Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
MilobM

Milob

@Milob
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
12
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    Maksymilian „Maks” Kruk

    token_1.png

    Maksymilian ocenił sytuację w ułamku sekundy. Tłum gęstniał, a napięcie między zdesperowanymi pracownikami a rządową obstawą osiągnęło masę krytyczną. Groźba otwartego linczu ściągała wzrok absolutnie każdego pracownika bezpieczeństwa w lobby. Darpolowscy ochroniarze wręcz wkleili się w ściany, modląc się, by gniew tłumu nie zrykoszetował w ich stronę.

    Artur rzucił Maksowi krótkie spojrzenie i po prostu stanął z boku, wtapiając się w tło. Nie musiał otwierać ust.

    Maks ruszył. Płynnie, bezszelestnie, omijając linie wzroku. Wślizgnął się do otwartej stróżówki niczym cień. Wewnątrz pachniało tanim tytoniem i stresem. Strażnik, odwrócony tyłem do drzwi, stał przy oknie, zafascynowany eskalacją buntu. Maksymilian nawet na niego nie spojrzał. Miękkim krokiem zbliżył się do tablicy, bezbłędnie zlokalizował brelok z odpowiednim numerem pomieszczenia technicznego, zdjął go z haczyka i ułamek sekundy później był już z powrotem na korytarzu. Cała operacja zajęła mu mniej niż dziesięć sekund.

    Skinął krótko na Artura i natychmiast ruszyli w stronę klatek schodowych, zostawiając gotujące się lobby za sobą.

    Niestety, spowrotem u góry, oparty plecami o futrynę, stał ten sam poirytowany ochroniarz, z którym Artur użerał się wcześniej. Przewijał coś znudzony na ekranie telefonu, ale skutecznie blokował dostęp własnym ciałem.

    – Zwijamy się stąd – szepnął do kierownika, zapinając kieszeń, w której spoczywał skradziony klucz. – Ten facet to tylko człowiek. Do wieczora zmiękną mu nogi od opierania się o futrynę. Poczekamy do nocy, aż oświetlenie na korytarzach wejdzie w tryb awaryjny, a jego uwaga spadnie do zera. Wtedy tu wrócę, wejdę tam i wyniosę nasz szpej tak cicho, że facet nawet nie oderwie wzroku od ekranu telefonu. Cierpliwość, Artur. W tej chwili to nasza najsilniejsza karta.

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    Maksymilian „Maks” Kruk

    token_1.png

    - Odpuść, Artur

    Odezwał się, stając tuż obok swojego kierownika zmiany. Położył mu dłoń na ramieniu w geście uspokajającym.

    - Gość ma rację. Nie on wymyśla te durne zasady, tylko spanikowane zderzaki z zarządu. Szarpiąc się z nim, nie otworzysz tych drzwi, a jedyne co ugrasz, to dyscyplinarkę albo pałą po nerkach od prewencji, która kręci się na dole

    Kontynuował rzeczowo

    - Borkowski kazał pracować, bo mu w excelu słupki płaczą, ale prawda jest taka, że mamy płacone za gotowość. Skoro magazyn objęto zakazem, to mamy przymusowe postojowe. Chodź. Zrobimy tę kawę, a zarząd niech się martwi swoimi problemami.

    Artur zerknął na Maksymiliana.

    - A,to ty, Max...Miałeś gdzie spać? Ta...Kawa to dobry pomysł, dopóki jest.

    - W schowku z chemią gospodarczą i mopami

    Odparł krótko, wzruszając lekko ramionami.

    -Śmierdziało chlorem i najtańszym płynem do podłóg, ale przynajmniej miałem tam święty spokój i mogłem odciąć się od tego rozhisteryzowanego stada.

    Weszli do firmowej kuchni. Maks odruchowo przeskanował wzrokiem pomieszczenie, po czym podszedł do ekspresu. Znalazł dwa w miarę czyste kubki i uruchomił maszynę, oparł się biodrem o blat, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.

    -Skoro Borkowski sypie z rękawa durnymi poleceniami o powrocie do pracy i prewencyjnie blokuje sprzęt, to o co tu chodzi

    Zniżając głos, by brzmieć bardziej poufnie. — Jesteś wyżej na szczebelkach drabiny, Artur. Masz kontakt z innymi kierownikami. Szepczą coś po wewnętrznych kanałach? Obaj wiemy, że zwykła kwarantanna z powodu grypy z Niemiec nie tłumaczy tego cyrku. Na dole chłopaki w ołowianych piżamach stawiają jebany szpital polowy, a policja zmieniła maseczki na pełne filtry. Wiesz cokolwiek więcej o tym, z czym my tu tak naprawdę siedzimy zamknięci?

    -Właśnie, Maksymilianie, rzecz jest w tym, że wszyscy chuja wiedzą o tym co się tu dzieje. Nie dziwię się, że nam zablokowali sprzęt. Sam bym się chętnie stąd zmył przez okno. Odparł posępnie Artur.

    -Kiedy to całe szambo ostatecznie wybije, dobrze byłoby mieć pod ręką nasze liny i pełen szpej. Czysty wariant W. Nie oszukujmy się, Artur... goście w ołowianych piżamach nie rozstawiają na dole namiotów po to, żeby rozdawać nam witaminy, a ja nie ufam systemowi i naszym służbom w 100%. Co ty na to, żebyśmy jednak zorganizowali sobie ten dostęp do magazynu?

    -Dobry pomysł, tylko jak? Klucze zabezpieczone, rozróba z ochronią nie wchodzi w grę, a pieniędzmi raczej nikogo nie przekupisz. - Stwierdził Kierownik.

    Maks upił łyk kawy i odstawił kubek. Uśmiechnął się

    – Rozróby i łapówki daj spokój, Artur. Cieć z góry sam podał nam rozwiązanie na tacy. Klucze są w głównej stróżówce na parterze.

    Oparł dłonie o blat, zniżając głos do rzeczowego szeptu.

    – Zastanów się. Na dole jest teraz absolutny chaos. HAZMAT stawia śluzy, ludzie panikują, a ochrona sra w gacie, gapiąc się na wojskowy sprzęt. Stróżówka to w tej chwili najsłabsze ogniwo. Prawdopodobnie siedzi tam jeden przebodźcowany gość. Wystarczy chwila zamieszania w lobby, żebym wszedł, zgarnął właściwy klucz i wyszedł bez słowa. Wchodzisz w to?

    -Możemy spróbować. Chcesz tylko zabezpieczyć sprzęt, czy może od razu stąd nawiać? - Artur uśmiechnął się łobuzersko.

    -Zabezpieczyć sprzęt, żeby miec tak zwaną polisę ubezpieczeniową

    -Dobra. Jaki masz plan?

    – Prosto i bez fajerwerków. Ty będziesz moją zasłoną dymną – zaczął, opierając się przedramionami o blat. – Schodzimy na parter. W lobby jest teraz absolutny chaos przez te namioty i lekarzy, ale musimy mieć pewność, że cieć w stróżówce nie będzie gapił się na monitory ani na tablicę z kluczami.

    Maks uderzył lekko palcem w blat, akcentując swoją myśl.

    – Jako kierownik masz idealny pretekst. Uderzasz prosto do okienka i zaczynasz wiercić facetowi dziurę w brzuchu. Pytaj o procedury BHP na czas kwarantanny, żądaj papierów na piśmie, każ mu dzwonić do przełożonego itd. Bądź maksymalnie upierdliwy, zrób z siebie biurokratyczny wrzód na dupie. Masz skupić całą jego uwagę na sobie i odwrócić go plecami do drzwi zaplecza.

    Spojrzał Arturowi prosto w oczy, sprawdzając, czy ten nadąża.

    – Kiedy on będzie próbował cię spławić, ja wykorzystuję zamieszanie, wchodzę do stróżówki, ściągam z tablicy nasz klucz i wychodzę. Potem spotykamy się na górze. Otwieramy magazyn, zgarniamy dwustumetrową linę, uprzęże i szpej zjazdowy. Sprzęt zamelinujemy gdzieś, może w schowku z chemią. Od tego momentu mamy swoje prywatne wyjście awaryjne, o którym nie wie nikt na tym statku.

    Maks odstawił pusty kubek na blat i ruszył w stronę wyjścia.

    – Schodzę na dół – rzucił krótko przez ramię. – Jeśli w to wchodzisz, daj mi pięć minut przewagi, a potem uderzaj do stróżówki robić zamieszanie; ja w tym czasie zgarnę klucze. Lepiej nie idźmy tam razem, mniej będziemy rzucać się w oczy.

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    Maksymilian „Maks” Kruk

    token_1.png

    Wspinaczka przebiegła bez najmniejszych zakłóceń. Maksymilian pchnął ciężkie, stalowe drzwi prowadzące na dach. Ustąpiły gładko, witając go uderzeniem ostrego wiatru.

    Ma otwartej przestrzeni szum miasta w dole zlewał się z wyciem syren, ale tutaj, na samej górze, panował specyficzny, spokój, który zawsze pozwalał mu zebrać myśli. Podszedł do krawędzi, opierając dłonie o gruby, stalowy reling służący do asekuracji. Wychylił się, metodycznie skanując wzrokiem elewację i to, co działo się u podstawy wieżowca.

    Trasa zjazdu: Idealna linia po ślepej stronie biurowca, tuż nad zapleczem logistycznym. Gładka tafla szkła i aluminium, pozbawiona gzymsów czy wystających elementów klimatyzacji, które mogłyby przetrzeć oplot liny. Co najważniejsze, zjazd kończył się w wąskim, zacienionym przesmyku między rampą załadowczą a rzędem przemysłowych kontenerów na śmieci.

    Punkty kotwiczenia: Masywne, certyfikowane ringi stanowiskowe w stropodachu po zawietrznej stronie budynku.

    Sprzęt: Szybki rzut oka w dół i ocena pięter pozwoliły mu oszacować dystans. Miał do pokonania grubo ponad sto pięćdziesiąt metrów w linii prostej. Zwykła, stumetrowa lina robocza nie wystarczy. Musiał wydobyć z magazynu pełną, dwustumetrową szpulę, by zjechać na sam dół bez ryzykownych przepinek w powietrzu. Do tego pełna uprząż przemysłowa i parę innych drobiazgów

    Maksymilian cofnął się od krawędzi, a na jego twarzy wykwitł uśmiech. Miał to. Plan był, trasa czysta, co redukowało niemal wszystkie zmienne i ryzyko błędu do absolutnego minimum.

    „Kiedy to szambo wybije, ja po prostu stąd zjeżdżam” – pomyślał, rzucając ostatnie spojrzenie na rozciągającą się przed nim panoramę Warszawy.

    Zamknął i zabezpieczył za sobą drzwi, po czym ruszył z powrotem w dół klatki schodowej. Teraz musiał tylko zebrać niezauważynie odpowiedni szpej. Ruszył szybko w kierunku magazynku technicznego

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    token_1.png
    Maksymilian „Maks” Kruk

    Noc spędzona na stercie czystych mopów w schowku na szczotki miała tylko jedną zaletę: nikt mu nie przeszkadzał. Smród chemii gospodarczej, drażniący nozdrza przy każdym oddechu, skutecznie odstraszał innych szukających azylu. Jednak miejsce to nie było idealnym, więc maks obudził się cały połamany

    Kiedy przed ósmą usłyszał wycie syren, stał przy wielkim oknie na półpiętrze, z widokiem na główny plac przed biurowcem. Światła radiowozów malowały wnętrze budynku na niebiesko, ale to nie policja przykuła jego uwagę. To sylwetki, które wysypały się z ciężarówek. Zakład z Sebastianem o paczkę fajek właśnie chyba został oficjalnie przegrany

    „Ołowiane piżamy” – pomyślał, czując, jak mięśnie karku same mu się spinają.

    Z góry, z bezpiecznego dystansu, obserwował, jak ekipa w kombinezonach CBRN wkracza do środka i zaczyna rozstawiać śluzy dekontaminacyjne oraz foliowe tunele. To nie była kwarantanna. To była strefa zero. Gładkie słowa doktor Wójcik z megafonu o „prewencji” i „braku powodów do obaw” brzmiały w zestawieniu z tym widokiem jak kiepski, makabryczny żart. Skoro wnosili sprzęt medyczny na taką skalę, to znaczyło, że spodziewali się trupów albo masowych zakażeń.

    Maksymilian podszedł bliżej szyby, opierając o nią dłonie. Zmarszczył brwi, skanując wzrokiem przestrzeń na zewnątrz.

    Jeśli główne wyjścia są obstawione, to jedyna droga prowadzi w dół po elewacji.

    Oceniał rozstawienie sił na zewnątrz. Radiowozy blokowały główne dojazdy, ale tyły budynku, tam gdzie znajdowały się rampy rozładunkowe i ślepe zaułki, wydawały się słabiej oświetlone i mniej obstawione. To trzeba by było sprawdzić. Gdyby zdołał dostać się na dach lub do okna technicznego na jednym z wyższych pięter pod osłoną nocy, mógłby zjechać na pełnej prędkości po zewnętrznej szybie. Musiałby to zrobić cicho i bezbłędnie. Złapanie przez specjalsów w strefie skażenia oznaczało w najlepszym razie izolatkę na kilka tygodni, w najgorszym – kto wie.

    Odszedł od okna. Nadszedł czas na "wariant Z". W jego głowie już skrystalizował się plan: musiał niepostrzeżenie dostać się na piętro techniczne albo dach, by ocenić dostęp do elewacji.

    Bez wahania ruszył w stronę cichej, rzadko używanej klatki schodowej, gotowy na długą wspinaczkę.

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    Maksymilian „Maks” Kruk

    token_1.png

    Kolejka po darmowe jedzenie. Scena stara jak świat, niezależnie od tego, czy rozgrywa się pod namiotem Czerwonego Krzyża, czy na marmurach prestiżowego biurowca przy Domaniewskiej. Maksymilian stał w tłumie, starając się nie rzucać w oczy, i uważnie obserwował policjantów. Pełen rynsztunek, maski, rękawiczki, nerwowe ruchy. Nawet nie próbowali udawać, że panują nad sytuacją; po prostu chcieli zrzucić ten towar i zmyć się stąd jak najszybciej.

    Gdy nadeszła jego kolej, odebrał ciężką, foliową reklamówkę i butelkę wody. Odszedł na bok, opierając się o chłodny filar, i zajrzał do środka, spodziewając się wojskowych racji MRE albo chociaż puszek z mielonką.

    Zamiast tego w środku znalazł absurdalny zestaw wyciągnięty wprost z koszyka jakiegoś przypadkowego klienta w markecie: kostka masła, dwa jogurty naturalne, serek wiejski ,paczka paluszków słonych ,jedna, samotna mandarynka

    Maks wypuścił powietrze przez nos w cichym, ironicznym prychnięciu. Dział nabiału dostał rykoszetem ,pomyślał, ważąc w dłoni serek wiejski.

    Zwinął siatkę, postanawiając zjeść jogurty przy pierwszej nadarzającej się okazji. Miał właśnie ruszyć z powrotem w stronę klatki schodowej, gdy jego uwagę przykuł podniesiony, chamski rechot. Spojrzał w stronę kolejki. Jakiś typ przyciasnej koszuli właśnie bezczelnie wepchnął się przed Wiktorię – tę samą elegancką blondynkę z HR-u, która rano tak gładko spacyfikowała nastroje w lobby.

    Maksymilian nie znosił HR-u, korporacji i całej tej fasadowej kultury. Ale jeszcze bardziej nie znosił chaosu, braku dyscypliny i cwaniaków, którzy wykorzystywali stresującą sytuację, by wejść innym na głowę. W warunkach kryzysowych takie zachowanie było jak iskra rzucona na rozlane paliwo. Jeśli reszta stada zobaczy, że przepychanie się działa, za pięć minut z tej kolejki zostanie walcząca o soczki dżungla.

    Ruszył w ich stronę szybkim krokiem, gotowy chwycić faceta za fraki i uciąć ten kabaret u samego źródła.

    Zatrzymał się jednak w pół kroku.

    Wiktoria nie potrzebowała ratunku. Maks wycofał się z powrotem pod filar, skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i z fascynacją godną ornitologa obserwującego rzadkiego ptaka, słuchał, jak blondynka z HR-u rozbraja napuszonego grubasa.

    Niezła jest przyznał w myślach Maks, lekko unosząc brwi.

    Odpuścił interwencję. Skoro radziła sobie sama, nie było sensu zdradzać swoich możliwości ani zwracać na siebie uwagi. Otworzył jogurt i jedząc go metodycznie, obserwował kobietę dalej.

    Wyrzucił puste opakowanie po jogurcie do kosza. HR-ówa ewidentnie grała w swoją własną, przemyślaną grę, a w tym szklanym ulu stawała się właśnie najciekawszym punktem orientacyjnym. Była spostrzegawcza, opanowana i zbierała sojuszników. Maksymilian poprawił komin na szyi. Postanowił na razie trzymać się z boku, ale nie zamierzał spuszczać z niej wzroku. Jeśli ktoś w tym budynku miał plan, to najprawdopodobniej była to ona.

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    Maksymilian Kruk

    token_1.png

    Wypuścił siwą chmurę przez nos i spojrzał na Sebastiana z lekkim, niemal ironicznym uśmiechem.

    – Zombie? – parsknął cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową.

    – Za dużo filmów i gier, Seba. Zejdź na ziemię. Zgodzę się, że pewnie przywlekło się tu jakieś ostre choróbsko, może i to gówno z Niemiec, ale żywe trupy nie zaczną nam zaraz drapać w szyby. Nie rozśmieszaj mnie.

    Strzepnął popiół do stojącej obok metalowej popielniczki.

    – Ale zakład przyjmuję, darmową paczką nie pogardzę – powiedział, ściskając dłoń Sebastiana z uśmiechem, jakby przed chwilą usłyszał świetny żart.

    Przez chwilę palił w milczeniu, a jego umysł przestawił się na chłodną, pragmatyczną analizę przetrwania, której uczył się latami. Odrzucił na bok wizje z gier wideo Sebastiana, skupiając się na rzeczywistości.

    Wypuścił ostatnią smugę dymu i głośnym pstryknięciem zamknął zapalniczkę Zippo, po czym wsunął ją do kieszeni bojówek.

    – Skoro uwięzili nas w tej szklanej puszce, musimy znaleźć sensowną metę na przeczekanie -stwierdził rzeczowo, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Spojrzał twardo na Sebastiana.

    – Zapomnij o wyjściu o szesnastej i wieczorze na własnej kanapie z Netflixem. Trzeba działać, zanim inni się zorientują. Na razie jeszcze nie panikują tylko kręcą filmiki, nagrywają stories i traktują to jako coś śmiesznego, ale za kilka godzin dotrze do nich, że muszą gdzieś to przesiedzieć. A biurowe fotele to kiepskie prycze.

    Maksymilian starannie przygniótł niedopałek w metalowej popielniczce.

    – Wspomniałeś, że wolisz dwudzieste piąte piętro. Podpisuję się pod tym. Z góry mamy lepszy widok na ulicę, a poza tym... tam siedzą też technicy. Mają tam swoją kanciapę. O ile dobrze kojarzę, stoi tam stara, całkiem znośna kanapa. Najlepiej będzie, jak pójdziemy tam teraz i zaklepiemy sobie bazę, zanim reszta tego spanikowanego stada zacznie szukać wygodnego kąta. Zbieramy się.

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    139-rpgavatar-1778700749645.png

    Maksymilian Kruk

    Ekran poobijanego smartfona rzucał blade światło na zmęczoną twarz Maksymiliana. Wiadomości z grupy na Telegramie ładowały się z irytującym, rosnącym opóźnieniem. Zwalniający internet – odnotował w myślach z chłodnym pragmatyzmem. To był kolejny element układanki, który bardzo mu się nie podobał. Nagłe, twarde lockdowny biurowców w całym mieście bez żadnych wcześniejszych ostrzeżeń z ministerstwa. Żadnych gładkich konferencji w telewizji, tylko kordony policji i taśmy na drzwiach. Dla Maksa ten schemat działania wyglądał niepokojąco znajomo, choć wolałby o nim zapomnieć. Błyskawiczne odcięcie strategicznych obiektów, blokada przepływu informacji i narzucanie pełnej kontroli nad cywilami śmierdziały mu z daleka wprowadzeniem nieoficjalnego stanu wojennego, a może nawet wojskowym puczem. Ktoś na samej górze albo całkowicie stracił kontrolę nad sytuacją, albo właśnie próbował ją brutalnie przejąć.

    Zablokował ekran i wsunął telefon z powrotem do głębokiej kieszeni oliwkowych bojówek. Podniósł wzrok akurat w momencie, by odprowadzić spojrzeniem wsiadającą do windy grupkę. Elegancka blondynka z HR-u – Weronika? Wiktoria? Jakoś tak – a za nią wcisnęła się ta dwójka jedynych w miarę przytomnych gości: monter Karol i wymięty medyk Michał. Maks zmrużył oczy, gdy metalowe drzwi się zasunęły. Jazda zamkniętą puszką na dwudzieste piąte piętro w momencie, gdy nie wiadomo, co dokładnie krąży w wentylacji lub kto zaraz odetnie prąd, nie była według niego najbystrzejszym pomysłem pod słońcem, ale to był ich wybór. On zdecydowanie wolał zostać w pobliżu parteru.

    Z zamyślenia wyrwały go słowa Sebastiana. Gość miał rację. Stanie jak kołek w pustoszejącym lobby, gdy spięta ochrona już zaczynała nerwowo łypać na każdego, kto nie wracał grzecznie do swojego boksu, było proszeniem się o bezsensowny konflikt na samym starcie.

    – Palarnia to w sumie jedyne miejsce na tym piętrze, gdzie wyciąg musi wyrzucać syf bezpośrednio na zewnątrz, a nie tłoczyć go w główny obieg – mruknął cicho Maksymilian do Sebastiana

    Ruszył za Sebastianem w stronę strefy dla palących. Choć na co dzień dbał o siebie, miał jedną słabość. Stary, parszywy nawyk, który złapał lata temu w wojsku, siedząc godzinami na zimnych, deszczowych patrolach, i który z uporem maniaka z nim został. Ale potrzebował tego, w takich momentach jak ten ciche kliknięcie benzynowej zapalniczki Zippo i dym drapiący w gardło uspokajały go. To stanowczo nie zapowiadało się na łatwy dzień.

    text alternatywny

    Rozgrywka

  • 21 dni Kwarantanny
    MilobM Milob

    Maksymilian Kruk

    Screenshot 2026-05-13 105938.jpg

    Maksymilian klął pod nosem, ale dłonie pracowały automatycznie, z precyzją wyrobioną przez tysiące zjazdów. Komunikat kierownika był lakoniczny i nerwowy, a to nigdy nie wróżyło niczego dobrego w "Darpolu".

    "Pewnie znowu jakieś VIP-owskie spotkanie 'wszystkie ręce na pokład', które można by załatwić głupim mailem... Jeszcze tylko trzy miesiące tego gówna” — powtarzał sobie w myślach, jak mantrę. Trzy miesiące znoszenia korporacyjnego betonu i skrobania ptasich wnętrzności. Trzy miesiące, żeby domknąć budżet, rzucić tę robotę w pizdziec i kupić bilet w jedną stronę. Patagonia. Surowe góry, zimny wiatr, żadnych biurowców, żadnych durniów w garniturach, żadnych zmartwień. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

    Gdy wszedł przez techniczne okno do środka, słyszał już trzaskający radiowęzeł. Komunikat o kwarantannie i wezwaniu do lobby zalał go falą cynicznego znużenia. Kiedy jednak zobaczył policję oklejającą szyby na parterze taśmą i Administratora Borkowskiego wchodzącego na improwizowane podwyższenie, instynkt z dawnych lat — ten, który tak starannie ukrywał przed kolegami z pracy — zaczął cicho brzęczeć w głowie.

    Maks stanął z tyłu tłumu, niepozorny w swojej brudnej, roboczej kurtce, z narzędziami wciąż wciśniętym w pętlę przy pasku. Słuchał gładkich, korporacyjnych zapewnień Borkowskiego o "prewencji" i "standardowych procedurach". Patrzył na zdenerwowane twarze innych pracowników, na nerwowe reakcje ochrony. Kątem oka zauważył faceta w roboczym uniformie z torbą narzędziową przy nodze. Znał go z widzenia – Karol, technik. Maks usłyszał, jak tamten wymienia uwagi ze stojącym obok korposzczurem o zaklejaniu wyjść. Maksymilian kiwnął tylko minimalnie głową, sam do siebie. Przynajmniej ktoś tu jeszcze myślał racjonalnie

    Z zamyślenia wyrwał go spokojny, kobiecy głos. Przeniósł wzrok na elegancką blondynkę z HR-u, która właśnie z zaczęła pacyfikować nastroje tłumu. Mówiła cicho, ale z taką pewnością siebie, że ludzie faktycznie zaczęli jej słuchać. Choć jego wzrok skupił się na jednej osobie, która jej akurat nie słuchała, ratownika medycznego z czerwoną torbą, który przed chwilą nerwowo szarpał za zablokowane drzwi wyjściowe. Facet wyglądał, jakby nie spał od tygodnia

    Maks obserwował, jak medyk przepycha się przez tłum, podchodzi prosto do Karola i pyta o obieg powietrza w wentylacji. Jeśli facet z karetki pytał o wentylację, to nie szukali tu podłożonej bomby. Szukali czegoś, czym oddychali... odruchowo nasunął wyżej na szyję wojskowy komin termoaktywny, gotów naciągnąć go na twarz w ułamku sekundy. Maksymilian nie miał w zwyczaju wtrącać się w cudze rozmowy. Zazwyczaj wolał trzymać się z boku i obserwować, ale pytanie rzucone przez ratownika medycznego zmartwiło go. Przez ułamek sekundy miał ochotę do nich podejść. Znał ten budynek od zewnątrz, wiedział, gdzie są wyrzutnie na dachu i jak biegną ciągi techniczne, ale jego instynkt ten który przez tak długi czas był skryty w zakamarkach jego jaźni powoli się budził i brzęczał

    Nie wykonuj gwałtownych ruchów. Najpierw rozeznanie.

    "Zablokowali cały cholerny biurowiec w kilkanaście minut. Ktoś na pewno nagrał coś z zewnątrz, zanim odcięli sygnał, albo napisał, co się dzieje na mieście" - pomyślał. Zaczął metodycznie scrollować lokalne portale informacyjne, Telegrama i X (Twittera), wpisując w wyszukiwarkę krótkie hasła: Domaniewska, Darpol, kwarantanna, policja, ewakuacja Warszawa. Służby rzadko działały tak szybko bez przecieków. Ktoś na zewnątrz musiał nagrać kordon z okna sąsiedniego biurowca, ktoś musiał rzucić plotkę w eter. Zanim podejmie decyzję, czy otwierać szyby techniczne, dogadywać się z Karolem i Michałem, czy ewakuować się po zewnętrznej elewacji, musiał zebrać twarde dane.

    Rozgrywka

  • Bohaterowie Graczy
    MilobM Milob

    IMIĘ I NAZWISKO: Maksymilian Kruk
    ARCHETYP/PROFESJA: Były żołnierz / Alpinista przemysłowy
    WIEK: 26 lat

    e526216c-00ca-4ec5-a12a-38d44340f108-Screenshot 2026-05-13 105938.jpg

    Maksymilian urodził się i wychował w zapomnianej przez Boga dziurze na Pomorzu Zachodnim, gdzieś między upadłym PGR-em a ścianą lasu. Ojciec tyrał na wózku widłowym, matka dorabiała sprzątaniem. Zwykła rodzina bez wielkich ambicji, w miasteczku, w którym jedyną opcją dla młodych była robota za najniższą krajową w lokalnej fabryce mebli. Maksymilian miał jednak inne plany – wiedział, że jeśli tam zostanie, skończy z tanim piwem pod sklepem. Gdy tylko skończył osiemnaście lat, spakował plecak i poszedł w kamasze. Trafił do 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Wojsko dało mu wszystko, czego nie miał w domu: dyscyplinę, braterstwo i cel. Był dobry, szybki i opanowany.
    Niestety świat nie jest cukierkowy, a problem z wojskiem polega jednak na tym, że twoje życie zależy od przetargów, w których wygrywa najtańsza oferta. Wszystko posypało się podczas jednych, rutynowych ćwiczeń nocnych. Zjazd ze śmigłowca (fast-rope), pełne obciążenie, a potem trzask pękającego, taniego karabinka. Maks runął z kilku metrów prosto na beton. Otwarcie złamanie, strzaskane kolano, miesiące bólu. Wojskowa komisja lekarska nie miała sentymentów. Dostał "kategorię N" – niezdolny do służby zawodowej. Armia wypluła go z powrotem do cywila.
    Maksymilian postawił jednak na swoim, rehabilitacja trwała ponad rok. Kiedy w końcu stanął na nogi, musiał z czegoś żyć. Z wojska jedyne co wyniósł to uprawnienia wysokościowe, więc zatrudnił się w "Darpolu"- akurat szukali kogoś z jego umiejętnościami. Szybko zrozumiał, jak wielką ironią losu był ten wybór. Uciekł przed prowincjonalnym wyzyskiem, tylko po to, by skończyć w korporacyjnej wersji "Januszpolu". Wielka firma, lśniące biurowce, ale te same cięcia kosztów, ten sam brak szacunku do pracownika i te same śmieciowe umowy. Przeznaczenia nie oszukasz.
    I tak Maksymilian trwa w tym zawieszeniu, nie bardzo wiedząc, do czego właściwie dąży. Właśnie wisi w uprzęży na 44. piętrze szklanego biurowca. Klnie pod nosem, zeskrobując z szyby rozmazane wnętrzności i pióra jakiegoś pechowego ptaka, który rozbił się o elewację. Nagle w jego przypiętej do szelek krótkofalówce trzeszczy głos kierownika. Zamiast standardowego opierdolu za powolne tempo, Maks słyszy nerwowy, niemal paniczny rozkaz: ma natychmiast zjeżdżać z lin i wracać do środka budynku. Bez dyskusji.

    CECHY
    Empatia: 2
    Polot 4
    Siła 4
    Zwinność 4

    UMIEJĘTNOŚCI
    Wytrzymałość 1
    Spostrzegawczość 2
    Skradanie się 2
    Ruch 2
    Walka 1
    Strzelanie 1
    Sztuka Przetrwania 1

    TALENT: SPECJALIZACJA W BRONI (Walka bez Broni)
    Doskonale władasz określonym typem broni. Gdy walczysz przy użyciu tego oręża, otrzymujesz modyfikator +2. Możesz wykupić ten Talent kilkukrotnie, za każdym razem wybierając inny typ broni. Można się specjalizować w walce bez broni.

    WIELKIE MARZENIE
    Bilet w jedną stronę- Odłożenie potężnej kwoty na wielomiesięczną, solową wyprawę wschodnią ścianą Cerro Torre w Patagonii. To jego ostateczny test umiejętności i ucieczka od szarej, polskiej rzeczywistości. I zostanie tam, jako przewodnik Wersja postapokaliptyczna: Znaleznie miejsca gdzie nie ma zombie

    DUMA
    Jego wola przetrwania została już przetestowana w najgorszy możliwy sposób podczas miesięcy brutalnej rehabilitacji strzaskanego kolana. Maksymilian wie, jak smakuje agonia i potrafi ją na chwilę wyłączyć z własnej świadomości.

    WYGLĄD: Krótko zgolone maszynką włosy, szorstki, kilkudniowy zarost. Twarz ogorzała od wiatru, ale w kącikach bystrych oczu kryją się zmarszczki od częstego, przekornego uśmiechu. Chodzi płynnie i spokojnie, starając się nie pokazywać, że lekko utyka na prawą nogę.

    DANE OSOBOWE:
    Imię i nazwisko: Maksymilian Kruk
    Wiek: 26 lat
    Zawód: Alpinista przemysłowy
    Stan cywilny: Kawaler
    Miejsce zamieszkania: Warszawa, Żoliborz

    Materiały

  • 21 Dni
    MilobM Milob

    Hej, witam wszystkich 🙂

    Komentarze

  • Powitania, pożegnania i powroty
    MilobM Milob

    Hej, witam wszystkich 😄

    Nawet nie wiem co to Tanith :p. Więc tak, to jest zbieg okoliczności. A co do tego dlaczego tutaj jestem, to migneło mi ogłoszenie do rekrutacji do World War Z Warsaw Edtion na facebooku i jako fan zombie nie mogłem tego odpuścić. Także zawsze chciałem zagrać w PBF, i nawet raz mi się udało, niestety sesja po 2 turach się skończyła... mam nadzięję że tym razem mi się poszczęści 🙂

    Co do systemów to jak prawdziwy Polak Warhammer:) jk. Ale tak naprawdę na stole u mnie goszczą u mnie różnorakie systemy od Warhammera przez OSR aż po Dread albo Ten Candles. U mnie nie ma faworytów . Zawsze lubię potestować coś nowego i uważam, że nie ma systemu uniwersalnego i trzeba zawsze szukać systemu pod setting a nie na odwrót

    Hydepark

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    MilobM Milob

    @Garanil Hej, dopiero teraz zobaczyłem posta o rekrutacji do tej sesji. Chętnie bym dołączył. Może być jako postać dokoptowana :), ale chętnie bym wskoczył na start. Kart wyślę na PW.

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa