[VtDA] Le Roi est mort
-

Simon uśmiechał się dyskretnie słysząc pełne oburzenia rozmowy jego gości na temat traktatu z Jaffy.
‘Nadęci hipokryci…’ – Pomyślał popijając wino z kielicha. Gdyby ich wsparcie dla sprawy było chociaż w połowie tak żarliwe jak toczone właśnie dyskusje to już nie tylko Jerozolima, ale znacznie więcej miast byłoby oswobodzone spod jarzma heretyków. Gdyby Ryszard Lwie Serce miał więcej ludzi i zasobów, a władcy chrześcijańscy przestali toczyć jakieś wewnętrzne gry i zjednoczyli się w słusznej sprawie to szybko zepchnęlibyśmy tych pogan jeszcze dalej. Natomiast zdaniem księcia po uwzględnieniu wszystkich czynników sam traktat można było uznać za duży sukces krucjaty – wojska wroga były liczne i walczyły z dużą zawziętością, a same warunki dla przeciętnego europejskiego rycerza były wręcz ekstremalne. Ale oczywiście tego od tych zgromadzonych tutaj na pewno nie usłyszy. O wiele łatwiej i wygodniej jest siedzieć i narzekać, kiedy straciło się szansę na zarobienie dodatkowych pieniędzy na umowach handlowych, zamiast faktycznie się zaangażować, kiedy był na to czas.
Gdzieś w środku ucieszył się, że nie tylko on ma chyba podobne zdanie na temat swoich gości i ich zachowania.
- Twoja łaskawość jest wielka, dobry panie. Znosisz tych usłużnych oferując im jadło, a wcześniej nawet łaskę odkupienia okazałeś mojemu bękarciemu synowi. Oddał życie świętej sprawie, dzięki tobie. Choć pod koniec życia przybliżył się do dostąpienia Królestwa Niebieskiego, a...
Wiadomość o śmierci bękarta na moment wyrwała Simona z poprzedniego zamyślenia. Nie darzył go zbytnią sympatią i wiedział również, że zarządzona kara za taką impertynencję w przypadku wielu innych władców byłaby znacznie bardziej surowa, natomiast czuł, że pierwszy raz tak naprawdę, zdał sobie sprawę z tego, że konsekwencje jego decyzji i wyborów, będą miały bezpośredni wpływ na los i życie jego poddanych. Czy jeśli tamtego wieczora zachowałby się inaczej to bękart również nie odważyłby się na taką bezczelność? Czy kara, którą wymierzył nie była w sumie tym samym co zwykłe skazanie na śmierć?
Już miał odpowiedzieć swojemu wasalowi i złożyć kondolencje, jednocześnie siląc się na kilka wymuszonych ciepłych słów na temat zmarłego, kiedy jego rozmowę przerwał Odo.
- Masz kolejnego gościa, mój książę. To Hardestadt von Bavaria.
Oczywiście, że każdy krzyżowiec znał to imię – von Bavaria ciężko zapracował sobie na swoją sławę wśród ludzi jak i bożą przychylność w Ziemii Świętej. Był uważany za wzór cnót wśród europejskich rycerzy, obserwując swoich gości nie spodziewał się jednak, że jego sława podąży za nim na kontynent.
Nagle zorientował się, że von Bavaria zbliża się w jego stronę, a wszyscy odsuwają się z szacunkiem robiąc mu miejsce, nawet jego własna świta. Ukuło go to trochę, bo wiedział dobrze, że nie mógłby liczyć nawet na cień takiego respektu w chwili obecnej, wielu uważało go dalej za szczeniaka, który dopiero co objął tron – wiedział jednak, że jego ojciec całe życie budował swoją pozycję i jeszcze wiele pracy należało włożyć, zanim ugruntuje swoją władzę. Zmartwiło go bardziej jednak zachowanie jego żołnierzy, którzy pozwolili się uzbrojonej grupie zbliżyć tak bardzo oraz to, że żaden z jego wasali nie przekazał mu informacji o przybyciu templariusza wcześniej. Zapamiętał, że będzie musiał porozmawiać o tym z kapitanem jego straży oraz zapytać swoich doradców o zdanie. Przypuszczał, że von Bavaria nie przybył tutaj, aby dybać na jego życie, natomiast bezpieczeństwo władcy powinno być jednym z priorytetów poddanych, którzy mają chociaż krztę lojalności wobec niego.
Simon spróbował zachować zimną krew i wstał, aby przywitać tak znakomitego gościa. W momencie, kiedy zrobił kilka kroków w jego stronę pierwszy raz od bardzo dawna poczuł się… Sam. Nie samotny, czy opuszczony, ale pozostawiony samemu sobie. Nie słyszał podszeptów, nie widział obłudnych uśmiechów, tak jakby wszyscy chcieli odciąć się od tego co się zaraz wydarzy. Z jednej strony sprawiało, że zbliżające się spotkanie wywoływało lęk, który był być może niewspółmierny do tego co właśnie się działo. Natomiast gdzieś z tyłu głowy dawało mu dziwną… Satysfakcję. Ludzie, którzy go otaczali okazali się zwykłymi tchórzami, którzy mimo, że zwykle byli głośni, szybko milkli w momencie, kiedy nadchodził moment próby. Jeśli chciał nimi władać musiał być kimś innym niż oni wszyscy, kimś, kto nie boi się odpowiedzialności i kimś kto potrafi podejmować decyzje.
‘Łatwiej powiedzieć niż zrobić’
Korzystając z faktu, że cała uwaga była zwrócona w tym momencie na przybyszu i jego świcie, książę zamknął na chwilę oczy, wziął głęboki wdech i uśmiechnął się podchodząc bliżej.
- Lord Hardestadt von Bavaria! Jak miło gościć tak znakomitego gościa w moich progach – Powiedział głośno, wlewając w to tyle pewności siebie na ile było go w tej chwili stać, zatrzymując się przy tym z rozłożonymi rękami – Proszę dołącz do mnie wraz ze swoją świtą i odpocznijcie chwilę, przypuszczam, że odczuwacie trudy podróży.Obserwując rycerza, czuł jak zimna kropelka potu spływa mu po plecach.
-

ANNO DOMINI MCIXII, Dijon
Książę mógł mieć wrażenie, że osoba Hardestadta von Bavaria wywołuje nieoczekiwane poruszenie pośród zgromadzonych, którzy przypatrywali się mu jakoby idolowi sprowadzonemu na ziemię przez samego Chrystusa.
- Witaj, książę. - odezwał się gość, gdy podszedł bliżej - Zaiste Bawaria zyskała prawowitego władcę pomazanego przez swojego ojca, który zobaczył w tobie potencjał w dniu narodzin. - wypowiedziawszy te słowa lekko skłonił głowę przed Simonem.Książę nie sposób było zaprzestać podziwiać postury tego człowieka, pałającej od niego siły charakteru i jednocześnie łagodności głosu. To samo uczucie wyraźnie udzielało się też innym zgromadzonym.
- Wysokie urodzenie nie mydliło tylko oczu pięknym tytułem prostej tłuszczy, a podkreśliło twoją prawdziwą szlachetność ducha. - Simon nie był w stanie nie wsłuchiwać się w te piękne słowa, odegnać od siebie ich brzmienia. Niby powinny mu się jawić nic nie wartymi pochlebstwami, ale... ale... były takie...
- Synu Hugo Trzeciego, prawny spadkobierco tronu Burgundii.
...przyjemne...
-

Simon niemal w jednej chwili uległ wdziękowi gościa. Tyle miłych słów od takiego człowieka! Każde słowo von Bavarii łechtało ego Księcia. Pierwszy raz w życiu czuł się tak... Doceniony i tak wyjątkowy. Tak jakby wszystkie jego niepewności zniknęły.
Poczuł się jak spełniony władca - czemu każdy nie może w nim widzieć tego co Hardestadt? Czemu ta banda cały czas oceniała go przez pryzmat jego ojca, a nie widziała w nim księcia jakim był teraz? Miał jednak z tyłu głowy dziwne wrażenie, że jeszcze chwilę temu miał jego odczucia wobec przybysza były inne... Ale jakie to miało znaczenie w tej chwili? Powinien zrobić wszystko co w jego mocy, aby ten poczuł się dobrze ugoszczony.
- Twoje słowa zdecydowanie zbyt szczodre Lordzie - Uśmiechnął się najszerzej jak potrafił - Proszę dołącz do mnie - Zaprosił gościa ręką. - Powiedz mi z jaką sprawą przychodzi i jak mogę ci pomóc?
-
- Szlachetny książę - podszedł bliżej Simona - Moje słowa biorą się z doświadczenia oraz znajomości twojego ojca, Świętej Pamięci. Przypominasz go tak bardzo nie po prostu fizycznie, ale coś ważniejszego: charakterem. - lekki uśmiech zawitał na twarzy Hardestadta - Jeżeli pozwolisz. - z wdzięcznością przyjął propozycję Simona i ruszył za nim, by spocząć u boku księcia - Jeżeli to nie byłaby zbytnia niewygoda, to czy moją świtę mógłbyś kazać ugościć jadłem i napojem? Podróż mamy za sobą długą. - wskazał na towarzyszących mu rycerzy i mu poddanych.
- Przybyłem by zobaczyć na własne oczy dziedzica mojego zmarłego przyjaciela. - zaczął tłumaczyć, gdy już usiadł obok Simona - Żałuję, że jego śmierć nadeszła tak niespodziewanie. - obrócił w palcach podstawiony mu kielich z winem, w którym odbijały się sylwetki wpatrzone w obu -Taka szkoda... Miał tak wiele jeszcze przed sobą.
-

Książę nie przypominał sobie nigdy, aby jego ojciec wspominał o znajomości z Hardestadtem… Porównanie go do rodzica jednak bardzo miło połechtało jego ego.
- Jeżeli to nie byłaby zbytnia niewygoda, to czy moją świtę mógłbyś kazać ugościć jadłem i napojem? Podróż mamy za sobą długą.
- Oczywiście! – Powiedział z nadmiernym entuzjazmem i skinął głową majordomusowi, który skłonił się lekko i za chwilę zniknął, aby zająć się przygotowaniami.
- Wasze miejsca będą za chwilę gotowe, natomiast proszę ty usiądź ze mną przy jednym stole i zjedz ze mną wieczerze zgodnie z chrześcijańskim zwyczajem. – Powiedział, kiedy zobaczył, że to miejsce już zostało przygotowane i poprowadził gościa do stołu, gdzie po chwili sługa napełnił dwa puchary winem.
- Przybyłem by zobaczyć na własne oczy dziedzica mojego zmarłego przyjaciela. Taka szkoda... Miał tak wiele jeszcze przed sobą.
Książę nieco zasmucił się na ponowne wspomnienie o ojcu.
- To prawda, natomiast ojciec wiódł dobre i pełne cnót życie. Jestem pewien, że Pan przyjmie go do swojego Królestwa i będzie mógł wychwalać go wiecznie wraz z chórami aniołów. – Odrzekł po chwili – Jeśli mogę zapytać – skąd znałeś mojego ojca Lordzie? Przyznam, że nigdy nie opowiadał mi o waszej znajomości, natomiast przyznam, że niezmiernie miło by było usłyszeć o nim coś więcej od tak bliskiego przyjaciela – Simon zafascynowany oczekiwał na odpowiedź, wpatrując się w swojego rozmówcę. -
Hardestadt uśmiechnął się lekko na reakcję Simona.
- Spotkałem go, gdy po raz pierwszy zjawił się przed obliczem Ryszarda Lwie Serce, a swą mężnością i charakterem stał się mu przyjacielem. Sam znajdowałem się w otoczeniu Ryszarda i doświadczyłem tego co i on. Na mnie twój ojciec, drogi książę, także zrobił wielkie wrażenie, które trwało przez całą Krucjatę, a sądzę że trwałaby dłużej gdybyśmy mogli ciągle cieszyć się swoją obecnością. - westchnął ciężko - Mieliśmy takie plany zawiązane na dalsze lata jego życia. - spojrzał uważnie na Simona - Naprawdę niesamowity człowiek o cnym charakterze i błękitnej krwi. Gdyby tylko ta śmierć go nie zabrała przedwcześnie... - Hardestedt wydawał się być prawdziwej poruszony odejściem ojca Simona - Czuję się wręcz zmuszony dopatrzeć by jego potomek także otrzymało błogosławieństwo od losu jakie i jemu było pisane. - zakończył z pełnią powagi w głosie.
-

Książę zadumał się ponownie na samą wzmiankę o swoim ojcu. Rozpierała go wielka duma, że jego rodzic cieszył się tak wielkim szacunkiem osoby tak znamienitej jak Hardestadt. Jednak gdzieś podświadomie nie potrafił od tak zaakceptować ostatniej propozycji.
- Jeśli wybaczysz mój Panie... Nie chciałbym, aby zasługi mojego rodzica spływały na mnie ze względu na moje pochodzenie - Powiedział schylając lekko głowę i dodając szybko - Nie chcę oczywiście urazić Ciebie i twojej propozycji, natomiast myślę, że mój ojciec powiedziałby to samo - wszelkie zaszczyty znaczą cokolwiek, jeśli się na nie zapracuje, a nie są dane ze względu na inne kwestie. Mam nadzieję, że moje słowa cię nie zraniły, bo nie było to moim zamiarem - Z lekkim niepokojem obserwował swojego rozmówcę.
-
Na te słowa Hardestadt uśmiechnął się z zadowoleniem, jakby miał nadzieję na taką odpowiedź. Wychylił się w stronę Simona, aby po ojcowsku poklepać go po ramieniu, jak stary ojciec syna w wyrazie dumy z działań potomka.
- Cieszysz moje serce drogi Książę i cieszyłbyś też serce swojego rodziciela. Okazujesz mi, iż podjąłem odpowiednią decyzję. - położył obie dłonie na ramionach Simona w ten sposób obejmując go w uścisku niczym bliska osoba - Otrzymasz wszystko należne ci z urodzenia. I wiele więcej.Simon nie był w stanie odsunąć wzroku, aby nie patrzeć w oczy Hardestadta. Czuł... coś w stylu ojcowskiej dumy, ciepła i zadowolenia, jakie opływały duszę młodego Księcia. Uśmiechał się z nieoczekiwaną radością.
I prawie nie zauważył wzroku pełnego bólu i zazdrości, jakim go obdarzał stojący z boku Odo.
-

Cały wieczór zlał się Księciu niemal w jedną całość. Niemal spijał każde słowo, wypowiedziane przez jego gościa, a każde usłyszane pochlebstwo łechtało jego dumę. Nie mógł oderwać wzroku od Templariusza i z całych sił chciał się mu przypodobać jeszcze bardziej, powiedzieć cokolwiek, aby tylko usłyszeć chociaż małą pochwałę, dostać nawet najmniejszy komplement. Na szczęście dla niego przyjaciel jego ojca tego wieczora nie szczędził mu miłych słów, a każde z nich cieszyło serce młodego władcy.
Rozmawiali o wielu tematach. O wojnie, o sytuacji w Europie, o chrześcijaństwie i o poganach w Ziemi Świętej. Wymieniali się również wspomnieniami o jego ojcu, dzieląc się wspólnymi historiami. Simon nigdy nie spodziewał się, że znajdzie osobę, która go tak dobrze zrozumie, z którą będzie mógł się podzielić swoimi wątpliwościami. Tak wiele leżało na jego sercu… I smuciło go, że jego gość będzie musiał go kiedyś opuścić, ale dzisiaj był z nim i mogli wspólnie ucztować i bawić się.
Zdziwił się bardzo, kiedy zauważył, że Odo od czasu do czasu rzucał mu dziwne spojrzenia. Będzie musiał o tym porozmawiać ze swoim bratem, ale… Nie dzisiaj. Dzisiaj musiał być wzorowym gospodarzem i obdarzyć swojego zacnego gościa legendarną burgundzką gościnnością.
Cała uczta minęła mu błyskawicznie, zanim się zorientował i Hardestadt napomknął mu o trudach minionego dnia i podróży. Simon niemal momentalnie zawołał jednego ze swoich służących.
- Przygotujcie jego Lordowskiej Mości największy pokój w gościnnym skrzydle i zadbajcie o to wodę w balii. Lord Hardestadt ma mieć zapewnione wszystkie wygody i pamiętajcie, żeby ktoś ze służby był do jego dyspozycji całą noc w razie gdyby czegokolwiek potrzebował. – Gdy tylko skończył mówić od razu zwrócił swoją uwagę z powrotem na Templariusza.- Niebawem wszystko będzie gotowe – Zapewnił entuzjastycznie – Tymczasem będę bardzo wdzięczny, jeżeli będziesz chciał wypić ze mną jeszcze trochę wina – Jednocześnie dyskretnym i stanowczym gestem poprosił o napełnienie pucharów – To najlepsze co znajduje się w zamkowej piwniczce, ojciec kupił parę beczek wiele lat temu od żydowskiego kupca… Zawsze mówił, że to wino na specjalną okazję – Rozpromienił się, pogrążając się z powrotem w rozmowie.
Gdy dotarł do swojej komnaty kręciło mu się w głowie. Wypił co prawda bardzo dużo, ale emocje w jego głowie wariowały z zupełnie innego powodu. Nie potrafił oderwać swoich myśli od poznanego mężczyzny – ich wspólne rozmowy niczym echo, wciąż rozbrzmiewały w jego umyślę. Był trochę zły na swojego ojca, że nigdy wcześniej nie przedstawił mu Lorda Hardestadta wcześniej.
Gdy tak leżał w swoim łożu i rozmyślał, rozbudziło go tego ciche i delikatne pukanie do drzwi. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Adeline, córka jednego z jego wasali.
Odwiedzała go co wieczór przez ostatnie parę dni i jej delikatny dotyk był tym czego potrzebował, aby idealnie zwieńczyć ten cudowny dzień.
- Wejdź – Powiedział z uśmiechem.
-

ANNO DOMINI MCIXII, Dijon
Wieczór był zwieńczony jeszcze lepiej niż książę mógł oczekiwać. Adelaine była mu znana od młodszych lat, gdy jeszcze razem mieszkali pośród murów zamku ojca Simona. Jej własny ojciec był wasalem na służbie rodziny książęcej, więc trzymali się w bliskiej odległości. Niemniej nie tak bliskiej, jak nastoletni wtedy dziedzic by marzył.
Czuł dziką, wręcz pierwotną satysfakcję, jak przed oczyma miał nagie piersi młodej kobiety drżące w rytm unoszenia się i opadania bladoskótego ciała pozbawionego grama wstydliwości.A dumę potęgowały jęki zarumienionej kochanaki niosące się dźwiękiem tego samego głosu jakim odrzucała jego zaloty i zaprzeczała szansom, gdy był wciąż jeszcze tylko synem księcia.

Simon z rozpierającą jego pierś pysznością patrzył na Adelaine zbiera z podłogi przy łóżku części swojego odzienia. Otrzymał wszystko o czym jako nastolatek tylko marzył, a co nie było popierane w tym momencie przez jego pana ojca... ale teraz to on był władcą! To on mógł rozsądzać nad życiem i śmiercią podwładnych, to on mógł oceniać co mu wolno a co nie! Wcześniej obawiałby się tych myśli, ale teraz... Poczynał się do nich przyzwyczajać.
Jak i do królewskiego poczucia posiadania władzy nad innym.Niby łaskawy pan oglądał jak kobieta wyciąga spod łóżka część bielizny i wciąż z nagim biustem unosi się z klęczek ku zadowoleniu młodego księcia odczuwającego grzeszne zaspokojenie swojej zranionej dumy sprzed lat. Zastanawiał się czy nie uczynić z Adelaine swojej oficjalnej kochanki. Pewnie by mogło to zniszczyć jej plany na zamążpójście, ale bycie kochanką księcia powinno to zadośćuczynić... szczególnie że przecież ubogą jej nie pozostawi.
Bez ostrzeżenia silnie zostały otwarte drzwi, w jakich stanął nikt inny jak bliźniak księcia. W pierwszym spojrzeniu natrafił na półnagą kobietę, jaka w przestrachu narzuciła na ramiona suknię, aby skryć pod jej materiałem jak najwięcej niewieściego wstydu.
- Wybacz mi, książę, ale mam wiele do omówienia z tobą. - odezwał się kierując wzrok na leżącego na łóżku brata, od jakiego za młodu słyszał wielokrotnie narzekania o niechęci Adelaine - Przeszkadzam widzę?
