Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Pipboy79P
Pipboy79 jako
Pipboy79
Mistrz Gry
DekaresD
Dekares jako
Dekares
MirasM
Miras jako
Miras
CioldanC
Cioldan jako
Cioldan

Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
193 Posty 6 Uczestników 710 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79 jako Pipboy79
    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
    #97

    Gdy jeden z ludzi Ferro zbliżał się do Tobiasa, ten skierował grot strzały w kierunku mężczyzny, który się natychmiast zatrzymał, wpatrując się w łucznika. Wtem, dwóch z ludzi porucznika wycelowało w Tobiasa swoje ciężkie kusze, na co zwiadowca wyprostował się i zdjął z cięciwy pocisk i schował go do kołczanu. Uniósł dłonie w pojednawczym geście, jednocześnie robiąc kilka kroków w tył, w kierunku grubego pnia drzewa, który w razie czego mógłby posłużyć mu za osłonę.
    Tobias rozważał Swoje opcje - sytuacja była beznadziejna. Szefowa przekazała dowództwo dwojgu obcokrajowcom, co samo w sobie zwiadowca uważał za wyjątkowo głupie rozwiązanie i jeżeli to przeżyją to nie omieszka podzielić się z nią tą refleksją. Teraz ta dwójka jest po dwóch stronach barykad, nie można więc być posłusznym ani żołnierzowi ani czarodziejce. Tobias widział więc tylko jedno wyjście z sytuacji.
    Kiedy Ferro triumfalnie wykrzykiwał do Swych ludzi, i kiedy bełty kusz trafiły czarodziejkę Tobias - wykorzystując zamieszanie - zanurkował między drzewa i ruszył pędem z powrotem, nad rzekę. Nie mógł brać udziału w polowaniu na czarodziejkę, nie mógł też jej pomóc. Mógł zaś spróbować powiadomić Szefową i sprowadzić posiłki.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • DekaresD Online
      DekaresD Online
      Dekares jako Dekares
      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
      #98

      Widząc Tobiasa rzucającego się w krzaki, Jeager w pierwszej chwili miał ochotę ruszyć za nim, powstrzymała go jednak obawa przed tym, co porucznik zrobi z resztą żołnierzy, ich czarodziejką i Azurem. Wiedział, że bez niego pies pewnie zostanie zabity na rozkaz porucznika i nie miał zamiaru do tego dopuścić. Jednocześnie nie chciał pozwolić, aby wśród żołnierzy doszło do walki, ponieważ był pewien, że właśnie o to chodzi ich prawdziwemu wrogowi.

      - Ej, widzicie to! Tam się coś rusza! - krzyknął do dwóch najbliższych kuszników, aby odwrócić ich uwagę, bo mogliby zobaczyć oddalenie się Tobiasa. Wyciągnął rękę wskazując punkt oddalony jak najdalej od uciekającego Tobiasa.


      Słuchając bzdur porucznika, z każdą chwilą Stefan nabierał przekonania, że mają do czynienia z magią wroga, którą przejęto nad nim kontrolę. Jednocześnie pomny słów tłumacza o celowaniu w las, wyjął szybko swój łuk i kiedy elf wołał o ciszę, zaczął szukać celu w obszarze lasu, który im wskazywano.

      - Z całym szacunkiem, ale to, co Pan wygaduje poruczniku, nie ma żadnego sensu, zgadzam się z Duivelem - znajdźmy naszą magiczkę i pod strażą zabierzmy ją do obozu, tam może sobie ją Pan oskarżać o co Pan tylko sobie chce przed oficerami, którzy mają prawo wydawać nad nią wyrok. Do tego czas... - Stefan sprężył się, napiął wycelowany w kierunku lasu łuk, wypuścił strzałę i sięgnął od razu po kolejną.

      -Mam Cię, Wiedźmo! - powiedział głośno i z satysfakcją, jednocześnie myśląc do siebie:

      - Ciekawe co teraz wymyślisz, pokrako?

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • Pipboy79P Niedostępny
        Pipboy79P Niedostępny
        Pipboy79 jako Pipboy79
        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
        #99

        Oryginalny tytuł: Tura 20 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

        Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
        Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
        Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

        Grupa por. Ferro

        Najpierw Duivel a później i Stefan starali się rozstrzygnąć sytuację na swoją korzyść. Tak aby jakoś wykaraskać się z tego zamieszania. Jednak żaden z nich nie był dowódcą, ani oficerem ani nawet sierżantem. Obaj byli prostymi, szeregowymi żołnierzami bez większego autorytetu. Do tej pory z trójki zwiadowców tylko dzięki temu, że Petra na ostatnim apelu w Breder wyróżniła dwóch z nich to stali się dla ogółu wyprawy jakoś rozpoznawalni. Co czasem dało się poznać po pozdrowieniach czy uśmiechach podczas marszu przez ostatnie dwa dni. Ale to było za mało aby być czynnikiem przeważającym. Mogli jedynie liczyć na to, że w tak niecodziennej sytuacji i ogólnym zamieszaniu ktoś ich posłucha.

        Jak się okazało prośby elfa aby się uciszyć i nasłuchiwać nie posłuchał chyba nikt. W sporej mierze zapewne dlatego, że i tak musiał krzyczeć aby w gwarze rozmów ktoś go usłyszał. A ponadto zdecydowana większość zebranych była Tileańczykami jacy nie rozumieli w reikspiel tak samo jak on nie rozumiał po tileańsku. Czterech mieczników stało w pobliżu porucznika z mocno zdezorientowanymi minami nie wiedząc co sądzić o tym wszyskim. Jak tu porucznik czyli ich wspólny dowódca mówił o zdradzie ich blondwłosej magiczki i prowadzeniu w pułapkę. A jej odjazd okrzyknął rejteradą przed słuszną sprawiedliwością. Też byli prostymi żołnierzami od wykonywania rozkazów jakie wydała im Theiss a tej tutaj z nimi nie było. Zaś od szefowej dostali rozkaz aby udali się za Duivelem i dołączyli do grupy Alezzi i Ferro. Ale ledwo co dołączyli to wybuchła ta awantura właśnie pomiędzy tą dwójką i teraz mieli miny jakby woleli się w to nie mieszać a w ogóle to wrócić do swojego oddziału. Tileańczycy coś mówili między sobą po swojemu, momentami wyglądało to wręcz na kłótnię i niezbyt to sprzyjało obserwacji terenu dookoła. Zresztą jak obaj zwiadowcy zaangażowali się w przekonywanie porucznika i reszty do swojego punktu widzenia to i niezbyt mieli okazję do rozglądania się po okolicznych drzewach i krzakach.

        Zniknięcia Tobiasa w tym zamieszaniu chyba nikt nie zauważył. A jeśli nawet to nikt nie robił o to rabanu. Za to gdy elf a potem Ostlandczyk starali się mu zwrócić uwagę syknął do nich zjadliwie.

        - Jak śmiesz!? Jestem oficerem i waszym dowódcą! A wy jesteście moimi żołnierzami! Macie wykonywać moje rozkazy! A mówię, że mamy odnaleźć tą cholerną wiedźmę! - powiedział do nich nie znoszącym sprzeciwu tonem. Zresztą całkiem szybko zakończył to całe demokratyczne malkontenctwo. Wykrzyczał po tileańsku pare rozkazów i kusznicy najpierw zgromadzili się przy nim a potem podobnie jak podczas niedawnego marszu podzielili się na trzy grupy.

        - Hej wy! Kto u was dowodzi? - zwrócił się w reikspiel do czwórki zdezorientowanych mieczników. Ci po chwili wahania niejako wybrali jednego ze swoich bo widocznie nie było wśród nich formalnego dowódcy byli zbyt sobie równi rangą. - Bardzo dobrze. Jak się nazywasz? Hugo? Bardzo dobrze. Weź swoich ludzi i idźcie za pierwszą grupą. Miejcie oczy o uszy na baczności. Ta wiedźma może kryć się wszędzie i stosować jakieś podłe sztuczki. Jak ją zobaczycie albo coś podejrzanego to dajcie znać. Edgaro pójdzie z wami. - porucznik Ferro widocznie nie był oficerem tylko za piękne oczy bo szybko znalazł zajęcie dla imperialnych mieczników. A ci widząc wreszcie jakiś znajomy, wojskowy dryl chyba odetchnęli z ulgą, że sytuacja wróciła do normy i całkiem chętnie zajęli miejsce w szyku.

        - A wy dwaj! - zwrócił się do obu zwiadowców w reiskpiel. - A gdzie jest ten trzeci? - widocznie zorientował się, że jednego z nich nie ma. Powiedział coś po tileańsku do Edgaro ale ten wzruszył ramionami i pokręcił głową, że nie wie. Dostał krótką, żołnierską odpowiedź więc tym razem gorliwie pokiwał głową a oficer zwrócił się ponownie do obu zwiadowców. - Mam nadzieję, że nie zapomnieliście po czyjej jesteście stronie i środki dyscyplinarne nie będą potrzebne. Walczymy z tym samym wrogiem. A ta wiedźma wiodła nas w pułapkę. Gdyby to był jakiś szpieg czy któryś z tych dzikusów z północy można by się bawić w to co mówicie. Ale nie z czarownikiem. Widziałem co oni potrafią. Jeden gest, jedno słowo i całego oddziału nie ma. Tylko kusza lub łuk może załatwić sprawę zanim zdążą to zrobić. Dlatego liczę na was chłopcy. Wszyscy na was liczymy. - powiedział do nich całkiem po przyjacielsku. Poklepał po ramieniu jakby chciał im dać znać, że wcześniejsze słowa jest gotów puścić w niepamięć i złożyć na karb zamieszania. Po czym kazał im dołączyć do reszty grupy tyle, że z przodu. Jednak kazał też aby jeden z jego ludzi wciąż trzymał Azura na smyczy. Tak na wszelki wypadek aby pies nie przeszkadzał w tropieniu wiedźmy.

        Ruszyli całkiem raźno w stronę w którą chyba odjechała Alezzia. Szli podobnie cicho jak poprzednio. Przez ciemny, ponury las gdzie wiekowe drzewa stały od pradawnych czasów a ich korę pokrywały mchy i różne narośla. Więc dość łatwo zauważyli światło pomiędzy drzewami. Od przodu grupy podniósł się szmer zaniepokojonych głosów jaki szybko rozlał się na resztę oddziału. Bowiem szybko się okazało, że to światło się do nich zbliża.

        - Trzymać broń w pogotowiu! Nie dajcie się zaskoczyć! - krzyknął oficer w reikspiel ale większość rozkazów wydał w swoim rodzimym języku. Dwie przednie grupy ustawiły się wtedy po bokach mieczników tworząc mini oddziały gotowe na przyjęcie wroga. Trzecia zaś stanowiła rezerwę i miała pilnować tyłów.

        Szybko okazało się jednak, że źródłem światła jest konny jeździec. A jeszcze chwilę później, że to zaginiona Alezzia. Tylko jakby jechała wewnątrz sporej, świetlistej kuli. Konna jechała spacerowym tempem wprost naprzeciwko całej grupy jakby w ogóle nie spodziewała się kłopotów z ich strony. Albo jakby ich nie widziała.

        - Sparare! - krzyknął w uniesieniu dowódca. I chociaż chwilę jego ludzie się zawahali dając magiczce podjechać kilka konnych kroków to jednak kilka cięciw świsnęło i bełty pomknęły w kierunku celu. Ku zdumieniu chyba wszystkich te ześlizgnęły się od świetlistej kuli jaka otaczała magiczka i pomknęły gdzieś w nicość lasu a jedna to się wręcz rozstrzaskała. To zrobiło na żołnierzach wrażenie bo z pewną obawą spojrzeli na oficera. Ten chyba też był zaskoczony widokiem i w pierwszej chwili nie wiedział co powiedzieć. Ale krzyknął coś w końcu i kusznicy zaczęli ładować broń ponownie.

        - Herr Leutnant, jej się chyba tak nie da. - ośmielił sie zauważyć któryś z mieczników. A tymczasem Alezzia skróciła dystans do może tuzina kroków gdy zatrzymała się przed ustawioną naprzeciwko linią.

        - Soldati! - krzyknęła magiczka głosem zaskakująco głębokim i donośnym. To słowo było podobne do imperialnego ale dalej mówiła po tileańsku. Więc imperialni zwiadocwy i miecznicy niezbyt mieli możliwość rozumieć o co tu chodzi. Ale widzieli co się dzieje. Ich tileańscy koledzy zerkali na przemian to na nią to na swojego oficera słuchając tych słów uważnie. A reakcje były różne. Powątpiewanie, niedowierzanie, obawa. Tylko niezbyt było wiadomo na co to wszystko. Zwłaszcza jak porucznik nie stał bezczynnie tylko krzyczał swoje ponaglając swoich ludzi. Miecznicy znów stali zdezorientowani nie wiedząc co się dzieje i co powinni robić.

        - Żołnierze Imperium! - niespodziewanie tileańska magister przeszła na reikspiel. Tak nagle, że miecznicy spojrzeli na nią zaskoczeni i zaciekawieni. Mimo wszystko dało się u niej wyczuć akcent południowca. - Nasz porucznik stał się ofiarą podłej magii! Nie jest winny tego co teraz mówi, myśli i robi! Pochwyćcie go proszę ale nie czyńcie mu krzywdy! - krzykneła tym nadnaturalnie czystym i donośnym głosem. Miecznicy spojrzeli po sobie, odwrócili się niepewnie do swoich tileańskich towarzyszy a odległości nie były duże.

        - Nie dajcie się jej okłamać! Wszystko powie aby nas skłócić! - krzyknął rozjuszony porucznik. - To ją trzeba dopaść i zamknąć jej kłamliwą gębę! Dalej! Ruszajcie! - krzyczał Tileańczyk pokazując swoim tasakiem na konną postać.

        - Z całym szacunkiem herr leutnant… - zaczął Hugo i czy dał jakiś znak swoim towarzyszom czy nie ale całą czwórką rzucili się na oficera. Mieli do przebiegnięcia tylko kilka kroków ale i tak jeden z kuszników co wcześniej nie strzelił do Alezzi chciał to zrobić teraz ale w ostatniej chwili Edgaro strącił mu kuszę i ten nie wystrzelił. A po chwili pojedynczy Tileańczyk został zaraz obezwładniony i powalony przez czterech imperialnych przeciwnikiem.

        - Nie zabijajcie go! - krzyknęła jeszcze magiczka ale dała w bok wierzchowca i podjechała bliżej. Po chwili sytuacja zdała się być opanowana na tyle, że stanęła obok szamoczączego się Ferro przygniecionego do ziemi przez czterech mieczników.

        - Cały jest! Ale strasznie wierzga! Dajcie linę! - krzyknął Hugo jaki zmagał się z upartym porucznikiem.

        - Przytrzymajcie go. - powiedziała świetlista dama już zwyczajnym głosem. Tak samo ta świetlna aura wokół niej rozproszyła się i znikła. Zeskoczyła z siodła i uklękła przy tej grupce szarpiących się ze sobą mężczyzn. Wyciągnęła dłoń nad twarzą porucznika i przybrała skupiony wyraz twarzy. Kusznicy wydawali się skonsternowani. Wcześniej byli gotowi walczyć o swojego porucznika ale postawa Edgaro oraz ich krajanki nieco ich zbiła z pantałyku. A teraz gdy wyglądało na to, że ona coś robi tajemnego to wszyscy zamarli w oczekiwaniu nie wiedząc co się stanie ale przeczuwając, że coś istotnego.

        - Tak. Porucznik dostał udaru i gorącej krwi! Nie jest w pełni sobą! Trzeba go związać i poczekać aż mu przejdzie! - ogłosiła magiczka wszem i wobec. Najpierw w reiskpiel a potem po tileańsku. Wszyscy popatrzyli na siebie a następnie zaczął sie chaotyczny gwar rozmów w obu językach. Zwłaszcza tileańskim bo miecznicy byli zajęci krępowaniem porucznika. Teraz było to łatwiejsze bo ten po jednym słowie magiczki zasnął.

        Tobias

        Stefan starał się odwrócić uwagę reszty gdy Tobias się urywał. Chociaż łucznik widział, że i tak parę głów odwróciło się w jego stronę i widziało jak się oddala. Ale żaden z nich nie zdecydował się jakoś interweniować. A potem już nie mieli szans bo się urwał w głębiny lasu. Przynajmniej na tyle aby ich stracić z oczu. Ale na słuch to jeszcze słyszał odgłosy awantury nawet jak już nie był w stanie rozróżnić słów. Znalazł się sam pośród tego mglistego i mrocznego lasu. Gdy ochłonął i uznał, że oddalił się wystarczająco musiał się zastanowić w którą stronę się teraz udać. Gęsty las i mgła niezbyt sprzyjały orientacji w przestrzeni. Ale po chwili wydawało mu się, że wie w którą stronę powinien iść. W końcu gdyby szedł na wschód to powinien dotrzeć do bystrzycy prędzej czy później a tam już prosto było dotrzeć do drogi i reszty karawany. A jakby udał się na północ to też powinien dojść do drogi jaką podróżowali do tej pory. Więc ruszył. Jednak dość szybko usłyszał jakieś odgłosy. Po chwili zorientował się, że to chyba odgłos kopyt. Jakiś koń lub coś podobnego powoli szło przed siebie. Jak się podkradł zorientował się, że to zaginiona niedawno magiczka. Jechała w siodle, potrząsnęła głową i mamrotała coś do siebie. Koń chyba go wyczuł bo parsknął i zastrzygł uszami zwracając uwagę jeźdźca.

        - Tobias. - powiedziała magiczka gdy wyszedł i jej się pokazał. - Podejdź proszę. Nie chcę krzyczeć. - poprosiła go mocno chrypiąc. Gdy się zbliżył dostrzegł krwawe zacieki w plecach tam gdzie tkwiły wystrzelone bełty. I generalnie wyglądało, że ledwo trzyma się w siodle.

        - Pomóż mi zejść. - poprosiła wyciągając do niego dłoń. I prawie przy tym wpadła mu w ramiona tak była bezwładna. - Dziękuję. Ale to nie wszystko. Mogę się uleczyć. Ale najpierw trzeba się pozbyć tych bełtów. Musisz je wyjąć. Inaczej magia niewiele pomoże. - powiedziała słabym ale zdecdywowanym głosem. Usiadła na jakimś zwalonym pniu i czekała aż łucznik zrobi swoje. Aby nie krzyczeć wyjęła sztylet i zacisnęła zęby na jego rekojeści. A potem on musiał odstawić tą brutalną, prawie rzeźniczą robotę. Nie było innej rady, musiał wyszarpać jeden bełt a potem drugi. Na szczęście to były bełty do przebijania pancerzy i nie miały zadziorów jakie osłabiały by ich siłę przebicia. Dlatego wyszły mniej więcej gładko. Wyjmowało się to jak patyk wbity w głęboko w mięso. Tylko tym razem to nie było pieczyste tylko ciało żywego człowieka. Do tego kobiety. Widział już czemu Alezzia tak charczała. Bełty musiały przebić płuca. Stąd kłopoty z oddychaniem. Potwierdziło się to gdy wyszarpał pierwszy bełt i razem z krwią pojawiła się krwawa piana. Z drugim to samo. Aż się serce mogło krajać gdy słyszało się stłumione krzyki kobiety zaciskającej zęby przy każdym szarpnięciu. Albo jak się widziało jak gorączkowo zaciska palce na porosłej mchem korze. Jak palce zostawiają tam zdawałoby się szponiaste ślady. Jednak wreszcie było po wszystkim. Pewnie trwało krócej niż się wydawało. Ale oboje byli tym zmęczeni. Magiczka oddychała ciężko i była cała spocona z wysiłku. Zresztą on też.
        - Dziękuję. - odparła po chwili gdy złapała oddech. A on wciąż widział jak przy każdym oddechy krwawa piana bąbluje przy wlocie obu ran i nowa fala krwi oblewa jej nieskazietelnie czystą do tej pory sukienkę jakiej tak bardzo zazdrościła jej Petra. Ale magini wzięła się w garść. Powiedziała parę dziwnych słów. Wokół ran pojawiło się kojące światło. Zdawało się, że zasklepia ono rany, krew i piana znika. Po chwili oddech Tileaski stał się znów czysty i równy.

        - Niewiele brakowało. Ale bez ciebie nie dałabym rady. - powiedziała uśmiechając się do niego z wdzięcznością. Wstała z pnia i wydawała się w o wiele lepszym stanie niż przed chwilą. Tylko świeże, krwawe zacieki na plecach świadczyły, że w ogóle przed chwilą była ranna.

        - Nie spodziewałam się tego wszystkiego. Chociaż chyba powinnam. Przed tym właśnie musiał ostrzegać mnie mój mentor w Kolegium. Tylko zaskoczyło mnie to wszystko i spodziewałam się czegoś innego. - powiedziała zamyślonym tonem patrząc gdzieś w las. Włożyła sztylet do pochwy i zastanawiała się chwilę.

        - Co tam się teraz dzieje? - zapytała wskazując gdzieś w las skąd mniej więcej przyszedł Tobias. A gdy wysłuchała nawet skróconej relacji o tej awanturze jaką dopiero co tropiciel zostawił za sobą pokiwała głową.

        - Nie wiń proszę za to porucznika. Coś mu musiało się stać. Coś nadnaturalnego zapewne ale pewność będę miała jak go zbadam. Dlatego chciałam z nim porozmawiać. Może to jakiś demon, może ta wiedźma co ją spotkałeś, może jeszcze coś innego… No nieważne, teraz to próżne gdybanie. Póki go nie będę miała na wyciągnięcie ręki to nie będę tego wiedzieć. - powiedziała dzieląc się swoimi przemyśleniami z prostym łucznikiem jaki w tej chwili był jej jedynym towarzyszem.

        - Tam coś jest. Na tej polanie. Coś nadnaturalnego. To wszędzie tu jest. W powietrzu i w drzewach. Ślady użycia potężnej magii. Dlatego tak trudno wyczuć pojedynczy trop. Ale wyczuwałam coś jak się zbliżaliśmy. Tylko za słabo aby wiedzieć co to może być. Ale zgaduję, że coś istotnego skoro ta wiedźma albo jej wspólnicy nie chcą abyśmy tam dotarli. Dlatego bez względu na to co się stanie z Ferro musimy dotrzeć na tą polanę. - odparła magiczka już całkiem spokojnym i pewnym siebie tonem. Westchnęła, wyjęła z małej torebki przy pasie ozdobną chusteczkę i zaczęła przecierać najpierw twarz a potem włosy. Musiała być wyperfumowana bo Tobias wyczuł ten zapach gdy stał blisko niej. Całkiem przyjemny i kobiecy.

        - Wrócę tam. Tym razem będę lepiej przygotowana. - oznajmiła składając chusteczkę na zadbane, równe części i wsuwając ją z powrotem do przypinanej do pasa kieszeni. - A ty… - spojrzała na łucznika i obrzuciła go spojrzeniem z góry na dół jakby starała się ocenić na co go stać.

        - Poprosiłabym cię abyś spróbował przemknąć się do tej polany i zobaczył co tam jest. Ale jak nie chodzi o zwierzoludzi czy orków tylko coś nadnaturalnego to nie mam sumienia cię o to prosić. - powiedziała chyba całkiem szczerze jakby sama biła się tutaj z myślami. - A właściwie to co tutaj robisz sam? - zapytała jakby dopiero teraz zwróciła na to uwagę. Jak jej powiedział o swoim planie zawiadomienia szefowej to pokiwała głową i znów przez chwilę trawiła coś w swojej jasnej głowie.

        - Myślę, że z Ferro sobie poradzę. Też jestem Tileanką. I mam parę swoich sztuczek. Nie wiem czy jest sens ściągać tu resztę. Wolałabym to załatwić naszymi siłami. Albo poradzimy sobie albo to jest i tak zbyt potężne aby do tego startować. Jednak te machlojki tej wiedźmy dają mi nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i chcą coś przed nami ukryć na tej polanie. - powiedziała w końcu gdy się namyśliła co dalej powinni robić. Chociaż się wahała to jednak ostatecznie uznała, że nie warto ściągać do tej akcji więcej oddziałów.

        - Ja na pewno zwrócę ich uwagę. Więc ty spróbuj się gdzieś zaczaić i mieć wszystko na oku. Może wypatrzysz coś nietypowego. - powiedziała zwracając się do zwiadowcy tak jakby wpadła na pomysł jak mógłby się przydać. Wsiadła na konia samodzielnie i świeże rany już jej nie dokuczały. - Ale jeśli nie czujesz się na siłach możesz wracać do karawany. Tylko niech Petra nie wysyła tam więcej ludzi póki nie sprawdzimy co tam się dzieje. - rzuciła mu już siodła dając mu ostatecznie wybór jakby nie chciała go mieć na sumieniu. - Aha. Nic nie mów o magii, demonach i opętaniach. To zawsze tylko wywołuje strach i zamieszanie. Najwyżej Petrze możesz powiedzieć. - powiedziała jakby przypomniała sobie o tym w ostatniej chwili.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • Pipboy79P Niedostępny
          Pipboy79P Niedostępny
          Pipboy79 jako Pipboy79
          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
          #100

          Nikt za Tobiasem nie pobiegł, za co był łucznik wdzięczny Bogom. Poruszał się ostrożnie ale w miarę szybko, chcąc dotrzeć do głównego oddziału jak najszybciej. Wszystko się pogmatwało, dowódca był przeciw dowódcy, żołnierz przeciwko żołnierzowi i nijak nie dało się z tym cokolwiek zrobić. Odgłos kopyt sprawił że zamarł. Kiedy określił kierunek z którego dobiegają odgłosy ostrożnie ruszył w tamtym kierunku, z łukiem w ręku i strzałą na łęczyńsku. Widok rannej Alessi był zaskoczeniem. Ledwo trzymała się siodła, jej krew spływała po końskim boku. Zwiadowca nie namyślał się ani chwili i ruszył w jej kierunku, chowając przy tym strzałę do kołczanu. Czarodziejka rozpoznała Tobiasa i przez chwilę zobaczył on w oczach Alezzi jakby ulgę. Pomógł jej zejść z konia oraz usiąść na zwalonym drzewie, a kiedy poprosiła go o wyjęcia bełtów stanął za nią i wyjmował je ostrożnie jeden po drugim. Współczuł kobiecie słysząc jej zdławione krzyki kiedy wyjmował ostrza z jej ciała, była jednak dzielna, a kiedy skończył usłyszał jak mimo zmęczenia, cicho ale pewnym głosem wyrecytowała jakieś słowa w nieznanym dla Tobiasa języku i pojawiło się jasne światło w miejscu ran które zaczęły się zasklepiać.
          I pierwszy raz w Swoim życiu, Tobias miast czuć strach i niepewność, poczuł ulgę i nadzieję, że jest coś co stoi na przeciw siłom mroku i zniszczenia. Alezzia dostrzegła jego spojrzenie i uśmiechnęła się, dziękując zaraz łucznikowi za pomoc. Tobias streścił , co wydarzyło się miedzy napadem na jej osobę a ucieczką zwiadowcy, podzielił się również Swoimi przepuszczeniami dotyczącymi zachowania porucznika Ferro. Pokiwała głową w zrozumieniu, po czym spojrzała hardo w kierunku, z którego przyjechała.

          - Muszę tam wrócić .

          Tobias wpatrywał się w nią zdumiony. A kiedy wspomniała o zwiadzie w kierunku polany, widział już że tam pójdzie, mimo jej późniejszych słów. Kiedy widział tą siłę i determinację w jej oczach, poczuł przypływ odwagi i być może trochę tej siły, którą teraz czarodziejka emanowała.

          - Udam się ku tej polanie Meine Damen.

          I tak jak zaproponowała - siedział przyczajony, czujny obserwując jej śmiały powrót do oddziału porucznika. Świetlista dama nie dała się tym razem zaskoczyć. Chroniona przez Swoją magię i już po chwili Ferro był pochwycony i bezbronny.
          A Tobias mógł udać się w kierunku polany. Lecz nie przed tym jak dyskretnie ukazał się pozostałej dwójce zwiadowców, powiadamiając ich o swoim celu, posługując się przy tym językiem gestów który bez trudu rozpoznali.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • CioldanC Niedostępny
            CioldanC Niedostępny
            Cioldan jako Cioldan
            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
            #101

            Duivel ujrzał świetlistą kulę zbliżającą się w ich kierunku. "Magia" pomyślał. Nie był tylko pewien czy to ktoś wrogi czy może sprzymierzeniec. Po chwili światło było już na tyle widoczne, że w całej grupie rozpoczęły się szepty. Ferro zaczął wydawać rozkazy, ale elf skupił się na rozpoznaniu osoby która się do nich zbliżała dość szybko. Skojarzył to ze światłem jakie Alezzia wyczarowała na bagnach gdy szli z akcją ratunkową. Zakrwawione ciuchy postaci zdawały się nie pasować do wyprostowanej sylwetki. Nie miał pojęcia jakim cudem Alezzia była w tak dobrym stanie... bo w końcu rozpoznał swoją kompankę. Wiele myśli przeszło mu przez głowę. Nie wiedział, czy to nie jakaś podła sztuczka, może di Lucci zmarła i ktoś wykorzystuje jej ciało. Padły jakieś rozkazy, gdy już dojechała do grupy. Minęła nawet paru kuszników, gdy Ci oddali strzały. Duivel dobył wtedy swój łuk i wiele się nie zastanawiając, wycelował w Ferro. Gdy przemawiała jakimś nienaturalnym głosem, znów pojawiły się w nim wątpliwości. Wiedział, że mówi po tileańsku, a po chwili w reikspiel przemówiła do reszty. Elf opuścił łuk gdy dowódczyni poprosiła o oszczędzenie kapitana.
            Po chwili dostrzegł Tobiasa jak ten pokazywał z ukrycia jakieś gesty. Prawdopodobnie chciał przekazać, że idzie na zwiad, jednak elf pewności nie miał co do znaczenia gestów. Domyślił się, że to Walder pomógł świetlistej magiczce.

            - Jestem za tym, żeby iść na tę polanę. Obłąkany Ferro bardzo chciał nas odwieść od tego pomysłu, także tam musi być ich słaby punkt, albo jakieś miejsce z którego rzucają czary.- mówił donośnie, tak aby wszyscy słyszeli, choć nie wszyscy rozumieli
            - Witaj ponownie Alezzio, dobrze Cię widzieć... dodał na koniec do magini i ukłonił się w pasie.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • Pipboy79P Niedostępny
              Pipboy79P Niedostępny
              Pipboy79 jako Pipboy79
              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
              #102

              Oryginalny tytuł: Tura 21 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

              Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
              Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
              Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

              Tobias

              Ostlandzki myśliwy obserwował z ukrycia wznowienie awantury między magiczką a oficerem. Wyglądało na to, że tym razem to kobieta była górą i z pewną pomocą czwórki mieczników Theiss oraz interwencji Edgaro udało jej się chociać chwilowo wyłączyć z walki porucznika. Pomachał jeszcze do pozostałych dwóch zwiadocwców ale widział, że nie tylko oni go dostrzegli. Bo jeden czy dwóch kuszników odwróciło się w jego stronę. Albo też dostrzegli jego gesty albo posłali spojrzenie w tym samym kierunku co któryś z pozostałych dwóch zwiadowców. Jednak za bardzo absorbowało ich to co się dzieje na miejscu aby zwracać uwagę na znajomego łucznika więc w dalszych poczynaniach nikt Tobiasowi nie przeszkadzał.

              Z każdym miękkim krokiem oddalał się od hałasów czynionych przez większą grupę. Aż wreszcie całkiem stracił ich ze słuchu. Szedł sam. Otoczony przez pradawne drzewa, po dnie mrocznego lasu. Buty cicho szeleściły mu wśród przegniłej ściółki jaka tu leżała od nie wiadomo wielu sezonów. Znów mógł się poczuć jak w rodzimych stronach gdy szedł tropem jakiegoś zwierzęcia albo już je podchodził. Tym razem jednak żadnych tropów nie miał. A te widocznie w oddali prześwity pomiędzy drzewami były jedyną wskazówką jaką mógł się kierować. Zbliżał się coraz bardziej ale nic nie wskazywało aby się zbliżał do czegoś szczególnego. Chociaż… Może to właśnie było to? Jakoś tak… Ciszej. Jakby ten mroczny las wstrzymał oddech. Jednak w tej mglistej ciszy nie słyszał żadnych dźwięków świadczących, że ktoś go podchodzi albo ktokolwiek jest w pobliżu. Właściwie to musiał już zbliżać się do skraju lasu jaki powinien wyjść na tą polanę do jakiej chciała dotrzeć tileańska magiczka.

              https://i.imgur.com/Tjp3BhW.jpg

              Widział jak mgła gęstnieje przy tej polanie. A może świeci? Do tej pory nie spotkał mgła jaka by świeciła ale też nie wyglądało to na punktowe źródła światła jakie może dać ognisko, lampa czy pochodnia. A może mu się to tylko zdawało? Może tak oczy mu się przyzwyczaiły do leśnego półmroku, że ta otwarta przestrzeń wydawała mu się promienieć wewnętrznym blaskiem? Nie mógł tego rozstrzygnąć.

              A jednak nie! Coś tam było! Jakby powiew wiatru na moment rozgonił te opary mgły. I wtedy tam, gdzieś na środku polany dojrzał sylwetkę. Chyba człowiek. W barwnej, długiej szacie jakiegoś uczonego. Albo maga. Z kosturem w dłoni. Łysy albo z jakąś mycką na głowie. Wyglądał jakby zamarł niczym posąg. Ale w dynamicznej pozie. Jakby celował w coś albo kogoś ze swojego kostura. I z niego strzelał barwny strumień płomieni albo coś takiego. Zbyt dziwne miało kolory aby uznać to za zwykły ogień. Scena była jak zatrzymany w ruchu posąg. Tylko naturalnych barw i kształtów więc do złudzenia przypominał żywego człowieka. Uchwyconego w samym centrum zmagań. Ale z kim lub z czym to nie widział bo mgła aż tak się nie rozproszyła. Chociaż ruszała się jakby jakieś niewidzialny ptak by tamtędy leniwie przeleciał. Tak go to zaobsorbowało, że poczuł drobne ukłucie na karku. Jakby ukłuł go kolec agrestu albo komar. Niezbyt mocno ale irytująco. Odruchowo sięgnął tam ręką i wtedy ujrzał, że nadlatuje z góry jakiś ptak. Aż zamrugał oczami jak się okazało, że to nie żaden ptak tylko ludzka miniaturka. W kusej sukieneczce i powabie egzotycznej tancerki. Zatrzymała się krok czy dwa od niego i wzięła się pod swoje małe boki. Słyszał cichy szum jej skrzydełek i była na tyle mała, że pewnie mógłby utrzymać ją w otwartej dłoni. Wyglądała jak miniaturka jakiejś lesnej nimfy. Tylko takiej wyuzdanej i lubieżnej. Z rogami i ogonem jakie przypominały grzeszne wyobrażenia demonów zakazanych rozkoszy.

              - Oj byłeś bardzo niegrzeczny dla mojej pani. A była dla ciebie taka miła. Chciała się z tobą zaprzyjaźnić! Jak mogłeś być tak podły aby jej odmówić! - powiedziała z wyraźnym wyrzutem jakie przeszło w rozzłoszczone oskarżenie wzmocnione gestem palca pokazującego na winowajcę.

              - Teraz będziesz miał za swoje! - powiedziała mściwie i z groźbą w głosie. Po czym zagwizdała na dwóch palcach. Tak jak się zwykle gwiżdże na psa. Po czym zaśmiała się poniętnie i złośliwie jakby czekała na świetne widowisko. Tobias poczuł znów ukłucie na karku. Gdzieś tam gdzie wieniec od siostry Guendeliny dotykał mu ciała. I usłyszał to. Nadbiegający z mgły odgłos szponiastych łap. Takie które pędzą aby dorwać i rozszarpać ofiarę. Jakie potrafią zagryźć dorosłego męża, wyrwać mu gardło i rozerwać mu trzewia. Coś takiego pędziło z mgły wezwane gwizdnięciem tej latającej miniaturki tancerki. I lada chwila miało wyskoczyć z mgły i go dopaść. Mgła była na tyle gęsta, że miał szansę strzelić może raz do szybkiego, ruchomego celu zanim ten go dorwie.

              Grupa por. Ferro

              - Nie mów tak o oficerze. Porucznik dostał gorącej krwi i się trochę źle poczuł. Jak się obudzi powinno być mu lepiej. - Alezzi widocznie nie spodobały się wzmianki elfa o obłąkaniu tileańskiego oficera. Zapewne nie chciała siać zwątpienia albo po prostu nie uważała go za obłąkanego. Powiedziała to dobitnie patrząc jednocześnie na Duivela bez zmrużenia okiem sprawdzając czy to do niego dotarło. W reikspiel co prawda i tak rozumieli ich tylko ludzie Theiss i Edgaro ale mimo wszystko nie chciała aby ktoś podkopywał autorytet drugiego z dowódców.

              Potem wdała się w rozmowę ze Stefanem jaki pytał ją o różne rzeczy. Ale okazało się, że jej moce też mają swoje ograniczenia i nie może stworzyć tej świetlistej osłony na kogoś innego oprócz siebie. Tak samo jak niezbyt może polecić w ciemno jakąś strategię skoro nadal nie spotkali przeciwnika a więc nie wiadomo z kim mają do czynienia i czego się spodziewać.

              - A co z nim? - zapytał Hugo wskazując na uśpionego i związanego porucznika. - Trzeba by go nieść. Albo zostawić. - zaproponował sam od siebie. I sądząc po tonie głosu to oba wybory wydawały się mieć wady w jego oczach.

              - Weźcie go ze sobą. Nie możemy go zostawić samego. - odparła magiczka już z siodła gdy się chwilę nad tym zastanowiła. Awantura została właściwie zażegnana i wyglądało na to, że ani kusznicy ani imperialni nie kwestionują dowództwa konnej blond uczonej.

              - Dobrze w takim razie ruszamy dalej. W stronę polany. Proszę miejcie się na baczności. Nie wiadomo co nas tam czeka. Ale zapewne trzeba będzie walczyć. Jak tylko dostrzeżecie coś podejrzanego to dajcie znać. - odparła liderka kończąc te wszelkie swary i rozmowy. Prawie. Bez wojskowego dowódcy jakim do tej pory był porucznik brakowało kogoś kto tak jak on ma posłuch i wie co należy robić. Tileanka chociaż przejęła funkcję lidera to nie była zawodowym wojskowym aby zarządzać oddziałem. Więc chwilę to trwało zanim czwórka mieczników i tuzin kuszników naradzili się między sobą co i jak. W końcu mniej wiecej przyjęli podobny szyk w jakim szli do tej pory pod dowództewm Ferro. Tileańczycy podzielili się na trzy grupy gdzie jedna szła tuż przed koniem Alezzi, druga z paręnaście kroków przed nimi a ostatnia za jej koniem. Miecznicy szli tuż za wierzchowcem wlokąc między sobą nieprzytomnego oficera. A dwóch wolnych szło po bokach liderki. Stefanowi i Duivelowi pozostało znalezienia sobie miejsca jako zwiadowcy bo nie byli na sztywno przypisani do żadnego oddziału. A bez zawodowego wojskowego jakim był Ferro jakoś nikt się nie kwapił aby znaleźć im zajęcie.

              https://i.imgur.com/VeM9rnk.jpg

              Atmosfera znów się zagęściła. Ale przynajmniej sprzyjało to zachowaniu ciszy. No prawie. Jak na ucho myśliwego czy zwiadowców to prawie dwie dziesiątki piechurów i jeden koń nie poruszali się bezszelestnie. Słychać było szuranie liści pod ich butami ale to akurat i Stefan i Duivel czynili to samo. Tego nie dało się uniknąć stworzeniom z krwi i kości. Co prawda leśny elf zdawał sobie sprawę, że jego lud potrafi magią sprawić aby dosłownie nie pozostawiać po sobie żadnych śladów ale on sam nie opanował tej mistycznej sztuki gdyż miał inne priorytety w życiu. Oprócz tego słyszeli cichy klekot sprzączek, toreb, czy innego ekwipunku. To jednak nie mogło dziwić. Byli zawodowymi kusznikami i szermierzami przystosowanymi do otwartej walki na polu bitwy a nie skrytego podchodzenia wroga czy zwierzyny. No i była ich całkiem spora grupa jaka zwielokrotniona dźwięki wytwarzane przez każdego z uczestników. Ale i tak było to o wiele cichsze niż dotychczasowy harmider jaki trwał póki wszyscy gadali przez każdego i do każdego a awantura trwała w najlepsze. W porównaniu do tej zakończonej już sytuacji to było całkiem cicho. Na tyle, że można było mieć nadzieję, że tym razem będzie szansa usłyszeć coś podejrzanego.

              Jak szli przez ten mroczny i mglisty świat powróciło poczucie zagrożenia. Chyba każdy rozglądał się uważnie po okolicznych pniach, kamieniach i krzakach szukając zagrożenia. Tak samo jak wcześniej gdy maszerowali jeszcze pod wodzą dwójki liderów. Znów wydawało się, że za każdym pniem i krzakiem czai się jakaś złowróżbna kreatura. Zwłaszcza jak nadal nie mieli pojęcia czego się spodziewać. Nic jednak nie udało im się wykryć. Krok za krokiem zbliżali się powoli do tych przejaśnień między drzewami jakie zwiastowały kraniec lasu i zapewne tą polanę o jakiej była mowa. I nadal się nic nie działo. Nikt ich nie atakował. Nie było słychać żadnych odgłosów walki, wzywania pomocy ani nic takiego. Właściwie to było słychać głuchą ciszę. Co wydawała się nienaturalna w tak pierwotnym lesie. Jakby cały las zamarł w oczekiwaniu na coś. Albo wyczuwając coś co zagrażało wszystkim okolicznym stworzeniom. A mimo to nadal nic się nie działo. Dlatego reakcja Alezzi mogła zaskoczyć. Zatrzymała konia i powiedziała coś cicho z zaskoczeniem. To spowodowało, że idący po jej bokach miecznicy też się zatrzymali a po chwili i reszta kuszników.

              - Co się stało? - zapytał cicho Hugo rozglądając się trwożliwie po okolicy. Czyli pniach omszałych drzew jakie wyłaniały się z wiecznej mgły. Magiczka odparła coś co brzmiało jak dwa wyrazy ale całkiem obce. Więc niewiele powiedziały one nie tylko miecznikom ale i najbliżej stojącym kusznikom co mogli ją usłyszeć. - Czyli? - zapytał skonsternowany kapral szermierzy Theiss. Świetlista dama spojrzała na niego z siodła jakby właśnie zorientowała się, że powinna wytłumaczyć coś skomplikowanego komuś kto nie ma o tym pojęcia.

              - Tu zaraz zaczyna się… Pole czasowe. Pole innego czasu. Wewnątrz czas płynie inaczej niż tutaj. Wolniej albo szybciej. - wyjaśniła najprościej jak umiała. Ale któryś z kuszników zapytał ją po tileańśku więc i w tym języku zaczęła coś odpowiadać. Hugo i miecznicy zrobili dość niewyraźne miny jakby wcale nie mieli ochoty mieć z czymś takim do czynienia.

              - Musimy tam wjechać. - zdecydowała w końcu magiczka. I wskazała swoim kosturem kierunek w jakim zmierzali do tej pory. Sądząc po minach zwykłych soldatów niezbyt im przypadła do gustu taki pomysł więc uczona musiała ich zachęcić stanowczym gestem i ponaglającym spojrzeniem.

              - Hej co to? Słyszycie? - odezwał się któryś z mieczników. Ale rzeczywiście w tej mglistej ciszy w jakiej dotąd zdawały się tonąć wszelkie dźwięki nagle dało się słyszeć coś nowego.

              - Ktoś śpiewa… Jakaś kobieta… Na pewno bardzo piękna… - któryś z kolegów z nim się zgodził. Bo po pierwszym zaskcozeniu dało się słychać piękny, melodyjny, kobiecy głos. Głos jaki lał miód na sterane, żołnierskie serca. Jaki przynosił ukojenie. Takie jakie mężczyźnie może przynieść tylko kobieta. Taka czuła, kochająca, co czeka właśnie na niego. I będzie można złożyć tą brudną, spoconą, ubłoconą głowę na jej czystym, schludnym podołku. Poczyć jej gościnne uda pod głową, jej miękką, pachnącą dłoń jaka pogładzi po zarośniętej gębie, Jej piękną twarz i słodkie usta jakie w końcu pochylą się i złożą na męskich wargach pierwszy pocałunek.

              Tylko coś tu przeszkadzało. Stefan i Duivel czuli to. Już te znajome łaskotki w brzuchu, te przyjemne dreszcze na karku jakie są zapowiedzią pieszczot kochani ale coś się przez to przebijało. Coś było nie tak. Jakiś kobiecy głos. W pobliżu. Przeszkadzał im więc w końcu zwrócili na niego uwagę. No tak. Ta blondynka na koniu. Coś tam przeszkadzała. W pewnym momencie jednak skrzyżowała spojrzenia wprost z ich oczami i to ich otrzeźwiło. Przecież to Alezzia!

              Jak zamrugali oczami i rozejrzeli się dookoła sceneria niby była ta sama. Las, mgła, ich towarzysze. Tylko zachowywali się dziwnie. Stali bezbronni jak dzieci z rozmaślonym wzrokiem wpatrzeni bogowie wiedzą gdzie. Część kuszników wypuściła broń i ta leżała teraz u ich stóp ale zdawali się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Cwhiali się bez sensu a niektózy jakby próbowali kogoś dotykać albo prosić do tańca. Miecznicy Hugo tak samo. Tych dwóch co trzymało do tej pory porucznika chyba nie zwrócili uwagi, że teraz ten leży luźno na ziemi. Zresztą ani Stefan ani Duivel nie zauważyli kiedy go puścili. Właściwie nie byli pewni ile im umknęło. Poza tym, że gdzieś z głębi lasu dobiegał ich ten uwodzący, kobiecy śpiew. A w środku grupy Alezzia miotała się w siodle krzycząc i ponaglając.

              - Obudźcie się! To przeklęta magia! Nie dajcie się jej oczarować! - krzyczała jakby chciała zbudzić śpiących z ich głębokiego snu. Ale nagle przestała. Spojrzała spłoszona gdzieś w stronę polany jakby coś tam dostrzegła. I nagle krzyknęła jedno słowo. Zaś jej oczy zapłonęły nadnaturalnym światłem i trysnęły z nich dwa promienie światła jakie pomknęły gdzieś we mgłę. I chyba w coś trafiły sądząc pogłuchym odgłosie uderzenia. Ale nie było widać w co.

              - Zaraz zaatakują! Przebudźcie ich! - krzyknęła ponaglająco widząc, że chociaż dwóch zwiadowców wodzi po okolicy w miarę świadomym wzrokiem. Sądząc po pytaniach po tileańsku także jeden czy dwóch kuszników wybudziło się z transu. Ale magiczka nie czekała, spięła konia ostrogami i ruszyli do przodu jakby zamierzała się zmierzyć z tym czymś we mgle.


              Mecha 21

              Odporność na czar: SW

              Stefan: 30-10=20; rzut: https://orokos.com/roll/993849 29; 20-29=-9 > remis = chwilowe zamroczenie

              Duivel: 40-10=30; rzut: https://orokos.com/roll/993850 28; 30-28=+2 > remis = chwilowe zamroczenie

              Alezzia: 45+10-10=45; rzut: https://orokos.com/roll/993851 12; 45-12=+33 > ma.suk = moment słabości

              Kusznicy: 35-10=25; rzut: https://orokos.com/roll/993852 12d100=48, 54, 10, 83, 92, 94, 27, 16, 44, 66, 77, 76 > suk x2; por x10

              Miecznicy: 35-10=25; rzut: https://orokos.com/roll/993853 > suk x0; por x4

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • DekaresD Online
                DekaresD Online
                Dekares jako Dekares
                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                #103

                Stefan słysząc naganę czarodziejki wobec Duivela zdecydował się stanąć w obronie elfa:

                - Z całym szacunkiem Pani ale sam miałem ochotę położyć porucznika trupem, przed rzuceniem się na niego powstrzymywało mnie tylko przeświadczenie że ktoś mu namieszał w głowie i właśnie do tego dąży żebyśmy się powybijali między sobą. Oczywiście słowo obłąkany może nie jest najlepsze ale proszę nie mieć za złe Duivelowi jego słów. Zdajemy sobie sprawę że porucznik nie odpowiada bezpośrednio za szaleństwo do którego doprowadził i to nie jego wina, ale nie da się ukryć że prawie zostałaś przy jego użyciu zamordowana Pani - Stefan opuścił oczy w dół przypominając sobie jak postrzelona czarodziejka uciekała przed śmiercią na swoim koniu i ponownie poczuł wstyd związany z tym że nie udało mu się temu zapobiec.
                - Duivel dzielnie ujmował się za Tobą Pani… znacznie odważniej niż ja.


                Wybudzając się z magicznego delirium Stefan poczuł mdłości i o mały włos nie zwrócił na leśne runo ostatniego posiłku. Powoli dochodził do siebie głównie dzięki krzykom Alezzi. Nie rozumiał do końca co się dzieje ani co ma do końca robić. Było to podobne uczucie zagubienia jakie czuł podczas pierwszych dni musztry do walki w szyku jakie przeżył w kompanii kapitana Steinera. Krzyki, obelgi i wszelkie możliwe prześladowanie jakim uraczał wtedy świeżych rekrutów kapral Hyrpke potrafiło mu się śnić do dzisiaj nocami… i miał zamiar sprawić, żę jego zaczarowani towarzysze będą śnili do końca swoich dni o jego krzykach, obelgach i ciosach!
                Zaczął się wydzierać na resztę najgłośniej jak potrafił, a potrafił naprawdę wyć!

                - Achtung Schweine! Atakują nas! Do Broni! - złapał stojącego obok tłumacza za rękę w której ten trzymał broń w pełni gotowy przyłożyć mu jeśli się natychmiast nie ocknie. A po tym wszystkim w oddziale jeśli będzie musiał.

                -Co To Jest Kozojebce Zasrane! Śpicie Sobie Na Służbie!? Do Broni! Budzić Resztę!!!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • Pipboy79P Niedostępny
                  Pipboy79P Niedostępny
                  Pipboy79 jako Pipboy79
                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                  #104

                  Strach mieszał się z ekscytacją, kiedy Tobias skradał się ostrożnie w kierunku polany. Zostawił za Sobą grupę, nad którą czarodziejka w dość spektakularny sposób przejęła kontrolę. Ona i co najmniej dwóch zwiadowców wiedzieli gdzie się udaje i czuł się pewniej wiedząc że może na nich w razie czego liczyć.
                  Las był cichy, nienaturalnie cichy, jak wtedy gdy spotkał czarownicę. Ma jej wspomnienie ciarki przeszły po ciele zwiadowcy, zapewne ona czeka tam... Ta myśl nie poprawiła jego nastroju. Przystanął na chwilę próbując nasłuchiwać, a kiedy nie usłyszał nic poza lekkim szumem liści, ruszył ponownie przed siebie. Trzymał łuk w gotowości, lekko napięty, gotów by w mgnieniu oka posłać strzałę w kierunku zagrożenia. To było to. Ta wojna o której wszyscy bali się mówić, po tylu latach od czasów Magnus Pobożnego. Chaos zagrażał istnieniu ludzkich siedzib, było to tak namacalne, tak blisko. Tobias próbował odegnać czarne myśli kiedy dojrzał coś na polanie na której skraju się znalazł.

                  - Na wszystkich Bogów, cóż to?

                  Jakby posąg jakiegoś czarodzieja z którego kosturu strzelał wielobarwny ogień. Tobias cicho jęknął na ten widok. Mgła gęstniała wokół tej postaci, łucznik zrobił dwa kroki w tył, mocniej napinając łuk, szukał zagrożenia gotowy by natychmiast strzelić. Wtem, poczuł ukłucie na karku, na tyle irytujące że musiał opuścić strzałę i dotknął miejsca ukłucia i poczuł pod palcami wieniec od Guendeliny. I wtedy zobaczył jedną z najbardziej niedorzecznych istot w swoim życiu. Lubieżna mała istota złorzeczyła Tobiasowi oskarżycielsko wskazując na niego swoim malutkim paluszkiem. Łowca nie widział czy to sen na jawie. mara jakaś. Poczuł ponownie ukłucie, tuż przed tym jak usłyszał odgłos jakiś wielkich łap sunących po listowiu. Instynkt myśliwego włączył się natychmiast i Tobias rozejrzał się szybko wokół siebie szukając możliwego schronienia i dostrzegł drzewo tuż obok, grubości dorosłego mężczyzny i ustawił się tuż za nim - naprzeciwko miejsca z którego dochodził dźwięk nadbiegającego stworzenia. Zamierzał w ostatniej chwili strzelić do istoty, gdy ta będzie na niego szarżować, by w ostatniej chwili - tuż po strzale - schować się za drzewem. Stał na lekko ugiętych w kolanach nogach, gotów ma wszystko co miało nastąpić...

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • CioldanC Niedostępny
                    CioldanC Niedostępny
                    Cioldan jako Cioldan
                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                    #105

                    "No dobra, czyli Stefan jest po prostu emocjonalny... chyba nigdy do końca nie pojmę tych ludzi" pomyślał elf po słowach kompana.

                    - Dziękuje Stefanie. A Ciebie Alezzio przepraszam za źle dobrane słowa. Winien był powiedzieć opętany, a nie obłąkany, to przecież dwie różne rzeczy... - wykazywał szczere intencje, ale i tak nie był pewny czy zostanie zrozumiany.
                    - Jeszcze jedna sprawa, widziałem chwilę Tobiasa, ale gdzieś poszedł... uważam, że nie powinniśmy chodzić pojedynczo, także śpieszmy się do niego, tyle, że po cichu - mówiąc o kompanie wyglądał na pewnego siebie i zdecydowanego. Trochę mina mu zrzedła gdy mówił o ciszy, gdyż zdawał sobie sprawę, że w takiej kolumnie ciężko będzie nasłuchiwać odgłosów z lasu.

                    Gdy towarzysze porucznika Ferro zajęli się swoim kapitanem, elf mógł w tym czasie krążyć wokół grupy szybkim tempem i wypatrywać wrogów. Niestety gęsty las utrudniał skuteczny rekonesans, a jeszcze bardziej przeszkadzały odgłosy marszu mieczników i kuszników. "Czemu nie poszli z nami zwiadowcy Kolesnikova" pomyślał, lecz nagle jego uwagę przykuło co innego. Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnio był z kobietą. Nagle w tym gęstym lesie zapragnął dotyku przedstawicielki płci piękniejszej i momentalnie jakiś subtelny głos zaczął pieścić jego ucho. Praktycznie czuł jej ponętne wargi na swej małżowinie. Jednak coraz głośniej słychać było głos innej kobiety. Stanowczy i surowy. Stanął na wprost niej i .... znów był w lesie. Na przeciw stała Alezzia. Duivel wycedził do niej Dzięki , jednak część jego żałowała, że tak to się skończyło. Widział jak Stefan okłada po twarzy kompana obok, sam wiele nie myśląc zdzielił najbliższego towarzysza. Nawet nie zwrócił uwagi czy przypadkiem już nie jest wybudzony. Wtórował krzykom magini i łowcy, gdy kilka osób się ocknęło, szybko przestał. Wytężył wzrok i wpatrywał się w las przed siebie. Starał się namierzyć wiedźmę albo jej sprzymierzeńców, bądź też Tobiasa.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • Pipboy79P Niedostępny
                      Pipboy79P Niedostępny
                      Pipboy79 jako Pipboy79
                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                      #106

                      Oryginalny tytuł: Tura 22 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

                      Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                      Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
                      Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                      Tobias

                      - Bój się bój! Dobrze ci tak! Zagryzie cię i rozszarpie! Wypruje flaki i wychłepce posokę! Dobrze ci tak! Za to, że wzgardziłeś moją panią! A mogliśmy się teraz namiętnie kochać gdybyś nie był takim samolubnym bydlakiem! - zwiewna, latająca tancereczka wpadła w jawną złość i szydziła z łucznika czającego się za drzewem. Wydawała się teraz być naprawdę rozzłoszczona niczym odrzucona kochanka. I chociaż wydawało się, że jest zbyt mikrych rozmiarów aby uczynić dorosłemu mężczyźnie krzywdę to jednak jej głosik mógł być irytujący. Przeszkadzał się skoncentrować. No i z góry oznajmiał wszem i wobec gdzie się ukrył łucznik. Gdzieś tam z lasu Tobias słyszał jakieś zamieszanie i krzyki, może to główna grupa a może co innego. Ale wiedział, że i tak są za daleko aby w tej chwili miało to znaczenie. I cokolwiek za chwilę wypadnie z tej mgły i lasu to będzie musiał zmierzyć się z tym sam. Co najwyzej liczyć, że wytrwa tak długo aż ktoś mu przyjdzie z pomocą. Zresztą to coś skutecznie przykuwało uwagę. Czuł jak pocą mu się ręcę i pot perli się na plecach jak zawsze gdy zagrożenie miało pojawić się lada chwila. I pojawiło! Niewyraźny zarys rozpędzonej sylwetki, jakiś czworonóg pędzący niczym wil. W jednym czy dwóch susach to rozpędzone coś wyskoczyło na bardziej widoczny teren.

                      https://i.imgur.com/CIcfotV.jpg

                      To był jakiś potwór! Tobiasowi zadrżały dłonie i poczuł jak zasycha mu w gardle. A rozpędzona bestia pędziła wprost na niego. Zaraz go rozszarpie! Puścił cięciwę i strzała pomknęła ze świstem. Ale cel chociaż bliski poruszał się szybko i nie był łatwy do trafienia. Strzała śmignęła z pół metra ponad jego grzbietem. A ten już był na dwa susy od dwunoga. Ostlandczyka uratowało to, że skoczył za wybrane drzewo tak jak tego sobie wymyślił wcześniej. A zgodnie z jego kalkulacjami bestia chociaż wielka i prędka to nie zdołała w miejscu wyhamować swojego pędu i przebiegła obok niego i jego drzewa. Ale szybko pojęła, że cel jej umknął i zaczęła hamować i robić zwrot. Potężne pazury wyrzucały fontanny przegniłych liści i błota gdy potwór wykręcał aby zawrócić. Wtedy na moment zwolnił i myśliwemu mimo spoconych dłoni i suchości w ustach udało się znów wypuścić strzałę. Tym razem trafił. Widział jak strzała wbiła się w bok stwora a ten zawarczał gardłowo. Ale jednak nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia. Zdołał już wykręcić, przypadł łbem do ziemi i zawarczał plując krwawą śliną. Tropicial widział jego ślepia płonace wieczną, piekielną nienawiścią do wszystkiego co żyje. Do wszystkiego co krwawi. I da się rozszarpać na strzępy. Trudno powiedzieć czy to bydlę ruszyło pierwsze czy on odwrócił się do niego tyłem aby spróbować wdrapać się na drzewo. Trudno było gdy łuk zajmował przynajmniej jedną dłoń. A słyszał już za plecami jak ten bydlak poderwał się i jego pazury znów szarpią glebę rwąc do przodu aby go rozszarpać.

                      - Ty tchórzu! Wracaj i walcz jak mężczyzna! - lotna tancereczka wydawała się być oburzona haniebnym zachowaniem Ostlandczyka. Ten gorączkowo próbował się wspinać po omszałym, wilgotnym w dotyku pniu. A bestia już dopadała tego pnia trochę niżej. Odbiła się od ziemi i skoczyła wysoko w górę.


                      Mecha 22

                      Test strachu: bestia z mgły (SW)

                      Tobias

                      SW 35
                      wpływ tancereczki -5

                      razem: 35-5=30 rzut: https://orokos.com/roll/994177 81 30-81=-51 > śr.por = strach, mod -10 do testów


                      Grupa por. Ferro

                      - No pewnie, gadajcie jeszcze o opętaniach i obłąkaniu! - elfowi i Ostlandczykowi widocznie udało się zirytować magiczkę. Bo z siodła syknęła na nich ze złością. - Wydawało mi się, że jesteście żołnierzami. Chyba wiecie co w wojsku oznacza autorytet dowódcy? Więc prosze was nie podważajcie autorytetu porucznika ani mojego. Powiedziałam, że porucznik dostał gorącej krwi i chwilowo osłabł. - powiedziała do nich obu z zaciętym wyrazem twarzy. Mówiła w reikspiel więc większość wojaków i tak by jej teraz nie zrozumiała. Ale i tak ściszyła głos aby nie słyszały ich zbędne uszy. Po tej krótkiej reprymendzie wyprostowała się w siodle i ruszyli w stronę polany. Sytuacja chwilowo wydawała się być opanowana. Przynajmniej póki znów nie dała o sobie znać podstępna magia.

                      Teraz Alezzię stracili z oczu gdy dała w bok swojego wierzchowca i pomknęła do przodu szybko znikając im w tej leśnej mgle. Stefan i Duivel i tak mieli swoje zajęcie przy popychaniu i krzyczeniu na ospałych kolegów. Na szczęście aż tak trudno nie było ich wybudzić z tego dziwnego transu. Wystarczyło chwilę któregoś potrząsać i pokrzyczeć a świadomość połączona zwykle ze zdziwieniem i nierozumieniem sytuacji jaka przed chwilą przeżywali i Ostlandczyk i elf pojawiała się na ich twarzach.

                      Duivel spróbował z jednym kusznikiem i mu się udało. Usłyszał gniewne okrzyki i ten go gniewnie odepchnął aż elf poleciał kilka kroków do przodu zanim odzyskał równowagę. Zostawił resztę roboty koledze i tym paru Tileańczyków którzy już zdążyli się wybudzić z transu. Ale robili mnóstwo zamieszania. Słyszał ich kroki, szelest liści przy każdym kroku, zaskoczone pytania w reikspiel i po tileańsku, gniewne okrzyki nic z tego nie sprzyjało aby wykryć skrytego we mgle i między drzewami przeciwnika. I rzeczywiście nie widział nic podejrzanego. Może gdyby był tu sam albo z podobnymi mu myśliwymi i tropicielami co potrafili podchodzić skrycie zwierzynę to byłoby inaczej. Ale teraz jak stał na obrzerżu brutalnie wybudzanej z transu grupy gdzie większość nie mówiła w znanym mu języku to zamieszanie skutecznie przykrywało wszelkie próby skradania się. Można było mieć nadzieję, że jeśli ktoś wybiegał by do ataku akurat z tej strony co akurat stał Duivel to by ten dostrzegł go na tyle aby strzelić do niego raz, może dwa zanim by doszło do zwarcia. Mgła bowiem skutecznie zasłaniała głębię mrocznego lasu przez co broń zasięgowa wiele traciła na swojej skuteczności. Nie dostrzegł nigdzie Tobiasa ani nikogo innego. Alezzia odkąd zniknęła we mgle wjeżdżając w nią w stronę polany też nie. Całe to zamieszanie jeszcze się pogłębiło gdy jeden z kuszników złapał się za głowę i coś zaczął krzyczeć przeraźliwie. Kamraci coś się go zaczęli pytać ale zaraz drugi z nich cofał się tyłem mamrocząc coś z przestrachem aż potknął się i upadł tyłkiem w przegniłe liście. Wodził dookoła wzrokiem jakby zewsząd spodziewał się ataku. Rumor się wzmógł gdy kolejny Tileańczyk zawył przerażliwie. Krzyczał zagłuszając wszystkich trzymając się za głowę. Aż zaczął drapać się po twarzy i wreszcie upadł i zwinął się w kłębek trzeąsąc się jak w febrze i płacząc jak dziecko.

                      Większość chyba już się wybudziła z tego transu jak nie za sprawą Stefana to swoich towarzyszy. Ten nie był pewien czy cokolwiek zrozumieli w reikspiel tak samo jak on nie rozumiał pytań czy okrzyków jakie od nich słyszał. Ale jakoś wspólnie wybudzili większość kolegów. Zaczęli z powrotem łapać za swoje ciężkie kusze, nakładać bełty gdy właśnie znów kolejna fala głośnego zagrożenia przerzedziła ich szeregi. Tileańczycy wodzili przestraszonym wzrokiem zarówno po sowbie nawzajem jak i otaczającym ich lesie. Ten był obojętny i niezmienny. W tych pradawnych drzewach o omszałych, zagrzybionych pniach stopniowo rozstapiających się w coraz gęstszej mgle coś się kryło. Jakież zagrożenie. Chyba wszyscy to już pojęli ale nadal nie mieli żadnego celu aby go ostrzelać. A teraz zabrakło porucznika jak i magiczki którzy do tej pory koncentrowali na sobie uwagę zwykłych żołnierzy i mówili im co mają robić.

                      - Słyszycie? Tam coś chyba jest! - powiedział niepewnie któryś z mieczników Theiss. Rzeczywiście inni też to usłyszeli. Jakby warczenie jakiejś dzikiej bestii. Ale gdzieś dalej, chyba od strony polany. Tylko w tej mgle w ogóle nie było wiadomo co to może być i gdzie dokładnie. Za to od strony polany dobiegło ich rżenie konia i jakieś stłumione odgłosy. Trudno było powiedzieć co to może być.

                      - Oni mówią, że coś widzieli! Jakiś potwór na nich skakał z wielkimi szponami! Coś tu musi być dookoła nas! - krzyknął Edgaro w reikspiel gdy chyba z pośpiesznej, chaotycznej rozmowy z kolegami coś mu się udało wyciągnąć co widzieli.

                      - Jak skakał?! Tu nikogo nie ma! Nikt nie skakał! Coś im się przywidziało! Pewnie popchnął jeden drugiego a teraz panikują! - krzyknął zdenerwowany Hugo. Sytuacja była niewesoła bo oddział bez przywódcy poszedł w rozsypkę. Zwłaszcza jak znaleźli się w tak nietypowej i zagmatwanej sytuacji.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • DekaresD Online
                        DekaresD Online
                        Dekares jako Dekares
                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                        #107

                        Słysząc kolejną absurdalną reprymendę od magiczki - za którą bądź co bądź nadstawiali wcześniej karku - w Stefanie zagotowało się porządnie. Podświadomie wiedział, że pewnie napyta sobie biedy, ale miał to gdzieś odpowiadając kobiecie całkowicie neutralnym tonem i na tyle głośno, żeby tylko ona i Duivel go słyszeli:

                        - Doskonale wiem jak ważne jest niepodważanie autorytetu dowódcy, Panno di Lucci. Ten autorytet dowódcy wpakował Pani dwa bełty z kuszy w plecy… Ale niech będzie, jak następnym razem jakiś oficer bez żadnego powodu, gadając bez sensu o zdradzie, każe Panią mordować to będę modelowym żołnierzem i wykonam jego rozkaz bez zadawania żadnych pytań.


                        Stefan nie tracił czasu na słuchanie opowieści o atakujących ich potworach, wiedział, że sytuacja była krytyczna, ludzie bez dowódcy zagubieni i gotowi jeszcze zrejterować. Oficerem nie był, ale wiedział, jakie dostali rozkazy od czarodziejki i choć mógł być na nią nieźle wkurzony, to nie miał zamiaru porzucić ani jej, ani będącego gdzie w okolicy Tobiasa. Widział nie raz swojego byłego dowódcę w podobnych sytuacjach i miał zamiar postąpić tak jak On by postąpił w podobnej sytuacji. Podbiegł do Edgaro i chwytając go za ramię rozkazał mu spokojnym tonem:

                        - Mamy rozkazy od di Lucci! Tłumacz Proszę! - po tym zakrzyczał donośnie robiąc odpowiednie przerwy, aby Tileańczyk mógł przetłumaczyć jego słowo swoim rodakom:
                        - Żołnierze! Wróg atakuje nas podstępnymi iluzjami, raz mamiąc nas przyjemnościami, raz próbując nas nastraszyć nieistniejącymi bestiami! Boi się stanąć z Nami do Otwartej Walki! Wie, że w niej nie ma z nami szans! - mówiąc ostatnie słowa zbliżył się do dotkniętych ostatnią przerażającą iluzją żołnierzy i chwycił jednego z nich za ramię w podbudowującym geście, rzucając mu jednocześnie wyzwanie:
                        - Od Was zależy czy jak banda tchórzy dacie się rozpędzić i zginiecie!? Czy staniecie razem do walki jak odważni żołnierze i zwyciężycie!?

                        Szybko odwrócił się w stronę, w którą pojechała czarodziejka i sięgając po swoją włócznię i tarczę zakrzyknął dalej:

                        - Di Lucci Walczy tam Sama! Jedna Kobieta przeciwko wszystkim Siłom Wroga! - odwrócił się ponownie do nich i szybko przebiegł wzrokiem po ich twarzach starając się dodać im odwagi. Miał nadzieje, że uda mu się to chociaż w jednej setnej tak jak robił to kapitan Steiner zagrzewając ich do ich ostatniej wspólnej walki:
                        - JA IDĘ DO NIEJ WALCZYĆ! PÓJDZIECIE ZE MNĄ?! - mówiąc te słowa odwrócił się i ruszył w kierunku polany biegiem razem ze swoim wiernym Azurem u nogi, nie patrząc czy któryś z żołnierzy ruszył za nim czy nie:
                        - ZE MNĄ! KTO PÓJDZIE ZE MNĄ!?

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • Pipboy79P Niedostępny
                          Pipboy79P Niedostępny
                          Pipboy79 jako Pipboy79
                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                          #108

                          Bestia była większa niż Tobias pamiętał. Śniła mu się przez wiele dni, od kiedy zostawił za Sobą rodzime strony, zostawiając je na pastwę degeneratów z Północnych pustkowi i ich bestii. Ale nawet we śnie nie była tak wielka, jak ta która gnała z rozwartą paszczą - pełną ostrych jak sztylety kłów - wprost na niego. Przez chwilę zwiadowca był pewien, że są to jego ostatnie chwile, że za moment te potężne szczeki zacisną się na jego miękki ludzkim ciele. Widział już jak giną w ten sposób ludzie, w fontannie krwi i wśród krzyków agonii.
                          Besta była przerażającą manifestacją agresji i brutalnej siły Boga Krwi. Oczy kipiały złośliwą inteligencją i wieczną nienawiścią. Niemal zahipnotyzowały Tobiasa, który poczuł silne ukłucie strachu, przez co chybił i strzała przeleciał tuż nad celem. Mięśnie łowcy na szczęście nie zawiodły go i zszedł z drogi kłapiącej potężnej szczęce o cal czy dwa.

                          Potwór sunął na przód - zaskoczony - że jego ofiara nagle zniknęła. Przebiegł kilkanaście jardów kiedy trafiła go strzała, warknął bo choć nie uczyniła mu wiele szkody, zirytowała go straszliwie. Widział jak jego cel - przyszły posiłek - wdrapuję się na drzewo, zarzucając wcześniej na nie - cokolwiek trzymał w górnej kończynie. Warknął kolejny raz, tym razem z wściekłości, że posiłek może mu umknąć. Zaczął się rozpędzać, na miękkim ale śliskim od wilgoci listowiu, z nozdrzy buchała mu gorąca para a z kłów obwicie ściekała plwocina i krew.
                          Jeszcze tylko jeden sus, i skok w kierunku człowieka, czuł jego strach i pot. W oczach bestii, zawładniętej żądzą mordu odbijał się kruchy człowieczek i znów wymachiwał przed Sobą jakimiś zabawkami. Na końcu jednej z nich coś zabłyszczało, odbijając światło. Ale szczęki były już tak bardzo blisko, już czuł słodki smak mięsa...

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • CioldanC Niedostępny
                            CioldanC Niedostępny
                            Cioldan jako Cioldan
                            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                            #109

                            Duivel nie był w stanie zrozumieć magini. Według niego to było ważne żeby podkreślić zły stan psychiczny jednego z dowódców, a na pewno namieszanie mu w głowie przez przeciwnika. Tłumaczenie Alezzi jakoś nie sprawiało żeby czuł, że Ferro na sto procent nie zrobiłby tego w pełni świadomy. Uśmiechnął się wcześniej lekko po komentarzu Stefana. Nie był też w stanie zrozumieć decyzji jedynej pozostałej dowodzącej o odłączeniu się od grupy i pognaniu w samotności we mgłę. Myślał, że to może chodzić o Tobiasa, jednak wątpliwe, żeby magini widziała przez tę mgłę.
                            Gdy Stefan zaczął przemawiać stanął obok niego aby pokazać swoje poparcie. Po pierwszym okrzyku pytającym czy ktoś pójdzie ze zwiadowcą, sam też krzyknął

                            - CHODŹMY WSZYSCY!!!

                            i podniósł rękę wysoko do góry zaciśniętą w pięść. Po drugim pytaniu, wyciągnął łuk i ruszył w stronę w którą pognała di Lucci na swoim koniu, wypatrując wrogów, a także nasłuchując warczenia zwierząt aby być gotowym do ataku. Nie musiał jakoś wyjątkowo się wysilać by nadążyć za Stefanem w biegu, dlatego trzymał swój łuk i jedną strzałę w jednej ręcę aby w razie pojawienia się wroga szybko zareagować.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • Pipboy79P Niedostępny
                              Pipboy79P Niedostępny
                              Pipboy79 jako Pipboy79
                              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                              #110

                              Oryginalny tytuł: Tura 23 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

                              Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                              Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
                              Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                              Główna grupa

                              - Dobra, chodźmy chłopaki. Nie ma co milady zostawiać samej. - efekt przemowy Stefana wyszedł raczej skromnie. Nie był on przecież wyznaczonym przez zwierzchniczkę dowódcą, ani oficerem, ani nawet sierżantem. Był jednym z wielu wojakow jacy zaciągnęli się na tą nową wojnę pod sztandary górskiego margrafa. Pod względem rozpoznawalności czy renomy dopiero wojskowa brać raz miała okazję go poznać gdy młoda szefowa pochwaliła jego i Tobiasa na apelu przed rozpoczęciem drogi powrotnej do Lenkster. Co mogło mu dodać kroplę autorytetu ale w tym mrocznym, zamglonym lesie, gdzie mierzyli się z nadprzyrodzonymi mocami jakich śmiertelnicy obawiali się masowo wcale nie ułatwiało mu to zaprowadzenie porządku w rozbitym oddziale.

                              https://i.imgur.com/JNKvvqI.jpg

                              Blondwłosy elf spróbował jednak wesprzeć go słowem i gestem nawet jeśli obaj mogli mówić bezpośrednio tylko do tych czterech imperialnych jacy mówili w reilspiel. Ci popatrzyli po sobie jakby naradzali się spojrzeniami po czym Hugo przemówił w imieniu ich wszystkich. Nie tryskali entuzjazmem ale widocznie uznali, że tak trzeba i imperialna karność wzięła u nich górę.

                              Ale oni stanowili dość małą część całej grupy. Większość stanowili tileańscy kusznicy a z nimi można się było porozumieć tylko przez kilka osób. Do tej pory porucznik Ferro znał reikspiel na przyzwoitym poziomie na tyle, że komunikacja w obie strony była możliwa. Do tego miał autorytet u swoich ludzi więc słuchali się jego poleceń i trudno było im przypomnieć sobie aby podczas krótkiej znajomości od walk na Mglistych Bagnach były jakieś przypadki niesubordynacji w jego oddziale. Przynajmniej wtedy gdy Stefan czy Duivel akurat byli w ich pobliżu i dało się coś zrozumieć z mowy ciała czy mimiki. Ale teraz porucznik leżał na przegniłej ściółce powalony ostatnimi wydarzeniami. Była jeszcze magister de Lucci. Mimo wielu lat spędzonych w Imperium na naukach była rodowitą Tileanką więc bariera językowa z pobratymcami dla niej nie istniała. Nie miała swojego oddziału a do tej misji została niejako przydzielona jako doradca do spraw nadnaturalnych dla porucznika Ferro. Jak się okazało jednak w krytycznej chwili potrafiła zapanować nad oddziałem złożonym w przeważającej większości z jej krajan. Teraz jednak dostrzegła we mgle jakieś nieznane reszcie zagrożenie i pomknęła mu naprzeciw znikając reszcie z pola widzenia. Więc w roli tłumacza został tylko Edgaro który był prawą ręką porucznika Ferro i reikspiel to chyba znał lepiej od niego. Tyle, że nie był ani dowódcą ani mówcą. I nawet jak tłumaczył słowa Stefana na swój rodzimy język to dało się wyłapać, że brak mu charyzmy w głosie i twarzy. W zestawieniu z tą nietypową i niebezpieczną sytuacją efekt jaki tłumaczona przemowa Ostlandczyka wywarła na Tileańczykach był mierny. Popatrzyli po sobie, pomruczeli coś naradzając się ale ostatecznie zdecydowali się zostać na miejscu aby popilnować porucznika i ogłuszonego kolegi.

                              Ostatecznie więc z dwójką zwiadowców ruszyła czwórka szermierzy Theiss dowodzonych przez kaprala Hugo. Zagłębiając się w mglisty las usłyszeli za swoimi plecami kolejny krzyk przestraszonego człowieka. I inne jakie pewnie chciały o coś zapytać, wyjaśnić czy przekonać siebie nawzajem. Trudno było się zorientować jak się nie znało języka a drzewa i mgła już zaczęły wytłumiać i zniekształcać te krzyki. Po jakimś czasie skończyły się. Ale wybuchły na nowo tylko wtedy mniejsza grupka oddaliła się już na tyle, że w ogóle trudno było coś wyłapać poza tym, że coś tam się dzieje.

                              Tobias

                              Tobias szybko pożałował, że nie pozbył się łuku i zostawił sobie tylko jedną wolną dłoń do wspinaczki. Nawet chwilowe łapanie za tą broń i próba zawieszenia go na którejś z sękatych, omszałych gałęzi powodowała, że musiał się na chwilę zatrzymać, rozejrzeć za taką gałęzią po czym złapać za łuk i podrzucić go wyżej. A bestia nie próżnowała i nie miała takich skrupułów. Wydawała się istnieć po to aby ścigać i rozszarpywać swoje ofiary. Chociaż piekielny stwór wydawał się kształtem mniej więcej przypominać ogara czy wilka to jednak nie miał takich ograniczeń jak te żywe stworzenia spod patronatu dobrych bogów. Stwór bez wahania odbił się od ziemi, poszybował w górę i Tobias usłyszał trzaśnięcie krwawych szczęt tuż pod swoją stopą jaka akurat była niżej. Tyle, że potwór nie odpadł od drzewa tak jak to by pewnie było gdyby miał do czynienia z psem lub wilkiem. Wtedy ukrycie się na drzewie jak najbardziej miało sens. Tym razem te nawyki wyniesione z leśnej kniei zawiodły myśliwego. Bo poczwara wszczepiła się swoimi piekielnymi pazurami w korę i drewno. Słyszał jak drewno trzeszczy i pęka gdy nadnaturalne pazury przebijają je bez trudu i wbijają się w nie na tyle mocno, żeby utrzymać nienaturalne cielsko. Z planu aby ostrzelać z góry bestię, z w miarę bezpiecznej odległości nic nie wyszło bo ta żwawo podjęła pościg po tym drzewie. Ale chociaż był to główny przeciwnik Tobiasa to nie jedyny.

                              https://i.imgur.com/lsiLgQi.jpg

                              - No i po co to odwlekasz? I tak ci się nie uda. - skrzydlata tancereczka trzepotała swoimi skrzydłami w zwiewnym, powietrznym tańcu. Trzymała się o przysłowiowy krok czy dwa od Ostlandczyka. Gdyby ten miał wolne ręcę mógłby próbować ją czymś rzucić ale jak się wspinał i to na czas to była poza jego zasięgiem.

                              - On się nigdy nie męczy i zawsze odnajduje swoją ofiarę. A potem zawsze ją rozszarpuje. Nie miej mu za złe. To nic osobistego. Taką ma naturę. - tancereczka wydawała się mieć niezły ubaw z tego widowiska. Ale nie była tak całkiem bezstronna. Od czasu do czasu zrywała jakieś liście czy gałązki z drzewa i ciskała je w twarz ludzkiego wspinacza utrudniając mu to zadanie jeszcze bardziej.

                              - Ale sam jesteś sobie winny. Mogłeś być teraz z nami. Ze mną i moją panią. Ona jest taka piękna! Wiesz jaka jest kochana jak kogoś polubi? Co potrafi zrobić w miłości i dla miłości? Ale ty ją odrzuciłeś potworze! Jak mogłeś! A masz za swoje! - wydawało się, że skrzydlata istotka szybko potrafi przejść od zachwytu nad pięknem swojej pani do nienawiści dla kogoś kto odrzucił jej zaloty. Na koniec podleciała prawie pod samą twarz i Tobiasa i chuchnęła. Owionął go słodki nektar jakiś pięknych perfum, że aż kichnął i zakręciło mu się w głowie od obietnicy kobiecych rozkoszy jaki niósł ze sobą. Nawet to, że rozpaczliwie zdawał sobie sprawę, że traci przewagę zasięgu i ta bestia całkiem szybko go dogania nie było w stanie go wyrwać z chwilowego stuporu. Gdy się przemógł, wciąż mrugał oczami, na w pół ślepo sięgnął po kolejną gałąź dłonią, podciągnął się ale coś poszło nie tak. Usłyszał trzask, instynktownie poczuł jak się ześlizguje, jeszcze ostatnie kurczowe chwytanie się mokrej kory i poczuł jak leci. Widział jak przegniła ściółka zbliża się zdecydowanie zbyt szybko a zaraz potem było gruchnięcie o ziemię jakie wybiło mu powietrze z płuc. Jęknął bezgłośnie krzywiąc się bolesnie na moment sparalizowany. Widział sękate, omszałe drzewo po jakim się wspinał i właśnie z niego zleciał. Ale to ruch przypomniał mu o co toczy się gra. Ruch czerwonego kształru jaki odwrócił się ku ziemi i zawarczał rozeźlony, że zwierzyna jaką miał już prawie w swoich krwawych szczękach co prawda niechcący ale jednak wymknęła mu się w ostatniej chwili.

                              - Ale z was nieudacznicy. Wszystko musze robić sama! - pisnęła zdegustowana tancereczka jaka pojawiła się wysoko nad poziomem ziemi ale wydawała się być rozczarowana, że to krwawe widowisko nie miało jeszcze swojego punktu kulminacyjnego. Po czym gdzieś śmignęła między drzewami niczym szybki, zwinny ptaszek znikając Tobiasowi z pola widzenia. Ten jednak złapał już oddech. Ale i bestia też już ochłonęła z zaskoczenia. Jednym susem wylądowała na ziemi i znów znalazła się na tym samym poziomie co śmiertelnik. Tylko ten znów nie miał przy sobie łuku i leżał plecami na ziemi ze świeżymi dolegliwościami od upadku. Ale w tym momencie usłyszał głos w reikspiel.

                              - Tam jest! - jak się odwrócił to dojrzał grupkę piechurów jacy biegli w jego stronę. Tyle, że bestia warknęła i ruszyła do szarży na niego a miała znacznie bliżej do niego niż oni no i była znacznie szybsza.


                              Mecha 23

                              Wspinaczka na drzewo (KRZ + Wspinaczka)

                              Tobias 40-5=35; rzut: https://orokos.com/roll/994603 97; 35-97=-62 > du.por = spada

                              Flesh Hound 50; rzut: https://orokos.com/roll/994604 65; 50-65=-15 > ma.por


                              Stefan, Duivel i szermierze

                              Początkowo szli przez ten zamglony las. Bo odgłosy jakie słyszeli były na tyle słabe, że szybsze tempo mogło je zagłuszyć. Nawet trzeba było przystawać co jakiś czas i nasłuchiwać aby zdecydować w którą stronę iść bo wydawało się, że odgłosy, oprócz tych co chyba powinny dochodzić od grupy Tileańczyków to dochodziły z więcej niż jednej strony. Ale jednak chyba się zbliżali bo jakieś warczenie czy trzaskanie gałęzi robiło się coraz głośniejsze. To mogli przyspieszyć. Ta mgła jednak pozwalała coś dojrzeć na dwa tuziny kroków dookoła i stopniowo gęstniała na tuzin kolejnych. A przynajmniej tak im się wydawało. Utrudniało to dostrzeżenie w niej czegoś póki się nie było w miarę blisko.

                              - Tam jest! - krzyknął któryś z mieczników pokazując kierunek swoim mieczem. Ale chyba wszyscy dojrzeli, że z jednego drzewa coś odpadło z góry i z dziwnie ludzkim krzykiem gruchnęło na ziemię. Rzucili się do przodu bo wydawało się, że to jakiś człowiek. Ale, że leżał na ziemi wsród ściółki i niezbyt się ruszał to niewiele było widać. A tym bardziej kto to może być.

                              - O matko! Co to jest!? - krzyknął miecznik przestraszonym głosem. Bowiem coś znów spadło z drzewa. Czy raczej zeskoczyło. Coś czworonożnego, o czerwonej skórze i płonących piekłem goręjących ślepiach. To coś zawarczało gardłowo obnażając kły stworzone do rozszarpywania krwawego mięsa. Zdecydowanie nie wyglądało to na naturalne stworzenie. Cała scena na moment zamarła jakby śmiertelnicy obawiali się drgnąć aby zwrócić na siebie uwagę bestii. I to ona ruszyła się pierwsza. Skoczyła naprzód ale czy chciała dopaść tego leżącego czy ruszyć na nich tego nie było wiadomo. Stefan i Duivel po momencie zwątpienia i zaskoczenia wzięli się w garść. Hugo i towarzysze jednak mieli mocno niepewne miny i woleliby chyba teraz być znacznie gdzie indziej. Oprócz jednego.

                              - Jaka ona piękna! - żołnierz westchnął rozmarzonym wzrokiem i zakochanym spojrzeniem jakby spotkał swoją ukochaną.


                              Mecha 23

                              Test strachu (SW)

                              Stefan 30; rzut: https://orokos.com/roll/994607 14; 30-14=+16 > ma.suk = chwila wahania ale bierze się w garść

                              Duivel 40; rzut: https://orokos.com/roll/994608 20; 40-20=+20 > ma.suk = chwila wahania ale bierze się w garść

                              Miecznicy 35; rzut: https://orokos.com/roll/994609 81; 35-81=-46 > śr.por = obawa i stres, mod -5

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • Pipboy79P Niedostępny
                                Pipboy79P Niedostępny
                                Pipboy79 jako Pipboy79
                                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                #111

                                Tego, że bestia potrafi się wspinać Tobias nie przewidział. Czuł że przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę za tą pomyłkę. Ale nie zamierzał się poddawać i parł w górę najszybciej jak się da. Mała dziwka Chaosu latała mu nad głową sfrustrowana, skrzecząc do jego ucha przekleństwa, podleciała w końcu przed twarz łucznika i wypełniła jego nozdrza jakimś pyłem ze Swoich małych ohydnych płuc. Aż się Tobiasowi zakręciło w głowie. Chwycił za następną gałąź i już miał się podciągnąć, kiedy usłyszał - najpierw stęknięcie gałęzi - a za chwilę trzask pękającego drzewa. Zmełł w ustach przekleństwo kiedy zaczął nieubłaganie spadać. Widać Bogowie nie byli po jego stronie, albo bogowie Chaosu mieli tu więcej mocy. Mimo miękkiego listowia, uderzenie o ziemię sprawiło że z jękiem stracił całe powietrze w płucach. I nie miał przez chwilę sił, by nabrać je ponownie. Czuł że się dusi, a kiedy wreszcie udało mu się złapać haust, usłyszał warknięcie bestii i widział niewyraźnie jak odrywa się od pnia drzewa i zeskakuje, zbyt blisko Tobiasa. Strach napełnił serce zwiadowcy, ale ciało, mięśnie wykonały Swoją robotę bezbłędnie. Instynkt łowcy sprawił że mimo bólu wstał obracając się z pleców, podpierając się jedną ręką, gdy w tym samym czasie druga wyjęła nóż zza paska. Gdy wstawał widział niewyraźne sylwetki mężczyzn zbliżających się do niego. I być może ten fakt dał mu dwa, trzy oddechy więcej przed szarżą bestii, gdyż i ona ich dostrzegła i na moment się zawahała.
                                Na moment. Gdy już ruszyła z obnażonymi kłami Tobias przeczuwał, że to są jego ostatnie chwilę. Że to tu się wszystko skończy, w fontannie krwi, z trzaskiem łamanych kości, sykiem rozrywanego mięsa. Ale jak ma zginąć, mógł chociaż spróbować zabrać ze sobą Swojego zabójcę.
                                Poczuł jak jego nóż zagłębił się w ciele bestii tuż za jej głową, nie tak głęboko jakby sobie życzył. Łuski stwora były twarde i stanowiły dobrą ochronę, Tobias jak miał nadzieję na zabicie bestii musiał celować w otwarty pysk bądź oczy. Besta zaś nie miała problemów z miękkim ciałem człowieka, i choć zęby trafiły w pustkę, łapa uzbrojona w ostre pazury trawiła łowcę w bok rozrywając kaftan. Krew trysnęła na ziemię kiedy człowiek i zwierzę się mijali. Tobias zagryzł wargi i mocniej ścisnął nóż, kiedy bestia odwróciła się ku niemu i zaszarżowała ponownie.
                                Tobias słyszał okrzyki mężczyzn którzy się zbliżali i zastanawiał się, czy uratują go, czy zaledwie pomszczą...

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • CioldanC Niedostępny
                                  CioldanC Niedostępny
                                  Cioldan jako Cioldan
                                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                  #112

                                  Duivel przeklął tylko po elficku gdy usłyszał od Edgaro, że kusznicy zostają w miejscu. Najgorszy scenariusz się spełnia. Grupka jest coraz mniejsza i coraz bardziej rozbita. Na domiar złego, jak już ruszyli w stronę odgłosów jakiegoś zwierza przypominające odgłosy psa, za ich plecami zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Okrzyki tileańczyków brzmiały przeraźliwie i nawet brak zrozumienia słów nie przeszkadzał w zrozumieniu, że tamci wojacy byli znów przestraszeni. "Pewnie znowu wiedźma ich opętała..." - pomyślał. Na chwilę okrzyki ustały, jednak zaczęły się na nowo, gdy grupa dwóch zwiadowców oraz czterech szermierzy była już na tyle daleko, że ciężko było już się nawet domyśleć o co chodzi. Znów ktoś manipuluje myślami, a może coś ich zaatakowało i wołają aby zawrócić. Niestety nie było szans się dowiedzieć, a może już nigdy się nie dowiedzą.
                                  Podczas szybkiego marszu, zewsząd zaczęły ich dochodzić złowrogie odgłosy. Jednak kierunek jaki obrali wcześniej, okazał się słuszny. Łamane gałęzie i warczenie były już wyraźne. Nagle jakaś postać spadła z drzewa, a moment później straszliwa bestia zeskoczyła na ziemię. Duivel był w szoku. Przerażające zwierzę sprawiło, że elf stracił jakby kontakt z rzeczywistością. Na szczęście przypływ adrenaliny wybudził go z hipnotycznego stanu i natychmiastowo złożył się do strzału, wycelował i wystrzelił wprost w piekielne stworzenie.
                                  Stwór się ruszył, a elf nie wiedział do końca czy trafił. Szybko się rozejrzał czy w pobliżu nie ma innych podobnych zwierzów, albo może wiedźma. Zobaczył, że jeden z mieczników całkiem odpłynął i wyciągając kolejną strzałę krzyknął

                                  - kapralu!! WYBUDŹ towarzysza i biegnijcie na bestię!!!!

                                  Sam ustawił się w dogodnym miejscu i gdy bestia z Tobiasem na chwilę zatrzymali się w śmiercionośnym tańcu, wycelował i wystrzelił kolejną strzałę....

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • DekaresD Online
                                    DekaresD Online
                                    Dekares jako Dekares
                                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                    #113

                                    Stefan dał się ponieść chwili i biegł wolno w głąb puszczy, jednocześnie zagrzewając resztę do podążania za nim. Szybko jednak przystanął w mgle rozglądając się za jakimikolwiek śladami de Lucci bądź kogokolwiek innego. Zatrzymując się po raz pierwszy obejrzał się za siebie, aby sprawdzić czy ktoś w ogóle za nim podążył. Widok, który ujrzał za sobą, był w pierwszej chwili budujący, udało mu się pociągnąć za sobą ludzi! Jednak wystarczyło kilka sekund, żeby się przekonać, że z mgły nie wyłaniają się kolejne postacie, że jest z nim tylko Duivel i czterech imperialnych mieczników… .

                                    - Cholerne tchórze z południa! - pomyślał zawistnie, wściekły na kuszników zostawiających ich samych w walce. Miał nadzieję, że ci przynajmniej zdołają utrzymać pozycję, na której zostali i nie rozpierzną się albo co gorsza nie zostaną zaatakowani i wybici… .

                                    Szybko odepchnął od siebie te przemyślenia koncentrując się na tu i teraz, miał tylu ludzi ilu miał i musiał sobie z nimi dać radę. Cieszył się z obecności Duivela, ten był dobrym zwiadowcą i choć nadal miał co do niego pewne obawy to podczas obecnej wyprawy sprawdzał się dobrze i miał nadzieję, że uda im się dobrze współpracować. Posłał elfowi wymowny uśmiech jednocześnie pokazując mu ślad na leśnym runie, który chwilę wcześniej zobaczył, aby ten ocenił go swym elfim okiem. Po tym spojrzał na mieczników i odezwał się do nich najspokojniejszym tonem, na jaki było go stać w obecnej sytuacji:

                                    - Miło widzieć Panowie, że zdecydowaliście się dołączyć, jak widać nasi przyjaciele z południa woleli zostawić poważną walkę nam imperialnym…ich strata.

                                    Po chwili ruszyli dalej wolniejszym tempem kierując się coraz wyraźniejszymi odgłosami.
                                    Przy jego nodze dreptał spokojnie z nosem przy ziemi Azur, pies na szczęście uspokoił się w miarę po ostatnich przeżyciach i nie szczekał ciągle. Otaczający ich złowieszczy las coraz mocniej starał się przytłoczyć Stefana swoim ponurym wyglądem jednak ten nie pozwolił sobie na to odganiając strach modlitwą do Sigmara.
                                    Choć odgłosy które słyszeli stawały się coraz bardziej wyraźne a Stefan nauczył się polegać na swoim słuchu, to w pewnym momencie pochylił się do swojego psa chcąc pogłaskać go i zachęcić do szukania śladów. Nie zdążył tego zrobić ponieważ jeden z mieczników zaczął krzyczeć i pokazywać kierunek swoim ostrzem. Zobaczył tam spadającego na ziemię człowieka i tak jak reszta ruszył natychmiast w tamtym kierunku chcąc rozpoznać sytuacje.
                                    Wtedy ujrzał To, potwora z piekła rodem. Stefan zamarł niczym trafiony piorunem momentalnie czując się na powrót niby małe dziecko w lesie które ze swoim towarzyszem zabaw zawędrowało w miejsce w którym nie powinno ich być i zaraz zostanie za to ukarane. Wtedy rzucił się do ucieczki i dlatego przeżył, teraz zapewne powinien zrobić dokładnie to samo… .
                                    -NIE! - wykrzyczał do siebie w myślach - Nie jestem już dzieckiem, dzieci uciekają przed potworami, mężczyźni zabijają potwory.
                                    Powtarzając sobie te słowa w głowie, wbrew wszelkim wewnętrznym instynktom krzyczącym do niego aby uciekał ile sił w nogach postawił pierwszy krok w kierunku bestii i jej zwierzyny. Wydawało mu się, że ten pierwszy krok zabrał mu całą wieczność, w rzeczywistości wszystko zabrało pewnie tylko ulotną chwilę po której Stefan Jeager biegł już w kierunku bestii najszybciej jak potrafi, wzywając resztę do walki:

                                    - ZA MNĄ SYNOWIE SIGMARA! ZA IMPERIUM!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • Pipboy79P Niedostępny
                                      Pipboy79P Niedostępny
                                      Pipboy79 jako Pipboy79
                                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                      #114

                                      Oryginalny tytuł: Tura 24 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

                                      Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                                      Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
                                      Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                                      Główna grupa

                                      - Myślicie, że to koniec? Już po nim? - wysapał zdyszany miecznik rozglądając się dookoła. Widział pewnie to samo co inni. Ponury, mroczny las przetkany gęstą mgłą. Ale wiedzieli, że nie o las pyta. Tylko o tą poczwarę z jaką właśnie walczyli. Potwór wydawał się być stworzony do walki. Nawet gdy do został osaczony przez kilku przeciwników nadal walczył jak nieustraszony. Aż po którymś tam ciosie coś błysnęło, zasyczało a monstrum znikło przy piekielnym smrodzie siarki albo podobnego plugastwa. Nie zostało żadne truchło jak z cielesnego przeciwnika. Tylko ten rozwiewający się obłok drażniącego nozdrza dymu. Cała grupka rozglądała się dookoła czy to już na pewno koniec. Oby! Walka bowiem okazała się brutalna i bezpardonowa.

                                      Stefan chociaż nie był dowódcą spróbował dać przykład i rzucił się w kierunku człowieka walczącego z piekielną bestią w kształcie wilka lub podobnego czworonoga. Ruszył do przodu ale miecznicy jeszcze zwlekali. A może po prostu chcieli poczekać aż Hugo ocuci śliniącego się w słodkim uśmiechu kolegę. Szybko mu jednak poszło i Ostlandczyk słyszał jak ci zaczynają biec za nim. Chociaż niechcący przez tą zwłokę wysforował się na prowadzenie. Co jakiś czas słyszał świst gdy strzała elfa wyprzedzała go bez trudu. Nawet widział jak raz czy dwa pierzaste pociski elfa zrykoszetowały od jego grzbietu. Ale chociaż raz długa strzała uktwiła w boku poczwary.

                                      Duivel swoim łucznictwem nie przynosił wstydu swojej nacji. Ale jednak strzelał w trudnych warunkach. Poczwara cały czas była w ruchu i skoczna gdy probowała rozszarpać człowieka. Czy to nie był Tobias? Wydawał się być podobnie ubrany ale pewności nie miał zwłaszcza, że tamten też był w ruchu i tyłem do niego. Elf musiał uważnie celować aby nie trafić w plecy biegnących kolegów co biegli na pomoc zaatakowanemu jak i samego zaatakowanego. Musiał ostrożnie wybierać moment do strzały gdy chociaż na chwilę widział czysty strzał. Ale i tak chociaż posłał kilka strzał to tylko raz był pewny, że na pewno trafił i coś zrobił potworowi bo strzała wbiła się w bok i stwór zawarczał ze złości czy bólu a z rany trysnęła świecąca jak magma krew. Inne strzały albo chybiały, albo szły rykoszetem albo nie był już tak pewien czy coś zrobiły tej bestii.

                                      Łucznik skoncentrowany na tym uważnym strzelaniu nie zauważył co się właściwie stało. Poczuł jak stają mu włoski na karku i zamrugał powiekami. Zachwiał się jakby nagle zrobił się bardzo pijany i miał trudności z ustaniem na nogach. Z widzeniem też. Ramiona też osłabły i miał kłopot z naciągnięciem cięciwy. Ale mimo to starał się wspomóc strzałami walkę swoich kolegów. Już widział jak Azur wyrwał do przodu i pierwszy dopadł bestii. Widział jak pies Stefana na krytyczny moment ściągnął na siebie szczęki potwora. I jak już chwilę potem za to zapłacił odskakując z zakrwawionym bokiem gdzie użarło go monstrum. Skowyt uciekającego psa zlał się w głowie elfa z krzykami walczących mężczyzn. A on wciąż próbował zwalczyć tą nagłą słabość i robić swoje.

                                      Tobias miał jak najbardziej osobistą perspektywę. Na przeciwko siebie miał łeb gadziej bestii jaka próbowała go rozszarpać swoim piekielnymi szczękami i pazurami. Z bliska widział, że stwór już ma rany. Jak jakieś przypalenia czy cięcia. Widział jak poprzez czerwoną, jakby gadzią skórę te świeże rany wręcz świecą od piekielnej krwi jaka z nich wyciekała. Ale nawet jeśli potwór wcześniej oberwał to niestety dla Ostlandczyka nie wyglądało aby z tego powodu osłabł albo zwolnił. Nie, zdecydowanie nie. Atakował go z pełną zajadłością. Jego własny sztylet wydawał się mizerną bronią przeciwko tak masywnej bestii jaka dorównywała wielkością kucowi. Ale nic innego nie miał. Więc próbował dźgać i ciąć tym swoim jedynym pazurem tam gdzie mu się udało. I nawet mu się udawało. Tam zadrasnął czaszkę potwora, tu wbił mu stal w bark, tam dźgnął go w pierś. Ale chociaż widział jak jażąca się krew tam się pojawia to wyczuwał, że nie są to poważne rany. Zaś stwór szarpnął go raz. Złapał za ramię i Tobias wrzasnął boleśnie. Zdołał je wyszarpać a może to bestia go puściła. Może dlatego, że pies Stefana wpadł w nią z impetem chyba nieco ją zaskakując. Azur był całkiem dorodny jak na bojowego psa wypadało. Ale przy tej psokształtnej bestii wyglądał jak żałosna miniaturka. Odciągnął na moment jej uwagę od Tobiasa a ten czuł jak bardzo osłabł. Jego ciosy już nie miały tyle siły, zdecydowania i precyzji co na początku walki. Wraz z wyciekającą posoką tracił siły i życie. Ale nie był sam. Słyszał nadbiegającą odsiecz. Musiał tylko wytrwać do tego momentu. Ale czy wytrwa?

                                      Osłabiony bólem znów ciął swoim nożem potwora z gorejącymi piekłem ślepiami. Nawet trafił ale widział, że tylko zarysował skórę. Piekielna istota skoncentrowała się na Azurze i szybko był tego efekt. Gdy pies śmiertelników dziabął swoimi szczękami wyszarpując kawałek ciała to ten mu się odwinął. Tyle, że był większy i silniejszy to i rana była poważna. Tobias widział jak pies zawył z bólu a na jego boku pojawiła się krwawa wyrwa. Skomląc uciekł z pola widzenia. Ale kupił mu ten kluczowy czas. W bestię teraz wbił się jakiś włócznik. Zasłaniał się tarczą i próbował dźgać stwora włócznią. Osłabiony bólem Tobias ledwo rozpoznał w nim Stefana.

                                      - Karl, zabierz go stąd! - usłyszał jak ktoś zza jego plecami krzyczy. I do walki dołączyła trójka mieczników Theiss. We czterech razem ze Stefanem osaczyli potwora. Ale to jeszcze nie oznaczało końca walki.

                                      - Chodź tu! Wyciągnę cię z tego! - jeden z żołnierzy z całkiem młodą twarzą złapał go za brygantynę i zaczął wlec po ziemi aby go odciągnąć spoza zasięg walki. Tropiciel czuł jak pod tyłkiem i nogami szura po mokrej ziemi i przegniłej ściółce ale krok za krokiem oddalali się od serca walki.

                                      Stefan zaś widział jak Azur bez trudu wyprzedza biegnących dwunogów. Widział jak atakuje poczwarę i chociaż chyba dziabnął ją raz czy dwa to jednak sam też oberwał. Psie skomlenie obwieściło w tym mrocznym lesie poważną ranę jaką otrzymał. Chwilę później i on sam dopadł bestii. Udało mu się zadrasnąć jej grzbier czubkiem włóczni. Ale skierował jego uwagę na siebie. Widział, że z jej boku sterczy długa strzała a potwór nosi rany jakie wyglądały na świeże. Tyle, że chyba nic sobie z nich nie robił. Dalej warczał i atakował bez tchu i wahania. Zaraz potem trójka mieczników wsparła włócznika. We czterech udało im się osaczyć bestię. Z której strony by się nie odwróciła to próbowały ją dźgać jak nie włócznia to miecze. Do tego jej przeciwnicy mieli tarcze jakimi potrafili się posługiwać i to też poczwarze utrudniało dobranie się do któregoś z nich. Ale nie uniemożliwiało. Jeden z szermierzy przekonał się gdy był ciut za wolny. Zrobił wypad mieczem a bestia niespodziewanie mu się odwinęła, skoczyła i bez trudu przegryzła się przez kolczugę docierając aż do żywego ciała. Mężczyzna krzyknął i upadł na plecy. Gdyby był sam to potwór pewnie rozszarpałby go na strzępy. Ale gdy miał jeszcze trzech innych przeciwników jacy atakowali go jednocześnie nie mógł sobie na to pozwolić.

                                      Tobias już został odwleczony kawałek od walki i też widział to wszystko. Gdy niespodziewanie żołnierz jaki go ciągnął puścił go na ziemię i zamachał rękami jakby odganiał się od natrętnego owada. - Co jest?! - krzyknął zdziwiony. Leżąc na ziemi łucznik widział nawet jakiego. Niewielka, zwinna istotka ze skrzydłami i wdziękiem pięknej tancerki latała tuż poza zasięgiem ramion miecznika. Żołnierz wydawał się przy niej duży i niezdarny więc w końcu skrzydlata panienka czmychnęła pod jego ramionami i przywarła do jego szyi jakby chciała go czule przytulić. Wojak zamrugał oczami i znieruchomiał jak sparaliżowany.

                                      - Zabieraj się! - krzyknął dwa szybkie oddechy później i zrobił gest jakby chciał złapać i odrzucić natręta. Ale nie zdążył. Istotka bez trudu uniknęła tego powolnego dla niej ataku i odfrunęła znów poza zasięg jego ramion.

                                      Gdzieś w tym momencie właśnie coś błysnęło i wybuchnęło gryzącym dymem. Gdy po raz kolejny jeden a potem drugi miecznik wrażyli swoje miecze w cielsko z nie z tego świata. Teraz cała grupka stała i rozglądała się czy to już koniec. Bo czworonożnego truchła coś nigdzie nie było widać. Ciężko raniony żołnierz szedł koślawym krokiem aż oparł się plecami o jakieś drzewo i trzymał za zraniony bok. Ale żadnego przeciwnika coś nie było widać. Nawet ta mała latająca skorzystała z zamieszania i gdzieś zniknęła.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • CioldanC Niedostępny
                                        CioldanC Niedostępny
                                        Cioldan jako Cioldan
                                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                        #115

                                        Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                                        Czas : 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
                                        Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                                        Duivel wymierzył w bestię, ale musiał ciut się wstrzymać, bo Stefan od razu ruszył do przodu, zachęcając mieczników do dołączenia do niego. Ci jeszcze się ogarniali, a elf zrobił krok w bok i posłał pierwszą strzałę. Był już niemal pewny, że to Tobias spadł z drzewa, a utwierdził go w tym szybko bieg drugiego z łowców. Reszta towarzyszy również wystartowała w kierunku piekielnego ogara i prawdopodobnie ich towarzysza. Musiał się przesuwać to w lewo, to w prawo, aby nie strzelić nikomu w plecy, ale również nie chciał przypadkiem trafić w osobę będącą w zwarciu z tym przerośniętym psem.
                                        Tak się skupił na wyszukiwaniu celu, że nie zauważył jak go ktoś omamił. Niby stał na nogach, wiedział dalej co robi, jednak czuł się trochę jakby wypił za dużo krasnoludzkiego ale. Lekko się chwiał, wzrok miał mętny, a i strzały wylatywały nieco wolniej, jakby stracił trochę siły.
                                        Po brutalnej scenie walki, odnieśli zwycięstwo i elf dziękował w głębi serca Sarriel, że tylko jeden ogar się pojawił. Gdy tylko opętanie go opuściło, od razu pobiegł ile sił w nogach do reszty towarzyszy. Szybko zorientował się, że łuk Tobiasa utknął na drzewie, ale przede wszystkim, jeśli mieli iść dalej, trzeba było opatrzeć rannych towarzyszy.

                                        - Wszyscy żyjemy, oby tak dalej! Widzę, że mamy trzech rannych, tylko gdzie ten bohaterski pies? Pomóżcie mi opatrzeć rannych, później wejdę po łuk na drzwo, a Stefan, Ty znajdź wtedy swojego psa, jego też trzeba opatrzeć.. - powiedział pewnym głosem elf. Wiedział, że nie ma żadnego dowódcy, także trzeba szybko podejmować decyzję i ruszyć w stronę polany w celu namierzenia świetlistej Pani

                                        .
                                        Po udzieleniu pierwszej pomocy, Duivel wdrapał się na drzewo po broń towarzysza broni. Niestety nie mieli możliwości by doprowadzić poszkodowanych do pełni zdrowia, ale zatamowanie krwawień już wiele dawało. Elf przyjrzał się okolicy, wyglądał za sojusznikami, bądź wrogami. Z rozmów między miecznikami wywnioskował, że mieli dwóch przeciwników i to pewnie ta latająca mała lafirynda go zaczarowała. Także spoglądał też w górę w celu namierzenia ewentualnego małego celu.

                                        - Wszyscy co zdrowi, ruszajmy dalej w kierunku polany, może jakieś ślady Alezzi bądź jej konia znajdziemy w pobliżu. Rannym daję wolny wybór, po naszych śladach dojdziecie do kuszników, którzy zostali w głębi lasu, możecie też iść z nami oczywiście...

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79 jako Pipboy79
                                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                          #116

                                          Krew trysnęła z rany na ramieniu Tobiasa, a ten próbował po raz kolejny zagłębić ostrze noża w pysku bestii. Czuł że traci siły mimo, że ból był dziwnie odległy, jakby łucznik był otępiały. Przez głowę przeszła mu myśl czy tak wygląda umieranie, może nie jest to tak złe, powinien zaznać jej parę tygodni wcześniej, kiedy on i jego przyjaciele zostali zaatakowani przez identyczne stwory. Poczucie wstydu, że wtedy uciekł, zostawiwszy towarzyszy na pastwę tych bestii być może sprawiło że nie dbał o Swoje przeżycie, chciał po prostu zakończyć żywot istoty chaosu i choć trochę się zrehabilitować.
                                          Wtem ból powrócił, przywracając zwiadowcę do chwili obecnej. Widział jak bestia próbuje zatopić w jego ramieniu kły po raz kolejny, kiedy coś w nią uderzyło i sprawiło że stwór odwrócił się od Tobiasa i zacisnął swe potężne szczęki na jakimś zwierzęciu.
                                          Azur! - pomyślał Tobias - Dobra psina! - i zagłębił po raz kolejny nóż w cielsku stwora, z trudem wciskając go między twarde łuski. W tym samym momencie jakiś mężczyzna sieknął bestie po grzbiecie zostawiając na nim czerwoną pręgę. Za chwile dobiegli do nich dwaj następni żołnierze.
                                          Nogi ugięły się pod Tobiasem, jakby dopiero teraz stwierdziły że mogą sobie na to pozwolić. Upadł ciężko i już za chwilę coś chwyciło go i zaczęło ciągnąć z dala od walki, usłyszał krzyk mężczyzny nad sobą. Zobaczył jeszcze tą wredną latającą małą sukę i spróbował ją chwycić ale był daleko poza jego zasięgiem. Spojrzał w kierunku walki dokładnie w momencie kiedy pojawił się jakiś gęsty dym w miejscu gdzie była bestia i walka naglę się skończyła. Żołnierze rozglądali się skołowani nie rozumiejąc co się stało.
                                          Kiedy emocje opadły ktoś klęknął nad Tobiasem i zaczął opatrywać jego rany.
                                          Duivel. Dobrze cię widzieć - rzekł do elfa lecz nie zauważył na jego twarzy cienia emocji. Ten po prostu robił swoje tamując krwawienie i bandażując rany człowieka. Ktoś dał Tobiasowi łyk wody, a kiedy łucznik zdołał usiąść spojrzał na twarze mężczyzn którzy przyszli mu z pomocą. Widział że są trochę zdezorientowani a czarodziejki nigdzie nie było widać. Pomiędzy łykami wody Tobias opowiedział im co widział na polanie we mgle na którą sączy się magia z jakieś posągowej postaci i widział jak tężeją miny wojowników. Pierwotny strach przed magią nie zawładnął jedynie elfem.
                                          Czy tam nie udała się Herr Alezzia? - zapytał się Tobias wskazując mężczyznom polanę.
                                          Musimy jej pomóc!

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0

                                          Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                                          Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                                          With your input, this post could be even better 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa