[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
Dziedziniec świątyni w Bögenhafen
Mamroczący pod nosem dziękczynne słowa i kłaniający się w pas mytnik wyszedł czym prędzej z komnaty nie chcąc dawać Zygfrydowi czasu na zmianę decyzji. Audiencja spełniła w dużej kierze oczekiwania Hieronima, w szczególności zaś wręczone mu pismo.
Swoich towarzyszy zastał w tym samym miejscu, w którym ich zostawił. Świadomość tego, jakim cieszył się wśród tych ordynusów szacunkiem i poważaniem sprawiła Boschowi autentyczną przyjemność, aczkolwiek nie dał tego po sobie poznać przywołując w zamian na twarz surową minę.
- Radujcie się, albowiem Sigmar prawdziwie się nad nami zmiłował - oświadczył pełnym emfazy tonem - Czcigodny Grimmig dotrzymał obietnicy. Otrzymaliśmy glejt z lakową pieczęcią świątyni, który zapewnia nam ochronę z mocy jego autorytetu. Dostaliśmy też jadło na pięć dni, abyśmy nie opadli z sił. Czcigodny ojciec Grimmig ma nadzieję, że zdołamy wydostać się z miasta i sprowadzić tu pomoc. Wierzę, że żadnemu z was nie przypadł jeszcze w udziale równie wielki zaszczyt, ale nie oczekuję waszej wdzięczności, wystarczy mi posłuszeństwo i poświęcenie sprawie.
Hieronim podał wypełniony strawą ciężki podróżny worek w ręce Kurta, posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, którego pozostali nie przeoczyli, ale najpewniej nie zrozumieli jego znaczenie.
- Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.
- Osobiście widzą mi się dwie drogi ucieczki - powiedział mytnik, kiedy grupka ułaskawionych przez kapłana skazańców znów została sama - Albo wedle słów czcigodnego Grimmiga na północny zachód albo z powrotem do portu i łodzią na wybrzeże, wszelako zdam się tutaj na wasz osąd, moglibyście w końcu zapracować na swój los.
-
Kurt słuchał Boscha uważniej niż zwykle.
Nie wszystkiego rozumiał, ale tym razem coś brzmiało inaczej. Nie jak gadanie urzędnika. Bardziej jak kazanie kapłana po kilku kuflach wina.
-Sigmar się nad nami zmiłował. - Kurt spojrzał na glejt z pieczęcią, potem na worek z jedzeniem, a później na świątynię za plecami Hieronima. Jeszcze niedawno siedział w celi i czekał, aż ktoś go spali albo zatłucze. Teraz miał miecz i worek jedzenia.
To było dziwne. Bardzo dziwne. Wziął worek bez słowa i zarzucił go sobie na ramię. Ciężar był przyjemny.
-Może ten Sigmar naprawdę patrzy?- Zamyślił się.
Kurt nigdy się nad tym nie zastanawiał. Bogowie byli od tego, żeby kapłani mieli o czym gadać, a ludzie gdzie zanosić monety przed bitwą. Ale odkąd wszystko się posypało, dziwne rzeczy działy się jedna po drugiej. Szaleniec w celi. Ludzie chodzący jak stado opętanych. Strażnik, który dostał młotem tak, że normalnemu człowiekowi odpadłaby połowa ciała, a dalej próbował zabijać. I jeszcze oni. Żywi.
Kurt podrapał się po szczęce.
– Może faktycznie nas pilnuje. - Szepnął pod nosem.
Nie wiadomo było, czy mówi o Boschu, Zygfrydzie czy samym Sigmarze.
Spojrzał na worek z jedzeniem, potem na glejt. Przez chwilę milczał, patrząc gdzieś ponad płomieniami stosu.
– Świętobliwy ojciec Zygfryd wspomniał, że powinniśmy iść na północny-zachód? – mruknął wolniej. – Któż w takim razie miałby wątpić w jego słowa? - Zapytał retorycznie i spojrzał po reszcie.
-
Ergo słuchał Hieronima, słuchał i uśmiechał się i głową kiwał z każdym słowem, które mamlał dziadyga. Miał ochotę pogonić go kijem jako zwyczaj kazał dziada gonić. Ale umiał docenić przedstawienie. I nie miał kija. Za to Hieronim chyba miał, bo się Kurtowi tak na oko udzieliło to całe sigmarowanie.
- Radujcie się albowiem mocą mojego autorytetu zaraz się zesram! - zawołał Ergo głosem świetnie imitującym Hieronima, po czym parsknął już własnym sumowym śmiechem - Zaszczyt sraszczyt, Grimmig srimmig. Rzekłem, że mogę się bawić w ten świątynny cyrk, byle zwiać z tej dziury. Ale ty tu dziadu nie strosz piór jak kapucyn, bo posłuszeństwa to możesz wołać co najwyżej od swoich wszów. Albo fujary. Elfa powiesili nie za to, że kradł, a za to, że dał się złapać. Wszyscyśmy tu jednako "niewinni". No może poza Lindeczką. - co rzekłszy spojrzał na dziewczynę, która pracowicie wykonywała polecenie Ulricha, tak jak sam Ergo nie do końca rozumiejąc zapewne po jaką cholerę - Żarcia w mieście w bród. A i ten glejt to rzecz niepewna. Byle sierżancina jak będzie mieć zły humor, a będzie, bo wolałby patrol gdziekolwiek byle nie w mieście, to jak mu tym glejtem zaczniesz wymachiwać, to się nim podetrze, a potem ci go zeżreć karze. Wszystko jedno gdzie pójdziemy. Wszędzie będą posrańcy. Omijałbym główne ulice i napewno rynek. A najbliżej stąd mamy do przeprawy strażników. Pamiętacie mapę ze strażnicy?... Tee gruby, po co ona to właściwie dzierga te kółka?
Nie wytrzymał w końcu z pytaniem do Ulricha, patrząc na robotę dziewczyny. -
Nadja nie odpowiedziała mytnikowi słowem, ale jej przewrócenie oczami wyrażało opinię jaką teraz o nim miała.
-
Słowa, słowa, słowa...
Słowa padały jedno po drugim, a Oswald zastanawiał się, czy wielomówni kompani mają zamiar długo jeszcze wymieniać poglądy.
- Nie znam miasta na tyle, którędy iść - powiedział, gdy nastąpiła chwila ciszy - i czy ten północny zachód jest lepszy od innych kierunków świata. Gdzie jest bliżej, do portu, czy do bramy? -
Dziedziniec świątyni w Bögenhafen
Mamroczący pod nosem dziękczynne słowa i kłaniający się w pas mytnik wyszedł czym prędzej z komnaty nie chcąc dawać Zygfrydowi czasu na zmianę decyzji. Audiencja spełniła w dużej kierze oczekiwania Hieronima, w szczególności zaś wręczone mu pismo.
Swoich towarzyszy zastał w tym samym miejscu, w którym ich zostawił. Świadomość tego, jakim cieszył się wśród tych ordynusów szacunkiem i poważaniem sprawiła Boschowi autentyczną przyjemność, aczkolwiek nie dał tego po sobie poznać przywołując w zamian na twarz surową minę.
- Radujcie się, albowiem Sigmar prawdziwie się nad nami zmiłował - oświadczył pełnym emfazy tonem - Czcigodny Grimmig dotrzymał obietnicy. Otrzymaliśmy glejt z lakową pieczęcią świątyni, który zapewnia nam ochronę z mocy jego autorytetu. Dostaliśmy też jadło na pięć dni, abyśmy nie opadli z sił. Czcigodny ojciec Grimmig ma nadzieję, że zdołamy wydostać się z miasta i sprowadzić tu pomoc. Wierzę, że żadnemu z was nie przypadł jeszcze w udziale równie wielki zaszczyt, ale nie oczekuję waszej wdzięczności, wystarczy mi posłuszeństwo i poświęcenie sprawie.
Hieronim podał wypełniony strawą ciężki podróżny worek w ręce Kurta, posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, którego pozostali nie przeoczyli, ale najpewniej nie zrozumieli jego znaczenie.
- Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.
- Osobiście widzą mi się dwie drogi ucieczki - powiedział mytnik, kiedy grupka ułaskawionych przez kapłana skazańców znów została sama - Albo wedle słów czcigodnego Grimmiga na północny zachód albo z powrotem do portu i łodzią na wybrzeże, wszelako zdam się tutaj na wasz osąd, moglibyście w końcu zapracować na swój los.
(...)
- Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.
(...) -
Dziewka, do której byciem poczuwala się Linda porzuciła dwa dotychczasową pracę i pobiegła w te pędy po wodę.
Inaczej sytuacja miała się ze strażnikiem który mimo wszystko nie specjalnie chciał się podporządkować.
- Te, dziadek, a cię już do reszty @#&)@#? Ty myślisz że co?
I już widać było że ma zamiar podejść i wyjaśnic Hieronima, lecz nie uszedł nawet kroku nim ruch wykonał Kurt. Starczyło że drgnął , ręką poleciała na rękojeść i wzrok wbil się w oczy strażnika. Co prawda Hieronim mógł tego nie zauważyć i zrozumieć swoje, gdyz przywołany jegomość zerknąl na glejt i miast agresywnego zachowania chrzaknal tylko z lekka.
/- No ten ... Nie, raczej nie tak żwawo o ile w ogóle. To że idziecie z zadaniem to nie znaczy że jesteście nie wiadomo kim. Rozumiemy się?trochę kultury #&$@#!
Włócznie dwie możemy oddać, rzucać nimi można jak kto umi i kusze jedna oddac możemy, u nas i tak nikt z niej pożytku nie zrobi. I ten, to nie tak że zapomnieliśmy kim jesteśmy ani kim wy jesteście. Sytuacja jest jakaś jest, nikt z was za ciężkie przewiny nie siedział, to można działać teraz, że tak powiem we wspólnym celu.{Kusza standardowa S4
18 bełtów
2x Włócznia S, szybki, rzucana}
Wozy pełniące funkcje bramy rozjechały sie i w chwilę później byli więźniowie znów znaleźli się za murami.
Miasto było puste i ciche, można być rzec wymarłe. Efekt potęgowały plamy krwi i resztki wnętrzności ludzkich których nie dało się lub nie chciało się sprzątać.
Bohaterowie poruszali się wolniej niż normalnie, oraz zdecydowanie ciszej niż wcześniej. Do tego co jakiś czas musieli zmieniać kierunek aby ominąć grupy, lub pojedyncze, podejrzanie wyglądające osobniki. Koniec końców dotarli w pod sam gabinet Ulricha.
Budynek wyglądał tak jak kazden inny, tylko szyld z wymalowanymi piktogramami sugerował że w środku winien żerować ... znaczy urzędować ktoś parajacy się tzw medycyna ogólna. Drzwi o dziwo były całe i nawet zamknięte, podobnie okiennice a już zupełnym dziwem był fakt iż elewacja nie nosiła śladów rzucania weń łajnem.
Dwie przecznice dalej stala barykada, wysoka na że dwa sążnie i ciągnąca się wzdłuż ulicy.
Dla Ulricha
Gabinet wygląda identycznie jak go zostawiłeś, przynajmniej z zewnątrz.
Barykady wcześniej nie było. Znasz doskonale te tereny, normalnie tam jest zwykła choć nadmiernie szeroka ulica. -
Kurt szedł kilka kroków za Boschem, co jakiś czas poprawiając pas z mieczem. Broń była dobra, ale pas uwierał go w biodro przy każdym dłuższym kroku.
Bosch zaczął rozmowę ze strażnikiem, który chyba nie poznał się na glejcie, gdyż zbluzgał srogo Hieronima. Kurt przystanął obok i ponownie poprawił pas z bronią, który znowu wbił mu się w biodro. Następnie wydarzyło się coś dziwnego, czego Kurt nie mógł wytłumaczyć. Bosch spojrzał na strażnika. Nie długo. Nie groźnie. Po prostu spojrzał.
Kurt nie potrafił tego dobrze opisać, ale w tym spojrzeniu było coś takiego... świątynnego. Jak wtedy, gdy Zygfryd mówił o Sigmarze. Jak podczas modlitwy przy stosie. I nagle strażnik zmiękł. Nie od razu, ale jednak. Dał kuszę, dał włócznie, zaczął mówić rozsądniej. Kurt długo nad tym myślał. -Może właśnie tak działa Sigmar. - pomyślał, zastanawiając się, czy świątobliwy ojciec nie dostrzegł w Hieronimie czegoś, czego inni nie widzieli.
-
Na twarzy Ulricha pojawiło się coś, co mogło przypominać radość, a byłoby nią gdyby nie ogólna czujność cyrulika - więc radował się jakby instynktownie w sposób nieco bardziej ostrożny i stonowany. Przynajmniej do czasu, bo entuzjazm jego rósł wraz z każdym krokiem zbliżania się do gabinetu. Zatrzymał się kilka kroków przed nim i wskazał towarzyszom szyld nad drzwiami.

- To jest mój gabinet... a raczej był, bo po tych całych ruchankach z podatkami, to raczej był mój...
Podszedł do drzwi zakładu, proste, ciężkie, z wytartą klamką oraz przebarwionym drewnem koło klamki, sięgając może na metr. Cyrulik zaparł się o drzwi barkiem, w miejsce przebarwienia, chwycił lekko nienaturalnie klamkę i otworzył drzwi.
- Ten zamek ma problem, przydaje się wracając po pijaku... Ale niektórzy stali pacjencji znali ten sposób, to tylko recepcja. Aby nie stali w deszczu lub pukali tam gdzie usłyszę... No, chodźmy, czym chata bogata!
Powiedział lekko weselszym tonem prowadząc towarzyszy do rzeczywistej recepcji. Naprzeciw drzwi wejściowych znajdowały się drugie, zamknięte - prowadzące do wewnętrznej części gabinetu. Po prawej, pod ścianą stały dwa krzesła i dwa taborety, zapewne dla pacjentów. nad nimi wisiała pusta pułka.
- Dziwne, tutaj powinna być gablota reklamowa..
Ulrich rzucił zamyślając się, po czym skierował swój wzrok w prawą stronę poczekalni. Pod ścianą znajdowała się ciężka szafa, solidna, zamykana na klucz. Obok niej, pod oknami - zapewne w celu doświetlenia w dzień - stał większy stolik wraz z krzesłem.
- Wygląda na brak szabrowania - mężczyzna zasępił się - skoro tak, gdzieś tutaj powinna być solidna, okuta żelazem pałka. Zwykle leżała koło stołu, to dla mojej pomocniczki. To biurko było dla Helgi, odbierała pacjentów, opisywała co z nimi, umiała nawet pisać, a przynajmniej w sposób który sama odczytywała... ciekawe co u niej... Na tą szafę nie ma niestety magicznego sposobu, a klucze miałem ja i Helga, może w mojej kwaterze znajdziemy. Są tam medykamenty od zaprzyjaźnionego aptekarza, nic specjalistycznego. Wychodząc można było od razu kupić u mnie podstawowe rzeczy, przepisane... Lub czasem nawet mi dupy nie zwracając kupić maść na poparzenie. Myślę, że coś z tego by nam się przydało, tylko bez klucza otwarcie tego cholerstwa po cichu będzie trudne. Sami wiecie, poczekalnia to strefa dostępna więc wstawiłem tam szafę nad szafy...
Cyrulik wyraźnie odprężał się będąc w swoim przybytku. Oparł się swobodnie o ścianę i zaczął.
- Tu było widać przez okna, zanim wiedziemy dalej opiszę co i jak, abyśmy się nie dali niczym zaskoczyć. Za tymi drzwiami jest mój gabinet, naprzeciwko od razu zobaczycie moje biurko i kilka szafek. Lewą stronę pomieszczenia może oddzielać kotara, tam będzie piec, stół i narzędzia do zabiegów, powinna być też świeża woda... Po lewej, koło biurka są schody. Znowu drzwi, tam mieszkałem. Wiecie, że jest to zły projekt? Już od dawna uczą na akademiach aby gabinety lekarskie robić na piętrze, wyżej to czyściej, z dala od brudu ulicy... Tylko co z tego skoro parter trzeba zagospodarować, a każdy medyk dokładnie z tych samych przyczyn woli mieszkać wyżej! Wracając, będą tam dwie izby, moja sypialnia, graciarnia i ustęp. W graciarni jest nieczynne palenisko, Helga gotowała mi u siebie. Żony się nie dorobiłem. Dziwnie tu, myślałem, że będzie zdemolowane... Szukamy głownie medykamentów, leków, alkoholu, nici, tego nam potrzeba. Jeśli nie zabrali, to u mnie w pokoju powinna być suszona szynka, mam też trochę pieniędzy w schowku, ale to ja już sam sprawdzę... To co, wchodzimy? -
Ergo słuchał cyrulika z miną żaka, który mimo upływu dobrych paru chwil, nadal nie był pewien czy trafił na właściwy wykład. Grubas był niewątpliwie w swoim świecie, który kochał i hołubił. Ważna i cenna rzecz gdy większość ludzi po prostu przeżywała z dnia na dzień. Nie był to jednak świat cyrkowca. Już wielki szyld ozdobiony ilustracjami wzbudził w nim mieszankę fascynacji z dominującą nutą obrzydzenia. Wszedł jednak za resztą do środka i dopiero po chwili wyszedł ponownie na wyludniałą ulicę.
Szaber za zgodą właściciela i jeszcze w takiej radosnej niemal rodzinnej atmosferze miał w sobie coś nieprzyjemnie zboczonego. Niewłaściwego. Ergo uznał więc, że jego towarzysze poradzą sobie w tym zadaniu bez niego. Podszedł więc do drzwi kamienicy naprzeciwko pracowni cyrulika. Nie wyglądała niestety na pracownię jubilera, ani złotnika. Ale i biedą z niej nie wiało. Zapukał grzecznie. Przecież nie był zbójem jak Ulrich!- W imieniu arcykapłana Zygfryda Grimmiga, uprasza się otworzyć - powiedział wyraźnie i stanowczo acz niegłośno co by losu nie kusić.
- Co robisz? - doszedł go zza pleców głos Lindy.Ergo wywrócił oczami zdając sobie powoli sprawę, że ocalanie niewiast w opresji wiążę się z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. Raz zaciukasz takiej wredną siorę kamulcem, a zaraz łazi za tobą krok w krok jak zratowany z rzeki szczeniak i łypie tymi ślepiami tego kota z bajki o ogrze.
- Ej by Cię... Dobra chodź tu. Ale ćśśś... Tamci zbierają zapasy tam. A my zbierzemy tu.
Spojrzał na kamienicę. Pierwsza próba to będzie klamka. Druga okno na piętrze. Mogłaby go Linda podsadzić...
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się