Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Pipboy79P

Pipboy79

@Pipboy79
Informacje
Posty
233
Tematy
9
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
2
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Epitafium lastinn czyli atykuł o historii
    Pipboy79P Pipboy79

    @JhnW napisał:

    @Pipboy79 mam Twoją odpowiedź, dzięki wielkie.

    • Oki, dzięki za potwierdzenie 🙂
    Forum

  • Epitafium lastinn czyli atykuł o historii
    Pipboy79P Pipboy79

    @jhnw Mam komunikat:

    "Już odpowiedziałeś(-aś)
    Ten formularz możesz wypełnić tylko raz.

    Jeśli uważasz, że to pomyłka, skontaktuj się z jego właścicielem."

    • Więc daj znać, czy przeszła do Ciebie ta ankieta. Bo w sumie nie jestem pewien.
    Forum

  • Epitafium lastinn czyli atykuł o historii
    Pipboy79P Pipboy79

    "Twoja odpowiedź jest za duża. Spróbuj skrócić niektóre odpowiedzi."

    A to jest jakiś limit znaków?

    Forum

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @dekares

    • Oki, dzięki za terminowy post i deklarki 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dekares napisał:

    Czołem!
    Stefan będzie chciał na pewno zapytać się o następujące rzeczy:

    • No siemka, szpoko 🙂

    @Dekares napisał:

    Wypytać się o ten regiment, co o nich wiemy, jakimi siłami dysponują, czy znamy dowódce. Czy z listu/albo wcześniejszych ustaleń mieliśmy ustalone jakieś z którymi mieliśmy się w Wendorf skontaktować?

    • W Risted wiadomo było, ze pod Grunackeren zaczynają działać podjazdy Chaosu a może nawet jest już oblężone. Więc tam szefowe chciały dotrzeć. Wendorf po prostu jest po drodze. Mniej więcej w połowie drogi miedzy Ristedt a Grunackeren. Nikt nic nie miał zadnej wiedzy ani planów co do Wendorf.

    • O Siege Stern, szefowe wiedzą, że jest taki najemniczy regiment i zwykle on działa w Wolfenburgu. Ale możliwe, że jakies kompanie działają poza stolicą.

    @Dekares napisał:

    Stefan chciałby się spytać o te"rakiety" którymi w nocy rozświetlona niebo nad obozem? Jeśli jakieś zostały to może moglibyśmy dostać jakieś i w razie kłopotów wystrzelić taką race w niebo jako ostrzeżenie dla regimentu/prośbę o pomoc. Jeśli mają różne kolory to nawet na szybko można by opracować jakiś system kodów oznaczający co nas spotkało, Np czerwona raca zwierzoludzie, zielona buntownicy itd.

    • Inez powie, że to dzieło Alezzi i jej magii.

    @Dekares napisał:

    Czy w obozie mamy kogoś z tych okolic/bywająego w Wendorf?Jeśli tak to dodanie go do zespołu ewentualne wypytanie go o okolice powinno być powwżnie rozważone(może pomógłby znależć hakieś samotne gospodarstwo po drodze w którym dałoby się zaciągnąć języka/albo jakieś wzniesienie czy inny punkt z którego możnaby poobserwować samo miasto.

    • Zobaczymy: https://orokos.com/roll/1074181 5d100=93, 76, 24, 14, 3 > Później, po rozmowie z szefowymi, do oddziału Kolesnikowa, dołączy jeden tubylec z Wendorf.

    @Dekares napisał:

    Skoro mamy mieć do czynienia z buntownikami(w liście jest coś o powodzie buntu)to może przydaliby si3 nam jacyś ludzie od naszego łowcy czarownic żeby po móc. Rozeznaniem kto jest kto.

    • Ludzie łowcy czarownic, zostają przy swoim szefie.
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 44 - 2521.05.06; wlt; ranek

    Oki, to pierwsze koty poszły za płoty. To ruszamy z akcją 🙂 Tura na odpis do sb 05.30. Czyli jak się uda to w przyszły weekend chciałbym zrobić swoją turę a jak za mało czasu, to przedłużymy do następnego. Mnie przez te awarie netu i wyjazd weekendowy, nieco się rytm pisania przestawił.

    Termin na odpis powiedzmy do sb. 05.30.

    Stan HP

    Tobias 15/15 (s.zdrowy)
    Stefan 12/12 (s.zdrowy)
    Duivel 12/12 (s.zdrowy)

    Stan PD

    Tobias 275 + 20 = 295 PD
    Stefan 185 + 30 = 215 PD
    Duivel 385 + 25 = 410 PD

    Stan PZ

    Tobias 375 PZ
    Stefan 18 PZ
    Duivel 40 PZ

    • Oki, to dalej jest poranek w Wellentag w obozie regimentu. Sceny są dwie. Pierwsza to luźne pogaduchy przy śniadaniu z ludźmi Kolesnikowa. Druga to wezwanie do obu szefowych i przyjęcie od nich rozkazów.

    • Pierwsza scena jest luźna, można pogadać coś z BG czy BN-ami zanim przyjdzie kurier z wewzwaniem do szefowych. Sceneria zasadniczo nie zmieniła się od poprzedniej tury.

    • Druga scena to wezwanie do szefowych. Tam przedstawiają one zadanie dla oddziału Kolesnikowa. Czyli sprawdzenie drogi do Wendorf i same Wendrof jak się da.

    • Szefowe informują o buncie regimentu w mieście. Z tego listu w tubie coście znaleźli dnia poprzedniego. Ale, że list był mocno nieczytelny to nie ma zbyt wiele detali. To też Kolesnikow i reszta mają sprawdzić jeśli dostaną się do miasta.

    • Regiment z powodu pobojowiska po walkach, będzie miał opóźnienie w wymarszu na 1+k6 godzin. Dlatego właśnie chociaż zwiadowcy mają pojść przodem aby wybadać sytuację.

    • Jeśli ktoś się czuje na siłach, może o coś zapytać szefowych. Jak nie to macie ok 1 h czasu na przygotowania i załatwienie swoich spraw, zanim Kolesnikow da rozkaz do wyruszenia w drogę.


    • I na ten moment chyba tyle ode mnie. Jak coś nie jest jasne to dajcie znać ocb 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 44 - 2521.05.06; wlt; ranek

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; obóz na polanie
    Czas: 2521.05.06; Wellentag; ranek
    Warunki: - ; na zewnątrz: noc, pogodnie, sła.wiatr; ziab (0)

    Oddział Kolesnikowa

    - Ah, ciepła kobieta obok. Masz rację Tobiasie, trzeba będzie w wolnej chwili odwiedzić nasze markietanki. No chyba, że w tym Wendorf znajdą się jakieś gościnne uda to też dobrze. - Stefan podchwycił ostatnią myśl łucznika i wyszczerzył się lubieżnie. Zaś jego zbiry zarechotały ze złośliwej uciechy. Siedzieli razem. Przez ostatnie dni, szefowe najczęściej luźnych ochotników, przydzielały właśnie do tej bandy hochlandzkich zbirów. Więc całkiem często ze sobą współpracowali. Nocowali razem, wystawiali nocne straże czy tak jak teraz, siedzieli i jedli razem. Wyglądało na to, że oddział po tych nocnych walkach, mimo zamieszania i rozproszenia, to raczej wyszedł bez szwanku. Do tego momentu pojedynczo, po dwóch, znów pojedynczo, odnaleźli się prawie wszyscy Hochalndczycy i ci co byli wczoraj z nimi na szpicy regimentu.
    - Czerwona kuszniczka mówisz? No może to i nasza wielka szlachcianka. Pamiętacie jak po tym spotkaniu ze strażnikiem w Breder, kupiła sobie ten czerwony kubraczek? I jak potem w nim paradowała dumna jak paw? - Kolesnikow na głos, zastanawiał się nad słowami elfa. I to wspomnienie dość zabawnego spotkania ich szefowej z jednym ze strażników Breder i wówczas i wtedy wywołało falę rozbawienia. Wówczas ich fioletowłosa szefowa, podjechała do paru strażników, pytając o drogę czy coś takiego. Dla wielkiej pani von Falkenhorst. I strasznie się na nich zezłościła jak w niej nie poznali właśnie owej szlachcianki. Choć po prawdzie, wówczas po powrocie z Mglistych Bagien, nie wyglądała zbyt okazale, jak wszyscy w regimencie. I nie było trudno wziąć ją za zwykłą najemniczkę czy kurierkę. Pewnie dlatego wówczas w Breder kupiła sobie solidną brygantynę o wpadających w oko bordowych barwach. Więc chociaż Hochlandczycy nie byli tak do końca pewni, czy to ona tak strzelała z siodła z kuszy to jednak właśnie ją najbardziej ją podejrzewali. Okazało się, że jeden czy dwóch, też ją widzieli w akcji, podobnie jak Duivel. Mimo rubasznej kpiny wobec niej, to jednak leśne zbóje otwarcie nie krytykowali fioletowowłosej.
    Z kolei żart Jeagera do Duivela, rozbawił towarzystwo. Zerkali ciekawie jak elf odpowie na tą żartobliwą zaczepkę. I jak się okazało, że z chudym da się pożartować to chyba stał się ludziom ciut mniej obcy. - Kolejny któremu się marzą burdele i zamtuzy. - Czarnobrody herszt przez chwilę popatrzył z niemym rozbawieniem na swojego imiennika. Po czym roześmiał się głośno. - I bardzo dobrze! Kto by nie chciał wychędożyć jakiejś dziewki?! Czyli wszystko z takim mężem w porządku, nie dostał za mocno w czerep ani za wiele mu nie ucięli, nic mu nie zgniło! - Śmiał się do rozpuku a jego banici razem z nim.
    - To teraz koniecznie musimy znaleźć jakiś zamtuz i odwiedzić jakieś gorące, gładkie, ladacznice! - Zawołał jeden z tych leśnych braci.
    - I, żeby miały z przodu i z tyłu! Żeby było za co złapać! - Wykrzyknął drugi, ożywiony tą wizją. Na chwilę wydawali się zapomnieć o zmęczeniu i trudach nocnej walki.
    - I wino! Dużo wina! Na wypadek jakby tak gładkie nie były a jednak wciąż się chciało! - Trzeci śmiał się razem z nimi i wymownie uniósł swój, tani, drewniany kufel.
    - No lepiej aby zbyt gładkie nie były. Te najgładsze to zawsze zgarniają oficerowie. - Czwarty dorzucił coś od siebie ale na chwilę zepsuł zabawę i dostał zmasowany atak krytycznych spojrzeń.
    - Nie no… Przecież naszymi oficerami są kobiety. No to po co im ladacznice? Więcej zostanie dla nas. - Ten co pierwszy zaczął o wizytach w zamtuzach, starał się szybko przywrócić dyskusję na właściwe tory. I speszył się bo podszedł do nich jeden z wojaków z szarfami oznaczającymi gońca.
    - Kolesnikow zbieraj swoich ludzi. Szefowe was wzywają. Są przy wagonie. - Przekazał im polecenie, wskazując na kanciastą bryłę krytego wozu jaki był widoczny między namiotami i rzednącym dymem pogorzelisk. Ten wóz obie szlachcianki też zakupiły w hochlandzkim Breder.
    - No to jak armia sobie o nas przypomniała to zadba aby nam nudno nie było. - Kolesnikow splunął, westchnął i pogrzebał drewnianym widelcem w prawie pustej misce. Właściwie to większość z nich, skończyła już jeść. Ciepła strawa, przyjemnie spływała do żołądka i ożywczo rozgrzewała od środka. Nawet jeśli nie było to danie bardziej wyszukane, niż można by dostać w przydrożnej gospodzie. Czarnowłosy wstał, opłukał swoją miskę, dopił z kubka i wylał resztki na ziemię. Jego ludzie postąpili podobnie. I po paru chwilach szli całą bandą, przez zdewastowany obóz.


    Obie szefowe zastali przy ich wagonie. Petra siedziała na jego drewnianych schodach. W samej koszuli i spodniach. Nawet buty miała zdjęte więc widać było jej bose stopy. Wyglądała na zmęczoną i trudno było powiedzieć czy dopiero zaczyna nowy dzień czy kończy poprzednią noc. Przez chwilę wpatrywała się tępo przed siebie, jakby nie zauważyła nadejścia Kolesnikowa i jego bandy. Lady Muller wyglądała bardziej godnie. W barwnej spódnicy. Jednak włosy, zwykle tak starannie ufryzowane, teraz miała spięte w prosty kok z tyłu głowy. Stała obok schodów i kończyła bandażowanie głowy Petry. Tam i tu, na jej sukni, widać było krwawe zacieki. A z samego rana Stefan spotkał ją w jednym z namiotów, jaki zaimprowizowano na szpital polowy. Czyli po prostu ostał się w miarę cały i był dość duży. Więc tam znoszono rannych. I zwykłych wojaków, takich jak on. A także tych znaczniejszych, jak Burchald czy mistrz Drogon. Nawet bogobojny Teodoryk też tam trafił. Jak w każdym szpitalu polowym, rannych było więcej niż personelu. Więc pomoc Stefana lady Inez i Alezzia powitały z ciepłymi uśmiechami. Po chwili doszedł jeszcze wiekowy ale dziarski Harold ze świty Munzela. Zwykli żołnierze i ciury obozowe znosiły kolejnych rannych jakich odnajdywano z początku jeszcze po ciemku. Ci lżej ranni przychodzili sami lub z pomocą kolegów. W miarę jak noc rzedniała i widoczność się poprawiała, dochodzili kolejni jakich odnajdywano na pobojowisku. Stratowani przez towarzyszy lub wrogów, zaczadzeni dymem, zachłyśnięci magicznym trzęsawiskiem jakie stworzył mag, z porąbanymi toporami ranami, zmiażdżeniami od prymitywnych maczug. Munzel miał rany głowy, poranione jak od upadku plecy i ranę kłutą w brzuchu. Więc mógł grzmotnąć po ciemku w gałąź, oberwać włócznią i spaść z konia na coś twardego a nawet ten koń mógł go jeszcze przeciągnąć kawałek. Żadnej z tych możliwości nie można było wykluczyć. Jego oponent w czerwonych szatach miał poważną rane brzucha i piersi. Pewnie też od włóczni lub oszczepu. Ciężko i chrapliwie oddychał. I ranę na skroni, jakby dostał kamieniem albo na taki upadł. A może jak już leżał to ktoś po nim przebiegł? Albo mógł dostać z procy czy ciśniętego kamienia. Głos von Falkenhorst przerwał to czekanie.
    - Ah, Kolesnikow. Jesteś. - Petra jakby wyrwała się z letargu. Przeczesała palcami włosy ale dłoń Inez delikatnie, ale stanowczo odsunęła ją aby nie przeszkadzała w bandażowaniu. Fioletowowłosą na chwilę to zirytowało i jakby straciła wątek co miała powiedzieć. Lady Muller jednak już kończyła wiązać opatrunek więc nożyczkami ucięła resztę materiału i lekko klepnęła koleżankę, że już koniec.
    - No tak, Kolesnikow. - Petra zebrała się w sobie i zaczęła mowić jeszcze raz. Schyliła się aby sięgnąć po butelkę wina i nalała sobie do kubka. Takiego dość zwyczajnego a nie jakiego można by się u szlachcianki spodziewać. Przełknęła porcję płynu i westchnęła z ulgą. Pierwsz raz na dłużej zawiesiła wzrok w herszcie Hochlandczyków. Tak jakby coś rozważała w swojej fioletowej głowie. Ale jak się już odezwała to tym razem głos miała zdecydowany. - Ilu masz gotowych do drogi ludzi? - Zapytała zerkając szybko po stojących wokół lidera sylwetkach.
    - Prawie wszyscy Frau Oficer. Jednego czy dwóch nie ma. Reszta już się odnalazła. - Brodacz wymownie wskazała na podległych mu zwiadowcow. Faktycznie tak było. Chociaż w nocy mocno się rozproszyli to teraz większość się znalazla. Widząc i słysząc to, Petra pokiwała głową o nietypowej barwie włosów. Widać było, że jest zadowolona z takiego stanu.
    - Dobrze Kolesnikow. To bardzo dobrze. Weźmiesz swoich ludzi i pójdziecie do Wendorf. Ponoć to już blisko. Wczoraj o małośmy tam nie doszli. Pójdziecie tam i rozejrzyjcie się jak wygląda sytuacja. My ruszymy za wami. Ale jak widzicie, nie tak prędko jak wczoraj myśleliśmy. - Oficer wydała polecenie podobne jak przez ostatnie kilka dni. Czyli banda hochandzkich myśliwych, miała iść na szpicy regimentu aby rozpoznać drogę. I rzeczywiście, jeszcze gdy wczoraj rozbijali obóz, szykowali się, że z rana cały regiment ruszy do pobliskiego miasta. O tej porze już by zwijali namioty, sierżanci by grupowali swoje oddziały i stopniowo wracaliby na drogę prowadzącą mniej więcej na wschód. Teraz jednak widać było pobojowisko i spustoszenie jakie uczynił nocny atak zwierzoludzi. Więc jasne było, że regiment będzie miał opóźnienie w stosunku do wczorajszych planów. Rozczochrana czupryna czarnowłosego skinęła na znak, że przyjął takie polecenie.
    - Uważancie na tych rogaczy. Część z nich wczoraj uciekła w las. Mogą się kręcić gdzieś po okolicy. - Von Falkenhrst, widząc, że sierżant, gładko przyjął jej słowa, dodała cos od siebie. Ten znów pokiwał głową. Ona zaś podniosła wzrok na swoją partnerkę. Lady Inez pakowała swoje nożyczki i bandaże, wrzucając je do pudła. I gdy złapała jej spojrzenie to lekko skinęła glową.
    - Tylko jeszcze jedna taka rzecz. - Petra przeniosła spojrzenie na Kolesnikowa. I jakby potrzebowała zebrać myśli. - Tylko miejcie oczy szeroko otwarte. Ten list od zabitego kuriera coście wczoraj znaleźli. - Zaczęła mówić ale prawie od razu przerwała. Jakby nie była pewna jak to przekazać. W końcu znów spojrzała na Inez, więc ta przejęła pałeczkę.
    - List był tylko częściowo czytelny. Za bardzo zamókł. Ale jest w nim mowa o buncie w regimencie Siege Stern. Lojaliści wysłali ten list z prośbą o wsparcie. Niestety jeśli były tam jakieś daty czy nazwiska to się nie zachowały. Więc nie wiemy jaka tam jest obecna sytuacja. - Muller przekazała im co było w liście jaki wczoraj znaleźli w tubie pod drzewem.
    - I dlatego musimy zachować czujność. Musimy pomóc lojalistom jeśli jeszcze tam są. A jeśli nie to trzeba będzie zaprowadzić porządek z buntownikami. Rozeznajcie się na drodze i w mieście zanim my dotrzemy z głównymi siłami. Musimy dbać o dobre imię naszego regimentu aby nie przynieść wstydu naszemu margrafowi i marchii. Zresztą ci buntownicy i tak zagrażają naszym tyłom więc trzeba zrobić z nimi porządek. No chyba, że lojaliści sobie z nimi już poradzili to tylko weźmiemy kwaterunek i ruszamy dalej na wschód. - Lady Petra dokończyła wydawanie poleceń dla zwiadowców. I obrzuciła ich spojrzeniem jakby sprawdzając czy są gotowi aby je wypełnić.


    Mecha 44

    Wiedza o regimencie Siege Stern (INT + Wiedza: Imperium)

    mod:
    sława regimentu +10 (wszyscy)
    mały detal Ostlandu -10 (wszyscy)
    brak wiedzy o Imperium -30 (Duivel)

    rzut: https://orokos.com/roll/1074025 (93, 76, 65)

    Duivel: 50+10-10-30=20; rzut: 93; 20-93=-73 (sp.por)
    Tobias: 35+10-10=35; rzut: 76; 35-76=-41 (śr.por)
    Stefan: 50+10-10=50; rzut: 65; 50-65=-15 (ma.por)

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Miałem awarię neta. Na dzielni w czw coś siadło więc jak wrociłem z arbeit to już nie miałem nawet jak Was powiadomić. A obecnie jestem w gościach więc na pisanie może być mnie mniej niż zwykle.

    @Dekares napisał:

    Mam jeszcze takie pytanie czy Stefan byłby wstanie dowiedzieć się w jakim stanie są mag i łowca czarownic(oczywiście jeśli to możliwe to pomaga przy ich leczeniu)?

    • I mag, i łowca są z resztą rannych. Zaczęto ich znosić do jednego z większych namiotów. Jak Stefan pomagał przy opatrywaniu, to miał okazję ich oby spotkać. Abaj są w na tyle ciężkim stanie, że obecnie nie są na chodzie i są wyłączeni z akcji.

    @Dekares napisał:

    Czy Alezzia(może także Inez bo ona tez jest magiem i nie wiem czy zna takie zaklęcia) leczyła ich czarami i czy to wystarczyło żeby byli w stabilnym stanie? Bo jak nie to Stefan mógłby rozważyć danie któremuś z nich swojej ostatniej mikstury leczącej.

    • Ogolnie, to byli leczeni obaj, i zwyczajnie (Leczenie) i magicznym leczeniem (Alezzia). Stefan mógł przy tym asystować. Magiczna mikstura, od strony mechy to taki leczący czar w płynie czyli magiczne leczenie. Więc albo jedno albo drugie. Jak Stefan użył swojej mkstury to Alezzia już nie leczyła magicznie danego pacjenta a jak ona leczyła to niezbyt było sens podawać miksturę.
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dekares

    @Dekares napisał:

    Czołem!
    Miło jest wrócić do gry z Wami
    Dzięki za dodatkowe PD

    • Też witam 🙂

    @Dekares napisał:

    Pierwsze pytanko, jak robimy wspólne dialogi? na LI był google doc który jak sprawdzałem nadal jest aktywny, tam pisać?

    • No faktycznie jest tamten doc. I nadal jest. Ale to na tygodniową turę to spore ryzyko, że się nie zdąży skończyć docowej scenkii. No i wspólne scenki, wypadałyby wspólnego pisania każdego BG kto jest w tej scence. A z tym różnie bywa. Ja nie chciałbym nikogo przymuszać ani zakazywać.

    @Dekares napisał:

    Drugie pytanko czy kawalerzystką zbierającą uciekających żołnierzy w części postu opisującej perspektywę Stefana jest Szlachetnie Urodzona Oliwia von Damnitz czy jest to Petra von Falkenhorst czy jeszcze ktoś inny?

    • Lady von Damnitz ma pełną, zbroję płytową więc raczej nie powinna wyglądać na czerwono. I nie wiadomo czy ma kuszę. A czerwoną przeszywalnicę oraz kuszę, ma Petra von Falkenhorst. Ale jak w opisie, czyli ciemno, chaos, walka więc bez detali to widział Stefan.

    @Dekares napisał:

    Czy mogę założyć, że Stefan po walce(a możliwe że nawet w trakcie) skupił się na pomaganiu rannym? Tutaj takie pytania, czy mamy w obozie jakiegoś głównego medyka? Bo pamiętam że Alezzia leczyła nas i innych swoją magią ale nie pamiętam czy był ktoś jeszcze?

    • Szpitala polowego nie ma. Leczeniem się zajmuje Alezzia, Inez i Harold (cyrulik/skryba od Brurchalda). Plus pomocnicy z ciur obozowych (znoszenie rannych, przytrzymywanie, karmienie, pojenie etc). Więc jak Stefan chce to może im pomóc. Nadal będzie sporo pracy.

    @Dekares napisał:

    Co do samego pomagania rannym to czy mogę także założyć, że Stefan będzie mieć "zaszczyt" zgłosić się na głównego opiekuna dla naszego Maga jak i dla Łowcy Czarownic (o ile tym nie zajmują się jego właśni ludzie)? Bo coś mi się zdaje że w obu przypadka kolejka chętnych do siedzenia przy nich i podawania rosołku itd. może być zadziwiająco krótka ;).

    • Tak, wśród rannych znajdą się też i mag, i łowca czarownic. Jako VIP-y będą pod szczególną opieką. Alezzia się będzie troszczyć zwłąszcza o maga a Harold o Munzela. I przy nim, zwykle będzie ktoś z jego ludzi. Ale znów jakaś fachowa pomoc Stefana też będzie chętnie przyjęta.

    @Dekares napisał:

    Co do samej potyczki to czy mogę także założyć że moi pomocnicy Wieselowie i nasze ogary wyszli z walki bez szwanku? Starszy z Wieselów Albrecht o ile dobrze pamiętam był dość mocno poturbowany po wcześniejszych walkach więc byłbym nawet skłonny założyć, że tak czy tak leży w szpitalu bo mu się ranny lekko poodnawiały i musi odpocząć choć chwilę.

    • Tak, pomocnicy BG przetrwali walkę (ci od Duivela też). A co do ich stanu, to możecie to sami opisać. Byle się nie kłóciło z tym co już było w moim poście 🙂

    @Dekares napisał:

    Po za tym jak wygląda kwestia naszego dobytku, wiemy czy nic nam nie spłonęło?

    • Raczej jest cały. Może być sponiewierany przez rozrzucenie/zdeptanie/ubrudzenie po tym nocnym bieganiu ale raczej jest cały.
    Komentarze

  • Epitafium lastinn czyli atykuł o historii
    Pipboy79P Pipboy79

    @Santorine napisał:

    Czemu nie? Niemniej, sądzę, że osoby znające Sola bezpośrednio albo które były od samego początku byłyby znacznie lepszymi kandydatami - typu @pipboy79 .

    • Ale Santo, ja nie byłem na LI od początku 🙂 Tylko gdzieś od ok 2014. Tam były osoby co grały i udzielały się na długo zanim ja zacząłem tam stawiać pierwsze literki 🙂 Sola też nie znam, ani osobiście ani przez forum. Nie znam typa. I właściwie nie mam ochoty go poznać.

    • Natomiast epitafium dla LI to dobry pomysł. Niewiele jest ogólnych forum do grania w różne systemy takie jak było LI (ja jeszcze tylko Sferę kojarzę). Co by nie mówić, to był kawał RPG-owego multiświata.

    • Ja do LI mam mieszane uczucia. Z jednej strony tam grałem i rozegrałem swoje najciekawsze, najbarwniejsze sesje jakie do dziś są miodem na moje RPG-owe serce. Z drugiej kosztowało mnie wiele nerwów i rozczarowań na tyle, że nie raz myślałem aby odejść z forum. Więc jak to epitafium to ma być laurka to raczej nie jestem odpowiednią osobą abym miał w tym swój współudział. Natomiast jakąś ankietę to mogę wypełnić i dalej to niech to ktoś inny pociągnie.

    Forum

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 75 - 2519.07.28; wlt; popołudnie

    Oki, to mój misiowy post jest 🙂 To termin na odpis powiedzmy do pt. 05.29.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 5 PD za reakcję na sen

    Egon 10 PD za scenkę rozmowy z Łasicą

    Egon 20 PD za dużą scenkę rozmowy z Hubertem

    Egon 20 PD za dużą scenkę rozmowy z Juttą

    Egon 20 PD za scenkę rozmowy z Heynrichem na "Jutrzence"

    Egon 10 PD za ogólny postęp w queście z rejsem

    Egon 5 PD za deklarki na nowa turę

    Heinrich 10 PD za terminowy post

    Heinrich 30 PD za szlachecką rozmowę z lady Fabienne

    Heinrich 5 PD za deklarki na nowa turę

    Otto 5 PD za deklarki na nową turę

    Otto 2645 + 5 = 2650 PD
    Egon 1665 + 100 = 1765 PD
    Heinrich 1140 + 45 = 1185 PD

    Oki, to w tej turze zaczynamy drugą połowę dnia. Czyli mniej więcej od pory obiadowej i tuż po.

    @Egon

    • Pi x oko, trójka schodzi z "Jutrzenki" i spotyka Burgund. Jest okazja pogadać we czwórkę nim łotrzyca pójdzie zawiadomić Silnego.

    • Ogólnie to większość zainteresowanych rejsem, spotyka się w "Trzech gwoździach". Bjorn powinien być u Pirory więc tam Egon z Norsmenami powinien wrócić na wieczór/noc. Do Anniki/Fabienne później ktoś może pójść z wiadomością. Rune dowie się od Silnego ocb. A Gezackt przyszedł na obiad do tawerny to jest na miejscu.

    • Scenki są ułożone chronologicznie, są etapy w jakich można pogadać zanim wszyscy się zejdą do jednego stołu.

    • Co do geldów to Juttcie obiecaliście 100 PZ. Wieczorem u Pirory, Lars i Astrid dorzucą się po 20 PZ (czyli razem 40 PZ). Burgund i Silny obiecają, że też się coś dorzucą jak jutro rano przyjdą na wybrzeże.

    • Generalnie w tawernie można obgadać sprawę rejsu czy inne.

    @Heinrich

    • W południe Heinrich dociera do apteki Sigismundusa. Jego samego nie zastaje. Ale jest Raisa, Lilly i Dorna. Jest okazja aby z nimi pogadać czy pokazać misę czy jeszcze coś innego.

    • Po wizycie w aptece, Heinrich bez przygód wraca do siebie. I w "odpowiednim momencie" przyjeżdżają Fabienne i Petra. I przynajmniej tak na wejściu, starają się zachować te pozory co były wczoraj mówione u Pirory.

    • Jeśli chcesz i czujesz się na siłach, to można pociągnąć obie scenki na raz bo raczej są niezależne od siebie.

    @Otto

    • Nie było Cię w poprzedniej turze więc w tej mam nadzieję, będziesz miał więcej czasu na pisanie. No ale w zawieszeniu masz poranne sceny z Silnym na ulicy i Teofano w cukierni. Dlatego w tej turze nic o tym nie pisałem.

    • Jest mała retrospekcja z porannej wizyty w hospicjum. Ogólnie wielkie sprzątanie na przybycie lady Odette.

    • W środku dnia, Otto dociera do teatru. Prawdopodobnie po wizycie u Lebkuchenów. W teatrze zastaje Pirorę, Kamilę, Odette i Alionę (ta leśna elfka co była tydzień temu na imprezie po występie). No i co dalej to już w tej turze.


    • I chyba tyle z mojej strony na ten moment. Jak jakieś pytania czy nieścisłości to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 75 - 2519.07.28; wlt; popołudnie

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; ul. Rzeczna 49; tawerna “Trzy gwoździe”
    Czas: 2519.07.28; Wellentag; popołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; sła.wiatr; chłodno (0)

    Egon, Astrid i Lars

    Po zejściu na ląd najpierw spotkali Burgund. Gdziekolwiek się ukrywała podczas ich wizyty na “Jutrzence”, to bez trudu przechwyciła ich gdy tylko zostawili barkę i nabrzeże, za swoimi plecami. I oczywiście była ciekawa co im się udało załatwić. Jak się dowiedziała co to zaśmiała się z zadowolenia.
    - Dobra to ja idę do łysego i powiem mu. Spotkamy się w “Trzech gwoździach”. - Łotrzyca wzięła na siebie, powiadomienie Silnego i Rune. Uznała, że milady von Mannlieb i Annikę, będzie można powiadomić później. Ale tutaj raczej nie spodziewała się kłopotów skoro Frau wczoraj wstępnie się zgodziła a kluczniczka Norry była całkiem chętna na taki wypad na miasto. Bjorn pewnie będzie u Pirory, to będzie można z nim pogadać jak już tam wrócą. Więc można było zacząć od rozmow z Gezacktem. No i przydałoby się coś zjeść bo od tego gadania i chodzenia po mieście, to już brzuchy przypominały o swoich potrzebach.
    - No wykosztowałeś się na Czerwoną Juttę ale nie bój się. Nie będziesz jej spłacał sam. Chociaż ona taka milutka dla oka, że he he chętnie bym jej zapłacił w inny sposób. - Lars dał znać, że docenia to, że kolega mężnie wziął na siebie wszelkie koszty jakich wymagało zjednanie sobie przychylności młodej celnik. Ale poklepał go po ramieniu obiecując, że też się dołoży ze swojej sakwy. No i to, że mytniczka mu się podobała.
    - Z tego co Hubert mówił to ona lubi się dobrze zabawić. Przecież mówił, że tam w teatrze to by się odnalazła. I, że we trójkę z Oksaną figlowali. Może być ciekawie. Dlatego chciałam tą kajutę, może się uda mieć razem z nią. Bo przecież Heynrich jej swojej pewnie nie odda a urzędniczki to chyba nie trzymałby w ładowni razem z resztą. Ale na razie to pewnie lepiej dać jej geldy. No i ja ci Egon też coś dorzucę, nie godzi się abyś wszystko płacił ze swojej kiesy jak wszyscy będziemy z tego korzystać. - Astrid też wyszła z tego spotkania w dobrym humorze. I też z nadzieją patrzyła na rejs jaki jutro powinien się zacząć, jak i na pogłębienie znajomości z młodą celniczką. Tak szli w górę Salt, rozmawiając we trójkę. Najpierw o tym co ustalili z Wagnerem a potem i o innych sprawach. Aż doszli do “Trzech gwoździ”. Była pora obiadowa więc było sporo osób. Ale nikogo znajomego. Była okazja aby zamówić sobie coś do jedzenia. Dania bazowały na rybach, jajach i plackach ale cóż, to była zwykła tawerna.

    Egon i kultyści

    Siedzieli już przy talerzach i misach, gdy do środka wszedł Silny i Burgund. Mięśniak nie omieszkał sprowokować konfliktu trącając kogoś ramieniem. Ten odwrócił się gwałtownie jakby chciał od razu wlepić napastnikowi. Ale jak zorientował się, że z pogardą patrzy na niego łysol ze dwa rozmiary większy to po chwili cichych kalkulacji, spuścił wzrok i uznał, że jednak ma coś pilnego do załatwienia gdzie indziej. Łotrzyca przewróciła oczami w oznace irytacji i klepnęła kolegę aby poszedł do wskazanego stołu. W międzyczasie bowiem zdążyła wypatrzyć biesiadującą trójkę.

    - A co zrobimy jak nas nie napadną? - Lars zagaił dwójkę swoich sąsiadów. - Jutta mówiła, że nie wszystkie barki są napadane. Tylko niektóre. To ma sens. Jakby rzezali wszystko jak leci to by się zrobiła blokada morska. Ha! Blokada morska na rzece! A to mi się udało! - Zarechotał rozbawiony własnym żartem. Astrid też się zaśmiała ale dyskretniej.
    - No tak. Jak nas nie napadną, to pewnie cało dopłyniemy do Saltmundu. A obiecaliśmy Hubertowi, że pozbędziemy się tego ładunku materiałów jego konkurenta. Wagner nie pozwoli ich przecież wyrzucić za burtę. Przecież z tego żyje no i zaszkodziłoby to jego reputacji. - Astrid pokiwała swoją blond głową na znak, że pamięta o czym rano rozmawiali z Grubsonem.
    - Można by go spalić. Wtedy po kłopocie. - Silny wzruszył obojętnie swoimi wielkimi ramionami. Brwi dwójki Norsmenów, uniosły się ze zdziwienia.
    - Silny jak podpalimy ładunek to może się cała łajba zjarać. A my będziemy na niej. Poza tym dobrze by było jakbyśmy przejęli tą łajbę. Zwłaszcza jak się nie trafi nam żadna inna. - Morski łupieżca starał się mówić łagodnie aby dobitnie. Jakby nie chciał rozdrażniać chłopaka z ferajny ale też przypomnieć mu po co w ogóle płynął w ten rejs.
    - A kto ci każe go podpalić w trakcie rejsu? - Łysol uśmiechnął się chytrze. I ponownie brwi dwójki przybyszy z północy skoczyły do góry. Tym razem z zaciekawienia. - Przecież można go podpalić już w Saltmundzie. Albo jak będziemy już dopływać. Tak by nie musieć skakać za burtę bo pożar. - Mięśniak popatrzył na nich po kolei, zadowolony ze swojego pomysłu.
    - A jak wrócimy tutaj jeśli “Jutrzenka” pójdzie z dymem? Zresztą przecież załoga pewnie zacznie gasić pożar. - Astrid zagaiła go o więcej detali. Silny znów wzruszył ramionami i bez ceregieli złapał za ramię przechodzacą kelnerkę. Ta pisnęła ale nie dała rady się wyrwać jego uciskowi. Kazał jej przynieść sobie grzańca z miodem i na zachętę klepnął mocno w tyłek aż znów zapiszczała.
    - Nie da się zjeść ryby i mieć rybę. Albo - albo. Przecież po rzece co chwila pływają jakieś statki a tym bardziej z Saltmundu. Jakiś się znajdzie co płynie tutaj z powrotem. - Wyjaśnił bez ceregieli i widać, że nie brał tego za zbyt poważną trudność.
    - No czasem to się zdarza, że jak celnik znajdzie jakieś robactwo czy inny syf w towarze, to każe go wyrzucić za burtę. No ale gdzie my takiego celnika znajdziemy co by tak zrobił z akurat tym towarem co chcemy…- Burgund powiedziała to w udawanej zadumie, uśmiechając się chytrze do towarzyszy. Sama przechwyciła kolejną kelnerkę ale o wiele łagodniej i płynniej. Wysunęła ramię aby zwrócić jej uwagę i gdy ta zwolniła a w końcu zatrzymała się przy niej, skusiła ją gestem palca aby się nachyliła. Wtedy i ona i koledzi, mieli wgląd w jej przyjemny dla oka dekolt a łotrzyca wyszeptała jej do ucha swoje zamówienie przy okazji głaszcząc ją po ramieniu. W końcu gdy tamta poszła, mogli wrócić do rozmowy.

    Egon, ferajna i Gezackt

    Już od jakiegoś czasu siedzieli przy stole, gdy do środka weszło z pół tuzina oprychów. I wiotka, blondwłosa Martin, w zielonym kubraku, w ogóle do nich nie pasowała na pierwszy rzut oka. A jednak szła z nimi jakby byli jedną bandą. A przewodził im Gezackt. Zajęli jakiś stół ale gdy Lars gwizdnął aby zwrócić jego uwagę. Gdy herszt milicjantów ich dostrzegł pokiwał im głową na przywitanie. Jeszcze chwilę coś pogadał ze swoimi po czym z Szybkim, ruszyli w ich stronę. Po chwili, we dwóch, siedział już razem z nimi.

    • No i co powiecie wspólnicy? Jakie macie wieści? - Rozejrzał się po zebranych twarzach ciekaw jak się od wczoraj, rozwinęła sytuacja.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; ul. Gnojna; apteka Sigismundusa
    Czas: 2519.07.28; Wellentag; południe
    Warunki: półmrok, cicho, nieprzyjemnie ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)

    Heinrich, Lilly, Dorna, Raisa

    Po wizycie bretońskiej milady, Heinrich miał dzień wolny. Po zastanowieniu się, uznał, że dobrze by było przejść się do apteki Sigismundusa. Ta mieściła się w niezbyt zadbanych, południowych rejonach miasta więc miał do przejścia kawałek. Dobre było to, że nie musiał się spieszyć. Gdy wyszedł z kamienicy, powozu von Mannlieb już nie było. Za to doleciał całkiem znajomy, monotonny szum koła garncarskiego. Widocznie Frida miała kolejny dzień pracy co nie powinno dziwić. Jakoś musiała zarobić na chleb i podatki. Zostawił ją i jej warsztat za sobą i ruszył przed siebie. Po raz kolejny odkrył, że jego metalowa noga, nie została stworzona do długich spacerów. Dotarł jednak na miejsce.

    Front apteki był opustoszały a drzwi i okiennice zamkniętę. W środku dnia to wróżyło, że Sigismundus, zapewne nie wrócił jeszcze do miasta. Ale kultysta wiedział, że to nie musiało oznaczać, że lokal stoi całkiem pusty. Zgodnie z instrukcją jaką niegdyś odebrał na jednym ze zborów, musiał przekuśtykać na sąsiednią ulicę. Wąską, mroczną i zaniedbaną. Jednak i tak wyglądała uroczo w porównaniu do tego co czekało na byłego łowcę heretyków za zardzewiałą furtką. Podwórze wyglądało jak obraz nędzy i rozpaczy. Jakieś łajno po jakim chodziły muchy i larwy tu, połamane skrzynie tam, resztki chyba rur, popękane butelki. No i błoto. Ono sprawiło mu największą przeszkodę. Buty głęboko się w nie zapadały, w najgłębszym miejscu aż do połowy łydek. To pełne upadku, rozpaczy i rozkładu podwórze, wyglądało jak naturalny ołtarz poświęcony Ojczulkowi. A brudne, lepkie błoto wyglądało tak ohydnie, że nikt rozsądny, nie chciałby mieć z nim nic wspólnego. Wreszcie jednak przebrnął przez nie i zdołał zapukać umówionym sygnałem w tylne drzwi budynku. Przez chwilę nic się nie dzialo. Kamienica wyglądała na opuszczoną tak samo jak od frontu. Jednak w końcu usłyszał skrzypnięcie zamka i pojawiła się szczelina między drzwiami a futryną. Wciąż jeszcze zamknięte na łańcuch. Z wnętrza dojrzał nagi podbródek jakiejś zakapturzonej postaci.
    - A to ty. To poczekaj. - Spod kaptura doszedł go młody, kobiecy głos. Drzwi na chwilę zamknęły się aby można było zdjąć łańcuch. I po chwili gospodyni wpuściła go do środka. Wszedł do kuchni a ona zamknęła drzwi na zasuwę a potem odwróciła się ku niemu i zdjęła kaptur. To była Lilly. Mutantka o liliowych włosach. Gdy była w długiej spódnicy tak jak teraz, to jej sromota nie była widoczna. Ale widział ją całkiem bez ubrania gdy figlowała na nocnym pikniku przy Zachodnich Kamieniach a i wcześniej w lochu Pirory mu się zdarzało. To wiedział, że od pasa w dół, bardziej przypomina zwierzoludzia niż człowieka.
    - To chodź do środka. Chcesz się czegoś napić? Mamy kompot. I chyba jakieś wino. Otto ostatnio kupił i przyniósł jak tu był. - Lilly zaprosila gestem do środka. Wskazała na piec i szafki, gdzie proponowała gościowi coś do picia. Jednak szybko przejęła rolę przewodniczki. Zresztą ze środka przyszła Dorna. Jej współplemieniec z Jaskini Odmieńców. Tylko z szarą cerą i włosami w formie kolców nie mogła się swobodnie poruszać po mieście tak jak jej koleżanka. Teraz z zaciekawienia przyszła sprawdzić kto przyszedł ale widać było, że jest dość wycofana i ładniejszej koleżance zostawia prowadzenie rozmowy.
    - Widziałeś co się stało? Jakie dorodne czerwie do nas przyszły? Chcesz zobaczyć? Chodź! - Lilly dość szybko zmieniła temat rozmowy na ten jaki ją wyraźnie ekscytował. Szara mutantka też pokiwała głową i uśmiechnęła się nieśmiało. Obie wyglądały jakby koniecznie chciały się czymś pochwalić. Zaprowadziły go z kuchni na zaplecze, potem schodami w dół, do piwnicy. I krótkim korytarzem do ostatniego pomieszczenia. Tu zastał tą starą wiedźmę z Norsci. Wyglądała jak ożywiony, stary, szary gałgan. A jednak na jego widok zmarszczyła brwi i wysłuchała obu mutantek.
    - No w sumie to czemu nie. - Uznała i od razu wyczuł, że chociaż dopiero co przybyła do miasta, to jednak obie młodsze kobiety, uznają jej autorytet i wiedzę. Starucha dała mu znak aby poszedł za nią do lewej celi. W niej była cała hodowla much. Klatki z dorosłymi insektami. Te mniejsze były wielkości kota a te większe średniego psa. No i miały tłuste, pękate korpusy, że aż dziwne było, że ich wiotkie skrzydła mogą je unieść. Chociaż proporcje miały chyba podobne do zwykłych much. Zaś w skrzynkach trzymano czerwie i kokony, oraz różne stadia pośrednie. Właśnie do takiej skrzynki, zaprowadziła go starucha a dwie młode mutantki też były podekscytowane ale pozwoliły aby mógł obejrzeć coś co one już widziały.
    - Zobacz. - Wiedźma wskazała do wnętrza pudła i odsunęła się aby mogł tam zajrzeć. W środku były dwa czerwie. Wiły się i pulsowały jakby badały wnętrze swojego pomieszczenia. Ale były ogromne! Takich dużych jeszcze nie widział. Nawet te jakie nazywali dużymi a były w sąsiedniej skrzynce, były ze dwa razy krótsze i mniej masywne. Te dwa miały rozmiary dwóch, dorodnych szczupaków. Trójka kobiet dała mu chwilę aby im się przyjrzał.
    - To od tej Bretonki. Wczoraj rano urodziła. Zobacz jakie wielkie! Tak dorodnych jeszcze nie mieliśmy. No sam, zobacz, te obok to są te duże. A te są o wiele większe! Szukałam w zapiskach Sigismundusa i Mergi ale tam nie ma nic, że mogą rosnąć tak duże. O tych małych i dużych co mieliśmy już wcześniej to tak, to było opisane, że takie mogą urosnąć. I ten etap kokonów i dorosłych much też mniej więcej się zgadza. Ale o tym, że mogą być aż tak wielkie to nic nie było! A tu zobacz jakie dorodne. - Starucha była nie mniej podekscytowana jak jej dwie, młode towarzyszki. Jednak były łowca kultystów na własne oczy widział różnicę w rozmiarach. Te dwa nowe czerwie, wydawały się z całkiem innej kategorii wagowej.

    • Będę musiała robić zapiski. Jeśli będą się rozwijać podobnie jak te zwykłe, to zapewne dłużej będą przechodzić proces poczwarki niż one. Bo i ciąża z tą Bretonką chyba była dłuższa niż zwykle. To by się zgadzało. Chociaż nie jestem pewna. Otto ją zasiał ale nie tutaj, tu nie ma dokładnych zapisków więc domyślam się, że około tygodnia albo dłużej. Ależ to ma potencjał! Jeśli są tak wielkie jako czerwie to aż trudno oszacować jak będą wielkie jako dorosłe osobniki! - Raisa była zachwycona i bardzo ożywiona tą sytuacją. Jak hodowca któremu się trafił wyjątkowy okaz jaki może dać początek nowej, szlachetniejszej i wspaniałej odmianie rasy. Wzrok też miała rozpromieniony jak fanatycy religijny podczas jakiejś błogosławionej wizji. Ale nagle opuściła go na gościa i podeszła zaskakujaco blisko.
      - Wiesz co to oznacza Heinrich? Tą Bretonkę trzeba zasiać jeszcze raz. Tyle ile się tylko da. Musi nam urodzić jak najwięcej i jak najszybciej więcej takich dorodnych czerwi. Mam nadzieję, że to nie był jednorazowy wyczyn i będzie zdolna go powtórzyć. - Raisa, podobnie jak Sigismundus, zdawała się patrzeć na tą hodowlę jak hodowca. A na nosicielki jak na klacze rozpłodowe zdolne do wydania na świat obiecującego potomstwa. A poza tym przecież ich spiskowa rodzina miała konkretne plany co do tego potomstwa.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; ul. Garncarzy, mieszkanie Heinricha
    Czas: 2519.07.28; Wellentag; ranek
    Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; sła.wiatr; nieprzyjemnie (0)

    Heinrich, Petra i Fabienne

    Heinrich zdążył wrócić do siebie w samą porę. Pogodne wcześniej niebo, zasnuło się chmurami i nie było wiadomo, czy nie zacznie z nich padać. Gdy zbliżał się do klatki schodowej kamienicy w jakiej mieszkał, znów słyszał szum koła garncarskiego. Nawet jak z tego miejsca ani swoich okien, nie widział samego zakładu. Miał dość czasu aby złapać oddech i odpocząć po tej przechadzce do południowych dzielnic. Co prawda z Fabienne, nie umawiał się na konkretny moment. Ale z tego co mówiła rano, to należało się spodziewać, że skończy swoje sprawy w teatrze raczej bliżej kolacji niż obiadu. A skoro chodziło o damy ze śmietanki towarzyskiej to raczej nie miały one sztywnego grafiku jak na statku, klasztorze czy wojsku.

    W końcu usłyszał za oknem powóz jaki się zatrzymał. Gdy wyjrzał przez okno dostrzegł dwie eleganckie szlachcianki jakie z niego wychodziły. Jedna czarnowłosa i bladolica a druga świetlista blondynka. Po chwili zniknęły mu z oczu gdy weszły do klatki schodowej. Aż usłyszał pukanie do swoich drzwi. Gdy je otworzył stały przed nim Fabienne von Mannlieb i Petra von Schneider. Blondynka wyglądała na podekscytowaną i z trudem to ukrywała. Kultystka była bardziej opanowana i skoro ona miała być ich przyzwoitką, to ona zaczęła rozmowę.
    - Bonjur Heinri. - Lekko skłoniła swoją głową z ufryzowany, czarnymi lokami aby się przywitać. Przez co wyglądało jakby się dzisiaj pierwszy raz spotykali. Znów pozwoliła aby jej bretoński akcent nie został przegapiony. - Właśnie z Petrą wracamy z teatru. I tam rozmawiałyśmy o pomocy i wsparciu dla zasłużonych weteranów Imperium. No i Petra była zachwycona pomysłem aby ten nowy, szczytny cel, zacząć od ciebie. - Von Mannlieb umiejętnie odgrywała swoją rolę aby dać całej ich trójce pretekst na to nieformalne spotkanie. Chociaż prywatnie to rozmawiali o tym już wczoraj.
    - Witaj Heinrichu. Mam nadzieję, że ci się nie narzucamy i się nie obrazisz za taką wizytę. - Petra ochoczo pokiwała swoją blond głową i wskazała na koszyk jaki trzymała w dłoni. Wyglądał jak na piknik dla dam z wyższych sfer. Jakby nie chciała przychodzić na taką wizytę z pustymi rękami.

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Kwietna 14; teatr
    Czas: 2519.07.28; Wellentag; popołudnie
    Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, zachmurzenie; sła.wiatr; chłodno (0)

    Otto, Pirora, Odette, Kamila i Aliona

    Sandały klepały w bruk ulicy gdy jednooki mnich raźno nią szedł. Miał tyle do załatwienia od samego rana a była dopiero połowa dnia! Najpierw poranne spotkanie z łysym mięśniakiem jaki złapał go gdy szedł do hospicjum. Silny chciał wiedzieć dlaczego kolega go szukał wczoraj. Potem samo hospicjum. Prawie z miejsca trafił na brata Ludwika. Był na czworakach bo szorował podłogę. Podniósł głowę aby zobaczyć kto mu śmie robić ślady na świeżo wyczyszczonym kawałku ale jak zobaczył kto to się rozpromienił. - Pochwalony bracie Otto. To prawda? Ona nas odwiedzi? Osobiście? - Zresztą nie tylko młody mnich był podekscytowany myślą, że sama Słowik Północy odwiedzi ich skromne progi. A i w hospicjum widać było sprzątanie jakby sam burmistrz albo wielki kanonik, miał przybyć w odwiedziny. Wśród tych bardziej zakorzenionych w rzeczywistości pacjentów, wyglądało to podobnie. Niklas też go zapytał o to samo. Jakby nie mógł uwierzyć, że sławna śpiewaczka przybędzie w to niezbyt wesołe miejsce. Śniadanie było jednak jak zwykle. Chociaż jak Otto miał zdążyć na 9 dzwon do Lebkuchenów, to musiał się pośpieszyć. Potrzebował uzyskać zgody przeora. Ten nie wyglądał na zachwyconego ale skoro chodziło o dobrodziejów Lebkuchenów i ich uzdrowioną przez Otto córkę, to dał mu wolne aby załatwił z nimi co potrzeba. Potem była sama wizyta u cukierników. A właściwie u pani Lebkuchen i panny Lebkuchen bo głowy rodziny nie było w domu gdy tam przyszedł. W zamian, Teofano pokazała mu Gelę. O jakiej myślała i jako przyszłej kochance i muszej matce. Tylko niezbyt wiedziała jak się do niej zabrać i tu prosiła o radę mnicha.

    Wizyta u Lebkuchenów okazała się całkiem pracowita. Ale jak od nich wyszedł to miał okazję wykorzystać to wolne od przeora aby udać się na poszukiwanie dwóch pozostałych muszych matek. Obie szlachcianki mieszkały w najdroższej, Północnej Dzielnicy. Więc po drodze od cukierników, mógł zajść do Pirory aby zasięgnąć języka. Jej ani ich obu kochanek nie zastał ale dowiedział się od jej zaufanej pokojówki, że rano była tu lady von Mannlieb i potem obie pojechały do teatru. I służka spodziewała się, że pewnie spędzą tam sporą część dnia. Teatr i tak był po drodze do rezydencji i von Mannliebów i van Zee więc też miał po drodze. Wstęp do środka był otwarty i w danwej sali głównej tawerny, wciąż były ustawione krzesła i ławy dla widzów. Podobnie jak w zeszłym tygodniu na próbie chóru jaki w nieoficjalnej części, przerodził się w figle w dawnych pokojach dla gości. Obecnie w większość miejsc była pusta. Scena też. Trwały jednak jakieś prace z inscenizacją, widać było jakiś ruch. Musiał przejść na zaplecze i tam dopiero usłyszał bardzo melodyjny, czysty, kobiecy śpiew. Gdy poszedł jego śladem, trafił na pomieszczenie gdzie zastał czworkę dam. Kamila, Pirora i Odette przysłuchiwały się i podziwały występ Aliony. Leśna elfka dawała żywy przykład, że ta opinia o uzdolnionych, elfich bardach nie są przsadzone. Śpiewała jakąś pieśń, grając jednocześnie na lutni. Nie tylko trzy szlachcianki dały się ponieść czarowi jej talentu. Siedziały lub stały, trochę tyłem lub bokiem do elfki więc w pierwszej chwili go nie zauważyły. A gdy ta skończyła, to zaczęły jej bić brawo.
    - Merveilleux! Merveilleux! - Odette była zachwycona i wcale nie omieszkała wyrażić to dla innej artystki. W tym zamieszaniu Pirora dostrzegła Otto. Podeszła do niego z łagodnym uśmiechem aby się przywitać i zapytać co go tu sprowadza.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 43 - 2521.05.06; wlt; ranek

    • Oki, to witam w kontynuacji sesji z LI 🙂 Widzę, że spotykamy się w tym samym gronie cośmy się rozstawali 🙂

    • Termin na odpis powiedzmy do pt. 05.22.

    • Oki, to sesja skończyła się na początku ataku zwierzoludzi na obóz regimentu. A obecnie jest poranek po tym ataku. Sama walka jest tylko ogolnie zapisana. W największym skrócie to regiment poniósł straty ale odparł atak.

    • Sesja postanowiłem zacząć dość lajcikowo. Czyli poranek przy ognisku i na pobojowisku. Tak aby była okazja sobie odkurzyć i przypomnieć sobie postać swoją i kolegów. Dlatego macie scenę przy ognisku i jest okazja pogadać z kolegami.

    • Macie pewien ogólny opis nocnej walki. I pod koniec niektóre epizody jakich dany BG był świadkiem.

    • Rano postacie są zmęczone i niewyspane ale ogólnie to raczej całe. I mają swobodę manewru co o poranku porabiają w obozie przy śniadaniu.

    • Na dobry początek to wszyscy BG dostają po 100 PD. Dopisałem do tego z czym postacie kończyły poprzednią sesję.

    Stan HP

    Tobias 15/15 (s.zdrowy)
    Stefan 12/12 (s.zdrowy)
    Duivel 12/12 (s.zdrowy)

    Stan PD

    Tobias 175 + 100 = 275 PD
    Stefan 85 + 100 = 185 PD
    Duivel 285 + 100 = 385 PD

    Stan PZ

    Tobias 375 PZ
    Stefan 18 PZ
    Duivel 40 PZ


    • No i ode mnie chyba tyle na ten nowy początek 🙂 Jak coś nie jest zbyt klarowne to dajcie znać 🙂
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    <Nowe otwarcie, wznowienie sesji z LI>

    |-Tura 43 - 2521.05.06; wlt; ranek-|

    Miejsce: pd-zach Ostland; Las Cieni; droga Speck - Wendorf; obóz na polanie
    Czas: 2521.05.06; Wellentag; ranek
    Warunki: - ; na zewnątrz: noc, pogodnie, sła.wiatr; ziab (0)

    Obóz regimentu von Falkenhorst

    Kolejny poranek wstawał nad umęczoną, ostlandzką ziemią. Na dno pradawnego, złowróżbnego, Lasu Cieni, słoneczny blask prawie nie dochodził. Za to mgła podniosła się rozrzedzoną kurtyną, przesłaniając dalszy widok. Ukrywając nawet za dnia, to co czaiło się w głębi leśnych trzewi. Wydawała się nigdy do końca nie schodzić i w tym ponurym lesie, zawsze gdzieś wisiały jej kłębki.

    Dziś o poranku do tej jasnej zawiesiny w powietrzu dochodziła ciemna. Wraz ze swądem spalenizny w powietrze unosił się dym ze spalonych namiotów i dobytku. W trakcie nocnej walki część ognisk rozsypała się podpalając je. Dało to co prawda chwilowo spore ogniska rozświetlające mrok nocy. Ale część żołnierzy straciła swoje przenośne domy i bambetle. Tak naprawdę dopiero z nastaniem światła dnia, dało się zaprowadzić jakiś porządek i ocenić poziom strat. Zewsząd dochodziły jęki boleści, lament rannych, nawoływania sierżantów zwołujących swoich ludzi. Część żołnierzy rozproszyła się podczas nocnych walk i walczyła z dala od macierzystej jednostki. Dopiero teraz się odnajdywali, często przy kolejce do kuchni gdzie wydawano posiłek. Okazywało się, że ktoś żyje tylko w nocy oddzielił się od reszty. Ilu jeszcze takich zaginionych wróci do swoich oddziałów o własnych siłach tego na razie nie było wiadomo. Wszyscy wiedzieli, że podczas ataku zwierzoludzi, część kompanii rozproszyła się lub spanikowani ludzie czmychnęli w mrok lasu, byle z dala od pogrążonego w walce, chaosie i dymie obozu. Przez chwilę rzeczywiście wydawało się, że nocna, kopytna fala zmiecie wyrwany ze snu regiment.

    Zaczęło się głęboko w nocy. Po walkach na drodze jakie stoczyły czołówki regimentu von Falkenhorst, szefowe postanowiły nie kusić losu i wokół obozu rozstawiły milice sierżant Wurfer. Powszechnie uważano je za mniej wartościowe w bezpośredniej walce, więc często używano ich do zadań pomocniczych. Jak choćby właśnie stanie na straży. To one przyjęły na siebie pierwszy impet uderzenia kopytnej furii. Dość szybko nie zdzierżyły temu zmasowanemu uderzeniu i pękły. Ale w gotowości, w centrum obozu, czekali halabardnicy sierżanta Meistera. To już byli zawodowi żołnierze. Energicznie ruszyli do kontrataku. Ich halabardy były uniwersalną bronią, skuteczną w obronie jak broń drzewcowa i w ataku jak wielki topór. Jednak ani one, ani szefowe, nie spodziewali się ataku tej skali. I halabardnicy chociaż stawali dzielnie, dość szybko zostali oskrzydleni przez przeważające siły wroga. Poza tym meisterowcy mogli walczyć w tylko jednym miejscu a wróg zdawał się wdzierać z każdej. Do środka wpadły dzikie ogary, które siały strach, chaos i dezorganizację. Słychać było ich ujadanie i wrzaski zaatakowanych ludzi. Wtedy właśnie, podczas tej gorączkowej bieganiny, został w obozie zaprószony ogień.

    Jednak czas kupiony przez milicje i halabardników, pozwolił pozostałym na względne zorganizowanie się i ruszenie na pozycje obronne. W improwizowanym mieście namiotowym, kolejne oddziały kolejno wchodziły do walki. Więc kopytni wciąż spychali ich w stronę obozu. Walki toczyły się już między namiotami, jakie obie strony cięły i tratowały. W końcu jednak przewaga liczebna ludzi zaczęła robić swoje i zaczęli odpychać napastników z powrotem w stronę pierwszych drzew. Ci napędzani pierwotną furią dalej siekli, rąbali i dziko wrzeszczeli. W pewnym momencie jeden z oddziałów obrońców pękł. Tam gdzie były te największe zwierzoudzie, w ciężkich pancerzach, co swoimi wielkimi toporami, zdawały się ścinać ludzi jak zboże. Z rykiem rzuciły się do pościgu i wyczuwając ten krytyczny moment bitwy ludzkie szeregi zadrżały niepewnością. Wtedy naprzeciwko nim wyjechała grupka ciężkozbrojnych jeźdźców. W całym regimencie było ich ledwo kilkoro i to licząc razem z grupką Burchalda Munzela, łowcy czarownic jaką spotkali wczoraj. Była też kobieta w bordowej brygantynie i kuszą. To mogła być jedna z dwóch oficer dowodzących regimentem, Petra von Falkenhorst. Konni nie mieli czasu ani miejsca aby w tym zatłoczonym, gęstym od dymu i wrzasku namiotowisku wziąć pełny rozpęd. Więc przypominało to raczej jazdę kłusem niż galopem. Ale może to i lepiej? Nie byłoby dobrze gdyby w pełnym cwale wbili się po ciemku w bagno jakiego jeszcze przed chwilą tu nie było. Zwierzoludzie już w nim ugrzęźli i też wyglądali na zaskocznych. Zapewne miała coś z tym wspólnego samotna sylwetka w czerwonym płaszczu. Stała samotnie na jednym z wozów i krzyczała ikantację. Bo od czego innego? Tak czy inaczej grupka imperialnych jeźdźców ugrzęzła w tym mokradle tak samo jak zwierzoludzie. Siekli się nawzajem gdy już komuś do kogoś udało się dotrzeć. Tu przewagę miała oficer z kuszą jaka mogła zostać na miejscu i strzelać w rogaczy. Także innym łucznikom i strzelcom to pozwoliło wziąć ich na cel. Do świetlnych rac jakie nagle zalały nocne niebo. Rozrproszyły nocne ciemności jakie do tej pory sprzyjały raczej zwierzoludziom. Wielcy zwierzoludzie padli od strzał i ciosów w błoto w jakim tkwili albo zrejterowali. To jakby złamało morale pozostałych kopytnych. Poszli w ich ślady. Ale ludzie nie odważyli się ich ścigać w pogrążonym w nocnym mroku lesie. To była domena tej dzikiej, pierwotnej rasy. Zaczęło się wystawianie wart, gaszenie płonących namiotów, zbieranie oddziałów i znoszenie rannych do lazaretu a zabitych w jedno miejsce. I tak zeszło prawie do rana.
    Teraz siedząc na pniu czy ognisku, ludzie wymieniali się wiadomościami z ostatniej nocy. Ktoś widział, jak Kurt Landsknecht, ostlandzki gwardzista z wielkim mieczem przez moment sam walczył z trzema zwierzoludźmi. To wlało wiarę w jego towarzyszy którzy z werwą wrócili do tak mężnego wojownika. Inny opowiadał o Teodoryk który stał na jednym z wozów i bronił go jak małej twierdzy. Zdzielając swoim cepem każdego rogacza jaki przebiegał w pobliżu lub próbował wejść na ten wóz. Podobno mistrz Drogon zapłacił za swoją odwagę raną od ciśniętego oszczepu. A podobno Munzel i tak go oskarżał o sabotaż bo bez bagna jakie mag wywołał na pewno zmiażdżyłby nacierających zwierzoludzi. Ale chwilowo to nie było ważne bo oberwał tak mocno, że teraz też był w lazarecie tak samo jak czerwony magister i wielu innych zwykłych wojaków.

    Wśród nich siedzieli także banici Kolesnikowa. W nocy alarm ich wyrwał tak samo jak resztę obozu. Jednak chaos i pośpiech sprawił, że prawie od razu tłum ich rozdzielił i walczyli w rozproszeniu. Gdzie jednak kto nie trafił to miał do czego strzelać. Tak naprawdę większość z nich była przekonana, że są ostatnimi ocalałymi z ich drużyny. Dopóki nad ranem nie zaczęli się odnajdywać w kolejce po jedzenie albo gdzieś obok. Okazało się, że jest ich całkiem sporo. Właściwie to chyba większość.
    - Jedzcie, jedzcie. Nie wiadomo kiedy następny raz się trafi okazja coś zjeść. Powiem wam, że póki kuchnia działa jak należy to jeszcze nie jest tak źle. Ale spokojnie, zaraz zapewne sobie o nas przypomną i wyślą gdzieś dalej. - Stefan Kolesnikow, czarnowłosy, ze zmierzwioną, czarną brodą jaka nadawała mu wyglądu herszta banitów, śmiał się sarkastycznie do swoich kamratów. I tych z jakimi przybył z Hochlandu i z tymi jakich szefostwo najczęściej mu ostatnio przydzielało. Jakoś tak się utarło, że to właśnie hochlandzcy myśliwi szli jako szpica reszty regimentu. Tak był wczoraj i wcześniej. I tego zapewne Stefan spodziewał się i dzisiaj. W końcu wedle planu mieli być niedaleko miasta Wendorf do jakiego zmierzali od przeprawienia się przez Wolf w Ristedt. Wczoraj podobno prawie doszli więc i dziś powinno być blisko do tego miasta. Leżało mniej więcej w połowie drogi między Ristedt a Grunazkeren. Gdzie to ostatnie już miało mieć podjazdy wrogiej armii pod murami a kto wie? Może już nawet było oblężone? Nie wiadomo. A co się dzieje w Wendorf nie było w ogóle wiadomo. Ale wiadomo było, że przez nie, wiedzie najkrótsza droga do Grunazkeren. A na pomoc obrońcom tego miasta, zmierzał regiment von Falkenhorst.

    Tak naprawdę to w chaosie nocnej walki, oddział Kolesnikowa pszedł w rozsypkę. Jedni zbierali się zbyt wolno aby za nim podąrzyć, innych oddzielił tłum biegnących i walczących, zgubili się w labiryntem namiotow. Oślepiala ich nie tylko nocna ciemność ale kurz wzbity przez ten tłum i dym pożarów. Tak naprawdę to dopiero po walce zaczęli się powoli odnajdywać. A dopiero teraz rano, przy śniadaniu zebrała się większość z nich. I każdy z nich miał do opowiedzenia nieco inną historię.

    Duivel w pewnym momencie trafił na uciekających ludzi. Może milicjantów a może jakieś ciury obozowe. Widział jak na plecy jednego z nich skoczyła wilcza bestia powalając go na ziemię. Słyszał wrzask przerażonego człowieka zdjętego pierwotnym lękiem gdy kły i pazury zaczęły go rozszarpywać żywcem. Widział też jak na włócznik kopytnych właśnie miał wbić swoją broń w pierś jednego z obrońców gdy w jego włochatą pierś nagle wbił się bełt. Gdy elf odwrócił się, dojrzał kawałek dalej kobietę w siodle, w czerwonej brygantynie z kuszą w dłoni. Jednocześnie próbowała zapanować nad koniem samymi nogami a dłońmi przeładować swoją broń. Albo Petra von Falkenhorst była niesamowitym strzelcem, że ten strzał jej się udał, albo bogowie wojny jej w tym momencie sprzyjali.

    Tobias też swoje przeżył. Widział jak czerwony mag szyje swoje czary z uniesionymi wysko dłońmi, wykrzykuje coś rozkazująco i w efekcie wpakował grupę zwierzoludzie w bagno. Ale zaraz potem stamtąd poleciała włócznia jaka go trafiła i mistrz Drogor upadł z jękiem na ziemię. Chwilowo odzyskana nadzieja wśród ludzi znów się zachwiała. Widział jeszcze jak ktoś próbuje odciągnąć bezwładnego maga gdzieś w głąb obozu. A nieco później sam był świadkiem jak biegł ku niemu jakiś kopytny. Wrzeszczał dziko i szarżował z opuszczoną włócznią. Pierwszy strzał Tobiasa chybił a w okół nie było innych strzelców. Sięgnął do kołczana po drugą strzałe i zdawał sobie sprawę, że jeśli teraz chybi to przeciwnik pewnie go dopadnie. Ale wtedy stała się światłość. Nad jego głową. Jasne race oświetliły teren. tak samo jak niegdyś na Mglistych Bagnach. Łucznik zorientowal się, że biegnie ku niemu nie jeden a kilku zwierzoludzi. Ale zatrzymali się porażeni jaskrawym światłem jakie mieli prosto w ich zwierzęce ślepia. To dało okazję jemu i kilku przygodnym wojakom aby zebrać się do kontrataku. Kopytni wciąż oślepieni światłem nie stanowili zbyt wielkiego wyzwania i szybko albo zostali trafieni albo zrejterowali.

    Stefan w nocy miał okazję być świadkiem innego epizodu. Gdy pod koniec walk, kawalerzysta w płaszczu i wysokim kapeluszu, śmiało ruszył w pościg za uciekającymi zwierzoludzi. Widział jak zaraz po wjechaniu w pierwsze drzewa, zwala się nagle z siodła. Teraz rano słyszał różne wersje. Że Brurchald Munzel dostał z łuku lub włóczni, że wcale nie planował ruszać w pościg tylko koń go poniósł, że w ciemności nie zauważył gałęzi i dostał nią prosto w czerep. Wszystkie jednak były zgodne, że oberwał na sam koniec walki i dlatego teraz rano nie był na chodzie i nie wiadomo było czy przeżyje. Ale też widział jak wcześniej, grupie rejsterujących w głąb obozu wojaków, zajechała drogę kawalerzystka z rozwianymi włosami. Wykrzyczała coś rozkazująco. Nie był pewien czy przez moment oczy nie zabłysły jej dziwnym blaskiem. Większość żołnierzy zatrzymała się. A gdy im wskazała na linię walki, oni zakrzyknęli raz jeszcze i ruszyli z powrotem aby dołączyć do wciąż walczących towarzyszy.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki, dzięki za wypowiedź 🙂 Zobaczymy jeszcze co nasz kolega powie 🙂

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    Pipboy79P Pipboy79

    Kalendarium sesji (od przeniesienia z LI)

    T 43 - 2522.05.06 wlt; ranek

    • poranek w obozie regimentu, na pd-zach od Wundorf
    • zbieranie się po nocnym ataku zwierzoludzi

    T 44 - 2522.05.06 wlt; ranek

    • śniadanie z ludźmi Kolesnikowa
    • wezwanie przez Petrę i Inez, przydzielenie rozpoznania drogi do Wendorf
    • info od szefowych o zdradzie w regimencie Siege Stern
    Materiały

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    @Wszyscy

    • Oki, niedziela minęła. Czyli czas na ogłoszenie wyników 🙂

    Do sesji dostają się:

    Mirekt13 - jako Tobias (ostlandzki łucznik)
    Cioldan - jako Duivel (leśny elf)

    Czyli zaczniemy w znanym sobie składzie 🙂 A jeśli ktoś by miał ochotę dołączyć już w trakcie to zapraszam na pw.

    Tu obu kolegów zapraszam do wątku z komentami: https://forum.rolltelling.pl/topic/274/bastion-2521-walka-o-ostland-warhammer-2-ed

    I chyba tyle na tą rekrutę. Obsługę proszę o zamknięcie tematu i przeniesienie do archiwum, za co z góry dziękuję 🙂

    Archiwum

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    Pipboy79P Pipboy79

    Oki to witam nowych/starych graczy w ostlandzkiej, wojennej przygodzie 🙂

    Pi x oko wznowienie sesji zacznie się w podobnym momencie gdzie akcja skończyła się poprzednio. A skończyła się na nocnym ataku zwierzoludzi na obóz regimentu. Teraz mamy poranek po tym ataku. I do tego nawiązuje scenka z rekruty.

    Co do mojego misiowego posta to nie wiem czy uda mi się w work days go napisać. Jeśli tak to się uda, jak nie to będzie w weekend. Więc na razie witam serdecznie i cieszę się, że będziemy mogli kontynuować tą przygodę 🙂

    I mam na początek pytanie do Was. Czy wolicie pisać w tym wątku przeniesionym z LI czy tamten przenieść do archiwum i tutaj zacząć nowy wątek.

    A jeśli Wy macie do mnie jakieś pytania czy uwagi to dajcie znać ocb 🙂

    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    @Dhratlach napisał w Kultyści - Lato 2519 - komenty:

    Miałem mało czasu, i wiem, że nie mam czasu, dokładnie tak jak przeczuwałem. Z tego powodu jestem zmuszony zawiesić aktywność w tej sesji na dłuższy czas, nieokreślony. Obowiązki które na sobie mam, i te które się o mnie upominają, nie dają swobody tak dynamicznej sesji.

    Nie mniej, dziękuję za możliwość i mam nadzieję spotkać się kiedyś ponownie przy wspólnym stole. Niestety, dynamika gdoca z wieloma uczestnikami, oraz sztywne ramy czasowe, skutecznie wyłączają mój potencjalny udział.

    • Oki, dzięki Dhratl za uczciwe postawienie sprawy. I za zmajstrowanie ciekawej postaci i spróbowanie swoich sił w tej sesji. Trzymam kciuki aby kiedyś udało się Wam obu wrócić do naszej sesji 🙂 A na razie dziękuję za dotychczasową grę i życzę powodzenia przy klawiaturze w innych sesjach 🙂
    Komentarze

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    Pipboy79P Pipboy79

    Tura 74 - 2519.07.28; wlt; ranek

    Oki, to mój misiowy post jest 🙂 To termin na odpis powiedzmy do pt. 05.15.

    Stan HP

    Otto 13/13 (zdrowy)
    Egon 17/17 (zdrowy)
    Heinrich 12/12 (zdrowy)
    Marcus 12/12 (zdrowy)

    Stan PD

    Egon 10 PD za terminowy post

    Egon 20 PD za duży post integracyjny po powrocie do miasta

    Egon 20 PD za dużą scenkę planistyczną w "Mewie"

    Egon 20 PD za dużą scenę planistyczną u lady Fabienne

    Egon 10 PD za zwerbowanie Anniki na wyprawę

    Egon 10 PD za okazję do wykazania się Anniki w "Trzech gwoździach"

    Egon 10 PD za zwerbowanie Gezackta na wyprawę

    Egon 20 PD za planistyczną scenę w "Trzech gwoździach"

    Heinrich 5 PD za wrzucony post

    Heinrich 10 PD za reakcję na poranną mszę

    Heinrich 10 PD za scenkę z Pirorą po mszy

    Heinrich 5 PD za scenę z Fredą po mszy

    Heinrich 30 PD za scenę rozowy z Pirorą i Petrą w małym salonie

    Heinrich 10 PD za scenkę powitania z lady Odette na korytarzu

    Heinrich 20 PD za poznanie nowego kultysty i rozmowę przy stole

    Heinrich 15 PD za scenkę z Fredą w warsztacie garcnarskim

    Marcus 5 PD za wrzucony post

    Marcus 10 PD za scenę z Nadią i Hermanem po mszy

    Marcus 20 PD za scenę z Nadią i Łasicą po mszy

    Marcus 20 PD za poznanie nowego zboru i rozmowę przy stole

    Otto 5 PD za wrzucony post

    Otto 15 PD za scenkę z Teofano i jej rodzicami po mszy

    Otto 10 PD za scenę z Elke po mszy

    Otto 20 PD za scenkę z Pirorą, Fabienne i Elke u Pirory

    Otto 10 PD za scenkę z Laurą przed śniadaniem

    Otto 20 PD za poznanie nowego kultysty i rozmowę przy stole

    Otto 15 PD za scenę w pokoju po śniadaniu

    Otto 2550 + 95 = 2645 PD
    Egon 1545 + 120 = 1665 PD
    Heinrich 1035 + 105 = 1140 PD
    Marcus 105 + 55 = 160 PD

    Oki, to w tej turze zaczął się nowy dzien. Jest to poranek w Wellentag czyli pierwszy dzień nowego tygdnia.

    Pi x oko popisałem różne koncowki wydarzeń z dnia poprzedniego ale raczej wolałbym nie bawić się w retrospekcje. Jest nowy dzień i nowe sceny.

    Chyba u wszystkich BG zaczyna się porankiem u siebie w łóżku i kolejne wydarzenia niedługo później.

    Końcówka scen to ok 9 dzwonu.

    @Egon

    • Poranek jest w tej samej sypialni u Pirory co poprzednio spaliście po przybyciu do miasta.

    • W nocy Egon miał sen który rano pamięta tak jak to opisane w tekście.

    • Później jest śniadanie w kuchni. Tam przewijają się te Helga i te cztery niewolnice od Munira. Raczej spokojna scena.

    • Później jest spotkanie z Łasicą i Burgund w "Mewie". Jest okazja pogadać z nimi dwiema (Egon, Lars i Astrid). Ogólnie obie łotrzyce podają miejsca gdzie ich zdaniem są największe szanse aby załapać się na rejs w górę rzeki.

    • I już na mieście cała czwórka (Egon, Lars, Astrid, Burgund) przypadkiem spotykają Huberta Grubsona. Zagaja do nich więc też jest okazja pogadać.

    • A poza tym miasto stoi otworem na zwiedzanie 🙂

    @Heinrich

    • Zell nie zostawiłaś żadnych planów na to co Heinrich porabia po opuszczeniu warsztatu Fredy więc nowy dzień pisalem pod czystą kartę. 🙂

    • Poranek zaczyna się dość standardowo. Czyli przychodzi Ilse aby ugotować śniadanie etc. A Heinrich ma świeże wspomnienia z końcówki rozmowy z Fridą dnia wczorajszego.

    • W odpowiednim momencie ale po wyjściu Ilse, przyjeżdża lady Fabienne. No i chce ustalić wspólną wersję wydarzeń co do swoich odwiedzin z Petrą. Te powinny być w drugiej połowie dnia jak będą wracać z teatru. Bardzo możliwe, że to popołudnie to będzie już w następnej turze ale to jeszcze zobaczymy jak na czteresch scieżkach czasoprzestrzeń będzie się poruszać u BG.

    • A poza tą wizytą to Heinrich ma wolne. Więc miasto stoi przed nim otworem 🙂

    @Marcus

    • Dhrat nie zostawiłeś żadnych planów na to co Marcus porabia po śniadaniu u Pirory więc pisałem nowy dzień pod czystą kartę 🙂

    • Poranek Marcus ma dość spokojny. Ma retrospekcję z wczorajszej rozmowy z Łasicą po śniadaniu. Wprowadziła go w różne spiski i matactwa kultu. Tak, żeby miał chociaż ogólną orientację ocb.

    • Po tym jak się wyszykuje do wyjścia to idzie do ratusza. A tam sporo znajomych widoków i nieco nowych. W sumie decyzja czy idzie najpierw spotkać się z Nadią czy od razu z Hermanem Schusterem. Oboje mają swoje biura na piętrze.

    @Otto

    • Z rana Otto ma retrospekcję jak się skończyły wczoraj zabawy w pokoju z koleżankami.

    • Jak wychodzi z domu to spotyka Silnego. Wczoraj go nie spotkał. I ma okazję pogadać z nim po drodze.

    • To czy z rana idzie do hospicjum czy od razu do Lebkuchenów to zależy od Otto. Albo będzie musiał znaleźć sobie L4 u przeora teraz albo jutro.

    • Tak czy inaczej, dociera ok 9 dzwonu do cukierni. I tam ma rozmowę z Teofano jak do niego wychodzi.


    • Oki chyba ode mnie tyle na tą turę. Majówka jest to się udało dać wieczorno-nocnego posta 🙂
    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa