Kultyści - Lato 2519
-
Oryginalny autor: Lord Melkor
Astromanta z ciekawością przyglądał się nowo przybyłym Norsemonom, zastanawiając się na jak długo przybili i jakie korzyści mogę przynieść Zborowi. Potężny wojownik, skaldka i starucha - niezwyczajne to było połączenie.
- Jestem magiem z Kolegium Niebios, badam przyszłość w gwiazdach choć mam też inne talenty - uczę się od Mergi przywoływania istot z Otchłani i w boju jestem w stanie coś zdziałać.
- A wy, jak to się stało, że dołączyczyliście do nas? Nie wątpię, że wiele razem zdziałamy, ale spodziewałem się więcej takich silnych wojów jak ty Larsie…. - spojrzał na Astrid i staruchę.- A ty ilu silnych wojów przyprowadziłeś? - Lars roześmiał się rubasznie jakby rozbawiła go uwaga astromanty.
- Po prostu widzieliśmy dary jakie Merga do nas przywiozła. I opowieści o odważnych wiernych co mają niesamowite przygody walcząc
o powrót Czterech Sióstr. Więc postanowiliśmy dołączyć. Merga jeszcze została u nas za swoimi sprawami i aby zwerbować jeszcze więcej chętnych. - Astrid była szczupłą, blondynką i ładnych rysach twarzy. Wydawała się być całkiem wygadana.
- Ano. Słyszałem, że można tu zrobić niezłe interesy. A i topór jest w co wsadzić. A kobietom co innego! - Lars klepnął maga po ramieniu, że aż nim zachwiało. Wydawał się dostrzegać w tym portowym mieście wiele obiecujących możliwości.
- Tak, wyrocznia mówiła o tobie. Że ma tu ucznia. I przyzywasz demony? Tak, to bywa przydatne. Ale trzeba uważać. - Staruchę zainteresowało co innego. Obrzuciła spojrzeniem młodego astromantę jakby starała się ocenić jego wiedzę i potencjał.
Astromanta skinął głowę i na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Tak, zaiste, jestem uczniem Mergi, choć na ścieżce demonologii wiele mi jeszcze brakuje do mistrzostwa - posilił się na nutę skromności.
- A czy te też znasz się na tej sztuce, mądra kobieto? Jeśli tak, może miałbym kwestię którą chciałbym skonsultować z tobą…- pomacał ręką kieszeń gdzie ukrył demoniczną figurkę.- A co do wojów, to możliwe że będziemy mieli sprzymierzeńców w tej kwestii, nawiązałem właśnie kontakty z całekiem wojowniczym plemieniem zwierzoludzi, mniej niż dwa dni drogi stąd - odparł z kolei Larsowi.
- Chociaż myślę że jakiś czas minie zanim będziemy mogli tutaj pomyśleć o otwartej walce, jeśli na to liczyłeś, na razie szukamy śladów Sióstr i mamy tu już pewne sukcesy..- O, macie jakiś sojuszniczych zwierzoludzi? No nie spodziewałem się. U nas to nie aż tak dziwne ale wy to chyba zwykle macie z nimi na pieńku. - Norsmeński wojownik wydawał się być zdziwiony tą informacją. - Ale pewnie, swój zwierzoludź nie jest zły, zwłaszcza w lesie. - Pokiwał głową z aprobatą. Dostrzegał korzyści jakie mogą płynąć z takiego sojuszu.
- To Joachimie trafiłeś na jakiś nowych zwierzoludzi? Innych niż ci od Gnaka? I myślisz, że dałoby się z nimi zaprzyjaźnić? - Łasica widocznie usłyszała o czym rozmawiają i zainteresował ją ten temat. Mówiła z psotnym spojrzeniem bo w końcu od paru tygodni organizowała spotkania z bandą ungorów głównie dla cielesnych przyjemności.
- Pfff! Chędożenie! Z Astrid o tym porozmawiaj, ją interesują takie miałkie sprawy. - Starucha prychnęła z irytacją dając znać, że jest ponad takie cielesne błahostki. Wskazała spojrzeniem na młodszą kobietę. - Ja bardziej znam się na ziołach i miksturach. Dlatego mnie zainteresowała ta hodowla jaj Oster o jakiej Merga mi opowiadała, że tu macie. Ale na sztuce mistycznej też się znam. Umiem przyzwać potrzebny mi rój z innego wymiaru. A ty nad czym pracujesz? - Mimo różnicy wieku i pochodzenia to Raisa zdawała się traktować młodego maga jako kolegę po fachu. I to ją poza dziedzictwem Oster bardziej zainteresowało niż jakieś chędożenie czy zwierzoludzie.
- Ty jesteś już stara i pomarszczona to może cię chędożenie nie interesuje. Ale my jeszcze jesteśmy młode i jędrne więc chciałybyśmy skorzystać z życia. - Astrid odcięła się starej kobiecie z podobną złośliwością. Wskazała na siebie i tutejszą łotrzyce aby podkreślić, że różnica pokoleń i charakterów sprawia, że mają inne zaintersowania niż stara czarownica. - Jak choćby jakieś przygody godne uwiecznienia w sadze. Już pierwszą zwrotkę o walce z krabami na starym wraku mam. Ale to dopiero początek! Tylko właśnie przydałyby się tu jakieś przygody do przeżycia, romanse, sceny zazdrości, tragedie, skarby do zrabowania, bitwy do wygrania, miasta do złupienia. - Młoda skald z werwą opowiedziała co by ją interesowało w krainie południowców.
Tak, trafiliśmy na jeszcze jedną bandę zwierzoludzi, ale bardziej wojowniczą niż ci od Gnaka, przewodzi im niejaki Gormul, który chętnie by poznał kobiety z naszego Zbioru - odparł Joachim.
- A co do przygód i skarbów aktualnie skupiamy się na projekcie odzyskania dziedzictwa Sióstr, z których każda służyła innej z Potęg Chaosu. Czy chciałabyś w tym pomóc? - tutaj spojrzał badawczo na Astrid.
Raisie natomiast planował pokazać poniżej figurkę demona, ale może jakoś na osobności.
Egon, który do tej pory milczał, rzekł wreszcie wcześniej co do uprzedniej uwagi Joachima:
– Otwarta walka byłaby łatwa z miejskimi. Opanowanie miasta byłoby do zrobienia, a w każdym razie, zajęcie jakiejś jego części. Wolałbym wszak nie spieszyć się do tej rzeczy, bowiem wyjawiłoby się, że działamy w mieście i mielibyśmy na karku znacznie gorszych przeciwników, niż dotychczas.
Egon wspomniał inkwizytorów, z którymi musieli wcześniej się użerać przez całe tygodnie.
– Być może martwy czarownik będzie dodatkową podporą w tej walce – rzekł jeszcze. – Jeśli tylko przywrócimy go zza grobu.
- Martwy czarownik, a o czym to opowiadasz? - zainteresował się Joachim.
– Nie dalej jaki dzień drogi stąd, może i mniej, jest kurhan, który żeśmy zamaskowali z Raisą i Zogiem, w którym spoczywa nieumarły mag, którego wizje widziałem. Byliśmy tam z Gezacktem. Jest tam coś jeszcze, zdaje się, za ścianą, ale żeśmy nie chcieli ryzykować już po pierwszym starciu ze strażnikami onego miejsca. Kiedy rzecz z interesami Larsa odpowiednio sprawimy, potrzeba tam będzie wrócić… Z narzędziami, ale i też po to, by trupa zabezpieczyć.
- To ten Gormul byłby zainteresowany spotkaniem z nami? - Łasica wydawała się być ucieszona wiesciami przekazanymi przez maga. Popatrzyła na swoje koleżanki czy one też to słyszą ale widać było, że reagują podobnie. - No to ciekawe. Trzeba będzie się z nimi spotkać. Może dojdziemy do porozumienia. - Odparła Joachimowi dając znać, że jest zainteresowana poznaniem z nowym stadem zwierzoludzi. - A ten kurhan Joachimie to wiem gdzie on jest. Ale do tej pory mało kto tam chodził, jeszcze mniej wróciło to nie znam nikogo kto by tam był. - Łotrzyca dorzuciła od siebie trzy pensy o grobowcu o jakim rozmawiali.
- Gormul…tak bylby - zresztą blondynka która aktualnie przebywa w moim domu przez lata mieszkała z jego grupą - myślę że z jej pomocą nie będzie dla nas wyzwaniem zorganizowanie takiego spotkania.
- A co do kurhanu…- Joachim westchnął, widząc że znowu pojawił się nowy ciekawy temat rozpraszający jego uwagę - opowiesz mi Egonie coś więcej o tej wizji?
– Wszakże niewiele pamiętam… – rzekł Egon, który zmrużył oczy, próbując przypomnieć sobie, cóż pojawiło się przed jego umysłem, kiedy eksplozja czarnego dymu z grobowca całkowicie go owionęła. – Widziałem coś, walkę, a później jego śmierć. Zwał się, zdaje się, Gonsar i czcił Siostry. Ano, tak żeśmy widzieli symbole sióstr na jego sarkofagu, tam, w kurhanie. Dopóki nie zostanie ożywiony krwią, może jeno porozumiewać się za pomocą takich wizji.Egon poskubał swoją długą brodę, sam nie do końca pewien będąc, co sądzić o zajściu w kurhanie. Wojownik bowiem nie znał magii, zaś tymi, którzy nią władali, nie ufał podwójnie, nie raz bowiem słyszał różne wieści i plotki, niewiele zaś było pochlebnych.
Pomimo tego, znaki Sióstr na sarkofagu wskazywały, że nieumarły mag mógł być przydatny w doprowadzeniu Neues Emskrank do jego prawowitego miejsca, czyli pożogi i krwi.
– Pewnikiem jednak ktoś od nas, Raisa rozpoznała symbole – rzekł jeszcze.
- Blondynka? Zaraz to chodzi o te dwie co przewieźlismy łodzią do portu? - Łasica nagle domyśliła się o kim wspomniał Burzooki. - A to nie wiedziałam, że one mają takie znajomości. Nieźle wyglądają. Trzeba będzie z imi pogadać. - Spojrzała na Burgund dając jej znać, że mają tą sprawę do załatwienia.
- Egon prawdę mówi. Widziałam znaki Sióstr i Chaosu na jego sarkofagu i trumnie. Inni też mieli wizje. Za życia był nekromantą zanim zaczął oddawać cześć Siostrom. I przemawia poprzez sny. Tak jak Siostry. - Raisa podzieliła się swoją wiedzą o niedawno ukrytym grobowcu.
Joachim był zaintrygowany przybyszami z północy oraz wieściami o grobowcu nekromanty. Rozważał odwiedzenie grobowca, jednak stwierdził, że przede wszystkim powinien dopilnować wykradzenia artefaktu z Akadamii, co było kluczem do sprawy odnalezenia dziedzictwa ukrytego na bagnach, które pojawiło się przecież w jego snach. Zastanawiał się, czy w tej kwestii ci przybysze z północy będą skłonni go wesprzeć....na razie mógł liczyć na Łasicę, Burgund i Tobiasa, a i sam przecież czekał na rozpatrzenie wniosku o prowadzenie zajęć w Akademii. Dziewczyny powinny być tym bardziej chętne do odzwdzięczenia się za zdobycie dla nich nowych kontaktów w postaci Darcy i kolejnej grupy zwierzoldzi.
W dalszej części spotkania u Pirory chciał więc dalej kontynuować poznawanie przybyszów i przy okazji dowiedzieć się jak najwięcej o aktualnej sytuacji w mieście i planach innych członków Zboru. No i chciał pokazać Raisie jego nowo zdobytą demoniczną figurkę, był ciekaw czy ta starucha miała jakąkolwiek w tej materii przydatną wiedzę. A potem porozmawiać ze Starszym.
-
Oryginalny autor: Pipboy79
Oryginalny tytuł: Tura 65 - 2519.07.24; bzt; świt - przedpołudnie
Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; Zachodnie Klify; wyspa przemytników; łódź łotrzyc
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; świt - przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, mżawka - pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)Egon, Łasica, Lars, Gezackt i Martin
- Wstawaj Egon. - Obudził go kobiecy głos i dotknięcie w ramię. Jak otworzył oczy zorientował się, że śpi w łóżku jakiego nie znał. A na zewnątrz panowała szarówka poranka. Mżawka stukała o szyby. Łasica co go obudziła sama wyglądała jakby miała jeszcze ochotę pospać. - Jak się ubierzesz to chodź do kuchni na śniadanie. Jak wrócimy na obiad to znaczy, że szybko nam poszło. - Uprzedziła go wychodząc z pokoju gdzie spał razem z Larsem i Astrid. Norsmen też się właśnie zbierał ale córka jarla spała jeszcze w najlepsze.
Spotkali się ponownie na parterze w kuchni. Przy śniadaniu. Służba Pirory zadbała aby mieli czym napchać brzuchy a ciepłe jedzenie przyjemnie rozgrzewało od środka. Dla łotrzycy była to zabójcza pora na zaczynanie dnia to nie była w zbyt dobrym humorze. Lars przeciwnie. Uważał, że przez okna wiatru prawie nie widać a to dobry znak bo fale będą niskie. Mżawka zaś nie robiła na nim wrażenia. - Zobaczymy czy Gezackt przyjdzie. I z kim. - Zastanawiał się gdy zajadał się serem, jajecznicą i świeżo usmażonymi rybami.
Gdy we trójkę wyszli na ulicę okazało się, że mżawka ustała. Ale pozostawiła po sobie kałuże i błoto. Świt dopiero przechodził w początek dnia zostawiali za sobą prawie całkiem ciemną kamienicę gościnnej Averlandki. Tylko w kuchni się paliło skąd właśnie wyszli. Główna gospodyni i jej goście jeszcze spali. Na ulicach też ludzie jakby przemykali śpiesząc się do swoich warsztatów i sklepów. Bez przygód Łasica zaprowadziła ich do portu. Tam od razu uderzyło ich wilgotne, morskie powietrze i chlupot wody o pirs. Pozostało czekać na herszta sojuszniczej bandy. Ten zjawił się z pół pacierza po ich przyjściu.
- A tu jesteście. Zastanawiałem się właśnie czy to wy. - Gezackt przywitał się z rubasznym uśmiechem. Przyszedł z Martin. Sam ciekawie obrzucił spojrzeniem obu wspólników a dłużej Łasicę jaką wczoraj widział tylko przelotnie zanim się rozstali przy murach miasta. Łotrzyca uśmiechnęła się do niego krótko chociaż to smukła blondynka w zielonym kubraku bardziej przykuła jej wzrok.
- Dobrze, że mamy tylko krzepkich mężczyzn to będzie miał kto machać wiosłami. - Ucieszyła się slaaneshytka dostrzegając praktyczność takiego składu. Zaprowadziła ich do tej samej łodzi jaką wczoraj dostali się do miasta.
W piątkę obsadzili większość ławeczek. Łasica chytrze zajęła miejsce na rufie zapraszając obok siebie Martin. Dla wioślarzy najwygodniejsza była środkowa a Gezackt zajął miejsce na dziobie. Z początku jeszcze się wszyscy krzatali trochę, łotrzyca odcumowała łódź i mogli zacząć podróż. Lars odepchnął się wiosłem od pirsu a potem zostało zacząć wiosłować.
- Na razie cały czas prosto. Aż do wyjścia z zatoki. Trzymajcie się środka zatoki to jest najkrótsza droga. Pewnie wezmą nas za dziwnych, spóźnionych rybaków. - Niebieskowłosa pinstrtuowała kolegów jak mają kierować łodzią.
- Dlaczego dziwnych? - Astrid zapytała zaciekawiona.
- Bo za późno. Rybacy wypływają z dzwon przed świtem aby jak się zacznie robić widno już być chociaż na środku zatoki albo dalej. No i zwykle pływają pojedynczo, czasem po dwóch a nas jest cała zgraja. - Wyjaśniła jej bez ogródek. A potem zostało im płynąć dalej. Najpierw z portu, potem miasto stopniowo zmieniało się w panoramę a brzegi po obu stronach zatoki oddalały się. Zachodni, jakim wczoraj szli, był niski i piaszczysty. Prawie wszędzie było widać ciemną ściane lasu jaka się zaczynała zaraz za plażą. Wschodni wznosił się klifami, górował nad miastem i wodami zatoki.
- O, to tam wczoraj byliśmy. - Gezackt zauważył po zachodniej stronie małe, pudełka na brzegu. Chaty rybaków wydawały się z tej odległości takimi miniaturkami. Dostrzegli je z z kilka pacierzy po wypłynięciu z portu.
- Ciekawe czy ktoś będzie. Marktag był dwa dni temu ale może ktoś spóźniony przypłynie. - Łasica zastanawiała się nad tym czy w ogóle spotkają kogoś na wyspie przemytniików tak w środku tygodnia jak się z nikim nie umawiali.
- A jeśli ktoś będzie to co będziecie chcieli kupić? Myślisz, że mogą mieć jakichś niewolników? - Herszt milicjantów był ciekaw czego się mogą spodziewać po tej wyspie. Gdy wypłynęli na środek zatoki zaczęli sppotykać łodzie rybaków.
- Nie wiadomo. Mogą mieć. Wiesz na tą wyspę to przypływa się z tym czego lepiej nie pokazywać w mieście. Zakazane towary, kontrabanda, towary z wysokim cłem. Tego typu rzeczy. A ty Gezackt skąd się tu wziąłeś? Bo chyba nie jesteś stąd? - Łasica nie robiła z tego tajemnicy. I sama była zaciekawiona potencjalnym wspólnikiem.
- Nie, nie stąd. Trochę robiliśmy w Ostlandzie, Hochlandzie i tutaj, w Nordlandzie. Ale bardziej na południu, bliżej Middenlandu. Zmienić was? - Pochwalił się, swoimi przygodami w innych imperialnych prowincjach. I zaproponował swoją pomoc przy wiosłach z czeg Lars chętnie skorzystał. Chwilę trwało nim zamienili się miejscami i teraz to Norsmen zajął wolne miejsce na dziobie. Wiatr się wzmógł i fale zrobiły się większe. Zwłaszcza jak wpłyneli w cieśninę jaka oddzielała zatokę od pełnego morza.
- Wiatr i morze się tu ciska. Tu zawsze woda jest bardziej wzburzona niż w zatoce albo nawet i na pełnym morzu. - Łasica wyjaśniła im jako bywalec tych wód. Rzeczywiśce napór fal na wiosła i łódź był silniejszy niż gdy odpływali z portu. Szło się porządnie zgrzać przy tych wiosłach. Pewnie dlatego tutaj łodzi rybackich było niewiele. Chociaż minął ich jeden statek jaki płynął w stronę portu.
- Marienburczycy. - Oznajmił ze znawstwem Lars. - Falkonety mają na burtach. Z naszych długich łodzi nie tak łatwo je abordażować. Wysokie te burty mają i jeszcze z nich strzelają. Z łuków, kusz, fuzji. No i tych falkonetów. - Podzielił się z nimi swoim korsarskim doświadczeniem.
- O zobacz Egon. To gdzieś tu przedwczoraj rozstaliśmy się z Sorią. - Lars zaśmiał się gdy rozpoznał ujście cieśniny. Chyba faktycznie w tej okolicy dwa dni temu wężowa milady zniknęła im z oczu nurkując w morskich falach a oni ruszyli plażą dalej na południe w stronę miasta. Dopiero teraz mieli świadomość jaką drogą musiała przebyć płynąc wpław. Wkrótce sami wypłynęli na pełne morze. Wczorajszego wieczoru to właśnie milady wyszła z propozycją finansowego wsparcia ich wyprawy.
- No szkoda abyście kupowali te niewolnice ktore będą służyć nam wszystkim z własnej kiesy. A przecież po to ciachaliśmy te kraby we wrakowisku. - Powiedziała obdarzając ich ciepłym uśmiechem i wręczając niewielką skrzyneczkę. Jak ją otworzyli były w niej stare, zaśniedziałe monety i biżuteria, chyba faktycznie ta co ją zrabowali z w pół zatopionego wraku parę dni temu. Jej słowa i gest zainispirowały pozostałych.
- No faktycznie nie godzi się abyście płacili ze swojej sakwy. No i jeśli szukacie kobiet na obdarowanie tym muszym szczęściem to jest to zacny cel. - Bladolica Bretonka pierwsza podchwyciła temat. Odpięła sakiewkę od swjego pasa i wręczyła ją Egonowi. Zwłaszcza to, że mieli zamiar zdobyć niewolnice do zabawy i zasiania nakłonił ją do takiego datku.
- Ja monet zbyt wiele nie mam. Ale może to weźmiecie. - Starucha wyjęła ze swojej burej torby kilka buteleczek i woreczków ze swoimi specyfikami. Butelki miały być eliksirem na gorączkę a woreczki z ziołami na oczyszczanie ran. Dała im licząc, że może uda im się je wymienić na monety, inny towar lub obniżyć cenę niewolnic.
- Ja miałam ostatnio trochę wydatków, prawie wszystkie na rzecz naszej sprawy. Więc dużo wam nie pomogę. Ale zapraszam ponownie. Te niewolnice też możecie przyprowadzić tylk błagam, nie prowadżcie ich w pętach czy kajdanach przez miasto bo zaraz skandal będzie, że ta młoda z Averlandu jakieś niewolnice sobie kupuje. - Pirora podała im znacznie lżejsza sakiewkę ale głównie zapewniła o swojej gościnności. Jej kamienica była całkiem pojemna dla gości, była w centrum miasta ale z tego powodu trzeba było zachować pozory, że nic niezwykłego się tam u młodej szlachcianki z dalekiego południa Imperium nie dzieje.
Więc przynajmniej mieli jakieś zasoby od koleżanek ze zboru aby nie musieli płacić wyłącznie z własnych sakiewek za te niewolnice. Tyle, że nawet Łasica nie wiedziała czy jakieś do kupienia będą a jak tak to za ile. Zaś jak wypłynęli na pełne morze to fioletowłosa pokierowała ich na wschód. Teraz zrobiła się czujniejsza. Często zerkała w stronę wysokiego, skalistego brzegu to gdzieś w morze. Co jakiś czas nawet wstawała aby mieć lepszy punkt widzenia. I co jakiś czas mówiła gdzie mają płynąć.
- A czemu on stoi? - Czujne oko wilka morskiego wyłapało co jest nie tak ze statkiem jakiego od jakiegoś czasu się zbliżali. Łasica podejrzewała, że właśnie gdzieś tam jest wyspa jakiej szukali. Tyle, że w ogóle jej nie było widać. Jednak to Norsmen pierwszy zorientował się, że statek stoi na kotwicy.
- Może to jakiś kupiec? Bo ta wyspa gdzieś tam powinna być. - Kamratka Burgund sama nie była tego pewna. A, że coś jest na rzeczy to poznali jeszcze z pół pacierza później. Okazało się, że ta wyspa przemytników to właściwie łacha piachu. Gdy morze było wzburzone to wysokie fale przelewały się nad nią zakrywając ją całkowicie. Na szczęście teraz było dość spokojnie. Ale wyjaśniało dlaczego statek jaki sporo wystawał ponad fale, dojrzeli wcześniej niż tą łachę. Dopłynęli do niej a sama wyspa okazała się pusta.
- To czyli są tylko oni. - Łasica stwierdziła wpatrując się w łajbę jaka bujała się na falach. Dla Egona przypomninała “Starą Adele”. Tylko nie była aż tak stara. I widać było sylwetki jakie kręciły się po pokładzie. Też musieli dostrzec już wcześniej nadpływającą łódź więc i im się przypatrywali.
- Myślisz, że to przemytnicy? - Gezackt zagaił łotrzycę jaka z nich wszystkich była jedynym tubylcem.
- Możliwe. Jeśli słyszeli o tej wyspie to mogli przypłynąć na handel licząc, że też ktoś jednak przypłynie. Bez sensu tu kotwiczyć z innego powodu. Powinni albo płynąć dalej ale wpłynąć do portu. - Włamywaczka wzruszyła ramionami gdy wpatrywała się w kołyszącą kogę. - Dobra, słuchajcie, nie ma co tracić czasu na zgadywanki. Nikogo innego i tak tu nie ma. Albo podpływamy do nich zagadać albo wracamy do portu. - Teraz zerknęła na swoich towarzyszy.
- Wracać bez sensu. Jak mają coś z przemytu to nie będą o tym trąbić dookoła. Ja bym tam przybił i pogadał. - Lars był skory spróbować rozmów z załogą statku.
- Ja wam nie będę bruździł. Powiecie, że wracamy to wracamy, powiecie, że gadamy z nimi to gadamy. - Gezackt wybrał neutralną opcję. Martin jako jego podwładna nie zabierała już głosu. Widać było, że z Łasicą przypadły sobie do gustu i przez sporą część rejsu żwawo ze sobą rozmawiały. Łotrzyca więc spojrzała na Egona.
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Kołodziejów 14; kamienica Joachima
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
Warunki: jasno, ciepło, cicho ; na zewnątrz: dzień, mżawka - pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)Joachim
Dobrą stroną wolnego zawodu było to, że nie trzeba było zrywać się z samego rana tak jak to robiła służba, rzemieślnicy czy sklepikarze. Joachim mógł dziś skorzystać z tego przywileju aby odespać dłużej ostatnie przygody. Wczoraj od Pirory wrócił już po zmroku. Na szczęście poza przechodzeniem przez błotniste kałuże nie spotkało go nic przykrego. Po ciemku jednak to miasto wydawało się o wiele straszniejsze niż w dzień. Zwłaszcza jak się szło samemu. Dało się zrozumieć czemu Fabienne zabrała się właśnie z końcem dnia. Chociaż i tak miała lżej bo wracała swoim powozem.
Teraz jak młody astromanta i początkujący demonolog zaczynał nowy dzień miał okazję poukładać sobie w głowie wczorajsze wydarzenia. Egon wrócił do miasta prosto z Norsci. I przyprowadził ze sobą kilkoro sojuszników stamtąd. Dało się wyczuć, że czują ogromny respekt do Mergi Złotookiej i to głównie ona ich namówiła na dołączenie do gladiatora. Oraz widok fantów jakie kultyści zrabowali ze świątyni Mananna. Te namacalne dowody ich skuteczności też dawały Norsmenom nadzieję, że może nie wszyscy południowcy to nieudacznicy jakich można co najwyżej łupić i brać w niewolę.
Gdy opowiedział im o planach zdobycia artefaktu związanego z Siostrami to reakcję były różne. Lars potraktował to lekko ale skoro chodziło o rabunek i może okację do bitki to wydawał się być chętny. Astrid nie dała konkretnej odpowiedzi. Może jakby wiązało się to z ekscytującymi przygodami i romansami godnymi umieszczenia w sadze to by zdradzała więcej entuzjazmu. Jednak nie powiedziała, że całkiem jej to nie interesuje. Za to dobrze dogadywała się z kultystkami, tak szlacheckiego pochodzenia jak i z tymi z ferajny. Więc może w ten sposób dałoby się ją namówić do współpracy. Stara wiedźma była zachwycona pomysłem. Chociaż byłaby bardziej gdyby chodziło o dziedzictwo Oster. Sama na razie planowała przejąć opiekę nad hodowlą jaj po Sigismundusie i Strupasie jacy ostatnio wyjechali z miasta. Więc na miejscu została tylko Dorna jaka jednak nie miała wiedzy i doświadczenia aptekarza. Nieźle sprawdzała się w roli jego pomocniczki ale czy na dłuższą metę zniesie trudy hodowli to nie było wiadomo. Dlatego Raisa tym bardziej chciała zająć się tym jak najszybciej i to był dla niej priorytet.
- Ale jakbyś potrzebował jakiś mikstur, ziół czy eliksirów to daj znać. Nieco się na tym znam. Aha. No i jakbyś znalazł jakąś dziewoję do zasiania. To też natychmiast daj znać. - Poklepała go przyjacielsko po ramieniu. Pod tym wzgledem mogła zastąpić Mergę jaka też umiała przygotowywać różne mikstury. Samą wzmianką o magcznej figurce demona Raisa wyraziła zainteresowanie. Ale też go ostrzegła.
- No mam w tym pewne doświadczenie. Ale czy coś z tą figurką pomogę to nie wiem. Przynieś ją to zobaczymy. Brzmi jak przedmiot detykowany do wezwania niezrodzonego. Może jakiegoś rodzaju a może jednego konkretnego. Przynieś to zobaczymy. - Uznała w końcu, że tak z samego opisu to niewiele pomoże. I młodszy mag musiałby jej dostarczyć tą dziwną figurkę aby mogła ją sama zobaczyć i zbadać. Wczoraj jej nie zabrał do Pirory więc nie mógł tego zrobić na miejscu.
- Oh no koniecznie musisz nas z nią poznać! Jak ona taka rozrywkowa to tym bardziej! No i z tymi zwierzoludźmi z lasu. Brzmi bardzo obiecująco. Koniecznie jutro o tym porozmawiaj ze Starszym na zborze. - Darcy i banda Gormula wzbudzili zainteresowanie kultystek. I tak jak się spodziewał Łasica i jej koleżanki były bardzo chętne aby poznać ich lepiej. Łotrzyca też zachęcała go aby wspomniał o tym na zborze który miał się odbić jutro. Czyli właściwie już dzisiaj. Tylko po południu a nie tak z samego rana jak teraz.
Przy okazji zorientował się, że zbór działa obecnie w mocnym rozproszeniu. Strupas z Sigismundusem wyjechali z miasta aby założyć nową hodowlę dziedzictwa Oster w jaskini w jakiej kiedyś prowadziła swoje badania. Więc ich od paru dni nie było i nie zanosiło się, że prędko wrócą. Lilly też nie było. Poszła razem z nimi ale z innym zadaniem. Miała porozumieć się ze swoim plemieniem odmieńców i może coś pomóc w tej hodowli. Ale powinna wrócić lada dzień. Póki co jednak jej też nie było. Otto się aktywnie udzielał próbując połączyć różne frakcje w kulcie i właśnie on spotkał jakąś młodą cukiernik jaka miała sny od Sióstr i bardzo chętnie dała się zasiać. Tobias pracował w Akademii i nauczał młodsze pokolenie śmietanki towarzyskiej miasta. Oraz przygotowywał pokój aby przyjąć do siebie Grega, jednego z pacjentów hospicjum jakiego wszyscy mieli za niespełna rozumu. Ale wyglądało na to, że jest on wrażliwy na zew Sióstr, zwłaszcza Vesty. Dlatego Otto z Tobiasem uknuli i właśnie realizowali plan aby tego wyjątkowego pacjenta mieć pod swoim bokiem. Norsmeni zaś dopiero co przybyli do miasta więc planów jeszcze nie mieli. Poznawali się z kultystami i zamierzali rozejrzeć się po mieście. Na razie jednak musiał zacząć nowy dzień.
- Późno wczoraj wróciłeś. Nie było cię cały dzień. - Darcy zauważyła gdy siedzieli znów przy jednym stole. Marlene jak zwykle była milcząca. - Kiedy poznasz nas z tą milady co mówiłeś, że ją znasz? - Zagaiła smukła blondynka patrząc na niego czujnie jakby podejrzewała, że celowo odsuwa moment spotkania z damą o której jej tak barwnie opowiadał w obozie Gormula.
-
Oryginalny autor: Santorine
Egon spał dłużej, niż zamierzał. Choć wczorajsza determinacja nadal paliła się w nim na podobieństwo małej kuli ognia, wojownik stwierdził, że jego ciało samo, zdaje się, egzekwowało na nim swój trybut. Wczorajsze walki i tułaczka z rybackiej wioski pozostawiły go znużonym i choć gladiator zamierzał wstać razem z pianiem pierwszego kura, obudził się dużo, dużo później.
– Wstaję, wstaję… – wojownik przeciągnął się i z niemalże niechęcią wyrwał się ze swojego wyra.
Pośniadawszy naprędce, wojownik podążył w stronę umówionego miejsca. Czuć było petrichor, ten zaś przemieszany był ze zwykłym, słonym zapachem Morza Szponów i pomyj, które mieszczanie aż nadto ochoczo wylewali w rynsztok.
Egon powitał Gezackta jeno machnięciem ręki, obywając się bez zbytnich wstępów, wiadomo było, gdzie zmierzają i po co tam zmierzają.
~
Kiedy w porcie odgonili się od natrętnych spojrzeń tych, co uważali ich za rybaków lub też podejrzewali ich za kogoś jeszcze, Egon usiadł na ławie w łodzi i począł wiosłować, jako że niewielu dorównywało mu krzepą, przeto musiał ją wydatkować na korzyść całej grupki.
– Dobrze, że Lady Soria nas wsparła, być może nawet rzecz z zasiewem będziemy mogli ruszyć już od tej wyprawy – Egon dumał na głos. – Jeśli w istocie będzie i tak, że coś mieć będą…
Egon bowiem spodziewał się, że targ niewolników mógł być zlokalizowany gdzieś indziej, a nie na samej wyspie.
- A czemu on stoi? - Lars pierwszy dostrzegł okręt.
- Może to jakiś kupiec? Bo ta wyspa gdzieś tam powinna być.
- Wracać bez sensu. Jak mają coś z przemytu to nie będą o tym trąbić dookoła. Ja bym tam przybił i pogadał.Egon zastanowił się chwilę i rzekł:
– Iście, mus tam nam płynąć – rzekł, domyślając się, że “wyspa niewolników” była niczym innym, jak tylko umówionym punktem. – Sprytne, wcale sprytne… Teraz, skoro już żeśmy się tak daleko wypuścili, musimy koniecznie płynąć dalej!
Egon zaczął wiosłować żywiej, obierając za cel statek, który zapewne był kryjówką niewolników.
- No to płyńmy. - Łasica zgodziła się z pomysłami kolegów. Ci więc naparli na wiosła aby pokonać ostatni odcinek. W miarę jak się zbliżali, z podskakującej na falach łodzi widzieli jak coraz więcej marynarzy podchodzi do burt aby przyjrzeć się kto do nich nadpływa. Widocznie się ich nie obawiali bo nie było widać aby chwytali za broń. W pewnym momencie jednak łotrzyca siedząca na rufie rybackiej kruszyny zbystrzała.
- Ej, słyszeliście to? - Popatrzyła szybko na swoich kamratów. Widać było, że niezbyt wiedzą o co ich pyta. Egon też nie słyszał nic szczególnego. Ot, plusk fal o burty i wiosła. Lars też wzruszył ramionami i pokręcił głową. - Coś jakby… Stukanie? - Dziewczyna z ferajny zmrużyła oczy gdy próbowała im wyjaśnić co usłyszała. Zbliżyli się jeszcze bardziej, już burty kogi górowały nad wiosłową jednostką.
- O, teraz jakby coś stuknęło. Faktycznie. Może coś im się poluzowało? - Gezackt pokiwał głową. Egon też teraz to usłyszał. Jakby coś gruchnęło o pokład za drewnianą burtą statku.
- Może. Albo coś spadło im na pokład. - Lars też starał się wpaść co mogło wywołać ten hałas.
- Ej ale to jeszcze jakby ktoś krzyczał? Nie słyszycie? - Łasica popatrzyła na nich czujnie. Ale albo miała lepszy słuch niż reszta albo te odgłosy ustały. Zresztą z góry usłyszeli męski, jowialny głos płynący z góry.
- A! Czyżbyśmy mieli gości? Witajcie przyjaciele! - Przy relingu pokazał się gruby kupiec arabskiej urody z charakterystycznym turbanem na głowie. Uśmiechał się do nich życzliwie i zerkał w dół ze swoich wysokości.
- Witaj kapitanie! Przybyliśmy pohandlować! - Zawołała Łasica zadzierając głowę do góry. Słysząc to grubas w luźnych ale barwnych szatach rozpromienił się jeszcze bardziej.
- Ah to wspaniale! Chodźcie, chodźcie! Zrzućcie drabinkę naszym przyjaciołom! - Ostatnie rzucił do swojej załogi. Rozległ sie tupot bosych nóg po drewnianym pokładzie i po chwili z relingu zrzucono sznurową drabinkę. Gezackt zaczął nawigować swoim wiosłem aby podpłynąć w jej stronę. Z bliska fale zdawały się złośliwie rozdzielać i wciskac między obie jednostki jakby Manann nie chciał im pozwolić na spotkanie. Z góry jeszcze zrzucono linę i Łasica zaczęła ją wiązać aby łódź im nie odpłynęła. Po chwili wszystko było gotowe aby po kolei mogli się próbować wspinać na pokład większej jednostki.
Egon, usłyszawszy rozmowę, uśmiechnął się z satysfakcją. Wiosłował nieco raźniej, teraz, kiedy wiadomo już było, na czym stoją. Łódź podpłynęła bliżej, a kiedy wreszcie znalazł się u samych stóp okrętu, przystanął.
– Pójdę pierwszy – rzekł Egon. – Niby znajomi albo i nie, ale jak się coś kroić ma… Sami wiecie. Lars, ty weź ze sobą kufer i idź na samym końcu.
Egon stwierdził, że łodzi nie było co pilnować, skoro handlarze mieli ze sobą okręt - mało prawdopodobne było, że połaszą się na łajbę, którą przypłynęli. A i też mało prawdopodobne było, że ich oskórują z kosztowności. Koniec końców, nawet handlarze niewolników mieli jakąś reputację. Egon co prawda nie przypuszczał, że mogło dojść do burdy, jednak gladiator jako czciciel Pana Krwi co rusz widywał w swym umyśle sceny bitew, które nieuchronnie sprawiały, że jego myśli kierowały się w stronę szczęku oręża i wrzasków wojennej agonii.
Egon zaczął się wspinać po drabince na górę.
Gdy gladiator wszedł na pokład od razu za nim zaczęła wchodzić Łasica. Zwinna jak zwykle. Zaś on dojrzał dookoła siebie zbieraninę przeróżnych typów ludzkich. Prawie wszyscy byli na bosaka, zwykle mieli jakiś długi lub krótki nóż w pochwie przy pasie. Niektórzy mieli szable, topory czy miecze. Nie sprawiali jednak wrażenia agresywnych, raczej zaciekawionych. Zresztą było ich na tyle wielu, że pewnie mogli być ufni w swoją przewagę liczebną przeciwko kilkuosobowej grupce. Jednak jedna postać wyróżniała się w tej morskiej gromadzie. Zwłaszcza jak ich przywitała na pokładzie.

- Ah witajcie przyjaciele! Niech bogowie nasi i wasi sprzyjają tej wizycie! Jestem Munir Kamir a wy jesteście na moim statku! - Kupiec strojem i śniadą karnacją zdradzał, że jest z dalekich, południowych krain. W reikspiel mówił też z wyraźnie obcym akcentem. Jego szaty jednak wyglądały na bogate i dobrego gatunku. Brodę też miał starannie przystrzyżoną. Przyglądał im się w życzliwością i ciekawością. Kolejni podróżny wchodzili po drabince stając obok gladiatora. Ostatni wszedł Lars, trzymając skrzyneczkę z kosztownościami jakie wczoraj podarowała im lady Soria. Łasica przejęła sakiewki koleżanek, ot na wszelki wypadek aby nie było wszystko w jednym miejscu.
- Witaj przyjacielu! Radam cię powitać w naszych rodzinnych stronach! Przypłynęliśmy do ciebie bo chcemy ci pomóc w rozprowadzaniu u nas twoich towarów! - Łotrzyca przywitała się z podobną swadą co morska widownia przywitała z pomrukami uznania i rozbawienia. Niektórzy coś się pytali jakby nie usłyszeli lub nie zrozumieli jej słów.
- Cudownie się składa piękna niewiasto! Wasz cesarz w swojej przenikliwej mądrości zakazał niewiernym handlować w swoim potężnym Imperium! Dzięki temu możemy się tu dziś spotkać i ubić świetny interes! - Kupiec wzniósł obie dłonie do nieba jakby chciał pobłogosławić imperatorowi. Chociaż była w tym zakamuflowana nutka szyderstwa.
- Ktoś ci zabronił u nas handlować? - Gezackt zaciekawił się jakby nie był pewien czy on dobrze zrozumiał słowa arabskiego kupca.
- Kapłani Sigmara i im podobni. Na szczęście w Marienburgu czy Erengradzie nie mają takich wpływów na interesy. Ale niestety tutaj u was zmuszeni jesteśmy spotykać się poza portem. - Munir zrobił zbolały gest łapiąc się za serce jakby mu krwawiło nad tym utrudnieniem w wymianie dóbr.
- Oni zawsze się wtrącają i psują interesy. - Lars sarknął jakby też miał podobne doświadczenia ze swojej morskiej przeszłości. Ich gospodarz ze zrozumieniem pokiwał głową zgadzając się z nim.
– Witajcie, zacny panie Munir – rzekł Egon, dziwnie czując się wymawiając imię człeka, który bez wątpliwości pochodził z dalekich ziem, na co wskazywałby jego wygląd. – Szczęściem, żaden z nas nie jest żadnym prawiczkowatym klerykiem, jeno sami konkretni mężowie czynu i interesu…
Egon przystanął, zbierając myśli. Co prawda, być może, wypadałoby pogawędzić, jednak spodziewał się, że Munir wyczekiwał, cóż to za interesa ich sprowadzały. Jako że mieli przed sobą cały dzień, w którym sam chciał zaopiekować się innymi sprawunkami, puścił w diabły konwenanse i rzekł:
– Onuż, zacny panie Munir, rozumisz, jak to Łasica już rzekła, my tu w interesach przychodzimy. Podwójnych nawet, potrójnych. Ale trza po kolei… Lars, rzeknijmy no Munirowi, jakież to interesa chcemy tu prowadzić.
Egon stwierdził, że dobrze by było, żeby to Lars wypowiedział się pierwszy o szykującym się połowie łyczków i wynikającej z tego potrzeby dobrego okrętu, którym będą przewozić towar na wyspę niewolników. Po części dlatego, że idea wynikła od samego Larsa i dobrze by było, by korsarz miał też jakiś w tym swój udział. O kupnie niewolnic porozmawiają z chwilę.
- Prawiczkowi klerycy? - Ich gospodarz powtórzył słowa gladiatora ale z tonem i mimiką świadczącą, że nie wie czy to traktować jak dowcip czy jakąś lokalną odmianę słownictwa jakiego jeszcze zbyt dobrze nie znał.
- Chodzi o tych togach co przeszkadzają obrotnym ludziom robić interesy. Tak na nich mówimy. - Łasica szybko wyjaśniła nowemu znajomemu a Arab rozpromienił się.
- Ah tak! Właśnie! Tylko przeszkadzają! Ale cóż, dzięki nim możemy się tu dzisiaj spotkać. - Śniady kupiec nawet w tak niesprzyjających okolicznościach potrafił dostrzec coś pozytywnego. A jeszcze jak brodacz zaczął mówic o wielokrotnych interesach jakie przybyli tu zrobić to mężczyzna w egzotycznych ale barwnych szatach rozpromienił się jeszcze bardziej.
- Oh interesy! Niech błogosławione będą po stokroć i po stokroć moi przyjaciele co przybyli je zrobić! - Zawołal unosząc dłonie ku nieby jakby prosił bogów o łaskę dla siebie i swoich partnerów handlowych. Dopiero wtedy Norsmen zdołał dojść do głosu.
- Ano przyjacielu to się świetnie składa. Bo widzisz jak to moi koledzy powiedzieli my chętnie zrobilibyśmy jakieś interesy. - Wojownik zrobił parę kroków do przodu i trzymając skrzyneczkę od lady Sorii pod pachą zwrócił na siebie uwagę kupca. Zaś kanciasty pojemnik także zaciekawił kupca.
- Słucham cię przyjacielu, jak możemy sobie pomóc nawzajem? - Arab uśmiechnął się do niego aby zachęcić go do przedstawienia swojej propozycji.
- Wy tam na południu lubicie zywy towar prawda? My na północy też. Ale niestety tutaj mają na to bardzo przestarzałe poglądy. - Korsarz zaczął mówić o co mu chodzi. Gospodarz zaś zaśmiał się i pokiwał głową.
- O tak, to prawda! Ci imperialni są całkiem niemodni! Nie wiedzą co tracą! - Okazał pełnie zrozumienia dla przybysza z północy mimo, że pochodzili z całkiem odmiennych krain to w obu kwitł handel niewolnikami. Za to w Imperium i większości cywilizowanych krain był on zakazany lub mocno utrudniony, zakamuflowany pod płaszczykiem różnych służb, powinności, spłaty długów czy pańszczyzny.
- Właśnie o to chodzi. Myślimy tutaj rozwinąć taki interes. Ale sam wiesz, łatwiej może być pozyskać żywy materiał niż go potem przetrzymywać czy sprzedać. Przydałby nam się wspólnik który by mógł skupować od nas taką dwunożną głowiznę. - Norsmen nie bawił się w ceregiele tylko prosto przedstawił kupcowi pomysł na interes. Ten zaśmiał się wesoło gdy to usłyszał.
- Przyjacielu! Trafiłeś na właściwego człowieka! Ja chętnie skupię taki towar! Ale nie rozmawiajmy pod gołym niebem jak jacyś barbarzyńcy! Zapraszam do siebie. Łatwiej się rozmawia jak jest czym przepłukać gardło. - Kupiec rozpromienił się ponownie i gestem zaprosił ich w stronę rufy. Była tam nadbudówka w jakiej pewnie mieściły się kajuty załogi i oficerów. Lars nie miał większych oporów i ruszył za nim. Łasica też dając Egonowi znak aby dołączył do nich. Nagle usłyszeli jakiś łomot spod pokładu i jakby krzyk.
- Co to było? - Łotrzyca zapytała ich gospodarza jakiemu na moment spełzł uśmiech z twarzy. Spojrzał na nią z zastanowieniem.
- Przejściowe trudności. Ale was nie dotyczą moi przyjaciele. Chyba mamy interes do omówienia co? - Zapytał dając znać, że wolałby się skupić właśnie na tym. Fioletowowłosa spojrzała pytająco na swoich kamratów. Lars lekko wzruszył ramionami i skinął głową na znak, że nie ma nic przeciwko kontynuacji negocjacji w kajucie.
“Niewolnicy pod pokładem”, Egon pomyślał natychmiast. Okręt, na którym byli, pewnikiem mógł pomieścić parę ich tuzinów. Sam niewiele myślał o ich losie, bardziej będąc zainteresowany rozwojem misji kultu.
Sam gladiator zaczął natychmiast przygotowywać w umyśle, w jaki sposób podejdą do negocjacji, bowiem jasne było, że ceny i w ogóle całe przedsięwzięcie będą musieli już mieć ustalone natychmiast, kiedy bowiem zjawią się tu po raz kolejny, będzie to konkretny łup, z którego zarobią - część z tego łupu pójdzie na złoto dla kultu, inna zaś część zasili formującą się hodowlę jaj Oster.
– Chodźmy, chodźmy – Egon ochoczo rzekł z uśmiechem i skłaniając głowę.
Zamierzał pozwolić się prowadzić pod pokład, acz i bacznie oglądając się tu i wokół. Interesa wkrótce miały zostać przypieczętowane.
Przeszli więc po kolei za swoim gospodarzem. Najpierw na tył pokładu, potem do ciasnego korytarza. Kawałek dalej były drewniane schody jakie prowadziły na poziom wyżej. Kupiec otworzył drzwi i znaleźli się w kajucie wielkości przeciętnego, pokoju w karczmie. Co Egona nie powinno dziwic bo na “Starej Adele” układ pomieszczeń wyglądał podobnie. Tu jednak ociekało egzotyką. Drewnianych ścian prawie nie było widać zza bogato zdobionych arrasów a podłogę przykrywał puchaty, barwny dywan jakiego nie powstydzono by się i w szlacheckich rezydencjach. Do środka Munir Kamin wszedł z jednym ze swoich ludzi. Z tyloma gośćmi zrobiło się ciasno. Kajuta zdecydowanie nie była zaprojektowana na takie wizyty.
- Siadajcie przyjaciele! - Zachęcił ich gestem wskazując na wielkie poduchy które widocznie pełniły rolę siedzeń. Łasica i Lars przyglądali im się z zaciekawieniem. W końcu on usiadł na jednej więc ona na drugiej. Gospodarz zasiadł na wielkiej, granatowej co wyglądała na atłasową z ozdobnymi, złotymi frędzlami. Jego człowiek pełnił rolę kamrdynera i zaczął rozdawać swojemu panu i jego gościom ozdobne, mosiężne kubki a potem nalewał do nich jakiś aromatyczny napar o nieznanym zapachu.
- Ah. Więc mowicie, że możecie dostarczyć żywy, dwunożny towar? Ciekawe, ciekawe… Mówcie dalej. - Gospodarz zachęcił ich życzliwym głosem i spojrzeniem.
- No możemy. Na razie dopiero rozkręcamy interes ale dobrze jakbyśmy mieli komu opchnąć ten towar. Bo pewnie rozumiesz, że tu na miejscu to trochę z tym trudno. - Lars też wznowił wcześniejsze rozmowy. Arab pokiwał głową owiniętym turbanem na znak, że rozumie.
- No dobrze, to wy byście mogli dostarczać te dwunożne bydło. To interesująca oferta. Zwłaszcza młodych, silnych i zdatnych do pracy. Za wojowników, też dobrze zapłacę. To chodliwy towar. Za ładne gąski też. Ładne he he drodne gąski też dobrze schodzą. Starych i chorych lepiej nie. Po co tacy komu? Słabo idą. No chyba, że coś umie. Jakiś skryba może się komuś przydać nawet jak jest stary. No i magowie. Osoby z mocą to ryzykowna branża brać ich na pokład, trzeba uważać. Ale też się znajdą chętni na takich. No jakbyście dostarczali taki towar to moglibyśmy zrobić dobry interes. - Kupiec w paru zdaniach określił jakiego rodzaju niewolnicy najbardziej by go interesowali. Lars pokiwał głową i nie wyglądał na zaskoczonego.
- No młodzi, zdrowi i silni aby byli zdolni do pracy. No wiadomo. - Norsmen przytaknął, że taka rzecz powinna być do zrobienia ale jeszcze zerknął na dwójkę kultystów.
- Nas najbardziej by interesowały dorodne gąski. - Łasica bez wahania uzupełniła wypowiedź kolegi. To gospodarza nieco zdziwiło. Przypatrzył się jej z zaciekawieniem po czym na jej dwóch towarzyszy.
- Dorodne gąski? No tak, pewnie. Zwykle jakieś się trafią. Nie aż tak wiele jak zwykłych chłopów i niewolników ale trafiają się. - Mimo pewnego zdziwienia Kamir wydawał się być w stanie dostarczyć taki towar.
– Zaiste, dobry to plan, panie Munir – Egon skinął głową. – Tedy zdaje się, że co do fundamentów porozumieliśmy się. My dostarczymy dobry towar, a i pilnować będziemy, co by tylko łapać tych najlepszych, zdatnych do pracy i wojowników. Sam wszak wolałbym poniechać guślarzy i temu podobnych, czarnoksięstwo to bowiem rzecz niebezpieczna. Dobrze, dobrze… Wkrótce też zorganizujemy się i zaczniemy tutaj towar zwozić. Tutaj, na ów okręt, rozumie się? Lub też wolelibyście gdzieś indziej?Egon zatarł ręce, planując i zastanawiając się, co dalej. Podejrzewał, że Munir ma niewolników tu, na pokładzie, jednak temat kupna pierwszych nosicielek pod zasiew zamierzał zostawić na sam koniec.
-
Oryginalny autor: Santorine
– Trza nam wszak zaplanować jeszcze rzecz kolejną, przejdźmy do konkretnych sprawunków. Jaka stawka za wojowników? A jaka za tych zdatnych do pracy? – tu Egon rzucił okiem na Larsa, był pewien bowiem, że korsarz rozeznawał się znacznie lepiej na handlu żywym towarem, niż on sam i liczył na to, że Lars wspomoże go w wycenie.
Przerwał i dodał jeszcze:
– I rzecz druga. W planach mamy rozwinięcie interesu znacznie. Okrętu tedy szukamy, co by można drogą morską luda przewozić. Jeśli kontakty masz odpowiednie, zainteresowani byśmy byli… Zda mi się, że onym sposobem ugramy znaczny profit.
Egon na sam koniec wspomniał o zyskach, chcąc zaskarbić sobie względy kupca z dalekich krain.
- Statek? Ja się nie zajmuję statkami. - Arab zmarszczył brwi jakby w ogóle nie spodziewał się takiego pytania. Szybko jednak uśmiechnął się aby przykryć to pierwsze zaskoczenie. - Oczywiście dla moich drogich przyjaciół mogę coś popytać w Erengardzie czy Marienburgu. Zapewne tam można by coś takiego znaleźć. - Kupiec poinformował ich jakie ma możliwości w tym względzie. - Za tymi niewolnikami możemy się wymieniać tutaj. Wolałbym nie wpływać do waszego portu. Raz, że przez waszych prawiczkowatych kapłanów mam zakaz a dwa niewolnicy to bardzo nielubiany tutaj towar. Wystarczyłby jakiś donos albo zbyt wścibska kontrola i wszyscy byśmy mogli mieć nieprzyjemności. - Doradził im co uważa za rozsądne w ich wspólnym interesie.
- Tutaj może być. Nawet łodzią da się tu przypłynąć. Chociaż to trochę czasu zajmuje. A jak często tu bywasz? Najlepiej byłoby w Marktag. Wtedy tu jest największy ruch. Albo dzień przed Festag. Albo wyślesz kogoś łodzią do miasta aby dać nam znać, że masz coś dla nas. - Łasica wróciła do rozmowy o szczegółach do dalszych spotkań. Teraz arabski brodacz musiał sie zamyślić.
- Dwa razy w tygodniu to nie. Ale na razie nie wracam na południe. Więc możemy umówić się za tydzień. W Marktag może być. Albo wyślę wam kogoś szalupą. Tylko gdzie? - Munir był gotów pójść na taki wstępny kompromis.
- Do tawerny “Wesoła Mewa”. Wiadomość dla Łasicy. Możecie zostawić u barmanki, taka ładna, zgrabna, cycata blondynka. - Łotrzyca szybko podała swój stały punkt kontaktowy i spojrzała na kolegów. Lars tylko wzruszył ramionami dając znać, że za słabo zna miasto aby dyrygować w tym zakresie.
- A co z ceną? Jak będziemy się rozliczać? - Zapytał Norsmen przypominając o pytaniu gladiatora.
- Za mikrego chłopa dam z osiemdziesiąt. Za przeciętnego ze sto, sto dwadzieścia. Za silnego albo rzemieślnika co ma fach w rękach to i półtorej stówy. Za naprawdę rarytas, to i ze dwie. Ale jak szukacie jakiś dorodnych gąsek to możemy się rozliczyć w żywym towarze ale też wedle tego kursu. - Gospodarz siedzący na wielkiej, granatowej poduszce zdobionej frędzlami i złota nicią naszkicował im cennik takiej wymiany.
“Jeśli próbowałby nas wykiwać, Lars już by coś powiedział” - pomyślał Egon, który co rusz zerkał na korsarza. Stawka wydawała mu się dobra, choć z drugiej strony, sam niewiele znał się na procederze, toteż jakakolwiek cena w złocie byłaby dobra dla gladiatora.
– Brzmi dobrze – rzekł Egon, który skubał swą przydługą brodę i który już myślał, jak to będzie, kiedy będą łupić wsie ku chwale Pana Krwi.
Tu zwrócił się jeszcze do Łasicy i Larsa:
– Trza będzie w takim razie przysposobić jakieś miejsce u nas na przechowanie łyczków, zanim ich sprzedamy.
Była jeszcze jedna rzecz, o której nagle pomyślał, jednak będzie trzeba to omówić nieco później - jaką bowiem część zysku przeznaczą na zakup nosicielek jaj Oster, zaś jaką na czysty zysk dla Larsa? Egon myślał, że będzie to pół na pół, jako że co prawda jaja Oster były ważne, to wszak rozwój interesu i pieniądze z handlu także musieli przy tym mieć, tak, jak wcześniej mówił Lars. Był także rad z tego, że Munir miał jakieś dojście do ludźmi handlującymi okrętami.
– Dobrze, dobrze… – powtórzył gladiator, teraz już do Munira. – Mamy coś jeszcze? – zapytał Łasicę i Larsa. – Zdaje mi się, że tu wszystko już ustalone… Trza nam będzie jeszcze zakupić pierwsze nabytki, na to, żeby zacny pan Munir wiedział, żeśmy poważni kupcy są! – tu skinął na szkatułkę ze złotem trzymaną przez Łasicę.
- Oh, no właśnie. Bo na początek byśmy szukali jakichś dorodnych gąsek. Masz jakieś na stanie? - Łasica jaka chwilowo zamilkła gdy przysłuchiwała się rozmowie, teraz się ożywiła. Wymownie, pieszczotliwym ruchem, pogłaskała małą, ozdobną szkatułkę jaką wczoraj im dała lady Soria. Kupcowi aż się cała twarz zaśmiała na ten widok. Powiedział coś do swojego służącego a ten wysłuchał go, skinął głową i wyszedł z kajuty. Słychać było jakby przekazywał polecenie komuś na korytarzu i gdy skończył, szybko wrócił do środka. Pokiwał głową do swojego władcy a ten zaśmiał się z zadowolenia.
- Zaraz przyjdą. - Wyjaśnił im gospodarz. Towarzysze gladiatora też się ucieszyli. Po jakimś czasie w drzwi ktoś zapukał. Wszyscy w kabinie spojrzeli w ich stronę. - Wchodźcie, wchodźcie! - Zawołał jowialnie. I do środka wszedł jakiś zbrojny o ciemnych włosach ale wyglądający na Staroświatowca. Minę miał spiętą. Szybko przecisnął się pomiędzy gośćmi i nachylił się. Coś cicho i szybko zaczął mówić do swojego arabskiego zwierzchnika. Widać było, że ten jest zaskoczony i chyba niezbyt ucieszony. Łasica popatrzyła po swoich sąsiadach. Lars zrobił minę sugerującą, że wie tyle co ona, Gezackt wzruszył ramionami. Zaś cicha konsultacja na głównej poduszcze właśnie się zakończyła. Ich brodaty gospodarz machinalnie wrzucił sobie suszony owoc do ust i przeżuwał jakby w ogóle tego nie zauważał. Sapnął i znów uśmiechnął się ciepło do swoich gości.
- Ah moi przyjaciele. Nastąpiły pewne komplikacje. - Zaczął przepraszającym tonem po czym odłożył miseczkę z drobnymi suszonymi owocami na niski stolik. Lars i Łasica obserwowali go uważnie ale czekali co im obwieści.
- Te komplikacje o jakie pytałaś wcześniej urocza przyjaciółko. - Kupiec spojrzał z uśmiechem na łotrzyce.
- Te z spod pokładu? - Dziewczyna z ferajny pokazała palcem w dół, od razu przypominając sobie o co go pytała jeszcze na pokładzie.
- Tak, właśnie te. - Munir skinął głową z zadowolony z takiej odpowiedzi. - No cóż. Te drobne komplikacje właśnie nieco wymknęły się spod kontroli. - Przyznał tak jakby wolał tego nierobić. Towarzysze gladiatora zmarszczyli brwi jeszcze bardziej. - I to tak niefortunnie, że blokują drogę do dorodnych gąsek jakie was tak interesują. To może troszkę potrwać zanim sytuacja zostanie opanowana. - Zaczął im wyłuszczać o co chodzi.
- A ile? Bo my jeszcze musimy wrócić do miasta a już jesteśmy umówieni na parę rzeczy. - Łotrzyca nie bawiła się w ceregiele. Spojrzała na swoich kolegów. W końcu po południu miał się zacząć zbór na “Adele” a większość z nich przyjęła zaproszenie od szlachcianek na wieczorne spotkanie w teatrze.
- Trudno powiedzieć. Właściwie to pomyślałem, że może nawet moglibyśmy sobie pomóc nawzajem. - Arab odpowiedział po chwili namysłu. Znów przykół uwagę towarzystwa. - Te przejściowe trudności blokują nam wszystkim drogę do naszych uroczych gąsek. Póki nie usuniemy przeszkody to nikt się do nich nie dostanie. - Tłumaczył im cierpliwie.
- No dobra. Co to jest? - Lars jednak wolał bardziej bezpośrednie podejście. Brodacz zawahał się na chwilę jakby sondował ich reakcję.
- Troll. - Odparł w końcu.
- Macie tam trolla? - Łotrzyca jeszcze raz wskazała palcem w dół i widocznie była tym zdziwiona. Kupiec wzruszył ramionami.
- Za takie stworzenia są dobre ceny jeśli wiesz gdzie ktoś chce kupić coś takiego. Niestety potrafią być troszkę kłopotliwe w transporcie. - Wyjaśnił gospodarz i czekał na to co teraz zrobią.
“Kurwa, troll na okręcie”? – Egon machinalnie przeczesał siwą czuprynę, sam nie wiedząc, czy z Munira był frant lub też głupiec, jednak całkiem poważna mina kupca, a tak samo i jego sługusa sugerowały, że zaiste, gadał poważnie. Był się niemal złapał za głowę, jednak zachował rezon. Jeśli w istocie troll był na pokładzie, trzeba to było wyzyskać.
– Trolle? – rzekł Egon z nonszalancją. – Ano, zabijałem bestie, jeśli i było trzeba. Jak to było, skoro żeście go tu sprowadzili…? Bestia ma przeżyć, czy ma być tak, że karku drab ma dać?
Egon myślał, masując swoją brodę.
– Przeżyć musi, ale wcale nie łatwo takiego kiepa będzie z powrotem zniewolić – zawyrokował gladiator. – Rzeknijcie no, panie, jak to się stało, że uciekł? Nie macie kajdan z rodowitego żelaza z Nuln, lub też innych odpowiednich rzeczy? Z chęcią wam pomożem, ale wszak nie za darmo. Dajcie nam za pomoc ze dwie tudzież trzy gąski, skoro nam potem i krwią przyjdzie przypłacić sprowadzenie draba do porządku.
I kontynuował:
– Ja i Lars wprawni żeśmy w bitce, szczególnie zaś ja, z czego żem cały żywot w bitce przepędziłem. Zanim tam do środka wejdziemy, rzeknijcie, jak to bestię przechowujecie? W kajdany zakuwacie? Albo też jakoś inaczej? Rzeknijcie no, cny panie Munir, jak mogę wam pomóc? Po mojemu to sprawę łacno by rozwiązać można obuchem topora w łeb… A potem się pomyśli.
Egon nagle pożałował, że nie było wśród nich Raisy, która niechybnie miałaby na podorędziu jakieś magiczne dekokty, które mogłyby spętać bestię. Troll, bestia niemalże na podobieństwo ludzkie, wcale nie była lichym zagrożeniem. Egon musiał wywiedzieć się od Munira i dogadać się, jaka będzie taktyka w nadchodzącej bitwie i ile też mogli wyzyskać z niej.
- No ja też potykałem się z tymi stworzeniami. Szkoda, źe nie zabraliśmy Bjorna. On też na różne rzeczy polował. - Lars zapatrywał się na sprawę podobnie jak gladiator. Jakby nie czekała ich lekka przeprawa ale nie taka jakiej by nie sprostali.
- No trafiła się okazja to kupiłem. Jak go dostarczę na miejsce to będę go mógł dobrze sprzedać. Więc przyjaciele, proszę nie ukatrupcie mi go. Martwy do niczego mi się nie przyda. Ścierwo za burtę trzeba będzie wywalić. - Kupiec posłał im proszące spojrzenie.
- Spokojnie przyjacielu, wcale nie jest tak łatwo ukatrupić trolla. - Lars zaśmiał się bez wesołości. Łasica na razie przypatrywała się rozmowie. Uszczęśliwiony Arab spojrzał znacząco na zbrojnego jaki dopiero co wszedł do kajuty.
- Troll był w klatce. Klatka w ładowni. Jak się uwolnił to nie wiem. Jest w ładowni. Rozbił skrzynie, beczki. Ładunek. Dorwał jednego z naszych. Zjada go. Dlatego przestał szaleć. Ale kobiety krzyczą i płaczą. Boją się. Krzyczeliśmy do nich aby się przymknęły. Drażnią go. - Mężczyzna miał smagłą karnację jak Tileańczycy i Estalijczycy. Mówił prostym, łamanym reikspiel. Gdy zaczął mówić patrzył po kolei na trójkę gości jaka się najwięcej udzielała w rozmowie.
- To co z tymi gąskami? - Łasica nie zapomniała propozycji kolegi. Kupiec sapnął jakby nagle zabrakło mu powietrza. Złożył swoje pulchne dłonie i miał minę jakby rozdzierała go jakaś wewnętrzna tragedia.
- No mam cztery gąski. Jak mi gładko spałujecie tego trolla bez dalszych strat dam wam wybrać dwie. Jak jednak zdąży jeszcze kogoś ubić i strat na robi ale jednak go pokonacie to ja wam wybiorę dwie. Jak go ubijecie to dam wam tylko jedną za fatygę. - Brodacz popatrzył na główną trójkę czy im pasuje taka oferta.
– Dobrze, dobrze… – Egon z zadowoleniem skubał swoją długą brodę.Wyglądało na to, że dane im będzie gracko wykorzystać sytuację, jeśli tylko okaże się, że się wykażą. Ba, zaiste, jeśli ubiją bestię zaledwie, to już dostaną nieco już tego żywego towaru pod zasiew jaj Oster - iście, złoty interes się rysował i Egon imaginował, że jeśli taki uzysk będzie za każdym razem z Munirem, to przed Kultem rysowały się prawdziwie złote czasy.
Na celebrowanie wszakże było jednak za wcześnie. Egon rzekł:
– Dobra, panie Munir, ale zanim zabierzemy się do roboty… Rzeknijcie, czym go dotychczas trzymaliście? Sznury macie, jakieś sieci, tudzież dekokty, którymi odurzaliście bestię…? Jak to się stało? Mus mi zobaczyć tego trolla najsampierw! Lars, później rzeknę ci, jaki plan będzie… Ach, i rzecz druga. Sami, we dwóch mamy powalić tego draba? Ja i Lars? Macie tu jakichś wojów, co wspomóc by mogli?
- No to pójdźmy. - Kupiec uderzył dłońmi w swoje kolana i powstał ze swojej wielkiej, niebieskiej poduchy. Jego służący pomógł mu w tej czynności. Widząc to także i Lars z Łasicą podnieśli się ze swoich poduszek. I może dał jakiś znak a może wojownik jaki przyszedł zaczął mówić sam z siebie.
- Troll nie był związany ale w klatce. Nie wiem jak się wydostał. Teraz nie da się tam wejść bo od razu się rzuca. Ale jak chcecie to liny mamy. - Zaczął mówić ale widząc, że towarzystwo się zbiera do wyjścia wyszedł z kajuty pierwszy i przejął rolę przewodnika. Korytarze a potem drewniane schody były wąskie, musieli iść pojedynczo. Stopnie skrzypiały przy kroku każdego z nich i lekko się uginały. Zresztą podobnie to wyglądało na “Adele”.
- Dawaliśmy mu ryby i wino. Jak się nażarł to spał. Jak spał to był spokojny. - Mężczyzna mówił gdy schodzili na niższe pokłady w pobliżu rufy.
- To by musiało być bardzo silne aby zmóc trolla. Twarde z nich bydlaki i potrafią zjeść prawie wszystko. - Korsarz podzielił się swoim doświadczeniem w tej kwestii. - Ogień mógłby pomóc. - Gladiator usłyszał za sobą głos Larsa.
- Oj wolałbym bez ognia. Tu wszędzie jest drewno albo inne rzeczy jakie mogą się zapalić. - Munir Kamir po chwilowej przerwie gdy pozwalał mówić swojemu załogantowi, teraz wrócił do rozmowy. - Wojów no tak, oczywiście. Mogę wam dać. Pomogą wam. - Teraz wydawał się być bardziej wstrzemięźliwy. Ale może tylko się tak wydawało? Przepuścił wojowników przodem i szedł na końcu ich grupki. Im schodzili niżej tym robiło się gęściej od załogantów. Część z nich trzymała jakąś broń i prawie wszyscy zerkali gdzieś w głąb schodów albo korytarza. Rozmawiali przyciszonymi głosami. Ten czy tamten byli ranni więc jęczeli w boleściach. Tu rozmów prawie nie było. Dało się wyczuć napięcie. Tu już prawie wszyscy mieli broń w rękach. Różnorodną, od pistoletów i łuków po topory i włócznie. Każdy wydawał się być uzbrojony w coś innego. Stali w niewielkim pomieszczeniu gdzie kończyły się schody. Było widać niskie i wąskie drzwi. Ich przewodnich zaczął szpetana wymianę zdań z pozostałymi ktorych tu zastał. Po chwili zwrócił się do swojego kupca jak i jego zbrojnych gości.
- Za tymi drzwiami jest ładownia. On tam jest. Mamy tam towar. Skrzynie, beczki, bele materiału, kłody. On tam narozwalał. Rzuca czym popadnie. A może rzucić i beczką. Jest dość ciemno. - Streścił im jak wygląda sytuacja za drzwiami. I popatrzył na grupkę nowoprzybyłych. Słychać było skrzypienie drewna i jak pokład monotonnie przechylał się w przód i w tył w rytmie nadawanym przez fale. Twarze załogi były spięte i czujne.
Egon strzelił szyją i wyciągnął zza kaftana swoją okutą żelazem pałę, którą czasem używał, kiedy była potrzeba nieco lżejszej bitki, a którą czasem miał na drabów z miasta i na których użycie topora nie miałoby żadnego sensu. Tutaj, jak się zdawało, sprawa przedstawiała się podobnie, trzeba było bestię obić i unieszkodliwić, co sprawiało, że wszystko stawało się bardziej niebezpieczne.
Sam także obawiał się użyć pochodni albo ognia, bowiem łatwo było sprawić, żeby sprawa wymknęła się spod kontroli. Jeśli szczęście by im nie sprzyjało, to zaiste mogliby puścić z dymem cały okręt.
– Dobra, kompanioni, posłuchajcie no… – rzekł Egon, który plasnął okutaną żelazem pałą w dłoń parę razy, przypominając sobie, jak uderzać. – Zrobimy tak. Ja wejdę pierwszy i ściągnę jego uwagę na siebie, wy zaś pójdziecie po bokach… Przyjmę na siebie jego ciosy, spróbuję go sprowokować. Wy zaś uderzajcie z boku, zakładajcie mu haki na nogi, rzucajcie sieci. Żeby go wziąć żywcem, musimy najpierw go przewrócić. Kiedy przewrócimy go, rzucę się cholernemu drabowi do gardła, ale tak, żeby nie ubić go… Odwracać uwagę będę, rozumiecie? W ten czas musicie pomatłać sieci, spleść sznury, jeśli i trza będzie, zwalcie parę skrzyń na niego. Może i zmęczon będzie po tym całym ambarasie, przecież rozwala całkiem sporo. Kupą go weźmiemy. Dobrodzieju, masz może jeszcze jaką tarczę albo puklerz? Przyda mi się, żeby bronić się przed tą kreaturą. Zanim wszak tam jeszcze wejdziemy, przygotujcie sieci albo i jakieś spore płótno, co by mu na łeb zarzucić. Skonfudować go musimy, tak trza zrobić będzie.
Egon przypomniał sobie ostatnią walkę z trollem - wtedy to był z Froyą van Hansem i z Norą. Walka na śmierć i życie z trollem była ciężką przeprawą i wtedy też niemalże gladiator zginął. Tu jednak szło o coś innego. Zapewne będzie trudniej, bowiem troll nie był uwiązany niczym, oni zaś musieli uważać, żeby przypadkiem nie zabić bestii.
– Spróbujemy tylko raz – rzekł Egon. – Jeśli kto poranion będzie albo też jeśli by się miało tak, że bestia zyska znaczną przewagę, będziemy zabić musieli.
Tu Egon wzruszył ramionami.
– Ktoś jeszcze ma coś do dodania? – zapytał Egon, który po cichu liczył, że może ktoś ma jeszcze jakiś sposób. – Łatwiej by było, gdyby jakąś trutkę na sen mu w trzecia włożyć, żeby zasnął. Ale chyba nie mamy takich dekoktów – rzekł jeszcze, żałując, że Raisy nie ma z nimi.
- No nie mamy. - Przyznał ten z wygadany załogant który widocznie pełnił u nich jakies przywódcze role. Rzucił coś w obcym gladiatorowi języku i jeden z marynarzy wyszedł szybko z niewielkiego pomieszczenia.
- Można by mu jakiś koc czy płachtę na łeb narzucić. Aby go oślepić. Wiecie jak koniowi się klapki na oczy zakłada aby był spokojniejszy. - Łotrzyca odezwała się po raz pierwszy od dłuższej chwili. Marynarze popatrzyli na nią zaskoczeni. Część może nie zrozumiała w reikspiel ale inni chyba zaczęli omawiać ten nowy pomysł.
- A możesz to zrobić? - Zapytał ten dowdzący. Łasica westchnęła nieco przesadnie i złapała się za biodra, tak poniętnie opięte skórzanymi spodniami.
- No mogę spróbować. - Rzekła w końcu ale z wyraźną niechęcią. Ten jaki z nimi rozmawiał znów coś powiedział i znów jeden z jego ludzi wspiął się po szchodach znikając im z pola widzenia. Obaj po jakimś czasie wrócili. Jeden wręczył tarczę Egonowi, drugi jakąś płachtę materiału kultystce.
- Dobra Egon. To wchodź pierwszy. Ja będę zaraz za tobą. Łasica ty idziesz za mną. I jak weźmiemy się za niego to będziemy myśleć. Nie ma co robić ptasich planów jak czasem trzeba po prostu kogoś mocno złoić. - Lars uzupełnił plan o nowe elementy. I Łasica, Gezackt oraz ten oficer załogi zgodnie pokiwali głowami.
Egon ze skinieniem głowy uniósł swą obitą metalem pałę i zaczął możliwie cicho zbliżać się drzwi, za którymi była okrutna bestia. Owszem, sytuacja wykluczała możliwość zakradania się i sam Egon niezbyt był wprawny w złodziejskie arkana tak, jak Łasica, ale przecież nie musiał obwieszczać wrogowi, co za chwilę sie stanie. Wojownik przypominał sobie wcześniejsze chwyty i techniki, wiedział bowiem, że czeka go długa, mozolna walka obronna i będzie musiał przyjąć na siebie ciosy draba.
– Chodźmy…
Egon przyjął postawę obronną i wkroczył do środka.
Jeden z marynarzy otworzył drzwi jakie zgrzytnęły gdy coś się przesunęło po podłodze wraz z nimi. Chyba rozkruszona beczka albo skrzynia bo widac było połamane kawałki drewna i solone ryby. Przez co pierwsze kroki gladiator musiał stawiać ostrożnie aby się na tym wszystkim nie poślizgnąć. Pod butami zgrzytały mu kawałki drewna. W pewnym momencie musiał złapać się jakiejś skrzyni aby złapać równowagę. Śliska podłoga na jakiej była cienka warstewka jakiegoś płynu chlupała cicho przy każdym kroku. Do tego pokład regularnie przechylał się na falach do czego brodacz nie był przyzwyczajony. Liny i drewno skrzypiało do tego samego rytmu. Panował półmrok. Liczne bele materiałów, skrzynie, beczki, jakieś pakunki większe od niego, stanowiły labirynt pełen cieni. Kultysta słyszał jak kolejne postacie przechodzą przez ten sam tor przeszkód przez jaki on właśnie przebył. Po chwili obok niego stanął Lars. Rozglądał się czujnie próbując dotrzec zagrożenie. Wydawało się, że poruszają się głośno i niezdarnie, przez to, że co chwila pod butami trafiali na jakieś rozbite graty i chlupała woda czy co to tam było na tej podłodze. Za nimi stanęła Łasica, trzymając jakąś płachtę w obu dłoniach. Przyłożyła palec do ust i pokazała gdzieś na przeciwległy kraniec ładowni. Lars skinął głową i spojrzał na towarzysza, że zgadza się z jej niemą sugestią. Po chwili i Egon usłyszał jakiś dziwny dźwięk. Wybijał się innym rytmem niż skrzypienie lin i drewna, cichy chlupot cieczy pod ich nogami czy turlające się tam i z powrotem butelki i inne drobiazgi. Gdy ruszyli przed siebie gladiator zgniótł jakiś kawałek drewna jakiego nie zauważył w tym półmroku. Ten pękł z głośnym trzaskiem. Idąca za nim Łasica zatrzymała się, tak samo jak Lars. Odgłosy z głębi ciemnej ładowni na chwilę ustały. Jednak wkrótce wznowiły się. Przechodząc obok jakiejś skrzyni tym razem Lars niechcący kopnął jakąś butelkę jaka potoczyła się głośno po podłodze aż wytraciła impet uderzając w inną skrzynię. W pewnym momencie Lars zamarł. I znacząco skinął głową pod jedną ze ścian. Coś tam było. Coś sporego.

Stwór chociaż był znacznie większy od człowieka, to w tym półmroku był ledwo zarysowaną sylwetką. Gdyby zamarł w bezruchu, można byłoby go wziąć za kolejny element ładowni. Ale jednak poruszał szczęką i mlaskał. Coś żarł. Głowa lekko kiwała się w rytm przeżuwania i chyba patrzył w stronę nadchodzących. Ale nie reagował na ich przybycie. Egon musiał przed sobą przyznac, że wyglądało to niepokojąco i poczuł się nieco nieswojo.
- Cholera on chyba kogoś zżera. - W głosie Larsa też zabrała wyraźna obawa. Jakby teraz żałował, że dał się w to wciągnąć. Stojąca za nimi Łasica syknęła do nich cicho - Zróbcie coś albo zjeżdżajmy stąd. - Dało się wyczuć napięcie w jej postawie i głosie ale lepiej nad sobą panowała niż jej towarzysze.
– Hmph – Egon uśmiechnął się krzywo, zawsze tak, kiedy miało się zbierać na bitkę. Mimo to, wielki łeb i bestia mimowolnie sprawiły, że gladiator zaniepokoił się, któż bowiem mógł wiedzieć, co się stać mogło.
Gladiator nie zamierzał odstawać od raz przyjętego planu, który był prosty, niby ciecie na roli w Middenlandzie. Zwrócić na siebie uwagę, wziąć ciosy, może i zadać parę, pozwolić, aby tamci zrzucili płachę na jego łeb, obalić bestię tak, żeby można ją było związać.
– Wiecie, co zrobić. Idziecie bokami, ja biorę go na siebie – rzucił krótko.
Egon, wywijając gudendagiem, sięgnął po jakiś kawałek załadunku, który został wcześniej rozbity przez trolla i z bitewnym okrzykiem cisnął go prosto w stronę łba trolla. Wszędzie były rozbite kawałki desek, potłuczone szkło, jakieś rozłupane amfory. Sam, choć nie zamierzał go zabić, był pewien, że poobijanie go wcale nie zaszkodzi, przeciwnie, może przechylić szalę zwycięstwa w ich stronę.
– RAAAAUGH! – wrzeszczał Egon, wstąpiwszy w centrum tej sceny i miotając rozbitymi kawałkami załadunku, który porozrzucał troll.
-
Oryginalny autor: Seachmall
U Pirory
Mnich zaśmiał się szczerze na zaprosiny na recital.
- Przyjdę. Ostrzegam jednak, od mojego śpiewu strzydze zwiędłyby uszy. Jeżeli się nie nadaje to najwyżej wezmę szkicownik i kogoś narysuję. - spojrzał na Fabienne - Chętnie zobaczę ponownie swoje podopieczne. Mam nadzieję, że są niegrzeczne kiedy trzeba.
- Oh to cudownie! Myślę, że nie będziemy się mówić. A śpiewać będę ja i kilka dziewcząt. Może jakoś to przeżyjesz. A szkice bardzo chętnie zobaczę. Uwielbiam pozować. A jeszcze jakby to były jakieś ciekawe sytuacje uwiecznione no to jeszcze lepiej. - Odette wyglądała na zadowoloną, że jednooki mnich przyjął ich wspólne zaprosiny. Koleżanki również.
- Oczywiście, że są niegrzeczne. Z Marissą to zaczęłam brać regularne kąpiele. Znaczy oczywiście oficjalnie to ona jest moją łaziebną i mi usługuje. Ale tak naprawdę to jest dokładnie na odwrót. Uwielbiam te nasze kąpiele. Wreszcie mamy okazję być razem za zamkniętymi drzwiami i nie wygląda to podejrzanie. - Bretonka zaśmiała się wdzięcznie na uwagę kolegi i dorzuciła swoje uwagi o byłych pacjentkach hospicjum. - A Annice myślę, przyda się trochę zmienić klimat. Szkoda aby ciągle leżała w łóżku. Wiesz Otto jaka ona jest żywiołowa. To tak właśnie myślałam, że zabiorę ją jutro na te występy. I jak już się skończą i zostaniemy w naszym gronie to zajmę się jej stopami tak jak lubi. I może to pomoże jej się rozerwać. - Milady wydawała się zadowolona, że jej luźny pomysł Otto poparł. Teraz więc nabrała pewności, że to słuszne działanie. Jej słowa jednak wyraźnie poruszyły młodą cukiernik.
- Całujesz stopy swojej służącej? - Wybauszyła oczy na bladolicą, nagą szlachciankę. Taka zamiana ról widocznie trudna była do wyobrażenia dla kogoś wychowanego od dziecka w hierarchicznym społeczeństwie. Słysząc to Fabienne roześmiała się serdecznie.
- Oczywiście Teo. Jak chcesz to jutro mogę się zająć też twoimi stopami. I ci usługiwać jeśli być miała ochotę. Ale to jak jesteśmy w naszym gronie. Bo niestety oficjalnie to musimy zachować pozory. - von Mannlieb pogłaskała nową koleżankę po policzku jakby rozczulała ją jej świeżość i brak doświadczenia. Teofano pokiwała głową i uśmiechnęła się do niej jakby już podniecała ją myśl o jutrzejszym spotkaniu.
Mnich pokiwał głową.
- Na pewno będa szczęśliwe. Sądzę, że Annika chciałaby wyrwać się z miasta i dać upust swoim innym żądzom. Ale to myślenie na przyszłość. - jednooki zerknął na Teo - Nawet sobie nie wyobrażasz do jakich poniżeń nasza droga pani Mannlieb jest chętna się oddać. Jestem pewny, że gdyby mogła oddałaby się jakimś łupieżcom z Norski jako niewolnica.
Cukiernik słuchała tej wymiany zdań z zafascynowaniem. Najpierw patrząc na mnicha a potem na nagą Bretonkę. Pozostałe dwie koleżanki też świetnie bawiły się obserwując tą wymianę zdań. A żona morskiego kapitana roześmiała się szczerze słysząc pomysł jednookiego.
- Oh, jurni i żywiołowi łupieżcy z Norscy! Ci przeklęci barbarzyńcy! - Zawołała jakby powtarzając tradycyjne przekleństwa pod adresem przybyszów zza Morza Szponów. - Oh to mogłaby być bardzo interesująca znajomość. Z przyjemnością bym im służyła na kolanach albo na czworakach. No bo co ja biedna niewiasta bym mogła poradzić przeciwko bandzie takich uzbrojonych zdobywców? To prawie tak straszne jakby w lesie spotkać bandę zwierzoludzi. - Chociaż słowa wskazywały na taką postawę względem Norsmenów jakiej można by się spodziewać po imperialnej białogłowej to ogień namiętności w oczach i głosie wskazywał, że byłaby bardzo chętna przeżyć taką przygodę.
- Oh chętnie bym to przeżyła razem z tobą. I z tymi Norsmenami i zwierzoludźmi. Masz rację Fabi, takie wiotkie niewiasty jak my, nic by nie mogły poradzić. Co najwyżej położyć się i z pokorą przyjąć nasz straszny los. - Odette prawie weszła jej w słowo i z aktorskim talentem dorzuciła swoje trzy miedziaki. Widać było, że taki podły scenariusz też bliski jej sercu. Teofano słuchała tego z wypiekami na twarzy i nie wiedziała co powiedzieć. Więc popatrzyła na mnicha jak on na to wszystko odpowie.
- Uwiązaliby was do masztu? - zaproponował mnich - Tyłeczki wystawione na wiatr, czekające na następnego najeźdźcę? Co do zwierzoludzi… - Otto się zastanowił - Wyobrażam sobie was zaciągane do jakiejś ciemnej jaskini, rzucone na ziemię, jakieś prawie zwierze zdzierające z was wasze piękne drogie ubranie… - mnich zapauzował, pozwalając obrazowi zagnieździć się w umyśle kobiet - Po czym całe stado rzucające się na was w rui. Każdy otwór zbezczeszczony ich plugawym, mutanckim nasieniem.
Tym razem młoda Lebkuchen aż otworzyła usta ze zdumienia. Tak ją zaskoczyły słowa mnicha. Jednak reakcja obu szlachcianek była znacznie bardziej żywiołowa bo obie roześmiały się serdecznie rozbawione. Podeszły do skromnego mnicha w zwykłym habicie i każda z nagich, smukłych dam objęła go czule ze swojej strony.
- Oh to bardzo rozkoszna wizja Otto. Bardzo wiele bym dała aby przeżyć taką przygodę. Właśnie dlatego proponowałam ci rolę impresario od rozrywki. Masz fantazję jaka może zaspokoić nawet moje wymagania. - Miodowłosa czule objęła go i mówiła aksamitnym, kuszącym głosem. Na koniec pocałowała go w usta. Zaś Fabienne ze swojej strony zrobiła to samo.
- Podoba mi się i bycie uwiązaną i zniewoloną, wystawioną na chuć tych dzikusów z północy i to z całym stadem zwierzoludzi w rui. Ależ to by była przygoda! - Bretonka przytuliła się do Otto tak, że na swoim ramieniu, nawet przez szorstki habit mógł poczuć jej jędrne piersi.
- Naprawdę? Chciałybyście z Norsmenami? I zwierzoludźmi? - Teofano w końcu nie wytrzymała i musiała wyartykułować swoje zdumienie.
- Oh, kasztanku. Ty masz ochotę rodzić musze larwy więc i my chciałybyśmy sobie troszkę poswawolić. A i tak każdą z nas spalono by na stosie za takie bluźnierstwa więc dobrze, że chociaż między sobą możemy o tym porozmawiać. - Odette odwróciła się nieco ku niej i pieszczotliwie przesunęła dłonią po gładkim policzku. Dając znać, że do pewnego stopnia już wszystkie jadą na tym samym wózku i dla społeczeństwa za oknami kamienicy ich słowa i zachowanie byłoby niedopuszczalne i karane straszną śmiercią. Aktorka jednak nie wydawała się tym przejmować w tej chwili.
- Imperium powstało na przekór osobom takim jak my Teofano. Odrzuca co najbardziej ludzkie, żądze i chęci, ambicje i akceptacje. Musimy chować się po kątach, ciemnych loszkach i odludnych miejscach, aby być sobą. - mnich wzruszył ramionami - Taki nasz los, ale ni pozwalamy, aby nas to tłamsiło.
- Ale… Ale to jest… I z Norsmenami no… Czasem są u nas w porcie. Ale ze zwierzoludźmi? - Widać było jak młoda cukiernik jest na krawędzi poznania nowego świata ale całe życie stojąc w starym. Które takie bluźnierstwa, plugastwo i herezje były potępiane z najwyższą surowością. Więc nie było łatwo ich odrzucić z dnia na dzień. Młoda cukiernik nie miała lat doświadczeń jako kultystka Mrocznych Potęg, tak jak ludzie jacy właśnie ją otaczali. Widać było jak się zarumieniła i nie wiedziała co powinna postąpić. Fabienne więc szybko wsparła słowa swojego kochanka. Uklękła przed Teofano i pogłaskała jej płaski brzuch skryty pod porządną ale nie ekstrawagancką suknią mieszczki.
- Teo, za dzień, dwa czy trzy sama poczujesz cudowność nowego życia. Tego co na zewnątrz nazywają splugawieniem. - Podniosła głowę aby spojrzeć jej w oczy i nie tracąc kontaktu wzrokowego pocałowała ją w brzuch świeżo zasiany dziedzictwem Oster. - To my ci daliśmy to czego tak długo i bardzo pragnęłaś. Damy ci dużo więcej. To co będziesz chciała wziąć. Sama widzisz, że jak Pirora nie miała ochoty być muszą matką to jej do niczego nie zmuszaliśmy. - Wskazała wzrokiem na trzecią z nagich szlachcianek jaka stała obok. Blondynka o nieco piegowatej twarzy uśmiechnęła się i pokiwała głową twierdząco.
- A jak zostaniesz z nami to sama się przekonasz już jutro. Będę ci służyć i spełnię twoje zachcianki i życzenia. A za parę dni wszystkie wydamy na świat nasze wspólne potomstwo. Jakie wcześniej dostarczy nam rozkoszy o jakich jeszcze nie masz pojęcia. Odette też jeszcze nie. - Bretonka klęczała przed cukiernik i dalej kusiła ją wizją wspaniałości jakich zazna jeśli się do nich przyłączy.
- Oh ja już nie mogę się tego doczekać! - Zawołała Odette na wspomnienie o doznaniach jakie dostarcza rozwijające się potomstwo Oster. - A ty pomyśl Teo. Kochankę ja mogę zaprosić na próby aby razem ze mną śpiewała. Ale zwykłą córkę mieszczan? - Aktorka tym razem też zaznaczyła swoją bezwzględność jaką mogła się okazać gdyby młoda cukiernik wypadła z jej łask. A status społeczny stanowił przepaść jaką oficjalnie trudno było przeskoczyć. - No i są jeszcze te muchy które się z nas wylęgną i jakie poznamy bliżej. A jak Fabi tak ciekawie opowiada o tych larwach tam w środku to chyba chciałabyś skorzystać z nich jeszcze raz co? - Miodowłosa dorzuciła swoją porcję zachęty aby młoda Lebkuchen podjęła właściwą decyzję.
- Oj no tak! Pewnie, że bym chciała! Ja tylko… No to mnie zaskoczyło. Ale jak chcecie z tymi Norsmenami czy zwierzoludźmi to oczywiście. Tylko nie zostawiajcie mnie bez moich much i dzieci. - Zapewniła gorliwie, że jest po ich stronie. A wizja utraty kontaktu z owadami wydawała się jej straszna. Słysząc to wszystkie trzy nagie szlachcianki roześmiały się aprobująco.
Powrót z Teo
Otto pokiwał głową na pytania młodej piekarki.
- Do tygodnia. Powinnaś czuć kiedy będzie się zbliżało. Nie przejmuj się dzisiejszych porankiem. Różnica klas ma swoje znaczy, ale wyciągnij z tego lekcje. Uważaj kogo obrażasz, sprawy mogą się tak potoczyć, że skończysz wielbiąc jego berło. Chyba, że tobie podoba się taka zamiana ról? - szczypnął pośladek dziewczyny.
Młoda Lebkuchen po dziewczęcemu pisnęła cicho gdy mnich złapał ją za zgrabny pośladek. I szybko rozejrzała się czy nikt na to nie zwrócił uwagi. Jednak chyba nie, ludzie byli zajęci swoimi sprawami. Kiwała głową do słów jednookiego i chwilę je trawiła gdy już szli znów spokojnie obok siebie.
- No wiesz, jak przyszedłeś rano, w tym habicie i sandałach… No wygladałeś jak jakiś biedak. - Zaczęła cichym, przepraszającym tonem jakby chciała się wytlumaczyć dlaczego rano tak go potraktowała z góry. - No jakbym wiedziała, że możesz mi dać takie cudowne dzieci i jeszcze masz takie znajomości… - Uśmiechnęła się do niego aby zaznaczyć, że teraz patrzy na niego znacznie inaczej. Przy tym po matczynemu położyła swoja szczupłą dłoń na swoim brzuchu. - A z berłem no ja wiedziałam, że tak można. Ale jednak dziewczyny mi dzisiaj pokazały dużo więcej. - Uśmiechnęła się jeszcze raz na świeże wspomnienia z salonu młodej Averlandki gdzie bardziej doświadczone koleżanki, razem z mnichem, pokazali jej rzeczy o których do tej pory miała dość mgliste pojęcie. - Ale jakbyś chciał poćwiczyć takie zabawy z berłem to możemy się umówić. Jutro w teatrze albo gdzie indziej. - Spojrzała na niego z filuternym uśmiechem dając do zrozumienia, że nie tylko szlachcianki jej dzisiaj zaimponowały.
- Raczej nie w teatrze… - przyznał Otto - To dość publiczne miejsce. Tyle potencjalnych osób mogłoby cię przyłapać na spółkowanie z jakimś obdartym mnichem. Co by ludzie pomyśleli. - uśmiechnął się - Później… pewnie będziesz zbyt zajęta nie tylko swoimi nowymi znajomymi, ale jeszcze Anniką i Marissą. Dziewczyny są równie otwarte na nowe, ciekawe znajomości co ich przełożona. Chociaż słyszałaś, że Annika preferuje być dominantką.
- A one też są takie ładne jak Pirora, Odette i Fabienne? - Zapytała chłonąc te nowe dla siebie wiadomości. Wydawała się być zafascynowana tym dekadenckim światem jaki mnich dla niej odkrył dziś w salonie Pirory. - Jak tak to mogłabym je poznać. Pirora mówiła, że po występach zabawimy się sami i mogę zostać. Uprzedzę rodziców, że mogę później wrócić. Chociaż już będzie ciemno pewnie. Trochę się boję sama wracać. - Mówiła jakby była chętna na rozpustną część jutrzejszego spotkania.
- Ale jak chcesz to mogę przyjść w dzień do hospicjum. Przyniosę jakieś pierniki aby podziękować tobie i przeorowi. - Spojrzała na niego czy by mu pasowała taka propozycja. Wydawała się dość naturalnym zachowaniem od wdzięcznej za pomoc rodziny. Ale chociaż w hospicjum były dyskretne zakamarki to jednak sporo osób się tam kręciło.
- Otto a myślisz, że ja też powinnam całować stopy swojej służącej? Tak jak Fabienne? Mamy tą pokojówkę, z nią parę razy próbowałam. - Zapytała o zdanie jakby nie była pewna czy powinna naśladować bretońską milady czy nie.
- Może nie aż tak piękne jak nasze drogie szlachcianki. Błękitna krew i pieniądze swoje robią, ale nie są też jakimiś pospolitymi kwokami, na pewno ci się spodobają. Hm… będzie podejrzane, jeżeli ja bym cię znowu odprowadził. Pirora ma ochroniarza, być może udałoby się zakręcić, aby on odstawił cię do domu. No chyba, że ja bym z tobą wrócił i po prostu nie pokazał się rodzicom. - mnich się zastanowił - Szczerze, byłbym wdzięczny gdybyś się zjawiła w hospicjum. Osobiste podziękowania od zainteresowanej, może w końcu przeor by się do mnie uśmiechnął. - wykrzywił trochę usta na pytanie Teo co do jej naśladowania Fabianne - Odradzałbym na próbowanie ze służką, przynajmniej jeśli idzie o stopy i usługiwanie. Relacje Fabianne z jej podopiecznymi jest specyficzne i musi się z nim ukrywać. Twoja służąca, może źle zrozumieć sytuację, powiedzieć coś nieodpowiedniego w nieodpowiednim momencie i będą z tego problemy. Do tego… - zerknął na dziewczynę - Nie naśladuj innych, przynajmniej nie aż tak. Fabianne ma… preferencje. Lubi być poniżana, krępowana i usługująca. Kręci ją to bardziej niż cokolwiek. Zgaduję, że ty dopiero odkrywasz co drapie to konkretne swędzenie. Na razie eksperymentuj z tymi, którym możesz w pełni zaufać.
- No dobrze. Po prostu już się z nią zabawiałam. Nie wiem czy ojciec też nie. A matka nie jestem pewna czy wie czy nie. Ale chyba nie jest zbyt zadowolona z pożycia małżeńskiego. To myślałam, że mogłabym spróbować z tą pokojówką. Rodzice dobrze jej płacą, także za dyskrecję. Boi się stracić tak dobrej pracy. Mogę z nią przyjść jutro do hospicjum jeśli chcesz to sam zobaczysz. - Idąc ulicą po chwili wahania brunetka powiedziała nieco więcej o rodzinnej pokojówce z jaką już miała nieco przyjemności. Chociaż nie aż tak jak ze szlachciankami u Pirory.
- I dobrze, przyjdę więc do hospicjum. O której ci pasuje? Tak raczej rano czy w południe? Bo wieczorem jak mamy się spotkać w teatrze to musiałabym się przygotować. Jak ktoś by mnie odprowadził to byłoby miło. Trochę strasznie mi wracać samej po ciemku. - Uśmiechnęła się wdzięcznie w podziękowaniu za ofertę wsparcia w powrocie z jutrzejszego spotkania kółka poetyckiego.
- Rano pewnie będę musiał zdać raport i zrobić obchód po hospicjum. Więc może bliżej południa. Jeżeli chcesz, możesz przyjść ze służącą, chociaż wtedy nasze możliwości będą ograniczone. - mnich się uśmiechnął - Więc, którą lubisz najbardziej?
- Dobrze, to przyjdę do was w południe. - Zgodziła się bez sprzeciwu jakby to mieli już załatwione. A kolejny temat znów sprawił, że na twarzy wykwitł jej uśmiech. - Oj sama nie wiem. One wszystkie są takie piękne i wspaniałe. Pirora wygląda na najmłodszą. I pokazała mi jak dbać o twoje berło ustami. Tego nie wiedziłałam. I jest bardzo miła. I lady Odette. Ojej! Całowałam się ze Słowikiem Północy! Widziałam ją nago! I kochałam się z nią! I jak mnie brała… Jak mężczyzna. A lady Fabienne też była cudowna. Jak mi Pirora założyła tą zabaweczkę to ja ją brałam jak mężczyzna. Nawet nie wiedziałam, że tak można! I obiecała mi, że jutro będzie lizać mnie po stopach i mi usługiwać. A przecież to szlachcianka! Oh jej Otto sama nie wiem.. Chciałabym je wszystkie. Trudno mi wybrać tylko jedną. - Nieco chaotycznie ale za to bardzo emocjonalnie określiła co jej się podobało w trójce nowych kochanek. W każdej coś innego ale wszystkie zlały jej się we wspólne, bardzo przyjemne wspomnienie z wizyty w salonie młodej Averlandki.
Następnego dnia z Łasicą
- Ano… - przyznał mnich - Nową matkę na hodowlę znalazłem i zapoznała się z naszymi dziewczynami. Odpłaciłbym ci, że cię to ominęło, ale nie wiem czy zadowolę tak wspaniałą kobietę jak ty. - mnich się uśmiechnął do ladacznicy - Mogłabyś wytłumaczyć tego… Egona? Najwyraźniej nie w temacie jestem.
- No słyszałam, że jakąś słodziutką cukiernik zasiałeś. - Pokiwała głową chociaż widać było, że robaczy temat dalej nie jest miły jej sercu. Roześmiała się jednak gdy posłał jej komplement i wyrazy uznania. - No proszę, tak oczytany mnich a smali cholewki do zwykłej, portowej dziewczyny. - Podeszła do niego bliżej i przejechała dłonią po przodzie habitu od piersi po wiązany sznur. Wyglądało jak zachęta do rozwinięcia zabawy ale jednak odwróciła się i podeszła do stołu. Potrząsnęła dzbankiem aby sprawdzić czy jest coś do picia.
- A Egon, ten gladiator co robił z nami skok na świątynię Mananna. Odpłynął razem z Mergą i resztą. Z tego co mówi Soria to teraz wrócił. Dzień czy dwa temu. Spotkała ich na plaży przy wrakowisku. Pomogli jej w zdobyciu skarbów bo tam jakies kraby się zalęgły czy coś takiego. I wracali razem do miasta. Ale u wyjścia z zatoki ona ich zostawiła aby nas uprzedzić, że przybędą. Pływa szybciej niż oni maszerują. Więc wczoraj wieczorem wróciła do Pirory. Umowiła się z nimi przy Zachodnich Kamieniach. Tam gdzie się spotykamy z Gnakiem. Trzeba będzie ich wprowadzić do miasta. Egona i z pół tuzina Norsmenów. Soria mówiła, że nie jest tak źle z ich wyglądem. No wiesz nie mają krwawych skalpów i czaszek u pasa. No to może by udało im sie wtopić w tłum. Ale trochę szkoda ryzykować. Na Egona dalej jest list gończy z zimy. Dlatego Soria mu dała pierścień Mergi. Będzie wyglądał trochę inaczej to chyba nie powinni go poznać. Ale myśleliśmy, że i tak lepiej by było wysłać po nich wóz albo łódź. Chociaż może i jakby przechodzili pojedynczo to by się udało. Ja idę i Burgund. Bierzemy łódź. A Silny ma wóz. Soria to nie wiem jeszcze czy popłynie z nami czy pojedzie z nim. Pirora powiedziała, że z pół tuzina osób to jeszcze ugości. Ale potem trzeba będzie coś im znaleźć. Aha jeden z nich, w ogóle nie mówi po naszemu. Reszta tak, nawet po kislevsku niektórzy więc w razie czego mogą udawać kogoś z zewnątrz. - Łasica rozbudowała opis umięśnionego gladiatora i jego nowych, norsmeńskich znajomych. I pobieżne plany jakie uszyli wczoraj i dzisiaj aby ich podjąć.
- A on… - mnich kiwnął głową podążając za ladacznicą - Myślałem, że już nowego rekruta mamy. - szybko objął Łasicę, zamykając jej ręce w solidnym uścisku, nie pozwalając się jej wyrwać - Rozmyślelście dużo. - przyznał mnich szepcząc do ucha kobiety, jego ciepły oddech muskający jej ucho i kark. Ladacznica poczuła również, że mnich jest najwyraźniej bardziej niż gotowy na dalsze zabawy - Jestem pewny, że Pirora będzie bardziej niż szczęśliwa z niewielkim oddziałem dużych, silnych dzikusów pod sobą i pod swoim dachem. Tak jak i Fabienne i dziewczyny. Sama o tym może myślałaś? Chłopaki taki czas spędzili na morzu, jedynie czcigodna Merga, której nie odważyliby się tknąć…
- Oh no pewnie, że nie! Merga by im dała popalić jakby któryś spróbował! - Łasica zwinnie odwróciła się frontem do mnicha potwierdzając, że ma sporo wspólnego ze zwierzeciem od jakiego wzięła swoje imię. Jednak poza tym nie wyrywała się z objęć mnicha jakby podobały jej się jego stanowcze zachowanie.
- A coś słyszałam już o jurnych barbarzyńcach. Fabi też tam jest. Została na noc u Pirory. Odette też. - Usmiechnęła się jakby to jej aż tak nie dziwiło. I znów przesunęła dłonią po przodzie habitu mnicha. - No może być całkiem ciekawie. Byle nie byli od Oster. Soria mówiła, że już się z nimi zabawiała na plaży to może być całkiem ciekawie. I jakąś ładniutką córkę jarla mają i jej niewolnicę. Co lubi z dziewczynami. - Zdradziła inne plotki jakich dowiedziała się u Pirory. Jej dłoń zsunęła się na dół i zaczęła podciągać habit do góry.
- Ale czy zostaną u Pirory na dłużej to zobaczymy jak już u niej będą. Może być trochę za dużo jak na jeden adres i trzeba będzie ich rozparcelować po mieście. Zależy jak bardzo rzucają się w oczy. - Wzruszyła ramionami na znak, że to się jeszcze wkrótce okaże. A sama zdążyła już całkiem unieść habit i dobrać się dłońmi do przyrodzenia mnicha.
Otto westchnął, żądza znowu zaczęła przejmować myśli jednookiego.
- Więc pewnie będą wdzięczni za zapoznanie się z wami. - dłonie mnicha powędrowały do jędrnych pośladków dziewczyny. Jego usta powędrowały do jej karku - Wątpię, aby wszyscy od Oster, może kilku od Norry. - jedna dłoń mnich sięgnęła krocza Łasicy rozpoczynając delikatne pieszczoty - No ten, który nie mówi w Reikspiel powinien pewnie być trzymany gdzieś na uboczu.
Łasica nie była szlachetnego pochodzenia jak Fabienne, Odette czy Pirora. Ale jako była ladacznica była doświadczoną kochanką. Co Otto od razu odczuł gdy jej dłonie zajęły się jego przyrodzeniem. Zaś łotrzyca nie protestowała gdy on zaczął bawić się jej ciałem. Na chwilę odsunęła się i sama zaczęła rozsznurowywać zapięcie swoich skórzanych spodni. A w międzyczasie mówiła dalej.
- To dobrze jak nie od Oster. Inni mogą być. Ten dzikus to się zobaczy jeszcze. Inni to najwyżej będą udawać Kislevitów czy coś takiego. - Akurat skończyła rozpinać spodnie i zsunęła je z bioder razem z bielizną. Ukazał się znajomy tatuaż po części rozwiniętego węża jaki zdobił jej nagie łono. Ona sama jednak uklękła przed mężczyzną i zaczęła zabawę z jego przyrodzeniem. Tym razem także ustami. I jak zwykle nie było się na co skarżyć.
Mnich jęknął od nagłej przyjemności i pozwolił swojemu ciału przyjąć ten wspaniały dar od Łasicy. W końcu jednak nie wytrzymał, silnie uniósł ją z podłogi i niemal rzucił na stół. Rozłożył nogi ladacznicy i rozpoczął swoje dzieło. Stół skrzypiał pod naporem mnicha, który ujął również biust ladacznicy. Po kilku minutach dość agresywnej rozkoszy Łasica poczuła jak jej łono wypełnia się nasieniem, a Otto najwyraźniej nie ma zamiaru jej puszczać.
Otto nie pierwszy raz miał okazję doświadczyć dwoistej natury preferencji łotrzycy. Gdy miała do czynienia ze szlachtą była zacięta i pogardliwa. Często w lochu Pirory zachowywała się władczo i brutalnie względem Fabienne. Ale akurat Bretonka uwielbiała takie traktowanie więc obie były tym usatysfakcjonowane. Na ostatnim spotkaniu w Festag gdy dołączyła do nich Odette także wobec niej Łasica poczynała sobie bez skrupułów. A jednak mimo to sama lubiła być dominowana jeśli trafiła na kogoś odpowiedniego. Teraz gdy kolega z kultu zachowywał się wobec niej stanowczo i władczo to ona sama przyjęła uległą rolę i chętnie dawała się ujeżdżać. W ogóle nie przypominała tej pyskatej dziewczyny z ferajny jaką była w tawernach czy na ulicy. A gdy jeszcze nadeszło spełnienie tego gwałtownego spotkania to przyjęła to z jękiem zadowolenia. Na chwilę przymknęła oczy i otworzyła usta. Mnich poczuł jak zaciska palce na jego ramionach. A gdy ten moment zaczął się kończyć popatrzyła na niego czule, głaszcząc go po policzku.
- Oj Otto, widzę, że musimy częściej się spotykać. - Powiedziała z rozbawionym uśmiechem. Widać było, że sprawił jej przyjemność takim gwałtownym rozpoczęciem dnia. W nagrodę podniosła głowę i pocałowała go czule w usta.
Mnich objął delikatnie kobietę.
- Następnym razem będę musiał cię zabrać w jakieś miłe miejsce. Dama jak ty nie zasługuje na mniej. - Otto wyjrzał przez okno - Niestety będzie naprawdę następny raz, teraz czeka nas praca. Dziękuję za wizytę.
Mnich ruszył do Hospicjum gdzie, krótko zdał raport przeorowi ze swojej wizyty u Lebkuchenów. Wizyta Teofano szybko rozwiała wszelkie wątpliwości przełożonego mnicha.
Otto oprowadził córkę piekarzy po hospicjum, przy okazji opowiedział jej o kilku innych swoich znajomych, których z chęcią przedstawi młodej dziewczynie. Kiedy znaleźli ustronne miejsce mnich wypytał dziewczynę o jej nadchodzące dzieci i czy nie odczuwa żadnych niewygód.
Zakończywszy wycieczkę oraz swoje obowiązki mnich zaproponował odprowadzenie dziewczyny do domu. Przy okazji poprosił Przeora o zwolnienie go z obowiązków następnego dnia gdyż ma kilka "prywatnych spraw do załatwienia".
Chciał spędzić czas przed zborem na przygotowanie nie tylko religijnej jego części, ale też i przemyśleć kilka sugestii do przedstawienia rodzinie.
Kiedy odprowadził Teofano do domu, sam udał się do swojego. Następny dzień może przynieść dużo możliwości. -
Oryginalny autor: Pipboy79
Oryginalny tytuł: Tura 66 - 2519.07.24; bzt; przedpołudnie
Miejsce: Nordland; okolice Neues Emskrank; Zachodnie Klify; wyspa przemytników; karaka Munira
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)Egon, Łasica, Lars, Gezackt i Martin
Brodaty gladiator pierwszy wszedł do mrocznej ładowni statku. Słyszał jak za nim, po kolei, wchodzili następni. Bestia nawet jak siedziała przy jednej ze ścian, przeżuwając nogę jakiegoś nieszczęśnika to łeb miała wyżej niż Egon swoją głowę. Co sugerowało, że gdy się wyprostuje to stwór będzie górował nad każdym człowiekiem. Zresztą podobnie jak ten jakiego zimą pokonali razem z Froyą i Norą. Odkrył, że nie tak łatwo mu się chodzi. Raz, że morze wywoływało kołysanie się łajby do jakiej żaden szczur lądowy nie był przyzwyczajony, dwa panował półmrok a trzy to pod nogami co chwila trafiał jak nie na chlupoczacą wodę to na jakieś rozbite przez potwora skorupy i połamane kawałki drewna.
~ Tam jest ściana dziobowa. Za nią są niewolnice. ~ Szepnął śniadolicy dowódca. Łasica i Lars stali przy Egnie obserwując z ukrycia żującą swój ludzki posiłek bestię.
~ To, żeby się do nich dostać i tak musimy coś z nim zrobić. ~ Łasica skrzywiła się i splunęła jak stary wilk morski. W dłoniach trzymała jakąś płachtę albo koc jaki dostała od załogi. Planowała ją zarzucić trollowi na głowę aby go chociaż na chwilę oślepić i zdezorientować. Tylko łotrzycy nie uśmiechało się wyskakiwać pierwszej na solo z bestią więc na razie trzymała się kolegów co byli sprawniejsi w bezpośrednich starciach.
Gdy Egon wyskoczył z kryjówki i rzucił pierwszy przedmit w bestię ta ledwo spojrzała na niego. Ciśnięty kawałek drewna chyba nic jej nie zrobił, ot uderzył w nagą, chropawą skórę poczwary i ześliznął się na pokład. Bestia zaszczyciła krzyczącego wojownika niezbyt rozumnym spojrzeniem. Gdy gladiator znów zaczął go ciskać kolejnymi gratami to do trolla zaczęło coś docierać. Na jego pysku pojawił się uśmiech. Co wyglądało dość groteskowo i makabrycznie. Podniósł się wreszcie i podparł łapami jak jakaś małpa z egzotycznych, południowych krain. Gladiator zdążył go cisnąć jeszcze raz jakąś skorupą, rozbitej amfory. Jasna plama śmignęła przez pomieszczenie i rozbiła się na gębie trolla. Ten zarechotał i jakby podjął się tej zabawy. Tylko ze znacznie większym rozmachem. Bez trudu złapał bęczkę jaką Egon może i by objął, może i by podniósł ale na pewno nie dałby rady rzucić ją niczym pustym kuflem. A bestia to właśnie zrobiła jakby chciała się zrewanżować człowiekowi za wcześniejsze pociski. Nie trafił Egona. Ale, że troll miał parę w łapach a beczka swją masę to jak z impetem gruchnęła w stertę beczek i skrzyń po drugiej stronie ładowni to wywołała drewnianą lawinę. Pełne towarów pojemniki runęły na pokład mieszając się z ludzkimi krzykami kogoś kto miał pecha akurat tam stać. Zapewne uważali, że dalej od bestii będzie bezpieczniej jednak nikt nie przewidział takiego przebiegu wypadków. Troll chwilowo stracił zainteresowanie Egonem i podziwiał swoje dzieło zniszczenia. Słychać był krzyki boleści jakie wydobywały się z tego krańca ładowni. Chyba one go zainteresowały bo podpierając się przednimi łapami, zaczął pokracznie iść w ich stronę.
~ Drzwi są zamknięte? ~ Łasica syknęła cicho do oficera. Ten spojrzał na nią pytająco a ona wskazała na drzwi w dziobowej grodzi jakie do tej pory przysłaniało cielsko siedzącej bestii. Mężczyzna skinął głową, że tak. ~ Masz klucz? ~ Dziewczyna z ferajny nie traciła czasu i szybko podbiła pytanie. Bestia weszła za sąsiednią ścianę skrzyń, bel i beczek więc nie kierowała się w ich stronę bezpośrednio. ~ To dawaj. ~ Fioletowowłosa ponagliła oficera gestem wyciągniętej dłoni. On zawahał się jeszcze chwilę ale chyba uznał, że ma rację bo zaczał gmerać przy swoim pasie i po chwili wręczył jej klucz. ~ Pilnujcie mi mojego zgrabnego tyłeczka albo nie będzie dziś dupczenia. ~ Nawet w takiej chwili Łasica potrafiła dodać pikanterii dyskusji. Ale szybko czmychnęła w stronę niskich drzwi. Kucnęła przy nich i zaczęła gmerać kluczem. Troll zaś bez trudu zaczął rozgarniać właśnie przewalone beczki. Chyba węszył jakby szukał tego jęczącego z boleści, uwięzionego w rumowisku mięsa.
~ Musimy coś zrobić. ~ Oficer przełknął ślinę ale widać było, że samemu nieśpieszno mu stanąć w szranki z ogromną bestią. Nieszczęśnicy przywaleni gratami krzyczeli teraz także z przerażenia gdy zorientowali się, że troll zaczyna węszyć coraz bliżej nich. A dla poczwary pojedyncza skrzynia czy beczka nie była żadną przeszkodą.
~ Niech Łasica zabierze dziewczynki. ~ Lars za bardzo się nie kwapił do starcia z potworem ale na razie wolał aby koleżanka z kultu załatwiła chociaż jedną sprawę.
~ Tam jest wejście. Nikt tu nie wejdzie ani nie wyjdzie stąd póki nie uprzątnie się tych beczek. ~ Oficer zwrócił uwagę, że troll i rumwisko jakie zrobił, blokowały wejście przez jakie dostali się do ładowni. Jakieś kobiece piski zwróciły uwagę nie tylko mężczyzn. Gdy spojrzeli ku dziobowi okazało się, ze lotrzyca zdolała otworzyć niskie drzwi i wsadziła głowę do środka. Ale chyba przestraszone kobiety opatrznie zrozumiałuy sytuację więc krzyknęły ze strachu. To zwróciło uwagę trolla jaki skierował swój pysk w ich stronę i nasłuchiwał albo węszył. Kultystka wysunęła głowę na zewnątrz aby ocenić sytuację. Po czym szybko zajrzała do środka. Ponagliła gestem w ciemność i odsunęła się. Z ciemności wypełzła pierwsza kobieta. Łotrzyca popchnęła ją w stronę czekających kolegów.
~ Cicho! Bierz ją! ~ Lars syknął cicho łapiąć pierwszą dziewczynę jaka zdołała do nich dobiec. I od razu aby nie przeszkadzała wepchnął ją w ramiona Gezackta. A z ciemności już wychodziła druga niewolnica. Teraz jak okazało się, że łotrzyca dała im nadzieję na ratunek to kobiety przemieszczały się sprawniej ale przez wąskie, niskie przejście i tak musiały wychodzić pojedynczo. Do grupki Egona zdołała dobiec druga z niewolnic gdy wściekły ryk trolla oznajmił, że zorientował się wreszcie co się dzieje.
- Cofnij się! - Krzyknęła Łasicę wpychając ostatnią z dziewczyn z powrotem do środka lochu. Trzecią zaś popchnęła w stronę kolegów i rzuciła się biegiem zaraz za nią. Zdążyły do nich dobiec bo troll, chociaż potężny i silny to nie był zbyt zwinny. Rozpędził się za bardzo i impetu gruchnął w gródź dziobową. Otrząsnął się i zaczął węszyć w pobliżu drzwi jakich łotrzyca nie zdążyła zamknąć. Gezackt złapał trzecią z niewolnic i zaczął odciągać je wzdłuż burty w głąb ładowni, aby być jak najdalej od węszącej bestii. Kobiety jednak były zbyt przestraszone aby zachować całkowitą cisze więc cicho kwiliły i uciszały się nawzajem. Troll jednak chyba wyczuł, że w lochu jest jeszcze ktoś zywy bo nagle ryknął i wsadził swoją łapę do środka. Był zbyt wielki aby przecisnąć się przez otwór drzwi. Kobiera zaczęła krzyczeć z przerażenia co tylko zachęciło monstrum do intensywniejszego szukania.
~ Zwalmy to na niego. Dacie radę? ~ Łasica klepnęła ścianę skrzyń i beczek przy jakich stali.
~ Zwariowałaś?! Wiesz ile to kosztuje? Widzisz ile ten bydlak już strat narobił? ~ Oficer prychnął na nią zirytowany.
~ Jak wam rozwali statek to będzie taniej? ~ Lars zapytał go raczej retorycznie. Oficer zamilkł ale szybko podjął decyzję.
- Naba Kabir nie będzie zadowolony. - Oficer burknął ale sięgnął po szablę. Zaczął ciąć nią liny mocujące ładunek na miejscu. Lars zrobił to samo tylko nożem. Towarzyszyły im wrzaski dziewczyny i porykiwania rozjuszonego stwora jaki był tak bliski schwytania swojej nowej zdobyczy. Gdzieś z tyłu dochodziły ich jęki przygniecionych w rumowisku załogantów. Na szczęście bestia była całkowicie zajęta swoimi łowami w dziobowym lochu.
- Chodźcie tu! Pomóżcie nam! - Oficer przywołał kilku marynarzy do pomocy. Wspólnym wysiłkiem napierali na ścianę ze skrzyń, bel materiałów i beczek. Aż udało im się przeważyć ją na tyle, że zachwiała się i gruchnęła na dół. Częściowo roztrzaskała się o pokład ładowni, częściowo o ścianę dziobową a częściowo o pochylonego przy drzwiach trolla. Przez chwilę niewiele było widać póki lawina pakunków nie uspokoiła się. Słychać było tylko chrapliwe warczenie gdzieś od strony gdzie była bestia.
- Tam jest! - Oficer dostrzegł łeb stwora pierwszy. W półmroku nie było widać o którą plamę ciemności chodzi. Łatwo było pomylić z jakąś beczką czy paczką. Wyglądało na to, że udało się go przywalić i chwilowo był unieruchomiony. Chwilowo. Bo już jego szponiasta łapa odrzciła w górę pierwszą beczkę. Ta trzasnęła o sufit, odbiła się i spadła gdzieś w głębi ładowni.
- Dawajcie liny! Zanim się nie uwolni! - Krzyknął Lars widząc, że wreszcie mają okazję wykorzystać moment unieruchomienia potwora. To pobudziło załogantów. Ich dowódca też ich ponaglił ale widać było, że nadal obawiają się zbliżyć do warczącej bestii.
- Psia krew! - Warknęła Łasica i skoczyła do przodu, zaskakując wszystkich. Jednak świeże rumowisko z przewalonych towarów spowolniło i ją. Dotarła na kilka kroków od przywalonej bestii a jej wyczyn i smukła, zgrabna sylwetka przykuł uwagę mężczyzn. Łotrzyca rzuciła swoją płachtę w stronę wystającego łba. Zasłona poszybowała i opadła zasłaniając mu oczy. Co spowodowało, że troll przestał się wygrzebywać i niezdarnie próbował ściągnąć ją sobie ze swojego pyska. Przy okazji jednak poruszył rumowiskiem na tyle, że kultystka straciła równowagę i upadła. Od razu zapadła się w te beczki i skrzynie. W panującym półmroku stracili ją z oczu.
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; ul. Kazamatów 12; mieszkanie Otto
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)Otto i Laura
Jednooki mnich siedział sam w swoim skromnym mieszkaniu. Miał wreszcie okazję aby przemyśleć ostatnie wydarzenia oraz przygotować się do wcześniejszego zboru. Zwykle odbywały się a Angestag czyli najbliższy powinien być pojutrze. Ale w wyjątkowych okolicznościach robiono je także w inne dni. A powrót Egona z Norsci Starszy widocznie uznał za takie wydarzenie. Biorąc pod uwagę, że brodaty gladiator wrócił dopiero wczoraj to dzisiejszy zbór był przejawem świetnej organizacji kultu. I zapowiadało się, że będzie o czym rozmawiać.
On sam wczoraj aktywnie dopomógł w zasianiu dziedzictwem Oster Teofano, Odette i Fabienne. Z czego w kulcie była tylko ta ostatnia. I tak dosłownie, to nalezała do zboru Huberta. Ale ostatnio chyba częściej przebywała z Pirorą i jej koleżankami niż ze swoim tłustym kochankiem. A może tylko mnichowi się tak wydawało? W każdym razie wczoraj ona też była matką zasiania tak jak on ojcem. Jej słowa rozkosznej i wyzuzdanej zachęty jakie to niecodzienne doznania zapewniają larwy we własnych trzewiach skusiły miodowłosą milady aby tego skosztować. A on przyniósł torbę pełną strzykw i dopowiedział swoje trzy pensy aby sławną diwę przekonać do reszty. Zresztą Bretonka sama nalegała aby ją zasiać ponownie. Zdawała sobie bardzo chwalić ten stan błogosławiony dziedzictwem Oster. Teofano wcale nie trzeba było przekonywać. Sny od którejś z Sióstr podgotowały ją na tyle, że była wręcz chciwa zasiania i traktowała to jako spełnienie marzeń z wizji jakie miała o byciu muszą matką. No i o ile wydawała się pogardzać tymi co byli w hierarchii społecznej niżej od niej to ci co byli powyżej, robili na niej wrażenie. Dlatego możliwość spółkowania ze szlachciankami traktowała jako romantyczną przygodę już samą w sobie. No ale mimo wszystko ani sławna aktorka, ani młoda cukiernik, nie były w kulcie. Na zborze zapewne będzie musiał jakoś o nich powiedzieć. Chyba, że Fabienne albo Priora zrobią to od siebie.
Z Toefano umówił się na to południe. Miała przyjść do hospicjum aby oficjalnie podziękować przeorowi za przysłanie Otto i pomoc. Jeśli dziś by wyglądała tak jak wczoraj wieczorem gdy ją odprowadzał to powinna wystawić mu pozytywne świadectwo samym wyglądem. Bo jak się rozstawali nic nie wskazywało na to, że jest chora albo, że w jej łonie rozwijają się czerwie Chaosu. Ale to miał jeszcze na to trochę czasu. Dziś rano już był w hospicjum i rozmawiał z przeorem. Ten spojrzał na jego obitą twarz. Po paru dniach te siniaki i opuchlizny zaczęły już schodzić. Czuł się już żwawiej niż przez ostatnie parę dni.
- No dobrze. Weź dziś wolne i odpocznij Otto. Świetnie się spisałeś z tymi Lebkuchenami. To taka delikatna sprawa. To jednak Teofano nie miała żadnych robaków? To dobrze. Taka młoda i pracowita dziewczyna. - Pochwalił go i był zadowolony z tego, że tak szybko udało mu się załatwić tą delikatną sprawę. A sama cukiernik dopiero miała przyjść w południe. Dał mu też wolne, dzięki czemu jednooki mógł wrócić do siebie i zastanowić się co dalej. Dzień zapowiadał się interesująco. W południe był umówiony z Teo w hospicjum. Później miał być zbór na “Starej Adele”. A wczoraj przyjął od Odette zaproszenie na dzisiejszy wieczór w teatrze. Co prawda z początku miało być oficjalne próby psalmów czy coś takiego. Jednak późniejsza część mniej oficjalna zapowiadała się jeszcze ciekawiej. Całkiem możliwe, że diwa czy Bretonka, znów gościły u Priory, ostatnio często im się to zdarzało.
Rozmyślania przerwało mu stukanie do drzwi. To nie był sygnał od kogoś z jego spiskowej rodziny. Ale też było zbyt grzeczne na najście jakichś łowców heretyków czy strażników. Gdy podszedł do drzwi i otworzył ujrzał smukłą, młodą brunetkę w ciemnej sukni prawie do samej ziemi.
- Serwus Otto. Mogę wejść? Mam coś dla ciebie. - Laura Larwa w obecnym stroju wyglądała jak kolejna mieszczka. Zawód ladacznicy się nie przebijał przez taki zestaw. Chociaż szczupła, gibka sylwetka i podkreślone barwiczką brwi i oczy już tak. Poklepała się po płóciennej torbie jaką miała przewieszone przez ramię. Poczekała jednak grzecznie aż mnich zaprosi ją do środka. Widać było, że nie ma ochoty rozmawiać na klatce schodowej.
- Mam moje maleństwa. - Uśmiechnęła się krzywo i znów poklepała się po torbie u swojego biodra. - Cały miot. - Leniwy grymas stał się szerszy. Widać było, że sprawia jej to przyjemność. - No to ci przyniosłam. - Wzruszyła ramionami. Rozejrzała się po mieszkaniu ale, że już tu była wcześniej to nie ciekawiło jej to tak jak za pierwszym razem.
- I masz coś? - Przesunęła się spojrzeniem z powrotem na gospodarza. Teraz poklepała się po swoim płaskim brzuchu. - Ostatnio było dwa z przodu i dwa z tyłu. Może teraz spróbujemy więcej? Masz to tutaj czy musimy gdzieś iść? - Wyglądała jakby nie mogła się doczekać kolejnego zasiania. Mnich jednak nie do końca był pewny czy zostały mu jeszcze jakieś strzykwy czy może zostawił je wczoraj u Pirory.
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Zachodnia; ul. Biała 2, hospicjum
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; przedpołudnie
Warunki: - ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; nieprzyjemnie (0)Otto, Tofano i przeor Bernard
Jak wrócił do hspicjum to okazało się, że Teofano już przyszła i właśnie była w gabinecie przeora. Gdy Otto tam pośpieszył i zapukał w drzwi usłyszał krótkie “Proszę!” od gospodarza. Gdy wszedł do środka zastał jego za swoim biurkiem i młodą cukiernik siedzącą na krześle dla gości. Oboje pozdorwili go “pochwalonym” i przyjemnym uśmiechem. Wyglądało na to, że są w świetnych humorach.
- Wejdź Otto. Teofano przyszła nam złożyć podziękowania za pomoc - wskazał na spory kosz z jakiego wystawały pierniki, wyrób firmowy Lebkuchenów. A i inne słodkości. - No i nie może się ciebie nachwalić. - Przyznał z zadowoleniem.
- Oh tak, brat Otto był taki wspaniały. Ja byłam z początku taka wredna dla niego ale on zniósł to z mnisią pokorą. A potem pomodliliśmy się i brat Otto wyjaśnił mi wiele rzeczy. I jak odśpiewaliśmy razem psalmy dziękczynne to od razu poczułam się lepiej. - Młoda, szczupła brunetka, promieniała dobrocią i wdzięcznością, jakby była ucieleśnieniem pobożnej białogłowej, dumy rodziców, cechu i miasta.
- I bardzo dobrze. A jakie psalmy odmawialiście? - Przeor też promieniał z zachwytu, ciesząc się sukcesem swojego podwładnego. I dobremu imieniu jakie przyniósł ich hospicjum. Teofano szybko spojrzała na mnicha, niemo prosząc go o wsparcie bo przecież żadnych modłów wczoraj nie odmawiali. No chyba, że figle ze szlachciankami można bylo uznać za okazanie oddania Soren i jej mrocznemu patronowi.
- Dziękczynne psalmy. A czy brat Otto mógłby mnie oprowadzić po hospicjum? Mam jeszcze ten drugi kosz. - Dziewczyna nie była w ciemię bita i potrafiła się wykazać sprytem szybko próbując zmienić temat rozmowy.
- Dobrze. Otto oprowadź naszego gościa. Weź ten kosz bo ciężki jest, niech Teofano go nie dźwiga. Zanieście go do kuchni, będzie dziś do obiadu słodki deser dzięki naszym dobrodziejom. I Teofano, koniecznie podziękuj rodzicom. - Przeor Bertrand wstał ze swojego miejsca i wskazał na drugi pełny słodkości kosz jaki stał przy krześle gościa. Odprowadził ich do wyjścia z gabinetu i po chwili na korytarzu zostali już tylko we dwoje.
~ Muszę ci coś pokazać! Ale to musimy być sami. ~ Szepnęła do niego młoda cukiernik. A zaraz potem z przeciwka wyszedł brat Leon. Pozdrowił ich skinieniem głowy jak na mnicha przystało. Ale ledwo mógł ukryć zdumienie, że kolega idzie obok tak atrakcyjnej mieszczki. - Przyszłam z naszą pokojówką. Tą co ci bracie wczoraj mówiłam. Została na recepcji. - Cukiernik odezwała się normalnym tonem jakby przed drugim mnichem chciała udawać normalną rozmowę. A wczoraj faktycznie wspominała o młodej pokojówce z jaką miała swoje pierwsze doświadczenia w kobiecej miłości. Chociaż nie w takim stężeniu jak wczoraj jej zademonstrowały trzy damy z wyższych sfer.
-
Oryginalny autor: Santorine
Egon spodziewał się, że będą komplikacje. Z trollami nigdy nie było tak, jak z ludźmi, cholerne bestie nigdy nie chciały wziąć i pójść do piachu nawet w najlepszym przypadku, a tu zaś z kolei było tak, że drab miał przeżyć, jeśli tylko mieli zachować możliwość zarobku.
Łasica zniknęła Egonowi z oczu. “Na wszystkie diabły, dokądże ona podziała się?” pomyślał Egon, jednak gladiator wcale czasu myśleć nie miał, trzeba było działać, i to szybko, dopóki przeciwnik był zdezorientowany i przywalony skrzyniami. Były to cenne chwile, których za wszelką cenę nie można było zaprzepaścić!
– Hejże, ludzie – Egon krzyknął do pozostałych. – Hejże, dawajcie sznury, wiązać go w łyko, niby baleron!
Sam wojownik podskoczył i wziął w swe dłonie linę, gudendag zahaczając odpowiednio o ćwiek swego kaftana. Kiedy tylko bestia zauważy, że chcą ją związać, poniecha całkowicie zajmowania się Łasicą i zacznie się bronić.
– Hurmem go! Kupą go wziąć, wiążcie, rzucajcie się! Ludzie! Pomagajcie! – Egon ryczał, zamierzając związać trolla.
Oficer także krzyknął gromko na swoich ludzi. Chociaż w nieznanym Egonowi języku ale brzmiało ponaglająco. Gdy gladiator rzucił się pierwszy na gramolącego się spod beczek trolla udało mu się dopaść go zanim wstał. Złapał go za ramię i od razu poczuł, że zmaga się z żywiołem. Stwór chociaż wciąż leżał pod skrzyniami, chciał ściągnąć z mordy koc narzucony przez Łasicę. Interwencja brodacza przeszkodziła mu w tym ale gladiator czuł, że długo nie da rady mocować się z częściowo unieruchomioną bestią.
- Dawaj tutaj! - Na szczęście wsparł go Lars. Wykorzystał to, że kolega jakoś unieruchamia ramię trolla, narzucił linę na nadgarstek potwora. Widząc, że we dwóch już walczą z wierzgającą bestią, doskoczył do nich tutejszy oficer i jego ludzie. Zaczęli okładać bestię odłamkami drewna, kopać i szykować kolejne liny. Wszystko to sprawiło, że dwunoga poczwa chociaż bez trudu by pokonała pojedynczego człowieka czy dwóch, zaczęła się rozpraszać na coraz więcej celów. Ulegała przewadze liczebnej coraz wyraźniej. Zwłaszcza jak Lars zdołał obwiązać pętlę na pierwszym ramieniu potwora. Egona zaś wsparł jeden z załogantów. Pozostali starali się powstrzymać drugie ramię trolla lub okładali go po łbe aby nie kłapał swoją wielką szczęką.
- Trzymajcie go! - Lars polecił Egonowi i jego pomocnikowi. Sam zaś widac miał wprawę w wiązaniu pętli i teraz starał się zawiązać drugą na drugim ramieniu. Stękając z wysiłku udało im się to. Na koniec jeszcze zostało ściągnąć obie pętle do siebie aby unieruchomić nadgarstki potwora niczym jeńcowi. Od tego momentu ludzie zdobyli już wyraźną przewagę nad powalonym monstrum. Wiązali kolejne liny co już było łatwiejsze. Ostatnim etapem było szturchanie i przeciągnięcie szarpiącej się bestii w stronę klatki w jakiej siedział wcześniej. Tu znów przydały się upór i mocne mięśnie. Widząc jednak swoją coraz wyraźniejsze zwycięstwo w ludzi wstąpił zapał. Nawet Łasica skądeś się pojawiła i dołączyła do tych wysiłków. Wreszcie poczwarę wepchnięto do klatki, drzwi do niej zatrzaśnięto a łotrzyca zamknęła skobel. Przez chwilę zapanowała konsternacja bo kłódka nie miała klucza. Jednak kultystka bez większych ceregieli i tak ją zamknęła kawałkiem druta. Spoceni i zziajani mogli sobie pogratulować.
- Dawajcie tu jakieś światło! Ciemno jak w dupie! - Zawołał rubasznie Lars. I ktoś faktycznie po chwili zapalił jakąś lampę. Wreszcie zrobiło sie jaśniej i przyjemniej. Jednak też wyraźniej widać było szkody w ładunku jakie powstały podczas walki i poskramiania potwora.
Egon splunął z pogardą w stronę związanego stwora. Jeśli chodziło o takie bestie, nie miał do nich za grosz szacunku, choć imponowała mu brutalna siła - gdyby tylko sam mógł mieć taką albo i lepszą… Może mógł, jeśli tylko mógł wyprosić ją u swego mrocznego patrona? Darowawszy sobie te rozmyślania, Egon huknął:
– Zwycięstwo! – gladiator miał nadzieję, że Munir także słucha i będzie w stanie go zrozumieć. – Koszta nieco, ale do diabła… Bestia związana. Panie Munir? – Egon wzrokiem szukał właściciela onego kramu.
Sam rzucił jeszcze okiem na niewolnice, które już wkrótce miały się stać ich własnością. Jeśli Lars będzie chciał część wziąć na swe uciechy albo też spieniężyć odpowiednio, nie zamierzał oponować, wiedział bowiem że przedsięwzięcie żywego towaru będą dzielić na dwoje, jeśli chodzi o jego frukta: część dla jaj Oster, część zaś na rozwinięcie handlu.
– Cóż, panowie… – rzekł Egon głośno, który w swej wyobraźni już odpływał od okrętu z niewolnicami. – W takim wypadku trza nam wrócić do rozmów o interesach?
Właściciela statku nie było w ładowni a z niej wcale nie dało się tak po prostu wyjść. W pierwszej chwili i tak wszyscy cieszyli się z przeżycia walki z trudnym przeciwnikiem i zamknięciem go z powrotem w klatce. Kto mógł to podchodził do niej aby teraz na spokojnie móc obejrzeć poskromionego potwora. Łasica, Lars, oficer i marynarze. Nawet Gezackt zostawił trzy dziewczyny pod burtą i podszedł nacieszyć oko.
- Duży. - Mruknął z podziwem herszt milicjantów. Troll łypał na nich zza krat jakby nie rozumiał lub nie dowierzał, że znów się tam znalazł.
- E, nie takim dawaliśmy radę. - Łotrzyca machnęła ręką jakby co chwila załatwiali takie poczwary.
- Dalej, trzeba oczyścić przejście. - Oficer też podszedł popatrzeć na zamkniętą bestię. Ale po chwili pogonił swoich ludzi aby usunąć zawalisko spowodowane beczką ciśniętą przez poczwarę. Trzeba było też odsunąć tych kilku pechowców których przygniotła lawina walącego się ładunku. Wszystko to trwało z pół pacierza albo i cały. Dopiero gdy skończyli udało się oczyścić przejście na tyle, że można było z niego skorzystać. Oficer wyjrzał na zewnątrz, i zawołał coś w obcym języku. Po chwili do środka wszedł Munir Kabir. Krzyknął z rozpaczy gdy ujrzał pobojowisko w ładowni. Oficer z szacunkiem ale i obawą coś mówił do niego pokazując mu klatkę z uwięzioną bestią.
- Jestem zrujnowany! - Załkał arabski kupiec gdy przechodził przez rozbite skrzynie i beczki, poplamione i podarte bele materiałów. Dał się jednak zaprowadzić do klatki. Zadarł głowę aby przyjrzeć się trollowi. - Ty okrutniku! Ty bydlaku! Zobacz jakich strat mi narobiłeś! - Krzyknął do niego gniewnie wskazując dłonią na pobojowisko. Czy troll cokolwiek z tego zrozumiał było wątpliwe. Zrezygnowany kupiec podszedł do grupki swoich gości.
- Ah, przyjaciele. Cieszę się, że nic wam się nie stało. I udało nam się znów zagnać tego stwora do klatki. Ale sami widzicie jakim kosztem. - Pokazał na pobojowisko jakie ich otaczało.
- Duże bydlę z niego, ciskał beczkami jak kuflami, o mało co tych dziewczyn nie zeżarł, już się do nich dobierał. - Łasica wskazała na struchlałą trójkę kobiet stojących przy burcie. A Norsmen pokiwał twierdząco głową.
Egon był wdzięczny Łasicy i Larsowi, że odciągali uwagę Munira od tego, że ładownia nie wyglądała jak ładownia, tylko jakaś karykatura placu bitwy, gdzie trupy zastępowały rozbite skrzynie i porozbijane amfory, rozsypane przyprawy korzenne. Egon miał wrażenie, że brakowało w tym rozgardiaszu jeno pseudo machin wojennych, które ładowałyby owe skrzynie i miotały nimi o burtę statku na podobieństwo jakiegoś absurdalnego oblężenia.
Wszak troll leżał już zamknięty w klatce. Egon skonstatował, że mieli sporo szczęścia, skoro bestię udało się pojmać z taką gracją. Owszem, nie obyło się bez paru otarć i siniaków, jednak Egon nie miał wątpliwości, że gdyby nie przywalił jego wierzgających szponów do podłogi i gdyby nie ciągnął z całej siły, to któż wie, może i bestia byłaby w stanie w jakiś sposób wykaraskać się z impasu i podjąć walkę jeszcze raz. A wtedy byłoby znacznie, znacznie gorzej, bowiem stwór wiedziałby, że nie mają zamiaru go zabić, tedy i pofolgowałby sobie, krusząc czaszki i łamiąc żebra w furii i amoku swego zacietrzewienia.
– Tak po prawdzie, panie Munir, ciężko by przewidzieć, co by się stało, gdyby bestia pozostała na wolności – rzekł Egon. – Prawda, szumowina porozbijała wszystko, co mogła, ale być mogło i tak, że w gorszą stratę mogła pójść. Mogła rozbić jeszcze więcej ładunku lub też i nasze gąski mogły być uszkodzone.
Egon skubnął swą siwą brodę, roztaczając wizję apokalipsy.
– Mogłoby być i tak, że drab pożarłby dziewki lub też powyrywałby im głowy, ot tak, dla zabawki. Jeśli bestia zaś by wyjątkowo miała zły dzień, któż wie? Może i w swej furii powyrywała deski i zaczęła szarpać burty i poszycie? Zatopiłaby statek dla uczynienia krotochwili! Dobrze, żeście nas spotkali, panie Munir, dobrze, żeśmy tu dokazać umieli! Ale pamiętajcie, żeby mu lepsze pęta założyć i teraz już na wolność go nie puszczać nigdy…
Egon zamilkł. Marny był z niego pochlebca i manipulator, gladiator wolał polegać na sile swych muskuł i wyćwiczeniu bitewnym w dochodzeniu swych celów. Jednak Egon chciał zwrócić uwagę Munira, żeby ten, zamiast biadolić nad losem swych towarów, wreszcie zaczął być wdzięczny, że w ogóle ruszyli palcem i pomogli mu.
“Pomysł godny idioty” – w umyśle Egona błysnęła myśl. – “Po ki diabeł trzymali trolla w ładowni?”. Poniechał jednak tych pytań, woląc, żeby myśli Munira krążyły wokół dziewcząt i wynagrodzenia jego samego, Larsa i Łasicy.
Egon stanął, dumny wykonanej pracy. Oczekiwał odpowiedzi Munira.
- No właśnie, Egon dobrze mówi, zobacz jak rzucał tymi beczkami. A może i którąś by burtę przebił, dopiero by było. Zresztą, tu był bajzel jak już żeśmy tu przyszli a łomoty tośmy słyszeli na zewnątrz jak jeszcze przybijaliśmy do waszej burty. - Łotrzyca szybko wsparła argumentację kolegi. Mówiła szybko i z pełnym przekonaniem, wskazując gestem na różne szczątki jakie zalegały na pokładzie ładowni. Brodaty kupiec kiwał głową ale widać było żal wypisany na jego twarzy.
- Co by nie mówić, to my wykonaliśmy swoją robotę. Masz trolla żywego i w klatce. - Lars też dołączył do dyskusji i wskazał na klatkę z poskromioną poczwarą. - No wspólniku. Uśmiechnij się! Przecież na tym maszkaronie odbijesz sobie za to wszystko. A jak lubisz żywy towar to w przyszłości my od ciebie coś jeszcze kupimy, zwłaszcza jakieś ładne nianie. A i coś ci sprzedamy jak do nas przypłyniesz. Nie smuć się tymi drobiazgami pod nogami, pomyśl o bogatej i pełnej łupów przyszłości. - Norsmen miał w sobie żyłkę do interesów i z fantazją starał się podkreślić zyski bliższej i dalszej współpracy o jakiej rozmawiali zanim zeszli tu poskromić trolla. Jednak nagle zapytał o coś jednego z załogantów. Ten mu odpowiedział w obcym Egonowi języku nieco zdziwionym tonem. Po czym korsarz roześmiał się, rubasznie, podszedł do niego i obaj zaczęli rozmawiać. Co na razie wyłączyło ich z negocjacji.
- No tak, to prawda przyjaciele. Widocznie taka była wola bogów. - Arabski kupiec też dojrzał tą rozmowę i przez chwilę ją obserwował. Jednak wrócił do dwójki swoich gości. Gezackt bowiem chociaż stał blisko nich to nie zabierał głosu. Główny gospodarz zaklaskał dwa razy w dłonie aby zwrócić na siebie uwagę załogi i wydał jakieś polecenia. - Nie ma co tu tak stać, chodźmy na pokład aby złapać świeżego powietrza. - Zaproponował swoim gościom i Łasica skinęła głową na znak zgody.
- Idziesz Lars? - Zapytała do rozmawiającego wojownika. Ten spojrzał na nich.
- Idźcie, dogonię was. Kamrata spotkałem. - Wskazał na załoganta z jakim rozmawiał. Łotrzyca skinęła głową i klepnęła gladiatora w ramię aby dać mu znać, że na razie mogą tu zostawić kolegę. Wrócili po tych samych schodach po jakich tu zeszli. Minęli kajutę kupca i wyszli na pokład. Świat tutaj, rzeczywiście zdawał się być jaśniejszy a rześkie powietrze było przyjemną odmianą po mokrym, zaduchu ładowni. Po chwili któryś ze służących przyniósł wino dla zwilżenia gardła. Okazało się, że po walce to bardzo dobry pomysł.
- A są i nasze dorodne nianie. - Munir Kabir uśmiechnął się gdy na pokład wyszła grupka ludzi z czwórką kobiet w centrum. Zatrzymali się przed swoim arabskim zwierzchnikiem a ten zwrócił się do kultystów. - Oto są moje ślicznotki. Zgodnie z umową, możecie sobie wybrać dwie, jako zapłatę za schwytanie trolla. Dotrzymaliście swojej części umowy a ja dotrzymam swojej. Chociaż serce mi się kraje na myśl jakie straty poniosłem przez tą bestię. - Oznajmił uroczystym tonem prezentują gościom czwórkę młodych kobiet.
- Ta rudowłosa, błękitnooka sarna to Kalinka . - Kupiec zaczął zachwalać swój towar od pierwszej z kobiet.
- Mam ją z Erengardu, stamtąd pochodzi. Świetnie zajmuje się końmi ale gospodarstwo czy na służącą też się nada. Nawet trochę mówi po waszemu. - Brodacz w paru słowach nakreślił zalety rudowłosej Kislevitki.
- A to wcielenie łagodności to Abigail . - Arab wskazał na kobietę o nietypowym stroju. Była w czymś rodzaju długiej tuniki czy narzuty, tutaj na wybrzeżu Morzu Szponów raczej takich ubrań się nie nosiło.
- Jej rodzina pochodzi bliżej moich rodzinnych stron niż waszych. Jej ojciec był mi winien pewien dług więc oddał mi swoją córkę aby go uregulować. Bardzo pracowita, świetnie potrafi pracować w kuchni i zajmować się domem. Uwielbia zajmować się dziećmi. - Munir zareklamował kolejną niewiastę. I przy okazji wyjaśnił czemu ma tak nietypowy strój.
- A ten uroczy bursztynek to Ilse . Dziewczyna z Salkaten. To wasi wschodni sąsiedzi. - Kupiec wskazał na szczupłą, brunetkę.
- Ilse ma doświadczenie i w tawernie i na statku. Pływała jako kuk do Erengardu a wcześniej także po rzekach. Czyli i jako kelnerka gości obsłuży, i ugotuje coś dobrego, ryby oprawi i w morzu zamoczyć się nie boi. - Przedstawił im zalety kolejnej dziewczyny. Wedle jego słuch, pochodziła z sąsiedniej prowincji, Ostlandu.
- I kolejna rudowłosa ślicznotka czyli Regina . - Wskazał na ostatnią z czwórki kobiet. Podobnie jak Kalinka, miała czerwone włosy, chociaż w nieco jaśniejszym odcieniu.
- Regina jest urodzoną tancerką i potrafi umilić czy podróż czy pobyt w porcie. Pięknie też spiewa i gra na flecie. - Arab przedstawił czwartą niewolnicę.
- Dobra Egon, to jak Larsa nie ma to bierzemy dwie bez niego. - Łasica bez skrępowania oglądała to przedstawienie i widać było, że humor jej dopisuje. - A jakby co to możemy jeszcze jakąś kupić oprócz tych dwóch za trolla? - Zapywała jeszcze ich gospodarza.
- Naturalnie! I tak są na sprzedaż a jakoś muszę zacząć odrabiać straty jakich ten szkodnich narobił mi tam na dole. - Munir widocznie był gotów nawet sprzedać także pozostałą dwójkę kobiet o ile sie dogadają co do ceny. Łotrzyca pokiwała ze zrozumieniem głową i spojrzała pytająco na roslejszego kolegę.
- To weźmy najpierw te dwie za trolla. A potem zobaczymy co z resztą. Które Egon ci się podobają? - Kultyska zaproponowała pierwszy krok jaki mogli zrobić w tych targach. *
Kupczenie babami Egon uważał za najmniej ważny element tej całej układanki. Dopóki były w stanie posłużyć jako naczynia pod rozród jaj Oster, mogłyby to być w istocie najbardziej wrodzone, najbardziej obrzydliwe, najszpetniejsze z twarzy żmije po tej stronie Nordlandu, jakie by tylko można by sobie wyobrazić. Być może - Egon myślał - właśnie takie, a może przede wszystkim takie byłyby najodpowiedniejsze dla wylęgania jaj?
– Niech będzie Ilse i Abigail – rzucił Egon. – W ramach zapłaty za usługę. Za pozostałe zaś chcielibyśmy zapłacić tu i teraz złotem zapłacić, jeśli rzecz nie problem.
Dziewczęta zdawały mu się wyglądać na takie, co być może i same dały się schwytać w pęta sieci łowców niewolników, jako że orka na polu zapewne nie uśmiechała im się. Bez wątpienia bowiem każda z nich miała chłopskie pochodzenie i mając do wyboru robotę na słońcu tudzież pracę przy przęślicy, zapewne wybrały trzecią opcję, czyli uczciwy zarobek na plecach.
Ilse wszakże przypominała mu dziewczynę, którą znał może kiedyś, lub też kogoś, z kim może i nawet spędził noc na chędożeniu. Lub też może zdawała się taką właśnie z powodu rys, które miały kobiety z tych stron.
– Zapłacimy złotem z góry za dwie pozostałe, cena, jaką żeśmy ustalili – rzekł Egon, który nie chciał zepsuć ledwo zadzierzgniętych, dobrych kontaktów z Munirem głupim targowaniem się o złoto.
Sam rzucił okiem na Łasicę, patrząc, gdzie podziała złoto.
– Umowa stoi, panie Munir? – zapytał Egon.
Łotrzyca popatrzyła na niego, na grupkę dziewczyn i ich obecnego właściciela. I wesoło wskazała na dwie, wybrane przez kolegę. - No to lse i Abi, chodźcie do nas. - Zawołała a one spojrzały pytająco na kupca. Ten skinął głową i dał znak, że mogą podejść do dwójki nowych właścieli. Kobiety bez sprzeciwu podeszły do Łasicy i Egona.
- Ah, pewnie, że tak przyjacielu, pewnie. To za tą utalentowaną, gibką tancerkę i kislevicką, pracowitą dziewczynę to chyba przyznasz, że warto za nie zapłacić uczciwą cenę co? - Arab podszedł do obu rudowłosych niewolnic i wskazał na ich szczupłe, proste sylwetki. - Zobaczcie jakie są zdrowe, jakie mają błyszczące oczy i całe zęby. Jaką mają gładką skórę, przyjemną w dotyku. - Złapał za nadgarstek jednej, potem drugiej i podwinął rękawy aby pokazać tą młodą i zdrową jędrność. - No i są pracowite. Kalinka zna kislevski, w końcu jest Kislevitką ale po waszemu też gada. Zna się na koniach i na obsłudze gospodarstwa, świetnie powozi i jeździ konno. Zaś Regina potrafi tańczyć, że oczu od niej nie można oderwać. Jest zaradna, zabawna i pomysłowa. Może zabawiać gości w domu czy karczmie. - Zachwalał żarliwie i podkreślając atuty każdej ze swoich dziewczyn. Łasica słuchała tego i podeszła nawet bliżej aby się przyjrzeć obu rudowłosym.
- No to ile za nie chcesz? - Zapytała w końcu gdy już przesunęła dłonią po ramieniu Reginy i policzku Kalinki.
- 550 monet za obie. Cena jak dla moich drogich przyjaciół. - Uśmiechnął się do nich obojga jak do prawdziwych przyjaciół. Łasica pokiwała głową i bez pośpiechu wróciła do Egona.
- Zdrowo wyglądają. Mamy 400. Jak chcemy obie, trzeba się targować albo coś wymyślić. Masz coś ze swoich? - Cicho zapytała towarzysza jak się zapatruje na te targi.
Egon potarł brodę. Nie chciało mu się bawić w targowanie - właśnie, gdzie u diabła, podział się Lars, który pewnie miał lepsze rozeznanie w rzeczy? Nieważne zresztą. Gladiator stwierdził, że dwie dziewki za nic i jedna za jakąś cenę i tak będą lepszym wyborem, niż targowanie się z Munirem.
Egon bowiem przeczuwał, że Munir, który dopiero co ucierpiał spore straty na towarze, zamierzał powetować je sobie na niewolnicach, które on i pozostali zamierzali kupić. Tak sądził Egon - że kupiec wymiarkował, że co prawda słowo się rzekło i musiał im dać dwie dziewki, to przecież mógł żądać ceny znacznie wyższej, niż zazwyczaj, na dwu pozostałych.
Z drugiej zaś strony, dopiero co zawarli sojusz z Munirem. Egon nie chciał w żaden sposób zaprzepaścić relacji, która przecież dopiero co została zadzierzgnięta, dopiero co zaczęła się budować. Trzeba było u początku być spolegliwym… Później zaś przyjdzie czas na targi, kiedy kupiec zrozumie, że oni będą dla niego sporym profitem.
– Weźmy tedy jedną – zawyrokował Egon, sam nie będąc pewien, czy podejmuje dobrą decyzję. – Po ki diabeł targować się? Dwie już mamy, weźmy jedną, rzeknijmy, że z czasem przyjdziemy po czwartą, jeśli jeno lady Soria zechce nas wspomóc złotem… Albo jakieś w kurhanach znajdziemy. Trzy z czterech zdają mi się dość nagrodą za nasze wysiłki. Powiemy, że jedną… Chyba, że umiesz człekowi jakoś wyperswadować rzecz.
Egon spojrzał na Łasicę, która zdawała mu się być biegłą w tych sprawach. Sam nie spodziewał się wskórać niczego, on sam bowiem był zdatny jeno do bitki i wyzwań, które wymagały siły mięśni, nie zaś swady i giętkiego języka.
- Egon, nie poddawaj się tak łatwo. - Łotrzyca klepnęła go w ramię i uśmiechnęła się zachęcająco. - Nie jest źle. Właściwie jest lepiej niż sądziłam jak wypływaliśmy z portu. - Aby móc rozmawiać nieco swobodniej odwróciła się twarzą do klifowego wybrzeża i oparła ramiona o reling. - Jest po Marktag więc w ogóle mamy fart, że ktoś tu jest. Do tego jak jest nie musiał mieć niewolników tylko sól, futra, zboże, mięso czy cokolwiek innego. Jak już by miał niewolników to pewnie mężczyzn. Zwykle są potrzebni do wyrębu lasu, pracy w polu, kopalni, kamieniołomie i takich tam. Więc mężczyźni to pewniejszy towar. A on ma kobiety. Sam wiesz, co mówiła Raisa, że jedna kobieta jest warta kilku mężów. - Zerknęła w bok aby sprawdzić czy kolega słucha. Kamir na razie uznał tą naradę za przerwę w negocjacjach i był uprzejmy nie nagabywać ich. Też cofnął się nieco ku rufie służący uzupełnił mu trunek w kielichu.
- Potem mówił nam, że ma cztery ładne nianie. Jak jeszcze nie wiedział, że ten troll tyle nabroi. I zobacz, że ma cztery. Powiedział, że jak załatwimy tego rozrabiakę i wpakujemy go do ciupy to da nam dwie nianie za fatygę. No i zobacz, że dał. Nieźle jak na początek znajomości. Teraz mamy od dziewczyn tyle fantów, że stać nas na trzecią bez kombinowania i gdzieś na pół czwartej. Na co dzień nie zajmuję się handlem niewolnikami ale wydaje mi się, że to w miarę uczciwa cena. To nam brakuje fantów na pół tej czwartej. - Dziewczyna z ferajny, wróciła w swoim podsumowaniu mniej więcej do obecnego momentu. Jak tak się opierała reling to przy okazji wypinały się jej tylne wdzięki ładnie podkreślone przez obcisłe, skórzane spodnie. Gladiator nie był pewny czy koleżanka zrobiła to rozmyślnie czy nie ale dostrzegł, że wielu załogantów spogląda mniej lub bardziej otwarcie w ich stronę. W tym momencie złodziejka wyprostowała się, odwróciła frontem do pokładu i niedbale oparła się łokciami, wysuwając przy tym swoje smukłe nogi do przodu. Wyglądała teraz jakby była w jakiejś tawerenie i obserwowała salę główną. A z bliska teraz Egon miał wgląd na jej przyjemny dla oka dekolt.
- Zobacz na te ładnie Egon. Jakie są zgrabne i gładkie. To nie są dziewczyny do pracy w polu, doglądania obory czy na kocmołucha w kuchni. O nie, zdecydowanie nie. - Uśmiechnęła się wesoło bez skrępowania wodząc wzrokiem po czterech sylwetkach pozostałych kobiet. - Regina to ladacznica. Ja rozpoznam drugą ladacznicę nawet jak się przebierze w najlepsze fiszbiny, perły i jedwabie. - Uśmiech stał się szerszy i bardziej łobuzerki. Poklepała się przy tym po nozdrzu aby podkreślić jak jest tego pewna. - To częsty numer, że aktorka czy tancerka. Wiesz, nie wszędzie zamtuzy i ladacznice są mile widziane. To trzeba to jakoś ukrywać. A już jakiś obwoźny teatr czy trupa aktorska, jacyś kuglarze i akrobaci to już przecież są witani całkiem cieplej. I myślę, że ona to jedna z takich. Pewnie też śpiewa i tańczy ale nie tylko. Zobacza jak ona pewnie stoi. Jako jedyna się nie boi, wie, że to handel i chce się dobrze zaprezentować. Nie struga cnotki jak na prawdziwą ladacznicę przystało. - Wydawało się, że od ręki jest w stanie sypać kolejnymi spostrzeżeniami o kobietach jakie widziała pierwszy raz w życiu. Szybko przeszła do kolejnej.
- Ilse też może być ciekawa. Jak jest ze Salkalten i coś działała w porcie i nawet pływała to może być z niej wesoła dziewczyna. W portach i na statkach to zwykle jest swobodniej niż w mieście czy wiosce pod nosem klechów i sąsiadów. A zwykle mężczyźni pływają więc kobiety to rzadkość. Albo jest mocna w gębie i toporze, że umiała się postawić, albo miała jakiegoś protektora co ją chronił no albo dawała dupy aby mieć spokój lub bo lubi. Tak, może być z nią wesoło. - Szybko podzieliła się z kamratem co myśli o brunetce z sąsiedniego Ostlandu.
- Tej południcy to nie wiem. Mało jest takich u nas to nie znam ich. Trudno powiedzieć co to za jedna. - Przyznała, że z powodu egzotycznego pochodzenia Abigail, jest dla niej najtrudnejsza do przeniknięcia. - No i ta Kislevitka. No pewnie chłopka co przybyła do miasta za chlebem, może zbiegła chłopka. Albo dziewka karczemna czy ktoś taki. Nie wiem czy była ladacznicą. - Przy drugim rudzielcu też nie była taka pewna swojego osądu jak przy dwóch pierwszych dziewczynach.
- No ale Egon, ten Kamir to kupiec. Może wróci za tydzień, za dwa albo w ogóle bo go sztorm zatopi albo dostanie ciekawsze zlecenie. Kupcy tak mają. Więc tak naprawdę nie wiadomo kiedy następny raz wróci. Więc lepiej co się da, załatwić z nim teraz. O… Zobacz kto raczył się łaskawie pojawić. - Mówiła jakby w głowie kiełkowała jej determinacja aby dobić jak największego targu dzisiaj, skoro morskie jutro było takie niepewne jednak dojrzała, że na pokład wróciła druga trójka. Lars, Gezackt i Martin. Norsmen liderował i z szerokim uśmiechem, pewnym siebie krokiem, przeszedł pozdrawiając ich gospodarza ale zatrzymał się dopiero przy swoich kamratach. Widać było, że szczerzył się od ucha do ucha.
- Słuchajcie spotkałem kamrata. I to wiecie kogo? Kuzyna Widłobrodego! Tego który nas tu wysadził parę dni temu! A nasi ojcowie pływali kiedyś razem na południe. - Korsarz tryskał entuzjazmem na to niespodziewane spotkanie z krajanem. Widać było po spojrzeniu Łasicy, że imię norsmeńskiego herszta nic jej nie mówiło. Ale Egon pamiętał, że to ten przywódca morskiej bandy jaki na prośbę Mergi zabrał ich ze sobą a na pożegnanie nawet im podarował Helgę. Jak się jednak okazało to nie wszystko co morski rozbójnik miał im do powiedzenia. Drugą część powiedział bardzo cicho.
- Dowiedziałem się od niego, że jest tu jeszcze jedna dziewoja. Wyjątkowa. Podobno taka, że palce lizać. - Zaczął tak, że od razu kupił sobie uwagę łotrzycy. Dała mu znak aby mówił dalej. - Podobno to jakaś ważniaczka. Szlachcianka czy kapłanka. Nie wiem jak to jest tam u tych południowców, aż tak daleko na południe nie pływałem. Mój kamrat uważa, że to córka jakiegoś tamtejszego wezyra albo kapłana. Coś takiego. W każdym razie jest honorowym gościem Munira. Biega za nią i jej schlebia. Ma ją chyba zabrać do Erengardu na nauki czy takie coś. Ona ma kajutę obok jego. Jak tu szedłem zajrzałem tam i faktycznie dwóch drabów stoi przed jej drzwiami. - Cichym ale zdecydowanym głosem mówił czego się dowiedział od Norsmena należącego do załogi arabskiego kupca.
- I to nie wszystko. Słuchajcie tego. - Zastopował głos patrząc na przemian to na Łasicę to na Egona aby zwiększyć napięcie swojej opowieści. Znów zaciekawiona łotrzyca pogoniła go gestem aby nie przedłużał. - Jak była na pokładzie to widział u niej naszyjnik. W połowie kobiety z wieloma ramionami w połowie węża. - Uśmiechnął się widząc jak z wrażenia niebieskowłosej oczy się rozszerzyły ze zdumienia. - Podobno to jakaś tamtejsza bogini z tych południowych pustyń i dżungli, jakiej ta piękna niewiasta oddaje cześć. Jej patronka, bóstwo opiekuńcze czy takie coś. Podobno przybyła tu szukać jej śladów i wiedzy o niej. Na nadgarstku ma alabastrową bransoletkę w kształcie węża połykającego swój ogon. - Norsmen pokazał palcem dookoła swojego mocarnego nadgarstka aby wskazać na miejsce tej ozdoby o jakiej mówił. Egon kojarzył, że alabastrowe węże to były elementem posągu Soren jakie parę tygodni temu inni kultyści znaleźli na dnie rzeki i sprowadzili do miasta. Zanim odpłynął do Norsci to ten posąg znajdował się na “Starej Adele”. - Zarzekał też, że czasem miał wrażenie, że ta bransoletka porusza się na jej nadgarstku jakby ten wąż był żywy. A ostatnio ta piękna milady źle sypia. Trapią ją tak gwałtowne sny, że nie sypia po nocy więc wychodzi na pokład. Pogorszyło się odkąd wpłynęli na Morze Szponów. - Lars zakończył i widać był zadowolony z siebie. Po Łasicy widać było, że zrobiły na niej te wiadomości ogromne wrażenie. Spojrzała szybka na Egona, czy ten też dostrzega to samo.
Egon skinął głową. Rewelacje Larsa zmieniały w zasadzie wszystko - szlachcianka na statku kupca, która nosiła symbole związane z kultem była niespotykanym przypadkiem, ba, Egon rzec mógł nawet, że przypadek to był żaden, a jeno splot przeznaczenia zainicjowany przez mrocznych patronów kultu. Musieli się z nią widzieć na pewno, bez żadnych ceregieli, o tym wojownik wiedział.
– Być nie może – Egon wymamrotał zdumiony na tą wieść, kiedy zaś zmitygował się, zmrużył brwi znacznie.
Rzecz się skomplikowała nieco, ale, może…? Lars przedstawił rzecz szybko i nieco nieskładnie, ale zdawało się, że kobieta, która nosiła (ponoć) na sobie symbole kultu mogła okazać się ich sojusznikiem. I jeśli prawdą było, że była w specjalnych względach kupca, w takim też wypadku owinięcie go wokół palca zdawało się być proste, jeśli tylko mogli się z nią spotkać właśnie.
– Mmm… – Egon mruknął, myśląc naprędce.
Cóż można było zrobić? Co prawda na początku zamierzał wziąć jeszcze jedną dziewkę za pieniądze i puścić całą rzecz za siebie, jako że czas mijał nieubłaganie, a i sporo czasu zostało, to jednak spostrzeżenia Łasicy i Larsa zignorować nie mógł. To, że Łasica zoczyła, że idealnie nadawały się do zamtuzu i profitów z tego tytułu płynących to jedno, jednak szlachcianka, o której usłyszał Lars? Musieli się z nią widzieć i rozmówić, była potencjalnym sojusznikiem.
– Targujmy się zatem o czwartą i rzeknijmy, że wiemy coś nieco o rzeczy, których szuka jego gość honorowy – rzekł Egon. – Czemu by nie miał skorzystać? Powiemy, że jeśli zadowolimy onego gościa, niechaj wtedy nam da i czwartą, w ramach zapłaty za informacje. W międzyczasie wybadamy ją… Może dołączy do nas?
Egon powiódł wzrokiem to na Larsa, to na Łasicę.
- Może być. Ciekawe jak wygląda ten jej naszyjnik. Ale jak pół kobieta a pół wąż, to trochę wygląda jak nasza lady Soria w syreniej postaci. Ciekawe czy to przypadek? Zresztą na tym alabastrowym posągu Soren cośmy go zwieźli do miasta, też jest wiele syren. Jej, szkoda, że żadnej nie wzięłam. Miałabym jej co pokazać. - Łasica energicznie pokiwała swoją niebieską głową i widać było, że na niej rewelacje Larsa, też zrobiły piorunujące wrażenie. - Też bym chciała ją poznać. Jeśli taka ładna jak mówi twój krajan to ja bardzo chętnie ją zadowolę. No i ma kłopoty ze snem. A przecież Siostry przemawiają w snach. Ciekawe czy to przypadek. - Myślała intensywnie gdy rozważała te nowe wieści. Musiała się nad nimi zastanowić ale widać było, że egzotyczna milady zaintrygowała ją.
- Siłą jej i tak nie weźmiemy a tutaj Munir rządzi więc i tak trzeba z nim pogadać. Jakoś trzeba o nią zapytać aby zgodził się na spotkanie. Dobrze, że spotkałem tego mojego kuzyna bo byśmy nawet o niej nie wiedzieli. A w ogóle jak wam idzie z tymi dziewczynkami? - Lars rozejrzał się po pokładzie i wzrok spoczął mu na czterech niewolnicach. Te chwilowo pozostawione same sobie, zbiły się w gromadkę niepewne co do swojego dalszego losu.
- Munir oddał nam Inge, to ta brunetka, i Abigail. To ta z południa. Za tego trolla. A mamy fantów na półtorej kolejnej. No ale też jakoś trzeba z nim pogadać o tej milady co ją tak chowa przed nami. No i to wy musicie z nim gadać. - Łotrzyca nieco rozwinęła Larsowi, wypowiedź gladiatora a ten pokiwał głową. Obserwował z zaciekawieniem cztery, młode i jędrne niewolnice aż usłyszał końcówkę wypowiedzi koleżanki. Wtedy znów bystro spojrzał na nią.
- A dlaczego my? - Trochę się zdziwił, że pyskata i rezolutna zazwyczaj łotrzyca nie chce grać pierwszych skrzypiec w tych negocjacjach.
- Bo ja nie mam brody i jestem tylko kobietą. - Odparła mu wesoło. Ale on zmrużył brwi niezbyt rozumiejąc jej wypowiedź. - Tam na południu rządzą mężczyźni. A prawdziwy mężczyzna ma prawdziwą brodę. No ja nie jestem mężczyzną i nie mam brody. Munir pewnie wie, że u nas jest inaczej no ale może jednak lepiej rozmawia mu się z brodatymi mężczyznami. - Wyjaśniła kolegom dlaczego wolałaby nie być w pierwszej linii tych negocjacji.
- A tak, prawda. Też o nich słyszałem coś takiego jak służyłem w Bretonii. - Korsarz skinął ze zrozumieniem głową i teraz nawet przyznał łotrzycy rację.
- Właśnie zanim przyszedłeś to mówiłam Egonowi, że możemy go zaprosić do nas. U Pirory jest całkiem milutko. A jakby była nasza milady albo Fabienne czy Odette to może i by zrobiły na nim dodatkowe wrażenie albo nam sypnęły groszem jakby zobaczyły te cud miód nianie jakie im przywieziemy. Ciekawe czy słyszał o Odette. Mówił, że bywał w Marienburgu i Erengradzie a ona tam dawała koncerty. Ale mogli sie też rozminąć. I nie wiadomo czy będzie u Pirory jakbyśmy wrócili. No i trochę ciasno z czasem bo zbór na “Adele” mamy mieć a wieczorem orgia w teatrze. - Łasica dzieliła się z kolegami swoimi przemyśleniami. Norsmen pokiwał głową.
- No tak, jak się spieszy to może nie chcieć zostawać na noc. Ale może mu się nie spieszy. Nie wiadomo. - Okazał pewne zrozumienie dla morskich planów i podróży. - Dobra Egon to chodź, idziemy z nim gadać. Jakoś trzeba podbić do niego o tą jego milady. A z tą czwartą nianią to jakby chciał to ja mogę z nim zagrać w karty albo kości. Chociaż kości są mniej przewidywalne. No i nie wiadomo czy się zgodzi. Albo mogę się wziąć za bary z którymś z jego ludzi. Jakbym go powalił to może coś spuści z ceny czy co. - Morski grabieżca rzucił leniwie kilka pomysłów które mogli spróbować wykorzystać w trakcie negocjacji z arabskim kupcem.
- A ja mogę się pochędożyć z tymi nianiami. Z każdą z nich albo i wszystkimi na raz. Jak chce to może popatrzeć. Wy też, chociaż jakbyście chcieli dołączyć to mnie to nie przeszkadza. No i ta jego milady jak taka ładna to też mogłabym się z nią pochędożyć. Mogę mu też coś zwinąć no ale to pewnie by nie pomogło w negocjacjach. - Łasica nieco żartobliwym tonem zaoferowała swoje wzmocnienie w ich ofercie. Korsarz co dopiero wczoraj spotkał ją pierwszy raz spojrzał na nią nieco zdumionym wzrokiem.
- Chędożyłabyś się z całą czwórką na raz? - Wskazał palcem na cztery kobiety czekające na zakończenie wymiany. Łotrzyca posłała mu kpiący, krzywy uśmieszek zawodowej ulicznicy.
- No pewnie. U Pirory albo przy kamieniach nie takie rzeczy odchodziły. - Powiedziała mu tonem lekkiej wyższości jakby to nie było dla niej coś nadzwyczajnego. To wywołało rubaszny śmiech Norsmena. Ona też się wesoło uśmiechnęła. W końcu oboje popatrzyli pytająco na Egona czy chce coś jeszcze ustalić zanim wrócą do Munira czy mogą już do niego iść.
Łasica prawdopodobnie miała rację - miarkował Egon - jeśli w istocie przybysz pochodził z dalekich krajów południa, w takim razie też będzie miał poważanie większe, jeśli będzie mógł się porozumieć z przedstawicielem własnej płci. Co prawda Egon nie podróżował w życiu tak wiele i tak daleko jak Lars, jednak swoje zasłyszał i nie wątpił, że Łasica tym razem miała rację. Rzeczą drugą było, przypomniał sobie wojownik, że targi wcale chyba nie były aż tak źle widziane.
Być może mogli zagrać na czas i przyrzec, że spotkają się raz jeszcze? Lub też popasać jakiś czas na statku i spróbować zjednać sobie Munira? Nie… Wolał od razu w jakiś sposób wyzyskać sprawę, bowiem miał też sprawy w mieście. Jednak z drugiej strony, pojawienie się “gościa honorowego” odmieniało sprawę na tyle, że warto było tutaj zostać. Co, jeśli przez koneksje mógł wkupić się w łaski Munira i w jakiś sposób sprawić, że kult będzie potężniejszy, a jego misja zabezpieczona?
– Chodźmy zatem – rzekł Larsowi. – Ja powiem najpierw, że chcielibyśmy popasać na okręcie po dobrze skończonej robocie i rozmówić się nieco dłużej, podczas rozmowy spytamy, żeby zaprosił tego swojego gościa. Zanim w targi pójdziemy raz kolejny, spróbujemy porozmawiać z nią… Kim tam znowu będzie. Jeśli będzie tak, że rozpoznamy symbole kultu, to damy jej znać sekretnie, z kim do czynienia ma. Jeśli jest z nami, Munir będzie w naszej kieszeni za jej sprawą.
I poszedł. Egon, uprzednio wypiąwszy się dumnie, jak na wojownika przystało podszedł z Larsem do Munira.
– Panie Munir, uradziliśmy się z kompanami, ale żeby pewnymi być, mus nam się naradzić nieco dłużej. Rozmówmy się nie tu, jeno przy stole jakimś, jak kamraci. Staliśmy się nimi bowiem, kiedy żeśmy okręt ocalili. Czy wzięcie tej bestii w łyko nie trzeba byłoby chociaż opić łykiem wina? A i też chcielibyśmy nieco porozmawiać o innych… Sprawach. Jeśli jeno pozwolicie na to, cny panie Munir. Jakże wolicie?
Egon spojrzał kątem oka na Larsa. Miał nadzieję, że ten go wspomoże, jeśli przyjdzie co do czego.
- Egon ma rację. Przecież nie godzi się nie uczcić takiego wielkiego zwycięstwa. A taka dobra walka zasługuje na dobrą opowieść! - Lars szybko wsparł kolegę swoją rubasznością. To sprawiło, że arabski kupiec uśmiechnął się jowialnie.
- Oczywiście przyjaciele. Myślałem, że się spieszycie i chcecie jak najszybciej wrócić do portu. Ale jeśli wam nie śpieszno, to zapraszam, zapraszam! Właściwie to jeszcze powinniśmy omówić jakbyśmy się mieli kontaktować w sprawie przyszłej wymiany. - Kupiec dał znać aby iść za nim i ruszył w stronę rufowej nadbudówki. Wrócili na półmroczne, drewniane schody na tyle wąskie, że musieli iść gęsiego. Łasica zamykała ten pochód gdy kupiec go prowadził. Kupiec już otwierał drzwi do swojej kajuty gdy Lars na chwilę odwrócił się aby spojrzeć na dwójkę towarzyszy i wskazać im wzrokiem przed siebie. Parę kroków dalej widać było dwóch, zbrojnych. Wyglądali jakby pilnowali sąsiednich drzwi. Czyli dokładnie tak jak dwójce towarzyszy opowiadał niedawno na pokładzie.
- A cóż to za skarby tam trzymasz, przyjacielu? - Zagaił kupca. Ten też spojrzał na straż przy drzwiach.
- Dokładnie tak przyjacielu, to są moje skarby. - Zgodził się ale nie dał się wciągnąć w rozmowę. Gestem zaprosił ich do swojej kajuty. Nie chcąc się spierać, Lars skorzystał z zaproszenia. A po chwili wszyscy siadali na wygodnych, ozdobnych poduchach jakich tu używano zamiast krzeseł. Gospodarz powiedział parę zdań do młodzika który im usługiwał a ten pokiwał głową wyszedł.
- Trochę za wcześnie na obiad ale takie wyjątkowe okoliczności, to będzie można to uczcić. Na razie, mam parę drobiazgów na osłodę tej opowieści. - Gdy się wszyscy rozsiedli to drugi ze służacych podał do stołu wino, mosiężne kielichy i paterę z dziwnymi owocami. Wyglądały na suszone, jedne były ciemnobrązowe inne żółte. W smaku te pierwsze okazały się bardzo słodkie a te drugie też ale jeszcze do tego nieco kwaskowate. Gdy się nimi raczyli, Lars podjął swoją opowieść o dopiero co zakończonej walce. A, że miał dar do gawędzenia to się przyjemnie tego słuchało. Zaś Egon miał rzadką okazję usłyszeć jak ktoś opowiada wydarzenia w jakich gladiator brał udział. Norsmen opowiedział jak to troll zaskoczył wszystkich gdy chyba niechcący zawalił wejście rzuconą beczką. I jak się rozwinęła dalej ta walka aż do zwycięskiego finału.
-
Oryginalny autor: Santorine
- I wtedy Łasica cisnęła mu koc na łeb aż mu przysłoniło oczy! Ale zamachnął się i prawie ją sięgnął. Ona wpadła między te graty i baliśmy się, że ją sięgnął. Więc skoczyliśmy na niego. Egon złapał go za ramię i trzyma. A ja krzyczę “Dawać liny!” i zaczynam go wiązać. Wasz ficer,dzielny człowiek. Niczego się nie zląkł i dzielnie stawał. Tak samo jak marynarze. - Opowiadał z werwą i widać było, że kupiec słuchał tego z przyjemnością. Co chwila zerkał na gladiatora to na łotrzycę. Przyjemność mu sprawiło jak usłyszał pochwałę pod adresem swojej załogi.
- I ty mu rzuciłaś koc na łeb? - Araba chyba aż tak nie zdziwiło, że obaj, rośli wojownicy okazali się mężni i sprawni w boju, nawet w starciu z trollem. To, że jednak i kobieta tak dzielnie i sprytnie stawała w polu to jednak chyba się nie spodziewał. Przy nich Łasica wyglądała na drobną, nie miała żadnego pancerza ani porządnej broni, nie licząc noża jaki był żałośnie mały do rozmiarów potwora. Teraz złodziejka potwierdziła słowa kolegi, kiwaniem swojej fioletowej głowy. - I nie bałaś się? - Kupiec wydawał się być zafascynowany jej odwagą.
- Trochę się bałam. Ale wiedziałam, że nie mogę przynieść wstydu wężowej milady jakiej służę. No i w nocy miałam taki piękny sen, że wiedziałam, że nic mi się nie stanie. - Łasica dotąd pozwalała mówić kolegom ale zapytana przez gospodarza bezpośrednio, odpowiedział mu rezolutnie.
- A jaki to był sen? - Zaciekawił się Munir.
- Śniło mi się, że popłynę rano na morze. Jak jeszcze mgła będzie unosić się nad wodą. I tam spotkam piękną niewiastę. Nie widziałam rysów jej twarzy, wiadomo jak to w snach. Ale wiem, że była z dalekich stron. I jak się poznamy, to razem będziemy służyć naszej wężowej milady. Na razie wszystko się zgadza, poranne morze i mgła, wasz statek, poskromienie trolla, tylko jeszcze tej pięknej, egzotycznej niewiasty nie spotkałam. - Dziewczyna z ferajny, zgrabnie podsunęła wątek snów i tajemniczej kobiety, tak, że wyglądało to naturalnie. Kupiec co właśnie wrzucał sobie suszony owoc do ust, zamarł i w zdumieniu otworzył szerzej oczy. Patrzył intensywnie na jedyną kobietę w swojej kajucie. Szybko spojrzał na obu jej towarzyszy.
- Sny pochodzą od bogów a im lepiej się nie sprzeciwiać. Ich kaprys, największego mocarza mogą złamać jak patyczek. A jak się pływa po morzu to już w ogóle. Nieważne po jakich morzach pływasz, wszyscy morscy bogowie i demony, za nic mają ludzkie życia. - Stwierdził filozoficznie. I leniwie spojrzał na Egona aby i ten jakoś szybko wsparł ich inicjatywę aby wykorzystać zaskoczenie ich gospodarza.
Poszło gładko - Munir zgodził się na to, żeby popasać i zdawało się, że chyba jeszcze nie widział w tym żadnego podstępu. Egon, choć w zasadzie spodziewał się najgorszego, stwierdził, że cała akcja przebiegała wcale nieźle. Potrzeba było tylko iść dalej, do przodu.
Idąc do kajuty Munira, Egon także rzucił na strzeżone pomieszczenie, ale w przeciwieństwie do Larsa, nie rzekł niczego. Ciekawość brała wojownika - kim mogła być kobieta, która znajdowała się za strzeżonymi dźwierzami?
Wojownik, dotarłszy wreszcie do komnaty, rozsiadł się i rozluźnił nieco, bitka bowiem zawsze spinała go, choć był w niej biegły. Pomimo atmosfery, w jego umyśle co rusz powstawały raz jeszcze sceny z walki z trollem, raz tym pod pokładem, a niekiedy rzadziej z tym, który omal nie posłał go w objęcia jego Mrocznego Patrona, wtedy, kiedy bił się z bestią razem z Froyą van Hansen. Do jego przemyśleń dodawał Lars, który - jak zauważył Egon - umyślnie ubarwiał całą historię i w dobrym świetle stawiał załogantów. Wiedział, że był to wybieg, żeby zaskarbić sobie przychylność kupca, jednak Egon nie mógł powstrzymać się od przewrócenia oczami.
– Ciekawe, ciekawe – rzekł Egon w stronę Łasicy, mając nadzieję, że nikt nie wychwycił jego wcześniejszego grymasu. – Ciekawe rzeczy prawisz. Toć to nie będzie dalej niż tydzień albo dwa temu, żem w Neues Emskrank odwiedził kramarza, u którego starka była. Niepozorna taka, przy kołowrotku plotła jakieś sukno. Jak żem towar już kupił, to starka rzecz do mnie: podejdźże, karty postawię, los twój przepowiem, daj mi jeno garść miedziaków za fatygę.
– Pomyślał żem wtedy, cóż mi szkodzi, niechaj i będzie tak, że groszem starowinę wesprę. Dałem jej garść żeliwa, zanim żem zoczył, zza pazuchy karty wydobywa i stawia jedna po drugiej. I mruczy, mruczy tam coś pod tym swym wielkim nochalem, jakieś ochy i achy i wreszcie rzecze w te słowa: “Nie minie jeden księżyc, a pokonasz wraz ze swymi kamratami zieloną bestię, co choć po lądzie chodzi, w korabiu zamknięta będzie. Kiedy rzeczy dokażesz, spotkasz damę przecudną a poznasz ją po znaku smoka, co pożera swój ogon własny i będzie to ku wielkiemu zyskowi wszystkich, co ją spotkali”.
– Tak było i za to żem żeliwem płacił, za co mi starka podziękowała. Ale wszak wszyscy wiedzą, że guślarki czasem i prawe są, a przecież i są też takie czasy, kiedy pletą duby smalone na podobieństwo wrzeciona, którym ta starowina sukno przędła. Dziwny to zbieg okoliczności, rzekłbym. Może i jakaś część przeznaczenia? Sam nie wiem… – Egon tu zawiesił głos, dając już spokój swemu marnemu talentowi do łgania i zastanawiając się, cóż zdarzy się zaraz.
Ich gospodarz słuchał ich uważnie. Wydawał się być zafascynowany snem Łasicy, na filozofowanie wilka morskiego mądrze pokiwał głową ale Egona wysłuchał uprzejmie ale chyba dość sceptycznie. Dopiero ostatnia wzmianka o bransolecie węża, połykającego własny ogon go ożywiła. Ale to Lars się pierwszy odezwał.
- U nas Astrid ma taką bransoletę. Nasza koleżanka ale została w porcie. - Wspomniał tonem ciekawostki. Faktycznie córka jarla miała taką ozdobę. Był to jeden z węży Sorii jakie ta w swojej mniej śmiertelnej formie, miała zamiast włosów. Gladiator sam widział jak przy pierwszym spotkaniu na plaży, przy wrakowisku, wężowa milady oderwała jednego i podarowała go Norsmence. Wąż był żywy i Astrid potrafiła go niecnie używać do zabawy samej ze sobą. Później jednak zaczęła go nosić na nadgarstku, jako ozdobę. Ta wpadała w oko precyzją wykonania imitującą, małego węża.
- Tak, bo ją nasza wężowa milady też przyjęła na służbę. A teraz te nianie od ciebie, to też wieziemy dla naszej milady. Ona się lubuje w pięknie więc i pięknych kobietach. - Łotrzyca szybko wsparła kolegów nowymi detalami jakimi zasypywali ich gospodarza.
- Ale jak piękna i z dalekich stron, tobie się śniła a tobie Striganka wywróżyła, to może chodzi o Abigail? Albo tą waszą Astrid? - Kupiec zauważył bystro, że taki opis jaki podali pasowałby także do tych dwóch, wspomnianych kobiet. Dziewczyna z ferajny jednak nie dała się zbić z tropu.
- Nie, Astrid na pewno nie. Już ją znałam to bym rozpoznała ją we śnie. A Abigail owszem, nadobna jest. Mam nadzieję, że poznamy się lepiej i przypadnie do gustu naszej milady. Ale to niewolnica. A mnie śniła się pięknota jak paw królewskiej krwi. A nie nawet najpiękniejsza niewolnica. A Egonowi też, tylko jeszcze z tą wężową bransoletką. - Kobieta o fioletowych włosach, doprecyzowała to sprytnie i tak naturalnie jakby naprawdę ostatniej nocy się jej coś takiego śniło. Chociaż rano jak budziła gladiatora to wyglądała na zaspaną i taką co najchętniej znów władowałaby się do łóżka aby pospać do południa. I o żadnym śnie nic nie mówiła.
- Intrygujące. - Munir na chwilę zamilkł. Zaczął rozpalać długą, ozdobną fajkę. To widocznie pozwalało mu skupić myśli. - Jest ze mną pewa szlachetna milady. Oczywiście olśniewa swoją urodą, wdziękiem i mądrością. To córka pewnego wezyra i świątyni jednocześnie. Kapłanka po waszemu. I szlachcianka. Bardzo bogobojna kobieta. Wiozę ją do Erengardu na nauki. Tak sobie życzyła świątynia. I ona ma taką wężową bransoletkę jak mówisz. - Gospodarzowi udało się rozpalić swoją fajkę i w kajucie rozległ się dziwny, słodkawy aromat palonego zioła. Całkiem inny niż te co znano w Imperium. Bardziej przypominał jakieś kadzidło. Kupiec zaś spojrzał bystro na gladiatora dając mu znać, że chodzi właśnie o ten detal jaki mu wywróżyła stara guślarka.
- Doprawdy? Cóż za przypadek! To musi być wola bogów! - Lars roześmiał się jakby właśnie dowiedział się, że owa tajemnicza milady, przebywa na tym statku.
- A czy moglibyśmy nasycić oczy jej obecnością? Pragnęlibyśmy jej złożyć hołd i przekazać pozdrowienia od naszej wężowej milady. - Poprosiła przymilnie Łasica. Było widać, dlaczego odnosiła takie sukcesy w podszywaniu się pod różne, kobiece role. Teraz mówiła jakby była wielbicielką diwy co najmniej tak znanej jak Odette von Treskow i prosiła o możliwość chociaż rzucenia na nią okiem z bliska. Gospodarz przyglądał się im i pyknął ze dwa razy ze swojej fajki.
- Poślę do niej zapytanie. Ale nie mam nad nią żadnej władzy, jest moim zaszczytnym gościem. A ostatnio miewa straszne migreny i źle sypia. Dziś jej jeszcze nie widziałem. - Uprzedził brodacz i zawołał swojego służącego. Coś mu mówił poważnym tonem w ich języku a ten drugi słuchał w takim samym skupieniu. Co jakiś czas skinął głową aż wreszcie skończyli rozmawiać. Lokaj skłonił się swojemu panu po czym szybko wyszedł z kajuty.
Egon rzucił wzrokiem to na Larsa, to na Łasicę, zastanawiając się, czy któreś z nich nie wyrozumiało, cóż tam też w tym swoim języku rzucił do posłańca. Być może Lars podczas swych podróży zrozumiał nieco języka południowców, żeby móc wywiedzieć się, o co chodziło? Jednak raczej nie było to niebezpieczeństwo, a póki co, dość przyjazna wymiana.
– Zaiste, wydaje się to zrządzeniem losu – rzekł Egon, tym razem szczerze, ponieważ jeno dziwnemu zrządzeniu losu mógł przypisać pojawienie się dziwnej niewiasty z bransoletą węża pożerającego własny ogon na tym właśnie statku, o tej porze i to właśnie wtedy, kiedy on ze swą kompanią wszedł na korab, aby robić interesa.
– Cóż… Pozostaje nam czekać jeno, choć jeśli ja bym był ową cną niewiastą, to także bym był zainteresowany, jeśli na mój statek goście przybyli, którzy rzeczą o dziwnych zbiegach przeznaczenia.
Egon stwierdził, że w jednym pokpili sprawę, póki co, bowiem nie wiadomo było, czy owa milady zaszczyci ich swą obecnością. Posłaniec mógł bowiem rzec, że są tu przybysze, którzy wiedza co nieco o jej bransolecie i jeśli tylko taką wiadomość dałoby się przekazać, to łatwiej by było zwabić niewiastę do kajuty Munira. Co prawda mieli rozmawiać o konkretnym pieniądzu i jak jeszcze można było w jakiś sposób zyskać ostatnią z niewolnic, ale raczej na takie rozmowy silić się nie było sensu, dopóki nie pojawi się kobieta.
– Rzeknijcie no jeszcze, panie Munir – rzekł Egon, chcąc wypełnić ciszę spędzoną na oczekiwaniu na ową tajemniczą niewiastę – jakże planujecie swój czas spędzić wkrótce, teraz, kiedy żeśmy się przekonali, że wspólny interes będzie ku profitowi? Czy będziecie w pobliżu?
Nikt z dwójki towarzyszy gladiatora nie zdradził się, że zrozumiał co ich gospodarz powiedział do swojego sługi. Ale po chwili Łasica nachyliła się i cicho szepnęła do kolegów
~Poszedł do tej kajuty obok.
~Możliwe, że łotrzyca to usłyszała ale Egon nie. Siedzieli sobie na wygodnych poduchach i dalej rozmawiali z przybyszem z dalekich stron.
- Oh, nie, nie przyjacielu. Nie zostajemy tutaj. Interes musi się kręcić. Nie tylko muszę dowieźć naszą szlachetną panią do Erengardu ale i sam mam tam swoje sprawy do załatwienia. Własnie dlatego świątynia poprosiła właśnie mnie a ja nie miałem serca im odmówić. - Odparł kupiec brodaczowi. Na co od razu włączył się Lars.
- W takim razie, musisz się cieszyć wielkim zaufaniem świątyni i nieskalaną reputacją skoro powierzyli ci tak ważną misję z tą milady. - Norsmen ponownie potrafił nalać miodu do uszu ich gospodarza. Widać było, że się uśmiechnął ale te komplementy sprawiły mu przyjemność.
- I jak wasze świątynie są choć trochę jak nasze, to pewnie nie jesteś stratny na tej drobnej przysłudze. - Łasica rzuciła z manierą portowej dziewczyny. Ale kupiec potraktował to jako celną i zabawną uwagę bo roześmiał się. Ktoś zastukał w drzwi i wszedł jakiś służący niosący zastawę i naczynia. Zaczął je rozkładać na niskim stole. Mebel był za niski aby siedzieć przy nim przy standardowych krzesłach. Jednak gdy używało się wielkich poduszek to był w sam raz.
- Obiad niedługo będzie. - Oznajmił kupiec gdy służący skończył rozkładać to wszystko i wyszedł na korytarz. Minął się z tym co go pan wysłał z zapytaniem do tajemniczej milady. Podszedł do kupca i cos mu chwilę cicho mówił. Widać było, że brodacz jest nieco zaskoczony. Coś sie dupytał młodzika i ten mu odpowiedział. Munir namyślał się chwilę po czym coś mu rzekł na koniec i służący ponownie wyszedł. Arab popatrzył na trójkę swoich gości jakby zbierał myśli. Lars i Łasica popatrzyli po sobie ale cierpliwie czekali co im powie.
- No cóż… Milady jest zaintrygowana waszymi słowami i zgodziła się na wizytę. - Oznajmił im po tej chwili namysłu. Widać było, że to nie wszystko. - Milady Layla to bardzo zacna kobieta. Uczona w mowie i piśmie. Ale honor wymaga aby nie przyjmowała gości sama. Dlatego pójdę z wami. No i akurat waszego języka milady nie zna. - Kupiec oznajmił im decyzję swojego szlachetnego gościa. Widać było, że żywił do tej kobiety ogromny respekt i szacunek. Łotrzyca i wilk morski pokiwali głowami.
- A jakie języki zna ta zacna milady? - Morski grabieżca był zaciekawiony tym faktem.
- Z waszych północnych języków mówi po estalijsku, tileańsku i bretońsku. Tileańscy i estalijscy kupcy całkiem często nas odwiedzają. Do tego jak mawia milady, to Tilea jest ojczyzną opery a Bretonia poezji. Więc zna te języki. - Kupiec chętnie wyjaśnił im tą językową kwestię.
- Po bretońsku? Szkoda, że lady Fabienne, nie ma z nami. Ona jest Bretonką. I szkoda, że wasza milady nie zna kislevskiego. Po kislevsku mogłabym coś spróbować się z nią dogadać. - Łasica żachnęła się, że nie ma z nimi bladolicej kultystki bo by się teraz przydala. Sama nie znała żadnego z tych zachodnich języków Starego Świata.
- Ja mówię po bretońsku. Jakiś czas służyłem w bretoni takiemu jednemu lordowi. - Lars za to ucieszył się, że zna chociaż jeden ze wspomnianych języków. - Popatrzył wesoło na trójkę towarzyszy.
- Nic nie szkodzi. Ja będę tłumaczył w razie czego. Chodźmy więc, nie każmy milady czekać. - Munir wstał ze swoich poduch i odłożył swoją ozdobną, fajkę na stojak. Poczekał aż goście też będą gotowi do wyjścia i wtedy razem wyszli na korytarz. - Poczekajcie tu przyjaciele, pójdę was zapowiedzieć. - Poprosił i minął strażników stojących przed drzwiami sąsiedniej kajuty. Trójka kultystów przez chwilę została sama.
- Ciekawe czy taka ładna jak mówił. I ciekawe czy z tą wężową boginią i tak dalej to prawda. - Łasica mruknęła cicho do swoich towarzyszy korzystając z tego, że przez moment mogą mówić sami. Nie licząc dwóch gwardzistów co stało parę kroków dalej.
Egon kroczył przed siebie, rozważając uwagi to Munira, to Łasicy, wreszcie to Larsa. Zdawało mu się, że dwójka kultystów, z którą wypuścił się na statek Munira, grała po bitce z trollem pierwsze skrzypce i podejmowała decyzje, zaś on sam jeno dołączał się do onych harców jeno jako akompaniament. Wszakże nie narzekał, nie zamierzał mieszać się w cwaniackie podrygi Larsa i Łasicy, którzy zdali mu się o wiele bardziej wprawnymi ulicznikami, że on sam. Iście, był wdzięczny losowi, że właśnie to z nimi miał do czynienia, sam nie dokazałby takich rzeczy nigdy.
Jednak warto było wspomnieć o owej bransolecie - pomyślał Egon. Niewątpliwie, niewiasta, łasa na wszelkie plotki, nawet te najbardziej bezwartościowe, postanowiła sprawdzić, cóż takiego mogą przekazać im nieznajomi. Tak sądził Egon, kontent z tego, że sprawy toczyły się według planu. Plan co prawda był zaimprowizowany i jego część była co prawda poślednia, jednak - imaginował wojownik - do diabła z detalami, dopóki cała rzecz skończy się nabiciem łbów rajców miejskich na piki, póty mógł cierpieć najgorsze katusze.
– Język znam albo i nie, zacna milady znajdzie we mnie oddanego kompana – rzekł Egon, któremu wino nieco uderzyło już do głowy, zapewne, po solidnym wysiłku z trollem. – Chodźmy!
-
Oryginalny autor: Santorine
Na uwagę Łasicy co do gościa Munira, odrzekł:
– Sprawdzić nam trzeba, jeśli w istocie znaki takie nosi na sobie, mus nam się tym zainteresować – skonstatował Egon przyciszonym głosem. – Czy z facjaty nadobna, do diabła z tym… Jedyne, co się liczy, to plan. Jeśli ma odegrać w nim plan i jeśli taka jest wola patronów, trza nam sprawdzić… Któż to wie.
- Jakby było coś na rzeczy to można by ją zaprosić do nas. Munira też. Skoro chcecie z nim handlować. - Łotrzyca odpowiedziała cicho i szybko. A po chwil drzwi do kajuty otworzyły się i właściciel statku wrócił na korytarz. Stanął przed trójką gości i popatrzył na nich chwilę.
- Milady zgodziła się was przyjąć. - Oznajmił im patrząc przez chwilę na każdego z trójki kultystów. - To zacna i uczona kobieta do jakiej żywimy duży szacunek. Wprowadzę was i przedstawię. Nie odzywajcie się pierwsi póki milady was nie przywita. Będę tłumaczył w razie potrzeby. - Kupiec wyjaśnił im jakie będą panować zasady podczas tej wizyty. Lars i Łasica pokiwali głowami i nie zadawali żadnych pytań. Więc i kupiec dał znać aby ruszyć za nim.
Otworzył drzwi i ukazała się narożna kajuta, nieco mniejsza od jego własnej. Panował w niej ciepły, półmrok i aromat jakichś egzotycznych kadzidełek. W środku, na wielkich, ozdobnych poduchach siedziała młoda kobieta w stroju z dalekiego południa. Cerę miała śniadą, włosy długie, czarne i błyszczące. Spojrzenie bystre a na pełnych ustach oszczędny uśmiech. Na piersi widać było naszyjnik przypominający syrenę o sześciu ramionach. Podobną formę przyjęła lady Soria gdy we wrakowisku walczyła z wielkimi krabami.
link: https://i.imgur.com/90Y9Jnp.jpeg
Munir skłonił się gospodyni i zaczął coś mówić w nieznanym Egonowi języku. Dwójka jego towarzyszy też z szacunkiem pokłoniła się szlachciance z dalekich stron i obserwowali czarnowłosą z wyraźnym zainteresowaniem. Czekali jednak aż armator przedstawi przybyszy swojemu gościowi. Dało się zrozumieć, że o nich mówi, żwawo i chyba pochlebnie sądząc z mimiki i gestów. Kobieta słuchała i patrzyła to na niego, to na trójkę z jaką przyszedł. Gdy kupiec skończył odezwała się po raz pierwszy. Mówiła łagodnym, przyjemnym dla ucha głosem. Brodacz słuchał tego uważnie, co jakiś czas kiwał głową a gdy skończyła odezwał się w reikspiel do trójki gości.
- Milady Layla cieszy się, że może was poznać. Jest rada, że okazaliście takie męstwo w walce z trollem. Zaprasza was abyście spoczęli i opowiedzieli nieco o sobie. - Wskazał na inne poduszki rozstawione wokół niskiego stołu. Wyglądało to podobnie jak w jego kajucie. Towarzysze Egona zajęli wskazane miejsca.
- Parlez-vous breton? - Zapytała ich nowa gospodyni gdy już siedzieli na miękkich i wygodnych siedzeniach.
- Oui, j'ai travaillé plusieurs années auprès d'un seigneur breton �- Languille. - Lars odpowiedział swobodnie i bez wahania czym widać było, że ucieszył szlachciankę.
- C'est merveilleux. - Odpowiedziała zadowolona. I zwróciła się do kupca, ciszej i szybciej. Ten pokiwał głową i wstał ze swojej poduszki.
- Milady zaprasza was abyście zjedli z nią obiad. Poproszę aby tutaj go przyniesiono. - Wyjaśnił im w reikspiel i podszedł do drzwi kajuty. Stanął w nich i powiedział coś szybko co brzmiało jak polecenie. Łasica wykorzystała moment aby wzrokiem wskazać kolegom na pierś gospodyni na jakiej widniał syreni wisiorek. Był dokładnie taki jak opisał to kamrat Larsa. Na nadgarstkach milady miała liczne bransolety, jakie stukały cicho o siebie, gdy nimi poruszała. Ale jedna była grubsza, alabastrowa i przypominała węża połykającego swój ogon. Podobną Astrid dostała na plaży od lady Sorii. Wraz z powracającym kupcem, przyszedł jego młody służący, który zaczął nalewać gościom wina aby lepiej się im rozmawiało. Gdy znów wszyscy już siedzieli na wygodnych poduchach ich gospodyni zapytała o coś po bretońsku. Pytanie było uprzejme a sama szlachcianka wydawała się być zaciekawiona.
- Pyta się kim jesteśmy i abyśmy coś opowiedzieli o sobie. Ja o sobie to wiem co powiedzieć a o was? - Korsarz przetłumaczył a reikspiel jej pytanie.
- Powiedz, że ja jestem w służbie wężowej milady. I jestem tu z jej polecenia. Że nasza milady jest piękna i mądra, lubi sztukę i piękno i w ogóle, całe miasto do niej wzdycha i ma wiele pięknych kobiet co jej służą. - Łotrzyca szybko powiedziała co by chciała aby nowy kolega powiedział w jej imieniu. Ten skinął głową i spojrzał pytająco na Egona.
Egon puścił mimo uszu gadkę Larsa i milady - ach, właśnie, jak ona się znowu nazywała - jako że nie w smak były mu długie perory i w ogóle nie w smak były mu przydługie posiedzenia. Wszak zdawać się mogło, że na to właśnie się zapowiadało. Egon stwierdził, że pozostało wypić owo piwo do samego końca, choć wcale mu się nie podobało łasić się obcej kobiety, nawet, jeśli miała się okazać jedną z nich. “Czy nie wyrozumiała, z kim ma do czynienia?” - uparcie dumał Egon.
– Zjedzmy zatem! – rzekł Egon z mocą, gotów na cokolwiek, co mogło czekać ich wkrótce, z zyskiem lub też nie.
Egon ze skinieniem głowy przyjął do wiadomości, że bransoleta milady rzeczywiście przedstawiała węża pożerającego własny ogon. A zatem interesowała się ich kultem lub też być może nawet, w pewnym ograniczonym sensie, była jedną z nich. Ci którzy bowiem ukazywali się, dzierżąc pewne znaki i symbole, wiązali się w takie lub inne sposoby z przeznaczeniem.
Musiał przyznać, że kobieta była nadobna, ba! Piękna, olśniewająca nawet. Jednak cóż takie walory liczyły się wobec ich planu lub też wobec Pana Bitew…? Nie, Egon sądził, musiał skupić się na tym, co mogło ich poprowadzić do przodu.
Na pytanie, by rzec nieco o siebie, Egon pogładził swą brodę.
– Zwę się Egon Herschkel, ongiś boje toczyłem na arenie pod Neues Emskrank, choć po prawdzie też poznałem się na ubitej ziemi pod Salzenmund. Dziś jestem człekiem oręża, miecza i topora, człekiem jestem może i nie światłym, jednak siła mych rąk styknie, żeby dokazać roboty sprawiedliwej i intratnej! Choć człekiem światłym żem nie jest, to wszakże me dłonie sprawiły, że wielką bestię żeśmy wtrącili do należnej jej celi pod pokładem, nadobna milady…
To rzekł Egon, który wybrał, by wyrzec prawdę. Obrachował on bowiem, że lepiej było nie silić się na nic więcej niż ona właśnie, jako że milady wyglądała na taką, co się odznaczała lotkim rozumem, a przeto też wykryć kłamstwa potrafiła. Zwykłe stwierdzenie faktów zatem wystarczało, póki co. Wszakże musieli przecież poprowadzić rozmowę dalej, w stronę interesów z Munirem. Acz po temu czas jeszcze był.
Morski grabieżca pokiwał głową i zaczął z werwą tłumaczyć słowa towarzyszy na bretoński. Piękna gospodyni nie przerywała mu i słuchała z widocznym zainteresowaniem. Munir zresztą też. Akurat gdy Lars skończył, drzwi się otworzyły i do środka wrócili obaj służący. Teraz nieśli misy i wazy z parującym jedzeniem. Postawili je na niskim stole a, że byli na otwartym morzu, to to co było płynne nieco się bujało. Póki znosili jadło, niezbyt było sens o czymś rozmawiać o czymś poważnym dlatego kupiec zachwalał i tłumaczył co będą jedli a goście pytali lub chwalili się, że coś rozpoznają lub nie. Egon lokalne ryby morskie jakie były podane to też znał ale były dziwnie i intensywnie przyprawione. To było dla niego nowe. Podobnie jak gulasz z kawałkami mięsa czy zupa. Sałatka była z dodatkiem kolorowych, słodkich lub kwaśnych owoców jakich nie znał. Całość była mieszaniną czegoś niby w miarę znajomego ale zaserwowanego w całkiem inny sposób. Wrócili do rozmowy na poważniejsze tematy dopiero jak już wszyscy nałożyli sobie na talerze co chcieli. Tym razem ich gospodyni mówiła po bretońsku zaś Lars słuchał, kiwał głową, czasem się coś dopytał lub wtrącił. No i tłumaczył to na reikspiel.
- Lady Layla mówi, że podziwia twoją odwagę i siłę Egonie. Wyglądasz na krzepkiego i dzielnego. Cieszy się, że bogowie skierowali tu dzisiaj twoje wiosła. W Salzenmundzie nie była ale wie, że to stolica prowincji. - Streścił koledze słowa ich gospodyni. Po czym zwrócił się do Łasicy. - Milady jest rada temu co mówisz. Pyta jak ma na imię twoja pani jakiej służy tak piękna i dzielna kobieta… - Norsmen mówił ale gorąca krew łotrzycy sprawiła, że mu przerwała.
- Powiedziała, że jestem dzielna i piękna?! Oh! To dobrze! To powiedz jej, że mnie też się podoba! Oh! Czemu nie możemy mówić we wspólnym języku! Już ja bym ją zbałamuciła jak trzeba! - Dało się wyczuć, że młoda uczona z dalekich stron wpadła ulicznicy w oko i wreszcie miała okazję to jawnie okazać. Munir jednak chrząknął znacząco.
- Prosiłbym więcej szacunku do naszej milady przyjaciele. - Upomniał ich patrząc głównie na łotrzycę. Ta uniosła dłonie w obronnym geście.
- Przepraszam, poniosło mnie przyjacielu. Uroda i wdzięk waszej milady, mocą mi w głowie. - Dziewczyna z ferajny lekko się skłoniła w przepraszającym geście ale wybrnęła z tej wpadki całkiem rezolutnie.
- Opowiedziałem milady jak rzuciłaś koc na łeb trolla i uwolniłaś niewolnice z lochu. - Wyjaśnił Lars co o niej opowiedział czarnowłosej.
- Qu'a-t-elle dit? - Dama z dalekiego południa zapytała zaciekawionym, uprzejmym tonem. To pytanie na moment skonsternowało obu tłumaczy, bo szybko spojrzeli po sobie. W końcu korsarz wskazał wzrokiem na koleżankę siedzącą obok i coś zaczął tłumaczyć po bretońsku. Po chwili milady roześmiała się perliście. Widać było, że musiała to uznać za bardzo zabawne. Gdy przestała się śmiać uniosła swój mosiężny, ozdobny kielich i wciąż z uśmiechem powiedziała - À la santé des belles femmes! Celles que nous connaissons déj�- et celles que nous rencontrerons bientôt! - Munirowi chyba ulżyło, że nie było żadnej scysji z tego powodu i też wziął swój kielich.
- Milady wznosi toast za piękne kobiety. Te które już znamy i dopiero poznamy. - Wyjaśnił Lars też dołączając się do tego toastu.
- No i to jest toast! Za piękne i chętne kobiety! Oby zawsze nas pożądały tak jak my podążamy je! - Zawołała rozzuchwalona łotrzyca bez wahania łapiąc za swoje naczynie. Milady znów pewnie zapytała co ona powiedziała i gdy Lars jej przetłumaczył to ponownie bardzo ją to rozbawiło. Zrobiło się rubasznie i wesoło od tych żartów.
- Nie jest źle. Jednym ze sposobów na zaciągnięcie kobiety do łóżka jest rozbawić ją. - Łotrzyca szepnęła cicho do swoich kamratów. Gdy fala wesołości przeminęła lady Layla znów o coś zapytała Larsa.
- Pyta jak się nazywa nasza milady. I czemu mówisz, że jest wężowa. Myślę, że jak mamy sypnąć jakimiś nazwiskami to teraz. Jak ona tu jest pierwszy raz to pewnie i tak nie zna ale może nasz nowy kolega o kimś coś słyszał. - Morski topornik przedstawił kamratom o co pytała ich urodziwa gospodyni. Tym razem Łasica zawahała się i popatrzyła na nich obu.
- No można chyba powiedzieć o lady Sorii nie? Może o Fabienne. Jest Bretonką to by mogła z nią pogadać. No i żoną kapitana to może Munir o nim słyszał. Pirora jest dość krótko w mieście i nic z morzem to wątpię aby o niej słyszeli. Może o Odette? W końcu to Słowik Północy. Jak dawała koncerty od Marienburgu po Erengard to może coś o niej słyszeli. - Dziewczyna z ferajny rzuciła kilkoma nazwiskami szlachetnie urodzonych koleżanek o jakich może ktoś z dwójki gospodarzy by mógł słyszeć. Ale widać było, że woli się skonsultować z kolegami w tej materii.
- A może o Merdze? - Lars zapytał cicho. Widać było, że propozycja zaskoczyła łotrzycę. - Jak milady ma jakieś sny czy wizje od którejś z Sióstr to może ma coś wspólnego z Mergą. Śniła jej się albo co. A kto wie? Merga też kawał świata widziała, może i milady coś o niej słyszała. - Korsarz też wyczuwał, że jest ważki moment co powiedzieć aby zainteresować ich gospodynię swoimi ciekawymi znajomościami. Ale też nie był pewien czy rogatą wyrocznię lepiej wspomnieć czy nie. W końcu oboje popatrzyli na gladiatora czy ten ma jakiś pomysł co odpowiedzieć damie z dalekiego południa.
– Rzeknijmy jej na początek o lady Sorii, żeby wybadać ją – zaproponował Egon.
Choć Egon nie mógł nie przyznać, że osoba o inteligencji milady była dziwnym, zupełnie niewiarygodnym zbiegiem okoliczności, Egon nie był pewien, w jaki sposób milady mogła im zaszkodzić, jeśli w istocie okazałoby się, że nie jest po ich stronie. Jedyne bowiem, co wiedzieli, to fakt, że szlachcianka-kapłanka interesowała się rzeczami pokrewnymi im samym, ale… Czy w istocie to sprawiało, że byli sojusznikami? Egon, nieufny jak zawsze, stwierdził, że gadanie o Merdze zaraz z początku mogłoby poskutkować dekonspiracją kultu, a tego nie chciałby nigdy.
Prawda była taka, że w Neues Emskrank doszło ostatnimi czasy do znacznych wydarzeń - oswobodzenie Mergi z więzienia, najazd na świątynię Mannana i inne rzeczy, które przecież nieprzypadkowe były. Inkwizycja i jej komisarze już teraz interesowali się miastem, Egon zaś wiedział, że cerbery Inquisitium mieli wyjątkowo złą sławę, jeśli chodziło o ich skuteczność. Był pewien, że jeśli kiedykolwiek inkwizycja nabierze większych podejrzeń lub też w jakiś sposób uda się inkwizytorom przeniknąć do warstwy szlacheckiej, nie zawaha się puścić miasta z dymem lub też całkowicie zneutralizować siatek kontaktów, które skrzętnie porobili.
Wiedząc to, Egon postanowił działać ostrożnie. Nie wiedzieli na ten moment czy Layla jest ich sojusznikiem czy nie i jeśli coś pójdzie nie tak, to jak bardzo mogła im zaszkodzić.
– Hmm, skoro zacna milady pyta tak ładnie, rzeknijmy jej co nieco – Egon zgodził się, po czym rzekł krótko do Larsa: – O Merdze nie gadajmy… Przynajmniej jeszcze nie, nie znamy jej. Mus nam dowiedzieć się nieco więcej o lady Layla, rozumiesz. Niechaj ona też da jakiś dowód, że jej zależy.
- No może i tak. To powiedz jej o naszej Sorii a potem zobaczymy. I podkreśl, że jest wężowa. Chyba nasza nowa koleżanka lubi węże. I może o Fabienne, że to Bretonka to by mogły sobie pogadać. - Po chwili namysłu, Łasica poparła ostrożniejszy wariant gladiatora i dała znak Norsmenowi co jej zdaniem może przekazać ich gospodyni. Ten skinął głową i wrócił do tłumaczenia na bretoński. Mówił a milady głównie słuchała. Czasem coś się dopytała i ze dwa razy wtrącił się Munir jak któreś z nich miało jakąś trudność z tym zachodnim językiem. Egon rozpoznał tylko imię Sorii jakie padło. Widać było, że egzotyczna piękność słucha tego z wielkim zainteresowaniem. Po chwili Norsmen wymienił imię bretońskiej kultystki i Layla wyglądała na zaintrygowaną jednak bladolica aż tak nie przykuła jej uwagi jak wężowa milady. I gdy widocznie Lars skończył to ona zaczęła coś mu opowiadać. I to dłużej więc w końcu Norsmen zaczął po trochu tłumaczyć jej słowa.
- Mówi, że bardzo ją ciekawi nasza Soria. Zwłaszcza jeśli czci węże. Milady jest kapłanką wężowej bogini jakiej tam na południu oddają cześć. Węże są jej znakiem rozpoznawczym i są uważane za jej posłańców i święte zwierzęta. - Mówił dość skrótowo coś co jemu chyba całkiem barwniej i bogaciej tłumaczyła egzotyczna piękność. Przerwał bo ona znów zaczęła mówić i wskazała na tą alabastrową bransoletę w kształcie węża co miało odzwierciedlać jej słowa. Chwyciła też za swój wisior jaki od początku tak rzucał się w oczy i nieco wyciągnęła go ku gościom aby lepiej mogli się przyjrzeć.
- Mówi, że to jest wizerunek jej bogini. Pół kobieta, pół wąż. Z sześcioma ramionami. To jest jej waleczna i boska forma. Ale może też przybrać postać pięknej kobiety i wtedy wygląda jak zwykła śmiertelniczka. - Lars tłumaczył słowa ich gospodyni aż łotrzycę tak poniosły emocje, że mu przerwała.
- To przecież jak Soria! Też może przybierać obie takie formy! - Szepnęła z przejęciem do swoich kamratów. Nie zważając na to kapłanka wężowej bogini ciągnęła dalej.
- Mówi, że ich kult jest bardzo stary. Kiedyś ich bogini mieszkała razem z nimi, w specjalnie wybudowanej dla niej świątyni w głębi dżungli. Do dziś oddają jej część. Bogini lubowała się w pięknych ludziach więc na kapłanów wybierała tylko najpiękniejszych, najciekawszych i najbardziej pomysłowych ludzi obu płci. Ta tradycja utrzymuje się do dziś i Layla jest jej kapłanką. Ich bogini nazywa się Manasa i jest patronką węży, przyjemności, płodności i sztuki. Sama Manasa mówiła, że służy swojej matce jaka jest jeszcze potężniejsza od niej. - Morski grabieżca cierpliwie tłumaczył słowa ich urodziwej gospodyni i sam wydawał się być zaciekawiony jej opowieścią. Choć dało się wyczuć, że dwójce towarzyszy, przedstawia znacznie uproszczoną wersję.
- Ja bym mogła z nią tą przyjemność i płodność poćwiczyć. Bardzo chętnie. - Tym razem złodziejka nachyliła się bliżej kamratom aby Munir nie usłyszał jej sprośnych uwag. - Powiedz jej, że ja jestem modelką i pozuję do obrazów. - Poprosiła kolegę ale milady znów wznowiła swoją opowieść.
- Mówi, że ich bogini kiedyś odeszła ale obiecała, że powróci. Lady Layla zaś miała ostatnimi czasy dziwne, tajemnicze sny jakich nie potrafiła zinterpretować. Ani żadna z jej wężowych sióstr. Szukały odpowiedzi w starych manuskryptach ale w końcu uznały, że Layla powinna podążyć za słyszanym w wizjach zewem. A ten ciągle kierował ją na północ. Aż wpłynęli na to morze gdzie stały się mocniejsze niż kiedykolwiek. Śniły jej się kobiece, wężowe oczy jakie na nią patrzą i ponętne usta jakie ją wzywają. Sześć szczupłych, alabastrowych dłoni które przesuwa się po jej ciele i pieści ją. I to wszystko wskazuje, że to zew Manasy. Jest bliżej niż kiedykolwiek. Niestety wizje nie są na tyle wyraźne aby poprowadzić ją w konkretne miejsce. Lady Layla jest przekonana, że spotka jakiś artefakt związany z jej boginią, albo powije jej potomstwo jakie pomoże jej powrócić na świat. Bo nie czuje się godna i arogancka aby liczyć, że będzie jej dany zaszczyt spotkać jej ukochaną boginię osobiście. - Norsmen zmęczył się tym ciągłym gadaniem więc wypił resztkę wina ze swojego kielicha aby przepłukać gardło.
- Aha, jest ciekawa waszej Fabienne bo zawsze chętnie uczy się nowych języków a mówi, że jej bretoński wymaga jeszcze pracy. No powiem wam, że wymaga. Ale ja też mówię aby się dogadać a nie jak Bretończyk a jak widzicie jakoś się dogadujemy. I mówi, że jesteś ładna więc nadajesz się na modelkę. Ona też maluje i rzeźbi więc też by cię wzięła jako modelkę bo masz grację tancerki. - Dorzucił na koniec jakby sobie przypomniał o tym w ostatniej chwili. Łasica rozpromieniła się i posłała milady słodki uśmiech za te komplementy.
- Ja bardzo chętnie zostanę jej modelką. Nawet nagą. Zwłaszcza nagą. Hmm… Właściwie to ja mam jednego węża przy sobie. - Dziewczyna z ferajny znów ściszyła głos aby się naradzić z kolegami. Jej słowa zaskoczyły korsarza bo spojrzał na nią zdziwiony. W końcu niedawno sama się żaliła, że żadnej alabastrowej syreny nie wzięła. - Tylko musiałabym spodnie ściągnąć. - Włamywaczka wskazała palcem na przód swoich spodni. Egon pamiętał, że ma tam tatuaż częściowo zwiniętego węża. Może jakby podciągnęła koszulę to sam łeb byłby widoczny ponad spodnie a może nie. Jakby chciała pokazać cały wizerunek to rzeczywiście musiałaby ściągnąć spodnie razem z bielizną.
- No ale ta jej historia… Sama nie wiem… Psia krew nie znam się co oni tam mają na dalekim południu… Ale historia niezła. Całkiem inaczej niż te o naszych Manannach i Sigmarach. No i ta płodność i przyjemność, czczenie pięknych ludzi… No powiem wam chłopaki, że mogłabym się skusić aby spróbować. Zwłaszcza jak mają takie ponętne kapłanki. Mam nadzieję, że równie chętne. - Fioletowowłosa podzieliła się z towarzyszami swoimi spostrzeżeniami o opowieści milady.
- Brzmi nieźle. Wygląda na taką co lubi się zabawić. Trochę to brzmi jak jakaś forma naszego Księcia Dekadencji no ale do końca nie jestem pewien. Też nie pływałem aż tak daleko na południe aby bywać w ich rodzinnych stronach. - Lars dopowiedział swoje ale i jemu było trudno się przebić przez taką egzotykę jaką prezentowała milady i właściciel statku. Więc musiał bazować na podobieństwach do tego co znał ze swojej ojczyzny i krainach w jakich bywał. W końcu więc oboje popatrzyli na trzeciego kamrata co on sobie myśli na tą opowieść damy z dalekich stron.
Egonowi nie uszła uwadze treść snu Layli, która zwierzyła się, że śniąc, widziała wężowe oczy i trzy pary rąk, które pieściły jej ciało. “Interesujące” - błysnęło w głowie Egonowi. Jeśli to wszystko nie było jakąś arcyprzebiegłą grą lub też wyrafinowaną krotochwilą, trzeba było przyznać, że wiele rzeczy zbiegało się wprost w niesamowity, niespotykany sposób. Zapewne był to dar od losu lub też, co bardziej prawdopodobne, dar od sił, którym służyła trójka kultystów?
Zdawało się to być pomyślnym zwrotem okoliczności. “Furda wszakże z Księciem Rozkoszy, jedynym, który ostateczny triumf odnieść musi winien być Pan Krwi” - Egon pomyślał i ugryzł się w język.
– Opowieść ciekawa, a jakże – podjął ostrożnie imperialny wojownik. – Hmm… Nie powiem, interesujące, żeśmy milady znaleźli właśnie tu, podczas naszej wyprawy po interesa. I te sześć dłoni… Jak myślicie, może i to być tak, że należą do Sióstr.
Egon zmitygował się jednak. Potrzeba było pociągnąć tą sprawę i sprawę zyskania niewolnicy za darmo, lub też ze sporym opustem. Poranna gadka zdawała się prowadzić do dobrych rezultatów, ale sam miał więcej spraw, by tylko się na tej właśnie skupić.
– Zacna milady Layla rzecze, że interesuje ją nasza milady Soria – rzekł Egon z lekkim uśmiechem. – A i bym pomyślał, że jeśli Soria dowiedziałaby się o korabiu i specjalnym gościu Munira, ona sama byłaby zainteresowana Laylą. Rzekłbym, niechaj Munir spuści nieco z ceny za ostatnią ze swych gąsek jako gest dobrej woli, a my byśmy zaaranżowali jakie spotkanie z lady Soria… Rzeklibyśmy jej o Layli i sprawdzili, czy zechcą się spotkać. A cóż nam szkodzi? Zdaje się, że Layla szuka wiedzy, którą może jeno udzielić jeno Soria.
– W ten sposób zagwarantujemy, że statek Munira będzie w okolicy i robić interesa będziemy, dopóki Layla rozmawiać z Sorią będzie. A, co rzekniecie?
Oboje towarzysyz gladiatora popatrzyło po sobie zanim odpowiedzieli. Norsmen skinął głową.
- To pewnie decyzja Munira, to jego statek. On decyduje czy płynął dalej czy zostaną na noc. Ale jakby milady go poprosiła to kto wie… - Zgodził się o tyle, że dwójka najważniejszych ludzi na tej kodze, może wpływać na siebie nawzajem ale które z nich miałoby w tej sprawie ważniejszy głos to trudno było korsarzowi zgadnąć.
- Teraz i tak naszej milady nie ma tu z nami więc jak chcą ją poznać to i tak muszą wpłynąć do portu. - Łotrzyca miała dość pragmatyczne spojrzenie na to wszystko. Teraz i z nią Lars zgodził się skinieniem głowy. - A dziś wieczorem mamy to spotkanie w teatrze. No i potem orgię na zapleczu. Będzie Pirora, Fabienne, Odette… O, możesz jej wspomnieć o Odette. Odette von Treskow. Może coś słyszeli o niej. Jak naszej nowej znajomej śniły się kobiece oczy i ręce co ją dotykają to chyba by mogło jej się u nas spodobać co będzie się działo dziś wieczorem. No ja w każdym razie bardzo chętnie bym ją zbadała oczami, ustami i rękami. - Łotrzyca nie ukrywała swojego podekscytowania na myśl, że miałaby okazję sfinalizować znajomość z nową milady. A zaproszenie jakie wczoraj dostali od szlachetnie urodzonych kultystek na dzisiejszy wieczór sprawiało, że był niezły pretekst aby zaprosić i nowych znajomych. Lars chyba przyznał jej rację bo odwrócił się do gospodyni tej kajuty i zaczął rozmawiać z nią po bretońsku. Widać było, że ona i właściciel statku słuchają go uważnie i z dużym zainteresowaniem. Gdy skończył to Munir się włączył do tej rozmowy. Teraz rozmawiali we trójkę i wyglądali jakby coś negocjowali. Arab wydawał się być trochę zaskoczony i nie do końca zadowolony ale też i zaciekawiony. Aż w koncu przeszedł na reikspiel.
- Lady Odette von Treskow tam będzie? W takiej dziurze? Przecież ona daje koncerty w wielkich portach i miastach! Miałem przyjemność jej słuchać dwa razy. Raz w Marienburgu i raz w Erengardzie. - Kupiec był pod widocznym wrażeniem kto by dziś gościł w lokalnym teatrze. Ale przez to nieco nie dowierzał, że tak nędzne miasteczko i podrzędny port jak Neus Emskrank, miałoby gościć Słowika Północy.
- Milady przyjechała do nas zażyć morskiego powietrza. Dobrze wpływa na głos i gardło. I chciała odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Sam panie rozumiesz, ci wszyscy adoratorzy, romanse, intrygi… - Łasica z miejsca potrafiła wykorzystać okazję i brzmiało jakby znudzona i zmęczona sławą śpiewaczka chciała zaznać nieco spokoju w ich niewielkim mieście. - Lady Odette też służy naszej wężowej milady. - Dorzuciła wisienkę na ten tort. Chyba to chwilowo chociaż zaspokoiło ciekawość i niedowierzanie kupca ale jego szlachetny gość była ciekawa co takiego powiedziała dziewczyna z ferajny więc Lars zaczął jej tłumaczyć. Po chwili milady i Arab zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać więc Norsmen skorzystał z okazji aby rzucić w reikspiel do towarzyszy.
- Nie jest źle. Ona chce bardzo poznać naszą Sorię i prosi go aby jednak wpłynął do portu. A on jest ciekawy poznać osobiście tą diwę. - Morski rozbójnik jednak musiał wrócić do rozmowy z pozostałą dwójką.
- To dobrze. Jakby zostali na noc to myślę, że byśmy ich urobili po naszemu. A jeszcze jakby nasza Soria z nimi pogadała i się zabawiła to pewnie by rano nie chcieli odpływać. - Łasica cicho rzuciła do Egona skoro pozostała trójka była zajęta rozmową w języku jakim ich dwójka nie rozumiała. - A jakby milady została jeszcze jeden dzień… No to na jutro wieczór jesteśmy umówieni na harce z Gnakiem i jego chłopcami. Nie wiem czy milady by lubiła takie zabawy no ale Fabienne i Odette to już się nie mogą doczekać. Soria oczywiście też będzie. No ale to najpierw tą słodką oliweczkę musimy ściągnąć do miasta. - Łotrzyca zdawała się być gotowa dołączyć nową milady do wspólnych harców gdyby okazała się podatna na takie hedonistyczne zabawy jakie preferowały dwórki lady Sorii. Jednak zdawała sobie sprawę, że kluczowe jest skłonienie jej aby dzisiaj zawitała do portu. - I nie bój się o tą czwartą nianię. Jak się z nimi polubimy to pewnie jakoś da się to załatwić. - Na tym polu też wydawała się być dobrej myśli. Zaś trójka właśnie skończyła rozmawiać i wydawało się, że doszli do jakiegos porozumienia. Lars odwrócił się do nich rozpromieniony.
- Dobra nasza! Zgodzili się przyjąć zaproszenie i wpłynąć do portu na jedną noc. Chcą poznać lady Sorię i Odette. No i resztę. No a przy okazji zabiorą nas do portu więc nie będziemy musieli dymać wiosłami z powrotem. - Oznajmił im co najważniejszego ustalili i widać było, że jest bardzo zadowolony z takiego wyniku.
- To świetnie! - Łasica też się ucieszyła. Skłoniła się grzecznie i kupcowi i milady. - Aha. Ale my mamy zbór niedługo… - Przypomniała sobie, że grafik na drugą połowę dnia mają dość napięty. - Hmm… Trzeba by jakoś się nimi zająć jak my będziemy na zborze zanim wieczorem będą te zabawy w teatrze. - Łotrzyca popatrzyła na kolegów jakie widzą rozwiązania.
- Ja słabo znam miasto. Raz tu byłem wiele lat temu i to tylko parę dni. Mogę z nimi zostać. Chociaż też chciałbym poznać i waszych ludzi. - Norsmen przyjął ugodowy ton ale sam był w rosterce. Zbór był okazja aby większość spiskowej rodziny spotkała się w jednym miejscu. Poza takimi okazjami to zwykle działali w rozproszeniu po mieście a nawet poza nim. A dla przybyszy z Norsci jeszcze nie było okazji aby poznać się z grupą Starszego.
- Można by ich zaprosić do Pirory. Zabralibyśmy ich po zborze. Bo ty Egon to lepiej abyś też był na zborze. Dopiero co wróciłeś z Norsci. Ja bym może mogła podesłać tą latawicę Burgund aby dotrzymała naszym gościom towarzystwa. Bo ja też bym chciała być na tym zborze. - Łasica przyznała, że też jest w rozterce. Dobrze by było aby każde z ich trójki było na zborze a jednocześnie poza nimi, nikt z kultystów do tej pory nie znał załogi korabia.
Egon wprost nie posiadał się z radości: Munir i Layla nie tylko zainteresowali się Sorią jako częścią wężowego kultu, ale też zapowiadało się, że zostaną na dłużej w porcie. Zaiste, pomyślny to był dzień dla kultu, jako Egon spodziewał się swym zwykłym, sceptycznym zwyczajem, że chciwy przybysz z południa machnie na wszystko ręką i postanowi po prostu udać się dalej w swój rejs, nie chcąc nadwerężyć tempa podczas swej kupieckiej rejzy, zaś całą sprawę ze snami i zainteresowaniami swej kapłanki skwituje wzruszeniem ramion.
Musiał też przyznać, że zarówno Lars, jak i Łasica zdawali się wspinać na wyżyny swego cwaniactwa i podprowadzania. Egon zapewne, gdyby to jemu samemu przypadła cała rzecz do obsłużenia, on sam po prostu wręczyłby złoto Munirowi i udał się dalej w swą drogę, aby doglądać spraw kultu i nadchodzącego zboru, a być może i już zaczął organizować jakąś zbójecką rejzę, aby pozyskać więcej nosicieli, cóż, konkretnie to nosicielek jaj Oster. Choć niewolnicy, jaja Oster, a także sprawy nadchodzącego turnieju i kolejnej wyprawy na kurhany z Astrid nadal czekały na Egona, ten był wyjątkowo rad z takiego obrotu spraw.
Znalezienie Layli w tym nieoczekiwanym miejscu zdawało się być prawdziwym darem, niewątpliwie zmanipulowanym daleko sięgającymi mackami jedynej i słusznej siły, Chaosu. “Dobrze”, miarkował gladiator, “trzeba jeno jeszcze sprawę zaprowadzić do jej słusznego końca…
– Koniec końców, jeśli potrzeba będzie, to ja z nimi zostanę, znam tą plugawą dziurę całkiem dobrze – rzekł Egon, przypominając sobie swe eskapady po mieście sprzed paru miesięcy. – Marny ze mnie kompan będzie jednak. Wiesz… Masz rację, weźmy ją do Pirory i poślijmy też po Burgund. Te dwie ugoszczą naszych przybyszy należycie, a kiedy tylko my ochędożymy odpowiednio sprawy ze zborem i inne, może wrócimy i zaplanujemy dla nich coś konkretniejszego. Sam Starszy może być nimi zainteresowany, więc jak się dowie, to może coś zaproponuje. Do tego czasu Pirora i Burgund powinny wystarczyć, przecież oni też wiedzą, że rzecz zdarzyła nam się niespodzianie. Mogliby z początku na statku zostać jakiś czas, a potem przeniosą się do kamienicy Pirory. Co rzekniecie? Wszak zbór nie potrwa wiecznie, nasze rzeczy dopilnujemy, to wrócimy do nich.
Wyrzekłszy to, Egon zrobił pauzę, myśląc jeszcze nad jednym sprawunkiem.
– Gadacie, że przypłyną do portu z nami, ale czy w łatwy sposób będziemy mieli przystęp, żeby szmuglować niewolnice? – tu Egon pogładził swą siwą brodę.
Egon co prawda chętnie spotkałby się ze Starszym, jednak gladiator rozumował, że jego wizyta znowuż nie była aż tak potrzebna. Miał wszakże swoją misję i jeśli potrzeba było, mógł porozumieć się z zamaskowanym człekiem, jeśli w istocie człekiem był, za pomocą posłańców.
- E, to akurat proste. - Lars obojętnie machnął ręką na ostatnie pytanie kolegi. - Te cztery nianie zejdą z pokładu razem z nami i pójdą razem z nami. Nikt nie powinien na to zwracać uwagi. Pójdziemy z nimi do tej Pirory czy gdzie tam chcecie. - Wilk morski na tym polu zdawał się nie podzielać wątpliwości kolegi.
- Dokładnie. Jak nie będą związane i nie będziemy się z nimi szarpać to będzie wyglądało, że są pasażerkami statku albo jakąś świtą milady czy co. Nie przejmuj się tym. - Łotrzyca też nie przewidywała trudności na tym polu.
- Dobra. A gdzie ich umieścić to ja się nie wtrącam. Za słabo znam miasto. - Norsmen uniósł swoje szorstkie dłonie w obronnym geście na znak, że oddaje sprawę w ręce dwójki tubylców.
- Chyba faktycznie najlepiej zabrać ich do Pirory. Ona ma najlepsze warunki aby ich ugościć jak należy. Bo zbór to jak Egon mówi, przecież nie będzie trwał do rana. Zwłaszcza jak na wieczór jesteśmy umówieni w teatrze. No my byśmy poszli na zbór a Pirora by ich ugościła. I tak nie wiem czy miała zamiar być. Bo lady Soria i Fabienne to tak. I chyba Hubert od Fabienne powinien też dziś być. No i jest szansa, że u Pirory by była lady Soria jak byśmy wrócili. Nie to może Fabi albo któraś z ich koleżanek. A Burgund też bym mogła podesłać. Trochę mi szkoda, że by miała przyjemność skosztować mojego daktylka wcześniej niz ja no ale trudno… Jestem gotowa poświęcić się dla sprawy jeśli by była okazja potem odbić to sobie w teatrze. - Dziewczyna z ferajny na koniec zrobiła cierpiętniczą minę gdy wspomniała o swojej kamratce z jaką zwykle chodziły na robotę. Ale też nieco konkurowały ze sobą, zwłaszcza w łożnicy i romansach. A może tylko sobie teraz z tego dworowała. Popatrzyła jednak na swoich towarzyszy jak się zapatrują do tego skorygowanego wspólnie planu.
Egon nie odpowiedział niczego na uwagi Łasicy co do kolejnych jej uwag o przyszłych okazjach do rozpusty. Sam nie miał nic przeciwko wzięciu w obroty Ilse albo Abigail, albo też obie na raz, jako że gladiator podejrzewał, że dobrze naoliwione kurewki na usługach handlarza niewolników nauczyły się tego i tamtego i zapewne potrafiły wygodzić wojownikowi w alkowie, jeśli tego sobie zażyczył.
Jednak Egon postanowił, że odłoży rzeczy tego sortu na sam koniec, lub też może poniecha ich całkowicie. Dopóki Hans Schiele oddychał i nadal był w stanie kręcić konszachty z mieszczanami, dopóty Egon nigdy nie miał zaznać prawdziwego odpoczynku. Szczęściem, plan, na podobieństwo koła wozu w postaci kultu, rozpędzał się coraz szybciej i szybciej i jeśli jeno miało dopisać mu szczęście, po tym wszystkim zbuduje mosiężny ołtarz, który spłynie krwią jego wrogów.
To były jednak dalekie plany. Potrzeba było działać.
– Tedy postanowione, Pirora i Burgund w kamienicy aż do zboru, a na zborze się pomyśli – rzekł Egon. – Jeśli kogoś się spotka, to tym lepiej, może i spotkają lady Sorię jeszcze tego wieczora…? Nieważne. Dość będzie, że zaplanowane. Rzeknijmy o tym Munirowi i milady Layli i odbijmy do miasta, bo sprawy czekają wciąż.
Co do ostatniej z niewolnic, poniechał sprawy. Tak, jak mówiła Łasica, trzeba było najpierw skaptować lady w kamienicy Pirory, a kiedy ta przekona się, że związanie się z lady Sorią było jej prawdziwym cele, dopiero wtedy się porozmawia o interesach.
-
Oryginalny autor: Santorine
Egon nie odpowiedział niczego na uwagi Łasicy co do kolejnych jej uwag o przyszłych okazjach do rozpusty. Sam nie miał nic przeciwko wzięciu w obroty Ilse albo Abigail, albo też obie na raz, jako że gladiator podejrzewał, że dobrze naoliwione kurewki na usługach handlarza niewolników nauczyły się tego i tamtego i zapewne potrafiły wygodzić wojownikowi w alkowie, jeśli tego sobie zażyczył.
Jednak Egon postanowił, że odłoży rzeczy tego sortu na sam koniec, lub też może poniecha ich całkowicie. Dopóki Hans Schiele oddychał i nadal był w stanie kręcić konszachty z mieszczanami, dopóty Egon nigdy nie miał zaznać prawdziwego odpoczynku. Szczęściem, plan, na podobieństwo koła wozu w postaci kultu, rozpędzał się coraz szybciej i szybciej i jeśli jeno miało dopisać mu szczęście, po tym wszystkim zbuduje mosiężny ołtarz, który spłynie krwią jego wrogów.
To były jednak dalekie plany. Potrzeba było działać.
– Tedy postanowione, Pirora i Burgund w kamienicy aż do zboru, a na zborze się pomyśli – rzekł Egon. – Jeśli kogoś się spotka, to tym lepiej, może i spotkają lady Sorię jeszcze tego wieczora…? Nieważne. Dość będzie, że zaplanowane. Rzeknijmy o tym Munirowi i milady Layli i odbijmy do miasta, bo sprawy czekają wciąż.
Co do ostatniej z niewolnic, poniechał sprawy. Tak, jak mówiła Łasica, trzeba było najpierw skaptować lady w kamienicy Pirory, a kiedy ta przekona się, że związanie się z lady Sorią było jej prawdziwym cele, dopiero wtedy się porozmawia o interesach.
Bezahltag; południe; kamienica Pirory
Dobrą stroną tej decyzji było to, że kultyście nie musieli wracać do portu własną łodzią tylko mogli pozostać na pokładzie kogi Munira. Na oko to statek płynął szybciej niż taka zwykła łódź rybacka no i nie trzeba było wiosłować. Egon zorientował się, że pierwszy raz wpływa do zatoki a potem do portu. Ostatni raz wypływał z niej w nocy ponad tydzień temu gdy razem z Mergą i zrabowanymi, świątynnymi łupami odpływali do Norsci. Widział jak już w miarę znajome nabrzeże zbliża się i w końcu jak załoga rzuca cumy. Właściwie dostrzegł w oddali “Starą Adele”. Tam właśnie niedługo miał się odbyć zbór. Ostatni w jakim brał udział był z tydzień temu, jeszcze przed skokiem na świątynie. Niby parę dni różnicy a tyle się wydarzyło, że wydawało się to jak w innej epoce. Z tej odległości jednak stara koga kultystów nie wyróżniała się niczym szczególnym na tle innych statków zacumowanych na nabrzeżu.
Na ich trójkę, spadła rola przewodników dla nowych gości. Milady preferowała wnętrze swojej kabiny. Wychowana w o wiele cieplejszym klimacie, tu, na północy, nawet w lecie było dla niej pochmurnie, zimno i dżdżysto. Faktycznie pogoda zdążyła się zmienić i spochmurniało. Layla wyszła na pokład jak już cumuwali do nabrzeża. Pod tym względem Munir był bardziej otwarty na świat i z przyjemnością obserwował wejście do portu. Chociaż nie wtrącał się w pracę swojego kapitana i załogi. Gdy już statek stał stabilnie przy pirsie, zrzucono trap po jakim można było wejść na stały ląd.
- To chodźmy najpierw do Pirory a potem zobaczymy. - Łotrzyca rzekła do swoich towarzyszy, tak na wszelki wypadek. Po trapie zszedł sam arabski właściciel statku, potem egzotyczna milady z syrenim naszyjnikiem na piersi, cztery niewolnice i paru ludzi eskorty. I jeszcze Gezackt i Martin. Razem więc tworzyli sporą grupkę. Gdy już zanurzyli się w wąskie ale wybrukowane ulice to kapłanka wężowej bogini rozglądała się ciekawie. W końcu o coś zapytała po bretońsku a Lars przetłumaczył to na reikspiel.
- Mówi, że to miasto jest całkiem inne niż u nich na południu. No i ciekawa jest co tu jes ciekawego do zobaczenia. - Milady co prawda mówiła dużo dłużej ale Lars zapewne skrócił to po swojemu.
- Tawerny i burdele! I gorące kobiety! Mamy mnóstwo gorących kobiet! - Zapewniła rezolutnie łotrzyca co rozśmieszyło i Larsa i Munira. A po chwili i milady gdy Norsmen jej to przetłumaczył na bretoński. I w tak całkiem pogodnej atmosferze wrócili do kamienicy na Bursztynowej 17 skąd jeszcze przed świtem wyruszali w nieznane i tylko we trójkę. Łasica zapukała do drzwi wejściowych i po chwili otworzyła jej młoda służąca averlandzkiej kultystki. Łotrzyca powiedziała coś do niej cicho i szybk, wskazując kciukiem na sporą grupkę za swoimi plecami. Dziewczyna kwała głową i zaprosiła ich do środka.
- Poszła nas zapowiedzieć, wchodźcie. - Kobieta w czarnych, obcisłych spodniach weszła pierwsza i gestem zaprosiła pozostałych. Zanim ta dość spora grupa weszła do pierwszego pomieszczenia, pokojówka zdążyła wrócić.
- Milady was zaprasza i oczekuje w salonie. Służba może zostać tutaj, zajmiemy się nimi. - Oznajmiła wolę swojej pani. Łasica zaśmiała się i znów przejęła rolę przewodniczki. Dała znać Egonowi aby podążył za nią. - Jest dobrze. U Pirory jest i Soria i Fabienne. - Zdążyła mu rzucić po cichu zanim weszli na piętro. *
Powrót do miasta o pełni dnia raz jeszcze wybudził u Egona wspomnienia. Neues Emksrank było, jest i będzie brudną dziurą wypełnioną mętami - “na podobieństwo niemytej, przeżartej na wskroś syfem piczki ladacznicy portowej”, Egon uśmiechnął się krzywo, sarkając w swych myślach.
Nastrój do krotochwil panował jednak u wojownika krótko. Kiedy ujrzał stare kamienice miasta portowego i znajome doki, ścisnął mimowolnie nasycony magią pierścień, który darowała mu Soria. Oby go nie musiał używać ani teraz, ani nigdy! Nie miał żadnych wątpliwości, że nieprzychylne jemu oczy nadal badały, czy w Neues Emskrank nadal nie urzęduje brodacz, co w jednej dłoni trzyma gudendag, a w drugiej topór. Gdzież, u diabła, podziała się inkwizycja, której psy tak zażarcie tropiły ich jeszcze niedawno? Egon mógł tylko gdybać, jednak istniała pewna możliwość, że inkwizytorzy postanowili usunąć się w cień i tym razem oczekiwać odpowiedniego momentu.
Sytuację oczywiście pogarszała obecność Layli. Jeśli przyszłoby co do czego, to musiałby uciekać, a to z kolei zapewne sprawiłoby, że śniadoskóra milady i jej wąsaty patron z południa spłoszyliby się.
Szczęściem, udało im się dojść do kamienicy bezpiecznie. Egon w rozmowy podczas drogi wdawał się jeno zdawkowo, nie raz oglądając się za ramię, czy przypadkiem zza rogu nie wypadną gończy.
– Dobrze, bardzo dobrze – Egon z zadowoleniem skinął głową, kiedy rzecz wyjaśniła służka w kamienicy. – Chodźmy…
I podążył za Łasicą.
Jako, że szli za pokojówką gospodyni jako pierwsza para, to pierwsi weszli do salonu. Od razu dało się dostrzec trójkę szlachcianek. Każda piękna, dostojna i elegancka. I w innych barwach. Blondwłosa Pirora wydawała się młoda i wiosenna w swoich jasnych włosach i błękitnej sukni. Siedziała z Bretonką przy małym, eleganckim stoliku i grały w jakąś grę na ozdobne pionki. Czarnowłosa była bladolica i czarnej sukni. Przez co przypominała kruka. Tylko jej łagodna twarz i ciepły uśmiech promieniał życzliwym zaciekawieniem. Zaś pod przeciwną do wejścia ścianą, w rogu, siedziała lady Soria. Odziana w smukłą purpurę i charakterystyczne włosy zaplecione w grube, wężowe warkocze. Suknia była śmiała, wręcz zuchwale prowokująca. Bo rozcięcie na dole odsłaniało jej łydki aż po kolano co w towarzystwie było nie do przyjęcia. Dekolt też był zbyt śmiało zarysowany aby uchodzić za przyzwoity.
- Witajcie. Słyszałam, że przyprowadziliście gości. - Pirora jako główna gospodyni przywitała się z gośćmi. Pierwsza dwójka nieco wyprzedziła pozostałych i tamci dopiero kończyli wchodzenie po schodach. Łasica szybko to oceniła rzucając spojrzenie w głąb korytarza jacy pozostali musieli jeszcze pokonać.
- Właśnie wróciliśmy z portu i chcemy ich u ciebie przeczekać bo niedługo musimy iść na nasze spotkanie. Idziecie? - Łotrzyca ściszyła głos i spieszyła się powiedzieć co się da póki przez chwilę byli sami swoi.
- Ja nie. Muszę pomóc Kamili przygotować wystąpienie w teatrze. Też niedługo będę się zbierać. Ale dziewczyny idą. - Averlandka wskazała na swoje dwie towarzyszki. One skinęły głowami.
– Kupiec z południa zwie się Munir Kamir, milady to Layla, z jakiego domu, nie wiem, bo żem przepomniał zapytać. Musimy ich tu ugościć na czas zboru, wiem, że nagle, ale tych obojga mają spore znaczenie dla nas – Egon mówił szybko, jako że nie wiadomo było, kiedy tamci nadejdą. – Dasz radę? Jeśli trza będzie, to zostanę, żeby spraw dopilnować.Egon spojrzał wokół, to na Bretonkę, to na wężową syrenę w ludzkiej postaci. Jeśli by się miało okazać, że nie mogą ich przyjąć na dłużej, Egonowi zdawało się, że nie będzie wielką szkodą, jeśli Layla mogła choć przez parę dłuższych chwil porozmawiać z Sorią.
Lub też, jeśli Soria i pozostałe zobaczą ją, zmienią swe plany.
- Tak, mogą zostać. - Pirora skinęła swoją blond głową ale już do salonu weszła pozostała część grupy więc wstała aby się przywitać. Obie strony zerkały na siebie z zaciekawieniem. Egzotyczna para morskiego kupca i uczonej kapłanki uśmiechała się grzecznie do trójki tutejszych szlachcianek a one kiwały głowami i odwzajemniały się tym samym.
- Witajcie przyjaciele, proszę usiądźcie. Niezmiernie miło mi was poznać. Ja jestem Pirora van Dyke. A to moja bretońska koleżanka, Fabienne von Mannlieb. Oraz lady Soria, nasz gość z dalekich stron. - Avelrnadka przedstawiła nie tylko siebie.
- Niezmiernie miło nam was poznać. Wasi przyjaciele wiele nam o was opowiadali, że postanowiliśmy zawinąć do portu na jedną noc aby was poznać.. - Munir przejął pałeczę rozmowy i wskazał na trójkę kultystów z jakimi przyszli. - Ja jestem Munir Kabir i zajmuję się handlem. Od Arabii po Erengrad. - Skłonił się gdy im się przedstawiał. I od razu zają się swoją piękną towarzyszką. - A to jest lady Layla. Kobieta tyleż piękna co uczona. Jest kapłanką bogini z dalekiego południa. Niestety nie mówi w reikspiel. Ale po bretońsku czy tileańsku już tak. - Wskazał na milady z jaką przyszedł.
- O, ta piękna niewiasta mówi po bretońsku? No to wspaniale! - Fabienne wyraźnie ucieszyła się, że trafiła na kogoś kto mówi w jej ojczystym języku. Zapytała coś ciemnowłosą a te uśmiechnęła się ciepło i odpowiedziała po bretońsku. Wymieniły się w towarzyskiej atmosferze paroma zdaniami po czym bladolica szlachcianka oznajmiła w reikspiel - Rzeczywiście milady mówi po bretońsku. I kocha operę i poezję. - Wyjaśniła zachwycona jakby spotkała siostrzana duszę. Zrobiło się całkiem sympatycznie, wyglądało na to, że goście szybko znaleźli nić porozumienia z gospodarzami. Łasica i Lars też skorzystali z zaproszenia Pirory i usiedli przy wspólnym stole. Jeszcze tylko lady Soria, nadal siedziała na swoim krześle. W pewnym momencie właśnie ona zabrała głos i zapytała po bretońsku czystym, mocnym ale aksamitnym głosem. Chyba Laylę bo ta zaczęła jej odpowiadać.
- Soria pyta jakiej bogini jest kapłanką. - Lars nachylił się do dwójki swoich towarzyszy ze statku. Widać było jak piękność z dalekiego południa pokazuje na swój wężowy naszyjnik gdy tłumaczyła coś syrenie w ludzkiej skórze. Ta słuchała tego z lekkim, przyjaznym uśmiechem. - Layla mówi, że od wężowej bogini tak u nich z południa. Mniej więcej to co nam na statku mówiła. - Norsmen wyjaśnił ktrótko co nowa milady tłumaczyła liderce kultystek. Ta pokiwała głową z królewską godnością po czym powiedziała coś krótko co wywołało poruszenie wśród dam jej dworu a zwłaszcza u Layli. Widać było, że jest bardzo zdziwiona.
- Soria mówi, że już się spotkały. - Norsmen też wydawał się być zdziwiony jakby nie był pewien swojego tłumaczenia. Ale Fabienne widocznie to usłyszała bo pokiwała głową, że dobrze zrozumiał rozmowę. Layla zaczęła coś mówić ostrożnie i grzecznie aby nie urazić gospodyni ale dało sie wyczuć jej sceptycyzm. - Mówi, że nie pamięta aby się spotkały. - Lars zaczął mówić ale zaraz urwał bo syrenia milady coś zapytała krótko. Widać było, że Layla nieco uniosła swoje ramię i spojrzała na wężową brasnoletkę na nadgarstku. Zaczęła coś mówić jakby opowiadała jakąś historię. - Mówi, że to bransoletka to prezent i oznaka zaufania świątyni. Jest w ich świątyni przekazywana z pokolenia na pokolenie. Wierzą, że kiedyś ten wąż podarowała sama bogini pierwszym kapłankom. - Korsarz też wydawał się być zainteresowany tą historią.
- Oh naturalnie, tak właśnie było moja córko. - Lady Soria niespodziewanie przeszła na reikspiel i uśmiechnęła się przy tym z rozczuleniem. Egzotyczna kapłanka pewnie tego nie zrozumiała ale Fabienne szybko zaczęła jej to tłumaczyć na bretoński. - Jeśli ktoś zyska moją sympatię, względy, zrobi a mnie wrażenie czy nawet zasłuży na przyjaźń to zwyklę obdarowuje takiego śmiertelnika takimi pamiątkami. - Mówiła swobodnie, dumnie i z wielką pewnością siebie. Przy stole zrobiło się cicho i Layla nie mogąc wytrzymać cierpliwości chyba zapytała o tłumaczenie. Fabienne ocknęła się z zaskoczenia i zaczęła to robić. Tym razem to kapłanka wydawała się poruszona i zaczęła mówić nieco podniesionym tonem jakby chciała coś sprostować.
- Mówi, że to niemożliwe bo ona ty przypłynęła pierwszy raz a ta bransoleta jest w ich świątyni od pokoleń… - Skoro bretońska milady była zajęta mówieniem do kapłanki to Norsmen zaczął tłumaczyć swoim towarzyszom. I znów lady Soria uciszyła wszystkim gestem podniesionej dłoni, dając znać, że chce coś powiedzieć. Prawie od razu wszyscy umilkli.
- Poznałyśmy się dawno. Odkąd dostałaś tą bransoletkę milady. Chociaż pierwszy raz spotykamy się osobiście to znam cię całkiem nieźle. Ale rozumiem, że może to być dla ciebie trudne do uwierzenia więc może ci coś zademonstruję. - Syrenia dama nadal mówiła w reikspiel i pozwalała aby Fabienne cichym, szybkim tonem tłumaczyła Layli na bieżąco.
- Oh! - W pewnym momencie kapłanka sapnęła. Patrzyła w zdumieniu na swój nadgarstek. Wężowa bransoletka z alabastru ożyła. I zakręciła się dookoła niego jakby to było żywe stworzenie. Szybko jednak ten alabastrowy wąż zaczął przesuwać się w górę ramienia i szybko zniknął w obfitym rękawie sukni. Jednak widać było po reakcji właścicielki, że musiał sunąć dalej. Layla musiała być tym całkiem zaskoczona i właściwie reszta gości przy stole także. Tymczasem ożywiony wąż pojawił się przy dekolcie sukni. Skierował się ku szyi milady i tam zakręcił się na chwilę po czym zjechał w dół. Prosto między apetyczne półkule kapłanki skryte za dekoltem sukni. Po wyburzeniach było widać jak tam buszuje przez chwilę.
- Wiem co lubisz. Wiem jaka jesteś. Tu na górze. I tam na dole. Znam twoje potrzeby. I chętnie pomogę ci je zrealizować. - Milady dalej siedziała w narożniku, na swoim ozdobnym krześle. A goście słuchali jej aksamitnego głosu i widzieli jak żywe wybrzuszenie pod suknią wężowej kapłanki przesuwa się po jej brzuchu i znika pod podołkiem spódnicy. Dalej już można było domyślać się po reakcji właścicielki co tam się działo. Layla oddychała szybko i widać było, że ma problemy z koncentracją. Spojrzała prosto na Sorię i krzyknęła coś bardzo emocjonalnie. Egonowi wydało się, że padło imię tej bogini płodności i przyjemności o jakiej kapłanka mówiła na statku. Teraz jednak zerwała się z krzesła, podbiegła do Sorii i tam padła przed nią na twarz. Mówiła coś szybko w obcym języku, że nawet Lars i Fabienne pokręcili głowami, że go nie rozumieją. Syrenia milady przyjęła z królewskim spokojem to poddaństwo kapłanki. Gdy ta skończyła swoją emocjonalną przemowę syrena uśmiechnęła się.
- Złóż mi hołd moja córko. - Powiedziała wysuwając swoją nogę nieco do przodu. Layla bez wahania podpełzła na czworakach do niej i z szacunkiem ucałowała jej stopę. Wtedy Soria uśmiechnęła się z zadowolenia, nachyliła się do niej i matczynym gestem podniosła ją z kolan i objęła troskliwie.
- Radujcie się przyjaciele! Jedna z moich córek mnie odnalazła! Teraz będzie mogła mi służyć osobiście. I proszę cię abyście przyjęli ją jak kogoś swojego. - Oznajmiła towarzystwu przy stole. Zaś Layla wydawała się być zbyt wzruszona aby w tej chwili cokolwiek mówić. Siedziała na poręczy krzesła i miała łzy szczęścia w oczach. Zarówno Norsmen, dziewczyna z ferajny jak i szlachcianki patrzyli na nią i siebie nawzajem jakby też niezbyt wiedzieli co teraz zrobić czy powiedzieć.
“Zatem zabranie ją przed oblicze Sorii było sensowne” - pomyślał Egon, który ze spokojem i lekkim uśmiechem przyglądał się, jak magia wężowej syreny omotała Laylę i zdawało się, że wystarczyło zaledwie parę jeno chwil, żeby dotychczas opanowana szlachcianka zaczęła bić pokłony przed Sorią. Oczywiście był rad, choć on wszakże nigdy nie zamierzał czcić swych bogów zwykłym biciem czoła. Egon wolał bowiem czcić Pana Krwi czynem.
Egon, który pojmował sprawy w zwykłym, praktycznym aspekcie, rozumiał, że oznaczało to, że Munir zapewne da im ostatnią z niewolnic w nagrodę za bycie tymi, którzy poznali milady z łuskowatą boginią. Te sprawy wszak zajmowały drugorzędne już albo i trzeciorzędne miejsca w umyśle wojownika. Egon skonstatował, że tu nie miał już niczego do zrobienia i pozostało udać mu się na zbór,
– Kamraci zbierać się już mi czas – rzekł wojownik, który zdecydował się, by nie skomentować całej sceny. – Potrzeba mi zająć się innymi sprawunkami. Interesa obgadamy później, panie Munir? Tu, u Pirory będzie wam dobrze.
Egon zamilkł, pozostawiając niedopowiedziane pytanie tego, czy Layla, skoro okazała się być czcicielką samej syreny, zostanie natychmiast włączona do kultu. Zapewne tak się miało stać, wojownik jednak wolał, by z tej decyzji zwolniła go sama Soria.
A może nawet, jeśli tylko poręczy za nią Soria, pójdzie na zbór? Tu jednak Egon zdał się ponownie na Sorię, która zapewne miała swe własne plany co do śniadej cudzoziemki.
Egon spojrzał na pozostałych, oczekując ich reakcji.
Po pierwszym zaskoczeniu, reszta towarzystwa ochłonęła na tyle, że zaczęli mówić i działać. Pierwsza wstała Fabienne. Podeszła do siedzacych na krześle kobiet i objęła szyję egzotycznej piękności. - Gratuluję siostro! To teraz będziemy mogły lepiej się poznać no i to wspaniale, że do nas dołączysz. Skąd dokładnie jesteś? Masz pewnie mnóstwo historii do opowiedzenia. - Ze szlachecką gracją, Bretonka dała radę ponownie przywitać Laylę, tym razem już jakby była nie tylko przypadkowym gościem ale i jedną z nich.
- O! Naprawdę?! To świetnie! Tak! Czyli jednak dobiorę się do tego słodkiego daktylka! - Łasica aż zacisnęła pięść z radości jakby już czuła smak namiętności jaką będzie przeżywać z egzotyczną milady. W końcu i Munir ochłonął na tyle aby zacząć reagować na to co się dzieje. Wstał i podszedł do trójki kobiet w narożniku. Fabienne cofnęła się aby zrobic mu miejsce. On zaś zaczął mówić w jakimś obcym, południowym języku. Trochę to trwało bo mu odpowiadała raz Layla a raz Soria. Widać było, że kupiec okazuje im ogromny szacunek. W końcu się chyba dogadali bo wężowa milady wyciągnęła swoją smukłą dłoń a brodacz ją ucałował.
-
Oryginalny autor: Seachmall
Otto i Laura
Mnich uściskał Laurę kiedy przeszła przez próg, całując ją w policzek.
- Witaj, witaj moja droga. No pokazuj swoją radość. - mnich zrobił dziewczynie miejsce na stole. Kiedy tylko ujrzał larwy zaczął się nad nimi rozczulać jakby były najsłodszą rzeczą pod słońcem. Delikatnie głaskał je, aby nie wywołać w nich niepotrzebnego stresu.
- Są piękne, niczym ich mama. - uśmiechnął się do Laury, ale mina mi odrobinę zrzedła kiedy zapytała czy mógłby jej potz kolejnym zasiewem - Obawiam się, że wszystko co miałem zużyłem u Pirory, wybacz.
Zastanowił się chwilę, ale pokręcił głową.
- Dopiero na zebraniu rodziny uda mi się zabrać więcej.
Szczupła ladacznica też przeżywała tą radość. Zupełnie jakby chodziło o ludzkie niemowlę jakie wyszło z jej łona albo chociaż jak właściciel rasowego zwierzęcia, cieszącego się z dorodnego miotu. Uśmiechała się i bez wahania pokazała mnichowi torbę. W jej wnętrzu było widać zawiniątko. Dopiero jak je wyjęła i położyła na stół widać było, że powierzchnia się porusza jakby w środku było coś żywego. Dziewczyna rozwiązała tą ścierkę i od razu wysypały się z niej czerwie. Laura okazała się solidną nosicielką i wydawała na świat te które Sigismundus nazywał większymi. Rozwinięte na całą długość były jak solidny nóż. Tylko obłe, wijące się i pokryte lepkim śluzem. Ich ruchom towarzyszyły ciche, mlaszczące odgłosy. Widząc, że jednooki je pieści i hołbi także i Laura bez wahania wzięła w dłonie coś co większość ludzi uznałaby za wstrętne i obrzydliwe.
- Normalnie byś musiał za to zapłacić aby oglądać takie figle. No ale jak się kolegujesz z dziewczynami no i masz takie łakocie… - Powiedziała z kusicielskim uśmieszkiem zawodowej ladacznicy, jakby chciała mu pokazać jakąś sztuczkę. I tak było. Położyła sobie jedą z larw na swoim dekolcie i ta od razu zostawiła na młodej, jędrnej skórze lepki ślad śluzu. I zaczęła jakby węszyć i przeszukiwać nowe otoczenie. A jej matce sprawiało to widoczną przyjemność. Kontrast między muszą larwą oblepioną śluzem a ładnym, kobiecym dekoltem był ogromny.
- Lubię je. Jak po mnie pełzają. I we mnie też. - Wyznała ladacznica głaszcząc czerwia jak własne dziecko. - Naprawdę nic nie masz? - Spojrzała na gospodarza z lekkim wyrzutem. - No to jak się umówimy na następną porcję? - Wydawała się być niezadowolona, że mnich nie jest w stanie zaspokoić jej potrzeb od ręki ale ostatecznie była gotowa trochę poczekać.
Otto się chwilę zastanowił nie spuszczając wzroku z widowiska jakie mu zgotowała Laura.
- Spotkanie jest dziś popołudniu. Możesz wpaść do mnie tak już bardziej pod wieczór. Jeżeli będzie za późno, to mogłabyś spędzić u mnie noc.
- Dziś wieczór? - Brunetka spojrzała na niego zalotnie. Kusząco oparła się tyłkiem i dłońmi o krawędź stołu. Czerw jakiego dotąd podtrzymywała na swoim biuście znalazł szczelinę między krawędzią jej sukni a piersiami. I zaczął się tam wślizgiwać jakby szukał tam ciekawego czy bezpiecznego miejsca.
- Chciałabym przyjacielu ale nie mogę. Jestem już umówiona. - Lekko wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się przepraszająco. - Zamówiła mnie lady Odette. Do teatru. - Rozpromieniła się i powiedziała to z wyraźną dumą. - Ona jest niesamowita! - Rzekła radośnie pod wpływem impulsu. - Zawsze jak do nas przychodzi to bierze trzy dziewczyny. Mnie, Starą Helgę i trzecią to różnie. No nie wiem czemu bierze Starą Helgę. Stara, gruba, pomarszczona, z obwisłymi cyckami. Gdyby nie paru ostatnich stałych klientów to już by nie miała przed kim nóg rozkładać. No ale milady ją zawsze bierze. Mówi, że szpetota i ochyda ją podnieca bo dość już ma wymuskanych amantów. No cóż, jeśli tak… To faktycznie branie Starej Helgi ma sens… - Przyznała się jak u nich zabawia się sławna diwa. Widocznie nie zrezygnowała z wizyt w zamtuzie po pierwszym razie jaki wywołał u Laury taką sensację, że opowiedziała dawnym kamratkom jakie spotkała czyli Łasicy i Burgund. I tak kultyści się dowiedzieli o nietypowej klientce tego przybytku.
- Ale mnie też zawsze bierze. Milady mówi, że już miała mnóstwo kochanek. Szlachcianki, kapłanki, zwykłe posługaczki i kelnerki, zawodowe kurtyzany, odważne panie oficer i tak dalej. Ale, żadna jeszcze nie była tak apetyczna jak ja! - Roześmiała się ze szczęścia za takie uznanie u swojej najsławniejszej klientki. - Jej, szkoda, że się nie zgodziła abym mogła opowiedzieć o niej. Wiesz jak moje stawki by skoczyły jakby wszyscy wiedzieli, że w moich udach lubuje się Odette von Treskow? - Wyznała z zawodowym żalem, że z powodu potrzeby zachowania dyskrecji nie może w pełni wykorzystać z tej wyjątkowej okazji aby się wzbogacić.
- No ale to nic. Zamówiła mnie na dzisiaj do teatru. Więc dzisiaj ją będę zabawiać. - Zakończyła z łagodnym uśmiechem. I spojrzała z zaciekawieniem na swój dekolt. Został na nim lepki śluz a między jej jędrnymi piersiami, znikała końcówka robaka.
- Zazdroszę maluchowi. - przyznał mnich zerkając gdzie zniknął mały czerw - Lady Odette jest faktycznie wyjątkowa, być może twoje upodobania do robactwa ją przyciąga. Smak, którego nie zaznała do tej pory nęci ją zapewne. - zastanowił się chwilę - Odette zamówiła was do teatru mówisz? Może też się zabiorę po zebraniu. Jeżeli dam radę to zasieję cię tam?
- O, też tam będziesz? - Brwi ladacznicy uniosły się w grymasie zdziwienia jakby tego się nie spodziewała. Szybko jednak przeszła nad tą informacją do porządku dziennego. - Oj no to jakbyś był i znów byś mnie obdarował takimi maleństwami to ja jestem chętna. Bardzo chętna. - Uśmiechnęła się prowokująco. Czerw między jej piersiami jakby nie mógł dostać się głębiej i zaczął się cofać więc znów widać był jego wijącą się końcówkę. Laura z rozmysłem przyjrzała się pozostałym członkom swojego potmomstwa jakie zdążyło się rozpełznąć po stole gospodarza.
- Myślisz, że to przez to? - Zapytała obserwując te ruchome serdelki. Wzięła jeden z nich w dłonie nie zważając, że śluz obkleił jej dłonie. - Oj to znaczy, że mamy podobny gust z milady. Ja też uwielbiam ten smak. - Uśmiechnęła się i złożyła pocałunek na czerwiu. Gdy uniosła znów głowę cienka nitka śluzu łączyła jej usta i robaka. A na nim widać było nieco rozmazany ślad ust ladacznicy. - W każdym razie na dzisiaj mnie zamówiła więc z przyjemnością się nią zajmę. Ale może uda i nam się jakoś spotkać. Aha, zamówiła tylko mnie. Helga prawie pękła z zazdrości! - Roześmiała się na koniec jakby ostatecznie dzisiaj udało jej się pokonać szpetną rywalkę o względy diwy.
- Całkiem możliwe. I kto wie, jeżeli szpetota faktycznie jest upodobaniem Lady von Treskow… - mich popukał się bo bliźnie przy brakującym oku - …może też spróbuję powalczyć o jej uwagę?
- No byłoby cudownie jakbyś mnie znów napełnił tymi darami. - Ladacznica uśmiechnęła się obiecująco i na dowód jak jej zależy pocałowała trzymanego czerwia jeszcze raz. - A co masz na myśli z tą uwagą milady? - Zaciekawiła się co mu chodzi po głowie wobec jej najbardziej dochodowej klientki.
Otto rozejrzał się po swoim dobytku.
- Jak widzisz, życie mnicha nie jest usłane dobrobytem. Jakby się uśmiechnęła do mnie czasem i zadzwoniła sakwą… - mnich udawał zamyślenie - Mógłbym sobie kupić stół.
- Stół? - Szczupła brunetka widocznie nie nadążała za myślami mnicha. Zastanawiała się chwilę po czym spojrzała na mebel o jaki się opierała a na jakim pełzało jej dorodne potomstwo. - Przecież masz stół. - Wskazała błyszczącym od śluzu palcem. - I co ma do tego lady Odette? - Zapytała niezbyt mogąc połapać się o co mu chodzi.
Mnich zachichotał.
- Och, taki niewinny żarcik. Chciałem ci zrobić za konkurencję. Zobaczyć czy moje pobliźnione ciało ma szansę rywalizować z twoimi robaczkami.
- Aaa o to ci chodzi! - Ladacznica roześmiała się rozbawiona, że dopatrywała się czegoś dalej co było całkiem blisko. Po czym popatrzyła przez okno na chwilę. I znów wróciła spojrzeniem do gospodarza.
- No wiesz, nawet ladacznice nie zawsze chędożą się za geldy. - Powiedziała wesoło i pieszczotliwie pogłaskała trzymanego czerwia. Ten między jej piersiami znów zaczął z mozołem pełzać w głąb jej dekoltu. Zdążył go już nieźle umazać śluzem, że krawędzie sukni miały już mokre plamki. - No jak się odważysz i ci chłopcy nie przeszkadzają… - Laura lekko wzruszyła ramionami uśmiechając się przy tym bardzo kokieteryjnie. I jakby na próbę pochyliła się aby bez pośpiechu policać trzymanego robaka.
- Nie mam doświadczenia z większą ilością niż jeden. - przyznał mnich - Nie pamiętam jednak, aby na mnie narzekał. - Otto przyjrzał się poczynaniom ladaniczy - Próbowałaś postąpić z nimi jak z męskim berłem? Tak z ciekawości.
Jego gość roześmiała się wdzięcznie jakby szczerze udało mu się ją rozbawić. Popatrzyła na niego przez chwilę z krzywym uśmieszkiem zawodowej ladacznicy. Syciła się tym momentem. - Oh Otto, chyba mnie nie doceniasz. - Powiedziała jakby miała ochotę się z nim podroczyć. Leniwie oparła się o stół jeszcze bardziej, że przez moment wydawało się, że się na nim położy. Z gracją tancerki jednak zatrzymała się gdzieś w połowie. Położyła sobie trzymanego czerwia na błyszczącym od robaczego śluzu dekolcie. Zajął miejsce poprzedniego i tak samo zaczął badać okolicę. Ona zaś wzięła w dłoń kolejnego.
- Robiłam o wiele więcej. - Powiedziała w końcu ale wydawała się oglądać trzeciego robaka jakby ten całkowicie pochłaniał jej uwagę. - Wiesz, że jak po porodzie one są już na zewnątrz. To można znów je wsadzić do środka? - Mówiła jakby dzieliła się z nim jakąś ciekawostką. - Wtedy one jakiś czas idą w głąb. Ale w końcu wychodzą na zewnątrz. Póki jednak są w środku to jest zabawa. - Uśmiechnęła się leniwie po czym popatrzyła nieco kpiąco na gospodarza. - Ale ty jesteś ciekaw z tej drugiej strony co? - Uniosła brwi i wydawała sie bawić wyśmienicie. Bez pośpiechu uniosła czerwia nad swoje usta po czym wsadziła go sobie do środka. I dała spektakl jak się nim zajmuje. Dokładnie tak samo jak koleżanki mnicha zajmowały się jego przyrodzeniem albo kolegów. Towarzyszyły temu podobne mlaszczące odgłosy a z ust ladacznicy ściekało coraz więcej śluzu.
Mnich przyglądał się całemu spektaklowi z nie lada dozą fascynacji.
- No, no. Widzę co się tak w tobie podoba lady Odette. - całkowity brak odrazy ze strony mnicha była rzadkim doświadczeniem dla ladacznicy, od kogoś spoza jej typowych klientów.
Laura od razu wyłapała, że padło imię jej ulubionej klientki. Leniwie przyłożyła sobie czerwia do twarzy, pozwalając aby tam pełzał. Zostawiał przy tym mokry ślad śluzu i kobiecej śliny. Zaś koleżanka obu łotrzyc z kultu spojrzała wolnym okiem na mnicha.
- Odette mówiła o mnie? - Wydawała się być zwyczajnie po kobiecemu zaciekawiona co inna kobieta a do tego jej kochanka, mówiła na jej temat. Odsunęła dłonią pełzające po stole robaki oczyszczając jedną jego część.
- Być może wspominała coś… - mnich postanowił się trochę podroczyć z ladacznicą - Może porównywała cię do innych swoich kochanek, nawet wśród tych szlachetnych?
- Naprawdę? - Ladacznica chwyciła przynętę jakby przywiązywała autentyczną wagę do słów Słowika Północy. Tak bardzo, że chwilowo straciła rytm w swoich zabawach. - No tak… Przecież ona może mieć każdego kogo zechce. Szlachcianki też. Wystarczy, żeby lubowały się w kobietach chociaż trochę. A wiadomo, że te bogate paniusie to co druga zmanierowana. - Wyglądała jakby w chwili szczerości okazywało się, że żywi chociaż trochę zazdrości i pogardy do szlachetnie urodzonych dam. Podobnie jak Łasica. Tylko włamywaczka wcale tego nie ukrywała gdy była w ich wewnętrznym towarzystwie. Teraz jednak Laura znów się zalotnie uśmiechnęła do swojego gospodarza.
- I co mówiła o mnie? - Zapytała kładąc się na wznak na stole. Pozostawiła czerwia na swojej twarzy pozwalajac mu tam pełzać swobodnie. A dłonią sięgnęła po kolejnego.
- Faktycznie przypadły jej do gustu twoje upodobania. Powiedziała, że ze wszystkich jej kochanek i kochanków jesteś jedną z egzotyczniejszych. Pirora i nawet Fabienne, która naprawdę lubi się upodlić, są bezpieczne… więc nudne. Ty za to jesteś ekscytująca.
- Tak?! Tak powiedziała?! Że one są nudne a ja jestem najlepsza?! Ohhh! Zobacz Otto jaka ona jest kochana! - Tym razem komplement trafił prosto w serce Laury. Zwłaszcza jak w szrankach stały inne ponętne kobiety a do tego szlachcianki. Przez moment całkiem ją to rozczuliło i można było odnieść wrażenie, że gdyby von Treskow teraz tu była to ladacznica padłaby w jej objęcia aby okazać swoją wdzięczność i wzruszenie.
- Ja też ją bardzo lubię Otto. - Mruknęła podciągając nogę na blat stołu. A dłońmi zaczęła majstrować przy zamknięciu sukni. - Jest taka piękna, zadbana i zabawna. Z nią mogłabym to robić nawet za darmo. No ale wiadomo. Nie da się. - Mówiła nieco się nachylając aby lepiej dojrzeć zapięcie sukni. W końcu je pokonała i nieco uniosła biodra ponad stół aby ściągnąć ją z bioder. - Aż żałuję, że nie mogę się z nią pobawić razem z naszymi małymi przyjaciółmi. - Wskazała spojrzeniem na pełzające po blacie czerwie. Zsunęła spódnicę i beztrosko cisnęła ją w kierunku mnicha. Teraz widać było jej smukłe nogi okryte niezłymi pończochami i bieliznę. - Mogłabym jej pokazać parę naprawdę egzotycznych sztuczek. - Dalej kusiła spojrzeniem i głosem. Złapała za kolejnego robaka i delikatnie położyła na swoim łonie. Czerw pełzał między zwieńczeniem jej gładkich ud i podbrzuszem badając nową dla siebie okolicę i plamiąc ją swoim śluzem.
Mnich złożył spódnicę ladacznicy i ułożył ją na podłodze po czym przysunął sobie krzesło, aby lepiej podziwiać spektakl. Zważając, że jeszcze nie miał na sobie habitu ladacznica mogła zauważyć, że jej figle z czerwiami, jak i słowa i spojrzenia przyniosły spodziewany efekt. Oddech Otto był nieco płytszy i zauważyła ewidentne wybrzuszenie na jego kroczu.
- Widzę, że ci się podoba Otto. - Leżąca na stole, półnaga brunetka dostrzegła zachowanie gospodarza i widać było, że jej się to podoba. Bezwstydnie zaczęła się dotykać i po dekolcie, brzuchu i bieliźnie. Gorset w tym jej przeszkadzał więc bez pośpiechu zaczęła go rozpinać. Widać było, że ma wprawę w takim popisowym rozbieraniu się ale dzięki temu przyjemnie było na to popatrzeć. W tym czasie musza larwa sturlała jej się z twarzy i spadła obok głowy. Został po niej tylko lepki ślad. Zaś dłoń ladacznicy pomogła aby czerw wsunął jej się pod majtki. Otto widział jak tam zaczyna sobie poczynać w tym najintymniejszym miejscu kobiety. A Laura zdążyła rozwiązać gorset i go rozłożyć. Ukazały się jej jędrne piersi pomiędzy którymi gościła jedna larwa i brzuch na jakim schronienie do tej pory znalazła ta pierwsza. Wszystkie były całkiem solidnych rozmiarów, pewnie jak cztery czy pięć pięści. Kształtem i proporcjami jednak przypominały te od zwykłych much.
- Odette mówi, że jestem bardzo apetyczna. Zawsze ją tu goszczę. - Wymruczała ladacznicę robiąc gest jakby przysuwała dłonią głowę diwy do swojego łona. - Ja ją lubię i lubię te moje pieszczoszki. Najchętniej to bym się tak zabawiła i z nią i z nimi na raz. Ale nie wiem czy to nie za ostre dla niej. Mało kto lubi takie zabawy. - Przyznała się, że chętnie i miodowowłosą śpiewaczkę dołączyłaby do takich figlów ale zdawała sobie sprawę z ryzyka.
- Chcesz zobaczyć jak wchodzą do środka? - Zapytała unosząc głowę aby przez całe swoje, już nagie ciało, spojrzeć figlarnie na Otto. Pogłaskała czerwia jaki już się zdążył zadomowić pod jej bielizną.
Mnich uraczył ladacznicę łobuzerskim uśmiechem.
- Robisz to na własne ryzyko, bo nie wiem czy się powstrzymam i nie spróbuję do nich przyłączyć, a Łasica może poświadczyć potrafię być ostry.
Laura tylko się uśmiechnęła. Po czym uniosła swoje zgrabne biodra ponad zużyty stół aby móc ściągnąć majtki. Zsunęła je po swoich gładkich i smukłych udach do kolan. Tam zaczepiły się na chwilę ale miała na tyle wprawy, że dała radę je przesunąć aż do kostek. Wtedy zwinnie wysunęła przez nie stopy i właściwie została już całkiem nago jeśli nie liczyć rozpiętego gorsetu.
- Tak to się robi. - Oznajmiła gospodarzowi z uśmiechem. Troskliwie wzięła czerwia jaki wił się po jej podbrzuszu i nakierowała go do swojego wnętrza. - Potrafią wyjść same. Ale, żeby dostać się do środka to trzeba im trochę pomóc. - Mówiła jak hodwca o sztuczkach swoich podopiecznych. Jej dłoń umiejętnie trzymała śliską zawartość i Otto widział jak stopniowo czerw znika w jej kobiecości. Czemu towarzyszyło coraz intensywniejszy oddech ladacznicy. Widać było, że przeżywa przyjemność. Gdy wepchnęła całego robaka do środka zamruczała z zadowolenia. Wzięła kolejnego i kolejnego. Kładła je sobie na piersiach albo brzuchu. Jednego zaczęła całować jak kochanka i zerknęła przy tym na mnicha.
- To jak masz wchodzić to wchodź. Bo wkrótce może się tam tłoczno zrobić. - Rzuciła mu aksamitnie prowokującym tonem.
Mnich dużo do namawiania nie potrzebował. Podszedł do ladacznicy zdejmując po drodze spodnie. Mocnym ruchem nabił ją na swoje berło kontynuując stanowcze naparcia ja jej wnętrze, jedna jego dłoń trzymała biodro kobiety trzymając je w miejscu, drugie natomiast chwyciło jej pierś ugniatając biust kobiety i bawiąc się sutkiem. Mężczyzna pochylił się nad kobietą i rozpoczął pieścić ustami jej szyję i obojczyk.
- Powiedz jeżeli mam spowolnić. - polecił kobiecie między ruchami.
Laura krzyknęła krótko gdy wdarł się w nią po raz pierwszy. Ale poza tym od razu dostosowała się do rytmu kochanka. Szybko zaczęli stanowić zgraną parę. Tylko słychać było ich rytmiczne oddechy, klaskanie bioder o uda i skrzypienie starego stołu grożącego zawaleniem się. Mnich pod swoją dłonią, czył jędrność kobiecych piersi i lepkość jaką pozostawiły na niej robaki. Ich szybki rytm ludzkich kochanków stopniowo strącił je z powrotem na blat stołu. Ostał się tylko jeden, jaki zakręcił się wokół piersi ladacznicy. Ona sama w pewnym momencie dała radę wziąć kolejnego i z lubością wsadziła go sobie w usta. Więc jej jęki były zduszone ale spojrzenie żywe i pełne mokrego, zakazanego podniecenia. Kochali się bez wytchnienia aż mnich poczuł, że za chwilę dojdzie do swojej kulminacji.
- Jestem bliski, Lauro. Gdzie chcesz poczuć moje nasienie? - nawet w potoku rozkoszy Otto starał się wykazać odrobinę elokwencji.
- Zrób to! - Sapnęła półprzytomnym głosem. I aby to zobrazować oplotła swoimi zgrabnymi ale silnymi nogami jego biodra. Tak, że uniemożliwiła mu wyjście z siebie. Dało się wyczuć, że też jest bliska momentu szczytowego przeżywanej wspólnie namiętności. W efekcie ich intensywnej zabawy, czerw z jej piersi zsunął się na podstawę jej szyi i obojczyków. I tam próbował się odnaleźć. Kobieta zaś znów kolejnego wsadziła sobie w usta. Teraz wyglądał jak jakiś obsceniczny język odmieńca.
Mnich wytrzymał jeszcze jedynie kilka chwil tej przyjemności z silnym warknięciem wbił się najmocniej jak mógł do wnętrza kobiety wypełniając ją swym nasieniem. Jednocześnie jego usta złączyły się w tańcu z ustami Laury, jego język na przemian muskał to jej, to czerwia, którego sobie włożyła.
Jego kochanka wdzięcznie przyjęła tą przyjemność. Sama też kończyła tą namiętność trochę później od mnicha. Jeszcze chwilę leżeli razem na stole. Oboje oddychali ciężko jak po długim biegu. I cieszyli się sobą w rytm tych oddechów. Kobieta delikatnie przesunęła palcami po mokrym czole mężczyzny i przeczesała mu włosy. Pocałowała jego usta już swoimi ustami a robaczego kochanka, mokrego także od jej śliny i poznaczonego karminem jej ust, położyła na stole. Westchnęła z zadowolenia, przeciągnęła się leniwie i pogłaskała ramię mnicha.
- Ale mi go głęboko wbiłeś. Czuję go. - Powiedziała z rozbawieniem i położyła dłoń na swoim szybko oddychającym, płaskim brzuchu. - Teraz go nie wyjmę. Trzeba poczekać aż sam wyjdzie. To może wieczorem ci go jakoś oddam. A będziesz miał nowe dla mnie? - Zapytała jakby bawiło i cieszyło ją, że jedno z jej obłego potomstwa chociaż na chwilę wróciło w jej trzewia. Nawet jeśli był to nieplanowany efekt ich namiętności.
Mnich również się przeciągnął i ponownie ucałował ladacznicę.
- Ostrzegałem. - jego dłoń ponownie powędrowała do biustu kobiety, delikatnie pieszcząc ciągle rozgrzane ciało kochanki - Chętnie go przygarnę i oczywiście cię zasieję. - usta mnicha powędrowały do ponownie sterczącego sutka kobiety delikatnie calując i ssąc - Mam nadzieję, że zadowoliłem zachcianki twojego ciała.
- O tak, mój słodziutki. Strasznie tego potrzebowałam. Razem mnie zadowoliliście. - Nieco uniosła głowę aby czule przeczesać palcami włosy swojego kochanka i jeszcze raz go pocałować. Cicho też jęknęła gdy dłoń Otto zacisnęła się na jej piersi a potem gdy zaczął je całować. Jej smukłe, rozgrzane ciało było wilgotne od potu i oblepione śluzowatymi szlakami wędrówki czerwi. Jej miot wciąż pełzał po blacie stołu. Coś ich było mniej więc mogły niektóre spaść na podłogę podczas ich zabaw.
- A jakbyś mnie zasiał wieczorem to byłoby cudnie. Będę się pewnie zabawiać z lady Odette no ale jak też tam będziesz to jakoś się przecież spotkamy. Wymkniemy się gdzieś w spokojny kącik i tam zrobimy co trzeba. - Pogłaskała go po policzku i była dobrej myśli gdy chodziło o wieczorne spotkanie.
- Zrobię co w mojej mocy. - obiecał mnich i również pogłaskał policzek kobiety, zachichotał do siebie - Pewnie nie spodziewałaś się takiego obeznania z kobietą od chłopa w habicie?- No nie powiem abyś był pierwszym klerykiem z jakim miałam przyjemność. - Wydawała się być nieco rozbawiona pytaniem. Ale aby nie zrozumiał jej złośliwie pogłaskała go po policzku i pocałowała w usta jeszcze raz. - Ale rzeczywiście dawno nie miałam kogoś w habicie kto byłby tak żywiołowy. No i kto wepchnąłby mi czerwia tak głęboko w trzewia jak lubię. Czuję go jak mi się tam rusza w środku. Uwielbiam to. Dziękuję ci Otto. To było cudowne spotkanie. - Mówiła rozleniwionym tonem. Przejechała palcami po swoich niezbyt bujnych ale kształtnych i jędrnych piersiach. Z fascynacją obserwowała jak się pomiędzy nimi kleją nitki robaczego śluzu. - Chociaż przyznam, że zdziwiłabym się jakbyś w ogóle nic nie umiał. Skoro tak dobrze znasz się z dziewczynami. Wspominały kiedyś, że co nieco potrafisz. Cieszę się, że nie okazało się to koleżeńskim komplementem. - Powiedziała z lekkim uśmiechem. Po czym wsadziła sobie te obklejone palce w usta i zlizała z nich lepkość.
Mnich się delikatnie zaśmiał
- Podejrzewam, że nie jednego mógłbym was nauczyć. - język Otto zlizał kilka plam śluzu z ciała kobiety - Mogę w sumie zadać pytanie? Skąd się zrodziło to twoje zainteresowanie pełzającymi paskudkami?
- A nie wiem. - Naga ladacznica już zdążyła uspokoić oddech. Teraz spokojnie leżała na starym stole po jakim wciąż pełzało jej potomstwo. Jakby przypomniała sobie o nim. Złapała jednego robaka i podniosła go ponad siebie jakby chciała mu się lepiej przyjrzeć. Wił się w jej palcach jak ożywiony kawałek kiełbasy. - Chyba taka się urodziłam. Zawsze lubiłam żaby, glizdy i pająki. Obserwowałam je i łapałam. Kładłam je sobie na rękę i patrzyłam jak chodzą. Jak jeszcze dziewczynką byłam. A jak cycki mi zaczęły rosnąć i chłopcy interesować no to cóż… Odkryłam, że tym małym paskudom mogę dać ciekawsze miejsca do chodzenia. A jak zaczęłam pracować w zamtuzie to się okazało, że zdarzają się tacy co lubią oglądać takie rzeczy więc mogę na tym jeszcze dodatkowo zarobić. No ale niestety takich klientów jest niewielu. Szkoda. Więc jak mi dziewczyny powiedziały, że mogą mi załatwić jakieś duże robaki to się od razu zgodziłam. Muszę przyznać, że to jest dużo lepsze niż na początku myślałam. Bo te strzykwy to nie wyglądają zbyt obiecująco. Myślałam, że to tylko taki bajer i to woda z mydłem czy coś takiego, co wpuszczacie do środka. A tu taka, miła niespodzianka. - Laura była w błogim nastroju więc się nawet rozgadała. W międzyczasie pocałowała trzymanego czerwia i położyła go sobie między piersiami. Pełzał tam badając te jędrne wzgórza jakie były dookoła niego.
- Pracuję nad tym, aby umilić wam proces zasiewania. - odparł leniwie Otto kładąc kolejne dwie czerwie na piersiach Laury, pozwalając im eksplorować te wyżyny.
- Jeden z moich pacjentów robi dla was drewnianą zabawkę z tłokiem. Dopełni wam uczucia bycia zapładnianymi.- O, jakaś zabawka do zapładniania czerwiami? Byłoby ciekawie. To jak byś miał ją gotową to przynieś i pokaż. Chętnie zobaczę co to takiego. - Ladacznica ucieszyła się zarówno z dodatkowych larw jakie po niej pełzały jak i wieści o dodatku jaki mógł urozmaicic proces zasiewania.
Otto, Teofania i Przeor
Mnich skłonił się przełożonemu i Teofano.
- Miło cię widzieć, pani.
Pozwolił Przeorowi wypowiedzieć się na temat ich nowego gościa. Kiedy zapytał o psalmy postanowił się włączyć.
- Poleciłem drogiej pani Lebkuchen modlitwy do Morra o protekcję, przed snem. Plus kilka naturalnych remediów. - uśmiechnął się do Teofano.
Kiedy byli osobno wysłuchał prośby dziewczyny.
- Dobrze, chodźmy po nią. Jeżeli ma być twoją towarzyszką raczej nie ma problemu, aby przeszła się z nami. - Po czym ruszył z dziewczyną do recepcji.
Przeorowi chyba wystarczyło to, że młoda cukiernik wyglądała dziś zdrowo i kwitnąco. Sama też chyba zdążyła wystawić jednookiemu podopecznemu niezłe świadectwo więc najstarszy w hierachii hospicjum mnich, ich nie zatrzymywał. Teofano zabrała drugi koszyk z łakociami i pożegnała przeora uprzejmym uśmiechem. Po chwili szli już we dwójkę korytarzami przytułka.
- Nazywa się Margo. Znaczy Margarethe no ale wszyscy mówimy jej Margo. Jest z biedaków więc okazujemy jej wielką łaskę, że może u nas pracować. Moi rodzice dobrze jej płacą. Niby jest tylko pokojówką no ale mówiłam ci, myślę, że ojciec korzysta z jej kuperka, matka nie jestem do końca pewna no i mnie też się zdarzało. Ale nie tak jak wczoraj u milady Pirory. Nie wiedziałam, że tak też można. Może będę musiała częściej z Margo poćwiczyć. A może ją też zasiejemy? Myślę, że jak najwięcej kobiet powinno służyć muchom i zostać muszymi matkami. - Teofano mówiła szybko, cicho i zdecydowanie chcąc wykorzyśtać to, że chwilowo byli tylko we dwójkę. Urywała gdy któryś z braci ich mijał. A i tak już byli blisko recepcji gdzie miała oczekiwać pokojówka Lebkuchenów.
Otto uśmiechał się widząc młodą energię dziewczyny i jej pełne oddanie sprawie, nawet jeżeli do końca jej nie rozumie.
- Spokojnie moja droga, spokojnie. Raduje mnie twój entuzjazm, ale jak widziałaś po Pirorze, nie każdy jest aż tak chętny do przyłączenia do macierzyństwa. Najlepiej sprawdzić czy twoja droga Margo również podziela twoje chęci, jeżeli nie, to nie ma co jej zmuszać. Biedaczka ze strachu może poskarżyć twoim rodzicom i strach myśleć co by wtedy się stało z twoim potomstwem.
- A kogo obchodzą jej chęci? - Brunetka zatrzymała się przy drzwiach jakie oddzielały ich od recepcji. Wydawała się być szczerze zdziwiona, że mnich rozważa samopoczucie jej pracownicy. - Przecież spotkałby ją zaszczyt zostania muszą matką. Sam widziałeś wczoraj. I milady Fabienne i nawet cudowna lady Odette z radością przyjęły ten dar. To co dopiero taki kocmołuch jak Margo. - Parsknęła z rozbawienia na myśl, że pokojówka ich rodziny miałaby czelność stawiać jakieś obiekcje.
- I daj, spokój Otto, co ona może mi zrobić? - Uśmiechnęła się z politowaniem na jego sugestię. - Myślisz, że komu by uwierzyli moi rodzice? Jej, kocmołuchowi ze śmierdzącej garbarni czy mnie, swojej córce? - Mówiła jakby była pewna, że pokojówka byłaby na straconej pozycji gdyby doszło do sporu z rodzicami młodej cukiernik. Jeśli zaś ich służąca faktycznie pochodziła z rodziny garbarzy to pracę u bogatych mieszczan mogła uważać za wielkie szczęście. Garbarze pracowali w znoju i smrodzie aby wyprawić skóry na pasy, rzemienie i skórznie więc był to bardzo potrzebny ale i pogardzany zawód. Często garbarnie umieszczano za miastem aby nie smrodziły a jeśli znajdowały się wewnątrz murów to jak tylko kogoś było na to stać to wolał mieszkać jak najdalej od nich. Teofano zdawała się pogardzać swoją służącą, tak samo jak wczoraj gdy z wyższością wypowiadała się o tych co stali niżej w hierarchii miasta niż ona i jej rodzina.
- Moja droga Teofano. Wczoraj twoja opinia o mojej osobie nie była dużo lepsza. Jednak zaskoczyłem cię, czyż nie? Spełniłem twe marzenie o pozostaniu muszą mamą, zapoznałem cię z trzema niezwykłymi kobietami, do których tobie tak daleko, co mnie do ciebie. A jednak one mnie traktują niczym równego, jeżeli nie lepiej. - mnich się uśmiechnął łobuzersko - Niedocenianie maluczkich potrafi się odbić i to brzydko. Co do jej chęci. Pamiętaj, że lady Pirora nie raczyła wziąć udziału w tym zaszczycie. Jej wola, jej fanaberia. Pamiętaj jednak co mówiliśmy, kościoły obrzydzają zwyczaje, którymi uraczyły cię moje koleżanki. Konsekwencje byłyby straszne, gdyby miast do twoich rodziców, Margo dokonałaby spowiedzi u wyjątkowo gorliwego kapłana. Porozmawiam z nią oczywiście, zobaczymy cóż to za dziewczynę przyprowadziłaś.
Jeszcze jak jednooki mówił to widział jak młoda cukiernik kiwa głową na znak, że pamięta wczorajszą rozmowę i wcześniejsze przygody. - No ale przecież one są szlachciankami. - Zauważyła krótko dając do zrozumienia, że ma zrozumienie dla fanaberii i zachcianek uprzywilejowanych ale dla tych z nizin społecznych już znacznie mniej. Nie upierała się przy tym jednak. - No ale dobra, możemy zrobić po twojemu. Zobaczysz ją to sam ocenić czy można ją zasiać czy nie. Nie sądze aby pobiegła na skargę do kapłana no ale… - Ostatecznie Teofano była gotowa oddać to pod osąd mnicha. W końcu machnęła dłonią i złapała za klamkę. Zanim jednak ją otworzyła odwróciła się jeszcze do Otto.
- Ona zrobi co jej każę. Jak jej będę kazać to się rozbierze. Jeśli to ci pomoże ją ocenić. No a w ogóle jak mówiłam, mam ci coś do pokazania. Ale to gdzie będziemy sami. - Uśmiechnęła się do mnicha i w końcu otworzyła drzwi. Weszli przez nie do tak bardzo znajomej Otto recepcji. Jak zwykle za stołem siedział jeden z braci jaki pełnił dziś dyżu odźwiernego. Pozdrowił go skinieniem głowy i ledwo ukrywał zaciekawione spojrzenie jakie wywołała u niego młoda rzemieślniczka cukiernictwa. Ona jednak posłała mu pokorne skinienie głową i przyjemny dla oka uśmiech a sama skierowała się prosto ku zwykłej ławie a jakiej siedziała młoda dziewczyna. Podniosła się od razu, ledwo weszli do środka.
-
Oryginalny autor: Seachmall
- Pochwalony. - Powiedziała cicho na widok podchodzącego mnicha. I patrzyła na nich nieco niepewnie.
link: https://i.imgur.com/UaC1DE2.jpeg
- Bracie Otto, to jest Margo. Nasza pokojówka. Pomogła mi przynieść te kosze łakoci dziękczynnych dla waszej kochanej społeczności. - Teofano mimo, że dopiero co jawnie pogardzała swoją służącą, teraz jednak potrafiła się zdobyć na to aby ich sobie oficjalnie przedstawić całkiem uprzejmym i neutralnym tonem. Służąca wyglądała na młodą brunetkę, w prostej sukni. Po ubiorze nie było trudne poznać kto pracuje u kogo. Ale mimo wszystko jak na kogoś z nizin społecznych miasta nie była jakaś szpetna. Trzymała się prosto i oczywiście była szczupła. U biedaków trudno było na wyhodowanie nadmiernej tuszy.
- Pochwalony. - mnich pokłonił się przed dziewczyną - W imieniu swoim i moich braci chciałem podziękować za dary jakie nam przyniosłyście. - Otto uśmiechnął się - Pani Teofano chciała zwiedzić trochę hospicjum, miałem nadzieję, że będziesz nam towarzyszyć.
Dziewczyna najpierw spojrzała na swoją panią. Młoda cukiernik lekko skinęła swoją kasztanową głową potwierdzając w ten sposób słowa mnicha. Więc i pokojówka pokiwała głową na znak zgody.
- Dobrze Margo. Właśnie tłumaczyłam bratu Otto, że jesteś naszym skarbem bo jesteś taka pracowita i posłuszna. - Odezwała się do niej całkiem przyzwoicie naśladując pełen wyższości ton szlachty gdy zwracali się do niższych stanem. Pokojówka znów skinęła głową a jej pani wręczyła jej kosz ze słodkościami aby samej tego nie dźwigać. Po czym już serdecznym tonem odwróciła się do mnicha. - Proszę nas oprowadzić bracie Otto. Jesteśmy niezmiernie ciekawe tych wszystkich interesujących zakamarków jakie tu można zobaczyć. - Zaćwierkała do niego jakby też nie był zwykłym mnichem tylko przeorem co najmniej.
- Oczywiście. - mnich ruszył przez hospicjum, oprowadzając dziewczyny po spokojnieszych jego częściach - Więc, Margareth? - zaczął mnich zwracając się faktycznym imieniem dziewczyny - Teofano opowiedziała mi, że wywodzisz się z rodziny garbarzy?
- Tak ojcze. - Dziewczyna szła za nimi co było zrozumiałe skoro była służką swojej pani. I chyba nieco zdziwiła się, że mnich w ogóle się do niej odezwał.
- Rozmawiasz ze sługą bożym dziewczyno. Mów pełnym zdaniem. - Teofano wtrąciła się aby sucho zachęcić pokojówkę do szerszej wypowiedzi. Ta energicznie pokiwała głową, chrząknęła nieco i po chwili zaczęła mówić dalej.
- Tak ojcze. Pochodzę z rodziny garbarzy. Z Jeżynowej. Ale od dwóch lat pracuję dla państwa Lebkuchenów. Jestem za to bardzo wdzięczna. Są dla mnie bardzo dobrzy. Staram się ich zadowolić i robić co mi każą. Sprzątam, wynoszę nocniki, piorę. Nie gotuję ale umiem jeśli potrzeba. - Dziewczyna mówiła cichym głosem jakby w każdej chwili mogła przerwać. A i tak szybko skończyły jej się pomysły co jeszcze by mogła o sobie powiedzieć. Minął ich jeden z braci i też widać było, że towarzyszki Otto mocno go zaskoczyły. Przeszedł jednak bez słowa.
- Bardzo ci się to chwali. - odparł mnich - Uczciwa praca to najlepszy dar jakim można obdarzyć swojego dobroczyńcę. Pytam ponieważ wiele lat spędziłem w towarzystwie ludzi parających się tym fachem. Zakon gdzie się wychowałem był zakonem skrybów i skóra zawsze była nam potrzebna. Muszę odwiedzić tą ulicę, zapach kadzi garbarskich zawsze przywodzi wspomnienia młodości. - mnich pokręcił głową aby rozwiać napływ wspomnień - Wybacz, nie powinienem cię gnębić moimi historyjkami. - zerknął na Teofano - Wiem, że najpewniej nie dzielicie się z nią sekretami cukiernictwa, ale pomaga w rodzinnym interesie?
- Oh nie no skąd. To nasz rodzinny interes. To nasz powód do dumy. Przecież nasze pierniki są rozpoznawalne w całym mieście, lądują na szlacheckich i kapłańskich stołach a jako podarki potrafią dostać się nawet do Wolfenburga a kapitanowie to zabierają je nawet sama nie wiem jak daleko. - Przez Teofano brzmiała duma z mocnej i dumnej pozycji jej rodziny. Jak na kogoś kto nie należał do stanu szlacheckiego czy kapłańskiego, to faktycznie odnieśli spory sukces jako mieszczanie. - A Margo pracuje u nas w domu. W kuchni raczej nie. Głównie w pokojach. - Jakby na koniec przypomniała sobie, że mnich jeszcze pytał o rolę idącej za nimi służącej. Ta pokiwała grzecznie głową. Chociaż przed chwilą nawet się uśmiechnęła nieco gdy mnich zaskoczył ją swoimi wspomnieniami o pracy w garbarni za młodu.
- Na szczęście jest pracowita i nie jest bezczelna. Z pokorą zna swoje miejsce i obowiązki. Wie, że jesteśmy dla niej dobrzy i musi wykonywać nasze polecenia. - Młoda cukiernik zerknęła koso na swoją pokojówkę a ta znów posłusznie pokiwała głową.
- Tak, ja wykonuje wszelkie polecania państwa. I panienki też. Są dla mnie bardzo dobrzy więc robię to z przyjemnością. - Odpowiedziała szybko czym wywołała uśmiech zadowolenia na twarzy swojej pani. Teofano spojrzała z satysfakcją na nowego kolegę jakby dając mu do zrozumienia, że wcześniej miała rację co do posłuszeństwa pokojówki.
Mnich delikatnie kiwnął głową. Wolał jednak udobruchać dziewczynę, muchy lepiej lgną do miodu.
- Tym bardziej powinnaś być też dumna ze swojej pracy Margareth. Umniejszasz trudów rodzinie Lebkuchenów, w zamian oni uraczają miasto swoimi wypiekami. - zerknął na Teofano - Nie umniejszam oczywiście dziełom twej rodziny, panienko Lebkuchen. Chcę po prostu aby Margareth poczuła się zauważona. Tak często nasze czyny są przeoczane, że sami o nich zapominamy. - urabianie nisko urodzonych było łatwym procesem. Ciepłe słowo i poczucie docenienia potrafiło otworzyć serce nie jednego biedaka.
- Ależ oczywiście bracie Otto. - Teofano była na tyle bystra, że zorientowała się teraz jaki był zamiar mnicha względem jej służącej. Nawet zamieniła się z nią miejscami tak, że teraz szczupła brunetka znalazła się obok jednookiego a jej pani szła teraz za nimi.
- Naturalnie, Margo jest bardzo pracowita. Świetnie zna nasze zwyczaje i nastroje. Przynosi nam śniadanie do łóżka jeśli jesteśmy chorzy. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę ale jak wczoraj przyszedłeś do mojego pokoju to właśnie te śniadanie co miałam obok łóżka to nasza kochana Margo mi przyniosła. - Cukiernik teraz potrafiła być ciepła i życzliwa dla służącej. Chyba niezbyt często się to działo bo pokojówka aż się odwróciła za siebie czy dobrze ją słyszy. Teofano jednak posłała jej czarujący uśmiech jakby właśnie chciała jej wynagrodzić jej codzienną służbę.
- Chyba rzeczywiście powinnam ci Margo jakoś wynagrodzić twoje dobre ręce i ciężką pracę. Masz bracie Otto jakieś sugestię jak mogłabym to zrobić? Chyba na co dzień za bardzo niedoceniam tej naszej kochanej Margo. - Brunetka teraz wyglądała jakby dotarło do niej jak gburowata potrafiła być dla swojej podopiecznej i była gotowa jej to jakoś wynagrodzić. Margareth zaś miała minę jakby nie nadążała za tym co tu się dzieje ale skoro pytanie było do micha to też na niego popatrzyła co on na to powie.
- No, jakieś faktyczne podziękowanie by się przydało. Jednak nie na widoku, moi braciszkowie nie znają obyczajów wyższych rodzin i mogliby źle zrozumieć sytuację. - poprowadził dziewczyny do pralni, gdzie znalazł oddzielne pomieszczenie dla nich - Tu chyba będzie dobrze. - zerknął na Teofano - Zaufasz mi pani na tyle, aby wysłuchać mojej rady? - widać było, że mnich miał zamiar poinstruować córkę Lebkuchenów w następnych krokach ze swoją służką.
Obie młode kobiety bez wahania dały się zaprowadzić do klasztornej pralni. Rozgladały się ciekawie przez chwilę po nowym dla siebie pomieszczeniu ale, wyglądało nudnie. Zwykłe balie do prania i kosze z brudnymi ubraniami czekającymi w kolejce na pranie. Więc szybko to mnich przykuł ich uwagę. Teofano nieco uśmiechnęła się półgębkiem gdy usłyszała o co chodzi ale Margo chyba tego nie zauważyła.
- Oczywiście bracie Otto. Proszę, mów śmiało. Jestem ci bardzo wdzięczna za wczorajszą pomoc i naukę. - Odparła pokornie jak na bogobojną mieszczkę przystało gdy zwracała się do sługi bożego. Młoda pokojówka Lebkuchenów nie wiedziała czego się spodziewać więc przybrała wyczekującą postawę.
Mnich zastanowił się jak do tego podejść. Po prostu poradzić jej aby zaczęła się chędożyć że służką nie będzie nagrodą dla dziewczyny.
- Powiedziałaś, że chcesz pokazać Margareth jak bardzo jesteś wdzięczna za jej usługi. Może pokażesz jej czego wczoraj się nauczyłaś na tym spotkaniu ze szlachciankami, na które cię zabrałem?
Brunetka popatrzyła na niego w odpowiedzi a potem na swoją pokojówkę. Jakby coś ważyła w głowie. W końcu prychnęła z rozbawienia na wspomnienie wczorajszej wizyty w kamienicy młodej Averlandki. - Tak, bardzo chętnie. - Odparła mnichowi. A do swojej służacej się uśmiechnęła łagodnie. - Pokażę ci Margo, jak się zabawiają damy z wyższych sfer. - Powiedziała z zadowoleniem do dziewczyny o nieco kręconych włosach. Ta wciąż niepewna co to znacza lekko skinęła głową. - Ale do tego, musisz zdjąć suknię. - Obwieściła jej cukiernik. Margo zamrugała oczami i spojrzała na nią nieco spłoszona. A potem na obserwującego je mnicha. W końcu nie był jej mężem a tradycyjnie to żona mogła się rozbierać jedynie przy prawowitym małżonku.
- Nic się nie bój Margo. Wczoraj się wyspowiadałam bratu Otto więc wie o nas. No i możesz to potraktować jako formę pokuty. - Teofano potrafiła być bardzo przekonywująca. Bez trudu ją można sobie było wyobrazić jako szlachciankę która dyryguje swoją służbą. Pokojówka lekko skinęła głową i wciąż nieco speszona zaczęła rozpinać suknię. A w końcu zsunęła ją z siebie. Pod nią miała prostą, lnianą koszulę i równie proste majtki. Podobne miała Elke jaką dwa dni temu Otto spotkał na targu. Nic dziwnego, obie pochodziły z dość ubogich warstw społecznych.
- A teraz usiądź sobie wygodnie. - Cukiernik wskazała na ławę i pokojówka wykonała te polecenie. - Pokażę ci jak to robią szlachcianki. - Zamruczała do niej zalotnie, zbliżając usta do jej ust. A w końcu się pocałowały. Z początku ostrożnie i jakby to był pierwszy raz. Ale Teofano szybko zrobiła się śmielsza i od razu przejęła inicjatywę. Już po chwili ściągnęła z pokojówki koszulę i ukazało się jej szczupłe, wręcz chude ciało o dość małych piersiach. Zabiegi cukiernik sprawiały, że obie reagowały coraz żwawiej i zdradzały coraz większe podniecenie. Panienka pieściła ciało swojej służącej tak jak jej wczoraj pokazywały Fabienne, Odette i Pirora. Dzisiaj chętnie sprawdzała to w praktyce na Margo. A widać było, że i na nią to działa.
- Rzeczywiście brat Otto ma rację. Taka niedobra dla ciebie byłam. A wczoraj mnie tak trzewia dokuczały. A on ze szlachciankami dali mi takie wspaniałe lekarstwo. Tobie też je podamy Margo. Też będziesz miała przyjemność go skosztować. - Mówiła namiętnie i to nie usta czy piersi służącej ale właśnie jej płaski brzuch zdawał się najbardziej podniecać cukiernik.
- Ale mnie nie bolą trzewia. - Odważyła się odpowiedzieć pokojówka. Chociaż też była już mocno rozgrzana po tym wstępie jaki zaserwowała jej jej pani.
Mnich oparł się o ścianę przyglądając się dwójce kochanek.
- Nigdy nie zaszkodzi się zabezpieczyć, Margareth. - uśmiech zagościł na twarzy Otto - Nie przejmuj się tym na razie i raduj się chwilą.
- Słyszałaś co sługa boży mówi? To dobrze zrobi nam obu. Rozmawiałam z jedną z tych szlachcianek. Bardzo sobie ten lek chwaliła. Mówiła, że wcześniej nie przeżywała nic tak przyjemnego. - Teofano była już całkowicie ogarnięta podnieceniem i mówienie sprawiało jej nieco trudności. Otto jaki jej wczoraj towarzyszył w salonie Priory bez trudu mógł rozpoznać o czym cukiernik mówi. Ale sądząc po minie służącej to ta chyba nie nadążała za słowami swojej panienki. W tej chwili to i tak chyba żadna z nich nie zwracała na to uwagi. Brunetka zniecierpliwionym ruchem ściągnęła proste majtki pokojówki i ukazało się jej łono. Sama szybko zaczęła testować manewry jakie wczoraj pokazały jej trzy kultystki. Widać było po Margaret, że przynosi to efekt. Oddychała coraz intensywniej i kurczowo trzymała się krawędzi ławy. Za to Teofano mocno pracowała palcami z satysfakcją obserwując reakcję swojej pracownicy. Ale w końcu schyliła się i do zabawy dołączyła także usta. Otto widział to nieco z bocznego profilu ze swojego miejsca pod ścianą. I słyszał te podniecone oddechy i odgłosy namiętności. Aż młodej cukiernik udało się doprowadzić do punktu kulminacyjnego co dało się poznać jak łono Margo zrosiło jej twarz. Brunetka sapnęła cicho i z zaskoczenia i z satysfakcji. I sytuacja z wolna zaczęła się uspokajać. Naga pokojówka siedziała na prostej ławie a jej pani klęczała między jej rozchylonymi udami.
- To tak… Tak to robią szlachcianki? - Wydukała z siebie Margo gdy już odzyskała głos.
- Tak, właśnie tak. I jeszcze parę innych rzeczy. Ale to ci może później pokażę. - Teofano chwilowo też nie miała siły na dłuższe dyskusje i cieszyła się właśnie przeżytą rozkoszą.
- To panienka… Robiła to ze szlachciankami? - Nieco rudawa dziewczyna zapytała jakby trudno było jej w to uwierzyć. Słysząc to córka Lebkuchenów zaśmiała się z satysfakcją.
- Naturalnie Margo. Co więcej na dziś jestem zaproszona do teatru. Będę akompaniować lady Odette von Treskow. - Oznajmiła jej z dumą a na to jej służką była pod takim wrażeniem, że nie wiedziała co odpowiedzieć.
Mnich kiwnął głową.
- Twoja młoda pani pozna jeszcze wiele osób, zarówno wielkich jak i maluczkich. - uśmiechnął się - Nawet taki prosty członek kleru jak ja, zapoznał się z błękitną krwią tego miasta. Pewnie trudno ci uwierzyć?
Ponieważ zdyszana służka nie była pewna co powiedzieć to popatrzła pytająco na swoją panienkę. Ta uśmiechnęła się do niej wyrozumiale. Widać było, że jest dumna z nowych kontaktów z elitą miasta a do tego od razu tak zażyłych.
- Oh to prawda. Wczoraj bardzo źle oceniłam brata Otto przy naszym pierwszym spotkaniu. Na szczęście później wszystko sobie wyjaśniliśmy. I nawet raczyłam się tym lekarstwem razem ze szlachetnie urodzonymi damami. Nie przejmuj się Margo, też będziesz miała okazję z niego skorzystać. Chyba, że brat Otto ma jakieś zastrzeżenia. - Młoda cukiernik potraktowała słowa mnicha jak obietnicę i widać było, że bardzo chętnie pozna więcej osób tak jak wczoraj miała przyjemność poznać trzy, piękne i bogate szlachcianki. Na koniec jednak popatrzyła na mnicha czekając jak ocenia przydatność jej pokojówki do roli nosicielki.
- Nie mam przeciwwskazań. - przyznał mnich - I jeżeli Margareth zatrzyma ten sekret między naszą trójką, być może uda mi zorganizować jej spotkanie z naszymi damami. One zawsze chętnie przywitają nową znajomość. Być może ty, moja droga Teofano spotkasz dwie służki lady Fabienne. Są moimi byłymi pacjentkami i obecnie usługują lady Mannlieb… a ona czasem usługuje im.
- Tak, lady Mannlieb jest bardzo miła. I bardzo piękna. I jeszcze piękniej opowiadała o tym cudownym lekarstwie. Aż się nie mogę doczekać gdy sama go poczuję w pełni. - Teofano aż się wzruszyła na wspomnienie jak bretońska żona morskiego kapitana wdzięcznie zachwalała musze potomstwo. - I oczywiście ja bardzo chętnie się z nią spotkam. I jak ma jakieś służki to także. A jeśli chodzi o usługiwanie służkom no to chyba bracie Otto widzisz, że się staram uczyć od najlepszych? - Młoda, szczupła cukiernik ponownie okazywała wielką gorliwość we wszystkim co się wiązało z dziedzictwem Oster. Ale też wciąż była pod wrażeniem swojego pierwszego spotkania ze szlachciankami i była chętna do czerpania z wzorców jakie jej pokazywały.
- A Margo potrafi być dyskretna. - Młoda Lebkuchen pogłaskała policzek swojej służki. Po czym popatrzyła w dół i tak samo potraktowała jej płaski brzuch. - I słyszysz Margo? Jeśli będziemy mieć poprawne relacje i będę wiedziała, że mogę ci zaufać to może pójdziesz ze mną na któreś spotkanie z tymi szlachetnie urodzonymi, zacnymi damami. Nawet nie wiesz jakie one potrafią być miłe jak zostajemy same. Chciałabyś? - Brunetka popatrzyła na swoją pokojówkę. Ta lekko skinęła głową.
- Iii… To byłby… Takie spotkania? Ale przecież to są szlachcianki. A ja jestem tylko biedną służącą. - Margaret trudno było przejść do porządku dziennego nad takim skokiem towarzyskim o jakim rozmawiali. Dawać chędożyć się komuś z państwa u jakich się służyło to nie była żadna nowość. Ale aby mieć romans ze szlachetnie urodzonymi damami to już był ogromny skok jakościowy.
- Otto a może już dzisiaj zabierzemy Margo? Mogłaby mi towarzyszyć. Sam widzisz jaka jest. I może udałoby się ją obdarować lekarstwem jeśli nie masz przeciwkazań. Ja oczywiście też chętnie przyjęłabym je ponownie gdybyś się zgodził. - Teofano zaproponowała jakby właśnie wpadła na ten pomysł aby co się da to załatwić podczas dzisiejszego spotkania w teatrze.
- Jestem pewny, że nie będzie zażaleń, a może nawet nasza cudowna Diva będzie chciała zobaczyć jak ten słowik śpiewa. - mnich się uśmiechnął, podszedł do Margo - Co ty na to moja droga? Zaśpiewałabyś dla nas, gdyby szlacheckie usta całowały twe łono?
- Zaśpiewać? Z lady Odette? - Naga służka wytrzeszczyła oczy porażona taką wizją. Szybko spojrzała na swoją panią a ta wydawała się rozbawiona jej reakcją. - Ale ja nie umiem śpiewać. - Powiedziała tonem bliskim płaczu. Teraz Teofano roześmiała się serdecznie.
- To się tylko tak mówi. Brat Otto mówi, że jak ci się poszczęści to może i ty zaznasz miłości ze szlachciankami. Lady Fabienne jest bardzo życzliwa i miła. Powiedziała mi, że lubi całować stopy swoich służących. - Cukiernik zlitowała się nad dziewczyną i przemówiła do niej prostszym językiem jaki był dla niej bardziej zrozumiały. Ale i to wywołało zdumienie u pokojówki.
- Milady całuje stopy swoim służącym?! - Westchnęła z niedowierzania. Lebkuchen pokiwała głową i chciała coś powiedzieć ale wszyscy usłyszeli szarpnięcie za klamkę. Tym razem drzwi były zamknięte na skobel więc póki się go nie otwarło nikt nie powinien wejść do pralni. Ale też komuś z braci mogłoby się wydać podejrzane gdyby ktoś zamykał się tutaj. Zwłaszcza z dwoma, młodymi kobietami. Te właśnie patrzyły na drzwi jak sparaliżowane. I spojrzały z przestrachem na Otto co teraz będzie.
Mnich przez chwilę stał jak wryty rozważając możliwości. W końcu kiwnął głową.
- Na kolana, twarzą do ściany. Odmawiajcie cicho modlitwy przepraszające. Jakby co, odprawiacie pokutę. - Otto sporo ryzykował tym, ale nie miał lepszego pomysłu. Do tego była szansa, że to któryś z jego młodszych braci, a wtedy mogłoby się zrobić ciekawie. Poczekał aż dziewczyny wykonają jego polecenie po czy otworzył i wyjrzał przez drzwi.
- A ty się szybko ubieraj! - Syknęła jeszcze Teofano do całkiem rozebranej służki. Ta w panice zaczęła łapać swoją garderobę ale zdążyła ubrać tylko koszulę zanim Otto otworzył drzwi. Za nimi stał George. Z tą samą miną nieszkodliwego idioty jaka zwykle gościła na jego twarzy.
- A to tu jesteś. Bo różnie z nimi przychodziłeś. Raz do spiżarni, raz do pustej celi albo jeszcze gdzie indziej. - Pokiwał głową jakby nie działo się nic nadzwyczajnego i chodziło o jakąś, drobną niedogodność. Chociaż ze swojego miejsca to raczej obu kobiet nie powinien widzieć. - Ale mi się trochę miesza z którymi przyszedłeś. Bo wiele razy przychodzisz z wieloma kobietami i to się nakłada na siebie. Trudno to rozróżnić, pogubić się można. - Mówił flegmatycznie i trochę się skrzywił jakby dostawał od tego migreny.
- George? - mnich odetchnął i wyszedł z pralni zamykając za sobą drzwi.
- Dziś oprowadzam mieszczanki, córkę piekarzy i jej służkę. Coś się stało, że mnie szukasz?Pacjent o ciele dorosłego mężczyzny i umyśle dziecka, zmrużył brwi i spojrzał na drzwi jakie właśnie mnich zamknął. Przez chwilę wpatrywał się w nie intensywnie jakby próbował je przejrzeć na wylot. Po czym z mądrą miną znów zwrócił się do jednookiego.
- Aha. To te z robakami? Czy jeszcze przed? Bo różnie je przyprowadzasz. Aha i to ta z tym obrazkiem? - Wzruszył ramionami jakby już wiele razy wcześniej odbywali tą rozmowę ale musiał ją odfajkować. Przy pytaniu poklepał podołek swojego habitu pod jakim miał przyrodzenie. - Bo mniej więcej teraz pojawia się ta z obrazkiem ale może być trochę później. Albo już była? - George zagmatwał się nieco w tym co mówił przez co wyglądał dziecinnie gdy tak przesadnie poważnie starał się skupić co wyglądało dość komicznie. Nagle jednak jakby sobie o czymś przypomniał bo spojrzał ostro na mnicha.
- Aha! Zostawiłeś mnie! Teraz już pamiętam! Miałeś przyjść do mnie a nie przyszedłeś! Jesteś taki sam jak inni! Tylko książki zawsze są ze mną. Powiedziały mi, że zawsze będziemy razem. I nigdy mnie nie zostawią. Mówiły, że potrzebna ta niebieska do odprawienia rytuału ale ciebie to nic nie obchodzi to nic ci o tym nie powiem. - Przypomniało mu się coś i aby pokazać jaki jest obrażony i pogniewany na mnicha, cofnął się od niego o krok, z impetem skrzyżował ramiona na piersi i dumnie zadarł głowę patrząc gdzieś w bok.
Mnich westchnął, chciałby pojąć rozumowanie George'a. Niestety czasem było to ponad jego możliwości.
- Wybacz, faktycznie cię zaniedbałem. Miałem nadzieję móc spędzić z tobą więcej czasu, kiedy mój przyjaciel cię stąd zabierze. - Otto zastanowił się nad nową wiadomością pacjenta - Więc rytuał wymaga niebieskiej… takiej z rogami? Mergi?
Pacjent co fizycznie był ze dwa razy starszy od rozmówcy ale mentalnie ze dwa razy młodszy dąsał się jeszcze chwilę. Ale widać było, że się namyśla czy przyjąć przeprosiny mnicha czy nie. W końcu obrażona poza nieco zelżała ale nie do końca.
- No właśnie. A nie tylko ja tu na ciebie czekam. Niklas ma coś dla ciebie i też na ciebie czeka. - Zaczął mówić ale widać było, że foch nie do końca mu zszedł ale po przeprosinach mnicha zelżał na tyle, że pacjent zdecydował się wznowić rozmowę. - I nie chodzi o Mergę. - Z wciąż zadartą brodą popatrzył z wyższością na jednookiego. - Złotooka jest taka piękna i mądra. I też bardzo kocha książki. Książki bardzo za nią tęsknią i chętnie by się z nią spotkały. - Wyraz twarzy Georga złagodniał i rozpogodził się jakby uważał Mergę za żywą błogosławioną duszę lub kogoś podobnie wyjątkowego. - Ale wyrocznia wraca do nas kiedy indziej. Tylko w niektórych przypadkach wróciła z tym waszym brodatym barbarzyńcą. - Przyznał z rożaleniem, że jeszcze nie może spotkać się wielbioną przez siebie wyrocznią.
- Ale przybyła inna niebieska. Ona też jest od książek. Zew Sióstr ją tu zwabił. Książki o niej wiedzą bo gdy przybędzie do miasta to musicie ją odnaleźć i zaprowadzić do książek aby zrobiła rytuał na czasie. Przecież inaczej będziecie mieli mało robaków i atak będzie słaby. Więc książki chcą aby niebieska zrobiła rytuał. Po to ją wezwały ale ona błądzi. I nie wygląda już jak niebieska. Ale błądzi i szuka. A jej szuka inna. Łowczyni głów. Musicie ją odnaleźć zanim ją ona znajdzie pierwsza. Książki tak mówią. - George tak się rozgadał, a że chyba zapomniał, że miał być obrażony na Otto i opowiedział całkiem sporo jak na swoje możliwości.
Oczy mnicha rozszerzyły się i odruchowo objął pacjenta.
- George jesteś cudowny. Dziękuję ci za te wieści. Pomogłeś mi niezwykle. Obiecuję odwiedzać cię w najbliższym czasie, zapytam Tobiasa kiedy będzie mógł cię zabrać do swoich ksiąg.
- Książki wiedzą wszystko. Są bardzo mądre. I lubią mnie. Pewnego dnia będziemy razem. - Pacjent uśmiechnął się w ufny, dziecięcy sposób co na jego dorosłej twarzy wyglądało dość komicznie. Ale chyba już całkiem przestał się gniewać na Otto.
- A ty będziesz ich pilnował i słuchał ich opowieści. - zapewnił mnich - Jeszcze raz, ci dziękuje. Wróć teraz do pokoju, ja muszę skończyć z oprowadzeniem gości, dobrze? I jeżeli spotkasz Niklasa to przekaż mu, że też go zaraz odwiedzę.
Na słowa mnicha o książkach, George się rozpromienił. Już całkiem zadowolony odszedł korytarzem w głąb hospicjum a mnich mógł wrócić do pralni. W środku zastał młodą cukiernik i jej służkę. Ta druga już zdążyła się ubrać więc teraz tylko zaniepokojone miny zdradzały, że mogły mieć coś na sumieniu.
- Kto to był? - Teofano zapytała od razu gdy tylko mnich zamknął za sobą drzwi. Margo stała o dwa kroki dalej jakby obawiały się posądzenia, że niedawno grzesznie się ze sobą zabawiały.
- Jeden z moich pacjentów, zdziecinniały unysł. - wyjaśnił szybko mnich - Niegroźny, nawet gdyby o was wiedział nie potrafiłby tego przekazać. - Otto odetchnął - Chyba dość ryzyka na dzisiejszy dzień. Gotowe wracać do domu?
- Tak. - Tofano wypowiedziała się w imieniu ich obu. Jej służka po chwili tylko kiwnęła głową na znak, że nie ma nic przeciwko. Ale cukiernik jeszcze spojrzała na nią i przygryzła wargę. - Margo, weź poczekaj na korytarzu, zobaczy czy nikt nie idzie. - Poleciła jej i nieco rudawa brunetka bez sprzeciwu minęła mnicha i wyszła z pralni. Cukiernik poczekała chwilę i jakby się namyślała. Po czym obdarzyła Otto wesołym uśmiechem.
- Zanim pójdziemy chcę ci coś pokazać. - Uśmiech stał się szerszy. Schyliła się i złapała za dół swojej sukni, unosząc go. Ukazały się jej zgrabne nogi odziane w pończochy i bielizna. Zbyt elegancka i koronkowa aby mieszczkę było na taką stać ale to mógł być wczorajszy prezent od trójki błękitnokrwistych kultystek. Cukiernik bez wahania ściągnęła tą bieliznę i ukazało się jej nagie łono. - Zobacz! - Była wyraźnie podekscytowana. Aby lepiej się zaprezentować postawiła jedną stopę na ławie na której niedawno siedziała Margo. - Widzisz?! - Córka szanowanych cukierników aż kipiała z entuzjazmu. Na jej łonie widać było coś co wydawało się jakąś niewielką plamą. Jednak gdy mnich podszedł bliżej rozpznał, że to symbol trzech, nieco falujących czerwi ułożonych w regularny trójkąt. Podobny Teofano pokazała mu wczoraj w swojej sypialni a i podczas harców ze szlachciankami też był widoczny.
- Tym razem to nie ja! Jak się rano obudziłam to już to miałam! - Zdradziła mu nie kryjąc swojej radości. Gdy Otto przyjrzał się uważniej dostrzegł różnicę. Wczoraj pewne nierówności i kolor zdradzały, że kobieta namalowała sobie te czerwie atramentem i pewnie jakimś cienkim pędzelkiem albo piórem. Dzisiaj ten symbol trzech czerwi był idealnie równomierny. - I zobacz to się nie zmywa! - Brunetka szybko pośliniła palce i aby mu to zademonstrować zaczęła pocierać ten symbol. Tusz zacząłby się chociaż rozmazywać a w końcu by zszedł całkiem. Nowe linie jednak ani drgnęły i wydawały się być całkiem odporne na takie zwykłe metody czyszczenia. A jak dotknął je palcami to wyczuł, że troszeczkę są wypukłe.
- Jak myślisz? Co to znaczy? - Teofano popatrzyła na niego z mieszaniną ekscytacji i niepokoju. Sama nie była pewna jak powinna interpretować to niecodzienne zjawisko.
Mnich kiwnął głową, rozważając w jakie słowa ubrać fakt, że została naznaczona przez Dziadunia.
- Znak od ojca twoich muszek. Przypodobałaś mu się i możesz się spodziewać, że twoje dzieci będą piękne. Jest to powód do dumy o radości.
- Przez ojca moich muszek? - Teofano zmrużyła oczy jakby nie była pewna jak powinna to czytać? - Znaczy przez ciebie, Odette i Fabienne? - Widocznie dość dosłownie potraktowała jego słowa mając świeżo w pamięci proces w jakim wczoraj została zasiana u Pirory. Szybko jednak rozpogodziła się. - Ale to oznacza, że moje dzieci będą piękne? Oh to dobrze! Czyli to jakieś błogosławieństwo tak? - Druga część jego wypowiedzi napawała ją optymizmem.
- Twoje dzieci są boskim darem. Ja jestem jedynie jego sługą, nasze drogie szlachcianki upodobały sobie kogoś innego, ale oddały swoje łona i temu przedsięwzięciu. Więc jesteście niczym siostry. - wskazał na nowe znamię dziewczyny - Ten symbol to oczywisty znak, że przykułaś uwagę Ojczulka, patrona twoich dzieci. Spodziewam się, że czeka cię dużo więcej radości z tym związanych. Tylko pamiętaj, trzymaj to między nami. Kościół Imperium krzywo na to patrzy.
Młoda, szczupła cukiernik słuchała go uważnie. Czasem zerkała w dół na swoje znamię. I starała się pojąć słowa mnicha. W końcu jeszcze raz czule pogłaskała swój nowy symbol i założyła majtki z powrotem. Opuściwszy spódnicę, znów wyglądała jak poczciwa, bogobojna mieszczka.
- Nie bój się, nie zamierzam tego pokazywać kapłanom. Co najwyżej tobie i szlachciankom z wczoraj. To teraz będziemy siostrami? No tak. To ma sens. Przecież wszystkie zostałyśmy muszymi matkami. No może jeszcze nie do końca bo żadna z nas nie urodziła czerwi ale to wkrótce się stanie. Ja słyszałam w snach, że będę brzemienna i wydam na świat piękny owoc. Na początku bardzo mnie to przerażało ale później głos objawił mi, że to cudowne i ekscytujące rodzić piękne i silne czerwie. Uważam, że każda kobieta powinna zaznać tego szczęścia. Słyszałeś jak wczoraj lady Fabienne pięknie o tym opowiadała? To musi być takie wspaniałe! Aż nie mogę się doczekać gdy wreszcie poczuję to co ona. Dlatego pomyślałam o Margo. Sam widzisz jaka ona jest. Jak ją zabiorę dzisiaj wieczorem do teatru to też ją obdarzymy tym darem? - Teofana wydawała się całkowicie oddana sprawie dziedzictwa Oster i traktować to jak błogosławieństwo. A wczorajsze słowa bretońskiej muszej matki tylko utwierdziły ją w tym postanowieniu.
- Postaram się. - obiecał mnich - Być może, będę miał bardziej… przyjemne narzędzie do zasiania jej. - Otto kiwnął dziewczynie i otworzył drzwi - Pora do domu, musza matko.
Odprowadziwdzy Teofano i Margareth do bramy Otto ucałował dłonie dziewczyn, dziękując im za wizytę i dary. Następnie wrócił do hospicjum w poszukiwaniu Niklasa.
Obie młode kobiety pożegnały się z mnichem ciepło. Margo była wręcz zachwycona obietnicą panienki, że zabierze ją na elitarne spotkanie z lady Odette i szlachtą jakie miało mieć miejsce dziś wieczór. Chociaż cukiernik o samym obdarowaniu ją lekarstwem od Oster na razie nic jej nie mówiła. Gdy Otto wracał przez recepcję widział nieco podejrzliwe a nieco zazdrosne spojrzenie brata który tam urzędował. To coraz częściej się przytrafiało gdy innym braciom rzucało się w oczy, że przeor zaczął traktować go jak swojego ulubieńca a do tego tak często ostatnio jednooki mnich miał do czynienia z młodymi kobietami.
"Moi bogowie błogosławią lepiej, bracie." pomyślał Otto widząc zazdrość na twarzy zakonnika.
Samego Niklasa musiał trochę poszukać ale znalazł go w drewutni gdzie rąbał pniaki na szczapy. Opuścił właśnie siekierę na jeden z nich gdy mnich wszedł do środka. I gdy zorientował się kto to t uśmiechnął się do niego.
- O! Jesteś wreszcie. I jak? Lepiej ci? Opuchlizna widzę już ci prawie zeszła. Ale dobrze, że wróciłeś. Mam coś dla ciebie. - Przywitał się z krzywym grymasem na swojej szpetnej twarzy. Mimo to dało się poznać, że cieszy się na ponowne spotkanie z mnichem.
- Ani, lepiej… - przyjrzał się twarzy mężczyzny, przypominając sobie słowa Laury, "Później." pomyślał - George mnie do ciebie skierował. No to pokazuje co tam stworzyłeś.
- George to wariat. Nie wiem czemu go tak lubisz. - Pacjent wydawał się nie rozumieć skąd nić sympatii jaką mnich żywił do opóźnionego w rozwoju Georga. To było powszechne w hospicjum, inni pacjenci i mnisi zdawali się traktować go jak nieszkodliwego, zdziecinniałego matołka. - Wiesz co mówił przy śniadaniu? Że już z tobą rozmawiał i że przyszedłeś z dwoma kobietami. No jak?! W nocy?! No wariat! - Zaśmiał się chrapliwie z tego nonsensu. Wbił siekierę w pniak i podszedł do sterty drewna. Czegoś tam szukał a po chwili wyjął jakieś zawiniątko. Podszedł z nim do mnicha i je rozwinął.
- Widzisz? Dokończyłem to cacko. Nie miałem farby aby pomalować. Ale poza tym jest gotowe. - Jak każdy artysta, odczuwał dumę ze swojego dzieła. I zaprezentował Otto sprzęt bardzo podobny do tego jaki jego koleżanki używały do bardzo grzesznych zabaw. Sztuczne przyrodzenie wykonane z drewna. Z zamontowanymi paskami aby można je było przypiąć do bioder. To już poprzednio Niklas pokazywał mnichowi ale przez te parę dni udało mu się dokończyć dzieło.
- Widzisz jak wyszlifowałem? Panienki nie będą się musiały obawiać, że im tam w piczki drzazgi wejdą! - Zaśmiał się rubasznie i pogładził drewno dłonią. O ile poprzednio było jedynie z grubsza, w pośpiechu obrobione, że było widać ślady dłuta, to teraz było okrągłe i gładkie. Drzazgi rzeczywiście chyba nie groziły przy intensywnym używaniu.
- A tu masz dziurę, taką jak chciałeś. Jak trzeba to mogę ją powiększyć ale zmniejszyć to się już nie da. - Obrócił zabawkę do góry aby pokazać, że ten detal zamówienia też wykonał jak mnich sobie życzył. Otwór sprawiał wrażenie nieco większego niż jaja Oster więc powinny przez niego przejść.
- Ale powiem ci jak masz takie szlachcianki co mają taką chcicę, że muszą mieć takie końskie rozmiary to no cóż… Tylko pogratulować. - Przyznał z pewną dozą zazdrości i podziwu. Rozmiar rzeczywiście był duży. Zwłaszcza gdy drewniana strzykwa była w pełni wysunięta. Gdy była wsunięta to już przypominała większość zabawek jakie Otto widział w lochu Priory czy przy innych okazjach gdy koleżanki zabawiały się ze sobą. Teraz Niklas oddał mu ten przyrząd i pozwolił mu samemu obejrzeć.
Mnich obejrzał narzędzie z każdej strony i kiwnął głową.
- Świetna robota Niklasie. - Otto schował dzieło pacjenta pod habit - Dziś wieczorem się z nimi spotkań i na pewno zaprezentuję i oczywiście wspomnę o tobie jako o artyście tego dzieła. Ciągle nie wiem czy uda mi się w najbliższym czasie stąd wyciągnąć, ale… - mnich uniósł palec zbliżając do mężczyzny zniżając głos do konspiracyjnego - Jedną z tych pań jest Odette von Treskow, Słowik Północy. Okazuje się, że ma upodobanie do osób o "nietuzinkowej" urodzie. - mnich odsłonił zabliźnioną część swej twarzy - Zaproponuje jej, aby odwiedziła ponownie hospicjum oraz autora zabawki, którą dziś pozna. Podoba się pomysł?
Mało urodziwy pacjent aż wytrzeszczył oczy ze zdumienia gdy padło nazwisko sławnej śpiewaczki. Całkiem możliwe, że nigdy jej na oczy nie widział. Pierwszy raz ta zacna i szanowana dama odwiedzała Neus Emskrank i to ledwo od paru dni a on był zamknięty w hospicjum więc nawet nie miał okazji widzieć jej podczas bogobojnego śpiewania psalmów na porannej mszy w ostatni Festag. Ale widać jej sława dotarła i do niego.
- Oh! Ona też?! Oh! Trzeba było powiedzieć! Dla niej zrobiłbym coś specjalnego! Ale eh! No sam zobacz! - Bardzo emocjonalnie wskazał na stery drewna zalegające w drewutni - Mam tu tylko zwykłe drewno do spalenia. I proste narzędzia. Jak ja bym miał jakieś ładne i dobre drewno, jakies prawdziwe narzędzia, farbę to dopiero mógłbym pokazać co potrafię! Albo kość. Z kości też robiłem kiedyś trzonki do noży i pił, kość też się daje rzeźbić. - Jak każdy artysta wydawał się przeżywać, że w tych ubogich warunkach nie może pokazać pełni swoich talentów.
- I powiesz im o mnie? Naprawdę? To powiedz! Sam widzisz co potrafię. Jak mnie stąd wyciagnął to przecież mogę im zrobić mnóstwo takich zabawek. I jakby tu któraś z nich przyszła to oh… - Aż nie śmiał marzyć, że któraś z tych zacnych i bogatych dam mogłaby odwiedzić to szare i ubogie hospicjum. Zwłaszcza po to aby się spotkać z nim. Ale sama myśl wydawała się mile łechtać jego serce.
- Postaram się, nie zawiedź kiedy dojdzie do spotkania, a kto wie jaka nagroda cię jeszcze spotka. - mnich mrugnął porozumiewawczo - Jeszcze raz, dzięki za dar. Zostawię cię z marzeniami, muszę jeszcze przygotować się przed spotkaniem wieczorem.
Przed zborem.
Otto opuścił mieszkanie po powrocie z hospicjum. Habit pozostawił w domu, miał natomiast szatę, którą zamówił specjalnie na zbory. Czekała cierpliwie w worze, który mnich miał przerzucony przez bark.
Miał jeszcze jedną rzecz do załatwienia. Ruszył do sklepu myśliwskiego "Knieja."Był środek dnia więc ulice były pełne przechodniów, ciągniąnych wozów i furmanek. Czasem przejechał jakiś konny kurier albo szlachcic wynosząc się ponad tą miejską mizerię. Ale poza tym mnich bez przeszkód dotarł do jednego z bardziej rozpznawalnych sklepów myśliwskich. Gdy wszedł do środka, podobnie jak w aptece Sigismundusa, drzwi uderzyły o dzwonek, zapowiadając klienta. Za ladą spojrzał na niego jakiś mężczyzna w średnim wieku, odziany w brązowy kaftan. Na półkach widać było zwoje różnych lin, sieci, łuki całe i bez cięciwy. Te przypominały wówczas zwykłe tyczki. Do tego ładne, ozdobne kusze myśliwskie w których lubowali się możni, rohatyny na dziki i niedźwiedzie, oszczepy myśliwskie i podobny sprzęt jakiego używano do polowań i w leśnych ostępach. Gospodarz przywitał się z nim skinieniem głowy i pozdrowieniem Taala. Czekał aż klient powie czego szuka.
Otto skinął sklepikarzowi.
- Chwała Wielkiemu Jeleniowi. Proste pytanie mam, czy posiadacie mapę terenów łowieckich wokół miasta? Mam zamiar udać się z kolegami na małe łowy, ale nie chcemy natrafić na niedźwiedzia czy wilki.
- Nie no coś ty… Nikt nie robi takich map. - Mężczyzna wyglądał na tyle zdziwionego, że chyba aż podejrzewał jakieś drugie dno tego pytania. Więc szybko skupił się na jego drugim członie jaki wydał mu się bardziej zrozumiały. - Jak trzeba coś pomóc w jakims polowaniu to my możemy to zorganizować. Mamy sprawnych myśliwych, przewodników, naganiaczy, psy. Za pewną opłatą jest to jak najbardziej dla nas do zorganizowania. Proszę podać termin, ile osób by było, czy konno czy pieszo, czy na jeden dzień czy więcej. My możemy to zorganizować. - Mężczyzna widać miał żyłke kupiecką bo od razu zwietrzył okazję do zarobku więc zaczął zachwalać swoje usługi jakie sięgały daleko poza sklepowe półki.
- To bardziej prywatna impreza. Chłopaki chcą się popisać przed dziewczynami łowiąc łanie. - mnich westchnął - A wiadomo na jaką kulminację mają nadzieję, więc nikogo ekstra nie będą chcieli zabierać. Jakieś porady chociaż? Których miejsc unikać, aby nie wejść gdzie nie powinni?
- Aha. Taka sprawa. - Tym razem mężczyzna pokiwał głową i zastanowił się dłużej nad pytaniem. Głaskał się przy tym po obfitych bokobrodach i finezyjnie zawiniętych wąsach. - Pewnie jacyś szlachcie co przyjechali na ten odwołany turniej co? - Uśmiechnął się ze zrozumieniem i ciutkę współczująco. - No ale jak nie znają lasu to trudno wytłumaczyć. - Podrapał się po głowie widząc tą sprzeczność. - Na łanie mówisz? No są takie miejsca. Szkoda, że bez przewodników bo to wszystko ułatwia. Dałbym wam jednego czy dwóch, zaprowadziliby was gdzie trzeba i dalej to sobie polujcie. - Od razu powiedział jakie jego zdaniem byłoby najprostsze rozwiązanie tej sprawy. Skoro jednak klient nie był tym zainteresowany to podumał trochę dłużej. - Można zrobić tak. Dam wam jednego przewodnika i on was dzień wcześniej zaprowadzi w dobre miejsce. Będziecie musieli mu zapłacić oczywiście no i mnie za prowizję. Ale pokaże wam gdzie trzeba iść. I wtedy już te twoje paniczyki będą mogły chojraczyć przed dziewojami jacy z nich wielcy myśliwi. No tylko musieliby zapamiętać jak dojść do tego miejsca które wskaże wam nasz człowiek. - Przedstawił alternatywne rozwiązanie, uwzględniające zamówienie klienta i teraz patrzył na niego wyczekująco.
- Brzmi jak plan. - odparł mnich - Terminu jeszcze nie mam, ale jeżeli możemy umówić się na jutro to, pozwolę się zaprowadzić.- Ja tu zwykle jestem. Jak nie to ktoś z moich pracowników. Nazywam się Gerhard, to możesz pytać o mnie. Jutro też może być. Przyjdź to ktoś z moich ludzi zaprowadzi cię w dobre miejsce. To będzie dwadzieścia monet. - Pokiwał głową jakby był gotów przybić taką wstępną umowę.
- Oczywiście o dziękuję. - Otto pokłonił się sklepikarzowi i opuścił przybytek, po czym ruszył na spotkanie z reszty swojej rodziny.
-
Oryginalny autor: Pipboy79
Oryginalny tytuł: Tura 67 - 2519.07.24; bzt; popołudnie
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Nabrzeże Mew, koga “Stara Adele”
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; popołudnie
Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; ziąb (0)Zbór
Znajome wnętrze starej kogi, powoli wypełniało się gwarem ludzkich głosów. W miarę jak przywbywali kolejni kultyści robiło się głośniej i tłoczniej. Pokład jak zwykle kołysał się na falach a spracwane drewno “Starej Adele” skrzypiało. Rozmowy zwykle na chwilę zaierały gdy dało się słyszeć kroki na górze. Najczęściej pojedyncze lub po dwie, trzy osoby. Aby nie wywoływać sensacji to kultyści starali się unikać pojawiania się większymi grupami. To sprawiało, że nieco trwało zanim się uzbierał komplet spiskowej rodziny i można było zacząć spotkanie. Pozwalało też porozmawiać ze sobą nawzajem zanim Starszy zacznie oficjalną część zboru. Można było wymienić się historiami co się komu przydażyło od ostatniego spotkania jakie było prawie tydzień temu w Festag, w ostatnią noc przed skokiem na świątynie Mananna. Wówczas jeszcze nie wiedzieli czy nocna akcja się uda czy nie i Merga Złotooka była z nimi. Teraz rogata wyrocznia przebywała w swoich rodzinnych stronach w Norsce, dokąd zawiozła łupy zrabowane w świątyni.
Pod tym względem obecny zbór był podobny do innych. A jednak widać było parę nowych twarzy lub takich jakie nie zawsze towarzyszyły im w spotkania. Przede wszystkim był Hubert i Fabienne. On oficjalnie był pulchnym, dobrze prosjeprującym kupcem tkaniń i ubrań oraz wspólnikiem Kamili van Zee i Pirory van Dyke w teatrze. Do tego szacowny małżonek i człowiek sukcesu. Nieoficjalnie zatwardziały hedonista jaki chwalił się, że posiada mnóstwo kochanek w całym mieście. Jedną z nich była Fabienne von Manlieb. Bretońska szlachcianka i małżonka jednego z tutejszych morskich kapitanów. Bladolica i czarnowłosa piękność jakiej Herr Manliebowi niejeden szlachcic zazdrościł, potajemnie była w pełni oddana swoim namiętnościom. Ostatnio zaś coraz częściej współpracowała z grupą Starszego, zwłaszcza z dziewczętami goszczącymi u Pirory.
W oko wpadała też piątka gości z Norsci jaka parę dni temu przybyła w okolice miasta mając Egona za przewodnika. O tej wizycie pocztą pantoflową już większość spiskowców zdążyła się dowiedzieć ale na żywo spotykali się po raz pierwszy. A widać było, że Merga wybrała na wsparcie bardzo różnorodnych ludzi. Raisa wygladała jak stara jędza, zielarka czy guślarka. Lars na klasycznego wojownka w kolczudze. Właściwie gdy pozbył się norsmeńskich elementów to mogł wyglądać na najemnika z Imperium czy Kisleva. Bjorn z kolei mógł uchodzić za klasyczny wizerunek barbarzyńcy czy to z Norsci czy imperialnych leśnych ostępów. Jako jedyny z całej grupy nie mówił w reikspiel. Jako tako dało się z nim porozumieć po kislevsku. Zog siedział w kapturze, tak, że nie było widać jego twarzy. Ze swoim kołczanem na plecach mógł uchodzić za przypadkowego myśliwego. Otaczała go aura tajemniczości. Zwłaszcza, że nie odzywał się ani słowem. No i blondwłosa Astrid o wpadającej w oko urodzie. Młoda skald była wesoła i ciekawska nowego dla siebie świata. Jako córka jarla, chciała przeżywać przygody aby wrócić do domu z nowymi sagami.
- Ależ ona piękna! - Astrid dopiero teraz miała okazję zobaczyć alabastrowy posąg Soren jaki parę tygodni temu kultyści wyłowili z rzeki i przywieźli do miasta. Zachwyt Norsmenki był tak samo wielki jak damy z dalekiego południa. Layla też z wypiekami na twarzy oglądała i dotykała poszczególnych elentów wyrzeźbionej grupy. Jej centralną postacią była smukła, piersiasta kobieta o sześciu ramionach i pajęczym ciele. Pomniejsze postacie, często wężowe syreny, zwierzęta, zwierzoludzie, ludzie i potwory były splecione ze sobą w wyuzdanych pozach. Arabska milady pytała o tą ekspresywną rzeźbę zaś Soria uprzejmie jej odpowiadała. Zarówno Layla jak i Astrid były zaskoczone i zachwycone tym jak odkrył, że chociaż pochodzą z różnych skrajów Starego Świata to mają takie same, alabastrwe bransoletki połykające swój ogon. Chociaż skald przyznała, że swoją dostała dopiero parę dni temu od lady Sorii, przy wrakowisku.
Ale nawet oni byli ciekawi kapłanki-szlachcianki z dalekiego południa Starego Kontynentu. Milady Layla siedziała obok Sorii. Ta zaś zapewniała, że mistrz okazał jej zaufanie co do swojej podopiecznej i zgodził się aby mogła tu dzisiaj przyjść. Niestety lady Layla nie mówiła w reikspiel. Co prawda potrafiła się posłużyć językami południowców, i tileańskim i bretońśkim ale w zborze nie wszyscy je znali. Łasica ją wyraźnie adorowała a milady zdawało się sprawiać to przyjemność. Tobias przedstawił się kapłance sam, z dumą prezentując swoją znajomość tileańskiego i bretońskiego. Wydawał się być zafascynowany egzotyczną szlachcianką ale z całkiem innych powodów niż dziewczyna z ferajny.
- No ci dwaj to wyglądają na krzepkich. Dobrze. Już myślałem, że same baby i gryzipiórków będziemy przyjmować. - Silny nachylił się do Egona i z satysfakcją odnotował obecność Larsa i Bjorna. - A jak tam machają toporem? Nadają się do czegoś? - Był ciekaw zdania kamrata o zdolnościach bojowych nowych towarzyszy. Co prawda spotkał ich wczoraj przy Zachodnich Kamieniach ale krótko i tylko w roli przybyszy z północy.
- I jak ci się tam sprawują te dwie dziewuszki z łodzi? Pofolgwałeś już sobie z nimi? Jak one takie do zwierzoludzi chętne to myślisz, że można je zabrać na jutrzejszą zabawę z Gnakiem? - Łasica zagaiła Joachima o Darcy i Marlene. Poznała je w czasie spotkania za miastem jak razem z Burgund, pomogły magowi przemycić je łodzią do miasta. Teraz była ciekawa jego opinii czy warto je brać na jutrzejszą orgię przy Zachodnich Kamieniach.
- Spotkałeś się może z naszą słodką Teo Otto? Coś wiesz co u niej słychać? Przyjdzie dzisiaj do teatru? Wczoraj mówiła, że przyjdzie ale może coś jej się zmieniło. - Fabienne skorzystała z okazji aby swoim aksamitnym, bretońskim akcentem zapytać o poznaną wczoraj cukiernik.
Rozmwy trwały aż od strony dzioby wyszedł Starszy. Stanął na środku ładowni i rozmowy szybko zaczęły cichnąć. On sam zaś rozłożył ręcę jakby chciał objąć ich wszystkich.
- Ah witajcie moje dzieci! Bracia i siostry w wierze! Witajcie! Spójrzcie ilu nas jest! Mężczyźni i kobiety, szlachcianki i plebejusze, silni w mowie i silni w rękach! Wszyscy mamy ten sam cel i tego samego wroga! - Przywitał się i jak zwykle starał się stworzyć rodzinną atmosferę i zaufanie jakie miało spajać tak różnorodne charaktery i preferencje w jeden zbór.
- Otto, może chciałbyś coś dodać? - Mistrz zapytał jednookiego dając mu szansę zabrać głos na początek spotkania. Mnich w końcu sam niedawno go prosił o taką możliwość.
- Przywitajmy się z naszymi gośćmi i sojusznikami z Norsci jakich przysłała nam nasza czcigodna Merga. Egonie opowiesz nam o tym? Czy naszym sojusznikom z północy spodobały się nasze dary? - Starszy zachęcił gladiatora aby coś opowiedzial o swojej krótkiej wizycie na północnym cyplu Starego Świata. Pytanie było oczywiste, zwłaszcza dla tych co razem z nim, brali udział w nocnym skoku na świątynię. Byli ciekawi jaki efekt to przyniosło w Norsce. Z tego co Egon pamiętał to te wszystkie ozdobne precjoza pomogły rogatej wyroczni zrobić dobre wrażenie na jarlu i jego wojownikach. Zapewne jakoś się to przyczyniło, że ta grupka ochotników zgodziła się spełnić prośbę Mergi i popłynąć wraz z nim do miasta południowców.
- I przywitajmy też naszego gościa z dalekiego, gorącego południa. Milady Laylo, prosimy. - Młoda, smukła kobieta odziana w dziwną szatę wstała a wraz z nią lady Soria. Obie wyszły i stanęły obok Starszego.
- Moja corka nie zna reikspiel więc pozwólcie, że będę wam pośredniczyć. - Wężowa syrena odezwała się swoim kojącym głosem. Opiekuńczo położyła dłonie na ramionach kapłanki i zaczęła swoją opowieść. - Lady Layla jest szlachcianką i kapłanką bogini Manasy. W gęstych, parnych dżunglach południa to patronka węży, płodności, przyjemności i sztuki. Dawniej Manasa żyła wśród nich i co jakiś czas wracała do swoich wyznawców. Świętym zwierzęciem i tej bogini i jednym z jej symboli jest wąż. Lub połączenie węża i pięknej kobiety. - To mówiąc lady Soria lekko uniosła wisiorek Layli jaki właśnie przedstawiał taki symbol. - Jak się już pewnie domyślacie, Manasa to jedno z moich imion jakich używałam w przeszłości na dalekim południu. A Layla jest moją kapłanką. I wyczuwam, że ma w sobie domieszkę mojej krwi. Przypłynęła tu słysząc odległy zew mojej Matki. Zapewne z powodu naszeg pokrewieństwa i oddania, jest na ten zew czulsza. Zresztą ziemskie odległości dla bogów i demonów nie są takie same jak dla śmiertelników. Niezmiernie cieszy mnie, że mnie odnalazła i od teraz będzie razem z nami, działać ku chwale mojej matki i pozostałych Sióstr. - Wężowa milady skończyła przedstawiać swoją kapłankę. I obie wydawały się promienieć szczęściem z powodu spotkania. Zaś tubylcom dawało pewne pojęcie kim jest Soria. Widać było po ciszy jaka zapadła a potem szmerze rozmów, że zrobiło to wrażenie na pozostałych kultystach. Niby już wszyscy wiedzieli, że córka Soren nie jest zwykłą śmiertelniczką, że potrafi się zmieniać w potężną syrenę i bez wyraźnego wysiłku zdbyła sobie serca i uda tutejszych kultystek ale jednak ten element był nowy. To, że jakieś odległe ludy od dawna czciły ją jak boginię a nawet miała swoich kapłanki. Soria pozwoliła przebrzmieć pierwszym rozmowom nim się znów odezwała.
- Bardzo chciałam podziękować Egonowi, Larsowi i Łasicy, że odnaleźli i przyprowadzili do mnie moją córkę. - Obdarzyła wspomnianą trójkę ciepłym uśmiechem. A widać było, że łotrzyca i korsarz rozpromienili się na tą publiczną pochwałę z ust tak wyjątkowej milady. - Na razie Layla zostanie ze mną u Pirory. Zapewne będzie udawać szlachciankę i kapłankę z dalekich stron bo po urodzie widać, że niezbyt by mogła wtopić się w tłum a do tego nie zna tutejszego języka. Ale jeśli ktoś ma jakieś sugestie jakie by pomogły wdrożyć się w jej w nowe miejsce to niech mówi śmiało. - Ostatni raz milady położyła dłonie na ramionach swojej podopicznej i wymieniły się uśmiechami. Po czym arabska milady wróciła na swoje miejsce a Soria jeszcze została przy starszym.
- Jak już tu jestem to skorzystam z okazji aby zarekomendować lady Odette von Treskow do naszej małej rodziny. - Zaczęła nowy temat. Widać było, że chyba wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Trudno było przegapić występ Slowika Północy na ostatniej porannej mszy w Festag lub jej uczestnictwo w “psalmach żałobnych” jakie odbyły się w lochu przyjemności Pirory. Soria pozwoliła im na tą chwilę namysłu nim pociągnęła sprawę dalej. - Nasza miodowłosa milady jest bardzo oddana sprawie Wężowego Księcia. Lub jakby powiedzieli nasi bogobojny sąsiedzi “zepsuta do szpiku kości”. - Powiedziała to z uśmiechem i przez stoły przeleciała fala rubasznego śmiechu. - W końcu aż przebiera nóżkami aby wziąć udział na jutrzejszym spotkaniu z Gnakiem i to, że będzie nie tylko on ale całe stado kopytnych tylko ją podnieca a nie przeraża. Jest bardzo znudzona tymi wszystkimi amantami i adoracją dlatego chętnie spróbuje czegoś nowego. Jak choćby orgii ze zwierzoludźmi lub podnie zakzanych zabaw. I niczego nie ujmując Priorze i jej gościnie to myślę, że takie rozkosze to von Treskow ma i u siebie w Wolfenburgu i gdzie tylko będzie gościć na dłużej. Do nas przyjechała aby skorzystać z takiego plugastwa jakiego jeszcze nie miała okazji posmakować. I to także wola mojej matki. To jej obiecała w snach, mówiąc, że wyda z siebie niezwykły owoc. Oczywiście nie chodzi o potomka spłodzonego ze zwykłym człowiekiem bo to milady może sobie zorganizować sama, w dowolnym momencie i wcale nie musiałaby tutaj przyjeżdżać. Co więcej dała do zrozumienia, że jeśli spełnimy jej zachcianki i pragnienia to pośle odpowiedni list do Wolfenburga aby zaprosić parę swoich koleżanek. No i chyba nie muszę wspominać co poza naszymi progami oznacza nazwisko Słowika Północy. Sami chyba widzieliście jak wszyscy kłaniają jej się w pas a drzwi stoją przed nią otworem. Jakby kogoś nie interesowały cielesne przyjemności to proszę aby spojrzał na to z tej perspektywy. Odette byłaby dla nas cennym nabytkiem a i tak już jest wśród nas prawie jedną nogą. Ale mistrz prosił mnie abyśmy to omówili wspólnie. - Lady Soria mówiła czystym, mocnym, pewnym siebie głosem. Biła od niej charyzma jak u dowódcy polowego, zawodowego agitatora czy kapłana. Mimo to na koniec zwróciła się do zamaskowanego Starszego z szacunkiem, dając znać, że jest gotowa oddać to pod dyskusję reszty spiskowej rodziny.
- Podobnie wygląda sprawa Kamili van Zee. - Uśmiechnęła się i dała chwilę zebranym na mentalnie przeskoczenie do postaci ciemnoskórej córki kapitana portu co miała reputację jednej z dwóch najlepszych partii do zamążpójścia w mieście i okolicy. - Nasza słodka Kamilka jest bardzo urocza i pełna artystycznej pasji. Zdradza też ogromne oddanie namiętności i nam. Pewnie chociaż część z nas widziała jak w ostatni Festag nawet obecność Lilly i Dorny jej nie przeszkadzała. I jakoś do Pirory do tej pory nie zastukała wściekła straż ani kapłani. A przecież Kamila doskonale wiedziała gdzie odbyła się ta plugawa orgia. - Uśmiechnęła się półgębkiem i znów jej się udało rozbawić publiczność. Zwłaszcza, że spora część faktycznie prawie tydzień temu uczestniczyła po mszy w tej zabawie i sami mieli okazję poznać się z dorodną córką kapitana portu osobiście.
- Kamila to jest zadurzona w tobie po uszy i dlatego jest taka potulna! - Zawołała ze swojego miejsca Łasica co wywołało salwę rubasznego śmiechu.
- Taki urok osbisty. - Uwaga rozbawiła wężową milady ale ograniczyła się do skromnego uśmiechu. - Dziś wieczorem Kamila będzie w teatrze. Oczywiste bo przecież to ona jest główną gospodynią Odette i patronką teatru. Ale po próbie zostanie z nami na zapleczu. I zastanawiam się czy nie zaprosić jej na jutrzejsze zabawy z Gnakiem. - Popatrzyła na zebranych jak się odnoszą do tego pmysłu. - Wiem, że poprzednio chociaż pojechała z nami do leśnego domu Rose to o samej orgii nic jej nie mówiłyśmy. Ale to było jeszcze przed tą zabawą u Pirory z Lilly i Dorną. Teraz jednak jak przeszła tą próbę pomyślnie myślę, aby zbaczyć jak zareaguje jutro. Oczywiście można też nadal jej nic nie mówić i jeszcze trochę z tym poczekać jest jakieś ryzyko, że orgia ze stadem zwierzoludzi to mogłoby być dla niej zbyt wiele. Ale też spore szansę, że zachowa milczenie nawet jeśli jej się by nie spodobało. A kto wie? Jak jest taka ciekawska i namiętna to może jej się spodoba? - O tym czy dziś wieczorem zaprosić córkę kapitana portu na jutrzejsze spotkanie z Gnakiem milady też wolała to omówić z resztą zboru.
- Fizycznie to nam niewiele może zrobić. Będzie sama a nas wielu. I jeszcze zwierzoludzie. Ale nie wiadomo co potem. Jak jej się spodoba to świetnie, będzie z nami na całego. I lubię ją chędożyć. No ale jak nie to może się wygadać ojcu albo kapłanom. Chociaż boja wiem… Ona chyba jest w tobie zadurzona na całego… - Łasica sama się wahała jak postąpić. Wydawała się prawie pewna, że zdołają nakłonić van Zee do współpracy i zysk byłby wówczas ogromny. W końcu była córką jednej z najważniejszych rodzin w mieście jaką porównywano z równie zacną Froyą van Hansen. Ale tez do końca być pewnym nie można było jakby zareagowała na orgię ze zwierzoludźmi. Czy Soria i koleżanki miałyby na nią aż taki wpływ aby ją skłonić do milczenia.
- Ja jej mogę zrobić ziółka. Nic nie będzie pamiętać albo jako jakieś majaki. - Ze swojego miejsca zaskrzeczała cicha dotąd wiedźma. - Mogę jej też zrobić ziółka gorącej miłości. To na zachętę. Zwiększa chcicę i szanse, że uda niewieście zrobią się bardziej gościnne. - Raisa doddała swoim chropawym glosem jaki mocno kontrastował z przyjemnym dla ucha, jedwabnym głosem Sorii.
- Ciekawy pomysł Raiso. Weźmy go pod uwagę. No ale jestem ciekawa waszych opinii bo przecież wszystkich nas to dotyczy. - Syrena dokończyła swoją wypowiedź i wydawała się być zainteresowana pomysłem starej jędzy. Poczekała aż dyskusja się rozwinie o jej dwóch młodych i ponętnych kandydatkach na dołączenie do zboru i dopiero jak się z tym uporali to usiadła. Zaś jej miejsce zajęła właśnie Raisa.
- Witajcie. Jestem Raisa. Znam się na ziołach i miksturach. Oraz co nieco na Mocy. - Zgarbiona starucha wyszła na środek i stanęła obok Starszego. Wyglądała jak stereotyp wiedźmy i guślarki. Jak kupa ruchomych gałganów o skrzeczącym głosie i chropawych dłoniach które trzymały kostur jaki wydawał się być zgniłym próchnem.
- Przyznam, że Merga skusiła mnie możliwością obcowania ze śladami Czterech Sióstr. Zwłaszcza czcigodnej Oster. - Skłoniła się lekko gdy wspomniała o swojej patronce. - Mówiła mi o dziedzictwie jakie nam zostawiła. W postaci jaj, czerwi i much. To wielki zaszczyt móc obcować z tak błogosławionym dziedzictwem jakie wyszło spod ręki najswpanialeszej z Sióstr. - Zaczęła przedstawiać z czym przyszła ale jak nazwała Oster “najwsapnialszą z Sióstr” to ze stołów podniósł się protestujący pomrkuk. Nie wszyscy tutaj byli zwolennikami akurat tej Siostry a większość miała już wybraną swoją patronkę.
- Spokojnie moje dzieci, dajcie się wypowiedzieć naszej siostrze. A ciebie Raiso bym prosił o ostrożniejsze formułowanie słów. - Starszy interweniował starając się przywrócić spokój. Miał na tyle duży autrytet, że po chwili pomruki umilkły i starucha mogła kontynuować dalej.
- Czcigodna Merga dała mi kilka strzykw z jajami. I po drodze tutaj zasiałam pierwsze trzy nosicielki. Tu chciałam podziękować Egonowi i moim towarzyszom, że pomogli mi zdobyć te trzy wieśniaczki i zasiać je. - Zaczęła opowiadać jak sama zabrała się za szerzenie błogosławieństwa swojej patronki. Nie zapomniała jednak podziekować swoim towarzyszom ktorzy jej to umożliwili. Nawet dla Astrid nie zrobiła wyjątku.
- Pierwsza z nich, Kethe, ta blondynka, już dzisiaj wydała swój pierwszy miot. Zdążyłam je odebrać zanim tutaj przyszłam. Dziesięć czerwi, tych małych. Sądzać po wylinkach, pozostałe dwie też będą rodzić wkrótce i będą mieć te małe. Obecnie są w aptece Sigismundusa i zostawiłam je pod opieką Dorny. To bardzo pracowita i miła dziewczyna, ma doświadczenie w tych porodach, też jest nosicielką. Jak tam byłam to miałam okazję zajrzeć w notatki Sigismundusa. Za mało czasu aby je całe przeczytać ale widziałam je. I widziałam hodowle. I jaja, i czerwie, kokony i dorosłe muchy! To takie piękne! Będę musiała pogratulować Sigismundusowi za wysiłek i serce jaki włożył w tą hodowlę! - Na koniec wzruszyła się ze szczęścia. Widać było, że aptekarz zrobił na niej pozytywne wrażenie nawet jeśli jeszcze się nie spotkali. Bo póki mówiła o samej hodowli to mówiła rzeczowo jak hodowca o detalach hodowli. Temat w zborze był kontrowesyjny więc reakcje na twarzach były różne od obrzydzenia i zniechęcenia po fascynację i ciepłe uśmiechy.
- Jednak coś mnie zaskoczyło. - Przyznała wiedźma po chwili zwłoki. Popatrzyła wprost na bretońską milady jaka siedziała pomiędzy Hubertem a swoimi koleżankami. - To, że ta pseudociąża jest taka przyjemna. - mówiąc to nie spuszczała wzroku z czarnowłosej żony tutejszego morskiego kapitana. Ta poczuła się wywołana do odpowiedzi bo wstała ale mowiła ze swojego miejsca.
- Bo to jest bardzo przyjemne. Przez pierwsze parę dni nic nie czułam. Nic się nie działo. Myślałam, że się nie przyjęło. Ale od paru dni… - Bladolica popatrzyła po towarzyszach siedzących przy ciasno ustawionych stołach. Matczynym ruchem położyła dłoń na swoj płaski brzuch okryty drogą, czerwoną suknią. - Od paru dni je czuję. Tam w środku. I to jest bardzo przyjemne uczucie. Podniecające. Jakbym cały czas miała tam w sobie kochanka. Naprawdę polecam i gdyby była okazja to ja chętnie przyjmę jeszcze tego daru. - Obdarzyła otoczene ciepłym, życzliwym uśmiechem po czym znów usiadła na swoim miejscu.
- No właśnie. To trochę dziwne. Że to takie przyjemne. - Wiedźma miała minę jakby biła się z myślami. - To niepodobne do darów Oster i Ojczulka. Zwykle jest to wieczny proces rozkładu i narodzin, entropii jaka zagłusza ból i cierpienie. A nie mokre żądzę. - Starucha powiedziała co ją dziwi w tej materii. - Pytałam o to tych trzech dziewek. Nie mówiły, żeby coś je bolało. Może, że łaskocze albo swędzi. Ale mogły się nie chcieć przyznać jeśli by odczuwały przyjemność jaka u was uchodzi za grzeszną. No nic, tą Kethe zasieję znów jak stąd wrócę a jak pozostałe urodziły to też. - Wydawała się być nieco niepocieszona, że bretońska szlachcianka odczuwa tyle przyjemności z tego zasiania.
- Być może… Być może wpływ Soren w to dziedzictwo Oster jest większy niż początkowo sądziliśmy. - Wyznała po chwili walki samej z sobą jakby trudno jej było przełknąć, że któraś z pozostałych Sióstr mogłaby dorównać jej patronce. - Ale to może działać na naszą korzyść. Jeśli to noszenie w sobie czerwi jest takie przyjemne to być może wystarczy zasiać jakąś dziewkę raz. I potem sama będzie chciała jeszcze. A jak będzie chciała to jest większa szansa, że nie będzie paplać dokoła, że rodzi robaki. - Ostatnie wypowiedziała z szyderczym uśmiechem jakby kpiła z ostrożności tubylców jakie zdradzali w tej materii. Widać było, że jej pomysł wydał się kultystom mocno kontrowesyjny.
- Ale Raiso, jeśli którejś w parę dni zacznie rosnąć brzuch to się to rzuca w oczy i trudno to ukryć. Tak samo jak to, że po porodzie będzie znów płaska. I jednak może się komuś popłakać, że wychodzą z niej jakieś robale. - Łasica jak zwykle okazywała się najwiekszą przeciwniczką rozsiewania dziedzictwa Oster.
- O czym ty mówisz dziewczyno? Wiesz nad czym pracujemy? Wiesz jak potężne istoty planujemy przyzwać? Gwarantuje ci, że przyzwanie nawet jednej Siostry na ten świat nie przejdzie niezauważone. To cóż to jest parę wypełnionych czerwiami brzuchów przy tym? A czasu jest coraz mniej. Przecież jak te larwy wyjdą z łona to dopiero pierwszy krok. Jeszcze muszą zawinąć się w kokony, dojrzeć i dopiero wyjdą z nich dorosłe muchy. A one też jeszcze mocy nabierają przez kilka kolejnych dni. Całość od zasiania do dorosłej muchy to dwa, trzy tygodnie. Zobacz sobie w kalendarz kiedy będzie ten bal na jakim chcecie wypuścić te dzieci Oster. - Raisa mówiła pewnym siebie, skrzeczącym głosem, niczym belfer do niezbyt bystrego ucznia. Dało się wyczuć w niej desperację i świadomość uciekającego czasu. - Dlatego musimy zasiewać każdą dziurę tyloma jajami ile się da. - Rzuciła na koniec odchodząc z powrotem na swoją ławę. Przez chwilę trwała dysksuja o tym nowym spojrzeniu na hodowlę zapoczątkowaną przez Sigismundusa i Strupasa. Do tej pory stawiali na ostrożność i to okazało się skuteczne. Już parę miotów wyszło na świat i mieli tak kokony jak i dorosłe muchy. A jednak kolejne dni uciekały i chociaż nadal nie było wiadomo kiedy ten bal dla możnych tego miasta się odbędzie to przewidywano, że pewnie jak się żałoba po matce-księżnej skończy. Czyli przełom obecnego i następnego miesiąca albo niewiele poźniej. Chyba, żeby z Wolfenburga przyszło zarządzenie o przedłużeniu żałoby lub ktoś z lokalnych władz świeckich czy kościelnych chciał się wykazać gorliwością wobec stolicy.
- No to teraz może ty Lilly, Chodź i pochwal się wieściami z jaskini. - Starszy po chwili milczenia zaprosił do siebie. Liliowłosa mutanka wstała i w długiej sukni wyglądała jak zwykła dziewczyna. Wydawała się speszona tym, że ma przemawiać do wszystkich ale gdy przechodziła obok łotrzycy ta na zachętę mocno trzepnęła ją w zgrabny tyłek. To spowodowało śmiechy i u mutantki i w towarzystwie. Chociaż Tobias i Raisa nie wydawali się być rozbawieni. Ale wieści byli ciekawi wszyscy. Wiedzieli, że na początu tygodnia Lilly poszła do swojej rodzimej jaskini odmieńców i miała ich poprosić o pomoc dla obu nurglitów jacy chcieli przebudować jaskinię Oster pod hodowlę much. Ale nikt nie wiedział co z tego wszystkiego wyszło.
- Więc ja… ee… byłam w naszej jaskini… I… ee… rozmawiałam z Kopfem… - Liliowłosa zaczęła mówić ale wyraźnie się jąkała i nie była przyzwyczajona do publicznych wystąpień. Mistrz kiwaniem swojej maski, zachęcił ją, że dobrze jej idzie i aby mówiła dalej. - No i… Kopf zgodził się. Wysłał swoich ludzi do jaskini. I Strupas nas zaprowadził. I tam budowali klatki i pomieszczenia w tej jaskini aby było gdzie muchy trzymać. I nosicielki. Bo na razie mają tylko dwie, Loszkę i tą z traktu. Z jedzeniem jest problem. Mają mało jedzenia. Sigismundus prosił aby coś im wysłać. Może być łodzią bo tam do jaskini da się wpłynąć od morza. Tylko nie wiem czy od strony morza będzie ją tak łatwo znaleźć. Aha i Loszka i ta druga wydały miot jaki Sigismundus im zasiał jeszcze w mieście. Ale powiedział, że teraz jak nie muszą się obawiać, że ktoś ich zobaczy to zamierza je zasiać do pełna. Aha no i, że pozdrawia i ma nadzieję, że u nas wszystko dobrze. - Skończyła przekazywać wieści od dwóch nurglitów i swoich jaskiniowych współplemieńców. Rozglądała się jeszcze chwilę nerwowo kręcąc palcami o siebie jakby myślała jeszcze nad czymś.
- I ja pomyślałam, że ja też mogę dać się zasiać. I mogę przyjąć te jądra Oster jeśli trzeba. - Wyznała cichym i znów nieco speszonym głosem. Starszy do niej podszedł i objął ją po ojcowsku.
- Byłaś bardzo dzielna Lilly. I tam i tutaj. - Chciał jej dodać otuchy i pomogło. Dziewczyna spojrzała na niego z wdzięcznością i zaczęła wracać na swoje miejsce.
- Ano właśnie, skoro o tym mówimy. - Widząc to Lars wstał i rozejrzał się po siedzących. - My z Egonem zaczęliśmy kręcić taki jeden interes. - Wskazał na siebie i gladiatora z jakim przypłynął z Norsci. - Skaptowaliśmy już jednych zabijaków, teraz jak gadaliśmy z lady Laylą to poznaliśmy pewnego obiecującego kupca. No ale dalej potrzebujemy statku i załogi aby rozwinąć skrzydła. Więc jak ktoś, coś by znał w tej sprawie to dajcie znać. - Korsarz zaczął mówić o interesie jaki krok po kroku rozwijał się odkąd parę dni temu Widłobrody wysadził ich na imperialnej plaży. Teraz gdy prawie cały zbór był na miejscu, była okazja wspomnieć o tym w szerszym gronie. Popatrzył na swojego wspólnika czy ten też chce rozwinąć ten temat. Zanim jednak Egon się odezwał do góry wystrzeliła Łasica.
- A właśnie! - Zawołała zwracając na siebie uwagę reszty. - Parę dni temu spotkałam taką, jedną dziewoję co się nieprzyzwoicie gapiła na posąg syreny w takiej jednej fontannie. - Zaczęła z łobuzerskim błyskiem w oku. - Poszłam za nią bo to Starszy mi ją naraił przez sny. A wiecie kto przemawia przez sny. - Wsazała na zamaskowanego mistrza ceremonii a ten dstojnie skinął głową potwierdzając niemo jej słowa. - No i poszłam za nią i dobrze. Bo w łeb dostała od jakiejś krzepkiej dziewoi w spodniach. Ta ją zaciągnęła do pustej kamienicy i zaczęła wypytywać o jakąś niebieską milady co przybyła do miasta. I się interesuje snami. No ale ta najemniczka to chyba straciła jej trop w mieście i nie była pewna czy ta niebieska wsiadła na statek i odpłynęła czy dalej jest w mieście. A tej w spodniach nie widziałam wyraźnie bo nie chciałam aby mnie zobaczyła. Ale chyba to nikt z miasta. Zresztą jak przybyła do miasta za tą niebieską to raczej nie jest z tutejszych łapsów. A o tej niebieskiej to w ogóle nie mam pojęcia kto to może być. - Łotrzyca swoim swobodnym i nieco chaotycznym tonem, opowiedziała spiskowej rodzinie swoją przygodę sprzed paru dni.
- Aha i jeszcze co do dzisiejszego wypadu do teatru! - Zawołała jakby się jej przypomniało w ostatniej chwili. - No niestety to oificjalne spotkanie dla towarzystwa. Więc od nas to chyba tylko Hubert, Fabienne, Soria i Priora będą mogły tam wejść głównym wejściem razem z resztą elity. A nas tam oficjalnie nie będzie. Dlatego przychodźcie pojedynczo i od kuchni. Ja albo Burgund będziemy tam czatować i wam otworzymy. Zabawa będzie jak już nudziarze się zmyją po koncercie i wtedy się zabawimy na zapleczu. Ale póki będzie próba to trzeba być cicho aby nie przyszedł ktoś węszyć. - W ostatniej chwili jeszcze podała parę organizacyjnych szczegółów co do spotkania w teatrze jakie miało się odbyć po zmroku. To nie był teren w pełni kontrolowany przez kultystów jak prywatny loch Pirory więc musieli zachować środki ostrożności ze względu na obecność osób spoza kultu.
-
Oryginalny autor: Santorine
Egon na zbór wszedł spokojnym krokiem, jako że nie był to jego pierwszy raz. Nowe-stare obyczaje - na zborze bywał regularnie przed jego podróżą do Norsci, teraz zaś, cóż, wypadało przywitać się ze starymi towarzyszami broni (mniej lub bardziej metaforycznej) raz jeszcze.
Na pytanie Silnego co do Larsa i Bjorna, odparł:
– Nadadzą się – rzekł zdawkowo. – Zdaje mi się, że my tu więcej wyćwiki mieliśmy podczas naszych bitek, ale tamci zdają się mieć dużo potencjału… Tak myślę.
- To dobrze. Przyda nam się. W końcu będziemy musieli pójść w las i poszukać tego kamienia Norry. No ta Annika ma niby nas tam zaprowadzić ale powiem ci Egon, kiepsko to widzę. No jest u tej Bretonki to raz a dwa to jak ma ten napad to zrywa się i leci. Nic dziwnego, że ją zawsze na bramie straż łapie. Jak znów będzie miała ten napad to pewnie znów ją tam złapią. Kiepsko to widzę. Albo trzeba coś wymyślić jak to obejść aby ona nas zaprowadziła do tego kamienia albo samemu go jakoś znaleźć. Sam zobacz. Te ladacznice mają już swój ołtarz, gryzipiórki chociaż wiedzą, że coś tam jest w Akademii i na Diabelskich Bagnach a my tyle, że gdzieś w lesie ma być jakiś kamień. Kiepsko to widzę. - Łysy mięśniak mimo, że krzepki i o wyglądzie ulicznego zbira, teraz wydawał się być rozgoryczony, że zostają w tyle za innymi frakcjami. Teoretycznie Annika miała być kluczem jaki doprowadzi ich do ołtarza Norry czy czegoś podobnego. Ale jej nieobliczalne napady dzikiego pędy wywołanego przez sny od jej patronki były trudne do przewidzenia i kontrolowania. A przez to ostatnio zwykle kończyły się na szarpaninie ze strażnikami przy bramie. Zapewne brali ją za jakąś złodziejkę czy uciekinierkę więc nic dziwnego, że ją starali się zatrzymać.
Egon, słysząc słowa Silnego, pokręcił głową.
– Rzeczesz o sprawach, o których nie wiedziałem niczego – rzekł Egon do Silnego. – Jakie napady ma?
- No tak na co dzień to wydaje się normalna. Raz Otto z nią przyszedł. Taka lebiega, wątła jakaś. Do ladacznic mi bardziej pasuje niż do nas. Choćby Norma. Ta to krzepka była, od razu było widać. I topory miała i kolczugę… No od razu widać było, że wojowniczka. - Silny westchnął z pewnym sentymentem wspominając norsmeńską wilczycę. Ale na razie została z Mergą w jej północnej ojczyźnie.
- No a ta Annika to taka chuda. I u tej Bretonki teraz siedzi. Wzięła ja wykupiła z hospicjum i przyjęła na służbę. Otto tak z nią załatwił. - Wskazał na bretońską szlachciankę co pare kroków dalej, rozmawiała z innymi kultystami. - Ale na początku tygodnia Otto przyszedł z nią i poszliśmy obić mordy takim jednym frajerom co myśleli, że są cwani i twardzi. - Łysol uśmiechnął się z zadowoleniem. - No nie powiem. Może chuda ale nieźle stawała. Tylko, że i po mordzie nieco za dużo zgarnęła to na koniec kiepsko wygladała. No ale dobra, hart ma. - Przyznał niechętnie jakby nie przepadał za tą co miała być kluczniczką i drogą prowadzacą do kamienia Norry.
- No ale ona, ta Annika, ma jakieś sny. Co jakiś czas. Żadna sprawa. Prawie każdy z nas ma jakieś. Co chwila ktoś po zborze idzie do Starszego aby wyjaśnić te sny. - Łysol na razie jeszcze nie okazywał zdziewienia jakby dziwne sny były w kulcie powszechne. - No ale chyba tylko ona dostaje jakiegoś napadu po tych snach. Zrywa się i leci. Na oślep, w ogole nie patrzy na nic. Te ladacznice opowiadały jak ostatnio się zerwała i wybiegła na ulice w samej nocnej koszuli. No powiem ci, że to nawet chciałbym zobaczyć. Bo na ladacznicę by się nadawała, jest za co złapać z przodu i z tyłu he he. - Zaśmiał się chrapliwie i widać było, że gdyby owa Annika była spod wężowego wezwania to sprawa byłaby dla niego o wiele bardziej zrozumiała i czytelna.
- No ale chodzi o to, że się zrywa i leci. Jak ktoś ją próbuje złapać czy zatrzymać to się wyrywa i leci dalej. Podobno ostatnio przeleciała w tym swoim gieźle przez całe miasto i dopiero strażnicy przy bramie ją złapali. A tak się z nimi szarpała, że jak ta Bretonka w końcu ją odnalzała to musiała sypnąć strażnikom z sakwy aby przymknęli oko i nie zamknęli jej służki w wieży. Pytałem o to Starszego i mówił, że Annika jest podatna na zew Sióstr, zapewne Norry. I aby nie zwracać uwagi na jej wątłe ciało bo jeśli jest wybranką Norry to nam się z tym nie kłócić. Bo ja wiem… Może i tak… Ale jak dla mnie to aby mocno przywalić to trzeba mieć parę w łapach. No już jakby ta Norma była wybranką no to bym jakoś zrzumiał ale ta czarnula? - Widać było, że przez słowa Silnego przebija się gorycz i ma trudność z zaakceptowaniem owej służki lady Fabienne jako przewodnika do krwawego kamienia.
- Zresztą może Starszy ma racię? On dużo rzeczy wie. I zna się na snach. Może faktycznie jak ta witka tak leci na oślep to w końcu doleci do tego kamienia? Może. Ale jak tak będzie ganiać bez sensu po mieście to zawsze ją strażnicy będą łapać. Najpóźniej ci przy bramie. Więc ja prosty chłopak jestem ale dla mnie to trochę bez sensu. A ich tam zawsze paru jest to zawsze ją złapią i dadzą pałą przez łeb aby nie wierzgała. - Pokręcił łysą głową na znak, że kiepsko widzi aby w tych realiach Annika dobiegła gdzieś dalej niż do bram miasta. Egon wiedział, że faktycznie tam na poziomie ulicy to zwykle było przynajmniej z pół tuzina strażników. A jak liczyć wyższe poziomy i najbliższe odcinki murów to jeszcze więcej. Samotna osoba, bez broni, miała mizerne szanse aby im sprostać więc nic dziwnego, że potrafili przechwycić i spacyfikować Annikę. Zwłaszcza jak ta była w jakimś amoku.
– Nie znam ścieżek Pana Czaszek – wyznał Egon. – Ale jeśli w dziewce jest prawdziwa furia i jest podatniejsza na jego sny, może być i tak, że wolą jego jest, żeby nas poprowadziła.Tu gladiator skrzywił się nieco. Podzielał pogląd Silnego, że lepiej by było, gdyby do bitwy prowadził ich kompetentny wojownik, nie zaś dziewka, co, wedle opowieści Silnego, zdała się mieć rozum na poły skrzywiony. Jednak - imaginował Egon - może przez to, że rozum zwichrowała, widziała świat inaczej, prawdziwiej i właśnie dlatego była w stanie usłyszeć zew?
– Gadaliście, że się zrywa i leci przez całe miasto aż do bramy – rzekł Egon. – A jeśli by pozwolić jej na próbę śnić poza miastem, wziąć ją do wsi Strupasa albo też pozwolić jej poswawolić z Gnakiem, tak, by mury Neues Emskrank nie były dla niej przeszkodą?
Tu nachylił się do Silnego i rzekł nieco ściszonym głosem:
– Cóż nas obchodzi, czy dziewka albo nie? Jak dla mnie, mógłby być każdy, byle do kamienia doprowadził. Przecie przewidzieć nie możesz, cóż tam ona se we łbie roi. A co jeśli… Na próbę pozwolimy jej nocować poza miastem? Zbierzemy paru ludzi, pozwolimy zasnąć, może i miksturę na sen Starszego damy. Co, jeśli pozwolimy jej biec, a? Może i nas poprowadzi w jakieś miejsce?
Egon co prawda wątpił, żeby dziewka o zwichrowanym rozumie mogła zrobić cokolwiek, jednak od czasu poznania Mergi, jej wyroczni i magii nie był już taki pewien, czy wizje i proroctwa całkiem były bez sensu.
– Trza na próbę dać dziewce iść za miasto – rzekł jeszcze gladiator. – Tedy się dowiemy na pewno.
- Po prawdzie to masz rację. Mnie to obojętne kto by nas doprowadził do tego kamienia, byle doprowadził. Dlatego myślałem o tych zwierzoludziach co nasze ladacznice się z nimi pokładają. Nie chciałem tam z nimi jutro jechać do tych kamieni ale może trzeba? Ten kamień ma być gdzieś w lesie. Kto zna lepiej las niż te kozie syny? Co prawda nie mówią po naszemu ale zdaje się, że Lilly i Soria umieją. A sam widzisz, że kózka wróciła do domu. - Łysy mięśniak pokręcił swoją głową w różne strony zanim się odezwał. Ostatecznie chociaż ta Annika widocznie nie spełniała jego wyobrażeń o wojowniku za jakim można by podążać w bój to był gotów i ją przełknąć gdyby doprowadziła ich do artefaktu Norry. Nawet na jutrzejszą orgię był gotów się wybrać chociaż z całkiem innych powodów niż większość koleżanek.
- Może i jak tak leci na oślep to i gdzieś doleci… Kto wie? Wtedy jak Otto ją przyprowadził to wyglądała normalnie. Nie gadała jak pomylona. Ale kto ją tam wie? Przecież za coś ją do tego hospicjum wsadzili nie? - Wydawał się mieć mieszane uczucia co do zachowania czarnowłosej. W końcu i na to machnął swoją sękatą ręką.
- No ale teraz Annika jest na służbie u Fabienne. Więc to z milady by trzeba gadać czy ją wypożyczy czy coś. Ja tam mogę ja zabrać do lasu. I zobaczymy. Nie wiadomo czy będzie miała ten swój nawiedzony sen to moze trzeba by parę nocy w lesie spędzić. - Zadumał się nad pomysłem kolegi ale ogólnie wydawał mu się sensowny.
-
Oryginalny autor: Santorine
Na pytanie Starszego co do bandy, którą przywiódł z Norsci, Egon odparł rzeczowo i z żołnierskim zacięciem:
– Lars, Raisa, Astrid, Zog i Bjorn – wyliczył gladiator. – Nasze dary spodobały się ludziom północy, a jakże. Zda mi się, że jeśli dokażemy tu więcej i będzie to ku ich profitowi, być może nawet i hojniej zechcą podzielić się swą armią, acz to przyszłość przecież. Obrotni są i bitni, Raisa zna magię, zaś Lars ma smykałkę do interesów… Tak, tam, na północy jest miejsce, które jest z dala od niegodnych bogów starego świata, Norsmeni wiedzą, jak się czci prawdziwą siłę.
Tu Egon zrobił pauzę, zbierał bowiem swe myśli przez chwilę. Kontakt ze Starszym był tym, czego potrzebował tu i teraz.
– Mus mi rzec tu o ostatnich sprawach, takich jak jaja Oster i o mej ostatniej wyprawie na kurhan, choć pewnie o tym ostatnim już co nieco było słychać – zagaił wojownik. – O nekromancie imieniem Gonsar, ale i też o snach mych i przepowiedni, co, albo kto się może pojawić na turnieju. Sprawunki ważne.
- Tak, już troszkę słyszałem o naszych nowych towarzyszach broni w walce z niesprawiedliwością tutejszych skorumpowanych władz i kleru. Ale to ty znasz ich najlepiej i to ciebie nasza czcigdna Merga wybrała abyś ich przywiódł z powrotem do nas. Jak widzisz, zaufała właściwej osobie, skoro ich tu przyprowadziłeś cało do nas. - Zamaskowany mężczyzna poklepał gladiatora po ramieniu i było w jego zachowaniu coś mentorskiego ale i ojcowskiego. Dał znać, że tak rogata wyrocznia jak i on sam, ich lider, pokładają zaufanie w możliwości gladiatora i to nie tylko te do machania toporem. - I właśnie Egonie po to to wszystko robimy. Aby i u nas było jak tam w Norsce. I można było w biały dzień wyznawać naszych bogów. - Uśmiech dał się wyczuć mimo maski.
- A i mów dalej. Łasica mi przekazała, że znaleźliście jakiś pradawny kurhan. Przyznam, że też znam opowieści, że gdzieś tam jest coś takiego ale nie spodziewałem się, że kiedykolwiek okażą się prawdą. Pradawne kurhany to raczej są dalej na południu, na Przeklętych Wzgórzach i sądziłem, ze ktoś pomylił legendy umieszczając ten kurhan tak blisko nas. Ale mniejsza z tym. Co z tym kurhanem? Co tam odkryliście? I co mają do tego jaja Oster? - Starszy zachęcił go ciepłym głosem aby ten zaczął swoją opowieść o przeżytych niedawno przygodach.
Egon spokojnym tonem, acz zawsze idąc prosto do celu i nie plątając się w niepotrzebne detale, wyłożył zamaskowanemu człekowi (jeśli w istocie człowiek to był, a nie jakaś istota Chaosu, co jeno formę ludzką przyjęła na podobieństwo swej maski) wszystkie swe przygody, które wydarzyły się, kiedy byli w drodze do Neues Emskrank: szlak wiodący od łodzi, później napotkanie bandy Gezackta i o tym, jak się zwiedzieli o kurhanie, wreszcie potyczki z nieumarłymi w drodze do środka wielkiego kurhanu i o tym, jak on i jego pozostali kamraci dali odpór wielkiej bestii i jej panowi, rycerzowi, który powstał z martwych, aby bronić grobowca.
– Kiedy żeśmy otwarli sarkofag, uderzył czarny dym i wtedy widziałem ten sen, kiedy on - Gonsar Półoki, został zabity podczas jakiegoś rytuału związanego z niewiastą, co miała urodzić jakieś dziecko – relacjonował Egon. – Coś związanego z Czterema Siostrami. Potem złożyli go w tym kurhanie i o rzeczy zapomniano, ale wizje mi ukazały, że nekromantę można obudzić raz jeszcze, jeśli tylko się napoi jego ciało świeżą krwią… Ludzką, zdaje się. Ludzkich ofiar trzeba mu złożyć, żeby go obudzić.
– Kurhan żeśmy zamaskowali z Larsem tak, żeby nikt tam wejść nie mógł – rzekł Egon. – A i ściana była tam jeszcze jedna kurhanu, taka, co żeśmy przejść musieli. Trza nam będzie tam wrócić i zabezpieczyć zwłoki, jeśli iście było tak, że on wiedzieć coś mógł o siostrach, to wybudzenie go jest w naszym interesie. A i mus nam sprawdzić, co jest za tą ścianą. Wyprawę trzeba zrobić, w odpowiednie narzędzia się zaopatrzyć. Trzeba nam obudzić czarownika i przebić się przez tą ścianę!
Egon spojrzał żywo na zamaskowanego Starszego, ciekaw jego odpowiedzi.
Starszy swoim zwyczajem chodził miarowym krokiem od jednej burty do drugiej i z powrotem. Słuchał w milczeniu, czasem pokiwał głową, coś się dopytał ale pozwolił się wygadać gladiatorowi. Dopiero gdy ten skończył to mistrz ceremonii zatrzymał się i przez chwilę tak stał z dłońmi złożonymi za plecy i wpatrywał się w ścianę ładowni ze starego, pociemniałego drewna. W końcu jakby się ocknął bo przez oczodoły maski spojrzał prosto na Egona.
- Świetnie sobie poradziłeś mój synu. Widzę, że nie tylko Łasica ma spryt i nie tylko Karlik miał żyłke do interesów. - Poklepał go przyjaźnie po ramieniu aby podkreślić tą pochwałę. - Ciekawie zagrałeś z tym Gezackiem. Może się okazać cennym sojusznikiem. Nasze szlachcianki nie wszędzie mogą wejść a tobie czy Silnemu może się czasem przydać przewaga liczebna. I te trzy rybaczki. Dobry pomysł. Świetnie je zorganizwaliście. - Pokiwał głową a wysoka maska tylko zwielokrotniło ten ruch. - A ten kurhan… - To wyraźnie przykuło uwagę lidera ich kultu. Nad tym zastanawiał się dłużej.
- Nieumarły nekromanta przed mileniami służący naszym Siostrom. - Powtórzył na głos to co właśnie usłyszał od gladiatora. - To nie jest niemożliwe. Niegdyś Siostry działały właśnie na tym terenie. Stąd odnaleźliśmy Jaskinię Oster i ołtarz Sorii… I wizja mówisz? Czarny dym… Tak, czyli dalej jest aktywny… Hmm… - Zadumał się nad tym jeszcze przez chwilę. - I krew mówisz… Krew może go ożywić, tak to może mieć sens przy nekromancie… - Zastanawiał się na głos nad tą nową dla siebie informacją.
- Ale oczywiście nie możemy tego zignorować. Tak wyraźny ślad od Sióstr to nie może być przypadek. - Podniósł maskę aby spojrzeć prosto na masywniejszego od siebie rozmówcę. - Tak, zorganizujemy tam wyprawę. Musimy dowiedzieć się więcej. Kto wie? To może być cenny sojusznik. Chociaż ja niezbyt ufam nekromantom. Ale skoro niegdyś służył Siostrom… O tak, to Soria musiałaby z wami pójść. Raz, że to potężna istota a dwa córka jednej z Sióstr. Być może ten nekromanta będzie to umiał jakoś rozpoznać. A może nie, trudno powiedzieć. I pewnie Łasica lub Burgund. Sam wiesz, że niezawodne z nich włamywaczki. I zresztą sam powiedz kogo byś chciał wziąć ze sobą na tak wyprawę do tego kurhana? Bo trzeba tam wrócić, rad jestem, że udało wam się odnaleźć tak cenne miejsce. - Starszy był ciekaw czy gladiator ma już jakiś szkic planu jak można by z sensem wrócić do tego tajemniczego, pradawnego grobowca.
Egon rad był, że Starszy docenił jego zaangażowanie. Być może z czasem uda mu się wkupić w jego łaski jeszcze bardziej i zaangażować egzekucję swych wrogów? Lub też w jakiś sposób uda im się opanować miasto? To wszakże pozostawało rzeczą w przyszłości.
– A, zatem szykuje się wyprawa – rzekł Egon. – Dobrze, rzeknę lady Sorii i Gezacktowi, że będą mogli zacząć szykować się na wymarsz, im szybciej, tym lepiej. Dziś jeszcze albo nazajutrz zaopatrzę się w odpowiednie narzędzia. Jeśli milady wyrozumie, jak przeniknąć ścianę bez jej rozbijania to dobrze, inaczej zaś ja z ludźmi Gezackta rozbijemy ją i zobaczymy, co jest w środku. Z nami Soria i Łasica. Zabezpieczymy zwłoki czarownika, będą pod naszą pieczą… Tylko gdzie je schować, kiedy wyjmiemy je z kurhanu? Czy może warto by schować je do jaskini?
– A, wszakże i jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałem rzec co nieco. Ja i Lars zakładamy interes do łowienia niewolników, aby zasilić kiesę naszego kultu, ale i też aby łowić odpowiednie niewolnice pod zasiew jaj Oster. Kiedy uporamy się z kurhanem i czarownikiem, chciałbym, aby Gezackt razem z Larsem zorganizowali się i zaczęli nam dostarczać żywy towar, który wedle uznania przeznaczymy pod zasiew, a część zaś trafi nam sprzedać, aby utrzymać żołd Gezackta i nasz własny profit. Szukam pod tą rzecz jakiegoś okrętu, łatwiej bowiem nam będzie pływać po Morzu Szponów i napadać na wsie i ładować łyczków wprost na okręt, a później sprzedawać już na statku kupca, Munira Kamira. Ojcze, czyś biegły w jakichś kontaktach pod okręt? Wszak na początku zakładaliśmy, że pierwsze rejzy będą na lądzie, jako że okręt sprawić to nie łatwa sprawa.
- No tak. Zorganizowanie statku to nie jest taka prosta sprawa. - Starszy odparł z przekąsem ale zamilkł na chwilę gdy się nad tym zastanawiał. - Szkoda, że Vasilij popłynął do Norsci, z nim ten wasz pomysł byłby łatwiejszy do zrealizowania. - Przyznał z nutką żalu. Łódź przemytnika była gotowa do drogi i obsadzona pewna załogą no ale niestety tydzień temu jakś musieli wywieźć łupy i Mergę z miasta. A do tej pory tamci nie wrócili.
- Sam pomysł ciekawy. No rzeczywiście dla nas bezpieczniej by było abyście robili swoje łowy gdzieś z dala od miasta. Więc morskie łupiestwo jest rozsądnym rozwiązaniem. Ale najperw trzeba włożyć nieco wysiłku aby zdobyć ten statek i załogę. - Starszy doszedł do podbnych wniosków jak Egon z Larsem. Teraz zastanawiał się co z tym dalej zrobić.
- Nie mam gotowego statku ani załogi. Przynajmniej póki Vasilij nie wróci. Ale zastanowię się nad tym. Fabienne to w końcu żona kapitana. Co prawda jego w tej chwili nie ma w porcie ale może coś słyszała. Dziewczęta przyjaźnią się z Kamilą van Zee. Może przez nią coś by sie dało załatwić. Nie sądzę aby córka kapitana portu miała jakiś statek w sakwie ale może ma jakieś ciekawe kontakty. I nasze obrotne łotrzyce też przecież znają port na wylot. No w każdym razie nie bój się Egonie, nie zostawimy was samych z tym pomysłem. Ale sam rozumiesz, że to może nieco zająć czasu. - Popatrzył na gladiatora aby zaznaczyć, że ma w jego oczach poparcie dla takiego szabrownicwa jednak do realizacji wymaga on przygotowań.
- Zimą jeszcze była ta estalijska kapitan co się przyjaźniła z Pirorą. Ona miała statek i załogę a do tego nie wybrzydzała jeśli chodzi o morski zarobek. No ale jak odpłyneła wiosną to wątpie aby wróciła póki zimy nie ma. - Przypomniało mu się jeszcze w statniej chwili. Egon bardziej w zimie słyszał o tej kapitan niż ja widział ale też kojarzył, że właśnie taka kapitan, statek i załoga teraz by się im przydali.
- Na razie więc Egonie chyba faktycznie lepiej abyście spróbowali coś na lądzie. Jeśli miałbym ci coś zasugerować to może spróbujcie się dogadać jutro z Gnakiem. Przecież z nich też stado łupieżców raczej oporów przed łowami na ludzi nie powinni mieć. No ale są dość nieprzewidywalni i nieokrzesani. Za to znają las jak mało kto i to gotowa do użycia zbrojna banda. Chociaż nie wiem czy ten Gezackt by to przełknął. Nawet rabusie i najemnicy niekoniecznie by chcieli działać ramię w ramię z kopytnymi. A Joachim mi mówił, że te jedna z kobiet jakie przebywa u niego to ma kontakty z jeszcze innym stadem zwierzoludzi. Ale to już z nią byś musiał porozmawiać. Wiem, że może być trudno współpracować ze zwierzoludźmi ale zaletą jest to, że wtedy jest szansa, że tutejsi przypiszą kopytnym te napady więc nie będą szukać innych winnych. Ale też nie wszędzie kopytni mogą wejść i może się okazać, że ludzka banda jest bardziej uniwersalna. Sam będziesz musiał to przemyśleć z Larsem co wam bardziej pasuje. No i jest szansa, że takie ataki poza miastem, odciągnęłyby chociaż część uwagi i sił z miasta. - Starszy mówił szybko i pewnym siebie głosem, jakby w jego bystrym umyśle, jedna myśl od razu goniła następną. Dostrzegał i wady i zalety współpracy ze zwierzoludźmi przy takich napadach a ostateczną decyzję zostawiał Egonowi i Larsowi.
- Podobnie z tym grobowcem. Porozmawiaj z Sorią i Łasicą. I jeśli ktoś jeszcze by miał brać w tym udział. Nie wiem czy Soria potrafi przenikać przez ściany. Do tej pory nie chwaliła się niczym takim. Na wszelki wypadek lepiej zrobić jak mówisz czyli zabrać narzędzia do kucia ścian. Fascynująca sprawa z tym nekromantą. Jeśli udałoby się ożywić go dzięki krwi to możliwe, że sam będzie mógł wyjść. Trudno powiedzieć. Zależy jaką miał oryginalnie moc i co mu do tej pory z niej zostało. To już będziecie musieli ocenić na miejscu. Myślę, że jeśli będzie z wami Soria to chyba powinniście sprostać temu co tam jest. Zwłaszcza jak raz już daliście radę nawet jak tam chodzące trupy były. Jeśli ten mag faktycznie chce służyć Siostrom to chyba nie powinien być nam wrogi. Ale do końca nie można być pewnym. - Mówił tak samo szybko gdy wrócił do tematu pradawnego grobowca.
Egon kiwał głową. Zaiste, zamaskowany starzec miał rację w wielu względach, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Sam Egon zamilkł przez chwilę jeszcze, dokonując kalkulacji - namiastki przemyśleń, które będzie musiał wyprostować i udoskonalić jeszcze dziś w nocy lub w odosobnieniu.
Sugestia wykorzystania Gnaka do napadów na sioła w poszukiwaniu niewolników była całkiem niezłym pomysłem, jednak Egon wiedział, że rzecz musiała odbyć się osobno, to znaczy, nie mógł nigdy mieszać tych dwóch sił jakie reprezentowali łowcy niewolników Gezackta i zwierzoludzi. Egonowi Gezackt zdał się człekiem czynu, ale był też pewien, że on i jego banda chcieli pozostać na poziomie zwykłych oprychów, którzy ciągnęli zyski z łupienia wsi. Co prawda zwierzoludzie mieli na pewno wiedzę o lasach okalające Neues Emskrank znacznie przewyższającą to, co kiedykolwiek mógł pojąć Gezackt albo też jakikolwiek człowiek, to przecież Gezackt znał się na łowie żywego towaru i on i jego banda mogli wystarczyć, żeby rozbujać z początku handel niewolnikami.
Acz Egon obiecał sobie, żeby rzeczy z Gnakiem nie zaniedbać, zniekształcone szpony i kaprawe oczy w lesie mogły nie raz przydać im się, aby posłużyć za dodatkowe źródło czujek i łowców. Egon jednak nie wyobrażał sobie, w jaki sposób mógłby zabrać się na taką wyprawę z Gnakiem: jeśli łowiliby niewolników, to istniałaby spora szansa, że ktoś zobaczy człowieka podróżującego ze zwierzoludźmi i wcale nie byłoby nieprawdopodobne, że ktoś z inkwizycji w mieście doda dwa do dwóch i wzmoże obławę na kultystów w dwójnasób, szukając sojuszników Gnaka w mieście. Także na ten moment musiał poprzestać z oryginalnym planem, który obejmował Gezackta i Larsa.
– Powinniśmy wybrać się z Sorią i Łasicą… – Egon rzekł wolno, dając rzeczy z łowieniem niewolników na ten czas spokój i przenosząc się z powrotem do sprawy o grobowcu. – Ja, Łasica i lady Soria. Gezackt z Larsem będą zajęci zbieraniem żywego towaru pod zasiew jaj Oster.
– Tak po prawdzie, wolałbym, żeby Gezackta i jego ludzi nie było w grobowcu wtedy, kiedy rozbijemy ścianę i spróbujemy przywrócić czarownika do życia – skonstatował Egon. – Gezackt to oprych, a nie jeden z naszych. Tak więc myślę, że wybierzemy się tam ja z pozostałymi kultystami z Norski i z Łasicą i lady Sorią. Tak będzie najbezpieczniej. Gezackt mógłby zerwać sojusz z nami, jakby wiedział, kim jesteśmy naprawdę. Lub stać się ostrożniejszy, przez co mógłby być łatwym celem dla psów z Inquisitium.
Wyrzekłszy to, Egon kontynuował jeszcze jeden temat:
– Czy rzekłem ci o moich snach? Wyrocznia w Norsce rzekła mi, że ma się odbyć turniej, na którym będzie rycerz w czarnej zbroi i który będzie nosił emblem krwawego słońca lub też gwiazdy, co ma osiem ramion. Wyrocznia rzekła, że ów wojownik być może już tutaj i on nas do zwycięstwa poprowadzi.
Egon zamilkł, nagle zakłopotany, ale i ciekaw tego, co powie mężczyzna w masce. Interpretowanie snów i wizji nigdy nie było jego domeną, toteż był ciekaw, cóż starzec odczyta z takich symboli.
- Nie synu, nie mówiłeś mi wcześniej o tych snach. Cieszę się, że mi o nich mówisz teraz. Prawie każdy z nas ma jakieś dziwne sny. Siostry do nas przemawiają ale nie zawsze klarownie dla nas. Często trzeba się domyślać i zgadywać o co chodzi. Weźmy chodźmy sny Otto. Robaczy poród przez Fabienne śnił mu się na długo zanim się na dobre poznali. Na początku nawet nie mógł się domyślić o kogo chodzi i czy kobieta jaka mu się śni istnieje naprawdę. A tu sam widzisz, istnieje i teraz nosi w sobie dziedzictwo Oster. Chociaż o ile wiem to porodu jeszcze nie miała. No ale widzisz ile snów wcześniej Siostry przesłały ten sen naszemu bratu. - Starszy popatrzył w stronę jednookiego mnicha jakby chciał dodać tuchy gladiatorowi, że nie jest osamotniony w tych sennych wizjach. Akurat Otto rozmawiał z bretońską szlachcianką. Przez chwilę obaj się im przyglądali nim zamaskowany mistrz zboru wrócił do rozmowy.
- I śnił ci się turniej. I rycerz w czarnej zbroi. I z krwawym słońcem. Domyślam się, że pewnie chodzi o ten nasz turniej co chociaż opóźniony żałobą po księżnej to chyba jednak się odbędzie. Zbyt wielu znamienitych gosci zjechało na niego do miasta i nadal na nieczo czeka. Więc pewnie odbędzie się gdy tylko żałoba będzie zdjęta. Czarne zbroje się zdarzają ale chyba nie są zbyt popularne. Może trzeba by zrobić obchód czy któryś z możnych nie ma takiej zbroi. Ale to może być trudne bo jak się pokazują na mieście to raczej nie w pełnej zbroi. A mieszkają w większości albo w gościnie u naszych możnych albo wynajmują kwatery na mieście. Jeśli zapamiętałeś jak wygląda ta zbroja może mógłbyś ją rozpoznać gdy ją zobaczysz na żywo. Więc najbardziej charakterystyczną rzeczą jest to krwawe słońce. Krwawe słońce to pamiętam, że czasem jest używane przez zielonoskórych jako symbol. Ale nie wiem czy to by miało coś wspólnego z twoim snem jeśli oni ci się nie śnili. Czerwone słońce to rzadki symbol. Zwykle jest złote albo żółte. Nawet nasi van Hansenowie mają takie w herbie. Ale żółte a nie czerwone. No i to, że promienie były jako gwiazda Chaosu. Ciekawe. Może to jakiś południowiec co przeszedł na stronę naszych bogów. A może przybysz z Norsci czy dalekiej północy. Nie chodzi o Larsa albo Bjorna? Czasem lepiej nie traktować tych snów zbyt dosłownie. No widzę, że nie mają żadnego słońca na sobie ale może to tylko senna symbolika? - Starszy starał się zinterpetować opowiedziany sen z dużym zaangażowaniem. I to pod względem faktów ze świata rzeczywistego jaki ich otaczał jak i mistycznej symboliki. Spojrzał na dwóch Norsmenow. Lars miał na sobie kolczugę ale nie wyglądała ona jak tego rycerza ze snu i w ogóle czarna nie była. Bjorn to miał na sobie przeszywalnicę, co prawda ciemno brązową jaką w słabym oświetleniu można było uznać za czarną ale dosłownie to taka nie była. No chyba, żeby nie traktować snu zbyt dosłownie. A to, że van Hansenowie mają złote słońce w herbie to Egon pamiętał jeszcze ze swojego zimowego spotkania z Froyą i wizytą w ich rezydencji. No ale oni używali złotego słońca i promienie nie przekształcały się w gwiazdę Chaosu.
- Ale ciekawy ten sen. Pomyślny dla nas Egonie. Daje nam nadzieję na jakiegoś wielkiego wojownika co będzie po naszej stronie i poprowadzi nas do zwycięstwa. To dobry znak Egonie. I pasuje do twojej patronki. Norra przecież była wielką wojowniczką. Kto wie? Może jak odnajdziesz głaz jej poświęcony to odnajdziesz i tego czarnego rycerza? Albo jakąś wskazówkę. I uważaj na kolejne sny. One się co jakiś czas powtarzają. Przynajmniej większości z nas. Hmm… - Mimo maski to dało się wyczuć pokrzepiający uśmiech u lidera kultu. Wydawał się być żywo zainteresowany snem swojego umięśnionego podopiecznego. Ale urwał jakby nagle coś sobie przypomniał.
- Wiesz co mój synu? - Zapytał ale tak, że chyba nie oczekiwał na odpowiedź. - Być może uda nam się tobie pomóc. Mogę przygtować pewien eliksir snów. Pozwala się bardziej w nie wgłębić. Robiłem go kiedyś dla Versany. Tylko muszę go przygotować. Jeśli ci zależy to możesz spróbować dostać podobny u morrytów. Oni przecież też są od snów, także tych proroczych. Ale to specyficzna rzecz, mogą być ciekawi czemu ktoś o to pyta i niekoniecznie chętni ot tak ją sprzedać czy zrobić na zamówienie. Mnie by to zajęło parę dni bo to co miałem gotowe oddałem Versanie a później nikt tego nie potrzebował. - Przedstawił swój pomysł brodaczowi. I popatrzył jak ten się na to zapatruje.
- A z tym grobowcem masz rację. Jeśli to by było coś z jakimś ożywionym nekromantą to może lepiej tego Gezackta w to nie mieszać. Jeszcze nasza czcigodna lady Soria byłaby zmuszona przybrać swoją syrenią formę i to mogłoby być dość trudne do zamaskowania i wyjaśnienia prawda? - Znów uśmiechnął się ale tym razem ironicznie. Bo widać było, że pochwala ograniczone zaufanie jakie gladiator żywił do nowych wspólników.
- Kto wie? Może pewnego dnia będa z nami w pełni. Może do któregoś z nich któraś z Sióstr przemówi? Może już przemawia? Ale na razie lepiej traktować ich narzędziowo. Tacy wspólnicy mogą być całkiem przydatni ale na razie są naszym narzędziem. Bardzo dobrze Egonie, że udało wam się je dla nas pozyskać. - Pokiwał głową na znak, że nie jest zwolennikiem aby bandę oprychów wtajemniczać w sprawy kultu. - Natomiast ty, piątka naszych nowych przyjaciół z Norsci, Łasica i lady Soria to chyba odpowiedni skład. Ta wioska nie jest tak daleko to chyba w jeden czy dwa dni powinniście się wyrobić. Odradzam jutro bo pewnie wiesz, że zwłaszcza naszym dziewczętom zależy na jutrzejszej nocy z Gnakiem. Więc pewnie i pojutrze mogą być troszkę wymęczone. - Pochwalił także wybór ekipy do zbadania grobowca nekromanty. Gdy wspomniał o nocnych harcach z kopytnymi nieco się uśmiechnął z rozbawienia.
- Ale jeśli myślisz o jakiejś współpracy z Gnakiem to możesz jutro o tym z nim porozmawiać. O ile wiem nie mówi w naszej mowie. Ale lady Soria i Lilly mówią w języku kopytnych. I chyba ta dziewczyna jaką Joachim przygarnął. No bo myślę, że jak ma konszachty ze zwierzoludźmi to musi się jakoś z nimi dogadywać. - Pod tym względem Starszy niczego Egonowi nie narzucał a jedynie podpowiedział parę rzeczy jakie można było wykorzystać.
Egon rozmyślał dłuższe parę chwil, przeżuwając słowa zamaskowanego człeka. Zdało mu się, że sprawy z drugą wyprawą do kurhanu były już rzeczą zaplanowaną, trzeba było jeno powiedzieć o tej rzeczy lady Sorii i powiadomić pozostałych, i być może mogli wyruszyć jeśli nie jutro, to na pewno pojutrze, bowiem każdy dzień opóźnienia oznaczał, że zwłoki czarownika były wystawione na intruzów. Prawdą było co prawda to, że zamaskowali wejście do kurhanu i że rozpuścili plotki, że w jego środku licho czeka na tych dość śmiałych, co by chcieli tam iść rabować pozostałości tego, co już wynieśli, to jednak gladiator nie chciał wystawiać rzeczy na niepotrzebne ryzyko. Któż mógł wiedzieć, kiedy przyjdą, zastaną grobowiec już pusty?
Co do wizji, Egon nie ufał im w ogóle. Ani Starszy, ani Soria, ani w zasadzie żaden z członków zboru, którzy w jakiś sposób byli w stanie władać magią nie mogli dać gwarancji, że spośród mar i wizji wyłowią cokolwiek sensownego. Symbole dla Egona mogły znaczyć wszystko i nic, zaś czarny wojownik w jego snach, choć znaczący, mógł być równie dobrze majakiem i jakimś zlepkiem jego własnych myśli. Poniechał wtedy interpretowania snów, bo zdało mu się to bezużytecznym wysiłkiem.
Co do łowienia łyczków z Gnakiem, Egon zapamiętał sobie, że będzie musiał pogadać ze zwierzoludźmi później.
– Niechaj będzie, eliksir snów może się przydać – Egon rzekł niepewnie, nie do końca wiedząc, czego po takim specyfiku można było się spodziewać. – Jeśli nie będzie trudem, wolałbym taki eliksir od ciebie wziąć, lepiej w ogóle nie wchodzić w konszachty z morrytami. Mogą pytać, węszyć. Może być nawet za parę dni, ale zdaje mi się, że dobrze by było, gdybym wypił to przed turniejem.
Egon zamrugał, przypominając sobie o jeszcze jednej rzeczy.
– Rzecz z niewolnicami pod jaja Oster ma taki cel, by użyć much za pomocą Raisy na turnieju – rzekł wreszcie wojownik. – Turniej jest odwołany z powodu żałoby, ale jeśli go jeno przełożyli, to rajcy miejscy muszą już planować, gdzie on będzie, kto będzie go organizował i kto się będzie potykać na nim – zauważył Egon. – Rzeknij mi no ojcze, czy mamy jakieś kontakty z tamtej strony? Mógłbym się zakręcić wokół swoich własnych, ale jeśli będzie i tak, to na turnieju mamy być, trza nam przygotowywać się już teraz.
- Dobrze Egonie, widzę, że masz werwę i pomysł jak zrealizować te zadnia. To zostawię to pod twoją opieką. Wierzę, że razem z naszymi zdolnymi dziewczętami i przyjaciółmi z Norsci dacie radę, cokolwiek spotkacie w tym grobowcu. Gdybyście czegoś potrzebowali to śmiało, daj znać. A ten elikisir jeśli będę miał gotowy to dam ci znać, ale to raczej parę dni zajmie. - Starszy poklepał gladiatora po jego krzepkim ramieniu i wydawał się pokładać zaufanie, że powierza sprawę kurhanu właściwemu człowiekowi.
- Natomiast niestety w samy ratuszu nie mamy nikogo zaufanego. W ten Festag powinien się odbyć festyn Pierwszego Kamienia. Jest co roku, na rocznicę rozpoczęcia budowy miasta. Na razie jednak nie ma żadnych ogłoszeń ani przygotowań do niego więc wskazuje to, że się nie odbędzie. Może ludzie oddolnie coś zorganizują u siebie czy po tawernach ale raczej bez parad, cyrkowców i orkiestr. Póki trwa żałoba mało kto odważy narazić się na napiętnowanie czy ekskomunikę. A za tydzień to już będzie nowy miesiąc. I pierwszego wypada Tydzień Ciasta, święto niziołków. U nas nie ma ich zbyt wielu ale kto wie? Może władze potraktują to jako pretekst do odwołania festynu. Myślę, że to najwcześniejszy termin gdy ktoś mógłby pokusić się o zakończenie żałoby i zrobienie turnieju. Zapewne wiadomość o tym przyszłaby z Wolfenburga do ratusza i świątyń. Może gdybyśmy mieli kogoś tam albo w Wolfenburgu to by się udało czegoś dowiedzieć ale niestety nasze możliwości nie sięgają tak daleko. Chyba tylko lady Odette jest z Wolfenburga i pewnie zna tam sporo ludzi. Na razie trzeba mieć oczy otwarte. Jeśli będzie organizowany turniej to będa musieli postawić płot i zbudować widownię. To dobre parę dni trwa i nie przejdzie niezauważone bo albo to robią tuż za miastem albo na Placu Targowym. - Lider zboru przyznał, że macki kultu do władz świeckich czy duchowych nie sięgają. Niemniej szacował, że najwcześniej w następny Festag mógł być zorganizowany turniej. Zdradził też zwiastuny jakie nawet dla zwykłego mieszkańca miasta, powinny go zapowiadać.
– Dzięki ci – Egon skinął głową. – Spytam się w takim razie lady Odette.
Egon zamilkł na parę chwil, próbując w jakiś sposób ułożyć sobie w głowie sprawunki, które zdało się, mnożyły na podobieństwo samych larw Oster w łonie niewolnic.
Po pierwsze, Egon potrzebował zebrać drużynę, żeby pojutrze wyruszyć raz jeszcze na kurhan i zabezpieczyć zwłoki nekromanty. Po drugie, potrzebował rozmówić się z Gnakiem w sprawie porywania niewiast z siół, żeby zasiać więcej jaj Oster. Po trzecie, potrzebował z Gezacktem i Larsem wyruszyć na pierwszą z wypraw lądowych, w tym samym celu, niewolników dla jaj Oster i dla zysku.
Kiedy rzecz już się oporządzi, trzeba będzie raz jeszcze rozmówić się z Munirem i Laylą, czy rzecz ze statkiem się wyklarowała - to rzecz czwarta.
Rzeczą piątą, którą mógł wszak zrobić od ręki, mógł się skontaktować z Odette i zacząć rozpytywać o to, czy do jej uszu doszły jakieś wieści co do turnieju. Egon wszak przypomniał sobie, że mógłby ostatecznie uruchomić swoje stare kontakty w postaci Marie von Theuling, Tulsy von Donau i złodziejki Vrisiki. Trzy kobiety, z którymi zdało mu się, nie gadał całe wieki, mogły wiedzieć, co w trawie piszczy co do turnieju.
– Najważniejsze, żebyśmy dowiedzieli się, jaka jest lista szlachty, która będzie brała udział w turnieju – Egon rzucił, zastanawiając się głośno. – Może… Może jeśli w jakiś sposób udałoby się sprokurować fałszywy tytuł szlachecki dla mnie i rzec, żem jest z dalekich stron, być może nawet i sam mógłbym potykać się w tym turnieju. W tenże sposób nie mógłbym ominąć onego czarnego wojownika, co nas do zwycięstwa poprowadzi. Ale żeby tego dokazać, musiałbym się rozmówić z mymi informatorami.
Tu Egon raz jeszcze swymi myślami sięgnął w stronę von Theuling i von Donau. Co prawda nie miał jakichś wielkich nadziei, żeby ten, wymyślony na podorędziu, absurdalny i zuchwały plan wykonać, jednak próbować zawsze było warto.
– Dzięki ci – skinął głowę w stronę zamaskowanego Starszego. – Mam zatem swe zadania.
- Hmm… No tak, przecież jesteś wojownikiem… Nic dziwnego, że ten turniej wzbudza w tobie zainteresowanie… I jeszcze miałeś sen z tym czarnym rycerzem… - Zamaskowana głowa lidera kultu powoli uniosła się i opadła jakby starał się spojrzeć na to wszystko z perspektywy umięśnionego brodacza. Zamyślił się na chwilę po czym dał mu gest dłonią i wznowili spacer w poprzek ładowni.
- No nie będę cię oszukiwał synu. Do tej pory nikt z nas nie był zainteresowany tym turniejem na tyle aby wziąć w nim udział. Owszem, nasze błękintokrwiste koleżanki zapewne będą na trybunach dla szlachty, nasze łotrzyce czy Silny gdzieś wśród zwykłej widowni ale nikt nie chciał wystąpić. Więc nie mamy nic przygotowane na taką okoliczność. - Zaczął od tego na czym gladiator skończył. A zapowiadało się, że tym razem będzie miał więcej do powiedzenia.
- Tak, do miasta zjechało się mnóstwo znacznych gości na ten turniej co ułatwia pojawienie się kogoś nowego. - Przyznał, że też dostrzega korzystny potencjał tej sytuacji. - Jednakże musiałbyś wyglądać i zachowywać się jak szlachcic. Zapewne musiałbyś pokazać się chociaż parę razy przed turniejem aby się zgłosić. Czy czujesz się na siłach rozmawiać ze szlachtą jak szlachcic? Może sam spróbujesz porozmawiać z Fabienne? Bo na ten moment tylko ona jest z naszych błękitnkrwistych. Porozmawiaj z nią o to skąd jest i zobaczysz jak odpowiada szlachcianka na takie pytania. Musiałbyś być gotowy tak z nimi rozmawiać. Mieć przygotowany herb, przodków, skąd pochodzisz. A przy tylu gościach z daleka jest jakaś szansa, że trafiłbyś na kogos kto naprawde by stamtąd pochodził lub miał jakieś rozeznanie. - Starszy zaczął przedstawiać jak by mogło wyglądać w praktyce takie oszustwo.
- Do teg musiałbyś mieć sprzęt i walczyć jak szlachcic. Jak się czujesz na siłach robic z siodła kopią? - Maska odwróciła się aby zobaczyć reakcję gladiatora. - Bo widzisz Egonie, turnieje są głównie robione przez szlachtę dla szlachty. Więc mogą się zdarzyć pojedynki piesze czy strzelanie z łuku albo kuszy. Ale jako dodatkowe urozmaicenie. A przede wszystkim jest to turniej konny. Trzeba mieć rumaka, kopię i umieć tym robić. - Lider kultu zwrócił uwagę na ten techniczny detal. Egon orientował się, że faktycznie sercem każdego turnieju rycerskiego były konne potyczki na kopie. Zwłaszcza kupienie czy zdobycie bojowego rumaka zakrawało na trudne zadanie bo to nie mogła być byle jaka chłopska chabeta.
- Być może mógłbyś wystąpić jako czyjś szampierz. Wówczas musielibyśmy znaleźć możnego, najlepiej szlachcica, aby zgodził się wziąć ciebie pod swoje nazwisko. U nas, moglibyśmy poprosić lady Fabienne lub Pirorę. Lepiej Fabienne bo jest tu dłużej i lepiej się wtopiła w tutejszą śmietankę towarzyską. Albo lady Odette. Myślę, że fanaberię diwy można by przyjąć dość lekko. Tylko dalej zostaje ta technika walki konnej no i sam rumak. Chyba, żeby udało się trafić na walki piesze ale to zawsze ma mniejszy splendor niż starcia kawaleryjskie. - Przyznał, że widzi pewną możliwość aby w sprzyjających okolicznościach Egon miał szanse wystąpić na ubitej ziemi.
- No i jest jeszcze sprawa, że tak powiem selekcji. - Zawrócił gdy doszli do burty i na chwilę zatrzymał się przy tym. - Jeśli ten czarny rycerz jaki ci się śnił naprawdę wystąpiłby na tym turnieju to by oznaczało, że Siostry mają go w swoich planach. Biorąc pod uwagę, że chodzi o wojownika i walkę to zapewne byłby to ktoś od Norry. Jeśli to Norra zwróciła na niego uwagę to zapewne nie jest to jakiś obszczymur. Zwłaszcza jak to miałby być ktoś kto poprowadzi nas do boju i zwycięstw. Więc jakbyście trafili na siebie to jest spora szansa, że ty byś zaszlachtował jego albo on ciebie. Tak czy siak my byśmy byli na tym stratni. Dla nas najkorzystniej jest mieć was obu. To co o nim mowisz, co widziałeś w tym śnie, brzmi bardzo ciekawie. Ale nie wiemy nawet czy to jakiś imperialny rycerz co dopiero wpadnie w objęcia naszych bogów? Czy może jakiś przybysz z lądów od dawna im oddanych co w przeszłości pochodził z naszych krain. Dlatego jeśli ten sen znów ci się przyśni, postaraj się zapamiętać jak najwięcej. - Zamaskowany mówił poważnym tonem aby podkreślić, że nie traktuję tej sprawy lekko. Chociaż sam widocznie nie był do końca pewny jak należy interpretować wyśnionego przez Egona rycerza.
- A lista uczestników może będzie a może nie będzie. - Jakby dla odmiany teraz uderzył w nieco lżejszy ton. - Zapewne większość możnych co przyjechała na turniej już wie kto weźmie udział. Ale to w rozmowach między sobą. Nie sądzę aby robili z tego protokoły spotkań. Ale jak już będzie ten turniej postanowiony to zapewne miejska administracja sporządzi jakąś pisemną listę uczestników. Tak dla klarowności i porządku. Mieszczuchy i kler lubią takie rzeczy. Więc na razie to pewnie można by spróbować zasięgnąć języka gdzieś na salonach lub mieć pod kontrolą kogoś z administracji i archiwum ratusza. - Powiedział jakie ma oczekiwania w tej sprawie o jakiej wspomniał gladiator.
Egon przemyśliwał słowa Starszego i skinął głową, zamaskowany człek miał rację w wielu aspektach i dobrze naprostował słowa Egona, który swe plany napomknął bez większego przemyślenia. Egon nie był szlacheckiego urodzenia, a i było niewiele czasu, żeby spróbować przemienić się w kogoś, kto mógł udawać kogoś wedle tego pokroju.
Koniec końców, Egon pokiwał głową i zostawił sprawę turnieju na później. Gladiator stwierdził, że jeśli w ogóle miał walczyć w turnieju, zapewne będzie to na ubitej ziemi jako szampierz na usługach jednej ze szlachcianek. Jednak były to dalekie plany, nie wiadomo było, jak do tego czasu rozwiną się inne rzeczy.
– Najpierw wyśnię rycerza raz jeszcze, później będzie czas, aby zadecydować – skonstatował Egon. Wiele roboty mi zostało jeszcze, któż wie? Może do tego czasu patron mój wyznaczy mi ścieżkę. Tedy nie ma co myśleć po próżnicy.
I skłonił się Starszemu na znak tego, że ceni jego radę i kończy swoją część w tej rozmowie.
-
Oryginalny autor: Santorine
Otto witał każdego członka rodziny gdy tylko go ujrzał, całując dłonie kobiet i uściskując te należące do mężczyzn. Przybyszy z Norski przywitał skinieniem głowy nie znając ich zwyczajów.
Mnich uśmiechnął się do Fabienne i skinął głową słysząc jej pytanie.
- Widziałem, odwiedziła mnie w hospicjum. Wyjawię wszystko podczas kazania, jeżeli Starszy mi pozwoli, ale jest bardzo dobrze. Powiedziała, że przyjdzie i przyprowadzi swoją służącą, Margareth, albo Margo. Słodka dziewczyna, ale zahukana. Trzeba się będzie z nią delikatnie obchodzić.
- Czyli przyjdzie? I to jeszcze ze służącą? Mam nadzieję, że będą mogły zostać po oficjalnej części. Wczoraj Teo była rozkosznie gorliwa w nauce miłości. Bardzo chętnie bym z nią poćwiczyła i dzisiaj. - Bladolica dama uśmiechnęła się ciepło i życzliwie gdy usłyszała takie dobre wieści. - Mam nadzieję, że ty też przyjdziesz? Byłabym niepocieszona gdyby cię coś odciągnęło od naszego małego spotkania. - Frywolnie spojrzała spod swoich starannie na czarno pomalowanych rzęs jakie wzmacniały blask jej oczu.
- A ta jej służka? Mówisz, że słodka to widziałeś ją? Nadobna jakaś? Myślisz, że można by dołączyć do zabawy czy raczej lepiej aby poczekała gdzieś w kuchni aż skończymy? - Czarnowłosa milady zaciekawiła się też nową kobietą o jakiej wspomniał jej kochanek.
- Teo już jej naopowiadała, między innymi o twoim upodobaniu do zamiany ról ze służbą. Do tego pokazała mi na niej czego się od was nauczyła, więc sądzę, że jest bezpiecznie. Co do mnie, to oczywiście, że będę. - mnich uśmiechnął się na pytanie szlachcianki. - Obiecałem już to Laurze i Teofano. Mogę zapytać skąd to naleganie, jeszcze pycha weźmie górę i zacznę myśleć, że masz do mnie słabość, milady.
- Oczywiście, że mam do ciebie słabość Otto. - Bretonka lekko machnęła swoją szczupłą, bladą dłonią w zalotnym geście. Lekki uśmiech i zmysłowe spojrzenie dopowiedziały więcej niż słowa. Zaśmiała się cicho i wdzięcznie jakby coś ją właśnie rozbawiło. - No i chyba można by cię uznać za ojca moich nowych dzieci. - Przyznała kładąc dłoń na swoim szczupłym brzuchu. - Chociaż jakbym patrzyła na wczoraj to chyba Oddi by była moim najnowszym ojcem. Ale to jest zabawne. - Przyznała jak nietypowo brzmią te standardowe, rodzinne określenia do ich unikalnej sytuacji. Z pewnym przymrużeniem oka to nawet kobieta mogła zapłodnić drugą kobietę robiąc z niej muszą matkę.
- I Teo mówiła o nas? To miłe z jej strony. Skoro tak zachwalasz tą jej służącą to wierzę w twoją ocenę sytuacji Otto. Obie zapowiadają się bardzo smakowicie. I oczywiście jeśli tylko będzie okazja z przyjemnością się dzisiaj nimi zajmę. Jako najpodlejsza z podłych i najnędzniejsza z nędznych. Zwłaszcza jak mówisz, że ta Margo taka zahukana i delikatna. Ja też chyba wezmę Marissę. Anniki jeszcze nie chciałabym przemęczać. Jak już to wolałabym ją oszczędzać na jutro. Ale myślę, że Marissa by się odnalazła wśród nas, dzisiaj wieczorem. Ostatnio jak ją zabrałam do Pirory to przecież bardzo ładnie się wpasowała w nasze towarzystwo. A i będzie miała jakieś zajęcie i może odetchnie od tych snów co jest w kokonie i chędoży się z pająkami. Szkoda, że nie z muchami bo wiem, że macie je gdzieś u siebie. A może macie pająki? - Fabienne mówiła gładko, ze swoim niepowtarzalnym, bretońskim akcentem jaki od razu zdradzał jej pochodzenie. Od jednego tematu przeszła od razu w drugi i tutaj też wolała się poradzić mnicha.
Mnich bezczelnie pochylił się całując brzuch szlachcianki.
- Na pewno będą równie piękne co ich matka. - jednooki uśmiechnął się do Bretonki - Jeżeli kiedyś znudzi ci się twój mąż, moja pani, to chętnie wyzwę go na pojedynek o ciebie. - pomyślał chwilę co do kwestii pająków, próbując zrozumieć koszmary dziewczyny.
- Pająków nie, podejrzewam, że jest to coś co nas jeszcze czeka. Jednym z tytułów Soren jest Pajęcza Matka, więc kto wie co jeszcze skrywają okolice. - zastanowił się chwilę nad pytaniem co do przyprowadzenia Marissy - Sądzę, że może to być dobry pomysł. Będzie miała kogoś do kogo potrafiłaby się odnieść. Jak skończy w towarzystwie twoim, Lady Odette, Lady Pirory i Lady Sorri? Dziecko zamknie się w sobie. A tak jak zobaczy inną nisko urodzoną, obcującą z takimi znamienitościami, to pewnie będzie jej łatwiej.- Pojedynkowałbyś się o mnie? - Bladolica szlachcianka aż rozpłynęła się ze wzruszenia na takie słowa. - Oh, to takie romantyczne. - Obdarzyła Otto tkliwym spojrzeniem. Cieszyła się tą chwilą nim westchnęła i uśmiechnęła się już dużo oszczędniej. - Gdyby znudzenie małżonkiem było jedynym kryterium do pojedynku to musiałby się on odbyć już parę miesięcy po naszym ślubie z Bertoldem. - Obdarzyła mnicha nieco nostalgicznym spojrzeniem. - Nie powiem aby nasze pożycie małżeńskie układało się najlepiej. Ale poza tym to jednak Bertold sprawdza się jako mąż i opiekun. Bez niego byłabym tu niewiele warta. To on zapewnił mi dom, bezpieczeństwo, nazwisko, środki do godnego życia. Poznał mnie z towarzystwem, był mi nauczycielem reikspiel. Bo jak tu z nim przypłynęłam to ledwo dwa zania na krzyż umiałam powiedzieć w waszym języku. Więc mimo wszystko nie chciałabym aby coś mu się stało. Zwłaszcza, że jak widzisz, nawet jako jego małżonce, potrafimy się spotykać tu i tam. A samotne kobiety zawsze są podejrzane i na świeczniku, o wiele bardziej niż samotni mężczyźni. - Zwierzyła mu się jak zapatruje się na swoje małżeństwo i chociaż swoje namiętności spełniała poza łożem małżeńskim to jednak poza tym wydawała się rozumieć, że jest na nie raczej skazana. Nawet jeśli utrudniało jej pełną swobodę do schadzek.
- A jeśli chodzi o moje maleństwa… - Matczynym gestem położyła sobie dłoń na płaskim brzuchu. Nawet jak mnich stał naprzeciwko niej to nie dostrzegał ani ślad, kłębiących się pod skórą istot. - Dziękuję ci za pociechę Otto. Nawet nie wiesz ile mi sprawiają przyjemności i radości. A podobno to poród jest najprzyjemniejszy. Już się nie mogę doczekać! - Zaśmiała się z podekscytowania. - Dlatego jeśli byś dzisiaj miał ochotę to oczywiście bardzo chętnie przyjmę do siebie nowych łobuziaków. - Obdarzyła go słodkim spojrzeniem i uśmiechem. - I rozumiem czemu Teo i Odette się tak niecierpliwią aby poczuć to co ja. A ja zazdroszczę dziewczynom co już miały swój poród. I zobacz jakie to wygodne. - Wskazała na swoją talię okrytą czerwoną suknią. - Jestem ubrana, spokojnie stoję, kulturanie rozmawiamy, nie dzieje się nic zdrożnego… - Wymieniała kolejne elementy jakie uwazała za korzystne. - A tu się dzieje. - Znów położyła dłoń na swoim brzuchu i uśmiechnęła się kusząco. - Nawet myślałam o jednej koleżance. Pirora mi o niej mówiła, że ma dziś wieczór być w teatrze. W zimie miałam być jej przyzwoitką na jednym spotkaniu z pewnym kawalerem. No i byłam. Ale pewnie domyślasz się jak się skończyło. - Uśmiechnęła się znacząco. - Wtedy skarżyła mi się na kłopoty z mężem, podobne do moich. Dlatego ta schadzka się skończyła jak mówię. Nie sądzę aby od razu dała się namowić na takie zabawy jak u Pirory. Ale na jakąś schadzkę czy pocieszenie małżeńskie może by się udało. Tylko nie wiem co by się działo jakby za parę dni czy tydzień zaczęły z niej wychodzić czerwie. Sam wiesz, że większość ludzi to za nimi nie przepada. Więc nie wiem czy z nią dziś wieczór coś zaczynać czy lepiej nie. - Jeden temat wywołał kolejny i zapytała kochanka co jej doradza w sprawie znajomej.
Mnich się chwilę zastanowił.
- O ile rozumiem twoje intencje i bardzo je popieram, muszę jednak doradzić ostrożność. Koleżanka, która ma kłopoty z małżeństwem może po prostu chcieć poczuć faceta pod sobą, ale nie koniecznie od razu iść na głęboką wodę z rodzeniem robactwa. Oczywiście słusznym będzie wybadać osobę, Teo była gotowa na dar Oster pierwszego dnia gdy ją spotkałem. Podejrzewam, że z czasem ilość osób takich jak ona może tylko wzrosnąć.
- No tak, wczoraj wydawała się być bardzo gorliwa i stanowcza w tej sprawie. - Szlachcianka uśmiechnęła się sympatycznie jakby wczoraj młoda cukiernik ją nieco rozczuliła i rozbawiła jednocześnie swoją postawą. - A z tą moją koleżanką… - Zastanawiała się nad tym przez chwilę. - Sama nie wiem. Znaczy no tak właśnie sobie pomyślałam, że jak ja odczuwam takie przyjemności od moich małych rozrabiaków to może inne kobiety też. A wtedy raczej powinny być chętne na takie doznania. Tylko nie do końca jestem pewna jak ta moja koleżanka zareagowałaby na poród. Może udałoby się przez te parę dni ją przekabacić na naszą stronę? Aby nikomu nic nie mówiła? - Popatrzyła na niego gdy wyłuszczyła co nią kierowało w tym zapytaniu.
- Tak będzie najlepiej. Urobić ją przez jakiś czas, może przekonać ją do pomysłu tego "Domu Samotnych Żon"? - mnich pstryknął palcami przypominając sobie coś - Skoro o planach na przyszłość mowa. Chcę zorganizować mały wypad poza miasto. Dla naszych cudownych dam spod znaku węża, oraz chłopaków służących krwawemu. Wy byście miały mały piknik we wspólnym towarzystwie, ja bym zabrał wojowników na polowanie. Niedźwiedzia jeżeli szczęście dopisze. Oni będą mogli sprawdzić swoją siłe, zaspokoić żądzę krwi… no i wróciwszy z udanych łowów pewnie chcieliby… świętować. - mnich uniósł znacząco brwi - Byłabyś pani zainteresowana takim przyjęciem?
- Z grupą jurnych, żwawych myśliwych? Gdzieś bez skrępowania w lesie? - Brwi Bretonki uniosły się do góry a na ustach wykwitł lekki uśmiech. - No brzmi jak muzyka dla moich uszu. - Uśmiechnęła się jeszcze cieplej dając znak, że pomysł się jej spodobał. - Tu też pewnie bym mogła zabrać Marissę i Annikę. Jako kapitańska małżonka potrzebuję przyzwoitek. No to byłoby nas trzy. - Pokiwała swoją czarną głową na znak, że jak zwykle, muszą zadbać o pozory. Ale z takimi służkami jakie miała to wyglądało na dodatkowe ułatwienie tego zadania. - Oczywiście Otto trzeba by to odpowiednio dograć. Ja nie mogę z dnia na dzień sobie wyjechać na cały dzień w las. Jutro jadę do domu Rose, aby malować plener pod okiem Pirory. Oczywiście zejdzie nam cały dzień i dlatego wrócimy dnia kolejnego. Tym razem nie zamierzam brać tej starej jędzy od mojego męża tylko Marissę i może Annikę. To nam bardzo uprości to wieczorne spotkanie przy Zachodnich Kamieniach. No ale przez to te dwa dni mi odpadają z jakichś leśnych wypadów. - Okazało się, że milady ma całkiem konkretne plany na nadchodzące dni i potrafiła sobie zorganizować odpowiednią przykrywkę dla nocnej schadzki z resztą kultystów i zwierzoludzi.
- A z Benitą to jeszcze zobaczę dzisiaj. Przyjdzie z mężem oczywiście. Ale postaram się z nią porozmawiać. Może uda się ją wyciągnąć gdzieś na stronę. To może i uda mi się ciebie z nią poznać. Na szczęście jesteś mnichem a habit nie budzi aż takich podejrzeń jak inni mężczyźni. No i wezmę Marissę. Myślę, że jak zabawi się między naszymi ramionami i udami to odzyska chęci do życia nawet jak żadnych pająków nie będzie. - Powiedziała uśmiechając się lekko na koniec i czekała z zaciekawieniem jak jednooki odniesie się do jej propozycji.
- Szkoda, że nie czuje się na siłach. Mogłabyś ją wysłać aby zajęła męża. Będziecie musiały być jakoś skryte. - mnich rozejrzał się po zgromadzeniu, rozważając kilka spraw - Mam nadzieję, że nie będziesz zawiedziona, jeżeli tego wieczoru spróbuje zwrócić uwagę Lady Odette na siebie? Posmakowałem już kilka z was, a nasz cudowny słowik jest niezwykle apetyczny. Usłyszałem do tego, że lubuje się w partnerach o dość niecodziennym wyglądzie.
- Oddie? Oh no pewnie! Ona jest cudowna! Taka swobodna, żywiołowa, pełna życia i temperamentu! No i wszyscy się do niej zalecają! Cudowna kobieta i wspaniała kochanka. Palce lizać. Też mam nadzieję, że będę dziś miała z nią przyjemność ale znasz mnie Otto, nie jestem chciwa. Wczoraj miałam z nią przyjemność, jutro przy Kamieniach zapewne też będę miała, jak ci się uda skorzystać dziś z jej ust i ud to życzę wam wszystkiego dobrego. - Bretonka dała mu wolną rękę jeśli chodzi o dobór kochanek na dzisiejszy wieczór a nawet okazała pełne zrozumienie nad zachwytami skierowanymi wobec sławnej diwy. Wcale nie ukrywała, że też jest niż zachwycona a możliwość przyjaźni i obcowania z nią uważa za zaszczyt.
- Właściwie to też o niej myślałam w sprawie Benity. - Przyznała po chwili ciepłego uśmiechu. - Widzisz ona i jej mąż są wielkimi fanami talentów Oddie. Benita normalnie nie bywa u Kamili na wieczorkach poetyckich ale jak się dowiedziała, że Oddie tam będzie to zaczęła Kamili wiercić dziurę w brzuchu aby ta ją zaprosiła. No i zaprosiła. Więc myślałam czy by jej nie zaprosić do garderoby Oddie. To kobieca garderoba więc byłoby naturalne, że jej mąż zostanie aby na nią poczekać a ja bym ją zabrała na spotkanie z Oddie. Jeszcze z Oddie trzeba by to uzgodnić ale myślę, że by się zgodziła. Pewnie by to długo nie potrwało no ale można by wtedy mieć Benitę bez męża. - Przedstawiła jak myślała wyłuskać swoją koleżankę spod małżeńskiej opieki. Miała o tyle racji, że przyzwoity mężczyzna faktycznie nie powinien się kręcić w pobliżu garderoby dla kobiet.
Mnich zastanowił się chwilę.
- Jest też Lady Soria. Sama jej obecność powinna wywołać swędzenie w lędźwiach Benity. Nie wspomniawszy o jej mężu. - Otto wybranki Slaanesh - Plus jej córka, masz tam dwie istoty, których pierwszą naturą jest pokusa. - jednooki westchnął tęsknie - Serce boli, że Lady Soria również należy do nieznanych mi smaków. Z jednej strony czuję się jednak nie godny jej uwagi, z drugiej byłoby pewnie urazą dla niej gdybym nie spróbował. - mnich zaśmiał się do siebie odrobinę pusto - Kłopot w tym, że prosta przyjemność ciała, zwykłe spędzanie nawet dłuższego czasu na zaspokajanie huci… zaczyna tracić smak. Szczególnie w tej towarzystwie takiej ilości pań chętnych ją zaspokoić. Nawet przyjemność z bólu i niewygody, zaczyna być rozwodnionym winem z czasem. - mnich pokręcił głową - Benefi mojej edukacji to to, że dokładnie wiem co się dzieje. Więc zanim zacznę odcinać sobie nos, aby poczuć coś nowego, chciałbym zaspokoić głód, który odczuwa każdy klecha. Nie wiem tylko czy, któraś z was byłaby zainteresowana jednym wieczorem ekskluzywności. - Otto prychnął słysząc absurd swoich słów - Najwyraźniej moje zgniłe serduszko ma iskrę romantyka, ale pomysł mienia, którejkolwiek z was tylko dla siebie, na jeden wieczór spędzony w romantycznej intymności… ekscytuje mnie bardziej w tej chwili, niż gdybyście wszystkie na raz zaczęły wielbić języczkami moje berło. - mnich zerknął na swoją rozmówczynię i uśmiechnął się, jego oczy wydawały się jednak smutne - Wybacz, pani. Nie powinienem cię trapić pustymi marzeniami młodzieńca.
- O matko, Otto, co ty mówisz? Nie odcinaj sobie nosa! - Bretonka popatrzyła na niego żartobliwie go strofując. - A lady Soria przecież jest tu z nami, i w teatrze też z nami będzie. I na zabawach u Pirory prawie zawsze jest i jutro przy Kamieniach będzie. Jak ci się podoba to porozmawiaj ją. Przecież ja z dziewczętami to cały czas ją adorujemy. To i nam się odwdzięcza swoją atencją podczas zabawy. No na co czekasz? Aż milady zaprosi cię do sypialni? - Nadal wydawała się być rozbawiona postawą kolegi. Od ręki przypomniała mu liczne sytuacje gdy wężowa milady brała udział i w pełnoprawnych orgiach i skromniejszych wielokątach. Zachęciła go aby sam spróbował przejąć inicjatywę w stosunku do szlachcianki jaka w ciągu ostatnich tygodni w naturalny sposób stała się nieoficjalną liderką dziewcząt. Bez względu na to czy były to eleganckie szlachcianki czy sprytne ulicznice, wszystkie bez wyjątku zdawały się być zauroczone Sorią i traktować ją jak swoją zwierzchniczkę. Bretonka poklepała go przyjaźnie po ramieniu i sama spojrzała na syrenę jaka właśnie rozmawiała przy stole z Laylą i Łasicą.
- O Benicie to myślałam o Oddie bo może i Soria by też mogła przykuć jej uwagę ale Benita jej nie zna. Może z widzenia czy słyszenia. A na spotkanie z Oddie myślę, że by się zgodziła od razu. Wcale nie ukrywała, że chciałaby ją poznać. To mi się wydało najłatwiejsze do zrealizowania, zwłaszcza jakby Oddie się zgodziła współpracować. Jeszcze z nią o tym nie rozmawiałam. No ale jak masz lepszy pomysł jak wyłuskać samą Benitę od jej męża i tak aby była okazja ją zbałamucić to nie obrażę się jeśli spróbujesz. - Powiedziała z lekkim uśmiechem dając mu znak, że jest gotowa oddać mu inicjatywę jeśli by czuł się na siłę spróbować ugryźć to zagadnienie.
- Jak chcesz to mógłbyś poczekać w garderobie Oddie aż przyjdziemy z Benitą. Bo pewnie przyjdziesz wcześniej niż my skończymy próby. Nie sądzę aby to zajęło długo czasu skoro jej mąż by na nią czekał. Bo widzę, że chcesz mieć dziś Oddie dla siebie. No rozumiem, wspaniała kobieta no i Słowik Północy. Też jestem bardzo rada za każdym razem gdy mam z nią przyjemność. Jak chcesz mogę jej szepnąć słówko, że za nią szalejesz no ale, że się zgodzi to ci obiecać nie mogę. Chyba rozumiesz, że na wieczorze gdzie ona jest najjaśniejszą gwiazdą to mogłaby mieć przyjemność z kim zechce. Tam zresztą w tym teatrze jest sporo pokoi i pomieszczeń, w końcu to wcześniej pusta tawerna była. Więc pewnie i tak będzie niezłe zamieszanie jak już zabawa rozkręci się na całego. A i tak trzeba będzie zachować pozory więc pewnie koło dziewiątego, góra dziesiątego dzwonu towarzystwo zacznie się rozjeżdżać aby skandalu nie było. - Szlachcianka dorzuciła parę swoich pomysłów na dzisiejszy wieczór. Zdradziła czego sama się spodziewa od tej organizacyjnej strony. W końcu oficjalnie to miała być tylko próba śpiewania psalmów przed mszą w Festag. Lady Odette miała być główną śpiewaczką a do tego orkiestra i chór. I mały poczęstunek na koniec jaki był przykrywką dla orgii planowanej przez kultystów.
Kazanie Otto
Mnich skłonił się starszemu w podzięce za okazję.
Rozejrzał się po zgromadzeniu z uśmiechem.- Bracia, siostry. Radujmy się, nasze działania przykuły uwagę Bogów! Dzisiejszego dnia, dziecię, które dopiero co rozpoczęło swoją drogę na ścieżce naszej wiary, Teofano Lebkuhen, odwiedziła mnie aby ukazać znamiono, które pojawiło się na jej ciele gdy dołączyła do grona matek daru Ostre. Czy kropki, ułożone w trójkąt, znak Dziadunia. - aspirujący kapłan Chaosu pozwolił tej informacji przejść przez umysły swoich wiernych - Nie tylko widzą nasze poczynania, nie tylko aprobują im, wspierają je. Herold Vesty, George, wyrocznia o umyśle dziecka, poinformował mnie, że w mieście pojawiła się uczona, która ma być niezbędna w przeprowadzeniu rytuału przyzwania sióstr. Radujmy się, bracia i siostry. Bo bogowie są z nami! - mnich dał chwilę, aby emocje zgromadzenia się uspokoiły
- I jeżeli mogę, bracia i siostry. Radujcie się i za mnie. Mgła przyciemniająca część mej przeszłości się uniosła. Nie tylko ujrzałem Prawdę, tą mroczną tajemnicę, która przemieniła mnie że sługusa Sigmara w jednego z naszej rodziny, ale i ją zrozumiałem. Więc, cóż to za prawda? Cóż to za sekret? Nic czego sami czasem nie odczuwaliście. Bogowie Imperium, Bogowie Elfów i Krasnoludów. Są fałszywi. Nie są prawdziwymi nogami. - mnich uniósł obronnie ręce, aby powstrzymać śmiechy i wygwizdanie
- Wiem, że słyszeliście o szaleńcach twierdzących to samo, aż nie spłonęli na stosach Inkwizycji. Jednak ja jestem w stanie przekonać was do swojej prawdy. - Jednooki rozejrzał się po zgromadzeniu - Nie teraz jednak, to nie czas, abym łechtał swoje ego i bawił się w nauczyciela. Mamy jeszcze dużo do ustalenia. Jeżeli ktoś będzie chciał wysłuchać mojej Prawdy, nie lękajcie się zapytać. Wiedzą powinno się dzielić z tymi, którzy jej poszukują - skończywszy mnich wrócił na swoje miejsce pozwalając reszcie spotkania przebiec według planu.
Egon wysłuchał kazanie Otto w milczeniu, czasem jeno kręcąc wąsa przy dobitniejszej puencie, którą zaserwował mnich. Choć wojownik niewiele spędzał czasu w Neues Emskrank z kimkolwiek innym, niż Łasicą, Silnym i swoimi poplecznikami, kultysta Pana Krwi rad był, że ich wcale skromny u swych początków kult rozrastał się. Było to po myśli Egona - im więcej będą mieli szabli pod swą chorągwią, tym bardziej prawdopodobny był sukces w nadchodzącym turnieju.
- Świetna mowa Otto. Podziękujmy naszemu bratu za jego zapał. - Starszy opiekuńczo położył dłoń na ramieniu mnicha aby dodać mu otuchy. Ale słowami zwrocił się do pozostałych spiskowców. Ci kiwali głowami ale widać było, że wiele informacji było dla nich nowych i musieli je przemyśleć.
- Lebkuchen? Oni mają cukiernię niedaleko Placu Targowego. To ci? Ona jest od nich? - Łasica zmrużyła oczy i była ciekawa czy dobrze kojarzy adres z nazwiskiem. Otto mógł jej potwierdzić.
- Ci sami. - mnich kiwnął potwierdzająco - Dziewczynie śniły się nasze muchy, los chciał, że przeor wysłał mnie do nich, profit z tego, że obracam się wśród tak znamienitych dam. Po przebadaniu sytuacji wyszło, że jest bardzo otwarta na ten pomysł, więc zabrałem ją na przechowanie do Pirory. Oczywiście nasze drogie lubieżnice nie potrafiły trzymać łapek przy sobie, więc kiedy wróciłem z jajami Oster, one już pewnie kilka rund z nią przeszły.
- Teo ma jakieś kropki? No ja wczoraj nie widziałam u niej jakichś kropek. Ale może przegapiłam. A gdzie ma te kropki? - Fabienne nachyliła się do mnicha aby się dopytać o ten anatomiczny detal młodej cukiernik. Widać było, że jest nieco zdezorientowana czy coś wczoraj przegapiła.
- Wewnętrzna strona uda. Jeżeli wczoraj były, to mało zauważalne, dziś jak je pokazała nie było żadnej wątpliwości co do ich znaczenia.- Poczekaj Otto a jaki rytuał? Jaka uczona? Jak rytuał to by jakaś czarownica musiała być. I to nielicha. Coś więcej o niej wiesz? To na pewno kobieta? - Raisa zwróciła uwagę na coś bardziej pokrewnego jej profesji i talentom.
- Końcowym etapem naszej misji będzie przeprowadzenie rytuały, aby sprowadzić Cztery Siostry z domeny Bogów tutaj. Na razie nie znamy wszystkich szczegółów, ale mamy kilka poszlak. - mnich się zastanowił jak wytłumaczyć przekaz Georga - Niestety moje źródło nie należy do… najłatwiejszych do zrozumienia. Mój pacjent ma najwyraźniej jakąś więź z biblioteką Vesty… przynajmniej tak to rozumiem. Magia tych tomów przemawia do niego, wyrwała jego umysł z normalnego postrzegania czasu. Wczoraj dzieję się dziś, dziś będzie jutro, jutro było wczoraj. Do tego jego zdziecinniały umysł nie radzi sobie z bardziej skomplikowanymi konceptami. Opisał ją tylko jako "niebieską" i że też jest od ksiąg, zakładam, że to znaczy uczona… lub może magini? Czy któryś z wiatrów odpowiada kolorowi niebieskiemu? Tak czy inaczej przybędzie do miasta i najwyraźniej będzie ją gonić "łowczyni głów". - mnich starał sobie przypomnieć dokładnie wiadomość Georga - "... musicie ją zaprowadzić do książek, aby zrobiła rytuał na czasie…" tak mniej więcej brzmiała wiadomość.- Jak ten rytuał ma być magiczny to musi go wykonać ktoś władający mocą. Sama wiedza nie wystarczy. - Stara wiedźma zaczęła od tego czego była najbardziej pewna. Potem zamilkła gdy trawiła pozostałe wiadomości. - Da się pogadać z tym Georgem? - Popatrzyła spod zaropiałych powiek na tutejszych kultystów.
- Pracujemy nad tym. Ma zamieszkać u mnie ale jeszcze trwają przygotowania. Gdy już będzie mieszkał ze mną to będziemy mieć z nim swobodniejszy dostęp. Na razie to tylko Otto go widuje w hospicjum. - Tobias włączył się do rozmowy, dumnie prezentując swój wkład w wydobycie cennego pacjenta z przytułku. Wiedźma skinęła głową i brzydko splunęła w bok.
- Ona musi być magiem jeśli ma przeprowadzić magiczny rytuał. I jeśli chodzi o przyzwanie Sióstr, którejkolwiek, to musi to być potężny mag. Merga chyba dałaby radę ale i dla niej to byłoby trudne. Inny mag aby o tym myśleć musiałby mieć moc, wiedzę i doświadczenie zbliżone do Złotookiej. - Raisę to wyraźnie zafrapowało. Znów pogrążyła się w milczącym zamyśleniu. - No i to musiałby być ktoś kto zna się na zaawansowanej demonologii. - Uznała w końcu po przemyśleniu tej sprawy.
- I jeszcze ktoś ma ścigać tą szamankę. Możliwe. Siostry przemawiają nie tylko do nas. Do zwykłych śmiertelników i naszych wrgów także. Nie da się tego uniknąć. - Pokręciła głową uznając to za komplikację.
- Niekoniecznie. Jak ona by była jakimś magiem to mogła sobie narobić wrogów. Zwłaszcza jak jest magiem. Magowie mają talent do robienia sobie wrogów. Welu ich uważa za wypaczeńców. - Łasica dorzuciła swoje trzy pensy. A skoro zabrała głos to znów spojrzała na jednookiego mnicha. - To mówisz to ta od Lebkuchenów? A która? Bo oni mieli ze trzy czy cztery córki. Ale jedna to wyszła za mąż i wyprowadziła się z miasta, druga też ale nadal mieszka w mieście, z trzecią to nie kojarzę i czwarta, najmłodsza to chyba wciąż panna na wydaniu. - Łotrzyca wydawała się całkiem nieźle orientować kto jest kto w okolicy.
- Prawda może być gdzieś pomiędzy. - zaczął Otto - Może być Magiem, który postanowił wyzwolić się z jarzma Imperialnego systemu. Jednocześnie, Siostry pewnie wysyłają swoją wiadomość bez dyskryminacji, albo nie odróżniając sojusznika od wroga. Co do sióstr, z tego co udało nam się ustalić nie da się przywołać tylko jednej, wszystkie na raz muszą się tu zjawić. Wiedzę o demonologii… przyznam posiadam… niesprecyzowaną. Potrafię odróżnić służkę Slaanesh od wojownika Khorna, ale głębszych prawd nigdy nie poznałem. Chyba będę musiał poszukać jakiś źródeł wiedzy. - Mnich zerknął na Łasicę gdy pytała o piekarzy - Wydaję mi się, że Teofano jest najmłodszą z ich córek. Chuchali i dmuchali na nią jakby miała przejąć interes. Mieszka ciągle z nimi, jeżeli to pomaga.
- Aa… To chyba wiem która. Taka szczupła? Brunetka? - Pokazała na swoich włosach i talii. Po czym zaśmiała się. - Kojarzę ją. Tak, to na najmłodsza Lebkuchen. Kiedyś nas pogoniła z ich cukierni, że kocmołuchy z Burgund jesteśmy i tylko miejsce przy stole zajmujemy. Tak, pamiętam. Cieszę się, że dziś też będzie w teatrze. - Łotrzyca mówiła wesoło i swobodnie ale na koniec podejrzanie się uśmiechnęła na myśl, że wkrótce spotka się z młodą cukiernik jaką kiedyś poznała w całkiem innych okolicznościach.
- Jak ma być magiczny rytuał to musi umieć magię. Sama wiedza nie wystarczy. Co ci po słowach kształtujących moc jeśli nie będziesz mógł zaczerpnąć mocy? - Raisa dalej obstawała przy swoim i mówiła skrzeczącym, nieprzyjemnym głosem. - Więc jeśli ta niebieska przybyła do miasta to może słyszeć zew Sióstr. Zwłaszcza jak pytała o sny. Czyli może wiedzieć, że Siostry komunikują się przez sny. Ale czy jest zwolenniczką Sióstr czy przeciwniczką, to tak jak mówisz młodzieńcze, jeszcze tego nie wiemy. - Starucha chociaż częściowo na koniec przyznała mnichowi rację.
- Dobra ale, że ona jest niebieska to trochę mało aby ją odnaleźć. Przecież nie możemy zaczepiać każdej kobiety co ma coś niebieskiego czy to ta której szukamy czy nie. - Łasica jak zwykle miała bardzo pragmatyczne podejście do tego zagadnienia.
- Jakby była magiem i miała coś magicznego albo była świeżo po użyciu magii, to ja bym mogła to wyczuć. Każdy wyczulony na moc pewnie by mógł. - Zielarka po chwili zastanowienia zaoferowała swoje usługi w tej materii.
Otto zastanowił się chwilę, przypominając sobie tomy czytane za młodu na ten temat.
- O ile najpewniej jest magiem, zważając na wasze argumenty. Wiedza magiczna nie jest niezbędna do wykonania rytuału. Rytuał nie jest zaklęciem, oczywiście moc i wiedza magiczna pomogą, ale czasem wymagane jest tylko odpowiedni czas, słowo i ofiara.
- Nie wiem co u was nazywa się rytuałem. Ale u nas to jest to używanie mocy w czymś większym niż zwykłe czary. A jeśli chodzi o sprowadzenie Sióstr to trzeba będzie piekielnie potężna moc. I wiele wysiłku aby go przygotować. Myślałam, że to Merga przeprowadzi. Ale może pojawił się w mieście ktoś podobny. A może nie. Na razie wiemy, że ma być jakaś niebieska. - Raisa odpowiedziała po tym jak przez chwilę surowo wpatrywała się w jednookiego. I nie sprawiała wrażenia aby jej przekonał swoimi argumentami.
- Rytuał przyzywający wszystkie cztery Siostry na raz byłby bardzo potężny. To by było czasowe otwarcie bram Eteru aby tak majestatyczne istoty mogły przejść do tego świata. Prostszy byłoby sprowadzenie każdej z Sióstr osobno. A i każdą, kolejną powinno być sprowadzić łatwiej niż poprzednią. Bariery między wymiarami będą słabsze gdy każda z Sióstr będzie emanować tutaj swoją mocą. - Soria zabrała głos i wszyscy spojrzeli w jej stronę. Po chwili zastanowienia starucha skinęła głową, zgadzając się lub przyjmując to do wiadomości.
- Dzielę się jedynie wiedzą zdobytą przez Imperialną inkwizycję, którą byli chętni się podzielić. - zaznaczył mnich - Wśród nich były przypowieści o sługach Chaosu, normalnie nie posiadający talentu magicznego, ale i tak sprowadzający Niezrodzonych do naszego świata. Do tego rytuały poświęcone Bogu Krwi, które raczej nie powinny być magiczne, zważając na jego podejście do Sztuki. - mnich pokiwał głową na słowa córki Soren - O ile ma to sens, w moim zrozumieniu miałoby być, że wszystkie muszą się tu zjawić jednocześnie. Może po prostu jakiś godzinny odstęp między poszczególnymi rytuałami. - Otto się zastanowił - Rozumiem logikę wszystkich na raz. Rodzeństwo często ze sobą rywalizuje, nałóżmy na to fakt, że siostry stały się Księżniczkami każdego z Bogów i są częścią Wielkiej Gry. Dając którejkolwiek nawet dzień przewagi może być uznane za obrazę dla reszty.
- Tak, Siostry muszą powrócić wszystkie. Ale niekoniecznie wszystkie w ciągu jednej nocy. Nie znam detali i nie czuję się dysponować odpowiednią wiedzą o demonach aby odważyć się myśleć o przeprowadzeniu takiego rytuału. Nie wiem jednak jak można by spróbować otworzyć portal do Eteru bez użycia Mocy. Bez Mocy to nawet zaklęcia to same gadanie. Możesz je przeczytać poprawnie i bez zaczerpnięcia i uformowania mocy nic się nie stanie. Są artefakty w jakich są zaklęte demony, nawet takie jakie mogą przyzwać demony do tego świata. Ale to nadal jest użycie Mocy. Po prostu ktoś kiedyś stworzył taki przedmiot i obdarzył go Mocą, zaklął słowa Mocy aby zamiast niego manipulowały przyzwaniem demona. Ale to chodzi wówczas o zwykłe demony lub jakieś chochliki a nie tak potężne demony jak Siostry. Zobacz, że one wpływają na nasze sny nawet jak jeszcze ich tu nie ma. I to na masową skalę a nie tylko na nas co o nich wiemy. Zwykłe demony tego nie potrafią. Nie, nie wierzę aby dało się sprowadzić Siostry bez użycia Mocy. Ta wiedźma co przybyła do miasta też musi umieć używać Mocy jeśli miałaby przyzwać którąkolwiek z Sióstr. Z osób jakie ja znam to chyba tylko Merga mogłaby się tego podjąć. I jej też łatwiej byłoby sprowadzać Siostry pojedynczo. - Raisa pokręciła głową i głos ociekał jej sceptycyzmem. Widać było, że mnich nie przekonał ją do zmiany zdania.
- Przypuszczam, że właśnie takie artefakty jak ten ołtarz poświęcony mojej matce, będą częścią takiego rytuału. I miejsca im poświęcone. Jeśli każda z nich miałaby swoje, co by mnie nie zdziwiło, to fizycznie byłoby być trudno w kilku miejscach jednocześnie. Moja matka zapewne uwiła sobie gdzieś w okolicy swoje gniazdko namiętności i musimy je odnaleźć. Możliwe, że tam byłby nowe wskazówki i wiedza co powinniśmy robić dalej. A może nawet jak ją przyzwać. To samo z tym kamieniem Norry czy biblioteką na bagnach Vesty. Nie sądzę aby któraś z Sióstr korzystała z gościnności innej, raczej każda miała swoją osobną siedzibę. Takie miejsca będą silnie związane z każdą z nich a to może bardzo pomóc w odprawieniu takiego rytuału. Do jego odprawienia będzie potrzebna osoba z odpowiednią wiedzą o demonach i mocą do ich sprowadzania. Być może ta kobieta jest taką osobą a jak nie to i tak musimy czekać na powrót Mergi. - Soria włączyła się ponownie do rozmowy dorzucając do niej nowe elementy. Raisa słuchała tego z wielkim zainteresowaniem. Fabienne też ale magia i demony nie były jej specjalnością więc nie zabierała głosu.
-
Oryginalny autor: Santorine
Sekretne zebranie na starej kodze miało się powoli ku końcowi. Pierwsze pożegnały się szlachcianki. Jako błękitnokrwiste koleżanki Pirory, Kamili i Odette były zaproszone na wieczór poetycki jaki tym razem odbywał się nie w kamienicy van Zee tylko nowo otwartym teatrze. Była okazja aby zaprosić tam sławną diwę estrady pod pretekstem śpiewania psalmów i poezji. Dlatego tym razem miały być nie tylko dziewczęta z dobrymi nazwiskami ale też i ich narzeczeni, rodzice czy mężowie. W ciągu paru dni jakie minęły od Festag to zrobł się z tego nieoficjalny koncert lady Odette dla wtajemniczonych. Ci kultyści co byli zaproszeni, głównie koleżanki Pirory, musieli się na miejscu stawić o zmierzchu. Pozostali kultyści jeśli mieli ochotę się pointegrować na zapleczu dawnej tawerny jaką od wiosny przerabiano na teatr, nie mieli szans wejść głównym wejściem. Ale Łasica obiecała trzymać straż przy kuchennym wejściu. Ona razem z Burgund, miały znów usługiwać miastowej elicie jako dziewczęta od przekąsek. A póki próba się nie skończy to zabawa i tak się nie zacznie. No i trzeba było się uwinąć aby nie zostawiać dłużej niż do dziewiątego, góra dziesiątego dzwonu. Zwłaszcza damom z dobrych domów zależało aby nie stwarzać źródeł do nieprzyjemnych i złośliwych plotek co porabiają po zmierzchu. Obecność Odette dawała wszystkim pretekst na małe co nieco po próbach ale bezpieczniej było nie przesadzać.
Zanim jeszcze błękitnokrwiste kultystki wyszły ze starej ładowni, Tobias zagaił temat jaki bardzo zainteresował starą wiedźmę. Raisy żadne damy i przedstawienia nie interesowały, chyba, że dałoby się kogoś zasiać, i śpieszyła się do apteki Sigismundusa, niecierpliwa sprawdzić czy pozostałe dwie rybaczki wydały już na świat swoje mioty czy jeszcze nie. Nieco się niepokoiła bo zostały tam we trzy z Dorną a szaroskora mutantka to zbyt groźnych nie należała. Do tego musiała przed nimi ukrywać swoją sromotę bo nie wiadomo było jakby wiejskie dziewczyny nie wtajemniczone w sprawy kultu i oddawania czci Mrocznym Potęgom, zareagowały na widok odmieńca. Stara jędza nie znała jeszcze miasta na tyle aby samej trafić do apteki. Tu jednak Lilly zaoferwała się, że może jej pomóc. Raisa rozpromieniła się do niej ale temat jaki podniósł Tobias, od razu przykół jej uwagę.
- Jeśli można, to chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewien aspekt hodowli czerwi. - Podniósł się z ławy i Starszy zachęcił go aby mówił dalej. - Przestudiowałem jeszcze raz moje zapiski jakie zrobiłem z wykładów naszej czcigoodnej Mergi. - Zaczął jakby był na uczelni i zwracał się do kolegów wykładowców. Co sprawiło, że Łasica przewróciła oczami zaznaczając, że nie lubi belfrowania. To jednak uczonego nie zraziło.
- Rzuciło mi się w oczy, że to nosicielka ma główny wpływ na to jak obfity będzie miot. Bo wszystkie nosicielki zasiewa się tymi samymi jajami. Więc to nie jaja decydują o tym jak duze larwy kobieta wyda na świat. - Ubrany w elegancką togę uczony zaczął od drobneg przypomnienia co już się zdążyli dowiedzieć z notatek Mergi i praktyki hodowlanej w ciągu ostatnich paru tygodni. Dlatego liczne głowy i pomruki dały znać, że są tego świadomi. - Otóż to. Doczytałem jednak rozważania Mergi zapisane na marginesie. Zapewne ona sama nie była tego pewna. Ale wniosek wydaje mi się słuszny. Otóż jeśli nosicielka by była wyjątkowa zapewne i jej miot mógłby mieć wyjątkowe właściwości. - Teraz zapadła cisza i widać było, że chyba wszyscy starają się domyślić o co mu chodzi.
- A jakie to mogą być te wyjątkwe właściwości przechodzące z nosicielki na miot? - Starszy w końcu przerwał zakłopotane milczenie. Czym wywołał uśmiech satysfakcji na twarzy Tobiasa.
- Magia. W notatkach na marginesie, czcigodna Merga zapisała, że gdyby zasiać osobę władającą mocą to jest szansa, że miot też będzie zdradzał jakieś talenty w tej kwestii. Zapewne zwłaszcza ten jakiego by miał w sobie iskrę boskiej Vesty. W końcu z Czterech Sióstr, to ona specjalizowała się w wiedzy i magii. Więc jakby zasiać kobietę dysponującą mocą to jest szansa, że wpłynie to jakoś na miot. Czyli jakąś magister albo elfkę. Ale zaznaczam, że to tylko teoria. Sami rozumiecie, że nie tak łatwo dostać taką nosicielkę. - Dało się wyczuć, że uczony aż pęcznieje z dumy na to co wpadł ale starał się to kontrolować. Bo Silny czy Łasica mieli miny jakby najchętniej mu wepchnęli te słowa z powrotem do gardła.
- Nie no pewnie. Jakaś magiczka albo elfka. Jasne. Przecież trzymam taką pod łóżkiem i tylko wymieniam sobie którą chędożę w którą noc. W parzyste maguśka, w nieparzyste elfka. - Łasica nie oszczędziła mu swojego jadu. Co wywołało salwę śmiechów u zebranych. Uczony przepraszająco wzruszył ramionami na znak, że nie chciał wywoływać kłótni.
- Wiem, że może nie być łatwo zdobyć takie kobiety albo nakłonić do współpracy. Tylko chciałem dać wam o tym znać. Tak na wszelki wypadek. W opracowaniach jakie zostawiła Merga też trudno o takie przypadki. Zapewne po prostu zwykłe kobiety łatwiej zdobyć lub nakłonić do współpracy niż elfki albo magiczki. Tak tylko zaznaczam na wszelki wypadek, że jest taka opcja. - Tobias przyjął jeszcze bardziej ugodowy ton i w końcu z powrotem usiadł na swoje miejsce. Starucha co zbierała się już do wyjścia wwiercała się w niego spojrzeniem.
- Może tak być. Ale póki nie trafimy na jakąś elfkę albo magiczkę do zasiania to raczej się nie przekonamy. - Raisa uznała pomysł uczonego, że całkiem sensowny ale w tej chwili trudno sprawdzalny.
- W mieście jest enklawa elfów. W zimie to Pirora nawet się z jedną zaprzyjaźniła. Ale jak na wiosnę ta elfka popłynęła w świat tak do tej pory nie wróciła. No pewnie, są inne elfki. Ale wiecie jak one zadzierają nosa a tu nie tylko trzeba by zagadać ale jeszcze jakoś zasiać tymi robalami. A one wyłażą po paru dniach więc to nie tak, że się jakąś zbałamuci na jedną noc i po sprawie. Z drugiej strony one wyglądają na wiecznie młode a mogą być starsze od naszych dziadków. To kto wie co taka elfia panna lubi. Podobno lubią eksperymentować nie? A Fabienne no to opowiada jakby to była kupa frajdy noszenie tych robali. Sama nie wiem. A żadnej maguście nie słyszałam. Znaczy od tej blondyny od zwierzoludzi co z tą moją wiewiórą pomagałam Jachimowi do miasta przemycić. No to ona mówiła, że jakaś niebieska kokota mogła przybyć do naszego miasta. Ale ja jej jeszcze nie spotkałam. Może ta łowczyni głów co ją ściga coś by więcej o niej wiedziała. Ale też na razie na nią nie wpadłam. - Łasica rozgadała się nieco bardziej. I chociaż dało się wyczuć, że wciąż jest niechętna tematowi hodowli to jednak naświetliła jak nietypowe byłoby spotkanie dwóch typów kobiet o jakich wspomniał Tobias.
Egon słuchał słów Tobiasa z uwagą. Co prawda magii nie ufał ani za grosz, jednak, jak się okazywało, gusła i zaklęcia miały swe zastosowania w kulcie i któż wie? Może nawet i jeśli odpowiednio się przymierzy zaklęcia, nawet, nawet, siostra poświęcona bogowi bitew i krwi zostanie przywołana?
– Sugerujecie porywać elfki? – Egon myślami wrócił do teraźniejszości, sam nie będąc pewien, co o tym myśleć. – Ludzie to jedno, a zatargi z długouchymi to rzecz inna. W enklawie żem nie był nigdy. Porwać, porywać… Mhm. Może i porwać jedną albo dwie i się dało, ale czemuż od razu porywać? Może i porywać by można, ale rzecz zdaje mi się, warta rozeznania Pirory tudzież innych kumatych w koneksjach – skonstatował Egon. – Wolałbym najpierw czujki wokół enklawy rozstawić. Coś mi mówi, że elfów nie rozpracujemy tak łatwo, jak ludzi.
- Oj z porwaniami elfek to trzeba by uważać. Oni wszyscy są jak szlachta. To nie jakiś parobas ze wsi którego zniknięciem nikt się nie przejmie. - Silny nie miał nic przeciwko samym porwaniom czy elfek czy magiczek ale zwracał uwagę na potencjalne konsekwencje. Władze czy ludzkie czy elfie, zapewne zniknięcie jakiejś elfki potraktowałyby podobnie jak zaginięcie ludzkiej szlachcianki.
- Elfy to stara rasa. Trudniej by było zapewne oszukać taką elfkę, że ma robaki tam w środku albo, że trzeba jej zasiać robaki bo to ma na coś pomóc. Takiej wieśniaczce czy mieszczce, może nawet szlachciance, to można by liczyć, że to kupi. Z elfką to nie wiem czy by się udało. - Riasa pokiwała głową zwracając uwagę na inny aspekt. W końcu parę dni temu sama użyła podstępu przy zasiewaniu jajami trójki wieśniaczek mówiąc im, że to lek jaki wygna robactwo z ich ciał, tylko za parę dni. Dziewczyny chyba w to uwierzyły a przynajmniej przy zasiewaniu nie stawiały oporu. Kłamstwo było o tyle prawdopodobne, że jedna z nich już wydała na świat swój pierwszy miot co niejako uwiarygadniało słowa staruchy sprzed paru dni. Ale czy jakaś elfka by się podobnie na to dała nabrać?
- Spotkanie jakiejś elfki samo w sobie nie powinno być takie trudne. One czasem przychodzą na różne przyjęcia czy koncerty. Przecież elfy kochają taniec i muzykę. Kto wie? Może nawet dziś w teatrze jakaś się trafi? W końcu Odette ma dziś śpiewać a elfy do świątyni Mananna raczej nie chodzą. - Hubert przypomniał, że te elfy nie są aż tak niedostępne. Zwłaszcza jak się należało do śmietanki towarzyskiej miasta. A od tygodnia, życie towarzyszkie elity kumulowało się wokół miodowłosej diwy. Fabienne pokiwała głową przyznając, że to może nie jest norma ale jednak zdarza się jej spotykać na przyjęciach przedstawicieli starych ras.
- Nie wiem czy jakaś elfka nie pracuje jako ladacznica. Oczywiście na odpowiednim poziomie. Będę musiała z Burgund i Laurą pogadać. Bo może wystarczyłoby ją wynająć jak za numerek i zapłacić? - Łasica dorzuciła swój pomysł, z perspektywy ferajny. Nie była do końca pewna czy ma aktualne dane i ta elfia kurtyzana wciąż pracuje w najstarszym zawodzie świata. Ale i tak powstało pytanie czy nawet za geldy, dałaby się zasiać robactwem Oster.
- A może któraś z nich by się skusiła na te przyjemne doznania jakie wytwarza miot? - Bretonka położyła swoją bladą dłoń na płaskim brzuchu okrytym karminową suknią. Za co zarobiła wiele niedowierzających spojrzeń.
- Chcesz jakąś elfkę pytać czy da sobie wlać robactwo do środka? - Łasica jako pierwsza okazała dużą dozę sceptycyzmu.
- No chyba wszyscy wiemy, że elfy to niesamowici kochankowie. I długożyjący. Więc takie zwykłe rozkładanie nóg przed kochankiem może nie być dla takiej elfki zbyt pociągające. A takie robaki to jednak coś wyjątkowego. Zwłaszcza jak robią tyle przyjemnych doznań. No i wiecie, od zasiania do porodu mija parę dni, nawet tydzień. Więc albo byśmy musieli porwać i trzymać taką elfkę przez ten czas a wiadomo, że by jej szukali. A jeszcze nie wiadomo czy udałoby się ją porwać bez przeszkód. Albo namówić ją do współpracy. I wtedy jak wyda na świat miot to sama do nas z nim przyjdzie. - Bretonka wyłuszczyła logikę swojego pomysłu. To spowodowało szmer rozmów. Do wszystkich dotarło, że gdyby udało się pozyskać taką elfkę jako dobrowolną nosicielkę to byłoby najprostsze i najkorzystniejsze dla nich wszystkich. Ale jakoś nikt nie zgłaszał się na ochotnika do pertraktacji z taką elfką. Było też ryzyko, że gdyby się nie zgodziła mogłaby gdzieś komuś donieść o tej robaczej ofercie. Więc tutaj Fabienne zdawała sobie sprawę, że pootencjalny zysk jest spory ale i ryzyko też. Chociaż przy wariancie z porwaniem też było ryzyko wpadki oraz poszukiwań zaginionej jakie pewnie by nastąpiły później.
Egon słuchał deliberowania na temat skaptowania elfów. Wojownik, który służył Khorne znał się jeno na siłowym rozwiązaniu rzeczy. Egon co prawda pamiętał, że - ponoć - elfy były takimi istotami, które doznawały emocji i innych uczuć silniej, niż zwykły człowiek, podczas gdy Egon hołdował jedynie gniewowi i szałowi bitwy.
– To robota dla Pirory, Burgund, może van Hansen – rzekł Egon. – Wkupić się w szlacheckie łaski i takie tam. Jeśli ktoś mógłby zbałamucić długouche dzieweczki, to chyba tylko one.
Egon pokręcił głową.
– Jeśli byłby łatwy przystęp, jeśli można by się zakręcić, to można spróbować – rzekł brodacz. – Porywanie to za duże ryzyko. Już i tak ponosimy spore, łowiąc niewolnice na jaja Oster i czając się na turniej. Jeśli przed turniejem będzie znowu obława, to niczego nie wskóramy, znowu będzie trza się ukrywać.
Tu wzdrygnął się. Perspektywa spędzania tygodni i miesięcy pod ziemią była nadal zbyt wczesnym wspomnieniem.
- Łasica, Silny. Jak miarkujecie sobie pomysł porwania takiej elfki? Chyba najlepiej znacie miasto od podszefki. - Mistrz zapytał dwójkę z półświatka. Gdy chodziło o takie podejrzane numery oboje wydawali się mieć największe doświadczenie z obecnych. Ci w pierwszej chwili pokraśnieli z dumy, że Starszy ich tak docenia ale gdy dotarło do nich o co ich pyta to im uśmiechy nieco zrzedły.
- Te elfy czujne są. Nawet po zmroku. Ciężko bedzie się zasadzić za rogiem z pałą na takiego długouchego. Do tego szybko przebierają tymi swoimi pęcinkami to jak zacznie biec to trudno takiego dogonić. A sama elfia ulica jakoś odgrodzona nie jest. Można tam normalnie chodzić jak wszędzie indziej. Elfy mają swoje statki albo należą do mieszanych załóg to ich można spotkać na mieście, ulicy, w porcie czy tawernie. No ale nawet jakby się taką elfkę udało dorwać to będą jej szukać. A wiadomo, chudzi wyglądają inaczej niż my, trudniej takiemu długouchemu wtopić się w tłum. Jak się szuka kogoś takiego to ułatwia. - Silny podsumował trudności jakie widział w zorganizowanie porwania elfki. Łasica pokiwała zgodnie głową.
- Można by próbować zorganizować coś, że akurat jakaś co by miała odpływać z portu ale to wtedy ci z załogi by wiedzieli, że jej brakuje. Może coś na polowaniu? Jakieś zaginięcie czy coś? Ale to i tak będą jej szukać. Nawet jakby wszystko poszło gładko z tym porwaniem. - Tym razem włamywaczka, chociaż preferowała całkiem inne metody pracy od brutalnego łysola ale też jak on, kręciła nosem na takie porwanie.
- No dobrze. Czyli póki co plan porwania elfki odkładamy na półkę. To co nam zostaje? - Starszy złożył dłonie jakby naprawdę odkładał jakiś przedmiot na bok. Ale chciał zmobilizować sektę do opracowania alternatywy.
- No ta elfia ladacznica o jakiej Łasica mówiła. Może by się dała zasiać za geldy. No albo któraś by się skusiła na te niesamowite doznania podczas pseudociąży co lady Fabienne tak barwnie opisuje. - Tobias usłużnie doprecyzował dwa inne pomysły jakie zdążyły się pojawić.
- Czyli i tak trzeba się dobrać do majtek takiej elficy. Ktoś ma takie znajomości u elfek? - Łasica szybko sprowadziła te dwa punkty do parteru.
- My mamy jedną znajomą elfkę z jaką czasem mamy przyjemność. - Hubert zaskoczył wszystkich wskazując na siebie i swoją bretońską kochankę. Grubas w średnim wieku nie wyglądał jak wymarzony zdobywca damskich serc i ud a jednak potrafił zaskoczyć pod tym względem. Czarnowłosa szlachcianka uśmiechem i kiwaniem głowy potwierdziła jego słowa.
- To prawda. Być może będę musiała z nią odświeżyć znajomość. Ale u Pirory czy Kamili trafiają się jakieś elfki. Nie wiem czy dziś w teatrze jednej nie będzie. Miała akompaniować Odette i Oddie bardzo zależało aby ktoś ze starszej rasy jej przygrywał. Tylko nie wiem czy to w końcu wyszło czy nie. No i może wśród gości ktoś od nich będzie. I jej, nie przejmujcie się tak tymi elfkami. Da się je spotkać w tawernach, kapitanacie, ratuszu czy jako gości w domach szlacheckich. Tylko przyznam nie wiem jakby taka elfka zareagowała na pomysł zasiania. No jakby się zgodziła to byłoby cudnie. Mielibyśmy dobrowolną i współpracującą nosicielkę. No ale jakby zrobiła aferę no to trzeba by się jakoś tłumaczyć z tego. - Fabienne z kolei mniej się martwiła samą możliwością spotkania takiej elfki ale ryzykiem, że narobiłaby lamentu na tak plugawą propozycję. Chociaż gdyby jednak się zgodziła to dla kultu mogłaby być cenną nosicielką. Na ten moment trudno było zgadnąć który wariant jest bliższy realizacji.
Egon skinął głową, rad, że Starszy uznał bezzasadność porywania elfów. Sama idea wydawała mu się jak porywanie z motyką na słońce - cóż, może nie aż tak lotna to była idea, jednak konswekwencje porywania elfów mogły być opłakane.
– Ta rzecz z burdelem to coś, co zdaje mi się, że łatwiejsze jest do zrobienia – rzekł Egon. – Myślę, że można by całość wziąć i ograć jako jakieś krotochwile w alkowie… Podwójna stawka, żeby wzięła w siebie całą strzykę. Trza jeno jakoś to wytłumaczyć. Jak ladacznica, to wprawna będzie w wygadzaniu zachcianek.
- No tak… Jakby się udało jej wmówić, że to tylko zachcicanka klienta to za parę geldów więcej może by się mogła zgodzić aby przyjąć w siebie strzykwę czy dwie. To mogłoby się udać. - Łasica powoli pokiwała głową. Jako byłej ladacznicy wydało jej się do przełknięcia taki numer. - No ale te robale wyłażą po paru dniach. A tu z tego co Fabi mówi no to, że są w środku to da się poczuć jeszcze wcześniej. No to jak to z nią rozegrać? - Dziewczyna z ferajny konsekwencji zasiania i jak by je mogła przyjąć taka elfka była już mniej pewna. Ten sam motyw pojawiał się zawsze w takich dyskusjach. Samo zasianie wydawało się najprostszym elementem do zrealizowania. Zwłaszcza, że same dziewczęta z kultu miały wiele kochanek z jakimi mogłyby próbować takich zabaw pod pretekstem nowego, pikantnego dodatku. Ale pseudociąża trwała parę dni, do tygodnia nawet. I wówczas taka nosicielka o ile nie była dobrowolna jak Fabienne, Laura czy Dorna to była poza kontrolą kultu. Nie wiadomo było kiedy dokładnie wyda na świat taki miot i jak na to zareaguje. Tylko przy dobrowolnych nosicielkach można było liczyć, że w donoszą pseudociążę dyskretnie a potem jak wydadzą miot to przekażą go kultowi. Na razie ten scenariusz już parokrotnie się sprawdził ale też był wąskim gardłem przed rozszerzeniem działalności.
- Może jak to takie przyjemne to sama będzie trzymać język za zębami i będzie chciała kolejną porcję. Spójrzcie na lady Fabienne, jak pięknie o tym opowiada. Chciałabyś kwiatuszku przyjąć w siebie kolejną porcję? - Do rozmowy wróciła Raisa wskazując na bladolicą Bretonkę co tak barwnie opisywała przyjemne doznania w trakcie dorastania miotu w sobie. Ta uśmiechnęła się do staruchy.
- Bardzo chętnie. Przez pierwsze parę dni nic się nie działo i myślałam, że to nic z tego nie wyszło. Ale jak już się zaczęło coś dziać to powiem wam, że warto było czekać. Dlatego bardzo chętnie przyjmę kolejne porcje. - Bretonka po raz kolejny podkreśliła swoją wolę współpracy w hodowli dziedzictwa Oster.
- Może to jest mądrość Sióstr. Zrobić tą broń tak przyjemną, że nosicelki same by chciały ją nosić w sobie. Ta druga ladacznica z zamtuzu co dała się zasiać, też podobno opisuje to jako przyjemne i ma ochotę na jeszcze. Ja zobaczę na tych trzech wieśniaczkach co je Astrid na służbę wzięła. Jak one to opisują. Bo jeśli im też to by było miłe to może to jest właśnie norma. I wtedy może dla elfek czy magiczek też to by było przyjemne. - Raisa dumała na głos zafascynowana naukową stroną tej hodowli. Widocznie tego się nie spodziewała po projekcie firmowanym przez nurglową Siostrę.
- No to jak te robale w środku to takie przyjemne to może by nam to ułatwiło robotę z tymi elfkami no ale nadal to jednak parę dni od zasiania do porodu. - Łasica pokiwała swoją fioletową głową ale przypomniała, że to nie daje gwarancji, że taka elfka nie narobiłaby rabanu gdy zaczną z niej wychodzić czerwie Oster.
– Jak dla mnie to jest robota dla Pirory – Egon wzruszył ramionami, powtarzając rzecz. – Albo Burgund. Ja sam nie widzę, jak by zbałamucić taką długouchą pannę, choćby i ladacznicą była.Tu Egon poskubał swą brodę.
– Brzmi to jak coś, co wymagałoby obserwowania tej dziewki – rzekł jeszcze. – Ladacznica za odpowiedni grosz zrobi wszystko, więc trza by było ją poznać bliżej. A jak już się użyje strzykwy, to się rzeknie, że w środku nie larwy, a jeno jakiś płyn jest, co z czasem wypłynąć będzie musiał i to my będziemy go brać… Szło by rzecz zamaskować, tak myślę.
– Tak po prawdzie jednak pomysł dawania larw Oster to ryzykowna rzecz – rzekł jeszcze Egon. – Trza będzie obrachować, czy czasem to ryzyko nie będzie tak wielkie, jak porywanie. Bo jak elfka rzeknie, że ktoś w srom wlał jej larwy, wtedy będzie znowu problem, dziewka może gadać, niejeden powtórzy, co zasłyszał. Może być i tak, że zasłyszy to nie ta osoba, co miała.
– Jak dla mnie – rzekł Egon – wejście w coś takiego to musi być pewny interes, inaczej się nie da.
- Pirora? No coś ty Egon. Nam szlachciankom nie wypada się pojawiać w zamtuzach. - Fabienne wydawała się być nieco rozbawiona ostatnią uwagą gladiatora.
- Chyba, że jesteś podziwianą diwą jaka ma prawo do swoich zachcianek i fanaberii. - Tobias przypomniał jej i reszcie, że są jednak pewne wyjątki. Chociaż w zeszłym tygodniu nawet pojawienie się Odette w zamtuzie w jakim pracowała Laura, było uznane za coś niecodziennego właśnie dlatego, że kobiety a do tego szlachcianki, rzadko decydowały się działać tak otwarcie.
- Jeśli mowa o odpowiednio dużej stawce to kurtyzanę powinno się dać zamówić do domu. Z prośbą o dyskrecję i tak dalej. Chyba do Pirory można by spróbować. Ale to trzeba by jej zapytać czy się zgodzi. - Łasica podpowiedziała pewne kompromisowe rozwiązanie jak by można doprowadzić do spotkania z ową elfią ladacznicą.
- No u niej powinno być łatwiej. Bo mnie oczywiście nie wypada sprowadzać kurtyzan do domu. Zwłaszcza, że większość obsługi w naszym domu to ludzie mojego męża. Miałabym kłopoty jak się z tego wytłumaczyć. No chyba, że ta nasza znajoma elfka. Wyślę do niej bilecik z zaproszeniem. Może z nią się uda spotkać. Faktycznie dawno już nie miałam z nią przyjemności. - Bretonka zaczęła od przepraszającego tonu ale musiała zachować pozory przyzwoitości aby nie wywołać skandalu z kontaktami z kurtyzanami. Pod tym względem mogła się spotkać z tą elfią kurtyzaną u Pirory albo spróbować zaprosić swoją znajomą elfkę do siebie.
- A Egon ty się bałamuceniem ladacznic nie przejmuj. Nawet jakby i elfką była. Jak cię na nią stać to jesteś klient czy jej pan. Przychodzisz i mówisz jak ma być. Czy chcesz z przodu czy z tyłu, z góry czy z dołu, czy ma być uległa czy ostra. No i jak sobie zażyczysz aby wlała w siebie to nasienie Oster to też tak mówisz. No tutaj jednak może się zaciekawić co to i może się nie zgodzić albo chcieć za to wyższą stawkę. To trochę indywidualne. Jak chcesz to mogę z tobą pójść do niej. - Łasica znów mówiła pewnym siebie głosem przez pryzmat swojej wcześniejszej kariery zawodowej w zamtuzie.
- Ale jeśli ona zajrzy do strzykwy albo weźmie coś na próbę to wtedy widać te jaja. Ja sprawdziłam jak pierwszy raz Otto mi je przyniósł. No to może zapytać co to są te kulki. - Fabienne ostrzegła o takiej możliwości.
- No słuchajcie bez ryzyka nie będziemy mieć postępów. Albo próbujemy zasiewać jakieś elfki czy inne dziewki no i zawsze jest ryzyko, że któraś się wysypie albo nie i zostajemy przy tych nosicielkach co już mamy. Albo to albo to. - Silny pokręcił głową i sprowadził dyskusję do prostego wyboru.
- Mamy mało czasu. Larwy potrzebują paru dni na rozwój wewnątrz nosicielki. A potem jeszcze w kokonie i jak z niego wyjdą też jeszcze parę dni nim będą w pełni rozwinięte. A tu do końca miesiąca wcale tak wiele czasu nie zostało. Każda strzykwa wepchnięta w jakąś dziurę się liczy. Dlatego ja jestem za tym aby spróbować z tymi elfkami. Nawet jakby wyszła z tego jakaś afera to za parę dni. A może nie wyjdzie? Jeśli by reagowały na pseudociążę jak Fabienne i Laura to może im się spodoba i będą trzymać gębę na kłódkę. A jeszcze chyba możemy im coś zapłacić za milczenie albo coś zbajerować czy nawet zastraszyć. - Raisa bez skrupułów była skłonna rozszerzyć hodowlę tak bardzo jak to tylko możliwe i była chętna aby spróbować zasiać tą jedną czy dwie elfki. *
~
Egon, wyrzekłszy, co miał w sprawie bałamucenia elfek, podszedł do lady Sorii i rzekł w te słowa:
– Lady Soria, sprawa jest – rzekł Egon. – Pamiętasz wszakże, com ci rzekł o martwym nekromancie, którego żeśmy znaleźli podczas naszej drogi do Neues Emskrank?
- A tak, wspominałeś coś o tym. Zdaje się masz zamiar tam wrócić? Ciekawa sprawa jeśli ten nekromanta był jakoś związany z naszymi Siostrami. Ale milenia temu sztuka nekromancji była postrzegana nieco inaczej niż obecnie. A czemu o to pytasz? - Milady wysłuchała brodacza i przytaknęła, że kojarzy temat pradawnego kurhanu.
– Rzekłaś, że wybrałabyś się z nami do kurhanu, twa wiedza byłaby przydatna – Egon przeszedł prosto do sedna sprawy. – Towarzyszyć nam będzie Łasica, Raisa, Bjorn, Astrid, Helga i Lars, jeśli czas znajdzie dla nas. Grobowiec ukryliśmy, ale z każdym dniem, co mija, wystawiamy się na ryzyko, że jakiś cieć znajdzie kurhan i wejdzie do środka, choć udało nam się zastawić parę pułapek i zamaskować go.– Trza nam zabezpieczyć ciało Gonsara Jednookiego i napoić go krwią, aby powrócić go do życia. Skoro służył Siostrom za swego żywota, dzisiaj też będzie chciał się przysłużyć naszej sprawie. Liczył żem na twą wiedzę, że poznasz go.
– Druga rzecz, w kurhanie jest ściana, z którą jest coś. Mus nam się tam udać i sprawdzić. Któż wie, może są tam artefakty nekromanty albo coś, co może nam pomóc?
- Oh, to całkiem prawdopodobne z tą krwią. Nekromancja lubuje się w takich rzeczach. Trzeba będzie więc zabrać jakiegoś wieprzka, psa lub niewolnika jakiego złoży się w ofierze. No chyba, że jesteście skłonni oddać własną krew. To też jest możliwe. - Ciemnowłosa milady przyjęła jego słowa ze spokojem i nawet nie była zdziwiona gdy wspomniał o krwawym składniku potrzebnym do wybudzenia pradawnego nekromanty. - Też myślę, że ten czarownik może się okazać cennym sprzymierzeńcem. I jestem go ciekawa. - Pokiwała głową gdy widocznie uznała słuszność motywacji gladiatora aby spróbować wybudziić dawnego sługę Sióstr.
- A z tą ścianą to zobaczymy. Może da się ją jakoś sprytnie otworzyć sposobem. A jak nie to trzeba będzie ją sforsować siłą. No chyba, że będą tam jakieś wskazówki sugerujące, że lepiej tego nie robić. - Temat ściany jakiej na oczy nie widziała był dla niej bardziej mętny więc tylko wyraziła swoje ogólne zamary.
- A kiedy byś chciał ruszać do tego kurhanu? Zapewne nie jutro skoro na wieczór mamy umówioną schadzkę z Gnakiem. A po niej, zwłaszcza nasze dziewczęta, mogą być nieco wczorajsze. - Zaciekawiła się czy brodacz ma już jakieś miarkowanie kiedy by chciał wyruszyć do tego miejsca.
– Tak szybko, jak możliwe – odparł Egon. – Jeśli nie jutro, to pojutrze lub jeszcze po pojutrze. Zbiorę ludzi i opowiem im, co będziemy robić. Gezackt nie będzie wiedział o wyprawie, jeśli będziemy próbować poić krwią starego czarownika albo też i inne gusła odczyniać, dobrze by było, aby żaden postronny tego nie widział. W takim razie mogę liczyć na ciebie? Dzięki ci.Tu skłonił się. Wydawało się, że sprawa została zaplanowana.
-
Tura 68 - 2519.07.24; bzt; popołudnie - zmierzch
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; Nabrzeże Mew, koga “Stara Adele”
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; popołudnie
Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; ziąb (0)Zbór
Tajne zebranie sekty dobiegało końca. Jednak tak samo jak przybywali na nie pojedynczo lub w parach, tak samo je opuszczali. Z tych samych powodów, aby nie wzbudzać podejrzeń gdy duża grupa całkiem różnych osób przybywałaby na starą, bezludną kogę lub ją opuszczała. A przez to, był to raczej proces rozłożony na kilka pacierzy zanim się uzbierał komplet lub nim wszyscy się rozeszli. Tym razem najbardziej spieszyło się błękitnokrwistym kultystkom. Były zaproszone przez Kamilę von Zee i Odette von Treskow. Pierwsza z nich była dorodną córką kapitana portu oraz jedną z głównych patronek nowo otwartego teatru. Druga, była sławną diwą teatralną i śpiewaczką jaka dzisiejszego wieczoru miała być główną gwiazdą. Reszta kultystów różnie się na to zapatrywała. Wiadomo było, że Pirora i większość wyznawczyń Węża zamierzały wziąć udział w czymś co się zapowiadało na wyuzdaną orgię na zapleczu teatru gdy już się oficjalna część przedstawienia miodowłosej milady zakończy. Inni byli skłonni dołączyć, jak choćby większość Norsmenów. Z tym, że Astrid załapała się na patronat nowych koleżanek więc miała być na widowni razem z nimi. Bjornowi i Larsowi wcale nie zależało na byciu widzami ale na chędożenie ładnych kobiet byli chętni. Nie przeszkadzało im, że musieliby poczekać na zapleczu aż się przedstawienie zakończy. Tylko Raisie śpieszno było do apteki Sigismundusa i takie rozrywki dla młodych i jurnych, w ogóle jej nie interesowało. Ale, że nie znała miasta potrzebowała przewodnika aby tam trafić. O dziwo Tobias zgłosił się aby ją odprowadzić. Zanim jednak jeszcze wszyscy zaczęli się rozchodzić zdążyli jeszcze porozmawiać ze sobą.
- Cóż radzicie w sprawie Odette i Kamili? Cóż, dziś wieczorem w teatrze też je spotkamy. Odette jest zaproszona na jutrzejsze harce ze zwierzoludźmi. Kamila wydaje się być zauroczona moją, piękną osobą. Nawet obecność Lilly i Dorny jakoś jej nie przeszkadzała ostatnio a przecież jak tylko się rozbiorą to widać, że to odmieńce. - Lady Soria, przed odejściem, przypomniała o co pytała na początku zboru. Była skłonna przyjąć obie szlachcianki do zboru, bo i tak okazały się zaawansowanymi hedonistkami a do tego miały wysokie pozycje społeczne. Jednak wężowa syrena wolała nie podejmować samej decyzji i wolała poradzić się reszty zboru. Prawie wszystkie jej dziewczęta poparły pomysł. Silny się skrzywił i mruknął coś, że wcale nie potrzebują więcej, słabych bab a przydaliby się jacyś wojownicy. Ale nie wyraził jawnego sprzeciwu. Norsmeni byli zbyt nowi i nie znali tych szlachcianek więc woleli się nie wypowiadać. Wyjątkiem była Raisa. Była zdania, że jeśli te dwie dałoby się zasiać jajami Oster to czemu, nie, jest za tym aby je przyjąć. Tobias kluczył w słownych zawijasach tak, że większość zebranych nie była w końcu pewna czy się zgadza czy nie. Został jeszcze głos Otto i Egona, jak się na to zapatrują.
Zanim Raisa wyszła to podeszła właśnie do gladiatora. Znów się do niego ciepło i życzliwie uśmiechała jakby był jej ulubionym wnusiem przy którym zapomina, że normalnie jest wredną starą, szpetną jędzą. Podała mu torbę w której coś cicho brzęczało ale nie było dla brodacza ciężkie.
- To strzykwy z jajami. - Wyjaśniła mu zanim zajrzał do środka. - Jak widzisz, pewnie tam w tym teatrze będzie sporo chędożenia. Może ci się uda jakąś zasiać. Sam widziałeś jak to robiłam w wiosce z tymi wieśniaczkami. Nic trudnego. Wsadzasz do środka i naciskasz. Tylko wolno bo jak szybko to możesz zgnieść tłokiem jaja i nic z tego nie będzie. No jak ci się nie uda to trudno. Ale może się uda. - Mówiła do niego jakby nie chciała ominąć okazji do zasiania jakichś nosicielek. A mówiła to jakby podawała mu jakieś świeżo upieczone paszteciki. Jednak w pewnym momencie odwróciła się ku szlachetnie urodzonym damom i przyglądała im się chwilę.
- Może jakby ci się udało to spróbuj z Laylą. Słyszałeś co ten wasz fircyk powiedział? Że jakby zasiać elfki albo wiedźmy to mogą z tego wyjść jakieś ciekawe okazy czerwi. A jak nie to wyjdą zwykłe. Nic nie tracimy próbując. A ona jest wiedźmą. Mówi, że kapłanką, no tak. To bardziej strawne. Ale jak jest wyznawczynią Sorii to znaczy, że jest wiedźmą. Efekty zasiania jej mogą być ciekawe. - Powiedziała mu cicho o swoich przemyśleniach na temat damy z dalekiego południa. Była zdania, że taki eksperyment sprawdzający teorię Tobiasa można by zacząć już dziś wieczorem i wcale nie trzeba było szukać jakieś elfki czy czarodziejki.
Egon zmilczał sprawę dołączenia Kamilii i Odette do kultu - sam nie był pewien, bowiem nie znał dziewek, toteż ręczyć za nie nie mógł. Zdało mu się to decyzją, którą Soria potrzebowała podjąć sama lub też ze Starszym.
Na słowa Raisy, Egon gorliwie pokiwał głową, biorąc strzykwę za poły swego płaszcza. Wojownik przystanął jednak w pół kroku, nabrawszy wątpliwości.
– Trza mi będzie czegoś więcej, niż jeno strzykwy – rzekł. – Masz jakie zioła, dekokty, co bym mógł podać paru z nich? Tak trza będzie mi się z nimi radzić albo je urabiać, a jak jednej podam co trzeba, rankiem powiem, że spiła się i tyle… Chociaż może być i tak, że elfki mają mocniejsze głowy i dekokty na nie nie podziałają. Co myślisz? – Egon zapytał Raisy.
Gladiator nie miał nic przeciwko wzięciu spraw w swoje ręce i samemu wdziania kapelusza felczera, żeby rozsiewać jaja larw na lewo i prawo. Niewolnice, ladacznice i inne, zwykłe kurewki były zwykłą sprawą, jednak zasianie elfek lub Layli wcale nie będzie takie proste, spodziewał się.
- A gdzie masz ten napar gorączki miłości co ci wcześniej dałam? - Tym razem Raisa zmarszczyła brwi jakby ulubiony wnuczek coś jednak zmalował. Szybko jednak machnęła swoją sękatą ręką. - Eh wy młodzi… Tacy nieuważni, zawsze coś zgubicie albo przekręcicie… Jak ja, stara bym tak… - Mamrotała pod nosem niezbyt wyraźnie ale jednak zaczęła szukać czegoś w swojej zeszmaconej torbie. Coś tam przewalała, stukało o siebie. Aż wreszcie wyciągnęła jakiś mały flakonik. - To masz jeszcze raz. Eliksir miłosnej gorączki. Daj to którą będziesz chciał do wypicia. W winie czy co. Jak wlejesz całość to będzie mocne i szybkie, jak połowe to słabiej i dłużej będzie działać no ale na dwa razy starczy. Wtedy dziewoję zacznie od środka miłosna żądza się gotować. Będzie ją rozbierać i figle same jej będą w głowie. No ale uważaj bo jak któraś będzie chciała się opanować i ma silną wolę to może nad tym zapanować. No ale jak idziecie na chędożenie to chyba panny raczej powinny być chętne. No ale na wszelki wypadek to masz ten eliksir. - Wyjaśniła mu co to za płyn i jak działa. Buteleczka była z ciemnego szkła więc nawet jak wziął pod światło to dostrzegł, że w środku jest jakiś płyn i tyle. Pojemniczek całkowicie się chował w jego wielkiej dłoni.
- A elfek to niezłe ladacznice. Tylko na zewnątrz takie nadobne i aroganckie. W łożnicy to raczej mało kto się na taką skarży. I jak taka chuda może chodzić po tym świecie sto lat czy dwieście to nie bój się, już nie jednych spodni i spódnic próbowała he he. - Starucha poklepała wojownika po ramieniu i zaśmiała się chrapliwie jakby ją bawiła ta opinia o elfkach. - Ale nie jest tak łatwo zaciągnąć taką elfkę do łóżka. Więc jak jakieś tam dziś będą w tej teatrze albo gdzie indziej je spotkasz to główkuj jak je zaciekawić bo wiele już widziały i przeżyły. No a w razie czego to masz tą gorączkę miłosną. Z Laylą chyba powinno pójść łatwiej, jak ona wyznaje Sorię to też na pewno dziewicą nie jest he he. - Poklepała go jeszcze raz w przyjacielskim geście życząc mu tak powodzenia.
~
Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Północna; Teatr, kuchnia
Czas: 2519.07.24; Bezahltag; zmierzch
Warunki: jasno, ciepło, gwar głosów ; na zewnątrz: dzień, pogodnie; łag.wiatr; ziąb (0)Kultyści i goście
Tak jak niedawno po kolei gromadzili się pod pokładem starej kogi, tak teraz kolejno pukali do kuchennych drzwi dawnej tawerny w jaką od paru miesięcy tutejsza śmietanka towarzyska remontowała i przerabiała na mały teatr. Miał to być pierwszy, stały teatr w Neus Emskrank więc inicjatywa cieszyła się sporym poparciem i zainteresowaniem. Głównym sercem tego projektu była śliczna, ciemnoskóra córka kapitana portu, Kamila van Zee. Zaś ze strony kultystów najbardziej były zaangażowane Hubert, Priora i Fabienne. To pozwalało im trzymać rękę na pulsie jak się teatralne sprawy mają. Ta trójka oczywiście była dzisiaj wśród zaproszonych gości. Ale zauważalna część sekretnej rodziny nie miała takiego statusu czy pretekstu, aby przebywać tam wśród znamienitych gości. Właśnie oni po kolei pukali do kuchni drzwi. Tam otwierała im albo Burgund albo Łasica i z każdym pacierzem robiło się ich coraz więcej.
Przez ściany było słychać wspaniały, mocny głos miodowłosej diwy. Nawet ściany nie mogły wytłumić jej kunsztu. Podobnie słychać było chór i muzyków a co jakiś czas fale oklasków i głosy tłumu gdy były jakieś przerwy. Obie łotrzyce służyły jako kelnerki więc gdy wracały z pustymi tacami to przynosiły też wieści co się dzieje w sali głównej gdzie zwykłym mnichom czy wojownikom, nie wypadało się pokazywać. Ale i w kuchni zebrało się barwne towarzystwo. Zwłaszcza, że większość należała do spiskowców lub osób jakie dobrze znali. Łączyło ich to, że liczyli na udział w orgii jaka miała się odbyć gdy już niezaproszeni goście pożegnają się z uwielbianą przez siebie aktorką i zostaną sami wtajemniczeni.
Wśród czekających była Oksana, przyboczna Grubsona. Jej dwukolorowe włosy były większości kultystów tak samo znane jak jej dominujące preferencje. Ale oficjalnie była tylko krawcową więc nie wypadało aby się znajdowała wśród szlachetnie urodzonych gości. Była też czarnowłosa Marissa. Była pacjentka hospicjum a od niedawna jedna z pokojówek Fabienne. Jak zobaczyła Otto, uśmiechnęła się do niego przyjaźnie i pomachała mu dłonią na przywitanie. Za to Margo, pokojówka Lebkuchenów, wyglądała na zagubioną. Nikogo tu nie znała a jej pani była na scenie w chórze miodowłosej milady.
~
Egon, Otto i zebranie w kuchni
- Słuchajcie, na sali są dwie elfki. Jedna jest w orkiestrze a druga na widowni wśród gości. - Burgund przyniosła wieści z sali głównej. To poruszyło zebranych bo mieli na świeżo w pamięci słowa Tobiasa ze zboru o tym, że elfki i magiczki, mogą wydać na świat jakiś nietypowy miot. A tu okazało się, że prawie tuż za ścianą, mają wśród gości dwie długouche. Tego się nikt nie spodziewał więc nie mieli gotowego planu działania na tą okoliczność.
- Nie są zaproszone. Więc jak nikt ich nie zaprosi to po próbie pewnie wyjdą razem z innymi. Jak coś chcemy z nimi zdziałać to trzeba by je zaprosić. - Onyx popatrzyła na kolegów i koleżanki.
- Myślisz, że dałyby się zaprosić na orgię? - Lars wydawał się być zaciekawiony taką propozycją. W końcu elfy miały opinię bardzo eleganckich, aroganckich ale też świetnych kochanków.
- Można by spróbować. Zwłaszcza jakby to zrobiła Odette albo Kamila. One są tu dzisiaj głównymi gospodyniami. No ale to trzeba by je poprosić aby to zrobiły. I nie wiadomo czy te elfki się zgodzą. - Burgund była gotowa przesłać odpowiedź do którejś ze wspomnianych dam. Obie były życzliwe zabawom organizowanym w kamienicy Pirory ale na razie, żadna z nich do kultu nie należała.
- Myślicie, że któraś z nich dałaby się zasiać jajami? - Lars wydawał się być zaciekawiony tematem. Burgund beztrosko wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Ale aby którąkolwiek zasiać to i tak trzeba dobrać się jej do majtek. Tam na sali czy ulicy tego nie zrobisz. Najłatwiej próbować podczas chędożenia. Ale jak macie inne pomysły to dawajcie. W gruncie rzeczy wcale nie musimy nic im mówić to sobie pójdą po próbie i tyle. - Łotrzyca o burgundowych włosach miała bardzo pragmatyczne podejście do tego zagadnienia. A, że był początek prób i za oknami jeszcze długi, letni i pogodny dzień się dopiero kończył to jeszcze mieli parę pacierzy do oczekiwanego końca prób na zastanowienie czy coś próbować z tymi elfkami i jak tak to co.
– Jeśli umiecie dorwać elfki tu i teraz, możemy spróbować – Egon zgodził się. – Hmm…
Sam niewiele potrafił rzec co do tego, w jaki sposób by można zbałamucić elfki - jeśli chodziło o Egona, równie dobrze mogli podejść i dać ultimatum, że albo rozłożą nogi i będą grzecznie czekały, aż jaja Oster spłyną ze strzykwy.
Dał sprawie spokój ostatecznie i wzruszył ramionami.
– Spróbujmy – dodał wreszcie, nie umiejąc się zdobyć na lepszą radę.
Otto przysłuchiwał się rozważaniom trzódki. Rozważał sprawy za i przeciw.
- Spróbujmy na razie z orgią. - zaproponował mnich - Elfy są wrogami naszych patronów od dawna, nie ryzykowałbym ujawniać im zbyt dużo na raz.- Przecież te strzykwy to wyglądają jak jakieś zabawki dla samotnych kobiet. Nawet można ich tak używać. A nawet jak się wpuści jaja do środka to tak od razu chyba nie wiadomo co to naprawdę jest. A to wpuszczanie to może być całkiem przyjemne. - Laura jako jedyna w ch grupie miała doświadczenia całego procesu bycia nosicielką, od zasiania do porodu. I teraz odezwała się niczym znawca tematu. Była jeszcze Fabienne no ale ona wciąż była ze szlachetnie urodzonymi, w sali głównej gdzie oglądała ten półoficjalny koncert von Treskow.
- No dobra, ale nawet jakbyśmy zasiali taką elfkę, to przecież za parę dni wyjdą z niej te robale. I co wtedy? - Burgund podobnie jak jej partnerka z ferajny, miała całkiem pragmatyczne podejście do sprawy.
- A może jej się spodoba? - Laura wzruszyła ramionami. - Mnie się spodobało. Mam nadzieję, że dziś znów mnie ktoś zasieje. Rano przyniosłam swój miot do Otto. Lady Fabienne z tego co wiem też sobie tą ciążę chwali. No to może i takiej elfce by się spodobało? A jakby jej się spodobało to może by też przyszła po kolejną porcję i nie robiłaby afery? - Ladacznica popatrzyła na łotrzyce a potem przesunęła się po zebranych twarzach.
- No ale nie wiadomo czy elfki by reagowały tak samo jak nasze kobiety. - Onyx zauważyła, że do tej pory mają dość małą próbkę ochotniczek tych pseudociąż aby zgadywać czy elfki by reagowały podobnie.
- No ale jak nie spróbujemy to nie będziemy wiedzieć. A może to ten wasz elegancik powiedział ale to jednak powtórzył uwagi czcigodnej wyroczni. A ona ma wielką wiedzę. - Lars dodał swoją myśl i nie pierwszy raz dało się wyczuć jak wielkim autorytetem Merga cieszy się u Norsmenów.
- No chyba można spróbować je zaprosić. Najwyżej powiedzą, że mają inne plany na wieczór. A jak przyjdą no to może dadzą się zaprosić do zabawy. No i wtedy zobaczymy. - Burgund popatrzyła na członków zboru i zaproszonych gości czy takie podsumowanie im pasuje.
- No chyba można. Przecież jak one by baraszkowały w jednym pokoju to w drugim można zasiewać kogoś do woli i one chyba nic nie powinny o tym wiedzieć. - Lars dodał swoje przypuszczenie ale tak do końca pewny nie był. Elfy słynęły ze swoich czułych zmysłów i bystrego umysłu tak samo jak z opinii miłośników tańca, poezji i miłości.
- No ale jak już ktoś by się zabawiał z taką elfką to dobrze by było aby miał głowę na karku i strzykwy w pogotowiu. Kto wie? Może jakby były sprzyjające okoliczności to by się udało? - Laura zaproponowała coś od siebie.
- Może po prostu się z nimi zabawmy, zróbmy dobre wrażenie i najwyżej umówimy się na następny raz. Właściwie w ogóle ich nie znamy od tej łóżkowej strony. - Burgund wolała bardziej ostrożny wariant.
- A jak nie będzie następnego razu? - Onyx zwróciła uwagę na mniej korzystny wariant. - Może dla nich to tylko trzecia orgia ze śmiertelnikami w tym tygodniu i jesteśmy dla nich tylko przyjemnym dodatkiem do wieczornego koncertu? - Ladacznica spróbowała pokazać im jeszcze inną możliwość gdzie wcale nie będzie tak łatwo o następny kontakt z tymi elfkami.
- To tym bardziej nie powinniśmy ich zasiewać. - odpowiedział mnich na pytanie Onyx - Tak jak powiedziałem, na razie zobaczcie czy są zainteresowane. Jeżeli wyjdzie, że do pięt im nie dorastacie w rozpuście… to szkoda, ale niczego nie ryzykujemy.
– Jeśli następnego razu nie będzie, to trudno – gladiator wzruszył ramionami. – Zasiew jak zasiew, ale jeśli ryzykować trzeba będzie, żeby jakoś zasiać te elfie zadki, to lepiej nie wychylać się… Sama rozumiesz. Jak dla mnie, trzeba by w jakiś sposób przekonać się, zyskać zaufanie. Jeśli miałoby to być niebezpieczne, to nie ma sensu. Koniec końców, to jeno elfka albo dwie. Znajdą się inne dziewki, z długimi uszami albo i bez.- No dobra. Czyli widzę, że na chędożenie się z elfkami to jest mnóstwo chętnych ale na to aby zaznajamiać je z robalami to może jeszcze za wcześnie. - Burgund po chwili zastanowienia podsumowała tą dyskusję i popatrzyła jeszcze na towarzystwo czy ktoś ma coś do dodania.
- Właściwie nie wiadomo czy one by w ogóle chciały się z nami zadawać. Wiadomo, że te cholerne elfy to lubią zadzierać nosa. A co tu dopiero nogi przed nami rozkładać. - Onyx zmarszczyła nos jakby na pocieszenie, że wcale nie jest pewne czy któraś z elfek przyjęłaby ich zaproszenie na kontynuację tego wieczoru na zapleczu teatru.
- No skoro w ogóle przyszły na przedstawienie lady Odette która przecież jest człowiekiem, to może są nami zainteresowane chociaż trochę. - Lars wskazał na ten fakt.
- Dobra. To wracam na salę i powiem dziewczynom aby spróbowały je zaprosić. I zobaczymy co z tego wyjdzie. - Burgund już nie chciała dłużej czekać i machnęła ręką na dalsze dywagacje. Odwróciła się i ruszyła na korytarz prowadzący do głównej izby dawnej tawerny.
Egon skinął głową. Całą tą kwestię z elfkami uważał za robotę, która może zająć całe tygodnie.
~
Egon, Hubert i Soria
Po chwili rozmowy z jednookim, Grubson podszedł do Egona. - My się chyba jeszcze dość słabo znamy kolego. - Wyciągnął dłoń na przywitanie gladiatora. Faktycznie, chociaż obaj czasem spotykali się na większych zborach to jakoś ze sobą nie mieli wiele do czynienia. - Ale sprawiasz mi przyjemność przyjmując zamówienie. Z góry mówię, że gdybyś miał ochotę po pokazie, zabawić się z naszą niewolnicą to oczywiście ona z przyjemnością się tobą zajmie. - Uśmiechnął się do niego życzliwie jakby chciał mu z góry zaznaczyć, że jest taka opcja. A zamieszanie wywołane gadżetem Niklasa, powoli się uspokajało. Fabienne zgarnęła pod ramię roześmianą Odette i przyciągnęła ją do mnicha.
Egon uścisnął dłoń Grubsona ze skinieniem głowy. W istocie, gladiator średnio kojarzył nalanego człeka, który, choć posturą odstawał od niego niby dzień z nocą, to jednak wydawał się być człekiem doświadczonym i chyba o konkretniejszych gustach.
– Wkrótce poznamy się dość – Egon wyszczerzył zęby. – Me imię znasz, przeto przedstawiać się nie muszę. Ano… Z chęcią się zabawię…
Tymczasem jednak Egon szukał oczyma Lady Sorii, która była jego prawdziwym celem podczas tego pokazu. Zastanawiał się, cóż takiego półsyrena odpowie na propozycję zasiania jej nowego nabytku jajami Oster?
- No to jesteśmy umówieni! Jeśli nasza niewolnica przypadnie ci do gustu to powiem, że masz do niej pierwszeństwo. - Grubas się wyszczerzył zadowolony jakby dobili targu. I w ten przyjazny sposób się pożegnali. Zaś gladiator nie miał trudności z namierzeniem wężowej milady. Stała w wianuszku swoch dziewcząt i o czymś rozmawiały.
Egon swobodnym krokiem podszedł nieco bliżej - niby czekając na pokaz Huberta, nie mając niczego lepszego do roboty. Nadstawił nieco uszu, aby usłyszeć, o czym rozmawiała Soria z dziewczętami. Zapewne z czasem ona sama zauważy jego samego…
Długo tak nie postał bo jakby się nie ustawił to zawsze ze dwie koleżanki widziały jak podchodzi i przystaje. A ich spojrzenia wywołały reakcję łańcuchową u reszty towarzystwa, że też spojrzały w jego stronę. Zdążył usłyszeć tylko tyle, że syrena opowiadała jakąś zabawną historyjkę jak to kiedyś na jakimś przyjęciu, jakaś elfka rzuciła jej wyzwanie podczas orgii i widać było, że nawet dzisiaj milady miło wspominała dawną rywalkę doceniając jej kunszt miłosny, wytrwałość, finezję i zażartość.
- Oh witaj Egonie. Też czekasz na przedstawienie Huberta? - Milady zagaiła do niego całkiem ciepło i posłała mu przyjazny uśmiech.
– Prawda to – rzekł Egon. – Sam żem się nie spodziewał, że gustujesz w takich uciechach, Lady Soria.Tu zrobił małą pauzę. W zasadzie, poza sprawą z zasianiem jaj Oster (które przecież mógł wstrzyknąć w nogi byle jakiej ladacznicy, którą znajdzie tutaj), myślał także o Sorii… I o tym, w jaki sposób Layla mogłaby się nam przydać.
– Lady Soria, rzeknij no, czy nie uważasz, że w istocie sprawa z Laylą i Munirem nie była przypadkowa? Iście, musiała zostać zesłana do nas przez samych naszych patronów – zagaił.
- Oh, na pewno nie była przypadkowa. - Wężowa milady odpowiedziała bez wahania. - Moja droga Layla - Tutaj wskazała na egzotyczną kapłankę. Ta lekko skłoniła jej się i uśmechnęła na tą pochwałę - Jest wyczulona na sny. I do tego w pewien sposób zespolona ze mną. Więc to dość naturalne, że była w stanie odebrać zew mojej matki. I nie patrz na fizyczne odległości. Tam gdzie przebywa moja matka i ciotki, nasze odległości nie mają takiego znaczenia. Widocznie Layla była częścią planu mojej matki więc skierowała jej kroki tak abyśmy mogły się spotkać tutaj. - Wyjaśniła to gladiatorowi chętnie i życzliwie. Przypatrywała mu się chwilę z dziwnym uśmiechem. - Może porozmawiamy o tym przy winie? Zaschło mi w gardle od tego gadania. - Wskazała na stół na jakim stały przekąski i różne napoje. Podeszli do niego oboje a ona odezwała się tym razem ciszej. - Masz minę jakbyś koniecznie chciał ze mną porozmawiać na osobności. - powiedziała z ciepłym uśmiechem ale pewnym rozbawieniem.
– Aye, porozmawiajmy – Egon zgodził i skłonił się Sorii, a w geście wskazał w stronę, którą potrzebowali pójść. – Wszakże rzekliśmy już o wyprawie na kurhan i twej obecności na nim, tedy o kurhanie prawić nam nie trzeba… Coś innego rzec chciałbym, lady Sorio. Mówisz, że Layla i matka twa wyczulone są na sny, ale tedy i ty jesteś wprawna w sztuce śnienia? Jako być może słyszałaś od Starszego, ale w moim śnie był czarny rycerz, który ponoć ma potykać się w turnieju, który szlachta zorganizuje, kiedy tylko żałoba zostanie zniesiona. Od Starszego dostanę dekokt, który sprawi, że być może uda mi się wyśnić go raz jeszcze. Jednak mus mi spytać, co ty myślisz o tych snach i o turnieju?- Nic. - Odparła krótko i zdecydowanie. A widząc minę rozmówcy, rozwinęła tą myśl. - Nic, bo to twój sen a nie mój. Ja nie widziałam twojego snu. Mnie nie śnią się żadne turnieje ani rycerze. Ale skoro tobie się śnią to zapewne są dla ciebie ważne. Layli śniła się daleka, morska podróż statkiem no i jak widzisz, okazało się to całkiem trafne. Jeśli masz jakiś sen co ci się powtarza to zapewne nie jest to przypadek. Zwłaszcza jeśli to sen związany z Siostrami. - Tego akurat wydawała się być pewna.
- Ja niestety nie jestem obdarzona darem śnienia czy tłumaczenia snów. Tutaj chyba faktycznie Layla mnie przewyższa. Jeśli zamierzasz świadomie zmierzyć się ze swoim snem to może lepiej z nią o tym porozmawiaj. Jak chcesz mogę być waszym tłumaczem. - Zaproponowała mu swoje pośrednictwo skoro z powodu bariery językowej nie mógł z południcą rozmawiać bezpośrednio.
“Lady Soria nie zna się na sztuce…? A to nowina”, pomyślał Egon, który do tej pory sądził, że Soria, jako kobieta wprawna w arkana musiała znać się także na sztuce interpretacji snów, jak to każda guślarka i babina z byle sioła, tudzież akuszerka, która każda, co do jednej, zawsze mówiły, że sny interpretować potrafią. Może w kulcie do takich spraw podchodzono z większą powagą?
– Chętnie – Egon się zgodził, choć samemu tematowi turnieju nie chciał dać po prostu odejść, skoro już z Sorią zaczął deliberować. – Zatem nie słyszałaś o turnieju? Ach… Szkoda, szkoda.
- Oh chyba się nie zrozumieliśmy. - Milady obdarzyła go ciut rozbawionym uśmiechem. - Oczywiście, że słyszałam o tym odwołanym turnieju i plotki oraz nadzieje kiedy go w końcu zorganizują. Wszak tylu znamienitych gości przyjechało do miasta na ten turniej. Najnowsze plotki mówią coś o przełomie miesiąca. W ten Festag wypada rocznica Pierwszego Kamienia. Gdy zaczęto budować to miasto. Co roku był z tej okazji festyn. No ale w tym roku mamy żałobę po księżnej-matce. A żałobę ogłaszają i odwołują w Saltzburgu a nie tutaj. Mimo wszystko może jakieś półoficjalne uroczystości będą ale to raczej nie turniej. Na pełnokrwisty turniej trzeba poczekać na odwołanie żałoby. Więc może w okolicach następnego Festag albo jeszcze kolejnego. Takie chodzą plotki i nadzieje związane z tym turniejem w dobrym towarzystwie. - Syrena przedstawiła mu to czego zapewne się dowiedziała podczas różnych spotkań ze szlachetnie urodzonymi osobami w tym mieście.
- Natomiast ja mówiłam o turnieju z twojego snu. Tego snu nie widziałam. Ja sama jestem zbyt inna od was aby mieć sny. W każdym razie to inaczej u mnie działa niż u was. Dlatego proponuję ci rozmowę z Laylą. Ona jest śmiertelniczką tak jak ty. Więc sny śni i rozumie je tak jak ty. A do tego jest szkolona w snach i wizjach, ma do tego naturalny talent i moc. No i jest podatna na zew Sióstr, zwłaszcza mojej matki. - Postarała się podkreślić atuty egzotycznej piękności w sprawach interpretacji snów.
Egon zastanowił się przez chwilę. Zdawało się, że Lady Soria, choć przybyła do Neues Emskrank niedawno, zdawała się być całkiem dobrze poinformowana w grach lokalnej szlachty.
– Niechaj i będzie – rzekł Egon. – Rozmówmy się z Laylą, może powie coś o moim śnie…?
Co prawda Egon bardziej był zaciekawiony możliwością władowania zawartości jego strzykwy w łono jakiejkolwiek z kobiet podczas onych pogadanek, jednak jeśli Layla mogła odcyfrować więcej znaczenia z jego snu niż on sam… Cóż, wypadało spróbować.
- Oh Layla jest bardzo oddana sprawie Sióstr a zwłaszcza powrotu mojej matki jaka też jest i jej patronką. Bardzo się ucieszyła gdy dowiedziała się jak zaawansowany poziom prac mamy. Też by chciała odnaleźć gniazdko namiętności mojej matki. Bo zakładam, że tam znajdziemy ciekawe rzeczy z nią związane a kto wie? Może jakichś sojuszników albo nawet pomoce do sprowadzenia jej na ten świat? Zakładam, że tam nas może doprowadzić Marissa dzięki swoim snom i wizjom - Wskazała na wesołą, szczupłą, ciemnowłosą dziewczynę jaka rozmawiała z innymi siedząc przy kuchennym stole. - Moja matka jak gdzieś zatrzymywała się na dłużej, zwykle wiła sobie takie gniazdko namiętności. Jej siostry też. Zapewne są one rozsiane gdzieś po okolicy i musimy je odnaleźć. Siostry przysłały nam klucze. Loszka jest od Oster, Marissa od mojej matki, Annika od Norry i ten zdziecinniały pacjent z hospicjum od Vesty. Zapewne oni mogą nam wskazać drogę do takich cennych dla naszych Sióstr miejsc o ile nie znajdziemy ich sami w inny sposób. - Milady rozgadała się o tematach związanych z Siostrami i tutaj widocznie też miała klarowny pogląd jak to wszystko wygląda.
- Więc lady Layla chociaż dopiero co przybyła do nas, to w pewnym sensie, od dawna jest oddana naszej sprawie. I z ochotą do nas przystała. Ten posąg mojej matki na “Adele” zrobił na niej ogromne wrażenie. Aby jej wynagrodzić jej trud jaki pokonała aby tu przypłynąć podobnie jak Astrid, podarowałam jej jednego węża - Wymownie pogłaskała jeden ze swoich warkoczy. Z bliska wydawały się nieco pulsować chociaż nie było żadnego wiatru w tej kuchni. A Egon pamiętał jak parę dni na plaży, milady oderwała jeden z tych warkoczy jaki zmienił się w małego węża i podarowała go córce jarla aby ten mały harcownik uprzyjemniał jej uciechy cielesne.
– Ano – Egon skinął głową, który chyba nie do końca miał do dodania więcej co do rzeczy, o której rzekła mu Soria. – Mmm… Jeśli jest oddana naszej sprawie, to czy nie słyszała także o jajach Oster? – zapytał.- Słyszała. Powiedziałam jej o tym. Skoro do nas przystępuje to musi wiedzieć jakie postępy już poczyniliśmy a co nam jeszcze zostało do zrobienia. Jest pod wrażeniem, że udało nam się przywrócić do życia te stworzenia. Że po tylu mileniach odkąd były w uśpieniu wciąż działają jeśli trafią na odpowiednie nosicielki. I to w pewien sposób odległy dotyk samych Sióstr. Tym razem głównie Oster ale w końcu jaja, larwy i muchy mają w sobie pierwiastek wszystkich sióstr. A jak się słucha naszej słodkiej Fabienne to można odnieść wrażenie, że ta pseudociąża jest całkiem przyjemna. - Znów syrenia milady odpowiedziała gładko i bez wahania. Wydawała się być zadowolona, że kapłanka z odległego krańca globu okazuje tyle zrozumienia i entuzjazmu dla ich projektów związanych z Siostrami.
Egon skinął głową.
– Czy nie chciałaby dać się zasiać i ona? – zapytał Egon, który z niejakim szokiem przyjął, że kobieta z dalekich krain bez żadnego szemrania zdawała się także doceniać jaja Oster.
Sam Egon traktował jaja Oster instrumentalnie, jak zresztą większość rzeczy, które wydarzały się w kulcie - jeśli w istocie jaja Oster i muchy mogły doprowadzić ich do zwycięstwa… Tym lepiej. zaiste.
- No cóż, to jej ciało więc trzeba by jej zapytać. - Milady uśmiechnęła się nieco filozoficznie i wzrokiem wyłuskała piękność z dalekiego południa. Layla rozmawiała o czymś z Kamilą i Fabienne. Wyglądało, że choć każda jest z innej krainy to całkiem dobrze się dogadują. - Ale myślę, że nie jest to wykluczone. Zwłaszcza jakby ciekawie to przedstawić jako część świętego projektu przyzwania Sióstr, zwłaszcza mojej matki no i podkreślić przyjemne doznania z noszenia pseudociąży. - Po chwili jednak lady Soria podzieliła się z Egonem swoimi przypuszczeniami co mogłoby zachęcić jej wyznawczynię do zgody na zasianie.
– Jeśli rzeknę jej o tym, poręczysz za mnie? – Egon spytał krótko. Autorytet (a w każdym razie, autorytet, jaki miała Soria dla Layli) mógł znacząco przesądzić o tym, jak się potoczy rozmowa.
- Mogę jej powiedzieć, że to dziedzictwo Oster może wpłynąć na jej moc. Pamiętasz co Merga mówiła przed wyjazdem? O tym, że osoby czułe na moc mogą w pewnych okolicznocsiach wyczuć te czerwie nawet jeśli na zewnątrz ciąży nie będzie widać? - Zagaiła do ostatniego spotkania zboru, tuż przed atakiem na świątynię Mananna, gdy już wiadomo było, że to jest też pożegnanie ze Złotooką i jej towarzyszami co mieli z nią płynąć do Norsci. Uczestniczyli i w zebraniu i napadzie na świątynię oboje tylko on popłynął z wyrocznią a syrena została tutaj. - Dlatego zostawiła nam tą maść i pierścienie maskujące. Jednak jak nad tym myślałam ostatnio, to doszłam do wniosku, że być może te czerwie mogą też jakoś kumulować w sobie cząstkę mocy. A to może wpływać na jej używanie. Tylko do tej pory żadna z naszych nosicielek nie była obdarzona mocą abyśmy mogli to sprawdzić. A Layla jest. Może to ją skłoni do tej próby. Ale to już z nią tym porozmawiam. Chcesz jeszcze o coś zapytać czy mogę ją poprosić? - Milady wyłuszczyła mu swoje magiczne przemyślenia i sama wydawała się zaciekawiona jaki może być efekt takiego eksperymentu. O ile egzotyczna kapłanka zgodziłaby się mu poddać.“Tak łatwo poszło…?” – Egon uniósł we wnętrzu swej duszy brwi, kalkulował bowiem, że szlachcianka nie od razu będzie chciała zakosztować strzykwy między swymi udami. Ale cóż, jeśli okazja się nadarzała, to był młyn na wodę Egona.
– Jeśli nie kłopot, poprośmy ją – Egon skinął głową w stronę Sorii, zdało się bowiem, że wyczerpał już wszystkie tematy z półsyreną.
Milady zawołała w stronę kapłanki w jakimś dziwnym języku z jakiego Egon rozpoznał tylko imię egzotycznej milady. To raczej nie był bretoński. Tego się trochę nasłuchał jak rano Lars na statku go używał do rozmowy z Laylą. Teraz zaś rozmawiała ona z lady Fabienne. Zapewne też także dlatego, że mogły się porozumieć w tym samym języku. Południca skinęła głową swojej bretońskiej rozmówczyni a ta odprowadziła ją wzrokiem gdy podchodziła do Egona i Sorii. Na miejscu syrena zaczęła coś mówić do swojej kapłanki w tym dziwnym języku. Chyba coś jej tłumaczyła. Gladiator tylko rozpoznał swoje imię a i w tym momencie Layla spojrzała w jego stronę ale dalej słuchała co wężowa syrena ma jej do powiedzenia. W końcu sama o coś zapytała.
- Powiedziałam jej, że proponujesz jej zasianie. Co nasza słodka Fabienne tak sobie ceni i chwali. Sam wiesz jak zachwala tą pseudociążę. - Syrena zaczęła streszczać gladiatorowi tą krótką rozmowę ze swoją kapłanką. I wskazała wzrokiem na Bretonkę okrytej w pyszną, karminową suknię z jaką przed chwilą Layla rozmawiała. - No i Layla jest ciekawa twojego zdania dlaczego by miała się zgodzić i w ogóle jak to sobie wyobrażasz, jak to miałoby wyglądać. - Przetłumaczyła pytanie kapłanki. Ta, tak samo jak bretońska szlachcianka, patrzyła na niego z przyjaznym zaciekawieniem czekając na jego odpowiedź.
– Rzeknij jej, że zasiać w sobie jaja Oster, to tak, jakby zostać wybraną przez Siostry – Egon zaproponował. – Rzeknij jej także i o tym, że jaja Oster będą ważną rzeczą w nadchodzącym turnieju. Skoro Lady Layla rzekła, że jest z nami, to czy nie godzi się, by dała ku temu dowód. Co do zasiewu zaś, mnie przy tym być nie musi, rzeczy może dokonać jedna z naszych, Łasica albo inna. Mi zależy na sprawie przede wszystkim.Wężowa milady lekko kiwnęła mu głową i uśmiechnęła się jakby z uznaniem. A potem odwróciła się do egzotycznej piękności i znów gladiator chwilę słuchał rozmowy w obcym dla siebie języku. Widział, że toczy się w przyjaznym, życzliwym tonie. I Layla coś nie zdradza gniewu czy oburzenia. Najpierw Soria zapewne tłumaczyła jej słowa Egona. A potem nastąpiła wymiana zdań i pytań między nimi. Gdy wyczerpały temat syrena znów przeszła na reikspiel aby poinformować gladiatora o wynikach.
- Twoje argumenty bardzo trafiły do Layli. Co prawda akurat Oster budzi w niej największe zastrzeżenia. Chyba rozumiesz dlaczego. - Wężowa milady lekko się uśmiechnęła i uniosła brwi do góry w ironicznym geście. Nawet jeśli jej ciotka Oster uchodziła niegdyś za najpiękniejszą z Sióstr to z racji patrona jakiemu się poświęciła mogło budzić wątpliwości. - Mówi, że gdyby chodziło o nasienie mojej matki to by przyjęła je z radością i natychmiast. - Tutaj Soria uśmiechnęła się szerzej jakby traktowała tą uwagę jako komplement także pod swoim i swojej matki adresem. Obdarzyła swoją kapłankę zadowolonym spojrzeniem. Po czym znów zwróciła się do imperialnego.
- Ale oczywiście zależy jej aby nam pomóc w naszych planach pokonania tutejszych niewiernych. Dlatego przyjmie w siebie te jaja. Te przyjemne doznania o jakich tak barwnie opowiada Fabienne, też myślę dołożyły co nieco aby ją przekonać. - Obwieściła Egonowi jaka jest ostateczna odpowiedź Layli.
- A co do samego zasiania to myślę, że jeśli masz ochotę to mógłbyś spróbować. Layla uważa cię za dorodnego męża. Ale przypuszczam, że jeśli chciałbyś się wyręczyć Łasicą czy kimś innym to też Layla nie będzie miała ci za złe. Powiedziała mi, że już trochę się zdążyła umówić z Łasicą aby poznać się lepiej dziś wieczorem. - Dorzuciła swoim aksamitnym tonem i na koniec spojrzała jeszcze na swoją podopieczną. Ta chociaż nie znała reikspiel wyczuła, że milady skończyła mówić i też życzliwie uśmiechnęła się do gladiatora i lekko skinęła mu głową.
– Dobrze, dobrze – Egon, który niemalże odetchnął głośno, kiedy Soria rzekła mu, co sądzi Layla. – Cóż, jeśli nie zawadzi Layli, to sam mogę się zabawić oną strzykwą.Egon spodziewał się, że Layla, jako osoba wysokiego urodzenia, będzie - jak pozostałe zresztą - kręcić nosem na to, by człowiek z gminu miał ją zasiać. Jeśli jednak sprawy szły z właśnie tak lekko, jak tutaj, to czemu by nie skorzystać?
– W takim razie później rzeczy dokażemy? – zapytał wojownik. – Dzięki ci, Lady Soria. I tobie też, Lady Layla – tu skłonił się. Zdawało sie, że rozmowa z dwoma niewiastami była dokonana.
-
Zebranie w kuchni, przybycie elfek
Jeszcze większość towarzystwa rozmawiała ze sobą, korzystała z przygotowanych przekąsek i napojów. Atmosfera gęstniała od emocji. Wszyscy zdawali się wyczuwać przedsmak rozkoszy jakie wkrótce powinny się zacząć i jakie miały być głównym powodem dla jakich spora część kultystów i ich gości tu dziś przyszła. Więc powrót czarnowłosej Bretonki wraz z dwiema kobietami w pierwszej chwili mało kto zauważył. Dopiero jak von Mannlieb poprosiła o uwagę rozmowy umilkły i goście z zaciekawieniem spoglądali na nią i jej nowe towarzyszki. Od razu widać było, że to elfki. Pewna szczupłość budowy, rysy twarzy no i oczywiście dłuższe niż u ludzi uszy, były nie do przegapienia. A mimo to obie wydawały się całkiem inne od siebie.
- Moi drodzy. Jak jeszcze ktoś nie miał okazji poznać. To jest Fanriel Złota Gwiazda. Szlachetna pani z dalekiego Ulthuanu. Reprezentuje interesy tej zacnej rasy. - Bretonka przedstawiła pierwszą z elfek.

Fanriel była smukłą, długowłosą blondynką o wpadających w oko długich uszach. Uśmiechała się spokojnie i jej poza emanowała szlacheckim pochodzeniem. Chociaż większość zebranych tu osób spotykała pierwszy raz wydawała się mieć wszystko pod kontrolą jakby nie działo się tu nic na tyle niezwykłego aby ją zaskoczyć. Lekko skinęła zebranym głową na przywitanie. Jej bordowa suknia miała bardzo śmiały dekolt na jaki nawet znana z frywolności lady Odette się nie odważyła. Ale elfie spłeczeństwo nie do końca stosowało te same standardy mody co ludzkie i wśród młodszej rasy było ciche przyzwolenie aby przymykać oko na niektóre zachowania starszej rasy. A po częścio też było to powodem stereotypów, że elfy są wyuzdane i lubieżne.
- A to jest Aliona Szept Strumienia. Pochodzi z Laurelon. To właśnie ona tak pięknie akompaniowała naszej lady Odette dzisiejszego wieczoru. - Czarnowłosa szlachcianka przedstawiła elfkę o włosach tak ciemnobrązwych, że wydawały się prawie czarne.

- Ja uwielbiam muzykę więc chętnie przyjęłam zaproszenie na dzisiejszą próbę. Bardzo boleję, że z powodu żałoby po waszej księżnej, nie możemy częściej spotykać się w podobnych okolicznościach. - Elfka mówiła płynnie w reikspiel i miała bardzo spokojny, melodyjny głos. A jednak dało się wyczuć pewien akcent który od razu zdradzał, że nie jest obywatelką Imperium. W dłoniach trzymała mandolinę jaką lekko stuknęła swoimi smukłymi palcami dając znać, że wolałaby częściej bawić się przy winie i muzyce. Miała na sobie zielononiebieską suknie ale tak jak wyspiarska elfka, też z dekoltem jaki u ludzkich przyzwoitek uchodziłby za skandalicznie głęboki.
- Jeśli o mnie chodzi to cieszę się, że miałam okazję bawić się tu dzisiaj. Od dawna jestem wielbicielką milady i miałam już okazję ją podziwiać i w Erengradzie i Marienburgu. Przyjemnie jest obserwować jak talent Odette się wciąż rozwija. - Blondwłosa elfka skorzystała z okazji aby przywitać się z zebranymi. Diwa zaś śmiało podeszła do całej trójki. Uściskała jedną a potem drugą długouchą.
- Bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia i wasze komplementy. To ja czuję, się zaszczycona, że ktoś ze starej rasy był łaskaw zaszczycić mnie swoją uwagą. Wszyscy wiemy, że to wasza rasa jest mistrzami poezji, tańca i muzyki a my jesteśmy jedynie skromnymi, mizernymi naśladowcami. - Milady o miodowych włosach skłoniła się przed elfkami w tej kurtuazyjnej wymianie uprzejmości. A gdy to oficjalnie powitanie się zakończyło większość towarzystwa zaczęła bić brawo.
- No nie powiem. Chętnie bym się z nimi poznał bliżej. - Lars mruknął pod nosem do kolegów wcale nie siląc się na jakąś dyplomację. Widać było, że od razu nabrał ochoty na te elfki.
- Ciekawe czy one wiedzą na co się piszą. - Onyx też szepnęła do sąsiadów bo w końcu w większości przyszli tu także dla cielesnych przyjemności.
– Ja bym się zapoznał z obiema naraz – Egon sarknął na to, co rzekł Lars. – Z wielu powodów.
Sam Egon jednak postanowił nie czynić żadnych ruchów jeszcze, spodziewał się bowiem, że wejście w towarzystwo, zanim zostanie urobione przez zdolniejszych i wprawniejszych wodzirejów onego przybytku mogłoby stanowić problem dla tych ostatnich, a kto wie, może mogłoby spłoszyć elfki . Sam zamierzał wyczekać, w jaki sposób pozostali rozegrają elfki, gladiator czuł bowiem, że musiał być nieco cierpliwy.
- Nie przeceniaj się Egonie. Elfy nie tylko żyją dłużej, ale i czują bardziej. Możesz nie sprostać ich wymaganiom. - mnich się uśmiechnął - Dama z Ulthuan i Leśna Elfka… tyle możliwości tak mało czasu…
- Jakby któraś z nich miała ochotę na uległą niewolnicę to ja bardzo chętnie. A jakby chciała być uległą niewolnicą to ja bardzo chętnie. - Onyx zaśmiała się cicho na uwagę mnicha ale też dała znać, że obie elfki jej wpadły w oko tak jak i pozostałym.
- Ojej. Miałam ochotę na Daktylka i Śnieżynkę ale teraz jak widzę te dwa dekolty to też bym je chciała. Dawno nie miałam elfki. Chyba od czasu jak robiłam w zamtuzie. - Łasica do nich podeszła i przygryzła łakomie wargę na widok urody dwóch długouchych.
- Oho! Ktoś tu ma rozterki oralne! - Zaśmiała się Onyź, żartując sobie z koleżanki. Ta bez skrupułów przyznała jej rację. Wszyscy obserwowali jak przy wejściu zrobił się krąg szlachetnie urodonych wokół elfek. Lady Soria, Fabienne, Kamila i Priora rozmawiały z nimi całkiem swobodnie. Wyglądało jak jakaś scena ze szlacheckiego przyjęcia tylko przeniesiona do tawernianej kuchni. Ich elgenckie suknie, makijaże i biżuteria zdawały się w ogóle nie pasować do tak zwyczajnego miejsca. Niespodziewanie do grupki obserwujących je kultystów podszedł Grubson.
- One nie są tą z jaką miewam czasem przyjemność. - Oznajmił im wywołując tym żywą reakcję. Zwłaszcza Larsa.
- Chędożysz się z elfkami? - Widocznie trudno mu było uwierzyć, że gruby kupiec miałby dokonać takiego nietuzinkowego wyczynu. Łotrzyca co znała go lepiej wydawała się być mniej zaskoczona ale na twarzy widać było jednak pewną dozę sceptycyzmu. Hubert skwitował to nonszalanckim uśmieszkiem.
- Oj zdarza się przyjacielu, zdarza. - Odparł skromnie chociaż dało się w tym wyczuć dumę z tego osiągnięcia.
- A te dwie znasz? - Włamywaczka skinęła brodą w stronę elfek otoczonych wianuszkiem szlachcianek.
- Ta Aliona była u mnie raz w sklepie. Kupiła kapelusz. Chyba lubi kolekcjonować finezyjne kapelusze i nakrycia głowy. Ma miły głos chociaż dziwny akcent. Ale to norma u elfów. Wydawała się całkiem miła. Jak na elfkę. Jest z Laurelon. - Grubas zaczął od przedstawienia swojego spotkania z leśną elfką jaka dziś była w zielonkawoniebieskiej sukni. Widać było, że pysznił się tym, że nawet elfki kupują w jego sklepie. Łasica grzecznie skinęła głową a Lars i Onyx słuchali zaciekawieni. - A ta Złota Gwiazda to elfia szlachcianka. Nie miałem z nią przyjemności osobiście ale słyszałem, że wredna suka. Zwłaszcza dla ludzi. Ale kto wie, może z naszą szlachtą jakoś się dogaduje. - Hedonista podzielił się też swoimi plotkami na temat blondwłosej elfki.
- Uważaj co mówisz, podobno elfy mają czuły słuch. - Włamywaczka w skórzanych spodniach posłała mu łobuzerski uśmiech. On też zaczął się uśmiechać gdy nagle cała grupka zamarła.
- Hubercie, czy możemy cię prosić? Milady by chciały z tobą porozmawiać. - Lady Odette podniosła głos aby było ją słychać i uprzejmie zwróciła się do grubasa. Wskazywała właśnie na dwie elfki jakie też patrzyły wprost na Grubsona i jego sąsiadów. On nieco zbladł. Odchrząknął. I wziął głębszy oddech. Ladacznice i Norsmen też wyglądali na spłoszonych.
- Oczywiście milady, już do was idę. - Grubson wziął się w garść, obciągnął barwny kaftan i dziarsko ruszył ku przeznaczeniu.
- Ale się wpakował! Myślicie, że go usłyszały? - Onyx wyszeptała z mieszaniną lęku i fascynacji, jeszcze ciszej niż przed chwilą.
– Hmh, sam sobie zasłużył – Egon z krzywym uśmiechem patrzył na Grubsona, który z werwą dzika mającego rzucić się w żołędzie zdążał do Odette.
Wszak Egon sam miał ochotę zagadać do długouchych dziewek. Co prawda nie spodziewał się, że mogło to zaowocować czymkolwiek konkretniejszym, jednak gladiator, w miarę upływu wieczora poczynał nudzić się niemiłosiernie. Dlaczegóż, na wszystkie diabły, te wszystkie konwenanse musiały zajmować diablo długo? Dlaczego - imaginował Egon - tych wszystkich dziewek po prostu nie zakuło się w żelazo i czemuż po prostu nie zorganizowali się w orszak, w którym każdy miał brać każdą z nich odpowiednio?
– Te, a co, jak do nich zagadam? – zapytał Larsa. – Cóż nam szkodzi? Albo jeszcze lepiej, zagadam do nich z tobą, ty mi pomożesz, jeśli trza będzie.
- Właściwie racja. Te elfy dziwne są. Na ogół zadzierają nosa no ale te jednak tu przyszły. - Norsmen zastanawiał się chwilę nad stereotypami i własnymi doświadczeniami z tą starszą rasą. Starał się to jakoś dopasować do tych dwóch elfek które stały po drugiej stronie kuchni, otoczone wianuszkiem szlachcianek. No i Hubert właśnie do nich doszedł.
- Poczekajcie. - Łasica zrobiła krok do przodu i stanęła naprzeciwko nich a przez to straciła widok na to elfio-szlacheckie kółeczka. Ale też i tamci nie mogli teraz widzieć jej twarzy. A łotrzyca puściła do kolegów szelmwskie oczko i położyła palec na ustach. Lekko przechyliła głowę i wyraźnie starała się podsłuchać o czym tam rozmawiają. Zaciekawiony Lars był gotów poczekać czy coś z tego wyjdzie. Onyx też zerkała to na nią to na przeciwny skraj kuchni. - Mówią o tym przedstawieniu… Pytają go o nie… On im mówi… Że popis tresury niewolnicy… Ooo… Elfki mówią, że są ciekawe i mogą zostać! - Dziewczyna z ferajny szeptała cicho do najbliższych co jej się udał podsłuchać. Ale końcówka ją wyraźnie zdziwiła. Larsa też.
- O, no to ciekawe te długouche nam się trafły. - Usmiechnął się do gladiatora z zadowoleniem.
- Idą tu! - Syknęła ostrzegawczo Onyx. Rzeczywiście bez ostrzeżenia grupka ruszyła w głąb kuchni. Pirora i Odette najwyraźniej przedstawiały towarzystwo elfkom. Jako, że aktorka nie znała jeszcze zbyt dobrze wszystkich kultystów to wtedy nieco piegowata Averlandka przedstawiała elfkom z kim mają do czynienia.
- No i zobaczcie, zaraz się z nimi poznamy bliżej. - Korsarz spojrzał na gladiatora z zadowlonym uśmiechem. Obie szlachcianki poza imieniem mówiły tylko parę zdań kto jest kto więc kobieca czwórka szybko się zbliżała do nich. Hubert jednak szedł do nich od razu więc je wyprzedził.
- Słuchajcie koledzy, czy moglibyście wnieść na górę parę krzeseł i ław? Aby nasi znamienici goście miały gdzie usiąść podczas pokazu? Te elfki zgodziły się zostać! - Zapytał ich cicho i szybko. Liczebnie to przeważało kobiece towarzystwo więc jak tutaj stali Egon, Otto, Lars i Bjorn to można było liczyć na pomoc, krzepkich, męskich ramion.
- A po co chcesz tam coś nosić? Tutaj dawaj ten pokaz. I tak chyba wszyscy chcą go oglądać a tu już są na miejscu. I nie trzeba będzie nic nosić. - Łasica odpaliła mu bez zastanowienia i wyglądała na pewną siebie.
- Tutaj? W kuchni? - Grubson wyglądał na zgorszonego i zaskoczonego takim pomysłem. Rozejrzał się wymownie po tej zwyczajnie wyglądającej kuchni.
- Jest większa niż ten szlachecki pokój dla lady Odette a inne nie są większe. Tu może trochę tłoczno ale wszyscy się jakoś mieścimy. - Była ladacznica miała pragmatyczne podejście do tego przedstawienia i nie przeszkadzało jej aby odbyło się tu na miejscu.
- No cóż… Tak na to patrząc… No może faktycznie… - Chociaż pomysl zaskoczył grubasa widać umysł miał odwrotnie proporcjnalny do swojej tuszy i szybko potrafił go zaadaptować do swoich potrzeb. - No dobrze, to zrobimy to tutaj. Pójdę powiedzieć dziewczynom aby się przygtowały. - Uśmiechnął się jowialnie i całkiem energicznie ruszył do wyjścia z kuchni. A w międzyczasie czwórka kobiet zbliżyła się do ich narożnika.
- A ta rezolutna dziewczyna co nam usługiwała na sali to Katia. Katia ma bogate doświadczenie w usługiwaniu państwu, czasem ją wynajmuję na swoje przyjęcia i jeszcze nie słyszałam skarg na nią. - Pirora podeszła do Łasicy i przedstawiła ją elfkom. Łotrzyca grzecznie dygnęła przed lepszymi od siebie i z wprawą grała rolę pokornej służki. Chociaż obcisłe, skórzane spodnie, dodawały jej drapieżności a nie łagodności.
- Staram się jak mogę proszę. Przez jakiś czas miałam zaszczyt służyć nawet lady Froyi van Hansen. Bardzo chętnie znów bym jej służyła. Ale dzisiaj z przyjemnością jestem do waszej dyspozycji. - Chociaż przed chwilą tak bezpardonowo powiedziała grubemu kupcowi co myśli o jego propozycji przeprowadzki na piętro teraz przed elfkami i szlachciankami wydawała się uległą słodyczą.
- I zwykle służysz w tych spodniach? - Zapytała ją blondwłosa elfka kryta bordową suknią. Z bliska jej dekolt wydawał się jeszcze pyszniejszy niż gdy stała po drugiej stronie kuchni.
- Dostałam to wezwanie dość nagle i nie chciałam się spóźnić. Jeśli sobie zamawiający życzy to przychodzę w takich spodniach albo czym innym. Ale jeśli milady one się nie podobają to mogę je oczywiście zdjąć. - W oczach łotrzycy pojawił się kpiący błysk ale mówiła całkiem pokornie. Nawet zrobiła gest jakby od razu była gotowa zacząć rozwiązywać zamknięcie spodni co wywołało gwałtowną reakcję dam.
- Oh nie trzeba. Może później. Co za tupet. - Fanriel Złota Gwiazda powstrzymała ją ale widać było, że chociaż na chwilę, włamywaczka wzbudziła jej zainteresowanie.
- A tu są nasi mężczyźni. - Lady Odette wskazała na czterech stojących blisko siebie mężczyzn. - To jest brat Otto. Pomógł mi w garderobie sprowadzić myśli na właściwe tory. I obiecał bardzo pociągającą strawę nie tylko duchową. - Śpewaczka krótko przedstawiła mnicha a jej długouche towarzyszki pokiwały głowami przyglądając mu się z zaciekawieniem. Widać dobór słów i frywolny ton jakim opisała go diwa zainteresował je. Przy jego sąsiadach jednak Pirora przejęła pałeczkę.
- A to są Egon, Lars i Bjorn. Bjorn niestety pochodzi z daleka i nie mówi w naszym języku. Lars zaś jest marynarzem i przypłynął do nas niedawno. Chętnie poznaje różne uroki i zakamarki naszego miasta. Mówi nawet po bretońsku. - van Dake sprawnie przedstawiła elkom kolegów i też starała się to zrobić w interesujący sposób. Widać było, że długuche obcięły ich od góry do dołu bez skrupułów.
- O tak, podoba mi się to zwiedzanie waszego miasta. Ostatnio rozchyliło przede mną swoje uroki ale widzę, że jeszcze nie wszystkie poznałem. I bardzo mnie to cieszy mes dames. - Norsmen skinął głową i wcale nie ukrywał mu się, że bardzo podoba mu się te uroki jakie widzi tuż przed sobą. I na koniec ledwo zdołał stłumić chrapliwy śmiech co nie do końca mu się udało.
- A to jest Egon. Egon jest sprawnym wojownikiem i zdarzało mu się nawet toczyć walki za pieniądze. - Pirora przedstawiła ostatniego z kolegów. I elfki też obdarzyły go zainteresowanym spojrzeniem.
- Walczyłeś za pieniądze wojowniku? Tu w tym mieście czy gdzie indziej? - Tym razem Aliona Szept Strumienia zadała pytanie ale blond elfka też wydawała się zaciekawiona.
Egon, który nie spodziewał się, że którakolwiek z elfek zainteresuje się nim, potrząsnął swoją grzywiastą głową. W istocie, kalkulował, że zapewne obie z długouchych szlachcianek będą patrzyły na niego jako kogoś niższego w hierarchii, niż one same (cóż, to jeszcze mogło się ziścić…). Z drugiej strony zaś, Egon wiedział, że elfy, tak samo jak i próżne szlachcice, miewały swoje nastroje i zachcianki.
“Może jeszcze chłopa nie widziały, co oręż w łapach miał” – pomyślał Egon.
– W tym mieście walczyłem i w wielu innych – rzekł Egon. – Neues Emskrank ma dobre tradycje, jeśli chodzi o walki w klatce… Ale też walczyłem w okolicach Salzenmund, a ongiś zdarzało mi się wędrować opodal Ferlangen, na wschodzie. Stare to dzieje wszak.
– Znacie się nieco na walce, nadobna pani? – zapytał Egon.
Mnich skłonił się dwóm niewiastom.
- Le suilon, moje panie. - Otto starał się przywołać ile mógł o mowie elfów ze swych starych czasów - Wybaczcie, jeżeli moja wymowa kala wasz język, na szczęście to jedyna fraza, którą pamiętam.- Oh ja się raczej uważam za myśliwego, tropiciela i łucznika niż wojownika. Chociaż moją pasją jest taniec, poezja i muzyka. Ale oczywiście gdy moja ojczyzna mnie wzywa to stawiam się na wojnę. - Kasztanowłosa elfka odpowiedziała na pytanie Egona uśmiechając się przy tym sympatycznie. I dało się odczuć, że wojaczka raczej jej nie interesuje chociaż miała w tym jakieś doświadczenie.
- Ja dodam, że kiedyś widziałam co Aliona potrafi z łuku i mówię wam, że gdyby był u nas jakiś konkurs łuczniczy to pewnie by była faworytką. No a w tańcu, śpiewie i grze na mandolinie to prawdziwa minstrelka. - Pirora wtrąciła się chwaląc swoją elfią koleżankę przed klegami.
- Oh chyba nas nie doceniasz wojowniku. - Fanriel też dołączyła do tej rozmowy i zarówno w głosie jak i spojrzeniu dało się wyczuć wyższość jaka często emanowała od szlachetnie urodzonych gdy rozmawiali z kimś kto nie był im równy. - Brałam udział w wojnach mojego ludu w czasach na pokolenia przed twoim urodzeniem i krainach daleko poza horyzontem tego miasta. Ale teraz reprezentuję tutaj mój lud i swoją kopię dawno odstawiłam w róg pokoju. Wolę się teraz skupiać na interesach i przyjemnościach. - Blondwłosa, elfia szlachcianka, podobnie jak leśna koleżanka, zaznaczyła, że wojaczka nie jest jej obca ale obecnie wolałaby się nią nie zajmować. Jeśli mówiła prawdę to kopia była bronią kawaleryjską, używaną przez rycerstwo i wymagała profesjonalnego trenigu. Chociaż teraz, smukłą kobietę okrytą w bordową suknię z bardzo śmiałym dekoltem, trudno było sobie wyobrazić w zbroi, z kopią i na końskim grzbiecie. W międzyczasie lady Fabienne podeszła do ich grupki, uprzejmie wręczając elfkom pełne kielichy wina.
- Zdradzę wam, że Fanriel świetnie trzyma się w siodle i uwielbia konne przejażdżki. Zupełnie jak Froya van Hansen. - Pirora chociaż częściowo potwierdziła słowa elfiej szlachcianki.
- Ah Froya! Co za interesująca kobieta. Rzeczywiście kiedyś miałam z nią przyjemność pozwolić sobie na małą przejażdżkę po lesie. Ta kobieta ma fascynujący potencjał. I poluje, i jeździ konno, i trenuje szermierkę. Zupełnie jak my. - Pierwszy raz Fanriel Złota Gwiazda, wyraziła się o kimś cieplej i z uznaniem. Nawet przelotnie spojrzała na Łasicę która wcześniej wspomniała właśnie tą tutejszą szlachciankę.
- Nie przejmuj się mnichu, nasz język jest dla was zbyt skomplikowany. Nawet ci z was co studiują go latami, jak tłumacze, magowie i dyplomaci, też popełniają gafy i z naszego punktu widzenia posługują się bardzo uproszczonym i podstawowym językiem. Ale to zrozumiałe, żyjecie zbyt krótko aby poznać wiele niuansów naszej mowy. To miłe, że postarałeś się zapamiętać chociaż ten jeden zwrot. - Aliona zwróciła się do mnicha tak jakby chciała okazać zrozumienie, że elfi język okazał się dla niego zbyt trudny.
- Oh to prawda. U nas w Bretonii, modne jest liznąć chociaż trochę elfiego języka, zwłaszcza w poezji albo dyplomacji. W końcu mamy Athen Loren za sąsiada. No ale wiem, że to raczej na poziomie między nami i w kontaktach z tamtejszymi elfami to często dochodzi do nieporozumień nawet jak ktoś z nas, uchodzi za kogoś kto zna elfi język. - von Mannlieb włączyła się do dyskusji ciekawostką o jej odległej ojczyźnie.
Mnich ponownie się skłonił słysząc uznanie elfki.
- Dziękuję, moja pani. - Otto zerknął na Fabienne - Jestem pewny Lady Von Mannlieb, że twoje usta i język sprostałyby wyzwaniu.Słysząc to bretońska żona tutejszego kapitana morskiego rozpromieniła się i obdarzyła jednookiego życzliwym uśmiechem. - Dziękuję za zaufanie bracie Otto. - Skłoniła mu lekko głową jakby był co najmniej galantem równym jej pozycją społeczną i to na jakimś szlacheckim balu a nie w kuchni byłej tawerny. - Gdybym trafiła na elfi język dołożyłabym wszelkich starań aby sprostać wszelkim wymaganiom i zawiłościom tego języka. I z pokorą przyjęłabym wszelką naukę i reprymendy bo zdaję sobie sprawę, że na pewno popełniłabym jakieś błędy. - Teraz milady zwróciła się zalotnie do obu elfek przyjmując bardzo pokorny ton. Obie długouche przywitały to z zainteresowanymi spojrzeniami jakby rozbawiła ich ta wymiana uprzejmości.
Egon skubnął swą wielgachną brodę, nie całkiem będąc pewien, cóż też mógł odpowiedzieć na słowa elfek. Co jak co, ale dziewka, która stała przed nim, nie wyglądała jak wojownik, a zwyczajna szlachcianka, cóż, może poza oczywistą różnicą w postaci dłuższych niż człowiek uszu. Egon odebrał całą sprawę o kopii i o tym, że walczyła długo wcześniej, zanim narodził się jako niemalże podręcznikowe, puste przechwałki, które szlachcice nierzadko wygłaszali pod swoim własnym adresem.
“Pewnie jakby przyszło co do czego, złamałbym dziewkę w rękach, niby gałąź” - pomyślał Egon.
Wzmianka o Froyi van Hansen jednak przykuła jego uwagę. Froyę van Hansen miał w wysokim poważaniu, szczególnie po ich bitwie z trollem, którą sam niemalże przypłacił swym życiem.
– Nadobna pani van Hansen to moja dobra przyjaciółka – rzekł Egon. – Znacie się, zatem? Zdarzało nam się polować.
- Lady van Hansen to twoja przyjaciółka? - Złota Gwiazda powtórzyła to zdanie tak uważnie, że nie dało się przegapić sporej dozy sceptycyzmu. Uważnie przesunęła się po masywnej sylwetce gladiatora jakby chciała z niej odczytać czy mówi prawdę. Leśna elfka wydawała się być podobnie zdziwiona, zresztą lady Odette także. Jedynie Pirora i Fabienne co dzięki swoim konszachtom w kulcie coś mogły przyjęły jego słowa bez zająknięcia. Lars w ogóle nie był w temacie skoro dopiero co przypłynął do miasta a Łasica na razie przyczaiła się w roli pokornej Katii.
- Ja rozmawiałam kiedyś z Froyą i wspominała mi o bardzo emocjonującym i dramatycznym polowaniu na trolla. Polowała wraz ze swoją towarzyszką z Norsci. Ona jest tak zafascynowana swoimi norskimi przodkami. Ale w najbardziej dramatycznej chwili przyszedł im w sukurs pewien mężny wojownik. - Pirora podzieliła się z szlachciankami tymi plotkami jakie miała usłyszeć od jednej z naznamienitszych panien na wydaniu w tym mieście. I na koniec wymownie spojrzała na swojego kolegę z kultu dając znać kto był tym wojownikiem z jej opowieści.
- Polowałeś z lady Froyą van Hansen na trolla? - Fanriel wciąż była tym faktem zaskoczona ale nie negowała słów innej szlachcianki. Teraz w jej oczach pojawiła się nutka zainteresowania jakby spojrzała na gladiatora w innym świetle. - To może opowiesz nam jak to było? - Zaproponowała jakby chciała to usłyszeć od niego samego. - A elficki język potrafi być bardzo szybki i przebiegły dla niewprawnego użytkownika. - Zdążyła jeszcze odpowiedzieć Bretonce na jej frywolną uwagę o języku.
- To prawda. Ale podobno jak już ktoś się rozsmakuje w elfickim języku to nie może przestać o nim myśleć. - Aliona też dorzuciła swoje trzy pensy do tych flirtów i wymieniły się z czarnowłosą szlachcianką ciepłymi uśmiechami. Ale dołączyła do próśb wyspiarskiej koleżanki. - Tak Egonie, proszę opowiedz nam o tym polowaniu. Jestem go bardzo ciekawa. Pokonać trolla w trzy osoby to nie lada wyczyn. - Zdawało się, że odezwała się w niej żyłka myśliwska.
Niewątpliwie, kwestię dotyczącą furii i walki z imieniem Pana Czaszek trzeba było zachować dla siebie. Egon bowiem nie miał wątpliwości, że w tamtym dniu udało mu się nawiązać specjalną więź, która łączyła go z bytem, który był jego mrocznym patronem. Być może - zaświtało mu w głowie - jeśli te dwie dość można by zainteresować opowieściami o łowach i podbojach, to być może i także mogłyby zejść na tą najodpowiedniejszą ze ścieżek? Tak myślał Egon, który rozpoczął swą opowieść.
– To była obława, środek zimy – rzekł. – Najpierw żeśmy się zebrali, a wśród nas jakieś ciury i zwykłe szumowiny, które liczyły na to, ażeby najeść się i napić za miastowe. Tamci wykruszyli się już po wyjściu poza mury Neues Emskrank. Byłem z grupą ludzi, sierżant komenderował, żeby wbiec na kępę, żeby zobaczyć, co się działo.
– I tedy żem zobaczył! – Egon gestykulował – jako żywo, dwóch konnych zapędziło się i walczyło z tym drabem, ale przegrywali, konie za daleko w śnieg polazły. Biegłem, ile mogłem w nogach, żeby zdążyć do walki. Wielka bestia chlastała tych dwóch swymi pazurami…
Egon przypomniał sobie, że w istocie, poza Froyą van Hansen, podczas walki był tam jeszcze wilkołak, czyli Norma To Axe, to zmilczeć postanowił.
– Kiedy żem wbiegł, to z flanki zacząłem uderzać, żeby odciążyć van Hansen i jej sojusznika – opowiadał gladiator. – Bestia uderzała na odlew, od niechcenia, jednak Froya była uzbrojona niezgorzej, płyta przyjmowała razy, choć już śnieg skąpał się w jej i trolla posoce.
– Ja żem przypadł i od razu rąbałem na trzecią stronę, bowiem odstąpić nie było żadnego sensu. Walka była długa i wiele ran żem odniósł, choć i po prawdzie to wiele szczęścia żeśmy mieli, że we trzech się na bestię zasadziliśmy, to i odpowiednio skoncentrować się nie mogła na żadnym z nas. Wreszcie, zobaczyłem przystęp i wziąłem zamach na gardło, a jak topór wgryzł się w żywe ciało, to już bestia nie mogła złapać tchu, choć w śmiertelnych drgawkach wiele szkody narobiła.
– Kiedy żeśmy bestię usiekli, wkrótce dołączyła do nas reszta. Później już poszło szybko, musieliśmy zobaczyć medyka, mi samemu troll rozbił żebra, Froya zaś broczyła krwią, tak samo jak jej sojuszniczka, Norma… Taka to była historia.
Wyglądało na to, że opowiedziana przez gladiatora historia zainteresowała nie tylko elfki i błękitnokrwiste kultystki ale i Bjorna, Onyx i Łasicę co stali obok. Gdy skończył na twarzach pojawiły się uprzejme uśmiechy i oznaki uznania.
- Rzeczywiście przypominam sobie, że lady Froya pokazywała mi łeb trolla jakiego z towarzyszami usiekła ostatniej zimy. Ale nie spodziewałam się, że to ty byłeś jednym z nich. - Złota Gwiazda oznajmiła jakby chciała to wyjaśnić oraz zaznaczyć, że jakąś wersję tej historii słyszała już wcześniej od van Hansen. Teraz wydawała się chociaż trochę cieplej patrzeć na Egona niż na początku rozmowy.
- No usiec trolla we trójkę i to z Froyą van Hansen, to niezły wyczyn. - Aliona nawet uśmiechnęła się do gladiatora na znak, że docenia jego udział w tamtym zimowym polowaniu.
- Rzeczywiście. To kawał bestii, byle ułomek by tego nie dokonał. Ale ja już miałem przyjemność walczyć z Egonem ramię w ramię i wiem, że do ułomków nie należy. - Lars po przyjacielsku klepnął go w ramię też dokładając swoje rekomendacje wobec kolegi z jakim już parę walk razem stoczyli przeciwko różnym wrogom.
Otto gwizdnął słysząc opowieść Egona.
- Nie no Egonie, żeś woj jakich mało. Trolla usiec, nawet z pomocą, to wyczyn, po którym miasteczka legendy tkają. A tyż opowiadasz to jakbyś pranie robił. - mnich zachichotał - Będę musiał uważać, aby ci za skórę nie zajść.- Oh to prawda. Ja niedawno byłam na polowaniu. Ustrzeliłam jednego zwierzoludzia. Wyglądał mi na mocno chorego więc nie podchodziłam bliżej. Ale było ich kilku, reszta uciekła w las. No ale oczywiście to marna zdobycz przy trollu. Na trolla to już dawno nie polowałam i szczerze mówiąc jak już bym miała to robić to wolałabym łukiem. - Elfka o kasztanowych włosach i zielononiebieskiej sukni pochwaliła się swoimi ostatnimi wyczynami łowieckimi ale w uprzejmy sposób aby nie brzmiało to jak czcze przechwałki czy ujmowanie sukcesu brodaczowi jaki osiągnął razem z jej koleżanką von Hansen.
- Też mi się udało ostatnio pojmać jednego zwierzoludzia na polowaniu. Przebiłam go włócznią, padł ale jeszcze dychał. Ja bym go dobiła ale moi ludzcy towarzysze poprsili mnie aby go wziąć do niewoli. Dziwnie wyglądał ale dorodny był. Mówili, że straci się go publicznie na placu ku uciesze gawiedzi przy jakiejś okazji więc dla dobrych relacji między naszymi rasami i narodami, zgodziłam się. Zamknęli go w wieży. - Fanriel wyczuwając, że zaczęli myśliwskie tematy, też od niechcenia wspomniała o swoich przygodach. Widać było, ze decyzja jej towarzyszy nie przypadła jej do gustu i wolałaby ubić tego zwierzoludzia nawet jeśli nietypowo wyglądał. - Ostatnio doszły mnie też słuchy o jakichś napadach na łodzie i barki na rzece. Podobno same puste łodzie znajdują, pełne śladów krwi i walki. Albo i nie. Po prostu znikają te łajby. I nie wiadomo dlaczego. Jedni mówią, że to jacyś rzeczni piraci, inni, że jakaś rzeczna poczwara albo, że ten kawałek rzeki jest przeklęty. Zastanawiałam się czy się temu nie przyjrzeć ale z powodu tej żałoby po waszej księżnej na razie dałam sobie spokój. - Blondwłosa elfka, podzieliła się jeszcze opowieścią z dreszczykiem. Chociaż tym razem dotyczyła rzeki a nie leśnej głuszy.
- I nie znaleziono wszystkich łodzi? - Lars zapytał z zainteresowaniem. Zlota Gwiazda pokręciła głową, że nie. Wtedy Norsmen spojrzał bystro na Egona.
- Widzę, że tu sami wspaniali myśliwi. Cieszę się, że wszyscy jesteśmy po tej samej stronie i możemy się dziś razem bawić, raczyć trunkami i słuchać swoich opowieści. - Pirora wzniosła toast swoim kieliszkiem jakby chciała podtrzymać tą przyjazną nić która chociaz na chwilę zespoliła kultystów z dwiema długouchymi.
- Ja to drżę z podniecenia jak słucham takich barwnych a trochę strasznych opowieści. Ja to bym pewnie zaraz sie zgubiła i w lesie i na rzece. Mam nadzieję, że nie trafiłabym na żadną straszną poczwarę a jakbym spotkała jakiegoś wspaniałego myśliwego to zaraz bym się mu albo jej oddała pod opiekę. Nawet piratowi albo zbójcy to bym wolała się poddać niż walczyć. - Fabienne dorzuciła coś od siebie w żartobliwym, frywolnym stylu co wywołało rozbawione uśmiechy.
- Lub takiego Norsmena, moja pani? Dzikus z północy, co to nie wie iż kobieta to delikatny kwiat? - mnich postanowił trochę pobawić się wyobraźnią szlachcianki.
Egon słuchał owych rewelacji elfek z zainteresowaniem. Wreszcie - według gladiatora - obie paniusie zaczęły dostarczać interesujących informacji. Co do rzeczy ze zwierzoludźmi, nie żywił wielkiej empatii do bandy Gnaka, którzy, jeśli tylko wierzyć plotkom, zabijali się nawzajem tudzież prowadzili krótkie żywoty akcentowane napadami na ludzkie osady, w których niejeden także karkiem zbójecką rejzę przypłaci, toteż wieść o skazańcu przyjął z obojętnym wyrazem twarzy.
…lub - gdzieś z tyłu głowy Egona błysnęło - co, jeśli napaść na sztum raz jeszcze i uwolnić zwierzoczłeka? Czy w takim razie - zastanawiał się Egon - mógł się wkupić w łaski Gnaka i żądać od niego przysług? Niewątpliwie, Egon pomyślał, jeśli do wieży łatwy przystęp będzie, to czemuż by nie warto byłoby się zamierzyć i uwolnić go? Był on wszakże, w gruncie rzeczy, jednym z nich. Wtyka w obozie Gnaka w postaci uwolnionego mutanta mogła się okazać przydatna.
Egon zrobił sobie mentalną notatkę, żeby zorientować się więcej później. Co prawda dużych szans uwięzionemu drabowi nie dawał i sam miał tematów bez liku, jednak warto by się rzeczy przyjrzeć nieco bliżej później.
Sprawa o łodziach natomiast sprawiła, że żywo spojrzał na elfkę i ze skupieniem słuchał, o czym opowiadała. Gładząc swą brodę, kiwał brodą na znak swej uwagi. Nie przegapił też wzroku Larsa.
– Ataki na barki? – zapytał Egon. – W której części rzeki to? Wszak pierwszy raz słyszę, że jakieś licho atakuje łodzie.
- W górze rzeki. Powyżej Trzech Przegubów. Do tego miejsca raczej nie słyszałam aby były jakieś zniknięcia. - Fanriel odpowiedziała bez wahania. Uśmiechała się lekko jakby przekomarzania i flirty koleżanek rozbawiły ją. Lars spojrzał pytająco na Egona ale ten wcześniej sprawami rzeki w ogóle się nie interesował więc nazwa nic mu nie mówiła tak samo jak Norsmenowi.
- To dzika okolica. Rzeka i las. Nic tam nie ma. Wybraliśmy się tam rok temu na przejażdżkę łodzią z moim mężem. Chciałam zobaczyć, czy jeszcze trochę pamiętam jak się żegluje. - Fabienne jakby domyśliła się, że koledzy mogą mieć trudności ze zlokalizowaniem tego fragmentu rzeki i pośpieszyła z wyjaśnieniem.
- Tak, to trzeba płynąć jakoś z pół dnia w górę rzeki. Może trochę mniej jak ktoś dobrze zna nurt i wie jak płynać i jeszcze mocno na wiosła ciśnie. - Łasica jako tutejsza dziewczyna też miała przyzwoitą wiedzę o jakim fragmencie rzeki mowa. - Ale tak jak milady mówi. Tam nic nie ma. Trochę wcześniej jest osada, z pół tuzina chat na krzyż. A potem do tych Trzech Przełomów i za nimi też, to nic nie ma. Dopiero gdzieś pod wieczór można dopłynąć do następnej osady. Tam bród jest i taka kładka ciągana na linie co można nią dać się przeciągnąć na drugi brzeg rzeki. - Łotrzyca jako miastowa dziewczyna z ferajny z jawną niechęcią wypowiadała się o dzikiej i prawie bezludnej okolicy.
- Ale te napady brzmią strasznie. Gdyby na mnie napadli jacyś bandyci albo Norsmeni no cóż ja bym mogła zrobić białogłowa? No próbowałabym jakoś ich ubłagać aby nie czynili mi krzywdy. Mam nadzieję, że daliby się przekonać. - Bretonka wróciła do flirtu jaki Otto zaczął. I od razu rozpoznał nawiązanie do podobnych żartów jakie urządzali sobie parę dni temu jeszcze z lady Odette w salonie Pirory. I teraz czarnowłosa wydawała się pomysłem podekscytowana tak samo jak wtedy. Tylko w obecności elfek nie wspominała o innych gatunkach brutalnych zdobywców o jakich rozmawiali wówczas razem z gwiazdą estrady.
- Dobrze wiedzieć. - Lars prychnął z rozbawieniem obdarzając czarnowłosą zainteresowanym spojrzeniem. Ale mimo to nadal miał głowę do interesów. - A teraz co? Skończyły się te zniknięcia? Dużo tych łodzi zginęło? - Zapytał jasnowłosej elfki.
- Teraz nie słyszałam aby coś ostatnio zginęło no ale z powodu żałoby ruch jest mniejszy. Może po prostu zginęło ale jeszcze nikt o tym nie zameldował. Wzruszyła swoimi szczupłymi ramionami tak kusząco okrytymi bordową suknią. - A tych łodzi nie wiem ile było dokładnie. Na tyle dużo, że zaczęto o tym mówić. Usłyszałam o tym najpierw od znajomego oficera Straży Rzecznej a potem i od innych. Więc to coś więcej niż jedno czy dwa zniknięcia albo jakieś pojedyncze porachunki na rzece. - Odpowiedziała Norsmenowi bez zająknięcia. Ten skinął jej głową i spojrzał na gladiatora co on na to wszystko.
Egon skinął głową, nie mając już chyba tutaj nic do dodania. Odwzajemnił wzrok Larsa - było jasne, co tutaj potrzeba było zrobić. Czym prędzej - cóż, po niewątpliwie po całej rzeczy z teatrem i orgiami, a także zesiewaniem dziewek w teatrze jajami Oster - potrzeba było wybrać się w miejsce, gdzie ginęły statki. Piraci, zwierzoludzie tudzież inni mutanci, wszystko jedno. Szykowała się możliwość zagarnięcia łodzi dla siebie i sprawienia, aby cała rzecz z łowieniem niewolników wskoczyła na wyższe obroty.
~
Egon i Fabienne
Do Egona podeszła lady Fabienne. - Hubert mi mówił, że gustujesz w uległych kobietach Egonie. - Zaczęła mówić zalotnym tonem. Przesunęła się spojrzeniem po jego sylwetce z góry na dół i z powrotem. - To bardzo interesujące. - Skinęła głową z uznaniem. - Ale niestety na dziś już jestem umówiona. Z Otto. - Przyznała z żalem. - Odwróciła się ku głównej części kuchni i wyłowiła wzrokiem kogo szukała. - Widzisz tamtą kasztankę w brązowej sukni i białym, koronkowym kołnierzem? - Wskazała mu wzrokiem o kim mówi. Po chwili gladiator dostrzegł młodą, szczupłą kobietę w opisanej sukni. Na pewno nie była szlachcianką ale już jakąś bogatą mieszczką, córką lub żoną dobrze prosperującego sklepikarza, rzemieślnika to już tak. - To Teofano. Córka cukierników. Chyba czuje w snach zew Oster. Jest bardzo gorliwa aby zostać muszą matką. Dziś pewnie znów ją zasiejemy. Mam nadzieję, że dla mnie też wystarczy. Ta ciąża jest taka ekscytująca! - Uśmiechnęła się po matczynemu kładąc dłoń na swoim brzuchu okrytym karminem sukni. Na razie w ogóle nie wyglądał na ciężarny. Na razie była jedyną kobietą jaką Egon spotkał co opisywała tą pseudociążę jako coś przyjemnego. - Ale widzisz tą kobietę obok niej? - Zapytała znów kierując wzrok w tamtą stronę. Obok ten Teofano stała druga kobieta. Też młoda i szczupła ale w znacznie skromniejszej sukni. Tak ubierała się miejska biedota gdy szła do świątyni albo inne święto i chciała wyglądać lepiej niż na co dzień. - To Margo. Jej pokojówka. Otto mówił, że sprawdzał dziś jak się we dwie zabawiają więc myślę, że powinna być chętna na zabawy z kobietami. No ale ją też spróbujemy dziś zasiać. Ale jest nowa to nie wiemy czego się spodziewać. To byłby jej pierwszy raz dlatego chcemy jej poświęcić więcej uwagi. Sam wiesz, że to zasiewanie to jednak jest pewne ryzyko. Zwłaszcza jak ktoś nie jest w pełni jednym z nas. - Wyjaśniła mu dlaczego dzisiejszy wieczór ma już zaplanowany i na pocieszenie pogłaskała go po ramieniu.
Egon zatarł ręce z nieukrywaną przyjemnością. Wreszcie mógł zasiać jakąś dziewkę, tak, jak obiecał Raisie! Jeśli o Egona chodziło, to cała ta otoczka teatru i orgii mogła by pójść w diabły, tak samo jak i sam teatr. Jeśli chodziło o Egona, to równie dobrze mogli spotykać się w jakiejś dziurze wykopanej w gruncie i tam spędzać niewiasty, aby zasiewać je jedna po drugiej, aby tylko dokonać tego, że w dzień turnieju będą dysponować całymi zastępami, hordami much Oster.
– Teofano i Margo, co? – Egon powtórzył imiona kobiet, starając się je zapamiętać. – Ha! Kiedy Margo zobaczy, jak Teofano bierze w siebie strzykwę, nie zawaha się, żeby także i wziąć je w siebie…
Egon pokiwał głową, jakby do siebie samego, przemyśliwując ten plan.
– Cóż, Fabienne, pozostało mi zagadać do Teofano – tu Egon skłonił się lekko do Fabienne, zamierzając przejść zaraz do Teofano.
- Oh, bardzo bym chciała aby tak właśnie było. Ja na pewno bym się nie wahała przyjąć taki szczodry dar w siebie. Myślę, że Teo też nie. A Margo mam nadzieję, że uda nam się urobić i nakłonić do współpracy. - Czarnowłosa szlachcianka po tym przedstawieniu wydawała się być w świetnym humorze i miała ochoty na flirt a może i coś więcej. Nie broniła jednak gladiatorowi porozmawiać z dwiema mieszczkami. Gdy ten się z nią pożegnał i ruszył w ich stronę, niespodziewanie przechwyciła go Łasica.
- Hej Egon. - zagadała do niego w swoim ulicznym bezpośrednim stylu jaki chyba był jej naturalnym gdy nie musiała odgrywać jakiejś roli. - Zabieram Śnieżynkę i Daktylka na górę. Poznać się lepiej. - Oświadczyła mu dumnie z zadowoleniem wskazując wzrokiem na tak różne piękności, jedną z dalekiej północy, drugą z dalekiego południa. Astrid i Layla obserwowały ich rozmowę z pewnej odległości z przyjaznym zainteresowaniem i uśmiechami. - Lars idzie z nami. - Dziewczyna z ferajny wskazała na wilka morskiego jaki jeszcze coś rozmawiał z Burgund i Bjornem. - Idziesz z nami? Czy idziesz sprawdzić tą cycatą zabaweczkę Huberta? - Zagała wesołym i frywolnym tonem. Jakby obie odpowiedzi na jakie była gotowa, były dla niej zrozumiałe i do przyjęcia. Ale wydawała się być na tyle rozochocona, że chciała jak najprędzej pójść na pięterko aby lepiej się zapoznać z kolegami i koleżankami.
Egon przystanął na parę chwil, zastanawiając się, z której strony wziąć sprawę. Teofano i Margo były niezłymi kąskami, ale przecież to z Sorią ustalił, że potrzeba było zasiać Laylę. I w zasadzie kto naszedł pod zasięg strzykwy Raisy, jednak Layla wydawała się szczególnie pożądana, bowiem kapłanka z dalekich lądów mogła wydać z siebie miot much szczególnie obdarzonymi magicznymi zdolnościami. Margo i Teofano mogły zostać zasianie kiedybądź, Layla jednak… Cóż, trzeba było skorzystać z okazji.
– Idę z wami – skinął głową Egon, który zamierzał ulotnić się w stronę Teofano tak szybko, jak tylko zasieje Laylę.
- To idź do Huberta po tą zabaweczkę. Szkoda aby chodziła taka goła i nieużywana. Sama ją chętnie sprawdzę tam i tu! - Łotrzyca roześmiała się rubasznie ciesząc się, że kolega przyjął jej zaproszenie. Ale wynikało z niego, że ominąłby go przywilej wykorzystania Adrienne jako pierwszemu. A widać było, że podczas pokazu, zrobiła na widowni na tyle dobre wrażenie, że nie tylko on czy włamywaczka mieli na nią ochotę. - Chyba, że odstąpisz swoje prawo tej blond elfce. Podsłuchałam ich trochę, że jej się podoba ta zabaweczka. - Dziewczyna w skórzanych spodniach ściszyła głos i zdradziła gladiatorowi co jej czułe ucho się zdążyło dowiedzieć. Ostatecznie jednak zostawiła tą decyzję Egonowi jak ma zamiar wkorzystać swój przywilej pierwszeństwa do zabawy z pracownicą ratusza.
- Jakby co to my będziemy w trójce. Ja jeszcze tu muszę coś załatwić a potem biorę towarzystwo na górę. Oni wszyscy są tu pierwszy raz. A Burgund zajmie się Bjornem. - Poklepała go po ramieniu dając znać, gdzie na piętrze mogą się spotkać nawet jeśli teraz na chwilę stracą się z oczu. A sama poszła w kierunku swojej rudowłosej partnerki i obu Norsmenów. Przy okazji złapał zaciekawione i zdziwione spojrzenie bretońskiej szlachcianki. Po przeciwnej stronie kuchni stali Hubert, Oksana i Adrienne jacy chętnie rozmawiali z dotychczasowymi widzami. Ale już pierwsze osoby zaczęły wychodzić kierując się w stronę korytarza gdzie były schody na piętro i dawnych pokojów dla tawernianych gości.
Egon zastanowił się przez chwilę. Jeśli elfki można by w jakiś łatwy sposób skaptować, by udostępnić im Adrienne jako pierwszą, to czy byłby to kolejny krok, żeby włączyć elfki do projektu jaj Oster?
– Elfki mogą wziąć Adrienne – rzekł Egon. – Wiesz… Próbujemy się wokół nich zakręcić, może się rozochocą i będą później łatwiejsze? – strzykwa i jaja Oster ciągle krążyły w umyśle Egona. – Ugośćmy nowe znajome…
- No to widzę, że też masz ochotę na te długouche ślicznotki? - Łotrzyca zaśmiała się wesoło i spojrzała pod ścianę gdzie wciąż rozmawiała grupka szlachcianek obu ras. - No powiem ci, że z nimi to poznałabym się jeszcze chętniej niż z Adrienne. No ale masz rację, może jak dzisiaj im dogodzimy to będą chętne na następny raz. - Pokiwała swoją głową w czarnej peruce, że widzi sprawę podobnie jak kolega. - Dobra to idź pogadaj z Hubertem o jego zabaweczce a ja zgarnę towarzystwo na pięterko do trójki. - Na pożegnanie klepnęła gladiatora w ramię a sama poszła w stronę obu Norsmenów i swojej rudowłosej partnerki. Zaś Egonowi została porozmawiać z grubym kupcem. Ten przywitał go z uprzejmym uśmiechem i dalej zachowywał się po koleżeńsku. Trochę się zdziwił jak mu brodacz powiedział, że rezygnuje z prawda do pierwszeństwa wykorzystania Adrienne i oddaje je elfkom.
- No cóż… Oczywiście kolego, jeśli masz inne plany to nic się nie stało. Gdybyś później miał ochotę poznać się z naszą Adrienne a byłaby do dyspozycji to oczywiście będziesz miał okazję. A jeśli nie no to cóż… Zapewne jeszcze nie raz się z nią spotkamy, zwłaszcza jeśli będziesz odwiedzał te małe przyjęcia u naszej słodkiej Pirory. - Uśmiechnął się ciepło i życzliwie do gladiatora ale nie czynił mu wyrzutów, że rezygnuje z zabawy z ich niewolnicą. Jeszcze chwilę trwało to zamieszanie w kuchni i gdy Egon w końcu poszedł za innymi na piętro dość szybko znalazł trójkę. Drzwi były zamknięte ale jak zapukał to po chwili otworzyła mu Łasica.
- A! Jesteś! No to właź! Właśnie zaczynamy! - Ucieszyła się i przepuściła kolegę. Po czym ponownie zakmnęła drzwi. Sądząc po odgłosach kroków i głosów zza ścian, u sąsiadów też zaczynała się zabawa. Ale na razie byli tutaj w parę osób. Lars, Łasica, Layla i Astrid.
- To na czym skończyliśmy? Aha. Miałam sprawdzić czym się różni smak między daleką północą i południem. - Włamywaczka była w szampańskim humorze. I podeszła do oby kobiet które z perspektywy Imperium, wydawały się egzotyczne. Zwłaszcza wężowa kapłanka. Lars zaczął się częstować z butelek jakie stały na stole i oberwował jak łotrzyca próbuje smaku ust najpierw jednej a potem drugiej koleżanki. Widać było, że i im, Norsmenowi ten początek zabawy się podoba.
- No widzę, że ta w spodniach to ma ikrę. Jakby od nas była. Znasz ją? - Korsarz zagadnął kolegę gdy koleżanki zaczynały poczynać sobie coraz śmielej. Wyglądało na to, że każda z nich ma wprawę w takich zabawach.
Egon wziął i nalał sobie wina do czaszy, którą znalazł już przygotowaną dla gości. Pociągnął parę długich łyków z czaszy, lustrując całujące się kobiety. Egon nie był pewien, czy jeno wino buzowało w głowach chutliwych kobiet, czy też pozostali z kultystów nie zadbali już odpowiednio o to, żeby Layla i wszystkie inne, nowsze członkinie kultu nie zostały odpowiednio urobione pod teatr.
Wojownik jednak, wierny słowie danym Raisie, zamierzał użyć strzykwy z jajami Oster i, wedle jego upodobań wycisnąć jej zawartość do każdego z łon kobiet, ile tylko można było ugrać, tyle potrzeba było dla zbliżającego się wyzwania.
– Co, Łasicę? – zapytał Egon, łypiąc na Larsa. – Znamy się długo. Dziewka umie i potańczyć, i przypierdolić – Egon zaśmiał się krótko, biorąc łyk wina. – Jak jej nie znasz, to ją poznasz wkrótce…
Egon rozsiadł się na krześle, z uśmiechem patrząc, cóż też takiego zamierzają zrobić kobiety. Zamierzał pozwolić Łasicy działać jako pierwszej i włączyć się w rozochocone towarzystwo, kiedy ta już omota Astrid i Laylę.
- No właśnie na taką wygląda. Ciekawe czy utrze nosa Astrid czy ona jej. - Lars na razie też przeszedł do roli widza. A trzy koleżanki serwowały póki co całkiem przyjemne dla oka widowisko. Wydawały się zafascynowane sobą nawzajem i gdy samo całowanie już nie wystarczało to zaczęły się rozbierać. Właściwie to Łasica zaczęła rozbierać dwie pozostałe. Najpierw Astrid. Wspólnie pozbyły się góry jej sukni dzięki czemu mleczny tors córki jarla stał się ładnie wyeksponowany. A gdy ta sama zabrała się za zdjęcie dołu to łotrzyca na chwilę została sam na sam z wężową kapłanką. Ta jednak miała suknię całkiem innego kroju niż się nosiło tutaj na północy czy nawet w Norsce. I włamywaczka miała nie lada zagwostkę. Ale kapłanka wybawiła ją w paru ruchach zsuwając z siebie ubranie. Została w samej bieliźnie a poza tym widać było jej oliwkowe, smukłe ciało. Teraz widać było dziwne tatuaże jakie miała na dekolcie, brzuchu i udach. Łasica musiała na chwilę nasycić się tym pięknym widokiem. Astrid też przerwała rozbieranie. A i Lars docenił te piękne widoki.
- No dobrze wam idzie dziewczyny! Nie przerywajcie! - Zawołał do nich na zachętę i dał znak gestem aby kontynuowały zabawę. One wzięły to za dobrą monetę. Łotrzyca wróciła do całowania Layli ale, że już miała do dyspozycji ją całą, to szybko popchnęła ją na łóżko i tam zajęła górującą nad nią pozycję. W międzyczasie córka jarla zdążyła się rozebrać. I przez chwilę przyglądała się dwóm kochankom.
- A ty co? Nie rozbierasz się? - Zapytała łotrzycy i stanęła za nią łapiąc ją za dekolt. Ta zaśmiała się i we trzy zaczęły zdejmować z niej ubranie. Najdłużej zajęło ściąganie charakterystycznych, obcisłych spodni dziewczyny z ferajny. Ale wspólnie pokonały tą przeszkodę. Po chwili już były we trzy, nagie na łóżku jakie zajmowały się sobą nawzajem. Widać teraz było kontrast jaki każda z nich stanowiła dla dwóch pozostałych. Astrid była jasna jak śnieg z gór Norsci. Miała jakiś tatuaż nad sercem jaki kojarzył się z jej północną krainą. Layla była jak oliwkowy piasek z pustyń południowych krain. Miała jeszcze więcej tatuaży jakie wyglądały tajemniczo i obco. Łasica karnacją była gdzieś pomiędzy nimi. Miała bliznę po cięciu na brzuchu i prosty tatuaż ulicznicy nad biodrem. Za to jej brokatowe znamię na tyłku jakim po zimowej akcji ozdobiła ją Soren wywołało zaskoczenie u obu koleżanek. Jakby rozpoznawały wpływ boskiej patronki na tą śmiertelniczkę. Tutejsza dziewczyna nie omieszkała skorzystać z wyrazów tego uznania. Wydawała się być najbardziej dominującą z całej trójki i chętnie poznawała się ze swoimi nowymi kochankami. Aż trzepnęła Astrid w wypięty, zgrabny tyłek i zwinnie zeskoczyła z łóżka. Na bosaka przeszła do torby jaka leżała na podłodze.
- No to jak pierwsze buzi mamy już za sobą to możemy się poznać dogłębniej! - Powiedziała z zadowoleniem i wyjęła zabaweczkę jaką zaczęła sobie przypinać do bioder. Obie koleżanki jakie już były nieźle rozgrzane tym pierwszym etapem zabawy, obserwowały to z uśmiechem zadowolenia.
- Aha. To skoro już przechodzimy do właściwego chędożenia no to na mnie już czas. - Mruknął Lars z zadowoleniem i odstawił swój kufel. Bez pośpiechu wstał i zaczął ściągać z siebie kaftan ewidentnie szykując się aby dołączyć do figlujących koleżanek.
Egon pociągnął jeszcze łyk wina i sam zdarł z siebie ubranie w paru szybkich ruchach. Kaftan i pancerz zsunęły się, wydając dźwięk, a Egon zaprezentował swą muskularną sylwetkę. Niewątpliwie, był największy w pomieszczeniu, jako że dawne walki ukształtowały jego potężną sylwetkę. Blizny. tatuaże, a także niedawne rany i otarcia znaczyły jego ciało niby makabryczną mozaikę. Tatuaże wydawały się być raczej proste i miały znamiona zwykłych, portowych gryzmołów, które niejeden z morskich ciurów nanosił na swe ciało. Sploty mieśni jednak i wypukłe arterie nadrabiały wrażenia.
Egon rzucił spojrzenie na swój kaftan, gdzie spoczywała pożyczona przez Raisę strzykwa, którą zapewne użyje niedługo.
Całość tej sytuacji była nie do końca na rękę wojownikowi, który traktował rzecz jako zbyteczny przestój, jednak, być może - być może to był rodzaj wyzwania, które zgotował mu jego mroczny patron? Cóż, oby.
– Trza mi rozgrzać się. Pozwolisz? – Egon z uśmiechem zbliżył się do trzech kobiet.
Norsmen przepuścił kolegę przodem. Zresztą nie rozbierał się tak szybko jak on więc jeszcze ściągał z siebie ubranie gdy Egon już zrobił swoje i wysforował się do przodu. Gdy podszedł do łóżka, obie zajmujące je kobiety przywitały go życzliwymi uśmiechami.
- Dorodny jesteś. Nie masz przypadkiem w sobie domieszki naszej krwi? Nie wyglądasz tak cherlawo jak większość południowców. - Astrid przyjęła flirciarski ton. Ale obie z Laylą, wyciągnęły ramiona aby przyciągnąć go do siebie. Przesunęła dłonią po jego piersi, ramionach a kapłanka z dalekich stron do niej dołączyła. Tak samo jak najpierw Norsmenka zaczęła go całować ale i kobieta z dalekiego południa do niej dołączyła. Zabawa więc szybko zaczęła nabierać rumieńców. Zaczęli we trójkę ale szybko dołączył do nich Lars. Więc w naturalny sposób podzielili się na dwie pary. Łóżko już nieźle skrzypiał i się trzęsło od tych podwójnych figlów gdy dołączyła do nich Łasica jaka uporała się z mocowaniem swojego przyrządu dzięki któremu w zabawach z kobietami, mogła udawać mężczyznę.
- Aleście się rozgościli. - Łotrzyca o fioletowych włosach, rzuciła nieco zgryźliwym tonem. Obserwowała przez chwilę te miłosne zmagania obu par. Jak odchodziła miała obie koleżanki tylko dla siebie, teraz została zastąpiona przez obu kolegów. Ale i ona znalazła sobie miejsce w tym zestawie. Gdy nikt z ich piątki nie stronił od zabawy i dominowała wzajemna ciekawość poznania nowych towarzyszy, to szybko ta integracja między różnymi krainami weszła na wyższy i szybszy poziom.
Lars zdradzał zainteresowanie Łasicą chyba nawet większe niż Laylą. Okazał się być bardzo energicznym kochankiem co szybko pokazał na biodrach i ustach łotrzycy. Po włamywaczce było widać, że obie egzotyczne koleżanki mocno ją fascynują i chętnie je smakowała z każdej strony oraz pokazywała jak działają imperialne gadżety do zabaw damsko - damskich ale nie unikała kontaktu z kolegami. Często była tą drugą jaka wspólnie czy z Egonem czy Larsem brała którąś z koleżanek. Astrid zachowywała się jakby miała ochotę na nich wszystkich. Ale, że musiała się dzielić uwagę i ciało z kolegami i koleżankami to nie przeszkadzało to ani jej ani im. Chętnie nurkowała ustami między uda kapłanki albo pozwalała się dźgać tak żywym przyrodzeniom kolegów jak i zabaweczce łotrzycy. Potrafiła też przejąć inicjatywę i pobawić się w ujeżdżanie ogiera. Layla zaś gdy przyszło do łóżkowych spraw, okazała się bardzo daleka od stereotypu kapłanki czy zakonnicy jaki panował w Imperium. Nie była już tą elegancką, nieprzystępną damą jaką poznali dzisiejszego poranka na statku Munira. Chociaż z powodu bariery językowej pozostała pewna nutka tajemniczości. Z obecnych tylko Lars mógł się z nią porozumieć po bretońsku. Ale żadne z nich nie miało teraz ochoty na rozbudowane dialogi więc jak już mówili coś do siebie szybko i emocjonalnie. Morski łupieżca czasem tłumaczył zdawkowo coś na reikspiel. Język namiętności i nagości był na tyle zrozumiały dla wszystkich, że komunikacja słowna nie była niezbędna. A i wężowa kapłanka była biegła w tej sztuce. Z wyraźną przyjemnością angażowała się z każdej strony w poznawanie nowych kolegów i koleżanek.
Egon z chutliwym, niemalże zwierzęcym zapałem obracał się wokół trzech kobiet. Wprawne ręce Łasicy rozbudziły żądzę to w Astrid, to w Layli wreszcie, Egon zaś nie mógł nie zauważyć, że te dwie zdawały się niemalże grać role, które przydzieliła im imperialna łotrzyca. Gladiator chędożył dziewki jeno z wprawą, jaką mógł mieć człek wyuczony na imperialnych kurewkach przez ostatnie dwie dekady swego życia, a któż wie, może i więcej, bo rachunek ginął w pamięci wojownika tak szybko, jak jego nabrzmiałe berło zanurzało się i wyłaniało z łona to Łasicy, to Astrid, to Layli wreszcie. Każdemu pchnięciu Egonowi odpowiadał mokry dźwięk, jako że każda z dziewczyn była już odpowiednio rozochocona i nie opierała wielkiej męskości gladiatora, który wraz z kolejnymi posunięciami nabierał coraz większej ochoty na zabawy podobne te, które widział z Adrienne.
Zmitygował się jednak, a wzrok swój przeniósł z powrotem na kaftan.
– Lady Layla rzekła, że chciałaby być dać się zasiać jajami – rzekł w stronę Larsa. – Spytaj się, czy już nie czas… Wszak strzykwa weszłaby niby miecz w masło – zaśmiał się krótko.
Jakoś nikt z pozostałej czwórki nie protestował. Wręcz przeciwnie. Wydawało się, że wszyscy świetnie nadają na tych samych falach i właśnie taka chutliwa, bezkompromisowa zabawa im odpowiada. Gdy Egon brał Laylę, ta dyszała równie ciężko jak on i namiętnie oplotła jego biodra swoimi gładkimi udami ozdobnymi dziwnym tatuażem. Astrid wdzięcznie i chętnie dawała się brać z dwóch stron czy to pospołu z Larsem czy Łasicą. Sama łotrzyca potrafiła się prowokująco wypiąć jakby wręcz zapraszała niczym kotka w rui swojego kocura. Więc gdy w pewnej chwili Egon zadał swoje pytanie Norsmen był nieco rozkojarzony.
- No zapytać mogę. Ale to trzeba mieć te tuby z jajami. A chyba Raisa je zabrała. - Morski łupieżca wysapał zdyszanym głosem. Cały był spocony a policzki miał zarumienione od tego wspólnego, jakże przyjemnego wysiłku.
- Albo trzeba poszukać Otto. Może on jakieś strzykwy zabrał na tą zabawę. - Podpowiedziała nie mniej zdyszana Łasica, chciwie wypijając duszkiem z glinianego kubka. Obserwowali jak Astrid czule obejmowała się z Laylą, też korzystając z tej chwili wytchnienia. Egon zorientował się, że chyba nikt z nich nie wie, że ma przy sobie torbę do zasiewania nosicielek.
Egon chędożył czas jeszcze, wcale nie spiesząc się z odpowiedzą, jako i też że okazja raczej nadawała się do czynów, zamiast do słów. Kiedy skończył, łechtał jeszcze Łasicę przez jakiś czas, obserwując jej gorejącą twarz i słuchając jęki, jakie mimowolnie ta z siebie wydawała. Kiedy zabrał swoją mokrą od soków dziewki rękę, na jego brodate oblicze wstąpił uśmiech.
– Gdzie tam Otto albo Raisa…? – Egon rzekł, w paru krokach oddalając się od towarzystwa i dopadając wreszcie do swojego kaftana, gdzie ukryte było narzędzie, które wcześniej dała mu Raisa.
Odpiął poły kaftana, wydobył strzykwę, aby wreszcie zaprezentować ją pozostałym, a w szczególności rozgrzanej i rozochoconej trójce dziewek.
– Wszystko mamy tutaj – rzekł Egon jeszcze. – To co, lady Layla? Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania.
- Aha. No to widzę, że masz co trzeba. - Lars przyjął tą małą demonstrację kolegi całkiem spokojnie. Upił łyk ze swojego kubka skoro sobie zrobili przerwę w zabawie.
- Do mnie to nawet z tym nie podchodź. - Łasica ostrzegawczo uniosła dłoń. Widocznie nie zmieniła swojej niechęci wobec zasiewania muszymi jajami. Odkąd tylko Merga parę tygodni temu pierwszy raz wyjawiła kultystom co przetłumaczyła ze zwojów znalezionych w jaskini Oster to włamywaczka była osią oporu przed tym aby dać się zasiać.
- Chcesz jej wsadzić te jaja? - Astrid leżała nago, prezentując swoje smukłe ciało. Jej jasna karnacja tworzyła interesujący kontrast z oliwkową skórą wężowej kapłanki. Norsmeńska minstrel wydawała się być zaciekawiona co teraz się stanie.
- Zaraz zobaczymy czy się zgodzi. - Łupieżca wzruszył swoimi krzepkimi barkami i zapytał po bretońsku ciemnowłosą oliwkę. Widać było jak jej skóra błyszczy od potu od tych figli jakie dopiero co skończyli. Wysłuchała uprzejmie Norsmena i wymienili się krótkimi zdaniami. W pewnym momencie spojrzała prosto na czekającego ze strzykwą Egona.
- C'est un honneur de servir la déesse. - Jej głos był przyjemny chociaż gladiator rozpoznał tylko jedno słowo jakie było podobne do honoru w reikspiel. Spojrzenie kapłanki było jednak kuszące. A ona sama przesunęła dłonią po swoim nagim łonie którym dziś tak szczodrze dzieliła się nim z koleżankami i kolegami.
- Mówi, że to honor służyć bogini. Chodzi jej o lady Sorię. I zgadza się. Jest gotowa przysłużyć się sprawie. No i rozmawiała z Fabienne i ta jej cuda wianki naopowiadała o tej ciąży więc jest chętna i ciekawa jak to będzie. - Lars przetłumaczył pozostałej trójce o czym przed chwilą rozmawiał z ponętną, nagą kapłanką z egzotycznych krain.
– Ponoć to przyjemne – rzekł Egon z uśmiechem, który przywarł do jego twarzy niczym maska od czasu, kiedy wyciągnął strzykwę z kaftana. – Jeśli sam bym był kobietą, kto wie…? Może bym nawet sam się dał zasiać. Raisa rzecze jednak, że kobiety są do tego najlepsze. Na pewno nie chcesz, Łasica? Astrid?
Tu podszedł do Layli, rad, że sytuacja ostatecznie obróciła się na po jego myśli.
– Rozłóż nogi szeroko, lady Layla… Mistrz we fachu nie jestem, ale jak trza, to robotę zrobię.
I zbliżył swą strzykwę, starając się przypomnieć wskazówki Raisy - żeby naciskać powoli i z miarowo…
Lars tego nie przetłumaczył na bretoński ale wężowa kapłanka sama się domyśliła co należy robić. Gościnnie rozchyliła swoje gładkie, smukła uda i łagodnie się uśmiechała obserwując poczynania nagiego gladiatora. Astrid aż usiadła obok niej aby lepiej obserwować ich poczynania. Łasica więc zajęła miejsce po drugiej stronie egzotycznej piękności. Wszyscy wydawali się być ciekawi jak to będzie wyglądało. Egon i jego norsmeński kolega tylko raz widzieli wcześniej ten proces gdy w morskiej wiosce Raisa zasiewała przy nich trzy rybaczki. Wtedy wydawało się to proste. Kazała im zdjąć dół, położyć się na plecach i rozłożyć nogi. Ten etap z Laylą już mieli osiągnięty. Dzięki wcześniejszym harcom, leżała jak trzeba, nie tylko bez spódnicy ale w ogóle bez ubrań, nie licząc biżuterii jaką miała na sobie. I była chętna do współpracy. Wówczas w wiosce, jak Raisa to robiła, wydawało się to proste. Jakby wsadziła strzykwę w trzewia rybaczki i powoli wepchnęła tłok. Potem wyjęła i wsadziła im po drugiej. Ale jak sama mówiła, chętnie zasiałaby je większą ilością jaj ale miała mało strzykw i wolała je rozdać równomiernie. Wystarczyło po dwie na łono każdej z rybackich córek. Teraz jednak Egon musiał sam spróbować tego zasiewania pierwszy raz.
Gdy nosicielka leżała spokojnie, okazało się to tak proste do zrobienia jak to mówiła Raisa. Krótka, gliniana tuba była mniej więcej kształtu i wielkości solidnego przyrodzenia czyli jak na miejsce gdzie miała wejść była w sam raz. Najpierw poczuł lekki opór przy samym wejściu gdy tępa końcówka strzykwy napotkała opór żywego ciała. Layla na chwilę wstrzymała oddech i podniosła głowę aby widzieć co się dzieje. Blondwłosa skald przygryzła wargę i pochyliła się. Też pierwszy raz widziała jak się odbywa to zasiewanie. Nawet Łasica, chociaż tak niechętna tej hodowli czerwi w sobie i innych kobietach, też nie mogła oderwać wzroku.
Egonowi wystarczyło lekko pchnąć tubę aby zaczęła zanurzać się w trzewiach kapłanki. Ta teraz cicho sapnęła gdy czuła ten ruch w sobie. Aż strzykwa weszła prawie do końca. Wtedy gladiator powoli zaczął naciskać tłok. Nic trudnego, tylko trzeba było powstrzymać się dziecinnej pokusie aby wlać wszystko od razu za jednym zamachem. Tym razem Layla zajęczała cicho i obie dłonie położyła na swoim brzuchu. Patrzyła na niego jakby chciała dojrzeć co tam się dzieje. I zaczęła coś mówić po bretońsku, bardzo podekscytowanym głosem. Obie dziewczęta szybko spojrzały na Larsa ponaglając go aby przetłumaczył słowa kapłanki.
- Mówi, że czuje jak to się w niej rozlewa. I, że dużo tego a to sprzyja płodności. I, że trochę zimne i szczypie. Ale mówi, że to nic i podoba jej się. No i widziała, że masz jeszcze to pyta czy te inne też jej dasz. - Norsmen tłumaczył to lekkim tonem jakby bawiło go to wszystko. Teraz Łasica i Astrid spojrzały na Egona co on na to wszystko powie. Jak wyjął strzykwę to widać było, że jest mokra. Z jej czubka ściekały kleiste nitki jakie początkowo łączyły ją z gościnnym łonem jakie właśnie opuściły. A samo urządzenie ze złożonym tłokiem było o połowę krótsze niż gdy było pełne.
- Layla mówi, że jej się to podoba? - Astrid zapytała krajana. Ten wzruszył nagimi ramionami i znów przeszedł na bretoński. Rozmawiał chwilę z leżącą na wznak wyznawczynią hedonistycznej boginii. Ta mówiła pogodnym głosem i głaskała się czule po właśnie zasianym brzuchu. Nawet jak się właśnie było tego świadkiem to nic nie było widać poza drobnym, kleistym zaciekiem jaki zostawiła po sobie strzykwa na jej łonie.
- Mówi, że to coś nowego, że to obfite nasienie, no i od samych Sióstr więc to wielki zaszczyt. No i ta Bretonka mówiła, że niesamowite doznania podczas ciąży więc Layla chce tego spróbować. A teraz to tak, też jej się podoba. Więc Egon jak masz tam coś jeszcze to dawaj dalej bo milady sobie chwali. - Lars przetłumaczył jej słowa na reikspiel i mówił tym swoim bezpośrednim, nieco chaotycznym stylu. Z początku do smukłej, blondwłosej córki jarla ale pod koniec zwrócił się do kolegi, zachęcając go do kontynuacji tej zabawy.
- Ja nie wiem jak to możliwe ale rozmawiałam z Fabienne. I ona rzeczywiście sobie chwali te robale w środku. Nie wiem jak to możliwe. No ja to nie i tak ich nie chcę. No ale jej się to bardzo spodobało. Mówiła mi, że jeszcze w usta nie próbowała i jest ciekawa jakby to było. - Łasica podzieliła się z towarzystwem swoją wcześniejszą rozmową z bretońską szlachcianką. I sama nie mogła pojąć jak jej to się może podobać. Ale chociaż potwierdziła słowa gladiatora, że mimo formy jaką większość cywilizowanych istot uznałaby za ohydną to jednak te czerwie w trzewiach czarnowłosa kultystka opisywała jako całkiem przyjemne.
– Wystarczy jedna strzykwa – rzekł Egon, który w paru krokach ponownie dopadł do swego kaftana i schował zabawkę Raisy z powrotem.
Sam Egon wolał poniechać wstrzykiwania jaj Oster przez usta, jako że sam do końca nie był pewien, jakie efekty mogło wywołać wstrzyknięcie w taki sposób. Sam tylko słyszał o wstrzykiwaniu w łona kobiecie, o tym, że można także zagospodarować trzewia nie miał pojęcia. Nie był przygotowany na coś takiego, no i - była to jedyna strzykwa, którą miał ze sobą, której zawartość została zużyta.
– Styknie to – kiwnął głową z uśmiechem w stronę zebranego towarzystwa.
-
Otto i Laura
Przyszła także Laura Larwa. Pracowała w zamtuzie jako ladacznica więc oczywiście oficjalnie kogoś o tak skandalicznej reputacji w ogóle tu nie powinno być. Więc chociaż lady Odette ją zamówiła na dzisiaj osobiście to jednak brunetka musiała czekać na nią razem z innymi nisko urodzonymi. To jej jednak nie przeszkadzało, czuła się tu swobodnie. Zwłaszcza, że świetnie znała się z ladacznicami kultu czyli Łasicą, Burgund i Onyx. Ale gdy przyszedł Otto to brunetka podeszła właśnie do niego i widocznie chciała porozmawiać na stronie.
- Posłuchaj Otto, ten pieszczoszek co mi go wbiłeś rano tam głęboko… - Zaczęła cicho z lekkim, życzliwym uśmiechem. Wymownie położyła sobie dłoń na swoim brzuchu. - Bardzo mi się to podobało. - Uśmiechnęła się po flirciarsku dając znać, że miło wspomina poranną wizytę u mnicha. - No to mówiłam ci, że one w końcu wypełzają na zewnątrz. No i mój jest blisko wyjścia. A wiesz, jak się zabawiam z milady Odette to ona lubi odwiedzać to miejsce. Boję się, że ten pieszczoszek wyjdzie przy niej. Znaczy ja już wcześniej je miałam w sobie jak się z nią zabawiałam, ale jak byłam z nimi w ciąży. Wtedy nie ma strachu, że nagle wyjdą. A teraz no tak czuję, że on może mi wyjść w każdej chwili. Nie wiem co robić. - Przyznała mu się, że ma zagwostkę. O ile jej samej nie przeszkadzało czy czerw z niej wyjdzie tego wieczoru czy nie, to obawiała się reakcji śpiewaczki jeśli to stałoby się przy niej.
Otto przytulił Laurę, aby uspokoić jej nagłe lęki, jego ręka sięgnęła podbrzusza dziewczyny, delikatnie głaszcząc. Jego ciepły oddech dotarł jej ucha kiedy zaczął szeptać.
- Jestem pewny, że się jej on spodoba… - uśmiechnął się ladacznicy - Być może spróbuje possać go jak będzie z ciebie wychodził. Jesteś to sobie w stanie wyobrazić?- Oo! - Taki pomysł wyraźnie zaskoczył kasztanowłosą ladacznicę bo przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. - Naprawdę? Tak myślisz? Że jej się spodoba? - Patrzyła na mnicha z mieszaniną niedowierzania, ekscytacji i nadziei. - No i byśmy mogli się z nią zabawić oboje tak jak dziś rano? Razem z tymi pieszczoszkami? - Widocznie wyobraźnia podpowiadała jej podobne sceny jakie dziś rano ćwiczyli w mieszkaniu Otto i sądząc po głosie i nadziei, wizja, że miodowłosa milady miałaby do nich dołączyć bardzo ją ekscytowała. - Ojej! I tak razem z milady? Byłoby cudownie! - Westchnęła zachwycona takim pomysłem. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie. - Ale skąd wiesz, że jej się spodoba? No ja to je uwielbiam. I w sobie i na sobie. I w ustach i na piersiach, i między udami. I pieścić je i całować, i lizać. No ale mówiłam ci rano, ja od dziecka tak mam. A nawet jak klienci mnie zamawiają na takie numery to zwykle jednak wolą oglądać jak ja się z nimi zabawiam. Takich odważnych aby dołączyć na całego jak ty dziś rano to jest niewielu. To myślisz, że milady by chciała do nas dołączyć tak na całego? - Widać było, że pracownica zamtuza miło wspomina poranną wizytę u mnicha ale jednak nie do końca była pewna czy diwa by była skłonna pójść na całość w takich zabawach jakie większość kochanków uznałaby za ohydne i godne najwyższego potępienia.
Mnich się uśmiechnął, jego głos przybrał bardziej miodowy, kusicielski ton, jego słowa zatrzymywały się pozwalając wyobraźni kobiety szaleć kiedy jego dłonie stymulowały jej ciało.
- Ponieważ… ona… ma… też… swoje… pieszczoszki.- Co?! - Tym razem jego słowa wywarły na Laurze piorunujący efekt. Aż prawie odskoczyła od niego jakby musiała spojrzeć na niego z dystansu. Widać było, że trudno jej było uwierzyć w to co właśnie usłyszała. Opanowała się na tyle aby znów ściszyć głos bo parę osób spojrzało z zaciekawieniem w ich stronę. - Chcesz powiedzieć… Że ona… Ona ma tam… - Z niepewną miną pogłaskała swój płaski brzuch. - I ona… Też tam ma… Te pieszczoszki? - Miała minę jakby potrzebowała tą niesamowitą wiadomość usłyszeć na własne uszy. Znów podeszła do mnicha i objęła jego ramiona jak kochanka aby nikt inny nie usłyszał o czym rozmawiają.
- Sam ją zasiałem. - zapewnił mnich - Może być jeszcze za wcześnie, aby urosły na tyle, aby sprawiały jej taką przyjemność jak twoje. - ucałował szyję kobiety, wracając do stymulowania jej ciała kiedy jego słowa robiły mętlik w jej głowie - Więc nie jesteś sama w swoich zainteresowaniach… Lady Fabienne również je dzieli. - uśmiechnął się do kobiety zanim pocałował jej usta - Więc nie bój się, jestem pewny, że zadowolisz naszą divę jeszcze bardziej w ten sposób.
Jego pieszczoty i słowa faktycznie uspokoiły kobietę. I zaczęły jej sprawiać wyraźną przyjemność. Przygryzła usta i zastanawiała się chwilę. Jednocześnie coraz szybciej oddychając co zdradzało pierwsze oznaki podniecenia. - No tak, o lady Fabienne to słyszałam. No ale, że lady Odette się zgodziła… O rany… - Wreszcie na jej twarzy zaczął powoli wypełzać uśmiech zadowolenia.
- No tak… To jak ona… Też ma je w sobie… No to dzisiaj… No tak, można spróbować jej pokazać tego pieszczoszka. - Zachichotała radośnie jakby teraz pomysł mnicha wydał jej się o wiele bardziej sensowny i zabawny. - Jej, jakbym wiedziała, że ona też je lubi to bym ci rano tego mojego stadka nie oddawała. To jeszcze raz byśmy się z nimi zabawili tylko tym razem z milady. A tak to mam tylko tego jednego. - Westchnęła z pewnym żalem. Gdy już oswoiła się z tą myślą o zasianiu miodowłosej milady to zaczęła główkować nad wspólnym spotkaniem jakie ich czeka. - A ty nie masz jakichś? - Popatrzyła z nadzieją.
- Na razie za dużo biegam, aby się zasaić sam. - przyznał mnich - Jeżeli chodzi ci o jaja, to tak. Mam nawet nowe narzędzie do zadania. - delikatnie szturchnął kobietę biodrem i poczuła jak długi drewniany przedmiot odbija się jej od uda.
- Oo. Ciekawie się zapowiada. - Ladacznica mruknęła z uznaniem gdy przesunęła dłonią po zabaweczce od Niklasa, jaką wyczuła pod habitem. - To dobrze, że masz chociaż jaja. Już się nie mogę doczekać! - Roześmiała się jak dziewczynka z dobrego domu jaką już ostatnie godziny dzielą od prezentu urodzinowego. - No i jak nie masz tych pieszczoszków to trudno. To dziś zabawimy milady tym jednym co ja mam. I jak jej się spodoba to następnym razem umówimy się na wiecej. - Podeszła do tego całkiem optymistycznie i nie robiła z tego wielkiej tragedii. - Też już się nie mogę doczekać co zrobi jak go zobaczy! - Zaśmiała się z ekscytacji na myśl o reakcji aktorki. - A ona już je widziała? Wie jak wyglądają? - Zaciekawiła się jak bardzo von Treskow jest w tym robaczym temacie.
Mnich się zastanowił.
- Szczerze, nie jestem pewny. Zważając, że ich rozmiar potrafi się różnić. Jestem pewny, że będzie pełna zazdrości jak zobaczy jak z ciebie wypełzuje taki duży i jędrny. Jakbyś własne berło miała dla niej.- Tak? Myślisz, że jej się spodoba jak zobaczy mój poród? Jak mój pieszczoszek ze mnie wypełza? - Oczy ladacznicy rozbłysły gdy sobie to wyobraziła. I znów zachichotała z rozbawienia. - Myślisz, że będzie zazdrosna? - Bawiła i radowała ją myśl, że taka bogata, wielka i sławna pani, może czegoś zazdrościć jej, prostej ladacznicy. - No tak, duże są. W sam raz jak berło. I jak są tam w środku to cały czas pracują. Jakbym cały czas tam miała kochanka. Teraz też czuję tego pieszczoszka jak pracuje. - Rozmarzyła się i przyłożyła swoją dłoń na podołek. Tam pod spódnicą, bielizną i wewnątrz jej ciała, musiała czuć tego czerwia jakiego rano mnich wbił jej podczas zabaw tak głęboko, że dopiero teraz robak pukał do wyjścia bram. Nagle jednak brunetka otworzyła oczy.
- A ona wie, że ja go mam? No i, że może wyjść przy niej. - Zaciekawiła się znowu czy szlachcianka jaka ją zamówiła na dzisiejszy wieczór jest świadoma tego dodatku jaki brunetka ma w sobie.
Mnich się jedynie uśmiechnął.
- Podejrzewam, że wie o twoich upodobaniach. O twoim pieszczoszku teraz? Pewnie nie. Więc jej nie mów, niespodzianka będzie o tyle słodsza.- Oh! Więc ona nie wie? Czyli naprawdę będzie miała niespodziankę! Jej! Ciekawe co zrobi! - Była zniecierpliwiona jakby już miała ochotę to sprawdzić na miejscu. - No to mnie podniosleś na duchu Otto. Aż się nie mogę doczekać aż zostaniemy z nią sami. - Czule pogłaskała mnicha po policzku i delikatnie pocałowała go w usta.
- Żyję, aby służyć. Wiem, że trudno wam wyjść z myślenia o sobie jako podlejsze, bo Odette, Fabienne czy Pirora to szlachcianki. Jednak w łóżku wszystkie leżycie równie płasko. - Otto ucałował policzek kobiety - I kto wie, może taki słowik chciałby kiedyś sam poczuć się podlej?
- Dziękuję Otto, to było bardzo miłe. - Laura rozpromieniła się gdy usłyszała takie komplementy pod swoim adresem. I jeszcze raz go cmoknęła w policzek. - A powiem ci, że z lady Odette to ja całkiem często jestem na górze. I ona wcale się nie wywyższa jak się zabawiamy. Uwielbiam jak mi dogadza palcami i ustami między udami. Naprawdę świetnie to robi. Już jej kiedyś powiedzałam, że jako ladacznica dla kobiiet to by zrobiła karierę w zamtuzie. Bardzo ją to rozbawiło. - Podzieliła się z kolegą swoimi wcześniejszymi doświadczeniami z miodowłosą milady.
- Więc widzisz, za zamkniętymi drzwiami wszelkie normy świata znikają. Jesteście tylko wy dwie i przyjemność. No chyba, że chcecie kogoś więcej. - mnich się zaśmiał - Sądzę, że każdy by zrobił karierę w zamtuzie, gdyby przestał się ciągle bać co ludzie pomyślą. Dlatego chylę czoła kobietom o odwadze równej twojej.- Dziękuję Otto. Jesteś naprawdę bardzo miły. Ale milady też. Wiesz, różni się trafiają u nas. Ale ona jest całkiem sympatyczna. A przecież to taka znana gwiazda estrady. Dlatego cieszę się, że mnie sobie tak upodobała i mnie tak często zamawia. I jej! Też lubi pieszczoszki! Nie wiedziałam! Ona jest niesamowita! - Aż nie mogła się nadziwić i nacieszyć jaki dziś wieczorem ma szczęśliwy splot okoliczności.
- Oczywiście, może kiedyś zrobicie dla nas wspólny pokaz jak ty mi dziś? Razem na scenie z waszym potomstwem? - dłoń mnicha wróciła na podbrzusze ladacznicy - Mogłabyś ją nauczyć kilku sztuczek.
- No chyba wiesz Otto, że ja to bym była bardzo chętna na taki pokaz. - Uśmiechnęła się zalotnie jakby przed oczami znów miała sceny z porannej wizyty w mieszkaniu rozmówcy. - No ale nie wiem jak inni. Jakby milady albo któraś z waszych dziewczyn chciały wystąpić razem ze mną to ja jestem chętna. Jakby ktoś chciał oglądać taki pokaz i nie rzucał zgniłymi owocami i straży oraz kapłanów nie wzywał to ja mogę występować przed taką publicznością. - Ogólnie brzmiało, że Laura jest chętna na taki pomysł ale widocznie liczyła się, że tak do występów jak i do oglądania, może nie być zbyt wielu chętnych.
- Porozmawiam i z lady i z moimi przyjaciółmi. Na pewno znajdę ci publikę na niedaleką przyszłość.
Otto i Łasica
- Otto mam dla ciebie wiadomość od Fabienne. - Po którymś kursie z sali głównej, Łasica podeszła do jednookiego mnicha. - Mówi, że jest Benita wraz z mężem. Podobno wiesz o co chodzi. - Uniosła brwi dając znać, że sama nie zna sprawy i tylko przekazuje mu słowa bretońskiej szlachcianki. - Widziałam tą Benitę. Ładniutka. Chętne bym się z nią poznała bliżej. - Pozwoliła sobie na prywatny komentarz o wyglądzie tej drugiej szlachcianki. - No i Fabi mówi, że jakbyś pomógł urobić tą Benitę w garderobie Odette to jej byłoby łatwiej ją urobić aby cię zaprosiła do zabawy. Bo na razie to Oddie zaprosiła tylko Laurę no ale przy jej możliwościach to powinna bez problemu dobrać jeszcze jedną czy dwie osoby. Zresztą później można się jeszcze pozamieniać. Fabi mówi, że jest już umówiona z Teofano i Margo. No chyba, że Oddie ją zaprosi no to wiadomo, że diwie się nie odmawia. - Łotrzyca dokończyła swoją misję posła od bladolicej, bretońskiej szlachcianki. Okazało się, że miodowłosa milady dotrzymała słowa i zaprosiła zwykłą, młodą cukiernik do swojego chórku. Co było dla niej wielkim wyróżnieniem. Dlatego jej rudowłosa pokojówka którą gorliwa musza matka miała nadzieję dziś zasiać, czekała na nią w kuchni. Na razie jednak Łasica była ciekawa jaką odpowiedź ma zanieść uległej Bretonce.
Mnich się uśmiechnął i ucałował policzek Łasicy.
- Dziękuję moja droga, jeżeli to nie kłopot przekaż proszę Fabienne, że stawię się jak najszybciej.- No spokojnie. Na razie to one tam wszystkie są na przedstawieniu. - Łasica wydawała się rada z reakcji i powitania mnicha. Zalotnie objęła jego ramię i przybrała flirciarski ton, że mógł się poczuć jak najprzedniejszy rycerz. - To i tak trzeba by czekać do końca. No i wtedy ty byś poszedł z Odette do jej garderoby a Fabienne poprosi Benitę. Z tą garderobą to dobre bo jest pretekst aby ją wyłuskać samą, bez męża. On to nie wygląda zbyt ciekawie. Typowy bogaty klient zamtuza, ze dwa razy starszy i tęższy od swojej młodej żony. W sumie mogłaby być jego córką. No ale skoro chodzi o garderobę diwy no to jest pretekst, żeby zaprosić Benitę samą. No wiadomo, raczej na krótko bo on będzie na nią czekał, no ale coś będziecie mogli we trójkę podziałać. No a ty jesteś mnichem no to nie jest tak podejrzane, że będziesz tam gdzie mężczyzn nie powinno być. - Łasica pokiwała swoją obecnie czarną głową i przedstawiła mu co się zapewne zdążyła rozmówić z bretońską szlachcianką na ten temat. A w międzyczasie jej dłoń bawiła się habitem na piersi mnicha i było to dla niego całkiem przyjemne.
Mnich delikatnie zamruczał, jego dłoń powędrowała do pośladków ladacznicy i zaczęła je delikatnie głaskać i ugniatać.
- No to faktycznie trzeba będzie poczekać, cóż zrobimy w tym czasie?- No widzę, że zbiera ci się na amory. - Łotrzyca uśmiechnęła się przyzwalająco i nic nie zrobiła aby strzepnąć męskie dłonie ze swoich jędrnych pośladków. Ton głosu i spojrzenie wręcz zachęcały do dalszych zabaw no ale przecież ta była ladacznica do nieśmiałych dziewcząt nie należała. - No ale ja to niedługo muszę wracać na salę. - Skinęła głową gdzieś ogólnie w kierunku głównej sali dawnej tawerny. - No ale możemy się umówić na później. Mam ochotę na naszego Daktylka z południa i śnieżynkę z północy. I trochę się już rano umówiłam z Larsem i Egonem ale jeszcze nie wiem jak to nam teraz wyjdzie. Ale sam wiesz, że przetasowanie można zrobić po pierwszym rozdaniu nie? - Przyznała się jakie sama ma zamiary na tą główną część dzisiejszego wieczoru. - A ty? Masz już coś upatrzone? - Zaciekawiła się o podobne plany kolegi.
Mnich się delikatnie zaśmiał, aby ukryć swój następny ruch. Jego dłoń powędrowała chwilę do góry i wsunęła się pod spodnie kobiety, jego dłoń nie była bardzo szorstka, ale kobieta od razu poczuła dotyk na swojej skórze.
- Praca, jeżeli uwierzysz. Nie licząc tej całej Benity, mam jeszcze do odwiedzenia Teofano i Margo, tą młodą cukiernik i jej służkę. A potem… lady Odette ponoć lubuje się w takich, których uroda doznała uszczerbku. Chciałbym zobaczyć co będzie sądziła o mnie.- O, naprawdę? - Łasica wykazała się opanowaniem i talentem aktorskim. Udało jej się wdzięcznie zadać pytanie jakby chciała zamaskować inne odgłosy gdy dłoń kolegi wylądowała w jej najwrażliwszym miejscu. Dalej w spojrzeniu mnich mógł dostrzec zachętę dla takich zabaw. - Szkoda, że ona jest taka sławna. Można by ją poznać z Chlotarem Bednarzem. Stary, obleśny dziad ale tam między nogami to mu podobno wszystko działa jak trzeba. I o dziwo co jakiś czas udaje mu się zbałamucić jakąś dziewoję i to wcale nie z tych najbrzydszych czy najbardziej zdesperwanych. - Zaśmiała się wesoło na taką myśl. - Albo jeśli bardzo lubi tak mało wyjściowych kochanków to można ją Strupasowi przedstawić. Jak już wróci. Chociaż u niego to nie wiem czy by stanął na wysokości zadania, że tak powiem. Chędożenie to chyba niezbyt go interesuje. Albo pogadać z Lilly czy u niej w jaskini by się jakiś chętny nie znalazł. - Sypnęła też paroma następnymi pomysłami bo trochę ją zaskoczyła ta wiadomość o preferencjach diwy i chyba nie do końca traktowała ją poważnie.
- A Teofano i Margo widziałam. Wyglądają na całkiem milutkie. Też bym się chętnie z nimi zapoznała. No ale tak jak mówisz, tyle dzisiaj jest do obrobienia, że nie wiem czy mi na nie starczy czasu. Zresztą Fabi chyba ma się nimi zająć. O. A wiesz, że jeszcze Joachim przygarnął do siebie dwie dziewuszki? Jedna to regularna koza zwierzoludzi. Tylko innych niż tych naszych od Gnaka. A drugą odmieniło od jakiejś magii. Ciężko ukryć jej sromotę. Ale tyle się dzieje, że jeszcze nie miałam kiedy się nimi zająć. - Mówiła lekkim, wesołym tonem jakby rozmowa i pieszczoty sprawiały jej mnóstwo przyjemności. W końcu jednak złapała nadgarstek mnicha i przeniosła jego dłoń na swój jędrny biust.
Mnich objął ladacznicę i przyciągnął do siebie i zaczął całować jej policzki i szyję, kobieta była w stanie poczuć ekscytację mężczyzny pod habitem. Jego druga dłoń zaczęła delikatnie ugniatać biust kobiety jednak przybrał na sile kiedy dopadł jej twardniejących sutków.
- Jest aktorką, wystarczyłoby aby miała jakąś galową maskę, aby jej nie rozpoznał. - zaproponował mnich między pocałunkami - Przyznam, nie wiedziałem o Joachimie. A odmieniona dziewczyna pewnie się ucieszy z przyjemnej rozmowy i nie tylko.Łasica w pierwszej chwili nie odpowiedziała tylko syciła się tymi pieszczotami jakie tak nagle przybrały na gwałtowności. Widać było, że ta zabawa bardzo jej odpowiada. Przymknęła powieki i oddech jej przyspieszył. Sama zaczęła śmielej buszować swoimi łotrzykowymi dłońmi po karku i habicie kolegi. - No tak, można jakąś maskę. - Mruknęła niedbale gdy jednak zdała sobie sprawę, że pomysł mnicha jest całkiem sensowny. - A te dwie, to pomagaliśmy je Joachimowi przepłynąć do miasta. Ta kóżka to taka zdrowa blondyneczka. Całkiem apetyczna. Ta druga to taka zahukana. Dopiero co się przemieniła. Pracowała w tawernie na trakcie. Teraz ma jakieś narośla. Wystają pod ubraniem dlatego trudno ją ukryć. - Skoro ta sprawa z nowymi znajomymi astromanty była dla mnicha nowa to sprzedała mu parę szczegółów więcej.
- I ludzkość ją odrzuciła… - przyznał z drobnym smutkiem Otto, jego dłonie wróciły na pośladki kobiety, mich zgrabnym ruchem podniósł kobietę i przywarł z nią delikatnie do ściany. - Jestem pewny, że potrzebuje po prostu trochę miłego dotyku. - palce mnicha powędrowały do bardziej delikatnych miejsc ladacznicy, a jego usta zaczęły lądować pocałunki na jej biuście - Skoro jednak zahukana, być może nie od razu do łóżka. Powoli… niech poczuje wasz dotyk, że nie boli. Przez ubrania, skóra twarzy. Przygotujcie ją do przyjemności jaką oferujecie.- No może… Ale ja ją widziałam. Nie chciałabym aby to przeszło na mnie. Może Fabi albo Odette skoro lubią takie ciekawostki. Nawet nie wiesz jak nóżkami przebierają aby jutro chędożyć się ze zwierzoludźmi. To i chyba z taką mutantką by dały radę. - Łotrzyca była już rozpalona na całego. Ale jeszcze nie na tyle aby stracić uliczny instynkt samozachwawczy. Nie było jej śpieszno do łajdaczenia się z nową mutantką. - Z tą blondyneczką to co innego. Zdrowo wygląda. Jest za co złapać i z przodu i z tyłu. - Zaśmiała się na wspomnienie o nowej znajomej jaką ostatnio poznała dzięki Joachimowi. Sama zaś zaczęła szybko rozsznurowywać swoje spodnie. Miała w tym wprawę więc sprawnie jej to poszło. Gdy się uporała bez słowa złapała za rękę mnicha i wsadziła ją sobie właśnie tam, od razu pod bieliznę.
Palce mnicha szybko zabrały się do pracy.
- Sromota nie jest aż tak zaraźliwa… - obiecał mnich - Przecież pokładałaś się już z Lily i gnakiem… ciągle jednak jesteś równie piękna, jeśli nie bardziej, co Odette, Fabienne i lady Soria. - ucałował ladacznicę - Nie naciskam na to… - palce mnicha nacisnęły w tym momencie na bardzo przyjemny punkt w łonie kobiety - … po prostu proponuje.- No tak… Gnak i Lilly… No może… Później o tym pogadamy… - Mnich nie był pewien czy dziewczyna z ferajny sprytnie chciała zmienić temat czy po prostu akurat dopadły ją skurcze przyjemności. Przez chwilę wiła mu się jak potężna, zdrowa ryba na haczyku. Tylko na jego dłoni jaką nią manipulował w jej wnętrzu. A gdy spazmy przeszły, zasapana włamywaczka musiała złapać oddech. Zaśmiała się trochę nieprzytomnie i objęła jednookiego całując go mocno w usta. - No właśnie tego potrzebowałam. Porządnej przystawki przed daniem głównym. - Była znów drapieżna i bezpośrednia jak to często bywało gdy ujawniała się jej uliczna natura. - Ale niedługo będę musiała wrócić na salę. - Machnęła głową w czarnej peruce w stronę ogólnej sali gdzie wciąż trwał koncert.
- Ależ nie odbierałbym im ciebie. Bałem się, że masz tremę przed pokazem. - jego twarz zbliżyła się do ucha, ciepły oddech zaczął muskać jej skórę - Więc dobrze by było, wyzwolić trochę stresu, prawda?
- No pewnie. - Złapała go za szczękę, przysunęła do siebie i zdecydowanie pocałowała go jeszcze raz. Ale już znów zaczęła poprawiać swoją bieliznę i sznurować spodnie. - No to może jeszcze się dzisiaj złapiemy jak się uda. A jak nie to kiedy indziej. To co z tą Benitą? Mówisz, że pomożesz dziewczynom? - Łasica starała się ogarnąć także mentalnie i szykowała się na powrót do roli kelnerki dla szlachty.
Mnich delikatnie postawił ją na ziemi sam oparł się o ścianę uspokajając oddech.
- Obiecałem, że pomogę, to pomogę. Trzeba będzie znowu nałożyć maskę sługi bożego, zobaczymy na jak długo.- No to lecę. Miło było. Polecam się na przyszłość. I może się jeszcze dzisiaj śmigniemy. - Łotrzyca doprowadziła się do porządku. Fizyczne i mentalnie. I teraz posłała uśmiech koledze a sama ruszyła w głąb korytarza prowadzącego do głównej izby dawnej tawerny.
- Munir Kabir tam jest. - Łasica miała też plotki dla gladiatora i norsmeńskiego łupieżcy. Wskazała na drzwi przez jakie przyszła a które prowadziły na główną salę dawnej tawerny. - I słuchajcie chłopaki, on nam obiecał dwie niewolnice za poskromienie tego trolla w ładowni no nie? - Zaczęła a Lars od razu zbystrzał.
- No tak mówił. A dwie mieliśmy kupić. A co? Teraz mówi inaczej? - Norsmen zrobił się wyraźnie podejrzliwy.
- No trochę. Mówi, że te dwie za trolla to nam da i nawet możemy sobie wybrać które. - Łotrzyca skinęła głową na jakiej miała czarną perukę aby ukryć jej charakterystyczne, fioletowe włosy. - Ale te drugie dwie chce dać Layli jako służki. I jeszcze ze dwóch ochroniarzy ze swojej załogi. Aby nie było, że ją zostawił w obcym porcie bez opieki. Bo mówił, że on jutro i tak odpływa do Erengardu. Ale Layla tu zostaje z nami. - Łotrzyca sprzedała im wieści jakich dowiedziała się od arabskiego kupca.
- Jak to? Wziął monety za te dwie a teraz chce je oddać tej południcy? - Brwi Norsmena podskoczyły do góry w grymasie irytacji.
- Nooo… Właściwie to nie wziął. - Kultystka przyznała z pewnym ociąganiem. Teraz mina Larsa wskazywała, że domaga się dodatkowych wyjaśnień. - No bo wiecie jak było. Mieliśmy monet tak na 1,5 niewolnicy. Ale udało nam się ich przekonać aby przypłynęli z nami tutaj. A tutaj to on został u Pirory a ona poszła z nami na zbór. A teraz są oboje tutaj. No ale na razie to nic mu nie zapłaciliśmy. Liczyłam, że może uda się coś utargować tutaj albo, że ktoś z naszych nam coś dorzuci do puli. I tak go teraz chciałam wysondować jakie ma zamiary a on mi mówi, że dwie możemy sobie wziąć ale te drugie dwie odda Layli jako służki. - Dziewczyna z ferajny dopowiedziała resztę brakujących w tej opowieści szczegółów. Teraz Lars zamyslił się i popatrzył na imperialnego gladiatora.
- No cóż… Skoro nie wziął zapłaty… To te dwie dalej są jego. Może je rozdać jak zechce. No ale hej! Jak te dwie zostaną z Laylą to i tak zostaną z nami. To chyba nie ma się czym przejmować. - Twarz Norsmena się rozpogodziła jakby ostatecznie nie uznawał tej roszady za zbyt wielki problem skoro cała piątka kobiet i tak miała zostać z nimi. Przynajmniej przez jakiś czas.
- No niby tak. Tylko wiecie chłopaki. Wy chyba chcieliście te niewolnice do zasiania tymi robalami nie? - Koleżanka kiwnęła mu głową ale spojrzenie miała bystre i nieco wątpiące. Teraz Norsmen jej przytaknął. - No właśnie. Jak te drugie dwie będą należeć do Layli to ona będzie nimi dysponować. Wtedy z nią trzeba by gadać czy pozwoli je zasiać czy nie. - Uzmysłowiła łupieżcy jaka jest różnica między pierwotnym planem o jakim myśleli jeszcze rano na statku Munira a obecną roszadą w jego planach. Norsmen zmrużył oczy i zastanawiał się nad tym.
- No to nawet jak będą jej niewolnice to jak się z nią pogada to może się zgodzi. Jak dla mnie to i ją można by zasiać. Tylko jakoś trzeba jej to sprzedać. Może, że jakaś misja od naszych bogów albo, że to czysta przyjemność, tak jak ta Bretonka mówiła. No i wtedy mamy całą piątkę u nas i nie wydajemy na to ani miedziaka. A jak mamy myśleć o statku i załodze to każda moneta się nam jeszcze przyda. - Lars w końcu przedstawił swój osąd ale popatrzył na dwójkę imperialnych kultystów jak się na to zapatrują.
- No niby tak. Ale można by jeszcze pogadać z Munirem jak tu przyjdzie czy jednak by nie odsprzedał nam tej drugiej pary. Mnie to aż tak nie zależy. Mogłabym się chędożyć z każdą z tej piątki oddzielnie albo na raz. Ale nie płaczcie mi potem, że Daktylek nie zgodziła się zasiać swoich niewolnic. A w ogóle to zamierzam ją po próbie zaciągnąć do łóżka. Idziecie z nami czy polujecie na coś innego? - Łotrzyca uniosła dłonie w obronnym geście aby uprzedzić, że ich ostrzega przed tym, że egzotyczna piękność może nie być taka chętna na zasianie dziedzictwem Oster siebie i swoich niewolnic. Ale nie ukrywała, że sama ma ochotę aby dziś wieczorem skonsumować z Laylą tą nową znajomość. I nawet była skłonna zaprosić obu porannych wspólników do tej zabawy. Oczywiście o ile nie mieli innych planów bo dziewcząt na dzisiejszym wieczorze nie brakowało.
- Czemu nie. Ja bym wolał zachować monety i jak się da to jakoś zbajerować Laylę i jej niewolnice aby się dały zasiać za darmo. - Lars widocznie był optymistą, że może uda się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Czyli zasiać tyle kobiet ile się da a jednocześnie nie wydawać zbyt wiele z funduszy jakie wczoraj podarowała im lady Soria z koleżankami.
– Jeśli Layla jest w kulcie, to te dwie są tak jakby nasze – Egon odparł na myśli to Larsa, to Łasicy. – Wystarczy, że powiemy jej o Siostrach… I że jedna mogła być aspektem bogini, którą czci Layla.
Łotrzyca i Norsmen popatrzyli po sobie gdy zastanawiali się chwilę nad słowami kolegi. Brodacz skinął głową jakby zadowolony, że gladiator widzi sprawę podobnie do niego. Wtedy dziewczyna z ferajny uniosła dłonie w obronnym geście.
- No dobra. Tak tylko wam mówię co z nim gadałam. Po próbie sam tu przyjdzie to będziecie mogli z nim sami pogadać. To mam coś przekazać jak tam wrócę? - Łasica dała znać, że nie zamierza o to kruszyć kopii i jest gotowa zdać się na zdanie kolegów. Teraz Lars spojrzał na Egon pytająco czy mają jakąś wiadomość dla arabskiego kupca do przesłania.
Zebranie w kuchni po próbie
Na zewnątrz jeszcze dniało gdy dał się słyszeć aplauz, wiwaty i szuranie krzeseł po podłodze. Co prawda już wcześniej dało się słyszeć coś podobnego ale tym razem było to jakby głośniejsze i trwalsze. Jakby na potwierdzenie szybko przyszła Burgund dając znać, że to już końcówka i się wszyscy żegnają i kończą. Trochę to jednak trwało nim zrobiło się wyraźne ciszej. Aż wreszcie dało się słyszeć energiczny odgłos kroków jakie się zbliżały i do kuchni weszła roześmiana, miodowłosa diwa. A za nią niczym jej dwie wierne skrzydłowe, ciemnoskóra Kamila van Zee i bladolica Pirora van Dyke. A za nimi reszta znamienitych gości jacy dotąd brali udział w próbie.
- Ah witajcie przyjaciele! - Zawołała radośnie, rozpromieniona aktorka, wyrzucając przed siebie ramiona jakby chciała objąć wszystkich czekających, nawet jeśli byli plebejskiego pochodzenia. - No nareszcie możemy porządnie uczcić ten piękny wieczór! Oh, Lauro, apetyczności ty moje! Chodźże tu do mnie! Cały wieczór na ciebie czekałam! - Diwa zawołała entuzjastycznie do swojej ulubionej ladacznicy a ta rozpromieniła się na to czułe powitanie i bez wahania podeszła do niej. Obie pocałowały się namiętnie co było symboliczną zapowiedzią tego co się będzie niedługo tu działo. Jednak naprzód wysunęła się Pirora i poprosiła o uwagę.
- Zaraz się zacznie zabawa. Ale proszę was o parę rzeczy. - Zaczęła i mówiła szybko widząc, że entuzjazm już coraz wyraźniej buzuje w żyłach. - Po pierwsze nie wychodźcie na główną salę. Niby okiennice są zamknięte ale ściany mają oczy i uszy. A nie chcemy jakiegoś skandalu towarzyskiego. Prawda? - Wskazała kciukiem na drzwi przez jakie właśnie przyszło to elitarne towarzystwo. - Na piętrze są pokoje dla gości. W końcu to tawerna była. Tam was proszę abyście oddawali się rozpuście. - Wskazała w stronę korytarza. Na jego końcu były schody prowadzące na piętro. - No i musimy dbać o reputację i pozory. Dlatego oficjalne to teraz mamy nudne przebieranie się artystek oraz jakiś kieliszek wina dla zwilżenia gardła. Czyli nudne, artystyczne zaplecze. Ale nie powinniśmy wracać do naszych domów później niż dziewiąty, może dziesiąty dzwon. Więc nie możemy balować do białego rana. - Dopowiedziała kilka kolejnych zasad jakich powinni się trzymać aby zachować przykrywkę, że na zapleczu teatru działoby się coś niestosownego. - No i oczywiście was wszystkich to dzisiejszego wieczoru nie ma i nie było. - Na koniec wskazała na pstrokate towarzystwo jakie do tej pory czekało w kuchni dawnej tawerny. Co wywołało śmiechy wesołości ale i kiwanie głów na zgodę.
- Nasza diwa ma do dyspozycji pokój szlachecki. Jest zaraz przy schodach. Pozostałe są do waszej dyspozycji. - Kamila wtrąciła jeszcze jeden detal o jakim zapomniała blondwłosa koleżanka. Ta szybko pokiwała głową, że córka kapitana portu ma rację.
- Czy chcielibyście o coś zapytać? - Pirora jeszcze na wszelki wypadek zapytała czy coś jest jeszcze niejasne. Bo widać było, że towarzystwo już się nie może doczekać aby zapoznać się ze sobą lepiej.
- To może ja. - Hubert przepchnął się do przodu aby zwrócić na siebie uwagę. - Chciałbym zaprosić was na mały pokaz. Zwłaszcza lady Sorię. - Skłonił się ku syreniej milady z wyraźnym szacunkiem. - Mały pokaz dominacji i upodlenia jakie razem z niesamowitą Oksaną zaprezentujemy na naszej niewolnicy. I na koniec aby się przyczynić do naszej wspólnej sprawy, zamierzamy ją zasiać muszymi jajami. - Grubas w swoim bogatym ubraniu niewiele odbiegał wyglądem od jakiegoś średnio majętnego szlachcica. A zapowiadał niczym zawodowy wodzirej. Słysząc to Teofano od razu krzyknęła z radości. Co wywołało falę wesołych śmiechów.
- Oh dziękuję za pamięć i gest Hubercie. Doceniam i z przyjemnością obejrzę wasz pokaz. - Lady Soria z godnością wielkiej damy, przyjęła to zaproszenie. Dla reszty była to niespodzianka i teraz pytali siebie nawzajem czy chcieliby pójść na to hedonistyczne przedstawienie z dreszczykiem czy raczej woleliby zabawiać się w sąsiednich pokojach po swojemu.
– Z chęcią zobaczę pokaz, Hubercie – Egon uśmiechnął się krzywo - krotochwile tego rodzaju względem kobiet zawsze były dla niego zabawne.
Egon jednak miał po temu także i tajemniejszy wzgląd. Potrzebował raz jeszcze rozmówić się z Lady Sorią, żeby spróbować przekonać ją, żeby - może nie teraz, może z czasem - przekonała Laylę do tego, aby dała się zasiać jajami Oster.
Póki co jednak wojownik wyczekiwał, co wyjdzie z zaproszenia na przedstawienie.
- Ja będę musiał niestety odmówić pokazowi drogi Hubercie. - mnich rozłożył bezradnie ręce - Jestem wzywany, aby udzielić sakramentu brzemienia na nowo zainteresowanych. - Otto uśmiechnął się łobuzersko wyjmując nową zabawkę spod habitu - I przy okazji zobaczyć jak działa najnowsze dzieło jednego z moich pacjentów.
Zabawka jaką pokazał mnich, chwilowo zdobyła sobie całkowitą uwagę większości koleżanek. Jako doświadczone kochanki od razu doceniły walory tego urządzenia właściwie domyślając się jak go można użyć. Co chwila przedmiot przechodził z jednych damskich rąk do kolejnych, albo któraś przymierzała go do swoich bioder. I tylko było słychać zaciekawione i zachwycone komentarze “Jaki wielki!”, “O, można go przypiąć.”, “Ale lekki. O, jest pusty w środku?”, “To się wsuwa!”, “A czemu taka duża dziura? Przecież wszystko przez nią wyleci?”, “Na jaja jest w sam raz.”, “No to będzie teraz więcej zabawy niż z tymi strzykwami Sigismundusa.”. Wyglądało na to, że zabawka od razu zdobyła uznanie hedonistek i były chętne i niecierpliwe aby z niej skorzystać. Hubert sycił się tym przyjemnym dla ucha i oka, kobiecym zgiełkiem ale podszedł do Otto.
Otto i Hubert
- No Otto, niezły sprzęt. - Przyznał z uznaniem doświadczonego kochanka. - Nie chciałbyś może wypróbować go w naszym małym przedstawieniu? - Po koleżeńsku zapytał jednookiego. - Jakbyś miał ochotę mógłbyś sam użyć tego do zasiania naszej niewolnicy. Albo może pożyczyłbyś tej zabaweczki i ja czy Oksana byśmy na niej użyli? Bo jak widzisz dziewczęta są całkiem chętne obejrzeć to przedstawienie. Ty oczywiście też jesteś zaproszony. - Grubas okazywał mnichowi szacunek i sympatię. A co prawda jeszcze niewiele osób opowiedziało się, że chciałoby pójść na ten pokaz dwójki wężowych kultystów ale większość koleżanek wydawała się być zafascynowana propozycją.
- Jeżeli uda mi się załatwić sprawę dla lady Odette w miarę szybko, to oczywiście przyjdę. Koneserem sztuki nie jestem, ale potrafię ze słuchu wiedzieć, kiedy spektakl jest godny uwagi. - mnich uśmiechnął się do Grubsona - A zaproszenia do udziału… - dramatycznie powachlował się - Naprawdę zaszczyt.
- Nie przejmuj się Otto, my z Oksaną się wszystkim zajmiemy. Jak bywałeś w loszku Pirory to chyba powinieneś wiedzieć czego się mniej więcej spodziewać. Oćwiczymy naszą niewolnicę a wy będziecie mogli to oglądać. No ale oczywiście jeśli byś miał ochotę dołączyć z tą swoją zabaweczką, przyznaję całkiem pomysłowa. Musisz mnie jakoś skntaktować z tym rzemieślnikiem. Albo też mi taką zamów. Robi wrażenie. - Grubas dalej mówił jako kolega i chciał ostudzić ewentualne obawy mnicha co do przedstawienia na jakie go zapraszał. Na koniec wskazał na ich wspólne koleżanki które z wielką ciekawością oglądały i komentowały tą nową zabaweczkę.
- Chłopaka świerzbi, aby go wyciągnąć z hospicjum. Tak jak już trójkę zdołałem zabrać, spotkałeś już pewnie Marissę? - mnich się zastanowił - Ano przekaże mu, pewnie się ucieszy z roboty, zważając, że chcę spróbować wynagrodzić mu jego dzieło spotykając go z lady Odette.- Jakiegoś chłopka z hospicjum chcesz wynagrodzić spotkaniem z naszą artystką? Ha! Chojnyś! - Poklepał mnicha po ramieniu ale chyba uważał to za zbyt hojną nagrodę za taką zabawkę. Jednak nie negował pomysłu kolegi. - No ale jak ma takie sprytne ręce to może się nam przydać. Wcale nie ma tak wielu takich co potrafią robić takie rzeczy i jeszcze trzymać gębę na kłódkę. Ja wiele takich zabawek kupuję poza miastem lub wysyłam po nich zaufanych ludzi. Więc wygodne by dla nas było jakbyśmy mieli kogoś kto umie robić takie przedmioty. - Samą znajomość doceniał i pochwalał. Zwłaszcza, że w jego kulcie to były przedmioty codziennego użytku.
- Martwię się, bo jak wszyscy w hospicjum, jest bardziej podatny na szepty sióstr. Chociaż jego nie wydają się być nakierowane nigdzie. - pokręcił głową - Jedyną nagrodą jaką mogę mu oferować to wolność albo kobiety. Pierwsza trudna do załatwienia, drugiej nie mogę zbyt często. Jak długo ty byś coś robił bez zysku? Bez nagrody?
- Jak słyszy szept Sióstr to może się wygadać. Wtedy lepiej by było go stamtąd wyciągnąć. Aby był na bardziej kontrolowanym terenie. Tam u was to za dużo wariatów i mnichów. Zawsze ktoś może coś podejrzeć albo usłyszeć. A on jest agresywny? Jakie ma wariactwa? - Kupiec zaciekawił się pacjentem o wyjątkowych talentach do rzemieślnictwa.
- Z tego co rozumiem widzi ogień gdzie go nie ma i głównie wtedy kiedy szepty są głośniejsze. Zważając jacy byli pacjenci, których już wyciągnąłem z nim nie byłoby problemu, gdyby znalazł się ktoś kto by zasponsorował wszystko. Poza tym chłop jak ty czy ja.. - mnich wzruszył ramionami - Nie jest wtajemniczony w wiarę, po prostu baby mu się chce.- Ha! To nie taki z niego wariat! Każdemu normalnemu chłopu baby się chce! - Grubas roześmiał się rubasznie jakby ostatnia uwaga kolegi serdecznie go rozbawiła. Aż się poklepał po wielkim brzuszysku. - Dobra, słuchaj, jak on nie jest taki niebezpieczny to może ja bym go mógł wziąć. Wcisnąłbym go gdzieś na warsztat, do krawców. Kto wie, może później gdzieś do teatru? Do dekoracji czy co? Wtedy byłby bardziej pod naszą kontrolą niż tam u was w hospicjum. Coś tam porobi aby się ludzie nie czepiali. No i będzie nam robił zabawki. A chyba wiesz, że u mnie bab nie braknie! - Zaproponował swoje rozwiązanie problemu a na koniec znów się roześmiał. W końcu nie raz się przechwalał swoimi miłosnymi podbojami. A i Fabienne też zawsze się o nim wyrażała z szacunkiem i czułością.
- Jeżeli byłbyś w stanie, to oboje będziemy wdzięczni. Przeor chyba zacznie mi nogi całować, że załatwiam dla niego problem z pacjentami… Niclas będzie piąty.- No dobrze, ale to daj mi trochę czasu. Musiałbym wszystko przygotować. No i chciałbym go zobaczyć skoro mam go przyjąć pod swój dach. No a ty pogadaj z przeorem czy się zgodzi. Bo jak nie to trzeba będzie wymyślić coś innego. - Grubson wydawał się być umiarkowanym optymistą ale miał pragmatyczne podejście do tego nowego pomysłu.