[Jedyny Pierścień II ed.] Sprzysiężenie Czerwonej Księgi - Rozdział I
-

Posłuchanie - 5 prób, opór nieznany (zależny od ostatecznej prośby)
Prymula Brandybuck: zagadki (PT 13) - |5, 7 | 1, 3,
| - wielki sukces!
Paladin Tuk II: zagadki (PT 14) - zdany bez rzutu!Bingo wyciągnął spinki, celem pokazania ich gromadce hobbitów. Nie miał też nic przeciw, by jedno z nich użyło spinek do mankeitów.
– Hmmm, w zasadzie dlaczego by nie? Pomyślmy... – Bingo, chyba nawiązywał do słów Lobelii i Esmeraldy – Uprzejme z was hobbity i potrafiliście rozwiązać moją zagadkę. Są wśród was nawet potomkowie Gerontiusa Tuka, a kto lepiej zrozumie go, jak inny Tuk? Jak myślisz Malwa? Może nasi goście faktycznie byliby w stanie pomóc?– Te zagadki to tylko bełkot starca, szkoda na to czasu kochanie. – Kustoszka nawet nie spojrzała w ich stronę. Ustawiała pod ścianą rząd dziwacznych drewnianych ram na kołach. To najwyraźniej najnowszy nabytek muzeum. Malwa Slowfoot przyczepiała właśnie do każdego urządzenia karteczkę o treści „bicykl”.
– Prócz paru przepisów i kilku patentów nie ma tam nic przydatnego. Dość czasu już na tym zmarnowaliśmy.Malwa wyprostowała się, poprawiła jedną z zawieszonych karteczek i obróciła się do swoich rozmówców.
– Ale jeśli tak to naszych gości interesuje, zapiski są w naszej biblioteczce na piętrze, w drugiej alejce. Chyba, że znów nie odłożyłeś ich na miejsce... Samo przestudiowanie ich to ze dwa dni czytania. A potem zapraszam na maślane bułeczki z konfiturą według przepisu Złotogłówki Noakes. Zbliża się pora na herbatę. -
Milo Makary Tuk

Milo na wizycie w Domu Malthom był spięty jak spinki Gerontiusa (kiedy się już, oczywiście, magicznie spięły). Grzeczność, a i dominująca chyba nad wszelkimi innymi cząsteczkami w jego ciele ciekawość, wzywały, by nasłuchiwać pary kustoszy z uwagą i spacerować przez muzeum wyznaczoną ścieżką. Tuk chciał i próbował, ale stopy klapały mu nerwowo na parkiecie, gdy zezował na mnogość eksponatów i tabliczek z opisami, które pragnął poznawać.
Milo miał problem ze skupieniem na jednej rzeczy na raz, gdy wokół wołały go dziesiątki ciekawostek, a sama ich obecność łaskotała go po umyśle, nie dając spokoju. Hobbit chciał i lubił poznawać rzeczy po swojemu, na własną rękę i we własnym tempie. Malwa i Bingo wydawali się przemili, a opowiadali na jego uszy ciekawie, więc nie w tym rzecz, że Makary nudził się pod ich przewodnictwem...
Nie, Milo po prostu znów uginał się pod obyczajem grzecznego, szkolnego wysłuchiwania, gdy serce wyrywało mu się już do przebiegania po korytarzach w pędzie i poznawania wszystkiego z bliska. A potem przysiadania eksponat po eksponacie i notowania, szkicowania, malowania i dłubania w pamięci, co do czego dopasować i co-z czym-o czym.
Trzymał pion i kurs za resztą drużyny, bo jednak pozycja starszego w gronie gości zobowiązywała podwójnie. Opłaciło się, bo dzięki uprzejmości Prymulki spotkało go nie lada wyróżnienie. Zaszczyt i przygoda sama w sobie... Magiczne spinki Gerontiusa miałyby się spiąć na jego mankietach! Na jego skromnych, acz wykrochmalonych jak trzeba, mankietach!
Milo stanął przed Bingiem jak zamurowany i szepnął chyba, że to byłby zaszczyt, ale nie miał już pewności, czy aby nie mlasnął tylko czegoś ustami, które także zwolniły wobec emocji. Widząc zachętę ze strony kustosza, Tuk wyprostował ręce i wysunął naprzód nadgarstki. Zreflektował się, że do spięcia mankietów, musi najpierw zdjąć własne spinki, więc nerwowo pozbył się ich z koszuli i raz jeszcze stężał z łapami z przodu. Teraz już w pełni gotów na czary.

Parę chwil później, kiedy uniesiony pod sufit Milo powoli lądował, na ziemię sprowadziła go konieczność protestu. Kustosz zachęcał do zagadek, a pani Malwa odwodziła od marnotrawienia czasu na takie głupoty. Tuk nie mógł nie stanąć w obronie babrania się w rzeczach nieprzydatnych i szalonych, które mogą prowadzić do mizernych efektów.
– Jeśli Państwo pozwolą, to dla nas... Dla nas będzie wielkim honorem móc przestudiować te zapiski dla samego tylko obcowania z pamięcią o przodkach, którzy tworzyli nasze Shire jakim jest dziś. – Milo faktycznie czuł, że wzniosła to sprawa i to na tyle, że zbył na razie wspomnienie o konkretniejszych i dających konkretne efekty maślanych bułeczkach. – Jeżeli w ogóle mógłbym-moglibyśmy korzystać z gościny Państwa domu i w kolejnych dniach, by poznać lepiej naszą historię...
Hobbit zatrzymał się w pół zdania i poczerwieniał, świadomy, że lapsusem może narobić tu nie lada niegrzeczności.
– Naturalnie, przepraszam najmocniej, chodzi mi o możliwość, aby w czasie, kiedy Dom jest otwarty dla zwiedzających, móc czytać i poznawać eksponaty. – Milo skłonił głowę, jakby kajał się za faktyczne przewinienie. Było-nie było, wpraszać się tak do kogoś byłoby skrajnie obcesowym, a funkcja sfery dóbr publicznych, jaką pełniło muzeum nie była wśród hobbitów oklepaną codziennością. – Nie chodzi, by Państwa nachodzić... Jedynie, gdy można, gdy nie przeszkadza... Zapoznawać się na tyle, na ile się da z tym dziedzictwem naszym hobbicim w spokoju. Wiem... Wiem, że każdy inaczej trochę patrzy, czego innego potrzebuje, inaczej myśli, kiedy tak stoi oko w oko z historią przodków...
-

Spinki Gerontiusa Tuka już samym wyglądem, mogły wprawić w zachwyt, lecz okazały się być też bardzo praktyczne, co dziwne, bowiem należały ponoć kiedyś do czarodzieja Gandalfa. Na mankietach Milo prezentowały się wspaniale i zapinały się i odpinały, kiedy zażądał i znów zapinały... Jakkolwiek było to niesamowite, wreszcie i to zaczynało powszednieć i ustępowało innemu zainteresowaniu hobbitów.
Posłuchanie - 3 próba z 5
Milo Makary Tuk: przekonywanie (PT 13) - |2, 3 | 2, 5 | - porażka!Zainteresowanie to zyskały niemal bez wyjątku zapiski Gerontiusa. Zdało się być to naturalne, tym bardziej że w niektórych przypadkach były to zapiski ich prapradziadka, zaś kustosze zawsze radowali się ilekroć ktoś podzielał ich entuzjazm w obcowaniu z historią... a przynajmniej Bingo taki był i wylewnie dawał o tym znać mimo strofowań Malwy Slowfoot, która pomysł regularnych odwiedzin zbyła raczej milczeniem, co i tak było dobrym rezultatem, jesli wierzyć wcześniejszym opowieściom Bilba Bagginsa.

Lobelia Bracegirdle: czujność (PT 16) - | 5 | 3,
| - porażka!Przeszli po wełnianym dywaniku na schody prowadzące do biblioteczki. Znajdowała się ona na prawo od schodów i z początku zdawała się niewielka, lecz półki tu wręcz uginały się pod ogromną kolekcją ksiąg, dokumentujących koligacje rodowe i gromadzone przez pokolenia przepisy kulinarne. Znalezienie mapy tutaj byłoby nie lada wyczynem, zwłaszcza po ciemku!
Bingo znowuż to żartując i opowiadając anegdoty odnalazł mnogość Tukowych rulonów i dzienników i dzienniczków w drugiej alejce, tam gdzie poinstruowała go żona.
– Wszystko jest bardzo chaotyczne. Obawiam się, że w tym Malwa ma rację. Myślę, że nie zainteresują was one tak jak mnie, ale może... a kto wie może uda się wam rozwikłać jedną rzecz, skoro chcecie pomóc... gdzie to... a ten. Myślę, że tutaj znam odpowiedź... – kustosz wybrał jeden z dzienników i otworzył na jednej z kart, na której widniał tylko krótki wierszyk.
Tam, w rzekach, ryby nie pływają,
w górach wiatry nie hulają.
Tam morza i jeziora suche się zdają,
To tam informacje się chowają.– ...i tutaj - Bingo Slowfoot pokazał im jeden ze zwoi – pisany tym samym atramentem jest tu tylko jeden fragment. – kustosz przeczytał im go na głos:
Miejsce wskaże wam koń, co stoi obok koła,
ten, co nie słyszy gdy się doń woła.
Kto go zobaczyć zdoła i na noc ogień tam rozpali,
odnaleźć resztę podoła.– Tego wcale, a wcale nie rozumiem.
-
Lobelia Bracegirdle 
– Zaiste... pierwszy wierszyk jest dosyć prostą wskazówką... zgadzam się. – Tak... wyjaśnia to bardzo wiele... Myślę, panie Slowfoot, że to nie te zapiski powinniśmy obejrzeć... lecz inny dokument, który jak się spodziewam, znajduje się też w Domu Mathom. Czyż nie?
Poszczególne elementy wpasowywały się w swoje miejsce. No, zobaczymy, Bilbo Bagginsie! -
Bingo odchrząknął znacząco.
– Tak, tak, już się robi... – kustosz wyjął spod pachy kolejne zawiniątko, tym razem większe. Zdjął ze stolika stojące tam bibeloty i rozciągnął płótno na stole, prosząc Esmeraldę by przytrzymała jeden koniec, kiedy on ponownie ustawiał przedmioty na stoliku, tak by powstrzymać mapę przed zwijaniem się.Ich oczom ukazała się owa właśnie mapa. Ta której pragnął Bilbo Baggins dla siebie.
-
Prymula Brandybuck

Spinki może w istocie nie były tak spektakularne jak się Prymuli zdawało, że będą. Ale dla niej i tak było to niesamowite przeżycie, bo po prawdzie tak do końca nie wierzyła, że miejsce będą mieć jakieś czary. A tu i owszem. Miały. Dotyk czarodzieja był tu niezaprzeczalny!
Ale należało czym prędzej wrócić na ziemię, bo rozmowa z kustoszami wróciła na pożądane tory mapy Starego Tuka. I to zgodnie z planem tak, że pierwszy wspomniał o tym Pan Bingo. Czy okaże się, że nie będą musieli uciekać się do żadnego występku? I czemu Bilbo wolał jednak kradzież od pożyczenia?
Hobbitka powachlowała się swoim kapeluszem, bo zrobiło się jej gorąco. A tymczasem Pan Bingo i Esmeralda rozłożyli mapę, którą wszyscy wraz z nią poczęli studiować uważnie.
- Widzę lisa, wilka... bociany... owcę... kozę... jakieś ptaki... Oooo jest i koń. Albo osioł?-Obok Kamienia Trzech Ćwiartek. A ten kamień... nie pamiętam. Czy on jest naprawdę okrągły?
-
Esmeralda Tuk


Esmeralda z zapartym tchem przysłuchiwała się treści zagadki, którą wyrecytował Bingo, a potem rozważaniom Lobelii i Prymuli. Jednocześnie przyglądała się rozłożonej na stole mapie - uważnie i badawczo, jakby chciała przejrzeć ją na wskroś.
Gdy pozostali rozprawiali na głos, Esmeralda półszeptem powtarzała zapamiętany wers zagadki, krążąc wokół stołu - raz w jedną stronę, raz w drugą. Pochylała się nad mapą, by zaraz potem cofnąć się o kilka kroków i spojrzeć na nią z oddalenia. Od czasu do czasu zerkała na swojego brata i na Mila - bo któż inny miałby rozwiązać tę zagadkę, jeśli nie jedno z nich? W końcu wymyślił ją tukowy umysł, a więc i pojąć ją mógł tylko umysł tukowy!
- A co, jeśli to wcale nie jest żaden koń na mapie? - zasugerowała w końcu, mrużąc oczy i wpatrując się w podstępną kartę. - Może to coś, co jedynie przypomina konia? Jakiś kamień, na przykład? Mamy w Shire coś takiego? Kamień, który wygląda jak koń?
Zamyśliła się, mówiąc już niemal bardziej do siebie niż do innych.
- “Obok koła stoi”… Hej, a jeśli to nie chodzi o dosłowne koło? Może… może o Rozstaje? - zaproponowała, wskazując palcem odpowiednie miejsce na mapie. Po chwili cofnęła się znów i spojrzała na nią pod innym kątem. - O! A zauważyliście, że całe Shire wygląda trochę jak jedno wielkie koło?
Nie potrafiła jednak tak łatwo rozwikłać tej zagadki, jakby sobie tego życzyła. Być może jej umysł nie był jeszcze dość tukowy… choć z pewnością bardzo się starał.

-

Paladin Tuk Drugi.
Paladin od początku stał trochę z boku, ale nie dlatego, że nie słuchał.
Wręcz przeciwnie — słuchał aż za bardzo.
I to był właśnie problem.
— „Tam, gdzie ryby nie pływają…” — powtórzył półgłosem, marszcząc czoło tak intensywnie, jakby próbował zmusić zagadkę do współpracy. — To jest bardzo podejrzane miejsce. Niepokojące wręcz. Rzeki bez ryb to już jest sprawa dla kogoś… wyżej postawionego.
Zerknął na mapę, po czym szybko na zwoje, jakby jedno mogło nagle ugryźć.
— A góry bez wiatru? — dodał. — To już brzmi jak miejsce, gdzie coś jest nie tak z naturą. Albo z opisem.
Podszedł bliżej stołu, nachylił się i zmrużył oczy, wpatrując się w mapę z takim skupieniem, jakby chciał ją zastraszyć.
— Morza i jeziora suche… — mruknął. — Czyli… to wszystko nie jest prawdziwe.
Wyprostował się nagle, wyraźnie poruszony własnym odkryciem.
— To nie jest miejsce! — oznajmił, wskazując palcem najpierw na zwoje, potem na półki wokół. — To są… rzeczy!
Zrobił szeroki gest obejmujący bibliotekę.
— Księgi! Rysunki! Ilustracje! — mówił coraz szybciej. — W nich są rzeki bez ryb, góry bez wiatru i morza bez wody, bo są tylko… narysowane!
Spojrzał triumfalnie na resztę.
— „To tam informacje się chowają” — powtórzył z naciskiem. — W papierach. W zapiskach. W mapie. Nie w terenie.
Krótka pauza.
— Co by tłumaczyło, czemu nikt ich nie znalazł, biegając po łąkach.
Zadowolony z siebie, przeniósł uwagę na drugi fragment i… natychmiast znów się skrzywił.
— A teraz koń.
Westchnął ciężko.
— Z końmi zawsze są problemy.
Nachylił się nad mapą, śledząc palcem wskazania Prymuli.
— Koń, co stoi obok koła… i nie słyszy… — powtórzył, po czym spojrzał na Esmeraldę. — Kamień brzmi rozsądnie. Kamienie z zasady nie słyszą. To ich główna zaleta.
Przyjrzał się wskazanemu miejscu.
— Ale koło… — tu zawahał się — …koło może być wszystkim. Rozstajem, młynem, rondem… a nawet… — zmrużył oczy — …całym Shire.
Spojrzał jeszcze raz na mapę, tym razem z większym dystansem, jak wcześniej robiła Esme.
I nagle parsknął cicho.
— A jeśli… — zaczął powoli — …to nie jest koń?
Odwrócił mapę lekko na bok.
— Bo widzicie… z tej strony to wygląda bardziej jak… coś pomiędzy osłem a bardzo zdezorientowaną kozą.
Wyprostował się i splótł ręce.
— Stary Tuk miał skłonność do komplikowania rzeczy prostych — zauważył. — Więc równie dobrze mógł narysować coś, co tylko udaje konia. Żeby wszyscy szukali konia.
Pokiwał głową z uznaniem, choć nie było jasne, czy dla siebie, czy dla Gerontiusa.
— A ogień… — dodał ciszej — …to już brzmi jak znak. Coś, co trzeba zrobić, żeby zobaczyć więcej. Albo coś się ujawniło.
Zerknął na mapę jeszcze raz, tym razem z mieszaniną podejrzliwości i ekscytacji.
— W każdym razie — podsumował — jedno jest pewne.
Krótka pauza.
— To nie jest zwykła mapa. I zdecydowanie nie chce być łatwo zrozumiana.
Spojrzał na resztę, unosząc brew.
— Czyli jesteśmy na właściwym tropie. Niestety.
Paladin przez dłuższą chwilę wpatrywał się w mapę, marszcząc brwi tak mocno, jakby próbował je zawiązać w supeł.
— Dobrze… — mruknął w końcu. — Rzeki bez ryb, góry bez wiatru… czyli nie świat, tylko papier. To już ustaliliśmy. I bardzo dobrze, bo papier przynajmniej nie ucieka.
Przesunął palcem po mapie, zatrzymując się przy wskazanym przez Prymulę zwierzęciu.
— A teraz koń… który nie słyszy… — spojrzał na innych. — Czyli rysunek. Albo znak. Albo coś, co udaje konia, ale nim nie jest, co byłoby bardzo w stylu Starego Tuka.
Nachylił się bliżej.
— I stoi obok koła…
Uniósł głowę, jakby nagle zirytowany brakiem współpracy upartej mapy i rozejrzał się po biblioteczce.
— Panie Slowfoot — odezwał się w końcu, już konkretniej — czy wśród tych map, zwojów i ksiąg mamy coś z wyraźnym okrągłym znakiem? Kompasem, pieczęcią, czymś… kołowatym? Najlepiej takim, przy którym ktoś mógłby sobie dla żartu dorysować konia.
Nie czekając nawet na pełną odpowiedź, zrobił krok wzdłuż stołu i zaczął uważniej przyglądać się mapie oraz leżącym obok dokumentom.
— Bo jeśli to jest to miejsce… — dodał półgłosem — …to nie chodzi o znalezienie konia.
Zatrzymał się.
— Tylko o to, żeby zobaczyć go we właściwy sposób.
Wyprostował się nagle, jakby coś go tknęło.
— „Na noc ogień tam rozpali”… — powtórzył. — To nie brzmi jak metafora. To brzmi jak instrukcja.
Spojrzał na kustoszy, już z wyraźnym błyskiem w oku.
— Czy moglibyśmy… na chwilę... Świecę. Albo lampę. Nie zamierzam niczego podpalać — dodał szybko. — Tylko sprawdzić, czy światło czegoś nie ujawni.
Krótka pauza.
— Bo mam bardzo silne przeczucie… — spojrzał znów na mapę — …że ktoś tu coś ukrył tak, żeby było widać dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje patrzeć jak w dzień. A może trzeba nam będzie, w rzeczy samej, poczekać do zmroku.
I już bez pytania nachylił się nad mapą, gotów sprawdzić to w praktyce.

-
– Taaak... - Lobelia zatupała.
–Taaak... oczywiście, możemy się mylić i może wcale w pierwszej zagadce nie chodzi o mapę. Może chodzi i o cały Dom Mathom, w którym przechowywane są te wszystkie informacje. Żaden z tropów na razie nie wydaje się być lepszy od innych. A zatem, aby rozwiązać zagadkę, należałoby sprawdzić wszystkie, prawda?
– Panie Slowfoot... Podejmował pan już próby odnalezienia maczugi? Pomysł Paladina nie jest pozbawiony słuszności. Być może odpowiednie instrukcje pojawiają się po ogrzaniu mapy, spisane atramentem sympatycznym. A może trzeba spojrzeć na nią pod światło, aby ukazało się to, czego nie widać normalnie. Jeżeli nie próbował Pan ani jednego ani drugiego to warto sprawdzić to od razu.
– Co jeszcze... Rzeczywiście mamy konia przy kamieniu. Albo osła. Osioł to trochę taki koń, co nie słucha. Więc spostrzeżenie Prymuli również jest słuszne. Do tego zaprzężony jest on w wóz, a wóz ma koło. Ale by to sprawdzić, należałoby się tam wybrać, obejrzeć miejsce, wytypować gdzie ogień rozpalić no i go skrzesać. Przypadkiem panie kustoszu, nikt nie podejmował tej próby?
– I jeszcze jedna rzecz. Przechodziliśmy podczas zwiedzania, obok drewnianego konia. Gdybyśmy uznali, że nie o mapę tu chodzi, lecz o Dom Mathom, to mamy konia. Nie pamiętam, czy nie ma tam koła w pobliżu. Czy jest tam może kominek bądź inne miejsce, gdzie możnaby płomień rozpalić? -

Bingo pogrążył się w zadumie, ale wyraźnie słuchał przemyśleń hobbitów. Przejawiało się to od czasu do czasu potakiwaniem lub kręceniem głową.
– Też myślę, że nie o konia tutaj chodzi. Jak mówicie, Gerontius z pewnością wymyślił coś znacznie mniej oczywistego i zdecydowanie bardziej nieodgadnionego niż szukanie konia na mapie i dla mnie też wygląda on bardziej jak osioł. – Kustosz, odszedł na chwilę od stołu, by otworzyć okrągłe okienko, bo słońce akurat wyjrzało zza chmur i zrobiło się w środku dużo cieplej. – Czy wśród map, zwojów i ksiąg jest coś z okrągłym znakiem, cóż... z całą pewnością coś by się znalazło, musiałbym wszystko przejrzeć raz jeszcze, ale o ile nic nie przeoczyłem, dorysowanego konia nigdzie nie widziałem. Nie raz też zdarzało mi się (w dawniejszych latach szczególnie) myśleć nad tą łamigłówką po nocach i przy blasku świec i przy księżycowej łunie, jednak i wtedy niczego tajemniczego przede mną nie odkryła, nie wydaje się być magiczna jak jego spinki. Malwa na pewno rozpaliła już w kuchni, żeby zagrzać herbatę, ale na pewno nie spodoba jej się pomysł wchodzenia tutaj nawet ze świecą, lepiej weźmy ją ze sobą.Zaczęli już nawet się zbierać, ale wtedy usłyszeli tupanie Lobelii. Bingo Slowfoot, spojrzał z zaciekawieniem i wysłuchał jej pytań, stanął też z mapą, wyciągając ją przed siebie pod oknem, ustawiając pod słońce.
Przypatrywali się oczekując niezwykłego, lecz nic takiego się nie stało. Mapa jaka była przedtem, taka była i pod promieniami Słońca.
– Jeśli chodzi o osła przy Kamieniu Trzech Ćwiratek... - podjął po pełnej napięcia, acz rozczarowującej ciszy- ...to nie, odrzuciłem tę opcję jako zbyt oczywistą. Koń pod rzeźbą Bandobrasa faktycznie pasuje i jest tam okrągły postument. Kominek też jest, niedaleko klapy do piwnicy przy schodach. Całą zimę ogień tam palimy i jakoś "odnaleźć resztę nie podołałem. Ale wiecie co? Poprosze Malwę, by przygotować herbatę i maślane bułeczki przy kominku. Tam podjemy, a ja rozpalę ogień. Macie dobre pomysły, to się chwali, a bardzo! Znów nabrałem ochotę by zająć się tą sprawą na poważnie. Sprawdzimy też jak z tym ogniem... kto wie, kto wie... Stary Tuk często zadawał się z czarodziejem Gandalfem, jak i jego wnuk Bilbo.
Zeszli na dół i mieli trochę czasu na ponowne oględziny mathomów, kiedy Bingo, poszedł do kuchni porozmawiać z Malwą i potem wrócił i korzystając z przygotowanego przy palenisku drewna ułożył stosowny stosik szczap. Zerkał przy tym, jak goście bacznie oglądali pomnik Bandobrasa.
Pani Slowfoot pojawiła się z bułeczkami i herbatą, kiedy ogień w kominku zaczynał się radośnie panoszyć po palenisku. Nie było z nią już Fajerwerka i też nigdzie nie było go widać, ani co dziwniejsze słychać.
– Dzisiaj przygotowałam bułeczki według przepisu Złotogłówki Noakes z konfiturą z malin. Z tych Noakesów od miodu, z którego słynie kaczma "Pod Zielonym Smokiem" i też oczywiście z użyciem miodów od ich pszczół zostały upieczone. Proszę częstujcie się, a jak wam zasmakuje, a na pewno tak będzie, mogę zapisać przepis. Tylko trzeba pamiętać by stosować miód jabłkowy, pasuje idealnie!Malwa przysiadła również przy kominku, na przygotowanym zawczasu dla niej przez Bingo siedzisku, skrzyżowała nogi i spojrzała chłodno na mapę Starego Tuka.
– Mój mąż mówił mi, że macie odświeżające pomysły, co do tych... – słowo "bzdurnych" zawisło w powietrzu, lecz ostatecznie nie zostało wypowiedziane – ...co do jego rozmyślań, gdzie została ukryta maczuga Bandobrasa. Udało się wam ustalić jakie jest hasło do tej zagadki? -
Prymula Brandybuck

- Haszło? - Prymula zakryła pośpieszenie w zawstydzeniu pełne usta, z których nietaktownie posypało się kilka okruszków pysznego wypieku. Przełknęła, odchrząknęła i uśmiechnęła się przepraszająco - Cudowne te bułeczki. Miód jabłkowy i konfitura… Mhmmm… Ale racja. Hasło. Oczywiście. Można powiedzieć, że wymieniamy się pomysłami, ale bez Pani to nie będzie to samo. Dołączy pani do nas? Z rozwiązywaniem zagadek jest troszkę jak z pieczeniem. Bo o ile wypiek tak jak rozwiązanie są ważne, tak… - spojrzała ostrożnie w oblicze pani Malwy - samo pieczenie jak i rozwiązywanie bywają nieraz jeszcze przyjemniejsze.
I trzeba przyznać, że Prymula mówiła to zupełnie szczerze. Gdzieś zapomniała kompletnie o tym, że ich celem było przejęcie mapy i oddanie ją Bilbowi. Zupełnie właściwsze wydawało się pomóc Bingo w rozwiązaniu zagadki i przywrócić Malwie wiarę w słowność Gerontiusa niż spisek z Bag End. A sama zagadka w istocie ją zainteresowała i podekscytowała.
- Może błąd robimy, że zaczynamy od konia - powiedziała do reszty zebranych - Spróbujmy ugryźć “koło”. To musi być jakieś miejsce gdzie da się zawędrować i rozpalić w pobliżu ogień. Małe miejsce. I na tej mapie widoczne… A co powiecie na młyn nad wodą w Hobbitonie?