Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
260 Posty 11 Uczestników 10.7k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • PiołunP Niedostępny
    PiołunP Niedostępny
    Piołun jako Elias Crowe
    Mecenas
    napisał ostatnio edytowany przez
    #190

    Crowe przez chwilę obserwował Siergieja, który właśnie zajął się syntetykiem i z ponurą determinacją przejął pałęczkę od Gleeson'a. Uznał, że przy androidzie nie potrzeba już kolejnej pary rąk, a przynajmniej nie jeśli miał to zrobić Sadza. Wcześniejszą propozycje pomocy technikowi motywował głównie jego stanem psychicznym i zdrowotnym. Jeśli chodzi o Sergieja, wiedział, że jemu by tylko przeszkadzał. Skupił uwagę na oddalającym się Gleesonie.

    Nie chodziło nawet o to, że chłopak wyglądał źle. Bardziej o sposób, w jaki odszedł po słowach Hannigana, z tą twardą, niemal przesadną obojętnością. Wyglądało na to, że słowa kapitana zostawiły rysę na jego dumie, a on za wszelką cenę nie chciał tego po sobie pokazać. Elias znał ten rodzaj ludzi. Przez lata pracy przewinęło się w jego życiu mnóstwo charakternych osób. Czasem warto było zostawić taką osobę w spokoju, a czasem wręcz odwrotnie, dobrze było przejść się za taką i dopilnować, by w emocjonalnym uniesieniu nie zrobiła czegoś... głupiego. Odepchnął się więc od ściany i ruszył za nim. Należało się też odwdzięczyć za udzieloną pomoc.
    – Gleeson. Zwolnij trochę. Pójdę z tobą.

    Nie komentował wcześniejszej sprzeczki, ani nie zamierzał też go pocieszać, czy coś. Raz, że nie było to w jego guście, a dwa, że byłoby to dla niego chyba jeszcze gorsze. Zamiast tego zrównał z nim krok i przesunął światło latarki po rzędach skrzyń, ściennych szafkach i oznaczeniach technicznych.
    – Tylko powiedz mi, czego dokładnie szukamy. Nazwa albo kolor opakowania, cokolwiek. Nie wiem, czy trafiliśmy akurat na taki rodzaj magazynu, ale im mniej będziemy zgadywać, tym lepiej.
    Nie krył sceptycymu. Naprawdę nie nie był przekonany, czy specjalistyczne leki na serce będą sobie po prostu leżeć w wojskowej ładowni, ale w sumie, takie miejsce mogło skrywać zestawy medyczne, środki awaryjne, stymulanty albo przynajmniej oznaczenia prowadzące do ambulatorium. A skoro już mieli grzebać po magazynie, Crowe zamierzał przy okazji zrobić to, o co prosił Hannigan. Idąc rozglądał się za narzędziami, apteczkami i jakimś włazem techniczncym.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • ReRebirthR Niedostępny
      ReRebirthR Niedostępny
      ReRebirth jako Joshua Gleeson
      napisał ostatnio edytowany przez ReRebirth
      #191

      Joshua był zbyt wyprany z emocji i zbyt fizycznie wyczerpany, by zdobyć się na słowa wdzięczności za to, że Elias nie zostawił go samego. Mimo wszystko poczuł się nieco lepiej. Elias był tu chyba najbardziej zrównoważoną osobą, zaraz po Adamie rzecz jasna.

      ​– Nie szukaj małych, białych pudełeczek, doktorze – odparł głucho, omiatając snopem latarki krawędzie ładunków. – Pracowałem kiedyś na lądowisku w kolonii, na śmieciowych kontraktach. Przerzucałem tony takiego korporacyjnego i wojskowego szajsu. Jeśli to jest tender logistyczny, to mają tu wszystko skatalogowane według standardowych protokołów zaopatrzeniowych.

      Joshua rozejrzał się dookoła. Nie był do końca pewien. Pierszy raz widział takie wnętrze. Mimo ogromnej przestrzeni, pełno tu wąskich przejść między kontenerami. Jakby ktoś usilnie układał labirynt, albo z nudów grał kontenerami w tetrisa.

      ​– Szukaj uszczelnianych, polimerowych zasobników. Zazwyczaj ciemnoszare lub oliwkowe skrzynie. Interesuje nas pomarańczowy, pionowy pas na boku i czarny trójkąt z białym krzyżem w środku. Większe ładunki mają oznaczenia typu PHARMA lub MED-4. Broń to najczęściej ARMS lub DEF-3, ale obawiam się, że będą zabezpieczone. Zapasy to SPL. Będą zapewne oznakowane dodatkowo literami i cyframi, zgodnie z katalogiem przyjęć magazynowych. Gdyby takowy zdobyć, nie musielibyśmy nawet sprawdzać wszystkiego po kolei... I jeszcze jedno.

      Gleeson odwrócił się w stronę Crowe'a.

      – Dzięki, Elias.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥
      3
      • GreKG Niedostępny
        GreKG Niedostępny
        GreK jako Siergiej Kalashnikov
        Mecenas
        napisał ostatnio edytowany przez
        #192

        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

        text alternatywny

        Bleinert

        Sadza przez chwilę tylko przyglądał się nieruchomemu blaszakowi.

        Android leżał bezwładnie na podłodze. Brakowało mu kończyn, a jego korpus nosił ślady tego, co musiało być wyjątkowo brutalnym spotkaniem. Nie znał konstrukcji tego modelu. Nie wiedział nawet, czy po czymś takim powinien jeszcze próbować go uruchamiać.

        Ale skoro miał jeszcze źródło zasilania...

        Może miał też pamięć.

        A pamięć mogła powiedzieć im, co wydarzyło się na Bleinercie.

        — No dobra...

        Odchylił wyrwany brutalnie panel techniczny i przyświecając latarką zajrzał głębiej w otwartą przestrzeń korpusu. Palcami ostrożnie odsuwał przewody, szukając czegoś, co przypominało główne zasilanie.

        Znalazł.

        Albo raczej znalazł jego resztki.

        Moduł był uszkodzony. Jeden z przewodów został wyrwany, drugi wyglądał na przypalony. Sadza przyjrzał mu się przez chwilę, potem zerknął w stronę rozbebeszonego panelu instalacyjnego.

        — Można spróbować...

        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov był górnikiem.

        Nie mechanikiem androidów.

        Nie elektronikiem.

        Ale przez trzydzieści lat pracy nauczył się jednej bardzo ważnej rzeczy: jeżeli coś ma przewód, zasilanie i nie jest całkowicie rozerwane, to można spróbować to uruchomić.

        A jeśli nie działa, znaczy, że trzeba było podłączyć inaczej.

        Przeciągnął złom do awaryjnego źródła zasilania. Zaczął podpinać przewody. Końcówki zacisnął prowizorycznie, ale mocno. Sprawdził pierwsze połączenie. Potem drugie.

        Jeszcze raz spojrzał na korpus.

        — Dawaj blaszak.

        Włączył zasilanie.

        Przez ułamek sekundy nic się nie wydarzyło.

        Nachylił się nad syntkiem. Może coś źle podłączył? Nie, wszystko było dobrze.

        I wtedy...

        TRZASK!

        Wnętrze androida rozświetlił gwałtowny błysk. Przez przewody przebiegła seria iskier, a gdzieś pod panelem coś huknęło i zgasło. Zapach spalonej izolacji uderzył w nozdrza.

        Sadza odskoczył gwałtownie.

        — Blyat'!

        Przez chwilę stał nieruchomo, patrząc na syntetyka.

        Nic.

        Żadnego ruchu.

        Żadnego światła.

        Żadnego głosu.

        Tylko cichy syk uszkodzonego układu.

        — No i chuj...

        Tym razem ciszej.

        Złość przyszła dopiero po chwili.

        Siergiej kopnął androida w korpus.

        — Blyat'!

        Metal zazgrzytał po podłodze.

        Sadza odwrócił się, zrobił dwa kroki, po czym zatrzymał się i spojrzał przez ramię na nieruchomego syntetyka.

        — Nic nie dało się z tym zrobić.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        📈
        3
        • KetharianK Online
          KetharianK Online
          Ketharian jako Alien
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał ostatnio edytowany przez
          #193

          text alternatywny


          Mostek Kardashiana


          Mikrofony wewnątrz hełmów ratowników rejestrowały każde wypowiedziane w klaustrofobicznym półmroku ładowni słowo transmitując balansującą na granicy wybuchu histerii konwersację prosto na mostek kombajnu. Nadia kręciła bezwiednie głową słysząc szokująco ostre zarzuty Sadzy wobec kapitana, dyskusję na temat broni Joshui. argumenty nie chcącego wykonać rozkazu technika - ale jej spojrzenie biegło co chwila w stronę czarnego okienka na ekranie konsolety O’Collana, na którym chwilę wcześniej wyświetlany był obraz pochodzący z kamery hełmu Adama.

          Pozostała po nim tylko szokująca swoją pustką czerń.

          - Powinnam przejść do śluzy i przypilnować ręcznego zrzutu zaczepów - powiedziała Rosjanka przenosząc w końcu wzrok na Davy’ego - Te mechanizmy od zawsze się pierdolą wtedy, kiedy się tego nie spodziewamy.

          - To nie jest dobry pomysł - wycedził przez zęby pilot - Nie chcę cię na zewnątrz mostka bez asekuracji. Kto wie, co tej pindzie strzeli do łba? Albo temu gówniarzowi. Widziałaś sama, że kręcił się pod włazem z czymś, co wyglądało jak broń. Na sto procent nie zgłosił tego Holtowi. Nigdzie nie pójdziesz, zrobimy to stąd.

          Volkova prychnęła w odpowiedzi, uniosła hardo podbródek.

          - Nic mi nie zrobi - sarknęła w odpowiedzi - Łeb bym jej ukręciła, zanim by coś zaczęła.

          - Nigdzie nie pójdzie, Nadia, za duże ryzyko - przesądził O’Collan nie odrywając wzroku od ekranu z wykresami podsystemów kombajnu - Siadaj i zapinaj pasy. Albo nie zapinaj, to rutynowa operacja, robiłem to tysiące razy w woju. Mostek do kapitana, rozpoczynam procedurę rozłączania jednostek. Odcięcie zasilania chwytaków za dziesięć, impuls napędu korekcyjnego za piętnaście. Odliczam.

          Nadia pokonała trzema krokami dystans dzielący ją od własnego stanowiska, usiadła w fotelu przeciągając przez brzuch jeden z pasów uprzęży i uderzając jednocześnie palcami w ekran swojego wyświetlacza.

          - Chwytaki za siedem, impuls za dwanaście…

          Davy złapał mocniej wolant, oparł stopy o kontrolery napędu korekcyjnego i wstrzymał oddech przygotowując się do manewru odejścia.


          Kabina Delilah le Fey


          Z głośników popłynęły dźwięki losowo dobranej muzyki retro, akompaniującej słowom wokalistki, której Delilah nie znała. Negocjatorka oparła się plecami o ścianę pomieszczenia spoglądając na młodziutkiego gościa i rozważając w myślach pozostałe dostępne jej opcje. Wszystko wskazywało na to, że ekipa ratunkowa wpadła na zaopatrzeniowcu w kłopoty absolutnie wykraczające poza wszelkie rutynowe procedury. Na Bleinercie doszło do gwałtownej eskalacji, a Delilah nie znała jej przyczyny ani przebiegu, co w skrytości ducha doprowadzało ją do chłodno kontrolowanej wściekłości.

          - Opiekunie, przedstaw raport z dotychczasowego przebiegu operacji ratunkowej - rzuciła w eter patrząc jednocześnie jak nieco onieśmielony William przygląda się elementom jej ułożonej na łóżku garderoby.

          - Znajduje się pani w trybie ograniczonego dostępu do informacji, pani le Fey - odpowiedział bezcielesny elektroniczny głos - Do momentu odwołania stanu alarmowego nie może pani korzystać z dostępu do pełnej bazy danych. Załoga prowadzi operację ratunkową na okręcie amerykańskiej marynarki. Operacja przebiega zgodnie z planem. Życie i zdrowie pasażerów nie są w żadnym stopniu zagrożone. Proszę pozostać w swojej kabinie do odwołania stanu alarmowego.

          - Mam uprawnienia z mocy prawa korporacyjnego umożliwiające mi pełny dostęp - młoda kobieta skrzywiła twarz w grymasie, który miał prawo przestraszyć jej gościa - Stan alarmowy ich nie ogranicza.

          - Pani le Fey, poziom dostępu pasażerów do funkcji Opiekuna został ograniczony manualnie przez pilota pierwszej klasy Davy’ego O’Collana na podstawie uprawnień nadanych przez kapitana Caleba Hannigana. Ograniczenia te mają na celu zapewnienie pasażerom statku maksymalnego bezpieczeństwa i komfortu podróży. Może pani wnieść skargę na zastosowanie tych ograniczeń do działu obsługi prawnej Kelland Mining.

          Delilah le Fey otworzyła usta, by wyrazić swoją opinię na temat sugestii Opiekuna, ale nie zdążyła wypowiedzieć nawet jednego słowa.

          Otaczająca ją konstrukcja pokładu zadrżała w jednej chwili, wprawiona w wibracje serią wyraźnie wyczuwalnych wstrząsów.

          - Co to… - krzyknął Bill, ale jego głos utonął w przeraźliwym, spotęgowanym ciasnotą kajuty zgrzycie maltretowanego metalu.


          text alternatywny


          Ładownia Bleinerta


          Mierzące po trzy metry i ważące na oko pół tony wojskowe kontenery zabezpieczone były nie tylko metalowymi plombami, ale też cyfrowymi zamkami, których kody liczyły po szesnaście znaków. Joshua zdusił w sobie jęk zawodu na ten widok, z miejsca uświadamiając sobie, że jedynym sposobem sforsowania tych zabezpieczeń był plazmowy palnik Sadzy.

          - Spójrz na to - rzucił znienacka Elias stając przed ścianą ładowni widzianą pomiędzy dwoma ustawionymi obok siebie kontenerami - Mam, pakiet medyczny.

          Światło rzucane przez reflektor skafandra doktora wyłoniło z ciemności pomieszczenia przynitowany do ściany stelaż. Wciśnięte w jego zaczepy duże oliwkowe pudło oznakowane było rzędem pozornie przypadkowo dobranych liter, ale symbol czerwonego krzyża nie pozostawiał wątpliwości do do zastosowania przedmiotu.

          <Chwytaki za siedem, impuls za dwanaście…>

          W radiokomunikatorach od dłuższej chwili słuchać było wymianę zdań między drużyną ratunkową i obsadą mostka Kardashiana, ale roztrzęsiony do granic możliwości Gleeson nie zwracał na nią większej uwagi, skoncentrowany na tunelowym postrzeganiu rzeczywistości i skupiony jedynie na jednej dającej mu poczucie bezpieczeństwa czynności - lecz kiedy spojrzenie technika zatrzymało się na odnalezionej przez Crowe apteczce, odcinający dotąd przeważającą większość bodźców umysł Joshui zarejestrował znienacka coś ważnego.

          Chwytaki za siedem, impuls za dwanaście…

          Gleeson zapomniał w jednej chwili o apteczce, odwrócił się w stronę doktora łapiąc go obiema rękami za skafander.

          - Przerywają dokowanie? Kardashian odchodzi?! Zostawiają nas tutaj?!

          Technik wbił rozgorączkowane spojrzenie w ledwie widoczne za uszkodzoną i brudną przesłoną oczy Eliasa, nie doczekał się jednak odpowiedzi. Wnętrze ładowni zadrżało wyczuwalnie, a zaraz potem przetoczył się przez nią głośny huk i zgrzyt odkształcanego pod wpływem ogromnej siły metalu. Joshua wrzasnął odruchowo, złapał się za uchwyty na ściance jednego z kontenerów, zaparł nogami o podłogę czekając na jeszcze silniejsze wstrząsy, te jednak nie nadeszły.

          W zamian Gleeson usłyszał dźwięk, który w jednej sekundzie wydał mu się jeszcze straszniejszy od huku gniecionego kadłuba.

          Był nim wizg hydraulicznych serwomechanizmów obsługujących ruchome drzwi ładowni; obwieszczający ich nieoczekiwane otwarcie.

          Krew zlodowaciała w żyłach Joshui, a jego czoło zrosily krople zimnego potu.

          - To nie nasze! - krzyknął od strony wejścia Hannigan - To nie nasze drzwi! O’Collan! Co to było?!

          Gleeson zaczął gorączkowo kręcić na wszystkie strony ukrytą w hełmie głową, roztańczonym snopem światła wyłaniając z ciemności wnętrze ładowni sposobem tak chaotycznym, że w niczym mu on nie pomagał.

          W głowie Joshui kotłowała się tylko jedna paniczna myśl - gdzieś w głębi wciąż nie do końca zbadanej ładowni otworzyły się bez ostrzeżenia inne hydrauliczne drzwi.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • GreKG Niedostępny
            GreKG Niedostępny
            GreK jako Siergiej Kalashnikov
            Mecenas
            napisał ostatnio edytowany przez
            #194

            Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

            text alternatywny

            Bleinert

            Sadza znieruchomiał.

            Nie od razu spojrzał na pozostałych. Jego latarka powoli przesunęła się po ciemności ładowni, zatrzymując się na otwierających się drzwiach.

            Nie tych, którymi weszli.

            To było najważniejsze.

            Ktoś je otworzył.

            Albo coś.

            Siergiej poczuł, jak napięcie zaciska mu kark. Przez chwilę słuchał tylko pracy hydrauliki. Ten dźwięk był teraz niemal kojący. Mechaniczny. Kontrolowany. Ktoś musiał wydać polecenie.

            Jak wtedy, z kurtyną przeciwpożarową, albo wejściem do ładowni.

            Ktoś z Bleinerta?

            Załoga?

            Nie.

            Załoga nie odpowiadała.

            Matka. Jedyne logiczne wytłumaczenie.

            Gdyby wtedy weszli przez nie od razu, nie pierdoląc się z kurtyną, nie straciliby Adama.

            Siergiej przypomniał sobie, jak chwilę wcześniej, gdy próbował reanimować syntka, stojąc przy jednym z interkomów, mówił do głośnika niemal jak do człowieka.

            — Tu Kardashian. Słyszysz mnie?

            Cisza.

            — Jeśli mnie słyszysz... zamrugaj światłami dwa razy.

            Odczekał.

            Nic.

            Siergiej spojrzał wtedy na lampy.

            Jedna.

            Druga.

            Trzecia.

            Wszystkie świeciły równym, zimnym światłem.

            — No dalej...

            Nic.

            — Dwa razy. Tylko dwa.

            Znów cisza.

            Wtedy uznał, że albo nie ma żadnej Matki, albo ta suka nie zamierza z nimi rozmawiać.

            Teraz jednak drzwi otworzyły się same. Może Matka nie miała możliwości ich usłyszeć? Może tylko ich widziała? Albo odczytywała ich sygnatury w pomieszczeniach? Wiedziała, że tutaj są. Rozumiała co stało się z załogą Bleinerta. Czuła zagrożenie i chciała ich ocalić.

            Sadza zrobił krok w kierunku drzwi.

            Snop latarki wpadł w otwartą przestrzeń za nimi.

            — Hannigan.

            Nie odrywał wzroku od przejścia.

            — Zabierz nas stąd.

            Odwrócił głowę w stronę Starego.

            — Tam.

            Wskazał otwarte drzwi.

            — To MUSI być ktoś z Bleinerta. Albo jego Matka. Inaczej po co by się otworzyły?

            Przez moment jeszcze się wahał.

            Potem wskazał mocniej.

            — Idziemy tam. Dawaj. Już raz to spierdoliliśmy. Nie zróbmy tego po raz drugi.

            Spojrzał na pozostałych.

            — Tutaj już wiemy, co jest.

            Krótka pauza.

            — Tam jeszcze nie.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥
            4
            • MarrrtM Niedostępny
              MarrrtM Niedostępny
              Marrrt jako Caleb Hannigan
              Mecenas
              napisał ostatnio edytowany przez
              #195

              Kontenery. Zaplombowane na głucho. Do otwarcia. Gdyby mieli akurat godzinę, lub dwie i nic więcej do roboty. Nie mieli. Jakkolwiek uzyskali chwilę wytchnienia, nie mogła ona trwać długo. Te... istoty. Tak jak powiedział Holt. Polowały. Polowały cholera jasna. A brak syków zza śluzy oznaczał, że zaczęły szukać alternatywnej drogi wejścia do magazynów...

              Metal poszycia wojskowego tendera nieoczekiwanie zazgrzytał wwiercającymi się w uszy akordami, w ślad za którymi rozbrzmiały lamenty młodszego technika. Davy... cholera jasna.
              - Panie O'Collan... O'Collan! Słyszeliśmy głośny zgrzyt. Czy Kardashian jest cały? Niech się pan uspokoi Panie Gleeson! Ja kazałem im się odłączyć. I tak z tej śluzy nie skorzystamy. Muszą i oni i my znaleźć...

              Kolejny dźwięk. Tym razem wewnętrznie otwieranych wrót magazynowych. Jednak nie tych za którymi zostawili Adama. Kolejnych. Nieee... nie było w tym krztyny przypadku. Hannigan znał się na kierowaniu ludźmi. I potrafił rozpoznać manipulację. Odkąd weszli na Bleinerta postępowanie zgodnie z czyimś zamiarem. Dopiero ich odwrót zmusił kogoś do ujawnienia się. Cholera jasna.

              - Panie Kalashnikov. Oni... - kapitan wskazał na kamerę bezpieczeństwa po czym podszedł do Sadzy, wziął od niego młotoklucz i uderzył nim parokrotnie w optykę podglądającego ich urządzenia - jeśli są jacyś "oni", mieli szansę nas ostrzec. I skomunikować się z nami. Nie są tym zainteresowani. Prowadzą nas gdzieś, gdzie napewno nie chcielibyśmy iść. I zaganiają tymi... stworzeniami gdy zbaczamy z drogi. Musimy być w ruchu. To najważniejsze. Chwilowo iść tak jak otwierają się drzwi. Bo nie mamy wyboru. Ale jednocześnie szukać alternatywnej drogi na mostek, albo do śluzy. Kapsuły ratunkowe też nas interesują. Panie Crowe. Panie Gleeson. Jeśli znajdziemy jakiś terminal dostępu, proszę spróbować zdobyć rozkład korytarzy i wgrać na osobisty komputer pana Crowe'a. Panie Gleeson, jeśli jeszcze raz uchyli się pan od obowiązków tłumacząc słabym sercem, żołądkiem, czy czymkolwiek, zostanie Pan tu sam zdany na swoją łaskę. Zrozumiał pan?

              - Panie Crowe. Czy ma Pan znalezioną w kapsule kartę? Proszę jej użyć. Jeśli ci którzy nas tu prowadzą, mają związek z firmą, być może są na niej te same wiadomości, które uzyskalibyśmy od androida. Którego nie zabieramy ze sobą. Skoro pan Kalaschnikov go nie uruchomił to nic go nie uruchomi. To złom.

              Nie silił się by wyjaśnić reszcie o jaką kartę chodzi. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie kolejnych utyskiwań.

              - Panie O'Collan. Co musielibyśmy zrobić, aby mógł pan uzyskać dostęp do sterowania Bleinertem?

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              👍
              5
              • PiołunP Niedostępny
                PiołunP Niedostępny
                Piołun jako Elias Crowe
                Mecenas
                napisał ostatnio edytowany przez
                #196

                Crowe nie odpowiedział Gleesonowi od razu. Przez ułamek sekundy sam wsłuchiwał się w zgrzyt pracującego kadłuba i głos O’Collana przebijający się przez trzaski radia, próbując oddzielić zwykły hałas manewru od wszystkich innych odgłosów, których nauczył się nie lekceważyć w swej robocie. Dopiero kiedy słowa Hannigana potwierdziły, że rozłączenie było zamierzone, Elias położył dłoń na przedramieniu technika i ścisnął je lekko, bardziej uspokajająco niż stanowczo.
                – Nie zostawiają nas – powiedział, patrząc mu prosto w oczy. – Kapitan sam kazał im się odłączyć. Oddychaj, Joshua. To decyzja taktyczna. Pikawa ci walnie, jak będziesz się tak dalej zamartwiał.

                Nie wiedział, czy żart trafił na podatny grunt, ale miał nadzieję, że tak. Chwilę później poświęcił uwagę odnalezionemu pakietowi medycznemu. Wyciągnął go ze stelaża i przycisnął do boku, czując jego ciężar przez rękawice skafandra. Teraz miał tylko nadzieję, że ostatecznie jego zawartość nie będzie im potrzebna do niczego poważniejszego niż znalezienie środków, których potrzebował Gleeson. W tym momencie jego myśli przeskoczyły. Czy w wojskowej apteczce była w ogóle szansa znaleźć coś odpowiedniego? Crowe nie miał pojęcia. Takie zestawy mogły być wyposażone znakomicie albo skandalicznie ubogo, zależnie od tego, czy ktoś z firmy przy układaniu budżetu uznał opiekę nad załogą za konieczność, czy kolejną rubrykę nadającą się do cięcia kosztów. Z drugiej strony nawet najbardziej bezduszny księgowy chyba potrafił zrozumieć, że żywy pracownik mógł przepracować dla firmy jeszcze jeden kontrakt. Najlepiej kilka. Aż do usranej śmierci.

                Jego rozważania przerwał dźwięk kolejnych serwomechanizmów. Elias znieruchomiał i uniósł głowę. Światło latarki przesunęło się po bokach kontenerów, wojskowych oznaczeniach i stalowych żebrach konstrukcji, aż wreszcie pobiegło dalej ku przestrzeni, w której zaczynały otwierać się kolejne drzwi. Nie te, którymi przyszli. Inne, położone gdzieś głębiej w ładowni. Siergiej natychmiast uznał to za pomocny znak, ślad jakiejś Matki albo kogoś z załogi Bleinerta, kto wciąż obserwował ich poczynania i postanowił pomóc im się wydostać. Crowe nie podzielał jednak jego optymizmu.
                – Czy ja wiem, Sadza? – rzucił ponuro, nadal patrząc w stronę nowego przejścia. – Szczurom w labiryncie też otwiera się przejścia. Nie znaczy to jeszcze, że ktoś przy konsoli z guzikami im kibicuje.
                Nie potrafił jednak odmówić Kalashnikovowi jednego. Ktoś albo coś rzeczywiście wpływało na ich drogę przez ten przeklęty statek. Pytanie tylko, czy chodziło o ratunek, czy o doprowadzenie ich dokładnie tam, gdzie z punktu widzenia tego, kto sterował systemami Bleinerta, powinni się znaleźć.

                Kiedy Hannigan odezwał się do niego bezpośrednio i wspomniał o karcie znalezionej w kapsule Purcella, Elias odruchowo sięgnął do miejsca, w którym ją schował. Palce natrafiły na twardy, znajomy kształt. Przez cały ten czas nosił ją przy sobie, choć po wszystkim, co wydarzyło się od chwili wejścia na Bleinerta, niemal zdążył o niej zapomnieć.
                – Mam ją – odpowiedział, klepiąc dłonią kieszeń skafandra. – Przy pierwszym działającym terminalu spróbujemy jej użyć.

                Jeszcze raz spojrzał na otwarte wrota, mocniej ścisnął uchwyt apteczki i wyciągnął podręczny detektor ruchu. Dopiero potem przeniósł wzrok na Gleesona.
                – Zawsze trzymaj się gościa z detektorem. Jakby się spieprzyło, pierwsi będziemy wiedzieć, w którą stronę spieprzać.
                Po wszystkim zerknął na Hannigana. Kapitan już wcześniej zdjął hełm i najwyraźniej nadal oddychał bez większych problemów, co Crowe uznał za wystarczająco dobry test jakości miejscowej atmosfery. Sam również rozszczelnił mocowanie i ściągnął hełm, a chwilę później sięgnął wreszcie po upragnioną manierkę ze swoją miksturą. Przy niej, schowana bezpiecznie przy piersi, spoczywała również czarna karta. Sięgnął po obie, po czym otworzył manierkę i pociągnął łyk piekącego płynu.
                – Ambrozja. Dobrze się czasem naoliwić. – rzucił i zakręcił piersiówkę chowając ją teraz w znacznie podręczniejszym miejscu.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                ♥
                4
                • ReRebirthR Niedostępny
                  ReRebirthR Niedostępny
                  ReRebirth jako Joshua Gleeson
                  napisał ostatnio edytowany przez ReRebirth
                  #197

                  Słowa Eliasa przedarły się przez gęstniejącą w umyśle Joshuy mgłę paniki. Inżynier powoli wypuścił z zacisnących się dłoni gruby materiał skafandra doktora i wziął ciężki, drżący wdech. Szum w uszach powoli cichł, choć potykające się serce wciąż boleśnie obijało się o żebra.

                  ​– Dzięki, doktorze – wykrztusił, próbując uspokoić oddech. Spojrzał prosto w oczy Crowe'a ukryte za pękniętą przyłbicą. – Ale powiedz mi tak szczerze... Wierzysz, że my to w ogóle przeżyjemy? Nasz statek właśnie sobie odleciał i cholera wie, czy kiedykolwiek po nas wróci...

                  ​Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, bo przez interkom uderzył w niego twardy, nieliczący się z obiekcjami głos Hannigana. Groźba porzucenia w ciemnościach ładowni zawisła w powietrzu równie ciężko, co smród kwasu na korytarzu. Gleeson zamarł, a jego wzrok przeniósł się na mroczną sylwetkę dowódcy. Zamiast wybuchnąć strachem, inżynier poczuł nagle w swoim umyśle coś dziwnie chłodnego i ostrego.

                  ​– Zrozumiałem, kapitanie – odpowiedział zimno, a jego głos w komunikatorze brzmiał zaskakująco stabilnie – Przypominam jednak, że to pan ostatecznie odpowiada za życie tej załogi. I z każdą sekundą spędzoną na tym wraku coraz bardziej żałuję, że wtedy w ambulatorium nie przyjąłem pistoletu, który mi pan wciskał. Mimo wszystko... Doceniam, że wciąż ufa pan moim inżynieryjnym kompetencjom.

                  Ufał przynajmniej bardziej od samego Joshuy. Ale tego nie musiał nikt wiedzieć.

                  ​Gleesin odwrócił się w stronę mrocznej głębi ładowni, z której przed chwilą dobiegł zgrzyt otwierających się samoczynnie grodzi. W głębi ducha uśmiechnął się gorzko. Zastanawiał się, czy Hannigan rzucał te groźby z pełnym przekonaniem, czy z czystego przymusu. Prawda była brutalnie prosta, i obaj doskonale zdawali sobie z niej sprawę: bez Adama, Gleeson był jedynym specjalistą od systemów, jakiego mieli. Kapitan mógł szczekać, ale bez niego nie zdołaliby uruchomić nawet terminala, nie mówiąc o zdobyciu planów pokładu. Gdyby tylko...

                  ​Joshua przełknął ślinę i jako jeden z pierwszych ruszył w stronę rozwartej, ziejącej chłodem śluzy, zaciskając dłoń na zdobytych z apteczki stymulantach. Caleb jednak go wyprzedził, a obok niego dreptał Crowe. Hannigan chciał za wszelką cenę dostać się na mostek lub do kapsuł ewakuacyjnych. Ale Gleeson, słysząc wciąż w wyobraźni echa nieludzkich wrzasków, miał inną wizję. W głębi swojego schorowanego serca wiedział z absolutną pewnością, że po ogołoceniu ambulatorium, jedynym słusznym miejscem na wojskowym tenderze, do którego powinni teraz zmierzać, była... zbrojownia.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥
                  4
                  • KetharianK Online
                    KetharianK Online
                    Ketharian jako Alien
                    Obsługa Moderator Mecenas
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #198

                    text alternatywny


                    Sąsiednia ładownia Bleinerta


                    Joshua Gleeson przekroczył próg otwartego chwilę wcześniej pomieszczenia wślizgując się przed kapitana, targany mieszaniną przeciwstawnych emocji, zdeterminowany chęcią jak najszybszego odnalezienia bezpieczniejszego schronienia, ale bez trudu dostrzegający w każdym otaczającym go cieniu połyskliwe czarne kształty o krystalicznych zębach i ruchliwych ogonach.

                    Jego oczy prześlizgnęły się po wnętrzu rozległego pomieszczenia, w przeciwieństwie do pierwszej ładowni niemal pustego. Rzędy fluorescencyjnych świateł przecinających sufit i ściany rzucały zimną poświatę na ustawione pośrodku ładowni obiekty, których przeznaczenia Gleeson w pierwszej chwili nie potrafił odgadnąć.

                    - Черт, что бы это могло быть? - rzucił w lodowatą przestrzeń pomieszczenia Sadza przekraczając próg i otwierając drogę depczącemu mu po piętach Holtowi.

                    Kapitan nic nie odpowiedział w pierwszej chwili odnotowując w myślach układ i strukturę ładowni. Pozostali ratownicy wślizgnęli się do jej środka jeden po drugim, rozpraszając się na boki ze żwawością sugerującą obawy, że właz dzielący oba pomieszczenia może się bez ostrzeżenia zamknąć przed nosem ostatniego w szyku człowieka skazując go na ten sam los, co wcześniej Adama.

                    - Co to są za… akwaria? - zapytał Marcus podążając za wyciągniętą ręką Kalashnikova i przyglądając się zmrużonymi oczami skupisku przezroczystych tub ustawionych na gąsienicowych platformach pośrodku pozbawionej towarowych kontenerów ładowni. Cztery mniejsze - lecz wciąż wielkie w stopniu wystarczającym do zmieszczenia dorosłego człowieka - otaczały nieregularnym kręgiem piąty, trzykrotnie od nich większy i niemal dotykający szczytem sufitu ładowni.

                    Wszystkie były w jakimś stopniu zniszczone; rozbite i straszące długimi szpikulcami potrzaskanego pancernego szkła.

                    - Chyba wiem, co to za smród - Elias puścił pasek detektora ruchu i złapał się za nos czując charakterystyczny odór unoszący się w półmroku ładowni. Znał ten zapach, jeszcze nie zdążył się pozbyć jego przykrego wspomnienia z oględzin ratunkowej kapsuły - Słodki Boże.

                    Wokół częściowo strzaskanych tub leżały jakieś ledwie widoczne w ciemnościach kształty, spod drzwi łączących dwie ładownie wyglądające jak worki z praniem, ale w połączeniu z niepokojącym fetorem nabierające w oczach ratowników coraz bardziej przerażającego wymiaru.

                    - Widzicie te światła? - Joshua też złapał się za nos, oderwał wzrok od szklanych zasobników i spojrzał w stronę znacznie większego włazu w rufowej ścianie ładowni - Te pomarańczowe nad wrotami? To ostrzeżenie o dehermetyzacji. Po drugiej stronie jest próżnia!

                    - Dehermetyzacja? Tam? Przecież to środek kadłuba - Hannigan podążył za wzrokiem Gleesona, wbił spojrzenie w błyskające rytmicznie pomarańczowe lampy ostrzegawcze - Ale… na oblocie złapaliśmy na kamerach dziurę w kadłubie, bardzo dużego rozmiaru. Na wysokości lewej tylnej burty. To musi być to! Strukturalnie to bardzo znaczące uszkodzenie, od lewej tylnej ładowni do środkowej tylnej. Ta hipoteza z przypadkowo rozlanym kwasem nie pasuje do takich uszkodzeń… a przynajmniej ciężko ją uzasadnić.

                    - Może łatwiej będzie, jeśli przyjmiemy przypadkowe zakłócenie prawidłowej pracy generatorów grawitacji? - zasugerował Elias Crowe - Gdyby doszło do wybuchu zbiornika z kwasem o wyjątkowych właściwościach żrących w stanie nieważkości, powstałaby specyficzna chmura rozchodząca się we wszystkich kierunkach i osiadająca na wszystkim w obrębie określonej sfery…

                    - Nie mamy czasu na naukowe dywagacje - Marcus Holt oddalił się o jeszcze jeden krok od drzwi ładowni i znieruchomiał słysząc wizg serwomechanizmów. Każdy z ratowników spodziewał się podświadomie tego dźwięku, lecz napięte jak postronki nerwy sprawiły, że niemal wszyscy podskoczyli w miejscu, gdy wzmocnione drzwi zjechały w dół odcinając ludzi od poprzedniego pomieszczenia.

                    Znaleźli się jeszcze głębiej we wnętrzu kadłuba Bleinerta, w klaustrofobicznej przestrzeni przesiąkniętej upiornym trupim fetorem, pogrążonej w mroku zarysowanym konturami jeszcze ciemniejszych nieruchomych kształtów, do których nikt nie chciał się z własnej woli zbliżyć.

                    <Kapitanie, spada jakość połączenia video i dźwięku!>


                    Pokład Kardashiana


                    - Znowu ich odcięło! - rzuciła podniesionym głosem Nadia, kiedy kamera na hełmie Holta złapała w ostatniej chwili obraz opadających drzwi - Co jest? Zakłócenia?

                    Davy zdusił w ustach przekleństwo, kiedy czysty dotąd zapis z kamer ratowników zaczął podskakiwać, rozciągać się i zrywać, przeplatając się co chwila plamami nieczytelnych pikseli. Wszystkie rejestratory padły w jednym momencie ofiarą podobnych zakłóceń, a w eterze dołączyły do nich radiowe piski i szumy.

                    - Kapitanie, spada jakość połączenia video i dźwięku! - krzyknął do mikrofonu O’Collan - Mam narastające zakłócenia!

                    Plany rozmazanych pikseli wypełniły wszystkie ekrany z wyjątkiem tego przypisanego Adamowi, gdzie wciąż królowała nieprzenikniona czerń.

                    - Ja pierdolę, zerwało całkiem łączność! - pilot uderzył pięścią w konsoletę, szarpnął się w fotelu tak mocno, że całe siedzenie zatrzeszczało niczym maltretowane drewno.

                    - Zostali tam sami, odcięci w środku! - wrzasnęła z furią Nadia - Sadza i Elias i reszta! Coś na nich poluje, a coś innego się nimi bawi jak pierdolonymi marionetkami! A my nie możemy im pomóc! Kurwa, Davy, co robimy?!

                    - Daj mi pomyśleć, Nadia - O’Collan zagryzł do krwi kostki wciśniętej w usta dłoni, drugą ręką ściskając podłokietnik swojego fotela - Daj mi pomyśleć!

                    Za jego plecami szczęknął odpinany pas i zanim okręcił się w siedzeniu, Rosjanka już była przy jego stanowisku przeszywając pilota rozgorączkowanym wzrokiem.

                    - Davy, szanuję starego, ale zrobił błąd! Oni tam błądzą na ślepo i nawet nie mają jak do nas wrócić! Nie mają łączności, nie mają dość mocnej broni i stracili Adama! Po chuj Caleb mroził tego marynarza? On zna ten okręt, kody dostępu, przejścia i windy, wszystko kurwa zna. A myśmy go uśpili. Wyciągnijmy go i zmuśmy do gadania. W dupie mam jego gadkę o tajemnicy wojskowej. Masz pistolet, przestrzelimy mu jebane kolano jak nie będzie chciał współpracować! On nas w to wpakował, nawet jeśli nic nie wiedział o tych stworach. Niech teraz skurwysyn ich stamtąd wyciągnie!

                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    5
                    • MarrrtM Niedostępny
                      MarrrtM Niedostępny
                      Marrrt jako Caleb Hannigan
                      Mecenas
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #199

                      - Panie O'Collan... O Collan? Davy, odezwij się.

                      Caleb kilka razy jeszcze próbował wywołać pilota, ale już wiedział, że niczego to nie da. Konstrukcja ładowni na Kardashianie też uniemożliwiała komunikację radiową. Ale tam był interkom. Tutaj zapewne też, ale Hannigan nawet nie poświęcił chwili by utwierdzić się w przekonaniu, że nikt im nie odpowie na kolejną próbę nawiązania kontaktu. Musieli iść po okruszkach. Przynajmniej chwilowo.

                      Ogląd pomieszczenia... Dobry Boże... Jakakolwiek próba domyślania się co tu zaszło przyprawiała o zawrót głowy. Pancerne szkło... jakiś płyn na posadzce... i kształty, które w półmroku budziły najróżniejsze skojarzenia, ale mogły być tylko ludzkimi szczątkami sprzed miesiąca. Każdy wdech pozwalał odczuć pełne spektrum zakończonego rozkładem dramatu jaki się tu odbył. A najbardziej oczywistym było to, że coś co miało pozostać w tubach, wydostało się na zewnątrz. Kwas? Wtedy uszkodzenia byłyby tutaj... A może te... istoty? Przebiciu poszycia na taką skalę, musiało towarzyszyć duże wyładowanie energii... Co z kolei mogło uszkodzić tuby i uwolnić to co w nich się znajdowało.

                      Nie podchodząc do tub bardziej niż to konieczne, przyjrzał się im na okoliczność oznakowań bezpieczeństwa dotyczących biohazardu, promieniotwórczości, czy innych zagrożeń. Podszedł też powoli do wrót, nad którymi migały pomarańczowe światła. Jeśli teoria Gleesona była prawdziwa, powinny być lodowate.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      ♥
                      5
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK jako Siergiej Kalashnikov
                        Mecenas
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #200

                        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                        text alternatywny

                        Bleinert

                        Siergiej Nikołajowicz Kalashnikov nie wierzył w przypadki.

                        Nie dlatego, że był przesądny. Wręcz przeciwnie. Uważał, że większość rzeczy, które ludzie nazywają przypadkiem, jest po prostu wynikiem tego, że nie widzą całego równania.

                        Kamień nie spada dlatego, że "tak wyszło”.

                        Kamień spada, bo coś poluzowało podporę.

                        Gaz wybucha, bo ktoś nie sprawdził zaworu.

                        Człowiek ginie pod zwałem skały, bo wcześniej gdzieś pojawiło się pęknięcie, którego nikt nie zauważył.

                        A jeśli ktoś mówił, że miał pecha, Sadza zwykle odpowiadał:

                        — Pech to słowo dla człowieka, który nie wie dlaczego.

                        Nauczył się tego bardzo wcześnie.

                        Miał wtedy dwadzieścia kilka lat i pracował jeszcze na jednym z niższych poziomów kolonii. To była robota, której nikt nie chciał. Gorąco, pył, wilgoć, smar, metal i skała. Trzeba było schodzić tam, gdzie automaty nie mogły pracować, bo albo nie mieściły się w szybach, albo ich sensory głupiały od zakłóceń.

                        Tego dnia nic nie zapowiadało kłopotów.

                        Właśnie dlatego wszyscy byli spokojni.

                        Zmiana zaczęła się normalnie. Kontrola sprzętu, zjazd, odprawa, potem robota. Siergiej pamiętał nawet, że jeden ze starszych górników żartował, że może tym razem wrócą na powierzchnię przed końcem swojej kawy.

                        Pół godziny później zawalił się szyb.

                        Nie cały.

                        Tylko fragment.

                        Wystarczyło.

                        Trzech ludzi znalazło się po drugiej stronie zwału.

                        Siergiej przeżył, bo pięć minut wcześniej zmienił miejsce pracy.

                        Do dzisiaj nie wiedział dlaczego.

                        Kierownik kazał mu przejść na drugi odcinek, bo jeden z wiertaków zaczął wariować. Siergiej był zły. Miał już rozłożone narzędzia, chciał skończyć swoją robotę i wrócić. Kłócił się nawet przez radio.

                        Gdyby został, byłby dokładnie tam, gdzie zawaliła się skała.

                        Kiedy później ktoś powiedział:

                        — Miałeś szczęście, Sadza.

                        Siergiej spojrzał na niego.

                        — Nie.

                        — Jak nie?

                        — Wiertak.

                        — Co wiertak?

                        — Wiertak zaczął wariować.

                        Tamten wzruszył ramionami.

                        — No i?

                        — Nic nie dzieje się bez powodu.
                        Wtedy jeszcze sam nie wiedział, jak bardzo będzie się tego trzymał.

                        Kilka lat później przekonał się po raz drugi.

                        Tym razem to on był człowiekiem, który zauważył „przypadek”.

                        Na jednej ze zmian zgasła lampa.

                        Jedna z wielu.

                        Zwykła rzecz.

                        W kolonii światło gasło bez przerwy. Przepalone przewody, przeciążenia, stare instalacje. Technik miał przyjść następnego dnia.

                        Siergiejowi jednak nie spodobało się, że zgasła akurat ta lampa.

                        Nie potrafił powiedzieć dlaczego.

                        Po prostu nie pasowało mu to.

                        Podszedł do niej.

                        Popukał w obudowę.

                        Nic.

                        Wtedy usłyszał ciche syknięcie.

                        Nie światła.

                        Rury.

                        Zatrzymał się.

                        Przyłożył dłoń do ściany.

                        Czuł drżenie.

                        Poszedł za nim.

                        Kilka metrów dalej znalazł pęknięcie instalacji. Niewielkie. Prawie niewidoczne. Gaz sączył się do szybu technicznego.

                        Gdyby nikt tego nie znalazł, przy następnym większym obciążeniu instalacji mogło dojść do wybuchu.

                        Później komisja powiedziała, że wykrycie nieszczelności było przypadkowe.

                        Siergiej się wściekł.

                        — Nie przypadkowe.

                        — Panie Kalashnikov, znaleziono ją przy okazji awarii oświetlenia.

                        — A dlaczego awaria?

                        — Przeciążenie.

                        — A dlaczego przeciążenie?

                        — Nie wiem.

                        Siergiej popatrzył na nich długo.

                        — No właśnie.

                        Od tamtej pory, kiedy coś działo się „przypadkiem”, zaczynał szukać przyczyny.

                        Nie zawsze ją znajdował.

                        Ale zawsze szukał.

                        Czasem oznaczało to pęknięty przewód.

                        Czasem źle dokręconą śrubę.

                        Czasem człowieka, który skłamał.

                        A czasem coś znacznie gorszego.

                        Najgorsze było to, że po latach zaczął dostrzegać wzór również tam, gdzie inni widzieli tylko zbieg okoliczności.

                        Ktoś pojawił się w niewłaściwym miejscu.

                        Drzwi otworzyły się, choć nikt ich nie otwierał.

                        Światło zamrugało.

                        Maszyna zatrzymała się sekundę przed awarią.

                        Siergiej zawsze zadawał wtedy to samo pytanie:

                        Dlaczego właśnie teraz?

                        Dlatego teraz, stojąc w ładowni Bleinerta, patrzył na otwierające się drzwi i nie potrafił uwierzyć, że stało się to przypadkiem.

                        Za nimi był pusty statek.

                        Za nimi zginął Adam.

                        Za nimi polowało coś, czego Siergiej nie umiał nazwać.

                        A drzwi właśnie się otworzyły.

                        Nie wcześniej.

                        Nie później.

                        Teraz.

                        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov nie wierzył w przypadki.

                        W jego świecie przypadek był tylko nazwą dla przyczyny, której jeszcze nie znalazł.


                        Sadza drgnął szczęką, kiedy kapitan wyrwał mu młotoko-klucz z ręki.

                        — Ej!

                        To jedno słowo zabrzmiało ostrzej, niż zamierzał. Przez moment miał ochotę po prostu odebrać mu narzędzie. Młotoko-klucz był jego. Nie zabawką, nie częścią wyposażenia kapitana. Był jego.

                        Patrzył, jak Hannigan wali nim w kamerę.

                        Raz.

                        Drugi.

                        Trzeci.

                        Sadza zacisnął palce.

                        — Stary... - odezwał się w końcu, wyciągając rękę po narzędzie. - Jak chcesz coś rozwalić, bierz własny.

                        Odebrał młotoko-klucz i odruchowo sprawdził głowicę.

                        Dopiero wtedy spojrzał na kapitana.

                        — Może nie mogli się z nami skontaktować. Nie przyszło ci to do głowy? - prychnął. - Jakby to coś chciało nas zabić, to zostawiłoby nas na pastwę chyorta, nie? Po co miałoby otwierać drzwi, odcinać korytarze i pchać nas gdzieś dalej?

                        Wzmianka o karcie sprawiła, że Sadza odwrócił głowę.

                        — Co za karta?

                        Popatrzył najpierw na Crowe'a, potem na kapitana.

                        — Czegoś nam nie mówisz?
                        W jego głosie nie było już złości. To było gorsze. Zainteresowanie.

                        — Znaleziona w kapsule? I dopiero teraz sobie o niej przypomniałeś?
                        Sadza zrobił krok w stronę kapitana.

                        — Skoro mogą na niej być informacje, które pozwolą nam stąd wyjść, to dlaczego wcześniej nikt jej nie użył?
                        Zmrużył oczy.

                        — Albo inaczej. Dlaczego ty wiedziałeś, że może być na niej coś ważnego?
                        Przez chwilę patrzył na Hannigana bez słowa.

                        Potem zerknął na Crowe'a.

                        — Chimik. Pokaż kartę. Zobaczymy, co takiego Stary trzymał przed nami w tajemnicy.

                        Coś w Sadzy pękło.

                        Nie chodziło już o młotoko-klucz. Ani nawet o kartę. Chodziło o to, że po raz kolejny dowiadywał się o czymś ważnym dopiero wtedy, kiedy kapitan uznawał, że nadszedł odpowiedni moment.

                        A tutaj każdy taki "odpowiedni moment” mógł być ostatnim.

                        Spojrzał na Hannigana. Jeszcze niedawno był dla niego Starym - człowiekiem, który miał wiedzieć, co robić, kiedy reszta zaczynała panikować. Teraz Sadza po raz pierwszy zaczął się zastanawiać, ile właściwie z tego, co mówi kapitan, jest prawdą, a ile jest tylko tym, co Hannigan chce, żeby wiedzieli.

                        To nie było dobre uczucie.

                        — Wiesz co... - powiedział cicho. - Zaczynam mieć problem.
                        Zrobił krok bliżej.

                        — Jak mamy się stąd wydostać, skoro ty chowasz przed nami informacje?
                        Uniósł młotoko-klucz. Nie jak broń. Raczej jak ciężki argument, który przypadkiem znalazł się w jego dłoni.

                        Pokręcił głową.

                        — Nie.
                        Spojrzał kapitanowi prosto w oczy.

                        — Koniec tego.
                        Głos Sadzy stał się twardszy.

                        — Wyłóż wszystko. Tutaj. Teraz. Wszystko, co wiesz o Bleinercie. O tej karcie. Co przed nami chowasz?
                        Przerwał.

                        — Bo jeśli masz jeszcze jakieś informacje schowane pod mundurem, a my mamy je odkrywać po jednej, kiedy już będzie za późno...
                        Ścisnął mocniej rękojeść młotoko-klucza.

                        — ...to nie jesteś kapitanem, który nas stąd wyprowadza. Jesteś kolejną zagadką do rozwiązania.
                        Sadza odsunął się pół kroku.

                        Nie spuszczał jednak wzroku z Hannigana.

                        W głowie znów pojawiło się pytanie, które zadawał sobie przez całe życie.

                        Dlaczego właśnie teraz?

                        Za dużo tego.

                        Sadza nie wierzył w przypadki.

                        Może więc ich obecność tutaj też nie była przypadkiem.

                        Może Hannigan wiedział o Bleinercie więcej, niż mówił.

                        A może nie tylko wiedział.

                        Może właśnie dlatego tutaj byli.

                        — Co tu się odpierdala Hannigan?

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        5
                        • KetharianK Online
                          KetharianK Online
                          Ketharian jako Alien
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #201

                          text alternatywny


                          Środkowy pokład Bleinerta


                          Elias Crowe przycisnął do twarzy rękawicę skafandra nie mogąc dłużej znieść fetoru wydzielanego przez leżące obok strzaskanych szklanych tub ludzkie zwłoki. Jedne należały do mężczyzny w uniformie amerykańskiej marynarki, drugie do kobiety w ciemnym kombinezonie opiętym paskami taktycznej uprzęży. Kobieta nie miała twarzy, w jej miejscu ziała pustką wielka dziura obramowana puklami zafarbowanych starą krwią jasnych włosów. Spoglądając na nią Elias nie mógł się oprzeć wrażeniu, że została uderzona z całej siły głowicą pneumatycznego młota, chociaż nie potrafił sobie wyobrazić sceny, w której wciąż ściskająca w rękach kompaktowy pistolet maszynowy kobieta dałaby się podejść tak komuś uzbrojonemu w pneumatyczny młot.

                          Wojskowy przygniatał swoim ciałem karabin identyczny jak broń znaleziona przy Jeremiahu Purcellu, a rozrzucone wokół jego oderwanej w barku ręki łuski odbijały światło rzucane przez lampy skafandra doktora.

                          Crowe rzucił okiem w stronę wracającego od strony tylnych wrót kapitana, a potem zbliżył się do kręgu szklanych kapsuł. Ich podstawy, a także metalowa podłoga wokół dziwnych obiektów pokryte były grubą warstwą zaschłej substancji, ale wciąż przebijające przez nią zarysy geometrycznych piktogramów oraz korporacyjne logo dały się doktorowi bez trudu zidentyfikować.

                          Zagrożenie biologiczne. Własność Weyland-Yutani.

                          Za plecami oficera naukowego wywiązała się kolejna nerwowa dyskusja, ale Elias nie zareagował na nią w pierwszej chwili pochylając się nad krawędzią rozbitego szkła w najbliższej kapsule.

                          Widniejący na niej nalot, pokrywający szkło cieniutka warstewką i mogący sprawiać wrażenie jakiegoś pyłu, był w rzeczywistości zaskorupiałym zanieczyszczeniem podobnym do grafitu - i patrząc nań Elias przypomniał sobie z miejsca zagadkowe znalezisko w korytarzu serwisowym prowadzącym do maszynowni Kardashiana.

                          Pseudoorganiczna substancja pokrywająca ściany i podłogę tamtego korytarza wydawała się identyczna z nalotem na rozbitym szkle tuby - a kiedy tknięty złym przeczuciem naukowiec obejrzał się raz jeszcze na zwłoki leżącej obok kobiety, syknął przez zaciśnięte zęby dostrzegając pozostałości po takim samym nalocie na resztkach rozbitej ludzkiej czaszki wokół ziejącej na wysokości twarzy dziury.

                          Ktoś coś do niego powiedział, najpewniej Sadza, bo w mętlik myśli Eliasa wdarło się rosyjskie słowo chimik, ale Crowe nie odwrócił głowy zaprzątnięty swoim tokiem dedukcji. Obrażenia widzianych wokół ludzi, zarówno tych w amerykańskich mundurach jak i strojach korporacyjnej ochrony, wydawały się nosić ślady takich samych obrażeń jak uszkodzenia androida Weyland-Yutani znalezionego w szybie wentylacyjnym opodal maszynowni okrętu. Pięć szklanych tub-akwariów na gąsienicowych sekcjach mobilnych, rozbitych i otoczonych ludzkimi ciałami. Sprawiający wrażenie organicznej substancji nalot o wyglądzie zastygłego grafitu albo dziwnej odmiany żywicy. Przerażające stworzenia o naturze morderczych drapieżników, nieznane ludzkości, ale stanowiące ogromne dla ludzi zagrożenie.

                          Elias Crowe był coraz bardziej przekonany, że zaczyna dostrzegać pełny obraz przerażającej zagadki. Piąta tuba, trzykrotnie większa od czterech pozostałych. Wyrwa w kadłubie tendera wypalona substancją chemiczną o niespotykanych właściwościach żrących. Ostrzeliwany przez Marcusa Holta połyskliwy czarny potwór, bryzgający kroplami żrącej krwi.

                          - Co tu się odpierdala, Hannigan?!

                          Elias odwrócił głowę w stronę przeciwnego krańca ładowni, tonącego dotąd w ciemnościach. Podniesiony wyżej lewą ręką pęknięty hełm rzucił snop światła na rozmazany kształt wciśniętej w róg pomieszczenia instalacji.

                          - Tam jest winda - powiedział Crowe wyciągając przed siebie dłoń - Tam jest winda łącząca pokłady.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ☝
                          4
                          • ReRebirthR Niedostępny
                            ReRebirthR Niedostępny
                            ReRebirth jako Joshua Gleeson
                            napisał ostatnio edytowany przez ReRebirth
                            #202

                            Ciężkie powietrze, gęste od odoru rozkładających się ciał i smrodu kwasu, zdawało się dławić każde słowo wykrzyczane przez Sadzę. Joshua Gleeson stał w półmroku nowej ładowni, a jego stopy – z każdym nerwowym ruchem – przesuwały się po czymś twardym, wydając cichy, metaliczny chrzęst.

                            Łuski. Dziesiątki, a może setki wystrzelonych łusek zalegających na pokładzie pomiędzy zmasakrowanymi, gnijącymi zwłokami w mundurach Weyland-Yutani. Byli w samym sercu rzezi.

                            Odwaga inżyniera, która chwilę wcześniej pozwoliła mu odgryźć się dowódcy, wyparowała równie szybko, jak się pojawiła. Pozostał tylko czysty, pierwotny strach, przyprawiony bolesnym skurczem w klatce piersiowej. Stał pośród trupów, całkowicie nieuzbrojony, słuchając, jak resztki dyscypliny w ich oddziale ostatecznie się rozsypują. Sadza z młotokluczem w dłoni, otwarcie rzucający wyzwanie kapitanowi, wyglądał jak tykająca bomba. Hannigan – ukrywający jakieś korporacyjne karty i tajemnice – grał w grę, której zasad nikt inny nie rozumiał. Ranny Holt dyszał ciężko pod ścianą, a zszokowany doktor Crowe miał w rękach wiedzę, która właśnie stała się zapalnikiem buntu. Autorytet na tym okręcie trzymał się już tylko na ostatnim, cienkim włosku dawnej, wygasającej lojalności.

                            Joshua zacisnął zęby. Mógłby dołączyć do kłótni. Mógłby wrzasnąć na nich obu, wyrzucić z siebie całą frustrację i żal. Zapytać głośno, jak do cholery z najnudniejszej pracy w kosmosie, polegającej na serwisowaniu sprzętu górniczego, trafił do jakiegoś chorego, makabrycznego show. Byli szczurami w labiryncie. Jakiś niewidzialny demiurg właśnie udowodnił im, otwierając tę śluzę, że w pełni kontroluje sytuację i może wpuścić tu te czarne potwory w dowolnej chwili. Zabawa w króliki doświadczalne, podczas gdy dowództwo kłóci się o korporacyjne kody, nie miała żadnego sensu. Frustracja, strach i rezygnacja mieszały się w potężny, hormonalny koktajl, który dławił jego i tak słabe serce. Wiedział, że z każdą sekundą bez leków jego szanse na przeżycie drastycznie maleją. Nie zamierzał marnować resztek sił na spory.
                            Odwrócił się plecami do eskalującej kłótni, ignorując Sadzę i Hannigana. Zmusił swój umysł, by zaczął pracować analitycznie.

                            Miał cel. Miał plan.

                            Śluza, o której majaczył kapitan, to było samobójstwo. Nawet jeśli dotrą tam w jednym kawałku, będą uwięzieni w próżni, bez wsparcia, stanowiąc łatwy cel dla tego stada. Zresztą... Ktokolwiek ich tu zwabił, na pewno nie pozwoli im tak po prostu wyjść. Jeśli mieli przetrwać, potrzebowali zasobów. Na wojskowym tenderze musiało być ich pod dostatkiem.

                            Gleeson zaczął metodycznie przeczesywać mrok wokół siebie światłem latarki, omijając leżące na podłodze zbezczeszczone szczątki. Szukał terminala ściennego. Mapy ewakuacyjnej. Czegokolwiek, co pozwoliłoby mu zlokalizować układ sekcji. Zamierzał wykorzystać fakt, że kapitan potrzebuje jego zdolności technicznych, by niepostrzeżenie poprowadzić ich własną ścieżką. Musiał doprowadzić ich do ambulatorium – żeby utrzymać się przy życiu – a zaraz potem skierować całą ocalałą ekipę prosto do zbrojowni. Wiedział, że plan wymaga ostrożności, może nawet fortelu przy interpretacji mapy. Bo w tym momencie był już absolutnie pewien jednej rzeczy: ani demiurg pociągający za sznurki na tym statku, ani ich własny, zakłamany kapitan, nie cenili życia młodszego inżyniera ponad swoje własne interesy.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            3
                            • MarrrtM Niedostępny
                              MarrrtM Niedostępny
                              Marrrt jako Caleb Hannigan
                              Mecenas
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #203

                              - Skończył pan, panie Kalashnikov?

                              Hannigan nie patrzył na narzędzie w rękach pierwszego oficera. Choć doskonale zdawał sobie sprawę z wagi tego co Sadza swoją postawą i tymże narzędziem przekazywał. Kolejny wybuch pierwszego oficera wydawał się jednak go kompletnie nie wzruszać. Co oczywiście mogło być maską, bo Hannigan z rzadka tylko pozwalał sobie na emocje z załogą. Być może być w tej kwestii upośledzony, a być może po prostu umiał trzymać emocje na wodzy. Bo prawda jest taka, że tak wyprowadzonego z równowagi jak chwilę temu gdy obaj ratowali Holta, załoga widziała go po raz pierwszy. Ten moment jednak minął. Sadza zdybał go gdy “stary” odsuwał się od grodzi za którą rzeczywiście była próżnia i jeśli coś teraz można było wyczytać z jego twarzy, to co najwyżej grymas wdychania zepsutego powietrza ładowni.

                              - Nie skończyłem - pierwszy oficer nie spuścił z tonu, lecz opuścił młoto-klucz. - Nie zbywaj mnie. Nie teraz. Karty na stół. To nie czas i miejsce na tajemnice.

                              Przez chwilę wyglądało to jakby obaj mężczyźni mierzyli się nawzajem. Sadza swoją ruską nieustępliwością i Hannigan typowym dla siebie regulaminowym niewzruszeniem. Ostatecznie dało się słyszeć westchnienie Caleba.

                              - Dobrze. Karty na stół. - w głosie kapitana zabrzmiało coś na kształt jakiejś próby wyjścia naprzeciw. Choć dało się wyczuć, że tłumaczenie się załogantowi, nawet pierwszemu oficerowi, nie leży w jego naturze i przychodzi mu z niejakim trudem - Pan Crowe znalazł kartę Weyland Yutani w kapsule. Niczego to nie zmieniało. Więc nie informowałem załogi. Na Kardashianie też znajduje się taka karta firmowa. Lasalle Industries. I nie świadczy to o tym, że Kardashian skrywa jakieś korporacyjne… gówno. Taka karta w ogóle o niczym nie świadczy. Tylko niepotrzebnie zwiększa obawę załogi. A akcję i tak trzeba było podjąć bez względu na obawy załogi. Wie pan o tym, panie Kalashnikov. Nie było żadnych podstaw by spodziewać się… - zawahał się i wskazał palcem potłuczone tuby - czegoś takiego.

                              W tym ostatnich słowach była jakaś złość, bo kapitan odwrócił wzrok i zacisnął widocznie zęby gdy zagrały jego mięśnie policzkowe. Nawet dało się słyszeć ledwo wypowiedziane pod nosem “cholera”. Odetchnął jednak po chwili i spojrzał na resztę mężczyzn.

                              - Jeśli mam was stąd panowie wyprowadzić, to każdy musi robić swoje. I to najlepiej jak potrafi. Jakby wam za to podwójną stawkę płacili. Powiedziałem wam gdzie chcę dotrzeć. Jeśli macie lepszy pomysł, chętnie go wysłucham. Ale konkretnie. Gdzie i w jakim celu.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              ♥
                              4
                              • GreKG Niedostępny
                                GreKG Niedostępny
                                GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                Mecenas
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #204

                                Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                text alternatywny

                                Bleinert

                                Sadza przez chwilę patrzył na Hannigana bez słowa.

                                Nie przekonało go to do końca. Ale przynajmniej tym razem kapitan odpowiedział. Bez wykrętów. Bez zasłaniania się regulaminem.

                                Schował młotoko-klucz do plecaka.

                                — Dobra... na razie. Tylko już żadnych łgarstw. Blat', co tutaj tak jebie?

                                Dopiero wtedy rozejrzał się po pomieszczeniu.

                                Zrobił krok i pod podeszwą coś zachrzęściło. Spojrzał w dół.

                                Łuski.

                                Dużo łusek.

                                Dopiero teraz zauważył, że podłoga jest nimi zasypana. Między nimi leżały zwłoki w mundurach Weyland-Yutani. Część niemal całkowicie pochłonął już rozkład. W powietrzu wisiał ten sam ciężki, słodkawy odór, który poczuł wcześniej, tylko tutaj wydawał się jeszcze bardziej intensywny.

                                Sadza skrzywił się i odruchowo zasłonił nos przedramieniem.

                                — Ja pierdolę...

                                Uniósł wzrok.

                                W półmroku dostrzegł rozbite tuby, zaschniętą substancję na podłodze i ścianach, a dalej zarys instalacji, której wcześniej nie zauważył.

                                — Chodowali tu te chyorty?

                                Przeniósł wzrok na Chimika.

                                — Winda?

                                Przyjrzał się jej przez chwilę, po czym spojrzał na pozostałych.

                                — Działa?

                                Spojrzał za ramię. Stamtąd skąd przyszli.

                                — Zamknijmy za sobą gródź. Elias, ta twoja karta działa?

                                Odwrócił się raz jeszcze do Starego.

                                — Gdzie teraz?

                                W ustach Nikołajewicza zabrzmiało to pojednawczo.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                4
                                • KetharianK Online
                                  KetharianK Online
                                  Ketharian jako Alien
                                  Obsługa Moderator Mecenas
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #205

                                  text alternatywny


                                  Mostek Kardashiana


                                  Zastygła w niecierpliwym grymasie twarz Nadii poczerwieniała, a oczy kobiety zaczęły wręcz iskrzyć skumulowaną w niej złością.

                                  - Kurwa, nie ignoruj mnie, Davy! - huknęła odrywając wzrok od pilota i spoglądając ponownie na rzędy czarnych prostokątów zastępujących wcześniejsze ruchome obrazy livestreamów z kamer ratowników - Oni mogą tam teraz umierać, jeden po drugim! Chuj z tobą!

                                  Rosjanka uderzyła pięścią w obudowę konsolety O’Collana, a potem cofnęła się do własnego stanowiska zapadając w fotel i kręcąc potencjometrami modułu komunikacyjnego.

                                  - Kardashian do Bleinerta! Czy mnie słyszycie? Zmieniam kanał na 111, jeśli macie jakieś zakłócenia nadawania! Zmieniam na 111!

                                  W głośnikach nasiliła się na chwilę kakofonia radiowych trzasków i szumów, zastąpiona po krótkiej chwili mrożącą krew w żyłach ciszą.

                                  - Może to kwestia odległości? - powiedział Davy marszcząc wymownie czoło - Może konstrukcja zaopatrzeniowca tłumi sygnał radiowy w takim stopniu, że na komunikację ma wpływ nawet niewielka zmiana odległości pomiędzy statkami? Nie tylko oni oddalili się od nas przechodząc do środkowej części tendera, my jednocześnie oddaliliśmy się od nich przerywając dokowanie. Może to kwestia tych kilkudziesięciu metrów?

                                  Pilot zawiesił ostatnie słowa w powietrzu czyniąc z nich pytanie skierowane do towarzyszki. Odpowiedział mu dźwięk, którego się nie spodziewał, a który zmroził mu krew w żyłach.

                                  Styk i jęk otwieranych drzwi.

                                  Obrócił się gwałtownie w fotelu, częściowo ograniczony pasami ochronnej uprzęży, wbił pełen niedowierzania wzrok w stojącą w progu Nadię. Na jej twarzy wciąż malowała się wściekłość, ale walczyła o lepsze z żalem.

                                  - Co ty kurwa robisz, Nadia?!

                                  - Szukam sposobu, żeby nas uratować, Davy - odpowiedziała głosem pełnym gniewnej determinacji - Nas i resztę.

                                  A potem uderzyła dłonią w panel zamka, który odblokowała kilka sekund wcześniej swoim PINem i zniknęła za opadającymi ponownie drzwiami.


                                  text alternatywny


                                  Środkowy pokład Bleinerta


                                  Joshua zatrzymał się przed wywieszonym na ścianie wielkim planem ewakuacyjnym, za wszelką cenę starając się nie zwracać uwagi na ohydny fetor rozkładających się zwłok. Temperatura we wnętrzu ładowni pozostawała na niskim poziomie, ponieważ większość podsystemów okrętu pracowała w trybie rezerwowym, ale tak wiele ciał gnijących w tak ograniczonej przestrzeni i tak generowało porażający smród.

                                  Technik walczył z chęcią ponownego założenia hełmu i podpięcia do butli z czystym powietrzem, powstrzymywany jedynie świadomością tego, że później mogło mu tego tlenu zabraknąć, gdyby sytuacja miała ulec dalszej eskalacji.

                                  Plan ewakuacyjny był dla Gleesona doskonale czytelny, ponieważ składał się z kilku części prezentujących nie tylko poziom transportowy, ale i obydwa sąsiadujące z nim od dołu i góry. Joshua odnalazł bez trudu swoją bieżącą pozycję, a potem nałożył ją na rysunek usytuowanego powyżej pokładu załogi.

                                  Ambulatorium i zbrojownia znajdowały się w dolnej części wieży dowodzenia tendera.

                                  - Jeśli to nie jakiś problem natury hierarchicznej, chciałbym coś zaproponować - Gleeson odwrócił się w stronę reszty grupy w tej samej chwili, kiedy przejmującą ciszę pomieszczenia przeciął charakterystyczny ping detektora ruchu.

                                  - Brak źródeł ruchu w kierunku windy i górnego poziomu, ale… - Elias Crowe zawiesił na chwilę głos, podniósł urządzenie ku oczom przyglądając się uważnie ekranikowi detektora - Echo na krawędzi. Ponawiam skan.

                                  Naukowiec pochylił emiter detektora ku swoim nogom, nacisnął ponownie przycisk aparatu wypełniając wnętrze ładowni metalicznym pingiem.

                                  Tym razem niemal natychmiast wszyscy usłyszeli sygnał zwrotny.

                                  - Gdzie? - zapytał milczący dotąd Marcus Holt przykładając do ramienia kolbę podniesionego chwilę wcześniej z podłogi M41A.

                                  - Pod nami - wykrztusił Elias nie odrywając wzroku od ekranu detektora - Coś jest poziom niżej. Przesuwa się bardzo powoli w kierunku wejścia do windy. Do tej windy.

                                  Wolna ręka naukowca uniosła się mierząc w kierunku szybu windy w rogu ładowni.


                                  Kabina Delilah le Fey


                                  Uczucie braku kontroli nad sytuacją było dla Delilah tym bardziej irytujące, że dzieląc przestrzeń kajuty z obcym jej człowiekiem musiała dbać o perfekcyjne panowanie nad mową własnego ciała.

                                  Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć do wciąż lustrującego wzrokiem jej rzeczy osobiste Billa, kiedy drzwi jej otworzyły się bez ostrzeżenia pomimo założonych na nie wcześniej zabezpieczeń.

                                  - To jest naruszenie prawa do prywatności! - sarknęła korporacyjna agentka przybierając pozycje umożliwiającą jej aktywną obronę w zwarciu, gdyby stojąca za progiem Nadia Volkova zrobiła jakikolwiek wrogi ruch - Miałam aktywny zamek.

                                  - Działamy w trybie zagrożenia, dziuniu - odpowiedziała równie nieprzyjaznym tonem techniczka - Mój kod dostępu nadpisuje wszystkie pasażerskie, ale to nieważne. Twierdzisz, że masz uprawnienia kontrolne nad działaniami załogi, tak? Bo jeśli tak, dostaniesz swoje pierdolone pięć minut, paniusiu.

                                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  😨
                                  3
                                  • GreKG Niedostępny
                                    GreKG Niedostępny
                                    GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                    Mecenas
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #206

                                    Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                    text alternatywny

                                    Bleinert

                                    — Gdzie?

                                    Spytał raz jeszcze Sadza. Tym razem jednak zerknął przez ramię Chimikowi.

                                    Irytowało go, że jest w roli zwierzyny łownej.

                                    Irytowało go, że Starego wmurowało.

                                    Irytowało go, że nie wiedział o wszystkim.

                                    Irytowało go, że śluza między magazynem a laboratorium (są w jakimś pieprzonym laboratorium, w którym hodowano chyorty!?) ciągle jest otwarta.

                                    Irytowało go, że do szybu windy coś się zbliża.

                                    — Ja pierdolę!

                                    Ta irytacja go rozsadzała. Chciał komuś przyjebać.

                                    Sadza spojrzał na szyb windy.

                                    Przez chwilę nie słyszał już niczego poza własnym oddechem.

                                    Przypomniał sobie inną windę.

                                    Kopalnianą. Stary, metalowy kosz, kilkaset metrów pod powierzchnią. Zatrzymała się między poziomami, kiedy padło zasilanie. Światło zgasło niemal natychmiast. Została tylko czerwona lampka awaryjna i ciężki oddech trzech ludzi zamkniętych w ciasnej kabinie.

                                    Siedzieli tam ponad cztery godziny.

                                    Kiedy w końcu znaleziono awarię, okazało się, że jeden z elementów mechanizmu podnoszenia był uszkodzony. Kabina wisiała na zabezpieczeniu.

                                    Jeden z górników, młodszy od Sadzy, zaczął wtedy nerwowo pytać, czy mogą wysiąść.

                                    Siergiej powiedział, żeby nawet nie próbował.

                                    — A jak lina puści?

                                    Sadza pamiętał, że spojrzał wtedy na drzwi kabiny.

                                    — Wtedy winda przestanie być naszym problemem.

                                    Tamten nie zrozumiał.

                                    Sadza też nie miał zamiaru tłumaczyć.

                                    Bo winda miała jeszcze jedną cechę. Była jednocześnie najbezpieczniejszym i najgorszym miejscem, w którym można było utknąć pod ziemią.

                                    Nie było dokąd uciec.

                                    Teraz było inaczej.

                                    Spojrzał na szyb.

                                    Jedyna droga na górę.

                                    A pod nimi coś się poruszało.

                                    Powoli.

                                    W kierunku wejścia do windy.

                                    Sadza zacisnął szczękę.

                                    — Blat'...

                                    Popatrzył na Hannigana.

                                    Potem na szyld nad szybem.

                                    — Albo jedyna droga stąd...

                                    Urwał.

                                    Z dołu dobiegł kolejny, odległy dźwięk.

                                    Sadza nie odrywał wzroku od windy.

                                    — ...albo pułapka.

                                    Nie chciał wchodzić do tej pierdolonej windy.

                                    To może wrócą się do magazynu, zamkną śluzę... i będą się bawić z chyortem w pierdoloną ciuciubabkę.

                                    Wiedział, że tak nie mogą wygrać. Gdyby tylko był jeden...

                                    Spojrzał na śluzę, nad którą paliła się czerwona lampka. Rozszczelnienie.

                                    — Tamtędy — wskazał na śluzę. — Wyjdziemy na zewnątrz, a Davy pozbiera nas jak grzyby po deszczu i spierdalamy.

                                    — Albo ta pierdolona winda i jedziemy na górę.

                                    Czuł, że czas im ucieka.

                                    — Decyduj, blat'! — warknął bezpośrednio do Starego. — I zamknijcie tę pierdoloną śluzę do magazynu!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • Arthur FleckA Niedostępny
                                      Arthur FleckA Niedostępny
                                      Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                                      napisał ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                                      #207

                                      Delilah le Fey

                                      Agenci Lasalle żyli w świecie prawdopodobieństw, tresowani tak, by na układzie planszy dostrzegać każdy najgorszy możliwy scenariusz. Delilah le Fey nie była wyjątkiem. Kiedy w negocjacje biznesowe z kolonią włączali się nagle przedstawiciele Weyland Yutani, ona miała już gotowe punkty nacisku. Szantaż. Przekupstwo. Zastraszenie. Czasem nieszczęśliwy wypadek. Czasem cudze łóżko.

                                      – Zanim zawyją syreny alarmowe, wy już macie klucz do jedynej kapsuły ratunkowej i plan awaryjny – powtarzał Nauczyciel.

                                      Problem w tym, że odkąd Delilah wyszła z kriokomory nie miała żadnego awaryjnego planu. Nie miała metaforycznego klucza do kapsuły ratunkowej. Każdy scenariusz, który sobie założyła się nie spełnił. Caleb Hannigan wbrew wszelkiemu rozsądkowi i logice zabrał większość załogi Kardashian na obcy statek, gdzie doszło do nieznanej katastrofy. Odmówiono jej wstępu na mostek, odcięto od Opiekuna. Nie przewidziała, że inny pasażer będzie ją śledził a paranoiczny pilot spróbuje zgilotynować. Nie przewidziała, że wbrew własnym interesom poczuje sympatię do młodego naukowca, a śluza do jej bezpiecznego azylu się nagle otworzy a w progu stanie Nadia Volkov. Nie przewidziała tego. Bo gdyby przewidziała sięgnęłaby po broń schowaną w dresowej bluzie.

                                      Znowu popełniła błąd, dała się zaskoczyć i gdyby Rosjanka przyszła skończyć to co zaczął O’Collan, Delilah leżałaby już martwa na środku kajuty. A chwilę po niej William Biscuit, któremu przecież obiecała, że tu pozostaną bezpieczni i nie było to kłamstwo.

                                      Na szczęście dla niej Nadia Volkov nie otworzyła drzwi śluzy żeby do nich strzelać. Otworzyła śluzę żeby porozmawiać. Zagrać w grę, w której Delilah potrafiła się poruszać jak pająk na rozpiętej sieci.

                                      – Twierdzisz, że masz uprawnienia kontrolne nad działaniami załogi, tak? Bo jeśli tak, dostaniesz swoje pierdolone pięć minut, paniusiu.

                                      – Nie twierdzę, tylko tak jest Nadiu – odpowiedziała zimno agentka. Powinna teraz zwracać się do niej z wyuczonym szacunkiem i uprzejmością zarezerwowanych dla strategicznych klientów by namieszać jej w głowie i wkupić w jej łaski, ale trening jaki przeszła, tu, na Kardashian zwyczajnie zawiódł. Gra pozorów się skończyła. – Jestem Niezależnym Obserwatorem Zewnętrznym, ale skoro tu jesteś pewnie już o tym wiesz. Problem polega na tym, że uniemożliwiono mi audyt i zostałam odcięta od informacji. Jeśli więc chcesz mojej pomocy, najpierw mi wyjaśnij co się wydarzyło na Blainercie a potem wspólnie zastanowimy się jak rozwiązać problem.

                                      MarrrtM 1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      3
                                      • Arthur FleckA Arthur Fleck

                                        Delilah le Fey

                                        Agenci Lasalle żyli w świecie prawdopodobieństw, tresowani tak, by na układzie planszy dostrzegać każdy najgorszy możliwy scenariusz. Delilah le Fey nie była wyjątkiem. Kiedy w negocjacje biznesowe z kolonią włączali się nagle przedstawiciele Weyland Yutani, ona miała już gotowe punkty nacisku. Szantaż. Przekupstwo. Zastraszenie. Czasem nieszczęśliwy wypadek. Czasem cudze łóżko.

                                        – Zanim zawyją syreny alarmowe, wy już macie klucz do jedynej kapsuły ratunkowej i plan awaryjny – powtarzał Nauczyciel.

                                        Problem w tym, że odkąd Delilah wyszła z kriokomory nie miała żadnego awaryjnego planu. Nie miała metaforycznego klucza do kapsuły ratunkowej. Każdy scenariusz, który sobie założyła się nie spełnił. Caleb Hannigan wbrew wszelkiemu rozsądkowi i logice zabrał większość załogi Kardashian na obcy statek, gdzie doszło do nieznanej katastrofy. Odmówiono jej wstępu na mostek, odcięto od Opiekuna. Nie przewidziała, że inny pasażer będzie ją śledził a paranoiczny pilot spróbuje zgilotynować. Nie przewidziała, że wbrew własnym interesom poczuje sympatię do młodego naukowca, a śluza do jej bezpiecznego azylu się nagle otworzy a w progu stanie Nadia Volkov. Nie przewidziała tego. Bo gdyby przewidziała sięgnęłaby po broń schowaną w dresowej bluzie.

                                        Znowu popełniła błąd, dała się zaskoczyć i gdyby Rosjanka przyszła skończyć to co zaczął O’Collan, Delilah leżałaby już martwa na środku kajuty. A chwilę po niej William Biscuit, któremu przecież obiecała, że tu pozostaną bezpieczni i nie było to kłamstwo.

                                        Na szczęście dla niej Nadia Volkov nie otworzyła drzwi śluzy żeby do nich strzelać. Otworzyła śluzę żeby porozmawiać. Zagrać w grę, w której Delilah potrafiła się poruszać jak pająk na rozpiętej sieci.

                                        – Twierdzisz, że masz uprawnienia kontrolne nad działaniami załogi, tak? Bo jeśli tak, dostaniesz swoje pierdolone pięć minut, paniusiu.

                                        – Nie twierdzę, tylko tak jest Nadiu – odpowiedziała zimno agentka. Powinna teraz zwracać się do niej z wyuczonym szacunkiem i uprzejmością zarezerwowanych dla strategicznych klientów by namieszać jej w głowie i wkupić w jej łaski, ale trening jaki przeszła, tu, na Kardashian zwyczajnie zawiódł. Gra pozorów się skończyła. – Jestem Niezależnym Obserwatorem Zewnętrznym, ale skoro tu jesteś pewnie już o tym wiesz. Problem polega na tym, że uniemożliwiono mi audyt i zostałam odcięta od informacji. Jeśli więc chcesz mojej pomocy, najpierw mi wyjaśnij co się wydarzyło na Blainercie a potem wspólnie zastanowimy się jak rozwiązać problem.

                                        MarrrtM Niedostępny
                                        MarrrtM Niedostępny
                                        Marrrt jako Caleb Hannigan
                                        Mecenas
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #208

                                        Caleb Hannigan

                                        - Pozbierajcie broń panowie - powiedział zimno i niezbyt głośno Caleb obserwując na przemian wyświetlacz detektora ruchu i podłogę pod którą coś zgodnie z oceną Eliasa musiało się przemieszczać. Pinganie urządzenia wzierało się w przebodźcowany krzykami Sadzy i smrodem rozkładu, umysł. Trzymany przez kapitana karabin wyjęty z zaciśniętych trupich rąk starszego szeregowego J.Summersa był takim samym świadectwem otaczającej ich śmierci jak ten okropny smród. I jednocześnie marną namiastką bezpieczeństwa. Kapitan wręczył broń i zapasowy klip amunicji młodszemu technikowi. Wahanie przed tą decyzją zachował dla siebie - Był pan w wojsku panie Gleeson.

                                        Kolejny rzut oka na znaleziony przez młodszego technika schemat statku. Trzy poziomy. Nad nimi pokład załogi. Pod nimi inżynieryjny. Inżynieryjny. Powolny sygnał na pokładzie inżynieryjnym. Czemu w kierunku windy. Wspomnienie przerażającej chwili. Trzy czarne kształty, których już nigdy nie zapomni. Karta kodowa. Do niczego… Przynajmniej na tych dwóch panelach które były w ładowni. Potrzebny był terminal z drugiej jednostki. Mogli liczyć tylko na przenośny przy jakichś szczątkach…

                                        Chyba śnił. Tyle lat robił wszystko pod linijkę, żeby nie mieć już więcej do czynienia z korporacjami ponad to co konieczne. A teraz był tu w sercu jakiejś firmowej zgnilizny ze swoją załogą, którą tu osobiście przyprowadził.

                                        - Panie Kalashnikov, niech pan zablokuje na razie windę na naszym poziomie, żeby nie mogła odjechać. Żeby to co jest na dole tu nie wjechało. A potem uderzy młotokluczem w podłogę ładowni. - Gdy poczuł na sobie kolejne rozdrażnione spojrzenie drugiego oficera, dodał - Chciał pan się skomunikować z kimś kto przetrwał na Bleinercie. Jeśli na dole są te stworzenia, to i tak wiedzą, gdzie jesteśmy tylko nie mogą się tu dostać. A jeśli to nie one… Trzy szybkie, trzy długie, trzy szybkie uderzenia. Na dole będzie je słychać. Jeśli nie będzie odpowiedzi, pojedziemy windą na górę.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ♥
                                        4
                                        • GreKG Niedostępny
                                          GreKG Niedostępny
                                          GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                          Mecenas
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #209

                                          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                          text alternatywny

                                          Bleinert

                                          Starego w końcu odbetonowało, co Sadza przyjął z ulgą.

                                          Polecenia i konkretne zadania przydzielone załodze wprowadziły natychmiast jakiś porządek w ten pierdolnik, w który wpadli. Hannigan rozgrywał sytuację jak jebanyy velikiy shakhmatist. Jeden ruch, drugi, trzeci. Jakby byli na jakiejś symulacji a nie polowały na nich chyorty.

                                          I, o dziwo, ten spokój zdawał się być zaraźliwy.

                                          Zablokować windę. Sprawdzić, co jest pod nimi. Spróbować nawiązać kontakt.

                                          Proste.

                                          Sadza aż poczuł, jak coś w głowie wskakuje na swoje miejsce.

                                          — Ta je!

                                          Machnięcie dłonią imitowało salut. Nikołajewicz ruszył żwawo w kierunku windy.

                                          Dobry plan nie jest zły.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          ♥
                                          2

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa