Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
GrizzoG

Grizzo

@Grizzo
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
12
Tematy
1
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • The Haunting of Harrowstone
    GrizzoG Grizzo

    Alicia przez cały czas trzymała się blisko Morgrina, ukryta za jego szerokimi plecami. Gdy jego głos poniósł się nad cmentarną aleją z mocą świątynnego dzwonu, niziołka ledwie powstrzymała cień uśmiechu. Siostra Żaru odpowiedziała na jej prośbę i, co ważniejsze, nikt nie odkrył jej udziału w tym małym cudzie.

    Nie wychyliła się, gdy pierwsi mężczyźni zaczęli się cofać. Zamiast tego uważnie obserwowała ich reakcje spod pachy towarzysza, wypatrując kogoś, kto mimo strachu mógłby rzucić się na krasnoluda. Szczególną uwagę poświęciła Gibsowi Hephenusowi. Ten człowiek nie wyglądał na kogoś, kto łatwo zapomina doznane upokorzenia. Kiedy w końcu zagroził wszystkim obecnym i odszedł, Alicia zapamiętała jego twarz. Powoli czubkiem języka oblizała mokre od deszczu wargi, jakby kreśliła cięcie pod gardłem Gibsa, nie zamierzała lekceważyć jego obietnicy.

    Dopiero gdy napastnicy zniknęli za zasłoną deszczu, niziołka rozluźniła palce zaciśnięte na bursztynowym amulecie. Odetchnęła głębiej i dyskretnie cofnęła się zza Morgrina, poprawiając futrzany kaptur, jakby przez cały czas stała tam tylko po to, by nie przemoknąć bardziej niż to konieczne.

    Na podziękowania Kendry odpowiedziała krótkim skinieniem głowy. Nie potrafiła znaleźć słów, które pasowałyby do tej chwili. Na tundrze śmierć była częścią życia, a zmarłych żegnało się z szacunkiem, bez targowania się o miejsce ich spoczynku. Widok ludzi, którzy próbowali odebrać ojcu Kendry nawet tę ostatnią godność, budził w Alicii gniew. Chłodny i cichy jak lód pod świeżym śniegiem.

    Po chwili zerknęła na Morgrina. Nie skomentowała efektu zaklęcia ani nie przyznała się do jego użycia. Wystarczyło jej krótkie, porozumiewawcze spojrzenie, które mogło oznaczać zarówno wdzięczność, jak i uznanie dla krasnoluda, który nie pozwolił, by sytuacja wymknęła się spod kontroli.

    Podczas ceremonii Alicia stała nieco z boku, ale nie na tyle daleko, by stracić Kendrę z oczu. Kiedy dziewczyna żegnała ojca, niziołka spuściła głowę i zacisnęła dłoń na amulecie ukrytym pod futrem. Nie znała modlitw Pharazmy i nie zamierzała udawać, że rozumie wszystkie obrzędy tej krainy. W myślach poprosiła jednak Siostrę Żaru, by światło nie zgasło w sercu córki człowieka, który tak wiele dla niej zrobił.

    Gdy trumna zniknęła pod ziemią, Alicia podeszła do grobu. Wyjęła z kieszeni niewielki, żółtopomarańczowy kamień, był to jeden z jej kamieni słońca. Przez chwilę obracała go w palcach, po czym położyła ostrożnie na świeżej mogile.
    -Żebyś nie musiał iść w zupełnej ciemności, profesorze - szepnęła po kellidzku. Potem cofnęła się, pozwalając innym pożegnać zmarłego. Nie potrzebowała długiej przemowy. Petros wiedział, ile mu zawdzięczała. A jeśli nie mógł już tego usłyszeć, pozostawała nadzieja, że Siostra Żaru dopilnuje, by jego droga nie była samotna.

    Po powrocie do domu Lorrimorów Alicia z wyraźną ulgą przyjęła ciepło kominka. Zanim jednak usiadła, odruchowo rozejrzała się po bibliotece: sprawdziła drzwi, okna i przejście na korytarz. Dopiero wtedy wybrała miejsce, z którego mogła widzieć wejście, i usadowiła się na krześle najbliżej okna, podciągając pod siebie nogi. Na widok wina uniosła brew, powoli zacisnęła na kielichu rękę wpatrując się w jego barwę.

    Gdy dziewczyna wspomniała o testamencie i zaprosiła wszystkich do rozmowy, Alicia przez chwilę milczała.
    -Spotkanie z profesorem było czystym przypadkiem, po wyczerpującej podróży przez obcy mi kraj, ścigana przez potwory z mgieł na skraju wytrzymałości, wpadłam na grupkę ludzi eskortujących profesora Petrosa.- mimowolnie zacisnęła pięści ukrywając pewne niewygodne fakty. -Okazał on więcej życzliwości niż było trzeba, więcej niż może spodziewać się otrzymać kelidka w tych stronach. -Czując na siebie spojrzenia ludzi, zaczęła mimowolnie machać nogami pod siedzeniem. -Nadał mi kierunek w tym obcym miejscu z dala od domu, wskazał właściwych ludzi godnych zaufania, gościł czasami we własnym domu nauczając pożytecznych rzeczy. Później współpracowałam z profesorem, przynajmniej w okresie kiedy mieszkał w Lepidstadt. -Niziołka unikała wchodzenia w szczegóły. Mogły one jeszcze bardziej zaszkodzić nadszarpniętej dzisiaj reputacji profesora. Co byłoby kolejnym niesprawiedliwym ciosem, bo uczony z pewnością potępiłby nieczyste metody, do których niekiedy się uciekała. Alicia uśmiechnęła się cierpko, udając, że to z powodu gorzkiego posmaku wina.

    -Powiedziałaś, że ojciec nie potrafił przejść obojętnie obok cudzej krzywdy. Wiem, że to prawda. Sam zrobił dla mnie więcej niż musiał. - Przesunęła kciukiem po krawędzi bursztynowego amuletu. - Chciałabym jednak wiedzieć coś innego. Czy przed śmiercią bał się czegoś? Czy zauważyłaś, że coś go martwiło? Że ktoś mu groził albo że odkrył coś, czego nie powinien? -Przy ostatnim zapytaniu nastawiła wyraźniejszy nacisk. - Nie chcę rzucać oskarżeń na wiatr. Na północy nauczyłam się, że nie każdy cień skrywa drapieżnika. Ale jeśli jakiś drapieżnik już nas śledzi, wolę wiedzieć o tym, zanim podejdzie bliżej.

    Rozgrywka

  • The Haunting of Harrowstone
    GrizzoG Grizzo

    Alicia zatrzymała się tuż za Kendrą, ale nie odezwała się ani słowem marszcząc czoło. Jej bursztynowe oczy przesunęły się po twarzach zgromadzonych mężczyzn, potem po trzonkach łopat i widłach zaciśniętych w ich dłoniach. Liczyła ich niemal odruchowo. Szukała tego, który był najbardziej nerwowy, tego, który trzymał broń zbyt mocno, i tego, który pierwszy mógłby zrobić coś głupiego. Spojrzała na Gibsa, który wysunął się przed tłum, a na dźwięk jego oskarżeń, aż ją zatkało do tego stopnia, że zapomniała wziąć wdechu po płytkim wydechu.

    Dziesiątki myśli przebrnęły przez głowę niziołki równie pokręconych jak jej bujne rude loki. Mało brakowało, a wystąpiłaby przed tłum rzucając obelgi i wylewając gorycz rozczarowania ze swoich ust, ale Morgrin ją uprzedził wysuwając się naprzód jako pierwszy. Nagle drobna niziołka działając instynktownie i bezszelestnie przesunęła się za jego plecy. Krzepki krasnolud stanowił doskonałą zasłonę — szerokie barki, masywna sylwetka i postawa człowieka, który nie zamierzał ustąpić ani o krok. Alicia przykucnęła odrobinę, znikając z pola widzenia stojących naprzeciw mężczyzn. Łapiąc powoli oddech odsunęła z twarzy kosmyki mokrych rudych loków, a spod pachy krasnoluda spoglądały ukradkiem jej czujne bursztynowe oczy.

    Z tej pozycji mogła obserwować napastników, nie dając im łatwego celu. Dostrzegała nerwowe ruchy dłoni, niepewne spojrzenia i tych, którzy ściskali narzędzia bardziej ze strachu niż z prawdziwej gotowości do walki. Jej palce przesunęły się ku amuletowi z dużego, jarzącego się lekkim żarem bursztynu, ukrytemu pod futrzanym odzieniem.

    Dobrze – pomyślała szybko - niech wielki kamień przemówi. Ja zadbam, żeby usłyszeli jego echo. Alicia wysunęła dłoń dotykając amuletem pleców Morgrina i zacisnęła ją na moment, jakby przytrzymywała w palcach promień słońca. Wymamrotała modlitwę do Siostry Popiołu, prosząc o odrobinę boskiego autorytetu. Nie zamierzała nikogo podpalać ani rzucać się do walki. Chciała, by ci ludzie przez chwilę poczuli, że naprzeciw nich stoją nie tylko podróżni i żałobnicy.
    -Siostro Popiołu, Pani Ognia pod otwartym niebem… Ty, która widzisz drogę tam, gdzie inni widzą tylko mrok… Niech twoje światło spocznie na tych, którzy zapomnieli, czym jest sprawiedliwość. Niech mówiący prawdę zostanie usłyszany, a kłamca usłyszy własny jadowity głos. Daj głos temu, który mówi prawdę. Niech jego słowa będą jak grzmot nad lodową równiną. Niech prawda zagrzmi, a kłamstwo zadrży jak płomień na wietrze. Niech dzisiejszego dnia wystarczy światła dla wszystkich… zanim ktoś zapragnie krwi.

    Głos Morgrina nagle zabrzmiał potężniej, niż pozwalałaby na to jego zwyczajna siła głosu. Każde słowo krasnoluda odbiło się echem między nagrobkami, niosąc się ponad szmerem deszczu. Jednocześnie płomień pobliskiej latarni zadrżał gwałtownie, a cienie zgromadzonych mężczyzn zatańczyły na mokrych kamieniach, jakby samo cmentarzysko poruszyło się na dźwięk jego słów.

    Dla obserwujących tłum mogło to wyglądać tak, jakby głos Morgrina niósł ze sobą coś więcej niż gniew żywego człowieka — jakby przemawiał w imieniu porządku, którego nie należało lekceważyć w szczególności na Polach Spoczynku.

    Póki co Alicia nie zamierzała wyciągać broni. Nie musiała. Morgrin był skałą, o którą rozbijały się ich groźby, a ona pozostawała cieniem za jego plecami — niewielkim, rudowłosym cieniem, który potrafił sprawić, że nawet najzwyklejsze ostrzeżenie zabrzmiało jak wyrok. I choć Alicia nie zamierzała przypisywać sobie cudzej potęgi, w głębi ducha uśmiechnęła się lekko. Siostra Popiołu nie zawsze musiała oślepiać świat blaskiem. Czasem wystarczyło, że sprawiła, iż ciemność na moment zwątpiła we własną odwagę.

    Rozgrywka

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    GrizzoG Grizzo

    Hejka, chory jestem. Spróbuje dziś odpisać, ale jeśli polegnę w trakcie to spróbuje wyrobić się do końca wtorku.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    GrizzoG Grizzo

    Też tak myślę, tym bardziej modlitwy w gronie żałobników podczas pochodu pogrzebowego są czymś jak najbardziej na miejscu 🙂

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    GrizzoG Grizzo

    Dlatego Alicia planuje zrobić to ukryta w kucki za barami szerokiego krasnoluda.

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    GrizzoG Grizzo

    Alicia też nie nadaje się na twarz drużyny. O ile nie boi się wyrazić swojej opinii, to nie ma siły przebicia chyba, że celowo chcemy kogoś obrazić 🙂

    Myślę że niziołka wykona cunning action ukrycia się za plecami Morgrina przed wzrokiem tłumu i wspomoże go przez thaumaturgy lub guindance

    Komentarze

  • The Haunting of Harrowstone
    GrizzoG Grizzo

    Deszcz.

    Alicia nie lubiła deszczu, a jeszcze bardziej rozrastających się przed jej oczami kałuż zakrywających solidny grunt pod jej małymi, drobnymi nogami. Śnieg był uczciwy. Skrzypiał pod stopami, pozwalał odczytać, kto przeszedł tędy przed tobą. Bez trudu potrafiłaby dostrzec po głębokości śladów, ich kształcie oraz anatomicznych odciśniętych detalach jak dawno ktoś poruszał się przed nią tą drogą, w jakiej ilości, w jakim tempie oraz jak dawno temu. Świeże ślady były piękniejsze, a starsze stawały się już odciśniętą historią. Nawet nadmiar śniegu był pożyteczny, z upływem czasu zasypywał stare ślady przywracając krajobraz do naturalnego piękna.
    Alicia odetchnęła głęboko z poirytowaniem, omijając bokiem większą kałużę na drodze, która mogłaby ją pochłonąć conajmniej do pasa. Wiatr niósł zapachy niedalekiego miasta, mokry kamień, gotowaną kapustę i coś co Alicia podejrzewała o bycie zbyt długo martwą rybą.

    Niziołka szła poboczem drogi, z kapturem naciągniętym na burzę rudych loków. Pomimo to szare pióra gołębia, wplecione we włosy, nasiąkły wodą i przykleiły się do jej skroni. Futro lisa polarnego na ramionach zrobiło się ciężkie, a błoto z uporem oblepiało jej buty z twardej skóry mamuta. Co kilka kroków zerkała na niebo, jakby rozważała, czy nie powinna porozmawiać z nim o manierach.

    Ravengro wyłoniło się z mgły powoli, najpierw jako skupisko ciemnych dachów, potem jako kamienne ściany, płoty i dym unoszący się z kominów. Miasteczko wyglądało jak coś, co przeżyło ciężką zimę, choć nie było pewne, czy chce doczekać następnej. Alicia zatrzymała się na drodze prowadzącej do miasta. Nie lubiła miast. Nie lubiła też mgły, która zasłaniała ich krawędzie i sprawiała, że trudno było odgadnąć, co kryje się za następnym zakrętem.
    -To tylko miasto. Miasto ma drzwi. I okna. I za dużo ludzi, ale z tym sobie poradzę.
    Obejrzała się jeszcze raz za siebie, sprawdzając drogę, którą przyszła. Dziewczyna zastanawiała się czy nie zawrócić, miała jeszcze czas na zmianę decyzji. Jej ręka powoli spoczęła na pergaminie ukrytym w kieszeni płaszcza. Przygryzła boleśniej wargę odganiając od siebie zwątpienie i ruszyła w stronę miasta.
    Docierając do placu miejskiego w Ravengro ruszyła zgodnie z instrukcjami z listu na południe. Zasłaniając szczelniej twarz przed ciekawskimi spojrzeniami mijanych mieszkańców miasta. Przyjechała dla człowieka, który kiedyś nie zapytał, ile jest warta schwytana egzotyczna uciekinierka, tylko czy przyjmie pomocną dłoń by samodzielnie stanąć na nogi w tym ponurym regionie. Człowieka, który nie żył. Śmierć Petrosa była przykrą niespodzianką, a z listu wynikało, że była nagła i wydarzyła się w przykrych okolicznościach. Profesor nie był głupcem, zawsze miał plan, zawsze był przygotowany na ryzyko, a od wykrywania spraw nagłych i przykrych miał Alicię. Dlaczego jej nie wezwał jak przy dziesiątkach innych okazji, kiedy było trzeba wykonać coś skrajnie niebezpiecznego i nie do końca zgodnego z prawem.

    Alicia rozpoznała posiadłość Lorrimorów po książkach. W szparach między zasłonami dawało się dostrzec wysokie regały uginające się od książek. Profesor nigdy nie potrzebował złotych klamek, żeby udowodnić, że ma coś ważnego do powiedzenia. Przed wejściem stała garstka ludzi. Czarne płaszcze, parasole, przyciszone rozmowy. Woda ściekała z okapu i rozbijała się o kamienne stopnie. Alicia zwolniła. Policzyła obecnych. Obejrzała drzwi, okna, boczną ścianę budynku. Wejście, wyjście, osłona, miejsce, w którym można się schować, gdyby coś poszło źle.
    Potem spojrzała na Kendrę, westchnęła cicho, nie była jeszcze gotowa na te spotkanie. Kobieta stała w czarnej sukni i welonie. Miała zaczerwienione oczy i twarz kogoś, kto od wielu godzin usiłuje nie rozsypać się na kawałki, bo wciąż są ludzie, których trzeba przyjąć, pozdrowić i podziękować im za przybycie.
    Alicia poczuła, jak coś zaciska się jej w gardle. Kendrę widywała jako dziewczynkę, uskarżającą się na brak uwagi zapracowanego ojca. W Lepidstadt widywały się często, kiedy Petros nauczał Alicie pisać i czytać. Później Alicia musiała się odsunąć od dziewczynki z powodu pochodzenia i charakteru wykonywanych przysług dla profesora. Stała się z uczennicy i gościa cieniem stojącym za fotelem ojca, białym królikiem wyskakującym z okna przy pierwszych odgłosach kroków, polarnym lisem podrzucającym piękny bursztyn pod poduszkę. Teraz Kendra stała przed nią jako dojrzała kobieta, z którą od dawna nie utrzymywała kontaktu, a może nie pamiętała jej wcale.

    Niziołka podeszła, zdjęła kaptur i otrząsnęła go odruchowo. Zorientowawszy się, że kilka kropel poleciało na próg, zmarszczyła nos i przetarła butem kamień. Rude loki rozlały się na ramiona zakrywając białe lisie futro. Palce usunęły materiał z opalonej twarzy smaganej latami północnymi wichrami, a bursztynowe oczy zaświeciły początkiem wzbieranych łez. - Kendra.
    Nie dodała żadnego tytułu. Nie próbowała układać odpowiednich słów, bo te, które znała, wydawały jej się za małe. - Przykro mi - powiedziała w końcu.
    - Wiem, że to słowa, które ludzie mówią, kiedy nie potrafią niczego naprawić. Ale naprawdę mi przykro.
    Przez chwilę patrzyła na córkę profesora, a potem objęła ją ostrożnie, niezgrabnie, jak ktoś, kto zna uścisk jako obietnicę ochrony, nie jako towarzyski gest. Jej ręce były zimne od deszczu.
    - Twój ojciec uratował mi życie. Ale nie tylko dlatego jestem tutaj. Potraktował mnie jak osobę, kiedy inni widzieli we mnie rzecz, którą można sprzedać. Nie zapomnę tego. Cofnęła się o krok. Przez moment wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zamiast tego skinęła głową.
    -Nie musisz teraz być silna dla wszystkich. Jeśli ktoś będzie od ciebie czegoś chciał, może poczekać. A jeśli nie potrafi poczekać, mogę mu pomóc zrozumieć. - Zabrzmiało to niemal uprzejmie. Niemal.
    Alicia spuściła wzrok na własne przemoknięte ubranie. -Nie jestem dobra w pocieszaniu. Na północy, kiedy ktoś umiera, przynosimy rodzinie jedzenie, pilnujemy ognia i nie pozwalamy jej siedzieć samej. Z jedzeniem mogę pomóc. Z ogniem też. Z ludźmi… - zerknęła na żałobników - …będę musiała improwizować. - Przez jej twarz przemknął cień uśmiechu. - Powiedz tylko, gdzie mam stanąć.

    Alicia po paru minutach przyjrzała się pozostałym zebranym. Nie patrzyła na nich jak na mieszkańców miasta, urzędników czy ludzi o odpowiednich tytułach. Patrzyła na nich jak na nieznane zwierzęta w obcym lesie: uważnie, bez pochopnych wniosków, szukając znaków, które mogłyby powiedzieć jej, czego się po nich spodziewać. Vashian Hearthmount wyglądał jak człowiek przyzwyczajony do wydawania rozkazów i oczekiwania, że zostaną wykonane. Alicia zauważyła jego postawę, staranny strój i kapelusz. Skinęła mu głową z szacunkiem, ale bez ukłonu, który mógłby pomylić z poddaństwem.
    - Dzień dobry. Szkoda, że poznajemy się przy takiej okazji. Nie próbowała prowadzić rozmowy na siłę. Jeśli mężczyzna chciał mówić, mogła słuchać. Jeśli wolał milczeć, milczenie jej nie przeszkadzało.
    Gharen Muricar przyciągnął jej uwagę żywym spojrzeniem. Alicia nie ufała automatycznie ludziom, którzy dużo widzieli, ale ceniła tych, którzy wciąż byli ciekawi świata. Odwzajemniła jego spojrzenie, jakby chciała sprawdzić, czy potrafi patrzeć równie uważnie jak ona. - Znał pan profesora dobrze? -zapytała prosto.

    Zokar Elkarid wyglądał na kogoś, kto mógłby nakarmić pół plemienia, a potem narzekać, że ktoś zostawił za dużo okruszków. Alicia uznała to za dobrą cechę. Przywitała go krótkim skinieniem, a gdy dostrzegła jego syna, Pevrina, odruchowo przesunęła wzrok na chłopca. - Trudno ci tutaj? - spytała go półgłosem. - Tyle dorosłych, a każdy udaje, że wie, co robi. Nie czekała na odpowiedź. Zostawiła mu tylko porozumiewawcze mrugnięcie, jakby oboje należeli do tajnego stowarzyszenia ludzi, którzy nie zawsze rozumieją obyczaje dorosłych.

    Jominda Fallenbridge, miejscowa aptekarka, wyglądała na osobę praktyczną. Alicia zapamiętała jej twarz i ubranie. Ludzie, którzy potrafili opatrywać rany i rozpoznawać trucizny, byli cenni. Nie zamierzała od razu wypytywać jej o lekarstwa, ale odnotowała w pamięci, gdzie może ją znaleźć, jeśli ktoś zostanie ranny. - Dobrze mieć w mieście kogoś, kto umie naprawiać ludzi — powiedziała jej cicho. - Chociaż mam nadzieję, że nie będę musiała sprawdzać pani umiejętności.

    Dopiero potem spojrzała na siostrę Marię. Zakonnica stała na uboczu, bosa, blada, w czarnym habicie. Kosa na jej plecach sprawiała, że Alicia przez moment zastanowiła się, czy to zwyczajny atrybut zakonu, czy może ostrzeżenie dla świata. Śnieżnobiałe włosy, głęboko nasunięty welon i nieruchoma postawa nie pasowały do żadnej kapłanki Sarenrae, którą znała. Podeszła na tyle blisko, by nie musieć podnosić głosu. - Siostro. Zawahała się, szukając właściwych słów. - Nie znam waszych zwyczajów. Ale wiem, że śmierć nie potrzebuje pomocy w straszeniu żywych. Jej wzrok na moment zatrzymał się na kosie. - Mam nadzieję, że niesie ją siostra po to, by chronić tych, którzy jeszcze oddychają. Nie czekała na zapewnienie ani wyjaśnienie. Skinęła głową i odeszła. Nie zamierzała osądzać zakonnicy po wyglądzie, lecz nie zamierzała też ignorować własnego niepokoju. W końcu to właśnie profesor nauczył ją, że ciekawość bez ostrożności bywa równie niebezpieczna jak strach bez rozumu.

    Po paru minutach niziołka ruszyła w kierunku trumny jedynie po to, aby się nagle zatrzymać. Przez kilka uderzeń serca nie potrafiła się poruszyć dalej. Profesor powinien siedzieć przy jednym z regałów, z książką otwartą na kolanach i kolejnym pytaniem, na które nie znała odpowiedzi. Powinien unosić brwi, kiedy opowiadała mu o tradycjach plemienia, i udawać, że nie dostrzega, gdy podkradała suszone owoce z miski stojącej na biurku. Powinien żyć.

    Niziołka zacisnęła szczękę. Podeszła do trumny powoli, stawiając kroki tak ostrożnie, jakby ziemia pod nią mogła się załamać. Z sakiewki wyjęła niewielki, żółtopomarańczowy kamień. Był gładki, ciepły od noszenia przy ciele. Nie miał żadnej wartości dla kupca, ale dla Alicii przypominał skrawek światła, który można zabrać ze sobą nawet wtedy, gdy niebo robi wszystko, żeby je zgasić. Położyła go obok świecy. - Przyniosłam ci słońce - szepnęła. - Wiem, że to głupie. Tutaj niebo jest wiecznie mokre, a kamień nie ogrzeje nikogo poza mną. Przez chwilę patrzyła na zamknięte wieko. - Powiedziałeś mi kiedyś, że wiedza nie należy do tych, którzy ją posiadają, tylko do tych, którzy się nią dzielą. Nie wiem, czy to prawda. Ale wiem, że ty podzieliłeś się ze mną czymś ważniejszym niż książki.
    Pochyliła głowę. Nie znała modlitw, które wypadało odmawiać przy zmarłym. Nie znała też właściwych słów Pharasmy i nie zamierzała udawać, że je zna. Zamiast tego zamknęła oczy i przycisnęła dłoń do bursztynowego amuletu. - Siostro Popiół prowadź go przez ciemność. Niech nie zgubi drogi. A jeśli po drugiej stronie jest ktoś, kto zechce go osądzić, niech najpierw pozwoli mu dokończyć zdanie. Profesor miał zwyczaj mówić długo. Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, ale zniknął niemal natychmiast. -Nie wiem, co się stało. Jeszcze nie. Ale się dowiem. Obiecuję.

    Odsunęła się od trumny. Przez moment wyglądała, jakby chciała dotknąć drewna, jednak ręka zatrzymała się w połowie drogi. Opuściła ją i zacisnęła palce na brzegu płaszcza. W końcu odwróciła się i wróciła do Kendry. Nie powiedziała jej, że wszystko będzie dobrze. Alicia nie składała obietnic, których nie mogła dotrzymać. Zamiast tego stanęła blisko niej, na tyle blisko, by Kendra nie musiała szukać jej wzrokiem, jeśli nagle zabraknie jej sił.

    Kiedy akolita Pharasmy wystąpił przed katafalk, Alicia ucichła. Słuchała modlitwy w skupieniu, choć słowa o Rzece Dusz i sądzie Pani Grobów były jej obce. Nie zamierzała obrażać obrzędu tylko dlatego, że należał do innej wiary. Każdy lud miał własny sposób odprowadzania zmarłych, a ona wiedziała, jak ważne jest, by ci, którzy zostają, mogli pożegnać swoich bliskich. Gdy duchowny zapytał, czy ktoś z rodziny lub przyjaciół profesora zechce pomóc nieść trumnę, Alicia uniosła głowę. Przez krótką chwilę spojrzała na uchwyty. Wiedziała, że nie jest silna. Wiedziała też, że inni mogą uznać, iż tak mała osoba nie powinna brać na siebie takiego ciężaru. Niziołka już miała ruszyć naprzód, kiedy zatrzymała ją dłoń Kendry na ramieniu. Spojrzała na nią i powoli chwyciła ją ze rękę zapewniając o swojej obecności.

    Gdy kondukt ruszył wilgotnymi, błotnistymi uliczkami Ravengro ku świątyni, szła tuż za Kendrą, gotowa w każdej chwili dobyć sztyletów ukrytych w cholewach butów, by uciąć wszelkie zagrożenie czające się w cieniu tutejszych mgieł.

    Rozgrywka

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    GrizzoG Grizzo

    Cześć, cieszę się, że przygoda wystartuje. Rekrutacje obserwowałem z ciekawości raz tworząc postać, a raz ją zawieszając z powodu dużego zaintersowania innych graczy, aby finalnie jednak się przemóc i na ostatnią chwilę ją dokończyć.

    Tej konkretnej przygody nie znam więc zasiadam do niej na czysto. Prowadzę na żywo przygody w sąsiednich krainach, więc chętnie jako gracz wraz z moją postacią poznam wydarzenia w tym regionie.

    Awatar postaci zostanie dodany wieczorem lub jutro.

    Komentarze

  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone
    GrizzoG Grizzo

    Skończyłem wstępnie postać i wysłałem linki do MG. Niziołka Lotrzyk/Kleryk.

    Archiwum

  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone
    GrizzoG Grizzo

    Mechanicznie zrobiłem do sesji niziołkę łotrzyka(2)/kleryka(1) Sarenrae (Sister Cinder). Fabularnie miała być Kelidką z Krainy Władców Mamutów i współpracownicą profesora od włamów, rozbrajania pułapek i osłabiania napastników, ale skoro robi się cały kleryk to tworzenie fabularne postaci zawiesiłem.

    Archiwum

  • Transformers - lata 80 czy współczesne?
    GrizzoG Grizzo

    Witam, zastanawiam się nad poprowadzeniem sesji Transformers, czy znajdą się śmiałkowie chętni do wcielenia się w roboty posiadające dusze i mogące zmieniać się w pojazdy?

    Opcja 1 - Przebudzenie Transformerów następuje na Ziemi w latach 80. Realia z kreskówki gdzie roboty przybierają formy ówczesnych pojazdów lub maszyn. Standardowy klasyczny skład postaci z serialu. Autoboty próbują przystosować swoje alternatywne formy, tak aby przypominały standardowe pojazdy i maszyny występujące wśród mieszkańców Ziemi. Poznają ludzkie zachowania, normy i zwyczaje. Zaprzyjaźniają się z ludźmi i odkrywają piękno Ziemi do tego stopnia, że część z nich uznaje ją za nowy dom, który będzie bronić przed Decepticonami.

    Opcja 2 - Przebudzenie następuje we współczesnych lub ciut futurystycznych czasach. Formy pojazdów współczesne lub futurystyczne zachowane z planety Cybertron. Lista Transformerów w przygodzie pomieszana z różnych epok, seriali i mediów. Ludzkość nie już już tak bezbronna, z czasem będzie potrafiła co raz lepiej odpierać ataki robotów, nie rozróżniając jednak walczących pomiędzy sobą frakcji. Ludzkość, którą chronisz będzie potrafiła strzelić w wasze plecy, aby pozyskać część obcej technologi z waszych ciał.

    Mechanika:
    Opcja A - Karty postaci (robota i pojazdu) rozpisane ze statystykami podobnymi do Pathfindera, rasy i klasy postaci, rzucanie kością na wykonanie pomyślnego testu umiejętności, ataku i zadanych obrażeń. Awanse postaci dodają nowsze zdolności lub wyposażenie i broń.

    Opcja B - Bardziej ogólne informację o postaci, gracze koncentrują się na opisach i przemyśleniach, minimalna mechanika stosowana tylko przez MG w tle.

    Ogólnie to one-shot na około trzy lokacje z możliwością poprowadzenia większej kampanii jeśli będą chętni do dalszej gry.

    Czy byłby ktoś zainteresowany małą przygodą w świecie Transformers?

    Sondy

  • Powitania, pożegnania i powroty
    GrizzoG Grizzo

    Cześć, dziękuje za powitanie.
    Your feelings serve you well...

    Hydepark
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa