Daggerheart: Serce Wieczności
-
Eris westchnęła z głębi swojej skromnej piersi. "To nie jest rasizm". Nieeee, wcaaaale!!!
-
W karczmie
Elfka westchnęła ciężko i powiedziała
- To pomniejsze rasy zachowują się rasistowsko nie okazując nam odpowiedniego szacunku.-
Tymczasem Aureliana poczuła, jak trunek Rozpływa się po jej malutkim ciałku, ale jest zachowała trzeźwość umysłu i niziołka chloe patrzyła na nią z fascynacją.
- Nie widziałam że takie małe i urocze stworzonka mogą mieć taką głowę!-Wyprawa hrabiego
Drużyna po obfitym obiedzie postanowiła odwiedzić hrabiego Talbeta, który sprawdzi oficjalnie nie władał miejscowością, ale wydawał się być Najwyżej postawioną osobą w tym okolicy, a poza tym dwoje z członków było osobami w mniejszym lub większym stopniu wysoko urodzonymi, więc wypadałoby aby go odwiedzili, zwłaszcza że podobno tutejszy ród jeszcze nie tak dawno uważał się za króla! Po drodze spotkali jedno z dzieci, które ich powitały, kotowatą dziewczynkę, która rozmawiała z baronem, wracającą z zamku hrabiego z czapką pełną śliwek… W istocie, zamek otaczał sad śliwkowy, a także pastwisko, na którym pasło się całkiem sporo albo bardzo dużych kucy, albo bardzo małych koni. Rozciągały się tutaj też pola, na których rosły ziemniaki i rzepak. Można powiedzieć, że pan na zamku byłby bardzo zamożnym farmerem, ale jako hrabia wydawał się być jednak dosyć ubogi, co tylko uwidoczniło się gdy zbliżyli się do zamku, który od dobrego wieku wymagał remontu, Zresztą zauważyli pod jego murami dosyć ładny dom, w którym najpewniej pomieszkiwał pan na zamku. Jak się okazało, przygotował się on już na wizytę naszej dzielnej drużyny, i na drodze Przed zamkiem czekał na nich mężczyzna w kolorowym stroju herolda, aczkolwiek o wyglądzie bardziej pasującym na kowala, który trzymał w ręku całkiem sporą torbę. Czekało też na nich troje rycerzy. Jednym był bardzo stary mężczyzna, który twarz ozdabiały ogromne wąsy, który drzemał na swoim wierzchowcu, drugim był zasypany otyły mężczyzna, który nie mieścił się w zbroi, więc wymontowano ochronę brzucha, a trzecim była Niziołka. Ona jedyna wyglądała groźnie, miała dosyć nową zbroję i wydawało się że gotowa byłaby walczyć z całą drużyną! Na tarczy miała wojownika przebijającego ostrzem ogromną żabę o trzech oczach na szypułkach. Herold wziął głęboki oddech, i potem zaczął mówić potężnym basem.
- W imieniu Hrabiego Talbeta z Królewskiego rodu Heartstonów, Pogromcy kozołaków, Przepijającego olbrzymy, Zguby Mrocianów, Wierzyciela elfów, i łapacza wróżek Witamy waszą drużynę poszukiwaczy przygód i zapraszamy na kosztowanie śliwowicy z hrabiowski zapasów.- -
Eris słuchała wypowiedzi herolda, na jej twarzy szok mieszał się z niechecia.
- Eeeeeem... Czy wy chcecie nas znieważyć? Czy tak przez przypadek Wam wyszło? - zapytała, wyraźnie zirytowana.
-
Baron uśmiechnął się na widok niziołki mocno pobłażliwie. Jakoś ostatnia moda by najgroźniej wyglądały niewiasty (i to nawet niziołki), a mężczyźni budzili albo odrazę pasibrzuchów i oferm, albo łabędzi śpiew starych wojowników dotarła z szerokiego świata i do Elmore. Zastanawiał się, czy hrabia swoich rycerzy celowo tak dobiera, czy jednak istotnie ród męski podupadał. On sam wszak miał się za męża dorodnego, atrakcyjnego i wcale zaradnego. Uśmiechnął się też na słowa herolda, bo kpina i w jego arsenale broni się znajdowała. Zastanawiał się tylko, czy hrabia wiedział z kim w te szranki stawał.
- Unsere najgłębsze uszanowanie! Racz kowalu przekazać swemu panu Talbetowi z Kurewskiego rodu Fartstonów, że oto przybywa doń delegacja kozołaków, olbrzymów, ribbetów, elfów i wróżek. Kozołaki nie żywią doń urazy o tę alte kozę co ją gromił od tyłu aż dudniło, olbrzymy herzlich przepraszają, że jego dzban, który tak chwacko opróżniał, był podsuniętą mu omyłkowo spluwaczką, ribbety sehr dziękują za pozbycie się mrocianów co im kanalizacje zapychały, wróżki z przykrością informują, że mehr łapaczy much nie potrzebują i nie przedłużą umowy, ale elfy mit Freude użyczą mu jeszcze więcej miedziaków jeśli tak jak ostatnio zdejmie gacie swoim rycerzom i każdego pocałuje w dupę!
Co rzekłszy zatupał racicami przed heroldem i pozdrowił go gestem uniwersalnie przyjętym za "takiego wała".
- Zatem coś o śliwowicy mówiłeś dobry człowieku? -
Ten post został usunięty!
-
Starszy mężczyzna nachylił się w kierunku Eris i powiedział.
- Pyta pani, czy mamy mydło? Tak, mamy je! - I wyciągnął z buta kawałek szarego mydła i co rozpuszczone zapewne od soku wyciekającego z jego stóp i rzucił go elfce.
Tymczasem towar wyraźnie się zmieszał i powiedział.
- No, ale takie tytuły ma nasz pan! No bo kiedyś tutaj na drogach grasował taki Bandyta, co zmieniał się w czarnego kozła i przeganiał drobnych kupców, lękających się, że to jakieś demoniczne coś! A nasz pan go schwytał i w powróz zaprzągł. Była też niegdyś Inwazja strasznych Mrocianów, co dzieciaki usiłowały porywać, nasz hrabia razem z tymi zdradzieckimi wieśniakami ich wtedy tego pogonił. No i kiedyś jakiś olbrzym usiłował naszemu panu sprzedać takie magiczny kamień co szczęście jest zapewnia, ale nasz pan wezwał go na konkurs pijacki i przepił! Tylko, że kamień okazał się być jakimś tam zwykłym rzecznym kamieniem, a nasz pan stawiał. A raz też Udało mu się złapać wróżkę zębuszkę, która miała zamiar wyrwać i poszłeś mu zęby! - Aureliana wiedziała o istnieniu wróżek zębuszek, wrednych, ale nie aż tak groźnych jak wróżki szkieletowe…
- A jeśli chodzi o elfy, to Pradziad naszego Pana pożyczył kiedyś elfowi jednego srebrnika, i teraz doliczając procenty i wszelkiego rodzaju kary jest już mu winien dziesięć tysięcy, czterysta osiemdziesiąt dwie sztuki złota, dwanaście srebrników i trzy miedziaki. –
- A śliwowicy To u nas dostatek! - Powiedział Kowal będący heroldem, i zaprowadził poszukiwaczy przygód do zamku. razem z rycerzami, niziołka przez całą drogę Rzucała Rechotkowi dumne spojrzenia, A potem stanęli przed bramą zamku i Herold wyciągnął z torby nową czapkę klucznika, ubrał ją i otworzył drzwi, a potem ubrał perukę lokaja, i zaprowadził gości do sali biesiadnej, którą dwie kobiety wyglądają dla jego córki sprzątały właśnie. Za stołem podrzemywał hrabia, Talbet, barczysty mężczyzna pofarbowanych na czarno siwych włosach, obok niego stała prześliczna dziewczyna o błękitnych oczach i niebieskich oczach.
- Witaj szlachetna księżniczko Aureliano. Witaj szlachetny Von Tryk. Rozgośćcie się proszę, razem ze swoimi sługami, i napicie śliwowicy powiem Mam do was wielką, a nawet bardzo wielką prośbę, wręcz misję od której będą zależeć losy… Być może nawet świata!- -
Baron z ulgą zauważył, że powitanie przeszli bezbłędnie i mieszkańcy Elmore nie należą do nadto obrażalskich. Nie dowierzał oczywiście tłumaczeniom, że przydomki hrabiego były przypadkowe zbieżne z ich aparycjami, ale co kraj to obyczaj. No i darowanej śliwowicy w antał zaglądać nie zamierzał. Choć niepokojące spływające sokiem nogi starego rycerza nakazywały uważać, co się zamierza spożywać, czy w ogóle w zasadzie tykać.
Za niezwykle praktyczne uznał czapki kowala! Toż jeden arystokrata mógł tym sposobem jednym sługą zaopatrzeć całą rezydencję! Oszczędnie i zgodnie z nowopanującą elfią modą na ekologię, bo ileż mniej psuł powietrza jeden sługa od ich całej armii! A dzięki czapkom w trymiga zmieniał tenże sługa swoją przydatność.
- Rechotku! - szturchnął kompana, który zamilkł jakoś od wizyty w karczmy i wyglądał jakby każda kolejna napotkana niewiasta nikczemnego wzrostu jawiła mu się soczystą muchą.
Po czym wykonał przesadny i nader fikuśny gest pozdrowienia tym razem zupełnie serdecznie tupiąc racicami.
- Ja-a-a-kże moglibyśmy Ci hilfen imć hrabio? - spytał odstawiając krzesła dla ich drużynowych pań przy stole i grzecznie czekając aż kowal-lokaj zacznie czynić honory. Dla olbrzymki złączył 2 krzesła, a dla wróżki szarmancko postawił na krześle zegar z kurantem przeniesiony z kredensu i ustawiwszy godzinę dwunastą, zatrzymał by z zegara wynurzyło się na sprężynie krzesełko z księciem. Książę powędrował na stół a fotel był wolny dla Aurelianny. -
Eris przewróciła oczami, słuchając wypowiedzi tego męzczyzny. Tylko bardziej się pogrążał, ale to nie z nim miała w sumie problem.
- Panie szanowny - zwróciła się do szlachcica, gdy tylko mogła - Twoi słudzy bardzo nas znieważyli. Oczekujemy przeprosin i solidnej obietnicy poprawy - powiedziała wprost. Może choć ten cały szlachcic będzie lepszy? Bogowie...
-
Hrabia Talbet rozkazał przynieść każdemu po garncu śliwowicy. Jego piękna córka nalewała szlachetnie urodzony uśmiechając się do nich ciepło. Najpierw zwrócił się do Eris..
- Moi słudzy po prostu przedstawili część moich tytułów, tych które może was dotyczyć. Jestem też pedikiurzystom goblinów, golibrodom krasnoludów, ulotkowcem diabelstw i tak dalej. - A potem zwrócił się do reszty.
- Tak więc moi przodkowie mieszkają tutaj od niepamiętnych czasu… Wypijmy za to! (toast) I w owych niepamiętnych czasach byli w posiadaniu pradawnego artefaktu zwanego sercem wieczności! Wypijmy za to. (Toast). Niestety, źli druidzi go ukradli w podstępny i nikczemny sposób… Wypijmy aby upamiętnić to straszliwe wydarzenie. (Toast) I na dodatek z tego powodu cała łowna Zwierzyła ukryła się w pieczarach, pozostawiając nam do polowania tylko nędzne niedźwiedzie i inne żubry! Wypijmy abyśmy nie zapomnieli tej zniewagi! Tak więc sugeruję wam abyście odzyskali owe serce, wtedy wydam jednego z was za moją wspaniałą córkę, oczywiście mówię tylko o tych szlachetniie urodzonych, Wypijmy za powodzenie misji! - -
Jej Wróżkowa Wkrótce Wysokość Aurelianna Belladonna Różopłatka Nimfa-Księżycowa Lilianna Srebrzysta Rosa z Domu Ostu i Porannej Mgły przyjęła miejsce przygotowane przez barona z należytą godnością i w duchu uznała zegarowe krzesełko za wyjątkowo pomysłowe. Być może nawet godne skopiowania po powrocie do domu.
Usadowiła się wygodnie na maleńkim siedzisku, od czasu do czasu zawisając kilka cali nad nim, gdy emocje brały górę nad etykietą.
Z uwagą wysłuchała opowieści hrabiego, dzielnie znosząc kolejne toasty. Po trzecim zaczęła podejrzewać, że mieszkańcy tej krainy rozwiązują większość problemów poprzez picie śliwowicy. Po czwartym nabrała niemal pewności.
Kiedy jednak padły słowa o artefakcie, złych druidach i misji, jej skrzydełka zatrzepotały żywiej, a brokat posypał się wokoło.
- Serce Wieczności? - powtórzyła z zainteresowaniem. - To brzmi dokładnie jak rodzaj przedmiotu, który powinien należeć do królewskiego skarbca!
Przechyliła głowę, przyglądając się hrabiemu z powagą osoby rozważającej niezwykle ważne sprawy państwowe.
- Źli druidzi, starożytny artefakt, pieczary pełne niebezpieczeństw... Tak! To zdecydowanie brzmi jak bohaterska przygoda.
Aurelianna już miała wygłosić królewską deklarację o obowiązku niesienia pomocy poddanym, gdy dotarła do niej druga część propozycji i zamarła.
- Chwileczkę. - Uniosła palec. - Czy ja dobrze zrozumiałam, że nagrodą za wykonanie misji jest pańska córka?
Spojrzała najpierw na hrabiego. Potem na jego córkę. Potem znowu na hrabiego.
- Tak po prostu?
Jeszcze chwila milczenia.
- Czy ona o tym wie? - Wróżka zmrużyła oczy podejrzliwie. - I czy wolno mi zauważyć, że jest to bardzo osobliwy sposób prowadzenia polityki dynastycznej?
Po czym natychmiast rozpromieniła się na nowo.
- Choć muszę przyznać, że jako przyszła monarchini ogromnie popieram rozdawanie nagród za bohaterskie czyny. To bardzo zdrowa tradycja.
Zawisła nieco wyżej nad stołem, rozsypując wokół siebie kilka błyszczących drobinek wróżkowego pyłu.
- A zanim podejmiemy decyzję, chciałabym usłyszeć więcej o tym Sercu Wieczności. Na przykład dlaczego źli druidzi je ukradli, dlaczego zwierzęta tak bardzo je polubiły i czy istnieje choć cień szansy, że po odzyskaniu artefaktu ktoś będzie próbował ukraść również mnie.
Jej wzrok przesunął się na Rechotka.
- Pytam wyłącznie z powodów bezpieczeństwa. Oczywiście.
-
Eris siedziała cicho i udawała, że pije. Podejrzewała, że arystokrata chce ich wszystkich upić, w sobie tylko znanym celu, więc gdy podnosiła szklankę ze śliwowicą, napój spotykał tylko jej ciasno zaciśnite usta.
- Tu chodzi o... małżeństwo, a nie niewolnictwo - czuła się w obowiązku wyjaśnić swojej towarzyszce, która być może tego nie rozumiała.
-
- A czyż nie jesteśmy wszyscy niewolnikami unsere Hertzen? - zapytał baron w mig prztyczka elficy w żart obracając.
Pogładziwszy się po brzuchu, odstawił kielich śliwowicy, która jakoś dziwnie niosła w sobie posmak domowych pieleszy i oszukaństwa.
- Aber jest w Twej propozycji hra-a-a-abio zbytek łaski zaiste - podkręcił wąsa spojrzawszy na tak łacno za nieznajomych wydawaną dziewoję. O ile była to ona w istocie, bo konkrety nie padły, a druga córka, o której hrabia wspominał mogła spokojnie chrapać na barłogu z kości w najgłębszej piwnicy i marzyć o kolejnym posiłku, którym baron nie pragnął się stać - Rudolfa z Dorfendorfu i jego konszabelanten jego cesarska imperatorskość jeno pustym złotem obiecał obsypać za Serce Wieczności. A ty nam kwiat swego domu oferujesz. A i pewnie śliwowicy nie pożałujesz... No, no... Mówże jednak mehr. Czymże ono Serce Wieczności jest? I czemuż swych wojów nie poślesz po nie? -
Hrabia uśmiechnął się szeroko, Następnie kazał przywieźć kolejną butelkę w śliwowicy i powiedział.
- Mówią, że u był kiedyś sercem jednego z dawnych władców bestii, straszliwych potworów, które władały niegdyś dziczą ale zostały pokonane przez boskich wybrańców, z których jeden był naszym praprzodkiem… Źli druidzi ukradli serce ponieważ byli druidami i do tego złymi, a serce i tak ceny że pewnie też będą chcieli je ukraść gdy je odzyskacie Dlatego jak najszybciej musicie niedawno dostarczyć i zawrzeć ślub z moją córką! I tak, to jak córka ma być nagrodą za waszą misję, nie godzi się inaczej. Oczywiście osoba, za którą wyjdzie będzie musiała złożyć tradycyjną przysięgę, ale w końcu każda szlachetna osoba nie powinna mieć obaw, Przed złożeniem przysięgi, musicie tylko obiecać, że ją złożycie gdy dostarczycie serce… Muszę powiedzieć że moja córka Kunegunda posiada wiele talentów, na przykład doskonale sporządza lekarstwa, Potrafi śpiewać Rozbrajające piosenki, a jej talenty do szydełkowania chwalą stajenni i praczki…-
Kunegunda zakrzepowa rzęsami, a potem podbiegła do Eris i nadała jej z osobnej butelki całą szklankę śliwowicy którą podała elfce nie spuszczając z niej oka.
I wtedy wtrąciła się niziołka
- Oczywiście, żebyśmy sobie poradzili w poszukiwaniu tego serca, prawda ser Sergiuszu… - Wskazała Starego na rycerza, który zasnął w trakcie całej rozmowy.
I wtedy hrabia popatrzył na Rekotka.
*- Jeden z moich przodków spotkał Podobno kiedyś cały premię istot podobnych jak ty w naszych podziemiach!-
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się