Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Pipboy79P

Pipboy79

@Pipboy79
Informacje
Posty
16
Tematy
4
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Zell

    • Jasne, dobry pomysł. Dzięki za prywatną inicjatywę 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Zell napisał w Kultyści - Lato 2519 - komenty:

    Taka mała sugestia - może zrobimy do sesji materiały, gdzie:
    a) może z doca przerzuci się main postacie
    b) nawet ważniejsze opiszemy bardziej nasze kultyściątka, jakie odgrywamy? By było to w jednym miejscu zawarte i przynajmniej rzeczy jakie są znane nam wpisane?

    ad a - No dla mnie to trochę robienie 2x tego samego. Bo skoro już coś jest opisane w ściądze w doc to po co to robić jeszcze raz albo przeklejać na forum? Do tego tego jest sporo. Chyba widzicie ile tych miejsc i osób uzbierało się w doc. No chyba, że źle zrozumiałem Twoja sugestię to daj znać ocb.

    ad b - Znaczy aby opisać BG? No to szpoko, proszę bardzo. Dobry pomysł. Bo ja w sumie w ściądze głównie się skupiam na BN i wydarzeniach a sami BG są opisani w Waszych KP. Więc jak chcecie to szpoko możecie ich opisać i wrzucić w materiały. To wtedy niech każdy Gracz opisze swoją postać.

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki, to mój msiowy post jest 🙂 Fajno, że udało nam się wyrobić w przewidzianym terminie 🙂 No i witam powracającą Zell i jej emerytowanego inkwizytora 🙂 Co do terminu to spróbujmy znów 2 tyg czyli do piątku 02.13.

    Stan HP (z okazji świąt, nowego roku, nowego forum to wszyscy BG mają pełny pasek HP)

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 15 PD za poranny post z Norsmenami

    Egon 20 PD za scenki a aptece Sigismundusa

    Egon 30 PD za zasianie trzech rybaczek

    Egon 10 PD za zakupową scenę na mieście

    Egon 10 PD za kupienie klatek dla Raisy

    Egon 10 PD za scenę pożegnania z Munirem

    Otto 10 PD za terminowy post

    Otto 30 PD za poranną scenę u Fabienne

    Otto 15 PD za sklepowo-leśną scenę z Gerhartem i Ekbertem

    Henrich 10 PD za terminowy post

    Henrich 15 PD za senno - przebudzeniową scenę

    Otto 2280 + 55 = 2335 PD
    Egon 1200 + 105 = 1305 PD
    Heinrich 860 + 25 = 885 PD

    • Oki to każdy z BG ma swój solowy post z końcówki dnia. A potem są wspólne scenki z imprezy przy kamieniach.

    @Egon

    • Egon z Larsem połazili po sklepach i jeśli chodzi o w miarę zwykłe przedmioty to raczej kupili. Za duży młot (dwuręczny) x2 i płótno to wyszło ok 5 PZ za całość. Lars wydał podobnie na łomy x2 i tego typu ekwipunek. Jak coś jeszcze by chcieli kupić to daj znać co.

    • Potem poszli w "odpowiednie miejsce" aby spotkać Vrisikę. Ale jej nie zastali. Mogą jednak dla niej zostawić wiadomość. Tylko trzeba by uzgodnić co i jak.

    • A potem poszli zostawić klamoty do Prirory lub w inne miejsce no i był w sam raz moment aby wyjść z miasta przed zamknięciem bram.

    @Otto

    • Otto po pożegnaniu się z Ekbertem poszedł do Zachodnich Kamieni. Było na tyle wcześnie, że przybył tam pierwszy. Miał z 1-2 h zanim przyjechał wóz Łasicy i reszta.

    @Heinrich

    • Pierwsza część posta to sen. I to co z niego Heinrich zapamiętał.

    • Później się budzi i ma czas na przemyślenia wewnętrzne póki nie odwiedzi go Łasica. Łasica opowiada mu conieco plot co się ostatnio działo. I zaprasza go na imprezę w lesie. Zapowiada się na plugawą orgię ze zwierzoludźmi. Jeśli Heinrich się zgadza no to jedzie wozem razem z Łasicą, jak nie to ma wieczór wolny w mieście.

    @Wszyscy

    • Wszyscy którzy wylądowali na imprezie przy kamieniach. To sceny są podzielone chronologicznie.

    Wczesny wieczór (metagrowo ok 20:00-22:00) - czyli poza szlachciankami przybywa ją kultyści.

    Wieczór (metagrowo 22:00-00:00) - czyli przyjazd szlachcianek i zabawa nabiera rumieńców.

    Polnoc (00:00 > ) - czyli około północy jak przybywają zwierzoludzie i zabawa jeszcze bardziej nabiera rumieńców.

    • Sceny opisałem ogólnie, bez zwracania się bezpośrednio do BG. Ale klimat jest mocno imprezowy więc jak ktoś z BG chciałby pogadać czy pointegrować się z jakimś BN to raczej nie powinno być z tym problemu.

    • Ostatni fragment to sporo po północy jak się impreza zaczyna uspokajać więc jest okazja pogadać zanim się imprezowicze pośpią, odjadą czy odejdą.

    ---

    • Oki, ode mnie chyba tyle. Jak coś nie jest klarowne to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 70 - 2519.07.25/26; knt; zmrok - noc

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Plac Targowy;sklepy
    Czas: 2519.07.25; Konigtag; zmrok
    Warunki: na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

    Egon

    - No dobra, to jak wiesz gdzie to chodźmy. - Norsmen wzruszył ramionami i nie robił towarzyszowi trudności. Takim dwóm, rosłym wojownikom, w kolczugach i toporami za pasem, większość ludzi wolała zejść z drogi.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/EdnBabt.jpeg

    Egon przewyższał wzrostem i masą większość populacji. Dlatego nawet w podczas swjego krótkiego pobytu w Norsce, chyba jako jedyny z południowców jacy przypłyneli z czcigodną Mergą, wzbudzał zainteresowanie ze wsględu na to, że nie był cherlakiem z południa jak większość. Lars zaś wydawał się wiekiem nieco starszy od gladiatora, chociaż dalej był w kwiecie wieku. Krzepkości i śmiałości też mu nie brakowało co jego imperialny towarzysz miał okazję sprawdzić czy we wrakowisku w walce z krabami czy w podziemnym grobowcu Śniącego. Wydawał się jednak trochę szczuplejszy i niższy od gladiatora ale nie na tyle aby to robiło jakąś różnicę w walce. Na szczęście, jego kolczuga była na tyle uniwersalna, że była podobna do tych używanych w Imperium. A jego morskie doświadczenia z wizyt w różnych krainach i znajomość bretońskiego bywała przydatna. Gdy tak szli ulicami Neus Emskrank, od sklepu do sklepu, mieli okazję porozmawiać.
    - Półtorej tygodnia. No tak, ta jego koga to może pojemna i dużo towaru może zabrać. Ale zbyt prędka to nie jest. Stąd do Erengradu to by było… No pewnie ze trzy dni, może cztery jak flauta albo z przygodami… Razy dwa bo powrót… No to tam by spędził pewnie też ze dwa, trzy dni… No to powiem ci, że całkiem możliwe, że przypłynie tak jak mówił. Chyba, że go moi kamraci po drodze złupią! - Podzielił się z gladiatorem swoimi szacunkami co do podróży Munira tam i z powrotem. I widocznie ich arabski kupiec wydał mu się wiarygodny gdy podał im orientacyjny czas kiedy powinien wrócić do miasta. Chociaż morski łupieżca ryknął śmiechem na myśl, że Arab zostałby napadnięty przez innych norsmeńskich grabieżców.

    I tak chodzili od sklepu do sklepu. Na szczęście Plac Targowy to było handlowe serce miasta. Więc znaleźli i taki gdzie kupili dwuręczne, ciężkie młoty i płótno w jakie można było zapakować ciało albo fanty. Lars jeszcze kupił dwa łomy. Tak na wszelki wypadek, jakby trzeba było coś skruszyć, podważyć albo wyłamać. - To chcesz wracać jutro do tego grobowca? To by było z pół dnia, może więcej, w jedną stronę. Więc raczej przed nocą nie zdążymy wrócić do miasta. Chcesz brać którąś z dziewczyn? Bo jak dziś będą się chędożyć tak jak wczoraj w teatrze to tak z rana mogą się niezbyt do czegoś nadawać. Chyba, żeby w południe pójść. To pewnie na wieczór byśmy byli w grobowcu. A w środku to i tak zawsze ciemno, bez względu na to czy na zewnątrz dzień czy noc. I następnego dnia by się wróciło do miasta. - Grabieżca był ciekaw jak kolega się zapatruje na powrót do grobowca nekromanty na jaki właśnie kupowali sprzęt. W końcu jednak uznał, że skoro spora część kultystów zapewne pojawi się na dzisiejszej orgii to oprócz chędożenia, można by pogadać i o tym grobowcu.

    Później Egon zaprowadził Larsa w swoje stare, znajome kąty. Miał nadzieję, spotkać Vrisikę, swoją znajomą łotrzyce z lepkimi rączkami. Ale nie zastał jej. Nic dziwnego. Wieczoru jeszcze nie było a wtedy była największa szansa ją spotkać. Albo na późnym śniadaniu bo z samego rana raczej ludzie jej pokroju nie wstawali. Teraz jednak mógł zostawić dla niej wiadomość, że wrócił i chce się z nią spotkać. Tylko pewnie zdziwiłaby się jakby podał adres młodej szlachcianki z Bursztynowej gdzie ostatnio nocował po przybyciu do miasta.
    - No zmierzch się zbliża przyjacielu. Jak nie chcemy dać się zamknąć w mieście to chyba czas zostawić gdzieś ten złom i ruszać w drogę. - Lars wskazał na narzędzia jakie niedawno kupili. Rzeczywiście miał rację. Letni, pogodny dzień się kończył a to oznaczało, że miejskie bramy zostaną zamknięte i nie otworzą się póki nie nastanie jutrzejszy świt.

    Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodni kierunek; Zachodnie Kamienie; obóz
    Czas: 2519.07.25; Konigtag; zmrok
    Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

    Otto

    Egbert był bardzo zadowolony z tego napiwku jaki mnich mu wręczył. Bo usmiechnął się co na chwilę rozjaśniło jego mało sympatyczną gębę. I od razu zapowiedział, że gdyby ojczulek potrzebował znów przewodnika po lesie to on się poleca. Mnich zaś mógł obejść mury od zewnątrz, kierując się ku zachodniej bramie. Nie wszedł do niej jednak tylko skręcił w drogę jaka od niej prowadziła prosto w dziki las. Dzień już się kończył więc droga była prawie pusta. Niedługo później i z niej musiał zejść aby dotrzeć do niewielkiej polany z tajemniczymi głazami. Okazało się, że nikogo tu nie ma czyli przyszedł pierwszy. W świetle kończącego się dnia widział, że pozornie nic nie wskazywały, że w zeszłym tygodniu odbyły się tu jakieś bezeceństwa. Z drugiej strony nie był tropicielem a światło dnia juz było słabe. Po całym dniu chodzenia po lesie, jego ciało chętnie spoczęło. Zaczął mu dokuczać wieczorny chłód więc pokusa rozpalenia ogniska była spora.

    Niebo było już granatowe ale jeszcze nie czarne jak podczas pełnej nocy, gdy usłyszał skrzypienie wozu. O tej porze było to dziwne i podejrzane. Bramy miasta powinny już być zamknięte a nocą raczej się nie podróżowało. A jednak odgłosy zbliżały się. I wreszcie dojrzał pojazd ciągnięty przez jednego konia. Na szczęście okazało się, że to Łasica i większość ferajny co nie miała w sobie błękitnej krwi.
    - Serwus Otto. Sam tu jesteś? - Łasica zagadnęła go wesoło gdy jej bystre oczy wypatrzyły kolegę ze zboru. Później zaczęli rozpalać ogniska i przygotowywać kolację. Mnich mógł się wreszcie najeść bo od rana to mu kiszki marsza grały. Przez ten dziwny ale barwny sen prawie od razu wybiegł do von Mannlieb a później do “Kniei”. A potem łaził cały dzień po lesie. Zdążył solidnie zgłodnieć. I zapachy strawy gotowanej nad ogniskiem drażniły jego nozdrza.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/Ud06uEB.jpeg

    Heinrich

    Siedział na stołku i patrzył na swoje odbicie w misce. Woda już wystygła i zaróżowiła się. Pływały w niej jakies paprochy. Nawet nie zauważył skąd się tam wzięły. Co innego przykuwało jego myśli. Sen. Ostatnio miał ich mnóstwo. Ale ten był bardzo intensywny. Próbował teraz sobie jakoś to uporządkować. Czy to było przed tym snem z dzieciństwa? Czy po nim? A może śnił dwa razy? Przebudził się w nocy albo nad ranem i za każdym razem śniło mu się coś innego? Możliwe. A może to był jeden, długi sen tylko jego fragmenty przemieszały mu się, że teraz nie mógł ich rozdzielić? Możliwe. Zastanawiał się jak to rozplątać gdy zorientował się, że słyszy dźwięk. Tak! We śnie też go słyszał! Aż nie mógł powstrzymać się aby nie spojrzeć w stronę okna. Wiedział co z niego zobaczy, nawet nie podchodząc do niego. Poniżej ulica a za nią rząd kamienic po drugiej stronie. I wlot ulicy. Ze swojego okna całej jej nie widział. Tylko sam jej początek. A po lewej stronie, nieco w podwórzu, zakład garncarski. Właśnie monotonny ruch koła garncarskiego słyszał. Z tej odległości był już ledwo słyszalny. Ale we śnie, też go słyszał. We śnie, poleciał do niego.

    We śnie też słyszał ten ruch koła garncarskiego. Podszedł do okna. A potem jak to w snach, niezbyt to miało przełożenie na świat realny. Bo po prostu śmignął na róg tej ulicy. Potem te dwie kamienice dalej. I już stał na jej środku i spoglądał na ten nieco cofnięty od ulicy budynek. Przez co wydawał się być w wiecznym cieniu, mniej wyeksponowany niż sąsiednie. Na jakimś poziomie świadomości nawet jak śnił, to wiedział, że w rzeczywistości faktycznie tak stoją te budynki. I na jego parterze był zakład garncarski. Widział w oknie wystawowym nowe misy, dzbany, talerze i wazony jakie reklamowały prace rzemieślniczki. Wiedział, że to kobieta. Młoda kobieta. W rzeczywistości czasem ją widywał jak tam pracowała ale nigdy nie był w środku. Nie potrzebował nowych garnków to nie miał po co tam zachodzić. I we śnie też już ją widywał. Teraz, chociaż jeszcze stał na środku ulicy, przed frontem zakładu to wiedział, że ona tam jest i, że za chwile znów ją zobaczy.

    I tak się stało. Cięcie obrazu i już stał przy oknie. Widział wnętrze zakładu. Rozgrzany piec w jakim wypalały się nowe naczynia. I koło garncarskie. Obracało się a na nim, porcja mokrej gliny, zmieniała swoją formę. Kształtowały ją mokre, ubrudzone w tej glinie dłonie młodej kobiiety. Pochylała się nad nim, wpatrzona w efekt swojej pracy, zdawała się w ogóle nie zauważać, że ma widza za oknem. Heinrich widział jak jej czoło, szyja i obojczyki wystające spod koszuli błyszczą się od potu. Obserwował jak szczupłe dłonie garncarki formują glinę w szpic. Coraz wyższy i cieńszy. Jak szybko kręci się dookoła własnej osi jakby mokra glina była w stanie przejściowym między ciałem stałym a płynem. W pewnym momencie ten szpic wpełzł na dłoń rzemieślniczki. Teraz wyglądał jak ożywiony robak. Kobieta jednak zdawała się tego nie zauważać. Dalej kręciła swój kawałek gliny. A ten ożywiony robak, zaczął pełzać w górę jej nagiego ramienia. Zostawał za sobą brązowy ślad jak ślimak. A mimo to dziewczyna zdawała się tego nie czuć ani nie widzieć. Gliniany czerw wpelzł jej pod podwinięty rękaw. Henrich widział jego ruchy pod materiałem. Jak wciąż przesuwał się w górę ramienia. Aż pokazał się znowu przy obojczyku. Tu jakby zawahał się co robić dalej ale w końcu zdecydowal się na górę. I ruszył w stronę szyi garncarki. A ta, nadal zachowywała się jakby nic nie czuła i nie działo się nic niezwykłego. Toczyła swoje koło i lepiła kolejny fragment gliny. Zaś były inkwizytor obserwował przez okno jak gliniany robak pełza już po policzku dziewczyny, zostawiając za sobą lepki, brązowy ślad.
    - Pamiętasz co ci radził Otto? - Merga stanęła tuż obok niego i też obserwowała scenę wewnątrz warsztatu. Była elegancka, dumna i piękna. A ta fioletowo niebieska skóra dodawała jej bardzo egzotycznego wyglądu. A potężne, wysokie rogi majestatu i drapieżności. Tylko jak wpatrywała się w głąb warsztatu to nie mógł zobaczyć tych jej niesamowitych, złotych oczu. Trochę się na nią zagapił więc odwróciła głowę w jego stronę i tak go tym zaskoczyła, że przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Za to wreszcie mógł dostrzec jej fioletowe oblicze i złote oczy jakie zdawały się promieniować wewnętrznym blaskiem.
    - Ah tak, Otto… - Wiedział, że jakiś czas temu, rozmawiał z mnichem o tym śnie, warsztacie, i garncarce. Kolega poradził mu aby się udał tam i spróbował zamówić takie gliniane robaki i zobaczyć co się stanie. Ale Henrich nie czuł się zbyt dobrze ostatnio, to przestał wychodzić z domu nie miał okazji odwiedzić tego zakładu, pod jakimkolwiek pretekstem.
    - Posłuchasz go? Czy masz własny pomysł? - Wiedźma znów spojrzała do środka. Tam sytuacja za bardzo się nie zmieniła. Rzemieślniczka lepiła kawałek mokrej gliny ale wyszedł jej kolejny robak. Już jeden buszował jej między piersiami, inny z włosów wpełzł na jej czoło, jeszcze jeden wyglądał zza jej szyi. Henri nie był pewien czy wszedł do środka czy znów było jakieś cięcie obrazu ale nagle już tam był. Od razu uderzyło go gorąco od rozgrzanego pieca.
    - Też chcesz coś takiego? - Rzemieślniczka zapytała go wskazując brodą kręcące się koło. Akurat po jej dłoni pełzał nowy czerw ale ona wciąż zdawała się go nie zauważać. Więc mężczyzna nie był pewien o co ona właściwie pyta. Ale teraz jak był bliżej mógł się jej lepiej przyjrzeć. Chuda, młoda z blond myszatymi włosami. I dłońmi ubrudzonymi mokrą gliną.

    text alternatywny

    link: https://i.imgur.com/zg9Crvg.jpeg

    - Kto wie? Może ona też woli dojrzałych mężczyzn? Jak ta koleżanka Pirory. - Usłyszał szept Mergi i wiedział na co go kieruje. Siedział w powozie, naprzeciwko niej. Kojarzył, że kiedys faktycznie przez chwilę jechali razem. Młoda, zadbana szlachcianka z dobrym nazwiskiem i jędrną cerą. Przeciwieństwo do szorstkich dłoni i ogorzałej twarzy byłego łowcy czarownic.
    - Mężczyźni w moim wieku mnie nudzą. Są tacy dziecinni. Tylko pstro im w głowie. Jak tu można traktować ich poważnie? Ja to wolę jak owoc jest dojrzały. Naprawdę dojrzały. Jeśli wiesz co mam na myśli. - Teraz nie był pewien czy rzeczywiście tak powiedziała podczas tej krótkiej podróży przez miasto. Ale pammiętał, że wydawała się być nim zainteresowana. A może tylko dopowiadał sobie jakiś romantyczny kontekst? Może za bardzo sugerował się słowami Pirory?
    - Petra lubi zmarszczki. I u kobiet i u mężczyzn. Czasem mnie odwiedza i pomagam jej zorganizować takie schadzki. Przebiera się za służkę albo chłopkę co szuka pracy albo coś takiego. I wtedy im się oddaje. Ty jeszcze nie jesteś tak stary, jak Petra lubi no ale już zaczynasz być w sferze zwierzyny łownej. - Pirora nachyliła się ku niemu ale mówiła swobodnie. Nie było szans aby jej koleżanka ich nie usłyszała ale to był jeden z wielu irracjonalnych momentów w tym śnie. A zdawał sobie sprawę, że zanim przypadkiem, spotkał Petrę von Schneider wtedy pod murami Morskiej Akademii to coś podobnego o niej, koleżanka z kultu mu mówiła. Może teraz to była taka senna wersja tamtej rozmowy?
    - Hej! A co ze mną? - Bosa, kobieca stopa trąciła go w udo. Gdy tam spojrzał dostrzegł Łasicę. Była tylko w tych swoich czarnych, skórzanych spodniach. Uwiązana do ramy łóżka. Jego łóżka. Znów byli u niego. Jak wtedy, gdy w nocy włamała się do niego. A potem on przywiązał ją właśnie w ten sposób do łóżka i kochali się. Zapewne nie jeden jego albo nawet jej rówieśnik mógłby się zarumienić i zazdrościć jak się wtedy kochali. Teraz łotrzyca znów była przywiązana za nadgarstki do ramy jego łóżka ale tych swoich długich, zgrabnych nóg nie więc mogła go trącić. Widząc, że zwróciła na siebie jego uwagę, uśmiechnęła się lubieżnie i odwróciła się prowokująco wypinając swój zgrabny kuperek prosto ku niemu.
    - Kolego, chyba nie dasz się nabrać na ten lep? - Tobias znalazł się tuż obok niego, tak samo jak niedawno Merga. Z nutką irytacji i nagany wskazywał dłonią na wypiętą koleżankę jaka wyglądała jak gotowa aby ją wziąć i chciała tego. Uczony jednak popatrzył z wyrzutem na Heinricha. - Przecież jesteś osobą wykształconą, doświadczoną przez życie. Chyba jesteś ponad takie przyziemne błachostki? - Popatrzył na kolegę belferskim wzrokiem. - Powinieneś być z nami. Zająć się poważnymi sprawami. - Wskazał za okno a tam było widać mury Akademii Morskiej. Chociaż podświadomie Henrich zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę mieszkał zbyt daleko aby móc z okien widzieć uczelnię.
    - Nie słuchaj tego zazdrośnika. - Łasica wciąż była tylko w spodniach ale tym razem podeszła do niego. - Sam, zobacz, na dłużą metę tak stać z gołymi cyckami to trochę nuda. - Ona wskazała mu na swoją kamratkę, Burgund. Ta stała też obnażona do pasa. W jakiejś klasie gdzie dorośli studenci pilnie szkicowali piersiaste galiony. Coś mu świtało w głowie, że obie łotrzyce ostatnio złapały robotę w Akademii jako modelki dla studentów. A kultyści liczyli, że może przy okazji uda im się spenetrować lochy gdzie był zamknięty artefakt Vesty.
    - Jakbyście były naprawdę oddane Siostrom to byście się dały zasiać. Tak jak one. - Sigismundus stanął obok Tobiasa i prychnął ze złością na obie koleżanki. I wskazał na kilka ciężarnych kobiet jakie stały pod ścianą. Wśród nich rozpoznał tą czarnowłosą Bretonkę ze zboru Huberta co w ciągu poprzednich paru tygodni, całkiem mocno zżyła się z grupą Starszego. Zwłaszcza z Otto i dziewczętami. I rzuciła mu się w oczy jedna kobieta o egzotycznej urodzie sugerującym, że jest gdzieś z południowych, odległych lądów.
    - Nawet nie wiesz jak często to się zdarza. - Merga wtrąciła się do rozmowy gdy pozostali kultyści jakby zamarli. A były łowca czarownic orientował się, że odkąd Łasica zimą zajęła miejsce Karlika to pewna delikatna równowaga została zachwiana. Wcześniej Starszy miał swojego zastępcę, właśnie Karlika i dwójkę skrzydłowych, Silnego i Łasicę. W nagrodę za swój udział w uwolnieniu złotookiej wyroczni, lider zboru mianował łotrzycę na miejsce Karlika. A jakby było mało, hedonistki powiększyły swoje grono o kilka nowych koleżanek. Co w ciągu paru miesięcy, uczyniło ich najsilniejsza frakcją w kulcie. Starszego i Mergę, sporo wysiłku kosztowało aby jakoś utrzymać niesnaski na akceptowalnym poziomie. Jednak konflikt między hedonistkami a pozostałymi frakcjami kultu buzował tuż pod skórą. A jednym z punktów zapalnych było to, że większość dziewcząt nie była skłonna dać się zasiać dziedzictwa Oster. Podobno tylko ta ich bretońska koleżanka się zgodziła. A najbardziej stanowczy sprzeciw wyraziła właśnie łotrzyca lubująca się w skórzanych spodniach.
    - Tak Heinrichu. Ale pamiętaj, że liczy się sukces. I droga jaka do niego prowadzi jest już mniej istotna. - Merga pogłaskała wielką, solidną skrzynię. Teraz byli w jakiejś piwnicy. Mocno zagraconej. Ale wyrocznia patrzyła na tą jedną rzecz. Henri miał wrażenie, że przez szczelinę wieka skrzyni, przebija ostre, fioletowe światło.
    - Ale jestem dobrej myśli Heinrichu. Zmierza do was ktoś, kto może być wam bardzo pomocny. Zwłaszcza póki ja nie będę mogła do was wrócić. - Przyłożyła palec do ust jakby prosząc go aby zachować ciszę. A potem wskazała nim jakiś kierunek. Byli w jakimś szerokim korytarzu albo wąskiej alejce. Jakieś mury chyba. Tylko ciemno było to trudno było się zorientować. W pierwszej chwili nie wiedział ani na co patrzy ani na co ma zwracać uwagę. Nic się nie działo, nie było widać nic szczególnego. Ale nagle usłyszał odgłos jakby przewróciło się coś na drewniana podłogę. Po chwili dostrzegł, że gdzieś tam, za rogiem, błysnęło jakieś światło. O nienaturalnych, biało-fioletowych barwach. I zbliżało się. Tak jak ktoś, z tym światłem, zbliżał się do korytarza albo alejki jaką obserwował Heinrich. Dojrzał wreszcie jakąś sylwetkę. Wyglądała jakby miało to źródło światła w dłoni. Jakby mały płomień płoną wprost z jej dłoni. Poczuł jak włoski na karku stają mu dęba. To i ta nienaturalna barwa, świadczyły, że to magiczny ogień.

    ---

    Teraz siedział u siebie w kuchni, nad miską zimnej wody. Obmyślał to wszystko co mu się śniło i przydarzyło w ciągu ostatnich paru dni. Rozmyślania przerwało mu stukanie do drzwi. Sygnałem więc to musiał być ktoś z jego spiskowej rodziny. Gdy otworzył okazało się, że to Łasica. Stała w progu, w tych samych skórzanych, obcisłych spodniach co mu się śniła w oczy i uśmiechała się bezczelnie jak na cwaną, dziewczynę z ferajny wypadało. - Serwus Heini! - Przywitała go zdrabniając jego imię. A po chwili już oboje byli w jego mieszkaniu. Rozejrzała się ciekawie po mieszkaniu. - No chyba przepłacasz sprzątaczce albo ją zwolniłeś. - Popatrzyła na niego z łobuzerskim uśmieszkiem. Wydawała się być rozbawiona i w świetnym humorze. Jasne było, że nie przyszła rozmawiać o wystroju wnętrz.
    - Czemu cię wczoraj w teatrze nie było? Wiesz co tam się działo?! Oh! Aż nie wiem od czego zacząć! O! Wiem! Rano popłynęlismy z Egonem, Astrid i Larsem na Wyspę Przemytników. I tam zastaliśmy kogę Munira, to taki arabski kupiec. I tam był taki słodki Daktylek! No i troll ale daliśmy go radę zagnać do klatki. W każdym razie, potem wieczorem Munir i Layla, ten Daktylek, to byli naszymi gośćmi w teatrze. A później były prywatne he he zabawy na pięterku. I dorwałam wreszcie tego Daktylka. Ty wiesz, że ona jest kapłanką Sorii? Traktują ją jak boginię i mówi, że tam na południu, to mają świątynię jej poświęconą a ona jest jej kapłanką. A poza tym jest słodziutka i namiętna! I nawet dała się zasiać Egonowi. Władował w nią jedną strzykwę jak, żeśmy się z nią zabawiali. I dwie elfki były na przedstawieniu! A potem poszły z Sorią na pięterko. Ale jak wychodzily to wyglądały na zadowolone. No i wiele innych ciekawych rzeczy się działo. To co? Czemu cię nie było? Jakbys był to kto wie? Może znów bym ci się dała przywiązać do łóżka? - W mocno chaotyczny i urwany sposób opowiedziała mu co się działo wczoraj w teatrze. Jak sławna milady Odette von Treskow, ta sama co w ostatni Festag tak pięknie na mszy śpiewała, też odwiedziła sobie po występie pięterko. Jak Hubert i Oksana dali pokaz tresury swojej nowej niewolnicy jaka na co dzień pracowała w ratuszu. Jak te dwie śliczne elfki, jedna morska i druga leśna, też były na tym pokazie w kuchni. I Kamila van Zee. Zdaniem łotrzycy była mocno zadurzona w Sorii i też nie miała oporów przed zwiedzeniem sobie pięterka. Ale w końcu w ostatni Festag to u Pirory bawiły się także Dorna i Lilly jakich mutacji nie dało się ukryć jak były bez ubrań i jakoś córce kapitana portu to nie przeszkadzało.

    - No ale to było wczoraj. Dzisiaj jedziemy na spotkanie z Gnakiem i jego kozłami. Będzie zabawa, dużo wina i chętnych kobiet. Szlachcianki przyjadą później bo muszą sobie w dzień przypudrować noski czy co tam. Ale my jedziemy już teraz. Jak chcesz, to możemy cię zabrać na wóz. Miejsce się znajdzie. Co tak będziesz tu sam siedział Haini? Pojedziesz z nami, rozruszasz się, napijesz, zabawisz, popatrzysz, jak ci się spodoba to pochędożysz. To od razu odmłodniejesz. Ha! Zobaczysz jak przywiążę Fabi i Oddi do tego kamienia ofiarnego! Ale się zdziwią! - Łotrzyca opowiadała z rubasznym wdziękiem. Ale to co mówiła brzmiało jak treść przestrogi jaką zwykle mówili kapłani z ambony do swoich wiernych. Ostrzegali przez zdradzieckimi kultystami co potajemnie oddają cześć Mrocznym Potęgom i paktują z wrogami ludzkości. A jakieś bezecne orgie z mutantami i zwierzoludźmi w leśnych matecznikach były wręcz teg synonimem. A teraz, Łasica beztrosko informowała o tym kolegę ze zboru i nawet zapraszała go na taką właśnie orgię. Oferowała nawet miejsce w wozie i widać było, że jest mocno podekscytowana na myśl o tym co się będzie dziś wieczór i w nocy.

    Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; zachodni kierunek; Zachodnie Kamienie; obóz
    Czas: 2519.07.25; Konigtag; zmrok-wieczór
    Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

    Wszyscy - wczesny wieczór

    W miarę jak zmrok przechodził w noc, polana z dziwnymi kamieniami coraz bardziej przypominała jakiś wieczorny festyn pod gołym niebem. Wieczór okazał się pogodny, niebo błyszczało od gwiazd i obu księżyców. Zielonkawy, złowróżbny blask Morrslieba, błyszczał całą, swoją potęgą. Powszechnie uważano go za księżyc Chaosu i podczas jego pełni podobną kultyści złowróżbnych potęg oddawali im cześć w plugawych rytuałach. Dzisiaj akurat to miało okazać się prawdą.

    Z początku był tylko samotny mnich, który przybył tu jako pierwszy. Później przyjechał wóz powożony przez Łasicę jaka przywiozła większość kultystów. Zaczęli rozpalać ogniska, rozścielać koce na jakich ustawiali wino i jedzenie. Przypominało to radosny piknik po zmroku. Im więcej wina przelewało się przez gardła tym zabawy robiły się coraz śmielsze. Łasica i Burgund zaczęły ze sobą tańczyć, przytulać się i całować. Co niejako było wstępem do bardziej wyuzdanych zabaw. Dało się wyczuć to oczekiwanie na główną część spotkania gdy jeszcze przyjadą szlachcianki i z lasu pojawią się zwierzoludzie.
    - Oh, zobaczycie jak ja je przywiążę! One jeszcze nie wiedzą co je czeka! Ale to może później, jak się Gnak pojawi. Chyba, że chcecie wcześniej? Chcecie je pochędożyć zanim zwierzoludzie przyjdą? - Łasica nie ukrywała ekscytacji na niespodziankę jaką naszykowała dla Fabienne i Odette. Ci co byli na ostatniej orgii pamiętali, że bretońska szlachcianka była przywiązana do tego pochylonego głazu jaki uważano za ofiarny. Więc początek spotkania była całkowicie ubezwłasnowolniona kto i jak się z nią zabawia. Ale to jak najbardziej pasowało do jej uległych preferencji. Jednak jak Łasica chciała przywiązać obie szlachcianki do tego samego kamienia to na razie trudno to było zgadnąć. A rozeszła się wieść, że lady Odette bardzo spodobał się ten pomysł i von Manlieb wspaniałomyślnie zgodziła się odstąpić jej to miejsce głównej ofiary.
    - Z tymi kopytnymi to jednak całkiem inaczej niż z ludźmi. To takie podniecające. - Burgund wydawała się podobnie pobudzona, że po ponad tygodniu oczekiwania, wreszcie znów będzie mogła spróbować zakazanej miłości. - A wy chłopcy? Macie na coś ochotę zanim rogacze przybędą? - Zapytała prowokująco patrząc na kolegów z kultu. Jej pełny biust kusząco wyglądał ze zbyt śmiałego dekoltu aby uznć go za przyzwoity. Podwinęła też spódnicę aby pokazać swoje długie, zgrabne nogi.
    - A co ty myślisz? Że z jakimiś kołkami gadasz? - Silny prychnął z irytacją. Win już go rozgrzało, tak samo jak bliskość coraz śmielszych koleżanek jakie wręcz zapraszały do bardziej bezpośrednich zabaw. Nie mogli sobie pozwolić na muzykę czy śpiewy aby zmniejszyć szansę, że ktoś to jednak usłyszy. Do zachodniej bramy nie było aż tak daleko. Do końca nie było wiadomo czy łysy mięśniak przyjdzie. W końcu wczoraj, w teatrze go nie było. A wiadomo było, że nie przepada za spotkaniami gdzie ladacznice miały rolę wiodącą. Jednak chyba nie miał nic przeciwko aby z nimi poswawolić i takie okazję na chwilę zakopywały topór wojenny między nimi. Przyszedł razem z Rune.
    - Ojej a ja tak bym chciała móc z którąś ze szlachcianek. Zwłaszcza jakby mi się udało któraś zbrzuchacić. Dawno żadnej kobiety nie zbrzuchaciłam. A jakby się udało ze szlachcianką to ojej! - Lilly chętnie donosiła z wozu nowe butelki wina albo misy z jedzeniem. Albo tańczyła z koleżankami do niesłyszalnej muzyki. W zborze była znana, że ma słabość do zostawiania swojego nasienia w kobiecych łonach a zwłaszcza delikatnych, zadbanych, wyperfumowanych szlachcianek którymi mimo półrocznego pobytu w mieście, wciąż była zafascynowana.
    - Szlachcianek to ci dzisiaj nie powinno zabraknąć. Ciekawe czy Genda będzie. - Onyx przyjechała ponownie. I zdradzała zaciekawienie czy wśród zwierzoludzi będzie jedna z dwóch samic. Miała przyrodzenie podobnie jak Lilly i wydawało się, że gdyby u liliowej mutacje poszły dalej w stronę ugorów, to by pewnie wyglądała podobnie do Gendy. A tak była jakby w połowie drogi między nią a ludzką kobietą.
    - Jakbyście nam pomogli z Adrienne to może też by mogła tutaj przychodzić na te spotkania. Na razie to z Hubertem woleliśmy nie ryzykować. - Oksana pierwszy raz była na tym spotkaniu. Miało to być wyraz zaufania i wspólnoty obu zborów. Hubert bardzo żałował ale nie wolał nie ryzykować swojej przykrywki porządnego kupca tekstylnego więc teraz pewnie spędzał wieczór u boku swojej tłustej i mało urodziwej małżonki. Fabienne i tak już wcześniej bywała na tych nocnych orgiach, dzisiaj też miała być. Ale jego krawcowa jaka prywatnie miała bardzo dominujący charakter, była tu po raz pierwszy. I oczywiście zastanawiała się czy ich nowa niewolnica z ratusza jaka wczoraj tak wdzięcznie im się oddawała i usługiwała a nawet dała się zasiać dziedzictwem Oster, była gotowa na orgie ze zwierzoludźmi. Na razie uznali z Hubertem, że chyba jeszcze nie. Ale jakby nad nią popracwać to może na następną już by była na tyle urobiona aby można ją tu było zabrać?

    Wszyscy - wieczór

    Zrobił się dojrzały wieczór gdy do tych pląsów i zabaw dało się usłyszeć odgłos wozów. Od razu zrobiło się ciszej gdy nastał moment niepewności kto się zbliża. Zwłaszcza, że o tej porze to już nikt nie powinien podróżować. Teoretycznie powinien być to wóz szlachcianek ale do końca pewności nie było. Na szczęście to właśnie były one. Przyjechały o dziwo zwykłym wozem, chociaż krytym plandeką. A gdy zaczęły zeskakiwać na ziemię okazało się, że są ubrane jak zwykle praczki, służące albo chłopki. Tylko lady Soria lśniła wśród nich jak czerwony rubin, swoją śmiałą i elegancką suknią.
    - Oh, nie miejsce takich zdziwionych min przyjaciele. Przecież tak będziemy się tu tarzać, że i tak wszystko będzie do prania. A gdyby ktoś niepowołany nas zobaczył to lepiej aby nie dojrzał wśród nas jakiejś szlachty prawda? - Wężowa syrena weszła w to już nieźle rozochocone towarzystwo jak diwa do swoich wielbicieli. Wydawała się nieziemsko piękna i nawet te kobiety co już przyjechały tu wcześniej i były częściowo roznegliżowane, też patrzyły na nią z uwielbieniem jakby była ich królową.
    - O! No to teraz mamy komplet! - Zaśmiała się Łasica, klaszcząc z radości w ręce. A nowe towarzyszki szybko rozsiadły się na pniach i kocach witając się ze swoimi znajomymi. A, że większość towarzystwa bywała gośćmi w lochu Pirory czy wczoraj w teatrze to wyszło to na bardzo ciepłe i przyjacielksie powitanie.
    - Do konca zastanawiałam się czy Kamilę nie zaprosić. Jest już tak blisko nas. Myślę, że dojrzała na tyle aby zrobić następny krok. Ale mimo wszystko całe stado zwierzoludzi to może być dla niej szok. Może jakby jeden czy dwóch. Tylko zastanawiam się jak to zorganizować. Na razie dałyśmy jej ziółka nasenne i została w domu Rose. - Lady Soria zastanawiała się nad pełnym wtajemniczeniem córki kapitana portu. Kamila van Zee wydawała się być nią zafascynowana i zauroczona. Ostatnio coraz częściej brała udział w ich zabawach i nawet chędożyła się z kopytną Lilly. Ale czy była gotowa na pełnowymiarową orgię z kopytnymi to tego nawet Soria nie była taka pewna.
    - To tutaj będzie ta orgia? A kiedy przyjdą ci zwierzoludzie? Ja już to z rogaczami robiłam no ale najwyżej z dwoma na raz. - Astrid była zaciekawiona miejscem i przyznała się, że nie byłby do dla niej pierwszy raz z kopytnymi.
    - Wiecie co? - Lady Odette była ubrana w prostą suknię i miała rozpuszczone włosy a nie starannie ufryzowane jak zwykle. Dlatego wyglądała jak zwykła służka. Tylko taka bardzo ładna i zgrabna o dziwnie zadbanej cerze, makijażu i uszminkowanych ustach. No ale to było widać z bliska. - Chyba się zaczyna! - Powiedziala i z ekscytacją położyła dłon na swoim brzuchu. - Czuję takie jakby swędzenie. I burczenie w brzuchu. Oh! Więc to może być to co Fabi mówi! - Wyglądała na bardzo podekscytowana tymi swoimi doznaniami. I wskazała na siedzącą obok bretońską szlachciankę co potrafiła tak barwnie zachwalać pseudciążę z czerwiami. - I dlatego dziś wysłałam list do moich koleżanek w Saltzburgu. Bez detali oczywiście. Ale umówiłam się z nimi jeszcze przed wyjazdem co i jak. Niech przyjeżdżają i też spróbują tych namiętności co tu macie! - Aktorka mówiła jakby uważała to wszystko za ekscytującą, romantyczną przygodę jaką bardzo chętnie przeżywała.
    - Jestem przekonana, że to dopiero początek namiętnych doznań jakie cię czekają moja droga. Mnie się ostatnio śniło, że karmię te czerwie własnymi piersiami. I ciekło z nich takie dziwne, gęste mleko. I chyba były trochę większe niż teraz. No ale sprawdzałam i przed wyjazdem z domku Rose sprawdzałyśmy i no niestety nic z nich nie cieknie. Szkoda. To byłoby coś nowego. We śnie wokół sutków miałam takie dziwne zadrapania. Jakby od czegoś okrągłego. Ale teraz ich nie mam. To chyba nie od czerwi bo one chyba nie mają żadnych zębów ani nic takiego. Muchy mają te tutki i szczypce ale nie widziałam ich we śnie. Jeden z tych zwierzoludzi co ma owadzią głowę też ma coś podobnego w pysku. Może to coś z nim wspólnego? - Fabienne dodała otuchy miodowłosej szlachciance i sama podzieliła się z towarzystwem co jej się ostatnio śniło. Wydawała się być zafascynowana tym snem i ciekawa jak można by go zrealizować w praktyce.
    - Ja bym była gotowa spróbować tego zasiania. Też miałam sen. O tym, że kocham się z pająkami i one ze mnie robią kokon aby pomóc powrócić Pajęczej Królowej. A jak rozmawiałam z milady to może te sny staną się klarowniejsze jak będę miała te czerwie w sobie? Przecież to część dziedzictwa Sióstr więc także i Pajęczej Królowej. - Marissa była pierwszy raz na tej orgii. Była pacjentka hospicjum wydawała się całkowicie podporządkowana woli Soren, jaka jej się objawiała jako Pajęcza Królowa. Tylko ta wola bogini nie była dla śmiertelniczki zbyt czytelna. Liczyła, że zasianie mogłoby jej pomóc ją zrozumieć. A czy by się dołączyła do orgii z kopytnymi to jeszcze nie była pewna.
    - Ja zostanę przy wozie. Sami rozumiecie. W razie czego musi być ktoś trzeźwy, czysty i ubrany. - Pirora jak zwykle przyjechała ale wolała się trzymać na uboczu. Nie miała ochoty pokładać się ze zwierzoludźmi.

    Ze szlachciankami przyjechały jeszcze dwie piękności, Layla i Annika. Jednak wyraźnie mniej udzialały się w dyskusjach. Wężowa kapłanka z powodu bariery językowej. Nie znała reikspiel ale mogła się porozumieć z tymi co znali bretońśki albo estalijski. Zwykle więc Lars, Soria albo inne błękitnorkwiste robiły za pośredników w rozmowie z nią. Annika zaś wyglądała lepiej niż gdy ją rano Otto widział. Ale jadła, piła i patrzyła. Wyglądała na przygnębioną albo zmęczoną. Przy takich wojownikach jak Silny, Egon, Lars czy Rune wydawała się drobniutka. Z urody i zgrabnej sylwetki, bardziej pasowała do hedonistek niż wojowników. A jednak to ona miała jeszcze nie do końca zagojony siniak pod okiem i rozciętą wargę. Marissa i Fabienne siedziały blisko niej i traktowały ją jak kogoś bliskiego ale chorego, jakiemu należy się troska. Gdy w pewnym momencie szlachcianka usiadla za jej plecami i delikatnie zaczęła masowac jej barki i całować kark, wreszcie Annika wydawała się odprężać.

    Wieczór - północ

    Zabawy na polanie przerodziły się w pełne swawole. Większość uczestników już pozbyła się zbędnych ubrań i przeszła do bardziej bezpośredniego etapu integracji. Gdzie się nie spojrzało to widać było jak tam się ktoś całuje, tam podskakujące żwawo piersi albo czyjąś żyć jaka energicznie zderzała się z kobiecymi biodrami. Już to wyglądało jak wstrętna, plugawa orgia jaka przeczy prawom dobrych bogów i przyzwoitości ludzkiej. A gdy Morrslieb stał w zanicie oświetlając te bezeceństwa swoim upiornym, zielonkawym światłem to pojawili się nowi aktorzy tej sceny. Jak zwykle wyszli z lasu w ciszy, że zajęte chędożeniem towarzystwo nie zorientowało się dokładnie kiedy aż kopytni pojawili się na krawędzi widzialności z ognisk. To przerwało te zabawy. Ludzcy wyznawcy Chaosu powstali aby przywitać swoich kopytnych sojuszników. Na czoło wysunela się lady Soria. Nawet całkowicie naga, wyglądała olśniewająco. Jakby jakiś rzeźbiarz uchwycił ideał kobiecego ciała a potem ktoś ożywił ten posąg. Soria przemówiła do kopytnych w ich języku jaki dla ludzi był niezrozumiały.
    - Ej. Ten jest jakiś inny. Wcześniej go chyba nie było. - Łasica zmrużyła oczy. Właśnie przypiętą do bioder zabaweczką intensywnie penetrowała trzewia Daktylka. Co im obu się bardzo podobało. Ale to ona pierwsza zauważyła, że ich wężowa milady rozmawia z kopytnym jakiego wcześniej tu nie było. A wyglądał, że ma coś jakby koronę z piór i rogów jeleni na głowie. Przy każdej włochatej nodze stały jeden, złowrózbnie wyglądający brytan. Gnak stał tuż obok niego ale tuż za nim jakby uznawał jego wyższość.
    - I chyba jest ich więcej niż ostatnio. - Burgund zauważyła kolejny detal. Wstała z kolan bo właśnie obrabiała berła kolegów z użyciem dłoni, ust i swoich dorodnych piersi. Jeszcze nie wszystkich było widać, część z ungorów jedynie była zarysowanymi sylwetkami zbyt daleko od blasku ognisk aby dostrzec szczegóły. Jednak wyglądało, że jest ich trochę więcej niż ostatnio.
    - Lily co oni mówią? - Silny zapytał jedynej która poza Sorią, znała język kopytnych. Ta przycłuchiwała się rozmowie.
    - Soria ich wita… Oni też… To jest ich wódz… Tym razem przyszedł osobiście… Bo jego wojownicy bardzo dobrze mówili o ludzkich samicach jakie się tu z nimi chędożą… I dlatego też przyszedł… - Mutantka tłumaczyła to co dała radę usłyszeć z rozmowy milady i wodza ungorów. Ta nagle skończyła się gdy syrena odwróciła się swoim piersiastym frontem do swoich towarzyszy.
    - Przyjaciele! Radujcie się. To jest Ungard Chytre Oko! Przybył dziś osobiscie bo wiele dobrego słyszał o nas od swoich wojowników! Powitajmy ich jak naszych przyjaciół i sojuszników! - Milady uniosła dłonie gdy przedstawiała wodza ungorów. Gdy klasnęła w dłonie większość kultystów zrobiła to samo. I powitała kudłatych oklaskami, uśmiechami i winem. Ci ruszyli za Sorią i swoim wodzem stopniowo mieszając się z nagimi i rozgrzanymi namiętnością ludźmi.
    - O, jest Genda! - Onyx ucieszyła się, wzięła drugi kielich wina i podeszła do jednej, z nielicznych samic zwierzoludzi. Wszystkich mogło być ich tu dzisiaj z kilkunastu, może nawet dwie dziesiątki. Rozochocone ludzkie towarzystwo, jakie w większości już miało do czynienia w tym temacie, całkiem szybko zaczęło się integrować z kopytnymi. Z powodu bariery językowej nie było okazji do rozmów. Za to wino, śmiech i chędożenie było dość uniwersalnym językiem zrozumiałym dla obu ras. Kopytni też byli zbyt prymitywni aby bawić się w konwenanse, raczej przypominali zwierzęta w okresie godowym.

    Wreszcie okazało się też co Łasica przygotowała dla Fabienne i Odette. Zrobiło się z tego małe widowisko. Obie łotrzyce wyłuskały z zabaw obie szlachcianki i poprowadziły je do kamienia ofiarnego. Najpierw zaczęły przywiązywać miodowłosą diwę. Ta już od dawna była bez ubrania więc było widać jak liny unieruchamiają jej smukłe, kształtne ciało. Ona sama wydawała się być tym bardzo podniecona jakby przeżywała jakąś niesamowitą przygodę. Bez sprzeciwu, pozwoliła się im przywiązać do pochylonego kamienia. I ci co tu byli w poprzednim tygodniu, od razu rozpoznali, że zajęła miejsce czarnowłosej Bretonki. Tego jeszcze co niektórzy mogli się jeszcze spodziewać skoro lotrzyce jej to obiecały. Gdy jednak skończyły wiązać artystkę zabrały się za von Mannlieb. Kazały położyc jej się na ziemi, tuż przy kamieniu. A potem wbiły kołki w ziemię, tuż u stóp von Treskow. I do tych kołków przywiązały nadgarstki szlachcianki. - No to tak jak wam obiecałam. Ty będziesz naszą główną ofiarą dzisiaj. - Łasica była wyraźnie dumna z siebie gdy odezwała się do przywiązanej diwy. - A ty Fabi, skoro jesteś najnędzniejszą z nędznych i najpodlejszą z podłych to twoje miejsce jest w błocie. I spadnie na ciebie całe plugastwo z chędożenia Oddie. No i jak ktoś będzie chciał taką brudną ladacznicę jak ty wychędożyć to oczywiście to zrobi. - Łotrzyca wreszcie zdradziła na czym miał polegać jej plan. Co ludzcy kultyści przywitali z auplauzem i wesołymi śmiechami.
    - Oh ależ to upokarzające! To jest dopiero orgia! I to nawet ze zwierzoludźmi! No wreszcie było warto przyjechać do tej śmierdzącej rybami dziury! - Odette von Treskow roześmiała się serdecznie jakby właśnie zaczynał się najciekawszy rozdział dzisiejszej zabawy.
    - Łasico, jesteś taka kochana. To naprawdę miło, że o mnie nie zapomniałaś. Jestem ci bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że później pozwolisz mi wyrazić swoją wdzięczność. - Fabienne von Mannlieb też wyglądała na zachwyconą a wręcz wzruszoną swoim miejscem w tym bezecnym rytuale. I obdarzyła stojącą nad nią łotrzyce pełnym wdzięczności spojrzeniem.

    ---

    Przybycie zwierzoludzi otwarło nowy etap orgii. Dodało nowych aktorów do tej plugawej sceny. Obie grupy skutecznie się wymieszały w tych harcach. Tam Łasica podskakiwała na biodrach kopytnego, gdzieś bok Burgund na czworakach była brana przez ungora i kultystę jednocześnie. Ten nietypowy zwierzoczłowiek z głową owada i dziwnym przyrodzeniem w kształcie krótkiej macki lub larwy nauczony poprzednim doświadczeniem od razu poszedł do dwóch uwiązanych do kamienia szlachcianek. Otto złapał się spojrzeniem chyba z tym samym myśliwym z jakim miał do czynienia ostatnio. Nie mówili tym samym językiem ale widać było zapytanie w prawie ludzkiej twarzy ungora. Wypięta na zwalonym pniu Astrid była brana przez Lilly i ungora na raz. Soria bez z przyjemnością przyjmowała po dwóch, trzech kochanków na raz i wcale nie wyglądała na zmęczoną, raczej jakby tylko nabierała apetytu na jeszcze. Ale wszystko ma swój koniec. W napędzane namiętnością ciała coraz częściej wkradało się zmęczenie. Coraz więcej par i postaci pokładało się gdzie popadło. Na kocach, kamieniach, kłodach. Chciwie pili wino albo sycili swoje żołądki. Widać było, że w tej głębokiej nocy jest naturalna przerwa. Ludzie i nieludzie siedzieli lub leżeli obok siebie, pli, jedli i rozmawiali. Już największy szał namiętności raczej minął i teraz była okazja aby porozmawiać o czymś innym niż kogo i jak teraz wychędożyć.

    Rozgrywka import

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    @Zell Dzięki za dobre słowo Zell 🙂 I tak, potwierdzam, prawdopodobnie od następnej tury, Zell wróci do gry swoją postacią co mnie niezmiernie cieszy 🙂

    Rekrutacje

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dhratlach Oki, odpisałem na czacie 🙂

    @santorine @ketharian Dzięki za dobre słowo i wsparcie chłopaki 🙂 Miło mi się zrobiło 🙂

    Rekrutacje

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    Przykład z rozbójnikiem to przykład jak się liczy te punkty. Jaka jest cena za co. Ale to tylko przykład. Limit dla BG jest 2000 pkt.

    Rekrutacje

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dhratlach

    @Dhratlach napisał w [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa:

    Czy dobrze widzę, że brakuje Nurgle'a i Slaanesh'a? Czy może dopuszczasz dublowanie się Patronów? Ogólnie jak widzisz udział nowego gracza? Jakieś specjalne preferencje co do profesji?

    - Z aktywnych BG na tą chwilę jest Egon od Khorna i Otto z ogólnego Chaosu. Zell ma niedługo wrócić do gry Henrim od Tzeentcha. Nowy gracz może sobie wybrać dowolnego patrona. Kult jest na tyle duży, że są w nim członkowie od każdego patrona więc i tak będzie się coś powtarzało.

    - Co do nowego gracza to cóż mam powiedzieć póki nie widzę KP? 🙂 Jak coś szczególnie Cię interesuje to pytaj. Zapraszam nowych graczy dlatego robię tą rekrutę 🙂

    - Co do profesji to nie mam preferencji. Per se w mechanice bastionowej nie ma profesji. Każdy sobie sam składa postać, także mechanicznie. Ale co do tego kim ma być postać to jest dowolność. Dobrze jednak mieć na uwadze, że oficlanie to kultyści mają jakąś przykrywkę (Otto jest mnichem w hospucjum, Egon jest gladiatorem, Henri emerytem). Społecznie dobrze by było dobrać Rangi do odgrywanej roli czyli nie tworzyć szlachcica z Rangą 3 bo to się fabularnie kupy nie trzyma. Jak coś Cię interesuje dokładniej to pytaj 🙂

    Rekrutacje

  • [Warhammer 2ed] Kultyści - Lato 2519 - rekruta dodatkowa
    Pipboy79P Pipboy79

    Kultyści - Lato 2019

    Siemka 🙂

    Zapraszam do naszej sesji "Kultystów". To sesja z uniwersum Warhammer 2ed. Ciąg dalszy przygód rozgrywanych wcześniej na poprzednim forum. Graliśmy we czwórkę, jeden z Graczy nam się wykruszył, więc obecnie zostałem ja i dwóch Graczy (Seach i Santorine). Dlatego znalazłoby się miejsce dla jeszcze kogoś 🙂

    Sesja fabularnie jest osadzona w 2-ed, dokładniej w roku 2519 KI, w północnych wybrzeżach Nordlandu. Dokładniej w niewielkim porcie Neues Emskrank. Mechanicznie prowadzę sesję na swojej autorskiej przeróbce mechaniki jaką nazywam bastionową. Tu jest omówiona nieco dokładniej: https://forum.rolltelling.pl/topic/71/mechanika-bastionowa-wariacja-warhammer-2ed

    Sesja jest o tyle specyficzna, że BG wcielają się w kultystów Chaosu. Czyli taka zamiana ról bo gra się tymi z którymi zwykle BG mają na pieńku w innych sesjach. To jeden z powodów dla jakiej sesja jest dla osób dorosłych i takich którzy chcą wejść w skórę plugawych wyznawców Chaosu.

    Kult w jakim są BG na razie działa w ukryciu i stara się uzbierać artefakty i wiedzę aby przywołać Cztery Siostry. Czyli potężne byty z piekielnego wymiaru. To cel długofalowy. Bliższym jest atak na śmietankę towarzyską miasta podczas turnieju/festynu. Oprócz tego postacie mają sporo osobnych przygód i pobocznych questów.

    Sesja jest "stacjonarna" a nie "drogi". Czyli większość wydarzeń dzieje się w Neues Emskrank i okolicy.

    Rytm sesji to zwykle 1-3 tury w ciągu doby w świecie gry, najczęściej wychodzą nam 2 tury w ciagu doby. Co do rytmu pisania tur to staramy się aby był 2-tyg choć nie zawsze nam to wychodzi.

    Sesja najczęściej przypomina piaskownicę. Bo BG zwykle sami łażą po mieście za swoimi sprawami i wspólnych scenek jest względnie niewiele. Tak samo wychodzi ja tego nie ustalam, nie zabraniam, nie nakazuję ot mówię jak zwykle to wychodzi w sesji.

    Sam zbór Starszego do jakiego należą BG jest tolerancyjny na wszystkich czterech patronów plus Chaosu Niepodzielonego. Są w zborze i BG i BN z różnych wyznań. Są w nim i szlachcianki, i magistrowie, i zbiry spod ciemnej gwiazdy.

    Google Doc jest w użyciu przez obecnych Graczy. Używają go dobrowolnie. I mnie pasuje takie rozwiązanie. Ale jeśli ktoś ma opory to może pisać post-w post. No tylko wtedy jeśli tura będzie trwała minimum 2 tyg musi poczekać aż się skończy. Tura najczęściej zajmuje ok pół doby lub jakieś wydarzenie np. wieczór w teatrze, zbór etc. Więc posty w stylu "to ja go tnę" w ogóle nie pasują do takiego stylu grania.

    Jestem MG który nie uznaje BG za święte krowy 🙂 Czyli nie uważam, że odgórnie BG ma zawsze rację, zawsze musi rozwiązać zagadkę, zawsze musi wygrać "bo to BG".

    Na ten moment jest nas w sesji trzech:

    Pipboy - MG
    Seach - Otto, mnich, Chaos Niepodzielony
    Santorine - Egon, gladiator, Khorne
    Zell - były inkwizytor, Tzeentch (obiecała, że wróci do gry)

    Tworzenie postaci

    Fabularnie

    • BG musi być wyznawcą Chaosu.
    • BG musi być człowiekiem lub ludzkim mutantem (tabelki z Księgi Spaczenia).
    • BG nie może być tajnym agentem inkwizycji ani żadnym walenrodem.
    • BG musi być grywalny (bez obnoszenia się z mutacjami, symbolami Chaosu, umiec działać pod przykrywką).
    • BG musi mieć sny od wybranej patronki (jednej z Sióstr, zgodnie z wyznaniem). Te sny kierują postać do zboru Starszego (prędzej czy później). Dobrze by było opisać taki sen w KP.
    • BG musi być członkiem zboru Starszego. Ale, że to nowa postać to można wymyślić powód dla jakiej nie było jej przed kamerą do tej pory (wyjazd, wyprawa, rejs, choroba, szkolenie, poszukiwania etc).
    • Wymyśl po jednej relacji z innymi kultystami, pozytywną, neutralną i negatywną. Starszy, Łasica, Silny, Kurt, Rune, Onyx, Sigismundus, Tobias. Ci co na liscie kultystów są zaznaczeni kursywą.
    • Wymyśl 3 osoby jakich postać zna na mieście (koledzy, informatorzy, służące, handlarze etc.)
    • Opisz gdzie i jak mieszka postać i czym zajmuje się na co dzień jeśli nie załatwia tajnych, spiskowych spraw.

    Mechanicznie

    Staty główne na 30
    ŻYW 12
    SZY 4
    A 0

    Masz 2 000 PD do rozdysponowania. Te punkty możesz wydać np. na cechy główne wynikające z rasy, dodatków zdolności i umiejętności wynikające poza darmowy limit (20 podstawek + 5 um.zaawansowanych). Nie musisz wydawać wszystkiego jak chcesz możesz sobie zostawić coś na później. Cennik wygląda następująco:

    Szybkość o 1 = 200 PD. (max o 1 na całą grę).
    Cechy dwucyfrowe (od WW do OGŁ) o 5 = 100 PD (max do 50, 60 i 70)
    Żywotność o 1 = 200 pkt. (max o 4).
    Atak o 1 = 300 pkt. (max do 3)
    Mag o 1 = 500 pkt. (max do 3)
    Ranga o 1 = 300 pkt.
    umiejętność podstawowe i zdolności = 100 PD.
    umiejętności zaawansowane = 300 PD

    • Górny limit na Cechy Głównych to do 50 (2x cechy poślednie), do 60 (4x cechy standardowe) i do 70 (2x cechy dominujące).

    Przykład:

    Powiedzmy, że myślę o takim klasycznym rozbójniku na trakcie, a dokładniej o szefie takiej małej bandy banitów. Mógłby więc wyglądać mniej więcej tak:

    WW x2 = 200 PD (200 PD)
    US x2 = 200 PD (400 PD)
    INT x2 = 200 PD (600 PD)
    SW x4 = 400 PD (1000 PD)
    OGŁ x3 = 300 PD (1300 PD)
    ŻYW x2 = 400 PD (1700 PD)
    A x2 = 600 PD (2300 PD)
    Ranga x2 = 600 PD (2900 PD)
    um.: br.palna = 100 PD (3000 PD)

    Pomoce

    Lista kultystów ze zboru Starszego

    00 - Merga (RK 😎 - wyrocznia i wiedźma, prawa ręka Starszego (Tzeentch)
    01 - Starszy (RK 7) - zamaskowany, charyzmatyczny lider kultu (Chaos Niepodzielony)
    02 - Łasica (RK 5) - dziewczyna z ferajny, włamywaczka i oszustka (Slaanesh)
    03 - Silny (RK 4) - chłopak z ferajny trudniący się siłowymi rozwiązaniami (Khorne)
    04 - Kurt (RK 3) - kuternoga, stary bosman i wilk morski (Chaos Niepodzielony)
    05 - Egon (RK 3) - gladiator i potężny wojownik (Khorne; BG)
    06 - Aaron (RK 2) - magister szarej magii i zawodowy pijus (Tzeentch)
    07 - Versana (RK 2) - wdowa po kupcu i właścicielka magazynu i sklepu (Slaanesh)
    08 - Kornas (RK 1) - eunuch i wojownik, ochroniarz Versany (Slaanesh; podwładny Versany)
    09 - Strupas (RK 2) - żebrak i nosiciel garbu, pcheł i smrodu (Nurgle)
    10 - Pirora (RK 2) - młoda szlachcianka z Averlandu i mecenas sztuki (Slaanesh)
    11 - James (RK 1) - ochroniarz Pirory (Slaanesh podwładny Pirory)
    12 - Joachim (RK 2) - magister niebiańskiej magii, astrolog i astronom (Tzeentch)
    13 - Rupert (RK 1) - rybak i właściciel łodzi (pomocnik Joachima)
    14 - Norma (RK 2) - toporniczka i berserker z plemienia Mergi i jej ochroniarz (Khorne)
    15 - Lilly (RK 1) - dwupłciowa mutantka z kopytami, z jaskini odmieńców (Slaanesh)
    16 - Gretchen (RK 1) - wyzwolona zimą z kazamat mutantka (Chaos Niepodzielony)
    17 - Burgund (RK 1) - dziewczyna z ferajny i nieodłączna partnerka Łasicy (Slaanesh)
    18 - Vasilij (RK 1) - herszt bandy lokalnych przemytników (Chaos Niepodzielony)
    19 - Rune (RK 1) - były maruder, po przybyciu do miasta odparł na krwawy zew (Khorne)
    20 - Sigismundus (RK 1) - bezwzględny eksperymentator (Nurgle)
    21 - Onyx (RK 1) wyzywająca hedonistka lubiąca przygody z dreszczykiem (Slaanesh)
    22 - Tobias (RK 1) poszukiwacz zakazanej wiedzy (Tzeentch)
    23 - Henrich (RK 1) ex łowca czarownic (Tzeentch; BG)
    24 - Otto (RK 1) ex zakonnik (Chaos Niepodzielony; BG)
    25 - Gunther (RK 1) - ochroniarz Joachima (pomocnik Joachima)

    Kursywą są zaznaczon
    Legenda o Czterech Siostrach

    (Opowiedziana przez Mergę wieczorem na zborze 02.31 (T 87) w zimie)

    • U nas na północy mamy wiele legend. Jedna z nich mówi o czterech siostrach. - zaczęła mówić wyrocznia i okazało się, że posiada dar snucia opowieści jak prawdziwy bard. Bo wydawało się, że z miejsca przykuła do siebie uwagę pstrokatej widowni.

    • Już chwili ich narodzin wszelkie towarzyszyły im niebywałe znaki na niebie i ziemi zwiastujące wszystkim, że ta czwórka jest wybrańcami bogów i została przeznaczona do wielkich czynów. A i gdy dziewczynki dorastały, zmieniały się w dziewczęta a potem młode kobiety wszystko zdawało się potwierdzać. Wszystkie były piękne, bystre, silne i zdrowe. Wielu mężów chciało je mieć za żony ale one nie były im pisane. Ich przeznaczeniem było stać się wybrańcami bogów. Chociaż każda była inna i każda obrała sobie innego patrona. - Merga zaczęła opowiadać tą legendę. A słuchało się tego całkiem przyjemnie. Zwłaszcza, że nikt z pozostałych nie znał tej opowieści.

    Gdy dziewczęta dorosły wszystkie zdecydowały się opuścić rodzimą wioskę położoną gdzieś w Norsce. Ale każda była inna od pozostałych. I zdecydowała się służyć innemu patronowi oraz obrać inną drogę. Obiecały sobie solennie, że za dziesięć lat wrócą i spotkają się ponownie aby sprawdzić jak której poszło.

    Norra służyła Bogu Krwi. Już w młodym wieku pokonała w pojedynkach nawet najznamienitszych wojowników w swojej wiosce zaś wkrótce potem także tych z sąsiednich. Więc chociaż rzadko się to zdarzało szybko obrano ją wodzem wypraw łupieżczych mimo, że mężczyźni z północy niechętni zwykle byli słuchać rozkazów od kobiety. To tym razem wyczuwali, że w berserkerskim szale przez Norrę przemawia Krwawy Ogar. Więc szli za nią wszędzie gdzie rozkazała okrywając się coraz większą chwałą i sławą. Norra jednak w końcu znudziła się tak marnymi wyzwaniami i gdy razem z siostramy zdecydowała się opuścić Norscę ruszyła na północ. W kierunku strasznych Pustkowi Chaosu aby tam toczyć wieczną wojnę z różnymi czampionami, bestiami i demonami. Jej atrybutem była krwawa włócznia oraz płaszcz bestii z północy jaka była pierwszą jaka usiekła po opuszczeniu Norsci. Ten płaszcz miał ją chronić przed plugawą magią i zdradziecką bronią zasięgową aby mogła dopaść wroga i zakłuć go włócznią w bezpośredniej walce. Do dziś w Norsce mówi się, że wojowniczki jakie nie ustępują w polu wojownikom w szale bitwy niosą w swoim okrzyku echo szaleńczej furii Norry.

    Drugą siostrą była Oster. Oster ponoć uchodziła za najpiękniejszą z sióstr i wszyscy spodziewali się, że ofiaruje swoje ciało i służbę Wężowi. Tak się jednak nie stało. Z pozoru młoda i życzliwa dziewczyna nie kojarzyła się nikomu z kimś groźnym czy niebezpiecznym. Wydawało się, że rola zielarki, może szamanki w zupełności jej wystarczy. To były jednak tylko pozory. Oster zafascynowana była właściwościami ludzkiego ciała, jak się rodzi, dojrzewa, starzeje i umiera. Jak gnije, jak próchnieje, krwawi i boli. Nie było więc aż tak dziwne, że zdecydowała się służyć Panu Plag. W swojej podróży zdecydowała się ruszyć na wschód. Najpierw do Kisleva a potem jeszcze dalej aby zgłębiać zakazane tajniki magów, astrologów i uczonych z odległego Cathay’u i Nipponu. Poznała tysiące chorób, toksyn, jadów i lekarstw. Objawiła swoją niszczycielską moc gdy wywołała plagę w jednym z wielkich, wschodnich metropolii gdy jakiś zakochany w niej mandaryn chciał ją siłą pojąć za żonę. Jej szlak powrotny w kierunku Imperium i Norsci znaczyły epidemie, śmierć i mór. Opisywano ją jako młodą i piękną kobietę z sierpem do ścinania ziół i kociołkiem do warzenia mikstur. Do dziś ponoć szaleją po świecie zarazy jakie natchniona przez Pana Plag uważyła w swoim kociołku. Ale też właśnie jej przypisuje się mikstury leczące całkiem sporo innych chorób.

    Trzecia siostra, Soren, uchodziła za wesołą trzpiotkę hojnie obdarzoną przez naturę. Która potrafiła i bez skrupułów używała swoich kobiecych wdzięków przy każdej okazji. Praktycznie od początku miała kochanków obu płci i rzadko tylko jedno na raz. Gdy już wszyscy w jej rodzimej wiosce wydawali jej się nudni, z sąsiednich też, ruszyła jak jej siostry w dal. Tylko skierowała się na południe. Jej przejście zawsze znaczyły ślady orgii, wyuzdanych zabaw o jakich nawet w zamtuzach opowiadano z rumieńcem na twarzy. Podobno spółkowała z każdym stworzeniem jakie zwabiła, omamiła lub ujarzmiła. Nie na darmo nazywano ją Matką Wszystkich Potworów lub Królową Potworów. Jej błogosławiony miot do dziś grasuje po puszczach i jaskiniach południowców. Jej atrybutem był pejcz jakim potrafiła poskromić każdego kto wydał jej się na tyle interesujący aby z nim lec. Oraz kwiat lilii wpięty we włosy którym gdy chciała potrafiła oczarować każdego.

    Czwarta z sióstr uchodziła za najbardziej stonowaną i najbystrzejszą. Vesta zdecydowała się służyć Panowi Zmian a gdy siostry ruszyły w inne strony ona rozpoczęła swoją podróż na zachód. Zawsze żądna wiedzy i obdarzona naturalnym talentem do języków i posługiwania się Mocą pragnęła poznać całą wiedzę tego świata. Podobno szkoliła się u elfów aż nie poznali się na jej fałszywej naturze a i wiele lat spędziła w młodej jeszcze wówczas Bretonii. A kto wie gdzie ją jeszcze zagnała ciekawość. Jej atrybutem był kostur i księga. Podobno dzięki tej księdze mogła się komunikować z demonami i różnymi przedwiecznymi istotami jakie szeptały jej zakazane sekrety. Do dziś trwa przekonanie, że wiele zaklęć i przepisów magicznych sprokurowała lub wykradła elfom i południowcom, wypaczyła na modłę Tzeentcha właśnie Vesta.

    - I taka to właśnie nasza legenda. Jedna z wielu jakie mamy. - wyglądało na to, że Merga skończyła przedstawiać tą historię. Czar zasłuchania jakby prysł i pozostali zaczęli rozglądać się po sobie.

    - No ale… Co to ma do nas? - Silny okazywał wyroczni całkiem sporo respektu chociaż wydawała się właśnie raczej jakąś uczoną albo magiem niż wojownikiem. A on żywił szacunek i kult siły i wojowników. Więc mimo wszystko musiała jakoś wywołać na nim wrażenie.

    - No tak, do tej pory dość niewiele. - Merga uśmiechnęła się wesoło jakby nie dziwiła się takiemu pytaniu. - Mnie jednak, dzięki moim badaniom udało się ustalić coś czego nie ma w legendzie. - uśmiech zmienił się w chytry i triumfujący. Po czym wznowiła ten już mniej konwencjonalny ciąg dalszy tej historii.

    - Otóż siostry po dziesieciu latach, tak jak się umówiły spotkały się ponownie i wróciły do Norsci. Każda już jako champion swojego patrona. Jednakże. - uniosła do góry palec aby zwrócić uwagę na to co teraz powie.

    - Jednakże zanim wróciły na północ spotkały się gdzie indziej. Gdzieś gdzie żyły sobie wspólnie i każda próbowała udowodnić pozostałym, że jest najpotężniejsza od pozostałych. To miejsce było niemym świadkiem wspaniałych pojedynków i starć między nimi. Zawiązywanych sojuszy i nikczemnych zdrad. I na pewno nie było to u nas w Norsce. Bo każda z nich przybiła wraz ze swoimi sojusznikami do południowych wybrzeży Norsci. Więc to miejsce było gdzieś na południe od nas. - rogata kobieta spoglądała po swoich widzach i słuchaczach sprawdzając jak reagują na to wszystko. Na koniec zatrzymała spojrzenie swoich niesamowitych, złotych oczu na Starszym.

    - Tutaj. To było gdzieś tutaj. W naszym mieście albo okolicy. Wieki temu, możliwe, że jeszcze zanim postawiono tu pierwszy dom osady rybackiej nie mówiąc o tym poronionym pomyśle z budową miasta. Ale to musiało być gdześ tutaj. - Starszy wtrącił się i powoli zatoczył palcem krąg aby wskazać, że to dotyczy się całej okolicy.

    - Tak. Gdzieś tutaj. I siostry przemawiają do was. Zostawiły tu swoje skarby i dary. Dla swoich wyznawców, dla tych którzy będą podążać ich szlakiem. Siostry chcą powrócić. Przebudzić się. I to już tu wyczuwam. To jest ta nienazwana siła jaka objawia się w tak wielu snach. Każda z nich zostawiła tu cząstkę siebie. Każda z nich szepcze inaczej do kogoś kto jest jej podobny i podąża podobną ścieżką. Musimy odnaleźć te skarby i tajemnice jakie nam pozostawiły. Pomóc wrócić czterem siostrom przez eony czasu i zapomnienia. A gdy to się uda to to miasto będzie nasze. - Merga rozpromienionym wzrokiem powiodła po pozostałych biesiadnikach.

    Linki:

    link do sesji: https://forum.rolltelling.pl/topic/61/kulty%C5%9Bci-lato-2519/285

    link do ściągi kto jest kto: https://docs.google.com/document/d/1jaNUqQvwdwDjiCyhsa9TEWhCR_HypKdZHV3Qw47fqeE/edit?tab=t.0

    link do mechaniki bastionowej: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit?tab=t.0


    Termin rekruty do do końca stycznia. Czyli do sb 01.31.

    Myślę, że 1-2 BG dałbym radę przyjąć do sesji.

    Jeśli coś jest niezbyt klarownie napisane to daj znać. Postaram się to wyjaśnić.

    Zachęcam do odzewu i jakiegoś kontaktu jeśli ktoś by myślał o jakiejś postaci. Lepiej to omówić teraz zanim się właduje czas i energię w robienie KP.

    No i na razie ode mnie chyba tyle. 🙂

    Rekrutacje

  • Mechanika Bastionowa (wariacja Warhammer 2ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Siemka

    Wstęp

    - Chciałem Wam przedstawić swoją autorską przeróbkę mechaniki Warhammera 2-ed. Stosuję ją w swoich sesjach Warhammera np. “Bastion”, “Kultyści” czy “Skarby Lustrii”. I uważam, że jak na mechanikę szczegółową to częściej mi się sprawdza w sesjach niż nie. No a to ja, jako MG, mam z nią najwięcej styczności w sesjach. Dla Graczy, w wersji minimalnej to kontakt z cyferkami może się skończyć po wysłaniu KP. Niemniej chciałem zaprezentować tą mechanikę szerszemu gronu a nie tylko moim Graczom.

    Warhammer - Mechanika szczegółowa

    - Nie wiem czy jest jakaś oficjalna nazwa na ten rodzaj mechanik gier jaką ma Warhammer. Ja je na swoje potrzeby nazywam “szczegółowymi”. Bo opisują każdy lub wiekszosć detali danej sceny a nie całą scenę jako całość. Do tej kategorii myślę, zalicza się większość klasycznych mechanik czyli Warhammer, Neuroshima, D&D, Wampir Maskarada nawet moja autorka (Parchy). To te mechaniki gdzie opisuje się ile metrów można przebiec w turze, ile razy strzelić, zrobić unik, zaatakować wręcz itd. Takie co szatkują sceny akcji czy skradanek na mniejsze klocki z jakich dopiero buduje się na żywo daną scenę właśnie. Moim skromnym, zdaniem to całkiem niezłe rozwiązanie ale skonstruowane z myślą o sesjach stołowych gdzie gra się na zywo. Natomiast niezbyt się sprawdzają w sesjach forumowych. Dlaczego? Ponieważ przepływ informacji jest znacznie spowolniony w porównaniu do spotkania na żywo. I jak zwykłem mawiać, w sesji forumowej najwięcej czasu spędza się nie tyle na kostkowaniu walki, liczeniu segmentów czy sprawdzaniu statów ile na skompletowaniu deklarek od wszystkich Graczy. Dlatego uważam, że w sesji forumowej bardziej sprawdzają się mechaniki jakie w paru rzutach edytują całą scenę a nie jej pojedyncze klocki z jakich się ją buduje. Wtedy wystarczy jeden komplet deklaracji od Graczy i można sprawdzać wynik na kostkach całej sceny.

    - Piszę o tym dlatego, że moja mechanika do Warhammera - Bastion - to raczej nakładka na oryginalną a nie jakaś rewolucja i kompletnie coś innego. W przypadku gry forumowej więc cierpi na te same bolączki i słabości co forumowa. Często bowiem słyszę, nie tylko w stosunku do mechaniki Warhammera, że spowalnia grę. Że długo się rzuca takie walki. Moim zdaniem to właśnie z powodu owej bolączki zebrania kompletu deklarek i dotyczy to każdej mechaniki szczegółowej napisanej dla gier stołowych jakie gra się przez forum.

    Mechanika Bastionu - podstawy

    - A na czym polega ta moja nakładka na oryginalną mechanikę? Jak wiadomo, w Warhammerze (i nie tylko) są dwa podstawowe rodzaje testów: zwykłe i przeciwstawne. Zwykłe testy to się sprawdza ile ma ktoś potrzebnej Cechy +/- różne modyfikatory. Jak wyrzuci tyle co ta wartość lub mniej to osiągnął sukces jak więcej to porażkę. Koniec. Tak się rzuca np. ataki bronią zasięgową albo wypatrywanie pułapki. I tu raczej wiele się nie zmieniło w stosunku do oryginalnej mechaniki.

    - Drugim rodzajem testów są testy przeciwstawne. Czyli jak obie strony sprawdzają komu lepiej poszło. Tak się rzuca np. na skradanie pod kogoś, przekonywanie, blef albo na walkę wręcz. W oryginalnej mechanice obie strony wykonują potrzebne rzuty. Po czym sprawdza się ilość sukcesów lub porażek komu lepiej poszło. W Bastionie jednak jest to rozwiązane inaczej.

    - Podstawowa filozofia jest taka: albo coś się uda albo nie. Fifty - fifty. A na skali 1-100 oznacza to podział od 1 do 50 i od 51 do 100. Dlatego bazą takich testów jest wartość 50. Do tego dodaje się wartość jednej strony i odejmuje drugiej. Otrzymana różnica to proporcja szans komu może się udać taki test. I robi się jeden rzut zamiast dwóch.

    Przykład:

    Skradanie

    Zwiadowca chce się podkraść do strażnika.

    Zwiadowca: ZRĘ 45 + 10 z umiejętności = 55
    Strażnik: ZRĘ 35 + 0 z umiejętności = 35

    Rachunki: 50 (baza) + 55 (Zwiadowca) - 35 (Strażnik) = 70

    Interpretacja: na rzucie 1k100 wynik 1-69 to sukces Zwiadowcy, wynik 70 to remis, wynik 71-00 to sukces strażnika

    - Na tym polega esencja całego pomysłu z tymi rzutami przeciwstawnymi. Uważam, że jest to całkiem proste i intuicyjne rozwiązanie. Trochę wprawy i śmiga to całkiem płynnie. Jak ktoś by miał z tym problemy z liczeniem w pamięci zwykły kalkulator powinien załatwić sprawę.

    Zalety:

    - Znika problem niskich statów a więc niskich szans na wykostkowanie sukcesu przez niskopoziomowe postacie. Co jest jedną z bolączek oryginalnego Warhammera. Jak widać na powyższym przykładzie Zwiadowca nie ma jakichś epickich statystyk. Ale jak trafia na kogoś kto ma chociaż trochę niższe jego szanse na wykulanie sukcesu znacznie rosną.

    - Jeden rzut daje wynik za całą akcję. W powyższym przykładzie nie jest istotne czy BG byłby Zwiadowca czy Strażnik. Statystyki by się nie zmieniły. Domyślnie ta pierwsza strona opisana jest jako BG lub ich sojusznicy. Ale równie dobrze można odwrócić sytuację gdy to np. do BG - Strażnika ktoś się próbuje podkraść. Wówczas można odwrócić to równanie i rachunki wyglądałyby tak: 50+35-55=30. Na 1-29 wygrywa strażnik, na 30 jest remis, na 31-00 wygrywa Zwiadowca.

    Jakość sukcesu lub porażki

    Jeśli komuś potrzeba to może być istotne określenie jak bardzo się komuś coś udało lub nie. Czyli określenie poziomu sukcesu lub porażki. Na przykład jak blisko udało się podkraść skradaczowi albo jak się udało kogoś przekonać. Pomaga to też pogrupować podobne sobie wyniki w podobne kategorie.

    Ja pogrupowałem te wyniki w różne kategorie. Skok zrobiłem co 20 pkt. I wszystkie wyniki z danej kategorii oznaczają w miarę zbliżony efekt końcowy. Zaś porażki i sukcesy mają lustrzane nazwy np. mały sukces - mała porażka, duży sukces - duża porażka.

    Wyniki rzutów

    91+ > epicki sukces (ep.suk)
    71 - 90 > spektakularny sukces (sp.suk)
    51 - 70 > duży sukces (du.suk)
    31 - 50 > średni sukces (śr.suk)
    11 - 30 > mały sukces (ma.suk)
    10 - -10 > remis (remis)
    -11 - -30 > mała porażka (ma.por)
    -31 - -50 > średnia porażka (śr.por)
    -51 - -70 > duża porażka (du.por)
    -71 - -90 > spektakularna porażka (sp.por)
    -91> > epicka porażka (ep.por)

    - Czyli jeśli np. w tym pierwszym przykładzie między Zwiadowcą a Strażnikiem wypadałoby na 1k100 np. 41 wówczas gdyby było ważne tylko czy się udało no to udało się Zwiadowcy bo wynik jest po jego stronie puli (od 01 do 69). Jeśli jednak byłoby ważne jak bardzo się udało to sprawdza się to następująco:

    Wynik remisowy: w tym wypadku jest to 70
    Wynik rzutu kostką: 41

    Rachunki: 70 - 41 = 29 > ma.suk (wyniki od 11 do 30)

    - Same wyniki, że ktoś w danym teście osiągnął małą porażkę czy średni sukces mogą się wydawać zbyt abstrakcyjne dla zwizualizowania sobie konkretnej sceny i rzutu. Dlatego wiele z tych umiejętności dostało osobne tabelki z wynikami takich rzutów. Ale w tej chwili nie będe ich tutaj przytaczał.

    - Powyżej prezentuje podział i interpretację wyników jakie uszyłem na własne potrzeby. Jeśli jednak jakiś MG czy grupa potrzebowałaby innych to proszę bardzo. Równie dobrze ilość progów może wydawać się zbyt duża i można je podzielić co 30 pkt albo zbyt mała i można zrobić te progi 10-cio punktowe. Te 20 wydało mi się w miarę uniwersalne. Podobnie z nazwami tych progów, nie bawiłem się w finezję i jak ktoś chce może sobie je pozmieniać. I nie inaczej jest z interpretacją już konkretnych progów do fabularnych efektów. Komuś nie spodobają się te propozycje jakie ja uszyłem może zrobić własną rozpiskę.

    Dowolność doboru cech i brak Profesji

    Zapewne wiadomo jak działają Profesję w oryginalnej mechanice Warhammera. Jest jakiś obrazek, opis, oraz zestaw rozwoju cech i umiejętności jakie przypisane są do danej Profesji. Oraz strzałki rozwoju kariery jak można dostać się na tą Profesję albo przejsć do następnej. Tak w największym skrócie.

    W Bastionie właściwie nie ma tych Profesji. Albo raczej każdy może sam sobie uszyć taką profesję. Lub zmodyfikować tą z podręcznika coś do niej dodając lub odejmując. Pozwala to uszyć postać jaką trudno byłoby zmajstrować po oryginalnych, podręcznikowych Profesjach. Jeśli jednak ktoś chce nic nie stoi na przeszkodzie aby otworzyć podręcznik i przepisać sobie umiejętności i zdolności z danej profesji. Zalecam to zwłaszcza magom którzy mają część umiejętności jakie są niezbędne do sprawnego posługiwania się magią. Ja np. projektując swoich BN-ów do sesji wciąż posiłkuję się podręcznikiem co najwyżej modyfikując część statystyk przez zamianę jednych umiejętności czy zdolności na te co mi się wydają bardziej odpowiednie do danej postaci.

    Górne limity statystyk

    Ponieważ każdy może sam sobie uszyć swoją profesję jest realne, że początkowa postać będzie miała całkiem wysokie niektóre statystyki. Zwłaszcza te które uznaje za najważniejsze dla swojej postaci. A pozostałe będą pewnie na średnim poziomie (w granicach 30). Gracz wybiera swojej postaci dwie priorytetowe cechy, dwie poślednie i cztery pozostałe jako standardowe. Górny limit priorytetowych to do 70, standardowych do 60 a poślednich do 50. Są to limity zarówno na czas tworzenia KP jak i sesji.

    Przykład:

    Potrzebny mi wojownik, typowy trep z tarczą i włócznią. Więc za priorytetowe uznaje mu WW i KRZ. Te mogę podczas projektowania postaci jak i potem w sesji rozwinąć do 70. Za najmniej potrzebne uznaję INT i OGŁ. Bo to nie jest ktoś od gadania i myślenia. Te poślednie cechy mogę rozwinąć do 50. Zaś pozostałe (US, ODP, ZRĘ, SW) to cechy standardowe, te mogę rozwijać tej postaci do 60.

    Cennik rozwoju

    - Zarówno podczas tworzenia postaci jak i potem w grze można za punkty dokupić sobie wyższe statystyki dla swojej postaci albo pomocników jeśli postać główna je ma. Liczy się je od poziomu cech bazowych dla danej rasy np. dla ludzi jest to zwykle poziom cech od 30. Więc podobnie jak w oryginalnej mechanice rozwój cechy o 5 (30>35) to koszt 100 pkt, kolejne 5 to kolejne 100 pkt. itd. Jednak nie wszystkie rozwoje kosztują 100 pkt i ich ceny są zaprezentowane poniżej.

    Szybkość o 1 = 200 PD. (max o 1 na całą grę, łącznie z B.Szybki).
    Cechy dwucyfrowe (od WW do OGŁ) o 5 = 100 PD (max do 50, 60 i 70)
    Żywotność o 1 = 200 pkt. (max o 4).
    Atak o 1 = 300 pkt. (max do 3)
    Mag o 1 = 500 pkt. (max do 3)
    Ranga o 1 = 300 pkt.
    umiejętność podstawowe i zdolności = 100 PD.
    umiejętności zaawansowane = 300 PD

    - Powyższe dane to taki podstawowy zestaw jaki zwykle stosuję w swoich rekrutacjach i sesjach. Ale możliwa jest pewna modyfikacja. Na przykład jeśli osią przygody ma być banda nastolatków to powinni oni mieć niższe statystyki i limity niż dorośli. Albo jeśli sercem sesji mają być dworskie, polityczne czy kupieckie intrygi lub BG mają być oficerami na statku czy w wojsku to bazowa Ranga może być wyższa. Albo jeśli to ma być sesja dla BG - magów wszyscy mogą mieć ze startu 1 Magii lub jak wojowników to 1 Atak. Ale podstawowa wersja wygląda właśnie jak to przedstawiłem powyżej.

    Atak = 0

    - Przy tworzeniu KP, w przeciwieństwie do oryginału, każda postać ma Atak na 0. Więc jeśli chce sobie rozwinąć to musi wydać 300 pkt aby rozwinąć Atak 0>1.

    - Atak na 0 oznacza, że postać jest pacyfistą i nie lubi lub obawia się używać przemocy bezpośredniej. Nie może więc sama zaczynać walki wręcz. Może stać się jednak obiektem ataku czy napaści jaka wymusi na niej walkę i rzuty na WW. Wówczas testuje się to tak samo jak u innych postaci z Atakiem 1+ jednak w razie sukcesu takiego rzutu postać nie zadaje obrażeń. Może odepchnąć przeciwnika, próbować go złapać i unieruchomić ale nie zada żadnych obrażeń. W walce bezpośredniej jest to czysto defensywna postać. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby dowolnie używała broni zasięgowej (US) czy pułapek.

    - Atak też działa nieco inaczej niż w oryginale. Dokładniej to każdy poziom Ataku daje 1 kość k100. Czyli np. Atak 1 = 1k100, Atak 2 = 2k100, Atak 3 = 3k100 itd. Rzuca się odpowiednią ilością kości i wybiera się najlepszy wynik do sprawdzenia kto kogo trafił.

    Przykład:

    Weteran ma Atak 2
    Gladiator ma Atak 3

    Podczas swojej tury Weteran rzuca 2k100 np. 35 i 73. Do sprawdzania wyniku WW sprawdza lepszy rzut czyli w tym wypadku 35.

    W swojej turze Gladiator rzuca 3k100 np. 62,55,20. I też wybiera najlepszy wynik czyli 20 do sprawdzania kto kogo trafił.

    Ranga czyli pozycja społeczna

    - O ile wszystkie powyższe zasady to jakaś modyfikacja oryginalnych to Ranga to coś nowego. Ranga jest nową statystyką wymyśloną przeze mnie dla oddania pozycji społecznej i zasobności danej postaci. Mówi ona na jakim szczeblu drabiny społecznej zajmuje dany przedstawiciel tego społeczeństwa. W końcu Warhammer bazuje na systemie feudalnym gdzie nie ma miejsca na takie dyrdymały jak równość czy demokracja. I to mi się wydaje cechą charakterystyczną dla realiów bazujących na średniowieczu i renesansie jaką warto oddać także mechanicznie. Bo to jeden z elementów jaki właśnie różnią te realia od tego co mamy za oknem. To u nas dominuje równość i demokracja ale nie w feudalizmie. Chyba, że wewnątrz własnej klasy społecznej. I to właśnie oddają Rangi.

    - Rangi są względnie drogie. Jeden poziom kosztuje 300 pkt. Czyli tyle samo co Atak i już tylko Magia jest droższa (500 pkt). Co więcej skala jest o wiele większa bo od 1 do 15. Chociaż na co dzień najczęściej pewnie by się spotykało przedstawicieli do 7-9 Rangi. Chyba, że sesja toczyłaby się z założenia w wyższych kręgach. Dlatego jak zauważyłem spora ilość Graczy jedzie po minimalizmie w tych Rangach preferując wydawanie pkt przy tworzeniu postaci na inne rzeczy. Niemniej to oznacza, że raczej zostają na samym dnie drabiny społecznej i wiele drzwi z wyższych sfer czy urzędów może być przed nimi zamkniętych bo mówiąc kolokwialnie - są plebsem. Jeśli ktoś nie ma z tym problemu bo zamierza grać zwykłym soldatem, parobkiem, kurierem czy kimś takim to nie ma sprawy. Jednak jeśli już ktoś celuje w kupca, szlachcica, oficera, sierżanta, maga, kapłana no to już wypada zainwestować w te Rangi aby społeczeństwo właśnie tak odbierało tą postać.

    - Rangi widać. Fabularnie różnica Rang o 1 poziom jest zauważalna ale jeszcze nie aż tak wielka. Ot ktoś z Rangą 3 no jest trochę lepszy, ważniejszy, bogatszy, lepiej ubrany od kogoś z Rangą 2 ale podobnie może się czuć bardziej ubogo do kogoś z Rangą 4. Dalej jednak nie są to istotne różnice i mniej więcej są sobie równi. Różnica o 2 poziomy jest już jednak od razu widoczna i już mówienie o równości jest mocno naciągane. Niby ta sama klasa ale już raczej dwie różne jej krańce. Różnica o 3 to już ogromna i nie do przeskoczenia. Ewidentnie widać kto tu jest ważniejszy, bogatszy, dostojniejszy i wyżej w hierarchii. Przynajmniej tak to wygląda przy standardowych sytuacjach np. na trakcie, ulicy, karczmie, urzędzie itd.

    Fabularna modyfikacja Rang

    - Może się zdarzyć tak, że ktoś by chciał grać postacią ale nie stać go na Rangę jaką powinna mieć przedstawiciel takiej profesji. Jest to do pewnego stopnia możliwe tak jak wspomniałem powyżej. Fabularnie to mogą być różne okoliczności, zwykle niesprzyjające, które realnie obniżają pozycję społeczną danej osoby. Choćby to, że osoba jest dzieckiem albo niepełnoletnia a więc nie w pełni praw jak jej rodzice. To może w praktyce obniżać Rangę o 1-3 poziomy (im młodsza postać tym bardziej). Daleka podróż. W końcu czy kupiec czy szlachcic nie zabierze ze sobą w podróż całego majątku i sług więc na takim wyjeździe ma mniejsze możliwości niż u siebie. Jakaś katastrofa np. zgnilizna na polach obfitująca w słabsze plony, wyjątkowo nieurodzajne ziemie jakie zajmuje dana postać, pożar czy powódź jaka niszczy lub poważnie uszkadza magazyn, sklep, statek. Wreszcie długi, wyrok sądowy, okrycie się hańbą, zła sława to wszystko może odpowiednio zmodyfikować realną Rangę postaci. Ale dobrze aby nie więcej niż o 1-3 poziomy. Podobnie można ją edytować na korzyść trzeba jednak uzgodnić z MG jakieś pozytywne okoliczności jakie w oczach okolicy podnoszą Rangę ponad swój standardowy poziom. Czyli jak ktoś chce grać szlachcicem to wypada mieć Rangę 8. Ale, że to może być trudne do osiągnięcia na start sesji może grać jakimś szlachcicem po przejściach jakie obniżyły jego statut no ale nie niżej niż Ranga 5.

    Stabilność Rang

    - Specyfiką Rang jest to, że raczej nie można ich podnieść za PD-ki w trakcie gry. Tak samo jak z dnia na dzień chłop nie zacznie być odbierany jako ktoś więcej niż chłop. Do tego muszą zaistnieć wyjątkowe okoliczności jakie tłumaczyłyby taki awans społeczny. Przydaje się więc to na coś w rodzaju nagrody na zakończenie jakiejś kampanii lub ważnego jej etapu lub za szczególnie bohaterski lub wyjątkowy wyczyn jaki wpływa na lokalne miasto, gminę czy podobny obszar i społeczność. Powiedzmy awans za szczególne bohaterstwo podczas bitwy, mianowanie na urzędnika, dostępie miejsca w zarządzie jakiejś gildii, patent oficerski, małżeństwo z kimś o wyższej Randze czy po prostu z kimś sławnym/popularnym lub udana kariera artystyczna. Ale tak za same PD-ki to raczej nie powinno dać się kupić wyższej Rangi.

    Ranga - wpływ na testy społeczne

    - Rangi też raczej się nie testuje jako takiej. Jednak wpływa ona na kontakty społeczne. Dokładnie osoba z wyższą Rangą dostaje bonus +5 do testów socjalnych za każdy poziom różnicy. Czy to chodzi o flirt, zastraszanie, negocjacje handlowe bogatemu, znanemu i potężnemu jest łatwiej niż anonimowemu gołodupcowi bez koneksji i nazwiska.

    Przykład:

    Szlachcic (OGŁ 45; Ranga 😎 przychodzi do kupca (SW 35 + 10 za umiejętności; Ranga 4) i chce wynegocjować jakąś umowę. Normalnie były to przeciwstawny test na targowanie.

    Szlachcic OGŁ 45 + 0 = 45
    Kupiec SW 35 + 10 = 45

    Rachunki: 50 + 45 - 45 = 50

    Interpretacja: Szlachcic wygrywa na 01-49, na 50 jest remis, na 51-100 wygrywa kupiec.

    Jak widać wedle oryginału obaj by mieli mniej więcej równe szanse na osiągnięcie sukcesu w tych negocjacjach. A teraz pokażę jakby to wyglądało uwzględniając różnicę w ich pozycji społecznej czyli Rangi.

    Szlachcic OGŁ 45 + 0 = 45 (Ranga 😎
    Kupiec SW 35 + 10 = 45 (Ranga 4)

    Ranga 8 - 4 = 4 (4x5=20 > Szlachcic dostaje bonus +20 czyli łącznie ma 45+20=65)

    Rachunki: 50 + 65 - 45 = 70

    Interpetacja: Szlachcic wygrywa na 01-69, na 70 jest remis, na 71-100 wygrywa kupiec.

    - Matematycznie można to samo policzyć na więcej niż jeden sposób. Jak ja zwykle robię te rachunki w excel to mi łatwiej przypisać stały modyfikator do danej Rangi i jego wpisywać w rachunki.

    Ranga 1 = -30
    Ranga 2 = -25
    Ranga 3 = -20
    Ranga 4 = -15
    Ranga 5 = -10
    Ranga 6 = -5
    Ranga 7 = 0
    Ranga 8 = +5
    Ranga 9 = +10
    Ranga 10 = +15

    Powyższy przykład ze Szlachcicem i Kupcem

    Szlachic OGŁ 45 + 0 = 45 (Ranga 8 > +5) +5 = 50
    Kupiec SW 35 + 10 = 45 (Ranga 4 > -15) = 30

    Rachunki: 50 + 50 - 30 = 70

    Interpetacja: Szlachcic wygrywa na 01-69, na 70 jest remis, na 71-100 wygrywa kupiec.

    - Poniżej jest lista przykładowych profesji. Są to raczej takie standardowe przykłady dla danej profesji. Na przykład standardowy karczmarz ma Rangę 3. Ale jak cienko przędzie albo lokal jest po przejściach (zalanie, pożar, rabunek, wandalizm) to może mieć Rangę 2 a jak to jest jakiś popularny lokal, lubiany, z estymą, z dobrymi trunkami i muzyką może mieć i Rangę 4. Można te przykładowe profesje w podobny sposób modyfikować ale nie wypada aby o więcej niż 2 poziomy. Jeśli standardowy szlachcic ma Rangę 8 no to nawet bardzo ubogi szlachcic czy po jakichś przejściach społeczno - majątkowych nie powinien zejsć poniżej Rangi 6 jeśli nadal miałby być odbierany przez otoczenie jako ubogi czy po przejściach ale jednak szlachcic. To samo z kapłanami, magami i tego typu profesjami związanymi z wyższym miejscem w hierachii społecznej.

    Spis dostępnych Rang:

    1 - soldat, szeregowy, chłop, czeladnik > 0 podwł
    2 - st.szeregowy, funkcyjny, robotnik, sługa, straganiarz > 1-2 podwł
    3 - kapral, karczmarz, rzemieślnik, młynarz, kowal > 5 podwł
    4 - dziesiętnik, sklepikarz, majster > 10 podwł
    5 - unteroffizier, plutonowy, szef cechu, sołtys, szef składu > 20 - 30 podwł
    6 - sierżant, szef małej gildii, urzędnik, skryba, uczeń maga > 30 - 60 (50) podwł
    7 - setnik, lokalny kapłan, drobny szlachcic, wędrowny Magister > ok 100 podwł
    8 - porucznik, przeciętny szlachcic, rycerz > ok 200 podwł
    9 - kapitan, baron > ok 500 podwł
    10 - major, wicehrabia > ok 1000 podwł
    11 - pułkownik, hrabia > ok 2000 - 5000 podwł
    12 - brygadier, markiz > dowolne
    13 - generał, lord, szef Kolegium danego koloru > dowolne
    14 - marszałek, elektor, Wielki Teogonista, szef Kolegiów lub zakonów > dowolne;
    15 - imperator > dowolne; najwyższa władza w kraju

    Ranga - podwładni

    - Jak widać z powyższej listy do Rangi przypisany jest też majątek i podwładni. Przy niższych poziomach to pewnie będzie rodzina i najbliżsi pracownicy oraz przyjaciele głównej postaci. Taki karczmarz, rzemieślnik czy właściciel sklepu (Ranga 3) ma do dyspozycji kilku podwładnych zapewne pracujących w tym samym miejscu którym on zarządza. Może to też być herszt małego gangu. Przy wyższych poziomach to już idzie w dziesiątki i setki podwładnych. Jak przeciętny rycerz ma Rangę 8 może mieć już do dyspozycji ze dwie setki podwładnych. Fabularnie może to być jakaś wioska albo oddział wojska lub załoga statku jeśli to jest jakaś wyprawa odkrywcza lub wojenna.

    - Podwładni wynikający z Rangi są niejako do niej przypisani. Czy to BG czy BN nic za nich nie płaci ani PD-kami ani pieniędzmi. Po prostu ma ich do dyspozycji. Dopiero jakby chciał zwerbować kogoś jeszcze np. nająć dodatkowe wojska, załogę statku, specjalistę jakiego potrzebuje wówczas musi ich już jakoś zachęcić i opłacić żołd. Tacy podwładni są uznawani za przeciętnych w swoim rodzaju. Czyli przeciętni chłopi, służba, ochroniarze, kelnerki itd.

    - Jeśli postać główna ma kilku podwładnych można ich rozpisać dokładniej z imienia i charakteru. Jeśli jednak to już idzie w dziesiątki czy setki nie ma takiej potrzeby. Wystarczy ustalić z MG ogólny rys jakimi możliwościami dysponuje główna postać i rozpisać dokładniej 2-4 najbardziej charakterystycznych pomocników z najbliższego otoczenia BG. Dobrze aby takimi pomocnikami zarządzał Gracz.

    Ranga - dochody

    - Ranga generuje też dochody. Są to standardowe dochody przypisane do danej profesji i pozycji społecznej. Co prawda niektóre profesje mają typowo sezonowe dochody np. chłopi i ci co żyją z ich plonów to po żniwach i raz do roku zapewne. Ale na potrzeby gry uznaje się, że objawia się to wypłatami raz w miesiącu. Jeśli MG nie postanowi inaczej to każdego 1-go nowego miesiąca postać dostaje wypłatę jaka powinna wystarczyć na kolejny miesiąc. Fabularnie może być to czek przysłany przez rodzica czy opiekuna, suma jaką postać może sobie pozwolić wydać ze swojego skabrczyka, żołd wypłacany za dane stanowisko w wojsku lub marynarce albo pensja z urzędu. Można to wymyślić i dostosować do potrzeb sesji i postaci. Mechanicznie jednak jest to wypłata raz w miesiącu. Jeśli potrzeby sesji tak mówią można też umówić się na wypłaty co tydzień ale wówczas trzeba odpowiednio zmodyfikować ich wysokość bo bazowo są policzone jako raz na miesiąc.

    - Rachunki zaś są proste. Za każdy poziom Rangi postać dostaje 100 PZ. Czyli parobek z Rangą 1 dostaje 100 PZ, karczmarz z Rangą 3 dostaje 300 PZ a szlachcic z Rangą 8 dostaje 800 PZ. Dla przykładu standardowa broń długa to koszt 5 PZ, pistolet 10 PZ, arkebuz 70 PZ a kolczuga średnia OP 7+ kosztuje 40 PZ. Dokładniejszy cennik jest zaprezentowany w brudnopisie mechy.

    - Dochody z Rangi nie blokują jednak innych źródeł zarobku. Zwykle takich jakie dzieją się już w trakcie sesyjnych przygód. Jeśli ktoś zapłaci BG za jakąś pracę, zdobędą jakąś nagordę, podarunek czy coś w tym stylu mogą sobie dopisać te PZ do tego co już posiadają.

    - Dobrze mieć też na uwadze te Rangi przy ustalaniu możliwości zapłaty przez jakiegoś BN-a. Zwykły karczmarz jaki standardowo zarabia 300 PZ miesięcznie będzie miał pewnie jakąś część tej sumy do dyspozycji za jakąś jednorazową robotę.


    Mechanika Bastionu

    - Powyżej zaprezentowałem takie streszczenie całej mechaniki Bastionu. To co mi się wydało najistotniejsze, tam gdzie są największe zmiany lub zostało wprowadzone coś nowego. Ale to mimo wszystko streszczenie. Gdyby ktoś chciał się zapoznać z oryginałem to jest dostępny tutaj:

    Link: https://docs.google.com/document/d/1bKq6byIy9_Pe8V2jJ_CS1aNdNZ7I4RCTptNVzui7SLY/edit?tab=t.0

    - System wciąż ewoluuje w miarę trwania kolejnych sesji. Więc reprezentowana powyżej wersja nie musi być ostateczna. Jak mówiłem na początku, ja jestem raczej zadowolony z tej mechaniki i spełnia ona moje oczekiwania. Niemniej ciekaw jestem Waszych opinii, uwag, pytań i pomysłów. Zachęcam do cywilizowanej dyskusji. I gdyby ktoś chciał skorzystać z tej mechaniki na swoich sesjach to też zachęcam i jestem ciekaw wyników

    Dyskusje RPG

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki, to wrzuciłem pierwszy misiowy post na nowym forum 🙂 Nie znalazłem nagłówków w jakich na LI dawałem numer tury to wrzuciłem to na sam początek posta. Co do terminu to okreś urlopowo-świąteczny mam za sobą więc skoro wróciłem do codziennej rutyny to dam termin tej tury. Czyli do piątku 01.30.

    Stan HP (z okazji świąt, nowego roku, nowego forum to wszyscy BG mają pełny pasek HP)

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)

    Stan PD

    Otto 100 PD za wytrzymanie w sesji kolejny rok 🙂

    Otto 100 PD za barwny i owocny wieczór w teatrze

    Egon 100 PD za wytrzymanie w sesji kolejny rok 🙂

    Egon 100 PD za barwny i owocny wieczór w teatrze

    Otto 2080 + 200 = 2280 PD
    Egon 1000 + 200 = 1200 PD

    • Oki obaj macie swoje sceny w podobnym schemacie. Czyli najpierw jest sen a potem przebudzenie.

    • Co do poprzedniego wieczoru to tak metagrowo to zabawy zaczęły się kończyć ok 10 dzwonu i ok 11 to już raczej większość była w swoich domach.

    • Otto został podwieziony do swojego przez Fabienne, Egon przez Pirorę do jej kamienicy. Więc rano Otto budzi się sam u siebie a Egon z trójką Norsmenów u Pirory.

    • No i rano jak się BG budzą jest ok 9 dzwonu. Więc mają okazję zacząć nowy dzień.

    • Wedle planów kultystów to dziś wieczorem ma być spotkanie z Gnakiem przy Zachodnich Kamieniach. Ale raczej nie będzie to jeszcze w tej turze.

    • W tej turze chciałbym wiedzieć co BG będą działać w pierwszej połowie dnia.


    • Chyba tyle ode mnie na tą pierwszą turę w nowym forum. Długa ta świąteczna tura była i z przygodami więc jak coś pomieszałem czy zapomniałem to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 69 - 2519.07.25; knt; przedpołudnie

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Bursztynowa 17; kamienica Pirory
    Czas: 2519.07.25; Konigtag; przedpołudnie
    Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

    Egon

    Śnił. Widział, że śni. Znów był bezcielesnym obserwatorem wydarzeń. Nie mógł na nic wpłynąć. Ale za to miał taki wgląd w sytuację jakby w niej uczestniczył. Wszystko było chaotyczne i różne sceny mieszały się ze sobą bez ładu i składu. Niekiedy rozpoznawał miejsca i osoby a niekiedy nie.

    - Brawo! Świetnie się spisałeś! Spójrz! - Najpierw zobaczył Raisę. Norsmeńska starucha promieniała dumą i radością. Wydawała się nienaturalnie sympatyczna i radosna. Jak jakaś kislevska babuszka. Nawet go potargała pieszczotliwie za policzek jak swojego ulubionego wnuczka. I pokazała gdzieś w bok swoim kostropatym paluchem. Gdy tam spojrzał zobaczył samego siebie. I resztę wczorajszych towarzyszy od figli. Był nagi i klęczał przed równie nagą Laylą. Teraz jakby obserwował z boku coś co niedawno przecież sam robił. Widział jak ostrożnie wsadza strzykwe w chętne łono egzotycznej kapłanki. I ta reagowała równie ciekawie jak to sam pamiętał. - Zasiałeś ją. Zasiałeś wiedźmę. To dobrze. To bardzo dobrze. Ona też jest ci wdzięczna. - Stara, kostropata wiedźma tryskała radością. A gdy znów spojrzał w bok miał przed sobą Laylę. I nie wiadomo jak, siedział teraz na krześle. Zaś naga kapłanka uśmiechała się do niego zalotnie.

    - To taki zaszczyt służyć bogini. Bardzo ci dziękuję, że mnie uczyniłeś naczyniem jej woli. Zawsze chętnie służę bogini. Pozwól, że ci się odwdzięczę wojowniku. - Mówiła kuszącym głosem i co dziwne, zrozumiałym dla Egona. Weszła mu na kolana i głową skinęła w bok na łóżkową scenę z wczorajszego wieczoru jakby też ją widziała. A gdy była już na jego kolanach umieściła sobie jego przyrodzenie w sobie, dłonie złożyła na jego ramionach i po chwili już go ujeżdżała aż miło było popatrzeć i to poczuć. Mętnie sobie zdawał sprawę, że coś takiego tłumaczył mu wczoraj Lars z bretońskiego gdy kapłanka się ostatecznie zgodziła na zasianie ale w tej chwili to ledwo docierało do świadomości gladiatora.

    - Tak, świetnie się spisałeś. - Głos staruchy powtórzył to samo co przed chwilą. Ale, że był skupiony na żywiołowej jeździe z egzotyczną czarnowłosą jej głos go zaskoczył. Spojrzał na jej chropawą, szaroburą sylwetkę. A ona pokazywała mu ciężarne kobiety. Nie widział ich twarzy a raczej skupiał się na ich nabrzmiałych brzuchach. W jakiś sposób wiedział, że wszystkie mają tam w środku czerwie Oster. Rozpoznał tylko dwie jakie stały na ich czele. Bladolicą Fabienne i młodą cukiernik jaką mu wczoraj pokazała w kuchni. Właśnie ona jakby dojrzała jego spojrzenie i uśmiechnęła się gładząc swój napęczniały brzuch.

    - Zostać muszą matką to największe szczęście dla kobiety. - Mówiła z pełnym przekonaniem jakby naprawdę w to wierzyła. - Te idiotki nie wiedzą jakie szczęście i zaszczyt je spotyka. - Przestała się uśmiechać i rzuciła z pogardą patrząc gdzieś w dal. Gdy gladiator tam spojrzał zorientował się, ze stoi w eleganckich, dwuskrzydłowych drzwiach. Jedna część była zamknięta a druga półotwarta. Za nimi musiało odbywać się jakieś przyjęcie. Widział bogato zdobione suknie dam i bogatą biżuterię oraz elegancko ubranych mężczyzn. Od razu poznał, że to jakieś przyjęcie dla śmietanki towarzyskiej. Aż było dziwne, że w ogóle tu się znalazł. W końcu nawet w teatrze on i większość nisko urodzonych kultystów nie udało się dostać na oficjalną część przedstawienia i musieli czekać w kuchni. Ale przecież potem i tak…

    Rozmyślania przerwał mu niski, buczący dźwięk. Z początku nie wiedział co to ani skąd to. Jednak po rozglądaniu się elegancko ubranych gości poznał, że nie tylko on to usłyszał. Chwila niepewności zmieniła się w zaniepokojenie gdy dźwięk nasilał się. I w krzyki zdumienia i strachu gdy nad gośćmi pojawiły się pierwsze muchy. Do tej pory żadnej nie widział. Ale i tak był prawie pewien, że to właśnie te co się wylęgają z jaj Oster. Latały między głowami gośćmi a sufitem jaki był dość wysoki. To utrudniało mu dostrzeżenie szczegółów. Jednak miał wrażenie, że mniej więcej kształtem przypominają zwykłe muchy. Tylko były o wiele większe. Różniły się jednak rozmiarami między sobą. Były i takie gdzieś na ćwierć metra i pół. Może nawet jedna czy dwie jeszcze większe. Wszystkie jednak wywołały przerażenie u gości. Zaczęli krzyczeć i rzucać się do ucieczki. Nawet nie zdążył się zorientować czy to sprowokało atak much czy na odwrót. Część z gości rzuciła się do ucieczki właśnie w stronę drzwi w jakich stał. I nagle zorientował się, że wśród nich biegnie Łasica. W stroju kelnerki.

    - Zamykaj! - Krzyknęła do niego gdy tylko minęła próg. Zdołał zatrzasnąć drzwi tuż przed nosem biegnących za łotrzycą notabli. Czuł głuche uderzenia o drugą o solidne drewno.

    - Czemu ta idiotka się wyrywa? Nie rozumie jakie szczęście ją właśnie spotyka. - Teofano znów znalazła się blisko Egona. I jakby stali na półpiętrze gdzie było małe okienko na sale balową. Tam bylo widać jakąś elegancką damę. Leżała na stole wśród drogich i wykwintnych dań. I wydawała się być jakaś niemrawa. Wydawałoby się, że nawet kobieta powinna mieć siłę aby strząsnąć z siebie atakującą muchę. Ta jednak jakoś nie była w stanie tego zrobić. Poruszała ramionami ale zbyt słabo aby dało to jakiś wymierny efekt. A mucha wsadzała jej w usta jakąś rurkę ze swojego odwłoku. Słyszał jej zduszone odgłosy. Właściwie całkiem głośne. Ogłuszający ryk tłumu. I jak podniósł głowę aby się zorientować co się dzieje to okazało się, że jest na ulicznej arenie. Pewnie jakiś turniej na miejskim placu bo pod nogami miał trociny i piach. Ale tam gdzie walczący je zmietli prześwitywały kocie łby. Dostrzegł walczących.

    To był ten czarny rycerz w przyłbicy. Z czerwonym słońcem na piersi. Właśnie ruszał z kopią na inneg rycerza. Po bruku zadudniły kopyta pięknych i silnych rumaków. Tylko szlachtę było stać na taki wydatek. Chwilę później starli się ze sobą. Rozległ się trzask pękających drzewek i obaj z rozpędu minęli się. Przez chwilę nie było wiadomo kto jest zwycięzcą aż przeciwnik czarnego rycerza zwalił się z siodła w piach. Gdy Egon tam spojrzał musiał uskoczyć. Topór czarnego rycerza prawi zahaczył o jego ramię. Ale to nie on był celem. Tylko kolejny rycerz. To był pojedynek na tarcze i topory. Czarny oberwał. Topór przeciwnika uderzył jego napierśnik. Ale widocznie był z mocnej stali bo powstało wgniecenie ale nie widać było krwi. Musiało jednak boleć. Czarny odskoczył i odruchowo złapał się za bolące miejsce. Tłum zawył z podniecenia. Jednak czarny wziął się w garść i zaatakował. Sieknął toporem tak mocno, że zgruchotał tarczę przeciwnika. Ten zaczął sę cofać i wydawał się być przytłoczony nieustannym atakiem rycerza z czerwonym słońcem na piersi. Aż się potknął i upadł na plecy. Odruchowo wyciągnął dłoń przed siebie i krzyknął o łaskę. Zgodnie z rycerskimi zwyczajami o ile pojedynek nie był umówiony na śmierć i życie to przeciwnik powinien to uszanować. Czarny rycerz jednak bez wahania rozrąbał hełm razem z głową przeciwnika. Publiczność wydawała się zszokowana takim okrucieństwem.

    Egon patrzył po nich gdy usłyszał brzęk stali za sobą. Czarny znów walczył z kolejnym przeciwnikiem. Tym razem też pieszo ale na wielkie miecze. To była trudna do opanowania broń i najczęściej używała jej elitarna gwardia elektorska. Gladiator zorientował się, że ten czarny rycerz jest bardzo wszechstronnie wyszkolony w walce na różną broń. To nawet wśród rycerzy nie było takie częste. Może wśród szampierzy i miłośników walki różnymi stylami broni. Bo zwykle specjalizowali się w jednym czy dwóch stylach walki. Teraz czarny też wygrał. W pewnym momencie gdy miecz przeciwnika chybiła go i trzasnęła o bruk. Czarny wykorzystał moment i zrobił wypad swoim. Drugi wojownik nie zdążył nic zrobić gdy solidna, imperialna stal przebiła jego napierśnik jak papier. Zaskoczony patrzył na swoją krew ściekającą po pancerzu. A czarny brutalnie oparł but o jego pierś i wyszarpał swoją broń. Teraz jucha trysnęła strumieniem a przeciwnik opadł na kolana sapiąc głośno. Przestał gdy czarny jednym cięciem ściął mu głowę.

    Teraz stał paręnaście kroków za plecami czarnego. Widział jak ciężko dyszy z wysiłku. Jak jego pancerz nosi liczne ślady i wgniecenia tam gdzie trafiły go ciosy przeciwników. Ale nie na tyle aby go poważnie zranić czy zabić. I słyszał jak mistrz ceremonii ogłasza poważnym głosem. Jak chwilowo uciszony tłum zaczyna wrzeszczeć. Jak czarna rękawica rycerza zaciska się w pięść z oczywistej złości i gniewu. Jak teraz pokazuje coś Egonowi. Byli w lesie a czarny był konno. Gdy gladiator tam spojrzał dojrzał czarny głaz. Wysoki i pocięty złotymi żyłkami które wydawały się płonąć demonicznym ogniem. I jeszcze były jakieś dziwne glify. I czaszki. Oblane krwią. I zwierzoludzie. Horda zwierzoludzi o baranich i kozich głowach. Ryczący swoje wyzwanie. Obie strony ruszyły na siebie z impetem i furią. Po chwili już zwarli się ze sobą.

    Egon ciął swoim toporem. Odrąbał ramię zwierzoczłeka o baraniej głowie. Ale ten chociaż zaryczał to próbował go kopnąć swoim kopytem. Udało mu się i gladiator poczuł uderzenie. Upadłby gdyby nie wpadł plecami na jakieś drzewo. Kopytny pochylił łeb do przodu i chciał go wziąć na rogi. Ale jakiś topór rozpruł mu brzuch. Lars. Też tu był. I Bjorn. I Silny. I czarny rycerz. I Norma to Axe. I chyba nawet lady Soria. Ale była dalej to nie był pewny czy to ona czy jakaś inna kobieta. Ujrzał jak ktoś pada pod ciosem a jego krew rozbryzguje się w powietrzu. Gdy przyjrzał się uważniej zorientował się, że jucha ścieka po drewnie. Właściwie po burcie. Burcie łodzi. Skądś usłyszał głos tej elfki, zupełnie jak wtedy gdy mowiła w teatrze.

    - Znajdują tylko puste łodzie. Ze śladami krwi i walki. Ale żadnych ciał. - Patrzył w jej piękne oczy i starannie ufryzowane blond loki gdy stała w eleganckiej sukni i kielichem wina w swojej smukłej, zadbanej dłoni. Zupełnie jakby wrócili do rozmowy w kuchni byłej tawerny. A przecież tuż obok widział jak ta zakrwawiona łódka buja się na wodzie. Nie był pewien czy to coś znaczy czy tylko we śnie zwizualizował sobie jej słowa. I na jakimś poziomie zdawał sobie sprawę, że nie może być jednocześnie w teatrze i na rzece. Jak próbował się przyjrzeć dokładniej to woda ściemiała. Właściwie to była jakaś ziemia. Posadzka. Klepisko. Jak powiódł wzrokiem dalej to był korytarz. Z kratami. Loch. Zza jednej z krat wystawało kopyto. Znów usłyszał głos zirytowanej elfki.

    - No ja go chciałam dobić ale wasi pobratymcy się uparli. - Widział jakieś futro w trawie. Mógł to być zwierzoczłowiek ale niekoniecznie. Chociaż po chwili gladiator dojrzał kopyta i włochate nogi. Więc szanse, że to zwierzoczłowiek rosły. Nad nim stała Fanriel. Tym razem była w spodniach i kubraku. Tylko w takim elfickim wydaniu. W dłoni trzymała sztylet. Z irytacją schowała go do pochwy, wsiadła na pięknego rumaka i odjechała zostawiając niewidzialnego Egona i ludzkich towarzyszy. A potem oni nagle gdzieś zniknęli. Ale dalej był w lesie. Rozglądał się dookoła i nie widział nic szczególnego. Las jak las. W pewnym momencie jednak usłyszał odgłos kopyt. Miękki i cichy bo na leśnym runie. Ktoś spokojnie nadjeżdżał. Dojrzał dwie blondynki jadące obok siebie. Obie w spodniach i kubrakach. Fanriel Złota Gwiazda i Froya van Hansen. Jechały jak dwie koleżanki i rozmawiały ze sobą serdecznie. Przejechały tuż obok Egona nie zauważając go. Poszedł za nimi i chociaż pieszy nie powinien dogonić kawalerzysty to jednak już był w tej sali z trofeami do jakiej zimą zaprosiła go van Hansen. Teraz tak jak wtedy siedziała na swoim fotelu. Rozmawiała z kimś w drugim fotelu. Chyba coś opowiadała żywo. Pokazała na ścianę. Wisiał tam łeb trolla jakiego we trójkę powalili tamtej zimy. Brodacz pamiętał, że szlachcianka zażądała dla siebie łba bestii jako trofeum. A jemu pozwoliła zabrać prawą łapę potwora. Nie brał jej ze sobą do Norsci. Więc chyba dalej powinna być w jego dawnym mieszkaniu. O ile ktoś go nie splądrował od tamtego czasu. Ruch dłoni na drugim fotelu przerwał mu rozmyślania. Jakby pokazywał gest napinania i mierzenia z łuku. To była szczupła, delikatna dłoń, jak należąca do kobiety. Już podchodził aby zobaczyć kto tam siedzi gdy usłyszał jakieś huknięcie. Obudził się.


    W pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Nie rozpoznawał miejsca w jakim przebywał. Jakby spał w jakiejś szafie? Usłyszał głosy z zewnątrz. Męskie, przyciszone. Śmiechy. W tym kobiecy. Astrid. No tak. Był w tej sypialni dla służby u Priory. Były cztery i w takich jakby szafach. Można było się w nich zamknąć to ciepło nie uciekało i robiło się dość przytulnie. On jednak i tak prawie od razu zasnął. Ale wcześniej Pirora zaprosiła ich do siebie. Był już środek wieczoru czyli czarna noc i dość późno gdy wyjechali z teatru. Pierwszą noc po przybyciu do miasta wraz z grupą Norsmenów spędził u młodej Averlandki. To i po teatrze wydawało im się najmniej problematyczne aby do niej wrócić. Zwłaszcza jak oferowała miejsce w swoim powozie. Norsmeni nie zastanawiali się zbyt wiele i przystali na propozycję. I tak nie znali miasta a nie chciało im się tłuc po nocy po obcych ulicach.

    Teraz Egon czuł efekty zabaw z wczorajszego wieczoru. Ciało było nadwyrężone. A jednak w dający satysfakcję sposób. Zorientował się, że Raisy z nimi teraz nie ma. Jak się rozstawali na koniec zboru to wraz z Tobiasem miała wrócić do apteki Sigismundusa. Więc musiała mu się teraz przyśnić. Jak i cała reszta. Na zewnątrz jego szafy trójka Norsmenów już się obudziła i sądząc po przyciszonych rozmowach i śmiechach to wspominali wczorajszy wieczór. Też sobie przypomniał jak już zbierali się do wyjścia i zagaiła do niego ta bladolica Bretonka. Powiedziała mu, że ta Adrienne, oprócz tego ile jest z nią zabawy, to ze względu na miejsce swojej pracy, może mieć dostęp do rejestrów statków. Czyli zorientować się czy gdzieś jakichś nie są na sprzedaż albo w jakimś zastawie za długi czy coś takiego. Czasem można było trafić na nie lada okazję. Na razie jednak pęcherz, gardło i żołądek domagały się swoich praw co zmusiło go do opuszczenia wnętrza łóżkowej komody.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Kazamatów 12; mieszkanie Otto
    Czas: 2519.07.25; Konigtag; przedpołudnie
    Warunki: jasno, ciepło, cisza ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; umi.wiatr; ziąb (0)

    Otto

    Znów ten sen. Od razu go rozpoznał. I zaczynał się podobnie jak zazwyczaj. Od dwóch, nagich, kobiecych łon. Jednego z tatuażem ukoronowanych ust i drugiego z dwoma pieprzykami na zgięciu biodra. Teraz jak już wiedział do kogo należą to jakby reszta sylwetek Odette i Fabienne pojawiała się szybciej. Obie miały drogie, jedwabne pończochy na sobie. Tak jak wczoraj w teatrze. Sam nie był pewny czy to właśnie dlatego tak wyglądają w śnie czy zawsze w tym śnie takie miały. Były w zaawansowanej ciąży. Widział jak coś od środka porusza się w tych brzuchach. Coś. Wiedział, że to czerwie Oster. Szlachcianki leżały na plecach i miały szeroko rozchylone uda. Pozycja typowa dla zwykłych porodów. Dotąd mniej więcej tak to chyba wyglądało i we wcześniejszych snach. Ale teraz pojawiło się coś nowego. Obie spojrzały na niego jakby go właśnie dostrzegły.

    - Ah no tak! Jak mogłam zapomnieć! - Odette machnęła dłonią jakby w ostatniej chwili coś sobie przypomniała. Wstała ze swojego posłania i przeszła tak, że usiadła naprzeciwko nagiego łona koleżanki. Po czym znów spojrzała na mnicha. - Chcesz prosto w usta prawda? - Zapytała go zalotnie i przystawiła twarz do zwieńczenia bretońskich ud. Otto zdawał sobie sprawę, że podobnie to wyglądało wczoraj. Tylko, że zamiast Fabienne była Laura. Ale zanim zdążył się nad tym zastanowić łono czarnowłosej pociekło robaczym śluzem co zwiastowało bliskie wyjście czerwia na zewnątrz. - Oh to takie ohydne! - Zawołała zachwycona aktorka po czym otworzyła usta aby przyjąć tego obrzydliwego gościa. Poród wyglądał podobnie jak wczoraj to widział u ciemnowłosej ladacznicy. Larwa wypełzła z trzewi Fabienne przy wtórze jej jęków rozkoszy i wylądowała wprost w czekających ustach śpiewaczki.

    - Powiem wam, że nie spodziewałam się, że tu na tym śmierdzącym rybami końcu świata będzie tyle rozrywek. - Głos miodowłosej wyrwał mnicha z otępienia. Obie siedziały obok siebie. I karmiły piersiami swoje czerwie. Widział z bliska jak wokół sutków mają małe zadrapania układające się w okrąg. Ale tego nie mogły zrobić czerwie bo nie miały czym. Więc chyba te drobne ranki musiały powstać wcześniej. Piersi były jakby większe jak to i ciężarnych i karmiących matek. Tylko mleko było dziwnie gęste i lepkie a nie białe i wodniste jak powinno.

    - Podobają ci się? No wiem, urosły. Też byłam zaskoczona gdy to się zaczynało. Ale są teraz jeszcze śliczniejsze niż były! Teraz te piersi nie będą już karmić ludzkich dzieci a ten brzuch nie będzie ich rodzić. - von Treskow wydawała się być zachwycona tą perspektywą. Pogłaskała się jedną dłonią po brzuchu a drugą po piersi. Wtedy z sutka znów pociekła kropla lepkiego mleka. - No i ten smak! Chcesz spróbować? - von Treskow odsunęła karmionego czerwia aby zaprezentować swoją pierś mnichowi. Teraz jej małe ranki wokół sutka były jeszcze bardziej widoczne. Wydawały się nietypowe, jakby powstały od czegoś okrągłego.

    - Są takie piękne. - Teofano stanęła obok mnicha i mówiła do niego z łagodnym, matczyym uśmiechem ale patrzyła na obie nagie, karmiące czerwie szlachcianki. Sama też miała ciężarny brzuch jakiego jej prosta suknia nie była w stanie ukryć. - Aż się nie mogę doczekać swoich. To taki zaszczyt zostać muszą matką. Powinniśmy zasiać tyle kobiet ile się da. No sam spójrz. - Młoda Lebkuchen wskazała wzrokiem obok. Gdy mnich tam spojrzał dostrzegł Margo. Sprzątała, zamiatała podłogę, czyściła zastawę w jakimś mieszkaniu. Może to nawet było to należące do cukierników. Tylko była całkiem naga więc było widać jej brzuch jaki wyglądał na początki ciąży. I chociaż obok przechodzili inni ludzie zdawali się w ogóle nie zauważać jej nagości. Zresztą pokojówka cukierników robiła swoje jakby nie dostrzegała pary obserwatorów. Po czym Teofano pokazała mu Adrienne. Też była nago. Siedziała za jakimś biurkiem i pisała jakieś dokumenty. Ktoś do niej przyszedł i zapytał czy wie coś nowego o zaginionych na rzece łodziach i też jakby nie dostrzegał jej nagości ani obroży na szyi jaką miała podczas zabaw wczoraj wieczorem. Gdy archiwistka skończyła, zamknęła księgę i wstała aby przenieść ją na półkę w regale pełnym innych ksiąg. Wtedy odwróciła się do nich przodem gdy wracała za biurko i widać było jej brzuch jakby w początku ciąży.

    - Musisz przyznać kolego, że nieźle ją wytresowałem co? - Teraz Hubert pojawił się obok niego. Ubrany w ten ciemnofioletowy kubrak w jakim był wczoraj w teatrze. Pytał patrząc na Adrienne jak na nową, rasową klacz. Wezwał ją gestem do siebie a ta z uroczym uśmiechem od razu podeszła do grubasa. On zaczął gładzić jej policzek swoją delikatną, pulchną dłonią co zdawało się archiwistce sprawiać dużą przyjemność. Grubson zaś odczuwał dumę jak hodowca z jakiegoś cennego okazu w swojej stadninie.

    - Ale wiesz, że to nie wszystko? - Greg umoczył szczotkę w wiadrze po czym bez pośpiechu zaczął szorować podłogę. Byli teraz w jednym z korytarz hospicjum. - No nieźle ci się to udało, nieźle. - Skinął głową i jak Otto też tam spojrzał dojrzał samego siebie i Teofano. Oboje właśnie żegnali się z przeorem. Scena wyglądała podobnie jak ostatnio gdy cukiernik przyszła do hospicjum aby podziękować za pomoc w pozbyciu się niespokojnych snów. Przeor zamknął drzwi do gabinetu a ten drugi Otto i Teofanu ruszyli korytarzem. Jeśli by było tak jak parę dni temu to powinni pójść do recepcji gdzie brunetka zostawiła swoją pokojówkę. Teraz jednak Otto dostrzegł jakby Lebkuchen w pewnym momencie spojrzała wprost na niego. I matczynym gestem dotknęła swojego brzucha posyłając mu pełen wdzięczności i triumfu uśmiech. No tak, wtedy jak przyszła d hospicjum to już była zasiana. To go zaskoczyło. Raz, że spojrzała wprost na niego tak nagle a dwa to wówczas jak z nią szedł to nie zauważył tego gestu. A może to tylko jakaś senna wariacja tamtych wydarzeń? Przecież sny rzadko dosłownie oddawały rzeczywistość. Zanim się zdecydował to pacjent hospicjum znów umoczył szczotkę w wiadrze i się odezwał.

    - No ale to nie wszystko. - Pokazał przed siebie na kolejny obraz. Annika. Biegła w samym gieźle. Przez ulice, stragany, potrącała ludzi, wpadła na jakiś wóz, furman na nią krzyknął ze złością. - Norra jest w niej silna. Ale ta siła jest ślepa. - Greg powiedział to spokojnie. Chociaż przed nimi nie rozgrywały się spokojne sceny. Czarnowłosa była pacjentka hospicjum zawsze biegła. W różnych porach dnia, pogodzie i miała różne przeszkody. Ale zawsze kiepsko się to dla niej kończyło. Wpadła w ręce strażników na ulicy lub przy bramie. Z rozpędu zderzała się z jadącymi wozami lub wpadała pod kopyta rozpędzonej karocy, taranował ją jakiś kawalerzysta jakiemu wybiegła nagle pod konia. - Ta ślepa siłą może ją wykończyć. Ale może też zaprowadzić do wielkości. - Do słów Grega obraz się zmienił. Teraz Otto widział obraz jakby biegł z tuzin kroków za Anniką. Przez jakiś ciemny, ponury las. Zbliżali się do jakiegoś końca lasu bo widać było prześwity między drzewami. W końcu czarnowłosa wbiegła na skraj polany. Zatrzymała się. Dyszała ciężko a ubranie miała podarte od gałęzi o jakie zahaczyła. Ale dotarła do celu. Na polanie stał głaz. Czarny i upstrzony żyłkami złowróżbnego, piekielnego blasku. Na nim były wyryte glify. Rozpoznał tylko jeden jako należący do Krwawego Boga. U podnóża głazu były czaszki. Wiele czaszek. Ludzkich, zwierzęcych, jakichś bestii. I broń. Miecze, topory, szable, oszczepy, włócznie. Stare, pordzewiałe, zaśniedziałe jak i na takie co wyglądały na nowe. Zdyszana dziewczyna zbliżała się do tego miejsca walki, krwi i śmierci z fascynacją w oczach. Zwolniła kroku aby się lepiej temu wszystkiemu przyjrzeć. Ale usłyszała warknięcie. Gdy podniosła głowę dojrzała jak z lasu wychodzi zwierzoczłowiek. Barczysty, z potężnymi rogami, emblematem Bog Krwi na piersi, z czaszkami i głowami przypiętymi do pasa. I potężnym toporem.

    - Ona nie da rady. Mówię wam, za cherlawa jest. To powinien być któryś z nas. - Silny prychnął i pokręcił łysą głową na znak niewiary w możliwości Anniki. Obok niego stali pozostali członkowie frakcji khornitów z ich kultu. Fizycznie rzeczywiście czarnowłosa służąca Fabienne wydawała się najdrobniejsza z nich wszystkich. I nie była ani portowym zabijaką ani gladiatorem czy żołnierzem jak oni. A tu szykował się pojedynek z tym strażnikiem kamienia Norry. A Annika wyglądała jakby dopiero co przybiegła z miasta i była w ogóle nie przygotowana do walki. Teraz gwałtownie rozglądała się wśród tego pobojowiska trucheł, głów, czaszek i kości aby znaleźć sobie jakąś broń. Silny zrbił zdziwioną minę bo gdy mocarny zwierzoczłowiek zaryczał i z furią ruszył na swoją przeciwniczkę, ta krzyknęła wściekle, złapała jakąś broń i runęła mu naprzeciw. Jakby w ogóle nie dostrzegała dysproporcji gabarytów i uzbrojenia.

    - Różnie może z tym być. - Greg wymamrotał nie przestając szorować miotłą podłogi. Otto ujrzał jak przy kamieniu rogaty zaryczał podnosząc do góry odciętą głowę Anniki. Jeszcze miała otwarte oczy a z uciętej szyi ściekała jej krew. A jak mnich mrugnął oczami to ona krzyczała triumfalnie i unosiła obcięty łeb zwierzoczłowieka. Ubranie miała zbrukane błotem i krwią. - Ale i tak najpierw musi się tam dostać. - Mnich usłyszał głos pacjenta hospicjum który miał opinię zdziecinniałego wariata.

    - A to ja. - Obok Otto stanęła Marissa. Uśmiechała się do jednookiego. Pokazała wzrokiem gdzieś przed siebie. W ciemności ujrzał jakiś podłużny przedmiot. Z początku wydawał się lewitować. Ale jak podszedł bliżej zorientował się, że jest zawiesiony na jakiś niciach. Pajęczynach. Właściwie to przypominał owinięty w kokon ludzką sylwetkę. - Oj już nie mogę się doczekać! Tylko najpierw muszę odnaleźć to miejsce. Pomożesz mi je odnaleźć? Zobacz, to musi być coś z wodą. - Wskazała mu dlonią gdzieś dalej. Wśród panującej ciemności widać było plamę światła. Gdzieś wysoko, nad ich głowami. I światło tworzyło słup aż trafiał na taflę wody. Prawie całkowicie nieruchomej, jakby żadnego wiatru tu nie było. Były tu też jakieś opary. I zapach. Dziwna mieszanina wilgoci kojarzącej się z lochem czy piwnicą oraz kadzidła albo perfum. Ten drugi zapach zdawał się robić silniejszy w miarę jak opary gęstniały. Właściwie to były już jak gęsta mgła. Marissa gdzieś zniknęła, to ciało w kokonie i słup światła też. Mnich cofał się i odganiał tą mgłę rękami. Aż poczuł, że uderzył o coś nogą.

    - No i zobacz co narobiłeś. - Greg spojrzał na niego z wyrzutem. Jednooki zorientował się, że pokazuje mu coś na dole. Gdy tam spojrzał dojrzał przewrócone wiadro i plamę wody jaka się z niego wylała na podłogę. - Obyś u nich nie był tak niezdarny. - Zdegustowany pacjent wskazał głową w bok. Jak mnich tam spojrzał dojrzał Łasicę. Stała na schodach, była w swoich skórzanych spodniach i wyglądała jakby się przysłuchiwała czemuś. Gdy go dojrzała położyła palec na ustach nakazując mu zachowanie dyskrecji. Parę stopni powyżej była szczelina między drzwiami a framugą. Widać tam było jakąś starą, zdezelowaną kuchnię. I ktoś siedział tam na krześle. Opierał nogi odziane w spodnie i wysokie, podróżne buty o kuchenny stół. - To ta nowa co ci mówiłam, że jej nie znam. A szuka jeszcze innej. - Łotrzyca szepnęła do niego.

    - Wszyscy czegoś szukają. Albo kogoś. Ja szukam drogi do moich książek. - Greg miał dość filozoficzny nastrój gdy nie zwracał uwagi na dwójkę kultystów tylko zbierał szmatą wylaną wodę z powrotem do wiadra. - Ale najpierw coś trzeba zrobić z tym. - Wciąż będąc na czworakach pacjent wskazał gdzieś w dal. Tam Otto dostrzegł obie łotrzyce. Stały obnażone do pasa prezentując swoje jędrne, pelne biusty. Uśmiechały się a studenci siedzieli w swoich ławach i robili szkice galionów. Wydawało się, że obu stronom takie zajęcia sprawiają przyjemność. Ale mnich usłyszał znaczące chrząknięcie pacjenta. I znalazł się w piwnicy. Dostrzegł jakąś ciężką, solidną skrzynię jaka stała pod ścianą. Miał wrażenie, że przez szczelinę w zamknięciu promieniuje jakaś poświata. - No właśnie, Pojawiają się nowe nici, nowe ścieżki, nowe postacie. - Greg pokiwał głową wskazując na łóżko. W mieszkaniu. Na nim spał jakiś mężczyzna. Już nie taki młody sądząc po kolorze krótko obciętych włosów. Ale nagle wszystko zrobiło się ciemne. I usłyszał spokojne ale miarowe kroki. Ktoś nadchodził. Dostrzegł ludzką sylwetkę. Ten ktoś uniósł jedno z ramion. Te okryte były finezyjnie szerokimi mankietami, że zwisały o wiele poniżej nadgarstków. W otwartej dłoni błysnął fioletowy ogień. Jakby ten ktoś oświetlał sobie drogę w ten sposób. Ten nagły ogień tak zaskoczył mnicha, że się obudził.


    Otto obudził się w swoim łóżku. Przez okna zaglądał nowy dzień. Poranek przechodził w przedpołudnie. Gdyby miał iść dziś do hospicjum to by zaspał. Ale nie było to dziwne po tym intensywnym wieczorze na zapleczu teatru. Czył to w swoim ciele. Było nieco nadwyrężone ale na osłodę miał grzesznie słodkie wspomnienia. Co tam wczoraj się działo!

    Gdy jeszcze byli we trójkę w apartamencie szlacheckim, zarowno lady Odette jak i Layla były bardzo chętnę na zasianie kolejnymi porcjami pieszczoszków. Miodowłosa diwa traktowała to jak świetną zabawę jaka była dla niej nowa. A wizja rodzenia obrzydliwych czerwi wydawała jej się ohydnie pociągająca i odświeżająco nowa. Dała się zasiać z każdej strony w jaką mnich włożył jej zabweczkę od Niklasa. Jednak sama też chciała spróbować jak to jest zasiewać inne kobiety więc przymocowała sobie ten przyrząd do swoich bioder i przetestowała go na ladacznicy. Obie miały z tego przednią zabawę, zwłaszcza, że Layla oczywiście była bardzo chętna przyjąć w siebie i swoją ulubioną klientkę i kolejny miot pieszczoszków. Zaś Otto miał okazję oglądać z bliska to miłosne widowisko dwóch nagich, atrakcyjnych kobiet. Finalnie Layla włożyła czerwia, jakiego urodziła ponownie na początku spotkania, w łono szlachcianki. I ta wreszcie mogła poczuć choć trochę to o czym opowiadała Fabienne. I była tym zachwycona. Ladacznica była zdania, że do rana pewnie i tak wyjdzie na zewnątrz ale szlachciance to wcale nie psuło humoru.

    Później Odette koniecznie chciała dotrzymać obietnicy danej Fabienne, że ich odwiedzą w pokoju na przeciwko. Więc tak zrobili. Obie kochanki mnicha nie siliły się aby coś ubrać tylko w samych pończochach przeszły przez szerokość korytarza. Tak jak obiecala Bretonka, drzwi do ich pokoju były zamknięte tylko na klamkę. Więc po chwili byli w środku gdzie zastali kobiecą trójkę na miłosnych zmaganiach. Teofano z przymocowanym do bioder przyrodzeniem energicznie brała wypiętą szlachciankę. Zupełnie jakby spodobały jej się te zabawy zademonstrowane parę dni temu w salonie Pirory. Fabienne dawała się jej brać i widać było, że sprawia jej to dużą przyjemność. A sama bawiła siebie i Margo delektując się jej łonem i udami. Co zresztą było widać po śladach szminki w tych miejscach.

    W pierwszej chwili przywitały się i prym wiodły obie szlachcianki. Ale były życzliwe i mnichowi i swoim kochankom. A artystka o miodowych włosach koniecznie chciała wypróbować zabaweczkę Niklasa jaką dostała od Otto na swoich koleżankach. A przynajmniej Fabienne i Teofano były bardzo chętne na zasianie i to jeszcze w tak przyjemny sposób. Margo wydawała się przytłoczona towarzystwem tak wytwornych dam ale, że te były dla niej miłe a bretońska milady nawet troskliwa to też ostatecznie dała się zasiać Słowikowi Północy. Pobawili się jeszcze trochę w powiększonym gronie ale czas uciekał więc w końcu trzeba było się zbierać do drogi. Zwłaszcza, że trzeba było się jeszcze ubrać i doprowadzić do porządku. A kobiety potrzebowały na to więcej czasu.

    W innych pokojach też goście stopniowo wyhodzili i zbierali się na parterze. Tam dziękowali sobie za zabawę, życzyli sobie kolejnego tak przyjemnego spotkania. I stopniowo rzchodzili się do swoich powozów albo pieszo wracali do domu. Otto miał to szczęście, że Fabienne zaprosiła go do swojego powozu. Zabrała też Marissę oraz Teofano i Margo. Tym ostatnim obiecała, że odwiezie je do domu bo już był późny wieczór chociaż jeszcze przed północą. Jeszcze wśród śmiechów i żartów wchodzili do powozu von Mannlieb gdy niespodziewanie podeszła do nich lady Aliona. Tego chyba nawet Bretonka się nie spodziewała bo wychyliła się do elfki pytając zalotnie czy może jej jakoś pomóc. Leśna elfka poprosiła aby ją podrzucić do domu. Szlachcianka oczywiście zgodziła się więc wracali w szóstkę. Było ciemno bo nie paliło się żadne światło. Więc ledwo było widać zarysy osób z jakimi się jechało. Rozmowy były przyjemne ale ze względu na elfkę, nie tak swobodnie jakby mogły. Ją też von Mannlieb podwiozła jaką pierwszą. Żegnały się jak dwie przyjaciółki. Potem przyszła kolej na Teofano i Margo. Wysadzili je przed kamienicą Lebkuchenów. No i zostali we trójkę. Bretonka była ciekawa czy mnich będzie dziś wieczorem na spotkaniu z Gnakiem przy Zachodnich Kamieniach. Bo szlachcianki z kultu w południe zamierzały pojechać “w plener”, tym razem bez zbędnego towarzystwa. Więc wieczorem powinny mieć swobodę aby pojechać z dworku myśliwskiego Rose de la Vegi na miejsca nocnej orgii. Odwiozła Otto pod jego dom i tam się pożegnali. Na koniec objęła go ciepło i pocałowała namiętnie jak kochanka. I jeszcze widział jak jej powóz odjeżdża i zostało mu wrócić do swojego mieszkania. A jak wrócił do zasnął i obudził się dopiero teraz. I miał jeden z tych wyrazistych i barwnych snów. A jeszcze się umówił w “Kniei” na to zwiedzanie lasu.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Zell napisał w Kultyści - Lato 2519 - komenty:

    w sumie masz zamiar zrobić dorekru jak Melkor odszedł czy idziemy tak?

    • A nie wiem jeszcze. Nie myślałem jeszcze o tym. A jak myślicie?

    @Santorine napisał w Kultyści - Lato 2519 - komenty:

    Post ode mnie wrzucony Mniej więcej połowa, która miała kolor Seacha jeszcze wisi na doku - starałem się zostawić maksymalnie materiału, żebyś miał do wrzucenia, @seach . Jedną mieszaną scenkę wrzuciłem ja, ale pozostałe masz dla siebie.

    • Oki, dzięki Santo 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Siemka 🙂 Witam wszystkich na naszym nowym forum 🙂 Dziękuję Santo i obsłudze za ogromną pomoc w ogarnięciu tematu przenosin naszej sesji na to nowe forum 🙂

    • Co do technikaliów. Ja kończę swój urlop. Jutro będzie mój lotniskowy dzień. Więc nieco zabiegany na ten moment jestem.

    • Obecna tura (T 68) nadal trwa. Skończy się jak się skończy. Ale bez przesady, dobrze abym w przyszły lub kolejny weekend mógł usiąść do swojej misiowej tury. Kolejna zacznie się zapewne kolejnego dnia rano więc w obecnej dobrze by było pokończyć wszystkie wieczorno-nocne sprawy.

    • Jak tura będzie skończona to można tutaj przenosić te scenki z doc w post.

    • I chyba tyle na ten moment. Jbc to pytajcie 🙂

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Oryginalny autor: Pipboy79

    Oryginalny tytuł: Tura 01 - 2519.06.27; agt; wieczór

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
    Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
    Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

    Zbór

    Słowa obojga liderów kulty wywołały spore poruszenie. Od dłuższego czasu snuto przypuszczenia, zwłaszcza na zborach, że na coś się zanosi. Ale jednak nie było potwierdzenia od tej najważniejszej dwójki w zborze czyli Mergi i Starszego. Łasica która po tragicznej śmierci Karlika po części przejęła rolę łącznika i koordynatora między nimi a resztą zboru też nic nie wiedziała albo skutecznie udawała, że nic nie wie. Była dość mocno zabiegana bo jak spora część kultu była zbiegami i musiała się ukrywać i najlepiej nie pokazywać w mieście to na nią spadło koordynowanie działań poszczególnych członków rozproszonych po mieście. A jej prawą ręką została jej kamratka Burgund. Więc z tą dwójką pozostali kultyści najczęściej mieli do czynienia gdy chodziło o przekazywanie wieści od szefostwa czy pomiędzy sobą. A ciągle coś załatwiały i w mieście i poza nim. Więc krążyły plotki o tym, że coś się szykuje. Ale co to nie było wiadomo aż do dzisiaj jak oficjalnie Merga i Starszy ogłosili jakby otwarcie nowego rozdziału w działalności kultu. To, że to wyjątkowy zbór świadczyła pełna frekwencja jakiej od dawna nie było. Nawet Silny i Egon wrócili z wygnania bo gdy stopniały śniegi i uruchomiono port Starszy kazał Vasilijowi aby ich przemycił za miasto. A gdy to się stało to Strupas poprowadził ich do jaskini mutantów z jakiej pochodziła Lilly. A tam Kopf i Opal przyjęli ich w gościnę pomni na pomoc żywnościową jaką w zimie zbór Starszego zorganizował w tym głodowym czasie. Więc duet mięśniaków tam właśnie spędzał zwykle ostatnie miesiące późnej jesieni i wczesnego lata. A teraz pierwszy raz od tamtego czasu wrócili do miasta więc młodsi członkowie zboru co zostali zwerbowani już po ich ewakuacji pierwszy raz mogli się z nimi poznać.

    https://thumbs.dreamstime.com/b/brav...-179674102.jpg

    Rune wydawał się z miejsca znaleźć z nimi wspólny język. Więc siedzieli we czwókę, ta czwarta to była Norma to Axe, wszyscy o wojowniczej naturze i wymieniali się różnymi przygodami, doświadczeniami i plotkami. I tych z dawnych lat, i ostatniego sezonu i tego co kto robił ostatniej zimy no i tego co się działo ostatnie tygodnie w mieście.

    W naturalny sposób często wracał temat turnieju rycerskiego jaki miał się wkróce odbyć. Dokładniej to za tydzień, zaraz po rasnoludzkim święcie sagi i dla ludzi to niejako była kontynuacja jaką świętowali corocznym turniejem rycerskim. Cała trójka mężczyzn i norsmeńska wojowniczka była żywo zainteresowana tym turniejem i najchętniej by w nim wystąpiła.

    - Nas to nie dopuszczą. Nie jesteśmy szlachetnej krwi, nie mamy pięknej zbroi, rumaka i kopii. To zabawa dla tych paniczyków z dobrymi nazwiskami. - mruknął kwaśno Rune. Pozostali pokiwali głowami zgadzając się z tym wnioskiem.

    - Nie można? Dlaczego? U nas wszyscy walczą. Co chcą. Tak wybieramy najlepszych wojowników. - reikspiel Normy od zimy bardzo się poprawił. Mogła już się samodzielnie nim posługiwać. Chociaż nadal mówiła dość prostymi słowami i nie dało się ukryć, że to nie jest jej ojczysty język.

    - U was to w tej wiosce może być wszystkich tyle co u nas samej szlachty. To nie ma co porównywać. No ale szkoda. Chętnie dałbym przez łeb jakiemuś paniczykowi, tak na oczach wszystkich. - Silny machnął ręką bo jednak nie uznawał, żeby jakaś wiocha za północnym morzem mogła się równać do ich miasta. To i tutaj jak się zebrała jakaś wioska na wesele czy co to można było spokojnie wszystkich w jednej chacie albo obejściu pomieścić. A miasto to była całkiem inna sprawa. Niemniej żałował, że nie będzie mógł pokazać swoich bojowych możliwości publiczności.

    - My to i tak byśmy nie mogli się pokazać na oczy. Dalej za nami wiszą listy gończe. Od razu by nas capnęli. - Egon pokręcił głową na znak, że nawet jakby Norma czy Rune jakimś sposobem zdołali się zapisać na stawanie w szrankach to dla niego i Silnego i tak była to zamknięta furtka. Każdy strażnik by ich z chęcią złapał i odstawił heretyckich buntowników d lochu przed oblicza sprawiedliwości.

    - Jakbyśmy mieli jakiegoś patrona to by może w jego barwach moglibyśmy stawać. No wiadomo ani konno ani ze szlachetnie urodzonymi ale może coś by było dla giermków czy zwykłych zbrojnych. Ale jak nie mamy patrona z koneksjami to dupa blada. - Rune znał realia z armii to wiedział jak to działa. No ale tam były inne zasady jak wszyscy należeli do armii. Teraz ten turniej organizowali możni i rycerze więc robili go z myślą o samych sobie a nie pospulstwie które mogło co najwyżej pełnić rolę widowni. I chętnie ją pełniło bo to było nie lada wydarzenie podobne do festynu.

    - Może jarl by pomógł. Ona wielka pani. Potężna. Wiele może. Ja też bym chciała walczyć i pokazać co umiem. - Norma odezwała się po chwili zastanowienia. Wiadomo było, że jarlem czyli wodzem, nazywa Froyę van Hansen z którą w ciągu ostatnich miesięcy weszła w niezłą komitywę. Oprócz niej z kultystów jeszcze tylko Pirora miała z nią tak dobre relacje no ale jej jako szlachciance było łatwiej a Norma była tylko zwykłym wojownikiem. Teraz chyba zastanawiała się, czy blondwłosa piękność z zamiłowaniem do męskich rozrywek mogłaby jakoś pomóc w tej sprawie.

    Czwórka zbrojnych jaka mniej lub bardziej otwarcie oddała się dominacji Krwawego Boga stanowiła główną siłę uderzeniową zboru. Chociaż nie było do tej pory taiej potrzeby a i tak zwykle dwóch z nich na stałe nie było w mieście a na miejscu Norma i Rune poza zborami rzadko działali razem. W oczywisty jednak sposób byli chętni podążać za śladami Norry. Dysutowali na ten temat całkiem żywo. Myśl, że gdzieś w okolicy mogą być jakieś artefakty pobłogosławione przez ich patrona bardzo im przypadła do serca.

    - Ja bym spróbował ze zwierzoludźmi. Jak gadałem z odmieńcami co u nich mieszkamy to tam mówią, że coś tym kopytnym odbija. Rzucają się po całym lesie, polują na wszystko co się rusza. Opal rzucała jakieś wróżby czy co tam. Nie znam się. I coś może być na rzeczy. Ale to trzeba by wkroczyć na ich teren. No my nawet jakbyśmy poszli we czwórkę to może być mało. Może kogoś z tych z jaskini by wziąć do pomocy. Paru co umieją dzidę trzymać w łapach chyba by się znalazło. No ale czy by wystarczyło to nie wiem. - Silny główkował czy to co słyszał od plemienia Kopfa i Opal o ich kopytnych sąsiadów z lasu to może być ten ewfekt krwawego zewu Norry na jaki dzicy zwierzoludzie byli bardziej podatni niż ludzie czy nie. Opis mniej wiecej zgadzał się z tym o czym mówiła Merga jednak trudno było zgadnąć czy to właśnie to. Przecież zwierzoludzie zawsze byli dzicy i polowali na to co się dało.

    - E tam, ty to zawsze wszystko tylko na jedno kopyto. Nic tylko pałą, przez łeb i kosa w żebra. Żadnej finezji. - z sąsiedztwa dobiegł ich pełen wyższości głos Łasicy. Nawet ci nowi słyszeli, że ta dwójka nie przepada za sobą. Ale póki na miejscu była tylko niebieskowłosa łotrzyca to wyglądało to na zwykłe plotki. Jednak teraz gdy Silny znów zawitał na “Adele” było to widać prawie od początku, że oboje starają się unikać i nie wchodzić w drogę.

    - A ty co? Pewnie byś zaległa na plecach, rozłożyła nogi i czekała aż z tobą skończą. - Silny spojrzał na nią i odezwał się z nieukrywaną pogardą. Zrobiło się jakby ciszej bo po śmierci Karlika to właśnie ta dwójka była najwyżej w hierarchii po Merdze i Starszym. Z czego jak Silnego właściwie non stop nie było to właśnie kultyskta Węża stała się numerem 3 w ich hierarchii. Wcześniej, w zimie, mieli mniej wiecej równą pozycję no ale po tym jak właśnie Łasica najbardziej i najdłużej narażała się w konspiracyjnej robocie w kazamatach to i Merga i Starszy docenili jej poświęcenie i niejako mianowali swoją prawą ręką i wysłanniczką. Co strasznie zirytowało jej głównego oponenta w zborze czyli Silnego właśnie. No ale nawet on nie mógł zaprzeczyć, że właśnie ona siedziała w tych kazamatach najdłużej i nie dało się pomniejszyć jej roli w wydobyciu Mergi, Gretchen i innych z lochów. Nawet jeśli nie zrobiła tego w pojedynkę bo w końcu bezpośrednio czy pośrednio zaangażował się w ten numer cały zbór Starszego.

    - Nie no co ty? Masz mnie za jakąś amatorkę? Albo kawałek drewna? Najpierw to są buziaki i robota na klęczkach. A potem to zależy jak się rozwinie sytuacja. No i nie poszłabym tam sama tylko wzięła jakieś fajne koleżanki do wspólnej zabawy. - Łasica odparła z dumną nonszalancją jakby jakaś pani nuczycielka mówiła do małego chłopca pouczając go w oczywistych rzeczach jakie ten przegapił. Wskazała nawet na chociaż część tych fajnych koleżanek jakie siedziały obo niej i te zaśmiały się wesoło na taki pomysł.

    - Rżnęłabyś się ze zwierzoludźmi? - Rune mimo wszystko zapytał jakby i z niedowierzaniem i zafascynowaniem jednocześnie. On w końcu nie miał jakichś zatargów z dziewczyną z ferajny i wianuszkiem jej koleżanek to nie był na nią cięty jak Silny.

    - No pewnie. Jeszcze tego nie robiłam to jestem ciekawa jakby było. A patrząc jakie Lilly ma talenty w tej materii to mogłoby być całkiem ciekawie. No a jak już byśmy się z nimi zaprzyjaźniły to sami by nas zaprowadzili do siebie i tego co tam mają. No a Lilly umie gadać po ichniemu to można by zapytać co im odbija od paru miesięcy. I by nikogo nie trzeba było zabijać. - łotrzyca mówiła to lekko i wesoło jakby miała własny plan na rozwiązanie zagadkowej nadaktywności zwierzoludzi. Ale przez to trudno było stwierdzić czy mówi to na poważnie czy tak tylko podpuszcza Silnego aby go wkurzyć.

    - To jak byśmy miały to robić z nimi to stać lepiej nie. To trzeba się położyć i wypiąć kuperkiem dogóry. To jest uległa postawa samicy do kopulacji. Jak się stoi twarzą w twarz to to jest ostrzeżenie i wyzwanie. Jak się odwraca i ucieka to tchórzostwo i znak do zaczęcia polowania. No a jak się położy i wypnie kuper to znak gotowości do kopulacji. Znaczy jak samica to robi. - Lilly albo wzięła słowa koleżanki na poważnie albo tak chciała pochwalić się swoją znajomością zwyczajów kopytnych. Faktycznie jak się widziało jej kopyta zamiast stóp i zwierzęce łydki porośnięte różowym futrem to można ją było wziąć za kogoś z tego dzikiego plemienia. Chociaż urodziła się jako człowiek w jednej z okolicznych wiosek. I miała na tyle dyskretne te mutacje, że jak założyła długą suknie które przecież były powszechne wśród kobiet i obwiązała czymś swoje kopyta i łydki to właściwie mogła chodzić po mieście jak każda inna mieszczka. I lubiła chodzić po tym mieście i poznawać nowe miejsca i ludzi bo miasto wciąż ją fascynowało.

    - Położyć się z kuperkiem do góry? No będę musiała spróbować jak będzie okazja. A na razie to ja bym proponowała się zająć naszą syrenką. Gdzieś tu jest, pewnie gdzieś na Wrakowisku i czeka tam na nas. Może nas zaprowadzić do tej wody i daru od Soren. Jak będziemy mieć coś co sprawia, że ludzie tracą głowę, zrzucają z siebie ubrania i zaczynają się kochać to całe miasto będzie nasze. Wystarczy pozwolić na orgie. Ja bym chętnie wzięła udział w takiej orgii. A tą syrenkę to Joachim spotkał pod koniec zimy więc gdzieś tam jest naprawdę a nie jakieś plotki. - łotrzyca uśmiechnęła się słodko do Lilly na te wieści jakby zakarbowała sobie te informacje w głowie do wykorzystania w przyszłości. Ale wróciła do tego co Merga mówiła o wskazówkach pozostawionych wiernym przez Cztery Siostry. Ona sama była zwolenniczką Węża. Nie było więc dziwne, że ciągnął ją lubieżny zew Soren. A to, że Joachim pod koniec zimy miał nieco niefortunne ale jednak spotkanie z syreną o jakiej krążyło po mieście tyle plotek to chyba wiedzieli wszyscy. No i to był jeden z kluczowych dowodów, że to nie są wyssane z palca plotki tylko ta syrena naprawdę gdzieś tu jest. No i zapewne też jakoś jest związana z zewem Soren. Być może podobnie jak zwierzoludzie inne istoty były bardziej podatne na ten zew sióstr. Tak to rozważał przynajmniej Starszy i Merga.

    - Ja spotkałam takiego jednego ostatnio. - na te słowa odezwała się milcząca do tej pory Onyx.

    https://i.pinimg.com/564x/b0/8b/65/b...b0f689f960.jpg

    - Taki trochę bard a trochę poeta. Artysta. No i potem na zwierzenia mu się zebrało i chyba chciał na mnie zrobić wrażenie. Bo mówił, że znalazł uroczy zakąte nad jakąś zatoczką Salt na południe stąd. No i tam spływało na niego natchnienie. Zwłaszcza w pisaniu ody do miłości. To chyba można by tam pojechać i sprawdzić czy coś jest na rzeczy. Merga mówiła, że to coś może być z wodą związane. Nawet jak nic tam nie ma i tylko mnie bajerował to podobno ładne miejsce. Najwyżej zrobimy sobie jakiś piknik na plaży i jakąś orgię czy co. - młoda, rudowłosa hedonista mówiła z zastanowieniem. Bo chyba wcześniej na słowa owego znajomego nie zwróciła większej uwagi. Pomimo jego starań. Dopiero teraz słowa wyroczni przypomniały jej bo opis brzmiał dość podobnie do tego co opisywała rogata wiedźma.

    https://cdnb.artstation.com/p/assets...jpg?1591226328

    - E tam! Orgie! Niedorzeczność i stata czasu! - Sigismundus też nie wytrzymał i prychnął pogardliwie. Wydawało się, że młode, zdrowe i pełne życia osoby go irytują. Zwłaszcza jak nie mógł ich poddać swoim eksperymentom. Bo wtedy to młode, zdrowe i pełne życia osoby zwykle stawały się jeszcze bardziej pełne życia. Innego życia. Co niesamowicie go cieszyło i fascynowało gdy mógł obserwować te kolejne etapy jakim jego patron od plag przemieniał zdrowe i żywe czyli nudne ciało w coś o wiele ciekawszego i barwniejszego.

    - No… Chyba, że te he he orgie by służyły do rozniesienia błogosławieństwa nowego życia… No to tak, wtedy to tak, to he he tak, mogłyby się przydać takie orgie. - mężczyzna w ozdobnych szatach nagle jakby dostrzegł pewną sprzyjającą okoliczność dla jakich znajdował coś pozytywnego w takich orgiach w jakich lubowały się kultystki Węża. Te spojrzały na niego z niesmakiem bo raczej nie miały ochoty się z nim zadawać i stać się obiektem jego plugawych eksperymentów.

    - Mnie się trafił ostatnio ciekawy okaz. Kobieta. Młoda, silna, zdrowa. Chyba ładna. Pewnie by wam się spodobała ale nie, nie, nie dla psa kiełbasa. Ona jest moja. I jest piękna! Ma piękne wrzody i robaki, tak, tak, piękne ma te robaki. Na początku krzyczała i mówiła, że jestem potworem. Ale teraz już nie krzyczy. W ogóle już wiele nie mówi. Jeszcze trochę, jeszcze trochę poczekać i pokocha to wszystko tak samo jak ja. O tak, i teraz ma sny. Sny o jaskini, szczurach smrodzie i robakach. I bagiennej wodzie. To tak, Oster przez nią przemawia, to pewne. Mówi o jaskini, o jaskini w klifie. Tam trzeba szukać. Na wschodzie. Ona jest silna i wytrzymała, wygląda chudo ale może dużo znieść. Myślę, że musiała się zetknąć z jakimś dotykiem Oster wcześniej i ona ją pobłogosłowiła. Bo wszyscy inni umarli od nadmiaru błogosławieństw Ojczulka a ona jeszcze nie. I pochodzi ze wschodu, wschodniego wybrzeża, tam trzeba szukać tej jaskini. Na pewno tam jest dar od Oster. Weźmiemy ją na smycz i niech nas prowadzi. Niech jej sny nas prowadzą. Tak wam mówię trzeba he he zrobić a nie jaieś orgie i zabijanie, to dziecinada, trzeba działać pełnoskalowo. Jeden dar od Oster i to miasto padnie w krwawych biegunkach i plwocinach dając początek nowemu życiu. - Sigismundus zaśmiał się chrapliwie na koniec a cały czas mówił szybko i jednym ciągiem jak jakiś nawiedzony kaznodzieja. I głosił swoje poglądy z całą mocą i pewnością siebie. To też do pewnego stopnia zazębiało się z tym co Merga mówiła o darze od Oster bo właśnie chodziło o jakąś stojącą wodę i jaskinie. Może to to samo o czym mówił szalony medyk i aptekarz? Nie wiadomo.

    - Jesteś ohydny. - mężczyzna w gustownym kubraku z modnymi, bufiastymi rękawami rzucił do kolegi ze zboru obdarzając go niechętnym spojrzeniem.

    https://www.nicepng.com/png/full/116...d-merchant.png

    - Jakbyście użyli logiki i połączyli fakty w logiczną całość to wskazówka rzucana przez Vestę jest oczywista. - Tobias był zapewne jednym z najlepiej wykształconcyh członków kultu. Był też guwernantem i nauczycielem pociech tych których było na to stać. Często wiec zdradzał takie profesorkie zapędy co nawet na zborze wiele osób drażniło. Ale chyba trudno było mu nie okazać swojej wyższości intelekturalnej nad innymi.

    - Jakie fakty? - zapytała Łasica starając się zachować neutralny ton. Na to pytanie Tobias widocznie czekał bo uśmiechnął się z wyższością gotów udzielić swojego wykładu.

    - To oczywiste. Pamiętacie te dziwne zdarzenia z ostatniej zimy jakie miały miejsce gdy przenoszono jakiś tajemniczy ładunek do Akademii Morskiej? Komuś ponoć nawet eksplodowała głowa. To przecież oczywista wskazówka, że mamy do czynienia z czymś nadnaturalnym. Możliwe, że magicznym. A czyją domeną jest magia? Więc myślę, że właśnie w trzewiach Akademii powinniśmy szukać daru od Vesty. Nawet taka prosta dziewczyna jak ty powinna to dostrzec i przyznać mi rację. - dodał z nieukrywaną wyższością jaką odczuwał wobec niepiśmiennej dziewczyny z ferajny jaką była niebieskowłosa łotrzyca. I sądząc po jej mocno zaciśniętych ustach raczej nie zarobił w jej oczach plusa takim stylem wypowiedzi.

    Dyskusja rozgorzała na dobre bo wyglądało na to, że w sprawie Sióstr każde stronnictwo parło ku swojej patronce aby to właśnie tym poszukiwaniom nadać priorytet. A raczej zbór chociaż znacznie powiększył się liczebnie podczas ostatniego roku to jednak nie miał sił aby aż tak się rozczłonkować i wysłać w miasto a nawet poza miasto kilka grup poszukiwawczych. Jasne było, że trzeba na coś się zdecydować i od czegoś zacząć. Ostateczny głos pewnie mieli Merga i Starszy ale ci na razie nie ingerowali w dyskusję czekając co się z tego żywiołowego kotła wyklaruje.

    Rozgrywka import

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Oryginalny autor: Pipboy79

    Oryginalny tytuł: Kultyści - Lato 2519

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
    Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
    Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

    link: https://www.stivesgallery.co.uk/imag...our_lights.jpg

    Zbór

    Nad zatoką wzdłuż jakiej wybudowano Neus Emskrank kończył się ciepły, letni dzień. Mewy jeszcze piszczały nad wodą i miastem ale one też już szykowały się do zakończenia dnia. Mieszkańcy, dokerzy oraz marynarze kończyli swój dzień roboty i udawali się do domów, tawern i karczm aby nasycić żołądki i ugasić pragnienie. Zaś w trzewiach jednej ze starych kryp jaka już od dawna nie pływała tylko bujała się na falach przyboju robiąc za pływający magazyn robiło się coraz tłoczniej i głośniej. W miarę jak kolejne postacie podchodziły do burty “Starej Adele” stukały umówione hasło a po chwili słyszeli nieregularne kroki i nad burtą pokazywała się głowa starego bosmana obwiązana chustą na marynarski wzór. Widząc kto przyszedł spuszczał na dół drabinę po której można było wejść na pokład a potem do tylnej nadbudówki i schodami na dół do krótkiego korytarza i ładowni. Gdzie można było spotkać znajome twarze jakie często nie widziało się od zeszłego tygodnia. Można było usiąść przy stole do wspólnego posiłku. Jak zwykle królowały ryby. To akurat nie było dziwne w portowym mieście. A Kurt był mistrzem w łowieniu, przyrządzaniu i podawaniu ryb. Nawet ze zwykłych płotek potrafił zrobić całkiem smaczną zupę rybną albo gulasz. Ale dzisiaj na stole królował tłusty sum i młody tuńczyk. Suma Kuternoga złapał sam a tuńczyka kupił od znajomego rybaka. Ale część rzeczy i tak trzeba było kupić. Odkąd zabrakło Karlika który sponsorował te posiłki trzeba było robić zrzutki podczas tych zborów. I to co się uzbierało jednego tygodnia szło na zrobienie gościny w następnym.

    Schemat się powtarzał co tydzień. Przywitanie, wspólny posiłek przy stole, luźniejsze pogaduchy o plotkach i strapieniach a także załatwianie pomniejszych spraw pomiędzy członkami zboru. W końcu to była jedna z niewielu okazji gdzie mogli się spotkać w jednym miejscu osoby z całkiem różnych warstw społecznych co poza burtami tego zboru byłoby nie takie proste. W samym zborze zaś mniej się liczyło pochodzenie a bardziej osiągnięcia dla grupy, staż i zaufanie jakim się cieszył u pozostałych. Tak zimą Egon awansował ze względnie świeżego rekruta na kogoś kto dorównywał autrytetem Kurtowi a ponad nim byli już tylko Silny i Łasica. Więc nawet jeśli na zewnątrz dla zachowania pozorów ktoś komuś musiał czapkować czy całować w rączkę to tutaj panowały dość braterskie i rodzinne relacje. W końcu w razie wsypy wszystkich ich by czekał marny koniec co pokazał ostatniej zimy przykład śmierci Karlika. Dziś jednak wyczuwało się większą ekscytację i podniecenie. Bo już w poprzednim tygodniu Starszy obiecał, że zapewne będzie miał do ogłoszenia coś interesującego. I faktycznie tak się stało. Gdy umył w misce ręce, wstał ze swojego miejsca w centrum złączonych stołów i wyszedł na środek ładowni. Zaraz za nim podążyła Merga. Znak, że właściwe spotkanie właśnie się zaczyna.

    link: https://i.pinimg.com/originals/ac/06...e51f6cb354.jpg

    - Drogie dzieci! Spójrzcie na nas! Spójrzcie na siebie! Rok temu nie było nas nawet pół tuzina! A teraz? Dwa tuziny! Spójrzcie jak rośniemy w siłę! To znak! To znak jak bardzo skorumpowane i zdeprawowane jest to miasto! To społeczeństwo! Jak bardzo podatne jest na podszepty naszych patronów! Nieważne którego! Nieważne skąd kto pochodzi i czym się zajmuje! Nieważne co ma na sumieniu! Wszyscy mogą znaleźć u nas swój dom i schronienie! Wszyscy możemy walczyć z reżimem zakłamanych ciemiężycieli którzy nas uciskają i oddają cześć słabym, fałszywym bogom! To my mamy rację! To my jesteśmy wyjątkowi, my jesteśmy wybrańcami prawdziwych bogów! To my zaprowadzimy w tym mieście nasze porządki! Wyrównamy rachunki krzywd! Dziś my musimy zginać karki! To my musimy się do nich fałszywie uśmiechać i udawać pokorę! Ale to się skończy! Nadejdzie dzień gdy to oni padną u naszych stóp i będą jęczeć o naszą łaskę! Oni będą się żreć między sobą dla naszej przyjemności i walczyć o okruchy z naszego stołu! Nie dzisiaj i nie jutro ale ten dzień w końcu nadejdzie! Pomścimy śmierć Karlika! Wygnanie Sebastiana! Mordęgę naszych sióstr i braci zakatowanych w kazamatach! Poddanych kaźni i straconych dla uciechy bezmózgiej tłuszczy! To my będziemy na szczycie i urządzimy to miasto po swojemu! - zamaskowany mężczyzna znany na zborze jako Starszy zaczął przemowę. A, że był płomiennym mówcom od razu porwał swoją publiczność. Dały się słyszeć oklaski, okrzyki poparcia i buntu na zastaną za burtami rzeczywistość. Wszyscy byli w jakiejś mierze buntownikami i rewolucjonistami walki z obecnym systemem. Dlatego ten system nie mógł dać im pardonu i musiał ich zniszczyć. Ale najpierw musiałby ich odnaleźć. A to jak dotąd siłom sterowanym z ratusza się nie udało. Ale przyjemnie było posłuchać jego przemowy jaka niosła nadzieję, że los się odmieni i to oni będą w końcu na górze.

    - Pierwszym krokiem będzie odnalezienie darów jakie zesłali nam bogowie. One gdzieś tu są. Szepczą do nas. Słyszymy ich głos. Ale trudno było go zrozumieć. Ale na szczęście jest z nami nasza czcigodna wyrocznia która potrafi usłyszeć mowę bogów i zrozumieć ich przesłanie. - Starszy zakończył przemowę żegnany oklaskami i cofnął się o krok do tyłu wskazując na rogatą kobietę o niesamowitym blasu bijącym z oczu i fioletowej skórze.

    link: https://i.imgur.com/szvwUUK.png

    - Dziękuję ci mistrzu. - Merga skinęła głową oddając hołd swojemu gospodarzowi i opiekunowi. Od chwili uwolnienia wiedźmy oboje okazywali sobie wzajemny szacunek stając się z czasem duetem który zarządzał całą grupą.

    - Myślę, że udało mi się odczytać słowa naszych patronów na tyle, że wreszcie mamy wskazówki jakie mogą nas doprowadzić do upragnionego celu. Każda z Czterech Sióstr zostawiła w tej okolicy skarby poświęcone swoim patronom. Co więcej odkryłam niedawno, że to zapewne tylko pierwszy krok i jest coś więcej. Dlatego echo tych tropów nakładało się na siebie i mnie tak długo zwodziło. Ale wreszcie mogę na to spojrzeć z właściwej perspektywy. - wyrocznia przechodziła spojrzeniem od twarzy do twarzy siedzących za złączonymi stołami i mówiła ciepłym, łagodnym głosem w jakim brzmiała jednak pewność siebie poparta wiedzą i doświadczeniem.

    To, że gdzieś “tutaj” są jakieś artefakty pozostawione przez legendarne Cztery Siostry to wiedzieli wszyscy na zborze już od paru miesięcy. Niestety nie wiedzieli wiele więcej dlatego nie bardzo było jak zacząć te poszukiwania. Ale wreszcie mieli przełom.

    Norra jaka poświęciła się krwawemu bogowi zostawiła swój wyczuwalny dla Mergi ślad w lesie. To musiało być w jakimś lesie, polana i stos czaszek na niej. Gdzieś na południu od miasta. Znamię było silne więc musieli być wyczuleni na wszelkie oznaki niezrozumiałego szału, ataków, buntów, walk i ogólnie aktom przemocy i rozlewowi krwi. Zwłaszcza takiego pozornie bezsensownego. Tak silny artefakt jaki Merga wyczuwała aż stąd musiał też jakoś wpływać i na umysły śmiertelników jacy byli znacznie bliżej tego miejsca.

    Oster zafascynowana Oczulkiem Nurgle powędrowała i wracała ze wschodu. Ona ukryła swój dar gdzieś pod ziemią. W jakiejś dziurze, jaskini, lochach czy czymś takim. Powinno być tam dużo wody, stojącej, zatęchłej wody w jakiej roi się od robactwa. Czyli pasowałoby to preferencji Ojczulla. Ta woda oznaczała, że może to być gdzieś w pobliżu moża, jeziora czy rzeki. No i jakieś lochy, ruiny czy coś takiego pod ziemią. Oznaką tego mogą być ogniska nieznanych chorób i innych błogosławieństw jakie tak szczodrze Ojczulek zsyłał na ten ziemski padół.

    Soren, wyuzdana ulubienica Księcia Przyjemności powędrowała na południe, w głąb kontynentu znacząc swój szlak spłodzonymi bękartami różnej maści. Ona też zostawiła prezent dla swoich wyznawców i tych co zdecydowali się podążać jej drogą. Tu jednak wyrocznia miała pewien dylemat. Wszystko wskazywało, że ów artefakt powinien być gdzieś na południu. W wodzie lub blisko niej, przy rzece, jeziorze, strumyku. Pewnie w ładnej i sielskiej okolicy sprzyjającej miłości wszelakiej i natchnieniu artystów. Bardzo możliwe, że miało to jakiś związek z syreną i alabastrem. Bowiem to nagłe pojawienie się wszelakich syren czy w snach, plotkach czy jako alabastrowych figurek w ciągu paru ostatnich miesięcy to też zapewne nie był przypadek. I ta syrena z Wrakowiska może być tego częścią. W każdym razie pamiątka po Soren powinna wabić do siebie kochanków i dewiantów, poetów i malarzy aby tam znależli ukojenie i spełnienie.

    Vesta zaś przemawiała do Mergi najsilniej. Być może dlatego, że poświeciły się temu samemu patronowi. A być może dlatego, że ten artefakt wydawał się być najsilniejszy lub był najbliżej. Całkiem możliwe, że na terenie samego miasta lub blisko niego. Raczej na zachód od rzeki Salt jaka rozdzielała miasto na dwie połowy. Objawem działania mocy Vesty powinny być dziwne zjawiska, zaburzenia czasu, nietypowe sny i wizje związane z czasem i symbolami z nim związane. Po prostu trzeba było mieć otwarty umysł na wszelkie nienaturalne zjawiska.

    - A oprócz tej sprawy z Czteremia Siostrami jest jeszcze coś. - Merga zakończyła omawiać to jakich śladów i gdzie powinni wypatrywać ale zanim zaczęli o tym rozmawiać wszyscy to podjęła nowy wątek. Spojrzała jednak na zamaskowanego lidera zboru aby teraz ten podjął ten wątek. Ten skinął jej głową i stanął obok niej zwracając się do pozostałych.

    - Tak. Merga wkrótce nas opuści. Wróci w swoje rodzime strony. Do Norsci. Jesteśmy w trakcie organizowania tej wyprawy. Wróci do nas prędzej czy później aby wspomóc nas w poszukiwaniach swoimi wyjątkowymi umiejętnościami ale też przez jakiś czas jej nie będzie. To jest też okazja dla nas. - Starszy przedstawił wieść jaka była nowością. Odkąd bowiem udało się uwolnić błękitnoskórą i złotooką wyrocznię cały czas była z nimi i chyba nikt się nie spodziewał, że mogłaby ich opuścić. Ta wiadomość wywołała na większości zebranych poruszenie i zaskoczone spojrzenia i szepty.

    - Tak, to prawda. Postaram się uzyskać tam pomoc dla nas. Ale nie ukrywam, że łatwiej by mi było coś ugrać jakby ktoś stąd popłynął ze mną. Ktoś silny i władczy. Moi współplemieńcy szanują silłę i zaradność. Mogą się sprzymierzyć z wielkim wodzem i silną armią. Ale pogardzają słabymi i żebrzącymi o pomoc. Na statek nie zabierzemy całej armii nawet jakbyśmy tu taką mieli. Ale też dobrze jakby mi towarzyszyli ludzie sprytni, silni i zaradni, jacy pomogliby mi przekonać moich sprzymierzeńców, że warto tu przypłynąć po chwałę i łupy. Że mają tu cennych i silnych sprzymierzeńców a nie słabeuszy i nieudaczników jacy liczą na ich łaskę bo sami nie umieją sobie poradzić. Dobrze też aby to bylu ludzie z więcej niż jednego patrona aby nie zamykać się na wsparcie od pozostałych. - złotooka mówiła prostymi słowami i poważnym tonem aby jej przekaz był czytelny i zrozumiały dla każdego.

    - Czcigodna jest pewna, że ktoś z jej plemienia do niej dołączy podczas wyprawy powrotnej. No ale im lepsze wrażenie na nich zrobimy, im silniejszym partnerem w interesach się pokażemy tym będą nas poważniej traktować. I tym większy będziemy mieć na nich wpływ jak już będą tutaj. I swoją drogą dlatego też musimy znaleźć kryjówkę dla ich łodzi, ludzi i zapewnić im wikt i opierunek pewnie też i rozrywki bo inaczej ich krewki charakter może obrócić się przeciw nam wszystkim. Wiem, że to dla was nowość więc na razie tylko o tym mówię. Macie czas na przemyślenie nad tym wszystkim. Ale za tydzień chciałbym już mieć odpowiedź. Musimy wiedzieć kto by zamierzał zostać na miejscu i zająć się poszukiwaniami Sióstr a kto by szykował się na wyprawę na północ. Sama wyprawa raczej nie powinna ruszyć wcześniej niż w połowie przyszłego miesiąca. Jak macie jakichś zaufanych ludzi co byliby skłonni do wyprawy do Norsci to też dajcie mi znać, może uda się ich zwerbować. Załogę tego statku też musimy skompletować. - Starszy dopowiedział jakie są te wstępne zamiary na drugą połowę lata. Szykowało się sporo wypraw. Ale myśl o kontyngencie norsmeńskich wojowników nie jako piratów czy rabusiów ale jako sojusznikach wydawała się bardzo kusząca. Tylko to było jak z ostrym toporem co w nieumiejętnych rękach może pokaleczyć samego właściciela. Element był to bardzo krnąbrny i trudny do utrzymania w ryzach, zwłaszcza w większej liczbie. Mistrz dawał wszystkim swoim dzieciom czas do przyszłego zboru aby się nad tym każdy na spokojnie zastanowił. Chociaż od razu Łasica i Burgund przyklasnęły temu pomysłowi i co prawda nie zgłosiły się z miejsca na wyprawę do Norsci ale w sprawie dostarczania rozrywek norsmeńskich wojownikom i wojowniczkom jakby się takie też trafiły to były bardzo chętne. Vasilij zaś zgłosił, ze zna wybrzeże na tyle, że dla samego statku i jego załogi to by kryjówkę znalazł. Chociaż nie ukrywał, że bytowanie trudnej teraz do oszacowania liczby wojowników z północy byłoby dla niego trudne do zorganizowania bez wsparcia reszty kultu. Starszy jednak zapewnił go nie zostwią go samego z tym ambarasem i pochwalił jego postawę. Jak i obu łotrzyc bo właśnie o taką współpracę z Norsmenami chodziło.

    Później zaczęła się już mniej planowa dyskusja wszystkich ze wszystkimi i o wszystkim. A na końcu te indywidualne rozmowy ze Starszym gdzie każdy mógł z nim porozmawiać o tych sprawach jakie niekoniecznie chciał poruszać przy wszystkich. Albo zapytać o radę czy zdać relację jak się posuwają sprawy jakie co jakiś czas mistrz zlecał niektórym kultystom. Nad portem słoneczny blask już dawno znikł gdy z jednej z zacumowanych na stałe kryp spuszczono drabinę. A potem co jakiś czas pojedyncze sylwetki, czasem duety, schodziły po niej na pirs po czym szły mieszając się z wieczornym, portowym gwarem i tłumem. Nic zdawało się nie wskazywać, że na tej starej i nieciekawej łajbie odbyło się jakieś nielegalne spotkanie. Dalej leniwie kiwała się na falach zatoki skrzypiąc cicho i uspokajająco wysłużonym drewnem i linami.

    Rozgrywka import
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy