Vine Street w Heywood; Na podwórcu Apartamentowa; godzina: 23:18
Bang, bang - odliczała wystrzały, ściskała w spoconej dłoni nóż do PCV z wysuniętym na cal ostrzem skryta za ścianą apartamentowca, odcięta wzrokowo od głównej sceny wydarzeń, polegać musiała na werbalnych i sejsmicznych bodźcach, kilka ledwo kroków dzieliło ją od bezpośredniej kontroli kamery na placu przed budynkiem, już gotowa była ową granicę przekroczyć, kiedy wkroczył Shawn. Spotkały się ich oczy, ich źrenice powiększone.
Milisekunda radości z odzyskania przyjaciela prędko minęła. Brazil wiedziała, że ostrzeżenia Camary nie są pustymi słowami. Dość go znała, dość czytała, żeby wiedzieć kiedy zaufać jego ocenie zagrożenia. Odliczyła kolejne strzały, kolejne kroki na schodach, obliczyła, sugerując się rachubą Żaby, że uzbrojeni napastnicy są na drugim piętrze. Liczyła w duchu na tradycjonalistę na trzecim.
Zawróciła na pięcie napędzana hormonami. Sfochowana na siebie że wydała złe dyspozycje. Foch rozlał się niczym telepatyczny wirus.
-Zmiana planów. Czas się skurczył, a nasze opcje jeszcze bardziej. Szans na wyjazd ulicą jest trzydzieści procent, szansa na na ucieczkę zaułkami osiemdziesiąt sześć, już osiemdziesiąt pięć. Mack, Leif bierzcie go, Dingo droga przez zaułki, Camara czujka. Jebać to autko, kredyt spłacę później. Przyszliśmy po Swicha i z nim wyjdziemy, nikt tu nie zostanie z mojej winy. Nikt nie zginie przynajmniej do świtu. - mówiąc, wpierw sama zabrała się za wyciąganie Raze, ale po trzech sekundach zmusiła do tego Leifa.
Rozejrzała się czujnie.
-Mamy minutę. Proszę was o jeszcze raz o zaufanie. Za łeb go i w nogi. Puknę autem w ścianę, że se ktoś źle cofnął. - ostrzegła, żeby nikt nie odczytał niewłaściwie jej intencji.
Pod czaszką przemknęło jej, że to zamieszanie, o którym mówił Shawn, to nie nie zasługa Raze, tylko jej, ale wolała nie prostować sprawy, by nie podważać zaufania do ledwo wypowiedzianych słów. Frog mógł mieć i swoje za uszami w tym całym bałaganie, a już na pewno Hajfi, którego strategicznie zabrakło.
Wszystko to myśli, goniące myśli, tylko po to by zapełnić pustkę, między wyciągnięciem Swicha, a manewrem, który wymyśliła. Małe puk, puk autkiem. Między drzwiami, a kierownicą, Skryba wysłał wszystkim mapkę okolicy z satelity. Brazil zaś barbarzyńsko kasowała historię czarnej skrzynki Aigo, w sposób którego nie powstydziłby się Atylla.