Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
Lord MelkorL

Lord Melkor

@Lord Melkor
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
97
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Stille Nacht
    Lord MelkorL Lord Melkor

    Zygrfyd czuł gniew i obrzydzenie do tego w co się przemienił, do tego co właśnie zrobił, wysysając resztkę życia z tego, którego nazywał bratem z zakonu. Zakonu, gdzie miał udowodnić swą wartość jako rycerz w bożej sprawie, nie stać się jakimś potworem. A ponieważ rozumiał że cokolwiek się z nim stało, uczynił mu to Deotheri to skierował sie więc prosto ku niemu. W pierwszym odruchu chciał nawet rzucić mu się do gardła ale coś, jakby głos w środku, go przed tym powstrzymał. Nie znał tego głosu.

    - Co mi uczyniłeś?! Nie prosiłem cię o to! - syknął znad odsłoniętych kłów.

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers

  • [V5] Przysługa
    Lord MelkorL Lord Melkor

    Cześć, lubię Wampira 5 edycję. Czy ta rekrutacja jest jeszcze aktywna, a jeśli tak, to mogę prosić o krótkie podsumowanie kogo mamy na pokładzie? Ja myśłałem o Ventrue albo Gangrelu wstępnie.

    Archiwum

  • Stille Nacht
    Lord MelkorL Lord Melkor

    text alternatywny

    Zygfryd nie miał czasu by przemyśleć słowa Deotheriego na temat "urągających warunków". Wciąć przenikał go głód, jakiego nigdy nie czuł i niczym zwierzę, a nie rycerz ze szlachetnego przecież rodu, wychłeptał cudowną ciecz z miski, a czerwone niczym ognie piekieł krople spływały po jego twarzy. Na szczęście nie mógł teraz sam zobaczyć swojego splugawionego oblicza.

    A potem Svajone została rzucona do jego stóp niczym zdobyczna branka. Którą właściwie była...chociaż czy ta tajemnicza poganka nie próbowała go ostrzec? Wraz z zaspokajaniem głodu w jego głowie pojawił się natłok myśli, ale nie był w stanie jeszcze tego zrozumieć, czym się właściwie stał?

    Ale na widok czołgającej się niewiasty głód powrócił i odmieniony Rohrbach doskoczył do niej, przyszpilając do ziemi ciężarem ciała. Coś krzyczało do niego żeby zaspokił pragnienie zupełnie i wbił się w jej szyję. To go przeraziło.....przecież przybył tutaj by nawracać pogan, dając im światło Prawdziwej Wiary.

    Nie! - wydał z siebie okrzyk i wytężył całą swoję wolę by puścić Svajone.

    - Nie chce jej krzywdzić, zabierz ją ode mnie! - zawył do rycerza służącemu Deotheriemu.

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers

  • Stille Nacht
    Lord MelkorL Lord Melkor

    "Pożyw się więc na nich". Skołowany Zygfryd nie mógł zrozumieć dlaczego przywódca Kawalerów Mieczowych, rycerzy służących Bożej sprawie, wydał taką plugawę komendę.... jak przez zalewającą go zewsząd czerwoną mgłę przypomniał sobie słowa Svajone: "Mogiły które chodzą nocami...." Czy Deotheri był jakimś demonem, który właśnie uczynił go podobnym sobie? Nie mógł jednak myśleć jasno, ten potworny głód uderzył go ponownie niczym rozrywający na strzępy huragan. Wciaż nie chcąc odebrać życia Svajone, skoczył ku jednemu ze swoich ciężko rannych braci, który chyba i tak dogorywał, tłumiąc uczucie palącego wstydu. Musiał zaspokoić głód żeby móc zrozumieć co się stało...nie spocznie póki Deotheri mu tego nie wyjaśni! Musiał mu odzielić odpowiedzi.

    Rozgrywka owod wampir mroczne wieki the night walkers

  • Przysługa
    Lord MelkorL Lord Melkor

    Jonas wszedł do lokalu ostrożnie, taksując otoczenie sokolim spojrzeniem. Jego wierna sowa latała w pobliżu na zewnątrz, czujna na zagrożenia i gotowa natychmiast go o nich zaalarmować. Jego napięte mięśnie nieco się rozluźniły, widząc w środku, oprócz samego Szeryfa, członków swojej Koterii jako jedynych Spokrewnionych. Na tyle na ile ich poznał, nie wydawali się tacy źli jak na pijących krew ludzi (w przeciwieństwie do niego) nieumarłych i mógł im zaufać...a przynajmniej taką miał nadzieję. Damien szybko zniknął, zostawiając wiadomość. Nie był to chyba dobry znak...

    Sam list też mu się nie spodobał. Mieli bawić się w ochroniarzy jakiś obcych, o których nic nie wiedzieli. Czemu Książe sam nie mógł się nimi zająć? Zostaną pewnie wpląteni w gierki Księcia i innych starszych, którym nie ufał i którzy chyba zapomnieli już jak to było być ludźmi. Ale chyba nie mieli już wyboru.....

    Poczciwy choć nieco ekscentryczny Bleinert poprawił mu nastrój swoim hojnym gestem. Uśmiechnął się więc nieco do niego, a potem do kelnerki, dokładając parę dolarów do napiwku. Czemu obsługa lokalu miała w jakikolwiek sposób cierpieć z powodu ich towarzystwa? Zdjął swoją sportową czapkę i udawał przez chwilę że pije kawę.

    • Chętnie do ciebie wpadnę Lara. Zmieszczę się w twoim aucie?- odparł Brujaszce. Widział że jest już nieco podenerwowana więc nie było sensu się z nią wspierać. On sam zresztą nie lubił gości w swoim mieszkaniu na poddaszu.
      Po drodze planował sobie przypomnieć co wiedział o osobnikach wskazanych we wiadomości od Księcia: Dawson, Grewal i Dżyngis?
    Rozgrywka

  • Przysługa
    Lord MelkorL Lord Melkor

    Jonas rozgłądał się po mieszkaniu Amandy. Taka tematyka naukowo-astronomiczna nie była do końca w jego stylu, ale wyglądałą ciekawie. Natomiast stół i jego możliwości - to robiło większe wrażenie. Naukowiec który został spokrewniony - to chyba nie byłe częste przypadki. Zdjął swojej adidasy i usiadł tak żeby mieć widok na okno, na wypadek gdyby pojawiła się w nim jego sowa, którą wiedzona mentalną więzią famulusa miała podąząć za samochodem, natomiast w razie gdyby się zgubiła miała wrócić do schronienia. Zawsze czuł się pewniej, mając koło siebie dodatkową parę oczu, szczególnie jej.

    Próbował przypomnieć sobie coś więcej na temat tej trójki wskazanej w liście od Księcia, niestety bezkutecznie. Dlatego też w milczeniu słuchał planów reszty. Słowa Vigo brzmiały bardzo racjonalnie jak na przedstawiciela Klanu uważanego za skaźonego szlaleństwem. Brendana jakoś mniej darzył sympatią - nie lubił jak wydawał mu obcesowe polecenia tym swoim zimnym tonem. Zbył milczeniem słowa Doktora ale zgodnie z prośbą Lary zajął się studiowaniem zawartości telefonów. Były one bardziej skomplikowane, niż te które pamiętał przez przeistoczeniem, na szczeście od czasu do czasu sam używał "komórki", dbając żeby na stałe nie była ona podłączona do sieci ani żeby nie było w niej karty SIM. Dotarły do niego plotki o łowcach i ich metodach.

    Kiedy Vigo przedstawił swój plan ukrycia gości Księcia, przekrzywił głowę na bok i uśmiechnał się do niego spod orlego nosa:

    • Dobry pomysł żeby ich ukryć w nieoczywistym miejscu...jeśli oczywiście będą chcieli współpracować.. najlepiej byłoby się jakoś dowiedzieć kto do nas przyjeżdza. Amando, może jacyś członkowie twojego Klanu byliby skłonii poplotkować?

    Następnie sporzał na Larę, która wydawała się niespokojna.

    • No tak, jak jesteście głodni powinniście się napić się, zanim udamy się do tej Szachrajni. Mam nadzieję, że uda nam się rozwiązać sprawę bez przemocy ale nie wiemy co się wydarzy. Tylko uważajmy żeby nie narobić bałaganu, co nie? - Nie chciał się wgłębiać w szczegóły żywienia swoich towarzyszy. On sam od dawna unikał picia z ludzi, ale oni z tego co wiedział, nie. Miał tylko nadzieję, że nikogo przy tym zanadto nie krzywdzą.
    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa