Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
HiFi 
– Trefną elektronikę? Ja sądzę, że to pierwszy gatunek. Jeżeli jest nawet otagowana to przez tę całą Shivę. A ona już się nią nie będzie interesować. Technik niezbyt przejął się słowami Brazil.
– Zorganizowałem napoje, z żarciem nie przeginajcie. Mówiłem, że potrzebuję zebrać kasę na wymiankę. Mam trochę towaru AllFoodsu, jak chcecie...
Sięgnął do kartonu w poszukiwaniu batonów.
– Ale prawdziwe żarcie musicie sobie zamówić sami. Jak mi wyjdzie dil to wam postawię prawdziwy ryż. - obiecał.
– Historia? Jaka historia? - podrapał się po odrastającym zaroście. - Z Czakasami? Mieszkają naprzeciwko Shivy. Dali nam namiar na jej garaż. To spytałem, czy nie chcą pohandlować. Lepiej dać swoim zarobić, niż komuś z innego bloku nie? Nic więcej do tej story nie ma do dodania... no może - uśmiechnął się szelmowsko.
– Może, jedna rzecz... Wiecie, Switch zamówił pizzę ze środkiem przeczyszczającym... i jak próbowaliśmy się do Shivy dostać, to ich mamuśka z naprzeciwka wyszła, straszny babon... i się na tę pizzę napaliła. To... jej zostawiliśmy... pewnie teraz kibel okupuje. No ale hej, to nie ja wpadłem na ten pomysł! - zastrzegł się.
– Ten sprzęt, co go przywieźliśmy. Brazil skarbie, przejrzyj go, co jest warty. Chciałbym go szybko opchnąć, żeby na szotgany było i żeby było czym z Czakasami handlować. Ale wszystkie nośniki danych chyba warto głębiej sprawdzić. Byle ostrożnie. Jak ktoś ją wypłaszczył, to mogła dogrzebać się do czegoś wartościowego, nie?
– Teraz wybaczcie, trochę się w robocie... ufajdałem, muszę do pralni skoczyć. Jeżeli macie jakieś pytania, to odpowiem, gdy wrócę...
Nie czekając, zabrał brudne ciuchy i zjechał dwa piętra niżej do pralni.NoiseFeed HiFi @Leif Jakie masz plany na wieczór? Mam sprawę do obgadania. Może wpadniesz do nas? Czekając, aż przejdzie pranie, zajmował się wysyłaniem wiadomości, przeglądaniem memów, zerkaniem na współmieszkańców i nasłuchiwaniem plotek jednym uchem.
-

Raze Switch More
Zachodnia część Japantown, noc 14.07.2077
Nie.
Lekki ruch głową, jakby mógł tym skasować myśl.Keira go nie zdradziła.
Tak samo jak Arte go nie otagowała.Nie wierzył w to. Nie chciał wierzyć. Gdyby to była prawda, rozsypałoby się coś więcej niż tylko jedna relacja. Rozsypałaby się mapa, według której poruszał się po świecie.
Łatwiej było skierować gniew gdzie indziej.
Na SlimWire’a.
Na tłustego, spoconego grubasa z wiecznym połyskiem na czole i palcami śmierdzącymi tanim sosem sojowym.To był cel. Namacalny. Osiągalny.
Keira mogła poczekać.
Prawda mogła poczekać.Zetknął się z przeszkodą. A przeszkody się usuwało — nie analizowało.
Nie zamierzał ryzykować życia, żeby teraz rozdrapywać przeszłość. Nie tej nocy. Nie kiedy ktoś próbował zrobić z niego chodzący nadajnik.
Białe zjeby z Bractwa Gołębicy.
Bug w jego wszczepach.
SlimWire.Priorytety.
Na przydrożnym bazarku kupił zgrzewkę najtańszego piwa, jakie mieli. Zawartość metalowych puszek chlupnęła, gdy wrzucił je do torby. Sprzedawca spojrzał o sekundę za długo — Kiroshi odnotowało przyspieszone tętno, mikroekspresję niepokoju.
Switch zniknął, zanim ciekawość przerodziła się w pytania.
Vista del Rey pachniało śmieciami, starym olejem i tanią perfumą. Kołnierz kurtki podniósł nie z powodu chłodu — noc była lepka i duszna — ale dla zasady. Dla pół centymetra anonimowości.
Vine Street. Szeregowiec z odpadającym tynkiem. Kamera nad drzwiami obróciła się z cichym bzyczeniem.
Raze uniósł zgrzewkę i pomachał nią w stronę obiektywu.
— Cześć, Slim.
Uśmiechnął się. Tylko ustami.
— Przyniosłem pokój w puszkach. Pogadamy? Są tematy, których nie chciałbym omawiać przez telefon.
Krótka pauza.
— A uwierz mi… to nie są tematy, które chcesz ignorować.
Stał nieruchomo, wzrok wbity w czarne oko kamery.
Zdradziecki grubas miał zapamiętać tę noc.
I nie chodziło o podły smak piwa.
-

Megablok H10, noc 14.07.2077
Samoobsługowa pralnia, jedna z ponad setki rozrzuconych po piętrach megabloku obskurnych filii Lavadora Ltd, zwykle pełna była klientów, sobotniego wieczoru świeciła jednak pustkami, bo ludzie mieli zupełnie inne rozrywki w planach. HiFi wyszukał sobie wolną pralkę w głębi pomieszczenia, włączył ją i zaczął udawać, ze słucha płynącej ze słuchawek muzyki, w rzeczywiści jednak bacznie nadstawiał uszu.
W miejscach takich jak pralnia można było usłyszeć mnóstwo interesujących historii ze swojego najbliższego otoczenia i technik nie zamierzał przejść obok takiej okazji obojętnie.
- Mam wszystko na screenshootach - ekscytował się brodaty facet w wysłużonej wojskowej kurtce tłumacząc coś wyraźnie sceptycznej tęgiej Latynosce - Rozpylają aluminium i dwutlenek węgla, nawet z tych avek, co niby są prywatne. Ten mechanizm jest ukryty w ich konstrukcji, w przetwarzaniu spalanego paliwa. Trójtlenki siarki i kwas siarkowy. Clara, wyłącz w końcu telewizor i włącz myślenie. Musisz połączyć kropki. Media kłamią w żywe oczy. Znam kogoś, kto słyszał, że w powietrzu można znaleźć nawet obumarłe czerwone krwinki, bakterie e-coli i chlorek sodu! Wiesz, co to z nami robi? Oni przyspieszają rozwój nowotworów i chorób wieńcowych, wyniszczają nasze układy immunologiczne!
Sprawiająca dobroduszne prostolinijne wrażenie kobieta wyglądała tak jakby zaraz miała doświadczyć ataku serca, bezwiednie zaciskając ręce na uchwytach kosza na bieliznę i spoglądając z przerażeniem na swojego rozmówcę.
- Wywołują spontaniczną hydroplazję zębów i ostre stany zapalne opon mózgowych!
- Ale po co mieliby to robić, gościu? - młody rudowłosy Azjata o imponującym zestawie zębów ze sztucznego złota skrzywił twarz w wyrazie powątpiewania - Dlaczego?
- Bo przestaliśmy się szczepić, baranie! - sarknął brodacz tonem zniecierpliwionego mentora - Wcześniej pchali to wszystko w nas za pośrednictwem szczepionek, nawet te grafitowe mikroczipy G5. Ale kiedy Kennedy doprowadził do konstytucyjnego zakazu obowiązkowych szczepień w 2038, musieli wymyślić nowy system dystrybucji trucizn. I wymyślili!
- Santa Madre, ale kto to robi, rząd? - wykrztusiła w końcu Latynoska - Burmistrz?!
- Chazarskie korporacje - brodacz natychmiast zniżył głos, po czym zaczął się raptownie rozglądać wokół siebie, sporą część uwagi poświęcając słuchającemu muzyki HiFi - To nie jest dobre miejsce na takie rozmowy, oni mają wszędzie uszy. Chcesz wiedzieć więcej ‚przyjdź na spotkanie tam, gdzie ci mówiłem. I słuchaj audycji doktora Paradoxa, to nasz jedyny ratunek.
Stawiając wyżej kołnierz płaszcza brodacz wymknął się szybkim krokiem z pralni, kręcąc na wszystkie strony głową i mamrocząc coś pod nosem. Rudowłosy Azjata odprowadził go wzrokiem, wzruszył ramionami zerkając znacząco na Latynoskę.
- Po co ty z nim gadasz, Clara? - prychnął głośno - Całkiem mu już odpierdala, bardziej niż temu gościowi na Urmland, który dzień i noc opowiada jak jego fale mózgowe sprzężone są z kanałami łączności kosmitów z Alfa Centauri. No zjeb normalnie.
- A ty coś taki wygadany dzisiaj, Kim, pracę w końcu znalazłeś? - odpowiedziała Clara unosząc wyżej kosz z czystym praniem - Czy ojciec się w końcu odezwał do matki?
- Praca jest dla przegrywów - roześmiał się Kim - Kto dobrze kombinuje, nie musi pracować. Okazja mi się dzisiaj trafiła, pomogłem Vanessie z góry sofę zatargać do mieszkania, za bezcen od jakiegoś frajera na parkingu kupiła, a mnie dała za pomoc kupon na swój kurs, odsprzedam w sieci za stówkę jak nic.
- Ta Vanessa, co kręci te bezecne filmy?! - oburzyła się Clara - Złapałam wnuczka jak oglądał te filmy na telefonie! Sodoma i Gomorra, i te wszystkie rzeczy, które wsadza ludziom, gdzie popadnie! Musiałam iść z dzieckiem do księdza, żeby je egzorcyzmował. Matka Boża z Guadalupe powinna ją nocami nawiedzać za te diabelskie orgie! Wstydź się Kim, że z kimś takim przestajesz, wieczne potępienie na siebie ściągniesz!
Smarthing HiFi zadźwięczał melodyjną nutą obwieszczając nadejście odpowiedzi Leifa.
NoiseFeed
Mam plany, ale mogę zmienić, stary. Co zabrać do picia? Będą jakieś laski czy tylko Brazia?
-

Vista del Rey, noc 14.07.2077
SlimWire zdalnie odblokował elektroniczny zamek drzwi, a te otworzyły się, kiedy zdyszany wspinaczką po schodach Switch zbliżył się do nich na niecały metr.
Windy w starych apartamentowcach na Vine Street popsuły się całą wieczność temu, ale czekający na decyzje o eksmisjach i wyburzeniami adminstratorzy tych budynków nie zamierzali inwestować ani centa w ich remonty, co dawało się zauważyć na praktycznie każdym kroku.
Wnętrze zaniedbanego apartamentu cuchnęło stęchlizną, środkami odkażającymi i zepsutym jedzeniem. Raze skrzywił usta w grymasie niesmaku, ale zaraz przywołał na twarz maskę pozornej życzliwości nie chcąc ujawniać od progu natury targających nim emocji. Nie znał chłopaka ostatniej opiekunki SlimWire, ale na jego miejscu też nie pozwoliłby swojej dziewczynie na bywanie w takim miejscu.
SlimWire leżał na rozklekotanej sofie pod brudnym oknem z widokiem na nabrzeże kanału, podłączony plątaniną przewodów tlenowych, kroplówek i kabli transmisyjnych do rozstawionej obok sofy aparatury medycznej i netrunnerskiej. Odór dawno niemytego ciała i zainfekowanej z powodu odleżyn skóry wydawał się wręcz nie do zniesienia, wciskał się zawzięcie w nos fiksera nie pozwalając mu skupić myśli.
Uwięziony w pułapce swojego ciała i wąskiej przestrzeni mieszkania, netrunner uniósł opuchnięte powieki, zamrugał próbując zogniskować mętne spojrzenie na postaci stojącego w progu gościa. Raze mógł tylko próbować sobie wyobrazić jak bardzo SlimWire musiał nienawidzić tych momentów, kiedy potrzeba chwili zmuszała go do opuszczania niczym nieskrępowanej Sieci i brutalnej konfrontacji z codziennością fizycznej egzystencji.
- Zrobiłeś mi niespodziankę, stary - wychrypiał zza maski nawadniacze - Nie spodziewałem się tak szybkiej wizyty. Sumienie cię ruszyło i chcesz mi oddać moje pół tysiaka?
- Twoje pół tysiaka poszło na koszty operacyjne - odpowiedział Switch szukając wzrokiem miejsca na postawienie zgrzewki piwa - Chciałem pogadać.
- Pogadać? Nie mogłeś kurwa zadzwonić? Musiałem się przez to wyprzęgać? Chuj z tym, dobrze że jesteś. Pomóż mi wymienić worek na mocz, bo już mi się przelewa, a ciężko mi dosięgnąć. I gadaj, o czym chciałeś pogadać.
-

Raze Switch More
Vista del Rey, noc 14.07.2077
Switch przez chwilę stał w drzwiach, pozwalając, by smród mieszkania uderzył go pełną falą. Oczy zwęziły mu się minimalnie, kiedy zobaczył plątaninę kabli, worków i kroplówek oplatających ciało SlimWire’a jak pajęczyna.
Postawił zgrzewkę na pierwszej wolnej powierzchni, jaka nie była oblepiona czymś podejrzanym.
— Tak, pogadamy — powiedział spokojnie.
Zrobił kilka kroków w głąb mieszkania.
SlimWire jeszcze kończył swoją tyradę o worku na mocz, kiedy Switch zatrzymał się przy sofie.
I wtedy maska spadła.
— Pro pos chuja, ty ciulu niemyty — warknął nagle, nachylając się nad nim. — Co ty sobie, kurwa, wyobrażałeś instalując mi bugi we wszczepach?!
Złapał za metalowy stelaż aparatury przy sofie i szarpnął go lekko, tak żeby sprzęt zadzwonił i zakołysał się ostrzegawczo. Jednym ruchem wypiął kabel sieciowy, który łączył sieciarza z cyberświatem.
— Myślałeś, że nie zauważę? Że będziesz sobie siedział w tej swojej śmierdzącej norze i słuchał gdzie chodzę, z kim gadam i kiedy sram?
Jego głos opadł nagle o pół tonu. Stał się zimny.
— Powiem ci coś, Slim.
Pochylił się bliżej, tak że netrunner musiał patrzeć prosto w jego oczy.
— Jedyny powód, dla którego jeszcze oddychasz, jest taki, że najpierw chcę wiedzieć dlaczego.
Wyprostował się powoli.
— Więc zaczniemy od początku. Ty mi powiesz, kto ci kazał mnie tagować.
Skinął głową w stronę worka na mocz.
— A potem, jak będziesz grzeczny… to może nawet pomogę ci z tym workiem.
Krzywy uśmiech.
— Tylko dobrze się zastanów, Slim. Bo ja mam dziś bardzo mało cierpliwości. Bardzo. Mało.
-

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Dotąd rozkojarzony i nieco otępiały, sieciarz wytrzeszczył szeroko swoje podpuchnięte oczy, wciągnął głęboki haust powietrza próbując nieporadnie odepchnąć od siebie fiksera.
- Ochujałeś do reszty?! - wychrypiał przez odwykłe od zwyczajnej mowy gardło - Pojebało cię? Jak cię niby otagowałem?! Co ci zainstalowałem?!
- Jebanego trojana, którego mi wgrałeś w procesor podczas sprzęgu ze smarthingiem - wycedził przez zęby Raze, nie dając się odepchnąć od netrunnera i demonstracyjnie nawijając sobie na palce przezroczysty przewód jednej z kroplówek - Nawet nie próbuj zaprzeczać, bo pójdziesz dzisiaj głodny spać. A może nawet się już nie obudzisz jak mnie wkurwisz do reszty. Znam cię aż za dobrze, wiem kiedy kłamiesz.
- Weź się kurwa uspokój, ochłoń - SlimWire uniósł wyżej dłonie, oblizał zaschniętym językiem popękane wargi - Chcesz zakatować bezbronnego człowieka? Kurwa, Switch, stać cię na więcej.
- Skamlesz, bo ci wypiąłem kabel sieciowy - fikser pociągnął na próbę za pęk nawiniętych na dłoń przewodów - Lewe oprogramowanie w moim mózgu. Po co ci było?
Błyszczące paniką oczy netrunnera poruszały się we wszystkich kierunkach, jego płytki oddech nabrał świszczącej nuty. Na wyświetlaczu medycznej aparatury pojawiły się jakieś podświetlone na czerwono ostrzeżenia, coś zaczęło pikać ostrym wysokim tonem.
- Jeśli coś ci zostało w pamięci to mogła to być jedynie bramka pomocnicza dla ułatwienia późniejszego sprzęgu. Mam ją w zestawie podprogramów, wgrywa się automatycznie. To takie zabezpieczenie na wypadek, gdyby połączenie zostało nagle zerwane, wtedy samoczynnie wyszukuje port dostępu, żeby je odtworzyć. Trochę byłeś wkurwiony jak kończyliśmy połączenie, nie zdążyłem po sobie posprzątać. Jesteś kurwa zadowolony? Masz dalsze pytania?
— Czy jestem zadowolony? — powtórzył Switch tonem sugerującym, że autentycznie rozważa w myślach rodzaj odpowiedzi — Ani trochę, Slim. Ani. Trochę.
Fikser upuścił oplatające jego dłoń rurki i pozwolił im opaść na groteskowo otyły korpus netrunnera.
— Za bardzo się nakręcasz, amigo. A jeszcze nic mi nie wyjaśniłeś. Zwolnij trochę… bo mi tu wykitujesz, zanim zdążysz powiedzieć coś sensownego.
Obszedł sofę i zatrzymał się przy aparaturze schowanej za sofą za plecami SlimWire. Przez chwilę przyglądał się wyświetlaczom urządzeń jakby naprawdę interesowały go parametry.
A potem przekręcił pokrętło koncentratora tlenu na osiemdziesiąt procent.
-
HiFi Mieszkanie w H10, noc 14.07.2077 
Czy byli truci czy nie byli, HiFi nie zaprzątał sobie tym zbytnio głowy. Jeżeli byli truci to co on mógł na to poradzić? O wiele bardziej zainteresowała go wzmianka o tym, że kupon na kurs BDSM może pójść w sieci za stówkę. Zaczął szukać informacji o cenach tego kursu i czy istnieją jakieś ceny referencyjne. Bezecne filmy brzmiały nieźle...
Potem do głowy wpadł mu jeszcze jeden pomysł. Potrzebował dwóch kamer, które mógłby umieścić w dwóch znanych mu miejscówkach Shivy. Dobrze by było wiedzieć, gdyby ktoś się tam plątał. I kto. W H10 mógłby poprosić Bra o zrobienie mu stałego podglądu. Ale co, jeżeli ktoś ten podgląd wykasuje? Albo zrobi jakiś rewerse indżiniering? Zaczął obczajać temat, czy da radę ogarnąć go sam, czy trzeba będzie poprosić chłopaków, aby po drodze coś kupili.
– Siema, stary. Fajnie, że wpadłeś! - technik otworzył drzwi by wpuścić Leifa. Gundarsson zjawił się z dwiema zgrzewkami Spunky Monkey pod pachami i z szelmowskim uśmieszkiem wyzierającym z kącików ust. Uścisnął otwierającego mu drzwi HiFi, ucałował z marszu Brazil nie dając jej czasu choćby na słowo powitania, a potem walnął się na narożnik w kącie wypoczynkowym pomiędzy sączących browara Froga i Dingo.
– Cześć Mack. Switcha nie ma? - spytał wyciągając z sześciopaka pierwszą małpę - Czy się kąpie?
– Jest jeszcze na mieście, jakieś sprawy załatwia - wzruszył wymijająco ramieniem Houston - Będzie chciał, to się dołączy.
– To jakie plany na dzisiaj, chłopaki, pijemy tu czy idziemy na miasto? Prosto z dyżuru przyjechałem, głodny jestem, a wy ostatnio mieliście tylko chrupki do piwa. W Masala są jeszcze wolne stoliki, widziałem po drodze, może tam wejdziemy?
– Wrzuć na luz, dziku - mruknął Frog lubując się własnym napitkiem - Wcześnie jeszcze jest, gdzie ci się tak śpieszy? Obrócimy te dwie zgrzewki, weźmiemy taco na wynos i możemy skoczyć na parkiet w E-Dry. Dawno nie miałem okazji potańczyć.
– Może być E-Dry - Leif pstryknął zawleczką otwieranej puszki. - Mack, chcesz piwko?
HiFi przechylił się w stronę Leifa z wyrazem ledwie dostrzegalnego skrępowania na twarzy, klepnął go w kolano wskazując drugą dłonią na drzwi swojego pokoju.
– Poczekaj chwilę z tym piciem, stary. Chodźmy pogadać o interesach.
Gundarsson podniósł się z sofy z wyraźną niechęcią, ale i z błyskiem zainteresowania w oczach, poszedł za HiFi i przysiadł na skraju jego łóżka czekając aż młodzieniec zamknie drzwi.
– Słuchaj stary, sprawa jest... bez wnikania w szczegóły. Handluję z różnymi ludźmi by zdobyć trochę retro sprzętu muzycznego, nie? Ostatnio była taka akcja z Kretami i Brzytwiarzami... I słuchaj... Nie pytaj skąd to mam... Jest kilka cyberwszczepów wyciętych z denata do opchnięcia. Zerknąłbyś co mam, czy i za ile mógłbyś to opchnąć i co chcesz w zamian? Trzeba je też trochę... oczyścić... -
Mieszkanie w H10, noc 14.07.2077
Trudno było dyskutować Brazil z bezwarunkową pewnością siebie technika, skrzywiła się tylko na skarba, bo szczerości w tym nie poczuła, utwierdziło ją to w przekonaniu, że Hajfi celuje w egoistyczny zysk. W sumie, znając go już trochę, mogła tego oczekiwać, ale po Dingo i Shawnie spodziewała się więcej powściągliwości. Zagubienie przykryło głód, który osiągnął równy w ostatnich miesiącach poziom. Odrzuciła nawet myśli o misce ryżu i sadowiąc się na małym krzesełku w salonce próbowała poukładać z chaosu słów sensowną sekwencję zdarzeń. Liczyła, że kiedy wróci Żaba i Houston dowie się więcej konkretów. Niestety powrót kolegów zbiegł się w czasie z przybyciem Leifa, ten się od progu ślinił jak stuletni polityk na nastoletnie nierzeźbione imigrantki. Kiedy przywarł ustami do jej policzka poczuła, że w gardle stanęła jej gula obrzydzenia, a złość wypełniła członki niespotykaną energią.
Wstała bez słowa jak nagle uwolniona sprężyna, a Gundarssona przed korekcją nosa uratowała tylko łagodna dłoń Shawna na ramieniu hakerki.Nie zwerbalizowała złości, usadziła ją głęboko w mięsie, ale poczuła, że musi coś zmienić, przeobrazić się, nie żeby się do klubu wybierała, jeszcze nie teraz, jeszcze nie tego wieczoru, prędzej poszłaby szukać Swicha, pewna, że na nim będzie mogła się wyładować. Ale zaraz się rozmyśliła, nie powinna tak zabiegać o jego bezpieczeństwo, skoro sam nie potrafił go zapewnić ani sobie, ani jej.
Zmienić. Wstała i lekko krokiem samby ruszyła do swojej celi.Przymknęła delikatnie drzwi i przez chwilę siedziała na materacu wpatrując się w zamkniętą szafę. Doskonale wiedziała co tam jest i równie dobrze wiedziała jak poszczególne części garderoby będą na niej leżały i co za tym szło, jak będzie się w nich Artemida prezentowała. Nie zapałała światła, bo dość się go dostawało przez okno. Dość już obrotów wiatraków puściła z dymem wchodząc w głęboki zaślep. Wiatraki zamieniły się w wielkie drzewa, które okazały się wielkimi brokułami, na zielonych kwiatach wiły się żółte postacie połączone siecią cienkich nitek, każda z nich miała twarz Brazil, istoty pożerały rośliny.
Wybudziła się. Przetarła oczy zmęczone wiecznym światłem. Zdjęła kurtkę i bikini. Spodnie i buty niedbale odrzuciła w kąt. Zaczęła od wygodnych fig w batmany, ciało okryła obcisłą sukienką z rękawami wykonaną z syntetycznego jedwabiu sięgającą kolan, sukienka miła melanżowy wzór z przewagą zieleni, dodatkiem żółci i błękitu. Na główkę nasadziła czapkę z daszkiem w kolorze kobaltu z różowym AD
HD stylizowanym na czcionkę z zabezpieczeń urządzeń elektrycznych. Na ramiona zarzuciła marynarkę w stylu sztywnego munduru w odpowiednim kolorze kobaltu z różowymi przeszyciami. Utrwalany kevlarem fason z wcięciem w tali miał nawet swoje walory defensywne. Wszystko byłoby na miejscu, gdyby nie buty. Zdaniem Brazil nic co proponowali styliści Heresy nie pasowało do tego jakże eleganckiego i zmysłowego outfitu.Wybierając między cowbojkami imitującymi skórę węża, a nieprzyzwoicie jaskrawymi różem sneakersami znów wpadła w pułapkę myśli. Nie mogła uwierzyć, że koledzy tak łatwo przeszli od śmierci do kasy. Nie żeby Artemida kasą gardziła, dawno pogodziła się z tym w jakim świecie żyje. Ktoś zginął, ktoś kogo szukali, szukał Swich, a oni nagle zwożą do mieszkadła fanty. Uznała, że nie może tego tak zostawić, powinna się dowiedzieć nawet niewygodnej prawdy.
-Jebać to. - zwerbalizowała do siebie samej.Wysłała do Reza, olewając zużycie uranu, wprost na ślepie. - Jak masz kłopoty to mogę pomóc. Jestem na dziś odrobiona. Nie jesteś sam z problemami.
Wybrała oczojebne sneakersy i wyszła do salonki poprawić makijaż. Zasiadła przed ledlustrem i sprawdziła kto jest obecny. Nie chciała poruszać przy gościu intymnych tematów szóstki. - Ktoś puści jakąś muzę? - zmyła stare zaklęcia i zaczęła wypisywać nowe.
-
Houston wędrował po ich niedużym mieszkaniu, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Bardzo szybko z niemal kameralnego wnętrza Columbusa znalazł się w nieco już zatłoczonym pokoju. To wszystko znajome dźwięki, twarze i głosy przyjaciół, jego jedynej obecnie rodziny, ale ten przeskok sprawił, że nie potrafił tak od razu uspokoić emocji. W efekcie krążył między kanapą, parapetem okna (zmrużył oczy, oślepiony różowo-fioletowym neonem reklamy Chromanticore), a ich ledwie zipiącą lodówką, jednocześnie starając się nadążać za rozmową.
- Czołem, Leif - Dingo machnął dłonią Gundarssonowi, niemal wylewając na siebie zawartość puszki - O cholera... no nic, wchłonie się.
Wytarł mokrą dłoń o bok bojówek, gdzie niewielka plama dołączyła do wielu innych.Wdrapał się na oparcie kanapy, gdzie przez chwilę zajął miejsce w słowiańskim przykucu.
- Kurde, skombinowalibyśmy jakiś wóz dla naszej watahy, wiecie? - rzucił do pozostałych - Jak tak jechałem dziś za kółkiem z warsztatu, to aż mi się tak jakoś zrobiło... wiecie, homesick. Wielkie przestrzenie, tylko my i szosa, a?Spojrzał na Froga i Macka, bo Brazil zniknęła u siebie, a Hifi z Leifem mieli swoje "tajne sprawy".
- Nie, żebym miał coś, do starego, niezawodnego NCart... - powiedział, po czym zastanowił się chwilę - Nie, cofam to. Mam sporo do starego, śmierdzącego, zatłoczonego NCart. A skoro tak dobrze nam idzie z interesami od Switcha... no wiecie, grosz do grosza, a będzie fura.Dingo, podśmiechując się lekko, opowiedział jeszcze chłopakom o tym jak Maelstrom podjechał dziś wieczorem pod warsztat, zaskoczony tym, że ich auto przestało być demonem prędkości, po tym jak zamienili je w czołg. Brazil wróciła do nich mniej więcej pod koniec opowieści.
- O właśnie, muza - powiedział zaskakując z oparcia kanapy - Chcemy na razie chillować, czy raczej coś energetycznego na rozruch? Bo wczoraj zgrałem sobie super mix, cztery godziny ambientu z pieśni wielorybów...
-
Nie czekając na reakcję na swoje słowa Artemida puściła wydawało się jej chill:
muza-Wieloryby - Brazil parsknęła przy lusterku poprawiając rzęsy - spoko, mogą być nawet odgłosy puszczy. - Wiecie - zaczęła widząc, że w pokoju nie ma technika i medyka - byli tu dzisiaj czarni popularesi od Donga i pytali o Hajfiego. Panowie, jak oni za wami trafili? Nie mam nic przeciwko układom z negrami, ale po chuja Haj dawał im trefny namiar jak chciał z nimi interesy robić? Bo mówili, że coś kłamał, że ich spec ich naprowadził, znaczy bardzo zdolny technik, lub przęcietny netrunner. Przy tym uwaga dla was, żeby pod akumulatorem na jądrach nie przyznawać się, że ja koduję. - Przerwała na chwilę, żeby skontrolować urządzenia elektroniczne i zaktualizować bazę powiązań, to miało wykluczyć pluskwy.
zmieniła muzykę, a uran rozczepiał się
-Tak jeszcze na marginesie, to fura to dobry wydatek, bo coś podsłuchałam, w sumie to chciałabym nauczyć się prowadzić, mogę zacząć od małej ciężarówki, a mam ochotę na duże pojazdy - kontynuowała zakładając na oczka różowe szkła kontaktowe. - pomożesz Dingo, zasady i tutoriale w necie mam za sobą.
Przeszła wreszcie do policzków, zapisując na prawym zaklęcie chroniące moralność, na lewym zaś koncentrujące umysł. Żadnego śmieciowego jedzenia, choć głód doskwierał, żadnego piva więcej, niecierpliwie czekała zwrotki od Reza.
-Panowie powiecie mi o co chodzi, bo Hajfi to dość enigmatycznie streścił. Opowiadał o Kretach i Brzytwiarzach. Co to ma wspólnego ze spłaszczoną hakerką? Wiem, że wolelibyście się zabawić, ale się martwię. Tymi fantami, osobami z zewnątrz, jebaką zgubionym. Zawinęłam wasz towar w sreberka, ale na litość nie przyszło wam do głowy, że ktoś będzie tego szukał? To się mogło wydarzyć na drugim końcu świata, wobec czego właśnie ktoś może po to lecieć i ostatni ślad ma tu. To oczywiście pesymistyczna wizja, ale warto wziąć pod uwagę taką ewentualność następnym razem. - skończyła makijaż i odwróciła się na hokerze do kolegów - No sorry, że zjebałam wam fetę, ale trzeba się chować chłopaki.
-Nie zdążyłam też zarejestrować kiedy moi koledzy z szóstki zajęli się handlem bronią i kradzioną elektroniką. Żeby sprzedawać broń trzeba mieć lepszą niż tą jaką się handluje, o reszcie wolę nie myśleć. Panowie, na prawdę? Nie jestem święta, ale to wszystko co widziałam.. ..przyprawia o dreszcze. -

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Maszyna syknęła cicho, jej mechanizmy zmieniły w zauważalny sposób rytm pracy pompy.
— Switch, kurwa! — warknął SlimWire próbując bezskutecznie sięgnąć ręką za siebie.
Fixer wrócił przed sofę i stanął tak, żeby chory dobrze widział jego twarz.
Spokojną.
- Masz mnie za idiotę, Slim?
Milczenie zawisło na moment w powietrzu.
- Kim jest Bractwo Gołębicy? I co dla ciebie sprawdzała ta sieciarka?
Raze przechylił głowę i chociaż jego twarz wciąż pozostawała spokojna, ciało fiksera wydawało się każdym potem skóry wydzielać jednoznaczną groźbę.
- Bo chyba nie chcesz, żebym uwierzył, że przychodziła tu z czystego zauroczenia. Żeby smarować ci plecki i słuchać, jak kaszlesz.
Kącik ust drgnął mu w czymś, co nawet nie próbowało być uśmiechem.
- Więc zacznij, kurwa, gadać z sensem. Bo na moim wskaźniku cierpliwości właśnie zapaliła się rezerwa.
SlimWire poruszył się niezgrabnie, podniósł jedną opuchniętą rękę do nosa gmerając przy masce respiratora, zacharczał przeciągle.
- Jaka gołębica? Co ty pierdolisz? Nic nie wiem o żadnym ptasim bractwie. Co to ma wspólnego ze mną? A Shiva była moją kumpelą w Sieci, robiliśmy razem parę zleceń, kurwa jego mać! Odjebało ci, naprawdę chcesz mnie zabić?
- Za kogo mnie masz, Slim, za jakiegoś zrytego chromem Maelstroma? Ja ci tylko perswaduję próby robienia mnie w chuja. Kim są albinosi od Gołębicy? Jakie interesy robiła z tobą Shiva? Jak jedno łączy się z drugim? Gadaj szybko, bo niedługo możesz mieć niedotlenienie mózgu.
- Transporty broni Szóstej Ulicy! Namierzaliśmy dla Tren de Agua transporty Szóstych w Arroyo i Rancho Coronado! Próbują przejąć rynek w Glen i Vista del Rey, a Ibarra i reszta nie chcą na to pozwolić. Valentinos oficjalnie przestrzegają rozejmu, ale chyba chcą wkręcić Tren jako proksa w nową wojnę gangów na południu Heywood. Fuentes dał nam zlecenie, mnie i Shivie, żeby czesać komunikację Szóstych, ale nie wiem czy to oni ją wysmażyli, normalnie nie bawią się w takie akcje, tylko odstrzeliwują człowieka pokazowo na środku ulicy. Ale Shiva robiła jeszcze jakieś interesy z Muammarem i dowiedziałem się, że miało coś wspólnego z Arasaką, ale nie znam szczegółów.
- Z jakim Muammarem, el Capitano? - zapytał Switch podnosząc nieznacznie poziom tlenu w mieszance SlimWire.
- A ilu znasz Muammarów? - wycharczał sieciarz - Słyszałem kiedyś od znajomego, że on był zawsze cięty na Arasakę po tym jak w 66’ wyszło, że truli na potęgę wody gruntowe w Santo Domingo. Już prędzej uwierzę, że on wciągnął w coś Shivę i oberwała czarnym LODem Arasaki. Na jej kompie mogą być dane pod to zlecenie, jeśli zdążyła coś ściągnąć. Chłopie, to wystarczy żebyś się ode mnie odpierdolił?
- Slim, naprawdę chcesz startować do Arasaki? - fikser wydął w zadumie wargi, spojrzał na brudne okno pokoju - To nie twoja liga, to cię przerasta na całe mile. Zauważą, że coś kombinujesz przy ich infrastrukturze i zrobią z ciebie wielorybi stek. Ale ciągle mi nie wytłumaczyłeś, co to ma wspólnego z gangerami od Gołębicy.
- Pojęcia nie mam, co to za jedni! - wyrzucił z siebie netrunner trzęsąc się na całym ciele - Nie wiem, skąd ich wytrzasnąłeś i co to za jedni…
Przez zaśmiecone i cuchnące mieszkanie przetoczył się dźwięk dzwonka, wygrywającego jakąś piskliwą orientalną melodię.
SlimWire odetchnął z ulgą, przymknął oczy przekręcając lekko głowę.
- Kurwa, wreszcie - stęknął - Już myślałem, że się nie doczekam.
Elektroniczny zamek zewnętrznych drzwi szczęknął głośno wieszcząc zdalne odblokowanie rygli.
- Zaraz sobie pogadamy, stary - netrunner spojrzał na Switcha i w jego mętnych oczach pojawił się błysk nieudawanej satysfakcji.
-
Żaba

Jedne drzwi trzasnęły za Brazil. Drugie za HiFim i Gundarsonem. Z głośników leciał jakiś nienachalny jazgot zapuszczony przez technika. Co kilka bitów Shawn spłukiwał go łykiem małpki. Miał ochotę dziś zabalować. Ale coś się nie kleiło. Ani na kwadracie. Ani w jego głowie. A przecież był to naprawdę kurwa dobry dzień. Kasa spływała na konto gęstym strumieniem. Skosił z wieżyczki fajnego kałacha. Browar był zimny jak należy, a z dołu już było słychać nocne życie H10. Ale nie. Coś gryzło go jak szew w świeżo rozpapranym łuku brwiowym. Miał ochotę podrapać się po szarej gąbce w czaszce, która wynajdywała tyle samo problemów w ile go pakowała. Zagłuszyć to badziewie w alko i jakimś odmóżdżaczu. Dingo ruszył z odsieczą.
- Fura… Dziś jechałem furką szefa. A tam jechałem… szoferowałem! I to nie strucel ze szrotu. Wykończenia w aluchromach i syntskóra… Chyba ma z kimś na pieńku, bo się do nas ktoś przyczepił na ogon. Ale chuj tam. Nie moja sprawa. Tak czy inaczej, jakby coś, gablota dobra rzecz. Łapka w górę ode mnie. Ale wiecie co? Kompletnie nie mam ochoty na planowania, handelki, dłubanie… To był w chuj długi dzień. Odpalę se Night Strike na kilka rundek a potem idę na dół. I tu i tu zapraszam! A teraz…Spośród zabranych z hackowni Shivy, Żaba zabrał też mały drobiazg. Roślinkę. Dość rachityczną, ale niewątpliwie dzielną skoro udawało jej się przeżyć w Night City. Uznał, że to aloes. Nie miał pojęcia jak wygląda aloes, ale akurat ta nazwa rośliny przyszła mu do głowy gdzie zapewne utknęła wcześniej na skutek jakiegoś teleturnieju. I była dobra jak każda inna. Ustawił ją już wcześniej we wspólnym holu wyciągając z gratów, które spieniężył HiFi i podlał wodą, a teraz dolał trochę browara i stuknął puchą w plastikową doniczkę i wzniósł do Macka i Dingo.
- Za nas! Za watahę!
I dopiwszy browara sięgnął po następnego.***
Powrót Brazil nie zaskoczył go. Netrunnerka fochała się szybko i szybko się odfochała. Lubił ją za to, bo nie było wielotygodniowych chryi. A Gundarson… no cóż. Bywał wkurwiający jak się nie miało ochoty na jego fanfaronadę. I tak mu się upiekło, bo hackerka przez chwilę wyglądała jakby chciała mu sprzedać lekcję capoeiry dla opornych. Niemniej jej tyradę skwitował Żaba zmęczonym westchnieniem. I banem. Bo wypadł z rundy. Zresztą nie było jak grać. Obserwowanie jak Artemida sobie nakłada make up miało w sobie przynależne wszystkim kobietom na świecie działanie hipnotyczne.
- Po kolei... Od Donga? Jakie... Aaa... Od nich mieliśmy namiar na garaż Shivy. I tyle. Ja z nimi interesów nie robię. To HiFi coś wymyślił. O Kretów i Brzytwiarzy też jego pytaj dziewczyno. Nakręcił się na jakiś antyk od nich jak szczerbaty na suchary. Ale oni go nie chcą mu opchnąć za spożywkę jak zawsze, a za gnaty. Ja mam ochotę go związać i zamknąć w pokoju aż mu ten lipny deal wyschnie. Ale to z waszym propsem, żeby nie było później, że się Żaba rządzi. Kałacha nie oddam na handel. Mójci on. A ten netrunnerski sprzęt - wzruszył ramionami - Ja się nie znam. Jak chcesz to to wywieziemy z powro...Urwał i przyjrzał się jej uważnie i nieco podejrzliwie, jakby nagle tknął go ochroniarski instynkt podpowiadający, że ktoś planuje coś głupiego na jego zmianie.
- A w ogóle to gdzie Ty się wybierasz dziewczyno? -

Raze Switch More
Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Szczęk rygla poniósł się po mieszkaniu jak wystrzał z kapiszona.
Switch uniósł brwi.
— O... — Zrobił krótką pauzę. — Zainwestowałeś w bezprzewodówkę?
Bardziej stwierdził niż spytał.
Slim patrzył na niego z tym samym paskudnym błyskiem w oczach.
Fixer westchnął cicho, jak ktoś, kto właśnie stracił resztkę cierpliwości do sytuacji.
— No popatrz… a ja myślałem, że zaczynamy się już dogadywać.
Podszedł spokojnie za sofę. Otworzył okno. Zawiasy jęknęły. Ciepłe, śmierdzące powietrze Vista del Rey wlało się do środka.
Switch wychylił się lekko.
Metalowe schody przeciwpożarowe. Kilka pięter w dół. Brudny zaułek. Wystarczająco.
Skinął głową sam do siebie i przymknął okno do połowy.
— No to zobaczmy, kogo tam wezwałeś.
Wrócił za sofę.
SlimWire nawet nie zdążył zapytać „co robisz”, kiedy fixer złapał pęk kabli biegnących z aparatury do jego ciała.
Z drugiej ręki wysunął się monoknife. Ostrze rozwinęło się z cichym, niemal eleganckim szelestem.
Switch przysunął je do przewodów.
Bardzo blisko.
— Posłuchaj mnie teraz uważnie, Slim — powiedział spokojnie.
Metalowe ostrze lekko dotknęło izolacji jednego z kabli.
— Jeśli to, co właśnie idzie po schodach, okaże się problemem…
Przesunął ostrze o milimetr.
— …to ja odetnę tlen, odetnę te wszystkie cudowne rzeczy zasilające twój organizm zanim oni zdążą zapytać czy mieszka tu jakiś cwaniak.
Pochylił się nad nim tak, żeby ich oczy znalazły się na jednej wysokości.
— I wtedy zobaczymy, kto szybciej się udusi. Ty… czy twoja odwaga.
Krótki uśmiech.
— Więc zróbmy tak, Slim.
Skinął głową w stronę drzwi.
— Odwołaj go. Wtedy dalej sobie będziemy słodko gawędzić
Ostrze monoknife'a lekko drgnęło przy kablach.
— Albo ucinamy tu rozmowę. Ja wyskakuję przez okno a ty zostajesz tu ze swoją aparaturą i bardzo krótkim zapasem tlenu i czego tam jeszcze...
Przechylił głowę patrząc mu w oczy.
— Zgadnij, kto z nas wtedy będzie miał gorszy wieczór?
-

Raze Switch More
Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
SlimWire przełknął z trudem ślinę, spróbował się przekręcić na trzeszczącej niemiłosiernie sofie krzyżując spojrzenie z fikserem.
— Tych ludzi nie da się tak spławić, Switch — wychrypiał próbując nie spoglądać na przyłożony do okablowania respiratora nóż Raze’a. — Oni nie odejdą, już prędzej wypierdolą drzwi z zawiasami. To Tren de Agua. Zabijesz mnie, to cię wytropią jak psa. Przyszli sprawdzić jak się mam, bo jestem dla nich ważny. Stań grzecznie z boku i merdaj ogonkiem to może ci się upiecze.
— Dobra, Slim — westchnął.
Switch złożył monoknife’a i puścił kable.
— Zróbmy tak. Za chwilę ktoś wejdzie i zobaczy dwóch starych kumpli, którzy piją piwo i gadają o interesach.
Rozerwał zgrzewkę i wyciągnął puszkę. Metal kliknął cicho w dusznym pokoju.
Rzucił ją Slimowi na brzuch.
— Więc będziesz się uśmiechał. Będziesz uprzejmy. I będziesz wyglądał na człowieka, który bardzo się cieszy z mojej wizyty.
Sam otworzył swoją puszkę. Syknęło.
Łyk.
— A jeśli nie… — zrobił krótką pauzę — …to zobaczymy, czy twoi koledzy zaufają twojej wersji wydarzeń bardziej niż temu, co usłyszą ode mnie.
Jeszcze jeden łyk piwa. Uśmiechnął się.
— Więc pomóż mi sprzedać tę scenę, Slim. Jeszcze będziemy najlepszymi kumplami.
-

Hartley "Mack" MackinawPodał grabę Leifowi. Atmosfera w mieszkadle wracała do normalności. Czyli do chaosu. I to funkcjonowało. Poczuj falę (nawet taką od wielorybów) i płyń. Zawsze jak widział Leifa to skądś do głowy napływał mu prehistoryczny kawałek (lajf is lajf, nanana nana).
Poczestował się piwem
*-W lodówce jest jeszcze kilka.*
Przysłuchiwał się rozmowom (Brazil zabarykadowała się w swoim pokoju), gdy omal nie zakrztusił się Monkeyem.
- Brzytwiarze?! Kręcisz z tymi wariatami?! Dobrze ci radzę, trzymaj się od nich z daleka. - Hajfi coraz bardziej go zaskakiwał, niestety na gorsze. Raz, nalot czakasów i dwa, interesy z brzytwiarzami.Czy to się nigdy nie skończy? To z pewnością nie był jego dzień. Jakoś piwo traciło smak.
- Żaba, czekaj, popykam z tobą. - kilka rundek odmóżdzającego Night Strike'a nie zaszkodzi. -
Mieszkanie w H10, noc 14.07.2077
Nieco sobie poskładała Torquemada wypadki dnia mijającego, siłą rzeczy brakowało jej kilku puzzli do układanki, te na pewno załatałyby impy, gdyby nie były zajęte syntezą pozyskanych informacji. Mogliby to zrobić również koledzy, a widać nie mieli ochoty, albo inne powody. Drążyć bardziej wydawało się jej niesmaczne i na swój sposób wulgarne, no i co innego zaprzątało jej głowę.
Odwróciła się znów do lustra, raz jeszcze sprawdzając urodę, pomachała nogami w rozkrok i kolanka do siebie, czy w razie awantury wygodnie będzie się jej wyginać. Wszystko grało tip-top, nawet będące skazą na image sneakersy okazały się niemożliwie wygodne, aż wstała i podskoczyła i wtem usadziło ją pytanie Shawna.
Brazil sama nie wiedziała gdzie się wybiera. Chciała po prostu ładnie wyglądać. Trochę nadzieję miała wbrew rozsądkowi, że dostanie zwrotkę od Reza, a jak już wyjdzie to na pewno zje coś odżywczego. Jak by przy tym wszystkim trafił się klub i taniec to lepiej. Wszystko to prysło kiedy Frog zadał pytanie, które uświadomiło jej, że klepie fantazje. Fantazja prysła, ale atencja jej osobą kompletnie wybiła ją z równowagi. Onieśmieliła nawet.
Jeszcze chwilę temu w entuzjazmie, a już przysiadła z powrotem na hokerze i skrzywiła usta wzrok wbijając w botki, tym bardziej zniesmaczona, że brzydkie. Uniosła ramionka chowając w nich szyję. W sercu ciepło, ale ciało sparaliżowało.
-Nie wiem, może w strika rundkę zrobię. ...ale jak by chciał ktoś się przewietrzyć, to może na hulajkę. - zagryzła wargę, ostrożna, by nic nikomu nie narzucać. - No właśnie chyba miałam się przejechać. Wrócę zanim skończycie strike-set.
Ale się nie ruszała. - Nie wyrzucajcie tej elektroniki, jak już przyjechała... - próbowała przełamać uczucia racjonalizmem - ...tylko to trzeba lepiej zabezpieczyć. Zajmę się tym jak będę miała czas. - przystawiła pazurek do nosa - W poniedziałek. Za miskę ryżu z warzywami.

-Wiecie gdzie jest Raze? - wypuściła ostentacyjnie powietrze - Robić mi tu miejsce na sofce grubasy, przydałaby się siłka nie piwska, zaraz wracam i poszukamy dziada.
-
HiFi 
Leif włożył mechaniczne oko do kartonu, wyciągnął z niego następny woreczek przesuwając palcami po ściankach neuralnego procesora i myśląc nad czymś intensywnie.
– Ashita, trzecia generacja, oryginalny - powiedział marszcząc czoło - Dobry sprzęt. HiFi, sam nie wiem. Zdarza mi się handlować chromem wyciąganym ze zwłok po wydaniu aktu zgonu, a przed kremacją. Czysta robota, bez ryzyka. To coś innego, to da się podciągnąć pod paragraf. Zacząłeś dorabiać u Kosiarzy?
W głosie medyka zabrzmiała żartobliwa nuta, ale jego wzrok pozostawał poważny.
– Czy ja cię kiedyś okłamałem, stary? - HiFi usiadł na łóżku Macka przekładając na bok leżące na nim kolorowe magazyny. - Trup od jakiegoś dnia, już zaczynał puchnąć. Tragiczny wypadek, miał pecha, bo wszedł prosto na strażniczą wieżyczkę. To nie ma nic wspólnego z tymi skurwysynami od Kosiarzy, no weź przestań tak pytać. Już się wokół ciała bezdomni kręcili, na ostatnią chwilę zdążyłem.
– Ale że tak sam to wszystko wyciąłeś? - Leif odłożył procesor i przesunął wzrokiem po reszcie wszczepów - Bez widocznych uszkodzeń, wszystko kompletne. To mnie zaskoczyłeś, stary. Gdzie chcesz to sprzedać?
– O tym chciałem pogadać - HiFi odebrał karton od medyka, położył go na własnych kolanach - Nie mam dobrych dojść, nie to, co ty. Myślałem o jakimś lombardzie albo salonie jakiegoś rippera w Kabuki. Tam i w Northside najłatwiej zbyć taki towar.
– W Northside nie dostaniesz dobrej ceny, większość ripperów pracuje tam z Maelstromem, a oni mają dojścia do czarnorynkowego chromu z Burkina Faso, który sami przerabiają i zalewają nim rynek. Już prędzej w Kabuki, ale to hermetyczna grupa, pilnują się przed policyjnymi prowokacjami. NCPD ciągnie z nich haracze za byle co. Najlepiej będzie to puścić przez Sieć, przez parę BBS-ów z towarem z drugiej ręki.
– Ile to będzie warte? W przybliżeniu?
– Wartość zależy od nakładu pracy, jaką w to włożysz - Gundarsson wyciągnął z kieszeni smarthinga, zaczął otwierać w nim kolejne karty przeglądarki - Jeśli chcesz mieć czyste ręce, najlepiej będzie sformatować banki pamięci wszczepów, usunąć ich historię. Mam do tego odpowiedni software. Dostaniesz lepszą cenę, jeśli zrobisz z tego chromu no name. Ale zacząłeś wyliczenia od złej strony. Jaki chcesz mi zaproponować procent?
– Hmm... miałem nadzieję, że będziesz w stanie załatwić na nie papiery na jakiegoś zmarłego... wiesz, wciągasz w system, że miał cyberoko mimo, że go nie miał... - HiFi zerknął pytająco.
– Takie manewry to grubsza sprawa, to jest fałszowanie danych medycznych, sam nie dam rady tego ogarnąć… wybacz stary, ale nie chcę się w to pakować zbyt głęboko. Mogę ci pomóc na tyle, na ile to dla mnie bezpieczne. Mogę pokasować blokady pamięci i je sformatować i dać ci dobre namiary na sieciówki, gdzie to pójdzie jak woda. Ale nic więcej, wybacz, stary.
– Szkoda... Ale... powiedz mi... ile czasu byś potrzebował na upłynnienie towaru?
– Wycenię to tak, że pójdzie w kilka godzin.
– Dobra. Zróbmy tak, że zgadamy się jutro rano, jak już wypoczniesz po imprezie. I wtedy dokończymy. Dla mnie to nowość i ja sam nie wiem, co mam ci zaproponować, żeby cię stary, nie obrazić.
Po skończonej rozmowie, wrócili obaj do wspólnego pomieszczenia i reszty domowników. -

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Weszli do środka, zanim netrunner zdążył Switchowi odpowiedzieć, szybkimi zdecydowanymi krokami ludzi, którzy nie bawili w tym miejscu po raz pierwszy. Dwaj mężczyźni o ponurych twarzach i niebezpiecznym wyglądzie, przeczesujący pełnymi niesmaku spojrzeniami brudny apartament. I jasnowłosa kobieta o twardych oczach, które na widok Switcha straciły swój naturalny wygląd i rozjarzyły się niebieską poświatą.
Byli uzbrojeni i wyglądali na ludzi, którzy gotowi byli z tej broni skorzystać przy byle pretekście. I wyglądało na to, że spodziewali się zastać gospodarza samego w domu.
- Zapomniałeś, że byłeś umówiony? - warknął niskim tonem młody facet z cyberręką - Czy chcesz nam kogoś przedstawić, Slim, tak bez uprzedzenia?
- Manuel, to tylko znajomy, wpadł na chwilę i właśnie miał wychodzić - złośliwa pewność siebie netrunnera wyparowała w jednej chwili z opasłego cielska zastąpiona nieudawanym zdenerwowaniem. Switch poczuł zimny dreszcz czując bijący od SlimWire lęk - To w niczym nam nie przeszkodzi.
- Jeszcze nie załapałeś? - odezwała się kobieta krzyżując ręce na piersiach. Nie odrywała wzroku od fiksera, a jej niebieskie cyberoczy zdawały się przeszywać Switcha na wylot - Wypierdalaj!
- Jasne, już mnie nie nie ma - fikser położył niedopite piwo na parapecie okna, przekroczył ponad pękiem przewodów nie odrywając wzroku od zamaskowanego mężczyzny trzymającego w rękach Ms251 - Ale jak się później okaże…
- Dokąd kurwa leziesz? - młody gość z pistoletem podniósł wyżej cybernetyczną rękę, zacisnął ją w pięść z jękiem hydraulicznych siłowników - Zapierdalaj na sofę, najpierw sobie pogadamy jak kumple wspólnego kumpla. A ty morda w kubeł, Slim.
- Ma Kiroshi, jedną gałę - ostrzegła emitująca niebieską poświatę oczu dziewczyna - Pistolet pod kurtką. I chyba nóż, nie jestem pewna pod tym kątem.
- Szczurek-agresorek? - młody ganger uderzył rękojeścią pistoletu w udo złowrogim gestem - Pistolet i nóż, pomału i grzecznie na stolik! A potem oko, zanim Rosita ci je wydłubie, ruchy!
Właściciel cyberręki wciąż postukiwał pistoletem w udo, ale gość z Ajaxem obrócił karabin w stronę Switcha celując prosto w środek jego klatki piersiowej.
- Przestałeś kurwa rozumieć po angielsku? - warknęła blondyna, zanim Raze zdążył wykonać jakikolwiek ruch, głosem wypełnionym ewidentną nadzieją na eskalację.
-
Żaba

Solo obrzucił Artemidę spojrzeniem zadedykowanym tym, którzy twierdzą, że mieli zapłacić za fajki, ale zapomnieli. Celowo chwilę dłużej niż by trzeba było. Brazil zawsze była od niego rozsądniejsza. Ale jak już świrowała to po całości. Wziął Smarthinga i sprawdził w aplikancji lokalkę fiksera.
- Ooo… Zdaje się, że jest w tym samym miejscu, w którym był gdy zlecał nam znalezienie Shivy. Trochę dziwne, bo jak jechaliśmy z Dingo na warsztat to był gdzie indziej. Kręci się jak smród po gaciach. Ale w sumie taką ma robotę.
Wzruszył ramionami, ale zobaczywszy tę smętną wtuloną między ramiona główkę, po chwili zastanowienia wybrał numer do Raze’a. I tak go wyciulali z seta i pokazywał mu się obserwowany Hartley.
- Jedziesz gnoja Mack!!! Masz boosterek na piętrze!
-

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Atmosfera w apartamencie zgęstniała tak mocno, że Switch gotów był pójść w zakład, że potnie ją nożem. Na jego twarzy wciąż gościł wyraz wystudiowanej obojętności, ale fikser był pewien kilku kwestii, które mroziły mu krew w żyłach.
SlimWire tylko jakimś cudem jeszcze nie zemdlał z przerażenia, paniczny strach wręcz bił od jego galaretowatego cielska, dźwięczał w jego spazmatycznym oddechu. Przed wejściem ludzi z Tren de Agua próbował grać rolę ważniaka, ale szybko stracił tę pozorowaną maskę.
Był śmiertelnie przerażony.
Mężczyzna z Ms251 tkwił w idealnym bezruchu, niczym marmurowy posąg. Potrzebował jednego delikatnego ruchu palca, aby serią pocisków wypchnąć dogorywającego Switcha za roztrzaskane ciężarem jego ciała okno.
Gość potrzebował jeszcze tylko słowa faceta z cyberręką, bo Switch już nie wątpił, że to ten facet właśnie decydował o losie każdego innego człowieka w apartamencie SlimWire.
I chyba już wiedział, kim ten facet był. Netrunner rzucił mu chwilę wcześniej podpowiedź, ale Raze potrzebował kilku sekund, aby poskładać elementy układanki. Manuel Fuentes, świeżo upieczony przywódca Tren de Agua, już wcześniej cieszący się ponurą reputacją bandyty nie liczącego się z ludzkim życiem, ale trzymany do pewnego czasu w ryzach przez swojego ojca.
Do pewnego dnia na początku tego miesiąca, kiedy Nicolas Fuentes stracił połowę czaszki od śrutowego pocisku wystrzelonego przez ochroniarza Militechu podczas napadu Tren de Agua na korporacyjny konwój na Badlandach.
Umarł król, niech żyje król.
Manuel Fuentes podniósł mechaniczną rękę otwierając usta, by coś powiedzieć, ale nie zdążył. Przerwał mu elektroniczny dzwonek płynący z kieszeni kurtki fiksera.
- Telefon na stolik, bez odbierania. I ten tablet czy co to tam kurwa jest! - sarknęła blondyna - Slim, jak rozjebiemy tego fiuta na twojej podłodze, będziesz miał kogoś do posprzątania?