Joachim skłonił się przed przywódcą zwierzoludzi, kiedy wraz z Darcy przyszli się pożegnać:
- Potężny Wodzu, dziękujemy za twoją gościnę, mam nadzieję, że ja i moi bracia i siostry z naszego Zboru będziemy mieli okazję się odwdzięczyć. Czy masz może jakiś wrogów przeciwko którym moglibyśmy cię wesprzeć lub coś, czego potrzebujesz spośród ludzkiej cywilizacji?
Mag musiał poczekać aż blondynka w biało-niebieskiej sukni przetłumaczy jego słowa dla wodza zwierzoludzi. Ten stał przed nimi i obserwował ich oboje swoimi zwierzęcymi oczami. Węszył nozdrzami i strzygł uszami, przez co wydawał się jeszcze bardziej odmienny ludziom niż Gnak i jego banda. Darcy zaś mówiła ich dziwnym językiem który nawet w jej ładnych ustach brzmiał dziwnie i niezrozumiale. Gdy skończyła Gormul prychnął. Chyba się zastanawiał chwilę bo świdrował najpierw ją ale na dłużej wwiercił swoje ślepia w Joachima. Obserwowało tą scenę kilku jego wojowników stojących lub siedzących w pobliżu. Była barmanka stała pokornie okazując mu posłuszeństwo. Zaś wódz w końcu prychnął i powiedział coś po swojemu. Chyba nawet coś go rozbawiło. Darcy poczekała aż skończy zanim zaczęła tłumaczyć nowemu znajomemu jego słowa. Bo ten powiedział conajmniej kilka zdań co z kolei sprawiło, że jego wojownicy zaczęli się rechotać.
- Hmm… Powiedzmy, że nasz wódz nie ma zbyt wielkiego mniemania o ludziach. Zwłaszcza jako łowcach i wojownikach. - Blondynka rzekła z lekkim usmiechem jakby mocno skróciła i ugrzeczniła odpowiedź herszta gorów. - Mówi, że możemy odejść. Chyba nie wierzy, że możesz mu jakoś pomóc. W polowaniu czy walce. Sam jesteś, tylko z twoim sługą, nie masz broni ani wojowników. - Tłumaczyła jaki jest punkt widzenia kopytnych. Jeśli tak było to Joachim z Ghunterem rzeczywiście prezentowali się dość mizernie na tle kilkunastu wojowników Gormula. Ale korzystając z tego, że herszt coś jeszcze mówił do nich blondynka dorzuciła tonem dobrej rady, już chyba raczej od siebie. Jakby chciała podpowiedzieć i pomóc Joachimowi zrobić nieco lepsze wrażenie na pożegnanie.
- Samice lubią. Chędożenie ludzkich samic zawsze im się podoba. Jak jakaś dorwą na trakcie czy w wiosce to jej nie przepuszczą jak wpadnie żywa w ich łapy. I wino czy piwo. Bo tu w lesie z tym nie tak dobrze. A chłopcy lubią sobie popić. No i broń albo pancerze. Bo tu z kuźniami też ciężko. To dobry topór czy kolczuga to cenne są. A jak widzisz chłopcy są trochę mało wymiarowi i nie wszystko co zedrą z ludzi im pasuje. - Podpowiedziała mu co jeszcze mógłby zaproponować Gormulowi jeśli chciałby być dobrze zapamiętany.
- Ale teraz Gormul najbardziej by się ucieszył z tej niebieskiej co mu się śniła. A jak szła w stronę waszego miasta to może nadal tam jest. Jakbyś z nią wrócił no to by było coś. - Rzuciła jeszcze ale urwała bo wódz akurat przestał żartować z kamratami i znów skierował uwagę na ich dwójkę.
- Dziękuje, możesz przekazać że możliwe że sprowadzimy tutaj kobiety chętne do igraszek z wojami Gormula. Nie zapomnimy o okazanej nam przyjaźni - Joachim spróbował odpowiedzieć najbardziej dyplomatycznie jak to było możliwe. Reakcja Gormula była i tak bardziej przyjazna niż się spodziewał po takim dzikim przywódcy. Dobrze to wróżyło potencjalnej współpracy w przyszłości.
Magister znów musiał poczekać na wymianę zdań w obcym dla siebie języku. Tym razem najpierw stojąca obok niego blondynka mówiła. Jeszcze nie całkiem skończyła a już słychać było chrapliwy śmiech zwierzludzi. Aż ciarki od niego przechodziły po plecach. To był złośliwy rechot jaki nie wróżył niczego dobrego. Ale jednak ta dzika nacja jakoś na razie nie wykonywała przeciwko niemu żadnych agresywnych ruchów. Potem Gormul zaczął odpowiadać swoim dzikim ale władczym głosem. A jego wojownicy kiwali swoimi zwierzęcymi łbami. Zresztą Darcy też, tylko wolniej. W końcu zwróciła się do swojego ludzkiego sąsiada.
- No jak widzisz chłopcy się ucieszyli z tego chędożenia ludzkich samic. Lepiej abyś je przyprowadził bo inaczej wychędożą ciebie. - Powiedziała mu rozbawionym tonem klepiąc go przy tym przyjaźnie po ramieniu.
- Postaram się… odparł astromanta, z miniejszym już nieco entuzjazmem. Chyba nie będzie się aż tak spieszył do kolejnego spotkania, chociaż jeśli uda mu się sprowadzić odpowiednie i chętne towarzystwo dla tych zwierzoludzi to na pewno mógłby z tego odnieść korzyść....
Rozmowy w drodze do miasta
- Darcy, może nie męcz już tak naszej biednej Marlene, jej chyba nie jest łatwo po tak dużej zmianie którą ja przeżyła - westchnął Joachim, zmęczony już nieco znęcaniem się przez nowo poznaną kultystkę nad nowo przeistoczoną mutantką.
- Lecz Darcy ma właściwie rację - czarodziej zwrócił się do Marlene - zostałaś dotknięta mocą czystego Chaosu, i teraz już los ten nie może się odwrócić. Możesz odrzucić to błogosławieństwo ku swojej zgubie, lub przyjąć je. Wtedy nasz Zbór ci pomoże, nie będziesz sama z tym wszystkim. Pośród nas jest wielu takich jak ty i wszyscy znaleźli swoje miejsce. A ty Darcy jak znalazłaś właściwą drogę? Długo byłaś w plemieniu zwierzoludzi? - Postanowił nieco dowiedzieć się więcej o tej wygadanej kultystce.
- Odrzucić? Myślisz, że to możliwe? Pozbyć się tego? - Marlene spojrzała na maga z nagłym przypływem nadziei. Słysząc to blondynka roześmiała się złośliwie.
- Nie idiotko. Przecież ci to wrosło w ciało. Co zrobisz? Odkroisz sobie połowę głowy? - Szydziła z niej jakby sprawiało jej to przyjemność. To spowodowało, że odmieniona kelnerka zrobiła minę jakby się zaraz miała rozpłakać. A kochanka zwierzoludzi przestała na nią zwracać uwagę.
- A ja byłam z nimi od dziecka. Moja matka chodziła do lasu się z nimi chędożyć. Szkoda, że nie urodziłam się z kopytami. Byłoby mi łatwiej z plemieniu. Niestety widocznie jestem od któregoś z ludzkich ojców mojej matki. A potem jak podrosłam to też zaczęłam chodzić do lasu aby się z nimi chędożyć. W końcu przeniosłam się do nich na stałe. Teraz jestem częścią ich plemienia. Robię za przynętę podczas napadów. Albo chodzę po wioskach i obozach aby się rozejrzeć gdzie by można napaść. - Darcy przyznała to bez najmniejszego zająknięcia. Zupełnie jakby odczuwała się bardziej zżyta z tym plemieniem zwierzoludzi niż z ludzką rasą.
- A co to za zbór co mówisz? To jest was więcej? Ale ta wężowa milady też tam jest? - Sama zaciekawiła się jak może wyglądać reszta kultystycznej rodziny nowego znajomego.
- Jest nas wielu i jesteśmy różnorodni, wężowa lady przewodzi dziewczynom lubiącym cielesne rozkosze w tym nawet ze zwierzoludźmi, myślę, że przypadniesz im do gustu. - Joachim z ciekawością przyglądał się Darcy, kobieta która nie była z cywilizacji, lecz wychowana pośród zwierzoludzi, brzmiało to interesująco.
- Ale są też wojownicy którym bliski jest Pan Krwi, uczeni tacy jak ja. No i wielu ma też bardziej lub mniej widoczne oznaki błogosławieństw, tak jak teraz Marlene…mamy np. kobietę, która ma kopyta zamiast stóp…tacy jak ona muszą się ukrywać ale wiemy jak ochronić naszych - Joachim starał się dać Marlene trochę nadziei, że może jej los nie będzie wcale taki zły, choć od mutacji przecież nie ma odwrotu.
- O, to są i dziewczyny? I spółkują ze zwierzoludźmi? O, to bardzo chętnie je poznam. - Darcy ucieszyła się z tych wieści. Zwłaszcza o innych nowych koleżankach jakie miały upodobania podobne do niej. - I jedna ma kopyta? To jak zwierzoludzie. Ciekawe jaka jest. - Blondynka wydawała się podekscytowana taką barwną gromadką jaka czekała na nią w mieście.
- Ale to nic się nie da zrobić? I nie wydacie mnie władzom? - Marlene odwrotnie, wydawała się wciąż przygnieciona tragedią swojej przemiany. A dokuczenie Darcy tylko ją spacyfikowało jeszcze bardziej. Teraz skorzystała z okazji aby o coś zapytać nowego znajomego. Joachim wiedział, że ogólnie to cofanie mutacji teoretycznie jest możliwe. Albo jakimś konkretnym magicznym rytuałem albo cudowną modlitwą kapłana. Jednak zdarzało się to bardzo rzadko i w zborze raczej nie robili dotąd nic takiego. Zwłaszcza, że mutacje uważano za błogosławieństwa.
Magister zdecydowanie nie chciał podsycać nadziei Marlene, że może na powrót stać się taka jak wcześniej, zanim dotknęła jej moc Pana Przemian. Musiała zrozumieć, że przyłączenie się do Zboru to jej jedyna szansa na przetrwanie.
- Twojego stanu nie da się odmienić na powrót. - westchnął Joachim, kładąc dłoń na ramieniu Marlene w uspokajającym geście.
- Ale oczywiście, że cię nie wydamy. Będziemy cię chronić i otoczymy opieką, będziesz miała wiele czasu żeby się dostosować do nowej sytuacji. Ale mam nadzieję, że odnajdziesz się pośród nas.
- A co tu chcesz zmieniać? Nie bądź głupia. To twoja szansa. Jedne drzwi się dla ciebie zamknął ale inne otworzą. Zwierzoludzie mniej poniżają i mordują odmieńców niż zwykłych ludzi. A jak masz trochę oleju w głowie to rozłożysz przed nimi nogi. Jak jeszcze wydasz im na świat jakieś koźlątka to zyskasz sobie miejsce wśród nich. Żaden szlachciur czy gruby kupiec nie będzie cię obmacywał za komodą. Powinnaś się cieszyć a nie tu się mazgaisz. - Darcy wróciła do swojego pełnego wyższości tonu względem świeżej mutantki. Wydawała się gardzić jej słabością. Zupełnie jakby uważała, że miejsce kobiety jest wśród stada zwierzoludzi.
- To nie wydacie mnie? To dobrze. To ja bym chciała z wami zostać. - Wydukała z siebie Marlene. Widać było, że jak zwykle ostatnio, blondynce udało się ją przytłoczyć i czarnowłosa znów czuła się niepewnie.
- Zobaczysz będzie dobrze, odnajdziesz pośród nas nowy dom - Joachim podtrzymał nadzieję, która zaczęła się iskrzyć w Marlene, chcąc nieco zrównoważyć pogardę Darcy. Miał zamiast zamienić z nią słówko później, żeby tak nie dokuczała Marlene.
Rozmowa z Burgund i Łasicą
- Cieszę się że wam się dzisiaj poszczęściło - uśmiechnął się Joachim - i chętnie wypije za to i za nowych rekrutów do naszego Zboru. - ściszył głos i rozejrzał czy w pobliżu nie ma kogoś kto mógłby ich podsłuchiwać.
- Właśnie odnalazłem dwie kobiety, które mogłyby się do nas przyłączyć, czekają pod miastem. Jedna z nich spółkowała dobrowolnie ze zwierzoludźmi a druga została na moich oczach przemieniona. Niestety jej mutacje są dość widoczne, więc pomyślałem że przyda się pomoc w przemycenia jej do miasta.
Jego słowa wywołały poruszenie wśród duetu łotrzyc. Zbystrzały i rozejrzały się dookoła czy aby nikt ich nie podsłuchuje. Szybko jednak podjęły ten ciekawy temat.
- Dwie kobiety? I jedna spółkowała ze zwierzoludźmi? Z Gnakiem może? A ładne jakieś? - Burgund zapytała pierwsza ale widać było, że i jej kamratka także jest tym żywo zainteresowana.
- A ta przemieniona to widać to? Mocno? Jakby narzucić na nią habit, płaszcz, kaptur to by dało się to zakryć? Gdzie ona ma te mutacje? - Łasica chciała uściślić na czym polega sromota Marlene aby wiedzieć jak mogą temu zaradzić. Joachim szedł obok kelnerki od obozu zwierzoludzi to zdawał sobie sprawę, że luźne ubranie to już teraz miała na sobie i na pierwszu rzut oka zakrywało jej mutacje. W końcu żaden z mijanych chłopów czy podróżnych nie zorientował się, że mija mutantkę. Z drugiej jakby któryś ze strażników przyjrzał się dokładniej czy z bliska, mógłby wychwycić dziwną wypukłość krótkiego rogu jaki odznaczał się na kapturze. Albo nawet dla zasady kazać jej ściągnąć ten kaptur.
-Z Gnakiem nie, ale z innym plemieniem, które odkryłem podczas mojej podróży - Joachim odparł z lekkim uśmiechem, zadowolony że otworzył przez swoimi sojuszniczkami nowe możliwości - ich wódz wydaje się być otwarty na współpracę, śnił też o jakieś niebieskiej kobiecie, ciekawe czy natrafimy na nią?
- A co do Marlene, jak będzie sczelnie okryta to nie, ale ma narośla, których kształt ktoś może zauważyć nawet pod kapturem. Dlatego musimy być bardzo ostroźni wprowadzając ją do miasta, znacie jakieś sposoby inne niż głowna brama?
- Spotkałeś inne plemię niż Gnaka? - Burgund zdziwiła się i obie popatrzyły na siebie. Chwilę to trawiły nim burgundowłosa wzruszyła ramionami. - No tak, przecież w tych lasach jest pełno zwierzoludzi, orków, goblinów i innych takich. - Uznała, że tak całościowo to nie jest aż tak dziwne, że kolega spotkał innych zwierzoludzi niż tych z jakimi ostatnio się zadawali przy Zachodnich Kamieniach.
- No to dobrze, że wyszedłeś z tego spotkania cało. I może faktycznie jakoś uda się z nimi dogadać. Kto wie? Trzeba by Starszemu powiedzieć. - Łasica też wydawała się uznawać to spotkanie za korzystne, zwłaszcza na przyszłość. - A ta Marlene to ta przemieniona? Narośla ma? Hmm… - Niebieskowłosa zastanowiła się chwilę nad tym jak przemycić mutantkę do miasta.
- Można by odwrócić uwagę strażnikow. - Zaproponowała Burgund wymownie poprawiając swój ładny i jędrny dekolt. Obie zaśmiały się z rozbawienia. - Chyba, że się jakiś nadgorliwiec trafi. - Przyznała, że ten plan niesie ze sobą pewne ryzyko.
- Albo łodzią. Musiałbyś ją wyprowadzić poza miasto na plażę. Mogłybyśmy pożyczyć łódź, popłynąć tam i was zabrać do miasta. - Łasica podpowiedziała inną metodę przemytu do miasta. - Ale to trochę zajmie. Bo trzeba skołować łódź no i potem wypłynąć z portu na plażę. - Ostrzegła, że jest to dłuższa metoda. - Jest jeszcze ten pierścień od Mergi. Ale to Starszy go ma. Musiałabym pójść do niego a nie wiem czy będzie. Ten pierścień zmienia wygląd to powinien zakryć jej mutacje. Chyba. Jak Lilly go przymierzała to miała normalne nogi i piczkę. - Łotrzycy przyszedł jeszcze jeden plan ale tutaj nie była pewna czy udałoby się zdobyć ten pierścień w jakimś sensownym czasie.
- Hmm…nie wiem ile czasu mamy, ktoś się może natknąć ma Marlene…. znasz jakąś łodź którą można by szybko zdobyć? Ja mogę poszukać tego rybaka, z którym kiedyś polowałem na syrenę.
- A jeśli chodzi o plemię zwierzoludzi, przewodzi nimi Gormul, bardziej wojowniczy typ, ale igraszki z ludzkimi kobietami też go interesują - dodał z cieniem uśmiechu. - Poza tym śnił o jakieś niebieskiej kobiecie, która podąża w naszą stronę, wiecie coś o tym?
- Niebieskiej kobiecie? - Łasica powtórzyła ostatnie pytanie i posłała pytające spojrzenie swojej kamratce. Ta jednak wzruszyła ramionami. - Trochę mało. Niebieska znaczy co? Niebieska skóra? Jakaś odmieniec? Niebieskie włosy? Ubranie? - Łotrzyca podkreśliła, że przydałby się dokładniejszy rysopis poszukiwanej.
- I lubią figlować z kobietami? O, no to może się dogadamy. Odette to już przebiera nóżkami tak się nie może doczekać tej orgii z Gnakiem i jego plemieniem. Ale jakby się trafiło nowe stado to można by się z nim zapoznać tak jak z Gnakiem. - Burgund pozwoliła sobie zażartować z żądz jakie targały teatralną diwą. Ale sama była przychylnie nastawiona do pomysłu zawarcia znajomości z nowym stadem zwierzoludzi.
- A z łodzią to się nie martw. Co ty myślisz, że portowe dziewczyny wiosłować nie umieją? - Łasica pokiwała głową do słów koleżanki ale sama pacnęła dłonią w ramię kolegi. Wyglądało na to, że same zamierzają popłynąć tą łodzią.
- Może lepiej jak ja z wami popłynę? Darcy i Marlene was nie znają, chociaż wspomniałem im co nieco… - zastanawiał się Joachim.
- I coś ciekawego działo się jeszcze w mieście pod moją nieobecność. Jak tam nasze plany infiltracji Akademii? - dodał.
- No pewnie! - Zawołała Łasica. - Dostałyśmy tą robotę. Modelek na galiony. Więc na lekcjach rysunku możemy legalnie stać albo siedzieć z gołymi cyckami! - Ucieszyła się łotrzyca.
- No i ile tam jest kadetów! I nawet parę ciekawych kadetek. I już jedną panią profesor widziałam na korytarzu. Obiecująca. I w sekretaricaie jest jedna ładna. To się zapowiada dużo ciekawiej niż wtedy w świątyni co musiałyśmy te skruszone ladacznice udawać. Co za nuda. A tu to może nawet coś ciekawego z tego wyjdzie. - Burgund uzupełniła wypowiedź kamratki ale obie wydawały się cieszyć jak dwie lisice u progu bogatego w tłuste sztuki kurnika.
- A potem to się zobaczy. Najpierw będziemy musiały się tam zabawić i rozejrzeć. Bo raczej nas nie zaprowadzą do tych lochów co mówiłeś, że jest ta skrzynia. No to zobaczymy. Dobra ale jak mamy skołować tą łódź to trzeba się zbierać. Jak chcesz to możesz płynąć z nami. Powiosłujesz. A potem my zaczekamy na ciebie przy brzegu a ty idź po te nowe ladacznice. Zobaczymy co to za jedne. - Łotrzyca była dobrej myśli jeśli chodzi o początek infiltracji Akademii jednak na razie wolała się skupić na obecnych planach. Zwłaszcza jak to oznaczał, że trzeba będzie się ruszyć i przejść gdzieś do portu aby zdobyć w jakiś sposób łódź o jakiej rozmawiali.
Joachim skinął głową przyjmując zapewnienie, że plany co do Akademii jakoś szły do przodu, chociaż nie tak szybko jakby chciał……
- No to ruszajmy, mam nadzieję, że Darcy przypadnie wam do gustu…
Po zajęciu się sprawą bezpiecznego sprowadzenia Marlene i Darcy, Joachim planował spotkać się z Tobiasem i pozostałymi, którzy podążali ścieżką jego patrona żeby omówić status ich planów w zakresie zdobycia dziedzictwa ukrytego na bagnach. Następnie planował też zdać raport Starszemu na temat nowych sojuszników (jeśli go znajdzie) oraz zacząć w zaciszu swojej pracowni badania nad demoniczną figurką.