Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Wielki Cthulhu
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft (Anna White)
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgizew cthulhu
148 Posty 7 Uczestników 6.0k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GordianG Niedostępny
    GordianG Niedostępny
    Gordian jako Wielki Cthulhu
    napisał ostatnio edytowany przez Gordian
    #137

    WALTER, ELEONORA I VIOLET

    Violet ledwie zdążyła przyłożyć maskę do twarzy, kiedy powtórzyło się to, czego byli świadkami ledwie kilka minut temu. Tym razem jednak nikt już nie miał wątpliwości do tego, co za moment nastąpi. Znów drewno na twarzy dziewczyny się rozgrzało, macki drgnęły i oplotły jej twarz, a niewielkie przyssawki wbiły się w jej skórę, pobierając daninę z krwi. Ciemne drewno ponownie nabrało cielistego koloru, a potem znikło, wtapiając się w twarz Violet, choć ta nadal czuła obecność maski na twarzy.
    Oto przed Walterem, Eleonorą i madame Beaumont stała... Violet Shane. Ta sama Violet Shane, którą znali, z tymi samymi rudymi włosami, piegami - nie zmieniło się w niej absolutnie nic. Przeszło ich wówczas ukłucie zaskoczenia, nawet samą Violet, która w lustrze widziała dokładnie tę samą siebie, co wcześniej. Może maska na nią nie działa... Tylko czy aby na pewno?
    Violet opuściła oczy w wyrazie smutku, i w ten sposób jej wzrok w naturalny sposób padł na aparat, który jeszcze przed chwilą trzymała w dłoniach. I wtedy to przyszło. Jeszcze kilka minut temu wiedziała o tym aparacie tyle, że robi zdjęcia. Nie miała bladego pojęcia o tym, w jaki on właściwie sposób działa, i właśnie dlatego tak ją fascynowały opowieści Waltera, który zdawał się wiedzieć o takich rzeczach wszystko. Ale teraz... teraz wszystko wydawało się być zupełnie inne, takie... proste. Śmieszne wręcz, że ona mogła tego nie wiedzieć! Mechanizm migawki, przysłona, układ soczewek, sposób prowadzenia kliszy, zależność czasu naświetlania od ilości światła - jak w ogóle ktokolwiek może tego nie wiedzieć? Nawet nie trzeba rozkręcać aparatu, żeby wiedzieć co znajduje się w środku - przecież to jest banalnie proste, nawet mały bobas to wie i rozumie dlaczego każde z tych rozwiązań działa właśnie w taki sposób i co należy zmienić, jeśli chce się osiągnąć inny rezultat. Przecież to jest wręcz banalnie proste!
    I wtedy przypomniała sobie szlifierkę, którą "pożyczyła sobie" ze sklepu rodziców. Uśmiechnęła się pod nosem. Przecież zasada działania silnika elektrycznego była tak banalna... Nawet sposób, w jaki Walter pokazywał jej jak należy trzymać szlifierkę stał się oczywisty, wiadomo przecież że kierunek obrotu tarczy, wszystkie siły działające podczas kontaktu z materiałem czy ryzyko odrzutu - wszystko to było ze sobą połączone w tak prosty i logiczny sposób, że tego się nie da nie wiedzieć.
    Podniosła głowę, na której malował się teraz uśmiech, i rozejrzała się dookoła. Dostrzegła obraz wiszący na ścianie pokoju madame. Wystarczyło na niego popatrzeć i już wiedziała o nim absolutnie wszystko: płótno lniane, grunt klejowo-kredowy, farby olejne, warstwy nakładane w kilku etapach... Spojrzała poniżej. Biurko - orzech, fornir na tańszym drewnie konstrukcyjnym, francuska robota, II połowa XIX wieku. Szuflada po lewej była naprawiana, a ktoś użył tam innego materiału. Fotel - mahoniowy. Dywan - perski, wełna, ręcznie wiązany, wzór charakterystyczny dla konkretnego regionu - Violet nie musiała się nawet tego uczyć. Ona to wszystko po prostu wiedziała.
    Przenosiła wzrok z przedmiotu na przedmiot, włącznie z całą resztą swoich towarzyszy, patrząc na ich ubiór i akcesoria, które nosili. To nawet nie tak, że ona sobie teraz nagle o tym wszystkim przypomniała. Nawet nie zastanawiała się nad tym skąd ona właściwie ma wszystkie te informacje, nie przypominała sobie żadnej książki, wykładu ani niczego w tym rodzaju - ona to po prostu wiedziała.
    Najdziwniejsze było jednak to jak bardzo banalne jej się to wydawało. Jeszcze przed chwilą nie wiedziała nic lub prawie nic o otaczającym ją świecie. Teraz - wystarczyło spojrzeć, i nagle wszystko stawało się jasne.
    Reszta obserwowała jej poruszającą się we wszystkich kierunkach z wypisaną na niej fascynacją twarz. Oczekiwali przekształcenia jej w boginię piękna, tymczasem zupełnie tego nie dostrzegli. Nie dało się jednak nie spostrzec, że coś się z nią jednak zadziało. Coś o wiele bardziej subtelnego, niż w przypadku Waltera, ale nadal widocznego.
    I...? - w końcu odezwała się pijanym głosem madame. - Co się stało?

    Violet otrzymuje WYKSZTAŁCENIE 130 na czas noszenia maski oraz testuje poczytalność (strata 1 pkt przy sukcesie lub k8 przy porażce). Może ją teraz zdjąć dokładnie tak samo jak Walter. Walter, Eleonora i madame wykonują test MOCY. Violet również wykonuje test MOCY, jeśli spróbuje maskę zdjąć lub zgodzi się ją komuś oddać. Nieudany test nie zmusza automatycznie nikogo do konkretnego działania, oznacza natomiast, że pragnienie posiadania/noszenia maski staje się na tyle silne, że powinno zostać uwzględnione w odgrywaniu postaci.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • AgnesA Niedostępny
      AgnesA Niedostępny
      Agnes jako Violet Shane
      napisał ostatnio edytowany przez Agnes
      #138

      Pierwsze uczucie po założeniu maski było okrepne, ale była na nie o wiele lepiej przygotowana niż Walter. Dlatego nie spanikowała, gdy macki zaczęły wypijać się w jej twarz. Gdy maska dopasowała się do twarzy, dziewczyna spojrzała w lustro na swój rudy i piegowaty wizerunek z lekkim rozczarowaniem. Jednak po chwili zalała ją fala zrozumienia i wiedzy, której nigdy nie spodziewała się posiąść. Wszystko stało się jasne i oczywiste.

      Violet niczym w transie otworzyła szufladę biurka w poszukiwaniu czegoś do pisania. Nie pytając Madame o zgodę, wzięła plik zapisanych jednostronnie kartek i rozłożyła je na podłodze. Zaczęła w szalonym tempie pokrywać je obliczeniami oraz szkicami, mamrocząc pod nosem: śnieg... same gąsienice nie będą wystarczające... A może pług?... trzeba odpowiednio dobrać moment obrotowy... koła muszą być szersze... To przecież oczywiste, że w pierwotnym projekcie znajdował się błąd... Rychło doprowadziłby on do zakopania się wehikułu.

      Przełożyła z irytacją kartkę z dywanu, na którym trudno było jej pisać, na parkiet.

      -Bardzo ładny dywan - rzuciła mimochodem - tkacze z Shirazu doprawdy wspaniale wykonali swą pracę. W przeciwieństwie do tego holenderskiego malarza - wskazała na obraz - tutaj w trzeciej warstwie akwamaryna jest rozmieszana bez należytej dokładności. Nie mam pojęcia, jak można tak zaburzyć estetykę ubiegłegowiecznego biurka, łącząc orzech z elementami dębowymi, które nie współgrają z jego pierwotną formą. Przyprawia mnie to o irytację.

      Po zakończeniu pracy, zgarnęła kartki z powrotem w plik, otrzepała spódnicę i wyręczyła notatki Walterowi.

      -Ten projekt w mojej opinii pozwoli nam zbudować pojazd pozbawiony wad pierwotnego projektu - podsumowała. - Mam nadzieję, że obejmiesz umysłem wprowadzone przeze mnie modyfikacje. W przeciwnym wypadku lepiej, abyś spróbował uzyskać odpowiedź nim zdejmę maskę z mego lica. Czy życzą sobie Państwo pomocy w rozwiązaniu jeszcze jakiegoś problemu? A może jakieś pytanie spędza Państwu sen z powiek? To niebywała okazja, żeby poznać odpowiedź, zanim... zapomnę- dodała, przechodząc wzrokiem po zdumionych towarzyszach.

      W tym momencie pierwszy raz zwątpiła, czy powinni zdradzać taką tajemnicę pułkownikowi. Nadzwyczajna aparycja to nic takiego, może co najwyżej doprowadzić parę kobiet do szaleństwa i obsesji. Ale niczym nieograniczona wiedza? Przecież w niewłaściwych rękach mogłaby doprowadzić do straszliwych wynalazków.

      -Masz rację, Eleonoro, nie wiem, ile powinniśmy zdradzić pułkownikowi. Nie jesteśmy przecież pewne jego intencji. Gdybyśmy powiedziały mu o wszystkim, być może zapragnąłby posiąść maskę, której możliwości są olbrzymie. Niewłaściwe użycie tej potęgi mogłoby prowadzić do zaiste przerażających skutków.

      @cygan @kaworu

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      😱 ♥
      1
      • KetharianK Online
        KetharianK Online
        Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
        Obsługa Moderator Mecenas
        napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
        #139

        Klub yakuzy


        Reed i jego kompani nie potrzebowali dodatkowej zachęty - słysząc zamierzenie złowrogie słowa trapera natychmiast wzięli nogi za pasy, w drodze do wyjścia strzelając na wszystkie strony oczami.

        Carter odczekał, aż wszyscy opuszczą lokal i dopiero wówczas przeciął ostrożnym krokiem zadymioną i pełną orientalnych dźwięków przestrzeń klubu w drodze do stolika zajmowanego przez Watanabe.

        Był świadomy niejednoznacznych spojrzeń innych siedzących przy stoliku mężczyzn, kiedy stanął obok krzesła Reba i z przepraszającą miną pochylił się ku uchu.

        - Profesor Chance bardzo się martwi pańską nieobecnością, Watanabe-san.

        @lubesz

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • CyganC Niedostępny
          CyganC Niedostępny
          Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
          napisał ostatnio edytowany przez Cygan
          #140

          Walter patrzył na kartkę z zdumieniem. Nad tym jak zapobiec zakopywaniu sam wiele razy myślał, więc rozwiązanie z użyciem pługu i przesunięciem silnika na środek pojazdu, żeby ciężar rozchodził się równomiernie nie było aż tak odkrywcze. Tym co na prawdę wzbudziło w Walterze podziw to hamulec na bazie ręcznego przy samych gąsienicach. Inżynier nigdy nie miał do czynienia z tak niską temperaturą, więc sprawienie, żeby płyn hamulcowy nie zamarzł było dla niego czarną magią, a Violet dała mu rozwiązanie tak proste, że zastanawiał się jak on o tym nie pomyślał.

          Genialne po prostu wspaniałe. Mówił Walter wpatrując się w trochę koślawy rysunek Violet. Wiem, że wymyśliłaś to z pomocą maski, ale miałaś tylko suche fakty. Te rozwiązania to nie tylko sama wiedza tylko też twoja pomysłowość. - Walter klepnął w bark Violet w ramach uznania. - Moim zdaniem udowodniłaś, że z wiedzą mogłabyś być jedną z najlepszych inżynierek na świecie. Gdy skończymy ekspedycję chętnie pomogę ci dostać się na jakieś studia. Rozumiesz, że nie możesz polegać tylko na masce prawda? Ostatnie dwa zdania nie były kłamstwem, ale też nie zostały wypowiedziane tylko by docenić Violet. Walter wiedział, jak to jest mieć w rękach ogrom wiedzy, który trzeba oddać, sam nie raz ukradł książkę, gdy jeszcze był dzieciakiem.

          Zanim jeszcze zdejmiesz maskę. - Odwrócił plan pojazdu. - Możesz zapisać, gdzie najlepiej i najtaniej kupić części jakich potrzebujemy w Japonii? I najlepszy statek jakim możemy dopłynąć na Syberie. Wiesz jakaś uczciwa załoga i cudowanie jakby na statku było miejsce na zbudowanie pojazdu. Znacznie przyśpieszyłoby to nasze odpłynięcie. O i jeszcze jedno. - Walter nachylił się do piszącej Violet i ściszył ton. Napisz wszystko co wiesz o Yetim i Kazuo Nakamurze. - Madame pewnie nie wiedziała kim jest ten człowiek, ale ostrożności nigdy za wiele. Skoro zna pułkownika to może te nazwisko też jej się nie podoba.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          😯
          0
          • GordianG Niedostępny
            GordianG Niedostępny
            Gordian jako Wielki Cthulhu
            napisał ostatnio edytowany przez
            #141

            ELEONORA, WALTER I VIOLET

            Madame Beaumont przez dłuższą chwilę patrzyła na Eleonorę, wyraźnie próbując przebić się przez alkohol i zrozumieć wagę jej słów. W końcu zmarszczyła brwi.

            Tanaka-san? Pułkownik Tanaka? - powtórzyła powoli. - On wiedział o masce? Zanim... zanim wydarzyło się to wszystko?

            Spojrzała na Violet, potem na Waltera, a następnie na miejsce, w którym jeszcze niedawno leżała maska. - Nie. Nie, nie podoba mi się to. Ani trochę. - machnęła ręką, omal nie tracąc równowagi.

            Mademoiselle Shane może się z nim spotkać, skoro już obiecała. Ale o tym... - wskazała palcem na Violet. - ...ani słowa. Proszę powiedzieć, że obejrzałyście maskę. Że jest stara, interesująca. Chińska, japońska, mandżurska... cokolwiek. Niech pani nie kłamie, jeśli nie musi. Po prostu niech mu pani nie mówi tego, o co nie zapyta.

            Nagle spojrzała na Eleonorę znacznie poważniej.

            I proszę dowiedzieć się, skąd on w ogóle o niej wie. Bo ja mu o niej nie mówiłam. A jeśli zacznie nalegać... proszę wrócić do mnie. To mój dom i moja maska. Pułkownik czy nie pułkownik, nie będzie mi mówił, co mam robić z moimi rzeczami.

            Po tych słowach sięgnęła po kieliszek, odkryła, że jest pusty, i spojrzała na niego z autentycznym rozczarowaniem. Teraz zdecydowanie potrzebowała więcej armagnacu.

            ***

            Rozmowę Violet i Waltera przerwało pukanie do drzwi. Stanął w nich profesor Chance, którego krawat i broda wyraźnie zdradzały wszystko co zjadł i wypił tego wieczoru, a co Violet natychmiast rozpoznaje.
            Ach, tutaj jesteście! - wszedł do środka. Sprawiał wrażenie całkowicie nieświadomego tego, że właśnie wkroczył w centrum wydarzeń, które jeszcze przed kilkoma minutami mogły doprowadzić ich do utraty zmysłów. Jego wzrok przemknął po wszystkich i zatrzymał się na projektach Violet.
            Ach, widzę że pracujecie! Doskonale - najwidoczniej to wyjaśnienie całkowicie mu wystarczyło. Walter, Eleonora i Violet sami nie wiedzieli, czy profesor właściwie poznał rudowłosą dziewczynę na tyle, żeby zauważyć jakąkolwiek zmianę w jej zachowaniu i podejściu. Zresztą nawet, jeśliby ją znał... wielokrotnie dał im już świadectwo tego, że i tak pewnie nie połączyłby kropek. Wyjął zegarek kieszonkowy, spojrzał na niego i powiedział:
            Obawiam się jednak, że będziemy musieli kończyć. Zrobiło się dość późno. Zaczynam się trochę niepokoić... Watanabe miał załatwić swoją sprawę i wrócić, a nie widziałem go od rana. Wysłałem Cartera, żeby go znalazł. Razem z Redem, Biggym i resztą... - urwał, chyba dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego jak to brzmi wypowiedziane na głos. - ...a teraz nie ma nikogo. Wydawało mi się, że wysłanie większej liczby ludzi rozwiąże problem, tymczasem najwidoczniej tylko zwiększyła się liczba zaginionych członków ekspedycji... - poprawił okulary i usiadł spokojnie na łóżku. - W każdym razie powinniśmy już wracać do hotelu. Jeśli ich tam nie będzie, będziemy musieli zastanowić się co właściwie powinniśmy teraz zrobić z Nakamurą - no tak, bo to w końcu był główny cel tej ekspedycji. John i Ren zdecydowanie schodzili na dalszy plan. - ** W każdym razie... madame, bardzo dziękujemy za gościnę** - podszedł do madame i pocałował jej dłoń. - ...ale będziemy już się zbierać. No, to do zobaczenia za parę minut na dole! - rzucił do reszty i wyszedł z pokoju.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • LubeszL Niedostępny
              LubeszL Niedostępny
              Lubesz
              napisał ostatnio edytowany przez
              #142

              Odwróciłem się od współgraczy z którymi grałem w hazard do Johna, a na mojej twarzy winkwitł uśmiech.
              -Johnunia ty moja! A już się martwiłem że mnie porzycicie- Pwoeidziałem do niego.
              Szybko zabrałem z pobliskiego stolika krzesełko aby przyjaciel usiadł na nim.
              Alkohol i znajoma twarz sprawiła że się lekko rozluźniłem a słowa wypadały mi z ust nie tak dobrze dopracowane jak powinny.
              -Wiem wiem... trochę mnie nie było... ale no. Czy grałeś w tę hazardową japońską grę? Raczej nie. Na tej ostatniej partyjce pokaże ci co nie co. Ale no, sam dopiero zaczynam, więc nie bierz co mówie jako święty gral.

              Gra się potoczyła dalej, a w trakcie jej trwania tłumaczyłem koledze co trzeba tutaj robić nie zdradzając nic przeciwnikom. Dość mocno gestukulowałem, podkreślając nawet najmniejsze słowo. Hazart, niebezpieczeństwo, strach, to znikło, przy potoku słów spowodowanym rozlużnieniem nawet odrobinę słupła w brzuchu który miałem na widok znajomej twarzy. Kości się toczyły, rzetony zmnieniały właścicielów. Mineła na pewno kilkanaście minut gdy ostatnia partia się zakończyła, i odebrałem z puli żetonów moją wygraną.
              -widzisz? Tak się wygrywa. - Powiedziałem patrząc na górę żetonów.
              Wtedy fala niepokoju mnie naszła, wizja co by się stało jakbym przegrał. Przecież to były żetony Yakuzy. Moja twarz straciła kolory. Szybko zebrałem żetony i skierowałem się do depozytu aby oddać to co pożyczyłem... pożyczyłem pod przymusem. Po czym wyszedłem z Johnem z klubu.

              -Johnunio, jak ja nie lubie hazardu... jest.... no wiesz... On dał mi i kazał grać... uh... dobrze że nie przegrałem bo bym był w duuupie- Szedłem lekko się kołysząc ale trzymając się o własnych nogach.

              -Ja ma coś... mam coś więcej niż rozmowa z naszym poszukiwanym... mam jego no....myśli ale na papierze, jego duszę w atramentowym zwierciadle.*

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • KetharianK Online
                KetharianK Online
                Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                Obsługa Moderator Mecenas
                napisał ostatnio edytowany przez
                #143

                Nocne ulice Yokohamy


                John Carter nie posiadał się ze zdumienia, kiedy przez czysty przypadek odkrył drugą twarz Rena Watanabe. Powściągliwy i niezwykle taktowny japoński prawnik od chwili poznania w San Francisco stanowił dla Alaskańczyka prawdziwy wzór opanowania, uprzejmości i sztuki panowania nad emocjami - tym bardziej zatem szokujące było obcowanie z nim, kiedy pozostając pod wpływem alkoholu stracił wszelkie zahamowania. Prowadząc go do wynajętego przez ekspedycję hotelu traper zachodził w głowę, co Watanabe właściwie wypił i w jakich ilościach.

                Opowieść adwokata, mocno chaotyczna i pełna niezrozumiałych dla Johna anegdot, nie ułatwiała zrozumienia, co Ren właściwie podczas swych perypetii odkrył i jak mogło się to przydać profesorowi - toteż po krótkiej chwili Alaskańczyk przestał Watanabe wypytywać zwalając to zadanie na barki profesora.

                Swoją własną misję wykonał, nie tylko odnajdując zaginionego prawnika, ale i uwalniając z aresztu komunistycznych agitatorów. Teraz zależało mu jedynie na sprawdzeniu, co działo się w międzyczasie z uroczą rudowłosą Kalifornijką, o której John ostatnimi czasy coraz częściej rozmyślał.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • AgnesA Niedostępny
                  AgnesA Niedostępny
                  Agnes jako Violet Shane
                  napisał ostatnio edytowany przez Agnes
                  #144

                  Pod wpływem impulsu Violet podążyła tuż za profesorem, nie dając towarzyszom szansy na powstrzymanie jej przed opuszczeniem pokoju w masce. Gdyby pułkownik zastał Madame w takim stanie, bez trudu mógłby ją okraść. Nie było lepszego ukrycia dla maski... niż mieć ją na sobie podczas rozmowy. Na szczęście w jej przypadku działanie maski nie było dostrzegalne na pierwszy rzut oka, jak u Waltera.

                  Violet podążyła pewnym krokiem w dół schodów, woląc się nie oglądać w obawie przed karcącym spojrzeniem Eleonory. Gdy tylko znalazła się znów w głównej sali, podążyła wprost w kierunku pułkownika. Miała niewiele czasu zanim towarzysze ją dogonią, a spodziewała się, że mogą mieć nieco odmienne poglądy w tej kwestii.

                  -Panie pułkowniku - Violet zwróciła się szeptem do mężczyzny. - Ta maska jest doprawdy niebywa... dziwna. Z niespotykanego drewna z takimi... jakby mackami. I są na niej starojapońskie symbole, które... - przełknęła ślinę, mając nadzieję, że rozmówca nie wyczuje kłamstwa - nie mam pojęcia, co znaczą. Jest na pewno dosyć... oryginalna. Bardzo ładnie prezentuje się w kolekcji Madame.

                  Pułkownik patrzył na nią z uśmiechem, okazując jej uprzejme zainteresowanie.
                  -Ach, doprawdy? - spytał swoim nienagannym angielskim, nadal się uśmiechając. - Macki, powiada panienka... to dość nietypowe, jak na maskę nō. A czy Madame wspominała coś skąd dokładnie pochodzi ta maska?

                  Violet zastanowiła się przez chwilę.
                  -Niee... nie przypominam sobie, żeby o tym mówiła. Szczerze powiedziawszy... - dziewczyna ściszyła głos jeszcze bardziej - chyba nienajlepiej się czuje... aktualnie.

                  Tanaka uniósł brwi.
                  -Czyżby nasza gospodyni zaniemogła? Jakże mi przykro... może powinienem udać się po pomoc? Proszę mi wybaczyć, panienko, ale chyba sama panienka rozumie, trzeba pomóc naszej francuskiej gościni... - Tanaka ukłonił się Violet, po czym strzelił obcasami i odszedł, wychodząc z willi.

                  Violet w lekkiej panice rozejrzała się po gościach w poszukiwaniu znajomych twarzy. Jej wzrok padł na profesora, z którym wcześniej rozmawiał Chance.

                  -Przepraszam, szanownego Pana, zdaje się, że Madame potrzebuje wsparcia. Jest niedysponowana... i odnoszę wrażenie, że nie powinna pozostać sama w takim stanie - Violet wskazała wzrokiem w górę schodów i sama ruszyła do wyjścia, by poczekać na resztę towarzyszy za drzwiami willi. Mimo wszystko miała nadzieję, że nie ściągnęła na Madame zbyt dużych kłopotów.

                  @cygan @kaworu

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • KaworuK Niedostępny
                    KaworuK Niedostępny
                    Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                    napisał ostatnio edytowany przez Kaworu
                    #145

                    Eleonora wpatrywała się w Madame. Była jej wdzięczna za to, że jej wysłuchała i że zrozumiała powagę sytuacji.

                    - Dobrze, powiemy tak mało o masce, jak tylko się da, i ani słowa o jej właściwościach. Ale… Nie wiem do końca jak mamy podpytać pułkownika, żeby się nie dowiedział, że wiemy od Madame, że nie powinien nic o niej wiedzieć. Trzeba to jakoś sprytnie rozegrać… ale nie mam bladego pojęcia jak. Jakieś pomysły – spojrzała po zebranych, głównie zaś na Violet. Czy ona teraz nie była tutaj z nich wszystkich najmądrzejsza?

                    ~*~

                    Eleonora udała się z powrotem razem z Violet do pułkownika. Nie wiedziała, czy jej obecność nie wyda mu się… podejrzana, ale… gdyby zdał sobie sprawę (jakimś cudem?) że Violet ma maskę na sobie… O Boże, wolała nie myśleć, co by mogło się wydarzyć! Więc była z nią, głównie z obawy przed najgorszym.

                    Jej lęk nie był w pełni (wcale?) logiczny, ale nie mogła się od niego wyzbyć.

                    Najwyraźniej wszystko jednak było okej? Bogu niech będą dzięki. Co prawda nie dowiedzieli się skąd pułkownik wie o masce, ale… uniknęli najgorszego?

                    Eleonora przypatrywała się Violet, zastanawiając się (może była złą przyjaciółką?) jak i kiedy ta zamierza zwrócić maskę Madame.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • GordianG Niedostępny
                      GordianG Niedostępny
                      Gordian jako Wielki Cthulhu
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #146

                      WSZYSCY

                      Kiedy wreszcie udało się wam wszystkim zebrać w hotelu, przy śniadaniu opowiedzieliście wszystko to, czego doświadczyliście. A przynajmniej to, co dotyczyło Nakamury, bo czy ktokolwiek chciał wspominać reszcie o masce? Zwłaszcza, że żadne z was nie było jeszcze do końca pewne jej działania.
                      Chance słuchał was, lub przynajmniej sprawiał takie wrażenie, siedząc po turecku przy niskim stole, po jakimś czasie poddając się jeśli chodzi o używanie pałeczek i zaczynając jeść palcami, co jednak nie uchroniło go od tego, że jego krawat był po paru minutach jadłospisem z jego śniadania. Na twarzy wymalowane ma zmęczenie i tę dobrze już przez was znaną nerwową iskrę szaleństwa i determinacji, które potrafią przysłonić Chance'owi cały zdrowy rozsądek.
                      Następne dwa dni Ren i Eleonora spędzili na tłumaczeniu dziennika Nakamury na angielski, co zapewne poszłoby znacznie szybciej, gdyby profesor wciąż im się nie wcinał i nie dawał im do zrozumienia jak ważne jest dokładne oszacowanie miejsca, w którym Nakamura miał widzieć yeti. Problem polegał na tym, że nie dawał im przy tym pracować. Sam dziennik też jest dość problematyczny i pełen niejasności. Eleonorze i Renowi udaje się znaleźć odpowiednie fragmenty, Chance wówczas wyciąga wielką mapę Rosji (z końcówki XIX wieku, na której Syberia jest w większości pustką, no ale cóż...), na której kreśli ołówkiem miejsca, o których Nakamura wspomina. Problemem jest jednak to, że japoński "podróżnik" nie do końca wiedział gdzie się właściwie znajduje, nie znał geografii Rosji ani tym bardziej jej etnografii. Z dziennika wynika, że w wyjątkowo krótkich odstępach czasu był w miejscach, do których w żaden sposób nie da się dotrzeć tak szybko. Lokalne ludy zaś nazywa raz Jakutami, raz Buriatami, inny raz Mongołami, a jeszcze inny raz - kimś innym. Wszystko to czyniło zlokalizowanie miejsca, w którym widział yeti, dość trudnym.
                      Niewątpliwie jednak pisał o płaskowyżach na północnej Syberii. Tam ponoć trafił do wioski dowodzonej przez szamana imieniem Kiutl, który wraz ze swoimi ludźmi uratował go przed bandytami, którzy napadli go, kiedy jechał saniami po zamarzniętej rzece Lena. Zapisał, że ów lud czcił stwora, którego nazywali Taab'ba. Nakamura uczestniczył w jakimś dziwnym rytuale na cześć tego... czegoś. Początkowo traktował wierzenia rdzennych mieszkańców Syberii jako zwykłe zabobony, ale w końcu sam to zobaczył - wielkie, człekokształtne, włochate bydle, wyraźnie silniejsze i bardziej pierwotne od jakiejkolwiek małpy czy człowieka. Samego rytuału nie opisuje w szczegółach, ograniczając się tylko do stwierdzenia, że jest to "zbyt przerażające, aby ująć to w słowa". Nakamura nie rozpisuje się zbytnio na temat tych wydarzeń, opisuje cały swój pobyt w wiosce dość po macoszemu. Kiedy odchodził, Kiutl dał Nakamurze w prezencie "maskę pobłogosławioną przez Taab'ba", dzięki której "pozbędzie się swoich największych słabości", jako wyraz ich gościnności.
                      I właśnie tutaj zaczyna się największy problem dziennika - pozostałe jego strony są wyrwane. Jeśli Ren opowiedział wszystkim o swoim spotkaniu z yakuzą i okolicznościach zdobycia dziennika, Eleonora zapewne już się domyśla dlaczego akurat tej części dziennika brakuje.
                      W ciągu następnych dni profesor siedzi zamknięty w swoim pokoju i właściwie z niego nie wychodzi. W pewnym momencie zaczynacie się już niepokoić, ale mimo wszystko wasz szef daje znaki życia, je i logicznie odpowiada na pytania, choć ewidentnie jest w ferworze pracy i bardzo się denerwuje, kiedy mu się przerywa. Macie kilka dni wolnych, na zajęcie się swoimi sprawami. W końcu oznajmia wam:
                      No dobrze, mamy już wszystko, jutro rano wyruszamy. Spakujcie wszystkie potrzebne rzeczy i zróbcie jak największe zapasy. Tam, gdzie wyruszamy, zdobycie czegokolwiek będzie już dużo trudniejsze. Panie Watanabe, pan chyba coś wspominał o tym, że załatwił pan transport do Związku Radzieckiego...
                      Istotnie, Ren dostał od yakuzy propozycję nie do odrzucenia. Musiał udać się do swojego niedawnego rozmówcy i załatwić całą resztę.
                      Doskonale, panie Watanabe - yakuza powiedział spokojnym głosem, kiedy Ren zawitał z powrotem do klubu Kurohane, wręczając mu pakunek. - W środku znajduje się sześć wzmocnionych ampułek, każda starannie zabezpieczona. Nie musi pan wiedzieć co jest w środku, zresztą... lepiej nie wiedzieć. Ważne, żeby żadna z nich nie została uszkodzona i żeby wszystkie dotarły na miejsce. Przekazanie nastąpi w Czicie, w herbaciarni o nazwie „Wschodni Wiatr”, tuż przy torach kolejowych. Proszę wejść tam o zmierzchu i zamówić zieloną herbatę z jaśminem i odrobiną imbiru. Podadzą panu filiżankę, ale proszę jej nie ruszać dopóki nie pojawi się tam mężczyzna, który wypowie słowa "prawdziwe smaki płyną z północy". Wtedy, i tylko wtedy, proszę przekazać mu szkatułkę. Jeśli pana złapią, nie znamy się. A jeśli zrobi pan coś głupiego, znajdę pana nawet i na końcu świata. Proszę się nie łudzić, będzie pan pod stałą obserwacją.
                      Ren oczywiście odebrał dane kapitana oraz barki, na którą następnego dnia załadowaliście cały wasz dobytek. Wsiedliście wszyscy, w komplecie. A ilu z was wróci? Tego nikt nie mógł przewidzieć...
                      Morze jest tu zimne i ciemne, w kolorze brudnego żwiru. Jokohama znika za szaroniebieską mgłą, kiedy barka z wami na pokładzie płynie na północ, ku Związkowi Radzieckiemu. Dni zlewają się w jedną całość, właściwie nie wiecie już nawet ile płyniecie. Drewno pokładu niemiłosiernie skrzypi i gnije, do tego wszędzie dookoła rozlewa się zapach smoły i rybiego tłuszczu. Podróżowaniu nią naprawdę daleko do jakichkolwiek luksusów. A jednak, dla was przygotowano dość zaskakująco porządne miejsce: hamaki z poduszkami i kocami, zapasy żywności, woda do mycia… Żaden luksus, ale mogło być zdecydowanie gorzej. Z załogą trudno się porozumieć, nawet kapitan ma trudności z dogadaniem się z tą zbieraniną ludzi mówiących w różnych językach i nie znających żadnego wspólnego. Raz John podsłuchał jak Rosa, która najwidoczniej znała skądś rosyjski, stale wygłaszając teorie o "robotniczym braterstwie ponad podziałami", próbowała podzielić się tym komfortem z robotnikami, zgodnie z zasadą solidarności społecznej - ba, na początku ona i reszta jej kompanów nie chcieli nawet tam spać, twierdząc że to "przysługa dla ludzi, z którymi nie chcą mieć nic wspólnego". Ale kiedy ci tak kochani przez Rosę robotnicy odpowiadali jej w stylu "możesz się, królewno, przespać obok mnie, albo i na mnie" (a to i tak jedna z mniej bezpośrednich i wulgarnych odzywek, jakich doświadczyła), nieco jej przeszło. Profesor zaś nadal wpatrywał się w swoje notatki i obliczenia, znajdując się w amoku z którego trudno go wyrwać, nawet w takich warunkach nie przerywając pracy. Od czasu do czasu też i Ren widywał jednego z tych mężczyzn, którego widział przy stole za parawanem w Kurohane, który najwidoczniej płynął z nimi. Nigdy z nikim nie rozmawiał, ale cały czas był obecny.
                      Podróż trwa około tygodnia. Kapryśne i lodowate morze zaś coraz bardziej wydaje się nie mieć końca.

                      KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      ♥
                      1
                      • KaworuK Niedostępny
                        KaworuK Niedostępny
                        Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #147

                        Eleonora z chęcią tłumaczyła dziennik razem z Renem, będąc świadomą jego znaczenia i wartości. Nie wiedziała, co myśleć o tym, co tłumaczyła, ale odkąd poznała na własne oczy moc Maski Madame… była w stanie uwierzyć, że yeti, którego szukali, był w istocie czymś więcej niż tylko yetim. Jakie okultystyczne moce mógł on skrywać? Nikt tego nie wie…

                        W międzyczasie uczyła się dosyć intensywnie rosyjskiego, rozumiejąc, że jest to umiejętność, której nie posiada, a która się jej bardzo przyda. Nawet poczyniła pewne znaczące postępy w nauce owego języka, ale wiedziała też, że cała masa nauki i wysiłku jeszcze przed nią. Zrobiła ledwie jeden krok, a miała przed sobą całą długą podróż.

                        Poświęcając cały wolny czas najpierw na tłumaczenie, a potem na rosyjski, nie miała zbyt wiele innych rzeczy do roboty. Zakupiła ciepłe ubranie, będąc świadomą, jak wielki ziąb panuje na północy Rosji, ale obawiała się, że wyprawa będzie obfitować w wydarzenia, których nie będzie w stanie przewidzieć i uprzedzić.

                        Póki co jednak poświęcała swoje wolne chwile na naukę języka, uznając, że nie ma co się martwić na zapas, jeśli zrobi co tylko może, by się odpowiednio przygotować na wszelkie możliwe niespodzianki.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2
                        • KetharianK Online
                          KetharianK Online
                          Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #148

                          text alternatywny


                          Wschodnie wybrzeże Hokkaido


                          Wiatr był tak lodowaty, że John mógłby przysiąc, iż zamarza mu nawet szpik w kościach. Alaskański traper nie lękał się zimowego chłodu, lecz czym innym były wiatry w porośniętych świerkami górach jego ojczyzny, czym innym zaś zmrożone powietrze gnane uderzeniami wichrów po stalowoszarych wodach Pacyfiku. Daleko na zachodzie linię widnokręgu wypełniały kontury linii brzegowej Hokkaido, ale ląd był zbyt daleko, by John potrafił dostrzec jakiekolwiek szczegóły skalistego wybrzeża. Barka przecinała fale z rytmicznym łoskotem tłoków parowego silnika, trzeszcząc wręgami i stukocząc obluzowanymi nitami i wydając z siebie cały szereg innych niepokojących dźwięków rodzących w głowie myśliwego trwożne przekonanie, że lada chwila zatonie.

                          S.S. Providance był statkiem, który w opinii Johna pozostawiał wiele do życzenia, ale zdezelowana barka biła amerykańskiego trampa o wiele głów pod względem stanu wysłużenia. Kajuty cuchnęły tranem i smołą, amoniakiem i zjełczałym tłuszczem oraz wszechobecną stęchlizną. Carter znosił podróż na jej pokładzie ze stoickim spokojem, ale chwilami, najwcześniej wówczas gdy opróżniał ponad relingiem kolejną misję własnych wymiotów, tęsknił za opuszczoną niedawno Yokohamą. Traper nie urodził się człowiekiem morza i rozkołysany pokład pod nogami wystawiał cierpliwość mężczyzny na srogą próbę. Widziany za dnia ląd kusił pasmem ciemnych konturów na styku nieba i wody, chociaż John pozostawał doskonale świadomy ogromnych pułapek kulturowych czyhających na niego w kraju Kwitnącej Wiśni.

                          Morskiej podróży nie łagodził też inny fakt. Czujący wcześniej pogłębiającą się więź przyjaźni z Violet i Walterem John nie mógł się od chwili opuszczenia Japonii wyzbyć przekonania, że coś położyło się cieniem na relacjach pomiędzy nim i resztą kompanów. Cokolwiek wydarzyło się na kolacji u madame - a coś się ewidentnie wydarzyło, chociaż Carter nie potrafił dojść do żadnego szczegółu utrwalającego go w niespokojnych podejrzeniach - sprawiło, że traper poczuł się odsunięty od jakiejś znanej tylko tej trójce tajemnicy. Strzępki konwersacji odwołujących się do dziwnych niedopowiedzeń, porozumiewawcze spojrzenia i atmosfera jakiegoś łączącego trójkę podróżników sekretu były dla Johna aż nazbyt widoczne, chociaż ani Violet ani Walter, a tym bardziej Eleonora się z nimi nie obnosili.

                          Przytłoczony poczuciem narastającej samotności i jednoczesnym zatroskaniem o dalsze losy chaotycznie zorganizowanej ekspedycji, Alaskańczyk spędzał długie dnie na obserwacji załogi i swoich towarzyszy, na przemian ćmiąc fajkę i oliwiąc swoją broń oraz narzędzia.

                          Odliczał już nie tyle dni, co godziny dzielące go od zejścia na skutą mrozem rosyjską ziemię.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          😮
                          0

                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                          Zarejestruj się Zaloguj się
                          Odpowiedz
                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                          • Najpierw najstarsze
                          • Najpierw najnowsze
                          • Najwięcej głosów


                          • Zaloguj się

                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                          Powered by NodeBB Contributors
                          • Pierwszy post
                            Ostatni post
                          0
                          • Kategorie
                          • Ostatnie
                          • Tagi
                          • Popularne
                          • Świat
                          • Użytkownicy
                          • Grupy
                          • Strona startowa