Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
MortarelM

Mortarel

@Mortarel
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
147
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
1

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    jak coś, to wróciłem 🙂

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)
    MortarelM Mortarel

    Wrzuciłem posta z telefonu, także przepraszam za nierówny tekst i brak grafik 😛 uzupełnię te niedociągnięcia w pierwszym możliwym terminie.

    Komentarze

  • Rozdział I - Jak zostać trepem?
    MortarelM Mortarel

    Helmut Kamm położył się tego wieczoru w wyjątkowo dobrym nastroju. Rozmowa z panną Klarą Kessler wywarła na nim wrażenie, jakiego nie doświadczył od wielu lat. Oto spotkał osobę, z którą mógł bez skrępowania dyskutować o naprężeniu nici, wzmacnianiu szwów, właściwym obciąganiu guzików i subtelnej sztuce dopasowywania materiału do ciała.

    Co więcej, panna Kessler nie tylko rozumiała, o czym mówił, lecz sama wykazywała żywe zainteresowanie tematem! Helmut wciąż wspominał jej zręczne dłonie, trafne uwagi i sposób, w jaki z taką swobodą rozprawiała o rzeczach, które większość jego rozmówców uznawała za nieznośnie nudne.

    Jeszcze długo po zgaszeniu światła rozważał, czy przy wzmacnianiu szwów lepiej sprawdza się ścieg podwójny, czy odpowiednio poprowadzona wstawka. Przypomniał sobie przy tym uśmiech Klary, potem jej głos, a wreszcie sposób, w jaki pochylała się nad materiałem. Ułożył się wygodniej na pryczy, poprawił poduszkę i zamknął oczy. Przez chwilę próbował jeszcze uporządkować myśli, lecz zmęczenie minionego dnia zaczęło brać górę. Oddech stopniowo mu się wyrównał, rozluźniły się dłonie spoczywające na żołnierskiej derce, a głowa bezwładnie przechyliła się na bok. Ostatnią świadomą myśl poświęcił temu, że powinien kiedyś zapytać pannę Kessler o jej sposób wszywania rękawów. Nie zdążył już jednak rozstrzygnąć, czy stosowała przy tym fastrygę. Zasnął.

    A kiedy jego umysł na dobre pogrążył się we śnie, szorstkie wojskowe sukno ustąpiło miejsca delikatnemu płótnu, chłód namiotu rozpłynął się w przyjemnym cieple, a pochrapywanie towarzyszy zastąpił cichy trzask drewna w kominku.

    Helmut siedział teraz w wygodnym fotelu, w przytulnym domu pachnącym świeżo wypranym płótnem i gorącym żelazkiem. Przy oknie Klara Kessler pochylała się nad robótką, prowadząc igłę z wprawą, którą tak niedawno miał przyjemność podziwiać. Co jakiś czas podnosiła wzrok i obdarzała go uśmiechem. On zaś odpowiadał równie ciepło, zadowolony z tego, że wreszcie znalazł osobę, z którą można było spędzić cały wieczór na rozmowie o właściwym naprężeniu nici. Helmut Kamm śnił i był to sen niezwykle przyjemny, a przy tym niemal całkowicie pozbawiony trosk.

    Poza Helmutem i Klara, w wyśnionym pokoju krzątało się kilkoro dzieci. Najstarszy chłopiec polerował srebrną tacę, dziewczynka ćwiczyła ukłon przed lustrem, a najmłodsze z dzieci, z językiem wysuniętym z przejęcia, usiłowało zawiązać krawat na szyi drewnianego pajacyka.

    Helmut przyglądał się temu wszystkiemu z rozczuleniem.

    -Doskonale, moje drogie - rzekł Helmut w kierunku dziatwy.

    -Jeszcze tylko dwadzieścia lat praktyki i panicz Fineasz nie będzie musiał się o nic martwić.- Dodał czule.

    Klara uśmiechnęła się, odłożyła robótkę i pochyliła ku niemu.

    -*Helmut... *- szepnęła mu do ucha. Jej głos zabrzmiał jednak dziwnie znajomo.

    -Helmut... chyba coś się zaczyna! - Kamm otworzył gwałtownie oczy.

    Przez krótką chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje. Zamiast ciepłego kominka miał przed sobą ciemne wnętrze namiotu, zamiast Klary pochylonego nad nim Fineasza, a zamiast dziecięcego gwaru słyszał podejrzane kroki na żwirze.

    -Paniczu?! -Helmut poderwał głowę z poduszki. - Co się stało? Ktoś pana niepokoi? - Helmut odruchowo wyciągnął rękę, jakby zamierzał osłonić Fineasza przed niewidzialnym napastnikiem.

    -Proszę się nie obawiać. Już wstaję. Zaraz się nim zajmę... - Nie zdążył.

    Żelazny łoskot rozdarł nocną ciszę, a zaraz po nim rozległ się ryk rogu i głos sierżanta Russela. Helmut zesztywniał, po czym z wolna opuścił wyciągniętą rękę.

    -Ach. To tylko sierżant. - Przez moment rozważał, czy istotnie stanowiło to powód do ulgi.

    -Nocne ćwiczenia! - oznajmił z zachwytem Fineasz. -Helmut, wstawaj proszę. Musisz poprawić mi ubranie. Muszę się świetnie prezentować na taką okazję. Włosy mi gdzieś nie odstają?

    -*Ani odrobinę, paniczu - * odpowiedział Helmut, wciąż jeszcze walcząc z resztkami snu. -Fryzura przetrwała noc w stanie godnym najwyższego uznania. Obyśmy wszyscy mogli powiedzieć to samo o sobie po tej nocnej akcji.

    Pięć minut. Helmut powtórzył tę liczbę w myślach i poczuł pierwszy przebłysk autentycznego niepokoju. Pięć minut wystarczało, by doprowadzić do porządku kołnierz, zapiąć guziki i poprawić włosy. Nie wystarczało natomiast na godziwą poranną toaletę dwóch dżentelmenów, z których jeden właśnie usiłował odnaleźć własną koszulę. Tym jednym był, ku jego głębokiemu rozczarowaniu, sam Helmut.

    Fineasz tymczasem ubierał się z zadziwiającą sprawnością. Jego opiekun obserwował to z mieszaniną dumy i niedowierzania. Dwadzieścia dwa lata troski przyniosły owoce.

    Gdy panicz stanął przed nim w pełnym umundurowaniu i zapytał o szczerą ocenę, Helmut natychmiast odzyskał zawodową przytomność.

    -Wygląda pan znakomicie, paniczu. Proszę jedynie pozwolić... - Kamm poprawił mu kołnierz, wygładził fałdę na ramieniu i jednym pewnym ruchem ułożył grzywkę.

    -Teraz doskonale. - Odsunął się o krok, by ocenić rezultat.

    Dopiero wtedy spostrzegł, że własną koszulę założył na lewą stronę.

    -Proszę mi wybaczyć, paniczu. Muszę dokonać drobnej korekty osobistej.

    W zamieszaniu dobiegł go głos Maxima Meesa, który nie tylko zdołał się ubrać, ale jeszcze otworzył poły namiotu i zajął się budzeniem pozostałych. Helmut spojrzał na niego z niekłamanym uznaniem.

    -Panie Mees, pańska przytomność umysłu jest doprawdy imponująca. Przyznaję, że od chwili pańskiej przemiany trudno mi patrzeć na pana inaczej niż na dalekiego kuzyna Hohenwartów. Nie tylko fryzura, ale i postawa świadczy o przynależności do najlepszego towarzystwa. - Skłonił mu się z wdzięcznością. -Gdyby wszystkie rodziny mogły poszczycić się podobnymi krewnymi, genealogia stałaby się nauką znacznie przyjemniejszą.

    Niestety, chwilę później Maxim wybiegł przed namiot, gdzie jego żołądek wyraził stanowczy sprzeciw wobec porannego rozkładu zajęć. Helmut zerknął za nim z troską. Już chciał sięgnąć po czystą chustkę, lecz przypomniał sobie o upływającym czasie. Zapiął mundur, zarzucił ekwipunek i po raz ostatni upewnił się, że Fineaszowi niczego nie brakuje.

    Dopiero gdy wyszedł za paniczem na chłodne powietrze, poczuł, że coś miękkiego uderza go o biodro. Spojrzał w dół. Z pasa zwisał starannie złożony, śnieżnobiały ręcznik.

    Helmut przez chwilę wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. W pośpiechu zabrał go odruchowo, jak gdyby poranna toaleta panicza nadal stanowiła najpilniejsze zadanie dnia.

    Mógłby go porzucić. Mógłby schować. Mógłby nawet udawać, że jest to nieznany szerzej element wojskowego wyposażenia.

    Zamiast tego poprawił jego ułożenie, by przynajmniej zwisał równo.

    Przed nimi czekał plac, sierżant Russel i zapewne kolejna próba wytrzymałości. Helmut czuł się niewyspany, niezbyt pewnie stał na nogach i miał nieprzyjemne wrażenie, że jeden z guzików jego munduru został zapięty niewłaściwie.

    Spojrzał jednak na kroczącego obok Fineasza. Panicz prezentował się bez zarzutu. To musiało wystarczyć.

    Rozgrywka

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Whaaaaaaaaat?! 😱😱😱😱

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Aaa, to tak. Razem się wybieramy 🙉🙈🙊

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    @Dekline napisał:

    A wy co, we dwójkę jedzecie?!?

    to zależy kogo masz na myśli 😄

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)
    MortarelM Mortarel

    W okresie od 16 do 23 października będę na wyjeździe, mogę mieć problem z postowaniem w tym terminie 🙂

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    W okresie od 16 do 23 października będę na wyjeździe, mogę mieć problem z postowaniem w tym terminie 🙂

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Oby tylko Kurt nie zmutował i nie zmienił się w jakieś bydlę 😱😱😱

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)
    MortarelM Mortarel

    przerzuciłem część dialogów z Discorda

    Komentarze

  • Rozdział I - Jak zostać trepem?
    MortarelM Mortarel

    Ostatni wieczór przed zaprzysiężeniem miał w sobie coś z uczty wydanej na cześć ludzi, którzy właśnie uniknęli śmierci, choć nazajutrz zamierzali uroczyście zobowiązać się do ponownego wystawiania się na jej kaprysy.

    Helmut Kamm przyjmował ten paradoks ze zwykłym spokojem. Po tygodniach musztry, marszów i ćwiczeń, podczas których sierżant Russel zdawał się osobiście sprawdzać granice ludzkiej wytrzymałości, rekrutom pozwolono wreszcie odetchnąć. Pojawiła się gorzałka, rozmowy nabrały swobody, a niektórzy zaczęli nawet wyglądać na szczęśliwych. Helmut uznał to za zjawisko godne odnotowania, choć zapewne przejściowe.

    Sam również zamierzał skorzystać z okazji. Nieczęsto bowiem trafiał się wieczór, podczas którego można było porozmawiać z przyszłymi towarzyszami broni bez konieczności przekrzykiwania komend, dźwigania ekwipunku lub rozważania, czy własne stopy nadadzą się jeszcze do użytku następnego dnia.

    Naturalnie nie spuszczał przy tym z oka panicza Fineasza. Wszak człowiek mógł pozwolić sobie na odrobinę swobody, nie zaniedbując obowiązków.

    igła.png

    Dialog z Maximem, Gerhardem i Fineaszem

    (...)

    -Kłaniam się nisko mości Państwu. Panowie wybaczą, nie znamy się, ale jak widać będzie nam dane razem służyć. Nazywam się Maxim Mees, skryba, inżynier, cyrulik, każdego fachu zaznałem po trochu podczas swego długiego życia.

    Max nie miał zamiaru tak od razu prosić o przeróbkę, liczył że osoba dobrze wychowana sama zaproponuje pomoc widząc nieład odzienia i związany z tym dyskomfort.

    -Przybyliśmy wraz z moim kuzynem a i zarazem odnalezionym po latach druhem, pozwolicie Panowie że przedstawię: Gerhard Adlerhorst. Zacny i porządny to mąż, tyle rzec muszę ja, gdyż przez wrodzoną skromność, sam o sobie nie wyobraża sobie tak powiedzieć. Młody człowiek, to prawda, lecz pełen zapału i wigoru. - rzekł o nim Maxim pewnego dnia gdy przyszło im rozmawiać z kimś kto zdawał się mieć własnego sługę w obozie, choć żadnego "von" na placu nie słyszeli, a tego by spodziewali się po szlachcicu.

    -Już nie taki młody kuzynie, mówcie mi Eiche - odpowiedział wywołany do tablicy przez krewnego. Trochę go zaskoczyła ilość komplementów, ale Maxim lepiej znał się na etykiecie od niego, toteż przyjął je cierpliwie bez prób podziękowania czy grzecznościowego zaprzeczania przy nowopoznanych.

    Helmut odpowiedział obu mężczyznom ukłonem, nieco głębszym wobec starszego z nich.

    -Helmut Kamm, do usług panów. Mam zaszczyt od dwudziestu dwóch lat pozostawać w służbie panicza Fineasza Hohenwarta. Obecnie, jak panowie widzą, również w służbie Wielkiego Księstwa Ostlandu. Choć przyznam, że ta druga instytucja wykazuje znacznie mniejsze zainteresowanie stanem garderoby swoich podopiecznych.

    Helmut przeniósł wzrok na Gerharda i skinął mu z szacunkiem.

    -Panie Adlerhorst, miło mi pana poznać. Pańska sprawność podczas ćwiczeń nie uszła mojej uwadze. Szczególnie podczas tych, przy których ja osobiście rozważałem już skorzystanie z usług kapłanów Morra.

    Helmut przyjrzał się obu mężczyznom uważniej. Ich mundury przedstawiały widok, który w jego pojęciu stanowił obrazę nie tyle dobrego smaku, ile samej idei odzieży. Materiał marszczył się tam, gdzie powinien przylegać, i zwisał tam, gdzie należało go dopasować. To jednak dało się naprawić. Znacznie poważniejsza sprawa znajdowała się nieco wyżej. Włosy uczonego.

    Helmut zachował uprzejmy wyraz twarzy, choć przez krótką chwilę poczuł tę samą bezradność, jakiej doświadczał chirurg na widok rany, którą ktoś uprzednio próbował leczyć końskim łajnem. Nie zamierzał jednak okazywać dezaprobaty. Człowiek uczony miał zapewne ważniejsze sprawy na głowie niż włosy, choć akurat w tym przypadku należało żałować, że nie znalazł dla nich choć odrobiny czasu.

    -Jeśli pozwolą panowie na drobną uwagę, oba mundury wymagają kilku poprawek. Nic poważnego, zapewniam. Tu należałoby skrócić rękaw, tam zebrać nieco materiału, poprawić linię ramion... Odrobina pracy z igłą i nicią powinna przywrócić im właściwe proporcje. Chętnie się tym zajmę, jeśli panowie wyrażą życzenie. W końcu będziemy składać przysięgę, a mundur powinien przynajmniej sprawiać wrażenie, że został uszyty dla człowieka, który go nosi. - Helmut zawiesił głos na moment, po czym zwrócił się ponownie do Maxima.

    -A skoro wspomniał pan o praktykowaniu sztuki cyrulickiej, pozwolę sobie zaproponować również pewną drobną przysługę w tym zakresie. Pańska fryzura posiada niewątpliwie wiele swobody. Obawiam się jednak, że sierżant Russel może nie podzielać naszego uznania dla indywidualizmu.- Następnie spojrzał na Gerharda i skłonił lekko głowę.

    *-Oczywiście, panie Adlerhorst, byłoby z mojej strony wielkim nietaktem nie zaproponować panu tego samego. Jeśli panowie zechcą poświęcić mi po kwadransie, z przyjemnością zadbam, by obaj Panowie prezentowali się stosownie do uroczystości.- *Uśmiechnął się uprzejmie.

    -W pańskim przypadku, panie Adlerhorst, będzie to zapewne kwestia kilku drobnych poprawek. Natomiast pan Mees, jako człowiek nauki, z pewnością doceni zalety nieco bardziej gruntownego podejścia.

    Maxim poczuł się zaiste ważnym człowiekiem na widok grzecznościowego ukłonu Helmuta, głębszego niż w przypadku kuzyna, z którym co prawda nie konkturował. Co prawda zdawał sobie sprawę, że jak mówi się w pewnych gronach: "ciągnie swój do swego", lecz co innego porzekadło oraz przekonania,a co innego fakt zastany. Swój częściowy zachwyt postanowił uzewnętrznić, może nazbyt energicznie.

    -Ależ gdzieś bym śmiał prosić Pana o takie przysługi. Wszakże również i Pan jest ztrudniony wysiłkiem ostatnich tygodni. Niemniej jednak, co prawda to prawda, nasze odzienie woła o pomstę do nieba, a ja niestety nie posiadam zarówno narzędzi jak i umiejętności. Także bardzo byśmy byli rad z kuzynem, jeśli zaszczyciłby nas Pan, prezentując swe umiejętności.

    -Moja fryzura? Powiem szczerze i z serca, że w otoczeniu z którego się wywodzę taki właśnie artystyczny nieład był nie tyle standardem, co stanem oczekiwanym. Oczywiście ma Pan całkowitą rację, w bieżącej sytuacji właściwym byłoby zadbanie o prezencje adekwatną do okoliczności. Widzę że jest Pan osobą godną zaufania, także z ochotą skorzystam z propozycji. Zaznaczam jednak iż mimo wykształcenia nie uważam się, oraz de facto nie jestem szlachetnie urodzony; nie uważam za rozsądnie udawania kogoś kim nie jestem i raczej nigdy nie będę.

    Fineasz skinął Helmutowi z wyraźnym zadowoleniem.

    – Dziękuję Helmucie. Jak zwykle przedstawiłeś mnie lepiej, niż sam bym to zrobił.

    Potem zwrócił się do obu mężczyzn z uprzejmą powagą.

    – Nie mniej, w wojsku trzeba mówić za siebie. Fineasz Hohenwart. Tak z tych Hohenwartów z Wolfenburga. Pochodzę z rodziny kupieckiej, o dość dużych ambicjach. Prowadzimy w naszych stronach firmę przewozową. Jest na rynku od wielu pokoleń. – Uśmiechnął się lekko. – Miło mi panów poznać. Pan Mees brzmi jak człowiek, z którym można będzie odbyć niejedną interesującą rozmowę, a pan, panie Adlerhorst... cóż, pańska sprawność podczas ćwiczeń również nie uszła mojej uwadze.

    Gdy rozmowa zeszła na włosy, Fineasz odruchowo musnął dłonią własną, idealnie równą grzywkę.

    – A w kwestii fryzur, jak i poprawek w ubiorze, mogę tylko potwierdzić, że warto zdać się na osąd Helmuta. Zwłaszcza w kwestiach balwierskich. Traktuje włosy niemal z taką samą powagą, z jaką inni traktują sprawy państwowe.– Zawiesił głos na moment. – I słusznie. Przyszły żołnierz księstwa wszędzie winien prezentować się godnie.

    Helmut przyjął zgodę Maxima z dyskretnym zadowoleniem.

    -Ależ panie Mees, proszę nie wspominać o trudach. Po ostatnich tygodniach możliwość zajęcia się czymś, czego nie trzeba kopać, dźwigać ani zabijać, jest dla mnie prawdziwym wytchnieniem. Co zaś do pańskiego pochodzenia, zapewniam, że dobre maniery i schludny wygląd nie są wyłącznym przywilejem szlachty.

    Rozpoczął od mundurów obu kuzynów. Poprosił panów o wyprostowanie się, uniesienie ramion i wykonanie kilku kroków, po czym zaznaczył miejsca wymagające poprawek. Igła i nić szybko przywróciły odzieniu właściwe proporcje. Helmut zadbał przy tym, by mundury nie tylko dobrze leżały, ale również pozwalały swobodnie się poruszać. Następnie przygotował nożyce, grzebień, brzytwę, mydło oraz miskę z ciepłą wodą i zaprosił Maxima na miejsce.

    -Co do pańskiego artystycznego nieładu, nie śmiałbym kwestionować obyczajów ludzi nauki. Obawiam się jedynie, że sierżant Russel mógłby uznać je za przejaw niesubordynacji.

    Rozczesał włosy uczonego, skrócił je na karku i wokół uszu, zachowując naturalne fale po bokach. Grzywkę wyrównał szczególnie starannie, pozostawiając jej łagodną, równą linię. Nie chciał pozbawiać Maxima charakterystycznego wyglądu, a jedynie nadać mu kształt świadczący o tym, że właściciel włosów pozostaje z grzebieniem w stosunkach przynajmniej dyplomatycznych.

    Potem zwilżył ciepłą wodą twarz uczonego, oczyścił ją z pyłu i potu, nałożył mydlaną pianę i sprawnymi pociągnięciami brzytwy usunął zarost. Na koniec przemył skórę chłodniejszą wodą, osuszył czystym ręcznikiem i poprawił ostatni niesforny kosmyk.

    Helmut odłożył grzebień i przyjrzał się rezultatowi z wyraźnym zadowoleniem. Poprawił jeszcze jeden kosmyk nad czołem Maxima, po czym cofnął się o krok.

    -Znakomicie, panie Mees. Przyznam, że ta fryzura wyjątkowo panu służy. Powiedziałbym nawet, że wygląda Pan teraz na przedstawiciela tego samego, dość wąskiego kręgu towarzyskiego o nienagannych standardach.

    9wgAbhg.png

    - Dziękuję Panowie za dobre słowo - Maxim odparł na komplement - Miło Was poznać.

    - Kuzyn faktycznie lepiej nadaje się do pogawędki, ale chętnie posłucham, szczególnie jeśli macie wieści o Kislevie.

    - Za strzyżenie podziękuję. - rzekł po czym oddał się w ręce Helmuta do pomiarów i w ciszy obserwował jak zmienia się fryzura kuzyna. Nastała dłuższa cisza.

    -Talent w rękach, zaiste - odparł krótko widząc przemianę oblicza Maximusa - serdeczne dzięki.

    -Wśród kupców najlepiej odwdzięczać się walutą - odpowiedział Maximowi, mówiąc to wyjął z mieszka 8 pensów i wręczył je Helmutowi - uwzględniając poprawki w mundurze - dodał widząc lekkie zdziwienie w jego oczach.

    Helmut przyjął osiem pensów z lekkim ukłonem, po czym przez chwilę przyglądał się monetom z wyrazem szczerego uznania.

    -Panie Adlerhorst, pańska hojność przynosi zaszczyt całej pańskiej rodzinie. Widzę, że nie tylko zna pan wartość dobrze wykonanej pracy, lecz również potrafi ją należycie wynagrodzić. To cecha godna prawdziwego dżentelmena.

    Schował monety z należytą starannością.

    -Zapewniam, że obaj panowie mogą odtąd liczyć na moją szczególną troskę w kwestiach garderoby. W razie pańskiej przedwczesnej śmierci, panie Adlerhorst, osobiście dopilnuję, by przed pochówkiem poprawiono panu kołnierz. Nie godzi się przecież, aby człowiek pańskiej szczodrości stawał przed Morrem wyglądając jak pierwszy lepszy żołdak.

    igła.png

    Dialog z Klarą

    (...)
    |=-Dziękuję bardzo. - Odpowiedziała z uśmiechem Klara. - Prawdę mówiąc, gdybym trzymała język za zębami, nie miałabym tego problemu, aby musieć doprowadzać go do porządku. - Cicho odchrząknęła przy czym spojrzała na swój mundur, który rzeczywiście wymagał dużo pracy, aby doprowadzić go do takiego stanu. Zaproponowała następnie, aby wymienili się doświadczeniami i porównali znane sobie metody szycia, szczególnie te stosowane przez wojskowych krawców.=|

    Na propozycję Klary oczy Helmuta wyraźnie rozbłysły.

    -Doprawdy, panno Kessler? Och, z największą przyjemnością!

    Odpowiedział nieco zbyt szybko. Odchrząknął więc dyskretnie, usiłując przywrócić twarzy zwykły wyraz opanowania.

    -To znaczy... wymiana doświadczeń z osobą o pani umiejętnościach byłaby dla mnie prawdziwym zaszczytem.

    Jego wzrok powędrował ku mundurowi Klary. Zatrzymał się na linii ramion, zsunął ku talii, a następnie podążył wzdłuż bocznych szwów. Helmut przyglądał się im z takim skupieniem, jakby oceniał dzieło wybitnego mistrza krawieckiego.

    -Muszę przyznać, że ma pani niezwykłe wyczucie proporcji. Szczególnie podoba mi się sposób, w jaki zebrała pani materiał w talii. Dopasowany, lecz nie nazbyt ciasny... Pozostawia swobodę ruchu, a jednocześnie pięknie podkreśla linię.

    Urwał na moment, po czym uniósł wzrok ku twarzy Klary.

    -Wybaczy pani mój entuzjazm. Rzadko spotykam kogoś, kto rozumie, jak wielkie znaczenie ma właściwe dopasowanie.

    Złożył dłonie za plecami, choć palce aż świerzbiły go, by dokładniej obejrzeć wykonane poprawki.

    -Byłbym niezmiernie rad, gdyby zechciała mi pani kiedyś zademonstrować swoją technikę. Szczególnie interesuje mnie sposób, w jaki prowadzi pani igłę przez grubsze warstwy materiału. Osobiście uważam, że nie należy się spieszyć. Najpierw trzeba wyczuć odpowiednie miejsce, następnie zastosować właściwy nacisk... a reszta, przy odrobinie wprawy, przychodzi niemal sama. -Uśmiechnął się z nieskrywanym zadowoleniem.

    -Ach, panno Kessler, obawiam się, że moglibyśmy spędzić nad tym całe godziny. Oczywiście, jeśli nie uzna pani mojego zainteresowania za nazbyt natarczywe.

    Rozgrywka

  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)
    MortarelM Mortarel

    jak dla mnie wszystko jasne i akceptowalne 🙂

    Komentarze

  • Rozdział I - Jak zostać trepem?
    MortarelM Mortarel

    Helmut Kamm nie był człowiekiem przesądnym. Owszem, składał należne modlitwy Sigmarowi i pozostałym bogom, lecz uważał, że w większości przypadków odpowiednio dobrane obuwie, czysta woda i regularne posiłki potrafią zdziałać więcej niż najbardziej żarliwe błagania. Tego dnia był jednak gotów osobiście podziękować całemu panteonowi za to, że sierżant Russel wreszcie kazał im przestać biegać.

    Kiedy padła upragniona komenda, Helmut zatrzymał się, pochylił i przez chwilę rozważał, czy jego płuca nie pozostały przypadkiem gdzieś przy ostatnim zakręcie. Jeśli tak, należało po nie wrócić. Przede wszystkim jednak odszukał wzrokiem panicza.

    Fineasz stał o własnych siłach. Oddychał, choć z pewnym trudem. Wszystkie kończyny znajdowały się na właściwych miejscach. Helmut uznał zatem, że dzień zakończył się sukcesem.

    Miesiąc temu miał pod opieką młodego człowieka o nienagannych manierach, starannym wykształceniu i niezłym pojęciu o wojaczce. Dziś miał pod opieką młodego człowieka o nienagannych manierach, starannym wykształceniu i niezłym pojęciu o wojaczce, który dodatkowo potrafił przebiec kilka mil z workiem kamieni na plecach. Postęp był niezaprzeczalny.

    Gdy sierżant zarządził zbiórkę, Helmut wyprostował się i stanął na baczność. Przemowy wysłuchał z należytą uwagą, choć pewne fragmenty wzbudziły w nim zawodowe wątpliwości.

    Z dwudziestu czterech rekrutów pozostało osiemnastu. Strata jednej czwartej stanu osobowego przed rozpoczęciem właściwej służby wydawała mu się dość niepokojąca. Gdyby podobną skutecznością wykazywała się służba w domu Hohenwartów, należałoby co miesiąc zatrudniać nową pokojówkę, dwóch stajennych i kogoś do wynoszenia poprzednich.

    igła.png

    Kiedy pozwolono im się rozejść, Helmut najpierw upewnił się, że panicz nie zamierza paść trupem, a następnie zajął się typowymi dla siebie sprawami. Otrzepał mundur z najgorszego kurzu, sprawdził stan szwów i ocenił, czy buty wytrzymają jeszcze kilka dni bez interwencji. W myślach sporządził też listę czynności niezbędnych przed jutrzejszym zaprzysiężeniem.

    Wyczyszczenie obuwia panicza. Doprowadzenie munduru panicza do stanu, w którym nie przynosiłby ujmy noszącemu. Sprawdzenie kołnierza panicza. Ewentualne poprawki fryzury panicza. Przygotowanie czystej chustki. Przede wszystkim zaś należało dopilnować, by Fineasz się wyspał. Ten ostatni punkt zaczął budzić coraz poważniejsze wątpliwości, gdy Josef wyciągnął butelkę siwuchy.

    Helmut obserwował rozwój wydarzeń z dyskrecją człowieka, który przez większość życia zajmował się zapobieganiem katastrofom, zanim ich sprawcy zdążą zauważyć pierwsze oznaki zagrożenia. Nie zamierzał kompromitować panicza przy towarzyszach broni. Fineasz był dorosłym mężczyzną, absolwentem szkoły oficerskiej i przyszłym kapitanem. Miał pełne prawo uczestniczyć w żołnierskich obyczajach. Nawet tych, które polegały na dobrowolnym spożywaniu substancji nadających się prawdopodobnie do usuwania rdzy.

    Po pierwszej czarce Helmut jeszcze nie interweniował. Po drugiej uznał, że należałoby jednak podjąć pewne środki ostrożności. Podszedł do Fineasza, stawiając w pobliżu naczynie z wodą.

    — Paniczu, pozwoliłem sobie przynieść wodę. Jutrzejsza przysięga wymagać będzie zapewne wyraźnej wymowy, a ten wyskokowy trunek, sądząc po zapachu, może ją nieco utrudnić.

    Nie zamierzał odbierać paniczowi radości ze świętowania. W końcu Fineasz zasłużył na odrobinę swobody, a Helmut wiedział, że zbyt natarczywa opieka bywa równie szkodliwa jak jej brak. Pozostawało jedynie czuwać w pobliżu i mieć nadzieję, że noc nie zakończy się koniecznością prania całego posłania Fineasza.

    Helmut rozejrzał się następnie po zgromadzonych. Wśród rekrutów znajdowała się panna Klara Kessler, której zaradność Helmut zdążył już zauważyć. Nie uszło jego uwadze, że z przydzielonych przez kwatermistrza łachmanów potrafiła uczynić mundur nadający się do noszenia, a pozostały materiał przeznaczyła na łaty dla innych. Co więcej, zaoferowała pomoc przy szyciu.

    Helmut od lat uważał, że umiejętność posługiwania się igłą jest jedną z podstaw cywilizacji. Ludzie mogli dyskutować o filozofii, polityce i sztuce wojennej, lecz wystarczyło, by pękły im spodnie, a natychmiast przypominali sobie, co naprawdę podtrzymuje porządek społeczny.

    Panna Kessler wspomniała, że była córką krawca. Pracowała wcześniej u oficera, a więc znała wymagania służby. Umiała szyć, zachowywała się przyzwoicie i co należało uznać za szczególnie godne pochwały przetrwała miesiąc szkolenia pod okiem Russela. Wszystko to składało się na obraz osoby zdecydowanie wartej bliższego poznania. Helmut wygładził mankiet i podszedł do Klary.

    - Panno Kessler - odezwał się z uprzejmym ukłonem. - Pozwoli pani, że wyrażę uznanie dla pani pracy przy mundurze. Kwatermistrz dostarczył nam odzież, której dopasowanie zdaje się opierać na przekonaniu, że wszyscy żołnierze Imperium mają tę samą sylwetkę. - Na jego twarzy pojawił się dyskretny uśmiech. - Jeżeli miałaby pani ochotę porównać doświadczenia, chętnie wymienię się kilkoma sposobami wzmacniania szwów - dodał. - Niektóre rozwiązania stosowane przez wojskowych krawców pozostają dla mnie zagadką. Podejrzewam, że ich głównym celem jest zapewnienie stałego zatrudnienia wojskowym krawcom.

    Spojrzał przelotnie w stronę Fineasza, upewniając się, że panicz nie wymaga natychmiastowej interwencji.

    Rozgrywka

  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)
    MortarelM Mortarel

    Hmm, nie mam zbyt wiele fizycznych cech, które mogę rozwijać zgodnie ze schematem rozwoju.

    Czy SW przejdzie? 🙂
    Jeśli nie, to wybiorę Żywotność.

    Co do Helmuta, to standardowo ma 3 punkty Krzepy, 3 punkty wytrzymałości, 180 cm wzrostu, 80 kg wagi i 38 lat na karku 🙂

    Komentarze

  • Rozdział I - Jak zostać trepem?
    MortarelM Mortarel

    Droga do fortu

    Helmut był przygotowany na błoto. Nie spodziewał się jedynie, że będzie go aż tyle i że wojsko uzna za konieczne przeprowadzić panicza przez większość dostępnego.

    Szedł swoim zwyczajem pół kroku za Fineaszem, choć koleiny co pewien czas zmuszały go do odstępstw od tej zasady. Podciągnął worek na ramieniu i spojrzał z dezaprobatą na brzeg płaszcza. Przed wyjściem z karczmy szczotkował go zupełnie niepotrzebnie. Pocieszał się, że przynajmniej przez chwilę wszystko wyglądało jak należy.

    Wkraczając do lasu, Helmut z niepokojem spojrzał między drzewa, po czym przeniósł wzrok na odsłoniętą szyję Fineasza. Przynajmniej jednemu zagrożeniu mógł zaradzić od razu. - Panicz zechce osłonić szyję - odezwał się cicho. - W lesie są przeciągi i zwierzoludzie.

    Helmut nasłuchiwał odgłosów lasu, z wdzięcznością przyjmując każde znajome skrzypnięcie wozu. Nie znał się na zwierzoludziach. Nie wiedział, jak brzmią przed napadem ani czy w ogóle mają uprzejmość wydawać wcześniej jakieś dźwięki. Pilnował więc, żeby nie oddalać się od pozostałych.

    Widok fortu przyniósł mu ulgę. Solidne mury, nowe drewno, czysta biel mundurów. Ktoś najwyraźniej potrafił tutaj dopilnować porządku. Helmut zdążył nawet nabrać ostrożnego przekonania, że wszystko ułoży się znośnie.

    Potem zobaczył człowieka golącego się sztyletem. Przez kilka kroków patrzył na niego z mimowolnym skupieniem, właściwym rzemieślnikowi obserwującemu publiczne znęcanie się nad własnym fachem. Dopiero okrzyki o świeżym mięsie przywróciły mu świadomość otoczenia. Opuścił wzrok, poprawił uchwyt worka i poszedł dalej. Odpowiadanie kosztowałoby czas, a uwagę tych ludzi można było sobie zapewne zaskarbić również w mniej przykry sposób.

    Przed magazynem sumiennie czekał na swoją kolej. Oglądał wydawane ubrania i z każdą kolejną sztuką coraz mocniej zaciskał usta. Kiedy dostał własny przydział, rozłożył go ostrożnie na przedramionach. Obejrzał szwy, łaty i miejsca, w których należało spodziewać się następnych łat. Dotychczas sądził, że własność Księcia Elektora będzie przechowywana w lepszych warunkach.

    - Dziękuję - powiedział do kwatermistrza z nienaganną uprzejmością.

    Odsunął się, żeby nie tamować kolejki. Dopiero w pobliżu Fineasza przyjrzał się ubraniu ponownie.

    - Da się poprawić, paniczu - zapewnił półgłosem. - Poprzedniego właściciela najwyraźniej rozbierano w pośpiechu.

    Sierżanta Russela słuchał uważnie. Przełożeni, określone godziny, obowiązki, kary za niedbalstwo. Większość zasad brzmiała znajomo. Zaniepokoiła go dopiero konieczność jadania po wszystkich regularnych żołnierzach. Sam był przyzwyczajony do jadania na końcu. Martwił się tylko o Fineasza. Wolał nie sprawdzać, jak długie czekanie na posiłek odbije się na humorze panicza.

    Przestrogę dotyczącą dezercji przyjął bez ruchu. Poprawił tylko worek, który znowu zsuwał mu się z ramienia.

    W przydzielonym namiocie najpierw odłożył rzeczy i sprawdził podłoże. Potem wyjął przybornik do szycia. W obecnej sytuacji wydawał mu się bardziej użyteczny od miecza. Przez chwilę obracał igłę w palcach. Powinien był zacząć od własnego ubrania, ale wzrok sam uciekł mu w stronę Fineasza.

    - Gdyby panicza gdzieś uwierało albo ciągnęło przy ramieniu, proszę powiedzieć przed jutrzejszymi ćwiczeniami. Potem będziemy musieli ustalać, który szew będzie do poprawy.

    igła.png

    Miesiąc błota, potu i cerowania

    Pierwszego ranka trąbka poderwała go, zanim zdążył sobie przypomnieć, gdzie jest. Ręka odruchowo poszła w stronę rzeczy Fineasza. Dopiero po chwili Helmut uświadomił sobie, że tym razem również jego własne ubranie i spóźnienie będą przedmiotem służbowego zainteresowania. Była to niewygodna zmiana.

    W kolejnych dniach przekonał się, że sierżant Russel ma niezwykłą zdolność wyszukiwania dla rekrutów czynności, po których ubrania wymagały prania. Błoto, piach, zimny strumień, a potem znowu błoto, jakby poprzednia partia nie spełniła oczekiwań. Helmut wykonywał polecenia, zaciskając zęby. Podczas biegu z kamieniami w plecaku długo próbował znaleźć dla tego zajęcia rozsądne uzasadnienie. Ostatecznie brakowało mu już tchu nawet na myślenie.

    Nie był równie sprawny we wszystkim. Woda budziła w nim głęboką nieufność, gdy było jej więcej niż w balii, a drewniana broń boleśnie przypominała, że doświadczenie z brzytwą nie czyni człowieka szermierzem. Kiedy jednak przychodziło dźwigać, powtarzać i znosić niewygodę, robił to z uporem człowieka, który od dziecka wiedział, że narzekanie nie zmniejsza ciężaru kosza.

    Najtrudniejsze okazały się wieczory. Sięgał po igłę, a palce drżały ze zmęczenia. Chciał dopilnować wszystkiego tak jak dawniej, lecz coraz częściej musiał wybierać: naprawić szew, oczyścić przybory czy wreszcie położyć się spać. Mimo to sprawdzał, czy Fineasz nie chodzi w wilgotnych rzeczach. Pytał o otarcia. W razie potrzeby wyciągał czyste płótno, chociaż zapasu opatrunków pilnował z większą oszczędnością niż perfum.

    Podczas wykładów o prawie i wojskowej hierarchii odpoczywał przynajmniej ciałem. Słuchał tak samo uważnie jak niegdyś nauczycieli w Wolfenburgu. Po tylu latach różnica była osobliwa: tym razem przekazywana wiedza oficjalnie przeznaczona była również dla niego.

    W wolnych chwilach próbował dowiedzieć się, gdzie można wyprać i wysuszyć rzeczy, skąd bierze się nici i o jakiej porze najlepiej zdobyć nieco jedzenia z kuchni. Pytał uprzejmie, zapamiętywał imiona. Oferował przyszycie guzika, poprawienie zarostu bądź fryzury albo drobną pomoc medyczną, oczyszczenie skaleczenia czy zmianę opatrunku.

    igła.png

    Ostatnie poprawki przed przysięgą

    W przeddzień oczekiwanego zaprzysiężenia usiadł przy swoich rzeczach i wyjął kościany grzebień. Przez chwilę oglądał jego zęby, upewniając się, że żaden nie pękł. Potem podniósł wzrok na Fineasza.

    - Jeśli panicz znajdzie chwilę, trzeba będzie wyrównać włosy. - Przygotował nożyczki i rozłożył ręcznik na kolanach.

    - Do przysięgi wypada wyglądać porządnie. Mogą później kazać rozpoznawać po rysopisie.

    Rozgrywka

  • Kantyna Strielfortu (komentarze do sesji)
    MortarelM Mortarel

    hej wszystkim, dziękuję za wybór mojej postaci do sesji i życzę od siebie wszystkim miłej gry 🙂

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    Kurt siedział jeszcze przez chwilę na bruku, ciężko oddychając. Trzymał dłoń na rozoranym ramieniu i patrzył na leżącego przed nim diaboła. Łeb stworzenia potoczył się kawałek dalej, ale Mały wciąż spoglądał przede wszystkim na przeciętą szyję. Podobnie jak u ludzi, gardło było słabym punktem diaboła.

    Dopiero teraz, kiedy walka się skończyła, zaczynał czuć wszystko naraz. Piekące ramię, zmęczone mięśnie, drżenie dłoni zaciśniętej na rękojeści miecza. Przed chwilą był pewien, że został sam. Zdążył nawet pomyśleć, że nie pożegnał się z pozostałymi i że być może już ich nie zobaczy. Mimo to stanął przed diabołem, bo nie widział innego wyjścia i wtedy poprosił Sigmara o siłę. Teraz diaboł nie miał głowy.

    Wtem, Kurt usłyszał głos Hieronima i powoli odwrócił się w jego stronę, „Nasz Pan cię napełnił mocą i ocalił”, Kurt znieruchomiał. Hieronim nie mógł wiedzieć, o co Kurt prosił Sigmara w modlitwie, a jednak mytnik zdawał się znać prośbę Kurta. Niechybnie było to dowodem na to, że Sigmar wysłuchał Małego.

    Kurt podniósł się ciężko z bruku i schował miecz. Zatrzymał się przed Hieronimem i przez moment po prostu patrzył na starca. Wreszcie wielka, zakrwawiona dłoń Małego powędrowała ku karkowi mytnika, jakby chciał się upewnić, że Hieronim naprawdę tutaj stoi.

    – Miałeś rację. - rzekł krótko. - Sigmar czuwa nad nami! - Kurt spojrzał na Boscha znacznie surowiej, nie zdejmując wielkiej dłoni z jego karku. Palce Małego spoczywały tam niemal ostrożnie, choć przy różnicy ich postury wyglądało to raczej tak, jakby trzymał w garści coś, co mógłby złamać przez nieuwagę.

    - Skoro Sigmar zadał sobie trud, żeby utrzymać nas obu przy życiu, nie możemy teraz tego zmarnować. Wracajmy. - Następnie Kurt przez całą drogę pilnował, żeby Hieronim szedł przy nim. Skoro Sigmar czuwał nad Kurtem, Kurt uznał, że może w zamian czuwać nad Hieronimem. Młotodzierżca miał przecież wystarczająco dużo roboty.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Żołnierze Imperium
    MortarelM Mortarel

    Kartę mam niemal gotową, ostatnie szlify 🙂 przez weekend pewnie podeślę

    Archiwum

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    Kurt zatrzymał się dopiero wtedy, gdy zabrakło przed nim kolejnego przeciwnika. Stał przez moment z uniesioną tarczą i mieczem gotowym do następnego cięcia, ciężko łapiąc powietrze. Dopiero teraz dotarło do niego, że nie słyszy już miarowych komend dowódcy ani uderzeń włóczni o tarcze. Nie było obok Oswalda, nie było strzelających z tyłu kuszników. Co gorsza, nie słyszał nawet Hieronima, a na dodatek chyba był ranny.

    Obejrzał się. Pusta ulica za jego plecami wystarczyła, żeby zrozumiał swój błąd. W zapale pogoni oddalił się od magazynu znacznie bardziej, niż zamierzał. Hieronim powiedział, żeby zarżnął ich wszystkich, a Kurt, jak się teraz okazywało, potraktował to polecenie odrobinę zbyt dokładnie. Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad drogą powrotną. Usłyszał znajomy, bardziej zwierzęcy niż ludzki odgłos i odwrócił się w jego stronę. Kiedy dostrzegł diaboła, uśmiech, który jeszcze niedawno towarzyszył mu podczas walki, zniknął.

    Widział już, jak podobne stworzenie walczyło. Widział też, jak poprzednie nie chciało zdechnąć mimo wbitych w ciało bełtów. Dopiero gdy Hieronim trafił diaboła w gardło, to stwór padł.

    Kurt poprawił chwyt na rękojeści miecza, przesunął tarczę przed siebie i przyjął pozycję, w której zamierzał przyjąć ewentualną szarżę stworzenia. Jednocześnie ostrożnym krokiem powoli cofał się w kierunku magazynu. Jeśli diaboł miał rzucić się na niego tak jak poprzednie stworzenie, Kurt wolał przyjąć jego impet na tarczę, utrzymać się na nogach, a potem znaleźć mieczem to samo miejsce, które wcześniej wskazał bełt Hieronima. Wiedział, że celując ostrzem w krtań stworzenia, ma szansę je zabić.

    Obserwując uważnie stworzenie, Kurt opuścił na moment głowę. Nie znał wielu modlitw. Te, które słyszał w świątyni, były długie, pełne słów, których nie pamiętał i rzeczy, których nie rozumiał. Sigmar powinien jednak zrozumieć również prostszą modlitwę.

    – Sigmarze, daj mi siłę. Hieronim mówi, że jesteś ze mną. Niech ma rację.

    Mały podniósł głowę, spojrzał na diaboła i mocniej zaparł się za tarczą.

    – Chodź. - wycedził przez zęby rzucając diabołowi wyzywające spojrzenie.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Haha, a to dobre 😄

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa