Maksymilian Kruk

Maksymilian klął pod nosem, ale dłonie pracowały automatycznie, z precyzją wyrobioną przez tysiące zjazdów. Komunikat kierownika był lakoniczny i nerwowy, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego w "Darpolu".
"Pewnie znowu jakieś VIP-owskie spotkanie 'wszystkie ręce na pokład', które można by załatwić głupim mailem... Jeszcze tylko trzy miesiące tego gówna” — powtarzał sobie w myślach, jak mantrę. Trzy miesiące znoszenia korporacyjnego betonu i skrobania ptasich wnętrzności. Trzy miesiące, żeby domknąć budżet, rzucić tę robotę w pizdziec i kupić bilet w jedną stronę. Patagonia. Surowe góry, zimny wiatr, żadnych biurowców, żadnych durniów w garniturach, żadnych zmartwień. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem.
Gdy wszedł przez techniczne okno do środka, słyszał już trzaskający radiowęzeł. Komunikat o kwarantannie i wezwaniu do lobby zalał go falą cynicznego znużenia. Kiedy jednak zobaczył policję oklejającą szyby na parterze taśmą i Administratora Borkowskiego wchodzącego na improwizowane podwyższenie, instynkt z dawnych lat — ten, który tak starannie ukrywał przed kolegami z pracy — zaczął cicho brzęczeć w głowie.
Maks stanął z tyłu tłumu, niepozorny w swojej brudnej, roboczej kurtce, z narzędziami wciąż wciśniętym w pętlę przy pasku. Słuchał gładkich, korporacyjnych zapewnień Borkowskiego o "prewencji" i "standardowych procedurach". Patrzył na zdenerwowane twarze innych pracowników, na nerwowe reakcje ochrony. Kątem oka zauważył faceta w roboczym uniformie z torbą narzędziową przy nodze. Znał go z widzenia – Karol, technik. Maks usłyszał, jak tamten wymienia uwagi ze stojącym obok korposzczurem o zaklejaniu wyjść. Maksymilian kiwnął tylko minimalnie głową, sam do siebie. Przynajmniej ktoś tu jeszcze myślał racjonalnie
Z zamyślenia wyrwał go spokojny, kobiecy głos. Przeniósł wzrok na elegancką blondynkę z HR-u, która właśnie z zaczęła pacyfikować nastroje tłumu. Mówiła cicho, ale z taką pewnością siebie, że ludzie faktycznie zaczęli jej słuchać. Choć jego wzrok skupił się na jednej osobie, która jej akurat nie słuchała, ratownika medycznego z czerwoną torbą, który przed chwilą nerwowo szarpał za zablokowane drzwi wyjściowe. Facet wyglądał, jakby nie spał od tygodnia
Maks obserwował, jak medyk przepycha się przez tłum, podchodzi prosto do Karola i pyta o obieg powietrza w wentylacji. Jeśli facet z karetki pytał o wentylację, to nie szukali tu podłożonej bomby. Szukali czegoś, czym oddychali... odruchowo nasunął wyżej na szyję wojskowy komin termoaktywny, gotów naciągnąć go na twarz w ułamku sekundy. Maksymilian nie miał w zwyczaju wtrącać się w cudze rozmowy. Zazwyczaj wolał trzymać się z boku i obserwować, ale pytanie rzucone przez ratownika medycznego zmartwiło go. Przez ułamek sekundy miał ochotę do nich podejść. Znał ten budynek od zewnątrz, wiedział, gdzie są wyrzutnie na dachu i jak biegną ciągi techniczne, ale jego instynkt ten który przez tak długi czas był skryty w zakamarkach jego jaźni powoli się budził i brzęczał
Nie wykonuj gwałtownych ruchów. Najpierw rozeznanie.
"Zablokowali cały cholerny biurowiec w kilkanaście minut. Ktoś na pewno nagrał coś z zewnątrz, zanim odcięli sygnał, albo napisał, co się dzieje na mieście" - pomyślał. Zaczął metodycznie scrollować lokalne portale informacyjne, Telegrama i X (Twittera), wpisując w wyszukiwarkę krótkie hasła: Domaniewska, Darpol, kwarantanna, policja, ewakuacja Warszawa. Służby rzadko działały tak szybko bez przecieków. Ktoś na zewnątrz musiał nagrać kordon z okna sąsiedniego biurowca, ktoś musiał rzucić plotkę w eter. Zanim podejmie decyzję, czy otwierać szyby techniczne, dogadywać się z Karolem i Michałem, czy ewakuować się po zewnętrznej elewacji, musiał zebrać twarde dane.