Varok nie odezwał się ni słowem. Masywna sylwetka konstruktu zastygła na podobieństwo posągu i tylko tlący się żar w jego środku, niby śpiący wulkan, informowała, że tam, we wnętrzu stali tliło się życie. Thalamer, co innego: sięgnął dłonią po akta i z nieukrywaną lubością spoglądał na akta, cmokając za każdym razem, kiedy przeczytał co bardziej interesujący kawałek.
– Wiesz, Al, w innych okolicznościach to nawet by się okazało, że miałbym do nich dojście – rzekł Thal. – Niektórzy z nich wyglądają jak swojacy, szczególnie ten lykan. Albo ten drugi… Mmm…
Mag uniósł nieco podobiznę brodatego jegomościa z solidnymi kłami, potem zaś rzucił okiem na Taklinna.
– Cóż, tak czy inaczej, zapewne zanim skończy się tydzień, wszyscy wrócą do swojego ostatecznego miejsca przeznaczenia. Rzeknij no: mamy ich łapać, czyli nie zabijać? I, hm, rzecz druga przychodzi mi do głowy. Wchodzimy w to, ha-ha, na surowo? Albo masz już jakąś poszlakę?
Thalamer zabębnił palcami o szkło swej szklanki i pociągnął łyk.
- Mogę mieć już jakiś trop. - stwierdził Bekhesh, odrywając wzrok od akt - Słyszałem o tym gargulcu, znam kogoś kto go wynajmował, a ten ktoś z pewnością będzie wiedział jak się z nim skontaktować, a dalej do niego dostać. Zakładam naturalnie że będziesz potem aktywnie uczestniczył w repatriacji mojego centrum zainteresowania? - spytał Alestaira, wypuszczając przy tym kłęby dymu.
- Optymista jak zawsze - khoravar uśmiechnął się niewesoło na słowa Thalamera - Od momentu wypadku udało mi się jedynie zidentyfikować uciekinierów. O tej sprawie dowiedziałem się z lekkim opóźnieniem, byłem pochłonięty czymś innym - spojrzał znacząco na hobgoblina - z sukcesem, warto zaznaczyć. Mam już pewne ustalenia - dodał, klepiąc się znacząco w kieszeń na piersi, w której zwykł nosić notes. Co Bekhesh skwitował pierwszym pokazem emocji tego wieczoru. Pożądanie? Głód? Uniesienie? Trwało to tylko ułamek sekundy.
Pozostali już pytali detektywa o szczegóły postępowania gdy Gundrik jeszcze przyglądał się papierom i wizerunkom. Napięcie wyraźnie z niego zeszło. To TYLKO fucha TEGO typu. Al nie był dupkiem i nie żądał… no właśnie… czego? Młodszy z krasnoludów zadręczał się gdybaniem ale teraz mógł gdybać już o konkretach na które mógł już coś poradzić.
- Może i ja coś mam na… symbiotytę. W Holdfast kręci się jeden typ który skusił się na pieniądze za bycie obiektem w eksperymentach. Masz w nas fortunne znajomości, Alistarze. - rzekł - I nawet możliwe że tak jest jak mówisz że to bogolska ruletka. Acz… nie myślisz czy przypadkiem oni - tu postukał w papiery - nie polują teraz na ciebie?
Taer nie sięgnął po akta, nie jako pierwszy. Uważnie słuchał jak kolejni zebrani wykładali swoje karty na stół, i jednocześnie próbował sobie przypomnieć tamten numer “Inquisitive” w którym była wzmianka o karambolu. Skrobał też coś piórem na niedużym skrawku papieru.
Już od pierwszych sugestii, zebrani przy stole przestali się wydawać grupą przypadkowych ludzi. Elf delikatnie potakiwał co trafniejszym pytaniom, jak choćby temu o naturalnej trudności łapania żywcem zatwardziałych morderców.
Niby sięgając po akta, położył swój skrawek papieru na stole i uśmiechnął się do Gundrika, który właśnie głośno poruszył ten sam temat. Ciemnozielone pismo było pospieszne, ale czytelne.
“ Mamy dwie grupy obserwatorów w karczmie. Czy ktoś z was jest tu z eskortą? Hobgobliny Gnolle, gobliny i człowiek”
Hobgoblin leniwie wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza zużyty przez czas futerał z logo domu Cannith, wyjął z wnętrza parę okularów przeciwsłonecznych, przetarł szkła i uniósł je przed siebie, jakby sprawdzał czy są czyste. W rzeczywistości wykorzystywał je jako małe lusterka, starając się uchwycić w refleksach wskazanych przez elfa nieznajomych.
- Ciekawe, nic na ten temat nie wiem.
- Wątpliwe, choć niewykluczone - odpowiadając na pytanie Gundrika, Alestair zerknął na notkę i ledwie zauważalnym ruchem wzruszył ramionami, po czym odkaszlnął w dłoń. Brzmiało to trochę jak “dask” - Zresztą, musieliby ustawić się w kolejce - dodał z uśmiechem - W każdym razie, wątpię by tak szybko przeszli do polowania po ucieczce, o ile to właśnie nie było celem całej tej akcji. Podejrzewam, że przez jakiś czas będą woleli się zaszyć, Taklin i Gersi na pewno, ci potrzebują sprzętu do wznowienia operacji. Z drugiej strony, jeśli jestem celem, znalezienie ich będzie o wiele łatwiejsze, bez tyrania - zaakcentował ostatnie słowo, zerkając raz jeszcze na notatkę.
– Zatem… Ów gargulec jest pierwszym celem? – zapytał Thalamer, spoglądając na Bekhesha. – Mógłbym rozpytać paru przyjaciół o tego i owego, ale skoro już mamy jakiś konkret, to dlaczego nie zaczniemy od niego właśnie?
Thalamer z rozmysłem wstrzymał się z kolejnymi propozycjami, pozwalając, by sprawa gargulca z Droaam sama z się nabrała rozpędu. W istocie, jego wzrok zatrzymał się dłużej na kobiecie i już miał coś rzec, jednak pomimo siebie podjął sprawę Scrimshawa.
– Skoro Scrimshaw jest zabójcą na zlecenie, trudno będzie wytropić jego norę – zauważył. – Potrzeba by czegoś więcej, by wywabić go z dziury. Dlaczego nie… Hu-hu, czemu nie zlecić mu jakiegoś zabójstwa? Zabójstwa Varoka na przykład. Co ty na to, Varok? Wszak dla nas to nie pierwszyzna. Dla seryjnego zabójcy nie ma nic lepszego, niż wieść o tym, że praca już na niego czeka.
Na słowa maga Varok wydał z siebie dźwięk; coś na kształt zniecierpliwienia lub też pogardy, niepodobna było stwierdzić.
Żelo powoli analizowało każdą teczkę. W rzeczywistości zależało my na dobrym nagraniu wszystkich dokumentów. Nic przy tym nie mówił i Borin także dotąd się nie odzywał.
Krasnolud krzywił się w niechęci, patrząc na teczki i słuchając.
- Jeśli dołączę do tego polowania to mam sposoby na dodatkową warstwę bezpieczeństwa dla Varoga. W międzyczasie poszukam czegoś o lykanie. Ma on moje osobiste zainteresowanie.
Wzmianka krasnoluda o „dodatkowej warstwie bezpieczeństwa” zaowocowała obrotem głowy Żelo. Jednak to co powiedział nie miało z tym związku:
- Spotakłum ją osobiście - okuta metalem dłoń wskazała na teczkę osobową Gersi In’Cannith.
- Myślę, że będzie chciała uderzyć w Dom Cannith. Ich kuźnie. Ich warsztaty. Myślę też, że nie jest tak niebezpieczna jak pozostali. Co zaś do Kościeja: złapano go przy pomocy prowokacji. Moja rasa uczy się na błędach. Nauczyłum się, że nie należy patrzeć na innych jak na głupszych od siebie, bo to może się zemścić - niski głos zdawał się wprawiać zbroją w wibracje.
Elf w końcu zabrał się do teczek, odbierając te które Żelo skończył oglądać. Nie próbował forsować swojego “faworyta” na pierwszy cel - choć go miał - a jedynie zapytał
- Ruszamy całą grupą, czy dzielimy się na mniejsze zespoły? -
- Proponuję podzielić się na część detektywistyczną i spotykać by wymieniać zdobyte informacje. Połączyć się możemy na części “wysokiego ryzyka”. Potrzebuję też kilku godzin by poinformować mojego współpracownika że może być potrzebny. Bez urazy, ale nie planuję brudzić sobie rąk krwią. - zasugerował hobgoblin wyjmując przy tym kilka wizytówek. Na każdej z nich coś dopisał - To adres mojego studium nieco bliżej słońca i magazynu który zajmuję w Trybach. Mogą nam posłużyć jako punkty zborne.
– Ja, przeciwnie, cenię sobie możliwość uwalania rąk krwią, wszak niektóre jej rodzaje są zaiste wspaniałym narzędziem czynienia sztuki – Thalamer zgarnął wizytówkę. – Nie omieszkam zawitać.
- Pamiętajcie, moi drodzy, że to nie są jakieś przydrożne obszczymurki - Nie chciałbym nazbytnie Alestairowi miodu na serce polewać, ale skoro to dla niego były ‘trudniejsze’ sprawy… to trzeba zachować szczątkową pokorę. Ja tu widzę grupę pięciu do ośmiu śmiałków, zależnie jak liczyć. Dwa zespoły. To brzmi rozsądnie. Nieco nawet elegancko. Ale podzielić się cieniej skończy się jak ze zbytnio rozwałkowanym ciastem… wszystko się rozpadnie. No dobrze… co my, właściwie, wiemy o ich aktualnej sytuacji? Cokolwiek ponad te dossier czy ruszamy dopiero szukać haków?
- Thalamerze, nie przypominam sobie, żebym widział cię kiedyś z rękami ubrudzonymi czymkolwiek - odparował śledczy - I Borinie, doceniam komplement, musiał wiele kosztować. Żelo ma rację w kwestii Scrimshawa, nie jest głupi i może ostrożniej podchodzić do nowych zleceń, o ile gdzieś się nie zaszyje. I taki scenariusz jest możliwy w przypadku każdego z tej piątki, z ewentualnym wyjątkiem w postaci Wampira: w jego przypadku należy oczekiwać nieoczekiwanego i nie zdziwi mnie, jeśli już jutro uslyszymy o kolejnym trupie.
W jego westchnięciu dało się doslyszeć zmęczenie.
- Dotąd zdołałem tylko wyłuskać ich z gromady płotek, które zwiały podczas wypadku. Dokumentacja przewozu była niekompletna, a świadkowie zdezorientowani. Szersze akta na ich temat są u mnie w biurze, bezpieczne i dostępne dla was.
- Chcę się z nimi zapoznać - powiedziało Żelo. - Chciałobym dowiedzieć się jak doszło do wypadku, oraz tego skąd i dokąd mieli być przewiezieni więźniowie.
– Ostrożniej, być może – Thal pociągnął kolejny łyk, pijąc do Alestaira. – Ale przecież ludzie jego pokroju, można by rzec, profesjonaliści, są zależni od logistyki, a logistyka, uważasz, jest uzależniona od konkretnych osób. To właśnie w ich stronę powinniśmy pójść i dowiedzieć się, z czego korzystali. Wtedy i dopiero wtedy… Zastawimy pułapkę. Im szybciej zaczniemy myśleć nad tym, w jaki sposób złapiemy delikwenta, tym mniej będzie trupów. Oczywiście, nam płacą za złapanie, a nie ograniczanie trupów. Taki bonus, Al. Nie dzieliłbym się na grupy, ale wiesz, pierwszy krok, sprawdzenie plotek i rozmowy, wszak nic nie kosztuje. I nie jest niebezpieczny.-
– Jeżeli miałbym zgadywać gdzie uderzy “wampir”, to będzie jeden z przybytków domu Phiarlan. Atakował już dwukrotnie, a i jego legenda o rzekomym Znaku Śmierci pasuje do tej animozji - Taer podzielił się w końcu swoim kawałkiem wiedzy - A że jego modus operandi zakłada kilka dni pastwienia się nad ofiarą przed morderstwem, to skoro uciekł pierwszego, dziś jest trzeci… być może już jest w trakcie. Wyślę zapytanie, a potem ruszę do biura Alistaira - skinął głową w stronę Żelo, który także chciał przejrzeć resztę już zebranych informacji
Słuchając pozostałych Gundrik raczył się trunkiem z wyrazem zafrasowania na twarzy. Dlaczego zbiegowie mieliby w ogóle pozostać w Sharn zamiast zbiec daleko stąd?
Bo tu jest dobry teren do ukrycia się, odpowiedział sobie sam, przecież wiesz jakie są Tryby… ale Tryby to tak banalna kryjówka… gdzieś indziej byłoby dużo trudniej cię znaleźć…
Popatrzył jak notka wędruje po stole. Odczytał w przelocie świstek i wypił kolejny łyk. Czemu się tu dziwić jeżeli to rzeczywiście ktoś chciał robić na złość detektywowi?
Zapatrzył się w blat stołu.
Przez głowę zaczęły mu przepływać nieprzyjemne obrazy tego co może się wydarzyć… wizje e̴̥̿s̸̺̽k̵̦͠ḁ̵̓l̴͉̇a̷̖͐c̵͔̈j̵̳͠i̴̲̽ ̸̭̆p̸͖̑r̷̺̈́z̴̯̈́ë̶͎́m̷̧̛o̵̥̊c̷̺̎y̴̫̏ zatrzymały się wraz z pieczeniem w gardle wywołanym przez kolejny łyczek brandy.
- Wygląda na to że każdemu z nas bliżej do innego zwyrodnialca z tej hałastry. Ale musimy się na któryś zdecydować na początek. - stwierdził Gundrik.
- Wampir wygląda na pewnik - przemówiło zbrojnokute Żelo - jest niestabilny. Lubi zostawiać swoją pracę na widoku. Gargulec z drugiej strony lubi siać strach już w czasie wykonywania zleconego zabójstwa - zbrojnokute skierowało swoje świecące oczy w stronę detektywa - Czy jest brana pod uwagę możliwość, że ktoś dopomógł im w ucieczce więźniom, żeby zebrać grupę o szerokim wachlarzu możliwości? Dość łatwo nasuwa się skojarzenie, że uzupełniają swoje mocne i słabe strony. Cechują się szeroką dywersyfikacją możliwości. Dlatego ponownie zaznaczę; chciałobym zweryfikować dokumenty transportu. Proszę o korektę jeśli źle zrozumiałum, ale część więźniów udało się pochwycić. Może warto porozmawiać z nimi oraz z eskortą transportu.
- Powiedziałbym raczej, że nie widzę innej możliwości niż zorganizowana akcja, to byłoby zbyt nieprawdopodobne połączenie pecha i biurokratycznej niekompetencji - stwierdził Alestair - Słuszna uwaga Taerze, o ile nie łączyłbym Wampira bezpośrednio z twoim Domem, to jego modus operandi ma tu znaczenie. Zgadzam się z rozdzieleniem podczas śledztwa, ale nawet nie myślcie o samodzielnych próbach ich pochwycenia. Spróbuję zdobyć pozwolenie na rozmowę ze złapanymi więźniami, dokumenty więzienne też powinno się udać załatwić.
