Stille Nacht
-
Deotheri gestem ręki odprawił swojego rozmówcę by stanąć oko w oko z Zygfrydem.
- Dziecię. - odezwał się spokojnym głosem - To wszystko stało się zbyt szybko i nieoczekiwanie. Nie planowałem tego tak. Na pewno nie teraz. - z tonu mężczyzny dało się wyłapać podźwięk prawdziwego żalu na sytuację - Ale innego sposobu nie było. Albo teraz, albo nigdy.
Zirytowanemu Zygfrydowi głos Detheriego wydał się w pewnym sensie przyjemny i taki... troskliwy? Ojcowski prawie. Mimo złości nie potrafił w sobie wytworzyć furii na dowódcę. Irytacja była nawet ciężka do utrzymania.
- Wszystko ci wytłumaczę, nie pozostaniesz bez wiedzy o tym co się stało i jak teraz będzie wyglądać twoje istnienie. Rozumiem, że jesteś skołowany. Rozumiem, że masz wiele pytań, ale muszą one poczekać do jutrzejszej nocy w obozie.Zygfryd zobaczył, że wciąż żywi przyboczni Deotheriego zbierają się do powrotu.
- Nadciąga świt, Zygfrydzie. -
Zygfryd słuchał kojącego głosu Deotheriego w milczeniu. Nie rozumiał....gdzie się podział czerwony gniew który przed chwilą odczuwał?
W końcu skinął głową lekko i niepewnie, bezradny niczym zagubione dziecko, już nie dumny rycerz zakonny
- Dobrze...wracajmy więc do obozu. Czy ponieśliśmy tutaj klęskę? - spojrzał się dookoła po zmasakrowanych ciałach.
Zastanawial się jakie znaczenie miał teraz wynik tego starcia. Czy była ta walka sług bożych z pogańskim pomiotem, czy coś jeszcze, biorąc pod uwagę czym on się stał i kim mógł być Deotheri? Ale jego przywódca miał rację, musieli wracać... -
- Próbowaliśmy ugryźć za dużo niż powinniśmy. - w głosie Deotheriego była ukryta irytacja lecz na siebie samego - Nie zobaczyłem w porę ostrzeżeń, nie zrozumiałem... Bitwa nie tyle co została przegrana, co ponieśliśmy straty lecz udało się zapobiec całkowitej klęsce.
Słowa dowódcy mogły brzmieć dziwnie, jako że wokół leżeli martwi towarzysze broni, a przyboczni Deotheriego by być pewnymi przebijali każdemu leżącemu gardło.
- Czy zależy ci na tej pogance? - odezwał się do Zygfryda - Czy widzisz dla niej zastosowanie w przyszłości?
-
Zygfryd rozejrzał się dookoła zamglonym spojrzeniem, słowa Deotheriego były dla niego kojące ale to co się działo dookoła nie miało sensu.
-Svajone? - rozejrzał się za nią. Nie, nie zasłużyła na śmierć, wiele wycierpiała a przecież próbowała mu pomóc.
-Próbowała ostrzec mnie przed zasadzką choć ma wszelkie powody by nienawidzić nasz Zakon.. myślę że możemy się od niej czegoś więcej dowiedzieć. I jakbyśmy chcieli rozmawiać z miejscowymi to przyda się nam ktoś kto zna ich język i zwyczaje...-z jego ust powoli wylewały się słowa kiedy zwrócił spojrzenie z powrotem ku Deotheriemu. -
Deotheri skinął powoli głową i odwrócił się w stronę wciąż zamrożonej strachem Svajone, która nie próbowała nawet wykonać najmniejszego ruchu z miejsca, w jakim została pozostawiona.
- Podążasz za nami, trzymaj się blisko Zygfryda. Jemu życie zawdzięczasz.Następnie uniósł głos i władczo wydał rozkaz odejścia z powrotem do obozu.
Zygfryd zobaczył jak poganka zbliżyła się do niego mimo strachu malującego się na twarzy. Szeptała pod nosem jakąś modlitwę, pewnie do któregoś ze swoich bożków, a gdy znalazła się po boku młodego Rohrbacha usłyszał on wypowiedziane szeptem przeprosiny skierowane w jego stronę...
-
Zygryd skupił wciąć zamglone czerwoną mgłą spojrzenie na Svajone. Dlaczego Deotheri w pierwszym odruchu chciał ją zabić, przecież nie okazała się ich wrogiem? Chociaż pamiętał jak wielki wysiłek kosztowało go powstrzymanie się przed przegryzieniem jej szyi....
- Nie masz za co przepraszać, przecież próbowałaś mnie ostrzec, prawda? Wiedziełaś, kim naprawdę jest Deotheri i kim sa nasi przeciwnicy. - Starał się mówić spokojnie, nie dopuszczająć do głosu tego potwora, który przed chwilą zmusił go do picia krwi swoich braci w Zakonie. -
- Przepraszam... - wyszeptała głosem zawierającym nuty strachu - ...bo nie udało mi się cię przed tym ochronić. Tyś, co w podziemiach być powinieneś ze zmarłymi... A będziesz po ziemi chodził w nocy i dnia nie zaznasz...
-
Zygfryd zmarszczył czoło, trawiąc te ponure słowa:
-Czyli powinieniem był umrzeć a tak się nie stało...skąd tyle wiesz o tym wszystkim? Władcy tych ziem są tacy jak Deotheri....i teraz ja?
-Ale gdybym umarł, nikt nie powstrzymał by Deotheriego przed straceniem cię. -
- Władcy tych ziem... Chronią te ziemie i ludzi na nich żyjących, ale tak... oni też kroczą tylko po nocach... I są... - spuściła głowę - Widziałeś te bestie. To ich twory. Duchy... też są im posłuszne.
-
Zygfryd przysłuchiwał się słowom niewiasty, choć w głowie wciąż miał mętlik. Jednak jej słowa pozwoliły mu skupić się na czymś innym niż na jego budzącym grozę stanie.
-Chronią? Chcecie być chronieni przez takie istoty? - Kątem oka spojrzał czy dochodzą już do obozu. Dlaczego tak ważne było żeby wrócili przed świtem?
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się