Stefan słysząc słowa porucznik o zauważeniu przy bramie jakiegoś regimentu poczuł jednoczeście odrobinę ulgii, w końcu oznaczało to, że najprawdopodobniej pułk zajmuje już silną pozycje w mieście. Jednocześnie wiedział, że razem z Albrechtem są teraz po uszy w gównie, doskonale pamiętał jak traktowany był jeniec którego widzieli w bramie zajazdu. Czuł jak zaczyna się pocić kiedy oficerowie zasypali go serią pytań, jakimś cudem udało mi się nie położyć ręki na ostrzu noża za pasem. W końcu rzucił odpowiedź udając niewiedzę:
Tak jak mówiłem Pani porucznik do miasta weszliśmy w kilkanaście osób, żadnego regimentu tam nie widziałem. Pewnie pojawiły się kolejne osoby co przeżyły wspomniany atak pomiotów.
Tak jak mówiłem mogę ich zachęcić do dołączenia się. pozwolę się tylko spytać o to ilu tych buntowników w przybliżeniu jest? Żeby wiedzieli w co się pakują i nie biadolili później że ich na minę wprowadziłem.
Po wyjściu oficer zajął się sprzątaniem swoich narzędzi, podczas tego odezwał się jeszcze do doktora:
Przepraszam ale wcześniej po chamsku się Panu doktorowi nie przedstawiłem. Nazywam się Stefan Jeager. W sumie to tak samo nietaktownie zachowałem się względem Pani porucznik…? - Stefan postarał się zadać to pytanie neutralnym tonem i stojąc plecami do sierżanta i innych obecnych żołnierzy. Jednocześnie miał nadzieję, że intensywność z jaką spoglądał na medyka i mowa ciała wystarczą do zasygnalizowania mu pytania i że jest ono dla Stefana ważne.
Czarnowłosa porucznik przed wyjściem, popatrzyła przez chwilę na Stefana. I uśmiechnęła się półgębkiem nieco ironicznie. Ale nic nie powiedziała. Gdy zaś Jaeger odezwał się do chirurga to ten przyjrzał mu się uważnie. Po czym ponad jego ramieniem spojrzał na sierżanta Lupo i resztę żołnierzy.
Miło mi cię poznać młody człowieku. Jestem doktor Gerlach Sonnewalde. Dziękuję za pomoc. Szkoda, że musisz już iść i nie możemy poznać się lepiej. Może w spokojniejszych czasach. Wpadnij kiedyś do mnie na Bursztynową to napijemy się jabłecznika i porozmawiamy. - Siwowłosy medyk uśmiechnął się łagodnie. Mówił cichym, spokojnym głosem. Mył przy tym ręcę w misce z krawą woda a potem wycierał je w niezbyt czysty ręcznik. Ale zwykle tak to wyglądało w polowych warunkach. Stefan zaś skojarzył, że Bursztynowa to była na tym adresie z kartki.
-Mieszka Pan na Bursztynowej doktorze,tak?- odparł ostlandczyk jednocześnie wyciągając jedną ręką z kieszeni skraj obciętej wcześniej kartki i skierował swój wzrok w jej kierunku wymownie.
Wysłuchał odpowiedzi medyka ,po czym zadał jeszcze jedno pytanie lekko ściszonym głosem:
A pan doktorze może wie, ilu tych buntowników jest, mniej więcej oczywiście?
Prowadzony na dół ostlandczyk zastanawiał się co z nimi będzie. Widział jak obchodzili się z jeńcami co nie napawało optymizmem, z drugiej strony nie próbowali ich póki co rozbroić... .
W ogóle cała sytuacja z buntem wydawała mu się podejrzana, zdawał sobie sprawę, że bunty w wojsku się zdarzają, ale był pewien że pan doktor Sonnewalde nie dał mu kartki z adresem w celu spotkania się na lekarskie pogaduchy. Cała sytuacja miała drugie dno i wiedział że bez rozwikłania tych tajemnic jego regiment będzie zagrożony ciosem w plecy.
Cholerne podstępy i manipulacje przeklętych chaosytów zupełnie jak w Nuln albo w tym cholernym lesie gdzie znaleźliśmy Czerwonego Maga...- Stefan przerwał nagle swoje zwyczajowe narzekania. Wspomnienie wydarzeń z walki z demonami i wiedźmą która potrafiła przejąć kontrolę nad dowolną osobą aby siać zamęt w szeregach imperialnych żołnierzy.
Może tutaj dzieje się tak samo? - myśl ta spowodowała, że Stefan bezwiednie zatrzymał się na schodach co wywołało gniewne szturchnięcie ze strony prowadzącego ich podoficera:
-Co Ty robisz!? Ruszaj się, nie mamy czlego dnia żołnierzy!
Stefan natychmiast ocknął się z chwilowego stuporu, ruszył naprzód i wymamrotał pośpieszne przeprosiny.
Przepraszam za to, nagle trafiło mnie wspomnienie z niedawnej walki... muszę Panu zadać z pozoru głupie pytanie, ale proszę mi uwierzyć może być bardzo istotne dla całego tego burdelu z którym macie nieprzyjemność walczyć w tym mieście - Stefan zaczął trochę nieskładnie mówić do podoficera jednocześnie posłusznie idąc w dół schodów.
Czy Ci żołnierze co się zbuntowali to byli już od dawna jakimiś malkontentami? Sprawiali kłopoty i nie chcieli walczyć?Czy może wprost przeciwnie zawszebyli pewnymi, karnymi żołnierzami aż tu nagle trach! Z dnia na dzień rzucili Wam się do gardeł jakby postradali zmysły, albo przynajmniej ich dowódcy czy dowódca nagle zwariował?
Jeager słuchał słów porucznik i starał się zanotować w pamięci wszystko co mówiła. Cieszył się z widoku swojego dowódcy ale jednocześnie nie miał najmniejszego pojecia co ten im o nim i Albrechcie powiedział. Czy byli już całkiem spaleni czy może zupełnie odwrotnie sprzedał im jakąś bajkę w którą oni muszą się wkomponować bez znania jej treści.
Dlatego pozdrowił swojego imiennika tylko skiniwniem głowy.
Kiedy oficer skończyła mówić odezwał się po skłonieniu głowy:
Pani porucznik przekaże wszystko co pani powiedziała...odpowiednim osobą, muszę się jednocześnie zapytać czy macie albo czy możemy ustalić jakieś hasło w celu identyfikowania się z Pani żołnierzami na terenie miasta? Żeby nie doszło do niepotrzebnych incydentów albo żebyśmy się nie dali podejść tym buntownikom. Wy ich rozpoznacie bez problemu ale moi...towarzysze mogą dać się podejść jak dzieci we mgle.
Ostlandczyk odchrząknął i ciągnął dalej:
-Po za tym Pani, jeśli dobrze rozpoznaje sytuacje to ruszacie do decydującej walki z tymi buntownikami, tak? Chodzi mi o to, że jeśli mamy sobie pomóc to przede wszystkim propowałbym poczekać z atakiem na przybycie wsparcia z naszej strony. Mówiła Pani że mają oni podobne siły do waszych, jak rozumiem są okopani w centrum miasta. Nie ujmując niczego odwadze Pani ludzi zapewne przydała by się Wam każda pomoc, żeby ograniczyć straty.