Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
MortarelM

Mortarel

@Mortarel
Informacje
Posty
90
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Popiół i Śnieg
    MortarelM Mortarel

    Pieter Falk przez dłuższą chwilę milczał. Nie dlatego, że ważył słowa szczególnie starannie. Raczej dlatego, że słowa zwykle przychodziły mu z oporem, jakby każde trzeba było wydobyć spod śniegu, błota i starego zmęczenia. Stał nieco z boku, z barkiem opuszczonym pod ciężarem własnego płaszcza, i patrzył nie na Sneidera, nie na jego kapelusz, pistolet ani sakiewkę, lecz na wyrytą w jego głowie mapę. Na drogę ukrytą pod zaspami. Na białą linię traktu, której nikt rozsądny nie szukałby teraz bez powodu. Na miejsca, gdzie las schodził bliżej drogi, a wiatr potrafił nagle ucichnąć tak, że człowiek słyszał własną krew w uszach.

    Dunkelwald.

    Znał tę nazwę. Nie była ważna dla ludzi z miast ani dla poborców, którzy woleli drogi szersze, suchsze i lepiej opisane w papierach. Ale dla kogoś urodzonego w Hochlandzie, przy Górach Środkowych, takie miejsca nie były plamami na mapie. Były wspomnieniem zapachu mokrej kory, śladów racic w śniegu, dymu z osad, których nie widać było zza drzew, dopóki człowiek prawie na nie nie wszedł.

    Falk przesunął spojrzeniem po twarzy Łowcy Czarownic. Potem po rannym kapłanie. Potem znów ku oknu, za którym zamieć skrobała szkło, jakby chciała dostać się do środka i położyć dłoń na każdym karku.

    — Dwa dni — powiedział wreszcie.

    Głos miał niski, suchy, bez chęci robienia wrażenia. Nie brzmiał jak człowiek, który chce się targować, ani jak ktoś, kto próbuje dodać sobie odwagi. Raczej jak ktoś, kto podaje wagę martwego zwierzęcia albo odległość do miejsca, gdzie znaleziono ciało.

    — Jeśli śnieg nie pójdzie wyżej. Jeśli wiatr nie zasypie wszystkiego do rana. Na wieczór drugiego dnia można być w Dunkelwaldzie. - „Można” w tych stronach znaczyło mniej więcej tyle, co „jeżeli bogowie nie zechcą dla odmiany splunąć człowiekowi w twarz”. Każdy, kto choć raz zimą wyszedł poza światło karczemnych okien, powinien to wiedzieć bez tłumaczenia.

    Pieter poprawił pas na ramieniu. Skóra zaskrzypiała cicho. W izbie było ciasno, za ciepło i za bardzo śmierdziało krwią. Nie lubił takich pomieszczeń. Człowiek stał za blisko ścian, za blisko innych ludzi, za blisko cudzych oddechów i cudzych decyzji. Na zewnątrz przynajmniej wiadomo było, skąd wieje.

    — Droga idzie starym traktem. Słabo chodzonym. Zimą prawie go nie ma. Kamienie zasypane, koleiny zasypane, drzewa wszystkie jednakowe, jak ktoś nie zna okolicy. — Przerwał na chwilę i zasępił się.

    Spojrzał krótko na Tomasimo, kiedy niziołek skończył mówić. W tym spojrzeniu było coś starego, wojskowego, niewypowiedzianego. Fort Schippel. Białe Wzgórza. Zmarznięte dłonie, nocne alarmy, mokradła, w których ludzie zapadali się po pas, a czasem głębiej. Falk pamiętał niziołczy kapelusz sterczący nad wodą jak znak drogowy postawiony przez pijanego inżyniera. Pamiętał też inne rzeczy, mniej zabawne, których nie opowiadało się przy piwie, jeśli człowiek chciał potem zasnąć.

    — Nie ma osad po drodze — dodał. — Nie takich, gdzie można zapukać i dostać miskę zupy. Jedną noc trzeba będzie spędzić na zewnątrz. Może pod skałą. Może w jamie, jeśli znajdziemy suchą i pustą.

    Słowo „pustą” zawisło w powietrzu trochę ciężej niż reszta.

    Pieter nie spojrzał wtedy na rannego kapłana, ale czuł jego obecność. Czuł ją w zapachu krwi, w mokrym płótnie, w napięciu Łowcy. Ranny człowiek zawsze zmieniał rachunek drogi. Spowalniał marsz. Przyciągał zwierzęta. Wymuszał postoje tam, gdzie nie powinno się stawać. A jeżeli krew należała do kapłana Sigmara, niesionego przez Łowcę Czarownic po ataku zwierzoludzi, rachunek robił się jeszcze brzydszy.

    — Wilki są tam zawsze — mruknął. — Zwłaszcza o tej porze. Głodne. Ciche, dopóki nie będą blisko. Orkowie… może. Ludzie gadają dużo, kiedy śnieg zamknie ich pod dachem. Zwierzoludzie… - Urwał.

    W izbie przez chwilę słychać było tylko oddech kapłana i ciche stuknięcie czegoś za ścianą. Może belka pracowała od mrozu. Może ktoś w sali głównej przesunął kufel. Falk nie odwrócił głowy, ale oczy drgnęły mu w stronę drzwi.

    — Jeśli wyszli z zamieci raz, mogą wyjść drugi raz. - Nie było w tym straszenia. Po prostu stwierdzenie faktu. Takiego samego jak to, że śnieg padał, a człowiek w końcu marzł, jeśli stał za długo bez ruchu.

    Pieter przeniósł spojrzenie na Sneidera. Patrzył na niego inaczej niż większość ludzi patrzyła na Łowcę Czarownic. Bez jawnego buntu, ale też bez pokornego spuszczenia oczu. Raczej tak, jak patrzy się na źle przywiązanego konia, na zbyt świeży trop albo na drzewo nadłamane przez wichurę. Coś, co może jeszcze stać spokojnie albo zaraz spaść człowiekowi na głowę.

    — Kapłan z nami pójdzie? — zapytał w końcu. — Jeśli pójdzie, umrze po drodze albo spowolni nas tak, że noc zastanie nas w złym miejscu. - Było to niegrzeczne. Zbyt proste. Może nawet niestosowne. Pieter nie miał do takich rzeczy ręki. Nie umiał owijać prawdy w płótno, żeby wyglądała mniej paskudnie.

    — Krew przyszła tutaj razem z wami. Nie wiem, czy bestie poszły za tropem... - Falk przesunął dłonią po przerzedzonych włosach na czole, odruchowo, bez myśli. Potem opuścił rękę i spojrzał na sakiewkę Łowcy.

    Trzydzieści karlów.

    Za tyle człowiek mógł przez jakiś czas udawać, że życie nie jest tylko marszem od jednego nieszczęścia do następnego. Mógł kupić nowe buty, naprawić broń, zapłacić za dach, który nie przeciekał. Mógł też dać się zabić w śniegu za sprawę, która nie była jego sprawą, w wiosce, do której nikt rozsądny nie szedłby po zmroku. Pieter znał już takie rachunki. Zwykle wychodziły na minus.

    — Poprowadzę — powiedział krótko.

    Nie dodał „dla złota”, choć złoto miało znaczenie. Nie powiedział też „dla Imperium”, bo za dużo widział ludzi, którzy ginęli z takimi słowami na ustach i błotem w płucach. Nie powiedział „dla Sigmara”, bo nie lubił wypowiadać wielkich imion, kiedy pod paznokciami ludzi wciąż siedziała świeża krew.

    Po prostu poprowadzi. Bo znał drogę. Bo jeżeli ktoś inny spróbuje ją znaleźć, zabłądzi. Bo Dunkelwald leżał w Hochlandzie, a Hochland, choć brudny, zmarznięty i często niewdzięczny, był jego ziemią. I bo gdzieś tam, za dwoma dniami marszu, za jedną nocą pod gołym niebem, za wilkami i białą pustką traktu, coś najwyraźniej czekało.

    A Falk nie lubił rzeczy, które czekały w ciszy.

    — Ruszyć trzeba rano — dodał. — Przed świtem, jeśli wiatr siądzie. Weźmiemy liny, suchy opał, płachty, więcej jedzenia niż wygląda na potrzebne. I coś na opał, co zapali się nawet mokre. Kto ma dobre buty, niech je dziś sprawdzi. Kto nie ma, niech ukradnie albo kupi.

    Spojrzał po obecnych, na każdym zatrzymując wzrok tylko na moment. Nie szukał zgody. Raczej oceniał, kto pierwszy zacznie narzekać.

    — Na trakcie nie będzie gadania więcej niż trzeba. Nie po zmroku. Nie w lesie. Jak powiem stać, stoicie. Jak powiem zgasić światło, gasicie. Jak powiem, że coś jest nie tak… -Tu zawahał się nieznacznie. Może dlatego, że przez ułamek chwili wróciły inne śniegi, inne drzewa i inna cisza, której kiedyś nie usłuchał wystarczająco dokładnie. — …to nie pytacie od razu dlaczego.

    Dopiero wtedy cofnął się pół kroku, jakby uznał, że powiedział już więcej, niż powinien. W izbie wciąż pachniało krwią, mokrą wełną i alkoholem. Za drzwiami ludzie pewnie dalej szeptali o stosach, zwierzoludziach i nieszczęściu. Pieter Falk poprawił płaszcz na ramieniu i spojrzał jeszcze raz ku oknu. Śnieg dalej padał. Cicho, cierpliwie, jakby miał cały czas świata.

    Rozgrywka

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Może jeszcze wypłynie nasiąknięty mocą, jak Obelix ^^

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja
    MortarelM Mortarel

    KP wysłana, Pieter Falk, człowiek, przepatrywacz.

    Archiwum warhammer 2ed

  • Popiół i Śnieg
    MortarelM Mortarel

    Pieter Falk przez chwilę jeszcze trzymał łuk napięty, choć nie miał już do czego strzelać.

    Walka skończyła się szybciej, niż zdążyła naprawdę rozgorzeć. Palce nadal pamiętały opór cięciwy. Ramiona miały w sobie tę krótką, zimną gotowość, która pojawia się, kiedy coś biegnie prosto na człowieka z zębami wyszczerzonymi w ciemności. Dopiero po kilku oddechach opuścił broń, powoli, bez pośpiechu, jakby każdy gwałtowniejszy ruch mógł jeszcze sprowokować las do odpowiedzi.

    Patrzył na wilki. Na ciała zwalone w śnieg, na czerwone smugi rozmazane przy wejściu do pieczary, na parę unoszącą się z ran i z pysków, póki mróz nie zaczął odbierać im resztek ciepła. Zwykłe wilki wyglądały teraz mizerniej niż przed chwilą — chude, żałosne, głodne tak bardzo, że aż głupie. Głód potrafił zmienić zwierzę w coś, co przestawało bać się ognia, ludzi i stali. Pieter widział to wcześniej. Z ludźmi bywało podobnie.

    Większy basior był czymś innym. Na niego Falk patrzył krócej. Nie dlatego, że się nie bał, ale dlatego, że zbyt długie przyglądanie się rzeczom dotkniętym skazą nigdy nie przynosiło nic dobrego. Wystarczyło zobaczyć tyle, ile trzeba było zapamiętać: zielonkawa ślina, chore ślepia, smród gnicia, który nie należał do żywej bestii. Potem już lepiej było pozwolić ogniowi zrobić swoje. Kiedy Sneider przeciągnął truchło z dala od wejścia, Pieter odwrócił głowę i splunął w śnieg. Nie z pogardy. Raczej z potrzeby pozbycia się z ust smaku, którego wcale tam nie było.

    — Dobrze, że padł z daleka — mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek.

    Potem ruszył ku miejscu, z którego strzelał. Najpierw wrócił myślą do dwóch strzał. Jedna weszła w ciało wilka, czysto, między żebra, tam gdzie powinna. Druga uciekła w ciemność, prawdopodobnie przez dym, ruch zwierzęcia albo zwykłą złośliwość świata. Pieter nie miał w zwyczaju zostawiać po sobie rzeczy, jeśli nie musiał. Strzały kosztowały, a na trakcie wszystko, co dało się odzyskać, było warte schylenia karku.

    Podszedł do martwego wilka, którego położył pierwszym trafieniem. Przykucnął, przytrzymał łapą futro i ostrożnie poruszył drzewcem. Strzała tkwiła głęboko, ale nie była złamana. Wyciągnął ją powoli, z nieprzyjemnym, mokrym oporem. Obejrzał grot w blasku ognia, potem lotki. Skrzywił się lekko.

    — Ta jeszcze pójdzie — powiedział cicho.

    Wytarł grot o śnieg, potem o kawałek szmaty, dokładniej niż zwykle. Po tym, co widzieli tego dnia, nawet krew zwykłego wilka nie wydawała się już całkiem zwykła.

    Drugiej szukał dłużej. Wyszedł kilka kroków przed pieczarę, ale nie dalej, niż rozsądek pozwalał po zmroku. Pochylił się nisko, szukając cienkiego śladu w śniegu, miejsca, gdzie drzewce mogło wbić się pod kątem albo zniknąć między korzeniami. Ogień za plecami dawał za mało światła, a noc przed nim była gęsta i niechętna. Przez chwilę widział tylko biel, czerń pni i własny oddech. Ostatecznie poddał się, nie znalazłszy zguby.

    Wrócił do ognia akurat wtedy, gdy płomienie zaczęły brać większego wilka na dobre. Smród uderzył ostrzej, tłusty, gorzki, chory. Pieter odruchowo zasłonił usta rękawem i stanął tak, żeby dym nie szedł prosto na niego. Słyszał modlitwę Sneidera, niską i twardą, bardziej podobną do wyroku niż prośby.

    Pieter nie był człowiekiem modlitw. Przynajmniej nie takich, które wypowiada się głośno przy innych. Ale kiedy ogień zajął pysk bestii, a zielonkawa ślina syknęła w śniegu, Pieter przez krótką chwilę spuścił wzrok.

    — Niech się spali do kości — powiedział tylko.

    Kiedy Tomasimo wzniósł bukłak w niemal toastowym geście, Falk spojrzał na niego spod zmrużonych powiek. Niziołek miał w sobie tę dziwną, upartą żywotność, która bywała czasem bardziej irytująca niż hałas, ale po walce przy ogniu miała też coś kojącego. Jakby ktoś przypominał światu, że dopóki można wznieść bukłak, poprawić wąsa i pochwalić psa, dopóty noc jeszcze nie wygrała.

    Pieter skinął mu krótko głową. — Dobrze strzelałeś — rzucił.

    Potem spojrzał na Heinricha, który zabierał się do oprawiania wilków. Falk nie powiedział mu, żeby tego nie robił. Po ostrzeżeniu Sneidera i widoku chorego basiora każdy miał już dość rozumu, żeby wiedzieć, w co wkłada ręce. A jeśli nie miał, to żadna rada go nie ocali.

    Później zajął się koniem. Podszedł do zwierzęcia spokojnie, bokiem, bez gwałtownych ruchów. Koń nadal był niespokojny po zapachu wilków, huku pistoletu i ogniu, który teraz trawił coś, czego żadne zwierzę nie powinno było widzieć. Pieter położył mu dłoń na szyi, twardą, zimną, ale pewną. Sprawdził uwiąz, potem popręg, juki, nogi i kopyta. Obejrzał, czy zwierzę nie skaleczyło się, kiedy szarpnęło podczas ataku. Przesunął palcami po rzemieniach, poprawił jeden węzeł, drugi zawiązał na nowo. Upewnił się, że koń ma dość luzu, by nie spanikować od byle ruchu, ale nie tyle, by w nocy wpakować się w ognisko albo wyrwać między drzewa. Na koniec dosypał mu paszy tyle, ile mógł bez marnotrawienia zapasów.

    W takich warunkach koń nie był tylko koniem. Był ciepłem, ładunkiem, drogą powrotną i szansą na przewiezienie kogoś, kto jutro może nie mieć sił iść o własnych nogach.

    Dopiero gdy zwierzę uspokoiło się nieco, Pieter wrócił do swoich rzeczy. Rozłożył śpiwór pod ścianą pieczary, w miejscu, skąd miał dobry widok na wejście, ale nie leżał bezpośrednio na linii zimnego powietrza. Podłoże było twarde, nierówne i pachniało wilgotnym kamieniem. Lepsze to niż śnieg. Gorsze niż karczemna podłoga. W sam raz na życie, które ostatnio wszystkim przypadło w udziale.

    Przez chwilę patrzył na posłanie. Nie położył się. Zamiast tego wyjął z pakunku cienki sznurek. Dużo sznurka. Zwiniętego porządnie, nie dla ozdoby, lecz dla kogoś, kto wiedział, że w lesie czasem bardziej przydaje się cicha linka niż druga broń. Potem wydobył dwa niewielkie dzwoneczki.

    Były małe, niepozorne. W karczmie mogłyby wisieć przy drzwiach albo przy uprzęży kuca, wydając uprzejmy, prawie śmieszny dźwięk. W nocy, przed jaskinią, mogły obudzić człowieka o jedno uderzenie serca wcześniej.

    A czasem jedno uderzenie serca wystarczało.

    — Zrobię potykacze — powiedział do reszty, choć nie zabrzmiało to jak pytanie. — Przed wejściem. Nisko. Z dzwonkami.

    Potem wyszedł przed pieczarę, ostrożnie, z łukiem pod ręką i nożem przy pasie. Nie zapuszczał się daleko. Wybrał dwa miejsca po bokach podejścia, tam gdzie śnieg i kamienie naturalnie kierowały kroki ku wejściu. Jeden sznurek przeciągnął nisko, mniej więcej na wysokości kostki człowieka, między wystającym korzeniem a kamieniem przysypanym śniegiem. Drugi ustawił bardziej z boku, tam gdzie ktoś mógłby sądzić, że znalazł wygodniejszą ścieżkę. Dzwoneczki umocował tak, by nie brzęczały od byle podmuchu, ale odezwały się przy wyraźnym szarpnięciu.

    Pracował dokładnie, jak na tak prostą rzecz.

    Sprawdzał napięcie sznurka, poprawiał węzły, przysypywał ślady, odgarniał śnieg tam, gdzie zdradzałby za wiele. Nie próbował zastawić pułapki, która kogokolwiek zatrzyma. Chciał tylko, by ewentualny intruz został w porę usłyszany. Kiedy skończył, wrócił do środka i przez chwilę stał przy ogniu, grzejąc dłonie.

    Spojrzał ku wejściu. Za nim noc była czarna i cicha, tylko płonące truchło większego wilka dogasało dalej, śmierdząc skazą, tłuszczem i złym omenem. Potem usiadł przy swoim śpiworze, oparł łuk blisko ręki i zaczął wycierać odzyskaną strzałę jeszcze raz, choć nie było już z niej czego ścierać. Na wszelki wypadek oczyścił ją jeszcze w ogniu. Czasem dłonie musiały robić cokolwiek, żeby głowa nie wracała tam, gdzie nie trzeba. Następnie położył się spać, prosząc towarzyszy, aby obudzić go, gdy nadejdzie jego kolej trzymania warty.

    Rozgrywka

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Kurt i tak niewiele będzie myślał nad dalszym planem, on nie jest od takich rzeczy jak myślenie. Odpowiada mu to, że ktoś inny stworzy plan.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Kurt jest ochroniarzem, a nie mediatorem od spraw damsko-urzędniczych. Nawet kurtatela ma swoje granice, w szczególności, że Kurt nie jest jeszcze pewien, czy Sigmar pochwala takie rzeczy 😛

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    Kurt otworzył oczy wybudzony nagłym hałasem. Huk rozniósł się w powietrzu niczym uderzenie w klatkę piersiową. Przez chwilę siedział nieruchomo, plecami do ściany, licząc oddechy. Wilgoć kapała gdzieś w ciemności. Dym był jeszcze słaby, ale już czuć go było w gardle.

    Nasłuchiwał. Krzyków współwięźniów. Bełkotu wychudzonego. Pisków szczurów, które zawsze wiedziały pierwsze. Kurt znał ten moment – chwila, gdy jeszcze można wybrać, zanim zrobi się za późno.

    Gdy pękł wychodek, podniósł się powoli. Smród uderzył jego nos, ale nie cofnął się. Podszedł bliżej i spojrzał w dół, mrużąc oczy, próbując dojrzeć krawędzie i cień ścieku. Potem zerknął na kraty, na korytarz za nimi. Straży nie było. Albo była gdzie indziej.

    Dla Kurta sytuacja była prosta – ogień, dym, zawalona droga. Pozostanie w celi nie miało sensu.

    Deklaracja akcji:

    Kurt podchodzi do wychodka. Sprawdza wzrokiem głębokość i czy da się tam stanąć albo złapać czegokolwiek.

    Jeśli jest możliwość bezpiecznego zejścia – schodzi na dół, wykorzystując ściany i krawędzie, żeby ustawić się stabilnie na dole.

    Jeśli zapach będzie nie do zniesienia, to wykorzysta posiadany kawałek szmaty, aby osłonić nos.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja
    MortarelM Mortarel

    wstępnie się zgłaszam 🙂 pomyślę jeszcze nad koncepcją postaci

    Archiwum warhammer 2ed

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Witam wszystkich 🙂 mam nadzieję, że miło upłynie nam czas na wspólnej grze.

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    ochroniarz-awatar2.png

    Mały Kurt vel Knut

    Skrzyżowanie było złe. Za szerokie, za otwarte. Spojrzał w każdą z odnóg po kolei, licząc sylwetki, patrząc na sposób, w jaki się poruszali. Wolno. Równo. To mu się nie podobało.

    Zerknął w stronę wieży świątyni. Zdawała się nie być daleko.

    Kurt opuścił głowę, wysunął bark do przodu i wyszczerzył zęby w krótkim grymasie.
    – Przez nich. Teraz. Bez stania.

    Kurt stara się utorować drogę do świątyni. Wykorzystując swoją masę, impet i ciężar kolczugi, taranem stara się przebić przez szyk przeciwników.
    Nie cofa się i nie wiąże walką, chyba że nie będzie miał wyboru. Zamiast tego odpycha, przewraca, łamie drogę, uderzając mieczem krótko i brutalnie, by zrobić przejście.
    Jeśli któryś przeciwnik upadnie – depcze go i idzie dalej. Gdy tylko powstanie luka –pomaga przedostać się reszcie do przodu i rusza dalej biegiem w stronę świątyni, nie oglądając się.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    Kurt będzie osłaniał wejście, przejdzie przez bramę jako ostatni, o ile przeżyje 😄

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    avatarrr.png

    Mały Kurt vel Knut

    Kurt widział to napięcie, nie w słowach, nie w gestach, lecz w oczach. Strażnicy patrzyli za długo. Za twardo. Za pusto. Kapłani to czuli. On też. To był ten moment, kiedy wszystko jeszcze stoi… ale każdy wie, że za chwilę się zawali.

    Kurt nie czekał na to co zrobią inni. Atakując strażnika, Kurt jasno okazał, czyją stronę zajął. Zrobił pół kroku, nachylił się i jednym ruchem zgarnął z bruku miecz zabitego strażnika. Ostrze było śliskie od krwi, ale chwyt pewny. Ciężar znajomy.

    Obrócił się od razu, stając szeroko między Zygfrydem a strażnikami.

    – Bronić ojca świętego! – ryknął ze wszystkich sił, aby jego zamiar był znany każdemu w zasięgu głosu. Głos miał twardy, rozkazujący. Nie prosił. Rzucił to tak, jak rzuca się komendę przed bójką. Miecz trzymał nisko, gotowy do walki. Oczy wbił w strażników, czekając na to, który z nich odpowie na zawołanie. Liczył na to, że sama jego niepokojąca aparycja wystarczy, aby zniechęcić potencjalnych napasstników.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Popiół i Śnieg
    MortarelM Mortarel

    ja bym jeszcze wprowadził podklasy według rasy konia 😱

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    Wojownik przy ogniu w nocy.png

    Mały Kurt vel Knut

    Kurt odprowadził wzrokiem strażnika, dopóki ten nie wmieszał się w resztę. Napięcie zeszło, przynajmniej na chwilę. Na dziedzińcu znowu zrobiło się „zwyczajnie” — ktoś krwawił, ktoś ratował, ktoś udawał, że wie co robi.

    Można było chwilowo odpocząć i złapać oddech. Kurt usiadł ciężko na kamieniu, opierając przedramiona na kolanach. Miecz trzymał luźno. Zerknął w stronę stosu. Płomienie powoli brały to, co jeszcze niedawno było ludźmi. Drewno trzaskało, tłuszcz skwierczał, dym szedł ciężko do góry.

    Kurt na chwilę zmrużył oczy, obserwując jak płomień obejmuje kolejne kawałki drewna i to, co było pomiędzy nimi. Siedział tak jeszcze chwilę, grzejąc ręce przy ogniu.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • Popiół i Śnieg
    MortarelM Mortarel

    Nie będę przerzucał, jestem zadowolony, że wyszły 2 z 3 testów, a obawiam się, że później PS mogą być bardziej przydatne 😛

    Dam szansę innym jeśli chodzi o tropienie 🙂

    Komentarze

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    ChatGPT Image 17 kwi 2026, 14_06_14.png

    Mały Kurt vel Knut

    Kurt nie odrywał wzroku od ognia, gdy Bosch do niego mówił. Płomienie robiły swoje, powoli i dokładnie. Drewno, ciało — dla ognia nie było różnicy. Słuchał uważnie, choć z zewnątrz nie było tego widać. Na słowa o „wzajemnej pomocy” tylko lekko poruszył szczęką, jakby coś przeżuł w myślach. Nie spojrzał od razu na Hieronima. Dopiero po chwili skinął głową. Raz. Nic więcej nie dodał. Bosch mógł sobie iść, Kurt nie zatrzymywał go ani nie dopytywał. Jakby sprawa była już zamknięta, tylko jeszcze nie wdrożona w życie.

    Kiedy mytnik odszedł, Kurt przesunął się bliżej stosu. Ciepło biło od ognia przyjemnie, nawet jeśli źródło było… jakie było. Położył się na plecach na kamieniach, ręce splótł przed sobą. Przez chwilę patrzył w dym unoszący się ku górze. Dobrze grzało. Przymknął oczy, ale nie spał. Zbierał siły na dalszą część wydarzeń.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen - komentarze
    MortarelM Mortarel

    próbuję wpisać się w klimat sesji, który nie był początkowo taki oczywisty 😛

    Komentarze wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    avv.png

    Mały Kurt vel Knut

    Kurt obserwował strażników, szczególnie tego jednego, który się nie wycofał. Widział, że reszta odpuściła, ale ten nadal był napięty, jakby tylko czekał na moment.

    Podniósł lekko miecz i sprawdził go w dłoni krótkim ruchem. Broń była dobrze wyważona, reagowała szybko. To wystarczyło.

    Spojrzał na strażnika. Czekał w gotowości.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    ChatGPT Image 25 kwi 2026, 12_31_05.png

    Mały Kurt vel Knut

    Kurt leżał na plecach, patrząc w dym unoszący się znad stosu. Raz był gęsty, raz się rwał, jakby sam nie mógł się zdecydować, w którą stronę iść. Słowa Boscha wróciły same. Nie rozumiał połowy z tego, co tamten powiedział. "Mania", „kurtatela”, „nadania”… za dużo trudnych słów jak na prostą sprawę. Ale sens był jasny. Jeden gada, drugi pilnuje.

    Kurt zmrużył oczy. Nie pierwszy raz ktoś tak mówił, kiedy chciał mieć go po swojej stronie. Przewrócił się lekko na bok, podpierając na łokciu. Spojrzał w stronę świątyni, potem na ludzi kręcących się po dziedzińcu, później na Boscha. Bosch miał gadane. Tacy czasem się przydają. Czasem pierwsi giną. Kurt splunął w bok. Przez chwilę jeszcze patrzył na ogień, jakby coś w nim liczył.

    – Aha... - mruknął.

    Opadł z powrotem na kamień, zamykając oczy na moment. Nie spał.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen

  • [WFRP 2ed] Bögenhafen
    MortarelM Mortarel

    Kurt już podczas poprzedniej rozmowy z Hieronimem zgodził się objąć ową misję swoją Kurtatelą. Zresztą robił to niemal od samego początku. Można byłoby rzec, że wręcz pasował do tego jak mało kto, a jeśli dzięki temu miał zostać oczyszczony ze swoich przewin, to tym bardziej mu to pasowało. Kiwnął więc głowo twierdząco, bo nie zwykł zbyt dużo mówić, a nikt i tak specjalnie nie oczekiwał tego od niego.

    Rozgrywka wfrp 2ed krótkie odpisy survival bögenhafen
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa