Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. XIII - Martwa godzina
XIII - Martwa godzina
MorphM
Morph jako
Storyteller
Mistrz Gry
NabuchodonozorN
Nabuchodonozor jako
Eugene Mullis
PiołunP
Piołun jako
Daniel Mercer
CavallinoC
Cavallino jako
Vivienne Ashcroft
JaremaJ
Jarema jako
Tomas Jonson
BardielB
Bardiel jako
Simon Tanner
KetharianK
Ketharian jako
Alejandro Garcia Hernández

XIII - Martwa godzina

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
36 Posty 7 Uczestników 563 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MorphM Niedostępny
    MorphM Niedostępny
    Morph jako Storyteller
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
    #1

    XIII — MAIN THEME
    Original soundtrack
    ▶ LISTEN

    chicago01.png

    COLD OPEN

    Zdawało nam się, że tym razem zima nam odpuści. Już temperatury w listopadzie wyraźnie wybijały się ponad medianę z ostatnich dziesięcioleci. Jedni narzekali na globalne ocieplenia, a inni utyskiwali na brak śniegu na święta. Większość cieszyła się z braku mrozu, bo to oznaczało mniejsze rachunki za ogrzewanie. A co jak co, ale ciepły kaloryfer w tym mieście, kosztuje majątek.

    Nasze marzenia o ciepłej zimie zostały zniszczone 12 stycznia.

    Wtedy to właśnie olbrzymia śnieżyca nadciągnęła nad miasto i sparaliżowała nasze życie na prawie tydzień. Nikomu nastroju nie poprawiły ani prognozy pogody, zapowiadające odwilż w ciągu najbliższych dwóch tygodni, ani żarty, że to wszystko zemsta “Blago”, którego w grudniu sąd federalny skazał na czternaście lat więzienia za korupcję.

    Dzieciaki się cieszyły. Skakały po prawie dwumetrowych śnieżnych kopcach, budowały kolejne igloo i aż do zmierzchu toczyły bitwy na śnieżki. A ja czekałem, aż wznowią loty. Miałem się spotkać z Sandersem, aby omówić nasze sprawy. Źle się działo. Wszystko wskazywało na to, że nasze obawy były słuszne. I że ten rok będzie przełomowy .

    Pamiętacie XIII-tkę? Pewnie większość z was zna ją lepiej i wie dużo więcej ode mnie. Bez obaw, nie zamierzam robić żadnego wam wykładu, czy nie daj Boże egzaminu. Powiem tylko, czym była dla ona mnie.

    Rok dwutysięczny dla wielu był przełomowy. Dla mnie też. To właśnie w styczniu urodziła się Clara. Cały się świat przeżywał wszystko ze zdwojoną siłą. W końcu nie nie codziennie kończy się wiek. 2YK. Niby udało się nam z tym jakoś uporać, a przecież to właśnie wtedy stało się jasne, że świat nie wróci już do tego, czym był wcześniej. Pierwsze Pęknięcia pojawiły się niemal zaraz po Nowym Roku i przez jakiś czas nikt właściwie nie wiedział, czym są ani jak z nimi postępować. Różne agencje miały swoje przypadki, swoje raporty i swoje teorie. Problem polegał na tym, że żadna z nich nie miała całego obrazu.
    To właśnie XIII-tka miała go zbierać. Nie byliśmy od wszystkiego. Nie mieliśmy zastępować FBI, CIA, wojska czy służb stanowych. Mieliśmy zajmować się tymi sprawami, które nie pasowały nigdzie indziej. Tymi, przy których po przeczytaniu raportu człowiek odkładał kartkę i przez chwilę zastanawiał się, czy naprawdę chce wiedzieć, co było dalej.
    I przez kilka lat robiliśmy to dobrze. Nie idealnie. Ginęli ludzie. Popełnialiśmy błędy. Czasami podejmowaliśmy złe decyzje. Ale mieliśmy agentów, którzy potrafili wejść w miejsce, z którego inni uciekali, zebrać materiał, zabezpieczyć świadków i wrócić z czymś, co można było poddać analizie. To było ważniejsze, niż wtedy rozumieliśmy. Niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

    W 2004 program federalny zamknięto. Teoretycznie oficjalnie powodów było aż nadto. Budżet, reorganizacja, brak jednoznacznych rezultatów. Polityka. Zwykła waszyngtońska arytmetyka.
    Nie będę udawał, że wspominam to bez emocji. Zwłaszcza że pamiętam, kto wtedy siedział w Białym Domu. Ten cały Ephraim Tyler, jakoś ten chłop nigdy mi się nie podobał. Nie chodzi nawet o jego poglądy, czy decyzje. W Białym Domu rezydowali już bardziej odjechani goście. W Tylerze było coś... Coś trudnego do opisania. Coś, co od początku wydawało mi się nie na miejscu. Jak anomalia, która nigdy nie powinna była zaistnieć, a mimo to wszyscy zachowywali się tak, jakby była czymś zupełnie normalnym.Może się mylę. Może to tylko wspomnienie człowieka, który zbyt długo pracował przy abstrakcyjnych rzeczach i przeczących prawom naszego świata rzeczach. Jakby nie było, to XIII-tkę zamknięto. I to była jedna z tych decyzji, których skutki poznaje się dopiero wiele lat później.

    Część ludzi odeszła. Część została w służbie. Niektórzy próbowali dalej robić to, co robiliśmy wcześniej, już bez oznaczeń, bez formalnego wsparcia i bez pewności, czy nie zostaną za to ukarani.
    Minęło kilka lat i zaczęliśmy odkrywać, że Pęknięcia nie zniknęły. Wręcz przeciwnie. Ich ilość i moc zdawały się zwiększać z miesiąca na miesiąc. Dzisiaj wiemy o nich więcej niż w roku dwutysięcznym. Mamy lepsze narzędzia, więcej danych i ludzi, którzy przeżyli wystarczająco długo, żeby wiedzieć, czego szukać. A jednak przez te wszystkie lata czegoś nam brakowało. Czegoś, co choć niewidoczne na pierwszy rzut oka, pozwala żyć w poczuciu jedności i sensu. Wiem, że nie każdy przepada za formalizmem, biurokracją czy drabinką hierarchii.
    Nie da się jednak zaprzeczyć, że przez te wszystkie lata cholernie brakowało nam struktur. Jednego dowództwa, które wiedziałoby, co dzieje się w kilku miejscach jednocześnie. Wspólnych procedur, wymiany informacji, dostępu do tych samych danych i ludzi, którzy potrafiliby połączyć ze sobą sprawy, które na pierwszy rzut oka nie miały ze sobą nic wspólnego.
    Piątki robiły, co mogły. Niektóre z nich działały naprawdę dobrze. Ale pięciu ludzi, nawet najlepszych, nie zastąpi całej organizacji. Nie zastąpi archiwum, zaplecza analitycznego, kontaktów, laboratoriów, ludzi w terenie i przede wszystkim kogoś, kto ogarnia całościowy obraz.
    Przez kilka lat wszyscy udawaliśmy, że da się tak pracować. W sumie nie mieliśmy innego wyjścia. Można nawet powiedzieć, że przez jakiś czas robiliśmy to lepiej niż dobrze. Tylko że Pęknięcia nie czekały, aż uporządkujemy własne sprawy. Dlatego wracamy do pomysłu, który nigdy tak naprawdę nie umarł. Nie chcemy tworzyć nowej organizacji. Chcemy tylko, żeby XIII zaczęła funkcjonować jak dawniej, nawet jeśli wciąż jesteśmy pozbawieni rządowego wsparcia.

    Zaczynamy tu, w Chicago. To miasto nie jest przypadkowe. Od pewnego czasu liczba incydentów w tym regionie wyraźnie odbiega od tego, czego powinniśmy się spodziewać. Za dużo przypadków. Za dużo podobieństw. Za dużo rzeczy, które pojawiają się w niewłaściwych miejscach i w niewłaściwym czasie. Do tego jeszcze dochodzi Mercer. Elias pochodził właśnie stąd. Tutaj pracował i właśnie w tym mieście położył fundament, na którym my chcemy dalej budować. Co prawda zostawił po sobie więcej pytań niż odpowiedzi, ale to nic. Poradzimy sobie i z tym. Wiemy, że przynajmniej jeden z serwerów IN-XIII może nadal znajdować się gdzieś w tym mieście. A to już coś.
    Nie wiem jeszcze, co znajdziemy. Może nic. Może tylko kolejny trop, który zaprowadzi nas donikąd. Ale jeśli przez ostatnie lata czegoś się nauczyłem, to tego, że nie możemy już pozwolić sobie na działanie osobno. Dlatego zaczynamy tutaj. Być może Chicago pozostanie tylko kolejnym miastem na mojej życiowej mapie, w które wbiję szpilkę z dopiskiem: „tu byłem”.

    Ale może… Jeśli przeczucie mnie nie myli, Chicago stanie się miejscem, w którym zacznie się nowy rozdział XIII-tki.

    INTERNAL / REACTIVATION NOTICE

    Po latach działania w rozproszeniu rozpoczęliśmy proces ponownej konsolidacji struktur XIII. Nie jest to próba odtworzenia programu federalnego z lat 2000–2004. Nie dysponujemy jego uprawnieniami, zasobami ani formalnym zapleczem.
    Jeżeli otrzymałeś tę wiadomość, oznacza to, że Twoja wcześniejsza służba, wiedza lub doświadczenie zostały uznane za istotne dla dalszego funkcjonowania XIII.

    Nie składamy żadnych obietnic. Nie możemy zaoferować dawnego statusu, dawnego wyposażenia ani dawnego bezpieczeństwa. Jedyne, co możemy Ci zapewnić, to możliwość działania w ramach jednej struktury, której celem jest badanie największej tajemnicy, z jaką w swojej historii zetknęła się ludzkość. Brzmi patetycznie? Oczywiście, że tak.
    W XIII wierzymy jednak, że nasza praca, choć przez lata lekceważona, ma sens i znaczenie. Nie tylko dla naszego kraju. Być może również dla każdego, kto będzie musiał żyć ze skutkami tego, co próbujemy zrozumieć.

    Jeżeli zdecydujesz się odpowiedzieć, dalsze informacje zostaną przekazane podczas bezpośredniego spotkania.

    XIII nadal istnieje. Pytanie brzmi, czy chcesz być jej częścią?

    OBSERVE RECORD ARCHIVE
    CONCLUSIONS WILL COME LATER

    Live & Die In Chicago

    Śnieg zaczął padać jeszcze przed świtem. Henry Joyner, którego ziomki na kwadracie wołali HJ, stał przy drzwiach. Przez małe okienko wyglądał na ulicę. Wysoki śnieżne zaspy i rozdeptana błotna breja na chodniku, nie zachęcały do spacerów. Cierpa już zamówił, ale cały czas zastanawiał się, czy naprawdę musi dzisiaj wychodzić z domu. Tonny, Rico i Mike pewnie już odpalali bongo, a on miał szlajać się z jakimś białasami z Europy, by im pokazać miasto.
    Jak większość South Sider, HJ nienawidził zimy w Chicago. Nie przez mróz, czy śnieg. Nawet nie sam wiatr znad jeziora, wkuriwał go najbardziej. Dopiero kumulacja tych zjawisk sprawiała, że miasto potrafiło przez kilka dni udawać, że przestało działać. A to doprowadzało go do białej gorączki. Ulice pustej, jakby właśnie zaczęłq się apokalipsa zombie. Zamknięte szkoły. Sklepy pozbawione dostaw i zamknięte lotnisko, że nawet nie dało się stąd uciec na Hawaje.
    W końcu złapał za klamkę i ruszył. Nie znosił tej pracy, ale z czegoś trzeba było płacić rachunki.

