Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
BeetleB

Beetle

@Beetle
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
28
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt ruszył w stronę śluzy w momencie gdy zapaliły się awaryjne lampy.
    Nie biegł. Bieganie w sytuacji gdzie zagrożenie jest już zneutralizowane to marnowanie energii którą można wykorzystać lepiej. Szedł szybko, równym krokiem, z dłonią już przy zestawie kajdanek przy pasie.
    Strzał padł. Ktoś krzyknął przed strzałem. Adam wszedł bez wahania.

    Rejestrował te fakty automatycznie, układając je w sekwencję, szukając w niej czegoś co wymagałoby korekty planu. Nie znalazł nic. Plan się nie zmienił. Tylko kolejność czynności.
    Wszedł do śluzy mijając Adama który właśnie kładł nieprzytomnego mężczyznę na pokładzie. Spojrzał na niego przez sekundę - blada, poznaczona skóra, posklejane potem włosy, plamy które równie dobrze mogły być olejem co krwią. Oddech płytki, ale był. Tyle wystarczyło.

    Uklęknął przy nim i zaczął działać metodycznie.

    Najpierw ręce. Założył kajdanki zanim mężczyzna zdążyłby cokolwiek zarejestrować nawet gdyby odzyskał przytomność w najgorszym możliwym momencie - zawsze zakładał najgorszy możliwy moment, to było tańsze niż żałować później. Zatrzasnął zamek, sprawdził dwoma palcami czy nie za luźno, czy nie za ciasno. W sam raz.

    Potem przeszukanie.

    Kombinezon wojskowy miał więcej kieszeni niż przyzwoity ubiór powinien mieć i Holt sprawdził każdą z nich bez pośpiechu - dłonią płaską, przesuwaną wzdłuż szwów, tak żeby nic nie umknęło pod warstwą tkaniny. Nóż przy łydce, mały, taktyczny - zabrał. Pusty magazynek w kieszeni piersiowej - zabrał, choć bezużyteczny bez broni był tylko kawałkiem metalu. Identyfikator wojskowy zatopiony w plastikowej osłonie, w połowie stopiony jakby przeszedł przez coś gorącego - zostawił przy ciele, ale zanotował położenie. Coś co wyglądało jak fragment klucza szyfrującego na sznurku pod kołnierzem - zerwał i schował do własnej kieszeni.
    Karabin Adam już zabezpieczył. Reszta to detale, ale detale czasem zabijają ludzi którzy je zignorowali.
    Sprawdził buty - czasem tam się chowa najwięcej. Nic. Sprawdził podszewkę kurtki przesuwając palcami wzdłuż krawędzi - wyczuł coś twardego, małego, zaszytego w materiał, ale nie miał czasu na to teraz. Zanotował miejsce w pamięci i zostawił do dokładniejszej rewizji w ambulatorium.

    Wstał, spojrzał w stronę pancernej szyby gdzie stał Kalashnikov i skinął głową w odpowiedzi na polecenie - rozkaz już wykonany, zanim padł w pełnym brzmieniu.

    -Czysty - powiedział krótko, do nikogo konkretnego i do wszystkich naraz. - Broń przy mnie, identyfikator zabieram do dokumentacji. Jedna rzecz w podszewce kurtki, sprawdzić dokładniej w ambulatorium.

    Spojrzał jeszcze raz na twarz nieprzytomnego mężczyzny. Wyczerpanie było prawdziwe - tego się nie podrabia, nie po tylu godzinach bez tlenu i wody. Ale wyczerpanie nie wykluczało niczego innego.
    Ludzie którzy przeżyli coś strasznego mówią o tym dwoma sposobami. Albo nie mogą przestać mówić, albo nie mówią wcale. Ten może akurat się obudzić i zacząć mówić za dużo, za szybko, niespójnie.
    Trzeba będzie posłuchać uważnie które słowa pasują do siebie, a które nie.
    Podniósł karabin który Adam odłożył na pokład, sprawdził go - magazynek pusty, lufa zanieczyszczona, ale broń sprawna technicznie. Zarzucił go sobie na drugie ramię, obok własnego.

    -Gotowy do transportu - rzucił w stronę Adama, po czym dodał ciszej, bardziej do siebie niż do kogokolwiek - Żeby było jasne, on nie idzie nigdzie beze mnie.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt obserwował jak Adam wychodzi z ambulatorium z zestawem który nie pozostawiał złudzeń co do sytuacji na zewnątrz.
    Worek na ciało. Ktoś nie przeżył tego co przeżył Purcell.

    Odczekał aż drzwi za androidem syknęły i zamknęły się z powrotem. Potem spojrzał na żołnierza leżącego na łóżku. Purcell patrzył na niego tym samym wzrokiem co wcześniej - skupionym, oceniającym, wzrokiem kogoś kto nawet w tym stanie kalkuluje ile może powiedzieć i ile powinien zatrzymać dla siebie.

    Holt znał ten wzrok. Widział go w lustrze.

    Wziął kubek wody ze stolika przy łóżku i podał go mężczyźnie bez słowa - nie pochylając się, nie robiąc z tego gestu czegoś więcej niż był. Kubek. Woda. Tyle.

    Zdjął karabin Purcella z ramienia i odłożył go na wózku przy ścianie - nie za daleko od siebie, nie za blisko od żołnierza. W miejscu które mówiło wszystko bez mówienia czegokolwiek.

    Oparł się plecami o ścianę naprzeciwko łóżka, skrzyżował ramiona i patrzył na Purcella spokojnie. Nie spieszył się, nie zadawał pytań. Człowiek który właśnie wrócił z granicy potrzebuje chwili zanim zacznie mówić rzeczy warte słuchania. Poganianie go przyspiesza tylko te rzeczy których nie warto słuchać.

    Czekał.

    a015c462-e46d-4ef8-bf92-45e4bdb66b55.png

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt wysłuchał decyzji kapitana nie komentując jej.

    Świdrem zamiast igłą. Większe ryzyko dla Kardashiana, mniejsze dla ludzi w module. Hannigan wziął to na siebie świadomie.

    Odnotował fakt i zamknął temat w głowie. Decyzja należała do kapitana, kapitana nie było po co przekonywać do alternatyw których już nie rozważał.

    Zwrócił się do Hannigana spokojnie, rzeczowo, bez wstępu.

    -Kapitanie. Kilka rzeczy przed wejściem.

    -Pierwszy - Purcell mówił o strzałach i buncie na pokładzie. Traktujemy Bleinerta jako wrogie środowisko dopóki nie udowodnimy sobie że jest inaczej. Każdy kto wchodzi ma broń i wie jak jej używać w zamkniętej przestrzeni. Jeśli ktoś z grupy nie strzelał nigdy w korytarzu to lepiej żeby został przy śluzie jako zabezpieczenie niż żeby wszedł i stworzył problem.

    -Drugi - przyda nam się podgląd. Kamery w skafandrach jeśli mamy. Chcę żeby Opiekun albo Volkov widzieli na żywo co widzimy my. Drugie oczy na mostku mogą wychwycić coś czego nie zobaczymy pod presją w środku.

    -Trzeci - niech Opiekun sprawdzi czy ma w bazie plany techniczne USS klasy Monroe przed dokowaniem. Układ korytarzy, rozmieszczenie śluz, mostku, ładowni, zbrojowni. Chcę to mieć w skafandrze zanim przekroczę próg. Wchodzenie na nieznany statek bez mapy to niepotrzebna strata czasu i margines na błąd.

    -Czwarty - decyzyjność operacyjna jest pańska kapitanie, bez dyskusji. Ale w środku szyk i kierunek ruchu to moje. Nie dlatego że nie ufam ocenie pozostałych - dlatego że jeden głos w środku robi mniej zamieszania niż pięć. Jeśli mówię stop to wszyscy stoją. Jeśli mówię wracamy to wracamy bez negocjacji, nawet jeśli cel jest trzy metry dalej.

    Zrobił krótką pauzę i spojrzał na ambulatorium.

    -I ostatnia rzecz.

    Wrócił po chwili z karabinem Purcella. Sprawdził go przy wszystkich - magazynek, komora, mechanizm. Wojskowy M41A był w innej klasie niż to co miał przy sobie. Zabrał własny karabin na ramię, Purcella wziął w ręce.

    -Lepszy sprzęt - powiedział krótko w odpowiedzi na spojrzenia. - Purcell nie będzie go potrzebował w kajdankach.

    Odwrócił się i ruszył korytarzem w stronę kajuty.


    Zamknął za sobą drzwi.

    Schowek przy koi otworzył jednym ruchem. Zaczął od dołu - metodycznie, bez pośpiechu, tak jak robi się rzeczy które robi się od lat i które muszą być zrobione dobrze za pierwszym razem bo drugiej szansy może nie być.

    Nóż przy łydce najpierw. Stary nawyk - broń którą zawsze masz pod ręką nawet gdy reszta zawiedzie. Sprawdził ostrze kciukiem, schował z powrotem w pochwę i zapiął uchwyt.

    Potem magazynki. Dwa do własnego karabinu, dwa do M41A Purcella - wojskowa amunicja była inna, sprawdził czy pasuje, pasowała. Wszystkie cztery schował przy pasku w kolejności w jakiej będzie po nie sięgał - prawa strona własne, lewa Purcella, żeby w ciemności i pod presją ręka trafiała tam gdzie powinna bez myślenia.

    Apteczka polowa - mała, kompaktowa, tylko to co niezbędne. Opatrunki uciskowe, dwie strzykawki z morfiną, nożyczki do przecinania materiału. Nic czego nie umiałby użyć jedną ręką w skafandrze.

    Skafander sprawdził przy łączeniach złącze po złączu - ramiona, biodra, kołnierz, uszczelnienie hełmu. Każde osobno, bez skracania procedury. Uszczelka przy lewym nadgarstku była lekko zużyta - zanotował, uznał za dopuszczalne, nie ryzykowałby tym przy dłuższym wyjściu ale na Bleinercie wystarczy.

    Wziął M41A i jeszcze raz przeszedł przez procedurę - komora, mechanizm, optyka, bezpiecznik. Lufa zanieczyszczona ale nie krytycznie. Przy okazji sprawdził własny karabin tym samym rytmem - ręce robiły to bez udziału głowy.

    Zarzucił własny karabin na plecy. M41A wziął w ręce.

    Spojrzał na kajutę. Pusta, schludna, nic osobistego. Tak jak zawsze.

    Wyszedł i ruszył w stronę foteli zabezpieczających koło śluzy. Zgodnie ze słowami pilota, nie chciał latać w lewo i prawo gdy dojdzie do procesu dokowania, dlatego lepiej być po prostu przypiętym.

    07707f2e-4f49-4f91-a4cc-4b998aea64df.png

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Młotek.

    Holt patrzył przez chwilę na kapitana z twarzą która nie powiedziała absolutnie nic. Ewidentnie myślał.

    Młotek.

    Dobrze zatem. Niech będzie młotek.

    -Rozumiem kapitanie - powiedział spokojnie, bez żadnej szczeliny w głosie przez którą mogłoby przejść cokolwiek więcej. Skinął głową krótko, raz, i odwrócił się w stronę interkomu przy ścianie mostka.

    Wcisnął przycisk.

    -Tu ochroniarz kontraktowy Holt. Pan Gleeson zgłosi się przy śluzie w pełnym skafandrze z bronią osobistą za pięć minut. Broń ma być załadowana, bezpiecznik aktywny. Spóźnienie nie wchodzi w grę.

    Puścił przycisk na sekundę. Wcisnął ponownie.

    -Jeśli pan Gleeson ma wątpliwości co do wyposażenia lub instrukcji - zgłasza się do mnie przy śluzie. Nie przez interkom. Osobiście.

    Wyłączył kanał.
    Wziął M41A i ruszył w stronę śluzy nie odwracając się.


    5512ceab-fedf-47d3-b2f8-a305e980caf5.png

    -Słuchajcie uważnie bo powiem to raz - zaczął spokojnie, bez podnoszenia głosu. - Każdy sprawdza teraz broń przy mnie. Magazynek, komora nabojowa, bezpiecznik. Jeśli ktoś ma wątpliwości jak to zrobić, mówi teraz.

    Poczekał sekundę na wszelki wypadek i kontynuował.

    -Bezpiecznik aktywny dopóki nie powiem inaczej. Palec poza kabłąkiem dopóki nie ma celu. Na zamkniętym statku kula która mija cel szuka następnego - i tym następnym możecie być wy albo ja. Rykoszety lubią być wredne. Tego nie chcemy.

    Przeszedł wzdłuż grupy sprawdzając broń każdego bez pytania o zgodę - krótki rzut okiem, sprawdzenie bezpiecznika, ocena jak ktoś trzyma.
    - Formacja. Kolumna dwójkowa, zredukowana do warunków korytarzowych czyli kolumna jedynkowa z zabezpieczeniem tylnym.
    Spojrzał po reszcie, westchnął lekko.

    -Układ przy śluzie. - Wskazał kolejno. - Android idzie pierwszy. Wysoki, szeroki, zatrzyma pierwszą serię jeśli coś na nas czeka za progiem. Do tego widzi w ciemności lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Wykorzystujemy to.
    Wskazał na siebie.
    - Za Adamem ja. Broń gotowa, lufa skierowana w przestrzeń między Adamem a sufitem - żebym mógł strzelać ponad nim jeśli zajdzie potrzeba bez przestrzeliwania go w plecy. Odstęp między mną a Adamem - dwa kroki.
    Spojrzał na Hannigana.
    -Kapitan za mną, po mojej lewej stronie, pół kroku z tyłu. Nie bezpośrednio za mną - jeśli ktoś strzela w korytarzu w pierwszą sylwetkę to druga sylwetka dokładnie za nią dostaje rykoszetem lub drugą serią. Lewa strona daje kapitanowi pole widzenia i pole ognia na prawy sektor korytarza.
    Spojrzał na O'Collana.
    -O'Collan za kapitanem, prawa strona, pół kroku z tyłu względem kapitana. Lustrzane odbicie. Lewy sektor korytarza. Wasza dwójka krzyżuje pola ognia - jeśli coś wychodzi z bocznego odgałęzienia jeden z was ma kąt.

    Na końcu Gleeson.

    -Gleeson zamyka. Odwrócony tyłem do kierunku marszu, przodem do tego skąd przyszliśmy. Twoje zadanie to to co za nami, nie to co przede mną. Nie oglądasz się do przodu żeby sprawdzić co robimy. Słuchasz moich komend i idziesz razem z grupą nie odwracając się dopóki nie powiem inaczej lub dopóki nie usłyszysz czegoś za plecami co wymaga reakcji. Wtedy mówisz głośno co widzisz, nie strzelasz samodzielnie.

    Przeszedł jeszcze raz wzrokiem po całej grupie.

    -Odstępy między ludźmi - dwa kroki. Nie zbijamy się w kupę przy zatrzymaniu bo jeden granat albo jedna seria z ciasnego korytarza kończy całą akcję ratunkową. Nie rozciągamy się za bardzo bo tracimy kontakt wzrokowy i słuchowy.

    Stanął przy śluzie i położył dłoń na panelu.

    -Gdy otworzy się śluza - stoimy. Adam wchodzi na mój rozkaz, ja za nim, reszta czeka aż dam sygnał że przestrzeń jest czysta. Sygnał - otwarta dłoń skierowana do tyłu oznacza stój. Zaciśnięta pięść i ruch naprzód oznacza wchodzimy. Zaciśnięta pięść i ruch w tył oznacza wracamy bez pytań.

    Spojrzał na wszystkich po kolei.

    -Gdy śluza się otworzy nie ruszamy się dopóki nie ocenię przestrzeni po drugiej stronie. Nikt nie wchodzi przede mną. Nikt nie wyprzedza szyku bez mojego słowa. Jeśli powiem stop - wszyscy stoją natychmiast, bez pytania dlaczego. Jeśli powiem wracamy - wszyscy wracają natychmiast, bez negocjacji.

    Zrobił krótką pauzę.

    -Decyzyjność operacyjna należy do kapitana Hannigana. W środku szyk i kierunek ruchu należą do mnie. To nie jest dyskusja, to jest podział który kapitan zatwierdził.

    Spojrzał na Gleesona, potem na O'Collana. W jakiś sposób ominął Kapitana.

    -Ktokolwiek obejdzie rozkaz w środku jest zdany wyłącznie na siebie. Jeśli sytuacja będzie zbyt gorąca, nie będę miał czasu ani obowiązku go szukać. I zanim spytacie: tak, to zgodność procedury korporacyjnej

    Odwrócił się w stronę śluzy.

    -Pytania teraz. Nie w środku.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    MARCUS HOLT

    b6588fac-6ac2-4edb-820c-5de7fe9e83a2.png

    Ochroniarz Korporacyjny Klasy B
    Kelland Mining Corporation
    UCSM Kardashian, Nr Rej. KM-164

    "Weyland, Kelland, jak zwał tak zwał. Logotyp się zmienia, reszta nie. 
    Ja też się nie zmieniam, więc jakoś się dogadujemy"
    

    WYGLĄD

    Holt to mężczyzna, który wygląda na więcej niż ma lat - efekt wieloletniego wyniszczenia. Twarz poorana głębokimi bruzdami, z cienką blizną biegnącą po prawej skroni -pamiątka po czymś, o czym nie mówi. Ciemne oczy, głęboko osadzone, o spojrzeniu, które wydaje się zawsze skupione gdzieś za rozmówcą - jakby skanowało pomieszczenie pod kątem zagrożeń, których inni jeszcze nie widzą. Krótkie ciemne włosy zaczesane do tyłu z praktyczną dokładnością, gęsta broda przystrzyżona tak, by nie wchodzić w drogę - nie dla wyglądu, dla funkcji.
    Nosi pomarańczowo-biały kombinezon ochrony Kelland Mining z widocznym zużyciem w odpowiednich miejscach - łokcie, kolana, ramiona. Ślady nie są wynikiem zaniedbania. Holt dba o swój ekwipunek z precyzją, która graniczy z obsesją. Wyposażenie jest zawsze sprawne. Zawsze gotowe. Ciężki karabin szturmowy nosi jak przedłużenie własnego ciała - naturalnie, bez wysiłku, ale też bez czułości, z jaką żołnierz traktuje broń. To narzędzie. Nic więcej.
    Przy kołnierzu - cygaro. Zawsze. Czasem zapalone, częściej nie. Mówi, że to stary nawyk. Nie mówi, skąd. Holt z resztą nie wiele mówi. Szczególnie o sobie.

    HISTORIA

    Marcus Holt spędził większość dorosłego życia pracując w kopalni - najpierw jako robotnik wydobywczy na Limen IV, potem jako ochrona, gdy zorientował się, że ma do tego naturalny talent i że płacą lepiej. Kontrakty korporacyjne, jeden po drugim. Kelland Mining zgarnęło go trzy lata temu, gdy szukali kogoś z doświadczeniem w środowiskach ekstremalnych i bez nadmiernego sentymentu do biurokracji.

    Holt pasował idealnie.

    Ostatni kontrakt - krótki, dobrze płatny - dotyczył ochrony personelu na kolonii wydobywczej w systemie peryferyjnym. Szczegółów nie zdradza. Mówi tylko, że "sytuacja się skomplikowała" i że cieszył się, gdy skończyła mu się umowa. Na pytania odpowiada monosylabami. Na głębsze pytania - długą ciszą i spojrzeniem, po którym większość ludzi zmienia temat albo zostaje bez odpowiedzi.

    Teraz leci na USCS Kardashian ze stacji przeładunkowej Gliese do placówki wydobywczej w systemie Borodino. Nowe zlecenie, nowa ekipa, nowy statek. Holt nie jest typem, który szuka towarzystwa - ale też nie unika go demonstracyjnie. Siedzi przy stoliku w kantynie, słucha rozmów innych, rzadko się wtrąca. Nigdy nie pożycza. Nigdy nie prosi o przysługi. Nigdy nie pyta innych o ich historię. Jest tu by wykonać robotę i tylko to się liczy.

    CHARAKTER

    Holt jest człowiekiem ekonomicznym - w słowach, w gestach, w okazywaniu emocji. Nie jest niegrzeczny, chociaż mógłby w oczach wielu za takiego uchodzić. Mówi tyle, ile potrzeba. Odpowiada na pytania, które zostały zadane tak długo jak nie narusza to kwestii jego prywatności. To profesjonalista - skupiony wyłącznie na powierzonym zadaniu. Potrafi być spokojnie pomocny - jeśli ktoś ma problem techniczny z bronią, Holt naprawi go sprawnie i bez komentarza. Jeśli ktoś potrzebuje informacji o protokołach bezpieczeństwa, Holt odpowie szczegółowo - ale nie ma co spodziewać się po nim dyskursu o poglądach, opinii prywatnej czy życiu "poza" korporacją.

    Można powiedzieć, że Holt to idealny korporacyjny dron. Stonowany, skupiony na efektywności - ale jest w nim coś trudnego do nazwania. Pewna pustka za oczami, gdy myśli, że nikt nie patrzy. Sposób, w jaki obserwuje ludzi - zbyt uważny, zbyt systematyczny jak na zwykłą czujność. Większość doświadczonych pracowników kosmicznych jest ostrożna. Holt jest obliczający.

    Rzadko się śmieje, jednak wykazuje wyraźne oznaki cynizmu. Często przez to sprawia wrażenie osoby o poczuciu swojej wyższości.

    Nie pije alkoholu. Nigdy. Na pytanie dlaczego wzrusza ramieniem i mówi, że to "nie jego rzecz".
    Jedna rzecz jest pewna: Holt jest kompetentny. W sytuacji kryzysowej jego ręce się nie trzęsą. Nie jest to jednak oaza spokoju.

    Czasem, w ciszy między zmianami, gdy statek mruczy i wszyscy śpią, Holt siedzi sam przy iluminatorze i patrzy w gwiazdy z wyrazem twarzy człowieka, który nie wspomina przeszłości, bardziej jakby patrzył w przyszłość.

    Materiały

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    dce7cbca-65d2-4448-8caf-8525fff50ddf.png

    Gliese była stacją przeładunkową jak każda inna - geometria z konieczności, nie z ambicji. Ciągi modułów mieszkalnych przykręconych do szkieletu nośnego bez zbędnej troski o estetykę, korytarze wymiarowane pod transport kontenerów a nie pod człowieka, oświetlenie fluorescencyjne które robiło z każdej twarzy twarz trupa. Holt stał przy ścianie hangaru B-7 i palił. Powietrze było tu gęstsze niż na statku - filtrowane przez systemy które pamiętały lepsze czasy i już dawno przestały się starać. Pachniało smarem, recyklingowanym tlenem i jedzeniem które kilka razy zmieniło właściciela zanim trafiło na talerz.

    Górnicy z kontraktu kellandowskiego kłębili się przy rękawach załadunkowych. Przeważnie Polacy - głośni, gestykulujący, rozmawiający wszyscy naraz z tą charakterystyczną energią ludzi którzy za kilka godzin wejdą do kapsuł kriogenicznych i przestaną być ludźmi na kilka najbliższych miesięcy. Holt śledził ich jednym uchem. Rodziny. Premie. Jakiś Marek komuś coś był winien od zeszłego sezonu wydobywczego.
    Zaciągnął się i powoli wypuścił dym w przefiltrowane powietrze stacji.

    Eskalację zauważył zanim doszło do pierwszego pchnięcia - głosy zaczęły się wznosić ponad ogólny szum hangaru, gestykulacja zmieniła charakter z ekspresywnej na groźną z tą charakterystyczną, powolną nieuchronnością z jaką zmieniają się stany skupienia materii. Dwóch mężczyzn, obaj z budową którą człowiek wypracowuje latami przy ciężkim sprzęcie wydobywczym, obaj z twarzami które widziały wystarczająco dużo żeby nie bać się konsekwencji. Między nimi trzeci, młodszy, który najwyraźniej był katalizatorem całego procesu i teraz stał z miną kogoś kto żałuje że wstał rano.

    Holt westchnął, oderwał się od ściany.

    Nie spieszył się. Wszedł między nich zanim temperatura przekroczyła punkt krytyczny, zajął przestrzeń między dwoma rozgrzanymi mężczyznami i po prostu stanął. Nie rozstawiał rąk, nie przyjmował żadnej postawy. Zaciągnął się cygarą i przez chwilę milczał w sposób który zajmował więcej miejsca niż większość ludzi potrafi milczeć.

    Obaj spojrzeli na niego.

    Holt wypuścił dym. Spojrzał na tego po lewej, potem na tego po prawej. Twarz miał spokojną z tym szczególnym rodzajem spokoju który nie jest brakiem emocji ale ich całkowitą nieobecnością.

    -Marek - odezwał się w końcu, cicho, jakby znał go od lat. Nie znał. Nazwisko złapał z rozmowy pół godziny wcześniej, zarejestrował automatycznie jak rejestruje się dane środowiskowe - bez wysiłku, bez celu, na wszelki wypadek. - Ile?

    Mężczyzna po lewej zmrużył oczy.
    -Co ile?
    -Ile ci winien.

    Polak po chwili powiedział kwotę. Holt skinął głową jak człowiek który wprowadza dane do systemu.

    -A ty - zwrócił się do drugiego. - Masz to przy sobie?

    Cisza. Krótka, ale gęsta.

    -To nie twoja sprawa - mruknął tamten, ledwie po angielsku.

    Holt spojrzał na niego. Nie zmienił wyrazu twarzy, nie podniósł głosu. Patrzył przez sekundę dłużej niż było to komfortowe - z uwagą entomologa który ogląda okaz przez szkło powiększające i już wie co zobaczy, tylko pozwala żeby okaz sam do tego doszedł.

    -Borodino to mała placówka - powiedział w końcu po angielsku, cicho, niemal przyjaźnie. - Mała placówka, zamknięty ekosystem, dziewięć miesięcy w obiegu zamkniętym. Głębokie tunele kopalne w których spędzicie więcej czasu niż firma pozwoli wam na sen. Długie ciemne korytarze w których ledwie będziecie widzieć twarze innych. Te same twarze przy każdym posiłku, te same korytarze, te same zmiany. Ludzka pamięć w takich warunkach działa inaczej niż na powierzchni. Lepiej.

    Kolejna cisza. Dłuższa.
    Mężczyzna sięgnął do kieszeni kombinezonu.

    Holt nie czekał na resztę. Odwrócił się i wrócił do swojej ściany. Za plecami słyszał jeszcze przez chwilę urywane słowa po polsku, potem cisza wchłonęła całą sprawę z powrotem w ogólny szum hangaru jak ocean wchłania kamień.

    Zaciągnął się resztką cygara. Westchnął ciężko - nie z satysfakcji, nie z ulgi. Po prostu wypuścił powietrze jak człowiek który wykonał kolejną drobną czynność z nieskończonej listy drobnych czynności i wrócił do czekania. Zaraz powinna pojawić się załoga ich transportu.

    ChatGPT Image 25 maj 2026, 11_36_47.png

    15.08.2183

    Otworzył oczy zanim komora zdążyła zakończyć sekwencję. Świadomość dopiero się budziła, ale już w skroni biła jedna wyraźna myśl.

    Kurwa. Znowu.

    Kriosen był małą śmiercią. Ciało o tym wiedziało nawet jeśli umysł wolał tego nie nazywać - te kilka sekund między zamknięciem kapsuły a utratą przytomności, gdy temperatura zaczyna odbierać człowiekowi kolejne warstwy tego czym jest, aż zostaje tylko mięso i powolne bicie serca odmierzające czas który przestał mieć znaczenie. Holt nie miał z tym problemu. Miał wrażenie, że część z niego zawsze tak funkcjonuje.
    Coś było nie tak z procedurą.

    Nie umiałby tego nazwać - za krótki cykl, za wcześna wentylacja, jakiś drobiazg który nie pasował do harmonogramu wbitego w pamięć mięśniową przez lata kontraktów. Spojrzał na datę na monitorze diagnostycznym. Odczytał ją raz. Odczytał drugi raz.
    Skinął głową do samego siebie i spróbował wstać.

    Nogi odmówiły współpracy w sposób który Holt uznał za osobistą zniewagę. Siedział przez chwilę na krawędzi kapsuły i czekał aż ciało przypomni sobie do czego służy - krew wracała do kończyn z nieprzyjemną, palącą dokładnością, błędnik kłamał na temat pozycji statku, żołądek formułował roszczenia których Holt nie zamierzał honorować. Przełknął ślinę. Raz. Drugi. Skupił się na jednym punkcie na ścianie naprzeciwko i siedział nieruchomo dopóki ciało nie przestało się buntować.

    Mięso.
    Zawsze to samo.

    Wstał gdy uznał że może to zrobić bez widowiska. Wokół budziło się to co zostało z ludzi po miesiącach w chłodziwie - mokre, blade, trzęsące się. Ktoś klęczał przy podłodze i wydawał z siebie dźwięki które organizm produkuje gdy zapomni że powinien zachować pozory. Ktoś inny wpatrywał się w ścianę z wyrazem twarzy człowieka który właśnie próbuje przypomnieć sobie po co tu jest. Kriosen robił to z ludźmi - przez chwilę po przebudzeniu byli odrobinę bardziej prawdziwi niż powinni. Odrobinę bardziej nadzy. Holt nie lubił patrzeć.
    Ubrał się metodycznie, od dołu do góry. Karabin sprawdził dwoma ruchami - magazynek, bezpiecznik, optyka. Zarzucił go na ramię i dopiero wtedy rozejrzał się po komorze właściwie.

    Przy wyjściu stał android.

    Nowa generacja - twarz zaprojektowana żeby wzbudzać zaufanie, każdy mięsień mimiczny skalibrowany pod kątem ludzkiego komfortu. Adam. Holt widział go jeszcze na Gliese i zapamiętał to co zapamiętywał zawsze - sylwetkę, sposób poruszania się, gdzie trzyma ręce. Stary nawyk. Na panelu przy wyjściu migał czerwony punkt alertu.

    Podszedł do Adama równym krokiem i stanął. Nie pytał. Czekał. Ludzie którzy pytają za wcześnie dostają niekompletne odpowiedzi, a niekompletne odpowiedzi są gorsze od ciszy bo dają złudzenie że się wie.

    Czerwony punkt na panelu obok. Nierutynowe działania. Android z twarzą zaprojektowaną żeby nikt nie zadawał trudnych pytań.
    No tak. Coś poszło nie tak.

    W swoim życiu widział lepsze początki.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt wysłuchał propozycji Le Fey nie zmieniając wyrazu twarzy. Patrzył na nią przez chwilę z tą samą spokojną uwagą z jaką patrzył na wszystko - bez oceny, bez entuzjazmu. Spojrzenie przesunęło się na chwilę na kubek kawy który odsunęła od siebie palcem wskazującym, potem wróciło na nią.

    -Osobisty ochroniarz, hm? - powiedział w końcu, tonem człowieka który czyta na głos etykietę produktu którego nie zamierza kupić. - Ostatni żył długo?

    Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił wzrok w stronę drzwi mesy gdy zaczęli schodzić się pozostali i od tej chwili Le Fey przestała dla niego istnieć w sposób który był wystarczająco czytelny żeby był niegrzeczny, ale wystarczająco spokojny żeby nie był demonstracyjny.

    Wysłuchał Hannigana do końca nie przerywając. Siedział nieruchomo z karabinem na przedramieniu i patrzył na punkt na ścianie za głową kapitana. Gdy Hannigan skończył Holt oparł łokcie o stół i odchrząknął.

    -Kapitanie. Jeden punkt zanim przejdziemy dalej.

    Mówił spokojnie, bez podnoszenia głosu, tak żeby słyszeli wszyscy zebrani w mesie.

    -Przewozimy wkrótce uciekinierów z UPP. To nie jest tajemnica dla nikogo na tym statku. UPP ma długą pamięć i krótką cierpliwość wobec ludzi którzy im uciekają - szczególnie jeśli któryś z naszych pasażerów jest dla nich wystarczająco interesujący żeby wysłać za nim coś więcej niż list gończy. Kapsuła ratunkowa leci określonym torem. Zgodnym z wcześniejszą trajektorią macierzystego statku. Wojsko to wie. Każdy kto chodził do szkoły nawigacji to wie. Trzy lata temu USS Cordoba podjął kapsułę ratunkową na odcinku między Solomons a Tiananmen IV. Znaleźli go w kawałkach, dziura wielkości sporych drzwi. Czternastu ludzi wessało w próżnię nim zdążyli podskoczyć od wybuchu. Mówię poważnie. Kapsuła zaminowana właściwym ładunkiem jest tańsza i pewniejsza niż eskorta. To praktyka którą UPP stosuje chętniej niż powinno i nie tylko UPP. Proszę to wpisać do raportu jako uzasadnioną hipotezę roboczą.

    Zrobił krótką pauzę i spojrzał na Hannigana.

    -Sugeruję przeskanowanie kapsuły spektroskopami Crowe'a zanim znajdzie się w zasięgu śluzy. Szukamy anomalii gęstości i sygnatur chemicznych. Jeśli coś jest nie tak z jej ładunkiem zobaczymy to z bezpiecznej odległości zanim będziemy musieli podjąć decyzję o podejściu. Podejście hangarem daje nam więcej czasu i więcej opcji niż śluzą boczną. Mniej eleganckie, ale w tej sytuacji elegancja nie jest priorytetem. Decyzja należy do pana kapitanie, ale wolę żebyśmy rozmawiali o tym teraz a nie gdy będziemy mieć kapsułę już przy burcie i skończy nam się przestrzeń na zmianę zdania.

    Odczekał chwilę. Spojrzał na Le Fey przez sekundę - nie z uznaniem, nie z wrogością, po prostu odnotował że powiedziała coś co warte było odnotowania - po czym wstał i zwrócił się do wszystkich zebranych w mesie. Głos miał spokojny i pozbawiony jakiejkolwiek retoryki.

    -Rozkaz kapitana. Każdy kto ma przy sobie zarejestrowaną broń osobistą przynosi ją na mostek w ciągu najbliższych dwudziestu minut i zgłasza ją u mnie. Każdą sztukę. Nie konfiskuję - rejestruję i instruuję jak postępować w przypadku ewentualnego zagrożenia. Jeśli ktoś ma broń której nie zgłosi i ja tę broń znajdę - a znajdę, bo to moja robota i robię ją porządnie - uznam tę osobę za element niepewny. Elementy niepewne na statku w sytuacji kryzysowej lądują w kajdankach. Bez rozmowy, bez wyjaśnień, bez wyjątków.

    Rozejrzał się po mesie powoli, zatrzymując wzrok na każdej twarzy przez dokładnie tę samą ilość czasu. Cmoknął ustami, jakby od nawyku posiadania cygara w ustach.

    -Sugeruję nie sprawdzać czy mówię poważnie. Wy ułatwicie robotę mi, ja ułatwię robotę wam. Dwadzieścia minut. Mostek.

    Wziął karabin pod ramię czekając aż wszyscy wyjdą. Odprawa musiała dobiec końca.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt usłyszał głos Gleesona w radiu i zatrzymał się natychmiast.

    Otwarta dłoń skierowana do tyłu.

    Grupa stanęła.

    Holt nie ruszył się z miejsca. Stał przy prawej ścianie korytarza, lufa M41A uniesiona, plecy do ściany, i przez pięć sekund nie robił nic poza słuchaniem. Aktywny nasłuch - nie szukanie konkretnego dźwięku, tylko rejestrowanie wszystkiego co jest w przestrzeni i oddzielanie tego od tego czego nie ma.

    Cisza. Elektryka pracująca w tle. Wentylacja, albo coś co brzmi jak wentylacja. I coś jeszcze - na granicy słyszalności, zbyt odległe żeby nazwać.

    -Gleeson - odezwał się przez radio spokojnie, bez pośpiechu. - Kierunek. Skąd to słyszysz. Przód, tył, góra, dół, lewa, prawa ściana.

    Nie pytał co to jest. To było drugie pytanie. Pierwsze było zawsze kierunek.

    Jednocześnie prawą ręką wykonał sygnał do Adama - wskazał na android, potem na własne uszy, potem w głąb korytarza. Android miał lepszy słuch niż cała reszta grupy razem wzięta. Niech pracuje.

    Sam przykucnął przy prawej ścianie zmniejszając sylwetkę i czekał na odpowiedź Gleesona z lufą skierowaną w ciemność przed grupą.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Rozbitek wpierw zabezpieczony, przeszukany, zakajdankowany. Potem pewnie sprawdziłbym jego nametag, identyfikator i wszystko co może mieć. Omówił z resztą swoje znaleziska i mając pewność, że jest spacyfikowany dopiero sugerował obudzenie.

    Komentarze

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    BeetleB Beetle

    Nie wiem czy jeszcze szukasz chetnych, ale PBFa chetnie pykne. Ogrywalem dlugie lata, przestalem jakis czas temu. Sam ogrywam Alien RPG i jestem freakiem uniwersum. Przynajmniej do czasu poki Ridley Scott nie zaczal źle traktować swoje wlasne dziecko.

    Dostosuje sie czym i jak grac. W kazdym razie raczka w gore.

    Archiwum alien

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Holt wysłuchał komunikatu kapitana i ruszył w stronę mesy.

    Nie dlatego że miał ochotę na towarzystwo. Protokół ochrony Kelland Mining był w kwestii S.O.S. precyzyjny - w sytuacji nierutynowego wybudzenia ochroniarz kontraktowy zabezpiecza obszary wspólne i weryfikuje stan osobowy pasażerów. Mesa była pierwszym punktem na liście.

    Wkroczył do środka. Obszedł pomieszczenie, sprawdził śluzy, wyjścia awaryjne, panel komunikacyjny przy wejściu. Zrobił to bez pośpiechu i bez komentarza, jakby wykonywał czynność którą wykonuje się dlatego że się ją wykonuje, nie dlatego że akurat ma się na to ochotę. Skończył przy stoliku, usiadł. Karabin położył na blacie, ostentacyjnie ale też wyjątkowo wyraźnie zaznaczając, że woli go mieć przy sobie. Ot profesjonalna preferencja.

    Czekał w mesie aż pojawi się Delilah. Agentka wyglądała jak człowiek który właśnie przegrał argument z prawem i jeszcze nie do końca to zaakceptował. Holt widział ten typ. Korporacje produkowały ich seryjnie.

    Wstał, podszedł do ekspresu przy ścianie i wrócił po chwili z dwoma kubkami. Jeden zatrzymał dla siebie. Drugi postawił przed agentką bez słowa i bez pytania czy go chce. Syntetyczna lura pachniała nawet po kilkumiesięcznym śnie mało zachęcająco.

    fc7d66fa-a209-451c-9b79-dda03b388bc5.png

    -Na Borodino będzie gorsza - zaczął jak miał w zwyczaju z wyrafinowaną mało delikatnością -Sugeruje cieszyć się, że jeszcze nie ma z nami górników- dodał, patrząc na cygaro a nie na nią, tonem człowieka który stwierdza fakt
    -Teraz jest cisza. W drugą stronę jej nie będzie.

    Nie rozwinął tego. Podniósł cygaro do twarzy, powąchał je powoli, od jednego końca do drugiego. Zamknął palce i schował je z powrotem do kieszeni kombinezonu.

    Spojrzał w stronę iluminatora i czekał na odprawę.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    hej - jak cos to przyspieszylem swojego posta do tlumaczenia formacji przed śluzą. Nie będzie mnie teraz chwile wiec wole ubiec i nie opóźniać ;). W razie czego edytuje.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Marcus Holt

    Holt stanął przy fotelu dowodzenia i przez chwilę patrzył na kapitana z tym szczególnym rodzajem uwagi który nie był wrogością ale był czymś blisko niej.

    -Hipotetyczne - powtórzył spokojnie, bez ironii w głosie. - Dobrze.

    Oparł M41A o ścianę i skrzyżował ramiona.

    -Traktat Novaya z 2147 roku. Trzy prawa Asimova jako międzynarodowy konwenans obowiązujący sygnatariuszy. Wojsko Zjednoczonych Ameryk podpisało z zastrzeżeniem paragrafu siódmego dotyczącego jednostek operacyjnych w strefach konfliktu. Ale ważniejsi mają własną interpretację prawną którą ich dział prawny bronił skutecznie w czterech procesach przez ostatnią dekadę. UPP w ogóle nie ratyfikowała tych zastrzeżeń. Mieli inne problemy z problemami głodowymi ich sektorów. Tak w skrócie odnośnie lekcji historii.

    Prychał krótko.

    -Prawo Asimova to konwenans dyplomatyczny, nie wgrany hardware. Odpowiednio zaprogramowany android zrobi to co mu każą ludzie którzy go zaprogramowali. Zawsze tak było.

    Urwał na sekundę, po czym przeszedł do rzeczy.

    -Ale konkrety. Jeśli chodzi o neutralizację. Android nowej generacji ma trzy punkty krytyczne. Pierwszy - procesor centralny w podstawie czaszki, tuż ponad kręgosłupem szyjnym. Celny strzał tam wyłącza jednostkę natychmiast. Drugi - węzeł zasilający w klatce piersiowej, po lewej stronie mostka, odpowiednik ludzkiego serca. Uszkodzenie go powoduje stopniową utratę funkcji motorycznych - android nie wyłącza się od razu ale przestaje stanowić zagrożenie w ciągu kilkunastu sekund. Trzeci - system hydrauliczny ramion, nadgarstki i łokcie. Nie neutralizuje ale unieruchamia kończyny co przy androidzie który używa siły fizycznej jest wystarczające do opanowania sytuacji.

    Spojrzał na Kalashnikova, potem z powrotem na Hannigana.

    -Co do paralizatora - prąd wysokiego napięcia może wyłączyć starsze modele. Nowe generacje mają izolację przeciwprzepięciową jako standard od 2175 roku. Zależy co konkretnie mielibyśmy na Bleinercie.

    Zrobił pauzę. Krótką, ale wystarczająco długą żeby kapitan wiedział że następne zdanie jest inne w charakterze od poprzednich.

    -A teraz omińmy konwenanse. Nie mamy na nie czasu. Kapitanie. To nie jest hipotetyczne pytanie.

    Nie pytał. Stwierdzał.

    -Pytanie o agresywnego androida przed wejściem na statek który właśnie przeżył bunt i strzelaninę, zadane przez kapitana który przez ostatnią godzinę był bardzo ostrożny w tym co ujawnia załodze - to nie jest ćwiczenie intelektualne. Wie pan coś o Bleinercie albo o drugiej jednostce czego nam nie powiedział.

    Patrzył na Hannigana spokojnie, bez oskarżenia w głosie, z tą samą chłodną uwagą z jaką patrzył na krzywą promieniowania na ekranie Volkov.

    -Wchodzimy na ten statek za chwilę. Jeśli jest tam coś czego powinienem się spodziewać to jest to dokładnie właściwy moment żeby mi o tym powiedzieć. Informacja której nie mam przed wejściem może kosztować życie ludzi w tej grupie. I pańskie też, bo pan idzie z nami. Daje Panu konkrety. Oczekuje tego wzamian.

    Nie dodał nic więcej. Czekał.

    Rozgrywka

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Holt wezmie udzial rzecz jasna.
    Spyta go tez o klase dostepu do statku jaka ma (biorac pod uwage, ze mam jego klucz dostepu).

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Rozbitek dalej przypiety, z dostepem do interkomu w razie koniecznosci by wezwac kogos z zalogi (guzik kolo palca?)
    Sam Holt raczej przygotuje sie do wejscia i dokowania, oczywiscie sprawdzi bron kazdego kto zostal wyznaczony przed samym otwarciem grodzi. Ustawi wszystkich w szyku bojowym przed otwarciem celem minimalizacji dostania kulki przy wejsciu.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Holt da klucze do kajdanek Purcella kolejnej osobie po Kapitanie decyzyjnej na statku - póki go nie ma, on rozdaje karty.

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Osobiscie optuje za oficerem naukowym: makes sense to me.

    Komentarze

  • [ALIEN] Krzyk Pustki (rekrutacja)
    BeetleB Beetle

    zatem security guy. Concept taki jaki Ci zarzuciłem 😉

    Archiwum alien

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    To ja dodam, że alien rpg ograłem w kilku scenariuszach - nie powiem, że jestem dice masterem, ale podręcznik znam i mam nawet teraz na biurku.
    W razie potrzeby służę.

    A. Informacyjnie - ten system jest BARDZO śmiertelny. Nie przyzwyczajajcie się do postaci XD

    Komentarze

  • Krzyk Pustki
    BeetleB Beetle

    Chciałbym jedną rzecz ustalić @marrrt - co robimy z karabinem? Mam mieć przy sobie czy jest wcześniej oddelegowany do zostawienia go w lockerze? Edytuje post w razie potrzeby, ale zanim napiszę dalej muszę wiedzieć na czym stoję 🙂

    Plus jeśli locker - Marcus ma do niego dostęp?

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa