[VtDA] Le Roi est mort
-

ANNO DOMINI MCIXII, obrzeża AutunPrzez cały tydzień poprzedzający wyjazd do Autun, młody książę Burgundii miał wystarczająco dużo pracy, aby odciągnęła go ona od myśli o wydarzeniach tamtego spotkania, jednak niezależnie od ilości nauki, jaka spadła na niego wraz z objęciem rządów, nie był w stanie zapomnieć tego upokarzającego wieczoru. Może i okazał łaskawość w sprawie bękarta, może to było dobre rozwiązanie jak powtarzano na książęcym dworze... A może najfatalniejszy z jego błędów w przyszłych skutkach.
Zapewne dowie się niebawem, ale nie szybciej niż lord Guiscard de Autun zrozumie, iż wzbudził niechęć osoby, której kiwnięcie palcem mogło zaważyć na losie starego lorda... co przyniesie za sobą naukę dla reszty tej rozpasanej szlachty.
W końcu łaskawość ich seniora miała swoje granice, jakie tylko oni wybiorą czy zostaną wyznaczone pokłonem, czy krwią.
Przez cały tydzień poprzedzający wyjazd do Autun, młody książę Burgundii miał wystarczająco dużo pracy, aby odciągnęła go ona od myśli o wydarzeniach tamtego spotkania, jednak niezależnie od ilości nauki, jaka spadła na niego wraz z objęciem rządów, nie był w stanie zapomnieć tego upokarzającego wieczoru. Może i okazał łaskawość w sprawie bękarta, może to było dobre rozwiązanie jak powtarzano na książęcym dworze... A może najfatalniejszy z jego błędów w przyszłych skutkach.
Zapewne dowie się niebawem, ale nie szybciej niż lord Guiscard de Autun zrozumie, iż wzbudził niechęć osoby, której kiwnięcie palcem mogło zaważyć na losie starego lorda... co przyniesie za sobą naukę dla reszty tej rozpasanej szlachty.
W końcu łaskawość ich seniora miała swoje granice, jakie tylko oni wybiorą czy zostaną wyznaczone pokłonem, czy krwią.
Bękart przynajmniej miał w jednym rację - podróż faktycznie była długa. Simon planując oceniał ją na sposób wyprawy w Krucjacie, nie biorąc pod uwagę innych czynników tej przeprawy w pokojowej chwili. Słudzy byli zbyt niepewni młodego władcy, pamiętając go raczej jako młodzieńca zbyt pewnego swych racji niżli ich księcia. Niektórzy woleli przytakiwać na każdy jego pomysł, nieliczni przekonać go do innych zamiarów, ale większość z nich - zachowywała milczenie. W końcu jeżeli książę miał upaść, to lepiej było w żaden sposób nie stawać na linii ognia.
Nawet Odo zmienił swoje zachowanie na ostrożniejsze w stosunku do bliźniaka, który zyskał tron jedynie dzięki szczęściu urodzenia się jako pierwszy, nie oponując zbyt długo, gdy książę ustalał plan na drogę. Wedle zamiaru, miał dotrzeć na obrzeża Autun jeszcze za dnia.
Dźwięki nocnego lasu, którego nagie drzewa pokonane przez jesień zdawały się szydzić z przeświadczenia księcia Burgundii o własnej racji.
Simon czuł się naprawdę znużony podróżą jaką próbował skrócić, ale jedynie uczynił ją bardziej frasobliwą dla koni. Co myśleli rycerze mu przypisani oraz doradca - mógł tylko zgadywać, iż nie było to nic pochlebnego ich seniorowi. Książę zabrał ze sobą jak najmniejszą świtę, chcąc okazać brak strachu, jako i mu poradzono. Do tego sam nie zakładał żadnych kłopotów po dotarciu na miejsce... ani w trakcie przeprawy doń, oczywiście. Jeżeli nie licząc niewygody podróży, jaka na szczęście zakończyła się wraz z powrotem na zwykły trakt wiodący do miasta, a gdy młody władca zatrzymywał karego konia nieopodal pierwszej bramy prowadzącej do rezydencji rodu Guiscarda, z zadowoleniem dostrzegł powitalny orszak oczekujący gościa...
...i z niesmakiem przyjął obecność bękarciego syna lorda.
Niechciana latorośl przyklękła na jedno kolano, skłaniając z szacunkiem głowę, nie brudząc spodni i płaszcza wilgotną ziemią dzięki kamieniom jakimi została wyłożona droga.
- Książę... - Josse położył pięść na piersi - ...jesteśmy zaszczyceni, że przybyłeś w naszą gościnę. Lord Guiscard de Autun wyczekiwał twego przyjazdu od czasu, gdy tylko posłaniec przyniósł twójże list, miłościwy książę.
Bękart przynajmniej miał w jednym rację - podróż faktycznie była długa. Simon planując oceniał ją na sposób wyprawy w Krucjacie, nie biorąc pod uwagę innych czynników tej przeprawy w pokojowej chwili. Słudzy byli zbyt niepewni młodego władcy, pamiętając go raczej jako młodzieńca zbyt pewnego swych racji niżli ich księcia. Niektórzy woleli przytakiwać na każdy jego pomysł, nieliczni przekonać go do innych zamiarów, ale większość z nich - zachowywała milczenie. W końcu jeżeli książę miał upaść, to lepiej było w żaden sposób nie stawać na linii ognia.
Nawet Odo zmienił swoje zachowanie na ostrożniejsze w stosunku do bliźniaka, który zyskał tron jedynie dzięki szczęściu urodzenia się jako pierwszy, nie oponując zbyt długo, gdy książę ustalał plan na drogę. Wedle zamiaru, miał dotrzeć na obrzeża Autun jeszcze za dnia.
Dźwięki nocnego lasu, którego nagie drzewa pokonane przez jesień zdawały się szydzić z przeświadczenia księcia Burgundii o własnej racji.
Simon czuł się naprawdę znużony podróżą jaką próbował skrócić, ale jedynie uczynił ją bardziej frasobliwą dla koni. Co myśleli rycerze mu przypisani oraz doradca - mógł tylko zgadywać, iż nie było to nic pochlebnego ich seniorowi. Książę zabrał ze sobą jak najmniejszą świtę, chcąc okazać brak strachu, jako i mu poradzono. Do tego sam nie zakładał żadnych kłopotów po dotarciu na miejsce... ani w trakcie przeprawy doń, oczywiście. Jeżeli nie licząc niewygody podróży, jaka na szczęście zakończyła się wraz z powrotem na zwykły trakt wiodący do miasta, a gdy młody władca zatrzymywał karego konia nieopodal pierwszej bramy prowadzącej do rezydencji rodu Guiscarda, z zadowoleniem dostrzegł powitalny orszak oczekujący gościa...
...i z niesmakiem przyjął obecność bękarciego syna lorda.
Niechciana latorośl przyklękła na jedno kolano, skłaniając z szacunkiem głowę, nie brudząc spodni i płaszcza wilgotną ziemią dzięki kamieniom jakimi została wyłożona droga.
- Książę... - Josse położył pięść na piersi - ...jesteśmy zaszczyceni, że przybyłeś w naszą gościnę. Lord Guiscard de Autun wyczekiwał twego przyjazdu od czasu, gdy tylko posłaniec przyniósł twójże list, miłościwy książę.

-

Książe stłumił w sobie pogardę jaką czuł w stosunku do bękarta - obiecał sobie, że tym razem nie straci nad sobą panowania. Spojrzał z wyższością na mężczyznę.
- Prowadź, mamy za sobą długą drogę. - Powiedział tylko - podróż odbiła się na kondycji wszystkich z jego eskorty, a on sam nie chciał tracić energii na przepychanki słowne.- Oczywiście, mój książę. - skłonił głowę niżej - Jestem po to, by służyć. - wstał z kolan i skinął na tych, wchodzących w skład powitalnego orszaku - Lord Guiscard zostanie powiadomion, iż przybyłeś. - jeden z mężczyzn, popędzony gestem Jossego, popędził drogą, zapewne w stronę rezydencji - Konie zostaną ulokowane w stajniach, oczywiście, ale... czy masz coś przeciw książę, abyśmy przed nimi jeszcze konie zabrali? Wszak władca nie będzie przy stajniach się przemieszczał. - spojrzał na Simona wzrokiem przepraszającym, jakby sam nie był pewien jak sobie radzić z takim gościem.
Simon nie wydawał się poruszony pokornym zachowaniem towarzysza.
- Dobrze więc - Powiedział zsiadając z konia - Sądzę, że wszyscy z chęcią skorzystają z możliwości rozprostowania nóg.Część ze sług Guiscard odebrała konie od jeźdźców, aby zaprowadzić zwierzęta do stajni, niewidocznych jeszcze w tych nocnych warunkach. Z gośćmi natomiast pozostał Josse oraz kilku zbrojnych czyniących obstawę dla nowoprzybyłych.
Dopiero, gdy Simon zezwolił na ruszenie w stronę sylwetki rezydencji, wszyscy ruszyli bez pędu w jej stronę.- Twoje szybkie przybycie zaskoczyło nas, panie. - odezwał się po chwili Josse, który szedł nieopodal księcia - Czy jest ku temu konkretny powód? - pytanie nie miało żadnego wydźwięku w głosie tego mężczyzny, jakiego spojrzenie przyciągała w głównej mierze przemierzana droga.
Mężczyzna dalej starał się zachować spokój i nic po sobie nie poznać.
- Dobrze jest, żeby senior odwiedził wszystkich swoich wasali - zwłaszcza w tak burzliwych czasach jak te - bardzo zasmuciła mnie nieobecność twojego ojca na ostatniej uczcie. Mam nadzieję, iż jego zdrowie uległo poprawie? - Zapytał beznamiętnie.- Wiek ma swoje prawa, toteż mój lord-ojciec wciąż odczuwa jego brzemię. - odparł Josse - Ale choć ciało schorowane, to umysł poddać się nie chce. - przez moment milczał, aby nieoczekiwanie w końcu zwrócić wzrok na Simona i zapytać go wprost tonem... pełnym wstydu? A może po prostu tak beznamiętnym, że wstydliwy się wydawał?
- Czy moje haniebne zachowanie na uczcie przyspieszyło twój przyjazd i wybór wasali jakich się wpierw odwiedzi, mój łaskawy panie?
Książę utrzymywał kamienną twarz.
- To kwestia, którą powinienem omówić nie z Tobą - Rzucił, dając jasno do zrozumienia, iż nie ma zamiaru poruszać tego tematu teraz.Josse nie wykonał gestu ni nie zabrał głosu po tych słowach, ale zrobiwszy kilka kroków w stronę coraz bardziej widocznej rezydencji...
...zatrzymał się nagle i stanąwszy przodem przed Simonem...
- Książę mój...
...padł przed nim na kolana, nie przejmując się już zabrudzeniami ubrania.
Simon zatrzymał się i zawahał. Z jednej strony chciał wierzyć, że ta osoba czuje autentyczną skruchę za to co wydarzyło się wcześniej. W końcu alkohol, którego tamtego wieczora nie brakowało, potrafił namieszać w głowie. Z drugiej jednak strony znał takich ludzi i wiedział jak fałszywi mogą być - a on nie zamierzał ryzykować jednak kolejnego upokorzenia.
- Skończyłeś? - Powiedział spokojnie, wydając się nie zauważać całej sytuacji - Prowadź więc do swojego ojca.
Josse wyraźnie silnie zacisnął zęby unosząc wzrok na twarz swojego seniora.
- Panie... Zaprowadzę, oczywiście... - wstał powoli lecz z wyraźną nerwowością - ...tylko czy jest sens męczyć mojego ojca słowami o tym, jakiego doświadczyłeś mojego zachowania wtedy?- To o czym będę rozmawiał z twoim ojcem to sprawa tylko jego i moja - Rzucił tylko książę.
Mogło się wydawać, że bękart szukał w tym momencie choć śladu litości w oczach Simona, wyszeptawszy tylko:
- Okaż łaskę, panie…Oblicze seniora pozostało niewzruszone.
- Idziemy? - Powiedział spokojnie.Josse przez ledwo moment patrzył jeszcze Simonowi w oczy, aby po chwili spuścić potulnie wzrok.
- Proszę za mną, mój książę. - co zabawne, tym razem wypowiedziane przez bękarta słowa nie posiadały w sobie ni grama wrogiej czy ironicznej nuty.Josse nie marnował już czasu seniora, najwyraźniej widząc, że na pewno teraz łaski nie uzyska, a mógł mieć tylko nadzieję na nią, gdy książę spotka się z lordem. Dlatego też już bez zatrzymywania się, poprowadził ku rezydencji.
Simon mógł się zastanawiać jak całość kompleksu z zewnątrz wygląda za dnia, gdy nie jest zasnuta w nocnym mroku,oświetlana jedynie przez światło sączące się z wewnątrz. Jak prezentował się sam ogród, droga do posiadłości? Był w stanie powiedzieć oczywiście, iż ród de Autun nie szczędził na terenie, a i nawet w tych warunkach widok rezydencji o strzelistych dachach robił wrażenie. Książę zauważył także rzeźby skryte w ciemności murów, jednak nie mógł zobaczyć ich szczegółów w tych niesprzyjających warunkach.
Służba już czekała na gości tuż przed zdobionymi oszczędnie odrzwiami, wpuszczając przybyłych do środka, prowadzonych przez Jossego. Zbrojni towarzyszący im z rozkazu lorda de Autun nie weszli wraz z nimi, choć nikt nie zabraniał książęcemu orszakowi udać się wraz z Simonem do środka.
I dopiero tam mógł on poznać wygląd rezydencji skrytej wcześniej w mroku.
Jeżeli oczekiwał posiadłości urządzonej z większym przepychem - mógł być zawiedziony. Nie znaczyło to oczywiście, iż wnętrze pozbawione było szlacheckiej nuty, a wręcz przeciwnie, jednakże ta nuta była subtelnym smakiem, nieobecnym z zasady w większości takich rezydencji; surowość obecna w tym miejscu była jednak wyczuwalna. Czy tacy sami jawili się lordowie?
Gdy tylko poprowadzono Simona na tyle, aby przejąć niepotrzebne mu części odzienia, zobaczył on oczekującego już cierpliwie posiwiałego już lorda, którego kojarzył z czasów rządów swego ojca. Jego włosy ułożone w lekkim nieładzie (nie mającym nic wspólnego z nieporządkiem) zdawały się współgrać z obrazem równie poszarzałej brody. Na ciemną koszulę z koronkowym wykończeniem nałożona była aksamitna dłuższa błękitna szata wierzchnia, której złotawe wyszycia zdawały się blednąć przy silnie złotym kontraście zapięcia łączącego dwie poły odzienia.
Starszy mężczyzna wspomagał swój chód bukową laską, na której spoczywała część jego ciężaru, zaś jej głownia przypominała pysk lwa wzięty z herbu Autun......a bestia miała tak samo surowe spojrzenie jako i sam Guiscard.
- Książę. - pierwszy odezwał się lord de Autun, gdy tylko znalazł się bliżej Simona - Jesteśmy zaszczyceni twym przybyciem... - siwy lord ukłonił się na tyle nisko, na ile były w stanie jego plecy, okazując w ten sposób szacunek nowemu władcy.
Josse wyraźnie chciał wspomóc ojca, kiedy ten powoli powracał do pozycji wyprostowanej, ale wzrok Guiscarda skierowany na niego i wyrażający wobec niego złość, sprawił że bękart zaniechał zamiaru i jedynie usunął się na bok.
- Lordzie de Autun - Simon skłonił lekko głowę na znak szacunku do swojego rozmówcy - Mam nadzieję, że moja późna wizyta nie sprawiła ci zbędnych problemów.
- Och, oczywiście że nie, mój Książę. Stary już jestem, a starzy ludzie nie potrzebują tyle snu w końcu. - delikatny uśmiech pojawił się na ustach Guiscarda, który jednak szybko zanikł, gdy przeszedł on do następnej kwestii - Zamierzam jednak prosić cię o wybaczenie mi mojej nieobecności na tak ważnym wydarzeniu. Niedopuszczalne... nie pojawić się przed nowym księciem, gdy każdy lord składa mu hołd. - skłonił się ponownie i pozostał w ukłonie - Dowiedziałem się o nim dopiero po dwóch dniach od spotkania, ale to mnie oczywiście nie usprawiedliwia... taka ujma!
Simon uśmiechnął się lekko.
- Mój Ojciec zawsze uważał cię Panie za człowieka honoru i wiernego, ja również nie mam powodu, aby sądzić inaczej. Jednak… - Mina księcia spochmurniała, kiedy zwrócił wzrok na bękarta - Twój… przybrany… syn swoim niegodnym zachowaniem sprawił, że postanowiłem przekonać się i upewnić się o tym.Guiscard nawet nie zaszczycił Jossego spojrzeniem, ale Simon miał wrażenie, że twarz lorda stężała.
- Niegodnym zachowaniem, książę? - spojrzał na władcę Burgundii - Nie wiedziałem, że sam udał się złożyć hołd... Czymże on... cię uraził?Książę zdziwiony uniósł brew, nie spodziewał się tego, że bękart mógł wyruszyć w taką podróż samotnie.
- Nie przystoi gościowi ubliżać gospodarzowi, zwłaszcza jeśli jest się osobą urodzoną niżej - Powiedział spokojnie.- Ubliżał... - tym razem spojrzał na wyraźnie przerażonego Jossego, który nie spodziewał się tego najwyraźniej - Książę... - wrócił uwagą do Simona - Jego karygodne zachowanie nie pozostanie bez kary, o tym cię zapewniam i biorę to na swój honor... Rzeknij tylko jakiej kary dla niego sobie życzysz, a zostanie spełnione twoje życzenie…
Dziedzic de Bourgogne zamyślił się.
- Zarówno ja jak i moi przodkowie zawsze uważali twój ród za honorowy i godny zaufania i nie chcę, żeby ta jedna sytuacja przekreśliła nasze relacje. Jednak taka zniewaga nie może pójść płazem - twój syn musi odpowiedzieć za swoje zachowanie i jest ku temu idealna sposobność - podobno Papież nawołuje do nowej krucjaty w ziemi świętej, a jego wysłannicy rozpoczęli rekrutację chętnych. Sądzę, że sprawa boża potrzebuje kolejnej pary rąk do dzierżenia miecza, a surowy klimat pozwoli zahartować ducha i wolę tego człowieka - Powiedział spokojnie.Lord Guiscard skinął głową.
- Tako i się stanie, mój książę. Josse zostanie zaciągnięty do walki w Krucjacie, jako i jest twoja...- Nie posiadam doświadczenia w walce, panie... - przerwał lordowi Josse, patrząc na Simona.
Książe wzruszył tylko ramionami.
- Czas w końcu jakiegoś nabrać. Przyda ci się w życiu. - Rzucił tylko.Bękart wyraźnie chciał dalej protestować, ale...
- Twoja wola, książę. - odrzekł lodowato, a sztywny ukłon temu towarzyszący był wymuszonym gestem.Josse musiał wszak rozumieć, że jego szanse na Krucjacie są o wiele mniejsze, gdy on sam żołnierzem nigdy nie był, a jednocześnie niespodziewanie wyrywała go ta wyprawa z życia... o ile miało ono jakąkolwiek wartość dla kogoś poza nim samym.
- Mam nadzieję, że ten niemiły incydent zostanie dzięki temu zapomniany rodowi de Autun, książę. Zaiste twą wolę cechuje wielka łaskawość wobec impertyneta takiego statusu. - lord Guiscard wykonał tylko gest dłonią w kierunku swego bękarta, jakby odganiał owada - Nie jesteś teraz potrzebny tutaj, Josse. Każ służbie przygotować więcej strawy. Książę przebył długą drogę.
Josse nie odpowiedział na słowa polecenia. Obdarzył tylko ojca spojrzeniem tłumionej wściekłości, jakie to spojrzenie także zawisło na Simonie, po czym szybkim krokiem oddalił się od mężczyzn, ledwo skinąwszy im głową.
Książe całkowicie zignorował wrogie spojrzenie bękarta, jasno dając mu do zrozumienia, że nie zamierza zmieniać zdania i cała sprawa przestała go już interesować.
- Zaiste… Niezbyt fortunne wydarzenia miały miejsce tamtego wieczora, jednak kto wie - być może owoc twoich lędźwi panie odegra kluczową rolę w naszej świętej sprawie? Bo kto mógłby sobie wyobrazić służenie lepszemu celowi, niż oswobodzenie ziemi naszego zbawiciela z rąk tych nędznych pogan? Każdy ich krok, który postawią w miejscu gdzie stąpał Chrystus jest obelgą dla prawdziwego rycerza wiary! - Oczy Simona zapłonęły fanatycznym blaskiem, który jednak po chwili nieco przygasł - Mam tylko nadzieję, że twoje podejście w do mnie jest różne od tego, które należało do bękarta - Zawiesił głos, czujnie przyglądając się przy tym swojemu wasalowi.- Jeszcze posiadam rozum na swoim miejscu, mój książę. - odparł lord spokojnie - Nie wiem co mówiło to nieplanowane dziecię, ale jego język już dawno prosił się o wycięcie, jednak gdybym miał takie samo podejście co i on... nie ubliżałbym ci, panie. - spojrzał wzrokiem, w którym zawarta była chęć oceny połączona z ciekawością.
Simon rozluźnił się nieco.
- Po prostu na chwilę obecną muszę ugruntować swoją pozycję i przypuszczam, że za moimi plecami toczą się różne… rozmowy. - Powiedział beznamiętnie - Ojciec jednak przygotowywał mnie do objęcia tronu już od lat i choć jego śmierć była bardzo niefortunna i zdecydowanie za szybko odszedł z tego świata, mogę cię zapewnić panie, że nie masz przed sobą podrostka za którego uważa mnie większość i wiem co oznacza wierność i jak ją… wynagrodzić - Tym razem to senior bacznie obserwował swojego rozmówcę.- Nagrodami nie zdobędziesz prawdziwej wierności, książę... jak i nie okażesz swej własnej siły mężczyzny. A różne rozmowy zawsze będą ci towarzyszyć, jak i każdym towarzyszą. Trzeba tylko wiedzieć na które nie zważać, a w które się wsłuchiwać uważnie. - Guiscard uśmiechnął się - Ale przynajmniej strawa żadnych rozmów nie prowadzi, mój książę. Zechcesz przejść ze mną do jadalni? Nie uchodzi nam stać tutaj i dywagować o sprawach przykrych na pusty żołądek.
- Ojciec zawsze powtarzał, że oddanie trzeba nagradzać, natomiast zdradę - karać. Uważam te zasady za jak najbardziej właściwe - Powiedział tylko i kiwnął delikatnie głową - Zaiste ta podróż wzmogła mój apetyt. Prowadź lordzie.
-

ANNO DOMINI MCIXII, obrzeża Autun- To wielki zaszczyt stanąć przed obliczem suwerena Burgundii, mój książę.
Sala jadalna rezydencji rodu de Autun prezentowała się bardziej wytwornie niż zimne wnętrze posiadłości, które ujrzał już książę Burgundii. Mimo że daleko było jej wystrojowi do wielu innych (jakie Simon poznał podczas podróży u ojcowskiego boku) urządzonych ze szlacheckim przepychem, to nie umniejszał jej wygląd książęcemu statusowi.
A może ten władca jeszcze nie zdołał wyrobić sobie odpowiedniego gustu?- Słyszałem, że za książęcym natchnieniem Krucjata zyskała nowego ochotnika. To zaiste wspaniała wieść, że kolejna dusza łaknie sprowadzić bożą łaskę na niewiernych i odegnać ich truciznę z Ziemi Świętej.
Drogie tkaniny okrywały nieśmiało wielkie okna, których rzeźbione wykończenia odkreślały potęgę wręcz bijącą z tych wysoko umiejscowionych otworów. Błyszczące srebrem kandelabry mieniły się magicznym blaskiem stworzonym przez płomienie wetkniętych w niego świeczniki świec. Stół nakryty został wyszywanym obrusem, który już niedługo pozna smak zaserwowanych potraw, jak i zawsze miało miejsce. Służba uwijała się z tacami, tańcząc pomiędzy lordem, jego dwoma synami oraz dwójką gości, z jakich Simon musiał być nieoczekiwanym dodatkiem. Jossego oczywiście nie było w pobliżu, jak i świty książęcej. Najpewniej również otrzymali strawę aczkolwiek nie dane im było spożyć jej w tym miejscu.
Obok Simona dziewka służebna o bukowym odcieniu włosów i oczu, postawiła nęcącą zapachem pieczeń. Gdy młódka zorientowała się, iż oto spojrzenie księcia spoczęło na niej speszona spuściła wzrok i nie wydobywszy z siebie głosu jedynie skłoniła się jak powinna, po czym pospiesznie opuściła jego pobliże; niemniej młodzian zdążył zauważyć rumieniec okrywający jej policzki.
- Gdzie jest twoja córka, drogi lordzie? - drugi z gości kontynuował wypowiedź, zmieniając temat Krucjaty na bardziej przyziemny - Nie zaszczyciła jeszcze nas swoją obecnością tego wieczora.
- Moja siostra zdaje się pochorzała, dobry panie... - odezwał się za ojca starszy z synów Guiscarda, Aleksander, którego surowe oblicze przypominało Simonowi natchnionego księdza wygłaszającego kazanie.
- Prędzej wciąż jest obrażona na cały świat, jak to białogłowe. - młodszy brat odezwał się bez większego poruszenia tym stwierdzeniem. Był on równie młody co Simon, ale jego zachowanie wyrażające niewielkie zainteresowanie dobitnie świadczyło o dość butnym podejściu do autorytetów.- Skaranie z niewiastami... - Guiscard przepraszającym tonem odezwał się do księcia, po czym zwrócił się krótko do służącego, który właśnie napełnił kielich księcia rubinowym napitkiem - Niech Josse znajdzie moją córkę i ją tu sprowadzi. - po tych słowach odgonił sługę szybkim gestem dłoni.
- Josse nie jest typem osoby, która zrozumiałaby jak ważna jest Krucjata. - drugi z gości, imieniem Velasco Aquinozci (co sugerowało jego obce korzenie), spojrzał oceniającym wzrokiem na Simona de Burgogne. Simon zdążył poznać, iż Valesco jest głową rodziny kupieckiej, co wnosiło że któryś z de Autun robił poważne interesy w tym momencie.
- Jakie toż słowa przekonały go do podjęcia takiej decyzji?
-

Książę wciąż jeszcze myślał o młodej służce, rozmyślając o zbliżającej się nocy i zastanawiając się nad możliwymi scenariuszami, gdy z zamyślenia wyrwało go pytanie kupca.
- Możliwe, że w momencie, kiedy sam na nią ruszałem, też nie zdawałem sobie sprawy z wielu rzeczy - Zaczął i pociągnął długi łyk wina, myśląc nad dalszą odpowiedzią. Na ten moment uzyskał wystarczającą odpłatę za poniesioną zniewagę i nie zamierzał oczerniać swojego gospodarza przed pozostałymi gośćmi - Doszliśmy do wspólnego wniosku, że obecność na krucjacie syna tak znamienitego szlachcica, nawet z nieprawego łoża, znacznie wzmocni pozycję lorda de Autun jak i całego księstwa Burgundii. Sam Josse, mimo, że niezadowolony, nie śmiał sprzeciwić się decyzji swojego ojca, który ponownie wykazał się wielką mądrością - Powiedział i ponownie podniósł puchar, tym razem w toaście dla gospodarza.
Simon dostrzegł, iż owa służka najwyraźniej dostała robotę usługiwania przy stole podczas tego spotkania, szczególnie usługując samemu księciu. Oczywiście nie było w tym nic dziwnego. Nie co dzień można przebywać w otoczeniu takiego seniora.
- Wspaniały krok, mój książę. - kupiec skłonił z szacunkiem głowę - Widzę w twych oczach kiełkujące błyski ojcowskiej rozwagi, które rozkwitną szybko mimo młodego wieku. Wnoszę, iż pod surową ręką ojca zdobyłeś wiedzę, jaką przekuwasz teraz na doświadczenie?- Mój ojciec, świeć Panie nad jego duszą, był człowiekiem surowym, ale pragmatycznym. Nauczył mnie wiele rzeczy z różnych dziedzin i twoje słowa to dla mnie duży komplement mój Panie - Książę pochylił lekko głowę - Natomiast wiem, że wiele czasu minie zanim dostrzegą to inni możni w księstwie.
- Zakładam, że ojciec twój, książę, ostrzegał cię zawczasu przed szlacheckimi grami i uczył cię nimi kierować. - odparł rozmówca - A jestem pewien, że wielu lordów chętnie by przejęło pałeczkę, nawet z tobą wciąż na miejscu.
- To potwierdzę. - odezwał się Guiscard - Na pewno wszyscy są zainteresowani twoimi ruchami, książę, i będą oczekiwać pierwszego potknięcia. - potarł palcami brodę - Twój ojciec u boku Boga nigdy by mi nie wybaczył, gdybym porzucił jego latorośl na żer.
Simon wzniósł kielich w geście podziękowania.
- Ojciec zawsze z szacunkiem wypowiadał się na twój temat Panie. Liczę Panie, że i mnie twój ród będzie zawsze służył dobrą radą i wsparciem - nawet pomimo ‘incydentu’, który miał miejsce.- Oczywiście, tego możesz być pewien. - do lorda podszedł jeden ze sług i wyszeptał mu krótkie słowa do ucha, na które Guiscard zmarszczył z irytacją brwi.
- Wybacz nam, książę, moja córka w tej chwili nie dołączy, wielka szkoda. - skłonił głowę.Książę podniósł lekko dłoń.
- Nic się nie stało mój Panie, mam tylko nadzieję, że nie stało się nic co mogłoby cię zaniepokoić.- O to się nie martw, książę. Josse nie ukazał użyteczności ostatnio, ale sądzę, że moją córkę odnajdzie.
- Później niż prędzej, ale da radę. - mruknął pod nosem syn rodu, po czym uniósł kielich w kierunku Simona - Twoje powodzenie!Książę podniósł kielich i uśmiechnął się lekko przyjmując toast, po czym opróżnił zawartość kielicha.
Cały czas miał poczucie jakby stąpał po bardzo kruchym lodzie - w duchu zastanawiał się, kiedy umocni swoją pozycję na tyle, aby nieco odetchnąć. Musiał przyznać że ojciec miał rację, kiedy twierdził, iż brzemię władzy ciąży bardziej niż mogłoby się wydawać...
-

ANNO DOMINI MCIXII, Posiadłość rodu de AutunAlkohol krążył w żyłach księcia powodując jego rozbawiony, lekki nastrój. Troski trawiące go od tygodnia, wydawały się rozpłynąć w kielichu doskonałego vigne rouge de Bourgogne, którym lord Guiscard uraczył swojego seniora nie szczędząc mu przyjemności stołu rodu de Autun. Jasne było, iż to zachowanie Jossego przysłużyło się tej wylewności dostatku, jaką ucieszono księcia, ale kto by na to narzekał? W końcu kto jak kto, ale Simon de Burgogne zasługiwał na poszanowanie i mógł większe konsekwencje wobec rodu wysunąć z powodu języka nieplanowanego syna Guiscarda. Rodzina powinna być wdzięczna losowi, nowy książę okazał taką łaskawość w tej nieprzyjemnej sytuacji. W końcu to nie tylko Josse był w niej zagrożony...
A i tak bękart prawie bez kary wyszedł z tego jeszcze żyw.
Simon zmierzał z wieczerzy do przygotowanego dla niego pokoju. Dwie osoby z jego grupy ochroniarzy towarzyszyły mu w tej podróży, ale książę mógł zobaczyć, że i oni posmakowali płynnej radości ze szlacheckiego stołu, choć nie w takim stopniu, w jakim posmakował tego sam Simon. Młody książę w korytarzu zachwiał się na lewo i dla stabilności wsparł się o wewnętrzny parapet pobliskiego okna, przerzucając na strukturę całość ciężaru górnej połowy ciała.
Strażnicy oddali swojemu panu chwilę na samodzielne ogarnięcie.
Simon uniósł głowę i zwrócił oczy na obraz za taflą okna, żeby móc nasycić się blaskiem księżyca widniejącego na nocnym niebie.
- Było myśleć o konsekwencjach wtedy, nie teraz. Z drogi. - wzburzony, kobiecy głos rozbrzmiał wyraźnie, z dalszej części korytarza, którym Simon podążał odnaleźć miejsce na spoczynek.
W polu widzenia księcia pojawiły się dwie sylwetki, lepiej widoczne gdy oświetliło je światło najbliższej pochodni. Z satysfakcją mógł zauważyć, iż jedną z nich był Josse wyglądający teraz na umęczonego psychicznie, który zdawał się próbować uprosić o coś drugą z osób - gładkoskórą, smukłą kobietę, może lekko starszą od Simona, ale wciąż w kwiecie swoich ponętnych niewieścich lat. Jasny orzech jej włosów zdawał się błyszczeć złotem, a pukle, które zaczepiła za uchem nie potrafiły się utrzymać w miejscu, nie tak jak tonące w mroku, spięte klamrą tylne kosmyki.
- Nie jestem twoją matką, na moją pomoc nie licz. Won!
Josse jeszcze chciał zaprotestować, może chwycić ramię kobiety, gdy zobaczył przyglądającego się im księcia w asyście strażników. Simon mógł przysiąć, że zobaczył skierowną na siebie żywą złość w oczach bękarta, który bez dalszej zwłoki oddalił się pośpiesznie w spowity cieniami korytarz, nie obdarzając nikogo nawet cieniem ukłonu czy pożegnania.
Kobieta natomiast zobaczywszy księcia, przybliżyła się do niego, aby w odpowiedniej odległości, zdając się nie przejmować jego upojeniem, dygnąć z szacunkiem, odsuwając na boki rąbki złotawej sukni.
- Dobry książę. Wybacz, jeżeli sytuacja, jakiej byłeś świadkiem, spowodowała twój dyskomfort. - odezwała się gładko, łagodnym głosem, zachowując delikatny ukłon.

-

Simon dał znać ręką Bastienowi, że wszystko z nim w porządku. Musiał jedynie chwilę odsapnąć i zebrać siły - czuł wyraźnie wpływ spożytego alkoholu, który wciąż krążył w jego żyłach. Być może przesadził nieco tego wieczoru, z drugiej strony nie chciał urazić gospodarza, który regularnie wznosił głośne toasty za swojego seniora. Guiscard de Autun był jednym z bardziej wpływowych wasali księcia Burgundii i Simon, aby ugruntować swoją pozycję potrzebował jego poparcia.
Bastien i Pierre należeli do jego najbardziej zaufanych strażników. Obu znał ich właściwie od dziecka - zbliżeni do niego wiekiem, praktycznie od zawsze stanowili jego asystę, więc, kiedy ojciec odszedł przeniesienie ich do prywatnej straży stanowił najbardziej racjonalny wybór. 'Zawsze otaczaj się zaufanymi ludźmi' - ta porada najbardziej zapadła w pamięci Simona, który wiedział, że ta dwójka jeśli będzie musiała odda za niego życie.
Ich relacje od czasu odziedziczeniu księstwa uległy znacznej zmianie, jednak gdy byli sami, nawet wysokie urodzenie i książecy diadem nie uchronił Simona przed kąśliwymi komentarzami ze strony towarzyszy.
Bastien widząc, co się dzieje z jego seniorem, zaśmiał się tylko i klepnął Simona przyjacielsko w ramię, pokazując drugiemu towarzyszowi, że nie ma powodu do obaw. Każdemu udzielał się tego wieczoru przyjacielski humor, ale książę musiał zapamiętać, aby przy spokojniejszej okazji omówić ze swoimi strażnikami kwestię umiaru alkoholowego - przynajmniej kiedy są na służbie. Jednak teraz nie zamierzał już psuć tego wieczoru.
Tocząca się na korytarzu rozmowa sprawiła, że odwrócił uwagę od powierzchni błyszczącego jasno księżyca. Jeden z tych głosów poznał od razu - to on sprawił, że pojawił się tutaj tego wieczora. Widok Jossego sprawiał, że czuł gdzieś w środku coś w rodzaju... Zadowolenia? Chyba tak można było opisać to uczucie. Bękart wyraźnie nie spodziewał się, że tak zakończy się ten wieczór, a Simon miał wrażenie, że tym razem uderzy celnie. Co prawda, jeśli nieprawy syn Guiscarda powróci z Krucjaty żywy to na pewno zapamięta mu tą decyzję i może pałać żądzą zemsty, jednak książę liczył, że do tego czasu jego pozycja będzie zupełnie inna.
Z satysfakcją stwierdził też, że bękart wycofał się, kiedy tylko go zobaczył - w niczym nie przypominał już zadziornego chłopaka, który jakiś czas temu odwiedził jego dwór. Teraz przypominał mu wściekłego psa, któremu siłą założono łańcuch. Coś w oczach Jessego mówiło, że wciąć jest gotów ugryźć jeśli podejdzie się za blisko, na razie jednak wybrał wycofanie się z podkulonym ogonem. Na twarzy Simona wyrósł lekki uśmiech.
Druga uczestniczka krótkiej rozmowy (zdecydowanie bardziej atrakcyjna) przykuła większą uwagę księcia.
- Dobry książę. Wybacz, jeżeli sytuacja, jakiej byłeś świadkiem, spowodowała twój dyskomfort. - Kobieta odezwała się gładko, łagodnym głosem, zachowując delikatny ukłon.Simon uśmiechnął się przyjaźnie.
- Moja Pani - proszę uwierz mi, że nie tak łatwo popsuć mi humor. Czego oczywiście nie można powiedzieć o wszystkich... - Zawiesił na chwilę głos, próbując wyglądać jeszcze bękarta za plecami towarzyszki.
- Ale gdzie moje maniery! - Zreflektował się po chwili. - Widzę Pani, że znasz już moje imię, ale dla przyzwoitości przedstawię się tak jak powinienem - Simon do Bourgogne, do usług - Skłonił się lekko - A czy mogę zapytać z kim mam tą niezaprzeczalną przyjemność?
- Inès de Autun, córka miłościwego lorda rodu, mój książę. - lekko wygięła usta w uśmiechu, który nie dostawał do zmiany tony na zimniejszy, gdy mówiła dalej - Co czyni mnie niestety przyrodnią siostrą bękarta, który musiał napsuć książęcej krwi tamtego wieczora. - pokręciła głową - Może Krucjata nauczy go rezonu.
Książę nieufnie przyjrzał się swojej rozmówczyni - nie był pewien jakie relacje łączyły ją ze swoim bratem, ale postanowił tym razem być ostrożny. Przekonał się już w swoim życiu, że ludzie prawdziwe intencje ukrywają pod zwodniczą fasadą uśmiechu.
- Na pewno będzie ona dla niego ważną lekcją - Przytaknął kobiecie - Sądzę, że taka egzotyczna podróż jest przygodą samą w sobie, a na pewno - jeśli Bóg pozwoli mu wrócić - po wszystkim będzie mógł się poszczycić nienaganną opalenizną i kilkoma bliznami, które będą mu przypominały o jego służbie.
- Nie wiem co siedziało w głowie tego bękarta - wzruszyła ramionami - ale chyba nie zaważy to na domu de Autun, miłościwy panie? - spojrzała łagodnie po Simonie - I, jeżeli wolno mi poznać, co mój brat powiedział księciu tamtego spotkania?
Wyraz twarzy księcia momentalnie stwardniał.
- Zapewniam cię Pani - nic co powinno mówić się swojemu seniorowi. Wybacz mi ale wydaje mi się, że wasz ojciec nie przykładał zbytniej uwagi do wychowania i manier. Znam wielu władców, którzy za to samo nabili by na pal, aby zaakcentować swoją dezaprobatę wobec tego co usłyszeli. Ale naprawdę Pani - nie chcę zajmować ci tym głowy, bo mam nadzieję, że wygłoszone przez niego opinie należą tylko do niego samego, a nie są podzielane przez resztę waszej dumnej rodziny? - Przyjrzał się uważnie rozmówczyni.- Nie wiem co dokładnie on powiedział, ale zakładając że było na tyle obraźliwe, że książę do nas przyjechał z tą sprawą... to wątpię, aby było podzielane. - odparła.
Simon jeszcze przez dłuższą chwilę lustrował wzrokiem swoją rozmówczynię.
- Ale nie pozwólmy, aby twój brat moja Pani psuł nam humor, kiedy nie jest tutaj obecny, twój ojciec rzekł wcześniej, że coś zatrzymało Cię i nie mogłaś towarzyszyć nam w wieczerzy. Mam nadzieję, że cokolwiek to było nie naprzykrzyło Ci dużo problemów. Szczerze przyznam, że straciłaś znakomity posiłek - wasz kucharz naprawdę postarał się tego wieczora - Ponownie na jego twarzy wyrósł delikatny uśmiech.Ines pokręciła głową.
- Nie, mój Panie, wszystko w porządku. Cieszy mnie, iż kucharz spisał się znakomicie i raczył cię smakowitymi kąskami tego wieczoru.Książę skinął grzecznie głową i rozejrzał się za swoimi towarzyszami.
- Ale nie zamierzam cię już dłużej zatrzymywać moja Pani. Już późno, a zamierzam wyruszyć z samego rana. Jeśli udajesz się już również na spoczynek, z chęcią odprowadzę cię do twoich komnat - będę spał spokojniejszy wiedząc, że jesteś bezpieczna.Kobieta skłoniła się, zawstydzona.
- Dziękuję dobry Panie, jestem zaszczycona.Simon miał wrażenie, że jego dwaj strażnicy uśmiechnęli się do siebie na uboczu. Młody książę…
Ten jednak postanowił zignorować jednoznaczne spojrzenia swoich towarzyszy i podał ramię swojej rozmówczyni.
- Mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona. Nie miałem na myśli nic niestosownego, zależy mi tylko na twoim bezpieczeństwie.- Ależ nie! - Ines odparła zaskoczona, przyjmując ramię - Po prostu ten łaskawy gest zaskoczył. Zdaje się, że zmęczyła cię uczta, panie…
- Cóż… Dość powiedzieć, że twój ojciec Pani okazał się dość gościnny - Powiedział tylko - A mi jako seniorowi po prostu nie wypadało odmówić - Powiedział zadowolony.
Kobieta uśmiechnęła się przyjemnie.
- Miłościwy książę, jeżeli wolno mi zapytać jako ciekawskiej niewieście - czy wybierasz się teraz na krucjatę, czy na razie ustalisz swoją pozycję polityczną?Simon zastanowił się dłuższą chwilę nad odpowiedzią.
- Sądzę, że nie jest to tajemnicą - nie, nie wybieram się na razie ku Ziemi Świętej i wierzę, że Ojciec Święty to zrozumie. W tym momencie jestem potrzebny tutaj, aby zatroszczyć się o moich ludzi. Jeśli by mnie zabrakło… Nawet nie chcę myśleć o chaosie, który mógłby tutaj powstać. Burgundia jest silna, ale tylko jako całość, nikt nie zyska, kiedy to się zmieni… - Westchnął - Mam nadzieję, że pozostali też będą w stanie to zrozumieć.- Sądzę, że zrozumieją, patrząc na wszystkie zmiany wymagające zajęcia się Burgundią.
- Chciałbym, żeby każdy był w stanie to dostrzec Moja Pani… Ludzie mają to do siebie, że kochają walczyć o ostatni skrawek nawet najbardziej bezwartościowego przedmiotu. Z moich obserwacji wynika, że szlachetnie urodzeni nie różnią się w tym aspekcie zbytnio - może walczą tylko bardziej zajadle - Uśmiechnął się.
Kobieta spowolniła kroku.
- Moje komnaty już obok, dziękuję miłościwy książę za troskę. - skłoniła głowę - Mam nadzieję, że twoja noc będzie dobra.Książę skłonił się lekko.
- I twoja również Pani, bardzo dziękuję za dotrzymanie towarzystwa tego wieczoru. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze chwila, aby spokojnie porozmawiać - Spojrzał na swoich towarzyszy i skinął im głową, aby zakomunikować, że czas wracać do swoich komnat. - Życzę ci spokojnej nocy - Ponownie skłonił się, udając się ze swoimi ochroniarzami w stronę wydzielonych im pokoi. -

ANNO DOMINI MCIXII, Dijon
Wino było suto nalewane zgromadzonym gościom, a jego zdradliwa łaska podbudowywała radosne nastroje obecnych w zamku Księcia Burgundii. Nikt nie podejmował tematu podpisanego w Jaffie traktatu, który był niczym policzek według zgromadzonych dygnitariuszy. Wieści o nim dotarły oczywiście z opóźnieniem do tych ziem, więc pozostało im tylko zagryzać zęby w niemej złości na Ryszarda Lwie Serce.

- Czego w sumie można było innego oczekiwać po angliku? - odezwał się nagle z końca sali jeden z podchmielonych już gości niższego urodzenia.
- Tchórzliwa i niekompetentna banda, układać się z niewiernymi zechcieli! - wtórował mu inny.- Twoja łaskawość jest wielka, dobry panie. - odezwał się zaproszony na dwór lord de Autun, którego wzrok spoczął na moment na rozgadanej zgrai niskiego pochodzenia - Znosisz tych usłużnych oferując im jadło, a wcześniej nawet łaskę odkupienia okazałeś mojemu bękarciemu synowi. - pokiwał głową, chyba mając zamiar nawet znieść towarzystwo na sali - Oddał życie świętej sprawie, dzięki tobie. Choć pod koniec życia przybliżył się do dostąpienia Królestwa Niebieskiego, a...
Nagle wypowiedź lorda przerwał Odo, który nachylił się do księcia Burgundii i delikatnie rzekł:
- Masz kolejnego gościa, mój książę. - wyszeptawszy lekko skinął głową w stronę uchylających się wrót do sali biesiadnej. - To Hardestadt von Bavaria. - usłyszał pełne czci słowa Odo.Simon słyszał o tym tepmplariuszu, ani chybił zasiadającym wysoko w samym Zakonie Krzyżowców. Bogobojny i waleczny, uczestniczył w wielu wycieczkach przeciw muzułmanom na Świętej Ziemi. Jego pojawienie się w tak skromnym miejscu jak Dijon, zwiastowało wielkie wydarzenie dla Księcia Burgundii... choć ten nie wiedział czy będzie ono pozytywne, czy to zły znak. Czemu miałby zainteresować sobą Zakon?
Hardestadt nie przybył też sam. Towarzyszyła mu świta rycerzy i Simon mógł się zastanawiać jakim cudem nie usłyszał o przybyciu na ziemie Burgundii wcześniej. Musiał mieć mniejszy posłuch, niż miał nadzieję...Templariuszowi skłaniały się głowy poślednich, jak i zamilkli i zrobili miejsce możni. Sytuacja była szczególnie interesująca, jako że Simon nigdy wcześniej takiej reakcji nie wywoływał samym sobą... co trochę go martwiło. Nie usłyszał też głosu swojego brata dzielącego się wiedzą i radą z krewniakiem, a gdy spojrzał w jego stronę zorientował się, iż ten odsunął się na bok. Sam Simon czuł się... dziwnie podległy w obecności tego gościa.
Nikt nie zagradzał drogi templariuszowi, gdy ten uzbrojony podchodził do samego księcia, a świta Hardestadta trzymała się za swoim seniorem.Wszyscy milczeli, czasem spoglądając na księcia.
I czekali.
-

Simon uśmiechał się dyskretnie słysząc pełne oburzenia rozmowy jego gości na temat traktatu z Jaffy.
‘Nadęci hipokryci…’ – Pomyślał popijając wino z kielicha. Gdyby ich wsparcie dla sprawy było chociaż w połowie tak żarliwe jak toczone właśnie dyskusje to już nie tylko Jerozolima, ale znacznie więcej miast byłoby oswobodzone spod jarzma heretyków. Gdyby Ryszard Lwie Serce miał więcej ludzi i zasobów, a władcy chrześcijańscy przestali toczyć jakieś wewnętrzne gry i zjednoczyli się w słusznej sprawie to szybko zepchnęlibyśmy tych pogan jeszcze dalej. Natomiast zdaniem księcia po uwzględnieniu wszystkich czynników sam traktat można było uznać za duży sukces krucjaty – wojska wroga były liczne i walczyły z dużą zawziętością, a same warunki dla przeciętnego europejskiego rycerza były wręcz ekstremalne. Ale oczywiście tego od tych zgromadzonych tutaj na pewno nie usłyszy. O wiele łatwiej i wygodniej jest siedzieć i narzekać, kiedy straciło się szansę na zarobienie dodatkowych pieniędzy na umowach handlowych, zamiast faktycznie się zaangażować, kiedy był na to czas.
Gdzieś w środku ucieszył się, że nie tylko on ma chyba podobne zdanie na temat swoich gości i ich zachowania.
- Twoja łaskawość jest wielka, dobry panie. Znosisz tych usłużnych oferując im jadło, a wcześniej nawet łaskę odkupienia okazałeś mojemu bękarciemu synowi. Oddał życie świętej sprawie, dzięki tobie. Choć pod koniec życia przybliżył się do dostąpienia Królestwa Niebieskiego, a...
Wiadomość o śmierci bękarta na moment wyrwała Simona z poprzedniego zamyślenia. Nie darzył go zbytnią sympatią i wiedział również, że zarządzona kara za taką impertynencję w przypadku wielu innych władców byłaby znacznie bardziej surowa, natomiast czuł, że pierwszy raz tak naprawdę, zdał sobie sprawę z tego, że konsekwencje jego decyzji i wyborów, będą miały bezpośredni wpływ na los i życie jego poddanych. Czy jeśli tamtego wieczora zachowałby się inaczej to bękart również nie odważyłby się na taką bezczelność? Czy kara, którą wymierzył nie była w sumie tym samym co zwykłe skazanie na śmierć?
Już miał odpowiedzieć swojemu wasalowi i złożyć kondolencje, jednocześnie siląc się na kilka wymuszonych ciepłych słów na temat zmarłego, kiedy jego rozmowę przerwał Odo.
- Masz kolejnego gościa, mój książę. To Hardestadt von Bavaria.
Oczywiście, że każdy krzyżowiec znał to imię – von Bavaria ciężko zapracował sobie na swoją sławę wśród ludzi jak i bożą przychylność w Ziemii Świętej. Był uważany za wzór cnót wśród europejskich rycerzy, obserwując swoich gości nie spodziewał się jednak, że jego sława podąży za nim na kontynent.
Nagle zorientował się, że von Bavaria zbliża się w jego stronę, a wszyscy odsuwają się z szacunkiem robiąc mu miejsce, nawet jego własna świta. Ukuło go to trochę, bo wiedział dobrze, że nie mógłby liczyć nawet na cień takiego respektu w chwili obecnej, wielu uważało go dalej za szczeniaka, który dopiero co objął tron – wiedział jednak, że jego ojciec całe życie budował swoją pozycję i jeszcze wiele pracy należało włożyć, zanim ugruntuje swoją władzę. Zmartwiło go bardziej jednak zachowanie jego żołnierzy, którzy pozwolili się uzbrojonej grupie zbliżyć tak bardzo oraz to, że żaden z jego wasali nie przekazał mu informacji o przybyciu templariusza wcześniej. Zapamiętał, że będzie musiał porozmawiać o tym z kapitanem jego straży oraz zapytać swoich doradców o zdanie. Przypuszczał, że von Bavaria nie przybył tutaj, aby dybać na jego życie, natomiast bezpieczeństwo władcy powinno być jednym z priorytetów poddanych, którzy mają chociaż krztę lojalności wobec niego.
Simon spróbował zachować zimną krew i wstał, aby przywitać tak znakomitego gościa. W momencie, kiedy zrobił kilka kroków w jego stronę pierwszy raz od bardzo dawna poczuł się… Sam. Nie samotny, czy opuszczony, ale pozostawiony samemu sobie. Nie słyszał podszeptów, nie widział obłudnych uśmiechów, tak jakby wszyscy chcieli odciąć się od tego co się zaraz wydarzy. Z jednej strony sprawiało, że zbliżające się spotkanie wywoływało lęk, który był być może niewspółmierny do tego co właśnie się działo. Natomiast gdzieś z tyłu głowy dawało mu dziwną… Satysfakcję. Ludzie, którzy go otaczali okazali się zwykłymi tchórzami, którzy mimo, że zwykle byli głośni, szybko milkli w momencie, kiedy nadchodził moment próby. Jeśli chciał nimi władać musiał być kimś innym niż oni wszyscy, kimś, kto nie boi się odpowiedzialności i kimś kto potrafi podejmować decyzje.
‘Łatwiej powiedzieć niż zrobić’
Korzystając z faktu, że cała uwaga była zwrócona w tym momencie na przybyszu i jego świcie, książę zamknął na chwilę oczy, wziął głęboki wdech i uśmiechnął się podchodząc bliżej.
- Lord Hardestadt von Bavaria! Jak miło gościć tak znakomitego gościa w moich progach – Powiedział głośno, wlewając w to tyle pewności siebie na ile było go w tej chwili stać, zatrzymując się przy tym z rozłożonymi rękami – Proszę dołącz do mnie wraz ze swoją świtą i odpocznijcie chwilę, przypuszczam, że odczuwacie trudy podróży.Obserwując rycerza, czuł jak zimna kropelka potu spływa mu po plecach.
-

ANNO DOMINI MCIXII, Dijon
Książę mógł mieć wrażenie, że osoba Hardestadta von Bavaria wywołuje nieoczekiwane poruszenie pośród zgromadzonych, którzy przypatrywali się mu jakoby idolowi sprowadzonemu na ziemię przez samego Chrystusa.
- Witaj, książę. - odezwał się gość, gdy podszedł bliżej - Zaiste Bawaria zyskała prawowitego władcę pomazanego przez swojego ojca, który zobaczył w tobie potencjał w dniu narodzin. - wypowiedziawszy te słowa lekko skłonił głowę przed Simonem.Książę nie sposób było zaprzestać podziwiać postury tego człowieka, pałającej od niego siły charakteru i jednocześnie łagodności głosu. To samo uczucie wyraźnie udzielało się też innym zgromadzonym.
- Wysokie urodzenie nie mydliło tylko oczu pięknym tytułem prostej tłuszczy, a podkreśliło twoją prawdziwą szlachetność ducha. - Simon nie był w stanie nie wsłuchiwać się w te piękne słowa, odegnać od siebie ich brzmienia. Niby powinny mu się jawić nic nie wartymi pochlebstwami, ale... ale... były takie...
- Synu Hugo Trzeciego, prawny spadkobierco tronu Burgundii.
...przyjemne...
-

Simon niemal w jednej chwili uległ wdziękowi gościa. Tyle miłych słów od takiego człowieka! Każde słowo von Bavarii łechtało ego Księcia. Pierwszy raz w życiu czuł się tak... Doceniony i tak wyjątkowy. Tak jakby wszystkie jego niepewności zniknęły.
Poczuł się jak spełniony władca - czemu każdy nie może w nim widzieć tego co Hardestadt? Czemu ta banda cały czas oceniała go przez pryzmat jego ojca, a nie widziała w nim księcia jakim był teraz? Miał jednak z tyłu głowy dziwne wrażenie, że jeszcze chwilę temu miał jego odczucia wobec przybysza były inne... Ale jakie to miało znaczenie w tej chwili? Powinien zrobić wszystko co w jego mocy, aby ten poczuł się dobrze ugoszczony.
- Twoje słowa zdecydowanie zbyt szczodre Lordzie - Uśmiechnął się najszerzej jak potrafił - Proszę dołącz do mnie - Zaprosił gościa ręką. - Powiedz mi z jaką sprawą przychodzi i jak mogę ci pomóc?
-
- Szlachetny książę - podszedł bliżej Simona - Moje słowa biorą się z doświadczenia oraz znajomości twojego ojca, Świętej Pamięci. Przypominasz go tak bardzo nie po prostu fizycznie, ale coś ważniejszego: charakterem. - lekki uśmiech zawitał na twarzy Hardestadta - Jeżeli pozwolisz. - z wdzięcznością przyjął propozycję Simona i ruszył za nim, by spocząć u boku księcia - Jeżeli to nie byłaby zbytnia niewygoda, to czy moją świtę mógłbyś kazać ugościć jadłem i napojem? Podróż mamy za sobą długą. - wskazał na towarzyszących mu rycerzy i mu poddanych.
- Przybyłem by zobaczyć na własne oczy dziedzica mojego zmarłego przyjaciela. - zaczął tłumaczyć, gdy już usiadł obok Simona - Żałuję, że jego śmierć nadeszła tak niespodziewanie. - obrócił w palcach podstawiony mu kielich z winem, w którym odbijały się sylwetki wpatrzone w obu -Taka szkoda... Miał tak wiele jeszcze przed sobą.
-

Książę nie przypominał sobie nigdy, aby jego ojciec wspominał o znajomości z Hardestadtem… Porównanie go do rodzica jednak bardzo miło połechtało jego ego.
- Jeżeli to nie byłaby zbytnia niewygoda, to czy moją świtę mógłbyś kazać ugościć jadłem i napojem? Podróż mamy za sobą długą.
- Oczywiście! – Powiedział z nadmiernym entuzjazmem i skinął głową majordomusowi, który skłonił się lekko i za chwilę zniknął, aby zająć się przygotowaniami.
- Wasze miejsca będą za chwilę gotowe, natomiast proszę ty usiądź ze mną przy jednym stole i zjedz ze mną wieczerze zgodnie z chrześcijańskim zwyczajem. – Powiedział, kiedy zobaczył, że to miejsce już zostało przygotowane i poprowadził gościa do stołu, gdzie po chwili sługa napełnił dwa puchary winem.
- Przybyłem by zobaczyć na własne oczy dziedzica mojego zmarłego przyjaciela. Taka szkoda... Miał tak wiele jeszcze przed sobą.
Książę nieco zasmucił się na ponowne wspomnienie o ojcu.
- To prawda, natomiast ojciec wiódł dobre i pełne cnót życie. Jestem pewien, że Pan przyjmie go do swojego Królestwa i będzie mógł wychwalać go wiecznie wraz z chórami aniołów. – Odrzekł po chwili – Jeśli mogę zapytać – skąd znałeś mojego ojca Lordzie? Przyznam, że nigdy nie opowiadał mi o waszej znajomości, natomiast przyznam, że niezmiernie miło by było usłyszeć o nim coś więcej od tak bliskiego przyjaciela – Simon zafascynowany oczekiwał na odpowiedź, wpatrując się w swojego rozmówcę. -
Hardestadt uśmiechnął się lekko na reakcję Simona.
- Spotkałem go, gdy po raz pierwszy zjawił się przed obliczem Ryszarda Lwie Serce, a swą mężnością i charakterem stał się mu przyjacielem. Sam znajdowałem się w otoczeniu Ryszarda i doświadczyłem tego co i on. Na mnie twój ojciec, drogi książę, także zrobił wielkie wrażenie, które trwało przez całą Krucjatę, a sądzę że trwałaby dłużej gdybyśmy mogli ciągle cieszyć się swoją obecnością. - westchnął ciężko - Mieliśmy takie plany zawiązane na dalsze lata jego życia. - spojrzał uważnie na Simona - Naprawdę niesamowity człowiek o cnym charakterze i błękitnej krwi. Gdyby tylko ta śmierć go nie zabrała przedwcześnie... - Hardestedt wydawał się być prawdziwej poruszony odejściem ojca Simona - Czuję się wręcz zmuszony dopatrzeć by jego potomek także otrzymało błogosławieństwo od losu jakie i jemu było pisane. - zakończył z pełnią powagi w głosie.
-

Książę zadumał się ponownie na samą wzmiankę o swoim ojcu. Rozpierała go wielka duma, że jego rodzic cieszył się tak wielkim szacunkiem osoby tak znamienitej jak Hardestadt. Jednak gdzieś podświadomie nie potrafił od tak zaakceptować ostatniej propozycji.
- Jeśli wybaczysz mój Panie... Nie chciałbym, aby zasługi mojego rodzica spływały na mnie ze względu na moje pochodzenie - Powiedział schylając lekko głowę i dodając szybko - Nie chcę oczywiście urazić Ciebie i twojej propozycji, natomiast myślę, że mój ojciec powiedziałby to samo - wszelkie zaszczyty znaczą cokolwiek, jeśli się na nie zapracuje, a nie są dane ze względu na inne kwestie. Mam nadzieję, że moje słowa cię nie zraniły, bo nie było to moim zamiarem - Z lekkim niepokojem obserwował swojego rozmówcę.
-
Na te słowa Hardestadt uśmiechnął się z zadowoleniem, jakby miał nadzieję na taką odpowiedź. Wychylił się w stronę Simona, aby po ojcowsku poklepać go po ramieniu, jak stary ojciec syna w wyrazie dumy z działań potomka.
- Cieszysz moje serce drogi Książę i cieszyłbyś też serce swojego rodziciela. Okazujesz mi, iż podjąłem odpowiednią decyzję. - położył obie dłonie na ramionach Simona w ten sposób obejmując go w uścisku niczym bliska osoba - Otrzymasz wszystko należne ci z urodzenia. I wiele więcej.Simon nie był w stanie odsunąć wzroku, aby nie patrzeć w oczy Hardestadta. Czuł... coś w stylu ojcowskiej dumy, ciepła i zadowolenia, jakie opływały duszę młodego Księcia. Uśmiechał się z nieoczekiwaną radością.
I prawie nie zauważył wzroku pełnego bólu i zazdrości, jakim go obdarzał stojący z boku Odo.
-

Cały wieczór zlał się Księciu niemal w jedną całość. Niemal spijał każde słowo, wypowiedziane przez jego gościa, a każde usłyszane pochlebstwo łechtało jego dumę. Nie mógł oderwać wzroku od Templariusza i z całych sił chciał się mu przypodobać jeszcze bardziej, powiedzieć cokolwiek, aby tylko usłyszeć chociaż małą pochwałę, dostać nawet najmniejszy komplement. Na szczęście dla niego przyjaciel jego ojca tego wieczora nie szczędził mu miłych słów, a każde z nich cieszyło serce młodego władcy.
Rozmawiali o wielu tematach. O wojnie, o sytuacji w Europie, o chrześcijaństwie i o poganach w Ziemi Świętej. Wymieniali się również wspomnieniami o jego ojcu, dzieląc się wspólnymi historiami. Simon nigdy nie spodziewał się, że znajdzie osobę, która go tak dobrze zrozumie, z którą będzie mógł się podzielić swoimi wątpliwościami. Tak wiele leżało na jego sercu… I smuciło go, że jego gość będzie musiał go kiedyś opuścić, ale dzisiaj był z nim i mogli wspólnie ucztować i bawić się.
Zdziwił się bardzo, kiedy zauważył, że Odo od czasu do czasu rzucał mu dziwne spojrzenia. Będzie musiał o tym porozmawiać ze swoim bratem, ale… Nie dzisiaj. Dzisiaj musiał być wzorowym gospodarzem i obdarzyć swojego zacnego gościa legendarną burgundzką gościnnością.
Cała uczta minęła mu błyskawicznie, zanim się zorientował i Hardestadt napomknął mu o trudach minionego dnia i podróży. Simon niemal momentalnie zawołał jednego ze swoich służących.
- Przygotujcie jego Lordowskiej Mości największy pokój w gościnnym skrzydle i zadbajcie o to wodę w balii. Lord Hardestadt ma mieć zapewnione wszystkie wygody i pamiętajcie, żeby ktoś ze służby był do jego dyspozycji całą noc w razie gdyby czegokolwiek potrzebował. – Gdy tylko skończył mówić od razu zwrócił swoją uwagę z powrotem na Templariusza.- Niebawem wszystko będzie gotowe – Zapewnił entuzjastycznie – Tymczasem będę bardzo wdzięczny, jeżeli będziesz chciał wypić ze mną jeszcze trochę wina – Jednocześnie dyskretnym i stanowczym gestem poprosił o napełnienie pucharów – To najlepsze co znajduje się w zamkowej piwniczce, ojciec kupił parę beczek wiele lat temu od żydowskiego kupca… Zawsze mówił, że to wino na specjalną okazję – Rozpromienił się, pogrążając się z powrotem w rozmowie.
Gdy dotarł do swojej komnaty kręciło mu się w głowie. Wypił co prawda bardzo dużo, ale emocje w jego głowie wariowały z zupełnie innego powodu. Nie potrafił oderwać swoich myśli od poznanego mężczyzny – ich wspólne rozmowy niczym echo, wciąż rozbrzmiewały w jego umyślę. Był trochę zły na swojego ojca, że nigdy wcześniej nie przedstawił mu Lorda Hardestadta wcześniej.
Gdy tak leżał w swoim łożu i rozmyślał, rozbudziło go tego ciche i delikatne pukanie do drzwi. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Adeline, córka jednego z jego wasali.
Odwiedzała go co wieczór przez ostatnie parę dni i jej delikatny dotyk był tym czego potrzebował, aby idealnie zwieńczyć ten cudowny dzień.
- Wejdź – Powiedział z uśmiechem.
-

ANNO DOMINI MCIXII, Dijon
Wieczór był zwieńczony jeszcze lepiej niż książę mógł oczekiwać. Adelaine była mu znana od młodszych lat, gdy jeszcze razem mieszkali pośród murów zamku ojca Simona. Jej własny ojciec był wasalem na służbie rodziny książęcej, więc trzymali się w bliskiej odległości. Niemniej nie tak bliskiej, jak nastoletni wtedy dziedzic by marzył.
Czuł dziką, wręcz pierwotną satysfakcję, jak przed oczyma miał nagie piersi młodej kobiety drżące w rytm unoszenia się i opadania bladoskótego ciała pozbawionego grama wstydliwości.A dumę potęgowały jęki zarumienionej kochanaki niosące się dźwiękiem tego samego głosu jakim odrzucała jego zaloty i zaprzeczała szansom, gdy był wciąż jeszcze tylko synem księcia.

Simon z rozpierającą jego pierś pysznością patrzył na Adelaine zbiera z podłogi przy łóżku części swojego odzienia. Otrzymał wszystko o czym jako nastolatek tylko marzył, a co nie było popierane w tym momencie przez jego pana ojca... ale teraz to on był władcą! To on mógł rozsądzać nad życiem i śmiercią podwładnych, to on mógł oceniać co mu wolno a co nie! Wcześniej obawiałby się tych myśli, ale teraz... Poczynał się do nich przyzwyczajać.
Jak i do królewskiego poczucia posiadania władzy nad innym.Niby łaskawy pan oglądał jak kobieta wyciąga spod łóżka część bielizny i wciąż z nagim biustem unosi się z klęczek ku zadowoleniu młodego księcia odczuwającego grzeszne zaspokojenie swojej zranionej dumy sprzed lat. Zastanawiał się czy nie uczynić z Adelaine swojej oficjalnej kochanki. Pewnie by mogło to zniszczyć jej plany na zamążpójście, ale bycie kochanką księcia powinno to zadośćuczynić... szczególnie że przecież ubogą jej nie pozostawi.
Bez ostrzeżenia silnie zostały otwarte drzwi, w jakich stanął nikt inny jak bliźniak księcia. W pierwszym spojrzeniu natrafił na półnagą kobietę, jaka w przestrachu narzuciła na ramiona suknię, aby skryć pod jej materiałem jak najwięcej niewieściego wstydu.
- Wybacz mi, książę, ale mam wiele do omówienia z tobą. - odezwał się kierując wzrok na leżącego na łóżku brata, od jakiego za młodu słyszał wielokrotnie narzekania o niechęci Adelaine - Przeszkadzam widzę?
