Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Dnia 18.04.26 w godzinach południowo-wieczornych planowana jest dłuższa przerwa techniczna. Będziemy instalować panel sesji oraz organizować już istniejące sesje. Szczegóły.

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
51 Posty 6 Uczestników 743 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CyganC Niedostępny
    CyganC Niedostępny
    Cygan
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
    #39

    -Z przyjemnością na własne oczy zobaczę który z nas ma rację Panie Chance, tym samym chciałbym dołączyć do ekspedycji. - odpowiedział Walter, po czym podszedł do osoby której profesor wręczył kieł.

    -Przepraszam czy mógłbym się przyjrzeć kłowi - Inżynier odbierając przedmiot z rąk mężczyzny zauważył, że ten zdaje się być dość mocno zamyślony

    Pewnie zastanawia się do jakiego zwierzęcia może należeć ta zguba, nie zaszkodzi dowiedzieć się paru nowych rzeczy. Walter z tym nastawieniem znów obrócił się w stronę mężczyzny (@ketharian)

    -Proszę wybaczyć Jestem Walter Murdock - Walter wyciągnął rękę i wykonał mocny uścisk dłoni. -Mam do pana pytanie, Co pan sądzi o tym kle czy naprawdę należy do jakiegoś nowego gatunku? zapytał zaciekawiony Walter uznając, że skorzysta z okazji pozyskania nowej opinii o rzekomym yetim, gdyż mężczyzna faktycznie wyglądał na takiego który mógłby się znać na tym.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • KetharianK Online
      KetharianK Online
      Ketharian
      Obsługa Moderator
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #40

      Artisan’s Nook, 1932


      Przywitany przez nieznajomego mężczyznę, John podniósł się odruchowo z krzesła i uścisnął podaną mu rękę.

      - John Carter, z Hopper Bay - przedstawił się przenosząc spojrzenie na siedzącą obok młodą kobietę - A to panna Violet. Jeśli o tym zębie mowa, nie jestem pewien, co to właściwie takiego. Nie wygląda na spreparowany rekwizyt, ale kto wie, co takiego potrafią teraz robić w miastach? Panienka mi przed chwilą opowiadała, że są już pierwsze filmy, w których słuchać, co mówią aktorzy jakby byli żywi! Jak coś takiego można zrobić, to może i fałszywy kieł to nie problem?

      Myśliwy wzruszył niepewnie ramionami, wyraźnie strapiony zadanym mu pytaniem.

      - Lecz gdyby był prawdziwy, do jakiego zwierzęcia mógłby przynależeć? - zapytała z dziewczęcą ekscytacją panna Violet.

      - Niezaprzeczalnie do drapieżnika - oznajmił Carter - To nie jest ząb roślinożercy. Ale ten rozmiar… to nie wilk ani nawet niedźwiedź, to coś znacznie większego. Ludzie nie mający zbyt wielkiego doświadczenia z naturą wierzą w różne dziwne historie opowiadane przez szachrajów, szarlatanów. Łatwo im uwierzyć w yeti, ale takie istoty nie istnieją. To tylko bajdurzenia miastowych. Ale gdyby ktoś spytał mnie, mam swoje własne przypuszczenia.

      John usiadł ponownie na krześle, pochylił się nad stolikiem zniżając głos do konspiracyjnego poziomu.

      - Profesor sprawia wrażenie pewnego, że to yeti, ale ja sądzę, że się myli. To Sasquatch.

      @cygan , @agnes

      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • CyganC Niedostępny
        CyganC Niedostępny
        Cygan
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
        #41

        Walter szybko podłapał klimat konspiracji jaką rozpoczął Carter, dosiadł się do stolika i zniżając swój głos zaczął mówić skupiając się całkowicie na Johnie.

        -Jak pan zapewne słyszał także nie wierzę w istnienie yeti, może nie wyglądam ale natura nie jest mi zupełnie obca bowiem znam się trochę na polowaniach, ale to nie istotne proszę opowiedzieć mi więcej o pana teorii - Po inżynierze można było poznać że dawno nie miał okazji porozmawiać z kimś tak intersującym jak John.
        Wreszcie osoba która wie że nie wszystko należy mówić głośno.

        zanim John zdążył odpowiedzieć Walter dodał jeszcze
        -Z przyjemnością wytłumaczę panu jak działają wszystkie innowację w kinach jeśli zdecyduje się pan wziąć udział w ekspedycji miło byłoby mieć kogoś takiego jak pan na tej wyprawie.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • AgnesA Niedostępny
          AgnesA Niedostępny
          Agnes
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #42

          Violet zmierzyła wzrokiem nowoprzybyłego. Czemu ktoś znający się na tak zaawansowanych technologiach chciał wyruszyć w niepewną wyprawę na poszukiwanie mitycznego stwora? Cóż, w tych czasach odpowiedź była jedna - kryzys. Niemniej pewnie jego obecność mogła okazać się przydatna. Za pewne znał się na tylko na filmach, a nawet jeśli... Violet pochyliła się w stronę mężczyzn i konspiracyjnie spróbowała ściszyć głos do szeptu, na ile pozwalała jej ekscytacja:

          -Skoro pan się zna na kinie, Panie Murdock, to mógłby pan hipotecznie, jeśli oczywiście misja by się powiodła, uwiecznić tego yeti czy tam saskasza? - Violet spojrzała pytająco na Johna, próbując powtórzyć nazwę, a następnie utkwiła swoje bystre spojrzenie w Walterze.

          @cygan @ketharian

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          2
          • KetharianK Online
            KetharianK Online
            Ketharian
            Obsługa Moderator
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
            #43

            San Francisco, 12 marca 1932


            Uciążliwy pod wieloma względami pobyt w San Francisco nie przysporzył Johnowi zbyt licznych okazji do bycia w centrum zainteresowania, dlatego myśliwy zmieszał się jeszcze bardziej widząc ciekawość błyszczącą w oczach swoich rozmówców.

            - W przeciwieństwie do yeti Wielka Stopa to nie mit - zaczął tłumaczyć wciąż ściszonym głosem, postukując jednocześnie palcami prawej dłoni w pustą filiżankę po kawie - Atabaskowie… Indianie z Alaski wielokrotnie ją widywali, chociaż na południu twierdzi się, że żyje tylko wokół Wielkich Jezior. Czy miałaby to robić, skoro ma dla siebie tyle dziczy w Kanadzie?

            - Jest pan z Alaski? - zapytał Walter, który miał prawo nie skojarzyć zabitej dechami Hooper Bay na krańcu północnego stanu - Widział pan Sasquatcha na własne oczy?

            Myśliwy pokręcił w odpowiedzi głową w geście zaprzeczenia.

            - Widywałem tylko tropy, podobne do ludzkich, ale nie ludzkie - wyjawił spoglądając to na Waltera, to na Violet - Oraz… inne ślady.

            - Jakie ślady? - odezwała się młoda kobieta budząc tym pytaniem niezrozumiałe dla niej zakłopotanie Cartera. Alaskańczyk mruknął coś niezrozumiale, po czym świdrowany nieustępliwym spojrzeniem westchnął znacząco.

            - Kupy, panienko. Znaczy się łajno. Wielkie tak, że ani człowiek ani nawet niedźwiedź by się tak nie sfajdali, za przeproszeniem panienki. A jeśli Wielkie Stopy są na Alasce to mogą żyć i po drugiej stronie cieśniny. Albo i jeszcze dalej, znaczy się, na Syberii właśnie.

            John uciął na chwilę swoją opowieść, zwieńczył ją wymownym milczeniem pozwalając, aby Kalifornijczycy poukładali sobie jego słowa w głowie. A potem zerknął na wiszący na ścianie klubu zegar i podniósł się pośpiesznie.

            - Panienko, panie Walterze, wybaczcie - powiedział zakładając na głowę kapelusz - Wielce mi było miło poznać. Nie będę czynił tajemnicy z decyzji, że dołączę do tej wyprawy, ale teraz czas mnie nagli, przytrafiła mi się robota w porcie, a w dzisiejszych czasach pracę trzeba sobie szanować. Muszę jeszcze zamienić słówko z profesorem. Miłego dnia życzę.

            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • CyganC Niedostępny
              CyganC Niedostępny
              Cygan
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #44

              -Przyznam że nawet nie pomyślałem o tym panienko, ale skoro już o tym wspomniałaś to muszę przyznać, że jest to fantastyczny pomysł, który oczywiście postaram się zrealizować. odpowiedział zaskoczony błyskotliwością dziewczyny Walter po tym jak John już odszedł.

              -Ja także muszę się już zbierać, przydałoby się kupić parę rzeczy na drogę, tobie też to radzę w szczególności jakieś ciepłe ubranie jeśli nie chcesz zamarznąć. - Walter pożegnał się z Violet i odszedł z uśmiechem, można z łatwością było po nim poznać, że ta dwójka znacznie bardziej przypadła mu do gustu niż towarzysze, których wcześniej spotkał.

              Wychodząc z klubu Waltera jeszcze szybko pożegnał Rena i Eleonorę bez większych emocji i ruszył na zakupy. Jako cel swojej podróży obrał dom towarowy w którym zakupił plecak, termos, zapalniczkę, cieplejsze ubranie a także dwa aparaty marki kodak i 48 klatek do nich.
              Mam nadzieję, że Violet spodoba się ten mały upominek.
              Po zakupie potrzebnych rzeczy Walter udał się jeszcze do księgarni po książkę o inżynierii co by się nie nudzić podczas podróży.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • GordianG Niedostępny
                GordianG Niedostępny
                Gordian
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                #45

                Ranek 14 marca 1932 r., port

                Chłodna mgła nad zatoką leniwie wślizguje się w ulice San Francisco, jakby uciekała przed porannym słońcem, nie chcąc jeszcze zbyt szybko ustąpić miejsca dniowi. Na nabrzeżu przy Union Station jest jeszcze cicho. Może nie całkiem, bo tu nigdy nie jest całkiem cicho, ale to ta szczególna cisza portu o świcie, w której każdy dźwięk brzmi wyraźniej niż zwykle: zgrzyt kół wózka transportowego, metaliczny stuk łańcucha, krzyk mewy, nawet przeciągłe ziewnięcie jakiegoś portowego robotnika jest o wiele bardziej słyszalne. W powietrzu zaś unosi się zapach zapach soli i ropy.

                Zbieracie się w umówionym miejscu w dokach. Kiedy pojawiacie się tu rankiem, niektórzy już tu są. W oczach wszystkich widać brak snu poprzedniej nocy. Na twarzach wymalowaną macie świadomość stania na granicy czegoś, czego jeszcze nie do końca potraficie nazwać. Wierzycie jednak, że jesteście o krok od przekroczenia granicy szaleństwa. Co jest za tą zaciągniętą przez mgłę zasłoną nad oceanem? Już niedługo poznacie odpowiedź. O ile, oczywiście, przez nią zajrzycie. Doskonale o tym wiecie, że dopóki wasze stopy trzymają się na stałym lądzie, jeszcze możecie się wycofać. Jak tylko wejdziecie na statek, a ten z hukiem silnika odbije od brzegu, nie będzie już odwrotu.

                Statek już na was czeka. Wygląda jak egzemplarz, który już dawno powinien przejść na emeryturę. Farba łuszczy się z burt szerokimi płatami, odsłaniając warstwy wcześniejszych kolorów. Nadbudówka nosi na sobie ślady setek podróży: przetarcia, wgięcia, smugi brudu, który wżarł się w metal już na dobre. Z wnętrza dobiega wasze nozdrza zapach ropy i przypalonej kawy. Silnik warczy równo, trap skrzyni stoi przy każdym kroku, a cumy są napięte niczym wasze nerwy przed podróżą w nieznane.

                Nie jesteście tu sami. Nieco z boku, pośród stosu skrzyń, Eleonora (@kaworu) zauważa znajomą już sobie trójkę. Samuel, ten w okularach, który na spotkaniu wszystko notował i wyraził przed nią swoje obawy, choć ma na sobie dokładnie ten sam cienki płaszcz, co wtedy, dziś wygląda nieco bardziej... zdecydowanie. Nie ma już przy w dłoni ołówka i notesu, ale wpatruje się w ocean z wyraźnie zadowoloną miną. Nate, ten najmłodszy entuzjasta, krąży wokół niego, wyraźnie pobudzony. Co chwilę poprawia beret, coś mówi do reszty żywo gestykulując. Rosa stoi nieco dalej, popalając papierosa.

                Jeszcze dalej, nieco bliżej trapu, stoi równie wam znajoma czwórka. Rozstawieni luźno, jakby przypadkiem, ale zbyt dobrze ustawieni względem siebie, żeby po prostu uznać to za przypadek. Łysy w zielonkawej kurtce stoi najbliżej wejścia na pokład, a jego głowa porusza się dokładnie tym samym dziwnym ruchem co wcześniej. Stary z wąsami pali papierosa, obserwując otoczenie przez swoje ciemne szkła. Tak, nawet we mgle nie wyzbył się swoich ciemnych okularów. Gruby mówi coś półgłosem do starego, ubranego dziś, dla odmiany, we flagę Stanów Skonfederowanych pod cienką kurtką z napisem z tyłu głoszącym White Power. Pałki nadal mają przy sobie, nawet nie próbując ich ukryć.

                Chance'a jeszcze nie ma. Ale wraz z jego przybiciem minie wasza ostatnia, nomen omen, szansa na ewentualne wycofanie się. Czy jesteście gotowi? Za moment nie będzie już czasu na dalsze przygotowania i zastanawianie się, czy przejść przez tę granicę, czy jednak zostać tu. Bo tu jest może ciężko i przaśno, ale przynajmniej znajomo. Tam jest zupełnie inny świat.

                79732d5a-daf4-4112-a0f6-45599c4dce18-image.png

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • AgnesA Niedostępny
                  AgnesA Niedostępny
                  Agnes
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                  #46

                  12 marca, obrzeża San Francisco

                  Po powrocie do domu Violet wysypała zawartość słoika z oszczędnościami. Nie było tego wiele, ale z pewnością starczy chociaż na drobne zakupy na drogę. Przypomniała sobie radę Waltera, że należy zabrać ciepłe odzienie. A poza tym... nie była pewna, co należy wziąć w taką wyprawę. Ale to nie może być przecież takie trudne... Postanowiła rozejrzeć się po sklepach i nabyć parę wyglądających na przydatne rzeczy. A jeśli już mowa o sklepach... w jej głowie zakiełkowała nowa myśl.


                  13 marca, obrzeża San Francisco

                  Na dzień przed umówionym spotkaniem w porcie, jak co dzień, przypadał jej dyżur w rodzinnym sklepie. Tym razem postanowiła spędzić czas pożytecznej niż na bezowocnym oczekiwaniu na niepojawiających się klientów. Pozornie bez celu przechadzała się po lokalu, uważnie rozglądając się po półkach. Przedstawiała produkty - tym razem nie po to, by lepiej się prezentowały. Co jakiś czas niepostrzeżenie zanosiła wybrane przedmioty do zakątka na zapleczu w pobliżu tylnych drzwi, gdzie ukryła również niewielką torbę podróżną z rzeczami osobistymi. W napięciu odliczała godziny do zamknięcia sklepu. Ojciec zwykł czynić to osobiście, a mimo swoich planów, nie chciała zostawiać jedynego źródła utrzymania rodziców bez opieki na dłużej niż to konieczne. Być może właśnie dziś ostatni raz przestąpię próg tego sklepu i będę stąpać po bruku San Francisco. Kto wie, czy jeszcze tu wrócę. I czy jeszcze kiedykolwiek ujrzę rodzinę. Z zaskoczeniem odkryła, że po jej policzku spływa samotna łza. Z zamyślenia wyrwały ją znajome kroki dochodzące ze schodów prowadzących z mieszkania do sklepu. Wcześniej niż zazwyczaj. Może ojciec świadomy trudnej sytuacji finansowej nie liczył już na zjawienie się kolejnych klientów. Nie było czasu na rozważania. Violet chwyciła torbę z rzeczami osobistymi i drugą zawierającą przygotowane wcześniej produkty, które zamierzała pożyczyć ze sklepowych półek. Niestety zbyt obciążona tkanina rozerwała się z trzaskiem i w rękach Violet zostało tylko dziwne narzędzie, którego nazwy nawet nie znała. Bez namysłu chwyciła je pod pachę i wybiegła, zostawiając za plecami dom, całe dotychczasowe życie i oczekiwania rodziców. Poczuła się wreszcie wolna.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • ElvisE Niedostępny
                    ElvisE Niedostępny
                    Elvis
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Elvis
                    #47

                    12 marca 1932r., Artisian's Nook
                    Ren nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią Chance'a o braku gwarantowanej zapłaty, lecz wizja potencjalnej chwały i sławy rozwiała jego wszelkie wątpliwości. Siedział jeszcze chwilę słuchając innych, aż do momentu gdy miejsce spotkania postanowił opuścić Walter, po którym Watanabe widział, że pożegnał jego jak i Eleonorę wyłącznie z grzeczności -Jeszcze go do siebie przekonam, jest ciekawym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo zamkniętym. -pomyślał. Moment po Murdock'u lokal opuściła jakaś kobieta siedzące wcześniej z inżynierem i jeszcze jakimś mężczyzną. Zaraz po niej również Ren uznał, że to pora na niego. Wstał, pożegnał się z dziewczyną z nim siedzącą i ruszył w stronę wyjścia. Będąc już jedną nogą za drzwiami wykrzyknął: -Żegnam serdecznie! - skierowane do wszystkich pozostałych na sali.

                    13 marca 1932r., San Francisco
                    Następnego dnia, z samego ranka, Japończyk ruszył w głąb San Francisco szukając odpowiedniego asortymentu na podróż. Początkowo trafił do domu handlowego i kupił w nim takie rzeczy jak plecak, aspirynę, ciepłe ubrania, jak i wygodną bluzę, która wpadła mu w oko. Wychodząc z pierwszej lokalizacji dokonał jeszcze spontanicznego zakupu zapałek szturmowych. Jego kolejnym nabytkiem został sztylet i dodatkowe 25 naboi do jego broni. W międzyczasie udało mu się znaleźć także latarkę z 12 bateriami, termos, lunetę i lusterko, którę zakupił z myślał o ciągłym zachowaniu odpowiedniej prezencji osobistej. Niezależnie od warunków, wypadałoby prezentować się z klasą! Na koniec dnia, szukał jeszcze jakiś przedmiotów do zabicia czasu na statku. W tym celu sprawił sobie książkę o technikach manipulacji, jaki i ołówek automatyczny wraz z szkicownikiem. Ren zawsze lubił szkicować i rysować, był w tym dość dobry, lecz nigdy nie miał wystarczająco czasu aby praktykować tą umiejętność by wejść na jeszcze wyższy poziom. Po tym zakupie, wreszcie zakończył przygotowania i nie pozostało mu nic, jak czekać niecierpliwię do ranka i początku tej, jakże ciekawej, ekspedycji.

                    14 marca 1932r., port
                    Tylko gdy na niebie pojawiło się słońce, a nad ziemią jeszcze unosiła się cienista mgła, Watanabe ruszył z ekscytacją w stronę portu. Po dotarciu na miejsce zbiórki, zauważył inne osoby, które widział na sobotnim spotkaniu, lecz wśród nich nie było ani Waltera, ani Eleonory. Postanowił stanąć sam z boku nie podchodząc do żadnej z obecnych już grup, czując, że to nie są ludzie, z którymi będzie w stanie znaleźć wspólny język, a więc nie pozostało mu nic, jak tylko czekać.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • CyganC Niedostępny
                      CyganC Niedostępny
                      Cygan
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #48

                      14 marca 1932r
                      Walterowi przez ostatnie dni towarzyszyła ekscytacja i myśli typu los się w końcu do mnie uśmiechnął, ale dzisiaj w dzień wyprawy, dzień, który miał odmienić jego życie, dzień legendarnego odbicia się od dna wszystko ucichło a pozytywne emocję zniknęły, zostawiając inżyniera z chłodną mgłą za oknem w której obrazował potencjalne przyczyny swojej śmierci.
                      Nic tak naprawdę nie wiem o profesorze Chance kto wie kim jest ten gigant podający się za naukowca. Pomijając same wyruszenie z nieznajomymi to czy jestem odpowiednio przygotowany czy Syberia mnie czymś nie zaskoczy. takie myśli towarzyszyły inżynierowi podczas pakowania wszystkich nowo zakupionych rzeczy jak i swoich osobistych w postaci skrzynki z narzędziami, scyzoryka i latarki a także jego niezawodnej przyjaciółki strzelby Winchester.
                      John muszę go zapytać o ekwipunek na ekspedycję i rady dotyczące poruszania się po zamarzniętych terenach, on jest kluczem do przetrwania, mam nadzieję, że zdążę dokupić ewentualne braki w moim wyposażeniu Z tym planem Walter ruszył do portu wstępując na chwile do kiosku, żeby kupić dwie paczki papierosów które zawsze pomagały rozładować mu stres.

                      Murdock gdy dotarł do portu i zobaczył, że zjawiła się czwórka mężczyzn zaniżających średnią krajową inteligencję jeszcze bardziej zaczął zastanawiać się nad opuszczeniem ekspedycji a w jego myślach pojawiło się kilka nowych scenariuszy zakończenia wyprawy śmiercią lub kalectwem. Z tego zamyślenia wyrwał go Ren, który podszedł i zaczął zagadywać Waltera co pozwoliło mu odpocząć od natrętnych myśli.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KetharianK Online
                        KetharianK Online
                        Ketharian
                        Obsługa Moderator
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #49

                        Nabrzeże portowe, ranek 14 marca 1932

                        Obwieszony podróżną torbą i schowaną do wodoodpornego futerału strzelbą, John Carter wbił niespokojne spojrzenie w zaniedbane kształty starego trampa. Ostatnia morska wyprawa wywróciła jego życie do góry nogami, rzuciła alaskańskiego trapera w zupełnie nowe otoczenie z dala od surowego, ale przewidywalnego świata mroźnej północy. Spoglądając na wysłużony statek John poczuł przelotne zwątpienie w słuszność swojej decyzji.

                        Lecz jakie alternatywy miał w zanadrzu? Żadnych prócz dalszego wegetowania w Kalifornii, gdzie okresowa praca przy rozładunku węglowych barek wydawała się łutem szczęścia. O Związku Radzieckim nie wiedział praktycznie nic. Mieszkający w Nihilczuku prawosławni Rosjanie, zbiegli z ojczyzny po rewolucji i upadku caratu, żyli opowieściami chwalebnej przeszłości, wspomnieniami hołubionej przez nich monarchii z nadania samego Boga. John szczerze powątpiewał w wiarygodność ich opinii na temat krwiożerczych bolszewików, którzy urządzili współziomkom piekło na ziemi za życia. Lecz nawet jeśli byłaby w tym jakaś prawda, ekspedycja profesora Chance miała zapuścić się w odległe regiony Syberii, wyludnione i zapewne słabo kontrolowane przez bolszewickich urzędników.

                        Przyglądając się zgromadzonym na nabrzeżu ludziom rozpoznał znajome twarze, pozdrowił oszczędnym ruchem ręki pannę Violet i Waltera, ale jego uwaga skupiła się w największym stopniu na osobach czterech mężczyzn pokroju rzezimieszków, których podczas spotkania w klubie uznał za przypadkowych klientów tego przybytku.

                        Ich obecność przy statku zmieniała znacząco postać rzeczy, bo jeśli rzeczywiście należeli do ekspedycji, w oczach myśliwego stawali się z marszu niebezpiecznym znakiem zapytania w kontekście dyscypliny, kompetencji i umiejętności współpracy w większej grupie.

                        Nie zamierzał czekać z inicjatywą. Poprawił paski torby i pokrowca na broń i podszedł do grupy mężczyzn, a kiedy spostrzegli, że się do nich zbliża, uniósł palce dłonie do kapelusza witając ich zdawkowym gestem.

                        - Panowie. John Carter, z Hooper Bay - przedstawił się zawieszając ostatnie słowo w próżni tonem wstępu do wzajemnej prezentacji.

                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • KaworuK Niedostępny
                          KaworuK Niedostępny
                          Kaworu
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #50

                          Eleonora stanęła na wybrzeżu, czekając na statek, który miał ją zabrać ku nowej przygodzie. Nie wiedziała jeszcze jak dokładnie będzie wyglądała jej nowa przygoda, nie wiedziała zbyt wiele o Rosji ani o yeti, nawet nie do końca wierzyła w to, co taki mitologiczny stwór istniał, ale… wiedziała, że wszystko jest lepsze od bezrobocia w dużym mieście, dla niej, wykształconej kobiety o światowych aspiracjach.

                          Może rzeczywiście napisze po tym wszystkim o tym książkę? I zostanie ona bestselerem? Ah, chciałaby!

                          Pełna nadziei, czekała na lepsze jutro, które miało się zacząć już za parę kwadransów.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • AgnesA Niedostępny
                            AgnesA Niedostępny
                            Agnes
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #51

                            Violet była zaskoczona, jak zimna może być noc w San Francisco. W duchu była wdzięczna Walterowi za radę dotycząca ciepłych ubrań. Połowę z nich włożyła już na siebie. O ileż zimnej musiało być na śnieżnej Syberii. Ciekawe, czy są tam lodowce? Takie myśli chodziły jej po głowie, gdy bezskutecznie próbowała zasnąć pomiędzy skrzyniami czekającymi w porcie na załadunek. Każde choćby najmniejsze skrzypnięcie wyrywało ją z płytkiej drzemki i przyprawiało o szybsze bicie serca. Zaczęła tęsknić za własnym ciepłym łóżkiem, wątpiąc, czy faktycznie ta przygoda była dla niej. Jednak powrót do domu po ucieczce nie wchodził w grę, dlatego z rana zaspana, z podkrążonymi oczami i zdeterminowaną miną stawiła się na miejsce spotkania. Pod pachą kurczowo ściskała torbę i tajemnicze ukradzione ze sklepu narzędzie. Ucieszyła się, dostrzegając znajome twarze i od razu podeszła w pobliże mężczyzn, których poznała na wykładzie profesora.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            Odpowiedz
                            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                            • Najpierw najstarsze
                            • Najpierw najnowsze
                            • Najwięcej głosów


                            • Zaloguj się

                            • Nie masz konta? Zarejestruj się

                            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                            Powered by NodeBB Contributors
                            • Pierwszy post
                              Ostatni post
                            0
                            • Kategorie
                            • Ostatnie
                            • Tagi
                            • Popularne
                            • Świat
                            • Użytkownicy
                            • Grupy