Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje fantasy
  3. Rozgrywka
  4. [Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
Sprzysiężenie Czerwonej Księgi
RewikR
Rewik jako
Mistrzyni Wiedzy
Mistrz Gry
WiredW
Wired jako
Rorimak Brandybuck
GreKG
GreK jako
Paladin Tuk II
MarrrtM
Marrrt jako
Primula Brandybuck
GladinG
Gladin jako
Lobelia Bracegirdle
PaniczP
Panicz jako
Milo Makary Tuk
Pan ElfP
Pan Elf jako
Esmeralda Tuk

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sprzysiężenie czerwonej księgi
84 Posty 7 Uczestników 1.2k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GladinG Niedostępny
    GladinG Niedostępny
    Gladin jako Lobelia Bracegirdle
    napisał ostatnio edytowany przez
    #41
    Lobelia Bracegirdle
    Lobelia Bracegirdle – To załatwiliśmy sprawę śpiewająco, czyż nie? - zwróciła się do narzeczonych Lobelia, spoglądając swym bystrym okiem.

    – Dziękuję za ziele, wielce się przydało - tym razem słowa podziękowania skierowała do samego Drogo.

    text alternatywny

    – Zaskoczona jestem - podczas dalszej podróży Lobelia postanowiła podzielić się ze współpasażerami swoimi przemyśleniami - że taka już aktywność owadów wiosną. Miód? W takich ilościach? Toż jeszcze nie czas. Takie anomalie nie zwiastują nic dobrego. Ależ miło ze strony Noaeksów. Dali mi tyle miodu! To pewnie jeszcze z zeszłorocznych zapasów!

    Miody podróżowały bezpiecznie w koszyczku wraz z panną Bracegirdle i stanowiły teraz jej niekwestionowaną własność. Jakby nie było, sama jedna rozprawiła się z niebezpieczeństwem i zagrożeniem. Nawet okazała się na tyle wielkoduszna, że nie skomentowała pomocy udzielonej jej przez pozostałych. No cóż. Nie wszyscy mogą być tak bystrzy, jak ona.

    justified paragraph

    – Nie dotarli jeszcze - skomentowała zastany stan rzeczy. - Mówiłam im, że rzeka pewnie wezbrana. Ale czy ktokolwiek z nich pomyślał, aby wziąć to pod uwagę i zabezpieczyć się w przydatne rzeczy przed wyruszeniem od Bilbo? A on sam, czy o tym pomyślał? Namówił ich na wyprawę nie bacząc na zdrowy rozsądek!

    – O tej porze powinniśmy być już w Tukowej Skarpie - zatupała zdenerwowana Lobelia na wieść, że nie ma miejsc noclegowych w Rozstajach. - Wszystko winna tego smarkacza Griffo. Ojciec winien mu wygarbować skórę!

    – Siadajmy na razie i posłuchajmy, co się dzieje. Może uda nam się usłyszeć coś ciekawego, co nasunie nam rozwiązanie.


    Sesja Karak Varn | Gladinhammer

    A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • WiredW Wired

      text alternatywny
      Rorimak Brandybuck

      - Milo zna się na chodzeniu po lesie nie gorzej ode mnie, stąd pasuje do takiej podróżu, nie rozumiem skąd to rozstawianie Tuków, niech sami decydują - odparł stary Rori akcentując słowo rozstawianie, widząc że Tuków chciała przydzielać jak pionki

      WiredW Online
      WiredW Online
      Wired jako Rorimak Brandybuck
      napisał ostatnio edytowany przez
      #42
      Ten post został usunięty!
      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • WiredW Online
        WiredW Online
        Wired jako Rorimak Brandybuck
        napisał ostatnio edytowany przez
        #43

        text alternatywny
        Rorimak Brandybuck

        Rorimak w milczeniu przytakiwał Paladinowi, a gdy tylko rozchylił zarośla uśmiechnął się od ucha do ucha.

        - Dzik, jak dzik... - rzekł rozbawiony cicho, ale widać było po bananie na twarzy że podoba mu się ta zmiana, widać Milo się na dzikach średnio zna, ciekawe co robi w takim razie po lasach gdy tak często wychodzi. Rorimak był znanym myśliwym, zaś Makary, hm...

        - Idź idź, jak coś powiemy że dowiązujemy co by nie odpłynął z tą łódką - zapewnił go gdy tamten chciał podkraść się pod linę
        - A płot, cóż, widocznie dzik rozwalił - powiedział mrugając okiem

        Poszło łatwiej niż się mu wydawało się, myślałby kto, że stary Brody popił ostro, bo spał jak zabity, ale alkoholu żadnego nie wyczuwał. Wrócili prędko z liną, mogli się nią obwiązać, z palikami do oparcia już na pewno nurt ich nie porwie, tylko butów żal...

        No nic, pora na przeprawę!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        2
        • MarrrtM Niedostępny
          MarrrtM Niedostępny
          Marrrt jako Primula Brandybuck
          napisał ostatnio edytowany przez
          #44

          Prymula Brandybuck
          text alternatywny

          Lobelia jednak wciąż była Lobelią i Prymulka, której Fortuna oszczędziła ukąszeń przez szerszenie, siedziała teraz wygodnie w kolasce trzymając Droga pod ramię i z grzecznym uśmiechem na twarzy przysłuchiwała się miodowym rozważaniom panny Bracegirdle.
          - Rzeczywiście Lobelio - przytaknęła rozbawiona aneksją dzbanów - Zasłużyłaś na ten podarek bez wątpienia. A wiosna… Hmmm… Plastry miodu wydawały się pełne, a owady… pszczoły pracowite, a szerszenie… wściekłe.

          Wzdrygnęła się na wspomnienie atakujących ją insektów. Bardziej niż ona jednak ucierpiał Drogo, którego pod wpływem nagłej potrzeby ścisnęła mocniej za ramię.
          - Ale przyznać trzeba, że łąki kwieciem pokryte gęsto i nie dziwota, że pszczołom praca się w łapkach paliła. Szerszeni zaś tłumaczyć nie trzeba. Z resztą i rady na nie większej nie ma. Trzeba się pogodzić, że istnieją nieprzyjemne stworzenia co w swej naturze mają zgryźliwość i miodowe łakomstwo.
          Uśmiechnęła się uprzejmie, a Drogo zachichotał.

          ***

          Gwar był w Rozstajach niesłychany wręcz. Prymula być nie była nim jakoś bardzo zaskoczona, gdyż podobny widywano w Newbury przy Północnym Trakcie w Bucklandzie. Ale w Bucklebury, czy Crickhollow coś takiego zdarzało się co najwyżej podczas Festynów.
          - Ależ to nie wina tego chłopca Lobelio. Pecha mamy, ot co. Oby nie towarzyszył on też naszym żądnym rzecznych przygód przyjaciołom. Z resztą Rory jest z nimi. Nie pozwoli by dopuścili się jakiejś bzdury ani nie przyzwoli nieszczęściu ich spotkać. Jestem tego pewna.

          Obrzuciła wzrokiem tłum hobbitów przeplatany pojedynczymi krasnoludami. Lubiła pogawędzić niemniej niż inni hobbici, ale ostrzenie uszu nie było jej ulubionym zajęciem. Nawet jeśli rzeczywiście nie mieli niczego lepszego na oku aktualnie. Chyba żeby…

          Ilość pytań, powitań i pozdrowień była wprost proporcjonalna do tłumu, ale nie przesadnie nachalna. Radzili sobie z nią zupełnie dobrze. I być może można było to wykorzystać. Pozwoliła Lobelii czas jakiś na jej plotkarskie przyjemnostki, po czym wstała.

          - Poczekajcie proszę. Odo… potowarzysz mi.

          Ruszyli we dwoje z młodym Bolgerem w kierunku gospody i szynkwasu wymieniając zdawkowe pozdrowienia z postronnymi hobbitami, póki nie zwróciła na nich uwagi większa grupka hobbitów i hobbitek, w której prym wiódł kojarzony nieco przez Prymulę rosły Chubb.

          - Powitać pani dziedziczko Prymulo! - ozwał się - Jak się miewa Buckland?

          Prymula uśmiechnęła się i skinęła uprzejmie głową.

          - Dziękuję Panie Chubb - odparła słabym głosem - Miewa? Ach Buckland… tak…
          Po czym omdlewając osunęła się na ziemię.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • GladinG Niedostępny
            GladinG Niedostępny
            Gladin jako Lobelia Bracegirdle
            napisał ostatnio edytowany przez Gladin
            #45
            Lobelia Bracegirdle
            Lobelia Bracegirdle – Rozstąpcie się! Rozstąpcie! Zróbcie miejsce! Dajcie jej pooddychać!

            Wywracając w duszy oczyma panna Bracegirdle ruszyła w stronę omdlałej Prymuli.

            – Proszę nie robić zbiegowiska, no już - używając swej parasolki uzyskała nieco miejsca wokół odgrywającej rolę swego życia Brandybuckówny. - Nuże, gospodarzu, trzeba ją gdzieś ułożyć na łóżku, by odpoczęła.

            – W jej s-t-a-n-i-e - dodała konspiracyjnym szeptem - łatwo się przeforsować. Lepiej ją szybko stąd zabrać, bo jeszcze hobbity będą gadały. Drogo, kuzynie, potrzebna nam będzie woda do picia, oraz miska bądź cebrzyk z wodą i ścierka do robienia okładów na głowę. Drogo, to n-a-rz-e-cz-o-n-y Prymuli - zwierzyła się gospodarzowi po cichu.

            – Proszę się jednak nie martwić - już nieco głośniej zwróciła się do karczmarza. - Pan Baggins pokryje wszelkie koszty. A jeżeli trzeba będzie udobruchać jakiś gości, by znaleźć dla niej miejsce... chociaż nie sądzę, aby którykolwiek szanujący się hobbit mógł mieć biedactwu to za złe! Jednak, mam tutaj coś dodatkowego. Garnuszek miodu, a i narzeczony może postawi dobrym duszom kolejkę piwa, jak myślisz Drogo?

            – I proszę się nie martwić. P-a-n-n-ą Prymulą zajmę się osobiście. Będę z nią w pokoju przez całą noc. Nie możemy przecież pozwolić, by goście gadali, prawda?


            Sesja Karak Varn | Gladinhammer

            A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            3
            • MarrrtM Niedostępny
              MarrrtM Niedostępny
              Marrrt jako Primula Brandybuck
              napisał ostatnio edytowany przez
              #46

              Prymula Brandybuck
              text alternatywny

              Prymula była zaskoczona! I to tak bardzo, że aż coś w niej niemal wrzało i chciało wydostać się na zewnątrz głośnym wybuchem śmiechu. Nie zwykła wszak czynić podobnych żartów. Zawsze starała się zachowywać grzecznie i przykładnie. A tymczasem ucieczka do fortelu przysporzyła jej wprost nieprzyzwoity ogrom zadowolenia. Zatroskane, pełne niepokoju głosy zwiedzionych podstępem biesiadników były niczym ciepły poranny wietrzyk nad brzegiem Brandywiny i gdyby nie sytuacja z przyjemnością wygrzewałaby się w nim jeszcze kilka chwil.

              Otworzywszy na wpół oczy ujrzała nad sobą komenderujacą innymi Bracegirdlównę.
              - Och… to Ty Lobelio… - powiedziała słabo nie wychodząc z roli - Taki wstyd… To pewnie przez te okropne szerszenie… Ależ nie trzeba kłopotać… Wrócimy do Bucklandu…

              - Bez dyskusji moja droga. Zostajemy - ucięła Lobelia i wróciła do wydawania poleceń, a Prymuli przez myśl przeszło, że hobbitka jako jedyna bodaj rozszyfrowała jej psikusa, bo Odo chodził w te i we wte bez pomysłu co z sobą począć, a nawet bystry przecież Drogo wyglądał niepewnie i zapragnęła go czym prędzej uspokoić. Nie chciała jednak rujnować dobrej sceny. Cóż. Musi Pan Baggins chwilę pocierpieć.

              - Jak mi idzie? Widziałaś ich miny?? - syknęła cichutko do Lobelii z szelmowskim błyskiem w oku gdy chwilowo zostały we dwie.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • RewikR Niedostępny
                RewikR Niedostępny
                Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                napisał ostatnio edytowany przez Rewik
                #47

                https://imgur.com/80HA66L.png
                Prymula Brandybuck +1k6 za okoliczności
                Prymula Brandybuck: zagadki (PT 13) - | 1, 6 | 1, 4, 5, 5 | - sukces!
                Lobelia Bracegirdle: przekonywanie (PT 12) - | 9 | 2, 3 | - sukces!
                Lobelia Bracegirdle: inspiracja (PT 12) - | text alternatywny | - | - oblany!

                https://imgur.com/0gbovCj.png

                Po tym pełnym grozy zdarzeniu, zgiełk w Postoju Wędrownika z czasem narastał ponownie, więc Lobelia i Prymulka miały okazję wymienić porozumiewawcze spojrzenia i słowa. Było tak, gdy oznajmione zostało, że nikomu nic poważnego się nie stało, a sytuacja została opanowana.
                – Nami się nie przejmujcie – przypomniał znów do nich podchodząc kędzierzawy hobbit - właściciel, u którego boku stała pulchna hobbitka z garnuszkiem darowanego miodu – Z pewnością ktoś z naszych przyjaciół przenocuje nas u siebie... o! chyba już wiem kogo powinniśmy odwiedzić! – Chcąc potwierdzić swoją pomysłowość, popukał się w głowę, ale tak z uznaniem. – W każdym razie, tak będzie najlepiej. Za szynkwasem w prawo, nie ma potrzeby chodzić po schodach, a dodatkowe łóżka zaaranżujemy tak, że na pewno się wyśpicie. Nasza w tym głowa, byście pobyt u nas milo wspomnieli i... – nachylił się do Prymuli, puszczając oko – niczym więcej się już dzisiaj nie przejmowali.

                Tak oto Prymula, Lobelia, Drogo i Odo zaczęli urządzać się w pokoju na zapleczu, mieli też jeszcze czas by odpocząć, czy rozprawiać z mniej i bardziej znanymi im hobbitami, ostrząc uszy na wieści tak ze świata, jak i (przede wszystkim) z Michel Delving. Tymi zaś mogli już podzielić się z resztą drużyny Sprzysiężenia Czerwonej Księgi, bowiem wreszcie wymęczeni, ale weseli Esmeralda z bratem Paladinem na przedzie i Milo wraz z Rorimakiem, zamykającym drzwi zawitali w Postoju Wędrownika!

                text alternatywny

                Śmiechów i wygłupów przy przeprawie było co nie miara, lecz pozwoliła im na to lina i Milowe podpórki. Bez nich strach pomyśleć co by się stało, gdyby jeden z nich został porwany przez nurt rzeki. Na szczęście tak i Rory, Paladin, tak i Milo i Esme dziarsko przebyli rzekę, a wiosenne słońce, które już wysoko wędrowało po nieboskłonie ogrzewało ich, kiedy przyrządzali ognisko, by się podsuszyć i ogrzać przed dalszym marszem.

                Polany i pagórki były o tej porze roku wyjątkowo urokliwe. Mijali najpierw tereny wcale zagospodarowane, potem pojedyncze gospodarstwa, pola by wreszcie wejść na szlak i podążyć nim, aż słońce wyznaczyło koniec dnia i początek wieczora. Wtedy też zaczęli dostrzegać światła Rozstajów. Myśl o czekających ich smakołykach dodała animuszu i już chwilę później siedzieli wszyscy razem przy wspólnym stole, omawiając najnowsze wieści, które zebrała dla nich Lobelia, Prymulka i Drogo.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                2
                • GladinG Niedostępny
                  GladinG Niedostępny
                  Gladin jako Lobelia Bracegirdle
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #48
                  Lobelia Bracegirdle
                  Lobelia Bracegirdle Panna Bracegirdle mocno głowiła się nad tym, czy bardziej podejrzane będzie witanie się ich grupy z pozostałymi, czy też bardziej podejrzane będzie od nich stronienie.

                  Problem ten jednak rozwiązał się, jakby to rzec, sam, gdy spóźnieni przybysze jęli z radością wielką witać się z Drogo, a nawet z Lobelią. Zatem wyjścia nie było, należało prowadzić rozmowę jakoś nie wzbudzając zbytnich podejrzeń.

                  – Późno z drogi wróciliście - pouczyła przybyszów. - Miejsc już dawno nie ma, a noc zapadła. Doprawdy - zatupała - Paladinie, jak można tak narażyć młodą panienkę? Ale nic się nie martw Esmeraldo, znajdziemy ci miejsce w pokoju ze mną i Prymulą. Odo zaś może wyścielić sobie kolaskę i się tam zdrzemnąć, nieprawdaż chłopcze?

                  – Milo! Jest tu zagadka w sam raz dla ciebie! Zobacz, tam siedzi Baldo Bunce, bratanek Twojej stryjenki! Wyobraź sobie, bardzo mu w gospodarstwie doskwiera sowa. Jestem pewna, że jest to coś, w czym możesz mu pomóc. On się boi do domu wracać spać sam!

                  – To akurat jest okazja, abyś się z nim udał a przy okazji znajdziesz nocleg dla siebie, a może i dla kogo jeszcze - dodała szeptem.

                  – A teraz wybaczcie, bo właśnie miałam przysiąść się do innych gości, gdy przyszliście.

                  – Ludziom zbytnio wierzyć nie lza, panowie. My Bracegirdlowie mieszkamy tuż obok wzgórz Scary i solidnie swą pracę wykonujemy, pozyskując kamień pierwszej jakości. A ludzie tacy, jak ten Benin, to plotą czy po trzy, aby kolejkę za darmo zarobić i tylko uczciwym hobbitom szkodzą! Szkoda więc na nich strzępić języka, bo to tylko woda na ich młyn!

                  – Za to dużo milej słuchać o czynach dobrych i szlachetnych i o pożytkowi naszemu społeczeństwu przynoszących, pani Burrows. Chociaż przykro słychać, że porządny hobbit musi zamkiem się zastawiać, by jego prywatność nie była naruszona. Ale wiadomo, przez Michel Delving różni się przewijają. Kurę pani powiada? Toż to pomysł dziwaczny! Przynajmniej jaką korzyść z tego miała pani kustosz. Rosół albo na jajka mam nadzieję zostawiła. To i figlarzom miny by zrzedły, że ich psikus na dobre wyszedł.

                  – Ada, pani powiada? Tak, tak... Pani dziewierz pojął za żonę siostrę naszej Prymulki. No właśnie. Niech Pani opowiada, nie da się prosić, co tam u pani córki? Mieszka nadal z wami, czy może się już wyprowadziła? Którzy kawalerowie się wokół niej kręcą? Ależ musi być pani dumna z córki. Sama uwielbiam rozwiązywać zagadki. Ależ jej zazdroszczę! Jestem pewna, że poradzi sobie z ty problemem raz, dwa!


                  Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                  A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • RewikR Niedostępny
                    RewikR Niedostępny
                    Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                    napisał ostatnio edytowany przez Rewik
                    #49

                    text alternatywny

                    Z pewnością wielce niepotrzebne były Bracegirdlom jakieś wymyślone opowieści o nawiedzonych kamieniołomach i kopalniach, czy istotach nawet trochę tylko nikczemnych. Choćby z potencjalnego problemu z hobbitami chętnymi do pracy w tychże miejscach, a więc i dostępnością i cenami materiałów budowlanych. Należało więc takie bzdury tłumić w zalążku, co Lobelia właśnie uczyniła. Prymulka jednak taka pewna nie była, czy sprawę należałoby ot tak spławić. Słyszała przecież o górnikach z Borsuczych Jam i ich coraz to bardziej ponurym i nieuprzejmym (!) usposobieniu. Jak nic, mogła to powodować owa nikczemna istota, o której mawiał ów człowiek!

                    W każdym razie Lobelia słuchać więcej o tych wyssanych z palca historiach nie zamierzała i swą uwagę skierowała na milsze tematy. Rozmowa z panią Burrows była bardzo jednostronna, ilekroć schodziła na temat jej córki. Zaraz to Lobelia wiedziała o tym jakie wypieki najbardziej Ada lubiła, o tym łobuzie Robinie Roper z Małego Delving, co to jak teraz sobie o tym pomyślała zapytana, pewnie to z nim się na spacery po Białych Wzgórzach umawia. O tym, że teraz w Michel Delving mieszka i że książki czytać uwielbia i to tym bardziej cieszy ją praca w pobliżu i w samym Domu Mathom. O tym jaka to ona przykładna jest i dokładna i jaka zaradna, choć kapryśna czasem, ale tylko czasem. O tym jak włosy splata i jaki kolor lubi, o tym i o wiele więcej, byle tylko ktoś słuchać dalej chciał!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • MarrrtM Niedostępny
                      MarrrtM Niedostępny
                      Marrrt jako Primula Brandybuck
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #50

                      Prymula Brandybuck
                      text alternatywny

                      Prymula lubiła czytać. Nie tylko dlatego, że czytanie było w dobrym hobbickim guście. Zwyczajnie była ciekawa tego co skrywały pożółkłe strony spisanych niedawno, lub przeciwnie lata temu ksiąg. A biblioteka Brandy Hallu była pod tym względem miejscem specjalnym w Shire, bo zawierała bodaj najwięcej dzieł. I to nie tylko takich co wyszły spod pióra Hobbita! Były tam też dzieła, bez wątpienia Dużych Ludzi, krasnoludów, a Prymula miała też podejrzenia, że niektóre pergaminy mogły być dziełem elfów. Niewiele hobbitka rozumiała z tych zagranicznych treści o dawnych czasach nierzadko przeplatanych nieznanymi jej językami. Ale były momenty, że potrafiła skojarzyć nieoczekiwanie żywe treści z aktualnymi wydarzeniami. Ot jak choćby teraz gdy Lobelia streściła o dziwnym świetle, które widziały krasnoludy.

                      - Czytałam, że w tych górach były krasnoludzkie pałace. Strażnice Dużych Ludzi. A w dolinie Sarn mieszkali Elfowie. Bardzo dawno temu - powiedziała z przejęciem swoim delikatnym głosem gdy usiedli w końcu razem - I wszystko przepadło gdy zjawiło się czarnoksięskie królestwo Angmaru. A teraz widać tam tajemnicze światło, co płoszy stwory… - zaraz jednak uśmiechnęła się przepraszająco jakby chcąc zatuszować zainteresowanie tak niestosowną historią - To doprawdy wspaniały temat na bajkę. Dla dziecka. Nie uważasz Drogo?

                      Hobbit pogładził się po surducie, upił piwa i zabrał się za czyszczenie fajki.
                      - Światełka w górach to nie temat dla szanujących się hobbitów - odparł poważnie, ale zaraz odwzajemnił uśmiech i dodał - szanujących się DOROSŁYCH hobbitów. Maggotowi wszak kurę to i myśmy w młodym wieku z Rory’m niegdyś… odpożyczyli. Pamiętasz druhu? Ale co się tyczy Borsuczych Jam to i ja słyszałem, że coś - obejrzał się i upewnił, że Lobelia rozmawia z panią Burrows - JEST na rzeczy. Taffy Proudfoot, której mąż mleko rozwozi też wspomina, że w osadzie górniczej nietęgie humory panują, a hobbici tam dziczeją. Bledną. Kaszlą. I mruczą pod nosem. Jak jakieś krasnoludy. Ktoś coś o czaszce Golfimbula mówił, że to jej sprawka. A teraz ten niby stwór tego Dużego Człowieka. No! Można rzecz, że pomysł mojego kuzyna jest w tym wszystkim tylko niewinnym bzikiem! Choć jak widać nie on jeden ma ochotę jej figla spłatać. Ciekawe, czy to nie maggotowa kura się w Domu Mathom znalazła! To byłaby heca!

                      - Och nie pleć Drogo - odrzekła Prymula tłumiąc śmiech - Przecież to dzień drogi kolaską. Skąd by kura Maggota miała się wziąć w Domu Mathom. Zresztą Maggot też ma psy. A one pilnują mu kur. Jak jakaś ucieknie to w zębach przynoszą, a krzywdy nie zrobią…

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      2
                      • PaniczP Online
                        PaniczP Online
                        Panicz jako Milo Makary Tuk
                        napisał ostatnio edytowany przez Panicz
                        #51

                        Milo Makary Tuk

                        Kto się pracy nie boi, temu i przygoda nie straszna, myślał Milo. Aforyzm na co dzień nie plątał mu się na języku, ale w razie co pasował, by osłonić się, gdyby szacowni hobbici mieli wziąć pod lupę Milowe niecodzienności. Może i robił, co nie trzeba (i nie wiadomo po co, jak wielu by dodało), ale co trzeba też robił, prowadząc dom i ogród jak należy, nie migając się obowiązków i powinności.

                        Tym sobie dodawał otuchy i teraz, gdy mocząc nogi po same uda, w podwiniętych (nadaremnie) spodniach wbijał w dno rzeczki płotowe pachołki. Nie bał się ani wysiłku, sapiąc i pogwizdując przy brnięciu w wodę (trochę dla dodania sobie animuszu, bo jednak nurt rwał, oj rwał!), ani wyzwania. Tego jednak, że zostanie wzięty za wandala i przylgnie doń już nie tyle łatka dziwaka, co jeszcze chuligana, nieco się obawiał. Wynagrodzę co trzeba, sam zbiję i złożę. Płot będzie jak nowy, myślał przy każdym kolejnym kołku, który lądował wbity w dno, wyskubany z ogrodzenia.

                        Po jakimś czasie, mokry i zmarznięty, ale nadrabiając miną (bo szkoda było się dąsać, gdy miał taki doping od Esmeraldy i jej sójki-przyjaciółki), hobbit przeprawił się na drugi brzeg. Przejście było możliwe i przedostać mogli się oboje, ale wysiłek okazał się zbędnym, bo oto łodzią nadpłynęli Paladin i Rorimak.

                        – O do kroćset - zaklął pod nosem Tuk, smarkając w wierzbowy listek, gdy nikt nie widział. Rozbieranie parkaniku na marne i spadnie mu tu jeszcze odium psuja na darmo! Trzeba będzie Brody'emu wynagrodzić. Postawię i pomaluję ładnie, zapewniał w duchu Milo całe patrzące nań Shire. Pożytek będzie dla kogoś przynajmniej, jak przyjdzie im się przeprawić, usprawiedliwiał się.

                        – O panowie, skądeście wytrzasnęli taką linę? – Tuk zasalutował im, jak zdawało mu się, że robią duzi ludzie przy takich okazjach. - Widzisz Esme, czeka Cię nawet i wspinaczka po linie jak w małpim gaju! Tegoś na pewno nie planowała!

                        Z Wodą za plecami, z ciepłą ziemią pod stopami, problemy zniknęły z głowy Makarego. Hobbit zapomniał o obawach, zimnie, katarze i mokrych nogawkach. Szedł żywo, ciesząc się wiosną i gdy złapało go słonko, zaczął sobie podśpiewywać, nie czując jak robi to głośniej i głośniej.

                        ♫♪Miast kapelusza mi chmura,
                        Gdy wiosna mnie słońcem otula,
                        Zbędne mi szaty i stroje
                        Gdy wiosna otwiera podwoje

                        Szlak, ani siennik nie twardy,
                        Gdy błękit nade mną otwarty,
                        Nie straszny głód, ni pragnienie,
                        Gdy prosi lasu schronienie

                        Staję za stają wędruję,
                        A wcale zmęczenia nie czuję,
                        Nie groźne podróży trudy,
                        Gdy grają piosenki nuty♪♫*

                        - O! - przerwał nagle, ujmując z głowy kapelusz, którego podobno nie było mu trzeba. - Dotarliśmy! Poznaję gospodę! To Postój Wędrownika!

                        Nie byli na miejscu pierwsi i nie byli na miejscu w porę, ale dotarli. Pierwsza, mokra robota za nimi.

                        text alternatywny

                        Milo ucieszył się na gwar i wesoły chaos Wędrownika, obeschły już całkiem i z myślami biegnącymi dalej w kalendarz. Nie myślał o konspiracji, gdy zobaczył Lobelię, Prymulkę i Droga, bo dziwniejszym byłoby chyba, aby hobbit nie zbratał się przy takiej okazji z każdym z kuzynostwa, które napotka (choćby na krótko i choćby kuzynostwo było to najodleglejsze).

                        Tuk, czując tak powinność, jak i przyjemność, postawił kolejkę korzennego piwa towarzyszom własnej przeprawy. Gawędzili wesoło i Milo zaśmiewał się, słuchając o dzikich pochrapywaniach Brody'ego, który za zasłoną tataraku był jak i Bestia za Murem. Tak, strach miewał wielkie oczy!

                        Milo – w przeciwieństwie do Lobelii, która bujdy o strasznościach traktowała tak jak się powinno, czyli jak bujdy, więc rzecz nie wartą rozmowy – na plotki o rzeczach niestworzonych i dziwacznych miał wielki apetyt. Nie był mąciwodą, ani plociuchem, więc jeśli nawet zasłyszał taką czy inną smakowitą dziwaczność, nie podawał jej bezmyślnie dalej, ani nie potakiwał opowiadaczom na każde ich wydumanie, trzymając raczej grzeczny, ale zaciekawiony dystans. Tam, gdzie Lobelia odpuściła, Makary był gotów podłapać wątek, chłonąc goryczkę piwa, ciepło kominka i iskrę przygody.

                        Z rzeczy konkretnych pozostawał jednak nocleg i tu pani Bracegirdle pokazała, że ma głowę na karku, pomyślawszy o wszystkim, nim jeszcze Wodniacy przybyli na miejsce. Milo rzeczywiście mógł pomóc Baldowi – kto wie, jaka to sowa pohukiwała mu pod dachem? Pomóc bliźniemu się wyspać było dobrym uczynkiem, a że przy okazji może dałoby radę podpatrzeć jakiś ciekawy gatunek? Sóweczkę? Włochatkę? Może pójdźkę, albo syczka? O, już mniejsza o sam nocleg, ale okazja na kanapkę przyjemnego w pożytecznym była przednia!

                        – Uszanowanie, Baldo – Hobbit zaszedł do stolika dalekiego krewniaka, kiwając głową i dając znak gospodarzowi, by podskoczył z zamówieniem. – Uwagi mej doszło, że Matka Natura uwzięła się na ciebie i noce masz nieprzespane.

                        – A szkoda gadać... – Bunce oczy miał podkrążone i chwilę łypał nimi na Tuka, nim wyłapał jego imię z pamięci. - Milo. Szkoda gadać, ptaszysko spać nie daje...

                        – Bieda, prawdziwie, drogi Baldo. Ale rzeknij, mógłbym zerknąć w sprawę ze swej perspektywy? - Milo pokiwał mu na zachętę, jakby samo zainteresowanie mogło już być pocieszeniem. - Znam się trochę na zwierzakach, słyszałeś pewnie, co o mnie plotą... Może będę w stanie pomóc przepłoszyć to sówsko...

                        Tuk miał nadzieję, że kuzyn nie da się prosić – widać było po worach pod oczami i mętnym wzroku, że za dobry sen zapłaciłby złotem. Makary planował już jak udając jastrzębia albo puchacza zdoła wystraszyć mniejszego ptaka i załatwi strapionemu Baldowi ukojenie... A w najgorszym razie, jeśli to nie pomoże, zgotuje mu ziółka, które przynajmniej dadzą biedakowi się wyspać.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • RewikR Niedostępny
                          RewikR Niedostępny
                          Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                          napisał ostatnio edytowany przez Rewik
                          #52

                          text alternatywny

                          Bunce zrazu oczy otworzył i sam jak sowa przez chwilę wyglądał.
                          – Ho, ho! Byłoby wspaniale! – Baldo nie wyjawił, że płoszyć ją już próbował, ale bez efektu, bo ptaszysko zaraz wracało, jakby na złość. – Mam gospodarstwo niecałe ćwierć mili stąd, a i... a co mi tam opłacę wam tu posiłek i trunek i coś na rano wezmę.

                          text alternatywny

                          Rorimak, Paladin, Milo, Odo

                          Faktycznie, spacer był krótki nawet dla kogoś, kto miał już wilka staj w nogach. Gospodarstwo było niewielkie, acz sala wspólna przy palenisku miała swój urok. Bunce parał się uprawą różnych warzyw, ale też czasem zbierał drewno na opał dla siebie i na sprzedaż, miał więc zapas, który to ledwie tylko nadwyrężył, kiedy tylko usadowili się w środku i wziął się za przygotowanie ciepła dla gości (w czym później wyręczył go Milo).

                          Otrzymali od niego jeszcze koce, dzbanek piwa i koszyk ułomków chleba na noc, w razie gdyby komuś zaburczało w brzuchu. Bunce wcale, a wcale nie wtykał nosa w ich sprawy, upewniał się tylko, czy mają wszystko czego im potrzeba.
                          – Zjawia się zwykle o zmierzchu, lub trochę później, jak już podje trochę, ale może dzisiaj się mnie nie spodziewała, więc nie zjawi się wcale. Może się nam poszczęeee... – Baldo ziewnął przeciągle. – Na poddaszu zwykle przesiaduje, a wejście tam po drabinie od zewnątrz na szczycie do...
                          – HUUU-HU-HU-HUUUU!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • Pan ElfP Niedostępny
                            Pan ElfP Niedostępny
                            Pan Elf jako Esmeralda Tuk
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #53

                            Esmeralda Tuk

                            text alternatywny

                            text alternatywny

                            Esmeralda ucieszyła się niezmiernie na widok własnego brata i towarzyszącego mu Rorimaka, wracających tryumfalnie z liną w dłoniach.

                            - Hejże, ho! - zakrzyknęła radośnie, podrywając się z trawy z takim impetem, że sójka, która odpoczywała na jej ramieniu, musiała czym prędzej wzbić się w powietrze, by nie spaść w niegodny sposób.

                            Hobbici całkiem sprawnie przeprawili się przez rzeczkę - choć trzeba przyznać, że była to przygoda niezmiernie niebezpieczna i ekscytująca zarazem… przynajmniej w oczach Esmeraldy. Tak też później, tego samego wieczoru, a nawet po latach, opowiadała z przejęciem, jak to woda niemal porwała Paladina, jak Rorimakowi stopa ugrzęzła między zdradliwymi kamieniami, jak konstrukcja z palików prawie rozpadła się w ostatniej chwili - oraz jak ogromny rzeczny potwór wynurzył się z odmętów, rozwierając paszczę, by pożreć całą czwórkę. Na szczęście Esmeralda zdzieliła bestię tukowym kosturem prosto w łeb, dzięki czemu wszyscy mogli czmychnąć na drugi brzeg.

                            - Naprawdę tak było! - zapewniała z poważną miną w gospodzie, popijając korzenne piwo.

                            I tylko sójka spoglądała na nią z wyraźnym powątpiewaniem, wiedząc doskonale, że żadna z tych dramatycznych scen nigdy nie miała miejsca.

                            W przeciwieństwie do Prymuli i Lobelii, Esmeralda nie przykładała wielkiej wagi do plotek - a już zwłaszcza do tych dotyczących córek ciotek stryjecznych od strony ojca zięcia czyjejś babki. Toteż jedynie ceremonialnie przewróciła oczami, gdy Parasolica odeszła od ich stolika, wyraźnie znudzona opowieściami o rzecznych potworach i innych niezwykłościach. Tukówna machnęła za nią ręką i wróciła do swojego kufelka, z o wiele większym zainteresowaniem przysłuchując się temu, co ją naprawdę pociągało - nawiedzonym kamieniołomom, tajemniczym i nikczemnym zjawom, wszystkiemu, co nieprawdopodobne i choć odrobinę niebezpieczne.

                            Gdy więc Prymula i Drogo zaczęli opowiadać o tajemniczych światełkach, Esmeralda przestała się wiercić, wytężyła słuch i skupiła całą uwagę na tej historii. Wyobraźnia porwała ją daleko w góry, gdzie wędrowała, wiedzioną duchem przygody i ciekawością nieprzystającą - jak mawiano - dorosłym i poważnym hobbitom z parasolkami.

                            Kiedy Milo postanowił wyruszyć, by pomóc w sprawie przerażającej sowy, Esmeralda była już niemal przy nim - jedną nogą gotowa do drogi. Drugą zaś tkwiła już w cieplutkim łóżeczku, pod kołderką, najedzona i gotowa do długiego snu. Ziewnęła przeciągle i cofnęła nogę, bo zmęczenie po długim dniu i rzecznych “zmaganiach” dało o sobie znać.

                            Rankiem bardzo chciała wyruszyć do Michel Delving, lecz wciąż pozostawała sprawa niecierpiąca zwłoki - spuchnięta i nieszczególnie sprawna noga biednego Droga. Esmeralda, choć pragnęła dalszych przygód, nie mogła opędzić się od współczucia, widząc Prymulę zatroskaną o ukochanego. Postanowiła więc odłożyć na bok własne kaprysy i pomóc w wyprawie do lekarza.

                            W myślach już uknuła plan: w drodze tam będzie rozweselać Droga, by dodać mu otuchy, a w drodze powrotnej to samo ofiaruje Prymuli - by pokrzepić jej zmartwione serce i zapewnić, że wszystko dobrze się skończy.

                            text alternatywny

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • GreKG Niedostępny
                              GreKG Niedostępny
                              GreK jako Paladin Tuk II
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #54

                              text alternatywny

                              Paladin Tuk Drugi.

                              Paladin drgnął tak gwałtownie, że omal nie wylał sobie piwa na kolana.

                              — No proszę — mruknął, mrużąc oczy. — Znowu coś, co brzmi jak coś, czym nie jest.

                              Z zewnątrz poniosło się przeciągłe:

                              — HUUU-HU-HU-HUUUU!

                              Paddi uniósł palec.

                              — To ma być sowa — oznajmił tonem hobbita, który już raz się pomylił i nie zamierza robić tego drugi raz. — Tylko że… — zawahał się — …czy sowa powinna tak bardzo się starać?

                              Spojrzał podejrzliwie na sufit.

                              — Bo ostatnio też było „grrr-ghrrr”, a wyszedł z tego hobbit w łódce. I to z brodą. — Pokręcił głową. — Ja już nie ufam odgłosom. Odgłosy są zwodnicze.

                              Znów:

                              — HUUU-HU-HU-HUUUU!

                              Paladin zmarszczył brwi jeszcze bardziej.

                              — To może być sowa. — Skinął głową. — Ale równie dobrze może być hobbit, który próbuje być sową. Albo sowa, która próbuje być hobbitą. Świat jest skomplikowany.

                              Podszedł do drzwi i wyjrzał ostrożnie w stronę poddasza.

                              — Powiedziałeś, że zwykle przesiaduje na górze? — rzucił przez ramię do Bunce’a. — Bo jak to faktycznie sowa, to siedzi. A jak to hobbit… to też może siedzieć. Hobbici lubią siedzieć.

                              Zadarł głowę ku szczytowi domu, gdzie drabina prowadziła na poddasze.

                              — Można by sprawdzić — mruknął. — Tak dla pewności. Naukowo.

                              Zrobił krok w stronę wyjścia, po czym zatrzymał się.

                              — Chyba że ktoś inny chciałby. — Odchrząknął. — Bo ja oczywiście mogę. Drabiny nie są mi obce. Kiedyś wszedłem na stołek. To prawie to samo, tylko wyżej.

                              Znów huknęło:

                              — HUUU-HU-HU-HUUUU!

                              Paladin skrzywił się.

                              — To brzmiało trochę… obraźliwie.

                              Odwrócił się do Rorimaka, Milo i Oda.

                              — Dobrze, plan jest taki: ja wchodzę. Powoli. Cicho. Jeśli to sowa, to ją zobaczę. Jeśli to hobbit… to zobaczę też. A jeśli to coś trzeciego, to zawołam. Tylko nie za głośno, żeby nie spłoszyć czegokolwiek, co udaje cokolwiek.

                              Westchnął i złapał się pierwszego szczebla drabiny.

                              — I pamiętajcie — dodał półgłosem — jeżeli to znowu będzie zwykły, spokojny ktoś, kto tylko wydaje dziwne odgłosy… to ja nic nie mówiłem o wilkach. Ani o potworach. Ani o sowach-hobbitach.

                              Po czym zaczął się wspinać, mrucząc pod nosem:

                              — Huu-hu, powiada… zobaczymy, kto tu komu hu-hu…

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              3
                              • RewikR Niedostępny
                                RewikR Niedostępny
                                Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                                napisał ostatnio edytowany przez Rewik
                                #55

                                5399c044-253b-4b6a-9dc0-46affe430f3a-image.png

                                Paladin Tuk II: polowanie (PT 15) - | 4, 7 | 1 | - porażka!

                                Paladin Tuk Drugi coś zobaczył. Nie było to coś trzeciego, bo nie wołał. Ujrzał więc coś pierwszego lub drugiego, lub jeszcze coś kolejnego. Miało to pióra i oczy wielkie i dziób straszliwy, zakrwawiony świeżą zdobyczą (znaczy tak, zapewne niejeden hobbit później by to opowiadał). Pazury zdolne rozszarpać żywą istotę, a istot tych trochę leżało na poddaszu. Stwór przesiadywał w półmroku, groźny gotów do ataku. Dopiero, gdy Paladin szerzej otworzył drzwiczki, światło wpadło do poddasza, rozwiewając wszelkie wątpliwości co do sowości sowy, no chyba że coś bardzo dobrze sowę udawało. Cos lub ktoś. Pewności nigdy nie mógł mieć, więc należało działać ostrożnie. Tylko co właściwie należało zrobić?

                                – HU?

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • GreKG Niedostępny
                                  GreKG Niedostępny
                                  GreK jako Paladin Tuk II
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #56

                                  text alternatywny

                                  Paladin Tuk Drugi.

                                  Paladin najpierw zobaczył oczy.

                                  Potem zobaczył drugie oczy.

                                  A potem zrozumiał, że to wciąż te same, tylko bardzo, bardzo duże.

                                  Zamarł na drabinie, z jedną stopą w powietrzu i ręką kurczowo trzymającą framugę.

                                  — Hu… huuu? — odpowiedział odruchowo, zanim zdążył pomyśleć, że właśnie rozmawia z czymś, co ma dziób większy niż jego łyżka do zupy.

                                  Światło wpadło szerzej. Pióra. Dziób. Krew. Małe, bezsprzecznie martwe stworzonka rozsiane po poddaszu.

                                  Paladin przełknął ślinę.

                                  — To jest… — wyszeptał do siebie — …bardzo przekonujące przedstawienie sowy.

                                  Sowa przekrzywiła głowę.

                                  — HU?

                                  — No właśnie! — syknął Paddi, unosząc palec, jakby prowadził uczoną dysputę. — Tak samo mówię. „Hu”. Bardzo sowio. Aż podejrzanie.

                                  Zrobił maleńki krok w tył, ale drabina skrzypnęła i zatrzymał się w pół ruchu.

                                  — Spokojnie — mruknął, bardziej do siebie niż do niej. — To nie wilk. Wilki nie mają piór. Chyba że wyjątkowo źle się potoczyło ich życie.

                                  Sowa poruszyła skrzydłem. Pazury błysnęły.

                                  Paladin wciągnął powietrze przez zęby.

                                  — Dobrze. — Skinął głową bardzo poważnie. — Załóżmy roboczo, że jesteś sową. Prawdziwą. Autentyczną. Z krwi i… — zerknął na zdobycz — …z innych rzeczy.

                                  Z dołu dobiegł czyjś szept.

                                  Paladin nie odwrócił głowy, tylko odpowiedział półgłosem:

                                  — To zdecydowanie sowa! Albo ktoś, kto sowę bardzo dobrze udaje! Ale stawiałbym na sowę!

                                  Znów spojrzał w wielkie oczy.

                                  — Nie mam nic przeciwko tobie osobiście — wyjaśnił uprzejmie. — Siedzisz tu. Huczysz. Zjadasz… co tam zjadasz. To bardzo w porządku zajęcie dla sowy.

                                  Sowa zamrugała.

                                  — Tylko wiesz — ciągnął dalej, coraz bardziej konfidencjonalnie — my tu nocujemy. I jak będziesz tak… teatralnie huczeć, to hobbici na dole będą sobie wyobrażać różne rzeczy. A wyobraźnia już nam dziś zrobiła kilka figli.

                                  Zrobił jeszcze pół kroku w tył.

                                  — Nie zamierzam cię ruszać. Ty nie ruszaj mnie. Uznajmy, że się widzieliśmy, ale nie znamy. To bardzo cywilizowane podejście.

                                  Sowa wydała krótsze:

                                  — Hu.

                                  Paladin skinął głową z powagą.

                                  — Właśnie tak. Rozsądnie.

                                  I zamknąwszy ostrożnie drzwiczki do poddasza, powolutku, szczebel po szczeblu, zaczął schodzić na dół, mamrocząc pod nosem:

                                  — Sowa jak malowana… z pazurami jak grabie… i z obiadem rozrzuconym po całym poddaszu… Zupełnie normalny wieczór. Zupełnie.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  3
                                  • GreKG Niedostępny
                                    GreKG Niedostępny
                                    GreK jako Paladin Tuk II
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #57

                                    text alternatywny

                                    Paladin Tuk Drugi.

                                    Paladin, już na dole, stał chwilę z rękami założonymi na brzuchu i miną stratega, który właśnie odkrył, że jego przeciwnik ma skrzydła.

                                    — Dobrze — oznajmił półgłosem. — Mamy sowę. Prawdziwą. Zawodową. Z doświadczeniem w huczeniu.

                                    Zadarł głowę ku sufitowi.

                                    — A my chcemy spać. To są dwie potrzeby, które się gryzą. Jak pazury z poddasza.

                                    Zaczął chodzić w tę i z powrotem, coraz bardziej nakręcając się własnymi pomysłami.

                                    — Można ją… przekonać. Uprzejmie. — Wskazał palcem w górę. — Wejść i powiedzieć: „Szanowna Pani Sowo, czy rozważyłaby Pani zmianę lokalu?”. Tylko że ona wygląda na taką, co odpowiada wyłącznie „hu”, a z „hu” trudno wynegocjować ciszę nocną.

                                    Zatrzymał się.

                                    — Można ją przegonić hałasem. — Zmarszczył brwi. — Ale wtedy będziemy robić większy hałas niż ona. A ja już dziś nasłuchałem się różnych „rrrgh” i „huuu” na zapas.

                                    Uniósł nagle palec.

                                    — O! Można spróbować ją… znużyć.

                                    Spojrzał na pozostałych z powagą.

                                    — Jeśli będziemy huczeć w odpowiedzi. Równo. Jednostajnie. Bez pasji. To może uzna, że teren jest zajęty przez większą, bardziej monotonną sowę i się wyprowadzi.

                                    Zamyślił się chwilę, po czym pokręcił głową.

                                    — Albo przeciwnie. Uzna to za zaloty. A tego bym nie chciał rozwijać.

                                    Westchnął.

                                    — Można też wejść i delikatnie postukać w belki. Tak, żeby uznała, że dach jest… niestabilny. Sowy lubią stabilność. Ja też.

                                    Przechylił głowę.

                                    — Ewentualnie… — ściszył głos — …przenieść jej kolację. Te wszystkie drobne stworzonka. Jeśli uzna, że spiżarnia się pogorszyła, może zmienić adres.

                                    Zaraz jednak skrzywił się.

                                    — Tylko że to oznaczałoby wejście tam jeszcze raz. A ja już raz byłem bardzo blisko jej pazurów i uważam, że to wystarczy na jeden wieczór.

                                    Znów spojrzał w sufit, gdy rozległo się przeciągłe:

                                    — HUUU-HU-HUUU!

                                    Paladin drgnął.

                                    — Najrozsądniej — powiedział w końcu tonem kogoś, kto właśnie odkrył prawdę objawioną — będzie przekonać ją, że tu straszy. Nie my. Tylko dom.

                                    Oczy mu błysnęły.

                                    — Jeśli Milo porządnie rozdmucha ogień, a my zaczniemy chodzić ciężko, przeciągać ławy, postukiwać… niech pomyśli, że to miejsce jest głośne, ruchliwe i zupełnie nieodpowiednie dla sowy ceniącej spokój.

                                    Nachylił się bliżej reszty.

                                    — Sowa przyszła, bo było cicho. Zróbmy, żeby było niecicho. Ale z umiarem. Tak, żeby Bunce nie uznał, że to my jesteśmy potworem zza Zielonego Muru.

                                    Po chwili dodał poważnie:

                                    — A jeśli nic nie zadziała… to zawsze możemy spać na zmianę. Jedno ucho śpi, drugie słucha. Ja mam całkiem pojemne uszy. Może jedno wystarczy.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    4
                                    • PaniczP Online
                                      PaniczP Online
                                      Panicz jako Milo Makary Tuk
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #58

                                      Milo Makary Tuk

                                      Pomagać bliźniemu jest powinnością prawdziwie hobbicią, a nauczyć się przy tym czegoś i doglądnąć – Milową. Tak przynajmniej supeł przyjemnego z pożytecznym tłumaczył sobie kawaler Tuk, gdy nadarzała się okazja, by wściubić nosa w jakąś sprawę. Bunce'owa sowa była przykładem prawdziwie emblematycznym.

                                      Jak się jednak na miejscu okazało, gdy Paladin dokonał przeglądu poddasza, pomoc mogła nie przyjść wcale łatwo. Ptak był ponoć duży, groźny i na miejscu na dobre zadomowiony.

                                      – Dobrze rzeczesz Paddy z tym, co by ognia nadmuchać. – Pokiwał kuzynowi Milo. – Myślę, że na start duchów udawać nie trzeba i sam dym starczy... Nakopcimy jej tam, to wypłoszymy ptaka. Potem – jeśli wydoli – można wlot zabić jakąś deską, żeby zwierz nie wrócił i Baldo może wreszcie zażyje wypoczynku jak trzeba.

                                      Bunce wzruszył ramionami i ziewnął, siląc się na jakieś potwierdzenie, ale oczy miał już skośne i powieki ciążyły ołowiem.

                                      – Dajże mi Paddy spojrzeć też, jaki to okaz tam czeka... Weźmie się od Balda latarnię, jakiegoś popielnika, trochę nakopci... - Tuk podrapał się po głowie. – Może nie najprzyjemniej dla poddasza, ale z tego, co mówisz, padlina tam już i tak zalega, więc gorzej nie będzie...

                                      - Rori, a Ty byś rozejrzał się w obejściu, czy aby nie będzie jakiej dechy, żeby przybić tam, gdzie ptak wleciał... I – kciuki wstrzymane – tam, gdzie wyleci... – Milo uśmiechnął się do Rorimaka najuprzejmiej jak potrafił. – Żeby przybić, potrzeba będzie nam pewnej ręki, a wiem, że tobie ani drgnie, kiedy zwierz w pobliżu...

                                      Pewny, że plan jest na na właściwych torach, Milo wziął się za swoją porcję, zaczynając od zapoznania z ptaszyskiem. Pomoc bliźniemu, pomoc bliźniemu... Tak, tak, ważne, ale Tuk nie mógł w sercu zaprzeczyć, że jego najbardziej ciekawi wejrzeć pod dach, co to za gatunek stał się huczącym postrachem Balda.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      2
                                      • RewikR Niedostępny
                                        RewikR Niedostępny
                                        Rewik jako Mistrzyni Wiedzy
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #59

                                        text alternatywny

                                        Milo wdrapał się po tej samej drabinie, co wcześniej Paladin i zajrzał ostrożnie do ciemnego poddasza. Księżycowe światło lekko oświetlało wnętrze, lecz dopiero podana mu z dołu latarnia pozwoliła mu dojrzeć dobrze ukrytego ptaka. Pióra brązowo-szare, ochrowe powiedziałby ktoś obeznany. Twarz płaska, oczy nieruchome i czarne jak otchłań i wielkie jak u sowy. Milo znał się na ptactwu dość, by wiedzieć, że to sowa. Przypuszczał też, że puszczyk.

                                        Rozejrzawszy się jeszcze po poddaszu, zszedł wreszcie i wzięli się do pracy.

                                        Milo i Paladin nagotowali kopciucha z mokrych gałęzi, liści i rzeczy darowanych im przez Baldo, on sam pomagał im potem ilekroć kolejne "Hu Huuu!" na nowo go przebudziło. Rory, tak na wszelki wypadek przyniósł wiadra wody z Bunce'owej studni. Odo zaś zajął się zbijaniem naprędce nowego domu dla intruza, ale jasne było, że nie zdąży nim zmoży ich sen.
                                        — Panie Baldo, dokończycie potem? Zawiesicie budkę trochę dalej od gospodarstwa, jak już ją wypłoszymy? Może się zadomowi, tylko dalej? — pytał, wyraźnie przejęty losem puszczyka. — Jak jej się tam spodoba, to przynajmniej nie wróci tutaj, tak myślę. Oby tylko nic mu się nie stało!

                                        Baldo Bunce, znów musiał unieść powieki, mruknął z akceptacją. To, że się przebudził wykorzystała reszta, bowiem wszystko już było gotowe.

                                        Rorimak z deską pod pachą po lewej i młotkiem za pasem, a Paladin z wiadrami wody po prawej obserwowali dach, gdy Milo ponownie zaczął wspinać się na górę z latarenką. Odo z żelaznym wiadrem pełnym kopciucha wdrapał się za nim. Ustawili wiadro tuż za wejściem mniej więcej pośrodku, pod kalenicą.

                                        Baldo Bunce: zużywa swoją ostatnią nadzieję i pomaga! +1k6
                                        Milo Makary Tuk: rzemiosło (PT 13) - | 9 | 4, 2 | - sukces!

                                        Wystarczyło chwilę odczekać i już puszczyk, czmychał, przeciskając się przez obluzowaną deseczkę. Trzymając w dziobie swoją największą zdobycz odleciał kawałek dalej na drzewo, tam przytrzymał pazurami mysz i spojrzał na radosnych hobbitów złowrogo.

                                        — Hu hu hoo! — zapowiedział, po czym odleciał w sobie znanym tylko kierunku.

                                        centered paragraph

                                        Wszyscy wyspani spotkali się ponownie, po tym jak Odo wstał wcześniej i niedługo po pierwszych kurach zabrawszy kolaskę oraz dwa bułane kucyki z zagrody Bunce'a wrócił się do Postoju Wędrownika po Drogo Bagginsa, Primulkę, Esmeraldę i Lobelię. Nie dane jednak było im kontynuować podróży w jednej drużynie. Esmeralda, Primula, Paladin, Drogo i Odo wyruszyli do doktora Rattlebee do odległej o cały dzień drogi Tukowej Skarpy. W ślad za nimi podążyła i sójka. Podróż choć długa, minęła im radośnie, a to za sprawą niezawodnej Esmeraldy, która to nieraz rozweselała ich przypowieścią czy piosenką oraz coraz lepszym samopoczuciu Drogo.

                                        Reszta zaś ruszyła do Michel Delving, gdzie razem (bez zdrowiejącego Drogo i towarzyszącego mu Odo) ponownie zeszli się po dwóch dniach. Rzecz jasna ani Lobelia, ani Milo, czy Rorimak nie próżnowali w tym czasie. Każdy na swój sposób próbował rozeznać się w panujących tu zwyczajach. Wiedzieli już, że by niepostrzeżenie wydobyć mapę Starego Tuka z Domu Mathom, musieliby zmylić pograniczników, ominąć kustoszów i zmierzyć się z groźnym zwierzęciem. Potem zaś co sił w nogach opuścić miasteczko, nim ktokolwiek odkryje zgubę! Chyba, że... jakoś uda przekonać się kustoszkę Malwę Slowfoot, by oddała mapę dobrowolnie. To którą ścieżką podążyć, wciąż było do ustalenia, a całkiem możliwe, że jeszcze nie wszystkie odkryli.

                                        text alternatywny

                                        Michel Delving rozciągało się wśród łagodnych zboczy, centralnej części Białych Wzgórz. Było to miasto ciut większe od Hobbitonu i ciaśniej od niego zabudowane domami z drewna, cegieł i kamienia – tu i ówdzie dało się dostrzec też wejście do hobbickiej nory. Najwspanialszą zaś wśród tych nor były ogromne smajale, położone przy szerokiej, brukowanej alei wiodącej przez środek miasteczka. Była to sławna Nora Ratuszowa, siedziba burmistrza Shire. Co ważniejsze, nieco na południe od imponującej nory, na niedalekim, niezbyt wysokim i niezbyt zielonym wzgórzu, wznosił się wielki drewniany budynek o dużych, okrągłych drzwiach w barwie szkarłatu. Od głównej alei wiodła doń wyłożona kamykami ścieżka. To właśnie był Dom Mathom, muzeum Shire. W mieście znajdował się także główny urząd pocztowy i niezliczone warsztaty rzemieślnicze oraz rzecz jasna oberże - było ich aż trzy.

                                        Esmeralda Tuk: odzyskuje punkt nadziei!
                                        Primula Brandybuck: odzyskuje punkt nadziei!
                                        Paladin Tuk II: odzyskuje punkt nadziei!
                                        Lobelia Bracegirdle: przygotowuje się do zadania!
                                        Milo Makary Tuk: przygotowuje się do zadania!
                                        Rorimak Brandybuck: przygotowuje się do zadania!

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2
                                        • GladinG Niedostępny
                                          GladinG Niedostępny
                                          Gladin jako Lobelia Bracegirdle
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #60
                                          Lobelia Bracegirdle
                                          Lobelia Bracegirdle Michel Delving pozwalało znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg, nie to, co Rozstaje.

                                          Gdy więc Lobelia zadbała o rzeczy najważniejsze, oznajmiła towarzyszom podróży, czyli Milo oraz Rorimakowi iż planuje udać się na posterunek szeryfów odnaleźć Adę Burrows, by przekazać jej pozdrowienia od matki, z którą miała okazję spędzić czas na rozmowie w Rozstajach.

                                          Po drodze wstąpiła do piekarni Goodyeastów by zakupić bułeczki z nadzieniem z pieczonych jabłek i z cynamonem. Podobno właśnie za takimi przepadała panna Ada, jeżeli matczyne informacje były nadal aktualne. Kto wie, po wyprowadzeniu się z domowych pieleszy w wielki świat, jakim niewątpliwie było Michel Delving i zajęciu pracą szeryfa - która z kolei zbytnio wielkomiejska nie była, może się dziewczynie smaki zmieniły.

                                          Z parasolką pod pachą, paczuszką pysznie pachnących bułeczek (jedną Lobelia zjadła sama, gdyż była głodna), ruszyła w stronę Nory Ratuszowej. Po drodze przystanęła obejrzeć drewniane rzeźby Marcha i Blanca, założycieli Shire.

                                          Stojąc przed ratuszem zadumała się nieco. Mogłaby się odnaleźć na tym stanowisku. Z całą pewnością mogłaby lepiej urządzić całą ich krainę, niż wszyscy burmistrzowie razem wzięci. Niedawno wybrany Pott Whitfoor też zajmował się głównie celebrowaniem bankietów.

                                          Zatupała.

                                          Tak, tak. Zresztą nic dziwnego, że sprawę wybryków w Domu Mathom przekazał młodej Adzie. Lubił zamiatać pod dywan wszelkie problemy. Nie, żeby wybryki w muzeum były czymś nowym. Z tego co słyszała, to ulubione zajęcie młodych niziołków w tym mieście...

                                          Niestety, społeczeństwo uznawało, iż burmistrzem winien być mężczyzna. Lobelia rzadko kiedy uważała tradycję za coś złego, ale tym razem jej umysł nie mógł się pogodzić z takim bezsensownym postępowaniem. Kiedyś jeszcze tu wróci i zobaczymy, czyje będzie na wierzchu.

                                          Czas zobaczyć, czy da się znaleźć Adę i pozyskać od niej jakieś ciekawe informacje. Może uda się ustalić, jak urwisy dostały się do środka. A może udałoby się ustalić, kto to zrobił... Panna Bracegirdle chętnie by z nimi porozmawiała. I to wcale nie po to, aby im prawić kazania... Ale gdyby odkryła, kto to zrobił... mogłaby poprosić ich o małą przysługę, małego psikusa w zamian, za nie wyjawianie tajemnicy...


                                          Sesja Karak Varn | Gladinhammer

                                          A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          4
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy