[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
@dekline
Ekipunek zaraz dam.
Bijatyka z "przekoksu". Chyba, że źle zrozumiałem.
Ok źle zrozumiałem, już zmieniam. -
Jeśli można się jeszcze zgłosić, to poprosiłbym o rzuty

-

Imię: Mały Kurt
Rasa: Człowiek
Profesja: Ochroniarz
Znaki Szczególne: blizny na twarzyWW: 45 +10
US: 26
K: 41 +5
Odp: 36 +5 ->41
Zr: 28 +5
Int: 31
SW: 27
Ogd: 26A: 1 +1 -> 2
Żyw: ? +3
S: 4
Wt: 4
Sz: 4
Mag: 0
PO: 0
PP: 0Umiejętności:
-plotkowanie (Ogd)
-wiedza (Imperium) (Int)
-znajomość języka (staroświatowy) (Int)
-leczenie (Int)
-spostrzegawczość (Int)
-unik (Zr)
-zastraszenie (K)Zdolności:
-bardzo silny (+5 do Krzepy)
-urodzony wojownik (+5 do WW)
-niezwykle odporny (+5 do Odporności)
-bijatyka (+ 10 do WW i +1 do obrażeń podczas ataku bez broni)
-broń specjalna (parująca)
-broń specjalna (rzucana)
-ogłuszanie (możliwość ogłuszania po udanym ataku – test K vs. Odp)
-szybkie wyciągnięcie (użycie przedmiotu jako akcja natychmiastowa)
-niepokojącyEkwipunek:
-sznur służący za pasek,
-brudna szmatka,
-kawałek cegły.Opis postaci:
Kurt całe życie robił w ochronie i windykacji – tam, gdzie trzeba było kogoś nastraszyć albo zmotywować pięścią. Nie był głupi, ale nie lubił pytań i nigdy nie dopytywał o szczegóły. Słuchał poleceń, robił swoje i brał następne zlecenie. Ludzie mówili na niego „Mały Kurt”, choć był większy od większości osób. Do więzienia trafił przez pomyłkę. Dorabiał akurat na wejściu w karczmie. Był harmider, ktoś krzyczał, ktoś się śmiał, muzyka zagłuszała słowa. Kurt źle usłyszał. Miał pobić, a nie ubić. Zrobił swoje. Pomyłka. Ryzyko zawodowe.
-
Na tyle, na ile zdołaliście się zorientować, miasto wznosi się nad morzem, u wylotu rzeki, na jedynym w tej przeklętej okolicy fragmencie stabilnego gruntu – nagiej skale, wystającej z bagien niczym zęby trupa. Wszystko wokół, jak okiem sięgnąć, to cuchnące mokradła: mgły wiszące dniami i nocami, gnijące drzewa, topieliska bez dna. Bagna pochłonęły już niejedną armię, której dowódcy uwierzyli mapom, przewodnikom albo własnej pysze. Po dziś dzień mówi się, że w cichsze noce słychać tam szczęk zbroi i krzyki tonących.
Na wyspę prowadzą cztery drogi - przynajmniej według oficjalnych opisów.
Pierwsza to kamienna grobla, jedyna lądowa droga do miasta. Wąska, wyniesiona ponad bagno, popękana od lat i przesiąknięta krwią bardziej niż deszczem. Na jej końcu wznoszą się bramy, masywne i ponure, za którymi zawsze czeka straż - czujna i daleka od litości.
Druga droga prowadzi od strony morza. Port jest potężny,i obstawiony tak, że samo wpłynięcie do basenu portowego bez zaproszenia jest czystym szaleństwem. Nawet jeśli ktoś zdołałby ominąć łańcuchy, baterie balist i wieże obserwacyjne, pozostaje jeszcze wewnętrzny mur portowy - gruby, wysoki i stale patrolowany. Morze tu nie jest sprzymierzeńcem; zdradliwe prądy i nagłe sztormy zdają się sprzyjać obrońcom bardziej niż ludziom.
Trzeci sposób…próba dotarcia do miasta przez bagna i rzekę. Pieszo – bagno wciągnie cię po pas, po pierś, po szyję, zanim zdążysz zrozumieć, że grunt pod stopami nigdy nie był prawdziwy. Łodzią – ostre jak brzytwa skały przy ujściu rzeki rozrywają kadłuby, a zdradliwe wiry wciągają wszystko, co ośmieli się podpłynąć zbyt blisko murów. Ci, którym „się udało”, nie zostawili po sobie żadnych świadków.
Czwarty sposób natomiast nie istnieje.
I każdy, kto twierdzi inaczej, prędzej czy później znika.W Bögenhafen stacjonuje armia - oficjalnie po to, by strzec porządku w regionie, nieoficjalnie, by nikt nie zapomniał, kto tu naprawdę rządzi. Kilka oddziałów straży miejskiej zajmuje się codziennymi problemami: bójkami, kontrabandą, ciałami wyłowionymi z kanałów. Nad wszystkim czuwa lokalna władza - niewidoczna, odległa i doskonale poinformowana.
Miasto tętni handlem. Gildie kupieckie rywalizują ze sobą otwarcie i po cichu, kompanie morskie werbują ludzi szybciej, niż morze ich zabiera, świątynie bóstw wszelkiej maści przyjmują wiernych. Kilku magusów działa tu legalnie - a reszta skrywa się w zaułkach, piwnicach i ruinach starszych niż samo miasto.
Pomiędzy tym wszystkim kłębi się pospólstwo: uchodźcy, awanturnicy, dłużnicy, marzyciele i desperaci. Każdy przybył tu po coś innego: złoto, władzę, zapomnienie, albo tylko po to, by zniknąć w tłumie.
W powszechnej opinii mieszkańców Bögenhafen jest miastem nie do zdobycia - miastem-państwem-twierdzą. Jedyną rzeczą, która naprawdę może mu zagrozić, jest zaraza. Dlatego miasto podzielono na strefy i dzielnice, oddzielone murami i bramami, które można zamknąć szybciej, niż ogień wypalający choróbstwo zdąży zgasnąć. A gdy choroba się rozprzestrzenia… cóż. Ogień jest skuteczny. Tak samo jak zapomnienie.
I właśnie dlatego nikt tu nie śpi spokojnie.
-
@Dekline wszystko jest ok
-
Ostatnie wezwanie.
Pociąg do nieuchronnej, szybkiej i raczej mało godnej śmierci już syczy parą. Wagon bez powrotu, miejsca stojące, podłoga śliska od szczyn i cudzych wnętrzności. Kto się zawaha - umrze . Kto się zgłosi - też Umrze, ale przez duże "u". Wybór należy do Was.
Jak pisałem wcześniej: rozważam wcześniejsze zamknięcie rekrutacji, a więc i wcześniejsze rozpoczęcie masa… znaczy gry. Tak, gry. Choć „rzeź” byłaby uczciwszym określeniem.
Zainteresowanie nie rośnie, puls też nie będzie długo wyczuwalny, więc planuję zamknąć ten kram w bardzo bliskim „zaraz, zanim zaczniecie krzyczeć”.@gladin, @wired - potrzebuję natychmiastowej deklaracji, czy mam jeszcze na Was czekać, czy mogę już kopać płytki grób. Póki co nie chcę kart, nie chcę historii postaci - chcę tylko wiedzieć, czy mam szykować dla Was osobne trumny, czy wspólną mogiłę.
Jeśli zdecydujecie się obaj - przeboleję 9 osób zamiast 8.
A jeśli zrobi się 10 … cóż, śmierć masowa zawsze wygląda lepiej w statystyce. -

A zatem to już prawie ten moment! Hieronim Bosch od zawsze marzył o sposobności opuszczenia tego odrażającego miejsca pełnego odrażających ludzi! Ale najpierw jeszcze pytanie techniczne - jak wygląda kwestia rzutów? MG będzie rzucał nam na życzenie czy rzucamy my gdzieś w sieci i publikujemy linki do wyników czy może zakładamy wspólny dice room na Rollz czy jeszcze coś innego?
-

No i czego go straszysz?!
-
Jacy straszni ludzie, jak będzie odpowiednio miły to może nawet dostanie obietnicę oczyszczającej lewatywy w spokojniejszych czasach...
-

A zatem to już prawie ten moment! Hieronim Bosch od zawsze marzył o sposobności opuszczenia tego odrażającego miejsca pełnego odrażających ludzi! Ale najpierw jeszcze pytanie techniczne - jak wygląda kwestia rzutów? MG będzie rzucał nam na życzenie czy rzucamy my gdzieś w sieci i publikujemy linki do wyników czy może zakładamy wspólny dice room na Rollz czy jeszcze coś innego?
@Ketharian Dekline zdaje się wspominał. Rzuca sobie sam jak mu wygodnie i nie podaje wam żadnych łączy do niczego.
-
Tak, Zell ma rację - w życiu ... tfu! w rzyci! ... mam sprawiedliwość i transparentność, a poza tym jestem jeszcze leniwy. Jak pisał Gladin, było to już we wstępie do rekrutki.
W sprawach organizacyjnych: czekamy na Wireda, jak tylko pojawi się jego karta, startujemy.
-
Do graczy dołącza wielki przedwieczny, zaproszony przeze mnie przez PW.
Karta Imienia tego którego wymawiać nie można(*) znajduje się w materiałach, razem z planem poziomu na którym się aktualnie znajdujecie. Oczywiście jest to plan z waszego punktu widzenia oraz tego czego mogliście się domyśleć.Jako że nie wywieramy absolutnie żadnej presji na @wired, postanowiłem otworzyć już wątek sesji i komentarzy, tak abyście mogli sobie te strony zapisać w pamiętniczku i czekać aż ktoś (nie wiadomo kto) skończy kartę i bedzie oficjalny sygnał startu. Przy okazji przypominam aby zapisać sobie wątek materiałów.
(*) bo go nie znam