Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
Pipboy79P

Pipboy79

@Pipboy79
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
320
Tematy
9
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
2
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 57 - 2521.05.05; fst; popołudnie

    Oki, no to dłużej nie czekałem i mamy kolejną turę 🙂 Akcja nadal jest podzielona na poszczególnych BG 🙂

    Termin na odpis powiedzmy do pt. 10.23. Fajnie jakbyśmy się wyrobili do piątku ale jeśli będzie za mało czasu to możemy przedłużyć turę do następnego (10.30).

    Stan HP

    Tobias 15/15 (s.zdrowy)
    Stefan 12/12 (s.zdrowy)
    Duivel 13/13 (s.zdrowy)

    Stan PD

    Tobias 10 PD za terminowy post

    Tobias 5 PD za pogadanki z towarzyszami

    Tobias 5 PD za pomysł z kamykami

    Tobias 10 PD za decyzyjność co robić dalej

    Duivel 5 PD za wrzucony post

    Duivel 5 PD za rozmowy z towarzyszami po drodze

    Duivel 5 PD za opis towarzyszy podczas drogi

    Duivel 10 PD za decyzyjność co dalej

    Duivel 10 PD za deklarki na nową turę

    Razem:

    Tobias 575 + 30 = 605 PD
    Stefan 185 + 0 = 185 PD (miniony po 160 PD)
    Duivel 165 + 35 = 200 PD

    Stan PZ

    Tobias 375 PZ
    Stefan 18 PZ
    Duivel 40 PZ

    Oki, to w tej turze minęło ok 1-2 pacierzy. Dalej jest mniej więcej środek dnia.

    @Tobias

    • Po paru próbach i błądzeniach, Tobias z towarzyszami na słuch, odnaleźli zamtuz.

    • Zamtuz wygląda jak powinien - czerwone firanki, symbolika szyldu. Ze środka słychać gwar i muzykę.

    • Na zewnątrz stoją dwie ladacznice jakie zaczynają rozmowę z czwórką przybyszy i zaprszają ich do środka.

    @Duivel

    • Pod wpływem emocji, Thiemo nieco poniosło z pukaniem do drzwi brata. Ale koniec końców on i Duivel zostali zaproszeni do środka.

    • Nie pamiętam czy brat Thiemo był wspomniany z imienia. W każdym razie ma na imię Thomas. Jego rodzina to żona, dorosły syn i dwie córki oraz dwójka małych dzieci, chłopiec i dziewczynka.

    • W pierwszej chwili jest radosc ze spotkania i Thiemo musi opowiedzieć co się u niego działo podczas gdy opuścił miasto. A potem Thomas z rodziną rewanżują się opowieściami o sytuacji w mieście.

    • Jeśli Duivel coś chce dodać, zapytać czy co to w tej turze jest okazja.

    @Stefan

    • Jako, że minęło względnie niewiele czasu w tej turze, to Stefan dalej ma sytuację z poprzedniej tury. Trzymam kciuki za post 🙂

    • I na tą turę chyba tyle ode mnie. Jak coś by nie było klarowne to dajcie znać ocb 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 57 - 2521.05.05; fst; popołudnie

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; ul. Bednarzy
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, łag.wiatr; chłodno (0)

    Tobias, Beth, Franc i Klaus

    - No możemy pójść i się rozejrzeć. - Klaus wydawał się być nieco urażony, że nie są skłonni skorzystać z jego pomysłu. Jednak gdy większość przychyliła się do zdania koleżanki to nie oponował dłużej. Kerując się słuchem, zboczyli z dotychczasowej drogi pomiędzy węższe i ciemniejsze ulice. Tu już w ogóle panował miejski kanion przez ciągnące się nad głowami kamienice. Każde kolejne piętro było trochę bardziej wysunięte na zewnątrz, więc powstawało wrażenie, że te miejskie ściany chcą się zamknąć ponad ich głowami. I dlatego docierało na dół mniej światła a cienie wydawały się jeszcze mroczniejsze. Tobias czuł jak nerwy pozostałej trójki są napięte, jakby oczekiwali zasadzki na każdym kroku. I właściwie był to dobry teren do robienia zasadzek. Skryci w cieniu załomów, beczek, wozów i okien napastnicy, mieliby się gdzie chować. Gdyby wytrzymali napięcie w ciszy i bezruchu, mogliby zaatakować ofiarę w ostatnim momencie. No i ta złowróżbna cicha i brak miejskiego życia w środku dnia, wydawał się podejrzanie nienaturalny. Ale tak było od okolic Południowej Bramy.
    Jedyną wskazówką była ta muzyka i wesołe hałasy. Wabiła ich niczym syreni śpiew. Raz czy dwa musieli się cofnąć gdy odgłosy wydawały się cichnąć jakby się oddalali od ich źródła. Ale w końcu jak wyszli za kolejnego narożnika ukazały im się rozświetlone okna.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/VA3U4qz.jpeg

    To był pierwszy przybytek jaki działał tak jak powinien. Nie był zamkniety ani splądrwany. Okna nie były zasłonięte okiennicami za to kusiły światłem, gwarem zabawy i muzyką.
    - A jednak zamtuz. - Franc mruknął pod nosem. Bo z początku jeszcze dywagował z Beth czy to zamtuz, zajazd czy zwykła gospoda. Ale nic nie ustalili i zamilkli gdy weszli w te miejskie, mroczne, zamglone kaniony. Teraz jak już widzieli ten lokal, widać było, że koleżanka trafnie strzeliła. Czerwone zasłony w oknach, szyld z czerwoną, smukłą, biuściastą panną zapraszającą uśmiechem i trzymanym dzbanem wina jasno wskazywał, że to przybytek rozkoszy. No i jeszcze dwie, młode kobiety z ładnie wyeskponowanymi dekoltami. Spojrzały w ich stronę gdy stanęli przed budynkiem. Rozmawiały ze sobą ale jak dojrzały ich to posłały im zalotne uśmiechy. Wysunęły nieco nogę do przodu aby podkreślić swoją grację i wtedy okazało się, że mają rozcięte z boku spódnice. To zdradzało prawie całą smukłą nogę aż do połowy uda. Żadna bogobojna mieszczka czy szlachcianka nie pozwoliłaby sobie na taki wyuzdany strój w miejscu publicznym. A z bliska widać było mocny makijaż na jaki też może by mogła sobie pozwolić jakas diwa albo szlachcianka na balu dla wyższych sfer. Więc prawie na pewno to były ladacznice.
    - O, kolejni bohaterowie. Ah mamy ostatnio mnóstwo wojennych bohaterów. To i dla was przyjaciele znajdzie się miejsce. - Odezwała się ta nieco niższa. Nie wydawała się być przestraszona, raczej jakby traktowała ich czwórkę jak kolejnych gości.
    - O i koleżankę macie? Jaka ładna. I jakie masz pięknie ufryzowane włosy. Jak jakaś dama. Kto ci tak je ładnie zrobił skarbie? - Druga, nieco wyższa, zwróciła uwagę na Beth. Łuczniczka aż pokraśniała z dumy, że inna kobieta doceniła jej nową fryzurę.
    - Koleżanka. U balwierza pracuje to umie. - Czarnowłosa odparła skromnie ale nie rozwijała tematu. Choć widać było, że komplement sprawił jej przyjemność.
    - To jak bohaterzy? Wstąpicie na jednego? - Dziewczyny wskazały kciukiem do ciepłego, oświetlonego wnętrza. Ze środka dobiegały odgłosy zabawy. Muzyka, śmiechy, damskie i męskie głosy. Towarzysze Tobiasa spojrzeli po sobie i na niego, jakby nie byli pewni jak potraktować to zaproszenie.

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; ul. Żelazna
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, łag.wiatr; chłodno (0)

    Duivel, Thiemo, Jurgen, Oliver i Karl

    Te cięcia na drzwiach, wyglądały na w miarę świeże. Pewnie nie miały więcej niż kilka dni. Thiemo też był nimi zaniepokojony i zaprzeczył, żeby takie rzeczy zdarzały się wcześniej. Bez wiekszej zwłoki zapukał w nie ale w zdenerwowaniu w ogóle zapomniał o co go elficki towarzysz prosił.
    - Thomas! Thomas to ja! Thiemo! Otworz! Jesteś tam?! - W głosie i twarzy widać było ten niepokój. Przez chwilę nic się nie działo. Ale z wnętrza usłyszeli w końcu męski głos.
    - Thiemo? To ty? - Słychać było niedowierzanie i zdumienie. W oknie na piętrze pojawił się jakiś mężczyzna. Stary milicjant cofnął się na drugą stronę ulicy aby tamten mógł go obejrzeć i od razu zaczął do niego machać dłonią. - Oh to Thiemo! - Odkrzyknął ucieszony mężczyzna pewnie do kogoś za swoimi plecami. - Czekaj! Zaraz zejdę do ciebie! - I zniknął z okna. A nie mniej ucieszony milicjant zwrócił się do Eonira.
    - To mój brat. Chyba jest cały. - Widać było, że nawet to krótkie spoktanie przez okno, sprawiło, że poczuł ulgę. Podszedł do pociętych drzwi wejściowych i poczekali jeszcze chwlę. Ze środka słychać było szybkie kroki. A potem szczęk odsuwanych rygli. Wcześniej Duivel nic niezwykłego przez nie nie usłyszał. Ale jeśli na parterze nie było nikogo to nie było aż tak dziwne. A po chwili te drzwi otworzyły się i stanął gospodarz. Obaj bracia uściskali się gorąco a Thomas zaprosił ich do środka.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/cRiIeC3.jpeg

    Powitanie było gorące. W pierwszej chwili elf znalazł się nieco na uboczu ale dzięki temu widział jak rodzina się wita. W Thomasie widać było rodzinne podobieństwo do Thiemo. Też miał już w większości siwe włosy i spiczastą brodę. I był podobnie chudy. Za to żonę miał pulchnął. Dorosłego już syna i dwie córki oraz dwójkę młodszych dzieci. Dla wszystkich przybucie brata i stryja wydawało się być ogromnym zaskoczeniem i przyjemną niespdzianką. Usiedli w kuchni na parterze. Po drodze przeszli przez warsztat wypełniony różnymi etapami robienia różnych butów. Obecnie pogrążony w półmroku zamkniętych okiennic, ciszy i bezruchu. W kuchni za to zrobiło się cieplej i zapanowała rodzinna atmosfera. Thiemo i Duivela zaproszono do stołu. Żona i córki jego gospodarza zaczęły rozpalać w piecu i wstawiać coś do jedzenia, przyniosły jabłkowe wino do popicia. I oczywiście byli spragnieni wieści od stryja co się z nim działo odkąd wiosną wyruszył z miasta. Duivel już nieco znał tą historię a częściowo sam w niej uczestniczył. O tym jak Thiemo ruszył do Lenkster, tam zaciągnął się do milicji górskiego margrafa, jak z jego regimentem ruszył z powrotem na wschód, na wojnę. Jak niedaleko jak wczoraj walczyli z bandami zwierzoludzi i tu wskazał na swojego elfiego towarzysza jaki brał w nich udział. A Duivel mógł dojrzeć w ich oczach wrażenie jako to na nich zrobiło. No i w końcu o nocnym ataku zwierzoludzi i tym jak dziś rano wrócił do swojego rodzinnego miasta. I ta cisza i wieści o jakichś zbuntowanych żołnierzach całkiem go zaskoczyły. Pewnie nawet bardziej niż resztę towarzyszy jaka stąd nie pochodziła.
    - Ah to będzie apokalipsa. Te koźle syny zrobiły się tak bezczelne, że już pod samą bramę podchodzą. - Żona Thomasa biadoliła i wzięła najmłodszego chłopca na kolana i pocałowała go w czubek głowy jakby to miało go ochronić przed podłymi zwierzoludźmi.
    - Pewnie wiedzą, że nasz baron zabrał większość wojska i pojechał na wojnę. - Mruknął dorosły syn a reszta rodziny pokiwała głowami. Dopiero teraz Duivel i Thiemo zyskali możliwość aby samemu popytać o sytuację w mieście. Dowiedzieli się, że zwierzoludzi w mieście nie było. A przynajmniej rodzina szefa ich nie widziała. Ale jak się dowiedzieli o walkach z kopytnymi w najbliższej okolicy to mieli miny, jakby się spodziewali, że zaraz te hordy wyskoczą za najbliższego narożnika.
    - A te ślady na drzwiach? - Thiemo skorzystał z okazji aby o to zapytać brata. Wskazał kciukiem w stronę ulicy skąd przyszli.
    - A daj spokój. Przeklęta swołocz. Szabrują po mieście i siły na nich nie ma. Was nie napadli? Pewnie dlatego, że macie broń. - Thomas westchnął jakby to była długa i niezbyt przyjemna historia. Ale brat dal mu znać aby im ją opowiedział. Zaś małżonka z córkami przyniosły do stołu miski z odgrzanym bigosem.
    - To sie zaczęło parę dni temu. U tych najemników. Siegestern, Morgenstern czy jakoś tak. Stacjonowali na Marktplatz. - Lekko wskazał ręką tam gdzie pewnie był ten główny plac miasta. - No i tam wybuchł bunt. Część żołnierzy się zbuntowała i zaczęła szabrować okolicę. Albo najpierw zaczęli szabrować a potem się zbuntowali. Różnie o tym ludzie gadali. Po mojemu to nic to nie zmienia bo i tak strach wyjść na ulicę. Cały czas plądrują. U nas wczoraj też byli. Bo my blisko placu są to często się tu szewndają. Wtedy porąbali te drzwi. Ale tu same buty, żadnego jedzenia, wina ani kosztowności. To nami się aż tak nie interesują. - Szef westchnął gdy opowiadał o tych trudnych czasach jakie teraz w mieście nastały. A rodzina pokiwała głowami potwierdzając tak jego słowa.
    - Nawet tych uchodźców obrabowali. To pierwszego dnia było. Bo w magazynach Hocha. Powiedz im o tym. - Żona przypomniała mężowi i ten pokiwał głową energicznie.
    - A tak, bo magazyny Hocha. - Thomas wskazał znów jakiś kierunek a Thiemo pokiwał głową. I zwrócił się z wyjaśnieniem do swojego zakapturzonego towarzysza.
    - To niedaleko. Hoch zbankrutował w zeszłym roku to wyprzedano towar na spłatę długów i ten magazyn od tamtej pory pusty stał. - mówił jakby to była wiedza powszechnie znana wśród mieszkańców.
    - Właśnie tam. - Jego brat pokiwał głową. - No i tam władze pozwoliły Białym Gołębicom urządzić schronienie dla tych co ze wschodu uciekli przed wojną. Trochę tych z naszych kresów a trochę Kislevitów i innych. Nawet chyba jacyś Stryganie tam byli. One ich przyprowadziły ale szukały miejsca dla nich. Więc w ratuszu pozwolili im zająć magazyn Hocha. No to tam się umieścili. Może z tydzień temu. Może trochę dłużej. No i jak ta rozwydrzona wojskowa hołota tam wpadła to zaczęli tam rabować i bić kogo popadnie. Podobno przestali dopiero jak matka przełożona do nich wyszła. Dopiero wtedy ich zostawili w spokoju. - Szewc zrelacjonował wydarzenia sprzed paru dni, jakie dotyczyły tych magazynów.
    - I potem jeszcze ją tam wzywali. Bo widzieliśmy ją z okna. Jak szła z nimi na plac. A potem jak wracała. Ale już sama. Pewnie mieli rannych albo chorych bo po co by wzywali gołębicę? Wstydu nie mają. Najpierw ich pobili i obrabowali a potem prosili o pomoc. Ja to bym im nie pomogła tym bandytom no ale wiadomo jakie są gołębice. - Żona znów wtrąciła się mężowi w słowo aby uzupełnić jego wypowiedź.
    - Tak, to na samym początku było. Ze trzy, cztery dni temu. Jakoś tak. Jeszcze nie było wiadomo o co chodzi i, że bunt wybuchł. - Thomas pokiwał głową i zamyślił się na chwilę.
    - Ale herold z ratusza chodził po ulicach wczoraj czy dwa dni temu. Krzyczał, że lojalne wojska otoczyły buntowników razem z naszymi strażnikami i ich dni są policzone. Mówił, że musimy uzbroić się w cierpliwość, zostać w domach i modlić się. Bo każdy na ulicy może być sprawdzony przez patrole i wezwany na przesłuchanie a szabrownicy to nawet powieszeni na miejscu. - Dorosły syn oznajmił im entuzjastycznie jakby wierzył, że wkrótce ten bunt zostanie zdławiony i cierpienia jego rodziny i sąsiadów skończą się.
    - A tam. Jak oni ich pilnują? Widziałeś jak nam wczoraj drzwi ozdobili? I gdzie była straż? Gdzie byli ci najemnicy? Pewnie siedzą po karczmach i wino piją i taka to ich wojaczka. A my tu musimy siedzieć jak myszy w dziurze. Szkoda, że nas baron wyjechał i to z wojskiem. On by raz dwa zrobił porządek z tymi bandytami. - Wyglądał na rozżalonego tym faktem, jakby kiepsko widział swój los w najbliższej przyszłości.
    - Ale przecież została baronowa i jej córka. - Syn mu przypomniał, chociaż też wyglądał na przygnębionego.
    - No i co z tego? Co one mogą? To tylko kobiety. Bez wojska nic nie zdziałają. A wojsko poszło z naszym baronem. - Ojciec machnął ręką, jakby nie wierzył, że to coś może pomóc.
    - Koniec świata jest bliski. Zostaje nam się modlić aby godnie go dostąpić. - Szefcowa też wyglądała na podobnie zmartwioną. - A tu ci heretycy jeszcze za rogiem. To już na pewno zaraz się zacznie ta apokalipsa. To wszystko przez tych grzeszników. Za dużo było ladacznic, pijaków i cudzołożników. I się bogowie pogniewali. I teraz jest kara za grzechy. - Wydawała się być święcie przekonana, że tak właśnie jest.
    - A bo ten herold to jeszcze krzyczał, że ci buntownicy to zdrajcy i heretycy. Prawdziwi odszczepieńcy nam się trafili. Zakała ludzkości. Oby Sigmar nie potraktował nas kometą jak tego przeklętego Mordheim. - Thomas pokręcił głową jakby lada chwila spdziewał się losu dawnej stolicy Ostmarku. Powszechnie wierzono, że Sigmar zesłał na nią zagładę z nieba aby ukarać podłość i występki mieszkańców. To było parę wieków temu ale pamięć o tym strasznym losie przetrwała.
    - A najgorsze, że jak spotkasz kogoś z nich na ulicy to nie wiada którzy to są. Najwięcej ich jest na Marktplatz, podobno ci buntownicy są tam oblężeni. No ale jakoś chodzą rabować sklepy i gospody. A po wodę chociaż raz dziennie trzeba chodzić. - Najstarsza z córek też dodała swoje trzy pensy. A Duivel zauważył, że najmłodszy chłopczyk podszedł do niego bliżej i jakby ukradkiem chciał mu się bliżej przyjrzeć.
    - Nie tylko oni. Jedzenia zaczyna brakować, rzeźnie i piekarnie w większości nie pracują to ta miejska hołota zaczyna się panoszyć. Większość wojska siedzi przy placu to reszty miasta nie ma kto pilnować. Wyjdziesz po chleb czy wodę, to możesz kosę pod żebra dostać od jakiegoś łotra za bochenek jaki niesiesz. Wcale do tego nie trzeba tych zbuntowanych heretyków. - Thomas dorzucił ostatnią cegiełkę do tego obrazu marności i niebezpieczeństw jakie przeżywali zwykli mieszkańcy. I cała rodzina zamilkła pogrążona w ponurych myślach.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @santorine Ale mi chodziło abyś wrzucił tą scenkę z rozmowami. A tą ze statkiem to byśmy rozegrali jeszcze w tej turze 🙂 Sorrasy jak coś zamieszałem w komunikatach 🙂

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79
    • Oki, dzięki za post i deklarki 🙂 To czekamy na post od Dekaresa aby był komplet i koniec tury 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki, zdarza się. Dzięki za info i trzymam kciuki za post 🙂

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 82 - 2519.07.30; mkt; przedpołudnie

    Oki, to dłużej nie czekałem na skończenie tury i dałem mój misiowy. To termin na odpis powiedzmy do pt. 10.23.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 14/17 (draśnięty)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)

    Ekipa Egona

    Lars 11/17 (s.ranny; -10)
    Astrid 8/15 (s.ranny; -10)
    Silny 13/17 (s.draśnięty; 0)
    Rune 9/15 (s.ranny; -10)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 15 PD za poranną rozmowę z Burgund i Norsenami o walkiriach

    Egon 15 PD za scenę bijatyki w karczmie

    Egon 10 PD za zabezpieczenie próby Anniki

    Egon 15 PD za rozmowę z Theo po bójce

    Egon 10 PD za zaplanowanie załadunku między Norsmenami

    Egon 10 PD za rozmowę i zabranie Rolfa

    Razem:

    Otto 2950 + 0 = 2950 PD
    Egon 2240 + 85 = 2325 PD
    Heinrich 1365 + 0 = 1365 PD

    Wszyscy

    Oki, pstanowiłem dłużej nie czekać na skończenie tury przez Otto. I wrzucić scenę rzeczną dla Egona. Zell na razie ma L4 na tą turę.

    @Egon

    • Pi x oko wszyscy co mieli płynąć "Jutrzenką" to płynął. Do wczorajszego składu doszli Thorstar, Solmund i Rolf.

    • Od odbicia od "Łabędzia" minęło ok 2-3 h. Raczej podróż przebiegała spokojnie. Tyle, że pogoda się zepsuła bo się rozpadało a pod koniec sceny pokazała się mgła.

    • Pod koniec jest spór między Wagnerem a Rolfem. Czyli szyper niezbyt widzi sens straty czasu na robienie za prom a Rolf chciałby przewieźć swoją bandę na drugi brzeg.

    @Otto

    • Właściwie to masz niedokończoną scenę o poranku na targu. Więc dobrze by było ją skończyć.

    • Jeśli dasz radę to możesz zacząć nową scenkę o tym co Otto by miał zamiar robić po targu. Ta druga byłaby chronologicznie podobna do obecnej Egona na rzece.

    • Jeśli masz trudności z pisaniem w doc, to może być post-w post.


    • I ode mnie chyba tyle na tą turę 🙂 Jak coś nie jest zbyt klarowne to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 82 - 2519.07.30; mkt; przedpołudnie

    Miejsce: Nordland; rzeka Salt; krypa “Poranna jutrzenka”; główny pokład
    Czas: 2519.07.30; Marktag; przedpołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, deszcz; sła.wiatr; chłodno (0)

    Egon i ekipa

    Okazało się, że po tym burzliwym poranku, w izbie głównej, tylko “Jutrzenka” odbiła od pomostu “Łabędzia” i popłynęła w górę Salt. Kilka innych kryp szykowało się lub popłynęło w dół, ale w stronę stolicy tylko łajba Wagnera. Początek podróży przypominał wczorajszy poranej. Stare drewno skrzypiało, fale monotonnie chlupotały o burty, wioślarze siedzieli na swoich ławkach i pracowali miarowo. Trochę dalej mijali brzeg, najczęściej z obu stron porośnięty gęstym lasem jaki wydawał się bardzo ciemny. Czasem tylko trafiali na pojedynczą chatę czy dwie. Wydawała się byc zagubiona pomiędzy rzeką a ścianą złowróżbnego lasu. Nic dziwnego, że pasażerowie i eskorta, nie mieli zbyt wiele do roboty, więc najczęściej zajęli się rozmowami, grali w kości albo drzemali. To ostatnie przerwała im mżawka jaka dość szybko przeszła w jednostajny szum deszczu. Krople rozbijały się z cichym stukotem o kaptury, drewno, płachty, beczki i towary. Atmosfera była dość spokojna. Astrid trzymała się w kajucie. Egon od wejścia na pokład jej nie widział. Ale na pomoście przed odpłynięciem spotkał barona von Holzbecka jaki wracał w stronę bramy zajazdu. Wydawał się być zadowolony i szczęśliwy. A gladiator od Burgund wiedział, że córka jarla jest w środku kajuty. Ona lub Jutta co jakiś czas chodziły do niej aby dotrzymać jej towarzystwa.
    - Powiem ci, że jak już wrócimy do Emskrant i Herr baron dalej tam będzie, to jak nic będzie z tego romans. No ale jak baron jest taki romantyczny i kochliwy to mam nadzieję, że nasze dziewczyny się nim zaopiekują póki nas nie ma. - Łotrzyca zaśmiała się nieco złośliwie ale widać było, że liczy na taki scenariusz. Te romanse i podobne harce, zdawały się ją interesować w naturalny sposób. Obserwowała jak Martin poszła schować łuk i kołczan do rufowej nadbudówki. Deszcz i wilgoć nie sprzyjały ani lotkom strzał ani cęciwom łuków. Podobnie broni palnej. Więc pod tym względem kusze i oszczepy, miały opinię najbardziej odpornych na wilgotną aurę.
    - A skoro o romansach mówimy. Zobacz. Annika złapała od razu dwóch adoratorów. - Burgund ledwo kryła ironiczny uśmieszek, gdy wskazała na trójkę siedzącą na płachcie jaka przykrywała bele materiału. Było tam dość miękko więc już wczoraj okazało się to popularnym miejscem do siedzenia. Służka bretońskiej milady, siedziała tam z dwoma Skaeligami. Wyglądali mocno kontrastowo. Ona, czarnowłosa, imperialna mieszczka a oni to dwaj zbrojni w kolczugach o wyglądzie dwóch norsmeńskich łupieżców. Wydawali się być nią zafascynowani ale ona niezbyt rozumiała o co chodzi z tą “valkyrją” o jakiej cały czas mowili.
    - To wiesz jaka próba nas czeka w wielkim mieście? I ta bestia z gorejącymi oczami. To co to jest? Jakiś wilk? Niedźwiedź? Troll? - Thorstar pytał jakby liczył, że jej bogowie zdradzili więcej szczegółów.
    - I kiedy będą te bitwy? Z kim będziemy walczyć? - Solmund też był niemniej ciekawy. Czarnowłosa siedziala w płaszczu i kapturze na głowie więc bardziej trzeba było się zdać na jej głos niż wyraz twarzy.
    - Jakie bitwy? Jakie bestie? Ja wam właśnie mówiłam o kąpielach jakie bierzemy z Marissą i naszą milady. - Dziewczyna wydawała się być tak samo zdezorientowana jak oni. W końcu powiedziała, że idzie do bardachy i zniknęła w rufowej nadbudówce. A dwaj Norsmeni zaczęli się zastanawiać jak to możliwe, że valkyrja nic nie wie o ścieżce jaką mieli podążać.
    - To na pewno ona? Czy valkyrja nie powinna być z Norsci? Jak to nic nie wie o bestii z jaką mamy się zmierzyć w wielkim mieście? - Solmund z Torstarem pytali się nawzajem jakby ogarnęły ich wątpliwości. Póki co jednak ich towarzyszka skutecznie ich absorbowała, że na resztę nie zwracali większej uwagi. Za to rozmowa Wagnera z Rolfem, robiła się coraz głośniejsza.
    - Ale to przecież niedaleko. No ile to ci zajmie? Pacierz, dwa i będzie po wszystkim. - Łucznik tłumaczył szyprowi. Ten jednak kręcił głową.
    - Nie wciskaj mi kitu. Dzwon opóźnienia co najmniej. Nie, nie, nie. Tu gdzieś grasują ci przeklęci piraci. Nie widziałeś, że tylko my byliśmy na tyle szaleni aby popłynąć w górę rzeki? Musimy przepłynąć ten kawałek jak najszybciej. Jak dobrze pójdzie to może do wieczora będziemy już w Salzenmund. Albo chociaż w Tettens. To już prawie na rogatkach Salzenmund. Tam już powinniśmy być bezpieczni. Ale na razie żadnych przestojów. Zresztą zobacz, nie dość, że deszcz zaczął padać to jeszcze mgła się podnosi. - Stary szyper wydawał się być zirytowany prośbą. I widać było, że nie chciał tracić czasu na coś innego niż bezpośrednia podróż do stolicy. A przed dziobem widać było, że opary zaczynają się unosić. Jeszcze dość rzadkie ale nie wiadomo jak bardzo zgęstnieją. Rolf ze zniesmaczoną miną odszedł od niego i przeszedł przez krypę, na dziób do Egona i Burgund.
    - No weźcie z nim pogadajcie co? Przecież ja nie do Salzmundu chciałem płynąć. Tylko aby naszych ludzi zgarnąć. - Popatrzył na nich prosząco. Okazało się, że w porannym zamieszaniu, Wagner zgodził się zabrać go jako dodatkowego ochroniarza. Ale teraz, jak padał deszcz i jeszcze mgła zaczynała się podnosić, to nie chciał tracić czasu na dodatkowe kursy w poprzek rzeki. I nawet jeśli by zyskał z pół tuzina zbrojnych to tylko chwilowo. Musieliby mieć ogromne szczęście aby akurat w tym momencie zaatakowali ich piraci. A każdy pacierz opóźnienia, to był dłuższy czas przebywania na niebezpiecznych wodach. Uznał więc, że gra jest niewarta świeczki. Rolf był więc mocno niepocieszony, bo gdyby Wagner nie ustąpił, to w ogóle by się nie spotkał ze swoją bandą. A przecież liczył, że dzięki niemu, przewiezie ich na drugi brzeg.
    - Faktycznie mgła się podnosi. - Lars pokiwał głową i siedział po sąsiedzku na jakiejś skrzyni. Starał się nie wpadać w oko obu Skaeligom więc trzymał się przy samym dziobie. Ale liczył, że zaabsorbowani Anniką, nie rozpoznają w nim wrogiego współplemieńca. Nie groziło mu to aż tak, jak blondwłosej córce wodza. Burgund i Rolf na chwilę spojrzeli na niego i przed dziób. Miał rację. Widać było coraz więcej oparów unoszacych się nad wodą ale na razie nie przeszkadzało to w podróży.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Seach napisał:

    O... boże. Pipboy, ja cię przepraszam. Jeżeli będziesz miał ciepliwość, żeby popisać to oczywiście usiądziemy.

    Po prostu... życie.

    • Miło widzieć jakiś znak życia od Ciebie 🙂 No jak jesteś gotów to zaczynaj scenki w doc. Można by ten targ chociaż w tej turze zrobić. Co po nim to już po poranku i by pasowało do sceny Egona na rzece.
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @seach

    • No weekend minął i cisza u Otto. Daj znać ocb Seach bo nie wiada co robić.
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 56 - 2521.05.05; fst; popołudnie

    Oki, no to mamy kolejną turę 🙂 Akcja nadal jest podzielona na poszczególnych BG 🙂

    Termin na odpis powiedzmy do pt. 09.10.

    Stan HP

    Tobias 15/15 (s.zdrowy)
    Stefan 12/12 (s.zdrowy)
    Duivel 13/13 (s.zdrowy)

    Stan PD

    Stefan 10 PD za terminowy post

    Stefan 20 PD za rozmowę w izbie z porucznik Solms

    Stefan 5 PD za decyzyjność w rozmowie

    Stefan 5 PD za czujność na zapleczu

    Tobias 5 PD za deklarki

    Duivel 5 PD za wrzucony post

    Duivel 5 PD za wtrącenie się do rozmowy szlachcica w obronie Stefana

    Duivel 10 PD za rozmówki z Thiemo i resztą

    Duivel 10 PD za decyzyjność i deklarki co do patrolu

    Razem:

    Tobias 570 + 5 = 575 PD
    Stefan 145 + 40 = 185 PD (miniony po 160 PD)
    Duivel 135 + 30 = 165 PD

    Stan PZ

    Tobias 375 PZ
    Stefan 18 PZ
    Duivel 40 PZ

    Oki, to w tej turze minęło ok 2-3 pacierzy. Dalej jest mniej więcej środek dnia.

    @Duivel

    • Wtrącenie się Duivela w rozmowę szlachcica, mocno zirytowało Herr von Ellingena i nie odpowiedział on na pytania elfa. A ogólnie to w zachowaniu szlachcia wobec warstw nie uprzywilejowanych raczej nie ma nic niezwykłego.

    • Patrol dotarł do Żelaznej mniej więcej bez przygód. Thiemo zna miasto więc się nie zgubili. Miasto wygląda tak samo wymarłe jak wcześniej.

    • Na Żelaznej w oddali spotkali grupkę ok tuzina żołnierzy. Tamci ich chyba jeszcze nie zauważyli. I wedle Thiemo aby dotrzeć do "Złotego pucharu" to trzeba by przejść obok nich. A przy okazji to dom jego brata jest po sąsiedzku.

    @Tobias

    • Goniec powiedział Tobiasowi, że dwie magiczne milady, Inez i Alezzię, widział przy spalonym zajeździe. Ale nawet jeśli od razu by ruszyły za nim to grupa Tobiasa i tak musi iść na patrol. Może gońcowi przekazać jakąś wiadomość.

    • Patrol przechodzi przez podobne puste ulice jak wcześniej. Aż się orientują, że niezbyt wiedzą gdzie są i jak trafić do centrum. Więc jest narada co robić dalej. Każdy z towarzyszy Tobiasa, proponuje co innego. Tobias może się przychylić do któregoś pomysłu albo wymyślić własny.

    @Stefan

    • Podczas operowania drugiego pacjenta, w izbie zrobił się ruch. I jak kończą to porucznik Solms wraca do izby gdy Stefan jej mówi to co w ostatnim poście. Porucznik pyta się o regiment przy bramie, jakby już coś o nim wiedziała. I Stefan ma okazję odpowiedzieć.

    • Po chwili przychodzi sierżant Lupo i mówi coś po cichu do porucznik. Ona wychodzi a po chwili i tak ich wszystkich wzywa do bramy. Przy bramie czeka Kolesnikow i paru jego ludzi. Porucznik mówi swoje i puszcza Stefana wolno.

    • Na koniec sceny jeszcze wszyscy są przy bramie.


    • I chyba tyle z mojej strony na tą turę 🙂 Jbc było niezbyt klarowne to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 56 - 2521.05.05; fst; popołudnie

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; ul. Żelazna
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, łag.wiatr; chłodno (0)

    Duivel, Thiemo, Jurgen, Oliver i Karl

    - Jak coś będzie nie tak, to będziecie musieli tu wrócić i o tym powiedzieć. Jak masz inny pomysł to mów. - Eryk wzruszył ramionami na propozycję elfa. Widocznie nie miał pmysłu na sprawną komunikację przez całe kwartały tego ponurego miasta.
    - Jeśli nie wrócicie na kolację to będzie znak, że coś wam się przydarzyło. - Dodał Kolesnikow. Przez tą mgłę i dym, nawet z blank czy górnych pięter wieży, nie było widać przeciwległego krańca miasta. Gdzieś nad centrum obraz dachów był już rozmazany. A z poziomu ulicy, perspektywa kończyła się na pierwszym zakręcie lub jeśli była długa prosta, to na kilka kamienic do przodu. Gdy ktoś wszedł w te ulice i stracił z oczu bramę, to i ci z bramy tracili i jego z widoku. Pojedynczy krzyk z tej odległości byłby albo niesłyszalny, albo zlewał się z tłem odgłosów miasta. Więc można się było umówić na powrót w określonym czasie, na przykład do końcówki dnia. Do zmroku było jeszcze jakieś pięć, sześć dzwonów. Z drugiego patrolu Beth jeszcze pomachała im na pożegnanie i posłała im sympatyczny uśmiech - No to nie zgubcie się! - krzyknęła im na pożegnanie. Ale grupa Tobiasa też już ruszała w drogę. Dopiero jak Duivel ruszył w drogę i zostawili obstawę bramy za sobą, to Thiemo odważył się wrócić do tego co go zagadywał elf.
    - E, jaki ja tam bohater. Bohaterowie umierają młodo. A ja jeszcze chciałbym trochę pożyć. Za stary jestem na bohatera. - Uśmiechnął się pod nosem ale uwaga towarzysza chyba sprawiła mu nieco przyjemności. Koledzy też się uśmiechnęli. - A zbladłem bo mnie w dołku ścisnęło jak ten Herr o mnie zapytał! Bałem się, że coś będzie ode mnie chciał! Dobrze, że Eryk mu mnie nie wskazał. Dobra dusza z niego. - Stary milicjant wymówił to z ulgą, jakby panicznie się bał stać przed tym wspaniałym rycerzem i mu się tłumaczyć, tak jak herszt Gebirgsjaeger musiał to robić.
    - Ale ty to odważny jesteś. Albo masz coś nie tak z głową. Aby tak przemawiać do takiego rycerza? No, no… Przecież to szlachcic i wielki pan. Na takich jak my, nie zwracają uwagi, póki im do czegoś nie jesteśmy potrzebni. - Tym razem na Eonira spojrzał z mieszaniną podziwu i obawy. Zresztą koledzy również. Widać nie co dzień widzieli aby ktoś z gminu tak się odezwał nie pytany, do jakiegoś szlachcica. A Herr von Ellingen chyba też nie. Na jego twarzy było widać zdziwienie gdy ktoś kto nie jest szlachcicem wtrącił mu się w rozmowę z sierżantem. I to jeszcze śmiał go pouczać i pytać.
    - Kto to jest? Cóż za bezczelność! Cóż za impertynencja! - Oburzył się na całego i Eryk zaczął coś mu szybko tłumaczyć. A później zaprosił dwójkę rycerzy do zwiedzania wieży co przynajmniej chwilowo odwróciło ich uwagę od bezczelnego elfa. Wtedy Kolesnikow pociągnął go za ramię, dając znać, że lepiej będzie jak się oddalą aby nie spotkać się bezpośrednio z dwójką błękitnokrwistych. W końcu i tak dostali kolejne zwiadowcze zadanie więc właściwie wszyscy ludzie sierżanta, mieli pójść w miasto.

    Droga przez opustoszałe miasto, wyglądała podobnie jak za pierwszym razem. Puste ulice. Chociaż to był Festag, dzień wolny od pracy aby prawy obywatel mógł oddać się modlitwie jaką czcił bogów. Na ulicach mijali porzucone wozy, kosze, ubrania, wiadra. Zatrzaśnięte okiennice i cisza dodawały złowróżbnej aury. I jeszcze ten dym czy mgła jaka wisiała niczym kurtyna. Nie przeszkadzała za bardzo w promieniu kilku budynków dookoła. Ale obraz stopniowo się rozmywał i dalsza perspektywa była trudna do uchwycenia. Brakowało punktów orientacyjnych do miejskiej nawigacji. Z blank murów to chociaż same dachy było widać. A z poziomu ulicy tylko kilka budynków wzdłuż ulicy. Nie przeszkadzało to jednak Thiemo, jaki znał miasto. Prowadził ich pewnie, pokonując kolejne skrzyżowania i zakręty. Czasem widzieli pojedyncze sylwetki lub ich małe grupki. Nikt się do nich jednak nie zbliżal. W oknach, zwłaszcza na górnych piętrach, widzieli czasem jakieś twarze co się im przyglądały. Gdy zadarli głowy aby im się przyjrzeć to cofały się w głąb mieszkań.
    Podobnie jak wcześniej, sklepy i warsztaty były albo zamknięte albo splądrowane. Gdy to drugie to otwarte na oścież drzwi i wybite okna straszyły pustką i zdemolowanym wnętrze a rzeczy z wnętrza, często leżały na ulicy.
    - Tak jakby. Trochę głośniej się robi. Nie? - Zauważył cicho Karl. Trzymał łuk w dłoniach jak talizman. Ta pustka, mgła i cisza, czyjeś spojrzenia wwiercające się w kark, działały wszystkim na nerwy. Ale gdy przeszli kilka kwartałów to faktycznie ten gwar co do tej pory był tłem, stał się jakby wyraźniejszy.
    - Zbliżamy się do centrum. - Thiemo odparł równie cicho. Pozostali pokiwali głowami. Nie znali miasta i w byli ludźmi lasu. Więc te miejskie kaniony, były dla nich obce.
    - Jakby zamieszki. Albo jakiś tłum. - Oliver potwierdził słowa kolegi. Bliżej centrum dało się już rozróżnić więcej dźwięków niż przy bramie. I tak to właśnie brzmiało. Jak jakis tłum, zamieszki albo walka. I najwyraźniej się tam zbliżali.
    - O. I jesteśmy. To jest Żelazna. - Thiemo uśmiechnął się gdy wskazał im ulicę po prawej. Poza nim, dla całej reszty, nie różniła się niczym od tych jakie do tej pory mijali. Więc pokiwali głowami i ruszyli za przewodnikiem.
    - Daleko jeszcze do tego “Pucharu”? - Jurgen był ciekaw.
    - Nie. To gospoda niedaleko Marktplatz. Kupcy przychodzą tam ubić interes ale nawet szlachta tam zachodzi. Dobre trunki i jedzenie tam mają. Drogie. I alkowy, jak chcesz pogadać o interesach bez swiadków. - Milicjant wyjaśnił bez ogródek. Przeszli jeszcze kilka kamienic gdy w oddali zobaczyli sylwetki. Tym razem całkiem sporo. U niektórych widać było tarcze a u innych długie tyczki co mogło być jakąś bronią drzewcową. Słychać było ich głosy ale bez słów. Ktoś się kłócił, ktoś krzyczał z bólu, ktoś nawoływał do porządku. Musiało być ich z tuzin. A nie wiadomo czy to wszyscy.
    - Ten “Puchar” to gdzieś tam? - Jurgen zapytał się cicho milicjanta. Ten pokiwał głową.
    - Tak. Jeszcze kawałek za nimi. Ze trzy kamienice. - Wyszeptał i wszyscy przez chwilę wpatrywali się w sylwetki przed sobą. Jeśli by mieli dotrzeć do tej gospody, to trzeba by podejść do tych żołnierzy. Tamci chyba ich jeszcze nie zauważyli.
    - To może pójdziemy jednak do mojego brata? To tam. - Wskazał na wlot ulicy jaki właśnie minęli. Widać było szyld z butem jaki reklamował zakład szewski. Jak na obecną sytuację to wyglądał standardowo. Czyli drzwi i okiennice były zamknięte a górne okna wydawały się puste. Chociaż na drugi rzut oka widać było jaśniejsze kreski w drewnie. Jakby ktoś kilka razy uderzył tam toporem. Ale teraz było tam cicho i pusto.

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; ul. Bednarzy
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, łag.wiatr; chłodno (0)

    Tobias, Beth, Franc i Klaus

    - No to nie zgubcie się! - Beth pomachała na pożegnanie do odchodzącej w miasto, grupy Duivela. A po paru chwilach, sami ruszyli wzdłuż ulicy. A Tobias miał nieco czasu aby przemyśleć odpowiedzi gońca. Pytanie o magów nieco go zdziwiło. Ale odparł, że Frau von Muller i Frau Alezzię widział przy spalonym zajeździe. Czyli prawie na opłotkach miasta. Jednak nie wiadomo było kiedy dotrą do bramy. A Herr von Ellingen, kazał im ruszać w miasto. Zaś góral jakiego Tobias wypytywał, zrobił przy tym znak ochronny skoro mowa była o osobach parających się magią. Frau von Muller wydawała się mieć lepsze maniery i łagodniejszy charakter od swojej koleżanki. Zwykle też trzymała się w jej cieniu. To Petra wydawała rozkazy, przemawiała do regimentu i potrafiła unieść się gniewem. Miała też bezpośredni styl bycia co niezbyt pasował do szlachcianki. Frau Inez wyglądała przy niej jak elegancka szlachcianka i uczona przy jakiejś awanturniczce ze szlaku. Ale parała się magią co w wielu zwykłych żołnierzach, budziło lęk i dystans. Tak jak to właśnie zaprezentował góral gdy o niej wspomniał.
    - Przez tą przeklętą mgłę nic nie widać. Gdzie jest ten przeklęty Marktplatz? - Ciche mamrotanie Klausa, przywróciło Tobiasa do rzeczywistości. Też nie znał tego miasta. Ten miejski kanion wydawał się mu całkiem obcy. A pustka ulic szarpała nerwy. To był Festag i środek dnia. Ulice i gospody powinny tętnić życiem. Tymczasem mijali pozamykane na głucho okna. I czasem jakieś twarze na tych górnych, jakie odprowadzały ich wzrokiem. Ale zwykle umykały w głąb mieszkania, gdy skrzyżowali się spojrzeniami. Ten mgła czy dym, dodatkowo pozbawiały ich punktów orientacynych. Widać było tylko na kilka kamienic w przód i w tył.
    - Nie mów, że się zgubiliśmy. Jak się dowiedzą w bandzie to do końca wojny będą z nas się śmieli. Psiakrew, w lesie to ja zawsze wiem gdzie iść. - Franc wydawał się być podobnie zirytowany. Na czuja to wszyscy zdawali sobie sprawę, że chyba wciąż powinni być we wschodniej stronie miasta. Stefan poszedł środkiem do tego “Koła”. A Duivel z Thiemo w zachodnią stronę. Markplatz miał być w centrum miasta i tam miały być te walki. Tylko, że jak nie było widać słońca ani nieba to trudno było się poznać w kierunkach świata. A ta mgła utrudniała złapanie jakich dalszych kierunków orientacyjnych którymi można by się kierować. W końcu się zatrzymali na kolejnych krzyżówkach.
    - Chodźmy na wschód. Dojdziemy do muru to pójdziemy wzdłuż niego. W końcu trafimy na jakąś główną drogę co będzie musiała prowadzić do centrum. - Klaus zaproponował pokazując ulicę jaką chciał iść.
    - To od razu można pójść do centrum. Tam pewnie też jest jakaś główna droga co prowadzi do Markplatz. - Franc wskazał dokładnie przeciwny kierunek.
    - A jak trafimy na Stefana to co mu powiemy? Że się zgubiliśmy? - Klaus od razu skontrował jego wypowiedź. Rzeczywiście trudno było oszacować czy już minęli ten zajazd do jakiego miał zamiar dotrzeć Kolesnikow czy nie. Gdyby go spotkali, mógłby im zadać parę niewygodnych pytań.
    - To może pójdziemy do zamtuza? - Beth wtrąciła się w tą dyskusję. Tak nagle, że obaj na nią spojrzeli zaskoczeni.
    - Chcesz iść do zamtuza? Teraz? I jakiego zamtuza? - Franc popatrzył zdumiony na ciemnowłosą koleżankę.
    - Tego co tam tak balują. Nie słyszycie? - Beth odparła bez wahania. I oni też ucichli aby posłuchać. Po chwili też to usłyszeli. Odgłosy muzyki, śmiechów, hulanki. Brzmiało jak niezła biba w jakiejś tawernie albo właśnie zamtuzie. Wydawało się być niedaleko. Ale okoliczne kamienice wydawały się być ponure i ciche, tak samo jak te jakie mijali do tej pory.
    - No tak. Ale to trzeba by tam wejść w te ulice i poszukać. Zresztą nie wiadomo kto tam tak baluje. - Klaus wydawał się być sceptyczny co do pomysłu koleżanki. - Chodźmy do muru a jak spotkamy główną drogę do odbijemy do centrum. Na pewno prowadzi do centrum. - Wrócił do swojego pomysłu jak trafić we właściwe miejsce.
    - A ty co myślisz? - Franc zapytał Tobiasa, czy ten ma jakiś pomysł jak odnaleźć centrum miasta do jakiego mieli trafić.

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zajazd “Czerwone koło”
    Czas: 2521.05.05; Festag; popołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Stefan i Wiesel

    W toku operowania zranionego żołnierza, sytuacja w izbie się zmieniła. Porucznik wstała i wyszła. Pewnie gdzieś na górę by słychać było jej energiczne kroki po schodach. Stefan z chirurgiem właśnie pracowali aby wyjąć grot z rany. Drzwi do środka otworzyły się i szybko wszedł jakiś żołnierz.
    - Gdzie porucznik? Mam dla niej ważne informacje. - Zameldował się z wyraźnym pośpiechem. A gdy od reszty oficerów usłyszał, że poszła na górę to on też tam poszedł.
    - Ja przytrzymam a ty wyciągnij. - Chirurg w tymczasie rzekł cicho do swojego młodszego pomocnika. I rzeczywiście z wprawą rozszerzył krawędzie rany co ułatwiło Stefanowi wyjęcie grotu strzały. Żołnierz jęknął krótko i ostro a przy tym wierzgnął na stole. Po tym odruchowym działaniu znów się wyprostował.
    - Spokojnie. Jeszcze musimy przemyć i zszyć ranę. Leż dalej. - Chirurg poprosił go a jego spokój pomógł zmobilizować się wojakowi. Zresztą zwykle weterani starali się znosić mężnie takie operacje. Znów musieli we dwóch na zmianę przemywać ranę aby ją zszyć chociaż z grubsza. Stefan nie pierwszy raz miał okazję zauważyć, że pracuje z profesjonalistą jaki byłby cenny dla każdej armii. Gdyby sam musiał to robić, zajęłoby mu to dużo więcej czasu i byłoby trudniejsze. Nawet z pomocą jakiegoś niewykwalifikowanej osoby, co mogła nawet potrzymać tu czy podać tamto, to nie było to samo. W międzyczasie do izby wróciła porucznik. Miała na sobie tą samą tunikę, narzuconą na krótką kolczugę co wcześniej. Ale teraz dało się wyczuć jakby miała zaraz ruszać w drogę. Poprawiła pas z mieczem i długim sztyletem. Na stół rzuciła rękawicę jakby je miała zaraz założyć. Zaś spod pachy wyjęła hełm. To był szturmak, nowoczesny, półotwarty hełm uzywany także przez piechotę. Ale ten był zdobiony i zdradzał oficera lub szlachcica. Zwykle pasował to bogatych kawalerzystów. Niezbyt pasował do prostej kolczugi, jaką miała na sobie porucznik.
    - Czas rozprawić się z Dolsteinem. - Uśmiechnęła się do swoich oficerów. Część z nich też wstała i zaczęła się zbierać do drogi.
    - Już po wszystkim. - Chirurg poklepał pacjenta po ramieniu. I zaczął myć wodę w misce. Co pozwoliło też i Stefanowi aby odejść od stołu. Gdy podszedł do oficerów i powiedział swoje, to ci wydawali się być nieco zdziwieni. Ale popatrzyli na porucznik. Ta zaś przez chwilę trawiła jego słowa. Połozyła sobie dłonie na biodrach i przypatrywała mu się wnikliwie. Wydawało mu się, że w ich głębi dostrzegł irytację. Albo zaciekawienie. Nie był tego pewny. Zresztą nie dała mu okazji na takie analizy.
    - Czyli to wasz regiment kręci się wokół Południowej Bramy? - zapytała go bez ogródek. - To po co te całe gadanie, że chcesz się do nas przyłączyć? - Uniosła brwi aby podkreślić swoją irytację. Tak, w tym momencie był już pewny, że była to irytacja. - Jaki regiment? Skąd idziecie? Dokąd? - Zadała mu serię szybkich pytań. Przez chwilę nastała cisza gdy jej koledzy także wpatrywali się w Stefana, wyczekując na odpowiedź. Wtedy otworzyły się drwi i do środka szybkim krokiem wszedł sierzant Lupo. Podszedł bliżej do porucznik, po drodze jednym spojrzeniem ogarniając całą scenę. Zatrzymał się przy niej i coś jej powiedział po cichu. Ale wskazał bokiem głowy na Stefana. Brwi oficer znów powędrowały do góry i skinęła głową. - A to ciekawe. - Rzekła po chwili i znów to chwilę trawiła. Wzięła ze stołu rękawice i zaczęła je nakładać, jakby to miało jej pomóc w podjęciu decyzji. - Lupo dotrzymaj towarzystwa naszemu nowemu koledze. A ja sobie z nimi porozmawiam. - Oznajmiła sierżantowi i zgarnęła jeszcze swój szturmak. Po czym wyszła. Lupo zaś popatrzył na Stefana jakby go oceniał. Inni oficerowie też wrócili do szykowania się do wyjścia. Poprawiali pasy, sprzączki, sięgali po leżące na sąsiednim stole tarcze. Wyglądało jakby szykowali się do walki. Drzwi znów się otworzyły i do środka wszedł jakiś żołnierz.
    - Frau porucznik mówi, żebyś go przyprowadził do bramy. - Wskazał na Stefana. Sierżant spojrzał więc na niego i skinął ku drzwiom.
    - No to zbieraj się. Czas na ciebie. - Rzucił mu obojetnie. I odprowadził ich obu przez przedsionek, dziedziniec aż do bramy zajazdu. Tam w koniu siedziała już porucznik. Jeden z żołnierzy trzymał jej hełm a ona wkładała swoje czarne włosy pod kaptur ochronny.
    - A no jest nasz ciekawski, zaginiony medyk. - Uśmiechnęła się ale z nutką cierpkiej ironii. Gdy we czterech podeszli jeszcze bliżej, Stefan dojrzał Kolesnikowa i paru jego łuczników. Nadal wyglądali jak leśne zbiry napadające na podróżnych. Ale sierżant posłał mu pozdrowienie skinieniem głowy. Lupo bez rozkazu oficer, jednak nie dał im się połączyć. A przy bramie jeszcze paru strażników oddzielało ich od siebie.
    - Powiedzcie swoim oficerom, że jesteśmy w pełni otwarci na współpracę w tłumieniu tego buntu. Musi on być zdławiony natychmiast i bezlitośnie. Sami widzicie jacy oni są. - Wskazała na uwiązane do tablicy ogłoszeń ciało. Z wyciętą krwawą gwiazdą Chaosu. - Poza tym to jedyna sensowna droga prowadząca na wschód. Nie licząc tej co bezpośrednio prowadzi wzdłuż Wolf na Wolfenburg. Ale tam jest tłok taki, że wszystko utknęło. Ta droga przez Wendorf to jedyna sensowna alternatywa. Tu możecie się z nami kontaktować. - To zakładanie grubego kaptura nieco tłumiło jej głos i tylko czasem patrzyła w dół jakby sprawdzając czy Ostlandczyk jej słucha. Wskazała kciukiem na zajazd w bramie jakiego stali. Uporała się właśnie z kapturem i wyprostowała się. Dała znak sierżantowi ten ustąpił drogi Stefanowi aby ten mógł dołączyć do grupki Hochlandczyków jacy na niego czekali. Ona zaś wyciągnęła rękę i żołnierz podał jej hełm. Za ich plecami z karczmy wychodzili kolejni oficerowie.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 55 - 2521.05.05; fst; popołudnie

    Oki, no to mamy kolejną turę 🙂 Akcja nadal jest podzielona na poszczególnych BG 🙂

    Termin na odpis powiedzmy do pt. 09.25. Ale jeśli się nie wyrobimy to może być do następnego pt czyli 10.02.

    Stan HP

    Tobias 15/15 (s.zdrowy)
    Stefan 12/12 (s.zdrowy)
    Duivel 13/13 (s.zdrowy)

    Stan PD

    Duivel 10 PD za terminowy post

    Duivel 10 PD za socjalizowanie się z resztą oddziału

    Duivel 5 PD za podzielenie się chlebem z resztą oddziału

    Duivel 20 PD za zdanie szczegółowego raportu z patrolu

    Tobias 10 PD za terminowy post

    Tobias 10 PD za decyzyjność co do milczenia o wiedźmie

    Tobias 10 PD za zdanie reportu z patrolu

    Stefan 10 PD za terminowy post

    Stefan 10 PD za opis fabularny

    Stefan 10 PD za decyzyjność o zachowaniu adresu w milczeniu

    Razem:

    Tobias 540 + 30 = 570 PD
    Stefan 115 + 30 = 145 PD (miniony po 147 PD)
    Duivel 90 + 45 = 135 PD

    Stan PZ

    Tobias 375 PZ
    Stefan 18 PZ
    Duivel 40 PZ

    Oki, to w tej turze minęło ok 2-3 pacierzy. Dalej jest mniej więcej środek dnia.

    Sceny Duivela i Tobiasa są razem. Dzieją się przy Południowej Bramie. Początkowo jeszcze jest poobiedny relaks. Aż przybywa dwójka rycerzy z regimentu i przejmuje dowodzenie. Eryk zdaje im raport z poczynań obu grup łuczników w mieście.

    Na koniec ludzie Kolesnikowa zostają wysłani na miasto w trzech grupach.

    • Kolesnikow i 4 łuczników do "Czerwonego koła"

    • Duivel, Thiemo i 3 łuczników (w tym Jurgen i Oliver) do "Złotego pucharu"

    • Tobias i 3 łuczników (w tym Beth i Franc) do centrum miasta

    • Ogólnie macie czas w tej turze na jakieś przygotowania do wykonania zadania. Możecie porozmawiać z Kolesnikowem czy kimś kto jest na miejscu.

    @Stefan

    • Stefanowi udało się odciąć kawałek papieru z adresem, choć na oczach czekających żołnierzy w holu. Czy coś widzieli to nie wiadomo.

    • Później znalazł lazaret urządzony za kuchnią. I tam przeczytał na głos instrukcje od medyka. Co dalej to już w tej turze.


    • Chyba tyle z mojej strony 🙂 Mam nadzieję, że po tych urlopach i awariach lapa, wrócimy do regularnego rytmu sesji 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 55 - 2521.05.05; fst; popołudnie

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; Brama Południowa
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, łag.wiatr; chłodno (0)

    Duivel i Thiemo

    Siedząc w wieży albo na blankach, można było cieszyć się chwilą spokoju, rozmową, żartami, docinkami i przyjemnie napełnionym żołądkiem. Ze świeżym chlebem przyniesionym przez Duivela i Thiemo, oraz mięsem i kiełbasami jakie zdobyli Tobias i Beth, te kuraki zrobiły się naprawdę smaczne. Tak w uznaniu Hochandczyków, jak i Gebirgsjeager, to był najlepszy posiłek jaki jedli od paru dni. Chyba już wszyscy zdążyli też zwrócić uwagę na nową fryzurę Beth. Jedni żartowali, inni byli złośliwi, jeszcze inni tylko się przyglądali. Ale nowy wizerunek łuczniczki, nie przeszedł niezauważony. Ona sama mówiła tylko, że koleżankę spotkała co ją tak ładnie uczesała ale nie wdawała się w szczegóły.
    Po obiedzie, co kto dał radę to usiadł opierając się o blanki lub na jakieś ławie i próbował się zdrzemnąć. Albo wyciągnęli karty, kości i popijając wino z kubłaków i kubków, próbowali zabić oczekiwanie wiszące w powietrzu. Dało się zauważyć, że Stefan z Erykiem, mają trudności ze zdecydowaniem się co dalej powinni robić. W końcu szefowe kazały im dotrzeć do miasta i dotarli. Zajęli nawet wieżę. Przeprowadzili wstępne rozpoznanie sytuacji w mieście. Z czego z jednego trzy osobowego patrolu, wrócił tylko jeden. Ale zaginięcie Stefana też wyglądało dość nietypowo. Co prawda dowiedzieli się i o “Czerwonym kole” gdzie mieli być jacyś żołnierze ze Siege Stern i o “Złotym kielichu” gdzie miały być jakieś cywilne władze. No ale takimi rzeczami to zwykle zajmowały się szefowe albo oficerowie. W końcu więc uradzili, posłać do regimentu jednego z Gebirgsjaeger aby przekazał tam raport i poprosił o rozkazy co dalej mają robić. I faktycznie, niedługo potem z blank wieży, widać było jak górski łucznik odjeżdża na swoim kucu i znika między drzewami. To dało obu sierżantom poczucie, że przewalili decyzyjność na wyższe szarże i na razie mają spokój.
    Ludzie Kolesnikowa za to dowiedzieli się, że Gebirgsjaeger spotkali po drodze i te splądrowane wozy i spalony zajazd. Ale nie rozglądali się tam bo ich priorytetem było dotrzeć do szpicy regimentu i rozeznać sie czy udało im się dotrzeć do miasta. Teraz wspólnie zastanawiali się co główne siły zrobiły z tymi dwoma znaleziskami. Mieli więcej czasu i możliwości. Obaj sierżanci nie zgodzili się aby ktoś jeszcze wypuszczał się na miasto skoro sytuacja była tak enigmatyczna. Nie chcieli aby przy tak skromnych siłach jakie mieli wokół bramy, ktoś jeszcze im zaginął i nie wrócił z patrolu.
    - Hej. Zobaczcie. Ktoś tam się na nas gapi. - Jeden ze strażników przerwał tą monotonię. Kilka głów się podniosło i spojrzało we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, w głębi tej ulicy jaka prowadziła do “Czerwonego koła” i do centrum miasta, widać było ze trzy, może cztery postacie. Ale przez tą mgłę i dym jakie panowały w mieście, nawet w środku dnia, trudno było dojrzeć detale. Same sylwetki. Stały tam, jakby obserwowały bramę. Kolesnikow i Eryk zmarszczyli brwi jakby próbowali dostrzec więcej detali.
    - Pewnie widzą wasze kuce. Pewnie i nas. - Mruknął Stefan. Eryk pokiwał głową.
    - Goniec wraca! Z naszymi rycerzami! - Inny strażnik krzyknął radośnie. I wskazał w przeciwną stronę. Gdy inni też się poderwali aby wyjrzeć poza blanki, zobaczyli jak drogą z lasu wyłania się dwójka rycerzy jaka przyłączyła się do regimentu jeszcze w Lenkster. A za nimi, w pewnej odległości, goniec jakiego obaj sierżanci wysłali. Jak cała trójka zbliżyła się do bramy, widać było jak pyszne i wspaniałe są rumaki i zbroje barona Herr Theodora von Ellingena i Frau Olivii von Damnitz. Jechali dumni i pewny siebie, emanując spokojem, jakby byli gotowi sprostać każdemu przeciwnikowi. I póki co to ta dwójka stanowiła całe rycerstwo jakim dysponował regiment von Falkenhorst. Ale ich przybycie dodał otuchu łucznikom obu kompanii.
    - No i święty spokój się skończył. Wielcy państwo nie lubią jak takie chmyzy jak my się nudzi. - Stefan mruknął pod nosem i zaśmiał się bez wesołości. Eryk szybko ruszył na dół wieży aby przywitać dwójkę rycerzy po wewnętrznej stronie bramy. A Herr von Ellinger od razu przejął inicjatywę w rozmowie.
    - Raport sierżancie. - Rzucił krótko i oschle, z wyraźną wyższością w głosie. Wciąż nie zsiadał z siodła tylko słuchał jak Eryk opowiada mu to co sami zdołali się do tej pory dowiedzieć. O utrzymaniu wieży, trzech patrolach, sytuacji w piekarni, “Czerwonym kole”, “Złotym kielichu” i dwóch zaginionych żołnierzach. Wydawało się, że czarnobrody, górski zbój, kurczy się i poci przed wielkim panem.
    - Co za bardacha. A wy tak sobie nic z tym nie robicie? - Herr spojrzał pogardliwie i groźnie najpierw na Eryka a potem na tych łuczników co mu nawinęli się na oko. Jego szlachetne, surowe oblicze z pięknymi bokobrodami wydawało się ciskać na nich gromy. - Wkrótce tu przybędzie reszta regimentu a tu nic nie jest przygotowane! - Huknął znów na herszta Goebirsjeager. - Sierżancie. Oczyścić najbliższe kamienice. Przygotować na kwatery. Zastawić najbliższe ulice aby utrudnić kontratak wroga. Niech łucznicy zajmą górne piętra. Jeśli tubylcy będą protestować to się z nimi nie patyczkować. - Rycerz swoim surowym głosem szybko wydał serię rozkazów. Eryk gorliwie pokiwał swoją czarną głową.
    - Ci dwaj zaginieni. Zdezerterowali? - Jeździec zaczął kolejny temat. Teraz czarnowłosy łucznik zaczął kolejny temat. Tym razem herszt górskich zbójów jakby się zawahał.
    - Nie jestem pewien Herr. Wydaje mi się, że nie. Jeden z nich wrócił z tego zajazdu. Mówił, że Stefan chciał się czegoś dowiedzieć. Ale tak gadał, że sierżant Siege Stern wezwał ich do środka. I aby zachować pozory to z nim poszli. - Sierżant starał się przedstawić to czego dowiedział się od Wiesela jaki wrócił z zajazdu. Rycerz chwilę to trawił.
    - Brzmi jak próba dezercji. Ale zobaczymy. Wyślij tam kogoś aby sprowadził ich z powrotem. Ci dwaj należą do naszego regimentu i jeśli chcą się przepisać do innego to najpierw niech się wypiszą z naszego. A skoro podpisywali kontrakt z Frau von Falkenhorst i Frau von Muller to tylko one mogą zwolnić ich z tego kontraktu. - Rycerz mówił gromkim głosem niby mówca prawa na publicznym sądzie. Na co sierżant tylko pokiwał gorliwie głową.
    - I Frau von Falkenhorst mówiła mi, że przydzieliła wam jakiegoś tubylca z naszej milicji. - Herr Theodor nie tracił czasu i szybko przeszedł do kolejnego tematu. Słysząc go widać było jak Thiemo jednocześnie zbladł i zaczął się pocić.
    - Tak Herr, przydzieliła. Bardzo nam się przysłużył. Zna miasto a my nie. - Gebirgsjeager odparł szybko ale litościwie nie wskazał rycerzowi starego milicjanta.
    - Bardzo dobrze. Wyślij z nim paru ludzi do tego “Złotego kufla”. Niech się tam rozejrzą w sytuacji. - Rycerz rozkazał a sierżant przyjął to bez sprzeciwu. I na razie to było tyle. Paru górali podeszło aby zająć się szlachetnymi rumakami a dwójka rycerza wreszcie z nich zsiadła. Eryk zaczął ich oprowadzać po wieży. Od parteru aż po drugie piętro i blanki. Rozmawiali we trójkę co i jak tu zaplanować jako większy posterunek. Gdy okrzyk z blank zapowiedział kolejne posiłki. Z lasu wymaszerował oddział dwoch dziesiątek włóczników. To musieli być ci od Lukasa Duerra. Dobrze uzupelniali oba wcześniejsze kompanie łuczników jacy dotarli tu wcześniej. I zwiastowało, że wkrótce nadejdą kolejne oddziały sił głównych. To zwolniło Eryka aby porozmawiał z Kolesnikowem. A ten po chwili zebrał swoich ludzi i przekazał im kolejne polecenia.
    - Duivel, weźmiesz Thiemo i trzech ludzi. I pójdź rozejrzeć do tego “Złotego pucharu. Thiemo mówisz, że wiesz, gdzie to jest? - Hochlandczyk przedstawił im wytyczne jakie przyszły z góry.
    - Tak, to niedaleko Żelaznej. Mój brat tam mieszka to znam tą okolicę. - Stary milicjant pokiwał głową, że nie obawia się ruszyć w miasto jako przewodnik.
    - Bardzo dobrze. Tobias. Też weź trzech ludzi. Spróbujcie się dostać do centrum i nawiązać kontakt z tymi co walczą z tymi buntownikami. Szefostwo chce wiedzieć jak wygląda tam sytuacja. - Zwrócił się do Ostlandczyka i jemu też znalazł zajęcie.
    - No a ja z resztą, przejdę się do “Czerwonego koła” i zobaczymy co się stało ze Stefanem. No i w ogóle co się tam dzieje. - Westchnął jakby uważał, że dla siebie zatrzymał najtrudniejsze zadanie. Szybko okazało się, że do Duivela dołączył Jurgen i Olivier oraz jeszcze jeden Hochlandczyk, jakiego znał tylko z widzenia. Zaś Tobiasowi przypadła Elsa i Franc jacy podczas drogi przez las, szli flankami wzdłuż drogi. I jeszcze jeden mniej zany mu łucznik. Stefan zatrzymał sobie czwórkę myśliwych więc wszystkie trzy grupy były podobnej wielkości. Jeszcze gdy kończyli przygotowania to włócznicy Duerra przekroczyli przez bramę. A Eryk ich powitał. Zaś jego górale zaczynali się zbierać do przetrząsania najbliższych kamienic co im nakazał Herr baron.

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zajazd “Czerwone koło”
    Czas: 2521.05.05; Festag; południe
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)

    Stefan i Wiesel

    Gdy Stefan przeczytał na głos zalecenia, to te wydały mu się adekwatne do obrażeń żołnierza jakiego właśnie pomagał operować. Chirurg skinął głową i wyglądał na zmęczonego ale spokojnego. Czarnowłosa porucznik dała głową znać aby poszedł wykonać polecenie. Więc wyszedł z głównej izby, do tego przedsionka ze schodami, gdzie stało lub siedziało kilku żołnierzy. Spojrzeli na niego, ale bez większego zainteresowania. Niestety musiał odciąć kawałek papieru z adresem, na ich oczach, bo nie było mowy aby został tu sam. Nie był pewien czy zauważyli co zrobił ale i tak nie ingerowali w to. Adres nic mu nie mówił. A za chwilę musiał przejść do sąsiedniej izby. To była kuchnia. Podobnych rozmiarów co główna izba. I krzątało sie tu sporo ludzi którzy przygotowywali posiłek. Było parno i gorąco, jak to w kuchni. Nawet będąc krótko poczuł jak zaczyna się pocić pod ubraniem. Nie było tu żadnych rannych. Parę osób spojrzało na niego krótko ale nikt nie przerwał pracy ani się do niego nie odezwał. Jednak przez otwarte drzwi dostrzegł kolejne pomieszczenie. Gdy tam poszedł to znalazł się w mniejszej izbie. Z wieloma prostymi łóżkami jakie mogły wcześniej służyć za tanią, wspólna noclegownię lub pomieszczenie dla służby. Teraz był tu improwizowany lazaret. Na wszystkich łóżkach leżeli ranni. Widać było, że prawie każdy miał na sobie jakieś bandaże i był w boleściach. Spali, leżeli w letargu, jęczeli cierpiąco albo wpatrywali się tępo w sufit z szeroko otwartymi oczami. Znalazł także tego co przed chwilą opatrywali bo wciąż przy nim stało tych dwóch co go wyniosło z izby głównej. Zatrzymali się aby pogadać ale przerwali gdy zobaczyli nadchodzącego Stefana. Gdy przeczytał im zalecenie medyka, pokiwali głowami.
    - Dobra, dobra, tak zrobimy. - Jeden z nich mruknął, na znak, że przyjęli i zrozumieli te instrukcje. Ale dało się wyczuć, że wolą aby Stefan sobie stąd już poszedł.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 81 - 2519.07.30; mkt; ranek

    Oki, to mój misiowy post jest 🙂 To termin na odpis powiedzmy do pt. 10.02.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 14/17 (draśnięty)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)

    Ekipa Egona

    Lars 11/17 (s.ranny; -10) (5+k6:5=10/17)
    Astrid 8/15 (s.ranny; -10)
    Silny 13/17 (s.draśnięty; 0)
    Rune 9/15 (s.ranny; -10)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 30 PD za początkową rozmowę z "Łabędziu"

    Egon 5 PD za załatwienie noclego w apartamencie szlacheckim

    Egonn 5 PD za ciekawe rozegranie znajomości z lady van Hansen

    Egon 5 PD za poznanie nowego adresu - magazynu alchemików

    Egon 5 PD za turystyczne rozmowy po drodze do magazynu

    Egon 20 PD za rozmowę z Theo u alchemików

    Egon 5 PD za podzielenie sie eliksirami z ekipą

    Egon 30 PD za rozmowy z Larsem i Astrid na zewnątrz

    Egon 10 PD za planowanie co do Skaeligów i następny dzień

    Egon 5 PD za poznanie barona Konrada von Holzbeck

    Egon 20 PD za dalsze knucie co do obu Skaeligów

    Egon 5 PD za poznanie Solmudna i Thorstara

    Egon 20 PD za scenę bójki na podwórzu

    Egon 10 PD za samodzielny opis bójki

    Otto 10 PD za terminowy post

    Otto 30 PD za scenę rozmowy z Łasicą

    Otto 10 PD za planowanie rozrywek dla lady Odette

    Otto 5 PD za pomysł z tatuażem

    Otto 10 PD za plany na następny dzień

    Razem:

    Otto 2885 + 65 = 2950 PD
    Egon 2055 + 185 = 2240 PD
    Heinrich 1365 + 0 = 1365 PD

    Wszyscy

    Oki, to w tej turze minęła noc i zaczął się kolejny dzień. Jest poranek w Marktag czyli dzień targowy. Poranek okazał się słoneczny i spokojny.

    @Egon

    Poranek Egon z koleżankami zaczyna w apartamencie szlacheckim. Później jest kilka kolejnych scen, ułozonych mniej wiecej chronologicznie. W każdej jakiś BN ma coś do powiedzenia.

    Na koniec Egon i większość ekipy jest w głównej izbie "Łabędzia" gdzie razem z innimi gośćmi jedzą śniadanie i szykują się do zaczęcia dnia.

    Przypomnij mi może kto wczoraj lub rano wziął jaki ekiksir leczący. Bo zapamiętałem tylko, że Lars wziął k6 co uwzględniłem teraz w HP. Reszta ma wpisany jedynie test naturalnego zdrowienia (ODP).

    @Otto

    Poranek Otto zaczyna u siebie w mieszkaniu. Później wychodzi w stronę targu. Tam spotyka stoisko charytatywne na jakim dominują damy ze śmietanki towarzyskiej. Część z nich Otto zna jako koleżanki z kultu.

    Na koniec sceny odzywa się do niego ucharakteryzowana Łasica która pomaga mu przejść za stoły z łakociami.


    Oki, chyba tyle z mojej strony na tą turę 🙂 Jeśli coś nie jest klarowne to pytajcie 🙂

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, moja misiowa tura jest. Zell zgłosiła mi L4 na tą turę to dla Heinricha nie ma sceny. Generalnie to Otto ma poranne sceny na Placu Targowym a Egon po kolei różne scenki, z różnymi postaciami o poranku w "Łabędziu". Ale to dokładniej napiszę te komenty jutro po arbeit.
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 81 - 2519.07.30; mkt; ranek

    Miejsce: Nordland; Neus Emskrank; Marktplatz; stoisko charytatywne
    Czas: 2519.07.30; Marktag; ranek
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; nieprzyjemnie (0)

    Otto

    Gdy rano jednooki mnich otworzył okienice, powitał go słoneczne niebo. No i tradycyjny zgiełk ulicy dobiegający od strony Placu Targowego. Nie dało się przegapić, że dziś jest dzień targowy. Ale na osłodę, miał świeże wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Może Łasica nie została na noc, ale pożegnała się bardzo po koleżeńsku. Gdy ściągnął habit i spodnie, łotrzyca uśmiechnęła się sympatycznie. - No i to jest mój ulubiony sposób na pożegnanie z przyjaciółmi. Szkoda, że z tymi naszymi szlachciankami nie wypada tego robić. - mruknęła zalotnie i zbliżyła się aby pocałować usta kolegi. A później, bez pośpiechu schodziła dłońmi i ustami niżej i niżej. Aż całkiem uklękła i zabrała się za pieszczoty przy jego przyrodzeniu. Robiła to, często zadzierając głowę do góry i patrząc mu bezwstydnie w oczy. Zabawa nabierała tempa aż doszli do finału. Później jeszcze łotrzyca potrzebowała chwilę aby doprowadzić się do porządku. Ale jednak poszła. Na pożegnanie rzuciła zalotnie, “Widzimy się jutro na placu” i wyszła.
    I teraz był ten ranek. Całkiem pogodny i niezbyt ciepły. Ale w grubym habicie było w sam raz. Oczywiście w miarę jak mnich zbliżał się do Marktplatz to tłum gęstniał. Jak zwykle stragany i wozy z jakich handlowano, stały jeszcze na ulicach prowadzących do placu.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/h0PmqQA.jpeg

    Musiał zwolnić aby przecisnąć się przez tłum. Miasto tętniło zyciem. Z okolicznych wiosek, przyjechali chłopi aby sprzedać swoje płody rolne lub zwierzęta. W klatkach widać był kury, kaczki i gęsi. Czasem kozy, krowy czy świnie. Cały ten zwierzyniec dodawał swoje pianie i skrzeczenie do hałasu wydawanego przez masę ludzką. Tam kowal prezentował swoje metalowe wyroby, obok piekarz swoje. Tu ktoś sprzedawał sukno i materiały na obrusy, koszule i kaftany a sąsiad miał stoisko z antałkami wina z całego świata. Nawet mnisi habit nie zawsze torował drogę przed siebie.
    Na placu widać było belki ułożone w płot wokół którego mieli mierzyć się konni rycerze na kopie. Zdążono go wybudować przed śmiercią księżnej matki. Nieme świadectwo zamrożonej decyzji o odwołaniu lub przywróceniu tego turnieju. Teraz do tego płotu wiązano zwierzęta lub przerzucano dywany i ubrania do pokazania klientów. Na stercie belek jakich nie zdążono użyć do zbudowania trybun teraz stały klatki z kurami albo ganiały się dzieciaki. Właśnie z tej pryzmy dobrze było skorzystać aby wejść wyżej i się rozejrzeć po placu. Łasica bowiem powiedziała mu, że ta akcja charytatywna będzie tutaj i tego ranka. Ale “tutaj” oznaczało cały ten zatłoczony, gwarny plac. Gdy Otto wspiął się na tą pryzmę, dostrzegł kumulację kolorowych flag jakie zwykle wieszano przy festynach i miejskich cereminach. Niedaleko widział też dachy powozów. I tam tłum był gęstszy, jakby coś tam się działo.
    Gdy ruszył w tamtą stronę to zostało mu się zanurzyć w ten tłum. A wszyscy pytali się nawzajem “Co się dzieje?”, “Co tam jest?” i tak jeszcze zanim dotarł na miejsce, potwierdziło się, że właśnie tam, szlachetne damy z miasta i poza niego, za symbolicznego pensa, sprzedają ciasta i różne przysmaki. Jak przecisnął się bliżej dostrzegł halabardy i włócznie jakie sterczały ponad głowami tłumu. Ale jeszcze to trochę trwało zanim ujrzał te stoiska na własne oczy.
    To były zwykłe budy handlarzy, jakie zwykle stawiano w dzień targowy i składano pod wieczór. Były zastawione różnymi słodkościami. Ciasta, makowce, rolady, torty, pierniki, ciastka, pierogi, rogaliki. Aż ślinka ciekła. Wyglądało jakby ten fragment rynku, zmienił się w wystawę jakiejś cukierni.
    A wielką sensacją były sprzedawczynie. To były szlachetnie urodzone damy ze śmietanki towarzyskiej tego miasta. Lub ich znamienite koleżanki jakie zjechały na ten odwołany turniej albo i tak były ich gośćmi. Otto wiele z nich znał osobiście a spora część była kultystkami albo muszymi matkami. W samym centrum bezprzecznie królowała diwa o miodowych włosach. Jako jedyna odważyła się założyć bordową suknię z czarnymi wykończeniami dla skromnego uczczenia żałoby po księżnej. Bujny dekolt i wąska talia ładnie podkreślały jej smukłą figurę. Lady von Treskow stała w centrum i chyba kumulowała przy stoisku największy tłum. Wydawało się, że podobnie jak po końcu mszy w Festag, każdy chce tą sławną śpiewaczkę o pięknej twarzy i wspaniałym głosie, zobaczyć z bliska. A teraz jak się kupowało od niej porcję ciasta to nawet był pretekst aby z nią chwilę porozmawiać.
    Ale za stoiskiem Otto dostrzegł też Fabienne von Mannlieb. Nie pozwoliła sobie na aż taką ekstrawagancję jak przyjaciółka i założyła czarną suknię a swoje smoliście czarne włosy, miała skromnie upięte w elegancki kok. Stała obok miodowłosej milady, że właściwie to razem sprzedawały te ciasta.
    Po drugiej stronie aktorki stała ciemnoskóra córka kapitana portu. Jej egzotyczna uroda wyróżniała się na tle innych dam. Lady van Zee sprzedawała małe, słodkie rogaliki. Była też lady von Richter, uchodzaca za bliską przyjaciółkę Froyi von Hansen. Blondwłosa, dziewczęca Petra von Schneider z kółka poetyckiego Kamili. Wielbicielka Słowika Północy, Gisele von Neuhoff jaka miała być dziś jej gościem w garderobie, sprzedawała coś do picia. Była nawet lady Soria. Choć trzymała się z tyłu, krojąc kolejne kawałki ciasta jakie odbierały od niej inne szlachcianki. Część z nich Otto rozpoznawał jako znajome swoich koleżanek ale sam zwykle nie miał z nimi do czynienia. A część w ogóle była dla niego obca. Wśród tych wszystkich szacownych dam, szlachcianek, baroness, gdzieś przy ścianie dostrzegł stoisko Lebkuchenów, reprezentowane przez ich młodą, dorosłą już córkę. Teofano towarzyszyła Gela. Obie sprzedawały serniki i pierniki z ich cukierni. Na tle szlachcianek wyglądały skromnie i nawet widać było po miejscu jakie w tej kanciastej podkowie, zajmuje ich stoisko. Ale wyroby z ich cukierni, po okazyjnej cenie, też cieszyły się sporą popularnością.
    Widać jednak było też, że nie wszystko było pozostawione samopas. Po zewnętrznej stronie straganów, stali strażnicy z halabardami. To ich broń Otto widział wcześniej ponad głowami tłumu. Tuż obok tego stoiska, czekały zaprzężone powozy jakimi przyjechały te wszystkie bogate damy. Te też były pilnowane przez uzbrojonych strażników. Jednak atmosfera była ciepła, zbliżona do festynu. Choć oficjalnie festyn przeczyłby zasadom żałoby po księżnej-matce to starano się nie okazywać przesadnej radości i okrzyków.
    Jak jednooki już się napatrzył i zostało mu jakoś podejść bliżej i spróbować zagaić rozmowę, to usłyszał znajomy, kobiecy głos.
    - A już ojciec jest. To proszę tutaj. No dobrzy ludzie, zróbcie przejście dla sługi bożego! - Łasica miała na sobie biały czepek, jak na bogobojną mieszczkę przystało i skromną suknię do samej ziemi aby oddać cześć zmarłej księżnej. I zachowywała się jakby była tylko jakaś służką którejś ze szlachcianek. Stała po drugiej stronie straganu, i widocznie jej bystre oczy wypatrzyły kolegę, zanim on dojrzał ją. Teraz gestem nakierowała go do wąskiego przejścia między ostatnim straganem a ścianą kamienicy. Ludzie faktycznie symbolicznie ale jednak, ustąpili miejsca aby mnich mógł tam podejść.

    Miejsce: Nordland; rzeka Salt; tawerna “Błękitny łabędź”; główna izba
    Czas: 2519.07.30; Marktag; ranek
    Warunki: główna izba, gwar głosów, jasno; na zewnątrz: dzień, pogodnie; powiew; nieprzyjemnie (0)

    Egon i ekipa

    Poranek w apartamencie szlacheckim “Błękitnego łabędzia” okazał się dla Egona całkiem wygodny. Te małżeńskie łoża były całkiem wygodne i gościnne. No i jeszcze towarzystwo nagiej Burgund i Adele też dodawało uroku. A na sąsiednim łożu podobnie budziły się Annika i Jutta. Było z rana trochę śmiechu bo okazało się, że pokojówka lady Fabienne, zasnęła z przypiętą do bioder zabawką, jaką wczoraj wieczorem tak chętnie używała na koleżankach. Ku satysfakcji wszystkich uczestniczek takich zabaw. Okazało się, że ma dominujący charakter więc dobrze pasowała do uległej mytniczki czy kasztanowłosej ladacznicy. A Burgund jako doświadczona ladacznica, potrafiła się płynnie dostosować do drugiej strony więc potrafiła być zarówno wymagającą milady jak i pokorną służącą.
    Adele okazała się lubić takie zabawy i nawet to, że większość towarzystwa to były inne kobiety, to jej w ogóle nie przeszkadzało. Przyznała, że to ciekawe urozmaicenie bo zwykle większość jej klientów do mężczyźni. Jeszcze rano miała na kostkach, nadgarstkach i szyi, skórzane pęta jakie wieczorem Burgund wyciągnęła ze swojego podręcznego zestawu podróżnej ladacznicy. I była zadowolona, że może ich użyć. Podczas zabawy, po pracownicy “Łabędzia” w ogóle nie było znać, że robi to za geldy i w pełni oddała się zabawie. Nawet jak się zrobiła tak wyuzdana jak we wczorajszej próbce w ciasnej kajucie na “Jutrzence”. A nawet bardziej bo było więcej miejsca a i nie trzeba było się przejmować co załoga sobie pomyśli.
    Kasztanowłosa Jutta też mogła pokazać swój temperament. Okazało się, że w za tym kaftanem morskiej barwy i białymi bryczesami, kryje się bardzo namiętna kochanka. Jaka uwielbiała usługiwać swoim partnerom i partnerkom zabaw. Co na początku wieczoru bardzo przypadło do gustu Annice. Zwłaszcza jak Egon i Burgund zabrali się za Adele. Ale potem i tak to się wszystko wymieszało.
    Najbardziej barwnym epizodem wczorajszego wieczoru, była wojna na poduszki. Już nawet gladiator nie był pewny która z dziewczyn wystrzeliła tym pomysłem. Chyba jak Annika wsiadła na grzbiet Jutty i kazała jej się wozić. Co Burgund podchwyciła i podobnie dosiadła Adele. Koleżanki zgodnie uznały, że brodacz jest zbyt ciężki aby dosiąść którejś z nich a jako wierzchowiec to dawałby swojej partnerce zbyt dużą przewagę. Za to mógł oceniać kto wygrał to starcie i rozdać nagrody wedle uznania. A nie było to łatwe bo jak poduszki poszły w ruch to po paru chwilach głośnych śmiechów i krzyków, skończyło się czterema naguskami leżącymi na podłodze i śmiejącymi się bez opamiętania. Więc i rano atmosfera była przyjemnie rozleniwiona.
    - Co Annika? Od rana gotowa do akcji? - Burgund szukała swojej garderoby ale jak zauwazyła, że czarnowłosa pokojówka, wciąż ma sterczącą zabaweczkę na podbrzuszu, to nie mogła się powstrzymać od kpiącej uwagi.
    - Pewnie. - Annika uśmiechnęła się bez skrępowania. - Sama zobacz. - Złapała zaspaną głowę mytniczki i bez ceregieli nakierowała ją na swoje przypinane berło. Juttcie aż oczy wyszły na wierzch z tego zaskoczenia a scena przypominała jedną z tych jakie wczoraj się tu rozgrywały. Na ten widok Adele z Burgund roześmiały się rozbawione. - Szkoda, że u nas nie mogę spać z moją milady. Też bym ją tak budziła. - Westchnęła rozżalona, że ze swoją bretońską szlachcianką, oficjalnie nie może tak się zabawiać. Bo nawet we własnym domu, lady von Mannlieb musiała zachować pozory, że jest bogobojną obywatelką i wierną żoną. A takie raczej nie sypiały w łożu ze swoimi pokojówkami.


    W końcu zeszli do głównej izby na śniadanie. Wiele stołów już było obsadzonych. Załogi łodzi, powozów, ich pasażerowie, jedli pierwszy posilek tego dnia. A i przy stole jaki zajął Egon z towarzyszami, po kolei zjawiały się kolejne osoby. Najpierw zjawiła się Astrid. W towarzystwie barona Konrada von Holzbeck. Wyglądali jak para zakochanych. On, potężny, barczysty, o sylwetce wojownika, z mieczem u pasa i pysznym kaftanie w barwach ciemnego błękitu jaki dominował w mieście Białego Wilka. Posturą niczym nie ustępował Silnemu albo obo Skaeligom. Chociaż promieniował bogactwem, pewnościa siebie i szlacheckimi manierami. A skoro był rycerzem i baronem, to zapewne nie podróżował sam, jednak jego świty przy nim nie było. Astrid przy nim wyglądała drobniutko. Ale trzymała się prosto. W bordowej sukni w imperialnym stylu ładnie łączyła norsmenską broszę i zapięcie pasa. I też nosiła miecz u pasa, choć raczej jako oznakę swojej błękitnej krwi bo za wojowniczkę się nie uważała. Oboje jak przeszli przez izbę to zwracali na siebie uwagę. I podeszli prosto do stołu, zajmowanego przez Egona. Córka jarla przeprosiła na chwilę towarzysza i podeszła do gladiatora.
    - Tu masz ten list co wczoraj mówiliśmy. Zaadresowałam do Priory bo tylko jej adres znam. I dziękuję ci za ten eliksir wczoraj. Poczułam się po nim dużo lepiej. I mogłam się zająć Konradem jak należy. Ale wiesz, że nie chciał Ingrid? Ojej, dlaczego? No cóż, nie wszyscy są idealni. Poszliśmy do jego pokoju, zamtuza to nawet mu nie proponowałam. A Ingrid odesłałam do Larsa. Konrada poprosiłam aby mnie odporowadził do “Jutrzenki” bo tam mam ochotę zjeść śniadanie. Mam nadzieję, że zdążymy przed tymi Skaeligami to ich na wszelki wypadek tu przytrzymaj. - Blondynka mówiła cicho i śpieszyła się aby jej błękitnokrwisty towarzysz nie miał jej za złe, rozmowy z kolegą jaki nawet nie był szlachcicem. Wręczyła gladiatorowi zalakowany list. Ale zdawała się mieć nutkę żalu, że nie mogła skorzystać z usług tutejszej ladacznicy jaką przecież wczoraj zapłaciła z góry.


    Później zszedł Lars z Ingrid u swego boku. Już nie wyglądali tak bogato i okazale jak para szlachciców, ale też widać było, że humory im doskwierają. Topornik jednak bystro rozglądał się po izbie, zanim nie podszedł do stołu przy jakim siedział gladiator.
    - Mam nadzieję, przyjacielu, że noc minęła ci równie wspaniale jak nam. - Klepnął ladacznicę w jędrny kuperek a ta zaśmiała się zalotnie.
    - Oh dla przyjaciół i wybawców lady van Hansen to bardzo chętnie. - Odparła wesoło. A Norsmen nachylił się do Egona. - Widzę, że tych dwóch dzikusów jeszcze nie ma. Słyszałem, żeście z Silnym niezłego łupnia im dali! - Zaśmiał się chrapliwie z wyraźnej uciechy. - To dobrze. Dobrze, że im pokazaliście, że umiecie walczyć. To zawsze na plus, jak coś z nimi potem negocjować. - Pokiwał głową z uznaniem, że poza satysfakcją uważa taki obrót wypadków za korzystny.
    - My idziemy do alkowy - wskazał na jedną z wnęk, gdzie można było zjeść czy spotkać się w bardziej dyskretnym gronie, chociaż symbolicznie odgrodzonym od reszty izby. - Zjemy coś i się pożegnamy. A ja wracam na “Jutrzenkę”. Ha! Żebyś widział jak na mnie patrzyła jak opowiadałem jej jakżeśmy obie milady od orków ratowali! - Zaśmiał się chrapliwie i klepnął kamrata w ramię.


    Jutta też przyszła do wspólnego stołu. Widać jeszcze musiała porozmawiać z kolegami po fachu. A jak skończyła to na śniadanie przyszła do swoich kochanków. - Ojej ale jestem połamana. Jakby tabun koni po mnie przebiegł. Co wy żeście wczoraj ze mną robili? - W zabawny sposób sparodiowała starcze marudzenie. Chociaż oczy i utalentowane usta, śmiały jej się w najlepsze. Popatrzyła na zebranych, na Larsa i Ingrid jacy, zdążyli już odejść do alkowy. - A widzieliście Astrid z tym szykownym szlachcicem? Ale jej się bogaty szczupak trafił. - Zaśmiała się, jakby udało jej się dojrzeć norsmeńsko-middelnlandzką parę. - Ale to nie aż tak dziwne. Tu często zajeżdżają szlachcice. Tak z Saltzenmundu jak i Neus Emskrank. Oficjalnie to są na polowaniu. I albo “koń poniesie” albo “pogoda zła” no i tu się zatrzymują. Na obiad albo na kolację ze śniadaniem. Pewnie niektórzy tak. Ale wiadomo, że przyjeżdżają na romanse z kochankami albo ladacznicami. Tak teraz myślę, że lady Froyę to też tu już ze dwa razy widziałam. No ale wiadomo. To taka znaczna milady, że nie ośmieliłam się podejść. Sama wiecie jaką ona ma władczą aurę wokół siebie. - Jedząc kaszę z gulaszem, w luźnym tonie opowiedziała im ciekawostkę związaną z tym zajazdem.


    Także Burgund w końcu zjawiła się przy tym samym stole. Usiadła wesoło tuż obok mytniczki i skorzystała z okazji aby dyskretnie i z zaskczenia wsadzić dłoń między jej uda, podrażniając to najwrażliwsze miejsce jakie tam miała. Jutta która właśnie piła z kubka aż się zachłysnęła z zaskoczenia ale jak się nie siedziała tuż obok niej to pewnie trudno było się połapać co się działo między jej udami. A łotrzyca jakby nic zagaiła nowy temat.
    - Gadałam z Rolfem. Wiecie, z tym co wczoraj z nim grałam w karty. - Lekko nakreśliła o kogo chodzi. A jej dłoń dalej buszowała przy zapięciu spodni mytniczki. Ta przygryzła wargę aby za bardzo nie zdradzić ich obu i starała się wyglądać, że tylko słucha jej uważnie. Chociaż nieco rozszerzyła swoje smukłe uda aby ułatwić koleżance zadanie.
    - No i potem po tej waszej młócce z tymi dwoma to poszłam do tego Rolfa. I go wzięłam na wino i tak dalej. Dlatego wczoraj do apartamentu przyszłam do was później. - Burgund przypomniała, że faktycznie wczoraj musiała już pukać do drzwi gdy towarzystwo już zdążyło się zacząć rozgrzewać do wieczornych zabaw ale jeszcze raczej byli ubrani niż rozebrani.
    - No i on wygadał się, że jest paru ludzi do przewiezienia. W górę rzeki. To mu mowię, że jutro, czyli dzisiaj, będziemy tam płynąć bo płyniemy do samej stolicy. To się ucieszył i pytał czy moglibyśmy ich zabrać. Bo oni są w jakiejś wiosce. Kurtwalten. - Ruda spojrzała pytająco na brunetkę ale pod stołem złośliwie przycisnęła ją mocniej w pachwinie więc mytniczka najpierw musiała przełknąć ślinę i odchrząknąć zanim zabrała głos.
    - Kurtwallen. To z pół dnia drogi w górę rzeki. Gdzieś w obiad powinniśmy być. To mniej więcej połowa drogi stąd do stolicy. Może trochę bliżej tutaj niż Saltzenmund. - Rzeczna urzędniczka starała się zachować pozory i mówić składnie. Chociaż z bliska widać było, że na gładkich policzkach, zaczynają wychodzić jej rumieńce.
    - Może być i Kurtwallen. No to tam jest jego ekipa. I wystarczy im aby ich przerzucić na drugi brzeg rzeki. No to mówię, że może bo nie nasza krypa. Więc trzeba by i tak z Wagnerem gadać. Musiałby zacumować do tego Kurtenwallen i zabrać ich. A wiecie, że on mówił, że cumuje tylko na noc. No chyba, żeby jakiś rzeczny oficer by go do tego skłonił albo jakiś spryciarz. - Łotrzyca mowiła swobodnie, jakby nic niezwykłego się nie działo. Chociaż pod stołem jej dłoń cały czas rozgrzewała Juttę. Na koniec nawet spojrzała na nią i siedzącego obok Egona.
    - Ja? No mogłabym. Ale po co? Musiałabym mieć jakiś powód. No i ostatnie słowo na statku ma kapitan albo szyper. U nas to jest Wagner. - Mytniczka przełknęła ślinę ale nadal starała się myśleć racjonalnie.
    - Podobno dowodzi nimi piękna kobieta w spodniach. - Rudzielec zabujała brwiami aby to podkreślić. - Z szablą u boku i łukiem. Podobno bardzo wesoła i lubi się zabawić. - Dodała jeszcze na deser, uśmiechając się przy tym krzywo.
    - O. Piękna kobieta? Co lubi się zabawić? - Annikę to zainteresowało. Na tyle, że Egon dojrzał jak jej stopa pojawia się między udami mytniczki. To urzędniczkę nieco rozproszyło.
    - No i ona ma tam z pół tuzina zbrojnego chłopa. Chyba nam się przydało jakbyśmy jednak trafili na tych piratów no nie? - Dorzuciła jeszcze kolejną ciekawostką jaką się dowiedziała od nowego znajomego z wczoraj. - No ale to by trzeba powiedzieć Rolfowi. On by wtedy popłynął z nami i tam w tym Kurtwellen odnalazł swoich i pogadał z nimi. Czyli i tak na wszystko musiałby się Wagner zgodzić. - Łotrzyca skończyła przedstawiać swoje wieści z wczoraj i dziś. I z satysfakcją z bliska obserwowała jak jej dłoń i stopa Anniki coraz wyraźniej rozgrzewają mytniczkę.
    - Robię tak mojej milady. Jak jesteśmy w wannie. To jedyna okazja, że możemy się zamknąć we trzy, jeszcze z Marissą, i tak się pobawić. Moją milady też reaguje podobnie jak ty. - Annika przez szerokość stołu, też miała radochę z podniecenia kasztanowłosej urzędniczki.


    Zjawili się także Rune i Silny. Też byli w dobrych nastrojach. I pałaszowali jajecznicę z kaszą i smażonymi rybami z wyraźnym apetytem. Przechwalali się jak to porządnie wychędożyli cycatą ladacznicę jaką im wczoraj Egon zamówił. Burgund zwróciła im uwagę, że skoro wszyscy są z ferajny to chyba dobrze aby chciaż trochę dorzucili się do tych wydatków na wczorajsze ladacznice. Sama w rewanżu zapłaciła za dzisiejsze śniadanie wszystkich i z tego co gladiator widział to chyba tymi fantami co wczoraj w karty wygrała. Łysy zrobil trochę niewyraźną minę ale w końcu sięgnąl do sakiewki i wyłożyl na stół parę monet płacąc kamratowi za te przyjemności z jakich wieczorem wykorzystał. A Rune poszedł w jego ślady. Więc brodacz mógł odzyskać chociaż część monet jakie wczoraj zapłacił za urodziwe dziewki.
    Nieco dalej zszedł Theo wraz z Katją, Mirą i swoimi ochroniarzami. Zajęli inny stół. Theo z powodu niskiego wzrostu chyba Egona nie zauważył. Bo dopiero jak usiadł przy stole to chyba któraś z jego sikoreczek zwróciła mu uwagę na gladiatora. Wtedy niziołek pozdrowił go krzycząc jego imię przez całą izbę. A nawet po chwili kelnerka podeszła z dzbanem wina “Od tamtego niziołka, dla jego przyjaciela”.
    W końcu zjawili się też obaj Skaeligowie. Astrid już dawno nie było w izbie a Lars siedział z Ingrid przy śniadaniu więc za bardzo w oczy się nie rzucał. A przynajmniej dla Solmunda i Thorstara bo całkiem go zignorowali. I przysiedli się do wspólnego stołu jak przyjaciele. Chociaż tam i tu, było widać na ich twarzach ślady wczorajszej bójki. To nie wyglądali aby Egonowi i Silnemu mieli za złe.
    - To mówicie, że wczoraj daliście łupnia orkom? Szkoda, że nas tam nie było. To byście zobaczyli co to znaczy dać łupnia orkom. - Solmund zaśmiał się rubasznie ale widać docinki były częścią jego lub norsmeńskiej natury.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/NNF7Z2h.jpeg

    - Mam nadzieję, że dzisiaj też na jakichś trafimy. Albo chociaż na tych piratów co wszyscy o nich gadają a nikt ich nie widział. Nudno na tej rzece. - Thorsten też widać wczoraj wieczorem coś zdążył usłyszeć o przygodach eskorty “Jutrzenki”. I trochę jakby zazdrościł takiej walki a trochę i sam za taką tęsknił. Usiedli obok Anniki. Nawet spojrzeli na nią trochę dłużej a na na nich. Jednak nie było widać ani złości, ani sympatii między nimi. Solmund skorzystał z okazji, aby przyjrzeć się jej plecom gdy pochylała się nad talerzem. Ale chyba nie dostrzegł tam nic niezwykłego bo szybko stracił nimi zainteresowanie.
    - To mówiliście wczoraj, że szukacie walkirii co was poprowadzi do boju? I jakieś próbie? - Burgund zagaiła z nimi temat.
    - Tak. Próbie walki. Czeka na nas gdzieś tam w górze rzeki. Może to ci piraci. A może to już coś w wielkim mieście. Jeszcze nie wiemy. No ale musimy znaleźć tą valkyrję. Ona ma nas poprowadzić do walki. A jeszcze jej nie spotkaliśmy. - Thorsten wydawał się być tym zmartwiony. Nawet bardziej niż wczoraj na świeżo po przegranej walce.
    - Tak, aby przepowiednia się spełniła, musimy znaleźć tą valkyrję. Bez tego trudno będzie przejść próbę. - Solmund chociaż wydawał się być bardziej wygadany od swojego towarzysza, to tą sprawę traktował równie poważnie.
    - Jak nie wiecie jak ona wygląda i koniecznie ma mieć skrzydła to kiepsko wam wróżę spotkać ją. A to nie chodzi o harpie? One to są kobiety ze skrzydłami. Nawet u nas niedaleko na klifach ponoć robią gniazda. - Burgund starała się dowiedzieć więcej o tych poszukiwaniach.
    - No coś ty! My znamy harpie! Harpie to nie valkyrje. - Solmund obruszył się, na taka sugestię.
    - Mi się śniło dzisiaj, że nas prowadzi do walki na arenie. Z rozwianymi włosami i okrzykiem takim, że krew sama wrze w żyłach, ślina cieknie do ust a dłoń sama zaciska się w pięść. - Thorsten westchnął z rozrzewnieniem na taki piękny dla niego widok.
    - No słyszałam, żeście wczoraj mieli bitkę. I mnie nie zawołaliście. - Annika burknęła i popatrzyła wilkiem na całą czwórkę mężczyzn.
    - Ty tańcowałaś z Adele a to samo tak wyszło. - Silny wzruszył ramionami, niezbyt przejmując się wyrzutami koleżanki.
    - O tak, Adele była bardzo namiętna. Dobrze Egon, że ją wybrałeś. Potem w nocy też było z nią ciekawie. - Czarnowłosa dokończyła jedzenie z talerza i odłożyła drewnianą łyżkę. - Idę do bardachy. - Mruknęła i wstała od stołu. Ale na chwilę uśmiechnęła się do gladiatora, gdy pochwaliła jego wczorajszy wybór ladacznicy. A potem ruszyła między zatłoczonymi stołami w stronę świątyni dumania.
    - A to wasza koleżanka chędoży się z kobietami? - Solmund zapytał patrząc na plecy odchodzącej czarnowłosej, jakby się nad czymś zastanawiał.

    Rozgrywka import

  • Ciekawe efekty głębokiej immersji
    Pipboy79P Pipboy79

    Nie. Zdarza się, że jak siadam do czytania, to jestem jeszcze zbyt rozproszony i muszę po kilka razy zaczynać ale jak już czytam to leci. Z tymże, że tak na czuja z 70% to czytam książki historyczne, monografie etc, ze 20% poderki RPG i resztę to belestrystyka.

    Hydepark

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, odzyskałem lapa to wracamy do gry 🙂 Przepraszam za niezapowiedzianą pauzę ale lap mi padł to nawet nie miałem jak napisać o awarii. W pt oddałem go do naprawy, dziś go odebrałem.
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, jest nd wieczór a kompletu tur nie ma. Więc przedłużam turę do przyszłego pt (09.11).
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @cioldan

    • Oki, dzięki za post i deklarki 🙂 To czekamy na post za Stefana. Ponoć do rana będzie 🙂 Trzymam za to kciuki 🙂
    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa