Tura 81 - 2519.07.30; mkt; ranek
Miejsce: Nordland; Neus Emskrank; Marktplatz; stoisko charytatywne
Czas: 2519.07.30; Marktag; ranek
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; nieprzyjemnie (0)
Otto
Gdy rano jednooki mnich otworzył okienice, powitał go słoneczne niebo. No i tradycyjny zgiełk ulicy dobiegający od strony Placu Targowego. Nie dało się przegapić, że dziś jest dzień targowy. Ale na osłodę, miał świeże wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Może Łasica nie została na noc, ale pożegnała się bardzo po koleżeńsku. Gdy ściągnął habit i spodnie, łotrzyca uśmiechnęła się sympatycznie. - No i to jest mój ulubiony sposób na pożegnanie z przyjaciółmi. Szkoda, że z tymi naszymi szlachciankami nie wypada tego robić. - mruknęła zalotnie i zbliżyła się aby pocałować usta kolegi. A później, bez pośpiechu schodziła dłońmi i ustami niżej i niżej. Aż całkiem uklękła i zabrała się za pieszczoty przy jego przyrodzeniu. Robiła to, często zadzierając głowę do góry i patrząc mu bezwstydnie w oczy. Zabawa nabierała tempa aż doszli do finału. Później jeszcze łotrzyca potrzebowała chwilę aby doprowadzić się do porządku. Ale jednak poszła. Na pożegnanie rzuciła zalotnie, “Widzimy się jutro na placu” i wyszła.
I teraz był ten ranek. Całkiem pogodny i niezbyt ciepły. Ale w grubym habicie było w sam raz. Oczywiście w miarę jak mnich zbliżał się do Marktplatz to tłum gęstniał. Jak zwykle stragany i wozy z jakich handlowano, stały jeszcze na ulicach prowadzących do placu.

link: https://i.imgur.com/h0PmqQA.jpeg
Musiał zwolnić aby przecisnąć się przez tłum. Miasto tętniło zyciem. Z okolicznych wiosek, przyjechali chłopi aby sprzedać swoje płody rolne lub zwierzęta. W klatkach widać był kury, kaczki i gęsi. Czasem kozy, krowy czy świnie. Cały ten zwierzyniec dodawał swoje pianie i skrzeczenie do hałasu wydawanego przez masę ludzką. Tam kowal prezentował swoje metalowe wyroby, obok piekarz swoje. Tu ktoś sprzedawał sukno i materiały na obrusy, koszule i kaftany a sąsiad miał stoisko z antałkami wina z całego świata. Nawet mnisi habit nie zawsze torował drogę przed siebie.
Na placu widać było belki ułożone w płot wokół którego mieli mierzyć się konni rycerze na kopie. Zdążono go wybudować przed śmiercią księżnej matki. Nieme świadectwo zamrożonej decyzji o odwołaniu lub przywróceniu tego turnieju. Teraz do tego płotu wiązano zwierzęta lub przerzucano dywany i ubrania do pokazania klientów. Na stercie belek jakich nie zdążono użyć do zbudowania trybun teraz stały klatki z kurami albo ganiały się dzieciaki. Właśnie z tej pryzmy dobrze było skorzystać aby wejść wyżej i się rozejrzeć po placu. Łasica bowiem powiedziała mu, że ta akcja charytatywna będzie tutaj i tego ranka. Ale “tutaj” oznaczało cały ten zatłoczony, gwarny plac. Gdy Otto wspiął się na tą pryzmę, dostrzegł kumulację kolorowych flag jakie zwykle wieszano przy festynach i miejskich cereminach. Niedaleko widział też dachy powozów. I tam tłum był gęstszy, jakby coś tam się działo.
Gdy ruszył w tamtą stronę to zostało mu się zanurzyć w ten tłum. A wszyscy pytali się nawzajem “Co się dzieje?”, “Co tam jest?” i tak jeszcze zanim dotarł na miejsce, potwierdziło się, że właśnie tam, szlachetne damy z miasta i poza niego, za symbolicznego pensa, sprzedają ciasta i różne przysmaki. Jak przecisnął się bliżej dostrzegł halabardy i włócznie jakie sterczały ponad głowami tłumu. Ale jeszcze to trochę trwało zanim ujrzał te stoiska na własne oczy.
To były zwykłe budy handlarzy, jakie zwykle stawiano w dzień targowy i składano pod wieczór. Były zastawione różnymi słodkościami. Ciasta, makowce, rolady, torty, pierniki, ciastka, pierogi, rogaliki. Aż ślinka ciekła. Wyglądało jakby ten fragment rynku, zmienił się w wystawę jakiejś cukierni.
A wielką sensacją były sprzedawczynie. To były szlachetnie urodzone damy ze śmietanki towarzyskiej tego miasta. Lub ich znamienite koleżanki jakie zjechały na ten odwołany turniej albo i tak były ich gośćmi. Otto wiele z nich znał osobiście a spora część była kultystkami albo muszymi matkami. W samym centrum bezprzecznie królowała diwa o miodowych włosach. Jako jedyna odważyła się założyć bordową suknię z czarnymi wykończeniami dla skromnego uczczenia żałoby po księżnej. Bujny dekolt i wąska talia ładnie podkreślały jej smukłą figurę. Lady von Treskow stała w centrum i chyba kumulowała przy stoisku największy tłum. Wydawało się, że podobnie jak po końcu mszy w Festag, każdy chce tą sławną śpiewaczkę o pięknej twarzy i wspaniałym głosie, zobaczyć z bliska. A teraz jak się kupowało od niej porcję ciasta to nawet był pretekst aby z nią chwilę porozmawiać.
Ale za stoiskiem Otto dostrzegł też Fabienne von Mannlieb. Nie pozwoliła sobie na aż taką ekstrawagancję jak przyjaciółka i założyła czarną suknię a swoje smoliście czarne włosy, miała skromnie upięte w elegancki kok. Stała obok miodowłosej milady, że właściwie to razem sprzedawały te ciasta.
Po drugiej stronie aktorki stała ciemnoskóra córka kapitana portu. Jej egzotyczna uroda wyróżniała się na tle innych dam. Lady van Zee sprzedawała małe, słodkie rogaliki. Była też lady von Richter, uchodzaca za bliską przyjaciółkę Froyi von Hansen. Blondwłosa, dziewczęca Petra von Schneider z kółka poetyckiego Kamili. Wielbicielka Słowika Północy, Gisele von Neuhoff jaka miała być dziś jej gościem w garderobie, sprzedawała coś do picia. Była nawet lady Soria. Choć trzymała się z tyłu, krojąc kolejne kawałki ciasta jakie odbierały od niej inne szlachcianki. Część z nich Otto rozpoznawał jako znajome swoich koleżanek ale sam zwykle nie miał z nimi do czynienia. A część w ogóle była dla niego obca. Wśród tych wszystkich szacownych dam, szlachcianek, baroness, gdzieś przy ścianie dostrzegł stoisko Lebkuchenów, reprezentowane przez ich młodą, dorosłą już córkę. Teofano towarzyszyła Gela. Obie sprzedawały serniki i pierniki z ich cukierni. Na tle szlachcianek wyglądały skromnie i nawet widać było po miejscu jakie w tej kanciastej podkowie, zajmuje ich stoisko. Ale wyroby z ich cukierni, po okazyjnej cenie, też cieszyły się sporą popularnością.
Widać jednak było też, że nie wszystko było pozostawione samopas. Po zewnętrznej stronie straganów, stali strażnicy z halabardami. To ich broń Otto widział wcześniej ponad głowami tłumu. Tuż obok tego stoiska, czekały zaprzężone powozy jakimi przyjechały te wszystkie bogate damy. Te też były pilnowane przez uzbrojonych strażników. Jednak atmosfera była ciepła, zbliżona do festynu. Choć oficjalnie festyn przeczyłby zasadom żałoby po księżnej-matce to starano się nie okazywać przesadnej radości i okrzyków.
Jak jednooki już się napatrzył i zostało mu jakoś podejść bliżej i spróbować zagaić rozmowę, to usłyszał znajomy, kobiecy głos.
- A już ojciec jest. To proszę tutaj. No dobrzy ludzie, zróbcie przejście dla sługi bożego! - Łasica miała na sobie biały czepek, jak na bogobojną mieszczkę przystało i skromną suknię do samej ziemi aby oddać cześć zmarłej księżnej. I zachowywała się jakby była tylko jakaś służką którejś ze szlachcianek. Stała po drugiej stronie straganu, i widocznie jej bystre oczy wypatrzyły kolegę, zanim on dojrzał ją. Teraz gestem nakierowała go do wąskiego przejścia między ostatnim straganem a ścianą kamienicy. Ludzie faktycznie symbolicznie ale jednak, ustąpili miejsca aby mnich mógł tam podejść.
Miejsce: Nordland; rzeka Salt; tawerna “Błękitny łabędź”; główna izba
Czas: 2519.07.30; Marktag; ranek
Warunki: główna izba, gwar głosów, jasno; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; nieprzyjemnie (0)
Egon i ekipa
Poranek w apartamencie szlacheckim “Błękitnego łabędzia” okazał się dla Egona całkiem wygodny. Te małżeńskie łoża były całkiem wygodne i gościnne. No i jeszcze towarzystwo nagiej Burgund i Adele też dodawało uroku. A na sąsiednim łożu podobnie budziły się Annika i Jutta. Było z rana trochę śmiechu bo okazało się, że pokojówka lady Fabienne, zasnęła z przypiętą do bioder zabawką, jaką wczoraj wieczorem tak chętnie używała na koleżankach. Ku satysfakcji wszystkich uczestniczek takich zabaw. Okazało się, że ma dominujący charakter więc dobrze pasowała do uległej mytniczki czy kasztanowłosej ladacznicy. A Burgund jako doświadczona ladacznica, potrafiła się płynnie dostosować do drugiej strony więc potrafiła być zarówno wymagającą milady jak i pokorną służącą.
Adele okazała się lubić takie zabawy i nawet to, że większość towarzystwa to były inne kobiety, to jej w ogóle nie przeszkadzało. Przyznała, że to ciekawe urozmaicenie bo zwykle większość jej klientów do mężczyźni. Jeszcze rano miała na kostkach, nadgarstkach i szyi, skórzane pęta jakie wieczorem Burgund wyciągnęła ze swojego podręcznego zestawu podróżnej ladacznicy. I była zadowolona, że może ich użyć. Podczas zabawy, po pracownicy “Łabędzia” w ogóle nie było znać, że robi to za geldy i w pełni oddała się zabawie. Nawet jak się zrobiła tak wyuzdana jak we wczorajszej próbce w ciasnej kajucie na “Jutrzence”. A nawet bardziej bo było więcej miejsca a i nie trzeba było się przejmować co załoga sobie pomyśli.
Kasztanowłosa Jutta też mogła pokazać swój temperament. Okazało się, że w za tym kaftanem morskiej barwy i białymi bryczesami, kryje się bardzo namiętna kochanka. Jaka uwielbiała usługiwać swoim partnerom i partnerkom zabaw. Co na początku wieczoru bardzo przypadło do gustu Annice. Zwłaszcza jak Egon i Burgund zabrali się za Adele. Ale potem i tak to się wszystko wymieszało.
Najbardziej barwnym epizodem wczorajszego wieczoru, była wojna na poduszki. Już nawet gladiator nie był pewny która z dziewczyn wystrzeliła tym pomysłem. Chyba jak Annika wsiadła na grzbiet Jutty i kazała jej się wozić. Co Burgund podchwyciła i podobnie dosiadła Adele. Koleżanki zgodnie uznały, że brodacz jest zbyt ciężki aby dosiąść którejś z nich a jako wierzchowiec to dawałby swojej partnerce zbyt dużą przewagę. Za to mógł oceniać kto wygrał to starcie i rozdać nagrody wedle uznania. A nie było to łatwe bo jak poduszki poszły w ruch to po paru chwilach głośnych śmiechów i krzyków, skończyło się czterema naguskami leżącymi na podłodze i śmiejącymi się bez opamiętania. Więc i rano atmosfera była przyjemnie rozleniwiona.
- Co Annika? Od rana gotowa do akcji? - Burgund szukała swojej garderoby ale jak zauwazyła, że czarnowłosa pokojówka, wciąż ma sterczącą zabaweczkę na podbrzuszu, to nie mogła się powstrzymać od kpiącej uwagi.
- Pewnie. - Annika uśmiechnęła się bez skrępowania. - Sama zobacz. - Złapała zaspaną głowę mytniczki i bez ceregieli nakierowała ją na swoje przypinane berło. Juttcie aż oczy wyszły na wierzch z tego zaskoczenia a scena przypominała jedną z tych jakie wczoraj się tu rozgrywały. Na ten widok Adele z Burgund roześmiały się rozbawione. - Szkoda, że u nas nie mogę spać z moją milady. Też bym ją tak budziła. - Westchnęła rozżalona, że ze swoją bretońską szlachcianką, oficjalnie nie może tak się zabawiać. Bo nawet we własnym domu, lady von Mannlieb musiała zachować pozory, że jest bogobojną obywatelką i wierną żoną. A takie raczej nie sypiały w łożu ze swoimi pokojówkami.
W końcu zeszli do głównej izby na śniadanie. Wiele stołów już było obsadzonych. Załogi łodzi, powozów, ich pasażerowie, jedli pierwszy posilek tego dnia. A i przy stole jaki zajął Egon z towarzyszami, po kolei zjawiały się kolejne osoby. Najpierw zjawiła się Astrid. W towarzystwie barona Konrada von Holzbeck. Wyglądali jak para zakochanych. On, potężny, barczysty, o sylwetce wojownika, z mieczem u pasa i pysznym kaftanie w barwach ciemnego błękitu jaki dominował w mieście Białego Wilka. Posturą niczym nie ustępował Silnemu albo obo Skaeligom. Chociaż promieniował bogactwem, pewnościa siebie i szlacheckimi manierami. A skoro był rycerzem i baronem, to zapewne nie podróżował sam, jednak jego świty przy nim nie było. Astrid przy nim wyglądała drobniutko. Ale trzymała się prosto. W bordowej sukni w imperialnym stylu ładnie łączyła norsmenską broszę i zapięcie pasa. I też nosiła miecz u pasa, choć raczej jako oznakę swojej błękitnej krwi bo za wojowniczkę się nie uważała. Oboje jak przeszli przez izbę to zwracali na siebie uwagę. I podeszli prosto do stołu, zajmowanego przez Egona. Córka jarla przeprosiła na chwilę towarzysza i podeszła do gladiatora.
- Tu masz ten list co wczoraj mówiliśmy. Zaadresowałam do Priory bo tylko jej adres znam. I dziękuję ci za ten eliksir wczoraj. Poczułam się po nim dużo lepiej. I mogłam się zająć Konradem jak należy. Ale wiesz, że nie chciał Ingrid? Ojej, dlaczego? No cóż, nie wszyscy są idealni. Poszliśmy do jego pokoju, zamtuza to nawet mu nie proponowałam. A Ingrid odesłałam do Larsa. Konrada poprosiłam aby mnie odporowadził do “Jutrzenki” bo tam mam ochotę zjeść śniadanie. Mam nadzieję, że zdążymy przed tymi Skaeligami to ich na wszelki wypadek tu przytrzymaj. - Blondynka mówiła cicho i śpieszyła się aby jej błękitnokrwisty towarzysz nie miał jej za złe, rozmowy z kolegą jaki nawet nie był szlachcicem. Wręczyła gladiatorowi zalakowany list. Ale zdawała się mieć nutkę żalu, że nie mogła skorzystać z usług tutejszej ladacznicy jaką przecież wczoraj zapłaciła z góry.
Później zszedł Lars z Ingrid u swego boku. Już nie wyglądali tak bogato i okazale jak para szlachciców, ale też widać było, że humory im doskwierają. Topornik jednak bystro rozglądał się po izbie, zanim nie podszedł do stołu przy jakim siedział gladiator.
- Mam nadzieję, przyjacielu, że noc minęła ci równie wspaniale jak nam. - Klepnął ladacznicę w jędrny kuperek a ta zaśmiała się zalotnie.
- Oh dla przyjaciół i wybawców lady van Hansen to bardzo chętnie. - Odparła wesoło. A Norsmen nachylił się do Egona. - Widzę, że tych dwóch dzikusów jeszcze nie ma. Słyszałem, żeście z Silnym niezłego łupnia im dali! - Zaśmiał się chrapliwie z wyraźnej uciechy. - To dobrze. Dobrze, że im pokazaliście, że umiecie walczyć. To zawsze na plus, jak coś z nimi potem negocjować. - Pokiwał głową z uznaniem, że poza satysfakcją uważa taki obrót wypadków za korzystny.
- My idziemy do alkowy - wskazał na jedną z wnęk, gdzie można było zjeść czy spotkać się w bardziej dyskretnym gronie, chociaż symbolicznie odgrodzonym od reszty izby. - Zjemy coś i się pożegnamy. A ja wracam na “Jutrzenkę”. Ha! Żebyś widział jak na mnie patrzyła jak opowiadałem jej jakżeśmy obie milady od orków ratowali! - Zaśmiał się chrapliwie i klepnął kamrata w ramię.
Jutta też przyszła do wspólnego stołu. Widać jeszcze musiała porozmawiać z kolegami po fachu. A jak skończyła to na śniadanie przyszła do swoich kochanków. - Ojej ale jestem połamana. Jakby tabun koni po mnie przebiegł. Co wy żeście wczoraj ze mną robili? - W zabawny sposób sparodiowała starcze marudzenie. Chociaż oczy i utalentowane usta, śmiały jej się w najlepsze. Popatrzyła na zebranych, na Larsa i Ingrid jacy, zdążyli już odejść do alkowy. - A widzieliście Astrid z tym szykownym szlachcicem? Ale jej się bogaty szczupak trafił. - Zaśmiała się, jakby udało jej się dojrzeć norsmeńsko-middelnlandzką parę. - Ale to nie aż tak dziwne. Tu często zajeżdżają szlachcice. Tak z Saltzenmundu jak i Neus Emskrank. Oficjalnie to są na polowaniu. I albo “koń poniesie” albo “pogoda zła” no i tu się zatrzymują. Na obiad albo na kolację ze śniadaniem. Pewnie niektórzy tak. Ale wiadomo, że przyjeżdżają na romanse z kochankami albo ladacznicami. Tak teraz myślę, że lady Froyę to też tu już ze dwa razy widziałam. No ale wiadomo. To taka znaczna milady, że nie ośmieliłam się podejść. Sama wiecie jaką ona ma władczą aurę wokół siebie. - Jedząc kaszę z gulaszem, w luźnym tonie opowiedziała im ciekawostkę związaną z tym zajazdem.
Także Burgund w końcu zjawiła się przy tym samym stole. Usiadła wesoło tuż obok mytniczki i skorzystała z okazji aby dyskretnie i z zaskczenia wsadzić dłoń między jej uda, podrażniając to najwrażliwsze miejsce jakie tam miała. Jutta która właśnie piła z kubka aż się zachłysnęła z zaskoczenia ale jak się nie siedziała tuż obok niej to pewnie trudno było się połapać co się działo między jej udami. A łotrzyca jakby nic zagaiła nowy temat.
- Gadałam z Rolfem. Wiecie, z tym co wczoraj z nim grałam w karty. - Lekko nakreśliła o kogo chodzi. A jej dłoń dalej buszowała przy zapięciu spodni mytniczki. Ta przygryzła wargę aby za bardzo nie zdradzić ich obu i starała się wyglądać, że tylko słucha jej uważnie. Chociaż nieco rozszerzyła swoje smukłe uda aby ułatwić koleżance zadanie.
- No i potem po tej waszej młócce z tymi dwoma to poszłam do tego Rolfa. I go wzięłam na wino i tak dalej. Dlatego wczoraj do apartamentu przyszłam do was później. - Burgund przypomniała, że faktycznie wczoraj musiała już pukać do drzwi gdy towarzystwo już zdążyło się zacząć rozgrzewać do wieczornych zabaw ale jeszcze raczej byli ubrani niż rozebrani.
- No i on wygadał się, że jest paru ludzi do przewiezienia. W górę rzeki. To mu mowię, że jutro, czyli dzisiaj, będziemy tam płynąć bo płyniemy do samej stolicy. To się ucieszył i pytał czy moglibyśmy ich zabrać. Bo oni są w jakiejś wiosce. Kurtwalten. - Ruda spojrzała pytająco na brunetkę ale pod stołem złośliwie przycisnęła ją mocniej w pachwinie więc mytniczka najpierw musiała przełknąć ślinę i odchrząknąć zanim zabrała głos.
- Kurtwallen. To z pół dnia drogi w górę rzeki. Gdzieś w obiad powinniśmy być. To mniej więcej połowa drogi stąd do stolicy. Może trochę bliżej tutaj niż Saltzenmund. - Rzeczna urzędniczka starała się zachować pozory i mówić składnie. Chociaż z bliska widać było, że na gładkich policzkach, zaczynają wychodzić jej rumieńce.
- Może być i Kurtwallen. No to tam jest jego ekipa. I wystarczy im aby ich przerzucić na drugi brzeg rzeki. No to mówię, że może bo nie nasza krypa. Więc trzeba by i tak z Wagnerem gadać. Musiałby zacumować do tego Kurtenwallen i zabrać ich. A wiecie, że on mówił, że cumuje tylko na noc. No chyba, żeby jakiś rzeczny oficer by go do tego skłonił albo jakiś spryciarz. - Łotrzyca mowiła swobodnie, jakby nic niezwykłego się nie działo. Chociaż pod stołem jej dłoń cały czas rozgrzewała Juttę. Na koniec nawet spojrzała na nią i siedzącego obok Egona.
- Ja? No mogłabym. Ale po co? Musiałabym mieć jakiś powód. No i ostatnie słowo na statku ma kapitan albo szyper. U nas to jest Wagner. - Mytniczka przełknęła ślinę ale nadal starała się myśleć racjonalnie.
- Podobno dowodzi nimi piękna kobieta w spodniach. - Rudzielec zabujała brwiami aby to podkreślić. - Z szablą u boku i łukiem. Podobno bardzo wesoła i lubi się zabawić. - Dodała jeszcze na deser, uśmiechając się przy tym krzywo.
- O. Piękna kobieta? Co lubi się zabawić? - Annikę to zainteresowało. Na tyle, że Egon dojrzał jak jej stopa pojawia się między udami mytniczki. To urzędniczkę nieco rozproszyło.
- No i ona ma tam z pół tuzina zbrojnego chłopa. Chyba nam się przydało jakbyśmy jednak trafili na tych piratów no nie? - Dorzuciła jeszcze kolejną ciekawostką jaką się dowiedziała od nowego znajomego z wczoraj. - No ale to by trzeba powiedzieć Rolfowi. On by wtedy popłynął z nami i tam w tym Kurtwellen odnalazł swoich i pogadał z nimi. Czyli i tak na wszystko musiałby się Wagner zgodzić. - Łotrzyca skończyła przedstawiać swoje wieści z wczoraj i dziś. I z satysfakcją z bliska obserwowała jak jej dłoń i stopa Anniki coraz wyraźniej rozgrzewają mytniczkę.
- Robię tak mojej milady. Jak jesteśmy w wannie. To jedyna okazja, że możemy się zamknąć we trzy, jeszcze z Marissą, i tak się pobawić. Moją milady też reaguje podobnie jak ty. - Annika przez szerokość stołu, też miała radochę z podniecenia kasztanowłosej urzędniczki.
Zjawili się także Rune i Silny. Też byli w dobrych nastrojach. I pałaszowali jajecznicę z kaszą i smażonymi rybami z wyraźnym apetytem. Przechwalali się jak to porządnie wychędożyli cycatą ladacznicę jaką im wczoraj Egon zamówił. Burgund zwróciła im uwagę, że skoro wszyscy są z ferajny to chyba dobrze aby chciaż trochę dorzucili się do tych wydatków na wczorajsze ladacznice. Sama w rewanżu zapłaciła za dzisiejsze śniadanie wszystkich i z tego co gladiator widział to chyba tymi fantami co wczoraj w karty wygrała. Łysy zrobil trochę niewyraźną minę ale w końcu sięgnąl do sakiewki i wyłożyl na stół parę monet płacąc kamratowi za te przyjemności z jakich wieczorem wykorzystał. A Rune poszedł w jego ślady. Więc brodacz mógł odzyskać chociaż część monet jakie wczoraj zapłacił za urodziwe dziewki.
Nieco dalej zszedł Theo wraz z Katją, Mirą i swoimi ochroniarzami. Zajęli inny stół. Theo z powodu niskiego wzrostu chyba Egona nie zauważył. Bo dopiero jak usiadł przy stole to chyba któraś z jego sikoreczek zwróciła mu uwagę na gladiatora. Wtedy niziołek pozdrowił go krzycząc jego imię przez całą izbę. A nawet po chwili kelnerka podeszła z dzbanem wina “Od tamtego niziołka, dla jego przyjaciela”.
W końcu zjawili się też obaj Skaeligowie. Astrid już dawno nie było w izbie a Lars siedział z Ingrid przy śniadaniu więc za bardzo w oczy się nie rzucał. A przynajmniej dla Solmunda i Thorstara bo całkiem go zignorowali. I przysiedli się do wspólnego stołu jak przyjaciele. Chociaż tam i tu, było widać na ich twarzach ślady wczorajszej bójki. To nie wyglądali aby Egonowi i Silnemu mieli za złe.
- To mówicie, że wczoraj daliście łupnia orkom? Szkoda, że nas tam nie było. To byście zobaczyli co to znaczy dać łupnia orkom. - Solmund zaśmiał się rubasznie ale widać docinki były częścią jego lub norsmeńskiej natury.

link: https://i.imgur.com/NNF7Z2h.jpeg
- Mam nadzieję, że dzisiaj też na jakichś trafimy. Albo chociaż na tych piratów co wszyscy o nich gadają a nikt ich nie widział. Nudno na tej rzece. - Thorsten też widać wczoraj wieczorem coś zdążył usłyszeć o przygodach eskorty “Jutrzenki”. I trochę jakby zazdrościł takiej walki a trochę i sam za taką tęsknił. Usiedli obok Anniki. Nawet spojrzeli na nią trochę dłużej a na na nich. Jednak nie było widać ani złości, ani sympatii między nimi. Solmund skorzystał z okazji, aby przyjrzeć się jej plecom gdy pochylała się nad talerzem. Ale chyba nie dostrzegł tam nic niezwykłego bo szybko stracił nimi zainteresowanie.
- To mówiliście wczoraj, że szukacie walkirii co was poprowadzi do boju? I jakieś próbie? - Burgund zagaiła z nimi temat.
- Tak. Próbie walki. Czeka na nas gdzieś tam w górze rzeki. Może to ci piraci. A może to już coś w wielkim mieście. Jeszcze nie wiemy. No ale musimy znaleźć tą valkyrję. Ona ma nas poprowadzić do walki. A jeszcze jej nie spotkaliśmy. - Thorsten wydawał się być tym zmartwiony. Nawet bardziej niż wczoraj na świeżo po przegranej walce.
- Tak, aby przepowiednia się spełniła, musimy znaleźć tą valkyrję. Bez tego trudno będzie przejść próbę. - Solmund chociaż wydawał się być bardziej wygadany od swojego towarzysza, to tą sprawę traktował równie poważnie.
- Jak nie wiecie jak ona wygląda i koniecznie ma mieć skrzydła to kiepsko wam wróżę spotkać ją. A to nie chodzi o harpie? One to są kobiety ze skrzydłami. Nawet u nas niedaleko na klifach ponoć robią gniazda. - Burgund starała się dowiedzieć więcej o tych poszukiwaniach.
- No coś ty! My znamy harpie! Harpie to nie valkyrje. - Solmund obruszył się, na taka sugestię.
- Mi się śniło dzisiaj, że nas prowadzi do walki na arenie. Z rozwianymi włosami i okrzykiem takim, że krew sama wrze w żyłach, ślina cieknie do ust a dłoń sama zaciska się w pięść. - Thorsten westchnął z rozrzewnieniem na taki piękny dla niego widok.
- No słyszałam, żeście wczoraj mieli bitkę. I mnie nie zawołaliście. - Annika burknęła i popatrzyła wilkiem na całą czwórkę mężczyzn.
- Ty tańcowałaś z Adele a to samo tak wyszło. - Silny wzruszył ramionami, niezbyt przejmując się wyrzutami koleżanki.
- O tak, Adele była bardzo namiętna. Dobrze Egon, że ją wybrałeś. Potem w nocy też było z nią ciekawie. - Czarnowłosa dokończyła jedzenie z talerza i odłożyła drewnianą łyżkę. - Idę do bardachy. - Mruknęła i wstała od stołu. Ale na chwilę uśmiechnęła się do gladiatora, gdy pochwaliła jego wczorajszy wybór ladacznicy. A potem ruszyła między zatłoczonymi stołami w stronę świątyni dumania.
- A to wasza koleżanka chędoży się z kobietami? - Solmund zapytał patrząc na plecy odchodzącej czarnowłosej, jakby się nad czymś zastanawiał.