noża podobały mu się bardziej, niż byłby skłonny przyznać. -

H. Washington Library Center
Hernández odprowadził obu agentów spojrzeniem zmrużonych oczu, potem zaś odwrócił się w stronę Vivienne dotykając jej ramienia i ściskając wymownie jej ramię.
- Zadzwoń do Becki i przekaż jej, że Grant jest spalony - rzucił do towarzyszki - FBI podsłuchuje jego telefon i najpewniej sprawdza już mój. Cała sekcja musi przejść na nowe numery, jedynie twój powinien być bezpieczny. Zaraz wracam.
Latynos podniósł się ze swojego miejsca, ruchami pozornie rozluźnionymi i spokojnymi, ale z wzrokiem myszkującym po sali, gotów przyspieszyć kroku w razie potrzeby.
Spóźnił się. Kimkolwiek był człowiek fotografujący z ukrycia spotkanie agentów XIII z przedstawicielami Biura, zdążył dyskretnie wycofać się z bezpośredniego otoczenia Hernándeza. Aleksandro przystanął obok kolumny, za którą chował się podglądacz, przesunął rozczarowanym wzrokiem po wnętrzu wypełnionego dźwiękami cichych rozmów pomieszczenia.
Fotograf definitywnie zniknął, ale jakieś irracjonalne przeczucie podpowiadało agentowi, że obaj się jeszcze spotkają w przyszłości.
Spotkanie w bibliotece dobiegło końca. Latynos zawrócił do stolika Vivienne kiwnięciem głowy dając profesor do zrozumienia, że przyszła pora na wyjście z budynku.
-
Vivienne spojrzała na Alejandro z wyraźnym zaskoczeniem, kiedy ścisnął jej ramię. Przez moment miała ochotę zaprotestować, że przecież nie ma pojęcia, czy FBI rzeczywiście podsłuchuje telefon Granta, ale widok jego skupionej twarzy powstrzymał ją przed komentarzem.
Odprowadziła go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę balkonu, przez chwilę ważąc jego słowa i zastanawiając się czy mężczyzna ma rację z tymi podsłuchami i czy powinna dzwonić do Becki. Nie była przecież agentem XIII – i tak była tutaj na doczepkę. Westchnęła, wyjęła telefon z kieszeni płaszcza i wybrała numer.
– Hej, tu Viv. Coś dziwnego się właśnie wydarzyło…
Wyszli z budynku na mroźne, zimowe powietrze, które bezlitośnie wdarło się w poły płaszcza Vivienne. Ciaśniej się nim owinęła i naciągnęła czapkę na głowę zanim skierowali się powoli do miejsca gdzie zostawili auto. Przez chwilę szli w milczeniu. W końcu Viv powtórzyła pytanie na które nie dostała odpowiedzi w atrium:
– Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? Że to niebezpieczny ćpun i wariat? Trochę dziwne, że FBI podsłuchiwałoby telefon zwykłego wariata… Swoją drogą dlaczego się nie pojawił? Myślisz, że wiedział o FBI i ich pojawienie go spłoszyło?
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się