Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. XIII - Martwa godzina
XIII - Martwa godzina
MorphM
Morph jako
Storyteller
Mistrz Gry
NabuchodonozorN
Nabuchodonozor jako
Eugene Mullis
PiołunP
Piołun jako
Daniel Mercer
CavallinoC
Cavallino jako
Vivienne Ashcroft
JaremaJ
Jarema jako
Tomas Jonson
BardielB
Bardiel jako
Simon Tanner
KetharianK
Ketharian jako
Alejandro Garcia Hernández

XIII - Martwa godzina

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
36 Posty 7 Uczestników 563 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • PiołunP Niedostępny
    PiołunP Niedostępny
    Piołun jako Daniel Mercer
    Mecenas
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #4

    Chicago zimą miało w sobie coś wyjątkowo nieprzyjaznego. Mercer wiedział, że ludzie lubią narzekać na pogodę wszędzie, gdzie spadnie więcej niż kilka centymetrów śniegu, ale tutaj wiatr znad jeziora potrafił sprawić, że nawet niewielki mróz wgryzał się nieprzyjmnie pod ubranie. Tego dnia było jeszcze gorzej. Śnieg od rana zasypywał ulice, ruch w mieście zwolnił do tempa marszu pogrzebowego, a droga do ich siedziby zajęła mu niemal dwa razy tyle, ile powinna. Gdy wysiadł z samochodu, zdążył przejść zaledwie kilkadziesiąt metrów, zanim poczuł wilgoć na kołnierzu i mróz wciskający się pod rękawiczki.

    Po wejściu do budynku otrzepał kurtkę ze śniegu i przez chwilę stał przy windzie, czekając aż szkła okularów przestaną parować od różnicy temperatur. Nie znosił zimna, choć nigdy specjalnie się do tego nie przyznawał. Afganistan nauczył go wielu rzeczy, ale odporność na chicagowski wiatr najwyraźniej nie znajdowała się w programie szkolenia. Kiedy pojawił się w hali, rzucił rękawiczki na stół, przywitał pozostałych krótkim skinieniem głowy i po kilku zdaniach wyciągnął telefon, żeby odczytać wiadomość Fergusona. Potem właściwie zamilkł, jakby uznał, że swoje już powiedział i teraz może spokojnie oddać pole pozostałym. Poznali go z jego małomówności. Z resztą znał ich już na tyle, żeby nie silić się na kurtuazję, ale jeszcze zbyt krótko, żeby udawać koleżeństwo, którego między nimi nie było.

    Nie odzywał się podczas odprawy. Stał nieco z boku, oparty biodrem o krawędź jednego ze stołów, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i wzrokiem przesuwającym się kolejno od Becki do Vivienne, a potem po twarzach pozostałych. Przy ogromnych oknach ciągnęło chłodem mimo pracujących grzejników. Za szybami Chicago właściwie przestało istnieć. Zostało tylko kilka rozmazanych świateł, mleczna ściana śniegu i szara biel, która połknęła jezioro, dachy i większą część miasta.

    Przez ostatnie tygodnie zdążył polubić tę starą fabrykę bardziej, niż był gotów przyznać. Co prawda była niepraktyczna, niedogrzana i wyglądała tak, jakby ktoś urządzał tajną jednostkę operacyjną z rzeczy znalezionych podczas garażowej wyprzedaży. Metalowe szafki, przypadkowe biurka, stosy teczek i skórzana kanapa pamiętająca pewnie jeszcze lata dziewiędziesiąte. Na tle tego wszystkiego stanowisko Becki wyglądało niemal luksusowo, głównie dlatego, że jako jedyne sprawiało wrażenie zorganizowanego.

    Kiedy Hernandez ruszył do tablicy i zaczął porządkować sytuację w typowy dla siebie sposób, Mercer uniósł tylko lekko brew. Jak zwykle sposób obejścia mężczyzny, nieco wosjkowy, sprawiał, że był kontent. Pięć minut na dostęp do akt, pół godziny na analizę, potem pytania i podział zadań. Dadzą radę. Bułka z masłem. Przynajmniej ktoś w tym pomieszczeniu miał odruch porządkowania chaosu i w głębi ducha cieszył się, że nie jest to on.

    Z kolei Jonson potrzebował znacznie mniej czasu, żeby przejść od kilku informacji do dużej teorii. Westchnął i słuchał go bez słowa, wodząc wzrokiem między piersiówką, legitymacją prasową i wreszcie samym Tomasem, który najwyraźniej zdążył już w wyobraźni włamać się na policyjny parking, zanim ktokolwiek zobaczył choćby jedną stronę akt. Kącik ust Mercera drgnął ledwie zauważalnie. Nie chodziło o to, że teoria była niemożliwa. Po kilku latach w XIII nauczył się bardzo ostrożnie używać tego słowa. Po prostu na razie nie mieli się czego chwycić, a dla niego sprawa wyglądała nudno. Przynajmniej narazie.

    Radio stojące na jednej z szaf zaszumiało cicho pomiędzy kolejnymi zdaniami spikera. Daniel odruchowo przesunął palcem po krawędzi aparatu słuchowego schowanego za lewym uchem. Gest był szybki, niemal niedostrzegalny, bardziej nawyk niż świadoma reakcja. Przez moment wsłuchiwał się w trzaski, potem przeniósł uwagę z powrotem na Beckę. Wszystko brzmiało normalnie. Cokolwiek w jego przypadku miało jeszcze znaczyć to słowo.

    Vivienne poświęcił dłuższe spojrzenie. Nie dlatego, że była nowa. Nowych ludzi widział w XIII wystarczająco wielu, żeby dawno przestało to robić na nim wrażenie. Interesowało go raczej to, że O’Hara skontaktował się właśnie z nią przed zaginięciem. Kiedy Tomas ruszył w stronę wyjścia, Mercer w końcu się odezwał.
    – Hold your horses, przyjacielu – powiedział spokojnie. – Zanim gdziekolwiek ruszymy, może dla świętego spokoju przejrzyjmy najpierw te teczki. Stary, dobry wywiad dziennikarski jeszcze może się nam przydać, zanim zaczniesz używać swojego uroku na strażniczkach parkingowych.
    Rzucił to pół żartem, pół dyplomatycznie, bardziej po to, żeby wyhamować rozpędzonego Jonsona, niż rzeczywiście jakoś go uszczypnąć. W końcu podobna energia mogła im się jeszcze przydać.
    – Na razie O’Hara nie przyszedł na spotkanie, nie odbiera telefonu, a jego samochód zabrała policja. To jeszcze nie jest Pęknięcie. Po prawdzie to nawet nie jest dobry powód, żeby zawracać nam dupę. Nie do końca jestem pewien, co tu robimy, ale skoro już jesteśmy...
    Wzruszył ramionami i przeniósł spojrzenie na tablicę, na której Hernandez zaznaczył początek dochodzenia. Czas tykał, ale pokusił się jeszcze na jeden komentarz.
    – W aktach, które czytaliśmy przez ostatnie tygodnie, były większe smaczki, a przez lata pracy w Piątkach miałem do czynienia z naprawdę dziwnymi rzeczami. Na tym tle facet, który nie pojawił się na spotkaniu, wygląda prawie zwyczajnie.

    Na tym zakończył. Nie próbował nikogo przekonywać. Zresztą samochód rzeczywiście był punktem zaczepienia, podobnie jak telefon, miejsce ostatniego logowania do sieci, monitoring, billing i wszystko, co O’Hara zostawił za sobą, zanim przestał odpowiadać. Dopiero wtedy nasunęła mu się pierwsza konkretna kwestia. Odwrócił głowę w stronę Becki.
    – Wiadomo, gdzie znaleziono samochód?
    To interesowało go znacznie bardziej niż sam fakt odholowania. Policyjny parking był końcem pewnego ciągu zdarzeń, nie jego początkiem.
    – I czy mamy cokolwiek z telefonu? Cokolwiek sprzed chwili, kiedy zamilkł?
    Spojrzał przelotnie na Vivienne. Przez moment chciał zapytać ją od razu o ostatnią rozmowę z O’Harą, ale Alejandro miał rację przynajmniej w jednym. Najpierw należało zobaczyć akta. Ludzie mieli paskudny zwyczaj dopasowywać wspomnienia do zadawanych pytań, szczególnie kiedy wiedzieli już, jakiej odpowiedzi ktoś szuka. Mercer sięgnął po jeden z kubków stojących na stole, zajrzał do środka i odkrył, że mają tylko zielona herbata. No tak, kawa podobno wyszła. Skrzywił się lekko, ale ostatecznie chwycił za niego i pociągnął łyk. Potem wrócił na swoje miejsce. Skoro już ktoś uznał, że mają sprawę, wypadało przynajmniej sprawdzić, co w trawie piszczy.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ♥ 👍
    1
    • MorphM Niedostępny
      MorphM Niedostępny
      Morph jako Storyteller
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
      #5

      WORKING CASEBOARD

      W pierwszej chwili zdawać się mogło, że Becka całkowicie zignorowała pytania Daniela. Zamiast po prostu podać mu adres, kobieta chwyciła za joystick sterujący wózkiem i zatrzymała się przy białej tablicy. Chwyciła za flamaster i zaraz pod zdaniem napisanym przez Hernandez, zaczęła rozpisywać w równych kolumnach znane im fakty.
      Szybkie, krótkie pociągnięcia markerem po białej powierzchni sprawiały, że ten co i rusz wydał ciche skrzypienie przypominające chrzęst butów na zmrożonym śniegu.

      Po dwóch minutach pusta tablica zapełniła się danymi. Adresy, nazwiska, data. Wszystko połączone liniami, strzałkami i ozdobione znakami zapytania, niczym choinka na boże narodzenie.

      TABLICA PROBA.jpg

      Trzask zamykanego markera obwieścił wszystkim koniec pracy. Becka obróciła się twarzą ku zebranym.
      -Tak to wygląda na obecną chwilę. Znam O’Harę bardzo przelotnie. Widzieliśmy się zaledwie może ze dwa razy. Myślę, że więcej o nim może nam powiedzieć Vivienne - zakończyła i spojrzała wymownie w stronę rudowłosej kobiety.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • KetharianK Niedostępny
        KetharianK Niedostępny
        Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
        Obsługa Moderator Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #6

        Biuro XIII przy Calumet Ave


        Tomas Jonson był jak zwykle w gorącej wodzie kąpany, co od początku wspólnej pracy okazjonalnie Hernándeza drażniło, czasami budziło w nim zdawkowe rozbawienie, najczęściej jednak szczerze przerażało. Ogromny entuzjazm dziennikarza popychał go do działań zbyt w opinii Alejandro pochopnych, chociaż nie można było zaprzeczyć, że miał w sobie pewien odświeżający urok nawet w oczach strażnika granicznego nawykłego od lat do pracy w uporządkowany zdyscyplinowany sposób.

        Teksańczyk przewrócił wymownie oczami w kierunku Mercera, potem odwrócił głowę w ślad za ściągającym z wieszaka kurtkę Jonsonem.

        - Daniel wie, co mówi - rzucił beznamiętnym tonem - Zaczekaj przynajmniej do rozmowy z panią Ashcroft. Ta sprawa nie musi być związana z Pęknięciami, ale może mieć charakter kryminalny. Mając więcej informacji będziesz mógł łatwiej znaleźć na miejscu ślady, które w innych okolicznościach nie wydadzą ci się istotne.

        Odsuwając ręce od klawiatury Hernández wstał z miejsca, podszedł do tablicy utrwalając sobie w pamięci dane wypisane przez Piccardi.

        - Pani Ashcroft, czy może nam pani powiedzieć coś więcej o swoich kontaktach z agentem O’Harą? - zapytał koncentrując uwagę na osobie kobiety wprowadzonej do biura przez Beckę - Dotyczyły jego ostatniego dochodzenia? Przekazywał pani istotne dla nas informacje?

        Vivienne Ashcroft wywarła na nim wrażenie ekscentrycznej intelektualistki, co budziło pewne obawy Hernándeza. Alejandro nie miał zbyt wielu doświadczeń w relacjach z takimi kobietami, nie potrafił zbyt trafnie przewidywać ich zachowań i nie mógł się powstrzymać przed wrażeniem, że wykształcone i pewne siebie kobiety pokroju Ashcroft nie przejawiały zbyt wielkiego respektu dla paramilitarnej dyscypliny, do której Alejandro tak przywykł i którą preferował w protokołach operacyjnych komórki.

        Zadając Vivienne pytania przyglądał się jej badawczo, w myślach czekając na utwardzenie się w pierwszym wrażeniu lub miłe zaskoczenie.

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • JaremaJ Niedostępny
          JaremaJ Niedostępny
          Jarema jako Tomas Jonson
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #7

          Gorąca krew jak zwykle wzięła górę nad rozsądkiem. Tomas nigdy nie miał z tym większego problemu — zawsze wolał działać, niż myśleć. I jak zwykle kończyło się to tym, że pakował się w kłopoty. Sam do końca nie wiedział, czy była to kwestia ADHD, czy po prostu jego charakteru.

          Tym razem jednak nie był już samotnym strzelcem w pogoni za tytułem. Daniel Mercer nie był jego konkurentem, który zrobi wszystko, żeby zgarnąć sławę dla siebie. Teraz wszyscy grali do jednej bramki.

          Poza tym słowa Alejandro pozwoliły mu trochę ochłonąć.

          Tomas spojrzał na tablicę z zapisanymi informacjami, a potem odruchowo zerknął na zegarek.

          18:20

          Westchnął i spokojnie odwiesił kurtkę na wieszak. Posterunkowy pilnujący policyjnego parkingu pracował tylko do dziewiętnastej. Samochodu dzisiaj już nie odbierze. Następny autobus miał przyjechać około 19:05.

          Jego wcześniejszy pośpiech na nic się więc nie zdał.

          Tomas zacisnął pięść, ściskając w niej kwit potrzebny do odbioru samochodu z policyjnego parkingu. Spojrzał na dokument z wyraźnym niezadowoleniem, po czym złożył go i schował do kieszeni.

          Przez chwilę milczał, wpatrując się w tablicę.
          W końcu pokręcił głową.

          Spojrzał na Mercera.

          — Muszę się z tobą zgodzić, Mercer. Zniknięcie O’Hary nie musi mieć nic wspólnego z Pęknięciem.

          Zrobił krótką pauzę.

          — Ale ze zwykłym napadem rabunkowym też mi się to nie klei.

          Przez chwilę zastanawiał się nad kolejnymi możliwościami.

          — O’Hara był przecież całkiem dobrze wyszkolonym agentem. Jeśli ktoś chciał go okraść, musiałby najpierw sobie z nim poradzić. A to już trochę komplikuje sprawę.

          Tomas zerknął ponownie na tablicę.

          — Z kochank też raczej nie.

          Wzruszył ramionami.

          — Nie mam pojęcia, jak wyglądały jego relacje rodzinne, ale jeśli naprawdę chciałby odejść z kochanką, nie zostawiłby samochodu i pieniędzy. To po prostu nie ma sensu.

          Zaczął wyliczać możliwości na palcach.

          — Więc mamy dwie... nie, trzy możliwości.

          Podniósł pierwszy palec.

          — Nagła amnezja wsteczna. Nie pamięta, kim jest, gdzie jest i dlaczego się tam znalazł. Mało prawdopodobne, ale możliwe.

          Drugi palec.

          — Uprowadzenie przez obcych.

          Tomas zatrzymał się na chwilę. Nie uśmiechnął się ani nie zażartował. Sam był trochę zaskoczony, że wypowiedział te słowa z taką powagą.Lata pracy dla „Tajnej Prawdy” chyba naprawdę zdążyły go zindoktrynować do samego końca. Jeszcze kilka lat temu wyśmiałby człowieka, który na poważnie wspomniałby o kosmitach czy tajnych rządowych programach. Teraz sam rozważał takie możliwości z pełną powagą.

          — Albo...

          Podniósł trzeci palec.

          — Najbardziej prawdopodobne jest to, że O’Hara zaginął z powodu XIII.

          Jego głos stał się poważniejszy.

          — Najpierw zamknęli Wydział. Potem znika agent. Kto wie, czy któreś z nas nie będzie następne.
          Tomas zmrużył oczy.

          — To już nie wygląda jak przypadek.

          Spojrzał na pozostałych.

          — Najpierw zamknęli XIII, a teraz pozbywają się świadków.

          Tomas usiadł na krześle stojącym przy stole i jeszcze raz spojrzał na tablicę.

          — No dobra. Co dokładnie wiemy o zaginionym? I gdzie znaleziono jego samochód?

          Przez chwilę analizował zapisane informacje.

          — Na monitoring też specjalnie bym nie liczył.

          Oparł się wygodniej na krześle.

          — O’Hara, jak każdy dobrze wyszkolony agent, powinien wiedzieć, jak poruszać się tak, żeby kamery go nie zauważyły.Tomas wstał i nalał sobie herbaty. Tym razem już bez pardonu. Odwrócił się w stronę Becky z ironicznym uśmiechem.

          — Wiem, że finansowanie zostało ucięte, ale fakturę za kolejny dzień postoju samochodu na policyjnym parkingu prześlę na adres firmy.

          Zaśmiał się radośnie, jakby właśnie rozwiązał największy problem tego wieczoru, po czym upił łyk gorącej herbaty.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          💯
          1
          • CavallinoC Niedostępny
            CavallinoC Niedostępny
            Cavallino jako Vivienne Ashcroft
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
            #8

            Noc była długa i bezsenna. Vivienne przewracała się niespokojnie w łóżku, czując nieprzyjemny uścisk z w żołądku. Jej kot, Fred, również nie spał i nie spuszczał z niej oczu. Viv widziała w ciemności ich blask. Dopiero nad ranem poddała się i zaparzyła mocną kawę. Otworzyła kalendarz – staromodny, papierowy – i zamarła, bo w kalendarzu czerwonym markerem zapisany był numer telefonu. Numer, pod który miała zadzwonić jeśli O'Hara się nie odezwie.
            Chwyciła za telefon, przejrzała wiadomości, maila, nawet konto na Facebooku. Nic, żadnego znaku od O'Hary. Odłożyła telefon na blat i owinęła się ciaśniej szlafrokiem.

            "Jeszcze jest wcześnie" – pomyślała – "Jeszcze ma czas", próbowała przekonać samą siebie, chociaż uścisk w żołądku mówił co innego. Fred miauknął, wyrywając ją z zamyślenia. Po nakarmieniu kota i orzeźwiającym prysznicu, Viv usiadła przy stoliku kawowym i wyciągnęła wysłużoną talię kart tarota.

            Rozłożyła karty na stoliku i przez chwilę przyglądała się układowi. Kilka z nich od razu zwróciło jej uwagę – Wisielec, Księżyc, Wieża, Kapłanka. Nie podobało jej się to zestawienie. Mówiło o zatrzymaniu, niepewności i czymś, co wymknęło się spod kontroli. Przesunęła wzrok po całym rozkładzie jeszcze raz, jakby liczyła, że za drugim razem zobaczy w nim coś innego. Nie zobaczyła, więc sięgnęła po telefon i wykręciła numer.


            Dzień był ciężki, a nieprzespana noc dawała jej się coraz bardziej we znaki. Tymczasem po wykładach, zamiast wrócić do łóżka, pojechała do siedziby XIII. Nie wiedziała czego się spodziewać. Kobieta, z którą rozmawiała przez telefon, dała jej szczegółowe instrukcje, ale niewiele zdradziła odnośnie tego, co będzie się działo jak dotrze na miejsce. Czy będzie przesłuchiwana? Wyobraziła sobie jak siedzi w pokoju przesłuchań zakuta w kajdanki. "Uspokój się, nic nie zrobiłaś, nikt cię nie aresztuje", ale serce w piersi waliło jej zbyt mocno by uwierzyła, że nie ma czym się martwić.


            Vivienne podążała za Becką powolnym krokiem. Kobieta zrobiła na niej dobre wrażenie, otaczała ją przyjemna energia i wydawała się dość żywiołowa jak na osobę poruszającą się na wózku.

            W sali czekało już kilka osób, Viv rozejrzała się z zaciekawieniem po sali, której, choć surowo urządzonej, nic nie brakowało. W pomieszczeniu dało się wyczuć zawieszoną energię oczekiwania i pulsującej ciekawości. A także mieszaninę zapachu kurzu i męskiej wody kolońskiej. Spokojnie czekała, ogrzewając zmarznięte dłonie w kieszeniach spodni, aż Becka skończy wprowadzać wszystkich w temat.

            – Pani Ashcroft, czy może nam pani powiedzieć coś więcej o swoich kontaktach z agentem O’Harą? – zapytał jeden z mężczyzn – Dotyczyły jego ostatniego dochodzenia? Przekazywał pani istotne dla nas informacje?

            Vivienne, oparta o pobliski stół, podniosła wzrok na mężczyznę zadającego pytanie. Spojrzenie miała wyraźnie zmęczone, ale skupione.

            – Co pan rozumie mówiąc "istotne dla nas informacje"? Jakie informacje uważa pan za istotne? – spytała, ściągając okulary z nosa i rozmasowując zmęczone oczy, nie zdając sobie sprawy z tego, że nieświadomie uderzyła w akademicki ton, którego zwykle używała w stosunku do swoich studentów.

            – Naprawdę nie wiem na ile będę pomocna. Nie znałam O'Hary zbyt dobrze. Chciał po prostu pomocy przy poszukiwaniu zaginionej osoby. Zadawał coraz dziwniejsze pytania. O sny, symbole, różne rytuały...

            Vivienne wzruszyła lekko ramionami, szukając czegoś w torebce.

            – Dopiero po kilku spotkaniach zorientowałam się, że nie szuka jednej osoby. Szukał czegoś, co łączyło kilka takich przypadków.

            Z torebki wyciągnęła... paczkę kawy.

            – Chce ktoś? Ja sobie zrobię.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥ 👍
            2
            • KetharianK Niedostępny
              KetharianK Niedostępny
              Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
              Obsługa Moderator Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #9

              Baza XIII przy Calumet Ave


              Alejandro zmełł w ustach przekleństwo. Błąd popełniony na samym początku znajomości z Vivienne Ashcroft dobitnie świadczył o tym jak miesiące monotonnego grzebania w papierach stępiły jego śledczy instynkt. Widząc obcą kobietę wprowadzoną przez Beckę do biura bez uprzedniego ostrzeżenia przyjął z automatu, że ma do czynienia z inną agentką Trzynastki należącą do chicagowskiej siatki, a tymczasem Vivienne Ashcroft ewidentnie nie miała pojęcia, z kim właściwie przyszło jej tego wieczoru rozmawiać.

              Uświadomiwszy sobie ten znamienny fakt Hernández szybko odtworzył w myślach dotychczasową konwersację z nieznajomą szukając w wypowiedziach swoich oraz partnerów wszelkich zwrotów i terminów, które mogły Ashcroft w jakiś sposób zaniepokoić bądź nawet zaalarmować dając jej do zrozumienia, że trafiła pomiędzy ludzi niezrównoważonych i niebezpiecznych dla otoczenia.

              - Będziemy wdzięczni za wszystkie informacje, które wiążą panią z osobą agenta O’Hary - powiedział ostrożnym tonem - Właściwie najlepiej byłoby, gdyby na początek opowiedziała nam pani coś o sobie. Doświadczenie zawodowe, ewentualne powiązania z instytucjami rządowymi albo nasza organizacją. Jak dalece agent O’Hara wprowadził panią w temat specjalizacji naszej agencji? Oczywiście proszę najpierw dokończyć parzenie kawy.

              Wpatrując się w postać Ashcroft Alejandro pojął znienacka, kogo ta kobieta mu uporczywie przypominała: surową nauczycielkę francuskiego w szkole średniej, która przysporzyła Hernándezowi wielu nieprzespanych nocy i bynajmniej nie z powodu młodzieńczego zauroczenia.

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • JaremaJ Niedostępny
                JaremaJ Niedostępny
                Jarema jako Tomas Jonson
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Jarema
                #10

                Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

                Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

                — Proszę. podobno dobra nerwy.

                Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w stronę miejsca, gdzie wcześniej stała kawa.

                — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię . widzę, że mamy wszystko

                Pokręcił głową z rozbawieniem.

                — No trudno. Zielona herbata musi dzisiaj wystarczyć.

                Tomas usiadł z powrotem i przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

                Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani ” czy „Panno ”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

                Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

                — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

                Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

                — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

                Zrobił krótką pauzę.

                — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

                Tomas oparł się wygodniej na krześle.

                — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

                Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

                JaremaJ 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • NabuchodonozorN Niedostępny
                  NabuchodonozorN Niedostępny
                  Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #11

                  Posiew redukcyjny, czyli mieszanka osobowości

                  47f5dbf1-969b-4303-a8ad-9521f234b351-image.jpeg

                  Doktorowi Mullisowi nie przeszkadzało, że z początku narzucono mu papierkową robotę. Wręcz przeciwnie. To był dla niego dobry czas by się wdrożyć w te wszystkie "błony", "pęknięcia", "przechyły" i inne nieznane mu dotąd zjawiska. Im więcej się dowiadywał tym bardziej uświadamiał sobie, że nawet on, piszący na blogu odważne teorie nadal miał ograniczone patrzenie na świat.

                  To wszystko jednak dawało mu nadzieję. Kiedy świat również otworzy oczy, on Eugene Mullis Ph. D. będzie jednym z pierwszych określanych mianem odkrywcy tego rodzaju zjawisk. Wtedy nie tylko odzyska utraconą dumę, ale wręcz przewyższy swoje niedawne marzenia. Wtedy nie tylko profesura, ale i Nagroda Nobla nie będzie niczym niespodziewanym.

                  Tymczasem jednak utkwił w Chicagowskim piekle i po długim porządkowaniu papierów wezwano go aby spotkał tych, z którymi do tej pory pracował jedynie na dystans.

                  Gdy przybył na miejsce niemal wszyscy już byli. Przywitał się z każdym starając się zapamiętać nazwiska. W jego świecie nazwisko jest wszystkim. Trochę się wahał gdy miał przedstawić sam siebie, ale zdecydował, że w tym towarzystwie nie będzie się wstydził. Oni z resztą prawdopodobnie wiedzieli o nim wszystko. Tak jak zdawał się wiedzieć Hernandez.

                  Rozłożył się na jakimś stole. Wyciągnął swojego ToughBooka, by służył mu do notatek, zaparzył sobie to co było- a niestety nie było yerby. Wreszcie usiadł i skupił się na tym co działo się w pomieszczeniu.

                  Zebranie tych wszystkich ludzi razem przypominało posiew redukcyjny. W rzeczy samej każde z nich zachowywało się jak zupełnie inna kolonia drobonustrojów na jednej płytce Petriego:
                  Alehandro Garcia Hernández od razu po przybyciu postanowił zdominować całą kulturę i narzucić swoje warunki bytowania.
                  Tomas Jonson zbierał przez chwilę materiał energetyczny by za chwilę zacząć ekspansję na zewnątrz.
                  Daniel Mercer wydawał się popaść w anabiozę przy warunkach jakie serwowała reszta
                  Działania Becki Piccardi przypominały tworzenie plazmidów pełnych informacji celem uodpornienia na trudne warunki- w tym przypadku kalectwo.
                  Wreszcie Vivienne sprawiała wrażenie tak niezdecydowaniej, jakby była w klinokinezie.
                  A w tym wszystkim celem posiewu było znalezienie konkretnego gatunku niejakiego O. Hary

                  Doktor Mullis uśmiechnął się do swoich jakże trafnych porównań. Tylko on sam potrafił tak siebie rozbawić.

                  Gdzie Eugene był w tym wszystkim? Sam chciał wiedzieć. Doszedł jednego wniosku. Był zdecydowanie termofilem. To przeklęte Chicago nie powinno istnieć. Dlaczego ze wszystkich miejsc na świecie musiał trafić do czegoś co przypominało laboratoryjną zamrażarkę i do społeczeństwa, które cieszyło się z jeziorka nie mając pojęcia o potędze oceanicznego biotopu.
                  Prawdę mówiąc i on wcześniej tego nie doceniał, dopóki nie utracił. Teraz pozostały mu tylko wspomnienia i marzenia powrotu.

                  Wrócił swą uwagą do tego co działo się na sali. Eugene nie znał się na dochodzeniu w sprawie ludzi. On symulował, badał, analizował, najczęsciej zjawiska w mikroświecie. Makroświat, a szczególnie świat ludzi był nieprzewidywalny. Mimo wszystko jednak próbował.

                  Nigdy z resztą nie był dobry w międzyludzkich kontaktach. Jego spotkania towarzyskie, nawet z jego własnym ojcem, ograniczały się do rozważań który enzym najlepiej wpłynąłby na kinetykę w takim a takim przypadku oraz czy podwyższenie temperatury procesu o 1,4 stopnia wywoła taką czy inną reakcję w określonej sytuacji.

                  Nawet później, gdy życie, a w szczególności przeklęty Thomas, zmusiło go do zupełnie innego rodzaju pracy jedyne czego się nauczył to by nie mówić zbyt wiele i w miarę dobrze udawać, że się słucha.

                  Tym razem jednak Eugene nie udawał naprawdę słuchał. I obserwował i uczył się.

                  W odpowiednim momencie, gdy już zrozumie jakimi prawami rządzi się to środowisko on zbuduje w nim swą renomę.

                  Gdy jednak usłyszał o rytuałach i tym podobnych bzdetach. Nie powstrzymał się od pogardliwego parsknięcia. Czytał o różnych rzeczach, ale to wszystko mieściło się w granicach nauki. To jednak o czym mówiła ta Vivienne...

                  Eugene rozejrzał się po grupie by wyczuć jak inni do tego podchodzą. Bardzo chciał wiedzieć czy rafił do grupy ludzi rozsądnych, czy też ludzi o prostych umysłach którzy uwierzą we wszystko co wyda im się niezwykłe.

                  Słowa Tomasa o ufo sugerowały raczej to drugie...

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  👍
                  1
                  • BardielB Niedostępny
                    BardielB Niedostępny
                    Bardiel jako Simon Tanner
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Bardiel
                    #12

                    Simon siedział delikatnie na uboczu, przy jednym z biurek które upatrzył sobie dawno temu. Wszyscy wiedzieli, że w pewnym sensie jest to jego ulubione biurko. Raz nawet zupełnie na poważnie tłumaczył, że jest to bardzo optymalne ułożenie, gdyż pozycjonuje go tak, by mógł obserwować tablicę Becki, bez odbijającego się od niej światła słonecznego oraz jest w miejscu, gdzie ma idealną cyrkulację powietrza. Jednocześnie inni nie widzieli ekranu ułożonego na biurku laptopa. Denerwowało go, gdy ktoś zaglądał mu przez ramię.

                    Teraz zresztą i bez tego wydawał się poirytowany. Nie tak wyobrażał sobie przebieg dzisiejszego spotkania! Chciał opowiedzieć Bece i Fergusonowi o nowym podejściu do magazynowania danych, które robi ostatnio furorę w biznesie i które mogłoby pomóc im gromadzić dane w o wiele szybszym tempie, przy znacznie mniejszym wysiłku… No, ale niestety stało się! Zaginięcie było oczywiście o wiele bardziej emocjonujące dla wszystkich niż “Data Lake” - zwłaszcza dla narwanych kowbojów pokroju Tomasa. Zawodowy analityk nie omieszkał rzucić mu osądzającego spojrzenia, gdy ten dolewał “prądu” do herbatki.
                    -- Może nie mieszajmy w to od razu kosmitów - rzucił z wyczuwalną frustracją, wklepując coś do komputera. Badali zjawiska paranormalne, ale nie lubił gdy umysły zespołu dryfowały bez ładu i składu.

                    Systemowe rozwiązania powinny mieć wyższy priorytet, ale Simon zdawał sobie sprawę, że ludzi nie zmieni. Z rezygnacją zgasił materiały, które miał przygotowane na dzisiejszą rozmowę.
                    -- Nazywam się Simon - obwieścił, rzucając krótkie spojrzenie Vivienne. Nie był póki co zainteresowany zadawaniem pytań kobiecie, która i tak już wydawała się osaczona przez zespół. Zwyczajnie zauważył, że choć przedstawiono ją, to nikt z obecnych się nie przedstawił. Nie chciał być nieuprzejmy. Zaraz potem spojrzał w stronę Becci, unosząc nieznacznie rękę.
                    -- Ja mogę zająć się aktami spraw dotyczącymi zaginięć. Przy okazji jak będziecie gadać ze znajomymi tego O’Hary to zwracajcie uwagę czy wszyscy pamiętają go w taki sam sposób. Jak robiłem kwerendę akt z lat 2000-2004 z terenu Teksasu to jakieś 60% spraw zawierało jakąś formę efektu Mandeli.

                    Simon wypowiadał się karykaturalnie wręcz precyzyjnie, ale znali go nie od dziś. Zaskoczona mogła być tylko Vivienne. Wypowiadał się sztywno i siedział sztywno. Biała koszula, krawat oraz idealnie wypastowane buty tylko dopełniały obrazu. Cholera jedna wiedziała czemu ubierał się ciągle tak jakby zmierzał na spotkanie biznesowe.

                    Poprawił okulary i zaczął przepisywać informacje z tablicy na komputer.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    👍
                    2
                    • CavallinoC Niedostępny
                      CavallinoC Niedostępny
                      Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                      #13

                      Vivienne przeniosła wzrok na mężczyznę siedzącego przy biurku. Kiedy się przedstawił, jej twarz od razu rozjaśnił promienny, choć zmęczony uśmiech.

                      – Miło poznać – odpowiedziała, zanim przeniosła swoje spojrzenie do mężczyzny, który wrócił do kwestii jej doświadczenia i kontaktów z XIII.

                      – Na początku myślałam, że jest prywatnym detektywem, ale kiedy przyznał się, że jest z XIII-tki, wszystko nabrało większego sensu – opowiadała, wycierając okulary rąbkiem koszuli, zanim ponownie nałożyła je na nos. – Już wcześniej agenci XIII-tki przychodzili do mnie na konsultacje, pomoc w rozszyfrowaniu znaków, symboliki. Widziałam się z nim w kawiarni przyległej do księgarni uniwersyteckiej, ale też w moim gabinecie. O’Hara... – zawiesiła głos, wpatrując się w tablicę zapisaną informacjami od Becki. Odchrząknęła i lekko potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się jakiejś myśli.

                      – Co ja... a tak. Sprawa, którą prowadził, dotyczyła kilku zaginięć. Początkowo myślałam, że chodzi o jedną osobę, ale okazało się, że O’Hara szuka powiązań między kilkoma przypadkami. Twierdził, że niektóre elementy tych historii się powtarzają.

                      Vivienne zrobiła krótką przerwę.

                      – Na ostatnim spotkaniu, po tym jak przyznał że jest agentem XIII-tki, zdradził, że ma się zobaczyć z kimś, kto może przybliżyć go do odpowiedzi – jej głos lekko przycichł. – Poprosił mnie wtedy, żebym... jeśli nie odezwie się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, skontaktowała się z Fergusonem.

                      Jej ramionami wstrząsnął lekki dreszcz - nie była pewna czy to z powodu wspomnień, czy z chłodu.

                      – Brzmiał jak człowiek, który sam siebie próbuje przekonać, że ten telefon nie będzie konieczny.
                      Z wdzięcznością przyjęła kubek z ciepłym napojem podany przez innego z mężczyzn, ogrzewając zmarznięte dłonie o ciepłe ścianki.

                      – Dziękuję.

                      Przeczesała palcami włosy słysząc pytanie o śledztwo i rytuały.

                      – Nie wiem z kim się spotkał. Nie brałam aktywnego udziału w jego śledztwie. Mam raczej strzępki informacji niż pełny obraz.

                      Upiła łyk i przez moment marszczyła brwi, próbując uporządkować skotłowane myśli.

                      – Jeśli chodzi o rytuały… nie interesował się jednym konkretnym obrzędem czy rodzajem. Przynajmniej nie wybrzmiało to podczas naszych rozmów. Pytał raczej o powtarzające się elementy: symbole, miejsca, opowieści o ludziach którzy zaginęli i się odnaleźli.

                      Zawiesiła na chwilę wzrok na kubku.

                      – I o to czy po powrocie zachowywali się inaczej – dodała ciszej.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      ♥
                      1
                      • JaremaJ Jarema

                        Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

                        Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

                        — Proszę. podobno dobra nerwy.

                        Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w stronę miejsca, gdzie wcześniej stała kawa.

                        — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię . widzę, że mamy wszystko

                        Pokręcił głową z rozbawieniem.

                        — No trudno. Zielona herbata musi dzisiaj wystarczyć.

                        Tomas usiadł z powrotem i przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

                        Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani ” czy „Panno ”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

                        Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

                        — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

                        Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

                        — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

                        Zrobił krótką pauzę.

                        — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

                        Tomas oparł się wygodniej na krześle.

                        — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

                        Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

                        JaremaJ Niedostępny
                        JaremaJ Niedostępny
                        Jarema jako Tomas Jonson
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #14

                        Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

                        Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

                        — Proszę. Podobno dobra na nerwy.

                        Uśmiechnął się lekko, po czym wyciągnął do niej dłoń.

                        — A tak przy okazji, Tomas Johnson.

                        Dopiero po chwili usiadł z powrotem.

                        — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię. Widzę, że mamy wszystko, czego potrzeba.

                        Pokręcił głową z rozbawieniem.

                        Przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

                        Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani” czy „panno”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

                        Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

                        — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

                        Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

                        — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

                        Zrobił krótką pauzę.

                        — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

                        Tomas oparł się wygodniej na krześle.

                        — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

                        Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • KetharianK Niedostępny
                          KetharianK Niedostępny
                          Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                          #15

                          text alternatywny


                          Baza XIII przy Calumet Ave


                          Kiedy zagadnięta przez Tomasa kobieta wyjawiła grupie słuchaczy to, co uznała za stosowne, Hernández spojrzał na nią w nieco odmienny sposób.

                          Vivienne Ashcroft jednak współpracowała wcześniej z Jednostką XIII i skonsternowany ciągłymi zmianami opinii na jej temat Alejandro postanowił rozmówić się na boki z Becką przy pierwszej dogodnej okazji - w opinii Teksańczyka teczka osobowa kobiety powinna była trafić na biurka agentów co najmniej pół godziny przed jej przybyciem, aby zaoszczędzić wszystkim niepotrzebnego zamieszania.

                          - Derek O’Hara jest byłym policjantem i aktywnym prywatnym detektywem, a zniknął dwa dni temu - oznajmił Latynos wstając ze swojego miejsca i otwierając metalową szufladę biurka - Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś już zaczął się o niego martwić, jeśli nie służbowo to prywatnie, być może mocno zaprzyjaźniony były partner, aktualny klient albo na przykład jakaś kobieta, z którą nawiązał w ostatnim czasie relację romantyczną. Być może ktoś już był w jego mieszkaniu, a jeśli nie, niebawem się tam zjawi. Musimy się spieszyć, a jednocześnie działać ostrożnie. Przyda mi się asysta.

                          Hernández schował pod koszulę wyciągniętego z szuflady Glocka i spojrzał wymownie na Mercera.

                          - Daniel, masz jakieś plany na wieczór? - zapytał ruszając w stronę wieszaka - I kto weźmie na siebie biuro?

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          👍
                          0
                          • NabuchodonozorN Niedostępny
                            NabuchodonozorN Niedostępny
                            Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #16

                            Eugene przysłuchując się rozmowie przejrzał też akta poszukiwanego. Nie chciał się wcześniej wychylać, ale jego metodyczny umysł naukowca podpowiedział mu jeszcze jeden możliwy trop. Przez chwilę się zawahał. To była jego pierwsza poważna misja, a on nie był pewien czy jest gotów na samodzielne wykonanie zadania. To jednak musiał zrobić sam.

                            "Będę musiał wszystko dobrze zaplanować"- pomyślał.

                            Po chwili, nadal wachając się wstał i rzekł, dość formalnie jak to miał w swoim zwyczaju.

                            - Szanowni Państwo. Jeśli można... Chciałbym zaproponować jeszcze jeden koncept. Oczywiście to co Państwo powiedzieliście o biurze, parkingu i domu poszukiwanego to bardzo trafne i najlepsze miejsca zdobycia informacji. Pozwoliłem sobie jednak odkryć, że ów Derek O' Hara był niegdyś policjantem.

                            Na chwilę przerwał by zebrać myśli oraz rozejrzeć się czy ma posłuch, którego oczekuje. Następnie kontynuował swój wywód:

                            - Jak Państwo zapewne zdążyliście się zorientować obecnie pracuje w Policyjnym Laboratorium. Pomyślałem, że mógłby być to dobry pretekst by udać się na dawny posterunek poszukiwanego i dyskretnie o niego wypytać, w szczególności zaś dowiedzieć się czy z kimś z tamtejszych ludzi nie utrzymuje dotąd... znaczy nie utrzymywał do swego zaginięcia kontaktu. Proszę Państwa o wyrażenie swych opinii na temat tego pomysłu.

                            Eugene pozostał w pozycji stojącej, trochę jak przed komisją, której dopiero co przedstawił swój doktorat i która to komisja ma teraz nazwać go głupcem lub geniuszem.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥
                            1
                            • KetharianK Niedostępny
                              KetharianK Niedostępny
                              Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                              Obsługa Moderator Mecenas
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #17

                              Baza XIII przy Calumet Ave


                              - Doskonały pomysł, panie Mullis - stwierdził Hernández przywołując na twarz wyraz aprobaty. Poprzestając na tej pełnej rezerwy opinii ubrał zimową kurtkę i naciągnął na głowę szarą wełnianą czapkę, oczami wodząc po tych towarzyszach, którzy też podnieśli się z miejsc przy biurkach. Jego spojrzenie zatrzymało się na postaci Vivienne Ashcroft, a zmarszczone czoło Teksańczyka jawnie dowodziło tego, że Latynos intensywnie nad czymś myślał.

                              - Pani Ashcroft, jako jedyna w naszym gronie znała pani Dereka O’Harę osobiście - powiedział podchodząc do kobiety - Może pani wciąż dysponować wiedzą na temat jego śledztwa, której znaczenia nie jest pani świadoma. To mogą być drobne detale, nazwiska tych zaginionych osób, szczegóły rytuałów, o których pani z nim rozmawiała. Być może w mieszkaniu Dereka zobaczy pani coś, co ja sam przeoczę nie znając kontekstu i nie mając właściwego punktu odniesienia. Zechce pani do mnie dołączyć?

                              Alejandro uniósł zachęcającym gestem dłoń, w której trzymał kluczyki do swojego wydłużonego Forda.

                              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • PiołunP Niedostępny
                                PiołunP Niedostępny
                                Piołun jako Daniel Mercer
                                Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #18

                                Mercer słuchał Vivienne uważniej niż wcześniej. Nie dlatego, że szczególnie przejęły go wzmianki o rytuałach, symbolach czy ludziach, którzy po powrocie zachowywali się inaczej. W XIII nasłuchał się już wystarczająco wielu podobnych historii, żeby nie reagować ze specjalnym ożywieniem. Znacznie bardziej zainteresował go jeden konkretny szczegół. O’Hara zostawił wyraźną instrukcję, by po czterdziestu ośmiu godzinach ciszy skontaktować się z Fergusonem. To oznaczało, że przed zniknięciem brał pod uwagę możliwość, że coś może pójść nie tak.

                                Te czterdzieści osiem godzin nie dawało mu spokoju. O’Hara nie rzucił przecież tej prośby mimochodem. Był byłym policjantem, potem prywatnym detektywem i człowiekiem, który najwyraźniej wiedział, kiedy warto zostawić komuś instrukcję na wypadek własnego zniknięcia. Daniel przez chwilę przyglądał się tablicy Becki, porządkując w głowie nowe informacje. Nadal nie widział żadnego powodu, żeby od razu mówić o Pęknięciu, ale coraz trudniej było traktować tę sprawę jak zwykłe niestawienie się na spotkanie.

                                Pomysł Mullisa wydał mu się bardzo przytomny. Jeśli O’Hara przez lata pracował w policji, ktoś z dawnych znajomych mógł wiedzieć o nim więcej niż suche akta albo informacje w systemie.
                                – To akurat ma sens – rzucił krótko. – Byli partnerzy mogli zauważyć, z kim się ostatnio kontaktował albo czy coś w jego zachowaniu się zmieniło.
                                Na tym skończył. Mullis miał punkt zaczepienia i najwyraźniej zamierzał go sprawdzić. Daniel nie widział powodu, żeby mu w tym przeszkadzać.

                                Kiedy Hernandez wyciągnął Glocka z szuflady i rzucił mu pytające spojrzenie, Daniel zerknął w stronę okien. Za szybami nadal przewalała się biała ściana śniegu, a sam widok wystarczył, żeby przypomnieć mu drogę do siedziby.
                                – Miałem jakieś płone nadzieję, że dzisiaj już stąd nie wyjdę – mruknął, podnosząc się z miejsca. – Ale chyba właśnie mi je odebrałeś.
                                Kącik ust drgnął mu lekko. Odstawił kubek, którego zawartość zdążyła już dawno wystygła i ruszył po kurtkę.

                                Mieszkanie O’Hary wydawało mu się na ten moment najlepszym tropem. Jeśli detektyw faktycznie spodziewał się problemów, mógł zostawić po sobie coś, co dałoby im jakiś punkt zaczepienia. Być może znajdą coś na komputerze, albo na innych urządzeniach "smart", które ludzie tak ochoczo montują w swoich domach. Czytał nawet ostatnio artykuł o producencie telewizorów, który miał funkcje przetwarzania rozmów. Nauczył się dobierać do takich funkcji, jako do nieoczywistego źródła informacji. Tak, Daniel najbardziej liczył właśnie na elektronikę. W przeciwieństwie do ludzi urządzenia zwykle nie zmieniały wersji wydarzeń. Zwykle, choć w przypadku pęknięć nawet tą prawidłowość trafiał szlag. Zabrał ze stołu rękawiczki i wsunął je do kieszeni kurtki.
                                – Jadę z tobą.

                                Przy swoim stanowisku zatrzymał się jeszcze na chwilę i sięgnął po torbę z podstawowym sprzętem technicznym. Nie pakował wszystkiego, co miał pod ręką. Jechali tylko do mieszkania zaginionego detektywa, więc na początek wystarczało kilka rzeczy potrzebnych do sprawdzenia elektroniki i zabezpieczenia ewentualnych nośników danych. Przynajmniej na razie. Zanim ruszył w stronę windy, zerknął jeszcze na Beckę.
                                – Podeślij nam proszę adres oraz to, co mamy o jego mieszkaniu, jeśli coś masz. – poprosił i zaczął się zbierać. Kiedy upewnił się, że ma wszystko, czego będą mogli potrzebować, zarzucił torbę na ramię i spojrzał na Hernandeza.
                                – Ty prowadzisz. Nie mam obecnie ani cierpliwości, ani nastroju do tkwienia w korkach.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • NabuchodonozorN Niedostępny
                                  NabuchodonozorN Niedostępny
                                  Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Nabuchodonozor
                                  #19

                                  Nagle wszyscy zaczęli się zbierać. Może poza Simonem i Becką, którzy coś na boku omawiali.

                                  Eugene'owi już wcześniej ta grupa wyglądała na nieco chaotyczną, jednak jego zadaniem jako biotechnologa zawsze było porządkowanie i właściwe ukierunkowanie organizmów żywych, tak aby jak najlepiej wykorzystać ich potencjał na korzyść człowieka.

                                  — Państwo w trzy osoby zamierzacie przeszukiwać mieszkanie poszukiwanego? Niestety chyba przeoczyłem ten fakt, ale czyżby było ono aż tak duże? Oczywiście nie podważam Państwa decyzji, jednak jeśli Pan Tomas uda się na parking, a Państwo do mieszkania to kto przeszuka biuro? Pan Simon najwyraźniej specjalizuje się w innych działaniach, ja niestety również. Oczywiście mógłbym się tam udać jeśli Państwo dacie mi klucz czy też przepustkę i dobry powód by mnie wpuszczono. Biorąc pod uwagę moją specjalizację właściwa procedura przeszukania również mogłaby być wielce przydatna.

                                  Po chwili namysłu również dodał:
                                  — Być może to dla Państwa oczywiste, ale sugeruję również by Państwa telefony pozostały włączone i przynajmniej na poziomie wibracji, by w razie potrzeby każda grupa mogła się ze sobą wzajemnie skontaktować. Informacje uzyskane z naszych eksp... znaczy z naszych miejsc poszukiwań mogą bowiem się nawzajem uzupełniać i wpłynąć na sam przebieg czynności.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  1
                                  • CavallinoC Niedostępny
                                    CavallinoC Niedostępny
                                    Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                                    #20

                                    Vivienne uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona propozycją. Nie spodziewała się, że zaledwie kilka chwil po wejściu do siedziby XIII, zostanie poproszona o aktywny udział w poszukiwaniach i przeszukaniu mieszkania zaginionego. Była przekonana, że jej rola się skończy wraz z przekazaniem informacji o zaginięciu. Ale XIII widać miała inne plany – najpierw zdecydowali, że samo przekazanie informacji nie wystarczy, że warto by pojawiła się w siedzibie. A teraz chcieli żeby im towarzyszyła. Była zbyt zmęczona by z pełną jasnością umysłu analizować tą dziwną sytuację.
                                    – Ja? – spytała totalnie skonsternowana. – Jeśli uważasz, że mogę się przydać.
                                    Spojrzała na mężczyznę, który również zdecydował się dołączyć, a potem na łebskiego gościa, którego nagły opór i seria pytań dotyczących organizacji całego przedsięwzięcia tylko bardziej ją zdezorientowały.
                                    Vivienne zacisnęła dłonie na kubku i rozejrzała się po pomieszczeniu szukając drogi ucieczki.
                                    Wyglądało na to, że każdy miał jakiś pomysł, ale nikt nie do końca wiedział, kto właściwie powinien go realizować. Nie miała pojęcia, jak ci ludzie pracowali wcześniej, ale najwyraźniej organizacja nie była ich najmocniejszą stroną.
                                    Jak oni właściwie mają znaleźć O’Harę, skoro wygląda na to, że sami jeszcze nie wiedzą, jak ze sobą pracować? – pomyślała, pocierając jedną dłonią skroń.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    😱 💯
                                    1
                                    • MorphM Niedostępny
                                      MorphM Niedostępny
                                      Morph jako Storyteller
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
                                      #21

                                      DIVERGENCE

                                      Ledwie wyszli z budynku, uderzyła w nich śnieżyca. Mroźny wiatr zawył między budynkami, a przy narożniku poderwał z chodnika tumany śniegu, które na moment przesłoniły im widok.
                                      -Psia mać - zaklął pod nosem Alejandro, osłaniając oczy i kierując się w stronę zaparkowanego nieopodal samochodu.
                                      Chrzęst zmarzniętego śniegu pod butami nie pozostawiał złudzeń, że czeka ich niezwykle mroźna noc. Mimo puchowych kurtek, swetrów i szalików zimne powietrze i tak znajdowało jakiś sposób, by dobrać się im do skóry.
                                      -No to w drogę i powodzenia! - krzyknął na odchodne Tomas, który najbardziej ze wszystkich rwał się do akcji.

                                      NIGHT RIDE

                                      Alejandro, Vivenne, Daniel

                                      Koła zabuksowały, gdy Hernandez ruszył spod bazy przy Calumet Avenue. Powoli zanurzyli się w rozświetlone latarniami i licznymi neonami, wieczorne miasto. Śnieg padał niemal poziomo. Wycieraczki piszczały przy każdym wychyleniu. Choć pracowały one na największych obrotach, to i tak widoczność pozostawiała wiele do życzenia. Reflektory samochodu rozcinały białą ścianę zaledwie na kilkanaście metrów, a wszystko, co znajdowało się dalej, znikało w ciemności. Hernandez jechał wolno, a i tak czuł, że samochód myszkuje przy najmniejszej zmianie kierunku. Calumet o tej porze była prawie pusta. Po obu stronach ulicy przesuwały się ciemne fasady domów, zamknięte sklepy i pojedyncze, rozświetlone okna.
                                      Im dalej jechali na południe, tym mniej było światła. Za nimi zostawały okolice McCormick Place i szerokie ulice Near South Side. Miasto powoli zmieniało swe oblicze. Wieżowce ze szkła i stali ustąpiły miejsca starym budynkom o wąskich fronty i ceglanych elewacjach.
                                      Przy trzydziestej pierwszej, Calumet przecinała jeden z najbardziej charakterystycznych fragmentów Bronzeville. Zaśnieżone fasady greystone'ów ledwie było widać zza zasłony śniegu. Dalej pojawiły się większe skrzyżowania. Czterdziesta siódma. Pięćdziesiąta pierwsza. Niemal na każdych kolejne światłach stali samotnie, jakby całe miasto skryło się pod ciepłym kocem i popijało gorące kakao.

                                      XIII
                                      Original soundtrack
                                      ▶ LISTEN

                                      Obserwowali miejski krajobraz przesuwający się ospale za szybą. Z głośników płynęły kojące dźwięki fortepianu, podbite powolnym basowym bitem.

                                      -Witajcie w ten mroźny i śnieżny wieczór. - odezwał się spiker - Ja nazywam się Zack Corbett, a wy słuchacie audycji “Night’s Zack” w WLS 890AM, najstarszym i wciąż żywym, radiowym głosie w całym hrabstwie Cook, a może i na całym Środkowym Zachodzie.
                                      Mężczyzna zrobił krótką pauzę.
                                      -Choć siedzę tu sam w mojej malutkiej kabinie, to czuję jakbyście wszyscy byli tuż obok mnie. Czuję waszą obecność Oczami wyobraźni widzę, jak siedzicie w samochodach i podkręcacie ogrzewanie. Widzę was krzątających się po kuchni i doglądających lazanii na kolację. Zapatrzonych w zaśnieżone ulice Chicago, gdy jedziecie nocnym autobusem. Gdy zaczynacie nocny dyżur w szpitalu. Gdy gasi właśnie światło w pustym już biurze. W tym czasie inny z was właśnie zamyka sklep. Powoli wracacie do domu i jeszcze nie wiecie, czy osoba, która na was czeka, będzie miała dobry humor i przywita was pogodnym uśmiechem, czy ostentacyjnym chłodem.
                                      Spiker zamilkł. Chrobot wycieraczek zagłuszał ciszę.
                                      -Pewnie właśnie teraz zerkacie na zegarek, zastanawiając się, jak bardzo spowolni was ten okropny korek. Czy zjecie kolację o siódmej, czy jednak o ósmej? To w sumie zabawne. Wszyscy mamy zegarki, telefony, kalendarze. Wiemy, która jest godzina, jaki jest dzień, ile czasu minęło od ostatniego spotkania. Potrafimy powiedzieć: „Widziałem go w środę o czwartej piętnaście”. Potrafimy nawet sprawdzić, czy rzeczywiście byliśmy wtedy tam, gdzie nam się wydaje.
                                      Muzyka na chwilę wysunęła się na pierwszy plan, jakby dając mężczyźnie czas na zaczerpnięcie oddechu.
                                      -A jednak czasami pamięć płata nam figle. Zdaje się nam, że nasze wspomnienia różnią się od rzeczywistości. Nie chodzi mi nawet o wielkie rzeczy. Nie o wczesne dzieciństwo. Śmierć ukochanej babci. Czy o szczegóły pierwszej randki. Mówię o drobiazgach. O tym, czy zamek w drzwiach przekręciliśmy dwa razy, czy tylko raz. Czy światło w łazience było zgaszone, czy jednak wciąż świeci się lampka nad lustrem? Czy kubek po kawie wsadziliśmy do zmywarki, czy jednak wciąż stoi na samotny i zapomniany na blacie? Czy współlokatorowi powiedzieliśmy „do zobaczenia”, czy tylko krótkie „na razie”?
                                      Zack zrobił kolejną pauzę, aby jego refleksja miała czas wybrzmieć.
                                      -Nasza pamięć nie jest kamerą. Zdecydowanie bliżej jej do detektywa, który wchodzi do domu i próbuje odtworzyć poprzedni wieczór z tego, co zostało na stole.
                                      Kontrabas przeszedł w spokojny, powtarzalny motyw.
                                      -Czasami znajdzie pustą szklankę i wie, że ktoś pił szkocką. Ale nie potrafi powiedzieć, kto. Znajdzie otwarte drzwi i wie, że ktoś przez nie wszedł. Ale nie wie kiedy, to miało miejsce.
                                      Radiowiec zamilkł na dłuższą chwilę. Bas plumkał cicho, odliczając upływający czas.
                                      -I chyba właśnie dlatego potrzebne są nam dowody. Są wygodne. Te wszystkie zdjęcia. Paragony. Podpisy. Nagrania. Numery telefonu. Ślady opon na śniegu. Rzeczy, które mówią: „Tak było”. Tylko że nawet dowód musi najpierw znaleźć się w czyichś rękach. Potem ktoś musi go opisać. Później zinterpretować. A na końcu ktoś musi w niego uwierzyć.
                                      Muzyka ucichła prawie zupełnie.
                                      -Może więc najciekawsze pytanie nie brzmi: „Co się wydarzyło?” Może powinno brzmieć: „Skąd wiemy, że wydarzyło się właśnie to?” Zostawiam was z tą myślą. A teraz coś, co na pewno utkwi wam w pamięci na długo. Przynajmniej mam taką nadzieję. - zaśmiał się cicho - Przed wami niezapomniany Nat King Cole.

                                      Samochód jechał dalej, mijając pogrążone w ciemności boczne ulice. W śnieżycy numery na budynkach przestawały mieć znaczenie. Przy pięćdziesiątej szóstej skręcili na wschód. Tu miasto znowu się zmieniło. Ulica była szersza, ale niemal zupełnie pusta. Śnieg zalegał przy krawężnikach grubymi wałami, a światła latarni odbijały się przymarzniętych szyb zaparkowanych samochodów. Po kilkuset metrach skręcili w końcu w Dorchester Avenue.

                                      5628. Mało brakowało, a minęliby właściwy budynek Hernander zauważył numer dopiero w ostatniej chwili. Zwolnił i zaparkował na przeciwko wejścia. Miejsce było puste, jakby czekało dokładnie na nich.

                                      Auto Pound #6

                                      Tomas

                                      W normalnych, nawet zimowych warunkach, pokonanie drogi między ich bazą, a Sacramento Boulevard powinien mu zająć nie więcej niż kwadrans. Przez nieustannie padający śnieg i liczne pługi, jechał już ponad czterdzieści minut. Podróż dodatkowo wydłużył przystanek przy Dark Matter Coffee, gdzie kupił dwie kawy i pączki. Początkowo zamierzał zatrzymać Starbucksie, ale ostatecznie zrezygnował z niego z powodu długiej kolejki.

                                      Na szczęście, gdy dotarł na miejsce kawa nadal była gorąca. Wysiadł z samochodu i ruszył w stronę budki strażnika. Już z daleko widział, że bez pomocy i konkretnego namiaru, trudno mu będzie znaleźć auto O’Hary. Policyjny parking porażał swym ogromem. Ustawione w równych rządkach i samochody ciągnęły się jak okiem sięgnąć. Jedne wyglądały, jakby dopiero co wyjechały z salonu, a inne bardziej nadawały się na złomowisko lub od razu do przemiał.

                                      -Parking już zamknięty - czarnoskóra policjantka przywitała go opryskliwym tonem.
                                      -Wiem, wiem… - odparł, stawiając na wąskim blacie dwie kawy - Tomas Jonson - przedstawił się z szerokim uśmiechem. Nic tak ponoć nie zmiękcza ludzkiego nastawienia, jak ten prosty, szczery i niewinny gest. Jedynie prawdziwi psychopaci mieli na tyle kamienne serca, że potrafili wykazać się całkowitym brakiem empatii i pozostać obojętnymi na tego typu zagrywki.
                                      Na szczęście policjantka pełniąca służbę na parkingu do nich nie należała.
                                      -Tomas Jonson - powtórzyła, zerkając to na kubki z kawą, to na mężczyznę - Ja chyba pana znam - dodała po chwili.
                                      -Tak? - zdziwił się dziennikarz.
                                      -Tajna prawda… - szepnęła policjantka i tym razem to ona uśmiechnęła się, jakby wykonywała jakiś tajny, porozumiewawczy gest.

                                      Od tego momentu sprawa potoczyła się już niezwykle gładko. Tomas tego wieczoru miał niebywałe szczęście. Trafić na kogoś czytującego tak niszowe pismo, jak “Tajna prawda” to rzadkość. A jednocześnie spotkać osobę, która jest jego fankę, to już wręcz nieprawdopodobne.

                                      Spędził z Debbie ponad kwadrans, dyskutując z nią o Illuminati, spiskach rządu, tajnych bazach na Antarktydzie i jeszcze kilku tematach z tak zwanej bieżączki.
                                      -To może pokażesz mi teraz ten samochód? - zaproponował w końcu Tomas.
                                      -Dobrze, ale… ale na pewno nie możesz mi nic zdradzić? Nikomu nic nie powiem. Przysięgam.
                                      -Nie lubię rozsiewać plotek. Najpierw muszę wszystko sprawdzić. Upewnić się i dopiero wtedy mogę to ogłosić światu. Jedno ci Debbie mogę zagwarantować. Jeśli mój dziennikarski nos mnie nie myli, to mamy do czynienia z naprawdę grubą sprawą.
                                      -Coś jak z zabójstwem JFK? - dopytała policjantka.
                                      -No.. myślę, że nawet grubiej.
                                      -Ooo… - jęknęła, autentycznie poruszona kobieta.
                                      -Jak tylko skończę artykuł, to… - zaczął Tomas, ale Debbie weszła mu w słowo.
                                      -Dasz mi go przeczytać, jako pierwszej.
                                      Dziennikarz tylko się uśmiechnął i puścił oczko do kobiety.

                                      Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, gdy stanął przed czerwoną Toyota Camry, to brak zalegającego na szybach śniegu. Wszystkie samochody w pobliżu przypominały puchowe atrapy,. Jedynie auto O’Hary wyglądało, jakby ktoś je przed chwilą wyciągnął z garażu.
                                      Tomas dotknął maski aby upewnić się, czy przypadkiem ktoś nie jeździł tym przed chwilą. Natychmiast cofnął dłoń, jak oparzony. Karoseria była lodowata, a mimo to śnieg nie trzymał się jej w najmniejszym stopniu. Pojedyncze płatki, które na nią spadały, znikały w mgnieniu oka. Wyglądało to tak, jakby całe auto zostało czymś dokładnie zaimpregnowane.

                                      Tomas otworzył drzwi i usiadł na miejscu kierowcy. Rozejrzał się wokół. Nie zauważył nic interesującego. Otwarta paczka Marlboro, leżała na podszybiu. W cupholderze zalegały jakieś śmieci. Na siedzeniu pasażer znalazł skórzane męskie rękawiczki, a pod fotelem walały się plastikowe butelki z niedopitymi napojami.
                                      Wyglądało na to, że Derek O’Hara nie należał do pedantów i w żadnym stopniu naturalna entropia w niczym mu nie przeszkadzała.
                                      Tomas zerknął na schowek i coś ukłuło go w serce. Odwieczny dreszczyk emocji, gdy człowiek staje naprzeciwko jakiejś skrytki. Przyjemna niepewność i podniesiona adrenalina i to łechcące psychę pytanie - jakie skarby znajdę tym razem?

                                      Złapał za uchwyt i otworzył schowek. Na podświetlonej półce leżał niepozorny aparat cyfrowy marki Sony. Tomas już miał po niego sięgnąć, gdy po plecach przebiegł mu dreszcz. Z zimna? Z ekscytacji? Ze strachu? Sam nie potrafił powiedzieć. Podniósł wzrok i ze zdziwienia aż otworzył usta.
                                      Na zewnątrz panowała absolutna ciemność. Serce zaczęło mu bić jak szalone. Oddech przyspieszył, a przed umysł przetoczyła się kawalkada szalonych i panicznych myśli. Zamknął na moment oczy, aby się uspokoić. Wziął dwa głębokie oddechy. Otworzył oczy i wtedy zrozumiał, a mimo to nie mógł pojąć, jak mogło do tego dojść.

                                      Czym prędzej porwał aparat ze schowka i pchnął drzwi, które z wielkim trudem udało mu się otworzyć. Cofnął się pół kroku i przerażeniem malującym się na twarzy przyglądał się całkowicie zasypanej śniegiem czerwonej Toyocie Camry.

                                      Question & Answer

                                      Simon

                                      Ostatnie nuty jazzowego klasyka powoli rozpływały się w zimowej ciszy. Biuro XIII, jeszcze niedawno tak gwarne i tłoczne, teraz raziło swoją ogromną, pustą przestrzenią. W kątach hulał wiatr, gwiżdżąc i szumiąc.
                                      -Lubię go… - rzuciła niezobowiązująco Beck, nie przerywając stukania w klawiaturę.
                                      Simon nie do końca wiedział, czy ma na myśli Nat King Cola, czy prowadzącego audycję.
                                      -Zack ma w sobie ten oldschoolowy sznyt - kobieta rozwiała jego wątpliwości, kontynuując swoją myśl - Może to przez wiek, a może to co przeżyła, ale mam jakiś dziwny sentyment do tego, jak było kiedyś.
                                      Becka zerknęła w stronę Simona, jakby się chciał upewnić, czy ją rozumie i podziela przemyślenia.

                                      -To był Nat King Cole i Unforgettable. – głos Zacka powrócił. Radiowy szept dyskretnie wkradł się między dwójkę pracujących agentów. – Czasami zastanawiam się, ile rzeczy w naszym życiu właśnie takich jest. Niezapomnianych. A ile z nich zapamiętaliśmy tylko dlatego, że później długo ich szukaliśmy.
                                      Zrobił pauzę, która wyznaczała rytm i budowała klimat audycji na równi ze słowami i muzyką.
                                      -Bo szukanie to dziwna rzecz. Kiedy naprawdę chcemy coś znaleźć, zaczynamy dostrzegać wskazówki wszędzie. Przypadkowe nazwiska na szyldach, zdają się pasować do naszego konceptu. Światła w oknach, układają się we wzory. Samochód zaparkowany po drugiej stronie ulicy, zdaje się skrywać odpowiedź na najbardziej nurtujące nas pytanie. I czasami udaje nam się znaleźć dokładnie to, czego szukaliśmy. A czasami… trafiamy na coś zupełnie innego. Przypadkowego, a jednak rezonującego w naszej duszy.
                                      Zack zaśmiał się cicho.
                                      –No dobrze. Reżyser mi tu kiwa, że to nie czas na filozofię. Przed nami jeszcze długa noc. A na takie wieczory, jak dziś najlepsza jest muzyka. Cicha. Niespieszna. Kojąca. Ciekaw jestem czy i w was zarezonuje ona tak mocno, jak we mnie.

                                      Dzięki kluczom dostępu, jakie miała w swoich zasobach XIII i dzięki swoim umiejętnościom, Simon wszedł najpierw do policyjnej bazy, skąd wydobył raport na temat zgłoszenia porzuconego samochodu. Nie było w nim nic zaskakującego. Anonimowa osoba poinformowała dyżurnego o czerwonej Toyocie Camry, stojącej na środku skrzyżowania Siedemdziesiątej szóstej Wschodniej i Kingston Avenue.
                                      Kolejnym krokiem było odnalezienie nagrań z monitoringu.

                                      -Wow… - Simon usłyszał ciche westchnienie za swoimi plecami. Praca tak go pochłonęła, że nawet nie spostrzegł się, kiedy Becka podjechała do jego biurka.
                                      -No… - przytaknął po raz kolejny oglądając kilkunastosekundowe nagranie z miejskiej kamery.
                                      -Na wszystkich ujęciach tak to wygląda? - zapytała Becka.
                                      Simon potwierdził skinieniem głowy i od razu pokazał kobiecie inne nagrania.

                                      Na każdym z nich stało się dokładnie to samo. Czerwona Toyota Camry O’Hary wjechała na skrzyżowanie. Nagle samochód zatrzymał się na samym środku. Po kilku sekundach wysiadł z niego mężczyzna w czarnej, skórzanej kurtce. Nie zgasił silnika, ani nawet nie zamknął drzwi. Przeszedł kilka kroków, po czym upadł na kolana i gwałtownym ruchem złapał się za głowę. W następnej sekundzie na wszystkich nagraniach pojawiły się trzaski, szumy i pikselowy śnieg. Gdy nagranie wróciło do normy, O’Hara zniknął.

                                      -Myślałam, że jak się pochwalę że zdobyła bilingi i wyciąg z karty O’Hary to zrobię na tobie wrażenie, ale to…- wskazała na ekran komputer z zapauzowanym nagraniem z monitoringu - Nie wiem tylko czy się cieszyć, czy bać. - zakończyła lekko drżącym głosem.

                                      BREAK ON THROUGH

                                      Eugene

                                      Bez klucza, bez doświadczenia, bez żadnego wsparcia. Wyposażony jedynie w tani wytrych i marną instrukcja, jak go używać, Eugene pojechał do biura O’Hary. Matematyczne szanse powodzenia jego misji były niemal równe zeru. Jednak rezygnacja bez walki, bez podjęcia choćby jednej próby, nie leżała jednak w naturze Mullisa. Gdy wysiadł z taksówki i spojrzał na baner reklamujący agencję detektywistyczną, o jakże oryginalnej nazwie “O’Hara Investigation” przeszedł go dreszcz.
                                      Nie chodziło tylko o trzaskający mróz, który nasilał się z każdą godziną. W tym co teraz robił było coś ekscytującego. Niemal tak samo, jak oczekiwanie na wynik kolejnego posiewu. Tyle się nasłuchał o akcjach agentów XIII, a jedyne co do tej pory robił to przeglądanie akt i ich żmudne katalogowanie. Teraz miała nastąpić prawdziwa weryfikacja, czy faktycznie nadaje się do tego. Przełknął głośno ślinę, Ściągnął barki do tyłu i ruszył pewnym krokiem w stronę wejścia.

                                      Wszedł na pierwsze piętro po wąskich schodach. Echo jego kroków dudniło w korytarzu. Widział już swój cel. Ostatnie drzwi po lewej stronie. Gdy je zobaczył, nie wierzył w swoje szczęście. Lekko uchylone drzwi wyglądały, jak zaproszenie. Podejrzane, zwiastujące kłopoty, ale jednak zaproszenie.
                                      Podszedł do nich wolno, kolejny raz przełykając ślinę. Czoło zrosiły mu drobniutkie kropelki potu. Już niemal chwytał za klamkę, gdy ktoś otworzył drzwi na oścież.
                                      -Oh Jesus y Santa Maria, yo estaba tan asustada! - jęknęła po hiszpańsku, starsza kobieta w kwiecistej chuście na głowie - Przepraszam, ale nikt mi nie mówił, że pan przyjdzie. Przepraszam spóźniłam się, bo wnuczka ma gorączkę, ale już wszystko posprzątałam - zaczęła się tłumaczyć, a na dowód swoich słów wskazała dłonią na wciąż mokrą podłogę - Proszę uważać, bo można się poślizgnąć - dodała.
                                      -Dobrze. Dziękuję - bąknął cicho Eugen, równie zaskoczony co meksykanka.
                                      -To ja już pójdę. Dobranoc panu.
                                      -Buenas noches, senora - odpowiedział, przypominając sobie ze szkoły lekcje hiszpańskiego.

                                      Biuro O’Hary uderzało swoją ascetycznością. Minimum mebli i wyposażenia. Brak jakichkolwiek ozdób, pamiątek, czy nawet tablicy do zapisywania tropów w śledztwie. Na tle całości wyróżniała się skórzana kanapa, stojąca pod oknem. Ona jednak nie stanowiła żadnego dowodu w interesującej Mullisa sprawie. Nie pasowała do reszty wyposażenia, ale to nie znaczyło, że stanowi jakąkolwiek poszlakę.
                                      Niczego ciekawego nie znalazł także w metalowych szafkach, gdzie O’Hara trzymał dokumentację prowadzonych spraw. Przejrzał kilka teczek i poza numerami telefonów, nazwiskami klientów, prostym opisem sprawy i rutynową umową, nie trafił na żaden ślad.

                                      Biurko detektywa także nie przyniosło żadnych odkryć. Popielniczka. Staromodna zapalniczka i stos naukowych czasopism. Wyglądało na to, że O’Hara ma wykupioną prenumeratę Journal of Forensic Sciences, Forensic Science International, Law and Human Behavior i Behavioral Sciences & the Law. Ciekawe, wiele mówiące o jego zainteresowaniach i podejściu do pracy, ale nadal to nie mówiło Mullisowi nic na temat jego zaginięcia.

                                      Dopiero gdy otworzył szufladę, mógł krzyknąć - bingo. W stosie drobnych biurowych śmieci, leżał mały notatnik. Wyglądał na mocno zużyty i często używany. O’Hara musiał zapisywać w nim drobne, bieżące zadania i sprawy.
                                      Choć trudno było z tych notatek uzyskać pełen obraz, to nie ulegało wątpliwości, że Mullis trzymał w dłoniach puzzle do układanki, jaką było zaginięcie Dereka O’Hary.

                                      MY HOME IS MY CASTLE

                                      Alejandro, Vivenne, Daniel

                                      Mieszkanie Dereka O’Hary było tak zwyczajne, jak tylko zwyczajne może być mieszkanie rozwiedzionego czterdziestolatka. To co na pewno rzucało się w oczy, to porządek. Nie każdy samotny facet potrafi utrzymać mieszkanie w takim stanie. Co kazało przypuszczać, że albo O’Hara ma jakąś kochankę, albo po prostu wynajmuje kogoś do sprzątania.
                                      Na pewno też nic nie wskazywało na to, że O’Hara jest prywatnym detektywem, a tym bardziej agentem tajnej organizacji. Żadnych ścian powyklejanymi zdjęciami podejrzanych. Żadnych map na którym pinezkami pozaznaczano podejrzane miejsca.

                                      Kilka mebli kupionych dawno temu, neutralne ściany, zużyta kanapa, telewizor, stolik z pilotem i kilkoma sportowymi magazynami leżącymi w pobliżu. W kuchni podstawowe wyposażenie, kilka kubków, ekspres do kawy i lodówka z kilkoma magnesami oraz kartkami przypiętymi do jej drzwi.
                                      Uwagę co prawda zwracał dziecięcy pokój, ale z akt wiedzieli, że O’Hara ma syna, który zapewne gości czasami u niego. Zatem nie było w tym nic dziwnego, że ojciec ma specjalny pokój przygotowany dla dzieciaka.

                                      –Spójrz - powiedział Daniel kiwając w stronę Alejandro.
                                      -Hmmm… - mruknął Teksańczyk, spoglądając na ścienny kalendarz z odręczną notatką - Ciekawe.
                                      Obok zakreślonej daty dwunastego stycznia, widniał dopisek:
                                      “13:00 — L. GRANT POTWIERDZIĆ”

                                      O wiele ciekawszy wydał się wszystkim gabinet O’Hary. Zwłaszcza dla Vivienne, która wiedziona wewnętrznym instynktem to właśnie tam od razu skierowała swoje kroki. Jej uwagę najpierw przykuł pokaźny księgozbiór, jaki zebrał Derek. Książki z najróżniejszych dziedzin, od medycyny, poprzez psychologię, a na okultyzmie i kryminalistyce kończąc. W bibliotece O’Hary można było znaleźć kryminały i literatura faktu, monografie dotyczące historii Chicago oraz Stanów Zjednoczonych, pozycje opisujące prawo, ale także te z zakresu religioznawstwa, antropologii, czy te mówiące o mitologii i dawnych wierzeń.
                                      Przeglądając pobieżnie tytuły spostrzegła, że na grzbietach niektórych pozycji znajdowały się odręczne dopiski. Dość tajemnicze, trzeba przyznać adnotacje, które osobie postronnej, a taką była Vivienne nic nie mówiły.

                                      W gabinecie znajdował się też komputer, ale jak się szybko okazało żeby się do niego dostać należało znać hasło. Blat biurka nie przypominał miejsca pracy detektywa. Wszystko wyglądało na bardzo uporządkowane, czyste, a wręcz sterylne. Przynajmniej takie wrażenie miał Mercer patrząc na biuro zaginionego agenta,
                                      -A to co? - zapytał Hernandez wyciągając z szuflady osobliwą kartę.
                                      -Kapłanka. To znaczy karta Tarota, przedstawiająca Kapłankę, albo Papieżycę w innej wersji - wyjaśniła Vivienne.
                                      Nie pochodziła ona ani z talii Viscontich, ani Mantegny, ani z żadnego z klasycznych przedstawień Wielkich Arkanów. Karta którą trzymał w dłoniach Hernandez należała do jednej ze współczesnych, artystycznych wersji.

                                      Gdy teksańczyk i akademiczka przyglądali się karcie, Mercer zapoznawał się z dalszą zawartość szuflady. Znalazł tam kopertę z rachunkiem oraz odręczną listę zakupów. Te dwie rzeczy wydały mu się o wiele ciekawsze i bardziej znaczące niż jakaś tam sobie karta, nawet jeśli pochodziła z “magicznego” Tarota.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      ♥
                                      1
                                      • CavallinoC Niedostępny
                                        CavallinoC Niedostępny
                                        Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #22

                                        Nie wiedziała, czego właściwie się spodziewała w mieszkaniu O'Hary. Chyba czegoś bardziej osobistego. Śladów pośpiechu, bałaganu, skarpetek rzuconych w kąt... czegokolwiek. Tymczasem wszystko wyglądało zwyczajnie. Uporządkowanie mieszkania niemal ją zaniepokoiło.

                                        Przeszła kilka kroków, rozglądając się po wnętrzu, aż jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale nagle poczuła potrzebę, żeby tam pójść.

                                        Pchnęła drzwi, jak się okazało, prowadzące do gabinetu O'Hary. Nagle zdała sobie sprawę, że stoi tuż przy półkach zapełnionych książkami. Czuła się otumaniona, jakby była w transie.
                                        Zmęczenie – pomyślała, przesuwając wzrokiem po tytułach.

                                        Już miała sięgnąć po jedną z pozycji, kiedy usłyszała pytanie jednego z towarzyszy.
                                        – A to co?

                                        Viv z trudem oderwała wzrok od biblioteczki i skierowała spojrzenie na trzymaną przez mężczyznę kartę. Podeszła bliżej żeby lepiej widzieć. Przełknęła nerwowo ślinę.

                                        – Kapłanka. To znaczy karta Tarota, przedstawiająca Kapłankę, albo Papieżycę w innej wersji - wyjaśniła Vivienne.

                                        Kapłanka. Przez moment po prostu patrzyła na ilustrację, czując nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Przypomniała sobie ich ostatnie spotkanie. Pytania O'Hary o symbole, rytuały i ludzi, którzy znikali, a później wracali odmienieni. I kartę, którą znalazła w swoim własnym rozkładzie.

                                        Drżącą ręką sięgnęła po tę znalezioną w gabinecie.

                                        – Mogę? – spytała, przejmując kartę. Obróciła ją w palcach, przyglądając się dokładniej ilustracji i wykonaniu. Nie była to karta z klasycznej talii, którą znała. Spróbowała sobie przypomnieć czy kojarzyła ten konkretny wizerunek i skąd mógł pochodzić.
                                        Przez moment wpatrywała się w ilustrację, czując nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Przypomniała sobie ostatnie spotkanie z O'Harą i kartę która pojawiła się w jej własnym rozkładzie. – Znowu kapłanka – mruknęła do siebie, nadal obracając ją w palcach.

                                        – Widziałam tą kartę wcześniej. Pojawiła się przy ostatnim rozkładzie jaki robiłam dla O'Hary... i znowu dzisiaj rano.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • KetharianK Niedostępny
                                          KetharianK Niedostępny
                                          Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                                          Obsługa Moderator Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                          #23

                                          text alternatywny


                                          Mieszkanie Dereka O’Hary


                                          Wygląd i atmosfera mieszkania mówiły bardzo wiele o osobie lokatora. Alejandro nigdy nie poznał Dereka osobiście, a mimo to odniósł wrażenie, że od razu by się dobrze zrozumieli i że mógłby z przyjemnością z nim współpracować. Panujący w mieszkaniu ład i porządek robił na Latynosie stosowne wrażenie, podobnie jak fachowy księgozbiór. Hernández przeszedł szybkim krokiem przez cały apartament upewniając się, że wszystkie rolety w oknach są opuszczone, a zasłony zaciągnięte dość szczelnie, by zminimalizować ryzyko dojrzenia zapalonych świateł z zewnątrz budynku.

                                          Zadowolony z inspekcji, wyciągnął z kieszeni komórkową Nokię i wysłał krótkiego SMS-a na numery telefonów reszty agentów, kątem oka obserwując jednocześnie oglądającą księgozbiór gospodarza Vivienne.

                                          Jesteśmy w środku, zero komplikacji, sprawdzamy.

                                          W ślad za SMSem wysłał jeszcze zdjęcie kalendarza i wpisanego weń nazwiska Grant, nauczony doświadczeniem tego, aby jak najwięcej dowodów dokumentować cyfrowo i dzielić z resztą zespołu - tego rodzaju higiena pracy w dochodzeniach ułatwiała identyfikowanie anomalii tam, gdzie percepcja poszczególnych członków zespołu zaczynała się między sobą diametralnie różnić.

                                          Brak dostępu do komputera był rozczarowujący, ale nie zaskakujący, a zawartość szuflad biurka nie przyprawiła Teksańczyka o przyśpieszone bicie serce - tylko rzut oka na wyraz twarzy Vivienne, kiedy ta oglądała podaną jej kartę tarota wywołał u Hernándeza przelotne wrażenie głębszego zainteresowania.

                                          - Proszę nie czuć urazy, ale to tylko karta do wróżenia - powiedział nie wiedząc, na ile serio kobieta traktowała zabawy z tarotem, przez niego samego postrzegane z ogromnym sceptycyzmem - Jakie jest prawdopodobieństwo wyciągnięcia takiej karty w dwóch następujących po sobie rozdaniach? Nie znam się na tym, ale chyba nie jest jakoś drastycznie znikome, matematycznie rzecz biorąc?

                                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa