Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Pipboy79P
Pipboy79 jako
Pipboy79
Mistrz Gry
DekaresD
Dekares jako
Dekares
MirasM
Miras jako
Miras
CioldanC
Cioldan jako
Cioldan

Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
193 Posty 6 Uczestników 711 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CioldanC Niedostępny
    CioldanC Niedostępny
    Cioldan jako Cioldan
    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
    #115

    Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
    Czas : 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
    Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

    Duivel wymierzył w bestię, ale musiał ciut się wstrzymać, bo Stefan od razu ruszył do przodu, zachęcając mieczników do dołączenia do niego. Ci jeszcze się ogarniali, a elf zrobił krok w bok i posłał pierwszą strzałę. Był już niemal pewny, że to Tobias spadł z drzewa, a utwierdził go w tym szybko bieg drugiego z łowców. Reszta towarzyszy również wystartowała w kierunku piekielnego ogara i prawdopodobnie ich towarzysza. Musiał się przesuwać to w lewo, to w prawo, aby nie strzelić nikomu w plecy, ale również nie chciał przypadkiem trafić w osobę będącą w zwarciu z tym przerośniętym psem.
    Tak się skupił na wyszukiwaniu celu, że nie zauważył jak go ktoś omamił. Niby stał na nogach, wiedział dalej co robi, jednak czuł się trochę jakby wypił za dużo krasnoludzkiego ale. Lekko się chwiał, wzrok miał mętny, a i strzały wylatywały nieco wolniej, jakby stracił trochę siły.
    Po brutalnej scenie walki, odnieśli zwycięstwo i elf dziękował w głębi serca Sarriel, że tylko jeden ogar się pojawił. Gdy tylko opętanie go opuściło, od razu pobiegł ile sił w nogach do reszty towarzyszy. Szybko zorientował się, że łuk Tobiasa utknął na drzewie, ale przede wszystkim, jeśli mieli iść dalej, trzeba było opatrzeć rannych towarzyszy.

    - Wszyscy żyjemy, oby tak dalej! Widzę, że mamy trzech rannych, tylko gdzie ten bohaterski pies? Pomóżcie mi opatrzeć rannych, później wejdę po łuk na drzwo, a Stefan, Ty znajdź wtedy swojego psa, jego też trzeba opatrzeć.. - powiedział pewnym głosem elf. Wiedział, że nie ma żadnego dowódcy, także trzeba szybko podejmować decyzję i ruszyć w stronę polany w celu namierzenia świetlistej Pani

    .
    Po udzieleniu pierwszej pomocy, Duivel wdrapał się na drzewo po broń towarzysza broni. Niestety nie mieli możliwości by doprowadzić poszkodowanych do pełni zdrowia, ale zatamowanie krwawień już wiele dawało. Elf przyjrzał się okolicy, wyglądał za sojusznikami, bądź wrogami. Z rozmów między miecznikami wywnioskował, że mieli dwóch przeciwników i to pewnie ta latająca mała lafirynda go zaczarowała. Także spoglądał też w górę w celu namierzenia ewentualnego małego celu.

    - Wszyscy co zdrowi, ruszajmy dalej w kierunku polany, może jakieś ślady Alezzi bądź jej konia znajdziemy w pobliżu. Rannym daję wolny wybór, po naszych śladach dojdziecie do kuszników, którzy zostali w głębi lasu, możecie też iść z nami oczywiście...

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • Pipboy79P Niedostępny
      Pipboy79P Niedostępny
      Pipboy79 jako Pipboy79
      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
      #116

      Krew trysnęła z rany na ramieniu Tobiasa, a ten próbował po raz kolejny zagłębić ostrze noża w pysku bestii. Czuł że traci siły mimo, że ból był dziwnie odległy, jakby łucznik był otępiały. Przez głowę przeszła mu myśl czy tak wygląda umieranie, może nie jest to tak złe, powinien zaznać jej parę tygodni wcześniej, kiedy on i jego przyjaciele zostali zaatakowani przez identyczne stwory. Poczucie wstydu, że wtedy uciekł, zostawiwszy towarzyszy na pastwę tych bestii być może sprawiło że nie dbał o Swoje przeżycie, chciał po prostu zakończyć żywot istoty chaosu i choć trochę się zrehabilitować.
      Wtem ból powrócił, przywracając zwiadowcę do chwili obecnej. Widział jak bestia próbuje zatopić w jego ramieniu kły po raz kolejny, kiedy coś w nią uderzyło i sprawiło że stwór odwrócił się od Tobiasa i zacisnął swe potężne szczęki na jakimś zwierzęciu.
      Azur! - pomyślał Tobias - Dobra psina! - i zagłębił po raz kolejny nóż w cielsku stwora, z trudem wciskając go między twarde łuski. W tym samym momencie jakiś mężczyzna sieknął bestie po grzbiecie zostawiając na nim czerwoną pręgę. Za chwile dobiegli do nich dwaj następni żołnierze.
      Nogi ugięły się pod Tobiasem, jakby dopiero teraz stwierdziły że mogą sobie na to pozwolić. Upadł ciężko i już za chwilę coś chwyciło go i zaczęło ciągnąć z dala od walki, usłyszał krzyk mężczyzny nad sobą. Zobaczył jeszcze tą wredną latającą małą sukę i spróbował ją chwycić ale był daleko poza jego zasięgiem. Spojrzał w kierunku walki dokładnie w momencie kiedy pojawił się jakiś gęsty dym w miejscu gdzie była bestia i walka naglę się skończyła. Żołnierze rozglądali się skołowani nie rozumiejąc co się stało.
      Kiedy emocje opadły ktoś klęknął nad Tobiasem i zaczął opatrywać jego rany.
      Duivel. Dobrze cię widzieć - rzekł do elfa lecz nie zauważył na jego twarzy cienia emocji. Ten po prostu robił swoje tamując krwawienie i bandażując rany człowieka. Ktoś dał Tobiasowi łyk wody, a kiedy łucznik zdołał usiąść spojrzał na twarze mężczyzn którzy przyszli mu z pomocą. Widział że są trochę zdezorientowani a czarodziejki nigdzie nie było widać. Pomiędzy łykami wody Tobias opowiedział im co widział na polanie we mgle na którą sączy się magia z jakieś posągowej postaci i widział jak tężeją miny wojowników. Pierwotny strach przed magią nie zawładnął jedynie elfem.
      Czy tam nie udała się Herr Alezzia? - zapytał się Tobias wskazując mężczyznom polanę.
      Musimy jej pomóc!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • DekaresD Niedostępny
        DekaresD Niedostępny
        Dekares jako Dekares
        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
        #117

        Cała walka z demonicznym ogarem była dla Stefana odrobinę jak sen. Pamiętał mieszankę strachu i determinacji towarzyszącą każdemu krokowi przybliżającemu go do bestii. Poczucie dumy gdy zobaczył prześcigającego go w ataku na wroga Azura i poczucie strachu i troski o tego gdy ten został poszarpany przez bestię i odrzucony od niej niczym zabawka. Pamiętał satysfakcję gdy udało mu się dopaść do bestii i wrazić w nią swoją włócznie z całym impetem wynikającym z szarży i następującą po tym frustrację wynikająca z marnego efektu jaki atak wywarł na potworze. Pamiętał kolejne swoje ciosy oraz te zadawane przez mieczników.
        -Czyżbym zwariował? Widział i pamiętał rzeczy których nigdy nie było? - myśl ta przeleciała mu przez głowę gdy horror z którym walczyli nagle zniknął w kłębie dymu. Spojrzenie na pooraną przez pazury potwora tarczę wystarczył żeby obudzić go z oszołomienia wywołanego niespodziewanym zniknięcie przeciwnika i skierowałe jego myśli na jeszcze bardziej niebezpieczne ścieżki
        -Czy to był demon? - przeszło mu przez głowę, gdy zatkał ręką usta aby nie wdychać dziwnego dymu. Miał już do czynienia z potworami chaosu w czasie swojej służby dla świątyni Pani Miłosierdzia i miał nadzieje już nigdy nie musieć powtarzać tego doświadczenia. Zmusił się do zepchnięcia powoli kiełkującej w nim paniki w głąb siebie i zaczął wydawać uprzejme komendy:

        - Krąg Tarcz Panowie! - Stefan odwrócił się na zewnątrz obserwując okolice w poszukiwaniu zagrożeń. Kiedy przekonał się, że nikt natychmiast ich nie atakuje, a Duivel dołacza do nich zaczynając wydawać polecenia kiwnął głową na zgodę i podbiegł do rannego miecznika w celu podprowadzenia go do Tobiasa aby udzielać im pierwszej pomocy w jednym miejscu.
        - Spokojnie kolego, świetnie się spisałeś zaraz Cię opatrzymy żebyś był jak nowy - starał się uspokoić rannego.

        Idąc w kierunku Tobiasa Stefan rozejrzał się za Azurem i postarał się przywołać go do siebie aby opatrzeć wiernego psa. Cały czas starał się też obserwować okolicę w poszukiwaniu nowych zagrożeń. Docierając do Tobiasa opatrywanego przez elfa posadził miecznika niedaleko rannego myśliwego i wyciągnął bandaż którym postarał się zatamować najgorsze krwawienie, jednocześnie zagajając do Tobiasa:

        - Miło Cię widzieć Tobiasie, tylko wiesz nie żebym Ci matkował... ale może trzymaj się naszego towarzystwa od teraz? Wiesz, jestem wredny i mam niewyparzony jęzor, a Duviel czasem wkurzający ale jeszcze żaden z nas nie załatwić Cię tak co nie? Poszukiwanie nowych wrażeń wśród leśnych wiedźm i ich przemiłych zwierzaczków nie służy Ci tak do końca w mojej opinii? - zakończył swoją krotochwilę podchodząc do kolegów i pomagając Duvielowi w opatrywaniu Tobiasa.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • Pipboy79P Niedostępny
          Pipboy79P Niedostępny
          Pipboy79 jako Pipboy79
          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
          #118

          Oryginalny tytuł: Tura 25 - 2521.04.31; wlt; południe

          Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
          Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
          Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

          Główna grupa

          Okolica tego ciemnego zamglonego lasu jakoś za bardzo się nie zmieniła. Ponure, ciche pnie wydawały się prawie czarne na tle gęstniejącej z każdym kolejnym krokiem kurtyny utkanej z mgły. Wokół wydawało się być nienaturalnie cicho. Ale być może odgłosy walki wypłoszyły wszelką zwierzynę. A może była inna tego przyczyna. Słychać było tylko przyciszone, ludzie głosy jakby nawet wojownicy obawiali się odezwać głośniej aby nie zwrócić na siebie czyjejś uwagi. Słychać było jak brzęczy i stuka ich ekwipunek albo jak liście uginają się przy każdym kroku. Wpatrywali się ale czy z drzewa czy z poziomu ziemi las pozostawał obojętny na ich plany, przemyślenia i emocje. Trwał wieczną ponurą ciszą i mgłą jakby był w stanie pochłonąć całe armie.

          https://i.imgur.com/jv8IHaW.jpg

          Chwila odpoczynku jednak przydała się dla złapania oddechu. Można było napić się z manierki aby dać ulżyć spieczonym wargom i gardłu. Zamienić parę słów z towarzyszem obok. I czekać na to co przyniosą kolejne pacierze w tym mrocznym lesie.

          Ten czas wykorzystał Duivel wspomagany przez Stefana aby spróbować opatrzyć rany towarzyszy. Stefan zorientował się, że te szarpane rany są bardzo podobne jak tego woźnicy jakiego znalazł w lesie razem z Ferro i jego kusznikami zanim dotarli do Alezzi i reszty grupy. Oraz makabrycznie rozciętego na pół ciała. To tamten woźnica miał podobne szarpane rany jakby dopadła go jakaś bestia.

          Samo opatrywanie ran nie było łatwe. Duivel ze Stefanem musieli mocno improwizować a i warunki w jakich pracowali nie należały do czystych. Rany też były poważne. Trzeba było rannym zdjąć wierzchnie pancerze i ubranie aby dostać się do krwawiącej rany co dla obu stron było bolesne i kłopotliwe. Potem trzeba było użyć wody z manierki bo innej nie mieli aby chociaż trochę przemyć ciało i zobaczyć jak rana wygląda pod tą krwią. A następnie ją oczyścić chociaż z tych widocznych w leśnym półmroku paprochów i luźnych kawałków aby nałożyć zwinięty kawałek bandaża w ranę wywołując bolesną reakcję u opatrywanych. Po czym trzeba było obwiązać to kolejnym bandażem. Te zaś szybko się skończyły bo poza Stefanem nikt z wojaków nie miał czegoś takiego. Gdy wreszcie się uporali trzeba było pomóc znów się ubrać tym zranionym. Ostatecznie jednak zabieg się chyba udał bo wydawali się mniej bladzi niż wcześniej. Do następnego poranka i zwyczajowych zmian opatrunków u rannych więcej na razie im pomóc nie można było. Mniej przyjemnym zdarzeniem było to jak Azurowi coś nie podeszło i dziabnął w rękę Duivela na tyle boleśnie, że zabolało i w ranie pokazała się krew.


          Gdy pozszywana grupka już się pozbierała trudno było powiedzieć ile czasu minęło. Ale postanowili ruszyć mniej więcej w kierunku polany o jakiej wcześniej mówiła Alezzia i jaką przez moment widział Tobias nim nie wyskoczyła na niego krwawa bestia. Szli szeleszcząc przegniłymi liśćmi przy każdym kroku. Słychać było cichy stukot ekwipunku i pancerzy. I te dość ciche dźwięki wydawały się nienaturalnie głośne w ciszy jaka ich otaczała. Las wydawał się tak wymarły jakby byli tu jedynymi, żywymi istotami. Dlatego hałas walki uderzył w nich nagle. Zupełnie jakby ktoś otworzył drzwi karczmy gdzie trwa bijatyka i ten rumor wdarł się w uszy. Tylko kontrast był jeszcze większy bo karczemną bójkę byłoby słychać zza drzwi i ścian nawet jeśli by wytłumiały odgłosy. Nie było dziwne, że miecznicy zatrzymali się nagle i rozglądali zaskoczeni tą nagłą zmianą. Zwłaszcza, że wciąż szli przez tą mgłę której nie imało się nawet elfie oko Duivela. Więc widzieli dookoła siebie leśną łąkę na tuzin, może dwa kroków dookoła siebie. Całkiem spore krzaki tu czy tam, wyższe od człowieka w jakich bez trudu mógł się ktoś ukryć. Nawet młode drzewka z pniami jak udo lub ramię mężczyzny też się trafiały. Ale nie było widać żadnych walczących.

          - Co to?! I czemu tak nagle?! Gdzie oni są?! Jakieś cholerne sztuczki! - krzyczeli w zdenerwowaniu jeden przez drugiego próbując coś wyłowić z tej przeklętej mgły. Nerwowo ściskali miecze w spoconych dłoniach i trzymali tarcze przy piersi chcąc się zasłonić przed niespodziewanym atakiem. Aż wreszcie trafili na zdeptaną trawę. Była wysokości dojrzałego zboża więc wydeptane ślady były trudne do przegapienia. Zresztą podobne sami zostawiali.

          Poszli tym wydeptanym śladem. Poza tym w kierunku gdzie znikał dochodziły ich dziwne odgłosy. Jakby gulgotanie jakiejś bestii i świszczące odgłosy jakby coś przecinało powietrze. Rżenie konia. W miarę jak się zbliżali tej wydeptanej trawy było więcej. Nawet trafiały się w niej wypalone ślady jakby ktoś przypiekł ziemię tak, że aż dymiła. Albo plamy bulgoczącego, śmierdzącego błota. Szramy na drzewach jakie zdawały się parować kolorowym dymem. Aż ciarki od tego przechodziły i włosy na karku stawały dęba. Tobias czuł znów to ukłucie wianku od Guenadaliny. Poza tym jeszcze coś. Coś co niezbyt było wiadomo czy odczuwa się słuchem czy przez jakieś wibracje w żołądku i pod stopami. Ale jakieś takie dziwne uczucie, jakby dudnienie, miarowy pomruk jaki z wolna nasilał się lub słabł niczym w jakimś niezrozumiałym rytmie.

          - Patrzcie tam! - krzyknął jeden z mieczników pokazując swoją bronią przed siebie. Chociaż pewnie wszyscy zauważyli jak gdzieś we mgle błysnął snop jaskrawego światła z góry do dołu. I gdzieś stamtąd słychać było rżenie konia.

          Ale zagrożenie jak się w końcu zjawiło to znów niespodziewanie. Tylko Tobias dostrzegł ciemną plamę jaka bezgłośnie przesuwała się na górze, gdzieś na wysokości koron drzew. Sunęła mniej więcej w ich stronę. Nie miał pojęcia co to było, musiało być większe od ptaka czy człowieka ale było jeszcze zbyt zamazane aby zorientować się co to. Duivel zorientował się chwilę później gdy to coś już leciało w ich stronę. Reszta nie wiedziała skąd się wziął piskliwy skrzek. Krzyknęli z bólu i strachu odruchowo łapiąc się za uszy i kuląc przed nieznanym atakiem. I raczej nie mieli głowy aby ją zadzierać na mroczny, podłużny kształt jaki przelatywał nad nimi. Jedynie ci dwaj zwiadowcy mieli okazję dojrzeć to coś na moment nim otworzyło zębatą paszczę do krzyku.

          https://i.imgur.com/3P2B4wF.jpg


          Mecha 25

          Leczenie ran (INT + Leczenie)

          Duivel 45
          pomoc Stefana +10
          polowe warunki -10 (wszyscy)
          s.ranny -10 (Azur)
          s.ciężki -20 (Tobias, Miecznik 3)
          zwierzę -10 (Azur)

          Duivel > Tobias; 45+10-10-20=+25; rzut: https://orokos.com/roll/995225 80; 25-80=-55 > du.por = mod 0; rzut k6:4; razem 0+4=+4; Tobias 6+4=10/15

          Duivel > Miecznik 3; 45+10-10-20=+25; rzut: https://orokos.com/roll/995226 19; 25-19=+6 > remis = mod 1; rzut k6:3; razem 1+3=+4; Miecznik 3 5+4=9/12

          Duivel > Azur; 45+10-10-10-10=+25; rzut: https://orokos.com/roll/995227 97; 25-97=-72 > sp.por = mod -1; rzut k6:5; razem -1+5=+4; Azur 5+4=9/10 (Azur gryzie Duivela; Duivel -1 HP)


          Spostrzegawczość na polanie (ZRĘ + Spostrzegawczość)

          Tobias 50
          Stefan 40
          Duivel 50
          b.wzrok +10 (Tobias, Duivel)
          Spostrzegawczość II +10 (Tobias, Stefan, Duivel)
          b.słaba widoczność -20 (wszyscy)
          nietypowy kierunek -10 (wszyscy)

          Tobias 50+10+10-20-10=40; rzut: https://orokos.com/roll/995235 8; 40-8=+32 = śr.suk > dostrzega z ok 40 m

          Stefan 40+10-20-10=20; rzut: https://orokos.com/roll/995236 100; 20-100=-80 = sp.por > nic nie dostrzega + pech

          Duivel 50+10+10-20-10=40; rzut: https://orokos.com/roll/995237 11; 40-11=+29 = ma.suk > dostrzega z ok 20 m

          efekt krzyku (trafienie na 6+); rzut: https://orokos.com/roll/995238

          Tobias: 10 > trafienie > 6-4=-2 > 15-2=13/15
          Stefan: 5 > pudło
          Duivel: 6 > trafienie > 6-4=-2 > 11-2=9/12
          Hugo: 9 > trafienie > 6-3=3 > 12-3=9/12
          Miecznik 2: 4 > pudło
          Miecznik 3: 4 > pudło
          Miecznik 4: 8 > trafienie > 6-3=3; 12-3=9/12
          Azur: 4 > pudło

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • CioldanC Niedostępny
            CioldanC Niedostępny
            Cioldan jako Cioldan
            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
            #119

            Duivel nie był zaskoczony zachowaniem Azura. W końcu przed chwilą heroicznie walczył z bestią, która była dużo większa niż on sam. Zresztą do tej pory nie mieli okazji się zapoznać nawet. Elf zawsze był blisko zwierząt, ale raczej tych leśnych. Potrząsł ugryzioną ręką, otarł resztką bandażu i minimalnie owinął. Rana lekko krwawiła, ale na szczęście nie była głęboka.

            - dobry pies z Ciebie Azur, uratowałeś prawdopodobnie życie tamtemu człowiekowi. No i przede wszystkim świetnie odnajdujesz się w lesie - nie próbował go pogłaskać, ale mówił spokojnie i ze swoim lekko widocznym uśmiechem na ustach, tak aby pies zauważył dobre zamiary.

            Gdy po jakimś czasie ruszyli, nie uciekał do przodu, ale z racji swojego pochodzenia, szybszy chód wykorzystywał żeby w pewien sposób okrążać grupkę. Co wychodził na przód, to zaraz zostawał aby porządnie się rozejrzeć i gdy był na końcu, to ruszał z powrotem na czoło. Z jego obserwacji jednak nic nie wynikało. Mgła była za gęsta aby dostrzec jakieś rzeczy z oddali. Prawdopodobnie nie była ona całkowicie naturalnym wytworem, ale jej gęstość wspomagają czary. Przynajmniej tak zdawało się elfowi, który z racji pochodzenia nie czuł strachu przed czarami. Jeszcze bardziej niepokojące były odgłosy spoza grupki. Jako doświadczony łowca potrafił po chwili marszu odróżnić odgłosy jakie sami wytwarzali od tych oddalonych bądź ukrytych w wysokich krzakach. Tyle, że nie było żadnych odgłosów! Ani jeden pojedynczy dźwięk nie dotarł do niego, a to mu się bardzo nie podobało. Taka kompletna cisza może zwiastować coś niedobrego. " cisza przed burzą " pomyślał. Dosłownie kilka metrów dalej pojawiły się dźwięki bitwy. Grupka zaczęła mówić coś między sobą i elf dodał od siebie

            - na moje oko, to minęliśmy jakąś magiczną barierę

            - powiedział na tyle głośno, aby wszyscy usłyszeli, choć zupełnie bez emocji.

            Mijali różne ślady walki, ale przede wszystkim usłyszeli rżenie konia co natychmiastowo jego myśli skierowało ku Alezzi. Uradował się, że może lada moment będzie ich więcej i na tyle to go rozproszyło, że to miecznik skierował jego uwagę na snop światła, który nagle błysnął. Duivel był już niemal pewien, że zaraz spotkają się z Tileanką. Jego wzrok przykuł jednak Tobias, który spoglądał w górę. Elf szybko spojrzał w tamtą stronę i zobaczył kolejne plugastwo. Tym razem latające i przypominające istotę, która jakby zapomniała, że pływa się tylko w wodzie, bo jej ruch w powietrzu przypominał bardziej poruszanie się płetw niż skrzydeł. Jednak to nie był czas na przemyślenia, dostrzegł to raczej dopiero gdy bestia odlatywała we mgłę, gdy jedną ręką powstrzymywał jakiś krwotok z nosa, a drugiej trzymał łuk z którego starał się wystrzelić więcej niż jedną strzałę. Skrzydlaty upiór zdołał zranić kilku z nich samym swym przeraźliwym krzykiem. Oprócz bólu głowy i wspomnianego krwawienia, nasilił się też ból w dłoni w którą udziabał go wcześniej Azur

            - biegnijmy w stronę tamtego światła co błysnęło wcześniej, może to Alezzia, a może -zapauzował na chwilkę, by po króciutkiej refleksji po prostu krzyknął - BIEGIEM!

            Elf ruszył w kierunku światła, lekko oszołomiony starał się wyłapywać czy potwór znów nie nadlatuje..

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • Pipboy79P Niedostępny
              Pipboy79P Niedostępny
              Pipboy79 jako Pipboy79
              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
              #120

              Tobias powoli dochodził do siebie. Mimo że był nieźle poturbowany walką z ogarem chaosu i upadkiem z drzewa, czuł jak wracają mu siły. Co było w tym cierpkim, lepkim płynie który podał mu Stefan Jeager? Czuł się prawie jak po legendarnym krasnoludzkim 'Ale' którego kiedyś spróbował, tylko tamto smakowało o niebo lepiej.
              Dzięki - ukłonił się Stefanowi, a na wzmiankę o matkowaniu tylko parsknął śmiechem. - Żebyś wiedział Stefan, że przeszło mi to przez głowę - od teraz będę się trzymał blisko Was.
              Tobias chwycił dłoń drugiego zwiadowcy, który pomógł mu się podnieść z ziemi. Kiedy wszyscy zostali opatrzeni, w tym Azur. Żołnierze ruszyli niepewnie przed siebie, licząc że gdzieś tam znajduje się Tileańska czarodziejka. Las był dziwnie cichy i Tobias słyszał tylko brzęk zbroi i ekwipunku, dość głośny by ściągnąć na ich głowy kolejną bestię. Gdy nagle zamiast ciszy - jakby po przekroczeniu jakiejś magicznej zasłony - dotarł do ich uszu hałas, mężczyźni skulili się, choć bardziej z zaskoczenia niż strachu. Choć strach przyszedł niedługo później. Kiedy wszyscy rozglądali, wędrując w dziwnie wysokiej trawie Tobias próbował wyłuskać wśród dziwnych dźwięków tego który by się do nich zbliżał, zwiastując atak. Nie wiedział co i skąd ale miał przeczucie że coś zaraz ich zaatakuje. Łuk miał gotowy do strzału - odzyskał go Duivel ściągnąwszy go z drzewa. Rana na ramieniu przeszkadzała mu mniej niż powinna, Tobias rozglądał się na wszystkie strony, gotowy natychmiast wypuścić strzałę. Wypalone ślady na ziemi i drzewach nie wróżyły nic dobrego, ale sprawiły że Tobias spojrzał w górę, w samą porę by dostrzec dziwny kształt nisko na niebie. Jakiś mężczyzna krzyknął coś zauważając. Tobias napiął łuk mocno końcem strzały rysując ślad w powietrzu, próbując ocenić szybkość obiektu który się do nich zbliżał. Poczuł drżenie pod stopami i ukłucie na karku, tam gdzie wianek od kapłanki dotykał jego szyi. Wypuścił z płuc powietrze i w tym samym momencie strzała poleciała w kierunku kształtu który Tobiasowi zaczął przypominać płaskie stworzenie które jak ryba sunęła w powietrzu. Zwiadowca sięgnął po kolejną strzałę i próbował posłać kolejny pocisk w stronę dziwnego potwora, kiedy ów wydał z siebie przerażający jęk.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • DekaresD Niedostępny
                DekaresD Niedostępny
                Dekares jako Dekares
                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                #121

                Stefan starał się jak najlepiej asystować Duivelowi w trakcie opatrywania rannych, jednocześnie wypytując Tobiasa o to czego się dowiedział w trakcie ich zwiadu. Okropne rany zadane przez pokonaną przez nich bestie widziane z bliska szybko przypomniały mu o badanym wcześniej w lesie ciele.

                - Nie ma co, ta bestia zagryzła jednego z tych biedaków których znaleźliśmy nad rzeką, rany są niemal identyczne. - rzucił do towarzyszy podając jednocześnie jeden ze swoich ostatnich opatrunków elfowi.

                Widząc powagę ran swoich towarzyszy Stefan musiał podjąć ważną decyzje, w swojej torbie miał medykament znacznie cenniejszy nich jakiekolwiek znane mu opatrunki. Ostatni eliksir leczący który posiadał zaciążył mu w ręce kiedy sięgnął po niego do torby, drogi i rzadki środek miał być przez niego używany oszczędnie, tylko w ostateczności. Użyty przez niego na bagnach wyratował go spod pstrzału zwierzoludzi dając mu na tyle sił aby mógł dotrwać do przybycia pomocy. Czy powinien go zużywać teraz czy zostawić go na później kiedy ktoś będzie śmiertelnie ranny albo on sam będzie potrzebował pomocy?
                Wojownik zacisnął rękę na flakonie po czym wydobył go z torby i dał Tobiasowi do wypicia pomagając mu aby ten nie uronił ani kropli.

                - Pij Tobiasie, to postawi Cię na nogi... - w momencie kiedy mówił te słowa usłyszał skowyt Azura i odwrócił się zmartwiony w kierunku swojego psa...który właśnie ugryzł elfa próbującego opatrzyć jego ranny. Stefan sklął się w duchu za to, że pozwolił elfowi zacząć go opatrywać bez jego udziału.
                - Azur! spokojnie! -doskoczył do psa i zaczął do uspokajać aby dalej nie gryzł swojego dobrodzieja, będą jednocześnie urzeczony postawą elfa który przyjął ranę bez najmniejszego protestu i spokojnie obgłaskiwał psa aby móc mu pomóc:
                - Wybacz Duvielu powinienem był tu być aby Ci pomóc i go uspokoić.

                Kiedy ruszyli w dalszą drogę Jeager zajął miejsce na czele oddziału starając się wyłapywać swoim czułym słuchem nawet najmniejszy szmer w nienaturalnej ciszy która ich ogarnęła aby wykryć ewentualne zagrożenie. Tym bardziej poczuł się wstrząśnięty gdy nagle, bez najmniejszego ostrzeżenia zostali zaatakowani kakofonią dźwięków niczym żywcem wyjętych z bitwy dwóch ścierających się armii! Stefan był z początku całkowicie zdezorientowany zasłonił się swoją tarczą i nadstawił włócznię czekając na nieunikniony atak...który nie nadszedł.
                Ochłonąwszy odrobinę po wstępnym szoku tego doznania i słysząc coraz bardziej spanikowane głosy żołnierzy. Zajął się uspokajaniem ich aby iskra nieporządku nie rozpaliła się w pożar odwrotu:

                - Spokojnie Panowie! Spokojnie! Racja to kolejne magiczne sztuczki, Duviel dobrze mówi, że przekroczyliśmy jakąś barierę, pamiętacie co mówiła Alezzia o jakiś magicznych machlojkach z czasem się tutaj wyprawiających? Te odgłosy to pewnie jakiś efekt tych machloj, dziwactwo mogące być groźne bo pomoże wrogowi podejść do nas niesłyszanym i pewnie nic więcej. Odwagi Panowie i idziemy naprzód, pomóc Alezzii!

                Stefan miał nadziej, że zabrzmiał przekonywująco na temat małej szkodliwości tego co sie dookoła nich dzieje bo tak na prawdę nie był niczego pewien, tylko chciał dodać im trochę otuchy. idąc wydeptaną ścieżką tak się właśnie zamyślił co im tu jeszcze powiedzieć żeby ich podtrzymać na duchu, że przez chwilę przestał obserwować okolicę uważnie, wystarczyła ona do spowodowania nieszczęścia a raczej nieszczęść. Z jednej strony Jeager kompletnie nie zauważył zbliżającego się do nich monstra i za pewnie wziąłby na siebie pierwszą skoncentrowaną dawkę sonicznego ataku będąc całkowicie niszego nie świadomy …gdyby nie drugie “nieszczeście” które spotkało go Absulutnie nie z jego Winy czyli to, że potknął się o wystający korzeń i wyłożył się na ścieżce jak kłoda wprost idealnie unikając w ten sposób wspomnianego ataku w myśl odwiecznej zasady rządzącej światem, że Głupi Mają Szczęście.
                Nie zmieniało to faktu, że soniczny krzyk pozbawił Stefana słuchu na dłuższą chwilę, dlatego wołanie Duviela aby biec w kierunku snopa światła w zasadzie nie zostało przez niego zarejestrowane i w związku z tym, że Jeager zdołał zobaczyć tylko zamazaną sylwetkę latającego stwora znikającego w mroku i efekt jego ataku w postaci licznych obrażeń wśród reszty, jedyne do czego był zdolny w chwili w której wstawał z ziemi i sięgał po leżący koło niego łuk to wykrzyczenie:

                - Rozproszyć się dwójkami!, Niech nie ma możliwość zaatakowania wszystkich naraz znowu, tylko nie rozłaźcie się na tyle żebyśmy się nie pogubili! Zastrzelmy Dziada! -jednocześnie skierował się w kierunku grubszego drzewa aby zyskać dzięki niemu choć trochę osłony, drzewo które wybrał całkowicie przypadkowo kierowało go z grubsza w kierunku w którym ruszył elf.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • Pipboy79P Niedostępny
                  Pipboy79P Niedostępny
                  Pipboy79 jako Pipboy79
                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                  #122

                  Oryginalny tytuł: Tura 26 - 2521.04.31; wlt; południe

                  Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                  Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
                  Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                  Główna grupa

                  Tobias i Duivel zareagowali błyskawicznie na latające zagrożenie. Reszta go nie spostrzegła a gdy atak nastąpił już zwijała się z bólu od tego skrzekliwego ataku. Obaj łucznicy wypuścili swoje strzały i pierzaste pocisku pomknęły w górę. Ale bez efektu. Do tego Tobiasowi pękła cięciwa. Miał co prawda zapasową w przypinanej kieszonce przy swoim pasie. Ale potrzebował czasu aby ją naciągnąć ponownie. Póki to się nie stanie to na takie ataki latającego straszydła był tak samo bezbronny jak miecznicy albo Stefan. Wszyscy oberwali od tego nietypowego ataku ale niektórzy lżej a inni mocniej.

                  - Co to było?! - krzyknął któryś ze zdezorientowanych mieczników który widocznie nie dostrzegł co ich zaatakowało.

                  - Uciekajmy stąd! To jakieś przeklęte miejsce! - zawtórował mu inny.

                  - Przestańcie się mazgaić! Sprawdzimy tylko to miejsce i jak nie będzie magiczki to wracamy! No już! Zbierać się chłopy! - Hugo chociaż krwawił z nosa i trzymał się za bolący brzuch więc nie wyglądał tak dobrze jak przed atakiem ale zdołał jakoś przekonać swoich ludzi aby przeszli jeszcze ten kawałek dali. Jednak ich wytrzymałość wydawała się być bliska kresu. Zwłaszcza jak mieli do czynienia z przeciwnikeim przeciwko któemu nie bardzo było jak walczyć.

                  Miecznicy ruszyli mniej więcej za elfem i pewnie nadzieją na spotkanie świetlistej milady jaka znała się na tej całej dziwnej i strasznej magii. Stefan czy Tobias jak nie chcieli zostać sami musieli podąrzać za nimi. Jaeger mógł sobie darować zastawianie się włócznią bo latający stwór latał gdzieś przy koronach drzew. Może trochę ponad, może nie. Ale na pewno powyżej zasięgu broni do bezpośredniego starcia. Jedynie gdyby nabrała go ochota na szarżę z powietrza taki manewr z włócznią dawał nadzieję, że coś pomoże.

                  - Gdzie ona jest? - zapytał któryś z mieczników. Rzeczywiście samej di Lucci nie było coś widać. Szli na oko tam gdzie chyba wcześniej widać było to błyskające ku nieby światło. Też nie byli pewni czy to rzeczywiście ona czy jakieś sztuczki plugawej magii. Jednak na razie jeszcze byli skłonni to sprawdzić. W tej bardzo mglistej scenerii trudno było ocenić odległość. Zwłaszcza jak mgła zaczynała skrywać okolicę już kilkanaście kroków od nich a ze dwa czy trzy tuziny dalej to już w ogóle nie było nic widać.

                  - Ale świństwo. - mruknął jeden z żołnierzy widząc plamę jakiejś obrzydliwej mazi. Zresztą śmierdziała też obrzydliwie a nad nią unosiły się tłuste, brzęczące muchy. Cała grupka ominęła to o kilka kroków. Mijali kolejne młode drzewka, kępy krzaków nerwowo wypatrując zagrożenia jakie mogło wyskoczyć ze środka. I często zerkając w niebo. To znaczy w górę, tam gdzie powinno być niebo ale zamiast tego była tylko mglista kopuła. Stąd jednak mógł wrócić kolejny atak tego latającego straszydła.

                  - Cicho! Słyszycie? - któryś z wojaków zastopował resztę. I gdy klekot ekwipunku i kroków umilkł dało się słyszeć rżenie konia. Słyszeli też inne dźwięki które jednak trudno było zinterpretować skąd mogą pochodzić. Co jednak pogłębiało atmosferę niepokoju i niewytłumaczalnego zagrożenia. Wskazywało, że nie są tu sami. To ciężkie, charczące, końskie rżenie było pierwszym w miarę znanym odgłosem. Po jakimś czasie znaleźli konia. To był koń Alezzi, dało się poznać po rzędzie. Leżał jednak na boku i ciężko dyszał. Krwawił z nozdrzy i pyska. Wyglądał na ciężko chorego albo rannego.

                  Mgła jakby nieco zrzedła i dostrzegli proste linie zwiastujące jakąś konstrukcję. Tam wśród tych nieznanych ruin znaleźli Alezzię. Już nie była taka nieskazitelnie czysta i schludna jak wcześniej. Siedziała na dawnym klepisku porośnietym obecnie trawą przemieszaną z kałużami wody i błotem. Z ust i nosa ciekła jej krew jaką pewnie co jakiś czas ścierała bo dłoń i rękaw jasnej sukni też miała zakrwawione. Co jakiś czas z ust i nosa pojawiały się banieczki krwawej piany o uczona dyszała ciężko podobnie jak jej koń. Mimo to z jej oczu biła determinacja.

                  - Jesteście… - wyharczała i zamilkła na kilka oddechów. - On tu jest. Albo ona. Ktoś od nas. Z Kolegium. Wyczuwam jego moc. Wciąż walczy. - wychrypiała ciężko i znów zamilkła aby nabrać siły.

                  - Walczy z plugastwem. Musimy mu pomóc. To potężny sojusznik. Sami widzicie… Tyle czasu… A sługi ciemności nie mogą dać mu rady… - dorzuciła i zrobiła ciężki ruch ręką jakby chciała wskazać dookoła.

                  - Tu lata jeden z nich… Ale nie mogę go sięgnąć. Za wysoko. - wysapała znowu wskazując tym razem gdzieś do góry. - Musimy się zaczaić. Tam są schody. - wskazała gdzieś w bok dawnych ruin.

                  https://i.imgur.com/0frqhrB.jpg

                  Gdy tam spojrzeli rzeczywiście było widać jakieś nie wiadomo jak stare kamienne schody jakie prowadziły gdzieś w górę. Porośnięte mchem i z kępkami trawy. Trudno było teraz stwierdzić co to niegdyś mogło być.

                  - Pomóżcie mi wejść na górę. Może z góry go sięgnę. Zaskoczę. Tylko ktoś musi zostać tutaj. Na dole. Aby go zwabić. - wysapała zaczerwieniona z wysiłku uczona. Twarz miała pokrytą nie tylko krwią z ust i nosa ale też błotem i drobnymi zadrapaniami.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • Pipboy79P Niedostępny
                    Pipboy79P Niedostępny
                    Pipboy79 jako Pipboy79
                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                    #123

                    Złowrogi cień sunący ma głowami był coraz większy i Tobias wypuścił powietrze z płuc tuż przed strzałem. Ale ten nie nastąpił.

                    - Czyżby Bogowie mnie przeklęli? - pomyślał gdy łuczysko szarpnęło jego ramieniem, gdy pozbawione cięciwy gwałtownie wyprostowało się. Chwilę później już kulił się starając się chronić uszy przed przeraźliwym skrzekiem demonicznej istoty.

                    Kiedy oddaliła się i ból w głowie i uszach ustał Tobias szybko pozbierał się i rozejrzał wokół. Mężczyźni wokół byli żywi, ranni ale żywi. Ktoś krzyknął, dopiero po chwili dotarło do Tobiasa co. Wszyscy ruszyli przed siebie w gęstą mgłę. Łucznik spojrzał na pękniętą cięciwę i wymacał w kieszonce zapas który zawsze nosił ze sobą. - Uff, jest.
                    Dotarli w końcu do jakiś ruin, wśród których znaleźli Tileańską czarodziejkę. Tobias podziękował w duchu Taalowi. Kto by się spodziewał że zwiadowca będzie się cieszył na widok maga. Wujaszek by go skarcił za samą myśl. Nie wyglądała dobrze, ale w jej oczach ciągle można było dostrzec siłę i hardość.
                    Oszczędnie ich przywitała i choć Tobias nie rozumiał większości z tego o czym mówiła, był gotów u jej boku na wszystko co czekało na nich. I może zemści się na tej małej latającej suce. Ale wpierw musiał doprowadzić Duivela łuk do porządku. Usiadł na schodach na których zaparł jeden koniec łuczyska i po tym jak zahaczył na nim cięciwę powoli zaczął go wyginać. Robił to już nie raz ale teraz czuł każdą ranę otrzymaną do tej pory i przez myśl mu przeszło że może mu się to tym razem nie udać. Walczył zaciekle z drzewcem kiedy nagle poczuł jak czyjaś ręka chwyta za łęczyńsko. Stefan po raz kolejny raz okazał się dobrym kompanem.

                    - To kto wystawia się na wabia? rzucił Tobias. Wiem, miałem się trzymać blisko Was, to może zostaniemy z Duivelem we trzech na dole?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • DekaresD Niedostępny
                      DekaresD Niedostępny
                      Dekares jako Dekares
                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                      #124

                      Widząc resztę grupy ruszająca biegiem za Duvielem Stefan zacisnął zęby i ruszył za nimi mając nadzieje że nie wpakują się w sytuacje gdzie od przodu spotkają kolejnych wrogów a latadło wytnie ich od tyłu.
                      Zrównał się krokiem z Tobiasem i razem z nim podążył za resztą rozglądając się uważnie na wszystkie strony i zwracając uwagę na reakcje Azura mogące alarmować o czyjejś obecności.

                      Widząc śmierdzącą plamę Stefan starał się trzymać się od niej jeszcze dalej niż reszta. Nie wiedział co w niej dokładnie widział ale wywołała w nim niepokój i wspomnienia o jednym z zadań dla świątyni Pani Miłosierdzi, musiał wtedy pilnować kwarantanny wsi w której banda kultystów wywołała epidemię. Tak jak w niejednym koszmarze przypomniał sobie błagania zrozpaczonych wieśniaków chcących aby wypuszczono z osady dotkniętej straszliwą zarazą. Płacz dzieci i zawodzenie matek chcących aby ocalić chociaż ich dzieci...wszystko urywane bezwzględnym rozkazem dowódcy o tym że każe strzelać do każdego kto spróbuje opuścić wioskę. Niemal wszyscy wymarli w straszliwych męczarniach mimo pomocy udzielanej przez sługi świątyni. Te mroczne wspomnienia prześladowały go aż znaleźli biednego konia magiczki. Jeager przykląkł przy koniu i miał zamiar w pierwszej chwili skrócić jego męki ale doszedł do wniosku, że jeśli zaraz znajdą di Lucci to może ta da rade uleczyć swojego wierzchowca. Dlatego pogładził konia z troska po głowie po czym uważając na to żeby nie zostać przez niego kopnięty spróbował zabrać z konia sakwy czarodziejki pomny tego, że ta może ich potrzebować i dołączył do reszty.

                      Kiedy zobaczyli Alezzię wśród ruin Stefan ruszył w natychmiast w jej stronę rozglądając się uważnie w poszukiwaniu tego kto tak urządził czarodziejkę.
                      Przyklękając przy niej i kładąc przed nią sakwę z jej rzeczami słuchał jej słów jednocześnie cały czas na przemian obserwując okolice i przyglądając się jej rana aby przygotować się do leczenia.
                      Kiedy ta powiedziała że chce aby zaprowadzić ja na wieże żeby zaatakować latającego stwora Stefan szybko odpowiedział ściszonym głosem.

                      - Pani pomożemy Ci jak tylko damy radę, ale sama chyba przyznasz, że ledwo żyjesz? Nasi ludzie też są poranieni i to jak podejrzewam m.in. przez tego samego potwora. Jeśli mamy mieć szanse pomóc temu magowi o którym mówisz Pani to musimy Cię najpierw poskładać do kupy w jakimś bezpiecznym miejscu. Czy wiesz Pani czy w tych ruinach jest bezpiecznie, nie ma żadnych wrogów?

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • CioldanC Niedostępny
                        CioldanC Niedostępny
                        Cioldan jako Cioldan
                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                        #125

                        Elf mknął przez mgłę choć jego bieg nie był naturalnie szybki jak zwykle. Spowalniała go gęsta mgła przez którą ciężko było coś zobaczyć, ale przede wszystkim dziwny ból głowy wciąż go otumaniał. Mijał śmierdzące bagna aż w końcu usłyszał coś co przypominało dźwięk wydawany przez konia. Znał ten przykry odgłos. W swoim krótkim elfim życiu, które dla człowieka wydawało się już wyjątkowo długie, był już obecny przy zdychającej chabecie. Nie był to nigdy miły widok, tak samo jak i teraz. Domyślił się jednak, że to koń magini, więc jest jeszcze dla niego szansa. Jeśli oczywiście i oni przeżyją. pierwszy raz od dawna został zraniony, a przyczyniło się do tego też zwykłe ugryzienie psa.
                        Słyszał zasobą głos Huga, który zapewne usłyszał odgłosy zdychającego konia. Jednocześnie mgła jakby zaczęła się przerzedzać, a to był raczej dobry znak. Zobaczył w końcu ją. Siedziała umorusana w błocie i krwi, ale mimo widocznego zmęczania wciąż biła od niej determinacja.

                        - Jesteśmy Alezzio - powiedział na tyle głośno aby ona jak i reszta towarzyszy go usłyszała.

                        Magini opowiedziała powoli swoją historię. Duivel miał czas na przetworzenie informacji gdyż świetlista Pani ewidentnie potrzebowała czasu aby zrobić oddech. Jednak gdy wskazała na schody, a Tobias i Stefan wypowiedzieli się, to sam się otoś odezwał jakby uniemożliwiając odpowiedzenie na zadane przez towarzyszy pytania.
                        [i]- Panowie! Niech ktoś pomoże Tobiasowi z łukiem! Jak się z tym uporacie to zgodnie z sugestią Tobiasa, on i Stefan tu zostaną, ale ja idę na górę. Hugo wyznacz kogoś by wsparł naszą dowódczynię i pomógł jej wejść po schodach. Na miejscu liczę na pomoc z waszej stronie w opatrywaniu Pani di Lucci

                        mówił elf wielce przekonany co do tego co przekazuje innym. Nie był doświadczony w wydawaniu poleceń, ale czuł, że sytuacja wymaga zdecydowanych ruchów. Sam będąc na górze i po próbie udzielenia pierwszej pomocy magini, znów złapał za łuk i byl gotowy wystrzelić gdy tylko zauważy zbliżającego się wroga.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • Pipboy79P Niedostępny
                          Pipboy79P Niedostępny
                          Pipboy79 jako Pipboy79
                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                          #126

                          Oryginalny tytuł: Tura 27 - 2521.04.31; wlt; południe

                          Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                          Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
                          Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                          Główna grupa

                          Na miejscu odnalezienia bladolicej czarodziejki zapanowało zamieszanie. Chyba wszystkich w jakimś stopniu zaskoczył jej widok. Czy też może raczej stan w jakim ją znaleźli. Ciężki oddech i ból słyszalny w głosie, cierpienie wymalowane na młodej twarzy. Sama twarz i biała suknia były sponiewierane krwią, brudem i błotem. A magini już nie wydawała się tą szlachetną i pewną siebie damą jaką śmiało wykrzykiwała rozkazy z siodła. Tylko zwykłą śmiertelniczką opartą o truchło pradawnej ściany jaka gdy oberwie to dopada ją słabizna taka sama jak zwykłych wojaków. No i zabrakło jej jak i porucznika Ferro którzy zwykle odkąd odłączyli się od głównej kolumny wydawali polecenia i mieli na tyle autorytetu, że pozostali je wykonywali. Miecznicy popatrzyli na siebie nawzajem niepewni co teraz robić. Trójka zwiadowców chociaż bardziej zdecydowana to rozsypała się po różnych zajęciach. Tobias zajął miejsce na dole schodów i zaczął się mocować ze pożyczonym od elfa łukiem. Duivel powiedział aby któryś z nich mu pomógł ale Stefan ich ubiegł. Włócznik odłożył swoją główną broń i tarczę i nachylił się any pomóc koledze w tych zmaganiach z opornym kawałkiem drewna. Hugo i pozostała dwójka mieczników obserwowała te zmagania, to charczącą magiczkę, to stojącego elfa, to otaczające ich mgłę i krzaki.

                          - Tu ta mgła jest chyba trochę rzadsza. Dalej widać. - powiedział Hugo chyba po to aby powiedzieć cokolwiek. Leśny elf jaki chwilowo nie był niczym zajęty mógł się zgodzić z takim wnioskiem. Rzeczywiście było tu trochę dalej widać niż na tej porośniętej krzakami i młdonikiem polanie przez jaką do tej pory szli.

                          - To to miejsce… Niegdyś święte… Zostało zbrukane… Ale nie całkiem… Część pradawnej mocy wciąż… Promieniuje… I rozprasza część plugawych mocy… - wyszeptała magiczka potwierdzając spostrzeżenia kaprala mieczników. Ten pokiwał głową ale jak elf mógł poznać po minie to chyba sam nie był pewien czy go ucieszyła czy zmartwiła ta wiadomość. Zresztą jego chłopców podobnie.

                          Tobias czy Stefan byli zbyt zasapani i zaczerwienieni z wysiłku aby widzieć ich twarze. Co nie zostało powiedziane na głos to do nich nie docierała. Za bardzo pochłaniała ich walka z opornym łuczyskiem. Długotrwałe napinanie nieco je odkształciło ale nadal przypominała nieco wygiętą laskę czy tyczkę a nie łuk. Trzeba było siłą mięśni ją napiąć ponownie i potem z pomocą łuczniczych palców umocować cięciwę na swoim miejscu. Zmagali się mocno ale widocznie im się pofarciło bo już druga próba Tobiasa zaowocowała, że umieścił cięciwę na miejscu. Jeszcze trochę wysiłku aby ją tam utrwalić i wreszcie mogli się wyprostować z dumą. Czerwoni z wysiłku i z potem perlącym się na czole i plecach ale jednak łuk jaki elficki kolega pożyczył Tobiasowi znów wyglądał jak łuk. A nie nieco wykrzywiona tyczka.

                          Teraz Stefan mógł się zająć ranną magiczką. Podszedł do niej, uklęknął aby zobaczyć jej rany. No i zaczął wyjmować z torby potrzebne przybory. Widząc to Duivel podszedł do niego aby mu pomóc w tym zajęciu. Zawsze to było łatwiej pracować na żywym ciele lżej na cztery niż dwie ręce. Zwłaszcza jak obie osoby miały pojecie o tym co robią i mogły sie wspomagać. Jedna mogła odchylić ranę a druga ją oczyścić. Albo przejąć opatrunek z tej przeciwnej strony i oddać po tej pierwszej gdy się komuś opatrywało korpus. Tobiasowi zaś zostało towarzyszenie Hugo i jego miecznikom. Więc do niego zwrócił się Hugo.

                          - My nie mamy nic do strzelania. Póki ta poczwara nie będzie na wyciągnięcie miecza to nic jej nie zrobimy. - powiedział do Ostlandczyka z już naprawionym łukiem. Wymownie zamachał swoim orężem aby pokazać, że w porównaniu do zasięgu rażenia łuku to oni mają mocno ograniczone możliwości. A międzyczasie kazał jednemu wejść na szczyt wieży, dwóm pozostałym stanąć po przeciwnych stronach mniej więcej prostokątnych ruin aby mieć baczenie z każdej strony. No i mogli słuchać bolesnych posykiwań i pojękiwań opatrywanej magiczki przetykanej rozmową ze Stefanem.

                          - Nie wiem co to za ruiny… Koń mnie tu poniósł… Tu stawiłam opór latającemu maszkaronowi… Nie sprawdzałam ruin ale nic mnie stąd nie zaatakowało… Ten maszkaron wróci, to pewne… - wysapała jasnowłosa milady zmagając się z bólem. Opatrywanie ran nie było przyjemne dla żadnej ze stron. Zwłaszcza jak poszkodowaną była piękna, młoda kobieta to na jej cierpienie było ciężko patrzeć. Ale użyta z manierek woda wzmocniona ziołami i opatrzona bandażami wydawała się wzmacniać czarodziejkę. Z bliska było widać jak rumieńce wysiłku na jej licu powoli zaczynają blednąć a ciężki, rwany oddech nabiera regularności. Z bliska było też czuć kwiatowy aromat jej perfum jakiego do tej pory nie dało się wyczuć. I wskazywał na zakazaną zwykle bliskość na jaką poza małżonkami nie było miejsca u obyczajnych obywateli.

                          Ale pomogło. Alezzia di Lucci złapała się za zraniony ale już opatrzony bok i spojrzała w to miejsce. Na białej sukni wciąż było widać błoto i zacieki ale pod nią widać było świeży opatrunek. Białowłosa spojrzała w gdzieś w dal i na próbę wzięła kilka głębszych oddechów. Charczenie zniknęło z jej oddechu i to ją uspokoiła.

                          - Dziękuję wam. Nie wiem jakbym sobie poradziła sama. Ale to jeszcze nie koniec. Ta poczwara tu wróci. Proszę pomóżcie mi wstać. - elfa i ostlandzkiego włócznika obdarzyła bladym ale ciepłym uśmiechem. I wyciągnęła dłonie aby pomogli jej wstać. Wciąż były lepkie od brudu i własnej krwi co nieco psuło przyjemność dotyku delikatnej, kobiecej dłoni. Wstała z ich pomocą jeszcze chwiejnie i syknęła cicho z bólu. Ale gdy oparła się dłonią o ścianę to pomogło jej odzyskać równowagę.

                          - Już mi lepiej. Dziękuję. - powiedziała cicho. Znów wzięła głębszy oddech i popatrzyła na swoje pobrudzone błotem i krwią dłonie. Powiedziała coś cicho w dziwym języku co brzmiało jak słowo czy dwa. Jej dłonie ożyły jak rozświetlone wewnętrznym blaskiem jaki pochłaniał ten ziemski brud. I po chwili miała już dłonie tak czyste jak zawsze gdy dotąd ją spotykali. Sama magiczka uśmiechnęła się do tego jakby sprawiło jej to drobną przyjemność. Spojrzała na Stefana i Duivela.

                          - Jesteś ranny. Masz wewnętrzne rany. Od tego maszkarona. - odezwała się patrząc na elfa. Na jego korpus jakby była w stanie dostrzec co on ma tam w środku. Po czym znów coś powiedziała szybki i w obcym języku. Przyłożyła dłoń do jego piersi i znów spłynęło z niej światło jakie wniknęło w głąb Duivela. Ten czuł jakby tam przeniknęło do niego jakieś przyjemne ciepło. I rozlało się tam czymś kojącym. Odrętwienie i ból jaki odczuwał od ataku latającego maszkarona zbladł a w końcu całkiem ustąpił. Chociaż na zewnątrz nie widział żadnej zmiany. Zresztą Stefan jaki stał obok niego też nie. Ot kula światła wniknęła w ciało elfiego kolegi i tam zniknęła. Nic więcej nie było widać. Chwila spokoju i błogości szybko poszła w zapomnienie gdy rozległ się okrzyk któregoś z żołnierzy.

                          - Leci! Leci! To straszydło! Leci tutaj! - okrzyk wtargnął w scenę wewnątrz ruin. Magiczka jak się okazało odzyskała nie tylko siły fizyczne ale i zdecydowanie.

                          - Tobias! Zostań na dole! Utrzymaj pozycję tak długo jak dasz radę! Jeden czy dwa okrzyki powinieneś wytrzymać a potem schowaj się gdzie dasz radę! - spojrzała na tropiciela mocnym spojrzeniem. Może dlatego, że niedawno sam proponował aby tu zostać. I mogła to usłyszeć.

                          - Dobrze aby ktoś dotrzymał mu towarzystwa. Powinien zaatakować każdy widoczny cel ale im więcej tym większa szansa, że się skusi. - zwróciła się do dwóch zwiadowców i czwórki mieczników. Sama zaś pobiegła w górę kamiennych schodów na jakich zdążyły wyrosnąć kępki mchu i trawy.

                          - Wy się chłopcy schowajcie. Dobrze aby ktoś miał nas pozbierać. Jak będzie po wszystkim. - Hugo powiedział cicho i z rezygnacją do swoich mieczników. Ci wahali aię ale tylko przez chwilę. Po czym kiwnęli głowami i pobiegli schować się w głąb załomów ruin czy pod schodami. Zaś kapral mieczników stanął obok Tobiasa i wpatrywał się w zamglone niebo skąd powinno nadlecieć zagrożenie. Tak jak mówił póki wróg nie był na wyciągnięcie ostrza nie mógł nic poradzić. Ale na wabia razem z łucznikiem stanąć mógł. Ten z bliska słyszał jak ten mamrocze pod nosem. Albo się modli nerwowo ściskając dłoń na rękojeści miecza. Albo się wydawało albo słychać już było szum powietrza zwiastującego ruch.


                          Mecha 27

                          Naciąganie cięciwy łuku (KRZ)

                          Tobias KRZ 40
                          pomoc Stefana +10

                          razem: 40+10=50

                          rzut: https://orokos.com/roll/995860 32

                          wynik: 50-32=+12 = ma.suk > udało się naciągnać cięciwę b.szybko


                          Leczenie ran (INT + leczenie)

                          Stefan INT 40
                          pomoc Duivela +10
                          s.ciężki -20
                          polowy brud -10

                          razem: 40+10-20-10=20

                          rzut: https://orokos.com/roll/995861 83

                          wynik: 20-83=-63 = du.por > mod -2 (rzut k6:6 > -2+6=+4 HP) Alezzia 6+4=10/12

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • CioldanC Niedostępny
                            CioldanC Niedostępny
                            Cioldan jako Cioldan
                            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                            #127

                            Duivel był przekonany, że odniesione rany przeszkodzą mu w wykonywaniu prostych czynności. Tak też się działo i dlatego przy leczeniu magini jedynie asystował Stefanowi. W takich chwilach wszelkie niesnaski odchodzą na bok, liczy się większe dobro i wspólny cel. Przynajmniej tak postrzegał to elf. Pierwsza pomoc dla Alezzi przyniosła widoczne rezultaty. Najważniejsze, że mogła znów spokojnie złapać oddech.

                            - Jak dobrze usłyszeć poprawę- elf szybko zagadał do di Lucci gdy usłyszał jej czystszy oddech.

                            Magini dosłownie po chwili zwróciła się do niego i zrewanżowała się za wyleczenie. Duivel już kiedyś zaznał podobnego uczucia, gdy jego ówczesna partnerka Elysia Windrider uleczyła go po jednej z jego wypraw. Wówczas pomagał swojemu wujowi i wraz z kuzynem Hal'ilem wybrał się jako ochrona karawany kupieckiej do granicy z Hochlandem. Sama podróż przebiegała pomyślnie, ale samo przekazanie opieki nad karawaną tym razem nie poszło po ich myśli. Okazało się, że bandyci zabili ludzi najętych do ochrony w Hochlandzie i to samo chcieli uczynić z nimi. Po ciężkiej bitwie, udało im się ujść z życiem, jednak ponieśli spore straty zarówno w ludziach, towarze, jak i sami doznali licznych obrażeń. To wszystko działo się jakieś 30 lat temu, co dla elfa nie było jakoś odległą historią i stąd kojarzył to niesamowite uczucie wyleczenia dzięki magii.
                            Nie mógł jednak w pełni wrócić do tych wspomnień, gdyż nagle Alezzia krzyknęła. To potwór znów zmierzał w ich kierunku.

                            - Nie traćmy czasu!! Ja biegnę za Alezzią, wy zróbcie co uważacie za słuszne...- krzyknął do Stefana i Tobiasa, a sam niewiele się zastanawiając pobiegł zaraz za maginią na górę trzymając już łuk w ręku.

                            Gdy już byli na miejscu, wyciągnął strzałę aby móc przymierzyć i strzelić w potwora. "Tym razem na pewno go dopadne" pomyślał pewny siebie. Dlatego też pobiegł na górę, aby wyrządzić jak najwięcej szkody bestii, która raczej nie spodziewała się, że może być zaatakowana z dwóch stron. Miał zamiar oddać mierzony strzał, a może nawet i kilka, jeśli uda mu się błyskawicznie przeładować, a raczej dobyć kolejną strzałę.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • DekaresD Niedostępny
                              DekaresD Niedostępny
                              Dekares jako Dekares
                              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                              #128

                              Stefan z wielką ulga przyjał pomoc Duviela przy opatrywaniu rannej czarodziejki, ale doskonale zdawał sobie sprawę że ich zabiegi na niewiele się zdały w obliczu wewnętrznych obrażen które odniosła cudzoziemka. Sądził że w trakcie opatrywania uda mu się zadać kobiecie kilka pytań na temat tego co się z nią działo, co mają zrobić aby pomóc wspomnianemu czarownikowi aby tylko wspomnieć o pierwszych pytaniach z brzegu które do niej miał ale szybko przekonał się że nie ma na to najmniejszych szans jeśli nie chce jej zrobić poważnej krzywdy rozpraszając swoja koncentracje.
                              Był więcej niż uradowany widząc, że Alezzia mimo średniej roboty jaką udało mu się wykonać przy jej obrażeniach wydała się odzyskać choć trochę sił. Właśnie miał zadać jej pytanie na temat tego komu miałaby być poświęcona świątyni, gdy czarodziejka rozpoczęła swoje magiczne zabiegi, oczyszczenie siebie samej z brudy było widowiskową ale koniec końców igraszką w porównaniu z uleczeniem(bo Stefan był pewien na pierwszy rzut oka że stan elfa znacznie się poprawił po tym co zrobiła czarodziejka) Duiviela.
                              Podziw dla jej magicznej sztuki zabrał mu kilka kolejnych sekund w których nie udało mu się zadać żadnych pytań, dopiero po chwili zrozumiał jak cenne były to sekundy, kiedy rozległ się alarm o zbliżającym się potworze. Stefan natychmiast poderwał się z ziemi rozglądając się oraz jednocześnie słuchając poleceń czarodziejki. Słysząc jej słowa do Tobiasa, natychmiast spojrzał na tego i przypomniał sobie szczęki tamtego potwora szarpiące jego ciało i wiedział od razu co powinien zrobić:
                              Ja zostanę tutaj Pani, Tobias przyda Ci się bardziej na wieży - spoglądając na myśliwego uśmiechnął się i dodał - Teraz pora na mnie żebym znalazł sobie jakiegoś nowego“przyjaciela”.
                              Nie tracą czasu podczas mówienia spojrzał na zostającego na dole Hugo po tym na wieże po czy pobiegł aby ustawić się tak aby znajdowali się po przeciwnych stronach wieży. Po tym oparł swoją włócznie o ścianę i z łukiem w ręku zaczął udawać że przygląda się jakimś rzeczą na ziemi aby sprawiać wrażenie zaskoczonego przez potwora w trakcie jakiś zadań. Jednocześnie rozpoczął krótką modlitwę do Sigmara w której prosi o Siłę i zwycięstwo w nadchodzącym starciu.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • Pipboy79P Niedostępny
                                Pipboy79P Niedostępny
                                Pipboy79 jako Pipboy79
                                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                #129

                                Ramiona Tobiasa paliły żywym ogniem gdy cięciwa znalazła się na swoim miejscu. Przez moment łucznik bał się że otworzyły się rany zadane mu przez ogara chaosu. Podziękował Stefanowi za pomoc, wstał i napiął łuk, zadowolony z rezultatu. Po czym rozejrzał się po okolicy, wcześniej nie zawracał sobie tym głowy. Zastanawiał się co przed wiekami tu stało, czy było to ludzka czy elficka budowla, jakie historie pamięta.
                                Napięcie wśród żołnierzy można było - jak tą mgłę - kroić nożem. Wszyscy poza czarodziejką rozglądali się nerwowo oczekując zagrożeń dosłownie z każdego kierunku. Tileanka, po tym jak otrzymała pomoc od Duivele i Stefana (sama odwzajemniła ją, magicznie lecząc rany) wstała i spojrzała po swoich podwładnych. Miała plan. Rzuciła polecenia głosem silnym i zdecydowanym ale Tobias już wiedział, że może być to tylko dla podniesienia morale, które zostało mocno nadszarpnięte przez szaleństwo porucznika i walkę z dwoma demonami. Zwiadowca zaproponował że zostanie na dole jako ‘wabik’ na latającego stwora i zamierzał wypełnić tą rolę pokrzepiony słowami czarodziejki. A propozycję Stefana zbył uśmiechem i machnięciem ręką.

                                - Nie bracie, tym razem staniemy razem naprzeciw tej bestii.

                                Stefan kiwnął porozumiewawczo głową, którą chwile później zadarł, i Tobias uczynił to samo, napinając łuk do strzału. Ciemny, niepokojący kształt ukazał się, zbliżając się do nich nieuchronnie.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • Pipboy79P Niedostępny
                                  Pipboy79P Niedostępny
                                  Pipboy79 jako Pipboy79
                                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                  #130

                                  Oryginalny tytuł: Tura 28 - 2521.04.31; wlt; południe

                                  Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                                  Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe
                                  Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                                  Główna grupa

                                  Od okrzyku ostrzegawczego jednego z mieczników Theiss upłynęła tylko chwila gdy płaski kształt ukazał sunący w powietrzu ukazał się śmiertelnikom. Duivel zdążył wbiec na pradawane schody zaraz za jasnowłosą magiczką. Stefan zdążył odłożyć tarczę i włócznię aby wymienić je na łuk i stanąć obok Tobiasa i Hugo. I tyle. Zza narożnika budynku już ukazał się ów mieniący się kolorami kształt. Szybujący w powietrzu koszmar z innego świata jaki chyba tylko przez porównanie do czegoś znajomego mógł przypominać cokolwiek. Było w nim coś tak odrażającego, obcego i jednocześnie majestycznego, że śmiertelnicy na moment zawachali się. Wcześniejsze spotkanie z tym stworem na polanie zaskoczyło ich na tyle, że nie mieli czasu przyjrzeć mu się. Dopiero teraz, jak mgła wydawała się wokół ruin rzadsza niż na polanie pozwalała dojrzeć ten kształ w całym majestacie. Stefana przeląkł ten widok. Zaschło mu w gardle i poczuł suchość w ustach na myśl z jak obcym stworzeniem mają tu do czynienia. Myśl aby dać sobie spokój i schować się gdzieś gdzie miecznicy albo gdziekolwiek indziej nagle wydała mu się całkiem rozsądna. Ale wziął się w garść i uniósł łuk aby wymierzyć w latacza chociaż brakowało mu pewności siebie jaką okazywał jeszcze przed chwilą. Tobias też miał okazję aby skorygować swoje drugie wrażenie na temat tego czegoś. Co prawda pierwszy dostrzegł to straszydło niedawno na polanie ale wtedy wszystko było zbyt szybko aby się temu czemuś przyglądać. Ot, strzelał prawie odruchowo bez zastanawiania się. Teraz jednak stwór nie zjawił się tak nagle gdy powietrze było tu czystsze i też poczuł zaniepokojenie na myśl z czym mają tu do czynienia. Jednak bez wahania zdołał unieść broń i naciągnąć cięciwę do pierwszego strzału. Nerwowe mamrotanie Hugo jaki stał obok nich i ściskał miecz w dłoni tylko potwierdzało, że na nim poczwara też wywarła spore wrażenie. Tyle, że on swoim mieczem nie miał jak jej sięgnąć.

                                  Na wieży zaś Alezzia sapnęła cicho widząc jak potwór pojawił się ponownie. Chyba ich jeszcze nie zauważył i kierował się ku kolegom jacy zostali na zewnątrz mężnie przyjmując rolę wabika. Ale jasnowłosa wydawała się zdawać sprawę z powagi sytuacji ale trzymała nerwy na wodzy okazując przede wszystkim skupienie i dyscyplinę zachowania ciszy aby nie zepsuć planowanej zsadzki. Duivel za to nie dostrzegł w tym stworzeniu niczego więcej niż kolejnej zwierzyny do upolowania. Spokojnie naszykował strzałę ale czekał na sygnał aby nie zepsuć improwizowanego planu zasadzki.

                                  Ta zaś zaczęła się zaraz potem gdy dwaj łucznicy na ziemi puścili cięciwy. Dwa pierzaste pociski pomknęły ku nadlatującemu zagrożeniu. Hugo krzyknął coś dla dodania im wszystkim otuchy. Wtedy też elf posłał swoją pierwszą strzałę a magiczka zaczęła śpiewać albo wierszować coś w dziwnym języku. A gdy już się zaczęło to wszystko przyspieszyło. Łucznicy napinali swoje cięciwy, sięgali po kolejne strzały widząc tą sunącą pod pokrywą mgły bestię. Magiczka śpiewała swoje zaklęcia a i stwór odpowiadał swoim sonicznym atakiem nie angażując się w bezpośrednie starcie.

                                  Latacz nadlatywał wprost na trójkę śmiertelników. Będąc dla nich odkrytym i ruchomym celem. Ale nie zdradzał się jakąś zwrotnością i gwałtownymi manewrami więc nie był aż tak trudny do trafienia. Z pierwszej salwy tylko strzała Tobiasa uktwiła gdzieś w płaskim brzuchu latającej bestii. Alezzia zaś sapnęła z wysiłku ale to słyszał tylko Duivel jaki był obok niej na rozwalającej się klatce schodowej o dziurawych ścianach. - Oh! Silny jest. Mocno zakorzeniony. - te same ściany miały wiele wad jeśli chodzi o zapewnienie kryjówki bo liczne ubytki kamieni sprawiały dość dziurawe wrażenie. Te same dziury jednak zapewniały wgląd na zewnątrz i można było potraktować je jako gotowe strzelnice. Bystry obserwator zapewne mógłby dostrzec ukrywającą się na schodach dwójkę ale potwór albo do takich nie należał albo zbyt absorbowała go walka z tymi co zostali na zewnątrz.

                                  Latające straszydło leciało gdzieś na wysokości na czubków drzew i dachów domów. Takie można było mieć wrażenie. Zbyt wysoko aby sięgnąć je bronią ręczną ale dla łuków to nie była jakaś straszna odległość. Zwłaszcza, że ten nadlatywał w kierunku widocznej przy ruinach trójki mężczyzn. Zaatakował z wysoka tym piskliwym krzykiem jaki jak trafił kogoś bezpośrednio to przypominał uderzenie pięścią w żołądek. Trafieni krzyczeli, zatykali uszy, kulili się i przerywali wszelkie wykonywane czynności. Z początku obaj towarzysze Stefana oberwali czymś takim. Hugo to aż się zatoczył i złapał za nos z którego pociekła strużka krwi.

                                  Zanim się pozbierali na tyle, żeby znów wycelować łuki potwór już prawie nad nich nadlatywał. Posłali kolejne strzały, tak samo jak Duivel ze wieży. De Lucci wciąż śpiewała swoje zaklęcia zmagając się w niewidzialnym dla elfa pojedynku. Ten zresztą był zbyt zajęty strzelaniem z łuku aby przyglądać się jasnowłosej. Zanim latacz im zniknął z pola widzenia i ostrzału widać było, że kilka strzał uktwiło w jego mieniącym się fasetkowymi kolorami cielsku. Coś tam z niego wyciekło, wyparowało czy odpadło. Ale widocznie nie na tyle aby to go zwaliło na ziemię. Tobias ponownie odczuwał zmęczenie i ból z otrzymanych ran a Stefan był w podobnym stanie. Hugo miał pecha i oberwał chyba za każdym razem bo kiepsko wyglądał. Nie miał też jak odpowiedzieć na te ataki póki stwór szybował w powietrzu.

                                  - Ja mam dość. Powodzenia. - mruknął już mocno krwawiąc z ust, nosa i uszu. Odszedł chwiejnym krokiem w stronę ruin gdzie pewnie liczył na znalezienie kryjówki przed dalszymi atakami. Duivel i Alezzia schronieni na wieży odczuwali te ataki potwora dużo słabiej. Też musieli przerywac swoje zajęcia aby złapać się za uszy i często krzyczeć z bólu ale jednak gdy te mijały po chwili oszołomienia mogli znów wracać do strzelania z łuku czy śpiewania zaklęć. Przynajmniej gdy elfowi w ostatnim ataku nie pękła cięciwa gdy posłał swoją ostatnią strzałę.

                                  Ale to nie był koniec walki. Latacz widocznie zrobił nawrót i pojawił się ponownie. Walka zaczęła się na nowo. Teraz na dole zostali już tylko Stefan i Tobias. A na wieży Duivel został pozbawiony swojego łuku jaki bez cięciwy był bezużyteczny. Dwaj łucznicy na dole wznowili ostrzał w stronę nadlatującej bestii. Ta wydawała się mienić kolorami jeszcze bardziej niż wcześniej w jakimś złowróżbnym rytmie czy wzorze. Elf był świadkiem jak jasnowłosa ponownie zaczęła śpiewać swoje zaklęcia. Sądząc po zaciętym i sfrustrowanym wyrazie jej twarzy nie wszystko szło po jej myśli. Ale nie ustawała w wysiłkach. Potwór także nie miał zamiaru przegrać tej walki bo w swoim statecznym majestacie nadlatywał nad cele co jakiś czas wydając z siebie ten piekielny okrzyk jaki osłabiał ciało i ducha śmiertelników. W pewnym momencie zarówno żaden z naziemnych strzelców nie trafił w nadlatujący cel. Jak i latacz jakoś się przeliczył i jego krzyk rozorał ziemię i trawę obok nich nie czyniąc im większej krzywdy niż chwilowy paraliż jaki następował tuż po. Stwór przeleciał nad nimi widzieli tkwiące w nim strzały. Wydawało się, że krwawi jeszcze bardziej niż gdy mijał ich za pierwszym razem. Ale teraz znów oddalał się gdy obaj posłali swoje strzały zanim ten zniknie za rogiem. Obie przeleciały obok nie znikając gdzieś we mgle. Ale zanim straszydło zniknęło z widoku zaskrzeczało boleśnie, szarpnęło się nagle jak ryba wyciągana z wody i w syku mieszaniny obu rzeczywistości znikło z tego świata. Z wieży doszedł triumfujący okrzyk magini.

                                  - Tak! Nareszcie! - krzyknęła radośnie co świadczyło, że chyba wreszcie udało jej się to co zamierzała od początku walki. Jeszcze chwilę widać było jak ta dziwna plama albo dym zawieszony w powietrzu mieni się wieloma obcymi kolorami. Ale stopniowo rzednie zaś stwora nadal nie było widać.

                                  Magiczka zeszła po pradawnych schodach na poziom gruntu. Można było się wreszcie spotkać po walce i rozeznać jak komu poszło. Obaj łucznicy zostali ranny ale chociaż ich bolało to nie na tyle aby wyłączyło ich to z walki. Ten krzyk był dokuczliwy i w chwili ataku trudno było ustać w miejscu ale zabijał powoli i po kawałku. Atmosferę zwycięstwa zepsuły im krzyki Hugo jakie ich zwabiły do trupa jednego z mieczników. Znaleźli go pośród kolegów gdzie ukryli się w rozwalonej piwnicy dawnych ruin. Żołnierz wpatrywał się w mgłę ponad ruinami martwymi oczami i broczył krwią z poderżniętego gardła. Był martwy. Zaś dwaj jego koledzy kłócili się ze swoim kapralem, że nie mają pojęcia co tu się stało.


                                  Mecha 28

                                  Test strachu: latacz (SW)

                                  Tobias SW 35; rzut: https://orokos.com/roll/996259 53; 35-53=-18 > ma.por = zaniepokojeniie 0 (zdenerwowanie)

                                  Stefan SW 35; rzut: https://orokos.com/roll/996260 80; 35-80=-45 > śr.por = obawa -5 (stres)

                                  Duivel SW 40; rzut: https://orokos.com/roll/996261 6; 40-6=+34 > śr.suk = zuchwałość +5

                                  Alezzia SW 45+5+10=60; rzut: https://orokos.com/roll/996262 36; 60-36=+24 > ma.suk = wzięcie się w garść 0 (norma)

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • CioldanC Niedostępny
                                    CioldanC Niedostępny
                                    Cioldan jako Cioldan
                                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                    #131

                                    - Panowie, nie czas na kłótnie! Musimy rozwikłać zagadkę morderstwa, a denatem zajmiemy się po bitwie, bo na pewno nie jest skończona! Żeby Was czymś zająć to proszę jednego z Was o naprawę mojego łuku. Jeden z Was napnie ten kawał drewna, a ja nałożę cięciwę. Tobiasie i Stefanie, Panowie tu przydadzą się Wasze zdolności łowców. Co zabiło naszego towarzysza?? Tobie Hugo też spróbujemy pomóc, może Ty Pani? - elf mówił donośnie, ale spokojnie, a na końcu zwrócił się do Alezzi z lekkim skinieniem głowy wyrażającym szacunek.

                                    Miecznicy popatrzyli na siebie i jeden z nich podszedł do blondwłosego elfa z nietypowym dla swojej rasy zarostem aby mu pomóc z tym napinaniem cięciwy. Podobnie jak niedawno Stefan pomagał Tobiasowi w podobnym przypadku. Świetlista magister zaś podeszła do zabitego żołnierza, uklękła przed nim i zaczęła go oglądać przesuwając po jego ciele dłońmi i mrużąc w skupieniu oczy. Hugo widocznie musiał poczekać.

                                    Stefan widząc skupioną nad zabitym czarodziejkę, przybliżył się do niej i cicho wyszeptał do niej

                                    - Pani, czy możesz sprawdzić czy ktoś wśród nas nie jest kontrolowany wrogą magią? - Po zadaniu pytania zwrócił się do elfa doniośle, chcąc dać magiczne chwile czasu na zastanowienie oraz przykryć znacznie ważniejszą konwersacje niewinną rozmową.
                                    - Przyjrzymy się ciału, ale prosiłbym abyście w tym czasie zabezpieczyli nas przed dalszymi atakami i zabezpieczyli przejście - wskazał wymownie głowa na wyjście prowadzące w nieznane z piwnicy po czym dodał - Macie w ogóle jakieś pochodnie albo świece? Po ciemku trudno będzie tutaj coś dojrzeć wartościowego

                                    Duivel wysłuchał Stefana i szybko odpowiedział

                                    - Teraz naprawiam łuk, a potem chcę sprawdzić co tu się wydarzyło. Ja tam widzę tutaj dość dobrze, rozejrzę co się stało.-

                                    Gdy w końcu udało się wygiąć odpowiednio łęczysko, a cięciwę odpowiednio napiąć na gryfach, elf przełożył broń przez plecy i zaczął rozglądać się po piwnicy. Dostrzegł liczne ślady butów w tej piwnicy, ale mniej więcej na oko elfa to pasuje do kilku osób jakie kręciły się tu jakiś czas, czyli od początku walki do teraz. Było to niepokojące, bo nie zauważył obcych śladów, a prowadziło to do przemyśleń o mieszaniu w myślach. Wzdrygnął się i rozglądał dalej. Szybko zwrócił uwagę na kilka przejść do innych piwnic, ale na razie nie chciał iść tam bez rozkazów Alezzi. Znalazł w końcu i narzędzie zbrodni, nóż miał na sobie jeszcze świeżą krew, a co gorsza wyglądał jakby znajomo. Szybko przypuszczenia Duivela się sprawdziły gdyż jeden z mieczników miał psutą pochwę na nóż. W głowie brodatego elfa pojawiły się trzy rozwiązania: mógł go zabić, bo np. denat przespał się kiedyś z jego żoną, albo znowu czarownica zaatakowała, no albo wyjątkowo dobry zabójca przyszedł po cichu, wyciągnął nóż, zabił, rzucił tu nóż i poszedł i nikt nie był w stanie tego usłyszeć. Z jego punktu widzenia, najlepiej jakby to było morderstwo z zazdrości, ale jednak był to również najmniej realny scenariusz. Zwrócił się do miecznika z pustą pochwą po nożu, jednocześnie stając tak aby zakryć nóż.

                                    - Hej, kolego! Jak się czujesz? Głowa Cię nie boli? Hej i czemu nie masz noża?! Duivel udawał jakby dopiero teraz zobaczył brak broni. Nóż spod stopy kopnął w kierunku Alezzi, żeby pokazać co znalazł.
                                    - Dobra, musimy wziąć się w garść i pójść w kierunku maga o którym mówiła Alezia, Pani jakie rozkazy? - wciąż jednak obserwował miecznika bez noża

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • Pipboy79P Niedostępny
                                      Pipboy79P Niedostępny
                                      Pipboy79 jako Pipboy79
                                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                      #132

                                      Tobias przełknął głośno ślinę widząc wyraźnie kształt istoty zbliżającej się do nich. Szeroki, wężowy kształt z błoniastymi, niby-skrzydłami, kolcami wyrastającymi obok jego otworu gębowego i na końcu długiego ogona. Łucznik zdawał sobie sprawę że patrzy na demona, kiedy końcówkę grotu skierował na błoniasty brzuch bestii. Ręka mu nieznacznie drżała ale jakimś cudem udało mu się stwora trafić. Później było już tylko gorzej. Ranna bestia zawyła przeraźliwie i z uszu Tobiasa, jak i jego towarzyszy pociekła krew kiedy wysokie tony raniły uszy żołnierzy. Wszyscy krzyczeli a najgłośniej miecznik który został ze zwiadowcami na dole. Demon przeleciał dokładnie nad nim, a kiedy bestia zawracała duży kołem obaj zwiadowcy wzięli się w garść i przygotowali kolejne pociski do strzału. Bez powodzenia tym razem. Mieli jednak nadzieję że odwrócenia uwagi stwora da jakąś przewagę ich towarzyszom na górze...
                                      Czarodziejka chyba była zadowolona bo aż krzyknęła z zachwytu a demon zniknął. Czy został odesłany w niebyt, czy Alezzia go tylko przepędziła, tego Tobias nie mógł wiedzieć. Walka się skończyła i to było najważniejsze. Mimo że zwiadowca czuł się niezbyt dobrze sprawdził co ze Stefanem ich towarzyszem który odważnie stanął razem z nimi 'na wabia'
                                      Wtem usłyszał - mimo dzwonów w uszach - jakąś ostrą kłótnię żołnierzy, w miejscu gdzie się ukryli. Najwyraźniej jeden oskarżał drugiego o poderżnięcie gardła drugiemu!
                                      Wyraźny ślad krwi na nożu, który musiał należeć do jednego z żołnierzy, mówił sam za siebie. Ale Tobias podejrzewał jakieś magiczne sztuczki, jak te z sierżantem.
                                      Magini! - zwrócił się zwiadowca do Alezzi - Czy możesz sprawdzić w jakiś sposób, czy żaden z nas nie jest pod wpływem jakiejś magii? Nie możemy kontynuować naszej misji, jeżeli w naszych szeregach jest wróg. Musimy mieć pewność że tak nie jest.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • DekaresD Niedostępny
                                        DekaresD Niedostępny
                                        Dekares jako Dekares
                                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                        #133

                                        Stefan powoli oparł się o ścianę dawnej świątyni całkowicie wyczerpany, chwilę wcześniej zobaczyli Potwora rozpływającego się w powietrzu:

                                        - Jeszcze nie teraz… - przebiegło mu przez głowę po czym osunął się powoli po ścianie na ziemię. Jeszcze chwile temu był przekonany, że zginie tutaj walcząc z tym latającym koszmarem. Ich ataki wydawały się nie mieć w zasadzie żadnego efektu na atakującej ich kreaturze. Tego samego nie można było powiedzieć o nich samych, Jeager kiedy opadł na tyłek pochylił dotąd zapatrzoną w niebo głowę, został za to wynagrodzony wzmożonym bólem w skroniach i wartką strużką krwi cieknącą mu z nosa. Czuł wstyd z powodu swojego strachu, doskonale pamiętał strach niebezpiecznie graniczący z przerażeniem który ogarnął go na widok nadlatującej kreatury. Pamiętał każdą strzałę którą wypuścił ze swojego łuku, pamiętał jak pudłowały z powodu jego drżących rąk, wiedział, że jedyne co pozwoliło mu utrzymać pozycję i nie uciec z krzykiem to jego poczucie obowiązku i modlitwa o odwagę którą odmawiał przez całe starcie. Nie wiedział ile dokładnie tak siedział rozglądając się po okolicy i kontemplując swoje tchórzliwe zachowanie, zdawał sobie sprawę że w rzeczywistości musiała minąć tylko chwila ale dla niego wydawało się jakby siedział tak z godzinę. Dopiero pojawienie się przy nim Tobiasa chcącego sprawdzić czy wszystko z nim w porządku zmusiła go do powolnego wstania z ziemi i po podziękowaniu kompanowi za pomoc ruszył w kierunku miejsca do którego wbiegł Hugo aby sprawdzić jak ten się czuje.

                                        Stefan nie zdążył zrobić dwóch kroków w stronę tego miejsca gdy usłyszeli dochodzące z piwnicy odgłosy zażartej kłótni, kto wie może nawet walki?
                                        Stefan nie zastanawiał się długo chwycił ustawioną pod ścianą tarcze i włóczni i ruszył do ciemnej piwnicy. Na miejscu został przywitany makabrycznym widokiem zamordowanego towarzysza i kłócących się nad jego ciałem mieczników. Ruszył natychmiast do mężczyzny licząc na to że może jeśli spróbuję go jakoś opatrzyć to magia ich czarodziejki sprawi cud ratując go, jednak szybko zrozumiał że jego działania na nic się nie zdadzą.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79 jako Pipboy79
                                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                          #134

                                          Oryginalny tytuł: Tura 29 - 2521.04.31; wlt; południe - wieczór

                                          Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
                                          Czas: 2521.04.31; Wellentag; południe - wieczór
                                          Warunki: - ; na zewnątrz: dzień - noc, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)

                                          Główna grupa

                                          - Proszę wszystkich o spokój. Muszę się skupić. - Alezzia podniosła głowę i popatrzyła na rozsypanych po piwnicy mężczyzn. Wszyscy mniej lub bardziej oberwali podczas tej lub wcześniejszych walk. Więc oddychali ciężko a co jakiś czas ktoś stękał z boleści gdy któraś ze świeżych ran dawała o sobie znak. Byli zmęczeni i ta wyprawa odciskała na nich coraz mocniejsze tempo. I w przeciwieństwie do uzdrowionej magini brud, kurz i błoto ich się imał więc nie wyglądali już tak dobrze jak wówczas gdy schodzili z rozjeżdżonej przesieki leśnej aby ruszyć w dół górskiego strumienia.

                                          Zabitemu miecznikowi magini jak się okazało nie potrafiła już pomóc. Odruchowo strząsnęła swoje szczupłe, zadbane dłonie z resztek krwi i podobnie przetarła nimi kolana sukni na jakiej zostały krwawe ślady. Z poderżniętego gardła zawsze było mnóstwo krwi tak też było i teraz. Żołnierz Theiss leżał już w całkiem sporej kałuży wciąż świeżej krwi. Dopiero chwilę później znów użyła swojej świetlistej magii aby oczyścić zarówno dłonie jak i ubranie. Popatrzyła jeszcze raz na nieruchome już ciało i wydawała się niepocieszona. Ale jeśli miała jakieś komentarze to zostawiła je dla siebie.

                                          - Dobrze to poproszę was tutaj. Po kolei. Chciałabym was sprawdzić czy wszystko z wami w porządku. - odezwała się jakby idąc w sukurs prośbie Tobiasa. Ale sama podeszła do siedzącego na kawałku gruzu kaprala jaki chyba był w najcięższym stanie. Jej dłonie rozświetliły się tym ciepłym światłem jakby zapłonęły tam lampy po czym to ciepłe światło zdawało się wnikać w ciało umęczonego Hugo. Ten zakasłał raz i wydawał się najpierw trochę zdenerwowany a później zdziwiony. Z niedowierzaniem spojrzał na swoje dłonie. Dotknął nimi frontu swojej brygantyny ale pod nią bez zdejmowania nie dało się zajrzeć. Ale magiczka poprosiła go o trochę cierpliwości. Znów uniosła swoje pozornie zwykłe dłonie ale tym razem do jego skroni. Przymknęła oczy i chwilę tak stała nieruchomo co jakiś czas przesuwając dłońmi wokół jego głowy. Ten znów miał niepewną minę jak pewnie większość śmiertelników nienawykłych do obcowania z tą straszną i niebezpieczną magią. Ale nic widowiskowego się nie stało. Tileanka w końcu otworzyła oczy i podziękowała mu za cierpliwość. Po czym dała znak aby kolejni do niej podchodzi. Traktowała ich podobnie jak kaprala mieczników. Kogo dała radę to leczyła swoim ozdrowieńczym światłem i każdemu poświęcała chwilę jakby chciała coś sprawdzić w jego głowie.

                                          - Jak się nazywasz żołnierzu? - zapytała w końcu tego żołnierza jaki miał pustą puchwę po sztylecie jaki wcześniej znalazł lefi łucznik.

                                          - Bolko. - odparł krótko wojak niepewny czemu po tym wszystkim zwróciła się właśnie do niego.

                                          - Weź kolegę i stańcie na zewnątrz dobrze? Tak aby nikt nas nie podszedł. Tak samo jak ostrzegliście nas przed tym nadlatującym straszydłem. Świetna robota zaskoczyłoby nas to gdyby nie wasze czujne oczy. - porposiła magini i obaj miecznicy wydawali się podbudowany taką pochwałą. Uśmiechnęli się do niej i wyszli na zewnątrz. Zamienili ze sobą dwa słowa i rozdzielili się aby każdy stał z innej strony ruin.

                                          - Coś się stało milady? - zagaił Hugo który chyba rozpoznał, że to nie tylko o wystawienie czujek chodziło magiczce.

                                          - To zapewne ten Bolko. Ma najsilniejsze zakłócenia. Wszyscy trzej je mają. Ten też. Ale on najsilniejsze. To efekt czarów. Zapewne jakiegoś rodzaju oszołomienia. Dlatego słabo pamiętają co się wydarzyło. Dla ofiar takiej manipulacji magicznej to wygląda jakby próbowali sobie przypomnieć coś rano z wieczoru gdy mocno się popili. Niewiele się pamięta albo nic. Gdy mag ich tak zmieszał zapewne jakoś nakłonił lub przejął kontrolę nad Bolko aby ten zabił kolegę. Chociaż fizycznie to on popełnił ten mord to nie winię go. Każdy z nas gdyby uległ takiej manipulacji zrobiłby to samo. Zwłaszcza jak ktoś nie jest szkolony w magii i odpieraniu takich ataków. Dlatego życie tego żołnierza spada na ręcę tego maga jaki ich omotał a nie tego Bolko. On był tylko jego chwilowym narzędziem. I proponuję nie wyciągać wobec nich konsekwencji. - białowłosa wyjaśniła swoim tileańskim akcentem do jakich wniosków doszła po tym całym badaniu. Dała znać, że wszystkich trzech mieczników jacy schronili się tu przed tym latającym straszydłem uważa za ofiary magicznej manipulacji.

                                          - W takich czarach mag zwykle musi widzieć ofiarę. Nie zawsze ale często. To pomaga się skoncentrować na wybranej ofierze. A więc nie mógł być daleko. Zwłaszcza, że gdyby był gdzieś na zewnątrz zapewne ktoś z nas by mógł go dostrzec. - wyjaśniła i spróbowała się zebrać w sobie aby zacząć działać. Rozejrzała się dookoła. Sama piwnica była wielkości przeciętnego pokoju w karczmie. Z czego z jednej strony ziała dziura w prastarym murze przez jaką wszyscy tu weszli. Z drugiej też ale była o wiele mroczniejsza bo prowadziła w głąb innych piwnicznych pomieszczeń. W jakich tylko gdzieniegdzie widać było plamy światła jakie tam dochodziły przez jakieś prześwity i dziury.

                                          - Ale z tamtej strony nikogo z nas nie było. Ja z chłopakami stałem tutaj, wy na wieży a skąd indziej nie było nikogo z nas. - zauważył Hugo wskazując, że z tej wspólnej strony na zewnątrz owszem pewnie trudno byłoby się komuś przemknąć aby trójka na ziemi i dwójka na wieży kogoś nie zauważyła. Ale z innych stron ruin to co innego. Alezzia pokiwała głową i jej dłonie rozjarzyły się ponownie jakby w każdej z nich trzymała jasną lampę. Z pomocą trójki zwiadowców ruszyli przez te częściowo zawalone, kamienne korytarze i sale. Trudno było rozpoznać co to kiedyś mogło być. Znaleźli nawet resztki jakiejś krypty z mocno już zatartymi napisami.

                                          https://i.imgur.com/5z6KYxm.jpg

                                          - To chyba był kiedyś jakiś klasztor. - wymamrotała magini próbująca coś odczytać z płyt nagrobnych. Duivel i Stefan rozpoznali napisy ale te jeszcze widoczne nie układały się w żaden znanych im języków. Po tym chwilowym postoju wznowili poszukiwania. I po drugiej stronie ruin nawet coś znaleźli.

                                          Znaleźli miejsce nieco wygniecionej trawy. Zupełnie jakby ktoś tu stał czy kucał. Akurat jak przez jedną z dziur w rozwalającym się murze widać było tamto pomieszczenie w jakim schroniła się trójka mieczników. Magini też powiedziała im, że całkiem możliwe, że stąd ktoś czarował bo wyczuwała jakieś zawirowania. Chociaż oni nic takiego ani nie czuli ani nie widzieli. Stefan to nawet dopatrzył się kilku mniejszych wgnieceń trawy co mogło pasować do czyichś kroków. Raczej ten ktoś nie biegł sądząc po długości kroków. I nie mógł być zbyt wielki czy ciężki bo trop byłby wyraźniejszy. Te rozmowy i rozmyślania przerwał im suchy ale głośny trzask połączony z nie tak odległym krzykiem jakiegoś mężczyzny. Jakby coś krzyczał ale nie dało się zrozumieć co.

                                          - To on! Ten mag z naszego Kolegium! Prędko! Musimy mu pomóc! Inaczej to wszystko pójdzie na marne! - krzyknęła tileańska magister jakby znów przypomniało jej się czemu się tu znaleźli i odzyskała chwilowo ustraconą werwę. Hugo krzyknął na swoich dwóch ostatnich ludzi i ci przybiegli po chwili. A sama białowłosa ruszyła pewnie przed siebie jakby doskonale wiedziała gdzie trzeba iść. Chociaż jej towarzysze żadnego mężczyzny nie widzieli. Ani nikogo innego. Tylko znów ta polana, krzaki, czasem jakieś wiotkie jeszcze drzewko. No i mgła w jakiej tonęła ta kraina. Szła szybko a jej towarzysze podobnie. Aż Hugo krzyknął w pewnym momencie.

                                          - Tam! Spójrzcie tam! - wskazał swoim mieczem na zarys czegoś na granicy postrzegania. Coś tam stało. Mniej więcej ludzkich kształtów ale tak potworne, że nie mogło być człowiekiem. Karykaturalnie długie ramiona, zbyt wielka głowa z jakimś półksiężycowym wyrostkiem z prozdu. I to coś się rozpadało. Rozpadało się na ich oczach. Kawałek tu, kawałek tam jak topniejący w błyskawicznym tempie bałwan. Aż doszła ich fala niesamowitego smrodu, że aż wszyscy zaczęli kichać, zatykać nos a oczy zaczęły im łzawić. A to coś rozpadło się na kawałki i zniknęło im z oczu. Przez chwilę nie było wiadomo co dalej aż odezwała się magiczka.

                                          - Chodźmy dalej. To już niedaleko. Uważajcie na resztki. Silne zawirowania tu są. - powiedziała zatykając nos ramieniem aby uchronić się od tego fetoru. I mniej więcej wskazała na kierunek w jakim powinni iść. Mijali ślady walki. Ale nie takiej na miecze i topory. Tylko osmolone drzewa. Drzewa pokryte jakimiś dziwnymi, kolorowymi soplami. Alezzia ostrzegła aby niczego podejrzanego nie dotykać. Starała się też omijać kałuże dziwnej, bulgoczącej mazi. Raz czy dwa minęli truchło… Właściwie nie wiadomo czego bo widać było coś podobnego do żeber czy innych kości ale wydawało się to połączone ze sobą w ogóle bez sensu i nie przypominało żadnego, znanego stworzenia. Aż w pewnym momencie któryś z mieczników sapnął. Bo w tej mgle i dymie widać było sylwetkę podobną do ludzkiej. Jak się zbliżyli jeszcze bliżej okazało się, że to chyba mężczyzna w jakiejś czerwonawej todze. Alezzia poprosiła ich aby poczekali chwilę. Sama zaś postąpiła parę kroków bliżej.

                                          - Herr Magister? - zapytała. Ale nie widać było po obcym żadnej reakcji. Co chyba nieco zmieszało magiczkę. - Herr Magister? Jestem Alezzia di Lucci. Magister Światła. A to moi towarzysze. - przedstawiła siebie i grupkę jaka stała parę kroków za nią. Mężczyzna jednak nadal stał jakby wcale ich nie zauważał. Wpatrywał się gdzieś w ziemię kawałek przed nim jakimś pustym wzrokiem. Tileanka przez chwilę nie wiedziała co zrobić.

                                          - Herr Magister? Znaleźliśmy wasz powóz. W strumieniu. I po śladach przyszliśmy tutaj. Do wnętrza tej czasoprzestrzennej strefy. Spotkaliśmy niezrodzonych. Ale pokonaliśmy ich. I teraz przyszliśmy tutaj. - magiczka w paru zdaniach streściła jak się tu znaleźli. I zamilkła czekając na reakcję. Obcy jednak nadal po prostu stał jakby jej w ogóle nie słyszał. Chociaż czasem zerkał to tam czy tu jakby coś usłyszał. Nawet prześlizgiwał się po kobiecie i jej towarzyszach ale nie zatrzymywał na nich spojrzenia jakby ich tu w ogóle nie było.

                                          - Oh! Jesteś Ultimum Spes?! - w pewnym momencie tileańska magister krzyknęła z wrażenia jakby dostrzegła coś nowego w sylwetce obcego. To wreszcie go poruszyło. Bo spojrzał wprost na nią. Pierwszy raz odkąd się do niego odezwała.

                                          - Tak. Jestem Ultimum Spes. Jadę na wojnę. Zawsze jak po mnie przychodzą to jest jakaś wojna. Albo inna katastrofa. Ale jak widzisz tym razem Odwieczny Wróg nas ubiegł i zaatakował pierwszy. - odezwał się wreszcie. Głos miał spokojny ale było w nim coś aroganckiego. A może w spojrzeniu? Trudno to było ubrać w słowa.

                                          https://i.imgur.com/jOJvQqH.jpg

                                          - Ah… No tak. Tak. A my służyby margrafowi von Falkenhorst. Na drodze są nasze oddziały. Wrócisz tam z nami? - świetlista magister zająknęła się zanim odpowiedziała. Jakby nie była pewna jak powinna postąpić. Ale w końcu wskazała gdzieś za siebie. Obcy wpatrywał się w nią chwilę potem tam gdzie pokazała. W końcu skinął twierdząco głową.

                                          - A możesz już to dezaktywować? - świetlista magister wskazała okrężnym ruchem. Na co gość skinął głową i rzucił kilka rozkazujących słów w dziwnym języku. Coś zaiksrzyło i rozległ się głośny syk pękającego powietrza. Ale nie dało się zauważyć żadnej różnicy. Zrównał się z kobietą i zaczęli iść razem. Ona zaś dała znak swoim towarzyszom aby szli razem.

                                          - Jak się nazywasz? - zapytała ich nowego towarzysza.

                                          - Drogon. - odparł po prostu. - Ale domyślam się, że moje imię nic ci nie mówi. - zaśmiał się pod nosem jakby bawiła go ta myśl. Ona faktycznie po chwili pokiwała głową na znak, że tak właśnie jest. Zresztą jej towarzyszom to imię też nie kojarzyło się z niczym. - Nic dziwnego moja mała czarodziejko. Wymazali mnie. Może i lepiej. - stwierdził dość filozoficznym tonem. Ale sądząc po minie rozmówczyni to też niewiele jej mówiło.

                                          Szli dalej przez tą polanę. A mgła jakby zaczęła rzednąć. Gdy dotarli do ściany lasu miecznicy zatrzymali się i pokazywali w górę. Mgła się podniosła na tyle, że wreszcie widać było niebo. Nocne niebo.

                                          - To przez tą strefę. Byliśmy w środku. A na zewnątrz czas płynął normalnie. - wymamrotała Alezzia też zdziwiona ale chyba mniej niż koledzy. Hugo zapytał czy to ten sam dzień i noc co tu weszli ale nie była pewna.

                                          - Powinna. Dla was kompresja powinna być krótsza. Zapewne parę godzin. - tym razem odezwał się mag. Alezzia zaczęła ten nocny las oświetlać swoim kosturem a on swoim. Bo żadnych pochodni nie mieli. W końcu opuszczali karawanę w środku dnia, jeszcze przed południem. Gdy wyszli na leśną, rozjeżdżoną kołami wozów przesiekę jaka była tu drogą to nikogo już tu nie było. Doszli do brodu granicznego, tego samego przez jaki mieli się przeprawiać dziś późnym rankiem. I tak samo woda niezmordowanie omywała wystające tu i tam kamienie szumiąc przy tym energicznie. Tylko, że była ciemna noc a nie początek dnia. Ktoś jednak usłyszał wytłumione odgłosy muzyki z drugiego, ostlandzkiego brzegu. Ale powstała dyskusja czy się przeprawiać nocą.

                                          - To żaden kłopot. - do dyskusji wtrącił się mag. Znów coś powiedział. Ziemia zaczęła formować się u brzegu, podnosić wreszcie unosić nad wodą ciemną, grubą krechą. Aż znieruchomiała w formie przerzuconej nad rzeką kładki. Mężczyzna bez wahania wszedł na nią i zaczął iść na drugą stronę. Po chwili wahania Alezzia postąpiła podobnie.

                                          - Chodźcie. Nie ma co obozować na trakcie samemu. - powiedziała zachęcająco do swoich towarzyszy. Po chwili zastanowienia miecznicy uznali, że ma rację i z pewną obawą wkroczyli na magiczny most. Ale potupali dla pewności w powierzchnię. Nie było zbyt głośnego dźwięku, raczej taki jakby tupać w dość miękką ziemię. Ale dało się przejść na drugą stronę. Tam po ostlandzkiej już stronie minęli truchła koni z powozu jakie ktoś zepchnął na pobocze. A zakręt czy dwa dalej ujrzeli łunę ognisk jakiegoś większego obozu. Gdy się zbliżyli jeszcze bardziej okazało się, że to reszta ich karawany. Strażnicy byli niezmiernie zdumieni ich widokiem.

                                          - Wróciliście?! Myśleliśmy, że już po was. Szukaliśmy was ale nikogo nie znaleźliśmy. Kamień w wodę. Gdzie byliście? - pytali jeden przez drugiego. Okazało się, że to wciąż ten sam dzień co rano tyle, że był już późny wieczór, pewnie blisko północy. Więc życie obozowe już zamierało.

                                          - Chodźmy do szefowej. - zdecydowała Alezzia już mocno zmęczonym głosem. Cały dzień intensywnych wydarzeń mocno dał jej się we znaki. I machnęła dłonią w stronę kanciastej budy na kołach gdzie Petra miała swoją przewoźną kwaterę. Zapukała tam do drzwi i dały się słyszeć kroki, zgrzyt zamka i drzwi stanęły otworem. A w nich niebieskowłosa szefowa oświetlona z wnętrza blaskiem lampy. Pierwszy raz ją widzieli w tak skromnym stroju bo była boso, w samych kalesonach i koszuli. I chyba nie spodziewała się wizyty o tak późnej porze. Ale jak ujrzała grupkę czekającą na zewnątrz do podobnie jak przed chwilą strażnicy tak i ona była zdumiona ich widokiem.

                                          - Wróciliście? Gdzie się podziewaliście? Szukaliśmy was i nic. Ani ciał ani walki ani nic. Tylko te trupy z powozu a was to w ogóle. To kazałam w końcu jechać dalej. To myślę, że jak się jednak znajdziecie to do nas dołączycie. To gdzie byliście? - szefowa wylała z siebie potok szybkich zdań podszyty z mieszaniną zdenerwowania, irytacji i zmartwienia.

                                          - Byliśmy w chronomonatycznej sferze piątego kręgu jaki nieskromnie się pochwalę stworzyłem ale nie sądzę aby twój prosty umysł był w stanie pojąć wyjątkowość tego rytuału zwłaszcza wykonanego podczas walki z innowymiarowcami. - odparł obcy magister tonem ociekającym wyższością. Sądząc po reakcji Alezzi chyba się tego nie spodziewała. Ponieważ światło z wnętrza wozu oświetało tył szczupłej sylwetki szefowej to niezbyt widać było jej twarz. Ale za to głos miała wystarczająco czytelny aby zrozumieć jej gniew jaki właśnie przybysz w niej wzbudził.

                                          - Coś ty powiedział?! Sam masz prosty umysł! I kto to w ogóle jest?! - zapytała wkurzona oficer jaka do tej pory nawet nie zorientowała się w półmroku wieczoru, że jest tu ktoś nowy w tej grupie. Póki się nie odezwał.

                                          - To jest Drogo. Mag z naszego Kolegium. To właśnie on był w tym rozbitym powozie. I znaleźliśmy go jak walczył z tymi samymi potworami co my. - Alezzia gorączkowo próbowała jakoś załagodzić sytuację.

                                          - To chyba jedyne prawdziwe łóżko w tym obozie? To mogę je wziąć. A ty panienko chcesz to zostań a chcesz to odejdź. - mag zrobił ruch jakby próbował dojrzeć w szczelinie między stojącą w przejściu kobietą co jest za nią. I dało się dostrzec przez otwarte drzwi wozu pościelone łóżko. W suchym, ogrzanym wnętrzu to zapewne było najlepsze miejsce do spania w całym obozie.

                                          - Coś ty powiedział?! Jak śmiesz! Ja cię chłostać każę! Jestem szlachcianką i oficerem do cholery! To moja armia! Co ty sobie wyobrażasz! - teraz udało mu się rozjuszyć głównodowdzącą tym obozem na całego. Aż tupnęła ze złości w podłogę ale, że była boso to nie było takiego efektu jak gdyby była obuta. Ale na te nocne hałasy z namiotów zaczęli wychodzić kolejni żołnierze aby sprawdzić co się dzieje.

                                          - Mnie nie oszukasz. Wszędzie rozpoznam łotra. Ale dobrze. Może spędzimy upojną noc innym razem. - mag wzruszył ramionami i odezwał się dość obojętnym tonem. Rozejrzał się po rozstawionych namiotach jakby stracił zainteresowanie całą tą dyskusją. Zaś von Falkenhorst znieruchomiała na moment po czym znów ze złości tupnęła stopą w podłogę wozu.

                                          - Zabierzcie mi go z oczu! A rano wszyscy do raportu! - zawołała wściekła, trzasnęła drzwiami kończąc tą niespodziewaną audiencję. Alezzia też stała jak skamieniała jakby wydarzyło się zbyt wiele i zbyt szybko. Hugo i miecznicy podobnie.

                                          - To może… Może rzeczywiście chodźmy odpocząć. Prześpijmy się. Rano powinno się lepiej myśleć. - zaproponowała ugodowym tonem wciąż oszołomiona tą niespodziewaną awanturą.

                                          - Chodźmy sprawdzić czy coś w kuchni nie zostało. Głodny jestem. - rzucił cicho kapral mieczników a Bolko i drugi kolega pokiwali głową na znak zgody.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0

                                          Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                                          Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                                          With your input, this post could be even better 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa