Spanie w zatłoczonych przestrzeniach nie było dla Klary nowością. Niejednokrotnie, gdy oddział oficera Konrada Reissnera, jej byłego pracodawcy, złapał deszcz, burza, czy wcześniejszy zmierzch, żołnierze rozkładali na tymczasowym obozowisku tylko tyle namiotów ile potrzeba. W takich sytuacjach oficer nawet nie wymagał, aby rozstawiać jego osobisty namiot. Oddział resztę dokończał o świcie, bądź gdy pogoda trochę się uspokoiła. Także spanie we wspólnej izbie karczmy nie wywarło na niej specjalnego dyskomfortu, jak co niektórym, co zauważyła poprzez wiercenia i marudzenie niektórych kandydatów.
Przygotowując się do wymarszu kolejnego dnia, w przeciwieństwie do rozmowy z Litzblickiem, przyszykowała sobie nie swoje najlepsze ubrania, a te które najczęściej zakładała do pracy, już trochę znoszone, przetarte i gdzieniegdzie załatane. Doskonale znała jak wyglądają tutejsze trakty, w końcu niejednokrotnie je przebywała, co prawda najczęściej w wozie razem z Panem Reissnerem, a nie pieszo, jednak widok ubłoconych żołnierzy po skończonym wymarszu podpowiadał jej, że ubranie, które założy, gdy w końcu dotrze do celu, nie będzie w najlepszym stanie.
Mimo faktu, że wielokrotnie widziała, gdy wędrują podwładni jej byłego szefa, nie spodziewała się takiego trudu. Początek nie był najgorszy, ale z każdą kolejną godziną robiło się jej coraz ciężej. Kostki wykręcające się na nierównościach traktu i zapadające się w błocie buty, próba nadążenia kroku za wozami, niejednokrotny wiatr od strony lasu. To wszystko sprawiało, ze Klara dzisiaj nie była Klarą. Zwykle z przyzwyczajenia obserwowałaby okolicę, rozglądałaby się, aby zobaczyć jak wygląda trakt przed nimi, a czy to czegoś nie zauważy, albo nie wyczuje od strony drzew, gdyż wiedziała co tam się znajduje i na co trzeba uważać. Teraz skupiała się głównie na tym, aby iść prosto i się nie potknąć o własne nogi. To był pierwszy moment, gdy pomyślała, czy aby na pewno dobrze zrobiła zaciągając się do wojska. Co innego mieć wiedzę wojskową i doradzać komuś doświadczonemu, a co innego samemu wojować. Dlatego w momencie, gdy usłyszała głos kpiącego żołnierza, że za chwilę będą u celu, nawet nie zwróciła uwagi na fakt, jakim tonem to powiedział, a zwyczajnie uśmiechnęła się z ulgą, że zarówno jej ciało, jak i umysł będą miały szansę do odpoczynku.

Widok samej twierdzy ponownie nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Budowla jakich dużo, nie wyróżniała się niczym nadzwyczajnym, a przynajmniej z tych, które samej jej było ujrzeć. Takie samo wrażenie wywarły na niej docinki żołnierzy. Oficer Reissner starał się ucinać takie zachowania w swoim oddziale, jednak wojsko miało swoje prawa i gdy przełożony był nieobecny, mężczyźni mimo zakazu, siarczyście sobie docinali takimi tekstami, szczególnie do młodego wojska. Nawet uwaga o kobietach nie była dla niej dziwna, w końcu płeć żeńska w wojsku to nie codzienność. Jednak gdy usłyszała kobiece imię, odwróciła się w stronę, skąd usłyszała to słowo. Nie miała pojęcia, kto to powiedział, bo ciężko było wyłapać, który z mężczyzn z grupy to był. W zasadzie nie interesowało ją to, bardziej miała nadzieję zobaczyć ową Olgę. Niestety nie udało jej się dostrzec omawianej pani i nie miała okazji, aby bardziej się rozejrzeć, bo kolumna stanęła przed stajnią i rekruci ruszyli za Leopoldem.
Przedstawiony kwatermistrz Otik Beuer był rodzajem człowieka, którego nie uświadczyłoby się w oddziale Konrada, dobierał on tak ludzi, aby nastroje wśród nich były pozytywne. Otik nie wzbudzał optymizmu ani swoim wyglądem, ani zachowaniem. Niemniej to przy nim Klara dostała pierwszą nauczkę. Relacja z jej oficerem nie była standardowa, ona nieświadomie podsuwała mu pomysły i uwagi, a on nieświadomie brał je za swoje. Stąd, gdy młoda rekrutka zobaczyła, że kolejny żołnierz dostał raczej niezbyt dopasowany do siebie mundur to nie wytrzymała.
- A może, gdyby żołnierze przymierzyli mundur przed odejściem, byłyby lepiej dopasowane? - Ciężko było stwierdzić, czy powiedziała to do siebie, do innych rekrutów, czy do samego kwatermistrza, ale ten ostatni uznał to nie za jakże użyteczną poradę, a jako dosyć mocny przytyk. Oberwało jej się splunięciem pod buty, kilkoma soczystymi słowami i uwagą, że niedoszły rekrut, a tym bardziej kobieta gówno ma tu do powiedzenia, a i równie tyle samo wie o mundurowaniu żołnierzy. Klara zrobiła się nieco czerwono, gdy większość towarzyszy podróży na nią spojrzało, a następnie odruchowo sięgnęła do upięcia koka, sprawdzając czy na pewno się nie rozpada.
Krzyki i obelgi Beuera to nie była ostatnia rzecz, jaką ją pokarał, a przynajmniej w jego mniemaniu. Klara była drobną kobietą o niskim wzroście, więc dla kwatermistrza była to idealna wymówka, aby powiedzieć, że nie ma takiego rozmiaru, więc wręczył jej o wiele za duży i to wyjątkowo podarty. Była służąca nawet się nie ważyła zająknąć ponownie, wzięła co jej dali i ruszyła czym prędzej się da. Mundur był naprawdę w fatalnym stanie, ale było coś o czym rudzielec nie mógł mieć pojęcia. Klara była córką krawca i zaznała nieco tego fachu, a dodatkowo jednym z wielu zadań Klary było utrzymywanie ubioru swojego i oficera w odpowiednim stanie, więc szycie, cerowanie i przerabianie mundurów do aktualnej sylwetki jej przełożonego, to była norma. Dlatego, gdy później już na spokojnie w namiocie mogła przyjrzeć się dokładniej swojej nowej "zdobyczy" zauważyła, że duży nadmiar materiału, którego będzie musiała się pozbyć, aby mundur chociaż jako tako na niej leżał i nie wyglądał, jak zwykły worek, idealnie nada się do łatania wszelkich dziur.
Zasady wyłuszczone przez sierżanta Russela były jej doskonale znane, więc nie dowiedziała się od niego niczego innowacyjnego, w stosunku do tego jakie miała nawyki. Co prawda we wcześniejszej pracy nie miała ścisłej hierarchii wojskowej, a jednego przełożonego, to doskonale wiedziała do kogo i jakim tonem wolno się jej odezwać. Lata obserwacji robiły swoje. Ponownie chciała coś powiedzieć, dodając coś od siebie, gdy zauważyła element, który można by poprawić w działaniach, ale na szczęście złapała się na tym i ugryzła w język. Siarczyste uwagi kwatermistrza dalej przyprawiały ją o rumieńce, a nie chciała też zostać zapamiętana na początku żołnierskiej kariery, jako ta, która odzywa się nie pytana. Zdecydowanie musi nad tą kwestią popracować.

Gdy został wskazany jej namiot, w którym ma spać, natychmiast zauważyła, że coś tu nie pasuje. Ona i pięciu mężczyzn. Do tej pory też nie miała osobistego namiotu, bo przebywała w namiocie razem z oficerem, ale w nim miała oddzieloną przestrzeń wyłącznie dla siebie. Rozmiar tego namiotu dawał w powątpiewanie, że i tak będzie tutaj, ale z minimalną nadzieją zajrzała do środka i to co zauważyła, tylko potwierdziło jej obawy. Sześć miejsc do spania i prawie nic poza tym. Chcąc zaprotestować, wyszła na zewnątrz. Nie miała już komu się poskarżyć na warunki, bo sierżant odszedł gdzieś z resztą żołnierzy. Chciała go poszukać, ale automatycznie przypomniały jej się jego słowa o narzekaniu i szybko odrzuciła ten pomysł. Zrezygnowana wróciła do swojego nowego lokum z nadzieją, że jakoś to będzie.
Z każdą kolejną godziną pojawiały się natomiast coraz to inne problemy. Wspólne latryny, studnia i niewiele poza tym. Zero prywatności, albo prawie zero. Ani tu się załatwić, ani umyć, ani przebrać. Zupełnie nie to do czego przywykła w wojsku. Wychodzi na to, że jako służąca wysokiego rangą miała znacznie więcej przywilejów, niż jej się zdawało. Zmęczona po drodze usiadła na pryczy, zdjęła okulary i zaczęła uciskać nasadę nosa myśląc, jak rozwiązać jej obecne problemy. Po nieco dłuższej chwili, gdy usłyszała rozmowę dwóch mężczyzn, o nieco dziwnej relacji jak na nowych rekrutów, na temat naprawiania podziurawionych mundurów, stwierdziła, że to wcale nie jest głupi pomysł. Zabrała się za przeszywanie własnych łachów, bo inaczej tego tak naprawdę nazwać się nie dało. Na szczęście miała naprawdę duży nadmiar materiału, z którego mogła zrobić niezły użytek. Załatała nim co większe dziury, a całą resztę schowała pod pryczę, będąc pewnym że w przyszłości na pewno jeszcze się przyda, a między czasie wpadła na pomysł jak uporać się z dzisiejszym dniem, a co będzie jutro, to będzie się tym martwić jutro.
Gdy większość poszła do studni po wodę jeszcze zanim zapadł zmrok, aby móc się umyć, czy to wyprać własne ubrania, tak Klara zrobiła to dopiero gdy słońce całkowicie zaszło. Nie było to jednak najlepsze rozwiązanie, bo dwa razy potknęła się wylewając wodę z wiadra idąc od studni do miejsca, gdzie chciała się umyć i musiała wracać się, aby nabrać ją jeszcze raz. Chciała natomiast zachować chociaż namiastkę prywatności, gdy była zmuszona rozebrać się, aby zmyć z siebie kurz i błoto z podróży. Nie obyło się bez gwizdów i inteligentnych uwag od żołnierzy, którzy udali się na wieczorne przechadzki w ciemności przypadkowo na nią trafiając, a szczególnie tych, którzy zdecydowanie byli pod wpływem różnych trunków. Klarze pozostało jedynie znów się zaczerwienić i przyśpieszyć ruchów. W momencie powrotu do namiotu wszyscy już spali, albo przynajmniej udawali, więc na spokojnie mogła się przebrać na swojej pryczy w ciemności.

Pierwszy poranek nie był dla niej zaskoczeniem. Trąbka informująca o wschodzie to była dla niej norma i zanim zagrała, kobieta była zwarta, ubrana i gotowa. Po pierwsze zawsze wstawała przed pobudką, aby przyszykować rzeczy dla swojego przełożonego, a po drugie chciała obudzić się przed wszystkimi, by móc ubrać się bez ich wzroku skierowanego w jej stronę. Udało jej się to, a wraz z trąbką i pobudką innych, wyszła z namiotu, jednocześnie dając panom nieco prywatności. To był pierwszy i ostatni taki poranek. Dzień szkoleniowy należał do tak bardzo intensywnych, że po całym dniu ćwiczeń wszelakich, Klara była zwyczajnie wymęczona i obolała. Zarówno stan jej munduru, jak i jej samej wymagał ponownego umycia się i uprania, z czym znowu poczekała aż się ściemni, pomimo opadających powiek i chęci położenia się.
Nie obyło się to bez konsekwencji. Na drugi dzień nie udało jej się obudzić samoistnie, jak to zwykle miała w naturze. Obudziła ją trąbka i słowa sierżanta Russela. Nie chcąc przebierać się wśród mężczyzn poczekała, aż oni zrobią swoje i opuszczą namiot. Starała się na nich nie patrzeć, ale w ciasnej przestrzeni nie było to takie łatwe. Tak więc, gdy zaczęła się ubierać dopiero, gdy namiot opuścił ostatni z panów, sprawiło to, że w porównaniu do poprzedniego dnia, z pierwszej na apelu, pojawiała się jako ostatnia i to znacznie po wyznaczonym czasie, co oczywiście nie umknęło uwadze sierżanta i karą w postaci dodatkowych kółek wokół fortu, gdy wszyscy już mogli pójść ogarniać swoje wieczorne sprawy. Odbiło się to tym, że położyła się jeszcze później spać, a także faktem, że na drugi dzień nie obudziła ją nawet trąbka i musiał budzić ją jeden z jej towarzyszy w namiocie. Chciała mu później podziękować, jednak nie zdążyła zauważyć, kto to był, a nie chcąc się wygłupić, po prostu nie zrobiła tego wcale.
Oczywiście kolejny dzień z rzędu się spóźniła, co zostało zauważone chyba przez wszystkich. Miała też podejrzenia, że dobieranie w pary także nie było przypadkowe, szczególnie podczas czołgania z towarzyszem na plecach. Dziwnym trafem ją, jedną z najdrobniejszych, jak nie najdrobniejszą w grupie rekrutów, sparowano z największym mężczyzną wśród nich, a którego zdążyła poznać ze swojego namiotu, a mianowicie Gerhardem. Patrząc na jego wzrost i muskulaturę, odnosiła wrażenie, że ma w sobie krew gigantów. W pierwszej kolejności to ona znajdowała się na jego plecach. Adlerhorst zdawał się jakby nawet nie odczuć tego, że coś go obciąża, tak jakby w ogóle jej tam nie było. Co innego było, gdy zamienili się rolami. Umięśniony facet ważył chyba znacznie więcej i przykrywał ją w całości. Idealnie zdałby się jako tarcza lub osłona, ale zdecydowanie nie jako ranny do transportu. Próby jego pomocy podczas czołgania Klary, czy to celowe, czy intuicyjne, były szybko zauważane i natychmiast ukracane, więc musiała ostatecznie radzić sobie sama, co kończyło się późniejszym kończeniem zadania.
Tego dnia była tak zmęczona, że nawet nie miała siły się myć, ani przebierać. Tak jak wróciła do namiotu, tak położyła się na pryczy i zasnęła myśląc, że chyba jednak zrezygnuje ze szkolenia i to nie dla niej. Kolejny dzień okazał się jednak łaskawszy. Może brudna i nieumyta, ale za to wyspana i gotowa, bo nawet nie musiała się przebierać, więc zameldowała się na apelu znacznie wcześniej. Mimo wszystko już została zapamiętana za swoje spóźnialstwo, więc przy biegu z kamieniami w jej plecaku znalazł się o jeden lub dwa kamienie więcej niż u innych, bądź zwracano jej uwagę na coś, co u innych by przeszło. Mimo wszystko ten dzień przeszła z inną werwą i postanowiła nieco zmienić podejście. Tego popołudnia czekając na obiad zauważyła też Olgę, bo tak się ktoś do niej zwrócił. Drobna kobieta, która była regularnym żołnierzem. Jest twarz miała chłodny wyraz, zupełnie inna niż Klary, ale nie to dla dziewczyny było teraz najważniejsze. Kobieta, bliska jej postury, i poradziła sobie. Z tą myślą powiedziała sobie, że da radę.
I tak mijały jej kolejne dni, raz ciężej, raz lżej, ale już się nie spóźniła ani razu. Przez jeszcze jeden dzień postanowiła, że położy się w mundurze, ale kolejnego jak poczuła sama siebie, zmieniła taktykę. Postanowiła, że musi się przemóc i przestać zwracać uwagę na mężczyzn, którzy mogą ją przypadkowo zauważyć podczas kąpieli, bądź załatwiania. Pierwsze dni były ciężkie, a z każdym kolejnym radziła sobie coraz lepiej. Jak początkowo osłaniała się, gdy ktoś przeszedł obok, tak później robiła to, aby tylko szybciej skończyć, nie zwracając uwagi na niemiłe docinki. Również w namiocie przebierała się też bez oporów i chyba wcześniej zbyt mocno przykuwała do tego uwagę. Czasu było tak mało, że jej towarzysze bardziej zajęci byli swoimi sprawami, niż tym, czy ona ma już założone majtki, czy nie.
Z całego tygodnia, nie licząc dnia świątecznego, najbardziej lubiła dzień targowy i teoretyczną część. Hierarchię wojskową znała od góry, więc nie musiała poświęcać na to tyle czasu, więc mogła dodatkowo odpocząć, a nauka o innych rzeczach pochłaniała ją w całości. Z mijającym także czasem zmieniała się także Klara, zarówno fizycznie jak i z charakteru. Nigdy wcześniej nie miała takiego wycisku i drobna dziewczyna zaczęła zauważać, jak mięśnie staja się bardziej widoczne i staje się bardziej wytrzymała, a ona sama zaczyna zwracać uwagę na zupełnie inne rzeczy niż do tej pory. Dalej na język cisnęły się jej uwagi, co można by zrobić lepiej, albo inaczej, ale po nielicznych uwagach od starszych stopniem, aby zwarzyła gębę, nauczyła się, że nie zawsze warto się odzywać i starała się wyczuć, komu może podsunąć taką uwagę, a przy kim lepiej milczeć. Jednocześnie zauważyła jak naprawdę mało wiedziała o życiu żołnierza u dołu hierarchii. Nie tak sobie to wyobrażała, lecz postanowiła, że nie wycofa się i przetrwa.
Zlewające się dni szkolenia przerywał jedynie ósmy dzień, który wyznaczał, ile tygodni minęło od rozpoczęcia szkolenia. Każdy kolejny odpoczynek informował o zbliżającym się dniu zaprzysiężenia, a on oznaczał, że dotarli do pierwszego ważnego punktu w swoim szkoleniu oraz trzeba odpowiednio przygotować się do tego wydarzenia. W momencie, gdy Klara znalazła dłuższą chwilę wolnego, wyjęła spod pryczy pozostałe kawałki materiału, połatała dziury i ponownie przeszyła swój mundur w taki sposób, że tylko sprawne oko krawca dostrzegłoby, że początkowo był przeznaczony dla dużo większego żołnierza. Na koniec pozostało jej kilka niewykorzystanych kawałków, ale tym razem nie zamierzała ich chować.
- Gdyby ktoś potrzebował materiału na łaty, niech śmiało bierze. - Odezwała się do pozostałych mieszkańców namiotu, wskazując odłożone skrawki. - Jestem też w stanie pomóc, gdyby ktoś miał problemy z szyciem.