@Wszyscy
- Oki, jest nd wieczór a kompletu tur nie ma. Więc przedłużam turę do przyszłego pt (09.11).
@Wszyscy
To czekamy na post za Stefana. Ponoć do rana będzie
Trzymam za to kciuki 
Tura 54 - 2521.05.05; fst; popołudnie
Oki, no to mamy kolejną turę
Akcja nadal jest podzielona na poszczególnych BG 
Termin na odpis powiedzmy do pt. 09.04.
Stan HP
Tobias 15/15 (s.zdrowy)
Stefan 12/12 (s.zdrowy)
Duivel 13/13 (s.zdrowy)
Stan PD
Stefan 10 PD za terminowy post
Stefan 5 PD za przesłanie wiadomości do bramy
Stefan 10 PD za fabularny post
Stefan 5 PD za pomysł medycznego pokazu
Duivel 10 PD za terminowy post
Duivel 10 PD za pogaduchy z Thiemo
Duivel 10 PD za rozmowę z Hempe
Duivel 10 PD za powrót z raportem do bramy
Tobias 5 PD za wrzucenie posta
Tobias 10 PD za rozmowę w łaźni
Tobias 10 PD za powrót z raportem do bramy
Razem:
Tobias 515 + 25 = 540 PD
Stefan 185 + 30 = 215 PD (miniony po 137 PD)
Duivel 450 + 40 = 490 PD
Stan PZ
Tobias 375 PZ
Stefan 18 PZ
Duivel 40 PZ
Oki, to w tej turze minęło ok 1-2 pacierzy. Dalej jest mniej więcej środek dnia.
Sceny Duivela i Tobiasa początkowo są odzielne. To opis ich drogi powrotnej do bramy. Wracają mniej więcej w podobnym czasie. Potem już ich sceny są razem. Sceny Stefana w zajeździe, dalej są osobno.
@Duivel i Tobias
Po powrocie do bramy zostaja wezwani przez Eryka i Kolesnikowa do zdania raportu. Więc w tej turze bym prosił abyście napisali co BG mówią o tym patrolu.
Orientują się, że Stefan z jednym Wieselów jeszcze nie wrócił. Drugi wrócił i pi x oko opowiedział co się działo do momentu jak Stefan wszedł z sierżantem do środka zajazdu.
Ogólnie pod koniec posta jest obiad i okazja do odpoczynku, pogaduch etc.
Tuż przed ich powrotem, do bramy dotarł Eryk i pół tuzina Gebirgsjeager (czyli ok połowa oddziału). Reszta regimentu powinna zjawić się "wkrótce" ale kiedy dokładnie to nie wiadomo. Łącznie przy bramie opórcz BG i ich pomocników jest ok 7 Hochlandczyków + Kolesnkow i 6 Gebirgsjeager + Eryk. Najstarszym stopniem na tą chwilę jest Eryk. Do tego 3 Hochlandczyków na skraju lasu.
@Stefan
Porucznik zgodziła się aby Stefan zaprezentował swoje umiejętności medyczne. I dostał zadanie asystowania medykowi.
Medyk zna się na swojej robocie i widać, że nie robi tego pierwszy raz. Wspólnie udało im się zająć raną brzucha rannego żołnierza. Jak na warunki epoki to warunki na tym stole są całkiem niezłe.
Po skonczonej operacji, porucznik pyta medyka o umiejętności Stefana. Ten odpowiada co w poście i daje Stefanowi kawałek zwiniętego papieru aby zaniósł to do sąsiedniej izby i położył przy tym rannym.
Co dalej to już w tej turze.
To ja w takim razie 450PD tak czy siak bym rozdysponował. Najlepiej na:
ŻYW — czyli -200PD (przy rozwijaniu postaci wziąłem już dwa razy, więc to byłby trzeci rozwój żywotności)
ŻYW 12>13 i 490-200=290 PD
um.p. plotkowanie — to kosztuje -100PD (debiut wśród umiejek)
Plotkowanie i 290-100=190 PD
um.p. przeszukiwanie — znów -100PD (drugie rozwinięcie)
Czołem!
Mistrzu z tym INT to mi wychodzi że musiałem coś zgubić po drodze bo sadziłem ze dopiero teraz miałbym 50. Jak to możliwe to poprostu wziąłbym kolejne rozwinięcie czyli do 55.
INT 50>55 i 215-100=115 PD
Tura 54 - 2521.05.05; fst; popołudnie
Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; Brama Południowa
Czas: 2521.05.05; Festag; południe
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie, łag.wiatr; chłodno (0)
Duivel i Thiemo
- Niezły łeb ma ten Hempe. Umie się ustawić pod właściwy wiatr. Ile nie dał za tą licencję, to teraz pewnie szybko mu się zwróci jak inne piekarnie pozamykane. - Thiemo pokiwał głową gdy zadumał się nad postępowaniem obrotnego piekarza. Zatrzymali się na chwilę na skrzyżowaniu. Przed sobą widzieli magazyn zboża odległy o dwie, trzy przecznice. A w prawo mieli ulicę jaką przyszli, prowadzącą do Południowej Bramy.
- Ktoś tam stoi. Pewnie też po mąkę albo zboże. I straż chyba też jeśli dobrze widzę. No nic dziwnego, że pilnują. Inaczej by wszystko rozkradli. Jest jeszcze jakaś władza w naszym mieście. - Stary milicjant pokiwał swoją siwą głową, gdy ocenił co tam było widać. Chociaż obraz nawet dla elfa był dość niewyraźny. Już to zamglenie i zadymienie jakie panowało na ulicach, dawało o sobie znać. Widzieli jak kilka osób stało przed frontem magazynu jakby w grupce czy kolejce. I kilka przy samym budynku. Dzierżyli długie tyki które pewnie były włóczniami albo halabardami. Na głowach błysk metalu zdradzał, że mają hełmy. Ale całość wyglądało dość spokojnie. Jako, że nic niezwykłego się tam nie działo to poszli w stronę bramy.
- No ciekawe. Normalnie to zajmuje ze dwa, trzy dzwony z tamtej polany do miasta. Ale wiadomo, że takie duże wojsko to idzie dłużej. No i pewnie też trafili na te wozy i “Leśny dzban”. - Po drodze Thiemo wdał się w dyskusję jaka pozwalała przymknąć oko na opustoszałe ulice i zdewastowane sklepy. Na te sylwetki jakie ukradkiem obserwowały ich z wyższych pięter. Czasem widać było jakichś ludzi w oddali ulicy ale widocznie nie dążyli oni do nawiązania kontaktu.
- Ciekawe co tam u mojego brata na Żelaznej. Mam nadzieję, że tam jeszcze pójdziemy. No chociaż ja. Co tam w regimencie po jednym, starym milicjancie? - Nie ukrywał, że nieco niepokoił się o los swojego brata i miał nadzieję, że zwierzchnicy zgodzą się aby go odwiedził. Nawet pod pretekstem kolejnego patrolu rozpoznawczego. - Ale najpierw zjedzmy coś. Mam nadzieję, że te hochlandzkie huncwoty, nie zmarnowali tych kuraków. - Zaśmiał się pod nosem i poklepał się po brzuchu. Od śniadania na polanie niewele jedli, więc brzuchy już dopominały się aby o nie zadbać. W końcu wyszli na ostatnią prostą. Widać było już dwie baszty jakie obramowywały bramę.
- O. Chyba ktoś przyjechał. - Thiemo przymrużył oczy gdy zauważył kilka osiodłanych koni jakie stały przy wejściu do bramy. Nie było ich jak stąd odchodzili. Gdy podeszli jeszcze bliżej, okzało się, że to kucyki a nie konie. Podobne jak te używane przez Gebirgsjager.
- Chyba nie zmarnowali tych kuraków. - Jeszcze chwilę później, milicjant stwierdził z zadowoleniem. Faktycznie w powietrzu dało się wyczuć zapach gotowanego mięsa. Zresztą i strażnicy na murach też ich zauważyli. Dali pewnie znać komu trzeba bo na mur między dwoma wieżami, tam gdzie mieli odprawę przed misją, wyszło dwóch brodaczy.
- Dawajcie do nas na górę! - Zawołał Kolesnikow aby od razu weszli do nich. Przechodząc przez wieżę minęli kuchnie na pierwszym piętrze.
- O. W samą porę wróciliście. Już prawie gotowe. - Krzyknął do nich jeden z Hochlandczyków wskazując drewnianą łyżką na kocioł grzejący się na piecu. Przy piecu grzał się jeden z Wieselów ale Stefana nie było widać. Ale jeszcze musieli wspiąć się o poziom aby wyjść na blanki. Okazało się, że ten drugi brodacz to Eryk. Dowódca Gebirgsjaeger i zaufany przyboczny obu szefowych.
- Widzę, że cało wróciliście z wycieczki. To dobrze. I jak się sprawy w mieście mają? - zagaił do nich, czekając na to co mają mu do powiedzenia. Jeszcze rozmawiali gdy okrzyk straży poinformował ich, że wraca następny patrol zwiadowców. Okazało się, że to Tobias i Beth.
Tobias i Beth
- Dlaczego nie mogliśmy zostać tam dłużej? - Po paru krokach na pustej ulicy, łuczniczka wskazała kciukiem za siebie. Wyglądała na rozczarowaną, że tak szybko musieli opuścić to przyjemne i przyjazne miejsce. - Magda była taka miła. Zobacz jak mi ładnie włosy ułożyła. Mnie to mało było stać na balwierza. Jak siostra za mąż wychodziła to poszłam. A Magda zrobiła mi te włosy za darmo. I zobacz jak ładnie. - Spojrzała wprost na Tobiasa aby ten mógł docenić kunszt brunetki. Dopiero teraz zorientował się, że rzeczywiście Hochlandka miała finezyjnie zaczesane włosy. Całkiem inaczej niż wcześniej, gdy po prostu miała je związane w koński ogon aby nie przeszkadzały. Teraz pewnie też nie ale Beth wyglądała w nich jakby przynajmniej była gotowa na jakiś festyn, odpust albo nawet pracowała na pokojach jakiegoś państwa. Zwykłej mieszczki czy wieśniaczki, raczej nie było stać na taką ekstrawagancję. A przynajmniej nie na co dzień. Łuczniczka była tego świadoma i tym bardziej doceniała prezent jaki zrobiła jej młoda brunetka. Zresztą z bliska wyczuwał przyjemny aromat jej perfum, jakiego wcześniej nie było. W podziękowaniu za to wszystko Beth objęła się z Magdą jak dobre przyjaciółki a milady ukłoniła się grzecznie. Gdy wyszła z łaźni Tobias usłyszał jeszcze ponętny głos lady Sylvii. Od niego i jej spojrzenia aż dreszcz przechodził przez kręgosłup i kończył gdzieś w lędźwiach.
- Pamiętaj Tobiasie. Nie musimy być wrogami. Możemy mieć całkiem przyjemne relacje jeśli dasz mi to czego chcę. - Wciąż leżała w wannie, popijając wino z kielicha jaki na początku spotkania podała jej Magda. No a potem wyszli. Z łaźni, z zakładu balwierza na ulicę. Minęli ten splądrowany sklep mięsny i ruszyli we dwoje w drogę powrotną. Ulice wyglądały podobnie pusto jak wcześniej. Chociaż niebo zdążyło spochmurnieć więc błękit nad głowami znikł. Czasem widzieli jak ktoś ich obserwuje z okien a za plecami słyszeli jakiś niezidentyfikowany pogłos jak z jakichś walk czy zamieszek. Ale wcześniej też było podobnie. Jeśli coś się działo to gdzieś bardziej w głębi miasta. W końcu wyszli na ostatnią prostą i dojrzeli niewielkie koniki przy wieży. Nie było ich gdy wychodzili na patrol.
- Gebirgsjager używają takich kuców. Ciekawe czy to oni. - Beth rzekła cicho. Kilka kamienic dalej już podeszli na tyle blisko, że widzieli więcej. Na murze łączącym obie wieże, widać było Kolesnikowa a także Duivela i Thiemo. Oraz Eryka z Gebirgsjaeger. Jak weszli przez wieżę do środka to na piętrze powitał ich przyjemny zapach gotowanego mięsa. Tu Beth zatrzymała się na chwilę. - Czekajcie chłopaki, mam coś dla was. - Uśmiechnęła się i zaczęła wyjmować zdobycze ze sklepu rzeźnika. Koledzy przywitali to z radością.
- O! To teraz będzie można dorzucić do rosołu! Będzie na bogato! - Ucieszyli się z takiego prezentu. - Beth a co z ciebie taka ślicznotka się zrobiła? - Zauważyli też zmieniony wygląd koleżanki co ona powitała szczerym, dziewczęcym śmiechem satysfakcji. Przy okazji zauważyli jednego z Wieselów ale Stefana nie. Widać grzał się przy piecu i odpoczywał. Ale dwójka zwiadowców jeszcze musiała zdać raport ze swjego zwiadu. Jak więc się pożegnali z kuchnią to trzeba było wejść jeszcze wyżej, na spotkanie z Erykiem i Kolesnikowem. Zastali tam też Duivela i Thiemo.
- A wam jak poszło? - Eryk zagaił do drugiej pary zwiadowców aby przedstawili to czego się zdążyli dowiedzieć o mieście.
Duivel i Tobias
Po raporcie mieli chwilę na złapanie oddechu. I ślinka ciekła im do ust gdy czuło się zapachy prawie gotowego jedzenia. Wydawało się, że lada chwila już powinno być gotowe. W międzyczasie mogli porozmawiać ze sobą albo z myśliwymi aby się dowiedzieć co się u kogo działo. Od Eryka dowiedzieli się, że szefowe wysłały połowę ich oddziału konnych zwiadowców przodem. Aby nawiązać kontakt z Kolesnikowa. Przyjechali dopiero co ale pół tuzina górali wzmocniło obsadę Południowej Bramy. Reszta regimentu powinna być już niedaleko. Ze zwiadowców na razie nie wrócił Stefan i drugi Wiesel. Ten pierwszy mówił, że do zajazdu “Czerwone koło” dotarli bez większych problemów. Chociaż ulice wyglądały na opustoszałe a sklepy i warsztaty zamknięte lub splądrowane. W zajeździe zastali wreszcie jakichś żywych ludzi. Dokładniej to nawet strażników z “Siege Stern”. Podeszli do nich ale szybko wyszedł jakiś sierżant i chciał aby Stefan pogadał z ich szarżami skoro chciał się do nich zapisać. Ale to tak tylko powiedział aby ich oszukać a nie tak naprawdę. No to niezbyt mając wybór Stefan poszedł z tym sierżantem do środka zajazdu. No ale wykpił się aby choć jeden z jego ludzi mógł odejść i dać znać reszcie. Co dalej się działo do Wiesel nie wiedział bo od razu przyszedł tutaj.
Przy okazji Hochlandczycy mieli na tyle dużo czasu, że poszli zobaczyć co jest w tej klapie jaką w piwnicy znalazł Duivel. I okazało się, że jest tam proch. Co prawda nikt z łuczników pieszych i konnych nie miał żadnej broni aby go użyć. W wieżach też żadnej nie znaleźli. Ale wiadomo było, że proch to cenny zasób. Zwłaszcza w trakcie wojny. Na razie Eryk kazał zamknąć klapę i przywalić ją beczką.
Na razie jednak obiad był gotowy. Kuchnia była zbyt mała aby pomieścić wszystkich a strażnicy i tak nie mogli zejść z posterunku. Więc ktoś im zanosił ich porcję. A rosół ze świeżo upolowanymi kurakami i jeszcze z kiełbaskami od rzeźnika jakie przynieśli Tobias i Beth, okazał się bardzo pyszny. Przy okazji już wszyscy chyba zdążyli zauważyć nowy wizerunek łuczniczki więc sobie z tego dworowano.
- Teraz nasza Beth to się nie opędzi od amantów!
- Może nie zabierajmy jej do zamtuzu bo żadna ladacznica na nas nie spojrzy!
- Gdzie ty się tak zrobiłaś Beth?
Młoda łuczniczka korzystała z tego pacierza atencji jaką wywołała wśród kolegów i brała to za dobrą monetę. Zresztą przy jedzeniu była okazja porozmawiać o czymś luźniejszym. Albo o tym co się stało ze Stefanem, że jeszcze nie wrócił. Być może nad tym rozprawiał Eryk z Kolesnikowem. Bo jedli siedząc na skraju blank, z widokiem na ulicę odchodzącą od bramy, w głąb miasta. Chyba wszyscy spodziewali się, że reszta regimentu powinna dotrzeć tu wkrótce. Ale kiedy dokładnie to nikt nie był pewien.
Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zajazd “Czerwone koło”
Czas: 2521.05.05; Festag; południe
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)
Stefan, Wiesel i oficerowie
Młoda, szczupła, czarnowłosa porucznk ich chwilę obserwowała Stefana jakby trawiła jego propozycję w myślach. Nie mógł nic odczytać z jej emocji. - No to pokaż co potrafisz. - Skinęła głową w stronę stołu na jakim medyk zajmował się pojekującym żołnierzem. To dało zezwolenie Stefanowi aby tam podszedł. Z bliska zobaczył więcej detali niż tylko na pierwszy rzut oka gdy tu wchodził. Medyk był z pokolenie starszy od niego. Miał szarosiwą brodę zaczesaną w modny szpic. Spod chusty jaką miał na głowie, wystawały siwiejące, ciemne loki.
Pacjent leżał na zwykłym stole karczemnym. Widać było na nim stare przypalenia, nacięcia, wzory i inicjały. Standard w karczmach, zajazdach i tawernach. Na ławie obok medyk miał rozstawione narzędzia chirurga. Różnego rodzaju piły, szczypce, obcęgi, bandaże, olejki, maści. Cały zestaw medyka jaki postronnym często kojarzył się z przenośnymi narzędziami kata. Była też misa z w miarę czystą wodą i mniejsza. Na odłamki wyjęte z ciała. Skrwawione. A na dnie miseczki leżały w cienkiej warstwie krwi. Po chwili Stefan zorientował się, że medyk jest zawodowcem. Akurat wyjmował jakieś odłamki z rany w brzuchu. Jego pomocnik stał przy głowie pacjenta i przytrzymywał go za ramiona. Żołnierz miał jakiś pas na jakim zaciskał zęby aby nie krzyczeć. Bardzo często tak to wyglądało w szpitalach polowych i nie tylko.
- To mówisz, że znasz się na tym? - Medyk widocznie usłyszał chociaż część rozmowy Stefana z porucznik. - To dobrze. Przydasz się. Weź szczypce i rozszerz ranę. Muszę mu wyjąć te odłamki zanim mu ją zszyję. - Polecił mu suchym, spokojnym głosem. Widać było, że jest skupiony na swojej robocie. Ruchy miał pewne i wiedział co robi. Oczywiście mógł sam jedną dłonią rozszerzyć ranę a drugą wyjmować odłamki. Ale łatwiej było jak jedna osoba przytrzymywała krawędzie rany a druga wtedy mogła swobodnie operować szczypcami. Oczywiście to był brzuch żywego człowieka więc cały czas falował w rytm szybkiego, bolesnego oddechu i tłumionych pasem i dumą jęków. Pewną tradycją wśród zawodowych wojaków było to aby nie krzyczeć podczas operacji. Ale to nie zawsze było możliwe. Wtedy starali się chociaż stłumić własne jęki boleści. Chyba, że byli już w takim stanie, że nic ich nie obchodziło poza obezwładniającym bólem. No i krew. Pacjent wciąż żył więc z otwartej rany wciąż wypływała świeża krew. Na Stefana spadło wycierać ją szmatką aby nie zasłaniała medykowi widoku.
W końcu skończyli. Medyk polecił Stefanowi przemyć ranę a sam mógł wreszcie rozprostować palce zanim zaczął ją zszywać. Po chwili dał znak i pomocnik krzyknął w stronę stołów gdzie siedziało paru wojaków.
- Hej! Chodźcie go zabrać! Jak wrócicie to dawajcie kolejnego! - Dwóch siedzących bez pośpiechu podniosło się i podeszło do zakrwawionego stołu chirurga. Wzięło rannego jaki zajęczał boleśnie a pomocnik poszedł otworzyć im drzwi. Przez chwilę stół był pusty ale na ławie pod ścianą czekało jeszcze trzech kolejnych rannych. Medyk zaczął obmywać dłonie w tej większej misce. A potem wytarł je w niewielki ręcznik. Po czym zrobił miejsce aby Stefan uczynił to samo.
- I co? - Usłyszeli za plecami pytający głos porucznik. Medyk podszedł do kolejnego stołu na jakim widać było jakąś piłę to amputacji, kałamarz, niewielką książkę.
- Rana brzucha. Wyjąłem co się dało. Na razie do niczego nie będzie się nadawał. Musi odpoczywać i mało jeść. Rany brzucha nie idą w parze z objadaniem się. Zaraz mu wypiszę receptę. - Medyk wyglądał na znużonego jakby wykonał już dziś nie wiadomo ile zabiegów. I nachylił się nad stołem, wziął pióro i faktycznie coś zaczął pytać.
- No tak to bywa z ranami brzucha. Ale co z nim? Nada się? - W głosie oficer dala się słyszeć nutka irytacji. Jakby świetnie zdawała sobie sprawę co oznaczają rany brzucha. I teraz Stefan widział, że wskazała wzrokiem właśnie na niego. Medyk wolno skinął głową ale dalej coś pisał.
- A on. - rzekł jakby dopiero teraz zorientował się o co pyta czarnowłosa. - Wyprostował się i spojrzał wprost na Stefana. - Młody jeszcze jest. Jeszcze się wiele musi nauczyć. Ma dobre chęci ale myślę, że na razie by tylko przeszkadzał. Na pomocnika może być. - Wskazał wzrokiem na miejsce gdzie niedawno mężczyzna przytrzymywał rannego przy stole. Oficer zmarszczyła brwi jakby się zastanawiała nad tą wypowiedzią. Zaczęła przypatrywać się im obu. - Weź ten papier i biegnij do izby naprzeciwko. Tam go zanieśli. Połóż go przy tym rannym. Przeczytaj im go bo niepiśmienni. - Wręczył Stefanowi kawałek złożonego papieru i wskazał na drzwi przez jakie przed chwilą trójka wojaków wyniosła rannego.
- Idź tam. - Porucznik zgodziła się i też wskazała na te same drzwi. - Tylko zaraz wracaj. - Dodała jeszcze ponaglająco.
o teraz rozdaje PD:
chciałbym podnieść statystyki o 5 pkt OGŁ, KRZ, US, ZRĘ, wydaje mi się, że od ostatniego wykorzystania PD minęło tak dużo czasu, że wszystkie te cechy były używane. Na 100% US i OGŁ, ale KRZ też bo przecież cały czas w marszu, no i ZRĘ - bo to jest związane ze skradaniem się czy unikaniem ciosów, a to też elf robił ;).
No to z 950 zeszliśmy na 550...
OGŁ 45>50 (950-100=850 PD)
KRZ 40>45 (850-100=750 PD)
US 60>65 (750-100=650 PD)
ZRĘ 55>60 (650-100=550 PD)
Teraz spróbuje dodać dwie rzeczy, ponad umiejki podstawowe.
Pierwsza rzecz to zdolność 'Odporność na pogodę'. Od początku wyprawy zmagają się z różną pogodą, bardzo często maszerowali w deszczu, bywały też bardzo ciężkie noce. Może po takim czasie mógł nabyć tę zdolność? -100PD jeśli się zgodzisz.
odp: pogoda i 550-100=450 PD
Druga to umiejka zaawansowana Sekretny język - żołnierski - to na podstawie długiego przebywania z żołnierzami wtedy -300PD.
Zostaje 150PD i 100 pójdzie na podciągnięcie Spostrzegawczości do +4. Chyba, że +3 to max...
Nie wiem czy jakąś deklarkę dawać. Chyba, że planujesz scenę powrotną u Kolesnikova, ale zdaje mi się, że Stefan to dłużej zabawi w obcym obozie, no, a Tobias to nie wiadomo w sumie bo milczy ;), ale na pewno ma bardzo ciekawie w tamtym domu:D. Tak czasowo to wygląda na to, że jak Thiemo i Duivel wrócą to chyba akurat na obiad? No i będzie jeden Wisel od którego zapewne dowiemy się co wymyślił Stefan i żadnych info o Tobiasie i Beth. Jakby co, to Duivel i Thiemo zdadzą relację ze wszystkiego czego się dowiedzieli, chyba, że wolisz, żebym opisał co mówi dokładnie elf. Jakby co to przy obiedzie spyta o tę piwnicę, może nawet sam zajrzy z pochodnią.

A Mistrzu mogę się mylić ale wydaje mi się że Stefan powinnien mieć o 100PD mniej, bo dogadaliśmy się już w PW na temat wykupienia rozwinięcia INT?
Tura 80 - 2519.07.29; ab; zmierzch
Oki, to mój misiowy post jest
To termin na odpis powiedzmy do pt. 09.04.
Stan HP
Otto 13/13 (zdrowy)
Egon 13/17 (draśnięty)
Heinrich 12/12 (zdrowy)
Ekipa Egona
Lars 5/17 (s.poważny; -20)
Astrid 7/15 (s.poważny; -20)
Silny 12/17 (s.ranny; -10)
Rune 9/15 (s.ranny; -10)
Stan PD
Egon 15 PD za szybki post
Egon 10 PD za rozmowy na pokładzie
Egon 5 PD za kombinowanie nad dalszym rejsem
Heinrich 5 PD za wrzucenie posta
Heinrich 20 PD za rozmowy z Tobiasem i Łasicą w garderobie
Heinrich 30 PD za rozmowy podczas zajęć w klasie
Heinrich 10 PD za wywabienie Giselle do gabinetu
Otto 5 PD za wrzucenie posta
Otto 30 PD za scenę rozmów w aptece
Otto 5 PD za pomoc nurglitom w przygotowaniu prezentu dla koleżanek
Razem:
Otto 2845 + 40 = 2885 PD
Egon 2025 + 30 = 2055 PD
Heinrich 1305 + 60 = 1365 PD
Wszyscy
Oki, to w tej turze minęła druga połowa dnia Aubentag (2/8). Obecnie jest zmierzch i ok 3-4 h zanim zrobi się ciemna noc. Jest pochmurno ale jeszcze widno jak w dzień.
@Egon
Do "Łabędzia" dopłynęliście bez przygód. Jeszcze na końcowkę dnia.
Na miejscu zajazd okazał się bardzo zatłoczony. Więc w pierwszej kolejności zeszła Jutta, Egon, Burgund, Silny i Annika. Reszta została na "Jutrzence" czekając aż będzie można ją prawilnie zacumować do nabrzeża.
Mytniczka wprowadza BG i pozostałą trójkę do środka palisadu i głównej karczmy. I tam chwilowo ich zostawia aby przeparkować krypę i jej ekipę - i zrobić miejsce dla "Jutrzenki".
Tawerna jest bardzo zatłoczona i opis to tak na pierwszy rzut oka jak to wygląda. Burgund się wzięła za załatwianie noclegu. Pod koniec posta jest to opisane fabularnie a pod nim masz cennik ile co kosztuje. Wolnych pokojów raczej nie ma. Można spać w głównej izbie, na poddaszu stodoły po taniości. Na łajbie za friko. Albo pogadać z ladacznicami o zamtuzie. Jest jeszcze opcja z pokojem mytników - za friko - ale tu Jutta lub inny mytnik musiałby was zaprosić i są tam 4 miejsca do spania. Jest jeszcze apartament szlachecki no ale dla szlachciców, kapłanów i podobnych VIP-ów. Obecnie jest was 4 os, z Norsmenami i Rune to 7, z ekipą Gezacka to 10 os.
@Otto
Otto nie trafił na żadną kobietę jaka pasowałaby do obrazu ze snu. Ale ma też dość niewiele detali aby ją rozpoznać. Bodajże tylko dłoń z długimi paznokciami a jeśli pamięć mi szwankuje to mnie popraw.
Jak wróci do siebie to w "odpowiednim momencie" przychodzi Łasica. No i ma parę plotek dla niego:
jutro rano lady Odette, Fabienne i inne, bedą na Markplaz w akcji charytatywnej
po obiedzie jest zaproszony na wizytę Benity w garderobie Odette w teatrze
jutro lub pojutrze wypadnie piknik nocny przy Zachodnich Kamieniach
lada dzień z Saltmundu ma przyjechać koleżanka Odette
Poza tym na koniec Łasica się rozbiera i pokazuje Otto robacze malunki jakie zrobiła jej Giselle w Akademii.
@Heinrich
Sceny są naprzemienne - albo Heinrich i Łasica wracają z AM i idą przez miasto, albo z malowania Łasicy przez Giselle w gabinecie nieco wcześniej.
Właściwie jest to dokończenie poprzedniej tury.
Na ta turę masz L4 więc luz. Jakbyś jednak coś chciała popisać to nie krępuj się 
Jak jakieś pytania czy niejasności to dajcie znać 
Tura 80 - 2519.07.29; ab; zmierzch
Miejsce: Nordland; rzeka Salt; tawerna “Błękitny łabędź”; barka “Poranna jutrzenka”; główna sala
Czas: 2519.07.29; Aubentag; zmierzch
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; łag.wiatr; chłodno (0)
Egon, Silny, Burgund i Annika
- To poczekajcie tutaj a ja z nimi pójdę. Wynajmijcie sobie gdzie tam chcecie nocować. A jak wrócę to możemy pójść do tych alchemików. Zanim się ściemni. Bo to jeszcze kawałek w las trzeba iść. - Jutta pożegnała się z czwórką towarzyszy. Poza nią, z “Jutrzenki” wysiedli Egon, Silny, Annika i Burgund. Gezackt, Giętki i Martin zdecydowali się na razie zostać na pokładzie aż sytuacja się nie wyjaśni a norsmeński duet wolał nie ryzykować skakania z burty na nabrzeże. Bo jak dopłynęli do molo “Niebieskiego łabędzia” okazało się całkiem zapchane. Na tyle, że Wagner nie miał gdzie zacumować. Więc mytniczka zwinnie zeskoczyła na pomost aby wywalczyć dla nich miejsce na przystani. Przyglądając się łajbom jakie tam stały. Szybko dojrzała jedną, jaka była niewłaściwie zamcwana bo wzdluż pomostu. Z energią ruszyła do środka, przy okazji prowadząc czwórkę towarzyszy do środka.

link: https://i.imgur.com/6uytrny.jpeg
“Łabędź” okazał się całkiem rozbudowanym zajazdem. Solidna palisada jaka schodziła prawie do brzegu rzeki. Brama wiodąca na molo, jaką pewnie dało się zamknąć. Chociaż teraz była otwarta. Za nią były drewniany chodnik prowadzący do poszczególnych chat. Dzięki czemu nie trzeba było chodzić po błocie. Jednak trzeba było uważać, bo drewno było mokre i śliskie. A chat było sporo. Jedna czy dwa większe to pewnie stodoła, stajnia albo coś podobnego. Kilka mniejszych chat, podobnych do chłopskich lub przydrożnych, drewnianych zajazdów. Na wielkość to “Łabędź” mógłby się równać z tą wioską na wybrzeżu, jaką mijali idąc do kurhanu Gnosara. W oko wpadała wieża, wzniesiona na wysokość drugiego piętra, jaka stała niedaleko rzecznej bramy. Na szczycie widać było znudzonego strażnika.
No i ludzi też tu było sporo. Pierwszych spotkali już na pomoście. W tej czy tamtej krypie, jak czegoś tam doglądali. Jakieś młode kobiety robiły pranie siedząc na brzegu. Wewątr palisady spotkali jeszcze więcej osób. Wychdzi albo wchodzili do chat, niektórych mijali, gdzieś obok służba rozprzęgała właśnie jakiś wóz, odprowadzając konie do stajni. Ruch był całkiem spory ale mytniczka w jasnych, obcisłych spodniach, prowadziła pewnie do jednej z większych chat. Jeszcze zanim pchnęła drzwi to słychać było przytłumiony jeszcze gwar głosów. A gdy weszli do środka to hałasy jeszcze się nasiliły. Celnik zatrzymała się aby się rozejrzeć. - Wszystko zapchane! Więc raczej ci piraci dalej grasują! - Odwróciła się do nich aby im to powiedzieć. Ale poprowadziła ich dalej do szynkwasu. Tam przywitała się z barmanką i rozmawiała z nim o czymś. Aż się dowiedziała kto tak nefrasobliwie zacumowął łajbę na nabrzeżu i chciała pójść aby się z nimi rozmówić. Tylko to musiało jej zająć trochę czasu i kolejne trochę zanim Wagner będzie mógł “Jutrzenką” zająć ich miejsce. Więc na razie czwórka kultystów została sama w głównej izbie.
- O, stół ladacznic. - Burgund ucieszyła się gdy prawie od razu dojrzała stół przy którym siedziało kilka młodych kobiet i żadnego mężczyzny. Wszystkie z mocnym makijażem i śmiałymi sukniami podkreślających ich kształty. Silny też się im przez chwilę przyjrzał i uśmiechnął się krzywo jakby przypadły mu do gustu.
- Jutta zapomniała nam powiedzieć która to jest ta jej wesolutka koleżanka. Ciekawe czy to jedna z nich. - Skinął łysą głową ale na razie jeszcze wrócił do lustrowania zatłoczonego i dusznego pomieszczenia. Okna były pootwierane ale niewiele to pomagało. Zapachy z kuchni i ze stołów, tworzyły ten zaduch typowy dla karczm i tawern.
- A tam to chyba siedzą jacyś chudzi. - Annika wskazała wzrokiem na jeden z mniejszych stołów. Był tam półmrok ale widać było kilka szczupłych, długowłosych postaci. Faktycznie kojarzyły się z elfami ale więcej szczegółów nie dało się spod szynkwasu dojrzeć. Nagle głośny okrzyk przy innym stole przykuł uwagę. Jakiś mężczyzna uderzył drugiego aż ten spadł z ławy na jakiej siedzieli. Na chwilę przykuło to uwagę gości ale szybko wrócili do swoich spraw.
- O! Nieźle! Ale ja bym mu przylał mocniej. - Silny cmoknął ze znawstwem. Lubował się w przemocy i uważał to nie tylko za podstawową metodę pracy ale i rozrywkę.
- Dobra, dawajcie do szynkwasu. Trzeba załatwić jakiś nocleg. - Łotrzyca o miedzianych włosach, lekko pociągnęła Egona za ramię aby przyholować go do barmanki z jaką przed chwilą rozmawiała ich mytniczka. Musieli podnieść głos aby się z nią dogadać. Było miejsce tylko dla dwóch osób więc Annika i Silny stali nieco za nimi.
- Nie ma miejsc. Tylko główna izba. Wszystkie chaty pozajmowane. Korek się zrobił przez tych piratów. - Barmanka rozłożyła bezradnie ręce i brodą wskazała na zatłoczoną izbę. Łotrzyca też to zrobiła i skrzywiła się z niezadowolenia.
~ W głównej izbie to nie pofiglujemy ale spać można. ~ Nachyliła się do ucha brodacza aby mu to dyskretnie powiedzieć. A jeszcze na łajbie nie ukrywali, ze mieli całkiem obrotne plany co do zabaw na dzisiejszy wieczór i noc. Spanie w głównej izbie było popularną metodą w karczmach. Po zamknięciu, przesuwano stoły i ławy pod ścianę a na podłodze rozkładano koce, sienniki i co kto miał. Żadnej prywatności, różni goście spali obok siebie. Był to jednak tani nocleg i niezła alternatywa dla spania pod chmurką.
- Jeśli chcecie to możecie spać u siebie w łajbie. Niektórzy tak wolą. Ale na noc zamykamy bramy i nie otwieramy do świtu. - Widząc, że się zastanawiają to barmanka podała im kolejną alternatywę. Co mogło tłumaczyć część ludzi jakich mijali na pomoście. Rudowłosa pokiwała głową na znak, że jest to jakaś opcja ale nie należy do jej ulubionej.
- Naprawdę nic nam nie znajdziesz skarbie? - Burgund pogłaskała barmankę po dłoni i popatrzyła na nią prosząco.
- No jak was stać to jest zamtuz. - Dziewczyna lekko skinęła w stronę stołu jaki wcześniej wypatrzyło oko łotrzycy. - Ale to trzeba wynająć pokój i dziewczynę na całą noc. To sąsiednia chata, jak się dogadacie to was zaprowadzi. Jednak nie sądze aby jedna wzięła całą waszą czwórkę. No ale to z nimi się dogadujcie. - Pracująca dziewczyna machnęła dłonią w stronę jednej ze ścian gdzie pewnie stała chata w jakiej ladacznice zarabiały na chleb i podatki. Ale za całą noc to pewnie by trochę monet ich kosztowało. Burgund zdawała się rozważać a Silny posłał im pytające spojrzenie o czym gadają. Zapewne nie byl w stanie uslyszeć detali negcjacji chociaż stał ze dwa kroki od nich.
- No chyba, że jesteście szlachciami albo kapłanami. - Nagle barmanka się odezwała. Po spojrzeniu jednak widać było, że nie spodziewa się po nich, że są. To jednak zaciekawiło łotrzycę.
- A co? - Zagadnęła tutejszą dziewczynę.
- A bo mamy specjalny apartament dla takich gości. No ale to trzeba być szlachciem albo kapłanem. I to nie kwestia geldów tylko zasad. Jak nie jesteś to nie możesz go wynająć. Musimy być gotowi na wypadek gdyby ktoś taki do nas zawitał. A wiecie, stąd jest dzień drogi do stolicy to prawie codziennie ktoś taki u nas nocuje. Właściwie to mamy dwa takie apartamenty no ale jeden już jest zajęty. - Wyglądało na to, że barmanka jest dumna z posiadania takich uprzywilejowanych pomieszczeń jak i tego, że trzymają się tych zasad nawet podczas takiego zatłoczonego dnia jak dzisiaj.
- Aha. A pokój mytników? Albo stajnia? - Burgund chciała się dowiedzieć jak wyglądają te dwa punkty na nocleg o jakich rozmawiali jeszcze na “Jutrzence”.
- Ale pokój mytników jest dla mytników. - Dziewczyna zmrużyła oczy jakby niezbyt sprawiali wrażenie tych rzecznych urzędników. - No chyba, że was któryś zaprosi ale to już się sami dogadujcie. A poddasze stajni też może być. Mamy jeszcze miejsce. Ale musicie mieć własne koce i sienniki. Jest tam siano to będzie ciepło i sucho. To kosztuje jedną monetę za głowę, tak samo jak w izbie głównej. - Dziewka za barem potwierdziła im, że Jutta się nie myliła w tej sprawie. Burgund lekko skinęła głową, że na razie to im wystarczy i muszą się naradzić.
Cennik w “Łabędziu” (w monetach)
kolacja standardowa: 1 m / 1 os
kolacja obfita: 2-3 m / 1 os
kąpiel w bali samodzielna: 1 m / 1 os
kąpiel w balii z łaziebną: 2-3 m / 1 os
kąpiel w balii z ladacznicą: 5-10 m / 1 os
nocleg w izbie głownej: 1 m / 1 os
nocleg w standardowym pokoju: 3-6 m / pokój (zajęte)
nocleg na łajbie: za darmo
nocleg na poddaszu stajni: 1 m / 1 os
nocleg w zamtuzie: 10 m / pokój + 10+ m za ladacznicę (do 1-2 osob, zależy od ustaleń)
*nocleg w pokoju mytników: za darmo o ile zaproszą (łącznie 4 miejsca)
*nocleg w apartamencie szlacheckim: 20 m / pokój (do 4 osób)
*Do pokoju mytników trzeba mieć zaproszenie od mytników, apartament szlachecki można wynająć jak jest się szlachcicem, kapłanem czy kimś takim.
Po leczeniu ran na “Jutrzence”
Egon 13/17 (s.draśnięty; 0)
Lars 5/17 (s.poważny; -20)
Astrid 7/15 (s.poważny; -20)
Silny 12/17 (s.ranny; -10)
Rune 9/15 (s.ranny; -10)
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; ul. Gnojna; apteka Sigismundusa
Czas: 2519.07.29; Aubentag; popołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; powiew; chłodno (0)
Otto i Łasica
Jednooki mnich zdążył wrócić do siebie. Z nurglitami pożegnał się w przyjaznej i radosnej atmosferze. Jakby na przekór ich niezbyt atrakcyjnemu wyglądowi, byli mu bardzo życzliwi. Lilly też, chociaż wolała poświęcić się przyjemnościom i hedonizmowi. No i brzuchaceniu szlachcianek. Sigismundus i Raisa byli pewni, że dadzą radę zrobić eliskir “twardego korzenia” aby odwdzięczyć się muszym matkom. A może nawet coś jeszcze uda się zrobić? W końcu byli parą aptekarza lubiącego eksperymentować i guślarki znającą mroczną magię. Już prawie na koniec tematu, stara jędza rzuciła, że esencja lady Sorii zapewne by wzmocniła taki eliksir. Bo przecież ona tylko wygląda jak zwykła śmiertelniczka.
Potem Sigismundus zaczął opowiadać co się działo przez te parę dni w jaskini. Okazało się, że współpraca z plemieniem Kopfa wyszła całkiem nieźle. Więc ta zimowa pomoc okazała się trafną inwestycją. No i odmieńcy byli pod wrażeniem legendy o Czterech Siostrach i chętnie się dołączyli do sprawy. Nawet jeśli niewielu z nich bezpośrednio poświęciło się Ojczulkowi to dostarczyli tak potrzebną w jaskini siłę roboczą. Do budowy klatek dla much, kojców dla czerwi i kokonów, kładek do lepszego poruszania się no i jedzenia. Teraz w lecie, jak zwierzyny było pełno po lasach, to polowania i sidła zwykle się udawały. Sigismundus nabrał przekonania, że odmieńcy dobrze rokują do dalszej współpracy. Zwłaszcza jakby chodziło o tereny poza miastem. Bo większość z nich, bardziej przypominała Dornę niż Lilly więc raczej trudno byłoby im przeniknąć do miasta.
Później Otto pochodził po mieście. Miał nadzieję spotkać tajemniczą kobietę ze snów. Szybko jednak zorientował się, że sny były zbyt mętne aby ją mógł rozpoznać. Jak wcześniej mu się śniły lady Odette czy Fabienne, to chociaż miał widok na fragment ich ciała. Co prawda intymny i zwykle skryty pod ubraniem. Ale same detale okazały się całkiem trafne. No ale o tym mógł się przekonać dopiero podczas harców z każdą z nich. Teraz zaś szczupłą, bladą dłoń i nietypowo długich paznokciach. To była raczej kobieca dłoń i to taka co nie pracuje fizycznie. Zarys sylwetki jaki zapamiętał wyglądał na szczupły i gibki. Ale to nadal było trochę zbyt mało aby mieć jakiś rysopis dający nadzieję na rozpoznanie jej. Wystarczyło aby niewiasta nie miała widocznych dłoni. Jeśli bogowie dziś wieczór skrzyżowali ze sobą jego ścieżki z nią, to widocznie minęli się nawzajem. Co najwyżej mógł przemyśleć, gdzie w mieście zatrzymałaby się kobieta o tak delikatnych dłoniach. Na razie wrócił do swojego mieszkania. Wciąż było widno bo letni dzień był długi. Zdążył nalać sobie wina aby przepłukać gardło i nieco odpocząć, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Sygnałem ich spiskowej rodziny. Gdy poszedł otworzyć okazało się, że to Łasica. Tylko w bandanie, spódnicy i ciemniejszej niż zwykle cerze.
- Serwus Otto. Słyszałam, że chciałeś się ze mną spotkać. - Rzuciła my z tak charakterystycznym dla siebie bezczelnym spojrzeniem i uśmieszkiem. Gdy ją zaprosił do środka to z ulgą zdjęła z głowy chustę i czarną perukę. I z lubością rozczochrała dłońmi swoje fioletowe włosy. A potem zaczęła je poprawiać. - Masz coś do picia? Strasznie zaschło mi w gardle od tego pozowania. - Zagadnęła do niego mimochodem. A gdy już mieli pierwsze koty za płoty to posłała mu kpiący uśmieszek. - Mam dla ciebie wiadomość. Od naszego robaczywego Słowika. - Nie mogła się powstrzymać aby nie posłać mu złośliwości. - Dostała list od swojej koleżanki ze stolicy. Jedną z tych co do nas zaprosiła na te nasze harce i figle. Ta jej koleżanka zapowiada swój przyjazd na Marktag lub po. Czyli jutro albo pojutrze. Jeśli przyjedzie jutro to żadna sprawa. Też jestem jej ciekawa. Ale pojutrze to pewnie wypadnie piknik z Ungardem i Gnakiem. A Oddie bardzo by chciała z nami tam być. No ale czułaby się niezręcznie gdyby jej przyjaciółka musiała spędzić pierwszą noc sama w mieście. Czyli w udach i ramionach innych niż jej. No i liczy, że jej drogi, ukochany impresario coś jej doradzi. Na moje oko to cię lubi. - Zastępczyni Starszego, w swoim frywolnym stylu, przekazała mu wiadomość od miodowłosej diwy. Ze złośliwym komentarzem od siebie.
- A jutro rano mają działać charytatywnie na Marktplatz. Dla pospólstwa co się zjedzie na targ. Od nas ma być Oddi, Fabi i może lady Soria. I inne szachcianki. To jakbyś nie miał co robić jutro rano, to możesz je tam odwiedzić. Fabi jest przy nadziei, że przyjedzie ta Elke co bardzo kocha zwierzęta. Podobno wiesz która. Tak się z nią ostatnio umówiła. Ale nie wiadomo czy jutro z tej swojej wsi przyjedzie. - Przekazała mu kolejną wieść o planach dam na jutrzejszy poranek. Właściwie Plac Targowy był w nie tak daleko od hospicjum. A tam lady von Treskov też obiecała się pojawić.
- No i po obiedzie lady Benita ma być u niej gościem w jej garderobie i jesteś zaproszony ale to podobno wiesz. Dała do zrozumienia abyś przygotował strzykwy i całą resztę tego szpeja ale to podobno też wiesz. - Znów posłała mu krzywy uśmieszek. Przypatrywała mu się przez chwilę kpiąco. - Ostatnio to chyba figlujesz z większą ilością szlachcianek niż ja. - dodała jakby z nutką zazdrości i podziwu.
- No a ja dzisiaj byłam świecić cyckami na Akademii. I dziś dla odmiany byłam z Heinrichem. On i Tobias wzięli pod lupę taką, jedną studentkę. Giselle Meisser. - Westchnęła i popatrzyła na kolegę. Ale rzucone nazwisko nic mu nie mówiło. - W każdym razie udało nam się ją skusić na lekcje prywatnego pozowania. Byłam jej modelką. No i zobacz co mi zrobiła. - Teraz łotrzyca wstała i bez wahania zaczęła ściągać z siebie koszulę. Już tu pokazały się robacze malunki. Ale dopiero gdy zdjęła dół i stanęła nago przed mnichem, to ten miał okazję zobaczyć całość. Czerwie, muchy, żuki, mrówki, wije. I olbrzymia stonoga jaka zaczynała się przy prawym barku, sunęła przez całe plecy i robiła zawijas na jędrnym pośladku ladacznicy.
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Północna; ulica Akademii; Akademia Morska
Czas: 2519.07.29; Aubentag; popołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; powiew; chłodno (0)
Heinrich, Łasica i Gisella
- A gdzie tak kuśtykasz dziadek? - Heinrich usłyszał za sobą zaczepny, młody kobiecy głos. Właśnie wracał z Akademii. A z powodu metalowej nogi nie szło mu to zbyt raźno. A i do swojego mieszkania miał jeszcze niezły kawałek. Mimo to nie musiał się odwracać aby rozpoznać głos Łasicy. Po chwili rzeczywiście się z nim zrównała. Teraz miała włosy schowane pod bandaną, inną koszulę i spódnicę niż miała na uczelni. Ale wciąż jeszcze ten sam makijaż i przyciemnioną cerę, że wyglądała jak Striganka albo kobieta z Tilei czy Estalii.
- Ale numer z tej Gisy nie? Powiem ci, że nie spodziewałam się po niej czegoś takiego. - Łotrzyca pokiwała głową jakby wreszcie mogli w miarę swobodnie porozmawiać o wspólnym popołudniu na uczelni. Zwolniła swój żwawy krok aby Heinrich mógł dalej iść swobodnie. I tak przeszli kawałek w milczeniu, jakby każde z nich skupiało się na własnych przeżyciach i wspomnieniach. Widocznie młodej Meisser udało się zaskoczyć kultystkę. Ale dopiero teraz dziewczyna z ferajny mogła o tym porozmawiać z kolegą. A zaczęło się dość niewinnie.
- Już jestem! Przepraszam, że musieliście czekać. - Młoda brunetka od wejścia zachowywała się sympatycznie. Była pod wrażeniem, że będzie miała modelkę, prawie na wyłączność. Dotąd nie było jej stać na taki luksus. A Łasica sprytnie podbiła tą jej wdzięczność kłamiąc bez zająknięcia, że Heinrich już jej zapłacił co trzeba więc teraz jest do ich całkowitej dyspozycji. Chociaż starszy wiekiem kultysta nawet ani razu nie sięgnął do swojej sakiewki ale tego malarka nie mogła sprawdzić i uwierzyła im na słowo. - Dziękuję Heinrichu, że pozwoliłeś mi pójść z sobą. Do tej pory nikt mnie nie chciał zabrać na te prywatne lekcje. - Obdarzyła byłego łowcę heretyków pełnym wdzięczności spojrzeniem i uśmiechem.
- Na początku to jeszcze było całkiem normalnie nie? Tak myślałam, że to pójdzie w ten deseń. Jeszcze jak się rozebrałam to też tego się mniej więcej spodziewałam. - Teraz jak szli obok siebie to i Łasica wróciła do tamtej chwili. Początek widać przebiegł po jej myśli. Ale szybo sytuacja poszła w całkiem innym kierunku.
- Ann a czy mogłabym cię pomalować? - Meisser obserwowała z fascynacją jak modelka bez wahania zdjęła swoją koszulę, znów ukazując swoje młode, jędrne piersi. I szybko zdjęła też dół. Widać było kształtne biodra, smukłe uda i gładkie łydki. Została już tylko w bieliźnie. Tatuaż żmiji na łonie łotrzycy był jakoś zamalowany ale widać było nierelgularną plamę. Przez chwilę artystka przygladała się nagiej modelce a ta z wdziękiem tancerki przyjęła kilka póz. Każda trochę bardziej prowokującą.
- Jak zaczęła od tego motylka to jeszcze pomyślałam, że może być nawet zabawnie. Zwłaszcza, że te pędzle tak trochę łaskoczą. Całkiem zabawne. I przyjemne. - Idąc obok kolegi, łotrzyca podwinęła rękaw koszuli. Przyglądała się namalowanemu, barwnemu motylowi jaki niedawno w gabinecie zrobiła jej Giselle. Ale to była jakby próba dla nich wszystkich. Dla malarki jak jej pójdzie, dla modelki jak to przyjmie, i dla ich jedynego widza jak na to wszystko zareaguje. - Dobrze, że jako dodatek zarządałam całusa. To chociaż coś z tego mam. Całkiem chętnie mnie całowała. Chociaż może dlatego aby mnie udobruchać po tych robalach a nie, że ja jej się podobam. No ale z drugiej strony jakby nie miała ochoty to w ogóle by mnie nie całowała. Jak myślisz? - Dziewczyna w bandanie, spojrzała pytająco na idącego obok sąsiada. Wydawała się być zaciekawiona jego opinii. Bo w gabinecie już nie mieli okazji porozmawiać we dwoje a później musieli trzymać się swoich ról. Czyli modelka poszła do garderoby a on do wyjścia. Ale, że łotrzyca była zwinniejsza od jego kuśtykania i wiedziała gdzie wraca, to udało jej się go dogonić.
- To taki nowy projekt. Chciałam podkreślić własną indywidualność. A nie tylko wiecznie ptaszki i motylki. - Artystka starała się mówić lekko i żartobliwie. Ale Heinrich wyczuł, że jest spięta i z obawą wpatruje się to w twarz modelki to w jej obojczyk. Wyglądał jakby pełzał po nim tlusty czerw. Łasicy nie było łatwo zerknąć na to swobodnie więc chwilę jej zajęło zanim mu się przyjrzała.
- To… Bardzo… Oryginalne. - wydukała wreszcie gdy zorientowała się co jej artyskta namalowała. - Nie widziałam jeszcze czegoś takiego. Musisz mieć bardzo nietuzinkową wyobraźnię Gisa. Co myślisz Heinrichu? - Mimo zaskoczenia, Ann potrafiła błyskawicznie przystosować się do nowej sytuacji. A gdy malarka spojrzała na chwilę na ich towarzysza to Łasica mogła chociaż miną wyraźić, że takie obrazki wcale jej się nie podobają. Ale gdy malarka znów na nią spojrzała, widziała przed sobą czule uśmiechniętą twarz.
- No to jak ci się podoba to mogę ci chyba zrobić więcej. - Ucieszyla się, że modelka tak gładko przyjęła taki kontrowesyjny rysunek.
- Najpierw całus. - Ann uniosła palec dla przypomnienia jak się umawiały.
- A no tak. - Brunetka szybko pokiwała głową i pocałowała wymalowany obojczyk.
- Wiesz Heinrichu, w zamtuzie to nie takie rzeczy się robiło. Trzeba umieć się dostosować do życzeń klienta. Albo klientki. Ma ochotę wymalować ci ciało w jakieś robale to tylko pytasz czy cena jej odpowiada i w jakiej masz się ustawić pozycji. - Teraz jak szli przez miasto to ladacznica dała wyraz, że jej doświadczenie z poprzedniej roboty, przydało jej się w opanowaniu własnych emocji. Spojrzała w dół na swój dekolt i nieco odchyliła koszulę. Heinrich też dojrzał jak na jej gładkich półkulach są wymalowane soczyste, tłuste czerwie i pająki. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak żywe. - To jest takie poniżające. Zapewne Fabi byłaby zachwycona i za darmo dałaby się tak wymalować. Ona lubi te robale. Może Oddi też. W końcu zwykle razem się z nimi zabawiają. Może pójdę do Otto. On ma z nimi lepszy kontakt. - Łotrzyca westchnęła w zamyśleniu i puściła koszulę. W pełnym ubraniu prawie nie było widać tych rysunków. Ale dopiero co Heinrich widział ją nago w gabinecie. Giselle przyodobiła modelkę całym zestawów stworzeń jakie większość mieszkańcow miasta uznałaby za obrzydliwe. Wielką stonogę jaka zaczynała się na barku, szła przez całe plecy i kończyła się na zgrabnym pośladku. Czubki czerwi na piersiach, że wyglądały jakby stamtąd wychodziły. Pająki na brzuchu, żuki na łydce, muchy na łonie. Nawet wija na udzie co wyglądał prawie dokładnie jak na rysunku jaki pokazywał mu Tobias. Tak jakby wychodził z łona ladacznicy. Właściwie to teraz Łasica przypominała wiele z tych szkiców jakie niedawno belfer skonfiskował młodej malarce. Modelka nie była zwolenniczką hodowli Oster ale podczas pozowania niczym się nie zdradziła. Przeciwnie. Okazywała zachwyt, życzliwość i podziw dla talentów artystki co widocznie ją ośmieliło. - Nie wiem czy słyszałeś bo dość cicho to powiedziała. Ale mówiła, że czasem śnią jej się takie rzeczy. Ciekawe nie? - Łasica zerknęła jeszcze raz na swojego sąsiada i uśmiechnęła się złośliwie.
- Bardzo ci dziękuję Ann. Byłaś wspaniała. Oboje. Ja zawsze chciałam spróbować czegoś takiego ale nigdy nie miałam okazji. Ani śmiałości aby kogoś o coś takiego prosić. - Na koniec gdy artystka już napatrzyła się na swoje żywe płótno jakby wróciła do rzeczywistości. Bo podczas malowana miała nieco niewidzące spojrzenie jakby kierowała nią wena i pasja. Więc niezbyt zwracała uwagę na otoczenie. Dopiero jak skończyła to jakby zorientowała się, że są w gabinecie i Heinrich też tu wciąż jeszcze jest.
- Jestem pewna, że jedna czy dwie modelki na pewno byś znalazła. Zwłaszcza jakbyś nagradzała je takimi całusami. - Łasica trzymała się swojej roli aby zrobić wrażenie na malarce. Ta miała nieco brudne palce od tych farb oraz usta. Bo nie za każdym razem farba na ciele Ann zdążyła na tyle wyschnąć aby przykleić się do warg. I teraz także łotrzyca miała tu i tam widoczne pieczątki jej ust. Więc jak już jedna zaczęła się ubierać a druga zbierać swoje narzędzia malarskie to zaczęli się całą trójką żegnać w bardzo przyjaznej atmosferze.
- Zabawne. Koleżanka mi powiedziała ostatnio, że wkrótce spotkam kogoś kto mi pomoże zrealizować moje pasje o jakich skrycie pragnę. A nic jej o tym projekcie nie mówiłam. I zobaczcie jak się sprawdziło! - Giselle rzuciła im jeszcze anegdotką przez ramię. Ladacznica akurat nakładała na siebie spódnicę a malarka pędzle do pudła. Po paru chwilach rozstali się w najlepszej komitywie. Meisser jeszcze tylko pytała czy Heinrich by miał ochotę wrócić na lekcje malarstwa. I zagadywała go o to już gdy szli we dwójkę korytarzem, mijając innych żaków.
- No i jeszcze ta von Osterin. Sigrun. - Myśli kultystki jakby skierowały się na nowy tor. Do rozmowy z młodą szlachcianką z Saltmundu. - Ona chyba nie mieszka w Akademii. Ale chyba ostatnio mieszka. Może karę ma albo coś do zrobienia na miejscu. Więc już dziś myślałam czy nie dać jej się zaprosić na prywatne pozowanie. Takie do rana. Ale na dziś mam trochę inne plany. Może jutro. Bo pojutrze to już może być nów Morrlieba to pewnie będę na nocnym pikniku w lesie. To z lady Sigrun może na jutro się umówię. Ha! Ale jeśli się z nią umówię, to jeszcze zobaczymy kto przed kim będzie klękał! - Sąsiadka wyglądała na zamyśloną, gdy planowała spotkania na najbliższe dni. A na koniec roześmiała się łobuzersko. Widać myśl o prywatnym spotkaniu z lady von Osterin, bardzo ją rozbawiło. Rozmawiali jeszcze chwilę i pożegnali się gdy Heinrich już słyszał szum koła garncarskiego Fridy.
Dziękuję za dodatkowe PD :). Suma jest imponująca, czas na jakieś wydawanie PD :>.
Pliki już są dostępne dla wszystkich posiadających link, wcześniej były tylko na pozwolenie. Jeśli jednak @pipboy79 wolałbyś, żeby nie było dostępne w ten sposób to mogę zmienić i robić selekcje :).

Duivel spyta Hempego: czyli buntownicy to najemnicy, a jeśli ci buntownicy się wycofali i są okrążeni, to znaczy, że to Wasi ludzie wciąż rządzą w ratuszu, a Wasze wojsko nakłada na Was opłaty bo baron wyjechał i też trochę robią co chcą, nie? powie to trochę z ironią, ale też westchnie jakby współczuł swojemu rozmówcy
po odpowiedzi zada drugie pytanie
eh my to już po drodze tutaj walczyliśmy z jakimiś latającymi stworami, jakąś leśną wiedźmą, a potem ze zwierzoludziami. spalona tawerna to też dzieło zwierzoludzi... a tutaj w mieście to ludzie przeciw ludziom... nasz regiment to ma ludzi, niziołki, krasnoludy, a nawet elfy! tak! bo jednoczymy się na walkę z chaosem. szkoda, że niektórzy to robią dopiero jak na własnej skórze odczują siłę wroga. aa weźmiemy jeden bochenek od Ciebie... może za kilka dni weźmiemy więcej jak już cały regiment dojdzie do miasta (tu chce jakby zasugerować że to właśnie za kilka dni ten regiment dojdzie, dlatego za kilka dni dopiero kupią, a że nie lubi kłamać zwykłych obywateli to stosuje takie metody swoje). tylko co ty myślisz, przekonać dowódców do pomocy komuś tu w mieście, czy przegonić po prostu rabusi, przespać się i iść dalej bo sami ogarniecie? (to pytanie zada bardzo dyskretnie, żeby nikt nie słyszał inny).
na wyjście ugryzie kawałek bochenka kupionego od Hempego, podziękuję, skinie głową powie "Ostland żyje" i pozdrowi również dwie kobiety, bo zakładam, że widział obydwie. (ale to już może w poście, chyba, że ktoś by coś odpowiedział)
Już po wyjściu:
Gdy spojrzą w stronę magazynu z ulicy przy piekarni Hempe (z dystansu, może ciut podejdą jeśli nic dziwnego nie będzie się działo) - ile osób widać przy wejściu, i czy z daleka da się ocenić, czy to zdyscyplinowane regularne wojsko, czy raczej przypadkowa zbieranina uzbrojonych ludzi?
Drugie pytanie odnośnie budynków
Czy przy magazynie albo piekarni albo na ulicy widać jakieś urzędowe oznaki (obwieszczenia, cenniki, herb regimentu/miasta/Ostlandu) czy magazyn bardziej wygląda prowizoryczny, wojskowy posterunek? Może na jakiś budynkach po drodze (póki co przy drodze/piekarni) są jakieś bohomazy/napisy na budynkach kredą/węglem/krwią?
Czy będę mógł opisywać nieco drogę powrotną do Kolesnikova, czy to za dużo do przodu?
Post poszedł przepraszam że tak krótko ale niedam rady więcej do dzisiaj.
Dla jasności Stefan w poście sugeruje pokazanie swoich umiejętności leczenia, jako sposób nawiązania do tych relacji. Nie zna ich medyków i będzie starał się zachowywać profesjonalnie i raczej słuchać poleceń i pomagać niż pokazywać jako to z niego super medyk, żeby nie zrazić kogoś.

A Mistrzu mogę się mylić ale wydaje mi się że Stefan powinnien mieć o 100PD mniej, bo dogadaliśmy się już w PW na temat wykupienia rozwinięcia INT?
@Wszyscy

Ściągi od Cioldana
Indeks skilli bastionowych: https://docs.google.com/document/d/1mterGqe-gxoyVw1rdl4JIo__OGscj6Yd/edit
Kalendarium sesyjne: https://docs.google.com/document/d/1uCiCOFaBxLjY0rOhY4FHukyO9e_VbFJD/edit
Tura 53 - 2521.05.05; fst; południe
Oki, no to mamy kolejną turę
Akcja nadal jest podzielona na poszczególnych BG 
To mój ostatni urlopowy weekend. Więc napisałem póki mam okazję. Miraz mi zgłaszał L4 z powodu wyjazdu dlatego zostawił mi tylko deklarki. To skoro mamy komplet to dałem post.
Termin na odpis powiedzmy do pt. 08.21.
Stan HP
Tobias 15/15 (s.zdrowy)
Stefan 12/12 (s.zdrowy)
Duivel 12/12 (s.zdrowy)
Stan PD
Stefan 10 PD za terminowy post
Stefan 15 PD za docową rozmowę z sierżantem przy bramie
Stefan 10 PD za barwne zareklamowanie się sierżantowi
Stefan 10 PD za decyzyjność co dalej
Duivel 10 PD za terminowy post
Duivel 10 PD za próbę fraternizacji z Thiemo
Duivel 10 PD za opowiedzenie czegoś o sobie
Duivel 10 PD za decyzyjność co robić dalej
Duivel 100 PD za indeks bastionowych skilli
Duivel 100 PD za bastionowe kalenarium
Tobias 5 PD za deklarki na obecną turę
Razem:
Tobias 510 + 5 = 515 PD
Stefan 140 + 45 = 185 PD (miniony po 127 PD)
Duivel 710 + 240 = 950 PD
Stan PZ
Tobias 375 PZ
Stefan 18 PZ
Duivel 40 PZ
Oki, to w tej turze minęło ok 1-2 pacierzy. Metagrowo scena Stefana jest ok kwadransa poźniej niż u chłopaków (z powodu przesuwania wozów w poprzedniej turze).
@Duivel
Droga do piekarni Hempe poszła raczej bez przeszkód. Ulice dalej są zamglone i opuszczone jak do tej pory. Ogólnie jest to okolica bliższa centrum miasta niż piekarnia Alberta (przy samym murze). Jest okazja aby pogadać czy zapalić fajkę.
Z tego co pokazuje Thiemo to i piekarnia Heime i spichlerz są dość blisko siebie, na dwóch końcach tej samej ulicy.
Sama piekarnia działa mniej więcej normalnie czyli ludzie przychodzą kupować chleb i chleb jest. Z tym, że ok 2-3 razy droższy niż normalnie. Ale jak na sytuację w mieście to jest dość zrozumiałe.
Co do rozmowy z Hempe to opisałem ogólnie uwaględniając pytania z komentów i rzuty Duivela. W pytaniach o licencje i mąke piekarz jest nieco zdenerwowany i raczej nie lubi tego tematu, w pytaniach o wojsko i walki, zachowuje się spokojniej.
Na koniec domyślnie Duivel z Thiemo są jeszcze w piekarni. Ale możesz w tej turze zdecydować czy chcą jeszcze coś porozmawiać czy wychodzą i robią co innego.
@Stefan
Oki to poszedł test przekonywania sierżanta. Wyszedł remis czyli sierżant zgodził się aby jeden z Wieselów poszedł tam gdzie Stefan go pośle a drugi razem z nim idzie do kwatery.
W środku zajazdu widać na dziedzińcu trochę wojska przy ogniskach ale sierżant idzie raźno wiec nie ma czasu na zwiedzanie.
Wewnątrz budynku sierżant prowadzi ich obu do głównej izby zajazdu gdzie obecnie jest kwatera oficerów. A także punkt opatrunkowy i kantyna. Stefan jest przedstawiony pani porucznik. A ona chce sprawdzić czy naprawdę umie czytać więc daje mu kawałek książki do przeczytania. Dla Stefana przeczytać to to nic trudnego. Możesz to czytanie opisać po swojemu.
Łącznie w izbie jest kilkunastu wojaków, kilku w alkowie oficerskiej a reszta rozsypana po różnych stołach. Wszystko jest opisane na pierwszy rzut oka, tyle co zeszło te parę kroków od drzwi do stołu oficerów.
Ogolnie to Stefana czeka rozmowa z porucznik i ma okazję się zaprezentować.
@Tobias
Tobias przyjął zaproszenie więc dziewczyna zaprowadziła jego i Beth na zaplecze zakładu balwierskiego. Okazuje się, że jest tam łaźnia. I ta wiedźma jaką Tobias spotkał jakiś czas temu w lesie. Tylko teraz siedzi w wannie.
Łaźnia ocalała z pogromu więc dalej wygląda ładnie. A z tymi świecami, roślinami i poczęstunkiem jest przytulna.
Wiedźma przedstawia się jako lady Silvia. I ogólnie traktuje Tobiasa i Beth jak gości (jedzenie, wino, stołki etc). Po przywitaniu Magda zajmuje się Beth aby Silvia i Tobias mogli porozmawiać.
No i w końcu lady Silvia przedstawia Tobiasowi propozycję. No i jak Tobias na nią zareaguje to już w tej turze.
Jak jakieś pytania czy niejasności to dajce znać 
A co do dziwnego zachowania Stefana, to rozumiem że chodzi o to że nie chce iść z nim bo ma coś innego do załatwienia?
Jak będzie kolejna tura na dialog z nimi to Stefan z chęcią sam się zapytać o to, ale jest faktem Mistrzu, że czasami robisz duże przeskoki zarówno w czasie i przestrzeni więc tak się zabezpieczyłem na wypadek gdybym w następnym poście był już w kolejnym dniu maszerując w kolumnie Sigów w kierunku powiedzmy Wolfenburga
No nie sądziłem, że mamy takie różne postrzeganie czasoprzestrzeni w tej sesji
Dla wyjaśnienia to (wedle moich zapisków) metagrowo pod bramę BG przybyli w T 48. Teraz mamy T 53. Z zegarkiem MG w ręce to zajęło to łącznie ok 1,5-2 h. Przeciętnie jedna tura trwała ok 15-20 min.
I wydaje mi się, że uprzedzam jak będzie dłuższy przeskok. Bo albo opuszczacie jakiś obóz wojskowy, spalony zajazd czy mija noc. Albo (w moim odczuciu) wynika to z wydarzeń w sesji. Czyli np. ruszacie z jednego adresu w drogę.
Z innych rzeczy
Cioldan z własnej inicjatywy, przygotował nieco pomocy sesyjnych. Wypadło to tuż przed moim urlopem więc dopiero teraz to wklejam.
Tu jest lista umiejętności i zdolności: https://docs.google.com/document/d/1mterGqe-gxoyVw1rdl4JIo__OGscj6Yd/edit
Tu jest kalendarium co się działo w sesji: https://docs.google.com/document/d/1uCiCOFaBxLjY0rOhY4FHukyO9e_VbFJD/edit
Także duże brawa dla Cioldana. I jako bonus za tą koleżeńską postawę i zaangażowanie w sesję przyznaje mu po 100 PD za każdy z tych dokumentów. Czyli razem +200 PD.
Tura 53 - 2521.05.05; fst; południe
Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; piekarnia Hempe
Czas: 2521.05.05; Festag; południe
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)
Duivel, Thiemo i Hempe
Stary milicjant miał dość praktyczne podejście do pożegnalnego prezentu od Alberta. Bo wyjął z pochwy u pasa zwykły nóż i z wprawą przekroił chleb na pół. Jedną część podał elfowi a drugą wpakował do swojego podróżnego worka. - To chodźmy do piekarni Hempe. - Zgodził się ze swoim długouchym towarzyszem. Jako, że ulice dalej w większości były puste to mieli okazję porozmawiać. Thiemo zerkał z ciekawością na idącego obok starorasowca gdy ten opowiadał mu nieco o sobie. Parę razy widzieli w oddali jakieś sylwetki, czasem we mgle, czasem przechodzące przez ulicę. Albo jak ktoś przyglądał im się z okien czy otwory w okiennicach. Jednak ani ich nikt nie atakował, ani nie dążył do spotkania. Raczej albo byli zbyt pochłonięci swoimi sprawami i ich nie zauważyli albo unikali kontaktu. To wszystko drażniło nerwy. Wydawało się, że w tych częściowo zamglonych albo zadymionych ulicach obserwuje i podsłuchuje ich tysiące szpiegów. Pewnie więc i rozmowa z towarzyszem, pomagała odpędzić te natrętne myśli i czymś się zająć.

link: https://i.imgur.com/02ui6wb.jpeg
- Fajkę? No pewnie. Poczekaj. Nabiję ci. - Chociaż szli to ludzki towarzysz elfa, miał wprawę w nabijaniu fajki. Chociaż nieco go to zajmowało i wtedy to Duivel musiał czuwać aby ich nikt nie napadł. Ale nie napadł. Więc milicjant jak skończył to podał fajkę koledze. - Poczekaj, odpalę ci. Jak przystawię żar to się zaciągnij. I tak rób aż pójdzie dym. Musi być cug, jak w kominie. - Zatrzymali się na chwilę gdy łucznik musial wsadzić ustnik fajki między zęby i poczekać aż nowy znajomy, wyjmie żar i podpali ziele w cybuchu fajki. Gdy po chwili tak się stało, elf poczuł na podniebieniu pierwszy buch dymu. Smak kojarzył się z jakimś zielem albo kadzidełkami czy świecami palonymi czasem w świątyniach. - Oczyscza nos i gardło. - Uśmiechnął się do niego Thiemo, stukając się palcem właśnie w te części ciała. Wydawał się być zaciekawiony jak kolega zareaguje na ten poczęstunek. - Jeszcze nie widziałem chudego jaki by palił fajkę. A przynajmniej nie naszą. - Wydawał się być zafascynowany tym widokiem. Duivel wiedział, że jego rasa pali fajki ale raczej nie te wykonane przez niezdarnych ludzi tylko własne, finezyjne wyroby. No i nie takie zwykłe bagienne ziele tylko specjalnie hodowane odmiany jakich ludzie raczej nie znali.
Po chwili wznowili marsz. Kierowali się w głąb miasta, coraz bardziej oddalając się od Południowej Bramy. Jednak Thiemo szedł pewnie. - To ty jesteś Ostlandczyk? I masz rodzinę w Ristedt? No przejeżdzaliśmy przez Ristedt. Byłem tam kiedyś. Parę razy. Ale żadnych chudych to chyba nie widzałem. To pewnie twojego wuja i ciebie też nie. Dużo tam chyba chudych nie ma co? - Milicjant podzielił się swoimi doświadczeniami z miastem jakie wspomniał jego twarzysz. Całkiem możliwe, że nawet jeśli tam bywał a nie miał jakichś spraw do załatwienia z wujem Duivela czy innymi Eonirami, to mógł ich nie spotkać. Elfy raczej unikały ludzkich miast i jeśli już decydowały się tam osiaść z powodów handlowych czy dyplomatycznych, to i tak były kroplą w ludzkim morzu. To już krasnoludow czy niziołków zwykle bywało w nich więcej.
- O już prawie jesteśmy. Widzisz tamte ceglane budynki? To są te magazyny zbożowe co mówiliśmy z Albertem. - Doszli do takiego samego puszczonego skrzyżwania jakich już sporo minęli. Jednak teraz milicjant zwrócił uwagę elfa na budynek widziany na końcu ulicy. Gdyby poszli w prawo. Duży, z ciemnej, czerwonej cegły, z małymi oknami na wysokości pierwszego i drugiego piętra. Od razu wskazywało to, że nie jest to budynek mieszkalny jak sąsiednie kamienice. Nawet widać było tam kilka zamazanych przez mgłę sylwetek. - A do piekarni Heime to w tą. Ale też blisko. - Teraz starszy mężczyzna z halabardą, wskazał w ulicę po lewej stronie skrzyżowania. I tam właśnie poszli. Ledwo kamienicę czy dwie później pokazał się szyld z bochenkami chleba. Widzieli, że ktoś tam nawet wchodzi i wychodzi. Co normalnie nie byłoby dziwne ale teraz był to pierwszy sklep jaki spotkali co wciąż działał w miare normalnie. Gdy pchnęli drzwi, to uderzyły o dzwoneczek jaki zapowiadał wejście klienta. W środku było ze trzy osoby a Thiemo gestem wskazał na półki na jakich było widać świeże wypieki. I unosił się przyjemny, zapach świeżo upieczonego chleba. Dość duży kontrast od pustej, cichej i chłodnej piekarni Alberta. Scena wyglądała prawie normalnie, jak w sklepie powinna. Dwoje ludzi w średnim wieku, podawało chleb z półek a w zamian brało monety od klientow. Atmosfera była jednak mieszana. Klienci cieszyli się, że jest piekarnia co wciąż można kupić chleb ale dwu, trzykrotnie wyższe ceny niż normalnie, niezbyt przypadły im do gustu.
- No co ja poradzę? Trzeba jakoś żyć a mąki coraz mniej. To i cena rośnie. - Piekarz rozkładał ręcę w geście bezradności. Thiemo na migi dał znać elfowi, że to jest właśnie Hempe. Duivel nie dostrzegł tu nic niezwykłego. Zazwyczaj taki skok cen wywołałby pewnie oburzenie u klientów i pewnie by poszli do innej piekarni. A brak czy drożyzna chleba potrafiła nawet wywołać zamieszki. Jednak teraz w objętych rozruchami mieście i gdy trudno było kupić jakikolwiek chleb, to wydawało się być zrozumiałe a w powietrzu wisiała niepewność czy w nadchodzących dniach nawet tutaj, będzie można kupić chleb.
- Pochwalony. - Helme przywitał się z dwójką kolejnych klientów, gdy przyszła ich kolej.
- A pochwalony. Dobrze, że u was jeszcze chleb można kupić. - Thiemo odpowiedział pierwszy a gospodarz ze zrozumieniem pokiwał głową.
- No robimy co możemy. Trzeba sobie pomagać. Nie wiem na ile mąki mi starczy ale na razie działamy. - Piekarz też przytaknął i uśmiechnął się trochę smutno. Milicjant jako prosty człowiek, to zapytał go o to skąd ma mąkę i jak to jest z tą licencją na nią. Piekarz trochę się zmieszał. Ale odpowiedział, że każdy może sobie wykupić licencję w magazynie zboża i dostać mąkę na swoje wypieki. To brzmiało podobnie do tego co wcześniej słyszeli od Alberta. Dopiero jak do rozmowy wtrącił się Duivel i zaczął zadawać dokładniejsze pytania to piekarz jakby się zmieszał. Licencja miała kosztować dużo i dlatego teraz musi podnieść ceny aby sobie ją zrekompensować. Ale konkretnej sumy nie powiedział. Mówił, że sami mogą pójść do magazynów i się dowiedzieć. Bo to sprawa ratusza i wojska. Dogadali się i wprowadzili reglamentację różnych rzeczy, także mąki, aby zapewnić wyżywienie dla wojska. On też musi część wyrobów oddawać na ten kontyngent. Elf miał mieszane wrażenie. Z jednej strony takie zaostrzenia na czas ruchawki w mieście i w ogóle wojennym wydawały się zrozumiałe. A z drugiej miał wrażenie, że Heime nie mówi im całej prawdy i woli unikać rozmowy o konkretach. Zorientował się, że albo musieliby go jakoś przycisnąć albo wymyślić jakiś fortel jak wydobyć z niego więcej detali o tej mące, licencji i magazynach. Jego żona podczas rozmowy wyszła na zaplecze a stamtąd po chwili wyjrzała z ciekawością, jakaś młodsza kobieta. Jednak szybko się schowała z powrotem.
- A wojsko tak, część tego regimentu najemników co przechodził przez miasto to się zbuntowała. Akurat jak większość naszego wojska wyszła z miasta na zew naszego hrabiego więc mało go w mieście zostało. No ale część regimentu została lojalna i razem z naszymi, okrążyli buntowników na Marktplatz. Lada dzień ich zgniotą. Mam nadzieję. Ale niestety te walki spowodowały, że po mieście zaczęły się panoszyć bandy hultajów co rabują sklepy i biją kogo popadnie a i nożem po brzuchu można dostać. Nie przelewki. A już mało wojska czy straży zostało aby ich przypilnować. A niektórzy mówią, że to ci buntownicy jakoś przedostają się do miasta i rabują kogo się da. Też możliwe. Ja mam nadzieję, że tu nie dotrą. Chociaż wcale tak daleko od Marktplatz nie ma. A wy z regimentu Falkenhorst? A to nie słyszałem. - O sytuacji z walkami, rabusiami i chaosem w mieście to opowiedział całkiem chętnie. Podał więcej szczegółów niż Albert ale mniej więcej pasowało to do walki z buntownikami. Brzmiało jakby z powodu wici hrabiego i tych walk w mieście nie było już sił zdolnych do zapanowania nad rabunkami i przemocą. Tego napadu to zdawał się obawiać tak samo jak Albert. Thiemo popatrzył pytająco na swojego towarzysza czy coś jeszcze chce zapytać czy to już koniec wizyty.
Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zajazd “Czerwone koło”
Czas: 2521.05.05; Festag; południe
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)
Stefan, Wieselowie i oficerowie
- Żołnierzu. Co ty mi tu za dyrdymały opowiadasz? Myślisz, że oficerowie będą na ciebie czekać? - Sierżant rzekł jakby nie mógł się zdecydować czy bardziej go zirytowały czy rozbawiły słowa potencjalnego rekruta. - Rozmówisz się z naszymi oficerami i im się będziesz tłumaczyć. Za pacierz będziesz z powrotem i wtedy biegaj sobie gdzie chcesz. - Aż zmrużył oczy na to, że musi tłumaczyć takie oczywiste dla niego rzeczy. Chyba jednak uznał, że dla tak cennego kandydata to może to zrobić. - Dobra jednego poślij gdzie tam chcesz, niech im powie, że się he he trochę spóźnisz. - W końcu jakby w przypływie wspaniałomyślności, zgodził się aby jeden z Wieselów został odesłany. Niecierpliwie czekał aż to się stanie po czym dał znać, że drugi z nich i sam Stefan ma podążać za nim. Przeszli przez półotwartą bramę i szybko przekroczyli dziedziniec zajazdu. Sierżant szedł dziarskim tempem więc Stefan miał tylko rzut oka tam i tu zanim weszli do środka. Widział kilka rozpalonych ognisk i jak przy nich się grzeją, jedzą i odpoczywają wojacy. Paru z nich spojrzało w ich stronę ale widocznie nie wywołali jakiejś sensacji. Wyglądało na to, że mają tu zaimprowizowany obóz. W narożniku muru stała drewniana stajnia a przez otwarte wrota też było widać jakieś sylwetki. Ale pod ostrym kątem więc słabo. Zresztą po chwili weszli do samego zajazdu. Pokazał się spory hall i schody na piętro. Na workach i skrzyniach siedziało kilku żołnierzy a jeden z nich stał przed drzwiami po lewej. Przy tych po prawej, nikt nie stał. Ale grupka wojaków i tak miała dobry wgląd na cały hal. Spojrzeli na sierżanta i pozdrowili go skinieniem głów. On zaś odwrócił się do obu kandydatów. - Poczekajcie tu. - Polecił im krótko a sam bez pukania wszedł do środka. Przez moment Stefan widział tam jakieś sylwetki stojące przy stole i już się drzwi zamknęły. Czekał tylko chwilę nim się otworzyły ponownie i krewki sierżant z wilczym uśmiechem zachęcił ich aby weszli do środka.
- Możecie wejść. Nasza porucznik was przyjmie. - Odsunął się aby mogli wejść do środka. A tam była główna izba zajazdu. Wciąż stało tu wiele zbitych z grubych desek stołów i ław. Większość była pusta. Ale w rogu, jeden został przerobiony na punkt opatrunkowy bo leżał na nim jakiś nieszczęśnik. Sądząc po wrzaskach i charakterystycznych szczypcach to łapiduch próbował mu coś wyjąć z rany. Ze dwóch innych rannych żołnierzy siedziało niemrawo opartych o ścianę i chyba czekało na swoją kolej. Wrzaski i jękich rannych naturalnie przykuwały uwagę ale tylko na chwilę. Sierżant nie zwrócił na nich uwagi tylko podprowadził dwóch nowych do grupki przy stole w jednej z alków.
- Pani porucznik. To jest właśnie ten chwat co się chce do nas zaciągnąć. Mówi, że umie czytać i, że już służył w Stirlandzie. - Podoficer z dumą wskazał na Stefana. Zwracał się do młodej, szczupłej kobiety o czarnych włosach. ByŁa w ciemnych bryczesach do konnej jazdy, u pasa miała miecz a za pasem pistolet. I brygantynę w czarno-białej kratownicy Ostlandu. Przyjrzała się im obu, głównie Stefanowi.

link: https://i.imgur.com/SUghLAw.jpeg
- No proszę. - Pokiwała głową i zapewne wcześniej sierżant musiał jej chociaż pobieżnie przedstawić czego dowiedział się od rozmówców przy bramie. - I czytać umiesz? - Uniosła brwi i odwróciła się na chwilę w stronę stołu. Zrobiła przyzywający gest dłonią i któryś z jej towarzyszy podał jej jakąś małą księgę. Na chwilę Stefanowi mignęła okładka więc widział, ze to jakiś śpiewnik. Oficer bez wahania otworzyła go na jakiejś stronie, zerknęła i podała rozmówcy. - To czytaj. - Widocznie chciała sprawdzić czy naprawdę umie czytać. On zaś zobaczył na stronie jedną z popularnych pieśni ku czci Ulryka. Ta była o wilczym zewie jaki miał pomóc wiernym w zniszczeniu wrogów przez siłę Władcy Zimy. Oprócz niej przy innych stołach też siedziało po kilku żołnierzy. Jednak po dwa, trzy stoły dalej od alkowy zajmowanych przez oficerów. Część z nich zerkała ku nim z zaciekawieniem.
Mecha 53
Przekonywania sierżanta przy bramie (OGŁ + Przekonywanie)
Stefan OGŁ 35
Przekonywanie II +10
Dziwna prośba -10
Ranga 2 -25 (razem 35+10-10-25=10)
Sierżant OGŁ 45
Skill +10
bliski do kwatery +10
Ranga 3 -20 (razem 45+10+10-20=45)
Przekoywanie sierżanta: 50+10-45=15; rzut: https://orokos.com/roll/1079369 25; 15-25=-10 > remis = sierżant zgadza się na odesłanie jednego Wiesela
Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; Wendorf; zakład balwierski
Czas: 2521.05.05; Festag; południe
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie, umi.wiatr; chłodno (0)
Tobias, Beth, lady Silvia i Magda
Po chwili namysłu, Tobias zdecydował się przyjąć zaproszenie od młodej nieznajomej. A Beth podążyła za nim. Przeszli przez ten zdewastowany salon balwierza aż na zaplecze. Krótki korytarz i znaleźli się w przyjemnie oświetlonej świecami łaźni. W nozdrza bił przyjemny aromat kosmetyków, tak drastycznie odmienny od ostrego zapachu spalenizny, szarzyzny i błota na zewnątrz. W tym ciepłym blasku i aromatach, można było zapomnieć, że na zewnątrz jest rozgardiasz.
- Milady, goście przyjęli zaproszenie. - Oznajmiła ta młoda brunetka do kobiety jaka siedziała w wannie. To była ładna, droga wanna. Taka biała, na nóżkach. Zwykle szlachta i bogacze mogli sobie na takie pozwolić. Albo zawodowe łaźnie jakie stać było na takie luksus. To wszystko jednak uciekło Tobiasowi, gdzieś w dal bo od razu rozpoznał kobietę w tej drogiej wannie. To była ta wiedźma z lasu. Teraz siedziała sobie spokojnie w kąpieli. Widać było jej ciemne, mokre włosy, pełne usta, wilgoć na gładkich policzkach, łabędzią szyję i nagie barki. A to co niżej, skrywała piana.

link: https://i.imgur.com/GgqDWLk.jpeg
- Witajcie moi drodzy. Cieszę się, że przyjęliście moje zaproszenie. Nie obawiajcie się. Póki jesteście moimi gośćmi nie stanie się wam tu nic na co nie mielibyście ochoty. A dobro i wygoda moich gości to priorytet dobrej gospodyni. Magdo poczęstój naszych gości. - Kobieta zachowywała się swobodnie i z godnością wielkiej damy. Chociaż była w kąpieli. Jej służka uśmiechnęla się uroczo do niej, do obojga gości i podeszła do jakiejś szafki. Przyniosła z niej tacę a na niej była misa z gruszkami i jabłkami, kawałki ciasta i słodkie rogaliki a do tego wino. Dziewczyna postawiła na stołku aby goście mogli się poczęstować a sama zaczęła nalewać wino do czterech kubków. Te wyglądały dość zwyczajnie, chociaż z na glinianej powierzchni, było widać ładnie namalowane kwiaty.
- Nasi goście mogą mieć pewne wątpliwości co do naszych intencji Magdo, więc poczęstuj się pierwsza. - Milady zwróciła się do swojej służki. A ta pokiwała głową i jak już podała jej kubek z różami to ostatni wzięła dla siebie. I upiła z niego łyk.
- Jeśli nie lubicie wina jabłkowego to mamy jeszcze wiśniówkę i śliwkówkę. - Służka uśmiechnęła się do nich życzliwie i wskazała na szafkę z jakiej wzięła tacę. Tam faktycznie stały jeszcze ze trzy inne butelki.
- Masz piękną towarzyszkę Tobiasie. Jak masz na imię dziewczyno? - Milady zwróciła się do ciemnowłosej Hochlandki.
- Beth milady. Znaczy… Elisabeth. Ale wszyscy mi mówią Beth. - Łuczniczka odchrząknęła zanim odpowiedziała. I wydawała się być onieśmielona bliskością obcej szlachcianki.
- Piękne imię, dla pięknej kobiety. - Milady wezwała ją gestem do siebie. I po chwili wahania dziewczyna nachylila się nad krawędzią wanny. Mokra dłoń o zadbanych, pomalowanych na liliowo paznokciach delikatnie dotknęła jej policzka. Hochlandka cicho westchnęła jak od pieszczoty kochanka. - I masz piękne włosy Beth. Ale trochę ci się splątały. - Milady przesunęła dłoń na prawie czarne włosy łuczniczki i złapała za jeden z jej kosmyków jakby chciała jej pokazać o czym mówi. Beth znów cicho westchnęła ale tym razem z żalu nad tym nieładem. - Może idź do Magdy. Ona ci wyszczotkuje włosy. Zna się na tym i ma bardzo dobrą rękę do tego. Uwielbiam gdy mnie szczotkuje, to prawdziwa przyjemność, można zapomnieć o całym świecie. - Milady wskazała jej na swoją służkę. A ta uśmiechnęła się do łowczyni. Ta pokiwała głową i szybko podeszła do niej. Tobias widział jak siada na stołku a brunetka rzeczywiście staje za nią i zaczyna ją czesać. Coś zaczęły mówić o włosach, ich myciu i tak dalej, jakby całkiem je to pochłonęło.
- Oh nie obawiaj się Tobiasie. Nie stanie się jej tu żadna krzywda. Póki jesteście moimi gośćmi. I będziecie zachowywać się stosownie. Ale to z tobą chciałam porozmawiać. - Sięgnęła po swój kubek z różami.
- Jestem lady Silvia. Nasze pierwsze spotkanie wyszło nieco niefortunnie. Cieszy mnie, że obecnie udało nam się porozmawiać w dużo bardziej cywilizowanych warunkach. Choć nadal dość prymitywnych jak widzisz. - Lekko wskazała mokrym palcem na tą łaźnię. Na oko Tobiasa to wyglądała całkiem niczego sobie. Z kafelkami na podłodze, roślinami w doniczkach tam i tu, porcelanową wanną… Normalnie to musiałby pewnie nieco wysupłać monet ze swojej sakiewki aby sobie pozwolić na taki luksus. Zwykłe balie w tawernach lub jakaś łaźnia publiczna, były o wiele tańsze. Milady pozwoliła mu się rozejrzeć nim nie uniosła kubka w niemym toaście i przez chwilę widział jej niesamowicie głębokie, czarne oczy. W te oczy można było się wpatrywać bez końca.
- Nie jestem twoim wrogiem Tobiasie. Ani waszym. Ta cała wasza wojna, w ogóle mnie nie interesuje. To nie jest moja sprawa. - Teraz zaczęła mówić jakby była gotowa przystąpić do właściwej części rozmowy. - Jestem tu dla pewnego maga w czerwonej szacie. Wiesz którego. - Na chwilę spojrzała na niego, jakby chciała sprawdzić czy dobrze się rozumieją. Ale nie było trudno domyślić się, o którego maga chodzi. W ciągu ostatnich tygodni, do regimentu dołączył tylko jeden mag i właśnie miał czerwone szaty. - Jeśli uda mi się zaprosić go na rozmowę i spotkać się z nim, tak jak choćby teraz z tobą. Ale on cały czas się chowa przede mną za waszymi plecami. A jeśli się z nim spotkam, to ja i wy, przestaniemy sobie więcej wchodzić w drogę Tobiasie. Takie przykre sprawy jak wówczas w lesie, przestaną mieć miejsce. Ale póki ten mag jest z wami, no niestety będę zmuszona działać dalej aby wykonać swoje zadanie. No i wtedy nasze spotkania mogą nie być tak przyjemne jak teraz. - Przedstawiła o co jej chodzi. I westchnęła smutno na myśl o tym scenariuszu gdzie musieliby się spotykać jako wrogowie. Lekko spojrzała na dwie pozostałe kobiety. Beth dalej siedziała na stołku a Magda ją czesała. Śmiały się i żartowały jakby były na zwykłej wizycie u balwierza.
- Chyba lepiej abyśmy zostali przyjaciółmi nieprawdaż? Sam widzisz, że może to być całkiem przyjemne Tobiasie. - Lekko skinęła głową i uśmiechnęła się powabnie. Znów obdarzyła go spojrzeniem tych swoich pięknych oczu. - Poza tym widzisz, że mam swoje możliwości. Nie muszę cię pytać o imię bo mam swoje sposoby aby się tego dowiedzieć. Znaleźliście spalony zajazd przed miastem a teraz pustą bramę. Zastanawiacie się co się stało. A ja wiem albo mogę się dowiedzieć. Po co macie główkować? Mogę wam pomóc. Przyjaciołom, sojusznikom, mogę pomóc. Możemy sobie pomóc nawzajem Tobiasie. Ty pomożesz mnie, a ja pomogę tobie. Nie chciałbyś wrócić do swoich towarzyszy z rozwiązaniem zagadki? Pomyśl jakie wrażenie by to na nich zrobiło. Jak urosłoby ich uznanie dla ciebie. - Uniosła swoje wypielęgnowane brwi aby to podkreślić. I dała mu chwilę na zastanowienie. - I nie miałbyś się ochotę odświeżyć? Porozmawialibyśmy na spokojnie. Bez pośpiechu i pochopnych decyzji. A woda taka przyjemna a Magda ma takie utalentowane dłonie. I nie tylko dłonie. - Brunetka czesząca Beth, usłyszała swoje imię i spojrzała wprost na łucznika. I posłała mu zalotnego całusa.
Dzięki za info i robotę. I powodzenia.
Tak, u mnie w porządku i jestem
Czekam na komplet postów
Poza tym na urlopie to ma mniej czasu na pisanie.
Czołem!
Post poszedł. Przepraszam za pościg w tym tygodniu jest u mnie słabo z czasem i w najbliższym czasie raczej się nie poprawi.

Jako, że i tak już wyszedł mi straszny monolog to nie zadałem jeszcze jednego ważnego pytania sierżantowi/ wartownikom:
-Mianowicie co się dzieje w mieście? Jest jakaś rebelia? Siły chaosu?
Jak możesz to edytuj swój post o to pytanie.Pytanie Stefan zadałby najchętniej wartownikom, chyba że sierżant przyjmie jego prośbę o czas na załatwienie poprzedniej sprawy bardzo łagodnie to spyta się i jego.
Jeśli będzie straszna draka z tym, że nie chcemy iść rozmawiać z oficerami to Stefan zaoferuje kompromis w postaci odesłania Wiselów z psami do naszych ludzi a on pójdzie na rozmowę, może zaoferować od razu także pomoc przy rannych i chorych regimentu jeśli(niemal na pewno) tych regiment ma. Wisielom każe wtedy wrócić do reszty i powiedzieć im co i jak.
A Mistrzu rozmawialiśmy wcześniej o rozwinięciach na PW. Stefan wziąłby rozwinięcie INT.
zdecydowanie:
b) iść do magazynów zbożowych i/lub piekarni Hempego (ok 10-15 min)także, pisać jak poprzednio same pytania i w tej samej konwencji pisać post, czy może jakiś dialog robić w 'Bastion 2521 - pogadanki'?
jak daleko mogę się posunąć w historii (nie pytam o to co może się zdarzyć)? czy pisać coś o powrocie do Kolesnikova i jak jedzą obiad, czy takie rzeczy to raczej w deklarkach jako jedna z wielu możliwości?
Z doc to zależy jak leży. Jutro jeszcze mogę coś odpisać. W pt to jest mój lotniskowy dzień więc raczej mnie nie będzie na pisanie.
Z akcją to spoko możesz napisać, że ruszacie do wybranego miejsca i jakieś ewentualne gadki po drodze. Miejsce to już ja bym wolał opisać.
Z powrotem do bramy to albo-albo. Czyli albo wracacie do bramy albo idziecie na wybrany adres.
Tura 79 - 2519.07.29; ab; popołudnie
Oki, to mój misiowy post jest
To termin na odpis powiedzmy do pt. 08.07.
Uprzedzam, że w ten weekend zaczynam urlop więc może się to odbić na moich odpisach.
Stan HP
Otto 13/13 (zdrowy)
Egon 13/17 (draśnięty)
Heinrich 12/12 (zdrowy)
Ekipa Egona
Lars 5/17 (s.poważny; -20)
Astrid 7/15 (s.poważny; -20)
Silny 12/17 (s.ranny; -10)
Rune 9/15 (s.ranny; -10)
Stan PD
Egon 10 PD za terminowy post
Egon 10 PD za decyzyjność w sprawie walki na brzegu
Egon 20 PD za przetrwanie walki z orkami
Egon 10 PD za zrobienie dobrego wrażenia na lady Froyi
Egon 10 PD za udział w burzy mózgów w szalupie
Egon 10 PD za robienie wrażenia wieściami o walce, na pokładzie "Jutrzenki"
Egon 30 PD za barwną imprezę integracyjną w kajucie
Egon 10 PD za wstępne zjednanie Jutty kultystom
Heinrich 10 PD za terminowy post
Heinrich 10 PD za rozmowę z Tobiasem
Heinrich 10 PD za chęć pomocy Tobiasowi przy rysowniczce
Otto 10 PD za terminowy post
Otto 10 PD za doradztwo Teofano w sprawie Geli i innych
Otto 20 PD za scenkę z Teofano w hospicjum
Otto 20 PD za rozmowę z Odette w teatrze
Otto 20 PD za rozmowę u von Neuhoffów
Otto 5 PD za impresoriowanie Odette podczas wizyty
Razem:
Otto 2760 + 85 = 2845 PD
Egon 1915 + 110 = 2025 PD
Heinrich 1275 + 30 = 1305 PD
Wszyscy
Oki, to w poprzedniej turze minął środek dnia i obecnie mamy popołudnie Aubentag (2/8).
@Egon
Po imprezie integracyjnej jest ciąg dalszy na dziobie. Tylko pogadankowy i bez ekscesów. Humory towarzystwu dopisują. Na dziobie są kultyści. Ale w pobliżu jest trójka Gezackta i wioślarze. Jutta kręci się gdzieś przy rufie.
Po jakimś czasie na dziób przychodzi Jutta. I pi x oko mówi czego się wieczorem spodziewa w "Łabędziu". No i jest okazja pogadać także z nią.
@Heinrich
Tobias wprowadza Heinricha na Akademię, po drodze tłumacząc mu co jest co. Ogólnie na korytarzach dominują żakowie i jest środek dnia na uczelni.
Później Tobias przyprowadza Heinricha do garderoby modelek gdzie urzęduje Łasica. Przygotowuje się do występu, zmieniając nieco swój wygląd. No i jest okazja pogadać we trójkę lub z Łasicą jeśli Tobias pójdzie.
@Otto
Otto dociera do "Wesołej mewy" ale tam od Corette dowiaduje się, że Łasicy nie ma. I jak już to prędzej będzie wieczorem jak wróci z Akademii. Może dla niej zostawić ustną wiadomość.
Potem Otto dociera do apteki. A tam zastaje Sigismundusa i ekipę. Więc się witają, przeżywają co się działo jak go nie było no i jest okazja pogadać.

Tura 79 - 2519.07.29; ab; popołudnie
Miejsce: Nordland; rzeka Salt; między Neus Emskrank a “Błękitny łabędź”; barka “Poranna jutrzenka”; główny pokład
Czas: 2519.07.29; Aubentag; popołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; powiew; chłodno (0)
Egon i ekipa
Nawet jak już czwórka kochanków wyszła z kajuty to humory dopisywały. Wygladało na to, że wspólna integracja udała się i wszyscy zapałali do siebie życzliwością i sympatią. Zresztą w klaustrofobicznej kajucie miejca dla czterech osób nie było a po tak intenswnych namiętnościach to zrobiło się duszno. Więc wyjście na świeże powietrze było całkiem przyjemne. No i w końcu prycza nie wytrzymała takiego podłego traktowania i mocowanie puściło, zwalając kto tam był na podłogę. Po chwili zaskoczenia, koleżanki potraktowały to jako dowód na to, że się tu wszyscy uczciwie spocili nad tą integracją.
- U nas mówi się, że jak łoże pęka od miłości to dobrze wróży związkowi. - Astrid chociaż była najbardziej obolała z całej czwórki to znalazła w tym jakąś poetycką mądrość ze swojej ojczyzny. Teraz zaś było słychać stukanie młotka gdy któryś z marynarzy Wagnera naprawiał tą prycze. Jeszcze trzeba było chociaż z grubsza doprowadzić się do porządku. Zwłaszcza dziewczętom na tym zależało. Ale ubierały się i poprawiały włosy w radosnej atmosferze. Burgund skorzystała z okazji aby pokazać zawartość swojego miłosnego zestawu podróżnego koleżankom.
- Ty zabierasz takie rzeczy na drogę? - Mytniczka wydawała się tak samo zdumiona tymi zabawkami jak wcześniej Egon. Wzięła w jedną dłoń skórzane kajdany a w drugą jeden z knebli.
- No pewnie. Nie bój się Jutta, tu nie było miejsca i czasu ale wieczorem to się tym pobawimy z tobą na całego. - Łotrzyca uspokoiła ją i chociaż zanosiło się na jeszcze większe i intensywniejsze harce niż w tej klitce, to celnik uśmiechnęła się promiennie.
- Ale będzie mi się dłużyć do tego wieczoru! - Roześmiała się i wrzuciła zabawki z powrotem do worka rudowłosej. Potem wyszli wreszcie na pokład. I wydawało się, że wszyscy się na nich patrzą. Wagner na nadbudówce, jego marynarze, trójka Gezackta no i trójka kultystów na dziobie. A może tylko im się tak wydawało? A na dziobie mogli jeszcze raz poprzeżywać razem ze swoimi towarzyszami, poprzeżywać te harce.
- Głośnoście zakładali te bandaże. - Lars skrzywił się w złośliwym uśmiechu. Leżał na beli materiału jak na materacu. Był już bez kolczugi, kubraka. Koszulę też mu ktoś ubrał nową bo nie było widac cięć i krwawych zacieków.
- I jak ta Jutta? - Annika też była ciekawa jak się sprawiła nowa znajoma.
- Właśnie. Opowiadajcie jak było? Nada się ta w spodniach do czego? - Silny ponaglił kamratów aby podzielili się wrażeniami. Tutaj przynajmniej Burgund nie trzeba było dwa razy prosić bo ze swadą cwaniary z ferajny opisała chociaż część soczystych kawałków.
- Powiem wam, że jakby pewnego dnia Jutta chciała zostać uczciwą ladacznicą to w każdym zamtuzie by ją przyjeli z otwartymi ramionami. - Zaśmiała się radośnie co wywołało sprośne śmiechy u kolegów i koleżanek. Nawet część tych opowieści podekscytowała czekającą trójkę. Z jednej strony trochę chyba zazdrościli, że ich tam nie było w tej kajucie a z drugiej tym bardziej oczekiwali wieczornej wizyty w “Łabędziu”.
- Jej. To się zabawiacie jak ja i Marissa z naszą milady. Tylko jak u nas to bez mężczyzn. Chyba, że u lady Priory. - Czarnowłosa pokojówka bretońskiej szlachcianki była pod wyrażnym wrażeniem wyczynów czwórki z kajuty.
- Oh na pewno. Swojej milady nie musisz się wstydzić. Jestem pewna, że zniosłaby naszą trójkę przynajmniej tak dobrze jak ta rzeczna ladacznica. - Rudowłosa na swój sposób uspokoiła ją. Chociaż uwaga była sprośna i dla każdej szlachcianki powinna być haniebna. Ale w ich spiskowej rodzinie, wszyscy znali mroczne upodobania alabastrowej damy. - Swoją drogą Egon. Co myślisz aby się z Fabi tak po powrocie nie zabawić? Ty, ja i ona. I może jeszcze Łasica. Ona lubi takie zabawy to też powinno wyjść ciekawie. - Wesoło zaproponowała kamratowi takie małe spotkanie z udziałem lady von Mannlieb.
- No popatrz jaka obrotna ta rzeczna suka. Figluje jak ladacznica. Dobrze! Będzie co z nią wieczorem robić. Kobieta jaka potrafi zadbać o mężczyznę to dobra kobieta. A mówisz Egon, że ona potrafi? Do kroścet, mogłem pójść z wami. Jeszcze jeden to by się tam zmieścił. - Silny też pluł sobie teraz w brodę, że tak łatwo zrezygnował z udziału w tej integracji z mytniczką.
- Ty to będziesz mógł z nią pofiglować. A ja to tak jak Astrid. Ale bym chciał aby mi dobrze zrobiła ustami. Mytniczka to mi jeszcze nie robiła. Właściwie to jakiejś celnik to w ogóle nie miałem. I do tej pory nawet nie miałem ochoty. Większość to mężowie a niewasty to wredne i szpetne. Ona jest pierwsza jaką widzę co jest ładna i zgrabna. - Rune też zazdrościł tym co go ominęło w kajucie. Ale chociaż miał nadzieję, że może wieczorem uda się zapoznać lepiej z szatynką w spodniach. Wciąż ją widzieli ale na razie po opuszczeniu kajuty, trzymała się bliżej rufy “Jutrzenki”. Chociaż jak się skrzyżowali spojrzeniami to się do nich przyjemnie uśmiechała. Poraniony przez orków weteran, popatrzył pytająco na Egona i koleżanki czy uważają, że wieczorem mógłby mieć okazję do takiej integracji.
- Chciałabym mieć ją w swojej świcie. Jest zgrabna i namiętna. I potrafi okazać szacunek swojej milady i jej przyjaciołom. Oh pomyślcie! Jakbym tak mogła jej wsadzić w nią te wszystkie zabawki co w nią wsadzaliśmy. Pozwoliłabym jej całować swoje stopy i pokazać jak mi dogadza tymi swoimi ustami. Wszyscy bracia i kuzyni by mi zazdrościli takiej niewolnicy w świcie. Potem chcieliby ją ode mnie odkupić. Ale ja bym się nie zgodziła. Nie jestem głupia. Jakbym chciała sobie któregoś zjednać to bym ją posłała aby się nim zajęła tak jak teraz Egonem i nami. Oj miałabym z niej pożytek. No i przyjemność. I satysfakcję. - Astrid snuła senne marzenia o roli jaką widziała dla Jutty u swojego boku. Położyła się na beli sąsiedniej do Larsa i wydawało się, że po ranach od orków i świeżych miłosnych zmaganiach, jej ciało domaga się odpoczynku. - Egon jak myślisz? Jak ją zapisać w naszej sadze? Chciałbyś aby z tej kajuty coś by w niej uwiecznić? - Nie zapomniała o swojej roli skalda i była ciekawa czy kolega ma jakieś życzenia co byłoby warte upamiętnienia.
- Zobacz. Mówiłam ci, że teraz będzie dla nas milutka. - Łotrzyca szepnęła do kolegi. A obserwowali jak mytniczka przyniosła koce aby okryć nimi Larsa i Astrid. Pospali się w końcu na tych belach materiału na jakich leżeli. A to jakby dało celnik pretekst aby przyjść w stronę dziobu. Pierwszy raz odkąd się rozstali po wyjściu z kajuty.
- Rozmawiałam z Wagnerem. Już naprawili tą pryczę. Więc jak Astrid się obudzi i by miała ochotę to może się tam przenieść. - Wskazała wzrokiem na śpiącą blondynkę. Celnik wydawała się wciąż im rada ale jakby trochę skrępowana wzrokiem i szeptanymi komentarzami tych co nie było w kajucie. - Do “Łabędzia” pewnie dopłyniemy trochę przed zmierzchem. Jak nic się nie wydarzy. Może być tłoczno. Przez te napady na rzece to niektórzy wolą przeczekać albo w Saltmundzie, albo gdzieś w tawernie na rzece albo Neus Emskrank. Mnie jako urzędnikowi przysługuje nocleg. Ale jak będzie ciasno to nic nie poradzę. Wątpię aby udało mi się umówić pokój dla nas wszystkich. - Powiodła wzrokiem po zebranym na dziobie towarzystwie. Nawet bez trójki Gezackta to było ich z pół tuzina. To musiałby być spory pokój, przeznaczony dla całych grup, aby mógł ich pomieścić. - Ale może uda się wynegocjować nocneg na poddaszu stajni. - Znów wróciła wzrokiem do gladiatora i łotrzycy.
- Mamy spać w stajni? A po co? - Portowa dziewczyna wyglądała na zdziwioną takim pomysłem.
- Bo jest tam sucho i ciepło. I jak jest duży tłok to tam właśnie wynajmują poddasze. Ja nie wiem czy dam radę wynająć wszystkie miejsca. Pewnie nie. Przysługuje mi tylko jeden darmowy nocleg, może pokój na dwa, cztery miejsca. Ale na więcej to byłby kłopot. Tak tylko wam mówię, że moglibyście popytać czy nie da się w tej stodole nocować. Tam normalnie są tylko konie. I może posługaczka co się nimi zajmuje. Więc może by się udało, że nikt by nam nie przeszkadzał. - Celnik widocznie miała dużą lepszą orientację w warunkach panujących w rzecznym zajeździe do jakiego zmierzali. I przemyślała sobie jak można by zorganizować sobie tam wygodny nocleg.
- Ja tam mogę spać w pokoju a mogę spać i w stajni. Ale jakbyśmy spali w tej stajni to przyjdziesz do nas? Chyba byliśmy umówieni na drugą rundę? - Rudowłosa starła niewidzialny pyłek z ramienia rzecznej urzędniczki.
- O tak! Oczywiście. Bardzo chętnie. Po prostu wątpię aby poza tym strychem stodoły, udało nam się zorganizować jakiś nocleg aby pomieścić nas wszystkich. - Brzmiało jakby brunetka główkowała jak można by sprawniej zorganizować kolejne spotkanie dziś wieczorem.
- Ja tam mogę spać gdziekolwiek. Ale powiedz Jutta. Te napady piratów na rzece to często się tu zdarzają? - Lars zapytał ze swojego improwizowanego posłania.
- No zdarza się ale niezbyt często. Częściej już na morzu. Zwłaszcza piraci napadają na pielgrzymów pływających do Manannsheim. A wiecie to znany klasztor to uważa się, że każdy prawdziwy wierny Manannowi chociaż raz w życiu powinien odwiedzić jego świątynie w Marienburgu, Erengradzie albo właśnie w Manannsheim. U nas w Nues Emskrank to najpopularniejsze miejsce pielgrzymek morskich. Bo bliżej niż do dwóch pozostałych. Ale z całego Nordlandu przyjeżdżają do nas a potem biorą rejs na ten klasztor. I właśnie na nich napadają piraci. - Celnik okazała się całkiem nieźle zorientowana co jest piracką normą w tej okolicy. Dyplomatycznie nie wspomniała, że tu, w północnym Imperium, najczęściej pobratymców Astrid i Larsa uważa się za morskich łupieżców. No i może jeszcze elficcy korsarze mieli podobnie zszarganą opinię w tej materii.
Mecha 79
Leczenie ran na “Jutrzence”
Egon 12>13/17 (s.draśnięty; 0)
Lars 4>5/17 (s.poważny; -20)
Astrid 6>7/15 (s.poważny; -20)
Silny 11>12/17 (s.ranny; -10)
Rune 8>9/15 (s.ranny; -10)
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; ul. Gnojna; apteka Sigismundusa
Czas: 2519.07.29; Aubentag; popołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; powiew; chłodno (0)
Otto i apteczna ekipa
- Nie ma Łasicy. Teraz to pewnie gołymi cyckami w Akademii świeci. - Mniej więcej taką, frywolną odpowiedź Otto usłyszał, od Corette. Nie było trudno zgadnąć, dlaczego biuściasta, wesoła, blondynka jest ulubioną kelnerką obu łotrzyc. I stałym ich kontaktem w “Mewie”. To Cori można było zostawiać jakieś wiadomości dla obu kultystek. Teraz wydawała się być rozbawiona, że obie jej kamratki, znalazły robotę modelek w tak szacownym miejscu jak Akademia Morska. - Ale wieczorem zwykle wpada na kolacje i harce. No chyba, że coś jej akurat wypadnie, że nie wpadnie. - Dodała jakby chciała pomóc ich koledze w nawiązaniu kontaktu z fioletowowłosą łotrzycą. Mogła jej przekazać wiadomość ale na razie jej nie było a do wczesnego wieczoru gdy pewnie kultystka mogłaby się pojawić to jeszcze brakowało ze dwóch, trzech dzwonów. W końcu więc jednooki zdecydował się pójść do Południowej Dzielnicy, gdzie Sigismundus miał swoją aptekę.
Po drodze miał czas dla siebie. Jak choćby wizytę u von Neuhoffów. Niestety zabawa z dwiema szlachciankami miała swoje ograniczenia, także czasowe. W końcu ile czasu można oglądać zielnik albo pudrować nosek? Niemniej jednak najpierw wrócili do Roberta we dwójkę z Benitą gdy Odette rzeczywiście na chwilę poszła do łazienki. Na pożeganie zabawy w małej bibliotece, bezwstydnie wytarła mokre od śliny palce w dekolt koleżanki. Przy okazji z lubością go ugniatając.
- Oddie! Co ty robisz?! - Gospodyni syknęła cicho z zaskoczenia na takie bezczelne zachowanie. Ale przecież nie była w stanie gniewać się na diwę którą tak uwielbiała i podziwiała.
- Ja? To ja się tak upaskudziłam? Ale nie przejmuj się Beni. Zapowiadam cię, że to tylko przedsmak tego co cię jutro czeka w mojej garderobie. - Okazywało się, że może i aktorka chętnie pozwalała się przywiązać do kamienia ofiarnego aby zostać spożytkowana przez stado zwierzoludzi lub gościć na sobie i w sobie ohydne czerwie ale nie przeszkadzało jej to bawić się w dominowanie swojej wielbicielki. Więc gdy wkrótce znów byli w komplecie w bibliotece Frau von Neuhoff odegrała zdziwioną minę gdzie tak się upaskudziło i przepraszając wszystkich wytarła wilgoć swoją jedwabną chusteczką. Robert wydawał się nieco tym zdziwiony ale przynajmniej przy gościach nie wnikał w temat niezdarności swojej żony. Cała wizyta przebiegała w przyjemnej atmosferze okrasznej nutką frywolności jaką z gracją i swobodą serwowała von Treskow.
- Uwielbiam te cygara. Są naprawdę wspaniałe. Takie aromatyczne i osobliwe. No i ten kształt. Uważam, że idealnie pasuje damie i w dłonie i usta. - Wydawała się być słodko niewinnie nieświadoma dwuznaczności swoich słów. Jednak krnąbrne spojrzenie wyraźnie sugerowało, że to żaden lapsus językowy. Oboje von Neuhoff wydawali się czuć całkiem swobodnie w takiej dyskusji więc rozmawiało się całkiem ożywczo i przyjemnie. No ale w końcu wizyta dobiegła końca. Pożegnali się z gospodarzami i mnich znów wsiadł do karety diwy a ta zapytała gdzie może go podwieźć.
Na razie jednak zaszedł przed zaniedbaną furtkę. I gdy przez pręty zdjął blokadę mógł wejść do środka. Ujrzał ten sam widok co zwykle. Zabagnione podwórze pełen gnijących odpadków i rozpadających się gratów. Obraz upadku dla większości społeczeństwa. Ale ogród kwitnącego nowego życia dla nurglity. Mnich musiał jeszcze pokonać to błoto aby dostać się do kuchennych drzwi. I tam zastukać sygnałem kultu. Przez chwilę nic się nie działo. Aż usłyszał, lekkie, szybkie kroki. Pewnie ktoś wyjrzał aby sprawdzić kto puka. I wtedy drzwi się otworzyły. Okazało się, że to była Lilly. Póki nie zadarła spódnicy to wyglądała jak młoda i urodziwa mieszczka.
- Otto! Wchodź, wchodź. Nie uwierzysz co się stało. - Zaprosiła go od razu ale poczekała aż wejdzie do środka i będzie mogla zamknąć drzwi. Od razu dało się zauważyć, że jest radosna i podekscytowana. - Wujaszek Sigismundus wrócił! Siedzą i gadają z Raisą. Dorna też z nami jest. - Odmieniec uprzedziła go czego powinien się spodziewać na zapleczu. I poprowadziła go właśnie tam. Już przez zamknięte drzwi usłyszał wesoły, rubaszny głos aptekarza i skrzeczący norsmeńskiej wiedźmy a z góry kroki. A po chwili już byli w kanciapie aptekarza.
- Ah! Złoty chłopcze! Jak dobrze cię znów widzieć! - Zawołał grubas gdy go zobaczył. Wstał, podszedł i uściskał go jak wuj swojego siostrzeńca. Na stole były półmiski i talerze z prostym poczęstunkiem. Chleb, ser, wino i ryby. Chyba chociaż część z tego sam parę dni kupował Dornie. Ona sama też siedziała przy stole i posłała mu skromny ale ciepły uśmiech. Była wśród swoich więc miała zdjęty kaptur. I jej kolczasta sromota i nienaturalna, szarozielona cera była wyraźnie widoczna. Gdy już się przywitali to z początku gospodarz całkowicie przytłoczył rozmowę swoimi uwagami i pytaniami.
- Zobacz mój złoty chłopcze! Zobacz! Widziałeś to cudo?! - Grubas wskazywał na obły kształt jaki jeszcze leżał na stole. Błyszczący od lepkiej wilgoci jaką zostawiał dookoła. Jak podszedł bliżej to nawet wydawało się, że coś tam wewnątrz powoli pulsuje. Oczywiście mnich rozpoznał muszego czerwia. A sądząc po wielkości to musiał być ten od Fabienne. Robak widocznie już zdążył wyprodukować kokon i teraz się tam przepoczwarzał w dorosłą muchę. Ale Sigismundus to dopiero teraz pewnie dowiadywał się tego wszystkiego co go przez tyle dni nie było. A Otto dzień po dniu w tym uczestniczył więc nie miał takiej terapii szokowej jak starszy i grubszy kolega.
- To od tej Bretonki prawda? Cóż za wspaniała kobieta! Cudowna! Zobacz złoty chłopcze jaki cudowny owoc na świat nam wydała. Koniecznie trzeba jej kupić jakieś kwiaty, wino, słodycze czy co ona tam lubi! I zasiewać, zasiewać, zasiewać bez końca! Musi nam wydać jak najwięcej takich dorodnych owoców! - Grubas był zachwycony tym odkryciem. A gdyby czarnowłosa milady tu była to by pewnie ją uściskał i wycałował jeszcze goręcej niż Otto.
- Kwiaty to może nie. Ona jest mężatką. Mogłoby to być źle zrozumiane i narobić jej kłopotów. - Lilly odważyła się zwrócić mu praktyczną uwagę. Ale nie zepsuła tym humoru koledze. Raisa pokiwała mądrze głową.
- Tak, ja też to im mowiłam. Tak wyjątkową nosicielkę trzeba wykorzystać ile się da. A czas nagli to nie ma co jej oszczędzać. Zresztą, rozmawiałam z nią i ona bardzo sobie chwali te ciąże i jest chętna na kolejne. - Wiedźma w pełni zgadzała się z aptekarzem i tutaj nie miała zadnych wątpliwości, że dla hodowli to zbyt dobra okazja aby ją zaniedbać.
- Oh Otto zna ją najlepiej z nas to na pewno wie jak moglibyśmy się odwdzięczyć naszej płodnej dobrodziejce. - Grubas wskazał na mnicha jakby miał do niego pełne zaufanie co do znalezienia sposobu aby dyskretnie odwdzięczyć się milady za jej hojne dary. - I powiedz złoty chłopcze. Naprawdę zasiałeś lady Odette? Odette von Treskow? Najbardziej podziwianą i najpiekniejszą diwę po tej stronie Morza Szponów? Zasiałeś Słowika Północy? - Sigismudnus widocznie już o tym usłyszał od koleżanek. Ale nadal to mu się wydawało tak niesamowite, że musiał o to zapytać swojego ulubieńca. Tak go poniósł entuzjazm, że znów nie dał mu dojść do głosu. - Brawo! Brawo mój złoty chłopcze! Naszym maleństwom należy się to co najlepsze! Brawo! To było wspaniałe z twojej strony! Zuch chłopak! - Aż się wzruszył na myśl kto jeszcze został muszą matką. Znów mocno uściskał mnicha jak swojego bratanka.
- Ona nie rodzi tak dużych jak ta Bretonka. Ale i tak większe niż inne nosicielki. I ta z cukierni, też rodzi podobnie duże jak lady Odette. - Raisa doprecyzowała - Właśnie rozmawialiśmy dlaczego one rodzą te większe niż reszta. - Ostatnie rzuciła jako wyjaśnienie dla jednookiego.
- No tak. To fascynujące. Nietypowe. - Aptekarz spojrzał na nią i przytaknął. Wrócił na swoje miejsce i zapatrzył się w śliski kokon leżący na stole. W porównaniu do tych co do tej pory nazywali dużymi to wydawał się być monstrualny. Chociaż teraz czerw pewnie się zwinął i był krótszy i bardziej zbity niż taki dorodny szczupak jak w chwili porodu. Teraz w Sigismudnusie odezwał się hodowca i eksperymentator. - No cóż. Tak na gorąco to sądzę, że te duże i małe to rodzi większość nosicielek. Ale w zapiskach czcigodnej Mergi nie przypominam sobie aby to był górny limit. Więc możliwe, że jeśli trafi się jakaś wyjątkowo płodna nosicielka to może wydać na świat szczególnie dorodny owoc. Bo to raczej nie kwestia jaj. Wszystkie są takie same. To od nosicielki zależy jak duże urosną. - Wyglądał na podekscytowanego ale starał się skupić aby spróbować znaleźć rozwiązanie tej zagadki.
- Ale dalej się zgadza, że im większe czerwie tym dłużej je muszą nosić w sobie. Otto nie zapisał kiedy dokładnie zasiał lady Fabienne ale tak na oko to z tydzień minęło do porodu. Czyli dlużej niż te mniejsze wersje. I urodziła tylko dwa. Ale na szczęście nadal jest w ciąży więc ma w sobie kolejne. Tylko nie wiadomo kiedy je urodzi. Więc nawet jak ją dzisiaj zasiać to najprędzej urodzi za tydzień. - Raisa skrzeczała swoim starczym głosem. Jednak hodowlą dziedzictwa Oster była tak samo zainteresowana jak gospodarz.
- Może trochę szybciej. Bo przywiozłem to. - Sigismundus sięgnął do swojej torby i coś tam gwałtownie przewracał. Widać było, że goni go niecierpliwość i entuzjazm. W końcu wyjął jakiś mały dzbanek. Zdjął z niego materiał i pokazał zebranym co tam jest. Wyglądało jak jakiś gęsty, zielonkawy, śluz. Jak płynny miód. - Pamiętacie te odżywki jakie nam zostawiła czcigodna Merga? No to poprosiłem Kopfa o pomoc. Jego plemię zebrało mi składniki i jak miałem czas w tej jaskini to zrobiłem tą miksturę. Teraz nasze dziadki będą rosły jeszcze większe i szybciej niż do tej pory! Tylko trzeba to wlać w nosicielkę razem z jajami. Próbowałem tego na Loszce i tej idiotce z traktu. Całkiem już postradała zmysły. Można wlać tą odżywkę do strzykwy tak na dwa palce. I resztę wypełnić jajami jak do tej pory. Straty są na dopuszczalnym poziomie a szybkość i wielkość narodzonych maleństw jest warta tego ryzyka. - Wyjaśnił zebranym co jest w brązowym, glinianym dzbanku. I wreszcie usiadł dając innym dojść do głosu.
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Północna; ulica Akademii; Akademia Morska
Czas: 2519.07.29; Aubentag; popołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; powiew; chłodno (0)
Heinrich, Tobias i Łasica
Dla metalowej nogi Heinricha to Akademia byłaby zbyt daleko. Ale na szczęście mogli tam pojechać dorożką, jaką Tobias wynajął aby tu na szybko przyjechać. Jego kolega wydawał się być bardzo kontent, że były łowca zgodził się pomóc w sprawie zagadkowej rysowniczki. - Dobrze, bo właśnie przerwa obiadowa się kończy. To w sam raz trafimy na popołudniowe zajęcia. - Mówił jakby im się udało płynnie wejść w rytm uczelni.
- A swoją drogą. Zastanawiałem się kolego nad tymi snami. Może porozmawiać z tą kapłanką lady Sorii? Co prawda nie mówi po naszemu. Ale dzięki Priorze czy Fabienne chyba powinno udać się z nią porozmawiać. No a z tego co zrozumiałem to ona się specjalizuje na snach i wizjach. One ją tu ściągnęły w poszukiwaniu lady Sorii. Mnie samemu nie wydaje się to interesujące rozwiązanie. Wolę metody badawcze opierające się na logice, dedukcji i eksperymentach. No ale może ty kolego miałbyś ochotę skorzystać z jej porady. - Zagadnął do Heinricha gdy jechali dorożką przez miasto. A gdy dojechali na miejsce Heinri poznał, że to właśnie tu, parę tygodni temu, dzięki koleżankom z kultu, pierwszy raz osobiście poznał Petrę von Schneider. Teraz jej tu nie było ale belfer sprawnie przejął rolę przewodnika.
- Chodźmy przyjacielu. - Ruszył raźno, zbyt raźno. Dopiero po paru krokach zreflektował się, że tempo marszu Heinricha jest wolniejsze. Poczekał na niego i dostosował swoją prędkość do jego kroków. Co chyba pozwoliło mu też zwolnić galopadę mysli.
- Widzisz ten duży budynek po prawej? To tam. Tam jest ta skrzynia. W piwnicy. Tylko ja w ogóle nie mam pretekstu aby się tam kręcić. Liczyłem, że nasze koleżanki coś zdziałają. Joachim mówił, że skrzynia jest duża i wygląda na ciężką. Pewnie przynajmniej dwóch ludzi by trzeba aby ją wynieść. Ale co dalej? Sam widzisz, dziedziniec i mury i bramy. W dzień jest otwarte ale pełno ludzi. W nocy pusto ale wszystko pozamykane. - Gryzł się tymi sprzecznościami jakie od paru tygodni utrudniały wydobycie artefaktu jaki miał szansę doprowadzić ich do dalszych wskazówek od czcigodnej Vesty.
- Co prawda można by otworzyć skrzynie. Tylko, że podobno to światełko wybucha ludziom głowy. Wolałbym tego nie sprawdzać na sobie. Chyba, że te nosicielki. Mówiłem ci kolego o tej mojej teorii? W każdym razie jest taka, że skoro światełko jest od naszych patronek i te robale są od nich no to jakby wziąć taką nosicielkę to… No cóż… Może się jakoś dogadają. Możliwe, że światełko może jakoś wyczuć dziedzictwo patronek jaką taka nosicielka ma w sobie. Ale to na razie tylko teoria. - Belfer wydawał się być skupiony, że z roztargnieniem mijali kolejnych ludzi na placu. Aż weszli do środka głównego gmachu. Tu dominowali młodzi ludzie obojga płci. Chociaż mężczyzn wydawało się być znacznie więcej. Od razu dało się poznać tych z bogatej elity. Do formalnego stroju żaka dołączali pyszne elementy jak drogie brosze, barwne berety z kolorowymi piórami, pierścienie na palcach czy eleganckie kolczyki. Nawet niektórzy mężczyźni mieli w uszach kolczyki chociaż najczęściej prostsze niż koleżanki.
- To nowa moda z południa. Od bretońskich, estalijskich i tileańskich korsarzy. Oni często noszą kolczyki w uszach. U naszych młodzieńców jak widzisz kolego, robi to furorę. - Tobias sam zwrócił na to uwagę koledze. Co chyba pomagało mu opanować nerwy. Weszli na piętro i szli przez korytarze o podłodze w duże morskie i białe kafle. Barwy Nordlandu i morza. - Zobaczymy czy jest Łasica. Bo jak wejdziesz na zajęcia to i tak cię zobaczy. - Brzmiało jakby prywatnie Tobias nie uważał angażowanie łotrzycy za konieczny ruch ale skalkulował, że lepiej jednak uprzedzić koleżankę w ich plany. Nawet jeśli za nią nie przepadał a ona za nim. - Ja rozmówię się z Eckhartem. On jest wykładowcą tych rysunków. Uprzedzę go o twoim przybyciu i mam nadzieję, że się zgodzi. W końcu to jego zajęcia. On prowadzi je dzisiaj. Jest jeszcze Phila. Philippa. Ale to nie dzisiaj. No chyba, że by w ostatniej chwili miała zastępstwo za Ecka. Ale na zajęcia z tobą nie wejdę. O zobacz, to w tej sali są. - Szybko wtajemniczał Heinricha w detale swojego planu. W pewnym momencie zatrzymał się przed kolejnymi drzwiami. I otworzył je. Sala była bezludna. Jednak widać było liczne stanowiska ze sztalugami i bardziej tradycyjne stoły z ławami. Dał się przyjrzeć koledze a potem dał mu znać aby ruszać dalej.
- Tu zrobiliśmy taką małą garderobę dla naszych modelek. Aby mogły się przygotować do lekcji. Wcześniej był tu składzik na ryzy papieru. Właściwie nadal jest. - Zaznaczył z pewną dumą, że udało się uczelni zaimprowizować takie pomieszczenie. Zatrzymał się przed drzwiami i zapukał. Po chwili drzwi otworzyły się i stanęła w nich Łasica.
- O! Co za niespodzianka! Wejdźcie chłopaki. - Chyba naprawdę była zaskoczona. Ale szerszy uśmiech i dłuższe spojrzenie skierowała na byłego łowcę heretyków. Wpuściła ich do środka. Panował tu półmrok bo nie było okien, tylko jedna lampa olejna. Panował zapach kurzu, papierów i dymu z tej lampy. Na niewielkim biurku stało lustro i widać łotrzyca przygotowywała się do występu. Miała makijaż nałożony na pół twarzy jaki nieco zmieniał jej proporcje. Podkreślał jej kości policzkowe, przez co twarz wydawała się bardziej owalna. Jak druga połowa była jeszcze nie ruszona to wydawało się, że to dwie połówki niezbyt do siebie dopasowane. No i cera. Łotrzyca starała się jej nadać bardziej oliwkowy wygląd, ciemniejszy niż jej naturalna karnacja. Jak jeszcze była w czarnej peruce to kojarzyła się ze stereotypem Tileanki albo Estalijki. Siadła na swoim miejscu aby kończyć tą charakteryzację.
- Co was do mnie sprowadza chłopaki? Bo pewnie nie przyszliście aby mnie związać i bezwzględnie wykorzystać? - Jak zwykle Łotrzyca potrafiła być złośliwa. I trafiła celnie bo belfer aż sapnął z irytacji na taką myśl.
- Oczywiście, że nie. - Odparł dumnie, zaznaczając, że jako uczony, jest ponad takie niskie instynkty.
- Szkoda. Mogło być ciekawie. - Czarnowłosa zaczęła nakładać na drugi policzek oliwkową barwę.
- Mamy ważniejsze sprawy. Chodzi nam o Gisele Meissen. - Kolega nie dał się sprowokować i wyjawił z czym przychodzą.
- Dobry gust. Gisa też mi wpadła w oko. - Łotrzyca mruknęła z aprobatą ale nadal nakładała sobie maskujący makijaż.
- Gisa? - Belfer wyglądał na zdziwionego.
- Gisa. Tak ją wołają przyjaciele. Nie wiedziałeś? - Tym razem koleżanka nie powstrzymała się aby nie odwrócić głowy i obdarzyć go jadowitym uśmiechem. Po minie Tobiasa widać było, że nie wiedział chociaż pracował tu od dawna a ladacznica zaczęła tu przychodzić dopiero niedawno.
- Nieistotne. Ważne jest aby Heinrich miał okazję ją poznać. Możesz nam w tym pomóc? - Szybko starał się wybić ten chwilowy sukces koleżanki i przejść do sprawy jaka ich tu sprowadziła.
- Pewnie. Też chętnie bym się z nią bliżej poznała. - Łasica zgodziła się bez ogródek. Ale jak zwykle miała inne priorytety niż kolega. - Gisa siada w ostanim rzędzie przy oknie. Jak Heinrich chcesz mieć okazję ją poznać to możesz spróbować zająć miejsce blisko niej. - Tym razem jednak koleżanka bez oporów podała im pomocną informację. Wpatrując się w swoje odbicie zaczęła starannie malować swoje brwi aby nadać im inny kształt niż jej naturalne. - Po lekcji możesz też poprosić mnie na prywatne konsultację. Zwykle chodzi o akty. Prawie zawsze ktoś ze studentów mnie prosi na takie konsultację a ja raczej nie odmawiam. Gisa jeszcze mnie nie prosiła ale niektóre jej koleżanki tak. Nie chcę nic mówić ale jest pewna moda aby mnie i Burgund prosić na takie konsultację. Oczywiście Heinrich gdybyś dziś po lekcji poprosił mnie o takie konsultację i zaprosił Gisę, nie śmiałabym ci odmówić. - Łasica mówiła tak płynnie, że dopiero jak posłała kolegom wyuzdany uśmieszek Tobias zorientował się w czym rzecz.
- Romansujesz ze studentami?! O bogowie! Jak to się wyda to będzie skandal! Wylecicie z hukiem! - Belfer wydawał się być przerażony taką perspektywą, że aż się złapał za głowę. Łasicy jednak ten wybuch nie ruszył.
- Nie panikuj. Muszę mieć jakąś satysfakcję z tej roboty. Takie stanie z gołym biustem na środku stali to trochę nudne. I nie rób scen. Idę ci na rękę. Jakby to ode mnie zależało to bym zamknęła drzwi i z Burgund byśmy zrobiły takie balety ze studentami jakich ta uczelnia jeszcze nie widziała. Więc jak widzisz, i tak jesteśmy całkiem grzeczne i dobrze wychowane. - Dziewczyna z ferajny postarała się aby dotarło do kolegi, że i tak stara się ograniczać swoje miłosne zapędy i trzymać wyznaczonej roli.
- Ani mi się waż. To porządna uczelnia. Dobra. Idę porozmawiać z Eckhartem. Czy potrzebujesz mnie do czegoś jeszcze? - Tobias posłał ostrzegawczy palec koleżance a pytanie zwrócił do kolegi.
Tura 52 - 2521.05.05; fst; południe
Oki, no to mamy kolejną turę
Akcja nadal jest podzielona na poszczególnych BG 
Z ogłoszeń parafialnych to jest to mój ostatni weekend przed urlopem. A na urlopie różnie bywa więc może się to odbić na mojej bytności na forum. Uprzedzam na wszelki wypadek.
Termin na odpis powiedzmy do pt. 07.31.
Stan HP
Tobias 15/15 (s.zdrowy)
Stefan 12/12 (s.zdrowy)
Duivel 12/12 (s.zdrowy)
Stan PD
Duivel 5 PD za wrzucony post
Duivel 20 PD za rozmowę z Thiemo i Albertem
Stefan 5 PD za wrzucony post
Stefan 5 PD za ładne odegranie pustych ulic
Stefan 10 PD za decyzyjność jak zachować się wobec strażników
Stefan 20 PD za rozmowę ze strażnikami przy bramie
Tobias 5 PD za wrzucony post
Tobias 10 PD za rozmowę z Beth i rabusiami
Tobias 10 PD za decyzyjność w sprawie mięsa
Tobias 10 PD za decyzyjność w sprawie zakładu balwierskiego
Razem:
Tobias 475 + 35 = 510 PD
Stefan 100 + 40 = 140 PD (miniony po 112 PD)
Duivel 685 + 25 = 685 PD
Stan PZ
Tobias 375 PZ
Stefan 18 PZ
Duivel 40 PZ
Oki, to w tej turze minęło ok 2-3 pacierzy. U Duivela i Tobiasa jest ok 2 pacierzy od wyjścia z bramy, u Stefana 3 (ze względu na akcje z wozami z poprzedniej tury). Czyli jest mniej więcej połowa umownego czasu na patrol jeśli ktoś nie chce się spóźnić na obiad. Dalej jest południe.
@Duivel
Albert poopowiadał jeszcze trochę co wie. Raczej nie wie zbyt wielu konkretów. Daje jednak plotę o licencji na zboże i tym, że inny piekarz Hempe, ponoć ją wykupił. Więc ma z czego piec chleb.
Z jego słów wynika, że walki toczą się głównie w centrum miasta. Żelazna jest bliżej centrum niż piekarnia Alberta.
Na koniec to Duivel ma do wyboru trzy opcje: a) wracać do bramy (ok 10-15 min*); b) iść do magazynów zbożowych i/lub piekarni Hempego (ok 10-15 min); c) iść na Żelazną do brata Thiemo i magazynów Osipowa (ok 20-25 min).
*Wszystkie czasy to taks zacunkowo, jak zwykle by to zajmowało według Thiemo.
@Stefan
Rozmowa ze strażnikami trwa. Stefan uzyskał ma.por w czytaniu ich emocji więc nic specjalnego w ich zachowaniu/słowach nie odkrył. Sam uzyskał ma.suk w bajerowaniu strażników więc pi x oko pobieżnie łyknęli jego historię.
W pewnym momencie do zajazdu wraca patrol wojaków prowadząc jeńca. Więc na dziedzińcu pojawia się sierżant jaki go przyjmuje i odsyła dalej. A potem strażnicy z bramy przywołują sierżanta aby przyjrzał się kandydatom na rekrutów. Więc w tej turze to już rozmowa z sierżantem.
@Tobias
Trójka szabrowników się zrywa ze sklepu mięsnego jak tylko ma okazję. Więc Tobias i Beth mogą się rozgościć i zabrać co uznają za stosowne. Ze względu na Siłę to Tobias może unieść 4 porcje, Beth 3. 1 porcja starcza na 1 dobę na 2 os, lub 1 os na 2 dni.
Po załatwieniu spraw w sklepie mięsnym, oboje idą do zakładu balwierza. Wygląda na splądrowany. Na zapleczu widać światło. I pod koniec sceny wychodzi młoda kobieta jaka zaprasza ich do środka.
