Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
BeetleB

Beetle

@Beetle
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
56
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt obrócił się w stronę Gleesona w momencie gdy ten schował broń pod kurtkę.

    Zrobił dwa kroki i bez ostrzeżenia próbował chwycić Gleesona za nadgarstek - szybko, precyzyjnie, z siłą która miała zakończyć dyskusję zanim zdążyła się zacząć. Gleeson szarpnął się instynktownie. Holt poczuł jak technik odpycha jego dłoń i cofa się o krok. Niech go szlag.

    Broń została pod kurtką.

    Holt stał przez sekundę nieruchomo. Wzrok zjechał mu na podłogę - na android leżący między nimi. Na naszywkę na piersi syntetyka.

    Weyland-Yutani.

    Podniósł wzrok na Hannigana. Spojrzenie trwało półtorej sekundy i nie było w nim nic czytelnego poza tym że było za długie i za ciężkie jak na zwykłą wymianę spojrzeń między ludźmi którzy razem wykonują zadanie. Widać było, że w głowie ochroniarza połączyły się jakieś kropki, tak jakby domyślił się czegoś więcej.

    Odwrócił się do Gleesona.

    - Kurwa mać. Trzy rozkazy. Wydałem rozkaz zgłoszenia broni. Wydałem rozkaz opuszczenia broni. Wydałem rozkaz oddania broni.- wycedziło przez zęby, cicho, bardzo cicho. - Trzy razy. Żaden nie został wykonany.

    Zamilkł. Szczęka zaciśnięta, dłonie przy bokach drżące tym małym, nie do końca kontrolowanym drżeniem które wyrywało się spod całej reszty.

    Jeszcze raz - dokończył - i nie będę się pytał kapitana o zgodę.

    Gdy Gleeson wyciągnął pistolet spod kurtki i podał go Kalashnikovowi bez słowa, Holt patrzył na to przez sekundę.

    Odwrócił się gwałtownie w stronę korytarza. Uniósł M41A. Patrzył w ciemność przed grupą z tym samym zimnym skupieniem co zawsze, jakby poprzednie trzydzieści sekund w ogóle nie miało miejsca.

    - Kapitanie. Gleeson powinien iść z przodu by mieć go na oku, szaleństwem jest kazać mu zabezpieczać teraz tyły. Nie ufam mu

    Dłonie na karabinie drżały dalej. Zupełnie tak jakby fasada profesjonalizmu runęła.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Kurtyna opadła z hukiem.

    Holt był przy ścianie zanim echo przekładni ucichło - jeden krok w bok, plecy do betonu, M41A uniesiony, lufa w stronę kurtyny. Serce uderzyło raz mocniej niż powinno i przestało.

    Potem wrota ładowni stanęły otworem.

    - Ściana! - warknął przez radio, krótko, bez tłumaczenia. - Wszyscy do ściany, broń w stronę ładowni!

    Sam już tam był. Latarka przyłbicy uderzyła snopem światła w czerń otwartego wejścia - systematycznie, od podłogi do sufitu, od lewej do prawej. Palec przy kabłąku. Oddech równy, kontrolowany, wbrew temu co ciało chciało robić.

    Kurtyna przeciwpożarowa. Automatyczna. Czujnik albo ręczne wyzwolenie.

    Kurwa. To zbyt duży przypadek. To było ręczne wyzwolenie.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    bf2b0b81-ad9a-49e3-afe3-c410a4b1e0b5.png

    Holt leżał i przez chwilę nie robił nic.

    Jego wzrok zdawał się patrzeć martwo w jeden sobie tylko znany punkt. Ewidentnie mózg trepa potrzebował kilku sekund żeby sklasyfikować informacje które właśnie do niego dotarły i zdecydować w jakiej kolejności się nimi zająć. Swoisty paraliż ochroniarza trwał tyle ile sekwencja przetwarzania danych przez system który dostał za dużo bodźców naraz.

    Zdawało się, że Marcus nie reaguje na dźwięki w tle. Crowe mówił do niego pochylony, wyrażając swój szok i próbując wyciągnąć z tego logikę. Ewidentnie pytał go też o jego stan.

    Właśnie. Stan.

    Lewa dłoń znalazła prawy bok pod pachą.

    Przesunęła się wzdłuż wyrwy w kombinezonie powoli, wyczuwając krawędzie rozdarcia przez rękawicę. Szeroka. Zbyt szeroka. Materiał odstawał od ciała w sposób który kombinezony próżniowe nie powinny sobie pozwalać.

    Palce trafiły na coś mokrego.

    Holt zamknął oczy na sekundę.

    Otworzył.

    Podniósł dłoń do latarki przyłbicy i przyjrzał się rękawicy w świetle. Nie krew. Płyn hydrauliczny z uszkodzonych układów stroju- ciemniejszy od krwi, bardziej lepki, o innej konsystencji. Rozpoznał różnicę natychmiast i zanotował fakt, patrząc jednocześnie jak drżą mu palce. Nie panował nad sytuacją do końca. Kurwa mać.

    Ogarnij się człowieku. Najpierw fakty.
    Nie krwawię.

    Przesunął dłoń z powrotem na pancerz i zaczął go badać metodycznie - od krawędzi wyrwy w górę wzdłuż żeber, szukając deformacji strukturalnych które by sugerowały przebicie warstwy wewnętrznej. Kombinezony ochrony klasy B miały trzy warstwy między skórą a próżnią - zewnętrzna kevlarowa warstwa strukturalna, środkowa warstwa termiczna i wewnętrzna warstwa ciśnieniowa. Ogon wszedł przez pierwszą i drugą. Trzecia trzymała.

    Cud inżynierii.
    Albo głupie szczęście.
    Prawdopodobnie jedno i drugie.

    Kiedy Crowe się do niego odezwał Holt zareagował dopiero po trzecim słowie - jakby głos dochodził przez zbyt grubą warstwę materiału i mózg potrzebował chwili żeby go przepuścić przez właściwy filtr. Spojrzał na oficera naukowego z wyrazem twarzy człowieka który właśnie wraca z miejsca gdzie przez chwilę był sam i nie zapraszał gości.

    -Słyszę cię - powiedział surowo - Żyję.

    Odczekał aż kłótnia między Kalashnikovem a Hanniganem osiągnie swój naturalny punkt kulminacyjny. Słuchał jej jednym uchem - rejestrował słowa, ton, poziom emocji, oceniał czy sytuacja wymaga interwencji czy może jeszcze chwilę poczekać. Sadza wygadał się. Hannigan przyjął. System działał tak jak działał od początku tej wyprawy.

    -Dość, Kalashnikov.

    Nie krzyknął. Powiedział - spokojnie, sucho, z tą samą intonacją co rozkazy przy śluzie. Nie mniej nawet on sam wyczuł lekkie drżenie - fasada profesjonalizmu. Wspaniale.

    Zaparł się lewą dłonią o podłogę. Prawa strona ciała zaprotestowała ciepłem i tępym bólem który rozchodził się od żeber w górę przy każdym wdechu. Dwa, może trzy żebra. Nic czego nie przeżył wcześniej. Nic czego nie przeżyje teraz.

    Wstał.

    Zajęło mu to dłużej niż powinno i wiedział że wszyscy to widzą i nie zrobił nic żeby to ukryć bo ukrywanie stanu fizycznego w sytuacji bojowej było luksusem którego żołnierze w okopach nie mieli i on też nie zamierzał.

    Stanął. Dłonie przy bokach drżały - obydwie, tym samym minimalnym drżeniem które pojawiło się przy Gleesonie i które teraz miało zupełnie inne źródło. Organizm po adrenalinie. Mechanizm fizjologiczny, nic kurwa więcej.

    Odwrócił się w stronę zamkniętej grodzi.

    Stał i słuchał syku dobiegającego zza stali przez długą chwilę.

    -Nie wiem co to jest - powiedział w końcu, nie do nikogo konkretnego, do wszystkich naraz. - Nowa broń biologiczna, droid nowej generacji, coś co Weyland hodował w laboratorium na tej stacji. Nieistotne jak to nazwiemy.

    Zrobił pauzę.

    -Istotne jest to że wystrzelałem w niego cały magazynek M41A. Dziewięćdziesiąt pięć pocisków kalibru dziesięć milimetrów z elektrycznym zapłonem, tryb automatyczny. I to coś wciąż się poruszało. Pancerz wytrzymał pełną serię z broni wojskowej klasy C. To oznacza że jest twardsze niż cokolwiek co spotkałem w polu i że standardowe podejście bojowe - dystans, ostrzał ciągły, neutralizacja - nie działa tak jak powinno działać.

    Spojrzał na Kalashnikova.

    -Ma pan rację w jednej sprawie. Kurtyna opadła. Gródź się otworzyła. Sekwencja zbyt precyzyjna na przypadek systemowy. Ktoś to zrobił. Ktoś kto mógł to zrobić i wybrał żeby nas zamknąć tu a nie tam. To nie jest wrogie działanie - wrogie działanie wyglądało inaczej, właśnie je widzieliśmy po drugiej stronie tej ściany. Ktoś nas prowadził. Dokąd i po co - to jest pytanie na które nie mam jeszcze odpowiedzi.

    Przesunął prawą dłoń z powrotem na wyrwę w kombinezonie.

    -Ten strój jest do niczego - stwierdził bez emocji, jakby raportował usterkę sprzętu. - Wyrwa jest zbyt szeroka żeby uszczelnić w warunkach polowych. Radiacja na Bleinercie była problemem zanim tu weszliśmy i jest problemem teraz. Potrzebuję nowego stroju albo ekranowania. Ładownia wojskowa powinna mieć skafandry techniczne w zestawach awaryjnych, szukajcie przy ścianach za panelami czerwonymi.

    Sięgnął lewą ręką do boku kombinezonu i odpiął pas zabezpieczający krótką strzelbę którą nosił przy sobie jako broń zapasową przez całą operację. Armat 37A2-12 - krótka, ciężka, z wymiennym magazynkiem ośmiu nabojów. Nie był to M41A. M41A leżał po drugiej stronie grodzi przy ścianie korytarza gdzie ogon wytrącił go z rąk i gdzie prawdopodobnie zostanie na zawsze.

    Obrócił strzelbę w dłoniach. Sprawdził magazynek, zamek, bezpiecznik. Mechanicznie, bez patrzenia, palce robiły to same.

    -Szkoda tamtej broni - powiedział cicho, bardziej do siebie. - Choć i tak nie na wiele się zdała.

    Podniósł wzrok na zebranych.

    - Kapitanie. Musimy zmienić taktykę. To co robiliśmy do tej pory to była operacja militarna - szyk, sektory, pola ognia, ostrzał supresyjny. To nie działa na coś co przeżywa ostrzał supresyjny i jest szybsze niż kolumna piechoty w korytarzu.

    Zrobił krótką pauzę, jakby zastanawiając się czy należy to mówić na głos.

    -To jest polowanie. I my jesteśmy zwierzyną. Im szybciej to zaakceptujemy i zaczniemy myśleć jak zwierzyna która chce przeżyć a nie jak oddział który chce wygrać - tym większa szansa że wrócimy na Kardashiana.

    Odwrócił się z powrotem na gródź.

    Słuchał syku.

    -Zwierzyna przeżywa trzema metodami. Ucieczka. Ukrycie. Albo pułapka na drapieżnika. Pierwsze wymaga drogi wyjścia której jeszcze nie mamy. Drugie wymaga miejsca którego jeszcze nie znamy. Trzecie wymaga zrozumienia jak ten stwór myśli - a tego nie wiem jeszcze.

    Ścisnął strzelbę w dłoni.

    -Więc najpierw szukamy wyjścia i nowego stroju. Reszta potem.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt ruszył w stronę śluzy w momencie gdy zapaliły się awaryjne lampy.
    Nie biegł. Bieganie w sytuacji gdzie zagrożenie jest już zneutralizowane to marnowanie energii którą można wykorzystać lepiej. Szedł szybko, równym krokiem, z dłonią już przy zestawie kajdanek przy pasie.
    Strzał padł. Ktoś krzyknął przed strzałem. Adam wszedł bez wahania.

    Rejestrował te fakty automatycznie, układając je w sekwencję, szukając w niej czegoś co wymagałoby korekty planu. Nie znalazł nic. Plan się nie zmienił. Tylko kolejność czynności.
    Wszedł do śluzy mijając Adama który właśnie kładł nieprzytomnego mężczyznę na pokładzie. Spojrzał na niego przez sekundę - blada, poznaczona skóra, posklejane potem włosy, plamy które równie dobrze mogły być olejem co krwią. Oddech płytki, ale był. Tyle wystarczyło.

    Uklęknął przy nim i zaczął działać metodycznie.

    Najpierw ręce. Założył kajdanki zanim mężczyzna zdążyłby cokolwiek zarejestrować nawet gdyby odzyskał przytomność w najgorszym możliwym momencie - zawsze zakładał najgorszy możliwy moment, to było tańsze niż żałować później. Zatrzasnął zamek, sprawdził dwoma palcami czy nie za luźno, czy nie za ciasno. W sam raz.

    Potem przeszukanie.

    Kombinezon wojskowy miał więcej kieszeni niż przyzwoity ubiór powinien mieć i Holt sprawdził każdą z nich bez pośpiechu - dłonią płaską, przesuwaną wzdłuż szwów, tak żeby nic nie umknęło pod warstwą tkaniny. Nóż przy łydce, mały, taktyczny - zabrał. Pusty magazynek w kieszeni piersiowej - zabrał, choć bezużyteczny bez broni był tylko kawałkiem metalu. Identyfikator wojskowy zatopiony w plastikowej osłonie, w połowie stopiony jakby przeszedł przez coś gorącego - zostawił przy ciele, ale zanotował położenie. Coś co wyglądało jak fragment klucza szyfrującego na sznurku pod kołnierzem - zerwał i schował do własnej kieszeni.
    Karabin Adam już zabezpieczył. Reszta to detale, ale detale czasem zabijają ludzi którzy je zignorowali.
    Sprawdził buty - czasem tam się chowa najwięcej. Nic. Sprawdził podszewkę kurtki przesuwając palcami wzdłuż krawędzi - wyczuł coś twardego, małego, zaszytego w materiał, ale nie miał czasu na to teraz. Zanotował miejsce w pamięci i zostawił do dokładniejszej rewizji w ambulatorium.

    Wstał, spojrzał w stronę pancernej szyby gdzie stał Kalashnikov i skinął głową w odpowiedzi na polecenie - rozkaz już wykonany, zanim padł w pełnym brzmieniu.

    -Czysty - powiedział krótko, do nikogo konkretnego i do wszystkich naraz. - Broń przy mnie, identyfikator zabieram do dokumentacji. Jedna rzecz w podszewce kurtki, sprawdzić dokładniej w ambulatorium.

    Spojrzał jeszcze raz na twarz nieprzytomnego mężczyzny. Wyczerpanie było prawdziwe - tego się nie podrabia, nie po tylu godzinach bez tlenu i wody. Ale wyczerpanie nie wykluczało niczego innego.
    Ludzie którzy przeżyli coś strasznego mówią o tym dwoma sposobami. Albo nie mogą przestać mówić, albo nie mówią wcale. Ten może akurat się obudzić i zacząć mówić za dużo, za szybko, niespójnie.
    Trzeba będzie posłuchać uważnie które słowa pasują do siebie, a które nie.
    Podniósł karabin który Adam odłożył na pokład, sprawdził go - magazynek pusty, lufa zanieczyszczona, ale broń sprawna technicznie. Zarzucił go sobie na drugie ramię, obok własnego.

    -Gotowy do transportu - rzucił w stronę Adama, po czym dodał ciszej, bardziej do siebie niż do kogokolwiek - Żeby było jasne, on nie idzie nigdzie beze mnie.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt obserwował jak Adam wychodzi z ambulatorium z zestawem który nie pozostawiał złudzeń co do sytuacji na zewnątrz.
    Worek na ciało. Ktoś nie przeżył tego co przeżył Purcell.

    Odczekał aż drzwi za androidem syknęły i zamknęły się z powrotem. Potem spojrzał na żołnierza leżącego na łóżku. Purcell patrzył na niego tym samym wzrokiem co wcześniej - skupionym, oceniającym, wzrokiem kogoś kto nawet w tym stanie kalkuluje ile może powiedzieć i ile powinien zatrzymać dla siebie.

    Holt znał ten wzrok. Widział go w lustrze.

    Wziął kubek wody ze stolika przy łóżku i podał go mężczyźnie bez słowa - nie pochylając się, nie robiąc z tego gestu czegoś więcej niż był. Kubek. Woda. Tyle.

    Zdjął karabin Purcella z ramienia i odłożył go na wózku przy ścianie - nie za daleko od siebie, nie za blisko od żołnierza. W miejscu które mówiło wszystko bez mówienia czegokolwiek.

    Oparł się plecami o ścianę naprzeciwko łóżka, skrzyżował ramiona i patrzył na Purcella spokojnie. Nie spieszył się, nie zadawał pytań. Człowiek który właśnie wrócił z granicy potrzebuje chwili zanim zacznie mówić rzeczy warte słuchania. Poganianie go przyspiesza tylko te rzeczy których nie warto słuchać.

    Czekał.

    a015c462-e46d-4ef8-bf92-45e4bdb66b55.png

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt wysłuchał decyzji kapitana nie komentując jej.

    Świdrem zamiast igłą. Większe ryzyko dla Kardashiana, mniejsze dla ludzi w module. Hannigan wziął to na siebie świadomie.

    Odnotował fakt i zamknął temat w głowie. Decyzja należała do kapitana, kapitana nie było po co przekonywać do alternatyw których już nie rozważał.

    Zwrócił się do Hannigana spokojnie, rzeczowo, bez wstępu.

    -Kapitanie. Kilka rzeczy przed wejściem.

    -Pierwszy - Purcell mówił o strzałach i buncie na pokładzie. Traktujemy Bleinerta jako wrogie środowisko dopóki nie udowodnimy sobie że jest inaczej. Każdy kto wchodzi ma broń i wie jak jej używać w zamkniętej przestrzeni. Jeśli ktoś z grupy nie strzelał nigdy w korytarzu to lepiej żeby został przy śluzie jako zabezpieczenie niż żeby wszedł i stworzył problem.

    -Drugi - przyda nam się podgląd. Kamery w skafandrach jeśli mamy. Chcę żeby Opiekun albo Volkov widzieli na żywo co widzimy my. Drugie oczy na mostku mogą wychwycić coś czego nie zobaczymy pod presją w środku.

    -Trzeci - niech Opiekun sprawdzi czy ma w bazie plany techniczne USS klasy Monroe przed dokowaniem. Układ korytarzy, rozmieszczenie śluz, mostku, ładowni, zbrojowni. Chcę to mieć w skafandrze zanim przekroczę próg. Wchodzenie na nieznany statek bez mapy to niepotrzebna strata czasu i margines na błąd.

    -Czwarty - decyzyjność operacyjna jest pańska kapitanie, bez dyskusji. Ale w środku szyk i kierunek ruchu to moje. Nie dlatego że nie ufam ocenie pozostałych - dlatego że jeden głos w środku robi mniej zamieszania niż pięć. Jeśli mówię stop to wszyscy stoją. Jeśli mówię wracamy to wracamy bez negocjacji, nawet jeśli cel jest trzy metry dalej.

    Zrobił krótką pauzę i spojrzał na ambulatorium.

    -I ostatnia rzecz.

    Wrócił po chwili z karabinem Purcella. Sprawdził go przy wszystkich - magazynek, komora, mechanizm. Wojskowy M41A był w innej klasie niż to co miał przy sobie. Zabrał własny karabin na ramię, Purcella wziął w ręce.

    -Lepszy sprzęt - powiedział krótko w odpowiedzi na spojrzenia. - Purcell nie będzie go potrzebował w kajdankach.

    Odwrócił się i ruszył korytarzem w stronę kajuty.


    Zamknął za sobą drzwi.

    Schowek przy koi otworzył jednym ruchem. Zaczął od dołu - metodycznie, bez pośpiechu, tak jak robi się rzeczy które robi się od lat i które muszą być zrobione dobrze za pierwszym razem bo drugiej szansy może nie być.

    Nóż przy łydce najpierw. Stary nawyk - broń którą zawsze masz pod ręką nawet gdy reszta zawiedzie. Sprawdził ostrze kciukiem, schował z powrotem w pochwę i zapiął uchwyt.

    Potem magazynki. Dwa do własnego karabinu, dwa do M41A Purcella - wojskowa amunicja była inna, sprawdził czy pasuje, pasowała. Wszystkie cztery schował przy pasku w kolejności w jakiej będzie po nie sięgał - prawa strona własne, lewa Purcella, żeby w ciemności i pod presją ręka trafiała tam gdzie powinna bez myślenia.

    Apteczka polowa - mała, kompaktowa, tylko to co niezbędne. Opatrunki uciskowe, dwie strzykawki z morfiną, nożyczki do przecinania materiału. Nic czego nie umiałby użyć jedną ręką w skafandrze.

    Skafander sprawdził przy łączeniach złącze po złączu - ramiona, biodra, kołnierz, uszczelnienie hełmu. Każde osobno, bez skracania procedury. Uszczelka przy lewym nadgarstku była lekko zużyta - zanotował, uznał za dopuszczalne, nie ryzykowałby tym przy dłuższym wyjściu ale na Bleinercie wystarczy.

    Wziął M41A i jeszcze raz przeszedł przez procedurę - komora, mechanizm, optyka, bezpiecznik. Lufa zanieczyszczona ale nie krytycznie. Przy okazji sprawdził własny karabin tym samym rytmem - ręce robiły to bez udziału głowy.

    Zarzucił własny karabin na plecy. M41A wziął w ręce.

    Spojrzał na kajutę. Pusta, schludna, nic osobistego. Tak jak zawsze.

    Wyszedł i ruszył w stronę foteli zabezpieczających koło śluzy. Zgodnie ze słowami pilota, nie chciał latać w lewo i prawo gdy dojdzie do procesu dokowania, dlatego lepiej być po prostu przypiętym.

    07707f2e-4f49-4f91-a4cc-4b998aea64df.png

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Młotek.

    Holt patrzył przez chwilę na kapitana z twarzą która nie powiedziała absolutnie nic. Ewidentnie myślał.

    Młotek.

    Dobrze zatem. Niech będzie młotek.

    -Rozumiem kapitanie - powiedział spokojnie, bez żadnej szczeliny w głosie przez którą mogłoby przejść cokolwiek więcej. Skinął głową krótko, raz, i odwrócił się w stronę interkomu przy ścianie mostka.

    Wcisnął przycisk.

    -Tu ochroniarz kontraktowy Holt. Pan Gleeson zgłosi się przy śluzie w pełnym skafandrze z bronią osobistą za pięć minut. Broń ma być załadowana, bezpiecznik aktywny. Spóźnienie nie wchodzi w grę.

    Puścił przycisk na sekundę. Wcisnął ponownie.

    -Jeśli pan Gleeson ma wątpliwości co do wyposażenia lub instrukcji - zgłasza się do mnie przy śluzie. Nie przez interkom. Osobiście.

    Wyłączył kanał.
    Wziął M41A i ruszył w stronę śluzy nie odwracając się.


    5512ceab-fedf-47d3-b2f8-a305e980caf5.png

    -Słuchajcie uważnie bo powiem to raz - zaczął spokojnie, bez podnoszenia głosu. - Każdy sprawdza teraz broń przy mnie. Magazynek, komora nabojowa, bezpiecznik. Jeśli ktoś ma wątpliwości jak to zrobić, mówi teraz.

    Poczekał sekundę na wszelki wypadek i kontynuował.

    -Bezpiecznik aktywny dopóki nie powiem inaczej. Palec poza kabłąkiem dopóki nie ma celu. Na zamkniętym statku kula która mija cel szuka następnego - i tym następnym możecie być wy albo ja. Rykoszety lubią być wredne. Tego nie chcemy.

    Przeszedł wzdłuż grupy sprawdzając broń każdego bez pytania o zgodę - krótki rzut okiem, sprawdzenie bezpiecznika, ocena jak ktoś trzyma.
    - Formacja. Kolumna dwójkowa, zredukowana do warunków korytarzowych czyli kolumna jedynkowa z zabezpieczeniem tylnym.
    Spojrzał po reszcie, westchnął lekko.

    -Układ przy śluzie. - Wskazał kolejno. - Android idzie pierwszy. Wysoki, szeroki, zatrzyma pierwszą serię jeśli coś na nas czeka za progiem. Do tego widzi w ciemności lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Wykorzystujemy to.
    Wskazał na siebie.
    - Za Adamem ja. Broń gotowa, lufa skierowana w przestrzeń między Adamem a sufitem - żebym mógł strzelać ponad nim jeśli zajdzie potrzeba bez przestrzeliwania go w plecy. Odstęp między mną a Adamem - dwa kroki.
    Spojrzał na Hannigana.
    -Kapitan za mną, po mojej lewej stronie, pół kroku z tyłu. Nie bezpośrednio za mną - jeśli ktoś strzela w korytarzu w pierwszą sylwetkę to druga sylwetka dokładnie za nią dostaje rykoszetem lub drugą serią. Lewa strona daje kapitanowi pole widzenia i pole ognia na prawy sektor korytarza.
    Spojrzał na O'Collana.
    -O'Collan za kapitanem, prawa strona, pół kroku z tyłu względem kapitana. Lustrzane odbicie. Lewy sektor korytarza. Wasza dwójka krzyżuje pola ognia - jeśli coś wychodzi z bocznego odgałęzienia jeden z was ma kąt.

    Na końcu Gleeson.

    -Gleeson zamyka. Odwrócony tyłem do kierunku marszu, przodem do tego skąd przyszliśmy. Twoje zadanie to to co za nami, nie to co przede mną. Nie oglądasz się do przodu żeby sprawdzić co robimy. Słuchasz moich komend i idziesz razem z grupą nie odwracając się dopóki nie powiem inaczej lub dopóki nie usłyszysz czegoś za plecami co wymaga reakcji. Wtedy mówisz głośno co widzisz, nie strzelasz samodzielnie.

    Przeszedł jeszcze raz wzrokiem po całej grupie.

    -Odstępy między ludźmi - dwa kroki. Nie zbijamy się w kupę przy zatrzymaniu bo jeden granat albo jedna seria z ciasnego korytarza kończy całą akcję ratunkową. Nie rozciągamy się za bardzo bo tracimy kontakt wzrokowy i słuchowy.

    Stanął przy śluzie i położył dłoń na panelu.

    -Gdy otworzy się śluza - stoimy. Adam wchodzi na mój rozkaz, ja za nim, reszta czeka aż dam sygnał że przestrzeń jest czysta. Sygnał - otwarta dłoń skierowana do tyłu oznacza stój. Zaciśnięta pięść i ruch naprzód oznacza wchodzimy. Zaciśnięta pięść i ruch w tył oznacza wracamy bez pytań.

    Spojrzał na wszystkich po kolei.

    -Gdy śluza się otworzy nie ruszamy się dopóki nie ocenię przestrzeni po drugiej stronie. Nikt nie wchodzi przede mną. Nikt nie wyprzedza szyku bez mojego słowa. Jeśli powiem stop - wszyscy stoją natychmiast, bez pytania dlaczego. Jeśli powiem wracamy - wszyscy wracają natychmiast, bez negocjacji.

    Zrobił krótką pauzę.

    -Decyzyjność operacyjna należy do kapitana Hannigana. W środku szyk i kierunek ruchu należą do mnie. To nie jest dyskusja, to jest podział który kapitan zatwierdził.

    Spojrzał na Gleesona, potem na O'Collana. W jakiś sposób ominął Kapitana.

    -Ktokolwiek obejdzie rozkaz w środku jest zdany wyłącznie na siebie. Jeśli sytuacja będzie zbyt gorąca, nie będę miał czasu ani obowiązku go szukać. I zanim spytacie: tak, to zgodność procedury korporacyjnej

    Odwrócił się w stronę śluzy.

    -Pytania teraz. Nie w środku.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt nie odwrócił się. Gestem tylko pokazał, że Kalashikov może zatrzymać broń.

    Stał przy ścianie z M41A uniesionym na sektor korytarza i patrzył w ciemność przed grupą. Kiedy mówił, mówił do korytarza, nie do Gleesona. Głos miał znowu równy i suchy - szorstki w swej nieprzyjemności. Tak jakby próbował hamować podstawowe instynkty.

    -Android mimo że nie jest człowiekiem wypełnia rozkazy - powiedział. - Obecnie ma większą wartość operacyjną.

    Krótka pauza.

    - Wystarczyło iść zgodnie z protokołem. Oczekujesz litości od kapitana, którego rozkazy wielokrotnie sam zignorowałeś. Masz tupet chłopcze.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marus Holt

    Holt skinął głową do Hannigana krótko, raz.

    Odwrócił się i przeszedł wzrokiem po grupie - szybko, metodycznie, od tyłu do przodu.

    - Zmieniamy szyk - powiedział spokojnie, jakby opanował już swoje nerwy. A może decyzja o powrocie tutaj pomogła? - Adam na czole, ja za nim. Crowe kolejny. Gleeson środek, za Gleesonem Kalashnikov. Kapitan zamyka.

    Spojrzał na Sadzę.

    - Gleeson jest twój Panie Kalashnikov. Proszę mieć go przez cały czas w zasięgu wzroku.

    - Pytanie czy bierzemy androida, możliwe, że Pan Crowe wyciągnię z tego coś więcej?

    Potem zwrócił się do reszty i uniósł lufę M41A w stronę sufitu.

    - Kratki wentylacyjne. Obserwujemy je. Każda. Po obu stronach korytarza i nad głową. Nie idziemy dalej dopóki nie sprawdzimy tego co jest powyżej. Tym razem nie dajemy się zaskoczyć od góry.

    Zaczął iść powoli, lufa wędrująca rytmicznie od kratki do kratki wzdłuż sufitu - lewa ściana, sufit, prawa ściana. Latarka przyłbicy zatrzymywała się na każdym otworze przez pełne dwie sekundy zanim szła dalej.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt stał w progu ładowni i słuchał.

    Pikanie detektora miało swój rytm - krótkie, równe impulsy które przyspieszały wraz ze zbliżaniem się sygnału. Znał ten dźwięk. Każdy kto spędził wystarczająco dużo czasu w zamkniętych przestrzeniach z bronią w ręku uczył się czytać detektory tak jak inni czytają zegary.

    Piknięcie. Siedem metrów. Może osiem.

    Piknięcie. Sześć.

    Piknięcie.

    Pięć.

    Uniósł M41A w stronę sufitu płynnym ruchem który nie miał w sobie nic z pośpiechu - kolba przy ramieniu, policzek przy łożu, lufa w górę pod kątem czterdziestu pięciu stopni w kierunku ostatniej sekcji sufitu przed którą detektor milczał jeszcze przed chwilą.

    Nacisnął spust.

    M41A zagrał charakterystyczną dla siebie nutę - krótki, suchy, mechaniczny terkot pulsacyjny który nie brzmiał jak broń z filmów ani jak cokolwiek ziemskiego. Seria przeszła przez blachę sufitu zostawiając postrzępioną linię dziur przez które sączyło się blade techniczne światło z przestrzeni ponad panelami.

    Huk uderzył w ściany i wrócił.

    Potem cisza.

    Piknięcie.

    Cztery metry.

    Holt wypalił drugą serię w nowe miejsce, przesunięte o metr w lewo od pierwszej. Ten sam suchy terkot, ta sama linia dziur, ten sam powrót dźwięku ze ścian.

    Patrzył w sufit z lufą wciąż uniesioną i słuchał czy pikanie zmieni rytm.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Patrząc na sytuację ochroniarz zdawał się coraz bardziej świadomy tego co miało i ma miejsce. Zupełnie tak jakby chłodna kalkulacja zaczęła kontrolować pokłady gromadzonego stresu.
    Była to oczywiście ułuda, wszak Holt tak jak i reszta cały czas był na sporym adrenalinowym kopie, który jasno napędzał wszystkie procesy myślowe. Bez tego stres pochłonąłby ich całkowicie. Swoisty mechanizm obronny organizmu, zachowania pełnej świadomości.
    -Panie Kalashnikov- Holt powiedział już bardziej profesjonalnym, wszak dalej lekko przełamanym tonem -Dalej posiada Pan broń Pana Joshuy, zgadza się?- chrząknął lekko, patrząc teraz na Gleesona i czekając aż linia ich wzroku się skoreluje na tyle, by mogli wymienić niekonieczne uprzejmości -Proszę mu ją oddać. Sytuacja się zmieniła. Potrzebujemy każdego kto jest w stanie się bronić. Zostawienie ludzi bez możliwości walki jest nie tyle w obecnej sytuacji nierozsądne, co zwyczajnie już nieludzkie

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    MARCUS HOLT

    b6588fac-6ac2-4edb-820c-5de7fe9e83a2.png

    Ochroniarz Korporacyjny Klasy B
    Kelland Mining Corporation
    UCSM Kardashian, Nr Rej. KM-164

    "Weyland, Kelland, jak zwał tak zwał. Logotyp się zmienia, reszta nie. 
    Ja też się nie zmieniam, więc jakoś się dogadujemy"
    

    WYGLĄD

    Holt to mężczyzna, który wygląda na więcej niż ma lat - efekt wieloletniego wyniszczenia. Twarz poorana głębokimi bruzdami, z cienką blizną biegnącą po prawej skroni -pamiątka po czymś, o czym nie mówi. Ciemne oczy, głęboko osadzone, o spojrzeniu, które wydaje się zawsze skupione gdzieś za rozmówcą - jakby skanowało pomieszczenie pod kątem zagrożeń, których inni jeszcze nie widzą. Krótkie ciemne włosy zaczesane do tyłu z praktyczną dokładnością, gęsta broda przystrzyżona tak, by nie wchodzić w drogę - nie dla wyglądu, dla funkcji.
    Nosi pomarańczowo-biały kombinezon ochrony Kelland Mining z widocznym zużyciem w odpowiednich miejscach - łokcie, kolana, ramiona. Ślady nie są wynikiem zaniedbania. Holt dba o swój ekwipunek z precyzją, która graniczy z obsesją. Wyposażenie jest zawsze sprawne. Zawsze gotowe. Ciężki karabin szturmowy nosi jak przedłużenie własnego ciała - naturalnie, bez wysiłku, ale też bez czułości, z jaką żołnierz traktuje broń. To narzędzie. Nic więcej.
    Przy kołnierzu - cygaro. Zawsze. Czasem zapalone, częściej nie. Mówi, że to stary nawyk. Nie mówi, skąd. Holt z resztą nie wiele mówi. Szczególnie o sobie.

    HISTORIA

    Marcus Holt spędził większość dorosłego życia pracując w kopalni - najpierw jako robotnik wydobywczy na Limen IV, potem jako ochrona, gdy zorientował się, że ma do tego naturalny talent i że płacą lepiej. Kontrakty korporacyjne, jeden po drugim. Kelland Mining zgarnęło go trzy lata temu, gdy szukali kogoś z doświadczeniem w środowiskach ekstremalnych i bez nadmiernego sentymentu do biurokracji.

    Holt pasował idealnie.

    Ostatni kontrakt - krótki, dobrze płatny - dotyczył ochrony personelu na kolonii wydobywczej w systemie peryferyjnym. Szczegółów nie zdradza. Mówi tylko, że "sytuacja się skomplikowała" i że cieszył się, gdy skończyła mu się umowa. Na pytania odpowiada monosylabami. Na głębsze pytania - długą ciszą i spojrzeniem, po którym większość ludzi zmienia temat albo zostaje bez odpowiedzi.

    Teraz leci na USCS Kardashian ze stacji przeładunkowej Gliese do placówki wydobywczej w systemie Borodino. Nowe zlecenie, nowa ekipa, nowy statek. Holt nie jest typem, który szuka towarzystwa - ale też nie unika go demonstracyjnie. Siedzi przy stoliku w kantynie, słucha rozmów innych, rzadko się wtrąca. Nigdy nie pożycza. Nigdy nie prosi o przysługi. Nigdy nie pyta innych o ich historię. Jest tu by wykonać robotę i tylko to się liczy.

    CHARAKTER

    Holt jest człowiekiem ekonomicznym - w słowach, w gestach, w okazywaniu emocji. Nie jest niegrzeczny, chociaż mógłby w oczach wielu za takiego uchodzić. Mówi tyle, ile potrzeba. Odpowiada na pytania, które zostały zadane tak długo jak nie narusza to kwestii jego prywatności. To profesjonalista - skupiony wyłącznie na powierzonym zadaniu. Potrafi być spokojnie pomocny - jeśli ktoś ma problem techniczny z bronią, Holt naprawi go sprawnie i bez komentarza. Jeśli ktoś potrzebuje informacji o protokołach bezpieczeństwa, Holt odpowie szczegółowo - ale nie ma co spodziewać się po nim dyskursu o poglądach, opinii prywatnej czy życiu "poza" korporacją.

    Można powiedzieć, że Holt to idealny korporacyjny dron. Stonowany, skupiony na efektywności - ale jest w nim coś trudnego do nazwania. Pewna pustka za oczami, gdy myśli, że nikt nie patrzy. Sposób, w jaki obserwuje ludzi - zbyt uważny, zbyt systematyczny jak na zwykłą czujność. Większość doświadczonych pracowników kosmicznych jest ostrożna. Holt jest obliczający.

    Rzadko się śmieje, jednak wykazuje wyraźne oznaki cynizmu. Często przez to sprawia wrażenie osoby o poczuciu swojej wyższości.

    Nie pije alkoholu. Nigdy. Na pytanie dlaczego wzrusza ramieniem i mówi, że to "nie jego rzecz".
    Jedna rzecz jest pewna: Holt jest kompetentny. W sytuacji kryzysowej jego ręce się nie trzęsą. Nie jest to jednak oaza spokoju.

    Czasem, w ciszy między zmianami, gdy statek mruczy i wszyscy śpią, Holt siedzi sam przy iluminatorze i patrzy w gwiazdy z wyrazem twarzy człowieka, który nie wspomina przeszłości, bardziej jakby patrzył w przyszłość.

    Materiały

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    dce7cbca-65d2-4448-8caf-8525fff50ddf.png

    Gliese była stacją przeładunkową jak każda inna - geometria z konieczności, nie z ambicji. Ciągi modułów mieszkalnych przykręconych do szkieletu nośnego bez zbędnej troski o estetykę, korytarze wymiarowane pod transport kontenerów a nie pod człowieka, oświetlenie fluorescencyjne które robiło z każdej twarzy twarz trupa. Holt stał przy ścianie hangaru B-7 i palił. Powietrze było tu gęstsze niż na statku - filtrowane przez systemy które pamiętały lepsze czasy i już dawno przestały się starać. Pachniało smarem, recyklingowanym tlenem i jedzeniem które kilka razy zmieniło właściciela zanim trafiło na talerz.

    Górnicy z kontraktu kellandowskiego kłębili się przy rękawach załadunkowych. Przeważnie Polacy - głośni, gestykulujący, rozmawiający wszyscy naraz z tą charakterystyczną energią ludzi którzy za kilka godzin wejdą do kapsuł kriogenicznych i przestaną być ludźmi na kilka najbliższych miesięcy. Holt śledził ich jednym uchem. Rodziny. Premie. Jakiś Marek komuś coś był winien od zeszłego sezonu wydobywczego.
    Zaciągnął się i powoli wypuścił dym w przefiltrowane powietrze stacji.

    Eskalację zauważył zanim doszło do pierwszego pchnięcia - głosy zaczęły się wznosić ponad ogólny szum hangaru, gestykulacja zmieniła charakter z ekspresywnej na groźną z tą charakterystyczną, powolną nieuchronnością z jaką zmieniają się stany skupienia materii. Dwóch mężczyzn, obaj z budową którą człowiek wypracowuje latami przy ciężkim sprzęcie wydobywczym, obaj z twarzami które widziały wystarczająco dużo żeby nie bać się konsekwencji. Między nimi trzeci, młodszy, który najwyraźniej był katalizatorem całego procesu i teraz stał z miną kogoś kto żałuje że wstał rano.

    Holt westchnął, oderwał się od ściany.

    Nie spieszył się. Wszedł między nich zanim temperatura przekroczyła punkt krytyczny, zajął przestrzeń między dwoma rozgrzanymi mężczyznami i po prostu stanął. Nie rozstawiał rąk, nie przyjmował żadnej postawy. Zaciągnął się cygarą i przez chwilę milczał w sposób który zajmował więcej miejsca niż większość ludzi potrafi milczeć.

    Obaj spojrzeli na niego.

    Holt wypuścił dym. Spojrzał na tego po lewej, potem na tego po prawej. Twarz miał spokojną z tym szczególnym rodzajem spokoju który nie jest brakiem emocji ale ich całkowitą nieobecnością.

    -Marek - odezwał się w końcu, cicho, jakby znał go od lat. Nie znał. Nazwisko złapał z rozmowy pół godziny wcześniej, zarejestrował automatycznie jak rejestruje się dane środowiskowe - bez wysiłku, bez celu, na wszelki wypadek. - Ile?

    Mężczyzna po lewej zmrużył oczy.
    -Co ile?
    -Ile ci winien.

    Polak po chwili powiedział kwotę. Holt skinął głową jak człowiek który wprowadza dane do systemu.

    -A ty - zwrócił się do drugiego. - Masz to przy sobie?

    Cisza. Krótka, ale gęsta.

    -To nie twoja sprawa - mruknął tamten, ledwie po angielsku.

    Holt spojrzał na niego. Nie zmienił wyrazu twarzy, nie podniósł głosu. Patrzył przez sekundę dłużej niż było to komfortowe - z uwagą entomologa który ogląda okaz przez szkło powiększające i już wie co zobaczy, tylko pozwala żeby okaz sam do tego doszedł.

    -Borodino to mała placówka - powiedział w końcu po angielsku, cicho, niemal przyjaźnie. - Mała placówka, zamknięty ekosystem, dziewięć miesięcy w obiegu zamkniętym. Głębokie tunele kopalne w których spędzicie więcej czasu niż firma pozwoli wam na sen. Długie ciemne korytarze w których ledwie będziecie widzieć twarze innych. Te same twarze przy każdym posiłku, te same korytarze, te same zmiany. Ludzka pamięć w takich warunkach działa inaczej niż na powierzchni. Lepiej.

    Kolejna cisza. Dłuższa.
    Mężczyzna sięgnął do kieszeni kombinezonu.

    Holt nie czekał na resztę. Odwrócił się i wrócił do swojej ściany. Za plecami słyszał jeszcze przez chwilę urywane słowa po polsku, potem cisza wchłonęła całą sprawę z powrotem w ogólny szum hangaru jak ocean wchłania kamień.

    Zaciągnął się resztką cygara. Westchnął ciężko - nie z satysfakcji, nie z ulgi. Po prostu wypuścił powietrze jak człowiek który wykonał kolejną drobną czynność z nieskończonej listy drobnych czynności i wrócił do czekania. Zaraz powinna pojawić się załoga ich transportu.

    ChatGPT Image 25 maj 2026, 11_36_47.png

    15.08.2183

    Otworzył oczy zanim komora zdążyła zakończyć sekwencję. Świadomość dopiero się budziła, ale już w skroni biła jedna wyraźna myśl.

    Kurwa. Znowu.

    Kriosen był małą śmiercią. Ciało o tym wiedziało nawet jeśli umysł wolał tego nie nazywać - te kilka sekund między zamknięciem kapsuły a utratą przytomności, gdy temperatura zaczyna odbierać człowiekowi kolejne warstwy tego czym jest, aż zostaje tylko mięso i powolne bicie serca odmierzające czas który przestał mieć znaczenie. Holt nie miał z tym problemu. Miał wrażenie, że część z niego zawsze tak funkcjonuje.
    Coś było nie tak z procedurą.

    Nie umiałby tego nazwać - za krótki cykl, za wcześna wentylacja, jakiś drobiazg który nie pasował do harmonogramu wbitego w pamięć mięśniową przez lata kontraktów. Spojrzał na datę na monitorze diagnostycznym. Odczytał ją raz. Odczytał drugi raz.
    Skinął głową do samego siebie i spróbował wstać.

    Nogi odmówiły współpracy w sposób który Holt uznał za osobistą zniewagę. Siedział przez chwilę na krawędzi kapsuły i czekał aż ciało przypomni sobie do czego służy - krew wracała do kończyn z nieprzyjemną, palącą dokładnością, błędnik kłamał na temat pozycji statku, żołądek formułował roszczenia których Holt nie zamierzał honorować. Przełknął ślinę. Raz. Drugi. Skupił się na jednym punkcie na ścianie naprzeciwko i siedział nieruchomo dopóki ciało nie przestało się buntować.

    Mięso.
    Zawsze to samo.

    Wstał gdy uznał że może to zrobić bez widowiska. Wokół budziło się to co zostało z ludzi po miesiącach w chłodziwie - mokre, blade, trzęsące się. Ktoś klęczał przy podłodze i wydawał z siebie dźwięki które organizm produkuje gdy zapomni że powinien zachować pozory. Ktoś inny wpatrywał się w ścianę z wyrazem twarzy człowieka który właśnie próbuje przypomnieć sobie po co tu jest. Kriosen robił to z ludźmi - przez chwilę po przebudzeniu byli odrobinę bardziej prawdziwi niż powinni. Odrobinę bardziej nadzy. Holt nie lubił patrzeć.
    Ubrał się metodycznie, od dołu do góry. Karabin sprawdził dwoma ruchami - magazynek, bezpiecznik, optyka. Zarzucił go na ramię i dopiero wtedy rozejrzał się po komorze właściwie.

    Przy wyjściu stał android.

    Nowa generacja - twarz zaprojektowana żeby wzbudzać zaufanie, każdy mięsień mimiczny skalibrowany pod kątem ludzkiego komfortu. Adam. Holt widział go jeszcze na Gliese i zapamiętał to co zapamiętywał zawsze - sylwetkę, sposób poruszania się, gdzie trzyma ręce. Stary nawyk. Na panelu przy wyjściu migał czerwony punkt alertu.

    Podszedł do Adama równym krokiem i stanął. Nie pytał. Czekał. Ludzie którzy pytają za wcześnie dostają niekompletne odpowiedzi, a niekompletne odpowiedzi są gorsze od ciszy bo dają złudzenie że się wie.

    Czerwony punkt na panelu obok. Nierutynowe działania. Android z twarzą zaprojektowaną żeby nikt nie zadawał trudnych pytań.
    No tak. Coś poszło nie tak.

    W swoim życiu widział lepsze początki.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt wysłuchał propozycji Le Fey nie zmieniając wyrazu twarzy. Patrzył na nią przez chwilę z tą samą spokojną uwagą z jaką patrzył na wszystko - bez oceny, bez entuzjazmu. Spojrzenie przesunęło się na chwilę na kubek kawy który odsunęła od siebie palcem wskazującym, potem wróciło na nią.

    -Osobisty ochroniarz, hm? - powiedział w końcu, tonem człowieka który czyta na głos etykietę produktu którego nie zamierza kupić. - Ostatni żył długo?

    Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił wzrok w stronę drzwi mesy gdy zaczęli schodzić się pozostali i od tej chwili Le Fey przestała dla niego istnieć w sposób który był wystarczająco czytelny żeby był niegrzeczny, ale wystarczająco spokojny żeby nie był demonstracyjny.

    Wysłuchał Hannigana do końca nie przerywając. Siedział nieruchomo z karabinem na przedramieniu i patrzył na punkt na ścianie za głową kapitana. Gdy Hannigan skończył Holt oparł łokcie o stół i odchrząknął.

    -Kapitanie. Jeden punkt zanim przejdziemy dalej.

    Mówił spokojnie, bez podnoszenia głosu, tak żeby słyszeli wszyscy zebrani w mesie.

    -Przewozimy wkrótce uciekinierów z UPP. To nie jest tajemnica dla nikogo na tym statku. UPP ma długą pamięć i krótką cierpliwość wobec ludzi którzy im uciekają - szczególnie jeśli któryś z naszych pasażerów jest dla nich wystarczająco interesujący żeby wysłać za nim coś więcej niż list gończy. Kapsuła ratunkowa leci określonym torem. Zgodnym z wcześniejszą trajektorią macierzystego statku. Wojsko to wie. Każdy kto chodził do szkoły nawigacji to wie. Trzy lata temu USS Cordoba podjął kapsułę ratunkową na odcinku między Solomons a Tiananmen IV. Znaleźli go w kawałkach, dziura wielkości sporych drzwi. Czternastu ludzi wessało w próżnię nim zdążyli podskoczyć od wybuchu. Mówię poważnie. Kapsuła zaminowana właściwym ładunkiem jest tańsza i pewniejsza niż eskorta. To praktyka którą UPP stosuje chętniej niż powinno i nie tylko UPP. Proszę to wpisać do raportu jako uzasadnioną hipotezę roboczą.

    Zrobił krótką pauzę i spojrzał na Hannigana.

    -Sugeruję przeskanowanie kapsuły spektroskopami Crowe'a zanim znajdzie się w zasięgu śluzy. Szukamy anomalii gęstości i sygnatur chemicznych. Jeśli coś jest nie tak z jej ładunkiem zobaczymy to z bezpiecznej odległości zanim będziemy musieli podjąć decyzję o podejściu. Podejście hangarem daje nam więcej czasu i więcej opcji niż śluzą boczną. Mniej eleganckie, ale w tej sytuacji elegancja nie jest priorytetem. Decyzja należy do pana kapitanie, ale wolę żebyśmy rozmawiali o tym teraz a nie gdy będziemy mieć kapsułę już przy burcie i skończy nam się przestrzeń na zmianę zdania.

    Odczekał chwilę. Spojrzał na Le Fey przez sekundę - nie z uznaniem, nie z wrogością, po prostu odnotował że powiedziała coś co warte było odnotowania - po czym wstał i zwrócił się do wszystkich zebranych w mesie. Głos miał spokojny i pozbawiony jakiejkolwiek retoryki.

    -Rozkaz kapitana. Każdy kto ma przy sobie zarejestrowaną broń osobistą przynosi ją na mostek w ciągu najbliższych dwudziestu minut i zgłasza ją u mnie. Każdą sztukę. Nie konfiskuję - rejestruję i instruuję jak postępować w przypadku ewentualnego zagrożenia. Jeśli ktoś ma broń której nie zgłosi i ja tę broń znajdę - a znajdę, bo to moja robota i robię ją porządnie - uznam tę osobę za element niepewny. Elementy niepewne na statku w sytuacji kryzysowej lądują w kajdankach. Bez rozmowy, bez wyjaśnień, bez wyjątków.

    Rozejrzał się po mesie powoli, zatrzymując wzrok na każdej twarzy przez dokładnie tę samą ilość czasu. Cmoknął ustami, jakby od nawyku posiadania cygara w ustach.

    -Sugeruję nie sprawdzać czy mówię poważnie. Wy ułatwicie robotę mi, ja ułatwię robotę wam. Dwadzieścia minut. Mostek.

    Wziął karabin pod ramię czekając aż wszyscy wyjdą. Odprawa musiała dobiec końca.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt usłyszał głos Gleesona w radiu i zatrzymał się natychmiast.

    Otwarta dłoń skierowana do tyłu.

    Grupa stanęła.

    Holt nie ruszył się z miejsca. Stał przy prawej ścianie korytarza, lufa M41A uniesiona, plecy do ściany, i przez pięć sekund nie robił nic poza słuchaniem. Aktywny nasłuch - nie szukanie konkretnego dźwięku, tylko rejestrowanie wszystkiego co jest w przestrzeni i oddzielanie tego od tego czego nie ma.

    Cisza. Elektryka pracująca w tle. Wentylacja, albo coś co brzmi jak wentylacja. I coś jeszcze - na granicy słyszalności, zbyt odległe żeby nazwać.

    -Gleeson - odezwał się przez radio spokojnie, bez pośpiechu. - Kierunek. Skąd to słyszysz. Przód, tył, góra, dół, lewa, prawa ściana.

    Nie pytał co to jest. To było drugie pytanie. Pierwsze było zawsze kierunek.

    Jednocześnie prawą ręką wykonał sygnał do Adama - wskazał na android, potem na własne uszy, potem w głąb korytarza. Android miał lepszy słuch niż cała reszta grupy razem wzięta. Niech pracuje.

    Sam przykucnął przy prawej ścianie zmniejszając sylwetkę i czekał na odpowiedź Gleesona z lufą skierowaną w ciemność przed grupą.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Kratownica uderzyła w podłogę z dźwiękiem który odbił się od ścian wąskiej odnogi i wrócił ze wszystkich stron naraz.

    Holt był przy ścianie zanim metal przestał rezonować - jeden krok w tył, plecy do betonu, M41A uniesiony na poziom ramion, palec przy kabłąku nie na spuście. Latarka przyłbicy uderzyła snopem światła w masę która spadła między Crowe'a a Sadzę.

    Jedna sekunda.

    Czarna błyszcząca bryła. Nienaturalny połysk. Fragment który nie pasował do żadnego organicznego kształtu który Holt znał z doświadczenia. Sadza już się zamachiwał butem, Gleeson miał pistolet w górze skierowany w sufit, Crowe klęczał i mamrotał coś przez radio z opóźnieniem charakterystycznym dla człowieka który właśnie dostał czymś ciężkim w głowę.

    Dwie sekundy.

    Latarka przesunęła się wzdłuż bryły. Złącze w miejscu gdzie powinno być ramię. Przegub. Urwana kończyna leżąca pół metra dalej. Płyn hydrauliczny rozlewający się po pokładzie ciemną plamą, zbierający się w szczelinach między płytami podłogowymi.

    Trzecia sekunda.

    Holt wciągnął powietrze przez zęby - krótko, kontrolowanie - i opuścił lufę o kilkanaście centymetrów.

    -Stać. - Zdecydowany głos ochroniarza wybrzmiał tembrem w słuchawce. - Nie strzelać. Nie drzeć się. Nie bić tego na oślep. Kalashikov, do was mówię!

    Pauza. Latarka wróciła na chwilę na bryłę, potem powędrowała pionowo w górę na otwór po kratownicy. Ciemność. Przewody. Nic więcej.

    - Szkoda amunicji. To tylko...

    Nie zdążył dokończyć. Widzieli sami już bardzo dobrze z czym mieli doczynienia.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt patrzył na Sadzę i Gleesona przez chwilę nie mówiąc nic.

    Jeden pistolet. Dwóch ludzi.

    Kalashnikov wykonuje rozkazy. Stabilny, wkurwiony, ale stabilny. Nie widział jak trzyma broń - ale wiedział, że wszystko co robi, robi z przekonaniem. Człowiek który jest wkurwiony i trzyma broń z przekonaniem jest często użyteczniejszy od człowieka który jest wyszkolony i się trzęsie.

    Przeniósł wzrok na Gleesona.

    Technik stał przy ścianie i patrzył na szczątki androida z wyrazem twarzy człowieka który jest obecny tylko połową swojego systemu nerwowego. Holt widział taki wzrok wcześniej. Na poligonie, po pierwszej prawdziwej wymianie ognia. W korytarzach stacji gdzie coś poszło nie tak. Wzrok człowieka którego mózg zarejestrował za dużo i teraz sortuje dane w tle nie informując reszty ciała o postępach.

    Wojskowe przeszkolenie Gleesona było faktem na papierze.

    To co Holt widział przez ostatnią godzinę było osobną kategorią faktów.

    Wyciągnął broń instynktownie gdy kratownica spadła. To jest odruch którego się nie kupuje na kursie weekendowym. Ale potem stał z bronią w górze i trzęsły mu się ręce i nie mógł zdecydować czy strzelać czy nie strzelać. Dodatkowo nie słuchał rozkazów. Działał impulsywnie.

    Człowiek który nie może zdecydować czy strzelać jest gorszy od człowieka bez broni. Bo człowiek bez broni przynajmniej nie strzela w złym momencie.

    Odwrócił wzrok z powrotem na Sadzę który już grzebał we wnętrzu androida z miną mechanika przy silniku.

    Z drugiej strony Gleeson bez broni to Gleeson który wie że jest bezbronny. A człowiek który wie że jest bezbronny zachowuje się inaczej niż człowiek który ma cokolwiek w ręku. Czasem gorzej. Czasem panikuje i robi rzeczy które bez broni nie byłyby możliwe.

    Jeden pistolet. Nie da się go podzielić.

    -Kapitanie - powiedział spokojnie, bez wstępu. - Pan Kalashnikov ma broń Gleesona. Pan zna swoich ludzi lepiej niż ja. Kalashnikov - jak radzi sobie z bronią?

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Rozbitek wpierw zabezpieczony, przeszukany, zakajdankowany. Potem pewnie sprawdziłbym jego nametag, identyfikator i wszystko co może mieć. Omówił z resztą swoje znaleziska i mając pewność, że jest spacyfikowany dopiero sugerował obudzenie.

    Komentarze

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    BeetleB Beetle

    Nie wiem czy jeszcze szukasz chetnych, ale PBFa chetnie pykne. Ogrywalem dlugie lata, przestalem jakis czas temu. Sam ogrywam Alien RPG i jestem freakiem uniwersum. Przynajmniej do czasu poki Ridley Scott nie zaczal źle traktować swoje wlasne dziecko.

    Dostosuje sie czym i jak grac. W kazdym razie raczka w gore.

    Archiwum alien

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Holt wysłuchał komunikatu kapitana i ruszył w stronę mesy.

    Nie dlatego że miał ochotę na towarzystwo. Protokół ochrony Kelland Mining był w kwestii S.O.S. precyzyjny - w sytuacji nierutynowego wybudzenia ochroniarz kontraktowy zabezpiecza obszary wspólne i weryfikuje stan osobowy pasażerów. Mesa była pierwszym punktem na liście.

    Wkroczył do środka. Obszedł pomieszczenie, sprawdził śluzy, wyjścia awaryjne, panel komunikacyjny przy wejściu. Zrobił to bez pośpiechu i bez komentarza, jakby wykonywał czynność którą wykonuje się dlatego że się ją wykonuje, nie dlatego że akurat ma się na to ochotę. Skończył przy stoliku, usiadł. Karabin położył na blacie, ostentacyjnie ale też wyjątkowo wyraźnie zaznaczając, że woli go mieć przy sobie. Ot profesjonalna preferencja.

    Czekał w mesie aż pojawi się Delilah. Agentka wyglądała jak człowiek który właśnie przegrał argument z prawem i jeszcze nie do końca to zaakceptował. Holt widział ten typ. Korporacje produkowały ich seryjnie.

    Wstał, podszedł do ekspresu przy ścianie i wrócił po chwili z dwoma kubkami. Jeden zatrzymał dla siebie. Drugi postawił przed agentką bez słowa i bez pytania czy go chce. Syntetyczna lura pachniała nawet po kilkumiesięcznym śnie mało zachęcająco.

    fc7d66fa-a209-451c-9b79-dda03b388bc5.png

    -Na Borodino będzie gorsza - zaczął jak miał w zwyczaju z wyrafinowaną mało delikatnością -Sugeruje cieszyć się, że jeszcze nie ma z nami górników- dodał, patrząc na cygaro a nie na nią, tonem człowieka który stwierdza fakt
    -Teraz jest cisza. W drugą stronę jej nie będzie.

    Nie rozwinął tego. Podniósł cygaro do twarzy, powąchał je powoli, od jednego końca do drugiego. Zamknął palce i schował je z powrotem do kieszeni kombinezonu.

    Spojrzał w stronę iluminatora i czekał na odprawę.

    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa