Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Gordian
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
55 Posty 6 Uczestników 787 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • AgnesA Niedostępny
    AgnesA Niedostępny
    Agnes jako Violet Shane
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
    #34

    Violet nie miała najmniejszej ochoty opuszczać lokalu, gdyby sytuacja zaczęła robić się ciekawa. Spokój w głosie Johna rozwiał jej szczątkowe obawy. Oparła się z powrotem na krześle, ignorując obecność nowoprzybyłych i wróciła do przerwanej rozmowy.

    Chwilę później jej uwagę przykuło przycichnięcie muzyki. Gdy spojrzała w stronę sceny, dostrzegła ekscentrycznego mężczyznę, za pewne profesora. Cóż, najwyraźniej ludzie nauki nie troszczyli się zbytnio o tak prozaiczne kwestie, jak wygląd. Jak choćby ten naukowiec, który w zeszłej dekadzie dostał Nobla. Jego zdjęcie zapadło jej w pamięć - wyglądał, jakby wcale nie bywał u fryzjera.

    Gdy Chance zaczął mówić, dziewczyna poczuła się jak kiedyś, gdy sklep odwiedził jakiś Europejczyk. Mówił do niej nieprzerwanie przez dobre parę minut, energicznie gestykulując rękami, zanim zorientował się, że sprzedawczyni nie rozumie ani słowa. Kolejne 10 minut zajęło im porozumienie się na migi, zanim zrozumiała, że nieznajomy pyta o drogę do dworca, z którego zdążył już odjechać jego pociąg. Chance niby mówił po angielsku, ale w jego ustach brzmiał on jak zupełnie inny język pełen nieznanych, skomplikowanych słów, których Violet nie umiałaby nawet powtórzyć. Na szczęście potokowi słów towarzyszyły ilustracje, które pomagały jej nadążyć za tematem.

    Violet wstrzymała oddech, gdy profesor podszedł z kłem do Johna. Sama ledwo powstrzymała się przed dotknięciem przedmiotu. Zamiast tego utkwiła jednak czujne spojrzenie w traperze, próbując wyczytać z jego twarzy, czy faktycznie nigdy nie spotkał stworzenia posiadającego takie uzębienie.

    Violet nie do końca rozumiała uwagi ludzi, których ton wskazywał na to, że drwili z profesora. Wiadomo, że smokami tylko straszy niegrzeczne dzieci, ale Atlantydę sama chętnie by odwiedziła. Ostatecznie z przydługiego wywodu podekscytowanego Chance'a zapadło jej w pamięć słowo "przygoda". To była prawdziwa szansa, żeby wyrwać się z życia zaplanowanego przez jej rodziców i poznać prawdziwy świat.

    -Gdzie właściwie jest Syberia? - Violet spytała szeptem, by nikt poza Johnem jej nie usłyszał - Czy to daleko od pańskiej Alaski? Gdzieś na biegunie południowym?
    @ketharian

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • GordianG Online
      GordianG Online
      Gordian jako Gordian
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #35

      Chance wysłuchał uważnie uwag i pytań padających od potencjalnie zainteresowanych wyruszeniem wraz z nim na ekspedycję, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Mierzwił swoją gęstą brodę, a jak usłyszał coś konkretnego, tylko kiwał raptownie głową, strącając z niej masę łupieżu, i uśmiechał się niczym małe dziecko, które właśnie dostało od kogoś propozycję zabawy w coś, co uwielbia.

      "Ma pani całkowitą rację!", odpowiedział Eleonorze (@kaworu) z wielkim entuzjazmem, jakby zachęcając ich do kontynuowania. "Tak się składa, że nie jestem jedynym, który stawia tak śmiałe tezy o znalezieniu tam nowego gatunku. Otóż natrafiłem na pewne ślady tego, że istnieje inny dowód, związany z innym człowiekiem, który całkiem niedawno widział yeti właśnie na Syberii. I pierwszym etapem naszej ekspedycji będzie próba dotarcia do tego człowieka. Mam pewne poszlaki wskazujące na to, że nadal żyje i może nam pomóc."

      Słysząc teorię Waltera (@cygan) uśmiechnął się pod nosem i, gestykulując znacząco, natychmiast ją zripostował, nie pozwalając myśliwemu nawet na dokończenie zdania.

      "No właśnie widzi pan... nie. Otóż nie. Podania o człowieku śniegu znajdują się nie tylko w kulturach himalajskich, lecz także u rdzennych mieszkańców Syberii. Wiem, że istnieją tam wioski tubylców... albo raczej 'tambylców', którzy wciąż oddają cześć giganteusowi, uważając że broni ich przed złymi duchami. Tyle wiem, zaś dokładniejsze informacje zdobędziemy, jak mniemam, od naszego kontaktu."

      Pytania Rena (@elvis) sprawiły, że Chance lekko się zachwiał i nie odpowiedział od razu. możesz wykonać rzut na psychologię

      "Emm... tak, tak... jeśli chodzi o podróż, to dostaniemy się tam drogą morską, przez Ocean Spokojny. Statek odpływa w przyszły poniedziałek rano. Co do zapłaty, to moi sponsorzy są w stanie zaoferować pokrycie wszelkich kosztów podróży. Te planowane już im przedstawiłem. Niestety, w chwili obecnej nie mogę zaoferować konkretnej sumy pieniędzy za sam udział w wyprawie. Co najwyżej zaproponować, że wszystko to, co zdobędziecie w jej trakcie, będzie należało do was. Ja jestem zainteresowany jedynie znalezieniem dowodów na istnienie dryophitecusa giganteusa. Gwarantuję panu jednak, że jeśli ta wyprawa się powiedzie - a gwarantuję, że się powiedzie - nie odpędzi się pan od dziennikarzy i innych pismaków, którzy zasypią pana gradem pytań. Proszę tylko pomyśleć o tym, w ilu egzemplarzach sprzedałaby się książka, którą mógłby pan napisać po powrocie! Ludzie może i są biedni, ale tak tęsknią za czymś 'normalnym', że są w stanie wydać ostatniego pensa na takie opowieści..."

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • KetharianK Niedostępny
        KetharianK Niedostępny
        Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
        Obsługa Moderator
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #36

        Artisian’s Nook, 12 marca 1932


        John Carter nie był człowiekiem łatwowiernym, ale życie spędzone w śniegach Alaski przyniosło mu dość niezwykłych doświadczeń, by nie śmiał skwitować opowieści profesora jedynie sardonicznym śmiechem. Pamiętał doskonale opowieści Atabasków o mieszańcach krwi, o dzikich ludziach potrafiących zmieniać swoje kształty podczas pełni księżyca z człowieczych na wilcze. Pamiętał historię o duchach nawiedzających stare porzucone kopalnie, widział mrożące krew w żyłach tropy diabła odciśnięte w poczerniałym nienaturalnie śniegu, wyrzeźbione w lodzie siłą wiatru zadziwiające rzeźby o niepokojących kształtach i drzewa, które wedle Indian nie były wcale drzewami. Nie wątpił, że gdyby opowiedział goszczącym w klubie mieszczanom choćby część tych historii, zapięliby go bez wahania w kaftan bezpieczeństwa i zamknęli w jednym z ośrodków dla obłąkanych psychicznie.

        Profesor Chance nie wyglądał na akademika i w innych okolicznościach Carter mógłby go wziąć za szarlatana, ale historia o syberyjskim człowieku śniegu uderzyła znienacka we wrażliwą nutę w sercu Alaskańczyka. W jego myślach zaczynał kiełkować szaleńczy pomysł, zbyt jeszcze niedopowiedziany, by John z czystym sumieniem mógł go wymówić na głos, ale z każdym uderzeniem serca silniejszy.

        Nic nie trzymało go w San Francisco - w mieście, do którego trafił przez przypadek; pełnego ludzi, których zupełnie nie rozumiał i którzy w ogóle nie rozumieli jego samego. Nie miał pracy, mieszkał w norze próbującej uchodzić za portowy hotel, kończyły mu się oszczędności. I nie miał żadnych konkretnych perspektyw ani planów.

        Wizja udziału w karkołomnej i najpewniej skazanej na kompletne fiasko ekspedycji coraz bardziej zjednywała sobie aprobatę Johna.

        Uświadomiwszy sobie, że niegrzecznie zignorował jakieś pytanie młodziutkiej rozmówczyni skinął jej przepraszająco głową, bacznie śledząc bieg konwersacji pomiędzy rzekomym profesorem i jego słuchaczami.

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • KaworuK Online
          KaworuK Online
          Kaworu jako Eleonora Croft
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
          #37

          Eleonora dalej słuchała wypowiedzi profesora z uwagą. Nie była w 100% pewna, czy miał on rację, ale... istniała na to jakaś szansa niezerowa. Pousunięciu innych zmiennych i hipotez, znaczy się.

          - Chciałabym zgłosić swój udział w wyprawie - powiedziała głośno i wyraźnie - Znam się na archeologii, historii i antropologii, a także biegle mówię po japońsku. Pozwoli pan, że CV i list motywacyjny dostarczę na pańskie dłonie jutro.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • AgnesA Niedostępny
            AgnesA Niedostępny
            Agnes jako Violet Shane
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #38

            John był najwyraźniej tak pochłonięty rozmową, że zignorował pytanie dziewczyny. Wnikliwie przyglądał się rozmówcom i uważnie wsłuchiwał w ich słowa. Tak właśnie wyobrażała sobie myśliwego przyczajonego na zwierzynę. Zabawne, jak takie nawyki są głęboko zakorzenione w ludziach.

            Violet również sprobowała nadążyć za rozmową. Zdawało się, że każdy z zainteresowanych skupiał się na czym innym. Profesor podążał za ideą, nauką, kto inny dopytywał o pieniądze, reszta chyba jeszcze nie do końca była przekonana, co do wiarygodności naukowca. Dziewczyna przyjrzała im się tak, jak czasami oceniała klientów i zwątpiła... Każdy z nich miał w wyprawie jakiś wyższy interes. A ona? Chciała po prostu uciec, wyrwać się z murów sklepiku na przedmieściach i spod czujnego oka rodziców... ku przygodzie.

            Przełknęła ślinę i uniosła lekko rękę przytłoczona pewnością siebie kobiety, która odezwała się przed nią.

            -Przepraszam... Czy CV i list motywacyjny są konieczne? Nie mam takiej wiedzy i doświadczenia jak moi przedmówcy. Znam się trochę na ludziach, ciut na pieniądzach, jestem spostrzegawcza i żądna przygód. Jeśli to wystarczy... jestem chętna.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • CyganC Online
              CyganC Online
              Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
              #39

              -Z przyjemnością na własne oczy zobaczę który z nas ma rację Panie Chance, tym samym chciałbym dołączyć do ekspedycji. - odpowiedział Walter, po czym podszedł do osoby której profesor wręczył kieł.

              -Przepraszam czy mógłbym się przyjrzeć kłowi - Inżynier odbierając przedmiot z rąk mężczyzny zauważył, że ten zdaje się być dość mocno zamyślony

              Pewnie zastanawia się do jakiego zwierzęcia może należeć ta zguba, nie zaszkodzi dowiedzieć się paru nowych rzeczy. Walter z tym nastawieniem znów obrócił się w stronę mężczyzny (@ketharian)

              -Proszę wybaczyć Jestem Walter Murdock - Walter wyciągnął rękę i wykonał mocny uścisk dłoni. -Mam do pana pytanie, Co pan sądzi o tym kle czy naprawdę należy do jakiegoś nowego gatunku? zapytał zaciekawiony Walter uznając, że skorzysta z okazji pozyskania nowej opinii o rzekomym yetim, gdyż mężczyzna faktycznie wyglądał na takiego który mógłby się znać na tym.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                Obsługa Moderator
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #40

                Artisan’s Nook, 1932


                Przywitany przez nieznajomego mężczyznę, John podniósł się odruchowo z krzesła i uścisnął podaną mu rękę.

                - John Carter, z Hopper Bay - przedstawił się przenosząc spojrzenie na siedzącą obok młodą kobietę - A to panna Violet. Jeśli o tym zębie mowa, nie jestem pewien, co to właściwie takiego. Nie wygląda na spreparowany rekwizyt, ale kto wie, co takiego potrafią teraz robić w miastach? Panienka mi przed chwilą opowiadała, że są już pierwsze filmy, w których słuchać, co mówią aktorzy jakby byli żywi! Jak coś takiego można zrobić, to może i fałszywy kieł to nie problem?

                Myśliwy wzruszył niepewnie ramionami, wyraźnie strapiony zadanym mu pytaniem.

                - Lecz gdyby był prawdziwy, do jakiego zwierzęcia mógłby przynależeć? - zapytała z dziewczęcą ekscytacją panna Violet.

                - Niezaprzeczalnie do drapieżnika - oznajmił Carter - To nie jest ząb roślinożercy. Ale ten rozmiar… to nie wilk ani nawet niedźwiedź, to coś znacznie większego. Ludzie nie mający zbyt wielkiego doświadczenia z naturą wierzą w różne dziwne historie opowiadane przez szachrajów, szarlatanów. Łatwo im uwierzyć w yeti, ale takie istoty nie istnieją. To tylko bajdurzenia miastowych. Ale gdyby ktoś spytał mnie, mam swoje własne przypuszczenia.

                John usiadł ponownie na krześle, pochylił się nad stolikiem zniżając głos do konspiracyjnego poziomu.

                - Profesor sprawia wrażenie pewnego, że to yeti, ale ja sądzę, że się myli. To Sasquatch.

                @cygan , @agnes

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • CyganC Online
                  CyganC Online
                  Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
                  #41

                  Walter szybko podłapał klimat konspiracji jaką rozpoczął Carter, dosiadł się do stolika i zniżając swój głos zaczął mówić skupiając się całkowicie na Johnie.

                  -Jak pan zapewne słyszał także nie wierzę w istnienie yeti, może nie wyglądam ale natura nie jest mi zupełnie obca bowiem znam się trochę na polowaniach, ale to nie istotne proszę opowiedzieć mi więcej o pana teorii - Po inżynierze można było poznać że dawno nie miał okazji porozmawiać z kimś tak intersującym jak John.
                  Wreszcie osoba która wie że nie wszystko należy mówić głośno.

                  zanim John zdążył odpowiedzieć Walter dodał jeszcze
                  -Z przyjemnością wytłumaczę panu jak działają wszystkie innowację w kinach jeśli zdecyduje się pan wziąć udział w ekspedycji miło byłoby mieć kogoś takiego jak pan na tej wyprawie.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • AgnesA Niedostępny
                    AgnesA Niedostępny
                    Agnes jako Violet Shane
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #42

                    Violet zmierzyła wzrokiem nowoprzybyłego. Czemu ktoś znający się na tak zaawansowanych technologiach chciał wyruszyć w niepewną wyprawę na poszukiwanie mitycznego stwora? Cóż, w tych czasach odpowiedź była jedna - kryzys. Niemniej pewnie jego obecność mogła okazać się przydatna. Za pewne znał się na tylko na filmach, a nawet jeśli... Violet pochyliła się w stronę mężczyzn i konspiracyjnie spróbowała ściszyć głos do szeptu, na ile pozwalała jej ekscytacja:

                    -Skoro pan się zna na kinie, Panie Murdock, to mógłby pan hipotecznie, jeśli oczywiście misja by się powiodła, uwiecznić tego yeti czy tam saskasza? - Violet spojrzała pytająco na Johna, próbując powtórzyć nazwę, a następnie utkwiła swoje bystre spojrzenie w Walterze.

                    @cygan @ketharian

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • KetharianK Niedostępny
                      KetharianK Niedostępny
                      Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                      Obsługa Moderator
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                      #43

                      San Francisco, 12 marca 1932


                      Uciążliwy pod wieloma względami pobyt w San Francisco nie przysporzył Johnowi zbyt licznych okazji do bycia w centrum zainteresowania, dlatego myśliwy zmieszał się jeszcze bardziej widząc ciekawość błyszczącą w oczach swoich rozmówców.

                      - W przeciwieństwie do yeti Wielka Stopa to nie mit - zaczął tłumaczyć wciąż ściszonym głosem, postukując jednocześnie palcami prawej dłoni w pustą filiżankę po kawie - Atabaskowie… Indianie z Alaski wielokrotnie ją widywali, chociaż na południu twierdzi się, że żyje tylko wokół Wielkich Jezior. Czy miałaby to robić, skoro ma dla siebie tyle dziczy w Kanadzie?

                      - Jest pan z Alaski? - zapytał Walter, który miał prawo nie skojarzyć zabitej dechami Hooper Bay na krańcu północnego stanu - Widział pan Sasquatcha na własne oczy?

                      Myśliwy pokręcił w odpowiedzi głową w geście zaprzeczenia.

                      - Widywałem tylko tropy, podobne do ludzkich, ale nie ludzkie - wyjawił spoglądając to na Waltera, to na Violet - Oraz… inne ślady.

                      - Jakie ślady? - odezwała się młoda kobieta budząc tym pytaniem niezrozumiałe dla niej zakłopotanie Cartera. Alaskańczyk mruknął coś niezrozumiale, po czym świdrowany nieustępliwym spojrzeniem westchnął znacząco.

                      - Kupy, panienko. Znaczy się łajno. Wielkie tak, że ani człowiek ani nawet niedźwiedź by się tak nie sfajdali, za przeproszeniem panienki. A jeśli Wielkie Stopy są na Alasce to mogą żyć i po drugiej stronie cieśniny. Albo i jeszcze dalej, znaczy się, na Syberii właśnie.

                      John uciął na chwilę swoją opowieść, zwieńczył ją wymownym milczeniem pozwalając, aby Kalifornijczycy poukładali sobie jego słowa w głowie. A potem zerknął na wiszący na ścianie klubu zegar i podniósł się pośpiesznie.

                      - Panienko, panie Walterze, wybaczcie - powiedział zakładając na głowę kapelusz - Wielce mi było miło poznać. Nie będę czynił tajemnicy z decyzji, że dołączę do tej wyprawy, ale teraz czas mnie nagli, przytrafiła mi się robota w porcie, a w dzisiejszych czasach pracę trzeba sobie szanować. Muszę jeszcze zamienić słówko z profesorem. Miłego dnia życzę.

                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • CyganC Online
                        CyganC Online
                        Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #44

                        -Przyznam że nawet nie pomyślałem o tym panienko, ale skoro już o tym wspomniałaś to muszę przyznać, że jest to fantastyczny pomysł, który oczywiście postaram się zrealizować. odpowiedział zaskoczony błyskotliwością dziewczyny Walter po tym jak John już odszedł.

                        -Ja także muszę się już zbierać, przydałoby się kupić parę rzeczy na drogę, tobie też to radzę w szczególności jakieś ciepłe ubranie jeśli nie chcesz zamarznąć. - Walter pożegnał się z Violet i odszedł z uśmiechem, można z łatwością było po nim poznać, że ta dwójka znacznie bardziej przypadła mu do gustu niż towarzysze, których wcześniej spotkał.

                        Wychodząc z klubu Waltera jeszcze szybko pożegnał Rena i Eleonorę bez większych emocji i ruszył na zakupy. Jako cel swojej podróży obrał dom towarowy w którym zakupił plecak, termos, zapalniczkę, cieplejsze ubranie a także dwa aparaty marki kodak i 48 klatek do nich.
                        Mam nadzieję, że Violet spodoba się ten mały upominek.
                        Po zakupie potrzebnych rzeczy Walter udał się jeszcze do księgarni po książkę o inżynierii co by się nie nudzić podczas podróży.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • GordianG Online
                          GordianG Online
                          Gordian jako Gordian
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                          #45

                          Ranek 14 marca 1932 r., port

                          Chłodna mgła nad zatoką leniwie wślizguje się w ulice San Francisco, jakby uciekała przed porannym słońcem, nie chcąc jeszcze zbyt szybko ustąpić miejsca dniowi. Na nabrzeżu przy Union Station jest jeszcze cicho. Może nie całkiem, bo tu nigdy nie jest całkiem cicho, ale to ta szczególna cisza portu o świcie, w której każdy dźwięk brzmi wyraźniej niż zwykle: zgrzyt kół wózka transportowego, metaliczny stuk łańcucha, krzyk mewy, nawet przeciągłe ziewnięcie jakiegoś portowego robotnika jest o wiele bardziej słyszalne. W powietrzu zaś unosi się zapach zapach soli i ropy.

                          Zbieracie się w umówionym miejscu w dokach. Kiedy pojawiacie się tu rankiem, niektórzy już tu są. W oczach wszystkich widać brak snu poprzedniej nocy. Na twarzach wymalowaną macie świadomość stania na granicy czegoś, czego jeszcze nie do końca potraficie nazwać. Wierzycie jednak, że jesteście o krok od przekroczenia granicy szaleństwa. Co jest za tą zaciągniętą przez mgłę zasłoną nad oceanem? Już niedługo poznacie odpowiedź. O ile, oczywiście, przez nią zajrzycie. Doskonale o tym wiecie, że dopóki wasze stopy trzymają się na stałym lądzie, jeszcze możecie się wycofać. Jak tylko wejdziecie na statek, a ten z hukiem silnika odbije od brzegu, nie będzie już odwrotu.

                          Statek już na was czeka. Wygląda jak egzemplarz, który już dawno powinien przejść na emeryturę. Farba łuszczy się z burt szerokimi płatami, odsłaniając warstwy wcześniejszych kolorów. Nadbudówka nosi na sobie ślady setek podróży: przetarcia, wgięcia, smugi brudu, który wżarł się w metal już na dobre. Z wnętrza dobiega wasze nozdrza zapach ropy i przypalonej kawy. Silnik warczy równo, trap skrzyni stoi przy każdym kroku, a cumy są napięte niczym wasze nerwy przed podróżą w nieznane.

                          Nie jesteście tu sami. Nieco z boku, pośród stosu skrzyń, Eleonora (@kaworu) zauważa znajomą już sobie trójkę. Samuel, ten w okularach, który na spotkaniu wszystko notował i wyraził przed nią swoje obawy, choć ma na sobie dokładnie ten sam cienki płaszcz, co wtedy, dziś wygląda nieco bardziej... zdecydowanie. Nie ma już przy w dłoni ołówka i notesu, ale wpatruje się w ocean z wyraźnie zadowoloną miną. Nate, ten najmłodszy entuzjasta, krąży wokół niego, wyraźnie pobudzony. Co chwilę poprawia beret, coś mówi do reszty żywo gestykulując. Rosa stoi nieco dalej, popalając papierosa.

                          Jeszcze dalej, nieco bliżej trapu, stoi równie wam znajoma czwórka. Rozstawieni luźno, jakby przypadkiem, ale zbyt dobrze ustawieni względem siebie, żeby po prostu uznać to za przypadek. Łysy w zielonkawej kurtce stoi najbliżej wejścia na pokład, a jego głowa porusza się dokładnie tym samym dziwnym ruchem co wcześniej. Stary z wąsami pali papierosa, obserwując otoczenie przez swoje ciemne szkła. Tak, nawet we mgle nie wyzbył się swoich ciemnych okularów. Gruby mówi coś półgłosem do starego, ubranego dziś, dla odmiany, we flagę Stanów Skonfederowanych pod cienką kurtką z napisem z tyłu głoszącym White Power. Pałki nadal mają przy sobie, nawet nie próbując ich ukryć.

                          Chance'a jeszcze nie ma. Ale wraz z jego przybiciem minie wasza ostatnia, nomen omen, szansa na ewentualne wycofanie się. Czy jesteście gotowi? Za moment nie będzie już czasu na dalsze przygotowania i zastanawianie się, czy przejść przez tę granicę, czy jednak zostać tu. Bo tu jest może ciężko i przaśno, ale przynajmniej znajomo. Tam jest zupełnie inny świat.

                          79732d5a-daf4-4112-a0f6-45599c4dce18-image.png

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • AgnesA Niedostępny
                            AgnesA Niedostępny
                            Agnes jako Violet Shane
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                            #46

                            12 marca, obrzeża San Francisco

                            Po powrocie do domu Violet wysypała zawartość słoika z oszczędnościami. Nie było tego wiele, ale z pewnością starczy chociaż na drobne zakupy na drogę. Przypomniała sobie radę Waltera, że należy zabrać ciepłe odzienie. A poza tym... nie była pewna, co należy wziąć w taką wyprawę. Ale to nie może być przecież takie trudne... Postanowiła rozejrzeć się po sklepach i nabyć parę wyglądających na przydatne rzeczy. A jeśli już mowa o sklepach... w jej głowie zakiełkowała nowa myśl.


                            13 marca, obrzeża San Francisco

                            Na dzień przed umówionym spotkaniem w porcie, jak co dzień, przypadał jej dyżur w rodzinnym sklepie. Tym razem postanowiła spędzić czas pożytecznej niż na bezowocnym oczekiwaniu na niepojawiających się klientów. Pozornie bez celu przechadzała się po lokalu, uważnie rozglądając się po półkach. Przedstawiała produkty - tym razem nie po to, by lepiej się prezentowały. Co jakiś czas niepostrzeżenie zanosiła wybrane przedmioty do zakątka na zapleczu w pobliżu tylnych drzwi, gdzie ukryła również niewielką torbę podróżną z rzeczami osobistymi. W napięciu odliczała godziny do zamknięcia sklepu. Ojciec zwykł czynić to osobiście, a mimo swoich planów, nie chciała zostawiać jedynego źródła utrzymania rodziców bez opieki na dłużej niż to konieczne. Być może właśnie dziś ostatni raz przestąpię próg tego sklepu i będę stąpać po bruku San Francisco. Kto wie, czy jeszcze tu wrócę. I czy jeszcze kiedykolwiek ujrzę rodzinę. Z zaskoczeniem odkryła, że po jej policzku spływa samotna łza. Z zamyślenia wyrwały ją znajome kroki dochodzące ze schodów prowadzących z mieszkania do sklepu. Wcześniej niż zazwyczaj. Może ojciec świadomy trudnej sytuacji finansowej nie liczył już na zjawienie się kolejnych klientów. Nie było czasu na rozważania. Violet chwyciła torbę z rzeczami osobistymi i drugą zawierającą przygotowane wcześniej produkty, które zamierzała pożyczyć ze sklepowych półek. Niestety zbyt obciążona tkanina rozerwała się z trzaskiem i w rękach Violet zostało tylko dziwne narzędzie, którego nazwy nawet nie znała. Bez namysłu chwyciła je pod pachę i wybiegła, zostawiając za plecami dom, całe dotychczasowe życie i oczekiwania rodziców. Poczuła się wreszcie wolna.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • ElvisE Niedostępny
                              ElvisE Niedostępny
                              Elvis jako Ren Watanabe
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Elvis
                              #47

                              12 marca 1932r., Artisian's Nook
                              Ren nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią Chance'a o braku gwarantowanej zapłaty, lecz wizja potencjalnej chwały i sławy rozwiała jego wszelkie wątpliwości. Siedział jeszcze chwilę słuchając innych, aż do momentu gdy miejsce spotkania postanowił opuścić Walter, po którym Watanabe widział, że pożegnał jego jak i Eleonorę wyłącznie z grzeczności -Jeszcze go do siebie przekonam, jest ciekawym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo zamkniętym. -pomyślał. Moment po Murdock'u lokal opuściła jakaś kobieta siedzące wcześniej z inżynierem i jeszcze jakimś mężczyzną. Zaraz po niej również Ren uznał, że to pora na niego. Wstał, pożegnał się z dziewczyną z nim siedzącą i ruszył w stronę wyjścia. Będąc już jedną nogą za drzwiami wykrzyknął: -Żegnam serdecznie! - skierowane do wszystkich pozostałych na sali.

                              13 marca 1932r., San Francisco
                              Następnego dnia, z samego ranka, Japończyk ruszył w głąb San Francisco szukając odpowiedniego asortymentu na podróż. Początkowo trafił do domu handlowego i kupił w nim takie rzeczy jak plecak, aspirynę, ciepłe ubrania, jak i wygodną bluzę, która wpadła mu w oko. Wychodząc z pierwszej lokalizacji dokonał jeszcze spontanicznego zakupu zapałek szturmowych. Jego kolejnym nabytkiem został sztylet i dodatkowe 25 naboi do jego broni. W międzyczasie udało mu się znaleźć także latarkę z 12 bateriami, termos, lunetę i lusterko, którę zakupił z myślał o ciągłym zachowaniu odpowiedniej prezencji osobistej. Niezależnie od warunków, wypadałoby prezentować się z klasą! Na koniec dnia, szukał jeszcze jakiś przedmiotów do zabicia czasu na statku. W tym celu sprawił sobie książkę o technikach manipulacji, jaki i ołówek automatyczny wraz z szkicownikiem. Ren zawsze lubił szkicować i rysować, był w tym dość dobry, lecz nigdy nie miał wystarczająco czasu aby praktykować tą umiejętność by wejść na jeszcze wyższy poziom. Po tym zakupie, wreszcie zakończył przygotowania i nie pozostało mu nic, jak czekać niecierpliwię do ranka i początku tej, jakże ciekawej, ekspedycji.

                              14 marca 1932r., port
                              Tylko gdy na niebie pojawiło się słońce, a nad ziemią jeszcze unosiła się cienista mgła, Watanabe ruszył z ekscytacją w stronę portu. Po dotarciu na miejsce zbiórki, zauważył inne osoby, które widział na sobotnim spotkaniu, lecz wśród nich nie było ani Waltera, ani Eleonory. Postanowił stanąć sam z boku nie podchodząc do żadnej z obecnych już grup, czując, że to nie są ludzie, z którymi będzie w stanie znaleźć wspólny język, a więc nie pozostało mu nic, jak tylko czekać.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • CyganC Online
                                CyganC Online
                                Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #48

                                14 marca 1932r
                                Walterowi przez ostatnie dni towarzyszyła ekscytacja i myśli typu los się w końcu do mnie uśmiechnął, ale dzisiaj w dzień wyprawy, dzień, który miał odmienić jego życie, dzień legendarnego odbicia się od dna wszystko ucichło a pozytywne emocję zniknęły, zostawiając inżyniera z chłodną mgłą za oknem w której obrazował potencjalne przyczyny swojej śmierci.
                                Nic tak naprawdę nie wiem o profesorze Chance kto wie kim jest ten gigant podający się za naukowca. Pomijając same wyruszenie z nieznajomymi to czy jestem odpowiednio przygotowany czy Syberia mnie czymś nie zaskoczy. takie myśli towarzyszyły inżynierowi podczas pakowania wszystkich nowo zakupionych rzeczy jak i swoich osobistych w postaci skrzynki z narzędziami, scyzoryka i latarki a także jego niezawodnej przyjaciółki strzelby Winchester.
                                John muszę go zapytać o ekwipunek na ekspedycję i rady dotyczące poruszania się po zamarzniętych terenach, on jest kluczem do przetrwania, mam nadzieję, że zdążę dokupić ewentualne braki w moim wyposażeniu Z tym planem Walter ruszył do portu wstępując na chwile do kiosku, żeby kupić dwie paczki papierosów które zawsze pomagały rozładować mu stres.

                                Murdock gdy dotarł do portu i zobaczył, że zjawiła się czwórka mężczyzn zaniżających średnią krajową inteligencję jeszcze bardziej zaczął zastanawiać się nad opuszczeniem ekspedycji a w jego myślach pojawiło się kilka nowych scenariuszy zakończenia wyprawy śmiercią lub kalectwem. Z tego zamyślenia wyrwał go Ren, który podszedł i zaczął zagadywać Waltera co pozwoliło mu odpocząć od natrętnych myśli.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • KetharianK Niedostępny
                                  KetharianK Niedostępny
                                  Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                                  Obsługa Moderator
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #49

                                  Nabrzeże portowe, ranek 14 marca 1932

                                  Obwieszony podróżną torbą i schowaną do wodoodpornego futerału strzelbą, John Carter wbił niespokojne spojrzenie w zaniedbane kształty starego trampa. Ostatnia morska wyprawa wywróciła jego życie do góry nogami, rzuciła alaskańskiego trapera w zupełnie nowe otoczenie z dala od surowego, ale przewidywalnego świata mroźnej północy. Spoglądając na wysłużony statek John poczuł przelotne zwątpienie w słuszność swojej decyzji.

                                  Lecz jakie alternatywy miał w zanadrzu? Żadnych prócz dalszego wegetowania w Kalifornii, gdzie okresowa praca przy rozładunku węglowych barek wydawała się łutem szczęścia. O Związku Radzieckim nie wiedział praktycznie nic. Mieszkający w Nihilczuku prawosławni Rosjanie, zbiegli z ojczyzny po rewolucji i upadku caratu, żyli opowieściami chwalebnej przeszłości, wspomnieniami hołubionej przez nich monarchii z nadania samego Boga. John szczerze powątpiewał w wiarygodność ich opinii na temat krwiożerczych bolszewików, którzy urządzili współziomkom piekło na ziemi za życia. Lecz nawet jeśli byłaby w tym jakaś prawda, ekspedycja profesora Chance miała zapuścić się w odległe regiony Syberii, wyludnione i zapewne słabo kontrolowane przez bolszewickich urzędników.

                                  Przyglądając się zgromadzonym na nabrzeżu ludziom rozpoznał znajome twarze, pozdrowił oszczędnym ruchem ręki pannę Violet i Waltera, ale jego uwaga skupiła się w największym stopniu na osobach czterech mężczyzn pokroju rzezimieszków, których podczas spotkania w klubie uznał za przypadkowych klientów tego przybytku.

                                  Ich obecność przy statku zmieniała znacząco postać rzeczy, bo jeśli rzeczywiście należeli do ekspedycji, w oczach myśliwego stawali się z marszu niebezpiecznym znakiem zapytania w kontekście dyscypliny, kompetencji i umiejętności współpracy w większej grupie.

                                  Nie zamierzał czekać z inicjatywą. Poprawił paski torby i pokrowca na broń i podszedł do grupy mężczyzn, a kiedy spostrzegli, że się do nich zbliża, uniósł palce dłonie do kapelusza witając ich zdawkowym gestem.

                                  - Panowie. John Carter, z Hooper Bay - przedstawił się zawieszając ostatnie słowo w próżni tonem wstępu do wzajemnej prezentacji.

                                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  1
                                  • KaworuK Online
                                    KaworuK Online
                                    Kaworu jako Eleonora Croft
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #50

                                    Eleonora stanęła na wybrzeżu, czekając na statek, który miał ją zabrać ku nowej przygodzie. Nie wiedziała jeszcze jak dokładnie będzie wyglądała jej nowa przygoda, nie wiedziała zbyt wiele o Rosji ani o yeti, nawet nie do końca wierzyła w to, co taki mitologiczny stwór istniał, ale… wiedziała, że wszystko jest lepsze od bezrobocia w dużym mieście, dla niej, wykształconej kobiety o światowych aspiracjach.

                                    Może rzeczywiście napisze po tym wszystkim o tym książkę? I zostanie ona bestselerem? Ah, chciałaby!

                                    Pełna nadziei, czekała na lepsze jutro, które miało się zacząć już za parę kwadransów.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • AgnesA Niedostępny
                                      AgnesA Niedostępny
                                      Agnes jako Violet Shane
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #51

                                      Violet była zaskoczona, jak zimna może być noc w San Francisco. W duchu była wdzięczna Walterowi za radę dotycząca ciepłych ubrań. Połowę z nich włożyła już na siebie. O ileż zimnej musiało być na śnieżnej Syberii. Ciekawe, czy są tam lodowce? Takie myśli chodziły jej po głowie, gdy bezskutecznie próbowała zasnąć pomiędzy skrzyniami czekającymi w porcie na załadunek. Każde choćby najmniejsze skrzypnięcie wyrywało ją z płytkiej drzemki i przyprawiało o szybsze bicie serca. Zaczęła tęsknić za własnym ciepłym łóżkiem, wątpiąc, czy faktycznie ta przygoda była dla niej. Jednak powrót do domu po ucieczce nie wchodził w grę, dlatego z rana zaspana, z podkrążonymi oczami i zdeterminowaną miną stawiła się na miejsce spotkania. Pod pachą kurczowo ściskała torbę i tajemnicze ukradzione ze sklepu narzędzie. Ucieszyła się, dostrzegając znajome twarze i od razu podeszła w pobliże mężczyzn, których poznała na wykładzie profesora.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • GordianG Online
                                        GordianG Online
                                        Gordian jako Gordian
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #52

                                        JOHN

                                        John podszedł bliżej czwórki podejrzanie wyglądających mężczyzn, co do których trudno było stwierdzić, czy są częścią wyprawy, czy są tu z innego powodu. Widział wszak ich przed dwoma dniami na wykładzie profesora, uznał więc zapewne, że jednak się zaciągnęli. "Gruby" wygrywał akurat jakąś nieskładną melodię na harmonijce, a "wąsaty" robił sobie skręta. Dwóch pozostałych siedziało na skrzyniach. Zanim traper się do nich odezwał, usłyszał skrawki ich rozmowy:
                                        - No i kurwa git fajeczkę ukręciłem - "wąsaty" wyraźnie się cieszył, odpalając ukręconego papierosa.
                                        - I gitara - odpowiedział mu "stary". - No, to kopsnij działkę, Franny! - uśmiechnął się krzywo, zapinając swoją kurtkę w barwach Konfederacji.
                                        - Kopsnę działkę, jak ty oddasz za polewajkę, bo już od czwartku czekam - "wąsacz" nazwany Frannym mruknął pod nosem, zaciągając się z niezbyt wyraźną miną.
                                        - Wiesz przecież, że bym ci kurwa oddał - "stary" był wyraźnie poirytowany - ale wczoraj mi Biggy całą jebaną ramkę wyjarał i nie miałem jak opchnąć! No weź, nie bądź żyd!
                                        "Biggy", na którego wskazał (czyli gruby z harmonijką) wyraźnie się na to obruszył, a "łysy" tylko się zaśmiał.
                                        - Ej ej ej, pierdol się Red! Sam żeś gdzieś zapił, ktoś ci zajebał i teraz nawet nie wiesz kto i gdzie, bucu jeden! - warknął i zagrał wyraźnie groźny dźwięk na swojej harmonijce w kierunku "Reda".
                                        - Te, te, wypluj to, grubasie, bo cię zaraz pod kozaki wezmę!
                                        Napięcie zawisło w powietrzu. Zanim jednak "Biggy" zdołał coś opowiedzieć, pojawił się John. Cała czwórka zwróciła wówczas na niego swój wzrok i uwagę.
                                        - Siemano - rzucił stary, nazwany "Redem". Podszedł do Johna i wyciągnął rękę w jego kierunku. - Red mi mówią. A to jest Biggy, Franny i Ticky - wskazał na resztę.
                                        - A to co, zapomniałeś że my mówić umiemy? - odezwał się Biggy, będący w wyraźnie bojowym nastroju. Podszedł i dość mocno poklepał Johna po ramieniu. - Strzała! Biggy jestem. Jak będziesz potrzebował coś opchnąć, a nie będziesz wiedział gdzie, to przyjdź do mnie. Znajdę kupca i sprzedam, pobieram tylko dziesięć procent!
                                        Wąsacz, palący papierosa, wstał i również podszedł przywitać się z Johnem.
                                        - Siemańsko, Franny jestem. Kręcisz się trochę po mieście? Wyglądasz mi na kumatego... - wycedził Franny przez zęby, a Ticky znów się głupkowato zaśmiał.

                                        WSZYSCY

                                        Chance pojawił się z około półgodzinnym opóźnieniem względem umówionego terminu. Miał na sobie jesionkę i melonik, ubrany był więc zupełnie inaczej, bardziej elegancko i dostojnie, niż wtedy kiedy widzieliście go po raz pierwszy. Niósł w rękach dwie duże walizki, jednak to nie one przykuwały uwagę. Tym z kolei było... coś, co za Chancem nieśli, a właściwie pchali i ciągnęli, robotnicy portowi: długie, ciężkie deski, starannie oznaczone kredą. Niektóre pachniały jeszcze świeżo ściętym drewnem.
                                        - Materiał na skrzynię! - powiedział z dumą, kiedy podszedł bliżej was. - Skrzynię transportową, znaczy się. Na giganteusa. Jak go już znajdziemy!

                                        Wchodzicie na pokład. Ciężar waszych zmartwień musicie zostawić na brzegu. Jak przekroczycie ten próg, nie będzie już odwrotu. Przed wami Ocean Spokojny, a za nim Syberia i wszystko, co może się tam wydarzyć.

                                        Fala odbija się od burty, gdy po ostatnim gwizdku trap zostaje podniesiony. Statek z wolna odsuwa się od nabrzeża, a widok chłodnego San Francisco topnieje we mgle, niczym nierzeczywisty sen. Za sobą zostawiacie sznur kontenerów, krzyki portowców i stukot łańcuchów w porcie. Teraz przed wami już tylko Pacyfik.

                                        Po kilku godzinach na otwartym morzu, gdy horyzont zlał się już z niebem, Chance zaprasza was do swojej kajuty. Jego kabina jest duszna, pełna papierów i przedmiotów, które wydają się mieć swoje życie: mapy, plany, próbki ziemi w słoikach, fotografia niedźwiedzia polarnego przypięta do drzwi, uschnięty storczyk w puszce po herbacie. Na stole leży ogromna broń myśliwska, z lufą grubości przedramienia, oparta na troczkach jak na ołtarzu. Obok niej – ampułki i strzykawki, starannie oznaczone, a także kilka arkuszy z tabelami i wzorami chemicznymi.
                                        - Środek usypiający! - wyjaśnia profesor z dumą. - Tylko jeden strzał, precyzyjnie obliczony na osobnika o masie trzech i pół tony. Mniej może nie wystarczyć, więcej – serce nie wytrzyma.
                                        Kiwa się na krześle, które wydaje protestujący jęk, po czym sięga pod stół i wyciąga zniszczoną, skórzaną teczkę. Rozkłada przed wami z teatralnym rozmachem dokumenty. Każdy z was dostaje paszport australijski, sfatygowany, ale kompletny. W środku wbita wiza ZSRR, ze stemplami konsulatu w Sydney. Do tego dołączony dokument w języku rosyjskim i angielskim, opatrzony pieczęciami instytucji, której nikt nie zna – rzekoma zgoda na „prowadzenie obserwacji tundrowej fauny dla celów porównawczych, w imieniu Muzeum Zoologicznego Uniwersytetu w Melbourne”.

                                        - Nie powinni nas zatrzymać. A przynajmniej nie od razu... - rzuca Chance, po czym dodaje z dumą: - Niektóre z tych pieczątek robiłem sam! Własnoręcznie! Co prawda trochę rozlała mi się tu fioletowa farba, ale nadrabiają kompozycją!
                                        Profesor zdejmuje okulary, przeciera oczy i opiera się o ścianę. Wy patrzycie najpierw na dokumenty, potem po sobie, z wyrazem pewnego powątpiewania… Chance wyciąga z teczki wyrwany fragment czarno-białej fotografii, blady i wyblakły. Przedstawia jakiegoś Azjatę w mundurze, z twarzą smagłą i oczami patrzącymi gdzieś w dal.
                                        - To Kazuo Nakamura. W trakcie wojny rosyjsko-japońskiej został wzięty do niewoli i zesłany na Syberię. Tam… widział coś, o czym później nie chciał nigdzie powiedzieć. Przekazy, które zdołałem odnaleźć, mówią o stworzeniach, które „nie istnieją od dziesiątek tysięcy lat”. Zapewne widział giganteusy, w każdym razie… musimy to zbadać. To kolejny trop, który bardzo może nam pomóc. Syberia jest ogromna, przeszukiwanie całej zajęłoby nam długie lata. Spróbujemy go odnaleźć i wypytać, może chociaż w lokalizacji nam pomoże... Wiem, że po jakimś czasie wrócił do Japonii i zamieszkał w Jokohamie, tam ślady się urywają. Znajdziemy go, a wraz z nim – klucz do naszej wyprawy!
                                        Zatem wszystko jasne. Statek, którym podróżujecie, nie płynie na Syberię. Płynie do Jokohamy. Wasza wyprawa w rzeczywistości rozpocznie się właśnie tam. "Czwórka" wydaje się tu wyraźnie nudzić, widać że nie obchodzi ich to, co Chance mówi. Dla nich sprawa jest prosta - robią to, za co im płacą. Inne rzeczy ich nie obchodzą.
                                        - A czy ktoś tu właściwie zna japoński? - zapytał w końcu rozsądnie Samuel, który w swoim notesie zapisywał każdą uwagę profesora. Większość odruchowo spojrzała na Rena (@elvis), który z jakiegoś powodu wyglądał jakby właśnie poraził go prąd.
                                        No dobrze, a nocleg? Wyżywienie? Mapy? Przewodnik? Cokolwiek? - odezwała się przytomnie Rosa swoim dziwnym akcentem. Chance wydawał się być w lekkim szoku, szybko jednak się otrząsnął, a na jego twarzy zagościł nerwowy uśmiech.
                                        - Oj no, nie zdążyłem się tym zająć, no... Ale dajcie spokój, poradzimy sobie! - rzucił i machnął ręką. - To przecież Japonia - kraj wybitnej organizacji i harmonii. Wszystko się znajdzie, prawda?
                                        Wszyscy spojrzeli po sobie. Beztroska profesora Chance'a była wręcz porażająca.
                                        - Ach, byłbym zapomniał - profesor zaśmiał się cicho i sięgnął do swojej walizki. - Trochę środków na pokrycie kosztów podróży. Nie jest tego dużo, ale przyda się. W Japonii można je normalnie wymienić na ichniejszą walutę. W Rosji... no cóż, będzie trzeba sobie radzić.
                                        Każdemu z was Chance wręczył po 300$.

                                        KONIEC PROLOGU

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2
                                        • KaworuK Online
                                          KaworuK Online
                                          Kaworu jako Eleonora Croft
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
                                          #53

                                          Eleonora weszła na statek. Morskie powietrze, lekko chwiejące się podłoże pod jej nogami, śpiew mew powietrzu... było tu bardzo, bardzo przyjemnie. Cieszyła się. Zostawiała za sobą biedę ,nędze i bezrobocie, a ruszała ku czemuś... no cóż, miała nadzieję, że lepszemu. Na pewno nowemu i niespodziewanemu.

                                          Spotkanie z profesorem

                                          - Hm, czyli Japonia, tak? To nieco... niespodziewane - przyznała nieco zaskoczona - A co do japońskiego, to studiowałam go na uniwersytecie. Jestem biegła w kulturze, historii i mentalności japońskiej. Myślę, że moja wiedza o kraju i jego języku może nam się bardzo przydać. Ale oczywiscie, Ren-san, jako natywny speaker także może nam się bardzo przydać - kiwnęła głową z szacunkiem w stronę Japończyka.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy