Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Pipboy79P

Pipboy79

@Pipboy79

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Informacje
Posty
110
Tematy
5
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79

    @santorine - Oki, jasne, jak coś się ruszy w interesie to dam znać 🙂

    @ketharian - No to przykra sprawa, współczuję.

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79

    @zell

    • Oki, Zell, dzięki za wyjaśnienie, deklarkę i dobre słowo 🙂
    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79
    • No "Kultystów" dało się tak gładko i szybko przenieść, z LI tutaj, że nie sądziłem, że z "Bastionem" będzie inaczej 🙂

    • Czy jest mi stara sesja potrzebna tutaj? Tak ostatecznie to nie. Bo jeśli bym miał ją wznowić to ciąg dalszy tego co tam się działo. Zapewne zrobię nową rekrutę. I start z jakimś strzeszczeniem ocb. I zobaczymy co z tego wyjdzie. Ale jeśli to ma być ciąg dalszy przygód rozgrywanych na LI to miło by było aby tamte przygody też się tutaj znalazły.

    @ketharian

    • Co do opisanego przez Ciebie przykładu to współczuję. Jak ktoś wyraźnie zaznaczy, że nie życzy sobie na branie udziału w dalszej przygodzie to nie. Jak chce sobie zastrzec aby nie używać jego/jej własności intelektualnej czyli postów jasne, jak się da to technicznie zrobić to można to wykasować. Ale kasować całą sesję? No to kuriozum gdy ktoś kto już nie gra i nie chce grać ma sprawczość wyższą niż ci co zostali w tej sesji i chcą grać. Do tego są w naszych sesjach forumowe efemerydy co piszą k6 postów i znikają z sesji albo nawet z forum. Nie przejawiają zadnego zainteresowania tą sesją nawet jeśli trwa ona jeszcze długo po ich odejściu. I nagle one mają mieć większą sprawczość od osób co dalej grają w tą sesję?

    • Ale na razie to widzę wątek się zrobił prawno-roboczą rozmówką o zasadach przenoszenia sesji z LI tutaj a o samej propozycji grania w Bastion to na razie cisza 🙂
    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79

    No to chyba można wykasować posty tej jednej osoby co nie chcę grać w tą sesję i nie chce aby używano jej postów. Przecież jak się reaktywuje sesję albo przenosi z LI to może byź czas w latach od jej zawieszenia na LI. A znikający z forum gracze to plaga naszych sesji. Fizycznie może nie być kontaktu z taką osobą. Ja np. nie mam kontaktu z tym Markiem. To bez jego zgody to całej sesji nie da się przekleić na nowe forum?

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79

    Nie wiem czy ja dobrze to rozumiem. Ale tak dla przykładu. Jeśli jakiś MG, chciałby po 10 latach, wskrzesić jakąś swoją starą sesję, a na 4 graczy, 1 dał 1 post i zniknął z forum. To nie da się przenieść tamtej sesji bo ten 1 gracz nie wyraził zgody na reaktywację sesji?

    Z Bastionu mam kontakt z Mirkiem i mam od niego zgodę i chęć kontynuacji. Marek jak odszedł z sesji w 2023 nie mam z nim kontaktu. Nie kojarzę aby na LI grał w jakiejś innej sesji. Do Dekarysa i Cioldana napiszę pw. P cichu zakładam, że to ci sami gracze co na LI.

    Sondy

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    Pipboy79P Pipboy79

    Siemka 🙂

    • Dumam nad otworzeniem nowej sesji na tym forum. I z paru propozycji wyszło mi, że chętnie bym wrócił do wznowienia sesji młotka jeszcze z LI. Czyli sesja co tam nazywała się "Bastion 2521". Sesja wojenno-militarna w realiach Burzy Chaosu w uniwersum Warhammer 2-ed.

    • Co do mechy to moja konwersja zasad, zwana przeze mnie "mechaniką bastionową" jaka jest omówiona tutaj: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    • Co do klimatów to wojenna kampania w czasie Burzy Chaosu. BG wcielają się w rolę żołnierzy z regimentu hrabiego von Falkenhorsta. Ludzie hrabiego prowadzili rekrutację w Lenkster. Ostlandzkim zamku na pograniczu z Hochlandem. I wszyscy BG z tamtej sesji byli takimi ochotnikami.

    • Wznowienie dlatego, że chciałbym zacząć mniej więcej od momentu gdy sesja była zawieszona. I myślę o przeniesieniu tamtej sesji z LI na to forum. Mam nadzieję, że to da się zrobić i nikt nie ma nic przeciwko. Gdyby pojawili się nowi gracze i BG to też by zaczynali od tego momentu.


    • Na razie chyba tyle. Jeśli ktoś ma jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać 🙂
    Sondy

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, to z racji tego jak wygląda sytuacja w scenkach to przedłużam turę aby je na spokojnie pokończyć. Termin do następnego pt (04.24).

    • Co do aktualnych scenek to chronologicznie wygląda to tak:

    Egon - popołudnie ok 15:00 - 16:00
    pozostała trójka przedpołudnie ok 09:00 - 10:00 (ok 9 rano skończyła się msza)

    Ogólnie to w tej turze chciałbym wyrównać chronologię bo o ile rozdzielność miejsca nie jest dla mnie problemem to większa rozdzielność czasu mocno utrudnia prowadzenie czasoprzestrzeni gry.

    I w ogóle jak ktoś ma już pokończone scenki to może je przerzucić w sesję aby rozładować doc.

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 73 - 2519.07.27; fst; ranek

    • Oki, to mój misiowy post jest 🙂 To termin na odpis powiedzmy do pt. 04.17.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)
    Marcus 12/12 (zdrowy)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 20 PD za scenkę z naradą w grobowcu

    Egon 10 PD za złapanie jeńca dla Gonsara

    Egon 30 PD za ożywienie Gonsara Półokiego

    Egon 10 PD za decyzyjność w sali sarkofagu

    Egon 20 PD za odnalezienie trupiego tronu i usadzenie tam Gonsara

    Egon 10 PD za wzięcie szepczącego kolczyka

    Heinrich 10 PD za terminowy post

    Heinrich 20 PD za scenkę rozmowy z Tobiasem

    Heinrich 10 PD za zdobycie info o Petrze

    Heinrich 10 PD za próbę łagodzenia napięć między frakcjami

    Heinrich 5 PD za ploty od swoich ludzi

    Marcus 10 PD za terminowy post

    Marcus 15 PD za rozmowę z Nadią

    Marcus 10 PD za rozmowę z Hansem

    Marcus 10 PD za rozmowę z Knutem

    Marcus 5 PD za rozmowę z Hermanem

    Marcus 5 PD za rozmowę z Borisem

    Otto 10 PD za terminowy post

    Otto 30 PD za dużą scenkę z lady Odette

    Otto 10 PD za zostanie impresario rozrywki lady Odette

    Otto 5 PD za scenę z przeorem w hospicjum

    Otto 5 PD za rozmowę z Gregiem

    Otto 5 PD za zdobycie info o pierścieniu z oczami

    Otto 20 PD za scenkę u Teofano

    Otto 5 PD za pomoc w porodzie Margo

    Otto 10 PD za scenkę z Dorną w aptece

    Otto 5 PD za pomoc Dornie w kontaktach z wieśniaczkami na piętrze

    Otto 20 PD za scenę w koleżankami w garderobie lady Odette

    Otto 2425 + 125 = 2550 PD
    Egon 1435 + 110 = 1545 PD
    Heinrich 980 + 55 = 1035 PD
    Marcus 50 + 55 = 105 PD

    Oki, to w tej turze zaczął się nowy dzien. Jest to poranek w Festag czyli dzień światynny. Poza Egonem co jest poza miastem, reszta BG brała udział w porannej mszy w świątyni Mananna.

    Msza trwa od 1 h, mniej więcej od 8 do 9 dzwonu.

    Podczas mszy głównym prowadzącym jest ojciec Absalon (kapłan Mananna) a gościnnie występuję matka Somnium (kapłanka Morra). Główną wykonawczynią pieśni jest lady Odette + chór.

    Ogólnie na mszy są tłumy. Więc wspomniani BN na niej lub tuż po, nie wyczerpują limitu. Jeśli kogos interesuje konkretny BN co go nie ma w scenkach to dajcie znać o kogo biega.

    Po mszy każdy z BG spotyka kogoś znajomego i ma okazję do interakcji. Te pogadychy/plotki po mszy zwykle trwają z parę pacierzy. Ale to dla większości wiernych i mowię to dla orientacji.

    @Egon

    • Egon budzi się rano w obozie na skraju lasu i mokradeł. Czyli pi x oko tam gdzie wcześniej czekali Silny, Rune i Raisa. W nocy miał sen. Po przebudzeniu jest okazja pogadać podczas zwijania obozu.

    • Potem jest scenka na brzegu morza. Mniej wiecej parę pacierzy później, wciąż jest ranek. Lady Soria zamierza odpłynąc w morskie odmęty i żegna się z grupą. Też jest okazja z nią lub grupą porozmawiać.


    • Oki, chyba tyle ode mnie na ten moment. Jak jakieś pytania czy coś jest iejasne to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, mój misiowy post jest ale komenty to zrobię w dzień jak wrocę z arbeit 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 73 - 2519.07.27; fst; ranek

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Świątynna, świątynia Mananna
    Czas: 2519.07.27; Festag; ranek
    Warunki: półmrok, chłodno, msza ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; sła.wiatr; ziąb (0)

    Msza w świątyni Mananna (Heinrich, Marcus, Otto)

    Ludowa mądrość mówiła, że kim by się nie było i co nie robiło przez cały tydzień, to i tak się wszyscy spotykają w Festag na mszy. To wydawało się dość trafne powiedzenie gdy się patrzyło na pełne ławki w największej i najpopularniejszej świątyni w mieście. Tu, nad brzegem smaganego wichrami Morza Szponów, była to oczywiście świątynia boskiego patrona mórz i oceanów. Wszelkie inne świątynie w Neus Emskrank były mniejsze i skromniejsze. Niecały wiek temu, miasto wybudowano jako wielki, imperialny projekt otwarcia wielkiego portu morskiego. Jako alternatywy dla Marienburga na zachodzie i Erengradu na wschodzie. Ale wyszedł z tego wielki skandal i niewiele więcej. Obecnie port co prawda funkcjonował ale był ledwo zauważalnym okruchem w porównaniu do tych dwóch wielkich portów na przeciwległych krańcach burzliwego morza. Większość budynków od dekad stała pusta stąd miasto był anomalią do zatłoczonych miast w innych rejonach świata. Tutaj, żartowano, że w mieście jest więcej domów niż mieszkańców. A wielu z nich, co tydzień spotykało się w Festag w największej świątyni. To był dzień świątynny, wolny od codziennego znoju, aby śmiertelnicy mogli w pełni oddać cześć bogom i odpocząć przed kolejnym tygodniem pracy. Był to cotygodniowy mały festyn gdy nawet ubodzy mieszczanie wyciągali z szaf odświętne ubrania aby tak przed ludźmi jak i bogami, pokazać się z jak najlepszej strony.

    Msza w świątyni jak w soczewce ogniskowała hierarchię społeczną. W pierwszych rzędach siedziała elita tego miasta. Najznaczniejsze rody szlacheckie jak von Zee czy van Hansen, rektor Akademii Morskiej oraz ci najznaczniejsi z rady miejskiej, gildii czy kleru. Obecnie było też kilkoro znaczniejszych gości przybyłych na turniej. Za nimi ta mniej znacząca szlachta, ważniejsi kupcy, sławniejsi kapitanowie statków, szlachetnie urodzeni profesorowie szkoły morskiej, bogatsi kupcy. Tutaj dało się dostrzec lady Fabienne von Manlieb czy Benitę von Hohenfels z mężem. Nieco za nimi była Pirora van Dyke która była na tyle nowa w mieście, że chociaż zdołała zaistniec w błękitnokrwistym towarzystwie to jednak bez bogatej rodziny i tradycji z tych okolic, trudno jej było się przebić do przednich ławek. Jeszcze rząd czy dwa za nią pokornie siedział Hubert Gruber ze swoją grubą małżonka i gromadka pulchnych dzieci. A niedaleko także Tobias, Marcus z Nadią, Heinrich i Joachim albo rodzina Lebkuchenów. Nawet Adrienne z archiwum ratusza. Stała razem ze swoimi rodzicami. Bez nazwisk rodowych, koneksji wśród śmietanki towarzyskiej, włości ziemskich i majątków drogę do wyżyn społecznych mieli mocno utrudnioną. Przynajmniej jeśli patrzeć na to oficjalnie, z pryzmatu świątynnych ławek. To co łączyło ich z co niektórymi przedstawicielami śmietanki towarzyskiej miasta towarzysko czy sekretnie, to nawet nie powinno było ujrzeć światła dziennego, zwłaszcza w świątyni i pod okiem wścibskich kapłanów. Jeszcze za nimi była szara masa zwykłych urzędników, rzemieślników, rybaków, dokerów, nawet paru chłopów z okolicznych wiosek co zdążyli przybyć na poranną mszę. Kto wie, może nawet już wieczorem koczowali pod bramami miasta albo w izbie zbiorowej jakiejś karczmy. Gdzieś wśród nich był Otto. Jako ubogi mnich z dobroczynnego hospicjum bezczelnością z jego strony byłoby przepychać się do przednich ławek gdzie zasiadali godniejsi od niego.

    Msza wymagała godności i powagi. Jednak zanim na dobre się zaczęła dały się słyszeć szepty i pytania. “A dzisiaj też będzie?”, “A jeszcze jest w mieście?”, “A nie wyjechała?”. Widać było, że występ Słowika Północy z zeszłego tygodnia, powszechnie zapadł w pamięć. I przełamywał tą codzienna rutynę. Nie co dzień miasto miało okazję gościć tak znamienitą osobę. A jeśli już to o ile nie było to związane z festynem czy turniejem gdzie tłuszcza miejska mogła ujrzeć kogoś takiego na własne oczy, to takie znakomitości gościły w zbyt wysokich i wyperfumowanych progach aby jakiś rzemieślnik czy robotnik mógł w ogóle o niej wiedzieć. Tym razem było inaczej bo lady Odette von Treskow, zwana Słowikiem Północy, tydzień temu dała wspaniały popis swoich sławnych możliwości jako diwa i pieśniarka. Całe miasto mogło ją oglądać i słuchać chociaż na chwilę. I wszystkich urzekła swoim głosem i urodą. Więc i dzisiaj przed mszą ludzie zastnawiali się czy też tak uświetni mszę. Wydawało się, że nawet młoda morrytka, tajemnicza, bladolica matka Somnium, wywołuje już mniejsze emocje niż sławna diwa.

    Ta nie zawiodła oczekiwań widowni. Wyszła z zakrystii gdy przyszła pora psalmów i zaśpiewała “Ave Manann”. Głos miała potężny i czysty jak górski kryształ. Zdawało się, że ściany świątyni zostały stworzone aby rezonansować i wzmacniać taki właśnie głos. Nawet chór śpiewał wyraźnie lepiej niż ostatnio. Widać było, że ten tydzień pracy jaki diwa włożyła w jego trening przyniósł efekty albo stała się dla nich żywą inspiracją. Wierni mieli łzy wzruszenia w oczach, kiwali głowami dawali z siebie co się dało aby śpiewać razem za swoją liderką. Nawet surowy zwykle ojciec Absalon, wydawał się złagodnieć na twarzy gdy młoda śpiewaczka o miodowych włosach skończyła swoją pieśń. A aktorka nawet strojem dopasowała się do mszy. Miała na sobie prostą suknię w morskich kolorach i jedyną ozdobą wydawała się być srebrna brosza i kolczyki ale była zbyt daleko aby zobaczyć więcej detali.
    - Dawno nie słyszałem tak pięknego wykonania tej pieśni. - Ponury kapłan morskiego boga podziękował milady za ten występ. I musiał odchrząknąć aby zebrać się w sobie i prowadzić właściwą część mszy. Uczył o tym jak jego boski patron potrafi się gniewać a już na pewno gdy wierni pozwalają aby obrabować jego świątynię. Bo przecież te wszystkie precjoza są nie dla uciechy kapłanów ale są poświęcone bogu, na utrzymanie świątyni, wierni, wspomaganie sierot po rybakach i marynarzach. Więc ci zbrodniarze i świętokradcy co ośmielili się podnieść rękę na świątynie zapłacą za to po stukroć i nie będą mogli liczyć na litość Absalona skoro okradają jego boskiego patrona i jego wiernych.
    - Wysłałem list do Salzenmunda i Marienburga. Skoro mamy tak niespokojne czasy, że nawet świątynie bogobojnych ludzi nie są bezpieczne. To poprosiłem o pomoc. I radujcie się bracia i siostry! Nasi bracia w wierze nie zostawili nas samych! I obiecali nas wspomóc w tej godzinie próby! Wielka Świątynia Mananna w Marienburgu obiecała przysłać do nas swoich strażników aby wesprzeć nasze zbrojne ramię! A władze w naszej stolicy śledczych jacy pomogą schwytać sprawców! - Obwieścił wiernym radosne nowiny. I w większości przywitano to z radością. Mało rozsądnym było okazywanie braki entuzjazmu do ścigania i karania świętokradców. Ale zerkano w kierunku władz ratusza jacy do tej pory odpowiadali za śledztwo. Właściwie słowa kapłana oznaczały ograniczone zaufanie jakie do nich miał. Lub działał pod wpływem gniewu i emocji. W przypadku brata Absalona znanego ze swojego radykalizmy i trudnego charakteru, obie możliwości wydawały się być równie prawdopodobne. Zresztą nie wykluczały się wzajemnie. Później surowy kapłan ustąpił miejsca swojej młodszej, bladolicej koleżance. Matka Somnium zajęła jego miejsce. Wydawała się młoda, krucha i delikatna. Jak wiotka trzcina, zwłaszcza jak była blisko muskularnego, ogorzałego od morskiej soli i wiatru kapłana morskiego boga. Bardziej szło uwierzyć, że jest dopiero akolitką niż pełnoprawną kapłanką. Ale jednak otaczał ją nimb mistycyzmu jaki sprawiał, ze trudno ją było zignorować.

    • Ostatnio spada na nasze miasto ciąg ciosów. Nasi boscy patroni poddają nas próbie. My, morryci, bez względu na wszystko, dalej zapewniamy posługę i przeprowadzamy wszystkich do bram Morra. Ale nasz Kruczy Pan, jest także patronem snów. A ostatnio wiele naszych sióstr i braci skarży się na dziwne sny. Przyznam, że są one niepokojące. A jest ich zbyt wiele aby uznać je za przypadek czy wariactwo jednej albo paru osób. Choćby baron Wirsberg. Tydzień temu w sennym widzie na gwałt wyjechał z miasta w las i do tej pory go nie odnaleziono. Nie wszystkie przypadki są tak spektakularne ale świadczą, że mrok zbliża się do naszego miasta. Z każdą nocą jest trochę bliżej. Widziałam to jak cztery chmury co się zbliżają z czterech stron świata. Każda trochę inna ale wszystkie są dla nas zagrożeniem. To co wszyscy widzimy co się dzieje w świątyniach, na ulicach, w mieście to tylko objaw tego zagrożenie. Musimy być czujni i pokładać wiarę w dobrych bogach i kapłanach. Ostatniej nocy miałam sen. O tym, że w trzewiach ziemi, przebudziło się coś pradawnego. I nie jest to przyjaciel dobrych ludzi. Uważajcie na siebie moi bracia i siostry, bądźcie czujni na objawy zepsucia i zgnilizny. A jeśli coś takiego dojrzycie nie czekajcie! Zawiadomcie mnie lub brata Absolona. Straż miejską. Kogokolwiek. Pamiętajcie, że bierność jest współudziałem. - Bladolica kapłanka mówiła z troską i obawą. Ale jednak jej głos potrafił być czysty i mocny. Jej słowa poruszyły wiernych. Zerkali po sobie, niektórzy kiwali głowami lub mieli zamyślony wyraz twarzy. A ona w tym czasie odeszła od mównicy. A ojciec Absalon znów zabrał głos i dokończył mszę. Wszystkich zastanowiło, że wspomniał, że za dwa tygodnie obchodzą święto Pierwszego Kamienia. Czyli tradycyjną datę rozpoczęcia budowy miasta. Co roku był festyn z tej okazji. Czyżby to oznaczało, że w tym roku też? Czy żałoba po księżnej-matce okaże się silniejsza? Kapłan tego już nie powiedział więc oba domysły wydawały się być równie prawdopodobne. Miały swoich zwolenników i przeciwników. Wiadomo było, że żałobę ogłosiły władze prowincji więc lokalne nie mogły jej samoistnie odwołać. Ale kto wie? Może wystarają się o dyspensę? A może wiedzą już kiedy się skończy?

    ---

    Po mszy jak zwykle wierni wylegli na dziedziniec świątynny. To była tradycyjna okazja aby się spotkać, porozmawiać z członkami dalszej rodziny czy kimś kogo się nie widziało przez cały tydzień. Wymienić się pozdrowieniami i plotkami co się u kogo działo od ostatniego spotkania czy umówić się na coś. Można było tez kupić święte obrazki, wisiorki i inne odpusty. Ale też zobaczyć z bliska diwę co tak pięknie śpiewała. Oczywiście jak ktoś miał tyle samozaparcia aby się przepchać przez tłum. Wiele osób bowiem chciało chocaż przez chwilę zobaczyć ją z kilku kroków. Ona zaś wcale nie śpieszyła się do bramy. Śmiało rozmawiała z różnymi osobistościami tego miasta lub ich zacnymi gośćmi co przyjechali na turniej. Blisko niej trzymała się Kamila van Zee, dorodna córka kapitana portu o nietypowo ciemnej karnacji wskazującej na domieszkę krwi z dalekich, egzotycznych krain. To nie było dziwne bo jej ojciec. Gert von Zee, za młody był śmiałym kapitanem który pływał w bardzo dalekie rejsy. I z nich przywiózł młodą, atrakcyjną żonę o nietypowej w Imperium karnacji. Chociaż podobno zmarła ona dawno temu jednak urodą jej córka ją miała bardzo przypominać. Obecnie zaś lady Kamila milcząco pławiła się w swoim sukcesie. Bo von Treskow wcale nie ukrywała, że przyjechała tu z Salzenmundu specjalnie na jej zaproszenie. I właśnie rodzina van Zee udzieliła jej gościny na czas pobytu.
    Obecnie widać było jak jakiś szlachcic stara się zaprosić sławną diwę do siebie, inny pochwalił się, że miał okazję podziwiać ją w salzenmunskiej operze, jakaś milady, że była na jej koncercie w marienburskim Grosses Theater. Wydawało sie, że czy tutejsi czy zagraniczni możni są wielbicielami talentu, wdzięku i urody młodej śpiewaczki. A opinia skandalistki wdającej się w liczne romanse wcale im nie przeszkadza.

    |-Heinrich i plotki-|

    Gdy wczoraj Heinrich wrócił od Tobiasa, dał znać swoim podwładnym, że jest łaskaw posłuchać ich plotek. Kurta zastał jeszcze wczoraj. Mężczyzna wydawał się w pierwszej chwili zdziwiony prośbą swojego pana. Ale w końcu zaczął coś mówić. Większość z tych jego opowieści wydawała się błacha i nie związana ani ze snami od Sióstr ani sprawami kultu. Ktoś tam się pobił z kimś w karczmie, inny z powodów długów się powiesił, tam jakiś inny sprał i wyrzucił na bruk niewierną żonę. Inny gadał, że wie od znajomego rybaka, że na nabrzeżu widział jakieś dziwne stwory. Takie ani to ludzie ani potwory. Trochę jak żaboludzie albo kraboludzie. Tu trochę się opowieść rozjeżdżała z jakim morskim gatunkiem miała to być domieszka ale coś takiego groźnego, ohydnego i morskiego na dwóch nogach. Ot, codzienna rutyna w mieście. Ale w “Kwarcie” pojawiła się nowa najemniczka i łowczyni nagród. Ładna. I spoza miasta bo nikt jej nie zna. Znajomi Kurta zastanawiali się po co tu przyjechała. Niby pyta o jakieś zlecenia ale żadnego nie bierze. Więc dumają, że albo jeszcze ją sakiewka za gardło nie ciśnie albo czeka na jakieś konkretne zlecenie. No i smukła, gładka i w ogóle dziewczyna - malina. I twarda babka, podobno jak jeden z wojaków złapał ją za tyłek to tak mu dała w pysk, że aż na podłogę poleciał. Za to bardzo miła jest dla kelnerek. I to się ostatnio przebiło z codziennej rutyny.
    Ilse przyszła dziś rano aby pomóc panu wyszykować się na mszę no i śniadanie zrobić aby na głodnego nie szedł. Jej wcale za język nie trzeba było ciągnąć. Jak tylko zorientowała się, że tym razem pan chce jej słuchać to gdy kroiła, parzyła, podawała do stołu albo wyjmowała ubranie z szafy to gadała jak najęta. Większości też były to głupstwa. Ot sklep gdzie zwykle kupowała mydło na pranie zbankrutował więc biadoliła jakie to trudne czasy i gdzie ona teraz będzie kupować to mydło na pranie. Chyba przesadzała bo przecież był to codzienny produkt jaki można było kupić na każdym rogu. Kolega z jakim wychowywała się na ulicy dostał się na pomocnika piekarza. To dobrze, dobrze. Przecież to dobra i pewna praca bo chleba wszyscy potrzebują. Syn innej zamustrował się na statek. Wiadomo, trudno w tym mieście o dobry zarobek dla zwykłych ludzi a marynarz dawał szansę na taki. Ale to przecież taki niebezpieczny zawód. Szkoda chłopaka, nie wiadomo czy w ogóle wróci z tego morza. A największy dziw to było jak sprzątała u tej milady z banku. Znaczy nie była szlachcianką ale miały taką różnicę w bogactwie i statusie, że Ilse w praktyce i tak traktowała ją jakby była. No więc jak u niej sprzątała sypialnię to niechcący przewróciła pudło pod łóżkiem. No i tam były rzeczy dla uprzyjemniania samotności kobietom. Ilse aż się zarumieniła gdy o tym wspomniała i dodała od razu, że ona sama nie używa nic tak sprośnego. No ale jeden przedmiot przykuł jej uwagę bo wyglądał jak jakiś czerw albo robak. Taki brązowy i nie ruszał się. Ale Ilse bała się go dotknąć więc tylko szybko kapciem wturlała to wszystko z powrotem do pudła i odłożyła na miejsce. I ma nadzieję, że pani nie pozna się, że jej tam zaglądała. Trochę się obawiała, że jednak tak ale to będzie u niej ponownie dopiero po Festag.

    |-Heinrich i Pirora-|

    Heinrich gdy pokuśtykał na zewnątrz znalazł się na dziedzińcu świątynnym. Też zdarzyło mu się dojrzeć przez ten tłum ramion i głów, teatralną diwę. Już lepiej ją widział na mszy gdy tak pięknie śpiewała spod morskiego ołtarza. A najlepiej jak przez moment minęła go gdy wychodziła z kościoła. Wtedy dzieliło ich tylko kilka kroków. Dzisiaj jak była czysta, w skromnej ale eleganckiej sukni prezentowała się godnie i dumnie. Perła w koronie dam jakie dziś przyszły na mszę w swoich drogich sukniach. Trudno było uwierzyć, że to ta sama kobieta z którą były łowca czarownic rozmawiał przy Zachodnich Kamieniach dwie noce temu. Wtedy była całkiem naga i splugawiona lepkimi, brudnymi śladami orgii z wszetecznymi zwierzoludźmi. A widział ją wówczas z bliższej odleści niż teraz. Konstrast wydawał się być oszałamiający. Teraz w świetle dnia, w rześkim, morskim powietrzu, można by myśleć, że to dwie, całkiem różne osoby.
    - A tu jesteś Heinrichu. Bałam się, że cię nie złapię w tym tłumie. - Z zamyślenia wyrwał go młody, kobiecy głos. Jak się odwrócił dojrzał Pirorę. Ucieszyła się gdy go znalazła. I nie traciła czasu. - Jeśli byś miał ochotę to jesteś zaproszony do mnie na psalmy żałobne. Niekoniecznie w aktywnej formie, samo uczestnictwo też będzie mile widziane. - Uśmiechnęła się delikatnie dając znać, że go zaprasza ale nie zmusza. Zapewne pamiętała, że podobnie jak ona, podczas zabaw przy Zachodnich Kamieniach, wolał oszczędzić sobie bezpośrednich zabaw. - No i lady Soria z nami rozmawiała o tobie i Petrze von Schneider. Przed odjazdem poprosiła nas abyśmy pomogły wam się spotkać. Zaprosiłam Petrę do mnie i zgodziła się przyjść. Dlatego dziś nie będę mogła uczestniczyć w psalmach w pełni. Jeśli byś miał ochotę się z nią spotkać to zapraszam. Jeśli nie to powiedz kiedy ci pasuje i postaram się ją umówić ale niczego nie obiecuję. - Mówiła szybko i przyciszonym głosem. A i tak starała się nie wypowiadać zbyt kompromitujących szczegółów. Zapewne spieszyła się aby jako gospodyni owych psotnych psalmów, wrócić do domu jako pierwsza.

    |-Heinrich i garncarka-|

    - Pochwalony sąsiedzie. - Wydawało się, że dopiero co Pirora odeszła mieszając się z tłumem a znów usłyszał kobiecy głos. Tym razem okazało się, że to ta garncarka z naprzeciwka. Dziś miała na sobie lepszą, choć wciąż dość prostą suknię. I bez plam gliny na niej na rękach. Bez śladów glinianych czerwi jakie sunęły po niej w jego śnie. Tylko uśmiech miała ten sam. Psotny i krnąbrny. Widząc, że ją zauważył odezwała się ponownie.
    - Wczoraj umówiliśmy się na dzisiaj z tym odbiorem misy. Ale oboje zapomnieliśmy, że dziś jest Festag. Więc wszystko jest zamknięte, mój warsztat też. - Przypomniała mu ich rozmowę z wczorajszego poranka. - W każdym razie zrobiłam ci tą misę sąsiedzie. Wsadziłam do pieca i wypaliłam. Dziś powinna już być gotowa. Jak chcesz to jutro możesz po nią przyjść. Bo dziś to mam zamknięte. Nikogo nie będzie w warsztacie. No chyba, żebyś sąsiedzie zadzwonił. No to bym mogła zejść i ci dać. Bo co te robaki będą stać takie nieużywane nie? - Patrzyła na niego leniwym wzrokiem. I oczywiście miała rację. Zapomnieli, że dziś Festag i nawet jak zdążyła wczoraj zrobić tą misę to dziś nie wypadało jej otwierać warsztatu. Ale widocznie była skłonna przymknąć oko jeśli by akurat on tam dzisiaj przyszedł. Jeśli mieszkała gdzieś nad warsztatem to faktycznie mogła dość szybko zejść i mu otworzyć.

    |-Marcus, Nadia i Herman-|

    Gdy przyszedł z samego rana po Nadię to ta była już prawie gotowa do wyjścia. Ucieszyła się, że przyszedł. Objęła go i cmoknęła w policzek na przywitanie. Jeszcze kilka ostatnich poprawek, płaszcz i mogli wychodzić. Na mszę się nie spóźnili ale i tak było gęsto. Co prawda ta największa świątynia w Neus Emskrank, mogłaby być ledwo przedsionkiem do tych najwspanialszych w Altdorfie no ale pewnie całe to miasto mogłoby się zmieścić w jednej z dzielnic imperialnej stolicy a mieszkańcy pewnie w jednym jej kwartale.
    W świątyni odkrył, że wiele się nie zmieniło. I chociaż ubrał się godnie jak należy to dalej było to zbyt skromnie aby przeć do przednich ławek. Zajął gdzieś miejsce po środku. Nadia i tak promieniowała z dumy bo jako skromna urzędniczka z ratusza zwykle siadała dobre parę rzędów z tyłu. Dla niej to i tak był symboliczny awans społeczny w przeliczeniu na ten ławkowy prestiż.
    Później zaczęła się msza. Miał okazję ujrzeć ową Słowik Północy. Co prawda bez detali ale dało się dostrzec, że ma ładną, smukłą sylwetkę i porusza się z płynnością tancerki. Zresztą widział, że wzbudza ona powszechne zainteresowanie. Nadia też dyskretnie wychyliła głowę aby ją lepiej zobaczyć. Zaś śpiew diwy był oszałamiający. Zapewne nawet w altdorfskiej operze czy na deskach tamtego teatru też by się odnalazła. Ale nieco bliżej tą ją widział tylko przez chwilę, gdy już po mszy, wychodziła głową nawą w kierunku wyjścia. Wtedy dojrzał jej młodą, regularną twarz, pełny biust i zgrabną kibić. Jakby mimochodem zarejestrował, że obok niej szła Kamila van Zee oraz jej ojciec. Ale szybko przeszła obok i jakby stanowiła czoło procesji. Dopiero jak ich minęła, ludzie z ławek wychodzili i też szli w kierunku wyjścia.
    Oprócz tego dostrzegł na mszy parę znajomych twarzy. Nawet dyskretnie go pozdrowili skinieniem głowy czy spojrzeniem. Zwykle wydawało mu się, że dostrzega zdziwienie na ich twarzach. W końcu bez ostrzeżenia wrócił do miasta po prawie roku nieobecności. Knuta czy Hansa też dostrzegł ale zajmowali zbyt odległe miejsca aby porozmawiać. Zresztą msza nie była od tego. Można było liczyć, że po niej będzie okazja zamienić z kimś ze dwa słowa chociaż.

    • O, zobacz, jest Herman. - Gdy wyszli po mszy na dziedziniec świątynny wmieszali się w barwny, rozgadany tłum. Nie było sensu się przepychać na siłę. Zresztą ludziom na pewnym poziomie nawet nie wypadało. Wydawało się, że to diwa o miodowych włosach, w naturalny sposób kumuluje na sobie uwagę wiernych. Trudno było się tam dopchać przez tą ciżbę. Niektóre dzieciaki stawały na skrzynkach i beczkach aby zobaczyć coś ponad głowami dorosłych. Nadia też się zastanawiała na głos czy aby nie udało im się tam podejść i chociaż rzucić okiem na sławną aktorkę. Ale w pewnym momencie pociągnęła za rękę Marcusa aby wskazać mu na jakiegoś mężczyznę. Miał na sobie wielki, granatowy beret z jeszcze większym i piękniejszym pawim piórem. Widać było, że wielmoża choć pewnie nie szlachcic. I był z jakąś podobnie mu wystrojoną kobietą, pewnie żoną. Dopiero jak się odwrócił nieco bocznym profilem, ekonom poznał, że to Herman Schuster. Miał zamiar odwiedzić go jutro w ratuszu. Ale spotkali się już dzisiaj. W tym tłumie to zaraz Schusterowie mogli wpaść na niego a równie dobrze tłum mógł ich rozdzielić, że się już dziś nie spotkają.
      Wczoraj pod wieczór Hans faktycznie przysłał mu listę swoich winnych towarów. Było tego sporo. Jakby naprawdę zrobił zakupy na obsługę znaczących gości turnieju. Najwięcej różnych bretońskich i averlandzkich win. Ale też sporadycznie mocniejsza bretońska brandy, reiklandzkie nalewki, ostlandzka miodówka i kislevskie miody. Nic dziwnego, że tak się wściekał na żałobę. Bez festynu pewnie też w końcu sprzeda tak interesujący towar ale nie będzie miał tak szybkiego i dużego zysku jak podczas festynu.

    |-Marcus, Nadia i Łasica-|

    - Oh, przepraszam! - Jakaś dziewka potknęła się i wpadła na nich oboje. Odruchowo on i Nadia złapali ją aby nie upadła do końca. Zresztą wtedy groziłoby im, że całą trójką przewrócili się na brudne, kocie łby dziedzińca. A tak, to udało im się uniknąć tej małej katastrofy. Gdy we trójkę się wyprostowali dziewczyna na chwilę obdarzyła ich ciepłym, życzliwym uśmiechem wdzięczności. - Dziękuję państwu. Niech wam bogowie w lędźwiach i brzuchach wynagrodzą. - Powiedziała do nich życzliwie i odeszła w tłum.
    - Chyba wzięła nas za parę. - Nadia uśmiechnęła się nieco zakłopotana. Powiedzonko było znane i życzliwe, choć dość frywolne i raczej niskich lotów. Zwykle tak matrony i ciotki mówiły do młodszego pokolenia gdy im dobrze życzyły na przyszłość. Na salonach raczej nie należało się go spodziewać. Marcus jednak w ostatniej chwili rozpoznał w tej dziewczynie Łasicę. Nic dziwnego. Przecież łotrzyca była zawodową oszustką jaka potrafiła się wcielać w różne role. Teraz była ubrana jak skromna mieszczka, w grzecznym, białym czepku na głowie. Nie zdążył już zapobiec zanim odeszła. Ale po chwili zorientował się, że pewnie nie przypadkiem na niego wpadła. Bo teraz szła równolegle do nich parę rzędów ludzi między nimi. Celowo aby ją zauważył. I posyłała mu bezczelny, ironiczny uśmieszek jaki już bardziej pasował do dziewczyny z ferajny niż ten biały czepek i suknia córki rzemieślnika czy sprzedawcy. Gdy się złapali spojrzeniami skinęła głową w bok. Czyli chciała gdzieś pogadać ale bez zbędnych świadków spoza ich spiskowej rodziny.

    |-Otto i Teofano-|

    Mnich zdążył już wyjść ze świątyni. Wmieszał się w ten barwny, rozkrzyczany tłum na zewnątrz. Widział zbiegwisko jakie w naturalny sposób zrobiło się wokół miodwłosej diwy no ale wczoraj mu obiecała, że dziś będzie na psalmach żałobnych u Pirory. Więc za parę pacierzy pewnie i tak się tam spotkają.
    Co jakiś czas spotykał znajome twarze. Nawet jeśli publicznie nie wypadało się im przyznawać do jakiejś znajomości. Obok niego przeszła Adrienne z rodzicami. Oczywiście pracownica archiwum ratusza nie poznała go. Przecież gdy widział ją ostatni raz to było parę dni temu, na zapleczu teatru, gdy jako pokazowa niewolnica Huberta i Oksany, składała na czworakach hołd lady Sorii i innym szlachciankom. A on osobiście władował w jej trzewia jedną strzykwę jaj Oster. Jeśli jeszcze nie urodziła miotu to pewnie wciąż je miała w sobie. Chociaż brzuch miała płaski jak wtedy w teatrze. Jednak po jednej dawce to nie było takie dziwne. Na razie razem z rodzicami przeszli obok ubogiego, jednookiego mnicha pewnie nawet nie wiedząc o jego istnieniu.
    Drugą muszą matkę spotkał zaraz potem. Benita von Hohenfels szła pod ramię ze swoim mężem. Wyglądała tak jak elegancka, młoda, kochająca żona szlachcica powinna. Prawie na siebie wpadli i dlatego się zauważyli. Brunetka z jaką Otto wczoraj figlował razem z Odette i Fabienne w garderobie diwy zauważyła go w ostatniej chwili. I posłała mu krótki, dyskretny uśmieszek. Na więcej przy swoim mężu się nie odważyła. Po chwili minęli się i państwo von Hohenfels poszli dalej.
    Dopiero trzecia musza matka jaką spotkał, bez wahania podeszła do niego i skinęła głową w oznace szacunku. - Pochwalony ojcze. - Teofano przywitała się z nim jakby był jej ulubionym spowiednikiem. Też szła z rodzicami ale ci właśnie rozmawiali z kimś kto chyba Teo tak bardzo nie interesował. Dlatego wypatrzyła jednookiego mnicha. Odeszła od nich aby podejść do niego. Miała na sobie tunikę w morskim kolorze jakie nosili członkowie chóru. Możliwe, że w nim była ale mnich stał zbyt daleko aby podczas mszy ją rozróżnić wśród podobnie ubranych postaci stojących obok siebie. - Z Margo wszystko w porządku. Jest gotowa na jeszcze. Ale rodzice jej potrzebują na dzisiaj. Mnie lady Pirora zaprosiła dziś do siebie. Jak tylko wykręcę się rodzicom to tam przyjdę. - Młoda cukiernik mówiła szybko i cicho aby nikt ich nie podsłuchał. Ale widać było, że jest bardzo podekscytowana tym zaproszeniem od szlachcianek jakie prawie na pewno miało się skończyć karesami z tymi szlachciankami. Zerknęla szybko za siebie aby sprawdzić czy rodzice już jej nie wołają ale widać jeszcze byli zajęci rozmową ze znajomymi.

    |-Otto i Elke-|

    Już powoli wychodził w stronę bramy. Gdy usłyszał kobiecy, nieco onieśmielony głos obok siebie. - Pochwalony ojcze. - Gdy się odwrócił zobaczył młodą, szczupłą blondynkę w odświętnym, czystym stroju niezbyt bogatej mieszczki. Nic dziwnego. Elke pochodziła z podmiejskiej wsi więc po chłopce nie należało oczekiwać bogactwa. Ale była zaskakująco rumiana, miała ładny uśmiech, zdrową cerę i trzymała się jeszcze prosto. Widać ciężkie, chłopskie życie jeszcze nie zdążyło przygnieść ją do ziemi. Ostatni raz widzieli się parę dni temu, w dzień targowy. Teraz wydawało się to wieki temu. Wtedy Elke poszła z nim i bliżej się poznali na piętrze opuszczonej kamienicy. A jeszcze dała do zrozumienia, że bardzo kocha swoje kozy a zwłaszcza kozły. Może dlatego teraz tak patrzyła nieśmiało na niego, niepewna czy ją rozpozna albo czy w ogóle będzie chciał rozpoznać. Wtedy była chętna pójść na służbę do jakiejś bogatej pani a on obiecał jej, że się rozejrzyj.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; okolice kurhanu Gonsara Trzyokiego; skraj lasu i mokradeł, obóz
    Czas: 2519.07.27; Festag; ranek
    Warunki: półmrok, chłodno, msza ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; sła.wiatr; ziąb (0)

    |-Egon i obozowicze-|

    - Ale mi w baniaku dzwoni. - Lars mruczał sennie gdy zmęczonym gestem przykładał dłoń do czoła.
    - To od tej mgły i wilgoci. Za blisko tego bagna się rozbiliśmy. - Astrid też wyglądała na markotną. No rzecziwście. Jak wyszli z podziemi to już zmierzchało. Jak przeszli przez ten pas mokradeł jaki oddzielał pagórek od skraju lasu to już panował półmrok. Gałęzi na ognisko szukali już prawie po ciemku. Więc gdzie tu mowić aby jeszcze iść gdzieś w las byle dalej od podmokłego terenu. No to jeszcze przy tak ostrej nocy nic dziwnego, że ten nocleg pod chmurką dał im w kość. Chociaż przynajmniej jak wrócili to czekała ich pewna niespodzianka.
    - No co? Jak milady poszła to chyba urok przestał działać i się zaczęła szarpać. Chciała zwiać. No ale dałam radę. - Burgund zareagowała obronnym tonem jeszcze zanim ktoś ją o coś zapytał. Ale Hannach siedząca na ziemi, z nadgarskami przywiązanymi do drzewa wywołała zdziwione, rozbawione i kpiące spojrzenia.
    - Wypuśćcie mnie! Nic nikomu nie powiem! - Zajęczała przestraszona rybaczka. Wierzgnęła nogami ale nic jej to nie dało. Dziewczyna z ferajny związała ją solidnie. Rzeczywiście wyglądała teraz na trzeźwą i przestraszoną. Jakby wreszcie zdała sobie sprawę z powagi swojej sytuacji. Ale długo to nie trwało.
    - Oh doprawdy Hannah? To już nie masz ochoty mi służyć? - Syrena wysunęła się do przodu i przemówiła swoim lepkim, powabnym głosem jaki pobudzał nawet gdy nic niezwykłego nie robiła ani nie mówiła. Od razu przykuła uwagę przywiązanej wieśniaczki. Ta zadarła głowę i wpatrywała się w nią jakby zastanawiała się czy ją zna. - Tylko nie krzyczcie i nie wykonujcie gwałtownych ruchów. - Milady odwróciła się przez ramię i rzuciła cicho do grupy. Ci pokiwali głowami ale z ciekawością obserwowali co będzie dalej. Ona zaś znów zwróciła się do rybaczki. Podeszła jeszcze o dwa kroki ku niej. - Nie poznajesz mnie Hannah? Swojej milady? Nie pamiętasz o czym rozmawiałyśmy? Jak wezmę cię do miasta na służbę i będziesz mi służyć? Mówiłaś mi, że bardzo tego pragniesz. I pragniesz mi służyć. - Dalej mówiła spokojnym, aksamitnym głosem. I trudno było zgadnąć czy pierwszy raz czy naprawdę o tym wcześniej rozmawiały.
    - Milady! Oh tak! Tak, moja milady! Tak, pragnę ci służyć! Chcę być z tobą! Proszę weź mnie ze sobą! - Hannah nagle wykrzyknęła, jakby wiatr zdmuchnął mgłę niepamieci z jej umysłu. I w oczach było widać gorliwość do tej służby. Syrena zaśmiała się z lekkim poczuciem triumfu i zadowolenia.
    - Rozwiąż ją. Teraz Hannah już jest z nami. - Poleciła łotrzycy o miedzianych włosach. Ta bez słowa podeszła do pnia i zaczęła rozwiązywać sznur. Po chwili młoda wieśniaczka już była wolna. Odruchowo rozcierała czerwone nadgarski ale też jeszcze na kolanach podeszła do stojącej szlachcianki o grubych, granatowych warkoczach i objęła ją.
    - Tak bardzo tęskniłam. Tak się cieszę, że milady już wróciła. - Mamrotała jakby świata poza nią nie widziała. Ona zaś delikatnie głaskała ją po głowie jak jakaś kapłanka albo matka witająca córę marnotrawną.
    - Pomożesz nam poszukać drewna na ognisko? - Lekko uniosła jej brodę aby z góry spojrzeć swojej nowej służce prosto w oczy. A rybaczka gorliwie pokiwała głową na znak zgody. I rzeczywiście już później nie sprawiała więcej kłopotów. Chodziła z resztą po drewno, chociaż niby miała szansę się urwać w ciemnościach lasu. Jednak wracała do obozu z kolejnymi kawałkami znalezionego drewna. Przy rozpalonym ognisku ugotowali spóźnioną kolację. A jak za towarzyszki miało się Sorię, Burgund, Astrid i zaślepioną urokiem milady Hannah to wieczór zrobił się nawet przyjemny. Ale dogasający ogień nie był w stanie odpędzić wilgotnego zimna ciągnącego od bagien. Więc rano mało komu wstawało się lekko. Chyba tylko wężowa milady wydawała się być świeża, wypoczęta i tryskająca pozytywna energią. Zupełnie jak poprzedniego poranka przy Zachodnich Kamieniach. Egonowi też się tak lekko nie wstawało ale jak już zaczął się ruszać to stopniowo ostatnia noc zaczęła opuszczać zesztywniałe ciało. Ale było coś jeszcze. Jak dotknął ucha gdzie wczoraj Raisa wbiła mu improwizowany kolczyk to wyczuł drobną opuchliznę. I zaschniętą krew jaka kruszyła się na pył pod dotykiem palców. Coś mu się śniło.

    Ten obraz już widział wcześniej. Jak w komorze sarkofagu wybuchł ten czarny dym i wszystkich zamroczyło na jakiś czas. Parę dni temu, gdy byli tu pierwszy raz. Coś jakby obły kamień ofiarny. I inne, stojące pionowo dookoła. W tym jeden pochylony, jakby zamierzał upaść ale jednak nie upadł. Podobnie to wyglądało przy Zachodnich Kamieniach. Tylko nie było tego stołu ofiarnego na środku. Ale sam widział jak ledwo poprzedniej nocy do tego skośnego kamienia przywiązano lady Odette i Fabienne aby mogły służyć im wszystkim i jeszcze zwierzoludziom jak już przybyli.
    Teraz jednak na tym kamieniu ofiarnym leżała młoda, naga kobieta. Miała na ciele wymalowane glify. Krwią albo farbą. Rozpoznał tylko schematyczną Gwiazdę Chaosu między obojczykami. Po zewnętrznej stronie uda kobieta miała dziwną plamę, jak bezkształtne znamię. Coś takiego widział już we wcześniejszej wizji. Ale wtedy kobieta była w zaawansowanej ciąży, jakby miała rodzić. A ta była płaska. Zresztą nie pamiętał twarzy tamtej więc nie był pewny czy teraz to ta sama co wtedy czy jakaś inna. I pojawiło się coś nowego. Jakby czyjś chrapliwy oddech. Zobaczył blade, zaniedbane dłonie o za długich paznokciach tak jakby był ich właścicielem. Rękawy długie, i ozdobione jakimiś znakami. I jakby pojawił się nowy obraz.
    Młoda kobieta, chyba ta sama co na ołtarzu. Sama w lesie. Na skraju lasu. W oddali widać było kawałek, zwykłej zaniedbanej chaty. Jakby stamtąd uciekała. Ale ścigający ją mężczyźni dogonili ją. Śmiali się gdy zdzierali z niej suknię i sukmanę. Widział jak kobieta w rozpaczy zaciska palce na ściółce. Jak gdy jest już sama zanosi swoją płaczliwą skargę do bogów. Jak bogowie milczą. A ona w desperacji obiecuje zemstę na swoich oprawcach. Chociaż została sama na świecie i nie ma szans ich pokonać orężem.
    Następna scena. Ta sama kobieta. W biednej, brudnej sukmanie. Ale z zaciętym wyrazem twarzy. Stoi w chacie czarownika. Chce zemsty. Ale nie ma nic do zaoferowania. Żadnej zapłaty. Prócz siebie. Więc oferuje siebie.
    Więc leży teraz nago, na kamieniu ofiarnym. Czarownik obiecał jej, że zna sposób. Sama wyda na świat swoją zemstę. Jej dzieci spadną na jej oprawców i pokonają ich. To zajmie trochę czasu zanim urosną i nabiorą sił. Ale bez obaw, to się stanie jeszcze przed nastaniem zimy. Więc czeka. W świetle ogniska i dymu kadzidełek, do śpiewu i mamrotania czarownika. wewnątrz tych prastarych, mistycznych kamieni. Czeka na ojca swojej zemsty. I w końcu się pojawia. Zapowiada go owadzie bzyczenie. To tu to tam. Czasem ucicha jakby przysiadł gdzieś i obserwował. A w końcu widzę jakiś cień. Coś co spaceruje po jednym z pionowych kamieni. Wreszcie wlatuje w obręb światła. Tłusta, włochata mucha wielkości średniego psa. Kobieta panikuje. Nie spodziewała się tego. Krzyczy i chce się zerwać z kamienia. Suche, dłonie czarownika są całkiem mocne. Zresztą podał jej wcześniej zioła uspokajające więc może to ona nie jest w pełni sił. Mówi do niej. Przypomina o zemście. O wstydzie, o straconym mężu, dzieciach, ciąży, rodzinie, domu. Wszystkim co miała. Jest sama. Nikt jej nie zna. Nie należy do żadnego plemienia. Nikt nie zadrze dla kobiety z lasu z sąsiednim plemieniem. Tylko ona sama może wywrzeć na nich zemstę. To przekonuje kobietę. Kładzie się z powrotem na kamieniu. Po chwili wahania rozchyla uda. I przyjmuje swojego kochanka.
    Czarownik się cieszy. Okazała się być dobrą matką. Wydała wiele solidnych miotów. I osiągnęła swoją zemstę. Widział jak stado much wielkości latającego psa atakuje jakąś wioskę. Jak wlatują do domów, powalają mężczyzn i kobiety. Czasem któryś insekt oberwał od siekiery czy włóczni ale są w locie, szybkie, mniejsze od człowieka i nie tak łatwe do trafienia. Gdzieś na skraju lasu stoi ich matka. Uśmiecha się mściwie gdy słyszy płacz, ból i strach dobiegające z wioski. Ma ciężarny brzuch, wkrótce pewnie znów wyda na świat kolejny miot. Albo kolejnego mutanta czy zwierzoludzia. To już mniejsza z tym. Zawarła pakt z Siostrami w zamian za zemstę. Stąd ma to znamię widocznie na udzie przez szczelinę spódnicy. Ona i jej córki aż do sto dwudziestego trzeciego pokolenia.

    Coś takiego mu się śniło tej nocy. Te muchy ze snu, wyglądały podobne jak te które widział w klatkach co u Raisa w aptece pokazywała. Może te ze snu były trochę większe ale tego nie był pewien. Ogólnie to wyglądały podobnie. No i z tego co mówił Starszy to właśnie tak chcieli użyć tych much tylko teraz, na tych ważniakach z miasta. Tak jak przed mileniami ta pierwsza matka much z pomocą czarownika, użyła ich na wiosce swoich wrogów.

    - Dobra. Nic tam nie wybuchło, nie idzie na nas armia trupów. Więc chyba możemy odchodzić z czystymi sumieniami. - Głos kolegi wyrwał Egona z zadumy. Lars patrzył w stronę kurhanu. Od wczoraj nic się tam nie zmieniło. Śniadanie już zjedli. To mogli się zbierać do drogi.
    - A co ty taki zamyślony z rana? - Astrid posłała gladiatorowi nieco kpiący ale też zaciekawiony uśmieszek.
    - Mam dość tych cholernych lasów bagien. Wracajmy do cywilizacji. - Silny sarknął i splunał na trawę. Energicznie pakował swój koc i derkę aby się szykować do drogi.
    - Eh, ominie nas zabawa u Pirory po mszy. Nie ma szans abyśmy zdążyli. Ciekawe czy Łasica poszła wieczorem do lady Froyi. Miała iść. - Burgund też się pakowała i widać było, że dziewczynę z ferajny ciągnie do miasta tak samo jak jej łysego kolegę. W tym chociaż byli zgodni.

    ---

    |-Brzeg morza-|

    Przeszli lasem z kilka pacierzy aż dało się wyczuć zwiekszoną wilgoć w powietrzu. Potem prześwity między drzewami oznaczające koniec lasu. A w końcu wyszli na piaszczystą plaze z widokiem na odległe, klify po zachodniej stronie zatoki. Byli trochę na południe od osady Hannah i kilka dzwonów marszu od miasta. Faktycznie szykowało się, że najprędzej będą tam na obiad. Tego jednak spodziewali się już wczoraj. Mniej więcej też pół dnia im wczoraj zeszło na dotarciu z miasta do kurhanu.
    - Dobrze moi przyjaciele. Tu musimy się rozstać. - Syrenia milady, z gracją elfki, odwróciła się ku nim i na chwilę obrzuciła każdego swoim tajemniczym spojrzeniem. W połączeniu z jej aksamitnym głosem i lekkim uśmieszkiem brzmiało to obiecująco kusząco. - Ja sobie teraz zażyję nieco kąpieli w morzu. I poszukam kolegów dla naszego znajomego ze wzgórza. Więc dziś w mieście raczej się mnie nie spodziewajcie. Jutro już prędzej. - Stała na tle zielonkawych, morskich fal czarując uśmiechem i spojrzeniem.
    - A to milady odchodzi? - Hannah chociaż pewnie rozpoznawała domowe okolice, w ogóle nie zdradzała zainteresowania powrotem do rodzinnej wioski. Za to jakby właśnie do niej dotarło, że nadchodzi chwila rozstania z ukochaną panią. Ta spojrzała do niej i wezwała ją gestem do siebie. Wieśniaczka bez wahania wykonała polecenie.
    - Tak Hannah. Muszę załatwić pewne sprawy. Ale wrócę. Spotkamy się w mieście. I znów będziemy razem i będziesz mogła mi służyć. - Wyglądało to jakby kapłanka przemawiała do swojej wiernej wyznawczyni. Pogłaskała ją po policzku pieszczotliwym gestem jak obietnica tego co zazna po ponownym spotkaniu.
    - No dobrze milady. Będę czekać. - Młoda rybaczka odparła pokornie ale z zauważalnym bólem i tęsknotą w głosie.
    - Bardzo dobrze Hannah. Nie smuć się, przecież nie zostawiam cię samej tylko z przyjaciółmi. Zadbają o ciebie i dadzą opiekę, schronienie póki ja nie wrócę. Postaraj się nie sprawiać kłopotów dobrze? - Syrena mówiła łagodnym tonem jakby chciała przekonać nową służkę do współpracy z resztą grupy.
    - Dobrze milady. - Hannah pokiwała głową i w nagrodę jej pani, dała jej dłoń do pocałowania. Służka z radością ją pocałowała. I cofnęła się z powrotem do grupy. Burgund objęła ją ramieniem i bez ceregieli zajrzała w jej niezbyt obfity dekolt.
    - Nie bój się Hannnah, zajmiemy się tobą. Ja się tobą bardzo chętnie zajmę. - Obiecała jej choć to zabrzmiało mocno dwuznacznie. Jak mieli załatwioną tą sprawę to jeszcze milady popatrzyła czy mają coś jeszcze do omówienia zanim zniknie w morskich odmętach.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dhratlach napisał w Kultyści - Lato 2519 - komenty:

    Mógłbym poprosić o wydłużenie kolejki? Jakbym się nie starał mam mały kocioł... chyba, że bym dał odpisy w przyszłej kolejce? Ponad to co na docu raczej nie przewiduję

    • No dobra, to przedłużam turę do przyszłego tygodnia. Do pt 04.03.
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 72

    Oki, to mój msiowy post jest 🙂 Na początku tury jest mniej więcej środek tego samego dnia. Termin na wrzucenie postu do piątku 03.27.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)
    Marcus 12/12 (zdrowy)

    Stan PD

    Marcus 10 PD za terminowy post

    Marcus 30 PD za scenkę rozmowy ze Starszym

    Marcus 10 PD za wdrożenie postaci w aktualną sytuację kultu

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 30 PD za scenkę porannych rozmów w wozie

    Egon 30 PD za scenkę w grobowcu

    Egon 10 PD za decyzyjność i inicjatywę w komorze grobowej

    Zell 5 PD za wrzucenie posta

    Zell 30 PD za scenkę rozmowy z lady Sorią w wozie o poranku

    Zell 30 PD za scenkę spotkania z garncarką ze snu

    Otto 5 PD za wrzucenie posta

    Otto 5 PD za scenkę porannych rozmów w wozie

    Otto 10 PD za deklarki w poście

    Otto 2405 + 20 = 2425 PD
    Egon 1355 + 80 = 1435 PD
    Heinrich 915 + 65 = 980 PD
    Marcus 0 + 50 = 50 PD

    Oki, to rano ekipa z wozu rozjechała się po mieście i później każdy miał swoje osobne scenki. A Marcus scenkę ze Starszym w "Adele". W tej turze jest ok połowy tego samego dnia.

    I kalendarzowo jutro to jest Festag czyli dzień świątynny.

    @Marcus

    • Marcus raczej bez przeszkód dotarł do Nadii. Między poranną rozmową ze Starszym a tą sceną u niej jest parę godzin różnicy. Bo po prostu jedną scenkę w poprzedniej turze miałeś.

    • Nadia się wita z Marcusem i zaprasza go do środka. Jest raczej skromną urzędniczką ratusza więc mieszkanie też ma skromne. Poza tym jest sam start sceny i można ją rozegrać w tej turze 🙂

    @Egon

    • W sumie to dalszy ciąg tego jak się skończyła Twoja tura + Twoje deklarki. Czyli dalej Egon z ekipą są w komorze grobowej no i różne postacie, robią różne rozważania. No i pytanie co dalej to już w tej turze 🙂

    @Heinrich

    • Heinrich przyszedł do Tobiasa i tam sobie pogadali. Kolega go ugościł, winem poczęstował, pogadał co u niego w pracy, ponarzekał na koleżanki z kultu no i taka tam kultystyczna rutyna 🙂 Ogólnie to jest scena rozmowy z Tobiasem na początek tej tury 🙂

    @Otto

    • Musiałem dokonać Ci małej korekty w deklarce bo rano to lady Odette już nie ma w obozie. W nocy odjechała razem z większością szlachcianek. Dlatego ta nocna retrspekcja rozmowy Otto z nią.

    • Rano zaś zaczyna się rutynowy dzień w hospicjum. Dzień jak co dzień tyle, że to pierwszy raz od pobicia Otto z początku tygodnia więc wszyscy się z nim witają nieco serdeczniej niż zwykle. Gdzieś tam w środku dnia jest rozmowa z przeorem i Gregiem. Ogólnie to jakbyś chciał to ci BN z hospicjum raczej powinni być dostępni.

    • Po robocie Otto odwiedza Lebkuchenów. Akurat gdy przychodzi są tylko Teofano i Margo. Ale mówią, że rodzice mogą niedługo wrócić.

    • Poza tym Otto dostał zaproszenie od Odette do Kamili na dzisiejsze popołudnie więc jeśli by skorzystał to jest po wizycie u Lebkuchenów. Jak ma inne plany to też piknie.


    • Oki, chyba tyle z mojej strony. Jakbym czegoś zapomniał czy pomylił, to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Post jest ale komenty to już dam jutro. Ogólnie to jest druga połowa tego samego dnia u wszystkich. Marcus jest u Nadii, Egon ma właściwie ciąg dalszy sceny z grobowca, Heinrich ma pogaduchy z Tobiasem a Otto ma jedną nocną rozmowę z Odette i dzień w hospicjum a potem wizytę u Lebkuchenów.
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 72 - 2519.07.26; ant; południe

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Miedziana 8, mieszkanie Nadii
    Czas: 2519.07.26; Angestag; popołudnie
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, deszcz; powiew; ziąb (0)

    |-Marcus i Nadia-|

    Nadia mieszkała w Zachodniej Dzielnicy ale wciąż blisko centrum miasta. Marcus miał sporo czasu po opuszczeniu “Starej Adele” na swoje przemyślenia. Wyglądało na to, że wiele się zmieniło w jego sekretnej rodzinie, odkąd opuścił miasto wiele miesięcy temu. Część znajomych odeszło czasowo lub na stałe. Karlik oddał życie za sprawę. Za to doszli nowi. Tych jakich jeszcze nie znał. Starszy mówił, że wszyscy w jakimś stopniu słyszeli zew Sióstr ale zazwyczaj każdy od swojej patronki. Co więcej, śmiertelnicy spoza kultu, też prawdopodobnie słyszeli ten nadnaturalny zew. Jako sny i wizje. Ale u nich powinny być one bardziej mętne a bez wiedzy o Siostrach, mniej zrozumiałe. Niemniej trzeba było się liczyć, że wywoła to pewną nerwowość wśród śmiertelników a może nawet zaalarmować wrogów kultu. Nietrudno było sobie wyobrazić, że ktoś trapiony dziwnymi snami, zwierzy się z nich swojemu kapłanowi. A ci mogli już zacząć coś podejrzewać, zwłaszcza jakby takie zwierzenia zebrali do kupy. Zwłaszcza Matka Somnium, morrytka co przybyła do miasta z Saltzburga, dla celebracji pogrzebu i żałoby księżnej-matki, była uznana przez Starszego za potencjalne zagrożenie. Należała bowiem do tego odłamku morryckiego kapłaństwa jaka specjalizowała się w czytaniu snów i wizji. Bo to też była jedna z domen Morra.

    Gdy już szedł ulicami miasta rozpadał się deszcz. Co nie było jakimś wielkim utrudnieniem ale zbyt przyjemne nie było. Tworzyły się pierwsze kałuże a rynsztoki zapełniały brudną wodą. W powietrzu dało się wyczuć tą wilgoć. Przechodnie nakładali płacze i kaptury albo przeklinali jeśli deszcz ich złapał bez takiego okrycia. Marcus też miał wierzchnie okrycie mokre gdy wreszcie mógł się schronić w klatce schodowej na Miedzianej 8. Tu, na trzecim piętrze mieszkała Nadia Ivanova. Jako drobny pracownik ratusza nie mogła sobie pozwolić na mieszkaniowe ekstrawagancje. Po nieco skrzypiących schodach wszedł na trzecie piętro i zapukał do odpowiednich drzwi. Przez chwilę nic się nie działo. Wtedy otworzyły się drzwi ale obok. Jakaś gruba kobieta w średni wieku, mijając go, obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem ale skinęła tylko głową na przywitanie. Schodząc po schodach, zakładała kaptur na głowę aby nakryć się nim dla ochrony przed deszczem. Usłyszał jednak metaliczny chrzęst zamka. I w drzwiach ukazała się młoda brunetka.
    - Marcus! - W pierwszej chwili onemiała z wrażenia. Ale zaraz potem roześmiała się radośnie. - Wejdź, wejdź! Kiedy wróciłeś? - Uściskała go mocno i cmoknęła w policzek. Dał się wyczuć jej kislevski akcent i zapach niezbyt drogich perfum. Zaprosiła go do środka po czym zamknęła drzwi. - Dopiero z ratusza przyszłam. Tyle roboty, że nie wiadomo gdzie ręce włożyć. No siadaj, siadaj. I opowiadaj, co się z tobą działo. - Weszli razem do kuchni. Była prosto urządzona i niezbyt duża. Dominował w niej piec do grzania i gotowania wszystkiego oraz prosty, solidny stół noszacy ślady wieloletniego użytkowania. W kuchni było dość chłodno więc piec jeszcze nie zdążył się nagrzać. Gospodyni zaś była w sukni w jakiej pewnie wróciła z ratusza. Wyjęła z szafki proste, gliniane kubki i postawiła na stole przed gościem.

    Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodnie wybrzeże zatoki; kurhan Gonsara Półokiego; komora grobowa
    Czas: 2519.07.26; Angestag; popołudnie
    Warunki: swiatło pochodni, chlupot wody, wilgoc, podziemia ; na zewnątrz: ???

    |-Egon i ekipa-|

    - Hmm… - Syrenia milady znów miała zamyślone spojrzenie, gdy Egon ponownie bez przeszkód przeszedł pomiędzy stojącymi trupami i wrócił do reszty grupy. Wysłuchali go z zainteresowaniem. Ale czekali co powie kobieta o grubych, granatowych warkoczach które lekko zdawały się poruszać nawet tutaj, w podziemiach, gdzie nie było żadnego wiatru.
    - To jak go dotknąłeś to miałeś wizję. Bez żadnego czarnego dymu jak ostatnio? - Astrid zaciekawiła się tym odmiennym doświadczeniem.
    - Ważne, że te martwiaki stoją jak stały. Trochę ich jest, jakby się z nimi trzeba ciachać. - Silny czuł się wyraźnie nieswojo na widok truposzy. Stały ledwo parę kroków dalej. Odwagi mięśniakowi pewnie nie brakowało ale jednak przy bliskim zetknięciu z tak oczywistym wypaczeniem rzeczywistości jaką były to niechęć i strach były najczęstszym i często dość rozsądnym odczuciem.
    - Może ciało on ma wątłe. Ale moc ma potężną, jeśli po tylu mileniach, wciąż potrafi przyzywać trupy aby go broniły. - Raisa wypowiedziała się jak to widzi od strony magii.
    - Tak, myślę, że faktycznie służył naszym Siostrom, skoro rozpoznał glif i krew jednej z nich. - Soria odezwała się wreszcie czym przykuła uwagę nie tylko Egona. - Zapewne jest obecnie zbyt słaby aby poruszać się albo mówić. Dlatego korzysta ze snów. I tak, krew powinna pomóc. Powinna go wzmocnić. - Popatrzyła z aprobatą na brodatego gladiatora, ze zgadza się z jego pomysłami. - Ale możemy sprawdzić, czy ta metoda ma szansę zadziałać. Poczekajcie tu proszę. - Zwróciła się do nich a Lars, Astrid i inni, pokiwali głowami. Widać było zaciekawienie co milady wymyśliła.
    Ona zaś paznokciem jaki na chwlę, przekształcił się w szpon, nacięła sobie skórę dłoni tak aby pokazała się świeża krew. Aromat jaki się rozszedł był bardzo przyjemny i sprawiał, że włoski na karku stawały dęba od tej bezdotykowej piesczoty. Milady ruszyła przez tą trupią wodę. Spokojnie przeszła między martwiakami. Te poruszały się i wydawało się, że węszą za nią lub obserwują swoimi pustymi oczodołami. Z kocią gracją wyszła po zatopionych schodach na podest z kamiennym sarkofagiem. Zatrzymała się przy nim i przez chwilę wpatrywała się w trupa jaki leżał w środku.
    - Witaj Gnasarze Półoki. Sługo Czterech Sióstr. Zobaczymy czy po wiekach powstaniesz aby znów móc im służyć. - Gdy to powiedziała przystawiła krwawiącą dłoń gdzieś do głowy nekromanty. Lars popatrzył na pozostałych, Astrid spróbowała podnieść głowę wyżej aby zobaczyć co się dzieje w środku. Jednak ściany sarkofagu były gdzieś na wysokości ich głów więc nie było to możliwe. Ale dało się słyszeć. Jakieś dziwne chroboty, szmery jakby coś tam w środku się poruszyło.
    - Dobrze. Widzę, że jest reakcja na krew. Czyli to ma sens. - Milady podniosła dłoń do swojej twarzy po czym oblizała krwawe stróżki. Podeszła do stóp kamiennej skrzyni i oparła się o nią tyłkiem. W tej pozycji była twarzą do czekających przy wejściu kultystów. Ssała swój zakrwawiony palec z ponętnym wdziękiem ale chyba nad czymś się zastanawiała.
    - Tak, myślę, że Egon ma rację. Aby w pełni ożywić Gonsara, potrzebujemy świeżej krwi. Najlepiej ludzkiej. Zapewne spuszczenie krwi z jednego, może dwóch ludzi, powinno wystarczyć. Lub podobna ilość od większej ilości ludzi. Wiecie misę krwi można spuścić z jednego człowieka albo uzbierać po kubku od tuzina. Można też użyć zwierzęcej, ale nie będzie ona tak efektywna jak ludzka. - Oznajmiła im co o tym wszystkim myśli. Popatrzyła na nich po kolei, przez pryzmat gibiących się martwiaków jakich przyzwał nekromanta.
    - Po ożywieniu, też pewnie będzie potrzebował krwi. Ale ile i jak często, to trudno teraz powiedzieć. W tej formie co teraz jest, też może zostać. Jednak wówczas jego moc będzie ograniczona do tego miejsca. I komunikował się będzie za pomocą snów. - Dodała jeszcze po chwili jak sama się spodziewa co może ich czekać w tej sprawie.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Nabrzeże Mew, koga “Stara Adele”
    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Pisarska 9, mieszkanie Tobiasa
    Czas: 2519.07.26; Angestag; popołudnie
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, deszcz; powiew; ziąb (0)

    |-Heinrich i Tobias-|

    Henrich już nie był młodzieniaszkiem, i po nocy pełnej wrażeń, jego ciało potrzebowało odpoczynku. Nawet jeśli ograniczył się do roli obserwatora dzikich harców ze zwierzoludżmi albo rozmów z tą czy tamtym, to jednak noc pod chmurką i wczesna pobudka dały mu się odczuć. Więc po wizycie u młodej garncarki, wrócił do swojego mieszkania. Zanim się odświeżył i nabrał sił na kolejny spacer to się zrobił środek dnia. Wyszedł, lekko kuśtykając. Tobias mieszkał w Dzielnicy Zachodniej, więc musiał się przejść spory kawałek. Zanim tam dotarł to i tak pochmurne niebo, obrodziło deszczem. Gdy zastukał w drzwi, sygnałem kultystów, dość szybko usłyszał chrobot zamka i te otwarły się. W drzwiach stanął gospodarz. Starannie ubrany, choć bez drogich materiałów i ozdób na jakie stać było szlachtę lub bogatych kupców.
    - O, co za niespodzianka. Witaj kolego. - Mężczyzna przywitał się uprzejmie i wpuścił gościa do środka. - O, jak już jesteś. Rzuć może okiem na to. - Uśmiechnął się i otworzył drzwi. W środku był mały pokój z piecem w narożniku, prostym łóżkiem, stołem i kredensem. Wyglądał dość skromnie ale solidnie. Jak pomieszczenia ubogiego mieszczanina albo służącego. - Przygotowuję pokój dla Grega. Nie wiem czy o nim słyszałeś. Jeden z pacjentów hospicjum. Otto mowi, że jest bardzo obiecujący. Podobno słyszy zew Vesty, wybitnie dokładnie. Ale widziałem go z raz czy dwa i wygląda jak kompletny matołek. Analfabeta ale cały czas mówi o książkach. Mówi, że mówią do niego. Trudno mi w to uwierzyć no ale nie przesądzam jeszcze sprawy, zwłaszcza, że Otto zdaje się mu wierzyć. A przecież to taki rozsądny, młody człowiek. Co prawda na moje oko za bardzo brata się z naszymi koleżankami no ale cóż… Młody jest, młodość ma swoje potrzeby. - Machnął na koniec dłonią, jakby z jednej strony szanował jednookiego mnicha za jego gruntowne wykształcenie, z drugiej mial wyrozumiałość dla jego młodego wieku i jego grzechów. Sam mówił jakby uważał się za wolnego od takich słabości cielesnych.
    - No ale chodźmy do kuchni. Niestety musiałem przerobić salon na pokój dla Grega. Więc mogę cię ugościć jedynie w kuchni. - Wyjaśnił przepraszającym tonem. I poszli do tego pomieszczenia. Gospodarz zaczął wyjmować kubki i wino aby gość nie siedział o suchych ustach. - Dawno cię nie było kolego. Jak tam noga? Parę rzeczy cię ominęło. Ale cieszę się, że już jesteś na nogach. Bo niestety w naszej rodzinie jesteśmy w mniejszości. Mam wrażenie, że z każdym tygodniem przybywa nam coraz więcej chutliwych dziewcząt. Na pewno ma to swój urok i powab jeśli ktoś lubi takie zabawy. No ale przecież są poważniejsze sprawy niż prymitywne chędożenie. Jak książki, nauka, sztuka choćby. A swoją drogą, oczywiście doceniam, że taka sława jak lady Odette von Treskow przystała do nas. Ale w zaufaniu powiem ci kolego, że jestem nią nieco rozczarowany, że prywatnie okazała się zwykłą ladacznicą. Oczywiście talent do śpiewu ma przedni, słyszałem ją tydzień temu na mszy w świątyni i mam nadzieję, że jutro też wystąpi. Wspaniały talent, cóż za czysty, potężny głos, jaka gracja, jaka piękno. No ale prywatnie to zwykła ladacznica. Rozumiem, że naszym dziewczętom może się to podobać no ale ja się zastanawiam jak nam może być przydatna poza grzaniem łoża. - Wydawał się mówić szczerze, jakby wreszcie znalazł bratnia duszę do wyżalenia się na dominację koleżanek w ich rodzinie. Zresztą od paru tygodni miał o to niezbyt cichy żal. Już kiedyś spotkali się w aptece Sigismundusa gdzie też dawał wyraz swojemu niezadowoleniu na “panoszenie się” łotrzyc i ich koleżanek. Teraz jednak wyrażał się w bardziej stonowany sposób.
    - Wiesz, że u nas też są? W Akademii. Burgund i Łasica. Jako półnagie modelki na lekcji rysunków i projektowania galionów. Szepnąłem słówko komu trzeba aby je przyjęto. Już machnąłem na to ręką. Może przydadzą się na coś i znajdą coś przydatnego jak wydobyć nasz klucz do skarbów Vesty. - Pokręcił głową i wniósł niemy toast do gościa po czym upił łyk z kubka. Widocznie uznał, że chociaż nie przepadał za obiema łotrzycami, to mogą być użyteczne w rozpoznaniu Akademii, pod względem wydobycia artefaktu z jej trzewi.
    - Oj dzieje się, u nas i bez nich. Dziś instruktor szermierki tak zaognił sytuację na treningu, że doszło do rozlewu krwi. Został wezwany na dywanik przez rektora. Podobno tłumaczył się, że przyszli żołnierze i oficerowie muszą nabrać twardości aby być gotowi do walki. A poza tym jest przemęczony bo kiepsko ostatnio sypia. W ogóle mam wrażenie ludzie się zrobili bardziej nerwowi, zmęczeni, niewyspani, kłótliwi. - Zastnawiał się na głos nad tym zjawiskiem jakie obserwował w swoim miejscu pracy.
    - Albo to. - Odstawił kubek, wstał i wyszedł z kuchni, zostawając Heinricha samego. Po chwili wrócił i trzymał w rękach jakąś tubę. Otworzył ją i wysypał z niej arkusze. Położył je wachlarzem na stole aby ten miał ich przegląd. - To prace Mileny von Morgen. Pochodzi z niezbyt zamożnej szlachty związanej z morzem. Szkoli się głównie na sztukę morksą. Czyli galiony, zdobienia armat, broni, burty, meble i tak dalej. Chodzi też na te lekcje rysunku gdzie pozują nasze ladacznice. - Gospodarz mówił powoli, pozwalając gościowi aby przejrzał sobie te rysunki. Były całkiem dobrze wykonane, te które były skończone miały wiele pieczołowicie wykończonych piórkiem lub pędzelkiem detali. Ozdobne zakończenia dział w kształcie paszczy, lufy pistoletów ozdobione wężami morskimi, kwietne balustrady schodów albo relingów. Więc w pewnym momencie anatomiczny rysunek muchy był pewnym zaskoczeniem. Wydawał się nie pasować do reszty. Insekt był wykonany bardzo starannie, z drobnymi włoskami na odwłoku i nogach, drobnymi żyłkami na skrzydłach czy trąbką wystającą z pyska. Ale po tym pierwszym, było więcej rysunków insektów. - Tłumaczyła się, że to projekt poświęcony aspektom małych stworzeń Rhyi. Rzeczywiście jest taki koncept. Na każdy miesiąc przypada jakieś małe stworzenie, zwykle robaki, pijawki i podobne. Ma to symbolizować, że każde stworzenie jest dzieckiem Rhyi i ma swoje miejsce i rolę w tym świecie. Więc oficjalnie nie mam się do czego przyczepić. Ale sam widzisz jak to wygląda. - W międzyczasie jak mówił, Heinrich miał okazję oglądać równie szczegółowe szkice pająków, much, komarów, stonóg, czerwi i innych małych stworzeń jakie zazwyczaj nie zwracają na siebie uwagi śmiertelników, chyba, że jako chwilowych natrętów.
    - Według niej, to jest stonoga wychodząca z dziupli. - Belfer tłumaczył co widać na obrazku. Faktycznie tak to można było zinterpetować. Wij jaki wypełza z jakiejś drzewnej dziury. Ale jakoś kojarzył się też z wizerunkiem ud i kobiecego łona. Przez to, że poza stonogą, reszta rysunku była ledwo symbolicznie zaznaczona, nie można było mieć pewności.
    - A to jest stonoga wędrująca po rozwidlonej gałęzi. - Tu wężowaty insekt okręcał się jak sprężyna, wokół czegoś podłużnego. Nawet było widać suptelne muśnięcia jakie pomagały artystce narysować ciało insekta po niewidocznej dla obserwatora stronie. Rzeczywiście paswało to do tego tytułu. Tylko znów te ledwo zarysowane gałęzie, przypominały kobiece uda i łono widziane z bocznego profilu.
    - A to jest garniec zboża poświęcony żniwom i Rhyi. - Ten szkic przypominał misę jaką rano Heinrich zamowił u młodej garncarki. Tylko prz górnej krawędzi, zamiast czerwi, miał ozdobny szlaczek przypominający niekończący się warkocz. Za to w środku to ziarno było dziwnie długie i część była łukowato wygiętych przez co wydawały się zdeformowane. Ale jakby rysować robaki to wyglądałoby zapewne podobnie.
    - Sam nie wiem co o tym myśleć. Trochę to dziwne i nietypowe ale ostatecznie nic skandalicznego. Albo powinienem to zgłosić do dziekana i niech on się tym martwi. Albo jej to oddać. Jutro Akademia i tak zamknięta bo Festag. No ale dzień później już powininem coś z tym zrobić. Co o tym myślisz kolego? - Tobias wyglądał na zafrapowanego. Poza tłumaczeniem tytułów jakie rysunkom nadała autorka, starał się nie odzywać, zapewne aby jego gość sam mógł podjąć decyzję co o nich uważa. W końcu jednak usiadł obok niego, wracając do swojego kubka i upijając z niego łyk.
    - Ale tak ciągle gadam i gadam o sobie. A cóż cię do mnie sprowadza kolego? - Uśmiechnął się jakby to wszystko co wcześniej mówił to było głupstwo i teraz był gotów wysłuchać z czym były łowca heretyków do niego przyszedł. Gdy usłyszał, pokiwał głową ze zrozumieniem.
    - Ah, Petra von Schneider. Taka zgrabna blondynka. - Spojrzał na kolegę czy rozmawiają o tej samej osobie. Okazało się, że tak. Więc ciągnął temat dalej. - Córka Gerharda von Schneidera. On jest pułkownikiem artylerii, wykłada u nas balistykę i artylerię właśnie. Bardzo szanowany jegomość. Ale ciebie interesuje jego śliczna córka? No tak… - Zastanowił się jakby zbierał w głowie informacje na jej temat.
    - U nas głównie studiuje nawigację. Ale też chętnie udziela się w orkiestrze akademickiej. Bardzo dobrze gra na skrzypcach i flecie. I chyba lubi koncerty, bale i tańce. Słyszałem jak się emocjonowała gdy do miasta przyjechała Odette von Treskow. Była pod wielkim wrażeniem, że Słowik Północy przyjechał do takiej dziury jak nasza. Przyjaźni się z Kamilą van Zee. Ich ojcowie także się przyjaźnią. Nie wiem czy słyszałeś, ale podobno Kamila jest już prawie całkowicie w naszych rękach. A Petra przyjaźni się także, z naszą Pirorą. Mam wrażenie, że bardziej trzyma się z dziewczętami niż chłopcami. Co jest nieco nietypowe w jej wieku. No ale podobno interesują ją dojrzalsi mężczyźni, przynajmniej w wieku jej ojca. Chyba rozumiesz, że dla wielu wdowców czy wieloletnich kawalerów to jest jak miód na uszy. Słyszałem plotki, że miała romans z jednym ze starszych wiekiem nauczycieli ale ponoć jej rodzina zatuszowała sprawę a jego gdzieś przenieśli. Ale nie wiem czy to prawda. I zdaje się, że “Skrzyżowane klucze” uważa za godny siebie lokal. Towarzysko to pewnie bardziej Pirora, Fabienne czy Kamila ją znają. Nie wiem co by ci tu jeszcze o niej powiedzieć. Co by cię interesowało? - Jak już belfer zaczął mówić to robił to szybko i zdecydowanie, jakby był na wykładzie. Miał mocny i wyraźny głos, wyćwiczony do mówienia dla masowego słuchacza. Na koniec jednak popatrzył na kolegę czy o takie informacje mu chodziło czy jakieś inne.
    - Aha a byłeś wczoraj przy tych “Kamieniach”? I jak było? Działo się coś ciekawego? - Na koniec jakby przypomniał sobie, że Heinrich mógł być na wieczorno-nocnej orgii ze zwierzoludźmi gdy jego tam nie było. Więc był ciekaw co się tam działo.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Biała 2, hospicjum
    Czas: 2519.07.26; Angestag; rano - południe
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; ziąb (0)

    |-Otto i Odette (noc)-|

    Jednooki mnich miał przyjemność rozmawiać jeszcze w nocy z diwą operową. Chociaż w takim stanie w jakim ją zastał to całkiem możliwe, że mało który fan by ją rozpoznał. Naga, oblepiona lepkim błotem, grudkami ziemi, źdźbłami trawy i wydzielinami ludzi i kopytnych. Chyba miała jakieś siniaki i zadrapania tam i tu ale zdawała się nie zwracać na to uwagi. A na tak intensywną noc to raczej było nieuniknione. Za to ona sama stała przy wozie i właśnie czyściła się czerpiąc miską z wody i próbując zmyć z siebie te klejące się ślady właśnie zakończonej orgii. Gdy tylko do niej podszedł i odezwał się, podniosła głowę i od razu się uśmiechnęła.
    - Ah Otto, przyjacielu! Cóż za wspaniały bal na świeżym powietrzu! Było dużo barwniej i pełniej niż się spodziewałam. Naprawdę macie tu całe stado! A nie jednego, czy dwóch. I to jak mnie i Fabi przywiązaliście do tego kamienia. Cudowna niespodzianka Otto, bardzo wam dziękuję. Mam nadzieję, że to nie był nasz ostatni raz. Byłabym bardzo, bardzo zawiedzona i mocno rozczarowana. - Na gorąco wyrzuciła z siebie te emocje jakie wywołała w niej właśnie zakończony “bal na świeżym powietrzu”. I chociaż wyglądało, że będzie jutro miała ciężki poranek to tej nocy była cała w skowronkach. - Ja cię chyba Otto zrobię moim impresario od takich rozkosznych rozrywek. - Popatrzyła na niego czule jakby była zachwycona do jakich niecnych przygód przywiódł ją razem z kolegami i koleżankami. - I jutro będę musiała wysłać list do Saltzburga. Niech moje koleżanki też przyjeżdżają i skosztują tych wybornych delicji jakie tu macie! - Roześmiała się szczerze aż jej głowa odskoczyła do tyłu. I dopiero jak ten pierwszy wybuch radości minął, Otto miał okazję przedstawić milady swoją prośbę.
    - Odwiedzić wasze hospicjum? - Wydawała się trochę zdziwiona jego prośbą. Ale szybko uśmiechnęła się ujmująco. - Naturalnie Otto, skoro mnie tam zapraszasz, to byłabym niewdzięczną małpą jakby po tym wszystkim co dla mnie zrobiłeś, odmówiła ci takiemu drobiazgowi. - Zgodziła się prawie od razu jakby ta wyuzdana, grzeszna orgia, nastawiła ją pozytywnie do świata. - Co prawda hospicja to dość ponure i przygnębiające miejsca ale często w nich bywam w ramach akcji miłosierdzia i charytatywnych. Zwykle jednak nic się nie dzieje, jest dość nudno a żal serce ściska jak się patrzy na te sieroty czy biedaków jakim już nie można pomóc. - Pokiwała swoją grzywą miodowych włosów, jakie też były uprstrzone trawą i kleistą wilgocią tak samo jak jej młode, posągowe ciało. - Jutro jednak nie wiem czy dam radę. Raczej nie wstanę z samego rana. Potem mam u Kamili umówione spotkanie z Benitą. Zasieję ją przyjemniaczkami do pełna a nie tak skromnie jak wtedy w teatrze za pierwszym razem. Może przyjdziesz? Jak chcesz to przyjdź, uprzedzę Kamilę aby cię wpuścili jeśli przyjdziesz. Pewnie po południu, jak wrócimy do miasta. A jutro mam występ podczas porannej mszy a później jadę do Pirory. Pewnie wiesz po co. Więc albo jutro na popołudnie albo jakoś pojutrze. - W nieco frywolny sposób ale przedstawiła mu swoje plany na jutro i pojutrze. Chociaż jak myślał o tym teraz w drodze do hospicjum to to spotkanie z Benitą powinna mieć dziś po południu a ta msza i tradycyjne już “psalmy żałobne u Pirory” to jutro.


    |-Otto, bracia i Greg-|

    - Pochwalony bracie. Wróciłeś do nas? Lepiej wyglądasz niż ostatnio. Chociaż chyba kiepsko spałeś. - Coś takiego często dziś słyszał od braci w hospicjum. W końcu od czasu pobicia na początku tygodnia, pierwszy raz pojawił się w pracy. Stare kąty jednak wyglądały podobnie, tak samo jak służba. Spóźnił się aby pomóc w kuchni przy śniadaniu ale za to dostał dyżur przy zmywaniu po tym posiłku. Później karmienie pacjentów co nie byli w stanie sami jeść, sprzątanie ich cel, wyniesienie do składziku połamanego krzesła i tak dzień schodził. Co prawda odczuwał pewne braki snu ale przynajmniej ciała nie miał tak sztywnego jak wówczas gdy w pełni uczestniczył w takich zabawach. Rutynę przełamały dwa wydarzenia. Pierwszym było z rana spotkanie z przeorem.
    - Dobrze, że do nas wróciłeś Otto. Widzę, że lepiej już wyglądasz. Dobrze posłużył ci ten odpoczynek. - Stary mnich, wydawał się być zadowolony z powrotu swojego prymusa. Za to pozostali bracia na tą przychylność niekoniecznie przyjmowali pokornymi spojrzeniami. Ale na głos nikt, nic w twarz mu nie powiedział. Za to przeor ucieszył się, że być może znajdzie się patron na kolejnego pacjenta. - Ależ to wspaniale Otto! Ależ ty masz do tego rękę chłopcze! - Zaśmiał się i przyjaźnie poklepał go po ramieniu.

    ---

    Drugie spotkanie było z Gregiem. Matołek zamiatał krużganki. Pośrodku był mały ogród, gdzie niegdyś Otto rozmawiał z Annike i Marissą jak obie jeszcze były pacjentkami tego przybytku miłosierdzia. A jego znajomy pacjent przywitał się z nim w nieporadny sposób jaki tylko poświadczał światu, że nie jest w pełni sił umysłwych.
    - Dzień dobry milady. - Skłonił się w past Otto. Wyglądało to jak chłopski prostak na widok przechodzącego obok szlachcia. Gdy się wyprostował wyszczerzył się w głupawym uśmiechu. - I jak dzieci? Bardzo się ruszają? Aha, przeszkadzają spać tak się wiercą? A jak macierzyństwo? Dobrze służy? - Podszedł do mnicha ale ten zorientował się, że pacjent zachowuje się jakby mówił do jakiejś niewidzialnej kobiety obok. Patrzył przymilnie tam gdzie dorosła kobieta powinna mieć brzuch. W pewnym momencie zachichotał i zwrócił się do Otto niczym urwis. - Zobacz jaka ona jest pełna! A chce jeszcze! - Pokazał mu gestem obok jakby naprawdę tu stała jakaś niewiasta. Ale przecież gdyby stała to musiałaby go usłyszeć. Ale Greg już rechotał na całego. - O! To było dobre! Dobrze, że Thorne nie ma bo by pękł z zazdrości! - Pokazywał palcem gdzieś na ścianę. Tam za nią był korytarz. A za nią drewutnia. I równie nagle jak zaczął, tak przestał się śmiać. Wyprostował się i oczy mu szybko chodziły na boki, jakby błyskawicznie czytał wers za wersem.
    - Aha. Bo to jest teraz jak przyszedłeś bez niej. No tak. Nie zauważyłem. Ale sam jesteś sobie winny! Tyle razy już do mnie przychodziłeś i czasem z nią, czasem bez, czasem z jakimiś innymi! - Rzucił oskarżycielskim tonem, patrząc wprost na mnicha. I aby dać mu znak, że się na niego gniewa odszedł parę kroków i zaczął zamiatać. Zrobił kilka zamaszystych ruchów gdy niespodziewanie odezwał się ponownie.
    - Książki chcą aby im przyprowadzić tą którą wezwały. Ona umiała je przeczytać. Będzie umieć wiele rzeczy. Jest potrzebna. Po to ją wezwały. Ona też szuka. Ale zew nie jest tak dokładny aby przyprowadzić ją prosto do książek. Dlatego musieliście jej poszukać w mieście a ona też szukała was. Dojścia do książek. Ale się ukrywa, umie inaczej wyglądać. Ale lubi mieć wiele oczu. Wiele małych oczu. Pamiętasz jak ją spotkaliście pierwszy raz? Właśnie po tych wiele małych oczu ją poznaliście. - Mówił przejętym ale nieco roztargnionym głosem. Co chwila zerkał na mnicha jakby sprawdzał czy ten go słucha.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Warsztatowa 36; kamienica Lebkuchenów
    Czas: 2519.07.26; Angestag; rano - południe
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; deszcz; ziąb (0)

    |-Otto, Teofano i Margo-|

    Po wyjściu z hospcjum, deszcz go zdążył złapać, zanim doszedł do jednej z najlepszych, cukierni w mieście. A potem wszedł do wnętrza kamienicy. Tam zastukał w drzwi i otworzyła mu Margo. Trochę się zdziwiła a trochę ucieszyła na jego widok. Zaprosiła go do środka. - Poczekaj proszę, powiem pani, że przyszedłeś. - Uśmiechnęła się trochę nieporadnie, jakby nie była pewna jak powinna się wobec z niego zachować. Zostawiła go na chwilę samego ale szybko wróciła i zaprowadziła go do pokoju Teofano. Ta też rozpromieniła się na jego widok.
    - Witaj Otto. Jak miło cię widzieć. Margo, przynieś nam coś do picia. - Poleciła pokojówce a ta pokiwała głową i wyszła z pokoju. - Matka poszła do koleżanki a ojciec jest w interesach na mieście. Więc chwilowo jesteśmy tu tylko we trójkę. - Oznajmiła mu przyjemnym, zalotnym tonem. - Czuję je. Czuję je jak się we mnie ruszają. To takie wspaniałe! - Wyznała jakby chodziło o jakąś romantyczną przygodę z eposu rycerskiego. Tylko dłoń trzymała na swoim brzuchu. - Dziękuję ci Otto, że mnie pobłogosławiłeś tym muszym nasieniem. Jeśli bym tylko mogła jakoś ci się odwdzięczyć to powiedz. I naturalnie jeśli znów byłbyś łaskaw mnie obdzielic tymi jajami to z radością je przyjmę. - mówiła do niego jak do kochanka i dobrodzieja jednocześnie. Ale w pewnym momencie się opamiętała.
    - Ale z Margo mam pewien kłopot. Ona też już czuję jak się w niej ruszają. Ale ta idiotka nie docenia jakie szczęście ją spotkało. Mówiłam jej, że przecież te wspaniałe, bogate panie też dały się zasiać i zostały takimi muszymi matkami jak my. To trochę pomogło. Ale pomóż mi ją uspokoić. Może by ją wysłać do któreś z tych szlachcianek? I tak niedługo kończy dniówkę to by wracała do siebie do domu. - Teraz mówiła szybciej ale ciszej. Zapewne nie chcąc by jej pokojówka ją usłyszała. A sądząc po krokach ta już wracała do pokoju.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Trafił mi się wyjazd na weekend. Więc raczej mnie nie będzie. Dlatego przedłużam turę do następnego pt (03.13) bo w ten raczej i tak nie dałbym postu.
    Komentarze

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79
    • Dziękuję wszystkim za zainteresowanie tą rekrutą 🙂 Jakby ktoś jeszcze był chętny to zapraszam na pw 🙂 A na razie proszę Obsługę o zamknięcie rekruty i przeniesienie do archiwum 🙂
    Archiwum

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    |-Tura 71-|

    Oki, to mój msiowy post jest 🙂 Sorasy za poślizg, tydzień temu przewiało mnie i nie byłem w stanie siąść do posta. A w work days to mi trudno napisać coś większego. No ale już mój post jest 🙂 🙂 No i witam nowego gracza czyli Dratha. Będzie grał Marcusem 🙂 Co do terminu to spróbujmy znów 2 tyg czyli do piątku 03.06.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)
    Marcus 12/12 (zdrowy)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 10 PD za scenkę miejską z Larsem

    Egon 10 PD za wspólną scenkę z innymi BG

    Egon 10 PD za scenkę z Łasicą

    Egon 10 PD za deklarki na późny wieczór

    Otto 10 PD za terminowy post

    Otto 10 PD za rozmowę z Łasicą o śnie

    Otto 10 PD za wspólną scenkę z innymi BG

    Otto 10 PD za scenę z Łasicą o planach

    Otto 10 PD za scenkę rozmowy ze szlachciankami

    Otto 10 PD za scenę rozmowy z Anniką

    Otto 10 PD za deklarki na późny wieczór

    Heinrich 10 PD za terminowy post

    Heinrich 10 PD za wspólną scenkę z innymi BG

    Heinrich 10 PD za deklarki na późny wieczór

    Otto 2335 + 70 = 2405 PD
    Egon 1305 + 50 = 1355 PD
    Heinrich 885 + 30 = 915 PD

    • Oki to imprezowa ekipa ma scenkę trudnego poranka. Jak trudny to zależy jak kto hasał wieczorem. Jeśli ograniczył się do roli widza i towarzysza rozmów to po prostu jest niewyspany (ok 3-4 h snu), im bardziej ktoś swawolił tym bardziej to odczuwa o poranku.

    • Każdy z BG ma jakąś retrospekcję z rozmów z poprzedniego wieczora. Jak kto chce to może je pociągnąć w tej turze. Byle nie kłóciło się to z tym co już poszło w sesję.

    • Szlachcianek rano nie ma. Odjechały wozem zaraz po zakończeniu imprezy. Z ich wozu została do rana tylko lady Soria. Zwierzoludzi też nad ranem już nie ma.

    • Później jest jazda wozem do bramy. To jakieś 20-30 min jazdy przez las. Przez ten czas jest okazja aby z kimś pogadać po drodze. Te rozmówki co są, to tylko dla przykładu.

    • Przy bramie jest spotkanie z dwiema szlachciankami. Froyą van Hansen i Fanriel Złocistą. Z wnętrza wozu niezbyt je widać. Może przez jakąś szczelinę. I one mowią do łotrzyc jakie siedzą na koźle. Potem obie szlachcianki odjeżdżają traktem.

    • Generalnie wóz bez większych przeszkód wraca do miasta. No i jest początek dnia więc to już od BG zależy co dalej będą robić. No i ten nowy dzień to już w nowej turze 🙂

    @Marcus

    • Marcus dopiero co wrócił do miasta. Czyli wczoraj, przedwczoraj, na dniach generalnie. I to jego pierwsze spotkanie ze Starszym. Z resztą kultu się jeszcze nie widział.

    • Marcus nie zna "nowych" kultystów czyli np. Otto, Egona i Heinricha. Z BN podobnie. Czyli zna "starych" kultystów jacy od początku byli BN-ami: Łasica, Silny, Kurt (Karlika znał ale ten już nie żyje).

    • Ogólnie to takie spotkanie organizacyjne. Czyli Marcus ma okazję opowiedzieć Starszemu gdzie go wywiało i dlaczego wrócił. Musiało go nie być gdzieś conajmniej od zimy (bo poprzedni rozdział i Egon doszedł w zimie). No i sam może popytać Starszego.


    • Oki, to chyba tyle z mojej strony. Jak coś nie jest klarowne wystarczająco albo o czymś zapomniałem to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 71 - 2519.07.26; ant; ranek

    Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodni kierunek; Zachodnie Kamienie; obóz
    Czas: 2519.07.26; Angestag; ranek
    Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, zachmurzeniee; powiew; nieprzyjemnie (0)

    Wszyscy przy Zachodnich Kamieniach

    Po takich nocnych harcach, świt przyszedł zdecydowanie zbyt szybko. Wydawało się, że ledwo człek zmrużył oko a już trzeba było wstawać. Im bardziej kto figlował ostatniej nocy, tym bardziej przy wstawaniu głowa, wszystkie członki i trzewia bolały. Ciało było zesztywniałe i nie chciało opuszczać ciepłego barłogu w jakim kto się zaszył. - To ostatni raz. Więcej nie piję. - Mamrotała zaspana Łasica. - Więcej nie biorę w żyć. Zaraz mi odpadnie. Czuję jakby mnie pułk wojska wychędożył. - Burgund wyglądała i biadoliła podobnie. - Wstawać leniwe kwoki! Kto za was tu posprząta! - Oksana okazała się jedną z nielicznych osób co rano wydawały się jako-tako na chodzie. Widocznie nawyk zaczynania wcześnie dnia w sklepie okazał jej się bardziej przydatny niż ladacznicom, które uważały za dyshonor wstawanie przed południem. - Przestań się wydzierać dziewko bo cię przełożę przez kolano. - Łysy mięśniak tym razem wyglądał jakby miał równie ciężkie wstawanie jak jego główna rywalka. - Oh… Chyba mi chustka wypadła… No jeszcze tego brakowało aby mnie jakiś kozioł zbrzuchacił… - Trudno było powiedzieć czy Astrid gada tak na poważnie czy to tylko pierwsze wrażenia z rana przy załatwianiu swoich potrzeb pod drzewem. - Ale mnie plecy łomoczą… Chyba w coś przygwoździłem… Ale warto było! Co wychędożyłem to moje! Zdążyłem wziąć te obie szlachcianki zanim kozły przyszły! - Rune z początku wyglądał równie mizernie jak reszta. Ale szybko przypomniał sobie coś na osłodę porannych boleści. To zresztą podziałało ożywczo na resztę. Zaczęły się niemrawe śmiechy i kiwanie głowami. Kto chciał wczoraj poswawolić to miał okazji aż nadto.

    Ale półmrok poranka po załatwieniu ablucji był podobnie pracowity jak wczorajszy przyjazd. Tylko dziś trzeba było rozrzucić spalone i nie spalone drewno w las. Miało to zmniejszyć szansę, że ktoś zacznie coś podejrzewać na ślady tylu ognisk. Co prawda samej drogi od Kamieni nie było widać, ani tym bardziej murów miasta. Ale jednak była szansa, że do następnej orgii ktoś tu może zajrzeć. I tak było wiele zdeptanej trawy po tańcach i swawoleniu ale tego już nie dało się zatrzeć. Można było mieć nadzieję, że trawa powstanie zanim ktoś tu przyjdzie. Jeszcze zebranie pustych butelek, naczyń co zdradzały, że ktoś tu przynajmniej obozował. I też nie było do końca pewne czy udało się zebrać wszystkie. Jak widział Heinrich swoim wiedźmim wzrokiem, wczorajsza orgia chyba wpłynęła na te plamki Dhar. Wiatry Magii stały się jakby żwawsze i bardziej wzburzone. A te smoliste okruchy mrocznej mocy jakby się zrobiły ciut wyraźniejsze. A może to wczoraj były mniej wyraźne? Do końca nie był tego pewien.

    O poranku Otto czy Heinrich, co się ograniczyli do roli obserwatorów wcześniejszej nocy, z jednej strony mieli niezłe widowisko tuż przed oczami a z drugiej rano cierpieli o wiele mniej od większości kolegów i koleżanek. Jedyną osobą jaka mimo pełnego uczestnictwa we wczorajszych swawolach wydawała się świeżutka jak wiosenny poranek była lady Soria. To, że rano okazało się, że jest wśród nich, było dla większości grupy pewną niespodzianką. Zapewne spodziewali się, że wróci razem z resztą szlachcianek do leśnego dworku z jakiego się wieczorem wykradły. Ale syrenia milady została na miejscu. I o poranku wyglądała jakby zmęczenie i zmaltretowanie pozostałych, jej nie dotyczy. Emanowała książęcą elegancją, nienagannym makijażem i ufryzowanymi włosami. Chociaż nikt nie mógł sobie przypomnieć gdzie doprowadziła się do takiego porządku. Fizyczna praca pomagała jednak rozgrzać i rozruszać ciało. Tak samo jak wspólne wspomnienia z wyuzdania jakiego się dopuścili ledwo parę dzwonów temu. Więc wraz z blaskiem poranka i nieco wytłumionym odgłosem świątynnych dzwonów z miasta, towarzystwu wracały dobre humory. Dominowały sprośne tematy, kto z kim i jak i ile razy. No i nie było błękitnokrwistych koleżanek więc bez kozery była okazja je obgadać.

    - Ja miałam je obie. Tam w środku. Oh, jakbym chciała je zbrzuchacić! No chociaż jedną. Ale one tyle kozłów wczoraj przyjęły, że nawet jak będą z brzuchem to nie będę wiedzieć czy to moje. Może z Kamilą? W teatrze była dla mnie bardzo miła. I też mi się udało w niej. A znacie jeszcze jakieś szlachcianki jakie by ze mną chciały? - Lilly rozgadała się gdy już pakowali się na wóz. Koleżanki żartowały z niej, że taka wybredna i nawet Fabienne i Odette nie są dla niej zbyt dobre. Mutantka przynajmniej przygotowała kiełbasę, gotowane jajka, ser i pajdę chleba dla każdego kto był w stanie przełknąć śniadanie.
    - A wiedzieliście jak Odette zasiewała każdą jaka rozkładała przed nią nogi? Tą zabaweczką od Otto. Chyba jej się spodobała ta zabawa. Ale ładnie się z nami bawiła. No i od razu chciała się umówić na następny raz. To chyba też jej się spodobało. Pasuje do nas nie? - Łasica władowała się na kozła. Ale jeszcze czekała aż pozostali wejdą na wóz.
    - Pasuje, pasuje. Oćwiczyłam ją wczoraj trochę pejczem i szpicrutą. Wydaje mi się bardzo podobna do Fabienne w takich zabawach. - Onyx podzieliła się swoją opinią na ten temat.
    - Ja tam brałem je obie. I jeszcze parę innych. I to rozumiem. Na takie spotkania to ja mogę przychodzić. - Lars zaśmiał sie rubasznie. Popił winem z kufla i przegryzł z zestawu śniadaniowego jaki przygotowała kopytna mutantka.
    - A mnie Genda powiedziała, że noszę jej dziecko. Że ona to we mnie wyczuwa. - Onyx odezwała się nieco niepewnie. Popatrzyła na sąsiadki i sąsiadów ładujących się na wozie.
    - To spędź zanim coś się zacznie dziać. Na co komu ciężarna ladacznica? I co zrobisz jak urodzisz kopytne? - Burgund poradziła jej tonem doświadczonej koleżanki po fachu.
    - Jakby to było przy jednym z naszych pierwszych razów. To z miesiąc temu było. No to by mogła mieć rację. - Onyx mamrotała pod nosem jakby nie usłyszała sąsiadki.
    - A ile Layla tych jaj przyjęła! Aż się dziwiłam. No ale mówi, że jej nikt nie zna i, że jak u Pirory będzie mieszkać to się nie boi, że jej się w parę dni brzuch zrobi. - Burgund wyglądała, że jest pod wrażeniem wyczynu wężowej kapłanki. - Ale mówiła też, że miała sny, że jest w ciąży i rodzi pobłogosławiony owoc. Tylko póki tu nie przybyła to nie wiedziała, że chodzi o robaki. - Podzieliła się informacją z wczorajszego wieczora. To akurat nie było tak łatwo przegapić. Bo się działo niedługo po przyjeździe szlachcianek, jeszcze przed przybyciem ungorów. Gdy teatralna diwa, z lubością chędożyła koleżanki za pomocą wypełnionej jajami zabaweczki pożyczonej przez jednookiego mnicha. I wężowej kapłanki też nie oszczędziła a ta wyglądała na bardzo chętną na takie zabawy. A potem na chwilę rozmowy ucichły bo Łasica sieknęła koński grzbiet batem i wóz ruszył. Zaczęło dominować trzeszczenie drewna w bujającym się pojeździe. Wewnątrz, pod plandeką panował półmrok więc co niektórzy znów zapadli w letarg albo sen. Co sprzyjało albo własnym rozmyślaniom, albo rozmowom z sąsiadami.

    Otto

    Jednooki mnich, po tej orgii, miał ciało i umysł w zdecydowanie lepszym stanie, niż choćby wczoraj po wieczornych zabawach w teatrze. Tym razem też przespał noc spokojnie i nic niezwykłego mu się nie śniło. Wieczorem porozmawiał z Anniką tak jak wcześniej planował. Czarnowłosa klucz Norry wydawała się przygnębiona tym, że nie może dotrzeć do tego głazu jaki ją wzywa. Samego starcia z jego strażnikiem się nie bała. Natomiast zdawała sobie sprawę, że fizyczność miasta sprawia, że strażnicy ją przechwytują i to się raczej nie zmieni. Dywagowała czy by nie mogła zostać poza murami ale raz, że jej milady musiałaby się na to zgodzić a dwa to nie miała pojęcia kiedy następnym razem usłyszy zew kamienia.

    Natomiast nocne widowisko było wyborne. Plugawa orgia poddanych imperatora z kopytnymi wrogami ludzkości. Bez zwierzoludzi, młode, atrakcyjne kobiety z kultu, miały zdecydowaną przewagę liczebną nad kolegami z kultu. Zwłaszcza, że on i Henrich, nie brali udziału w zabawie. To chyba akurat ani hedonistkom, ani mężom nie przeszkadzało. Zwłaszcza jak ladacznice potrafiły się zabawiać same ze sobą, bez udziału mężczyzn. Wyuzdana golizna aż biła po oczach. Tam kobiece dłonie zaciskające się na piersiach partnerki, tu utalentowane usta koleżanki pracujące na berle kolegi, tam kobiece chędożenie z pomocą przypinanej do bioder zabawki. Działo się i to bez skrupułów i wahania. Gdy przybyli zwierzoludzie Ungarda to przerwało swawole tylko na chwilę. I przynajmniej teraz samce znaleźli się w przewadze liczebnej. Chociaż ludzkim samicom to jakoś nie przeszkadzało. Dało się zauważyć, że ungorów przybyło więcej niż ostatnim razem. Teraz to już było ich ze dwie dziesiątki. Otto w pewnym momencie dojrzał tego z owadzią głową i jeszcze dziwniejszym przyrodzeniem. Może nauczony poprzednim doświadczeniem nie próbował swych sił z innymi samicami a może akurat mnich go dojrzał, jak chędożył przywiązaną do kamienia diwę. Jednocześnie jakby zajadał się jej jędrnymi piersiami a potem jego krótka trąbka błądziła po ustach i twarzy aktorki. Ta zresztą bynajmniej się nie wzbraniała przed tymi obrzydliwymi pieszczotami. Potem chyba zajął się Fabienne ale ta była przywiązana do ziemi więc słabiej ją mnich widział. W pewnym momencie podeszła do niego Lilly. Właściwie to wróciła do wozu po wino. Była naga, ze sterczącym z podniecenia przyrodzeniem, znamieniem Wężowego Boga tuż nad nim i pół zwierzęcymi nogami, porośniętym liliowym, zaskakująco delikatnym futrem.
    - A ty tak dzisiaj tylko patrzysz? - Wyglądała na zdziwioną, widząc dzisiejsza abstynencję kolegi. Ale zajęła się nalewaniem wina do dzbanka. - Wiesz, rozmawiałam z tymi zwierzoludźmi. I dziewczynami. - Zaczęła pogawędkę a gdy była tak pochylona, to prezentowała swój całkiem, zgrabny, kobiecy tył. Tylko mnich nie był pewien czy robi to świadomie aby go sprowokować czy nie. - Dziewczyny by chciały się spróbować z tymi zwierzoludźmi co Joachim ich spotkał. To gdzieś na południe, w drodze do Saltburga. Oni mieli łby zwierząt więc to pewnie gory a nie ungory jak te tutaj. - Machnęła liliową głową w bok na stado baraszkujące z ich koleżankami. - Gory zwykle są większe i groźniejsze niz ungory. Ale ta blondyna co ją Łasica z Burgund przewiozły łodzią do Joachima jest od nich. I mówiła, że się z nimi chędoży. No to pewnie, wiesz, że dziewczynom się to spodobało. - Zachichotała na koniec. Otto coś obiły się o uszy wzmianki o tym nowym stadzie i dwóch ludzkich kobietach jakie miały z nimi coś wspólnego ale bez detali. - No ale zapytałam o tych gorów tych tutaj. No i cóż, wychodzi na to, że tamtych znają. Ale nie przepadają za sobą. Wiesz walki o terytorium łowieckie, do napadów na ludzi, na trakty i tak dalej. Oni wszyscy są dość terytorialni. - To wzajemna niechęć między stadami kopytnych jakoś liliowłosej nie dziwiło. W końcu napełniła dzban więc się wyprostowała i znów odwróciła do mnicha przodem. Teraz zamiast jej nagich, zgrabnych pośladków, widział jej nagie, pełne piersi. I sterczące z podniecenia przyrodzenie. I odcisk ust na kopytach. - No ale oni mówią, że na czele tych gorów stoi Gomrul Rozpruwacz. Nie oddają czci żadnej z czterech potęg. Napadają na sioła i podróżnych, walczą z orkami i ludzkimi banitami. Ale mają też kontakty z innym plemieniem kopytnych na bagnach. Chodzi o te wielkie, na zachód od miasta. Te co my nazywamy Teufelsump. Tam jest plemię mają szamana i plemię Ungarda czasem wysyła kogoś do Gomrula aby pozwolił przejść do tych na bagnach. No pewnie trzeba im zapłacić okup za przewodnika czy jak to oni tam robią. No ale chciałam ci tyle powiedzieć, że tam na bagnach, jest jakieś kolejne plemię kopytnych z mocnym szamanem. Te bagna to oni uważają za magiczne i nawiedzone, za bramę do innych światów i czasów, gdzie magia jest i zawsze była silna. - Mutantka po koleżeńsku, podzieliła się z mnichem czego ciekawego dowiedziała się i od koleżanek i od kopytnych. Jakby chciała mu się odwdzięczyć, że po rozmowie z nim, obie śliczne szlachcianki, zaprosiły ją do zabawy i mogła je wychędożyć tak jak po cichu pragnęła.

    Heinrich

    Były łowca czarownic mógł się przekonać, jak daleko odszedł od ideałów jakie niegdyś wyznawał. Widząc taką skalę plugawego bezeceństwa jakie odprawiano na jego oczach, powinien złapać za pistolet, miecz, pochodnie i zniszczyć to gniazdo zdradzieckich żmij! To było złamanie wszelkich praw ludzkich i boskich. No albo sam powinien palnąć sobie w łeb. Tymczasem siedział sobie gdzieś na uboczu, i przyglądał się tej bezecnej orgii. Widział jak Łasica sobie śmiało poczyna z koleżankami. Dawał o sobie znać jej uliczny temperament. Niejeden mąż mógłby pozazdrościć jej wigoru w biodrach. Do tego zazwyczaj była dominującą partnerką. Czyli zupełnie inaczej niż pewnej nocy co się włamała do niego i posłusznie dała się przywiązać do łóżka. Chociaż gdy tej nocy spotykała się z milady Sorią, to wobec niej zawsze zachwywała się jak dwórka wobec swojej hrabiny. Z drugiej strony wobec córki Soren chyba większość dziewcząt tak się zachowywała. Będąc z boku, Heinrich miał okazję obserwować dwoistą naturę wężowej milady. W każdym momencie, i z każdej strony, wydawała się równie ponętna. Jak ożywiony posąg jakiejś starożytnej bogini o idealnych proporcjach. Ale zauważył, że czasem była wyłącznie kobietą, a czasem miała całkiem solidne przyrodzenie. Chociaż dwupłciowość to z tego co pamiętał, to była jedną z cech wyróżniających obdarowanych przez Księcia Hedonizmu. A swoim trzecim, niematerialnym okiem, widział jak jej jestestwo, wzburza przepływ Eteru. Zwłaszcza gdy była zajęta zabawą i zapewne mniej się kontrolowała. No ale jak już zabawa wyraźnie dogasała to wreszcie znalazł okazję, aby porozmawiać z lady von Treskow. Właściwie to sama do niego przyszła. Dokładniej po dzban wina który od razu, zaczęła pić duszkiem. Widział ją wtedy z bliska, z całej okazałości. Dostojna, piękna i elegancka milady, teraz była całkowicie naga. A jej zgrabne ciało plugawiło błoto, grudki ziemi, źdźbła trawy, siniaki, zadrapania oraz mnóstwo kleistych wydzielin jakie zapewne w sporej mierze nie pochodziły od ludzi. Gdy szlachcianka ugasiła pragnienie, miał okazję aby ją zapytać o inne aktorki ze stolicy prowincji. W pierwszej chwili miodowłosa wyglądała jakby go nie zrozumiała. Zamarszczyła brwi jakby zastanawiała się nad jego pytaniem.
    - Czy znam inne aktorki? - Zapytała zdziwiona. - Proszę mnie nie obrażać kawalerze. - Fuknęła na niego tak jakby była w pełnej gali na jakimś przyjęciu dla saltburskiej elity a nie nago, oblepiona śladami właśnie zakończonej orgii ze zwierzoludźmi. - Co za pytanie. Oczywiście, że znam mnóstwo aktorek w Saltburgu. A także w Marienburgu, Erengardzie, Kislevie, Praag, Wolfenburgu i mnóstwie innych wielkich miast. - Prychnęła jakby się poczuła urażona, że wziął ją za jakąś podrzędną aktoreczkę z obwoźnej trupy cyrkowej. - I wiele z nich jest moimi dobrymi przyjaciółkami. - Uśmiechnęła się dumnie z wyraźnym poczuciem wyższości w oczach. Natomiast kolejne pytania nieco zbiły ją z tropu.
    - Są jakieś aktorki z Saltburga jakie przyjechały na festyn? Jeśli tak to jakieś mikre bo ja o nich nie słyszałam. Jakby przyjechały jakieś znane to bym ja albo Fabienne, Pirora czy Kamila od razu byśmy o tym wiedziały. Zresztą, gdzie by miały przyjechać, jak nie do teatru? A teatrem zawiaduje głównie Kamila. Ona mnie zresztą tu zaprosiła i dalej korzystam z gościny u jej ojca. - Pomysł, że ktoś znany miałby przyjechać do Neus Emskrank bez jej wiedzy, wydał jej się kuriozalny. Chociaż dopuszczała możliwość, że o jakiejś drobnicy co nie była zaproszona przez śmietankę towarzyską tego miasta i nie występowała w teatrze, to mogła nie wiedzieć. Jednak zaraz uśmiechnęła się pogodnie do rozmówcy.
    - Ja wczoraj wysłałam list do moich przyjaciółek w Saltburgu. Niech przyjeżdżają! Zobacz kawalerze ile tu pyszności! - Teatralnie wskazała dłonią na oświetlone dogasającymi ogniskami pobojowisko po orgii. Po czym palcem zahaczyła o kleistą maź na swoich nagich, pełnych piersiach i patrząc wprost na starszego mężczyznę wsadziła sobie do ust jakby to był najwyższej jakości smakołyk. - Oh one koniecznie muszą tego spróbować. Nie może ich ominąć tak przednia zabawa. - Zaśmiała się jakby już cieszyła się na przyjazd koleżanek jakie będzie mogła zaprosić na takie orgie jak właśnie wokół nich kończyła się. - No i jest jeszcze to. - Pogłaskała swój płaski brzuch. Chociaż zanim przyszli zwierzoludzie, Heinrich widział jak przypinaną do bioder zabaweczką, ochoczo zasiewała swoje koleżanki a i na koniec sama wysoko uniosła swoje zgrabne biodra aby koleżanki mogły w nią wlać nową porcję muszych jaj. - Wiesz? Chyba się zaczyna. To o tym musiała mówić Fabi. Oh! To jest naprawdę takie ekscytujące! Ona miała rację! Jeszcze nie przeżyłam czegoś takiego a wiele już próbowałam! Nareszcie coś nowego! Ostatnio mi się śniło, że jestem poważnie zbrzuchacona tymi czerwiami i jeszcze karmię je piersiami! Aż się nie mogę doczekać! Mam nadzieję, że to będzie prawda. Jeszcze jakieś muchy tam były, takie wielkie. Tylko nie wiem czy to będą moje dzieci, mężowie czy tylko taki symbol. - Aktorka z radością opowiadała mu swój sen, mieszając je ze swoimi planami z przeszłości i przyszłości. Wydawała się być jednocześnie wymęczona i pijana ze szczęścia. I znów jego pytania zabiły jej gwoździa.
    - Znaczy, poczekaj, jaka zaraza? Jaka z Saltburga? No kawalerze, ja bardzo chętnie dam się zapłodnić tymi pieszczoszkami, myślę, że chociaż część moich przyjaciółek co przyjedzie też. No ale dalej z tą zarazą to niezbyt wiem o czym mówisz. - Przyznała, że nie jest pewna czy mówią o tym samym. Na koniec jednak zakończyła pozytywnym akcentem. - W każdym razie kawalerze, jakbyś miał jakąś interesującą i nietuzinkową przygodę, dla spragnionej mocnych wrażeń milady, to śmiało daj mi znać. A jeśli bym ci się mogła jakoś odwdzięczyć, w sprawach sercowych czy dotyczących niewiast to też daj mi znać. Wyglądasz na samotnego kawalerze. Aż serce mi się kraje, że środek nocy a ty taki czysty i ubrany. - Chyba wzięła go za kogoś nieśmiałego albo pechowca co nie znalazł sobie nikogo do zabawy. I dlatego była gotowa mu pomóc jeśli by miał jakieś trudności z nawiązywaniem kontaktów z płcią przeciwną. A niedługo potem, Odette von Treskow, udała się do wozu aby się doprowadzić do porządku. Inne szlachcianki czyniły podobnie. W końcu ubrały się w czyste, suche ale zwykłe spódnice i pomachały na pożegnanie pozostałym, nim ich wóz szybko zniknął w mrokach nocnego lasu.

    Egon

    Gladiator znalazł okazję, aby razem z Larsem, pogadać z Ungardem i Gnakiem. Chociaż musieli skorzystać z pośrednictwa lady Sorii jaka bez trudności posługiwała się językiem obu ras. A przy okazji, dodawała splendoru tym negocjacjom. Od zwierzoludzi dowiedzieli się paru, ciekawych rzeczy. Tak, wiedzieli gdzie jest głaz Krwawego Boga. I co prawda nie było do końca pewne czy chodzi o głaz jaki wzywał Annikę albo śnił się Egonowi, ale przyajmniej boski patron się zgadzał. Co więcej, obaj kopytni mówili, że to głaz poświęcony samicy co była wielką wojowniczką. Zdaniem Sorii, to było wyróżnienie bo samice rzadko cieszyły się poważaniem w stadach zwierzoludzi. Miały rodzić koźlątka i zajmować się nimi póki nie podrosły na tyle aby polować i zabijać. Więc ten głaz poświęcony samicy to był zdaniem milady pewien wyjątek jak na standardy kopytnych.
    - Ale oni tam nie chodzą. To teren Krwiożerców. Bestigorów. Najpotężniejszych z kopytnych. Są agresywni i polują na wszystko w okolicy. Jak się skończy to przenoszą się dalej i wszystko zaczyna się od nowa. Dlatego czasem może się zdarzyć, że przy głazie nie ma całego stada ale zawsze jest jakiś strażnik albo paru. I reszta stada prędzej czy później, zawsze wraca do kamienia. Czują jego krwawy zew. Dla Ungarda to nie tak blisko aby tam się zapuszczać i niezbyt mają po co. Oni nie wyznają Krwawego Ogara, choć czasem któryś z nich poczuje w sobie jego zew. Wtedy zwykle albo ginie w walce na miejscu albo opuszcza stado. - Więc z Larsem, poprzez Sorię, dowiedzieli się o jakimś głazie poświęconym Bogowi Krwi ale nie do końca było wiadomo czy to ten właściwy no i ungory nie kwapiły się aby tam się udać. A sam głaz miał nie stać samopas. Co do interesów to tutaj Ungard i Gnak wykazywali znacznie więcej entuzjazmu. Nawet zanim milady przetłumaczyła ich słowa, widać było, że wizja polowania na ludzi, im się podoba.
    - Mówią, że się zgadzają polować po wioskach i traktach. Zgadzają się oddawać wam kobiety. Wolą mężczyzn, są silniejsi, więcej mogą pracować i jest na nich więcej mięsa. Ale w zamian chcą broń i pancerze. Najlepiej topory i włócznie. Dobre strzały dla łóczników. Przeszywalnice lub kolczugi. Tego nie mogą ani wytworzyć w lesie ani kupić. W zamian możecie sobie wziąć monety. Oni ich nie potrzebują. No i oczywiście przy założeniu, że nasze dziewczynki wciąż będą przychodzić chędożyć się z nimi. Dobrze aby wydały na świat zdrowe koźlątka, to wzmocni ich stado. - Wężowa milady, przetłumaczyła wstępne warunki jakie przedstawili kopytni. Lars się ucieszył, że nie rościli sobie pretensji do schwytanych kobiet. Nawet rozumiał ich logikę, w Norsce też mężczyznę niewolnika, można był zwykle sprzedać lepiej niż kobietę. Co do tego, że zabraknie chętnych koleżanek do chędożenia to po tym co tu tej nocy widział, się nie martwił. Jeszcze mniej o te potencjalne koźlątka, zwłaszcza, ze to przez pierwsze parę tygodni czy miesięcy i tak było trudne do zweryfikowania. Więc zostawała ta broń i pancerze. Na szczęście Ungard co prawda chciał aby tak wyekwipować wszystkich swoich wojowników, ale rozumiał, że trudne jest wszystkich na raz. Więc był skłonny przyjmować te dary za współpracę sukcesywnie. Jakąś jedną, dwie zbroję i parę sztuk porządnej broni jako minimum. Lars popatrzył tutaj na Egona jako tutejszego co lepiej zna tubylcze warunki. Brodacz zdawał sobie sprawę, że za zwykły topór albo miecz to zwykle płaciło się kilka monet. Pancerze były droższe, za przeszywalnicę szło zwykle dziesięć do dwudziestu monet, kolczugi to już chodziły po trzy, cztery, te mocniejsze nawet za pięć dych. Więc kupno paru kompletów wydawało się do zrobienia ale ze dwa czy trzy tuziny to już koszty robiły się dość spore.

    Wszyscy

    Wóz kolebał się na polnych wybojach. W półmrocznym wnętrzu pod plandeką, wiózł większość uczestników wczorajszej orgii. Monotonny choć chaotyczny, ruch sprawił, że część kultystów zapadła w drzemkę. Łasica powoziła z kozła, obok niej siedziała Brugund. Wyglądały jak dwie portowe dziewki albo handlarki co jechały do miasta. Ze środka wozu widać było ich plecy. Więc lepszy widok był przez tylną klapę wozu. Niewiele się jednak działo. Ot kolejne kawałki nędznej drogi przez las.
    - Ale powiem, wam, warto było. Chyba mi się spodoba tu na południu. Jeszcze jakby się udało odnaleźć te kurchany na południu i zrabować skarby to by był dobry materiał na sagę. - Astrid popijała z butelki i siedziała na jakimś worku. Widocznie nie zmieniła swoich planów aby wrócić do swojej ojczyzny, jako wielka i bogata awanturniczka z mnóstwem przygód do opowiedzenia.
    - Jakby w armii były takie ladacznice to pewnie bym nie dał dyla stamtąd. - Rune zaśmiał się i też miał miłe wspomnienia. Siedział przy tylnej klapie i też regularnie pociągał z gąsiorka.
    - Rozmawiałam z lady Odette przed odjazdem. Była zachwycona tym balem na świeżym powietrzu. Powiedziała, że napisze listy do swoich koleżanek z Saltburga aby też tu przyjechały się tu z nami zabawić. - Lilly podzieliła się plotką ze swojej nocnej rozmowy z teatralną diwą. Wolała miejsce w głębi wozu, aby za bardzo nie rzucać się w oczy.
    - Ciekawe czy Adriene doszła do siebie po zabawach w teatrze i dziś poszła do roboty. - Oksana uśmiechała się leniwie na myśl o nowej niewolnicy jaką mogła z Hubertem, pochwalić się poprzedniego wieczora przed resztą zboru. - Planujemy ją przygotować na tyle aby móc ją zabierać na następne takie spotkania. Myślę, że na początek mogłaby się poznać z Lilly albo Dorną. Całe stado zwierzoludzi to może być dla niej szok. Szkoda, że nie mamy żadnego takiego w mieście. Można by z nią potrenować przed wypadem za miasto. - Główna krawcowa Huberta podzieliła się swoimi planami co do młodej pracownicy ratusza.
    - A ty co Otto? Wracasz do hospicjum, czy masz inne plany? - Silny zagadnął jednookiego mnicha. Całkiem słusznie. Wciąż było na tyle wcześnie, że gdyby zaczynał swój dzień pracy, to właściwie od razu, mógłby tam jechać. Większość ran po bójce z ulicznikami z początku tygodnia, już mu się zagoiła choć z drugiej strony przeor i tak mu dał wolne aż nie wydobrzeje. I raczej tego by nie sprawdzał o ile by się to dziwnie nie przedłużało.
    - Heinrich a ty to się wczoraj oszczędzałeś co? Jeśli to nie twoja pasja to miło, że dotrzymałeś towarzystwa Pirorze. Otto zresztą też. Czyżbyście we trójkę knuli jakiś romans? - Lady Soria zagaiła do byłego łowcy czarownic. Ale w żartobliwy sposób. - Czyżbyś miał jakieś kłopoty sercowe? Jakaś ślicznotka odrzuciła twoje zaloty? - Wydawała się przyjaźnie nastawiona i nie pytała ze złośliwości. - Oczywiście rozumiem, że takie zabawy nie są dla każdego więc miło, że dołączyłeś do nas chociaż jako opiekun i widz. Mam nadzieję, że jeśli widowisko ci się spodobało to zaszczycisz nas swoją obecnością w przyszłych spotkaniach. - Milady i grubych, granatowych warkoczach, jakie w półmroku zdawały się drgać i poruszać się wbrew ruchom wozu, postarała się aby go nie zniechęcić i jej żartów nie odebrał jako przytyk.
    - Myślisz, że Łasica będzie się do czegoś nadawać? Wygląda jakby spała na tym koźle. A wczoraj się nie oszczędzała. Mówiłem ci, wczoraj, że jak hulanki będą na całego, to nie szykuj się, że z rana ruszymy do Śpiącego. Zresztą mnie we łbie też huczy. Ciekawe co Bjorn porabia. - Lars zagadał do Egona. Nie zapomniał, że mieli w planie dziś udać się do grobowca nekromanty ale widząc w jakim stanie jest cała grupa, miał sporo wątpliwości, czy tak od razu, z rana, będą w stanie ruszyć poza miasto. Właściwie tylko wężowa milady wyglądała na rześką. Ona zaś właśnie rozmawiała z Laylą w tym dziwnym, południowym języku który chyba oprócz nich dwóch, nikt w ich grupie nie znał. Trwało to dłuższą chwilę ale w końcu Soria przeszła na reikspiel.
    - A ja bym chciała znaleźć miłosne gniazdko mojej matki. - zaczęła zerkając na zebrane w wozie towarzystwo. - Moja matka jak gdzieś zatrzymywała się na dłużej, to urządzała sobie taką kwaterę. Tam urzędowała knując swoje intrygi i czerpiąc z przyjemności życia całymi garściami. Takie gniazdko miłości będzie emanować jej esencją, zawierać część jej mocy. Jeśli na przykład jakaś ślicznotka, bardzo kocha zwierzęta, to choćby kochali się codziennie to dzieci z tego nie będzie. A jak by to zrobili w gniazdku miłości mojej matki, to mogą być. Nie na darmo, nazywano ją Matką Potworów. A to tylko część możliwości jakie ma takie niesamowite miejsce. Myślę, że to ono śni się Marissie. Zapewne w nim może osiągnąć spełnienie. To może być też krok do sprowadzenia mojej matki na ten świat. Rozmawiałam ją, to zapewne jest miejsce pod ziemią. Jest tam woda, grota i pająki. I jakaś dziura na górze, przez jakie wpada światło. No i pająki. Więc jeśli usłyszycie coś o takim miejscu, to proszę, dajcie mi znać. - Syrena mówiła słodkim, kojącym głosem, że aż chciało jej się słuchać. I też jej zależało aby odnaleźć to wyjątkowe miejsce dla jej matki.

    ----

    Jechali w kołyszącym się wozie przez las. I tak naprawdę, ruch się zaczął dopiero jak łotrzyce wjechały na saltsburski szlak. Tu już było widać innych podróżnych. Wozy, pastuchów z bydłem, ludzi zbierających chrust w pobliskim lesie albo chłopów przybyłych po coś do miasta. Teraz przez tylną klapę było ich widać albo gdy szli czy jechali za ich wozem, albo mijali go i jechali na południe. Ich pojazd w końcu zatrzymał się, ustawiając się w kolejce przed bramą aby wjechać do miasta. Trochę to trwało nim leniwą sielankę przerwał nagły syk Łasicy.
    - To Froya van Hansen! I Fanriel Złocista! Jadą tutaj! - Jej szept zelektryzował atmosferę na wozie. Ale ze środka, nic z tych rewelacji nie było widać. Jedynie plecy i głowy obu łotrzyc. Słychać było odgłos zbliżających się kopyt. Koń lub dwa. Poruszały się spacerowy tempem. Po chwili dał się słyszeć głos blondwłosej szlachcianki.
    - A kogóż ja widzę? Znów gdzieś jedziesz wozem Katju i spotykamy się w bramie?
    - Pochwalony milady. Ja też bym wolała spotkać się z milady w przyjemniejszych okolicznościach.
    - No miałaś okazję Katju, zapraszałam cię do siebie.
    - Bardzo przepraszam milady! Ja bym bardzo chciała znów móc ci pokornie służyć ale tyle roboty. Ostatnio robiłam w teatrze. Jakbym tylko mogła to od razu bym pobiegła paść do pięknych stóp milady!
    - To prawda, pamiętam tą dziewkę z teatru. Tą drugą też. - Do rozmowy włączył się aksamitny głos morskiej elfki. Wtedy Burgund pokornie skłoniła głowę.
    - Czyli Katju wszystkim usługujesz tylko nie mnie? - W głosie szlachcianki dał się słyszeć odcień irytacji.
    - Ależ milady, ja jestem gotowa służyć milady od zaraz! - Łasica zawołała gorliwie i chyba nawet szczerze. Bo jak już wspominała swoj krótki epizod sluży u jednej z dwóch najbogatszych i najznamienitszych panien na wydaniu w mieście to zawsze z ciepłem i czułością.
    - Teraz to ja jadę z moją drogą przyjaciółką Fanriel na małą przejażdżkę po lesie. Jak wrócimy to by nam się przydała odpowiednio wyszkolona służba. - Dumna szlachcianka nawet nie podniosła głosu ale i tak jej życzenie zabrzmiało jak rozkaz.
    - Tak milady. Będę zaszczycona. Dziękuję milady. - Łotrzyca podziękowała z pokorą i nie odważyła się znów migać przed spotkaniem.
    - Dobrze. Do zobaczenia wieczorem Katju. - Brzmiało jakby w głosie van Hansen, pojawił się cień satysfakcji. I znów dał się słyszeć odgłos kopyt. Oba wierzchowce mijały właśnie wóz. Po chwili, przez tylną klapę, było widać plecy obu szlachcianek. Froya miała włosy spięte w prosty warkocz jaki wyróżniał się na brązowym kaftanie, elfka miała swoje spiętę w finezyjną siateczkę. Obie były w spodniach a przy siodłach miały umocowane kołczany, łuki i oszczepy.
    - No to sami słyszeliście chłopaki. Najwyżej ta ruda wiewióra z wami pójdzie na robotę bo ja wieczorem będę bawić nasze błękitnokrwiste piękności. - Łasica już normalnym głosem, odwróciła się do wnętrza wozu wskazując, że Egon i Lars mogą zabrać Burgund.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Nabrzeże Mew, koga “Stara Adele”
    Czas: 2519.07.26; Angestag; ranek
    Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, zachmurzeniee; powiew; nieprzyjemnie (0)

    Marcus

    Znów tu był. Poczucie, że wraca się w znajome kąty było bardzo silne. Tyle czasu go tu nie było. Jak tylko wrócił to widział to po tym mieście. Niby to samo. A jednak dostrzegał też i zmiany. Teraz przyszedł na Nabrzeże Mew, tak samo jak tyle razy wcześniej. Już z daleka widział znajomą, bryłę starej kogi. Z bliska dostrzegł nazwę wymalowaną na dziobie. “Stara Adele”. Łajba była starsza od niego. I gdy pierwszy raz podążając za sennym zewem z innego wymiaru, przybył do tego miasta, stara koga już tu kotwiczyła. Teraz stanął tuż przy niej. Burty zbyt wysoko wznosiły się nad pirsem aby dało się tam ot tak wejść. Ale wiedział co trzeba zrobić. Uderzyć w burtę, aby go tam w środku usłyszeli. W charaktersytyczny sposób jaki oznaczał swojego, kogoś z ich sekretnej rodziny. Zwykle trzeba było trochę poczkeać bo zanim kuternoga Kurt dokuśtykał się na pokład to trochę czasu mu to zajmowało. Tym razem nie usłyszał charaktetysrycznego stkukotu drewnianej nogi o drewniany pokład. Kroki były bardziej płynne ale bez pośpiechu. Zza burty wychylił się ktoś w kapturze.
    - No proszę kto wrócił do domu. - Usłyszał uśmiech i rozpoznał głos Starszego. Potem jeszcze chwila zanim przywódca zboru zestawił na dół drabinę po jakiej gość mogł wejść. Gdy to zrobił polecił mu aby znów wciągnął ją na pokład. - Poczekaj w ładowni, jest tam gdzie była. Muszę coś dokończyć. - Polecił Marcusowi gdy ten mocował się z drabiną. Jak skończył, mistrza już nie było. Ale drogę pamiętał. Wąskie, skrzypiące drewniane schodu do trzewi statku. Panował tu półmrok, zapach starego drewna i morza był taki sam jak pamiętał. Potem krótki przedsionek i wejście do ładowni. Tu odbywały się zbory. Większość była bez większych zmian. Proste, stoły i ławy przy jakich siedzieli kultyści. Jedli, pili i rozmawiali. Czasem kłócili się, czasem wyzywali, ale najczęściej wpływ mistrza był na tyle duży, że potrafił zażegnać takie scysje.

    Było jednak coś nowego. Alabastrowy posąg. A właściwie scena. Scena wyuzdanej orgii. W pierwszej chwili wydawało mu się, że główną postacią jest piękna kobieta. Ale jak podszedł bliżej, dostrzegł, że tylko górna połowa tej istoty jest ludzka. Dolna była podobna do pająka albo skorpiona. Inne postacie były mniejsze. Mężczyźni, kobiety, zwierzoludzie, zwierzęta, potwory. W najróżniejszych pozycjach i kombinacjach. Artysta miał talent aby oddać nie tylko anatomiczne szczegóły tych różnych istot ale i fantazję w ich zestawieniu. Nawet emocje były czytelne. Zwykle wyuzdanie i przyjemność. Ale też ból, strach, obrzydzenie, zdumienie. Całość rzeźby była większa od człowieka i widział ją po raz pierwszy. Na pewno jej tu nie było gdy był tu ostatni raz.
    - Widzę, że podziwiasz dzieło sztuki synu. - Drzwi skrzypnęły i do ładowni wszedł Starszy. Miał na sobie maskę w jakiej zawsze się im pokazywał. Mimo niej, dało się słyszeć życzliwy uśmiech w jego głosie. - Oj pozmieniało się, u nas pozmieniało synu. Wiele cię ominęło. Siadaj. Kiedy wróciłeś do miasta? - Zagaił wskazując mu miejsce przy stole. Przyniósł też butelkę wina i kubek dla gościa. Sam zwykle nie jadł i nie pił podczas tych spotkań. Być może z powodu swojej maski a może jakiegoś innego.
    - Zwykle zbór mamy w Angestag. Ale ostatni mieliśmy dwa dni temu. Egon wrócił do miasta. Ah, no tak, ty go nie znasz. Doszedł do nas w zimie. Razem z Łasicą działali w kazamatach aby uwolnić czcigodną Mergę. W tamtym tygodniu zorganizowaliśmy napad na świątynię Mananna. Udało się. Jeszcze tej samej nocy Egon z Mergą i częścią naszych odpłynęli do Norsci. I Egon niespodziewanie wrócił parę dni temu. Przywiódł ze sobą paru Norsmenów. Dlatego musieliśmy reagować elastycznie i spotkać się z nimi. Wyszedł z tego taki nieplanowany zbór bo większość z nas tu przybyła. Dlatego dzisiaj zboru nie będzie. Zresztą większość dzieci udała się wczoraj na spotkanie ze zwierzoludźmi. Udało nam się nawiązać z nimi kontakty. Więc pewnie jeszcze tam są albo dopiero się zbierają co miasta. Dlatego tak tu pusto. Kurt to jedyny żeglarz wśród nas więc popłynął z Mergą do Norsci. Poza Egonem większość tam została. Wrócą gdy przyjdzie na to czas. - Starszy siedział na skraju ławy i w największym skrócie streścił swojemu podopiecznemu ostatnie parę dni. To faktycznie mogło tłumaczyć, dlaczego na statku jest tego poranka sam.
    - A co u ciebie mój synu? Gdzie się zatrzymałeś? Cóż się stało, że wróciłeś do nas po tak długim czasie? - Popatrzył na Marcusa przez pryzmat swojej maski. Też był ciekaw co się u niego działo, że od tak dawna nie było go w mieście.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Zell

    • Jasne, dobry pomysł. Dzięki za prywatną inicjatywę 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Zell napisał w Kultyści - Lato 2519 - komenty:

    Taka mała sugestia - może zrobimy do sesji materiały, gdzie:
    a) może z doca przerzuci się main postacie
    b) nawet ważniejsze opiszemy bardziej nasze kultyściątka, jakie odgrywamy? By było to w jednym miejscu zawarte i przynajmniej rzeczy jakie są znane nam wpisane?

    ad a - No dla mnie to trochę robienie 2x tego samego. Bo skoro już coś jest opisane w ściądze w doc to po co to robić jeszcze raz albo przeklejać na forum? Do tego tego jest sporo. Chyba widzicie ile tych miejsc i osób uzbierało się w doc. No chyba, że źle zrozumiałem Twoja sugestię to daj znać ocb.

    ad b - Znaczy aby opisać BG? No to szpoko, proszę bardzo. Dobry pomysł. Bo ja w sumie w ściądze głównie się skupiam na BN i wydarzeniach a sami BG są opisani w Waszych KP. Więc jak chcecie to szpoko możecie ich opisać i wrzucić w materiały. To wtedy niech każdy Gracz opisze swoją postać.

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy