Daggerheart: Serce Wieczności
-
„Pod Jesionem i Dębem” w Elmore
Ribbet nie przestawał się ślinić, a jego wytrzeszczone ślepia przywodziły swoimi rozmiarami na myśl miski na barszcz, który chwilę wcześniej przyniosły posługaczki. Ciężar dłoni barona na jego barku walczył zaciekle ze zwierzęcym instynktem, z trudem utrzymując na wodzy giętki ruchliwy jęzor Rechotka.
Miniaturowa królowa wywarła na nim piorunujące wrażenie, na wielu skonfliktowanych ze sobą płaszczyznach. Natura wojowniczego płaza, zrodzona z heroicznej przeszłości jego bitnego gatunku, wręcz pchała Rechotka ku realizacji nadrzędnego obowiązku, jakim było przetrwanie jego ludu - czyli pożarcia wartościowej karmy dla poprawy kondycji umysłu i lędźwi. Jednocześnie doświadczenia wyniesione z obycia z pospolitszymi rozumnymi istotami kategorycznie mu tego zabraniały ze względu na zasady obowiązujące na cywilizowanych ziemiach, jak bardzo nie byłyby one zrozumiałe dla prostolinijnych ribbetów.
Rozdarty przeciwstawnymi emocjami, Rechotek wbił rozkojarzone spojrzenie w dekolt Khari i zaczął medytować powtarzając w myślach mantry spisane przez legendarnego Beboka Bebloka na Zwojach z Dudniących Otchłani.
-
Baron uśmiechnął się ze zrozumieniem i smutkiem pod którym czaiła się satysfakcja. Ryba złapała haczyk. Ale była tłusta i silna i tylko niedoświadczony rybak, by teraz zaczął się z nią szarpać. Chytry faun przeciwnie postanowił oddać trochę luzu na błystce, by ryba poczuła się pewniej.
- Och z pewnością nie tyle co wy, Mein Herr. Nasza mądra Eris nie uczęszczała wszak do Hohendorfskiej uczelni magii. Ale i bez tego wielce to uczona osóbka i trochę nam mogła opowiedzieć... - i zaciągnąć linkę znowu, by ściągnąć błystkę bliżej pułapki - ale, ale Herr Obersturmfuhrer - pokręcił palcem rozbawiony - Pakt o nieagresji! Nie sojusz, ja-a-a? Kochajmy się jak elfy - puścił oko do elfiej zołzy - Ale liczmy jak krasnoludy. Rzeknijcie nam co wy wiecie, ha? Coż to rozjuszyło potworności Pieczar, że na żer wyszły? Wszak wszyscy wiemy, że przypadku w tym za grosz nie ma gdyż...Dalsze zmagania rybackie zakłóciło jednak czyjeś niespodziewane, ale jakże ciekawe wejście.
- Wybacz Herr.
Baron oddalił się od Rudolfa zostawiając go z propozycją wymiany informacji i wracając do stolika swoich towarzyszy obserwował lot małej istotki, która zawitała do karczmy. Ukłonił się szarmancko przed ewidentną arystokratką i wyprostowany na baczność zatrzaskał racicami.
- Uszanowanie Freulein! Baron van Trykk, do usług!
I dojrzawszy co się święci położył dłoń na ramieniu swojego druha, by nie doszło do smutnej w konsekwencjach gafy.
- Och nonsens. Mój kochany przyjaciel Rechotek wie, że jedzenie spricht nicht, nicht so Rechotku? Wie i zawstydził się nieco. - rzekł patrząc ciekawie na istotkę i wyraźnie snując jakieś wizje, bębniąc przy tym palcami po surducie - Właśnie sobie tak rozmawialiśmy, że... - rzekł ściszonym głosem - nasi mniej mili konkurenci zasługują na jakiegoś psikusa. -
Pojawienie sie nowej osóbki może byłoby miłym wydarzeniem, ale... wydawała się ona mieć o samej sobie wielkie (zbyt wielkie?) mniemanie, w dodatku Rechotek chciał ją pożreć. Eris westchnęła i przewróciła oczami - była to już kolejna rzecz, która wyszła nie tak, jak powinna.
- Eris Moonbeam, elficka czarodziejka i uzdrowicielka. Do usług Jej Wysokości - powiedziała, starając isę być uprzejmą mimo wzrastającej migreny.
-
🧚🧚🧚
Wróżka w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie, popijając z fikuśnej porcelanowej filiżanki. Oczywiście z obowiązkowo wyprostowanym małym palcem. Przez cały czas majestatycznie unosiła się nad stolikiem, siedząc w powietrzu z nogą założoną na nogę, jakby niewidzialny tron należał tam do niej od zawsze.
Była przygotowana na to, że podczas pielgrzymki przyjdzie jej przebywać w towarzystwie pospólstwa, zdobywać ich sympatię i budować przyszłą lojalność poddanych. Zupełnie nie spodziewała się jednak… barbarzyńskich ribbetów.
W Królestwie Ostu i Porannej Mgły - to jest, w jej przyszłym królestwie - udomowione żabołaki służyły głównie jako wierzchowce dla królewskich oddziałów zwiadowczych. Dzikie i nieucywilizowane ribbety również były wróżkom znane, choć przede wszystkim jako wyjątkowo hałaśliwa zwierzyna łowna. Co prawda polowano na nie głównie dla sportu i rozrywki, ale jednak.
Aurelianna upiła kolejny maleńki łyczek herbaty, dochodząc do wniosku, który wydawał jej się całkowicie oczywisty. Baron musiał po prostu oswoić sobie tego osobliwego ribbeta i nadać mu urocze imię “Rechotek”. To doprawdy imponujące osiągnięcie.
Doskonale więc się składało, bo podobny arystokrata mógł okazać się dla przyszłej władczyni bezcennym sojusznikiem. Ktoś, kto potrafił nie tylko przeżyć w towarzystwie barbarzyńskiego ribbeta, ale wręcz nakłonić go do noszenia ubrań, uczestniczenia w ucztach i grania muzyki, musiał posiadać wyjątkowy talent dyplomatyczny. Aurelianna była szczerze pod wrażeniem.
Kolejny spokojny łyk z królewskiej filiżanki. Przyszła władczyni Ostu i Porannej Mgły przeniosła spojrzenie na elfkę. Czarodziejka. Uzdrowicielka. I do tego już zaoferowała swe usługi Aureliannie. Wyśmienicie! Takich dworzan właśnie potrzebowała.
Natomiast milcząca dotąd olbrzymka była najwyraźniej niema. Och, biedactwo. Zapewne również należała do świty barona. Tak czy inaczej, podobnej strażniczki nie posiadało dotąd żadne wróżkowe królestwo. Aurelianna niemal widziała już oczami wyobraźni miny innych faerie-władców, gdy obejmie tron, a u bram jej dworu stanie błękitnoskóra olbrzymka o mięśniach twardych niczym górskie skały.
- Psikusa? - powtórzyła nagle z wyraźnym zainteresowaniem.
Wyrzuciła filiżankę wraz ze spodeczkiem niedbałym ruchem za siebie. Oba przedmioty zniknęły w maleńkiej eksplozji wróżkowego pyłu, rozsypując wokół migoczące drobinki światła.
Aurelianna podleciała bliżej barona, wyraźnie ożywiona. Królewna czy nie, wszak powszechnie wiadomo było, że wszystkie faerie uwielbiały psoty.- Proszę opowiedzieć nieco więcej, drogi baronie. - Jej oczy zalśniły zaintrygowaniem.
🧚🧚🧚
-
Efka z drużyny Rudolfa Zaśmiała się widząc jak Rekotek prawie zjadł wruszkę, i powiedziała do towarzyszy.
- Dlatego niższe rasy potrzebują opieki naszego gatunku, one nie są po prostu zdolne do samodzielnej egzystencji, albo nie potrafią się obronić, albo zapanować nad najprymitywniejszymi instynktami. -
Tymczasem jedna z posługaczek, Niziołka pisnęła na widok wróżki, pobiegła do kuchni i wróciła z bankiem czegoś, a następnie podeszła do niej i powiedziała.
- Może zechce panienka magicznego ognia do herbatki? I tak to w ogóle Chloe jestem. - -
🧚🧚🧚
Jej Wróżkowa Wkrótce Wysokość Aurelianna zawisła w powietrzu w oczekiwaniu na odpowiedź barona, lecz zamiast niej do jej uszu dotarły kolejne rasistowskie uwagi długouchej głuptaski, która z Najwyższymi Elfami - rzekomo uważanymi za niezwykle dostojne i eleganckie - miała tyle wspólnego, co Aurelianna z pospolitym polnym kwiatem.
Niby podobne z wierzchu, lecz wewnątrz całkowicie pozbawione wyrafinowania. I tak, w tej analogii elfka była polnym kwiatem.
- Och, jakże smutno byłoby żyć w świecie pozbawionym psot, chaosu i okazjonalnych prób spożycia rozmówcy - oznajmiła Aurelianna lekkim, niemal rozmarzonym tonem, leniwie szybując nad stolikiem barona i jego świty z godnością godną królewskiego pawilonu. - Najwyraźniej niektórym gatunkom brak wyobraźni.
Nie spojrzała nawet w stronę elfki. Nie było takiej potrzeby. Każda choć odrobinę inteligentna istota bez trudu wychwyciłaby dyplomatyczną elegancję, z jaką przyszła władczyni Ostu i Porannej Mgły właśnie publicznie ośmieszyła rasistkę. Nawet barbarzyński ribbet.
Chwilę później jedna z posługaczek - niziołka przedstawiająca się jako Chloe - podbiegła do stolika z czymś trzymanym ostrożnie w dłoniach. Aurelianna aż zatrzepotała skrzydełkami z ekscytacji.
- Płonąca herbata?! Cudownie! - wykrzyknęła z tak szczerą radością, że nad stolikiem natychmiast pojawiły się maleńkie złote trąbki wygrywające krótkie, lecz niezwykle uroczyste fanfary.
Wróżka wzleciała odrobinę wyżej i wyciągnęła dłoń ku Chloe z pełną majestatu powagą.
- Chloe, posługaczko "Pod Jesionem i Dębem", niniejszym zostajesz mianowana Tymczasową Królewską Opiekunką Napojów Jej Jaśnie Migotliwej Wysokości Aurelianny Belladonny Różopłatki Nimfy-Księżycowej Lilianny Srebrzystej Rosy z Domu Ostu i Porannej Mgły
Po czym dodała już nieco ciszej, z absolutnie śmiertelną powagą:
- To bardzo prestiżowe stanowisko.
🧚🧚🧚
-
Eris przewróciła oczami wtedy, gdy "Aurelianna Belladonna bla bla bla" przemawiała, w momencie, gdy była ona do niej odwrócona plecami. Co jak co, ale ta kobieta uwielbiała brzmienie swojego pełnego arystokratycznego tytułu, pomyslała, wzdychając w duchu.
- Pragnę dodać, że nie wszystkie elfy obecne na sali podzielają zdanie tej kobiety - dodała na głos od siebie, rzucając elfce z drugiego stolika spojrzenie pełne pogardy.
-
Elfka uśmiechnęła się z wyższością i powiedziała zerkając na Eris z pobłażaniem.
*- Prawdziwe elfy jednak nigdy nie omieszkają pokazać pomniejszym rasom ich miejsca w drabinie stworzenia. I to nie jest rasizm, tylko obiektywna rzeczywistość! -”
Krasnolud uniósł powiekę i powiedział z mieszaniną namysłu i Pogardy.
- Jeszcze trochę, i obydwie mnie zaproszą na ślub. Oczywiście nie przyjdę, bo dla mnie śluby osób bez brody są sprzeczne z naturą! -
Jego towarzyszka posłała mu wściekłe spojrzenie.Tymczasem Chloe nadała czegoś jasno brązowego do spodeczkach księżniczki, która tylko gdy to wypiła poczuła Ogień rozchodzących się w jej ciele.
- Mogę jeszcze dolać o wspaniałości!- -
Eris westchnęła z głębi swojej skromnej piersi. "To nie jest rasizm". Nieeee, wcaaaale!!!
-
W karczmie
Elfka westchnęła ciężko i powiedziała
- To pomniejsze rasy zachowują się rasistowsko nie okazując nam odpowiedniego szacunku.-
Tymczasem Aureliana poczuła, jak trunek Rozpływa się po jej malutkim ciałku, ale jest zachowała trzeźwość umysłu i niziołka chloe patrzyła na nią z fascynacją.
- Nie widziałam że takie małe i urocze stworzonka mogą mieć taką głowę!-Wyprawa hrabiego
Drużyna po obfitym obiedzie postanowiła odwiedzić hrabiego Talbeta, który sprawdzi oficjalnie nie władał miejscowością, ale wydawał się być Najwyżej postawioną osobą w tym okolicy, a poza tym dwoje z członków było osobami w mniejszym lub większym stopniu wysoko urodzonymi, więc wypadałoby aby go odwiedzili, zwłaszcza że podobno tutejszy ród jeszcze nie tak dawno uważał się za króla! Po drodze spotkali jedno z dzieci, które ich powitały, kotowatą dziewczynkę, która rozmawiała z baronem, wracającą z zamku hrabiego z czapką pełną śliwek… W istocie, zamek otaczał sad śliwkowy, a także pastwisko, na którym pasło się całkiem sporo albo bardzo dużych kucy, albo bardzo małych koni. Rozciągały się tutaj też pola, na których rosły ziemniaki i rzepak. Można powiedzieć, że pan na zamku byłby bardzo zamożnym farmerem, ale jako hrabia wydawał się być jednak dosyć ubogi, co tylko uwidoczniło się gdy zbliżyli się do zamku, który od dobrego wieku wymagał remontu, Zresztą zauważyli pod jego murami dosyć ładny dom, w którym najpewniej pomieszkiwał pan na zamku. Jak się okazało, przygotował się on już na wizytę naszej dzielnej drużyny, i na drodze Przed zamkiem czekał na nich mężczyzna w kolorowym stroju herolda, aczkolwiek o wyglądzie bardziej pasującym na kowala, który trzymał w ręku całkiem sporą torbę. Czekało też na nich troje rycerzy. Jednym był bardzo stary mężczyzna, który twarz ozdabiały ogromne wąsy, który drzemał na swoim wierzchowcu, drugim był zasypany otyły mężczyzna, który nie mieścił się w zbroi, więc wymontowano ochronę brzucha, a trzecim była Niziołka. Ona jedyna wyglądała groźnie, miała dosyć nową zbroję i wydawało się że gotowa byłaby walczyć z całą drużyną! Na tarczy miała wojownika przebijającego ostrzem ogromną żabę o trzech oczach na szypułkach. Herold wziął głęboki oddech, i potem zaczął mówić potężnym basem.
- W imieniu Hrabiego Talbeta z Królewskiego rodu Heartstonów, Pogromcy kozołaków, Przepijającego olbrzymy, Zguby Mrocianów, Wierzyciela elfów, i łapacza wróżek Witamy waszą drużynę poszukiwaczy przygód i zapraszamy na kosztowanie śliwowicy z hrabiowski zapasów.- -
Eris słuchała wypowiedzi herolda, na jej twarzy szok mieszał się z niechecia.
- Eeeeeem... Czy wy chcecie nas znieważyć? Czy tak przez przypadek Wam wyszło? - zapytała, wyraźnie zirytowana.
-
Baron uśmiechnął się na widok niziołki mocno pobłażliwie. Jakoś ostatnia moda by najgroźniej wyglądały niewiasty (i to nawet niziołki), a mężczyźni budzili albo odrazę pasibrzuchów i oferm, albo łabędzi śpiew starych wojowników dotarła z szerokiego świata i do Elmore. Zastanawiał się, czy hrabia swoich rycerzy celowo tak dobiera, czy jednak istotnie ród męski podupadał. On sam wszak miał się za męża dorodnego, atrakcyjnego i wcale zaradnego. Uśmiechnął się też na słowa herolda, bo kpina i w jego arsenale broni się znajdowała. Zastanawiał się tylko, czy hrabia wiedział z kim w te szranki stawał.
- Unsere najgłębsze uszanowanie! Racz kowalu przekazać swemu panu Talbetowi z Kurewskiego rodu Fartstonów, że oto przybywa doń delegacja kozołaków, olbrzymów, ribbetów, elfów i wróżek. Kozołaki nie żywią doń urazy o tę alte kozę co ją gromił od tyłu aż dudniło, olbrzymy herzlich przepraszają, że jego dzban, który tak chwacko opróżniał, był podsuniętą mu omyłkowo spluwaczką, ribbety sehr dziękują za pozbycie się mrocianów co im kanalizacje zapychały, wróżki z przykrością informują, że mehr łapaczy much nie potrzebują i nie przedłużą umowy, ale elfy mit Freude użyczą mu jeszcze więcej miedziaków jeśli tak jak ostatnio zdejmie gacie swoim rycerzom i każdego pocałuje w dupę!
Co rzekłszy zatupał racicami przed heroldem i pozdrowił go gestem uniwersalnie przyjętym za "takiego wała".
- Zatem coś o śliwowicy mówiłeś dobry człowieku? -
Ten post został usunięty!
-
Starszy mężczyzna nachylił się w kierunku Eris i powiedział.
- Pyta pani, czy mamy mydło? Tak, mamy je! - I wyciągnął z buta kawałek szarego mydła i co rozpuszczone zapewne od soku wyciekającego z jego stóp i rzucił go elfce.
Tymczasem towar wyraźnie się zmieszał i powiedział.
- No, ale takie tytuły ma nasz pan! No bo kiedyś tutaj na drogach grasował taki Bandyta, co zmieniał się w czarnego kozła i przeganiał drobnych kupców, lękających się, że to jakieś demoniczne coś! A nasz pan go schwytał i w powróz zaprzągł. Była też niegdyś Inwazja strasznych Mrocianów, co dzieciaki usiłowały porywać, nasz hrabia razem z tymi zdradzieckimi wieśniakami ich wtedy tego pogonił. No i kiedyś jakiś olbrzym usiłował naszemu panu sprzedać takie magiczny kamień co szczęście jest zapewnia, ale nasz pan wezwał go na konkurs pijacki i przepił! Tylko, że kamień okazał się być jakimś tam zwykłym rzecznym kamieniem, a nasz pan stawiał. A raz też Udało mu się złapać wróżkę zębuszkę, która miała zamiar wyrwać i poszłeś mu zęby! - Aureliana wiedziała o istnieniu wróżek zębuszek, wrednych, ale nie aż tak groźnych jak wróżki szkieletowe…
- A jeśli chodzi o elfy, to Pradziad naszego Pana pożyczył kiedyś elfowi jednego srebrnika, i teraz doliczając procenty i wszelkiego rodzaju kary jest już mu winien dziesięć tysięcy, czterysta osiemdziesiąt dwie sztuki złota, dwanaście srebrników i trzy miedziaki. –
- A śliwowicy To u nas dostatek! - Powiedział Kowal będący heroldem, i zaprowadził poszukiwaczy przygód do zamku. razem z rycerzami, niziołka przez całą drogę Rzucała Rechotkowi dumne spojrzenia, A potem stanęli przed bramą zamku i Herold wyciągnął z torby nową czapkę klucznika, ubrał ją i otworzył drzwi, a potem ubrał perukę lokaja, i zaprowadził gości do sali biesiadnej, którą dwie kobiety wyglądają dla jego córki sprzątały właśnie. Za stołem podrzemywał hrabia, Talbet, barczysty mężczyzna pofarbowanych na czarno siwych włosach, obok niego stała prześliczna dziewczyna o błękitnych oczach i niebieskich oczach.
- Witaj szlachetna księżniczko Aureliano. Witaj szlachetny Von Tryk. Rozgośćcie się proszę, razem ze swoimi sługami, i napicie śliwowicy powiem Mam do was wielką, a nawet bardzo wielką prośbę, wręcz misję od której będą zależeć losy… Być może nawet świata!- -
Baron z ulgą zauważył, że powitanie przeszli bezbłędnie i mieszkańcy Elmore nie należą do nadto obrażalskich. Nie dowierzał oczywiście tłumaczeniom, że przydomki hrabiego były przypadkowe zbieżne z ich aparycjami, ale co kraj to obyczaj. No i darowanej śliwowicy w antał zaglądać nie zamierzał. Choć niepokojące spływające sokiem nogi starego rycerza nakazywały uważać, co się zamierza spożywać, czy w ogóle w zasadzie tykać.
Za niezwykle praktyczne uznał czapki kowala! Toż jeden arystokrata mógł tym sposobem jednym sługą zaopatrzeć całą rezydencję! Oszczędnie i zgodnie z nowopanującą elfią modą na ekologię, bo ileż mniej psuł powietrza jeden sługa od ich całej armii! A dzięki czapkom w trymiga zmieniał tenże sługa swoją przydatność.
- Rechotku! - szturchnął kompana, który zamilkł jakoś od wizyty w karczmy i wyglądał jakby każda kolejna napotkana niewiasta nikczemnego wzrostu jawiła mu się soczystą muchą.
Po czym wykonał przesadny i nader fikuśny gest pozdrowienia tym razem zupełnie serdecznie tupiąc racicami.
- Ja-a-a-kże moglibyśmy Ci hilfen imć hrabio? - spytał odstawiając krzesła dla ich drużynowych pań przy stole i grzecznie czekając aż kowal-lokaj zacznie czynić honory. Dla olbrzymki złączył 2 krzesła, a dla wróżki szarmancko postawił na krześle zegar z kurantem przeniesiony z kredensu i ustawiwszy godzinę dwunastą, zatrzymał by z zegara wynurzyło się na sprężynie krzesełko z księciem. Książę powędrował na stół a fotel był wolny dla Aurelianny.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się