Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
Pipboy79P
Pipboy79 jako
Pipboy79
Mistrz Gry
DekaresD
Dekares jako
Stefan
MirasM
Miras jako
Miras
CioldanC
Cioldan jako
Duivel

Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
242 Posty 6 Uczestników 7.0k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CioldanC Online
    CioldanC Online
    Cioldan jako Duivel
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #241

    Duivel siedział w kącie stołu, skąd widział i drzwi do warsztatu, i okno, i twarze całej rodziny. Słuchał. Thomas westchnął na początku, jakby to była długa i niemiła historia, a przy heroldzie machnął ręką z rozżaleniem. Jego żona przyciskała do siebie najmłodsze dziecko i całowała je w czubek głowy, jakby to mogło je uchronić przed zwierzoludźmi, a Elf wiedział, że tak naprawdę to bardziej uspakajało Matkę. Starszy syn Thomasa wierzył w herolda i w to, że bunt zaraz zdławią, tak jak się wierzy w coś, kiedy nie ma się nic innego. Elf zbierał to wszystko po kawałku. Bunt w regimencie. Plądrowanie magazynów Hocha. Matka przełożona zabrana na plac i odprowadzona z powrotem. Lojalni, którzy rzekomo otoczyli buntowników, a pod ich nosem rąbano drzwi szewca. Ci ludzie zdążyli obrócić swoje własne miasto przeciwko sobie, a w lesie za murami wciąż czekały bestie z rogami. Kometa Sigmara, kara za grzechy. Duivel nie komentował, ale przyszło mu do głowy, że kary obecnie nadchodzą z północy i mają kopyta, nie boskie.

    W pauzie, kiedy cała rodzina na chwilę zamilkła, pochylił się do Thiemo.
    — Mówiłem, że pukać dwa razy, cicho — mruknął tak, żeby usłyszał tylko towarzysz. Następnie uśmiechnął się do niego i dodał — ale wyszło lepiej niż planowałem —
    Gdy Gospodyni z córkami roznosiły bigos, dostał też pajdę chleba. Duivel skinął głową ze szczerym uśmiechem, szybko podziękował i rozpoczął jedzenie. Gospodarz z rodziną jeszcze chwilę opowiadali o niedawnych zdarzeniach, więc elf wraz z Thiemo mieli czas na zjedzenie większości strawy. Dwa obiady w tak krótkim odstępie czasu przypomniały czasy gdy można było się objadać na weselichach, ale niestety tym razem to nie był taki przypadek. Gdy opowieści i wymiana zdań dobiegła końca, elf w końcu się odezwał.
    — Dziękuję wam bardzo za gościnę. Bigos smakuje jak w najlepszych karczmach. Na wojnie można zapomnieć, że jedzenie może mieć smak — po czym dojadł ostatnie dwie czy trzy łyżki.
    Zwrócił się wtedy bezpośrednio do szewca, osadziwszy też na nim wzrok.
    — Majstrze Thomasie. Mam kilka pytań. Trochę z ciekawości, a trochę dlatego, że nasi dowódcy będą pytać nas o raport, a ja nie chcę wrócić z pustymi rękoma. Zgoda? — Poczekał na skinienie głową, które nastąpiło jakby z automatu — Pierwsze. Magazyn Hocha i Białe Gołębice. Ilu tam było uchodźców i ile samych Gołębic? Chcę wiedzieć, ilu ludzi może być jeszcze w tamtej okolicy, no i czy na pewno dali im spokój... — starał się mówić bardzo wyraźnie, aby rodzina Thiemo zapamiętała wszystkie pytania, bo elf nie czekał na odpowiedzi, tylko chciał wszystkie kwestie poruszyć od razu, a potem usłyszeć odpowiedzi.
    — Drugie. Herold. Kto go wysłał, ratusz? I kto dowodzi lojalnymi, wasi strażnicy, czy ktoś z zewnątrz, bo mówiliście, że Baronowa i jej córka to nic nie mogą? No, a wspominając o tej dwójce to gdzie one teraz przebywają, no i czy ludzie je lubią? — nie myślał wcześniej o Baronowej, ale zadając pytanie o Herolda, stwierdził, że rodzina Barona to może być ciekawy sojusznik.
    — Trzecie, a to dla mnie najważniejsze, bo ja nie jestem stąd. Jeśli lojalni w końcu zdławią buntowników, to co potem? Żołnierze, którzy dziś stoją po waszej stronie, jutro też mogą chodzić po ulicach. Będą łagodniejsi od tych z placu? I kto Waszym zdaniem powinien stać na czele miasta, żeby ludzie przestali bać się wyjść po chleb? — Duivel kontynuował płynnie zadawanie kolejnych pytań
    — Czwarte. Zabrzmi dziwnie. Ta mgła nad miastem. Od kiedy się trzyma? To u Was normalne o tej porze roku? I czy przez te dni działo się w mieście coś, czego nie umiecie wytłumaczyć? Dziwne światła, wycie, ktoś, kto zachowywał się jakby nie był sobą. Nie chcę Was straszyć. Chcę wiedzieć, na kogo czy też na co uważać — zawiesił głos i spojrzał na okno.
    — I ostatnie. Kawałek stąd, na Żelaznej, stoi grupa z tarczami i tyczkami, może tuzin. Nie widziałem barw. Wiecie, kto to? Szabrownicy, czy raczej ktoś z tych, którzy pilnują porządku? Po drodze do Złotego Kielicha, gdzie idziemy — Złożył dłonie na blacie i czekał na wszystkie odpowiedzi. Gdy już padły wszystkie dodał jeszcze od siebie jedną kwestię.
    — Thiemo i ja idziemy dalej, do Złotego Kielicha bo tam pono miejscy urzędnicy i rajcy są. Ale nie zostawię Waszej rodziny bez słowa. Jeśli chcecie, zapytam moich dowódców, czy znajdzie się dla Was wszystkich czy tylko niektórych, miejsce przy regimencie. Teraz tu szabrownicy, ale gorsze rzeczy nadciągają, zresztą Thiemo Wam opowiadał co to za dziwy napotykaliśmy po drodze. No, a skoro macie warsztat, to wiedzcie, że regiment idzie długo i buty się zdzierają... Mogę szepnąć słowo szefowej, jeśli oczywiście chcecie, bo przecież nic na siłę. Oczywiście powiem, że za opłatą. — Skończył swoją wypowiedź, odczekał grzecznie na odpowiedź i zwrócił się do Thiemo — Czas na nas... nasi trzej towarzysze czekają na warcie na zewnątrz, może jeszcze wrócimy, bo coś czuję, że chwilę w Wendorf spędzimy czasu —...

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • DekaresD Niedostępny
      DekaresD Niedostępny
      Dekares jako Stefan
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #242

      Stefan słysząc słowa porucznik o zauważeniu przy bramie jakiegoś regimentu poczuł jednoczeście odrobinę ulgii, w końcu oznaczało to, że najprawdopodobniej pułk zajmuje już silną pozycje w mieście. Jednocześnie wiedział, że razem z Albrechtem są teraz po uszy w gównie, doskonale pamiętał jak traktowany był jeniec którego widzieli w bramie zajazdu. Czuł jak zaczyna się pocić kiedy oficerowie zasypali go serią pytań, jakimś cudem udało mi się nie położyć ręki na ostrzu noża za pasem. W końcu rzucił odpowiedź udając niewiedzę:

      • Tak jak mówiłem Pani porucznik do miasta weszliśmy w kilkanaście osób, żadnego regimentu tam nie widziałem. Pewnie pojawiły się kolejne osoby co przeżyły wspomniany atak pomiotów.
        Tak jak mówiłem mogę ich zachęcić do dołączenia się. pozwolę się tylko spytać o to ilu tych buntowników w przybliżeniu jest? Żeby wiedzieli w co się pakują i nie biadolili później że ich na minę wprowadziłem.

      Po wyjściu oficer zajął się sprzątaniem swoich narzędzi, podczas tego odezwał się jeszcze do doktora:
      Przepraszam ale wcześniej po chamsku się Panu doktorowi nie przedstawiłem. Nazywam się Stefan Jeager. W sumie to tak samo nietaktownie zachowałem się względem Pani porucznik…? - Stefan postarał się zadać to pytanie neutralnym tonem i stojąc plecami do sierżanta i innych obecnych żołnierzy. Jednocześnie miał nadzieję, że intensywność z jaką spoglądał na medyka i mowa ciała wystarczą do zasygnalizowania mu pytania i że jest ono dla Stefana ważne.

      Czarnowłosa porucznik przed wyjściem, popatrzyła przez chwilę na Stefana. I uśmiechnęła się półgębkiem nieco ironicznie. Ale nic nie powiedziała. Gdy zaś Jaeger odezwał się do chirurga to ten przyjrzał mu się uważnie. Po czym ponad jego ramieniem spojrzał na sierżanta Lupo i resztę żołnierzy.

      • Miło mi cię poznać młody człowieku. Jestem doktor Gerlach Sonnewalde. Dziękuję za pomoc. Szkoda, że musisz już iść i nie możemy poznać się lepiej. Może w spokojniejszych czasach. Wpadnij kiedyś do mnie na Bursztynową to napijemy się jabłecznika i porozmawiamy. - Siwowłosy medyk uśmiechnął się łagodnie. Mówił cichym, spokojnym głosem. Mył przy tym ręcę w misce z krawą woda a potem wycierał je w niezbyt czysty ręcznik. Ale zwykle tak to wyglądało w polowych warunkach. Stefan zaś skojarzył, że Bursztynowa to była na tym adresie z kartki.

      -Mieszka Pan na Bursztynowej doktorze,tak?- odparł ostlandczyk jednocześnie wyciągając jedną ręką z kieszeni skraj obciętej wcześniej kartki i skierował swój wzrok w jej kierunku wymownie.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1

      Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

      Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

      Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

      Zarejestruj się Zaloguj się
      Odpowiedz
      • Odpowiedz, zakładając nowy temat
      Zaloguj się, aby odpowiedzieć
      • Najpierw najstarsze
      • Najpierw najnowsze
      • Najwięcej głosów


      • Zaloguj się

      • Nie masz konta? Zarejestruj się

      • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
      Powered by NodeBB Contributors
      • Pierwszy post
        Ostatni post
      0
      • Kategorie
      • Ostatnie
      • Tagi
      • Popularne
      • Świat
      • Użytkownicy
      • Grupy
      • Strona startowa