Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. XIII - Martwa godzina
XIII - Martwa godzina
MorphM
Morph jako
Storyteller
Mistrz Gry
NabuchodonozorN
Nabuchodonozor jako
Eugene Mullis
PiołunP
Piołun jako
Daniel Mercer
CavallinoC
Cavallino jako
Vivienne Ashcroft
JaremaJ
Jarema jako
Tomas Jonson
BardielB
Bardiel jako
Simon Tanner
KetharianK
Ketharian jako
Alejandro Garcia Hernández

XIII - Martwa godzina

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
36 Posty 7 Uczestników 563 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • JaremaJ Niedostępny
    JaremaJ Niedostępny
    Jarema jako Tomas Jonson
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Jarema
    #10

    Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

    Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

    — Proszę. podobno dobra nerwy.

    Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w stronę miejsca, gdzie wcześniej stała kawa.

    — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię . widzę, że mamy wszystko

    Pokręcił głową z rozbawieniem.

    — No trudno. Zielona herbata musi dzisiaj wystarczyć.

    Tomas usiadł z powrotem i przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

    Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani ” czy „Panno ”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

    Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

    — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

    Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

    — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

    Zrobił krótką pauzę.

    — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

    Tomas oparł się wygodniej na krześle.

    — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

    Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

    JaremaJ 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • NabuchodonozorN Niedostępny
      NabuchodonozorN Niedostępny
      Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #11

      Posiew redukcyjny, czyli mieszanka osobowości

      47f5dbf1-969b-4303-a8ad-9521f234b351-image.jpeg

      Doktorowi Mullisowi nie przeszkadzało, że z początku narzucono mu papierkową robotę. Wręcz przeciwnie. To był dla niego dobry czas by się wdrożyć w te wszystkie "błony", "pęknięcia", "przechyły" i inne nieznane mu dotąd zjawiska. Im więcej się dowiadywał tym bardziej uświadamiał sobie, że nawet on, piszący na blogu odważne teorie nadal miał ograniczone patrzenie na świat.

      To wszystko jednak dawało mu nadzieję. Kiedy świat również otworzy oczy, on Eugene Mullis Ph. D. będzie jednym z pierwszych określanych mianem odkrywcy tego rodzaju zjawisk. Wtedy nie tylko odzyska utraconą dumę, ale wręcz przewyższy swoje niedawne marzenia. Wtedy nie tylko profesura, ale i Nagroda Nobla nie będzie niczym niespodziewanym.

      Tymczasem jednak utkwił w Chicagowskim piekle i po długim porządkowaniu papierów wezwano go aby spotkał tych, z którymi do tej pory pracował jedynie na dystans.

      Gdy przybył na miejsce niemal wszyscy już byli. Przywitał się z każdym starając się zapamiętać nazwiska. W jego świecie nazwisko jest wszystkim. Trochę się wahał gdy miał przedstawić sam siebie, ale zdecydował, że w tym towarzystwie nie będzie się wstydził. Oni z resztą prawdopodobnie wiedzieli o nim wszystko. Tak jak zdawał się wiedzieć Hernandez.

      Rozłożył się na jakimś stole. Wyciągnął swojego ToughBooka, by służył mu do notatek, zaparzył sobie to co było- a niestety nie było yerby. Wreszcie usiadł i skupił się na tym co działo się w pomieszczeniu.

      Zebranie tych wszystkich ludzi razem przypominało posiew redukcyjny. W rzeczy samej każde z nich zachowywało się jak zupełnie inna kolonia drobonustrojów na jednej płytce Petriego:
      Alehandro Garcia Hernández od razu po przybyciu postanowił zdominować całą kulturę i narzucić swoje warunki bytowania.
      Tomas Jonson zbierał przez chwilę materiał energetyczny by za chwilę zacząć ekspansję na zewnątrz.
      Daniel Mercer wydawał się popaść w anabiozę przy warunkach jakie serwowała reszta
      Działania Becki Piccardi przypominały tworzenie plazmidów pełnych informacji celem uodpornienia na trudne warunki- w tym przypadku kalectwo.
      Wreszcie Vivienne sprawiała wrażenie tak niezdecydowaniej, jakby była w klinokinezie.
      A w tym wszystkim celem posiewu było znalezienie konkretnego gatunku niejakiego O. Hary

      Doktor Mullis uśmiechnął się do swoich jakże trafnych porównań. Tylko on sam potrafił tak siebie rozbawić.

      Gdzie Eugene był w tym wszystkim? Sam chciał wiedzieć. Doszedł jednego wniosku. Był zdecydowanie termofilem. To przeklęte Chicago nie powinno istnieć. Dlaczego ze wszystkich miejsc na świecie musiał trafić do czegoś co przypominało laboratoryjną zamrażarkę i do społeczeństwa, które cieszyło się z jeziorka nie mając pojęcia o potędze oceanicznego biotopu.
      Prawdę mówiąc i on wcześniej tego nie doceniał, dopóki nie utracił. Teraz pozostały mu tylko wspomnienia i marzenia powrotu.

      Wrócił swą uwagą do tego co działo się na sali. Eugene nie znał się na dochodzeniu w sprawie ludzi. On symulował, badał, analizował, najczęsciej zjawiska w mikroświecie. Makroświat, a szczególnie świat ludzi był nieprzewidywalny. Mimo wszystko jednak próbował.

      Nigdy z resztą nie był dobry w międzyludzkich kontaktach. Jego spotkania towarzyskie, nawet z jego własnym ojcem, ograniczały się do rozważań który enzym najlepiej wpłynąłby na kinetykę w takim a takim przypadku oraz czy podwyższenie temperatury procesu o 1,4 stopnia wywoła taką czy inną reakcję w określonej sytuacji.

      Nawet później, gdy życie, a w szczególności przeklęty Thomas, zmusiło go do zupełnie innego rodzaju pracy jedyne czego się nauczył to by nie mówić zbyt wiele i w miarę dobrze udawać, że się słucha.

      Tym razem jednak Eugene nie udawał naprawdę słuchał. I obserwował i uczył się.

      W odpowiednim momencie, gdy już zrozumie jakimi prawami rządzi się to środowisko on zbuduje w nim swą renomę.

      Gdy jednak usłyszał o rytuałach i tym podobnych bzdetach. Nie powstrzymał się od pogardliwego parsknięcia. Czytał o różnych rzeczach, ale to wszystko mieściło się w granicach nauki. To jednak o czym mówiła ta Vivienne...

      Eugene rozejrzał się po grupie by wyczuć jak inni do tego podchodzą. Bardzo chciał wiedzieć czy rafił do grupy ludzi rozsądnych, czy też ludzi o prostych umysłach którzy uwierzą we wszystko co wyda im się niezwykłe.

      Słowa Tomasa o ufo sugerowały raczej to drugie...

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      👍
      1
      • BardielB Niedostępny
        BardielB Niedostępny
        Bardiel jako Simon Tanner
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Bardiel
        #12

        Simon siedział delikatnie na uboczu, przy jednym z biurek które upatrzył sobie dawno temu. Wszyscy wiedzieli, że w pewnym sensie jest to jego ulubione biurko. Raz nawet zupełnie na poważnie tłumaczył, że jest to bardzo optymalne ułożenie, gdyż pozycjonuje go tak, by mógł obserwować tablicę Becki, bez odbijającego się od niej światła słonecznego oraz jest w miejscu, gdzie ma idealną cyrkulację powietrza. Jednocześnie inni nie widzieli ekranu ułożonego na biurku laptopa. Denerwowało go, gdy ktoś zaglądał mu przez ramię.

        Teraz zresztą i bez tego wydawał się poirytowany. Nie tak wyobrażał sobie przebieg dzisiejszego spotkania! Chciał opowiedzieć Bece i Fergusonowi o nowym podejściu do magazynowania danych, które robi ostatnio furorę w biznesie i które mogłoby pomóc im gromadzić dane w o wiele szybszym tempie, przy znacznie mniejszym wysiłku… No, ale niestety stało się! Zaginięcie było oczywiście o wiele bardziej emocjonujące dla wszystkich niż “Data Lake” - zwłaszcza dla narwanych kowbojów pokroju Tomasa. Zawodowy analityk nie omieszkał rzucić mu osądzającego spojrzenia, gdy ten dolewał “prądu” do herbatki.
        -- Może nie mieszajmy w to od razu kosmitów - rzucił z wyczuwalną frustracją, wklepując coś do komputera. Badali zjawiska paranormalne, ale nie lubił gdy umysły zespołu dryfowały bez ładu i składu.

        Systemowe rozwiązania powinny mieć wyższy priorytet, ale Simon zdawał sobie sprawę, że ludzi nie zmieni. Z rezygnacją zgasił materiały, które miał przygotowane na dzisiejszą rozmowę.
        -- Nazywam się Simon - obwieścił, rzucając krótkie spojrzenie Vivienne. Nie był póki co zainteresowany zadawaniem pytań kobiecie, która i tak już wydawała się osaczona przez zespół. Zwyczajnie zauważył, że choć przedstawiono ją, to nikt z obecnych się nie przedstawił. Nie chciał być nieuprzejmy. Zaraz potem spojrzał w stronę Becci, unosząc nieznacznie rękę.
        -- Ja mogę zająć się aktami spraw dotyczącymi zaginięć. Przy okazji jak będziecie gadać ze znajomymi tego O’Hary to zwracajcie uwagę czy wszyscy pamiętają go w taki sam sposób. Jak robiłem kwerendę akt z lat 2000-2004 z terenu Teksasu to jakieś 60% spraw zawierało jakąś formę efektu Mandeli.

        Simon wypowiadał się karykaturalnie wręcz precyzyjnie, ale znali go nie od dziś. Zaskoczona mogła być tylko Vivienne. Wypowiadał się sztywno i siedział sztywno. Biała koszula, krawat oraz idealnie wypastowane buty tylko dopełniały obrazu. Cholera jedna wiedziała czemu ubierał się ciągle tak jakby zmierzał na spotkanie biznesowe.

        Poprawił okulary i zaczął przepisywać informacje z tablicy na komputer.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        👍
        2
        • CavallinoC Niedostępny
          CavallinoC Niedostępny
          Cavallino jako Vivienne Ashcroft
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
          #13

          Vivienne przeniosła wzrok na mężczyznę siedzącego przy biurku. Kiedy się przedstawił, jej twarz od razu rozjaśnił promienny, choć zmęczony uśmiech.

          – Miło poznać – odpowiedziała, zanim przeniosła swoje spojrzenie do mężczyzny, który wrócił do kwestii jej doświadczenia i kontaktów z XIII.

          – Na początku myślałam, że jest prywatnym detektywem, ale kiedy przyznał się, że jest z XIII-tki, wszystko nabrało większego sensu – opowiadała, wycierając okulary rąbkiem koszuli, zanim ponownie nałożyła je na nos. – Już wcześniej agenci XIII-tki przychodzili do mnie na konsultacje, pomoc w rozszyfrowaniu znaków, symboliki. Widziałam się z nim w kawiarni przyległej do księgarni uniwersyteckiej, ale też w moim gabinecie. O’Hara... – zawiesiła głos, wpatrując się w tablicę zapisaną informacjami od Becki. Odchrząknęła i lekko potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się jakiejś myśli.

          – Co ja... a tak. Sprawa, którą prowadził, dotyczyła kilku zaginięć. Początkowo myślałam, że chodzi o jedną osobę, ale okazało się, że O’Hara szuka powiązań między kilkoma przypadkami. Twierdził, że niektóre elementy tych historii się powtarzają.

          Vivienne zrobiła krótką przerwę.

          – Na ostatnim spotkaniu, po tym jak przyznał że jest agentem XIII-tki, zdradził, że ma się zobaczyć z kimś, kto może przybliżyć go do odpowiedzi – jej głos lekko przycichł. – Poprosił mnie wtedy, żebym... jeśli nie odezwie się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, skontaktowała się z Fergusonem.

          Jej ramionami wstrząsnął lekki dreszcz - nie była pewna czy to z powodu wspomnień, czy z chłodu.

          – Brzmiał jak człowiek, który sam siebie próbuje przekonać, że ten telefon nie będzie konieczny.
          Z wdzięcznością przyjęła kubek z ciepłym napojem podany przez innego z mężczyzn, ogrzewając zmarznięte dłonie o ciepłe ścianki.

          – Dziękuję.

          Przeczesała palcami włosy słysząc pytanie o śledztwo i rytuały.

          – Nie wiem z kim się spotkał. Nie brałam aktywnego udziału w jego śledztwie. Mam raczej strzępki informacji niż pełny obraz.

          Upiła łyk i przez moment marszczyła brwi, próbując uporządkować skotłowane myśli.

          – Jeśli chodzi o rytuały… nie interesował się jednym konkretnym obrzędem czy rodzajem. Przynajmniej nie wybrzmiało to podczas naszych rozmów. Pytał raczej o powtarzające się elementy: symbole, miejsca, opowieści o ludziach którzy zaginęli i się odnaleźli.

          Zawiesiła na chwilę wzrok na kubku.

          – I o to czy po powrocie zachowywali się inaczej – dodała ciszej.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥
          1
          • JaremaJ Jarema

            Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

            Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

            — Proszę. podobno dobra nerwy.

            Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w stronę miejsca, gdzie wcześniej stała kawa.

            — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię . widzę, że mamy wszystko

            Pokręcił głową z rozbawieniem.

            — No trudno. Zielona herbata musi dzisiaj wystarczyć.

            Tomas usiadł z powrotem i przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

            Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani ” czy „Panno ”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

            Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

            — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

            Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

            — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

            Zrobił krótką pauzę.

            — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

            Tomas oparł się wygodniej na krześle.

            — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

            Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

            JaremaJ Niedostępny
            JaremaJ Niedostępny
            Jarema jako Tomas Jonson
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #14

            Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

            Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

            — Proszę. Podobno dobra na nerwy.

            Uśmiechnął się lekko, po czym wyciągnął do niej dłoń.

            — A tak przy okazji, Tomas Johnson.

            Dopiero po chwili usiadł z powrotem.

            — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię. Widzę, że mamy wszystko, czego potrzeba.

            Pokręcił głową z rozbawieniem.

            Przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

            Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani” czy „panno”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

            Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

            — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

            Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

            — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

            Zrobił krótką pauzę.

            — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

            Tomas oparł się wygodniej na krześle.

            — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

            Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KetharianK Niedostępny
              KetharianK Niedostępny
              Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
              Obsługa Moderator Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
              #15

              text alternatywny


              Baza XIII przy Calumet Ave


              Kiedy zagadnięta przez Tomasa kobieta wyjawiła grupie słuchaczy to, co uznała za stosowne, Hernández spojrzał na nią w nieco odmienny sposób.

              Vivienne Ashcroft jednak współpracowała wcześniej z Jednostką XIII i skonsternowany ciągłymi zmianami opinii na jej temat Alejandro postanowił rozmówić się na boki z Becką przy pierwszej dogodnej okazji - w opinii Teksańczyka teczka osobowa kobiety powinna była trafić na biurka agentów co najmniej pół godziny przed jej przybyciem, aby zaoszczędzić wszystkim niepotrzebnego zamieszania.

              - Derek O’Hara jest byłym policjantem i aktywnym prywatnym detektywem, a zniknął dwa dni temu - oznajmił Latynos wstając ze swojego miejsca i otwierając metalową szufladę biurka - Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś już zaczął się o niego martwić, jeśli nie służbowo to prywatnie, być może mocno zaprzyjaźniony były partner, aktualny klient albo na przykład jakaś kobieta, z którą nawiązał w ostatnim czasie relację romantyczną. Być może ktoś już był w jego mieszkaniu, a jeśli nie, niebawem się tam zjawi. Musimy się spieszyć, a jednocześnie działać ostrożnie. Przyda mi się asysta.

              Hernández schował pod koszulę wyciągniętego z szuflady Glocka i spojrzał wymownie na Mercera.

              - Daniel, masz jakieś plany na wieczór? - zapytał ruszając w stronę wieszaka - I kto weźmie na siebie biuro?

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              👍
              0
              • NabuchodonozorN Niedostępny
                NabuchodonozorN Niedostępny
                Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #16

                Eugene przysłuchując się rozmowie przejrzał też akta poszukiwanego. Nie chciał się wcześniej wychylać, ale jego metodyczny umysł naukowca podpowiedział mu jeszcze jeden możliwy trop. Przez chwilę się zawahał. To była jego pierwsza poważna misja, a on nie był pewien czy jest gotów na samodzielne wykonanie zadania. To jednak musiał zrobić sam.

                "Będę musiał wszystko dobrze zaplanować"- pomyślał.

                Po chwili, nadal wachając się wstał i rzekł, dość formalnie jak to miał w swoim zwyczaju.

                - Szanowni Państwo. Jeśli można... Chciałbym zaproponować jeszcze jeden koncept. Oczywiście to co Państwo powiedzieliście o biurze, parkingu i domu poszukiwanego to bardzo trafne i najlepsze miejsca zdobycia informacji. Pozwoliłem sobie jednak odkryć, że ów Derek O' Hara był niegdyś policjantem.

                Na chwilę przerwał by zebrać myśli oraz rozejrzeć się czy ma posłuch, którego oczekuje. Następnie kontynuował swój wywód:

                - Jak Państwo zapewne zdążyliście się zorientować obecnie pracuje w Policyjnym Laboratorium. Pomyślałem, że mógłby być to dobry pretekst by udać się na dawny posterunek poszukiwanego i dyskretnie o niego wypytać, w szczególności zaś dowiedzieć się czy z kimś z tamtejszych ludzi nie utrzymuje dotąd... znaczy nie utrzymywał do swego zaginięcia kontaktu. Proszę Państwa o wyrażenie swych opinii na temat tego pomysłu.

                Eugene pozostał w pozycji stojącej, trochę jak przed komisją, której dopiero co przedstawił swój doktorat i która to komisja ma teraz nazwać go głupcem lub geniuszem.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                ♥
                1
                • KetharianK Niedostępny
                  KetharianK Niedostępny
                  Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                  Obsługa Moderator Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #17

                  Baza XIII przy Calumet Ave


                  - Doskonały pomysł, panie Mullis - stwierdził Hernández przywołując na twarz wyraz aprobaty. Poprzestając na tej pełnej rezerwy opinii ubrał zimową kurtkę i naciągnął na głowę szarą wełnianą czapkę, oczami wodząc po tych towarzyszach, którzy też podnieśli się z miejsc przy biurkach. Jego spojrzenie zatrzymało się na postaci Vivienne Ashcroft, a zmarszczone czoło Teksańczyka jawnie dowodziło tego, że Latynos intensywnie nad czymś myślał.

                  - Pani Ashcroft, jako jedyna w naszym gronie znała pani Dereka O’Harę osobiście - powiedział podchodząc do kobiety - Może pani wciąż dysponować wiedzą na temat jego śledztwa, której znaczenia nie jest pani świadoma. To mogą być drobne detale, nazwiska tych zaginionych osób, szczegóły rytuałów, o których pani z nim rozmawiała. Być może w mieszkaniu Dereka zobaczy pani coś, co ja sam przeoczę nie znając kontekstu i nie mając właściwego punktu odniesienia. Zechce pani do mnie dołączyć?

                  Alejandro uniósł zachęcającym gestem dłoń, w której trzymał kluczyki do swojego wydłużonego Forda.

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • PiołunP Niedostępny
                    PiołunP Niedostępny
                    Piołun jako Daniel Mercer
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #18

                    Mercer słuchał Vivienne uważniej niż wcześniej. Nie dlatego, że szczególnie przejęły go wzmianki o rytuałach, symbolach czy ludziach, którzy po powrocie zachowywali się inaczej. W XIII nasłuchał się już wystarczająco wielu podobnych historii, żeby nie reagować ze specjalnym ożywieniem. Znacznie bardziej zainteresował go jeden konkretny szczegół. O’Hara zostawił wyraźną instrukcję, by po czterdziestu ośmiu godzinach ciszy skontaktować się z Fergusonem. To oznaczało, że przed zniknięciem brał pod uwagę możliwość, że coś może pójść nie tak.

                    Te czterdzieści osiem godzin nie dawało mu spokoju. O’Hara nie rzucił przecież tej prośby mimochodem. Był byłym policjantem, potem prywatnym detektywem i człowiekiem, który najwyraźniej wiedział, kiedy warto zostawić komuś instrukcję na wypadek własnego zniknięcia. Daniel przez chwilę przyglądał się tablicy Becki, porządkując w głowie nowe informacje. Nadal nie widział żadnego powodu, żeby od razu mówić o Pęknięciu, ale coraz trudniej było traktować tę sprawę jak zwykłe niestawienie się na spotkanie.

                    Pomysł Mullisa wydał mu się bardzo przytomny. Jeśli O’Hara przez lata pracował w policji, ktoś z dawnych znajomych mógł wiedzieć o nim więcej niż suche akta albo informacje w systemie.
                    – To akurat ma sens – rzucił krótko. – Byli partnerzy mogli zauważyć, z kim się ostatnio kontaktował albo czy coś w jego zachowaniu się zmieniło.
                    Na tym skończył. Mullis miał punkt zaczepienia i najwyraźniej zamierzał go sprawdzić. Daniel nie widział powodu, żeby mu w tym przeszkadzać.

                    Kiedy Hernandez wyciągnął Glocka z szuflady i rzucił mu pytające spojrzenie, Daniel zerknął w stronę okien. Za szybami nadal przewalała się biała ściana śniegu, a sam widok wystarczył, żeby przypomnieć mu drogę do siedziby.
                    – Miałem jakieś płone nadzieję, że dzisiaj już stąd nie wyjdę – mruknął, podnosząc się z miejsca. – Ale chyba właśnie mi je odebrałeś.
                    Kącik ust drgnął mu lekko. Odstawił kubek, którego zawartość zdążyła już dawno wystygła i ruszył po kurtkę.

                    Mieszkanie O’Hary wydawało mu się na ten moment najlepszym tropem. Jeśli detektyw faktycznie spodziewał się problemów, mógł zostawić po sobie coś, co dałoby im jakiś punkt zaczepienia. Być może znajdą coś na komputerze, albo na innych urządzeniach "smart", które ludzie tak ochoczo montują w swoich domach. Czytał nawet ostatnio artykuł o producencie telewizorów, który miał funkcje przetwarzania rozmów. Nauczył się dobierać do takich funkcji, jako do nieoczywistego źródła informacji. Tak, Daniel najbardziej liczył właśnie na elektronikę. W przeciwieństwie do ludzi urządzenia zwykle nie zmieniały wersji wydarzeń. Zwykle, choć w przypadku pęknięć nawet tą prawidłowość trafiał szlag. Zabrał ze stołu rękawiczki i wsunął je do kieszeni kurtki.
                    – Jadę z tobą.

                    Przy swoim stanowisku zatrzymał się jeszcze na chwilę i sięgnął po torbę z podstawowym sprzętem technicznym. Nie pakował wszystkiego, co miał pod ręką. Jechali tylko do mieszkania zaginionego detektywa, więc na początek wystarczało kilka rzeczy potrzebnych do sprawdzenia elektroniki i zabezpieczenia ewentualnych nośników danych. Przynajmniej na razie. Zanim ruszył w stronę windy, zerknął jeszcze na Beckę.
                    – Podeślij nam proszę adres oraz to, co mamy o jego mieszkaniu, jeśli coś masz. – poprosił i zaczął się zbierać. Kiedy upewnił się, że ma wszystko, czego będą mogli potrzebować, zarzucił torbę na ramię i spojrzał na Hernandeza.
                    – Ty prowadzisz. Nie mam obecnie ani cierpliwości, ani nastroju do tkwienia w korkach.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • NabuchodonozorN Niedostępny
                      NabuchodonozorN Niedostępny
                      Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Nabuchodonozor
                      #19

                      Nagle wszyscy zaczęli się zbierać. Może poza Simonem i Becką, którzy coś na boku omawiali.

                      Eugene'owi już wcześniej ta grupa wyglądała na nieco chaotyczną, jednak jego zadaniem jako biotechnologa zawsze było porządkowanie i właściwe ukierunkowanie organizmów żywych, tak aby jak najlepiej wykorzystać ich potencjał na korzyść człowieka.

                      — Państwo w trzy osoby zamierzacie przeszukiwać mieszkanie poszukiwanego? Niestety chyba przeoczyłem ten fakt, ale czyżby było ono aż tak duże? Oczywiście nie podważam Państwa decyzji, jednak jeśli Pan Tomas uda się na parking, a Państwo do mieszkania to kto przeszuka biuro? Pan Simon najwyraźniej specjalizuje się w innych działaniach, ja niestety również. Oczywiście mógłbym się tam udać jeśli Państwo dacie mi klucz czy też przepustkę i dobry powód by mnie wpuszczono. Biorąc pod uwagę moją specjalizację właściwa procedura przeszukania również mogłaby być wielce przydatna.

                      Po chwili namysłu również dodał:
                      — Być może to dla Państwa oczywiste, ale sugeruję również by Państwa telefony pozostały włączone i przynajmniej na poziomie wibracji, by w razie potrzeby każda grupa mogła się ze sobą wzajemnie skontaktować. Informacje uzyskane z naszych eksp... znaczy z naszych miejsc poszukiwań mogą bowiem się nawzajem uzupełniać i wpłynąć na sam przebieg czynności.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • CavallinoC Niedostępny
                        CavallinoC Niedostępny
                        Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                        #20

                        Vivienne uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona propozycją. Nie spodziewała się, że zaledwie kilka chwil po wejściu do siedziby XIII, zostanie poproszona o aktywny udział w poszukiwaniach i przeszukaniu mieszkania zaginionego. Była przekonana, że jej rola się skończy wraz z przekazaniem informacji o zaginięciu. Ale XIII widać miała inne plany – najpierw zdecydowali, że samo przekazanie informacji nie wystarczy, że warto by pojawiła się w siedzibie. A teraz chcieli żeby im towarzyszyła. Była zbyt zmęczona by z pełną jasnością umysłu analizować tą dziwną sytuację.
                        – Ja? – spytała totalnie skonsternowana. – Jeśli uważasz, że mogę się przydać.
                        Spojrzała na mężczyznę, który również zdecydował się dołączyć, a potem na łebskiego gościa, którego nagły opór i seria pytań dotyczących organizacji całego przedsięwzięcia tylko bardziej ją zdezorientowały.
                        Vivienne zacisnęła dłonie na kubku i rozejrzała się po pomieszczeniu szukając drogi ucieczki.
                        Wyglądało na to, że każdy miał jakiś pomysł, ale nikt nie do końca wiedział, kto właściwie powinien go realizować. Nie miała pojęcia, jak ci ludzie pracowali wcześniej, ale najwyraźniej organizacja nie była ich najmocniejszą stroną.
                        Jak oni właściwie mają znaleźć O’Harę, skoro wygląda na to, że sami jeszcze nie wiedzą, jak ze sobą pracować? – pomyślała, pocierając jedną dłonią skroń.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        😱 💯
                        1
                        • MorphM Niedostępny
                          MorphM Niedostępny
                          Morph jako Storyteller
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
                          #21

                          DIVERGENCE

                          Ledwie wyszli z budynku, uderzyła w nich śnieżyca. Mroźny wiatr zawył między budynkami, a przy narożniku poderwał z chodnika tumany śniegu, które na moment przesłoniły im widok.
                          -Psia mać - zaklął pod nosem Alejandro, osłaniając oczy i kierując się w stronę zaparkowanego nieopodal samochodu.
                          Chrzęst zmarzniętego śniegu pod butami nie pozostawiał złudzeń, że czeka ich niezwykle mroźna noc. Mimo puchowych kurtek, swetrów i szalików zimne powietrze i tak znajdowało jakiś sposób, by dobrać się im do skóry.
                          -No to w drogę i powodzenia! - krzyknął na odchodne Tomas, który najbardziej ze wszystkich rwał się do akcji.

                          NIGHT RIDE

                          Alejandro, Vivenne, Daniel

                          Koła zabuksowały, gdy Hernandez ruszył spod bazy przy Calumet Avenue. Powoli zanurzyli się w rozświetlone latarniami i licznymi neonami, wieczorne miasto. Śnieg padał niemal poziomo. Wycieraczki piszczały przy każdym wychyleniu. Choć pracowały one na największych obrotach, to i tak widoczność pozostawiała wiele do życzenia. Reflektory samochodu rozcinały białą ścianę zaledwie na kilkanaście metrów, a wszystko, co znajdowało się dalej, znikało w ciemności. Hernandez jechał wolno, a i tak czuł, że samochód myszkuje przy najmniejszej zmianie kierunku. Calumet o tej porze była prawie pusta. Po obu stronach ulicy przesuwały się ciemne fasady domów, zamknięte sklepy i pojedyncze, rozświetlone okna.
                          Im dalej jechali na południe, tym mniej było światła. Za nimi zostawały okolice McCormick Place i szerokie ulice Near South Side. Miasto powoli zmieniało swe oblicze. Wieżowce ze szkła i stali ustąpiły miejsca starym budynkom o wąskich fronty i ceglanych elewacjach.
                          Przy trzydziestej pierwszej, Calumet przecinała jeden z najbardziej charakterystycznych fragmentów Bronzeville. Zaśnieżone fasady greystone'ów ledwie było widać zza zasłony śniegu. Dalej pojawiły się większe skrzyżowania. Czterdziesta siódma. Pięćdziesiąta pierwsza. Niemal na każdych kolejne światłach stali samotnie, jakby całe miasto skryło się pod ciepłym kocem i popijało gorące kakao.

                          XIII
                          Original soundtrack
                          ▶ LISTEN

                          Obserwowali miejski krajobraz przesuwający się ospale za szybą. Z głośników płynęły kojące dźwięki fortepianu, podbite powolnym basowym bitem.

                          -Witajcie w ten mroźny i śnieżny wieczór. - odezwał się spiker - Ja nazywam się Zack Corbett, a wy słuchacie audycji “Night’s Zack” w WLS 890AM, najstarszym i wciąż żywym, radiowym głosie w całym hrabstwie Cook, a może i na całym Środkowym Zachodzie.
                          Mężczyzna zrobił krótką pauzę.
                          -Choć siedzę tu sam w mojej malutkiej kabinie, to czuję jakbyście wszyscy byli tuż obok mnie. Czuję waszą obecność Oczami wyobraźni widzę, jak siedzicie w samochodach i podkręcacie ogrzewanie. Widzę was krzątających się po kuchni i doglądających lazanii na kolację. Zapatrzonych w zaśnieżone ulice Chicago, gdy jedziecie nocnym autobusem. Gdy zaczynacie nocny dyżur w szpitalu. Gdy gasi właśnie światło w pustym już biurze. W tym czasie inny z was właśnie zamyka sklep. Powoli wracacie do domu i jeszcze nie wiecie, czy osoba, która na was czeka, będzie miała dobry humor i przywita was pogodnym uśmiechem, czy ostentacyjnym chłodem.
                          Spiker zamilkł. Chrobot wycieraczek zagłuszał ciszę.
                          -Pewnie właśnie teraz zerkacie na zegarek, zastanawiając się, jak bardzo spowolni was ten okropny korek. Czy zjecie kolację o siódmej, czy jednak o ósmej? To w sumie zabawne. Wszyscy mamy zegarki, telefony, kalendarze. Wiemy, która jest godzina, jaki jest dzień, ile czasu minęło od ostatniego spotkania. Potrafimy powiedzieć: „Widziałem go w środę o czwartej piętnaście”. Potrafimy nawet sprawdzić, czy rzeczywiście byliśmy wtedy tam, gdzie nam się wydaje.
                          Muzyka na chwilę wysunęła się na pierwszy plan, jakby dając mężczyźnie czas na zaczerpnięcie oddechu.
                          -A jednak czasami pamięć płata nam figle. Zdaje się nam, że nasze wspomnienia różnią się od rzeczywistości. Nie chodzi mi nawet o wielkie rzeczy. Nie o wczesne dzieciństwo. Śmierć ukochanej babci. Czy o szczegóły pierwszej randki. Mówię o drobiazgach. O tym, czy zamek w drzwiach przekręciliśmy dwa razy, czy tylko raz. Czy światło w łazience było zgaszone, czy jednak wciąż świeci się lampka nad lustrem? Czy kubek po kawie wsadziliśmy do zmywarki, czy jednak wciąż stoi na samotny i zapomniany na blacie? Czy współlokatorowi powiedzieliśmy „do zobaczenia”, czy tylko krótkie „na razie”?
                          Zack zrobił kolejną pauzę, aby jego refleksja miała czas wybrzmieć.
                          -Nasza pamięć nie jest kamerą. Zdecydowanie bliżej jej do detektywa, który wchodzi do domu i próbuje odtworzyć poprzedni wieczór z tego, co zostało na stole.
                          Kontrabas przeszedł w spokojny, powtarzalny motyw.
                          -Czasami znajdzie pustą szklankę i wie, że ktoś pił szkocką. Ale nie potrafi powiedzieć, kto. Znajdzie otwarte drzwi i wie, że ktoś przez nie wszedł. Ale nie wie kiedy, to miało miejsce.
                          Radiowiec zamilkł na dłuższą chwilę. Bas plumkał cicho, odliczając upływający czas.
                          -I chyba właśnie dlatego potrzebne są nam dowody. Są wygodne. Te wszystkie zdjęcia. Paragony. Podpisy. Nagrania. Numery telefonu. Ślady opon na śniegu. Rzeczy, które mówią: „Tak było”. Tylko że nawet dowód musi najpierw znaleźć się w czyichś rękach. Potem ktoś musi go opisać. Później zinterpretować. A na końcu ktoś musi w niego uwierzyć.
                          Muzyka ucichła prawie zupełnie.
                          -Może więc najciekawsze pytanie nie brzmi: „Co się wydarzyło?” Może powinno brzmieć: „Skąd wiemy, że wydarzyło się właśnie to?” Zostawiam was z tą myślą. A teraz coś, co na pewno utkwi wam w pamięci na długo. Przynajmniej mam taką nadzieję. - zaśmiał się cicho - Przed wami niezapomniany Nat King Cole.

                          Samochód jechał dalej, mijając pogrążone w ciemności boczne ulice. W śnieżycy numery na budynkach przestawały mieć znaczenie. Przy pięćdziesiątej szóstej skręcili na wschód. Tu miasto znowu się zmieniło. Ulica była szersza, ale niemal zupełnie pusta. Śnieg zalegał przy krawężnikach grubymi wałami, a światła latarni odbijały się przymarzniętych szyb zaparkowanych samochodów. Po kilkuset metrach skręcili w końcu w Dorchester Avenue.

                          5628. Mało brakowało, a minęliby właściwy budynek Hernander zauważył numer dopiero w ostatniej chwili. Zwolnił i zaparkował na przeciwko wejścia. Miejsce było puste, jakby czekało dokładnie na nich.

                          Auto Pound #6

                          Tomas

                          W normalnych, nawet zimowych warunkach, pokonanie drogi między ich bazą, a Sacramento Boulevard powinien mu zająć nie więcej niż kwadrans. Przez nieustannie padający śnieg i liczne pługi, jechał już ponad czterdzieści minut. Podróż dodatkowo wydłużył przystanek przy Dark Matter Coffee, gdzie kupił dwie kawy i pączki. Początkowo zamierzał zatrzymać Starbucksie, ale ostatecznie zrezygnował z niego z powodu długiej kolejki.

                          Na szczęście, gdy dotarł na miejsce kawa nadal była gorąca. Wysiadł z samochodu i ruszył w stronę budki strażnika. Już z daleko widział, że bez pomocy i konkretnego namiaru, trudno mu będzie znaleźć auto O’Hary. Policyjny parking porażał swym ogromem. Ustawione w równych rządkach i samochody ciągnęły się jak okiem sięgnąć. Jedne wyglądały, jakby dopiero co wyjechały z salonu, a inne bardziej nadawały się na złomowisko lub od razu do przemiał.

                          -Parking już zamknięty - czarnoskóra policjantka przywitała go opryskliwym tonem.
                          -Wiem, wiem… - odparł, stawiając na wąskim blacie dwie kawy - Tomas Jonson - przedstawił się z szerokim uśmiechem. Nic tak ponoć nie zmiękcza ludzkiego nastawienia, jak ten prosty, szczery i niewinny gest. Jedynie prawdziwi psychopaci mieli na tyle kamienne serca, że potrafili wykazać się całkowitym brakiem empatii i pozostać obojętnymi na tego typu zagrywki.
                          Na szczęście policjantka pełniąca służbę na parkingu do nich nie należała.
                          -Tomas Jonson - powtórzyła, zerkając to na kubki z kawą, to na mężczyznę - Ja chyba pana znam - dodała po chwili.
                          -Tak? - zdziwił się dziennikarz.
                          -Tajna prawda… - szepnęła policjantka i tym razem to ona uśmiechnęła się, jakby wykonywała jakiś tajny, porozumiewawczy gest.

                          Od tego momentu sprawa potoczyła się już niezwykle gładko. Tomas tego wieczoru miał niebywałe szczęście. Trafić na kogoś czytującego tak niszowe pismo, jak “Tajna prawda” to rzadkość. A jednocześnie spotkać osobę, która jest jego fankę, to już wręcz nieprawdopodobne.

                          Spędził z Debbie ponad kwadrans, dyskutując z nią o Illuminati, spiskach rządu, tajnych bazach na Antarktydzie i jeszcze kilku tematach z tak zwanej bieżączki.
                          -To może pokażesz mi teraz ten samochód? - zaproponował w końcu Tomas.
                          -Dobrze, ale… ale na pewno nie możesz mi nic zdradzić? Nikomu nic nie powiem. Przysięgam.
                          -Nie lubię rozsiewać plotek. Najpierw muszę wszystko sprawdzić. Upewnić się i dopiero wtedy mogę to ogłosić światu. Jedno ci Debbie mogę zagwarantować. Jeśli mój dziennikarski nos mnie nie myli, to mamy do czynienia z naprawdę grubą sprawą.
                          -Coś jak z zabójstwem JFK? - dopytała policjantka.
                          -No.. myślę, że nawet grubiej.
                          -Ooo… - jęknęła, autentycznie poruszona kobieta.
                          -Jak tylko skończę artykuł, to… - zaczął Tomas, ale Debbie weszła mu w słowo.
                          -Dasz mi go przeczytać, jako pierwszej.
                          Dziennikarz tylko się uśmiechnął i puścił oczko do kobiety.

                          Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, gdy stanął przed czerwoną Toyota Camry, to brak zalegającego na szybach śniegu. Wszystkie samochody w pobliżu przypominały puchowe atrapy,. Jedynie auto O’Hary wyglądało, jakby ktoś je przed chwilą wyciągnął z garażu.
                          Tomas dotknął maski aby upewnić się, czy przypadkiem ktoś nie jeździł tym przed chwilą. Natychmiast cofnął dłoń, jak oparzony. Karoseria była lodowata, a mimo to śnieg nie trzymał się jej w najmniejszym stopniu. Pojedyncze płatki, które na nią spadały, znikały w mgnieniu oka. Wyglądało to tak, jakby całe auto zostało czymś dokładnie zaimpregnowane.

                          Tomas otworzył drzwi i usiadł na miejscu kierowcy. Rozejrzał się wokół. Nie zauważył nic interesującego. Otwarta paczka Marlboro, leżała na podszybiu. W cupholderze zalegały jakieś śmieci. Na siedzeniu pasażer znalazł skórzane męskie rękawiczki, a pod fotelem walały się plastikowe butelki z niedopitymi napojami.
                          Wyglądało na to, że Derek O’Hara nie należał do pedantów i w żadnym stopniu naturalna entropia w niczym mu nie przeszkadzała.
                          Tomas zerknął na schowek i coś ukłuło go w serce. Odwieczny dreszczyk emocji, gdy człowiek staje naprzeciwko jakiejś skrytki. Przyjemna niepewność i podniesiona adrenalina i to łechcące psychę pytanie - jakie skarby znajdę tym razem?

                          Złapał za uchwyt i otworzył schowek. Na podświetlonej półce leżał niepozorny aparat cyfrowy marki Sony. Tomas już miał po niego sięgnąć, gdy po plecach przebiegł mu dreszcz. Z zimna? Z ekscytacji? Ze strachu? Sam nie potrafił powiedzieć. Podniósł wzrok i ze zdziwienia aż otworzył usta.
                          Na zewnątrz panowała absolutna ciemność. Serce zaczęło mu bić jak szalone. Oddech przyspieszył, a przed umysł przetoczyła się kawalkada szalonych i panicznych myśli. Zamknął na moment oczy, aby się uspokoić. Wziął dwa głębokie oddechy. Otworzył oczy i wtedy zrozumiał, a mimo to nie mógł pojąć, jak mogło do tego dojść.

                          Czym prędzej porwał aparat ze schowka i pchnął drzwi, które z wielkim trudem udało mu się otworzyć. Cofnął się pół kroku i przerażeniem malującym się na twarzy przyglądał się całkowicie zasypanej śniegiem czerwonej Toyocie Camry.

                          Question & Answer

                          Simon

                          Ostatnie nuty jazzowego klasyka powoli rozpływały się w zimowej ciszy. Biuro XIII, jeszcze niedawno tak gwarne i tłoczne, teraz raziło swoją ogromną, pustą przestrzenią. W kątach hulał wiatr, gwiżdżąc i szumiąc.
                          -Lubię go… - rzuciła niezobowiązująco Beck, nie przerywając stukania w klawiaturę.
                          Simon nie do końca wiedział, czy ma na myśli Nat King Cola, czy prowadzącego audycję.
                          -Zack ma w sobie ten oldschoolowy sznyt - kobieta rozwiała jego wątpliwości, kontynuując swoją myśl - Może to przez wiek, a może to co przeżyła, ale mam jakiś dziwny sentyment do tego, jak było kiedyś.
                          Becka zerknęła w stronę Simona, jakby się chciał upewnić, czy ją rozumie i podziela przemyślenia.

                          -To był Nat King Cole i Unforgettable. – głos Zacka powrócił. Radiowy szept dyskretnie wkradł się między dwójkę pracujących agentów. – Czasami zastanawiam się, ile rzeczy w naszym życiu właśnie takich jest. Niezapomnianych. A ile z nich zapamiętaliśmy tylko dlatego, że później długo ich szukaliśmy.
                          Zrobił pauzę, która wyznaczała rytm i budowała klimat audycji na równi ze słowami i muzyką.
                          -Bo szukanie to dziwna rzecz. Kiedy naprawdę chcemy coś znaleźć, zaczynamy dostrzegać wskazówki wszędzie. Przypadkowe nazwiska na szyldach, zdają się pasować do naszego konceptu. Światła w oknach, układają się we wzory. Samochód zaparkowany po drugiej stronie ulicy, zdaje się skrywać odpowiedź na najbardziej nurtujące nas pytanie. I czasami udaje nam się znaleźć dokładnie to, czego szukaliśmy. A czasami… trafiamy na coś zupełnie innego. Przypadkowego, a jednak rezonującego w naszej duszy.
                          Zack zaśmiał się cicho.
                          –No dobrze. Reżyser mi tu kiwa, że to nie czas na filozofię. Przed nami jeszcze długa noc. A na takie wieczory, jak dziś najlepsza jest muzyka. Cicha. Niespieszna. Kojąca. Ciekaw jestem czy i w was zarezonuje ona tak mocno, jak we mnie.

                          Dzięki kluczom dostępu, jakie miała w swoich zasobach XIII i dzięki swoim umiejętnościom, Simon wszedł najpierw do policyjnej bazy, skąd wydobył raport na temat zgłoszenia porzuconego samochodu. Nie było w nim nic zaskakującego. Anonimowa osoba poinformowała dyżurnego o czerwonej Toyocie Camry, stojącej na środku skrzyżowania Siedemdziesiątej szóstej Wschodniej i Kingston Avenue.
                          Kolejnym krokiem było odnalezienie nagrań z monitoringu.

                          -Wow… - Simon usłyszał ciche westchnienie za swoimi plecami. Praca tak go pochłonęła, że nawet nie spostrzegł się, kiedy Becka podjechała do jego biurka.
                          -No… - przytaknął po raz kolejny oglądając kilkunastosekundowe nagranie z miejskiej kamery.
                          -Na wszystkich ujęciach tak to wygląda? - zapytała Becka.
                          Simon potwierdził skinieniem głowy i od razu pokazał kobiecie inne nagrania.

                          Na każdym z nich stało się dokładnie to samo. Czerwona Toyota Camry O’Hary wjechała na skrzyżowanie. Nagle samochód zatrzymał się na samym środku. Po kilku sekundach wysiadł z niego mężczyzna w czarnej, skórzanej kurtce. Nie zgasił silnika, ani nawet nie zamknął drzwi. Przeszedł kilka kroków, po czym upadł na kolana i gwałtownym ruchem złapał się za głowę. W następnej sekundzie na wszystkich nagraniach pojawiły się trzaski, szumy i pikselowy śnieg. Gdy nagranie wróciło do normy, O’Hara zniknął.

                          -Myślałam, że jak się pochwalę że zdobyła bilingi i wyciąg z karty O’Hary to zrobię na tobie wrażenie, ale to…- wskazała na ekran komputer z zapauzowanym nagraniem z monitoringu - Nie wiem tylko czy się cieszyć, czy bać. - zakończyła lekko drżącym głosem.

                          BREAK ON THROUGH

                          Eugene

                          Bez klucza, bez doświadczenia, bez żadnego wsparcia. Wyposażony jedynie w tani wytrych i marną instrukcja, jak go używać, Eugene pojechał do biura O’Hary. Matematyczne szanse powodzenia jego misji były niemal równe zeru. Jednak rezygnacja bez walki, bez podjęcia choćby jednej próby, nie leżała jednak w naturze Mullisa. Gdy wysiadł z taksówki i spojrzał na baner reklamujący agencję detektywistyczną, o jakże oryginalnej nazwie “O’Hara Investigation” przeszedł go dreszcz.
                          Nie chodziło tylko o trzaskający mróz, który nasilał się z każdą godziną. W tym co teraz robił było coś ekscytującego. Niemal tak samo, jak oczekiwanie na wynik kolejnego posiewu. Tyle się nasłuchał o akcjach agentów XIII, a jedyne co do tej pory robił to przeglądanie akt i ich żmudne katalogowanie. Teraz miała nastąpić prawdziwa weryfikacja, czy faktycznie nadaje się do tego. Przełknął głośno ślinę, Ściągnął barki do tyłu i ruszył pewnym krokiem w stronę wejścia.

                          Wszedł na pierwsze piętro po wąskich schodach. Echo jego kroków dudniło w korytarzu. Widział już swój cel. Ostatnie drzwi po lewej stronie. Gdy je zobaczył, nie wierzył w swoje szczęście. Lekko uchylone drzwi wyglądały, jak zaproszenie. Podejrzane, zwiastujące kłopoty, ale jednak zaproszenie.
                          Podszedł do nich wolno, kolejny raz przełykając ślinę. Czoło zrosiły mu drobniutkie kropelki potu. Już niemal chwytał za klamkę, gdy ktoś otworzył drzwi na oścież.
                          -Oh Jesus y Santa Maria, yo estaba tan asustada! - jęknęła po hiszpańsku, starsza kobieta w kwiecistej chuście na głowie - Przepraszam, ale nikt mi nie mówił, że pan przyjdzie. Przepraszam spóźniłam się, bo wnuczka ma gorączkę, ale już wszystko posprzątałam - zaczęła się tłumaczyć, a na dowód swoich słów wskazała dłonią na wciąż mokrą podłogę - Proszę uważać, bo można się poślizgnąć - dodała.
                          -Dobrze. Dziękuję - bąknął cicho Eugen, równie zaskoczony co meksykanka.
                          -To ja już pójdę. Dobranoc panu.
                          -Buenas noches, senora - odpowiedział, przypominając sobie ze szkoły lekcje hiszpańskiego.

                          Biuro O’Hary uderzało swoją ascetycznością. Minimum mebli i wyposażenia. Brak jakichkolwiek ozdób, pamiątek, czy nawet tablicy do zapisywania tropów w śledztwie. Na tle całości wyróżniała się skórzana kanapa, stojąca pod oknem. Ona jednak nie stanowiła żadnego dowodu w interesującej Mullisa sprawie. Nie pasowała do reszty wyposażenia, ale to nie znaczyło, że stanowi jakąkolwiek poszlakę.
                          Niczego ciekawego nie znalazł także w metalowych szafkach, gdzie O’Hara trzymał dokumentację prowadzonych spraw. Przejrzał kilka teczek i poza numerami telefonów, nazwiskami klientów, prostym opisem sprawy i rutynową umową, nie trafił na żaden ślad.

                          Biurko detektywa także nie przyniosło żadnych odkryć. Popielniczka. Staromodna zapalniczka i stos naukowych czasopism. Wyglądało na to, że O’Hara ma wykupioną prenumeratę Journal of Forensic Sciences, Forensic Science International, Law and Human Behavior i Behavioral Sciences & the Law. Ciekawe, wiele mówiące o jego zainteresowaniach i podejściu do pracy, ale nadal to nie mówiło Mullisowi nic na temat jego zaginięcia.

                          Dopiero gdy otworzył szufladę, mógł krzyknąć - bingo. W stosie drobnych biurowych śmieci, leżał mały notatnik. Wyglądał na mocno zużyty i często używany. O’Hara musiał zapisywać w nim drobne, bieżące zadania i sprawy.
                          Choć trudno było z tych notatek uzyskać pełen obraz, to nie ulegało wątpliwości, że Mullis trzymał w dłoniach puzzle do układanki, jaką było zaginięcie Dereka O’Hary.

                          MY HOME IS MY CASTLE

                          Alejandro, Vivenne, Daniel

                          Mieszkanie Dereka O’Hary było tak zwyczajne, jak tylko zwyczajne może być mieszkanie rozwiedzionego czterdziestolatka. To co na pewno rzucało się w oczy, to porządek. Nie każdy samotny facet potrafi utrzymać mieszkanie w takim stanie. Co kazało przypuszczać, że albo O’Hara ma jakąś kochankę, albo po prostu wynajmuje kogoś do sprzątania.
                          Na pewno też nic nie wskazywało na to, że O’Hara jest prywatnym detektywem, a tym bardziej agentem tajnej organizacji. Żadnych ścian powyklejanymi zdjęciami podejrzanych. Żadnych map na którym pinezkami pozaznaczano podejrzane miejsca.

                          Kilka mebli kupionych dawno temu, neutralne ściany, zużyta kanapa, telewizor, stolik z pilotem i kilkoma sportowymi magazynami leżącymi w pobliżu. W kuchni podstawowe wyposażenie, kilka kubków, ekspres do kawy i lodówka z kilkoma magnesami oraz kartkami przypiętymi do jej drzwi.
                          Uwagę co prawda zwracał dziecięcy pokój, ale z akt wiedzieli, że O’Hara ma syna, który zapewne gości czasami u niego. Zatem nie było w tym nic dziwnego, że ojciec ma specjalny pokój przygotowany dla dzieciaka.

                          –Spójrz - powiedział Daniel kiwając w stronę Alejandro.
                          -Hmmm… - mruknął Teksańczyk, spoglądając na ścienny kalendarz z odręczną notatką - Ciekawe.
                          Obok zakreślonej daty dwunastego stycznia, widniał dopisek:
                          “13:00 — L. GRANT POTWIERDZIĆ”

                          O wiele ciekawszy wydał się wszystkim gabinet O’Hary. Zwłaszcza dla Vivienne, która wiedziona wewnętrznym instynktem to właśnie tam od razu skierowała swoje kroki. Jej uwagę najpierw przykuł pokaźny księgozbiór, jaki zebrał Derek. Książki z najróżniejszych dziedzin, od medycyny, poprzez psychologię, a na okultyzmie i kryminalistyce kończąc. W bibliotece O’Hary można było znaleźć kryminały i literatura faktu, monografie dotyczące historii Chicago oraz Stanów Zjednoczonych, pozycje opisujące prawo, ale także te z zakresu religioznawstwa, antropologii, czy te mówiące o mitologii i dawnych wierzeń.
                          Przeglądając pobieżnie tytuły spostrzegła, że na grzbietach niektórych pozycji znajdowały się odręczne dopiski. Dość tajemnicze, trzeba przyznać adnotacje, które osobie postronnej, a taką była Vivienne nic nie mówiły.

                          W gabinecie znajdował się też komputer, ale jak się szybko okazało żeby się do niego dostać należało znać hasło. Blat biurka nie przypominał miejsca pracy detektywa. Wszystko wyglądało na bardzo uporządkowane, czyste, a wręcz sterylne. Przynajmniej takie wrażenie miał Mercer patrząc na biuro zaginionego agenta,
                          -A to co? - zapytał Hernandez wyciągając z szuflady osobliwą kartę.
                          -Kapłanka. To znaczy karta Tarota, przedstawiająca Kapłankę, albo Papieżycę w innej wersji - wyjaśniła Vivienne.
                          Nie pochodziła ona ani z talii Viscontich, ani Mantegny, ani z żadnego z klasycznych przedstawień Wielkich Arkanów. Karta którą trzymał w dłoniach Hernandez należała do jednej ze współczesnych, artystycznych wersji.

                          Gdy teksańczyk i akademiczka przyglądali się karcie, Mercer zapoznawał się z dalszą zawartość szuflady. Znalazł tam kopertę z rachunkiem oraz odręczną listę zakupów. Te dwie rzeczy wydały mu się o wiele ciekawsze i bardziej znaczące niż jakaś tam sobie karta, nawet jeśli pochodziła z “magicznego” Tarota.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥
                          1
                          • CavallinoC Niedostępny
                            CavallinoC Niedostępny
                            Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #22

                            Nie wiedziała, czego właściwie się spodziewała w mieszkaniu O'Hary. Chyba czegoś bardziej osobistego. Śladów pośpiechu, bałaganu, skarpetek rzuconych w kąt... czegokolwiek. Tymczasem wszystko wyglądało zwyczajnie. Uporządkowanie mieszkania niemal ją zaniepokoiło.

                            Przeszła kilka kroków, rozglądając się po wnętrzu, aż jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale nagle poczuła potrzebę, żeby tam pójść.

                            Pchnęła drzwi, jak się okazało, prowadzące do gabinetu O'Hary. Nagle zdała sobie sprawę, że stoi tuż przy półkach zapełnionych książkami. Czuła się otumaniona, jakby była w transie.
                            Zmęczenie – pomyślała, przesuwając wzrokiem po tytułach.

                            Już miała sięgnąć po jedną z pozycji, kiedy usłyszała pytanie jednego z towarzyszy.
                            – A to co?

                            Viv z trudem oderwała wzrok od biblioteczki i skierowała spojrzenie na trzymaną przez mężczyznę kartę. Podeszła bliżej żeby lepiej widzieć. Przełknęła nerwowo ślinę.

                            – Kapłanka. To znaczy karta Tarota, przedstawiająca Kapłankę, albo Papieżycę w innej wersji - wyjaśniła Vivienne.

                            Kapłanka. Przez moment po prostu patrzyła na ilustrację, czując nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Przypomniała sobie ich ostatnie spotkanie. Pytania O'Hary o symbole, rytuały i ludzi, którzy znikali, a później wracali odmienieni. I kartę, którą znalazła w swoim własnym rozkładzie.

                            Drżącą ręką sięgnęła po tę znalezioną w gabinecie.

                            – Mogę? – spytała, przejmując kartę. Obróciła ją w palcach, przyglądając się dokładniej ilustracji i wykonaniu. Nie była to karta z klasycznej talii, którą znała. Spróbowała sobie przypomnieć czy kojarzyła ten konkretny wizerunek i skąd mógł pochodzić.
                            Przez moment wpatrywała się w ilustrację, czując nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Przypomniała sobie ostatnie spotkanie z O'Harą i kartę która pojawiła się w jej własnym rozkładzie. – Znowu kapłanka – mruknęła do siebie, nadal obracając ją w palcach.

                            – Widziałam tą kartę wcześniej. Pojawiła się przy ostatnim rozkładzie jaki robiłam dla O'Hary... i znowu dzisiaj rano.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • KetharianK Niedostępny
                              KetharianK Niedostępny
                              Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                              Obsługa Moderator Mecenas
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                              #23

                              text alternatywny


                              Mieszkanie Dereka O’Hary


                              Wygląd i atmosfera mieszkania mówiły bardzo wiele o osobie lokatora. Alejandro nigdy nie poznał Dereka osobiście, a mimo to odniósł wrażenie, że od razu by się dobrze zrozumieli i że mógłby z przyjemnością z nim współpracować. Panujący w mieszkaniu ład i porządek robił na Latynosie stosowne wrażenie, podobnie jak fachowy księgozbiór. Hernández przeszedł szybkim krokiem przez cały apartament upewniając się, że wszystkie rolety w oknach są opuszczone, a zasłony zaciągnięte dość szczelnie, by zminimalizować ryzyko dojrzenia zapalonych świateł z zewnątrz budynku.

                              Zadowolony z inspekcji, wyciągnął z kieszeni komórkową Nokię i wysłał krótkiego SMS-a na numery telefonów reszty agentów, kątem oka obserwując jednocześnie oglądającą księgozbiór gospodarza Vivienne.

                              Jesteśmy w środku, zero komplikacji, sprawdzamy.

                              W ślad za SMSem wysłał jeszcze zdjęcie kalendarza i wpisanego weń nazwiska Grant, nauczony doświadczeniem tego, aby jak najwięcej dowodów dokumentować cyfrowo i dzielić z resztą zespołu - tego rodzaju higiena pracy w dochodzeniach ułatwiała identyfikowanie anomalii tam, gdzie percepcja poszczególnych członków zespołu zaczynała się między sobą diametralnie różnić.

                              Brak dostępu do komputera był rozczarowujący, ale nie zaskakujący, a zawartość szuflad biurka nie przyprawiła Teksańczyka o przyśpieszone bicie serce - tylko rzut oka na wyraz twarzy Vivienne, kiedy ta oglądała podaną jej kartę tarota wywołał u Hernándeza przelotne wrażenie głębszego zainteresowania.

                              - Proszę nie czuć urazy, ale to tylko karta do wróżenia - powiedział nie wiedząc, na ile serio kobieta traktowała zabawy z tarotem, przez niego samego postrzegane z ogromnym sceptycyzmem - Jakie jest prawdopodobieństwo wyciągnięcia takiej karty w dwóch następujących po sobie rozdaniach? Nie znam się na tym, ale chyba nie jest jakoś drastycznie znikome, matematycznie rzecz biorąc?

                              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • JaremaJ Niedostępny
                                JaremaJ Niedostępny
                                Jarema jako Tomas Jonson
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                #24

                                Policyjny parking


                                Tomas podszedł do samochodu O’Hary i przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu.
                                Na całym parkingu śnieg nie przestawał padać. Kolejne samochody powoli znikały pod białą warstwą, a ich dachy i maski były coraz bardziej zasypane.
                                Tylko jeden samochód wyglądał inaczej.
                                Samochód O’Hary.
                                Nadal nie był pokryty śniegiem.
                                Tomas podszedł bliżej i położył dłoń na masce.
                                Natychmiast ją cofnął.
                                Maska była zimna. Nie po prostu chłodna, ale wręcz lodowata.
                                Zmarszczył brwi.
                                Czyli nikt go niedawno nie uruchamiał.
                                Gdyby silnik pracował niedawno albo samochód był używany chwilę wcześniej, maska powinna być przynajmniej trochę cieplejsza. Tymczasem temperatura była praktycznie taka sama jak otaczającego go metalu.
                                Tomas spojrzał na samochód jeszcze raz.
                                Więc dlaczego nie ma na nim śniegu?
                                Nie miał odpowiedzi.
                                Zamiast dalej zgadywać, postanowił zebrać to, co mógł sprawdzić sam.
                                Otworzył torbę przewieszoną przez ramię i wyjął z niej niewielkie, sterylne nożyczki oraz czysty pojemnik na próbki.
                                Rozejrzał się, wybierając miejsce, w którym pobranie próbki nie powinno być zbyt widoczne.
                                Następnie, bardzo delikatnie, odciął niewielki fragment powłoki lakierniczej.
                                Umieścił go w sterylnym pojemniku i dokładnie zabezpieczył.
                                próbkę.
                                Schował pojemnik do torby.Tomas wsiada do samochodu O’Hary i zaczyna dokładnie przeszukiwać jego wnętrze. Sprawdza schowki, kieszenie drzwi, przestrzeń pod siedzeniami i wszystko, co może wyglądać na pozostawione w pośpiechu.

                                Po chwili znajduje paragon ze stacji benzynowej. Przygląda mu się przez moment, próbując zapamiętać najważniejsze informacje i chowa go do kieszeni .

                                Następnie jego wzrok pada na aparat fotograficzny leżący w samochodzie.

                                Tomas bierze go do ręki. Aparat wygląda na uszkodzony. Nie wiadomo, czy jeszcze działa, a próba jego uruchomienia mogłaby tylko pogorszyć sytuację.

                                – Może Simon będzie w stanie coś z niego odzyskać... Lepiej nie ryzykować.

                                Tomas ostrożnie odkłada aparat, do torbę i chowa go do środka, zabezpieczając go przed dalszym uszkodzeniem.

                                W tym momencie, gdy sięga jeszcze raz po rzeczy znajdujące się w samochodzie, nagle wszystko gaśnie.

                                Zapada bezwzględna cisza i całkowita ciemność.

                                Tomas zamiera.

                                Po chwili jego oddech zaczyna przyspieszać. Ciemność natychmiast przywołuje wspomnienia tamtego wypadku.

                                Nerwowo zaczyna szukać klamki drzwi.

                                Przez moment nie może jej znaleźć.

                                Panika narasta, aż w końcu jego dłoń trafia na klamkę.

                                natychmiast ją naciska i otwiera drzwi, wydostając się z samochodu.
                                Tomas wysiada z samochodu i przez chwilę stoi nieruchomo, opierając dłonie na kolanach.

                                Z jego piersi uchodzi ciężkie westchnienie ulgi, jakby ktoś właśnie zdjął z niego ogromny ciężar. Dopiero teraz zauważa, jak bardzo był spięty.

                                Zaczyna głębiej oddychać.

                                Raz.

                                Drugi.

                                Powoli uspokaja oddech i prostuje się.

                                Wtedy spogląda na samochód O’Hary.

                                Jeszcze przed chwilą nie było na nim ani grama śniegu. Teraz całe auto jest zasypane grubą warstwą białego puchu.

                                Tomas patrzy na nie przez moment, próbując połączyć fakty.

                                – To przez to...Zaczyna rozumieć, co się stało. Śnieg musiał doprowadziło do nagłego odcięcia światła.

                                Tomas jeszcze raz spogląda na zasypany samochód, po czym wypuszcza powietrze z wyraźną ulgą.

                                – Dobra... to tylko śnieg.

                                Nie zamierza jednak dłużej tutaj zostawać.

                                Odwraca się i rusza w stronę swojego samochodu. Wsiada, uruchamia silnik i powoli wyjeżdża z miejsca, w którym stał samochód O’Hary.

                                Po chwili podjeżdża pod bramę.

                                Zatrzymuje samochód i spogląda w stronę miejsca, gdzie stała Debbi.– I co? – zapytała policjantka. – Rozwiązałeś już swoją wielką zagadkę?

                                – Niestety nie. Ale mam kilka nowych pytań.

                                – Czyli typowy dzień w pracy dziennikarza?

                                – Dokładnie.

                                – Następnym razem to ja stawiam pączki i kawę – powiedziała Debbie z lekkim uśmiechem.

                                Tomas przez moment patrzył na nią z wyraźnym zaskoczeniem. Propozycja najwyraźniej go rozbawiła, ale jednocześnie chyba nie spodziewał się, że rozmowa zakończy się właśnie w taki sposób.

                                – O, proszę. Nie sądziłeś, że jedna kawa i pączek załatwią sprawę – Debbie dodała z rozbawieniem widząc zdziweinie tomas .

                                Na twarzy Tomasa pojawił się szerszy uśmiech,pokręcił lekko głową, jakby właśnie zdał sobie sprawę, że chyba zbyt łatwo dał się przekonać.

                                –Myy … może powinienem częściej stosować tę metodę. Kawa, pączek i nagle człowiek może dowiedzieć się znacznie więcej niż po godzinie siedzenia nad papierami.

                                Tomas na chwilę zamilkł, po czym jego mina stała się bardziej skupiona. Nie chciał jednak całkowicie zmieniać lekkiego tonu rozmowy, dlatego zaczął ostrożnie.

                                – Właściwie, skoro już o tym mówimy, chciałem cię jeszcze o coś zapytać.

                                Spojrzał na Debbie uważniej.

                                – Chodzi o O’Hare’a. Mam informację, że podobno pracował w policji. Nie wiem jeszcze, na jakim dokładnie stanowisku ani czym się zajmował, dlatego pomyślałem, że może ty będziesz wiedziała coś więcej.Tomas oparł się wygodniej, dając jej chwilę na odpowiedź.

                                – Kojarzysz go? Albo może słyszałaś o jakiejś sprawie, przy której pracował?

                                Po krótkiej chwili dodał:

                                – Szczególnie interesują mnie takie przypadki, które na pierwszy rzut oka wyglądają całkiem zwyczajnie, ale później zaczynają się nie zgadzać.

                                Uśmiechnął się lekko.

                                – Zaginięcia, porzucone samochody, dziwne zgłoszenia… cokolwiek, co wydarzyło się w okolicy i z jakiegoś powodu nie daje ci spokoju.

                                Tomas przez moment zastanawiał się, czy powiedzieć coś więcej. Ostatecznie jednak uznał, że lepiej nie zasypywać Debbie wszystkimi swoimi podejrzeniami.

                                – Wiesz, jak jest z „Tajną Prawdą”. Normalny człowiek widzi porzucony samochód i myśli: „pewnie właściciel poszedł po pomoc”. My widzimy porzucony samochód i zaczynamy się zastanawiać, dlaczego właściciel zniknął, dokąd pojechał i czy przypadkiem nie zostawił po drodze czegoś, czego nie powinien zostawić.

                                Tomas zaśmiał się cicho.

                                – Czasami wychodzą z tego naprawdę ciekawe rzeczy. A czasami tylko okazuje się, że ktoś zapomniał, gdzie zaparkował.

                                Na moment wrócił do poważniejszego tonu.

                                – Dlatego jeśli przypominasz sobie coś dziwnego z ostatnich spraw albo coś, co może mieć związek z O’Hare’em, chętnie tego posłucham. Oczywiście bez proszenia cię o robienie czegoś, czego nie możesz robić w ramach swojej pracy.

                                Tomas skinął głową, po czym dodał z lekkim uśmiechem:

                                – Możemy przecież współpracować po przyjacielsku. Ty masz swoje źródła, ja mam swoje gazety, a „Tajna Prawda” ma wyjątkowo kiepski budżet na kawę.

                                Przez chwilę wyglądał, jakby coś jeszcze przyszło mu do głowy.

                                – Właściwie… skoro już ustaliliśmy, że następnym razem ty stawiasz kawę i pączki, to może mamy początek naszej nieoficjalnej współpracy.

                                Tomas uśmiechnął się szerzej.

                                – Jeszcze tylko muszę wymyślić ci jakiś pseudonim. Każdy szanujący się korespondent „Tajnej Prawdy” powinien jakiś mieć.Debbi przez moment milczy. Widać, że próbuje sobie coś przypomnieć, ale najwyraźniej nie jest w stanie powiedzieć mu nic więcej.
                                – Naprawdę nie mam teraz nic więcej, co mogłabym ci powiedzieć...
                                Tomas kiwa głową. Nie naciska.
                                – Rozumiem.
                                Debbi po chwili dodaje:
                                – Ale spróbuję popytać kilku kolegów. Może ktoś coś pamięta albo coś słyszał. Jeśli czegoś się dowiem, dam ci znać.
                                Tomas wyciąga z kieszeni wizytówkę i podaje ją Debbi.
                                – To mój numer. Gdybyś sobie coś przypomniała albo ktoś z twoich kolegów coś wiedział, zadzwoń.
                                Debbi bierze wizytówkę i przygląda się jej przez chwilę.
                                Tomas jeszcze raz kiwa jej głową na pożegnanie, po czym rusza samochodem.
                                Przejeżdża przez bramę i po chwili znika z terenu.
                                Kiedy tylko znajduje się na drodze, sięga po telefon.
                                Wybiera numer Becky.
                                – Hej, Becky. Masz chwilę? Pomyślałem, że moglibyśmy spotkać się w Biurze
                                Po krótkiej chwili dodaje:
                                – I mam do ciebie małą prośbę. Jeśli możesz, ściągnij też Simona i doktorka Eougene. Chciałbym z wami porozmawiać o tym, co znalazłem.
                                Tomas kończy rozmowę i rusza dalej, zastanawiając się, co właściwie udało mu się znaleźć w samochodzie O’Hary.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                1
                                • PiołunP Niedostępny
                                  PiołunP Niedostępny
                                  Piołun jako Daniel Mercer
                                  Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #25

                                  Mieszkanie O’Hary rozczarowało Daniela swoją zwyczajnością. Po tym, czego nasłuchał się jeszcze w bazie, spodziewał się chyba czegoś innego. Może bałaganu po nagłym wyjściu, niedopitej kawy, otwartej szuflady, czegokolwiek, co sugerowałoby, że coś przerwało jego zwykły rytm dnia. Tymczasem wszystko wyglądało tak, jakby O’Hara po prostu wyszedł rano do pracy i miał wrócić wieczorem jak grzeczny harcerz. Vivienne zdawała się również zauważyć ten szczegół. Przeglądając jednak uważnie lokum, po jakimś czasie na ściennym kalendarzu w końcu znaleźli coś konkretniejszego.
                                  – Spójrz – rzucił do Hernandeza, wskazując zakreśloną datę.
                                  Przez chwilę przyglądał się dopiskowi obok dwunastego stycznia. L. Grant. Potwierdzić. Trzynasta. Niewiele, ale przynajmniej było o co zahaczyć. Daniel wyjął telefon i zrobił zdjęcie wpisu, bardziej z potrzeby posiadania wszystkich wskazówek pod ręką niż z obawy, że coś zaraz zniknie. Może warto byłoby założyć jakiś wspólny folder, gdzie będą zbierać wszystko, co znajdą w tej sprawie? Szkoda, że nie ustalili tego przed wyjściem, ale równie dobrze mógł zacząć teraz. Szybko założył katalog na podręcznym dysku hostingowym. Dostęp dla reszty ustawi później.

                                  – Może ten cały Grant rzuci trochę więcej światła na zniknięcie O’Hary – zarzucił luźno. – Warto sprawdzić, czy uda nam się znaleźć do niego numer albo cokolwiek więcej.
                                  Gabinet okazał się ciekawszy. Mercer zatrzymał się przy biurku i przez chwilę omiatał wzrokiem jego powierzchnię. Było aż nazbyt czysto. Nie sterylnie jak w laboratorium, ale na tyle porządnie, że trudno było uwierzyć, iż ktoś prowadził tutaj kilka spraw jednocześnie i nie zostawił po sobie stosu papierów, luźnych notatek ani przynajmniej kubka z zaschniętą kawą. Coś mu w tym nie pasowało. Czy ktoś mógł być tu przed nimi? Komputer zwrócił jego uwagę niemal od razu. Spróbował dostać się do systemu, ale szybko zatrzymał się na ekranie logowania. Nie zamierzał bawić się w łamanie zabezpieczeń na ślepo. Simon zrobiłby to szybciej i z mniejszą szansą na spieprzenie czegoś po drodze.

                                  Kiedy Hernandez znalazł kartę, Daniel rzucił na nią krótkie spojrzenie i przewrócił oczami. Tarot zdecydowanie nie był jego bajką. Vivienne wyglądała za to na kogoś, kto mógł zrozumieć sens pozostawienia pojedynczej karty, o ile w ogóle jakiś za tym stał. Rachunek i lista zakupów były bardziej w jego guście. Wyjął oba papiery i rozłożył je obok siebie na blacie. Najpierw spojrzał na datę i godzinę zakupu, potem na miejsce wystawienia paragonu, a na końcu zaczął porównywać pozycje z odręczną listą. Interesowało go przede wszystkim to, czy O’Hara kupił coś, czego wcześniej nie planował, albo przeciwnie, czy na liście znajdowało się coś, czego na rachunku brakowało. Takie drobiazgi potrafiły czasem szybko odsłonić rzeczy, których wcześniej nikt nie brał pod uwagę.

                                  Dopiero wtedy usłyszał za plecami głos Vivienne. Ta sama karta miała pojawić się wcześniej w rozkładzie robionym dla O’Hary. A więc znała temat nie tylko od strony akademickiej. Dobrze wiedzieć. Na całe szczęście przez swoją małomówność nie zdążył wcześniej rzucić żadnej lekceważącej uwagi. Byłoby głupio teraz.
                                  – Do pytania kolegi dorzuciłbym jeszcze jedno. Czy kładła mu pani Tarota w jego obecności, czy zrobiła ten rozkład później, z ciekawości, już dla siebie? To może mieć znaczenie. Jeśli widział tę kartę przy poprzednim rozkładzie, mógł zostawić ją tutaj celowo. Co właściwie pokazały wtedy pozostałe karty?
                                  Pytanie zdradzało, że Daniel wiedział o Tarocie odrobinę więcej, niż można było się po nim spodziewać. Nadal uważał całość za bzdurę, ale w młodości miał koleżankę, która była nieźle wkręcona w tarota, więc siłą rzeczy zapamiętał to i owo. Kojarzył przynajmniej, że w podstawowym układzie kładzie się trzy karty, jedną po drugiej, i że każda następna nadawała kontekst pozsotym. Mercer uniósł wzrok znad papierów. Przez moment popatrzył na kartę trzymaną przez Vivienne, później na nią samą.
                                  – Zrobię jej zdjęcie. Na wszelki wypadek – powiedział spokojnie. – Proszę położyć ją na chwilę na stole. Pierwsze awersem, a później rewersem.
                                  Nie był szczególnie przekonany, że karta okaże się czymś istotnym. Po prostu starał się dobrze skatalogować wszystko, co znaleźli. Widział już w XIII wystarczająco dużo rzeczy, żeby nie śmiać się z powtarzających się zbiegów okoliczności.
                                  Nagle wróciły do niego słowa spikera, którego słuchali po drodze. O czym on właściwie pieprzył? O pamięci, że nie jest kamerą, tylko kimś, kto wchodzi do pustego mieszkania i próbuje odtworzyć poprzedni wieczór z tego, co zostało na stole. W samochodzie brzmiało to jak zwykłe nocne filozofowanie, dobre na śnieżycę i długą drogę przez Chicago. Teraz jednak jakoś zbyt dobrze pasowało do tego, co właśnie robili. To było odrobinę zbyt dziwne, żeby chciał się nad tym dłużej zastanawiać. Odepchnął tę myśl i ponownie spojrzał na rachunek.

                                  – Nie chcę się rządzić, ale może podzielmy się zadaniami. Co wy na to? Ja sprawdzę papiery i sprzęt. Vivienne, możesz zobaczyć, czy te dopiski na książkach coś ci mówią? Alejandro, może spróbujemy ustalić, kim jest Grant?
                                  Wskazał jeszcze brodą na komputer.
                                  – A jak skończymy tutaj, trzeba będzie go zabezpieczyć i podrzucić Simonowi. Z naszej grupy chyba najlepiej nadaje się do grzebania w czymś takim.
                                  Po tych słowach wrócił do rachunku i listy zakupów. Jeśli O’Hara rzeczywiście przeczuwał, że coś może mu się stać, Daniel wolał wierzyć, że zostawił po sobie coś bardziej użytecznego niż kartę Tarota.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  ♥
                                  1
                                  • CavallinoC Niedostępny
                                    CavallinoC Niedostępny
                                    Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #26

                                    – Statystyka nie ma tutaj aż tak wiele do powiedzenia – odpowiedziała spokojnie, spoglądając na Alejandro. – Tarot to nie karty do gry. Każda karta niesie ze sobą określoną symbolikę, historię i znaczenie.
                                    Przez chwilę obracała Kapłankę w palcach.
                                    – Oczywiście można policzyć prawdopodobieństwo, że ta sama karta pojawi się w dwóch kolejnych rozkładach. Tylko to podejście opiera się na przekonaniu, że wybór kart jest wyłącznie przypadkowy. Tarot opiera się na zupełnie innych założeniach – tutaj na to co pojawia się w rozkładzie, wpływa zarówno intencja osoby pytającej, jej energia, intuicja… zależnie od tradycji można to nazywać różnie. Osoba, która korzysta z Tarota, nie wybiera kart przypadkowo. To… – zawahała się, szukając słowa, które nie zabrzmi zbyt pretensjonalnie – …połączenie między osobą a kartami. Kombinacja tych czynników wpływa na to, co się pojawia. Dlatego dwukrotne pojawienie się tej samej karty samo w sobie nie jest dowodem na nic nadnaturalnego. Znaczenie ma kontekst, w którym się ona pojawia.
                                    Milczała chwilę, nadal przyglądając się trzymanej karcie.
                                    – Robiłam dla O'Hary kilka rozkładów. Czasami pojawiała się Kapłanka, czasami nie. Jednak podczas naszego ostatniego spotkania… jestem pewna, że Kapłanki nie było na stole, kiedy wykładałam karty.
                                    Przełknęła ślinę.
                                    – Ale po wyjściu O'Hary już się tam znajdowała.
                                    Potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się wspomnienia. Spojrzała na księgozbiór.
                                    – Nie. Nie mam pojęcia, co oznaczają te odręczne dopiski na grzbietach książek. Trochę wygląda to na szyfr, prawda? Daty może? Albo jakiś katalog? Rodzaj sprawy, data i numer? Trochę przypomina mi numery faktur, które wystawiam. – powiedziała. Jej spojrzenie przesunęło się z biblioteczki na dokumenty leżące na biurku. Sama nie wiedziała dlaczego, ale nagle poczuła, że powinna jeszcze raz na nie spojrzeć. Podeszła bliżej i przerzuciła kilka kartek, zatrzymując się przy jednym z rachunków.
                                    – Ciekawe. O'Hara opłacał dodatkowe pomieszczenie na strychu – podniosła wzrok na mężczyzn. – Może tam trzymał dokumentację związaną ze śledztwem?

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    👍 ♥
                                    2
                                    • KetharianK Niedostępny
                                      KetharianK Niedostępny
                                      Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                                      Obsługa Moderator Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #27

                                      Mieszkanie Dereka O’Hary


                                      Oczywista w swej naturze uwaga Ashcroft wprawiła Alejandro w stan głębokiej irytacji, której źródłem nie była osoba kobiety ani jej spostrzeżenie, tylko frustracja brakiem własnej spostrzegawczości. Latynos nie potrafił pojąć jak sam tego wcześniej nie zauważył spoglądając przez ramię Daniela na wyciągane przez niego z biurka dokumenty.

                                      - Ma pani rację, Vivienne - oznajmił marszcząc lekko czoło - Nie zwróciłem uwagi na charakter tego rachunku. Może znajdziemy tam tylko stare graty, ale lepiej sprawdzić to od razu. I skoro o papierach mowa, wyślę ten numer do Becki, niech spróbuje zidentyfikować właściciela.

                                      Włączywszy aparat w telefonie, Hernández zrobił zdjęcie numeru zapisanego przez O’Harę na osobnej i poplamionej czymś karteczce.

                                      312-555-01313.

                                      - Chodźmy na ten strych, tylko proszę pamiętać, że nie chcemy zwracać na siebie uwagi, dobrze?

                                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • CavallinoC Niedostępny
                                        CavallinoC Niedostępny
                                        Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #28

                                        Vivienne zerknęła na Alejandro, zauważając napięcie na jego twarzy. Kącik jej ust drgnął w lekkim uśmiechu.
                                        – Oczywiście. Postaram się nie rzucać w oczy – zapewniła go z niewinnym usmiechem, oddając rachunek i kierując się do regału z książkami.
                                        Przesunęła palcami po kilku grzbietach, po czym wyciągnęła jedną z ksiąg z tajemniczym szyfrem zapisanym srebrnym markerem. Pogłaskała dłonią okładkę, jakby próbowała zgarnąć z tomu niewidzialne pyłki kurzu. Nawyk którego nie była świadoma, ale wykonywała go za każdym razem kiedy sięgała po książkę.
                                        – Jest sens dalszego przeszukiwania mieszkania? W sumie to się nie znam na profesjonalnych przeszukiwaniach – w filmach policja robi to dość drobiazgowo, ale oczywiście zdam się na wasze doświadczenie w tej kwestii.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • PiołunP Niedostępny
                                          PiołunP Niedostępny
                                          Piołun jako Daniel Mercer
                                          Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #29

                                          Mercer uniósł lekko brwi na wyjaśnienie Vivienne dotyczące Kapłanki. Cała ta opowieść o energii, intencji i połączeniu z kartami trafiała dokładnie w tę część jego umysłu, która stanowczo odrzucała podobną synergie z talią kart. I tym razem powstrzymał się komentarzem. Zwłaszcza informacja, że karta pojawiła się dopiero po wyjściu O’Hary, była wystarczająco dziwna, żeby przynajmniej jej nie ignorować. Czy pęknięcia mogły objawiać się w tak wąskim zakresie?
                                          – Dobra. To już brzmi ciekawiej niż zwykły zbieg okoliczności – przyznał krótko.
                                          Kiedy Vivienne zwróciła uwagę na rachunek za dodatkowe pomieszczenie na strychu, Daniel od razu odłożył papiery. To był wreszcie trop, którego nie trzeba było interpretować.
                                          – Strych ma sens. Jeśli chciał coś trzymać poza mieszkaniem, trudno o lepsze miejsce.
                                          Na pytanie o dalsze przeszukiwanie rozejrzał się jeszcze raz po gabinecie.
                                          – Mieszkanie nie ucieknie. Najpierw sprawdźmy to pomieszczenie, a jeśli nic tam nie znajdziemy, wrócimy tutaj i przejdziemy wszystko dokładniej.
                                          Zabrał torbę ze sprzętem i ruszył za Hernandezem w stronę wyjścia.
                                          – Postaram się nie zwracać uwagi – dodał po chwili. – Chociaż przy trzech osobach skradających się nocą na strych może być z tym różnie. – zauważył, pozwalając sobie na żart.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa