Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. 21 dni Kwarantanny
21 Dni
GaranilG
Garanil jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MilobM
Milob jako
Maksymilian Kruk
MaReenkM
MaReenk jako
Karol Wysocki
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Michał Owczarek
NamiN
Nami jako
Wiktoria Wrońska

21 dni Kwarantanny

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
10 Posty 5 Uczestników 183 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GaranilG Niedostępny
    GaranilG Niedostępny
    Garanil jako Mistrz Gry
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Garanil
    #1

    darpol.png

    Muzyka!

    Dzisiejszy poranek w siedzibie korporacji "Darpol SA" zaczął się jakoś tak ciężko i to jeszcze przed 10-tą. Woźny jak zwykle przeciera po raz n-ty pierwszy tę samą podłogę, które nigdy nie udało mu się domyć i która nigdy nie może być czysta dłużej niż 5 minut. Główny korytarz.
    Przechodząca obok sekretarka usłyszała dochodzący ze słuchawek woźnego przebój Big Cyca "Nienawidzę Szefa" i uśmiechnęła się. I był to uśmiech korporacyjny, nieszczery, a ona już robiła w głowie notatkę, czy można to w jakiś sposób wykorzystać, żeby po woźnym wspiąć się o jeden szczebel w drabinie korporacyjnej kariery.

    Maksymilian był już w pracy. Zdążył umyć od 8 całkiem sporo okien, upuścić jedną (na szczęście pustą) butelkę po środku do mycia szyb (najtańszym), oraz oblać się wspomnianym płynem, zanim kierownik jego działu kazał mu natychmiast wrócić do środka budynku, bez podania powodu.

    Karol był na 20 piętrze. Właśnie wczołgał się do tunelu technicznego w ścianie i miał rozkręcić obudowę jednego z wentylatorów, które odmawiały posłuszeństwa. Awaria wentylatorów w tym konkretnym budynku to nie było niestety nic nowego. W pewnym momencie ktoś trącił go w but.
    -Zostaw to, mamy problem. Chodź. - Oznajmił Sebastian. Korpo-szczur będący bywalcem palarni, którego Karol znał z widzenia i okazjonalnej wymiany zdań.

    Michał wszedł do budynku z torbą medyczną, wezwany do nagłego ataku duszności u jednego z pracowników. Szybko okazało się, że to nic poważnego, obyło się bez intubacji i skończyło na dawce leku rozkurczowego. Ale Policja zdążyła zablokować drzwi. Nie chcieli go już wypuścić. Na szczęście Zbyszek został w karetce i mógł odjechać.

    Wiktoria znajdowała się w swoim gabinecie. Rozmawiała właśnie z jednym z pracowników z działu IT, konkretnie z Michałem Zielińskim z działu IT. Znała go i jego przypadek aż za dobrze. Świetny fachowiec, znający systemy firmy jak własną kieszeń, ale przy tym nieufny wobec innych i niemalże stale na skraju paranoi, pomimo leków, które brał sumiennie i regularnie. Może to "nie był" atak paranoi, ale martwił się o wydarzenia zasłyszane w wiadomościach... o epidemii. Zbyt dobrze pamiętał Covid-19.

    Nagle zatrzeszczał radiowęzeł budynku. To się nie zdarzało. Najstarsi pracownicy nie pamiętali, kiedy ostatnio miało miejsce nadanie jakiegoś komunikatu w całym biurowcu używając tego, poniekąd archaicznego, systemu.
    -Uwaga, uwaga. Na polecenie Administratora Budynku Darpol S.A. Marka Borkowskiego, w związku z ogłoszoną kwarantanną, wszyscy mają się zgłosić natychmiast do lobby budynku.-

    ***

    Wszyscy obecni w budynku zebrali się na parterze w przestronnym lobby. Widzieli jak niebiescy oklejają wejścia i szyby parteru budynku taśmą, oraz rozkładają znaki, mówiące o kwarantannie.
    Na improwizowane podwyższenie wykonane ze stołu i krzesła, wszedł mężczyzna w garniturze
    Marek Borkowski2.png

    -Szanowni Państwo, bardzo proszę o chwilę uwagi. Nazywam się Marek Borkowski i jestem odpowiedzialny za funkcjonowanie tego budynku. Wiem, że sytuacja może wydawać się… nietypowa. Chcę jednak Państwa zapewnić, że mamy do czynienia z działaniami prewencyjnymi.
    Służby zewnętrzne wprowadziły czasowe ograniczenia w przemieszczaniu się — jest to standardowa procedura w przypadku podejrzenia zagrożenia epidemiologicznego.
    Na ten moment nie ma żadnych potwierdzonych informacji o realnym niebezpieczeństwie dla Państwa zdrowia. Bardzo proszę o zachowanie spokoju i pozostanie na swoich piętrach, zgodnie z wytycznymi ochrony. W budynku dostępna jest woda, zaplecze sanitarne oraz podstawowe środki bezpieczeństwa. Służby publiczne zobowiązały się dotarczyć prowiant i wszystkie niezbędne rzeczy. Musimy odbyć 24-godzinną kwarantannę. Dołożę wszelkich starań, aby ta niedogodność nie była nadmiernie uciążliwa.
    Jesteśmy w stałym kontakcie z odpowiednimi służbami i będziemy Państwa informować na bieżąco.
    Najważniejsze w tej chwili jest zachowanie porządku. Chaos nikomu nie pomoże.
    -

    Wśród pracowników przeszedł szmer.
    -Dlaczego nie możemy wyjść?!-
    -Co to za choroba?-

    Paru pracowników wyciągnęło telefony i zaczęło nagrywać Borkowskiego.
    Ochrona zareagowała dość nerwowo, wchodząc w tłum, zabraniając nagrywać, nakazując usunięcie materiałów.

    Administrator po prostu zignorował trudne pytania.
    -Zapewniam, że sytuacja jest pod kontrolą. Proszę się rozejść do swoich zajęć i wrócić do swoich prac, natomiast jeżeli ktoś jest "z zewnątrz" i nie ma dla niego pracy, zapraszam do pokoju socjalnego.-

    Maksymilian, Karol, Michał i Wiktoria stali przypadkiem obok siebie w zgromadzonym w lobby tłumie ludzi. Sebastian, który przyszedł z Karolem, westchnął. -Taa, nie ma zagrożenia, ale spędzę was wszystkich do lobby, żeby to zagrożenie na pewno powstało. - mruknął ironicznie. Możnaby przysiąc, że gdyby tylko mógł, to tu i teraz zapaliłby papierosa. -Zastanawiałem się kiedy jebnie, ale miałem nadzieję, że będę wtedy w domu. - Dodał.

    I tak się to właśnie zaczęło...
    a43ede50-a9fa-49c2-afb6-2d6615eb579e.png

    Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • MaReenkM Niedostępny
      MaReenkM Niedostępny
      MaReenk jako Karol Wysocki
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #2

      Karol jeszcze przez chwilę ignorował Sebastiana. Leżąc częściowo w tunelu technicznym, operował śrubokrętem przy obudowie wentylatora, mrucząc pod nosem coś o „tym złomie”, który regularnie odmawiał współpracy. Dopiero kiedy usłyszał trzask radiowęzła, zamarł na moment.
      Powoli wysunął się z wnęki, otrzepując ręce z kurzu i brudu. Już sam dźwięk komunikatu wywoływał nieprzyjemne uczucie. W takich biurowcach nikt nie używał radiowęzła bez powodu. Zwłaszcza nie w poniedziałkowy poranek.
      – O kurwa… – mruknął cicho bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
      Idąc z Sebastianem w stronę lobby, milczał przez większość drogi. Słuchał tylko kolejnych komunikatów i obserwował ludzi wychodzących z biur. Widział nerwowe spojrzenia, telefony przyklejone do twarzy, coraz więcej pytań zadawanych półgłosem. Im bliżej byli parteru, tym bardziej czuł znajome napięcie- to samo, które pojawiało się chwilę przed dużą awarią albo bójką na osiedlu. Moment, kiedy człowiek jeszcze nie wie, co się dzieje, ale już wie, że zaraz będzie źle.
      Kiedy zobaczył policję oklejającą wejścia taśmą, zmarszczył brwi. To nie wyglądało jak zwykła kontrola sanepidu. Policjanci byli zbyt spięci. Ochrona zbyt nerwowa. A ludzie zaczynali zbyt głośno zadawać pytania.
      Karol stanął raczej z tyłu zbierającego się tłumu. Obok dwóch mężczyzn i kobiety. Torbę narzędziową postawił przy nodze, ręce wsunął do kieszeni kurtki roboczej. Wyglądał bardziej na zmęczonego niż przestraszonego, ale uważne spojrzenie zdradzało, że analizował wszystko dookoła.
      Administrator gadał spokojnym, wyuczonym tonem człowieka, który próbował utrzymać kontrolę nad sytuacją. Karol słyszał już podobne przemowy. Na szkoleniach BHP. Przy awariach. Po wypadkach na budowie. Im bardziej ktoś próbował uspokajać ludzi, tym gorzej zwykle było naprawdę.
      Gdy Borkowski zapewnił, że „nie ma powodów do obaw”, Karol prychnął pod nosem z wyraźnym niedowierzaniem.
      -Tsaa nie ma…
      Najbardziej zaniepokoiło go jednak zachowanie ochrony. Gdy tylko kilka osób zaczęło nagrywać sytuację telefonami, ochroniarze momentalnie weszli w tłum, próbując zabraniać filmowania. Zbyt agresywnie.
      Karol wymienił krótkie spojrzenie z Sebastianem.
      – Jak zaczynają zaklejać wyjścia i zabraniać nagrywać, to raczej nie po to, żeby ludzi uspokoić. – mruknął cicho.
      Na wzmiankę o „jebnięciu” skinął tylko głową. W pamięci wróciły mu poranne wiadomości z autobusu. Zamieszki. Epidemia. Agresywni ludzie. Jeszcze kilka godzin temu wydawało mu się to absurdalne.
      Teraz już nie był taki pewien.
      Podczas gdy większość ludzi skupiała się na administratorze, Karol zaczął odruchowo obserwować otoczenie. Szukał działających wyjść, oceniając rozmieszczenie ochrony.
      Myślał o tym, że jest zamknięty w ogromnym biurowcu.
      -Cholera…Zosia..

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • NamiN Niedostępny
        NamiN Niedostępny
        Nami jako Wiktoria Wrońska
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Nami
        #3

        text alternatywny

        Wiktoria Wrońska

        Wiktoria Wrońska to kobieta, która od pierwszego spojrzenia sprawia wrażenie osoby w pełni kontrolującej sytuację. Ma około trzydziestu kilku lat, smukłą, zadbaną sylwetkę i sposób poruszania się, w którym nie ma przypadkowości — każdy gest wydaje się przemyślany, oszczędny, jakby nie lubiła tracić energii na zbędne ruchy.
        Jej włosy mają wyraźny, jasny blond odcień, starannie utrzymany, ale nigdy przesadnie „wystylizowany”. Najczęściej nosi je luźno spięte lub upięte w sposób, który wygląda naturalnie, choć w rzeczywistości jest dokładnie taki, jaki powinien być. Kilka kosmyków często wymyka się spod kontroli i opada przy twarzy, nadając jej wyglądowi miękkości, która kontrastuje z chłodniejszym wyrazem oczu.
        Oczy są intensywnie niebieskie, uważne, skupione. Wiktoria patrzy tak, jakby naprawdę słuchała, nawet jeśli w danym momencie analizuje już coś zupełnie innego. Jej spojrzenie potrafi być spokojne i kojące, ale wystarczy chwila, by stało się przenikliwe i niekomfortowo trafne. To ten rodzaj wzroku, który sprawia, że ludzie zaczynają mówić więcej, niż planowali.
        Jej twarz jest harmonijna, o wyraźnych, ale nie ostrych rysach. Makijaż zawsze pozostaje subtelny i profesjonalny — podkreśla, nie przyciąga uwagi. Usta zwykle ułożone są w neutralny, lekko powściągliwy wyraz, rzadko zdradzający prawdziwe emocje. Uśmiecha się oszczędnie, raczej wtedy, gdy chce coś osiągnąć, niż dlatego, że naprawdę czuje potrzebę.
        Ubiera się elegancko i spójnie z korporacyjnym standardem, ale z wyczuciem jakości. Najczęściej można ją zobaczyć w dobrze dopasowanej, beżowej garsonce i białej, klasycznej bluzce, która nadaje jej wyglądowi lekkości i profesjonalizmu jednocześnie. Wszystko jest czyste, uporządkowane, na swoim miejscu — dokładnie tak, jak ona sama.
        Dłonie ma zadbane, paznokcie długie, ale utrzymane w stonowanej estetyce. To detale, które zdradzają przywiązanie do kontroli i obrazu, jaki prezentuje światu.
        Jedynym elementem, który nie pasuje do tej starannie zbudowanej całości, jest cienka gumka do włosów noszona na nadgarstku. Zwyczajna, niemal niezauważalna. Dla innych nic nieznacząca. Dla niej — najważniejsza rzecz, jaką ma przy sobie. Obok gumki złoty smartwatch.
        Całość sprawia wrażenie osoby spokojnej, profesjonalnej i godnej zaufania. Kogoś, kto w sytuacji kryzysowej nie podnosi głosu, tylko zaczyna mówić ciszej — i to właśnie wtedy ludzie słuchają najbardziej.

        Tego poranka Wiktoria siedziała w swoim gabinecie z wyprostowaną, niemal nienaturalnie spokojną postawą, słuchając kolejnych zdań Michała Zielińskiego. Mężczyzna mówił szybko, chaotycznie, wracając po raz kolejny do wiadomości o rosnącej liczbie zakażeń i teorii, że „rząd znowu coś ukrywa”.
        Nie przerywała mu. Jedynie od czasu do czasu przesuwała spojrzeniem po ekranie laptopa albo robiła krótką notatkę cienkim, czarnym długopisem. Za oknem jej piętra Warszawa wyglądała zwyczajnie — szara, zabiegana i całkowicie obojętna na cudze lęki.

        — Michał — odezwała się w końcu spokojnie. — Rozumiem, że wiadomości mogą uruchamiać stare mechanizmy stresowe, ale na ten moment opierasz się głównie na domysłach.

        Jej głos był cichy, opanowany i dziwnie stabilny. Taki, który zmuszał ludzi do zwolnienia własnych myśli choćby na kilka sekund.
        Palce poprawiły mankiet jasnej marynarki. Zerknęła odruchowo na smartwatcha, dotknęła gumki na nadgarstku, lekko się zamyśliła. I wtedy zatrzeszczał radiowęzeł.

        * * * * *

        Wiktoria wysłuchała przemówienia Borkowskiego w całkowitym milczeniu. Stała nieruchomo pośród tłumu, obserwując kolejne reakcje ludzi — nerwowe spojrzenia, telefony chowające się do kieszeni, coraz głośniejsze szepty.
        Ochrona była spięta. Za bardzo. To nie przypominało już standardowej procedury. Bardziej sytuację, w której wszyscy próbują sprawiać wrażenie, że nadal panują nad sytuacją. Jej spojrzenie śledziło ochroniarzy przeciskających się między pracownikami. Zbyt nerwowi. Zbyt szybcy. Jeden z nich niemal wyrwał telefon młodemu chłopakowi w koszuli z identyfikatorem działu sprzedaży.

        Westchnęła cicho i poprawiła rękaw jasnej marynarki. Gumka na jej nadgarstku przesunęła się lekko po skórze.

        text alternatywny

        — Proszę państwa. — odezwała się spokojnie, niezbyt głośno, ale w sposób, który naturalnie przyciągał uwagę kilku najbliżej stojących osób. — Rozumiem, że sytuacja jest stresująca, ale panika niczego teraz nie przyspieszy. Jeśli rzeczywiście to tylko procedura bezpieczeństwa, najrozsądniej będzie ją przeczekać i wrócić później do rodzin bez dodatkowych problemów.

        Jej ton pozostawał miękki, rzeczowy i zadziwiająco opanowany.

        — A jeśli ktoś poczuje się gorzej, będzie miał atak paniki albo po prostu będzie potrzebował porozmawiać… jestem w swoim gabinecie, w dziale HR. W takiej sytuacji stres reaguje różnie i nie ma w tym nic dziwnego. Czasami potrzeba z kimś porozmawiać… nawet tylko po to, żeby na chwilę uspokoić myśli.

        Dopiero po tych słowach odsunęła się od tłumu. Nie spieszyła się. Jakby celowo chciała swoim spokojem wymusić odrobinę spokoju również na innych.

        Zostawiła po sobie kilka sekund ciszy, zanim ruszyła w stronę gabinetu, niespiesznie zerknęła na telefon. Brak sygnału nie zdziwiłby jej ani trochę. Jeśli sieć nadal działała, zamierzała sprawdzić wszystko, zanim korporacja zdąży przygotować własną wersję wydarzeń. A do tego bardziej ufała własnemu laptopowi niż komunikatom wygłaszanym przez radiowęzeł.. Musiała dowiedzieć się jak najwięcej.

        Dźwięk obcasów odbijających się od marmurowej podłogi był zadziwiająco uspokajający — jakby ktoś wreszcie zachowywał się tak, jakby sytuacja nadal była pod kontrolą.

        🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • Arthur FleckA Niedostępny
          Arthur FleckA Niedostępny
          Arthur Fleck jako Michał Owczarek
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
          #4

          token_1.png
          Michał Owczarek

          Michał siedział na fotelu pasażera z nogami wyciągniętymi pod deskę rozdzielczą, jedną ręką trzymał hot-doga, drugą papierowy kubek z kawą, która zdążyła wystygnąć, zanim zdążył upić połowę. Wpatrywał się przez szybę karetki w dystrybutory Orlenu. Bułka, którą mieli w ustach, smakowała jak papier. Nie czuł głodu. Nie czuł właściwie niczego poza tępym uciskiem w skroniach. Obok niego rozwalił się Zbyszek. Przeżuwał głośno, rzucając w międzyczasie kurwami na wczorajszą, dziurawą obronę Legii. W końcu przetarł usta wierzchem dłoni. Michał od razu wyczuł jego spojrzenie.

          – W ogóle spałeś coś dzisiaj doktorku? Wyglądasz, jakby cię właśnie wykopali z grobu.

          Michał wbił wzrok dystrybutor za szybą. Sen. Dobre sobie. Od wczorajszego wieczora przed oczami miał tylko jeden obraz. O dwudziestej trzeciej Ola wrzuciła zdjęcie z porodówki. Leżała zmęczona w łóżku porodowym, włosy miała sklejone potem, ale uśmiechała się uśmiechem, który Michał znał na pamięć od dwudziestu czterech lat. Na piersi trzymała dziecko, dziewczynkę. Imienia nie podała, a może podała, ale nie przeczytał, bo ekran zrobił się nagle nieostry. Gapił się w niego, dopóki telefon nie zgasł. Potem zamknął się w łazience. Stanął przed umywalką uwaloną pastą do zębów z nożykiem do tapet w łapie. Chciał wygrzebać z pośladka wszywkę, ten mały, pieprzony kaganiec. Do baru „U Zośki” miał zaledwie pięć minut z buta. Upragnione znieczulenie blokował teraz tylko jeden kawałek plastiku wszyty pod skórą. Ostrze ślizgało się po spoconej skórze, krew kapała na kafelki, a on przeklinał pod nosem na samego siebie, że w ogóle pozwolił wsadzić w siebie to gówno. W końcu odpuścił. Rzucił nożyk do wanny i padł na podłogę.

          – Nic mi nie jest – mruknął, mnąc papier po hot-dogu w pięści.

          Kierowca przyjrzał mu się uważniej.

          – Chodzisz ty w ogóle jeszcze na te mityngi?

          – Chodziłem. Ale nie dla mnie. Nie trawię tego sekciarskiego pierdolenia. Wszywka mi wystarczy.

          – Michał, kurwa mać. – Zbyszek odłożył resztkę bułki na deskę rozdzielczą. – To twoja ostatnia szansa. Jak znowu coś spieprzysz, nikt się za tobą nie wstawi. Nawet dyrektor. To i tak cud, że pozwolili ci wejść do kare...

          Radio zatrzeszczało, ucinając kazanie. Dyspozytor. Domaniewska 61. Budynek Darpolu. Nagła duszność. Zbyszek westchnął ciężko, wpakował do ust resztę parówki i bez słowa odpalił syrenę.

          Dziesięć minut później wbijali się pod szklany wieżowiec w Śródmieściu. Zbyszek kręcił kierownicą, szukając skrawka wolnego chodnika między rzędami zaparkowanych aut. Michał nie miał zamiaru czekać. Złapał czerwoną torbę medyczną, pchnął drzwi i wyskoczył z szoferki.

          – Zabezpieczę auto i idę! – rzucił Zbyszek przez otwarte okno. Ani on ani Michał, nie wiedzieli jeszcze, że nigdy się już raczej nie spotkają.

          Wnętrze holu przypominało sterylne akwarium. Ochroniarz już stał przy bramkach nerwowo machając ręką i poprowadził go prosto do windy. Wyjechali na trzecie piętro. Pod ścianą open spacu na podłodze siedział pracownik. Charczał, łapiąc powietrze jak wyrzucony na brzeg karp. Obok klęczała blada koleżanka, wachlując go teczką.

          Michał rzucił torbę na wykładzinę i kucnął przy pacjencie. Facet miał rozpięty kołnierzyk i szarpał za krawat jakby to była pętla szubienicy. Ratownik przyłożył dłoń do tętnicy szyjnej, tętno pod palcami skakało nieregularnie. Medyk wyciągnął pulsoksymetr z bocznej kieszeni i wcisnął klips na drżący palec korposzczura.

          – Panie doktorze, on się tak dusi od... – zaczęła ta blada obok.

          – Nie jestem lekarzem – uciął Michał.

          Przyłożył stetoskop do klatki piersiowej faceta. Mężczyzna wytrzeszczał oczy, łapiąc płytkie oddechy. Michał spojrzał na jego wykrzywioną strachem twarz, ale widział tylko ekran telefonu i Olę na poduszce. Zmęczoną, spokojną. Szczęśliwą. Wydała na świat nowe życie, podczas gdy on klęczał na taniej wykładzinie, reanimując typa, któremu pewnie zawalił się świat przez błąd w arkuszu Excela. Wieczorem wróci do mieszkania i albo tym razem wygrzebie wszywkę, albo obejrzy jakiś paździerz na Netflixie i zaśnie na kanapie przed włączonym telewizorem.

          Jesteś wrakiem. Przyznaj to w końcu.

          Korposzczur złapał Michała za przedramię i zacisnął palce na jego kurtce.

          – Umieram...

          – Gówno prawda. Spójrz na mnie – powiedział twardo ratownik. – Masz astmę?.

          Mężczyzna z trudem skinął głową, ledwo zauważalnie.

          – No właśnie. Panika wywołała skurcz oskrzeli. Nic ci nie będzie

          Wcisnął mu do ust aplikator z lekiem rozkurczowym i zaaplikował steryd.

          – Oddychaj razem ze mną. Wdech. Wydech.

          Facet zaniósł się kaszlem.

          – Wdech. Wydech.

          Wystarczyły trzy minuty miarowego odliczania i chłopak przestał przypominać dławiącą się rybę. Kolory wróciły mu na twarz, w końcu puścił rękaw Michała. Siedział oparty o ścianę, tępo gapiąc się w podłogę. Ratownik spakował sprzęt i zasunął suwak torby.

          – Jak znowu chwyci oddychać do papierowej torby. I wziąć urlop – rzucił do koleżanki pacjenta. Podniósł się z kolan i ruszył sam do windy.

          Zjechał na parter. Gdy tylko drzwi kabiny się rozsunęły od razu poczuł, że coś tu nie gra. Lobby wyglądało inaczej niż parę minut temu. Kłębił się tu tłum ludzi. Przyspieszył kroku, patrząc na przeszklone drzwi. Po drugiej stronie mundurowi rozciągali właśnie taśmę, zasłaniając wejście.

          Przepchnął się przez grupkę osób z identyfikatorami i uderzył dłonią w drzwi. Zablokowane. Spojrzał na policjanta na zewnątrz, ale ten tylko odwrócił wzrok.

          Michał sięgnął do paska po radio. Wcisnął przycisk nadawania, żeby połączyć się ze Zbyszkiem, ale usłyszał tylko głośny szum. Zmienił kanał. Nic, same zakłócenia. Wyciągnął prywatny telefon. Zanim zdążył wybrać numer, z głośników nad głowami popłynął komunikat.

          Ostatni raz spojrzał na drzwi po czym ruszył za innymi do lobby. Po chwili jakiś ważniak w garniturze zaczął przemawiać do nich, recytując komunały rodem z podręczników dla menadżerów. Mówił z miną człowieka, który gówno wie, ale każe wszystkim zachować spokój.

          Zaraz po nim głos zabrała jakaś laska stojąca obok. Blondynka gadała coś o powrocie do rodzin, o przeczekaniu procedur, zapraszała do gabinetu na pogaduszki. Zwykłe pieprzenie. Przed chwilą widział na trzecim piętrze kolesia, który dusił się własnym strachem. Na prawdziwy atak paniki nie pomagały gładkie słówka tylko chemia z ampułki.

          Oderwał wzrok od blondynki i spojrzał w górę szukając kratek wentylacyjnych. Jego lekarski umysł pracował na pełnych obrotach. Służby nigdy nie odcinały budynku z setkami ludzi w takim tempie, z minuty na minutę, o ile nie mieli cholernie ważnego powodu. Kwarantanna to był sanepid, protokoły. Procedury tak nie działały. Jeśli zamknęli ich tu jak szczury w klatce, to szukali epicentrum. A jeśli znaleźli się w samym środku ogniska zakaźnego, to wirus albo bakteria mogły przenosić się drogą powietrzną. To gówno mogło już krążyć w wentylacji, wtłaczane prosto w płuca każdego z tych biedaków.

          Cokolwiek tu się odpierdalało, nie było dobrze.
          Wzrok Michała padł na faceta stojącego kawałek dalej. Ubrany w roboczy uniform, z torbą narzędziową rzuconą pod buta. Wyglądał na montera. Kogoś, kto wiedział, jak ten cały szklany ul działa od środka. Ratownik przepchnął się i zatrzymał się tuż obok technika.

          – Znasz się na tym? – rzucił cicho, wskazując ruchem głowy na sufit. – Jak tu działa wentylacja? Mają jeden obieg dla całego budynku, czy każde piętro mieli własne powietrze?

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • MilobM Niedostępny
            MilobM Niedostępny
            Milob jako Maksymilian Kruk
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Milob
            #5

            Maksymilian Kruk

            Screenshot 2026-05-13 105938.jpg

            Maksymilian klął pod nosem, ale dłonie pracowały automatycznie, z precyzją wyrobioną przez tysiące zjazdów. Komunikat kierownika był lakoniczny i nerwowy, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego w "Darpolu".

            "Pewnie znowu jakieś VIP-owskie spotkanie 'wszystkie ręce na pokład', które można by załatwić głupim mailem... Jeszcze tylko trzy miesiące tego gówna” — powtarzał sobie w myślach, jak mantrę. Trzy miesiące znoszenia korporacyjnego betonu i skrobania ptasich wnętrzności. Trzy miesiące, żeby domknąć budżet, rzucić tę robotę w pizdziec i kupić bilet w jedną stronę. Patagonia. Surowe góry, zimny wiatr, żadnych biurowców, żadnych durniów w garniturach, żadnych zmartwień. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

            Gdy wszedł przez techniczne okno do środka, słyszał już trzaskający radiowęzeł. Komunikat o kwarantannie i wezwaniu do lobby zalał go falą cynicznego znużenia. Kiedy jednak zobaczył policję oklejającą szyby na parterze taśmą i Administratora Borkowskiego wchodzącego na improwizowane podwyższenie, instynkt z dawnych lat — ten, który tak starannie ukrywał przed kolegami z pracy — zaczął cicho brzęczeć w głowie.

            Maks stanął z tyłu tłumu, niepozorny w swojej brudnej, roboczej kurtce, z narzędziami wciąż wciśniętym w pętlę przy pasku. Słuchał gładkich, korporacyjnych zapewnień Borkowskiego o "prewencji" i "standardowych procedurach". Patrzył na zdenerwowane twarze innych pracowników, na nerwowe reakcje ochrony. Kątem oka zauważył faceta w roboczym uniformie z torbą narzędziową przy nodze. Znał go z widzenia – Karol, technik. Maks usłyszał, jak tamten wymienia uwagi ze stojącym obok korposzczurem o zaklejaniu wyjść. Maksymilian kiwnął tylko minimalnie głową, sam do siebie. Przynajmniej ktoś tu jeszcze myślał racjonalnie

            Z zamyślenia wyrwał go spokojny, kobiecy głos. Przeniósł wzrok na elegancką blondynkę z HR-u, która właśnie z zaczęła pacyfikować nastroje tłumu. Mówiła cicho, ale z taką pewnością siebie, że ludzie faktycznie zaczęli jej słuchać. Choć jego wzrok skupił się na jednej osobie, która jej akurat nie słuchała, ratownika medycznego z czerwoną torbą, który przed chwilą nerwowo szarpał za zablokowane drzwi wyjściowe. Facet wyglądał, jakby nie spał od tygodnia

            Maks obserwował, jak medyk przepycha się przez tłum, podchodzi prosto do Karola i pyta o obieg powietrza w wentylacji. Jeśli facet z karetki pytał o wentylację, to nie szukali tu podłożonej bomby. Szukali czegoś, czym oddychali... odruchowo nasunął wyżej na szyję wojskowy komin termoaktywny, gotów naciągnąć go na twarz w ułamku sekundy. Maksymilian nie miał w zwyczaju wtrącać się w cudze rozmowy. Zazwyczaj wolał trzymać się z boku i obserwować, ale pytanie rzucone przez ratownika medycznego zmartwiło go. Przez ułamek sekundy miał ochotę do nich podejść. Znał ten budynek od zewnątrz, wiedział, gdzie są wyrzutnie na dachu i jak biegną ciągi techniczne, ale jego instynkt ten który przez tak długi czas był skryty w zakamarkach jego jaźni powoli się budził i brzęczał

            Nie wykonuj gwałtownych ruchów. Najpierw rozeznanie.

            "Zablokowali cały cholerny biurowiec w kilkanaście minut. Ktoś na pewno nagrał coś z zewnątrz, zanim odcięli sygnał, albo napisał, co się dzieje na mieście" - pomyślał. Zaczął metodycznie scrollować lokalne portale informacyjne, Telegrama i X (Twittera), wpisując w wyszukiwarkę krótkie hasła: Domaniewska, Darpol, kwarantanna, policja, ewakuacja Warszawa. Służby rzadko działały tak szybko bez przecieków. Ktoś na zewnątrz musiał nagrać kordon z okna sąsiedniego biurowca, ktoś musiał rzucić plotkę w eter. Zanim podejmie decyzję, czy otwierać szyby techniczne, dogadywać się z Karolem i Michałem, czy ewakuować się po zewnętrznej elewacji, musiał zebrać twarde dane.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            4
            • Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur Fleck jako Michał Owczarek
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #6

              text alternatywny

              fb8f263d-7a72-44cc-a89b-aef739de3003-image.png

              Karol Wysocki & Michał Owczarek

              Karol spojrzał na Michała z lekkim zaskoczeniem. Większość ludzi wokół panikowała albo gapiła się w telefony, a ten od razu zadawał konkretne pytania. Karol odruchowo zerknął w stronę sufitu, jakby próbował zobaczyć instalację przez beton i płyty karton-gipsowe.

              – Zależy od sekcji budynku. – odpowiedział cicho. – Część pięter ma własny obieg, ale główna centrala jest wspólna dla większości biur.

              Zmarszczył lekko brwi.

              – Czemu pytasz?

              – Bo sanepid nie zamyka biurowca w dziesięć minut z powodu sraczki na drugim piętrze – odparł Michał bez bawienia się w uprzejmości.

              Nie miał czasu ani siły na owijanie w bawełnę, a korporacyjny bełkot go drażnił. W tym pierdolniku pełnym spanikowanych garniturów, ten facet w roboczym uniformie wydawał się w tej chwili najbardziej użytecznym człowiekiem na całym parterze.

              – Chcę wiedzieć, na czym stoimy – dodał. – Jeśli mamy tu jakiś zaraźliwy patogen, może się roznosić wentylacją po całym budynku

              Karol przez chwilę patrzył na Michała w milczeniu. Nie dlatego, że nie miał odpowiedzi po prostu próbował poukładać sobie w głowie fakt, że ratownik mówił dokładnie to samo, o czym sam zaczął myśleć kilka minut wcześniej. W końcu powoli skinął głową.

              – No… właśnie dlatego też mi się to wszystko nie podoba. – mruknął.

              Odruchowo zerknął w stronę wejścia, gdzie policjanci dalej oklejali szyby taśmami, jakby szykowali budynek na oblężenie, a nie „procedurę bezpieczeństwa”.

              – Centrala wentylacyjna siedzi wyżej. Powietrze idzie wspólnymi pionami między piętrami. Są przepustnice i sekcje odcinające, ale… – urwał na moment. – …jeśli coś już poszło w obieg, to mogło się rozleźć po połowie budynku zanim ktokolwiek wcisnął alarm.

              Karol mówił spokojnie, ale coraz wyraźniej było widać, że zaczyna analizować sytuację na serio. Zmęczone spojrzenie technika powoli ustępowało temu bardziej chłodnemu, praktycznemu skupieniu.

              – Mogę dostać się do technicznych i sprawdzić, co tam właściwie odcięli. Albo czego nie odcięli. – dodał ciszej. – Problem w tym, że jeśli oni naprawdę boją się zakażenia… to prędzej zamkną cały budynek niż pozwolą komuś grzebać przy systemie. Mam pomysł…może ta blondyna co przemawiała wcześniej nam pomoże się dostać do technicznego.

              – A skoro tu siedzimy razem mów mi Karol

              Michał słysząc propozycję Karola zmarszczył czoło. Znał ten typ ludzi aż za dobrze, choć w innym życiu, dawno temu. W szpitalach takie wyprasowane blondynki siedziały w administracji. Nigdy nie ubrudziły sobie rąk krwią, za to świetnie recytowały procedury zza biurka, uśmiechając się gładko gdy kazały ci pisać trzy strony wyjaśnień dla NFZ, dlaczego zużyłeś o jedną ampułkę leku za dużo na ratowanie jakiegoś dzieciaka.

              – Wątpię, by pomogła – odparł szczerze. – Na moje tacy jak ona chronią tylko dupę dyrekcji. Dla niej jesteśmy po prostu problemem, który trzeba uciszyć korporacyjną gadką.

              Poprawił pasek ciężkiej torby wbijający się w obojczyk.

              – Ale w sumie co szkodzi spróbować, no nie? Ja jestem Michał.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • GaranilG Niedostępny
                GaranilG Niedostępny
                Garanil jako Mistrz Gry
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Garanil
                #7

                Wiktoria udała się oczywiście z powrotem do swojego gabinetu. Jak zwykle. Krótka przechadzka do windy i wjazd na 25 piętro, gdzie mieściła się tak zwana "HRownia", "dział zarządzania zasobami ludzkimi".
                Niektórzy pracownicy mieli tendencję do nazywania tego konkretnego piętra po cichu "działem nadzorców niewolników" lub "Piętrem z którego się nie wraca", gdyż zazwyczaj po wizycie na tym piętrze, wychodziło się z budynku marszem wstydu, z całą swoją karierą zredukowaną do jednego kartonowego pudełka. Żart był tak świetny, że Anetka z HRu też chciałaby go usłyszeć, prawdaż.

                Karol i Michał poszli za nią. i udało im się wsiąść do tej samej windy. Mieli czas od parteru do 25 piętra, żeby zainicjować rozmowę. To właśnie była jedna z tych praktycznych definicji "czasoprzestrzeni".


                Maksymilian usiadł na chwilę w holu i zaczął przeglądać telefon. Wszystkie hasła kluczowe oczywiście powodowały wyskakiwanie cholernych reklam, prezentacji korporacyjnych, zdjęć budynku i masy innych, zbędnych śmieci. Coś jednak przyciągnęło jego uwagę. Po paru minutach śledztwa w internecie, udało mu się znaleźć kilka postów w mediach społecznościowych, oraz kilka lakonicznych informacji w głównym nurcie. Więcej natomiast udało się uzyskać na grupie "mycie okien- nienawidzę swojej pracy" na telegramie, do której dołączył właściwie z ciekawosci.

                Zauważył przy okazji, że internet niekoniecznie działa tak szybko, jak powinien, zgodnie ze specyfikacją jego pakietu.
                Ogólnie z wiadomości wyłaniał się obraz nieco chaotycznego okwarantannowania wielu budynków w Warszawie i nie tylko. Przypominało to w niewielkim stopniu pandemię Covid-19, ale... reakcja nie była wtedy ani tak nagła ani tak nerwowa. Morawiecki z Szumowskim wtedy co chwila występowali w mediach, policja wlepiała mandaty za brak maseczek, i tak dalej... Ale nie było żadnej kwarantanny tak nagłej i tak... twardej.

                Zamknięcie dużego biurowca na 24 godziny ze wszystkimi w środku? to nie wróżyło absolutnie nic dobrego. Do Maksymiliana podszedł Sebastian. Maks znał go właściwie zaledwie z imienia. Niby wszyscy go znali, ale chyba nikt nie pamiętał, jak Seba właściwie miał na nazwisko.

                token_1 (2).png

                -Jedyny normalny z głową. Reszta poszła nadal obracać papierki, albo zaczepiać Wrońską, tak jakby jaśnie HRówna mogła im w czymkolwiek pomóc. Maks, chodźmy do palarni, bo jak tak będziemy za długo stać w jednym miejscu, to za chwilę będą zjeby za obijanie się. Borkowski pieprzył o powrocie do swoich zajęć, ale ja jakoś nie wierzę, że ta kwarantanna się skończy po jednym dniu.

                Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                3
                • NamiN Niedostępny
                  NamiN Niedostępny
                  Nami jako Wiktoria Wrońska
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #8

                  text alternatywny text alternatywny text alternatywny

                  ꧁Wiktoria Wrońska ꧂ ꧁ Karol Wysocki ꧂ ꧁Michał Owczarek꧂

                  .

                  Winda ruszyła miękko, niemal bezgłośnie.

                  Wiktoria stała przodem do drzwi, jedna dłoń oparta lekko o skórzaną teczkę, drugą poprawiła mankiet jasnej marynarki. Metaliczne ściany odbijały rozmyte sylwetki całej trójki, a kolejne numery pięter zapalały się powoli nad drzwiami.

                  Cisza w windzie miała ten specyficzny ciężar korporacyjnych budynków — uprzejmy, wyprasowany i całkowicie nienaturalny. Wiktoria zerknęła krótko na ich odbicia w lustrzanym panelu.

                  — Mam wrażenie, że obaj panowie czegoś ode mnie chcą. — powiedziała spokojnie, bez cienia złośliwości. — Pytanie tylko, czy zdążycie przed dwudziestym piątym piętrem.

                  Kącik jej ust drgnął niemal niezauważalnie, jakby sama bawiła ją własna uwaga. Nie wyglądała jednak na rozluźnioną. Raczej na kogoś, kto właśnie świadomie zostawił im przestrzeń do wykonania pierwszego ruchu.

                  Karol parsknął cicho pod nosem, opierając bark o ścianę windy. Spojrzał na Wiktorię kątem oka, jakby próbował ocenić, czy żartuje, czy po prostu dobrze ukrywa napięcie.
                  — Karol — przedstawił się krótko, wyciągając dłoń. — Serwis techniczny. Klimatyzacja, wentylacja i cała reszta tego biurowego cyrku.

                  Poprawił uchwyt torby narzędziowej i zerknął na wyświetlacz pięter.

                  — I tak… właściwie czegoś od Pani chcę. Dostępu do technicznych.

                  Na moment zawiesił głos, jakby układał sobie w głowie, jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmieć jak kolejny panikarz z lobby.

                  — Rozmawialiśmy chwilę z Panem ratownikiem na dole. Jeśli oni faktycznie zamknęli budynek przez jakieś zakażenie, to wentylacja może być problemem. Część pięter ma wspólny obieg powietrza. Jeśli coś przenosi się drogą powietrzną i weszło do systemu…to mogło już pójść dalej po budynku.

                  Jego ton zrobił się bardziej rzeczowy, niemal zawodowy.

                  — Muszę sprawdzić centrale i przepustnice. Zobaczyć, co działa, co zostało odcięte i czy da się zamknąć część obiegów. Tylko że większość pomieszczeń technicznych jest zamknięta na karty administracyjne albo kody, do których ja nie mam dostępu.

                  Spojrzał na nią uważniej.

                  — Zakładam, że HR ma lepsze dojście do administracji niż facet z torbą narzędziową. A jeśli sytuacja zrobi się gorsza, dobrze byłoby wiedzieć, którędy w tym budynku naprawdę przepływa powietrze.

                  Zanim weszli do kabiny, Michał zdążył jeszcze rzucić okiem na lobby. Musiał niechętnie przyznać, że o ile wymoczek w garniturze tylko wkurwił tłum, blondynce udało się nad nim zapanować. Nawet jeśli sączyła słodką truciznę na ich uszy, stado przestało beczeć. Ludzie zaczęli odklejać się od zablokowanych drzwi i szarpać sie z ochroną.

                  Ale za to jej przecież płacą — pomyślał od razu. Za nic nie chciał przyznać, że te retoryczne sztuczki zrobiły na nim wrażenie - To tylko pudrowanie trupa.

                  Teraz opierał się plecami o chłodny panel windy i gapił na przeskakujące cyfry nad drzwiami. Jej wystudiowany luz drażnił, tak jak ciężki zapach drogich perfum, który wypełnił nagle całą przestrzeń.

                  — Windę zawsze można zatrzymać między piętrami — mruknął pod nosem, nie zaszczycając blondynki bezpośrednim spojrzeniem.

                  Po chwili Karol wyłożył kawę na ławę. Zabrał się do rzeczy konkretnie, bez owijania w bawełnę. Michał słuchał tego w całkowitym milczeniu. Był cholernie ciekaw, czy w obliczu twardych faktów do babki dotrze powaga sytuacji, czy jednak dla zasady z uśmiechem na ustach pokaże im środkowy, wypielęgnowany w salonie manicure palec.

                  Wiktoria wysłuchała Karola bez przerywania, z tą samą uważnością, z jaką wcześniej obserwowała spanikowany tłum w lobby.

                  — Wiktoria Wrońska. — odpowiedziała spokojnie, odwzajemniając uścisk dłoni. — Miło poznać, nawet jeśli okoliczności są mało sprzyjające.

                  Gdy wspomniał o wspólnym obiegu powietrza, jej spojrzenie na moment uciekło ku wyświetlaczowi pięter, jakby układała sobie w głowie kolejne zależności.

                  — Wreszcie ktoś mówi do mnie konkretnie. — odezwała się spokojnie.

                  Przeniosła wzrok na torbę narzędziową, potem z powrotem na Karola.

                  — Większość ludzi w takich sytuacjach albo krzyczy, albo próbuje znaleźć winnego. Pan przynajmniej próbuje znaleźć rozwiązanie.

                  Kącik jej ust uniósł się minimalnie.

                  — To odświeżające.

                  Dopiero wtedy spojrzała krótko na Michała.

                  — Doceniam kreatywność, ale zostańmy może przy rozwiązaniach, które nie wymagają interwencji serwisu windy. Wolałabym uniknąć scenariusza, w którym wszyscy troje utkwimy tutaj na kilka godzin.

                  Winda przemknęła przez kolejne piętro niemal bezgłośnie.

                  — Jeśli rzeczywiście coś dostało się do obiegu, administracja techniczna przestaje być problemem działu technicznego, a zaczyna problemem całego budynku. Mogę spróbować otworzyć wam część dostępu. „Spróbować” to niestety słowo-klucz w korporacjach.

                  Karol skinął lekko głową, jakby taka odpowiedź była dokładnie tym, na co liczył. Przez moment wyglądał wręcz odrobinę mniej spięty.

                  — „Spróbować” i tak brzmi lepiej niż to całe korporacyjne „procedury są procedurami”.

                  Mruknął z cieniem zmęczonego rozbawienia. Przesunął dłonią po krótkim zaroście i spojrzał na wyświetlacz pięter.

                  — I nie chodzi nawet tylko o samo zakażenie. Jeśli wentylacja zacznie wariować albo ktoś wyłączy część systemów na ślepo, to w połowie budynku za kilka godzin zrobi się sauna. Ludzie już są podkurwieni. Jak zacznie brakować powietrza albo klima całkiem padnie, to zrobi się jeszcze weselej.

                  Na moment zerknął w stronę Michała.

                  — A spanikowany tłum w zamkniętym biurowcu to raczej ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzeba.

                  Potem spojrzał z powrotem na Wiktorię.

                  — Wystarczy mi dostęp do technicznych i centrali wentylacyjnej. Resztę ogarnę sam. Chcę tylko wiedzieć, co właściwie działa i czy ktoś już próbował coś odcinać.

                  Na krótką chwilę zamilkł, po czym dodał spokojniej

                  — I między nami? Jeśli oni naprawdę zamknęli cały budynek bez ostrzeżenia, to znaczy, że ktoś na górze już zakłada scenariusz, którego nie chcą powiedzieć reszcie ludzi. Wolę przygotować się wcześniej niż później dowiedzieć się razem z tłumem.

                  — To gdzie do tego technicznego?

                  Poszło lepiej niż Michał zakładał. Najwyraźniej ta cała Wrońska miała w głowie więcej niż wyklepane na pamięć korporacyjne formułki. Skinął na słowa Karola. O systemach wentylacyjnych wiedział tyle co nic, ale technik jasno nakreślił możliwe scenariusze.

                  — Zanim nas tu zamknęli, mieliście jakieś sygnały? — rzucił pytaniem do blondynki. — Kwadrans temu stawiałem na nogi faceta z trzeciego piętra. Czysty atak paniki połączony z astmą. Żadnej gorączki, zero objawów infekcji dróg oddechowych. Nic, co wskazywałoby na jakiś patogen. Ktoś inny dzwonił po służby z tego budynku? Skądś ten alarm musiał pójść. Mieliście tu dzisiaj inne omdlenia, duszności, cokolwiek?

                  Wiktoria przez chwilę milczała, jakby bardzo ostrożnie dobierała słowa. Windzie towarzyszył jedynie cichy szum mechanizmu i kolejne zmieniające się numery pięter.

                  — Gdybyśmy mieli potwierdzone informacje o realnym zagrożeniu epidemicznym, prawdopodobnie nie stalibyśmy teraz wszyscy w jednej windzie. — odpowiedziała spokojnie.

                  Przesunęła spojrzeniem po wyświetlaczu pięter.

                  — Na razie wiem tylko tyle, że ktoś bardzo szybko podjął decyzję o zamknięciu budynku. Bez wyjaśnień. Bez przygotowania ludzi.

                  Kącik jej ust drgnął minimalnie, choć tym razem bardziej przypominało to zmęczenie niż rozbawienie.

                  — A takie decyzje zwykle nie zapadają dlatego, że komuś zakręciło się w głowie przy ekspresie do kawy.

                  Dopiero po chwili spojrzała na Michała. W jej oczach było mniej chłodu, niż mógłby się spodziewać.

                  — Ale nie, nie słyszałam dziś o żadnych masowych dusznościach czy omdleniach. Kilka osób zgłaszało złe samopoczucie, bóle głowy, pojedyncze ataki nasilonego lęku…

                  Zawahała się na moment, przypominając sobie rozmowę z Zielińskim.

                  — …i zachowania paranoiczne. Tylko że w korporacjach to akurat nie jest szczególnie rzadkie zjawisko.

                  Gdy wyświetlacz zamigał liczbą 25, Wiktoria uniosła dłoń zamiast wysiąść i bez wahania nacisnęła przycisk prowadzący wyżej.

                  — Dział techniczny jest na dwudziestym ósmym. — powiedziała spokojnie. — Spróbujmy, zanim ktoś na górze uzna, że najlepszym rozwiązaniem będzie odcięcie połowy budynku „na wszelki wypadek”.

                  Michał słuchał blondynki bez większego przekonania. Sprawiała wrażenie, jakby serio chciała pomóc, ale ten śliski typ na dole, Borkowski miał dokładne wytyczne z zewnątrz. Rzucał konkretami o dwudziestu czterech godzinach kwarantanny i stałym kontakcie ze służbami. Grube ryby zawsze trzymają ważne informacje dla siebie, karmiąc płotki planktonem. Pytanie w którym stawie pływa Wrońska? Michał nie zamierzał jednak drążyć tego tematu. Czas uciekał, a oni musieli działać na tym, co mieli.

                  — Mniejsza o to — odezwał się zmęczonym głosem — Mam prośbę. Jak już Karol ogarnie wentylację, może pani sprawdzić listę pracowników, którzy ostatnio wrócili z urlopu? Możliwie, że niektórzy byli za granicą i warto byłoby ich przebadać. A w razie konieczności...odizolować od pozostałych.

                  Wiktoria spojrzała na Michała uważniej, tym razem bez śladu wcześniejszego rozbawienia.

                  — Mogę sprawdzić listę osób wracających z delegacji i urlopów zagranicznych. — odpowiedziała spokojnie.

                  — Ale zanim zaczniemy kogokolwiek izolować, wolałabym mieć coś więcej niż przypuszczenia i zbiorową panikę w lobby.

                  Na moment zamilkła.

                  — Jeśli to rzeczywiście coś poważnego, chaos tylko utrudni nam ocenę sytuacji.

                  Kiedy drzwi windy wreszcie otworzyły się na odpowiednim piętrze, Wiktoria ruszyła korytarzem przed siebie.

                  — Tędy.

                  Nie zwalniała tempa. Szła pewnie, z wyprostowaną sylwetką i spokojem, który w obecnej sytuacji wydawał się wręcz nienaturalny. Jakby cały chaos budynku odbijał się od niej i spływał po idealnie skrojonym materiale jasnej marynarki.

                  W końcu zatrzymała się przy drzwiach oznaczonych tabliczką działu technicznego. Wyciągnęła rękę do klamki i zapukała krótko, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby uzyskania pozwolenia.

                  Nie czekając na odpowiedź, otworzyła drzwi.

                  🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • MilobM Niedostępny
                    MilobM Niedostępny
                    Milob jako Maksymilian Kruk
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Milob
                    #9

                    139-rpgavatar-1778700749645.png

                    Maksymilian Kruk

                    Ekran poobijanego smartfona rzucał blade światło na zmęczoną twarz Maksymiliana. Wiadomości z grupy na Telegramie ładowały się z irytującym, rosnącym opóźnieniem. Zwalniający internet – odnotował w myślach z chłodnym pragmatyzmem. To był kolejny element układanki, który bardzo mu się nie podobał. Nagłe, twarde lockdowny biurowców w całym mieście bez żadnych wcześniejszych ostrzeżeń z ministerstwa. Żadnych gładkich konferencji w telewizji, tylko kordony policji i taśmy na drzwiach. Dla Maksa ten schemat działania wyglądał niepokojąco znajomo, choć wolałby o nim zapomnieć. Błyskawiczne odcięcie strategicznych obiektów, blokada przepływu informacji i narzucanie pełnej kontroli nad cywilami śmierdziały mu z daleka wprowadzeniem nieoficjalnego stanu wojennego, a może nawet wojskowym puczem. Ktoś na samej górze albo całkowicie stracił kontrolę nad sytuacją, albo właśnie próbował ją brutalnie przejąć.

                    Zablokował ekran i wsunął telefon z powrotem do głębokiej kieszeni oliwkowych bojówek. Podniósł wzrok akurat w momencie, by odprowadzić spojrzeniem wsiadającą do windy grupkę. Elegancka blondynka z HR-u – Weronika? Wiktoria? Jakoś tak – a za nią wcisnęła się ta dwójka jedynych w miarę przytomnych gości: monter Karol i wymięty medyk Michał. Maks zmrużył oczy, gdy metalowe drzwi się zasunęły. Jazda zamkniętą puszką na dwudzieste piąte piętro w momencie, gdy nie wiadomo, co dokładnie krąży w wentylacji lub kto zaraz odetnie prąd, nie była według niego najbystrzejszym pomysłem pod słońcem, ale to był ich wybór. On zdecydowanie wolał zostać w pobliżu parteru.

                    Z zamyślenia wyrwały go słowa Sebastiana. Gość miał rację. Stanie jak kołek w pustoszejącym lobby, gdy spięta ochrona już zaczynała nerwowo łypać na każdego, kto nie wracał grzecznie do swojego boksu, było proszeniem się o bezsensowny konflikt na samym starcie.

                    – Palarnia to w sumie jedyne miejsce na tym piętrze, gdzie wyciąg musi wyrzucać syf bezpośrednio na zewnątrz, a nie tłoczyć go w główny obieg – mruknął cicho Maksymilian do Sebastiana

                    Ruszył za Sebastianem w stronę strefy dla palących. Choć na co dzień dbał o siebie, miał jedną słabość. Stary, parszywy nawyk, który złapał lata temu w wojsku, siedząc godzinami na zimnych, deszczowych patrolach, i który z uporem maniaka z nim został. Ale potrzebował tego, w takich momentach jak ten ciche kliknięcie benzynowej zapalniczki Zippo i dym drapiący w gardło uspokajały go. To stanowczo nie zapowiadało się na łatwy dzień.

                    text alternatywny

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    4
                    • GaranilG Niedostępny
                      GaranilG Niedostępny
                      Garanil jako Mistrz Gry
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #10

                      Maksymilian

                      Sebastian poprowadził Maksa do palarni, a następnie zamknął za nimi drzwi. Tym razem była to palarnia na parterze.

                      9061c6f4-fe7e-4527-8d24-b39d0b5823e2-image.jpeg

                      -parszywa sytuacja. Śmierdzi czymś grubszym na kilometr. Wolę palarnię na 25 piętrze. Na parterze ogląda często zagląda w różne miejsca. Im wyżej siedzisz, tym mniejsze ryzyko, że ktoś się zainteresuje tym, ile czasu spędzasz na fajce. Dodatkowo z góry widać więcej. Wiedziałem o tym że będą problemy jakieś 10 minut przed zamknięciem budynku, ale i tak nie zdążyłbym wyjść. Po prostu to nie jest normalne że w naszym kierunku jadzie 6 radiowozów i 2 suki na raz. Ale nie sądzę, żebyśmy mieli tutaj kogokolwiek chorego, a jeżeli już, to raczej nie przenosi się przez wentylację. Stawiam na to gówno z Niemiec. A do Niemiec oczywiście przypłynęło z Hamburgeryki, razem z tym pieprzonym Mercosurem.- Stwierdził Sebastian. Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. Zerknął na spód paczki.

                      -Eh, 25,50 za paczkę LD czerwonych. Świat oszalał. Obym był fałszywym prorokiem, ale wygląda jakby godziny grania w zombie-survivale miały wreszcie zaowocować. - Stwierdził cynicznie. Zabrzmiał jak rasowy defetysta, który widząc zapaloną świeczkę, przed oczyma ma pożar trawiący pół Warszawy.

                      -Pamiętaj, nikomu tu nie można ufać. Nie wiadomo kto jest bardziej zakłamany. Korpoludki, ochroniarze, policjanci, urzędnicy czy politycy. Zakład o paczkę fajek, że w ciągu 3 dni sytuacja jeszcze się pogorszy. Przyjmujesz? - Zapytał.


                      Wiktoria, Karol, Michał

                      Biuro działu technicznego budynku znajdowało się blisko serca budynku - szybów wind, oraz arterii wentylacyjnych. Samo biuro sprawiało wrażenie wyrwanego z innego świata. Biurka zawalone papierami, ale nie bezeensownymi górami typowych białych kartek i blankiecików. Nie - tu były róznego rodzaju plany budynku, jego poszczególnych pięter, pomieszczeń, części budynku, części technicznych, wyposażenia, oprzyrządowania. W biurze znajdowało się kilka ekspresów do kawy, a puste kubki które "za chwilę miałem umyć" układano w cholerne piramidy i wymyslne konstrukcje, które utrzymywała w kupie fizyka. Regały pod ścianami były wypełnione najróżniejszymi częsciami mechanicznymi i komponentami do napraw. To było miejsce gdzie siedzieli lokalni MacGyverzy budynku. Jeżeli coś się gdzieś zepsuło, ale nie było powiązane z komputerami - to to była rola technicznych. Zepsute krzesło, ułamana noga stołu, niedziałający ekspres do kawy, niedziałająca klimatyzacja, dziura w ścianie, skrzypiące drzwi, złamany klucz w drzwiach, zacięta winda - to tylko kilka rzeczy, za które ci ludzie byli odpowiedzialni.

                      content2.png

                      -Borkowski kazał sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. - Usłyszeli, jak podstarzały technik, najpewniej szef działu, wydaje polecenia młodszym kolegom, wśród tego bałaganu.

                      token_1 (3).png

                      Wrońska kojarzyła Kazimierza Wójcika. Człowiek o krok od emerytury, mający bardzo sztywny kodeks moralny, stawiający na 1 miejscu bezpieczeństwo i szczerość, a na ostatnim papierologię. Z tego też powodu Wójcik trafiał do HRu średnio raz na kwartał lub nawet częściej. Raz nawet próbowali go zwolnić i musieli go potem zatrudnić z 30% podwyżką, bo nikt inny nie dawał rady na tym stanowisku, a budynek zaczął się bez niego sypać. On też pierwszy zauważył trójkę gości.
                      -Pani Wrońska? Nech zgadnę, Bartek znowu opowiedział jakiś dowcip niewłaściwej osobie i przyszła go pani usłyszeć osobiście? czy może tym razem to ja będę miał jakiś problem?- Zapytał rzeczowo i upił łyk kawy z kubka.
                      -Napijecie się kawy?- Zapytał, zupełnie jakby 24-godzinna kwarantanna była niczym więcej jak zwykłą środą.

                      Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1

                      Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                      Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                      With your input, this post could be even better 💗

                      Zarejestruj się Zaloguj się
                      Odpowiedz
                      • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                      Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                      • Najpierw najstarsze
                      • Najpierw najnowsze
                      • Najwięcej głosów


                      • Zaloguj się

                      • Nie masz konta? Zarejestruj się

                      • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                      Powered by NodeBB Contributors
                      • Pierwszy post
                        Ostatni post
                      0
                      • Kategorie
                      • Ostatnie
                      • Tagi
                      • Popularne
                      • Świat
                      • Użytkownicy
                      • Grupy