Daggerheart: Serce Wieczności
-
Szlachetnie urodzona wróżka przyjęła podarek z należytą wdzięcznością. Przynajmniej na zewnątrz.
W rzeczywistości korale były nie tylko stanowczo zbyt duże, ale również zatrważająco pospolite. Aurelianna widywała bardziej wyrafinowaną biżuterię splataną przez ślepe gąsienice pośród ostowych zarośli. Mimo to etykieta pozostawała etykietą.- Piękny podarek. Iście królewski - oznajmiła z pełnym przekonaniem godnym wytrawnej dyplomatki, unosząc ogromne korale obiema dłońmi. Na jej twarzy pojawił się uprzejmy uśmiech, który jedynie wyjątkowo spostrzegawcza osoba mogłaby uznać za odrobinę wymuszony.
Zamyśliła się na moment.
- Pozostawię go pod opieką mojej nadwornej obrończyni. Byłoby prawdziwą tragedią, gdyby tak cenny dar zagubił się podczas naszej bohaterskiej wyprawy.
Po czym bez chwili zwłoki podfrunęła do nieprzytomnej Khari i z godną podziwu sprawnością wepchnęła korale za pazuchę olbrzymki.
Sprawa prezentu została tym samym rozwiązana w sposób całkowicie satysfakcjonujący.🧚🧚🧚
Wkrótce potem, wraz ze swymi nowo pozyskanymi dworzanami, Aurelianna przybyła do Srebrnego Dysku.
Na widok gospodarza o wielkich srebrnych uszach jej oczy rozbłysły zainteresowaniem. Przysiadła na ramieniu barona i przechyliła głowę, przyglądając się osobliwej istocie z wyraźną fascynacją.- Jestem Jej Jaśnie Migotliwa Wysokość Aurelianna Belladonna Różopłatka Nimfa-Księżycowa Lilianna Srebrzysta Rosa z Domu Ostu i Porannej Mgły - przedstawiła się z należytą powagą. - A oto moi towarzysze podróży oraz członkowie przyszłego dworu.
Wskazała kolejno drobną dłonią:
- Baron van Trykk, nadworny doradca i dyplomata. Eris Moonbeam, nadworna czarodziejka i uzdrowicielka. Oraz Rechotek… - Tutaj zawahała się na moment. - Udomowiony ropuch o wyjątkowo silnych instynktach.
Po czym uśmiechnęła się promiennie, jakby właśnie powiedziała coś niezwykle pochlebnego.
- Chętnie obejrzymy mapy Żarłocznych Pieczar. Skoro bowiem miejsce zmienia się dopiero przy kolejnym wejściu, to podczas pierwszej wyprawy powinno zachowywać się całkiem rozsądnie.
Według Aurelianny była to logika nie do podważenia.
🧚🧚🧚
Kiedy zaś znaleźli się Pod Nawiedzonym Młynem, wróżkowa księżniczka raz jeszcze dopełniła obowiązku oficjalnego przedstawienia swojej osoby, nie przejmując się specjalnie szorstkimi manierami smokowca. W końcu nie każdy miał szczęście zostać wychowanym na królewskim dworze.
Po zakończeniu ceremonii usadowiła się ponownie na ramieniu barona, wygodnie poprawiając płatki swojej sukni.
Skoro przy stole znajdował się zawodowy dyplomata, prowadzenie rozmów z karczmarzami mogła wielkodusznie pozostawić jemu. Jak przystało na mądrą przyszłą monarchinię, Aurelianna doskonale wiedziała, kiedy należy przemawiać... a kiedy pozwolić przemawiać swoim poddanym.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się