    Samochody wlokły się niemożebnie po zaśnieżonych ulicach. Autobusy stały w kilometrowych korkach i wyglądały, niczym blaszane robale wijące się pomiędzy szklanymi wieżowcami. Kierowcy klęli na czym świat stoi, a nieliczni przechodnie przemykali między zaspami z głowami pochowanymi w kołnierzach i kapturach . Chicago o tej porze roku nie przypominało miasta z pocztówek. I dobrze, bo te lukrowane sweet focie pokazywały zakłamany obraz metropolii.
    HJ obserwował sparaliżowane miasto, raz po raz wycierając zaparowaną szybę. Taksiarz odpalił ogrzewanie na maksa, przez co chłopak czuł się jak w jakiejś jebanej saunie. Myślami uciekł do czekającej na niego grupie turystów. Doskonale wiedział, co będzie musiał im powiedzieć.
    Chicago. Założone w XIX wieku na styku szlaków handlowych i jeziora Michigan. Miasto, które wyrosło dzięki kolei, przemysłowi i handlowi. Wielki pożar 1871 roku. Odbudowa. Drapacze chmur. Architektura Louisa Sullivana. Frank Lloyd Wright. Millennium Park. Cloud Gate. Navy Pier. Magnificent Mile. A potem pewnie ktoś zapyta o gangsterów. Wtedy pojawi się Al Capone. HJ uśmiechnął się pod nosem. To zawsze działało.
    Chicago bardzo lubiło opowiadać o sobie przez budynki, pomniki i ludzi, którzy dawno nie żyli. Być może dlatego, że z tymi, którzy żyli zawsze był jakiś problem. Miasto miało swoją oficjalną historię. I drugą, której nie drukowano na folderach.
    Kiedyś jej głosem był jazz. Chicago miało swoje kluby, piwnice, małe bary i miejsca, w których muzyka zaczynała grać o zmierzch, a ostatnie nuty bandy wygrywały dopiero wtedy, kiedy pierwsze pociągi odwoziły robotników do fabryk. Jazz znalazł własny język, a kolejne pokolenia muzyków budowały z niego coś, co brzmiało zupełnie inaczej niż w Nowym Orleanie czy Nowym Jorku. Wiedział już nawet, jak to im opowie...
    Wyrosły z archaicznych, afrykańsko-kreolskich korzeni Nowego Orleanu, w chropowatym krajobrazie Chicago zyskał niespotykaną dotąd nerwowość, architektoniczną precyzję oraz surowy, miejski dramatyzm. Tradycyjne, zbiorowe improwizacje ustąpiły tu miejsca gorączkowym, pełnym wirtuozerii popisom solowym, w których sekcja dęta zniecierpliwionym tonem opowiadała o tęsknocie, wolności i mrocznych zaułkach Miasta Wiatru. Taa… oczami wyobraźni już widział te rozdziawione białe gęby, zdziwione, że czarnuch potrafi tak nawijać.

    Teraz puls miasta bił w innym rytmie i nie dudnił już w zadymionych klubach. Jego echo słychać było na każdym osiedlu i w samochodach stojących pod blokami. W słuchawkach dzieciaków jadących autobusem. W drillowych numerach, które powstawały kilka ulic od miejsc, do których turyści przyjeżdżali robić zdjęcia.
    HJ znał oba oblicza Chicago. To z folderów. I to, którego foldery nie pokazywały. Dorastał w miejscu, gdzie człowiek bardzo szybko uczył się, którymi ulicami lepiej nie skracać sobie drogi i o której godzinie lepiej nie wychodzić z domu. „Terrortown” - tak przez lata nazywano część tego świata. Wygodna etykietka. Łatwo było nią opisać całe osiedla, wrzucić ludzi do jednej szuflady i potem udawać, że problem został wyjaśniony. HJ wiedział, że to bzdura.
    Każde miasto ma swoje granice. Chicago posiada ich tak wiele, że aż trudno wszystkie wyliczyć i zapamiętać. Rzeka. Lake Shore Drive. Linia kolejowa. Autostrada. Osiedle, czy kod pocztowy. Czasami przecznicę dalej rozciąga się terytorium, gdzie możesz oberwać kulkę za swoje pochodzenia. A jednak wszystko było ze sobą połączone w jedną tkankę. Jedno miasto, które napawało dumą, każdego mieszkańca.

    Taksówka minęła Grant Park. Za drzewami, pomiędzy budynkami, pojawiła się szara tafla jeziora Michigan. Jezioro zimą wyglądało jak coś, co zostało do niego przyklejone, jak jakiś nowotwór. Ogromne, zimne i obojętne. Latem Chicago patrzyło na nie jak na własne wybrzeże. Zimą nie chciało się do niego przyznawać i traktowało, jak nieproszonego gościa, który nie chce się wynieść.
    HJ spojrzał przez szybę na ludzi stojących na przystanku. Turysta z aparatem. Kobieta z zakupami. Dwóch szczyli w puchowych kurtkach i czapkach z czerwonym bykiem. Facet rozmawiający przez telefon. Starsza kobieta wlokąca stopy przez śnieżne błoto.
    Tysiące historii. Każdy człowiek gdzieś jechał. Każdy czegoś chciał Każdy coś przed kimś ukrywał. I właśnie to lubił w Chicago najbardziej. Nie Willis Tower. Nie Wrigley Field. Nie Millennium Park. Ludzie, to oni sprawiali, że to miejsce było tak wyjątkowe. Prawdziwe miasto nie miało prawie nic wspólnego z tym, co pokazywało turystom. Jego życie tętniło w ciemnych zaułkach, w ciasnych mieszkaniach w socjalnych blokach, pod nocnymi sklepami. W barach o których nie wspominały przewodniki. W samochodach dilerów stojących na rogach. W muzyce dobiegającej zza zamkniętych drzwi. W miejscach w które nie miały co prawda rządowego zakazu, ale lepiej było ich nie fotografować.
    HJ spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia minut miał zacząć opowiadać grupie turystów o historii Chicago. Pewnie znowu ktoś zapyta o Al Capone. Pewnie znowu będzie musiał odpowiedzieć. Westchnął ciężko, wciskając głębiej dłonie w kieszenie puchówki.
    Chicago miało prawie dwieście lat oficjalnej historii. Tej prawdziwej nie dałoby się zmieścić nawet w kilku książkach. HJ poprawił kaptur i pomyślał, że może właśnie dlatego nigdy nie przestał nawijać. Historyk opisuje to, co już się wydarzyło. Raper rymami zapisuje kronikę tego, co dzieje się teraz. Jebany liryczny pamiętnik. HJ uśmiechnął się pod nosem. W głowie znowu zabrzmiał mu Keef - ten charakterystyczny, bezczelny rytm, brzmiący jak ostatnie ostrzeżenie.

    But nigga I'm three hunna
    Click clack, pow, now he running.
    Bang! Bang!

    THE FIFTH

    Porucznik Emil Ferguson to on był człowiekiem, który zebrał ich razem. Nim się spotkali pod jego egidą, nie znali się. Przynajmniej nie na tyle, żeby mówić o jakimkolwiek koleżeństwie, czy przyjaźni. Każde z nich miało własną historię, własne kontakty i własny powód, dla którego Ferguson uznał, że może się przydać XIII. Łączyło ich przede wszystkim to, że z jakiegoś powodu zdecydowali się odpowiedzieć na jego propozycję i sprawdzić, czym naprawdę było to, co zaczęło się wraz z początkiem dwutysięcznego roku i trwało do dzisiaj.
    Porucznik przeprowadził z każdym z nich wstępną rozmowę, sprawdził dokładnie przeszłość i ostatecznie połączył w grupę, którą zaczęto nieformalnie nazywać Piątką Fergusona. W raportach mówili o sobie Double F Team.

    Ich pierwsze spotkanie miało w sobie coś z taniego filmu szpiegowskiego. Ferguson wysłał im zakodowane dane lokalizacyjne i czas spotkania. Musieli prezentować się niezwykle komicznie, gdy zwartą grupą przemierzali o dziesiątej wieczór alejki Jackson Park. Wtedy też poznali Beckę Piccardi. Widok łączniczki na wózku zaskoczył ich, ale nikt nie dopytywał ani o jej kompetencje, ani przeszłość. Zaufali Fergusonowi tak, jak i w innych kwestiach.

    Od tamtej pory pracowali razem, choć słowo „pracowali” było zdecydowanie na wyrost. W pierwszych tygodniach ich kontakt ograniczał się tylko do kilku telefonów i wymiany wiadomości mailowych. Większość z nich nie tak wyobraża sobie powrót do pracy w XIII-tce. Nie było przesłuchań,wizji lokalnych, obserwacji podejrzanych miejsc, czy osób. Tak naprawdę, to nie mieli żadnej oficjalnej misji. Ich praca ograniczyła się tylko do zbierania informacji.
    Przeglądali stare raporty. Katalogowali materiały, które dostarczył im Ferguson, a które przez lata krążyły między różnymi rządowymi instytucjami. Porównywali przypadki, szukali powtarzających się schematów i próbowali uporządkować archiwa, których nikt wcześniej nie miał czasu albo możliwości porządnie przejrzeć.
    Czasami udawało im się natrafić na coś interesującego. Ale nawet wtedy nie podejmowali żadnych kroków. Składali raport Fergusonowi, a ten tylko kazał im kontynuować kwerendę.
    Znali się więc, ale raczej tak, jak poznają się ludzie pracujący przy jednym projekcie. Nudnym projekcie, dodajmy.
    Wiedzieli, kto jest dobry w analizie, a kto potrafi wyszukiwać brakujące informacje rozsiane po różnych dokumentach.. Wiedzieli, kto spóźnia się na spotkania, kto pije za dużo kawy, a kto potrafi przez trzy godziny siedzieć nad jednym raportem. Nie wiedzieli natomiast jeszcze, jak działają jako grupa, a zwłaszcza w sytuacji, gdy zaczyna się robić niebezpiecznie.
    Nie wiedzieli tego, bo zwyczajnie nie mieli jeszcze okazji się o tym przekonać.

    Ich „baza” również nie przypominała miejsca, w którym można byłoby spodziewać się tak szumnie zapowiadanego początku nowej XIII. Mieściła się ona na ostatnim piętrze zamkniętej lata temu fabryki tekstylnej przy Calumet Avenue, dosłownie rzut beretem od Burnham Harbor. Budynek wzniesiono w latach, kiedy Chicago przeżywało erę boomu przemysłowego. Gmach był pamiątką po dawnej potędze miasta z czasów, gdy całe żyło ono rytmem fabryk, kolei i portu. Czerwona cegła, stalowe belki, żeliwne podpory i wysokie sufity przypominały o epoce, gdy pracowały tu setki ludzi, a z wysokich okien roztaczał się widok na szarą taflę Michigan i dymiące kominy pobliskich fabryk.
    . Teraz większość budynku stała pusta i zaniedbana. Jedynie parter i ostatnie piętro było wyjątkiem.Kilka pomieszczeń zostało zaadaptowanych na potrzeby XIII. Nigdzie nie widniał żaden szyld, czy oznaczenie wskazujące na oficjalny charakter tego miejsca. W kącie wysokiej hali, za prowizorycznymi przepierzeniami ustawiono kilka biurek, metalowych szafek oraz stoły uginające się pod ciężarem zakurzonych akt. Na tle całości mocno wyróżniało się jedynie stanowisko Becki. Długie biurko obstawione monitorami, drukarkami, skanerami i całą masą komputerowego sprzętu, którego nie można było dotykać bez pozwolenia właścicielki.
    Całość dopełniał kącik socjalny w skład którego wchodziła wysłużona skórzana kanapa, piłkarzyki oraz kuchenny blat z mikrofalówką i turystyczną lodówką.
    Za to największe wrażenie robiłu i tak okna. Ogromne, sięgające stropu i składające się z dziesiątek mniejszych szybek, oddzielonych cienkimi metalowymi ramami. W dzień wpuszczały do środka tyle światła, że cała przestrzeń wydawała się większa, niż była w rzeczywistości. Wieczorami z kolei odbijały neony i światła ulic, dając wrażenie, jakby człowiek siedział zawieszony wysoko nad miastem. Panorama Chicago i widok na jezioro zapierały dech w piersiach.

    Tego dnia widok za oknem rozciągała się tylko nieprzenikniona biel Obfite opady śniegu nie tylko pokrywały dachy, ulice i samochody, ale przesłoniły całkowicie widok na jezioro. Właśnie w takich okolicznościach mieli się spotkać. Po raz pierwszy nie po to, żeby przeglądać cudze raporty, czy katalogować dokumenty z przeszłość.
    Tym razem Ferguson chciał od nich czegoś więcej.

    OPERATIONAL BRIEFING

    |=Hernandez stawił się w biurze, jako pierwszy. Przez ogromną halę pociągnął mroźny wiatr o dszybu windy. Na szczęście Becka odkręciła już grzejniki przez co w kąciku socjalnym, bez obaw o przeziębienie można było ściągnąć kurtkę.
    Po kilku minutach dołączył do niego Tanner. Mężczyźni przywitali się uściskiem dłoni.Analityk rozejrzał się po hal=|i.
    -Becki nie ma? - zapytał.
    -Chyba musiała wyskoczyć do sklepu. Kawa się skończyła - odparł Alejandro, unosząc w górę kubek z którego wydobywały się kłęby pary - Ale jest jeszcze herbata. Co prawda tylko zielona, ale jak chcesz to ci zrobię.
    -Nie dzięki. Nie trzeba.
    -Ciekawa sprawa z tym mailem od Fergusona, nie?
    -Fakt. Ton poważny, jakby informował rodzinę o śmierci ukochanej babci.
    -Myślisz, że czeka nas jakaś poważna akcja?
    Hernandez nie zdążył odpowiedzieć, gdy z windy wyszedł Daniel Mercer. Były wojskowy ściągnął rękawiczki i cisnął je na stół. Przywitał się z pozostałymi i od razu wypalił:
    -Gotowi? - zapytał “Static”
    -Myślisz, że zostaliśmy wezwani na odprawę operacyjną? - dopytał Tanner.
    -Ty masz jeszcze wątpliwości? - wyciągnął telefon i przeczytał na głos maila od Fergusona.

    |=*Chłopaki,
    Spotkanie dziś wieczorem w biurze.
    Becka będzie na miejscu o 18:00 i ma dla was kilka rzeczy do omówienia. Tym razem nie chodzi tylko o archiwa, więc proszę, żebyście potraktowali to poważnie. Obecność obowiązkowa.
    Niestety nie będę mógł do was dołączyć osobiście. Przez pogodę nie tylko lotnisko w Chicago jest zamknięte. Becka wie wszystko, więc to ją pytajcie o szczegóły. W razie „W” znacie numer.

    Do zobaczenia,
    Emil*=|

    Słowa ich nieformalnego dowódcy brzmiały wystarczająco dziwne, żeby przypuszczać, że faktycznie może ich czekać działanie w terenie. Do tej pory Double F Team nie miał nawet własnej sprawy. Ich praca polegała na przeglądaniu dokumentów, katalogowaniu materiałów i zestawianiu ze sobą informacji pochodzących z różnych archiwów. Owszem, czasami trafiali na rzeczy, które mogły zainteresować XIII, ale kończyło się to zazwyczaj kolejnym raportem i poleceniem dalszej kwerendy.
    Gdy po chwili dołączyli do nich Jonson i Mullis dyskusja o powodzie wezwania rozgorzałą na dobre.
    Na zewnątrz nadal padał śnieg. Grube płatki uderzały o szyby i znikały gdzieś w białej otchłani za oknami. W środku było ciepło, choć ogrzewanie pracowało nierówno i w jednym końcu hali panował nieprzyjemny zaduch, podczas gdy przy oknach ciągnęło chłodem.
    Radio stojące na jednej z szaf grało cicho.
    -...i właśnie dlatego zawsze będę twierdził, że Chicago miało własne brzmienie - głęboki, basowy głos spikera wytrącił ich z rytmu - Nie chodzi tylko o styl. Chodzi o charakter. Posłuchajcie sobie starych nagrań Armstronga, Ellingtona albo tych wszystkich gości, którzy grali tutaj w klubach, kiedy nie istniał jeszcze Spotify, czy my space. Ta sama energia, ten sam bunt, który dzisiaj słyszymy w drillu.
    Krótkie dźwięki saksofonu wypełniły ciszę pauzy.
    -Inne czasy, inne instrumenty, inne dzielnice, ale zasada pozostaje ta sama. Prawdziwa muzyka porusza do żywego i mówi o życiu ludzi więcej niż mielenie jęzorem przez kongresmenów czy senatorów.
    Jakby na dowód jego słów z tła zaczął coraz głośniej wybrzmiewać kołyszący bit.
    -A skoro już mowa o naszym ukochanym mieście, mam dla was świetne wieści. Jeśli kogoś czekał zimowy spacer z teściową po Navy Pier, to spokojnie możecie zmienić plany. NWS nie przewiduje poprawy. Śnieżyca utrzyma się co najmniej przez kilka kolejnych dni. Widoczność pozostaje fatalna, część dróg jest nadal zamknięta, a służby apelują o ograniczenie podróży do absolutnego minimum…
    Mullis ściszył radio znowu a rozmowa przez kilka pierwszych minut krążyła wokół pogody.
    Minęło kolejne dziesięć minut.Rozmowa zaczęła się urywać, a zniecierpliwienie coraz mocniej rysowała się na twarzach zebranych.
    -Może do niej zadzwonimy - zaproponował Jonson.
    I właśnie wtedy z końca hali dobiegł charakterystyczny dźwięk. Ding. Winda. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Drzwi rozsunęły się powoli.
    Pierwsza wysiadła Becka Piccardi. Elektryczny silnik jej wózka szumiał cicho, niczym drzemiący kot. Tuż za nią podążała kobieta, której żadne z nich wcześniej tutaj nie widział.
    Becka zatrzymała się przy białej tablicy na której zapisywali kolejność katalogowanych akt. Nie dała im nawet jednej sekundy na pytania. Od razu przeszła do rzeczy.
    -Siadajcie, chłopaki. Nie ma czasu.
    Spojrzała na pięciu mężczyzn, potem na stojącą przy jej boku rudowłosą kobietę.
    -To jest Vivienne Ashcroft.
    Kobieta za nią skinęła głową i uśmiechnęła się na powitanie.
    -A my mamy sprawę do omówienia.
    Becka sięgnęła po telefon i zerknęła na niego dyskretnie, jakby chciała sprawdzić czy nikt się z nią nie kontaktował.

    -Dwa dni temu Ferguson miał spotkać się z agentem prowadzącym śledztwo w sprawie zaginięć. O'Hara nie zjawił się na umówionym miejscu.
    Przerwała na moment.
    -Ferguson próbował się z nim skontaktować. Bezskutecznie.
    Spojrzała po twarzach zgromadzonych przed nią mężczyzn.
    -Jego telefon nie odpowiada, a samochód został odholowany na policyjny parking.
    W hali zrobiło się cicho. Becka zerknęłą z ukosa na kobietę stojącą obok niej.
    -Tak się składa, że Vivienne była ostatnią osobą, z którą kontaktował się O'Hara.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ♥
    1
    • KetharianK Niedostępny
      KetharianK Niedostępny
      Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
      Obsługa Moderator Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #2

      text alternatywny


      Siedziba XIII przy Calumet Avenue


      Alejandro nienawidził zimowego Chicago. Wychowany na dalekim południu Stanów, nie potrafił się przyzwyczaić do panującego we Wietrznym Mieście mrozu. Obfite opady śniegu wywoływały w nim uczucie kompletnego wyobcowania oraz trzymaną dotąd na wodzy, ale ciągle rosnącą frustrację. Papierkowa robota nie łagodziła tego w najmniejszym stopniu swoim monotonnym charakterem rodząc w umyśle mężczyzny pytania o sens projektu, do którego został skierowany. Alejandro nie miał problemu z analizowaniem i porządkowaniem danych, ale nie został stworzony wyłącznie do pracy o charakterze administracyjnym.

      Coraz bardziej potrzebował odmiany, dlatego wiadomość przysłana przez Fergusona obudziła w nim od dawna stłamszoną zaspami śniegu nadzieję na powrót do pracy w terenie.

      Nadzieja ta szybko zaczęła walczyć w jego umyśle o lepsze z podejrzliwą ciekawością, kiedy Becka wprowadziła do biura Jednostki obcą agentkę. Hernández nie lubił pracować z nowymi ludźmi, nie lubił też zbyt licznych zespołów. Każdy dodatkowy członek grupy stawał się kolejną zmienną, której ograniczenia trzeba było uwzględniać przy budowaniu planu działania; każdy nowy członek wnosił też do projektu własny pryzmat postrzegania Pęknięć, co niejednokrotnie burzyło budowany od lat własny koncept Hernándeza nadgryzając fundamenty jego teorii.

      Skinął rudowłosej agentce głową w pełen rezerwy sposób, odwrócił głowę w stronę asystentki Fergusona.

      - Mamy dostęp do akt sprawy O’Hary? - zapytał postukując palcami w blat biurka, na którym przysiadł - Sub-folder w IN?

      - Sprawdźcie swoje e-maile za dwie minuty - odpowiedziała Piccardi - Muszę się zalogować, żeby wysłać wam linka.

      Alejandro podniósł się z biurka, na którym siedział, wyprostował się czując nagły i zaskakująco przyjemny dreszcz emocji, których już od dawna nie czuł, a za którymi podświadomie rozpaczliwie tęsknił.

      - Dobrze, przyjmijmy pięć minut na uzyskanie dostępu do akt - oznajmił z wyraźną nutą niecierpliwości w głosie -Proponuję pół godziny na zapoznanie się z ich zawartością, potem pytania do pani Ashcroft, podział na sekcje i podział zadań.

      Teksańczyk podszedł do jednej z kilku dużych białych tablic wiszących na ścianach piętra, ujął w dłoń zmywalny flamaster i napisał nim kilka cyfr na gładkiej powierzchni tablicy.

      - Jest osiemnasta trzy. Dochodzenie w sprawie zaginięcia agenta O’Hary zostało otwarte.

      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      👍
      0
      • JaremaJ Niedostępny
        JaremaJ Niedostępny
        Jarema jako Tomas Jonson
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #3

        Tomas przyjechał na miejsce około piętnastu minut przed wyznaczoną godziną. Był jednocześnie zaskoczony i wyraźnie zafascynowany wiadomością, którą otrzymał. Do tej pory jego kontakt z XIII ograniczał się głównie do archiwów, raportów i informacji, które można było spokojnie analizować przy biurku. Tym razem brzmiało to zupełnie inaczej.

        Kiedy wszedł do środka przywitał sie skinieniem głowy igłosnym dziendobry , od razu poczuł różnicę temperatur.

        Na zewnątrz panował prawdziwy mróz, a śnieg sypał tak intensywnie, że nawet krótka droga od samochodu do budynku wystarczyła, żeby porządnie zmarznąć. W środku kilka osób zdążyło już zadbać o ogrzewanie. Niektórzy siedzieli z kubkami gorącej herbaty, inni rozmawiali między sobą, próbując jakoś zabić czas.

        Tomas rozejrzał się po pomieszczeniu.

        Niektóre twarze kojarzył z wcześniejszych spotkań. Z innymi nie miał jeszcze okazji rozmawiać. Widać było jednak, że część zebranych zna się znacznie lepiej niż on.

        Oparł się plecami o ścianę i przez chwilę obserwował pozostałych.

        W końcu sięgnął po kubek gorącej herbaty. Ciepło przyjemnie rozchodziło się po zmarzniętych dłoniach.

        Po chwili Tomas dyskretnie wyciągnął z kieszeni piersiówkę i dolał kilka kropel do kubka.

        Zamieszał.

        — No. Teraz to jest herbata.

        Rozejrzał się po pomieszczeniu.

        — Wiecie, jak rozgrzewa taką herbatka z prądem?

        Już miał zaproponować poczęstunek pozostałym, kiedy usłyszał charakterystyczne ding windy.

        Piersiówka natychmiast zniknęła w kieszeni.

        Tomas usiadł i skupił uwagę na Becki.

        Im dłużej słuchał, tym bardziej jego początkowe zaciekawienie zamieniało się w coś znacznie poważniejszego.

        O'Hara.

        Agent XIII.

        Zaginął podczas prowadzenia sprawy dotyczącej innych zaginięć.

        Nie pojawił się na umówionym spotkaniu.

        Telefon nie odpowiadał.

        A jego samochód został zabezpieczony i odholowany na policyjny parking.

        Tomas zmarszczył brwi.

        — Ciekawe...

        Przez chwilę siedział bez słowa, próbując poukładać wszystkie informacje.

        Samo zaginięcie agenta nie było jeszcze czymś, co musiało oznaczać wielką tajemnicę. Ludzie znikali. Agenci również.

        Ale samochód?

        To już było coś.

        Tomas zaczął wystukiwać palcami rytm na kubku.

        — O'Hara prowadzi sprawę dotyczącą zaginięć, sam znika, a jego samochód trafia na policyjny parking...

        Pokręcił głową.

        — Przypadek?

        W jego głowie niemal natychmiast pojawiła się kolejna możliwość.

        XIII została przecież oficjalnie rozwiązana.

        Lata temu.

        Oficjalnie.

        A to słowo zawsze szczególnie interesowało Tomasa.

        Co, jeżeli ktoś uznał, że wraz z rozwiązaniem organizacji należy również pozbyć się ludzi, którzy kiedyś dla niej pracowali?

        Byli agenci znali przecież zbyt wiele szczegółów. Wiedzieli o Pęknięciach, o operacjach, o raportach i rzeczach, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

        Może więc ktoś zaczął sprzątać.

        Najpierw pojedynczy świadkowie.

        Potem byli agenci.

        A teraz O'Hara.

        Tomas wiedział, że to tylko teoria. Na razie nie miał żadnego dowodu, który pozwalałby mu powiedzieć coś takiego głośno.

        Ale teoria była dobra.

        A dobra teoria potrzebowała tylko jednego.

        Punktu zaczepienia.

        Jego wzrok ponownie powędrował w stronę Becki.

        — Samochód...

        To właśnie on zaczął interesować Tomasa najbardziej.

        Jeżeli samochód został zabezpieczony przez policję, ktoś musiał zdecydować, że należy go tam umieścić.

        Pytanie brzmiało: kto?

        I dlaczego?

        Tomas odstawił pusty kubek.

        — Nie mam na co czekać.

        Wstał i poprawił kurtkę.

        — Parking policyjny.

        Spojrzał na pozostałych.

        — Skoro samochód tam trafił, chyba właśnie od niego powinniśmy zacząć.

        Sięgnął do kieszeni i wyciągnął swoją legitymację prasową.

        Na karcie widniało logo Tajnej Prawdy.

        Tomas uśmiechnął się pod nosem.

        — Jestem dziennikarzem. Powinni mnie wpuścić bez większego problemu.

        Schował legitymację.

        — A jeżeli nie...

        Zastanowił się przez chwilę.

        — To wejdę inaczej.

        Uśmiech na jego twarzy zrobił się szerszy.

        — Jak wyrzucą mnie drzwiami, wrócę oknem. Jak zamkną okno, znajdę komin. A jak i komin będzie zamknięty...

        Urwał, jakby rzeczywiście próbował znaleźć kolejne rozwiązanie.

        — Wtedy będę musiał wykazać się kreatywnością.

        Tomas ruszył w stronę wyjścia.

        — W końcu dziennikarstwo śledcze wymaga pewnych poświęceń.

        Nie wiedział jeszcze, czy właśnie trafił na trop prowadzący do rozwiązania zagadki, czy zaczynał budować kolejną teorię spiskową.

        Ale jedno wiedział na pewno.

        Nie zamierzał odpuścić.

        Zwłaszcza że od dawna nie miał porządnego materiału dla Tajnej Prawdy.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        ♥ 👍
        1
        • PiołunP Niedostępny
          PiołunP Niedostępny
          Piołun jako Daniel Mercer
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #4

          Chicago zimą miało w sobie coś wyjątkowo nieprzyjaznego. Mercer wiedział, że ludzie lubią narzekać na pogodę wszędzie, gdzie spadnie więcej niż kilka centymetrów śniegu, ale tutaj wiatr znad jeziora potrafił sprawić, że nawet niewielki mróz wgryzał się nieprzyjmnie pod ubranie. Tego dnia było jeszcze gorzej. Śnieg od rana zasypywał ulice, ruch w mieście zwolnił do tempa marszu pogrzebowego, a droga do ich siedziby zajęła mu niemal dwa razy tyle, ile powinna. Gdy wysiadł z samochodu, zdążył przejść zaledwie kilkadziesiąt metrów, zanim poczuł wilgoć na kołnierzu i mróz wciskający się pod rękawiczki.

          Po wejściu do budynku otrzepał kurtkę ze śniegu i przez chwilę stał przy windzie, czekając aż szkła okularów przestaną parować od różnicy temperatur. Nie znosił zimna, choć nigdy specjalnie się do tego nie przyznawał. Afganistan nauczył go wielu rzeczy, ale odporność na chicagowski wiatr najwyraźniej nie znajdowała się w programie szkolenia. Kiedy pojawił się w hali, rzucił rękawiczki na stół, przywitał pozostałych krótkim skinieniem głowy i po kilku zdaniach wyciągnął telefon, żeby odczytać wiadomość Fergusona. Potem właściwie zamilkł, jakby uznał, że swoje już powiedział i teraz może spokojnie oddać pole pozostałym. Poznali go z jego małomówności. Z resztą znał ich już na tyle, żeby nie silić się na kurtuazję, ale jeszcze zbyt krótko, żeby udawać koleżeństwo, którego między nimi nie było.

          Nie odzywał się podczas odprawy. Stał nieco z boku, oparty biodrem o krawędź jednego ze stołów, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i wzrokiem przesuwającym się kolejno od Becki do Vivienne, a potem po twarzach pozostałych. Przy ogromnych oknach ciągnęło chłodem mimo pracujących grzejników. Za szybami Chicago właściwie przestało istnieć. Zostało tylko kilka rozmazanych świateł, mleczna ściana śniegu i szara biel, która połknęła jezioro, dachy i większą część miasta.

          Przez ostatnie tygodnie zdążył polubić tę starą fabrykę bardziej, niż był gotów przyznać. Co prawda była niepraktyczna, niedogrzana i wyglądała tak, jakby ktoś urządzał tajną jednostkę operacyjną z rzeczy znalezionych podczas garażowej wyprzedaży. Metalowe szafki, przypadkowe biurka, stosy teczek i skórzana kanapa pamiętająca pewnie jeszcze lata dziewiędziesiąte. Na tle tego wszystkiego stanowisko Becki wyglądało niemal luksusowo, głównie dlatego, że jako jedyne sprawiało wrażenie zorganizowanego.

          Kiedy Hernandez ruszył do tablicy i zaczął porządkować sytuację w typowy dla siebie sposób, Mercer uniósł tylko lekko brew. Jak zwykle sposób obejścia mężczyzny, nieco wosjkowy, sprawiał, że był kontent. Pięć minut na dostęp do akt, pół godziny na analizę, potem pytania i podział zadań. Dadzą radę. Bułka z masłem. Przynajmniej ktoś w tym pomieszczeniu miał odruch porządkowania chaosu i w głębi ducha cieszył się, że nie jest to on.

          Z kolei Jonson potrzebował znacznie mniej czasu, żeby przejść od kilku informacji do dużej teorii. Westchnął i słuchał go bez słowa, wodząc wzrokiem między piersiówką, legitymacją prasową i wreszcie samym Tomasem, który najwyraźniej zdążył już w wyobraźni włamać się na policyjny parking, zanim ktokolwiek zobaczył choćby jedną stronę akt. Kącik ust Mercera drgnął ledwie zauważalnie. Nie chodziło o to, że teoria była niemożliwa. Po kilku latach w XIII nauczył się bardzo ostrożnie używać tego słowa. Po prostu na razie nie mieli się czego chwycić, a dla niego sprawa wyglądała nudno. Przynajmniej narazie.

          Radio stojące na jednej z szaf zaszumiało cicho pomiędzy kolejnymi zdaniami spikera. Daniel odruchowo przesunął palcem po krawędzi aparatu słuchowego schowanego za lewym uchem. Gest był szybki, niemal niedostrzegalny, bardziej nawyk niż świadoma reakcja. Przez moment wsłuchiwał się w trzaski, potem przeniósł uwagę z powrotem na Beckę. Wszystko brzmiało normalnie. Cokolwiek w jego przypadku miało jeszcze znaczyć to słowo.

          Vivienne poświęcił dłuższe spojrzenie. Nie dlatego, że była nowa. Nowych ludzi widział w XIII wystarczająco wielu, żeby dawno przestało to robić na nim wrażenie. Interesowało go raczej to, że O’Hara skontaktował się właśnie z nią przed zaginięciem. Kiedy Tomas ruszył w stronę wyjścia, Mercer w końcu się odezwał.
          – Hold your horses, przyjacielu – powiedział spokojnie. – Zanim gdziekolwiek ruszymy, może dla świętego spokoju przejrzyjmy najpierw te teczki. Stary, dobry wywiad dziennikarski jeszcze może się nam przydać, zanim zaczniesz używać swojego uroku na strażniczkach parkingowych.
          Rzucił to pół żartem, pół dyplomatycznie, bardziej po to, żeby wyhamować rozpędzonego Jonsona, niż rzeczywiście jakoś go uszczypnąć. W końcu podobna energia mogła im się jeszcze przydać.
          – Na razie O’Hara nie przyszedł na spotkanie, nie odbiera telefonu, a jego samochód zabrała policja. To jeszcze nie jest Pęknięcie. Po prawdzie to nawet nie jest dobry powód, żeby zawracać nam dupę. Nie do końca jestem pewien, co tu robimy, ale skoro już jesteśmy...
          Wzruszył ramionami i przeniósł spojrzenie na tablicę, na której Hernandez zaznaczył początek dochodzenia. Czas tykał, ale pokusił się jeszcze na jeden komentarz.
          – W aktach, które czytaliśmy przez ostatnie tygodnie, były większe smaczki, a przez lata pracy w Piątkach miałem do czynienia z naprawdę dziwnymi rzeczami. Na tym tle facet, który nie pojawił się na spotkaniu, wygląda prawie zwyczajnie.

          Na tym zakończył. Nie próbował nikogo przekonywać. Zresztą samochód rzeczywiście był punktem zaczepienia, podobnie jak telefon, miejsce ostatniego logowania do sieci, monitoring, billing i wszystko, co O’Hara zostawił za sobą, zanim przestał odpowiadać. Dopiero wtedy nasunęła mu się pierwsza konkretna kwestia. Odwrócił głowę w stronę Becki.
          – Wiadomo, gdzie znaleziono samochód?
          To interesowało go znacznie bardziej niż sam fakt odholowania. Policyjny parking był końcem pewnego ciągu zdarzeń, nie jego początkiem.
          – I czy mamy cokolwiek z telefonu? Cokolwiek sprzed chwili, kiedy zamilkł?
          Spojrzał przelotnie na Vivienne. Przez moment chciał zapytać ją od razu o ostatnią rozmowę z O’Harą, ale Alejandro miał rację przynajmniej w jednym. Najpierw należało zobaczyć akta. Ludzie mieli paskudny zwyczaj dopasowywać wspomnienia do zadawanych pytań, szczególnie kiedy wiedzieli już, jakiej odpowiedzi ktoś szuka. Mercer sięgnął po jeden z kubków stojących na stole, zajrzał do środka i odkrył, że mają tylko zielona herbata. No tak, kawa podobno wyszła. Skrzywił się lekko, ale ostatecznie chwycił za niego i pociągnął łyk. Potem wrócił na swoje miejsce. Skoro już ktoś uznał, że mają sprawę, wypadało przynajmniej sprawdzić, co w trawie piszczy.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥ 👍
          1
          • MorphM Niedostępny
            MorphM Niedostępny
            Morph jako Storyteller
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
            #5

            WORKING CASEBOARD

            W pierwszej chwili zdawać się mogło, że Becka całkowicie zignorowała pytania Daniela. Zamiast po prostu podać mu adres, kobieta chwyciła za joystick sterujący wózkiem i zatrzymała się przy białej tablicy. Chwyciła za flamaster i zaraz pod zdaniem napisanym przez Hernandez, zaczęła rozpisywać w równych kolumnach znane im fakty.
            Szybkie, krótkie pociągnięcia markerem po białej powierzchni sprawiały, że ten co i rusz wydał ciche skrzypienie przypominające chrzęst butów na zmrożonym śniegu.

            Po dwóch minutach pusta tablica zapełniła się danymi. Adresy, nazwiska, data. Wszystko połączone liniami, strzałkami i ozdobione znakami zapytania, niczym choinka na boże narodzenie.

            TABLICA PROBA.jpg

            Trzask zamykanego markera obwieścił wszystkim koniec pracy. Becka obróciła się twarzą ku zebranym.
            -Tak to wygląda na obecną chwilę. Znam O’Harę bardzo przelotnie. Widzieliśmy się zaledwie może ze dwa razy. Myślę, że więcej o nim może nam powiedzieć Vivienne - zakończyła i spojrzała wymownie w stronę rudowłosej kobiety.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KetharianK Niedostępny
              KetharianK Niedostępny
              Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
              Obsługa Moderator Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #6

              Biuro XIII przy Calumet Ave


              Tomas Jonson był jak zwykle w gorącej wodzie kąpany, co od początku wspólnej pracy okazjonalnie Hernándeza drażniło, czasami budziło w nim zdawkowe rozbawienie, najczęściej jednak szczerze przerażało. Ogromny entuzjazm dziennikarza popychał go do działań zbyt w opinii Alejandro pochopnych, chociaż nie można było zaprzeczyć, że miał w sobie pewien odświeżający urok nawet w oczach strażnika granicznego nawykłego od lat do pracy w uporządkowany zdyscyplinowany sposób.

              Teksańczyk przewrócił wymownie oczami w kierunku Mercera, potem odwrócił głowę w ślad za ściągającym z wieszaka kurtkę Jonsonem.

              - Daniel wie, co mówi - rzucił beznamiętnym tonem - Zaczekaj przynajmniej do rozmowy z panią Ashcroft. Ta sprawa nie musi być związana z Pęknięciami, ale może mieć charakter kryminalny. Mając więcej informacji będziesz mógł łatwiej znaleźć na miejscu ślady, które w innych okolicznościach nie wydadzą ci się istotne.

              Odsuwając ręce od klawiatury Hernández wstał z miejsca, podszedł do tablicy utrwalając sobie w pamięci dane wypisane przez Piccardi.

              - Pani Ashcroft, czy może nam pani powiedzieć coś więcej o swoich kontaktach z agentem O’Harą? - zapytał koncentrując uwagę na osobie kobiety wprowadzonej do biura przez Beckę - Dotyczyły jego ostatniego dochodzenia? Przekazywał pani istotne dla nas informacje?

              Vivienne Ashcroft wywarła na nim wrażenie ekscentrycznej intelektualistki, co budziło pewne obawy Hernándeza. Alejandro nie miał zbyt wielu doświadczeń w relacjach z takimi kobietami, nie potrafił zbyt trafnie przewidywać ich zachowań i nie mógł się powstrzymać przed wrażeniem, że wykształcone i pewne siebie kobiety pokroju Ashcroft nie przejawiały zbyt wielkiego respektu dla paramilitarnej dyscypliny, do której Alejandro tak przywykł i którą preferował w protokołach operacyjnych komórki.

              Zadając Vivienne pytania przyglądał się jej badawczo, w myślach czekając na utwardzenie się w pierwszym wrażeniu lub miłe zaskoczenie.

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • JaremaJ Niedostępny
                JaremaJ Niedostępny
                Jarema jako Tomas Jonson
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #7

                Gorąca krew jak zwykle wzięła górę nad rozsądkiem. Tomas nigdy nie miał z tym większego problemu — zawsze wolał działać, niż myśleć. I jak zwykle kończyło się to tym, że pakował się w kłopoty. Sam do końca nie wiedział, czy była to kwestia ADHD, czy po prostu jego charakteru.

                Tym razem jednak nie był już samotnym strzelcem w pogoni za tytułem. Daniel Mercer nie był jego konkurentem, który zrobi wszystko, żeby zgarnąć sławę dla siebie. Teraz wszyscy grali do jednej bramki.

                Poza tym słowa Alejandro pozwoliły mu trochę ochłonąć.

                Tomas spojrzał na tablicę z zapisanymi informacjami, a potem odruchowo zerknął na zegarek.

                18:20

                Westchnął i spokojnie odwiesił kurtkę na wieszak. Posterunkowy pilnujący policyjnego parkingu pracował tylko do dziewiętnastej. Samochodu dzisiaj już nie odbierze. Następny autobus miał przyjechać około 19:05.

                Jego wcześniejszy pośpiech na nic się więc nie zdał.

                Tomas zacisnął pięść, ściskając w niej kwit potrzebny do odbioru samochodu z policyjnego parkingu. Spojrzał na dokument z wyraźnym niezadowoleniem, po czym złożył go i schował do kieszeni.

                Przez chwilę milczał, wpatrując się w tablicę.
                W końcu pokręcił głową.

                Spojrzał na Mercera.

                — Muszę się z tobą zgodzić, Mercer. Zniknięcie O’Hary nie musi mieć nic wspólnego z Pęknięciem.

                Zrobił krótką pauzę.

                — Ale ze zwykłym napadem rabunkowym też mi się to nie klei.

                Przez chwilę zastanawiał się nad kolejnymi możliwościami.

                — O’Hara był przecież całkiem dobrze wyszkolonym agentem. Jeśli ktoś chciał go okraść, musiałby najpierw sobie z nim poradzić. A to już trochę komplikuje sprawę.

                Tomas zerknął ponownie na tablicę.

                — Z kochank też raczej nie.

                Wzruszył ramionami.

                — Nie mam pojęcia, jak wyglądały jego relacje rodzinne, ale jeśli naprawdę chciałby odejść z kochanką, nie zostawiłby samochodu i pieniędzy. To po prostu nie ma sensu.

                Zaczął wyliczać możliwości na palcach.

                — Więc mamy dwie... nie, trzy możliwości.

                Podniósł pierwszy palec.

                — Nagła amnezja wsteczna. Nie pamięta, kim jest, gdzie jest i dlaczego się tam znalazł. Mało prawdopodobne, ale możliwe.

                Drugi palec.

                — Uprowadzenie przez obcych.

                Tomas zatrzymał się na chwilę. Nie uśmiechnął się ani nie zażartował. Sam był trochę zaskoczony, że wypowiedział te słowa z taką powagą.Lata pracy dla „Tajnej Prawdy” chyba naprawdę zdążyły go zindoktrynować do samego końca. Jeszcze kilka lat temu wyśmiałby człowieka, który na poważnie wspomniałby o kosmitach czy tajnych rządowych programach. Teraz sam rozważał takie możliwości z pełną powagą.

                — Albo...

                Podniósł trzeci palec.

                — Najbardziej prawdopodobne jest to, że O’Hara zaginął z powodu XIII.

                Jego głos stał się poważniejszy.

                — Najpierw zamknęli Wydział. Potem znika agent. Kto wie, czy któreś z nas nie będzie następne.
                Tomas zmrużył oczy.

                — To już nie wygląda jak przypadek.

                Spojrzał na pozostałych.

                — Najpierw zamknęli XIII, a teraz pozbywają się świadków.

                Tomas usiadł na krześle stojącym przy stole i jeszcze raz spojrzał na tablicę.

                — No dobra. Co dokładnie wiemy o zaginionym? I gdzie znaleziono jego samochód?

                Przez chwilę analizował zapisane informacje.

                — Na monitoring też specjalnie bym nie liczył.

                Oparł się wygodniej na krześle.

                — O’Hara, jak każdy dobrze wyszkolony agent, powinien wiedzieć, jak poruszać się tak, żeby kamery go nie zauważyły.Tomas wstał i nalał sobie herbaty. Tym razem już bez pardonu. Odwrócił się w stronę Becky z ironicznym uśmiechem.

                — Wiem, że finansowanie zostało ucięte, ale fakturę za kolejny dzień postoju samochodu na policyjnym parkingu prześlę na adres firmy.

                Zaśmiał się radośnie, jakby właśnie rozwiązał największy problem tego wieczoru, po czym upił łyk gorącej herbaty.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                💯
                1
                • CavallinoC Niedostępny
                  CavallinoC Niedostępny
                  Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                  #8

                  Noc była długa i bezsenna. Vivienne przewracała się niespokojnie w łóżku, czując nieprzyjemny uścisk z w żołądku. Jej kot, Fred, również nie spał i nie spuszczał z niej oczu. Viv widziała w ciemności ich blask. Dopiero nad ranem poddała się i zaparzyła mocną kawę. Otworzyła kalendarz – staromodny, papierowy – i zamarła, bo w kalendarzu czerwonym markerem zapisany był numer telefonu. Numer, pod który miała zadzwonić jeśli O'Hara się nie odezwie.
                  Chwyciła za telefon, przejrzała wiadomości, maila, nawet konto na Facebooku. Nic, żadnego znaku od O'Hary. Odłożyła telefon na blat i owinęła się ciaśniej szlafrokiem.

                  "Jeszcze jest wcześnie" – pomyślała – "Jeszcze ma czas", próbowała przekonać samą siebie, chociaż uścisk w żołądku mówił co innego. Fred miauknął, wyrywając ją z zamyślenia. Po nakarmieniu kota i orzeźwiającym prysznicu, Viv usiadła przy stoliku kawowym i wyciągnęła wysłużoną talię kart tarota.

                  Rozłożyła karty na stoliku i przez chwilę przyglądała się układowi. Kilka z nich od razu zwróciło jej uwagę – Wisielec, Księżyc, Wieża, Kapłanka. Nie podobało jej się to zestawienie. Mówiło o zatrzymaniu, niepewności i czymś, co wymknęło się spod kontroli. Przesunęła wzrok po całym rozkładzie jeszcze raz, jakby liczyła, że za drugim razem zobaczy w nim coś innego. Nie zobaczyła, więc sięgnęła po telefon i wykręciła numer.


                  Dzień był ciężki, a nieprzespana noc dawała jej się coraz bardziej we znaki. Tymczasem po wykładach, zamiast wrócić do łóżka, pojechała do siedziby XIII. Nie wiedziała czego się spodziewać. Kobieta, z którą rozmawiała przez telefon, dała jej szczegółowe instrukcje, ale niewiele zdradziła odnośnie tego, co będzie się działo jak dotrze na miejsce. Czy będzie przesłuchiwana? Wyobraziła sobie jak siedzi w pokoju przesłuchań zakuta w kajdanki. "Uspokój się, nic nie zrobiłaś, nikt cię nie aresztuje", ale serce w piersi waliło jej zbyt mocno by uwierzyła, że nie ma czym się martwić.


                  Vivienne podążała za Becką powolnym krokiem. Kobieta zrobiła na niej dobre wrażenie, otaczała ją przyjemna energia i wydawała się dość żywiołowa jak na osobę poruszającą się na wózku.

                  W sali czekało już kilka osób, Viv rozejrzała się z zaciekawieniem po sali, której, choć surowo urządzonej, nic nie brakowało. W pomieszczeniu dało się wyczuć zawieszoną energię oczekiwania i pulsującej ciekawości. A także mieszaninę zapachu kurzu i męskiej wody kolońskiej. Spokojnie czekała, ogrzewając zmarznięte dłonie w kieszeniach spodni, aż Becka skończy wprowadzać wszystkich w temat.

                  – Pani Ashcroft, czy może nam pani powiedzieć coś więcej o swoich kontaktach z agentem O’Harą? – zapytał jeden z mężczyzn – Dotyczyły jego ostatniego dochodzenia? Przekazywał pani istotne dla nas informacje?

                  Vivienne, oparta o pobliski stół, podniosła wzrok na mężczyznę zadającego pytanie. Spojrzenie miała wyraźnie zmęczone, ale skupione.

                  – Co pan rozumie mówiąc "istotne dla nas informacje"? Jakie informacje uważa pan za istotne? – spytała, ściągając okulary z nosa i rozmasowując zmęczone oczy, nie zdając sobie sprawy z tego, że nieświadomie uderzyła w akademicki ton, którego zwykle używała w stosunku do swoich studentów.

                  – Naprawdę nie wiem na ile będę pomocna. Nie znałam O'Hary zbyt dobrze. Chciał po prostu pomocy przy poszukiwaniu zaginionej osoby. Zadawał coraz dziwniejsze pytania. O sny, symbole, różne rytuały...

                  Vivienne wzruszyła lekko ramionami, szukając czegoś w torebce.

                  – Dopiero po kilku spotkaniach zorientowałam się, że nie szuka jednej osoby. Szukał czegoś, co łączyło kilka takich przypadków.

                  Z torebki wyciągnęła... paczkę kawy.

                  – Chce ktoś? Ja sobie zrobię.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥ 👍
                  2
                  • KetharianK Niedostępny
                    KetharianK Niedostępny
                    Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                    Obsługa Moderator Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #9

                    Baza XIII przy Calumet Ave


                    Alejandro zmełł w ustach przekleństwo. Błąd popełniony na samym początku znajomości z Vivienne Ashcroft dobitnie świadczył o tym jak miesiące monotonnego grzebania w papierach stępiły jego śledczy instynkt. Widząc obcą kobietę wprowadzoną przez Beckę do biura bez uprzedniego ostrzeżenia przyjął z automatu, że ma do czynienia z inną agentką Trzynastki należącą do chicagowskiej siatki, a tymczasem Vivienne Ashcroft ewidentnie nie miała pojęcia, z kim właściwie przyszło jej tego wieczoru rozmawiać.

                    Uświadomiwszy sobie ten znamienny fakt Hernández szybko odtworzył w myślach dotychczasową konwersację z nieznajomą szukając w wypowiedziach swoich oraz partnerów wszelkich zwrotów i terminów, które mogły Ashcroft w jakiś sposób zaniepokoić bądź nawet zaalarmować dając jej do zrozumienia, że trafiła pomiędzy ludzi niezrównoważonych i niebezpiecznych dla otoczenia.

                    - Będziemy wdzięczni za wszystkie informacje, które wiążą panią z osobą agenta O’Hary - powiedział ostrożnym tonem - Właściwie najlepiej byłoby, gdyby na początek opowiedziała nam pani coś o sobie. Doświadczenie zawodowe, ewentualne powiązania z instytucjami rządowymi albo nasza organizacją. Jak dalece agent O’Hara wprowadził panią w temat specjalizacji naszej agencji? Oczywiście proszę najpierw dokończyć parzenie kawy.

                    Wpatrując się w postać Ashcroft Alejandro pojął znienacka, kogo ta kobieta mu uporczywie przypominała: surową nauczycielkę francuskiego w szkole średniej, która przysporzyła Hernándezowi wielu nieprzespanych nocy i bynajmniej nie z powodu młodzieńczego zauroczenia.

                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • JaremaJ Niedostępny
                      JaremaJ Niedostępny
                      Jarema jako Tomas Jonson
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Jarema
                      #10

                      Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

                      Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

                      — Proszę. podobno dobra nerwy.

                      Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w stronę miejsca, gdzie wcześniej stała kawa.

                      — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię . widzę, że mamy wszystko

                      Pokręcił głową z rozbawieniem.

                      — No trudno. Zielona herbata musi dzisiaj wystarczyć.

                      Tomas usiadł z powrotem i przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

                      Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani ” czy „Panno ”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

                      Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

                      — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

                      Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

                      — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

                      Zrobił krótką pauzę.

                      — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

                      Tomas oparł się wygodniej na krześle.

                      — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

                      Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

                      JaremaJ 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • NabuchodonozorN Niedostępny
                        NabuchodonozorN Niedostępny
                        Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #11

                        Posiew redukcyjny, czyli mieszanka osobowości

                        47f5dbf1-969b-4303-a8ad-9521f234b351-image.jpeg

                        Doktorowi Mullisowi nie przeszkadzało, że z początku narzucono mu papierkową robotę. Wręcz przeciwnie. To był dla niego dobry czas by się wdrożyć w te wszystkie "błony", "pęknięcia", "przechyły" i inne nieznane mu dotąd zjawiska. Im więcej się dowiadywał tym bardziej uświadamiał sobie, że nawet on, piszący na blogu odważne teorie nadal miał ograniczone patrzenie na świat.

                        To wszystko jednak dawało mu nadzieję. Kiedy świat również otworzy oczy, on Eugene Mullis Ph. D. będzie jednym z pierwszych określanych mianem odkrywcy tego rodzaju zjawisk. Wtedy nie tylko odzyska utraconą dumę, ale wręcz przewyższy swoje niedawne marzenia. Wtedy nie tylko profesura, ale i Nagroda Nobla nie będzie niczym niespodziewanym.

                        Tymczasem jednak utkwił w Chicagowskim piekle i po długim porządkowaniu papierów wezwano go aby spotkał tych, z którymi do tej pory pracował jedynie na dystans.

                        Gdy przybył na miejsce niemal wszyscy już byli. Przywitał się z każdym starając się zapamiętać nazwiska. W jego świecie nazwisko jest wszystkim. Trochę się wahał gdy miał przedstawić sam siebie, ale zdecydował, że w tym towarzystwie nie będzie się wstydził. Oni z resztą prawdopodobnie wiedzieli o nim wszystko. Tak jak zdawał się wiedzieć Hernandez.

                        Rozłożył się na jakimś stole. Wyciągnął swojego ToughBooka, by służył mu do notatek, zaparzył sobie to co było- a niestety nie było yerby. Wreszcie usiadł i skupił się na tym co działo się w pomieszczeniu.

                        Zebranie tych wszystkich ludzi razem przypominało posiew redukcyjny. W rzeczy samej każde z nich zachowywało się jak zupełnie inna kolonia drobonustrojów na jednej płytce Petriego:
                        Alehandro Garcia Hernández od razu po przybyciu postanowił zdominować całą kulturę i narzucić swoje warunki bytowania.
                        Tomas Jonson zbierał przez chwilę materiał energetyczny by za chwilę zacząć ekspansję na zewnątrz.
                        Daniel Mercer wydawał się popaść w anabiozę przy warunkach jakie serwowała reszta
                        Działania Becki Piccardi przypominały tworzenie plazmidów pełnych informacji celem uodpornienia na trudne warunki- w tym przypadku kalectwo.
                        Wreszcie Vivienne sprawiała wrażenie tak niezdecydowaniej, jakby była w klinokinezie.
                        A w tym wszystkim celem posiewu było znalezienie konkretnego gatunku niejakiego O. Hary

                        Doktor Mullis uśmiechnął się do swoich jakże trafnych porównań. Tylko on sam potrafił tak siebie rozbawić.

                        Gdzie Eugene był w tym wszystkim? Sam chciał wiedzieć. Doszedł jednego wniosku. Był zdecydowanie termofilem. To przeklęte Chicago nie powinno istnieć. Dlaczego ze wszystkich miejsc na świecie musiał trafić do czegoś co przypominało laboratoryjną zamrażarkę i do społeczeństwa, które cieszyło się z jeziorka nie mając pojęcia o potędze oceanicznego biotopu.
                        Prawdę mówiąc i on wcześniej tego nie doceniał, dopóki nie utracił. Teraz pozostały mu tylko wspomnienia i marzenia powrotu.

                        Wrócił swą uwagą do tego co działo się na sali. Eugene nie znał się na dochodzeniu w sprawie ludzi. On symulował, badał, analizował, najczęsciej zjawiska w mikroświecie. Makroświat, a szczególnie świat ludzi był nieprzewidywalny. Mimo wszystko jednak próbował.

                        Nigdy z resztą nie był dobry w międzyludzkich kontaktach. Jego spotkania towarzyskie, nawet z jego własnym ojcem, ograniczały się do rozważań który enzym najlepiej wpłynąłby na kinetykę w takim a takim przypadku oraz czy podwyższenie temperatury procesu o 1,4 stopnia wywoła taką czy inną reakcję w określonej sytuacji.

                        Nawet później, gdy życie, a w szczególności przeklęty Thomas, zmusiło go do zupełnie innego rodzaju pracy jedyne czego się nauczył to by nie mówić zbyt wiele i w miarę dobrze udawać, że się słucha.

                        Tym razem jednak Eugene nie udawał naprawdę słuchał. I obserwował i uczył się.

                        W odpowiednim momencie, gdy już zrozumie jakimi prawami rządzi się to środowisko on zbuduje w nim swą renomę.

                        Gdy jednak usłyszał o rytuałach i tym podobnych bzdetach. Nie powstrzymał się od pogardliwego parsknięcia. Czytał o różnych rzeczach, ale to wszystko mieściło się w granicach nauki. To jednak o czym mówiła ta Vivienne...

                        Eugene rozejrzał się po grupie by wyczuć jak inni do tego podchodzą. Bardzo chciał wiedzieć czy rafił do grupy ludzi rozsądnych, czy też ludzi o prostych umysłach którzy uwierzą we wszystko co wyda im się niezwykłe.

                        Słowa Tomasa o ufo sugerowały raczej to drugie...

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        👍
                        1
                        • BardielB Niedostępny
                          BardielB Niedostępny
                          Bardiel jako Simon Tanner
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Bardiel
                          #12

                          Simon siedział delikatnie na uboczu, przy jednym z biurek które upatrzył sobie dawno temu. Wszyscy wiedzieli, że w pewnym sensie jest to jego ulubione biurko. Raz nawet zupełnie na poważnie tłumaczył, że jest to bardzo optymalne ułożenie, gdyż pozycjonuje go tak, by mógł obserwować tablicę Becki, bez odbijającego się od niej światła słonecznego oraz jest w miejscu, gdzie ma idealną cyrkulację powietrza. Jednocześnie inni nie widzieli ekranu ułożonego na biurku laptopa. Denerwowało go, gdy ktoś zaglądał mu przez ramię.

                          Teraz zresztą i bez tego wydawał się poirytowany. Nie tak wyobrażał sobie przebieg dzisiejszego spotkania! Chciał opowiedzieć Bece i Fergusonowi o nowym podejściu do magazynowania danych, które robi ostatnio furorę w biznesie i które mogłoby pomóc im gromadzić dane w o wiele szybszym tempie, przy znacznie mniejszym wysiłku… No, ale niestety stało się! Zaginięcie było oczywiście o wiele bardziej emocjonujące dla wszystkich niż “Data Lake” - zwłaszcza dla narwanych kowbojów pokroju Tomasa. Zawodowy analityk nie omieszkał rzucić mu osądzającego spojrzenia, gdy ten dolewał “prądu” do herbatki.
                          -- Może nie mieszajmy w to od razu kosmitów - rzucił z wyczuwalną frustracją, wklepując coś do komputera. Badali zjawiska paranormalne, ale nie lubił gdy umysły zespołu dryfowały bez ładu i składu.

                          Systemowe rozwiązania powinny mieć wyższy priorytet, ale Simon zdawał sobie sprawę, że ludzi nie zmieni. Z rezygnacją zgasił materiały, które miał przygotowane na dzisiejszą rozmowę.
                          -- Nazywam się Simon - obwieścił, rzucając krótkie spojrzenie Vivienne. Nie był póki co zainteresowany zadawaniem pytań kobiecie, która i tak już wydawała się osaczona przez zespół. Zwyczajnie zauważył, że choć przedstawiono ją, to nikt z obecnych się nie przedstawił. Nie chciał być nieuprzejmy. Zaraz potem spojrzał w stronę Becci, unosząc nieznacznie rękę.
                          -- Ja mogę zająć się aktami spraw dotyczącymi zaginięć. Przy okazji jak będziecie gadać ze znajomymi tego O’Hary to zwracajcie uwagę czy wszyscy pamiętają go w taki sam sposób. Jak robiłem kwerendę akt z lat 2000-2004 z terenu Teksasu to jakieś 60% spraw zawierało jakąś formę efektu Mandeli.

                          Simon wypowiadał się karykaturalnie wręcz precyzyjnie, ale znali go nie od dziś. Zaskoczona mogła być tylko Vivienne. Wypowiadał się sztywno i siedział sztywno. Biała koszula, krawat oraz idealnie wypastowane buty tylko dopełniały obrazu. Cholera jedna wiedziała czemu ubierał się ciągle tak jakby zmierzał na spotkanie biznesowe.

                          Poprawił okulary i zaczął przepisywać informacje z tablicy na komputer.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          👍
                          2
                          • CavallinoC Niedostępny
                            CavallinoC Niedostępny
                            Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                            #13

                            Vivienne przeniosła wzrok na mężczyznę siedzącego przy biurku. Kiedy się przedstawił, jej twarz od razu rozjaśnił promienny, choć zmęczony uśmiech.

                            – Miło poznać – odpowiedziała, zanim przeniosła swoje spojrzenie do mężczyzny, który wrócił do kwestii jej doświadczenia i kontaktów z XIII.

                            – Na początku myślałam, że jest prywatnym detektywem, ale kiedy przyznał się, że jest z XIII-tki, wszystko nabrało większego sensu – opowiadała, wycierając okulary rąbkiem koszuli, zanim ponownie nałożyła je na nos. – Już wcześniej agenci XIII-tki przychodzili do mnie na konsultacje, pomoc w rozszyfrowaniu znaków, symboliki. Widziałam się z nim w kawiarni przyległej do księgarni uniwersyteckiej, ale też w moim gabinecie. O’Hara... – zawiesiła głos, wpatrując się w tablicę zapisaną informacjami od Becki. Odchrząknęła i lekko potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się jakiejś myśli.

                            – Co ja... a tak. Sprawa, którą prowadził, dotyczyła kilku zaginięć. Początkowo myślałam, że chodzi o jedną osobę, ale okazało się, że O’Hara szuka powiązań między kilkoma przypadkami. Twierdził, że niektóre elementy tych historii się powtarzają.

                            Vivienne zrobiła krótką przerwę.

                            – Na ostatnim spotkaniu, po tym jak przyznał że jest agentem XIII-tki, zdradził, że ma się zobaczyć z kimś, kto może przybliżyć go do odpowiedzi – jej głos lekko przycichł. – Poprosił mnie wtedy, żebym... jeśli nie odezwie się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, skontaktowała się z Fergusonem.

                            Jej ramionami wstrząsnął lekki dreszcz - nie była pewna czy to z powodu wspomnień, czy z chłodu.

                            – Brzmiał jak człowiek, który sam siebie próbuje przekonać, że ten telefon nie będzie konieczny.
                            Z wdzięcznością przyjęła kubek z ciepłym napojem podany przez innego z mężczyzn, ogrzewając zmarznięte dłonie o ciepłe ścianki.

                            – Dziękuję.

                            Przeczesała palcami włosy słysząc pytanie o śledztwo i rytuały.

                            – Nie wiem z kim się spotkał. Nie brałam aktywnego udziału w jego śledztwie. Mam raczej strzępki informacji niż pełny obraz.

                            Upiła łyk i przez moment marszczyła brwi, próbując uporządkować skotłowane myśli.

                            – Jeśli chodzi o rytuały… nie interesował się jednym konkretnym obrzędem czy rodzajem. Przynajmniej nie wybrzmiało to podczas naszych rozmów. Pytał raczej o powtarzające się elementy: symbole, miejsca, opowieści o ludziach którzy zaginęli i się odnaleźli.

                            Zawiesiła na chwilę wzrok na kubku.

                            – I o to czy po powrocie zachowywali się inaczej – dodała ciszej.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥
                            1
                            • JaremaJ Jarema

                              Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

                              Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

                              — Proszę. podobno dobra nerwy.

                              Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał w stronę miejsca, gdzie wcześniej stała kawa.

                              — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię . widzę, że mamy wszystko

                              Pokręcił głową z rozbawieniem.

                              — No trudno. Zielona herbata musi dzisiaj wystarczyć.

                              Tomas usiadł z powrotem i przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

                              Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani ” czy „Panno ”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

                              Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

                              — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

                              Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

                              — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

                              Zrobił krótką pauzę.

                              — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

                              Tomas oparł się wygodniej na krześle.

                              — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

                              Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

                              JaremaJ Niedostępny
                              JaremaJ Niedostępny
                              Jarema jako Tomas Jonson
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #14

                              Tomas przez chwilę obserwował Vivienne, po czym zabrał się za przygotowanie herbaty. Zależało mu na tym, żeby choć trochę rozładować napięcie. Nie chciał, żeby rozmowa od początku wyglądała jak formalne przesłuchanie, szczególnie że Vivienne i tak znalazła się w dość nietypowej sytuacji.

                              Po chwili podszedł do niej i postawił przed nią kubek zielonej herbaty.

                              — Proszę. Podobno dobra na nerwy.

                              Uśmiechnął się lekko, po czym wyciągnął do niej dłoń.

                              — A tak przy okazji, Tomas Johnson.

                              Dopiero po chwili usiadł z powrotem.

                              — Właściwie mogłem zaproponować ci kawę po irlandzku. Całkiem dobrą robię. Widzę, że mamy wszystko, czego potrzeba.

                              Pokręcił głową z rozbawieniem.

                              Przez moment pozwolił, żeby między nimi zapanowała cisza.

                              Zwracając się do Vivienne po imieniu i przechodząc na „ty”, robił to całkowicie świadomie. Nie chciał dodatkowo podkreślać różnicy między nimi żadnym oficjalnym „pani” czy „panno”. W tej chwili zależało mu bardziej na skróceniu dystansu i stworzeniu choć odrobiny normalności w sytuacji, która z normalnością miała niewiele wspólnego.

                              Dopiero po chwili wrócił do rozmowy.

                              — Wspomniałaś wcześniej, że O’Hara interesował się rytuałami.

                              Tomas spojrzał na nią z zaciekawieniem.

                              — Jakimi właściwie? Mówił coś konkretnego? Jakieś symbole, obrzędy, konkretne grupy albo miejsca?

                              Zrobił krótką pauzę.

                              — Pytam, bo chcemy po prostu odtworzyć jego ostatnie godziny. Co robił, z kim rozmawiał i czego szukał, zanim zniknął.

                              Tomas oparł się wygodniej na krześle.

                              — Nie musisz się zastanawiać, co z tego wszystkiego jest ważne. Powiedz po prostu to, co pamiętasz. My później spróbujemy poskładać resztę.

                              Po tych słowach Tomas zamilkł, zostawiając Vivienne pełną przestrzeń na reakcję.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • KetharianK Niedostępny
                                KetharianK Niedostępny
                                Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                                Obsługa Moderator Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                #15

                                text alternatywny


                                Baza XIII przy Calumet Ave


                                Kiedy zagadnięta przez Tomasa kobieta wyjawiła grupie słuchaczy to, co uznała za stosowne, Hernández spojrzał na nią w nieco odmienny sposób.

                                Vivienne Ashcroft jednak współpracowała wcześniej z Jednostką XIII i skonsternowany ciągłymi zmianami opinii na jej temat Alejandro postanowił rozmówić się na boki z Becką przy pierwszej dogodnej okazji - w opinii Teksańczyka teczka osobowa kobiety powinna była trafić na biurka agentów co najmniej pół godziny przed jej przybyciem, aby zaoszczędzić wszystkim niepotrzebnego zamieszania.

                                - Derek O’Hara jest byłym policjantem i aktywnym prywatnym detektywem, a zniknął dwa dni temu - oznajmił Latynos wstając ze swojego miejsca i otwierając metalową szufladę biurka - Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś już zaczął się o niego martwić, jeśli nie służbowo to prywatnie, być może mocno zaprzyjaźniony były partner, aktualny klient albo na przykład jakaś kobieta, z którą nawiązał w ostatnim czasie relację romantyczną. Być może ktoś już był w jego mieszkaniu, a jeśli nie, niebawem się tam zjawi. Musimy się spieszyć, a jednocześnie działać ostrożnie. Przyda mi się asysta.

                                Hernández schował pod koszulę wyciągniętego z szuflady Glocka i spojrzał wymownie na Mercera.

                                - Daniel, masz jakieś plany na wieczór? - zapytał ruszając w stronę wieszaka - I kto weźmie na siebie biuro?

                                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                👍
                                0
                                • NabuchodonozorN Niedostępny
                                  NabuchodonozorN Niedostępny
                                  Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #16

                                  Eugene przysłuchując się rozmowie przejrzał też akta poszukiwanego. Nie chciał się wcześniej wychylać, ale jego metodyczny umysł naukowca podpowiedział mu jeszcze jeden możliwy trop. Przez chwilę się zawahał. To była jego pierwsza poważna misja, a on nie był pewien czy jest gotów na samodzielne wykonanie zadania. To jednak musiał zrobić sam.

                                  "Będę musiał wszystko dobrze zaplanować"- pomyślał.

                                  Po chwili, nadal wachając się wstał i rzekł, dość formalnie jak to miał w swoim zwyczaju.

                                  - Szanowni Państwo. Jeśli można... Chciałbym zaproponować jeszcze jeden koncept. Oczywiście to co Państwo powiedzieliście o biurze, parkingu i domu poszukiwanego to bardzo trafne i najlepsze miejsca zdobycia informacji. Pozwoliłem sobie jednak odkryć, że ów Derek O' Hara był niegdyś policjantem.

                                  Na chwilę przerwał by zebrać myśli oraz rozejrzeć się czy ma posłuch, którego oczekuje. Następnie kontynuował swój wywód:

                                  - Jak Państwo zapewne zdążyliście się zorientować obecnie pracuje w Policyjnym Laboratorium. Pomyślałem, że mógłby być to dobry pretekst by udać się na dawny posterunek poszukiwanego i dyskretnie o niego wypytać, w szczególności zaś dowiedzieć się czy z kimś z tamtejszych ludzi nie utrzymuje dotąd... znaczy nie utrzymywał do swego zaginięcia kontaktu. Proszę Państwa o wyrażenie swych opinii na temat tego pomysłu.

                                  Eugene pozostał w pozycji stojącej, trochę jak przed komisją, której dopiero co przedstawił swój doktorat i która to komisja ma teraz nazwać go głupcem lub geniuszem.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  ♥
                                  1
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                                    Obsługa Moderator Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #17

                                    Baza XIII przy Calumet Ave


                                    - Doskonały pomysł, panie Mullis - stwierdził Hernández przywołując na twarz wyraz aprobaty. Poprzestając na tej pełnej rezerwy opinii ubrał zimową kurtkę i naciągnął na głowę szarą wełnianą czapkę, oczami wodząc po tych towarzyszach, którzy też podnieśli się z miejsc przy biurkach. Jego spojrzenie zatrzymało się na postaci Vivienne Ashcroft, a zmarszczone czoło Teksańczyka jawnie dowodziło tego, że Latynos intensywnie nad czymś myślał.

                                    - Pani Ashcroft, jako jedyna w naszym gronie znała pani Dereka O’Harę osobiście - powiedział podchodząc do kobiety - Może pani wciąż dysponować wiedzą na temat jego śledztwa, której znaczenia nie jest pani świadoma. To mogą być drobne detale, nazwiska tych zaginionych osób, szczegóły rytuałów, o których pani z nim rozmawiała. Być może w mieszkaniu Dereka zobaczy pani coś, co ja sam przeoczę nie znając kontekstu i nie mając właściwego punktu odniesienia. Zechce pani do mnie dołączyć?

                                    Alejandro uniósł zachęcającym gestem dłoń, w której trzymał kluczyki do swojego wydłużonego Forda.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • PiołunP Niedostępny
                                      PiołunP Niedostępny
                                      Piołun jako Daniel Mercer
                                      Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #18

                                      Mercer słuchał Vivienne uważniej niż wcześniej. Nie dlatego, że szczególnie przejęły go wzmianki o rytuałach, symbolach czy ludziach, którzy po powrocie zachowywali się inaczej. W XIII nasłuchał się już wystarczająco wielu podobnych historii, żeby nie reagować ze specjalnym ożywieniem. Znacznie bardziej zainteresował go jeden konkretny szczegół. O’Hara zostawił wyraźną instrukcję, by po czterdziestu ośmiu godzinach ciszy skontaktować się z Fergusonem. To oznaczało, że przed zniknięciem brał pod uwagę możliwość, że coś może pójść nie tak.

                                      Te czterdzieści osiem godzin nie dawało mu spokoju. O’Hara nie rzucił przecież tej prośby mimochodem. Był byłym policjantem, potem prywatnym detektywem i człowiekiem, który najwyraźniej wiedział, kiedy warto zostawić komuś instrukcję na wypadek własnego zniknięcia. Daniel przez chwilę przyglądał się tablicy Becki, porządkując w głowie nowe informacje. Nadal nie widział żadnego powodu, żeby od razu mówić o Pęknięciu, ale coraz trudniej było traktować tę sprawę jak zwykłe niestawienie się na spotkanie.

                                      Pomysł Mullisa wydał mu się bardzo przytomny. Jeśli O’Hara przez lata pracował w policji, ktoś z dawnych znajomych mógł wiedzieć o nim więcej niż suche akta albo informacje w systemie.
                                      – To akurat ma sens – rzucił krótko. – Byli partnerzy mogli zauważyć, z kim się ostatnio kontaktował albo czy coś w jego zachowaniu się zmieniło.
                                      Na tym skończył. Mullis miał punkt zaczepienia i najwyraźniej zamierzał go sprawdzić. Daniel nie widział powodu, żeby mu w tym przeszkadzać.

                                      Kiedy Hernandez wyciągnął Glocka z szuflady i rzucił mu pytające spojrzenie, Daniel zerknął w stronę okien. Za szybami nadal przewalała się biała ściana śniegu, a sam widok wystarczył, żeby przypomnieć mu drogę do siedziby.
                                      – Miałem jakieś płone nadzieję, że dzisiaj już stąd nie wyjdę – mruknął, podnosząc się z miejsca. – Ale chyba właśnie mi je odebrałeś.
                                      Kącik ust drgnął mu lekko. Odstawił kubek, którego zawartość zdążyła już dawno wystygła i ruszył po kurtkę.

                                      Mieszkanie O’Hary wydawało mu się na ten moment najlepszym tropem. Jeśli detektyw faktycznie spodziewał się problemów, mógł zostawić po sobie coś, co dałoby im jakiś punkt zaczepienia. Być może znajdą coś na komputerze, albo na innych urządzeniach "smart", które ludzie tak ochoczo montują w swoich domach. Czytał nawet ostatnio artykuł o producencie telewizorów, który miał funkcje przetwarzania rozmów. Nauczył się dobierać do takich funkcji, jako do nieoczywistego źródła informacji. Tak, Daniel najbardziej liczył właśnie na elektronikę. W przeciwieństwie do ludzi urządzenia zwykle nie zmieniały wersji wydarzeń. Zwykle, choć w przypadku pęknięć nawet tą prawidłowość trafiał szlag. Zabrał ze stołu rękawiczki i wsunął je do kieszeni kurtki.
                                      – Jadę z tobą.

                                      Przy swoim stanowisku zatrzymał się jeszcze na chwilę i sięgnął po torbę z podstawowym sprzętem technicznym. Nie pakował wszystkiego, co miał pod ręką. Jechali tylko do mieszkania zaginionego detektywa, więc na początek wystarczało kilka rzeczy potrzebnych do sprawdzenia elektroniki i zabezpieczenia ewentualnych nośników danych. Przynajmniej na razie. Zanim ruszył w stronę windy, zerknął jeszcze na Beckę.
                                      – Podeślij nam proszę adres oraz to, co mamy o jego mieszkaniu, jeśli coś masz. – poprosił i zaczął się zbierać. Kiedy upewnił się, że ma wszystko, czego będą mogli potrzebować, zarzucił torbę na ramię i spojrzał na Hernandeza.
                                      – Ty prowadzisz. Nie mam obecnie ani cierpliwości, ani nastroju do tkwienia w korkach.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • NabuchodonozorN Niedostępny
                                        NabuchodonozorN Niedostępny
                                        Nabuchodonozor jako Eugene Mullis
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Nabuchodonozor
                                        #19

                                        Nagle wszyscy zaczęli się zbierać. Może poza Simonem i Becką, którzy coś na boku omawiali.

                                        Eugene'owi już wcześniej ta grupa wyglądała na nieco chaotyczną, jednak jego zadaniem jako biotechnologa zawsze było porządkowanie i właściwe ukierunkowanie organizmów żywych, tak aby jak najlepiej wykorzystać ich potencjał na korzyść człowieka.

                                        — Państwo w trzy osoby zamierzacie przeszukiwać mieszkanie poszukiwanego? Niestety chyba przeoczyłem ten fakt, ale czyżby było ono aż tak duże? Oczywiście nie podważam Państwa decyzji, jednak jeśli Pan Tomas uda się na parking, a Państwo do mieszkania to kto przeszuka biuro? Pan Simon najwyraźniej specjalizuje się w innych działaniach, ja niestety również. Oczywiście mógłbym się tam udać jeśli Państwo dacie mi klucz czy też przepustkę i dobry powód by mnie wpuszczono. Biorąc pod uwagę moją specjalizację właściwa procedura przeszukania również mogłaby być wielce przydatna.

                                        Po chwili namysłu również dodał:
                                        — Być może to dla Państwa oczywiste, ale sugeruję również by Państwa telefony pozostały włączone i przynajmniej na poziomie wibracji, by w razie potrzeby każda grupa mogła się ze sobą wzajemnie skontaktować. Informacje uzyskane z naszych eksp... znaczy z naszych miejsc poszukiwań mogą bowiem się nawzajem uzupełniać i wpłynąć na sam przebieg czynności.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • CavallinoC Niedostępny
                                          CavallinoC Niedostępny
                                          Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                                          #20

                                          Vivienne uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona propozycją. Nie spodziewała się, że zaledwie kilka chwil po wejściu do siedziby XIII, zostanie poproszona o aktywny udział w poszukiwaniach i przeszukaniu mieszkania zaginionego. Była przekonana, że jej rola się skończy wraz z przekazaniem informacji o zaginięciu. Ale XIII widać miała inne plany – najpierw zdecydowali, że samo przekazanie informacji nie wystarczy, że warto by pojawiła się w siedzibie. A teraz chcieli żeby im towarzyszyła. Była zbyt zmęczona by z pełną jasnością umysłu analizować tą dziwną sytuację.
                                          – Ja? – spytała totalnie skonsternowana. – Jeśli uważasz, że mogę się przydać.
                                          Spojrzała na mężczyznę, który również zdecydował się dołączyć, a potem na łebskiego gościa, którego nagły opór i seria pytań dotyczących organizacji całego przedsięwzięcia tylko bardziej ją zdezorientowały.
                                          Vivienne zacisnęła dłonie na kubku i rozejrzała się po pomieszczeniu szukając drogi ucieczki.
                                          Wyglądało na to, że każdy miał jakiś pomysł, ale nikt nie do końca wiedział, kto właściwie powinien go realizować. Nie miała pojęcia, jak ci ludzie pracowali wcześniej, ale najwyraźniej organizacja nie była ich najmocniejszą stroną.
                                          Jak oni właściwie mają znaleźć O’Harę, skoro wygląda na to, że sami jeszcze nie wiedzą, jak ze sobą pracować? – pomyślała, pocierając jedną dłonią skroń.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          😱 💯
                                          1

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa