Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje WoD
  3. Rozgrywka
  4. Przysługa
Przysługa
WiredW
Wired jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Leszek DyskietkaL
Leszek Dyskietka jako
Dr Brendan Collins, Malkavian
ArchiwumXA
ArchiwumX jako
Amanda Keen, Toreador
NanatarN
Nanatar jako
Vigo Bleinert, Malkavian
Lord MelkorL
Lord Melkor jako
Jonas, Gangrel
AikoA
Aiko jako
Lara West, Brujah

Przysługa

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
24 Posty 6 Uczestników 965 Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • WiredW Niedostępny
    WiredW Niedostępny
    Wired jako Mistrz Gry
    napisał ostatnio edytowany przez Wired
    #1

    PROLOG

    text alternatywny

    Sprawa wydawała się poważna, mieliście umówione spotkanie z Szeryfem miasta Damienem, każdy z Was idąc na nie zrobił rachunek sumienia, zastanawiając się czy za coś nie oberwie, albo czy nie będzie za chwilę przesłuchiwany. Damien czekał na Was w niczym nie wyróżniającej się knajpce fast foodów U Tooley'a, gdzie z daleka widzieliście że nie jest spokojny jak zwykle. Noga wybijająca rytm muzyki, tym z Was którzy widzieli go częściej, zdradzała oznaki zdenerwowania. Był sam.

    Gdy tylko się zebraliście uśmiechnął się i rzekł:
    - Książę kazał bym Wam to przekazał, nic więcej, telefony w środku są shackowane, pozwolą Wam na jeden telefon do moich wybranych ludzi, nic więcej, zawartość koperty do zniszczenia po użyciu.

    "Książę" - zabrzmiało Wam w uszach - ale zanim któryś z Was się odezwał Damien wyszedł i błyskawicznie zlał się z resztą nocy.
    Za oknem padał deszcz, coraz mocniej krople wybijały tętno ulicy, coraz szybsze niczym w sobotnią imprezową noc. Wasze byłoby pewnie podobne gdyby nie fakt, że od dawna byliście martwi. Zostaliście bez możliwości zadania jakichkolwiek pytań. Niezjedzony hamburger stygł obok brązowej koperty. Człowiek za ladą widział konsternacje na Waszych twarzach i nie odważył się podejść zebrać zamówienie.

    Przed Wami leżała duża koperta formatu A4. Ciężka samym swym istnieniem. Nikt z Was nie sądził że zgadzając się na spotkanie przyjął zlecenie od Księcia, ale czy ktokolwiek z Was wiedząc miałby odwagę odmówić?
    A teraz? Ciężar rósł z każdą chwilą, nikt z Was nie miał wątpliwości że konsekwencje ewentualnego spierdolenia tej roboty zaważą na Waszym całym istnieniu.

    Powoli zapoznawaliście się z zawartością przekazując sobie każdy dokument i czytając w zamyśleniu.

    A było to list:

    3a84429b-c639-435e-a5a0-a871e4fb3eed-image.jpeg

    Oraz dossier potencjalnych troublemakerów o których zajęciu się wspominał jaśnie władający, odręczne notatki spisane przez Damiena zapewne w lokalu zanim przyszliście, znał on jednak miasto doskonale, jak i tych których musiał pilnować.

    5d8614f5-a6cb-48d7-aa54-a70c0a053450-image.jpeg

    Wszystkie materiały były oznaczone notatką do spalenia po zapoznaniu się, dość kłopotliwa wzmianka, mogliście albo je zachować i narazić się zleceniodawcy, albo spalić i w razie problemów zostać sami z konsekwencjami swoich czynów. Warto było to przemyśleć. Poza dokumentami w kopercie były dwa przestarzałe telefony komórkowe z klapką firmy Motorola, wyłączone.

    Spojrzeliście sobie w oczy. Co teraz?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • NanatarN Niedostępny
      NanatarN Niedostępny
      Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
      napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
      #2

      Lokal U Tooley'a, Wczesny Wieczór. Pochmurnie.

      Udając się na spotkanie Vigo wprzódy był bardzo zaaferowany, ale egzaltacja prędko przeszła w melancholię, kiedy pedałował zużytym bicyklem miejskimi ulicami. Równie martwy jak on sam stary rower skrzypiał przy każdym naciśnięciu pedałów. Mogłoby się to wydawać udręką, ale w głowie Bleinerta układało się w symfonię ulicy razem z uderzeniem resorów kiedy koła najeżdżały na dziurę w drodze, z piskiem klaksonów na skrzyżowaniu bez świateł. Kiedy dotarł na miejsce czuł niemal rozczarowanie.
      Vigo w opozycji do swego pojazdu był zadbanym mężczyzną, owego wieczoru ubrany był w jedwabną koszule koloru truskawek ze śmietaną, czarną skórzana marynarkę, miękkie grafitowe spodnie i sznurowane skurzane buty. Pachniał Boss Classic, choć zdecydowanie brakowało dodatku jego potu.

      Ku swojemu zaskoczeniu nie przybył jako ostatni, toteż trzeba było wymienić uprzejmości i zaczekać i to czekanie zdawało mu się wiecznością.
      Udręka się skończyła i dostał cukierka, zjadł prędko, to znaczy przeczytał, kiedy i reszta się zapoznała przeczytał raz jeszcze i kolejny. Nie żeby nie dowierzał, ale starał się zapamiętać szczegóły, tak łatwo się rozpraszał i łatwo gubił wątek tak poważnych pism.
      -Jeśli pozwolisz Lara - przerwał spokrewnionej - dajmy tym dobrym obywatelom zarobić, nie zachowujmy się jak gangsterzy. Zostańmy tu proszę was jeszcze chwilę. Mamy przecież całą wieczność. - mrugnął.

      Podszedł do kontuaru. Uśmiechem kupując Ann'e, kelnerkę, zamówił dwie sałatki, tosty, trzy kawy i karafkę wody. Zapłacił gotówką, zostawił napiwek. Dawno już nauczył się jak oszukiwać, że zjadł pół porcji. Na sałatkach i tostach było najłatwiej.

      Chwilę później wypytywał Amandę jakie akcje powinien kupić. jakby była jasnowidzem, a on idiotą.
      -Przecież wiesz, że mam fundusze, a Ty informacje - babrał sałatkę.

      Spojrzał w okno na Vigo odbitego, na vampira po drugiej stronie szyby. Tamten jadł sałatkę ten tylko udawał. Nie mógł dojść po chwili którym jest, zagubił się w odbiciach kolejnych. Poczuł wreszcie ściśnięty w ręku papier i wrócił, tak mu się przynajmniej wydawało, że wrócił. Znów list rozwinął. Nie musiał patrzeć treść znał na pamięć, wzrok zogniskował w przyszłości.
      Uśmiechnął się ujmująco oceniając nastroje koterii.
      -A znajdzie się miejsce w twojej furze West dla mojego składaka? To wciąż porządny rower, żal go zostawiać dla sępów.

      Prawda była taka, że nikomu nie chciało się kraść takiego złomu.
      Bleinerta zaś ukuł prawdziwy głód.
      -Dokąd jedziemy?

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • AikoA Niedostępny
        AikoA Niedostępny
        Aiko jako Lara West, Brujah
        napisał ostatnio edytowany przez Aiko
        #3

        Tak bardzo nie było jej po drodze z tym całym spotkaniem u Tooley'a. MIałą dziś pomóc Thomasowi ze starym Chavroletem 1500. Od poprzedniej nocy zacierała ręce na rozbebeszenie tego olbrzyma i sprawdzenie co tam mu dolega.

        text alternatywny

        Ale była tuz za kierownicą swojego wysłużonego pickupa i patrzyła na światła Fast Foodu padające na mokrą ulicę. Co też przeskrobała… Dobra ostatnio może upolowała coś poza swoim rewirem, ale nieznacznie. Zresztą gostkowi się nic nie stało. Parę dni osłabienia i będzie znów jedzonko dla gospodarza. To nie mogło być to… Jej palce nerwowo zastukały w wysłużoną skórę na kierownicy. Jej wzrok spoczął na szeryfie. Chwyciła skórzaną kurtkę i nie zważając na nic wyszła na deszcz.

        Stanęła naprzeciwko Damiena czekając.. Diabli jedni wiedzą na co. Jej dłonie powędrowały do kieszeni, a palce jednej z nich zaczęły się przesuwać po scyzoryku. Jej wzrok spoczął na stojącym na deszczu aucie. Starała się zająć myśli.Kiedy ostatnio robiła mu przegląd? Powinna sprawdzić zawieszenie, na cholera regularnie ma luzy na sworzniach. No i tą rdze trzeba by ogarnąć…

        Jej widok przecięła znajoma sylwetka… więc wezwali cała koterię… To teraz sobie poczeka. Zerknęła niechętnie na szeryfa i znów przeniosłą wzrok na ulicę.

        Patrząc na kopertę już chciała zaprotestować. Nie miała chęci ani czasu na fuchy od księcia, już nie mówiąc o radosnej wizji narażania swoich czterech liter.
        - Nosz kurw… - Mruknęła, widząc jak Damien wychodzi z lokalu. Z trudem powstrzymała się by nie rzucić najbliższym stolikiem o bar. By jakkolwiek odreagować wyjęła z kieszeni nożyk. Rozcięła kopertę i przeleciała wzrokiem po zawartości potem przekazując ja pozostałym.

        Głos Bleinerta wyrwał ją z zamyślenia. Popatrzyła chwilę na świra, mając spore obawy co do “dobrych obywateli” w tym lokalu.

        - Jak tam chcesz. - Mruknęła cicho i spojrzała na pozostałych. - Proponuję pogadać gdzie indziej. Jedziemy do mnie? Czy któreś z was chce pogospodarzyć?

        Mówiąc to skinęła głową na swoje auto zaparkowane na ulicy. Zostawiła reszcie spakowanie fantów, chowając swój scyzoryk do kieszeni i czekając aż Bleinert skończy nawijać.

        - Twoja bryka zmoknie, ale możesz ją wrzucić na pakę. - Skinęła na pozostałych i ruszyła w stronę auta.

        "When I am an old woman I shall wear purple..."

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • Leszek DyskietkaL Niedostępny
          Leszek DyskietkaL Niedostępny
          Leszek Dyskietka jako Dr Brendan Collins, Malkavian
          napisał ostatnio edytowany przez Leszek Dyskietka
          #4

          Lokal U Tooley'a. Fluorescencyjne światło miga co kilka sekund, pół tonu za nisko.

          Brendan wszedł, starając się przemknąć wzdłuż ściany bez najmniejszego dźwięku - płaski cień, który miał nadzieję zmieścić się w progu niezauważony. Ambicja ta rozbijała się jednak o prostą fizykę. Ciężka chmura, którą wlókł za sobą - mokra wełna zmieszana z ostrym tytoniem i sakralnym kadzidłem, gęsta na tyle, że wyprzedzała go o dobre dwa metry - wchodziła do lokalu dużo wcześniej niż on sam. Zatrzymał się przy framudze, przyklejony do niej plecami w bezruchu, choć woń i tak zdążyła już osiąść na obrusach.
          Stał tak dłuższą chwilę, nieruchomy jak wyłączony z prądu automat, zanim jego oczy - szeroko otwarte - zaczęły rejestrować pomieszczenie warstwa po warstwie, obwiedzione fioletową sinicą, którą cień progu jeszcze pogłębiał.
          Pierwsza warstwa była zawsze taka sama. Ubojnia-27, filia numer nieskończoność. Lada z fastfoodowym tłuszczem to dla niego stół rozbiorowy wytarty do połysku setkami dłoni tuczników, neony nad kasą - reflektory sekcyjne, których nikt nie miał odwagi nazwać po imieniu. Człowiek za ladą, Ann, patrząca w bok, żeby nie podejść i nie zebrać zamówienia - instynktowna trzoda, węsząca w powietrzu coś nie do końca ludzkiego i odsuwająca się o pół kroku dalej, niż wymagała tego uprzejmość.
          Druga warstwa, ta która bolała bardziej, to sieć. Między stolikiem Damiena a resztą koterii rozciągała się cała plątanina błękitnych nici napięcia, drgających w powietrzu - i Brendan widział je równie realnie jak papierową kopertę leżącą na stole. Noga Szeryfa wybijająca rytm to była linia gruba, buczącą jak transformator tuż przed spaleniem bezpiecznika. Cienka nitka, drżąca, biegła od tej koperty do każdej twarzy przy stole, wibrując z częstotliwością, którą Collins już rozpoznawał bez potrzeby liczenia - strach przed rozkazem, którego nikt nie miał odwagi odrzucić. Słowo "Książę" zadźwięczało w jego uszach metalicznie, niczym przeciągnięcie tasaka po szynie rzeźniczej, i ten dźwięk osiadł mu na języku smakiem starego żelaza, długo zanim ktokolwiek zdążył go wypowiedzieć na głos.
          Zapach niedopowiedzenia - tej wilgotnej woni, którą Brendan czuł zawsze, gdy ktoś wiedział więcej, niż mówił - unosił się nad kopertą gęstą mgiełką. Damien nosił go na sobie jak drugą skórę. Nic dziwnego. Człowiek, który nosi rozkazy Księcia, sam też jest tylko przewodem.
          Telefony w kopercie, wyłączone, leżały jak dwa małe czarne organy zapakowane po sekcji. Brendan nie podszedł bliżej, niż musiał. Migawka paranoi - ukryty obiektyw w rogu sufitu, martwe oko kamery przemysłowej wpatrzone w salę - przewierciła mu czaszkę chirurgicznym bólem, jak zawsze, gdy czuł na sobie spojrzenie systemu. Zarejestrowane. Skatalogowane. Odłożone do akt.

          Sięgnął po papierosy odruchowo, zanim zdążył pomyśleć, że to robi. Kliknięcie zapalniczki. Pierwszy haust dymu, wypuszczony z siłą, jaką dają tylko płuca, które od dwudziestu siedmiu lat nie potrzebują już powietrza. Toksyczna zasłona między nim a resztą sali - mała kwarantanna, jedyna bariera, jaką znał, między sobą a wrzaskiem świata.
          Przysunął się do stolika koterii z tą swoją kanciastą precyzją - każdy krok wykalkulowany i zatwierdzony przez coś, co siedziało tuż za jego karkiem, obserwując cierpliwie, czy operator sekcji wykona ruch zgodnie z procedurą.

          – Ktoś poza tym stolikiem wiedział o dzisiejszym spotkaniu wcześniej, niż powinien – powiedział, siadając. – I ta koperta miała więcej rąk na sobie, niż nam się mówi.

          Wstał od stolika równie kanciasto, jak usiadł, otrzepując z rękawa popiół, którego tam nie było. Za oknem Lara szła już w stronę swojego pikapa, płosząc kałuże. Brendan podążył za nią, trzymając się o krok z tyłu i z boku, w bezpiecznym promieniu, w którym system nie zdążył jeszcze skatalogować, do kogo należy.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • Lord MelkorL Niedostępny
            Lord MelkorL Niedostępny
            Lord Melkor jako Jonas, Gangrel
            napisał ostatnio edytowany przez Lord Melkor
            #5

            Jonas wszedł do lokalu ostrożnie, taksując otoczenie sokolim spojrzeniem. Jego wierna sowa latała w pobliżu na zewnątrz, czujna na zagrożenia i gotowa natychmiast go o nich zaalarmować. Jego napięte mięśnie nieco się rozluźniły, widząc w środku, oprócz samego Szeryfa, członków swojej Koterii jako jedynych Spokrewnionych. Na tyle na ile ich poznał, nie wydawali się tacy źli jak na pijących krew ludzi (w przeciwieństwie do niego) nieumarłych i mógł im zaufać...a przynajmniej taką miał nadzieję. Damien szybko zniknął, zostawiając wiadomość. Nie był to chyba dobry znak...

            Sam list też mu się nie spodobał. Mieli bawić się w ochroniarzy jakiś obcych, o których nic nie wiedzieli. Czemu Książe sam nie mógł się nimi zająć? Zostaną pewnie wpląteni w gierki Księcia i innych starszych, którym nie ufał i którzy chyba zapomnieli już jak to było być ludźmi. Ale chyba nie mieli już wyboru.....

            Poczciwy choć nieco ekscentryczny Bleinert poprawił mu nastrój swoim hojnym gestem. Uśmiechnął się więc nieco do niego, a potem do kelnerki, dokładając parę dolarów do napiwku. Czemu obsługa lokalu miała w jakikolwiek sposób cierpieć z powodu ich towarzystwa? Zdjął swoją sportową czapkę i udawał przez chwilę że pije kawę.

            • Chętnie do ciebie wpadnę Lara. Zmieszczę się w twoim aucie?- odparł Brujaszce. Widział że jest już nieco podenerwowana więc nie było sensu się z nią wspierać. On sam zresztą nie lubił gości w swoim mieszkaniu na poddaszu.
              Po drodze planował sobie przypomnieć co wiedział o osobnikach wskazanych we wiadomości od Księcia: Dawson, Grewal i Dżyngis?
            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • ArchiwumXA Niedostępny
              ArchiwumXA Niedostępny
              ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
              napisał ostatnio edytowany przez
              #6

              Amanda Keen dla zyskania czasu dla zastanowienia się nad sytuacją zajmowała się podanym jej posiłkiem. Gdy już skończyła okazało się, że towarzysze omówili co najważniejsze...
              - Chyba najlepiej będzie jak pojedziemy do mnie. - i spojrzawszy na Bleinerta dopowiedziała - Jak sam zauważyłeś zajmuję się zdobywaniem informacji. A z tego co wynika z tego, - tu wskazała dłonią na otrzymane koperty - że pilnie będziemy potrzebowali dostępu do moich archiwów.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • NanatarN Niedostępny
                NanatarN Niedostępny
                Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                napisał ostatnio edytowany przez Nanatar
                #7

                Wyrwany słowami Amandy z transu w jaki wprowadził Vigo pustoszejący stolik, zrozumiał, że propozycja jest kierowana wprost i tylko do niego. Nie był tym bynajmniej zdziwiony, wiele mógł zaoferować Toreadorce, chociażby przejażdżkę na ramie bicykla co mogłoby być miłą grą wstępną do wspólnej degustacji. Nie zgadzały się tylko te archiwa. Wolałby nie przeglądać archiwów, a pić z jednej szyi.

                Na wszelki wypadek skinął głową i podał kobiecie ramię kiedy opuszczali lokal. Drzwi otworzył, przepuścił. Od razu uderzył go zaklęty w aerozolu mżawki zapach spalonego tytoniu, zza chmury wyłoniła się sylwetka Brendana, który pruł w martwe płuco ile się dało nim wejdzie do samochodu Lary.

                Bicykl wylądował na pace, przez chwilę myślał Vigo by z nim pojechać, ale przypomniał sobie o propozycji Amandy. Wcisnął się do wozu na końcu, prawie bo za nim jeszcze wsiadł Collins, a wraz z nim cały pióropusz machorki.

                Odpuścił już sobie przejażdżkę z Keen na rowerze, uznał, że później pojadą.

                -Jedziemy do Amandy - oświadczył - Będziemy oglądać archiwa.

                Ktoś przytaknął i wtedy Bleinert zrozumiał co miała Keen na myśli. Pracę. Nie żeby był rozczarowany przywykł do nagłych zwrotów sytuacji. No i nie będzie musiał sam przeglądać tych nieszczęsnych archiwów. Ruszyli do lokum Toreadorki.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • WiredW Niedostępny
                  WiredW Niedostępny
                  Wired jako Mistrz Gry
                  napisał ostatnio edytowany przez Wired
                  #8

                  Stary pickup niejedno przeżył, a w rękach Lary czekało go długie życie i konanie w męczarniach, bo znana była z tego, że nie odpuszczała mechanicznym stworzeniom, a i nie jednemu dała drugie życie.
                  Wrzucili rower Vigo na pakę i zbierali się by ruszyć do Amandy. Toeradorka była znana z swojego wykształcenia, jeszcze za życia studiowała na uniwersytecie Chicago, oraz współpracowała często z miejscowym Instytutem Sztuki. Kontakty te nadal podtrzymywała, więc zapewne miała dostęp do archiwów uczelni, tylko że czy one coś mogły powiedzieć na temat osób opisanych w kopertach? Sieć uczelniana była pomocna w wielu sprawach, ale zwykle natury twardej, gorzej z ludźmi a tym bardziej spokrewnionymi co zmieniają często swoje tożsamości.

                  Usiedli w samochodzie, pogoda była paskudna, ściana wody lała się na szybę.
                  Wszyscy wpatrywali się w Amandę, czekając aż powie którędy lub dokąd. Większość z nich kojarzyła ją albo siedzącą na uczelni, albo w Elizjum, ale chyba nie zamierzali wchodzić do uniwersytetu o tej porze?

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • ArchiwumXA Niedostępny
                    ArchiwumXA Niedostępny
                    ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
                    napisał ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                    #9

                    Gdy wsiedli do samochodu Amanda wyjęła ze swojej torebki smartfona, uruchomiła aplikację nawigacyjną i wybrała opcję (...)Dom(...) i tryb samochodowy. Zobaczywszy niebieski punkcik sygnalizujący blok stojący w dzielnicy sąsiadującej od północy z kampusem Uniwersytetu Chicagowskiego, który torreadorka mieszka i trasę w podobnym kolorze łącząca ten punkt z punktem ich obecnego położenia pokazała Larze - Chcesz w trybie głosowym?

                    A następnie rozejrzała się po towarzyszach i zapytała - Nie sądzicie, że ta sprawa wygląda podejrzanie? To jest przecież zadanie, które Książę zleca swoim zaufanym. - dopowiedziała z naciskiem.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • Lord MelkorL Niedostępny
                      Lord MelkorL Niedostępny
                      Lord Melkor jako Jonas, Gangrel
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #10

                      -Dokładnie, to samo pomyślałem - Jonas skinął głową, przechylając głowę nienaturalnie na bok i taksując pozostalych spojrzenien.

                      • Może Książe chce zwalić na kogoś winę, gdy sprawy pójdą nie tak? Albo to jakaś prowokacja? No bo w sumie nie wiemy kim są ci goście?
                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • Leszek DyskietkaL Niedostępny
                        Leszek DyskietkaL Niedostępny
                        Leszek Dyskietka jako Dr Brendan Collins, Malkavian
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #11

                        Brendan trzymał głowę opartą o zimną szybę, w bezruchu tak całkowitym, że klatka piersiowa przestała nawet udawać oddech. Szeroko otwartymi, podkrążonymi fioletem oczami obserwował wyścig kropel deszczu na szkle. Dwie z nich, większe od reszty, pędziły w dół, pożerając po drodze mniejsze cząsteczki wody, aż w końcu zderzyły się na dole i spłynęły w ciemność uszczelki. System zawsze dążył do ujednolicenia. Do uproszczenia struktury.

                        – Podejrzane? – parsknął. – Podejrzane byłoby, gdyby rzucił do tego gardła kogoś ważnego.
                        Nie odsunął twarzy od szyby, mówiąc to samym kroplom.
                        – Przecież wy nic nie rozumiecie. Myślicie, że „zaufany" to znaczy ktoś bliski? Ktoś ważny? Nie. Zaufany to jest ten, o którym wiesz, że jak go rzucisz psom na pożarcie, to nie zacznie krzyczeć za wcześnie. Ten, którego strata nie zostawi dziury w budżecie. Rzeźnik też nie sprawdza na początku nowej maczety na najlepszym udźcu, tylko bierze ochłap. Gnaty, skórę, tłuszcz... Cokolwiek. Sprawdza, czy ostrze idzie gładko, zanim weźmie się za resztę. I my jesteśmy tym ochłapem, Amando. Nasza rola... my już tam jesteśmy wpisani, na samym dole, o, takimi wielkimi literami. Po co pytać, czy nas wystawili? Jasne, że nas wystawili. Pytajcie raczej, ile razy ten nóż ma w nas uderzyć, zanim uznają, że się stępił.

                        Gwałtownie wyrwał się z bezruchu. Długa, przeraźliwie chuda ręka wystrzeliła do przodu, zgięta w łokciu pod ostrym kątem. Zawisła w przestrzeni między przednimi fotelami, skierowana otwartą dłonią ku dokumentom. Kredowobiałe palce zaczęły miarowo, sucho stukać o siebie w powietrzu - kciuk uderzał o palec wskazujący i środkowy w rwanym, mechanicznym rytmie, niczym kleszcze owada, który na coś czeka. W szoferce, ponad szumem ulewy, słychać było tylko ten cichy, kostny trzask stawów.
                        – Pokażcie te dokumenty. Papier trzyma wszystko. Zgięcia, pośpiech, czyjś pot, strach, cokolwiek. Wszystko zostaje na krawędziach, jak się dobrze przyjrzeć. Telefonów nie chcę. Dokumenty chcę.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        🖤
                        1
                        • NanatarN Niedostępny
                          NanatarN Niedostępny
                          Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #12

                          Ściśnięty na tylnym siedzeniu między Jonasem i Brendanem z niecierpliwością czekał chwili kiedy wydostanie się z tej ciasnej sceny. Jonas woniał zwierzyną, a Collins machorką, panie pachniały na przednich siedzeniach.
                          Powiercił się, głowę w prawo przechylił i pozazdrościł. Pozazdrościł doktorowi szyby zimnej, kropel zazdrościł przelewających się wprost tamtego twarzy, się w niego zaklinał, jego zmysłami chciał odczuwać, i już po słowach kilku kiedy ów papier do rąk wziął zapadł się niemal Bleinert w zachwyt.

                          Nikt tak nie potrafił międlic papierzyska jak Collins, paluchami wytrenowanymi przez dekady miętoszenia papierosów. Spoglądał z pożądliwością Vigo jak ów martwymi opuszkami zgięcia pociera, jak lekko do nozdrzy podnosi, niby o centymetrów kilka.

                          W udawaniu już przyzwyczajony wypuścił powietrze, tym samym napięcie ze smyczy spuszczając.

                          -Tylko proszę bynajmniej listu nie palić. Może stać się kartą. - głośniej niż zamierzał się odezwał i z większą pewnością. - Dużo jest prawdy w tym co Collins mówi, co nie zmienia faktu, że się trzeba sprawą zająć, a nie roztrząsać dlaczego. Na to przyjdzie czas. - miasto rozmywało się za szybami pickupa, a się Bleinert niecierpliwił. - Potrzebujemy warunków, przestrzeni, sceny większej. - Niby w swobodzie pozostając, a znów się wiercił tym razem drugą stroną zainteresowany, tą od Gangrela - Niech i będzie, że wystawka. To by musiało znaczyć, że i goście wystawieni. No nie wiem. Skupmy się na zadaniu. Nie jesteśmy też byle jaką maczetą, tylko wyjątkową.

                          Jak jego tresowano tak i on tresował towarzyszy. Motywację budując, ale na koniec usta wykrzywił. Się znów zapadł między mężczyzn.

                          -Daleko jeszcze? - widział, na smarcie, że nie, ale tak jakoś potwierdzenia potrzebował.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • ArchiwumXA Niedostępny
                            ArchiwumXA Niedostępny
                            ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #13

                            - Jeśli oni też są wystawieni to też nie powinni być jacyś potężni... - odrzekła Amanda na sugestię Jonasa - Może to cienkokrwiści? Pod względem dyscyplin są strasznie słabi, ale co niektórzy zaletę, która przy podróżach lotniczych jest bezcenna. Tak się składa, że prawdziwe życie chyba nie do końca ich opuściło, dzięki temu nie dość bez problemu przejdą przez wykrywacze Drugiej Inkwizycji to mogą bez żadnych ceregieli pić, jeść, a nawet się kochać... - tu torreadorka rozejrzała się po obecnych - Wielu, z nas, młodych oddałaby się wszystko, żeby tak móc!
                            Gdy już wyjaśniła swój tok myślenia ponownie zwróciła się do Jonasa - Wykonanie zadania rzecz ważna, ale w razie możliwości trzeba się pilnować, z której strony zamierzają nas kopnąć w dupę.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • AikoA Niedostępny
                              AikoA Niedostępny
                              Aiko jako Lara West, Brujah
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Aiko
                              #14

                              Lara prowadziła auto w ciszy, próbując odtworzyć trasę do lokum Amandy. Jej palce odruchowo bębiły w kierownicę. Jeszcze kilka lat temu woziła szefa gangu, a teraz to…

                              Niewyraźny pomruk wyrwał się jej z ust gdy przysłuchiwała się pozostałym. Nie chciała się wdawać w te filozoficzne gatki, od tego na tylnej kanapie biała dwa świry uzupełnione przez różyczkę obok. Ubaw po pachy. Zjechała w kolejną przecznicę patrząc jak światła odbijają się w mokrej masce. Coś zrobiła nie tak w swoim nieżyciu. Nie wiedziała kiedy był ten błąd ale był to cholernie poważny błąd.

                              -Ja tam tylko myślę jak tu ich jeszcze tej nocy zarąbać, bo jak się nie uda to jutro część ekipy będzie musiała się nimi zająć, a reszta tą, pożal się boże, delegacją.

                              Na dłuższej prostej zerknęła na swoją koterię.

                              -Bo jak nawalimy to nieważne czy to ustawka czy inna pułapka, szeryf nas ponabija na pale i wystawi na słonko.

                              "When I am an old woman I shall wear purple..."

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • ArchiwumXA Niedostępny
                                ArchiwumXA Niedostępny
                                ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez ArchiwumX
                                #15

                                Gdy samochód Lary podjechał na parking w blokowisku, gdzie mieszkała Amanda, zaprowadziła ona swoją koterię przez schludną alejkę do jegdnego z bloków. Następnie, po krótkim spacerze przez parter do windy, aby pojechać nią na ósme ostatnie piętro i tam do ostatnich drzwi na korytarzu na południe, gdzie mieściło się jej lokum. W przedsionku zdjęła swoją kurtkę i zmieniła buty wyjściowe na mule, a następnie gestem wskazała, żeby uczyniła podobnie. Po tej ceremonii przeprowadziła ich przez korytarzyk, na którego ścianach były zawieszone fotografie w ucharakteryzowane obrazów z badań cząstek elementarnych czy obserwacji radioastrologicznych. Idąc nim ominęli łazienkę, sypialnię i kuchnię, aby wejść do salonu, który służył u Amandy także za gabinet do pracy. Tu z kolei dobór obrazów był inny, bo były tu zdjęcia z pod mikroskopu czy zdjęcia samych urządzeń naukowych oraz pojazdów biorących ekspedycje.

                                Gdy już dotarli na miejsce Amanda przyprowadziła wszystkich do stołu stojącego w centrum salonu i zdjęła tkaninę leżącą na nim, pod którym okazały się wieka. Torreadorka po porządnym złożeniu takniny i odłożeniu jej na bok otworzyła wieka, a wtedy oczom zebranych ukazał się ekran stołu elektronicznego. Gospodyni uruchomiła urządzenie, założyła katalog (...)Wycieczka CD(...) i ustawiła go jako domyślny punkt zapisu nowych dokumentów. Poczyniwszy te przygotowania weszła do oprogamowania z geodanymi i wybrała (...)Lotnisko O'Hare(...), a następnie na otwartej mapce zaznaczyła sklep Herric's Grocers w piątej strefie przylotów i parking w strefie H22. Uczyniwszy to połączyła te kropki w najlepszą trasą i przedłużyła ją w kierunku wyjazdu z lotniska.
                                Skończywszy te czynności Amanda podzieliła okno w ekranie na części i zwróciła się do pozostałych - Brendan, zrób to samo dla KS. Lara ty z kolei otwórz mapę miasta, zastanów się, gdzie najlepiej przechować naszych podopiecznych i wyznacz trasy łączące to miejsce z lotniskiem i KS. Vigo zgłosiłeś się do zbadania tych papierów dyscyplinami nadwrażliwości... to jest najlepsza pora, żeby się tym zająć. Zapisz wszystko co wyczujesz, możesz skorzystać z tamtego laptopa. - tu wskazała na biurko, na którym leżał sprzęt komputerowy. I na koniec zwróciła się do Jonasa wręczając mu swoją komórkę - Weż ją i zrób fotki kontaktów jakie są zapisane na tych telefonach co dostaliśmy od Damiena. Przy okazji sprawdź czy nie ma tam, jakiś innych rzeczy... no wiesz SMSy i takie tam.

                                Gdy zadania zostały rozdane Amanda dopowiedziała - A ja w międzyczasie spróbuję uściślić skąd nasi gości mogą przylecieć. - i następnie zajęła się swoim fragmentem okna i otworzyła na nim rozkład lotów na lotnkisku O'Hare.
                                Po wejściu na ową listę zaczęła nakładać filtry. Najpierw orzuciła loty, po wyjściu z których nie dało się dojść w tempie nie wzbudzającym podejrzeń w region sklepu Herric's Grocers przed 22:00, następnie biorąc pod uwagę, że przybysze udawać, że czekają na międzylądowanie ograniczyła loty międzynarodowe do długości cyklu lotów krajowych i na koniec wybrała loty z Azji. Mając ostateczną listę lotów otworzyła mapę wspomaniengo kontynentu i zaznaczyła na lotniska żródłowe, a następnie biorąc pod uwagę, że przybysze mogą być dziennymi krwiopijcami oznaczyła regiony, z którego dojeżdżają do nich pasażerowie.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • NanatarN Niedostępny
                                  NanatarN Niedostępny
                                  Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                                  #16

                                  Cieszył się Vigo na większą scenę, ciekawość go zżerała na salony Amandy, gotyk mu się marzył, a dostał wąskie korytarzyki, butki po japońsku na wycieraczce, zamiast kubistów, lub chociaż niemiłosierny Kainie plakacistów, ściany pstrzyły, bo nie zdobiły, podkręcane zdjęcia z jakiś laboratoriów.

                                  Kiedy gospodyni złożyła z pietyzmem obrus skrywający interface przeszedł go prawdziwy dreszcz. Wyobraził sobie jak składa w kostkę jego bokserki przed wejściem do skrzynki. Przez chwilę chciał uciec. Strzepnął tylko palcami odstraszając złe duchy.

                                  Zaraz jednak torreadorka pozytywnie go zaskoczyła organizując pracę, co oszczędziło mu przemowy. Prawda nie miał pojęcia co ją skłoniło, by przekazywać mu do sprawdzenia listy, oddał wszystko spalcowania i zwąchania Collinsowi: telefony i kluczyki do auta dołączone do pakietu, razem z listem i notką, foty zrobił swoim smartem. Nie miał pojęcia o co chodzi z trasą do KS, toteż nie potrafił wyręczyć Brendana obarczonego na ową chwilę przedmiotami otrzymanymi od szeryfa. Przysiad się z kolei do Lary i pomógł wyszukiwać odpowiednią kryjówkę.

                                  Usta zmiął, użył swojego smarta założył konspekt na ekranie. Podpinając do głównego.

                                  Cel:
                                  Odebrać i ukryć dwoje spokrewnionych.
                                  Wiemy, że spokrewnieni wylądują: na O'Hare, nie ma sensu sprawdzać innych lotnisk. Drobna Azjatka z ciemnymi długimi włosami i zaniedbany łysy brodaty pan rasy kaukaskiej. Mamy spotkać się z nimi przy sklepie Herrick's Grocers w terminalu piątym. (Na parkingu w strefie H22), o godzinie 22.00.
                                  Kolejnego wieczoru o 21.00 odstawiamy delegacje.
                                  Amanda ustala dossier.
                                  Kryjówka - Lara zapewne już ogarnęła, Bleinert pokrywa koszty.
                                  Auta i droga przejazdu - Lara ogarnie z Amandą później.
                                  Ślady na papierach - czekamy na wnioski Brendana. Dorzucam mu kluczyki do auta przekazane wraz z listem i na samym początku telefony, bo jeszcze nie zmacane przez innych.
                                  Problem - jacyś rozrabiacy - zając się. Jonas, Lara i Vigo.
                                  Może trzeba zakupić drony rozpoznawcze. Amanda ma tu moje finanse do dyspozycji. [to nie znaczy, że ma dostęp do kont]

                                  -Lara, a ty kojarzysz tych typów w listy szeryfa. Bo coś powiedziałaś w aucie i ja myślę, że reszcie umknęło. Trzeba się tymi typami z listy zająć dziś. Na jednego mamy namiar. Nie ma chyba na co czekać. Mam w piwnicy mały arsenał, może się przydać.
                                  -Co my tam mamy? - kontynuował - Noah Grawel, jakiś watażka od lotniska. Trzeba znaleźć jego słabości. Zaszantażować, powinno wystarczyć moim zdaniem. Amanda znajdziesz coś, albo ktoś. Mamy podpowiedź Felicity Miller. Szefowa do samolotów. Drugi cwel to Charlews Dawson: zadymiarz ma do dyspozycji zbirów. Może być przy Szachrajni . [To nasz pierwszy ce]; unieszkodliwić, zamurować, było bez zadymy to nie powinniśmy go zabijać, ale kto wie co los przyniesie. Na koniec Dżyngis, mamy namiar (Gold Coast 126 e Cedar Street), ale ostrzeżenie, że ostra ochrona. Może trzeba go złapać gdzieś w drodze. Wybaczcie, że się rozgadałem, ale powinniśmy się ruszyć. Biuro ogarniemy w drodze. Chyba, że Keen potrzebujesz tych zasobów, to możemy do ciebie przyjechać, jak ogarniemy pierwsze sprawy.

                                  Wstał wreszcie. Chciałby się jak kot przeciągnąć, ale pokracznie wyszło.

                                  -To jak to widzicie? - znów powalił się na sofę.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • AikoA Niedostępny
                                    AikoA Niedostępny
                                    Aiko jako Lara West, Brujah
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Aiko
                                    #17

                                    Nie cierpiała okolicy tego typu. Zbyt czysto… parszywie czysto. Zbyt dobrze znałą takie miejscówki z czasów pracy dla gangu. Z jednej strony zbyt łatwo tu dostrzec ślady krwi, a z drugiej za tymi sterylnymi, niepozornymi oknami kryją się zbrodnie gorsze niż w jej mordowni. Gdy szli do właściwego bloku jej oczy przesuwały się po elewacjach szukając nielegalnych burdeli.

                                    W domu Amandy było tylko gorzej. Zrzuciła w wejściu ubrudzone smarem trapery i rzuciła na nie skórzaną kurtkę. Przeciągnęła się starając się rozruszać zastałe mięśnie i w samych skarpetkach weszła w głąb mieszkania różyczki. Zjadłaby coś... Jej język przesunął się po wargach… a dłoń zacisnęła się na scyzoryku w kieszeni spodni. Pogadają trochę i będzie musiała zapolować.

                                    Gdy Amanda szpanowała swoim sprzętem wzrok brujaszki przesunął się po wiszących na ścianach obrazkach. Co złego jest w gołych ludziach? Lub jakichś tam pejzażach… Jej ojciec też miał sporo obrazów… pewnie kilka, na które połasiłoby się niejedno muzeum. Ciekawe co tam u tego starego pryka. Głos toreadorki wyrwał ją z zamyślenia.

                                    -Tia.. -Podeszła do stołu i cały czas z jedna ręką bawiącą się scyzorykiem, zaczęła przeglądać trasy i lokale.

                                    Gdy oczy wędrowały po dobrze jej znanych mapach, to myśli przegrzebywały głowę po kątem starych znajomych. Czy nazwiska z kartek obiły się jej o uszy. Z zamyślenia oderwał ja dopiero głos Vigo.

                                    -Ta… ruszmy się. -Jej wzrok oderwał się od ekranu -Jestem głodna.

                                    "When I am an old woman I shall wear purple..."

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • Leszek DyskietkaL Niedostępny
                                      Leszek DyskietkaL Niedostępny
                                      Leszek Dyskietka jako Dr Brendan Collins, Malkavian
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Leszek Dyskietka
                                      #18

                                      Światło cyfrowego stołu rozlało się po salonie Amandy i zmieniło go w prosektoryjny monitor, wypolerowany do zimnego połysku. Brendan cofnął się o pół kroku gwałtownie szarpanym ruchem, w cień między regałem a framugą. Usiadł na skraju wskazanego krzesła, bokiem do blatu. Na ścianie zatrzymały go zdjęcia spod mikroskopu: kolonie, preparaty, komórki w fioletowym barwniku.
                                      Amanda wskazała mu laptopa na biurku. Jego wzrok trafił na obiektyw nad ekranem, a obok niego paliła się zielona dioda. Zatrzymał się na niej o sekundę za długo. Dłoń uniosła się nad klawiaturę, zawisła o centymetr od klawiszy i wróciła do kieszeni.

                                      – Lara chyba ma już na stole trasy – powiedział matowym, suchym głosem. – Z Vigo wybierze kryjówkę, więc dopisanie reszty zajmie im mniej czasu niż mnie. Ja biorę papiery od Damiena. Tracą wartość z każdą godziną.

                                      Dwie Motorole leżały na skraju blatu tam, gdzie je zostawił. Chwycił pierwszą przez naciągnięty na dłoń rękaw, obrócił raz w palcach, pochylił nad zawiasem klapki do jednego płytkiego wdechu i odłożył. Z drugą zrobił to samo, szybciej. Przesunął obie w stronę Jonasa.
                                      – Słyszałeś Różyczkę.
                                      Wsunął między wargi suchego papierosa i rozejrzał się po salonie. Popielniczki nie było. Z kieszeni wyciągnął Zippo, kciuk trącił kółko, krzesiwo sypnęło iskrą i płomień zdążył ledwie drgnąć, zanim zatrzasnął wieczko. Papieros został w ustach, a filtr zaczął wędrować od jednego kącika do drugiego. Za jego plecami ekran stołu mrugnął, odświeżając jakąś trasę, i mięsień w szczęce Brendana drgnął raz i znieruchomiał. Lara mruczała o głodzie, Vigo o arsenale w piwnicy. Zmierzył ich wzrokiem, wypuścił z płuc martwe powietrze i wrócił do papierów.

                                      Dossier rozłożył na kolanie. Na kartkach znalazł dopisek o spaleniu po lekturze i przytrzymał przy nim kciuk dłużej, niż wymagało czytanie. List leżał na wierzchu. Przeczytał go raz, powoli, od „Moi niezawodni krewni" do inicjałów.
                                      – Papier zachowuje ślady pośpiechu – mruknął do kartki głosem zawieszonym w próżni. – Nacisk dłoni też. Zobaczymy, ile jeszcze potrafi powiedzieć.
                                      Długie palce, z wyraźnie zarysowanymi pod skórą ścięgnami, zaczęły badać ostre zgięcia, jedno po drugim, próbując rozpoznać, które powstały jednym ruchem, które były poprawiane i w którym miejscu kartka leżała pod czyjąś dłonią zbyt długo. Przysunął do twarzy róg koperty, potem kluczyki i pozostałe fanty, i wciągnął powietrze nosem. Pod fastfoodowym tłuszczem z Tooleya próbował oddzielić ślady Damiena od wszystkiego, co znalazło się na kopercie wcześniej: obcy zapach, włókno materiału, drobinę brudu. Próbował policzyć warstwy: ile rąk, ile razy, w jakiej kolejności.

                                      Oczy w tym czasie przesuwały się po odręcznych notatkach Damiena, linijka po linijce. Śledził nacisk pióra i nachylenie liter, miejsca, w których linia gęstniała albo rwała się, skreślenia, dopiski dorzucone szybciej niż reszta tekstu. Przerzucił kartkę z dossier.
                                      – Dawson. Akta mówią, że usłyszał o delegacji i dał tąpnięcie: wyśle komponenty, żeby nas obserwowały. Komponenty mają okablowanie, a okablowanie ma jeden zacisk, jedną osobę, która odbiera rozkaz i rozdaje go dalej. Tego zacisku szukam, gdzieś w Szachrajni. Remont daje mi powód, żeby się tam pojawić. Przy tylu obcych twarzach jeszcze jeden facet z teczką jest szumem w tle.
                                      Filtr papierosa przesunął się do drugiego kącika ust.
                                      – Spróbuję zostać z nim sam na sam, choć lista i tak już istnieje, a my wisimy na niej gdzieś w środku. Klika minut wystarczy, żeby odczytać, co wie o gościach, i wpisać tam coś innego: lot opóźniony, lądowanie na Midway, przylot wczoraj i odjazd. Jego komponenty pojadą tam, gdzie je skierują, i będą pilnować pustego terminalu. Dawson dostanie meldunki, które do ni…
                                      Zawiesił głos. W ciszy trzasnął mu staw palca.
                                      – …czego nie prowadzą. Jeśli się uda, nikt z jego ludzi nie zapamięta rozmowy ze mną.

                                      Pochylił głowę w stronę Lary.
                                      – Zjedz przed wyjściem. Głodna głowa wybiera najbliższy cel.
                                      Wyprostował się i przesunął kciukiem po rogu kartki.
                                      – Książę prosi o stłumienie ognia. Bez trupów, bez dymu, bez wybitej szyby. Zaczynam od adresu i planu budynku. Amando, masz coś o Szachrajni w remoncie?

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      🖤
                                      1
                                      • ArchiwumXA Niedostępny
                                        ArchiwumXA Niedostępny
                                        ArchiwumX jako Amanda Keen, Toreador
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #19

                                        Gdy Amanda usłyszała o Szachrajni dała znak Brendanowi, aby pokazał jej na chwilę list, w którym mowa o tym budynku. Gdy zorientowała się o co chodzi wróciła do swojego miejsca przy stole i po zminimalizowaniu dotychczasowego okna otworzyła ponownie bazę z geodanymi, aby poszukać lokalu. W razie braku pozycji była gotowa wyszukać informacje o remontach w regionie Rogers Park. Po zdobyciu potrzebnych adresów planowała pobrać informacje z publicznych rejestrów Departamentu Budownictwa, rejestru hipotek itp. oraz uzupełnić je o wyniki szybkiego wyszukiwania w internecie.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • NanatarN Niedostępny
                                          NanatarN Niedostępny
                                          Nanatar jako Vigo Bleinert, Malkavian
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                                          #20

                                          Pozycja na podłodze obok Lary nie była tak wygodna jak sofa, którą opuścił, ale zapewniała dobre towarzystwo. Kobieta obok jego ramienia emanowała energią, która i jemu się udzielała, spijał ją jak rasowy wampir. Miał z tego miejsca tez dobry punkt obserwacyjny na miętoszącego Collinsa. Słuchał go uchem jednym, uwagę skupiając na wcześniej podjętych decyzjach. Wynajął drugie auto, hotel i zarezerwował czas trzody na jutro. Zaczął nanosić nowe dane na mapę wycieczki, kiedy czułe ucho zarejestrowało zaklęte w enigmę słowa Brendana.

                                          Siedział skupiony i słuchał licząc, że ktoś mu wytłumaczy, nie chciał na głupca, czy ignoranta wychodzić.

                                          I znów na jedzeniu się skończyło, to mu przypomniało o głodzie. Nim się jednak ruszył obwieścił swoje.

                                          -Mamy wynajęte drugie auto. Pokój w Hotelu Grande. W garażu podziemnym lotniska wsiądziemy na dwa auta i pojedziemy w stronę hotelu. Hotel Grande jest wprawdzie budynkiem międzywojennym, ale posiada duże piwnice, nie do końca zagospodarowane. To idealne miejsce by schować tam wampiry z klasą. Mało kto wie, ale piwnice te mają wejścia do kanałów pod miastem. - zawiesił - Tam nie pojedziemy z delegacją, tam pojedzie moja trzoda. Po drodze do hotelu jest długi tunel drogowy, w tunelu jest kilka wejść do kanałów burzowych. Bez obaw, nie będziemy brnąc w gównie. Tamtędy dostaniemy się na posesję przy Lower Hill 123. To były budynek ambasady Republiki Federalnej, obecnie przeznaczony do rozbiórki. Budynek pochodzi z okresy zimnej wojny i posiada schron atomowy, oraz drogę ewakuacyjną. O tych rzeczach wie może jakiś stary Niemiec na wakacjach w Turcji, ja i kilku nerdów. Tam właśnie ukryjemy naszą delegację. - wstał i rozłożył ręce - Trzeba będzie jeszcze dograć jak rozlokujemy trzodę i spokrewnionych w autach, ale na tą chwilę to chyba dobry plan.

                                          Jakby mu się humor poprawił. A gdyby się jeszcze udało kogoś wyssać na gorącą głowę.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa