Może jeszcze wypłynie nasiąknięty mocą, jak Obelix ^^
Mortarel
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze -
[Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - RekrutacjaKP wysłana, Pieter Falk, człowiek, przepatrywacz.
-
[WFRP 2ed] BögenhafenKurt otworzył oczy wybudzony nagłym hałasem. Huk rozniósł się w powietrzu niczym uderzenie w klatkę piersiową. Przez chwilę siedział nieruchomo, plecami do ściany, licząc oddechy. Wilgoć kapała gdzieś w ciemności. Dym był jeszcze słaby, ale już czuć go było w gardle.
Nasłuchiwał. Krzyków współwięźniów. Bełkotu wychudzonego. Pisków szczurów, które zawsze wiedziały pierwsze. Kurt znał ten moment – chwila, gdy jeszcze można wybrać, zanim zrobi się za późno.
Gdy pękł wychodek, podniósł się powoli. Smród uderzył jego nos, ale nie cofnął się. Podszedł bliżej i spojrzał w dół, mrużąc oczy, próbując dojrzeć krawędzie i cień ścieku. Potem zerknął na kraty, na korytarz za nimi. Straży nie było. Albo była gdzie indziej.
Dla Kurta sytuacja była prosta – ogień, dym, zawalona droga. Pozostanie w celi nie miało sensu.
Deklaracja akcji:
Kurt podchodzi do wychodka. Sprawdza wzrokiem głębokość i czy da się tam stanąć albo złapać czegokolwiek.
Jeśli jest możliwość bezpiecznego zejścia – schodzi na dół, wykorzystując ściany i krawędzie, żeby ustawić się stabilnie na dole.
Jeśli zapach będzie nie do zniesienia, to wykorzysta posiadany kawałek szmaty, aby osłonić nos.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeWitam wszystkich
mam nadzieję, że miło upłynie nam czas na wspólnej grze. -
[Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacjawstępnie się zgłaszam
pomyślę jeszcze nad koncepcją postaci -
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Mały Kurt vel Knut
Skrzyżowanie było złe. Za szerokie, za otwarte. Spojrzał w każdą z odnóg po kolei, licząc sylwetki, patrząc na sposób, w jaki się poruszali. Wolno. Równo. To mu się nie podobało.
Zerknął w stronę wieży świątyni. Zdawała się nie być daleko.
Kurt opuścił głowę, wysunął bark do przodu i wyszczerzył zęby w krótkim grymasie.
– Przez nich. Teraz. Bez stania.Kurt stara się utorować drogę do świątyni. Wykorzystując swoją masę, impet i ciężar kolczugi, taranem stara się przebić przez szyk przeciwników.
Nie cofa się i nie wiąże walką, chyba że nie będzie miał wyboru. Zamiast tego odpycha, przewraca, łamie drogę, uderzając mieczem krótko i brutalnie, by zrobić przejście.
Jeśli któryś przeciwnik upadnie – depcze go i idzie dalej. Gdy tylko powstanie luka –pomaga przedostać się reszcie do przodu i rusza dalej biegiem w stronę świątyni, nie oglądając się. -
[WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarzeKurt będzie osłaniał wejście, przejdzie przez bramę jako ostatni, o ile przeżyje

-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Mały Kurt vel Knut
Kurt widział to napięcie, nie w słowach, nie w gestach, lecz w oczach. Strażnicy patrzyli za długo. Za twardo. Za pusto. Kapłani to czuli. On też. To był ten moment, kiedy wszystko jeszcze stoi… ale każdy wie, że za chwilę się zawali.
Kurt nie czekał na to co zrobią inni. Atakując strażnika, Kurt jasno okazał, czyją stronę zajął. Zrobił pół kroku, nachylił się i jednym ruchem zgarnął z bruku miecz zabitego strażnika. Ostrze było śliskie od krwi, ale chwyt pewny. Ciężar znajomy.
Obrócił się od razu, stając szeroko między Zygfrydem a strażnikami.
– Bronić ojca świętego! – ryknął ze wszystkich sił, aby jego zamiar był znany każdemu w zasięgu głosu. Głos miał twardy, rozkazujący. Nie prosił. Rzucił to tak, jak rzuca się komendę przed bójką. Miecz trzymał nisko, gotowy do walki. Oczy wbił w strażników, czekając na to, który z nich odpowie na zawołanie. Liczył na to, że sama jego niepokojąca aparycja wystarczy, aby zniechęcić potencjalnych napasstników.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Mały Kurt vel Knut
Kurt odprowadził wzrokiem strażnika, dopóki ten nie wmieszał się w resztę. Napięcie zeszło, przynajmniej na chwilę. Na dziedzińcu znowu zrobiło się „zwyczajnie” — ktoś krwawił, ktoś ratował, ktoś udawał, że wie co robi.
Można było chwilowo odpocząć i złapać oddech. Kurt usiadł ciężko na kamieniu, opierając przedramiona na kolanach. Miecz trzymał luźno. Zerknął w stronę stosu. Płomienie powoli brały to, co jeszcze niedawno było ludźmi. Drewno trzaskało, tłuszcz skwierczał, dym szedł ciężko do góry.
Kurt na chwilę zmrużył oczy, obserwując jak płomień obejmuje kolejne kawałki drewna i to, co było pomiędzy nimi. Siedział tak jeszcze chwilę, grzejąc ręce przy ogniu.
-
[WFRP 2ed] Bögenhafen
Mały Kurt vel Knut
Kurt nie odrywał wzroku od ognia, gdy Bosch do niego mówił. Płomienie robiły swoje, powoli i dokładnie. Drewno, ciało — dla ognia nie było różnicy. Słuchał uważnie, choć z zewnątrz nie było tego widać. Na słowa o „wzajemnej pomocy” tylko lekko poruszył szczęką, jakby coś przeżuł w myślach. Nie spojrzał od razu na Hieronima. Dopiero po chwili skinął głową. Raz. Nic więcej nie dodał. Bosch mógł sobie iść, Kurt nie zatrzymywał go ani nie dopytywał. Jakby sprawa była już zamknięta, tylko jeszcze nie wdrożona w życie.
Kiedy mytnik odszedł, Kurt przesunął się bliżej stosu. Ciepło biło od ognia przyjemnie, nawet jeśli źródło było… jakie było. Położył się na plecach na kamieniach, ręce splótł przed sobą. Przez chwilę patrzył w dym unoszący się ku górze. Dobrze grzało. Przymknął oczy, ale nie spał. Zbierał siły na dalszą część wydarzeń.