Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. [WFRP 2ed] Bögenhafen
Bögenhafen
DeklineD
Dekline jako
Dekline
Mistrz Gry
JhnWJ
JhnW jako
Ulrich (von) Guttenluft
ZellZ
Zell jako
Nadja Schmidt

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

[WFRP 2ed] Bögenhafen

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
wfrp 2edkrótkie odpisysurvivalbögenhafen
142 Posty 10 Uczestników 1.8k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MortarelM Niedostępny
    MortarelM Niedostępny
    Mortarel
    napisał ostatnio edytowany przez
    #104

    awartar3.png

    Mały Kurt vel Knut

    Kurt przez chwilę milczał. Wzrok miał wbity gdzieś ponad ramieniem Oswalda, jakby patrzył w tłum, choć tak naprawdę szukał jednego człowieka. Strażnika z mieczem.

    Dopiero po chwili odpowiedział.

    – Widziałem. - Mówił cicho, prawie bez poruszania ustami. Wzrok dalej miał gdzie indziej, jakby obserwował kapłanów przygotowujących ołtarz. – Ten z mieczem... Drgał, mamrotał. - Dopiero wtedy spojrzał porozumiewawczo na Oswalda.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • WiredW Niedostępny
      WiredW Niedostępny
      Wired
      napisał ostatnio edytowany przez Wired
      #105

      7d124728-868d-4610-a8d6-4bda253612b4-image.png

      Miejska świątynia Sigmara w Bögenhafen jest imponująca i Ci co byli w stolicy od razu poznają że była budowana na wzór tej w Altdorfie. Kompleks świątynny składa się z wielu budynków, z których najważniejszym jest główne sanktuarium Sigmara. Jest to duża hala, w kształcie litery T, o której mówi się, że jest dokładnie proporcjonalna do Jego młota Ghal Maraz. Zatem długa nawa prowadzi do ołtarza. Świątynia posiada dwa ramiona boczne, które kończą się wieżami – jedna z nich pełni funkcję dzwonnicy. Wnętrze jest jasno oświetlone dzięki dużym południowym oknom. W świątyni nie ma ławek - wszyscy wierni muszą stać. Dach wznosi się na ponad dwadzieścia jardów w powietrze, zwieńczony solidnym sklepieniem. Sala jest nawowa, dach w nawach znajduje się zaledwie dziesięć jardów od ziemi. Wielkie łuki wyrastające z marmurowych filarów podtrzymują górne ściany, a w centrum każdego łuku stoi posąg wielkiego bohatera Sigmarytów, dwukrotnie większego od człowieka. Po każdej stronie znajduje się 12 łuków, oddających cześć w sumie 24 bohaterom.

      Ogrom budowli oraz kolorowe witraże zapierają dech w piersi, pomimo że wnętrze jest skromne.

      W budynku poza nowo-przybyłymi znajduje się może z piętnaście osób (nie licząc strażników i kapłanów), gromadzących się ciasno przy ołtarzu. Z bocznej nawy w towarzystwie kapłanów pomagających w posłudze, w bogato zdobionym ornacie założonym na dotychczasowy ubiór i zbroję wyszedł ojciec święty. Swój młot bojowy postawił obok ołtarza. Znak czasów że mszę odprawia w zbroi i z bronią obok.

      - Chwała niech będzie Sigmarowi Młotodzierżcy - zawołał głośno
      - Teraz i zawsze, póki ostatnia gwiazda nie zgaśnie - odpowiedzieli wierni.
      - Zanim zaczniemy, moi drodzy, przybyli do nas kolejni wierni uratowani od zła które spadło na Bögenhafen, okażcie im serdeczność albowiem to słudzy w Sigmarze, których Pan nasz ocalił, jemu niech będą dzięki!
      - Jemu niech będą dzięki - powtórzyli wierni

      Nabożeństwo było długie, ale standardowe w swoim przebiegu. Ci z Was co nie byli wcześniej w świątyni Sigmara mogli zobaczyć przy wejściu do świątyni kamienną urnę z zwężającym się wlotem, służącą do zbierania datków - to tak zwana urna ofiarna, w normalnych czasach wierni składają datki na rzecz wspólnoty wchodząc na nabożeństwo. Ław nie ma, nawet dla chromych i starych, choć zapewne gdyby zaszła potrzeba by jakieś znaleziono, rzadko jednak robi się taki wyjątek, zwykle Ci co nie mogą ustać korzystają z pomocy rodziny.

      Ojciec Zygfryd zaczął nabożeństwo inicjując hymn pochwalny, chwaląc Sigmara za wszelkie dary jakie na nich zesłał i za ocalenie ich dusz, ciał i umysłów w godzinie próby. Następnie nastąpiło przejście na język klasyczny, z tradycyjnym powitaniem liturgicznym i standardową modlitwą do ojca Imperium.

      Po tym już w reikspielu pokuta zbiorowa za pomniejsze grzechy i nieczyste myśli, wyrzeknięcie się Niszczycielskich Potęg, wyznanie wiary i promesa - przyrzeczenie sigmariańskie odnawiane przez wiernych na każdym nabożeństwie. Podczas tego etapu mszy inni zebranie w świątyni zerkali na Was uważnie. Potem przyszedł etap na modlitwy indywidualne, które każdy szeptał pod nosem, i kolejno wspólnie wysłowiona skrucha oraz zbiorowe śpiewanie psalmów.

      Czytanie i nauczanie kapłana była standardowym przypomnieniem przykazań kościoła Sigmara, uzupełnionym o potrzebę palenia zwłok by nie było chorób w mieście i najwyższą potrzebę zachowania wiary w godzinach prób i ataków Chaosu. Przypomniał również o zachowaniu ciszy poza modlitwą gdyż ściąga mutanty i że kościół Sigmara nigdy nie zostawił wiernych bez pomocy i tak też będzie tym razem! Pozostaje więc modlić się i czekać na templariuszy i oddziały wojska prowadzone przez braci z Zakonu Oczyszczającego Płomienia i Srebrnego Młota. Następnie ojciec święty indywidualnie błogosławił każdego kto podszedł do ołtarza.

      Na zakończenie nabożeństwa były indywidualne wystąpienia wiernych, z informacjami z miasta i publiczne ślubowania. Na tym etapie byliście wzrokiem zachęcani by wyjść do przodu i zabrać głos, opowiedzieć co się dzieje w mieście.

      Nabożeństwo zakończyło się modlitwą medytacyjną, która normalnie byłaby w pewnym momencie zakończona i wierni wyszliby z kościoła, tu jednak nawet gdy ojciec święty przestał już się modlić wielu członków kościoła nadal kontynuowało.

      Po wyjściu kapłanów przez drzwi w bocznej nawie, kilka minut później, do Hieronima podszedł młodzik. Mówiąc do niego per "mości Hieronimie" daje znać, że ojciec święty chciałby z nim pomówić na osobności. Zaprowadzi go poprzez te same drzwi co wyszli kapłani do osobnej małej sali, gdzie słudzy boży przygotowują się do mszy. Jest tam też skromne biurko, ława i kilka krzeseł. Za biurkiem będzie czekał na niego Zygfryd, innych kapłanów już w pomieszczeniu nie ma.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • DeklineD Dekline zablokował ten temat dnia
      • DeklineD Niedostępny
        DeklineD Niedostępny
        Dekline jako Dekline
        Obsługa Moderator
        napisał ostatnio edytowany przez Dekline
        #106

        Dla Keta

        Wychodząc z bicznej nawy Hieronim szedł krętym korytarzem wewnątrz świątynnego kompleksu aż młodzik otworzył przed nim drzwi po lewo. Było to skormne pomieszczenie z biurkiem, regałem i kilkoma meblami jak krzesła szafa. Na regale były jakies dokumenty. Za biurkiem zaś siedział ojciec święty podnoszący wzrok znad dziennika.

        Uśmiechnął się i wskazał Ci krzesło.
        - Zapraszam Panie Hieronimie

        - Niechaj otacza cię łaska Mlotodzierżcy, świątobliwy ojcze - odrzekł niespokojnym głosem starzec, z szacunkiem zajmując miejsce na wskazanym mu krześle.

        - Twoją duszę niech chroni - odpowiedział błogosławieństwem - Wezwałem Cię by omówić grupę z którą przybyłeś. Wiedz że Sigmar jest sędzią ostatecznym a czasy mamy szczególne. Toteż nie przykładam wielkiej wagi do słów strażników, jednak chciałbym usłyszeć od Ciebie co wiesz o Twoich towarzyszach i jak sie w ich otoczeniu znalazłeś

        - Są zbieraniną pospolitych plebejuszy, którzy uwolnili się z jednego z miejskich więzień, świątobliwy ojcze. Znalazłem się w ich towarzystwie przez nadzwyczajny przypadek, a obdarzony mandatem cesarskiego urzędnika rychło zdołałem ich sobie podporządkować. Zaiste musiał to być plan samego Sigmara, abym ich przywiódł właśnie tutaj, aby przyłączyli się do obrony tego świętego miejsca.

        - Zaprawdę Sigmar Was zesłał, albowiem zdolnych do walki mamy niewielu. Ale czy podołają? - rzekł uważnie przyglądając się Hieronimowi - Ten co wyglądał na żołnierza, Ulrich, niestety mimo szczerych prób pomocy brata Alberta zmarł od ran... - kontynuował - czy reszta chce tu zostać bronić świątyni?

        - Uczynią wszystko, czego zażyczy sobie jego świątobliwość - starzec skłonił usłużnie głowę i złożył dłonie w znak Młota

        -nasze zapasy są spore, ale nie chcę trzymać nikogo na siłę. Tym bardziej niewiernych. Wiara nas chroni. Nic innego. Wiara i świętość rozciągająca sie od ołtarza wszechmogącego Sigmara. - z miasta można sie wydostać. W teorii. Istnieje przeprawa. Nikt jednak z prób dostania sie do niej wrócił. Tych co i tak chcą odejść bym tam skierował z misją poinformowania o wydarzeniach w mieście, o ile im sie powiedzie. Lub powrotu ze zwiadu, jeśli zawiodą a przeżyją.

        - Czy nie każdy z nas jest w jakiejś części grzesznikiem? - odpowiedział starzec - Każdy z nich ma na pewno coś na sumieniu, ale nie śmiałbym nazywać ich niewiernymi. Każdy z nich jest narzędziem woli Sigmara i jego pokornym sługą. Jeśli chcesz, aby spróbowali wydostać się z miasta i sprowadzili pomoc, przekażę im twoją wolę.

        - Moim zdaniem to samobójstwo, pomoc nadejdzie na pewno. Każda karawana co wiedzie do miasta szybko zorientuje się że należy sie wycofać i zaalarmuje Kościół. Cokolwiek stało sie mieszkańcom to nadal zwykli ludzie, zmutowani na ciele i umyśle, ale nie wojownicy co by ochronie karawany zagrozili.

        -Bądź więc moim uszami w swojke grupie. Przekaż im że ochrona świątyni potrafi wybaczyć wiele win. Ja sam potrafię dużo wstawiając się za nimi. O ile nie dopuścili się poważnych przestępstw przeciw Imperium, nie czczą Niszczycielskich Potęg, to będę im dłużny gdy to sie już skończy

        - Twoje miłosierdzie musi płynąć z natchnienia mocą Sigmara, czcigodny ojcze - Hieronim Bosch pochylił nisko głowę - To zaszczyt móc ci służyć.

        Zygfryd powstał i wysunął rękę z pierścieniem do ucałowania, audiencja była skończona

        Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • DeklineD Niedostępny
          DeklineD Niedostępny
          Dekline jako Dekline
          Obsługa Moderator
          napisał ostatnio edytowany przez
          #107

          Grupa bohaterów wyszła ze świątyni. Nawet jeśli ktoś nie był zbytnio wierzący to przyziemność i pospolitość obrządku pozwalała na chwilę zapomnienia od tego co działo się na zewnątrz. Hieronim został zaproszony na bok.

          Ulrich zmarł, wszyscy widzieli jego zakrwawione ciało wynoszone widłami na stos. Pozostał po nim miecz, którym od razu zaopiekował się jeden ze strażników, oraz tarcza, dalej oparta o mur, tak jak pozostały oreż. Modi również nie żył, nie wiadomo czy jeszcze tam na trakcie, czy może jeszcze żył gdy został pozostawiony podczas ucieczki. Trzeba było zastanowić się co dalej. Rozważania przerwał Bosch, wychodząc zza świątyni razem z Zygfrydem i jednym z młodszych kapłanów.

          Wtem stało się coś niespodziewanego, coś co początkowo zauważył tylko Kurt. Jeden ze strażników, ten, który wziął miecz Ulricha i ciągle z nim łaził i zachowywał się dziwnie ... uspokoił się, poprawił chwyt i już zachowując się jak prawdziwy żołnierz a nie pomylony wariat ruszył w pozycji bojowej wprost na Zygryda. Oboje z kapłanów, oraz Bosh nie zdawali sobie sprawy kto jest za ich plecami i co zaraz ma zamiar zrobić. Mały był prawie pewny że atak nastąpi, a Zygryd może go nie przeżyć. Równie pewne jest to że Kurt nie zdąży dobiec, na czas, nawet jeśli zrobi teraz życiówkę w sprincie.

          Ochroniarz miał rękę na pulsie, zareagował szybko, szybciej niż ktokolwiek inny byłby w stanie nawet pomyśleć, i do tego doskonale wiedział co chce zrobić.

          Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • DeklineD Dekline odblokował ten temat dnia
          • MortarelM Niedostępny
            MortarelM Niedostępny
            Mortarel
            napisał ostatnio edytowany przez
            #108

            awatar4.png

            Mały Kurt vel Knut

            Kurt patrzył, jak wynoszą ciało Ulricha.

            Dwóch ludzi podeszło, wsunęli widły pod martwe ciało i podnieśli je tak, jakby przerzucali mokry worek kartofli. Nogi zmarłego zwisały bezwładnie, głowa kołysała się przy każdym kroku, a z wyschniętej już krwi zrobiły się na bruku ciemne, tępe smugi.

            Kurt patrzył na to dłużej niż inni.

            W życiu widział różne pogrzeby. Jedne z modlitwą, inne z łopatą, a jeszcze inne z rowem wykopanym byle gdzie. Ale pierwszy raz widział, żeby człowieka na ostatnią drogę niósł sprzęt do przerzucania gnoju.

            Potem wzrok Kurta przesunął się dalej. Zatrzymał się dopiero na strażniku. Tym samym, który wcześniej zachowywał się podejrzanie. Teraz szedł inaczej. Równo. Pewnie. Miecz trzymał nisko, ale w gotowości. W spojrzeniu nie było już zamglenia, tylko zimna decyzja. Szedł prosto na plecy Zygfryda.

            Kurt od razu wiedział, co się wydarzy za ułamek sekundy. Nie było czasu na plan. To był odruch, Kurt zareagował instynktownie.

            – ZA TOBĄ! - Ryk Kurta przetoczył się przez dziedziniec jak uderzenie młota o kowadło.

            W tym samym momencie ruszył biegiem na strażnika. Kurt nie sięgał po broń – nie potrzebował jej. Wściekłe pięści Kurta przez lata rozwiązały więcej sporów niż niejeden miecz.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • JhnWJ Online
              JhnWJ Online
              JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
              Administrator Obsługa Developer
              napisał ostatnio edytowany przez
              #109

              Ulrich (von) Guttenluft
              https://forum.rolltelling.pl/assets/uploads/files/1768655534425-avatar_doc.jpg

              Ulrich ze smutkiem przyjął widok ciała Ulrich (tego co zbójem był). Mimo swego fachu, który do widoku śmierci go przyzwyczaił, zawsze na dnie serca pozostawał żal. Szczególnie gdy z kimś się wychodziło z opresji...
              ...tylko po to, aby zaraz okazało się, że kolejny kłopot się szykuje. Cyrulik postanowił dobiec po broń, lecz nie od razu po nią sięgać - aby w oczach straży nie wyjść na potencjalnego towarzysza zamachowcy - ale aby błyskawicznie się dozbroić.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • ZellZ Online
                ZellZ Online
                Zell jako Nadja Schmidt
                Moderator Obsługa
                napisał ostatnio edytowany przez
                #110

                text alternatywny

                Nadja Schmidt

                .
                Wszystko nie tak miało być. Ani Modi, ani ten drugi Urlich. Na co to wszystko? I czemu w ogóle się zdarzyło? Z tego co teraz widać to i opieka medyków ze świątyni nie była pewna... a nawet możliwe śmiertelna.
                Nie mogła jednak dłużej rozważać przeszłych wydarzeń, jak teraźniejsze były nadchodzącą kolejną tragedią. Nie było czasu dobiec do atakowanego kapłana, jak i broni nie miała by pomóc. Nie było też powodu krzyknąć, by Zygfryda dodatkowo nie zdekoncentrować, jak już ostrzegalny krzyk od Kurta wyszedł.

                Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • MarrrtM Niedostępny
                  MarrrtM Niedostępny
                  Marrrt
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #111

                  Ergo
                  text alternatywny

                  Widok martwego Ulricha był dla Ergo o dziwo większym szokiem niż trup Modiego z niepokojąco powykrzywianą klatką piersiową. Bo coś dziwnego może się zdarzyć raz. Jak choćby ot pomagasz lekko rannemu człowiekowi, a po chwili trzask, prask i trup. Ale to raz. Bo jak potem ni z gruchy ni z pietruchy kolejny ranny, ale taki co to biega, gada i w ogóle by z nim człek jeszcze gorzałki się napił, sru! Też trup. No to pewnikiem działo się coś bardzo niedobrego! Drugi trup! Mało tego. I to na widłach klasztornych (których Ergo przyobiecał sobie nigdy nie brać więcej do rąk)! Na samo wspomnienie jak ony dziad, co to tylko mełł w bezzębnej pewnie gębie jojczenia i złorzeczenia, dżgał z zapamiętaniem każdego trupa, aż coś cyrkowcem trzęsło od środka. I to bardziej niż szaleństwo tłumów Bogenhafen. Może dlatego z resztą, że cyrkowiec tłumy od zawsze miał za szalone i może o raz za dużo przyszło mu zwiewać przed wściekłą gawiedzią. Ale Ulrich co to drogę prowadził i w ogóle prał tych posrańców na lewo i prawo broniąc swych kompanionów, a teraz. Nabity na widły jak wiecheć gnoju choć chwilę temu miał się dobrze! No prawie dobrze.

                  Z szoku wyrwało go Kurtowe "Za Tobą!". Odruchowo obejrzał się za siebie. Ale Kurt już biegł w przeciwnym kierunku... na Hieronima i tego księżula Zygfryda (Ranaldzie niecierpliwy, czy ta msza mogła być jeszcze dłuższa???). Dopiero wtedy dojrzał Ergo jakiegoś żołdaka, który najwyraźniej też miał dość jojczenia Hieronima i nabożeństw w wykonaniu Zygfryda. I choć do żadnego nijaką sympatią nie zapałał to zdobył się na czyn iście heroiczny i dowodzący drzemiącymi w cyrkowcu pokładami miłości bliźniego, nawet tak nieprzyjemnego. Chwycił w dłoń za szyjkę butelkę samogonu, którą znalazł przy jednym z wariatów i cisnął nią z całej siły w nadbiegającego strażnika. Znalazł też i przywłaszczył powróz i świecę woskową, ale nie nadawały się one do ratowania nikogo. Niestety.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • KermK Niedostępny
                    KermK Niedostępny
                    Kerm
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #112

                    Oswald.jpg
                    Oswald Braun

                    Od bogów należało się trzymać z dala. Nie lekceważyć, ale nie pchać im się przed oczy. I nie zawracać im zbytnio głowy, bo bogowie mogą kopnąć w zadek zbyt upierdliwego osobnika.
                    Tak przynajmniej uważał Oswald, który z udawaną pobożnością uczestniczył w nabożeństwie ku czci Sigmara. Która to uroczystość, dzięki bogom, w końcu się skończyło.
                    Było to nudne, a Oswald, prawdę mówiąc, miał nadzieję, że dalszy ciąg dnia będzie równie leniwy. I, niestety, srodze się rozczarował.
                    - Niech to... - zaklął ze świadomością, że nic nie zdoła zrobić.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • KetharianK Online
                      KetharianK Online
                      Ketharian
                      Obsługa Moderator
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #113

                      Stąpający z pełną namaszczenia miną u boku kapłana Hieronim ujrzał jak Kurt rzuca się nagle w jego stronę z agresją wyrysowaną na tępo ciosanej gębie, a Ergo ciska w niczemu niewinnego mytnika butelką.

                      Okrzyk „za tobą” nie zwiódł Boscha nawet na mgnienie oka, zbyt prostym był fortelem, aby Hieronim dał się nań nabrać. Zaskoczony atakiem zbrodzienia starzec napiął mięśnie i z szybkością wręcz nielicującą z jego wiekiem rzucił się w bok usiłując czym prędzej ujść poza zasięg pięści rozwścieczonego współwięźnia.

                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • DeklineD Niedostępny
                        DeklineD Niedostępny
                        Dekline jako Dekline
                        Obsługa Moderator
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #114

                        Otoczenie Kurta i Hieronima

                        Niczego nieświadomy Hieronim uskoczył w bok dosłownie w tym samym momencie, w którym butelka rzucona przez Ergo wylądowała nieopodal niego ( i nie pękła!). Dopiero z tej pozycji zauważył Zygryda, zwartego w uścisku z jednym ze strażników. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zakrwawiony miecz wystający z boku kapłana. Ojciec święty tryskał krwią, lecz mimo to chwycił swój potężny młot i przystąpił do ataku. Strażnik nie zdążył odskoczyć, kawał metalu walnął go w bark tak że Hieronim usłyszał trzask łamanych kości i ujrzał rękę zwisającą bezwładnie wzdłuż ciała. To że strażnik dalej stał już samo w sobie było cudem, lecz dodatkowo nie wyglądało jakby miał zrezygnować z osiągnięcia swojego celu. Na szczęście dwunożny taran już zmierzał w jego stronę. Ogromny Kurt zmiótł nie tak znów wątłego strażnika, z lekka tylko wytrącając impet. Podstępnie atakujący mężczyzna zdawał się ignorować fakt swoich ran, również tych zadanych przez Kurta, na szczęście młodszy kapłan również nie próżnował. Użył swego młota przywalając w plecy, chrupnęło aż miło. Napastnik padł i przestał się poruszać. Plama krwi powiększała się z każdą chwilą. Zygryd opadł na jedno kolano, pod nim też zbierała się kałuża krwi, lecz zdecydowanie mniejsza niz pod jego przeciwnikiem. Starszy kapłan próbował coś powiedzieć, lecz zamiast tego zaczął kaszleć krwią.

                        Otoczenie reszty grupy

                        Walka była szybka i bezpardonowa, a do tego zakończyła się szybciej niż większość ludzi zdołała w ogóle zareagować. Strażnicy momentalnie chwycili za broń, spojrzeli nawet na Was, lecz widząc brak reakcji, bez większego zastanowienia ruszyli w stronę grupy przy kapłanie. Podobnie postąpiła pozostała dwójka kapłanów. Wszyscy broń mieli przy sobie, jak zresztą większość czasu.

                        Motłoch zachował się dwojako, jedni starali się schować, inni zamarli, lecz w okolicy jednego z bocznych wejść Oswald oraz Ulrich zauważyli trójkę ludzi, dwie kobiety i mężczyznę którzy szybkim krokiem, a później biegiem ruszyli w kierunku jednego z bocznych wejść. Bohaterowie spojrzeli w górę - wieżyczka kończyła się dzwonnicą.

                        Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • KetharianK Online
                          KetharianK Online
                          Ketharian
                          Obsługa Moderator
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #115

                          text alternatywny

                          Hieronim Bosch otworzył szeroko zarówno oczy jak i usta, z trudem pojmując swoim spanikowanym umysłem, czego właściwie stał się świadkiem. Oto jeden ze świątynnych strażników oszalał podobnie jak tłuszcza za ogrodzenie, po czym w bluźnierczym amoku rzucił się na świętą osobę próbując odebrać jej życie!

                          - Czego stoicie, tępe obszczymurki?! - zakrzyknął mytnik dając upust swej pełnej niedowierzania wściekłości - Ratujcie kapłana! Dawać tu, a żywo! Medyka tu trza!

                          Odstępując od miejsca napaści o krok w zamiarze poczynienia wolnej przestrzeni dla medyków, ogarnięty bardzo złym przeczuciem Hieronim zaczął rozglądać się po dziedzińcu szukając wzrokiem śladu innych zdradzieckich obłąkańców. Jego pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa płynące ze schronienia w sigmaryckiej świątyni topniało w zastraszającym tempie, brutalnie zderzone z odkryciem, że ochronna aura świętego miejsca bynajmniej nie chroniła przed szerzącą się w Bögenhafen zgnilizną umysłów.

                          Mytnik uświadomił się znienacka, że ulegając pierwotnej ufności, znalazł się znienacka w pułapce murów świątyni, która rychło mogła stać się miejscem kolejnej obłąkańczej rzezi.

                          Niechętnie dotąd rozważany pomysł ucieczki poza miasto zyskał w jego myślach ogromnie na wartości.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • KermK Niedostępny
                            KermK Niedostępny
                            Kerm
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #116

                            Oswald.jpg
                            Oswald Braun

                            To było co najmniej dziwne. Zwykle, gdy komuś przytrafiło się jakieś nieszczęście, tłum gapiów zbiegał się, by radować się cudzymi kłopotami. A ta trójka wprost przeciwnie - uciekła, jakby nie chciała się rzucać w oczy.
                            /- Może sprawdzimy, co wymyślili? - Szturchnął Ulricha w bok, równocześnie wskazując głową ludzi, którzy zmierzali w kierunku dzwonnicy.

                            Z drugiej strony - gdyby szaleństwo, jakie dopadło strażnika, miało się rozprzestrzenić, to im dalej od źródła zarazy, tym lepiej.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • MarrrtM Niedostępny
                              MarrrtM Niedostępny
                              Marrrt
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #117

                              Ergo
                              text alternatywny

                              - Ranaldzie przebiegły... - jęknął cyrkowiec na widok krwawej jatki jaką zgotował szalony zamachowiec. Szkoda się Ergo zrobiło tego nadętego purpurata. Ale tak naprawdę szkoda. Wojak kaszlał krwią i wyglądało na to, że lada chwila skona od ciosu w plecy zdradzieckiego. I dziwnie nieprzypadkowego, bo celowanego niejako w serce tego zboru...

                              - Teeee! Piękna! I Ty pigułkarzu! - zawołał nagle za Nadją i Ulrichem, którzy to ze współwięźniów mieli chyba całkiem równo pod sufitem i byli skorzy do współpracy. Szarpnąwszy oboje zwrócił się do nich cicho, choć nie na tyle by Oswald nie słyszał - Powiedzcie, że się mylę, ale... czy to nie tak, że szaleju się najadają ludzie gdzie największe zbiorowiska się robią? Rynek, przeprawa, most, a teraz tu gdzie księciunio msze gremialną urządził... Zdaje mi się, że wiać stąd trza, ale nie tam gdzie wszyscy wieją. Ja bym szedł na skraj miasta i łódkę znalazł. Wiosłować byle kiep umie. Damy radę. Tylko by dobrze tego łysego skaptować - wskazał na rozjuszonego Kurta - Bo widać, że bić się umie.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • JhnWJ Online
                                JhnWJ Online
                                JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
                                Administrator Obsługa Developer
                                napisał ostatnio edytowany przez JhnW
                                #118

                                Ulrich (von) Guttenluft
                                https://forum.rolltelling.pl/assets/uploads/files/1768655534425-avatar_doc.jpg

                                Ulrich słysząc wezwania towarzyszy, zgodził się z nimi w mrukliwym, ale wyraźnie potwierdzającym chrząknięciu. Wskazał im też kierunek w którym zmierzali inni ludzie.
                                - Powinniśmy tam iść - powiedział jednocześnie, jeśli dalej była taka możliwość, zabrał swoją broń ze sobą - zabierzcie też i wygłuszcie kolczugę, rozerwać nie damy rady, ale jak znowu pojawi się szalony tłum to się odwinie ze szmat i rzuci na szelest.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                1
                                • ZellZ Online
                                  ZellZ Online
                                  Zell jako Nadja Schmidt
                                  Moderator Obsługa
                                  napisał ostatnio edytowany przez Zell
                                  #119

                                  text alternatywny

                                  Nadja Schmidt

                                  .
                                  Nie zakładała, że ich sytuacja może się jeszcze pogorszyć, a taka właśnie się zapowiadała. Jeżeli świątynia nie była bezpieczna... to czy było bezpiecznie w jakimkolwiek miejscu tego miasta?
                                  - Łódkę? Na wodę iść? - Nadja wyraźnie nie była bardzo szczęśliwa z tego pomysłu. Pamiętała przeprawy wodne z wojskiem i nigdy nie sprawiało jej to radości. Widziała jak taka stara zołza otulona w chłodzie gęstym materiałem poszła na dno jak kamień i nigdy się nie wyciągnęła... a tego nie chciała doświadczyć.
                                  - Musimy? Modi martwy, on chyba pływać mógł.

                                  Spojrzała w stronę ludzi idących w kierunku dzwonnicy.
                                  - Nie podoba mi się co robią... Chodźmy im dzień popsuć. - odezwała się do pobliskich więźniów .

                                  Nadja by chciała móc odzyskać mieczyk jaki miała, choć nie wiem czy to możliwe. Na kopach przodem facetów da i pójdziemy za tymi na górę...

                                  Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • MortarelM Niedostępny
                                    MortarelM Niedostępny
                                    Mortarel
                                    napisał ostatnio edytowany przez Mortarel
                                    #120

                                    avatarrr.png

                                    Mały Kurt vel Knut

                                    Kurt wpadł w strażnika całym ciężarem ciała, barkiem i pięścią jednocześnie, jakby chciał go wbić w bruk. Czuł pod ręką kości i mięśnie. Strażnik przewrócił się, ale wciąż nie dawał za wygraną, z pustymi oczami, z jedną ręką wiszącą jak szmata po uderzeniu młota.

                                    – Twardy… – mruknął Kurt pod nosem.

                                    Dopiero młot młodszego kapłana rozwiązał sprawę. Uderzenie w plecy zabrzmiało jak pękająca deska. Strażnik złożył się w pół i runął na kamienie.

                                    Kurt stał jeszcze chwilę nad nim, ciężko oddychając. Spojrzał na ciało. Kopnął je raz w bok butem, jakby chciał się upewnić, że już nie wstanie. Następnie spojrzał na rannego Zygfryda. Nie wyglądało to dobrze.

                                    – Medyka! – ryknął przez dziedziniec.

                                    Bez dalszych słów zrobił krok w przód i osłonił rannego kapłana szerokimi plecami. Odsunął ciało napastnika butem i zacisnął pięści. Jego spojrzenie zaczęło powoli krążyć po dziedzińcu, szukając następnego przeciwnika.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • DeklineD Niedostępny
                                      DeklineD Niedostępny
                                      Dekline jako Dekline
                                      Obsługa Moderator
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #121

                                      Grupa przy kapłanie

                                      4 strażników (uzbrojony), Zygryd(uzbrojony), 3 kapłanów(uzbrojony), Kurt (bez broni), Hieronim (bez broni).

                                      Zygryd z chwili na chwilę wyglądał coraz gorzej. Początkowy przypływ adrenaliny pozwolił na kontratak, lecz nie dał rady utrzymać rannego dłużej na nogach. Kurt na podstawie szybkiego rzutu okiem nie był w stanie stwierdzić czy atak był śmiertelny czy nie, aczkolwiek sam fakt przebicia trzewi na wylot nie wróżył dobrze, i nie trzeba było być medykiem aby to stwierdzić.

                                      Jeden z kapłanów, ten który wcześniej zajmował się Ulrichem przykląkł przy Zygfrydzie. Minę miał nietęgą, aczkolwiek bez zwłoki zająć się rannym przełożonym.

                                      Strażnicy patrzyli, to na Starszego Kapłana, to na swojego martwego towarzysza. Nie wyglądali jakby rozumieli sytuacje; Kurt i Hieronim mieli złe przeczucia. Widać że nie tylko oni, Kapłani również patrzeli na strażników spode łba. Coś wisiało w powietrzu, czuć było napięcie i pierwsze najgorsze to że bohaterowie stali między nimi, a drugie najgorsze że byli bez broni - nie licząc Zygrydowego młota ( którym de facto nie potrafili się posługiwać) oraz miecza strażnika - który leżał blisko ale trzeba było go dobyć.

                                      Jeśli ktoś chciał coś zrobić to teraz, za chwile może być za późno.

                                      Grupa przy dzwonnicy

                                      4 uzbrojonych bohaterów, 1 kobieta uzbrojona w nóż kuchenhy, 1 kobieta i 1 meżczyzna bezbronni.

                                      Czwórka bohaterów ruszyła w kierunku dzwonnicy. Ścigana trójka szybko zorientowała się że ktoś porusza się ich tropem. Zatrzymali się na moment, a następnie mężczyzna ruszył teraz już sprintem w stronę drzwi, a kobiety zatrzymały się. Jedna z nich miała na sobie długi płaszcz uszyty naprędce z jakiegoś worka, a druga bardziej zwyczajny strój codzienny. Pierwsza trzymała się lekko z tyłu, widać było strach w jej oczach, lecz mimo tego wyciągnęła trzęsące się pięści. Druga miała w oczach to dziwne spojrzenie, może nie aż tak szalone, lecz zdecydowanie nienaturalne. W ręce trzymała mały nóż kuchenny.

                                      Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • MortarelM Niedostępny
                                        MortarelM Niedostępny
                                        Mortarel
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #122

                                        avatarrr.png

                                        Mały Kurt vel Knut

                                        Kurt widział to napięcie, nie w słowach, nie w gestach, lecz w oczach. Strażnicy patrzyli za długo. Za twardo. Za pusto. Kapłani to czuli. On też. To był ten moment, kiedy wszystko jeszcze stoi… ale każdy wie, że za chwilę się zawali.

                                        Kurt nie czekał na to co zrobią inni. Atakując strażnika, Kurt jasno okazał, czyją stronę zajął. Zrobił pół kroku, nachylił się i jednym ruchem zgarnął z bruku miecz zabitego strażnika. Ostrze było śliskie od krwi, ale chwyt pewny. Ciężar znajomy.

                                        Obrócił się od razu, stając szeroko między Zygfrydem a strażnikami.

                                        – Bronić ojca świętego! – ryknął ze wszystkich sił, aby jego zamiar był znany każdemu w zasięgu głosu. Głos miał twardy, rozkazujący. Nie prosił. Rzucił to tak, jak rzuca się komendę przed bójką. Miecz trzymał nisko, gotowy do walki. Oczy wbił w strażników, czekając na to, który z nich odpowie na zawołanie. Liczył na to, że sama jego niepokojąca aparycja wystarczy, aby zniechęcić potencjalnych napasstników.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • MarrrtM Niedostępny
                                          MarrrtM Niedostępny
                                          Marrrt
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #123

                                          Ergo
                                          text alternatywny

                                          - Spokojnie piękne panie! - zawołał cyrkowiec w kierunku kobiet. Nie były specjalnie piękne, a zgrzebny worek, z którego jedna zrobiła sobie kieckę nie poprawiał tego stanu. Ale któraż kobieta nie wolała być nazwana piękną zamiast uzbrojoną wariatką! Przynajmniej z takiego założenia wyszedł Ergo trochę tylko zaniepokojony spojrzeniem tej z nożem. Ponieważ jednak uważał większość kobiet za istoty od urodzenia w pewnym stopniu dotknięte szaleństwem, nie łączył na razie dość oczywistych faktów. Tak samo jak odmawiał umysłem ogarnięcie, że z Bogenhafen zgodnie z porzekadłem wiodą tylko trzy drogi ucieczki, oraz ta, której nikt nie zna. Jak znał życie, takie skupiska ludzkie zawsze umiały znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia. Trzeba było tylko lepiej poszukać! Na przykład ze szczytu dzwonnicy.

                                          Wstrzymał jednak krok widząc bojowe nastawienie obu pań.
                                          - Nie chcemy Was skrzywdzić! A nawet myślę, że mamy ten sam cel! Spójrzcie! - wyciągnął z kieszeni swój tajemniczy talizman (gówno tam nie talizman, a przebity miedziak), którego kobiety nie mogły zidentyfikować z odległości bez uważnego przyjrzenia mu się - To znak jaki znaleźliśmy! Słuchajcie panie! Słuchajcie uważnie. Jeśli ktoś dziś będzie słuchał uważnie, może jutro nie będzie musiał krzyczeć! Opuśćcie dłonie... i nóż. Nie ma potrzeby ich używać. Jesteśmy przyjaciółmi. Możemy sobie pomóc nawzajem! Tylko powiedzcie. Jak chcecie stąd uciec?

                                          I gadał tak Ergo i gadał obracając wyciągniętą przed siebie monetę nadając swojemu głosowi dziwny hipnotyczny ton.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy