Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Pipboy79P
Pipboy79 jako
Pipboy79
Mistrz Gry
DekaresD
Dekares jako
Dekares
MirasM
Miras jako
Miras
CioldanC
Cioldan jako
Cioldan

Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
193 Posty 6 Uczestników 710 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79 jako Pipboy79
    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
    #154

    Oryginalny tytuł: Tura 34 - 2521.05.03-04; bkt; ranek - południe

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; leśna droga
    Czas: 2521.05.04; Angestag; ranek - popołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: półmrok, deszcz, łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

    Wszyscy

    link: https://i.imgur.com/edAEWYl.jpeg

    Padało. Znowu. Poranek jaki ich zastał w Speck był co prawda pochmurny ale nie padało. W nocy padało i kto miał wartę zaraz po północy to mógł o tym rano zaświadczyć. Gdy ruszyli z nadbrzeżnej wioski i wkroczyli w mroczny las to nawet się rozpogodziło. Pomiędzy ponurymi koronami drzew widać było całkiem słoneczne prześwity. Trochę tego wiosennego, słonecznego blasku docierało nawet na ubłocony, leśny padół jakim wiodła przesieka. W miarę jednak jak zbliżało się południe niebo pochmurniało ponownie. A ze dwa pacierze później spadł z tych stalowych chmur zimny deszcz znów mocząc wszystko i wszystkich. A tym razem w przeciwieństwie do tego nocnego zwiadowcy regimentu von Falkenhorst byli wystawieni na jego działanie i nie mogli zagrzebać się w sianie, otulić kocem i schronić pod dachem stodoły.

    Poranne wycieczki wokół Speck nie przyniosły żadnych rewelacji. Ot spotkali kogoś kto wybrał się po chrust, dzieciaka wypasającego kilka chudych świń, ciekawską wiewiórkę jaka zerkała na nich z bezpiecznej gałęzi drzewa. Ale nic niezwykłego. Przygoda Tobiasa z końcówką polowania rysia na sarnę chyba było tu najbardziej ekscytujące. Las w bezpośrednim sąsiedztwie wioski nie krył w sobie żadnych niespodzianek czy niebezpieczeństw. A dalej nie było sensu iść jeśli chcieli wrócić na śniadanie i poranną zbiórkę. Przynajmniej wstali całkiem wypoczęci. Siano w połączeniu z własnymi kocami i suchością strychu stodoły całkiem przyjemnie grzało. Nawet szczeliny przez jakie czuć było chłodny, nocny powiew tego nie psuły. Na nocnych wartach też nic się nie wydarzyło godnego aby to potem opowiadać. Uśpiona wioska była monotonną, mroczną ciszą. Po północy jeszcze dodatkowo działał tak deszcz jaki usypiał i wygłuszał wszystkie słabsze dźwięki. Monotonne bębnienie kropel deszczu o dach stodoły działał kojąco. Psy po gospodarzy nie szczekały a zwykle one pierwsze wyczuwały obcego czy inne zagrożenie. Na tym właśnie zapewne bazował Kolesnikow nie widząc sensu aby mniej skuteczne dwunogi też miały nie spać skoro mieli tyle czworonożnych strażników. Nie zabronił tego robić ochotnikom ale sam nie zamierzał się tym zajmować. Do rana nic nie przerwało tej nocnej monotonii.

    Wieczorne rozmowy Stefana z mieszkańcami czy poranne Duivela jak na okoliczności wojny to też wydawały się dość rutynowe. Owszem jak wieczorem włócznik rozpowiedział o swoich leczniczych umiejętnościach to okazało się, że roboty to ma na cały wieczór. Ledwo skończył wizytę w jednym gospodarstwie już go wołano do sąsiadów. Okazało się, że tu jest ktoś kogo boli brzuch, tam komuś złamana ręka się paskudziła, jeszcze ktoś dostał podejrzanej wysypki. Tak, miał całkiem sporo do roboty. W międzyczasie dowiadywał się historii z tym związanych. Większość była od tutejszych mieszkańców Speck. Dowiedział się jak to Hans podczas naprawy dachu spadł z niego i się potłukł, jak Gerhard w swej chytrości zeżarł coś co mu szkoda było wyrzucić i teraz to odchorowywał, jak Maria źle podeszła do krowy i ta ją kopnęła albo jak utopce wciągnęły młodego Jurgena bo tylko chodaki przy brzegu po nim zostały. Ci spoza Speck opowiadali podbne rzeczy tyle, że zwykle nie ze Speck.

    Kislevska rodzina miała najstarszą córkę brzemienną. Jej mąż został w Kislevie powołany do wojska i nie wiedzieli co się z nim dzieje. A ona sama miała ciężarne boleści. Trudno było się z nimi dogadać bo Stefan nie mówił po kislevsku a oni w reikspiel. Na szczęście gospodarz u jaki ich przetrzymał od paru dni trochę znał wschodni język i jakoś przez niego oraz na migi próbowali się dogadywać.

    Jakiś starzec z gromadką wnuków i dzieci jakie zgarnął po drodze pochodził z pogranicza i dotarł z tymi dziatkami aż tutaj. Chciał dotrzeć do jakiegoś miejsca gdzie było bezpiecznie aby uciec przed tą wojenną zarazą. Zastanawiał się czy wystarczy do Kienbaum czy jednak trzeba będzie opuścić granice Ostlandu i udać się za granicę. W jego mniemaniu już teraz był tak daleko od rodzinnych stron jak nigdy wcześniej i to wydawało mu się strasznie przerazające. Ale wróg jaki najechał jego rodzinne strony jeszcze bardziej więc wciąż ze swoją dzieciarnią parł na zachód.

    W kontekście Wendorf niewiele się dowiedzieli. Dla mieszkańców Speck to było jedno z trzech okolicznych miast i to chyba to najmniej istotne bo nie dało się tam jak do Ristedt czy Kienbaum dopłynąć łodzią tylko trzeba było iść cały dzień w głąb lasu. Więc gdy tylko była taka możliwość to wybierali któreś z nadrzecznych miast a nie to trzecie. Trafił się ktoś kto był tam w Marktag na targ. Czyli musiał wyjść w Aubentag aby dotrzeć tam na wieczór, przenocować, od rana stać na targu aż do zmierzchu bo nie było szans w pół dnia wrócić do Speck. Więc dopiero w Backertag rano stamtąd wyszedł i wrócił tutaj krótko przed zmierzchem.

    A myśliwych to w Speck nie było. Czasem ktoś zasadzał sidła na króliki czy wiewiórki ale w pańskim lesie nie można było bez zgody pana polować na coś większego. To i nie chcieli mieć kłopotów. Poza tym mieli rzekę i ryby. Co się poświadczyło i wczoraj na kolacji i dziś na śniadanie jak podano im świeże, smażone ryby i rybną polewkę. I zagrożenia no tak, banici tu byli na trakcie jesienią. Ale pan skrzyknął obławę i ich wyłapał i potem na zimowym festynie pięknie kołem kat połamał i powiesił ku przestrodze. Potem to raczej nie. Zima już była teraz się skończyła no ale wojna się zaczęła. Tam głębiej to wiadomo, zła pełno. I orki, i zwierzoludzie, i odmieńcy, i banici no ale to pod wioskę nie podchodzili. Napady no tak, czasem się zdarzały na podróżnych. Ale takiego dużego wojska to chyba nie napadną. Dla mieszkańców Speck oddział Kolesnikova jawił się jako całkiem spore wojsko.

    Jak zareagowali na pojawienie się reszty regimentu tego już zwiadowcy nie wiedzieli bo ruszyli w tą wąską, błotnistą przesiekę. Wieczorem herszt Hochlandczyków poslał umyślnego do Petry gdy pokazały się ogniska na horyzoncie. Ten wrócił jak już było ciemno. Droga w jedną stronę konno zajęła mu kilka pacierzy więc nie chciał czekać do rana. A odpowiedź od szefowych była równie krótka jak meldunek, że wszystko na razie w porządku. Ustami posłańca kazała im ruszać z rana do Wendorf. W ten ponury poranek też widzieli ze strychu stodoły dymy z licznych ognisk regimentu. Więc tam pewnie też się sytuacja nie zmieniła. Z rana mieli jakieś dwa, trzy dzwony przewagi marszu nad nimi ale z czasem pewnie to się zwiększy bo taka duża kawalkada zwykle poruszała się bardziej ślamazarnie od małej grupki jaka nie miała ze sobą wozów, zwierząt i nie musiała czekać aż kolejny oddział zbierze się do wymarszu aby zająć swoje miejsce.

    A jak zwiadowcy wyszli ze Speck i zagłębili się w las to stracili i ten symboliczny kontakt z macierzystym regimentem. Wedle wskazówek Teodeberta i mieszkańców mieli szansę dotrzeć do Wendrof przed zmrokiem. Wystarczyło nie zbaczać w jakieś boczne odnogi drogi jakie miały prowadzić do pojedynczych leśnych farm, siół smolarzy, leśników i tego typu miejsc zagubionych wśród leśnej głuszy niegodnych miana wioski. Przynajmniej zdaniem mieszkańców Speck. Przeszli z połowę dnia gdy się rozpadało. I jeszcze ze dwa pacierze w tym deszczu gdy znaleźli kapliczkę Sigmara Wędrowca jaka symbolicznie stanowiła półmetek pomiędzy Speck a Wendorf. Jednak tu czekała ich niemiła niespodzianka.

    - Barbarzyńcy! Heretycy! Bluźniercy! Spalić ich! Ha! Mówiłem wam! Tolerujecie tego plugawca w swoich szeregach i zobaczcie! Zobaczycie do czego to prowadzi! Nie ma tolerancji dla takich abominacji! Trzeba je wypalić do cna ogniem i żelazem! - Teodebert w pierwszej chwili był przerażony tym odkryciem. A zaraz potem zaczął złorzeczyć na głos i podbiegł do przewróconej figury Sigmara. Była wyrzeźbiona z jednego, solidnego pnia drzewa więc rozmiarami przypominała dorodnego męża. A rysy miała z grubsza ciosane przez lokalnego artystę. Ale solidna, męska twarz, młot spoczywający u stóp mężczyzny, królewski diadem na czole i klamra pasa z kometą z dwoma płomieniami zdradzały, że to posąg Sigmara. Jednak teraz leżał on w błocie jak jakiś pachoł. I to nie mógł być przypadek. To nie deszcz podmył ziemię w jakiej on pierwotnie stał i nie wiatr go obalił. Na drewnianej piersi posągu ktoś wyrył nożem gwiazdę Chaosu. Padający deszcz nie zdołał zmyć paskudnych fekalii jakimi ktoś dodatkowo zbezcześcił posąg. Inne symbole wyryte na posągu też wyglądały złowrogo.

    Na ziemi było sporo śladów. Widocznie ktoś tu sobie zrobił dłuższy przystanek pewnie aby obalić i zbezcześcić ten posąg. Ale nocny i obecny deszcz uczyniły je nieczytelnymi wgłębieniami. Trudno było coś z nich odczytać. Nie dało się odczytać skąd lub dokąd przyszli. Jak wnioskował Kolesnikow zapewne nie do Speck bo by się ich spotkało a żadnych śladów po drodze nie widzieli.

    - To co teraz? - zapytał niepewnie któryś z banitów.

    - Mieliśmy sprawdzić drogę do Wendorf. Więc pójdziemy sprawdzić drogę do Wendorf. - odparł brodacz po chwili zastanowienia. Jego ludzie nie tryskali radością z tego powodu. A objaw świętokradztwa wyraźnie ich zdeprymował.

    - Chcesz iść tam dalej? A jak oni tam będą? - zagadną go kolejny najwidoczniej nie uśmiechała mu się myśl spotkania z kimś takim jaki tu pewnie wczoraj buszował.

    - Trzeba. Właśnie po to nas wysłali abyśmy sprawdzili takie rzeczy. Na razie nic nie widzieliśmy. Co chcesz zameldować? Że ktoś obalił posąg? Kto? Ilu? Co mają? Nie wiesz? No to idź się dowiedz do licha cieżkiego po co zgłaszałeś się do zwiadowców jak nie umiesz tej roboty? - herszt leśnych banitów zapytał towarzysza gdy widocznie wydawało mu się, że jest w stanie przewidzieć co mogą się ich w sztabie pytać gdyby teraz zawrócili aby o tym zameldować.

    - Dobrze ale pomóżcie mi podnieść ten posąg. Nie możemy go tak zostawić. - Teodebert wskazał na obaloną rzeźbę jaka była wyższa od dorosłego człowieka. I wyglądała na bardzo ciężką. Nie było dziwne, że na twarzy Hochlandczyków pojawił się sceptycyzm.

    - Zostaw to. Reszta i tak idzie za nami to go podniosą. My mamy swoją robotę do zrobienia. Idziemy dalej. - rzekł ich herszt czym wywołał istną lawinę lamentów od sigmaryty. - Nie mamy lin ani wolnych koni. Ani łopat aby wykopać nowy dół. Ten stary zobacz jak się rozmył. Trzeba wykopać nowy. Zajmie nam to tyle, że reszta nas dogoni. To nie nasza robota. - próbował tłumaczyć lider zwiadowców. Jednak Teodebert był nieprzejednany. W końcu Stefan machnął na niego reką mówiąc coś w stylu, że jak chce to niech zostanie ale reszta idzie dalej.

    - Ty zaprzańcu! Gniew boży cię dopadnie! Zostawić tak naszego kochanego Patrona w tym chlewie i błocie! - złorzeczył im w plecy sigmaryta jaki zdecydował się zostać przy zbeszczeczonej kapliczce nawet jeśli miałby zostać sam. Jeszcze jakiś czas słyszeli jego krzyki ale te umilkły w monotonnym szumie deszczu o liście i ziemię. Jednak teraz atmosfera się zmieniła.

    - Elfy do przodu. Stefan weź swoich i na lewo. Urlich dwóch i na prawo. Tobias weź dwóch ze sobą i zostańcie trochę z tyłu. Te zasrańce wciąż mogą gdzieś się tu kręcić. - gdy już zostali bez bogobojnej duszy Kolesnikow zaczął się zachowywać jak na dowódcę zwiadu przystało. Podzielił niezbyt liczne siły na mniejsze grupki aby nie dać się zaskoczyć. A przynajmniej zmniejszyć na to szanse.

    Atmosfera się zmieniła. Teraz po minięciu zbezczeszczonej kapliczki ten sam las zrobił się jakiś bardziej ponury. Bardziej złowrogi. Deszcz wydawał się sprzyjać napastnikom jacy mogli się czaić za każdym kolejnym drzewem. Wydawało się, że to sam pradawny las ich obserwuje. Wwierca się wzrokiem w kark czy szyję. Ale jak się odwracali to nie byli w stanie nic dostrzec. Jakiś ruch gałęzi wywołany lekkim wiatrem czy uderzeniem kropel deszczu. I tak krok za krokiem, pacierz za pacierzem, coraz głębiej w tą leśną głuszę. Szarpało to nerwy. A na dłuższą metę było nużące. Nie dało się zbyt długo utrzymać takiej koncentracji więc zwiadowcy liczyli na swoje doświadczenie w takich sprawach. Inną sprawą było, że przy takim deszczu i wilgoci cięciwy łuków rozmiękały czyniąc je mniej użytecznymi albo w ogóle. Nawet psy idące na smyczy węszyły czujnie, strzygły uszami i wyglądały na zdenerwowane.

    W pewnym momencie psy zaczęły warczeć i zjeżyła im się sierśc. Obnażyły kły wyczuwając jakieś zagrożenie. Zaczęły ujadać alarmując nie tylko Jeagera i jego pomocników ale i resztę grupy. Kolesnikow idący drogą w centrum grupy zatrzymał się i spojrzał w ich stronę.

    - Co się dzieje?! - krzyknął do nich. Kuzynki Duivela też się zatrzymały rozglądając się dookoła. Podobnie jak pozostałe grupki. I zaczęło się zaraz potem gdy zasadzkowicze widocznie zorientowali się, że zostali wykryci.

    Stefan dojrzał ruch z głębi lasu. Kilka wilczych kształtów pruło wprost na niego nie przejmując się ani mijanymi krzakami ani błotem bryzgającym spod łap. Przy tej prędkości to miał szansę wystrzelić raz czy dwa zanim go dopadną.

    Idący ze swoimi kuzynkami Duivel też to dostrzegł. Widział z pół tuzinka wilków lub podobnych stworzeń jakie prują na nich przez leśne ostępy z lewej strony. Wydawało mu się, że za nimi dostrzega jedną czy dwie humanoidalne sylwetki jakie pewnie je właśnie spuściły ze smyczy.

    Tobias jaki z dwoma myśliwymi szli na końcu grupy widział jak z pół tuzina ogarów pędzi ku grupce Stefana jaka była najbliżej ich celu. Ale dostrzegł też kilka innych kształtów. Tym razem humanoidalnych. Kilka z nich, jeszcze na pograniczu leśnej, deszczowej widoczności mijało ich zapewne aby odciąć im odwrót albo zaatakować od tyłu.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • CioldanC Niedostępny
      CioldanC Niedostępny
      Cioldan jako Cioldan
      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
      #155

      Trzy elfy prowadziły grupę poprzez las. Z własnej inicjatywy, ale też nikt nie protestował. Mieli iść po ścieżce i nie zbaczać z drogi, także nie było to trudne zadanie. Starali się wyłapać każdy szczegół, który by ich zanipokoił. Tak też zauważyli jakiś przewrócony posąg. Wokół było wiele rozmytych przez deszcz śladów. Gdy reszta grupy po krótkiej chwili doszła do nich, rozległ się krzyk Teodeberta. Duivel był w stanie zrozumieć wielkie oburzenie, tym bardziej, że był to jednak fanatyk. Tyle, że obarczanie tym czerwonego maga, który również niedawno dołączył do Petry i jej armii, było przynajmniej dziwne.

      - Drogi Teodebercie, widać, że to robota plugawców i nikogo innego. Musimy uważać, skoro ich nie spotkaliśmy jeszcze, to muszą gdzieś tu być. Proponuję modlitwę do Sigmara i ruszajmy proszę dalej. Prawda dowódco?- na koniec zwrócił się do Kolesnikova.

      Nic nie dało się zrobić z tą masywną rzeźbą. Przynajmniej nie w takiej sytuacji. Petra i jej ludzie pewnie to jutro naprawią. Albo po wojnie odbuduje się i postawi większy. Przecież ludzie lubią wielkie posągi swych Bogów. Ten już jest pomazany, pewnie trafi do jakiegoś zakonu, jako przestroga.
      Jednak to nie był czas na przemyślenia. Trzeba ruszać dalej, szczególnie po rozmowie Stefana K. z Teo. Mundo-naru ucieszył się, że Kolesnikov myśli zupełnie jak on. Dobrze jest ufać sowjemu dowódcy. Aż śmieszne było, że na początku podejrzewał go o knucie. Może był banitą, ale wiedział gdzie jego miejsce i dla kogo obecnie pracuje. Zresztą tak samo jak Duivel i jego kuzynki.
      Trójka elfów znów znalazła się na czele grupy, tym razem z rozkazu. Już nie odchodzili zbyt daleko do przodu, starali się być z przodu, ale nie oddalać się za daleko. Komunikacja jest najważniejsza, więc reszta winna ich albo usłuszeć, albo ujrzeć ich gesty. Byli gotowi, zarówno Lindara jak i Eponia poprawiły swoje łuki na plecach, tak by szybko mogły ich dobyć jak tylko zauważą zagrożenie. Wraz z kuzynem znali się bardzo dobrze, więc wystarczył mały gest aby wiedzieć skąd nadciąga niebezpieczeństwo. Lindara szła bardziej po lewej stronie, obserwując bacznie głównie tamtą stronę. Eponia marszowała środkiem i jej zadaniem był zwiad drogi przed nimi. Natomiast Duivel skupiał się na prawej stronie.
      Ujadanie psów sprawiło, że cała trójka stanęła jak wryta. Mundo-naru od razu wiedział skąd ten jazgot się wziął. Akurat z jego strony zbliżał się wróg. Przeprowadzili zasadzkę, także pewnie mogą też wyskoczyć z drugiej strony, ale teraz trzeba było skupić się na tym co widział. Od razu krzyknął

      - Na wschodzie wilki i przynajmniej dwóch człekokształtnych!!-

      Natychmiast przygotowali swoje łuki. Lindara i Eponia również zwróciły się w prawą stronę i już widziały jak przeciwnik pędził w ich stronę. Nie czekając na rozkazy od Kolesnikova, wystrzelili niemal synchronicznie strzały. Celowali wszyscy w biegnące zwierzęta. To prawie jak strzelanie w uciekającego jelenia. Wszystko w ruchu, z tym, że ta zwierzyna biegła na nich, a konkretnie Jeagera i jego ziomków, bo byli najbardziej wysunięci na wschód. Jeszcze podczas naciągania cięciwy Duivel zwrócił się do kuzynek

      - musimy obserwować też zachód, na zmianę- .

      Po pierwszej salwie, znów byli gotowi do oddania strzału. Tym razem wystrzelił tylko Mundo-naru i Lindara. Eponia w tym czasie spojrzała w drugą stronę, czy przypadkiem nic nie nadciąga z zachodu.
      Już przy zwarciu elf krzyknął

      - Za Ostland!!!-

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • DekaresD Online
        DekaresD Online
        Dekares jako Dekares
        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
        #156

        Jeager szedł razem z Wieselami zaraz za elfami na przedzie oddziału rozglądając się uważnie w poszukiwaniu kłopotów koncentrując się przede wszystkim na bokach drogi zostawiając im przód do zbadania. Chwilę wcześniej powrócił ich “najlepszy przyjaciel” deszcz w związku z czym Stefan schował swój łuk do sajdaka i zamknął zarówno nad nim jak i strzałami które niósł pokrowiec chroniący je przed zamoknięciem. Zamiast niego ściągnął z pleców tarczę z którą w połączeniu z włócznią i tak czuł się znacznie pewniej niż z łukiem.
        Poranny zwiad dookoła wioski przyniósł mu nie małe upokorzenie gdy powrócił do wioski niosąc sporą garść jak sądził trujących grzybów, szybko jednak został wyprowadzony ze swojego błędu przez miejscową zielarkę która udowodniła mu że zebrane przez niego grzyby są tylko podobne do poszukiwanych przez niego muchomorów, w dodatku ze śmiechem powiedziała o tym innym członkom oddziału i mieszkańcom. To aż tak bardzo nie dotknęło Stefana, ale trwający ledwie sekundę błysk w oczach dwójki Piekielnych Łasic wystarczył żeby Jeager był pewny, że zbliżająca się Seria Niefortunnych Zdarzeń która go dotknie w najbliższym czasie będzie mieć grzybowe nadzienie.
        Po chwili powrócił myślami do znacznie milszego wczorajszego wieczora w Speck kiedy leczył chorych. Zajęcie to uspokajało go przypominając spokojne dnie spędzone w świątyni Pani Miłosierdzia. Nie wziął od wieśniaków oczywiście żadnej zapłaty za leczenie choć co niektórzy próbowali mimo jego protestów. Zamiast tego wspominał o tym że jest w służbie pewnego górskiego szlachcica i że jeśli chcą komuś podziękować to mogą jemu i jego przedstawicielom okazać wdzięczność gdy Ci będą maszerować przez wieś.
        Zaśmiał się w duchu zastanawiając się czy o takim budowaniu renomy regimentu myślała Petra wysyłając ich na zwiad i doszedł do wniosku że znacznie bardziej woli aby sztandar pod którym maszeruje był kojarzony z pomaganiem wsiom niż z ich paleniem.
        Tak rozmyślając dotarli do półmetka swojego marszu w postaci posągu Młotodzierżcy, widząc bluźniercze zbezczeszczenie posagu Sigmara Stefana ogarnęła wściekłość, żeby nie powiedzieć morderczy szał.

        - Te północne psy, będą błagały o szybką śmierć kiedy z nimi skończę - pomyślał wściekły, jednak już w następnej chwili postarał się wziąć głęboki oddech i pohamować swój gniew na rzecz przemyślanego działania. Cała sytuacja nieprzyjemnie pachniała mu pułapką i nie miał zamiaru pozwolić na to żeby jego oddział w nią wpadł.

        -Sierżancie, dajcie nam chwilę, sprawdzę z Olafem czy nie ma tam jakiejś pułapki - po tym bez słowa ruszyli naprzód z młodym Wiselem, któremu przekazał w tej sytuacji dowodzenie jako o wiele lepszemu specjaliście w kwestii wykrywania podobnych rzeczy.
        Doskonale pamiętał opowieści jego wuja na temat podobnych sytuacji, imperialni żołnierze znajdowali podobne splugawione miejsca albo okropnie zmasakrowane ciała zaginionych towarzyszy. W słusznym gniewie zaczęli przetrząsać splugawione miejsce i uruchamiali pułapkę bądź byli znienacka atakowani przez wroga który wykorzystywał ich wściekłość aby ich podejść. Szczególnie zapadła mu w pamięć historia o tym jak przy okrutnie zmasakrowanych ciałach chłopskiej rodziny rozwieszonej przy drodze którą maszerował oddział jego wuja niczym bluźniercza dekoracja. Jeden z żołnierzy wpadł na dziwną szklana kulę wypełnioną czymś zielonym. Oczywiście była to pułapka, kiedy kula została zbita wydobył się z niej zielony gaz który natychmiast ogarnął ponad dziesięciu towarzyszy jego wuja. Śmierć jaka ich dopadła była niezwykle okrutna. Dusząc się zielonym dymem wypluwali płuca, skóra pokryła im się krwawiącymi ranami jakby ktoś wylał na nich kwas. Wuj nie powiedział tego wprost nigdy ale Stefan domyślił się, że jedynym co mogli dla nich zrobić to skrócić ich męki. Dowódcy oddziału usłyszeli później od przełożonych, że to niby pułapka wykonana przez zwierzoludzi ale zarówno on jak i jego wuj powątpiewali w takie wytłumaczenie. Nigdy nie widzieli szkła wyprodukowanego przez zwierzoludzi a tym bardziej nie widział u nich magii zmieniającej powietrze w truciznę… .
        Tym razem pomimo wściekłości jaką nim targała na widok despektu wyrządzonego podobiźnie Sigmara,ulga stwierdzili z Olafem że nie ma i żadnej pułapki.
        Jednocześnie zaczeli razem z krzykliwym kaznodzieją czyścić jak mogli posąg z nieczystości. Jednocześnie szukali sposobu na postawienie pomnika z powrotem do pionu. Szybko jednak zgodzili się z sierżantem, że nie mają do tego odpowiednich narzędzi i skupili się na uspokojeniu i zachęcaniu do dalszej drogi z nimi kaznodziei, powołując się przede wszystkim na to aby przekonać go do pomszczenia bluźnierstwa i powstrzymania kolejnych podobnych aktów.
        Po tym zgodnie z rozkazami dowódcy ruszyli do przodu na wyznaczonej w szyku pozycji.
        W przeciwieństwie do co niektórych w ich oddziale(przynajmniej z tego co Stefan usłyszał z dyskusji pomiędzy sierżantem a jego ludźmi) Jeager podczas dalszego patrolu przez las wręcz nie mógł doczekać się ewentualnego spotkania z plugawcami winnymi zniszczenia posągu patrona ich Imperium. Jeager musiał sam przed sobą przyznać, że gniew pomagał mu przykryć niepokoju jaki odczuwał po zobaczeniu takiego pokazu barbarzyństwa. Te przeklęte runy jakie napastnicy wyryli na posągu przestraszyły go i nie ważne jak bardzo nie chciałby przykryć tego strachu pokazem gniewu i brawury nie mógł uciec przed tym, że obawiał się, że nie spotkają drani na swojej drodze, bo Ci właśnie maszerują w kierunku Lenkster i tam dadzą przykład podobnego barbarzyństwa. I taka perspektywa przerażała go znacznie bardziej niż ewentualność walki i z całą bandą w pojedynkę.
        Musimy znaleźć te zwierzęta i zabić bez litości - pomyślał po raz kolejny zdając sobie doskonale sprawę, że tak naprawdę tylko przypadek albo działanie samych napastników może doprowadzić do ich spotkania. Aby uspokoić swoje coraz bardziej rozgorączkowane myśli zaczął recytować modlitwę, mając nadzieje że sam Sigmar poprowadzi ich ku sprawiedliwej zemście. Krótką chwilę po tym kiedy gdy skończył się modlić idący przed nim Azur zamarł aby po chwili zaczął ujadać w pozostałymi psami.
        Modlitwa Jeagera została wysłuchana.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • Pipboy79P Niedostępny
          Pipboy79P Niedostępny
          Pipboy79 jako Pipboy79
          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
          #157

          Pogoda kolejny raz nie była zaskoczeniem. O tej porze roku na zmianę świeciło słońce i padał deszcz. Powietrze było rześkie i całkiem przyjemne a otaczająca żołnierzy przyroda, względny spokój dawały dziwne wrażenie, sielskie niemal. Gdzieniegdzie dawało się słyszeć jakiś żart, jakąś błogą opowieść o czasach sprzed wojny. Tobias na chwilę niemal zapomniał o wojennej zawierusze a spotkanie poranne z rysiem przypomniało mu o młodzieńczych, prostszych czasach, o gonitwą za zwierzyną, wylegiwaniu się na ciepłych, słonecznych polankach. Mimowolny uśmiech nagle pojawił się na twarzy zwiadowcy.
          I zgasł równie szybko kiedy usłyszał krzyki Teodeberta. Do diaska - tak, ogłoś wszystkim wszem i wobec o Naszej obecności tutaj - rzekł pod nosem Tobias i dodał jeszcze parę przekleństw.
          Ale widok tego co wprawiło fanatyka w gniew było drastyczne, temu nie mógł zaprzeczyć. Ohydna rzecz jakiej dokonali wyznawcy Mrocznych Bogów nie mogła przejść niezauważona. Część żołnierzy robiła znak młota na piersi, inni recytowali jakąś modlitwę do Swoich patronów inni przeklinali. Ale wszyscy zarazem rozglądali się po okolicy za jakimś ruchem, za obcymi śladami. Tobias szybko nałożył na łuk cięciwę i wyjął strzałę celując później w okoliczny las. Kłótnia co zrobić z drewnianym posągiem tylko zwiadowcę irytowała. Na szczęście nikt nie wykorzystał powstałego zamieszania i nie zaatakował żołnierzy. Co nie znaczy że nie czekają gdzieś niedaleko. Dowódca przydzielił wszystkim miejsca w szyku, elfy szły na przedzie ze względu na swój bystry wzrok i słuch a Tobias dostał dwóch żołnierz, Karla i Johana z którymi zamykał pochód. Droga wydawała się nagle ciemna i wąska a las ponury, wręcz wrogi. Szli u głuchej ciszy więc kiedy Tobias usłyszał nagłe warczenie psów widział że to jest ten moment, ta chwila, razem z towarzyszami przyparł na ugiętych nogach do przydrożnych drzew dających jakieś wrażenie osłony i wypatrywał źródła zagrożenia. I nagle je dostrzegł, usłyszał może wcześniej ale teraz widział wyraźnie wroga, modląc się w duchu że ten nie dostrzegł ich.
          Karl, Johan - szepnął do dwójki jednocześnie palcem wskazując kierunek z którego grupa 4-5 mężczyzn i towarzyszące im zwierzęta starały się zakraść na tyły grupy. Chyba ich nie dostrzegli, przynajmniej taką nadzieje mieli zwiadowcy. Poczekajmy aż będą przed nami, w szerokie plecy grasantów łatwiej trafić. - szepnął Tobias i mocniej ścisnął łęczysko łuku i celując we wroga...

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • Pipboy79P Niedostępny
            Pipboy79P Niedostępny
            Pipboy79 jako Pipboy79
            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
            #158

            Oryginalny tytuł: Tura 35 - 2521.05.03-04; bkt; południe

            Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; leśna droga
            Czas: 2521.05.04; Angestag; ranek - popołudnie
            Warunki: - ; na zewnątrz: półmrok, deszcz, łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

            Wszyscy

            - Uciekają! - krzyknął któryś z myśliwych. W pierwszej chwili nie było to jeszcze pewne. Te sylwetki z jakimi się strzelali nie były widoczne zbyt dokładnie w głębi tej leśnej gęstwiny przenikanej deszczem. A do tego robili to samo co i strzelcy Kolesnikowa czyli chowali się za drzewami. Strzelanie się w takich warunkach okazało się skrajnie trudne. Deszcz padał już od kilku pacierzy. Rozpadał się na krótko zanim trafili na zbezczeszczony posąg Sigmara Wędrowca. Wilgoć całkiem solidnie wsiąkła w cięciwy łuków i lotki strzał sprawiając, że ta broń mocno straciła na skuteczności. Nie miała takiej siły i zasięgu jak wówczas gdy oba te składniki były suche. Strzały też jakby leniwie leciały przez ten padający deszcz i łatwiej schodziły z wybranego przez łucznika celu. To wszystko mocno osłabiało główną broń oddziału Kolesnikowa jakim były właśnie łuki. Ale pewnym pocieszeniem mogło być to, że tamci co ich zaatakowali też okazali się łucznikami. Więc im deszcz przeszkadzał tak samo jak ich przeciwnikom. W efekcie mimo, że obie strony co chwila wypuszczały jakieś strzały trafień było stosunkowo niewiele.

            Deszcz za to nie przeszkadzał walczącym w zwarciu. Grupka Stefana rzuciła się ku drodze. Biegło się niewygodnie gdy w dłoniach trzeba było trzymać smycze szarpiących się psów, włócznie i tarcze. Biegli w stronę drogi jaka nie była taka odległa. Ledwo kilkanaście kroków. Ale jednak w dołku ściskało jak się słyszało za plecami szpony szarpiące glebę i warczenie nadbiegających bestii. Myśliwi na drodze zaczęli krzyczeć coś, wyjmować łuki i strzały ale co to Stefan ledwo rejestrował. Dobiegł z Wieslerami i psami do drogi gdzie gorączkowo musieli puścić włócznie i zrzucić z siebie pelcaki. Znów szarpiące się psy utrudniały im to wszystko. Plątały się pod nogami a kątem oka widzieli że te ogary szarżują coraz bliżej.

            - Strzelać! Strzelać w nie! - krzyknął herszt myśliwych. Wycelował łuk a pół tuzina jego ludzi zrobiło to samo. W chwili gdy plecaki Stefana walnęły w błoto, gdy Azur okręcił mu swoją smycz wokół nóg rwąc się do boju, gdy Albrecht puścił swoją włócznię a Olaf klął nie mogąc łatwo przeciągnąć pasków plecaka przez tarczę umocowaną na ramieniu pierzaste pociski myśliwych poszybowały w las w stronę nadbiegających ogarów. Ale w tych warunkach trafienie szybkiego, ruchomego celu mokrą strzałą, lecacą w trakcie deszczu wypuszczoną przez osłabioną wilgocią cięciwą nie było takie łatwe. Chyba któryś ograr nawet dostał ale bo słychać było jakieś chwilowe warknięcie ale nie na tyle aby któryś padł czy opuścił szarżującą sforę. Stefan z Wieslerami w ostatniej chwili uporał się z pozbywaniem się zbędnego ekwipunku. Zdążyli tylko puścić psy i unieśc włócznie gdy ogary wpadły na nich z impetem i zaczęła się bezpośrednia walka.

            link: https://i.imgur.com/qtdk8c5.jpeg

            Na trzech tarczowników było cztery ogary. Podobnie jak obok trzy psy ludzi walczyły z czterema ogarami napastników. Stefan musiał się skupić na walce jaką toczył i nie miał pojęcia jak idzie innym. Ledwo rejestrował jakieś krzyki i ruch na drodze za sobą. Skoro nie dostał żadnej strzały w plecy ani topór nie łupnął go między łopatki to chyba nie było tak źle. Z ogarami walczyło się szybko i zajadle. Bestie były wytrenowane do walki albo nawet miały taką naturę. Atakowały bez wahania, nie bacząc na straty. Mimo wszystko czworonogom trudno było sforsować zasięg włóczni i umiejętną obronę tarczą. Stopniowo Stefan z Wieslerami punktowali je raz za razem. Chociaż Albrecht w którymś momencie krzyknął gdy któryś z wilczurów użarł go w nogę. Ostatecznie jednak to ludzie byli górą. Ostatni z psowatych brocząc krwią z zadanej w boku ranu odskoczył w tył i zamiast ponowić atak chyba zorientował się, że został sam przeciwko trzem dwunogom z długimi kijam i tarczami bo odwrócił się i dał dyla w las.

            Ale okazało się, że obok ich czworonogom nie idzie tak dobrze. Z trójki jeden już padł a drugi już się słaniał na łapach. A przeciwko sobie mieli wciąż trójkę ogarów chociaż jeden też już nosił krwawe wyrwy po psich zębach. Trójka ludzi wsparła swoich psich sojuszników. Zanim ostatni z ogarów czmychnął z las to padł drugi z psów Wieslerów. A i sam Azur ciężko dyszał krwawą pianą zaś w barku ziała mu krwawa rana po ogarzych szczękach.

            Duivel zaś z kuzynkami strzelał do tych ogarów gdy te jeszcze nadbiegały. Efektu za bardzo nie widział. Co prawda usłyszał w pewnym momencie jakieś krótkie skomlenie ale też ludzie Kolesnikova obrali ich za cel więc nie byli pewni kto mógł trafić któregoś z napastników. Wrogie wilczury zwarły się z grupą Stefana i zaczęła się tam kotłowanina. Ale w międzyczasie ci co ich wcześniej dostrzegł nieco skrócili dystans. Co więcej przykuli uwagę elfów bo właśnie ich obrali za cel. Pierwsze strzały przemknęły pomiędzy nimi. Z czego jedna trafiła Eponię. Elfka krzyknęła łapiąc się za zranione tors. Strzała wbiła jej się pod obojczyk. I wydawało się, że to przypadkowe trafienie bo większość strzał trafiała w okoliczne pnie, rozmiękniętą ziemię lub nieszkodliwie przelatywała ponad ich głowami gdzieś w dal, na drugą stronę drogi. Sam Duivel też chyba trafił któregoś. A może któraś z jego kuzynek? Trudno było w tym rozgardiaszu to potwierdzić ale gdzieś tam z głębi lasu dobiegł go krzyk boleści i jakieś zamieszanie przy jednym z pni. Tamtych było ze 4, może 5. Ale im też trudno było trafić kogoś w tych warunkach.

            W sukurs elfom przyszedł Kolesnikow jaki posłał ku nim trzech swoich ludzi. Zapewne nie chcąc ryzykować trafienia w plecy kogoś z grupy Jaegera posłał tą trójkę błotnistą drogą w kierunku elfiej czołówki. Gdy zorientowali się skąd padają strzały też posłali im salwę. Napastnicy też to dostrzegli bo przenieśli ogień z elfickiej trójki właśnie na myśliwych. Ale zanim to się stało Eponia znów miała pecha i kolejna strzała przeszyła jej ramię na wylot. Kuzynka Duivela krzyknęła ponownie.

            W międzyczasie skończyła się walka z ogarami. I to jakby dało sygnał napastnikom do przerwania jej. Jak to ktoś krzyknął widać było jak sylwetki odskakują w tył. Odległość w tych deszczowych warunkach była spora i tamci atakowali dość dość zachowawczo nie starając się skrócić dystansu do ostrzeliwanego przeciwnika. Teraz zaś jak większość ich ogarów padła chyba starali się urwać z walki. W tych warunkach nie było to takie trudne bo i tak byli na pograniczu leśnej widoczności.

            U Tobiasa było dość podobie. Karl i Johan przytaknęli głowami i każdy szybko podbiegł do swojego drzewa aby zaczaić się na tych co chyba próbowali podejść oddział od tyłu. Tyle, że tamci chyba się zorientowali w tym, że zostali wykryci gdy trójka osłaniająca tyły idącej drogą grupy zniknęła za drzewami. Albo gdy w głębi lasu zaczęła się walka i to dało im sygnał do zaczęcia własnej. Przeciwnicy posłali ku Tobiasowi i jego towarzyszom swoje strzały. Te jednak okazały się całkowicie niecelne. Widząc, że zasadzka na zasadzkowiczów nie wypali Karl i Johan podjęli tą walkę strzelecką. Przeciwników było ze czterech, może pięciu. Mieli więc nad ariergardą niewielką przewagę. Ale warunki do prowadzenia ostrzału były tak kiepskie, że mało kto trafiał. Tobiasowi wydawało się, że któraś z jego strzał chyba któregoś z tamtych trafiła ale do końca nie mógł być pewien bo strzelali w nich we trzech.

            W centrum podniósł się straszny rumor gdy grupka Stefana zwarła się z ogarami. Ale to niejako pomogło i Tobiasowi bo Kolesników z trójką swoich ludzi nie mogąc już strzelać w tą walkę ruszyli na pomoc tylnej straży. - W las! Za daleko są! - krzyknął gdy dojrzał do kogo strzela Tobias z kolegami. Więc wbiegli w ten las co dawało nadzieję, że ich łuki stanął się bardziej efektywne. Ich przeciwnicy dostrzegli nowe zagrożenie i przenieśli ogień właśnie na myśliwych. Trudno było powiedzieć czy to właśnie to czy koniec walki z ogarami ale zlało się to w jeden moment gdy ktoś krzyknął, że napastnicy uchodzą. Faktycznie tak chyba było. Widać było jak przestali strzelać i chyłkiem wycofują się ku leśnym matecznikom. Gdzieś tam znikały dwa ostatnie ogary jakie przetrwały walkę z grupą Stefana.


            Mecha 35

            Walka z zasadzką

            T 00

            Duivel i elfki (12+10+10=32 HP)
            Stefan i Wieslerowie (12x3=36 HP)
            Azur i psy (10x3=30 HP)
            Tobias, Karl i Johan (15+12+12=39 HP)
            Kolesnikow (14/14)
            Myśliwi 01 (12x3=36 HP)
            Myśliwi 02 (12x3=36 HP)
            Urlich i myśliwi (12x3=36 HP)

            Koniec T 01

            Duivel i elfki 32/32 HP > strzela do ogarów
            Stefan i Wieslerowie 36/36 HP > biegnie do drogi
            Azur i psy 30/30 HP > biegnie do drogi
            Tobias i myśliwi 39/39 HP > chowa się za drzewami
            Kolesnikow 14/14 HP > szykuje łuki
            Myśliwi 01 36/36 HP > szykuje łuki
            Myśliwi 02 36/36 HP > szykuje łuki
            Urlich i myśliwi 36/36 HP > szykuje łuk

            Koniec T 02

            Duivel i elfki 29/32 HP > strzela do ogarów
            Stefan i Wieslerowie 36/36 HP > zrzuca plecaki
            Azur i psy 30/30 HP > ujada i pęta się pod nogami
            Tobias i myśliwi 39/39 HP > strzela do S 02
            Kolesnikow 14/14 HP > strzela do ogarów
            Myśliwi 01 36/36 HP > strzela do ogarów
            Myśliwi 02 36/36 HP > strzela do ogarów
            Urlich i myśliwi 36/36 HP > czeka

            Koniec T 03

            Duivel i elfki 29/32 HP > strzela do S 01
            Stefan i Wieslerowie 36/36 HP > zwarcie z O 01
            Azur i psy 20/30 HP > zwarcie z O 02
            Tobias i myśliwi 39/39 HP > strzela do S 02
            Kolesnikow 14/14 HP > strzela do S 02
            Myśliwi 01 36/36 HP > biegnie na pn ku elfom
            Myśliwi 02 36/36 HP > strzela do S 02
            Urlich i myśliwi 36/36 HP > czeka

            Koniec T 04

            Duivel i elfki 27/32 HP > strzela do S 01
            Stefan i Wieslerowie 33/36 HP > zwarcie z O 01
            Azur i psy 12/30 HP > zwarcie z O 02
            Tobias i myśliwi 39/39 HP > strzela do S 02
            Kolesnikow 14/14 HP > biegnie na pd ku Tobiasowi
            Myśliwi 01 36/36 HP > strzela do S 01
            Myśliwi 02 36/36 HP > biegnie na pd ku Tobiasowi
            Urlich i myśliwi 36/36 HP > czeka

            Koniec T 05

            Duivel i elfki 27/32 HP > strzela do S 01
            Stefan i Wieslerowie 33/36 HP > zwarcie z O 02
            Azur i psy 6/30 HP > zwarcie z O 02
            Tobias i myśliwi 39/39 HP > strzela do S 02
            Kolesnikow 14/14 HP > ruch w las ku S 02
            Myśliwi 01 36/36 HP > strzela do S 01
            Myśliwi 02 36/36 HP > ruch w las ku S 02
            Urlich i myśliwi 36/36 HP > czeka

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • CioldanC Niedostępny
              CioldanC Niedostępny
              Cioldan jako Cioldan
              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
              #159

              - Eponia!! - krzyknęła Lindara gdy tylko przeciwnicy zaczęli uciekać. Duivel początkowo chciał udać się w pościg za zwiadowcami, ale mogło to okazać się zbyteczne, gdyż wszystkich by i tak nie złapali. Było ich przynajmniej sześciu. Przez krzyk kyzunki, zauważył wreszczie elfkę z niewyraźną miną, która kucała i próbowała wyciągnąć strzały ze swojego ciała.

              Popatrzył na Kolesnikova i krzyknął pytająco

              - GONIMY?! - nie usłyszał jednak odpowiedzi, a ich przywódca stał jak wryty między drzewami. Zwrócił się więc do Eponii.
              - Poczekaj, jestem w tym dość dobry, tylko muszę znaleźć jakieś przybory w naszych zestawach podróżniczych- . Elf szybko przetrzepał wszystkie plecaki swojej małej drużyny, wyciągnął niezbędny sprzęt i zaczął opatrywać starszą z kuzynek. Lindara podeszła i zaczęła pomogać na tyle ile umiała. Podawała niezbędne opatrunki czy nożyczki.
              - Eponia, musisz lepiej modlić się do Bogów, jak tak dalej pójdzie, to ciągle Ty będziesz obrywać...- odrobina czarnego humoru zawsze była w cenie w takich sytuacjach - może z mojej perspektywy to kuszące, bo pewnie padne jako ostatni... ehh, trzymaj się, teraz trochę zaboli- kontynuował leczenie elfki, a przy koncu wyciągał strzałę. Na szczęście okazało się, że w tym całym nieszczęściu, Eponia została trafiona w bezpieczne punkty. Bezpieczne w takim sensie, że nie zostały uszkodzone nawet jej kości. Pogoń za wrogiem nie była aż tak ważna, gdy pomyślał, że rana mogłaby się już trochę zasklepić, albo co gorsze, strzały byłyby zatrute, to ratunek po jakimś czasie mógłby być dużo trudniejszy, o ile w ogóle możliwy.

              Wiedział też, że ma ze sobą miksturę leczniczą, ale to jeszcze nie był czas na wykorzystanie jej. Po wyjęciu strzał, z pomocą Lindary jak najszybciej opatrzyli obie rany. Eponia poczuła się odrobinkę lepiej, wstała o własnych siłach, od razu dostrzegła leżące psy

              - Duivelu! Widzisz, że te psiaki cierpią dużo bardziej, ja bym wytrzymała chwilę dłużej bez pomocy...- lekko karcącym głosem, starsza elfka z piegami na twarzy zwróciła się do Mundo-naru.
              - Ty zawsze miałaś dobre serce dla zwierząt. Wydaje mi się, że więcej empatii odczuwasz w stosunku do czworonogów niż innych od elfów dwunogów.- zaśmiała się najmłodsza z kuzynostwa niewiasta z dziwnym kolczykiem w nosie. Gdyby był większy, to ktoś mógłby pomyśleć, że ukradła go jakiemuś bykowi.

              Eponia zdołała jeszcze tylko uciszyć swoją siostrę, bo taka uwaga wśród niemal samych ludzi, nie była zbyt na miejscu.
              Duivel podszedł do grupki jaka stała przy psach.

              - i co? Żyją? Jeśli choć trochę dychają to musimy spróbować je wyleczyć.- Sam jednak zauważył, że jeden z psów już zszedł z tego świata. Azur miał najmniej obrażeń, a trzeci pies był praktycznie jedną łapą w innym świecie. Elf wiedział dobrze, że czasem taka strata to jakby stracić członka rodziny. Sam nigdy nie miał psa na stałe, ale w czasach gdy zajmował się głównie patrolowaniem lasów cienia na północy Ostlandu, często dokarmiał porzucone lub lekko zdziczałe psy. One z kolei odwdzięczały mu się swego rodzaju miłością. Może żaden nie wszedł do jego domu, ale przeważnie budował im budy w odległości jakiś 150 kroków od małej wioski w której mieszkał. Stanowiły swoisty alarm przed pomiotami chaosu. Każdy jeden lądował również blisko miejsca pochówku elfów, które zamieszkiwały osadę. W przeciwieństwie do prawdziwych mieszkańców lasów, które zawsze zostawiał na miejscu, aby przyroda sama sobie poradziła. Gdy bestie Chaosu wybijały za dużo zwierząt, to padlina stawała się cennym zasobem dla mięsożerców.

              Stefana już nie było wśród nich, gdyż pognał wraz z Olafem za przeciwnikiem. Duivel słyszał, jak Jeager krzyczy z lasu, aby ruszyć w pościg razem z nimi, ale każdy kolejny okrzy był coraz słabszy. Elf też nie zwracał uwagi na to czy ktoś dołączył do pościgu, czy nie. Zauważył ich tymczasowego dowódcę i doskoczył do niego. Kolesnikov może wcześniej nie zrozumiał, że to jego pytają o to czy gonić, może gdyby to krzyczał, ktoś z jego drużyny to byłby przyzwyczajony do wydania rozkazu. Dlatego tym razem elf podszedł bezpośrednio do Stefana K.

              - Sierżancie, myślę, że winniśmy ruszać dalej, ale należałoby też osiodłać konia aby jakiś jeździeć czym prędzej udał się do głównej grupy. Wrogowie są w lasach, na szczęście uciekli na wschód od drogi, czyli w przeciwną stronę od Ristedt. Nie wiemy jednak czy przez las nie idzie jakaś inna grupa zwiadowcza tych pomiotów. Eponia da sobie radę, choć mocno oberwała. Gorzej z psami, jeden padł, drugi ledwo żywy, trzeba go nieść, albo spróbować teraz uleczyć, ale czy jest na to czas? W każdym razie działajmy, żebyśmy zdążyli do Wendorf przed zmrokiem. Tam może nas czekać kolejna walka- lekko się ukłonił pod koniec. Zanim usłyszał odpowiedź, dodał jeszcze - może goniec niech poprosi o więcej opatrunków. Może też jakiś mały oddział, z pięciu ludzi na koniach do walki wręcz. Ciche poruszanie się i tak już nie ma sensu, skoro wróg wie, że idziemy tą ścieżką do Wendorf -. Teraz już czekał na rozkazy.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • DekaresD Online
                DekaresD Online
                Dekares jako Dekares
                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                #160

                Swora kundli która na nich natarła o mało nie dopadła ich nie przygotowaniach, na szczęście miesiące wspólnych ćwiczeń w poprzednim regimencie dał Stefanowi i Wieselom potrzebną szybkość i zdecydowanie w działaniu. Widząc zbliżające się bestie Jeager w ostatniej chwili wydał komendę wypuszczenia ich własnych psów do przeciwuderzenia aby stępić impet wrogiej szarży, pomimo tego bestie uderzyły na nich z wielką furią.

                Tuż przed samym zderzeniem Jeager zdążył wydać z siebie okrzyk bojowy ich dawnej kompanii, okrzyk który był, podczas procesu ich dawnego kapitana wymieniany jako “jasna” oznaka Heretyckiego Zdziczenia:

                KREW I ŚMIERĆ!!! - wykrzyczał dumnie, wturowany przez dwóch towarzyszy z talabakheimu. Dwie bestie zaatakowały Jeagera. Jedna spróbowała kąsać jego nogi, jednak została odpędzona celnym ciosem włóczni zostawiającym na jej cielsku paskudną ranę. Druga bestia, potężny wilk o czarnej sierści skoczył mu do gardła i pewnie rozszarpał by Stefanowi tchawice gdyby ten w ostatniej chwili nie zasłonił się tarczą, wściekły wilk na moment niejako zawisł na jego tarczy zajadle kłapnął w jego stronę zębiskami i zalał Jeagera okropnym smrodem zgniłego mięsa ze swojego pyska. Ułamek sekundy później ostlandczyk pchnął z całej siły zrzucając z tarczy bestię.
                Reszta walki wyglądała niemal identycznie, kundle atakowały to jego nogi to skakały próbując chwycić go za gardło bądź dłoń, nie było w tym żadnej finezji czy większego pomyślunku i póki Jeager zachowywał pełną koncentrację i miał swoich towarzyszy po bokach bestie nie były w stanie zdziałać wiele przeciwko jego włóczni zadające im kolejne rany i tarczy blokującej kolejne ataki. Kilka ciosów później bestie leżały przed nimi wijąc się w agonii, a on i Wieselowie ruszyli na boki aby wesprzeć w brutalnej walce swoje czworonogi. Tam Serce Jeagera przeszył straszny żal kiedy zobaczył szamoczącego się na ziemi z przegryzionym gardłem Gryfa, z tym większą furią uderzył na kundla który był sprawcą tej zbrodni, przeszywając go swoją włócznią z taką determinacją, że ostrze prawie wyszło poczwarze drugim bokiem. Mineły sekundy i walka przynajmniej na tą chwilę dobiegła końca, ostatnie kundle podwijały ogony i uciekały a ich trzóżliwi panowie uciekali jeszcze szybciej. Wojownik błyskawicznie spojrzał po swoich towarzyszy notując ranę starszego z Wieselów oraz straszny stan psów. Jednocześnie okół swoje serce żelazem odpychając od siebie naturalny odruch niesienia im pomocy. Walka wcale nie była jeszcze skończona więc na leczenie ran przyjdzie czas później.
                -Olaf! Za mną! -wykrzyczał do młodszego ze swoich towarzyszy ruszając jednocześnie najszybciej jak potrafił w pościg.

                - Albrechcie zostań tu z psami, w moim plecaku są opartunki! Azur Zostań!- krzyknął jeszcze zanim skoncentrował się na ściganiu podłego wroga.
                - UCIEKAJĄ! ZA NIMI SYNOWIE SIGMARA! - wydarł się co sił w gardle gnając naprzód napędzany furią wywołaną śmiercią i okaleczeniem jego wiernego kompana ich czworonożnych podopiecznych. Sam ofiarował Harpię i Gryfa jako szczeniaki Wieselom i nie miał zamiaru odpuścić pomszczenia śmierci tego drugiego bez przelania krwi tych naprawdę za to odpowiedzialnych. Chyba że dostanie taki rozkaz.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • Pipboy79P Niedostępny
                  Pipboy79P Niedostępny
                  Pipboy79 jako Pipboy79
                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                  #161

                  W strugach deszczu trwała zażarta walka. Tobias wypuścił kolejną strzałę w kierunku zbliżającego się przeciwnika. Mimo zgiełku usłyszał ludzkie krzyki nieopodal, warknięcia i skomlenia zwierząt. Jakaś strzała trafiła celu i wróg potknął się, ale nie upadł. Nie zastanawiając się czy strzała była jego czy Johana bądź Karla, sięgnął po kolejną strzałę gdyż zbliżał się potworny, przypominający wilka czworonóg z rogami wyrastającymi spomiędzy uszu. Zanim zdążył wypuścić strzałę inna trafiła paskudę w łapę. Zwierzak zakwilił i próbował zębami ją wyjąć. Jakieś strzały padały także w kierunku Tobiasa i jego ludzi ale mijały żołnierzy nie czyniąc im krzywdy.
                  Uciekają! - krzyknął ktoś, Tobiasowi wydawało się że to Stefan. Wrogowie na chwilę przystanęli, jakby nasłuchując po czym - jak jeden mąż - podali tyłów kierując się z powrotem w las z którego zaatakowali.
                  Zwinni, cholera! - krzyknął Karl. Tobias przytaknął a widząc jak jego dwaj towarzysze ruszają by tamtych gonić krzyknął w ich kierunku.
                  Stać! Do diaska! - a gdy żołnierze stanęli z zapytaniem wypisanym na twarzach zdziwienie, spokojniej dodał - Nie wiemy ilu ich tam jest, i co nas czeka w tym lesie, musimy się przegrupować, chyba nasi są ranni. Sprawdźmy najpierw co z naszymi.
                  I ruszył ostrożnie w kierunku czoła pochodu, rozglądając się czujnie w koło.
                  Jak się za chwilę Tobias przekonał Stefan i jeszcze ktoś udali się za wrogiem, gdy Duivel opatrywał swoją towarzyszkę, jeden z psów był martwy a drugi miał chyba wkrótce do niego dołączyć. Spojrzał na sierżanta - Polecę po niego! i ruszył z Karlem i Johanem w kierunku który wskazali mu towarzysze. W tym samym w którym udał się Stefan. Postanowił go dogonić i zawrócić.
                  Klął przy tum w duchu...

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • Pipboy79P Niedostępny
                    Pipboy79P Niedostępny
                    Pipboy79 jako Pipboy79
                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                    #162

                    Oryginalny tytuł: Tura 36 - 2521.05.04; bkt; popołudnie

                    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; leśna droga
                    Czas: 2521.05.04; Angestag; ranek - popołudnie
                    Warunki: - ; na zewnątrz: półmrok, zachmurzenie, łag.wiatr; ziąb (0)

                    Wszyscy

                    Jaeger miał ochotę ścigać uchodzących przeciwników. Zebrał ze sobą Olafa i we dwóch zostawili za sobą krwawiące czworonogi i ruszyli w głąb lasu. Przebiegli może pół setki kroków gdy dotarli do świeżych śladów na ziemi. Chociaż deszcz wciąż padał to nie był w stanie tak szybko ich zatrzeć. Widać było na nich charakterystyczne ślady kopyt. A doświadczone oko tropicieli od razu rozpoznało dwunożny chód. Czyli pewnie zaatakowali ich zwierzoludzie lub podobne im mutanty. Krzyknął w stronę drogi przez tą ten monotonny stukot kropel deszczo o omszałą korę drzew czy liści. Przy okazji zorientował się, że nikt inny nie ruszył ich śladem. Byli tylko we dwóch. Widać było stąd przesiekę i ludzkie kształty towarzyszy na drodze. We dwóch to słabo wyglądały te kalkulacje bo uchodzacych sylwetek było ze dwie pary.

                    - Wracać! - krzyknął Kolesnikow. Chyba nie do końca zbaraniał jak go posądzał Duivel. Raczej musiał zorientować się jak wygląda sytuacja. Zanim przyszedł ze swoimi ludźmi z końca kolumny to wiedział tylko jak to wyszło u Tobiasa na tyłach.

                    - Miejsce na nich oko. Jakby próbowali wrócić. Wtedy drzyjcie japę i róbcie swoje. - poklepał ich po ramieniu widząc, że nikt z ostatniej trójki nie oberwał. Zanim wrócił do centrum szyku to jego imiennik już zdążył pod wpływem gniewu ruszyć w pogoń za uchodzącymi przeciwnikami a Duivel wykrzyczeć mu pytanie. Herszt hochlandzkich banitów rozejrzał się po drodze. Widział na poboczu psie pobojowisko i Albrechta jaki z Azurem wrócił na drogę. A z przodu trójka elfów skupiła się wokół ranionej strzałami kuzynki. Wtedy doszedł ich okrzyk Jeagera jaki krzyczał, że to zwierzoludzie. Wydawało się, że wszystko się dzieje na raz w tym samym czasie.

                    Opanowanie pobojowiska zajęło pacierz albo i dwa. W miarę jak deszcz chłodził emocje i sytuacja stawała się coraz klarowniejsza. Herszt hochlandzkiej bandy zbirów zgodził się z pomysłem Stefana aby obstawić teren czujkami. Oraz nie przeszkadzał jak Duivel razem z jego pomocą udzielał pomocy rannym. Okazało się, że z dwunogów najpoważniej została ranna Eponia. Nieco lżej Albrecht. Za to z trzech psów początkowo wyglądało, że został im tylko zakrwawiony i zdyszany Azur. Ale nie. Okazało się, że Harpia jeszcze dycha chociaż ledwo powłówczyła łapami. Myśliwi zastanawiali się nawet czy da radę iść dalej. Czy może lepiej ją zostawić albo dobić aby się nie męczyła. No albo zrobić jakieś włóki aby ją wlec za sobą.

                    - Zdejmować to ale już! - huknął czarnobrody heresz leśnych banitów wskazując na konia komunikacyjnego jakiego przydzieliła im szefowa. W błoto poleciały pakunki z zabranym prowiantem, dzbany z winem, koce i reszta zbranych bambetli jakie do tej pory wiózł koń na swoim grzbiecie. Razem z tym co każdy z grupy zabrał na własnym grzbiecie miały zapewnić względną samowystarczalność na kilka następnych dni. Teraz jednak były inne priorytety więc te paczki i torby wylądowały w błocie. Stefan zgodził się aby to Eponia zawiozła wiadomość o zasadzce do reszty regimentu. Trudno było powiedzieć ile jej to zajmie a więc i kiedy można by się jej spodziewać z powrotem. Hochlandczyk szacował, że pewnie tak jak wczoraj mogą mieć dzwon, dwa albo trzy marszu od czoła regimentu. Więc konno z połowę tego. Ale odkąd rano zanurzyli się w słoneczny jeszcze wówczas las i stracili z oka resztę macierzystej jednostki to i nie mieli pojęcia jaka odległość ich dzieli.

                    - Zbieramy się. Idziemy dalej. Nie będziemy się ganiać ze zwierzoludźmi po lesie zwierzoludzi. Mamy sprawdzić drogę do Wendorf. - zdecydował w końcu Kolesnikow gdy już ranni zostali opatrzeni, złapano oddech i przepłukano gardła i napełniono żołądki porzuconymi zapasami. Wędzone ryby, kiszona kapusta, po kawałku kiełbasy dało się zjeść od ręki bez gotowania. Zwłaszcza jak się je popiło winem. Więc ruszyli dalej.

                    Z pacierz czy dwa później deszcz przestał padać. Chociaż wszystko co zmoczył do tej pory nadal było mokre. Ubrania, cięciwy, drzewa i błoto pod nogami. Cały czas skapywały z góry krople wilgoci. Ciężko się szło w tak rozmiękłej ziemi. Zrobiło się nawet jakby chłodniej. A może tak się tylko wydawało grupie jaka wydawała się niknąć na dnie tego ponurego lasu. Krótki odpoczynek i szybki posiłek zaraz po walce pomogły poprawiły humory na krótko. Gdy ruszyli w dalszą drogę las znów zdawał się tłamsić idące po jego dnie podróżnych.

                    link: https://i.imgur.com/7GXpciM.jpeg

                    - Daleko jeszcze do tego Wendorf? - zapytał któryś ze zbójników Kolesnikowa. Raczej aby czymś zagłuszyć tą leśną głuszę. Rozmawiali niewiele i głównie szli w ciszy świadomi, że gdzieś ci zwierzoludzie przecież uciekli i żadnego nie udało im się ubić. Z tego co się dowiedzieli w Ristedt i Speck wynikało, że powinno dać się dotrzeć przed zmrokiem do tego miasteczka. A ta pogoda i chwilowa potyczka aż tak ich nie opóźniły aby było to niemożliwe. Dało się wyczuć, że wojacy chętnie by się schronili przed niebezpieczeństwami mrocznej puszczy w solidnych, oświetlonych i ogrzanych murach cywilizacji. Równie często zerkali w tył oczekując pojawienia się czoła kolumny rodzimego regimentu. Wiadomo było, że jakaś pojedyncza banda zwierzoludzi może się pokusić o atak na ich jednostkę zwiadowczą ale pewnie przemyśli sprawę ataku na cały regiment. W tej materii liczebność zdawała się zwiększać poczucie bezpieczeństwa.

                    - Idziemy aż dojdziemy. Albo coś się stanie. Rozglądajcie się. Te kozie syny wciąż gdzieś tu mogą się na nas czaić. - Kolesnikow wydawał się być skoncentrowany tak samo jak reszta jego ludzi ale nie tracił z oczu celu z jakim wysłano ich grupę. Nadal na czele szła dwójka elfów bo Eponia jeszcze nie wróciła, na tyłach Tobias z Johanem i Karlem a po bokach Urlich i Jeager.

                    Idący w lesie flankerzy natrafili na podejrzane barwy w głębi lasu. Bo z drogi to nawet elfy nie wypatrzyły tego wszystkiego. Deszcz jaki dopiero co przestał padać skutecznie zatarł ślady i leśna przesieka była jak dziewicza. Jak ostrożnie je sprawdzili okazało się, że to trupy. Zawołali resztę i ci też mogli obejrzeć to miejsce kaźni. Ciała były względnie świeże, pewnie z wczoraj bo już były trupioblade i sztywne ale jeszcze nie śmierdziały trupem. Wyglądało, że zwierzoludzie dopadli i zmasakrowali grupę podróżnych. Część ciał była przywiązana do pni drzew i nosiła ślady tortur. Na wszystkich widać było ślady bolesnej agonii.

                    - Bydlaki. - splunął któryś z myśliwych widząc te ślady masakry. Ale tak samo jak ze zbeszczeszczoną figurą Sigmara Wędrowca nie mieli narzędzi aby zorganizować pobieżny chociaż pochówek. Herszt banitów przeznaczył krótki postój na przeszukanie okolicy i modlitwę ale nie chciał się zatrzymywać na dłużej. Wrócili na drogę i ruszyli dalej w jeszcze bardziej ponurych nastrojach. Odkąd się zgłosili do górskiego regimentu pierwszy raz bezpośrednio spotykali się z okropieństwami wojny z odwiecznym wrogiem. Niby wszyscy zdawali sobie sprawę ale co innego mieć coś w świadomości a co innego mieć to samo tuż przed oczami i na wyciągnięcie ręki. Zostawili to jednak za sobą i szli dalej ku Wendorf. W pewnym momencie to idący na czele elfi duet gdy wyszli zza kolejnego zakrętu dostrzegł coś nietypowego. Coś jakby krzaki. Prawie wysokości człowieka. Tylko w poprzek drogi. Gdy Kolesnikow ze swoimi ludźmi zrównali się z nimi też obserwowali to przez dłuższą chwilę.

                    - Przesieka. Zrobili przesiekę. Jak jej pilnują to mamy gotową zasadzkę. - uznał w końcu herszt Hochlandczyków. Mogło tak być. Krzaki raczej nie wyrosłyby z dnia na dzień akurat na środku drogi. Chociaż z tej odległości nie było widać zbyt wielu detali to jednak mogła to być celowa przeszkoda wzniesiona aby zablokować drogę przez las. Za to w głębi lasu widać było jakieś omszałe ruiny jakie przykuwały wzrok w tej leśnej pustce.

                    link: https://i.imgur.com/7SmKGRp.jpeg

                    Nie było widać tam jednak widać żadnego ruchu. Chociaż były bliżej niż te zasieki z krzaków przed nimi. No i na poboczu. Tobias z Johanem i Karlem nie zdążyli jeszcze zbliżyć się do nich i sprawdzić co ich tak zatrzymało gdy sami dostrzegli ruch za swoimi plecami. Zza zakrętu jaki niedawno pokonali wyłonił się konny. Za nim kilku kolejnych. I bez pośpiechu zbliżali się w ich stronę. Widać było, że to jakiś konny oddział ale na grabieżców Chaosu nie wyglądali. Właściwie to wysoki, ścięty kapelusz wyglądał całkiem znajomo.

                    Wkrótce pół tuzina jeźdźców dojechało do piechurów. A z bliska okazało się, że noszą barwy Zakonu Oczyszczającego Płomienia. Jakich pospólstwo najczęściej zwało łowcami czarownic lub inkwizytorami. I drżało przed nimi. Zresztą widać było dreszcze niepokoju gdy Kolesnikow i jego banici też ich rozpoznali z bliska.

                    - Diabli ich tu nadali. - sarknął cicho póki jeszcze nie dojechali do nich w zasięg swobodnej rozmowy. Ale widać było pewną nerwowość w ruchach i spojrzeniach jego i jego ludzi. Nic dziwnego. Każdy z nich miał wrażenie, że gdy główny jeździec ich mijał i posłał im uważne spojrzenie z siodła to prześwidrował go na wylot. Razem z wszelkimi grzechami i uchybieniami.

                    link: https://i.imgur.com/lJclEMe.jpeg

                    Mało kto mógł wytrzymać ten świdrujący wzrok starego łowcy czarownic. Nie zdzierżył tego ani Tobias, ani Stefan, ani Duivel. Zresztą jak dało się dojrzeć to i Kolesnikow nerwowo spuścił wzrok i nie wiedział co zrobić z rękami.

                    - Pochwalony wasza miłość. - wymamrotał w końcu speszonym tonem. Ale nie tylko sam ponury łowca czarownic zwracał uwagę w tym kilkuosobowym orszaku. Poza jeźdźcami był jeden pieszy. I to całkiem znajomy.

                    - Towarzysze! Bracia! Pomiłujcie! Powiedzcie jak było z tą figurą naszego kochanego Sigmara! - zawołał błagalnie Teodebert. Miał związane w nadgarstku ręcę i przywiązane postronkiem do jednego z siodeł jeźdźców.

                    - Milcz zaprzańcu. - fuknął na niego brodacz w przyciętym kapeluszu. - Jeszcze będziesz miał okazję do mówienia. Obiecuję ci to. - rzekł oschle a kaznodzieja struchlał i był bliski płaczu.

                    - Jestem Burchard Munzel. Śledczy z Ognistego Płomienia. - przedstawił się kapelusznik po tym małym wtrąceniu. Potwierdzając niejako, że pierwsze wrażenie jakie wywarł na piechurach było słuszne. - A wy kim jesteście? - zapytał patrząc na nich spod ronda swojego kapelusza.

                    - My… ee… z regimentu wasza ekscelencjo. - wymamrotał Stefan próbując dać składną odpowiedź. Ale widać było, że jest zestresowany ponurą opinią śledczych. Nawet jak rozmawiał z którąś z szefowych nie był tak zbity z pantałyku.

                    - Z jakiego regimentu? - zapytał śledczy zaciskając usta w wąską linię. Widać było, że nie spodobała mu się taka poplątana odpowiedź. Zwłaszcza jak Kolesnikow i większość widocznych przy nim osób wyglądali jak banda leśnych zbirów.

                    - Ja… Ja tu mam papier! - wyrzucił z siebie Kolesnikow w nagłym przypływie olśnienia. I gorączkowo zaczął sięgać do torby. Po chwili wręczył złożony dokument jaki na drogę dała im Petra jeszcze w Ristedt. To zaabsorbowało śledczego na czas czytania.

                    - Jak cię zwą? - zapytał konny nie odwracając wzroku z czytanej kartki. Jego ludzie patrzyli dookoła po otaczających ich łucznikach.

                    - Stefan wasza miłość. Z Hochlandu wasza miłość. - dodał usłużnie herszt banitów. Ten skinął głową ale nie odpowiedział od razu kończąc czytać dokument.

                    - Czyli regiment von Falkenhorst. Dobrze. - widać papier chociaż chwilowo go zadowolił bo oddał go Stefanowi. Ten skwapliwie go schował z powrotem do torby. - Znacie tego człowieka. - zwrócił się łowca znów wywołując nerwowość u pieszego rozmówcy. Bo wskazał na Theoberta jaki był przymocowany na postronku do jednego z jego ludzi.

                    - Znam to może za dużo powiedziane wasza miłość. Podróżowaliśmy razem. A co przeskrobał? Jeśli można wiedzieć oczywiście. - widać było, że Kolesnikow obawia się władować w tarapaty widząc kaznodzieję prowadzonego jak więźnia.

                    - Znaleźliśmy go przy zbeszczeszczonym posągu Sigmara Wędrowca. Z nożem w ręku. A na posągu naszego patrona już zdążył wyryć plugawe znaki. Tak go to zajęło, że nawet nie próbował uciekać na nasz widok. Ale już my go przepytamy. Wszystko wyśpiewa. - śledczy z odrazą spojrzał na pojmanego mężczyznę. I jego surowy wzrok wydawał się już w nim wypalać dziurę na wylot.

                    - Ale panie! To nie ja! Już go takim znaleźliśmy! Ja tylko chciałem odciąć to plugastwo aby nie szpeciły naszego wspaniałego patrona i opiekuna! Bracia powiedzcie mu jak było! Przecież byliśmy razem! - Theobert zdawał sobie boleśnie sprawę w jakie tarapaty wpadł i spojrzał błagalnie na byłych towarzyszy.

                    - Cóż innego mógłby mówić heretyk złapany na gorącym uczynku. - prychnął prześmiewczo ten mięśniak do jakiego siodła był przymocowany powróz.

                    - Byliście z nim? W jakim stanie znaleźliście posąg? - zapytał surowo sędzia spoglądając na Kolesnikowa.

                    - Był… Przewrócony. I zbezczeszczony. Ale nie mogliśmy nic zrobić! Dostaliśmy rozkazy od naszej przełożonej! Musieliśmy sprawdzić drogę do Wendorf! A to daleko i chcielibyśmy dotrzeć przed zmierzchem! A tu jakieś zasieki postawione w poprzek drogi! O tam, sam wasza miłość zobaczy! A dopiero co odparliśmy kozłonogich! Pognaliśmy ich precz w las! Ale mogą gdzieś tu się kręcić! - herszt banitów wyrzucił z siebie jakby bał się, że już zostanie oskarżony tak samo jak Theobert. I szybko wskazał na drogę przed sobą gdzie w oddali było widać ścianę zasieków ustawionych w poprzek drogi. Śledczy też tam spojrzał jakby dopiero teraz zwrócił na to uwagę. Jego ludzie także zaczęli się temu przyglądać ale z tej odległości nadal nie było widać zbyt wielu detali.

                    - Rzeczywiście. Podejrzane. Nie powinno tu tego być. Sprawdźcie to sierżancie. - odparł po chwili przedstawiciel zakonu ścigającego kulty i herezje.

                    - Oczywiście wasza miłość! - Stefan przytaknął gorliwie chyba uszczęśliwiony, że może wreszcie zakończyć tą rozmowę. Wezwał słowem i gestem swoich ludzi do siebie. I zaczął do nich mówić przyciszonym głosem.

                    - Że też ich tu diabli nadali! - syknął po cichu wreszcie mogąc chociaż trochę dać upust emocjom. - Ale nie ma rady. Musimy robić co mówi. Za wysokie progi dla nas. - westchnął widocznie czując się bezsilny wobec takiego przedstawiciela władzy. - Trzeba sprawdzić te zasieki. Tylko ostrożnie. Bo te kozie syny mogą gdzieś tu się kręcić. - otarł rękawem pot z czoła i wziął głębszy oddech aby się uspokoić. Pozostali też mieli miny jakby nie mieli ochoty podpaść inkwizytorowi.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • CioldanC Niedostępny
                      CioldanC Niedostępny
                      Cioldan jako Cioldan
                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                      #163

                      - sierżancie! Gdzież prowiant w błoto?! Można zdjąć to bez koniecznego brudzenia...- Duivel z niedowieżaniem patrzył jak kolejne rzeczy lądują w błocie. Tak jak wina nie było mu szkoda, tak prowiant sćiągał sam z Lindarą, aby nie zmarnować tak cennego towaru. Koce mieli swoje, to o to nie dbał. Eponia swoje jedzenie już wcześniej rozdzieliła między swoją siostrę i kuzyna. Zaś łuk i resztę ekwipunku zabrała ze sobą. Po sugestii Stefana J., wzięła też ze sobą psa. Miała tylko nadzieje, że ten nie zejdzie z tego świata, podczas drogi do Alezzi.

                      Mundo-naru z przyjemnością zjadł posiłek, a wcześniej starał się wystawiać łuk na przebijające się promienie słoneczne, aby cięciwa szybciej doszła do siebie. Wytarł ją też wcześniej w jakieś suche szmaty, a także porządnie otrzepał z pozostałych kropel. Lekko też napinał i puszczał, co miało spowodować szybsze wyschnięcie.

                      Gdy już ruszyli w dalszą drogę, przyłączył się do różnych rozmów. Gdy usłyszał, że ludzie myślą o ciepłym schronieniu w Wendorf, to od razu wypalił

                      - nie liczyłbym na to. Jak ci kozojebcy dotarli już tutaj, to całkiem możliwe, że i w Wendorf byli. Nie wiem czy przejęli miasto, ale możemy się z tym liczyć- chciał kontynuować, ale przerwała mu kuznka, która prawdopodobnie stwierdziła, że trzeba nieco sprostować ponure wizje pobratyńca
                      - Miasto co najwyżej jest opustoszałe. To oznacza, że na pewno znajdziemy jakieś schronienie z kominkiem, który można rozpalić. Skupmy się jednak na drodze.- przekazała dość mocnym głosem elfka, choć widać było, że mówienie nieco grubiej i głośniej niż zwykle, sprawiło jej spory wysiłek.

                      Następny odezwał się Kolesnikov, a chwilową dyskusję zakończył elf, który znów nie wysilał się na optymizm

                      - dokładnie, aby myśleć o odpoczynku w Wendorf. Najpierw trzeba tam dojść!!-

                      Jak na złość, po chwili wyłonił się przykry obrazek martwych ludzi. Zgodnie z poleceniem sierżanta, dwójka elfów przyłączyła się do przeczesywania okolicy. Wiązało się to z oględzinamy zwłok. Ewidentnie już ktoś obracał te martwe ciała i to w celu obłowienia się ewentualnymi monetami czy innymi przydasiami. Przy paru ciałach zobaczył też dodatkowe rane kłute na klatce piersiowej, tak jakby ktoś dobijał ledwo żywych rannych. Jakby tego bylo mało, na wskroś drogi, ktoś 'ułożył' krzaki. To ewidentnie była jakaś przesieka, która miała zatrzymać na chwilę przechodniów. Pytanie tylko skąd zwierzoludzie obserwowali swoją zasadzkę? Najprawdopodobniej polowali na ludzi uciekających ze stolicy, czyli od strony Wendorf. Tak czy siak, te rozważania i tak już nie były potrzebne, gdyż Ci co uciekli z pola bitwy, mogli już poinformować tych przy zasadzce o nadchodzącym oddziale łuczników.

                      " jak nie urok to sraczka " pomysłał Duivel gdy przybyli inkwizytorzy. Miał kaptur na głowie, więc nie rzucał się od razu w oczy. Chociaż razem z Lindarą mogli trochę być wyższi od ludzi z oddziału. Nie chciał być posądzony o herezję, ze względu na bycie odmiennym od nowych przybyszy. W sumie to nie był jakimś zagorzałym wyznawcą Sigmara, pomimo urodzenia się w Ostlandzie. Znał oczywiście modlitwy i pieśni na cześć głównego bóstwa Imperium, jednak głównie swe modły kierował do Sarriel, a także osobono do Ishy i Kurnousa. Ta dwójka ostatnich bóstw to praktycznie to samo co Rhya i Taal, ale jakie to znaczenie miałoby dla inkwizycji? Najlepiej się nie wychylać, no i w ostateczności skłamać, że to Sigmar jest głównym odbiąrcą modłów. Chciał coś powiedzieć, jakoś przywitać z szacunkiem wędrowców, ale gdy usłyszał, ze nie wierzą Theobertowi i jak nerwowo odpowiada Kolesnikov, postanowił nie wychylać się przed szereg i grzecznie stać w cieniu.

                      Wraz z Lindarą i poroma innymi osobami ruszyli w stronę przesieki. Taki był rozkaz, więc nie mieli zamiaru się sprzeciwiać i kwestionować panujących zasad. Chyba tylko Petra mogłaby postawić się Burchardowi, ale to i tak wątpliwe. Elfy swoją uwagę głównie kierowali na ruiny. W pewnym momencie Duivel zwrócił się do reszty

                      - oprócz tych krzaczorów, musimy sprawdzić ruiny. Udam się tam z Lindarą, ale liczę jeszcze, że parę osób z nami pójdzie. W kupie siła.- . Ostatecznie weszli trochę w las i szli ostrożnie. Każdy już miał w jednej ręcę przygotowaną broń, czy to łuk czy włócznię albo szablę. Wszyscy z wielką uwagą wypatrywali wroga, ale również zerkali na główną grupę, żeby w chwili zagrożenia szybko się skontaktować aby zawołać o pomoc, albo ruszyć z odsieczą...


                      Eponia pędziła na wierzchowcu, nie oglądając się za siebie. Psa ułożyła w taki sposób, by nie przyczynić się do jego osłabienia. Będąc na koniu, nie spodziewała się, że ktoś ją zaatakuje. Przecież wrogowie spłoszyli się raczej w przeciwnym kierunku, a wcześniej po drodze nie było śladów nieprzyjaciół. No oprócz tego nieszczęsnego posąga. Zmroziło ją w żyłach, gdy nagle duża grupa ludzi prowadziła jakiegoś więźnia. Okazał się nim Theobert. Nie wyglądali na wyznawców Chaosu. W sumie wręcz przeciwnie. Sprawiali wrażenie jakby należeli do jakiejś inkwizycji. Gdy się mijali krzyknęła tylko w ich stronę

                      - Chwała Sigmarowi! Uważajcie dobrzy ludzie na pmioty Chaosu. Zmasakrowali mi psa! Pędzimy po jakieś leki do najbliższej osady albo regimenty von Falkenhorst!!- jej opowieść uwiarygodniły rany jakie posiadała oraz prawie martwy pies, który na tę chwilę miał akurat otwarte oczy. Grupa dziwnych ludzi na szczęście nie spowolniła Eponii. Zaczęli rozglądać się po sobie, jednak skupili się na Theo, który coś tam zaczął krzyczeć do znów rozpędzonej elfki.

                      Dalsza droga minęła całkiem spokojnie i Eponia w końcu dotarła do głównej części wojaków.

                      - zaskoczyli nas jeszcze przed Wendorf!!!! Lekarza, ablo maga!!!- przekazała psa pierwszej osobie, która podeszła. Ten nawet nie był w stanie zaszczekać ani warknąć na obce mu osoby. Eponia kontynuowała, gdy widziała, że Petra już jest blisko i będzie wszystko słyszeć. Elfka zeszła zmęczona i zdyszana z konia, zdołała się ukłonić i przeszła do raportowania
                      - byliśmy w połowie drogi do Wendorf z tej osady na rozstaju dróg. Tam był przewrócony posąg Sigmara. Zbeszczeszczony. Theobert został przy nim, obrażony na resztę. Trochę później napadli na nas. Jeden pies padł, drugiego już leczycie, trzeci ranny. Z dwunogów najbardziej oberwałam ja, dlatego tu jestem. Przepędziliśmy ich, ale nikogo nie wzięliśmy do niewoli. Byli szybcy, pewnie zwierzoludzie. Jak tu pędziłam, to Kolesnikov zarządził postój na żarło, a potem mieli dalej do Wendorf ruszać. No i jeszcze jedno. Jak tu pędziłam, to widziałam Theo. Był zakuty w kajdany przez jakiś dziwaków, chyba inkwizytorów. Zmierzali w stronę Lindary. Znaczy się Kolesnikova. -

                      Po wypowiedzeniu tych słów, oparła się zmęczona o konia. Swój prowiant przekazała dalej, więc była też głodna. Czekała na decyzje Petry, bo nie wiedziała, czy będzie pędziła z powrotem z nowymi rozkazami, czy poczeka na większą grupę, a może zostanie, a ktoś inny ruszy do Duivela i reszty.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • Pipboy79P Niedostępny
                        Pipboy79P Niedostępny
                        Pipboy79 jako Pipboy79
                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                        #164

                        Zwierzoludzie. Stefan potwierdził to co Tobias uważał że widział. Mała grupka na szczęście, jednak może dotrzeć do głównego stada i wrócą w większej sile. W tej sytuacji należało jak najszybciej dokończyć zwiad. No i poinformować szefową. Ale miała to zrobić kuzynka Duivela, która ranna tylko by spowalniała grupę, wzięła też najciężej rannego psiaka ze sobą. Tobias i inny podnieśli z błota bezceremonialnie zrzucone z konia pakunki, miedzy innymi z prowiantem i grupa zwiadowców ruszyła ponownie w kierunku Wendorfu.
                        Szli tak z parę godzin, kiedy ekipa idąca w lesie równolegle do drogi zaczęła wołać, Tobias usłyszał wyraźnie '...jakieś trupy!' Zwiadowcy ciepło się zrobiło na te słowa i przyspieszył kroku każąc chłopakom którzy szli z nim na końcu bacznie się rozglądać. Najpierw łowca ujrzał czyjąś rękę odciętą w łokciu, kilka kroków dalej dostrzegł rozbebeszone zwłoki mężczyzny bez ręki. Wyglądał na mieszczanina, trochę pulchny leżał z wytrzeszczonymi w przerażeniu oczyma, niedaleko zaś leżała niewiasta, zapewne żona mężczyzny. Aż głośno przełknął ślinę a serce zaczęło szybciej bić kiedy Tobias pomyślał co może za chwilę ujrzeć. Ale szczęściem w nieszczęściu, dzieci nie było wśród martwych. Ciał było więcej, byli zapewne uciekinierami, ale skąd? Dokąd chcieli dotrzeć, do Wendorfu, czy raczej z stamtąd uciekali? Nie było czasu by się tego dowiedzieć gdyż szef grupy nakazał zostawić ciała w spokoju i ruszyć dalej.
                        Niedługo potem znowu ktoś z przodu coś wołał podniesionym głosem. Kiedy Tobias i jego dwaj towarzysz dotarli do czoła grupy, ta rozglądała się bacznie po okolicy a przed nimi została ustawiona jakby barykada, którą ich szef błędnie nazwał przesieką. Ktoś wypatrzył niedaleko także ruiny. - Idealne miejsce na zasadzkę - pomyślał Tobias. - Co robimy szefie - ktoś zapytał i łucznik w myślach przytaknął pytającemu. Nie dane im było otrzymać odpowiedź powiem usłyszeli konie zbliżające się ku nim, a na nich jeźdźcy. Nie była to jednak zasadzka jakiej się spodziewali. Grupa ponurych łowców czarownic wyjechała na drogę prowadząc na postronku Teodeberta. Wszyscy, łącznie z Tobiasem rozpoznawszy jeźdźców spuścili wzrok ku ziemi nie chcąc zwrócić na siebie uwagi członkom Zakonu Oczyszczającego Płomienia - bo tych mieli przed sobą. Na szczęście dla reszty śledczy Burchard Munzel wolał rozmawiać z dowódcą grupy, a ten na początku jąkał się jak jakaś niemota - taka była aura łowców czarownic. Udało się ich udobruchać dokumentem potwierdzających przynależność do regimentu von Falkenhorsta, ale zadawali pytania o posążek Sigmara i Teodeberta. No i o zasieki które grupa miała właśnie zbadać. A teraz dostali rozkaz od zakonnika - je sprawdzić, na co Tobias wzruszył ramionami, bo choć nie lubił słuchać rozkazów fanatyków, ten był jak najbardziej oczywisty, wiec Tobias ruszył ostrożnie z Karlem i Johanem kierując się na lewo w kierunku lasu chcąc obejść zasieki szerokim łukiem.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • Pipboy79P Niedostępny
                          Pipboy79P Niedostępny
                          Pipboy79 jako Pipboy79
                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                          #165

                          Oryginalny tytuł: Tura 37 - 2521.05.04; bkt; popołudnie

                          Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; leśna droga
                          Czas: 2521.05.04; Angestag; południe - popołudnie
                          Warunki: - ; na zewnątrz: półmrok, zachmurzenie, łag.wiatr; ziąb (0)

                          Wszyscy

                          - Dobra. Thomas i Jurgen idźcie z nimi. - Stefan przychylił się do pomysłu elfa aby najpierw sprawdzić widoczne na poboczu omszałe ruiny. Pozostali czekali w napięciu na to co przyniesie ten zwiad. Wydawało się, że inkwizotrskie oko wwierca im gorącą dziurę w karkach. Ale mimo wszystko jak na razie nie ingerowali w poczynania zwiadowców. Czwórka z nich ostrożnie podeszła pod te ruiny. Mógł to niegdyś być zajazd albo jakaś kapliczka. Trochę nietypowe było to, że zbudowano go z kamieni. W Ostlandzie zarośniętym przez pradawny las lubowano się w drewnie. Jak się jednak okazało teraz były puste. Chociaż poczerniałe ślady dawnych ognisk świadczyły, że czasem ktoś tu obozował. Zmurszałe ściany nadal zapewne chociaż częściowo chroniły przed wiatrem. I chociaż symbolicznie odcinały od tego co mogło kryć się w leśnej głuszy.

                          Skoro z tej strony nie groziło im żadne niebezpieczeństwo to Kolesnikow przywołał ich z powrotem. I teraz mieli razem sprawdzić tą przesiekę jaka blokowała dalszą drogę. Zapewne nie tylko inkwizytor Munzel podejrzewał, że nie jest to naturalna przeszkoda i nie przypadkiem pojawiła się na rożjeżdżonym kawałku lasu jaki służył za drogę. Z odległości jakiej zaczynali jawiła się ona nieregularna, ciemna masa czegoś. W miarę jak się zbliżali pojawiało się coraz więcej detali. Widać było coraz wyraźniej, że to celowa konstrukcja ze ściętych gałęzi. Kolesnikowa znów podzielił ich na trzy grupy. Tobiasa i jego dwóch kompanów posłał w lewo, Duivela z kuzynką i dwoma innymi w prawo a sam z resztą grupy trzymali się nieco z tyłu idąc mniej więcej naprzeciwko tej przesieki. To dawało szansę, że gdyby za nią krył się przeciwnik to któryś z oddziałów flankujących dostrzeże go zanim centralna grupa się do niej zbliży. No i ta centralna grupa mogłaby wtedy stanowić odwód czy w ataku czy obronie. A grupka łowców czarownic z uwiązanym do siodła Teodebertem z każdym krokiem zostawała gdzieś za ich plecami.

                          - Stańcie trochę z przodu. - polecił Kolesnikow Stefanowi i jego pomocnikom. Uzbrojeni we włócznie i tarcze mieli iść kilkanaście kroków przed resztą łuczników aby odeprzeć ewentualny atak od czoła. Do bezpośredniego starcia nadawali się lepiej niż uzbrojeni w łuki strzelcy co najwyżej mieli jakieś pałki, topory czy kordy do samoobrony. Ich główną bronią było strzelanie.

                          Im bardziej zbliżali się do tej przesieki tym bardziej napięcie rosło. Wydawało się to oczywistym miejscem na pułapkę. Gdyby ta zagroda nie była broniona byłoby ją dość łatwo obejść czy rozebrać. Ale wystarczyłby niewielki oddział strzelców aby to mocno utrudnić. Pokonywali ostrożnie krok za krokiem a nic się nie działo.

                          Dla Stefana nadal wszystko było spokojnie. Nie dostrzegł ani nie usłyszał nic podejrzanego. Chociaż nerwowa atmosfera tych podchodów mu się udzielała. Tobiasowi jaki zachodził lewą flankę zasieki wydawało się w pewnym momencie, że coś dojrzał kątem oka. Jakiś ruch w głębi lasu. Jak tam spojrzał i próbował się zorientować co to może być dostrzegł bujającą się gałąź. Ktoś tam był? Ktoś ją poruszył? Nie był tego pewien. Teraz jak się tam wpatrywał nie dostrzegał tam nikogo.

                          - Słyszeliście to? Chyba ktoś tam jest. - Kolesnikow zatrzymał swój oddział i wsłuchał się w otaczające ich odgłosy. Wskazał na przesiekę jaka jeszcze była ze trzy tuziny kroków przed jego grupą. Myśliwi też zaczęli nasłuchiwać czy przypadkiem dowódca ma rację czy tylko mu się zdawało.

                          Duivel ani Tobias co byli w podobnej odległości od niego nie usłyszeli tych cichych słów. Ale widzieli, że jego grupa zatrzymała się i zaczęła się rozglądać i nasłuchiwać. Elf jaki prowadził swoją grupę na prawo od przesieki mógł już zorientować się dlaczego. Jeszcze nie obeszli tej przesieki ale widział już po skosie, że czają się za nią dwie grupki ogarów. Podobnych do tych z jakimi walczyli niedawno. Łącznie było ich może z pół tuzina. Parę mniej lub więcej. Jeżyły sierść i warczały prawie bezgłośnie rwąc się do boju. Aby swymi spragnionymi krwi i mięsa szczękami rwać i szarpać. Jeszcze nie atakowały zapewne czekając aż się imperialni zbliżą jeszcze bardziej do przesieki. Chociaż przy ich prędkości to już teraz mogły dopaść każdej z grup w parę chwil.


                          Regiment

                          Z psem na grzbiecie jechało się niewygodnie. I elfce i psu było niewygodnie. Psy nie były przystosowane do jazdy konnej i nawet nie miały chwytnych kończyn ani zadu aby się wygodnie trzymać w siodle. A co do tego ledwo żywy pies jaki opadał z sił. Musiała go całą drogę trzymać chociaż jedną ręką aby nie spadł. Co właśnie na dłuższą metę było niewygodne. I nie miała pojęcia jak daleko oddzielili się od regimentu. To trudno było zaplanować na jak szybką jazdę może sobie pozwolić jak nie wiedziała ile przyjdzie jej jechać. Koń mógł pędzić galopem względnie krótki odcinek. Na dłuższych trasach nie miało to sensu. A regiment mógł być za każdym kolejnym zakrętem leśnej drogi. Tylko nie wiadomo na którym. Trzeba było jechać do niego pacierz, dwa, trzy? A może dopiero byli pod samym Speck? Do Speck to nawet konno było pewnie ze 3 albo 4 dzwony jazdy.

                          Spotkanie z jak się okazało łowcami czarownic nie poszło jej tak gładko jak myślała w pierwszej chwili. Choćby dlatego, że było ich kilku i skutecznie zatarasowali jej swobodną drogę dalej. Śledczy umysł dał o sobie znak do tego co im wykrzyczała.

                          - Uspokój się kobieto. Powiedz kim jesteś. I o jakich pomiotach Chaosu mówisz. Jeśli masz czyste sumienie nie masz się czego obawiać. Znasz tego człowieka? Mów. - przywódca siedział na karym koniu i wydawał się być ponurym osobnikiem z jakim lepiej nie zadzierać. Ale to też mogła robić aura groźnej sławy jaką się cieszyła ta profesja. Burchald Munzel wyłapał jęki Teodeberta, że ten prosi ją o pomoc i wsparcie jakby ją znał więc od razu o to zapytał. A więzy na nadgarstkach sigmaryty świadczyły, że jest więźniem łowców. Wydawało się, że przesłuchuchują ją wieczność ale chyba jej wyjaśnienia ich zadowoliły na tyle, że puścili ją dalej.

                          Minęła zbeszczeszczony posąg Sigmara Wędrowca przy jakim wcześniej zostawili złorzeczącego Teodeberta jaki klął Kolesnikowa ile wlezie za pozostawienie pomnika bez pomocy. Teraz nie było przy nim nikogo. I dalej leżał on w błocie na poboczu. Pojechała dalej. W końcu po kolejnym pacierzu albo dwóch natrafiła na dwóch konnych. Jak się zbliżyła bliżej rozpoznała kuce jakich używali Gebirgsjaeger i ich samych. Gdy podjechała jeszcze bliżej pozdrowili ją ciekawi co ją sprowadza. Od nich dowieidziała się, że są czujką frontu regimentu jaki powinien być jeszcze kawałek dalej. I faktycznie po dwóch czy trzech kolejnych zakrętach leśnej drogi ujrzała przód pstrokatej, maszerującej kolumny. Musiała zjechać na pobocze i mijać kolejne oddziały nim gdzieś w centrum nie dojrzała znajomej budy na kołach jaka stanowiła mobilne centrum dowodzenia obu szefowych. Gdy tam dotarła i zdała swoją pośpieszną relację im obu te naradzały się chwilę co z tym wszystkim robić.

                          Zawołały Alezzię jaka podjechała do nich konno. I swoim magicznym światłem uleczyła pogryzionego psa Wieselów. Chciały wiedzieć jak to wszystko daleko stąd. A z relacji Eponii wyglądało, że około dzownu konnej jazdy. Dla piechociarzy było to więc ze dwa razy tyle. Ale nie dało się tego przyspieszyć. Zdecydowały się więc wysłać grupę konnych Gebirgsjaeger. Oni mieli szansę dotrzeć na miejsce zdarzenia najszybciej. A skoro Eponia już znała drogę to miała ich porowadzić. Uleczona wcześniej przez kuzyna zaraz po walce ze zwierzoludźmi i teraz jeszcze przez Alezzię właściwie w ogóle nie czuła efektu tych ran. Jedynie krwawe zacieki na rękawie świadczyły, że niedawno oberwała. Regiment von Falkenhorst składał się prawie wyłącznie z piechoty. Więc jak szefowe przydzieliły do tej misji ratunkowej z pół tuzina górali na kucach to była z połowa kawalerii jakimi dysponowały. Ale nawet konno znów musiało upłynąć z kilka dzwonów nim dotrą do miejsca rozstania z Duivelem i resztą grupy Kolesnikowa.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • CioldanC Niedostępny
                            CioldanC Niedostępny
                            Cioldan jako Cioldan
                            napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                            #166

                            Duivel stanął w miejscu, a Lindara od razu domyśliła się dlaczego. Thomas i Jurgen ich wyprzedzili o krok, ale elfka złapała za ich odzienie, aby nie szli dalej. Mundo-naru wziął swój łuk w dłoń, a w drugiej trzymał już strzałę. Myślał aby rozpocząć ostrzał samemu, ale z drugiej strony nie chciał wychylać się przed szereg. Spojrzał w stronę w Kolesnikova, pokazał wymownym gestem, że wróg czeka na nich za zasiekami.

                            Napięcie rosło, a już lekko słyszalny warkot ogarów sprawiał, że jeżyły się włosy. Inne grupy też jakby zwolniły bądź zatrzymały się całkiem. Elf jeszcze zastanawiał się czy konni łowcy czarownic dołączą się do wspólnej walki, czy może będą się jedynie przyglądać. Thomas i Jurgen po wcześniejszych niewielkich roszadach wciąż byli jakby z przodu i chyba nie do końca im się to podobało. Rozpoczęli cichą modlitwę do Sigmara. Niestety byli na tyle blisko siebie, że chwilowo elfy musiały opierać się głównie na wzroku.

                            Cała czwórka przygotowała już łuki. Dwójka ludzi zaczęła delikatnie się wycofywali, ale Lindara zaczęła robić to samo, gdyż pomyślała, że powinni się wycofać wszyscy i złożyć raport. Jej kuzyn zresztą tak samo to zintepretował. Nie domyślili się, że Jurgen i Thomas chcieli po prostu znów być za plecami elfów. Szli powolutku do tyłu, tak aby łuki mieć wycelowane w ewentualne pędzące ogary. Mundo-naru korciło aby oddać ten pierwszy strzał. Domyślał się, że ogary od razu rzuciłyby się wtedy w ich kierunku. Tyle, że skoro tam czekają, to znaczy, że ktoś nimi kieruje, ktoś z planem. Dobrze byłoby omówić taktykę z tymczasowym dowódcą, wielka szkoda, że przed zwiadem nie został wydany rozkaz jak się zachować gdy zobaczą wroga pierwsi. Czasem też zerkali w prawo, czy aby nikt nie wyskakuje z lasu. Duivel jeszcze raz popatrzył na Stefana K. i wymownie wskazał swój łuk z napiętą cięciwą, a głową wskazywał na pułapkę. Gdyby dowódca wydał rozkaz strzału, cała czwórka zaczęłaby kolejną bitwę.

                            Eponia w tym czasie pędziła wraz z sześcioma Gebirgsjäger w miejsce w którym rozstała się z siostrą, kuzynem i resztą zwiadu.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • DekaresD Online
                              DekaresD Online
                              Dekares jako Dekares
                              napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                              #167

                              Jeager zajął ze swoimi ludźmi pozycję przed strzelcami Kolesnikowa umieszczająć starszego z Wieselów pośrodku formacji a samemu stając z prawej strony, chcąc aby niedawno raniony towarzysz zajmował najbezpieczniejszą centralną pozycje w ich miniaturowej formacji. W końcu zaczęli maszerować w kierunku przesieki osłaniając się tarczami i z włóczniami gotowymi do ciosu . Azur szedł powoli za nimi trzymając nos nisko przy ziemi. Zbliżając się do lekkiej fortyfikacji ostlandczyk czuł się coraz bardziej wystawiony na atak.

                              Czemu idziemy na tą przesiekę od frontu zamiast obejść ją z dwóch stron tym cholernym lasem? - pomyślał ponuro rozglądając się po otaczających ich drzewach które mogły maskować i setkę wrogów dookoła. Frustracja ostatnich dni wypełnionych potyczkami z siłami chaosu rozbudzała w nim starą obsesję którą o wiele łatwiej udawało mu się trzymać na wodzy mieszkając w Nuln. Stefan spojrzał na jedno z mijanych drzew i pomyślał jak dobrze byłoby widzieć je ścięte albo podpalone! Nie miał nic przeciwko samemu drzewu ale prawda była taka że pradawne puszcze takie jak Las Cieni dusiły ludzkość pod koronami swoich drzew. Wszelcy wrogowie Imperium traktowali je jako bezpieczna przystań z której mogli siać śmierć i zniszczenie wśród ludzi po czym bezkarnie chowali się w gęstwinach. Jeager spędził większość swojego życia w lesie polując z rodziną i przyjaciółmi, znał piękno lasu i je cenił ale nie mógł zapomnieć czasu kiedy przez kilka dni trafił do południowej prowincji Averlandu, gdzie zamiast lasu przemierzał nieskończone pola uprawne i pastwiska. Marzył o tym żeby Ostland stał się podobnym miejscem wolnym od ucisku bestii chowających się wśród drzew, aby jego rodacy mogli zaznać życia innego niż ciągle przepełnionego lękiem że za najbliższego drzewa nadejdzie śmierć.
                              Kiedy sierżant zatrzymał główny oddział i zaczął się rozglądać Stefan zdecydował że nie ma zamiaru robić dłużej za łatwy cel dla potencjalnych wrogów i poprowadził swoich ludzi powoli naprzód i na lewo tak aby zyskać choć trochę osłony pomiędzy drzewami oraz zachowując możliwość przechwycenia każdego wroga który zaatakował by idących za nim strzelców bądź ich.
                              Dalej Kolesnikow, ruszaj się! - pomyślał wściekły, że podoficer się zatrzymał, takie oddawanie inicjatywy potencjalnym wrogom nie było dobre. Powinni albo ruszyć szybko na przesiekę albo najzwyczajniej w świecie wycofać się i podejść do zadania na nowo a nie stać w miejscu i czekać na to aż przeciwnik zajmie najdogodniejszą pozycję do zaatakowania ich.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • Pipboy79P Niedostępny
                                Pipboy79P Niedostępny
                                Pipboy79 jako Pipboy79
                                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                #168

                                Karl i Johan zrobili kilka kroków do przodu zostawiając Tobiasa za sobą, kiedy zorientowali się, że nagle przystanął, również się zatrzymali i przyglądali się jak ich towarzysz rozgląda się bacznie po okolicy. Dał znak by się zatrzymali i rozejrzeli - wskazał im kierunek gdzie najwyraźniej coś dostrzegł. Wpatrywali się uważnie ale nic nie dostrzegli, oznajmiając to Tobiasowi wzruszeniem ramion. Zwiadowca sam zresztą nie był pewien co widział. Poruszające się krzewy, gałęzie. Przyglądał się im znowu, nie zauważył żadnego ruchu, co upewniło go że ktoś wprawił przed chwilą je w ruch, ktoś kto otarł się o nie. Gdy jego towarzysze wpatrywali się w napięciu w niego Tobias wskazał palcami na swoje oczy a potem w kierunku miejsca gdzie zobaczył wcześniej ruch. Chwycił za strzałę i delikatnie napiął łuk. Karl i Johan zrobili to samo, rozglądając się wyczekująco, Tobias rozejrzał się jeszcze za towarzyszami którzy podchodzili do zasieków od lewej strony i od przodu, zauważył że obie grupy zatrzymały się.

                                - Siedzą tam, na pewno. - pomyślał Tobias spoglądając na zasieki.

                                Czekali...

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • Pipboy79P Niedostępny
                                  Pipboy79P Niedostępny
                                  Pipboy79 jako Pipboy79
                                  napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                  #169

                                  Oryginalny tytuł: Tura 38 - 2521.05.04; bkt; popołudnie

                                  Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; leśna droga
                                  Czas: 2521.05.04; Angestag; południe - popołudnie
                                  Warunki: - ; na zewnątrz: półmrok, zachmurzenie, łag.wiatr; ziąb (0)

                                  Wszyscy

                                  Chyba wszyscy odczuwali napięcie. Czy się stało przed zbudowaną z gałęzi zasieką czy próbowało się ją obejść pot perlił się na skroni i karku. Wydawało się, że złowrogie ślepia tego pradawnego, ponurego i owianego złą sławą lasu wpatrują się w śmiałków jacy próbowali zbadać jego tajemnice. Każdy krok wydawał się naciągać tą strunę dalej. A gdy już się zaczęło coś dziać to na całe gardło i natychmiast.

                                  Duivel

                                  Duivel nie był pewien czy Kolesnikow w ogole dojrzał jego gestykulację. Widział jego grupę po skosie i za sobą. Liczne drzewa i krzaki jakie ich dzieliły sprawiały, że ledwo byli na pograniczu jego postrzegania. Zwłaszcza, że myśliwi mieli na sobie kubraki w barwach brązów i zieleni przez co zlewały się z leśnym otoczeniem. Gdzieś wsród nich powinien być ich dowódca ale czy ten akurat patrzył na elfa i czy w ogóle zauważył co ten do niego macha tego Mandu-naru nie miał pojęcia. Zdecydował się powoli cofać razem z towarzyszami. Powoli aby nie zaalarmować tamtych za zasieką, że zostali zauważeni. Zdawało im się, że zdołali odejść tylko parę kroków gdy leśny spokój rozdarł bojowy okrzyk z wielu dzikich gardeł. A zawtórował im warczenie równie dzikich ogarów. Te wyskoczyły za zawalidrogi i ruszyły wprost na grupę Duivela. Jakie szybkie! Zdawało się, że błyskawicznie pokonują odległość i zaraz będą mieli na gardłach ich zaślinione szczęki. Czwórka łuczników zwolniła naszykowane strzały. Te przeszyły leśne powietrze. Elf miał wrażenie, że jego pocisk trafił w któregoś z ogarów. Czworonóg zawył gdy ten wszedł mu głęboko w pierś. Zwolnił i stracił swoją grację leśnego drapieżnika. Gdzieś zza plecami elf usłyszał okrzyki Kolesnikowa. I chwilę potem od strony drogi poszły strzały w stronę szarżujących ogarów. Któraś musiała trafić tego zranionego wilczura bo ten zaskamlał i przewalił się na glebę. Jednak pozostałe wciąż pędziłu ku grupie elfa i już były tuż tuż. Musiało być ich z pół tuzina co najmniej!

                                  Stefan

                                  Stefan zgodnie z rozkazem swojego imiennika miał blokować ewentualny atak zza zawalidrogi jaki mógł pójść na główną grupę łuczników. Razem z Wieslerami widział jak dwie mniejsze grupki zwiadowców, ta na prawo pod wodzą Duivela, ta na lewo Tobiasa krok po kroki okrążają tą przeszkodę. Zamiar herszta hochlandzkich banitów był prosty. Z obu flank mogli w względnie bezpiecznej odległości zobaczyć co jest za nią. I jeśli wróg to albo dać znać albo ostrzelać go. Tylko dzikie okrzyki jakie ich dobiegły jasno świadczyły, że nie udało im się dokończyć tego flankującego manewru. Zza zasieki na grupe elfa wyskoczyły jak z procy stado ogarów a na Tobiasa wrzeszczące, koźlonogie dzikusy. Obie grupy zwiadowców oddały swoje strzały w ich kierunku ale gołym okiem widać było, że liczebnie są mniejsze od przeciwników jacy na nich szarżowali. Za sobą Stefan usłyszał okrzyki Kolesnikowa. Rozkazał aby jedna jego grupa łuczników ostrzelała ogary a druga te dzikusy dając w ten sposób wsparcie i Tobiasowi i Duivelowi.

                                  - Bierzcie ich! - krzyknął do nich Stefan wskazując ręką na dzikich jacy biegli w kierunku Tobiasa i jego dwóch towarzyszy. Bezpośrednie starcie z liczebnie przeważającym przeciwnikiem uzbrojonym w tarcze i jakaś broń kiepsko wróżyło tej trójce zwiadowców. Więc zapewne Kolesnikow chciał ich wesprzeć trójką swoich włóczników. Ledwo to krzyknął a zaraz sami znaleźli się pod ostrzałem. Gdzieś z lewej flanki drogi, z głębi lasu widać było strzelające sylwetki łuczników jakie obrały za cel największe zgrupowanie przeciwnika jakie było na drodze. Właśnie to pod wodzą Kolesnikowa. Mimo to jego myśliwi posłali swoje pierzaste pociski i w ogary i w kozich tarczowników.

                                  Tobias

                                  Towarzysze Tobiasa stanęli. I gdy pokazał im kierunek skinęli głowami. Też zaczęli spoglądać w tamtą stronę gotowi strzelić gdyby coś stamtąd wyskoczyło. I wyskoczyło. Ale zza zasieki a nie gdzieś tam z lasu gdzie machnęła mu niedawno poruszona gałąź. Tylko zza tych naścinanych gałęzi ułożonych w barykadę. Właśnie stąd z dzikim wrzaskiem wybiegła ku ich trójce zgraja dzikich, koźlonogich tarczowników. Posłali ku nim swoje strzały ale widział, że jedna przemknęła nieszkodliwie gdzieś ponad ich głowami a ze dwie utkwiły w ich tarczach. Za sobą usłyszał krzyki Kolesnikowa. Zaraz potem ci co zostali z nim na drodze posłali swoje strzału ku nadbiegającym, leśnym dzikusom. Ale bez wyraźnego efektu. Ta zgraja biegła niepowstrzymanie ku Tobiasowi i jego dwóm towarzyszom. Na oko to przeważali ich ze trzykrotnie więc bezpośrednie starcie z nimi zapowiadało się bardzo kiepsko. Dwunogie bestie biegły tak jakby chcieli ich odciąć od drogi i reszty towarzyszy.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • DekaresD Online
                                    DekaresD Online
                                    Dekares jako Dekares
                                    napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                    #170

                                    Napięcie jakie towarzyszyło Stefanowi i Wieselom gdy powoli posuwali się do przodu w kierunku przesieki było nie do wytrzymania, czas wydawał się niemal stać w miejscu gdy krok po kroku zbliżali się do przeszkody, jednocześnie odrobinę schodząc z drogi aby zyskać chociaż trochę osłony.
                                    W ciągu jednego uderzenia serca cała sytuacja odwróciła się do góry nogami przyśpieszają do niemiłosiernego galopu gdy nagle zostali zaatakowani z wielu stron jednocześnie.
                                    Jaeger widział kątem bestie podobne do tych z którymi walczyli wcześniej biegnące na Duviela i jego towarzyszy ale widząc wybiegających za przesieki zwierzoludzkich zasrańców wiedział, że grupa po drugiej stronie drogi będzie musiała sobie poradzić bez jego pomocy, On, Tobias i ich ludzie i tak mają już za nadto na swojej głowie. Zanim jego imiennik zdołał wykrzyczeć do niego jakikolwiek rozkaz Stefan biegł już w kierunku atakujących pomiotów chaosu razem ze swoimi ludźmi i psem chcąc spaść na ich flankę albo nawet na tyły póki Ci byli zajęci próba dopadnięcia Tobiasa i Jego towarzyszy.

                                    - Spuście psy! - rzucił tylko za siebie do sierżanta licząc na to, że chociaż tak zostanie wsparty w starciu z jak wyglądało liczniejszym wrogiem.

                                    Ostatnie sekundy przed starciem Jeager poświęcił na próbę wypatrzenia czy wśród bestii jest jakiś wyróżniający się drań mogący być ich dowódcą którego Stefan mógłby próbować zabić aby złamać ich ochotę do walki.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • Pipboy79P Niedostępny
                                      Pipboy79P Niedostępny
                                      Pipboy79 jako Pipboy79
                                      napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                      #171

                                      -Jak głupcy weszliśmy w pułapkę, której się spodziewaliśmy. - pomyślał Tobias wypuszczając strzałę która utkwiła w tarczy zwierzoczłeka o koziej głowie. Biegł z kilkoma podobnymi mu stworzeniami wprost na Zwiadowcę i jego dwóch towarzyszy. Liczebnie ich przewyższali, nadrabiali tym i dzikością szkolenie i dyscyplinę ludzkich oddziałów. Byli zbyt blisko by próbować strzelać ponownie a ucieczka nie wchodziła w grę. Tobias wiedział że są w beznadziejnej pozycji, dodatkowo mając gdzieś za plecami kozionogich łuczników, którzy ostrzeliwali Stefana i jego towarzyszy. Ci spuścili psy i podążyli za nimi by zaatakować te stwory które zaatakowały Tobiasa, Johana i Karla. To zmieniło znacznie sytuację bowiem zwierzoludzie to dostrzegli i zamiast pewnej szarży na trzech zwiadowców przyjęli pozycje obronne, osłaniając się od strony drogi. -Na nich! - krzyknął do towarzyszy Tobias wyciągając miecz i rzucając się na przeciwników.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • CioldanC Niedostępny
                                        CioldanC Niedostępny
                                        Cioldan jako Cioldan
                                        napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                        #172

                                        Ogary były już o krok od rzucenia się do gardeł ludzi. Elfy jednak stały tuż za swoimi kompanami, także również byli narażeni na błyskawiczny atak. Dzięki temu, że oboje szpiczastouszy potrafili błyskawicznie przeładować łuk, zdążyli oddać szybki strzał i odrzucić łuk w momencie gdy ogary już zwarły się z Thomasem i Jurgenem. Dwójka z przodu odrzuciła już wcześniej swoją broń długodystansową i w ostatniej chwili dobyli własną broń długą. Myśliwi nie byli najlepsi w unikaniu ciosów, także od razu przeszli do ataku. Ucieczka nie wchodziła w drogę, więc zdecydowali, że najlepszą obroną jest atak. Jurgen od razu ruszył w stronę pierwszej grupy przerośniętych psów, natomiast Thomas rzucił się dziko na drugą grupę krzycząc ile sił w gardle - ZA SIGMARA!!! .

                                        Sytuacja była na tyle dynamiczna, że początkowo ciężko było stwierdzić czy jakiś zwierz nie pobiegł za którymś drzewem i nie skoczył już na jednego z elfów, nawet nie było pewności czy ostatnie dwie strzały gdziekolwiek trafiły. Znaczy gdziekolwiek na pewno, ale czy wróg miał na tyle "szczęścia", że to miejsce okazało się ciałem któregoś z ogarów. Łuki zostały odrzucone, ale zarówno Duivel jak i Lindara nie zdołali jeszcze dobyć swoich broni do walki w zwarciu...

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79P Niedostępny
                                          Pipboy79 jako Pipboy79
                                          napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                          #173

                                          Oryginalny tytuł: Tura 39 - 2521.05.04; bkt; popołudnie

                                          Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; leśna droga
                                          Czas: 2521.05.04; Angestag; południe - popołudnie
                                          Warunki: - ; na zewnątrz: półmrok, zachmurzenie, łag.wiatr; ziąb (0)

                                          Duivel

                                          Duivel ze swoją trójką zwiadowców mieli czas strzelić raz czy dwa. A przy tak krótkiej odległości, te ogary jakie wcześniej dojrzeli za przygotowaną zasieką już pędziły na nich. Błyskawicznie pokonały odległość i do łuczników dotarało, że już na strzelanie nie ma czasu ani miejsca. Trzeba albo walczyć albo uciekać. Zacheceni okrzykiem elfa odrzucili swoje łuki i dobyli oręża. Przyjęli na siebie szarzę z pół tuzina rozpędzonych ogarów. Te wbiły się w nich z impetu i miały przewagę liczebną. Wśród korzeni i pni drzew, krzaków i mizernej trawy rozgorzała chaotyczna walka. Za mało ich było aby utworzyć jakiś jednolity front zwłaszcza przy przeważającym liczebnie przeciwniku. Więc tak naprawdę każdy ze zwiadowców musiał radzić sobie sam. Ale to na Tomasa i Jurgena spadła główna furia tego ataku. Duet elfów mógł wykorzystać to i walczyć z tymi ogarami co już nie znalazły miejsca wokół tych dwóch ludzi więc było im łatwiej.

                                          Z początku szło im całkiem dobrze. Odparli pierwszy impet ataku i zaczęła się regularna wymiana ciosów pomiędzy stalą a zaślinionymi szczękami, między wyszkoleniem szermierczym a pierwotnym instynktem zabijania. Problem był w tym, że wszyscy w ich zwiadowczej czwórce raczej byli strzelcami niż szermierzami. Początkowo żadna ze stron nie mogła uzyskać przewagi. Ani czworonogi nie dały rady wyrwać komuś ochłap krwawego mięsa ani dwunogi nie mogły trafić w te ruchliwe, kudłate cielska. Nie trwało to jednak długo. Któryś z mężczyzn krzyknął boleśnie gdy w końcu osaczony przez ogary uległ natłokowi ich ciosów. Zaraz potem krzyknęła Lindara. Chociaż ogarze szczęki tylko ją drasnęły w nogę. Za to Duivielowi udało się chociaż raz trafić kudłatego przeciwnika. Wspólnym wysiłkiem udało im się powalić tego postrzelonego wcześniej strzałą. Ale to nie był koniec walki.

                                          Ta okazała się być bardzo wyrównana. Padł kolejny ogar a kolejny został tak ciężko ranny, że stracił ochotę do walki. Odwrócił się i dał dyla w leśny gąszcz. Jednak i dwunodzy ponosili straty. Jeden z myśliwych padł, drugi był poważnie ranny, kuzynka Duivela też oberwała po raz kolejny. A wciąż przeciwko sobie mieli jeszcze z połowę bojowych ogarów. Wkrótce padł drugi od Kolesnikowa. Duet elfów został sam zmagając się z trójką ogarów. Walka wciąż wydawała się wyrównana i wydawało się, że lada chwila jedna ze stron przeważy szalę na swoją korzyść. Ten przełom jednak nie nadchodził. Dopiero jakieś zamieszanie od strony drogi i drugiej flanki sprawiło, że trzy ostatnie ogary odskoczyły o krok aby się rozejrzeć czy posłuchać. I zaraz potem dały dyla w las. Lindara odetchnęła ciężko z ulgą i bez skrupułów oparła się wolną dłonią o pień najbliższego drzewa. Widać było, że ma zakrwawione i poszarpane ubranie więc musiała mocno oberwać.

                                          Stefan i Tobias

                                          Z początku wyglądało, że żadnej ze stron jej pierwotny zamiar nie wyszedł ale też udało się nieco zaskoczyć tą drugą. Ungory jacy wybiegli zza zasieki runęli wprost na nasłuchujących zwiadowców Tobiasa. Dostali od nich strzały ale te nie uczyniły im widocznej krzywdy. Za to w międzyczasie już biegli tak aby ich odciąć od drogi i reszty imperialnych oddziałów. Ale gdy w sukurs łucznikom nadbiegła trójka włóczników Stefana posłana tam w dodatku przez jego imiennika i wsparta jeszcze trzema własnymi psami to w ostatniej chwili zmieniło to kalkulacje kopytnych. Zamiast uderzyć na osamotnionych strzelców pobiegli prosto ku nadbiegającym włócznikom. Obie grupy starły się ze sobą frontalnie. Ale prawie jednocześnie Tobias zdecydował się odrzucić łuki i zaatakować plecy ungorów jacy właśnie zwarli się z grupą Jeagera. Tyle, że znów kopytni wykorzystali swoją przewagę liczebną i zamiast nią oflankować grupę Stefana wystawili dwóch swoich w roli tylnej straży. Właśnie na nich wbiegł Tobias, Karl i Johan. W efekcie jedna z grup rogaczy została wzięta w kleszcze między ludźmi Stefana i Tobiasa. Ale nie na tyle aby którejś pokazać plecy. A tuż obok trójka myśliwskich psów zmagała się z podobną grupą ungorskich tarczowników. Gdzieś na pograniczu postrzegania słychać było okrzyki myśliwych i ungorskich strzelców ale byli zbyt zajęci bezpośrednią walką aby rejestrować co tam się dzieje.

                                          Dla Stefana walka była dość prosta. Szybko zorientował się, że przewyższa swojego dzikiego przeciwnika technicznie. I po mistrzowsku wykorzystuje swoją tarczę. A i miał przewagę zasięgu włóczni przeciwko toporowi. W pojedynku zapewne by z nim wygrał. Ale to nie był pojedynek. Walczyli w grupie przeciwko wrogiej grupie. A w grupie to poziom był już bardziej wyrównany. Tamci też mieli tarcze tak samo jak ostlandcy włócznicy. Zaś dla obu Wieslerów to już nie była taka łatwizna jak dla ich lidera. Stefan co jakiś czas trafiał swojego przeciwnika ale nie na tyle mocno aby go to wyłączyło z walki. Dobrze, że Tobias ze swoimi ludźmi wziął dwóch czy trzech dodatkowych zwierzoludzi na siebie bo inaczej mogliby ich oflankować dzięki przewadze liczebnej. Podobnie z drugiej strony Azur z dwoma psami myśliwych pełnił podobną rolę blokując ich flankę przed drugą grupą ungorów.

                                          Jeden z Wieslerów oberwał. A potem znowu. Wciąż jednak trzymał swoją pozycję. W zamian udało im się usiec jednego a potem drugiego ungorskiego tarczownika. Został jeden przeciwko im trzem. No i tych dwóch co byli za nim, plecami do włóczników ale frontem do strzelców. Tyle, że aby się do nich dostać trzeba było powalić tego jednego. A ten się nie dawał. Twardo bronił się pomimo zalewu ciosów. Gdzieś obok co jakiś czas słychać było skomlenie ale nie było czasu się tam oglądać.

                                          W pewnym momencie ich psy pękły. Było tylko widać kątem oka jak śmignął gdzieś w bok czworonożny kształt skomląc z boleści albo strachu. A to wykorzystała czwórka tarczowników drugiego stada jaka runęła na flankę Stefana i Wieslerów już czując zwycięstwo w powietrzu. Poszarpana bronią dzikich trójka włóczników zachwiała się pod tym naporem. Wróg zdobył nad nimi przewagę liczebną i zaatakował ich z flanki. Ci jednak mu się dalej odgryzali. Któryś z Wieslerów znów oberwał. Wydawało się, że zaraz ich zmiotą. Gdy niespodziewanie czterech ungorów zamiast ich dobić zawyło coś ze strachu, odwróciło się i zaczęło uciekać w głąb lasu. Stefan z Wieslerami znów mieli przeciwko sobie tego jednego, już mocno zranionego ungora z jakim walczyli od początu. Ten wzięty w kleszcze między nich a zwiadowców Tobiasa nie mógł pójść w ślady swoich dzikich pobraytmców i musiał walczyć do końca. Gdzieś za sobą Stefan usłyszał tętet kopyt o nowe, ludzkie okrzyki. Zaraz potem przejechało za nim paru jeźdźców ścigając uciekającą czwórkę ungorów. Wreszcie ten ostatni ungor padł pod ich ciosami. Przez chwilę widzieli jeszcze plecy tego co walczył z Tobiasem ale i ten został przeszyty ich ostrzami. Jak się rozejrzeli widzieli pobojowisko. Kilka nieruchomych ciał ungorów, dwa psy, jeden z Wieslerów. Plecy konnych łocwóc czarownic jacy podzielili się na dwie grupki i każda ścigała zmykających napastników.

                                          Tobias też to widział. Obok niego stał jeden z jego towarzyszy. Drugi leżał ze dwa kroki dalej i nie było wiadomo czy jeszcze dycha. Rzucili się we trzech na plecy tych z jakimi starła się grupka Stefana. Ale ci w ostatniej chwili zasłonili swoje plecy dwoma tarczownikami. A te tarcze to jednak stanowiły dla nacierających całkiem skuteczną przeszkodę. I Tobias i jego dwaj koledzy mieli tylko swoje topory i miecze więc wiele z ich ciosów trafiało w te tarcze. Za to ungory potrafiły się całkiem skutecznie odgryźć. Sam Tobias z początku to poczuł na własnej skórze. Ledwo sieknął przeciwnika a jego broń przeszyła powietrze. Spudłował. Za to ungor chlasnął go na odlew w rękaw. Zabolało! Ale w walce to nie była poważna rana. Chwilę potem znów wydawało mu się, że sięgnie leśnego rogacza gdy sytuacja powtórzyła się. Tylko tym razem maczuga tamtego otarła się o jego wzmocniony kubrak zostawiając na nim rysy ale na szczęście nie przebijając go. Któryś z myśliwych padł w tym zwarciu więc zrobiło się dwóch na dwóch. Ale łucznicy nie mieli tarcz co dawało dzikusom przewagę. Bo Tobias czuł, że poziom mają dość wyrównany tylko wiele z ich ataków trafiało właśnie na te tarcze. A sami nie mieli się czym zasłonić. Więc wkrótce i drugi z myśliwych krzyknął boleśnie gdy oberwał od swojego przeciwnika.

                                          W pewnym momencie zrobiło się groźnie. Ich psy albo padły albo zwiały a czwórka przeciwników jakich dotąd blokowały zwaliła się na walczącą trójkę Stefana. Wydawało się, że to przełom i to nie na korzyść imperialnych. Ale za tym wszystkim Tobias dojrzał pędzącą drogą kawalerię. To ci łowcy czarownic! Rogacze też musieli ich dostrzec bo ci co mieli już domknąć okrążenie nagle dali dyla. I znów szanse się wyrównały. Zaraz potem trójka jeźdźców przejechała o parę kroków za plecami walczących włóczników ścigając uciekających tarczowników. Druga trójka pojechała w bok, szarżując na wciąż strzelających ungorskich łuczników. Ci nie mieli ochoty na takie starcie więc też dali dyla. Zaś obie grupki piechociarzy zdołały dorżnąć resztki otoczonych tarczowników. Tobias przebił ostatniego mieczem i nagle okazało się, że kilka kroków przed sobą widzi równie zdyszanych, brudnych i zakrwawionych włóczników.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0

                                          Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                                          Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                                          With your input, this post could be even better 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa