Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
Pipboy79P

Pipboy79

@Pipboy79
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
281
Tematy
9
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
2
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Mechanika Bastionowa (wariacja Warhammer 2ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Siemka

    Wstęp

    - Chciałem Wam przedstawić swoją autorską przeróbkę mechaniki Warhammera 2-ed. Stosuję ją w swoich sesjach Warhammera np. “Bastion”, “Kultyści” czy “Skarby Lustrii”. I uważam, że jak na mechanikę szczegółową to częściej mi się sprawdza w sesjach niż nie. No a to ja, jako MG, mam z nią najwięcej styczności w sesjach. Dla Graczy, w wersji minimalnej to kontakt z cyferkami może się skończyć po wysłaniu KP. Niemniej chciałem zaprezentować tą mechanikę szerszemu gronu a nie tylko moim Graczom.

    Warhammer - Mechanika szczegółowa

    - Nie wiem czy jest jakaś oficjalna nazwa na ten rodzaj mechanik gier jaką ma Warhammer. Ja je na swoje potrzeby nazywam “szczegółowymi”. Bo opisują każdy lub wiekszosć detali danej sceny a nie całą scenę jako całość. Do tej kategorii myślę, zalicza się większość klasycznych mechanik czyli Warhammer, Neuroshima, D&D, Wampir Maskarada nawet moja autorka (Parchy). To te mechaniki gdzie opisuje się ile metrów można przebiec w turze, ile razy strzelić, zrobić unik, zaatakować wręcz itd. Takie co szatkują sceny akcji czy skradanek na mniejsze klocki z jakich dopiero buduje się na żywo daną scenę właśnie. Moim skromnym, zdaniem to całkiem niezłe rozwiązanie ale skonstruowane z myślą o sesjach stołowych gdzie gra się na zywo. Natomiast niezbyt się sprawdzają w sesjach forumowych. Dlaczego? Ponieważ przepływ informacji jest znacznie spowolniony w porównaniu do spotkania na żywo. I jak zwykłem mawiać, w sesji forumowej najwięcej czasu spędza się nie tyle na kostkowaniu walki, liczeniu segmentów czy sprawdzaniu statów ile na skompletowaniu deklarek od wszystkich Graczy. Dlatego uważam, że w sesji forumowej bardziej sprawdzają się mechaniki jakie w paru rzutach edytują całą scenę a nie jej pojedyncze klocki z jakich się ją buduje. Wtedy wystarczy jeden komplet deklaracji od Graczy i można sprawdzać wynik na kostkach całej sceny.

    - Piszę o tym dlatego, że moja mechanika do Warhammera - Bastion - to raczej nakładka na oryginalną a nie jakaś rewolucja i kompletnie coś innego. W przypadku gry forumowej więc cierpi na te same bolączki i słabości co forumowa. Często bowiem słyszę, nie tylko w stosunku do mechaniki Warhammera, że spowalnia grę. Że długo się rzuca takie walki. Moim zdaniem to właśnie z powodu owej bolączki zebrania kompletu deklarek i dotyczy to każdej mechaniki szczegółowej napisanej dla gier stołowych jakie gra się przez forum.

    Mechanika Bastionu - podstawy

    - A na czym polega ta moja nakładka na oryginalną mechanikę? Jak wiadomo, w Warhammerze (i nie tylko) są dwa podstawowe rodzaje testów: zwykłe i przeciwstawne. Zwykłe testy to się sprawdza ile ma ktoś potrzebnej Cechy +/- różne modyfikatory. Jak wyrzuci tyle co ta wartość lub mniej to osiągnął sukces jak więcej to porażkę. Koniec. Tak się rzuca np. ataki bronią zasięgową albo wypatrywanie pułapki. I tu raczej wiele się nie zmieniło w stosunku do oryginalnej mechaniki.

    - Drugim rodzajem testów są testy przeciwstawne. Czyli jak obie strony sprawdzają komu lepiej poszło. Tak się rzuca np. na skradanie pod kogoś, przekonywanie, blef albo na walkę wręcz. W oryginalnej mechanice obie strony wykonują potrzebne rzuty. Po czym sprawdza się ilość sukcesów lub porażek komu lepiej poszło. W Bastionie jednak jest to rozwiązane inaczej.

    - Podstawowa filozofia jest taka: albo coś się uda albo nie. Fifty - fifty. A na skali 1-100 oznacza to podział od 1 do 50 i od 51 do 100. Dlatego bazą takich testów jest wartość 50. Do tego dodaje się wartość jednej strony i odejmuje drugiej. Otrzymana różnica to proporcja szans komu może się udać taki test. I robi się jeden rzut zamiast dwóch.

    Przykład:

    Skradanie

    Zwiadowca chce się podkraść do strażnika.

    Zwiadowca: ZRĘ 45 + 10 z umiejętności = 55
    Strażnik: ZRĘ 35 + 0 z umiejętności = 35

    Rachunki: 50 (baza) + 55 (Zwiadowca) - 35 (Strażnik) = 70

    Interpretacja: na rzucie 1k100 wynik 1-69 to sukces Zwiadowcy, wynik 70 to remis, wynik 71-00 to sukces strażnika

    - Na tym polega esencja całego pomysłu z tymi rzutami przeciwstawnymi. Uważam, że jest to całkiem proste i intuicyjne rozwiązanie. Trochę wprawy i śmiga to całkiem płynnie. Jak ktoś by miał z tym problemy z liczeniem w pamięci zwykły kalkulator powinien załatwić sprawę.

    Zalety:

    - Znika problem niskich statów a więc niskich szans na wykostkowanie sukcesu przez niskopoziomowe postacie. Co jest jedną z bolączek oryginalnego Warhammera. Jak widać na powyższym przykładzie Zwiadowca nie ma jakichś epickich statystyk. Ale jak trafia na kogoś kto ma chociaż trochę niższe jego szanse na wykulanie sukcesu znacznie rosną.

    - Jeden rzut daje wynik za całą akcję. W powyższym przykładzie nie jest istotne czy BG byłby Zwiadowca czy Strażnik. Statystyki by się nie zmieniły. Domyślnie ta pierwsza strona opisana jest jako BG lub ich sojusznicy. Ale równie dobrze można odwrócić sytuację gdy to np. do BG - Strażnika ktoś się próbuje podkraść. Wówczas można odwrócić to równanie i rachunki wyglądałyby tak: 50+35-55=30. Na 1-29 wygrywa strażnik, na 30 jest remis, na 31-00 wygrywa Zwiadowca.

    Jakość sukcesu lub porażki

    Jeśli komuś potrzeba to może być istotne określenie jak bardzo się komuś coś udało lub nie. Czyli określenie poziomu sukcesu lub porażki. Na przykład jak blisko udało się podkraść skradaczowi albo jak się udało kogoś przekonać. Pomaga to też pogrupować podobne sobie wyniki w podobne kategorie.

    Ja pogrupowałem te wyniki w różne kategorie. Skok zrobiłem co 20 pkt. I wszystkie wyniki z danej kategorii oznaczają w miarę zbliżony efekt końcowy. Zaś porażki i sukcesy mają lustrzane nazwy np. mały sukces - mała porażka, duży sukces - duża porażka.

    Wyniki rzutów

    91+ > epicki sukces (ep.suk)
    71 - 90 > spektakularny sukces (sp.suk)
    51 - 70 > duży sukces (du.suk)
    31 - 50 > średni sukces (śr.suk)
    11 - 30 > mały sukces (ma.suk)
    10 - -10 > remis (remis)
    -11 - -30 > mała porażka (ma.por)
    -31 - -50 > średnia porażka (śr.por)
    -51 - -70 > duża porażka (du.por)
    -71 - -90 > spektakularna porażka (sp.por)
    -91> > epicka porażka (ep.por)

    - Czyli jeśli np. w tym pierwszym przykładzie między Zwiadowcą a Strażnikiem wypadałoby na 1k100 np. 41 wówczas gdyby było ważne tylko czy się udało no to udało się Zwiadowcy bo wynik jest po jego stronie puli (od 01 do 69). Jeśli jednak byłoby ważne jak bardzo się udało to sprawdza się to następująco:

    Wynik remisowy: w tym wypadku jest to 70
    Wynik rzutu kostką: 41

    Rachunki: 70 - 41 = 29 > ma.suk (wyniki od 11 do 30)

    - Same wyniki, że ktoś w danym teście osiągnął małą porażkę czy średni sukces mogą się wydawać zbyt abstrakcyjne dla zwizualizowania sobie konkretnej sceny i rzutu. Dlatego wiele z tych umiejętności dostało osobne tabelki z wynikami takich rzutów. Ale w tej chwili nie będe ich tutaj przytaczał.

    - Powyżej prezentuje podział i interpretację wyników jakie uszyłem na własne potrzeby. Jeśli jednak jakiś MG czy grupa potrzebowałaby innych to proszę bardzo. Równie dobrze ilość progów może wydawać się zbyt duża i można je podzielić co 30 pkt albo zbyt mała i można zrobić te progi 10-cio punktowe. Te 20 wydało mi się w miarę uniwersalne. Podobnie z nazwami tych progów, nie bawiłem się w finezję i jak ktoś chce może sobie je pozmieniać. I nie inaczej jest z interpretacją już konkretnych progów do fabularnych efektów. Komuś nie spodobają się te propozycje jakie ja uszyłem może zrobić własną rozpiskę.

    Dowolność doboru cech i brak Profesji

    Zapewne wiadomo jak działają Profesję w oryginalnej mechanice Warhammera. Jest jakiś obrazek, opis, oraz zestaw rozwoju cech i umiejętności jakie przypisane są do danej Profesji. Oraz strzałki rozwoju kariery jak można dostać się na tą Profesję albo przejsć do następnej. Tak w największym skrócie.

    W Bastionie właściwie nie ma tych Profesji. Albo raczej każdy może sam sobie uszyć taką profesję. Lub zmodyfikować tą z podręcznika coś do niej dodając lub odejmując. Pozwala to uszyć postać jaką trudno byłoby zmajstrować po oryginalnych, podręcznikowych Profesjach. Jeśli jednak ktoś chce nic nie stoi na przeszkodzie aby otworzyć podręcznik i przepisać sobie umiejętności i zdolności z danej profesji. Zalecam to zwłaszcza magom którzy mają część umiejętności jakie są niezbędne do sprawnego posługiwania się magią. Ja np. projektując swoich BN-ów do sesji wciąż posiłkuję się podręcznikiem co najwyżej modyfikując część statystyk przez zamianę jednych umiejętności czy zdolności na te co mi się wydają bardziej odpowiednie do danej postaci.

    Górne limity statystyk

    Ponieważ każdy może sam sobie uszyć swoją profesję jest realne, że początkowa postać będzie miała całkiem wysokie niektóre statystyki. Zwłaszcza te które uznaje za najważniejsze dla swojej postaci. A pozostałe będą pewnie na średnim poziomie (w granicach 30). Gracz wybiera swojej postaci dwie priorytetowe cechy, dwie poślednie i cztery pozostałe jako standardowe. Górny limit priorytetowych to do 70, standardowych do 60 a poślednich do 50. Są to limity zarówno na czas tworzenia KP jak i sesji.

    Przykład:

    Potrzebny mi wojownik, typowy trep z tarczą i włócznią. Więc za priorytetowe uznaje mu WW i KRZ. Te mogę podczas projektowania postaci jak i potem w sesji rozwinąć do 70. Za najmniej potrzebne uznaję INT i OGŁ. Bo to nie jest ktoś od gadania i myślenia. Te poślednie cechy mogę rozwinąć do 50. Zaś pozostałe (US, ODP, ZRĘ, SW) to cechy standardowe, te mogę rozwijać tej postaci do 60.

    Cennik rozwoju

    - Zarówno podczas tworzenia postaci jak i potem w grze można za punkty dokupić sobie wyższe statystyki dla swojej postaci albo pomocników jeśli postać główna je ma. Liczy się je od poziomu cech bazowych dla danej rasy np. dla ludzi jest to zwykle poziom cech od 30. Więc podobnie jak w oryginalnej mechanice rozwój cechy o 5 (30>35) to koszt 100 pkt, kolejne 5 to kolejne 100 pkt. itd. Jednak nie wszystkie rozwoje kosztują 100 pkt i ich ceny są zaprezentowane poniżej.

    Szybkość o 1 = 200 PD. (max o 1 na całą grę, łącznie z B.Szybki).
    Cechy dwucyfrowe (od WW do OGŁ) o 5 = 100 PD (max do 50, 60 i 70)
    Żywotność o 1 = 200 pkt. (max o 4).
    Atak o 1 = 300 pkt. (max do 3)
    Mag o 1 = 500 pkt. (max do 3)
    Ranga o 1 = 300 pkt.
    umiejętność podstawowe i zdolności = 100 PD.
    umiejętności zaawansowane = 300 PD

    - Powyższe dane to taki podstawowy zestaw jaki zwykle stosuję w swoich rekrutacjach i sesjach. Ale możliwa jest pewna modyfikacja. Na przykład jeśli osią przygody ma być banda nastolatków to powinni oni mieć niższe statystyki i limity niż dorośli. Albo jeśli sercem sesji mają być dworskie, polityczne czy kupieckie intrygi lub BG mają być oficerami na statku czy w wojsku to bazowa Ranga może być wyższa. Albo jeśli to ma być sesja dla BG - magów wszyscy mogą mieć ze startu 1 Magii lub jak wojowników to 1 Atak. Ale podstawowa wersja wygląda właśnie jak to przedstawiłem powyżej.

    Atak = 0

    - Przy tworzeniu KP, w przeciwieństwie do oryginału, każda postać ma Atak na 0. Więc jeśli chce sobie rozwinąć to musi wydać 300 pkt aby rozwinąć Atak 0>1.

    - Atak na 0 oznacza, że postać jest pacyfistą i nie lubi lub obawia się używać przemocy bezpośredniej. Nie może więc sama zaczynać walki wręcz. Może stać się jednak obiektem ataku czy napaści jaka wymusi na niej walkę i rzuty na WW. Wówczas testuje się to tak samo jak u innych postaci z Atakiem 1+ jednak w razie sukcesu takiego rzutu postać nie zadaje obrażeń. Może odepchnąć przeciwnika, próbować go złapać i unieruchomić ale nie zada żadnych obrażeń. W walce bezpośredniej jest to czysto defensywna postać. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby dowolnie używała broni zasięgowej (US) czy pułapek.

    - Atak też działa nieco inaczej niż w oryginale. Dokładniej to każdy poziom Ataku daje 1 kość k100. Czyli np. Atak 1 = 1k100, Atak 2 = 2k100, Atak 3 = 3k100 itd. Rzuca się odpowiednią ilością kości i wybiera się najlepszy wynik do sprawdzenia kto kogo trafił.

    Przykład:

    Weteran ma Atak 2
    Gladiator ma Atak 3

    Podczas swojej tury Weteran rzuca 2k100 np. 35 i 73. Do sprawdzania wyniku WW sprawdza lepszy rzut czyli w tym wypadku 35.

    W swojej turze Gladiator rzuca 3k100 np. 62,55,20. I też wybiera najlepszy wynik czyli 20 do sprawdzania kto kogo trafił.

    Ranga czyli pozycja społeczna

    - O ile wszystkie powyższe zasady to jakaś modyfikacja oryginalnych to Ranga to coś nowego. Ranga jest nową statystyką wymyśloną przeze mnie dla oddania pozycji społecznej i zasobności danej postaci. Mówi ona na jakim szczeblu drabiny społecznej zajmuje dany przedstawiciel tego społeczeństwa. W końcu Warhammer bazuje na systemie feudalnym gdzie nie ma miejsca na takie dyrdymały jak równość czy demokracja. I to mi się wydaje cechą charakterystyczną dla realiów bazujących na średniowieczu i renesansie jaką warto oddać także mechanicznie. Bo to jeden z elementów jaki właśnie różnią te realia od tego co mamy za oknem. To u nas dominuje równość i demokracja ale nie w feudalizmie. Chyba, że wewnątrz własnej klasy społecznej. I to właśnie oddają Rangi.

    - Rangi są względnie drogie. Jeden poziom kosztuje 300 pkt. Czyli tyle samo co Atak i już tylko Magia jest droższa (500 pkt). Co więcej skala jest o wiele większa bo od 1 do 15. Chociaż na co dzień najczęściej pewnie by się spotykało przedstawicieli do 7-9 Rangi. Chyba, że sesja toczyłaby się z założenia w wyższych kręgach. Dlatego jak zauważyłem spora ilość Graczy jedzie po minimalizmie w tych Rangach preferując wydawanie pkt przy tworzeniu postaci na inne rzeczy. Niemniej to oznacza, że raczej zostają na samym dnie drabiny społecznej i wiele drzwi z wyższych sfer czy urzędów może być przed nimi zamkniętych bo mówiąc kolokwialnie - są plebsem. Jeśli ktoś nie ma z tym problemu bo zamierza grać zwykłym soldatem, parobkiem, kurierem czy kimś takim to nie ma sprawy. Jednak jeśli już ktoś celuje w kupca, szlachcica, oficera, sierżanta, maga, kapłana no to już wypada zainwestować w te Rangi aby społeczeństwo właśnie tak odbierało tą postać.

    - Rangi widać. Fabularnie różnica Rang o 1 poziom jest zauważalna ale jeszcze nie aż tak wielka. Ot ktoś z Rangą 3 no jest trochę lepszy, ważniejszy, bogatszy, lepiej ubrany od kogoś z Rangą 2 ale podobnie może się czuć bardziej ubogo do kogoś z Rangą 4. Dalej jednak nie są to istotne różnice i mniej więcej są sobie równi. Różnica o 2 poziomy jest już jednak od razu widoczna i już mówienie o równości jest mocno naciągane. Niby ta sama klasa ale już raczej dwie różne jej krańce. Różnica o 3 to już ogromna i nie do przeskoczenia. Ewidentnie widać kto tu jest ważniejszy, bogatszy, dostojniejszy i wyżej w hierarchii. Przynajmniej tak to wygląda przy standardowych sytuacjach np. na trakcie, ulicy, karczmie, urzędzie itd.

    Fabularna modyfikacja Rang

    - Może się zdarzyć tak, że ktoś by chciał grać postacią ale nie stać go na Rangę jaką powinna mieć przedstawiciel takiej profesji. Jest to do pewnego stopnia możliwe tak jak wspomniałem powyżej. Fabularnie to mogą być różne okoliczności, zwykle niesprzyjające, które realnie obniżają pozycję społeczną danej osoby. Choćby to, że osoba jest dzieckiem albo niepełnoletnia a więc nie w pełni praw jak jej rodzice. To może w praktyce obniżać Rangę o 1-3 poziomy (im młodsza postać tym bardziej). Daleka podróż. W końcu czy kupiec czy szlachcic nie zabierze ze sobą w podróż całego majątku i sług więc na takim wyjeździe ma mniejsze możliwości niż u siebie. Jakaś katastrofa np. zgnilizna na polach obfitująca w słabsze plony, wyjątkowo nieurodzajne ziemie jakie zajmuje dana postać, pożar czy powódź jaka niszczy lub poważnie uszkadza magazyn, sklep, statek. Wreszcie długi, wyrok sądowy, okrycie się hańbą, zła sława to wszystko może odpowiednio zmodyfikować realną Rangę postaci. Ale dobrze aby nie więcej niż o 1-3 poziomy. Podobnie można ją edytować na korzyść trzeba jednak uzgodnić z MG jakieś pozytywne okoliczności jakie w oczach okolicy podnoszą Rangę ponad swój standardowy poziom. Czyli jak ktoś chce grać szlachcicem to wypada mieć Rangę 8. Ale, że to może być trudne do osiągnięcia na start sesji może grać jakimś szlachcicem po przejściach jakie obniżyły jego statut no ale nie niżej niż Ranga 5.

    Stabilność Rang

    - Specyfiką Rang jest to, że raczej nie można ich podnieść za PD-ki w trakcie gry. Tak samo jak z dnia na dzień chłop nie zacznie być odbierany jako ktoś więcej niż chłop. Do tego muszą zaistnieć wyjątkowe okoliczności jakie tłumaczyłyby taki awans społeczny. Przydaje się więc to na coś w rodzaju nagrody na zakończenie jakiejś kampanii lub ważnego jej etapu lub za szczególnie bohaterski lub wyjątkowy wyczyn jaki wpływa na lokalne miasto, gminę czy podobny obszar i społeczność. Powiedzmy awans za szczególne bohaterstwo podczas bitwy, mianowanie na urzędnika, dostępie miejsca w zarządzie jakiejś gildii, patent oficerski, małżeństwo z kimś o wyższej Randze czy po prostu z kimś sławnym/popularnym lub udana kariera artystyczna. Ale tak za same PD-ki to raczej nie powinno dać się kupić wyższej Rangi.

    Ranga - wpływ na testy społeczne

    - Rangi też raczej się nie testuje jako takiej. Jednak wpływa ona na kontakty społeczne. Dokładnie osoba z wyższą Rangą dostaje bonus +5 do testów socjalnych za każdy poziom różnicy. Czy to chodzi o flirt, zastraszanie, negocjacje handlowe bogatemu, znanemu i potężnemu jest łatwiej niż anonimowemu gołodupcowi bez koneksji i nazwiska.

    Przykład:

    Szlachcic (OGŁ 45; Ranga 😎 przychodzi do kupca (SW 35 + 10 za umiejętności; Ranga 4) i chce wynegocjować jakąś umowę. Normalnie były to przeciwstawny test na targowanie.

    Szlachcic OGŁ 45 + 0 = 45
    Kupiec SW 35 + 10 = 45

    Rachunki: 50 + 45 - 45 = 50

    Interpretacja: Szlachcic wygrywa na 01-49, na 50 jest remis, na 51-100 wygrywa kupiec.

    Jak widać wedle oryginału obaj by mieli mniej więcej równe szanse na osiągnięcie sukcesu w tych negocjacjach. A teraz pokażę jakby to wyglądało uwzględniając różnicę w ich pozycji społecznej czyli Rangi.

    Szlachcic OGŁ 45 + 0 = 45 (Ranga 😎
    Kupiec SW 35 + 10 = 45 (Ranga 4)

    Ranga 8 - 4 = 4 (4x5=20 > Szlachcic dostaje bonus +20 czyli łącznie ma 45+20=65)

    Rachunki: 50 + 65 - 45 = 70

    Interpetacja: Szlachcic wygrywa na 01-69, na 70 jest remis, na 71-100 wygrywa kupiec.

    - Matematycznie można to samo policzyć na więcej niż jeden sposób. Jak ja zwykle robię te rachunki w excel to mi łatwiej przypisać stały modyfikator do danej Rangi i jego wpisywać w rachunki.

    Ranga 1 = -30
    Ranga 2 = -25
    Ranga 3 = -20
    Ranga 4 = -15
    Ranga 5 = -10
    Ranga 6 = -5
    Ranga 7 = 0
    Ranga 8 = +5
    Ranga 9 = +10
    Ranga 10 = +15

    Powyższy przykład ze Szlachcicem i Kupcem

    Szlachic OGŁ 45 + 0 = 45 (Ranga 8 > +5) +5 = 50
    Kupiec SW 35 + 10 = 45 (Ranga 4 > -15) = 30

    Rachunki: 50 + 50 - 30 = 70

    Interpetacja: Szlachcic wygrywa na 01-69, na 70 jest remis, na 71-100 wygrywa kupiec.

    - Poniżej jest lista przykładowych profesji. Są to raczej takie standardowe przykłady dla danej profesji. Na przykład standardowy karczmarz ma Rangę 3. Ale jak cienko przędzie albo lokal jest po przejściach (zalanie, pożar, rabunek, wandalizm) to może mieć Rangę 2 a jak to jest jakiś popularny lokal, lubiany, z estymą, z dobrymi trunkami i muzyką może mieć i Rangę 4. Można te przykładowe profesje w podobny sposób modyfikować ale nie wypada aby o więcej niż 2 poziomy. Jeśli standardowy szlachcic ma Rangę 8 no to nawet bardzo ubogi szlachcic czy po jakichś przejściach społeczno - majątkowych nie powinien zejsć poniżej Rangi 6 jeśli nadal miałby być odbierany przez otoczenie jako ubogi czy po przejściach ale jednak szlachcic. To samo z kapłanami, magami i tego typu profesjami związanymi z wyższym miejscem w hierachii społecznej.

    Spis dostępnych Rang:

    1 - soldat, szeregowy, chłop, czeladnik > 0 podwł
    2 - st.szeregowy, funkcyjny, robotnik, sługa, straganiarz > 1-2 podwł
    3 - kapral, karczmarz, rzemieślnik, młynarz, kowal > 5 podwł
    4 - dziesiętnik, sklepikarz, majster > 10 podwł
    5 - unteroffizier, plutonowy, szef cechu, sołtys, szef składu > 20 - 30 podwł
    6 - sierżant, szef małej gildii, urzędnik, skryba, uczeń maga > 30 - 60 (50) podwł
    7 - setnik, lokalny kapłan, drobny szlachcic, wędrowny Magister > ok 100 podwł
    8 - porucznik, przeciętny szlachcic, rycerz > ok 200 podwł
    9 - kapitan, baron > ok 500 podwł
    10 - major, wicehrabia > ok 1000 podwł
    11 - pułkownik, hrabia > ok 2000 - 5000 podwł
    12 - brygadier, markiz > dowolne
    13 - generał, lord, szef Kolegium danego koloru > dowolne
    14 - marszałek, elektor, Wielki Teogonista, szef Kolegiów lub zakonów > dowolne;
    15 - imperator > dowolne; najwyższa władza w kraju

    Ranga - podwładni

    - Jak widać z powyższej listy do Rangi przypisany jest też majątek i podwładni. Przy niższych poziomach to pewnie będzie rodzina i najbliżsi pracownicy oraz przyjaciele głównej postaci. Taki karczmarz, rzemieślnik czy właściciel sklepu (Ranga 3) ma do dyspozycji kilku podwładnych zapewne pracujących w tym samym miejscu którym on zarządza. Może to też być herszt małego gangu. Przy wyższych poziomach to już idzie w dziesiątki i setki podwładnych. Jak przeciętny rycerz ma Rangę 8 może mieć już do dyspozycji ze dwie setki podwładnych. Fabularnie może to być jakaś wioska albo oddział wojska lub załoga statku jeśli to jest jakaś wyprawa odkrywcza lub wojenna.

    - Podwładni wynikający z Rangi są niejako do niej przypisani. Czy to BG czy BN nic za nich nie płaci ani PD-kami ani pieniędzmi. Po prostu ma ich do dyspozycji. Dopiero jakby chciał zwerbować kogoś jeszcze np. nająć dodatkowe wojska, załogę statku, specjalistę jakiego potrzebuje wówczas musi ich już jakoś zachęcić i opłacić żołd. Tacy podwładni są uznawani za przeciętnych w swoim rodzaju. Czyli przeciętni chłopi, służba, ochroniarze, kelnerki itd.

    - Jeśli postać główna ma kilku podwładnych można ich rozpisać dokładniej z imienia i charakteru. Jeśli jednak to już idzie w dziesiątki czy setki nie ma takiej potrzeby. Wystarczy ustalić z MG ogólny rys jakimi możliwościami dysponuje główna postać i rozpisać dokładniej 2-4 najbardziej charakterystycznych pomocników z najbliższego otoczenia BG. Dobrze aby takimi pomocnikami zarządzał Gracz.

    Ranga - dochody

    - Ranga generuje też dochody. Są to standardowe dochody przypisane do danej profesji i pozycji społecznej. Co prawda niektóre profesje mają typowo sezonowe dochody np. chłopi i ci co żyją z ich plonów to po żniwach i raz do roku zapewne. Ale na potrzeby gry uznaje się, że objawia się to wypłatami raz w miesiącu. Jeśli MG nie postanowi inaczej to każdego 1-go nowego miesiąca postać dostaje wypłatę jaka powinna wystarczyć na kolejny miesiąc. Fabularnie może być to czek przysłany przez rodzica czy opiekuna, suma jaką postać może sobie pozwolić wydać ze swojego skabrczyka, żołd wypłacany za dane stanowisko w wojsku lub marynarce albo pensja z urzędu. Można to wymyślić i dostosować do potrzeb sesji i postaci. Mechanicznie jednak jest to wypłata raz w miesiącu. Jeśli potrzeby sesji tak mówią można też umówić się na wypłaty co tydzień ale wówczas trzeba odpowiednio zmodyfikować ich wysokość bo bazowo są policzone jako raz na miesiąc.

    - Rachunki zaś są proste. Za każdy poziom Rangi postać dostaje 100 PZ. Czyli parobek z Rangą 1 dostaje 100 PZ, karczmarz z Rangą 3 dostaje 300 PZ a szlachcic z Rangą 8 dostaje 800 PZ. Dla przykładu standardowa broń długa to koszt 5 PZ, pistolet 10 PZ, arkebuz 70 PZ a kolczuga średnia OP 7+ kosztuje 40 PZ. Dokładniejszy cennik jest zaprezentowany w brudnopisie mechy.

    - Dochody z Rangi nie blokują jednak innych źródeł zarobku. Zwykle takich jakie dzieją się już w trakcie sesyjnych przygód. Jeśli ktoś zapłaci BG za jakąś pracę, zdobędą jakąś nagordę, podarunek czy coś w tym stylu mogą sobie dopisać te PZ do tego co już posiadają.

    - Dobrze mieć też na uwadze te Rangi przy ustalaniu możliwości zapłaty przez jakiegoś BN-a. Zwykły karczmarz jaki standardowo zarabia 300 PZ miesięcznie będzie miał pewnie jakąś część tej sumy do dyspozycji za jakąś jednorazową robotę.


    Mechanika Bastionu

    - Powyżej zaprezentowałem takie streszczenie całej mechaniki Bastionu. To co mi się wydało najistotniejsze, tam gdzie są największe zmiany lub zostało wprowadzone coś nowego. Ale to mimo wszystko streszczenie. Gdyby ktoś chciał się zapoznać z oryginałem to jest dostępny tutaj:

    Link: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit?tab=t.0

    - System wciąż ewoluuje w miarę trwania kolejnych sesji. Więc reprezentowana powyżej wersja nie musi być ostateczna. Jak mówiłem na początku, ja jestem raczej zadowolony z tej mechaniki i spełnia ona moje oczekiwania. Niemniej ciekaw jestem Waszych opinii, uwag, pytań i pomysłów. Zachęcam do cywilizowanej dyskusji. I gdyby ktoś chciał skorzystać z tej mechaniki na swoich sesjach to też zachęcam i jestem ciekaw wyników

    Dyskusje RPG

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    Kultyści - Lato 2019

    Siemka 🙂

    Zapraszam do naszej sesji "Kultystów". To sesja z uniwersum Warhammer 2ed. Ciąg dalszy przygód rozgrywanych wcześniej na poprzednim forum. Graliśmy we czwórkę, jeden z Graczy nam się wykruszył, więc obecnie zostałem ja i dwóch Graczy (Seach i Santorine). Dlatego znalazłoby się miejsce dla jeszcze kogoś 🙂

    Sesja fabularnie jest osadzona w 2-ed, dokładniej w roku 2519 KI, w północnych wybrzeżach Nordlandu. Dokładniej w niewielkim porcie Neues Emskrank. Mechanicznie prowadzę sesję na swojej autorskiej przeróbce mechaniki jaką nazywam bastionową. Tu jest omówiona nieco dokładniej: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    Sesja jest o tyle specyficzna, że BG wcielają się w kultystów Chaosu. Czyli taka zamiana ról bo gra się tymi z którymi zwykle BG mają na pieńku w innych sesjach. To jeden z powodów dla jakiej sesja jest dla osób dorosłych i takich którzy chcą wejść w skórę plugawych wyznawców Chaosu.

    Kult w jakim są BG na razie działa w ukryciu i stara się uzbierać artefakty i wiedzę aby przywołać Cztery Siostry. Czyli potężne byty z piekielnego wymiaru. To cel długofalowy. Bliższym jest atak na śmietankę towarzyską miasta podczas turnieju/festynu. Oprócz tego postacie mają sporo osobnych przygód i pobocznych questów.

    Sesja jest "stacjonarna" a nie "drogi". Czyli większość wydarzeń dzieje się w Neues Emskrank i okolicy.

    Rytm sesji to zwykle 1-3 tury w ciągu doby w świecie gry, najczęściej wychodzą nam 2 tury w ciagu doby. Co do rytmu pisania tur to staramy się aby był 2-tyg choć nie zawsze nam to wychodzi.

    Sesja najczęściej przypomina piaskownicę. Bo BG zwykle sami łażą po mieście za swoimi sprawami i wspólnych scenek jest względnie niewiele. Tak samo wychodzi ja tego nie ustalam, nie zabraniam, nie nakazuję ot mówię jak zwykle to wychodzi w sesji.

    Sam zbór Starszego do jakiego należą BG jest tolerancyjny na wszystkich czterech patronów plus Chaosu Niepodzielonego. Są w zborze i BG i BN z różnych wyznań. Są w nim i szlachcianki, i magistrowie, i zbiry spod ciemnej gwiazdy.

    Google Doc jest w użyciu przez obecnych Graczy. Używają go dobrowolnie. I mnie pasuje takie rozwiązanie. Ale jeśli ktoś ma opory to może pisać post-w post. No tylko wtedy jeśli tura będzie trwała minimum 2 tyg musi poczekać aż się skończy. Tura najczęściej zajmuje ok pół doby lub jakieś wydarzenie np. wieczór w teatrze, zbór etc. Więc posty w stylu "to ja go tnę" w ogóle nie pasują do takiego stylu grania.

    Jestem MG który nie uznaje BG za święte krowy 🙂 Czyli nie uważam, że odgórnie BG ma zawsze rację, zawsze musi rozwiązać zagadkę, zawsze musi wygrać "bo to BG".

    Na ten moment jest nas w sesji trzech:

    Pipboy - MG
    Seach - Otto, mnich, Chaos Niepodzielony
    Santorine - Egon, gladiator, Khorne
    Zell - były inkwizytor, Tzeentch (obiecała, że wróci do gry)

    Tworzenie postaci

    Fabularnie

    • BG musi być wyznawcą Chaosu.
    • BG musi być człowiekiem lub ludzkim mutantem (tabelki z Księgi Spaczenia).
    • BG nie może być tajnym agentem inkwizycji ani żadnym walenrodem.
    • BG musi być grywalny (bez obnoszenia się z mutacjami, symbolami Chaosu, umiec działać pod przykrywką).
    • BG musi mieć sny od wybranej patronki (jednej z Sióstr, zgodnie z wyznaniem). Te sny kierują postać do zboru Starszego (prędzej czy później). Dobrze by było opisać taki sen w KP.
    • BG musi być członkiem zboru Starszego. Ale, że to nowa postać to można wymyślić powód dla jakiej nie było jej przed kamerą do tej pory (wyjazd, wyprawa, rejs, choroba, szkolenie, poszukiwania etc).
    • Wymyśl po jednej relacji z innymi kultystami, pozytywną, neutralną i negatywną. Starszy, Łasica, Silny, Kurt, Rune, Onyx, Sigismundus, Tobias. Ci co na liscie kultystów są zaznaczeni kursywą.
    • Wymyśl 3 osoby jakich postać zna na mieście (koledzy, informatorzy, służące, handlarze etc.)
    • Opisz gdzie i jak mieszka postać i czym zajmuje się na co dzień jeśli nie załatwia tajnych, spiskowych spraw.

    Mechanicznie

    Staty główne na 30
    ŻYW 12
    SZY 4
    A 0

    Masz 2 000 PD do rozdysponowania. Te punkty możesz wydać np. na cechy główne wynikające z rasy, dodatków zdolności i umiejętności wynikające poza darmowy limit (20 podstawek + 5 um.zaawansowanych). Nie musisz wydawać wszystkiego jak chcesz możesz sobie zostawić coś na później. Cennik wygląda następująco:

    Szybkość o 1 = 200 PD. (max o 1 na całą grę).
    Cechy dwucyfrowe (od WW do OGŁ) o 5 = 100 PD (max do 50, 60 i 70)
    Żywotność o 1 = 200 pkt. (max o 4).
    Atak o 1 = 300 pkt. (max do 3)
    Mag o 1 = 500 pkt. (max do 3)
    Ranga o 1 = 300 pkt.
    umiejętność podstawowe i zdolności = 100 PD.
    umiejętności zaawansowane = 300 PD

    • Górny limit na Cechy Głównych to do 50 (2x cechy poślednie), do 60 (4x cechy standardowe) i do 70 (2x cechy dominujące).

    Przykład:

    Powiedzmy, że myślę o takim klasycznym rozbójniku na trakcie, a dokładniej o szefie takiej małej bandy banitów. Mógłby więc wyglądać mniej więcej tak:

    WW x2 = 200 PD (200 PD)
    US x2 = 200 PD (400 PD)
    INT x2 = 200 PD (600 PD)
    SW x4 = 400 PD (1000 PD)
    OGŁ x3 = 300 PD (1300 PD)
    ŻYW x2 = 400 PD (1700 PD)
    A x2 = 600 PD (2300 PD)
    Ranga x2 = 600 PD (2900 PD)
    um.: br.palna = 100 PD (3000 PD)

    Pomoce

    Lista kultystów ze zboru Starszego

    00 - Merga (RK 😎 - wyrocznia i wiedźma, prawa ręka Starszego (Tzeentch)
    01 - Starszy (RK 7) - zamaskowany, charyzmatyczny lider kultu (Chaos Niepodzielony)
    02 - Łasica (RK 5) - dziewczyna z ferajny, włamywaczka i oszustka (Slaanesh)
    03 - Silny (RK 4) - chłopak z ferajny trudniący się siłowymi rozwiązaniami (Khorne)
    04 - Kurt (RK 3) - kuternoga, stary bosman i wilk morski (Chaos Niepodzielony)
    05 - Egon (RK 3) - gladiator i potężny wojownik (Khorne; BG)
    06 - Aaron (RK 2) - magister szarej magii i zawodowy pijus (Tzeentch)
    07 - Versana (RK 2) - wdowa po kupcu i właścicielka magazynu i sklepu (Slaanesh)
    08 - Kornas (RK 1) - eunuch i wojownik, ochroniarz Versany (Slaanesh; podwładny Versany)
    09 - Strupas (RK 2) - żebrak i nosiciel garbu, pcheł i smrodu (Nurgle)
    10 - Pirora (RK 2) - młoda szlachcianka z Averlandu i mecenas sztuki (Slaanesh)
    11 - James (RK 1) - ochroniarz Pirory (Slaanesh podwładny Pirory)
    12 - Joachim (RK 2) - magister niebiańskiej magii, astrolog i astronom (Tzeentch)
    13 - Rupert (RK 1) - rybak i właściciel łodzi (pomocnik Joachima)
    14 - Norma (RK 2) - toporniczka i berserker z plemienia Mergi i jej ochroniarz (Khorne)
    15 - Lilly (RK 1) - dwupłciowa mutantka z kopytami, z jaskini odmieńców (Slaanesh)
    16 - Gretchen (RK 1) - wyzwolona zimą z kazamat mutantka (Chaos Niepodzielony)
    17 - Burgund (RK 1) - dziewczyna z ferajny i nieodłączna partnerka Łasicy (Slaanesh)
    18 - Vasilij (RK 1) - herszt bandy lokalnych przemytników (Chaos Niepodzielony)
    19 - Rune (RK 1) - były maruder, po przybyciu do miasta odparł na krwawy zew (Khorne)
    20 - Sigismundus (RK 1) - bezwzględny eksperymentator (Nurgle)
    21 - Onyx (RK 1) wyzywająca hedonistka lubiąca przygody z dreszczykiem (Slaanesh)
    22 - Tobias (RK 1) poszukiwacz zakazanej wiedzy (Tzeentch)
    23 - Henrich (RK 1) ex łowca czarownic (Tzeentch; BG)
    24 - Otto (RK 1) ex zakonnik (Chaos Niepodzielony; BG)
    25 - Gunther (RK 1) - ochroniarz Joachima (pomocnik Joachima)

    Kursywą są zaznaczon
    Legenda o Czterech Siostrach

    (Opowiedziana przez Mergę wieczorem na zborze 02.31 (T 87) w zimie)

    • U nas na północy mamy wiele legend. Jedna z nich mówi o czterech siostrach. - zaczęła mówić wyrocznia i okazało się, że posiada dar snucia opowieści jak prawdziwy bard. Bo wydawało się, że z miejsca przykuła do siebie uwagę pstrokatej widowni.

    • Już chwili ich narodzin wszelkie towarzyszyły im niebywałe znaki na niebie i ziemi zwiastujące wszystkim, że ta czwórka jest wybrańcami bogów i została przeznaczona do wielkich czynów. A i gdy dziewczynki dorastały, zmieniały się w dziewczęta a potem młode kobiety wszystko zdawało się potwierdzać. Wszystkie były piękne, bystre, silne i zdrowe. Wielu mężów chciało je mieć za żony ale one nie były im pisane. Ich przeznaczeniem było stać się wybrańcami bogów. Chociaż każda była inna i każda obrała sobie innego patrona. - Merga zaczęła opowiadać tą legendę. A słuchało się tego całkiem przyjemnie. Zwłaszcza, że nikt z pozostałych nie znał tej opowieści.

    Gdy dziewczęta dorosły wszystkie zdecydowały się opuścić rodzimą wioskę położoną gdzieś w Norsce. Ale każda była inna od pozostałych. I zdecydowała się służyć innemu patronowi oraz obrać inną drogę. Obiecały sobie solennie, że za dziesięć lat wrócą i spotkają się ponownie aby sprawdzić jak której poszło.

    Norra służyła Bogu Krwi. Już w młodym wieku pokonała w pojedynkach nawet najznamienitszych wojowników w swojej wiosce zaś wkrótce potem także tych z sąsiednich. Więc chociaż rzadko się to zdarzało szybko obrano ją wodzem wypraw łupieżczych mimo, że mężczyźni z północy niechętni zwykle byli słuchać rozkazów od kobiety. To tym razem wyczuwali, że w berserkerskim szale przez Norrę przemawia Krwawy Ogar. Więc szli za nią wszędzie gdzie rozkazała okrywając się coraz większą chwałą i sławą. Norra jednak w końcu znudziła się tak marnymi wyzwaniami i gdy razem z siostramy zdecydowała się opuścić Norscę ruszyła na północ. W kierunku strasznych Pustkowi Chaosu aby tam toczyć wieczną wojnę z różnymi czampionami, bestiami i demonami. Jej atrybutem była krwawa włócznia oraz płaszcz bestii z północy jaka była pierwszą jaka usiekła po opuszczeniu Norsci. Ten płaszcz miał ją chronić przed plugawą magią i zdradziecką bronią zasięgową aby mogła dopaść wroga i zakłuć go włócznią w bezpośredniej walce. Do dziś w Norsce mówi się, że wojowniczki jakie nie ustępują w polu wojownikom w szale bitwy niosą w swoim okrzyku echo szaleńczej furii Norry.

    Drugą siostrą była Oster. Oster ponoć uchodziła za najpiękniejszą z sióstr i wszyscy spodziewali się, że ofiaruje swoje ciało i służbę Wężowi. Tak się jednak nie stało. Z pozoru młoda i życzliwa dziewczyna nie kojarzyła się nikomu z kimś groźnym czy niebezpiecznym. Wydawało się, że rola zielarki, może szamanki w zupełności jej wystarczy. To były jednak tylko pozory. Oster zafascynowana była właściwościami ludzkiego ciała, jak się rodzi, dojrzewa, starzeje i umiera. Jak gnije, jak próchnieje, krwawi i boli. Nie było więc aż tak dziwne, że zdecydowała się służyć Panu Plag. W swojej podróży zdecydowała się ruszyć na wschód. Najpierw do Kisleva a potem jeszcze dalej aby zgłębiać zakazane tajniki magów, astrologów i uczonych z odległego Cathay’u i Nipponu. Poznała tysiące chorób, toksyn, jadów i lekarstw. Objawiła swoją niszczycielską moc gdy wywołała plagę w jednym z wielkich, wschodnich metropolii gdy jakiś zakochany w niej mandaryn chciał ją siłą pojąć za żonę. Jej szlak powrotny w kierunku Imperium i Norsci znaczyły epidemie, śmierć i mór. Opisywano ją jako młodą i piękną kobietę z sierpem do ścinania ziół i kociołkiem do warzenia mikstur. Do dziś ponoć szaleją po świecie zarazy jakie natchniona przez Pana Plag uważyła w swoim kociołku. Ale też właśnie jej przypisuje się mikstury leczące całkiem sporo innych chorób.

    Trzecia siostra, Soren, uchodziła za wesołą trzpiotkę hojnie obdarzoną przez naturę. Która potrafiła i bez skrupułów używała swoich kobiecych wdzięków przy każdej okazji. Praktycznie od początku miała kochanków obu płci i rzadko tylko jedno na raz. Gdy już wszyscy w jej rodzimej wiosce wydawali jej się nudni, z sąsiednich też, ruszyła jak jej siostry w dal. Tylko skierowała się na południe. Jej przejście zawsze znaczyły ślady orgii, wyuzdanych zabaw o jakich nawet w zamtuzach opowiadano z rumieńcem na twarzy. Podobno spółkowała z każdym stworzeniem jakie zwabiła, omamiła lub ujarzmiła. Nie na darmo nazywano ją Matką Wszystkich Potworów lub Królową Potworów. Jej błogosławiony miot do dziś grasuje po puszczach i jaskiniach południowców. Jej atrybutem był pejcz jakim potrafiła poskromić każdego kto wydał jej się na tyle interesujący aby z nim lec. Oraz kwiat lilii wpięty we włosy którym gdy chciała potrafiła oczarować każdego.

    Czwarta z sióstr uchodziła za najbardziej stonowaną i najbystrzejszą. Vesta zdecydowała się służyć Panowi Zmian a gdy siostry ruszyły w inne strony ona rozpoczęła swoją podróż na zachód. Zawsze żądna wiedzy i obdarzona naturalnym talentem do języków i posługiwania się Mocą pragnęła poznać całą wiedzę tego świata. Podobno szkoliła się u elfów aż nie poznali się na jej fałszywej naturze a i wiele lat spędziła w młodej jeszcze wówczas Bretonii. A kto wie gdzie ją jeszcze zagnała ciekawość. Jej atrybutem był kostur i księga. Podobno dzięki tej księdze mogła się komunikować z demonami i różnymi przedwiecznymi istotami jakie szeptały jej zakazane sekrety. Do dziś trwa przekonanie, że wiele zaklęć i przepisów magicznych sprokurowała lub wykradła elfom i południowcom, wypaczyła na modłę Tzeentcha właśnie Vesta.

    - I taka to właśnie nasza legenda. Jedna z wielu jakie mamy. - wyglądało na to, że Merga skończyła przedstawiać tą historię. Czar zasłuchania jakby prysł i pozostali zaczęli rozglądać się po sobie.

    - No ale… Co to ma do nas? - Silny okazywał wyroczni całkiem sporo respektu chociaż wydawała się właśnie raczej jakąś uczoną albo magiem niż wojownikiem. A on żywił szacunek i kult siły i wojowników. Więc mimo wszystko musiała jakoś wywołać na nim wrażenie.

    - No tak, do tej pory dość niewiele. - Merga uśmiechnęła się wesoło jakby nie dziwiła się takiemu pytaniu. - Mnie jednak, dzięki moim badaniom udało się ustalić coś czego nie ma w legendzie. - uśmiech zmienił się w chytry i triumfujący. Po czym wznowiła ten już mniej konwencjonalny ciąg dalszy tej historii.

    - Otóż siostry po dziesieciu latach, tak jak się umówiły spotkały się ponownie i wróciły do Norsci. Każda już jako champion swojego patrona. Jednakże. - uniosła do góry palec aby zwrócić uwagę na to co teraz powie.

    - Jednakże zanim wróciły na północ spotkały się gdzie indziej. Gdzieś gdzie żyły sobie wspólnie i każda próbowała udowodnić pozostałym, że jest najpotężniejsza od pozostałych. To miejsce było niemym świadkiem wspaniałych pojedynków i starć między nimi. Zawiązywanych sojuszy i nikczemnych zdrad. I na pewno nie było to u nas w Norsce. Bo każda z nich przybiła wraz ze swoimi sojusznikami do południowych wybrzeży Norsci. Więc to miejsce było gdzieś na południe od nas. - rogata kobieta spoglądała po swoich widzach i słuchaczach sprawdzając jak reagują na to wszystko. Na koniec zatrzymała spojrzenie swoich niesamowitych, złotych oczu na Starszym.

    - Tutaj. To było gdzieś tutaj. W naszym mieście albo okolicy. Wieki temu, możliwe, że jeszcze zanim postawiono tu pierwszy dom osady rybackiej nie mówiąc o tym poronionym pomyśle z budową miasta. Ale to musiało być gdześ tutaj. - Starszy wtrącił się i powoli zatoczył palcem krąg aby wskazać, że to dotyczy się całej okolicy.

    - Tak. Gdzieś tutaj. I siostry przemawiają do was. Zostawiły tu swoje skarby i dary. Dla swoich wyznawców, dla tych którzy będą podążać ich szlakiem. Siostry chcą powrócić. Przebudzić się. I to już tu wyczuwam. To jest ta nienazwana siła jaka objawia się w tak wielu snach. Każda z nich zostawiła tu cząstkę siebie. Każda z nich szepcze inaczej do kogoś kto jest jej podobny i podąża podobną ścieżką. Musimy odnaleźć te skarby i tajemnice jakie nam pozostawiły. Pomóc wrócić czterem siostrom przez eony czasu i zapomnienia. A gdy to się uda to to miasto będzie nasze. - Merga rozpromienionym wzrokiem powiodła po pozostałych biesiadnikach.

    Linki:

    link do sesji: https://forum.rolltelling.pl/topic/61/kulty%C5%9Bci-lato-2519/285

    link do ściągi kto jest kto: https://docs.google.com/document/d/1jaNUqQvwdwDjiCyhsa9TEWhCR_HypKdZHV3Qw47fqeE/edit?tab=t.0

    link do mechaniki bastionowej: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit?tab=t.0


    Termin rekruty do do końca stycznia. Czyli do sb 01.31.

    Myślę, że 1-2 BG dałbym radę przyjąć do sesji.

    Jeśli coś jest niezbyt klarownie napisane to daj znać. Postaram się to wyjaśnić.

    Zachęcam do odzewu i jakiegoś kontaktu jeśli ktoś by myślał o jakiejś postaci. Lepiej to omówić teraz zanim się właduje czas i energię w robienie KP.

    No i na razie ode mnie chyba tyle. 🙂

    Archiwum

  • Epitafium lastinn czyli atykuł o historii
    Pipboy79P Pipboy79

    @Santorine napisał:

    Czemu nie? Niemniej, sądzę, że osoby znające Sola bezpośrednio albo które były od samego początku byłyby znacznie lepszymi kandydatami - typu @pipboy79 .

    • Ale Santo, ja nie byłem na LI od początku 🙂 Tylko gdzieś od ok 2014. Tam były osoby co grały i udzielały się na długo zanim ja zacząłem tam stawiać pierwsze literki 🙂 Sola też nie znam, ani osobiście ani przez forum. Nie znam typa. I właściwie nie mam ochoty go poznać.

    • Natomiast epitafium dla LI to dobry pomysł. Niewiele jest ogólnych forum do grania w różne systemy takie jak było LI (ja jeszcze tylko Sferę kojarzę). Co by nie mówić, to był kawał RPG-owego multiświata.

    • Ja do LI mam mieszane uczucia. Z jednej strony tam grałem i rozegrałem swoje najciekawsze, najbarwniejsze sesje jakie do dziś są miodem na moje RPG-owe serce. Z drugiej kosztowało mnie wiele nerwów i rozczarowań na tyle, że nie raz myślałem aby odejść z forum. Więc jak to epitafium to ma być laurka to raczej nie jestem odpowiednią osobą abym miał w tym swój współudział. Natomiast jakąś ankietę to mogę wypełnić i dalej to niech to ktoś inny pociągnie.

    Forum

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki to patrząc na sytuację w sesji to wygląda to tak:

    Egon - obecnie to ok 18:00-19:00
    pozstała trójka - obecnie ok 09:30-10:00

    To praktycznie cała dniówka różnicy w czasoprzestrzeni gry. Więc plan/prośba z zeszłego weekendu aby wyrównać tą dniówkę nie udało się zrealizować w tym tygodniu.

    Dlatego przedłuża tą turę o kolejny tydzień. Jest cały Festag do rozegrania. Kto co zdąży załatwić w tej turze to załatwi w Festag a nie to trudno. Więcej nie zamierzam przedłużać tej tury.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)

    2021.05.06 wlt; poranek
    Pd-zach Ostland; Las Cieni; okolice Wendorf

    Obóz regimentu von Falkenhorst

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/Z2cJ7aR.jpeg

    Kolejny poranek wstawał nad umęczoną, ostlandzką ziemią. Na dno pradawnego, złowróżbnego, Lasu Cieni, słoneczny blask prawie nie dochodził. Za to mgła podniosła się rozrzedzoną kurtyną, przesłaniając dalszy widok. Ukrywając nawet za dnia, to co czaiło się w głębi leśnych trzewi. Wydawała się nigdy do końca nie schodzić i w tym ponurym lesie, zawsze gdzieś wisiały jej kłębki.
    Dziś o poranku do tej jasnej zawiesiny w powietrzu dochodziła ciemna. Wraz ze swądem spalenizny w powietrze unosił się dym ze spalonych namiotów i dobytku. W trakcie nocnej walki część ognisk rozsypała się podpalając je. Dało to co prawda chwilowo spore ogniska rozświetlające mrok nocy. Ale część żołnierzy straciła swoje przenośne domy i bambetle. Tak naprawdę dopiero z nastaniem światła dnia, dało się zaprowadzić jakiś porządek i ocenić poziom strat. Zewsząd dochodziły jęki boleści, lament rannych, nawoływania sierżantów zwołujących swoich ludzi. Część żołnierzy rozproszyła się podczas nocnych walk i walczyła z dala od macierzystej jednostki. Dopiero teraz się odnajdywali, często przy kolejce do kuchni gdzie wydawano posiłek. Okazywało się, że ktoś żyje tylko w nocy oddzielił się od reszty. Ilu jeszcze takich zaginionych wróci do swoich oddziałów o własnych siłach tego na razie nie było wiadomo. Wszyscy wiedzieli, że podczas ataku zwierzoludzi, część kompanii rozproszyła się lub spanikowani ludzie czmychnęli w mrok lasu, byle z dala od pogrążonego w walce, chaosie i dymie obozu. Przez chwilę rzeczywiście wydawało się, że nocna, kopytna fala zmiecie wyrwany ze snu regiment.
    Zaczęło się głęboko w nocy. Po walkach na drodze jakie stoczyły czołówki regimentu von Falkenhorst, szefowe postanowiły nie kusić losu i wokół obozu rozstawiły milice sierżant Wurfer. Powszechnie uważano je za mniej wartościowe w bezpośredniej walce, więc często używano ich do zadań pomocniczych. Jak choćby właśnie stanie na straży. To one przyjęły na siebie pierwszy impet uderzenia kopytnej furii. Dość szybko nie zdzierżyły temu zmasowanemu uderzeniu i pękły. Ale w gotowości, w centrum obozu, czekali halabardnicy sierżanta Meistera. To już byli zawodowi żołnierze. Energicznie ruszyli do kontrataku. Ich halabardy były uniwersalną bronią, skuteczną w obronie jak broń drzewcowa i w ataku jak wielki topór. Jednak ani one, ani szefowe, nie spodziewali się ataku tej skali. I halabardnicy chociaż stawali dzielnie, dość szybko zostali oskrzydleni przez przeważajace siły wroga. Poza tym meisterowcy mogli walczyć w tylko jednym miejscu a wróg zdawał się wdzierać z każdej. Do środka wpadły dzikie ogary, które siały strach, chaos i dezorganizację. Słychać było ich ujadanie i wrzaski zaatakowanych ludzi. Wtedy właśnie, podczas tej gorączkowej bieganiny, został w obozie zaprószony ogień.
    Jednak czas kupiony przez milicje i halabardników, pozwolił pozostałym na względne zorganizowanie się i ruszenie na pozycje obronne. W improwizowanym mieście namiotowym, kolejne oddziały kolejno wchodziły do walki. Więc kopytni wciąż spychali ich w stronę obozu. Walki toczyły się już między namiotami jakie obie strony cięły i tratowały. W końcu jednak przewaga liczebna ludzi zaczęła robić swoje i zaczęli odpychać napastników z powrotem w stronę pierwszych drzew. Ci napędzani pierwotną furią dalej siekli, rąbali i dziko wrzeszczeli. W pewnym momencie jeden z oddziałów obrońców pękł. Tam gdzie były te największe zwierzoudzie, w ciężkich pancerzach, co swoimi wielkimi toporami, zdawały się scinać ludzi jak zboże. Z rykiem rzuciły się do pościgu i wyczuwając ten krytyczny moment bitwy ludzkie szeregi zadrżały niepewnością. Wtedy naprzeciwko nim wyjechała grupka ciężkozbrojnych jeźdźców. W całym regimencie było ich ledwo kilkoro i to licząc razem z grupką Burchalda Munzela, łowcy czarownic jaką spotkali wczoraj. Była też kobieta w bordowej brygantynie i kuszą. To mogła być jedna z dwóch oficer dowodzących regimentem, Petra von Falkenhorst. Konni nie mieli czasu ani miejsca aby w tym zatłoczonym, gęstym od dymu i wrzasku namiotowisku wziąć pełny rozpęd. Więc przypominało to raczej jazdę kłusem niż galopem. Ale może to i lepiej? Nie byłoby dobrze gdyby w pełnym cwale wbili się po ciemku w bagno jakiego jeszcze przed chwilą tu nie było. Zwierzoludzie już w nim ugrzęźli i też wyglądali na zaskocznych. Zapewne miała coś z tym wspólnego samotna sylwetka w czerwonym płaszczu. Stała samotnie na jednym z wozów i krzyczała ikantację. Bo od czego innego? Tak czy inaczej grupka imperialnych jeżdźców ugrzęzła w tym mokradle tak samo jak zwierzoludzie. Siekli się nawzajem gdy już komuś do kogoś udało się dotrzeć. Tu przewagę miała oficer z kuszą jaka mogła zostać na miejscu i strzelać w rogaczy. Także innym łucznikom i strzelcom to pozwoliło wziąć ich na cel. Do świetlnych rac jakie nagle zalały nocne niebo. Rozrproszyły nocne ciemności jakie do tej pory sprzyjały raczej zwierzoludziom. Wielcy zwierzoludzie padli od strzał i ciosów w błoto w jakim tkwili albo zrejterowali. To jakby złamało morale pozostałych kopytnych. Poszli w ich ślady. Ale ludzie nie odważyli się ich ścigać w pogrążonym w nocnym mroku lesie. To była domena tej dzikiej, pierwotnej rasy. Zaczęło się wystawianie wart, gaszenie płonących namiotów, zbieranie oddziałów i znoszenie rannych do lazaretu a zabitych w jedno miejsce. I tak zeszło prawie do rana.
    Teraz siedząc na pniu czy ognisku, ludzie wymieniali się wiadomościami z ostatniej nocy. Ktoś widział, jak Kurt Landsknecht, ostlandzki gwardzista z wielkim mieczem przez moment sam walczył z trzema zwierzoludźmi. To wlało wiarę w jego towarzyszy którzy z werwą wrócili do tak mężnego wojownika. Inny opowiadał o Teodoryk który stał na jednym z wozów i bronił go jak małej twierdzy. Zdzielając swoim cepem każdego rogacza jaki przebiegał w pobliżu lub próbował wejść na ten wóz. Podobno mistrz Drogon zapłacił za swoją odwagę raną od ciśniętego oszczepu. A podobno Munzel i tak go oskarżał o sabotaż bo bez bagna jakie mag wywołał na pewno zmiażdżyłby nacierających zwierzoludzi. Ale chwilowo to nie było ważne bo oberwał tak mocno, że teraz też był w lazarecie tak samo jak czerwony magister i wielu innych zwykłych wojaków.
    Wśród nich siedzieli także banici Kolesnikowa. W nocy alarm ich wyrwał tak samo jak resztę obozu. Jednak chaos i pośpiech sprawił, że prawie od razu tłum ich rozdzielił i walczyli w rozproszeniu. Gdzie jednak kto nie trafił to miał do czego strzelać. Tak naprawdę większość z nich była przekonana, że są ostatnimi ocalałymi z ich drużyny. Dopóki nad ranem nie zaczęli się odnajdywać w kolejce po jedzenie albo gdzieś obok. Okazało się, że jest ich całkiem sporo. Właściwie to chyba większość.
    - Jedzcie, jedzcie. Nie wiadomo kiedy następny raz się trafi okazja coś zjeść. Powiem wam, że póki kuchnia działa jak należy to jeszcze nie jest tak źle. Ale spokojnie, zaraz zapewne sobie o nas przypomną i wyślą gdzieś dalej. - Stefan Kolesnikow, czarnowłosy, ze zmierzwioną, czarną brodą jaka nadawała mu wyglądu herszta banitów, śmiał się sarkastycznie do swoich kamratów. I tych z jakimi przybył z Hochlandu i z tymi jakich szefostwo najczęściej mu ostatnio przydzielało. Jakoś tak się utarło, że to właśnie hochlandzcy myśliwi szli jako szpica reszty regimentu. Tak był wczoraj i wcześniej. I tego zapewne Stefan spodziewał się i dzisiaj. W końcu wedle planu mieli być niedaleko miasta Wendorf do jakiego zmierzali od przeprawienia się przez Wolf w Ristedt. Wczoraj podobno prawie doszli więc i dziś powinno być blisko do tego miasta. Leżało mniej więcej w połowie drogi między Ristedt a Grunazkeren. Gdzie to ostatnie już miało mieć podjazdy wrogiej armii pod murami a kto wie? Może już nawet było oblężone? Nie wiadomo. A co się dzieje w Wendorf nie było w ogóle wiadomo. Ale wiadomo było, że przez nie, wiedzie najkrótsza droga do Grunazkeren. A na pomoc obrońcom tego miasta, zmierzał regiment von Falkenhorst.


    Witam 🙂

    - Powyższą scenką chciałem zainicjować rekrutę do mojej nowej sesji z uniwersum Warhammera 🙂 Dokładniej to tej bazującej na 2-ed. Jest to kontynuacja sesji z LI. Zamierzam ją rozpocząć mniej więcej w tym miejscu gdzie poprzednio się kampania skończyła. Zgłosiło się dwóch graczy z tamtej sesji, ale jesteśmy otwarci na nowe twarze 🙂

    - Akcja sesji powinna się skupić na wiośnie 2521 KI w Ostlandzie. Czyli na walkach z najazdem Armii Chaosu pod wodzą Shurta Lenka (Burza Chaosu). Więc kampania szykuje się w wojennych i okołowojennych klimatach. Co nie oznacza, że jest wyłącznie dla żołnierzy.

    - Sesja rozpocznie się w pd-zach Ostlandze, niedaleko miasta Wendorf. Jest początek Sommerzeit (piąty miesiąc), poranek po nocnym ataku zwierzoludzi na obóz regimentu.

    - Co do klimatu to myślę, że powinny być związane z wojną. Wojna jest w warhammerowych realiach wojny totalnej z Chaosem. Ale myślę, że nie tylko typowi wojownicy mieliby miejsce znaleźć się w szeregach hufców margrafa. I po części to jakie trafią się profesje może też determinować to co się im przydarzy na sesji. Aczkolwiek wolałbym uniknąć syndromu “drużyny na pół goblina” czyli pastereczka, golibroda i zielarz 🙂 Zakładam, że BG będą częścią oddziału margrabiego dowodzonego Inez von Muller, Petrę von Falkenhorst i Eryka Gebirgsjaegera. No i będą działać na rzecz i w ramach reszty sojuszniczych armii walczących z najazdem. I w pojedynkę nie wygrają tej wojny, nie są najwyższymi w wojskowej hierarchii ale na nich właśnie będzie się koncentrować oko sesyjnej kamery.

    *** Ściąga**

    - Tu jest docowa ściąga fabularna z najważniejszymi miejscami, osobami, organizacjami itd. Może pomóc przy projektowaniu KP do zaczepienia postaci w planszę i BN-ów. Tu jest link: https://docs.google.com/document/d/1TsV1HPsYMjtYGPEpLsvNDUokpFAnHHv9y97R3Qkkznk/edit#

    |-Start-|

    - Start sesji do około połowy Sommerzeit (5-ty mc w kalendarzu, odpowiednik mniej więcej naszego maja) w 2521 KI. Co do miejsca to jest to rozbity wczoraj wieczorem obóz polowy regimentu. Jaki w nocy stoczył walkę z napadem zwierzoludzi.

    - BG wcielają się w ochotników zwerbowanych do oddziałów margrafa von Falkenhorsta.

    - Wiedzą powszechną jest to, że na początku Pflugzeit (03) wielka armia Chaosu najechała Kislev a na początku poprzedniego miesiąca (04, Sigmarzeit) wdarła się do Ostlandu i powoli zmierza w stronę stolicy prowincji czyli Wolfenburga.

    |-Motyw-|

    - Każdy BG jest ochotnikiem. Dokładniej to ochotnikiem jaki zaciągnął się pod sztandary margrafa von Falkenhorsta a w szerszym zakresie ochotnikiem jaki zaciąga się na wojnę z Chaosem. Prawdopodobnie stało się to ok 2-3 tyg temu w przygranicznym Lenkster. Dlatego bym chciał wiedzieć w KP jakie motywacje kierują postacią do tego kroku.

    |-Ostland-|

    - Zapewne większość lub spora część kampanii będzie się toczyć na ziemiach Ostlandu. Czyli północno - wschodniej prowincji Imperium.

    - Tu daję wrzucam link do mapy Ostlandu, Górska Marchia Falkenhorst obejmuje teren Gór Środkowych: https://i.imgur.com/A2XW2fs.jpg

    text alternatywny

    |-Mecha-|

    - Jak w każdej mojej sesji - będzie. Jak uznam, że sprawa jest niejasna w jakiejś scenie to pewnie kości i staty pójdą w ruch. Niemniej mechę, jak zawsze, biorę na siebie. Dla Gracza w wersji minimalnej kontakt z mechą może się skończyć podczas rekruty na zmajstrowaniu KP.

    |-Homerule-|

    - Będą. Jako długoletni użytkownik Warhammera mam swoje nawyki bez których trudno mi się obyć. Niemniej raczej staram się o nich uprzedzać/informować jeśli gdzieś pojawią się w sesji.

    |-Google Doc-|

    - Na tym etapie trudno mi powiedzieć. Ogólnie lubię to narzędzie i uważam je za bardzo przydatne. Ale wiem, że nie każdy je ceni i lubi. Więc zmuszał nie będę. Możemy grać tradycyjnie: post w post. Niemniej dobrze aby każdy się określił jak to ma z tym docowaniem. Bo zwłaszcza jak się na sesji i w scenie spotkają Gracze docowi i antydocowi to czasem wynikają z tego różne niedogodności albo i pretensje. Dlatego lepiej powiedzieć od razu co kto lubi.

    |-Tempo sesji-|

    - Planuję taki mój standard czyli 5+2. Najczęściej oznacza to 5 dni roboczych dla Graczy i weekendy dla mnie na napisanie mojego posta. Wydaje mi się, że to wystarczająco czasu aby napisać post. W razie sesji docowej może być tura dwutygodniowa.

    |-Ilość Graczy-|

    - Od 1 do 6. Tak mniej więcej i dla orientacji. Może być połowa tej puli, może być i trochę więcej.

    Drużyna awanturników

    - Sesja szykuje się na taką w wojennych klimatach. Więc dobrze aby przede wszystkim Graczowi taka kampania odpowiadała. I dla BG także. W końcu sami zgłaszają się na ochotnika aby wstąpić w szeregi takiej a nie innej armii. Chociaż BG nie muszą być stricte żołnierzami i wojownikami, wszelkie wspierające postacie jak zwiadowca, medyk, cwaniak też się zapewne mogą przydać no ale jednak główną osią fabuły jest jednak wojna. Prosiłbym bez kombinatoryki zaawansowanej w stylu “To ja gram człowiekiem, wychowanym przez niziołki, w krasnoludzkiej twierdzy, w dolnie elfów” 🙂 Prostota zwykle sprawdza się lepiej niż udziwnianie na siłę. 🙂

    |-ARK-|

    - Czyli zestaw “Akcja - Reakcja - Konsekwencje”. Wszystkie sesje prowadzę wedle tego schematu dla tej nie robię wyjątku. Każdy sam pisze swoje cv i czy uzbiera sobie w sesji kolegów czy wrogów to jest to wynik działań postaci w trakcie sesji.

    |-Oko kamery-|

    - Oko sesyjnej kamery skoncentrowane jest na BG. To oni są najważniejszymi postaciami dla fabuły przygody i w centrum uwagi. Nie oznacza to jednak, że są najważniejszymi w hierarchii społecznej albo, że poza kadrem kamery świat nagle zamiera.

    |-Mecha bastionowa-|

    - To moja autorka. Raczej nakładka na mechanikę Warhammera 2-ed. Jej trzon wyjaśniłem tutaj: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    - A tu jest link do docowej, pełnej wersji: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit

    W największym skrócie

    • Jest nowy współczynnik: Ranga co mechanicznie określa pozycję społeczną postaci, im wyższa Ranga tym wyższa pozycja w feudalnym społeczeństwie. Ranga też generuje dochody co miesiąc oraz zasoby np. pomocników jakimi ktoś dysponuje.

    • Rzuty przeciwstawne np. na WW, na skradanie, wykrywanie, przekonywanie itd. rzuca się inaczej. Dokładniej to 50% szans + Cechy i modyfikatory jednej strony - Cechy i modyfikatory drugiej strony. Dzięki czemu właściwie zawsze którejś ze stron się udaje coś wykulać. I właściwie nie liczy się poziom umsów per se ile relacja do tego ile ich ma druga strona.

    • Stopniowanie wyników rzutów czyli jak się wykula od -10 do +10 to jest remis, jak od 11 do 30 to ma.suk, jak od 31 do 50 to śr.suk itd.

    • Pancerz działa jako osobny rzut na OP (Ochrona Pancerza). Jeśli się powiedzie do zranienia nie dochodzi, fabularnie zaś do trafienia doszło ale cios/strzał zszedł po pancerzu.

    |-----|

    |-Tworzenie postaci-|

    Postać do sesji można zmajstrować na dwa sposoby:

    1 - Otwórz podręcznik podstawowy, wybierz sobie rasę i profesję, uznaj, że BG ma komplet ukończonej 1-szej profesji (rozwinięcia, skille itd.). Wówczas poniższe rozpiski i zasady tworzenia postaci wedle mechaniki bastionowej Cię nie dotyczą. Ranga jest wówczas na 2 więc lepiej bez żadnych kapłanów, magów, oficerów i szlachciców. Miej jednak na uwadze, że sesja będzie działać na mechanice bastionowej.

    2 - Użyj mechaniki bastionowej czyli stwórz swoją własną profesję. Wtedy używasz tych zasad prezentowanych poniżej.

    |-Gotowe KP-|

    - Na początek mam tu kilka, przykładowych gotowych KP. Przynajmniej tak od mechanicznej strony. W wersji więc minimalnej wystarczy sobie którąś wybrać i dorobić do niej fabułę co to za postać. Gdyby ktoś chciał się pobawić i pozmieniać staty proszę bardzo, ot limit pkt nadal ma się zgadzać. Podobnie jak z tą szczątkową fabułą (imię, płeć, itd.) też można sobie dowolnie edytować.

    Link do docowych KP: https://docs.google.com/document/d/1GuKqWQl1mqMKfKujCExogg9Mjcp-t-6szxJdg92fxt8/edit

    Link do excelowych KP: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1OLUTitPdhKbS7gaPND3MzYTYSWDBhUwvPeeo1Ban54k/edit#gid=0

    0 - Koncept postaci

    Wymyśl sobie kto to ma być ta Twoja postać. Kim chcesz grać jako żołnierz jego margrabiowskiej mości w tej sesji. Miej świadomość, że w tej sesji jest takie coś jak Ranga i wpływa ona na interakcje społeczne w grze oraz comiesięcze dochody.

    1 - Personalia i awek

    Chyba erpegowy standard. Czyli imię, nazwisko, ksywa, wygląd zewnętrzny i awek. Awek bez mang i pociesznych obrazków bym prosił, z widoczną facjatą. Najlepiej już z gotowym linkiem do wklejenia w panel sesyjny. Najlepiej o szerokości ok 200 pikseli by mniej więcej wszystkie były w podobnym rozmiarze.

    2 - Cyferki

    - wersja bastionowa (człowiek):

    • wszystkie Cechy Główne na 30
    • Ataki na 0
    • Magia na 0
    • SZY na 4
    • Ranga na 2

    - Co do innych ras to w tym linku docową ściągą mechy jest tabelka na cechy startowe s. 19 na forum nie ma opcji wrzucania tabelek no to by się cyferki rozsypały.

    3 - Rozwój postaci

    - Na start:

    • Ok 5-6 umsów i zdolności rasowych > te co są na początku podręcznika podstawowego przy tworzeniu postaci (s.20)
    • 20 umsów podstawowych i zdolności > za friko
    • 5 umsów zaawansowanych > za friko
    • 2 000 pkt do rozdania na potrzebne rzeczy (staty, umsy i zdolności)

    - Te 2 000 pkt na rozwój wd. poniższego cennika:

    • Cechy Główne (od WW do OGŁ) skok o 5 za 100 pkt (max do 70, 60, 50)
    • Żywotność skok o 1 za 200 pkt (max o 4)
    • Atak o 1 za 300 pkt (max do 2)
    • Mag o 1 za 500 pkt (max do 2)
    • SZY o 1 za 200 pkt (max 1 raz na całą grę)
    • Ranga o 1 za 300 pkt (na start Ranga 2)
    • umiejętność podstawowa o 1 stopień za 100 pkt
    • umiejętność zaawansowana o 1 stopień za 300 pkt
    • zdolność za 100 pkt (o ile ma się ums na jakim bazuje)

    - Z 8 cech głównych (WW, US itd.) wybierz 2 dominujące i 2 poślednie. Dominujące na start i w trakcie sesji możesz rozwinąć do 70, poślednie do 50, pozostałe cztery są standardowe i mają górny limit do 60.

    4 - Ekwipunek

    - PZ - Tyle PZ ile Ranga x100. Czyli jak Ranga 2 to 200 PZ, jak Ranga 4 to 400 PZ*. Za te PZ można sobie kupić potrzebny ekwipunek czy w KP czy w trakcie sesji. Cennik jest w ściądze mechy na s. 21-24: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit

    - Zestaw Startowy - czyli coś co zazwyczaj podróżni zabierają ze sobą w drogę. Wszyscy mają coś na podobę i nie wlicza się tego do slotów ekwipunku. Wszystko jest znoszonej, przeciętnej jakości.

    Zestaw startowy:

    • sprzęt kuchenny - miski, kociołki, sztućce czyli coś do przygotowywania i jedzenia posiłków
    • zapasowe ubranie - 1 ciężkie, 2 średnie, 3 lekkie
    • prowiant - podróżny prowiant na 3 doby
    • nóż
    • br.długa - miecz, szabla, kostur, topór itd.

    *PZ - Punkty Zasobów czyli mechaniczna wartość majątku i zasobów wyrażona w PZ. Przede wszystkim majątek ruchomy taki jaki da się zabrać ze sobą w podróż czy to w postaci monet, biżuterii, ekwipunku, wierzchowców itd.

    5 - Fabuła

    - Czyli coś o swojej postaci. Cała fabuła, bio, charakter, wygląd tak by pasowało do powyższych cyferek i jakoś wykreować obraz tej postaci. Możesz po swojemu a możesz w formie odpowiedzi na poniższe pytania. 1-3 zdania powinny chyba wystarczyć by coś było wiadomo o danym temacie.

    1 - Nakreśl w paru zdaniach kim jest twoja postać, skąd pochodzi, czym się zazwyczaj trudni.

    2 - Wymień 3 najbardziej charakterystyczne cechy twojej postaci i krótko to jakoś opisz.

    3 - Gdzie, jak, z kim twoja postać spędziła ostatnie parę tygodniu po zaciągnięciu się w Lenkster do regimentu? Opisz w paru zdaniach.

    4 - Dlaczego twoja postać zdecydowała się zaciągnąć pod sztandary markgrafa? Jakie ma plany, nadzieje i motywacje związane z tym krokiem?

    5 - Wymyśl chociaż ze 3 osoby w regimencie, z jakimi postać jest jakoś powiązana. Dobrze aby chociaż część była tymi osobami z doców fabularnych. Opisz ze 2-3 zdania co to za postacie, gdzie je można spotkać i co je łączy z Twoją postacią. Dobrze aby była to po jednej pozytywnej, neutralnej i negatywnej relacji.

    6 - Co jest marchewką dla postaci? Co ją motywuje, co jej imponuje, co by chciała mieć lub osiągnąć. Bogactwo, potęga, sława, odkrycia, kobiety, miłość, rodzina, honor? Najlepiej by to było coś konkretnego w jakiejś rzeczy czy osobie na sesji.

    7 - Co jest sekretem postaci? Co ukrywa przed innymi towarzyszami podróży co lepiej by nie wyszło na jaw. Najlepiej też by to było coś konkretnego. Jakieś długi, zależności, układy, sekretny pamiętnik, dokumenty, uczucie do kogoś itd.

    |-Inne-|

    • Link do ściągi fabularnej (miejsca, osoby): https://docs.google.com/document/d/1TsV1HPsYMjtYGPEpLsvNDUokpFAnHHv9y97R3Qkkznk/edit#

    • Link do gotowych, docowych KP: https://docs.google.com/document/d/1GuKqWQl1mqMKfKujCExogg9Mjcp-t-6szxJdg92fxt8/edit

    • Link do gotowych, excelowych KP: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1OLUTitPdhKbS7gaPND3MzYTYSWDBhUwvPeeo1Ban54k/edit#gid=0

    • Link do mechy bastionowej: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit

    • Link do mójhammera: https://docs.google.com/document/d/12cadaDGDrVglkZ4UF2W4f3h1lFZIlgpuAP90L76W_Bo/edit?tab=t.0

    - Jeśli by ktoś miał jakieś pytania, wątpliwości, nie był czegoś pewien aby był czegoś ciekawy z tą rekrutą no to piszcie śmiało Co dam radę to postaram się pomóc i wyjaśnić Tak samo jakby ktoś np. był w trakcie robienia KP i chciał się coś poradzić czy co to spoko może mi podesłać taką niedokończoną to rzucę okiem i powiem co i jak

    - Gdyby wyszło tak, że w trakcie gry ktoś odejdzie, zrezygnuje, zniknie no to trudno. I tak bywa. Jednakże ja uznaję to za zrzeczenie się wszelkich praw do takiej postaci jaka zostaje w grze. I Gracz przestaje mieć na nią i jej losy jakikolwiek wpływ. Dotyczy to także ewentualnego przejęcia postaci przez innego/nowego Gracza gdyby była taka potrzeba i zgoda MG.

    - Co do terminu rekruty myślę, że 2 tyg powinny wystarczyć na wyklarowanie sytuacji. Więc wstępnie termin do końca nd 05.10. Zobaczę jak będzie wówczas wyglądać sytuacja i podumam co robić dalej.

    |-----|

    - I chyba tyle z mojej strony na ten moment 🙂 Jak o czymś zapomniałem i przegapiłem to dajcie znać, postaram się wyjaśnić ocb. Ogólnie chodzi o przygodę w podczas kampanii wojennej przeciwko najazdowi armii Chaosu 🙂

    Archiwum

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79

    Siemka 🙂

    • Dumam nad otworzeniem nowej sesji na tym forum. I z paru propozycji wyszło mi, że chętnie bym wrócił do wznowienia sesji młotka jeszcze z LI. Czyli sesja co tam nazywała się "Bastion 2521". Sesja wojenno-militarna w realiach Burzy Chaosu w uniwersum Warhammer 2-ed.

    • Co do mechy to moja konwersja zasad, zwana przeze mnie "mechaniką bastionową" jaka jest omówiona tutaj: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    • Co do klimatów to wojenna kampania w czasie Burzy Chaosu. BG wcielają się w rolę żołnierzy z regimentu hrabiego von Falkenhorsta. Ludzie hrabiego prowadzili rekrutację w Lenkster. Ostlandzkim zamku na pograniczu z Hochlandem. I wszyscy BG z tamtej sesji byli takimi ochotnikami.

    • Wznowienie dlatego, że chciałbym zacząć mniej więcej od momentu gdy sesja była zawieszona. I myślę o przeniesieniu tamtej sesji z LI na to forum. Mam nadzieję, że to da się zrobić i nikt nie ma nic przeciwko. Gdyby pojawili się nowi gracze i BG to też by zaczynali od tego momentu.


    • Na razie chyba tyle. Jeśli ktoś ma jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać 🙂
    Sondy

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki to witam nowych/starych graczy w ostlandzkiej, wojennej przygodzie 🙂

    Pi x oko wznowienie sesji zacznie się w podobnym momencie gdzie akcja skończyła się poprzednio. A skończyła się na nocnym ataku zwierzoludzi na obóz regimentu. Teraz mamy poranek po tym ataku. I do tego nawiązuje scenka z rekruty.

    Co do mojego misiowego posta to nie wiem czy uda mi się w work days go napisać. Jeśli tak to się uda, jak nie to będzie w weekend. Więc na razie witam serdecznie i cieszę się, że będziemy mogli kontynuować tą przygodę 🙂

    I mam na początek pytanie do Was. Czy wolicie pisać w tym wątku przeniesionym z LI czy tamten przenieść do archiwum i tutaj zacząć nowy wątek.

    A jeśli Wy macie do mnie jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać ocb 🙂

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 49 - 2521.05.05; fst; południe

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; okolice Wendorf; południowa brama
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Zwiadowcy Kolesnikowa

    Kolesnikow machnął ręką, na zachętę, że daje zgdę aby jego imiennik wszedł na drzewo. I poczekał na dole, co przyjdzie z tych oględzin. Wejście na drzewo, niewiele Stefanowi wyjaśniło sytuację. Z większej wysokości mniej więcej zrównał się z blankami murów i zwieńczeniem wieży bramnej. Widział trochę więcej górnych pięter i dachów kamienic. Widział, że ten dym to jest gdzieś w głębi miasta a nie tuż za murami. I to tyle. Herszt Hochlandczyków wysłuchał jego propozycji samotnego zwiadu ale pokręcił głową.
    - Idźcie razem. Mniejsza szansa, że was wszystkich złapią albo wystrzelają. Większa, że któremuś uda się dać dyla i powiedzieć co się stało. - Herszt wolał podtrzymać swoją decyzję, o wysłaniu kilku osób. Po chwili wahania, zgodził się aby Thiemo do nich dołączył. Chociaż widać było, że niechętnie rozstaje się z takim przewodnikiem po mieście u jakiego bram stali. Stefanowi, tak jak i pozostałym zwiadowcom, wyznaczonym do zbadania bramy, zostało przygotować się do tego zadania. Duivel miał już okazję, jeszcze w lesie porozmawiać z tubylcem o Duchu Lasu.
    - A tak, Duch Lasu. Tak, tak. To tak jak ta dziewka mowiła. Stare baby gadajo, że jak ktoś zelży las. Lasu, zwierząt, leśnych duchów nie szanuje. To las się gniewa i wysyła swojego mściciela. I wtedy nie ma żartów. Potrafi nawet szlachcica na polowaniu zarżnąć. Psy się go boją i nie chcą go tropić. Albo czasem nawet służą jemu a nie swemu panu. Tak stare baby mówią. Ale jak kto niewinny i las szanuje to nie ma się czego obawiać. Jak lasu nie wypala, nie rąbie więcej niż musi, zwierząt bez potrzeby nie trzebi, plugawym bogom czci nie oddaje. To nie ma się czego obawiać. Podobno małych dzieci nie rusza. Wiadomo, bo to niewinne dziatki. Ale niektórzy mówią, że na odwrót. Ze je porywa. Jak jakie dziatek zniknie w lesie i go nie można znaleźć ani żywego, ani niezywego, to mówią, że Duch Lasu go zabrał. I magią szlaki przykrył aby nie dało się go odnaleźć. To nie dziwota, że pozarzynał te bestie z lasu. Przeca to plugastwo na dwóch nogach. Aż strach pomyśleć, że szlachta i inne czarowniki z nimi paktujo. Ale Duch Lasu ich dopadł i zarżnął. Bo jak nie on to kto? - Thiemo nawet chętnie się rozgadał o miejscowej legendzie. I chociaż tak samo jak elf, nawet ciał tych zabitych zwierzoludzi nie widział, to wydawał się być mocno przekonany, że to robota Leśnego Ducha. Ale też jakoś nie zdradzał chęci aby się zanurzyć w trzewia mrocznego lasu. Później mało było rozmów aż wyszli wreszcie na skraj lasu i ujrzeli miasto do jakiego zmierzali przez od opuszczenia Risted.
    - A to ty elfie ile myślisz oglądać tą bramę? - Kolesnikow trochę się zdziwił a trochę rozbawił, słysząc jedną z ostatnich uwag Duivela. Hochlandczyk chyba nie oczekiwał, żeby ten spacer do bramy, zajął im aż tyle czasu aby dało się tutaj, przygotować posiłek.

    Wreszcie wyznaczona szóstka wyszła z cieniu lasu. I drogą ruszyła w kierunku bramy. Krok, za krokiem, zbliżali się do niej. A tam wciąż nie widać było żadnego ruchu. Ani w bramie, ani na murach. Trafili jednak na ślady pewnego chaosu. Przewrócony, jednoosiowy wóz. Ale bez żadnego wierzchowca. Na drodze albo obok, jakieś porzucone lub zgubione przedmioty. Część traw i młodych zbóż jakie mijali, były spalone. Tworzyły plamy spalonej czerni tuż przy ziemi i niskiej roślinności, tam gdzie się zachowały. Jak na pobliże miasta to było podejrzanie cicho. Z każdym krokiem byli bliżej murów i wieży. Imaginacja podpowiadała, że są jak na widelcu. I wystarczy jeden ukryty kusznik co ich właśnie obserwuje z okna wieży czy przez strzelnicę, aby posłać im bełta. Lub chociaż zaalarmować pozostałych. A jednak szli i szli, i nic się nie działo.
    - Kuraki spokojne. - Thiemo odezwał się cicho a i tak wydawalo się to dziwne głośne. Zbliżyli się już w pobliże bramy i widzieli jak kury chodzą i dziobią ziemię. Wydawało się, że dopiero ich przybycie zakłóciło im rytm dziobania. Odbiegały gdacząc gdy się zbliżyli za bardzo. Wreszcie dotarli do samej bramy. Wciąż wyglądała na opuszczoną. Od zewnątrz nie było żadnych wejść dlatego trzeba było przejść krótkim tunelem pod nią, aby wyjść po wewnętrznej stronie. Znaleźli się w Wendorf.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/rVYTFze.jpeg

    Obie wieże bramne okazały się puste. Wewnątrz nich panował nieporządek, jakby ktoś splądrował to miejsce. Jeśli była tu wcześniej jakaś broń, to musiała zostać zrabowana. Thiemo sam był zdziwiony i na głos co chwila powtarzał “Co tu się stało?”. - Tu powinnn być strażnicy. Tu na dole byli mytnicy. Sprawdzali czy kto jakiego przemytu nie czyni. A na górze byli ci co po blankach chodzili. - Wyjaśnił nie swoim głosem. Zresztą można się było domyśleć, że brama normalnie była obstawiona przez straże. Wydawało się, że to wszystko wydarzyło się gwałtownie i względnie niedawno. Wczoraj, przedwczoraj albo podobnie. Ale jednak ktoś musiał być w tym mieście. Bo teraz jak byli bliżej i nie oddzielały ich mury to od strony miasta słychać było jakieś odgłosy.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, niedziela minęła. Czyli czas na ogłoszenie wyników 🙂

    Do sesji dostają się:

    Mirekt13 - jako Tobias (ostlandzki łucznik)
    Cioldan - jako Duivel (leśny elf)

    Czyli zaczniemy w znanym sobie składzie 🙂 A jeśli ktoś by miał ochotę dołączyć już w trakcie to zapraszam na pw.

    Tu obu kolegów zapraszam do wątku z komentami: https://forum.rolltelling.pl/topic/274/bastion-2521-walka-o-ostland-warhammer-2-ed

    I chyba tyle na tą rekrutę. Obsługę proszę o zamknięcie tematu i przeniesienie do archiwum, za co z góry dziękuję 🙂

    Archiwum

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 51 - 2521.05.05; fst; południe

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; okolice Wendorf; południowa brama
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Stefan i Wieselowie

    Skoro Duivel z Thiemo zdecydowali się pójść do pobliskiej piekarni a Tobias z Beth poszli jeszcze w inną stronę, to Stefanowi pozostało zabrać Wieselów do zajazdu o jakim mówił wcześniej stary milicjant. Ostatecznie przeniesienie belek z jednej wieży do drugiej, zajęło im tyle czasu, że już nie starczyło na coś innego. Chociaż mijali milicjantów myszkujących po różnych poziomach wieży to Stefan już nie zdążył do nich dołączyć. Zresztą i tak herszt tej leśnej bandy na usługach górskiego markgrafa wezwał wszystkich na naradę na blankach. Po wydaniu poleceń i tym co mieli przeszukać okolicę, i tym co mieli zostać przy bramie, jeszcze Duivel na chwilę porozmawiał z sierżantem. Przed chwilą herszt zgodził się z sugestią elfa aby krzyczeć “Ostland żyje” jako hasło rozpoznawcze. Bo o Marchii Falkenhorst to pewnie mało kto słyszał. Ale teraz, gdy długouchy odszedł razem z Thiemo, to Jaeger miał okazję porozmawiać z czarnobrodym. Ten wysłuchał jego uwag i pokiwał głową.
    - No to dobrze zrobiłeś z tymi belkami. Lepiej aby były tylko w jednej wieży. Mało nas i dwóch obsadzić to byłby kłopot. - Pochwalił go za tą roztropność. Jednak uwaga o “waleniu alkoholu” go nieco go zdziwiła. Uniósł brwi i przyjrzał się uważniej swojemu imiennikowi.
    - Piją mówisz? - zapytał jakby chciał się upewnić czy dobrze to zrozumiał. Popatrzył po blankach, gdzie niektórzy łucznicy jeszcze tu byli. Ale niedawno większość jego bandy tu stała, zanim nie przydzielił ich innych zadań, od straży na murach po przygotowanie obiadu z ustrzelonych kuraków. - No idzie zaschnąć w gardle od tego kurzu i spalenizny to i dobrze je przepłukać. Ale nie bój się Ostlandczyku, my Hochlandczycy znamy się na swoim rzemiośle. - rzekł uspokajającym tonem ale wydawał się być ciut urażony sugestią, że jego ludzie mogliby się popić w tak krótkim czasie, że nie nadawaliby się do służby. Aby doprowadzić się do takiego stanu, rozcieńczonym winem to trzeba by rzeczywiście urządzić regularną pijatykę i pić bez opamiętania. W końcu się rozstali. Stefan ze swoimi pomocnikami przeszli przez wieżę, tym razem w dół. Na środkowym piętrze minęli dwóch łuczników co zabierali się za rozpalanie pieca oraz skubanie kuraków. A po chwili już byli znów na ulicy, przed bramą. Duetów Duivela i Tobiasa już nie było widać. Ale główna ulica jaka prowadziła od bramy, w głąb miasta, stała otworem. Była zawalona porzuconym wozem czy jakimiś gratami. No i nienaturalnie cicha i pusta. Jakby był środek nocy. A nie środek dnia. Jeszcze za nimi któryś z łuczników zamknął drzwi do bramy. I słychać było jak rygluje. Trójce zwiadowców pozostało ruszyć przed siebie.


    Ulica w przeważającej części okazała się miejskim kanionem. Ze ścianami kamienic wznoszącymi się nad głowami i brukiem jako jego dno. Chociaż był środek dnia i na otwartej przestrzeni, było całkiem słonecznie, to tutaj, na poziomie gruntu dzień nie mógł rozkwitnąc. A jeszcze unosiła się rozrzedzona mgła. Albo dym. Bo zapach spalenizny drażnił nozdrza. Nie przeszkadzało to na przestrzeni kilku kamienic dookoła ale blokowało dalszą perspektywę na przykład zobaczyć co jest na końcu ulicy. Z blank jakie wznosiły się na poziomie większości dachów to był o wiele lepszy widok.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/KVwEJAp.jpeg

    Jak zwykle, na parterze kamienic zazwyczaj były sklepy, warsztaty albo karczmy a na wyższych piętrach mieszkania. Te wszystkie zakłady usługowe były nienaturalnie ciche i puste. Albo były rozwarte na oścież i splądrowane albo zamknięte na cztery spusty. Nic dziwnego. Tradycją wszelkich ruchawek było plądrowanie takich miejsc. Nawet jeśli pierwotnie, nie to było ich celem. Na niektórych wciąż zamkniętych drzwiach i okiennicach, widać było ślady uderzeń toporów lub podobnych narzędzi gdy ktoś tam próbował się siłą dostać. Te dwa, trzy nazwiska jakie Stefan zapamiętał od Thiemo nie wywołały żadnej reakcji. Choć je krzyczał to okiennice i drzwi pozostały nienaruszone. Albo ludzi na górze nie było albo woleli nie ryzykować wyjścia na zewnątrz. Tego akurat z poziomu ulicy nie dało się sprawdzić. Musieliby wchodzic do klatek schodowych i pukać do przypadkowych drzwi. To by zajęło dużo więcej czasu a wynik był niepewny. Wcale nie było pewne czy ktoś tam jest, czy im otworzy, czy nie potraktuje jak kolejnej bandy rabusiów.
    Czasem nawet widzieli z daleka jakiś ruch. Pojedynczo, po dwie lub trzy. Ale te jak ich dostrzegły szybko uciekały nie nawiązując kontaktu. Ogólnie można było odnieść wrażenie, że dźwięki tumultu jakie wcześniej słyszeli z blank, teraz jakby się nasiliły ponownie. Bo odkąd zeszli na poziom gruntu, to widocznie zbita zabudowa je wytłumiła i początkowo jak szli od samej bramy to jakby przycichły. A teraz, nie wiadomo kiedy jakby zbliżyli się do ich centrum.
    Kolejne zakręty i kłęby rozrzedzonej mgły już dawno pochłonęły Południową Bramę, gdy oczom trójki zwiadowców ukazał się szyld. Zawieszone koło wozu, pomalowane na czerwono. Z kontrastowymi elementami na niebiesko i żółto. Przez co wpadała w oko z daleka zapowiadając jakiś karczmę czy zajazd. Był postawiony w przerwie między okolicznymi karczmami, naprzeciwko fontanny. Otoczony murem sięgającym nieco ponad wzrost dorosłej osoby, sprawiał solidne wrażenie. Za nim widać było piętro i dach budynku. No i wreszcie dostrzegli jakiś ruch i oznaki życia.
    Przed bramą stało dwóch ludzi z halabardami. Wyglądali na strażników. Brama była w połowie otwarta. Dwóch ludzi szybko z niej wyszło i skierowało się gdzieś w głąb miasta. Przy bramie stała tablica. Pewnie z ogłoszeniami. Ale do niej był uwiązany za ramiona półnagi mężczyzna. Głowę miał spuszczoną na nagą pierś więc nie było wiadomo czy żyje czy nie. Trzeba by podejść bliżej aby się temu wszystkiemu przyjrzeć. Stefanowi wydawało się, że jeden ze strażników patrzy gdzieś w jego stronę. Ale czy ich już zauważył czy jeszcze nie tego nie mógł stwierdzić.

    Tobias i Beth

    Tobias zanim wyruszył z hochlandzką łuczniczką w głąb miasta, to miał w pamięci wrażenie jakie zrobił na dwóch kolegach. Wyglądali na zaskoczonych jego wiedzą o elfach, elkach i przygodzie z piękną nieznajomą. Która do tego była wiedźmą! Przez chwilę wydawało się, że to spełnienie tych złowróżbnych opowieści jakie snuli. Tylko to, że owa wiedźma nie była elfką trochę ją psuło.
    - Ale jesteś pewien, że to nie była elfka? Może włosy zasłaniały jej uszy? To nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. - Dopytywali się czy może jednak spotkana niewiasta nie należała do starej rasy jaka trochę ich pociągała ale też budziła sporo obaw.
    - I chciała cię oczarować I używała roślinnych pnącz? No to musiała być elfka. Pewnie jedna z tych z lasu. One tak mają. - Kolejny element wydawał się pasować do ich wersji historii. A i Tobias musiał przyznać, że od dziecka słyszał o elfach żyjących w lesie. Które właściwie nie wiadomo co tam robiły. Co z jednej strony wydawało się fascynujące a z drugiej podejrzane. Zaś jego relacja pozornie pasowała do opisu i zachowania elfki. Zwłaszcza jak poza nim, nikt jej chyba nie widział. No ale wezwanie na blanki i narada jaką zarządził Kolesnikow i tak przerwały im rozmowę. Kolesnikow przystał na pomysł hasła rozpoznawczego “Ostland żyje”. Bo o górskiej marchii jaka dopiero się rodziła po mileniach nieistnienia, to faktycznie mało kto słyszał. Nawet Tobias o niej niewiele słyszał póki parę tygodni temu nie pojawił się w Lenkster. A potem dostał przydział z Beth i musieli znów zejść na dół i ruszyć w miasto.
    Wcześniej mijali się w marszu czy obozie więc raczej znali się z widzenia. W końcu od paru dni podróżowali razem. Ale jakoś nie mieli okazji poznać się lepiej. Chociaż Beth wpadała w oko bo była jedyną kobietą w bandzie Hochlandczyków. Przez co z jednej strony traktowali ją trochę jak siostrę a z drugiej trudno było przegapić, że jej płeć.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/YA3i8Hk.jpeg

    Skoro on przewrócił okazję to ona się zaśmiała krótko. - No dobra, skoro nie chcesz sobie ratować niewiast to ja sobie jakąś uratuję. Najlepiej jakąś bogatą szlachciankę. Wtedy z wdzięczności obsypie mnie złotem a może i weźmie na służbę? Będę mogła spać we własnym łóżku i nie będę musiała koczować po lasach i jaskiniach aby się najeść. - Tobias nie był do końca pewien czy tylko sobie żartuje. Ale wizja ciepłego kąta, pewnego łóżka i pełnego żołądka dla większości mieszkańców wsi i miast byłaby pociągająca. Dlatego decydowali się na służbę u potężniejszych od siebie. I widać Beth nie była pod tym względem inna. Ale jak już ruszyli w miasto to zachowywała się ostrożnie i dyskretnie. Jak większość hochlandzkich banitów Kolesnikowa.

    Tobias postanowił zacząć od tego narożnika gdzie wcześniej dojrzał jakiś ruch. Poszli tam we dwoje ale żadnej kury nie znaleźli. Chociaż na brudnym bruku i błotnistych zaciekach dostrzegli ślady tych ptaków. Musiały tu niedawno chodzić. Duivel z Thiemo ich minęli, ruszając w swoją stronę. Beth skinęła im głową w pozdrowieniu. A sama zwróciła się do towarzysza.
    - To chodź. Może trafimy na jakiegoś kuraka. Najwyżej na kolację będzie. - Dała mu znak, że jest gotowa pójść ptasim tropem. W końcu nie wszystkie musiały szwendać się przed bramą. A Kolesnikow za bardzo nie ingerował gdzie konkretnie mieli iść. Ślady doprowadziły ich przez jakieś nędzne podwórko. Na nim faktycznie dojrzeli dwie kury. Beth bez wahania użyła łuku aby jedną ustrzelić. Druga jednak z głośnym, pełnym przerażenia gdakaniem czmychnęła przez bramę na ulicę. Nie byli pewni, czy strzała ją trafła czy nie. Jednak łuczniczka była chętna dokończyć polowanie. Tylko podbiegła aby złapać ustrzelonego kuraka i po drodze zaczęła przywiązywać ją sobie do pasa. Więc gdy wyszli na ulicę to ta druga kura była już zbyt daleko aby ryzykować strzał. A widząc swoich dwunożnych prześladowców jeszcze przyspieszyła kroku i zniknęła za zakrętem.
    I tak szli przez ten Wendorf. Miasto było nienaturalnie ciche i puste. Wiele ze sklepów i warsztatów jakie mijali było zamkniętych na głucho, chociaż był środek dnia i powinny pracować na pełnych obrotach. Część z nich była splądrowana. Co przy ruchawkach było wręcz standardem. Różna hołota lub nawet zawistni sąsiedzi, starali się skorzystać z okazji do szybkiego wzbogacenia skoro przynajmniej chwilowo, porządek w mieście został zachwiany. Ubrania leżące w błocie, rozbite kawałki szyb, stłuczone naczynia, zgruchotane krzesła i porzucone skrzynie. Tego wszystkiego nie powinno być na ulicach. A jednak co chwila trafiali na takie ślady brutalności. Nawet czasem dostrzegali jakąś sylwetkę w oknie czy gdzieś w oddali ale widocznie tamci woleli nie ryzykować spotkania z nimi. Atmsfera była napięta od tej nienaturalnej ciszy i pustki. Śladów zniszczenia jakie co chwila się natykali. Chociaż im samym jak dotąd nic się nie stało. Jeszcze ta mgła albo rozerzdzony dym stopniowo blokowały dalsze widzenie. Dało się wyczuć charakterystyczny zapach spalenizny. Widać było wlot ulicy i na kilka kamienic w głąb. Ale jej wylot zwykle był już zamazany przez ten opar.
    - Trochę tu strasznie nie? - Szepnęła Beth która widocznie czuła się nieswojo na tych opuszczonych ulicach. Czasem widywali kuraka w oddali. Już stracili rachubę czy to ten “ich” czy po prostu jakieś tutejsze pętają się bezpańsko na ulicach. Co jakiś czas Hochlandka przymierzała się do strzału ale zawsze strzał był zbyt niepewny. Albo ptak ledwo majaczył we mgle albo uciekał w jakiś zakamarek znikając im z oczu.
    W pewnym momencie usłyszeli jakieś odgłosy. Po chwili zorientowali się, że to z kamienicy do jakiej się zbliżali. Jak podeszli jeszcze bliżej dojrzeli dwie postacie jakie myszkowały tak samo jak niedawno koledzy Beth po bramnej wieży. Plądrowali jakiś sklep. W pośpiechu ładowali słoiki i kiełbasy do worka. To był jakiś sklep mięsny. Jeden z nich dojrzał dwoje łuczników na ulicy i syknął na towarzysza. Na chwilę zamarli sondując się wzrokiem.
    - Spokojnie. Starczy dla każdego. My weźmiemy swoje to będziecie mogli wziąć resztę. - Rzucił jeden z nich starając się brzmieć rozsądnie. Wiele z haków i półek było już pustych. Jakby nie byli pierwszymi co tu się przyszli poczęstować. Ale wciąż widać było dużo więcej mięsa, kiełbas i weków niż jeden kurak jaki wisiał u pasa Beth. Ona też chciwie popatrzyła na te półki po czym na swego towarzysza.
    ~ Z tego to by dopiero była kolacja. Inni i tak to rozkradną. ~ szepnęła cicho do Tobiasa jakby była gotowa przystać na takie warunki szabrowników wskazując wzrokiem na rozwalone drzwi przez jakie teraz mógł wejść każdy. Z tego co było widać w sklepie to mogłoby wystarczyć nie tylko na kolację na ich dwójkę ale nawet dla całej bandy Kolesnikowa. Chociaż we dwójkę to byłoby sporo do niesienia. Gdy Tobias miał chwilę aby się nad tym zastanowić, ponad ramieniem łuczniczki dostrzegł biało-czerwono-niebieskie skośne pasy oznaczające zakład balwierski. I w przeciwieństwie do większości parterów jakie mijali do tej pory, biło z jego wnętrza ciepłe, żółte światło. Jak od lamp albo świec. Co prawda był pod zbyt ostrym kątem aby zajrzeć do środka, dzieliło go ze trzy, cztery kamienice. Ale wydawało się to oazą normalności w tym spustoszonym mieście.

    Duivel i Thiemo

    Elfowi Kolesnikow przydzielił Thiemo. Więc z trójki patroli, tylko on miał za towarzysza kogoś kto zna to miasto jak własną kieszeń. Sam herszt Hochlandczyków przystał na pomysł z hasłem “Ostland żyje”. I nawet zaśmiał się chrapliwie. - Masz rację elfie! Póki nie przybyłem do Lenkster to nawet nie wiedziałem, że tam w górach coś się zaczęło dziać! - Więc nie był zdziwiony, że tubylcy mogliby nie kojarzyć nazwy górskiej marchii. Na wieści o klapie w piwnicy wieży, nieco się zdziwił. - Właz mówisz? Dobrze Duivelu, sprawdzimy to. - Obiecał poklepując go po ramieniu. A gdy elf z wendorfczykiem odchodzili to widać jeszcze Stefan miał jakąś sprawę do sierżanta.
    Potem we dwóch zeszli przez wieżę na poziom ulicy. Tu jeszcze przez chwilę minęli Tobiasa i Beth. Łuczniczka pozdrowiła ich ruchem głowy ale oni mieli swoją robotę a elf z towarzyszem swoją. Thiemo mocno odstawał pod względem gibkości ruchów nawet od ludz Kolesnikowa. Widocznie nie był ani zwiadowcą, ani myśliwym i dlatego zaciągnął się do milicji. Ta zwykłe pełniła służbę pomocniczą do regularnych oddziałów. Mógł być nawet w tych oddziałach co w nocy przyjęły na siebie pierwszy impet uderzenia zwierzoludzi. Na razie jednak szli we dwóch przez opustszałe ulice. Staremu milicjantowi kaptur i towarzystwo elfa zdawało się nie przeszkadzać. Szedł dość monotonnym tempem, nieco się garbiąc. Zwinny długouchy nie miał żadnych kłopotów aby dotrzymać mu pola. Właściwie to Thiemo wydawał się być ruchomą oazą normalności na tych bezludnych ulicach.
    Szli wzdłuż murów. Co ułatwiało orientację. Mury wznosiły się na wysokości pogranicza pierwszego i drugiego piętra większości kamienic. Baszty były wyższe. Niezmiennie jednak świeciły taką samą pustką jak sklepy, warsztaty i ulice jakie mijali. Do tego tu na poziomie gruntu była mgła. Albo dym. Dość, rzadki, na przestrzeni kilku kamienic nie przeszkadzał. Ale stopniowo blokował dalszą perspektywę. W końcu gdy Duivel obejrzał się to za którymś razem już nie dostrzegł bramy z jakiej wyszli. Chociaż mogła to być kwestia krzywizny murow jakie stopniowo zakrzywały się aby opleść całe miasto.
    - O a tam pod 14 mieszkał taki jeden co konia u niego kiedyś kupiłem… A tam, na końcu ulicy to jest sklep sukienniczy. Moja luba lubiła tam len kupować. Mówiła, że tam w tej cenie to mają najlepszy len… A tu nie widać bo ta przeklęta mgła… Ale tam dalej są magazyny zboża… - I tak mamrotał do towarzysza, jakby oprowadzał go po mieście. Większość tych nazw nic elfowi nie mówiła i tylko niektóre adresy widać było z ulicy jaką szli. I tak, tymi pustymi ulicami, doszli na miejsce.
    - O to tu. Tu jest piekarnia Alberta. - Przewodnik ucieszył się a i Duivel dostrzegł wiszący szyld z okrągłym bochenkiem chleba. Jeszcze ze dwie, trzy kamienice jakie musieli minąć i stanęli przed frontem piekarni. Ta jednak była zamknięta na głucho. Tak samo jak większość budynków jakie mijali. Widząc to milicjant podrapał się po głowie. Zadarł głowę aby przyjrzeć się całemu frontowi budynku. Wszystkie okna były starannie zamknięte okiennicami. Budynek wyglądał na tak samo opuszczony jak większość jakie do tej pory mijali. Jednak tubylec postanowił spróbować szczęścia. Podszedł do drzwi i uderzył w nie silnie pięścią.
    - Albert! Albert otwórz! To ja! Thiemo! Thiemo z Żelaznej! Otwórz Albert! - Krzyczał aby jeśli ktoś był w środku, to mógł go usłyszeć. I odszedł na kilka kroków aby lepiej widzieć okna, czy nie ma jakiejś reakcji. Elf chociaż miał bystrzejsze oczy i uszy, to też nie dostrzegł żadnego ruchu. Więc milicjant powtórzył wołanie. Wreszcie ze środka dał się słyszeć zdenerwowany, męski głos.
    - Przestań się drzeć do kroćset! Tylko sprwadzisz na nas nieszczęście! - Ten ktoś wydawał się obawiać, że tak się właśnie stanie. Thiemo jednak uśmiechnął sie triumfalnie do swojego akapturzonego towarzysza.
    - To otwórz! To nie będe musiał się drzeć! - Wykrzyczał ale ciut ciszej. Tym razem reakcja przyszła prawie od razu.
    - Po co? Czego chcesz? Idź sobie. Nie mam chleba. Mąka się skończyła. - Mężczyzna ze środka widać był niechętny wpuszczania do środka kogokolwiek. Nawet jeśli rozpoznał rozmówcę.
    - Daj spokój Albert. Dopiero wróciłem do miasta. Nie wiem co się dzieje. Wojna jakaś? Chciałem iść do brata na Żelazną ale ty jesteś bliżej. To pomyślałem, że pogadamy jak za dawnych czasów. - Thiemo też ściszył głos ale nadal był głośny jeśli chciał być słyszany przez drzwi i ściany. Teraz gospodarz milczał chwilę dłużej, jakby się namyślał.
    - Dobra. Ale idź od zaplecza. Otworzę ci. Nie chcę aby cała ulica widziała, że można tu wejść. - Gospodarz też wydawał się być spokojniejszy. A Thiemo skinął głową na towarzysza. I poprowadził go dwie kamienice dalej, gdzie było przejście na sąsiednią ulicę. I nią mogli wrócić na zaplecze piekarni. Milicjant znów zastukał w drzwi i gdy Albert upewnił się, że to on, to otowrzył je.
    - A kto to? - zapytał nieco przestraszonym tonem gdy dojrzał postać w kapturze jaka stała za jego znajomym.
    - On jest ze mną. Razem podróżowaliśmy do miasta. - Wyjaśnił mu patrząc na swojego towarzysza. Piekarz jeszcze chwilę się wahał po czym otworzył szerzej aby mogli wejść do środka. Gdy to się stało, natychmiast zamknął i zaryglował drzwi. Znaleźli się w kuchni i teraz była okazja aby się lepiej przyjrzeć. Półmrok jaki wywoływały zamknęte okiennice był rozjaśniony przez ciepłe światło lampy.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/FAwqNjZ.jpeg

    Albert okazał się pulchnym, dość niskim mężczyzną. Przez co przypominał trochę zbyt wyrośniętego niziołka. - Thiemo. Dawno cię u nas nie było. Pochwalony. - Gospodarz przywitał się, obrzucając milicjanta uważnym spojrzeniem, z góry na dół i z powrotem. Wydawał się być od niego z dekadę młodszy ale raczej byli z tego samego pokolenia.
    - A pochwalony Albert, pochwalony. A się narobiło. Przez tą przeklętą wojnę. Do mojego Marko chciałem się dostać. Wiesz, on tam w góry pojechał osiedlić się. - Pokiwał głową i gospodarz zrobił to samo.
    - Pamiętam jak mówiłeś. Dobry interes. Dziesięć lat bez pańszczyzny. Jakbym nie miał tego majdanu to może i też bym ruszył. - Westchnął i wskazał gestem dookoła. Nawet z wygaszonym piecem czuć było przyjemny, charakterystyczny zapach chleba.
    - E tam, gdzie ty byś pojechał. Kogo chcesz oszukać? - Zaśmiał się Thiemo i kolega odpowiedział podobnie.
    - Masz rację. Dobra poczekajcie. Jeszcze coś mi zostało z ostatniego wypieku. - Gospodarz jakby przypomniał sobie o gościenie a może nabrał pewności, że to żaden podstęp. Zaczął się kręcić po kuchni, otwierał jakieś szafki i po chwili postawił na stole chleb, jeszcze miękki choć już nie pierwszej świeżości. Placki, też najprędzej z wczoraj albo i starsze. Pokrojny ser i rozcieńczone wodą wino aby się samym suchym nie zatkać. Po chwili usiedli we trzech przy stole przy tym skromnym posiłku.
    - To czemu wróciłeś? - Zagaił swojego gościa.
    - Zaciągnąłem się do milicji wielkiego pana. On ciągnie na wojnę to pomyślałem “Co ja stary mam innego do roboty?” A z wojskiem to wiesz, jakoś da się przeżyć nawet na wojnie. Coś tam jeść dadzą, byle kto wojska nie napadnie i tak dalej. A jak jesteś robotny to zawsze jakąś robotę tam znajdziesz. A niedawno się okazało, jak w Risted byliśmy, że idziemy tutaj. Do Wendorf i Grunackeren. No to myślę, wrócę w rodzinne strony, brata odwiedzę i córkę. No to mi po drodze. No i jestem. A tu przychodzę no i nie wiem co się dzieje. - Thiemo w największym skrócie opowiedział swoje dzieje z ostatnich wiosennych tygodni.
    - A daj spokój. Sam nie wiem. Jakaś ruchawka się zaczęła parę dni temu. Mówią, że to u tych najemników. Myśleliśmy, że tylko się zatrzymali na popas i dalej pójdą na wojnę. Ale tu jakieś ruchawki się zaczęły. Ja to tego nie wiem kto zaczął i dlaczego. Nie widziałem. W ogóle przestałem wychodzić z domu. Sąsiedzi też. Co my biedni ludzie możemy? Tylko strach jaka taka banda przyjdzie ci drzwi wyłamać. Co ty sam zrobisz przeciwko ich mieczom i toporom. A tu regularnie słychać wrzaski i rąbanie toporów. Nie wiadomo kiedy po kogo przyjdą. A wiesz, ja mam piekarnię, to tylko kwestia czasu aż po mnie przyjdą. - Albert wyrzucił z siebie dość przygnębione wyznanie. Wydawał się być bezradny wobec fatalistycznego losu jaki dla siebie widział.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Siemka 🙂 Witam wszystkich na naszym nowym forum 🙂 Dziękuję Santo i obsłudze za ogromną pomoc w ogarnięciu tematu przenosin naszej sesji na to nowe forum 🙂

    • Co do technikaliów. Ja kończę swój urlop. Jutro będzie mój lotniskowy dzień. Więc nieco zabiegany na ten moment jestem.

    • Obecna tura (T 68) nadal trwa. Skończy się jak się skończy. Ale bez przesady, dobrze abym w przyszły lub kolejny weekend mógł usiąść do swojej misiowej tury. Kolejna zacznie się zapewne kolejnego dnia rano więc w obecnej dobrze by było pokończyć wszystkie wieczorno-nocne sprawy.

    • Jak tura będzie skończona to można tutaj przenosić te scenki z doc w post.

    • I chyba tyle na ten moment. Jbc to pytajcie 🙂

    Komentarze

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dhratlach

    @Dhratlach napisał w [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa:

    Czy dobrze widzę, że brakuje Nurgle'a i Slaanesh'a? Czy może dopuszczasz dublowanie się Patronów? Ogólnie jak widzisz udział nowego gracza? Jakieś specjalne preferencje co do profesji?

    - Z aktywnych BG na tą chwilę jest Egon od Khorna i Otto z ogólnego Chaosu. Zell ma niedługo wrócić do gry Henrim od Tzeentcha. Nowy gracz może sobie wybrać dowolnego patrona. Kult jest na tyle duży, że są w nim członkowie od każdego patrona więc i tak będzie się coś powtarzało.

    - Co do nowego gracza to cóż mam powiedzieć póki nie widzę KP? 🙂 Jak coś szczególnie Cię interesuje to pytaj. Zapraszam nowych graczy dlatego robię tą rekrutę 🙂

    - Co do profesji to nie mam preferencji. Per se w mechanice bastionowej nie ma profesji. Każdy sobie sam składa postać, także mechanicznie. Ale co do tego kim ma być postać to jest dowolność. Dobrze jednak mieć na uwadze, że oficlanie to kultyści mają jakąś przykrywkę (Otto jest mnichem w hospucjum, Egon jest gladiatorem, Henri emerytem). Społecznie dobrze by było dobrać Rangi do odgrywanej roli czyli nie tworzyć szlachcica z Rangą 3 bo to się fabularnie kupy nie trzyma. Jak coś Cię interesuje dokładniej to pytaj 🙂

    Archiwum

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Oryginalny tytuł: Kultyści - Lato 2519

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
    Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
    Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

    link: https://www.stivesgallery.co.uk/imag...our_lights.jpg

    Zbór

    Nad zatoką wzdłuż jakiej wybudowano Neus Emskrank kończył się ciepły, letni dzień. Mewy jeszcze piszczały nad wodą i miastem ale one też już szykowały się do zakończenia dnia. Mieszkańcy, dokerzy oraz marynarze kończyli swój dzień roboty i udawali się do domów, tawern i karczm aby nasycić żołądki i ugasić pragnienie. Zaś w trzewiach jednej ze starych kryp jaka już od dawna nie pływała tylko bujała się na falach przyboju robiąc za pływający magazyn robiło się coraz tłoczniej i głośniej. W miarę jak kolejne postacie podchodziły do burty “Starej Adele” stukały umówione hasło a po chwili słyszeli nieregularne kroki i nad burtą pokazywała się głowa starego bosmana obwiązana chustą na marynarski wzór. Widząc kto przyszedł spuszczał na dół drabinę po której można było wejść na pokład a potem do tylnej nadbudówki i schodami na dół do krótkiego korytarza i ładowni. Gdzie można było spotkać znajome twarze jakie często nie widziało się od zeszłego tygodnia. Można było usiąść przy stole do wspólnego posiłku. Jak zwykle królowały ryby. To akurat nie było dziwne w portowym mieście. A Kurt był mistrzem w łowieniu, przyrządzaniu i podawaniu ryb. Nawet ze zwykłych płotek potrafił zrobić całkiem smaczną zupę rybną albo gulasz. Ale dzisiaj na stole królował tłusty sum i młody tuńczyk. Suma Kuternoga złapał sam a tuńczyka kupił od znajomego rybaka. Ale część rzeczy i tak trzeba było kupić. Odkąd zabrakło Karlika który sponsorował te posiłki trzeba było robić zrzutki podczas tych zborów. I to co się uzbierało jednego tygodnia szło na zrobienie gościny w następnym.

    Schemat się powtarzał co tydzień. Przywitanie, wspólny posiłek przy stole, luźniejsze pogaduchy o plotkach i strapieniach a także załatwianie pomniejszych spraw pomiędzy członkami zboru. W końcu to była jedna z niewielu okazji gdzie mogli się spotkać w jednym miejscu osoby z całkiem różnych warstw społecznych co poza burtami tego zboru byłoby nie takie proste. W samym zborze zaś mniej się liczyło pochodzenie a bardziej osiągnięcia dla grupy, staż i zaufanie jakim się cieszył u pozostałych. Tak zimą Egon awansował ze względnie świeżego rekruta na kogoś kto dorównywał autrytetem Kurtowi a ponad nim byli już tylko Silny i Łasica. Więc nawet jeśli na zewnątrz dla zachowania pozorów ktoś komuś musiał czapkować czy całować w rączkę to tutaj panowały dość braterskie i rodzinne relacje. W końcu w razie wsypy wszystkich ich by czekał marny koniec co pokazał ostatniej zimy przykład śmierci Karlika. Dziś jednak wyczuwało się większą ekscytację i podniecenie. Bo już w poprzednim tygodniu Starszy obiecał, że zapewne będzie miał do ogłoszenia coś interesującego. I faktycznie tak się stało. Gdy umył w misce ręce, wstał ze swojego miejsca w centrum złączonych stołów i wyszedł na środek ładowni. Zaraz za nim podążyła Merga. Znak, że właściwe spotkanie właśnie się zaczyna.

    link: https://i.pinimg.com/originals/ac/06...e51f6cb354.jpg

    - Drogie dzieci! Spójrzcie na nas! Spójrzcie na siebie! Rok temu nie było nas nawet pół tuzina! A teraz? Dwa tuziny! Spójrzcie jak rośniemy w siłę! To znak! To znak jak bardzo skorumpowane i zdeprawowane jest to miasto! To społeczeństwo! Jak bardzo podatne jest na podszepty naszych patronów! Nieważne którego! Nieważne skąd kto pochodzi i czym się zajmuje! Nieważne co ma na sumieniu! Wszyscy mogą znaleźć u nas swój dom i schronienie! Wszyscy możemy walczyć z reżimem zakłamanych ciemiężycieli którzy nas uciskają i oddają cześć słabym, fałszywym bogom! To my mamy rację! To my jesteśmy wyjątkowi, my jesteśmy wybrańcami prawdziwych bogów! To my zaprowadzimy w tym mieście nasze porządki! Wyrównamy rachunki krzywd! Dziś my musimy zginać karki! To my musimy się do nich fałszywie uśmiechać i udawać pokorę! Ale to się skończy! Nadejdzie dzień gdy to oni padną u naszych stóp i będą jęczeć o naszą łaskę! Oni będą się żreć między sobą dla naszej przyjemności i walczyć o okruchy z naszego stołu! Nie dzisiaj i nie jutro ale ten dzień w końcu nadejdzie! Pomścimy śmierć Karlika! Wygnanie Sebastiana! Mordęgę naszych sióstr i braci zakatowanych w kazamatach! Poddanych kaźni i straconych dla uciechy bezmózgiej tłuszczy! To my będziemy na szczycie i urządzimy to miasto po swojemu! - zamaskowany mężczyzna znany na zborze jako Starszy zaczął przemowę. A, że był płomiennym mówcom od razu porwał swoją publiczność. Dały się słyszeć oklaski, okrzyki poparcia i buntu na zastaną za burtami rzeczywistość. Wszyscy byli w jakiejś mierze buntownikami i rewolucjonistami walki z obecnym systemem. Dlatego ten system nie mógł dać im pardonu i musiał ich zniszczyć. Ale najpierw musiałby ich odnaleźć. A to jak dotąd siłom sterowanym z ratusza się nie udało. Ale przyjemnie było posłuchać jego przemowy jaka niosła nadzieję, że los się odmieni i to oni będą w końcu na górze.

    - Pierwszym krokiem będzie odnalezienie darów jakie zesłali nam bogowie. One gdzieś tu są. Szepczą do nas. Słyszymy ich głos. Ale trudno było go zrozumieć. Ale na szczęście jest z nami nasza czcigodna wyrocznia która potrafi usłyszeć mowę bogów i zrozumieć ich przesłanie. - Starszy zakończył przemowę żegnany oklaskami i cofnął się o krok do tyłu wskazując na rogatą kobietę o niesamowitym blasu bijącym z oczu i fioletowej skórze.

    link: https://i.imgur.com/szvwUUK.png

    - Dziękuję ci mistrzu. - Merga skinęła głową oddając hołd swojemu gospodarzowi i opiekunowi. Od chwili uwolnienia wiedźmy oboje okazywali sobie wzajemny szacunek stając się z czasem duetem który zarządzał całą grupą.

    - Myślę, że udało mi się odczytać słowa naszych patronów na tyle, że wreszcie mamy wskazówki jakie mogą nas doprowadzić do upragnionego celu. Każda z Czterech Sióstr zostawiła w tej okolicy skarby poświęcone swoim patronom. Co więcej odkryłam niedawno, że to zapewne tylko pierwszy krok i jest coś więcej. Dlatego echo tych tropów nakładało się na siebie i mnie tak długo zwodziło. Ale wreszcie mogę na to spojrzeć z właściwej perspektywy. - wyrocznia przechodziła spojrzeniem od twarzy do twarzy siedzących za złączonymi stołami i mówiła ciepłym, łagodnym głosem w jakim brzmiała jednak pewność siebie poparta wiedzą i doświadczeniem.

    To, że gdzieś “tutaj” są jakieś artefakty pozostawione przez legendarne Cztery Siostry to wiedzieli wszyscy na zborze już od paru miesięcy. Niestety nie wiedzieli wiele więcej dlatego nie bardzo było jak zacząć te poszukiwania. Ale wreszcie mieli przełom.

    Norra jaka poświęciła się krwawemu bogowi zostawiła swój wyczuwalny dla Mergi ślad w lesie. To musiało być w jakimś lesie, polana i stos czaszek na niej. Gdzieś na południu od miasta. Znamię było silne więc musieli być wyczuleni na wszelkie oznaki niezrozumiałego szału, ataków, buntów, walk i ogólnie aktom przemocy i rozlewowi krwi. Zwłaszcza takiego pozornie bezsensownego. Tak silny artefakt jaki Merga wyczuwała aż stąd musiał też jakoś wpływać i na umysły śmiertelników jacy byli znacznie bliżej tego miejsca.

    Oster zafascynowana Oczulkiem Nurgle powędrowała i wracała ze wschodu. Ona ukryła swój dar gdzieś pod ziemią. W jakiejś dziurze, jaskini, lochach czy czymś takim. Powinno być tam dużo wody, stojącej, zatęchłej wody w jakiej roi się od robactwa. Czyli pasowałoby to preferencji Ojczulla. Ta woda oznaczała, że może to być gdzieś w pobliżu moża, jeziora czy rzeki. No i jakieś lochy, ruiny czy coś takiego pod ziemią. Oznaką tego mogą być ogniska nieznanych chorób i innych błogosławieństw jakie tak szczodrze Ojczulek zsyłał na ten ziemski padół.

    Soren, wyuzdana ulubienica Księcia Przyjemności powędrowała na południe, w głąb kontynentu znacząc swój szlak spłodzonymi bękartami różnej maści. Ona też zostawiła prezent dla swoich wyznawców i tych co zdecydowali się podążać jej drogą. Tu jednak wyrocznia miała pewien dylemat. Wszystko wskazywało, że ów artefakt powinien być gdzieś na południu. W wodzie lub blisko niej, przy rzece, jeziorze, strumyku. Pewnie w ładnej i sielskiej okolicy sprzyjającej miłości wszelakiej i natchnieniu artystów. Bardzo możliwe, że miało to jakiś związek z syreną i alabastrem. Bowiem to nagłe pojawienie się wszelakich syren czy w snach, plotkach czy jako alabastrowych figurek w ciągu paru ostatnich miesięcy to też zapewne nie był przypadek. I ta syrena z Wrakowiska może być tego częścią. W każdym razie pamiątka po Soren powinna wabić do siebie kochanków i dewiantów, poetów i malarzy aby tam znależli ukojenie i spełnienie.

    Vesta zaś przemawiała do Mergi najsilniej. Być może dlatego, że poświeciły się temu samemu patronowi. A być może dlatego, że ten artefakt wydawał się być najsilniejszy lub był najbliżej. Całkiem możliwe, że na terenie samego miasta lub blisko niego. Raczej na zachód od rzeki Salt jaka rozdzielała miasto na dwie połowy. Objawem działania mocy Vesty powinny być dziwne zjawiska, zaburzenia czasu, nietypowe sny i wizje związane z czasem i symbolami z nim związane. Po prostu trzeba było mieć otwarty umysł na wszelkie nienaturalne zjawiska.

    - A oprócz tej sprawy z Czteremia Siostrami jest jeszcze coś. - Merga zakończyła omawiać to jakich śladów i gdzie powinni wypatrywać ale zanim zaczęli o tym rozmawiać wszyscy to podjęła nowy wątek. Spojrzała jednak na zamaskowanego lidera zboru aby teraz ten podjął ten wątek. Ten skinął jej głową i stanął obok niej zwracając się do pozostałych.

    - Tak. Merga wkrótce nas opuści. Wróci w swoje rodzime strony. Do Norsci. Jesteśmy w trakcie organizowania tej wyprawy. Wróci do nas prędzej czy później aby wspomóc nas w poszukiwaniach swoimi wyjątkowymi umiejętnościami ale też przez jakiś czas jej nie będzie. To jest też okazja dla nas. - Starszy przedstawił wieść jaka była nowością. Odkąd bowiem udało się uwolnić błękitnoskórą i złotooką wyrocznię cały czas była z nimi i chyba nikt się nie spodziewał, że mogłaby ich opuścić. Ta wiadomość wywołała na większości zebranych poruszenie i zaskoczone spojrzenia i szepty.

    - Tak, to prawda. Postaram się uzyskać tam pomoc dla nas. Ale nie ukrywam, że łatwiej by mi było coś ugrać jakby ktoś stąd popłynął ze mną. Ktoś silny i władczy. Moi współplemieńcy szanują silłę i zaradność. Mogą się sprzymierzyć z wielkim wodzem i silną armią. Ale pogardzają słabymi i żebrzącymi o pomoc. Na statek nie zabierzemy całej armii nawet jakbyśmy tu taką mieli. Ale też dobrze jakby mi towarzyszyli ludzie sprytni, silni i zaradni, jacy pomogliby mi przekonać moich sprzymierzeńców, że warto tu przypłynąć po chwałę i łupy. Że mają tu cennych i silnych sprzymierzeńców a nie słabeuszy i nieudaczników jacy liczą na ich łaskę bo sami nie umieją sobie poradzić. Dobrze też aby to bylu ludzie z więcej niż jednego patrona aby nie zamykać się na wsparcie od pozostałych. - złotooka mówiła prostymi słowami i poważnym tonem aby jej przekaz był czytelny i zrozumiały dla każdego.

    - Czcigodna jest pewna, że ktoś z jej plemienia do niej dołączy podczas wyprawy powrotnej. No ale im lepsze wrażenie na nich zrobimy, im silniejszym partnerem w interesach się pokażemy tym będą nas poważniej traktować. I tym większy będziemy mieć na nich wpływ jak już będą tutaj. I swoją drogą dlatego też musimy znaleźć kryjówkę dla ich łodzi, ludzi i zapewnić im wikt i opierunek pewnie też i rozrywki bo inaczej ich krewki charakter może obrócić się przeciw nam wszystkim. Wiem, że to dla was nowość więc na razie tylko o tym mówię. Macie czas na przemyślenie nad tym wszystkim. Ale za tydzień chciałbym już mieć odpowiedź. Musimy wiedzieć kto by zamierzał zostać na miejscu i zająć się poszukiwaniami Sióstr a kto by szykował się na wyprawę na północ. Sama wyprawa raczej nie powinna ruszyć wcześniej niż w połowie przyszłego miesiąca. Jak macie jakichś zaufanych ludzi co byliby skłonni do wyprawy do Norsci to też dajcie mi znać, może uda się ich zwerbować. Załogę tego statku też musimy skompletować. - Starszy dopowiedział jakie są te wstępne zamiary na drugą połowę lata. Szykowało się sporo wypraw. Ale myśl o kontyngencie norsmeńskich wojowników nie jako piratów czy rabusiów ale jako sojusznikach wydawała się bardzo kusząca. Tylko to było jak z ostrym toporem co w nieumiejętnych rękach może pokaleczyć samego właściciela. Element był to bardzo krnąbrny i trudny do utrzymania w ryzach, zwłaszcza w większej liczbie. Mistrz dawał wszystkim swoim dzieciom czas do przyszłego zboru aby się nad tym każdy na spokojnie zastanowił. Chociaż od razu Łasica i Burgund przyklasnęły temu pomysłowi i co prawda nie zgłosiły się z miejsca na wyprawę do Norsci ale w sprawie dostarczania rozrywek norsmeńskich wojownikom i wojowniczkom jakby się takie też trafiły to były bardzo chętne. Vasilij zaś zgłosił, ze zna wybrzeże na tyle, że dla samego statku i jego załogi to by kryjówkę znalazł. Chociaż nie ukrywał, że bytowanie trudnej teraz do oszacowania liczby wojowników z północy byłoby dla niego trudne do zorganizowania bez wsparcia reszty kultu. Starszy jednak zapewnił go nie zostwią go samego z tym ambarasem i pochwalił jego postawę. Jak i obu łotrzyc bo właśnie o taką współpracę z Norsmenami chodziło.

    Później zaczęła się już mniej planowa dyskusja wszystkich ze wszystkimi i o wszystkim. A na końcu te indywidualne rozmowy ze Starszym gdzie każdy mógł z nim porozmawiać o tych sprawach jakie niekoniecznie chciał poruszać przy wszystkich. Albo zapytać o radę czy zdać relację jak się posuwają sprawy jakie co jakiś czas mistrz zlecał niektórym kultystom. Nad portem słoneczny blask już dawno znikł gdy z jednej z zacumowanych na stałe kryp spuszczono drabinę. A potem co jakiś czas pojedyncze sylwetki, czasem duety, schodziły po niej na pirs po czym szły mieszając się z wieczornym, portowym gwarem i tłumem. Nic zdawało się nie wskazywać, że na tej starej i nieciekawej łajbie odbyło się jakieś nielegalne spotkanie. Dalej leniwie kiwała się na falach zatoki skrzypiąc cicho i uspokajająco wysłużonym drewnem i linami.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki, to wrzuciłem pierwszy misiowy post na nowym forum 🙂 Nie znalazłem nagłówków w jakich na LI dawałem numer tury to wrzuciłem to na sam początek posta. Co do terminu to okreś urlopowo-świąteczny mam za sobą więc skoro wróciłem do codziennej rutyny to dam termin tej tury. Czyli do piątku 01.30.

    Stan HP (z okazji świąt, nowego roku, nowego forum to wszyscy BG mają pełny pasek HP)

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)

    Stan PD

    Otto 100 PD za wytrzymanie w sesji kolejny rok 🙂

    Otto 100 PD za barwny i owocny wieczór w teatrze

    Egon 100 PD za wytrzymanie w sesji kolejny rok 🙂

    Egon 100 PD za barwny i owocny wieczór w teatrze

    Otto 2080 + 200 = 2280 PD
    Egon 1000 + 200 = 1200 PD

    • Oki obaj macie swoje sceny w podobnym schemacie. Czyli najpierw jest sen a potem przebudzenie.

    • Co do poprzedniego wieczoru to tak metagrowo to zabawy zaczęły się kończyć ok 10 dzwonu i ok 11 to już raczej większość była w swoich domach.

    • Otto został podwieziony do swojego przez Fabienne, Egon przez Pirorę do jej kamienicy. Więc rano Otto budzi się sam u siebie a Egon z trójką Norsmenów u Pirory.

    • No i rano jak się BG budzą jest ok 9 dzwonu. Więc mają okazję zacząć nowy dzień.

    • Wedle planów kultystów to dziś wieczorem ma być spotkanie z Gnakiem przy Zachodnich Kamieniach. Ale raczej nie będzie to jeszcze w tej turze.

    • W tej turze chciałbym wiedzieć co BG będą działać w pierwszej połowie dnia.


    • Chyba tyle ode mnie na tą pierwszą turę w nowym forum. Długa ta świąteczna tura była i z przygodami więc jak coś pomieszałem czy zapomniałem to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dhratlach Oki, odpisałem na czacie 🙂

    @santorine @ketharian Dzięki za dobre słowo i wsparcie chłopaki 🙂 Miło mi się zrobiło 🙂

    Archiwum

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 72 - 2519.07.26; ant; południe

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Miedziana 8, mieszkanie Nadii
    Czas: 2519.07.26; Angestag; popołudnie
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, deszcz; powiew; ziąb (0)

    |-Marcus i Nadia-|

    Nadia mieszkała w Zachodniej Dzielnicy ale wciąż blisko centrum miasta. Marcus miał sporo czasu po opuszczeniu “Starej Adele” na swoje przemyślenia. Wyglądało na to, że wiele się zmieniło w jego sekretnej rodzinie, odkąd opuścił miasto wiele miesięcy temu. Część znajomych odeszło czasowo lub na stałe. Karlik oddał życie za sprawę. Za to doszli nowi. Tych jakich jeszcze nie znał. Starszy mówił, że wszyscy w jakimś stopniu słyszeli zew Sióstr ale zazwyczaj każdy od swojej patronki. Co więcej, śmiertelnicy spoza kultu, też prawdopodobnie słyszeli ten nadnaturalny zew. Jako sny i wizje. Ale u nich powinny być one bardziej mętne a bez wiedzy o Siostrach, mniej zrozumiałe. Niemniej trzeba było się liczyć, że wywoła to pewną nerwowość wśród śmiertelników a może nawet zaalarmować wrogów kultu. Nietrudno było sobie wyobrazić, że ktoś trapiony dziwnymi snami, zwierzy się z nich swojemu kapłanowi. A ci mogli już zacząć coś podejrzewać, zwłaszcza jakby takie zwierzenia zebrali do kupy. Zwłaszcza Matka Somnium, morrytka co przybyła do miasta z Saltzburga, dla celebracji pogrzebu i żałoby księżnej-matki, była uznana przez Starszego za potencjalne zagrożenie. Należała bowiem do tego odłamku morryckiego kapłaństwa jaka specjalizowała się w czytaniu snów i wizji. Bo to też była jedna z domen Morra.

    Gdy już szedł ulicami miasta rozpadał się deszcz. Co nie było jakimś wielkim utrudnieniem ale zbyt przyjemne nie było. Tworzyły się pierwsze kałuże a rynsztoki zapełniały brudną wodą. W powietrzu dało się wyczuć tą wilgoć. Przechodnie nakładali płacze i kaptury albo przeklinali jeśli deszcz ich złapał bez takiego okrycia. Marcus też miał wierzchnie okrycie mokre gdy wreszcie mógł się schronić w klatce schodowej na Miedzianej 8. Tu, na trzecim piętrze mieszkała Nadia Ivanova. Jako drobny pracownik ratusza nie mogła sobie pozwolić na mieszkaniowe ekstrawagancje. Po nieco skrzypiących schodach wszedł na trzecie piętro i zapukał do odpowiednich drzwi. Przez chwilę nic się nie działo. Wtedy otworzyły się drzwi ale obok. Jakaś gruba kobieta w średni wieku, mijając go, obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem ale skinęła tylko głową na przywitanie. Schodząc po schodach, zakładała kaptur na głowę aby nakryć się nim dla ochrony przed deszczem. Usłyszał jednak metaliczny chrzęst zamka. I w drzwiach ukazała się młoda brunetka.
    - Marcus! - W pierwszej chwili onemiała z wrażenia. Ale zaraz potem roześmiała się radośnie. - Wejdź, wejdź! Kiedy wróciłeś? - Uściskała go mocno i cmoknęła w policzek. Dał się wyczuć jej kislevski akcent i zapach niezbyt drogich perfum. Zaprosiła go do środka po czym zamknęła drzwi. - Dopiero z ratusza przyszłam. Tyle roboty, że nie wiadomo gdzie ręce włożyć. No siadaj, siadaj. I opowiadaj, co się z tobą działo. - Weszli razem do kuchni. Była prosto urządzona i niezbyt duża. Dominował w niej piec do grzania i gotowania wszystkiego oraz prosty, solidny stół noszacy ślady wieloletniego użytkowania. W kuchni było dość chłodno więc piec jeszcze nie zdążył się nagrzać. Gospodyni zaś była w sukni w jakiej pewnie wróciła z ratusza. Wyjęła z szafki proste, gliniane kubki i postawiła na stole przed gościem.

    Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodnie wybrzeże zatoki; kurhan Gonsara Półokiego; komora grobowa
    Czas: 2519.07.26; Angestag; popołudnie
    Warunki: swiatło pochodni, chlupot wody, wilgoc, podziemia ; na zewnątrz: ???

    |-Egon i ekipa-|

    - Hmm… - Syrenia milady znów miała zamyślone spojrzenie, gdy Egon ponownie bez przeszkód przeszedł pomiędzy stojącymi trupami i wrócił do reszty grupy. Wysłuchali go z zainteresowaniem. Ale czekali co powie kobieta o grubych, granatowych warkoczach które lekko zdawały się poruszać nawet tutaj, w podziemiach, gdzie nie było żadnego wiatru.
    - To jak go dotknąłeś to miałeś wizję. Bez żadnego czarnego dymu jak ostatnio? - Astrid zaciekawiła się tym odmiennym doświadczeniem.
    - Ważne, że te martwiaki stoją jak stały. Trochę ich jest, jakby się z nimi trzeba ciachać. - Silny czuł się wyraźnie nieswojo na widok truposzy. Stały ledwo parę kroków dalej. Odwagi mięśniakowi pewnie nie brakowało ale jednak przy bliskim zetknięciu z tak oczywistym wypaczeniem rzeczywistości jaką były to niechęć i strach były najczęstszym i często dość rozsądnym odczuciem.
    - Może ciało on ma wątłe. Ale moc ma potężną, jeśli po tylu mileniach, wciąż potrafi przyzywać trupy aby go broniły. - Raisa wypowiedziała się jak to widzi od strony magii.
    - Tak, myślę, że faktycznie służył naszym Siostrom, skoro rozpoznał glif i krew jednej z nich. - Soria odezwała się wreszcie czym przykuła uwagę nie tylko Egona. - Zapewne jest obecnie zbyt słaby aby poruszać się albo mówić. Dlatego korzysta ze snów. I tak, krew powinna pomóc. Powinna go wzmocnić. - Popatrzyła z aprobatą na brodatego gladiatora, ze zgadza się z jego pomysłami. - Ale możemy sprawdzić, czy ta metoda ma szansę zadziałać. Poczekajcie tu proszę. - Zwróciła się do nich a Lars, Astrid i inni, pokiwali głowami. Widać było zaciekawienie co milady wymyśliła.
    Ona zaś paznokciem jaki na chwlę, przekształcił się w szpon, nacięła sobie skórę dłoni tak aby pokazała się świeża krew. Aromat jaki się rozszedł był bardzo przyjemny i sprawiał, że włoski na karku stawały dęba od tej bezdotykowej piesczoty. Milady ruszyła przez tą trupią wodę. Spokojnie przeszła między martwiakami. Te poruszały się i wydawało się, że węszą za nią lub obserwują swoimi pustymi oczodołami. Z kocią gracją wyszła po zatopionych schodach na podest z kamiennym sarkofagiem. Zatrzymała się przy nim i przez chwilę wpatrywała się w trupa jaki leżał w środku.
    - Witaj Gnasarze Półoki. Sługo Czterech Sióstr. Zobaczymy czy po wiekach powstaniesz aby znów móc im służyć. - Gdy to powiedziała przystawiła krwawiącą dłoń gdzieś do głowy nekromanty. Lars popatrzył na pozostałych, Astrid spróbowała podnieść głowę wyżej aby zobaczyć co się dzieje w środku. Jednak ściany sarkofagu były gdzieś na wysokości ich głów więc nie było to możliwe. Ale dało się słyszeć. Jakieś dziwne chroboty, szmery jakby coś tam w środku się poruszyło.
    - Dobrze. Widzę, że jest reakcja na krew. Czyli to ma sens. - Milady podniosła dłoń do swojej twarzy po czym oblizała krwawe stróżki. Podeszła do stóp kamiennej skrzyni i oparła się o nią tyłkiem. W tej pozycji była twarzą do czekających przy wejściu kultystów. Ssała swój zakrwawiony palec z ponętnym wdziękiem ale chyba nad czymś się zastanawiała.
    - Tak, myślę, że Egon ma rację. Aby w pełni ożywić Gonsara, potrzebujemy świeżej krwi. Najlepiej ludzkiej. Zapewne spuszczenie krwi z jednego, może dwóch ludzi, powinno wystarczyć. Lub podobna ilość od większej ilości ludzi. Wiecie misę krwi można spuścić z jednego człowieka albo uzbierać po kubku od tuzina. Można też użyć zwierzęcej, ale nie będzie ona tak efektywna jak ludzka. - Oznajmiła im co o tym wszystkim myśli. Popatrzyła na nich po kolei, przez pryzmat gibiących się martwiaków jakich przyzwał nekromanta.
    - Po ożywieniu, też pewnie będzie potrzebował krwi. Ale ile i jak często, to trudno teraz powiedzieć. W tej formie co teraz jest, też może zostać. Jednak wówczas jego moc będzie ograniczona do tego miejsca. I komunikował się będzie za pomocą snów. - Dodała jeszcze po chwili jak sama się spodziewa co może ich czekać w tej sprawie.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Nabrzeże Mew, koga “Stara Adele”
    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Pisarska 9, mieszkanie Tobiasa
    Czas: 2519.07.26; Angestag; popołudnie
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, deszcz; powiew; ziąb (0)

    |-Heinrich i Tobias-|

    Henrich już nie był młodzieniaszkiem, i po nocy pełnej wrażeń, jego ciało potrzebowało odpoczynku. Nawet jeśli ograniczył się do roli obserwatora dzikich harców ze zwierzoludżmi albo rozmów z tą czy tamtym, to jednak noc pod chmurką i wczesna pobudka dały mu się odczuć. Więc po wizycie u młodej garncarki, wrócił do swojego mieszkania. Zanim się odświeżył i nabrał sił na kolejny spacer to się zrobił środek dnia. Wyszedł, lekko kuśtykając. Tobias mieszkał w Dzielnicy Zachodniej, więc musiał się przejść spory kawałek. Zanim tam dotarł to i tak pochmurne niebo, obrodziło deszczem. Gdy zastukał w drzwi, sygnałem kultystów, dość szybko usłyszał chrobot zamka i te otwarły się. W drzwiach stanął gospodarz. Starannie ubrany, choć bez drogich materiałów i ozdób na jakie stać było szlachtę lub bogatych kupców.
    - O, co za niespodzianka. Witaj kolego. - Mężczyzna przywitał się uprzejmie i wpuścił gościa do środka. - O, jak już jesteś. Rzuć może okiem na to. - Uśmiechnął się i otworzył drzwi. W środku był mały pokój z piecem w narożniku, prostym łóżkiem, stołem i kredensem. Wyglądał dość skromnie ale solidnie. Jak pomieszczenia ubogiego mieszczanina albo służącego. - Przygotowuję pokój dla Grega. Nie wiem czy o nim słyszałeś. Jeden z pacjentów hospicjum. Otto mowi, że jest bardzo obiecujący. Podobno słyszy zew Vesty, wybitnie dokładnie. Ale widziałem go z raz czy dwa i wygląda jak kompletny matołek. Analfabeta ale cały czas mówi o książkach. Mówi, że mówią do niego. Trudno mi w to uwierzyć no ale nie przesądzam jeszcze sprawy, zwłaszcza, że Otto zdaje się mu wierzyć. A przecież to taki rozsądny, młody człowiek. Co prawda na moje oko za bardzo brata się z naszymi koleżankami no ale cóż… Młody jest, młodość ma swoje potrzeby. - Machnął na koniec dłonią, jakby z jednej strony szanował jednookiego mnicha za jego gruntowne wykształcenie, z drugiej mial wyrozumiałość dla jego młodego wieku i jego grzechów. Sam mówił jakby uważał się za wolnego od takich słabości cielesnych.
    - No ale chodźmy do kuchni. Niestety musiałem przerobić salon na pokój dla Grega. Więc mogę cię ugościć jedynie w kuchni. - Wyjaśnił przepraszającym tonem. I poszli do tego pomieszczenia. Gospodarz zaczął wyjmować kubki i wino aby gość nie siedział o suchych ustach. - Dawno cię nie było kolego. Jak tam noga? Parę rzeczy cię ominęło. Ale cieszę się, że już jesteś na nogach. Bo niestety w naszej rodzinie jesteśmy w mniejszości. Mam wrażenie, że z każdym tygodniem przybywa nam coraz więcej chutliwych dziewcząt. Na pewno ma to swój urok i powab jeśli ktoś lubi takie zabawy. No ale przecież są poważniejsze sprawy niż prymitywne chędożenie. Jak książki, nauka, sztuka choćby. A swoją drogą, oczywiście doceniam, że taka sława jak lady Odette von Treskow przystała do nas. Ale w zaufaniu powiem ci kolego, że jestem nią nieco rozczarowany, że prywatnie okazała się zwykłą ladacznicą. Oczywiście talent do śpiewu ma przedni, słyszałem ją tydzień temu na mszy w świątyni i mam nadzieję, że jutro też wystąpi. Wspaniały talent, cóż za czysty, potężny głos, jaka gracja, jaka piękno. No ale prywatnie to zwykła ladacznica. Rozumiem, że naszym dziewczętom może się to podobać no ale ja się zastanawiam jak nam może być przydatna poza grzaniem łoża. - Wydawał się mówić szczerze, jakby wreszcie znalazł bratnia duszę do wyżalenia się na dominację koleżanek w ich rodzinie. Zresztą od paru tygodni miał o to niezbyt cichy żal. Już kiedyś spotkali się w aptece Sigismundusa gdzie też dawał wyraz swojemu niezadowoleniu na “panoszenie się” łotrzyc i ich koleżanek. Teraz jednak wyrażał się w bardziej stonowany sposób.
    - Wiesz, że u nas też są? W Akademii. Burgund i Łasica. Jako półnagie modelki na lekcji rysunków i projektowania galionów. Szepnąłem słówko komu trzeba aby je przyjęto. Już machnąłem na to ręką. Może przydadzą się na coś i znajdą coś przydatnego jak wydobyć nasz klucz do skarbów Vesty. - Pokręcił głową i wniósł niemy toast do gościa po czym upił łyk z kubka. Widocznie uznał, że chociaż nie przepadał za obiema łotrzycami, to mogą być użyteczne w rozpoznaniu Akademii, pod względem wydobycia artefaktu z jej trzewi.
    - Oj dzieje się, u nas i bez nich. Dziś instruktor szermierki tak zaognił sytuację na treningu, że doszło do rozlewu krwi. Został wezwany na dywanik przez rektora. Podobno tłumaczył się, że przyszli żołnierze i oficerowie muszą nabrać twardości aby być gotowi do walki. A poza tym jest przemęczony bo kiepsko ostatnio sypia. W ogóle mam wrażenie ludzie się zrobili bardziej nerwowi, zmęczeni, niewyspani, kłótliwi. - Zastnawiał się na głos nad tym zjawiskiem jakie obserwował w swoim miejscu pracy.
    - Albo to. - Odstawił kubek, wstał i wyszedł z kuchni, zostawając Heinricha samego. Po chwili wrócił i trzymał w rękach jakąś tubę. Otworzył ją i wysypał z niej arkusze. Położył je wachlarzem na stole aby ten miał ich przegląd. - To prace Mileny von Morgen. Pochodzi z niezbyt zamożnej szlachty związanej z morzem. Szkoli się głównie na sztukę morksą. Czyli galiony, zdobienia armat, broni, burty, meble i tak dalej. Chodzi też na te lekcje rysunku gdzie pozują nasze ladacznice. - Gospodarz mówił powoli, pozwalając gościowi aby przejrzał sobie te rysunki. Były całkiem dobrze wykonane, te które były skończone miały wiele pieczołowicie wykończonych piórkiem lub pędzelkiem detali. Ozdobne zakończenia dział w kształcie paszczy, lufy pistoletów ozdobione wężami morskimi, kwietne balustrady schodów albo relingów. Więc w pewnym momencie anatomiczny rysunek muchy był pewnym zaskoczeniem. Wydawał się nie pasować do reszty. Insekt był wykonany bardzo starannie, z drobnymi włoskami na odwłoku i nogach, drobnymi żyłkami na skrzydłach czy trąbką wystającą z pyska. Ale po tym pierwszym, było więcej rysunków insektów. - Tłumaczyła się, że to projekt poświęcony aspektom małych stworzeń Rhyi. Rzeczywiście jest taki koncept. Na każdy miesiąc przypada jakieś małe stworzenie, zwykle robaki, pijawki i podobne. Ma to symbolizować, że każde stworzenie jest dzieckiem Rhyi i ma swoje miejsce i rolę w tym świecie. Więc oficjalnie nie mam się do czego przyczepić. Ale sam widzisz jak to wygląda. - W międzyczasie jak mówił, Heinrich miał okazję oglądać równie szczegółowe szkice pająków, much, komarów, stonóg, czerwi i innych małych stworzeń jakie zazwyczaj nie zwracają na siebie uwagi śmiertelników, chyba, że jako chwilowych natrętów.
    - Według niej, to jest stonoga wychodząca z dziupli. - Belfer tłumaczył co widać na obrazku. Faktycznie tak to można było zinterpetować. Wij jaki wypełza z jakiejś drzewnej dziury. Ale jakoś kojarzył się też z wizerunkiem ud i kobiecego łona. Przez to, że poza stonogą, reszta rysunku była ledwo symbolicznie zaznaczona, nie można było mieć pewności.
    - A to jest stonoga wędrująca po rozwidlonej gałęzi. - Tu wężowaty insekt okręcał się jak sprężyna, wokół czegoś podłużnego. Nawet było widać suptelne muśnięcia jakie pomagały artystce narysować ciało insekta po niewidocznej dla obserwatora stronie. Rzeczywiście paswało to do tego tytułu. Tylko znów te ledwo zarysowane gałęzie, przypominały kobiece uda i łono widziane z bocznego profilu.
    - A to jest garniec zboża poświęcony żniwom i Rhyi. - Ten szkic przypominał misę jaką rano Heinrich zamowił u młodej garncarki. Tylko prz górnej krawędzi, zamiast czerwi, miał ozdobny szlaczek przypominający niekończący się warkocz. Za to w środku to ziarno było dziwnie długie i część była łukowato wygiętych przez co wydawały się zdeformowane. Ale jakby rysować robaki to wyglądałoby zapewne podobnie.
    - Sam nie wiem co o tym myśleć. Trochę to dziwne i nietypowe ale ostatecznie nic skandalicznego. Albo powinienem to zgłosić do dziekana i niech on się tym martwi. Albo jej to oddać. Jutro Akademia i tak zamknięta bo Festag. No ale dzień później już powininem coś z tym zrobić. Co o tym myślisz kolego? - Tobias wyglądał na zafrapowanego. Poza tłumaczeniem tytułów jakie rysunkom nadała autorka, starał się nie odzywać, zapewne aby jego gość sam mógł podjąć decyzję co o nich uważa. W końcu jednak usiadł obok niego, wracając do swojego kubka i upijając z niego łyk.
    - Ale tak ciągle gadam i gadam o sobie. A cóż cię do mnie sprowadza kolego? - Uśmiechnął się jakby to wszystko co wcześniej mówił to było głupstwo i teraz był gotów wysłuchać z czym były łowca heretyków do niego przyszedł. Gdy usłyszał, pokiwał głową ze zrozumieniem.
    - Ah, Petra von Schneider. Taka zgrabna blondynka. - Spojrzał na kolegę czy rozmawiają o tej samej osobie. Okazało się, że tak. Więc ciągnął temat dalej. - Córka Gerharda von Schneidera. On jest pułkownikiem artylerii, wykłada u nas balistykę i artylerię właśnie. Bardzo szanowany jegomość. Ale ciebie interesuje jego śliczna córka? No tak… - Zastanowił się jakby zbierał w głowie informacje na jej temat.
    - U nas głównie studiuje nawigację. Ale też chętnie udziela się w orkiestrze akademickiej. Bardzo dobrze gra na skrzypcach i flecie. I chyba lubi koncerty, bale i tańce. Słyszałem jak się emocjonowała gdy do miasta przyjechała Odette von Treskow. Była pod wielkim wrażeniem, że Słowik Północy przyjechał do takiej dziury jak nasza. Przyjaźni się z Kamilą van Zee. Ich ojcowie także się przyjaźnią. Nie wiem czy słyszałeś, ale podobno Kamila jest już prawie całkowicie w naszych rękach. A Petra przyjaźni się także, z naszą Pirorą. Mam wrażenie, że bardziej trzyma się z dziewczętami niż chłopcami. Co jest nieco nietypowe w jej wieku. No ale podobno interesują ją dojrzalsi mężczyźni, przynajmniej w wieku jej ojca. Chyba rozumiesz, że dla wielu wdowców czy wieloletnich kawalerów to jest jak miód na uszy. Słyszałem plotki, że miała romans z jednym ze starszych wiekiem nauczycieli ale ponoć jej rodzina zatuszowała sprawę a jego gdzieś przenieśli. Ale nie wiem czy to prawda. I zdaje się, że “Skrzyżowane klucze” uważa za godny siebie lokal. Towarzysko to pewnie bardziej Pirora, Fabienne czy Kamila ją znają. Nie wiem co by ci tu jeszcze o niej powiedzieć. Co by cię interesowało? - Jak już belfer zaczął mówić to robił to szybko i zdecydowanie, jakby był na wykładzie. Miał mocny i wyraźny głos, wyćwiczony do mówienia dla masowego słuchacza. Na koniec jednak popatrzył na kolegę czy o takie informacje mu chodziło czy jakieś inne.
    - Aha a byłeś wczoraj przy tych “Kamieniach”? I jak było? Działo się coś ciekawego? - Na koniec jakby przypomniał sobie, że Heinrich mógł być na wieczorno-nocnej orgii ze zwierzoludźmi gdy jego tam nie było. Więc był ciekaw co się tam działo.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Biała 2, hospicjum
    Czas: 2519.07.26; Angestag; rano - południe
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; ziąb (0)

    |-Otto i Odette (noc)-|

    Jednooki mnich miał przyjemność rozmawiać jeszcze w nocy z diwą operową. Chociaż w takim stanie w jakim ją zastał to całkiem możliwe, że mało który fan by ją rozpoznał. Naga, oblepiona lepkim błotem, grudkami ziemi, źdźbłami trawy i wydzielinami ludzi i kopytnych. Chyba miała jakieś siniaki i zadrapania tam i tu ale zdawała się nie zwracać na to uwagi. A na tak intensywną noc to raczej było nieuniknione. Za to ona sama stała przy wozie i właśnie czyściła się czerpiąc miską z wody i próbując zmyć z siebie te klejące się ślady właśnie zakończonej orgii. Gdy tylko do niej podszedł i odezwał się, podniosła głowę i od razu się uśmiechnęła.
    - Ah Otto, przyjacielu! Cóż za wspaniały bal na świeżym powietrzu! Było dużo barwniej i pełniej niż się spodziewałam. Naprawdę macie tu całe stado! A nie jednego, czy dwóch. I to jak mnie i Fabi przywiązaliście do tego kamienia. Cudowna niespodzianka Otto, bardzo wam dziękuję. Mam nadzieję, że to nie był nasz ostatni raz. Byłabym bardzo, bardzo zawiedzona i mocno rozczarowana. - Na gorąco wyrzuciła z siebie te emocje jakie wywołała w niej właśnie zakończony “bal na świeżym powietrzu”. I chociaż wyglądało, że będzie jutro miała ciężki poranek to tej nocy była cała w skowronkach. - Ja cię chyba Otto zrobię moim impresario od takich rozkosznych rozrywek. - Popatrzyła na niego czule jakby była zachwycona do jakich niecnych przygód przywiódł ją razem z kolegami i koleżankami. - I jutro będę musiała wysłać list do Saltzburga. Niech moje koleżanki też przyjeżdżają i skosztują tych wybornych delicji jakie tu macie! - Roześmiała się szczerze aż jej głowa odskoczyła do tyłu. I dopiero jak ten pierwszy wybuch radości minął, Otto miał okazję przedstawić milady swoją prośbę.
    - Odwiedzić wasze hospicjum? - Wydawała się trochę zdziwiona jego prośbą. Ale szybko uśmiechnęła się ujmująco. - Naturalnie Otto, skoro mnie tam zapraszasz, to byłabym niewdzięczną małpą jakby po tym wszystkim co dla mnie zrobiłeś, odmówiła ci takiemu drobiazgowi. - Zgodziła się prawie od razu jakby ta wyuzdana, grzeszna orgia, nastawiła ją pozytywnie do świata. - Co prawda hospicja to dość ponure i przygnębiające miejsca ale często w nich bywam w ramach akcji miłosierdzia i charytatywnych. Zwykle jednak nic się nie dzieje, jest dość nudno a żal serce ściska jak się patrzy na te sieroty czy biedaków jakim już nie można pomóc. - Pokiwała swoją grzywą miodowych włosów, jakie też były uprstrzone trawą i kleistą wilgocią tak samo jak jej młode, posągowe ciało. - Jutro jednak nie wiem czy dam radę. Raczej nie wstanę z samego rana. Potem mam u Kamili umówione spotkanie z Benitą. Zasieję ją przyjemniaczkami do pełna a nie tak skromnie jak wtedy w teatrze za pierwszym razem. Może przyjdziesz? Jak chcesz to przyjdź, uprzedzę Kamilę aby cię wpuścili jeśli przyjdziesz. Pewnie po południu, jak wrócimy do miasta. A jutro mam występ podczas porannej mszy a później jadę do Pirory. Pewnie wiesz po co. Więc albo jutro na popołudnie albo jakoś pojutrze. - W nieco frywolny sposób ale przedstawiła mu swoje plany na jutro i pojutrze. Chociaż jak myślał o tym teraz w drodze do hospicjum to to spotkanie z Benitą powinna mieć dziś po południu a ta msza i tradycyjne już “psalmy żałobne u Pirory” to jutro.


    |-Otto, bracia i Greg-|

    - Pochwalony bracie. Wróciłeś do nas? Lepiej wyglądasz niż ostatnio. Chociaż chyba kiepsko spałeś. - Coś takiego często dziś słyszał od braci w hospicjum. W końcu od czasu pobicia na początku tygodnia, pierwszy raz pojawił się w pracy. Stare kąty jednak wyglądały podobnie, tak samo jak służba. Spóźnił się aby pomóc w kuchni przy śniadaniu ale za to dostał dyżur przy zmywaniu po tym posiłku. Później karmienie pacjentów co nie byli w stanie sami jeść, sprzątanie ich cel, wyniesienie do składziku połamanego krzesła i tak dzień schodził. Co prawda odczuwał pewne braki snu ale przynajmniej ciała nie miał tak sztywnego jak wówczas gdy w pełni uczestniczył w takich zabawach. Rutynę przełamały dwa wydarzenia. Pierwszym było z rana spotkanie z przeorem.
    - Dobrze, że do nas wróciłeś Otto. Widzę, że lepiej już wyglądasz. Dobrze posłużył ci ten odpoczynek. - Stary mnich, wydawał się być zadowolony z powrotu swojego prymusa. Za to pozostali bracia na tą przychylność niekoniecznie przyjmowali pokornymi spojrzeniami. Ale na głos nikt, nic w twarz mu nie powiedział. Za to przeor ucieszył się, że być może znajdzie się patron na kolejnego pacjenta. - Ależ to wspaniale Otto! Ależ ty masz do tego rękę chłopcze! - Zaśmiał się i przyjaźnie poklepał go po ramieniu.

    ---

    Drugie spotkanie było z Gregiem. Matołek zamiatał krużganki. Pośrodku był mały ogród, gdzie niegdyś Otto rozmawiał z Annike i Marissą jak obie jeszcze były pacjentkami tego przybytku miłosierdzia. A jego znajomy pacjent przywitał się z nim w nieporadny sposób jaki tylko poświadczał światu, że nie jest w pełni sił umysłwych.
    - Dzień dobry milady. - Skłonił się w past Otto. Wyglądało to jak chłopski prostak na widok przechodzącego obok szlachcia. Gdy się wyprostował wyszczerzył się w głupawym uśmiechu. - I jak dzieci? Bardzo się ruszają? Aha, przeszkadzają spać tak się wiercą? A jak macierzyństwo? Dobrze służy? - Podszedł do mnicha ale ten zorientował się, że pacjent zachowuje się jakby mówił do jakiejś niewidzialnej kobiety obok. Patrzył przymilnie tam gdzie dorosła kobieta powinna mieć brzuch. W pewnym momencie zachichotał i zwrócił się do Otto niczym urwis. - Zobacz jaka ona jest pełna! A chce jeszcze! - Pokazał mu gestem obok jakby naprawdę tu stała jakaś niewiasta. Ale przecież gdyby stała to musiałaby go usłyszeć. Ale Greg już rechotał na całego. - O! To było dobre! Dobrze, że Thorne nie ma bo by pękł z zazdrości! - Pokazywał palcem gdzieś na ścianę. Tam za nią był korytarz. A za nią drewutnia. I równie nagle jak zaczął, tak przestał się śmiać. Wyprostował się i oczy mu szybko chodziły na boki, jakby błyskawicznie czytał wers za wersem.
    - Aha. Bo to jest teraz jak przyszedłeś bez niej. No tak. Nie zauważyłem. Ale sam jesteś sobie winny! Tyle razy już do mnie przychodziłeś i czasem z nią, czasem bez, czasem z jakimiś innymi! - Rzucił oskarżycielskim tonem, patrząc wprost na mnicha. I aby dać mu znak, że się na niego gniewa odszedł parę kroków i zaczął zamiatać. Zrobił kilka zamaszystych ruchów gdy niespodziewanie odezwał się ponownie.
    - Książki chcą aby im przyprowadzić tą którą wezwały. Ona umiała je przeczytać. Będzie umieć wiele rzeczy. Jest potrzebna. Po to ją wezwały. Ona też szuka. Ale zew nie jest tak dokładny aby przyprowadzić ją prosto do książek. Dlatego musieliście jej poszukać w mieście a ona też szukała was. Dojścia do książek. Ale się ukrywa, umie inaczej wyglądać. Ale lubi mieć wiele oczu. Wiele małych oczu. Pamiętasz jak ją spotkaliście pierwszy raz? Właśnie po tych wiele małych oczu ją poznaliście. - Mówił przejętym ale nieco roztargnionym głosem. Co chwila zerkał na mnicha jakby sprawdzał czy ten go słucha.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Warsztatowa 36; kamienica Lebkuchenów
    Czas: 2519.07.26; Angestag; rano - południe
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; deszcz; ziąb (0)

    |-Otto, Teofano i Margo-|

    Po wyjściu z hospcjum, deszcz go zdążył złapać, zanim doszedł do jednej z najlepszych, cukierni w mieście. A potem wszedł do wnętrza kamienicy. Tam zastukał w drzwi i otworzyła mu Margo. Trochę się zdziwiła a trochę ucieszyła na jego widok. Zaprosiła go do środka. - Poczekaj proszę, powiem pani, że przyszedłeś. - Uśmiechnęła się trochę nieporadnie, jakby nie była pewna jak powinna się wobec z niego zachować. Zostawiła go na chwilę samego ale szybko wróciła i zaprowadziła go do pokoju Teofano. Ta też rozpromieniła się na jego widok.
    - Witaj Otto. Jak miło cię widzieć. Margo, przynieś nam coś do picia. - Poleciła pokojówce a ta pokiwała głową i wyszła z pokoju. - Matka poszła do koleżanki a ojciec jest w interesach na mieście. Więc chwilowo jesteśmy tu tylko we trójkę. - Oznajmiła mu przyjemnym, zalotnym tonem. - Czuję je. Czuję je jak się we mnie ruszają. To takie wspaniałe! - Wyznała jakby chodziło o jakąś romantyczną przygodę z eposu rycerskiego. Tylko dłoń trzymała na swoim brzuchu. - Dziękuję ci Otto, że mnie pobłogosławiłeś tym muszym nasieniem. Jeśli bym tylko mogła jakoś ci się odwdzięczyć to powiedz. I naturalnie jeśli znów byłbyś łaskaw mnie obdzielic tymi jajami to z radością je przyjmę. - mówiła do niego jak do kochanka i dobrodzieja jednocześnie. Ale w pewnym momencie się opamiętała.
    - Ale z Margo mam pewien kłopot. Ona też już czuję jak się w niej ruszają. Ale ta idiotka nie docenia jakie szczęście ją spotkało. Mówiłam jej, że przecież te wspaniałe, bogate panie też dały się zasiać i zostały takimi muszymi matkami jak my. To trochę pomogło. Ale pomóż mi ją uspokoić. Może by ją wysłać do któreś z tych szlachcianek? I tak niedługo kończy dniówkę to by wracała do siebie do domu. - Teraz mówiła szybciej ale ciszej. Zapewne nie chcąc by jej pokojówka ją usłyszała. A sądząc po krokach ta już wracała do pokoju.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Post jest ale komenty to już dam jutro. Ogólnie to jest druga połowa tego samego dnia u wszystkich. Marcus jest u Nadii, Egon ma właściwie ciąg dalszy sceny z grobowca, Heinrich ma pogaduchy z Tobiasem a Otto ma jedną nocną rozmowę z Odette i dzień w hospicjum a potem wizytę u Lebkuchenów.
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 77 - 2519.07.29; ab; ranek

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Aleja Mew; tawerna “Wesoła mewa”
    Czas: 2519.07.28; Wellentag; wieczór
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; chłodno (0)

    Egon i ekipa

    Trudno było nie zauważyć, że może obie łotrzyce nie były urodzonymi wojowniczkami, nie miały wdzięku i manier swoich błękitnokrwistych koleżanek, ale jeśli chodziło o żywiołowe harce w alkowie to trudno było się nudzić gdy brały w nich udział. I jak się wczoraj okazało, atrakcyjnej mytnik bardzo przypadło to do gustu. A ona nowym koleżankom także. Choć z początku jeszcze się na to nie zapowiadało.
    Gdy Egon z ferajną przybyli wczesnym wieczorem do ulubionej tawerny obu łotrzyc, to nieco rozminęli się z Łasicą. A dokładniej to Jutta z Burgund gdzieś poszły akurat jak prawa ręka Starszego przyszła. Więc o mytniczce dowiedziała się od Astrid i kolegów. - Co? Ta ruda wiewiura przyprowadziła tu jakąś rzeczną psiarę? - Fioletowowłosa wydawała się z zirytowana i rozczarowana postawą swojej partnerki. Dopiero jak ta wrociła z celnik do sali głównej włamywaczka szybko zmieniła zdanie. - A to ta? Ej no to może nie będzie tak źle. - Dziewczyna z ulicy była gotowa chwilowo przymknąć oko na obecność aparatu urzędniczego ratusza. Zwłaszcza jak miał ładną buzię, czym oddychać z przodu, za co łapać z tyłu i jeszcze z długimi nogami co podkreślały jej dobrze dobrane spodnie.
    - To mówisz Jutta, że jeszcze nie miałaś przyjemności z trzema kobietami na raz? - Łasica zapytała pozornie niewinna, bawiąc się źdźbłem słomy po swoich ustach. Więc spędzili razem może jedną kolejkę w izbie głównej gdy czwórka koleżanek, w atmosferze śmiechów i sprośnych żartow, wstała od stołu i poszła na gorę. Egon, Silny i Lars zostali chwiolowo sami z winem, piwem i kolacją na stole. Oraz obietnicą od Łasicy, że jak “przygotują” Juttę to dadzą im znać. Ten znak nadszedł w postaci blondwłosej Cori, jaka była tutaj ulubioną barmanką obu łotrzyc.
    - Byłam właśnie u dziewczyn zanieść im wino. Mówią, że jak chcecie to możecie już przyjść. Są w dwunastce, to na końcu korytarza. Zamknęłam tylko na klamkę abyście mogli wejść. - Posłała im sympatyczny uśmiech. Dwaj towarzysze gladiatora popatrzyli na nią, na siebie, dopili kufle i wstali od stołu aby udać się na piętro. Gdy tam poszli, okazało się, że integracja Jutty z nowymi koleżankami przebiega wybornie. Lars z Silnym aż na chwilę przystanęli aby nasycić oczy tymi widokami.
    - Ty rzeczna suko! Twój mokry kuper należy do mnie! - Łasica była ubrana tylko w zbaweczkę do penetracji kochanek. A jej nagie biodra energicznie zderzały się z wypiętymi wdziękami równie nagiej mytniczki. Zaś odkryty biust łotrzycy malownicze bujał się w tym samym rytmie. Akurat zauważyła wejście kolegów więc wyszczerzyła się do nich radośnie.
    - Nie jestem rzeczną strażniczką! Jestem celnikiem! - Juttę chyba nieco ubodły te uliczne określenia jej profesji. Bo odwrociła głowę do dominującej partnerki aby zpaprotestować.
    - Ale tu jeszcze nie skończyłaś roboty. - Astrid była plecami do kolegów. Ale dało się ją rozpoznać dzięki blond włosom upiętym na norsmeńską modłę. Złapała za głowę mytnik i stanowczym ruchem godnym rasowej szlachcianki, nakierowała jej twarz z powrotem między swoje uda. Najmniej było widać Burgund. Dlatego, że była na samym dole tego przekładańca. Co chyba nie przeszkadzało ani jej, ani koleżankom.
    - Powiem wam chłopaki, że jeśli nawet nie spotkamy tych piratów to chyba nie będziemy się nudzić na tej wycieczce. - Lars zaśmiał się rubasznie, szczerze ucieszony takim widokiem. A po chwili koledzy zaczęli się rozbierać i dołączyli do tych figli.


    - Ojej. No niezła jest. Aż trochę, żałuję, że z wami nie płynę. Weźcie ją przywieźcie z powrotem. Sam widzisz, że dziewczę ma wielki potencjał. - Wczoraj wieczorem, Łasica znalazła czas aby chwilę porozmawiać z kamratem z jakim w zimie rozpracowywali kazamaty od środka. To, że wciąż była całkiem nago, w ogóle jej nie krępowało. Przez chwilę podziwiała harce pozostałych jakie odbywały się na wąskich łóżkach. Wyglądało na to, że Jutta przypadła jej do gustu. - I mówisz, że ona jest od Huberta? Jak on to robi? Taki spasiony knur. Nawet szlachcicem nie jest. Zawsze myślałam, że się przechwala tym, że ma pełno kochanek w całym mieście. No ale teraz… Najpierw Fabienne, potem ta Adrienne z ratusza, teraz Jutta… Ciekawe kogo jeszcze zna. Będę musiała się bliżej niego zakręcić, może jeszcze ma jakieś gorące koleżanki. - Mówiła gładko i wesoło gdy trzymała gliniany kubek z winem. Po tym jak nasyciła największe pragenienie po tych harcach, mogła sobie pozwolić na chwilę rozmowy. Wydawała się być pod wrażeniem między odpychajacą fizycznością Huberta Grubsona a jego sukcesami w zdobywaniu atrakcyjnych kochanek.
    - A właśnie! - Uniosła palec jakby sobie o czymś przypomniała. - Pamiętasz jak wracaliśmy z leśnego pikniku i w bramie spotkaliśmy Froyę van Hansen i Fanriel Złocistą Gwiazdą? - Spojrzała na kolegę. Rzeczywiście tak było parę dni temu. Tylko obie konne, błękitnokrwiste blondynki wówczas rozmawiały głównie z Łasicą jaka siedziała na koźle furmanki. A większość towarzystwa, łącznie z gladiatorem, była dla nich niewidoczna pod plandeką. - No to poszłam wtedy wieczorem do milady. Było wyśmienicie! Służyłam im obu o tak. - Ze śmiechem, wskazała na Juttę jaka właśnie była w żwawych obrotach między Larsem a Burgund. A na sąsiednim łóżku Silny mocno dyszał nad Astrid. Łasicy w ogóle nie przeszkadzało być uległą wobec bardziej dominujących od niej charakterów. A jako była ladacznica, potrafiła się płynnie dostosowac do preferencji drugiej strony.
    - W każdym razie obu szlachcianki uwiera ten zakaz do pojedynków, turniejów, balów i polowań z powodu tej żałoby. No ale nie zabrania on przejażdżki po lesie. Oczywiście mało rozsądne by było jechać w las bez broni. Przecież kto wie jakie szkarady można spotkać no nie? A wtedy no cóż, nawet nobliwa dama, musi się bronić. No więc obie tak ostatnio jeżdżą sobie w las na te przejażdżki i jakoś zawsze trafią a to na dzika, a to gobliny, albo inne tałatajstwo. - Zaśmiała się z lekkim podziwem dla swobody z jaką obie szlachcianki, obchodziły zakaz wydany przez władze świeckie i duchowne.
    - No i starałam się je wybadać co i jak. Zwłaszcza lady van Hansen. Bo trochę nam się kontakt urwał. No i milady, żałuje, że Norma wyjechała z miasta. Podpytałam ją trochę to nadal jest ciekawa Norsmenów i chętnie by jakichś poznała. Wiesz, jej rodzina ma norsmeńskie korzenie a ona uczy się ich języka. - Łotrzyca wymowne kiwnęła kubkiem na Larsa i Astrid, zajętych chwilowo baraszkowaniem z koleżankami i kolegami. Dała to na chwilę koledze do przetrawienia.
    - No i jak nieco jej pomogłam nakierować myśli we właściwą stronę, czyli na Normę i polowania. To wspomniała o pewnym brodatym wojowniku. Co był zwykłym, nieokrzesanym chamem jakiego wstyd byłoby wpuścić na salony. Ale toporem machał przednie i razem z Normą ubili zimą tego trolla. I odniosłam wrażenie, że chętna by była go spotkać ponownie. - Łotrzyca mówiła z chytrym uśmieszkiem, leniwie oglądając swoje niedbale pomalowane paznokcie. A w końcu podniosła wzrok aby spojrzeć koso na kolegę. - Widzisz? Pamięta cię. Może nie wyłącznie pozytywnie no ale raczej pozytywnie. - Posłała mu krzywy uśmiech dziewczyny z ulicy.


    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Aleja Mew; tawerna “Wesoła mewa”
    Czas: 2519.07.29; Aubentag; rano
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; chłodno (0)

    Egon i ekipa

    Pierwszą rzeczą jaką Egon zobaczył dziś rano, to był owal twarzy okolony ciemnymi włosami i kobiecy głos, że muszą już wstawać i iść. Drugą było nagie, kobiece ramię na swojej piersi. No tak. Bo spędzili wieczór w “Mewie” a później to już po nocy, nikomu nie chciało się iść przez miasto do domu, to już zostali tu na dobre. Ale przecież rano mieli się stawić na Nabrzeżu Ryb do “Jutrzenki”. A jeszcze musieli wrócić na Bursztynową do Pirory po swoje bety. Tylko ten sen.

    Śnił mu się ten czarny rycerz. Jak zwycięża w kolejnych pojedynkach. Jak na jakimś turnieju albo walkach gladiatorskich. Jak wznosi zakrwawiony miecz w geście triumfu. Ale coś było nie tak. Wcześniejszy aplauz widowni zmienił się w gwizdy pogardy, wyzwiska. W końcu poleciały na niego odpadki jedzenia, grudy ziemi a nawet kamienie. I jak ten rycerz siedział na pięknym, karym rumaku. Na skraju polany. Po swojej stronie miał swoją armię. A naprzeciwko nich stała podobna armia zwierzoludzi. Dzicy, muskularni brutale brniący wysokiego czarnego głazu z czerwonymi żyłkami i glifami jakie błyszczały złowróżbnie, że cierpła od nich skóra. A pod nim były całe stosy ludzkich i nieludzkich czaszek, kości oraz broni. Egonowi się wydawało, że po stronie czarnego rycerza, widzi parę znajomych postaci. Łysa glaca jakiegoś mięśniaka co przypominał Silnego. Wojowniczka z północy z dwoma toporami co od razu kojarzyła się z Normą to Axe. Wrzeszczący dzikus w skórach i z włócznią był prawie jak Bjorn. Obie armie jeszcze stały naprzeciwko siebie. Obserwowały pojedynek. Tam walczyła kobieta o czarnych włosach. Z jednym z kopytnych. Kobieta wydawała się być wątła i bez szans. Jak jakaś kelnerka czy ladacznica z miasta. A jednak walczyła z furią jakby nie zauważała własnej fizycznej słabości. Zwierzoczłowiek także nie ustępował jakby dawał upust odwiecznej nienawiści tej rasy, do gatunku ludzkiego. A mimo to nie mógł w dwóch ruchach zmiażdżyć tej ludzkiej wojowniczki. W sumie to Egon już nie był pewny czy ta walka była przed tą armią czy jakoś wcześniej albo w ogóle nie była z tym związana. Obudziło go co innego. W pewnym momencie ze stada czekających zwierzoludzi, wyszedł masywny wojownik z potężnymi rogami. U pasa miał liczne czerepy i odcięte dłonie. Ludzi i nieludzi. Zaryczał potężnie i wyzywająco. A w górę, w triumfalnym geście, wzbił włócznię. U ostrza broń miała ludzką czaszkę i wyglądała jakby przebijała się ona przez jej usta. Podobnie jak ta o której Egon śnił ostatnio. Zwierzoczłowiek rzucił wyzwanie. A czarny rycerz spojrzał wprost na gladiatora. I dał mu znak, że to jest wyzwanie dla niego. Czempion przeciwko championowi. To go tak wzbudziło, że aż się obudził. Albo akurat Burgund go potrząsnęła aby go obudzić. Wysowbodził się z nagich objęć kochanki i wstał. Pić mu się chciało. Widział i słyszał jak o tym wczesnym poranku życie powoli wraca w tym pokoju.
    - Więcej nie piję. O matko jak mnie głowa boli. A jak kuper. - Jutta też przeżywała bóle egzystencjalne. Wciąż naga, z rozczochranymi włosami, na w pół sennie starała się zorientować w sytuacji. Wtedy gladiatorowi przypomniał się jeszcze jeden odprysk snu.
    Dwie konne blondynki. Froya i Fanriel. Otoczone tłumem rozwrzeszczanych zielonoskórych. I wiele tych małych, złośliwych goblinów. I te większe, brutalne orki. Ludzka szlachcianka bez wahania przebiła rohatyną czerep goblina. Skrzydełka broni zapobiegły aby broń wbisła się zbyt głębko. Egonowi wydawało się, że słyszy ciche chrupnięcie czaszki pękającej pod uderzeniem imperialnej stali. Von Hansen szarpnęła bronią i dżgnęła wierzchowca ostrogami aby wyjechać z gąszczu wrogów. Fanriel z elfią precyzją, napięła cięciwę łuku i przeszyła strzałą łeb goblina jaki właśnie chciał cisnąć w nią swoją rachityczną włócznią. I też starała się pognać swojego pięknego, silnego wierzchowca aby wyrwał się z matni. To dlatego, że wczoraj Łasica mu o nich opowiadała? To by pasowało ten obrazek jak te dwie szlachcianki, stoją obok swoich wierzchowców i trzymają się za dłonie i czule patrzą sobie w oczy jakby zaraz miały się pocałować.
    - Dobra, trzeba się zbierać. Jeszcze do Pirory musimy zajść. - Zaspany głos Larsa przywrócił gladiatora do rzeczywistości. No tak, jak wczoraj im się nie chciało wracać na Bursztynową, to dziś z rana trzeba było się streszczać.
    - Ja też muszę jeszcze zajść do siebie. Spotkamy się na “Jutrzence”. - Jutta wymruczała niezdarnie zakładając spodnie na swoje smukłe nogi. Wszyscy zdawali się wracać do życia i presja czasu dawała o sobie znać coraz bardziej.
    - To się spotkajmy przy starym magazynie drewna. - Zaproponowała Łasica. Silny, Burgund i Jutta pokiwali głowami, że wiedzą gdzie to jest.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Rybie Mew; opuszczony magazyn drewna
    Czas: 2519.07.29; Aubentag; rano
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; chłodno (0)

    Egon i ekipa

    Poranek okazał się całkiem pogodny. Nad głowami dominwało letnie, błękitne niebo. Chociaż zdaniem Larsa, wiatr był dość słaby jak na żagle. Pewnie więc “Jutrzenka” będzie wiosłować w górę rzeki. Norsmen tak dywagował po drodze od Pirory. Szli szybko bo w końcu mieli się stawić z samego rana. Heynrich Wagner obiecywał wczoraj, że na spóźnialskich czekać nie będzie. Łotrzyce wyznaczyły spotkanie dość blisko. Stary magazyn drewna był obecnie od dawna opuszczony. A był ledwo parę domów od wylotu na Rybie Wybrzeże. Stamtąd był już widok na “Jutrzenkę” i okazało się, że jeszcze stoi. A w głębi ulicy było dość brudno, ponuro i mało kto tędy chodził.
    - Widziałam, że Gezackt, Martin i jeden z jego chłopaków już jest na pokładzie. Więc chyba im się udało dostać na pokład. - Burgund obwieściła im co udało jej się dojrzeć na pokładzie barki na jaką mieli się wkrótce zamustrować.
    - My to mamy pewną wejściówkę. - Lars wzruszył ramionami i wskazał na siebie, Egona i Astrid.
    - My zaraz pójdziemy to się załatwi raz dwa. Jak nie to chłopek straci parę zębów i też się załatwi. - Silny co prawda jeszcze nie próbował się dostać bo też dopiero co przyszedł. Ale jak zwykle wierzył, że siłą i zastraszaniem, pokona wszelkie kłopoty.
    - Daj se siana. Sypniemy mu parę miedziaków, może srerbnika czy dwa za przejazd to sam nas wpuści. - Burgund wolała więcej finezji i chyba powiedziała tak na wszelki wypadek aby zbir nie zaczynał rozmowy od dawania komuś w pysk. Ten zaśmiał się z rozbawienia na tą uwagę.
    - Ktoś idzie. - Astrid spojrzała w głąb ulicy. Widać było jak nadchodzi pojedyncza sylwetka. Ale była pod poranne słonce to dość długo nie było widać detali. Poza tym, że to ktoś prosty i smukły.
    - Serwus. - Annika przywitała się z nimi gdy podeszła bliżej. Wyglądała na zmęczoną i niewyspaną. Ale przyszła. Miała niewielki tobołek na plecach i długi nóż za pasem.
    - To dzielimy się jakoś aby gadać o tą wejściówkę? Dwie pary, chłopak i dziewczyna? Czy was dwie i nas dwóch? Albo w ogóle jako cała czwórka? - Rune popatrzył pytająco na zebranych. Właśnie ich czwórka jeszcze nie gadała z Heynrichem o przejazd. Wedle planu jaki ustalili wczoraj, to powinni wystąpić jako pasażerowie. Łysy wzruszył swoimi masywnymi ramionami, na znak, że mu to obojętne.
    - A Juttę ktoś widział? Jest już na pokładzie? - Astrid zagaiła o mytniczkę. W efekcie Silny prychnął z rozbawienia. Norsmenka posłała mu zdziwione spojrzenie.
    - Jutta żegna się z Łasicą. Bardzo intensywnie. - Najemnik wskazał kciukiem na rozwalone drzwi do opuszczonego magazynu. To wywołało zaciekawione spojrzenia pozostałych, jakby się zastanawiali czy wejść w mroczne wnętrze czy zostać na miejscu.
    - Cóż, bez mytniczki, Heynrich nie powinien odpłynąć. O ile wie, że ma z nami płynąć. - Lars wzruszył ramionami, dostrzegając pewien pozytyw z takiego obrotu spraw.
    - Wie. Już była u niego. Ale ta nasza wywłoka zwabiła ją jeszcze tutaj aby się pożegnać. - Silny uspokoił go i też wydawał się rozbawiony tą sytuacją.
    - Łasica mówiła, że wie jak załatwić sprawę z tym materiałem co Hubert chciał się pozbyć. - Rune sprzedał kolegom ciekawostkę, co łotrzyca mówiła zanim zniknęła z Juttą w opuszczonym magazynie.
    - Hej! Patrzcie! - Burgund wskazała palcem przed siebie. Gdy tam spojrzeli, dojrzeli smukłą postać w eleganckiej sukni, jaka poruszała się z tanecznym wdziękiem. Tak dostojna dama wydawała się kompletnie nie pasować do tej podłej, portowej dzielnicy. Zwłaszcza jak szła sama. Na piechotę a nie powozem albo chociaż konno. I ciemnokarminowy kolor sukni z bardzo śmiałym dekoltem też rzucał się w oczy. I nie tylko łotrzyca ją zauważyła. Od mijanych kryp rozległy się gwizdy i okrzyki głównie od męskiej części załog. Jednak na razie na tym się skończyło, jakby nikt w pojedynkę nie odważył się do niej podejść osobiście.
    - Oj nasza milady to nie przejdzie przez salon niezauważona. - Burgund zaśmiała się cicho bo teraz już było widać, że owa dama to lady Soria. Ale chyba jeszcze ich nie dostrzegła w głębi ulicy i możliwe było, że przejdzie dalej nie zauważając ich.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; ul. Garncarzy, mieszkanie Heinricha
    Czas: 2519.07.29; Aubentag; rano
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; chłodno (0)

    Heinrich i Fabienne

    Były łowca nie spał już gdy przyszła Ilse aby zrobić śniadanie i poranne porządki. Nie spał bo sen obudził go dziś bardzo wcześnie. Dlatego dość machinalnie rejestrował jak służka czyni swoją poranną rutynę. Próbował zapamiętać jak najwięcej z tego co mu się śniło.

    - I co o tym myślisz kolego? - Znów siedział z Tobiasem w jego kuchni. A na stole leżały te dwuznaczne szkice. Teraz we śnie wydawały się ruszać. Ten wielki wij. Oplatał się wkół gałęzi drzewa i zbliżał się do dziupli. A chwilę potem oplatał się wokół kobiecego uda i zbliżał się do łona. - No właśnie to jest problem. Tak pasuje, i tak. - Belfer westchnął zafrapowany, jakby widział to tak samo. I znów ta dwuznaczność. Rozgałęzione drzewo i dziupla. A zniej częściowo wysunięty czerw lub wąż. Może końcówka ogona albo jakiejś macki? Też by paswała. A po chwili te samo żywe coś, tylko poruszające się między kobiecymi udami. Równie dobrzo mogło wychodzić z łona jak i się tam wciskać. - No sam widzisz jak to wygląda kolego. Dlatego mam taką zagwostkę co z tym zrobić. Cóż radzisz? - Znów uczony kultysta wydawał się widzieć to samo co doświadczony łowca heretyków i potrzebował rady aby się zdecydować do robić.
    Przez chwilę obserwowali młodą, kobiecą dłoń jaka trzymając piórko, starannie kreśli na papierze kolejny szkic. Może to wcześniejszy etap któregoś z tych jakie Tobias pokazywał Heinrichowi? A może całkiem inny? Teraz krągłe linie jednak coraz bardziej przypominały kobiecy biust. Autorka podniosła wzrok na modelkę. Widziała ją z perspektywy kilku ław. Ją akurat Heinrich rozpoznał od razu Burgund. Miała modelowe piersi, krągłe, jędrne i kształtne. Dlatego nawet Pirora zimą użyła ich jako modelu dla swojej syreny. Pierwszego obrazu jaki namalowała w tym mieście. A Łasica wydawała się być wiecznie nieco zazdrosna o ten idealny biust koleżanki, że aż to bywało przedmiotem żartów.
    - Pięknie ci to wychodzi. Wspaniała kreska. A to dopiero szkic. - W polu widzenia pojawiła się nowa, kobieca dłoń. Jakby jej właścicielka podziwiała talent rysowniczki chociaż ta wydawała się być nieco speszona i zaskoczona. Jakby ktoś ją przyłapał na czymś niestosownym. A przecież była tylko na lekcji rysunków, jak tylu innych studentów. Ale ta od komplementów, miała na dłoni pierścień. Srebrny, masywny, bardziej jak meski sygnet niż ozdobę dla kobiety. Może dlatego nosiła go dość nietypowo bo na kciuku. Pierścień z wieloma, wyrzeźbionymi oczami. Przez moment Heinrich miał wrażenie, że te oczy spojrzały wprost na niego. Tak go to zaskoczyło, że aż się obudził. I nie mógł już zasnąć. Jak teraz o tym myślał to nie widział twarzy rysowniczki ani tej drugiej. Właściwie niezbyt pamiętał jakieś szczegóły ich anatomii czy ubioru. Tylko te szczupłe, zadbane, kobiece dłonie. To nie były zużyte dłonie kobiety pracującej w znoju. No i pierścień. Pierścień budził w Heinrichu jakieś mroczne skojarzenia z jego przeszłości. Z tej najstraszniejszej, o jakiej wolałby zapomnieć. Aż czuł pot na karku i niepokój w żołądku gdy o patrzył na ten pierścień.

    No i jeszcze śniła mu się Freda. Przypomniał sobie bo jak tylko otworzył oczy to usłyszał monotonny szum koła garncarskiego jaki dobiegał z drugiej strony ulicy. Zwłaszcza jak Ilse otworzyła okno aby wpuścić świeżego powietrza. A poranek był ładny. Z błękitnym, letnim niebem i lekkim watrem. Rześkie powietrze przyjemnie zdmuchiwało resztki snu. Siedział przy stole, przed śniadaniem przygotowanym przez pokojówkę i łapał resztki świeżych brązów. Znów zastał Fredę w swoim warsztacie. Tak samo jak w poprzednich snach. Chociaż trochę się to zmieniło. Po chwili zorientował się co. Miała na sobie tylko ten brudny, skórzany fartuch. I nic więcej. Widział jak od gorąca bijącego od pieca, pot błyszczy na skórze jej żeber i boczny zarys piersi. Bok jej bioder, ud i łydki. Bosa stopa bujająca pedałem jaki nakręcał jej narzędzie pracy. I błotniste ślady jakie zostawiały po sobie robaki. Wyglądała jakby je bez końca produkowała ale ich nie widziała. Tak samo jak nie czuła tego, że co chwila któryś zaczyna pełzać w górę jej rozgrzanego, spoconego ramienia a potem buszować po jej ciele.
    - No tak jak ci mówiłam. Ona nie śni ci się bez powodu. Musi być częścią planu. Albo słyszy zew Sióstr. - Raisa stanęła obok niego. I razem obserwowali młodą garncarkę przy pracy. Zupełnie jakby to był jakiś wariant rozmowy, przeprowadzonej wczoraj w aptece Sigismundusa. - I widzisz? Czujesz? Coś tam jest. W glinie. Albo tym kole. I te czerwie. Widziałeś jak dokładnie je robi? Jakby miała coś na wzór. - Starucha dywagowała na głos tak samo jak wczoraj. Heinrich też wyczuwał te subtelne zakrzywienia Eteru jaki wzbudzała waza zamówiona u Fredy. Ale jak był u niej w warsztacie to tego nie wyczuł. Może nie był zbyt uważny? Albo przygotowany? Dopiero jak oglądał naczynie i trzymał je w rękach to zaczął coś dostrzegać. A też nie od razu, więc to był bardzo słaby ślad.
    - O, witaj sąsiedzie! - Głos Fredy wyrwał go z tych rozmyślań. Garncarka uśmiechnęła się do niego jakby dopiero teraz go dostrzegła. - Nigdy nie myślałeś o zarobaczonych jabłkach? Takie soczyste i kuszące na pierwszy rzut oka. A w środku są obrzydliwe robaki. - Wciąż się uśmiechała i spojrzała gdzieś obok niego. Jak tam zerknął to dojrzał lady Fabienne. W czarnej, eleganckiej sukni i czarnymi kamieniami w kolczykach. Wdowa idealna. W sam raz aby uczcić żałobę po księżnej-matce. Tylko ten brzemienny stan. I Heinrich miał wrażenie, że widzi jak pod tą młodą, jędrną skórą, coś pełza. Gdzieś na pograniczu świadomości zdawał sobie sprawę, że bretońska szlachcianka nie jest jeszcze w aż tak zaawansowanej ciąży i na razie może ukryć swoją sromotę. Ale poza tym uwaga garncarki wydawała się trafna.
    - Nie przejmuj się Heinrichu. Jeśli ktoś by pytał, to powiem, że nic zdrożnego się przy mnie nie działo. - Przyjemny aromat jej perfum, owionął jego nozdrza. A coś takiego wczoraj rano powiedziała mu bretońska kultystka gdy rozmawiali jak postąpić z Petrą.
    - Jesteś prawdziwym bohaterem Imperium Heinrichu! Tak się cieszę, że mogliśmy się poznać lepiej! - Młoda von Schneider patrzyła na niego z zachwytem. Tak jak wczoraj w jego mieszkaniu. Po czym złapała czarnowłosą koleżankę za dłoń i popatrzyła na nią z ciepłym uśmiechem. - No i cieszę się, że Fabi zgodziła się przyjechać ze mną do ciebie. Chciałabym mieć tyle otwartego serca do ludzi co ty Fabi. - Blondyka chciała wyrazić swoją wdzięczność dla koleżanki bo bez takiej przyzwoitki, trudno było pannie z dobrego domu na spotkania z dorosłym mężczyzną jaki nie był z nią blisko spokrewniony.
    - Oh to kwestia delikatnego podniebienia. - Von Mannlieb uśmiechnęła się wyrozumiale, jakby nie było o czym mówić. Ale jak spojrzała na kultystę to ten ją zobaczył całkiem inaczej. Jak była spocona, zdyszana i splugawiona przez ludzi i nieludzi, tam przy Zachodnich Kamieniach. Ale teraz wydawała się czerpać przyjemność z tego małego nawiązania do wcześniejszej rozmowy z Heinrichem.
    - Ona to też musi mieć wspaniałe podniebienie. I gardło. Przecież ma taki wspaniały głos. - Freda stanęła obok. Wciąż była tylko w swoim brudnym, skórzanym fartuchu. Złożyła ręcę i skinęła głową przed siebie. A tam była lady Odette. Były łowca widział ją jak w te utalentowane usta i gardło przyjmuje kolejnego zwierzoludzia. I była tak samo splugawiona jak jej bretońska koleżanka. - Czyż nie jest wspaniała? Takie kobiety są godne podziwu i naśladwania. - Freda pokiwała głową z uznaniem. Ale miała taki rozmarzony wzrok, że Heinrich nie był pewien czy widzi śpiewaczkę tak samo jak on. Z rozmyślań wyrwał go głos Ilse.
    - Się dzieje na mieście. Jak nie urok to sraczka. Znajoma mi mówiła. Jej chłop tragarzem w porcie jest. I mówi, że strajkować będą. Mało płacą, dniówkę im ostatnio obniżyli i już chłopy nie wyrabiają. My nie Marienburg, żeby tu statek po statku przypływał i cały czas była robota. No jak naprawdę zrobią ten strajk to będzie ciekawie. A inny to mi mówił, że widział jak piękna rusałka wyszła z krystalicznie czystej wody. I posłała mu całusa, że się w niej od razu zakochał. A potem go minęła, i zaczęła wyrzynać wodę ze swoich pięknych, czarnych włosów i poszła dalej. I w czerwonej sukni była. Oczywiście z wielkim biustem. Ale on zawsze był pijak i kłamca. I z tą krystaliczną wodą w porcie to już przesadził. Nikt mu w to nie uwierzy. W ogóle się nie postarał. - Gderała mu nad uchem gdy już się szykowała do wyjścia. Z tego wszystkiego to Heinrich orientował się, że Neus Emskrank jest dość mikrym portem w porównaniu do Marienburga czy Erengardu. Ale poza tym nie znał realiów pracy dokerów.


    Znów usłyszał odgłos powozu za oknem. Jaki nie przejechał tylko zatrzymał się przed frontem kamienicy w jakiej mieszkał. Jak dokuśtykał do okna, rozpoznał, że to pojazd von Mannlieb. Ona sama też wysiadła zgrabnie po schodkach i weszła do klatki schodowej. Stracił ją z oczu ale po chwili usłyszał pukanie do drzwi. Szyfrem kultystów. No tak, wczoraj jak już się żegnał z nią i Petrą, to poprosił ją aby wpadła do niego ponownie. Przy pannie von Schneider, nie chciała rozmawiać więc tylko rzuciła krótką zgodę. Ale dzisiaj przyjechała wcześniej niż wczoraj. Gdy jej otworzył i zaprosił do środka, obdarzyła go ciepłym, życzliwym uśmiechem.
    - Bonjour Heinri. - Przywitała się na bretońską modłę. Dyskretnie poczekała aby ze swoim kuśtykaniem mógł za nią nadążyć i pełnić rolę gospodarza aby go nie krępować. - Przepraszam jeśli przyjechałam za wcześnie. Ale i tak musiałam wyprawić moją Annikę do portu. Ma płynąć z Egonem, Silnym i Burgund na wyprawę w górę rzeki. Jacyś piraci tam grasują. A oni chcą ich spotkać i pokonać. Mam nadzieję, że mojej Annice nic nie będzie. Strasznie się o nią boję. - Przez chwilę wyglądała jak matka, wysyłająca w świat swoją dorosłą córkę. Chociaż przecież to była szlachcianka, jaka mówiła o swojej pokojówce. Annikę były łowca spotkał podczas nocnego pikniku przy Zachodnich Kamieniach, jak rozmawiała z Otto. Nawet też na chwilę podłączył się do tej dyskusji.
    - No dobrze już nic z tym nie zrobię. - Bretonka sapnęła jakby zdała sobie sprawę, że już i tak za późno aby coś z tym zrobić. Więc wróciła do powodu swojej wizyty. - To wczoraj coś mówiłeś o jakiejś garncarce? Co by chętnie mi służyła? - Uniosła swoje zadbane, czarne brwi i lekko się uśmiechnęła. Co jak się znało jej preferencje to zabrzmiało bardzo dwuznacznie. - Brzmi na tyle interesująco, że przyjechałam. Chociaż to ja lubię usługiwać innym no ale rozumiem, że nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Co to za jedna? - Wydawała się być zaciekawiona tym tropem jaki wczoraj poczęstował ją gospodarz. I to jakby pomagało jej przestać zamartwiać się o Annikę.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Biała 2, hospicjum
    Czas: 2519.07.29; Aubentag; rano
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; chłodno (0)

    Otto i hospicjum

    Mnich jeszcze wczoraj się zorientował, że obiad u Neuhoffów będzie w południe. Więc trudno by mu było się wytłumaczyć w hospicjum dlaczego go nie było na służbie. Wydawało się, zasadne aby z rana jednak tam pójść i najwyżej spróbować poprosić przeora albo się jakoś urwać na obiad ze szlachciankami. Jednak dziś z rana i tak to chwilowo zbladło. Jak się ubierał w swój habit i szedł przez miasto, ledwo rejestrował piękny, letni poranek. Wszystko przez ten sen jaki mu się przyśnił. Podobny jak zwykle. I jak zwykle, pojawiły się nowe elementy.

    Zaczęło się od nabrzmiałych, ciężarnych brzuchów. Teraz jak już wiedział, że należą do lady Fabienne i lady Odette to już jakoś szybciej to szło. Obie kobiety były pełne matczynego szczęścia. - No i po to tu przyjechałam. - Miodowłosa milady pogłaskała się po pękatym brzuchu. Gdzieś mimochodem mnich zdawał sobie sprawę, że szlachcianka nie jest jeszcze w tak zaawansowanej ciąży. Ale z drugiej strony jak tak często i chętnie, przyjmowała w siebie kolejne dawki jaj to nie można było wykluczyć, że tak to się skończy. A może to była jego własna projekcja? Wczoraj przecież widział ją i jej brzuch. Wydawało mu się, że jest jakby trochę bardziej wypukły ale pewny nie był. Może to stąd sen to wylbrzymił? Głos śpiewaczki przerwał mu te rozważania.
    - Dlatego napisałam do moich koleżanek. Niech też zaznają tych rozkoszy. Powiem ci, że nawet w stolicy, nie tak łatwo o takie rozrywki. - Mówiła gdy pokazała głową w bok. A tam siedziała ona sama. Wyglądała, że pisze jakiś list. No ale mówiła mu, że napisała do swoich koleżanek z Saltzemnundu i liczy na ich rychły przyjazd.
    - No naprawdę, wspaniale to wymyśliłeś mój drogi Otto. - Czule objęła jego ramię i stanęła obok. I razem popatrzyli na rytmicznie podskakujące łydki i stopy jakiejś kobiety. Przez pochylone plecy okryte jakimś podłym kaftanem, niezbyt widać było kto tam jest na tym stole. Zwłaszcza, że wokół widać było innych mu podobnych. No tak, przecież o czymś takim rozmawiali. Kontrast między gładkimi, jasnymi, kobiecymi nogami a tymi podłymi ludźmi jacy chcieli z nią nasycić swoje niskie żądze był uderzający. W sennej rzeczywistości nie było wiadomo czy to przeszłość, przyszłość czy fantazja. Ani tego czy śpiewaczka jest tam na stole czy jako widz.
    - No jak chcesz to mogę to zorganizować. Ale jak wrócę z tego rejsu. Tylko pamiętaj. Jak wrócę to dobrze aby na nas czekały chętne usta i uda. - Silny stanął obok mnicha, jakby też obserwował to widowisko. A Otto pamiętał, że o czymś takim rozmawiali wczoraj. Tylko jak szli ulicami przez miasto. Może to był jeden ze sposobów aby zmniejszyć przepaść między nim a koleżankami? Obie strony gardziły sobą nawzajem ale jednak takie figle potrafiły chociaż czasowo zasypać niechęć. W końcu nawet Silny czasem przychodził do loszku Pirory na zabawy. A o śpiewaczce to jakoś chyba źle się nie wyrażał. Przynajmniej jednooki kolega tego nie pamiętał.
    - Sam widzisz mój synu. Ile wysiłku potrzeba aby utrzymać to wszystko w kupie. Aby się nawzajem nie pozabijali. - Starszy podszedł do Otto i poklepał go życzliwie po ramieniu. Przez chwilę mnich wpatrywał się w oczodoły jego wysokiej maski i wydawało mu się, że dostrzega za nimi oczy starego, zmęczonego człowieka. A może to przez ten głos? W sumie nie był pewien czy widział te oczy.
    - Już rozumiesz? - Greg nachylił się nisko aby spojrzeć mu w oczy. Dopiero wtedy Otto go dojrzał. - Jest wiele dróg, wiele celów. - Rozcapierzył ramiona jakby pokazywał na solidny pień drzewa. - One płynął, toczą się, jadą. Zmieniają się. Przeplatają, przenikają. Ale wiele z nich prowadzi do tego samego celu. Płynął w nurcie tej samej rzeki. W tym samym korycie. Rozumiesz? - Pacjent hospicjum mówił z powagą małego chłopca jaki próbuje opisać marcujące się koty. Tylko słów mu brak i nie zdaje sobie sprawy, jak dla dorosłych komicznie wygląda. Greg często był tak właśnie postrzegany i przez mnichów i przez innych pacjentów. - I dlatego te robaki są takie ważne. Rozumiesz? One są od nich wszystkich. One wszystkie je zrobiły, dały im życie. To symbol, klucz, wspólne przęsło. Nawet jak one są inne i wybrały inne drogi. Rozsypały swoje ślady po okolicy. To robaki je łączą. Bez choćby jednej z nich to by ich nie było. Skoro te robaki są z nami to jest jak obietnica ich powrotu. Rozumiesz? Jak pierwszy krok. Dlatego te robaki są takie ważne. - Znów zrobił poważną minę. Wyglądał idiotycznie. Ale podszedł do stojących kobiet. Fabienne i Odette stały brzemienne. Wydawało się, że tu i tam, pod ich gładką, kobiecą skórą coś się czasem porusza. A Greg podszedł do nich i ostrożnie pochylił się nad ich brzuchami. Jak to często ludzie robili gdy spotykali znajome i przyjaciółki w zaawansowanej ciąży. A za nimi stało więcej. Layla o egzotycznej urodzie, Teofano i Margo. Uśmiechały się trzymając się za pękate brzuchy. Obok Laura Larwa. Chociaż jako ladacznica, wydawała się nie pasować do porządnych mieszczek i dumnych szlachcianek. A za nimi kolejne. Ich już Otto albo nie rozpoznawał albo te co stały z przodu mu je zasłaniały.
    - Rozumiesz? To jest droga. Droga, klucz i drzwi jednocześnie. Do nich wszystkich. Do każdej z nich. - Greg wyszeptał mnichowi prosto do ucha. Ale zanim Otto zdążył mu odpowiedzieć czy się o coś zapytać to się obudził. Wcześnie rano. U siebie w łóżku. Fizycznie był wypoczęty. Wczoraj miał wystarczająco dużo czasu aby odpocząć sobie po harcach z lady von Treskow . A także miał mnóstwo nieprzyzwoitych wspomnień i doznań jakich mu dostarczyła. A wiele wskazywało na to, że dziś za parę dzwonów, znów się spotkają. Na razie jednak musiał się ubrać i pójść do hospicjum.


    W hospicjum brutalnie przywróciło go do rzeczywistości. Ledwo przeszedł przez drzwi a zobaczył brata jaki tu dyżurował. - Bracie Otto! Znów powariowali! Biegnij do biblioteki! Greg znów wlazł na regały! - Brat go ponaglił do pośpiechu. Zresztą po drodze widział oznaki chaosu. - Dopiero wczoraj to wyszorowałem. - Jeden z młodszych braci był bliski płaczu. Zadzierał głowę pod sufit w korytarzu. A tam widać było ślady jakiejś papki przylepionej do sufitu. Aż się nie chciało temu przypatrywać. Bo i kuchnia, i wychodki były równie blisko. - Nie! Nie! Nie wrócę tam! One tam są! Nieee! Puszczajcie! - Jeden z pacjentów krzyczał histerycznie gdy dwóch braci z dużym wysiłkiem, próbowało go zaciągnąć do celi. - Oj syneczku, spokojnie. W kaszy nie ma robaków. Chodź do kuchni sam się przekonasz. - Przeor też starał się uspokoić jednego z pacjentów co krzyczał, że robaki są w jedzeniu i on tego jeść nie będzie. - A ona wtedy uklękła, zsunęła mi spodnie i zaczęła obrabiać mi berło! Dlaczego tu nie ma takich ladacznic!? Nie polewaj mnie durniu! - Inny pacjent musiał już być częściowo spacyfikowany bo miał ręce przywiązane do krużganka. A na swoje bezeceństwa jeden z braci beznamiętnie polewał go wiadrem zimnej wody ze studni aby ochłodzić mu lędźwie i głowę.

    Wreszcie Otto dobiegł do biblioteki. Już miał otwierać drzwi gdy te otworzył inny brat. I wybałuszył na niego oczy jakby zobaczył ducha. Właściwie to był to ten młodzik, brat Ludwik. Którego niegdyś przeor posłał do Otto z wiadomością. - Brat Otto? Pochwalony. - Próbował jakoś zapanować nad swoim zaskoczeniem. - Wejdź. Bo Greg znów wszedł na regały i rozrabia. Boimy się, że skoczy albo spadnie. Wiesz jaki jest niezdarny. - Wyjaśnił jednookiemu i zrobił miejsce aby go wpuścić do środka. A tam od razu dojrzał Grega. Rzeczywiście ponownie stał na regale więc głowę miał tuż pod sufitem. Gdyby stamtąd spadł to mógłby się nieźle potłuc. Na jego widok pacjent uśmiechnął się triumfalnie.
    - Mówiłem! Przecież od jutra wam powiedziałem, że Otto tu przyszedł! - Zakrzyknął wskazując oskarżycielsko na obu mnichów. Ten drugi był krzepki i stał tak jakby chciał mieć szansę złapać spadającego lub skaczącego Grega.
    - Mówiłeś też, że lady Odette ma robaki. Bądź dobrym chłopcem i zejdź na tą szafkę. - Ten drugi starał się mówić spokojnie aby nakłonić pacjenta do współpracy. Pokazywał na nieco niższy mebel z jakiego już można by się pokusić złapać chociaż kostki Grega.
    - Biedak. Wszystko mu się pomieszało. Mówił, że rozmawia z książkami. On chyba myśli, że książki to żywe osoby. - Ludwik współczującym tonem, szepnął do Otto to co działo się tu wcześniej.
    - Bo książki są żywe! Są bardzo mądre! I wiedzą wszystko! Więcej niż takie głupki jak wy! - Greg to jednak usłyszał i ze złości tupnął nogą. Aż się regał niebezpiecznie zabujał co na chwilę przykuło jego uwagę.
    - Przecież on nie umie czytać. - Ludwik przestraszył się, że dojdzie do katastrofy ale na szczęście ani Greg jeszcze nie spadł ani mebel się nie przewrócił.
    - Spokojnie Greg. Możesz już zejść? Zobacz, brat Otto przyszedł tak jak chciałeś. Pewnie ucieszyłby się jakby mógł z tobą normalnie porozmawiać a nie tak krzyczeć do siebie. - Kolega pokazał na jednookiego jakby chciał aby pacjent na nim skupił swoją uwagę. Faktycznie tak się stało. Greg ze swoich wysokości, popatrzył na mnicha.
    - Ale ja już z Otto dziś rozmawiałem. - Wzruszył obojętnie ramionami jakby to była oczywista sprawa.
    - Niby jak? Przecież Otto dopiero co tu przyszedł. - Jurgen sarknął zirytowany i wskazał na stojącego obok jednookiego.
    - Biedaczek. Wszystko się mu już miesza. - Ludwik ponownie współczuł pacjentowi jego kiepskiego stanu umysłu. Greg zmrużył oczy jakby ważył te słowa w myślach.
    - Aha. To to jest teraz jak Otto przychodzi bez robaczej królowej i księżniczki. No tak, to było kiedy indziej. - W powadze pokiwał głową. Jurgen trzepnął się w czoło z irytacji, Ludwik otworzył usta jakby nie wiedział co powiedzieć.
    - Dobra słuchajcie bracia, Ludwik zacznij go czymś rzucać a my z Otto spróbujemy go złapać. - Jurgen zwrócił się do obu braci ze swoją propozycją jak ściągnąć krnąbrnego pacjenta na dół. Widać było, że ma już dość jego bredni. A na twarzy miał świeże zadrapanie od paznokci i zaczerwienione oko które pewnie wkrótce zaowocuje opuchlizną i siniakiem.
    - Mam go czymś rzucić? A jak go nie złapiecie? Może niech brat Otto z nim porozmawia? Chyba ma na niego dobry wpływ. - Aklita wydawał się być przestraszony takim scenariuszem i prosząco spojrzał na Otto czy ten by jeszcze nie spróbował negocjacji z Gregiem. Brat Jurgen też na niego spojrzał wyczekująco a widać było, że ma już dość tej awantury i chce ją skończyć jak najszybciej.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @dekares

    • Oki, dzięki za terminowy post i deklarki 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 45 - 2521.05.05; fst; ranek

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; okolice Wendorf; obóz na polanie
    Czas: 2521.05.05; Festag; przedpołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, d.sil.wiatr; chłodno (0)

    Zwiadowcy Kolesnikowa i szefowe

    - Tobie to się wydaje, że my jesteśmy zagonem kawaleryjskim? - Petra wydawała się mocno zaskoczona prośbą Jaegera o przydzielenie dwóch jeźdźców w roli posłańców. Wiadomo było, że regiment składa się z różnych oddziałów ale głównie pieszych. Ale fioletowłosa milady podniosła jeszcze głowę aby spojrzeć na swoją przyjaciółkę.
    - Ciekawy pomysł. Ale obawiam się, że mamy zbyt mało koni aby przydzielać je do każdego zadania. - Von Muller miała łagodny wyraz twarzy i głos ale chociaż zdawała się dostrzegać pewne zalety pomysłu Stefana to jednak ostatecznie uznała, że mają zbyt małe zasoby koni aby spełnić jego prośbę.
    - Jeśli będziecie mieli dla nas jakąś wiadomość to będziecie musieli wysłać kogoś wśród siebie. Jak ruszymy to w czołówce pójdą Gebirgsjaeger. Poza nimi mamy tylko tą dwójkę rycerzy i my. I to cała nasza kawaleria. - Bosonoga milady, opuścła głowę z koleżanki i spojrzała wprost na Stefana. Wzruszyła przy tym ramionami i pokręciła głową na znak, jak skromnymi zasobami konnych dysponują.

    Skoro nikt inny nie miał żadnych pytań ani próśb do nich to Kolesnikow skinął swoją czarną, rozczochraną głową i dał znać, że koniec spotkania. Wrócili między całe i połamane namioty. Zwiadowcy zaczęli zbierać swoje rzeczy, żegnać się z towarzyszami i w końcu stopniowo grupowali się na skraju obozu, przy drodze. Schodzili się po dwóch, trzech. Odnalazł się nawet jeden z zaginionych Hochlandczyków. Więc teraz brakowało im już tylko jednego do stanu z wczorajszego wieczoru. Ale pomny na rozkazy szefowych Kolesnikow, już na niego nie czekał. Przyszedł jednak też Thiemo, przysłany przez szefowe jako przewodnik. Jak się okazało, był rodowitym wendorfczykiem. Nie był już pierwszej młodości. Miał na głowie kapalin, na sobie szary kaftan, w dłoni włócznię a za pasem długi nóż.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/jTszBve.jpeg

    - To jak tam droga do tego waszego Wendorf?
    - A prosto. Tą drogą. Stąd to ze dwa dzwony bedzie. Tą drogą aż do bram miasta.
    - Coś ciekawego bedzie po drodze?
    - Zajazd. “Leśny dzban”. Strumień tam majo to zawsze świeże ryby majo.
    - Daleko to?
    - Stąd to gdzieś w połowie drogi bedzie. Z cztery, pięć pacierzy do bram miasta.

    Tak jakoś to sobie we dwóch, pogadali na skraju obozu. Thiemo co nieco słyszał też o Siege Stern. Nie koszarowali w Wendorf. Zdarzało się, że jakaś ich grupa bywała przejazdem przez jego rodzinne miasto. Słyszał, że to jeden z najemniczych regimentów bazujący w Wolfenburgu. Co tu robili w jego rodzinnym mieście, to nie miał pojęcia. Zdarzało się, że w razie potrzeby, ze stolicy wysłano w głąb prowincji jakieś oddziały dla zwalczenia jakiejś bandy łotrów, powstałego pomniejszego nekromanty czy grasujących orków. Ale czy tak było teraz to milicjant nie miał pojęcia. Poczekali jeszcze na ostatnich dochodzących, po czym Kolesnikow zwrócił się swojego oddziału.
    - Uważaj na siebie Duivelu. - Obie kuzynki przyszły się pożegnać z kuzynem. Usciskały go na drogę i pomachały na pożegnanie. Obiecały też posłuchać jego rad. Czym wywołali zaciekawione spojrzenia wśród zwiadowców. Szefowe nic nie mówiły o jego kuzykach więc trójka elfów mogła sama zdecydować czy poza Duivelem jego kuzynki mająś mu towarzyszyć czy zostać z resztą regimentu. Była też okazja do rozmowy między Jeagerem a Klesnikowem.
    - Iść znów na zachód aby potem zawrócić do Wendorf? - Czarnowłosy przeżuwał chwilę ten pomysł swojego imiennika. - A po co? - Odpowiedział w końcu, unosząc brwi do góry. - Jeśli nas obserwują to będą widzieć gdzie idziemy bez względu na to gdzie pójdziemy. Jak nie obserwują to też nie ma znaczenia gdzie pójdziemy. - Herszt Hochlandczyków niezbyt widział sens takiej zmyłki jaką zaproponował Ostlandczyk. Więc ostatecznie zdecydował się ruszyć wprost na Wendorf.

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; okolice Wendorf; droga i zajazd “Leśny dzban”
    Czas: 2521.05.05; Festag; przedpołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, d.sil.wiatr; chłodno (0)

    Zwiadowcy Kolesnikowa

    - To czas ruszać w drogę. Elfie, masz rącze nogi to weź dwóch ludzi i idź naprzód. Tylko nie za daleko abyśmy was widzieli. Tobias, ty też dwóch i trzymajcie się trochę z tyłu. Stefan, ty będziesz przy mnie. Franz, Beth, wy będziecie szli z wzdłuż drogi. Tylko uważajcie. Te nocne bestie gdzieś czmychnęły w las. Może dostali w skórę i całego regimentu już nie ruszą. Ale my nie jesteśmy całym regimentem. - Kolesnikow podzielił swoje skromne siły aby nie szli wszyscy w jednej kupie. Po dwóch, trzech pacierzach, zebrali się na skraju obozu. Ostatnie spojrzenie na namiotowe pobojowisko ich regimentu i odwrócili się w stronę ściany, mrocznego lasu. Ktoś im pomachał na pożegnanie. Jednak w spojrzeniach większości wojaków, widać było, że nie zazdroszczą im zadania. I pewnie w duchu czuli ulgę, że będą poruszać się w większej grupie. Nieco ponad tuzin piechurów, zdawał się być mikry w stosunku do ściany złowrogiego lasu. Zwiadowcy zostawili za sobą odgłosy ludzi, słoneczne niebo i zanurzyli się pod baldachim wiecznego półmroku. Nie na darmo nazywano ten las, Lasem Cieni. Nawet w środku dnia, niewiele docierało światła na jego dna a w zakamarkach, między korzeniami, mgła zdawała się nigdy nie znikać całkowicie. Wyjeżdżony pas ziemi, zwany drogą, wydawał się być jedynym śladem cywilizacji.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/cuQy8NF.jpeg

    Bardzo łatwo było odnieść wrażenie, że są garstką ostatnich cywilizowanych istot w tym lesie. Jednak tak leśny elf, jak i ludzie Kolesnikowa, byli oswojeni z lasem. Potrafili się w nim poruszać bezszelestnie, wytropić i ustrzelić zwierzynę. Zwracać uwagę na to co ludziom z miasta mogło umknąć. Właśnie dlatego byli zwiadowcami regimentu i ostatnio szefowe tak chętnie wysyłały ich przodem dla sprawdzenia drogi dla reszty regimentu. Więc dość szybko zorientowali się, że ruch na drodze jest nienaturalne mały. A właściwie to go nie ma. Praktycznie nie napotkali nikogo od opuszczenia obozu. Co w okolicach miasta, nawet niedużego jak Wendorf, wydawało się dziwne. Wręcz podejrzane.
    - Zawsze tu tak pusto? - Kolesnikow cicho zapytał Thiemo.
    - Nie. - Krótka odpowiedź tylko potwierdziła złe przeczucia pozostałych.

    Nie byli jednak sami. W pewnym momencie z głębi lasu doszło ich wycie rogu. Ale dość odległe. Zwiadowcy stanęli. Zaczęli rozglądać się i nasłuchiwać. W mrocznym, zamglonym lesie, nie widać było żadnego ruchu w pobliżu. A odgłos rogu powtórzył się. Przypominał róg myśliwski, wzywający na polowanie. - Paskudy się zwołują. - Splunął jeden z Hochlandczyków. Jednak dość daleko więc chyba nie zagrażało to im bezpośrednio w tej chwili. Kolesnikow dał więc znać aby ruszać dalej.

    Wkrótce trafili na ślady wojny. Dwa wozy z czego jeden przewrócony na bok. Zarżnięte konie wciąż były zaprzęgnięte do dyszli. Pocięte plandeki, ślady po cięciach i ostrzach na burtach. Rozbebeszone kufry, ubrania wdeptane w błoto, rozbite dzbany, plamy krwi. Zwierzęcy, ostry zapach jakim kopytni znaczyli teren. No i ciała. Sądząc po fryzurach i strojach to jedna chłopska i jedna kislevska rodzina. Zarżnięci jak wieprze. Chociaż przed śmiercią musieli jakoś utłuc jednego z kopytnych napastników bo jego truchło znaleźli niedaleko drogi. Wszystko musiało dziać się ze dwa dni temu bo ciała już spuchły i muchy po nich chodziły bez skrępowania.
    - Nic już dla nich nie możemy zrobić. Chodźmy. - Kolesnikow popatrzył smętnie na to pobojowisko ale w końcu wolał się nie zatrzymywać tu na dłużej. Dość silny wiatr jaki by zauważalnie utrudniał strzelaniu z łuku, teraz litościwie osłabiał smród jaki bił z tego miejsca masakry. Nie tylko herszt zdawał sobie sprawę, że wykopanie dołu aby pomieścić te wszystkie ciała, zabrałoby sporo czasu. A przecież mieli dotrzeć do miasta. Hochlandczycy weszli na wozy aby po nich pomyszkować. Jednak wrócili raczej rozczarowani, mało co było warte zabrania. Zabici nie byli zbyt majętni a i zwierzoludzie spustoszyli wozy i ciała przed swoim odejściem.

    Kilka pacierzy po opuszczeniu obozu, trafili na zajazd o jakim wspominał Thiemo. Najpierw dotarł do niego Duivel z dwójką towarzyszy a po paru chwilach pozostała część zwiadowców. Razem mieli widok na “Leśny dzban”.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/r4fwybf.jpeg

    W nozdrza bił ostry zapach spalenizny. Ale dymu i ognia już nie było. Pożar musiał się skończyć wczoraj, może jeszcze wcześniej. Przez chwilę zwiadowcy obserwowali to pogorzelisko w ponurym milczeniu.
    - To jest ten “Leśny dzban”? - Kolesnikow na wszelki wypadek zapytał Thiemo. Ten smętnie pokiwał głową.
    - A takie dobre ryby tu dawali. I świeże i dobrze zrobione były. I nie tak drogo. - Niemłody milicjant wsparł się na swojej włóczni ale potwierdził domysły Hochlandczyka. Teraz ten pokiwał głową.
    - Dobra nie ma co tu stać i podziwiać widoki. Duivel i Tobias. Idźcie sprawdzić jak to wygląda. Stefan weź swoich ludzi i pomóż im. - Franz, Beth, weźcie dwóch ludzi i przejdźcie lasem z drugiej strony. - Kolesnikow szybko przydzielił zadania podwładnym. Sam na razie zamierzał zostac z większością swoich ludzi i poczekać na wynik tych oględzin.

    Wyznaczeni ochotnicy ruszyli wykonać to zadanie. Widok nie był przyjemny. Szli przez pobojowisko zasłane ciałami. Te najbliżej spalonego budynku były nadgotowane i bił od nich zapach gotowanego mięsa. Te co były dalej to spuchły i zaczynały gnić. Te w środku były osmolonymi szkieletami oblepionymi kawałkami zwęglonego mięsa. Tu jednak doszło do walki a nie jednostronnej masakry jak na dwóch wozach jakie spotkali na drodze pacierz czy dwa temu. Dookoła spalonego budynku widać było kilka ciał zwierzoludzi i mutantów. Z wystającymi bełtami i postrzałami z broni palnej. Wewnątrz, kilka szkieletów po ocalałych półzwierzęcych czaszkach, kopytach czy deformacjach też dało się poznać, że nie należały do ludzi. Nie wszyscy zginęli w spalonej tawernie. Poza nią ocalała wozownia i budynki gospodarcze. Były tylko nadpalone ale wyszły w miarę cało z tej zawieruchy. W stodole trafli na coś co wyglądało na ostatnie ognisko oporu obrońców. Szlachcic z bogatej tunice narzuconej na kolczudze. Poprutej od licznych ciosów z pustą pochwą po mieczu. I bez głowy. Muskularna kobieta w skórzanym fartuchu i kowalskim młotem. Skulona w embrionalnej pozycji i do końca trzymająca dłońmi wypływające wnętrzności. Blond krasnolud z finezyjnie ufryzowaną brodą i w solidnej kolczudze i zmiażdzonym czerepem. Masywny typ spod ciemnej gwiazdy przyszpilony do drewnianej ściany kilkoma włóczniami. Przy jego nogach wciąż leżała okuta metalem pałka jaką oprychy lubiły napadać swoje ofiary. Ciała już zdążyły spuchnąć i chodziły po nich muchy. Oprócz krasnoluda. Ku zdumieniu zwiadowców okazało się, że w upartym khazadzie wciąż tli się iskierka życia. Chociaż leżał bezwładnie jak zmasakrowany trup.

    Duivel, Tobias i Stefan dostrzegli na podwórzu na tropy. To musiała być jedna, dorosła osoba. Niezbyt ciężka. I musiała tędy chodzić już po tej walce. Może dziś rano, może w nocy albo wczoraj. Tobias i Stefan zorientowali się, że ślady prowadzą w głąb lasu.


    Mechanika

    Stefan - przekonywanie szefowych do przydzielenia konnych (OGŁ + Przekonywanie)

    Stefan
    OGŁ 35
    Ranga 2 -25
    zasadnosć prośby +10
    mała ilość koni -10
    Petra OGŁ 45
    Ranga 6 -5
    rzut: https://orokos.com/roll/1074957 46
    rachunki:
    35-25+10-10=10
    45-5=40
    50+10-40=20; rzut 46 > 20-46=-26 > ma.por > brak zgody na przydzielenie konnych


    Stefan - przekonywanie Kolesnikowa aby zrobił zmylkę (OGŁ + Przekonywanie)

    Stefan
    OGŁ 35
    Ranga 2 -25
    Kolesnikow OGŁ 35
    Ranga 3 -20
    rzut: https://orokos.com/roll/1074957 100
    rachunki:
    35-25=10
    35-20=15
    50+10-15=45; rzut 100 > 45-100=-55 > du.por > zdecydwany brak zgody na zmyłkę


    Wszyscy - przeszukiwanie zajazdu “Leśny dzban” (NT + Przeszukiwanie)

    Mod dodatnie:

    Spostrzegawczość +30 (Duivel); Spostrzegawczość +20 (Tobias; Stefan); czuły słuch +10 (Tobias; Stefan; Duivel); b.wzrok +10 (Tobias; Duivel); Pułapki +10 (Tobias); Tropienie +10 (Tobias; Stefan; Duivel)

    Mod ujemne:

    brak Przeszukiwania -10 (Stefan); pobojowisko -30 (wszyscy)

    rzut: https://orokos.com/roll/1074958

    Tobias 35+60-30=65; rzut: 27; 65-27=38 > śr.suk
    Stefan 50+40-40=50; rzut: 10; 50-10=40 > śr.suk
    Duivel 50+60-30=80; rzut: 58; 80-58=22 > ma.suk

    Rozgrywka import
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa