Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
134 Posty 7 Uczestników 937 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian
    Obsługa Moderator
    napisał ostatnio edytowany przez
    #20

    text alternatywny

    Most Farrisa w drodze do City Center, wczesny wieczór 14.07.77

    Singh Gupta siedział w tyle za oparciem fotela Shawna, umiejętnie ukrywając się przed swoim odbiciem we wstecznym lusterku kierowcy. Frog niezbyt się tym przejął, bo właściciel Żabki zawsze chował oczy za szkłami przeciwsłonecznych okularów i zawsze nosił na swojej gębie ten sam beznamiętny wyraz twarzy, który mimo pozornej obojętności wręcz emanował aurą pogardy wobec wszystkich ludzi oprócz jego wąskiego grona krewniaków i kontrahentów.

    Ravi Gupta usiadł obok swojego zamożnego wuja studiując jakieś dane wyświetlane na ekranie trzymanego w dłoni tableta. Jego oczy odrywały się co kilkanaście sekund od urządzenia wędrując za przednie i boczne okna Archera jakby wredny gnojek co rusz sprawdzał kompetencje Shawna i jego orientację w terenie.

    Frog poprowadził stary, ale zadbany wóz Gupty przez Buran Street, obok megabloku 10 i zamkniętej kilka miesięcy temu z powodu cięcia kosztów komendy NCPD w Little China. W nieskazitelnie czystym wnętrzu Archera unosił się dziwny zapach, będący mieszaniną woni kadzidła, orientalnej wody do golenia i hinduskiego żarcia, intensywny, ale bynajmniej nie uciążliwy. Silnik pracował równą nutą, a jego obroty skakały posłusznie pod nogą Camary.

    Uspokojony stanem obcego mu pojazdu, Shawn zaczął dyskretnie wypatrywać obecności uporczywego intruza. W ulicznym tłoku Little China, z ludźmi łażącymi pomiędzy wlekącymi się w korkach samochodami, Columbus jakoś zdołał się Frogowi ukryć, ale na moście Farrisa Camara dostrzegł go w końcu pięć wozów w tyle i na sąsiednim pasie, niemal idealnie ukrytego za naczepą sześciokołowej chłodziarki. Zerkając w tylne lusterko przybliżył maksymalnie obraz rejestrowany przez swoje Kiroshi wykonując przy okazji kilka zdjęć.

    Tak, miał w tej kwestii stuprocentową pewność. Grafitowy Villefort Columbus stojący od kilku dni wieczorową porą opodal sklepu Shawna.

    - Proszę pana, czy jedzie z nami dodatkowa ochrona? - zapytał poprawiając się w fotelu i spoglądając w tylne lusterko w poszukiwaniu oczu Raviego Gupty - Ktoś nas ubezpiecza?

    Wyrwany z lektury zawartości tableta asystent wyjrzał odruchowo za szybę mierząc wzrokiem monumentalną ścianę City Center wznoszącą się na przeciwnym brzegu kanału.

    - O co chodzi? - zapytał, kiedy dotarł do niego sens usłyszanego pytania, obracając się jednocześnie na siedzeniu i wyglądając przez tylną szybę za Archera. Singh Gupta wciąż pozostawał ukryty za oparciem fotela Camary, ale Shaw wyczuł jego zaskoczone poruszenie.

    - Grafitowy furgon, Villefort Columbus, mocno przechodzony - wyjaśnił ochroniarz - Jedzie za nami od sklepu, bardzo dyskretnie, daleko z tyłu, ale cały czas w polu widzenia.

    Singh Gupta zaczął coś mówić podniesionym głosem do swojego krewniaka, ewidentnie go rugając. Poczerwieniały Ravi pokiwał w odpowiedzi gorączkowo głową, a jego brązowe oczy mignęły na moment rubinową poświatą.

    - Skąd wiesz, że nas śledzi? - zapytał asystent oglądając się znowu do tyłu - Może przypadkiem jedzie w tę samą stronę?

    - Objechałem dziesiątkę z niewłaściwej strony, od placu Wilsona - odparł ze stoickim spokojem Shawn - Gdyby to był przypadek, pojechałby drugą stroną, miałby krótszy dystans do mostu. Nadłożył drogi jak ja, bo uwiesił się naszego zderzaka.

    Camara urwał na chwilę, bo furgon zniknął mu wśród pojazdów zmieniających pasy w kierunku zjazdu na bulwar. Ale nie, sekundę później włączone w trybie ciągłego nagrywania Kiroshi dostrzegło wystający zza innego pojazdu bok Columbusa.

    - Życzy pan sobie z nimi porozmawiać? - spytał spoglądając w ciemną czeluść ulicy Farrisa biegnącą na wprost przez kompleks pierwszych wieżowców City Center - Jak zjadę w Union, mogę od razu skręcić w pierwszy dojazd do bulwaru, tam jest mnóstwo miejsca, żeby się zatrzymać. Albo mogę ich zgubić, jeśli pan sobie życzy.

    Obaj Hindusi wdali się w krótką dyskusję, w której pan Singh pokrzykiwał, a Ravi niemalże skamlał pieszcząc słuch Shawna piskliwym tonem rozpaczliwych odpowiedzi.

    - Jedź prosto pod podany adres - oznajmił w końcu asystent - Jeśli masz rację, w centrum roi się od policji, tam nikt się nie odważy niczego zrobić. Zawieź nas na róg Union i Alexander Street, tam dostaniesz następne instrukcje.

    - Tak jest, proszę pana - odpowiedział uprzejmym głosem Frog, prawą rękę zdejmując z kierownicy i dyskretnie odpinając pasek noszonej na biodrze kabury. Obudzona dotykiem palca broń połączyła się z transmiterem oka, wyświetliła ikonę gotowości w rogu HUDa.

    Shawn Camara był przezornym człowiekiem, a przezorność codziennie ratowała w Night City czyjeś życie.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • KetharianK Niedostępny
      KetharianK Niedostępny
      Ketharian
      Obsługa Moderator
      napisał ostatnio edytowany przez
      #21

      Zaplecze magazynowe All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

      Leon jak zwykle próbował grać chojraka, ale HiFi zauważył, że jego niespokojne ostrzeżenia nieco kompana poruszyły. Mamrocząc coś pod nosem Avrille zaszczękał kontrolnie zamkiem swojego polakierowanego na czerwono Lexingtona, a potem podciągnął rękaw kurtki odsłaniając lewe przedramię i wszyty w jego skórę panel sterujący biomonitorem. HiFi zapatrzył się na chwilę na stare blizny po samookaleczeniach znaczące ręce Leona - poruszające się niczym żywe istoty, kiedy Avrille wykręcił lewy nadgarstek napinając mięśnie i ustawiając biomonitor w pozycji umożliwiającej sprawne programowanie urządzenia dotykiem jednego palca.

      HiFi wiedział, że Leon nosi pod skórą wtrysk syntetycznej adrenaliny, wszyty pod jedną z pach i podpięty bezprzewodowo do biomonitora, gotowy do uruchomienia w chwili krytycznej potrzeby. Wiedział o jego istnieniu od dnia, w którym poprzedni zasobnik pękł bez ostrzeżenia w kantynie zakładu wywołując u Leona katastrofalny skok ciśnienia tętniczego i migotanie przedsionków serca, czego gość omal nie przypłacił życiem.

      Dwa lata spłacał rachunek z Trauma Team śpiąc w miasteczku namiotowym na placu Wilsona i żywiąc się przeterminowaną sojową pastą wyciąganą z automatów All Foods do utylizacji, ale kiedy już stanął na nogi, wymienił tani zawodny wszczep z Pacific Rim na dużo lepszego odpowiednika ze stajni Biodyne.

      Jego uzależnienie od adrenaliny było zbyt silne, by zrezygnował z osobistego dopalacza nawet po doświadczeniu klinicznej śmierci.

      - Nie przesadzaj, stary, bo się zaczynam bać - rzucił pozornie rozluźnionym tonem - Krety śmierdzą, ale jeszcze nigdy mnie na niczym nie wyruchali. Towar jest zawsze na czas, a jak sprzedają przedwojenne rupiecie, wszystko sprawdzają miernikami Geigera, żeby było czyste. Musisz ich szanować, wtedy wszystko idzie gładko.

      HiFi nic nie odpowiedział, okrążył w zamian kilka razy dla uspokojenia zardzewiałą starą beczkę po kakaowym nadzieniu do proteinowych tubek Orgiastica, teraz pełną po brzegi cuchnącej chemikaliami deszczówki. Gdzieś za murem posesji rozległ się nierówny warkot spalinowego silnika, który po chwili zgasł zastąpiony trzaskiem drzwi. Technik obejrzał się niespokojnie w tamtym kierunku, ale prawie trzymetrowa żelbetonowa zapora nie ziała nigdzie żadną dziurą, przez którą jacyś intruzi mogliby przeleźć z sąsiedniej ulicy na teren magazynów.

      Chyba, że mieli drabinę. Albo linki z hakami. Albo teleskopowe nogi z podrasowanym mechanizmem skocznym. Potok niespokojnym myśli ponownie zalał umysł młodzieńca ciągiem obrazów, w których świry z Maelstromu walczyły o lepsze z Kosiarzami i Brzytwami Dnia Ostatniego.

      A potem przestworza nad Northside wypełnił przeciągły grzmot, początkowo ledwie słyszalny, ale potężniejący z każdą sekundą, w pewnej chwili zdolny przytłumić na chwilę nawet niekończący się nigdy hałas metropolii. HiFi i Leon podnieśli głowy spoglądając w stronę zachodu, w kierunku odległych o wiele przecznic brudnych wód zatoki Del Coronado.

      Obły kształt wznosił się ku niebu na płomienistym ogonie i wielkiej wstędze gęstego dymu, walcząc zaciekle z ziemską grawitacją w drodze ku orbicie planety. Huk wahadłowca osiągnął na ułamek chwili apogeum, po czym zaczął cichnąć, lecz płomienisty spektakl trwał jeszcze przez kilka minut wykreślając na niebie trajektorię lotu rakiety.

      Wysłannik Samuela stanął w drzwiach magazynu, lecz tym razem nie był sam. Towarzyszyła mu niemłoda kobieta, równie bladoskóra i zaniedbana, co pierwszy obdartus. I równie mało przyjazna, kiedy spojrzało jej się w oczy.

      Oboje trzymali w rękach jakieś pudła, które postawili z kwaśnymi minami na pobliskiej pryzmie przegniłych palet.

      - Tu macie próbki do obejrzenia, ale niczego jeszcze nie zabieracie - oznajmiła chrapliwym głosem kobieta, ukazując zatrwożonym oczom HiFi niemal kompletnie bezzębne dziąsła. Technik oderwał od niej spłoszony wzrok, w duchu modląc się o to, aby kąpany w gorącej wodzie Leon pamiętał o szacunku do Kretów i nie palnął przypadkiem pod adresem Krecicy jakiegoś rubasznego żartu o seksie oralnym.

      Starając się ukryć zdenerwowanie otworzył większe z pudeł i wciągnął głęboki oddech, w jednej chwili zapominając o mrożącym krew w żyłach wyobrażeniu Krecicy gmerającej lubieżnie przy jego rozporku.

      - To jest… wzmacniacz lampowy McIntosha? - roziskrzony wzrok HiFi padł na zawartość pudła - MC 275, szósta generacja? Ale tutaj nie ma połowy elementów! Jest w połowie wybebeszony! To jest kurwa świętokradztwo!

      - Mamy wszystkie części, nie drzyj japy - powiedział oberwaniec - Zawsze coś wyciągamy z próbki, żeby nam ktoś nie zajebał z zaskoczenia wartościowego towaru. Już takich paru było, ale zapomnieli, że w każdym domu jest piwnica, a do każdej piwnicy da się dostać od spodu. Ale Samuel mówi, lepiej zapobiegać niż później ćwiartować. Dostaniesz tego MacIntosha i jeszcze jako premię to.

      Kobieta otworzyła swoje pudło ukazując oczom HiFi kilka etui z winylowymi płytami. Każde z nich zdobiła bez wątpienia ta sama męska twarz, podstarzała i mocno sterana życiem, różniąca się jednak w kilku przypadkach ważnymi detalami. Na jednej okładce artysta był biały, na innej miał orientalnie skośne oczy, na jeszcze innej ciemną karnację i negroidalne rysy twarzy - jakby projektanci okładek dopasowywali jego wygląd na potrzeby rynku docelowego.

      - To bardzo znany europejski muzyk sprzed pół wieku, jego płyty to prawdziwy biały kruk - oznajmiła kobieta - Niejeden by zabił za to pudełko.

      - Samuel kazał przekazać, że chce za ten wzmacniacz dziesięć strzelb i dziesięć paczek amunicji i pięć smartgogli z termowizją - dodał towarzysz Krecicy dłubiąc przy tym ostentacyjnie w nosie.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • NanatarN Niedostępny
        NanatarN Niedostępny
        Nanatar
        napisał ostatnio edytowany przez
        #22

        text alternatywny

        Sklep „Esoterica” w Little China, wczesny wieczór 14.07.77

        Brazil przytrzymała dłonie Misty zmieniając pozycję na stołku i przechylając się w jej stronę.

        - Jeśli mamy porozmawiać na poważnie, potrzeba mi trochę więcej dyskrecji - powiedziała ściszonym głosem - Magistrat nie jest aż tak wielkim problemem, jeśli gadamy o karcie tymczasowego pobytu, ale są jeszcze właściciele tej laski. Tygersi trzęsą tym miastem i nie będą zadowoleni jak im się urwie sztuka z inwentarza, nawet tylko jedna. Jak długo ci kolesie jeszcze będą medytować?

        Misty zerknęła w kierunku leżących w fotelach klientów, skontrolowała wyświetlacze liczników nad ich głowami.

        - Wyjdą za kwadrans, wtedy zamknę sklep - zaproponowała - Chcesz coś zjeść? Mam pudełko tofu w mikrofalówce, zjemy razem.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • WilczyW Niedostępny
          WilczyW Niedostępny
          Wilczy
          napisał ostatnio edytowany przez
          #23

          Warsztat samochodowy, wczesny wieczór 14.07.77

          Dingo zalała fala emocji, którą trudno mu było opanować. Nie wiedział co zrobić z rękami, więc skrzyżował je pod pachami i zaczął nerwowo bujać się z nogi na nogę, słuchając słów Isaaca. Dopiero docierało do niego ich znaczenie. Liz była od roku w miejskiej dżungli Night City. Sama, jeśli nie liczyć Cassy i najpewniej bezimiennego tłumu anonimowych znajomych. W tym mieście trudno być samotny wilkiem, ale za to z łatwością przychodzi samotność w tłumie - wiedział o tym aż za dobrze.

          Po rozczarowaniu, że nie dała mu znać, przyszedł gniew. Na Isaaca i na "rodzinę" w karawanie. Ładna to rodzina, która z jednej strony jest razem przeciw światu, a z drugiej wystarczy zrobić coś, co chociaż trochę odstaje od ich wizji i...

          Houston pokręcił głową. Nie czas teraz na rozważania, które - ostatecznie, jak zwykle - doprowadzą go do poczucia winy i zastanawiania się, czy pozostając w karawanie, razem z Liz, życie nie potoczyłoby się inaczej, lepiej.

          - Masz jaja, Isaac - powiedział z przekąsem Dawn - Nie wiem gdzie ona jest. Cholera, pięć minut temu nie wiedziałem, że jest w mieście. I w ogóle co to za jedna, ta Elliot? Chyba nie jest od was... - dodał mając na myśli rodzinę Connorów.

          Zaczął chodzić po warsztacie, wpychając ręce do kieszeni spodni i rzucając niespokojnym wzrokiem to na Isaaca, to na jego towarzysza.

          - Mój instynkt mówi mi... - podjął, patrząc pod nogi - ... że chcesz mojej pomocy w odnalezieniu jej. Zakładam, że numer, z którego przychodziły wiadomości nie odpowiada. A skoro przyszedłeś do mnie teraz... to pewnie wykorzystałeś już inne opcje? Nie winię cię, sam pewnie też nie chciałbym ze sobą gadać na twoim miejscu

          Dingo wzruszył ramionami, przystając w miejscu i w końcu spoglądając na Connora.

          - Poszukam jej - powiedział po prostu - Choćby dlatego, że takie lakoniczne wiadomości, takie... palenie za sobą mostów... to do niej niepodobne.

          Nie dodał, że to mogło oznaczać, że dziewczynie coś się stało. Nie musiał. W końcu byli w NC. Liz potrafiła sobie radzić, ale w mieście były dużo grubsze ryby niż nomadzkie płotki. A skoro o nomadach mowa...

          - Kim jest twój kumpel? - powiedział do Isaaca, wskazując brodą na drugiego człowieka, tego który wymachiwał wcześniej bronią, po czym zwrócił się do niego - Jesteś Wężem?

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • GladinG Niedostępny
            GladinG Niedostępny
            Gladin
            napisał ostatnio edytowany przez Gladin
            #24
            Awatar HiFi Zaplecze magazynowe All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

            HiFi otrzeźwiał w jednej chwili z radości, gdy Krety podały swoje oczekiwania finansowe.

            - Samuel nie uszkodził sobie czegoś jeszcze, niż tylko nogi? - żachnął się. - 10 strzelb z amunicją, to będzie pięć patyków! Do tego półtora za gogle! To razem... sześć i pół kafla!

            - No i kurwa, wyciągnęliście coś... a ja potem będę musiał sprawdzać, czy jest dobrze złożone. Jak dacie źle lut, to przepływy pójdą w pizdu i sprzęt nie będzie trzymał parametrów! A jak szóstą generację robili to już nie było to tak idiotoodporne! Na trzeciej, ho! To można było sobie lutować... ja pierdolę - poskrobał się po głowie.

            - I za ile ja to pchnę dalej? Sześć? Sześć i pół? Po kosztach? A kasę na sprzęt muszę skombinować, bo w kieszeni takiej kurwa nie noszę! Co w tym dla nas za biznes!?

            - Dobra... - ochłonął nieco. - Dajcie mi tego wybebeszonego Macintosha jako zaliczkę. Bez brakujących części to i tak jest złom. Muszę mieć co pokazać klientom, że coś mam, żeby jakiś kredyt mi dali, nie? - tłumaczył.

            - Potrzebuję tygodnia na zorganizowanie... - zaczął głośno myśleć, chodząc w kółko.

            - Osiem strzelb, amunicja i bez smartgogli - przeszedł do negocjacji, zerkając na Leona, by ten udzielił wsparcia.

            Nie był w te klocki dobry, ale na tyle długo już żył na tym świecie, że wiedział, że trzeba zacząć od tego, że gardło-sobie-podrzynam. Nie mówił tym łazęgom, że pewnie uda się za to wyciągnąć 10 klocków. Nie po to przez lata budował sobie na dzielni renomę najlepszego speca od retro sprzętu audio, żeby teraz na tym nie zarabiać. Nie miał pojęcia, skąd weźmie kasę na broń i gogle (bo liczył się z tym, że jednak te gogle trzeba będzie dorzucić). Jeżeli Krętacze mają resztę oryginalnych części... powinno dać radę. Kurwa.

            Nawet nie musiał specjalnie udawać, że jest oburzony ich żądaniami. Pytanie „skąd tu wziąć taką kasę?” musiało malować się żałością i bólem egzystencjalnym na jego twarzy tak, jakby właśnie dostał zatwardzenia.

            Wiedział, że potrzebują tej broni na już. Że są przyparci do muru. Że nie mogą czekać tygodnia. Wiedział to i planował wykorzystać to w całości. Nie znajdą w tak krótkim czasie innego kupca, a jeżeli znajdą, to nie da im nawet połowy tego, co wytargują u niego. Oni to też wiedzieli. Dlatego zaczęli z wysokiej półki. Musieli tak zacząć, żeby było z czego schodzić. Zobaczymy, jak bardzo im zależy...


            Sesja Karak Varn

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • NanatarN Niedostępny
              NanatarN Niedostępny
              Nanatar
              napisał ostatnio edytowany przez
              #25

              Sklep „Esoterica” w Little China, wczesny wieczór 14.07.77

              Zjemy razem zabrzmiało jak głos boga, wystarczyłoby samo zjemy, żeby Brazil zamachała uszami jak zwierzątko. Mogła próbować nie okazywać entuzjazmu, ale marna by to była gra. Lepiej było zgrywać głupią. - Tofu, uwielbiam tofu - zaklaskała jak foczka. W gruncie rzeczy nie przepadała za tofu, które nie miało swojego smaku i żerowało na smakach obcych. Tofu żerowało i żerowała Brazil, kradła, podjadała kolegom, fałszowała kupony do Żabki i Pixie. Tego dnia jadła tylko śniadanie, które zostało po jej chłopakach, tak, że Tofu wydawało się ucztą. Jeszcze kilka tygodni zaciskania pasa i zrobiłaby włam do magistratu za rollera z fasolą.

              Ruszając z miejsca za Misty obejrzała się w lustrze, czy bardzo jej cycki i pupa opadły przez tę głodówkę. Switch musiał zauważyć, westchnęła, jak nie zauważył to go rzuci, uznała. Brazil nie była typem, który potrzebuje głodówek żeby trzymać talię i płaski brzuch, wręcz przeciwnie, nadaktywna, impulsywna, wiecznie w ruchu mogła i lubiła jeść, miała wtedy trochę większe puchy na buzi, a siedzenie i piersi wyglądały na odżywione i zdrowe. Tak się jednak stało, że dwa miesiące temu znalazła doskonałą biżuterię powystawową i teraz ją odpokutowywała. Brazil była spłukana do dna, kompletnie bez kasy. Została jej dycha i pięć kuponów do Żabki. Nie zamierzała ich trwonić mając w zasięgu tofu.

              - Z sosem sojowym, ja pierdolę znakomite. - mówiła z pełnymi ustami.

              Kiedy tylko zaspokoiła pierwszy głód, a przy skurczonym żołądku i apetycie Artemidy stało się to prędko, znów wróciły atawizmy paranoi i przezorności, uwagi skupionej na potencjalnym zagrożeniu. Z delikatnością, ale i konsekwencją unikała kontaktu dotykowego z Olszewską.

              Głód odszedł jak wujek z nowotowrem, a hakerka wróciła myślami do zlecenia. Choć jej było niecierpliwie nie puściła pary z buzi nim klienci nie wyszli, a elektroniczny zamek nie zatrzasną drzwi trzema grubymi sztabami metalu. Wtedy jeszcze chwilę przeszukała pomieszczenie dezaktywując wszystkie systemy elektronicznego zapisu.

              Skinęła na Misty i podeszła do jednego z terminali, siadła przy nim okrakiem, na pufce przed sobą ułożyła deck i przygotowała pierzastego węża do lotu.

              - Kochana - zaczęła z siostrzaną troską - nie chcę nawet podejrzewać dlaczego ona i jak chcesz ją wywieźć. I nie waż mi się mówić gdzie. Jeśli sprawa ma się udać musisz w szybkim czasie po zamianie danych wyrobić jej ID. Pozostaje sprawa chipa, sprawdzę to dla ciebie. Jego dezaktywacja może od razu uruchomić alarm. Na początek sprawdzimy sobie Tygersów i ten klub. - zagryzła mocno dolną wargę, jak zawsze kiedy denerwowała się, a starała zachować profesjonalizm - Dobra: Jaka masz wiedzę na temat tego co jest zapisywane na ID w bazie. Przecież tam muszą być daty wciągnięcia do systemu, jakieś dane o szkołach, kursach, zatrudnieniu, zasiłkach, wszczepach. To wszystko trzeba wiarygodnie uzupełnić. Będę też zapewne potrzebowała danych bimetrycznych tej kobiety. Listę dostarczę wkrótce. - Odpaliła deck, chciwe niewidzialne macki Pierzastego Węża poczęły przejmować systemy jednego z terminali. - Najważniejsze: Ile twoim zdaniem mamy czasu? Bo nie wejdę do magistratu bez przygotowania.


              Hakerka podpięła elektrody i po cichutku powędrowała przez orientalny bar do miejscowej Żabki, Brazil wtopiła się w kod naśladując jego strukturę. Żabki miały i tak otwarte terminale, nikt nie zwróci uwagi na większy przesył danych. Hakerka z szybkością mięsa sortowanego protezą przeszukiwała nie tylko oficjalne doniesienia, ale wszystko co było dostępne na wiszących w kosmosie dyskach o Tygersach i ich powiązaniach z Jotaro Shobo i jego klubach w Kabuki. Zaraz potem, wyczuwając dobra formę i słabe zabezpieczenia lokali, które same wolały być transparentne, Brazil przełączyła się na konkurencyjne do Żabki Pixie, gdzie łącze było szybsze, wolno było palić, a w porcji było więcej opakowania niż żarcia. Stąd sprawdziła jak powinny wyglądać dokumenty, jakie są procedury, jaka dokładność, jakie terminy. Była tam, a jej nie było.

              Kiedy odpinała nonotrody, zauważyła, że Misty masuje jej kark. To było zdecydowane przekroczenie granic, które sobie Brazil postawiła, ale tak dobre i potrzebne, że pozwoliła trwać chwili. Misty ją nakarmiła i rozluźniała stres, brakowało tylko, żeby jeszcze wycałowała jej cipkę. Nadmiar dobrobytu niebezpieczny, obudził zwierzątko, czujne, podejrzliwe.

              - Dzięki. Zrobię rozeznanie i wpadnę za dwa dni. Wyłącz na czas mojej wizyty zapis z kamer, albo sama to wytnę. Potrzebuję jeszcze zaliczki, może będę musiała kupić robaka, sama tak szybko nie napiszę, opłacić pisarzy kartotek i takie tam. Nie wiem ile to dla ciebie warte, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz. Nie chciałabym stracić przyjaciółki. No i rozumiem, że Jackie wie o sprawie. Bo zamierzam wciągnąć w to Raze. - zmrużyła oczka

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian
                Obsługa Moderator
                napisał ostatnio edytowany przez
                #26

                text alternatywny

                Holly Street w Japantown, wczesny wieczór 14.07.77

                SlimWire mieszkał w Heywood, w jednym z niezliczonych zaniedbanych apartamentowców starej daty na obszarze Vista del Rey, na terytorium latynoskich gangów, wśród których prym wiedli zwykle Valentinos albo wojujący z nimi członkowie Tren de Agua; i gdzie młodzi ludzie bez życiowych perspektyw nie chcący wiązać się z gangami stawali zbyt często pod ścianą nie mając żadnego pomysłu na sensowną alternatywę. Blokowiska wibrujące gorącymi rytmami latynoskiej muzyki, ogrodzone wysoką siatką boiska do koszykówki, bary z taco i tapasami, taneczne kluby pełne pięknych dziewcząt z pozłacaną cybernetyką i młodzieńców w barwnych tatuażach, samoobsługowe pralnie, należące do gangów lombardy, szemrane myjnie i warsztaty samochodowe, gdzie paserzy rozkręcali kradzione wozy na części, a miłośnicy nielegalnych ulicznych wyścigów podrasowywali swoje maszyny w cieniu rzucanym przez przebiegające wysoko w górę betonowe pasy metropolitalnych obwodnic.

                Podobnie jak Watson, Heywood było dystryktem pełnym kontrastów. Sąsiadujące z City Center Glen współdzieliło splendor i blask Śródmieścia, Wellsprings korzystało z turystycznej renomy Japantown, ale pozostawała jeszcze Vista del Rey, najbardziej podupadła dzielnica centralnego Night City, gdzie bezprawie królowało na ulicach nawet w środku dnia, a wrogo do siebie nastawieni Valentinos i Tren de Agua łączyli okazjonalnie siły przeciwko panującym nad kwartałami Santo Domingo Żołnierzom Szóstej Ulicy.

                Switch poznał SlimWire ponad rok temu, za pośrednictwem klubu netrunnerów na Rondzie Kabuki, do którego zaglądała czasami Brazil. Niepełnosprawny weteran Wojny Unifikacyjnej służył w trakcie walk w Kalifornii jako operator zastępczy pilotów panzerów NUSA, będąc odpowiedzialnym za neurosprzęg przejmujący pod jego kontrolę umysły kontuzjowanych lub umierających pilotów. Koszmarne doświadczenia kampanii trwale tego człowieka naznaczyły, a życie w cywilu przepełniło czarę jego goryczy. Kiedy Switch i SlimWire spotkali się po raz pierwszy, netrunner już praktycznie nie chodził, przykuty swoimi blisko trzystoma kilogramami masy albo do rozwalonej sofy albo wypełnionej lodem wanny służącej za amatorski system chłodzenia ciała, kiedy umysł sieciarza przenosił się do cyberprzestrzeni.

                Niepełnosprawny fizycznie, SlimWire wciąż jeszcze potrafił sprawnie operować w Sieci, specjalizując się przede wszystkim w oszustwach związanych z metropolitalnymi programami socjalnymi.

                - Mam dla ciebie robotę - powiedział fikser opierając się plecami o ścianę budynku i z przyzwyczajenia obserwując podejrzliwym wzrokiem strumień mijających go przechodniów.

                - Czego chcesz? - w głośniku zaburzał obrażony głos SlimWire - Obiecałeś miesiąc temu wpaść i nasmarować mi dupę maścią na odleżyny i ci się pewnie zapomniało, co?

                - Nie stękaj, widziałem tę lalunię, która do ciebie przychodzi do opieki - prychnął w odpowiedzi fikser próbując ukryć w swoim głosie dźwięk wciąż niesłabnącego wzburzenia po ujrzeniu Keiry - Gdyby nie Brazil, sam bym ją błagał, żeby mnie smarowała po dupie i nie tylko po niej.

                - Już nie przychodzi - odwarknął SlimWire - Ma nowego chłopaka. Skurwysyn przyniósł mi jej wypowiedzenie. Powiedział, że jego laska nie będzie macała takiego spasionego wieprza, bo jego to brzydzi. A potem przystawił mi gnata do łba i zagroził, że jak spróbuję do niej zadzwonić, będę pierwszym wielorybem w historii odstrzelonym w Heywood.

                - Współczuję, ale mam ważną sprawę - Switch zmienił ton z udawanej beztroski na autentyczną nerwowość - Potrzebuję przysługi. Jestem w Japantown, na Holly Street. Dwie minuty temu minął mnie samochód, który wjechał do centrum biznesowego. Czarny Chevillion 720 Emperor, a w nim dwoje pasażerów. Zgubiłem ich na połowie Cartier Street, ale na pewno jechali do miejsca w granicach kwartału. Potrzebuję kogoś, kto odtworzy ich trasę po nagraniach z lokalnego monitoringu, muszę wiedzieć, dokąd jechali. Wiem, że to potrafisz, stary.

                W eterze zapanowała pełna namysłu cisza przerywana dźwiękami ciężkiego świszczącego oddechu. Switch chłonął uchem te odgłosy spoglądając jednocześnie na przejeżdżające ulicą samochody, z trudem walcząc z targającą nim niecierpliwością.

                - To się da zrobić - powiedział w końcu SlimWire - Ale nie myślisz chyba, że będę napierdalał samemu na inwalidzkim wózku po połowie Japantown? Będziesz musiał użyczyć mi smarthinga, żeby łapać jego bezprzewodówką sygnały sieci sklepowych, spróbuję się do nich włamać i sprawdzić kamery. Nie będziemy się rozdrabniać, na początek po jednym punkcie od skrzyżowania do skrzyżowania, żeby wiedzieć, czy do niego dojechali i gdzie skręcili. Jeśli nie będzie ich na jakimś skrzyżowaniu, zaczniemy się cofać numerami domów. Tak, to jest wykonalne, ale będziesz musiał zdrowo ponapierdalać po dzielnicy. Ale Switch, to nie będzie za darmo, jestem grubo pod kreską, będę potrzebował przysługi w zamian.

                - Jeśli potrzeba ci blokerów albo stymulantów, załatwię bez problemu - zapewnił Raze - Mam cały czas dojścia do MedCenter. Co mam załatwić?

                - Mam inny problem, Switch - odpowiedział netrunner - Jest taka dziewczyna w dziesiątce, moja znajoma, nazywa się Shiva Lacroix. Sieciarka jak ja, ale jeszcze szczyl. Od trzech dni czekam, aż mi coś wyśle, co jest mi kurewsko potrzebne.

                - Wystawiła cię?

                - Niemożliwe, nie ona - zaprzeczył SlimWire - Jest dla mnie jak siostra. Ambitna, ale lojalna m. Cały czas byliśmy w kontakcie, do środy. Dzisiaj jest sobota, a ona nie odpowiada na połączenia ani wiadomości. Coś się musiało stać. Chcę, żebyś ją sprawdził.

                Fikser zatrzymał spojrzenie na reklamowej tablicy All Foods, przyciągającej wzrok widokiem nienaturalnie pięknej kobiety oblizującej sugestywnie swoje usta po degustacji nowego smaku pasty proteinowej Orgiastic.

                - Mam ją znaleźć i dopilnować, żeby się z tobą skontaktowała? - upewnił się myśląc jednocześnie przez cały czas o pasażerach czarnego Emperora - Czy mam ją dowieźć?

                - Wystarczy, że ją znajdziesz i przypilnujesz, żeby do mnie zadzwoniła - odpowiedział netrunner - Potrzebuję od niej czegoś, ale i się martwię. Coś musiało się stać. Dziesiąty blok, mieszkanie 877. Znajdź ją, a ja znajdę twojego Chevilliona. Zgadzasz się? Tylko stary, bądź ostrożny. Nie jesteś pierwszym, którego poprosiłem o pomoc. Wczoraj skoczył do niej chłopak z sąsiedztwa, taki obrotny młody łepek, który mi czasami pomagał z różnymi sprawami. Pojechał do dziesiątki i już nie wrócił, a telefon ma wyłączony, bo próbowałem go namierzyć po sygnale.

                - Na kiedy potrzebujesz tę laskę? - Switch przeszedł przez taras widokowy kawiarni, wyjrzał za jego poręcz sprawdzając, czy gdzieś nie dojrzy wracającego w przeciwną stronę Emperora.

                - A ty na kiedy ten adres? - padła riposta netrunnera.

                - Na już - rzucił Raze nie potrafiąc już ukryć zniecierpliwienia w głosie - Jak najszybciej.

                - To tak jak ja, stary. Tak jak ja.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • MarrrtM Niedostępny
                  MarrrtM Niedostępny
                  Marrrt
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #27

                  text alternatywny

                  Ulica Farrisa w City Center, wczesny wieczór 14.07.77

                  Ruch w centrum metropolii był zintensyfikowany do granic możliwości, ale Shawn prowadził samochód ze stoickim spokojem, pozornie nie zwracając najmniejszej uwagi na ryk klaksonów, wycie syren uprzywilejowanych pojazdów korporacyjnych, próby innych kierowców wepchnięcia się na sąsiednie pasy. Zjeżdżając w dół w kierunku ronda Richarda Nighta włączył na chwilę Lśnienie, aby sprawdzić, czy śledzący go wóz pozostawia cyfrowy ślad w Nadświecie. Columbus nie emitował żadnego cyfrowego sygnału, przemieszczając się niczym bryła martwego metalu pośród promieniujących barwami Lśnienia innych pojazdów.

                  Shawn wyłączył Lśnienie po kilku sekundach nie chcąc doświadczyć przeciążenia receptorów przekładających sygnały rejestrowane cyberokiem na formę kompatybilną z organicznym układem nerwowym. Odbicie City Center w Nadświecie dosłownie płonęło blaskiem cyfrowych projekcji i ogrom emitowanych przez Lśnienie bodźców szybko mógł wywołać efekty uboczne u każdego użytkownika infosfery, który nie korzystał dość umiejętnie z filtrów danych; zwłaszcza u użytkowników pojedynczego Kiroshi, które musiało funkcjonować bez zaburzania percepcji naturalnego oka właściciela.

                  W polu widzenia Froga pojawiła się dolna część Arasaka Tower, monumentalnej bryły ze stali i pancernego szkła weneckiego będącej siedzibą jednej z najpotężniejszych korporacji świata. Shawn przesunął spojrzeniem po czarnym kształcie budowli, którą wzniesiono z zatrważającą wręcz determinacją i bez względu na koszty na radioaktywnych gruzach poprzedniej siedziby Arasaki, unicestwionej w wyniku tzw. Nuklearnego Incydentu w 2023 roku.

                  Czarna Wieża była ikonicznym wręcz symbolem potęgi, stanowiącej od dekad synonim nazwy japońskiej megakorporacji.

                  Shawn nie dojechał na Corpo-Plaza, skręcił w prawo na Union Avenue sunąc wzdłuż drapaczy chmur pełnych ekskluzywnych domów towarowych, restauracji, salonów samochodowych, biur i agencji ora niebotycznie drogich mieszkań. Śródmieście było jedną z młodszych dzielnic Night City, powstałą już po apokaliptycznym akcie terroryzmu w latach dwudziestych. Biznesowa wizytówka metropolii pełna apartamentowców z górnej półki, korporacyjnych hoteli, modnych barów i nocnych klubów uchodziła nie bez powodu za centrum życia towarzyskiego elit Night City.

                  Jeśli Singh Gupta mieszkał w tym miejscu, musiał odziedziczyć swój apartament po rodzinie, która pół wieku temu zainwestowała spory kapitał w działkę skażonym radioaktywnie rumowisku i która dzięki determinacji znacznie zamożniejszych inwestorów zyskała po latach krocie na rynkowej wartości nieruchomości.

                  Co nie zmieniało faktu, że bogacze pokroju pana Gupty ciągle należeli do zbyt niskiej ligi, aby myśleć na poważnie o własnym mieszkaniu w Kryształowym Pałacu.

                  Obaj Hindusi wciąż dyskutowali na tylnych siedzeniach Archera, chociaż Ravi Gupta zdążył już znaleźć w sobie dość ikry, by regularnie wujowi odpyskiwać i wrzeszczeć jednocześnie na kogoś przez telefon. Obserwując ich że spokojem w tylnym lusterku, Frog nabierał niezbitego przekonania, że obaj naprawdę nie mieli pojęcia o ogonie - co świadczyło na dłuższą metę o ich niebezpiecznie lekkomyślnej bucie i błędnym poczuciu własnej nietykalności.

                  Columbus zniknął gdzieś w jednej chwili, kiedy Archer Camary wjechał na skrzyżowanie z Aleją Senatorską. Nad dachem samochodu pojawił się skład kolejki napowietrznej NCARTu, przemykający ponad zatłoczonymi ulicami miasta na magnetycznych szynach wiszących pięć pięter nad poziomem jezdni, podchodzący do platformy stacji na Alexander Street.

                  Columbusa nadal nie było widać i Shawn gotów był przyjąć, że jego kierowca skręcił w bok w Aleję Senatorską - gdzie być może zaparkował wiedząc z wcześniejszych kursów, że Archer Froga właśnie dociera do celu.

                  Shawn zjechał z ulicy trąbiąc na nie dość szybko schodzącouch mu z drogi przechodniów, zagłębił się w światło jarzeniówek oświetlających podziemny parking wieżowca. Masywne płyty blokujące wjazd opadły na sygnał nadany najpewniej przez smarthinga Gupty.

                  - Zaparkuj na samym końcu po lewej - polecił Ravi oglądając się za siebie tak jakby myślał, że Columbus zaraz się właduje z rykiem silnika do tego samego garażu. Shawn dojechał do oznakowanego nazwiskiem pryncypała miejsca parkingowego, ustawił Archera idealnie pośrodku wyznaczonego fluorescencyjną farbą czworokąta i zgasił silnik wozu.

                  We wnętrzu Archera zapadła ciężka cisza zakłócana jedynie dźwiękiem ludzkich oddechów i trzaskami stygnącego silnika samochodu.

                  - Skąd wiedziałeś, że ktoś za nami jedzie? Kiedy ich zauważyłeś? I czym zwrócili twoją uwagę?

                  Wbrew oczekiwaniom Shawna pytania nie zadał Ravi, tylko sam Singh Gupta we własnej osobie, głosem suchym i szorstkim jak papier ścierny, ale w bezbłędnym angielskim. Pan Gupta znał angielski i przemówił do swojego szeregowego pracownika!

                  Układając w myślach odpowiedź, Frog zadał sobie pytanie, jakie jeszcze niezwykle niespodzianki czekały go tego wieczoru. Postanowił nie kombinować. Nie miało to na tym etapie najmniejszego sensu. Poza tym wizja tygodniówki była kusząca i na wyciągnięcie ręki. Szkoda by to było spierdolić.

                  - To trzeci raz gdy widzę to auto pod sklepem. Pierwszy był dwa dni temu i prawie nie zwróciłem na nie uwagi. Przyjechało i odjechało. Za drugim, wczoraj, już przypadek był mało prawdopodbny, ale wiele osób pana odwiedza, Panie Gupta. Dziś gdy ruszyli za nami wolałem się upewnić. Jeśli pan chce, mogę jutro gdy przyjadą, sprawdzić kto jest w środku.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • KetharianK Niedostępny
                    KetharianK Niedostępny
                    Ketharian
                    Obsługa Moderator
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #28

                    text alternatywny

                    Warsztat samochodowy pod megablokiem 11, wczesny wieczór 14.07.77

                    Właściciel chromowanego Maloriana skrzywił kąciki ust na dźwięk pytania Houstona, wzruszył nieznacznie ramionami dając do zrozumienia, że jego tożsamość nie ma w tej rozmowie większego znaczenia.

                    - Jeśli staje ci na myśl o wężach, mów do mnie Grzechotnik - oznajmił mało przyjaznym tonem - Jestem kumplem Isaaca, tyle ci wystarczy. Ale masz rację, szukamy jego siostry. Rodzina się martwi. To miasto jest dla naszych jak rak, zżera i niszczy normalnych ludzi. Jeśli Liz wcześniej pisała, a teraz milczy, coś się musiało stać.

                    - Łatwiej było znaleźć ciebie niż ją - dodał Isaac - Dostaliśmy cynk od tego gościa od Węży, że tutaj pracujesz, potem poszło szybko. Dingo, zawsze uważałem, że kawał z ciebie chuja, ale ulżyło mi, że się zgodziłeś. Wiedzieliśmy, że Liz była z tobą szczęśliwa, zanim wszystko jebło.

                    - Aż się kurwa wzruszyłem - odpowiedział Houston wycierając dłonie w zatłuszczoną szmatę - Zrobię to, ale to muszę mieć jakiś punkt zaczepienia. Numer, z którego wysyłała wiadomości, ich treść. Cokolwiek, co możecie powiedzieć o jej pobycie w mieście.

                    Isaac sięgnął do kieszeni spodni, wyciągnął z niej drzazgę SD, podał ją niedoszłemu szwagrowi.

                    - Wykaz wiadomości, dane biometryczne Liz i Cassy włącznie z kodem DNA. Nie zdziwiłbym się, gdyby miały nowe tożsamości, ale wątpię, żeby je było stać na zmianę kodu genetycznego. Jeśli korzystały w tym mieście z lekarza współpracującego z MedCenter, musiały zostawić ślad w systemie. Znasz kogoś, kto mógłby to sprawdzić?

                    - Być może - Dingo wzruszył wymijająco ramionami - Mam parę kontaktów, ale to może trochę kosztować i nie mówię tu o czasie.

                    - Nigdy nie śmierdziałeś groszem - odpowiedział cierpkim tonem Connor - Na drzazdze masz kod do depozytu na Shezamie, wpłaciliśmy tam dwa tysiące zaliczki. Jeśli znajdziesz Liz, dostaniesz jeszcze trzy i może ojciec ci wybaczy, chociaż w to akurat nie wierzę. Będziemy w kontakcie, wynajęliśmy pokój w motelu Sunset, tym na Red Rocks. Na drzazdze są nasze numery smartów, mój i Grzechotnika.

                    Dingo obrócił kartę pamięci w palcach, myślami przeczesując już labirynt Night City, analizując swoje możliwości, zwłaszcza pod kątem ich bolesnych ograniczeń. Zza ścian warsztatu dobiegł charakterystyczny wizg turbin ciężkiej avki, najpewniej towarowej maszyny latającej między składami celnymi na Murze, a zakładami Petrochemu i Biotechniki w środkowym Northside. Jej hałas przerwał na chwilę rozmowę, zatopił ciasną przestrzeń warsztatu w dźwięku, od którego zawibrowały wiszące na ściennych tablicach narzędzia.

                    Z tego właśnie powodu Dingo nie usłyszał pierwszych słów, jakie padły od strony cały czas otwartych drzwi warsztatu.

                    - …głusi kurwa jesteście? - padło zniekształcone elektronicznym pogłosem pytanie - Macie moduł diagnostyczny do Izery? Dobra, już go widzę. Bierzcie go i podpinajcie, bo coś się zjebało w motorze, nie wchodzi powyżej czterech tysięcy obrotów. Tylko ruchy kurwa, bo nam się śpieszy.

                    Houston schował wręczoną mu przez Isaaca kartę SD do kieszonki dawno nie pranego kombinezonu i spojrzał w stronę wejścia.

                    Czerwone światło czterech optycznych implantów przywiodło Dingo na myśl laserowe celowniki poczwórnie sprzężonego działka, wbite prosto w jego głowę. Kompletnie łysy booster przekrzywił niecierpliwie głowę, podciągnął ciemne szorty swoją pozbawioną skórnego pokrycia cyberręką, obejrzał się w stronę podobnie wyglądającego kompana.

                    - Nie rozumiecie kurwa po ludzku? - głos maelstromowca popłynął z elektronicznego syntetyzatora wpiętego w metalową płytę twarzoczaszki, zamykającą mu usta i uniemożliwiającą mówienie za pośrednictwem naturalnych organów - Bierzcie kurwa ten moduł i do roboty czy może mam poprosić?

                    text alternatywny

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • JohnyTRSJ Niedostępny
                      JohnyTRSJ Niedostępny
                      JohnyTRS
                      napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                      #29

                      Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                      Hartley "Mack" Mackinaw

                      Northside, gdzieś na betonie ulicy

                      Dopadli go... Zanim przekoziołkował, pomyślał jeszcze, że to nie może być przypadek...

                      Bolało, dopiero po chwili odzyskał ostrość widzenia. Nieźle pieprznął, ale żył i nic sobie nie złamał. Po chwili przestało mu dzwonić w uszach. Wstał, dookoła zaczęło robić się zbiegowisko.

                      Było ich co najmniej dwóch. Dwóch wysiadło, jednego nie znał, drugiego całkiem dobrze. Dla Macka to był atak połączony z wymuszeniem okupu, szantażem i czym tam jeszcze. Wystarczyło, że ten pierwszy grał złego glinę i nie chciał psów wmieszanych w sprawę (a może tylko blefował?) a drugi z (chyba udawanym) spokojem aż go zachęcał.

                      Ucieczka nie wchodziła w grę. Co z rowerem? Podszedł do swojej azjatyckiej maszyny, podniósł z ziemi i popatrzył na obu oraz na widzów, którzy się tam zbierali. Mack nigdy nie był dobry w gadaniu, kompletne opanowanie w takich sprawach też nigdy nie było jego zbyt mocną stroną.

                      - Śmiało! Nagrywajcie to! - rzucił do postronnych. - To wy we mnie wjechaliście - to już do przeciwników - A teraz chcecie się stać gwiazdami na Night-Toku! Nie jesteśmy na ty! Nigdzie nie wsiadam! Nagrywacie to? - w tym nie czuł się zbyt pewnie - Nie dam się porwać i w ogóle po co te całe gierki? Ordynarnie śledziliście mnie przez całą dzielnicę, potrącacie mnie i teraz udajecie ofiary! - Chciał po prostu zrobić zamieszanie, żeby tamtym częściowo zmiękły rury. - Panowie, co to za gierki? Panie Murphy, rozumiem że w tym przedstawieniu gra pan rolę tego dobrego policjanta?!

                      Stał tak, że rower był między nim a tamtymi, jakby tamci zroblili głupi ruch (czy "zły policjant" podszedł do niego) Mack był gotowy błyskawicznie wyciągnąć pałkę i się bronić.

                      A chuj z tym, pomyślał, nic na mnie nie mają:

                      -A proszę bardzo, niech kurator Fred Murphy wezwie policję i zgłosi, że z premedytacją potrącił rowerzystę samochodem... - mówił głośno, żeby każdy w okolicy słyszał. Z premedytacją odczytał na głos numer rejestracyjny Villeforta.

                      Jasne, Mack się bał, ale kto by się nie bał? Do czasu przyjazdu policji (albo o ile tamci się zmyją) nie pozwoli się zaciągnąć do wozu i miał nadzieję, że ktoś z przechodniów to nagrywa. Nawet jeżeli nigdy nie trafi to do policji, niech tamci wiedzą, że nie są już anonimowi.

                      Chyba, że tamci go po prostu zastrzelą na miejscu. To się zdarza, więc czemu Mack ma być wyjątkiem?

                      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KetharianK Niedostępny
                        KetharianK Niedostępny
                        Ketharian
                        Obsługa Moderator
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #30

                        Magazyny All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                        Leon Avrille syknął coś ostrzegawczo pod nosem, wyraźnie zaskoczony perorą swojego kumpla i zarazem chyba zaniepokojony wyrazem twarzy obojga Kretów. HiFi wiedział, że podobnie jak on sam, Leon nie był przygotowany na nieoczekiwany zwrot w negocjacjach i nie spodziewał się niczego więcej jak tylko wymiany kilku wybrakowanych technologicznych rupieci za pudełko żarcia i leków.

                        Żaden z nich nie wziął wcześniej poprawki na wiszący nad głowami bezdomnych w Watson miecz ratusza. Burmistrz Lucius Rhyne od dłuższego czasu zapowiadał poczynienie radykalnych kroków w walce ze społecznością bezdomnych psujących turystyczny wizerunek Night City i na wiele sposobów uprzykrzających życie jego stałym mieszkańcom, zwłaszcza tym należącym do wyższych warstw społecznych. Ogromny nacisk ze strony managementu korporacyjnego zmusił w końcu władze ratusza do działania, w wyniku czego służby miejskie NC przystąpiły do przygotowania wielkiej akcji fumigacji kanałów w dystrykcie Watson.

                        Setki pracowników miejskich miały przeprowadzić w drugiej połowie lipca operację wpompowywania do sieci kanalizacyjnej Watson mieszaniny pestycydów dostarczonych przez Petrochem, chcąc w ten sposób zmusić populację żyjących tam bezdomnych do opuszczenia swoich podziemnych kryjówek. Wyłapani przez policję i internowani na okres przejściowy mieszkańcy kanałów mieli być poddawani badaniom mającym zidentyfikować osobników niepełnosprawnych psychicznie, ponieważ rada miejska NC przewagą stu dwudziestu dziewięciu głosów do jednego wyraziła zgodę na przymusową sterylizację osób uznanych za „zagrożenie reprodukcyjne” - a także zachipowanie wszystkich zatrzymanych bez wyjątku w celu późniejszej zdalnej kontroli ich migracji.

                        Krety były tylko jedną z wielu takich społeczności i nawet urzędnicy ratusza nie potrafili oszacować liczebności całej populacji bezdomnych w Watson, ale skonfrontowany z ich żywotnym problemem HiFi zaczął się głębiej zastanawiać nad wcześniej zupełnie dla niego nieistotnym problemem.

                        A na dodatek wiele wskazywało na to, że niektórzy z nich zamierzali odpowiedzieć na działania burmistrza przemocą - bo po co innego były im potrzebne strzelby śrutowe i smartgogle z termiką?

                        - Chuj mnie zaraz strzeli! - warknął obdartus - Ile razy będę zapierdalał tam i z powrotem? Moglibyśmy przynajmniej raz zabrać jebaną krótkofalówkę. Pilnuj ich, Weronika, idę do Samuela, ale kurwa ostatni raz!

                        Mężczyzna zdeptał butem starą puszkę po Nicoli, kopnął ją ruchem pełnym wściekłej frustracji i zawrócił do ciemnego magazynu. Krecica pozostała w miejscu, bardziej rozzłoszczona niż wściekła. Jej wyblakłe oczy wwiercały się na przemian w HiFi i Leona, a język wędrował niezmordowanie po opuchniętych dziąsłach wypychając w groteskowy sposób policzki kobiety i przydając jej wyglądu lubieżnego chomika.

                        - Nazywasz się Weronika? - przerwał niezręczną ciszę Leon, masując palcami przyklejony do szyi dopaminowy plaster i taksując jednocześnie spojrzeniem Krecicę.

                        - A chuj cię to obchodzi - odpowiedziała obdartuska spluwając znacząco na beton - I nie musisz się przedstawiać. Dla mnie możesz być Gerd, a ten cukiereczek Klaus. Ciebie mogłabym schrupać, cukiereczku, ale nie dzisiaj i nie za darmo, kobieta musi się szanować. Dasz mi potem numer telefonu, ale teraz mordy w kubeł.

                        Czas zaczął się wlec nieubłaganie; tym bardziej, im częściej HiFi łapał niezamierzenie wzrokiem słane mu spojrzenia Krecicy, za każdym razem budząc w nim trwożne wrażenia i wyobrażenia. Za murem ponownie trzasnęły drzwi samochodu, silnik włączył się, popracował na chwilę na jałowym biegu, po czym zaczął się oddalać. Potem w powietrzu poniósł się dźwięk przelatującej wysoko w górze avki.

                        Wysłannika Samuela wciąż nie było, a Krecica nadal milczała.

                        Gdzieś za rogiem sąsiedniej hali zgrzytnęło przyciśnięte podeszwą szkło i ten ledwie słyszalny dźwięk sprawił, że obaj technicy zamarli w miejscu.

                        Było ich trzech. Wyszli zza rogu pozornie znudzonym krokiem, ale coś w ich ruchach przeczyło temu rzekomemu rozluźnieniu. HiFi wyczuł to po pierwszym rzucie okiem na całą trójkę, po sekundzie pojmując, co właściwie wywołało jego instynktowny niepokój. Wszyscy trzej byli bardzo młodzi i wszyscy szli z lekko rozsuniętymi na boki rękami, jakby gotowi do rozpoczęcia jakiegoś dziwacznego tańca.

                        HiFi żył w Watson dostatecznie długo, aby wiedzieć, co oznaczały tak rozstawione ręce. Brzytwy Dnia Ostatniego. Najniżej stojących w hierarchii gangu członków nie było najczęściej stać na instalacje drogich procesorów neuralnych, dlatego swoje pierwsze cyberostrza sprzęgali z tanimi i często wadliwymi biomonitorami, a te czasami błędnie interpretowały wahania poziomu hormonów w organizmach użytkowników i potrafiły aktywować ostrza niezamierzenie i w niewłaściwym momencie. HiFi słyszał o przypadku w „Pierogach u Mufasy”, gdzie siedzący przy oknie lokalu Brzytwiarz tak podjarał się widokiem przejeżdżających ulicą gangusów od Legionistów Chrystusa, że wypuszczonymi przez pomyłkę cyberostrzami przygwoździł do ściany pierogarni dwóch siedzących po przeciwnej stronie stolika ziomali.

                        To dlatego bystrzejsi z Brzytwiarzy szybko uczyli się takiego trzymania rąk, że przypadkiem nie pochlastać siebie albo innego członka gangu - i jednocześnie odkładali każdy grosz na jednostkę procesora, bo gliniarze z NCPD widząc tak chodzących po ulicach ludzi zazwyczaj nawet nie wzywali ich do zatrzymania się, tylko od razu prewencyjnie walili po grupie seriami ze służbowych Ajaksów.

                        Brzytwiarze jak nic, kurwa jego mać, zapewne zwabieni dźwiękami podniesionych ludzkich głosów! HiFi obejrzał się na Leona, ale Avrille był ogarniętym gościem, już zdążył podnieść się z miejsca na paletach i stał z opuszczonym luźno wzdłuż uda pistoletem tak, aby mieć dobre pole widzenia na całą trójkę.

                        - Panowie, co tak nerwowo? - zaśmiał się idący pośrodku chłopak, na oko HiFi co najwyżej piętnastoletni i ubrany w stary przeciwdeszczowy płaszcz - Co tu tak sami siedzicie? Czekacie na kogoś? Widać, że czekacie. Możemy się dosiąść?

                        HiFi zerknął w stronę Krecicy i zdrętwiał nie widząc ani śladu po kobiecie, która wcześnie nie zrobiła na nim wrażenia człowieka zdolnego do nagłego ulotnienia się z miejsca w bezszelestny sposób. Razem z nią zniknęły jakoby bezcenne winylowe płyty i tylko postawiony na palecie obok nogi technika lampowy wzmacniacz pozostawał namacalnym dowodem spotkania z posłańcami Samuela.

                        - Ja pierdolę - syknął pod nosem HiFi odwracając głowę z powrotem w stronę coraz bliższych Brzytwiarzy.

                        - Macie szlugi? - zapytał znowu ten pierwszy - Albo działkę błyszczyka? Wiecie, to jakby nasz teren jest. Jak chcecie, możecie sobie siedzieć, ale przydałoby się jakieś wkupne za włażenie tutaj na krzywy ryj.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • GreKG Niedostępny
                          GreKG Niedostępny
                          GreK
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #31

                          Holly Street w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                          - To się dobrze składa Slim - odpowiedział fixer, przeczesując wolną dłonią czub, zastanawiając się jednocześnie jak to wszystko pożenić. - Tylko widzisz, ja mam w chuj daleko do Little China a w tym czasie Emperor przepadnie w Japantown jak gówno na ulicy po ulewnym deszczu. Rozpłynie się połknięty przez neonowy chaos miasta.

                          - Dobra - wszedł mu w słowo Switch, zanim netrunner zdążył się rozburczeć na dobre. - Nie muszę przecież do tej twojej cizi dylać osobiście. Już się tym zajmuję.

                          Zamknął połączenie. Zasada była zawsze ta sama - nic za darmo i rzadko kiedy cokolwiek dostaje na kredyt. Ja coś dla ciebie, ty coś dla mnie. Taki był rytm tej metropolii.

                          Wybrał kolejny kontakt na smarthingu.

                          - Cześć Dong, tutaj Switch. Trzy razy Wock'n'Shock. Nie, tym razem do Dziesiątki ale pod osiem-siedem-siedem. Aha... i jeszcze coś. Robimy żart kumplowi. Dorzuć coś "specjalnego". Coś po czym paradoksalnie będzie miał często i rzadko. Kumasz? Aha... płacę potrójnie. Już robię przelew... Świetnie. Za ile będzie dostawca?

                          Zalogował się na ich prywatny kanał NoiseFeed.

                          Kod:

                          Switch:
                          ktoś w pobliżu 10tki?
                          Frog? Dingo?
                          Potrzebuję coś sprawdzić.
                          Mack? Gdzie pedałujesz?

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • KetharianK Niedostępny
                            KetharianK Niedostępny
                            Ketharian
                            Obsługa Moderator
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #32

                            Apartamentowiec na rogu Union i Alexander Street, wczesny wieczór 14.07.77

                            Singh Rupta przyjął do wiadomości propozycję Shawna, po czym zaczął gorączkowo rozmawiać z Ravim, najpewniej właśnie na jej temat. Nie rozumiejąc ani słowa z jazgotu czynionego z obu Hindusów, skoncentrował swoją uwagę na zakamarkach garażu w okolicy rampy zjazdowej, gotowy sięgnąć po pistolet przy pierwszej oznace zagrożenia.

                            Singh Gupta zakończył dyskusję władczym tonem i uniesionym w górę palcem, po czym wysiadł z Archera nie zaszczyciwszy Camary żadnym dalszym słowem.

                            - Zaczekaj tutaj - syknął Ravi wyślizgując się na zewnątrz pojazdu. Kręcąc na wszystkie strony głową asystent odprowadził swojego wuja do drzwi pobliskiej windy, upewnił się, że ruszy ona w górę, po czym wrócił do samochodu sadowiąc się dla odmiany na przednim fotelu pasażera.

                            - Pan Gupta jest bardzo zadowolony z tego, co dzisiaj zaprezentowałeś - oznajmił tonem takim jakby od lat był Shawnowi serdecznym przyjacielem - Pozytywnie go zaskoczyłeś, a to rzadki wyczyn. Kazał ci przekazać, że jeśli gdzieś dorabiasz po godzinach, masz przestać. Jeżeli chcesz dobrze zarobić, masz być cały czas pod telefonem. A to na dobry początek współpracy.

                            Ravi Gupta przekrzywił lekko głowę w sposób charakterystyczny dla wielu osób wysyłających na szynę neuralnego procesora złożone polecenie myślowe, skrzywił nieznacznie wargi. Smarthing Shawna wydał z siebie cichy dźwięk powiadomienia, a w rogu wyświetlacza jego cyberoka pojawił się komunikat wygenerowany przez bankową aplikację Shezam.

                            „Saldo konta +1.000”.

                            - Na dzisiaj to wszystko, możesz spadać - dodał Ravi wyciągając rękę po kluczyki Archera - Jutro rano w robocie dowiesz się, co robimy z tym furgonem.

                            - Auto zostaje tutaj? - upewnił się Shawn obracając w dłoni kluczyki.

                            - A gdzie ma niby zostać? - zdziwił się Ravi Gupta - Chciałeś, żebym cię odwiózł? I może jeszcze wszedł na winko? Oj, ty świntuszku, zapierdalaj na stację kolejki na Alexander, masz stąd ze dwieście metrów do kas, dojedziesz do domu w dwadzieścia minut. Tylko nie przepierdol całej premii na głupoty i masz być jutro punktualnie w robocie, jakieś zasady wciąż obowiązują.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • MarrrtM Niedostępny
                              MarrrtM Niedostępny
                              Marrrt
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #33

                              Ochroniarz. Niby niczego to nie zmieniało, ale całkowicie zmieniało perspektywę. Shawn nie lubił się wychylać. Nigdy nie uważał, żeby na czymkolwiek się znał. Ot trochę na obijaniu mordy, ale i tu liga Kabuki weryfikowała jego zdolności na poziomie… dostatecznym. Raz na wozie, raz pod wozem. Nie przeszkadzało mu to. Nie zrażał się. Duma nigdy nie była jego cnotą, ani przekleństwem i sprany na kwaśne jabłko przeleżał bez żalu niejedną noc w kanałach. Dopiero jak się sfora zebrała na dobre, te najgorsze czasy przeszły do historii. Mógł liczyć na Dingo i Macka, że go przyniosą do wyra. A Brazil się wacikami podzieli. Ale był przygotowany, że mogą te czasy wrócić. W Night City fart nie trwa wiecznie. A jak już trwa to należy się solidnie przygotować, bo wtedy zło zawsze pierdolnie z nienacka. I tak się właśnie ten wieczór zanosił. Konkretny awans. Z ciecia w supermarkecie na stanowisko ochroniarza pana Gupty. Dla prawdziwego solosa nie był to może kamień milowy marzeń. Ale dla Shawna było to wydarzenie równie wielkie jak wtedy gdy pół roku temu nieoczekiwaniu skuł facjatę wschodzącej gwiazdce ligi, niejakiemu Dai-Chmanowi. Młody lowelas, raper i pięściarz olał wyzwanie jakim był słabo znany w lidze Frog. I dostał takie manto, że jego kolejna epka z bojowej zrobiła się memłowata. A Shawn zaliczył podobny bonus finansowy i zajebistą imprezę. Tylko że wtedy to był jednorazowy fuks. A teraz mógł zarobić konkretnie w dłuższym czasie. Naprawdę konkretnie. I legalnie.

                              Idąc do stacji kolejki zahaczył po drodze o Żabkę i za bony kupił se hot doga i browara. Zasłużył na przyjemności. Siedząc na obdrapanym plastikowym siedzisku długo się zastanawiał, czy napisać do Deirdre. W końcu to zrobił.

                              NoiseFeed:

                              Chyba mam robotę. Tym razem nie zawalę.

                              Po czym przelał na znane tylko im wspólne konto 300 eurosów. Kropla w morzu. Odpowiedź tak jak się spodziewał nie przyszła. Choć odczytała szybko. Albo tylko przescrollowała. Na jedno wychodziło. Ale nie ważne.
                              Schował smarthinga i łyknął piwerko. Najtańsze sikacze mają w sobie coś zniewalająco pysznego gdy akurat robota z niczym nie goni i można siedząc popatrzeć na miejski ruch. Oczywistym było, że wolał przyjąć propozycję Gupty i zrezygnować z regularnych walk. Nie żeby ich nie lubił. Lubił. Nawet bardzo. Ring był innym światem. Chwilową ucieczką. Albo raczej wyrwaniem się. Na prostych i tanich zasadach. Nikt się nie przypierdalał, nikt niczego nie chciał. Tylko on i mordka na przeciwko. Ale nikt nie powiedział, że będzie musiał tak całkiem, całkiem zrezygnować. Bo Shawn łaził na walki nawet wtedy gdy nie miał ochoty, a teraz będzie mógł to zmienić. I pyskówka tego pedałka Raviego (naprawdę niezły tekst z tym winkiem…) spływała po nim jak deszczówka po ulicy. Jasne, że weźmie tę robotę.

                              Sygnał. Dierdre?

                              NoiseFeed:

                              Switch:
                              ktoś w pobliżu 10tki?
                              Frog? Dingo?
                              Potrzebuję coś sprawdzić.
                              Mack? Gdzie pedałujesz?

                              Solos przez chwilę się zastanawiał po czym łyknął browarka i odpisał.

                              NoiseFeed:

                              Frog:
                              Koło Alexander. I wracam na hajzę. Co chcesz z 10tki?

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • KetharianK Niedostępny
                                KetharianK Niedostępny
                                Ketharian
                                Obsługa Moderator
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #34

                                ”Esoterica”, wczesny wieczór 14.07.77

                                Misty przeczesała dłonią swoje jasne włosy, gestem zdradzającym ogromne poruszenie i niepokój zarazem. Zamknięty sklep przeistoczył się w niewielkie sanktuarium dyskrecji, ale powaga chwili sprawiała, że dziewczyna nadal mówiła ściszonym głosem, chociaż nikt oprócz Artemidy nie miał szans na to, aby ją usłyszeć.

                                - To jest „Ho-Oh” na Allen Street w Kabuki. Keiko pracuje na dole w klubie, w barze i przy obsłudze klientów BD, ale boi się, że prędzej czy później trafi na samą górę, nad kasyno. Już kilka hostess tam trafiło na żądanie Jotaro i nikt potem żadnej z nich już nie widział. Personel z dołu szepcze po kątach, że na górze nie kręci się zwykłego BD, ale czarne, takie makabryczne, z gwałtami i mordowaniem i że Jotaro zarabia na tym syfie wielkie pieniądze i opłaca się na dodatek glinom, dlatego nikt się tym nie interesuje. Keiko myśli, że gość się uważa za artystę, pojebany zbok. To dlatego chce uciec i nawet mnie nie powiedziała, dokąd. Nowe ID jest jej potrzebne do kupienia biletów do NUSA i kontroli granicznej.

                                - Pozostaje sprawa chipa, sprawdzę to dla ciebie - netrunnerka przyswoiła sobie nowe informacje na temat klubu, zwłaszcza te mogące przy odpowiednim nastroju obudzić w niej esencję azteckiego demona śmierci - Jego dezaktywacja może od razu wywołać alarm.

                                - Keiko już sobie kogoś znalazła, kto jej wyłączy transmitter - odezwała się naprędce Misty - I pozbędzie się go dopiero, kiedy wszystko będzie gotowe i będzie miała nagrany transport.

                                - Dobra, dobra, skoro taka obrotna, tylko żeby jej tylko ten plan nie jebnął - cmoknęła Brazil obserwując postęp protokołu integracji deku z jej układem nerwowym i szykując się na chwilę nieuniknionych zawrotów głowy towarzyszących momentowi sprzęgu - Przyjrzymy się temu klubowi i temu Tygersowi.

                                - Sama nie wiem, czy powinnaś się przy nich kręcić, kochana - zmartwiła się jeszcze bardziej Misty - To przecież Tygersi, oni trzęsą połowę miasta. Mają swoich netrunnerów, podobno bardzo dobrych, mają w kieszeni gliniarzy, a może nawet NetWatch. Lepiej nie przyciągać ich uwagi.

                                - Czy już ci kiedyś wspominałam, że w Sieci jestem lekkostopa jak Mixcoatli i niedostrzegalna niczym Camaxtli? - mruknęła czując przyjemne mrowienie pleców wzdłuż kręgosłupa. Pierzasty Wąż nastroszył cyfrowe pióra kwezala czekając na podpięcie ujętych w dłonie elektrod netrunnerki.

                                - Najważniejsze. Ile twoim zdaniem mamy czasu? Bo nie wejdę do magistratu bez przygotowania.

                                Misty odpowiedziała, ale Brazil już nie zarejestrowała słuchem słów dziewczyny wciągnięta mocą elektronicznych macek w głąb krainy bogów. Elektrody usprawniały softowi cyberdecka interpretację procesów neuralnych netrunnerki, ale robotę robił przede wszystkim Yacatetutli, Ten, który prowadzi. Poprowadził ją przez ocean zer i jedynek w miejsca, o których wcześniej nie wiedziała, otwierając nierzeczywiste oczy Brazil na sekrety Ixcuiny.

                                Strona oficjalna klubu „Ho-Oh” zawierała garść publicznych informacji na temat oferty BD oraz kasyna. Nie było tam niczego użytecznego prócz zdjęć, dzięki którym mogła zapoznać się z kiczowatym wystrojem wnętrz lokalu. Nie było tam ani słowa o Jotaro Shobo, ale Yacatetutli jej nie zawiódł. Był jej przewodnikiem od niedawna, a czuła się jakby stanowił od zawsze cząstkę jej samej. Internetowe fora i grupy dyskusyjne, fikcyjne konta w mediach społecznościowych, zakamuflowane witryny w Głębokiej Warstwie. Mózg Brazil przetwarzał dane z niezwykłą szybkością, niczym sito poszukiwacza złota płuczącego żwir w lodowatych wodach Yukonu.

                                Grudki drogocennego kruszcu błyszczały tryumfalnie wśród kawałków bezwartościowych skał.

                                Wiele wskazywało na to, że Jotaro Shobo produkował czarne braindansy. Żaden link ani post nie wskazywał bezpośrednio na niego ani klub, ale w doszperała się w sieci wystarczająco wielu plotek i niejednoznacznych opinii, aby uznać, że opowieść Keiko trzymała się kupy. Lokal na Allen Street śmierdział trupem, w przenośni i dosłownie.

                                Zadowolona z rezultatów pracy Pierzastego Węża, zmieniła temat eksploracji poświęcając się tematyce kart ID, ich rodzajów, zabezpieczeń oraz informacji na nich przechowywanych. Z tym akurat poszło jej jeszcze szybciej, bo w przeciwieństwie do Jotaro Shobo teraz nie musiała aż tak mocno grzebać w Głębokiej Warstwie.

                                Zachowała kopię najważniejszych danych w buforze pamięci Yacatetutliego i zamknęła połączenie łypiąc podejrzliwie oczami na masującą jej kark Misty.

                                - Dzięki - powiedziała ostrożnym tonem - Zrobię rozeznanie i wpadnę za dwa dni. Wyłącz na czas mojej wizyty zapis z kamer, albo sama to wytnę. Potrzebuję jeszcze zaliczki, może będę musiała kupić robaka, sama tak szybko nie napiszę, opłacić pisarzy kartotek i takie tam. Nie wiem ile to dla ciebie warte, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz. Nie chciałabym stracić przyjaciółki. No i rozumiem, że Jackie wie o sprawie. Bo zamierzam wciągnąć w to Raze.

                                Misty obeszła kontuar i usiadła z powrotem na swoim miejscu wyciągając jednocześnie z szuflady kasy drzazgę płatniczą.

                                - Co do zaliczki, Keiko odłożyła trochę kasy. Na karcie masz dwa tysiące jako zaliczkę. Co najmniej drugie tyle zarąbie Tygersom z kasy, kiedy pryśnie, przeleje kasę zdalnie na tę samą drzazgę, więc jej nie zgub. Jackie jeszcze nic nie wie, jest na Badlandsach, robią z Padre jakieś interesy z Aldecaldos. Nie chciałam mu zawracać dupy nie wiedząc, czy ty się zgodzisz. Opowiem mu wszystko jak jutro wróci i mam nadzieję, że Raze nie będzie miał nic przeciwko. Chwila, zaraz otwieram!

                                Stojąca za przeszklonymi drzwiami kobieta o pomarańczowym irokezie nie zrozumiała wykrzyczanych w jej stronę słów, dlatego wystawiła w stronę Misty palec i poszła dalej mamrocząc coś pod nosem.

                                - Otwieraj ten majdan, ja spadam - Artemida zamknęła dek i zeskoczyła zwinnie ze stołka - Jakby co, pisz.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • GreKG Niedostępny
                                  GreKG Niedostępny
                                  GreK
                                  napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                  #35

                                  Holly Street w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                                  Zaszył się w półmroku baru The Pixel Lung. Wystawanie na ulicy Japantown ze smarthingiem w ręce nie było najlepszym pomysłem. Obserwując jak neony odbijają się w szklance z brudnym lodem wybrał na smarthingu numer Patcha Navarro.

                                  - Patch, potrzebuję, żebyś sprawdził blachy czarnego Chevillion 720 Emperor. Kto jest właścicielem. Gdzie go znajdę.

                                  - Staaary - właściciel głosu po drugiej stronie zachichotał nerwowo, - ty wiesz, że to nie takie proste… Z sieci nie wyciąga się danych jak z automatu z ramenem. Trzeba wejść w bazę, zalogować się a za bezpodstawne ściąganie danych można dostać po łapach.

                                  - Nie pierdol, Patch. Wiem, że i tak to robisz. Ile tym razem?

                                  Znowu chichot.

                                  - Aaa, no widzisz… Mówiłeś, że mamy czyste konto.

                                  - Mieliśmy. Do momentu, aż wyciągnąłem cię z paszczy Wardenów w zeszłym miesiącu. Gdyby nie ja, wisiałbyś teraz na drzwiach komisariatu jako przykład "czego nie robić z danymi operacyjnymi”.

                                  W słuchawce zapadła chwila ciszy. Raze niemal słyszał proces myślowy officera Leona “Patch” Navarro.

                                  -…Dobra, dobra, już nie przypominaj. Dam ci znać jak coś znajdę. Ale tym razem ostatni raz, jasne?

                                  - Jasne jak zwykle. Jak błysk flesza w klubie "Afterlife”. Czekam.

                                  Połączenie się urwało. Switch uśmiechnął się krzywo. Znał Patcha, zawsze próbował ugrać coś dla siebie, ale długi w Night City ciążyły bardziej niż kula w kolanie.

                                  Przełączył kanał na prywatny czat NoiseFeed.

                                  Zielone ikonki aktywności. Frog, Dingo, Brazil.

                                  NoiseFeed:

                                  Frog:
                                  Koło Alexander. I wracam na hajzę. Co chcesz z 10tki?

                                  Switch:
                                  Frog, słuchaj uważnie.
                                  Shiva, znajoma mojego kontaktu, mieszka w Megabloku 10, mieszkanie 877.
                                  Nie daje znaku życia od kilku dni.
                                  Każdy kurier, którego tam wysłano, przepadał jak gówno w rynsztoku po burzy.
                                  Dosłownie.

                                  Frog:
                                  Brzmi jak dobre miejsce na randkę w ciemno.

                                  Switch:
                                  Zamówiłem tam Wock’n’Shock – trzy zestawy.
                                  Ale dodałem coś ekstra – środek przeczyszczający klasy med.
                                  Możesz przejąć dostawę od kuriera, jeśli chcesz zagrać listonosza…
                                  Albo poczekać, aż zadziała i wejść pod pretekstem cieknącej łazienki, gazu, czegokolwiek.
                                  Jak się dostaniesz, rozejrzyj się. Sprawdź, czy jest w mieszkaniu i czy oddycha.
                                  Jak będzie okazja to ją wyprowadź. Ale nie ryzykuj.
                                  Na tym etapie chcemy wiedzieć na czym stoimy.

                                  Wysłał ostatnią wiadomość, oparł się w tanim, plastikowym krzesełku i spojrzał w rozmazane światła miasta za szybą.

                                  Japantown tętnił jak zawsze. Puls neonów, gwar silników, szum wieczności.

                                  A w tym czasie Chevillion Emperor znikał gdzieś w labiryncie ulic, połykany przez smród i gwar.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #36

                                    Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                                    Obaj goście na pewno spodziewali się jakiejś gwałtownej reakcji rowerzysty, ale ich krótkotrwały bezruch i wytrzeszczone oczy dały Mackowi do zrozumienia, że tego scenariusza akurat nie przewidzieli. Tłumek obserwatorów na chodnikach gęstniał z każdą sekundą, w wielu rękach pojawiły się smarthingi, inni gapie zapewne filmowali całe zajście za pomocą kamer w cyberoczach. Sieciowe portale informacyjne płaciły konkretne pieniądze za materiały dostarczane na żywca na serwery agencji, im wyżej monetaryzowane, im bardziej pasujące do kategorii „breaking news”; zwłaszcza zaś dysponujący dużym budżetem społecznościowym Night-Tok.

                                    Murphy wciąż stał jak wryty, ale towarzyszący mu gość zrobił raptowny krok do przodu jakby chciał Macka złapać albo przynajmniej zdzielić go pięścią.

                                    - Zamknij ryj, pojebany psycholu - syknął przez zaciśnięte zęby - Jak te feedy rozejdą się po mieście, będziesz miał przejebane. Randall Swift spierdolił z planu „Execution Time” i podejrzewamy, że jest już w Night City. To stłuczka zainscenizowana dla twojego dobra, kutasie. Właź do auta, zanim cię ktoś rozpozna, bo będziesz miał przesrane na maksa.

                                    Hartley Mackinaw zdrętwiał w jednej chwili, sparaliżowany dźwiękiem nazwiska, które zalało jego umysł strumieniem wspomnień pogrzebanych dawno temu pod grubą warstwą antydepresantów. Krwawy bunt w kompleksie więziennym San Cristobal, huk wystrzałów, gorąc pożaru, krew rozlewająca się spod stratowanych ciał w pomarańczowych kombinezonach. Wielki facet z niezarośniętymi dziurami po wyjętej cybernetyce, krwawiący z rany po nożu w szyi. Jego kumpel z celi tłukący głową Macka o ścianę korytarza i wrzeszczący, że ma „ratować kurwa Randalla”. Zatamowany jakimś cudem krwotok, powrót do więziennej codzienności, dług wdzięczności zaciągnięty wobec Macka przez Randalla - honorowany, ale zinterpretowany na najgorszy możliwy przez zwyrodniałego cyberpsychola sposób. Rok przeżyty w roli maskotki byłego lidera Brzytew, pełen makabrycznej udręki ulubieńca więziennego bossa chronionego przed innymi skazańcami, ale napastowanego seksualnie i poniżanego na każdy możliwy sposób w ramach „poufałych” relacji.

                                    Randall Swift, skazany na śmierć przez udział w „Execution Time” zwyrodniały cyberpsychopata będący przez długi czas sadystycznym oprawcą Macka uciekł stróżom prawa i zaszył się w Night City! Lodowaty pot oblał czoło i plecy kuriera, a jego oczy zaczęły natychmiast świdrować gęsty tłumek na chodnikach.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • NanatarN Niedostępny
                                      NanatarN Niedostępny
                                      Nanatar
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #37

                                      Przed lokalem ”Esoterica”, wczesny wieczór 14.07.77

                                      Na ulicy było mgliście, a właściwie smogowo. Smog szczypał w oczy na równi co przebijające przez niego jaskrawe reklamy wszystkiego. Jednocześnie niczego, czego by Brazil potrzebowała. Na natrętną klientkę nawet nie spojrzała, odwróciła się od razu w drugą stronę, zarzuciła na czapkę z pomponem obszerny kaptur dresowej kurtki, a na usta naciągnęła filtrującą maseczkę, zapewniającą ochronę nie tylko przed pyłem zawieszonym co i przed feromonowymi afrodyzjakami rozpylanymi w pobliżu punktów usługowych i na sylwetkach ludzi. Skierowała się w stronę kolejki, ale po kilkudziesięciu krokach zatrzymała się, by wziąć oddech i uporządkować myśli.

                                      Nagły przypływ gotówki zawrócił kobiecie w głowie, od razu zapragnęła zakupić nową bieliznę, ale przypomniała sobie, że z powodu głodówki zmniejszył się jej rozmiar i zapewne źle dobrałaby staniczek. Nie mogła opędzić się od myśli o koronkach. Zaraz jednak paranoicznie zaczęła martwić się czy dobrze zabezpieczyła chip, nerwowo przeszukała w kieszeniach i w torebce, panika ustąpiła dopiero kiedy sięgnęła między piersi. Drzazga była na miejscu.

                                      Na wszystko jeszcze ktoś dobijał się na łączu paczki. Dopuściła. Informacja dotarła bez użycia słów wprost do świadomości kobiety. W pierwszym odruchu miała zamiar dołączenia do kolegów. Tak sobie jednak pomyślała, że Frog na pewno nie spierdoli akcji, jakkolwiek by nie była to dziecinada, a Switch, jak to Switch pisał bo miał interes. Nawet nie spytał od rana jak się Arra czuje, niech się pomartwi, uznała. Rozejrzała się dookoła, olała kolejkę i skierował do kiosku z elektrycznymi hulajakami. Miała ochotę się przewietrzyć, albo może przesmolić, miała ochotę się przejechać. Wydała dyspozycje i Pierzasty Wąż zainfekował kiosk swoim kodem.

                                      Zanim ruszyła w drogę na moment się wyślepiła, naturalnie tresowana w ulicznym życiu, znalazła bezpieczne miejsce nawet na te pięć sekund braku kontroli na ciałem. Brazil nie lubiła trwonić czasu, kiedy miała do wykonania konkretne zadanie. Uruchomiła Murzyna, by na podstawie zdobytych danych stworzył plan 3D obiektu Ho-Oh i okolic, Skrybie nakazała kompilacje informacji o wyglądzie ID card, Dwukruka wysłała, by wyśledził w sieci miejsce zaczepienia Magistratu.

                                      Na elektrycznych dwóch kółkach musiała być w bloku wcześniej niż Frog. Po drodze jeszcze przypomniało się jej, że powinna skręcić rolkę. Nie miała pomysłu, aż się tak rozhulała, że nabrała ochoty na siłkę. Tam był przynajmniej prysznic, który się nie zatykał, ten na kwadracie ciągle wylewał wodę, wymagał zdecydowanie interwencji technika, a z pewnością męskiej ręki.

                                      Wciąż ćwiczona paranoją porzuciła hulajke dwie przecznice od blokhausu, prześlizgując się uliczkami bez monitoringu, a co za tym szło w lekkim strachu. Torqemada lubiła ten dreszcz emocji, niewiadomego, wzywała wtedy demony, te zaklęte na jej skórze i te wdrukowane na korę mózgową.

                                      Smog nieco zelżał, zdjęła maseczkę i pozwoliła pieścić usta lekkiemu wietrzykowi z nieco tylko wyczuwalną nutą siarczanów, aż ów zniknął za niemal monadalną chmurą fermonowych perfum mijających kobietę dziewczyn. Przez chwilę chciała iść za nimi, ale Yacatetutli przypomniał o planie na wieczór. Skierowała się do mieszkadła, gdzie zamierzała zostawić rzeczy i udać się na siłkę, jeśli nikt jej dupy nie będzie zawracał. Nie tą spółdzielczą, gdzie było wszystko poza koktajlami, tylko do Fitness Shine, wbiegając dla kondychy po schodach biła się z myślami, znów zmieniła zamiar i postanowiła skręcić rolkę na siłowni z lokalsami.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • GladinG Niedostępny
                                        GladinG Niedostępny
                                        Gladin
                                        napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                                        #38
                                        Awatar HiFi Magazyny All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                                        - Wasz teren? - zapytał HiFi spoglądając na rozmówcę - Jak dla mnie, to teren AllFoods. Tam - wskazał kciukiem za siebie - to ich magazyny.

                                        - To - wskazał na logo na swym ubraniu - też jest własność AllFoods.

                                        Gest ten można było zrozumieć dwojako. Kombinezon był własnością sieci, albo on sam.

                                        - To - wyciągnął swoje uzi - też jest własność AllFoods.

                                        - Ale... jak to się mówiło... gość w dom... - sięgnął do pudła z proteinowymi batonami, również z logo AllFoods, które mieli przygotowane na wymianę z kretami, a którego tamci nie zabrali.

                                        - Szlugów ni błyszczu nie mam, ale częstujcie się - zaczął rzucać po sztuce batonu do każdego z nich.

                                        Starał się rozegrać sprawę na spokojnie. Trochę pokazać im, że to oni włażą na ich teren, trochę podeprzeć się dużą korporacją, która może nie tak bardzo musiała dbać o swoich techników, ale gdyby zginął sprzęt, który mieli na wyposażeniu, mogła wynająć jednego czy dwóch solo, by znaleźli winnych.

                                        Batony też miały pełnić dwojaką funkcję. Miały pozwolić brzytwom wyjść z tego z twarzą, że jednak jakieś wkupne dostali. A z drugiej, miała skłonić ich do odruchowego łapania. Jak dobrze pójdzie, sami się przy tym brzytwami poharatają. Jak pójdzie nieco gorzej, to przez chwilę będą zajęci łapaniem.

                                        A jeżeli pójdzie źle, to był gotowy użyć swego uzi. W Night City nie było ludzi, którzy się w takich momentach wahali. Ci, którzy się wahali, dawno byli już jedynie historią.

                                        Ale miał nadzieję, że tak źle nie będzie. Dał marchewkę, pokazał kij. Nie był ani tak groźnie wyglądający jak Żabka, ani tak wygadany jak Switch. Dlatego musiał czerpać obiema garściami i zastosować obie metody na raz.

                                        Obok stał jeszcze Leon, miłośnik adrenaliny. Ciekawe, jak on się czuł. HiFi sam był teraz nabuzowany tym hormonem, ciało gotowe było by działać szybko. Czy i kiedy Arville uruchomi dopalacz? Czy będzie gotów by strzelać by przeżyć, czy przejdzie do historii Night City?


                                        Sesja Karak Varn

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • WilczyW Niedostępny
                                          WilczyW Niedostępny
                                          Wilczy
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #39

                                          Warsztat samochodowy pod megablokiem 11, wczesny wieczór 14.07.77

                                          Przez chwilę przyglądał się drzazdze z danymi zanim schował ją do kieszeni. Drobiazg, na którym były zapisane ludzkie życia i - pośrednio - eurodolary w kwocie, której dawno nie widział. Isaac mówił prawdę, Dingo nie śmierdział groszem. Wiedział jednak, że zapach pieniędzy potrafi przywabić większe drapieżniki.

                                          Jakby sprowadzeni tą myślą pojawili się maelstromowcy. Houston obrzucił ich krótkim spojrzeniem i szybko ocenił sytuację. Próbował sobie przypomnieć, który to już raz w tym miesiącu te młode wilki wpadały na darmową naprawę i nie potrafił. Jednocześnie, nie chciał robić zadymy, kiedy Connor i Grzechotnik byli na miejscu. Z trzeciej strony - to nie był jego warsztat, tylko tu pracował, a przydałoby się mieć stałą robotę, żeby...

                                          Zatrzymał się na tej myśli i pokręcił głową. Myślał jak człowiek z miasta, jak kanapowy piesek.

                                          - Lepiej spadajcie - rzucił do nomadów - Dam znać jak coś znajdę.

                                          Kiwnął głową Isaacowi i zwrócił się do boosterów.

                                          - Idę, idę, tylko uprzedzam, że zaraz zamykamy - powiedział łapiąc i ciągnąc w ich stronę ciężki wózek, na którym stał moduł diagnostyczny starej generacji. Ostentacyjnie spojrzał na elektroniczny zegar wiszący nad szerokimi drzwiami do warsztatu - Spojrzę i sprawdzimy czy to coś do załatwienia na szybko, czy na wolno...

                                          Poczuł wibrację smarthinga w kieszeni, ale zignorował to na razie. Pewnie HiFi znowu wysyła memy na wspólnym chacie, albo Brazil coś puściła...

                                          - No, dawajcie tutaj tego rumaka - powiedział do łysego - Miejmy nadzieję, że to coś, co się da załatwić w dziesięć minut, a nie na przykład wymiana rozrządu, bo wtedy będziecie musieli ją tu zostawić i drałować piechty...

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy