Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
-
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Stefan widząc na powozie ślady szponów starał się ocenić co za potwór mógł je zostawić i czy ślady na powozie były w stanie mu powiedzieć czy stwór zaatakował pojazd z zewnątrz czy może wydostał się ze środka? Słysząc polecenia Alezzii natychmiast odparł rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiś śladów na ziemi:
- Rozejrzymy się Pani i będziemy Panią pilnować, ale najpierw powiem Pani von Falkenhorst, że możemy mieć kłopoty.
Spoglądając na pozostały żołnierzy zwrócił się do nich uprzejmie ale stanowczo, patrząc przede wszystkim na Tobiasa i Duiviela:
- Panowie możemy mieć poważne kłopoty, idę do szefowej i po linę żeby dostać się na ten wóz, proszę osłaniajcie Panią di Lucci aż wrócę.
Jeager nie tracąc czasu ruszył truchtem w kierunku kolumny rozglądając się za ewentualnymi zagrożeniami bądź poszlakami. Podchodząc do von Falkenhorst postarał się aby słyszała go jak najmniej osób po za nią i zaraportował:
- Możemy mieć kłopot prosze Pani, powóż wygląda jakby przewoził jakiś cenny ładunek albo groźnego więźnia. Jest pełno krwi i ślady szponów jakiejś bestii. Panna di Lucci wyczuwa jakąś złą moc i bada sprawę dalej, poprosiła abyśmy przeszukali okolicę proszę Panią i biorąc pod uwagę, że nie wiemy czy napastnicy nie są tuż tuż uprzejmie sugerowałbym postawienie ludzi w gotowość bojową i zaprzestanie przeprawy póki nie zabezpieczymy okolicy, abyśmy nie zostali zaatakowani kiedy będziemy na środku rzeki.
-
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Tobias z dumą nosił przez jakiś czas wianek od Gwendoline, traktował go jak jakiś amulet, w końcu wykonała go kapłanka. Ludzie Theiss, poklepywali go po plecach, gratulowali wyróżnienia i choć wiedział, że być może faktycznie zasłużył na to wyróżnienie, w głębi serca zdawał sobie sprawę że to w wyniku rozkazu był tam gdzie był i mógł pomóc Stefanowi uratować kapłankę.
Podróż wydawała się długa mimo iż już podążali tą ścieżką, ale ze względu na zwierzęta zakupione przez szefową po prostu poruszali się znacznie wolniej. Tobias był zniecierpliwiony, chciał bowiem dotrzeć jak najszybciej do Lenkster, by dowiedzieć się jak naprawdę wygląda sytuacja na froncie. Powolne tempo marszu wykorzystał - za zgodą oczywiście - na samotnym zwiadzie wokół dość sporego teraz kontyngentu. Szukał śladów obecności wroga, jego własnych zwiadowców. Jednocześnie napawał się tym pozornym spokojem wokół, szumem wiatru w koronach drzew, śpiewem ptaków, momentami zapominając o wojnie. Odganiał w ten sposób ponure myśli które pojawiały się często gdy zamykał oczy. Był gdzieś na wschód od oddziału kiedy usłyszał szum rzeki - zbliżali się do brodu - przystanął by wsłuchać się lepiej w otoczenie. Nie słyszał niczego poza szumem wody i końskich kopyt konnego szefowej, wracał cwałem do miejsca gdzie oddział się zatrzymał.
Tobias podkradał się w kierunku rzeki obserwując uważnie okolice. Dostrzegł w końcu coś co wyglądało na przewrócony wóz. Słysząc nadjeżdżających ludzi z Petrą na czele - nie dostrzegając zagrożenia - powoli szedł w ich kierunku, pojawiając się w chwili kiedy mistrzyni Alezzia wypowiedziała słowa- Ale to jest wóz Kolegium Magii. Ma ich symbole.
Tobiasowi aż ciarki przeszły po karku na te słowa a łuk bezwiednie pojawił się w jego dłoniach. Kiedy przyglądali się dłużej powozowi i dostrzegli co mogło się tu wydarzyć słowa były zbędne. Wszyscy jak jeden mąż jęli rozglądać się i nasłuchiwać, spodziewając się jakiś potworności mających spaść im znienacka na głowę. Tobias widział jak wielu z nich dobyło oręż, sam również położył strzałę na łęczysku, opartą o palec wskazujący lewej dłoni. Dwie kolejne strzały trzymał w palcach prawej dłoni w sposób nie przeszkadzający przy strzale. Przechwycił spojrzenie Stefana Duivela i Stefana, widział w nich to co zapewne spozierało z jego oczu. Byli gotowi - cokolwiek nastąpi. Wtedy mistrzyni zaczęła coś recytować - modliła się albo czarowała. Tobias poczuł jak powietrze ' gęstnieje' i z trudem powstrzymywał drżenie rąk.
-
Miejsce : pn-wsch Hochland; północne pogórze; m. Breder; karczma “Kozi łeb”; główna sala
Czas : 2521.04.26; Backertag; południe
Warunki : ciepło, gwar rozmów, sucho, jasno; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, d.sil.wiatr; chłodno (0)Elf wysłuchał co Petra miała mu do powiedzenia w odpowiedzi na jego opowieść o strzale w plecy, ale zrozumiał, że nie bardzo ją to obchodziło. Tym bardziej był zdumionu podczas wychwalania tej akcji - w jego mniemaniu sabotażowej - ratowania kapłanki. Jak miła i ładna by nie była, nigdy nie poświeciłby misji, szczególnie gdy otworzyła się furtka na małe zwycięstwo. Tym razem się udało, ale Duivel nie raz już widział efekty działania na własną rękę, gdy jego towarzysze - podczas polowań na zwierzoludzi w lasach granicznych - byli znajdowani w kawałkach. Zresztą nawet sam Stefan już raz ledwo uszedł z życiem. Zresztą ten sam Stefan próbował coś powiedzieć do Duivela gdy ten skończył rozmawiać z Pertą i szedł zjeść ciepły posiłek. Jednak, gdy tylko zaczął mówić "- Nie zmieniłem zdania co do tego co się ostatnio wydarzyło" Duivel zbliżył się do niego i powiedział z dużym uśmiechem na ustach
- Nil tuillte agat labhairt liom, a dhuine gan onóir...-
I od razu odszedł nie zwracając uwagi czy Jaeger mówił dalej czy też nie.
Miejsce : pn-wsch Hochland; północne pogórze; m. Breder; różne miejsca wzdłuż traktu
Czas : 2521.04.27-30; Festag; zmierzch
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Elf był bardzo zadowolony ze swojego nowego łuku. W końcu trafił na jakieś bardziej porządne wykonanie, choć nie jest to jeszcze jego wymarzona broń, na tę chwilę jednak wystarczy podstawowy łuk niszczący, zawsze to ulepszenie w stosunku do zwykłego oręża. Podczas przemarszu, Duivel starał się być oczami całej grupy i nieustannie patrolował teren w okół karawany. Na swej drodze często mijał się z Tobiasem, który widocznie tak samo spędzał wolny czas. Podczas jednego z postojów podszedł do szefowej i zagaił
- Droga Petro, czym trzeba sobie zasłużyć aby dostać rumaka? Czy wystarczy gdy opanuję strzelanie podczas jazdy? Wiele lat temu już uczyłem się tej sztuki, więc to jedynie kwestia przypomninia dawnych nawyków...- mówił z nadzieją w głosie.
Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas : 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Duivel był w trakcie porannego rekonesansu, już dawno po śniadaniu i modlitwie, gdy przyjechał konny z wiadomością o wozie, który utknął w rzece. W gąszczu wydarzeń znów znalazł się w grupie zwiadowczej między innymi ze Stefanami i Tobiasem. Tak jak na początku nie ufał Kolesnikovi, tak teraz spośród dwóch Stefanów to jemu w sytuacji kryzysowej by uwierzył. Szczególnie będąc w terenach właśnie jemu znanych.
- Panowie możemy mieć poważne kłopoty, idę do szefowej i po linę żeby dostać się na ten wóz, proszę osłaniajcie Panią di Lucci aż wrócę.- oznajmił Stefan J. Duivel był w stanie tylko odpowiedzieć
- weź konia dla Alezzi! - bo Stefan już oddalał się od nich.Mimo ewidentnych śladów napaści Jaeger postanowił wyruszyć z powrotem do Petry, znów samotnie. Elf może i przestał szanować Stefana, jednak dodatkowy zwiadowca wciąż byłby przydatny, a bestia nie wiadomo gdzie się skryła. " To tylko jakieś 50 kroków stąd, nic złego przecież nie może się stać i jest nadzieja, że potwór nie czycha gdzieś tam w ukryciu... " pomyśał Duivel. Mundo-naru wysłuchał co do powiedzenia ma magini i zaczął ostrożnie patrolować najbliższą okolicę poszukując śladów potwora bądź uciekinierów z powozu. Szedł bardzo powoli w kierunku wozu, gdyż przy okazji rozglądał się jeszcze na boki aby w przypadku ruchu nieznanych mu osób od razu sięgnąć po łuk i strzałę...
-
Oryginalny tytuł: Tura 16 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Wszyscy

https://i.imgur.com/5JWCUP3.jpg
Po słowach tileańskiej magister te pół tuzina konnych i pieszych zwiadowców zrobiło się bardziej czujnych. By nie rzec nerwowych. Rozglądali się po okolicy próbując dostrzeć albo usłyszeć niebezpieczeństwo. Chociaż obrazek wydawał się sielski. Co prawda niebo było zasnute chmurami i było chłodne ale o tej porze wiosny to nie było niczym nadzwyczajnym. Poza tym słychać było szum przepływającej wśród otoczaków wody i lekki szum liści z drzew rosnących po obu stronach granicznej rzeki. Właściwie nic zdawało się nie wskazywać na jakieś niebezpieczeństwo. Poza ową kanciastą, przechyloną na jeden bok bryłą wzmocnionego powozu. Posiekany jakimiś śladami szponów, z krwawymi zaciekami, przypalony tu czy tam jako jedyny nie pasował do tej scenerii i psuł ten sielski obrazek niczym niemy świadek tragedii jaka tu się wydarzyła.
- Konie są zdenerwowane. - zauważył jeden z jeźdźców wskazując na swojego wierzchowca. Ale nie tylko ten strzygł nerwowo uszami, patrzył czujnie dookoła, merdał ogonem i węszył chrapami.
- Czują krew i śmierć. Zły znak, zły znak. - wymruczał drugi z konnych i przeżegnał się znakiem Sigmara dla dodania sobie otuchy. Zaś konia poklepał po szyi ale niewiele to pomogło i dalej wyglądał na zdenerwowanego.
- Bardzo was proszę. Muszę się skupić. - poprosiła ich magiczka ze swoim obcym akcentem. Czy naprawdę potrzebowała ciszy i skupienia czy też chciała jakoś odwrócić ich uwagę tego nie można było być pewnym. Ale pomogło bo Stefan ruszył z powrotem w górę strumienia aby porozmawiać z szefową, Duivel nie czekał na niego tylko zaczął szukać kamieni aby rzucić w wóz i sprawdzić reakcję zaś Tobias zaczął przeczesywać nadbrzeżny las aby poszukać jakichś śladów. Trzej Gebirgsjaeger jacy im towarzyszyli czy celowo czy nie ale podobnie się rozproszyli. Jeden jechał mniej więcej w górę strumienia ale bardziej od strony lasu niejako równolegle do maszerującego Stefana rozglądając się jednocześnie po ziemi i mijanych pniach. Drugi widząc, że Tobias zagłębił się w las zrobił to samo ale w innym kierunku aby nie wadzili sobie nawzajem. Zaś trzeci został na miejscu niejako pełniąc straż przy modlącej się Tileance i elfie jaki znalazł jakiś kamień i cisnął go w stronę przechylonego powozu.
Stefan
Wcale nie było tak daleko aby się wrócić do karawany. Ale jednak czas płynął. I jak tam wrócił to pierwsi zbójnicy Kolesnikova już pościągali portki i przeszli na drugi brzeg. Reszta oddziału Hochlandczyków szła właśnie w ich ślady gdy Petra spojrzała z siodła na swojego zwiadowcę jaki przyszedł z wieściami. Słuchała go całkiem uważnie i chyba to na bieżąco obracała w swojej niebieskiej głowie póki nie usłyszała ostatniej propozycji.
- Zatrzymać przeprawę? Żartujesz? Zobacz ile tego jest. - skrzywiła się z niesmakiem i wskazała wymownym gestem w stronę Hochlandu. Do brodu właśnie zbliżali się halabardnicy Meistera. Za nimi jechały pierwsze wozy i uwiązane do nich konie więc przesłaniały większość widoku na resztę kolumny ale i tak oboje wiedzieli, że jest o wiele dłuższa, pstrokata, wolniejsza, głośniejsza i bardziej kłopotliwa niż gdy szli od Lenkster w miarę zwartych kolumnach i tylko z jednym wozem. A teraz mieli z pół tuzina swoich i kilka kupieckich.
- Jak chcemy dotrzeć do zmierzchu do Lenkster to nie ma co zwklekać. - powiedziała i brzmiało to całkiem sensownie. Poprzednio trasa z Lenkster do tego brodu zajęła im prawie cały dzień więc była realna szansa, że jak teraz z rana się przeprawią bez przeszkód to do wieczora powinni być na Podzamczu ponurej, granicznej twierdzy. A każda zwłoka groziła, że jednak się z tym nie wyrobią. Więc nie patrzyła prcyhylnie ani na taką prośbę ani na zwiadowcę jaki ją wysunął. Przygryzła wargę i rozglądała się to na wschód gdzie większość ludzi Kolesnikova już się przeprawiła na drugi brzeg, to w dół strumienia gdzie widać było dwoje konnych na brzegu w tym Alezzię. I elfa jaki zaczął brodzić przez tą bystrzycę w kierunku przekrzywionego powozu. To wstecz na nadciągającą powoli kolumnę. Jej czoło z halabardników zatrzymało się właśnie i Meister pozdrowił Stefana skinieniem głowy.
- Stało się coś? - zapytał podchodząc bliżej do ich dwójki. Petra cmoknęła z niezadowolenia i nie odpowiedziała wciąż się namyślając co tu dalej uczynić. Więc sierżant popatrzył pytająco na Ostlandczyka i na hochlandzkich łuczników jacy już w większości byli na drugim, ostlandzkim brzegu.
- Dobra. To zrobimy tak. - von Falkenhorst w końcu się namyśliła. Jak już to zrobiła to wydawanie rozkazów poszło jej całkiem sprawnie. Posłała Gretę na drugi brzeg do Kolesnikova aby zostawił paru ludzi przy tamtej stronie brodu a z resztą przeszukał drogę i wschodni brzeg. Na tym brzegu jednak już nie było zwiadowców z prawdziwego zdarzenia więc kazała Meisterowi zaprowadzić porządek w kolumnie. Jego halabardnicy mieli obstawić przód kolumny a ludzie Theiss tył. Na wypadek ataku. Więc do ewentualnego przeszukania lasu mogła już przydzielić tylko tileańskich kuszników porucznika Ferro. Większość z nich nie mówiła w reikspiel więc trzeba było z nimi komunikować się za pośrednictwem ich dowódcy albo Edgaro jaki był ich tłumaczem. A od strony imperialnych tylko Alezzia jako rodowita Tileanka mówiła w ich języku.
- Dobrze towarzysze, to prowadźcie, my jesteśmy gotowi! - zawołał raźno tileański porucznik gdy dowiedział się o co chodzi. Rozsypał swoich ludzi w tyralierę i powoli zaczęli przeczesywać las oddalając się od drogi i idąc mniej więcej w dół strumienia.

https://i.imgur.com/RefZGow.jpg
Stefanowi zostało też iść razem z nimi stopniowo wracając w kierunku Alezzi, częściowo utopionego w bystrzycy powozu i reszty pozostawionych tam zwiadowców. To i zwrócił uwagę na zamieszanie wśród kuszników. Jeden z nich coś znalazł i zaczął coś nawoływać po tileańsku. Ściągnęło to porucznika i tłumacza jacy poszli sprawdzić co się stało. Zaś ci zawołali po Ostlandczyka. Gdy ten przyszedł zobaczył najpierw grupkę kilku najbliższych kuszników jacy mieli bliżej od niego i zdołali tam przybyć przed nim. Jak się rozstąpili ujrzał leżące w leśnej ścółce ciało. Jeszcze zanim podszedł bezruch i krew mocno sugerowały, że leżący mężczyzna nieżyje. Jak podszedł jeszcze bliżej to pierwsze wrażenie się potwierdziło.
Mężczyzna za życia raczej mocarzem nie był. Dożył jednak ojcowskiego wieku co widać było na jego porśniętej szczecinie. Twarz miała mocno wyrzeszczone oczy w geście przerażenia i była zachlapana krwią. Nic dziwnego. Człowiek miał właściwie wyrwaną krtań. A raczej cały przód szyki. Na rękach i piersi też miał ślady od jakichś kłów i pazurów. Jakby dorwało go i rozszarpało jakieś dzikie zwierzę.
Ubrany był w podróżny kubrak ale na nim miał wyszyte ośmioramienne, różnobarwne koło gdzie każda z części miała narysowany inny symbol. Nic to Stefanowi nie mówiło. Ale podobny zauważył na powozie.
- Strzelił. Ale już nie zdążył przeładować. To siegnął po nóż. - oznajmił Edgar podnosząc z ziemi jakąś flintę z szeroką lufą. Powąchał lufę i zamek po czym go otworzył. Widocznie były puste chociaż Ostlandczyk musiał mu uwierzyć na słowo bo się na broni palnej w ogóle nie znał. Widział jednak wypuszczony i zakrwawiony nóż niedaleko mężczyzny. Jakby do ostatka próbował się nim bronić z marnym jak jednak widać skutkiem. Tileańczycy jednak dali się teraz rozejrzeć Stefanowi chyba licząc, że odkryje coś jeszcze albo zdecyduje co dalej. Ten mógł stwierdzić, że trup jest martwy od jakiegoś czasu. Może dziś w nocy, może wczoraj ale raczej nie dłużej. Krew już dawno zdążyła zastygnąć ale ciało wciąż wyglądało w miarę świeżo i poza paroma muchami padlinożercy jeszcze nie zdążyli się do niego na porządnie dobrać.
Tobias
Ich niewielka grupka rozproszyła się jeszcze bardziej gdy Alezzia poprosiła ich aby przeszukali okolicę. Najpierw Stefan ruszył w górę strumienia aby pogadać z szefową, Duivel zaczął kręcić się na miejscu i coś kombinować z kamieniami więc na Tobiasa spadło przeszukanie kawałka lasu w najbliższej okolicy. Jeden z Gebirgsjaeger postąpił podobnie tylko dał mu znać, że przeszuka trochę bardziej w bok aby nie przeszkadzali sobie nawzajem.
Myśliwy prawie od razu się zorientował, że po tej stronie brzegu nie ma śladów wozu. Więc przynajmniej z tej strony nie wjechał on do strumienia. Czyli pewnie albo od ostlandzkiej strony albo wjechał w bród tylko jakoś prąd go stopniowo zepchnął tu gdzie go znaleźli dziś rano. Podobnie nie widział śladów końskich kopyt. Właściwie poza tymi świeżymi tropami co zrobili teraz przy brzegu to nie dostrzegał żadnych śladów. Dziewiczy, pierwotny i mroczny las. Jak czasem zerkał w bok na konnego górala jaki przeszukiwał teren trochę dalej to ten też kręcił głową, że nie znalazł nic niezwykłego. Aż w pewnym momencie jednak Tobias trafił na jakieś ślady. Długie. Jakby ktoś biegł. Ciężkie. Jakby to była osoba słusznej masy. Ruszył tym śladem i uszedł spory kawałek. Na tyle, że rzeki już nie widział ale wciąż widział prześwity pomiędzy drzewami oznaczające skraj lasu nad Wolfem. Wtedy dotarł do ciała.
To był rosły mężczyzna. Ubrany w pikowaną brygantynę, kołczan z bełtami u pasa ale kuszy przy nim nie było. W pochwie po drugiej stronie pasa było miejsce na tasak jaki leżał w pobliżu ciała. Przepołowionego ciała. Coś przecięło mężczynę przez brzuch jakby nożyczki krawca przecinały szmacianą lalkę. Obie połówki wyglądały makabrycznie. Jakby mąż w agonii rozpaczliwie próbował się odczołgać zostawiając za sobą krwawy ślad i jelita jakie łączyły go z dolną połową ciała oddaloną o dobre kilka kroków. Tam dopiero zastała go litościwa śmierć. Na oko myśliwego to coś go tak przecięło jednym, solidnym cięciem bez jakichś wcześniejszych prób.
Na piersi brygantyny zabity miał ten sam kolorowy emblemat na jaki Alezzia zwróciła uwagę przy powozie. Musiał już jednak umrzeć dobre kilka lub kilkanaście dzwonów temu. Mimo takiej masy krwi z rozprutych wnętrzności ta zdążyła już zaschnąć. A nad ciałem już krążyły muchy i podobni drobni padlinożercy ale niezbyt wiele. Pewnie więc umarł wczoraj wieczorem, może wczoraj w dzień albo niewiele wcześniej.
Nie był pewien ile tak oglądał to ciało. Wydawało mu się, że dopiero co tu przyszedł gdy zdał sobie sprawę, że nie jest tu sam. Kilkanaście kroków dalej dostrzegł kobietę. Była młoda, piękna i przeszywała go uważnym spojrzeniem. A do tego była w samym gieźle jakby dopiero co wybiegła z sypialni. Albo straciła swoje wierzchnie ubranie. I poza tym giezłem właściwie to chyba nic więcej na sobie nie miała.

https://i.imgur.com/XE0zqW1.jpg
Kobieta przyglądała mu się uważnie. Zerkając też na rozpołowione ciało nad jakim właśnie stał. - Ty nie jesteś od nas. Nie było cię z nami. - rzekła w końcu jakby rozważała całą tą sytuację mrużąc nieco przy tym oczy i brwi. - Ah! No tak! Dopiero tu przybyliście! - brwi podskoczyły jej do góry tym razem w grymasie zrozumienia. - To chodź, musisz nam pomóc. Sami nie damy rady. Za dużo ich. Atak z każdej strony, zbyt mocny, długo się nie utrzymamy. - teraz dla odmiany powiedziała to szybko i wyciągnęła ku myśliwemu swoją smukłą dłoń a drugą wskazała gdzieś za swoje plecy.
Duivel
Gdy tak wędrował wzdłuż kolumny to miał okazję wspomnieć słowa szefowej gdy zapytał ją o rumaka. - To są konie naszego pana i on będzie decydował komu przypadną. Kuce pewnie pójdą dla Gebirgsjaeger a reszta to się zobaczy. - odparła mu bez ogródek chcąc zapewne podkreślić, że ona tylko jest wykonawcą i przedłużeniem woli górskiego markgrafa i kupuje te wszystkie dobra w jego imieniu i za jego pieniądze. Ale te rozważania poszły precz gdy wyszła ta heca z powozem częściowo utopionym w rzece Wolf jaka tutaj miała uroki górskiej bystrzycy. Gdy się grupka zebrana wokół Alezzi mocno rozproszyła to on sam zaczął szukać kamieni aby rzucić nimi w przekrzywiony nurtem powóz i zobaczyć co się stanie.
Kanciasta bryła była odległa może o dziesięć kroków, może trochę więcej. Nie była taka trudna do trafienia. Spory, nieruchomy i niezbyt odległy cel. Nawet jak co któryś kamień przeleciał nad nią albo obok albo nawet wpadł w wodną kipiel to i tak sporo z nich trafiło w pojazd. I poza spodziewanym stukającym odgłosem kamienia uderzającego w drewno właściwie nic się nie stało.
W końcu więc zaczął powoli brodzić w tej bystrzycy. Szybko odkrył, że było trudniej niż w poprzednim tygodniu. Tutaj widocznie już nie było brodu więc woda była głębsza. Sięgała mu najpierw do kostek, potem połowy łydek, kolan, ud aż wreszcie do pasa. Do tego prąd bystrzycy był silny a on trzymając w obu dłoniach łuk i strzałę miał coraz większe trudności z utrzymaniem pionu. Poza tym w końcu aby nie zamoczyć łuku musiał go trzymać ponad głową. Bo gdyby zamoczył cięciwę albo co gorsza stracił równowagę i wpadł do wody to nie był pewien czy cięciwa nie nawilgnie na tyle, że stanie się bezużyteczna póki jej się nie wymieni lub nie wyschnie. Pozbyłby się swojej głównej broni.
Jednak udało mu się dotrzeć w pobliże powozu. Chociaż był zanurzony prawie do pasa i trudno mu się manewrowało. A z bliska doszedł go wilgotny odór śmierci i rozkładu. Jednak poza tym nic więcej się nie stało. Dalej widział zapraszająco otwarte zakratowane drzwi powozu. Były jednak pod kątem i z jego zanurzonej perspektywy dość wysoko. Właściwie nie miał co liczyć, że zwinnie tam sobie po prostu wskoczy. Mógł co najwyżej sięgnąć wolną dłonią za krawędź otworu i się wspiąć. Co oczywiście wykluczało natychmiastowe użycie łuku.

https://i.imgur.com/ouDpknV.jpg
Z bliska widział, ten symbol w jakim ich świetlista dama rozpoznała emblemat Kolegium Magii. Ale też to, że powóz ma sporo śladów walki. Grube krechy przypominały uderzenia jakichś szponów. O całkiem szeroki rozstawie w zestawach po trzy. Albo pojedyncze jak sieknięcie pojedynczym ostrzel czy pazurem. Do tego ślady przypaleń od jakich bił zapach ozonu i włoski stawały na karku i ramionach dęba. Jednak poza szumem bystrzycy jaki z mozołem próbował go przewrócić nic więcej się nie stało.
Gdy obszedł wóz z drugiej strony zorientował się, dlaczego jest tak dziwnie przechylony. Nie miał jednego, przedniego koła. Do tego pojazd chyba zaległ na jakiejś płyciźnie albo głazie jaki go dodatkowo zablokował w tej przechylonej pozycji. Jakby tego było mało ta druga strona w sporej mierze była poczerniała od ognia. W epicentrum blacha jaką obity był wóz łuszczyła się razem z farbą i drewną jak zetlały popiół. Coś nieźle z tej strony przysmażyło ten powóz.
Jednak najgorsze czekało go wewnątrz. Gdy w końcu wspiął się po stopniu i chwytając framugi otwartych drzwi. Od razu w nozdrza uderzył go odór rozkładu i zgnilizny. Widział też od czego. W środku na częściowo zalanej górską wodą podłodze i zamkniętych drzwiach leżał trup. Człowieka. Ale tak spuchnięty i nadęty jakby był dojrzałym topielcem. Aż rysy twarzy były nierozpoznawalne. Do tego brzęczały nad nim muchy i wiły się ich larwy sprawiając, że był to bardzo obrzydliwy widok.
Poza tym jednak wnętrze pierwotnie przypominały podróżne dyliżanse. Może nawet z tej nieco wyższej półki chociaż na pewno nie takie jakie były prywatnymi powozami szlachty. Przynajmniej do momentu jak ten brutalny atak nie zawiódł tego pojazdu tutaj, na środek bystrzycy kilkadziesiąt metrów od brodu łączącego obie prowincje. Oględziny wnętrza przerwał mu głos ze wschodniego brzegu.
- Na drodze są konie! Zarżnięte i spalone! Coś ich dorwało na drodze! - krzyczał jeden z ludzi Kolesnikova jaki widocznie sprawdzał wschodni brzeg. Z przejęciem pokazywał na kierunek z jakiego przyszedł. Dwóch innych mu wtórowało głowami i też wydawali się być podobnie poruszeni.
-
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Tobias wskazał jednemu z Gebirgsjaegerów gestem dłoni w którą stronę się udaje. Po znalezieniu pierwszych śladów, ostrożnie, powoli i metodycznie obserwował ślady na ziemi jak i otoczenie, w tym korony drzew a brak jakikolwiek odgłosów ptaków sprawił że poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. Nic jednak nie przygotowało go na widok jaki miał za chwilę ujrzeć.
Kiedy dostrzegł na ziemi rozdzielonego na pół mężczyznę, groza przeszyła na wskroś Tobiasa. Widział już ludzi rozszarpanych przez drapieżników czy zwierzoludzi. Ale tu nie widział ich śladów. Żadnych śladów! Każda bestia zostawia ślady, ale to…Tobias nie potrafił sobie to wytłumaczyć. Zadarł głowę do góry i zaczął się rozglądać, za czymś co może spaść na człowieka i przeciąć go na pół. Nogi łowcy były jak ze słomy.
Uspokój się ! - krzyknął do siebie w myślach.
Wtedy zobaczył ją. Delikatną, piękną i ubraną tylko w giezło. Jej oczy przeszywały go na wskroś, oczy w których było zaciekawienie, może zdziwienie.
I wtedy uderzyło go wspomnienie swoich martwych rodziców i siostry kiedy przygotowywali ich do pochówku. Siostra Tobiasa okryta była właśnie białym giezłem.
I widok tej kobiety tak ubranej - skojarzyła mu się…ze śmiercią. Czy to jego siostra pojawiła się na chwilę pragnąc go ostrzec? Tego Tobias nie wiedział ale poczuł jak groza ulatuje z jego serca i umysł zaczyna wychodzić z otępienia. Była czysta jakby ubrała świeżo upraną koszulę, żadnych śladów brudu, czy kurzu.
Kiedy usłyszał jej słowa - a był zszokowany jej reakcją na zwłoki, każda niewiasta na taki widok by mdlała albo histerycznie krzyczała - wiedział że musiał ściągnąć Swoich - Albo będę następny - pomyślał spoglądając przelotnie na zwłoki u swoich stóp.- Musi być jakimś magicznym widmem, duchem, istotą nie z krwi ani z kości. Czy jestem na jej łasce? - przeszło mu przez głowę.
Tobias starał się by jego głos był jak najbardziej opanowany .
- Panienko, jesteś cała? Skąd przychodzisz? Kim są Twoi ludzi i przeciwko komu potrzebujesz pomocy?
Mówiąc to łowca powoli zrobił krok do tyłu, potem drugi, lekko napinając łuk, kierując go delikatnie w górę. Nie chciał wyglądać złowrogo, jego postawa była obronna, był jednak gotowy w razie czego strzelić chociaż raz.
- Jak zauważyłaś nie jestem tu sam , jest nas więcej, i pomożemy Tobie i Twoim ludziom. Z kim Twoi ludzie walczą? - Zawezwę swoich towarzyszy, są niedaleko.
Pomocy! - krzyknął Tobias ile ma sił w płucach. - Mam tu ocalałą!
Kobieta nagle rzekła miękkim, jednak nie znoszącym sprzeciwu głosem.
- Wiem, że są ale ty jesteś najbliżej. Chodź ze mną, nie mamy czasu. Reszta i tak zaraz się tu zleci. Musimy pokonać tego heretyka co przyzwał to plugastwo. W niego będziesz mógł sobie postrzelać. - cmoknęła z rozczarowania czy niezadowolenia widząc reakcję Tobiasa. W głosie dało się wyczuć ponaglenie gdy ponownie wskazała dłonią gdzieś za siebie mniej więcej w tamtą stronę co poprzednio. - Mocno mnie osłabił ten atak i sama mam ograniczone możliwości bezpośredniego wsparcia i walki. Jak widzisz nawet porządnego ubrania nie mogę sobie wyczarować i muszę biegać w tym o. - dodała jeszcze tonem wyjaśnienia i z irytacją wskazała na swój zdekompletowany strój. W czymś takim kobiety zwykle chodziły spać i raczej tylko mąż mógł ich oglądać w takim stanie. Może poza ladacznicami w zamtuzach. Więc jeśli którejś zależało na opinii i szacunku raczej nie powinna dać się obcym oglądać w takim skąpym stroju. Nawet jeśli tak jak nieznajoma nie musiała się wstydzić swojej figury. Zapewne stąd mogła brać się jej irytacja na ten niepełny strój.
- Rozumiem pośpiech młoda damo, ale to zajmie naprawdę tylko chwilę, będą tu żołnierze i doświadczona - Tobias tu starał się nadać Swojemu głosowi mocną barwę - Czarodziejka. Już słyszę jak nadbiegają.
Tobias nie powstrzymał się by nie odwrócić na krótką chwilę głowę w kierunku, z którego przybył.
Kobieta westchnęła trochę jakby z żalu albo rozczarowania. Jak Tobias się odwrócił od niej aby spojrzeć za siebie ujrzał ten sam ponury, zamglony las przez jaki tu przyszedł. Gdzieś jaśniejsze przesieki tam gdzie las się kończył nad górską bystrzycą. Ale nikogo ze swoich. Albo go nie usłyszeli albo jeszcze nikt nie zdążył go odnaleźć. Wtedy usłyszał jak kobieta coś mówi. Krótko, jak jedno słowo w obcym języku. Jak się do niej odwrócił zdążył jeszcze ujrzeć jak tupie bosą stopą w grunt. Nie zdążył nic pomyśleć czy zrobić gdy ujrzał jakby na moment ziemia się poruszyła niczym woda po wrzuceniu kamienia. I zaraz go ta fala objęła. Nie zdążył uskoczyć tylko stracił równowagę i wiedział, że zaraz upadnie.
Panikował, był sam na sam z jakąś czarownicą, która użyła Swoich diabelskich mocy przeciwko Tobiasowi. Leciał w dół, jakby w zwolnionym tempie, rozpaczliwie próbując nie upuścić łuku, jak i strzały w chwili gdy uderzy o ziemię. Dziękował Taalowi gdy mu się to udało. Obserwował bacznie czarownicę jednocześnie próbując wstać. - Nie poskąp mi Taalu swojego błogosławieństwa - modlił się w duchu Tobias.
- A szkoda. Dorodny jesteś. Mogliśmy się zaprzyjaźnić. - powiedziała kobieta cmokając z ironią na widok wysiłków myśliwego. Temu udało się nie wypuścić swojej głównej broni i strzały ale potrzebował chwili aby się podnieść na równe nogi. Zdołał powstać na kolana gdy ona znów coś krótko powiedziała. Ujrzał jak wokół niego zaczynają wić się jakieś macki i zaraz go oplotły. Wżynały mu się w ramiona, nogi, korpus zaciskając się coraz bardziej i mocniej. Zaczął tracić oddech i czuć prawdziwy ból jakby ktoś zaciskał na nim prawdziwe postronki.
Tobias zaciskał zęby z bólu jednocześnie próbując nabrać jak najwięcej powietrza w płuca, łuk i strzała wypadły mu z dłoni, ale jakąś resztką siły woli prawą dłonią zdołał chwycić za rękojeść sztyletu i wydobył go, jednocześnie próbując rozerwać ściskające się magicznym rozkazem pnącza. Bez rezultatu, jedyna nadzieją w ostrzu, które zbliżało się do pnącza oplatającego jego prawe ramię, ciął mocno, czuł jak ramię uwalnia się i ciął szybko pnącze wokół lewego ramienia, tułowia i nóg. Nie ciął głęboko, ale jednocześnie napierał nogami i w końcu - jakimś cudem wyswobodził się. Uskoczył w tył o mały włos nie potykając się. Odwrócił się i zaczął biec co sił w kierunku Swoich towarzyszy, wołając przy tym - To czarownica! Uwaga!
-
Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas : 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)- Na drodze są konie! Zarżnięte i spalone! Coś ich dorwało na drodze! - krzyczał jeden z ludzi Kolesnikova jaki widocznie sprawdzał wschodni brzeg. Z przejęciem pokazywał na kierunek z jakiego przyszedł. Dwóch innych mu wtórowało głowami i też wydawali się być podobnie poruszeni.
Duivel był dość blisko, także od razu rozpoznał wojaków. Przynajmniej, że podlegali Stefanowi, zdradził ich ubiór, bo twarzy jednak nie widział aż tak dobrze. W każdym razie sam zaraz krzyknął do Alezzi
- Jeden trup w powozie!! Zabity a teraz już topielec i wylęgarnia much!! Wóz mocno przypalony, aż stal się łuszczy!! Zapach ozonu!! Ślady trzypalczastej bestii!!! - krzyczał szybko, ale zrozumiale. Chciał dać magini pełen obraz tego co zastał, w końcu sama prosiła żeby wołać.
Popatrzył jeszcze raz do środka wozu. Paskudztwa jakie tam się działy, porządnie odstraszały przed wejściem do środka. Elf jednak wziął się w garść, powstrzymał dość łatwo odruch wymiotny i był gotowy do wejścia. Łuk ułożył na powozie, jedną strzałę trzymał w ręku aby użyć jej jako pogrzebacz. Nagle jednak usłyszał kolejny krzyk
- u a aaa, oo aaa iii aaaaaa - nie wyłapał o co może chodzić dokładnie, ale na pewno brzmiało niepokojąco.
Wyłapał kierunek z którego dochodziło wołanie pełne przerażenia. Z jednej strony chciał dokończyć przerwane oględziny, ale z drugiej wołanie jakby o pomoc może uratować go przed ewentualnymi chorobami, które mógł złapać w środku karety, a oczywistym jest co jest ważniejsze. Kogoś innego wyśle się później do środka. Natychmiastowo wyskoczył na przewróconą karetę, wziął łuk i skoczył daleko do wody. Ledwo ustał ten skok, jednak wypatrzył dobrze miejsce gdzie było ciut płycej. Znał już drogę, bo tą samą szedł w przeciwnym kierunku, nie upłynęło też tak dużo czasu, żeby inne kamienie stały się śliskie. Niestety poziom wody ponad kolana utrudniał szybką akcję ratunkową... albo ucieczkę. W końcu gdy dotarł na brzeg, szybko spytał Alezzi
- Masz jakiś pomysł, jak z tym czymś walczyć? Kolegium magii zaatakowane chyba magicznym ogniem, bestie czy wilkołaki... wypowiedział parę haseł jako podsumowanie przemyśleń. Tych póki co nie miał zbyt wiele.
Za to miał mnóstwo pytań. Kto kogo zaatakował? Czy starły się dwie grupy magów? Czemu Ci z karety nie bronili się magią? Czy była tam bestia, czy ktoś się zmienił w bestię? Jeśli się zmienił to magią, czy po prostu wilkołak? Kto przysmarzył wóz? Czemu tylu ludzi w okół nie żyje?
Duivel już zaczął widzieć sylwetkę mężczyzny, który uciekał przed czarownicą. Łuk, który wciąż trzymał nad głową, przełożył w pozycję strzelecką i wypatrywał owej 'czarownicy'. Nie myśląć, wykrzyczał jeszcze
- Dołącz do nas w walce z Chaosem!!!
-
Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas : 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)-Jawohl ! Fräulein von Falkenhorst!- odpowiedział Stefan słysząc rozkazy ich dowódcy, starał się utrzymać przy tym kamienny wyraz twarzy, choć rozkazy najdelikatniej mówiąc nie przypadły mu do gustu. Mniejsza o to, że Petra była zła na posłańca za to, że przyniósł złe dla niej wieści. Od czasu starcia ze zwierzoludźmi na bagnach i porzucenia tam ich zaginionych towarzyszy broni niespecjalnie zależało mu na jej opinii o nim. O wiele bardziej martwiło go to, czemu dostał do pomocy samych strzelców i to jeszcze nieznających języka.
O wiele lepiej byłoby strzelców pozostawić przy wozach razem z halabardnikami, mieliby wtedy możliwość bronić wozów zarówno ogniem z kusz, jak i w walce wręcz. Nie mówiąc już o tym, że najlepszym działaniem byłoby wydzielić mu po kilku żołnierzy z każdego oddziału, aby zarówno przeszukujący las, jak i karawana mogłaby odpowiadać na każde zagrożenie.
Pomimo tych przemyśleń nauczył się szybko, kiedy można mieć wpływ na głupie rozkazy, a kiedy trzeba je po prostu wykonać… .
Dlatego szybko zasalutował Petrze i dowódcom oddziałów, po czym ruszył z dowódcą kuszników i jego ludźmi uśmiechając się do niego szczerze(w końcu porucznik nie był niczemu winien), słysząc jego słowa i odpowiadając
-Jawohl, Leutnant FerroZdążyli ledwo wejść pomiędzy drzewa, a las przywitał ich pierwszym, i jak Stefan miał nadzieję, jedynym makabrycznym znaleziskiem. Stefan przyjrzał się przez chwilę leżącemu przed nimi martwemu mężczyźnie, po czym odwrócił się na pięcie i zakrzyczał głośno w kierunku karawany:
- UWAGA! Znaleźliśmy rozszarpane zwłoki! - Po tym drobnym ogłoszeniu parafialnym powrócił do ciała zaczynając swoje amatorskie oględziny, założył na ręce skórzane rękawiczki i wydobył z pochwy swój myśliwski nóż, którym pomagał sobie przy badaniu, aby jak najbardziej ograniczyć swój kontakt z ciałem zmarłego.
- Co Cię tak załatwiło biedaku? - pomyślał sam do siebie oglądając zwłoki i słuchając słów Edgardo na tematy ostatniego boju zabitego.Stefan skinął mu głową zgadzając się z jego ustaleniami, po czym odpowiedział:
-Wygląda to jakby go jakiś wilk rozszarpał…a przynajmniej coś przypominające wilka, Panna di Lucci mówiła o złych mocach, więc nie liczyłbym na to, że rozszarpał go zwykły wilk. Proszę rozejrzyjcie się po drzewach dookoła, któreś z nich powinny być posiekane po tym jak strzelił z garłacza, jak je znajdziemy to będziemy wiedzieć, z którego kierunku najprawdopodobniej nadszedł napastnik i łatwiej będzie podjąć trop.Przeszukał zmarłego, ale nie znalazł niczego nadzwyczajnego, więc skupił się na odnalezieniu tropu napastnika. Po chwili znalazł ślady i powoli podążył za nimi razem z Azurem, którego starał się nakłonić do podjęcia tropu morderczego stwora. Szło mu opornie, bo jego wierny towarzysz był porządnie zdenerwowany widokiem rozszarpanego ciała, a przede wszystkim, jak sądził Jeager, zapachem napastnika, który nie miał wiele wspólnego ze zwykłym wilkiem czy innym psem. Po paru metrach dotarli do drzewa, które właśnie oglądał porucznik Ferro przyglądający się z jednym ze swoich ludzi Sladom, które Jeager poprosił, aby znaleźli. Stefan uśmiechnął się do nich pokazując im ślady na ziemi i podążył za nimi jeszcze kilka metrów, ale z każdym krokiem odnajdywanie kolejnych śladów przychodziło mu z większym trudem, aż zatrzymał się sfrustrowany nie wiedząc, gdzie napastnik poszedł dalej. W końcu przykląkł przy Azurze i zaczął go głaskać i uspokajać:
-No dalej Azur, znajdź go dla mnie, proszę - pogłaskał psa po łbie i podał mu z małego woreczka przy pasie kawałek suszonego mięsa mały zapasik będący żelazną racją myśliwego.
Pies w końcu trochę się uspokoił i zaczął szukać zapachu stwora i po chwili, z ociąganiem, poprowadził go naprzód.
Powinno udać się nam pójść za tym stworem, Panie poruczn… - Jeager przerwał w pół zdania, słysząc z lasu krzyk... Krzyk Tobiasa!
-Słyszycie to? Tobias krzyczy! - Stefan nie był w stanie zrozumieć, co ten woła, ale musiał założyć najgorsze.
-Mógł wpaść w tarapaty! Za mną! - Stefan Jeager ruszył biegiem w gęstwinę, kierując się najlepiej jak potrafił w kierunku z którego słyszał wołającego towarzysza, szykując swój łuk do walki. -
Oryginalny tytuł: Tura 17 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Wszyscy
Odkąd jeden z konnych Gebirgsjaeger przywiózł szefowej wieści o jakimś powozie wystającym z potoku trochę poniżej brodu to kolejne wydarzenia tylko przyspieszały a atmosfera gęstniała. Z początku wydawało się, że to ciekawostka, może nieco tajemnicza no ale nic co by wpływało na przeprawę przez bród i dalszy marsz ku Lenkster co było ich głównym zadaniem. Jednak kolejne spływające wieści sprawiały, że ta tajemnica robiła się coraz mroczniejsza i bardziej niepokojąca.
Szefowa chociaż niechętnie to zgodziła się z sugestią Stefana aby chociaż chwilowo wstrzymać przeprawę. W efekcie tego na zachodnim pasie wyjeżdżonej i wydeptanej przez las ziemi stopniowo utworzył się korek z furmanek, wozów, stad zwierząt i ludzi jacy im towarzyszyli. Wszyscy tam zapewne zastanawiali się czemu stoją zamiast się przeprawiać i ruszać dalej.
Na razie jednak przeprawili się tylko Hochlandczycy Kolesnikova. A potem Greta jak ją Petra posłała z nowymi rozkazami gdy rozmówiła się ze Stefanem. Bo ten zanim wrócił od Alezzi i reszty to właśnie kolesnikovcy w większości byli już na drugim brzegu. Więc zapewne szefowa nie chciała ich ściągać z powrotem na zachodni brzeg. Jak zostawiła sobie swoje dwa oryginalne oddziały z jakimi wyruszyła z Lenkster do ochrony głównych sił karawany to właściwie tylko tileańscy kusznicy Ferro mogli wziąć udział w obławie. Nadal jednak nie wyglądało to na coś co by było w stanie zagrozić tak licznej karawanie jaką eskortowało łącznie ponad pół setki zbrojnych. Aż zaczęto znajdować ciała. Ciała załogi porzuconego powozu sądząc po emblematach na ubraniach. Zaczęły się jakieś krzyki z głębi lasu co pogłebiło tylko niepokój. Wreszcie do Alezzi przybiegł zdyszany i przestraszony Tobias jaki początkowo nie mógł wydusić z siebie słowa. I wszystko wydawało się pędzić coraz prędzej a atmosfera gęstnieć.
Duivel nie był pewien czy ludzie Kolesnikova co stali na wschodnim brzegu Wolf, coś zrozumieli z jego krzyków. Popatrzyli po nim, po sobie, pokiwali głowami i tyle. Może tak na znak, ze rozumieją albo tak ogólnie. Potem usłyszał okrzyk gdzieś z głębi lasu po zachodniej stronie. Sądząc po tym jak Alezzia odwróciła konia w tamtą stronę ona też. Tylko przez szum bystrzycy jaka opływała okoliczne kamienie i powóz na jakim siedział niewiele zrozumiał. Ot, że jakiś męski głos coś tam krzyczy z głębi lasu.
Więc postanowił się tam udać. Jak ponownie zeskoczył w wodne odmęty znów zderzył się z lodowatą falą jaka usiłowała go przewrócić i porwać ze sobą. Zaś zimno przeniknęło go do cna. Woda sięgała mu do połowy brzucha więc czuł jej napór i musiał uważać gdzie stawia stopy bo niewiele trzeba było aby stracić równowagę. Zwłaszcza jak przez te spienione wody nie widać było dna. Dopiero gdy wydostał się na płytszą wodę było lżej. Cały ociekał wodą i miał mokre ubranie. Spodnie i buty całkowicie, górę zaś gdzieś do połowy. Czuł jak zimno zaczyna nim telepać. Jak zostanie w tym mokrym ubraniu to była dobra droga aby się rozchorować. Rozsądek podpowiadał aby zmienić je na suche jak najszybciej. Ale chwilowo co innego przykuło jego uwagę. Ledwo zapytał o zdanie konnej magini gdy z lasu dostrzegli nadbiegającą sylwetkę. A w ten las nie na darmo nazywano Lasem Cieni. Był mroczny i czesto zamglony co nie ułatwiało przenikanie go wzrokiem. W tym miejscu w pełni potwierdzał swoją złowróżbną renomę bo biegacza dostrzegli gdy był ze dwa tuziny kroków od nich. Po ubraniu dało się rozpoznać Tobiasa. Przybiegł do nich ale był tak zdyszany, że musiał chwilę przystanąć aby złapać oddech.
- Co się stało Tobiasie? - zapytała Alezzia widząc go w takim stanie. Zwłaszcza to, że przybiegł z nożem w dłoni rzucało się w oczy. Za to nigdzie nie było widać jego łuku. Dopiero jak ochłonął z pierwszej zadyszki mógł zacząć mówić co mu się przytrafiło. O przeciętym na pół trupie i nieznajomej jaka próbowała go pochwycić magicznymi sztuczkami. Sam zaś zorientował się, że Stefan to widocznie jeszcze nie wrócił od szefowej za to Duivel wygląda jakby przeprawiał się przez rzekę. Tylko nie po brodzie bo tam woda była płytsza. Za to słyszeli jakieś ujadanie psa z głębi lasu. I ludzkie okrzyki.
Stefan zaś z początku jak usłyszał okrzyki Tobiasa to co prawda nie zrozumiał co on tam krzyczał ale brzmiało alarmująco.
- Stój! Poczekaj! - krzyknął za nim Ferro ale nie ruszył za nim biegiem. Słyszał jeszcze za swoimi plecami jakieś krzyki i nawoływania po tileańsku ale stopniowo się oddalały. Biegł sam. Za Azurem. Jego zresztą też szybko stracił z oczu bo dwunóg nie mógł się równać pod względem szybkości z czworonogiem. Szybko więc dosłownie biegł sam. Sam przez ten mroczny i obcy las. Na przełaj przez korzenie i krzaki, mijając porośniętę wiekowym mchem pnie. Biegnąc już na słuch, za swoim psem jakiego stracił z oczu. Tobiasa więcej nie słyszał. O kusznikach nic nie wiedział.
Przynajmniej bieg nie trwał jakoś przesadnie długo. Bo zbliżali się do psiego ujadania. A w końcu dojrzeli zjeżonego Azura jaki bez przerwy ujadał. Stał nad jakimś przeciętym na pół trupem. Sądząc po emblematach kogoś z załogi wozu. Tylko został przecięty jednym cięciem na pół a potem w agonii górna połowa odczołgała się kilka kroków dalej wlokąc za sobą swoje wybebeszone trzewia i zostawiając makabryczny, krwawy szlak. Ferro dotarł na miejsce trochę później.
- No jesteś. To jest las a nie plac apelowy i w tyralierze jesteśmy, myślisz, że to tak łatwo manewrować oddziałem jak się nie widzi połowy z nich? - zaczął z wyrzutem do Ostlandczyka. Widocznie skoncentrował swój oddział zanim ruszył śladem ujadania i Stefana bo chyba większość kuszników przyszła z nim. Wtedy jednak dostrzegli to zmasakrowane ciało i zamilkli. Większość z nich była weteranami wielu wojen i ta miała być tylko kolejną w ich wojennej karierze ale chyba takich widoków nie widzieli na co dzień bo przycichli i instynktownie zaczęli szeptać między sobą. Dla odmiany Azur dalej powarkiwał i poszczekiwał. Znalazł coś w warstwie odwiecznie zalegających na dnie lasu liści. Okazało się, że to łuk. Przecięty na pół. A przecież takiej tyczki nie było aż tak łatwo przeciąć.
Ujadanie psa zwolniło rytm jakby pies się zatrzymał. Zaś Alezzia poprosiła Tobiasa aby ten zaprowadził ich na miejsce spotkania z ową czarownicą. Łucznik jako tropiciel nie miał żadnych trudności aby wrócić po własnych, świeżych śladach na miejsce zdarzenia. Zresztą szybko się okazało, że to stamtąd dochodzi ujadanie psa. I szybko się okazało, że Stefan i kusznicy Ferro są już na miejscu. Teraz wszyscy mogli ujrzeć to rozczłonkowane ciało jakie pierwszy znalazł Tobias. Od Ferro dowiedzieli się, że oni też znaleźli ciało chyba woźnicy. Ale było zagryzione i rozszarpane a nie przecięte. Jednak owej tajemniczej nieznajomej o jakiej mówił Walder nie było ani śladu. Ten za to znalazł swój łuk rozcięty na pół. W takim stanie był do wyrzucenia.
Ludzie zebrani do kupy zaczeli mówić przez siebie nawzajem i nerwowo rozglądać się po tych mrocznych gałęziach i pniach w jakich tonęli. Tak ich znalazła Greta jaka przyjechała na swoim kucu.
- Szefowa pyta co tu się dzieje. - przekazała zapytanie od szefowej. Na co kusznicy wksazali jej rozczłonkowane ciało. Góralka przyjrzała mu się z siodła i pokiwała głową.
- Ludzie Kolesnikowa znaleźli na wschodnim brzegu truchła koni. Widziałam je. Okropnie wyglądają. Spalone i wybebeszone. Chyba tam się zaczęła walka. Tylko nie wiadomo jak powóz znalazł się w rzece. A ten bok od wschodniej strony ma spalony. - przekazała im wieści od hochlandzkich banitów jacy wcześniej przeprawili się na drugi brzeg. Bo mieli stanowić zabezpieczenie przeprawy a gdy Stefan przyniósł wieści od Alezzi to Petra kazała im jeszcze przeszukać okolicę po tamtej stronie Wolf. Wieści od Grety tylko podgrzały atmosferę. Magister powiedziała coś po tileańsku do Ferro. Ten przystąpił do dzieła zaprowadzania porządku. Udało się i tileańscy weterani szybko umilkli i rozdzielili się na mniejsze grupki. Imperialni nie znali ich języka ale dało się poznać, że porucznik kazał im obstawić miejsce znaleziska i mieć baczenie na okolicę.
- Dziękuje poruczniku. W tym zgiełku nie dało się rozmawiać. - magister podziękowała swojemu krajanowi za co ten oddał jej elegancki salut. Atmosfera jednak nadal była ciężka. Wszyscy obserwowali jak Alezzia zeskakuje z konia i pochyliła się nad rozczłonkowanym ciałem. Przymknęła oczy, wodziła dłonią nad górną połówką zabitego i wyglądało to bardzo tajemniczo i magicznie. W końcu wstała i rozejrzała się po tym krwawym pobojowisku. Zaczęła po nim chodzić wodząc po drzewach i ziemi uważnym spojrzeniem. Przez co wyglądało jakby szukała coś co zgubiła. Jednak nikt nie kwapił się do niej przemówić zdając sobie sprawę, że to pewnie jakaś złowroga i tajemnicza magia z jaką zwykli ludzie raczej woleli nie mieć do czynienia.
- Ah. Tu cię usidliła. Tak. Jeszcze da się wyczuć. - powiedziała w końcu zwracając się do Tobiasa. Ten nie był pewien bo chociaż było to niedawno temu to jednak masa ludzi zdeptała już to miejsce a i wtedy sama nieznajoma bardziej przykuwała jego uwagę niż te przypadkowe drzewa wokół. Chyba tu. Mogło być tu. Albo gdzieś tu. Nie był już tego taki pewien. W końcu magister chyba zbadała co chciała bo wróciła do swojego wierzchowca i wsiadłą na niego. Po czym rozejrzała się po wpatrzonych w nią twarzach prawie wyłącznie mężczyzn.
- Mamy do czynienia z plugawą magią i plugawymi istotami. Musiały zaatakować powóz z Kolegium Magii i dokonać tej masakry. Ta kobieta jaką spotkał Tobias zapewne należy do tych plugawych sił. Wyczułam w tym miejscu ślad po tej plugawej magii. Ale skoro tu wciąż jest to być może sprawa wciąż jest w toku. Być może wciąż ktoś z tego powozu żyje i stawia opór. Inaczej myślę, że te stwory już by się stąd zabrały. Dlatego jesteśmy w molarnym obowiązku aby pomóc naszym sojusznikom w walce z Odwiecznym Wrogiem. - magister przemawiała krótko. Ale mówiła mocnym i dostojnym głosem wodząc po kolei po zebranych twarzach. I tych bliższych i tych dalszych należących do kuszników co nie rozumieli reikspiel ale czuli, że chodzi o coś ważnego. Wpatrywali się to w nią to w swojego oficera i tłumacza czekając aż im wyjaśnią o co chodzi. Następnie magister podjechała do Grety, nachyliła się ku niej i coś jej zaczęła tłumaczyć cicho i szybko. Góralka kiwała głową a gdy skończyły rozmawiać dała w bok swojego kuca i zawróciła w kierunku rzeki. Zaś uczona podjechała do Ferro i z nim zaczęła rozmowę po tileańsku. Tym razem była bardziej dwustronna bo i oficer o coś pytał albo odpowiadał. Gdy skończyli jasnowłosa zwróciła się do Stefana.
- Widzę, że twój pies czuje trop. Myślę, że może nas zaprowadzić ku interesującej scenie. Ale wątpie aby była to pokojowa scena. Dlatego musimy mieć oczy i uszy otwarte, głowy na karku i zimną krew w żyłach. Bo gdy tam pójdziemy prawie na pewno nie obędzie się bez walki. - właściwie zaczęła mówić do Stefana ale szybko przemówiła też do pozostałych aby zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Znów twarze zaczęły się rozglądać po otaczającym ich ponurym i mrocznym lesie nie na darmo zwanym Lasem Cieni, i słynącym z różnorodnego plugastwa jakie się lęgło w ponurych matecznikach a będące wrogiem wszelkich objawów cywilizacji i porządku.

-
Dla Tobiasa czas jakby stanął w miejscu, każda chwila trwała wieczność. Kiedy uciekał, każda gałąź o którą się otarł, zdawała się go chwytać - co przyprawiało zwiadowcę o apopleksję. Wreszcie dostrzegł ludzi z oddziału i w głowię pojawiła się radosna myśl
- Ocaleję!, Taalu, dziękuję że usłyszałeś moje wołanie.
Zauważył czarodziejkę i zwrócił się ku niej.
...ownica. wydyszał próbując złapać oddech, jednocześnie wskazując kierunek z którego przybiegł.- Spokojnie Herr Walder, odetchnij, i powiedz powoli co się stało. Głos czarodziejki uspokoił Tobiasa który dopiero może po dziesięciu uderzeniach serca był wstanie złożyć sensowne zdanie. W międzyczasie podwinął rękawy ukazując Alezzi czerwone pręgi na przedramionach zostawione przez żywe pęta.
Opisał kobietę - czarownicę - najdokładniej jak się dało, powtarzał z pamięci słowa które do niego kierowała i gesty jakie wykonywała. Opisał również zwłoki jakie zastał przy niej, jak również swoje uwagi i wątpliwości co do tego kto mógł tego dokonać. A czarodziejka słuchała, a brwi coraz bardziej ściągały się wraz z każdym słowem Tobiasa.
- Prowadź - rzekła w końcu.
Tobias prowadził ich w kierunku z którego dochodziło ujadanie psa należącego do Stefana i Tobias przestraszył się że mogą zostać zaatakowani przez czarodziejkę więc przyspieszył kroku. W końcu dotarli na miejsce i zwiadowca podszedł do Stefana jednocześnie spoglądając w miejsce gdzie ów patrzył. Na ziemi - w miejscu gdzie schwytały go żywe pnącza leżał jego łuk. Przecięty równie gładko jak ciało tego tu nieszczęśnika. Tobias przeklął w duchu, choć nie była to wysoka cena za ujście z życiem. Mało kto przeżył spotkanie z czarownikiem Chaosu i żyje by o tym opowiadać.
Usłyszeli wszyscy jak podjechała Greta i Tobias opowiedział wszystko jeszcze raz. Gdzie on stał gdzie czarownica i mniej więcej kierunek który ona wskazywała.
Gdy już padły wieści zza brodu, doszło do Tobiasa że równie dobrze mogą być otoczeni i obserwowani nawet w tej chwili. Spojrzał na psa który wpatrywał się w jakiś punkt.
Pani - spojrzał na Gretę. - Nie powinniśmy się rozdzielać, musimy scalić nasze siły, przeprawić się jak najszybciej przez rzekę i udać się z powrotem do Lenkster. Zgaduję oczywiście co tutaj się stało, ale myślę że zwiadowcy - grasanci Chaosu - odbili jednego - czy jedną ze Swoich. Towarzyszą im ogromne bestie przypominające psy, ale niewiele mniejsze od Pani kuca, o pazurach długich jak sztylety i równie ostrych. Widziałem je na własne oczy niedaleko Smallhof w Ostlandzie - skąd pochodzę. To było dzień przed tym jak wróg spalił moją osadę do gołej ziemi.
Jeżeli się rozdzielimy - przepadniemy. Skończył Tobias a jego ostatnie słowa zawisły złowróżbnie wśród żołnierzy. -
Oryginalny tytuł: Tura 18 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Wszyscy

https://i.imgur.com/EDuxQI0.jpg
Otaczająca ich sceneria nie należała do przyjemnych. Ale w Lesie Cieni to była norma. Te mroczne dno zamglonego lasu jednak budziło naturalny niepokój a w umysłach rozkwitały różne imaginacje tego co może kryć się za tymi drzewami i w tej mgle. Zwłaszcza jak teraz mieli namacalne ślady brutalnej napaści a jeszcze gdzieś tu w okolicy miała krążyć jakaś czarownica jaka o mało nie pochwyciła jednego z nich.
- Ja jestem tylko kurierem. Ale przekażę twoje słowa szefowej. - odparła Greta zerkając z siodła w dół na Tobiasa jaki stanął przy jej kucu. Do rozmowy wtrąciła się świetlista milady i rozmawiała z pozycji znacznie okazalszego wierzchowca niż góralka.
- Nie wyciągajmy zbyt pochopnych wniosków Tobiasie. Jeśli by była ich cała masa już by nas zaatakowali i zapewne nie byłoby im łatwo ukryć się przed nami. Więc albo nie ma ich zbyt wielu albo została jakaś ich końcówka. - tileańska magister chyba chciała iść na przekór słowom myśliwego aby uspokoić imperialnych. Bo jej krajanie stali trochę dalej a i tak większość z nich niewiele mówiła w reikspiel. Zaś Greta dała w bok kucowi i ruszyła z powrotem w stronę drogi gdzie stała cała karawana. Nawet przez ścianę tego mrocznego lasu było słychać wytłumione ale jednak porykiwania zwierząt i bliżej niezidentyfikowane odgłosy. Zwłaszcza jak ktoś miał ucho zawodowego rangera na co dzień penetrującego leśną głuszą i podchodzącego dziką zdobycz. Jednak wiele głów odprowadzało odjeżdżającą na kucu dziewczynę dość tęsknym spojrzeniem.
- Mamy robotę do zrobienia. Musimy sprawdzić czy ktoś nie przeżył. A jeśli to faktycznie przewożono jakiegoś czarownika to go schwytać lub zlikwidować. Stefan, niech twój pies złapie trop i nas prowadzi. A wy miejsce oczy i uszy otwarte. Zapewne czeka nas starcie więc bądźcie gotowi. - zakomunikowała im świetlista dama i wydawała się być zdeterminowana aby rozwikłać tą zagadkę. Potem przeszła na tileański rozmawiając z oficerem kuszników. Ten kiwał głową i po chwili zaczął coś pokrzykiwać do swoich ludzi. Ci wrócili z kordonu ochraniającego to miejsce grupując się pośrodku a następnie z mozołem ale wytrwałością napięli swoje ciężkie kusze. Po czym porucznik Ferro podzielił ich na czwórki gdzie jedna szła przed, druga za konną rodaczką a trzecia ją flankowała. Stefanowi z racji na “obsługę” Azura przypadła rola na czele a Tobias sam mógł znaleźć sobie miejsce w tym szyku.
Pies Stefana jednak tak łatwo nie mógł znaleźć tropu. Kręcił się po całej tej scenerii, węszył, czasem gardłowo powarkiwał ale coś nie mógł znaleźć śladu. Kusznicy zaczęli szemrać między sobą i nawet któryś coś powiedział albo zapytał chyba do swojego dowódcy ale wtedy pies zaszczekał dwa razy i ruszył do przodu. Widać było, że złapał jakiś trop.
- Oby nas nie pognał za jakimś apetycznym zającem. - mruknął żartobliwie Ferro ale dał znak aby cała wycieczka ruszyła w ślad za czworonogiem i jego właścicielem.
Szli powoli. Kusznicy celowali ze swojej ciężkiej broni w mijane drzewa i mgłę. Mieli o tyle łatwiej, że mogli cały czas mieć ją gotową do strzału póki nie zwolnią mechanizmu napinającego. W przeciwieństwie do łuczników. Ci mogli zmagać się z napięciem łuczyska tylko krótką chwilę. W takich sytuacjach jak ta aby iść swobodnie mogli co najwyzej dzierżyć łuk w jednej dłoni a strzałę w drugiej. Lub po prostu w razie potrzeby sięgnąć po nią do kołczanu. Inaczej to wyglądało gdy chodziło o szybkostrzelność. Owszem Tileańczycy mogli posłać swojego bełta prawie natychmiast gdy uznali to za stosowne. Ale ponowne napięcie ich potężnej broni było dość długotrwałym procesem. Zwłaszcza w dynamicznej sytuacji. Tutaj ta broń nie mogła równać się zszybkostrzelnością łuku. Łucznik gdy mu zależało na szybkim ostrzale mógł wypuścić ze dwie czy trzy strzały zanim kusznik by przeładował swoją ciężką kuszę. Dlatego kusze były popularne we wszelkich fortyfikacjach obronnych gdzie nie groziło im choćby bezpośredni atak piechoty czy jazdy. Teraz jednak nie było co wybrzydzać i z czterech oddziałów jakimi dysponowała szefowa tylko kusznicy byli w miarę wolni aby ich posłać do pomocniczego zadania.
W pewnym momencie od tyłu doszły ich jakieś tileańskie słowa jakie zwróciły uwagę nie tylko Alezzii. Jak się odwrócili okazało się dotarł do nich Duivel i kilku mieczników. Elf już przebrany w suche rzeczy. Chyba wszystkim ulżyło, że to żaden wróg tylko sojusznicy z karawany.
Duivel zaś czując jak oblepia go lodowate ubranie jako po zetknięciu z wodą z bystrzycy zmieniło się w krepujące ruchy i wysysające siły mokre szmaty nie czekał aż Tobias opowie do końca swoją relację co mu się przydarzyło w głębi lasu tylko udał się w górę potoku w stronę brodu. Tam spotkał Gretę jaka jechała w przeciwną stronę, zapytała co się tam dzieje ale jechała dalej więc stracił ją z oczu. Gdy dotarł do brodu widział jak obserwuje go szefowa z wysokości swojego siodła, podobnie jak Meister i jego halabardnicy jakich mijał. Petra też zapytała co się dzieje w głębi lasu ale widząc, że jest cały przemoczony kazała mu wrócić jak się przebierze. Więc poszedł się przebrać. Musiał odnaleźć furmankę na jakiej większość piechociarzy wrzuciła swoje codzienne bety aby się nie obciążać w marszu a tam wyszperać swój plecak. Potem ruszył w nim gdzieś między krzaki i drzewa aby nie gorszyć postronnych swoją golizną bo nie wypadało. A gdyby trafił się ktoś bardziej pruderyjny niż większość mógłby nawet zrobić z tego jakąś aferę. Gdy się przebrał zrobiło mu się o wiele cieplej i przyjemniej. Tylko buty miał nadal mokre bo mało kto nosił zapasową parę. Mógł znów wrzucić plecak na furmankę i wrócić na czoło stojącej, bęczącej, rozmawiającej i rżącej karawany aby zdać raport szefowej. Ta zamyśliła się patrząc w dal w stronę regularnej bryły powozu jaki wciąż tkwił na środku bystrzycy z pół setki kroków od brodu.
- Jakieś obrzydliwe zwłoki? Fuj! Mam nadzieję, że niczego tam nie dotykałeś. Jeszcze tylko zarazy nam tu brakuje w szeregach. - skrzywiła się z niesmakiem i bystro obrzuciła elfa spojrzeniem jakby szukała czy przypadkiem już nie siąpi z nosa albo nie wyskoczyłu mu jakieś czyraki. Nie było to aż takie dziwne. Wszelkie plagi i zarazy co chwila przetaczały się przez ten ziemski padół i było to realne zagrożenie dla jego mieszkańców. Zapewne trudno by było znaleźć wioskę czy rodzinę w jakiej ktoś nie zmarł od jakiejś plagi jak nie w tym domostwie to nastepnym więc prawie każdy miał tego typu doświadczenia. A na taki pomór zwykle trudno było coś zaradzić to i nie było dziwne, że szefowa obawiała się takiego scenariusza w swoich szeregach. Nastepne pytanie jeszcze bardziej ją zdziwiło.
- Konia? Nie żartuj Duivelu. Konie są własnością naszego pana i on decyduje jak nimi rozdysponować. - więc nie była skłonna aby użyczyć mu któregoś z kupionych w Breder wierzchowców. Zresztą to nie byłoby także szybkie gdyż trzeba by wrócić do centrum karawany, tam wybrać któregoś, dobrać mu rząd jakie przewożono na wozach i jeszcze uzbroić to wszystko w jedną całość która w najmniejszym stopniu nie należała do złotowłosego elfa ani nawet do szefowej całej karawany. Ona tylko miała doprowadzić to wszystko do Lenkster i tam przekazać do dyspozycji ich pana. Zresztą w międzyczasie wróciła Greta i rozmówiła się z szefową. Znaleźli jakieś rozpołowione ciało, Tobias spotkał jakąś wiedźmę ale w ostatniej chwili udało mu się zwiać z jej matni, stracił łuk ale Stefan pożyczył mu swój. On też uważał, że to wszystko zasadzka jakichś grasantów wroga co przybyli tu odbić jakiegoś swojego więźnia przewożonego w zaatakowanym powozie. Tak czy inaczej Alezzia była zdeterminowana aby pójść ich śladem i sprawdzić czy ktoś nie przeżył lub zlikwidować zagrożenie na miejscu.
- Ah tak… No to się porobiło… - sapnęła szefowa i znów się rozejrzała dookoła starając się coś wymyślić. Sprawy od ciekawostki w postaci na w pół utopionego powozu niedaleko brodu przez jaki się przeprawiali z każdą kolejną wiadomością zaczynały się robić cięższe i mroczniejsze.
- Zawołaj Renate. - poleciła góralce i ta znów dała w bok swojego kuca i pojechała na koniec kolumny jaką osłaniali miecznicy. Po chwili wróciła z blondwłosą sierżant. Obie rozmawiały o zaistniałej sytuacji zastanawiając się czy i jak tak to ile sił wydzielić aby wesprzeć grupę blondłosej magister. Sprawa nie była oczywista bo priorytetem dla von Falkenhorst była ochrona głównych sił i zasobów karawany więc nie chciała osłabiać tej osłony. Zaś na tym brzegu dysponowała tylko halabardnikami Meistera i miecznikami Theiss. Ostatecznie po tej rozmowe zdecydowała wysłać kilku mieczników jako wsparcie dla sił wysłanych w głąb lasu. Więcej nie chciała ryzykować nie wiedząc czy siły jakie zaatakowały powóz wciąż się tu kręcą co mogła sugerować owa czarownica jaką spotkał Tobias i czy to nie jest jakaś podpucha aby zaatakować główne siły karawany.
- Divielu odnajdź grupę Alezzi i dołączcie do nich. Słuchajcie magister i Ferro, oni mają tam największe doświadczenie w takich sprawach. - szefowa w końcu znalazła zajęcie elfiemu zwiadowcy. I wraz z czwórką mieczników Theiss mieli odnaleźć i dołączyć do sił jakie już weszły w ten mroczny i mglisty las. Na niego spadła rola przewodnika dla mieczników. Ruszyli więc tak samo jak wcześniej czyli w dół bystrzycy. Dotarli do miejsca naprzeciwko na w pół zatopionego powozu z Kolegium. Po czym odbili w głąb lasu tędy co wciąż tu czy tam widać było końskie kopyta wierzchowca tileańskiej magister. Tak dotarli do dużej ilości śladów i rozpołowionego ciała. Zapewne o tym meldowała Greta szefowej. Musieli tu stać przez dłuższy czas bo tropów było sporo, zapewne też łącznie z grupą kuszników bo jeden konny i pieszy pewnie by tak nie stratowali tego miejsca. Tutaj Duivel musiał się trochę porkęcić aby znaleźć kierunek w jakim tamci poszli dalej. Jednak ponad tuzin osób jakie szły razem zostawiało na tyle wyraźny i świeży ślad, że szybko go odnalazł. I jak w piątke przez pół pacierza szli przez ten mroczny i mglisty las dojrzeli w końcu postacie przed sobą. To byli kusznicy jacy też ich zauważyli gdy odwrócili się do tyłu i dali znać tym przed sobą, że mają wsparcie od szefowej.
- Dobrze. Ale teraz cicho. Może uda nam się ich zaskoczyć. - odparła Alezzia uśmiechając się na te chociaż symboliczne posiłki jakie wysłała im Petra. Brakowało im kogoś od walki bezpośredniej więc czwórka mieczników była pod tym względem cennym wsparciem.
Trudno powiedzieć ile tak szli. Tak na odległość jak i na czas. Szli przez ten mroczny i mglisty las pełen nienaturalnej ciszy. Nawet te odległe odgłosy z karawany jakie niedawno jeszcze słyszeli chociaż trochę to już ucichły stłumione ostatecznie przez zwartą ścianę ponurych drzew. Te wydawały się mieć nienaturalnie wystające korzenie, szponiaste gałęzie i porośnięte były mchem jaki sprawiał wrażenie liszajów. A może to tylko przez te zdenerwowanie? Nie byli tu sami. Może faktycznie tak jak mówił wcześniej Tobias ktoś ich obserwował? W każdym razie Azur szarpał się na smyczy i często warczał. Nie zawsze dołał powstrzymać swoje emocje na tyle aby powstrzymać się od sczekania. To zdenerwowanie zwierzęcia było czytelne i widoczne dla wszystkich. I im też się udzielało. Pies był zdenerwowany bo wyczuwał zagrożenie. To jakie gdzieś tu było, otoczało ich ale wciąż nie było widoczne skryte za tymi omszałymi pniami i we mgle.
Ale nie byli tu pierwsi. Raz natrafili na świeżą oparzelinę w korze drzewa. Wyglądało jakby jakiś promień ognia trafił to drzewo i zadając mu świeżą ranę. Alezzia podjechała bliżej do tej wyrwy, dotknęła ją dłonią, przymknęła oczy i coś pewnie sprawdzała po swojemu. Gdy odsunęła się ponownie zwróciła się do otaczających ją piechurów.
- Magia. Tym razem nasza. Widzicie? Ktoś stawiał opór tym plugawcom, nie poszło im tak łatwo. - powiedziała jakby chciała im pokazać, że słusznie robią idąc komuś na pomoc. Chociaż inni pokiwali głowami to Edgaro mruknął pod nosem, że ciała żadnego nie znaleźli więc trupów z tego nie było. No i większość śmiertelników wolała nie mieć do czynienia z magią więc raczej nie zachęcało to soldatów aby podąrzali dalej w te magiczne kłopoty.
W pewnym momencie znów Azur zaczął szczekać i szarpać się na smyczy Stefana. Tak, że ten miał kłopot aby go utrzymać. Musiał złapać za smycz obiema rękami a karcenie psa icuszało go tylko na chwilę.
- Tam coś widać. Chyba jakaś polana. - odezwał się Ferro bo rzeczywiście widać było jakieś jaśniejsze szpary między drzewami co zwiastowało jakąś wolną od drzew przestrzeń.
- Ten cholerny pies wszystkich uprzedzi, że nadchodzimy. - zżymał się tileański tłumacz widząc i słysząc zachowanie czworonoga.
- Ucisz tego psa Stefan. Chyba się zbliżamy na miejsce. Czuję, że tam ktoś nieźle miesza. - Alezzia skrzywiła się na tego hałasującego zwierzaka a sama znów starała się skupić. Wpatrywała się intensywnie przed siebie jakby widziała coś innego niż tylko zbliżający się skraj mrocznego, zamglonego lasu i chciała się na tym skoncentrować.
- No pewnie, że miesza! Tylko nie tam a tu! - krzyknął Ferro patrząc mściwie na konną magister.
- O czym ty mówisz? - zdziwiła się blondynka kierując na niego spojrzenie swoich modrych oczu.
- To oczywiste! To wszystko ona! Ona jest z nimi w zmowie! To taka sama wiedźma jak inne! Spójrzcie co robi! Wyprowadziła nas w głąb lasu aby nas wystawić swoim plugawym kamratom! Prosto w zasadzkę! Tylko pies nie dał się nabrać to udaje, że go nie dostrzega! Jak tylko wyjdziemy w tą cholerną polanę to nas tam zmasakrują! Dawać chłopcy! Trzeba pozbyć się tę wiedźmy a potem wracamy do swoich! - krzyknął w reikspiel oficer Tileańczyków wskazując oskarżycielsko na Alezzię. Ta chyba wydawała się całkiem zaskoczona takimi oskarżeniami bo otworzyła usta ale chyba nie wiedziała co powiedzieć. Kusznicy widząc takie emocjonalne wystąpienie dowódcy zaczęli się dopytywać co się stało a zdezorientowany Edgaro zaczął coś dukać ale też chyba niezbyt wiedział co i jak im powiedzieć ani o tym myśleć. Czterech mieczników Theiss też ściskało miecze w dłoniach i patrzyło to na siebie, to na magiczkę, to na oficera kuszników.
Zrobiło się zamieszanie i rwetes na całego. Ale mimo wszystko Tobiasowi wydało się, że gdzieś tam z flanki, z dobry kawałek w głębi, na pograniczu widoczności dostrzegł jakiś ruch. A może to był dźwięk? Nie był pewien. Tylko to ujadanie psa i ludzkie krzyki skutecznie rozproszyły jego uwagę i nie potrafił teraz namierzyć co do i gdzie dokładnie mogło być. Może to tylko nerwy? Podobnie Duivel. Nie do końca był pewien czy mu się coś zdawało czy nie ale jakby coś usłyszał. Albo zobaczył. Tylko gdy tam znów przeczesywał teren to widział tylko krzaki, mroczne, wilgotne pnie porośnięte starym mchem i jak wszystko stopniowo kryje się we mgle. A gdy zrobił się ten harmider to odwróciło jego uwagę na tyle, że nie był już pewien gdzie to było i czy cokolwiek było. Każdy kolejny fragment lasu na jaki patrzył wydawał się taki sam jak sąsiedni. Zaś obecnie gdy oskarżenia porucznika zawisły w powietrzu zrobiła się niezła awantura.
- Zamknij tego cholernego psa! Albo każę go ubić! - krzyknął zdenerwowany porucznik bo Azur faktycznie ujadał już na całego i skutecznie absobrował Stefana jaki zmagał się z nim trzymając oburącz. Część kuszników wycelowała w Alezzię, część niezbyt ale chyba byli zbyt zmieszani aby pociągnąć za spust.
- Poruczniku proszę się opamiętać! Co pan wygaduje!? - odkrzyknęła w końcu nie mniej zdenerwowana Tileanka. Sama zmagała się z wierzchowcem jakiemu udzieliło się to zdenerwowanie a zwłaszcza ujadanie psa.
- Widzicie! Wiedźma próbuje uciec! Brać ją zanim zwieje! - krzyknął triumfalnie Ferro widząc krzątaninę konia. Czy kobieta zamierzała zwiać czy tylko próbowała zapanować nad koniem to w gorączce awantury nie było pewne. W obu wypadkach i tak ją otaczali kusznicy, miecznicy i zwiadowcy więc oba manewry zaczynałyby się podobnie. Któryś z kuszników podbiegł i próbował złapać wodze jej konia, inny uniósł kuszę i już jakby miał strzelać ale jeszcze się zawahał.
-
Stefan przemieszczał się chaotycznym krokiem, dyktowanym ruchami Azura na czele oddziału. Niemal całą swoją uwagę poświęcał na śledzenie śladów i obserwowanie swojego psiego towarzysza. Pozostawiało go to poważnie odsłoniętego na ewentualny atak ukrytego wroga, ale ufał swoim sojusznikom, że osłonią go przed takim atakiem, a przede wszystkim w to, że węch Azura wykryje każdego, kto spróbuje go zaatakować zanim to nastąpi. Otaczający las był straszny, ale był także dla niego domem, w którym wraz z rodziną i przyjaciółmi spędził więcej czasu polując, zbierając zioła i bawiąc się niż we własnym domu na skraju Lenkster.
Bynajmniej nie oznaczało to, że był odprężony i beztroski, od najmłodszych lat przekonał się na własnej skórze, że Las Cieni to śmiertelnie groźne miejsce. Starał się uspokoić swoje myśli cichą modlitwą do Młotodzierżcy, ale w przeciwieństwie do innych sytuacji modlitwa nie przynosiła mu ukojenia i koncentracji. Zamiast tego jego myśli atakowało wspomnienie z dzieciństwa, do którego starał się jak najrzadziej wracać. Wspomnienie tego jak jako ośmioletni chłopiec wybrał się z będącym w tym samym wieku Frycem nad strumień, a przynajmniej tak powiedzieli swoim rodzicom. W rzeczywistości wybrali się na znacznie dalszą wyprawę w głąb lasu. Słyszeli od starszych dzieciaków w okolicy fantastyczne opowieści o znajdujących się tam dziwach i chcieli zostać bohaterami, którzy znajdą ukryty tam skarb. Nie zostali bohaterami, zamiast tego Fryc stał się… głównym daniem dla panoszącej się w tamtej części lasu Bestii. Monstrum, które dopadło swoimi mackami jego przyjaciela, było najszkaradniejszym stworem jakiego w życiu widział, trwało to najwyżej jedno uderzenie serca, zanim odwrócił się i rzucił do panicznej ucieczki, pomimo tego obraz bestii chaosu będącej połączeniem jakiegoś gada, dzika i o zgrozo najpewniej człowieka, prześladowało go w snach do dzisiaj.
Idąc teraz z Azurem na smyczy czuł się przez chwilę zupełnie jakby znowu był małym chłopcem i jakby znowu mieli za chwilę z Frycem skręcić za tamto wielkie drzewo…- Na Sigmara, otrząśnij się! - wyszeptał do siebie stanowczo, szarpiąc się z coraz bardziej pobudzonym psiskiem, rozejrzał się dookoła i w końcu przegnał z umysłu ostatnie majaki swoistego koszmaru na jawie. Usłyszał wtedy za sobą okrzyki poruszenia w ich grupie, które spowodowały, że obrócił się z Azurem na smyczy i choć do końca nie rozumiał co się dzieje, ruszył szybkim krokiem w kierunku dyskusji, która coraz bardziej alarmująco wyglądała na kłótnię. Mijając pierwszą czwórkę kuszników będących po wyrazach ich twarzy i ruchach ciała równie zagubionych w sytuacji jak on, rzucił do nich w reikspiel:
- Popilnujcie go dla mnie, dzięki! - równocześnie zanim najbliższy z nich w ogóle zorientował się, że Stefan jest obok, wcisnął mu do ręki smycz Azura nakazując temu zostać na miejscu i ruszając truchtem w kierunku Edgaro. Nie wiedział, co się tutaj do końca wyprawia, ale wiedział, że trzeba zapobiec jednej rzeczy, panice:
- Powiedz swoim chłopakom, żeby się opanowali i pomóż mi go uspokoić! To pewnie ta wiedźma z lasu miesza nam w głowach, rozumiesz!? Chce żebyśmy pozabijali się między sobą! - powiedział niemal do ucha tłumacza.O ile Stefanowi udało się podstępem i dzięki zamieszaniu wcisnąć smycz w dłoń jednego z tileańskich strzelców to nie mógł być pewien czy ten go w ogóle utrzyma i czy będzie chciał. Bowiem pies nie czując w pobliżu swojego właściciela szarpał się tak samo jak przed chwilą ale wątpliwe było aby obcy kusznik miał podobną motywację jak jego pan w tym aby go utrzymać w miejscu. Zwłaszcza jak pewnie nie rozumiał w reikspiel. Chwilowo jednak utrzymywał szarpiącego i ujadającego psa na smyczy.
- Kazałem ci przymknąć tego cholernego psa! - krzyknął do Stefana rozjuszony porucznik. Po czym zaczął coś mówić podniesionym tonem pewnie po tileańsku czego obywatel Imperium w ogóle nie zrozumiał ale chyba chodziło o Azura. O jakiś rozkaz.
Edgaro zaś popatrzył niepewnie na Stefana. Jego też rozpraszała ta nagłość i niepewność sytuacji. Oraz te wszystkie krzyki i psie ujadanie. Zbyt wiele się działo na raz i za szybko. A tu jeszcze Stefan coś mu szeptał na ucho.
- No coś ty… Przecież to nasz dowódca. - żachnął się gdy widocznie po chwili wahania wierność wobec oficera i oddziału nie była tak łatwa do przezwyciężenia nawet w tak gardłowej i niespodziewanej sytuacji. Zwłaszcza gdy mówił mu to ktoś spoza tego oddziału o niezbyt wielkim autorytecie ani wyznaczony na dowódcę czy kogoś znaczniejszego.
- Proszę się wszyscy uspokójmy i porozmawiajmy! - Alezzia próbowała zapanować nad koniem jaki w tym chaosie awantury też się miotał na wszystkie strony. Jeden z kuszników złapał jej konia za uzdę i próbował wyhamować jego znarowienie. Jakie miał zamiary względem magiczki trudno było ocenić. Część jego kolegów wodziła już napiętymi bełtami w kobiecą sylwetkę ale jeszcze nie strzelali. Rozległ się skowyt Azura po czym pies umilkł gdy jeden z Tileańczyków kopnął go w bok. Oficer wciąż ponaglał swoich ludzi ale po chwilowym spacyfikowaniu ujadania znów zwrócił się do swoich ludzi pokazując na szarpiącą się z koniem magiczkę. Dało się rozpoznać rozkazujący, zdeterminowany ton. Któryś z jego ludzi doskoczył do boku wierzchowca, złapał Tileankę za ramię i zaczął ją ściągać z siodła. *
Mecha 17
Przekonywanie Edgaro (OGŁ + Przekonywanie vs SW)
Stefan 30
Ranga 2 -25
Edgaro 35
Ranga 3 -20rachunki: 50+30-25=+5; 35-20=+15; 50+5-15=40
rzut: https://orokos.com/roll/992521 36
40-36=-4 > remis > bez efektu, zastanowienie, brak zdania/decyzji
-
Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas : 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Duivel dotarł do karawany wkrótce po rozmowie z Tobiasem, który opowiedział mu o swoich doświadczeniach w lesie. Elf wysłuchał wszystkiego, ale nie czekał co wyniknie z rozmowy z Alezzią, tylko od razu ruszył w kierunku karawany. Był przemoczony i zdecydowanie musiał zrzucić z siebie mokre ubrania. Poza tym dowiedział się, że Tobias nie miał już swojego łuku, więc postanowił dostarczyć mu swój stary łuk, który był w bardzo dobrym stanie. Udał się do miejsca, gdzie większość piechociarzy przechowywała swoje codzienne rzeczy na furmankach. Od razu znalazł swój plecak i poszedł się przebrać w ustronnym miejscu. Następnie przeszukał inne wozy i w końcu znalazł łuk, który wydawał się być w takim samym stanie . Zabrał go ze sobą, włożył na plecy. W świeżych ciuchach czuł się o wiele lepiej. Po wysłuchaniu nowych wytycznych, udał się z czwórką mieczników w kierunku grupy z Alezzią i kpt. Ferro, które na pewno już się połączył.
Bardzo szybko dotarli do miejsca w którym Duivel rozstał się z magister i Tobiasem. Patrząc na ponury las, Duivel nie mógł oprzeć się uczuciu niepokoju. To miejsce wydawało się być przesiąknięte tajemniczą i niebezpieczną aurą. Las Cieni w którym się praktycznie wychował, przysparzał mu podobnych uczuć i zawsze był pełen zagrożeń, ale obecność magii i tajemniczych zjawisk tylko potęgowała tę atmosferę. W swoich rodzinnych stronach głównie napotykał zwierzoludzi, albo po prostu kłusowników w lesie, a nie karety kolegium magii podpalone i ze szponami jakiejś bestii na sobie. Jednak to właśnie jego doświadczenie z leśnymi obszarami na północy Ostlandu pomogło mu utrzymać chociaż trochę spokojniejszy umysł w obliczu tej mrocznej scenerii. Także łatwo podjął trop Alezzi, a następnie już po licznych śladach ruszyli prędko do całej grupy. Chwilę musiał tylko stracić na odkrycie w którą stronę ruszyli, gdyż wydeptany okrąg wokół miejsca gdzie leżał rozpołowiony trup było dość spory.
Na słowa Alezzi, elf ciepło się uśmiechnął i zwrócił się bezpośrednio do niej
- Petra wysłała mnie i tych mężnych mieczników do pomocy i skinął głową w jej kierunku
Rozmowa z tego się nie wywiązała, ale to głównie dlatego, że trzeba było być cicho. Po przywitaniu, od razu ruszył do Tobiasa aby wręczyć mu łuk.
- ja mam nowy, ten już mi się nie przyda. Miałem dać Ci później, ale bierz go i nie dziękuj, zrobisz to po walce... powiedział bardzo cicho, niskim tonem jak na siebie
Szli dalej, a atmosfera gęstniała. Coraz więcej oznak używania magii nie wprawiało ludzi w optymizm, a i Duivelovi zniknął uśmiech z twarzy. Będąc już w grupie, starał się iść blisko magini światła, wciąż wpatrując się mocno w las. Czy coś tam było, czy coś się ruszało? Dość ciężko było wywnioskować, gdyż pies Stefana mocno ujadał, a i koń Alezzi coś zaczął dziwnie łbem kręcić. W ten sposób utiwerdził się we wniosku, że coś tam się czai na nich. Kiedy awantura rozpoczęła się między Alezzią a porucznikiem Ferro, Duivel był pewien, że sytuacja niebezpiecznie wymyka się spod kontroli. Sam nie miał żadnych wątpliwości co do poczynań jedynej magini w drużynie. Już chciał się wtrącić w kłótnie, ale nagle jakby coś zobaczył między drzewami. Cała sytuacja była jednak na tyle chaotyczna, że nie mógł się skupić na celu i stracił go z oczu. Coś jeszcze usłyszał, ale gdy się odwrócił w kierunku swoich, było już bardzo źle, niektórzy kusznicy celowali ze swoich broni do Alezzi...
- Edgaro tłumacz!!- krzyknął tak aby tileańczyk i cała reszta go słyszeli - coś w lesie się na nas czai! Nie celujcie w Alezzię, to Wasza wybawczyni z bagna i obecny dowódca z rozkazu Petry! Celujcie w las, pokażmy, że się będziemy bronić!!- sam wyciągnął łuk, napiął cięciwę i celował w las, jednocześnie kontynuował mowę i podszedł bliżej magini okazując jej wsparcie. Nasze zwierzęta pierwsze coś wyczuły stąd ich ujadanie i nerwowość.. Edgaro, na Sigmara, na Myrmiidę, dotrzyj do rozsądku swych braci powiedział już w taki sposób aby na pewno usłyszał go wybrany przez elfa tłumacz
-
Tobias sprawdził łuk otrzymany od Duivela. Był całkiem dobry, napiął go maksymalnie i mruknął z zadowoleniem. Kiwnął elfowi głową w podzięce.
Nie był zadowolony z decyzji, która miała rozdzielić całą grupę, był przekonany że gdzieś tam czeka na nich pułapka - nie bez powodu czarownica próbowała go tam zwabić. Nie miał jednak wyboru, musieli tam pójść - rozkaz to rozkaz. Mieli przynajmniej czarodziejkę po swojej stronie, przynajmniej taką żywił Tobias nadzieję. Droga przez ciemny i zamglony las była powolna, strach udzielał się wszystkim, ludzie próbowali sobie dodać otuchy, żartami, choć śmiech był wyraźnie wymuszony. Pies długo szukał tropu, lecz gdy już go znalazł ciężko było go utrzymać, parł naprzód, bez przerwy ujadając. Niektórzy próbowali go uciszyć, jednak nie było w tym sensu.- Ktokolwiek na Nas czyha, doskonale wiedział gdzie się znajdujemy - pomyślał Tobias.
Nagle wybuchł chaos, kiedy Ferro rzucił Swoje oskarżenia wobec Alezzi. Wszyscy rozglądali się po sobie, nie wiedząc co czynić. Rozkaz szefowej brzmiał jasno - być posłusznym czarodziejce i przywódcy kuszników. A teraz Ferro oskarżał czarodziejkę o zdradę. Bez żadnych podstaw, wręcz wybuchł nagle. Tobias ostrzegł jakiś ruch po swojej prawej stronie - coś usłyszał, jakby krótki dźwięk. I od razu przed oczami stanął mu obraz czarownicy wykonującej ruch i wypowiadającej zaklęcie. Oczy Tobiasa rozszerzyły się ze zgrozy i jedna myśl pojawiła się w jego umyśle.
- Czy mógł zostać zaczarowany? Czy czarownica przejęła nad nim kontrolę?
Tego zwiadowca nie wiedział, musiał jednak działać, inaczej za chwilę stracą jedyną osobę, która jest w stanie ich ochronić przed magią czarownicy.
- Ferro!! Ty durniu! Będziemy bezbronni bez niej, kiedy czarownica rzuci na Nas czary! A może to Ciebie ona zaczarowała i jesteś w jej mocy?!
Rzekłszy to stał teraz ze strzałą wycelowaną w udo żołnierza. Nie zamierzał go zabijać - w razie jeśli rzeczywiście był pod czyjąś kontrolą.
- Widziałem ruch po Naszej prawej - to tam jest Nasz prawdziwi wróg! Nie tutaj!
-
Oryginalny tytuł: Tura 19 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Wszyscy

https://i.imgur.com/BjWkP62.jpg
Byli na dnie Lasu Cieni. Tu gdzie w zimnym błocie leżały przegniłe liście z poprzednich sezonów a na korze drzew rósł pradawny mech i grzyby jakich nie tknęła siekiera ani ogień cywilizowanej istoty. A wszystkie dalsze detale stopniowo tonęły we mgle. Zaś na tym dnie rozlegały się krzyki kłótni, szarpanina i zamieszanie. Jakikolwiek porządek poszedł w całkowitą rozsypkę gdy co chwila ktoś próbował przekrzyczeć pozostałych i zwrócić na coś uwagę. Do tego koń jaki był w centrum sceny szarpał się, rżał i był zdenerwowany, podobnie jak trzymany na smyczy pies jaki po kopniaku jaki oberwał chwilowo ograniczał się do powarkiwania i skomlenia. Wydawało się, że wszyscy chcą wszystkich coś zapytać, powiedzieć, przekonać czy zwrócić uwagę. W grupie zapanował chaos.
Stefanowi nie udało się przekonać Edgaro aby ten przedsięwziął jakieś kroki przeciwko swojemu dowódcy. I to takiego z jakim podróżowali, maszerowali, głodowali, marzli i przelewali krew od dawna. Widać było, że tłumacz ma wyraźne opory aby przeciwstawić się rozkazom swojego zwierzchnika. Zanim się zdecydował Duivel zaczął do niego krzyczeć o celowaniu w las i wypominać sytuację na bagnach. Tłumacz zwrócił uwagę na niego ale też stał niezdecydowany. Tobias nie zwrócił się bezpośrednio do niego tylko właśnie do porucznika tileańskich kuszników. Co pewnie nie było zrozumiałe dla większości z nich bo reikspiel nie był ich mocną stroną. Właśnie dlatego tylko porucznik i tłumacz byli pośrednikami między obiema stronami. A teraz porucznik wykrzykiwał rozkazy aby pojmać zdradliwą wiedźmę a tłumacz stał niezdecydowany jak powinien zareagować. Spojrzał tam gdzie pokazywał łucznik i krzyknął coś krótko po tileańsku do swoich kamratów.
Cokolwiek po tileańsku powiedział porucznik to wyraźnie go zrugał. Podobnie jak swoich ludzi. Dało się rozpoznać zdecydowany, rozkazujący ton nawet w obcym języku. Jeden z kuszników wycelował swoją ciężką broń w Tobiasa, drugi podszedł i złapał go za ramię krzycząc coś do niego rozkazująco. Widocznie chciał aby ten przestał celować w ich porucznika. Dwóch kuszników wycelowało swoje ciężkie kusze w Tobiasa krzycząc coś do niego. Widocznie nie spodobało im się, że celował do ich dowódcy albo to i on im tak kazał. Zaczęła się szarpanina.
Nie inaczej było ze Stefanem i Duivelem. Otoczyli ich tileańscy towarzyszce jakim blokowali dostęp do Alezzi. Nie dali rady się rozdwoić ale chyba jeszcze nie było woli przelewania krwi bo Tileańczycy złapali ich za ramię czy kaftam chcąc ich przewalić, odsunąć czy rozbroić ale jeszcze nie użyli długich noży i pałek jakich uzywali do samoobrony czy bezpośredniej konfrotnacji. Krzyczeli coś po swojemu ale ani elf ani Ostlandczyk nie rozumiał ich języka tak samo jak tamci ich. Było ich jednak za mało aby sobie poradzili z kilkoma przeciwnikami na raz.
- Co tu się do cholery dzieje?! - krzyknął któryś z mieczników widząc już scenę rodem z zamieszek na małą skalę. Cała czwórka miała zdezorientowane miny nie wiedząc o co tu chodzi gdy już część kuszników zaczęła się zmagać ze zwiadowcami, porucznik krzyczał po tileańsku i w reikspiel, że magini ich zdradziła i prowadzi w pułapkę, tłumacz ledwo spróbował coś tłumaczyć na tileański zaraz został w żołnierskich słowach postawiony do pionu a część, mniejsza część kuszników też stała biernie rozglądając się dookoła gdzie przed chwilą pokazywał Edgaro ale bardziej przykuwała ich uwagę awantura gdzie epicentrum była magini i ich porucznik.
- Ferro! Uspokój się! Nie jesteś sobą! Chodź do mnie i porozmawiajmy! - krzyknęła Alezzia. Zduszonym i urwanym głosem bo zmagała się jednocześnie z uspokajaniem wierzchowca i tym jak jeden z kuszników co ją złapał na początku próbował ją ściągnąć na dół. W pewnym momencie wyrwała do przodu. Czy dała w bok ostrogami czy koń ją poniósł nie było wiadomo. Porucznik krzyknął coś triumfalnie i rozkazująco. Ze dwóch kuszników co wciąż miało swoją broń gotową do strzału zwolniło cięciwy i dwa bełty pomknęły za swoją ofiarą. Bez trudu ją doścignęły i coś na moment w sylwetce blondwłosej magini rozbłysło a zaraz potem rozległ się jej krzyk boleści gdy oba pociski trafiły w cel. Kobieta padła na grzbiet i szyję swojego wierzchowca ale szybko zniknęła im między drzewami gdy pochłonęła ją mglista kotara. Porucznik krzyknął z radości widząc tak skuteczny ostrzał swoich ludzi.
- Co wy robicie!? - krzyknął dla odmiany zdumiony miecznik. Widocznie dla niego i kolegów ta sytuacja rozwijała się zbyt szybko i nieprzewidzianym kierunku. - Brać go! - krzyknął do swoich kamratów pokazując mieczem na Ferro. We czterech ruszyli w jego kierunku ze zdecydowanymi minami. Któryś z kuszników co do tej pory był raczej bierny coś zaczął mówić uspokajającym tonem unosząc do góry dłoń w jakiej nie trzymał swojej kuszy. Drugi pokazywał coś w stronę lasu ale, że mówił w swoim języku imperialni go nie zrozumieli. Nagła zmiana sytuacji chyba zaskoczyła sporo z nich. Jeden z Tileańczyków wciąż trzymał za ramię Tobiasa ale dość machinalnie jakby sam stracił równowagę co teraz powinien robić. Drugi co strzelił zamiast do niego to do odjeżdżajacej Alezzi teraz wsadził but w stopkę i kręcił korbą aby ponownie napiąć cięciwę. Ci co do tej pory szarpali się z Duivelem i Stefanem też na chwilę odpuścili gdyż zniknęło im z widoku centrum tej sceny czyli blondwłosa magini na koniu a w zamian czwórka mieczników szła wprost na ich dowódcę.
- Może wszyscy powinniśmy się uspokoić i przemyśleć sprawę! Nie działajmy pochopnie! Wszyscy jesteśmy po tej samej stronie! - Edgaro przemógł swój stupor i krzyknął po imperialnemu i po tileańsku. Uniósł nieco puste dłonie do góry w uniwersalnym, pokojowym geście.
- A o czym tu rozmawiać? Ta wiedźma wiodła nas w pułapkę! Dobrze, że się jej pozbyliśmy! Teraz trzeba iść jej tropem i ją dobić zanim się uleczy swoją plugawą magią! - krzyknął porucznik Ferro w reikspiel. I zaraz też po tileańsku. Kilku jego żołnierzy raźno pokiwało głowami ale większość z obu nacji nadal miała niepewny lub wątpiący wyraz wymalowany na twarzach.
- O czym ty mówisz?! Jaka pułapka!? - krzyknął jeden z mieczników co zatrzymali się przed Ferro na kilka kroków. Ale wciaż stali z obnażonymi mieczami i tarczami. W efekcie kusznicy niejako naturalnie zaczęli ustawiać się tak aby chronić swojego dowódcę i w razie czego móc ostrzelać napastników. Chociaż mało który celował w swoich towarzyszy.
- Tam na nas czekają! Ci co napadli na tej powóz! Czekają ze swoją plugawą magią! Taką jakiej się nie oprzemy! Widzieliście co zrobili z powozem i załogą?! To samo zrobią z nami! Na taką magie nasze miecze i kusze nie dadzą rady! Ta zdradliwa suka była z nimi i wiodła nas na zatracenie! - krzyczał porucznik z pasją pkazując gdzieś w kierunku gdzie zniknęła odjeżdżająca magister.
- Ale panie poruczniku… Przecież ona była z nimi tam na bagnach a potem leczyła naszych… - Edgaro odważył się aby zwrócić na to uwagę swojemu wkurzonemu dowódcy.
- No pewnie, że tak! - zawył porucznik jakby zirytowany, że nie rozumieją tak oczywistych rzeczy. - Musiała się maskować! Tego przecież od niej oczekiwano, że tak postąpi! No i była sama wśród całej armii! Jak każdy szpieg! Ale teraz wreszcie zyskała okazję aby nas oddzielić i działać razem ze swoimi prawdziwymi kamratami! Dogadała się jakoś z nimi! Przecież nocowaliśmy całkiem niedaleko od tego miejsca! Cholera, mogła nawet jakoś przez tą swoją magię się z nimi dogadać! Przypomnijcie sobie kto pierwszy dojrzał ten powóz w potoku i chciał tam pojechać? No!? A teraz? Na pewno też musiała wiedzieć, że jedziemy w pułapkę i co? I nic nie powiedziała! Bo jest z nimi! Chce nas wystawić! A potem wróci do karawany i powie, że tylko jej się udało przeżyć! Wszyscy będą jej współczuć i się litować i cieszyć się, że jej się udało bo taka ładna i biedna to kto by jej nie współczuł! A potem znów kogoś wystawi albo załatwi w inny sposób, sama albo ze swoimi plugawymi wspólnikami! - porucznik krzyczał z pasją jakby był święcie przekonany, że ma rację. Najpierw w reikspiel potem po tileańsku. Zaś żołnierze jednej i drugiej nacji stali niezdecydowani nie widząc znów co o tym myśleć. Bo sporo z tego co mówił Tileańczyk się zgadzało co do faktów. A, że sprawa rozchodziła się o magię jaką i jedni i drudzy podchodzili nieufnie jak pies do jeża to nie byli pewni jak to działa i co jest albo nie jest możliwe. Czwórka mieczników co jeszcze przed chwilą miała ochotę pojmać porucznika teraz stała nerwowo trzymając broń w dłoniach ale nie byli pewni co należy dalej robić. Kusznicy i ci co wcześniej posłuchali swojego oficera i ci co tak mniej też głowili się nad tą sytuacją. Patrzyli po sobie pytająco i żaden nie kwapił się do tego aby coś powiedzieć albo zrobić.
- I dlatego teraz musimy ruszyć jej śladem, odnaleźć ją i zrobić z nią porządek zanim zwieje na dobre albo wywinie nam jakiś numer. Zbierajcie się ruszamy. - porucznik nieco ochłonął i wrócił do swojego normalnego tonu jakim zwykle wydawał rozkazy. Sytuacja jednak była na tyle niecodzienna, że wszyscy nadal patrzyli po sobie jak zwykle gdy każdy czeka aż to ktoś inny się wykaże czymś pierwszy zwłaszcza jak mogły wyniknąć z tego jakieś konsekwencje.
-
Miejsce : pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas : 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
Warunki : - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Duivel był w szoku. Nigdy nie widział by w wojsku tak bezprawnie wymierzyć karę, bo ktoś sobie coś ubzdurał. Nie tak się załatwiało sprawy. Może nie trzeba by było czekać aż do powrotu do Lenkster, ale wydaje się, że Petra mogłaby osądzić Alezzię na podstawie oskarżeń Tileańczyka. Słuchał tłumaczeń, ale nie był w stanie uwierzyć jak odpłynął dowódca kuszników... Może to magia? Jako elf powinien choć trochę być wyczulony na wiatry magii, jednak nigdy nie był szkolony, a gdy już był starszy zafascynował się strzelectwem i totalnie odpuścił sobie lekcje z szermierki czy magii właśnie. Jedyne co zawdzięcza swojemu pochodzeniu to brak strachu przed magami i maginiami. Stąd od początku był pod wrażeniem di Lucci. Gdy Tileańczycy skończyli przemawiać, elf zwrócił się do Edgaro i kapitana Ferro
-Dobra chwila ciszy! Musimy sprawdzić czy nic nie czai się w krzakach! Chwila ciszy!!! Proszę - nie dawał po sobie znać jak mocno jest wstrząśnięty zaistniałą sytuacją.Gdy wszyscy na chwilę ucichli, starał się rozejrzeć po okolicy i wnikliwie zbadać teren przy pomocy swych zmysłów. Jednak gdy zaczął się ponownie ruch w ich grupie Duivel podszedł do kapitana Tileańczyków.
- słuchaj, byliście równi rangą, więc to Petrze powinieneś powiedzieć o swoich urojeniach czy swojej prawdzie jak wolisz. Jest tu trzech zwiadowców, wszyscy znaliśmy Alezzię dłużej niż Ciebie i ani razu nie przeszło nam przez myśl, że mogłaby nas zdradzić. W akcji ratowniczej na bagnach odegrała kluczową rolę obok Renate, a Ty robisz takie rzeczy... Powinniśmy ją odszukać i wszyscy wrócić do naszej kapitan aby zdecydowała czy jest podstawa do posądzenia ją o zdradę. elf mówił spokojnie, starał się nie zaogniać konfliktu, choć w głębi duszy chętnie by wystrzelił swoją strzałę prosto w oko parszywego Ferro
Po czym zwrócił się do całej reszty
-dobrze, jak kapitan mówi, odszukajmy Alezzię. Tylko ja proponuję postawić ją przed obliczę Petry i to ona osądzi co dalej...Chciał już podjąć trop i w końcu ruszyć, ale stwierdził, że jeszcze zwróci się do Stefana i mieczików.
- Panowie, w tej sytuacji nasze konflikty powinny pójść w niepamięć. Powinniśmy odnaleźć Alezzię i po drodze przekonać Edgaro by przemówił do rozsądku reszcie kuszników o słuszności doprowadzenia magini przed obliczę Petry, ja na przykład tak delikatnie zasugeruję, że może ich kapitana coś na bagnach opętało
-
Gdy jeden z ludzi Ferro zbliżał się do Tobiasa, ten skierował grot strzały w kierunku mężczyzny, który się natychmiast zatrzymał, wpatrując się w łucznika. Wtem, dwóch z ludzi porucznika wycelowało w Tobiasa swoje ciężkie kusze, na co zwiadowca wyprostował się i zdjął z cięciwy pocisk i schował go do kołczanu. Uniósł dłonie w pojednawczym geście, jednocześnie robiąc kilka kroków w tył, w kierunku grubego pnia drzewa, który w razie czego mógłby posłużyć mu za osłonę.
Tobias rozważał Swoje opcje - sytuacja była beznadziejna. Szefowa przekazała dowództwo dwojgu obcokrajowcom, co samo w sobie zwiadowca uważał za wyjątkowo głupie rozwiązanie i jeżeli to przeżyją to nie omieszka podzielić się z nią tą refleksją. Teraz ta dwójka jest po dwóch stronach barykad, nie można więc być posłusznym ani żołnierzowi ani czarodziejce. Tobias widział więc tylko jedno wyjście z sytuacji.
Kiedy Ferro triumfalnie wykrzykiwał do Swych ludzi, i kiedy bełty kusz trafiły czarodziejkę Tobias - wykorzystując zamieszanie - zanurkował między drzewa i ruszył pędem z powrotem, nad rzekę. Nie mógł brać udziału w polowaniu na czarodziejkę, nie mógł też jej pomóc. Mógł zaś spróbować powiadomić Szefową i sprowadzić posiłki. -
Widząc Tobiasa rzucającego się w krzaki, Jeager w pierwszej chwili miał ochotę ruszyć za nim, powstrzymała go jednak obawa przed tym, co porucznik zrobi z resztą żołnierzy, ich czarodziejką i Azurem. Wiedział, że bez niego pies pewnie zostanie zabity na rozkaz porucznika i nie miał zamiaru do tego dopuścić. Jednocześnie nie chciał pozwolić, aby wśród żołnierzy doszło do walki, ponieważ był pewien, że właśnie o to chodzi ich prawdziwemu wrogowi.
- Ej, widzicie to! Tam się coś rusza! - krzyknął do dwóch najbliższych kuszników, aby odwrócić ich uwagę, bo mogliby zobaczyć oddalenie się Tobiasa. Wyciągnął rękę wskazując punkt oddalony jak najdalej od uciekającego Tobiasa.
Słuchając bzdur porucznika, z każdą chwilą Stefan nabierał przekonania, że mają do czynienia z magią wroga, którą przejęto nad nim kontrolę. Jednocześnie pomny słów tłumacza o celowaniu w las, wyjął szybko swój łuk i kiedy elf wołał o ciszę, zaczął szukać celu w obszarze lasu, który im wskazywano.
- Z całym szacunkiem, ale to, co Pan wygaduje poruczniku, nie ma żadnego sensu, zgadzam się z Duivelem - znajdźmy naszą magiczkę i pod strażą zabierzmy ją do obozu, tam może sobie ją Pan oskarżać o co Pan tylko sobie chce przed oficerami, którzy mają prawo wydawać nad nią wyrok. Do tego czas... - Stefan sprężył się, napiął wycelowany w kierunku lasu łuk, wypuścił strzałę i sięgnął od razu po kolejną.
-Mam Cię, Wiedźmo! - powiedział głośno i z satysfakcją, jednocześnie myśląc do siebie:
- Ciekawe co teraz wymyślisz, pokrako?
-
Oryginalny tytuł: Tura 20 - 2521.04.31; wlt; przedpołudnie
Miejsce: pd-zach Ostland; pogranicze z Hochlandem; rz. Wolf; Górski Bród; okolice brodu
Czas: 2521.04.31; Wellentag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, sła.wiatr; chłodno (0)Grupa por. Ferro
Najpierw Duivel a później i Stefan starali się rozstrzygnąć sytuację na swoją korzyść. Tak aby jakoś wykaraskać się z tego zamieszania. Jednak żaden z nich nie był dowódcą, ani oficerem ani nawet sierżantem. Obaj byli prostymi, szeregowymi żołnierzami bez większego autorytetu. Do tej pory z trójki zwiadowców tylko dzięki temu, że Petra na ostatnim apelu w Breder wyróżniła dwóch z nich to stali się dla ogółu wyprawy jakoś rozpoznawalni. Co czasem dało się poznać po pozdrowieniach czy uśmiechach podczas marszu przez ostatnie dwa dni. Ale to było za mało aby być czynnikiem przeważającym. Mogli jedynie liczyć na to, że w tak niecodziennej sytuacji i ogólnym zamieszaniu ktoś ich posłucha.
Jak się okazało prośby elfa aby się uciszyć i nasłuchiwać nie posłuchał chyba nikt. W sporej mierze zapewne dlatego, że i tak musiał krzyczeć aby w gwarze rozmów ktoś go usłyszał. A ponadto zdecydowana większość zebranych była Tileańczykami jacy nie rozumieli w reikspiel tak samo jak on nie rozumiał po tileańsku. Czterech mieczników stało w pobliżu porucznika z mocno zdezorientowanymi minami nie wiedząc co sądzić o tym wszyskim. Jak tu porucznik czyli ich wspólny dowódca mówił o zdradzie ich blondwłosej magiczki i prowadzeniu w pułapkę. A jej odjazd okrzyknął rejteradą przed słuszną sprawiedliwością. Też byli prostymi żołnierzami od wykonywania rozkazów jakie wydała im Theiss a tej tutaj z nimi nie było. Zaś od szefowej dostali rozkaz aby udali się za Duivelem i dołączyli do grupy Alezzi i Ferro. Ale ledwo co dołączyli to wybuchła ta awantura właśnie pomiędzy tą dwójką i teraz mieli miny jakby woleli się w to nie mieszać a w ogóle to wrócić do swojego oddziału. Tileańczycy coś mówili między sobą po swojemu, momentami wyglądało to wręcz na kłótnię i niezbyt to sprzyjało obserwacji terenu dookoła. Zresztą jak obaj zwiadowcy zaangażowali się w przekonywanie porucznika i reszty do swojego punktu widzenia to i niezbyt mieli okazję do rozglądania się po okolicznych drzewach i krzakach.
Zniknięcia Tobiasa w tym zamieszaniu chyba nikt nie zauważył. A jeśli nawet to nikt nie robił o to rabanu. Za to gdy elf a potem Ostlandczyk starali się mu zwrócić uwagę syknął do nich zjadliwie.
- Jak śmiesz!? Jestem oficerem i waszym dowódcą! A wy jesteście moimi żołnierzami! Macie wykonywać moje rozkazy! A mówię, że mamy odnaleźć tą cholerną wiedźmę! - powiedział do nich nie znoszącym sprzeciwu tonem. Zresztą całkiem szybko zakończył to całe demokratyczne malkontenctwo. Wykrzyczał po tileańsku pare rozkazów i kusznicy najpierw zgromadzili się przy nim a potem podobnie jak podczas niedawnego marszu podzielili się na trzy grupy.
- Hej wy! Kto u was dowodzi? - zwrócił się w reikspiel do czwórki zdezorientowanych mieczników. Ci po chwili wahania niejako wybrali jednego ze swoich bo widocznie nie było wśród nich formalnego dowódcy byli zbyt sobie równi rangą. - Bardzo dobrze. Jak się nazywasz? Hugo? Bardzo dobrze. Weź swoich ludzi i idźcie za pierwszą grupą. Miejcie oczy o uszy na baczności. Ta wiedźma może kryć się wszędzie i stosować jakieś podłe sztuczki. Jak ją zobaczycie albo coś podejrzanego to dajcie znać. Edgaro pójdzie z wami. - porucznik Ferro widocznie nie był oficerem tylko za piękne oczy bo szybko znalazł zajęcie dla imperialnych mieczników. A ci widząc wreszcie jakiś znajomy, wojskowy dryl chyba odetchnęli z ulgą, że sytuacja wróciła do normy i całkiem chętnie zajęli miejsce w szyku.
- A wy dwaj! - zwrócił się do obu zwiadowców w reiskpiel. - A gdzie jest ten trzeci? - widocznie zorientował się, że jednego z nich nie ma. Powiedział coś po tileańsku do Edgaro ale ten wzruszył ramionami i pokręcił głową, że nie wie. Dostał krótką, żołnierską odpowiedź więc tym razem gorliwie pokiwał głową a oficer zwrócił się ponownie do obu zwiadowców. - Mam nadzieję, że nie zapomnieliście po czyjej jesteście stronie i środki dyscyplinarne nie będą potrzebne. Walczymy z tym samym wrogiem. A ta wiedźma wiodła nas w pułapkę. Gdyby to był jakiś szpieg czy któryś z tych dzikusów z północy można by się bawić w to co mówicie. Ale nie z czarownikiem. Widziałem co oni potrafią. Jeden gest, jedno słowo i całego oddziału nie ma. Tylko kusza lub łuk może załatwić sprawę zanim zdążą to zrobić. Dlatego liczę na was chłopcy. Wszyscy na was liczymy. - powiedział do nich całkiem po przyjacielsku. Poklepał po ramieniu jakby chciał im dać znać, że wcześniejsze słowa jest gotów puścić w niepamięć i złożyć na karb zamieszania. Po czym kazał im dołączyć do reszty grupy tyle, że z przodu. Jednak kazał też aby jeden z jego ludzi wciąż trzymał Azura na smyczy. Tak na wszelki wypadek aby pies nie przeszkadzał w tropieniu wiedźmy.
Ruszyli całkiem raźno w stronę w którą chyba odjechała Alezzia. Szli podobnie cicho jak poprzednio. Przez ciemny, ponury las gdzie wiekowe drzewa stały od pradawnych czasów a ich korę pokrywały mchy i różne narośla. Więc dość łatwo zauważyli światło pomiędzy drzewami. Od przodu grupy podniósł się szmer zaniepokojonych głosów jaki szybko rozlał się na resztę oddziału. Bowiem szybko się okazało, że to światło się do nich zbliża.
- Trzymać broń w pogotowiu! Nie dajcie się zaskoczyć! - krzyknął oficer w reikspiel ale większość rozkazów wydał w swoim rodzimym języku. Dwie przednie grupy ustawiły się wtedy po bokach mieczników tworząc mini oddziały gotowe na przyjęcie wroga. Trzecia zaś stanowiła rezerwę i miała pilnować tyłów.
Szybko okazało się jednak, że źródłem światła jest konny jeździec. A jeszcze chwilę później, że to zaginiona Alezzia. Tylko jakby jechała wewnątrz sporej, świetlistej kuli. Konna jechała spacerowym tempem wprost naprzeciwko całej grupy jakby w ogóle nie spodziewała się kłopotów z ich strony. Albo jakby ich nie widziała.
- Sparare! - krzyknął w uniesieniu dowódca. I chociaż chwilę jego ludzie się zawahali dając magiczce podjechać kilka konnych kroków to jednak kilka cięciw świsnęło i bełty pomknęły w kierunku celu. Ku zdumieniu chyba wszystkich te ześlizgnęły się od świetlistej kuli jaka otaczała magiczka i pomknęły gdzieś w nicość lasu a jedna to się wręcz rozstrzaskała. To zrobiło na żołnierzach wrażenie bo z pewną obawą spojrzeli na oficera. Ten chyba też był zaskoczony widokiem i w pierwszej chwili nie wiedział co powiedzieć. Ale krzyknął coś w końcu i kusznicy zaczęli ładować broń ponownie.
- Herr Leutnant, jej się chyba tak nie da. - ośmielił sie zauważyć któryś z mieczników. A tymczasem Alezzia skróciła dystans do może tuzina kroków gdy zatrzymała się przed ustawioną naprzeciwko linią.
- Soldati! - krzyknęła magiczka głosem zaskakująco głębokim i donośnym. To słowo było podobne do imperialnego ale dalej mówiła po tileańsku. Więc imperialni zwiadocwy i miecznicy niezbyt mieli możliwość rozumieć o co tu chodzi. Ale widzieli co się dzieje. Ich tileańscy koledzy zerkali na przemian to na nią to na swojego oficera słuchając tych słów uważnie. A reakcje były różne. Powątpiewanie, niedowierzanie, obawa. Tylko niezbyt było wiadomo na co to wszystko. Zwłaszcza jak porucznik nie stał bezczynnie tylko krzyczał swoje ponaglając swoich ludzi. Miecznicy znów stali zdezorientowani nie wiedząc co się dzieje i co powinni robić.
- Żołnierze Imperium! - niespodziewanie tileańska magister przeszła na reikspiel. Tak nagle, że miecznicy spojrzeli na nią zaskoczeni i zaciekawieni. Mimo wszystko dało się u niej wyczuć akcent południowca. - Nasz porucznik stał się ofiarą podłej magii! Nie jest winny tego co teraz mówi, myśli i robi! Pochwyćcie go proszę ale nie czyńcie mu krzywdy! - krzykneła tym nadnaturalnie czystym i donośnym głosem. Miecznicy spojrzeli po sobie, odwrócili się niepewnie do swoich tileańskich towarzyszy a odległości nie były duże.
- Nie dajcie się jej okłamać! Wszystko powie aby nas skłócić! - krzyknął rozjuszony porucznik. - To ją trzeba dopaść i zamknąć jej kłamliwą gębę! Dalej! Ruszajcie! - krzyczał Tileańczyk pokazując swoim tasakiem na konną postać.
- Z całym szacunkiem herr leutnant… - zaczął Hugo i czy dał jakiś znak swoim towarzyszom czy nie ale całą czwórką rzucili się na oficera. Mieli do przebiegnięcia tylko kilka kroków ale i tak jeden z kuszników co wcześniej nie strzelił do Alezzi chciał to zrobić teraz ale w ostatniej chwili Edgaro strącił mu kuszę i ten nie wystrzelił. A po chwili pojedynczy Tileańczyk został zaraz obezwładniony i powalony przez czterech imperialnych przeciwnikiem.
- Nie zabijajcie go! - krzyknęła jeszcze magiczka ale dała w bok wierzchowca i podjechała bliżej. Po chwili sytuacja zdała się być opanowana na tyle, że stanęła obok szamoczączego się Ferro przygniecionego do ziemi przez czterech mieczników.
- Cały jest! Ale strasznie wierzga! Dajcie linę! - krzyknął Hugo jaki zmagał się z upartym porucznikiem.
- Przytrzymajcie go. - powiedziała świetlista dama już zwyczajnym głosem. Tak samo ta świetlna aura wokół niej rozproszyła się i znikła. Zeskoczyła z siodła i uklękła przy tej grupce szarpiących się ze sobą mężczyzn. Wyciągnęła dłoń nad twarzą porucznika i przybrała skupiony wyraz twarzy. Kusznicy wydawali się skonsternowani. Wcześniej byli gotowi walczyć o swojego porucznika ale postawa Edgaro oraz ich krajanki nieco ich zbiła z pantałyku. A teraz gdy wyglądało na to, że ona coś robi tajemnego to wszyscy zamarli w oczekiwaniu nie wiedząc co się stanie ale przeczuwając, że coś istotnego.
- Tak. Porucznik dostał udaru i gorącej krwi! Nie jest w pełni sobą! Trzeba go związać i poczekać aż mu przejdzie! - ogłosiła magiczka wszem i wobec. Najpierw w reiskpiel a potem po tileańsku. Wszyscy popatrzyli na siebie a następnie zaczął sie chaotyczny gwar rozmów w obu językach. Zwłaszcza tileańskim bo miecznicy byli zajęci krępowaniem porucznika. Teraz było to łatwiejsze bo ten po jednym słowie magiczki zasnął.
Tobias
Stefan starał się odwrócić uwagę reszty gdy Tobias się urywał. Chociaż łucznik widział, że i tak parę głów odwróciło się w jego stronę i widziało jak się oddala. Ale żaden z nich nie zdecydował się jakoś interweniować. A potem już nie mieli szans bo się urwał w głębiny lasu. Przynajmniej na tyle aby ich stracić z oczu. Ale na słuch to jeszcze słyszał odgłosy awantury nawet jak już nie był w stanie rozróżnić słów. Znalazł się sam pośród tego mglistego i mrocznego lasu. Gdy ochłonął i uznał, że oddalił się wystarczająco musiał się zastanowić w którą stronę się teraz udać. Gęsty las i mgła niezbyt sprzyjały orientacji w przestrzeni. Ale po chwili wydawało mu się, że wie w którą stronę powinien iść. W końcu gdyby szedł na wschód to powinien dotrzeć do bystrzycy prędzej czy później a tam już prosto było dotrzeć do drogi i reszty karawany. A jakby udał się na północ to też powinien dojść do drogi jaką podróżowali do tej pory. Więc ruszył. Jednak dość szybko usłyszał jakieś odgłosy. Po chwili zorientował się, że to chyba odgłos kopyt. Jakiś koń lub coś podobnego powoli szło przed siebie. Jak się podkradł zorientował się, że to zaginiona niedawno magiczka. Jechała w siodle, potrząsnęła głową i mamrotała coś do siebie. Koń chyba go wyczuł bo parsknął i zastrzygł uszami zwracając uwagę jeźdźca.
- Tobias. - powiedziała magiczka gdy wyszedł i jej się pokazał. - Podejdź proszę. Nie chcę krzyczeć. - poprosiła go mocno chrypiąc. Gdy się zbliżył dostrzegł krwawe zacieki w plecach tam gdzie tkwiły wystrzelone bełty. I generalnie wyglądało, że ledwo trzyma się w siodle.
- Pomóż mi zejść. - poprosiła wyciągając do niego dłoń. I prawie przy tym wpadła mu w ramiona tak była bezwładna. - Dziękuję. Ale to nie wszystko. Mogę się uleczyć. Ale najpierw trzeba się pozbyć tych bełtów. Musisz je wyjąć. Inaczej magia niewiele pomoże. - powiedziała słabym ale zdecdywowanym głosem. Usiadła na jakimś zwalonym pniu i czekała aż łucznik zrobi swoje. Aby nie krzyczeć wyjęła sztylet i zacisnęła zęby na jego rekojeści. A potem on musiał odstawić tą brutalną, prawie rzeźniczą robotę. Nie było innej rady, musiał wyszarpać jeden bełt a potem drugi. Na szczęście to były bełty do przebijania pancerzy i nie miały zadziorów jakie osłabiały by ich siłę przebicia. Dlatego wyszły mniej więcej gładko. Wyjmowało się to jak patyk wbity w głęboko w mięso. Tylko tym razem to nie było pieczyste tylko ciało żywego człowieka. Do tego kobiety. Widział już czemu Alezzia tak charczała. Bełty musiały przebić płuca. Stąd kłopoty z oddychaniem. Potwierdziło się to gdy wyszarpał pierwszy bełt i razem z krwią pojawiła się krwawa piana. Z drugim to samo. Aż się serce mogło krajać gdy słyszało się stłumione krzyki kobiety zaciskającej zęby przy każdym szarpnięciu. Albo jak się widziało jak gorączkowo zaciska palce na porosłej mchem korze. Jak palce zostawiają tam zdawałoby się szponiaste ślady. Jednak wreszcie było po wszystkim. Pewnie trwało krócej niż się wydawało. Ale oboje byli tym zmęczeni. Magiczka oddychała ciężko i była cała spocona z wysiłku. Zresztą on też.
- Dziękuję. - odparła po chwili gdy złapała oddech. A on wciąż widział jak przy każdym oddechy krwawa piana bąbluje przy wlocie obu ran i nowa fala krwi oblewa jej nieskazietelnie czystą do tej pory sukienkę jakiej tak bardzo zazdrościła jej Petra. Ale magini wzięła się w garść. Powiedziała parę dziwnych słów. Wokół ran pojawiło się kojące światło. Zdawało się, że zasklepia ono rany, krew i piana znika. Po chwili oddech Tileaski stał się znów czysty i równy.- Niewiele brakowało. Ale bez ciebie nie dałabym rady. - powiedziała uśmiechając się do niego z wdzięcznością. Wstała z pnia i wydawała się w o wiele lepszym stanie niż przed chwilą. Tylko świeże, krwawe zacieki na plecach świadczyły, że w ogóle przed chwilą była ranna.
- Nie spodziewałam się tego wszystkiego. Chociaż chyba powinnam. Przed tym właśnie musiał ostrzegać mnie mój mentor w Kolegium. Tylko zaskoczyło mnie to wszystko i spodziewałam się czegoś innego. - powiedziała zamyślonym tonem patrząc gdzieś w las. Włożyła sztylet do pochwy i zastanawiała się chwilę.
- Co tam się teraz dzieje? - zapytała wskazując gdzieś w las skąd mniej więcej przyszedł Tobias. A gdy wysłuchała nawet skróconej relacji o tej awanturze jaką dopiero co tropiciel zostawił za sobą pokiwała głową.
- Nie wiń proszę za to porucznika. Coś mu musiało się stać. Coś nadnaturalnego zapewne ale pewność będę miała jak go zbadam. Dlatego chciałam z nim porozmawiać. Może to jakiś demon, może ta wiedźma co ją spotkałeś, może jeszcze coś innego… No nieważne, teraz to próżne gdybanie. Póki go nie będę miała na wyciągnięcie ręki to nie będę tego wiedzieć. - powiedziała dzieląc się swoimi przemyśleniami z prostym łucznikiem jaki w tej chwili był jej jedynym towarzyszem.
- Tam coś jest. Na tej polanie. Coś nadnaturalnego. To wszędzie tu jest. W powietrzu i w drzewach. Ślady użycia potężnej magii. Dlatego tak trudno wyczuć pojedynczy trop. Ale wyczuwałam coś jak się zbliżaliśmy. Tylko za słabo aby wiedzieć co to może być. Ale zgaduję, że coś istotnego skoro ta wiedźma albo jej wspólnicy nie chcą abyśmy tam dotarli. Dlatego bez względu na to co się stanie z Ferro musimy dotrzeć na tą polanę. - odparła magiczka już całkiem spokojnym i pewnym siebie tonem. Westchnęła, wyjęła z małej torebki przy pasie ozdobną chusteczkę i zaczęła przecierać najpierw twarz a potem włosy. Musiała być wyperfumowana bo Tobias wyczuł ten zapach gdy stał blisko niej. Całkiem przyjemny i kobiecy.
- Wrócę tam. Tym razem będę lepiej przygotowana. - oznajmiła składając chusteczkę na zadbane, równe części i wsuwając ją z powrotem do przypinanej do pasa kieszeni. - A ty… - spojrzała na łucznika i obrzuciła go spojrzeniem z góry na dół jakby starała się ocenić na co go stać.
- Poprosiłabym cię abyś spróbował przemknąć się do tej polany i zobaczył co tam jest. Ale jak nie chodzi o zwierzoludzi czy orków tylko coś nadnaturalnego to nie mam sumienia cię o to prosić. - powiedziała chyba całkiem szczerze jakby sama biła się tutaj z myślami. - A właściwie to co tutaj robisz sam? - zapytała jakby dopiero teraz zwróciła na to uwagę. Jak jej powiedział o swoim planie zawiadomienia szefowej to pokiwała głową i znów przez chwilę trawiła coś w swojej jasnej głowie.
- Myślę, że z Ferro sobie poradzę. Też jestem Tileanką. I mam parę swoich sztuczek. Nie wiem czy jest sens ściągać tu resztę. Wolałabym to załatwić naszymi siłami. Albo poradzimy sobie albo to jest i tak zbyt potężne aby do tego startować. Jednak te machlojki tej wiedźmy dają mi nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i chcą coś przed nami ukryć na tej polanie. - powiedziała w końcu gdy się namyśliła co dalej powinni robić. Chociaż się wahała to jednak ostatecznie uznała, że nie warto ściągać do tej akcji więcej oddziałów.
- Ja na pewno zwrócę ich uwagę. Więc ty spróbuj się gdzieś zaczaić i mieć wszystko na oku. Może wypatrzysz coś nietypowego. - powiedziała zwracając się do zwiadowcy tak jakby wpadła na pomysł jak mógłby się przydać. Wsiadła na konia samodzielnie i świeże rany już jej nie dokuczały. - Ale jeśli nie czujesz się na siłach możesz wracać do karawany. Tylko niech Petra nie wysyła tam więcej ludzi póki nie sprawdzimy co tam się dzieje. - rzuciła mu już siodła dając mu ostatecznie wybór jakby nie chciała go mieć na sumieniu. - Aha. Nic nie mów o magii, demonach i opętaniach. To zawsze tylko wywołuje strach i zamieszanie. Najwyżej Petrze możesz powiedzieć. - powiedziała jakby przypomniała sobie o tym w ostatniej chwili.
-
Nikt za Tobiasem nie pobiegł, za co był łucznik wdzięczny Bogom. Poruszał się ostrożnie ale w miarę szybko, chcąc dotrzeć do głównego oddziału jak najszybciej. Wszystko się pogmatwało, dowódca był przeciw dowódcy, żołnierz przeciwko żołnierzowi i nijak nie dało się z tym cokolwiek zrobić. Odgłos kopyt sprawił że zamarł. Kiedy określił kierunek z którego dobiegają odgłosy ostrożnie ruszył w tamtym kierunku, z łukiem w ręku i strzałą na łęczyńsku. Widok rannej Alessi był zaskoczeniem. Ledwo trzymała się siodła, jej krew spływała po końskim boku. Zwiadowca nie namyślał się ani chwili i ruszył w jej kierunku, chowając przy tym strzałę do kołczanu. Czarodziejka rozpoznała Tobiasa i przez chwilę zobaczył on w oczach Alezzi jakby ulgę. Pomógł jej zejść z konia oraz usiąść na zwalonym drzewie, a kiedy poprosiła go o wyjęcia bełtów stanął za nią i wyjmował je ostrożnie jeden po drugim. Współczuł kobiecie słysząc jej zdławione krzyki kiedy wyjmował ostrza z jej ciała, była jednak dzielna, a kiedy skończył usłyszał jak mimo zmęczenia, cicho ale pewnym głosem wyrecytowała jakieś słowa w nieznanym dla Tobiasa języku i pojawiło się jasne światło w miejscu ran które zaczęły się zasklepiać.
I pierwszy raz w Swoim życiu, Tobias miast czuć strach i niepewność, poczuł ulgę i nadzieję, że jest coś co stoi na przeciw siłom mroku i zniszczenia. Alezzia dostrzegła jego spojrzenie i uśmiechnęła się, dziękując zaraz łucznikowi za pomoc. Tobias streścił , co wydarzyło się miedzy napadem na jej osobę a ucieczką zwiadowcy, podzielił się również Swoimi przepuszczeniami dotyczącymi zachowania porucznika Ferro. Pokiwała głową w zrozumieniu, po czym spojrzała hardo w kierunku, z którego przyjechała.- Muszę tam wrócić .
Tobias wpatrywał się w nią zdumiony. A kiedy wspomniała o zwiadzie w kierunku polany, widział już że tam pójdzie, mimo jej późniejszych słów. Kiedy widział tą siłę i determinację w jej oczach, poczuł przypływ odwagi i być może trochę tej siły, którą teraz czarodziejka emanowała.
- Udam się ku tej polanie Meine Damen.
I tak jak zaproponowała - siedział przyczajony, czujny obserwując jej śmiały powrót do oddziału porucznika. Świetlista dama nie dała się tym razem zaskoczyć. Chroniona przez Swoją magię i już po chwili Ferro był pochwycony i bezbronny.
A Tobias mógł udać się w kierunku polany. Lecz nie przed tym jak dyskretnie ukazał się pozostałej dwójce zwiadowców, powiadamiając ich o swoim celu, posługując się przy tym językiem gestów który bez trudu rozpoznali. -
Duivel ujrzał świetlistą kulę zbliżającą się w ich kierunku. "Magia" pomyślał. Nie był tylko pewien czy to ktoś wrogi czy może sprzymierzeniec. Po chwili światło było już na tyle widoczne, że w całej grupie rozpoczęły się szepty. Ferro zaczął wydawać rozkazy, ale elf skupił się na rozpoznaniu osoby która się do nich zbliżała dość szybko. Skojarzył to ze światłem jakie Alezzia wyczarowała na bagnach gdy szli z akcją ratunkową. Zakrwawione ciuchy postaci zdawały się nie pasować do wyprostowanej sylwetki. Nie miał pojęcia jakim cudem Alezzia była w tak dobrym stanie... bo w końcu rozpoznał swoją kompankę. Wiele myśli przeszło mu przez głowę. Nie wiedział, czy to nie jakaś podła sztuczka, może di Lucci zmarła i ktoś wykorzystuje jej ciało. Padły jakieś rozkazy, gdy już dojechała do grupy. Minęła nawet paru kuszników, gdy Ci oddali strzały. Duivel dobył wtedy swój łuk i wiele się nie zastanawiając, wycelował w Ferro. Gdy przemawiała jakimś nienaturalnym głosem, znów pojawiły się w nim wątpliwości. Wiedział, że mówi po tileańsku, a po chwili w reikspiel przemówiła do reszty. Elf opuścił łuk gdy dowódczyni poprosiła o oszczędzenie kapitana.
Po chwili dostrzegł Tobiasa jak ten pokazywał z ukrycia jakieś gesty. Prawdopodobnie chciał przekazać, że idzie na zwiad, jednak elf pewności nie miał co do znaczenia gestów. Domyślił się, że to Walder pomógł świetlistej magiczce.- Jestem za tym, żeby iść na tę polanę. Obłąkany Ferro bardzo chciał nas odwieść od tego pomysłu, także tam musi być ich słaby punkt, albo jakieś miejsce z którego rzucają czary.- mówił donośnie, tak aby wszyscy słyszeli, choć nie wszyscy rozumieli
- Witaj ponownie Alezzio, dobrze Cię widzieć... dodał na koniec do magini i ukłonił się w pasie.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się