Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. 21 dni Kwarantanny
21 Dni
GaranilG
Garanil jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MilobM
Milob jako
Maksymilian Kruk
MaReenkM
MaReenk jako
Karol Wysocki
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Michał Owczarek
NamiN
Nami jako
Wiktoria Wrońska

21 dni Kwarantanny

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
18 Posty 5 Uczestników 307 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Arthur FleckA Niedostępny
    Arthur FleckA Niedostępny
    Arthur Fleck jako Michał Owczarek
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #6

    text alternatywny

    fb8f263d-7a72-44cc-a89b-aef739de3003-image.png

    Karol Wysocki & Michał Owczarek

    Karol spojrzał na Michała z lekkim zaskoczeniem. Większość ludzi wokół panikowała albo gapiła się w telefony, a ten od razu zadawał konkretne pytania. Karol odruchowo zerknął w stronę sufitu, jakby próbował zobaczyć instalację przez beton i płyty karton-gipsowe.

    – Zależy od sekcji budynku. – odpowiedział cicho. – Część pięter ma własny obieg, ale główna centrala jest wspólna dla większości biur.

    Zmarszczył lekko brwi.

    – Czemu pytasz?

    – Bo sanepid nie zamyka biurowca w dziesięć minut z powodu sraczki na drugim piętrze – odparł Michał bez bawienia się w uprzejmości.

    Nie miał czasu ani siły na owijanie w bawełnę, a korporacyjny bełkot go drażnił. W tym pierdolniku pełnym spanikowanych garniturów, ten facet w roboczym uniformie wydawał się w tej chwili najbardziej użytecznym człowiekiem na całym parterze.

    – Chcę wiedzieć, na czym stoimy – dodał. – Jeśli mamy tu jakiś zaraźliwy patogen, może się roznosić wentylacją po całym budynku

    Karol przez chwilę patrzył na Michała w milczeniu. Nie dlatego, że nie miał odpowiedzi po prostu próbował poukładać sobie w głowie fakt, że ratownik mówił dokładnie to samo, o czym sam zaczął myśleć kilka minut wcześniej. W końcu powoli skinął głową.

    – No… właśnie dlatego też mi się to wszystko nie podoba. – mruknął.

    Odruchowo zerknął w stronę wejścia, gdzie policjanci dalej oklejali szyby taśmami, jakby szykowali budynek na oblężenie, a nie „procedurę bezpieczeństwa”.

    – Centrala wentylacyjna siedzi wyżej. Powietrze idzie wspólnymi pionami między piętrami. Są przepustnice i sekcje odcinające, ale… – urwał na moment. – …jeśli coś już poszło w obieg, to mogło się rozleźć po połowie budynku zanim ktokolwiek wcisnął alarm.

    Karol mówił spokojnie, ale coraz wyraźniej było widać, że zaczyna analizować sytuację na serio. Zmęczone spojrzenie technika powoli ustępowało temu bardziej chłodnemu, praktycznemu skupieniu.

    – Mogę dostać się do technicznych i sprawdzić, co tam właściwie odcięli. Albo czego nie odcięli. – dodał ciszej. – Problem w tym, że jeśli oni naprawdę boją się zakażenia… to prędzej zamkną cały budynek niż pozwolą komuś grzebać przy systemie. Mam pomysł…może ta blondyna co przemawiała wcześniej nam pomoże się dostać do technicznego.

    – A skoro tu siedzimy razem mów mi Karol

    Michał słysząc propozycję Karola zmarszczył czoło. Znał ten typ ludzi aż za dobrze, choć w innym życiu, dawno temu. W szpitalach takie wyprasowane blondynki siedziały w administracji. Nigdy nie ubrudziły sobie rąk krwią, za to świetnie recytowały procedury zza biurka, uśmiechając się gładko gdy kazały ci pisać trzy strony wyjaśnień dla NFZ, dlaczego zużyłeś o jedną ampułkę leku za dużo na ratowanie jakiegoś dzieciaka.

    – Wątpię, by pomogła – odparł szczerze. – Na moje tacy jak ona chronią tylko dupę dyrekcji. Dla niej jesteśmy po prostu problemem, który trzeba uciszyć korporacyjną gadką.

    Poprawił pasek ciężkiej torby wbijający się w obojczyk.

    – Ale w sumie co szkodzi spróbować, no nie? Ja jestem Michał.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • GaranilG Niedostępny
      GaranilG Niedostępny
      Garanil jako Mistrz Gry
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Garanil
      #7

      Wiktoria udała się oczywiście z powrotem do swojego gabinetu. Jak zwykle. Krótka przechadzka do windy i wjazd na 25 piętro, gdzie mieściła się tak zwana "HRownia", "dział zarządzania zasobami ludzkimi".
      Niektórzy pracownicy mieli tendencję do nazywania tego konkretnego piętra po cichu "działem nadzorców niewolników" lub "Piętrem z którego się nie wraca", gdyż zazwyczaj po wizycie na tym piętrze, wychodziło się z budynku marszem wstydu, z całą swoją karierą zredukowaną do jednego kartonowego pudełka. Żart był tak świetny, że Anetka z HRu też chciałaby go usłyszeć, prawdaż.

      Karol i Michał poszli za nią. i udało im się wsiąść do tej samej windy. Mieli czas od parteru do 25 piętra, żeby zainicjować rozmowę. To właśnie była jedna z tych praktycznych definicji "czasoprzestrzeni".


      Maksymilian usiadł na chwilę w holu i zaczął przeglądać telefon. Wszystkie hasła kluczowe oczywiście powodowały wyskakiwanie cholernych reklam, prezentacji korporacyjnych, zdjęć budynku i masy innych, zbędnych śmieci. Coś jednak przyciągnęło jego uwagę. Po paru minutach śledztwa w internecie, udało mu się znaleźć kilka postów w mediach społecznościowych, oraz kilka lakonicznych informacji w głównym nurcie. Więcej natomiast udało się uzyskać na grupie "mycie okien- nienawidzę swojej pracy" na telegramie, do której dołączył właściwie z ciekawosci.

      Zauważył przy okazji, że internet niekoniecznie działa tak szybko, jak powinien, zgodnie ze specyfikacją jego pakietu.
      Ogólnie z wiadomości wyłaniał się obraz nieco chaotycznego okwarantannowania wielu budynków w Warszawie i nie tylko. Przypominało to w niewielkim stopniu pandemię Covid-19, ale... reakcja nie była wtedy ani tak nagła ani tak nerwowa. Morawiecki z Szumowskim wtedy co chwila występowali w mediach, policja wlepiała mandaty za brak maseczek, i tak dalej... Ale nie było żadnej kwarantanny tak nagłej i tak... twardej.

      Zamknięcie dużego biurowca na 24 godziny ze wszystkimi w środku? to nie wróżyło absolutnie nic dobrego. Do Maksymiliana podszedł Sebastian. Maks znał go właściwie zaledwie z imienia. Niby wszyscy go znali, ale chyba nikt nie pamiętał, jak Seba właściwie miał na nazwisko.

      token_1 (2).png

      -Jedyny normalny z głową. Reszta poszła nadal obracać papierki, albo zaczepiać Wrońską, tak jakby jaśnie HRówna mogła im w czymkolwiek pomóc. Maks, chodźmy do palarni, bo jak tak będziemy za długo stać w jednym miejscu, to za chwilę będą zjeby za obijanie się. Borkowski pieprzył o powrocie do swoich zajęć, ale ja jakoś nie wierzę, że ta kwarantanna się skończy po jednym dniu.

      Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      3
      • NamiN Niedostępny
        NamiN Niedostępny
        Nami jako Wiktoria Wrońska
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #8

        text alternatywny text alternatywny text alternatywny

        ꧁Wiktoria Wrońska ꧂ ꧁ Karol Wysocki ꧂ ꧁Michał Owczarek꧂

        .

        Winda ruszyła miękko, niemal bezgłośnie.

        Wiktoria stała przodem do drzwi, jedna dłoń oparta lekko o skórzaną teczkę, drugą poprawiła mankiet jasnej marynarki. Metaliczne ściany odbijały rozmyte sylwetki całej trójki, a kolejne numery pięter zapalały się powoli nad drzwiami.

        Cisza w windzie miała ten specyficzny ciężar korporacyjnych budynków — uprzejmy, wyprasowany i całkowicie nienaturalny. Wiktoria zerknęła krótko na ich odbicia w lustrzanym panelu.

        — Mam wrażenie, że obaj panowie czegoś ode mnie chcą. — powiedziała spokojnie, bez cienia złośliwości. — Pytanie tylko, czy zdążycie przed dwudziestym piątym piętrem.

        Kącik jej ust drgnął niemal niezauważalnie, jakby sama bawiła ją własna uwaga. Nie wyglądała jednak na rozluźnioną. Raczej na kogoś, kto właśnie świadomie zostawił im przestrzeń do wykonania pierwszego ruchu.

        Karol parsknął cicho pod nosem, opierając bark o ścianę windy. Spojrzał na Wiktorię kątem oka, jakby próbował ocenić, czy żartuje, czy po prostu dobrze ukrywa napięcie.
        — Karol — przedstawił się krótko, wyciągając dłoń. — Serwis techniczny. Klimatyzacja, wentylacja i cała reszta tego biurowego cyrku.

        Poprawił uchwyt torby narzędziowej i zerknął na wyświetlacz pięter.

        — I tak… właściwie czegoś od Pani chcę. Dostępu do technicznych.

        Na moment zawiesił głos, jakby układał sobie w głowie, jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmieć jak kolejny panikarz z lobby.

        — Rozmawialiśmy chwilę z Panem ratownikiem na dole. Jeśli oni faktycznie zamknęli budynek przez jakieś zakażenie, to wentylacja może być problemem. Część pięter ma wspólny obieg powietrza. Jeśli coś przenosi się drogą powietrzną i weszło do systemu…to mogło już pójść dalej po budynku.

        Jego ton zrobił się bardziej rzeczowy, niemal zawodowy.

        — Muszę sprawdzić centrale i przepustnice. Zobaczyć, co działa, co zostało odcięte i czy da się zamknąć część obiegów. Tylko że większość pomieszczeń technicznych jest zamknięta na karty administracyjne albo kody, do których ja nie mam dostępu.

        Spojrzał na nią uważniej.

        — Zakładam, że HR ma lepsze dojście do administracji niż facet z torbą narzędziową. A jeśli sytuacja zrobi się gorsza, dobrze byłoby wiedzieć, którędy w tym budynku naprawdę przepływa powietrze.

        Zanim weszli do kabiny, Michał zdążył jeszcze rzucić okiem na lobby. Musiał niechętnie przyznać, że o ile wymoczek w garniturze tylko wkurwił tłum, blondynce udało się nad nim zapanować. Nawet jeśli sączyła słodką truciznę na ich uszy, stado przestało beczeć. Ludzie zaczęli odklejać się od zablokowanych drzwi i szarpać sie z ochroną.

        Ale za to jej przecież płacą — pomyślał od razu. Za nic nie chciał przyznać, że te retoryczne sztuczki zrobiły na nim wrażenie - To tylko pudrowanie trupa.

        Teraz opierał się plecami o chłodny panel windy i gapił na przeskakujące cyfry nad drzwiami. Jej wystudiowany luz drażnił, tak jak ciężki zapach drogich perfum, który wypełnił nagle całą przestrzeń.

        — Windę zawsze można zatrzymać między piętrami — mruknął pod nosem, nie zaszczycając blondynki bezpośrednim spojrzeniem.

        Po chwili Karol wyłożył kawę na ławę. Zabrał się do rzeczy konkretnie, bez owijania w bawełnę. Michał słuchał tego w całkowitym milczeniu. Był cholernie ciekaw, czy w obliczu twardych faktów do babki dotrze powaga sytuacji, czy jednak dla zasady z uśmiechem na ustach pokaże im środkowy, wypielęgnowany w salonie manicure palec.

        Wiktoria wysłuchała Karola bez przerywania, z tą samą uważnością, z jaką wcześniej obserwowała spanikowany tłum w lobby.

        — Wiktoria Wrońska. — odpowiedziała spokojnie, odwzajemniając uścisk dłoni. — Miło poznać, nawet jeśli okoliczności są mało sprzyjające.

        Gdy wspomniał o wspólnym obiegu powietrza, jej spojrzenie na moment uciekło ku wyświetlaczowi pięter, jakby układała sobie w głowie kolejne zależności.

        — Wreszcie ktoś mówi do mnie konkretnie. — odezwała się spokojnie.

        Przeniosła wzrok na torbę narzędziową, potem z powrotem na Karola.

        — Większość ludzi w takich sytuacjach albo krzyczy, albo próbuje znaleźć winnego. Pan przynajmniej próbuje znaleźć rozwiązanie.

        Kącik jej ust uniósł się minimalnie.

        — To odświeżające.

        Dopiero wtedy spojrzała krótko na Michała.

        — Doceniam kreatywność, ale zostańmy może przy rozwiązaniach, które nie wymagają interwencji serwisu windy. Wolałabym uniknąć scenariusza, w którym wszyscy troje utkwimy tutaj na kilka godzin.

        Winda przemknęła przez kolejne piętro niemal bezgłośnie.

        — Jeśli rzeczywiście coś dostało się do obiegu, administracja techniczna przestaje być problemem działu technicznego, a zaczyna problemem całego budynku. Mogę spróbować otworzyć wam część dostępu. „Spróbować” to niestety słowo-klucz w korporacjach.

        Karol skinął lekko głową, jakby taka odpowiedź była dokładnie tym, na co liczył. Przez moment wyglądał wręcz odrobinę mniej spięty.

        — „Spróbować” i tak brzmi lepiej niż to całe korporacyjne „procedury są procedurami”.

        Mruknął z cieniem zmęczonego rozbawienia. Przesunął dłonią po krótkim zaroście i spojrzał na wyświetlacz pięter.

        — I nie chodzi nawet tylko o samo zakażenie. Jeśli wentylacja zacznie wariować albo ktoś wyłączy część systemów na ślepo, to w połowie budynku za kilka godzin zrobi się sauna. Ludzie już są podkurwieni. Jak zacznie brakować powietrza albo klima całkiem padnie, to zrobi się jeszcze weselej.

        Na moment zerknął w stronę Michała.

        — A spanikowany tłum w zamkniętym biurowcu to raczej ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzeba.

        Potem spojrzał z powrotem na Wiktorię.

        — Wystarczy mi dostęp do technicznych i centrali wentylacyjnej. Resztę ogarnę sam. Chcę tylko wiedzieć, co właściwie działa i czy ktoś już próbował coś odcinać.

        Na krótką chwilę zamilkł, po czym dodał spokojniej

        — I między nami? Jeśli oni naprawdę zamknęli cały budynek bez ostrzeżenia, to znaczy, że ktoś na górze już zakłada scenariusz, którego nie chcą powiedzieć reszcie ludzi. Wolę przygotować się wcześniej niż później dowiedzieć się razem z tłumem.

        — To gdzie do tego technicznego?

        Poszło lepiej niż Michał zakładał. Najwyraźniej ta cała Wrońska miała w głowie więcej niż wyklepane na pamięć korporacyjne formułki. Skinął na słowa Karola. O systemach wentylacyjnych wiedział tyle co nic, ale technik jasno nakreślił możliwe scenariusze.

        — Zanim nas tu zamknęli, mieliście jakieś sygnały? — rzucił pytaniem do blondynki. — Kwadrans temu stawiałem na nogi faceta z trzeciego piętra. Czysty atak paniki połączony z astmą. Żadnej gorączki, zero objawów infekcji dróg oddechowych. Nic, co wskazywałoby na jakiś patogen. Ktoś inny dzwonił po służby z tego budynku? Skądś ten alarm musiał pójść. Mieliście tu dzisiaj inne omdlenia, duszności, cokolwiek?

        Wiktoria przez chwilę milczała, jakby bardzo ostrożnie dobierała słowa. Windzie towarzyszył jedynie cichy szum mechanizmu i kolejne zmieniające się numery pięter.

        — Gdybyśmy mieli potwierdzone informacje o realnym zagrożeniu epidemicznym, prawdopodobnie nie stalibyśmy teraz wszyscy w jednej windzie. — odpowiedziała spokojnie.

        Przesunęła spojrzeniem po wyświetlaczu pięter.

        — Na razie wiem tylko tyle, że ktoś bardzo szybko podjął decyzję o zamknięciu budynku. Bez wyjaśnień. Bez przygotowania ludzi.

        Kącik jej ust drgnął minimalnie, choć tym razem bardziej przypominało to zmęczenie niż rozbawienie.

        — A takie decyzje zwykle nie zapadają dlatego, że komuś zakręciło się w głowie przy ekspresie do kawy.

        Dopiero po chwili spojrzała na Michała. W jej oczach było mniej chłodu, niż mógłby się spodziewać.

        — Ale nie, nie słyszałam dziś o żadnych masowych dusznościach czy omdleniach. Kilka osób zgłaszało złe samopoczucie, bóle głowy, pojedyncze ataki nasilonego lęku…

        Zawahała się na moment, przypominając sobie rozmowę z Zielińskim.

        — …i zachowania paranoiczne. Tylko że w korporacjach to akurat nie jest szczególnie rzadkie zjawisko.

        Gdy wyświetlacz zamigał liczbą 25, Wiktoria uniosła dłoń zamiast wysiąść i bez wahania nacisnęła przycisk prowadzący wyżej.

        — Dział techniczny jest na dwudziestym ósmym. — powiedziała spokojnie. — Spróbujmy, zanim ktoś na górze uzna, że najlepszym rozwiązaniem będzie odcięcie połowy budynku „na wszelki wypadek”.

        Michał słuchał blondynki bez większego przekonania. Sprawiała wrażenie, jakby serio chciała pomóc, ale ten śliski typ na dole, Borkowski miał dokładne wytyczne z zewnątrz. Rzucał konkretami o dwudziestu czterech godzinach kwarantanny i stałym kontakcie ze służbami. Grube ryby zawsze trzymają ważne informacje dla siebie, karmiąc płotki planktonem. Pytanie w którym stawie pływa Wrońska? Michał nie zamierzał jednak drążyć tego tematu. Czas uciekał, a oni musieli działać na tym, co mieli.

        — Mniejsza o to — odezwał się zmęczonym głosem — Mam prośbę. Jak już Karol ogarnie wentylację, może pani sprawdzić listę pracowników, którzy ostatnio wrócili z urlopu? Możliwie, że niektórzy byli za granicą i warto byłoby ich przebadać. A w razie konieczności...odizolować od pozostałych.

        Wiktoria spojrzała na Michała uważniej, tym razem bez śladu wcześniejszego rozbawienia.

        — Mogę sprawdzić listę osób wracających z delegacji i urlopów zagranicznych. — odpowiedziała spokojnie.

        — Ale zanim zaczniemy kogokolwiek izolować, wolałabym mieć coś więcej niż przypuszczenia i zbiorową panikę w lobby.

        Na moment zamilkła.

        — Jeśli to rzeczywiście coś poważnego, chaos tylko utrudni nam ocenę sytuacji.

        Kiedy drzwi windy wreszcie otworzyły się na odpowiednim piętrze, Wiktoria ruszyła korytarzem przed siebie.

        — Tędy.

        Nie zwalniała tempa. Szła pewnie, z wyprostowaną sylwetką i spokojem, który w obecnej sytuacji wydawał się wręcz nienaturalny. Jakby cały chaos budynku odbijał się od niej i spływał po idealnie skrojonym materiale jasnej marynarki.

        W końcu zatrzymała się przy drzwiach oznaczonych tabliczką działu technicznego. Wyciągnęła rękę do klamki i zapukała krótko, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby uzyskania pozwolenia.

        Nie czekając na odpowiedź, otworzyła drzwi.

        🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        2
        • MilobM Niedostępny
          MilobM Niedostępny
          Milob jako Maksymilian Kruk
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Milob
          #9

          139-rpgavatar-1778700749645.png

          Maksymilian Kruk

          Ekran poobijanego smartfona rzucał blade światło na zmęczoną twarz Maksymiliana. Wiadomości z grupy na Telegramie ładowały się z irytującym, rosnącym opóźnieniem. Zwalniający internet – odnotował w myślach z chłodnym pragmatyzmem. To był kolejny element układanki, który bardzo mu się nie podobał. Nagłe, twarde lockdowny biurowców w całym mieście bez żadnych wcześniejszych ostrzeżeń z ministerstwa. Żadnych gładkich konferencji w telewizji, tylko kordony policji i taśmy na drzwiach. Dla Maksa ten schemat działania wyglądał niepokojąco znajomo, choć wolałby o nim zapomnieć. Błyskawiczne odcięcie strategicznych obiektów, blokada przepływu informacji i narzucanie pełnej kontroli nad cywilami śmierdziały mu z daleka wprowadzeniem nieoficjalnego stanu wojennego, a może nawet wojskowym puczem. Ktoś na samej górze albo całkowicie stracił kontrolę nad sytuacją, albo właśnie próbował ją brutalnie przejąć.

          Zablokował ekran i wsunął telefon z powrotem do głębokiej kieszeni oliwkowych bojówek. Podniósł wzrok akurat w momencie, by odprowadzić spojrzeniem wsiadającą do windy grupkę. Elegancka blondynka z HR-u – Weronika? Wiktoria? Jakoś tak – a za nią wcisnęła się ta dwójka jedynych w miarę przytomnych gości: monter Karol i wymięty medyk Michał. Maks zmrużył oczy, gdy metalowe drzwi się zasunęły. Jazda zamkniętą puszką na dwudzieste piąte piętro w momencie, gdy nie wiadomo, co dokładnie krąży w wentylacji lub kto zaraz odetnie prąd, nie była według niego najbystrzejszym pomysłem pod słońcem, ale to był ich wybór. On zdecydowanie wolał zostać w pobliżu parteru.

          Z zamyślenia wyrwały go słowa Sebastiana. Gość miał rację. Stanie jak kołek w pustoszejącym lobby, gdy spięta ochrona już zaczynała nerwowo łypać na każdego, kto nie wracał grzecznie do swojego boksu, było proszeniem się o bezsensowny konflikt na samym starcie.

          – Palarnia to w sumie jedyne miejsce na tym piętrze, gdzie wyciąg musi wyrzucać syf bezpośrednio na zewnątrz, a nie tłoczyć go w główny obieg – mruknął cicho Maksymilian do Sebastiana

          Ruszył za Sebastianem w stronę strefy dla palących. Choć na co dzień dbał o siebie, miał jedną słabość. Stary, parszywy nawyk, który złapał lata temu w wojsku, siedząc godzinami na zimnych, deszczowych patrolach, i który z uporem maniaka z nim został. Ale potrzebował tego, w takich momentach jak ten ciche kliknięcie benzynowej zapalniczki Zippo i dym drapiący w gardło uspokajały go. To stanowczo nie zapowiadało się na łatwy dzień.

          text alternatywny

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • GaranilG Niedostępny
            GaranilG Niedostępny
            Garanil jako Mistrz Gry
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #10

            Maksymilian

            Sebastian poprowadził Maksa do palarni, a następnie zamknął za nimi drzwi. Tym razem była to palarnia na parterze.

            9061c6f4-fe7e-4527-8d24-b39d0b5823e2-image.jpeg

            -parszywa sytuacja. Śmierdzi czymś grubszym na kilometr. Wolę palarnię na 25 piętrze. Na parterze ogląda często zagląda w różne miejsca. Im wyżej siedzisz, tym mniejsze ryzyko, że ktoś się zainteresuje tym, ile czasu spędzasz na fajce. Dodatkowo z góry widać więcej. Wiedziałem o tym że będą problemy jakieś 10 minut przed zamknięciem budynku, ale i tak nie zdążyłbym wyjść. Po prostu to nie jest normalne że w naszym kierunku jadzie 6 radiowozów i 2 suki na raz. Ale nie sądzę, żebyśmy mieli tutaj kogokolwiek chorego, a jeżeli już, to raczej nie przenosi się przez wentylację. Stawiam na to gówno z Niemiec. A do Niemiec oczywiście przypłynęło z Hamburgeryki, razem z tym pieprzonym Mercosurem.- Stwierdził Sebastian. Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. Zerknął na spód paczki.

            -Eh, 25,50 za paczkę LD czerwonych. Świat oszalał. Obym był fałszywym prorokiem, ale wygląda jakby godziny grania w zombie-survivale miały wreszcie zaowocować. - Stwierdził cynicznie. Zabrzmiał jak rasowy defetysta, który widząc zapaloną świeczkę, przed oczyma ma pożar trawiący pół Warszawy.

            -Pamiętaj, nikomu tu nie można ufać. Nie wiadomo kto jest bardziej zakłamany. Korpoludki, ochroniarze, policjanci, urzędnicy czy politycy. Zakład o paczkę fajek, że w ciągu 3 dni sytuacja jeszcze się pogorszy. Przyjmujesz? - Zapytał.


            Wiktoria, Karol, Michał

            Biuro działu technicznego budynku znajdowało się blisko serca budynku - szybów wind, oraz arterii wentylacyjnych. Samo biuro sprawiało wrażenie wyrwanego z innego świata. Biurka zawalone papierami, ale nie bezeensownymi górami typowych białych kartek i blankiecików. Nie - tu były róznego rodzaju plany budynku, jego poszczególnych pięter, pomieszczeń, części budynku, części technicznych, wyposażenia, oprzyrządowania. W biurze znajdowało się kilka ekspresów do kawy, a puste kubki które "za chwilę miałem umyć" układano w cholerne piramidy i wymyslne konstrukcje, które utrzymywała w kupie fizyka. Regały pod ścianami były wypełnione najróżniejszymi częsciami mechanicznymi i komponentami do napraw. To było miejsce gdzie siedzieli lokalni MacGyverzy budynku. Jeżeli coś się gdzieś zepsuło, ale nie było powiązane z komputerami - to to była rola technicznych. Zepsute krzesło, ułamana noga stołu, niedziałający ekspres do kawy, niedziałająca klimatyzacja, dziura w ścianie, skrzypiące drzwi, złamany klucz w drzwiach, zacięta winda - to tylko kilka rzeczy, za które ci ludzie byli odpowiedzialni.

            content2.png

            -Borkowski kazał sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. - Usłyszeli, jak podstarzały technik, najpewniej szef działu, wydaje polecenia młodszym kolegom, wśród tego bałaganu.

            token_1 (3).png

            Wrońska kojarzyła Kazimierza Wójcika. Człowiek o krok od emerytury, mający bardzo sztywny kodeks moralny, stawiający na 1 miejscu bezpieczeństwo i szczerość, a na ostatnim papierologię. Z tego też powodu Wójcik trafiał do HRu średnio raz na kwartał lub nawet częściej. Raz nawet próbowali go zwolnić i musieli go potem zatrudnić z 30% podwyżką, bo nikt inny nie dawał rady na tym stanowisku, a budynek zaczął się bez niego sypać. On też pierwszy zauważył trójkę gości.
            -Pani Wrońska? Nech zgadnę, Bartek znowu opowiedział jakiś dowcip niewłaściwej osobie i przyszła go pani usłyszeć osobiście? czy może tym razem to ja będę miał jakiś problem?- Zapytał rzeczowo i upił łyk kawy z kubka.
            -Napijecie się kawy?- Zapytał, zupełnie jakby 24-godzinna kwarantanna była niczym więcej jak zwykłą środą.

            Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            2
            • MilobM Niedostępny
              MilobM Niedostępny
              Milob jako Maksymilian Kruk
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #11

              Maksymilian Kruk

              token_1.png

              Wypuścił siwą chmurę przez nos i spojrzał na Sebastiana z lekkim, niemal ironicznym uśmiechem.

              – Zombie? – parsknął cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową.

              – Za dużo filmów i gier, Seba. Zejdź na ziemię. Zgodzę się, że pewnie przywlekło się tu jakieś ostre choróbsko, może i to gówno z Niemiec, ale żywe trupy nie zaczną nam zaraz drapać w szyby. Nie rozśmieszaj mnie.

              Strzepnął popiół do stojącej obok metalowej popielniczki.

              – Ale zakład przyjmuję, darmową paczką nie pogardzę – powiedział, ściskając dłoń Sebastiana z uśmiechem, jakby przed chwilą usłyszał świetny żart.

              Przez chwilę palił w milczeniu, a jego umysł przestawił się na chłodną, pragmatyczną analizę przetrwania, której uczył się latami. Odrzucił na bok wizje z gier wideo Sebastiana, skupiając się na rzeczywistości.

              Wypuścił ostatnią smugę dymu i głośnym pstryknięciem zamknął zapalniczkę Zippo, po czym wsunął ją do kieszeni bojówek.

              – Skoro uwięzili nas w tej szklanej puszce, musimy znaleźć sensowną metę na przeczekanie -stwierdził rzeczowo, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Spojrzał twardo na Sebastiana.

              – Zapomnij o wyjściu o szesnastej i wieczorze na własnej kanapie z Netflixem. Trzeba działać, zanim inni się zorientują. Na razie jeszcze nie panikują tylko kręcą filmiki, nagrywają stories i traktują to jako coś śmiesznego, ale za kilka godzin dotrze do nich, że muszą gdzieś to przesiedzieć. A biurowe fotele to kiepskie prycze.

              Maksymilian starannie przygniótł niedopałek w metalowej popielniczce.

              – Wspomniałeś, że wolisz dwudzieste piąte piętro. Podpisuję się pod tym. Z góry mamy lepszy widok na ulicę, a poza tym... tam siedzą też technicy. Mają tam swoją kanciapę. O ile dobrze kojarzę, stoi tam stara, całkiem znośna kanapa. Najlepiej będzie, jak pójdziemy tam teraz i zaklepiemy sobie bazę, zanim reszta tego spanikowanego stada zacznie szukać wygodnego kąta. Zbieramy się.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • NamiN Niedostępny
                NamiN Niedostępny
                Nami jako Wiktoria Wrońska
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #12

                text alternatywny

                Wiktoria Wrońska

                Wiktoria zatrzymała się tak, aby między nią a Wójcikiem był tylko niewielki odstęp, po czym skinęła mu lekko głową.

                — Panie Kazimierzu. — przywitała się spokojnie, z ledwie zauważalnym uśmiechem. — Widzę, że koniec świata nadal nie przeszkadza działowi technicznemu w funkcjonowaniu. Gdybym jednak przychodziła tu za każdym razem, kiedy Bartek opowie komuś niewłaściwy dowcip, musiałabym mieć w tym dziale własne biurko.

                Dopiero po chwili wskazała lekko dłonią stojących za sobą mężczyzn.

                — Karol, dział techniczny z zewnątrz. Michał, ratownik medyczny.

                Zerknęła krótko na kubek kawy w jego dłoni.

                — A kawa brzmi obecnie bardziej jak procedura ratunkowa niż propozycja.

                Rzuciła krótko, z delikatnie rozbawionym tonem głosu, choć wyraźnie nie było jej do śmiechu. Wolała jednak, żeby atmosfery nie dało się kroić nożem jak deseru do rzeczonej kawy.

                — Potrzebujemy dostępu do central wentylacyjnych i technicznych. Karol zwrócił uwagę, że jeśli ktoś zaczął odcinać część obiegów albo system działa nieprawidłowo, możemy bardzo szybko pogorszyć sytuację w budynku zamiast ją opanować.

                Na moment zamilkła, aby po chwili dodać

                — W obecnym chaosie wolałabym uniknąć scenariusza, w którym ludzie zaczną panikować również dlatego, że nie da się oddychać.

                Michał przywitał się krótkim skinieniem głowy

                — Czarną poproszę — rzucił sucho.

                Wycofał się pod drzwi i wyciągnął komórkę.

                — W tym dziale, kawa to paliwo, a najpoważniejszym problemem zdrowotnym jest odstawienie kofeiny. — Oznajmił poważnie Kazimierz.

                Spojrzał na kompanów Wiktorii i polecił jednemu ze swoich pracowników zrobić kawę.
                — Dział techniczny, jak dobrze pani wie, będzie pracował swoim swoim życiem i bezpieczeństwiem, tak długo jak ja tu jestem. Z resztą, nie pani pierwsza o to pyta. Był tu już dziś Rosiński, z zarządu. I kazał natychmiast wstrzymać cały system wentylacyjny z powodu kwarantanny. A ja kazałem mu spierdalać, bo wtedy wszyscy się tutaj poduszą. Groził mi konsekwencjami, zwolnieniem, grzywną, rozstrzelaniem i chuj go tam wie czym jeszcze. Oczywiście powiedziałem mu to grzecznie i w żargonie korporacyjnym, ale oczywiście, nie przyjął tego zbyt dobrze. — Stwierdził główny technik.

                Wiktoria dość szybka zdała sobie sprawę, że zarząd improwizuję. Teraz była pewna, że coś faktycznie było nie tak.

                🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • MaReenkM Niedostępny
                  MaReenkM Niedostępny
                  MaReenk jako Karol Wysocki
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #13

                  -Karol słuchał Kazimierza z coraz większym niedowierzaniem, ale też czymś na kształt ulgi. Po raz pierwszy od wejścia do tego budynku miał wrażenie, że rozmawia z kimś, kto nie próbuje przykryć problemu korporacyjnym bełkotem.
                  Parsknął cicho pod nosem, gdy technik wspomniał o „rozstrzelaniu”.
                  -Brzmi jak standardowy poniedziałek w administracji.-mruknął.
                  Oparł torbę narzędziową o jedno z biurek i przesunął wzrokiem po monitorach oraz schematach instalacji rozwieszonych po pomieszczeniu. Im dłużej tu stał, tym bardziej nabierał przekonania, że decyzje podejmowane na górze są kompletnie oderwane od rzeczywistości.
                  -Jeśli serio chcieli wyłączyć cały obieg, to ktoś tam chyba nigdy nie był w tym budynku po godzinie dziesiątej. Powiedział już bardziej rzeczowo.
                  -Przy tylu ludziach i zamkniętych oknach powietrze zrobiłoby się nie do wytrzymania jeszcze przed wieczorem.
                  Podszedł bliżej jednego z ekranów.
                  -Ale częściowe odcięcie sekcji dałoby się zrobić. Izolować konkretne piony albo piętra, zamiast dusić wszystkich naraz.
                  Karol mówił teraz bardziej jak technik niż przestraszony człowiek. Problem był konkretny, więc łatwiej było mu się na nim skupić niż na panice piętro niżej.
                  -Pytanie brzmi, czy oni wiedzą czego właściwie szukają… czy po prostu usiłują wyglądać, jakby mieli sytuację pod kontrolą.

                  text alternatywny

                  Wiktoria wysłuchała Wójcika w milczeniu, krzyżując ręce na wysokości talii. Musiała przyznać, że techniczne aspekty funkcjonowania budynku nigdy nie były jej specjalnością.

                  Przy wzmiance o Rosińskim i próbie wyłączenia całego obiegu powietrza przymknęła na moment oczy, jakby właśnie potwierdziło się coś, czego podświadomie zaczynała się obawiać.

                  — Czyli jednak improwizują. — powiedziała ciszej niż wcześniej. Niemal półgłosem.

                  Zerknęła krótko na rozłożone schematy, potem na Karola. Słuchała go z wyraźnym zainteresowaniem. Mówił konkretnie i skupiał się na realnym problemie, zamiast na tym, jak problem powinien brzmieć w oficjalnym komunikacie.

                  — Jeśli zarząd zaczyna podejmować decyzje techniczne bez konsultacji z ludźmi, którzy faktycznie utrzymują ten budynek przy życiu, sytuacja jest gorsza, niż przypuszczałam.

                  Na moment zamilkła.

                  — I szczerze mówiąc, wolę, żeby wentylacją zajmował się pan niż ktoś, kto zna ten budynek wyłącznie z prezentacji w PowerPoincie.

                  Skinęła lekko głową panu Kazimierzowi, ale uznanie należało się również Karolowi. Zamiast siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż sytuacja sama się rozwiąże, próbował działać.

                  Nawet jeśli ostatecznie miało okazać się to fałszywym alarmem, Wiktoria wiedziała jedno — zajęcie się czymś pomagało ludziom psychicznie. Dawało poczucie sprawczości i kontroli. A w obecnej sytuacji było to niemal równie cenne jak dostęp do tlenu.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur Fleck jako Michał Owczarek
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #14

                    text alternatywny

                    Michał Owczarek

                    Michał przywitał się krótkim skinieniem głowy i rozejrzał po pomieszczeniu. Spodziewał się profesjonalnej sterowni a władował się do graciarni, przy której nawet jego zasyfione mieszkanie wyglądało jak sala operacyjna. Jego uwagę od razu przyciągnęła piramida brudnych kubków ułożonych na biurku. Szanse na to, że w tym chlewie znajdzie się choć jedno wyparzone naczynie, oceniał na zerowe, ale potrzebował kofeiny. A właściwie to wódy, ale Wójcik i jego koledzy pewnie nie odważyliby się przy Wrońskiej zaoferować obcemu rozchodniaczka. Nie mówiąc o tym, że w tyłku wciąż miał wszywkę.

                    – Czarną poproszę – rzucił sucho.

                    Kierownik ewidentnie miał ochotę na słowne potyczki z blondynką, ale Michał nie zamierzał w tym uczestniczyć. Potrzebował informacji z zewnątrz. Wycofał się pod drzwi i wyciągnął komórkę. Wybrał numer Zbyszka.

                    Po paru sygnałach kolega z karetki w końcu odebrał.

                    – Zbychu, co tam się dzieje? – Owczarek nie bawił się w uprzejmości i od razu przeszedł do pytań. – Dlaczego odcięli budynek?

                    – A tego to ja nie wiem. Pół godziny temu zjechała się nagle kawaleria. Nie pozwolili mi wejść. Powiedzieli, że jest jakaś kwarantanna.

                    – A ty gdzieś jesteś?

                    – Dyspozytor kazał mi zjechać na bazę. Szpitale mają być w pogotowiu, tyle wiem. Aha. Jak się skończy kwarantanna masz się zgłosić na służbę.

                    Owczarek wycedził ciche przekleństwo.

                    – Co?

                    – Nic. Jak się dowiesz czegoś więcej daj mi znać.

                    – Jasne. Uważaj tam na siebie.

                    Ratownik się rozłączył. Nie wydawał się zbytnio przejęty ani podekscytowany tym, że w ciągu kilku minut służby nagle odcięły budynek pełen setek ludzi.

                    Jakby takie rzeczy działy się codziennie, kurwa.

                    Sprawdził stan baterii i schował telefon do kieszeni. Odpuść. Zostaw to. Tak mu powtarzał terapeuta z ośrodka. Tłumaczył mu, że chlanie, ten cały pijacki ciąg to efekt uboczny brania na siebie zbyt dużej odpowiedzialności. Że zgubiła go potrzeba pełnej kontroli. Nazwał to kompleksem Boga. Michał wiedział, że mądrala w sweterku ma rację. Przesadzał. Próbował nosić na barkach cały oddział ratunkowy, nakładał na siebie rzeczy, których żaden człowiek by nie udźwignął, a potem musiał zalać to wódą by w ogóle zasnąć. Od miesięcy uczył się odpuszczać, mieć wyjebane na rzeczy, na które nie miał żadnego wpływu. Trenował znieczulicę na sucho, bez procentów. Tylko jak miał odpuścić teraz, kiedy zamknięto go w epicentrum strefy zero? Gdyby to był tylko kolejny szczep covidu albo innego grypopodobnego gówna, nikt by nie zadawał sobie trudu, by nagle odcinać cały wieżowiec. Kiedyś rozmawiał z kolegą z roku, który od razu po stażu zrobił specjalizację z zakaźnego i wyjechał do Konga. Krzychu potrafił zepsuć każde piwo opowieściami o Eboli i Marburgu. Opisywał pacjentów rzygających czarną krwią, ludzi, których narządy wewnętrzne rozpuszczały się i wyciekały każdym otworem ciała. „Misiek, przy tym, co tam siedzi w dżungli, ta nasza pandemia to niewinna igraszka” - mawiał między jednym a drugim kielichem. Jeśli sanepid i gliny ich zamknęli w piętnaście minut, nie bawiąc się w żadne ostrzeżenia, to nie szukali tu nikogo z dusznością. Bali się czegoś innego.

                    I ta myśl nie dawała mu spokoju.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • GaranilG Niedostępny
                      GaranilG Niedostępny
                      Garanil jako Mistrz Gry
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #15

                      Muzyka!

                      Cóż. Trio ratownika medycznego, gwiazdy działu Human Resource, oraz kontraktora technicznego, wskórało relatywnie niewiele, poza faktem, iż ustalili, że system wentylacji budynku jest w kompetentnych rękach. Pozostało rozejść się do swoich zajęć...

                      Atmosfera w Darpolu była... napięta. Coś wisiało w powietrzu. Ludzie "próbowali" pracować, ale świadomość, że nie możesz tak po prostu wyjść po 16 do domu, bardzo przeszkadzała w produktywności. Dlatego z ludzi pracujących, tak naprawdę pracowali jedynie technicy, utrzymujący budynek w należytej kondycji. Oraz prawdopodobnie dział IT. W końcu Internetu nikt kwarantanną nie objął.

                      Kolejne godziny minęły każdemu inaczej.

                      Wiktoria
                      Wiktoria wróciła do swojego gabinetu, zaparzyła sobie kawę i zaczęła metodycznie przeszukiwać bazę danych firmy, maile, media społecznościowe, media internetowe, a nawet najnowsze papierowe dokumenty działu HR. Sama nie była do końca pewna, czego szuka. Śladów, że ktoś jest chory, a może śladów spisku mającego zamknąć budynek w absurdalnej kwarantannie. Im dalej w sytuację, tym bardziej zaczynała rozumieć stwierdzenie "Paranoja to tylko znajomość wszystkich faktów."


                      Maksymilian
                      Maksymilian ruszył razem z Sebastianem na górę, na piętro 25. Wpadli to techników właściwie zaraz po Wiktorii, Karolu i Michale. Technicznie rzecz biorąc, minęli się w drzwiach.
                      Tylko po to, żeby Kazimierz po chwili powiedział im, że mają grzecznie odstosunkować się od ichniej kanapy, jako iż dział techniczny to jedyny, który faktycznie pracuje.
                      Właściwie, to chłopaki zdążyli zauważyć, że dział techniczny też pracuje na pół gwizdka, bo jego pracownicy zaczęli już przygotowywać sobie bety na dzisiejszą noc. Cóż. Zgrane chłopaki.
                      Sebastian zniknął w palarni, a Maksymilian miał dłuższą chwilę dla siebie, unikając roboty.
                      Właściwie nie było to specjalnie trudne, bo jego manager już dawno powinien się odezwać, a tymczasem w krótkofalówce służbowej cisza. Zupełnie jakby zmywacze okien i ludzie zajmujący się konserwacją wymagającą uprawnień wspinaczkowych, też zaczęli się zajmować własnym losem, aniżeli pracą.


                      Karol
                      Wysocki został w dziale technicznym. Wziął od Kazimierza byle jaką robotę która akurat była do zrobienia i poszedł dokręcać śrubki, byle zająć czymś głowę. Praca mu nie szła. Rozmyślał o tym, że jest uwięziony w cholernym budynku i nie ma pojęcia co się właściwie dzieje. To o czym mówił Michał też nie dawało mu spokoju, a jedynie podsycało niepokój...


                      Michał
                      Owczarek zajął się przeglądaniem własnego telefonu oraz rozmowami z ludźmi. Próbował się dostać do Rosińskiego, ale bezskutecznie. Karolina Maj - sekretarka zarządu - poinformowała go, że członkowie zarządu mają bardzo ważne spotkanie, omawiają sytuację w kwestii bezpieczeństwa i mają na łączach pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej, oraz przynajmniej jednego eksperta od chorób zakaźnych. W większości były to puste frazesy, które Michał znał aż za dobrze, więc ostatecznie skończył siedząc na krześle w poczekalni przed gabinetem Wiktorii. Wrońskiej., przeglądając swój telefon. i szukając informacji na temat tego, co się do cholery zaczęło odpierdalać w mieście wraz z nadejściem dnia dzisiejszego.


                      około godziny drugiej po południu, ponownie odezwał się system radiowęzła budynku. Dwa razy jednego dnia - to ani przypadek, ani nic przyjemnego. Jednak tym razem to była dobra wiadomość.
                      -Uwaga, uwaga! W związku z faktem iż kwarantanna była nagła i niezapowiedziana, aby ograniczyć dyskomfort związany z sytuacja, zostały dostarczone racje żywnościowe. Proszę się zgłosić do lobby budynku, celem odebrania swojej porcji. Prosimy o zachowanie ładu, porządku i spokoju. Dla wszystkich wystarczy.

                      k*rwa...Skąd to wrażenie, że coś się zaraz spierdoli jeszcze bardziej niż powinno?

                      Lobby

                      Nie wiadomo co byłoby głupsze - unikanie ludzi i w związku z tym, unikanie swojej porcji, czy może właśnie stanąć wraz ze wszystkimi w kolejce. A więc również z potencjalnymi nosicielami choroby, którą "chyba" tropiły służby. Chyba, ponieważ nie było widać żadnych oznak. Żadnych testów, wymazów z nosogardzieli, badań... Samo to było niepokojące.

                      Policja, w pełnym służbowym umundurowaniu i uzbrojeniu, wjechała do budynku wraz z wózkiem widłowym. Paleta reklamówek z logo każdego możliwego marketu w mieście, paleta wody pitnej. Policjanci mieli na sobie maseczki, rękawiczki i widać było, że sami też nie chcą tutaj być. Rozdawali bardzo prostą rację żywnościową. Każdy dostawał litrową butelkę wody (-jak ci się skończy, to sobie z kranu dolejesz.-), oraz reklamówkę z jedzeniem. Cholerną, foliową reklamówkę, której skład wydawał się być wyciągnięty żywcem z lotto. Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady, rozpoczynamy losowanie twojej kolacji na podstawie tego co akurat funkcjonariusz znalazł w sklepie i czego było akurat więcej niż 5 sztuk na krzyż.

                      To jeszcze bardziej podsycało atmosferę nagłej kwarantanny bez celu, sensu i przygotowania. W jednej siatce były 2 kajzerki, pasztet drobiowy, paczka Draży-Korsarzy, obite jabłko i soczek z rurką. W drugiej konserwa turystyczna, 5 mandarynek i pół kilo margaryny "Delmy"...
                      A w trzecim wagonie siedzą grubasy, siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
                      A tych wagonów jest ze 40, sam nie wiem co się w nich jeszcze mieści, kurwa jego mać!

                      Wiktoria stała już w kolejce, kiedy nagle przed nią wepchnął się jeden z pracowników.

                      token_1 (4).png

                      -Ja tu stałem, Lala. Poszedłem się tylko odlać. - Zarechotał wrednie, jakby to był dowcip godny gwiazdy stand-upu.

                      Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • MaReenkM Niedostępny
                        MaReenkM Niedostępny
                        MaReenk jako Karol Wysocki
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #16

                        Karol przez dłuższą chwilę stał z reklamówką w ręce, patrząc na jej zawartość tak, jakby próbował znaleźć w niej ukryty sens. Dwie kajzerki, pasztet, jabłko i jakieś draże. Im dłużej przyglądał się ludziom odbierającym swoje losowe racje, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nikt nie miał planu.
                        To nie wyglądało na przygotowaną akcję. To wyglądało na gaszenie pożaru wiadrem pełnym paniki. Westchnął ciężko i odszedł kawałek od kolejki. Sięgnął do kieszeni po telefon. Przez moment zawahał się nad ekranem. Potem wybrał numer. Po kilku sygnałach usłyszał znajomy głos teścia.
                        -Halo?
                        -Dzień dobry, panie Andrzeju. Karol z tej strony.
                        -Karol? Wszystko w porządku?
                        -Tak... chyba tak. Utknąłem w pracy przez tę całą kwarantannę. Chciałem tylko sprawdzić, czy u was wszystko dobrze.
                        Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
                        -W telewizji cały czas o tym mówią. Twoja teściowa już od rana ogląda wiadomości. Zosia też słyszała i trochę się martwi.
                        Karol poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku.
                        -Mogę z nią chwilę porozmawiać?
                        -Jasne, poczekaj.
                        Przez chwilę słyszał tylko przytłumione głosy gdzieś dalej w mieszkaniu. Potem odezwała się ona.
                        -Tato?
                        Na twarzy Karola pojawił się pierwszy tego dnia szczery uśmiech.
                        -Cześć, młoda.
                        -Dziadek mówi, że zamknęli cię w pracy.
                        -Brzmi gorzej niż jest. Po prostu siedzimy w budynku i czekamy, aż mądre głowy uznają, że możemy wracać do domu.
                        -Jak w szkole podczas alarmu?
                        -Mniej więcej.
                        -A są tam zombie?
                        Karol zamknął oczy i parsknął śmiechem.
                        -Nie ma zombie.
                        -Na pewno?
                        -Na sto procent.
                        Zosia milczała przez chwilę.
                        -Mama też by powiedziała, że nie ma zombie.
                        Uśmiech zniknął z twarzy Karola równie szybko, jak się pojawił. Przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć.
                        -Pewnie tak. -powiedział w końcu cicho.
                        -To kiedy wrócisz?
                        Spojrzał na ludzi kręcących się po lobby. Policjantów. Taśmy na drzwiach.
                        -Jak tylko mnie wypuszczą.
                        -Obiecujesz?
                        Poczuł znajome ukłucie w piersi. Po śmierci Magdy bardzo uważał z obietnicami.
                        -Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby wrócić jak najszybciej.
                        -To dobrze.
                        Po drugiej stronie ktoś najwyraźniej zawołał dziewczynkę.
                        -Muszę iść.
                        -Jasne.
                        -Kocham cię, tato.
                        Karol przez moment nie odpowiedział.
                        -Ja ciebie też, Zosia.
                        Rozłączył się. Przez kilka sekund patrzył w wygaszony ekran telefonu. Potem schował go do kieszeni, mocniej ściskając foliową reklamówkę z jedzeniem. I nagle jeszcze bardziej chciał znaleźć się poza tym budynkiem. Stanął gdzieś przy ścianie, oparł się o nią plecami i czekał na dalszy rozwój sytuacji.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • NamiN Niedostępny
                          NamiN Niedostępny
                          Nami jako Wiktoria Wrońska
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #17

                          text alternatywny

                          Wiktoria Wrońska

                          Wiktoria spojrzała na mężczyznę przez kilka sekund w całkowitym milczeniu.

                          — Fascynujące. — odparła w końcu spokojnie. — Zawsze zastanawiałam się, ilu dorosłych ludzi potrafi użyć słowa „Lala” i nadal uważać się za poważnych.

                          Ukryła rozbawienie.

                          — Ale proszę bardzo.

                          Wiktoria przepuściła go bez protestu, wskazując ręką miejsce przed sobą. Nie robiło jej to żadnej różnicy.

                          — Skoro już był pan tutaj przede mną, to może wie pan coś, czego reszta nie wie? — Skinęła głową w stronę policjantów. — Bo wygląda to tak, jakby wszyscy improwizowali.

                          Grubas wyglądał, jakby był gotowy na zaczepkę, zadymę. Zaczerwienił się, ale najwidoczniej nie przewidział scenariusza, w którym Wiktoria po prostu będzie miła i nie sprowokuje bójki.

                          — No, i tak ma być. — Burknął.

                          — I nie, nie wiem nic więcej niż inni. Jak to w Polsce, każda pierdoła jest klejona na ślinę, taśmę i karton.

                          — To chyba najbardziej profesjonalna analiza sytuacji, jaką dziś usłyszałam.

                          Rzuciła krótko.

                          — Brzmi pan jak ktoś, komu ten dzień dołożył właśnie jeszcze jeden problem za dużo. — Przez chwilę obserwowała kolejkę. — Wiktoria Wrońska. HR. — Wyciągnęła rękę. — A Pan?

                          — Hmf. Jeden tuzin problemów za dużo. — mruknął, zupełnie jakby Wrońska nie doceniła skali problemu, jakie może mieć tak szlachetna persona zmuszona do pracy w tym kołchozie.

                          — Janusz Skrzypek, Archiwa i dokumentacja. — Burknął.

                          Wiktoria skinęła głową.

                          — Rozumiem.

                          Na moment zatrzymała wzrok na identyfikatorze Janusza, jakby porządkowała nową informację w pamięci. Potem wróciła do obserwowania kolejki.

                          Wiktoria cierpliwie przesuwała się wraz z kolejką. Po wymianie kilku zdań z Januszem wróciła do obserwowania ludzi i całego zamieszania wokół. Im bliżej była końca kolejki, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nikt tutaj nie ma pojęcia, co właściwie robi.

                          W pewnym momencie dostrzegła Michała. Ratownik nie stał w kolejce. Trzymał się z boku, wyraźnie niezainteresowany walką o konserwę, jabłko czy losową paczkę żywnościową.

                          Gdy przyszła jej kolej, postawiła swoją reklamówkę na prowizorycznym stanowisku wydawania.

                          — Mogę wziąć jeszcze jedną dla pana ratownika? — zapytała, wskazując dyskretnie Michała. — Tam stoi. Wątpię, żeby sam przyszedł się o nią upominać.

                          Policjant spojrzał na nią, jakby właśnie zaproponowała sprzedaż budynku na Allegro. Przez chwilę milczał. Potem dorzucił do jej siatki jedno jabłko.

                          — Masz.

                          Wiktoria spojrzała wymownie na jabłko, oczekując jednak czegoś więcej. Jej wzrok próbował przewiercić go na wylot, ten jednak był nieugięty.

                          — A teraz spierdalaj.

                          Przez kilka sekund patrzyła jeszcze na owoc leżący pośród losowo dobranych produktów spożywczych.

                          — Cóż. — westchnęła biorąc swoje zdobycze. — Przynajmniej negocjacje zakończyły się częściowym sukcesem.

                          Chwyciła reklamówkę i odeszła, uznając, że dalsza dyskusja mogłaby skończyć się otrzymaniem drugiego jabłka. Albo śliwki, ale tego wolała uniknąć. Swoje kroki pokierowała w kierunku Michała Owczarka. Miała pewien pomysł, który był z nim związany.

                          🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥
                          2
                          • Arthur FleckA Niedostępny
                            Arthur FleckA Niedostępny
                            Arthur Fleck jako Michał Owczarek
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #18

                            Michał czuł się jak duch włóczący się bez celu po szklanym więzieniu. Sieć - jego jedyne okno na świat - milczała. Z uporem maniaka co chwilę odświeżał X-a i Wykop i choć serwisy były zbieraniną foliarzy i antyszczepionkowców o dziwo tym razem nie znalazł żadnego punktu zaczepienia, żadnych faktów ani nawet niepotwierdzonych plotek. Dowiedział się jedynie, że Darpol to nie jedyny budynek w stolicy, który został objęty kwarantanną a służby medyczne zostały postawione w stan najwyższej gotowości.

                            W końcu odpalił Facebooka i to był błąd, kurewski błąd. Ekran wyświetlił mu to, czego bał się najbardziej. Ola z noworodkiem i jej uśmiechnięty mąż, trzymający ją w objęciach. Zdjęcie uderzyło go prosto w splot słoneczny i przypomniało, że jest już tylko wrakiem, bez żadnego powodu by trzymać się na powierzchni. Na odwyku przekonywali go, że najgorsze już za nim. Że ma dopiero trzydzieści osiem lat i wystarczająco dużo czasu, żeby poskładać ten burdel do kupy. Że każdy dzień w trzeźwości to czysta karta. Ale Michał wiedział, że to tylko naiwne pieprzenie dla ludzi, którzy potrzebują tanich pocieszeń. Pod skórą czuł, że nie ma dla niego ratunku i nie czeka go już nic dobrego. Bo wszystko co dobre zdążył już przeżyć a potem to zniszczyć. W głowie usłyszał melodię która będzie mu towarzyszyć już chyba do końca jego dni.

                            Ta dziewczyna, którą miałem
                            Chciała w życiu tylko mnie
                            Teraz z innym jest na stałe
                            Każdy kocha tak jak chce

                            Na chwiejnych nogach pomaszerował prosto do męskiego kibla. Odkręcił kran i przechlapał twarz zimną wodą gapiąc się w lustrze na swoje zmęczone odbicie. Mózg nałogowca zaczął podrzucać mu pomysły. Gdzie w tym biurowcu dyrektorzy trzymają koniak? Na którym piętrze znajdzie piersiówkę w szufladzie biurka? Gdzieś tu musiał być alkohol. Gdziekolwiek. O ile wszystko byłoby prostsze gdyby się po prostu znieczulił, przestał się przejmować i zastanawiać. Niech inni się martwią, on nic nie jest winien światu.

                            Przestań kurwa, przestań.

                            Trzeźwy Michał przebił się przez żałosne podszepty pijaka. Uniósł pięść gotowy wymierzyć cios prosto w taflę lustra, z której gapiła się na niego udręczona dusza, Tantal umierający z pragnienia, uwięziony w piekle trzeźwości. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Przetarł papierem mokrą twarz i wrócił na korytarz. Odświeżył X, potem Wykop, potem znów X. Na Facebooka zabrakło mu odwagi.

                            Po czternastej usłyszał komunikat z radiowęzła i zjechał windą na dół. Lobby wyglądało jak mrowisko. Policjanci w maskach i rękawiczkach rozdawali z palet foliówki z jakimś gównianym prowiantem, a korposzczury ustawiali się w coraz dłuższym ogonku. Michał zmarszczył czoło. Zbijanie się w stado na tak małej przestrzeni, kiedy w budynku mógł krążyć nieznany patogen to samobójstwo. Wystarczyło jedno kaszlnięcie w tej kolejce, żeby cała ta prewencja straciła sens. Nie zamierzał do nich dołączać.

                            Ruszył korytarzem w drugą stronę. Stał tam podświetlony automat z przekąskami. Medyk wsadził dłoń do kieszeni kurtki, szukając drobnych. Wygrzebał pognieciony paragon i dwie pięciozłotówki. Wrzucił monetę w wąską szczelinę i wcisnął przycisk z numerem przypisanym do Snickersa. Skoro o alkoholu mógł na razie zapomnieć to chociaż nafaszeruje się cukrem.

                            Sprężyna za szybą drgnęła. Przesunęła batonik do przodu, ten zsunął się z krawędzi, ale zamiast wpaść do podajnika, zaklinował się między szybą a metalową półką.

                            -Co jest kurwa?

                            Uderzył otwartą dłonią w pleksiglas, ale baton ani drgnał. Już miał chwycić automat oburącz i nim szarpnąć kiedy nagle obok niego pojawiła się Wiktoria Wrońska.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1

                            Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                            Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                            With your input, this post could be even better 💗

                            Zarejestruj się Zaloguj się
                            Odpowiedz
                            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                            • Najpierw najstarsze
                            • Najpierw najnowsze
                            • Najwięcej głosów


                            • Zaloguj się

                            • Nie masz konta? Zarejestruj się

                            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                            Powered by NodeBB Contributors
                            • Pierwszy post
                              Ostatni post
                            0
                            • Kategorie
                            • Ostatnie
                            • Tagi
                            • Popularne
                            • Świat
                            • Użytkownicy
                            • Grupy
                            • Strona startowa