Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Pipboy79P
Pipboy79 jako
Pipboy79
Mistrz Gry
DekaresD
Dekares jako
Dekares
MirasM
Miras jako
Miras
CioldanC
Cioldan jako
Cioldan

Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
193 Posty 6 Uczestników 710 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79 jako Pipboy79
    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
    #110

    Oryginalny tytuł: Tura 23 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

    Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
    Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

    Główna grupa

    - Dobra, chodźmy chłopaki. Nie ma co milady zostawiać samej. - efekt przemowy Stefana wyszedł raczej skromnie. Nie był on przecież wyznaczonym przez zwierzchniczkę dowódcą, ani oficerem, ani nawet sierżantem. Był jednym z wielu wojakow jacy zaciągnęli się na tą nową wojnę pod sztandary górskiego margrafa. Pod względem rozpoznawalności czy renomy dopiero wojskowa brać raz miała okazję go poznać gdy młoda szefowa pochwaliła jego i Tobiasa na apelu przed rozpoczęciem drogi powrotnej do Lenkster. Co mogło mu dodać kroplę autorytetu ale w tym mrocznym, zamglonym lesie, gdzie mierzyli się z nadprzyrodzonymi mocami jakich śmiertelnicy obawiali się masowo wcale nie ułatwiało mu to zaprowadzenie porządku w rozbitym oddziale.

    https://i.imgur.com/JNKvvqI.jpg

    Blondwłosy elf spróbował jednak wesprzeć go słowem i gestem nawet jeśli obaj mogli mówić bezpośrednio tylko do tych czterech imperialnych jacy mówili w reilspiel. Ci popatrzyli po sobie jakby naradzali się spojrzeniami po czym Hugo przemówił w imieniu ich wszystkich. Nie tryskali entuzjazmem ale widocznie uznali, że tak trzeba i imperialna karność wzięła u nich górę.

    Ale oni stanowili dość małą część całej grupy. Większość stanowili tileańscy kusznicy a z nimi można się było porozumieć tylko przez kilka osób. Do tej pory porucznik Ferro znał reikspiel na przyzwoitym poziomie na tyle, że komunikacja w obie strony była możliwa. Do tego miał autorytet u swoich ludzi więc słuchali się jego poleceń i trudno było im przypomnieć sobie aby podczas krótkiej znajomości od walk na Mglistych Bagnach były jakieś przypadki niesubordynacji w jego oddziale. Przynajmniej wtedy gdy Stefan czy Duivel akurat byli w ich pobliżu i dało się coś zrozumieć z mowy ciała czy mimiki. Ale teraz porucznik leżał na przegniłej ściółce powalony ostatnimi wydarzeniami. Była jeszcze magister de Lucci. Mimo wielu lat spędzonych w Imperium na naukach była rodowitą Tileanką więc bariera językowa z pobratymcami dla niej nie istniała. Nie miała swojego oddziału a do tej misji została niejako przydzielona jako doradca do spraw nadnaturalnych dla porucznika Ferro. Jak się okazało jednak w krytycznej chwili potrafiła zapanować nad oddziałem złożonym w przeważającej większości z jej krajan. Teraz jednak dostrzegła we mgle jakieś nieznane reszcie zagrożenie i pomknęła mu naprzeciw znikając reszcie z pola widzenia. Więc w roli tłumacza został tylko Edgaro który był prawą ręką porucznika Ferro i reikspiel to chyba znał lepiej od niego. Tyle, że nie był ani dowódcą ani mówcą. I nawet jak tłumaczył słowa Stefana na swój rodzimy język to dało się wyłapać, że brak mu charyzmy w głosie i twarzy. W zestawieniu z tą nietypową i niebezpieczną sytuacją efekt jaki tłumaczona przemowa Ostlandczyka wywarła na Tileańczykach był mierny. Popatrzyli po sobie, pomruczeli coś naradzając się ale ostatecznie zdecydowali się zostać na miejscu aby popilnować porucznika i ogłuszonego kolegi.

    Ostatecznie więc z dwójką zwiadowców ruszyła czwórka szermierzy Theiss dowodzonych przez kaprala Hugo. Zagłębiając się w mglisty las usłyszeli za swoimi plecami kolejny krzyk przestraszonego człowieka. I inne jakie pewnie chciały o coś zapytać, wyjaśnić czy przekonać siebie nawzajem. Trudno było się zorientować jak się nie znało języka a drzewa i mgła już zaczęły wytłumiać i zniekształcać te krzyki. Po jakimś czasie skończyły się. Ale wybuchły na nowo tylko wtedy mniejsza grupka oddaliła się już na tyle, że w ogóle trudno było coś wyłapać poza tym, że coś tam się dzieje.

    Tobias

    Tobias szybko pożałował, że nie pozbył się łuku i zostawił sobie tylko jedną wolną dłoń do wspinaczki. Nawet chwilowe łapanie za tą broń i próba zawieszenia go na którejś z sękatych, omszałych gałęzi powodowała, że musiał się na chwilę zatrzymać, rozejrzeć za taką gałęzią po czym złapać za łuk i podrzucić go wyżej. A bestia nie próżnowała i nie miała takich skrupułów. Wydawała się istnieć po to aby ścigać i rozszarpywać swoje ofiary. Chociaż piekielny stwór wydawał się kształtem mniej więcej przypominać ogara czy wilka to jednak nie miał takich ograniczeń jak te żywe stworzenia spod patronatu dobrych bogów. Stwór bez wahania odbił się od ziemi, poszybował w górę i Tobias usłyszał trzaśnięcie krwawych szczęt tuż pod swoją stopą jaka akurat była niżej. Tyle, że potwór nie odpadł od drzewa tak jak to by pewnie było gdyby miał do czynienia z psem lub wilkiem. Wtedy ukrycie się na drzewie jak najbardziej miało sens. Tym razem te nawyki wyniesione z leśnej kniei zawiodły myśliwego. Bo poczwara wszczepiła się swoimi piekielnymi pazurami w korę i drewno. Słyszał jak drewno trzeszczy i pęka gdy nadnaturalne pazury przebijają je bez trudu i wbijają się w nie na tyle mocno, żeby utrzymać nienaturalne cielsko. Z planu aby ostrzelać z góry bestię, z w miarę bezpiecznej odległości nic nie wyszło bo ta żwawo podjęła pościg po tym drzewie. Ale chociaż był to główny przeciwnik Tobiasa to nie jedyny.

    https://i.imgur.com/lsiLgQi.jpg

    - No i po co to odwlekasz? I tak ci się nie uda. - skrzydlata tancereczka trzepotała swoimi skrzydłami w zwiewnym, powietrznym tańcu. Trzymała się o przysłowiowy krok czy dwa od Ostlandczyka. Gdyby ten miał wolne ręcę mógłby próbować ją czymś rzucić ale jak się wspinał i to na czas to była poza jego zasięgiem.

    - On się nigdy nie męczy i zawsze odnajduje swoją ofiarę. A potem zawsze ją rozszarpuje. Nie miej mu za złe. To nic osobistego. Taką ma naturę. - tancereczka wydawała się mieć niezły ubaw z tego widowiska. Ale nie była tak całkiem bezstronna. Od czasu do czasu zrywała jakieś liście czy gałązki z drzewa i ciskała je w twarz ludzkiego wspinacza utrudniając mu to zadanie jeszcze bardziej.

    - Ale sam jesteś sobie winny. Mogłeś być teraz z nami. Ze mną i moją panią. Ona jest taka piękna! Wiesz jaka jest kochana jak kogoś polubi? Co potrafi zrobić w miłości i dla miłości? Ale ty ją odrzuciłeś potworze! Jak mogłeś! A masz za swoje! - wydawało się, że skrzydlata istotka szybko potrafi przejść od zachwytu nad pięknem swojej pani do nienawiści dla kogoś kto odrzucił jej zaloty. Na koniec podleciała prawie pod samą twarz i Tobiasa i chuchnęła. Owionął go słodki nektar jakiś pięknych perfum, że aż kichnął i zakręciło mu się w głowie od obietnicy kobiecych rozkoszy jaki niósł ze sobą. Nawet to, że rozpaczliwie zdawał sobie sprawę, że traci przewagę zasięgu i ta bestia całkiem szybko go dogania nie było w stanie go wyrwać z chwilowego stuporu. Gdy się przemógł, wciąż mrugał oczami, na w pół ślepo sięgnął po kolejną gałąź dłonią, podciągnął się ale coś poszło nie tak. Usłyszał trzask, instynktownie poczuł jak się ześlizguje, jeszcze ostatnie kurczowe chwytanie się mokrej kory i poczuł jak leci. Widział jak przegniła ściółka zbliża się zdecydowanie zbyt szybko a zaraz potem było gruchnięcie o ziemię jakie wybiło mu powietrze z płuc. Jęknął bezgłośnie krzywiąc się bolesnie na moment sparalizowany. Widział sękate, omszałe drzewo po jakim się wspinał i właśnie z niego zleciał. Ale to ruch przypomniał mu o co toczy się gra. Ruch czerwonego kształru jaki odwrócił się ku ziemi i zawarczał rozeźlony, że zwierzyna jaką miał już prawie w swoich krwawych szczękach co prawda niechcący ale jednak wymknęła mu się w ostatniej chwili.

    - Ale z was nieudacznicy. Wszystko musze robić sama! - pisnęła zdegustowana tancereczka jaka pojawiła się wysoko nad poziomem ziemi ale wydawała się być rozczarowana, że to krwawe widowisko nie miało jeszcze swojego punktu kulminacyjnego. Po czym gdzieś śmignęła między drzewami niczym szybki, zwinny ptaszek znikając Tobiasowi z pola widzenia. Ten jednak złapał już oddech. Ale i bestia też już ochłonęła z zaskoczenia. Jednym susem wylądowała na ziemi i znów znalazła się na tym samym poziomie co śmiertelnik. Tylko ten znów nie miał przy sobie łuku i leżał plecami na ziemi ze świeżymi dolegliwościami od upadku. Ale w tym momencie usłyszał głos w reikspiel.

    - Tam jest! - jak się odwrócił to dojrzał grupkę piechurów jacy biegli w jego stronę. Tyle, że bestia warknęła i ruszyła do szarży na niego a miała znacznie bliżej do niego niż oni no i była znacznie szybsza.


    Mecha 23

    Wspinaczka na drzewo (KRZ + Wspinaczka)

    Tobias 40-5=35; rzut: https://orokos.com/roll/994603 97; 35-97=-62 > du.por = spada

    Flesh Hound 50; rzut: https://orokos.com/roll/994604 65; 50-65=-15 > ma.por


    Stefan, Duivel i szermierze

    Początkowo szli przez ten zamglony las. Bo odgłosy jakie słyszeli były na tyle słabe, że szybsze tempo mogło je zagłuszyć. Nawet trzeba było przystawać co jakiś czas i nasłuchiwać aby zdecydować w którą stronę iść bo wydawało się, że odgłosy, oprócz tych co chyba powinny dochodzić od grupy Tileańczyków to dochodziły z więcej niż jednej strony. Ale jednak chyba się zbliżali bo jakieś warczenie czy trzaskanie gałęzi robiło się coraz głośniejsze. To mogli przyspieszyć. Ta mgła jednak pozwalała coś dojrzeć na dwa tuziny kroków dookoła i stopniowo gęstniała na tuzin kolejnych. A przynajmniej tak im się wydawało. Utrudniało to dostrzeżenie w niej czegoś póki się nie było w miarę blisko.

    - Tam jest! - krzyknął któryś z mieczników pokazując kierunek swoim mieczem. Ale chyba wszyscy dojrzeli, że z jednego drzewa coś odpadło z góry i z dziwnie ludzkim krzykiem gruchnęło na ziemię. Rzucili się do przodu bo wydawało się, że to jakiś człowiek. Ale, że leżał na ziemi wsród ściółki i niezbyt się ruszał to niewiele było widać. A tym bardziej kto to może być.

    - O matko! Co to jest!? - krzyknął miecznik przestraszonym głosem. Bowiem coś znów spadło z drzewa. Czy raczej zeskoczyło. Coś czworonożnego, o czerwonej skórze i płonących piekłem goręjących ślepiach. To coś zawarczało gardłowo obnażając kły stworzone do rozszarpywania krwawego mięsa. Zdecydowanie nie wyglądało to na naturalne stworzenie. Cała scena na moment zamarła jakby śmiertelnicy obawiali się drgnąć aby zwrócić na siebie uwagę bestii. I to ona ruszyła się pierwsza. Skoczyła naprzód ale czy chciała dopaść tego leżącego czy ruszyć na nich tego nie było wiadomo. Stefan i Duivel po momencie zwątpienia i zaskoczenia wzięli się w garść. Hugo i towarzysze jednak mieli mocno niepewne miny i woleliby chyba teraz być znacznie gdzie indziej. Oprócz jednego.

    - Jaka ona piękna! - żołnierz westchnął rozmarzonym wzrokiem i zakochanym spojrzeniem jakby spotkał swoją ukochaną.


    Mecha 23

    Test strachu (SW)

    Stefan 30; rzut: https://orokos.com/roll/994607 14; 30-14=+16 > ma.suk = chwila wahania ale bierze się w garść

    Duivel 40; rzut: https://orokos.com/roll/994608 20; 40-20=+20 > ma.suk = chwila wahania ale bierze się w garść

    Miecznicy 35; rzut: https://orokos.com/roll/994609 81; 35-81=-46 > śr.por = obawa i stres, mod -5

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • Pipboy79P Niedostępny
      Pipboy79P Niedostępny
      Pipboy79 jako Pipboy79
      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
      #111

      Tego, że bestia potrafi się wspinać Tobias nie przewidział. Czuł że przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę za tą pomyłkę. Ale nie zamierzał się poddawać i parł w górę najszybciej jak się da. Mała dziwka Chaosu latała mu nad głową sfrustrowana, skrzecząc do jego ucha przekleństwa, podleciała w końcu przed twarz łucznika i wypełniła jego nozdrza jakimś pyłem ze Swoich małych ohydnych płuc. Aż się Tobiasowi zakręciło w głowie. Chwycił za następną gałąź i już miał się podciągnąć, kiedy usłyszał - najpierw stęknięcie gałęzi - a za chwilę trzask pękającego drzewa. Zmełł w ustach przekleństwo kiedy zaczął nieubłaganie spadać. Widać Bogowie nie byli po jego stronie, albo bogowie Chaosu mieli tu więcej mocy. Mimo miękkiego listowia, uderzenie o ziemię sprawiło że z jękiem stracił całe powietrze w płucach. I nie miał przez chwilę sił, by nabrać je ponownie. Czuł że się dusi, a kiedy wreszcie udało mu się złapać haust, usłyszał warknięcie bestii i widział niewyraźnie jak odrywa się od pnia drzewa i zeskakuje, zbyt blisko Tobiasa. Strach napełnił serce zwiadowcy, ale ciało, mięśnie wykonały Swoją robotę bezbłędnie. Instynkt łowcy sprawił że mimo bólu wstał obracając się z pleców, podpierając się jedną ręką, gdy w tym samym czasie druga wyjęła nóż zza paska. Gdy wstawał widział niewyraźne sylwetki mężczyzn zbliżających się do niego. I być może ten fakt dał mu dwa, trzy oddechy więcej przed szarżą bestii, gdyż i ona ich dostrzegła i na moment się zawahała.
      Na moment. Gdy już ruszyła z obnażonymi kłami Tobias przeczuwał, że to są jego ostatnie chwilę. Że to tu się wszystko skończy, w fontannie krwi, z trzaskiem łamanych kości, sykiem rozrywanego mięsa. Ale jak ma zginąć, mógł chociaż spróbować zabrać ze sobą Swojego zabójcę.
      Poczuł jak jego nóż zagłębił się w ciele bestii tuż za jej głową, nie tak głęboko jakby sobie życzył. Łuski stwora były twarde i stanowiły dobrą ochronę, Tobias jak miał nadzieję na zabicie bestii musiał celować w otwarty pysk bądź oczy. Besta zaś nie miała problemów z miękkim ciałem człowieka, i choć zęby trafiły w pustkę, łapa uzbrojona w ostre pazury trawiła łowcę w bok rozrywając kaftan. Krew trysnęła na ziemię kiedy człowiek i zwierzę się mijali. Tobias zagryzł wargi i mocniej ścisnął nóż, kiedy bestia odwróciła się ku niemu i zaszarżowała ponownie.
      Tobias słyszał okrzyki mężczyzn którzy się zbliżali i zastanawiał się, czy uratują go, czy zaledwie pomszczą...

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • CioldanC Niedostępny
        CioldanC Niedostępny
        Cioldan jako Cioldan
        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
        #112

        Duivel przeklął tylko po elficku gdy usłyszał od Edgaro, że kusznicy zostają w miejscu. Najgorszy scenariusz się spełnia. Grupka jest coraz mniejsza i coraz bardziej rozbita. Na domiar złego, jak już ruszyli w stronę odgłosów jakiegoś zwierza przypominające odgłosy psa, za ich plecami zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Okrzyki tileańczyków brzmiały przeraźliwie i nawet brak zrozumienia słów nie przeszkadzał w zrozumieniu, że tamci wojacy byli znów przestraszeni. "Pewnie znowu wiedźma ich opętała..." - pomyślał. Na chwilę okrzyki ustały, jednak zaczęły się na nowo, gdy grupa dwóch zwiadowców oraz czterech szermierzy była już na tyle daleko, że ciężko było już się nawet domyśleć o co chodzi. Znów ktoś manipuluje myślami, a może coś ich zaatakowało i wołają aby zawrócić. Niestety nie było szans się dowiedzieć, a może już nigdy się nie dowiedzą.
        Podczas szybkiego marszu, zewsząd zaczęły ich dochodzić złowrogie odgłosy. Jednak kierunek jaki obrali wcześniej, okazał się słuszny. Łamane gałęzie i warczenie były już wyraźne. Nagle jakaś postać spadła z drzewa, a moment później straszliwa bestia zeskoczyła na ziemię. Duivel był w szoku. Przerażające zwierzę sprawiło, że elf stracił jakby kontakt z rzeczywistością. Na szczęście przypływ adrenaliny wybudził go z hipnotycznego stanu i natychmiastowo złożył się do strzału, wycelował i wystrzelił wprost w piekielne stworzenie.
        Stwór się ruszył, a elf nie wiedział do końca czy trafił. Szybko się rozejrzał czy w pobliżu nie ma innych podobnych zwierzów, albo może wiedźma. Zobaczył, że jeden z mieczników całkiem odpłynął i wyciągając kolejną strzałę krzyknął

        - kapralu!! WYBUDŹ towarzysza i biegnijcie na bestię!!!!

        Sam ustawił się w dogodnym miejscu i gdy bestia z Tobiasem na chwilę zatrzymali się w śmiercionośnym tańcu, wycelował i wystrzelił kolejną strzałę....

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • DekaresD Online
          DekaresD Online
          Dekares jako Dekares
          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
          #113

          Stefan dał się ponieść chwili i biegł wolno w głąb puszczy, jednocześnie zagrzewając resztę do podążania za nim. Szybko jednak przystanął w mgle rozglądając się za jakimikolwiek śladami de Lucci bądź kogokolwiek innego. Zatrzymując się po raz pierwszy obejrzał się za siebie, aby sprawdzić czy ktoś w ogóle za nim podążył. Widok, który ujrzał za sobą, był w pierwszej chwili budujący, udało mu się pociągnąć za sobą ludzi! Jednak wystarczyło kilka sekund, żeby się przekonać, że z mgły nie wyłaniają się kolejne postacie, że jest z nim tylko Duivel i czterech imperialnych mieczników… .

          - Cholerne tchórze z południa! - pomyślał zawistnie, wściekły na kuszników zostawiających ich samych w walce. Miał nadzieję, że ci przynajmniej zdołają utrzymać pozycję, na której zostali i nie rozpierzną się albo co gorsza nie zostaną zaatakowani i wybici… .

          Szybko odepchnął od siebie te przemyślenia koncentrując się na tu i teraz, miał tylu ludzi ilu miał i musiał sobie z nimi dać radę. Cieszył się z obecności Duivela, ten był dobrym zwiadowcą i choć nadal miał co do niego pewne obawy to podczas obecnej wyprawy sprawdzał się dobrze i miał nadzieję, że uda im się dobrze współpracować. Posłał elfowi wymowny uśmiech jednocześnie pokazując mu ślad na leśnym runie, który chwilę wcześniej zobaczył, aby ten ocenił go swym elfim okiem. Po tym spojrzał na mieczników i odezwał się do nich najspokojniejszym tonem, na jaki było go stać w obecnej sytuacji:

          - Miło widzieć Panowie, że zdecydowaliście się dołączyć, jak widać nasi przyjaciele z południa woleli zostawić poważną walkę nam imperialnym…ich strata.

          Po chwili ruszyli dalej wolniejszym tempem kierując się coraz wyraźniejszymi odgłosami.
          Przy jego nodze dreptał spokojnie z nosem przy ziemi Azur, pies na szczęście uspokoił się w miarę po ostatnich przeżyciach i nie szczekał ciągle. Otaczający ich złowieszczy las coraz mocniej starał się przytłoczyć Stefana swoim ponurym wyglądem jednak ten nie pozwolił sobie na to odganiając strach modlitwą do Sigmara.
          Choć odgłosy które słyszeli stawały się coraz bardziej wyraźne a Stefan nauczył się polegać na swoim słuchu, to w pewnym momencie pochylił się do swojego psa chcąc pogłaskać go i zachęcić do szukania śladów. Nie zdążył tego zrobić ponieważ jeden z mieczników zaczął krzyczeć i pokazywać kierunek swoim ostrzem. Zobaczył tam spadającego na ziemię człowieka i tak jak reszta ruszył natychmiast w tamtym kierunku chcąc rozpoznać sytuacje.
          Wtedy ujrzał To, potwora z piekła rodem. Stefan zamarł niczym trafiony piorunem momentalnie czując się na powrót niby małe dziecko w lesie które ze swoim towarzyszem zabaw zawędrowało w miejsce w którym nie powinno ich być i zaraz zostanie za to ukarane. Wtedy rzucił się do ucieczki i dlatego przeżył, teraz zapewne powinien zrobić dokładnie to samo… .
          -NIE! - wykrzyczał do siebie w myślach - Nie jestem już dzieckiem, dzieci uciekają przed potworami, mężczyźni zabijają potwory.
          Powtarzając sobie te słowa w głowie, wbrew wszelkim wewnętrznym instynktom krzyczącym do niego aby uciekał ile sił w nogach postawił pierwszy krok w kierunku bestii i jej zwierzyny. Wydawało mu się, że ten pierwszy krok zabrał mu całą wieczność, w rzeczywistości wszystko zabrało pewnie tylko ulotną chwilę po której Stefan Jeager biegł już w kierunku bestii najszybciej jak potrafi, wzywając resztę do walki:

          - ZA MNĄ SYNOWIE SIGMARA! ZA IMPERIUM!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • Pipboy79P Niedostępny
            Pipboy79P Niedostępny
            Pipboy79 jako Pipboy79
            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
            #114

            Oryginalny tytuł: Tura 24 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie

            Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
            Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
            Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

            Główna grupa

            - Myślicie, że to koniec? Już po nim? - wysapał zdyszany miecznik rozglądając się dookoła. Widział pewnie to samo co inni. Ponury, mroczny las przetkany gęstą mgłą. Ale wiedzieli, że nie o las pyta. Tylko o tą poczwarę z jaką właśnie walczyli. Potwór wydawał się być stworzony do walki. Nawet gdy do został osaczony przez kilku przeciwników nadal walczył jak nieustraszony. Aż po którymś tam ciosie coś błysnęło, zasyczało a monstrum znikło przy piekielnym smrodzie siarki albo podobnego plugastwa. Nie zostało żadne truchło jak z cielesnego przeciwnika. Tylko ten rozwiewający się obłok drażniącego nozdrza dymu. Cała grupka rozglądała się dookoła czy to już na pewno koniec. Oby! Walka bowiem okazała się brutalna i bezpardonowa.

            Stefan chociaż nie był dowódcą spróbował dać przykład i rzucił się w kierunku człowieka walczącego z piekielną bestią w kształcie wilka lub podobnego czworonoga. Ruszył do przodu ale miecznicy jeszcze zwlekali. A może po prostu chcieli poczekać aż Hugo ocuci śliniącego się w słodkim uśmiechu kolegę. Szybko mu jednak poszło i Ostlandczyk słyszał jak ci zaczynają biec za nim. Chociaż niechcący przez tą zwłokę wysforował się na prowadzenie. Co jakiś czas słyszał świst gdy strzała elfa wyprzedzała go bez trudu. Nawet widział jak raz czy dwa pierzaste pociski elfa zrykoszetowały od jego grzbietu. Ale chociaż raz długa strzała uktwiła w boku poczwary.

            Duivel swoim łucznictwem nie przynosił wstydu swojej nacji. Ale jednak strzelał w trudnych warunkach. Poczwara cały czas była w ruchu i skoczna gdy probowała rozszarpać człowieka. Czy to nie był Tobias? Wydawał się być podobnie ubrany ale pewności nie miał zwłaszcza, że tamten też był w ruchu i tyłem do niego. Elf musiał uważnie celować aby nie trafić w plecy biegnących kolegów co biegli na pomoc zaatakowanemu jak i samego zaatakowanego. Musiał ostrożnie wybierać moment do strzały gdy chociaż na chwilę widział czysty strzał. Ale i tak chociaż posłał kilka strzał to tylko raz był pewny, że na pewno trafił i coś zrobił potworowi bo strzała wbiła się w bok i stwór zawarczał ze złości czy bólu a z rany trysnęła świecąca jak magma krew. Inne strzały albo chybiały, albo szły rykoszetem albo nie był już tak pewien czy coś zrobiły tej bestii.

            Łucznik skoncentrowany na tym uważnym strzelaniu nie zauważył co się właściwie stało. Poczuł jak stają mu włoski na karku i zamrugał powiekami. Zachwiał się jakby nagle zrobił się bardzo pijany i miał trudności z ustaniem na nogach. Z widzeniem też. Ramiona też osłabły i miał kłopot z naciągnięciem cięciwy. Ale mimo to starał się wspomóc strzałami walkę swoich kolegów. Już widział jak Azur wyrwał do przodu i pierwszy dopadł bestii. Widział jak pies Stefana na krytyczny moment ściągnął na siebie szczęki potwora. I jak już chwilę potem za to zapłacił odskakując z zakrwawionym bokiem gdzie użarło go monstrum. Skowyt uciekającego psa zlał się w głowie elfa z krzykami walczących mężczyzn. A on wciąż próbował zwalczyć tą nagłą słabość i robić swoje.

            Tobias miał jak najbardziej osobistą perspektywę. Na przeciwko siebie miał łeb gadziej bestii jaka próbowała go rozszarpać swoim piekielnymi szczękami i pazurami. Z bliska widział, że stwór już ma rany. Jak jakieś przypalenia czy cięcia. Widział jak poprzez czerwoną, jakby gadzią skórę te świeże rany wręcz świecą od piekielnej krwi jaka z nich wyciekała. Ale nawet jeśli potwór wcześniej oberwał to niestety dla Ostlandczyka nie wyglądało aby z tego powodu osłabł albo zwolnił. Nie, zdecydowanie nie. Atakował go z pełną zajadłością. Jego własny sztylet wydawał się mizerną bronią przeciwko tak masywnej bestii jaka dorównywała wielkością kucowi. Ale nic innego nie miał. Więc próbował dźgać i ciąć tym swoim jedynym pazurem tam gdzie mu się udało. I nawet mu się udawało. Tam zadrasnął czaszkę potwora, tu wbił mu stal w bark, tam dźgnął go w pierś. Ale chociaż widział jak jażąca się krew tam się pojawia to wyczuwał, że nie są to poważne rany. Zaś stwór szarpnął go raz. Złapał za ramię i Tobias wrzasnął boleśnie. Zdołał je wyszarpać a może to bestia go puściła. Może dlatego, że pies Stefana wpadł w nią z impetem chyba nieco ją zaskakując. Azur był całkiem dorodny jak na bojowego psa wypadało. Ale przy tej psokształtnej bestii wyglądał jak żałosna miniaturka. Odciągnął na moment jej uwagę od Tobiasa a ten czuł jak bardzo osłabł. Jego ciosy już nie miały tyle siły, zdecydowania i precyzji co na początku walki. Wraz z wyciekającą posoką tracił siły i życie. Ale nie był sam. Słyszał nadbiegającą odsiecz. Musiał tylko wytrwać do tego momentu. Ale czy wytrwa?

            Osłabiony bólem znów ciął swoim nożem potwora z gorejącymi piekłem ślepiami. Nawet trafił ale widział, że tylko zarysował skórę. Piekielna istota skoncentrowała się na Azurze i szybko był tego efekt. Gdy pies śmiertelników dziabął swoimi szczękami wyszarpując kawałek ciała to ten mu się odwinął. Tyle, że był większy i silniejszy to i rana była poważna. Tobias widział jak pies zawył z bólu a na jego boku pojawiła się krwawa wyrwa. Skomląc uciekł z pola widzenia. Ale kupił mu ten kluczowy czas. W bestię teraz wbił się jakiś włócznik. Zasłaniał się tarczą i próbował dźgać stwora włócznią. Osłabiony bólem Tobias ledwo rozpoznał w nim Stefana.

            - Karl, zabierz go stąd! - usłyszał jak ktoś zza jego plecami krzyczy. I do walki dołączyła trójka mieczników Theiss. We czterech razem ze Stefanem osaczyli potwora. Ale to jeszcze nie oznaczało końca walki.

            - Chodź tu! Wyciągnę cię z tego! - jeden z żołnierzy z całkiem młodą twarzą złapał go za brygantynę i zaczął wlec po ziemi aby go odciągnąć spoza zasięg walki. Tropiciel czuł jak pod tyłkiem i nogami szura po mokrej ziemi i przegniłej ściółce ale krok za krokiem oddalali się od serca walki.

            Stefan zaś widział jak Azur bez trudu wyprzedza biegnących dwunogów. Widział jak atakuje poczwarę i chociaż chyba dziabnął ją raz czy dwa to jednak sam też oberwał. Psie skomlenie obwieściło w tym mrocznym lesie poważną ranę jaką otrzymał. Chwilę później i on sam dopadł bestii. Udało mu się zadrasnąć jej grzbier czubkiem włóczni. Ale skierował jego uwagę na siebie. Widział, że z jej boku sterczy długa strzała a potwór nosi rany jakie wyglądały na świeże. Tyle, że chyba nic sobie z nich nie robił. Dalej warczał i atakował bez tchu i wahania. Zaraz potem trójka mieczników wsparła włócznika. We czterech udało im się osaczyć bestię. Z której strony by się nie odwróciła to próbowały ją dźgać jak nie włócznia to miecze. Do tego jej przeciwnicy mieli tarcze jakimi potrafili się posługiwać i to też poczwarze utrudniało dobranie się do któregoś z nich. Ale nie uniemożliwiało. Jeden z szermierzy przekonał się gdy był ciut za wolny. Zrobił wypad mieczem a bestia niespodziewanie mu się odwinęła, skoczyła i bez trudu przegryzła się przez kolczugę docierając aż do żywego ciała. Mężczyzna krzyknął i upadł na plecy. Gdyby był sam to potwór pewnie rozszarpałby go na strzępy. Ale gdy miał jeszcze trzech innych przeciwników jacy atakowali go jednocześnie nie mógł sobie na to pozwolić.

            Tobias już został odwleczony kawałek od walki i też widział to wszystko. Gdy niespodziewanie żołnierz jaki go ciągnął puścił go na ziemię i zamachał rękami jakby odganiał się od natrętnego owada. - Co jest?! - krzyknął zdziwiony. Leżąc na ziemi łucznik widział nawet jakiego. Niewielka, zwinna istotka ze skrzydłami i wdziękiem pięknej tancerki latała tuż poza zasięgiem ramion miecznika. Żołnierz wydawał się przy niej duży i niezdarny więc w końcu skrzydlata panienka czmychnęła pod jego ramionami i przywarła do jego szyi jakby chciała go czule przytulić. Wojak zamrugał oczami i znieruchomiał jak sparaliżowany.

            - Zabieraj się! - krzyknął dwa szybkie oddechy później i zrobił gest jakby chciał złapać i odrzucić natręta. Ale nie zdążył. Istotka bez trudu uniknęła tego powolnego dla niej ataku i odfrunęła znów poza zasięg jego ramion.

            Gdzieś w tym momencie właśnie coś błysnęło i wybuchnęło gryzącym dymem. Gdy po raz kolejny jeden a potem drugi miecznik wrażyli swoje miecze w cielsko z nie z tego świata. Teraz cała grupka stała i rozglądała się czy to już koniec. Bo czworonożnego truchła coś nigdzie nie było widać. Ciężko raniony żołnierz szedł koślawym krokiem aż oparł się plecami o jakieś drzewo i trzymał za zraniony bok. Ale żadnego przeciwnika coś nie było widać. Nawet ta mała latająca skorzystała z zamieszania i gdzieś zniknęła.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • CioldanC Niedostępny
              CioldanC Niedostępny
              Cioldan jako Cioldan
              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
              #115

              Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
              Czas : 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
              Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

              Duivel wymierzył w bestię, ale musiał ciut się wstrzymać, bo Stefan od razu ruszył do przodu, zachęcając mieczników do dołączenia do niego. Ci jeszcze się ogarniali, a elf zrobił krok w bok i posłał pierwszą strzałę. Był już niemal pewny, że to Tobias spadł z drzewa, a utwierdził go w tym szybko bieg drugiego z łowców. Reszta towarzyszy również wystartowała w kierunku piekielnego ogara i prawdopodobnie ich towarzysza. Musiał się przesuwać to w lewo, to w prawo, aby nie strzelić nikomu w plecy, ale również nie chciał przypadkiem trafić w osobę będącą w zwarciu z tym przerośniętym psem.
              Tak się skupił na wyszukiwaniu celu, że nie zauważył jak go ktoś omamił. Niby stał na nogach, wiedział dalej co robi, jednak czuł się trochę jakby wypił za dużo krasnoludzkiego ale. Lekko się chwiał, wzrok miał mętny, a i strzały wylatywały nieco wolniej, jakby stracił trochę siły.
              Po brutalnej scenie walki, odnieśli zwycięstwo i elf dziękował w głębi serca Sarriel, że tylko jeden ogar się pojawił. Gdy tylko opętanie go opuściło, od razu pobiegł ile sił w nogach do reszty towarzyszy. Szybko zorientował się, że łuk Tobiasa utknął na drzewie, ale przede wszystkim, jeśli mieli iść dalej, trzeba było opatrzeć rannych towarzyszy.

              - Wszyscy żyjemy, oby tak dalej! Widzę, że mamy trzech rannych, tylko gdzie ten bohaterski pies? Pomóżcie mi opatrzeć rannych, później wejdę po łuk na drzwo, a Stefan, Ty znajdź wtedy swojego psa, jego też trzeba opatrzeć.. - powiedział pewnym głosem elf. Wiedział, że nie ma żadnego dowódcy, także trzeba szybko podejmować decyzję i ruszyć w stronę polany w celu namierzenia świetlistej Pani

              .
              Po udzieleniu pierwszej pomocy, Duivel wdrapał się na drzewo po broń towarzysza broni. Niestety nie mieli możliwości by doprowadzić poszkodowanych do pełni zdrowia, ale zatamowanie krwawień już wiele dawało. Elf przyjrzał się okolicy, wyglądał za sojusznikami, bądź wrogami. Z rozmów między miecznikami wywnioskował, że mieli dwóch przeciwników i to pewnie ta latająca mała lafirynda go zaczarowała. Także spoglądał też w górę w celu namierzenia ewentualnego małego celu.

              - Wszyscy co zdrowi, ruszajmy dalej w kierunku polany, może jakieś ślady Alezzi bądź jej konia znajdziemy w pobliżu. Rannym daję wolny wybór, po naszych śladach dojdziecie do kuszników, którzy zostali w głębi lasu, możecie też iść z nami oczywiście...

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • Pipboy79P Niedostępny
                Pipboy79P Niedostępny
                Pipboy79 jako Pipboy79
                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                #116

                Krew trysnęła z rany na ramieniu Tobiasa, a ten próbował po raz kolejny zagłębić ostrze noża w pysku bestii. Czuł że traci siły mimo, że ból był dziwnie odległy, jakby łucznik był otępiały. Przez głowę przeszła mu myśl czy tak wygląda umieranie, może nie jest to tak złe, powinien zaznać jej parę tygodni wcześniej, kiedy on i jego przyjaciele zostali zaatakowani przez identyczne stwory. Poczucie wstydu, że wtedy uciekł, zostawiwszy towarzyszy na pastwę tych bestii być może sprawiło że nie dbał o Swoje przeżycie, chciał po prostu zakończyć żywot istoty chaosu i choć trochę się zrehabilitować.
                Wtem ból powrócił, przywracając zwiadowcę do chwili obecnej. Widział jak bestia próbuje zatopić w jego ramieniu kły po raz kolejny, kiedy coś w nią uderzyło i sprawiło że stwór odwrócił się od Tobiasa i zacisnął swe potężne szczęki na jakimś zwierzęciu.
                Azur! - pomyślał Tobias - Dobra psina! - i zagłębił po raz kolejny nóż w cielsku stwora, z trudem wciskając go między twarde łuski. W tym samym momencie jakiś mężczyzna sieknął bestie po grzbiecie zostawiając na nim czerwoną pręgę. Za chwile dobiegli do nich dwaj następni żołnierze.
                Nogi ugięły się pod Tobiasem, jakby dopiero teraz stwierdziły że mogą sobie na to pozwolić. Upadł ciężko i już za chwilę coś chwyciło go i zaczęło ciągnąć z dala od walki, usłyszał krzyk mężczyzny nad sobą. Zobaczył jeszcze tą wredną latającą małą sukę i spróbował ją chwycić ale był daleko poza jego zasięgiem. Spojrzał w kierunku walki dokładnie w momencie kiedy pojawił się jakiś gęsty dym w miejscu gdzie była bestia i walka naglę się skończyła. Żołnierze rozglądali się skołowani nie rozumiejąc co się stało.
                Kiedy emocje opadły ktoś klęknął nad Tobiasem i zaczął opatrywać jego rany.
                Duivel. Dobrze cię widzieć - rzekł do elfa lecz nie zauważył na jego twarzy cienia emocji. Ten po prostu robił swoje tamując krwawienie i bandażując rany człowieka. Ktoś dał Tobiasowi łyk wody, a kiedy łucznik zdołał usiąść spojrzał na twarze mężczyzn którzy przyszli mu z pomocą. Widział że są trochę zdezorientowani a czarodziejki nigdzie nie było widać. Pomiędzy łykami wody Tobias opowiedział im co widział na polanie we mgle na którą sączy się magia z jakieś posągowej postaci i widział jak tężeją miny wojowników. Pierwotny strach przed magią nie zawładnął jedynie elfem.
                Czy tam nie udała się Herr Alezzia? - zapytał się Tobias wskazując mężczyznom polanę.
                Musimy jej pomóc!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • DekaresD Online
                  DekaresD Online
                  Dekares jako Dekares
                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                  #117

                  Cała walka z demonicznym ogarem była dla Stefana odrobinę jak sen. Pamiętał mieszankę strachu i determinacji towarzyszącą każdemu krokowi przybliżającemu go do bestii. Poczucie dumy gdy zobaczył prześcigającego go w ataku na wroga Azura i poczucie strachu i troski o tego gdy ten został poszarpany przez bestię i odrzucony od niej niczym zabawka. Pamiętał satysfakcję gdy udało mu się dopaść do bestii i wrazić w nią swoją włócznie z całym impetem wynikającym z szarży i następującą po tym frustrację wynikająca z marnego efektu jaki atak wywarł na potworze. Pamiętał kolejne swoje ciosy oraz te zadawane przez mieczników.
                  -Czyżbym zwariował? Widział i pamiętał rzeczy których nigdy nie było? - myśl ta przeleciała mu przez głowę gdy horror z którym walczyli nagle zniknął w kłębie dymu. Spojrzenie na pooraną przez pazury potwora tarczę wystarczył żeby obudzić go z oszołomienia wywołanego niespodziewanym zniknięcie przeciwnika i skierowałe jego myśli na jeszcze bardziej niebezpieczne ścieżki
                  -Czy to był demon? - przeszło mu przez głowę, gdy zatkał ręką usta aby nie wdychać dziwnego dymu. Miał już do czynienia z potworami chaosu w czasie swojej służby dla świątyni Pani Miłosierdzia i miał nadzieje już nigdy nie musieć powtarzać tego doświadczenia. Zmusił się do zepchnięcia powoli kiełkującej w nim paniki w głąb siebie i zaczął wydawać uprzejme komendy:

                  - Krąg Tarcz Panowie! - Stefan odwrócił się na zewnątrz obserwując okolice w poszukiwaniu zagrożeń. Kiedy przekonał się, że nikt natychmiast ich nie atakuje, a Duivel dołacza do nich zaczynając wydawać polecenia kiwnął głową na zgodę i podbiegł do rannego miecznika w celu podprowadzenia go do Tobiasa aby udzielać im pierwszej pomocy w jednym miejscu.
                  - Spokojnie kolego, świetnie się spisałeś zaraz Cię opatrzymy żebyś był jak nowy - starał się uspokoić rannego.

                  Idąc w kierunku Tobiasa Stefan rozejrzał się za Azurem i postarał się przywołać go do siebie aby opatrzeć wiernego psa. Cały czas starał się też obserwować okolicę w poszukiwaniu nowych zagrożeń. Docierając do Tobiasa opatrywanego przez elfa posadził miecznika niedaleko rannego myśliwego i wyciągnął bandaż którym postarał się zatamować najgorsze krwawienie, jednocześnie zagajając do Tobiasa:

                  - Miło Cię widzieć Tobiasie, tylko wiesz nie żebym Ci matkował... ale może trzymaj się naszego towarzystwa od teraz? Wiesz, jestem wredny i mam niewyparzony jęzor, a Duviel czasem wkurzający ale jeszcze żaden z nas nie załatwić Cię tak co nie? Poszukiwanie nowych wrażeń wśród leśnych wiedźm i ich przemiłych zwierzaczków nie służy Ci tak do końca w mojej opinii? - zakończył swoją krotochwilę podchodząc do kolegów i pomagając Duvielowi w opatrywaniu Tobiasa.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • Pipboy79P Niedostępny
                    Pipboy79P Niedostępny
                    Pipboy79 jako Pipboy79
                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                    #118

                    Oryginalny tytuł: Tura 25 - 2521.04.31; wlt; południe

                    Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                    Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
                    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                    Główna grupa

                    Okolica tego ciemnego zamglonego lasu jakoś za bardzo się nie zmieniła. Ponure, ciche pnie wydawały się prawie czarne na tle gęstniejącej z każdym kolejnym krokiem kurtyny utkanej z mgły. Wokół wydawało się być nienaturalnie cicho. Ale być może odgłosy walki wypłoszyły wszelką zwierzynę. A może była inna tego przyczyna. Słychać było tylko przyciszone, ludzie głosy jakby nawet wojownicy obawiali się odezwać głośniej aby nie zwrócić na siebie czyjejś uwagi. Słychać było jak brzęczy i stuka ich ekwipunek albo jak liście uginają się przy każdym kroku. Wpatrywali się ale czy z drzewa czy z poziomu ziemi las pozostawał obojętny na ich plany, przemyślenia i emocje. Trwał wieczną ponurą ciszą i mgłą jakby był w stanie pochłonąć całe armie.

                    https://i.imgur.com/jv8IHaW.jpg

                    Chwila odpoczynku jednak przydała się dla złapania oddechu. Można było napić się z manierki aby dać ulżyć spieczonym wargom i gardłu. Zamienić parę słów z towarzyszem obok. I czekać na to co przyniosą kolejne pacierze w tym mrocznym lesie.

                    Ten czas wykorzystał Duivel wspomagany przez Stefana aby spróbować opatrzyć rany towarzyszy. Stefan zorientował się, że te szarpane rany są bardzo podobne jak tego woźnicy jakiego znalazł w lesie razem z Ferro i jego kusznikami zanim dotarli do Alezzi i reszty grupy. Oraz makabrycznie rozciętego na pół ciała. To tamten woźnica miał podobne szarpane rany jakby dopadła go jakaś bestia.

                    Samo opatrywanie ran nie było łatwe. Duivel ze Stefanem musieli mocno improwizować a i warunki w jakich pracowali nie należały do czystych. Rany też były poważne. Trzeba było rannym zdjąć wierzchnie pancerze i ubranie aby dostać się do krwawiącej rany co dla obu stron było bolesne i kłopotliwe. Potem trzeba było użyć wody z manierki bo innej nie mieli aby chociaż trochę przemyć ciało i zobaczyć jak rana wygląda pod tą krwią. A następnie ją oczyścić chociaż z tych widocznych w leśnym półmroku paprochów i luźnych kawałków aby nałożyć zwinięty kawałek bandaża w ranę wywołując bolesną reakcję u opatrywanych. Po czym trzeba było obwiązać to kolejnym bandażem. Te zaś szybko się skończyły bo poza Stefanem nikt z wojaków nie miał czegoś takiego. Gdy wreszcie się uporali trzeba było pomóc znów się ubrać tym zranionym. Ostatecznie jednak zabieg się chyba udał bo wydawali się mniej bladzi niż wcześniej. Do następnego poranka i zwyczajowych zmian opatrunków u rannych więcej na razie im pomóc nie można było. Mniej przyjemnym zdarzeniem było to jak Azurowi coś nie podeszło i dziabnął w rękę Duivela na tyle boleśnie, że zabolało i w ranie pokazała się krew.


                    Gdy pozszywana grupka już się pozbierała trudno było powiedzieć ile czasu minęło. Ale postanowili ruszyć mniej więcej w kierunku polany o jakiej wcześniej mówiła Alezzia i jaką przez moment widział Tobias nim nie wyskoczyła na niego krwawa bestia. Szli szeleszcząc przegniłymi liśćmi przy każdym kroku. Słychać było cichy stukot ekwipunku i pancerzy. I te dość ciche dźwięki wydawały się nienaturalnie głośne w ciszy jaka ich otaczała. Las wydawał się tak wymarły jakby byli tu jedynymi, żywymi istotami. Dlatego hałas walki uderzył w nich nagle. Zupełnie jakby ktoś otworzył drzwi karczmy gdzie trwa bijatyka i ten rumor wdarł się w uszy. Tylko kontrast był jeszcze większy bo karczemną bójkę byłoby słychać zza drzwi i ścian nawet jeśli by wytłumiały odgłosy. Nie było dziwne, że miecznicy zatrzymali się nagle i rozglądali zaskoczeni tą nagłą zmianą. Zwłaszcza, że wciąż szli przez tą mgłę której nie imało się nawet elfie oko Duivela. Więc widzieli dookoła siebie leśną łąkę na tuzin, może dwa kroków dookoła siebie. Całkiem spore krzaki tu czy tam, wyższe od człowieka w jakich bez trudu mógł się ktoś ukryć. Nawet młode drzewka z pniami jak udo lub ramię mężczyzny też się trafiały. Ale nie było widać żadnych walczących.

                    - Co to?! I czemu tak nagle?! Gdzie oni są?! Jakieś cholerne sztuczki! - krzyczeli w zdenerwowaniu jeden przez drugiego próbując coś wyłowić z tej przeklętej mgły. Nerwowo ściskali miecze w spoconych dłoniach i trzymali tarcze przy piersi chcąc się zasłonić przed niespodziewanym atakiem. Aż wreszcie trafili na zdeptaną trawę. Była wysokości dojrzałego zboża więc wydeptane ślady były trudne do przegapienia. Zresztą podobne sami zostawiali.

                    Poszli tym wydeptanym śladem. Poza tym w kierunku gdzie znikał dochodziły ich dziwne odgłosy. Jakby gulgotanie jakiejś bestii i świszczące odgłosy jakby coś przecinało powietrze. Rżenie konia. W miarę jak się zbliżali tej wydeptanej trawy było więcej. Nawet trafiały się w niej wypalone ślady jakby ktoś przypiekł ziemię tak, że aż dymiła. Albo plamy bulgoczącego, śmierdzącego błota. Szramy na drzewach jakie zdawały się parować kolorowym dymem. Aż ciarki od tego przechodziły i włosy na karku stawały dęba. Tobias czuł znów to ukłucie wianku od Guenadaliny. Poza tym jeszcze coś. Coś co niezbyt było wiadomo czy odczuwa się słuchem czy przez jakieś wibracje w żołądku i pod stopami. Ale jakieś takie dziwne uczucie, jakby dudnienie, miarowy pomruk jaki z wolna nasilał się lub słabł niczym w jakimś niezrozumiałym rytmie.

                    - Patrzcie tam! - krzyknął jeden z mieczników pokazując swoją bronią przed siebie. Chociaż pewnie wszyscy zauważyli jak gdzieś we mgle błysnął snop jaskrawego światła z góry do dołu. I gdzieś stamtąd słychać było rżenie konia.

                    Ale zagrożenie jak się w końcu zjawiło to znów niespodziewanie. Tylko Tobias dostrzegł ciemną plamę jaka bezgłośnie przesuwała się na górze, gdzieś na wysokości koron drzew. Sunęła mniej więcej w ich stronę. Nie miał pojęcia co to było, musiało być większe od ptaka czy człowieka ale było jeszcze zbyt zamazane aby zorientować się co to. Duivel zorientował się chwilę później gdy to coś już leciało w ich stronę. Reszta nie wiedziała skąd się wziął piskliwy skrzek. Krzyknęli z bólu i strachu odruchowo łapiąc się za uszy i kuląc przed nieznanym atakiem. I raczej nie mieli głowy aby ją zadzierać na mroczny, podłużny kształt jaki przelatywał nad nimi. Jedynie ci dwaj zwiadowcy mieli okazję dojrzeć to coś na moment nim otworzyło zębatą paszczę do krzyku.

                    https://i.imgur.com/3P2B4wF.jpg


                    Mecha 25

                    Leczenie ran (INT + Leczenie)

                    Duivel 45
                    pomoc Stefana +10
                    polowe warunki -10 (wszyscy)
                    s.ranny -10 (Azur)
                    s.ciężki -20 (Tobias, Miecznik 3)
                    zwierzę -10 (Azur)

                    Duivel > Tobias; 45+10-10-20=+25; rzut: https://orokos.com/roll/995225 80; 25-80=-55 > du.por = mod 0; rzut k6:4; razem 0+4=+4; Tobias 6+4=10/15

                    Duivel > Miecznik 3; 45+10-10-20=+25; rzut: https://orokos.com/roll/995226 19; 25-19=+6 > remis = mod 1; rzut k6:3; razem 1+3=+4; Miecznik 3 5+4=9/12

                    Duivel > Azur; 45+10-10-10-10=+25; rzut: https://orokos.com/roll/995227 97; 25-97=-72 > sp.por = mod -1; rzut k6:5; razem -1+5=+4; Azur 5+4=9/10 (Azur gryzie Duivela; Duivel -1 HP)


                    Spostrzegawczość na polanie (ZRĘ + Spostrzegawczość)

                    Tobias 50
                    Stefan 40
                    Duivel 50
                    b.wzrok +10 (Tobias, Duivel)
                    Spostrzegawczość II +10 (Tobias, Stefan, Duivel)
                    b.słaba widoczność -20 (wszyscy)
                    nietypowy kierunek -10 (wszyscy)

                    Tobias 50+10+10-20-10=40; rzut: https://orokos.com/roll/995235 8; 40-8=+32 = śr.suk > dostrzega z ok 40 m

                    Stefan 40+10-20-10=20; rzut: https://orokos.com/roll/995236 100; 20-100=-80 = sp.por > nic nie dostrzega + pech

                    Duivel 50+10+10-20-10=40; rzut: https://orokos.com/roll/995237 11; 40-11=+29 = ma.suk > dostrzega z ok 20 m

                    efekt krzyku (trafienie na 6+); rzut: https://orokos.com/roll/995238

                    Tobias: 10 > trafienie > 6-4=-2 > 15-2=13/15
                    Stefan: 5 > pudło
                    Duivel: 6 > trafienie > 6-4=-2 > 11-2=9/12
                    Hugo: 9 > trafienie > 6-3=3 > 12-3=9/12
                    Miecznik 2: 4 > pudło
                    Miecznik 3: 4 > pudło
                    Miecznik 4: 8 > trafienie > 6-3=3; 12-3=9/12
                    Azur: 4 > pudło

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • CioldanC Niedostępny
                      CioldanC Niedostępny
                      Cioldan jako Cioldan
                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                      #119

                      Duivel nie był zaskoczony zachowaniem Azura. W końcu przed chwilą heroicznie walczył z bestią, która była dużo większa niż on sam. Zresztą do tej pory nie mieli okazji się zapoznać nawet. Elf zawsze był blisko zwierząt, ale raczej tych leśnych. Potrząsł ugryzioną ręką, otarł resztką bandażu i minimalnie owinął. Rana lekko krwawiła, ale na szczęście nie była głęboka.

                      - dobry pies z Ciebie Azur, uratowałeś prawdopodobnie życie tamtemu człowiekowi. No i przede wszystkim świetnie odnajdujesz się w lesie - nie próbował go pogłaskać, ale mówił spokojnie i ze swoim lekko widocznym uśmiechem na ustach, tak aby pies zauważył dobre zamiary.

                      Gdy po jakimś czasie ruszyli, nie uciekał do przodu, ale z racji swojego pochodzenia, szybszy chód wykorzystywał żeby w pewien sposób okrążać grupkę. Co wychodził na przód, to zaraz zostawał aby porządnie się rozejrzeć i gdy był na końcu, to ruszał z powrotem na czoło. Z jego obserwacji jednak nic nie wynikało. Mgła była za gęsta aby dostrzec jakieś rzeczy z oddali. Prawdopodobnie nie była ona całkowicie naturalnym wytworem, ale jej gęstość wspomagają czary. Przynajmniej tak zdawało się elfowi, który z racji pochodzenia nie czuł strachu przed czarami. Jeszcze bardziej niepokojące były odgłosy spoza grupki. Jako doświadczony łowca potrafił po chwili marszu odróżnić odgłosy jakie sami wytwarzali od tych oddalonych bądź ukrytych w wysokich krzakach. Tyle, że nie było żadnych odgłosów! Ani jeden pojedynczy dźwięk nie dotarł do niego, a to mu się bardzo nie podobało. Taka kompletna cisza może zwiastować coś niedobrego. " cisza przed burzą " pomyślał. Dosłownie kilka metrów dalej pojawiły się dźwięki bitwy. Grupka zaczęła mówić coś między sobą i elf dodał od siebie

                      - na moje oko, to minęliśmy jakąś magiczną barierę

                      - powiedział na tyle głośno, aby wszyscy usłyszeli, choć zupełnie bez emocji.

                      Mijali różne ślady walki, ale przede wszystkim usłyszeli rżenie konia co natychmiastowo jego myśli skierowało ku Alezzi. Uradował się, że może lada moment będzie ich więcej i na tyle to go rozproszyło, że to miecznik skierował jego uwagę na snop światła, który nagle błysnął. Duivel był już niemal pewien, że zaraz spotkają się z Tileanką. Jego wzrok przykuł jednak Tobias, który spoglądał w górę. Elf szybko spojrzał w tamtą stronę i zobaczył kolejne plugastwo. Tym razem latające i przypominające istotę, która jakby zapomniała, że pływa się tylko w wodzie, bo jej ruch w powietrzu przypominał bardziej poruszanie się płetw niż skrzydeł. Jednak to nie był czas na przemyślenia, dostrzegł to raczej dopiero gdy bestia odlatywała we mgłę, gdy jedną ręką powstrzymywał jakiś krwotok z nosa, a drugiej trzymał łuk z którego starał się wystrzelić więcej niż jedną strzałę. Skrzydlaty upiór zdołał zranić kilku z nich samym swym przeraźliwym krzykiem. Oprócz bólu głowy i wspomnianego krwawienia, nasilił się też ból w dłoni w którą udziabał go wcześniej Azur

                      - biegnijmy w stronę tamtego światła co błysnęło wcześniej, może to Alezzia, a może -zapauzował na chwilkę, by po króciutkiej refleksji po prostu krzyknął - BIEGIEM!

                      Elf ruszył w kierunku światła, lekko oszołomiony starał się wyłapywać czy potwór znów nie nadlatuje..

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • Pipboy79P Niedostępny
                        Pipboy79P Niedostępny
                        Pipboy79 jako Pipboy79
                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                        #120

                        Tobias powoli dochodził do siebie. Mimo że był nieźle poturbowany walką z ogarem chaosu i upadkiem z drzewa, czuł jak wracają mu siły. Co było w tym cierpkim, lepkim płynie który podał mu Stefan Jeager? Czuł się prawie jak po legendarnym krasnoludzkim 'Ale' którego kiedyś spróbował, tylko tamto smakowało o niebo lepiej.
                        Dzięki - ukłonił się Stefanowi, a na wzmiankę o matkowaniu tylko parsknął śmiechem. - Żebyś wiedział Stefan, że przeszło mi to przez głowę - od teraz będę się trzymał blisko Was.
                        Tobias chwycił dłoń drugiego zwiadowcy, który pomógł mu się podnieść z ziemi. Kiedy wszyscy zostali opatrzeni, w tym Azur. Żołnierze ruszyli niepewnie przed siebie, licząc że gdzieś tam znajduje się Tileańska czarodziejka. Las był dziwnie cichy i Tobias słyszał tylko brzęk zbroi i ekwipunku, dość głośny by ściągnąć na ich głowy kolejną bestię. Gdy nagle zamiast ciszy - jakby po przekroczeniu jakiejś magicznej zasłony - dotarł do ich uszu hałas, mężczyźni skulili się, choć bardziej z zaskoczenia niż strachu. Choć strach przyszedł niedługo później. Kiedy wszyscy rozglądali, wędrując w dziwnie wysokiej trawie Tobias próbował wyłuskać wśród dziwnych dźwięków tego który by się do nich zbliżał, zwiastując atak. Nie wiedział co i skąd ale miał przeczucie że coś zaraz ich zaatakuje. Łuk miał gotowy do strzału - odzyskał go Duivel ściągnąwszy go z drzewa. Rana na ramieniu przeszkadzała mu mniej niż powinna, Tobias rozglądał się na wszystkie strony, gotowy natychmiast wypuścić strzałę. Wypalone ślady na ziemi i drzewach nie wróżyły nic dobrego, ale sprawiły że Tobias spojrzał w górę, w samą porę by dostrzec dziwny kształt nisko na niebie. Jakiś mężczyzna krzyknął coś zauważając. Tobias napiął łuk mocno końcem strzały rysując ślad w powietrzu, próbując ocenić szybkość obiektu który się do nich zbliżał. Poczuł drżenie pod stopami i ukłucie na karku, tam gdzie wianek od kapłanki dotykał jego szyi. Wypuścił z płuc powietrze i w tym samym momencie strzała poleciała w kierunku kształtu który Tobiasowi zaczął przypominać płaskie stworzenie które jak ryba sunęła w powietrzu. Zwiadowca sięgnął po kolejną strzałę i próbował posłać kolejny pocisk w stronę dziwnego potwora, kiedy ów wydał z siebie przerażający jęk.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • DekaresD Online
                          DekaresD Online
                          Dekares jako Dekares
                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                          #121

                          Stefan starał się jak najlepiej asystować Duivelowi w trakcie opatrywania rannych, jednocześnie wypytując Tobiasa o to czego się dowiedział w trakcie ich zwiadu. Okropne rany zadane przez pokonaną przez nich bestie widziane z bliska szybko przypomniały mu o badanym wcześniej w lesie ciele.

                          - Nie ma co, ta bestia zagryzła jednego z tych biedaków których znaleźliśmy nad rzeką, rany są niemal identyczne. - rzucił do towarzyszy podając jednocześnie jeden ze swoich ostatnich opatrunków elfowi.

                          Widząc powagę ran swoich towarzyszy Stefan musiał podjąć ważną decyzje, w swojej torbie miał medykament znacznie cenniejszy nich jakiekolwiek znane mu opatrunki. Ostatni eliksir leczący który posiadał zaciążył mu w ręce kiedy sięgnął po niego do torby, drogi i rzadki środek miał być przez niego używany oszczędnie, tylko w ostateczności. Użyty przez niego na bagnach wyratował go spod pstrzału zwierzoludzi dając mu na tyle sił aby mógł dotrwać do przybycia pomocy. Czy powinien go zużywać teraz czy zostawić go na później kiedy ktoś będzie śmiertelnie ranny albo on sam będzie potrzebował pomocy?
                          Wojownik zacisnął rękę na flakonie po czym wydobył go z torby i dał Tobiasowi do wypicia pomagając mu aby ten nie uronił ani kropli.

                          - Pij Tobiasie, to postawi Cię na nogi... - w momencie kiedy mówił te słowa usłyszał skowyt Azura i odwrócił się zmartwiony w kierunku swojego psa...który właśnie ugryzł elfa próbującego opatrzyć jego ranny. Stefan sklął się w duchu za to, że pozwolił elfowi zacząć go opatrywać bez jego udziału.
                          - Azur! spokojnie! -doskoczył do psa i zaczął do uspokajać aby dalej nie gryzł swojego dobrodzieja, będą jednocześnie urzeczony postawą elfa który przyjął ranę bez najmniejszego protestu i spokojnie obgłaskiwał psa aby móc mu pomóc:
                          - Wybacz Duvielu powinienem był tu być aby Ci pomóc i go uspokoić.

                          Kiedy ruszyli w dalszą drogę Jeager zajął miejsce na czele oddziału starając się wyłapywać swoim czułym słuchem nawet najmniejszy szmer w nienaturalnej ciszy która ich ogarnęła aby wykryć ewentualne zagrożenie. Tym bardziej poczuł się wstrząśnięty gdy nagle, bez najmniejszego ostrzeżenia zostali zaatakowani kakofonią dźwięków niczym żywcem wyjętych z bitwy dwóch ścierających się armii! Stefan był z początku całkowicie zdezorientowany zasłonił się swoją tarczą i nadstawił włócznię czekając na nieunikniony atak...który nie nadszedł.
                          Ochłonąwszy odrobinę po wstępnym szoku tego doznania i słysząc coraz bardziej spanikowane głosy żołnierzy. Zajął się uspokajaniem ich aby iskra nieporządku nie rozpaliła się w pożar odwrotu:

                          - Spokojnie Panowie! Spokojnie! Racja to kolejne magiczne sztuczki, Duviel dobrze mówi, że przekroczyliśmy jakąś barierę, pamiętacie co mówiła Alezzia o jakiś magicznych machlojkach z czasem się tutaj wyprawiających? Te odgłosy to pewnie jakiś efekt tych machloj, dziwactwo mogące być groźne bo pomoże wrogowi podejść do nas niesłyszanym i pewnie nic więcej. Odwagi Panowie i idziemy naprzód, pomóc Alezzii!

                          Stefan miał nadziej, że zabrzmiał przekonywująco na temat małej szkodliwości tego co sie dookoła nich dzieje bo tak na prawdę nie był niczego pewien, tylko chciał dodać im trochę otuchy. idąc wydeptaną ścieżką tak się właśnie zamyślił co im tu jeszcze powiedzieć żeby ich podtrzymać na duchu, że przez chwilę przestał obserwować okolicę uważnie, wystarczyła ona do spowodowania nieszczęścia a raczej nieszczęść. Z jednej strony Jeager kompletnie nie zauważył zbliżającego się do nich monstra i za pewnie wziąłby na siebie pierwszą skoncentrowaną dawkę sonicznego ataku będąc całkowicie niszego nie świadomy …gdyby nie drugie “nieszczeście” które spotkało go Absulutnie nie z jego Winy czyli to, że potknął się o wystający korzeń i wyłożył się na ścieżce jak kłoda wprost idealnie unikając w ten sposób wspomnianego ataku w myśl odwiecznej zasady rządzącej światem, że Głupi Mają Szczęście.
                          Nie zmieniało to faktu, że soniczny krzyk pozbawił Stefana słuchu na dłuższą chwilę, dlatego wołanie Duviela aby biec w kierunku snopa światła w zasadzie nie zostało przez niego zarejestrowane i w związku z tym, że Jeager zdołał zobaczyć tylko zamazaną sylwetkę latającego stwora znikającego w mroku i efekt jego ataku w postaci licznych obrażeń wśród reszty, jedyne do czego był zdolny w chwili w której wstawał z ziemi i sięgał po leżący koło niego łuk to wykrzyczenie:

                          - Rozproszyć się dwójkami!, Niech nie ma możliwość zaatakowania wszystkich naraz znowu, tylko nie rozłaźcie się na tyle żebyśmy się nie pogubili! Zastrzelmy Dziada! -jednocześnie skierował się w kierunku grubszego drzewa aby zyskać dzięki niemu choć trochę osłony, drzewo które wybrał całkowicie przypadkowo kierowało go z grubsza w kierunku w którym ruszył elf.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • Pipboy79P Niedostępny
                            Pipboy79P Niedostępny
                            Pipboy79 jako Pipboy79
                            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                            #122

                            Oryginalny tytuł: Tura 26 - 2521.04.31; wlt; południe

                            Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                            Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
                            Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                            Główna grupa

                            Tobias i Duivel zareagowali błyskawicznie na latające zagrożenie. Reszta go nie spostrzegła a gdy atak nastąpił już zwijała się z bólu od tego skrzekliwego ataku. Obaj łucznicy wypuścili swoje strzały i pierzaste pocisku pomknęły w górę. Ale bez efektu. Do tego Tobiasowi pękła cięciwa. Miał co prawda zapasową w przypinanej kieszonce przy swoim pasie. Ale potrzebował czasu aby ją naciągnąć ponownie. Póki to się nie stanie to na takie ataki latającego straszydła był tak samo bezbronny jak miecznicy albo Stefan. Wszyscy oberwali od tego nietypowego ataku ale niektórzy lżej a inni mocniej.

                            - Co to było?! - krzyknął któryś ze zdezorientowanych mieczników który widocznie nie dostrzegł co ich zaatakowało.

                            - Uciekajmy stąd! To jakieś przeklęte miejsce! - zawtórował mu inny.

                            - Przestańcie się mazgaić! Sprawdzimy tylko to miejsce i jak nie będzie magiczki to wracamy! No już! Zbierać się chłopy! - Hugo chociaż krwawił z nosa i trzymał się za bolący brzuch więc nie wyglądał tak dobrze jak przed atakiem ale zdołał jakoś przekonać swoich ludzi aby przeszli jeszcze ten kawałek dali. Jednak ich wytrzymałość wydawała się być bliska kresu. Zwłaszcza jak mieli do czynienia z przeciwnikeim przeciwko któemu nie bardzo było jak walczyć.

                            Miecznicy ruszyli mniej więcej za elfem i pewnie nadzieją na spotkanie świetlistej milady jaka znała się na tej całej dziwnej i strasznej magii. Stefan czy Tobias jak nie chcieli zostać sami musieli podąrzać za nimi. Jaeger mógł sobie darować zastawianie się włócznią bo latający stwór latał gdzieś przy koronach drzew. Może trochę ponad, może nie. Ale na pewno powyżej zasięgu broni do bezpośredniego starcia. Jedynie gdyby nabrała go ochota na szarżę z powietrza taki manewr z włócznią dawał nadzieję, że coś pomoże.

                            - Gdzie ona jest? - zapytał któryś z mieczników. Rzeczywiście samej di Lucci nie było coś widać. Szli na oko tam gdzie chyba wcześniej widać było to błyskające ku nieby światło. Też nie byli pewni czy to rzeczywiście ona czy jakieś sztuczki plugawej magii. Jednak na razie jeszcze byli skłonni to sprawdzić. W tej bardzo mglistej scenerii trudno było ocenić odległość. Zwłaszcza jak mgła zaczynała skrywać okolicę już kilkanaście kroków od nich a ze dwa czy trzy tuziny dalej to już w ogóle nie było nic widać.

                            - Ale świństwo. - mruknął jeden z żołnierzy widząc plamę jakiejś obrzydliwej mazi. Zresztą śmierdziała też obrzydliwie a nad nią unosiły się tłuste, brzęczące muchy. Cała grupka ominęła to o kilka kroków. Mijali kolejne młode drzewka, kępy krzaków nerwowo wypatrując zagrożenia jakie mogło wyskoczyć ze środka. I często zerkając w niebo. To znaczy w górę, tam gdzie powinno być niebo ale zamiast tego była tylko mglista kopuła. Stąd jednak mógł wrócić kolejny atak tego latającego straszydła.

                            - Cicho! Słyszycie? - któryś z wojaków zastopował resztę. I gdy klekot ekwipunku i kroków umilkł dało się słyszeć rżenie konia. Słyszeli też inne dźwięki które jednak trudno było zinterpretować skąd mogą pochodzić. Co jednak pogłębiało atmosferę niepokoju i niewytłumaczalnego zagrożenia. Wskazywało, że nie są tu sami. To ciężkie, charczące, końskie rżenie było pierwszym w miarę znanym odgłosem. Po jakimś czasie znaleźli konia. To był koń Alezzi, dało się poznać po rzędzie. Leżał jednak na boku i ciężko dyszał. Krwawił z nozdrzy i pyska. Wyglądał na ciężko chorego albo rannego.

                            Mgła jakby nieco zrzedła i dostrzegli proste linie zwiastujące jakąś konstrukcję. Tam wśród tych nieznanych ruin znaleźli Alezzię. Już nie była taka nieskazitelnie czysta i schludna jak wcześniej. Siedziała na dawnym klepisku porośnietym obecnie trawą przemieszaną z kałużami wody i błotem. Z ust i nosa ciekła jej krew jaką pewnie co jakiś czas ścierała bo dłoń i rękaw jasnej sukni też miała zakrwawione. Co jakiś czas z ust i nosa pojawiały się banieczki krwawej piany o uczona dyszała ciężko podobnie jak jej koń. Mimo to z jej oczu biła determinacja.

                            - Jesteście… - wyharczała i zamilkła na kilka oddechów. - On tu jest. Albo ona. Ktoś od nas. Z Kolegium. Wyczuwam jego moc. Wciąż walczy. - wychrypiała ciężko i znów zamilkła aby nabrać siły.

                            - Walczy z plugastwem. Musimy mu pomóc. To potężny sojusznik. Sami widzicie… Tyle czasu… A sługi ciemności nie mogą dać mu rady… - dorzuciła i zrobiła ciężki ruch ręką jakby chciała wskazać dookoła.

                            - Tu lata jeden z nich… Ale nie mogę go sięgnąć. Za wysoko. - wysapała znowu wskazując tym razem gdzieś do góry. - Musimy się zaczaić. Tam są schody. - wskazała gdzieś w bok dawnych ruin.

                            https://i.imgur.com/0frqhrB.jpg

                            Gdy tam spojrzeli rzeczywiście było widać jakieś nie wiadomo jak stare kamienne schody jakie prowadziły gdzieś w górę. Porośnięte mchem i z kępkami trawy. Trudno było teraz stwierdzić co to niegdyś mogło być.

                            - Pomóżcie mi wejść na górę. Może z góry go sięgnę. Zaskoczę. Tylko ktoś musi zostać tutaj. Na dole. Aby go zwabić. - wysapała zaczerwieniona z wysiłku uczona. Twarz miała pokrytą nie tylko krwią z ust i nosa ale też błotem i drobnymi zadrapaniami.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • Pipboy79P Niedostępny
                              Pipboy79P Niedostępny
                              Pipboy79 jako Pipboy79
                              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                              #123

                              Złowrogi cień sunący ma głowami był coraz większy i Tobias wypuścił powietrze z płuc tuż przed strzałem. Ale ten nie nastąpił.

                              - Czyżby Bogowie mnie przeklęli? - pomyślał gdy łuczysko szarpnęło jego ramieniem, gdy pozbawione cięciwy gwałtownie wyprostowało się. Chwilę później już kulił się starając się chronić uszy przed przeraźliwym skrzekiem demonicznej istoty.

                              Kiedy oddaliła się i ból w głowie i uszach ustał Tobias szybko pozbierał się i rozejrzał wokół. Mężczyźni wokół byli żywi, ranni ale żywi. Ktoś krzyknął, dopiero po chwili dotarło do Tobiasa co. Wszyscy ruszyli przed siebie w gęstą mgłę. Łucznik spojrzał na pękniętą cięciwę i wymacał w kieszonce zapas który zawsze nosił ze sobą. - Uff, jest.
                              Dotarli w końcu do jakiś ruin, wśród których znaleźli Tileańską czarodziejkę. Tobias podziękował w duchu Taalowi. Kto by się spodziewał że zwiadowca będzie się cieszył na widok maga. Wujaszek by go skarcił za samą myśl. Nie wyglądała dobrze, ale w jej oczach ciągle można było dostrzec siłę i hardość.
                              Oszczędnie ich przywitała i choć Tobias nie rozumiał większości z tego o czym mówiła, był gotów u jej boku na wszystko co czekało na nich. I może zemści się na tej małej latającej suce. Ale wpierw musiał doprowadzić Duivela łuk do porządku. Usiadł na schodach na których zaparł jeden koniec łuczyska i po tym jak zahaczył na nim cięciwę powoli zaczął go wyginać. Robił to już nie raz ale teraz czuł każdą ranę otrzymaną do tej pory i przez myśl mu przeszło że może mu się to tym razem nie udać. Walczył zaciekle z drzewcem kiedy nagle poczuł jak czyjaś ręka chwyta za łęczyńsko. Stefan po raz kolejny raz okazał się dobrym kompanem.

                              - To kto wystawia się na wabia? rzucił Tobias. Wiem, miałem się trzymać blisko Was, to może zostaniemy z Duivelem we trzech na dole?

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • DekaresD Online
                                DekaresD Online
                                Dekares jako Dekares
                                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                #124

                                Widząc resztę grupy ruszająca biegiem za Duvielem Stefan zacisnął zęby i ruszył za nimi mając nadzieje że nie wpakują się w sytuacje gdzie od przodu spotkają kolejnych wrogów a latadło wytnie ich od tyłu.
                                Zrównał się krokiem z Tobiasem i razem z nim podążył za resztą rozglądając się uważnie na wszystkie strony i zwracając uwagę na reakcje Azura mogące alarmować o czyjejś obecności.

                                Widząc śmierdzącą plamę Stefan starał się trzymać się od niej jeszcze dalej niż reszta. Nie wiedział co w niej dokładnie widział ale wywołała w nim niepokój i wspomnienia o jednym z zadań dla świątyni Pani Miłosierdzi, musiał wtedy pilnować kwarantanny wsi w której banda kultystów wywołała epidemię. Tak jak w niejednym koszmarze przypomniał sobie błagania zrozpaczonych wieśniaków chcących aby wypuszczono z osady dotkniętej straszliwą zarazą. Płacz dzieci i zawodzenie matek chcących aby ocalić chociaż ich dzieci...wszystko urywane bezwzględnym rozkazem dowódcy o tym że każe strzelać do każdego kto spróbuje opuścić wioskę. Niemal wszyscy wymarli w straszliwych męczarniach mimo pomocy udzielanej przez sługi świątyni. Te mroczne wspomnienia prześladowały go aż znaleźli biednego konia magiczki. Jeager przykląkł przy koniu i miał zamiar w pierwszej chwili skrócić jego męki ale doszedł do wniosku, że jeśli zaraz znajdą di Lucci to może ta da rade uleczyć swojego wierzchowca. Dlatego pogładził konia z troska po głowie po czym uważając na to żeby nie zostać przez niego kopnięty spróbował zabrać z konia sakwy czarodziejki pomny tego, że ta może ich potrzebować i dołączył do reszty.

                                Kiedy zobaczyli Alezzię wśród ruin Stefan ruszył w natychmiast w jej stronę rozglądając się uważnie w poszukiwaniu tego kto tak urządził czarodziejkę.
                                Przyklękając przy niej i kładąc przed nią sakwę z jej rzeczami słuchał jej słów jednocześnie cały czas na przemian obserwując okolice i przyglądając się jej rana aby przygotować się do leczenia.
                                Kiedy ta powiedziała że chce aby zaprowadzić ja na wieże żeby zaatakować latającego stwora Stefan szybko odpowiedział ściszonym głosem.

                                - Pani pomożemy Ci jak tylko damy radę, ale sama chyba przyznasz, że ledwo żyjesz? Nasi ludzie też są poranieni i to jak podejrzewam m.in. przez tego samego potwora. Jeśli mamy mieć szanse pomóc temu magowi o którym mówisz Pani to musimy Cię najpierw poskładać do kupy w jakimś bezpiecznym miejscu. Czy wiesz Pani czy w tych ruinach jest bezpiecznie, nie ma żadnych wrogów?

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • CioldanC Niedostępny
                                  CioldanC Niedostępny
                                  Cioldan jako Cioldan
                                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                  #125

                                  Elf mknął przez mgłę choć jego bieg nie był naturalnie szybki jak zwykle. Spowalniała go gęsta mgła przez którą ciężko było coś zobaczyć, ale przede wszystkim dziwny ból głowy wciąż go otumaniał. Mijał śmierdzące bagna aż w końcu usłyszał coś co przypominało dźwięk wydawany przez konia. Znał ten przykry odgłos. W swoim krótkim elfim życiu, które dla człowieka wydawało się już wyjątkowo długie, był już obecny przy zdychającej chabecie. Nie był to nigdy miły widok, tak samo jak i teraz. Domyślił się jednak, że to koń magini, więc jest jeszcze dla niego szansa. Jeśli oczywiście i oni przeżyją. pierwszy raz od dawna został zraniony, a przyczyniło się do tego też zwykłe ugryzienie psa.
                                  Słyszał zasobą głos Huga, który zapewne usłyszał odgłosy zdychającego konia. Jednocześnie mgła jakby zaczęła się przerzedzać, a to był raczej dobry znak. Zobaczył w końcu ją. Siedziała umorusana w błocie i krwi, ale mimo widocznego zmęczania wciąż biła od niej determinacja.

                                  - Jesteśmy Alezzio - powiedział na tyle głośno aby ona jak i reszta towarzyszy go usłyszała.

                                  Magini opowiedziała powoli swoją historię. Duivel miał czas na przetworzenie informacji gdyż świetlista Pani ewidentnie potrzebowała czasu aby zrobić oddech. Jednak gdy wskazała na schody, a Tobias i Stefan wypowiedzieli się, to sam się otoś odezwał jakby uniemożliwiając odpowiedzenie na zadane przez towarzyszy pytania.
                                  [i]- Panowie! Niech ktoś pomoże Tobiasowi z łukiem! Jak się z tym uporacie to zgodnie z sugestią Tobiasa, on i Stefan tu zostaną, ale ja idę na górę. Hugo wyznacz kogoś by wsparł naszą dowódczynię i pomógł jej wejść po schodach. Na miejscu liczę na pomoc z waszej stronie w opatrywaniu Pani di Lucci

                                  mówił elf wielce przekonany co do tego co przekazuje innym. Nie był doświadczony w wydawaniu poleceń, ale czuł, że sytuacja wymaga zdecydowanych ruchów. Sam będąc na górze i po próbie udzielenia pierwszej pomocy magini, znów złapał za łuk i byl gotowy wystrzelić gdy tylko zauważy zbliżającego się wroga.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • Pipboy79P Niedostępny
                                    Pipboy79P Niedostępny
                                    Pipboy79 jako Pipboy79
                                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                    #126

                                    Oryginalny tytuł: Tura 27 - 2521.04.31; wlt; południe

                                    Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                                    Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
                                    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                                    Główna grupa

                                    Na miejscu odnalezienia bladolicej czarodziejki zapanowało zamieszanie. Chyba wszystkich w jakimś stopniu zaskoczył jej widok. Czy też może raczej stan w jakim ją znaleźli. Ciężki oddech i ból słyszalny w głosie, cierpienie wymalowane na młodej twarzy. Sama twarz i biała suknia były sponiewierane krwią, brudem i błotem. A magini już nie wydawała się tą szlachetną i pewną siebie damą jaką śmiało wykrzykiwała rozkazy z siodła. Tylko zwykłą śmiertelniczką opartą o truchło pradawnej ściany jaka gdy oberwie to dopada ją słabizna taka sama jak zwykłych wojaków. No i zabrakło jej jak i porucznika Ferro którzy zwykle odkąd odłączyli się od głównej kolumny wydawali polecenia i mieli na tyle autorytetu, że pozostali je wykonywali. Miecznicy popatrzyli na siebie nawzajem niepewni co teraz robić. Trójka zwiadowców chociaż bardziej zdecydowana to rozsypała się po różnych zajęciach. Tobias zajął miejsce na dole schodów i zaczął się mocować ze pożyczonym od elfa łukiem. Duivel powiedział aby któryś z nich mu pomógł ale Stefan ich ubiegł. Włócznik odłożył swoją główną broń i tarczę i nachylił się any pomóc koledze w tych zmaganiach z opornym kawałkiem drewna. Hugo i pozostała dwójka mieczników obserwowała te zmagania, to charczącą magiczkę, to stojącego elfa, to otaczające ich mgłę i krzaki.

                                    - Tu ta mgła jest chyba trochę rzadsza. Dalej widać. - powiedział Hugo chyba po to aby powiedzieć cokolwiek. Leśny elf jaki chwilowo nie był niczym zajęty mógł się zgodzić z takim wnioskiem. Rzeczywiście było tu trochę dalej widać niż na tej porośniętej krzakami i młdonikiem polanie przez jaką do tej pory szli.

                                    - To to miejsce… Niegdyś święte… Zostało zbrukane… Ale nie całkiem… Część pradawnej mocy wciąż… Promieniuje… I rozprasza część plugawych mocy… - wyszeptała magiczka potwierdzając spostrzeżenia kaprala mieczników. Ten pokiwał głową ale jak elf mógł poznać po minie to chyba sam nie był pewien czy go ucieszyła czy zmartwiła ta wiadomość. Zresztą jego chłopców podobnie.

                                    Tobias czy Stefan byli zbyt zasapani i zaczerwienieni z wysiłku aby widzieć ich twarze. Co nie zostało powiedziane na głos to do nich nie docierała. Za bardzo pochłaniała ich walka z opornym łuczyskiem. Długotrwałe napinanie nieco je odkształciło ale nadal przypominała nieco wygiętą laskę czy tyczkę a nie łuk. Trzeba było siłą mięśni ją napiąć ponownie i potem z pomocą łuczniczych palców umocować cięciwę na swoim miejscu. Zmagali się mocno ale widocznie im się pofarciło bo już druga próba Tobiasa zaowocowała, że umieścił cięciwę na miejscu. Jeszcze trochę wysiłku aby ją tam utrwalić i wreszcie mogli się wyprostować z dumą. Czerwoni z wysiłku i z potem perlącym się na czole i plecach ale jednak łuk jaki elficki kolega pożyczył Tobiasowi znów wyglądał jak łuk. A nie nieco wykrzywiona tyczka.

                                    Teraz Stefan mógł się zająć ranną magiczką. Podszedł do niej, uklęknął aby zobaczyć jej rany. No i zaczął wyjmować z torby potrzebne przybory. Widząc to Duivel podszedł do niego aby mu pomóc w tym zajęciu. Zawsze to było łatwiej pracować na żywym ciele lżej na cztery niż dwie ręce. Zwłaszcza jak obie osoby miały pojecie o tym co robią i mogły sie wspomagać. Jedna mogła odchylić ranę a druga ją oczyścić. Albo przejąć opatrunek z tej przeciwnej strony i oddać po tej pierwszej gdy się komuś opatrywało korpus. Tobiasowi zaś zostało towarzyszenie Hugo i jego miecznikom. Więc do niego zwrócił się Hugo.

                                    - My nie mamy nic do strzelania. Póki ta poczwara nie będzie na wyciągnięcie miecza to nic jej nie zrobimy. - powiedział do Ostlandczyka z już naprawionym łukiem. Wymownie zamachał swoim orężem aby pokazać, że w porównaniu do zasięgu rażenia łuku to oni mają mocno ograniczone możliwości. A międzyczasie kazał jednemu wejść na szczyt wieży, dwóm pozostałym stanąć po przeciwnych stronach mniej więcej prostokątnych ruin aby mieć baczenie z każdej strony. No i mogli słuchać bolesnych posykiwań i pojękiwań opatrywanej magiczki przetykanej rozmową ze Stefanem.

                                    - Nie wiem co to za ruiny… Koń mnie tu poniósł… Tu stawiłam opór latającemu maszkaronowi… Nie sprawdzałam ruin ale nic mnie stąd nie zaatakowało… Ten maszkaron wróci, to pewne… - wysapała jasnowłosa milady zmagając się z bólem. Opatrywanie ran nie było przyjemne dla żadnej ze stron. Zwłaszcza jak poszkodowaną była piękna, młoda kobieta to na jej cierpienie było ciężko patrzeć. Ale użyta z manierek woda wzmocniona ziołami i opatrzona bandażami wydawała się wzmacniać czarodziejkę. Z bliska było widać jak rumieńce wysiłku na jej licu powoli zaczynają blednąć a ciężki, rwany oddech nabiera regularności. Z bliska było też czuć kwiatowy aromat jej perfum jakiego do tej pory nie dało się wyczuć. I wskazywał na zakazaną zwykle bliskość na jaką poza małżonkami nie było miejsca u obyczajnych obywateli.

                                    Ale pomogło. Alezzia di Lucci złapała się za zraniony ale już opatrzony bok i spojrzała w to miejsce. Na białej sukni wciąż było widać błoto i zacieki ale pod nią widać było świeży opatrunek. Białowłosa spojrzała w gdzieś w dal i na próbę wzięła kilka głębszych oddechów. Charczenie zniknęło z jej oddechu i to ją uspokoiła.

                                    - Dziękuję wam. Nie wiem jakbym sobie poradziła sama. Ale to jeszcze nie koniec. Ta poczwara tu wróci. Proszę pomóżcie mi wstać. - elfa i ostlandzkiego włócznika obdarzyła bladym ale ciepłym uśmiechem. I wyciągnęła dłonie aby pomogli jej wstać. Wciąż były lepkie od brudu i własnej krwi co nieco psuło przyjemność dotyku delikatnej, kobiecej dłoni. Wstała z ich pomocą jeszcze chwiejnie i syknęła cicho z bólu. Ale gdy oparła się dłonią o ścianę to pomogło jej odzyskać równowagę.

                                    - Już mi lepiej. Dziękuję. - powiedziała cicho. Znów wzięła głębszy oddech i popatrzyła na swoje pobrudzone błotem i krwią dłonie. Powiedziała coś cicho w dziwym języku co brzmiało jak słowo czy dwa. Jej dłonie ożyły jak rozświetlone wewnętrznym blaskiem jaki pochłaniał ten ziemski brud. I po chwili miała już dłonie tak czyste jak zawsze gdy dotąd ją spotykali. Sama magiczka uśmiechnęła się do tego jakby sprawiło jej to drobną przyjemność. Spojrzała na Stefana i Duivela.

                                    - Jesteś ranny. Masz wewnętrzne rany. Od tego maszkarona. - odezwała się patrząc na elfa. Na jego korpus jakby była w stanie dostrzec co on ma tam w środku. Po czym znów coś powiedziała szybki i w obcym języku. Przyłożyła dłoń do jego piersi i znów spłynęło z niej światło jakie wniknęło w głąb Duivela. Ten czuł jakby tam przeniknęło do niego jakieś przyjemne ciepło. I rozlało się tam czymś kojącym. Odrętwienie i ból jaki odczuwał od ataku latającego maszkarona zbladł a w końcu całkiem ustąpił. Chociaż na zewnątrz nie widział żadnej zmiany. Zresztą Stefan jaki stał obok niego też nie. Ot kula światła wniknęła w ciało elfiego kolegi i tam zniknęła. Nic więcej nie było widać. Chwila spokoju i błogości szybko poszła w zapomnienie gdy rozległ się okrzyk któregoś z żołnierzy.

                                    - Leci! Leci! To straszydło! Leci tutaj! - okrzyk wtargnął w scenę wewnątrz ruin. Magiczka jak się okazało odzyskała nie tylko siły fizyczne ale i zdecydowanie.

                                    - Tobias! Zostań na dole! Utrzymaj pozycję tak długo jak dasz radę! Jeden czy dwa okrzyki powinieneś wytrzymać a potem schowaj się gdzie dasz radę! - spojrzała na tropiciela mocnym spojrzeniem. Może dlatego, że niedawno sam proponował aby tu zostać. I mogła to usłyszeć.

                                    - Dobrze aby ktoś dotrzymał mu towarzystwa. Powinien zaatakować każdy widoczny cel ale im więcej tym większa szansa, że się skusi. - zwróciła się do dwóch zwiadowców i czwórki mieczników. Sama zaś pobiegła w górę kamiennych schodów na jakich zdążyły wyrosnąć kępki mchu i trawy.

                                    - Wy się chłopcy schowajcie. Dobrze aby ktoś miał nas pozbierać. Jak będzie po wszystkim. - Hugo powiedział cicho i z rezygnacją do swoich mieczników. Ci wahali aię ale tylko przez chwilę. Po czym kiwnęli głowami i pobiegli schować się w głąb załomów ruin czy pod schodami. Zaś kapral mieczników stanął obok Tobiasa i wpatrywał się w zamglone niebo skąd powinno nadlecieć zagrożenie. Tak jak mówił póki wróg nie był na wyciągnięcie ostrza nie mógł nic poradzić. Ale na wabia razem z łucznikiem stanąć mógł. Ten z bliska słyszał jak ten mamrocze pod nosem. Albo się modli nerwowo ściskając dłoń na rękojeści miecza. Albo się wydawało albo słychać już było szum powietrza zwiastującego ruch.


                                    Mecha 27

                                    Naciąganie cięciwy łuku (KRZ)

                                    Tobias KRZ 40
                                    pomoc Stefana +10

                                    razem: 40+10=50

                                    rzut: https://orokos.com/roll/995860 32

                                    wynik: 50-32=+12 = ma.suk > udało się naciągnać cięciwę b.szybko


                                    Leczenie ran (INT + leczenie)

                                    Stefan INT 40
                                    pomoc Duivela +10
                                    s.ciężki -20
                                    polowy brud -10

                                    razem: 40+10-20-10=20

                                    rzut: https://orokos.com/roll/995861 83

                                    wynik: 20-83=-63 = du.por > mod -2 (rzut k6:6 > -2+6=+4 HP) Alezzia 6+4=10/12

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • CioldanC Niedostępny
                                      CioldanC Niedostępny
                                      Cioldan jako Cioldan
                                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                      #127

                                      Duivel był przekonany, że odniesione rany przeszkodzą mu w wykonywaniu prostych czynności. Tak też się działo i dlatego przy leczeniu magini jedynie asystował Stefanowi. W takich chwilach wszelkie niesnaski odchodzą na bok, liczy się większe dobro i wspólny cel. Przynajmniej tak postrzegał to elf. Pierwsza pomoc dla Alezzi przyniosła widoczne rezultaty. Najważniejsze, że mogła znów spokojnie złapać oddech.

                                      - Jak dobrze usłyszeć poprawę- elf szybko zagadał do di Lucci gdy usłyszał jej czystszy oddech.

                                      Magini dosłownie po chwili zwróciła się do niego i zrewanżowała się za wyleczenie. Duivel już kiedyś zaznał podobnego uczucia, gdy jego ówczesna partnerka Elysia Windrider uleczyła go po jednej z jego wypraw. Wówczas pomagał swojemu wujowi i wraz z kuzynem Hal'ilem wybrał się jako ochrona karawany kupieckiej do granicy z Hochlandem. Sama podróż przebiegała pomyślnie, ale samo przekazanie opieki nad karawaną tym razem nie poszło po ich myśli. Okazało się, że bandyci zabili ludzi najętych do ochrony w Hochlandzie i to samo chcieli uczynić z nimi. Po ciężkiej bitwie, udało im się ujść z życiem, jednak ponieśli spore straty zarówno w ludziach, towarze, jak i sami doznali licznych obrażeń. To wszystko działo się jakieś 30 lat temu, co dla elfa nie było jakoś odległą historią i stąd kojarzył to niesamowite uczucie wyleczenia dzięki magii.
                                      Nie mógł jednak w pełni wrócić do tych wspomnień, gdyż nagle Alezzia krzyknęła. To potwór znów zmierzał w ich kierunku.

                                      - Nie traćmy czasu!! Ja biegnę za Alezzią, wy zróbcie co uważacie za słuszne...- krzyknął do Stefana i Tobiasa, a sam niewiele się zastanawiając pobiegł zaraz za maginią na górę trzymając już łuk w ręku.

                                      Gdy już byli na miejscu, wyciągnął strzałę aby móc przymierzyć i strzelić w potwora. "Tym razem na pewno go dopadne" pomyślał pewny siebie. Dlatego też pobiegł na górę, aby wyrządzić jak najwięcej szkody bestii, która raczej nie spodziewała się, że może być zaatakowana z dwóch stron. Miał zamiar oddać mierzony strzał, a może nawet i kilka, jeśli uda mu się błyskawicznie przeładować, a raczej dobyć kolejną strzałę.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • DekaresD Online
                                        DekaresD Online
                                        Dekares jako Dekares
                                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                        #128

                                        Stefan z wielką ulga przyjał pomoc Duviela przy opatrywaniu rannej czarodziejki, ale doskonale zdawał sobie sprawę że ich zabiegi na niewiele się zdały w obliczu wewnętrznych obrażen które odniosła cudzoziemka. Sądził że w trakcie opatrywania uda mu się zadać kobiecie kilka pytań na temat tego co się z nią działo, co mają zrobić aby pomóc wspomnianemu czarownikowi aby tylko wspomnieć o pierwszych pytaniach z brzegu które do niej miał ale szybko przekonał się że nie ma na to najmniejszych szans jeśli nie chce jej zrobić poważnej krzywdy rozpraszając swoja koncentracje.
                                        Był więcej niż uradowany widząc, że Alezzia mimo średniej roboty jaką udało mu się wykonać przy jej obrażeniach wydała się odzyskać choć trochę sił. Właśnie miał zadać jej pytanie na temat tego komu miałaby być poświęcona świątyni, gdy czarodziejka rozpoczęła swoje magiczne zabiegi, oczyszczenie siebie samej z brudy było widowiskową ale koniec końców igraszką w porównaniu z uleczeniem(bo Stefan był pewien na pierwszy rzut oka że stan elfa znacznie się poprawił po tym co zrobiła czarodziejka) Duiviela.
                                        Podziw dla jej magicznej sztuki zabrał mu kilka kolejnych sekund w których nie udało mu się zadać żadnych pytań, dopiero po chwili zrozumiał jak cenne były to sekundy, kiedy rozległ się alarm o zbliżającym się potworze. Stefan natychmiast poderwał się z ziemi rozglądając się oraz jednocześnie słuchając poleceń czarodziejki. Słysząc jej słowa do Tobiasa, natychmiast spojrzał na tego i przypomniał sobie szczęki tamtego potwora szarpiące jego ciało i wiedział od razu co powinien zrobić:
                                        Ja zostanę tutaj Pani, Tobias przyda Ci się bardziej na wieży - spoglądając na myśliwego uśmiechnął się i dodał - Teraz pora na mnie żebym znalazł sobie jakiegoś nowego“przyjaciela”.
                                        Nie tracą czasu podczas mówienia spojrzał na zostającego na dole Hugo po tym na wieże po czy pobiegł aby ustawić się tak aby znajdowali się po przeciwnych stronach wieży. Po tym oparł swoją włócznie o ścianę i z łukiem w ręku zaczął udawać że przygląda się jakimś rzeczą na ziemi aby sprawiać wrażenie zaskoczonego przez potwora w trakcie jakiś zadań. Jednocześnie rozpoczął krótką modlitwę do Sigmara w której prosi o Siłę i zwycięstwo w nadchodzącym starciu.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79 jako Pipboy79
                                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                          #129

                                          Ramiona Tobiasa paliły żywym ogniem gdy cięciwa znalazła się na swoim miejscu. Przez moment łucznik bał się że otworzyły się rany zadane mu przez ogara chaosu. Podziękował Stefanowi za pomoc, wstał i napiął łuk, zadowolony z rezultatu. Po czym rozejrzał się po okolicy, wcześniej nie zawracał sobie tym głowy. Zastanawiał się co przed wiekami tu stało, czy było to ludzka czy elficka budowla, jakie historie pamięta.
                                          Napięcie wśród żołnierzy można było - jak tą mgłę - kroić nożem. Wszyscy poza czarodziejką rozglądali się nerwowo oczekując zagrożeń dosłownie z każdego kierunku. Tileanka, po tym jak otrzymała pomoc od Duivele i Stefana (sama odwzajemniła ją, magicznie lecząc rany) wstała i spojrzała po swoich podwładnych. Miała plan. Rzuciła polecenia głosem silnym i zdecydowanym ale Tobias już wiedział, że może być to tylko dla podniesienia morale, które zostało mocno nadszarpnięte przez szaleństwo porucznika i walkę z dwoma demonami. Zwiadowca zaproponował że zostanie na dole jako ‘wabik’ na latającego stwora i zamierzał wypełnić tą rolę pokrzepiony słowami czarodziejki. A propozycję Stefana zbył uśmiechem i machnięciem ręką.

                                          - Nie bracie, tym razem staniemy razem naprzeciw tej bestii.

                                          Stefan kiwnął porozumiewawczo głową, którą chwile później zadarł, i Tobias uczynił to samo, napinając łuk do strzału. Ciemny, niepokojący kształt ukazał się, zbliżając się do nich nieuchronnie.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0

                                          Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                                          Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                                          With your input, this post could be even better 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa