Simon siedział delikatnie na uboczu, przy jednym z biurek które upatrzył sobie dawno temu. Wszyscy wiedzieli, że w pewnym sensie jest to jego ulubione biurko. Raz nawet zupełnie na poważnie tłumaczył, że jest to bardzo optymalne ułożenie, gdyż pozycjonuje go tak, by mógł obserwować tablicę Becki, bez odbijającego się od niej światła słonecznego oraz jest w miejscu, gdzie ma idealną cyrkulację powietrza. Jednocześnie inni nie widzieli ekranu ułożonego na biurku laptopa. Denerwowało go, gdy ktoś zaglądał mu przez ramię.
Teraz zresztą i bez tego wydawał się poirytowany. Nie tak wyobrażał sobie przebieg dzisiejszego spotkania! Chciał opowiedzieć Bece i Fergusonowi o nowym podejściu do magazynowania danych, które robi ostatnio furorę w biznesie i które mogłoby pomóc im gromadzić dane w o wiele szybszym tempie, przy znacznie mniejszym wysiłku… No, ale niestety stało się! Zaginięcie było oczywiście o wiele bardziej emocjonujące dla wszystkich niż “Data Lake” - zwłaszcza dla narwanych kowbojów pokroju Tomasa. Zawodowy analityk nie omieszkał rzucić mu osądzającego spojrzenia, gdy ten dolewał “prądu” do herbatki.
-- Może nie mieszajmy w to od razu kosmitów - rzucił z wyczuwalną frustracją, wklepując coś do komputera. Badali zjawiska paranormalne, ale nie lubił gdy umysły zespołu dryfowały bez ładu i składu.
Systemowe rozwiązania powinny mieć wyższy priorytet, ale Simon zdawał sobie sprawę, że ludzi nie zmieni. Z rezygnacją zgasił materiały, które miał przygotowane na dzisiejszą rozmowę.
-- Nazywam się Simon - obwieścił, rzucając krótkie spojrzenie Vivienne. Nie był póki co zainteresowany zadawaniem pytań kobiecie, która i tak już wydawała się osaczona przez zespół. Zwyczajnie zauważył, że choć przedstawiono ją, to nikt z obecnych się nie przedstawił. Nie chciał być nieuprzejmy. Zaraz potem spojrzał w stronę Becci, unosząc nieznacznie rękę.
-- Ja mogę zająć się aktami spraw dotyczącymi zaginięć. Przy okazji jak będziecie gadać ze znajomymi tego O’Hary to zwracajcie uwagę czy wszyscy pamiętają go w taki sam sposób. Jak robiłem kwerendę akt z lat 2000-2004 z terenu Teksasu to jakieś 60% spraw zawierało jakąś formę efektu Mandeli.
Simon wypowiadał się karykaturalnie wręcz precyzyjnie, ale znali go nie od dziś. Zaskoczona mogła być tylko Vivienne. Wypowiadał się sztywno i siedział sztywno. Biała koszula, krawat oraz idealnie wypastowane buty tylko dopełniały obrazu. Cholera jedna wiedziała czemu ubierał się ciągle tak jakby zmierzał na spotkanie biznesowe.
Poprawił okulary i zaczął przepisywać informacje z tablicy na komputer.


